Wall Street ciągnie rynki w dół – złoty czeka na RPP. PMI ze strefy euro bije prognozy

Coraz lepsze nastroje w europejskich przedsiębiorstwach nie potrafią wygenerować pozytywnego impulsu na aktywach ze Starego Kontynentu. Czy sygnałem dla inwestorów mogą stać się dane z USA publikowane przez prywatne instytucje? Złoty ze spokojem oczekuje na obniżkę stóp ze strony RPP.

Europa po dobrej stronie mocy

Do nienajgorszych PMI z przemysłu w UE dziś doszły naprawdę dobre wskaźniki wyprzedzające z gałęzi usługowej. Wszystkie odczyty były lepsze od prognoz i, co najistotniejsze, tylko Francja (48 pkt) znalazła się poniżej pułapu 50 pkt, który oddziela nastroje recesyjne od progresywnych. Skończyło się to wynikiem równych 53 pkt dla całej strefy euro, co jest najlepszym wskaźnikiem od maja… 2024 roku. Coraz lepsze nastroje w europejskich przedsiębiorstwach mogą stanowić lekki powiew optymizmu i oznaczać, że najgorsze gospodarczo już za Starym Kontynentem. Nawet targana konfliktami politycznymi i blokadą decyzyjną w sprawie budżetu Francja pokazał dziś lepszy od prognoz odczyt w postaci wrześniowej produkcji przemysłowej, która w ujęciu miesięcznym urosła o 0,8%. Niestety nawet pozytywne sygnały z kalendarza makro nie są w stanie wygenerować ruchu zwyżkowego na giełdach, czy wpłynąć na odbicie eurodolara.

Coraz mniej jasna układanka

Przy braku rządowych danych z USA rośnie znaczenie odczytów publikowanych przez prywatne instytucje. Jeszcze dziś zobaczymy wskaźniki wyprzedzające (ISM i PMI) dla usług, czy też raport ADP o zmianie pozarolniczego zatrudnienia. To właśnie dane z rynku pracy (chociaż często potrafiły mocno się rozjechać z publikacjami Departamentu Pracy) mogą być rozgrywane jako rynkowy impuls. Czy słabsze odczyty mają szansę zmienić nastawienie inwestorów do najbliższych działań Fed? Przynajmniej krótkoterminowo nie należy tego wykluczać, ale mgła makro przy braku oficjalnych danych może w dalszym ciągu chłodzić oczekiwania dla ruchów decydentów. A zakończenia najdłuższego w historii zamknięcia rządu wciąż nie widać na horyzoncie. Rynkowa układanka staje się coraz bardziej zagmatwana. Tracą giełdy i ryzykowne aktywa (np. kryptowaluty), ale na forexie już niekoniecznie zyskują waluty uważane za bezpieczne przystanie. Czy w takim razie mamy tylko do czynienia z realizacją zysków na rozgrzanych rynkach, czy z jakąś poważniejszą listopadową smutą?

Niepewne nastroje, pewne cięcie RPP?

W środowe wczesne popołudnie na parkietach giełdowych dominuje czerwień. Wszystko zaczęło się jeszcze wczoraj na Wall Street, gdzie Nasdaq stracił przeszło 2%. W Azji lekki wzrost zaliczył jeszcze Szanghaj, ale zanurkowało Tokio (-2,5%). W Europie ledwo nad kreską utrzymuje się Londyn, ale większość indeksów w trakcie sesji stara się zmniejszać straty. W Warszawie przekłada się to na WIG20 zniżkujący już tylko o 0,3%. Na rynku walutowym zmienność nie jest szczególnie wysoka, USD utknął między obawami o stan amerykańskiej gospodarki a swoimi walorami bezpiecznej przystani. W ten sposób indeks dolarowy (USD kontra sześć pozostałych najważniejszych walut) balansuje na psychologicznym poziomie 100. Kurs EUR/USD po zejściu poniżej 1,15 $ drastycznie się wypłaszczył. Lokalnie najważniejsza jest oczywiście decyzja RPP. Jednak tym razem pod wpływem odczytów inflacyjnych rynek przesunął swoje oczekiwania i spodziewa się obniżki. W takim wypadku nie powinna ona szczególnie osłabić pozycji złotego. Większe znaczenie może mieć jutrzejsza konferencja prezesa Glapińskiego (tydzień temu Powell pokazał, jak wpływowe mogą być wypowiedzi szefa banku centralnego). Po godz. 13:30 kurs euro jest wciąż poniżej 4,26 zł, kurs dolara utrzymuje się powyżej 3,70 zł, kurs franka to 4,57 zł, a kurs funta balansuje na 4,83 zł.

Marcin Motel pokieruje polskim oddziałem Wonderful

Wchodząca na polski rynek firma Wonderful, oferująca zintegrowaną platformę agentów AI, powołała Marcina Motela na stanowisko General Managera na Polskę. W tej roli będzie on odpowiadał za strategię i rozwój firmy w Polsce, budowę elitarnego zespołu ekspertów AI, relacje z kluczowymi partnerami i klientami oraz utrzymanie najwyższych standardów jakości usług.  Wonderful uzupełnia lokalny zespół w Warszawie i poszukuje największych talentów z branży IT.

Marcin Motel to ekspert w dziedzinie automatyzacji procesów i praktycznego wdrażania sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach, z ponad 25-letnim doświadczeniem w sektorze IT. Jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej oraz programu BAM w Babson College. Z wykształcenia ekonomista, a z doświadczenia – specjalista w przekuwaniu nowoczesnych technologii IT w realną wartość biznesową dla firm. Od lat związany był z czołowymi firmami technologicznymi, takimi jak EMC, Symantec, Software AG, IBM, BMC, Qlik, a ostatnio UiPath.

Posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów informatycznych od strony biznesowej, w obszarach Business Intelligence, Information Management, Data Management, Business Process Management oraz Robotic Process Automation i Agentic Automation. Biegle „tłumaczy” język technologii na język korzyści biznesowych – potrafi w przejrzysty sposób przekładać dane i kody na konkretne zyski. Prywatnie pasjonuje się koszykówką, która inspiruje go również poza sferą zawodową.

Obecnie dołączył do firmy Wonderful, która wchodzi na rynek polski z najnowszej generacji agentami sztucznej inteligencji obsługującymi głos, czat i inne kanały komunikacji.

Cieszę się, że dołączam do firmy w tak ekscytującym momencie. Wejście Wonderful do Polski odzwierciedla nasze zaangażowanie w tworzenie sztucznej inteligencji, która dostosowuje się do każdego rynku – językowo, kulturowo i operacyjnie. Dzięki zaawansowanej technologii i lokalnemu zespołowi topowych ekspertów pomagamy przedsiębiorstwom skutecznie wdrażać rozwiązania AI, zapewniając precyzję, zgodność z przepisami i autentycznie polski charakter każdej interakcji. To rewolucyjne wdrożenie na polskim rynku ITmówi Marcin Motel. – W Wonderful planuję budować trwałe relacje i dostarczać rozwiązania, które naprawdę robią różnicę dla naszych klientów. Bliska współpraca z zespołami i partnerami to klucz do sukcesu ich biznesów – dodaje.

Wonderful uruchomiła nowoczesne biuro w Cambridge Innovation Campus w Varso Place w Warszawie. Firma tworzy silne struktury lokalne i rozbudowuje zespół ekspertów. Poszukiwane są największe talenty z doświadczeniem w uznanych i wiodących firmach technologicznych. Wśród otwartych stanowisk znajdują się role techniczne, sprzedażowe, specjalistyczne oraz menedżerskie.

Miliardowa emisja listów zastawnych Millennium Banku Hipotecznego

Millennium Bank Hipoteczny S.A. z sukcesem przeprowadził emisję hipotecznych listów zastawnych o łącznej wartości nominalnej 1 mld zł. Emisja skierowana została do inwestorów instytucjonalnych. Łączny popyt osiągnął 1,3 mld zł.

Hipoteczne listy zastawne o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 1 mld zł wyemitowane zostały w ramach Międzynarodowego Programu Emisji Hipotecznych Listów Zastawnych Millennium Banku Hipotecznego S.A. na podstawie Prospektu Podstawowego zatwierdzonego przez Commission de Surveillance du Secteur Financier w Luksemburgu w dniu 30 września 2025 roku. Bank będzie ubiegał się o dopuszczenie instrumentów do obrotu na rynku równoległym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie i dodatkowo na Giełdzie Papierów Wartościowych w Luksemburgu.

Dzień emisji listów zastawnych przypadł na 4 listopada 2025 roku, a dzień ich zapadalności wyznaczony został na 4 listopada 2030 roku. Instrumenty zostały wycenione na 93 pkt. bazowych ponad stawkę WIBOR 3M w procesie budowy księgi popytu przeprowadzonym w dniu 28 października 2025 roku.

Listom Zastawnym została przyznana przez Fitch Ratings Ireland Limited (Frankfurt am Main) ocena ratingowa na poziomie AAA z perspektywą negatywną.

Była to czwarta emisja listów zastawnych Millennium Banku Hipotecznego S.A. W 2024 roku Bank wyemitował dwie serie listów zastawnych o tenorach 3- i 5-letnim oraz wartości nominalnej wynoszącej odpowiednio 300 mln zł i 500 mln zł, natomiast w marcu 2025 roku Bank wyemitował 5-letnie listy zastawne o wartości nominalnej wynoszącej 800 mln zł. Łączna wartość nominalna wyemitowanych i pozostających w obrocie hipotecznych listów zastawnych wynosi obecnie 2,6 mld zł.

To nasza druga emisja listów zastawnych w tym roku i pierwsza w ramach ustanowionego pod koniec września międzynarodowego programu emisji listów zastawnych EMTN. Jednocześnie to najwyższa historycznie wartość emisji naszych listów i zarazem maksymalna wartość emisji listów zastawnych skierowanej do inwestorów instytucjonalnych zrealizowana do tej pory w Polsce. Cieszymy się z sukcesu emisji o rekordowym wolumenie i dziękujemy inwestorom za okazane zaufanie a naszym partnerom za wsparcie w procesie – mówi Agata Chrzanowska, Prezes Zarządu Millennium Banku Hipotecznego S.A.

Podmiotami zaangażowanymi w transakcję były Bank Millennium S.A. jako Organizator, Agent Kalkulacyjny i Agent Emisji, Biuro Maklerskie Banku Millennium S.A. jako Dealer oraz Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. jako dodatkowy Dealer. Doradztwo prawne w zakresie ustanowienia międzynarodowego programu emisji listów zastawnych oraz pierwszej emisji w ramach tego programu prowadzone było przez kancelarię White & Case M. Studniarek i Wspólnicy – Kancelaria Prawna sp.k.

Silny dolar ciąży na surowcach i kryptowalutach. Złoty rośnie przed decyzją RPP

Rynek czeka na obniżkę stóp, ale nie brakuje głosów sugerujących, że możemy mieć przerwę. W międzyczasie umacniający się dolar powoduje przeceny surowców i kryptowalut. Inflacja w Czechach przyspiesza, a korona drożeje.

Rynek czeka na obniżkę

Przed decyzjami Rady Polityki Pieniężnej zawsze, gdy pojawiają się wątpliwości, rozpoczyna się szukanie wskazówek w poprzednich konferencjach lub wypowiedziach członków Rady. Biorąc pod uwagę, że sławny „traktat sopocki” nie został nigdy złamany, zaufanie do prezesa NBP jest duże. Dlatego właśnie niedawna historia o tym, że grudzień przeważnie jest miesiącem odpoczynku i decyzje nie są podejmowane, wraca teraz niczym bumerang. Jeżeli bowiem mamy wątpliwości czy listopadowa decyzja nie zostanie przeniesiona na grudzień, to stwierdzenie to powinno przekreślać ten scenariusz. Prezes NBP nie decyduje samodzielnie, ale dalej wydaje się, być zdecydowanie najważniejszym rozgrywającym w polityce monetarnej. Z drugiej strony od dzisiejszego poranka polski złoty się umacnia. Gdyby ktoś był fanem spiskowych teorii, mógłby budować narrację, że ktoś dobrze poinformowany rozpoczyna skupowanie złotego pod brak decyzji o obniżce. Nie można zapomnieć o najważniejszym – ceny są obecnie pod kontrolą. W rezultacie naprawdę mamy przestrzeń, by stopy obniżać. Wyjątkiem może być bardzo pesymistyczna prognoza inflacji, którą na konferencji jutro powinniśmy poznać.

Co powoduje silny dolar?

W ostatnich dniach amerykańska waluta bardzo się umocniła. Obecnie za 1 EUR płacimy mniej niż 1,15 USD. Tak silna była ona ostatnio na przełomie lipca i sierpnia – tylko przez kilka dni. Warto zwrócić uwagę, że dolar to nie tylko waluta USA, to również miernik wartości wielu instrumentów na świecie. Często jest zatem tak, że wraz z jego umocnieniem ceny dolarowe towarów spadają. Co ciekawe, efekt ten jest wyraźnie silniejszy, niż by wynikało z utrzymywania ceny w walutach lokalnych. To właśnie umocnienie dolara wskazuje się jako jeden z powodów ostatniej przeceny na rynku kryptowalut. Widać to również na surowcach, aczkolwiek w nie aż tak silnej skali – np. wczorajsza wyraźna przecena złota.

Ceny w Czechach

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen u naszego południowego sąsiada. Rynki spodziewały się 2,3%, a otrzymały 2,5%. Czy to jest coś, czym powinni się martwić decydenci w Pradze? Z jednej strony tak – duża różnica względem oczekiwań jest czymś niepokojącym. Z drugiej strony – mamy obecnie wyrównanie poziomu z sierpnia. Co więcej, wynik 2,5% jest niższy od większości wskazań za zeszły rok. W Czechach stopy procentowe wynoszą teraz 3,5%. Wielu analityków uważa, że w najbliższych miesiącach pozostaną bez zmian. Dlatego temat inflacji nie budzi tam tak silnych reakcji jak w Polsce, gdzie każda zmiana odczytu inflacji wpływa na politykę monetarną. Mimo to publikacja danych wzmocniła koronę czeską. To typowa reakcja rynku walutowego na rosnącą inflację.

Polpharma otrzyma 10 mln zł na stworzenie skuteczniejszego leku na nadciśnienie

Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A. podpisały z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) umowę na realizację projektu badawczo-rozwojowego, którego celem jest opracowanie nowego preparatu do leczenia nadciśnienia tętniczego. Projekt otrzymał niemal 10 mln zł dofinansowania w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG), ze ścieżki „SMART”.

Nadciśnienie – choroba cywilizacyjna XXI wieku

Nadciśnienie tętnicze pozostaje jednym z największych globalnych zagrożeń zdrowotnych. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) problem ten dotyka ok. 1,3 miliarda ludzi na całym świecie. Aż 40% osób w wieku 35–64 lat i ponad 75% seniorów żyje z podwyższonym ciśnieniem krwi. Niestety, co trzeci pacjent przerywa terapię przed upływem 6 miesięcy od jej rozpoczęcia, co drastycznie zwiększa ryzyko zawału, udaru czy niewydolności nerek.

Innowacja: mniej tabletek, większa skuteczność

Projekt Polpharmy ma na celu opracowanie dwuskładnikowego leku hipotensyjnego, który połączy w jednej tabletce dwie stosowane dotąd oddzielnie substancje aktywne (API). Terapia skojarzona polegająca na podaniu dwóch substancji w niższych dawkach jednocześnie wykazuje wyższą skuteczność i lepszą tolerancję niż monoterapia jedną substancją w dawce maksymalnej.

Nowy preparat ma przynieść pacjentom szereg korzyści:

  • Mniejsza liczba tabletek – większa wygoda i systematyczność w przyjmowaniu leków
  • Wyższa skuteczność leczenia w porównaniu z monoterapią
  • Lepsza kontrola ciśnienia i większa szansa na utrzymanie terapii
  • Szybsze uzyskanie optymalnych wyników terapeutycznych

Projekt potrwa do końca 2029 roku, obejmując m.in. etap badania optymalnych kombinacji dawek oraz ocenę bezpieczeństwa i skuteczności dla pacjentów o różnych profilach zdrowotnych.

Komentarze ekspertów i partnerów

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Marek Gzik, podkreślił znaczenie projektu:

„Każdy nowy lek to nadzieja, ale ten projekt to coś więcej. To szansa, by miliony pacjentów mogły żyć dłużej i lepiej, bez codziennego lęku o swoje zdrowie. Polskie przedsiębiorstwa mają ogromny potencjał naukowy – Polpharma to przykład, jak nauka i biznes mogą realnie zmieniać system ochrony zdrowia”.

Podobnie prof. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR, wskazał na strategiczne znaczenie inwestycji:

„W naborze Ścieżka SMART szukamy rozwiązań, które stanowią innowację przynajmniej w skali kraju. Tym bardziej cieszy nas projekt o międzynarodowym potencjale, który dodatkowo wpłynie na poprawę jakości leczenia i wydłużenie życia pacjentów”.

Sebastian Szymanek, prezes Polpharmy, dodaje:

„To nie tylko krok milowy w terapii nadciśnienia. To również impuls dla rozwoju innowacyjności polskiej gospodarki – wzmacniamy pozycję Polski w światowej farmacji i budujemy bezpieczeństwo lekowe Europy”.

Ścieżka SMART – szansa na nowe technologie

Polpharma nie jest jedynym przedsiębiorstwem korzystającym z możliwości, jakie daje FENG. W 2026 roku NCBR ogłosi kolejne nabory w ramach „Ścieżki SMART”, w tym dla konsorcjów naukowo-biznesowych, z alokacją 700 mln zł. W kolejnych latach pojawią się również środki na innowacje z obszaru biotechnologii i technologii krytycznych dla Europy.

„Mamy nadzieję, że przykład Polpharmy zainspiruje innych liderów zmian. Pieniądze leżą na stole, ale przekażemy je tylko tym, którzy zgłoszą najlepiej rokujące projekty” – podsumował prof. Małachowski.

Telekomunikacja pod presją: prywatność, AI i geopolityka definiują nowe zagrożenia

  • Prywatność, bezpieczeństwo i zaufanie, w tym odpowiedzialna sztuczna inteligencja, jest największym ryzykiem dla operatorów telekomunikacyjnych.
  • Nieskuteczna transformacja z powodu nowych technologii znalazła się na drugim miejscu na liście 10 najważniejszych rodzajów ryzyka, aż 32% globalnych prezesów firm telekomunikacyjnych wstrzymuje inwestycje w AI.
  • Nowym rodzajem ryzyka okazała się geopolityka, 22% CEO telekomów wskazało ją jako zagrożenie dla rozwoju ich organizacji.

Analiza EY „10 najważniejszych rodzajów ryzyka dla branży telekomunikacyjnej na 2026 rok” pokazała, że wraz z nieustającym rozwojem technologii nadal największym zagrożeniem pozostają kwestie ochrony prywatności, zapewnienia bezpieczeństwa danych oraz zaufanie. Eksperci EY przygotowując listę 10 najważniejszych rodzajów ryzyka sektora telekomunikacyjnego podzielili je na 4 grupy: związane ze zgodnością z regulacjami, operacyjne, strategiczne i finansowe.

Ryzyko 1: Zmieniające się wymagania w zakresie prywatności, bezpieczeństwa i zaufania

W badaniu EY dotyczącym odpowiedzialnej AI tylko 59% respondentów z branży telekomunikacyjnej twierdziło, że ma odpowiednią metodologię do identyfikacji, oceny i ograniczania ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją. Dodatkowo telekomy rzadziej niż inne sektory wykorzystują audyty wewnętrzne, polityki dotyczące etycznej AI czy zewnętrzne certyfikaty pomagające zdobyć zaufanie konsumentów do systemów sztucznej inteligencji.

– „Telekomy na tle innych sektorów mają jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o wdrażanie środków mających zwiększyć zaufania do sztucznej inteligencji. Akceptacja sztucznej inteligencji przez klientów nie jest oczywista, co oznacza, że konieczne jest położenie większego nacisku na aspekty związane z budowaniem zaufania, w szczególności w szeroko rozumianym obszarze bezpieczeństwa. To właśnie odpowiedzialne i przejrzyste działania wokół AI mogą budować przewagę przedsiębiorstw ” – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider Zespołu AI Technology.

Osobnym problemem jest fakt, że działy cyberbezpieczeństwa w telekomunikacji mają trudności z poszerzeniem swojego zakresu obowiązków. Głównymi wyzwaniami wymienianymi przez dyrektorów ds. bezpieczeństwa informacji (CISO) w badaniu EY „Spostrzeżenia globalnych liderów cyberbezpieczeństwa” były niewystarczające budżety na cyberbezpieczeństwo (w ciągu ostatnich dwóch lat ich udział w rocznych przychodach ich firm zmniejszył się z 1,1% do 0,6%) oraz trudności w zrównoważeniu cyberbezpieczeństwa z tempem innowacji korporacyjnych.

–Działanie funkcji cyberbezpieczeństwa ma obecnie strategiczne znaczenie dla każdej organizacji i wymaga właściwego zaangażowania na każdym poziomie kadry zarządzającej. Skala zagrożeń dla firm wyłącznie rośnie. Dotyczy to także przedsiębiorstw działających w Polsce, która jest jednym z najczęściej atakowanych krajów na świecie. W ślad za implementacją nowych rozwiązań technologicznych powinien iść nacisk na ich efektywne wykorzystanie oraz ciągłe działania edukacyjne wśród pracowników” – uważa Leszek Mróz, Partner EY odpowiedzialny za usługi cyberbezpieczeństwa w Polsce.

Ryzyko 2. Nieefektywna transformacja z powodu nowych technologii

Nowe technologie to finansowe oraz strategiczne ryzyko. Firmy telekomunikacyjne napotykają poważne przeszkody w skalowaniu inicjatyw związanych ze sztuczną inteligencją. Zgodnie z globalnych badaniem EY dotyczącym odpowiedzialnej AI główne obawy prezesów telekomów dotyczyły wdrażania AI oraz regulacji. W efekcie przyjęto różnorakie podejście do sztucznej inteligencji. Jedna trzecia firm tego sektora planowała przyspieszenie inwestycji w AI i prawie tyle samo (32%) ich ograniczenie.

Ryzyko 3: Nieodpowiednie zarządzanie talentami, umiejętnościami i kulturą organizacyjną

Dążenie wielu dostawców do automatyzacji sieci, rozwoju wewnętrznych platform czy integracji technologii powoduje wzrost popytu na specjalistyczne umiejętności. Najczęściej poszukiwani są specjaliści w obszarze cyberbezpieczeństwa, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, infrastruktury IT oraz nauki o danych.

Obsadzenie tych stanowisk będzie wyjątkowo trudne ze względu na ograniczoną pulę talentów, konkurencję w ramach branży oraz niezdolność operatorów do zaoferowania wyższych wynagrodzeń niż sektor technologiczny czy finansowy.

Ryzyko 4. Niewystarczająca wartość sieci i jej wydajność

Szeroki wybór szybkich łączy powoduje, że telekomy muszą się wyróżnić na rynku nie tylko za pomocą cen. Ważne są także doświadczenia konsumentów, w tym lepsza komunikacja z nimi. Nie bez znaczenia są także np. ekstremalne warunki pogodowe i problemy z dostawami energii elektrycznej. Wzrost zagrożeń wynikających ze zmian klimatycznych sprawia, że niezwykle ważne jest nadzorowanie wydajności sieci, rozwiązywanie problemów, począwszy od sprzętu w domach konsumentów, aż po infrastrukturę wspierającą utrzymanie łączności sieciowej.

Ryzyko 5. Słabe dostosowanie do zmieniającego się środowiska geopolitycznego

Niedostosowanie się do sytuacji geopolitycznej i niepewności rynkowej jest zdaniem 22% globalnych prezesów telekomów zagrożeniem dla rozwoju ich firm. Telekomunikacyjni CEO zwracali szczególną uwagę na globalne spory handlowe, mimo że ich bezpośrednia ekspozycja na cła jest stosunkowo ograniczona, w przeciwieństwie do dostawców sprzętu.

Ryzyko 6. Brak możliwości wykorzystania nowych modeli biznesowych

Firmy telekomunikacyjne starały się oferować nowe usługi przedsiębiorstwom, ale ograniczona świadomość propozycji B2B może hamować ich wdrażanie, a tym samym potencjalne przychody. Badanie EY „Nowe spojrzenie na przyszłość przemysłu” wykazało, że 24% przedsiębiorstw albo wie mało, albo nic nie wie o np. oferowanych przez telekomy sieciowych interfejsach API. Natomiast zmiany w podejściu wielu rządów dają nowe możliwości rozwoju telekomów, przede wszystkim w budowaniu narodowych chmur oraz infrastruktury.

Ryzyko 7. Nieskuteczne zaangażowanie w zewnętrzne ekosystemy

Nowe usługi B2B oraz B2C wymagają większej współpracy zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym. Zawierane przez telekomy partnerstwa zyskują na znaczeniu, ponieważ umożliwiają zwiększenie skali działalności, przyspieszenie efektywności i tworzenie wartości. Wymagają jednak skutecznego zarządzania relacjami, w tym sprawdzaniem, czy różne rodzaje partnerstw, takie jak wspólne przedsięwzięcia infrastrukturalne, umowy hurtowe czy współdzielenie sieci, przynoszą oczekiwane efekty.

W badaniu EY CEO Outlook globalni prezesi telekomów wskazywali dzielenie się technologią (49%) i łączenie uzupełniających się zasobów dystrybucyjnych (43%), jako dwa główne czynniki tworzenia joint venture i strategicznych partnerstw.

Ryzyko 8. Brak skutecznej reakcji na zmieniające się potrzeby klientów

Konsumenci coraz większą uwagę zwracają na cyfrowe bezpieczeństwo obejmujące także dostępne w internecie treści. Rządy na całym świecie są świadome tych obaw i podejmują odpowiednie działania wprowadzając np. ograniczenia dotyczące korzystania ze smartfonów w szkołach.

Reagując na to strategiczne ryzyko operatorzy telekomunikacyjni rozwijali i udoskonalali swoją ofertę skierowaną do rodzin i nastolatków. Tym samym stawali przed wyzwaniem poruszania się w złożonym środowisku interesariuszy, w skład którego wchodzili rodzice, organy regulacyjne oraz instytucje edukacyjne.

Ryzyko 9. Niewłaściwe zarządzanie programem zrównoważonego rozwoju

Telekomy osiągnęły pewne postępy w ograniczaniu swojego wpływu na środowisko, ale kluczowe znaczenie będzie miało dalsze skupianie się na zrównoważonym rozwoju. Prawie wszyscy badani operatorzy wskazują, że wdrożyli politykę zrównoważonych zamówień oraz obejmującą prawa konsumentów w zakresie technologii cyfrowych. Badanie EY globalnych liderów telekomunikacyjnych z 2024 roku pokazało, że 58% respondentów redukowało emisje oraz zużycie energii. Niecała połowa (49%) wykorzystywała odnawialne źródła energii, a 31% wprowadziło politykę obiegu zamkniętego urządzeń.

– „Badania EY pokazały, że liderzy branży telekomunikacyjnej wdrażają działania, które pozwalają na transformację na rzecz zrównoważonego rozwoju, mimo niesprzyjających warunków gospodarczych i politycznych. Jestem przekonana, że osiągane w tym zakresie wyniki będą motywacją i argumentem do dalszych działań w tym zakresie.” – twierdzi Aleksandra Stanek–Kowalczyk, Partnerka EY Polska, Consulting Sustainability Leader.

Ryzyko 10. Nieodpowiednie modele operacyjne utrudniają maksymalizację tworzenia wartości

Przejście przedsiębiorstw na model globalnych usług biznesowych jest procesem ciągłym i wieloaspektowym. Globalne usługi biznesowe to wiele innych pozytywnych skutków, od cyfryzacji i optymalizacji siły roboczej, aż po możliwość świadczenia nowych usług, platformy wzrostu i zwiększenie rozpoznawalności marki.

Kolejną szansą na udoskonalenie modeli biznesowych jest rosnące zainteresowanie telekomów fuzjami i przejęciami. Najnowsze badanie EY „CEO Outlook Study” pokazało, że 77% liderów z tej branży może wykorzystać transakcje do stymulowania wzrostu i osiągnięcia efektu skali.

Rynek wtórny droższy niż pierwotny – Warszawa i Kraków z nowym trendem cenowym

Mieszkania z drugiej ręki przestają być tańszą alternatywą. W Warszawie i Krakowie ceny ofertowe na rynku wtórnym są dziś wyższe niż w nowych inwestycjach, a we Wrocławiu niemal się zrównały. Analiza sytuacji w czterech największych miastach ujawnia też głębokie rozwarstwienie lokalnych rynków. W Warszawie różnica między najdroższym Śródmieściem a najtańszym Rembertowem sięga niemal 9,5 tys. zł/mkw., a za metr w centrum stolicy można kupić ponad dwa metry w Łodzi.

Choć deweloperzy oferują dziś rekordową liczbę mieszkań, to rynek wtórny wciąż pozostaje głównym kierunkiem poszukiwań mieszkaniowych Polaków. Jak pokazuje najnowszy „Monitor nastrojów klientów nieruchomości” Otodom, w trzecim kwartale 2025 roku aż 50% mieszkańców Polski wskazało mieszkania z drugiej ręki jako preferowany wybór. Co więcej, na koniec września zainteresowaniem rynkiem  wtórnym (wyszukiwania na Otodom) był o 10 % wyższy niż rok wcześniej. Sprawdzamy wobec tego, jak kształtuje się sytuacja na rynku wtórnym w czterech największych polskich miastach pod względem liczby ludności: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Łodzi.

Mieszkania z drugiej ręki niekoniecznie tańsze

Choć często wydaje się, że rynek wtórny stanowi tańszą alternatywę dla nowych lokali, dane rynkowe coraz częściej temu przeczą. W największych miastach, takich jak Warszawa czy Kraków, średnie ceny ofertowe mieszkań z drugiej ręki przewyższają poziomy notowane na rynku deweloperskim.

Różnica jest szczególnie widoczna w Warszawie, gdzie przeciętna cena ofertowa na rynku wtórnym wynosi 18,7 tys. zł/mkw., podczas gdy według danych Otodom Analytics w przypadku nowych inwestycji to 17,2 tys. zł/mkw. Oznacza to niemal 1,5 tys. zł różnicy na metrze kwadratowym. W Krakowie dysproporcja jest mniejsza, ale nadal zauważalna. W stolicy Małopolski na rynku wtórnym średnia stawka to 16,9 tys. zł/mkw., a na pierwotnym 16,2 tys. zł/mkw., co daje ok. 700 zł różnicy.

We Wrocławiu oba segmenty cenowo niemal się zrównały. Mieszkania oferowane przez deweloperów kosztują średnio 13,9 tys. zł/mkw., podczas gdy lokale dostępne na rynku wtórnym 13,6 tys. zł/mkw. Różnica to zaledwie 300 zł, co czyni oba wybory porównywalnymi pod względem kosztów zakupu. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Łodzi, gdzie rynek wtórny pozostaje wyraźnie bardziej przystępny cenowo. Średnia cena nowych mieszkań wynosi tam 11,2 tys. zł/mkw., natomiast tych z drugiej ręki – 8,7 tys. zł/mkw. Różnica sięga aż 2,5 tys. zł za mkw.

W największych miastach rynek wtórny coraz częściej oznacza wyższe ceny niż rynek pierwotny. To efekt dostępności mieszkań w atrakcyjnych, centralnych lokalizacjach, gdzie nowe inwestycje praktycznie się nie pojawiają. Należy też uwzględniać realne koszty – lokale z rynku pierwotnego wymagają wykończenia, co znacząco podnosi całkowity koszt inwestycji. Tymczasem mieszkania z rynku wtórnego są często gotowe do wprowadzenia się, a proces zakupu i przeprowadzki przebiega znacznie szybciej – zaznacza Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Cenowe rozwarstwienie w miastach

Mówienie o „średniej cenie dla Warszawy” czy „dla Krakowa” nie oddaje pełnego obrazu sytuacji na rynku wtórnym. Analiza danych w poszczególnych dzielnicach pokazuje, że w obrębie jednej metropolii funkcjonują zupełnie różne rynki z własną dynamiką i poziomem cen. W niektórych przypadkach różnice między nimi są większe niż między całymi miastami.

W Warszawie najwyższe stawki osiąga Śródmieście, gdzie cena ofertowa mkw. przekracza 23 tys. zł. Tymczasem w Rembertowie, jednej z najtańszych dzielnic stolicy, mkw. kosztuje ok. 13,6 tys. zł. To oznacza, że za 1 mkw. w centrum można kupić niemal 1,7 mkw. na obrzeżach tego samego miasta. Kraków również prezentuje silne zróżnicowanie. W ścisłym centrum, na Starym Mieście, średnia cena ofertowa to już ponad 20,5 tys. zł/mkw., podczas gdy w położonych dalej Łagiewnikach-Borku Fałęckim jest to ok. 15,5 tys. zł/mkw. Z kolei w Łodzi skala rozbieżności cenowych jest znacznie mniejsza. Między najdroższym Polesiem (9,1 tys. zł/mkw.), a Teofilowem (8,1 tys. zł/mkw.) różnica nie przekracza 1 tys. zł.

Równie istotna co poziom cen, jest ich dynamika. Średnie stawki ofertowe w dzielnicach oddalonych od centrum dziś rosną szybciej. Przykładem są krakowskie Łagiewniki-Borek Fałęcki. W trzecim kwartale 2025 r. zanotowały wzrost o 7,3% kw/kw. i aż 7,8 % r/r. W tym samym czasie Stare Miasto, które przez lata było liderem cenowym, potaniało o 3% r/r. Podobną tendencję widać w Warszawie. Śródmieście zanotowało spadek o 3,5 % r/r, Wola o 3 % r/r., a Praga-Północ aż o 6,1% r/r. Na przeciwnym biegunie znajduje się Wesoła, czyli dzielnica na obrzeżach, gdzie ceny wzrosły o 3,3 % r/r.

– W momencie, gdy ceny mieszkań w centralnych lokalizacjach stają się zaporowe, kupujący, zarówno indywidualni, jak i inwestorzy, zaczynają kierować uwagę na tańsze dzielnice z dobrą komunikacją i rozwiniętą infrastrukturą. Niższa cena wyjściowa, połączona z dostępem do usług i wzrostowym potencjałem, przyciąga nabywców, co w konsekwencji przekłada się na wzrost stawek ofertowych w tych rejonach – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom.

Między prestiżem a dostępnością

Patrząc na cztery największe rynki mieszkaniowe w kraju, wyraźnie zarysowuje się podział na lokalizacje premium oraz te, które wciąż pozostają w zasięgu przeciętnego nabywcy. W Warszawie psychologiczną barierę 20 tys. zł/mkw. przekroczyły już trzy dzielnice: Śródmieście (ok. 23 tys. zł/mkw.), Żoliborz (ok. 20,6 tys. zł/mkw.) oraz Wola (ok. 20,5 zł/mkw.). Do tego ekskluzywnego grona dołącza również krakowskie Stare Miasto, gdzie metr kwadratowy mieszkania kosztuje średnio 20,5 tys. zł/mkw.

Po drugiej strony skali plasuje się Łódź – miasto, które wciąż pozostaje najbardziej dostępne cenowo wśród dużych metropolii. W takich dzielnicach jak Teofilów, Chojny-Dąbrowa czy Bałuty ceny mieszczą się w przedziale 8–8,5 tys. zł za metr. To nie tylko atrakcyjna opcja dla inwestorów poszukujących większych marż, ale też także szansa dla osób kupujących pierwsze mieszkanie.

Najbardziej uderzająca jest jednak nie sama różnica między dzielnicami, lecz skala przepaści między miastami. Podczas gdy w Warszawie średnia cena ofertowa na rynku wtórnym wynosi obecnie 18,7 tys. zł/mkw., w Łodzi jest to 8,7 tys. zł/mkw. To aż 114 proc. różnicy, a za 1 mkw. mieszkania w stolicy można kupić ponad 2 mkw. w Łodzi.

Rynek wtórny w największych miastach to mozaika lokalnych światów, które funkcjonują w zupełnie różnym rytmie. W obrębie jednej metropolii obserwujemy odmienną dynamikę cen, strukturę popytu i dostępność ofert. W Warszawie czy Krakowie część dzielnic osiągnęła już poziomy typowe dla rynków zachodnioeuropejskich, podczas gdy w Łodzi czy na obrzeżach Wrocławia wciąż można znaleźć nieruchomości w cenach dostępnych dla znacznie szerszej grupy nabywców. Tak duża rozpiętość pokazuje, że wewnątrz dużych miast mamy do czynienia z siecią lokalnych mikrorynkówpodsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Retail media biją rekordy. Rozwijają się nawet 3-4 razy szybciej niż reklama cyfrowa

Znawcy tematu szacują, że obecna wartość rynku retail mediów w Polsce wynosi od około 1,6 do 1,8 mld złotych. W porównaniu do światowych danych na razie wygląda to skromnie, ale sytuacja dynamicznie się zmienia. W Polsce retail media rosną 3-4 razy szybciej niż średnia dla całego rynku reklamy cyfrowej. Do tego pojawiają się prognozy, że w tym roku osiągną one wartość blisko 2 mld złotych. Ponadto eksperci rynkowi przekonują, że retail media będą odpowiadały za coraz większą część budżetów digitalowych. Obstawiają również, że tempo wzrostu w 2026 roku wyniesie nawet 30%, co uczyni retail media jednym z najszybciej rosnących kanałów reklamowych w Polsce.

Szacuje się, że globalna wartość rynku retail mediów przekracza już 150 mld dolarów. W Stanach Zjednoczonych kanał ten wyprzedził pod względem wartości reklamy telewizyjne, co zaznacza Ewa Sadowska, Head of Product w Bauer Media Outdoor. Ekspertka podkreśla, że choć Polska dopiero nadrabia ten dystans, to rozwija się szybciej niż średnia europejska. Publicznie dostępne raporty IAB Polska oraz globalnych grup mediowych nie podają jednak konkretnych danych finansowych dla krajowego rynku retail mediów.

– Dziś żadne źródło nie publikuje pełnej, jednolitej wyceny obejmującej wszystkie komponenty, a więc marketplace’y, on-site, off-site i in-store. Jednak skala i tempo są dobrze widoczne. Szacowana wartość całej kategorii w Polsce w 2025 roku mieści się w przedziale od około 1,6 mld do 1,8 mld złotych. To opiera się na twardej kotwicy w postaci przychodów reklamowych największych platform e-commerce w 2024 roku oraz na dopływie budżetów do innych kanałów on site i off site. Samo Allegro Ads w 2024 roku przekroczyło w Polsce 1,04 mld zł przychodów reklamowych. W perspektywie globalnej prognozy wskazują, że w 2025 roku retail media osiągną ok. 176 mld dolarów wartości i będą odpowiadać już za ok. 15% światowych wydatków reklamowych. W USA segment ma przekroczyć 62 mld dolarów, rosnąc o ponad 10 mld w rok – komentuje Maciej Tygielski, CEO MyShopTV.

Jak podkreśla Marta Zielonka, Programmatic & Retail Media Investment Lead w Publicis Groupe Poland, prekursorem retail mediów na świecie jest Amazon. Na polskim rynku ten model doskonale odtworzyło Allegro, które obraca w ciągu roku towarami o wartości ponad 60 mld złotych. Na tej platformie e-commerce swoje oferty promuje ponad 145 tys. sprzedawców, wykorzystując dane dotyczące zachowań zakupowych ponad 15 mln kupujących. Ten potencjał dostrzegają także brandy.

– Estymuję, że ten rynek osiągnie w 2025 roku wartość niecałych 2 mld złotych. Mimo pojawiających się nowych platform na rynku, gros wydatków nadal będą stanowiły inwestycje w Allegro Ads. Obstawiam również, że tempo wzrostu w 2026 roku wyniesie ok. 30%, co czyni retail media jednym z najszybciej rosnących kanałów reklamowych w Polsce. To efekt z jednej strony potrzeby monetyzacji powierzchni i danych własnych przez retailerów oraz braku alternatywnych modeli dla inwestycji w media opartych o jakościowe intencje zakupowe – mówi Łukasz Bańkowski, Sales Director, Enterprise, CEE w Adform.

Z kolei Marta Zielonka informuje, że w Polsce retail media rosną 3-4 razy szybciej niż średnia dla całego rynku reklamy cyfrowej. To właśnie ta dynamika czyni je jednym z najszybciej rozwijających się segmentów w polskim marketingu. Jeśli trend się utrzyma, to można szacować, że rynek w latach 2025-2026 zwiększy swoją wartość o kolejne kilkadziesiąt procent. Ekspertka zwraca też uwagę na wyniki finansowe Allegro po pierwszym półroczu 2025 roku. Przychody z tytułu sprzedaży usług reklamowych przekroczyły 620 mln złotych, co oznacza 30% wzrost względem analogicznego okresu poprzedniego roku. Jeśli doliczymy do tego bardzo dynamicznie rozwijającą się ofertę innych e-commerce’ów oraz ekranów w sklepach stacjonarnych, to dynamika może być dużo wyższa.

– Nie mamy w Polsce zestandaryzowanych źródeł takich danych, więc możemy się odwoływać jedynie do szacunków, a te pokazują dynamikę przychodów w 2025 roku w rozstrzale od 6% do 30%. Nawet jeśli przyjmiemy jako prognozę dla 2026 roku środkową wartość tego przedziału, czyli 18%, to byłby to dobry wynik. Według raportów Izby OOHlife, sam segment Digital OOH, a więc istotna składowa retail mediów, odnotował w I półroczu 2025 roku wzrost o 13,2% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku – zaznacza Waldemar Kruk, Head of Business Intelligence w AMS S.A.

Z kolei Maciej Tygielski akcentuje kluczowy fakt związany z rozwojem rynku. Wzrost nie wynika z dopływu tzw. nowych pieniędzy. To w przeważającej mierze przesunięcia z performance marketingu, mediów społecznościowych, części telewizji i programmaticu, a także z budżetów trade. Jak przekonuje CEO MyShopTV, z tego powodu udział retail mediów w całym torcie reklamowym będzie rósł stopniowo, a nie skokowo.

– Retail media staną się jednym z kluczowych kanałów komunikacji – obok search i social. Będą też odpowiadały za coraz większą część budżetów digitalowych. Widać to w rosnącym zainteresowaniu marek współpracą w ramach digital OOH zlokalizowanego blisko punktów handlowych, który staje się naturalnym elementem kampanii retail media – dodaje Sadowska.

Jak zaznacza Marta Zielonka, wielu retailerów w Polsce i na świecie przekształca sklepy internetowe w platformy sprzedażowe, tak zwane marketplace’y, udostępniając swoją powierzchnię zewnętrznym sprzedawcom. W tym kierunku poszły m.in. Empik, Media Markt, Decathlon, Kaufland czy ostatnio Media Expert. Ekspertka zaznacza, że łączy się to z rozwojem oferty reklamowej on-site, często z panelami self-service’owymi do zakupu kampanii z wykorzystaniem danych o użytkownikach i ich preferencjach konsumenckich.

– W Polsce w latach 2025-2026 można spodziewać się utrzymania bardzo wysokiej dynamiki po stronie digital. Natomiast in-store będzie w tym czasie przede wszystkim porządkować procesy i standardy. Wyraźniejsze przyspieszenie przepływu budżetów do in-store nastąpi w 2027 roku. Stanie się to głównie poprzez przesunięcia z performance marketingu, social mediów, influencerów oraz części budżetów trade. Taki scenariusz jest spójny z globalnymi analizami i prognozami, w których rynek commerce i retail mediów przejmuje coraz większy udział w torcie reklamowym – podsumowuje Maciej Tygielski.

Kurdyjscy hakerzy zaatakowali 350 razy w przeciągu 10 tygodni. W tle motywy religijne i ideologiczne

Jesteśmy świadkami gwałtownego wzrostu liczby ataków ideologicznych w sieci – ostrzegają analitycy Check Point Software Technologies. Kurdyjska grupa hakerska Hezi Rash, określająca się mianem „Black Force”, przeprowadziła od sierpnia do października 2025 roku około 350 ataków DDoS na cele w Japonii, Turcji, Izraelu, Iranie, Iraku i Niemczech. To liczba niespotykana wśród grup o podobnej skali działania.

Ataki Hezi Rash są napędzane motywacjami ideologicznymi i religijnymi, a nie finansowymi. Często stanowią reakcję na symboliczne prowokacje – jak w przypadku japońskiego anime przedstawiającego płonącą kurdyjską flagę, po którym doszło do serii ataków na japońskie platformy anime i studia animacji.

– Hezi Rash reprezentuje nową ewolucję hakerskiego aktywizmu – szybką, ideologiczną i napędzaną automatyzacją. Widzimy „uzbrojenie uwagi”: symboliczne wydarzenia błyskawicznie zamieniają się w globalne cyberataki – mówi Daniel Sadeh, specjalista ds. cyberzagrożeń w Check Point External Risk Management.

Nowa fala hakerskiego aktywizmu

Badacze Check Point zauważają, że haktywizm przechodzi przemianę – z prostych działań o charakterze symbolicznym w zorganizowane, zautomatyzowane kampanie cyberataków. Hezi Rash wykorzystuje narzędzia i infrastrukturę wcześniej dostępną jedynie dla grup przestępczych lub sponsorowanych przez państwa, w tym platformy DDoS-as-a-Service (DaaS), takie jak EliteStress, oraz zestawy narzędzi DDoSia i Abyssal DDoS v3. Grupa współpracuje również z innymi aktorami sceny hakerskiej – m.in. Killnet, Keymous+ i NoName057(16) – tworząc międzynarodową sieć powiązań, w której ideologia łączy się z profesjonalizmem technicznym.

Według analityków, działalność Hezi Rash pokazuje, że cyberkonflikt wychodzi poza granice państw i tradycyjne motywy ekonomiczne. Coraz mniejsze grupy zyskują dostęp do technologii umożliwiających atakowanie infrastruktury publicznej, firm i mediów z użyciem otwartych narzędzi i AI. Check Point ostrzega, że tego typu aktorzy mogą wkrótce stanowić realne zagrożenie dla instytucji rządowych i przedsiębiorstw również w regionie Europy i Azji-Pacyfiku.

BIK: o 34,3% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w październiku 2025 r.

W październiku 2025 roku wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 34,3% rok do roku – wynika z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), które opublikowało Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – Popyt na Kredyty Mieszkaniowe). Wskaźnik ten odzwierciedla zmiany wartości zapytań wysyłanych przez banki i SKOK-i do BIK w przeliczeniu na dzień roboczy – pokazując zarówno aktualne potrzeby finansowe klientów, jak i dynamikę rynku hipotecznego.

Rekordowa liczba wnioskodawców

Z raportu wynika, że w październiku 2025 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,92 tys. osób. To o 24,5% więcej niż w analogicznym miesiącu 2024 roku, kiedy liczba ta wyniosła 34,48 tys. Dane te wskazują na utrzymującą się, wysoką dynamikę wzrostu zainteresowania finansowaniem zakupu nieruchomości. W porównaniu do września 2025 roku liczba wnioskodawców wzrosła o 7,6%, co może świadczyć o utrzymującej się mobilizacji kredytobiorców, mimo wysokich cen mieszkań i niepewnej sytuacji gospodarczej.

Rosnąca średnia kwota kredytu

Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku 2025 roku wyniosła 474,86 tys. zł. To wzrost o 7,9% w skali roku oraz o 0,5% w porównaniu do września br. Wzrost średniej wartości może wynikać zarówno z rosnących cen nieruchomości, jak i większego udziału kredytów udzielanych na zakup większych mieszkań lub domów.

Trend wzrostowy pod wpływem stóp procentowych

Sławomir Nosal, Kierownik Zespołu Analiz w BIK, zwrócił uwagę na bezpośrednie powiązanie dynamiki popytu na kredyty mieszkaniowe z decyzjami Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jego zdaniem:

„W październiku br. niemal o jedną czwartą więcej osób niż rok temu złożyło wniosek o kredyt mieszkaniowy. Potwierdza to rosnący trend zainteresowania bankowym kredytem na zakup swojego ‘M’. Apetyt kredytobiorców rośnie równolegle do decyzji, a nawet do samych zapowiedzi RPP, odnośnie do zmiany poziomu stóp procentowych”.

Obniżka stóp procentowych o 0,25 punktu procentowego, ogłoszona na początku października br., będzie miała – jak ocenia BIK – silniejszy wpływ na listopadowe dane o popycie. O ile tempo sprzedaży kredytów hipotecznych i wzrost średniej kwoty kredytu utrzyma się na obecnym poziomie, 2025 rok może zakończyć się rekordową wartością udzielonych hipotek.

Rosnąca dynamika wniosków kredytowych wpisuje się w szerszy kontekst ożywienia na rynku nieruchomości, widoczny zwłaszcza od połowy 2025 roku. Oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych, obserwowane wzrosty wynagrodzeń oraz niedobór mieszkań w dużych miastach tworzą dogodne warunki dla wzrostu popytu. Jednocześnie rosnąca zdolność kredytowa gospodarstw domowych oraz możliwość uwolnienia części środków z programów wsparcia (m.in. „Mieszkanie na Start”) mogą dodatkowo zwiększyć aktywność na rynku.

PragmaGO zamknęła trzeci kwartał 2025 z rekordowym wynikiem – 2,3 mld zł sfinansowanych należności

Grupa Kapitałowa PragmaGO osiągnęła 2,3 mld zł (wzrost o 32% r/r) w wartości sfinansowanych należności w pierwszych trzech kwartałach 2025. To rekordowy wynik, na który złożyła się wysoka dynamika wzrostu udzielonego finansowania zarówno w zakresie faktoringu (1,7 mld zł, wzrost o 22% r/r), jak i pożyczek embedded finance (618,9 mln zł, wzrost o 71% r/r). Spółka mocno rozwija ten segment usług, na który składają się:

· Merchant Cash Advance i PragmaCash: 5 508 klientów (wzrost o 86% r/r), 385,0 mln zł (wzrost o 107% r/r) udzielonego finansowania,

· BNPL B2B i PragmaPay 15 085 klientów (wzrost o 27% r/r), 233,8 mln zł (wzrost o 34% r/r) wartości sfinansowanych zakupów w trzech kwartałach 2025.PragmaGO pozyskała też o 33% więcej klientów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku – ponad 23 tys. firm skorzystało z usług finansowych Spółki. Sfinansowali oni ponad pół miliona transakcji, co stanowi wzrost o 75% r/r.

W ciągu trzech kwartałów osiągnęliśmy niemal taką samą wartość sfinansowanych należności jak w całym 2024 roku. Konsekwentnie stawiamy na rozwój rozwiązań embedded finance, ponieważ uważamy, że to one stanowią przyszłość finansowania mikro i małych firm – zarówno w handlu tradycyjnym, jak i w e-commerce. Embedded finance zapewniają przedsiębiorcom natychmiastowy dostęp do środków na bieżącą działalność – dokładnie tam, gdzie prowadzą swój biznes (np. w panelu klienta operatora terminali płatniczych). Systematycznie poszerzamy bazę partnerów w Polsce oraz rozwijamy nowe współprace za granicą, koncentrując się przede wszystkim na Rumunii i regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

PragmaGO wprowadza PragmaCash (finansowanie w modelu Merchant Cash Advance) na rynek rumuński. Usługę dostarcza Omnicredit – fintech należący od 2024 roku do Grupy PragmaGO. Zarząd PragmaGO planuje dalszą ekspansję, również na rynki Zachodniej Europy.W Polsce, w ramach modelu embedded finance (BNPL oraz Merchant Cash Advance), PragmaGO współpracuje m.in. z największymi graczami na rynku: Allegro, Polskie ePłatności, PayTel, Tpay, Comfino (Grupa Comperia) oraz Przelewy24.We wrześniu PragmaPay, czyli płatności odroczone dla biznesu, zdobyły prestiżową nagrodę Izby Gospodarki Elektronicznej E-commerce Polska Awards w kategorii Best e-commerce B2B tool/technology/service.PragmaGO doskonale radzi sobie również na rynku obligacji notowanych na Catalyst. W październiku Spółka z powodzeniem zakończyła ofertę trzyletnich* obligacji i pozyskała kwotę 30 mln zł. Zapisy złożyło 981 inwestorów, co oznacza redukcję na poziomie 57,8%.

Podsumowanie wstępnych skonsolidowanych wyników PragmaGO za trzy kwartały 2025:

Klienci Obroty
Liczba Dynamika r/r Wartość nominalna udzielonego finansowania(PLN) Dynamika r/r
Total 23 026 33% 2,3 mld 32%
Faktoring Ogółem 2 088 4% 1,7 mld 22%
Faktoring digital 1 839 4% 1,0 mld 45%
Faktoring tradycyjny 270 -2% 615,2 mln -5%
Pożyczki Ogółem 21 026 37% 622,8 mln 72%
Embedded finance, w tym: 20 985 37% 618,8 mln 71%
· Merchant Cash Advance 5 508 86% 385,0 mln 107%
· BNPL B2B (w tym PragmaPay) 15 085 27% 233,8 mln 34%

 

Polska Ari10 buduje europejski ekosystem fintech – rusza z M&A i szykuje się do debiutu giełdowego

Polska spółka technologiczna Ari10 rozpoczyna realizację strategii, której celem jest zbudowanie w Europie wiodącego, w pełni zintegrowanego ekosystemu spółek i kompleksowej platformy łączącej tradycyjne finanse z cyfrowymi aktywami. Obsługująca już ponad 600 tysięcy transakcji miesięcznie spółka wdraża strategię fuzji i przejęć (M&A), której celem jest konsolidacja wartościowych, licencjonowanych podmiotów fintech oraz operatorów działających na styku krypto i walut fiducjarnych w całej Europie. Jednocześnie szykuje się do ekspansji zagranicznej i giełdowego debiutu.

Jako doświadczona, posiadająca odpowiednie kompetencje i zasoby spółka technologiczna rozpoczynamy kolejny etap rozwoju, którego celem jest stworzenie silnej grupy kapitałowej, będącej strategicznym partnerem pierwszego wyboru dla wiodących instytucji finansowych lub technologicznych, chcących sprawnie, efektywnie i w zgodzie z przepisami wejść na rosnący rynek aktywów cyfrowych w Europie. Według prognoz rynek ten w ciągu najbliższej dekady wzrośnie pięciokrotnie. – komentuje Mateusz Kara, CEO Ari10. – W obszarze naszych zainteresowań są licencjonowane fintechy oraz operatorzy z Beneluxu, Bałkanów i krajów bałtyckich, a w przyszłości także Skandynawii. Centralnym ogniwem tworzonego ekosystemu jest spółka holdingowa z siedzibą w Wielkiej Brytanii, odpowiedzialna za koordynację rozwoju Grupy i przygotowania do planowanego debiutu giełdowego – dodaje Mateusz Kara.

Aktywa cyfrowe weszły do mainstreamu świata finansów, który dzięki rozwojowi blockchain i kryptowalut przeszedł bezprecedensową transformację – od powstania Bitcoina w 2009 roku do osiągnięcia globalnej kapitalizacji rynku kryptowalut sięgającej obecnie 3,5 biliona dolarów. Przyszłość sektora finansowego jest cyfrowa, a kryptowaluty odgrywają w niej coraz większą rolę. W miarę jak granice między tradycyjnymi, a zdecentralizowanymi systemami finansowymi coraz bardziej się zacierają, ARI10 pełni funkcję zaufanego łącznika między tymi dwoma światami. Misją spółki jest zapewnienie firmom w całej Europie dostępu do bezpiecznych i zgodnych z regulacjami rozwiązań umożliwiających wymianę oraz rozliczanie transakcji w aktywach cyfrowych i walutach tradycyjnych, realnie wspierających rozwój biznesu.

ARI10 to jedno z najbardziej udanych przedsięwzięć fintechowych w regionie, które wraz z wejściem w życie rozporządzenia Markets in Crypto-Assets (MiCA) potwierdza swoje pełne zaangażowanie w zgodność regulacyjną na wszystkich poziomach działalności. Obecnie spółka rozwija kompleksową platformę SaaS do obsługi transakcji kryptowalutowych, dedykowaną przedsiębiorstwom, użytkownikom detalicznym i inwestorom, którzy chcą zintegrować rozliczenia kryptowalutowe lub dokonywać transakcji w wielu klasach aktywów. Odgrywa tym samym istotną rolę w dynamicznym rozwoju rynku przekazów międzynarodowych opartych na stablecoinach – jednym z najważniejszych zastosowań kryptowalut w ostatnich latach. W obliczu rosnących globalnych kosztów transferów pieniężnych (średnio 6,65%) coraz więcej osób wybiera kryptowaluty jako tańszy i szybszy sposób przesyłania środków za granicę. W tym kontekście instytucje finansowe i platformy e-commerce muszą dostosować się do oczekiwań użytkowników, oferując rozwiązania płatnicze dostępne w każdym cyfrowym punkcie kontaktu.

W Ari10 wierzymy, że rzeczywista, masowa adopcja nowych technologii w sektorze aktywów cyfrowych jest możliwa, ale wprowadzane rozwiązania muszą odpowiadać potrzebom zarówno najbardziej zaawansowanych, jak i dopiero rozwijających się rynków. Bazując na naszych unikalnych doświadczeniach oraz historiach sukcesu polskiego sektora fintech mamy realną szansę, by polska firma współtworzyła rodzący się świat finansów, w którym aktywa cyfrowe stają się integralną częścią globalnej gospodarki – podkreśla CEO Ari10.

Grupa Klepsydra przejmuje Zakład Pogrzebowy Zieleń Miejska z Bielska-Białej za 4,82 mln zł – konsolidacja rynku trwa

Grupa Klepsydra wygrała przetarg ogłoszony przez spółkę Zieleń Miejska sp. z o.o. w Bielsku-Białej, którego przedmiotem była sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa pogrzebowego działającej pod nazwą Zakład Pogrzebowy Zieleń Miejska. Cena nabycia wyniesie 4.823.500,00 zł. Stroną reprezentującą Grupę Klepsydra w przetargu była spółka zależna spółki o nazwie Bestherm sp. z o.o.. Umowa sprzedaży powinna zostać zawarta w ciągu 30 dni od dnia uzyskania zgody na jej zawarcie.

Po finalizacji umowy Grupa Klepsydra przejmie jeden z najstarszych w Bielsku-Białej, w pełni wyposażony i funkcjonujący zakład pogrzebowy, wraz z krematorium. Łącznie w grupie kapitałowej będzie 10 spółek pogrzebowych wraz z 3 krematoriami.

W skład Zakładu Pogrzebowego „Zieleń Miejska” wchodzą m.in.: nieruchomość przy ul. Karpackiej 162 o powierzchni 0,1621 ha z budynkiem biurowo-magazynowym (666,88 m²), prawo dzierżawy części terenu i pomieszczeń kaplicy z instalacją kremacyjną, środki transportu i wyposażenie operacyjne wykorzystywane przy obsłudze ceremonii pogrzebowych, prawa do marki i logo „Zieleń Miejska” oraz związane z działalnością umowy. Przejmowana spółka posiada aktywa trwałe o wartości ok. 2,7 mln zł i zatrudnia 8 osób.

„Naszym celem strategicznym jest konsolidacja rozdrobnionego rynku pogrzebowego w Polsce i konsekwentnie to realizujemy. To już drugie przejęcie, które mamy szansę zamknąć w tym roku i szóste od momentu wejścia na GPW, czyli od czerwca 2023 r. Tym samym liczba spółek w naszej grupie kapitałowej wzrośnie do 10” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

Usługi pogrzebowe skupione w Zieleni Miejskiej w Bielsku-Białej to jeden z najstarszych zakładów pogrzebowych w tym mieście. Ma silną i znaną markę, co jest dla nas bardzo ważne. Mamy ambitne plany związane z tą spółką. Chcielibyśmy, żeby dalej z sukcesem działała w Bielsku-Białej, świadcząc usługi na wysokim poziomie” – dodał Marek Cichewicz.

AI napędza globalny biznes – ponad 70% prezesów zwiększa budżety na sztuczną inteligencję

Globalni liderzy biznesu wykazują się w 2025 roku postawą kontrolowanego optymizmu – wynika z raportu „KPMG CEO Outlook 2025”, przeprowadzonego wśród 1 350 prezesów kierujących największymi firmami na świecie. Mimo że pewność co do globalnej gospodarki spadła do najniższego poziomu od 2021 roku i wynosi zaledwie 68%, aż 79% dyrektorów generalnych wierzy w rozwój swoich organizacji. Drugim istotnym trendem potwierdzonym w badaniu są inwestycje w AI – aż 7 na 10 liderów wskazuje tę technologię jako główny priorytet, na który planują przeznaczać ponad 10% swojego budżetu w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Jednocześnie większość kierujących firmami sygnalizuje, że konkurencja na rynku pracy o specjalistów w zakresie AI może utrudnić rozwój ich organizacji.

Tegoroczna edycja badania KPMG pokazuje, że liderzy biznesowi przestają postrzegać niepewność jako zagrożenie, a zaczynają traktować ją jako stały element strategii wzrostu. Ten trend obserwujemy również w Polsce. To naturalna ewolucja podejścia do zarządzania – kluczowa staje się elastyczność przy jednoczesnym zachowaniu długoterminowej perspektywy. Polscy CEO są przyzwyczajeni do działania w warunkach zmian i niepewności – i właśnie ta umiejętność staje się ich przewagą. Tempo transformacji technologicznej, zmian na rynku pracy czy rosnących oczekiwań konsumentów wymusza na firmach zwinność i zdolność szybkiego dostosowywania strategii do nowych realiów. Sukces osiągną te organizacje, które potrafią działać proaktywnie i elastycznie, nie tracąc z oczu strategicznych celów – mówi Stacy Ligas, Managing Partner, CEO KPMG w Polsce.wykres 1

Nowy paradygmat przywództwa – silni liderzy w trudnym otoczeniu

Raport KPMG wskazuje, że aż 59% badanych uważa, że ich rola jako CEO oraz oczekiwania wobec tej funkcji znacząco ewoluowały w ciągu ostatnich pięciu lat – dziś przywództwo wymaga umiejętności zarządzania ryzykiem, cyfrowej świadomości i elastyczności w podejmowaniu decyzji. W świecie nieustannych turbulencji prezesi dostosowują swoje strategie do zmiennych realiów – 72% firm już zmodyfikowało swoje strategie, a pozostałe planują to zrobić w najbliższych latach. Aż 80% dyrektorów generalnych podkreśla rosnącą presję na zapewnienie długoterminowego rozwoju biznesu, a 23% wskazuje, że umiejętności związane z AI oraz cyfrowa świadomość stają się niezbędnymi kompetencjami przywódczymi.

Wśród głównych ryzyk wpływających na decyzje krótkoterminowe liderzy biznesu wymieniają odporność łańcucha dostaw (28%), integrację sztucznej inteligencji z procesami organizacyjnymi (24%) oraz cyberbezpieczeństwo (23%). Największy wpływ na decyzje inwestycyjne mają niepewność gospodarcza, napięcia geopolityczne oraz niedobór wykwalifikowanych pracowników. Te kluczowe wyzwania biznesowe są łagodzone poprzez działania w obszarze cyberbezpieczeństwa i odporności na ryzyko cyfrowe (39%), zgodności z przepisami i sprawozdawczości (36%) oraz integracji sztucznej inteligencji z operacjami i procesami pracy (34%).

W centrum transformacji znajduje się sztuczna inteligencja, która przestaje być eksperymentem technologicznym, a staje się infrastrukturą biznesową współczesnych organizacji. Już 71% liderów uznaje AI za główny priorytet inwestycyjny, a 69% planuje przeznaczyć na nią 10-20% całego budżetu w ciągu najbliższego roku. Interesująca jest także zmiana postrzegania efektywności inwestycji w sztuczną inteligencję na przestrzeni dwóch ostatnich edycji raportu – jeszcze w 2024 roku większość liderów przewidywała zwrot z inwestycji w perspektywie 3-5 lat, podczas gdy w tym roku już 67% spodziewa się go w ciągu zaledwie 1-3 lat.

Nowa waluta konkurencyjności – talenty AI

70% respondentów przyznaje, że konkurencja o specjalistów AI może utrudnić rozwój ich organizacji, a 32% wskazuje na trudności z wypełnieniem luki kompetencyjnej. Liderzy w przyspieszonym tempie przekwalifikowują pracowników, zatrudniają nowych ekspertów i przekształcają role zawodowe, widząc w tym klucz do utrzymania przewagi konkurencyjnej.

Aż 92% liderów planuje zwiększyć zatrudnienie, a niemal połowa (46%) otwarcie komunikuje się z zespołami na temat wpływu AI na role zawodowe. 67% firm przeprojektowuje stanowiska i ścieżki kariery w kierunku współpracy człowieka z technologią, a 71% koncentruje się na zatrzymaniu i przekwalifikowaniu talentów o wysokim potencjale.

Widzimy, że w Polsce inwestycje w sztuczną inteligencję systematycznie rosną, choć wciąż ich skala jest mniejsza niż w globalnych organizacjach. Dla wielu firm AI staje się integralną częścią strategicznego planowania. To proces wymagający nie tylko standaryzacji i integracji systemów, ale także przygotowania organizacji do zmian. Kluczowym zadaniem dla liderów w Polsce i na świecie jest dziś rozwijanie kompetencji pracowników i budowanie kultury ciągłego uczenia się. Bez odpowiednich ludzi nawet najlepsze technologie nie przyniosą oczekiwanych efektów. W nadchodzącym roku tempo cyfrowej transformacji będzie jednym z największych wyzwań – AI staje się nie tyle opcją, co koniecznością dla firm, które chcą myśleć globalnie i działać skutecznie lokalnie – mówi Stacy Ligas, Managing Partner, CEO KPMG w Polsce.wykres 2

ESG wciąż istotnym źródłem wartości biznesowej

Zrównoważony rozwój pozostaje jednym z filarów nowoczesnego przywództwa – 61% dyrektorów generalnych deklaruje, że ich organizacje osiągną cele neutralności klimatycznej do 2030 roku (wzrost o 10 p.p. rok do roku). Jednocześnie rośnie świadomość kosztów dekarbonizacji – 25% liderów wskazuje je jako kluczową barierę w realizacji celów ESG. 51% CEO priorytetowo traktuje zgodność i standardy raportowania, aby spełnić wymogi inwestorów i regulatorów, a 44% aktywnie integruje cele zrównoważonego rozwoju ze swoją główną strategią biznesową

Więcej danych z badania można znaleźć na stronie: KPMG CEO Outlook 2025 – KPMG Poland

O raporcie:
Raport „KPMG CEO Outlook 2025” powstał na podstawie badania przeprowadzonego wśród 1 350 dyrektorów generalnych firm z rocznym przychodem powyżej 500 mln USD.  z 11 kluczowych gospodarek: (Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Japonia, Hiszpania, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone oraz 12 sektorów przemysłu.

TOP 5 miast inwestycyjnych Europy: Londyn, Madryt, Paryż, Berlin i Amsterdam. Warszawa na 12. miejscu

  • Obawy związane z deglobalizacją ponad dwukrotnie wzrosły w ciągu ostatnich dwóch lat
  • Sztuczna inteligencja napędza zmiany w całym łańcuchu wartości sektora nieruchomości
  • Londyn, Madryt, Paryż, Berlin i Amsterdam to pięć najatrakcyjniejszych miast Europy pod względem perspektyw inwestycyjnych i rozwojowych
  • Warszawa pozostaje liderem Europy Środkowo-Wschodniej – wyprzedzając Pragę i Budapeszt oraz potwierdzając odporność polskiego rynku mimo regionalnych napięć geopolitycznych

W obliczu znaczącego wzrostu obaw liderów branży nieruchomości w Europie dotyczących skutków deglobalizacji, perspektywy ożywienia aktywności inwestycyjnej pozostają ograniczone przez utrzymującą się niepewność geopolityczną i gospodarczą. Jak wskazuje najnowszy raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 opracowany przez PwC i Urban Land Institute (ULI), dominujący w branży nastrój przesunął się z ostrożnego optymizmu w stronę pragmatyzmu. Warszawa – jako jedyne miasto Europy Środkowo-Wschodniej w czołówce – potwierdza swoją pozycję dojrzałego rynku z rosnącym napływem kapitału zagranicznego.

Odsetek liderów rynku nieruchomości zaniepokojonych skutkami deglobalizacji wzrósł w ciągu dwóch lat ponad dwukrotnie – do 70 proc. Dodatkowo 90 proc. ankietowanych wskazuje na rosnącą niestabilność polityczną na świecie (także w Europie), 86 proc. na eskalację globalnych konfliktów, a 77 proc. na słabe perspektywy wzrostu gospodarczego Europy. W kontekście niepewnego ożywienia gospodarczego, nierównomiernego popytu najemców oraz obaw o koszty budowy, dostępność zasobów i regulacje, poziom zaufania biznesowego wśród europejskich liderów nieznacznie spadł (45 proc. wobec 50 proc. rok wcześniej). Jednocześnie wzrosły oczekiwania poprawy rentowności do końca 2026 r. – z 46 do 50 proc.

Niepewność geopolityczna i gospodarcza wpływa na sposób lokowania kapitału. W środowisku utrzymujących się wysokich stóp procentowych nieruchomości – zwłaszcza segment core – konkurują z innymi klasami aktywów, takimi jak infrastruktura czy obligacje. Nadal istnieje luka pomiędzy oczekiwaniami sprzedających a oferowanymi stopami zwrotu, choć stopniowo się zmniejsza. W tym kontekście coraz większa część kapitału płynącego do nieruchomości wybiera „ścieżkę długu”, oferującą lepszy stosunek ryzyka do zysku niż inwestycje kapitałowe, zwłaszcza w segmencie core. Jednocześnie rośnie udział bardziej przedsiębiorczych źródeł kapitału – funduszy private equity, osób o wysokich dochodach oraz europejskich i amerykańskich family offices.

Simon Chinn, wiceprezes ds. badań i doradztwa w ULI Europe, komentuje: „Tegoroczny raport pokazuje obraz odpornej branży, która wciąż mierzy się z niepewnością dotyczącą ożywienia i różnorodnymi wyzwaniami operacyjnymi oraz inwestycyjnymi. Widać, że nastroje liderów przesunęły się z cichego optymizmu w stronę bardziej praktycznego podejścia, dostosowanego do aktualnych warunków rynkowych – choć poziom zaufania biznesowego pozostaje podobny do ubiegłorocznego. Raport ujawnia też ważne możliwości dla branży: od innowacji i dywersyfikacji po przywództwo – a także niepokojące zmiany w postrzeganiu zrównoważonego rozwoju, mimo że dekarbonizacja pozostaje wysoko na agendzie.”

Gareth Lewis, dyrektor w PwC, dodaje: „Raport pokazuje, że europejska branża nieruchomości przechodzi trudny, ale transformacyjny etap, gdy wiele dotychczasowych korzystnych czynników przestaje działać. Mimo to optymizm pozostaje wysoki – liderzy widzą w tym szansę na ponowne zdefiniowanie znaczenia sektora, z kapitałem gotowym wspierać tych, którzy kształtują jego przyszły rozwój i wartość w zmieniających się realiach rynkowych.”

Najlepsze miasta i sektory

W obliczu zróżnicowanych perspektyw wzrostu w Europie coraz większego znaczenia nabiera dobór kraju inwestycji. Inwestorzy koncentrują się na dojrzałych rynkach o wysokiej płynności, stabilnych fundamentach gospodarczych oraz silnych instytucjach demokratycznych i prawnych.

Raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 wskazuje, że Londyn, Madryt, Paryż i Berlin już czwarty rok z rzędu utrzymują się na czele rankingu europejskich miast pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i deweloperskiej, co odzwierciedla również ich dominację w wolumenach transakcji według danych MSCI. W czołowej dziesiątce ponownie znalazły się niemieckie miasta, choć spadły o kilka miejsc wobec ubiegłego roku z powodu niepewnej sytuacji gospodarczej kraju – szczególnie w segmencie funduszy otwartych. Mimo to uznawane są za odporne i stabilne rynki, zwłaszcza w sektorach mieszkaniowym i logistycznym. Berlin pozostaje najmocniejszym ośrodkiem w Niemczech dzięki dużej płynności i międzynarodowemu charakterowi. Amsterdam awansował o jedno miejsce – na piątą pozycję. Mediolan utrzymał siódmą, a Barcelona powróciła do rankingu na ósmą.

W kontekście potrzeby dywersyfikacji geograficznej i sektorowej, coraz większą popularność zyskują niszowe, operacyjne sektory – mimo że przyciągają wciąż mniejsze wolumeny kapitału niż tradycyjne biura. Centra danych, infrastruktura energetyczna i akademiki wskazują kierunek, w jakim zmierza zainteresowanie inwestorów – w stronę długoterminowych trendów demograficznych, cyfryzacji i dekarbonizacji.

Lisette van Doorn, dyrektor generalna ULI Europe, komentuje: „Jesteśmy w niezwykle ciekawym, choć wymagającym momencie dla branży nieruchomości. Skala zmian strukturalnych tworzy bezprecedensowe możliwości dla Europy – od wspierania transformacji energetycznej, cyfryzacji i sztucznej inteligencji, po wzmacnianie ekosystemów obronnych i naukowych. W krótkim terminie sektor wciąż jednak zmaga się z niepewnością. Sukces osiągną ci gracze, którzy rozumieją fundamenty nieruchomości, aktywnie zarządzają aktywami, współpracują z użytkownikami i patrzą na wartość w długim horyzoncie.”

Wzrost znaczenia sztucznej inteligencji

Z tegorocznego badania wynika, że sztuczna inteligencja staje się coraz szybciej rosnącym czynnikiem zmian – 75 proc. respondentów już dziś korzysta z rozwiązań opartych na AI lub uczeniu maszynowym (rok wcześniej 51 proc.). W ciągu najbliższych 18 miesięcy większość uczestników badania planuje wdrożenie AI w takich obszarach, jak marketing i wynajem (90 proc.), zarządzanie nieruchomościami (87 proc.), planowanie i projektowanie (84 proc.) oraz zarządzanie operacyjne i aktywami (po 86 proc.).

ESG: między długoterminowymi celami a presją krótkoterminową

Dekarbonizacja pozostaje jednym z kluczowych priorytetów sektora nieruchomości. Jednak sposób postrzegania agendy ESG uległ zmianie – coraz częściej pojawia się krytyka nadmiernych regulacji, biurokracji, a nawet samego używania tego skrótu. Prawie połowa respondentów zmodyfikowała swoje strategie w odpowiedzi na niepewność makroekonomiczną, a zarządzający aktywami muszą wyraźniej wykazywać powiązania między ESG a wartością inwestycyjną. Obecnie 85 proc. uczestników badania uznaje ESG za bardzo lub dość istotne (rok temu 89 proc.), natomiast odsetek tych, którzy postrzegają ESG jako kluczowy czynnik decyzyjny w perspektywie pięciu lat, spadł z 40 do 21 proc.

Raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 analizuje również potencjał sektora nieruchomości w zwiększaniu konkurencyjności Europy – zwłaszcza jego rolę w transformacji technologicznej kontynentu, wymagającej rozwoju kompetencji, odporności, mobilności oraz wspierania wzrostu, dobrobytu i kreatywności.

Kinga Barchoń, liderka PwC Polska Real Estate, podkreśla: Na przestrzeni ostatnich lat, rynek nieruchomości w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej wyraźnie się zmienił. Rok 2025 był powszechnie postrzegany jako okres przejściowy, charakteryzujący się adaptacją do środowiska niższych stóp procentowych, utrzymującą się niepewnością geopolityczną oraz poszukiwaniem nowej równowagi cenowej. W Polsce wolumeny inwestycyjne odbiły w 2024 roku po gwałtownym spadku w 2023. Ta faza „resetu” sygnalizuje powrót płynności, choć w sposób selektywny. Inwestorzy preferują aktywa o silnych fundamentach i niskim ryzyku operacyjnym. Aktywa drugorzędne oraz projekty spekulacyjne znajdują się pod rosnącą presją — kupujący koncentrują się na nieruchomościach typu prime w atrakcyjnych lokalizacjach lub w sektorach z trwałymi trendami strukturalnymi, takimi jak logistyka, mieszkalnictwo oraz infrastruktura energetyczna i centra danych”.

Polska i Warszawa: stabilny rynek w niepewnym regionie

W tegorocznej edycji raportu Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 Polska ponownie została wskazana jako jeden z najbardziej odpornych rynków nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Warszawa utrzymała pozycję lidera regionu, zajmując 12. miejsce wśród 32 miast analizowanych pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i deweloperskiej. Stolica Polski wyprzedziła m.in. Pragę (miejsce 23) i Budapeszt (miejsce 29), potwierdzając swoją rolę kluczowego rynku dla inwestorów paneuropejskich. Według autorów raportu, Warszawa łączy wysokie stopy zwrotu z dojrzałą strukturą rynku, oferując stabilne otoczenie prawne i gospodarcze oraz rosnącą bazę międzynarodowych najemców. Mimo geopolitycznych napięć w regionie Polska utrzymuje solidne fundamenty makroekonomiczne – niskie bezrobocie, pozytywną dźwignię finansową i równowagę między popytem a podażą.

Jak podkreślają analitycy PwC i ULI, inwestorzy coraz częściej postrzegają Warszawę jako rynek zbliżony do zachodnioeuropejskich metropolii pod względem przejrzystości, płynności i profesjonalizacji sektora. Jednocześnie stolica pozostaje atrakcyjna dla kapitału family offices i funduszy typu value-add, poszukujących długoterminowego wzrostu wartości aktywów.

„Warszawa wzmacnia swoją pozycję jako najdojrzalszy rynek inwestycyjny Europy Środkowo-Wschodniej, łącząc stabilne fundamenty gospodarcze z rosnącą dojrzałością instytucjonalną. Dla globalnego kapitału to miasto, które potrafi łączyć bezpieczeństwo inwestycji z realnym potencjałem wzrostu” – mówi Marcin Juszczyk, przewodniczący ULI Poland.

Robert Urban dołącza do Zarządu Millennium Leasing

Zgromadzenie Wspólników Millennium Leasing 3 listopada 2025 roku powołało Roberta Urbana na stanowisko Członka Zarządu Spółki. Zarząd Millennium Leasing będzie wykonywał obowiązki w czteroosobowym składzie, w którym pozostają w swoich funkcjach Marcin Balicki, Dorota Kotelska i Piotr Maj.

Robert Urban posiada ponad 20-letnie doświadczenie w sektorze finansowym, zdobyte głównie w strukturach mLeasing Sp. z o.o., gdzie przez wiele lat pełnił funkcje menedżerskie w kluczowych obszarach działalności firmy. Odpowiadał m.in. za rozwój biznesu, strategię produktową, metody pomiaru ryzyka kredytowego oraz wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych wspierających partnerów i klientów. Nadzorował również działalność spółki zależnej – Agencji Ubezpieczeniowej Asekum.

W swojej karierze był odpowiedzialny za tworzenie i rozwój produktów finansowych oraz ubezpieczeniowych, a także za budowę i optymalizację kanałów sprzedaży poprzez dostawców z różnych sektorów – m.in. motoryzacyjnego, transportowego, medycznego i przemysłowego. Współpracował z wiodącymi markami motoryzacyjnymi, rozwijając partnerskie programy finansowania flot i pojazdów m.in Volvo Car Financial Services czy Hyundai Fleet Lease.

Wcześniej kierował programem transformacji procesów ryzyka kredytowego dla klientów detalicznych i korporacyjnych oraz projektami z zakresu cyfryzacji narzędzi sprzedażowych i obsługi klientów. Jego bogate doświadczenie, strategiczne podejście do rozwoju biznesu oraz umiejętność łączenia perspektywy finansowej i technologicznej będą cennym wsparciem dla dalszego rozwoju naszej organizacji.

– Gratuluję Robertowi Urbanowi nominacji do Zarządu Millennium Leasing. Jego wieloletnie doświadczenie w sektorze finansowym oraz szeroka perspektywa w zakresie rozwoju produktów i cyfryzacji procesów biznesowych doskonale wpisują się w naszą strategię wzmacniania oferty leasingowej i zwiększania efektywności operacyjnej. Wierzę, że doświadczenie Roberta i jego zaangażowanie w innowacje przyczynią się do dalszego rozwoju Millennium Leasing i całej Grupy Banku Millennium w obszarze nowoczesnych rozwiązań dla klientów. – powiedział Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing.

– Millennium Leasing jako jeden z leaderów rynku leasingu od lat z sukcesami rozwija ofertę dla klientów detalicznych i korporacyjnych.  Dołączam do świetnego zespołu ekspertów, do spółki z silną pozycją rynkową i jasną strategią rozwoju – to dla mnie ogromna motywacja i odpowiedzialność. Wspólnie z Zarządem i zespołem Millennium Leasing będziemy kontynuować rozwój oferty i usług – tak, aby dostarczać klientom i partnerom najlepsze na rynku rozwiązania. – skomentował Robert Urban, Członek Zarządu Millennium Leasing.

Ceny ropy stabilizują się powyżej 60 USD. Spadek eksportu ropy z Rosji najmocniejszy od stycznia

Ceny ropy naftowej uległy stabilizacji po wcześniejszych spadkach, utrzymując się obecnie na poziomach powyżej 64 USD za baryłkę dla ropy Brent i blisko 61 USD dla WTI. Rynek odreagowuje wcześniejsze obawy o nadpodaż, które nasiliły się po publikacji danych API wskazujących na wzrost zapasów ropy w USA o 6,5 mln baryłek – jeśli dane te zostaną potwierdzone przez EIA, będzie to największy tygodniowy przyrost od lipca.

Presję na ceny wywiera także rosnące wydobycie ze strony państw OPEC+ oraz producentów spoza kartelu. W miniony weekend grupa ta zatwierdziła jedynie symboliczne zwiększenie produkcji w grudniu, jednocześnie sygnalizując wstrzymanie dalszych podwyżek podaży przynajmniej do końca pierwszego kwartału 2026 roku, co ma pomóc w zrównoważeniu rynku.

Po stronie czynników łagodzących presję cenową znajdują się sygnały deeskalacji napięć handlowych między USA a Chinami. Pekin potwierdził zniesienie ceł na amerykańskie produkty rolne, co poprawiło nastroje rynkowe i wzmocniło przekonanie, że ryzyko dalszej eskalacji konfliktów handlowych maleje.

Jednocześnie utrzymuje się wysokie ryzyko geopolityczne związane z wojną na Ukrainie. W ostatnich tygodniach Ukraina nasiliła ataki na rosyjską infrastrukturę naftową, uderzając m.in. w rafinerie Lukoilu w obwodzie niżnonowogrodzkim oraz w zakłady w Tuapse i Saratowie. W efekcie eksport ropy z Rosji drogą morską spadł w październiku najmocniej od stycznia 2024 roku. Dodatkowo USA nałożyły nowe sankcje na Rosnieft i Lukoil, co doprowadziło do ograniczenia zakupów rosyjskiej ropy przez Chiny i Indie.

Mimo tych napięć ceny ropy Brent spadły od początku roku o około 15%, głównie z powodu utrzymujących się obaw o globalną nadpodaż i niższy popyt w warunkach spowolnienia gospodarczego. W komentarzu rynkowym prezes Gunvor, Torbjörn Törnqvist, zauważył, że nawet zakłócona rosyjska ropa „i tak trafi na rynek – zawsze tak się dzieje”, zapowiadając jednocześnie, że firma negocjuje przejęcie międzynarodowych aktywów i działu handlowego Lukoilu.

W krótkim okresie możliwa jest dalsza stabilizacja cen, jednak utrzymująca się wysoka zmienność – zarówno z powodu czynników fundamentalnych, jak i geopolitycznych – pozostaje wysoce prawdopodobna. Rynek ropy balansuje obecnie pomiędzy presją ze strony wysokich zapasów i rosnącej podaży, a wsparciem wynikającym z ryzyk politycznych i poprawiających się relacji handlowych.

Koniec szarej strefy w obrocie oponami? Trwają prekonsultacje nowelizacji ustawy

Polskie Stowarzyszenie Recyklerów Opon szacuje, że ponad 200 ton zużytych opon rocznie trafia na dzikie leśne wysypiska. To konsekwencje przestarzałych przepisów podtrzymujących nieszczelność systemu, niskich norm dotyczących odzysku i recyklingu oraz braku regulacji prawnych zobowiązujących producentów, a także importerów do pełnego rozliczenia się z masy opon wprowadzonych na polski rynek. Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozpoczęło prace dotyczące zmian w systemie gospodarowania zużytymi oponami, które mają dostosować polskie przepisy do unijnych standardów gospodarki o obiegu zamkniętym, a co za tym idzie zlikwidować szarą strefę i wyeliminować problem dzikich składowisk w lasach.

W związku z trwającymi pracami nad nowelizacją ustawy o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej, Ministerstwo Klimatu i Środowiska prowadzi prekonsultacje dotyczące projektu ustawy. Propozycja MKiŚ zakłada między innymi podniesienie poziomu odzysku zużytych opon do 95%, w tym recyklingu na poziomie conajmniej 50% oraz rozszerzenie zakresu ustawy o opony pełne, dla których rozważane jest wprowadzenie minimalnych poziomów odzysku i recyklingu na poziomie odpowiednio 80% i 40%. Zmiany mają również objąć aktualizację stawek opłaty produktowej, zgodnie z decyzjami wykonawczymi Komisji Europejskiej, a dotychczasowa klasyfikacja PKWiU zostałaby zastąpiona unijną nomenklaturą CN.

– Przed nami jeszcze długa droga, jednak ten pierwszy krok pokazuje dużą świadomość konieczności regulacji prawnych dotyczących zużytych opon, które właściwie zagospodarowane staną się cennym surowcem. Jak wskazują europejskie dane, Polska jest krajem o najniższym efektywnym poziomie odzysku i recyklingu opon oraz odpowiada za 60% masy niezagospodarowanych opon w całej Unii Europejskiej. – komentuje Andrzej Kubik, Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon.

PSRO pozytywnie ocenia propozycje resortu, między innymi podniesienie poziomów odzysku i recyklingu adekwatnie do 95% i 50% dla opon pneumatycznych, objęcie tymi obowiązkami również opon pełnych, a także waloryzację opłaty produktowej. Ponadto Stowarzyszenie zaapelowało, by planowana nowelizacja ustawy objęła również rozwiązania wykraczające poza propozycje MKiŚ, w zgodzie jednak z głównym kierunkiem zmian przepisów unijnych.

Z perspektywy branży, ale także środowiska, kluczowe znaczenie ma wprowadzenie zasady pierwszeństwa recyklingu przed odzyskiem energetycznym, zgodnie z unijną dyrektywą w tej sprawie. Nasza propozycja zakłada doprecyzowanie w ustawie, że spalanie opon lub ich części powinno być dopuszczalne wyłącznie w przypadku, w którym recykling materiałowy nie jest możliwy ze względów jakościowych – np. opon mocno zanieczyszonych, koloryzowanych. – dodaje Monika Koszade-Rutkiewicz z zarządu PSRO.

Stowarzyszenie rekomenduje również uszczelnienie krajowego systemu ewidencji opon sprowadzanych wraz z używanymi pojazdami, poprzez obowiązek deklarowania liczby opon przy rejestracji pojazdu lub w ramach procedur akcyzowych. Zdaniem PSRO zmiany te pozwoliłyby skutecznie ograniczyć szarą strefę i zapewnić pełną kontrolę nad strumieniem opon trafiających na rynek, wzmacniając jednocześnie transparentność i skuteczność całego systemu ROP.

Oprócz zmian legislacyjnych proponowane nowelizacje Ministerstwa Klimatu i Środowiska przyniosą również korzyści środowiskowe. Obecny stan zanieczyszczenia oponami w Polsce jest alarmujący – tylko w ciągu 5 lat, pomimo wzrostu świadomości ekologicznej, z terenów gminnych i lasów usunięto ponad 1000 ton porzuconych opon. Samo podniesienie poziomu obowiązku odzysku i recyklingu opon pneumatycznych do 95% i 50% oraz ewidencjonowanie opon wjeżdżających do Polski wraz z używanymi samochodami może ostatecznie rozwiązać ten problem i zmienić naszą ostatnią pozycję w europejskim rankingu ilości niezagospodarowanych opon.

Polskie Stowarzyszenie Recyklerów Opon zapowiada także publikację zaktualizowanego raportu dotyczącego dysfunkcji systemu recyklingu zużytych opon w Polsce, który ukaże się w listopadzie 2025 roku. Raport przedstawi najnowsze dane o rynku opon oraz propozycje aktualizacji przepisów, które pozwolą uszczelnić system, zwiększyć poziom recyklingu i wdrożą zasady gospodarki obiegu zamkniętego.

ORLEN uruchamia pierwszy superszybki hub ładowania EV przy trasie S7

0

Pierwszy hub ładowania pojazdów elektrycznych sieci ORLEN Charge został uruchomiony przy trasie S7, na MOP Olsztynek Południe. Dzięki niemu ładowanie samochodu do optymalnego poziomu będzie aż trzykrotnie krótsze niż dotychczas i potrwa około 20 minut. Hub został również wyposażony w nowoczesny system podziału mocy, który dostosowuje poziom ładowania do potrzeb silnika, oferując maksymalną moc 400 kW na stanowisku. Do końca roku koncern otworzy jeszcze kilkanaście hubów przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, m.in. w Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim czy Nowym Dworze Gdańskim.ORLEN Charge HUB

Nowy hub ORLEN Charge umożliwia ładowanie ośmiu pojazdów jednocześnie i wyposażony jest w system dynamicznego podziału mocy, gwarantujący optymalny czas i moc ładowania na każdym stanowisku. Zainstalowane urządzenia zapewniają moc od 200 kW, przy pełnym obłożeniu, do 400 kW – na pojedynczym stanowisku i są dostosowane do indywidualnych wymagań technicznych auta.

– Długi czas ładowania baterii to jedna z barier rozwoju elektromobilności. Nowy hub ORLEN Charge w znacznym stopniu niweluje tę niedogodność, oferując czas ładowania zbliżony do tego, jaki średnio spędzają na stacji kierowcy tradycyjnych pojazdów. W perspektywie dwóch lat zamierzamy uruchomić ponad 50 takich hubów wzdłuż głównych tras przejazdowych. W ten sposób ORLEN dąży nie tylko do zapewnienia swoim klientom najwyższego poziomu obsługi, ale realizuje również strategiczne aspiracje związane z rozwojem zeroemisyjnego transportu i transformacją energetyczną kraju i regionu – powiedział Marek Balawejder, Członek Zarządu ds. Sprzedaży Detalicznej ORLEN.

Zainstalowany na MOP w Olsztynku dynamiczny system podziału mocy automatycznie rozdziela energię pomiędzy ładowane pojazdy, dzięki czemu każdy samochód korzysta z optymalnej mocy ładowania. Dlatego niezależnie od liczby aut czas ładowania pozostaje krótki, a ładowanie jest efektywne i dostosowane do potrzeb najnowocześniejszych pojazdów elektrycznych. Nowa infrastruktura ORLEN Charge zabezpieczy szczytowe zapotrzebowanie na energię elektryczną każdego dostępnego na rynku auta elektrycznego. Hub na stacji MOP Olsztynek Południe działa przez całą dobę. Kierowcy mogą skorzystać z intuicyjnych ekranów dotykowych, płatności zbliżeniowych, a dzięki aplikacji ORLEN Charge śledzić proces ładowania pojazdu.

– Rozwijamy infrastrukturę ORLEN Charge tak, by była jak najbardziej komfortowa i efektywna dla użytkowników. Do końca tego roku planujemy uruchomienie kolejnych nowoczesnych hubów ładowania samochodów elektrycznych na terenie całej Polski, m.in. w Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim, Zgorzelcu i Nowym Dworze Gdańskim. Inwestycje te są częścią ogólnopolskiego programu rozbudowy infrastruktury elektromobilności. Większość z hubów zlokalizowana będzie przy drogach tranzytowych. To znacznie przyczyni się do rozwiązania problemu podróży samochodem elektrycznym pomiędzy miastami – mówi Krzysztof Kaczyński, Dyrektor Wykonawczy ds. Elektromobilności ORLEN.

Wszystkie huby ORLEN Charge będą wyposażone w od sześciu do dwunastu punktów ładowania, z inteligentnym system podziału mocy. W pierwszej kolejności uruchomione zostaną ośmiostanowiskowe huby w Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim, Zgorzelcu, Nowym Dworze Gdańskim, oraz na MOPach: Barnisław Północ, Barnisław Południe, Gruczno Zachód, Morzęcino Zachód, Brzegi, Szumowo. Dzięki temu podróżując autostradami i drogami ekspresowymi, klienci ORLEN Charge będą mogli skorzystać z wygodnej możliwości ładowania auta w trakcie całej zaplanowanej podróży.

– Przy takiej wydajności ładowarek, powoli zaciera się różnica pomiędzy pojazdami elektrycznymi i spalinowymi. Bez względu na to jakim pojazdem podróżujemy, dla bezpieczeństwa naszego i pozostałych podróżnych powinniśmy robić 15 minutowe przerwy co 2 godziny jazdy. Infrastruktura taka jak tu w Olsztynku, pozwala w tym czasie uzupełnić baterie na kolejny odcinek bezpiecznej trasy – mówi Piotr Suchodolski, Dyrektor Wykonawczy ds. Marketingu Komercyjnego ORLEN.

Nowa infrastruktura ładowania ORLEN zapewnia komfort i elastyczność podróżowania na długich trasach, umożliwiając zarówno przejazd z jednym postojem na ładowanie, jak i z kilkoma krótkimi przerwami połączonymi z odpoczynkiem w strefach convenience. Przykładowo, trasę z Białegostoku do Krakowa (500 km) można pokonać, korzystając z ładowania na MOP Szumowo oraz MOP Brzegi, lub alternatywnie – z trzema krótkimi postojami na nowoczesnych stacjach w Szumowie, Warszawie i Brzegach, dostosowując plan podróży do indywidualnych preferencji.

Inwestycja w huby do ładowania jest częścią projektu „Perun E-mobility”, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej, w ramach instrumentu CEF Transport AFIF.

ORLEN Charge posiada obecnie ponad 1,2 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych w całej Polsce. Sieć dynamicznie się rozwija i obejmuje zarówno stacje własne ORLEN, jak i stacje Energi z Grupy ORLEN. Zgodnie ze strategią Grupy do 2035 roku, sieć ORLEN Charge zamierza osiągnąć wiodącą pozycję na rynku ogólnodostępnego ładowania EV w Polsce. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie, punkty ładowania powstawać będą także na pozostałych europejskich rynkach, na których ORLEN jest obecny.

Przylądek Pomerania pod Świnoujściem ma zmienić logistykę Europy

Pod Świnoujściem powstaje jeden z najbardziej ambitnych projektów infrastrukturalnych w historii polskiej gospodarki morskiej. „Przylądek Pomerania” – nowy głębokowodny terminal kontenerowy o zdolności przeładunkowej 2 mln TEU rocznie – ma nie tylko znacząco zwiększyć potencjał portów Szczecin-Świnoujście, ale także wzmocnić pozycję Polski w globalnych łańcuchach dostaw. Projekt zakłada budowę 186 hektarów nowego lądu, 3 km nowych nabrzeży, pełną infrastrukturę drogową i kolejową oraz możliwości obsługi największych kontenerowców świata.

Nowa koncepcja, polskie wykonanie

Jak poinformował wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka, projekt został opracowany całkowicie na nowo po przejęciu władzy przez obecną ekipę. Według ministra poprzednia wersja była nieefektywna, pozbawiona montażu finansowego i znacznie opóźniona.

„Zbudujemy Przylądek Pomerania – najbardziej ambitny projekt w 75-letniej historii Zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście. To nie tylko inwestycja o znaczeniu gospodarczym, ale również obronnym. Terminal będzie zdolny do obsługi największych jednostek na Bałtyku, wzmocni logistykę i bezpieczeństwo kraju” – podkreślił Marchewka.

Projekt zostanie zrealizowany wyłącznie przez polskie podmioty, a jego strategiczna część – Głębokowodny Terminal Kontenerowy – obejmuje nabrzeże długości 1,3 km oraz akwen o głębokości 17 m, przystosowany do obsługi trzech statków jednocześnie, w tym dwóch o długości 400 m.

Hub dla Europy Środkowej

Nowy port ma pełnić rolę międzynarodowego węzła logistycznego dla regionu Europy Środkowej. Zgodnie z planami Przylądek Pomerania będzie obsługiwał nie tylko polską gospodarkę, ale także Czechy, Słowację, Niemcy, Austrię, a nawet Węgry. Terminal znajdzie się na końcowym odcinku projektowanego „zachodniego korytarza transportowego”, opartego na sieci porty – S3 – E59 – Odrzańska Droga Wodna.

Dodatkowym elementem jest możliwość podwójnego, cywilno-wojskowego wykorzystania infrastruktury, co ma znacząco zwiększyć zdolności obronne Polski oraz jej sojuszników, m.in. w ramach NATO.

Ekologia i automatyzacja w centrum inwestycji

Przylądek Pomerania ma być „najbardziej ekologicznym portem na Bałtyku”. Przewidziano pełne zasilanie jednostek z lądu (shore power), zeroemisyjne technologie przeładunkowe oraz zaawansowane systemy kontroli zanieczyszczeń i hałasu. Projekt uwzględnia również nowe układy logistyczne: 47 ha terenów zostanie przeznaczone na drogi i tory kolejowe (3 km torów oraz 2 km dróg).

Budżet i strategiczne wsparcie

Koszt inwestycji infrastrukturalnej po stronie Zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście (ZMPSiŚ) to ok. 1,5 mld zł. Dodatkowe 7 mld zł przeznaczono na pogłębienie toru podejściowego (70 km), budowę basenu portowego i węzłów logistycznych, finansowanych głównie ze środków budżetowych i funduszy UE.

Projekt wpisano do kluczowych dokumentów strategicznych: „Strategii Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 r.” oraz „Programu Rozwoju Polskich Portów Morskich”. Zgodnie z założeniami ma umocnić pozycję Polski jako państwa tranzytowego i portowego, porównywalnego z liderami północnej Europy.

Znaczenie geopolityczne i konkurencyjne

Inwestycja może stanowić alternatywę dla dotychczas dominujących portów w Hamburgu, Rotterdamie czy Antwerpii, zwłaszcza w kontekście obsługi rynków Europy Środkowo-Wschodniej. W połączeniu z rozwojem krajowej sieci intermodalnej, port w Świnoujściu ma potencjał, by stać się jednym z dwóch-trzech najważniejszych punktów przeładunkowych Morza Bałtyckiego.

Sprzedaż gruntów pod CPK i zarzuty wobec Ziobry. Premier Tusk komentuje działania prokuratury

Podczas posiedzenia Rady Ministrów 4 listopada 2025 r. premier Donald Tusk odniósł się do postępów w śledztwach dotyczących domniemanych nieprawidłowości przy realizacji kluczowych inwestycji i programów publicznych prowadzonych za czasów poprzedniego rządu. W centrum uwagi znalazły się m.in. sprawy Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK) oraz Funduszu Sprawiedliwości.

Centralny Port Komunikacyjny: rząd kontynuuje wyjaśnianie szczegółów sprzedaży strategicznych terenów

Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek przedstawił na posiedzeniu informacje dotyczące śledztwa w sprawie sprzedaży działki o znaczeniu kluczowym dla inwestycji CPK oraz Kolei Dużych Prędkości. Transakcja, dokonana 12 dni przed zakończeniem rządów Prawa i Sprawiedliwości, miała opiewać na kwotę niespełna 23 mln zł, mimo iż – według szacunków związanych z kontekstem inwestycyjnym – realna wartość gruntu mogła sięgać nawet 400 mln zł.

Premier podkreślił, że rząd ma obowiązek wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy, zwłaszcza że dotyczy ona projektu o najwyższym priorytecie strategicznym dla państwa.

Fundusz Sprawiedliwości i zarzuty wobec byłego ministra

W dalszej części spotkania premier odniósł się do zarzutów wobec byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Jak przekazał, prokuratura podejrzewa go o popełnienie 26 przestępstw, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej. W śledztwie pojawiają się wątki dotyczące przywłaszczenia środków z Funduszu Sprawiedliwości.

Donald Tusk zaznaczył, że choć zarzuty są bardzo poważne, były minister – podobnie jak inni objęci postępowaniem – ma prawo do sprawiedliwego procesu i rzetelnej obrony. Zwrócił uwagę na fakt, że osoby podejrzane najprawdopodobniej przebywają poza granicami kraju, a miejsce pobytu głównych oskarżonych pozostaje nieznane nawet ich dawnym współpracownikom.

„Uczciwi nie mają się czego bać, a naszym zadaniem jest, aby każdy – niezależnie od skali domniemanych przestępstw – mógł liczyć na sprawiedliwy proces i uczciwe stosowanie przepisów” – podkreślił premier.

Premier w ostrym tonie krytykował ewentualne próby ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości, które – według niego – „stawiają wszystkich zamieszanych w bardzo złym świetle”.

Rząd upraszcza funkcjonowanie banków spółdzielczych

4 listopada 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy deregulacyjnej dotyczący funkcjonowania banków spółdzielczych, ich zrzeszania się i banków zrzeszających. To kolejny element zmian legislacyjnych zapowiadających redukcję obciążeń administracyjnych dla sektora finansowego, szczególnie dla instytucji o lokalnym charakterze działania. Według zapowiedzi projekt ma uporządkować przepisy, zmniejszyć biurokrację oraz usprawnić procesy pomocowe wewnątrz systemu ochrony banków spółdzielczych.

Redukcja formalnych obciążeń i większa elastyczność zrzeszeń

Jednym z kluczowych elementów zmian jest uproszczenie procedury modyfikowania umów zrzeszenia. Dotychczas każda zmiana w wymogach zrzeszenia wymagała sporządzenia indywidualnych aneksów dla wszystkich uczestników zrzeszenia. Nowelizacja eliminuje ten obowiązek – zmiany będą mogły być wprowadzane w formie umowy wielostronnej między bankiem zrzeszającym a wszystkimi zrzeszonymi podmiotami, bez konieczności każdorazowego podpisywania aneksów. Zmniejsza to czasochłonność i koszty administracyjne, a także ułatwia operacyjne funkcjonowanie zrzeszeń.

Projekt przewiduje również zniesienie wymogu przekazywania przez banki do Komisji Nadzoru Finansowego informacji o zobowiązaniach wobec udziałowców przez 5 lat po ustaniu członkostwa tych osób. Banki nie będą także zobowiązane do przechowywania tych danych. Oznacza to zauważalne ograniczenie obciążeń sprawozdawczych.

Subpartycypacja jako szybciej dostępne narzędzie wsparcia

W ramach nowelizacji jednostki zarządzające systemami ochrony oraz banki zrzeszające otrzymają możliwość zawierania umów subpartycypacji. Jest to rozwiązanie wykorzystywane dotąd głównie przez duże instytucje, które umożliwia dzielenie ryzyka kredytowego z podmiotem finansującym. Wprowadzenie tego instrumentu do sektora spółdzielczego ma przyspieszyć i uprościć pomoc w sytuacjach, gdy bank spółdzielczy wymaga wsparcia płynnościowego. Dotychczasowa praktyka pokazywała, że brak tych rozwiązań znacząco wydłużał proces pomocowy, generując przy tym wysokie koszty proceduralne.

Równe zasady w konsorcjach kredytowych

Istotną zmianą jest także ujednolicenie reguł uczestnictwa banków spółdzielczych w konsorcjach kredytowych. Dotychczasowe przepisy faworyzowały część podmiotów, co mogło obniżać atrakcyjność udziału w większych projektach finansowych. Wprowadzenie jednakowych warunków uczestnictwa pozwoli spółdzielcom skuteczniej współpracować z innymi bankami przy udzielaniu dużych kredytów, co przełoży się na znacznie większe możliwości finansowania inwestycji, w szczególności tych o charakterze lokalnym.

Nowa struktura zarządzania w zrzeszeniach

Znowelizowane przepisy przewidują także utworzenie dodatkowego organu zrzeszenia – zgromadzenia prezesów. Dotychczas jedynym ciałem formalnym była rada zrzeszenia, pełniąca głównie funkcję doradczo-opiniodawczą. Nowy organ – zgromadzenie prezesów – będzie podejmować kluczowe decyzje dotyczące zrzeszeń, wprowadzając większy udział reprezentantów banków członkowskich w procesie zarządzania. W ocenie projektodawców ma to sprzyjać demokratyzacji procesów decyzyjnych.

Jednocześnie ustawa usuwa z porządku prawnego przepisy dotyczące tzw. zrzeszenia zintegrowanego, które nigdy nie zostały zastosowane w praktyce. Ich utrzymywanie miało jedynie wartość teoretyczną i generowało zbędną złożoność prawną.

Przejrzystość finansowa i porządkowanie rachunkowości

Zmiany obejmują także doprecyzowanie zasad prowadzenia rachunkowości w funduszach pomocowych systemów ochrony oraz funduszu stabilizacyjnym Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej (KSKOK). Celem jest zwiększenie przejrzystości finansowej i usprawnienie realizacji funkcji ochronnych, co ma kluczowe znaczenie dla stabilności całego systemu spółdzielczego.

Projekt przewiduje, że nowe przepisy zaczną obowiązywać po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że sektor bankowości spółdzielczej już w najbliższych miesiącach stanie przed zadaniem wdrożenia szeregu zmian proceduralnych i organizacyjnych.

Dwutygodniowa korekta po dziewięciu tygodniach wzrostu – co dalej ze złotem?

0
  • Nadzwyczajny wzrost wartości złota w tym roku wszedł w fazę wyhamowania. Inwestorzy ponownie analizują, w jakim stopniu scenariusz na rok 2025 — obniżki stóp procentowych, napięcia fiskalne, czynniki geopolityczne oraz popyt ze strony banków centralnych — został już uwzględniony w wycenach.
  • Dwa kolejne tygodniowe spadki po dziewięciotygodniowym rajdzie, który podniósł ceny o ponad 27%, sugerują raczej rozładowanie napięcia niż zmianę trendu.
  • Mimo że krótkoterminowa dynamika osłabła, fundamentalne przesłanki przemawiające za posiadaniem złota pozostają aktualne – niepewny jest jedynie moment kolejnego wzrostu.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, spektakularny wzrost wartości złota w tym roku wszedł w fazę korekty. Metal, którego cena od początku roku wzrosła o około 54%, zanotował właśnie pierwszą od czerwca serię dwóch tygodniowych spadków, co oznacza korektę o niemal 500 USD względem rekordowego poziomu z października. W tym czasie nastroje na rynku przeszły od euforii do refleksji, a inwestorzy ponownie oceniają, na ile scenariusz na 2025 rok – obniżki stóp, napięcia fiskalne, czynniki geopolityczne i popyt ze strony banków centralnych – został już zdyskontowany.

Krótkoterminowe wyzwania

Przerwa po Diwali. Okres świąteczny w Indiach tradycyjnie wiąże się z gwałtownym wzrostem popytu na biżuterię, po którym następuje spadek. Diwali w 2025 roku nie było wyjątkiem – popyt na metale szlachetne, zwłaszcza srebro, osiągnął historyczne poziomy, napędzany zainteresowaniem detalistów, lokalnymi niedoborami i dynamicznymi wzrostami cen. Złoto również cieszyło się dużym zainteresowaniem, choć rekordowe ceny i osłabienie rupii ograniczyły sprzedaż biżuterii. Obecnie rynek wszedł w typowy okres spadku popytu po świętach, który prawdopodobnie ustabilizuje się wraz z powrotem zakupów pod koniec roku, wspierany przez ostatnią korektę cen.

Zmiany podatkowe w Chinach. W Chinach wprowadzono bardziej strukturalną zmianę – zniesiono długoletnie zwolnienie z podatku VAT dla części detalistów biżuterii kupujących za pośrednictwem Szanghajskiej Giełdy Złota i Giełdy Kontraktów Terminowych. Choć zmiana ta nieznacznie zwiększa koszty detaliczne i może ograniczyć sprzedaż biżuterii, jej wpływ makroekonomiczny jest ograniczony. Złoto inwestycyjne – sztabki, monety i fundusze ETF – pozostaje zwolnione z podatku, co pozwala utrzymać kluczowe kanały, które napędzały rekordowy popyt fizyczny w Chinach.

Powell, ostrożność i silniejszy dolar. Po październikowej obniżce stóp procentowych Rezerwa Federalna zasygnalizowała, że decyzja grudniowa „nie jest przesądzona”. W obliczu paraliżu rządowego w USA FOMC działa w warunkach ograniczonej widoczności, a ostrożny ton przewodniczącego Powella przyczynił się do umocnienia dolara i wzrostu realnych stóp procentowych, co dodatkowo ostudziło nastroje na rynku.

USA–Chiny: porozumienie bez przełomu. Pod koniec października pojawiły się doniesienia o postępach w negocjacjach między Waszyngtonem a Pekinem – dotyczące ceł, współpracy w zwalczaniu nielegalnej produkcji fentanylu i jego prekursorów i kontroli eksportu. Rynek zareagował jednak powściągliwie. Inwestorzy zdają sobie sprawę, że głębsze napięcia strategiczne – w obszarze technologii, łańcuchów dostaw i polityki przemysłowej – pozostają nierozwiązane. Choć ogłoszenie mogło ograniczyć ryzyko skrajne, nie wpłynęło znacząco na długoterminowe argumenty za utrzymywaniem aktywów defensywnych.

Ton techniczny i nastroje

Z technicznego punktu widzenia obecna korekta była stosunkowo łagodna – dwa tygodniowe spadki po dziewięciotygodniowym wzroście o ponad 27%. Naszym zdaniem była to zdrowa korekta, bolesna dla ostatnich nabywców, ale wskazująca raczej na rozładowanie presji niż zmianę trendu. Wsparcie techniczne buduje się w okolicach 3835–3878 USD, co pokrywa się z 50% zniesieniem Fibonacciego ostatniego wzrostu oraz 50-dniową średnią kroczącą. Głębszy spadek jest możliwy, jeśli apetyt na ryzyko na rynku akcji utrzyma się, a dolar będzie dalej się umacniał.

W trakcie hossy aktywa fudnuszy ETF wzrosły o 484 tony od początku roku, a obecnie ustabilizowały się na poziomie przekraczającym łączne odpływy z ostatnich trzech lat. Dane z rynku kontraktów terminowych – mimo braku cotygodniowych aktualizacji COT – wskazują na umiarkowaną redukcję pozycji długich, a nie masową likwidację. Banki centralne pozostają kluczowym źródłem stabilności – według World Gold Council w III kwartale dokonano zakupów na poziomie 220 ton, co podniosło łączną wartość zakupów od początku roku do 634 ton, zbliżając się do rekordowego poziomu z ubiegłego roku. Utrzymujący się popyt ze strony instytucji publicznych nadal ogranicza zmienność spadkową.

Dlaczego prognozy pozostają optymistyczne?

Mimo spowolnienia krótkoterminowej dynamiki, fundamentalne przesłanki przemawiające za posiadaniem złota pozostają aktualne – naszym zdaniem niepewny jest jedynie moment kolejnego wzrostu.

Obawy o dług publiczny. Koszty obsługi długu publicznego w USA rosną szybciej niż dochody, co może skłonić decydentów do niejawnej represji finansowej. W średnim terminie realne stopy procentowe mogą pozostać sztucznie niskie, co historycznie sprzyja złotu.

Deprecjacja walut i dywersyfikacja. Utrzymujące się stosowanie ekspansji monetarnej w finansowaniu polityki fiskalnej podważa zaufanie do walut fiducjarnych. Inwestorzy i banki centralne zwiększają rezerwy materialne jako zabezpieczenie.

Popyt ze strony sektora publicznego. Banki centralne, zwłaszcza z rynków wschodzących, kontynuują dywersyfikację rezerw, utrzymując silny popyt na złoto. Ich stała akumulacja stała się strukturalnym elementem rynku i kluczowym wsparciem w okresach spekulacyjnej likwidacji.

Kierunek polityki monetarnej. Mimo ostrożności Powella, dane makroekonomiczne wskazują, że kolejnym trwałym ruchem Fed będzie dalsze łagodzenie polityki. Osłabienie rynku pracy i spowolnienie nominalnego wzrostu gospodarczego mogą skutkować dodatkowymi obniżkami stóp w 2026 roku, co stworzy warunki do ponownego umocnienia złota – zwłaszcza jeśli inflacja utrzyma się na poziomie 3% lub wyższym.

Perspektywy krótkoterminowe

Ostatnia korekta sugeruje, że tegoroczny szczyt cen złota może być już za nami, choć obecna sytuacja przypomina raczej konsolidację niż kapitulację. Czynniki, które doprowadziły do wzrostu ceny powyżej 4000 USD – niestabilność fiskalna, utrzymująca się inflacja oraz nieprzerwany popyt ze strony sektora publicznego – pozostają aktualne. Nie można jednak wykluczyć głębszego spadku, ponieważ rynek pozbywa się nadmiernej spekulacji i odbudowuje zaufanie.

Poprzednia poważna konsolidacja po rekordowym wzroście w maju do poziomu blisko 3500 USD trwała około czterech miesięcy. W sierpniu nastąpił przełom, który zapoczątkował dziewięciotygodniowy wzrost o 27%. Jeśli obecna konsolidacja potrwa podobnie długo, możemy spodziewać się kolejnego okresu handlu w trendzie bocznym, po którym nastąpi ponowne umocnienie na początku 2026 roku. Do tego czasu podwyższona zmienność oraz naprzemienne zmiany nastrojów mogą wystawić na próbę krótkoterminowe przekonania zarówno kupujących, jak i sprzedających.

Obecna przerwa w notowaniach złota wygląda raczej na chwilę wytchnienia niż na trwałe załamanie. Sezonowa słabość, tymczasowe zawirowania związane z polityką Chin oraz silniejszy dolar tłumaczą krótkoterminowy spadek, ale żaden z tych czynników nie zmienia długoterminowej perspektywy. Po zakończeniu tej fazy korekty te same siły, które napędzały tegoroczny wzrost – zadłużenie, inflacja i popyt na dywersyfikację – prawdopodobnie ponownie się ujawnią, torując drogę do kolejnego znaczącego wzrostu w 2026 roku.

Ostatnie wahania cen złota pokazują, jak szybko rynkowy entuzjazm potrafi ustąpić miejsca korekcie – i dlaczego dywersyfikacja portfela pozostaje kluczowa. Złoto, choć wciąż postrzegane jako bezpieczna przystań, nie gwarantuje już stabilnych zysków w krótkim terminie. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera łączenie tradycyjnych aktywów, takich jak kruszec czy obligacje, z inwestycjami w sektor technologiczny, energetyczny i zrównoważony rozwój. Taki portfel lepiej znosi rynkowe turbulencje i pozwala korzystać z nowych źródeł wzrostu. W obecnym otoczeniu makroekonomicznym kluczowe jest myślenie w kategoriach równowagi i zadbanie o odporność portfela – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.Złoto w fazie przejściowej Złoto w fazie przejściowej Złoto w fazie przejściowej

Co piąta informacja o energetyce to manipulacja napędzana rosyjskimi narracjami

Polski sektor energetyczny stoi w obliczu podwójnego zagrożenia: zmasowanych cyberataków wymierzonych w infrastrukturę krytyczną oraz rosnącej fali dezinformacji i oszustw skierowanych bezpośrednio w konsumentów. Ten wielowymiarowy atak ma na celu nie tylko straty finansowe, ale także podważanie zaufania oraz realne zagrożenie dla życia ludzkiego i ciągłości dostaw. Polskie media uważnie śledziły ten temat – dane Instytutu Monitorowania Mediów (IMM) pokazują, że w latach 2022–2025 odnotowano blisko 70 tys. publikacji o tym zjawisku, które wygenerowały zasięg 1,19 mld kontaktów z przekazem.

Obywatele bezpośrednim celem dezinformacji

Skala problemu jest olbrzymia i bezpośrednio wpływa na polskie społeczeństwo. Badania Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (obecnie Polskie Towarzystwo Energetyki Cieplnej – PTEC) wskazują, że co piąty komunikat dotyczący energetyki pojawiający się w sieci może być dezinformacją. Według danych PTEC aż 70% Polaków zetknęło się z fałszywymi informacjami dotyczącymi energetyki. Z dezinformacją lub fake newsami spotkało się 63,6% przedstawicieli branży ciepłowniczej i sektora energetycznego, a według danych Ministerstwa Cyfryzacji tylko w pierwszej połowie 2025 roku odnotowano 5 mln odbiorców nieprawdziwych informacji w tym obszarze.

W przestrzeni medialnej najpopularniejszymi kanałami dystrybucji tych szkodliwych treści są platformy Facebook oraz X (Twitter). Często są to zorganizowane akcje polegające na powielaniu podobnych treści jednocześnie. Narracje pochodzą przeważnie z kont powiązanych z prawicą i środowiskami antyunijnymi.

W przestrzeni medialnej najpopularniejszymi kanałami dystrybucji tych szkodliwych treści są platformy Facebook oraz X

Źródłem propagandowej narracji oraz dezinformacji w temacie energetyki są także politycy różnych ugrupowań, ale też przedstawiciele rządu, posłowie i europosłowie – doniesienia zawierające elementy manipulacji i propagandy często brały swój początek w ich wypowiedziach.

Źródłem propagandowej narracji oraz dezinformacji w temacie energetyki są także politycy

Oprócz dezinformacji i phishingu, sektor energetyczny jest celem zaawansowanych cyberataków. Raport koncernu doradczego EY pokazuje alarmujący i skokowy wzrost incydentów cyberbezpieczeństwa – w 2023 roku ich liczba w tym obszarze podwoiła się rok do roku.

Rosyjska propaganda i atak na strategiczne inwestycje

Rosyjska dezinformacja od kilku lat stanowi jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla debaty o energetyce w Polsce. W latach 2022–2024 propaganda powiązana z Rosją odpowiadała za większość wpisów dotyczących energii i klimatu, kształtując przekaz w mediach społecznościowych poprzez emocje, strach i teorie spiskowe. Jak podaje PAP, tylko w pierwszym kwartale 2024 roku rosyjskie źródła wygenerowały około 34 mln wpisów, które miały wpływać na opinię publiczną i osłabiać zaufanie do transformacji energetycznej.

Szczególnie podatnym obszarem na manipulacje pozostaje energetyka jądrowa. Dominujące narracje dezinformacyjne wokół tego zagadnienia opisuje raport NASK i Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego[1]. Nie mniej intensywnie dezinformacja uderza w transformację energetyczną i politykę klimatyczną. Według analiz portalu Demagog w przestrzeni internetowej utrwala się m.in. mit, że za wysokie ceny energii odpowiadają odnawialne źródła.

Do głównych technik propagandowych prowadzących do celowej dezinformacji można zaliczyć ideologizację tematu ochrony klimatu, silnie emocjonalny i negatywny przekaz na temat zmian klimatu oraz ośmieszanie aktywistów proekologicznych. Skutecznymi metodami jest także krytyka naukowców i podważanie wniosków z publikacji naukowych, wskazywanie polityków jako ekspertów od klimatu, wyśmiewanie i wyszydzanie ekspertów zajmujących się tym zawodowo, a na koniec teorie spiskowe i manipulacje danymi oraz wykresami.

Skutki dezinformacji

Dezinformacja w energetyce to dziś nie tylko problem wizerunkowy, ale realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i powodzenia transformacji energetycznej. Fałszywe przekazy wpływają na decyzje polityczne, kształtują opinie społeczne i potrafią skutecznie spowalniać inwestycje. Jak podkreśla minister energii Miłosz Motyka, „dezinformacja osłabia bezpieczeństwo energetyczne Polski i utrudnia proces inwestycyjny”. W sieci szerzone są przekazy, które mają torpedować działania modernizacyjne, dzielić społeczeństwo i podważać zaufanie do instytucji publicznych.

To zjawisko uderza nie tylko w stabilność gospodarczą, ale też w zdolność obywateli do podejmowania świadomych decyzji. Fałszywe treści zastępują rzetelne dane emocjami, tworząc obraz chaosu i braku kontroli.

Stały monitoring przestrzeni informacyjnej, który pozwala wychwytywać zniekształcone lub propagandowe treści zanim zdążą one zyskać zasięg, jest w dzisiejszych czasach niezbędny – mówi Monika Ezman, dyrektor Działu Analiz w IMM. – W obecnych realiach, gdy przekaz medialny kształtuje nastroje społeczne i decyzje polityczne oraz ekonomiczne, wgląd w rzetelne dane stają się zasobem wręcz strategicznym. Tylko oparcie komunikacji publicznej na faktach, a nie emocjach, może wzmacniać zaufanie społeczne i stabilność w okresie napięć geopolitycznych i transformacji energetycznej.

Skutki dezinformacji odczuwają także konsumenci – oszustwa phishingowe generują bezpośrednie straty finansowe setek tysięcy złotych dla pojedynczych ofiar. Przykładami są głośne kampanie phishingowe z 2025 roku, w których cyberprzestępcy podszywali się pod największe polskie koncerny energetyczne. We wrześniu PGE ostrzegało klientów przed fałszywymi wiadomościami o rzekomych nadpłatach. Kilka miesięcy wcześniej CERT Polska wykrył podobną akcję wymierzoną w klientów Tauron Polska Energia. Obie kampanie miały ten sam cel – wykorzystać zaufanie odbiorców do znanych marek, by przejąć ich dane i pieniądze.

Walka z dezinformacją

W odpowiedzi na te wyzwania władze i instytucje publiczne podjęły szereg inicjatyw edukacyjnych i prewencyjnych. W październiku 2025 roku Ministerstwo Energii zainaugurowało kampanię „Nie daj się oszukać – sprawdź fakty o energetyce!”, której celem jest obalanie popularnych mitów i wzmacnianie świadomości społecznej. Równolegle Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych od 2023 roku prowadzi kampanię „Energia NaPrawdę”, promującą rzetelną wiedzę o sektorze i przeciwdziałającą manipulacjom w sieci. Istotną rolę odgrywa również Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK), która analizuje i identyfikuje kampanie dezinformacyjne w internecie. W 2023 roku instytucja opublikowała raport o potencjale dezinformacyjnym wokół budowy elektrowni jądrowej w Polsce.

Media o dezinformacji w sektorze energetycznym

W latach 2022–2025 temat dezinformacji w energetyce był szeroko obecny w mediach. Analiza IMM wykazała 69,9 tys. publikacji, które łącznie wygenerowały 1,19 mld kontaktów z przekazem. Oznacza to, że statystyczna osoba w wieku od 15 roku życia mogła mieć kontakt z tymi treściami średnio 37 razy. W samym 2025 roku odnotowano 27,5 tys. materiałów dotyczących tego zagadnienia – ponad dwa razy więcej niż w roku 2024. Najwięcej treści ukazało się w mediach o profilu ogólnoinformacyjnym (12,5 tys.) i w mediach specjalistycznych (ponad 1 tys.). Wśród portali społecznościowych najwięcej treści opisujących dezinformację w sektorze energetycznym ukazało się na X (Twitterze).

Media o dezinformacji w sektorze energetycznym

Media o dezinformacji w sektorze energetycznym

Spośród redakcji temat najczęściej podejmowały Euractiv, TVP Info, Radio TOK FM, Polskie Radio 24 oraz Onet. W mediach społecznościowych wysoką aktywność wykazywał m.in. Paweł Lachman czy oficjalny profil Ministerstwa Energii.

Metodologia:

Analiza objęła publikacje z 4475 unikalnych źródeł na temat dezinformacji w kontekście sektora energetycznego (w prasie, na portalach informacyjnych, w radiu i telewizji oraz w mediach społecznościowych) w okresie od 2022 do 2025 roku,  pochodzące z monitoringu 1,7 tys. tytułów prasowych, 21 tys. portali internetowych, 350 stacji radiowych i telewizyjnych oraz najważniejszych mediów społecznościowych.


Do 2035 roku wartość europejskiego przemysłu produkcyjnego przekroczy 2,9 bln euro

0

Polska jednym z liderów z prognozowanym tempem wzrostu na poziomie 11.4%
w ciągu następnych 5 lat.

Globalna firma doradcza Knight Frank opublikowała raport dotyczący europejskiego sektora produkcyjnego, wskazując że europejski przemysł wchodzi w nową fazę zaawansowanej ekspansji technologicznej. Przewidywany wzrost na poziomie 14,7% w ciągu najbliższych dziesięciu lat przyczyni się do dodatkowego wkładu w gospodarkę strefy euro
w wysokości 318 miliardów euro do 2035 roku, zwiększając całkowitą wartość sektora do €2,9 biliona euro (w cenach z 2024 roku).

Polski sektor przemysłowy ma jeden z najwyższych prognozowanych wskaźników wzrostu w UE i w perspektywie 5-letniej ma sięgnąć 11,4%, ustępując pierwszeństwa Węgrom i Danii oraz będąc lekko za Rumunią, której prognozowany wzrost wynosi 11,5%.

Obecny trend wzrostowy kształtuje na nowo potrzeby nieruchomościowe nowoczesnych producentów i inwestorów. Coraz większy popyt generują zaawansowane branże, takie jak elektromobilność i powiązane z nią łańcuchy dostaw, nauki przyrodnicze, produkcja półprzewodników, technologii czystej energii oraz inżynieria precyzyjna. Przedstawiciele tych sektorów coraz częściej przenoszą działalność produkcyjną z powrotem do kraju i inwestują w nowoczesne obiekty, łączące funkcje produkcyjne, badawczo-rozwojowe, dystrybucyjne i biurowe.

Zachodząca technologiczna transformacja sektora przemysłowego zwiększa popyt na nowoczesne nieruchomości magazynowo-produkcyjne o wysokich parametrach technicznych, energooszczędnych, zlokalizowanych blisko ośrodków specjalistycznych i badawczych oraz infrastruktury transportowej.

Ta zmiana wymagań widoczna jest w dynamice stawek czynszowych. Średnie tempo wzrostu czynszów dla nieruchomości produkcyjnych i przemysłowych w Europie przewyższyło większość pozostałych sektorów, osiągając 5,8% w skali roku do czerwca 2025 r., wobec 3,7% dla całego rynku.

Trend ten odzwierciedla rosnące wymagania najemców, którzy poszukują nowoczesnych, energooszczędnych obiektów o wysokim standardzie, zlokalizowanych w pobliżu ośrodków specjalistycznych kadr, uczelni oraz infrastruktury transportowej.

„Wzrost czynszów za wyspecjalizowane powierzchnie produkcyjne prognozowany jest również w Polsce. Obecnie czynsze za powierzchnie produkcyjne są o m.in. 20-30% wyższe niż w przypadku powierzchni logistycznych, co odzwierciedla m.in. wyższe koszty budowy. Wraz ze wzrostem popytu ze strony przemysłu zaawansowanego technologicznie wymagającego wysokiej specyfikacji technicznej oraz wyselekcjonowanych lokalizacji spodziewamy się dalszego powiększania tej różnicy”, komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku Knight Frank Polska.

Rośnie liczba transakcji sprzedaży i leasingu zwrotnego, ponieważ producenci odblokowują kapitał w celu sfinansowania ekspansji. W pierwszej połowie 2025 roku 5,1% wszystkich transakcji inwestycyjnych w europejskich obiektach produkcyjnych i badawczo-rozwojowych stanowiły transakcje sprzedaży i leasingu zwrotnego. Przy koszcie kapitału wynoszącym często ponad 12%, firmy uważają, że bardziej efektywne jest pozyskiwanie kapitału z nieruchomości, realizując transakcje sprzedaży i leasingu zwrotnego z rentownością około 7-8%.

Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank Polska
Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank Polska

Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank Polska dodaje – „Dla inwestorów obiekty produkcyjne wynajmowane przez renomowanych najemców na długoterminowych umowach są bardzo atrakcyjne. Tego typu obiekty oferują stabilny, przewidywalny dochód  i perspektywę długofalowego wzrostu wartości, co czyni je jednym z najbardziej poszukiwanych klas aktywów również na rynku polskim”.

Cła Trumpa w rękach Sądu Najwyższego. Rynki w napięciu przed decyzją RPP

Rynki czekają – polskie na decyzję RPP, światowe na wyrok w sprawie ceł Trumpa. W tle spokojny kalendarz i lekko słabnący złoty, który odczuwa mieszankę globalnej niepewności i krajowych oczekiwań na cięcie stóp. Choć dzień zapowiada się spokojnie, to środowy poranek może przynieść wyraźne ożywienie nastrojów.

Prezes z nożyczkami

Podczas wtorkowej sesji lokalnie rynki ogniskują się już wokół jutrzejszej decyzji NBP. Analitycy są zgodni, że Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych – ze stopy referencyjnej 4,50% do 4,25%. Założenie to wynika z październikowego odczytu inflacji CPI (2,8% r/r, przy miesięcznej zmianie jedynie +0,1% m/m), który okazał się niższy od oczekiwań i zwiększył prawdopodobieństwo działania RPP. Ponadto kluczowe znaczenie w ocenie polityki monetarnej będzie mieć najnowsza projekcja inflacyjna NBP, której wnioski zostaną przedstawione wraz z komunikatem. Poprzednia wskazywała, że inflacja osiągnie cel 2,5% dopiero w drugim kwartale 2027 r., można jednak zakładać, że tegotygodniowa przyspieszy ten moment. Tradycja podpowiada, że będzie to ostatnia obniżka w tym roku (grudniowe posiedzenia raczej nie są decyzyjne), jednak mało kto wierzy, że będzie to ostatni taki ruch w obecnym cyklu. W tym kontekście istotne będzie czwartkowe wystąpienie prezesa Glapińskiego.

„Economy will go to hell”

Globalnie inwestorzy nie mają chwili wytchnienia od prezydenta USA. W Stanach Zjednoczonych trwa wyczekiwanie na orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie ceł nakładanych przez Donalda Trumpa. Werdykt prawdopodobnie poznamy już jutro, a urzędujący prezydent w swoim stylu postanowił nałożyć dodatkową presję na orzekających. W jego mniemaniu, jeśli taryfy zostaną zakwestionowane, to amerykańskie parkiety akcyjne wspólnie z rodzimą gospodarką czeka załamanie. Co ciekawe, inwestorzy mimo że nie są aż tak kasandryczni, to podzielają jego obawy i główne amerykańskie indeksy pozostają na delikatnym minusie w handlu przedsesyjnym. Sam dolar we wtorek jest stabilny, a zmienność na głównej parze walutowej globu jest dziś mocno ograniczona.

Spokojny kalendarz

Wtorkowa kartka z kalendarza nie należy do najmocniej wypełnionych. Brakuje w niej kluczowych publikacji z najważniejszych rynków, dlatego inwestorzy mogą skupiać się na wydarzeniach okołorynkowych. Głównym impulsem było nocne (według naszego czasu) posiedzenie banku centralnego Australii, na którym jednak nie zdecydowano się na zmianę stóp procentowych. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków, choć dolar australijski dziś traci na wartości. Chwilę wcześniej lekko rozczarował indeks PMI dla japońskiego przemysłu, a poranne wystąpienie Christine Lagarde nie przyniosło istotnych reakcji rynkowych. Więcej do powiedzenia może mieć Joachim Nagel podczas wieczornego przemówienia. Złoty pozostaje dziś pod delikatną presją, co nie zaskakuje, biorąc pod uwagę miks globalnej niepewności oraz oczekiwania na cięcie stóp w Polsce. Dolar przebija poziom 3,70 zł, a kurs euro zbliża się do 4,26 zł.

Daniel Ek: „Biznes ma się dobrze” – Spotify ogłasza wyniki za Q3 2025 z imponującymi wzrostami

Spotify opublikowało dziś wyniki finansowe za III kwartał 2025 roku, co stanowi kolejny etap w ramach tego, co firma określiła mianem „Roku Przyspieszonej Egzekucji”. Osiągnięto dwucyfrowy wzrost liczby subskrybentów, przekroczono kamień milowy 700 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie oraz uzyskano rekordową rentowność, jednocześnie umacniając pozycję lidera w obszarze muzyki, podcastów i audiobooków.

Wyniki Spotify za III kwartał:

  • Liczba subskrybentów wzrosła o 12% rok do roku, do poziomu 281 milionów.
  • Liczba aktywnych użytkowników miesięcznie zwiększyła się o 11% rok do roku, do 713 milionów.
  • Całkowite przychody wzrosły o 12% rok do roku (w stałej walucie), osiągając 4,3 miliarda euro.
  • Marża brutto poprawiła się o 56 punktów bazowych rok do roku, do poziomu 31,6%.
  • Dochód operacyjny wyniósł 582 miliony euro.

Daniel Ek, założyciel i dyrektor generalny Spotify, powiedział:

Biznes ma się dobrze. Działamy szybciej niż kiedykolwiek. Dysponujemy narzędziami, których potrzebujemy – polityką cenową, innowacjami produktowymi, dźwignią operacyjną, a wkrótce także poprawą w segmencie reklam – aby zapewnić zarówno wzrost przychodów, jak i ekspansję zysków. Wszystko sprowadza się do podstawowych wskaźników użytkowników, a tu jesteśmy w świetnej formie: 700 milionów użytkowników, którzy stale wracają, zaangażowanie na rekordowym poziomie. Budujemy Spotify z myślą o długoterminowej przyszłości.

W III kwartale Spotify wprowadziło szereg nowych funkcji i aktualizacji, które zwiększają wartość zarówno dla użytkowników darmowych, jak i Premium – w tym ulepszoną wersję darmowego planu, narzędzia do miksowania playlist, bezstratną jakość dźwięku, integrację z Chatem GPT, funkcję wiadomości i wiele innych. Te elementy ułatwiają użytkownikom odkrywanie, komunikowanie się i tworzenie w ramach platformy, jednocześnie zwiększając zaangażowanie i czas spędzany w Spotify.

Spotify w liczbach:

  • 713 mln aktywnych użytkowników miesięcznie (MAU)
  • 281 mln subskrybentów
  • ~7 mln tytułów podcastów
  • Ponad 480 000 wideo podcastów
  • Ponad 390 mln użytkowników obejrzało przynajmniej jeden podcast wideo na Spotify – wzrost o 54% rok do roku
  • Ponad 500 000 audiobooków w języku angielskim
  • 10 miliardów dolarów wypłaconych branży muzycznej w 2024 roku
  • Około 60 miliardów dolarów wypłaconych branży muzycznej od momentu powstania Spotify

Grzegorz Soczewka nowym szefem sprzedaży OVHcloud na Europę Wschodnią

0

Grzegorz Soczewka objął z początkiem listopada 2025 roku stanowisko szefa sprzedaży odpowiedzialnego za działania handlowe w regionie Europy Wschodniej w OVHcloud. Firma jest globalnym graczem na rynku chmury obliczeniowej i europejskim liderem w tej dziedzinie.

Jako VP Sales, Grzegorz Soczewka będzie odpowiedzialny za wdrożenie strategii „Go-To-Market, Be Ahead”, której celem jest budowanie oferty europejskiego dostawcy chmury. Zadania nowego szefa sprzedaży skupiają się na rozwoju programu partnerskiego, ekspansji w segmentach AI, fintech, administracji publicznej oraz Przemysłu 4.0, jak również wzmacnianiu oferty chmury. Grzegorz Soczewka będzie wspierać kanał sprzedaży oraz wzmacniać partnerskie relacje z klientami, pozycjonując OVHcloud jako europejskiego dostawcę chmury łączącego suwerenność danych z mocą AI.

Z dużą satysfakcją dołączam do zespołu OVHcloud. Wierzę w ogromny potencjał firmy, która może stać się pierwszym wyborem dla podmiotów z Polski i regionu, dla których liczą się wartości takie jak suwerenność, elastyczność działania i niezależność. W moich działaniach skupię się na rozwijaniu ekosystemu łączącego klientów, partnerów i zespoły sprzedaży, w którym interakcje z OVHcloud przekładać się będą na wymierne rezultaty biznesowe. Wspólnie możemy tworzyć rozwiązania odpowiadające na strategiczne potrzeby organizacji i wspierać ich rozwój w długiej perspektywie – powiedział Grzegorz Soczewka, VP Sales for Eastern Europe w OVHcloud.

Grzegorz Soczewka posiada ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze sprzedaży, IT, usług chmurowych oraz rozwoju biznesu. Specjalizuje się w zarządzaniu strukturami sprzedażowymi, ekspansji międzynarodowej oraz budowaniu trwałych relacji z klientami i partnerami strategicznymi. W minionych latach koncentrował się na praktycznym zastosowaniu sztucznej inteligencji w biznesie, zarówno w kontekście automatyzacji procesów, jak i tworzenia modeli sprzedażowych rozwiązań opartych na AI. Jego podejście łączy innowacje technologiczne z konkretnymi potrzebami organizacji, zapewniając wymierne efekty finansowe i przewagę konkurencyjną.

Przed dołączeniem do OVHcloud pełnił funkcje zarządcze m.in. w firmach Euvic Future Work, Konica Minolta BS, a także grupie INDATA. Współpracował również z globalnymi liderami, takimi jak Dell i IBM. Na przestrzeni lat zarządzał złożonymi zespołami, rozbudowywał portfele klientów i ściśle współpracował z partnerami strategicznymi, aby wspólnie tworzyć wartość i osiągać konkretne rezultaty biznesowe.

Grzegorz Soczewka ukończył studia z zakresu finansów i rachunkowości oraz zarządzania i marketingu. Wykształcenie uzupełnił studiami podyplomowymi MBA w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, koncentrując się na zagadnieniach zarządzania strategicznego i rozwoju organizacji.

Regionalne rynki biurowe hamują. Tylko 18 tys. mkw. nowej podaży w III kwartale 2025

0

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach”, trzeci kwartał 2025 roku na największych regionalnych rynkach biurowych charakteryzował się wyjątkowo niskim wolumenem nowej podaży i jednocześnie stabilnym poziomem aktywności najemców. Ogólny współczynnik pustostanów utrzymał się w trendzie wzrostowym, choć dostępność większych modułów o powierzchni ponad 3000 mkw. w centrach biznesowych poszczególnych miast wyraźnie się zmniejszyła.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu największych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin i Szczecin) wyniosły 6,73 mln mkw. Do końca września oddano do użytku 18 050 mkw. nowej powierzchni – to najmniej od początku prowadzenia statystyk dla miast regionalnych. W trzecim kwartale ukończono trzy inwestycje oferujące łącznie ok. 15 650 mkw., z czego ponad 63% przypadło na krakowski biurowiec Stella Office.

– Podobnie jak w Warszawie, również w miastach regionalnych przyspiesza trend modernizacji oraz konwersji starszych i nieefektywnych budynków biurowych. W efekcie od stycznia z puli istniejących zasobów wycofano przeszło 74 000 mkw. biur, z czego ponad 66% w obiektach ukończonych przed rokiem 2010. Pomimo ograniczonej nowej podaży deweloperzy wstrzymują się z rozpoczynaniem dużych inwestycji biurowych. Nadal dokładnie monitorują aktywność najemców, poziom wynajęcia istniejących obiektów i zainteresowanie podpisywaniem umów przednajmu – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku w budowie pozostawało ok. 198 000 mkw. biur – to o ponad 5% mniej niż w drugim kwartale 2025 roku i prawie 6% mniej niż rok wcześniej. Warto zauważyć, że tylko sześć spośród przeszło 20 realizowanych obecnie projektów liczy ponad 10 000 mkw., co pokazuje, że deweloperzy uzależniają rozpoczęcie większych inwestycji od zawarcia umów przednajmu.

W porównaniu z pierwszym półroczem trzeci kwartał charakteryzował się umiarkowaną aktywnością najemców. W tym czasie podpisano umowy najmu na nieco ponad 134 400 mkw., co stanowi ok. 26% całkowitego popytu odnotowanego od stycznia do końca września 2025 roku. Z kolei popyt brutto za pierwsze trzy kwartały wyniósł niemal 521 800 mkw. i był wyższy niż w analogicznym okresie w 2024 roku o ponad 6%.

W okresie od początku stycznia do końca września 2025 roku najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 203 850 mkw., najemcy wynajęli w Krakowie. Na drugiej pozycji znalazł się Wrocław (107 400 mkw.), natomiast w Trójmieście aktywność najemców nieznacznie przekroczyła 71 700 mkw.

– Na Kraków, Wrocław i Trójmiasto przypadło ponad 73% całkowitego popytu zarejestrowanego w regionach w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku. W miastach regionalnych – podobnie jak w Warszawie – obserwujemy kurczącą się dostępność większych modułów biurowych o powierzchni ponad 3000 mkw. w centralnie położonych budynkach oferujących nowoczesne rozwiązania zarówno technologiczne, jak i z zakresu ESG – dodaje Karol Wyka.

W strukturze popytu nadal dominują renegocjacje. W trzecim kwartale 2025 roku udział renegocjacji i odnowień umów w całkowitym wolumenie najmu wyniósł 42%, a w pierwszych trzech kwartałach sięgnął aż 54%. Nowe umowy w okresie od stycznia do września stanowiły 34% wszystkich transakcji, natomiast pozostałe 12% przypadło na ekspansje (6%), transakcje na potrzeby własne (4%) oraz przednajmy (2%).

Pomimo ograniczonej nowej podaży i wycofywania z rynku starszych i nieefektywnych biurowców wskaźnik pustostanów w głównych miastach regionalnych utrzymuje się powyżej 17% już od trzeciego kwartału 2023 roku. Na koniec września 2025 roku wyniósł on 17,7%, co oznacza wzrost o 0,2 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 0,4 p.p. w ujęciu rocznym. Na dwóch rynkach stopa pustostanów była powyżej 20%, a tylko na jednym nie przekraczała 10%. W ośmiu największych miastach regionalnych najemcy mają do dyspozycji łącznie prawie 1,2 mln mkw. wolnej powierzchni biurowej.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe na największych rynkach regionalnych utrzymują się na stosunkowo stabilnym poziomie ok. 16,00-17,00 euro/mkw./miesiąc. Jednak ze względu na malejącą dostępność większych modułów, zwłaszcza w centrach biznesowych poszczególnych miast, stawki te sięgają nawet 18,00 euro/mkw./miesiąc. Z kolei właściciele budynków o wysokim współczynniku pustostanów coraz częściej oferują rozbudowane pakiety zachęt, aby przyciągnąć potencjalnych najemców – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Motoryzacja: Europa nie osiągnie pełnej elektryfikacji przed 2040 rokiem

Europa nie będzie w pełni zelektryfikowana przed 2040 r. – krótkoterminowa ulga dla europejskich producentów wiązać się może jednocześnie w dłuższej perspektywie z zapóźnieniem technologicznym. Gra nie toczy się jedynie o ambicje klimatyczne (vs. realizm korzystania z dotychczasowych technologii) – zapóźnienie technologiczne uzależni europejską motoryzację w jeszcze większym stopniu od chińskich akumulatorów i innych technologii, kładąc jednocześnie kres perspektywom globalnej konkurencyjności.

  • Konflikt nie przebiega na linii „ulga dla producentów pojazdów spalinowych vs. idee fix czystych technologii z Brukseli”. Plan Europy dotyczący wprowadzenia zakazu sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi do 2035 r. jest zarzewiem konfliktu między krajowymi interesami przemysłowymi a ambicjami ekologicznymi regionu. Jasny jest podział stron sporu – w zależności od udziału motoryzacji w krajowym PKB (Niemcy 5%, Włochy 6% wobec poniżej 3% we Francji i Hiszpanii)
  • Sprzedaż pojazdów elektrycznych jest jedynym jasnym punktem na europejskim rynku motoryzacyjnym w tym roku (+24% sprzedaży od początku roku w porównaniu z +1% wzrostem całego rynku motoryzacyjnego; wzrost udziału w rynku o +3 p.p. do 16%), ale tempo wdrażania tej technologii jest nadal zbyt wolne, ponieważ infrastruktura dla pojazdów elektrycznych jest niewystarczająca, więc konsumenci preferują modele hybrydowe.
  • Decydujące – tempo elektryfikacji infrastruktury – spada, zamiast przyspieszać! Do końca 2025 r. UE ma dysponować około 1,1 mln stacji ładowania, czyli mniej niż jedna trzecia docelowej liczby 3,5 mln wyznaczonej przez Komisję Europejską na 2030 r., a co istotne – tempo instalacji infrastruktury (zasilania aut elektrycznych) spada do poziomu najniższego od 2019 r.
  • Problemy oraz obawy – zarówno te bieżące jak i te w najbliższej perspektywie mogą przesłonić szerszy kontekst: UE prawdopodobnie nie osiągnie celu, jakim jest pełna elektryfikacja do 2035 r., co z kolei zagraża realizacji celu osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r.
  • W efekcie opóźnienie technologiczne Europy może się pogłębić: odłożenie zakazu stosowania silników spalinowych może wysłać sygnał, który źle zrozumiany pogorszy i tak już kruchą stabilność odnośnie kierunku w europejskim przemyśle motoryzacyjnym. Pogłębiłoby to jeszcze bardziej lukę technologiczną w stosunku do globalnych konkurentów, którzy korzystają z jasnych strategii i silniejszego wsparcia finansowego.
  • Zamknięte koło uzależnienia od starych technologii i braku samodzielności w wytwarzaniu kluczowych elementów: europejscy producenci samochodów mają trudności ze zmniejszeniem zależności swoich przychodów od bardzo dochodowego (bo cechującego się niższymi kosztami) segmentu pojazdów z silnikami spalinowymi. Ponadto lata niedoinwestowania w porównaniu z międzynarodowymi konkurentami – zwłaszcza amerykańskimi i azjatyckimi – spowodowały rosnącą lukę technologiczną, pozostawiając Europę w dużym stopniu zależną od Chin w zakresie dostaw akumulatorów i kluczowych komponentów do pojazdów elektrycznych. Ta zależność ogranicza zdolność regionu do zwiększania produkcji i wprowadzania innowacji w sposób konkurencyjny.

Plan Europy dotyczący wprowadzenia zakazu sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi do 2035 r. jest przedmiotem konfliktu między krajowymi interesami przemysłowymi a ambicjami ekologicznymi całego regionu. Niemcy i Włochy naciskają na przesunięcie terminu 2035 r. i bardziej elastyczne ramy dla celów emisji dwutlenku węgla, argumentując to tym, że przemysł motoryzacyjny potrzebuje ulgi, ponieważ jego marże zysku ograniczają wyższe koszty produkcji i spadający popyt. Jednak Francja i Hiszpania zdecydowanie sprzeciwiają się wszelkim zmianom, obawiając się, że wysłałoby to zniechęcający sygnał do inwestorów i podważyłoby wiarygodność europejskiej mapy drogowej na rzecz neutralności emisyjnej. Podział ten odzwierciedla różną wagę sektora motoryzacyjnego w gospodarkach krajowych: zapewnia ona ponad 5% PKB i daje 800 000 miejsc pracy w Niemczech oraz około 6% we Włoszech, w porównaniu z mniej niż 3% we Francji i Hiszpanii. W opinii Allianz Trade strategicznie debata odzwierciedla również kontrastujące stanowiska producentów oryginalnego wyposażenia (OEM): niemieccy i włoscy producenci, w dużym stopniu uzależnieni od eksportu, mierzyć się muszą z pogarszającymi się perspektywami dla pojazdów elektrycznych (EV) za granicą. We wrześniu Stany Zjednoczone wstrzymały zachęty do zakupu pojazdów elektrycznych, a zarówno w Chinach, jak i w Europie europejskie marki mają trudności z konkurowaniem z chińskimi modelami pojazdów elektrycznych, które oferują zarówno wysoką jakość wykonania, jak i zaawansowaną technologię w bardzo konkurencyjnej cenie. W obliczu malejącej rentowności i swoich rezerw gotówkowych niemieccy producenci wyposażenia i części OEM nadal niechętnie angażują się w pełni w projekt oparty na pojazdach w pełni elektrycznych, ponieważ zwrot z tych inwestycji nie wydaje się im wystarczająco pewny i  atrakcyjny, aby zrównoważyć niedawne wzrosty kosztów spowodowane nowymi cłami amerykańskimi i nadwyżką mocy produkcyjnych w Europie.

Wykres 1: Zmiany podstawowych wskaźników finansowych niemieckich producentów OEM w ciągu ostatnich 12 miesięcy

Zmiany podstawowych wskaźników finansowych niemieckich producentów OEM w ciągu ostatnich 12 miesięcy*Zmiany od początku roku i w ciągu ostatnich 12 miesięcy na koniec października 2025 r. Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research

Krótkoterminowe obawy mogą przesłonić szerszą perspektywę: UE prawdopodobnie nie osiągnie celu pełnego przejścia na pojazdy elektryczne do 2035 r., co z kolei zagraża realizacji celu osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. Tempo rejestracji pojazdów elektrycznych i instalacji publicznych stacji ładowania (w tym szybkich i ultraszybkich ładowarek) w ciągu ostatniej dekady w opinii Allianz Trade sugeruje, że UE osiągnie ten cel dopiero w 2041 r. W bardziej optymistycznym scenariuszu cel ten mógłby zostać osiągnięty w 2037 r., jeśli UE zdoła uruchomić docelową liczbę 3,5 mln publicznych stacji ładowania do 2030 r.

Wykres 2: Scenariusze całkowitego przejścia UE na pojazdy elektryczne (rejestracje nowych samochodów osobowych = 100% pojazdów z napędem wyłącznie elektrycznym)

Scenariusze całkowitego przejścia UE na pojazdy elektryczne

Prognozy dotyczące liczby stacji ładowania wymaganych do 2030 r. w celu osiągnięcia celów redukcji emisji dwutlenku węgla: 3,5 mln według Komisji Europejskiej i 8,8 mln według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA). Źródło: Allianz Trade Research

Osiągnięcie celu na 2035 r. wymagałoby znacznie silniejszego impulsu fiskalnego na rzecz rozwoju infrastruktury pojazdów elektrycznych, poprawy łańcucha dostaw oraz umiarkowanego ożywienia popytu detalicznego na nowe samochody (o 2-3% więcej), co wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ główne gospodarki zaciskają pasa, a europejscy producenci samochodów borykają się z trudnościami finansowymi.

Spójność w rozwoju infrastruktury ma kluczowe znaczenie dla zwiększenia skali elektryfikacji. Pojazdy EV i PHEV (+24% i +32%) są w tym roku najlepiej prosperującymi kategoriami układów napędowych, pomimo słabej koniunktury na europejskim rynku samochodowym (+1% od początku roku do września), który wydaje się osiągnąć nowy poziom poniżej 11 mln, czyli około 30% poniżej poziomu sprzed pandemii COVID-19. Jednak pomimo zauważalnego wzrostu penetracji rynku przez pojazdy elektryczne z roku na rok, dzięki czemu kategoria pojazdów BEV stała się trzecim wyborem nabywców, wyprzedzając pojazdy z silnikiem wysokoprężnym (+3 pkt od początku roku do 16%), tempo to jest zbyt wolne, aby osiągnąć cel wyznaczony na 2035 r. Penetracja rynku pojazdów BEV cierpi również z powodu konkurencji ze strony pojazdów hybrydowych, które pochłaniają około połowy strat rynkowych modeli z silnikami spalinowymi (~-10 pkt od początku roku). Od zeszłego roku pojazdy hybrydowe są najpopularniejszą kategorią na poziomie europejskim. Bez inwestycji w odpowiednio skalowaną i wydajną infrastrukturę dedykowaną pojazdom elektrycznym – w szczególności stacje ładowania, parkingi oraz powiązane usługi serwisowe i sieciowe – które pozwolą utrzymać wzrost i upowszechnienie pojazdów elektrycznych w regionie, ich udział w sprzedaży prawdopodobnie osiągnie pułap. Istnieje silna korelacja między poziomem infrastruktury publicznej przeznaczonej dla pojazdów elektrycznych a udziałem pojazdów elektrycznych z napędem wyłącznie akumulatorowym (BEV) w nowych rejestracjach, co widać w regionie skandynawskim, gdzie penetracja pojazdów elektrycznych jest najbardziej zaawansowana.

Rysunek 3: Gęstość infrastruktury pojazdów elektrycznych a udział w rynku / Ewolucja i prognozy dotyczące publicznych stacji ładowania do 2030 r.

Gęstość infrastruktury pojazdów elektrycznych a udział w rynkuEwolucja i prognozy dotyczące publicznych stacji ładowania do 2030

Źródła: Komisja Europejska (Europejskie Obserwatorium Paliw Alternatywnych), Allianz Research

Do końca tego roku w UE ma być około 1,1 mln stacji ładowania, czyli mniej niż jedna trzecia celu Komisji Europejskiej na 2030 r., który wynosi 3,5 mln. Obecne tempo instalacji znacznie spadło, osiągając zaledwie 23% w 2025 r., co jest najniższym wynikiem od 2019 r. Spowolnienie to, w połączeniu z nierównomiernym rozmieszczeniem infrastruktury – 56% punktów ładowania koncentruje się we Francji, Niemczech i Holandii, podczas gdy ponad 80% krajów UE plasuje się poniżej średniej regionalnej wynoszącej 13,3 stacji na kilometr drogi – utrudnia szerszą penetrację pojazdów elektrycznych. Aby osiągnąć cele na 2030 r., w opinii Allianz Trade tempo instalacji musi przyspieszyć do średniego rocznego wzrostu o 26% w ciągu najbliższych pięciu lat. Chociaż cel ten pozostaje poniżej średniej z ostatnich pięciu lat wynoszącej 47%, jego osiągnięcie będzie wymagało skoordynowanych działań wszystkich państw członkowskich w celu wyeliminowania różnic między krajami i stworzenia zrównoważonej, wydajnej i dostępnej europejskiej sieci stacji ładowania, która będzie w stanie wesprzeć przejście kontynentu na zrównoważoną mobilność.

Opóźnienie technologiczne Europy może się pogłębić, jeśli zrezygnuje ona ze swoich ekologicznych ambicji. Różnica cenowa między modelami z silnikiem spalinowym a modelami elektrycznymi nadal wpływa na decyzje zakupowe, ale nie jest już czynnikiem decydującym, ponieważ różnica ta znacznie spadła poniżej 20% w Europie i Stanach Zjednoczonych, w porównaniu z ponad 50% w 2018 r., dzięki gwałtownemu spadkowi kosztów akumulatorów, spowodowanemu niższymi cenami surowców i wzrostem wydajności, ale także dzięki zachętom publicznym i agresywnej polityce cenowej chińskich marek. Nie spowodowało to jednak wzrostu popytu na pojazdy elektryczne. Producenci samochodów mają trudności ze znalezieniem odpowiedniej formuły, która pozwoliłaby im zmniejszyć ekspozycję przychodów na bardzo dochodowy segment pojazdów z silnikami spalinowymi. Lata niedoinwestowania w porównaniu z międzynarodowymi konkurentami – zwłaszcza amerykańskimi i azjatyckimi – spowodowały rosnącą lukę technologiczną, pozostawiając Europę w dużym stopniu zależną od Chin w zakresie dostaw akumulatorów i kluczowych komponentów do pojazdów elektrycznych. Ta zależność ogranicza zdolność regionu do zwiększania produkcji i wprowadzania innowacji w sposób konkurencyjny. Jednocześnie producenci mają trudności z dostosowaniem się do oczekiwań klientów: pojazdy łączące duży zasięg, przystępną cenę i sprawdzoną niezawodność są nadal rzadkością, ponieważ większość modeli rzadko spełnia wszystkie te trzy wymagania. W tym kontekście potencjalne złagodzenie europejskich ram dotyczących emisji dwutlenku węgla grozi wysłaniem niewłaściwego sygnału i długoterminowo może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych dla całej branży, zniechęcając inwestorów, pogłębiając wątpliwości co do kierunku rozwoju branży i zwiększając dystans dzielący ją od globalnych konkurentów, którzy korzystają z jaśniejszych strategii i silniejszego wsparcia finansowego.

Wykres 4: Wskaźnik nakładów inwestycyjnych głównych producentów OEM w ciągu ostatniej dekady, w podziale na regiony geograficzne i kategorie samochodów

Wskaźnik nakładów inwestycyjnych głównych producentów OEM w ciągu ostatniej dekady

Na podstawie danych rocznych za rok finansowy 2024. Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

76% przedstawicieli Pokolenia Z pracuje na dwóch lub więcej etatach

0

Osobom z pokolenia Z stereotypowo przypisuje się lenistwo i brak zaradności, które rzekomo mają wpływać na ich kariery zawodowe. Tymczasem jak wynika z najnowszego raportu Hays Poland i OFF school, Zetki chętnie korzystają z wieloetatowości, czyli pracy w kilku miejscach jednocześnie. Tym samym dążą do większej niezależności finansowej, zdobycia różnorodnego doświadczenia czy nawet lepszego wykorzystania swojego czasu.

  • Pracownicy z pokolenia Z łączą części etatów nie tylko po to, aby więcej zarabiać, ale też z myślą o rozwoju – zarówno zawodowym, jak i osobistym. Zapytani o potencjalne konsekwencje wieloetatowości, najczęściej wskazują na ryzyko pogorszenia dobrostanu psychicznego.
  • Pracodawcy oceniają wieloetatowość bardziej surowo. Choć dzięki takiej praktyce mogą bezkosztowo zwiększyć zasoby kompetencyjne firmy, to upatrują w niej ryzyka związanego z kwestiami HR i prawnymi.
  • Nawet jeśli osoby z pokolenia Z nie pracują wieloetatowo, to pracodawcy i tak miewają zastrzeżenia do ich pracy. Szefowie najbardziej ubolewają nad niewystarczającą samodzielnością Zetek.

Pokolenie Z ceni sobie możliwość wyboru, elastyczność i innowacyjność. Jeśli można zrobić coś lepiej, łatwiej lub po prostu inaczej, młodzi chętnie to wykorzystają. Podobnymi zasadami kierują się w pracy. Zamiast całego etatu lub stałego zlecenia w jednej firmie, często wybierają współpracę z kilkoma organizacjami w tym samym czasie – w praktyce najczęściej z dwiema (76 proc.) lub trzema różnymi (17 proc.). Wówczas w większości przypadków (63 proc.) żadna z prac nie jest na pełen etat.

Badanie agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school opisane na łamach raportu „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę” pokazuje, iż młodzi zdają sobie sprawę z tego, że wieloetatowość nie jest rozwiązaniem idealnym. Wybierają je jednak świadomie, jako główną motywację wskazując kwestie finansowe i możliwość rozwoju w obszarze zainteresowań. Młodzi są też bardziej przychylni tej koncepcji niż pracodawcy. O ile pracę w kilku miejscach jednocześnie negatywnie ocenia tylko 11 proc. Zetek, to w przypadku pracodawców odsetek ten jest aż trzykrotnie wyższy.Hays Wykres 1

Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę”, październik 2025

Młodzi widzą więcej zalet wieloetatowości niż pracodawcy

Zarówno osoby z pokolenia Z, jak i pracodawcy uważają, że praca w kilku miejscach jednocześnie jest rozwiązaniem wspierającym rozwój pracowników. Potwierdzają to wyniki badania – analizując zalety wieloetatowości, Zetki wskazują nie tylko na możliwość zwiększenia zarobków, ale też zdobywanie doświadczenia, różnorodność zadań i szybszy rozwój kariery.Hays Wykres 2

Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę”, październik 2025

W oczach pracodawców to przede wszystkim możliwość zwiększenia wiedzy wewnątrz organizacji (41 proc.), rozwój pracowników (40 proc.), polepszenie ich dobrostanu (29 proc.) i zwiększanie umiejętności praktycznych wewnątrz organizacji (28 proc.). Warto jednak podkreślić, że aż 29 proc. ankietowanych pracodawców nie widzi zupełnie żadnych korzyści płynących z wieloetatowości. Wśród młodych pracowników taka odpowiedź uzyskała tylko 2 proc. wskazań.

Choć zaledwie ułamek przedstawicieli pokolenia Z uważa, że wieloetatowość nie przynosi żadnych korzyści, nie oznacza to, iż młodzi gloryfikują pracę w kilku miejscach jednocześnie. Wręcz przeciwnie – mają świadomość, że nie jest to rozwiązanie wolne od wyzwań. Może być jednak realnym wsparciem w wejściu w dorosłe życie. Ponadto, dzięki elastyczności tej koncepcji, daje ona przestrzeń do wprowadzenia lub rozwijania nowoczesnych form współpracy w firmach. A na nich mogą skorzystać już nie tylko Zetki, ale również pracujący rodzice, osoby z niepełnosprawnościami, aktywni zawodowo seniorzy, a nawet sami pracodawcy poszukujący oszczędności w procesie zatrudniania. – wyjaśnia Wiktoria Nowak, Co-founderka GenbOOst i Project managerka w Fundacji OFF school.

Zetki obawiają się o swój dobrostan, a pracodawcy o bezpieczeństwo firmy

Liczne korzyści, jakie zdaniem respondentów płyną z wieloetatowości, nie wykluczają jednak wielu wyzwań. Co ciekawe jednak, Zetki patrzą na potencjalne wady zupełnie inaczej niż pracodawcy. Z perspektywy młodych wieloetatowość może być źródłem problemów z dobrostanem psychicznym: przepracowania (75 proc.), stresu (64 proc.) i przeciążenia komunikacyjnego wynikającego z konieczności bycia „na bieżąco” w więcej niż jednym miejscu pracy (60 proc.). To dla nich też potencjalne ryzyko wypalenia zawodowego (47 proc.).

Z kolei dla firm największą słabością takiego rozwiązania są przede wszystkim wyzwania natury prawnej i HR. Główne obawy pracodawców dotyczą bowiem bezpieczeństwa informacji lub danych oraz jakości pracy zaangażowania wieloetatowców. W oczach szefów wyzwaniem może być również ograniczenie dostępności takich pracowników.Hays Wyrkes 3

Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę”, październik 2025

Żadna z perspektyw nie musi być niepoprawna, lecz odmienne spojrzenie na tę kwestię pokazuje, jak różnie generacje podchodzą do tego zjawiska. Chcąc skutecznie zarządzać wieloetatowcami, najważniejsze jest przede wszystkim wspólne określenie jasnego celu, zakresu odpowiedzialności i planu pracy. Lepsze od szczególnego monitorowania takich pracowników będzie też budowanie otwartej, transparentnej komunikacji i wzmacnianie zaufania.

Pomimo odmiennych perspektyw, współpraca z pokoleniem Z może być skuteczna

Działania na rzecz budowania zaufania i standardów komunikacji warto podejmować nie tylko względem Zetek pracujących w kilku miejscach jednocześnie, ale też wszystkich innych młodych pracowników. Jest to szczególnie istotne na początku współpracy z firmą. Badanie wykazało bowiem, że wieloetatowość to nie jedyny kontekst, w którym brakuje porozumienia pomiędzy młodymi i pracodawcami. Przeszło 70 proc. pracodawców uważa, że Zetki nie wykazują postaw, których oczekiwaliby od pracowników – samodzielności, transparentnej komunikacji i dzielenia się wiedzą ze współpracownikami. Ponad 60 proc. przedstawicieli firm twierdzi też, że młodzi nie potrafią udzielać informacji zwrotnej i nie są proaktywni.

Okazuje się jednak, że wcale nie musi być to problem na poziomie zachowań i cech młodych, a komunikowania oczekiwań, którego w międzypokoleniowych zespołach szczególnie brakuje. Skutkuje to pogłębieniem się wielu nieporozumień, m.in. dotyczących postaw i zaangażowania w pracę Zetek, a także utrudnia wykorzystanie ich pełnego potencjału.

– To, że obie strony miewają odmienne spojrzenie na dane kwestie, np. zaangażowanie w pracę, jest naturalne. Dzisiejsi menedżerowie, którzy często wchodzili na rynek pracy w zupełnie innych okolicznościach gospodarczych, są przyzwyczajeni do innych standardów i sposobów pracy. Z kolei pokolenie Z żyje w wymagających czasach powszechnej presji na sukces oraz porównywania się na platformach społecznościowych. Ich sposób na budowanie kariery i funkcjonowanie w środowisku zawodowym, a także proaktywność i styl komunikacji bywają więc inne niż to, do czego zdążyli się przyzwyczaić pracodawcy – wyjaśnia Karolina Lis, Senior Director w Hays Poland.

Lekcją zarówno dla młodych pracowników, jak również ich przełożonych może być więc to, aby dbać o komunikację i partnerskie relacje z drugą stroną. Świadomość, że właściwie intepretujemy słowa i rozumiemy perspektywę drugiej strony, a także jednakowo angażujemy się w partnerską relację, to podstawa skutecznego, międzypokoleniowego środowiska pracy.

O raporcie

Raport agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym metodą CAWI w okresie od czerwca do sierpnia 2025 roku wśród blisko 200 pracowników z pokolenia Z i ponad 100 pracodawców reprezentujących pozostałe generacje. Publikacja została opatrzona patronatem Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Rynek nieruchomości komercyjnych: magazyny i handel hamują, biura i mieszkaniówka ponownie na fali

0

Choć aktywność inwestorów na polskim rynku nieruchomości komercyjnych jest słabsza niż przed rokiem, to można zaobserwować oznaki ożywienia. Realizowanych jest kilka dużych transakcji. Od początku 2025 r. łączna wartość inwestycji sięgnęła 2,5 mld EUR, wskazują najnowsze dane CBRE. Udział polskiego kapitału przekroczył jedną piątą całego wolumenu. W III kwartale najbardziej aktywny były sektor biurowy, następnie magazynowy i handlowy.

Podobnie jak na innych rynkach europejskich, procesy inwestycyjne w Polsce się wydłużają. Choć liczba umów nie odbiega od średniej z poprzednich lat, to ich wartość jest niższa. Sytuacja w drugiej połowie roku wykazuje jednak pewne oznaki ożywienia. W trakcie jest kilka dużych transakcji. Oczekujemy, że czwarty kwartał oraz kolejny rok będzie lepszy zarówno w kraju, jak i w całej Europie mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Od początku 2025 r. łączna wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne sięgnęła 2,5 mld EUR. To o 9,3 proc. mniej niż przed rokiem, gdy wolumen wyniósł 2,8 mld EUR. W III kwartale zrealizowanych zostało 29 transakcji. Największy ruch widać było w sektorze biurowym, który odpowiadał za 57 proc. wolumenu w III kwartale, następnie magazynowym (22 proc.) oraz handlowym (13 proc.). W porównaniu do początku roku, wyższą aktywność odnotowała branża hotelowa, w której zrealizowano trzy transakcje. Na rynku mieszkaniowym podpisana została jedna umowa.

Biura na plusie

Rynek biurowy cieszył się największym zainteresowaniem inwestorów. W III kwartale br. ulokowano w niego 474 mln EUR, co oznacza wzrost w porównaniu do poprzednich trzech miesięcy. Największa transakcja dotyczyła sprzedaży przez Golub GetHouse, Radziwill i CVI swoich udziałów i akcji w Mennica Legacy Tower spółce Mennica Polska, za łączną kwotę 180 mln EUR. Była to również największa transakcja we wszystkich sektorach w III kwartale 2025 r. Zdecydowaną większość kapitału zainwestowano na rynku warszawskim – 92 proc., a 8 proc. w regionach. Od początku br. stolica przyciągnęła trzy czwarte spośród całego wolumenu.

Magazyny i handel ze słabszym wynikiem

W III kwartale 2025 r. sektor magazynowy odnotował niższą wartość inwestycji w porównaniu z poprzednim kwartałem. Ulokowano w niego 179 mln EUR. Największą transakcją była sprzedaż Panattoni Park Rzeszów North za 58,7 mln EUR. Obiekt kupiła Arete Investment Group.

Sektor handlowy przyciągnął 109 mln EUR inwestycji, co również oznacza spadek w stosunku do poprzednich trzech miesięcy. Transakcje były realizowane przede wszystkim w miastach regionalnych i dotyczyły głównie parków handlowych, co jest kontynuacją trendu obserwowanego w poprzednich latach. Warszawa przyciągnęła jedynie 3,5 proc. całkowitej wartości umów zrealizowanych od początku 2025 r.

Mieszkania notują stały wzrost

Sektor mieszkaniowy systematycznie rośnie, mimo słabszego wyniku w porównaniu do poprzedniego roku. W III kwartale podpisana została jedna umowa, dotycząca nieruchomości studenckich – firma Xior nabyła prestiżowy kompleks Wenedow 3 w Warszawie za kwotę 32 mln EUR. Od początku roku w rynek ulokowano około 248 mln EUR. Przełomowa będzie sprzedaż platformy Resi 4 Rent za kwotę 560 mln EUR, na którą czeka branża.

Warto odnotować znaczny udział polskiego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne w naszym kraju. Od początku roku sięgnął 21,8 proc., a kwota ulokowana przez rodzimych inwestorów wyniosła pond 551 mln euro mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Polacy coraz bardziej skłonni inwestować w ekologiczne domy i mieszkania

Obecnie 47,8% Polaków zapewnia, że gdyby wkrótce kupowało dom lub mieszkanie, to zapłaciłoby więcej za obiekt zbudowany z materiałów ekologicznych, w tym z surowców wtórnych. 23,1% rodaków twierdzi odwrotnie, a 23% jest niezdecydowanych w tej kwestii. Tylko 6,1% informuje, że nie zamierza niczego kupować. Te wyniki mocno różnią się od opinii zebranych w 2023 roku. Wówczas otwartych na ekobudownictwo było 34,9%, niechętnych – 34,2%, a niepewnych – 21,6%. Ci, którzy byliby skłonni dopłacić, podają, o ile więcej (ponad standardową cenę) mogliby wydać na ww. cel. W tym roku najczęściej wybierany jest przedział 10-15% – 24,2% osób. Kolejne dwa to 5-10% i 15-20% – odpowiednio 22,8% i 17,3%. Ponad dwa lata temu 29% badanych zadeklarowało 5-10%, 24% wskazało 10-15%, a 21,7% – 15-20%.

Polacy w wieku 18-80 lat zostali zapytani o to, czy gdyby w najbliższej przyszłości kupowali dom lub mieszkanie, to zapłaciliby więcej za obiekt zbudowany z materiałów ekologicznych, w tym z surowców wtórnych. 47,8% ankietowanych odpowiedziało twierdząco, a 23,1% – przecząco. Z kolei 23% wykazało niezdecydowanie. Natomiast 6,1% stwierdziło, że nie zamierza niczego takiego kupować. Tak wynika z raportu pt. „Ekobudownictwo jest trendy? Edycja 2025”, opracowanego przez UCE RESEARCH i Studio4Space.

– Wyniki dają jasny sygnał, że budownictwo ekologiczne wyszło z cienia i ma szansę przestać być niszą. Klienci zaczynają w końcu widzieć ekoinwestycję nie jako koszt, ale jako inwestycję w jakość, zdrowie i niższe koszty eksploatacji w długim terminie. Co ciekawe, osób niechętnych i niezdecydowanych jest niemal tyle samo. Dla tych pierwszych najważniejszy jest najniższy koszt początkowy. Ja taką postawę też rozumiem, bo czynnik ekonomiczny dla dużej grupy Polaków jest i będzie kluczowy. Natomiast brak zdecydowania tych drugich wynika z luki informacyjnej. Oni czekają na wiarygodne dowody i dane. Ich postawa jest kluczowa dla przyszłego wzrostu zainteresowania ekologicznym budownictwem – mówi dr Bartosz Dendura, wykładowca akademicki z pracowni architektonicznej Studio4Space, współautor raportu.

Identyczne badanie zostało przeprowadzone w drugiej połowie 2023 roku. Obecne wyniki różnią się od opinii zebranych ponad dwa lata temu. Poprzednio na tak było 34,9% dorosłych Polaków, a na nie – 34,2%. Brak zdecydowania wykazywało 21,6%. Różnica pomiędzy odpowiedziami twierdzącymi i przeczącymi wynosi odpowiednio 0,7 p.p. i 24,7 p.p.

– Widać przełom, który przede wszystkim wynika z rosnącej świadomości i edukacji. To jest fundament. Wzrost wiedzy o kryzysie klimatycznym, konieczności działań proekologicznych rządów i mediów z pewnością robi swoje. Druga kwestia to czynniki ekonomiczne i regulacyjne. Rosnące koszty energii i słuszne regulacje UE dotyczące efektywności energetycznej budynków sprawiły, że nie da się dzisiaj zbudować domu z plastiku i ogrzać go węglem. Trzecia sprawa to obniżenie kosztów materiałów i technologii, dzięki rosnącej konkurencji. Nowoczesne budownictwo jest bardziej dostępne i pozwala na zmniejszenie kosztów zużycia energii – wyjaśnia dr Bartosz Dendura.

W obu edycjach badania osób niezdecydowanych było nieco ponad 20%. – To nie jest ani dużo, ani mało. Te osoby nie mają pewności, czy ekobudownictwo naprawdę się opłaca. Nie są pewne, czy deklarowane korzyści ekologiczne i zdrowotne są realne. Uważam, że ta grupa jest zdecydowanie bliższa Polakom otwartym na budownictwo ekologiczne, bo może jeszcze dać się przekonać. Kluczem do decyzji jest wiarygodność informacji. Potrzebne są analizy cyklu życia budynków, dojrzałe certyfikaty,  dofinansowania i projekty, które obniżą barierę początkowego kosztu – analizuje dr Bartosz Dendura.

Polacy, którzy byliby skłonni dopłacić, wskazali, o ile więcej (ponad standardową cenę) mogliby wydać. Najwięcej osób podało przedział 10-15% – 24,2%. Z kolei 22,8% ankietowanych wybrało 5-10%, a 17,3% zadeklarowało 15-20%. Obecne wyniki różnią się od tych z 2023 roku. Wówczas 29% respondentów wskazało granice 5-10%. Na drugim miejscu w zestawieniu był przedział 10-15% – 24% wskazań. Na trzeciej pozycji było 15-20% – 21,7%.

– To jest dowód na dojrzewanie segmentu potencjalnych nabywców budownictwa ekologicznego. Osoby już przekonane są gotowe zainwestować więcej niż dwa lata temu. To jest zgodne z całym procesem bogacenia się społeczeństwa, podnoszenia standardu życia i rosnącej świadomości we wszystkich dziedzinach. Klienci rozumieją, że aby osiągnąć realne oszczędności i korzyści, nie wystarczy symboliczny dodatek, ale potrzebna jest bardziej znacząca inwestycja w technologię – komentuje współautor raportu ze Studio4Space.

Według znawcy tematu, paradoksalnie wysoka inflacja w dłuższej perspektywie wzmocniła chęć inwestowania w rozwiązania energooszczędne. Skoro bowiem koszty utrzymania domu rosną w sposób nieprzewidywalny, inwestycja, która je stabilizuje i obniża, zyskuje na atrakcyjności, stając się swego rodzaju tarczą finansową. Równocześnie, w ciągu ponad dwóch lat, sytuacja na rynku materiałów ekologicznych uległa poprawie. Technologia stała się bardziej dostępna i konkurencyjna cenowo.

– Choć ceny poszczególnych surowców mogą się wahać, masowość produkcji, takich elementów jak pro-środowiskowe materiały budowlane, pompy ciepła czy panele PV, prowadzi do stopniowego spadku ich cen jednostkowych. W efekcie, choć materiały ekologiczne nadal bywają droższe, rośnie ich dostępność i liczba chętnych do zakupu. Różnice w cenie zmniejszają się, a korzyści eksploatacyjne rosną, co zwiększa skłonność do inwestowania w tego typu rozwiązania – dodaje współautor raportu.

Jak podsumowuje dr Bartosz Dendura, dopłata na poziomie 10-15% to już wystarczająca kwota, aby zastosować kluczowe rozwiązania, takie jak solidna izolacja bazująca na ekologicznych materiałach, wydajne źródło ciepła czy rekuperacja, co pozwala na osiągnięcie standardu budownictwa energooszczędnego. Choć do pełnego standardu pasywnego często potrzeba więcej, ten poziom inwestycji to już solidna podstawa.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport „Ekobudownictwo jest trendy? Edycja 2025” powstał na kanwie specjalnie przeprowadzonego badania opinii publicznej metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i pracownię architektoniczną Studio4Space na próbie 1003 Polaków w wieku 18-80 lat.

Polskie i litewskie ciężarówki niemile widziane na Białorusi. Poważny cios gospodarczy w newralgicznym dla transportu czasie

Miało być otwarcie przejść granicznych Polski z Białorusią, a jest nowy front konfliktu handlowego z krajem, który wspiera rosyjską agresję, a jednocześnie jest ważnym elementem szlaku transportowego między częścią Europy, a Azją. Aleksandr Łukaszenka wydał dekret blokujący możliwość przejazdu ciężarówek zarejestrowanych w Polsce i na Litwie. – Jest to gospodarczy odwet na zamknięte granice. Nie możemy poddawać się terrorowi handlowemu ze strony kraju, któremu daleko do demokracji. Niestety konsekwencje dla naszych firm są duże i rządzący muszą być tego świadomi – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Uderzenie w przedsiębiorców sektora TSL jest duże i na pewno rządzący powinni być tego świadomi”

Dekret prezydenta Łukaszenki to otwarcie kolejnego frontu w gospodarczej konfrontacji z Europą. Cios wymierzony w branżę, która odczuje go mocno w czasie zbliżającego się sezonu świątecznego.

– Jesteśmy tym, co oczywiste, bardzo zaniepokojeni. O ile zachodniopomorscy przedsiębiorcy i przewoźnicy drogowi nie są na pierwszym froncie gospodarczym tego konfliktu, tak wiele firm ze Szczecina obsługujących np. połączenia intermodalne czy eksportujących lub importujących towary z Chin zwraca uwagę, że to połączenie drogą lądową jest bardzo ważne – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

– Białorusi nie da się tratować jako przewidywalnego partnera gospodarczego, ale mogłoby się wydawać, że również w interesie tego kraju jest kontynuowanie tej transportowej nici współpracy. To działanie wbrew logice handlowej, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej trudno spodziewać się racjonalnych działań. Uderzenie w przedsiębiorców sektora TSL jest duże i na pewno rządzący powinni być tego świadomi – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Sektor TSL od momentu wybuchu wojny w Ukrainie jest targany szeregiem zmian.

– Ta niepewność jest z nami i tutaj żadne działania strony rosyjskiej czy białoruskiej nie mogą nas paraliżować. Trasy przez Białoruś były częste w przypadku transportu drogowego, ale w budowaniu łańcucha dostaw nigdy nie można było traktować ich jako pewnika. Zachodniopomorski sektor TSL ma port, trasy intermodalne, poradzimy sobie. W zdecydowanie gorszej sytuacji są przewoźnicy i spedycja przy granicy z Białorusią – przyznaje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.

Eksperci TSL spodziewają się poważnych problemów

Swoje stanowisko przygotowało także Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych, które przyznaje, że problem jest poważny i należy na niego patrzeć nie przez pryzmat regionalny, a ogólnopolski, a nawet ogólnoeuropejski.

– Trasa drogowa przez Białoruś jest jedną z najważniejszą na trasie transportowej prowadzącej przez tzw. „drogowy Jedwabny Szlak” w stronę Chin. Wielu przewoźników drogowych z całej Polski pokonywało tę trasę regularnie, a ostatnie tygodnie przynosiły zapowiedzi wręcz otwarcia przejść granicznych z Białorusią. Oczywiście geopolityka jest bezwzględna, ale wydawało się, że w interesie obu narodów, a także szerzej całego świata leży to, by nie przenosić najostrzejszych rozwiązań konfrontacyjnych w takich sektorach jak np. transport międzynarodowy. Oczywiście wielu przewoźników drogowych, szczególnie w regionach granicznych z Białorusią od lat jest gotowych na to, że sytuacja może zmieniać się dynamicznie. Tutaj jednak decyzja prezydenta Białorusi wydaje się zupełnie zaskakująca i nie mająca uzasadnienia – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Europejskie stowarzyszenia zajmujące się międzynarodowym transportem drogowym mówią, że sytuacja zbliża się do katastrofy i jest odczuwalna dla całego sektora TSL. Z polskiego punktu widzenia trudności wynikające z blokady granic i ograniczenia ruchu handlowego są już dla nas pewną rutyną.

– W ciągu ostatnich trzech lat dziesiątki, o ile nie setki firm transportowych oraz przewoźników drogowych upadło lub radykalnie ograniczyło swoją działalność. Trudno więc jeszcze oceniać jak wielka będzie skala gospodarczych konsekwencji – jedno jest jednak pewne: przed nami radykalne utrudnienie w transporcie na linii Polska-Chiny w najważniejszym czasie dla międzynarodowego handlu, czyli w czasie okołoświątecznym. Nie wszystkim uda się przekierować ruch na transport kolejowy, morski lub mieszany. Spodziewamy się więc poważnych problemów u przewoźników z całej Polski, którzy obsługują lub mieli w planach obsługę połączeń z Chinami przez Białoruś – komentuje Matulewicz.

Północna Izba Gospodarcza przyłącza się do apelu do Ministerstwa Infrastruktury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych o podjęcie pilnych działań w tej sprawie.

Spadki na Wall Street i w Azji. Korekta na rynku akcji napędzana obawami o wyceny

Globalna hossa na rynkach akcji, napędzana entuzjazmem wokół sztucznej inteligencji, uległa wyraźnemu spowolnieniu. Inwestorzy zaczynają kwestionować zasadność wysokich wycen, zwłaszcza w sektorze technologicznym. Kontrakty terminowe na indeks S&P 500 spadły o 1%, a na Nasdaq 100 o 1,3%, co stanowi odwrócenie wcześniejszych wzrostów. Przykładem pogłębiających się obaw jest spółka Palantir, której akcje straciły ponad 4% po sesji, mimo silnych wyników kwartalnych i podniesionej prognozy przychodów do 4,4 mld USD. Inwestorzy coraz częściej wskazują na ekstremalnie wysoką wycenę spółki – wskaźnik cena do przychodów sięga 85, co jest najwyższym poziomem w całym indeksie S&P 500.

Na Wall Street pojawiają się kolejne głosy ostrzegające przed możliwą korektą. Szefowie Morgan Stanley i Goldman Sachs podkreślają niebezpieczną koncentrację wzrostów wokół kilku największych spółek technologicznych oraz nierealne oczekiwania związane z komercjalizacją AI. Warto zaznaczyć, że nawet niewielkie spadki kursów po publikacji wyników finansowych mogą świadczyć nie tyle o słabości fundamentów, co o przeszacowanych oczekiwaniach rynku.

Negatywne nastroje przeniosły się również na rynki azjatyckie i europejskie. W Azji indeksy giełdowe spadły średnio o około 1%, a sektor technologiczny odnotował największy jednodniowy spadek od września. Również w Europie oczekiwane są spadki na otwarciu sesji, co odzwierciedla globalną korektę nastrojów. Kontrakty na DAX na chwilę przed 9:00 spadły o ponad 1,2% względem wczorajszego zamknięcia.

Niepewność co do dalszej ścieżki polityki pieniężnej w USA dodatkowo wpływa na rynki. Wypowiedzi członków Rezerwy Federalnej są rozbieżne – przewodniczący Jerome Powell podkreślił, że nie ma gwarancji obniżki stóp procentowych w grudniu, podczas gdy Austan Goolsbee z Fed w Chicago wyraził większe obawy o inflację niż o rynek pracy. Z kolei Lisa Cook i Mary Daly zwracają uwagę na oznaki osłabienia rynku pracy, choć Daly zaznacza, że decyzje muszą być podejmowane z „otwartym umysłem”.

W USA przemysł pozostaje w stagnacji – październik był ósmym z rzędu miesiącem spadku produkcji przemysłowej. Silny dolar, którego indeks (DXY) znajduje się blisko najwyższych poziomów od sierpnia, dodatkowo wpływa na warunki eksportowe. Ceny złota spadają trzeci dzień z rzędu, a ropa naftowa traci na wartości po decyzji OPEC+ o wstrzymaniu planów zwiększania wydobycia.

Na rynku walutowym japoński jen zyskał po kolejnych ostrzeżeniach ze strony ministra finansów Japonii, co wzmacnia spekulacje o możliwej interwencji rządu. Tymczasem dolar australijski osłabł po decyzji RBA o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, co przełożyło się także na spadki indeksów giełdowych w Australii.

W ciągu najbliższych pięciu lat aż 39% obecnych kompetencji stanie się nieaktualnych

Aż 43% pracowników nie posiada żadnego planu rozwoju zawodowego, a tylko 4% ma jasno określoną i udokumentowaną ścieżkę kariery. Zaledwie niewielka część pracowników (15%) czuje, że ich organizacja realnie pomaga im rozwijać się i budować kolejne kroki zawodowe – wynika z opublikowanego dziś globalnego raportu Right Management Talent Solutions „The Career Imperative: Why Employee Growth Is the Smart Bet for Business Resilience”.

Aż 43% pracowników deklaruje, że nie ma żadnego planu kariery. Jedynie 4% zatrudnionych wskazuje na posiadanie sformalizowanego i udokumentowanego planu rozwoju. Większość talentów rozwija się dziś niezależnie od strategii firmy – aż 32% pracowników podkreśla, że kształtując swoją ścieżkę kariery, kieruje się własnymi zainteresowaniami i/lub priorytetami osobistymi. Kolejne 29% zdobywa nowe kompetencje samodzielnie lub poprzez szkolenia, a 27% korzysta z pojawiających się okazji zawodowych. Blisko co piąta osoba (19%) decyduje się natomiast na naukę metodą prób i błędów.

– Niski odsetek pracowników posiadających sformalizowany plan rozwoju kariery wynika głównie z ograniczonego wsparcia ze strony organizacji i menedżerów. Tylko 15% pracowników dostrzega wyraźne wskazówki od swojej firmy, a zaledwie co piąty czuje, że jego przełożony aktywnie wspiera go w planowaniu kariery. Nie bez znaczenia jest również przeciążenie liderów, wielu z nich jest przytłoczonych codziennymi obowiązkami i nie dysponuje ani czasem, ani przygotowaniem do prowadzenia rozmów o karierze ze swoimi współpracownikami – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor Talent Solutions w Polsce. Zdaniem eksperta zmienia się również sama definicja sukcesu zawodowego. – Tradycyjna drabina kariery traci na znaczeniu. Pracownicy częściej szukają elastyczności, rozwoju umiejętności i pracy zgodnej z ich wartościami niż awansu na stanowiska kierownicze. Rośnie także popularność samodzielnego podejścia do rozwoju. Wielu pracowników działa intuicyjnie, ucząc się na własną rękę, podejmując ryzyko i testując różne ścieżki bez strukturalnego wsparcia – dodaje Szymon Rudnicki.

– Aby realnie wspierać pracowników w planowaniu ich ścieżki kariery warto zredefiniować rolę menedżera z kontrolera w aktywnego partnera kariery, wyposażonego w odpowiednie narzędzia, dane o umiejętnościach i czas na wspieranie rozwoju. Zamiast sztywnych planów można opracować eksperymentalne ścieżki kariery, oferując krótkoterminowe projekty i role, które pozwalałyby pracownikom testować kompetencje bliskie ich oczekiwaniom. Istotne jest również wzmocnienie roli mentoringu, tworzenie projektów międzydziałowych, pilotaży AI oraz promowanie uczenia się od współpracowników. Warto zwiększyć dostępność i widoczność programów rozwojowych, a także inwestować w te, które pracownicy cenią szczególnie, takie jak mobilność wewnętrzna, mentoring, coaching i formalne programy rozwojowe, które w wielu organizacjach pozostają wciąż niedofinansowane – zauważa ekspert Talent Solutions.

Czego pracownicy potrzebują, żeby się rozwijać?

Z perspektywy pracowników, najskuteczniejsze sposoby wsparcia ich kariery w ciągu najbliższych dwóch lat to między innymi możliwość zmiany stanowiska w ramach organizacji (20%) oraz dostęp do formalnych programów rozwojowych (19%). W dalszej kolejności wskazywane są stacjonarne programy rozwojowe prowadzone w formie bezpośrednich spotkań (15%), regularne oceny wyników pracy (15%) oraz mentoring (15%). To szczególnie istotne w kontekście faktu, że w ciągu najbliższych pięciu lat aż 39% obecnych kompetencji stanie się nieaktualnych, co oznacza, że wsparcie rozwoju pracownika staje się dziś kluczowym warunkiem budowania odporności organizacji.

– Pracownicy chcą rozwijać się poprzez praktykę, a nie tylko teorię. Formalne programy rozwojowe dają pracownikom realne doświadczenie, z kolei mobilność wewnętrzna oferuje pracownikom możliwość zdobywania nowych kompetencji w ramach organizacji. Dodatkowo programy te są konkretne, mierzalne i pozwalają odczuć faktyczny postęp. W obecnych czasach, gdzie 39% obecnych umiejętności może wkrótce stać się nieaktualna, pracownicy szukają wsparcia w adaptacji do nowych wymagań. Tego typu inicjatywy budują poczucie bezpieczeństwa i przynależności, co w efekcie może zwiększyć ich zaangażowanie i lojalność – podkreśla Szymon Rudnicki.

Według eksperta, aby skuteczniej projektować ścieżki rozwoju i odpowiadać na bieżące oczekiwania pracowników warto zastąpić tradycyjną drabinę kariery na mapę możliwości. – Powinniśmy umożliwić rozwój nie tylko pionowy, ale też poziomy, poprzez różnorodne projekty i role. Kluczowe jest umożliwienie pracownikom śledzenia swojego postępu oraz wyposażenie menedżerów w narzędzia do lepszego dopasowywania talentów do zadań. Warto budować kulturę eksperymentowania i zachęcać do testowania nowych ról i kompetencji w bezpiecznym środowisku. Niezbędne jest też zintegrowanie rozwoju z celami biznesowymi, tak, aby projekty strategiczne wspierały rozwój kompetencji, a rozwój pracowników realnie wzmacniał organizację. Idealnym kierunkiem jest większa elastyczność i personalizacja ścieżek kariery, dostosowanych do indywidualnych celów, wartości i stylu pracy pracownika – podsumowuje Szymon Rudnicki.

Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego między 24 marca a 25 kwietnia 2025 roku wśród 1 029 liderów i 2 402 pracowników z ośmiu krajów, m.in. Wielkiej Brytanii, Francji, USA. Publikacja bazuje na badaniach Right Management The State of Careers i przedstawia kluczowe wyzwania rynku pracy oraz nowe perspektywy dotyczące rozwoju kariery.

Fed hamuje obniżki, EBC bez zmian, a RPP na rozdrożu

Komunikaty decydentów RPP wskazywały w ostatnim czasie w dużej mierze na pauzę. Niższy od oczekiwań odczyt inflacyjny oraz pewnego rodzaju ochłodzenie na rynku pracy stanowią jednak argumenty za cięciem. Zarówno inwestorzy, jak i ekonomiści są wobec decyzji podzieleni – my skłaniamy się ku obniżce, która sprowadziłaby stopę referencyjną do poziomu 4,25%.

Kluczowe punkty:

  • Niższy od oczekiwań odczyt inflacji ciąży PLN.
  • USD zyskuje po jastrzębich uwagach Fedu.
  • USA i Chiny zawierają roczny rozejm handlowy.
  • Posiedzenie EBC bez niespodzianek. PKB w Q3 zaskakuje w górę.
  • GBP ponownie traci w wyniku obaw dot. budżetu.

Choć równie duża niepewność nie spowijała ubiegłotygodniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej, to „jastrzębie cięcie” zaskoczyło rynki. Zarówno rozkład głosów, jak i konferencja prasowa prezesa Jerome’a Powella dały do zrozumienia, że w banku centralnym nie ma konsensusu w kwestii dalszych obniżek. Wszystkie klasy aktywów zareagowały na tę niespodziankę w typowy dla siebie sposób: rentowności obligacji skarbowych wzrosły, spready kredytowe rozszerzyły się, akcje doświadczyły wyprzedaży, a dolar umocnił się względem wszystkich pozostałych głównych walut. Największym przegranym w grupie G10 był funt, w dużej mierze z powodu niepokoju przed ogłoszeniem nowego budżetu (26.11). Co ciekawe, większość głównych walut rynków wschodzących doświadczyła mniejszej deprecjacji niż waluty G10.

Wciąż nie widać końca zamknięcia amerykańskiego rządu, nie oczekujemy więc w najbliższym czasie wznowienia publikacji istotnych odczytów gospodarczych z USA. Jedynym wyjątkiem będzie odpowiednik raportu NFP (non-farm payrolls) dla sektora prywatnego, czyli raport ADP (środa 05.11), który ze względu na brak oficjalnych danych będzie cieszyć się wyjątkowo dużym zainteresowaniem. W czwartek (06.11) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii i poznamy dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro we wrześniu – ze względu na swoją nieaktualność jak zwykle nie dadzą one jednak wglądu w najnowsze gospodarcze trendy.

PLN

Złoty osłabił się w minionym tygodniu o blisko 0,4% względem referencyjnego euro i radził sobie gorzej od pozostałych walut regionu. Kurs EUR/PLN wrócił do ciasnego przedziału 4,24–4,28, w którym znajdował się od połowy czerwca, ruch ten można więc po części uznać za jego normalizację. Deprecjację polskiej waluty przypisujemy jednak także – a może przede wszystkim – dwóm czynnikom. Po pierwsze, dość jastrzębim wypowiedziom prezesa Powella, który odsunął oczekiwania względem obniżek stóp procentowych Fedu, co sprzyjało dolarowi i oddziaływało w stronę osłabienia walut europejskich. Po drugie, niższemu od oczekiwań wstępnemu odczytowi październikowej krajowej inflacji.

Główna miara dynamiki cen sięgnęła w październiku 2,8%, przy czym trzeci raz z rzędu nie przekroczyła 0,1% w skali miesiąca. Preferowana przez nas miara momentum (zannualizowana trzymiesięczna średnia krocząca, 3MAA) opiewa obecnie na 1,2% i wskazuje na bardzo ograniczoną presję cenową. Kolejne odczyty inflacji plasują się poniżej ścieżki zarysowywanej podczas ostatnich posiedzeń RPP, co wiążemy w dużej mierze z cenami żywności, które w październiku ponownie nie wzrosły w ujęciu miesięcznym.

Ostatnie komunikaty decydentów RPP były niejednoznaczne, ale w dużej mierze nakierowywały na listopadową pauzę. Biorąc jednak pod uwagę zarówno niższą od oczekiwań presję cenową, jak i pewnego rodzaju ochłodzenie na polskim rynku pracy, skłaniamy się ku poglądowi, że Rada w środę (05.11) ponownie obniży stopy procentowe, w wyniku czego stopa referencyjna znajdzie się na poziomie 4,25%

W kontekście decyzji RPP daleko komukolwiek do pewności. Podzieleni są zarówno inwestorzy, jak i ekonomiści, środowy komunikat powinien więc wzbudzić szczególne zainteresowanie. Istotne będzie z pewnością także to, jak o inflacji, rynku pracy oraz perspektywach dalszych obniżek będzie wypowiadał się podczas czwartkowej (06.11) konferencji prezes Adam Glapiński.

EUR

Niewielkie zaskoczenie w górę w raporcie dotyczącym dynamiki PKB strefy euro w III kwartale wpisuje się we wzrostowy trend widoczny w ostatnich miękkich wskaźnikach makroekonomicznych ze wspólnego bloku. Pozytywne wieści w dużej mierze przyćmiły czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Podczas swojej konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde przemawia w ogromnej mierze zgodnie z przewidywaniami, właściwie potwierdzając, że cykl obniżek stóp procentowych dobiegł końca.

Niedawna jastrzębiość Fedu sprawiła, że euro zbliżyło się do dolnej granicy przedziału 1,14–1,19, w którym utrzymuje się od czerwca. Jako że gospodarka strefy euro pozostaje odporna, a efekty znacznej stymulacji fiskalnej w Niemczech zaczynają być odczuwalne, sądzimy, że na tych poziomach wspólna waluta staje się atrakcyjna pod kątem zakupu.

USD

Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami obniżyła w ubiegłym tygodniu stopy procentowe i tylko nieznacznie zmieniła treść oświadczenia, podkreślając brak nowych danych gospodarczych. Przekaz konferencji prasowej Powella był jednak jednoznacznie jastrzębi. Dał on jasno do zrozumienia, że kolejne cięcie w grudniu nie jest wcale przesądzone. W dalszej części tygodnia jastrzębie sygnały dobiegły nas również ze strony prezesów regionalnych oddziałów Fedu, którzy w 2026 r. będą mieć bezpośredni wpływ na wysokość stóp jako rotacyjni członkowie decyzyjni. Uwypukla to różnicę między oficjelami Fedu i rynkiem w kontekście harmonogramu i wielkości wszelkich dalszych obniżek.

Póki czekamy na wznowienie prac instytucji federalnych i publikacji danych gospodarczych, na pierwszy plan wysunie się prawdopodobnie ponownie konflikt między administracją Trumpa a Rezerwą Federalną. Rozbudzić go może walka o stołek prezesa Fedu, wielkimi krokami zbliża się bowiem koniec kadencji Jerome’a Powella (maj 2026 r.).

GBP

Oczekuje się, że pesymizm w kontekście brytyjskiej produktywności spowoduje obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego Biura Odpowiedzialności Budżetowej przed ogłoszeniem w tym miesiącu jesiennego budżetu (26.11). Chęć Laburzystów do cięcia wydatków jest ograniczona, a brak przestrzeni na dalsze pożyczki wyraźnie widoczny. Może to oznaczać tylko jedno – przekraczające oczekiwania podwyżki podatków. Pogłoski o potencjalnym wzroście podatku dochodowego dla osób o najwyższych zarobkach nie zostały dobrze przyjęte. Nie tylko oznaczałoby to złamanie jednej z obietnic wyborczych rządu, ale też doprowadziłoby do pogorszenia perspektyw wzrostu w 2026 r.

Funtowi ciąży także to, że część oficjeli Banku Anglii dokonała w ostatnim czasie gołębiego zwrotu w swojej retoryce, w wyniku czego rynki wyceniają obecnie prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych na czwartkowym (06.11) posiedzeniu na 30%. Wciąż uważamy, że jastrzębie przeważą i stopy pozostaną na niezmienionym poziomie, choć zapewne pojawią się również głosy za ich cięciem. Możliwe, że słabsze notowania funta stworzą okazję do jego kupna – szczególnie jeśli budżet nie okaże się tak szkodliwy, jak obawia się rynek, a Komitet do końca roku utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Microsoft Teams był dziurawy przez niemal 1,5 roku

Uwaga na poważne luki bezpieczeństwa w aplikacji Microsoft Teams! Podatności odkryte przez Check Point Research umożliwiały cyberprzestępcom m.in. modyfikowanie wysłanych wiadomości bez śladu edycji, fałszowanie powiadomień i nazw rozmówców oraz podszywanie się pod członków zespołu. Zdaniem specjalistów luki te zapowiadają zupełnie nowy typ zagrożeń dla firm korzystających z tego typu komunikatorów.

Platformy współpracy – takie jak Teams, Slack czy Zoom – są dziś cyfrowym kręgosłupem organizacji. Jednak ten sam element, który napędza produktywność, czyli zaufanie, staje się coraz częściej bronią w rękach cyberprzestępców. W marcu zeszłego roku analitycy bezpieczeństwa cybernetycznego odkryli poważne luki bezpieczeństwa w Microsoft Teams, aplikacji, z której korzysta dziś ponad 320 milionów użytkowników miesięcznie. Warto zaznaczyć, iż w 2021 r. aplikacja Microsoft Teams została zgłoszona jako najczęściej używane narzędzie wideokonferencyjne w Polsce wśród osób uczących się/pracujących zdalnie. Choć o lukach niezwłocznie poinformowano firmę Microsoft, to potencjalne zagrożenie utrzymywało się aż do października 2025 r., kiedy to wdrożono ostatnią poprawkę bezpieczeństwa, dotyczącą połączeń głosowych i wideo.

Zdaniem ekspertów incydent powinien być sygnałem ostrzegawczym dla całego rynku. Tak jak niegdyś phishing uczynił z poczty elektronicznej bramę do ataków, dziś to platformy współpracy stają się nowym polem walki o cyberbezpieczeństwo.

Podatności uderzają w samo serce cyfrowego zaufania. Nasze badania pokazują, że przestępcy nie muszą już się włamywać – wystarczy, że potrafią nagiąć zaufanie użytkowników. Organizacje muszą dziś zabezpieczać nie tylko to, co system przetwarza, ale też to, w co ludzie wierzą – mówi Oded Vanunu, szef działu badań nad podatnościami w produktach w Check Point Software Technologies.

Gdy zaufanie staje się wektorem ataku

Badacze Check Pointa odkryli, że zaufanie użytkowników do interfejsu Teams można było łatwo wykorzystać. Wśród zidentyfikowanych podatności znalazły się:

  • Niewidzialna edycja wiadomości– atakujący mógł zmienić treść już wysłanych komunikatów, nie wywołując oznaczenia „Edytowano”, co umożliwiało „ciche” przepisywanie historii rozmów.
  • Fałszywe powiadomienia – komunikaty o wiadomościach mogły wyglądać, jakby pochodziły od zaufanego współpracownika lub przełożonego.
  • Zmiana nazw rozmów – manipulacja tytułem czatu pozwalała wprowadzać w błąd co do tożsamości uczestników rozmowy.
  • Podszywanie się w połączeniach audio/wideo – zmiana nazwy wyświetlanej przy połączeniu mogła sprawić, że fałszywy rozmówca wyglądał jak osoba z firmy.

Te proste w formie manipulacje mogą prowadzić do poważnych konsekwencji – fałszywych przelewów, wyłudzeń danych, utraty reputacji czy błędnych decyzji biznesowych opartych na sfałszowanej komunikacji.

Eksperci ostrzegają, że to nie incydentalne błędy, lecz początek nowego modelu zagrożeń. Atakujący nie muszą już łamać zabezpieczeń czy szyfrowania – wystarczy, że manipulują tym, co użytkownik widzi i komu ufa. To przesunięcie akcentu z technologii na psychologię – z ataku na systemy na atak na percepcję. W rezultacie współczesne ataki coraz częściej przypominają „phishing konwersacyjny”, w którym ofiary są wciągane w interakcje pozornie pochodzące od realnych osób.

Medicalgorithmics podpisuje kontrakt w Wielkiej Brytanii

Notowany na GPW Medicalgorithmics kontynuuje dynamiczny rozwój podpisując umowę na oprogramowanie AI w diagnostyce. Nowym partnerem polskiego medtechu został największy prywatny service provider (IDTF) w Wielkiej Brytanii. Dzięki zawartej umowie unikalne, niezwykle efektywne algorytmy sztucznej inteligencji DeepRhythmAI (DRAI) oraz platforma DRP Medicalgorithmics będą dostępne brytyjskiego partnera po zakończeniu procesu integracji i uzyskaniu odpowiednich zgód regulacyjnych. W przypadku rozpoczęcia stałej współpracy minimalny roczny przychód z tytułu kontraktu wyniesie 439,2 tys. zł. To już 19 klient pozyskany przez polski medtech w tym roku.

Nowym kontrahentem Polskiego medtechu jest brytyjska firma medyczna specjalizująca się w zdalnej diagnostyce EKG i monitorowaniu rytmu serca. Świadczy usługi analizy EKG oraz analizy badań holterowskich tego samego dnia, zapewniając dostęp do szybkich i precyzyjnych wyników. Dzięki podpisanej umowie brytyjski partner będzie mógł zwiększać efektywność badań pacjentów, wykorzystując oparty o autorskie algorytmy sztucznej inteligencji światowej klasy software DRAI oraz platformę DRP. Po upływie 3 miesięcy od podpisania umowy lub po wykonaniu 500 płatnych badań EKG w ramach programu pilotażowego współpraca zostanie automatycznie przedłużona na czas nieokreślony (chyba, że kontrahent złoży wypowiedzenie). W przypadku rozpoczęcia stałej współpracy minimalny roczny przychód z tytułu kontraktu wyniesie 439,2 tys. zł.

Kolejna umowa z dużym, stawiającym na innowacyjne i efektywne rozwiązania niezbędne do obsługi w czasie rzeczywistym dużego wolumenu badań potwierdza jakość i atrakcyjność naszego software’u. Nasz nowy partner korzystał do tej pory z konkurencyjnego produktu, ale zdecydował się na wdrożenie naszej najnowszej technologii AI, zwalidowanej w niezależnym, największym badaniu tego typu DRAI Martini, którego wyniki opublikowano w prestiżowym Nature Medicine. Rosnącemu zainteresowaniu naszym oprogramowaniem sprzyjają także kolejne integracje klientów i rosnący wolumen sesji EKG realizowanych z wykorzystaniem DRAI. Efektywnie wykorzystujemy to rekordowe zainteresowanie i pracujemy nad podpisaniem kolejnych umów w najbliższych tygodniach. – komentuje podpisanie umowy dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics. – Jednocześnie naszą strategią odkąd przejąłem stery nad Spółką jest dodawanie minimalnych przychodów do kontraktu. Tak jest również w tym przypadku – dodaje.

Od początku 2025 r. Medicalgorithmics dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów, czego efektem jest rekordowa liczba zawartych umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku). Wśród nowych kontraktów znajdują się m.in.: umowa z jednym z największych amerykańskich IDTF, kontrakt z europejskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz dwie pierwsze komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim oraz strategicznym rynku skandynawskim. Zgodnie z szacunkami na dzień 30 września br. przychody Grupy w III kwartale 2025 r. wyniosły ok. 7,17 mln zł, co oznacza wzrost o 38% w ujęciu r./r. Przychody ze sprzedaży w USA wzrosły aż o 76% r./r., do 2,2 mln zł.

III kwartał pod znakiem złota: ETF-y +134%, sztabki +17%, banki centralne +10%

Światowy popyt na złoto w trzecim kwartale 2025 roku osiągnął ponad 1300 ton – to rekordowy poziom i wyraźny sygnał, że inwestorzy na całym świecie wracają do złota jako bezpiecznej przystani. Największy wzrost widać w segmencie inwestycyjnym – zarówno w zakupach ETF-ów, jak i fizycznych sztabek.

Z najnowszego raportu Światowej Rady Złota za trzeci kwartał 2025 r. wynika, że całkowity popyt na złoto wzrósł o 3% r/r, do poziomu 1313 ton.  W ujęciu wartościowym wzrost był nawet bardziej spektakularny – aż 44% rok do roku, co oznacza wartość rynkową rzędu 146 mld USD.

Największy wzrost widać w segmencie inwestycyjnym – zarówno w zakupach ETF-ów, jak i fizycznych sztabek oraz monet. Łączny popyt inwestycyjny wzrósł aż o 47% rok do roku, co pokazuje, że coraz więcej kapitału instytucjonalnego i prywatnego szuka stabilności w złocie.

  • Zakupy ETF-ów wzrosły o 134% r/r (221,7 ton),
  • Popyt na sztabki i monety wzrósł o 17% r/r (315,5 ton),
  • Banki centralne kupiły 219,9 ton złota (+10% r/r).

Kurs kruszcu w ciągu III kwartału wzrósł o 16%, co zaowocowało średnią kwartalną na poziomie 3456,54 USD/oz. To oznacza wzrost o 40% w porównaniu z poprzednim rokiem i 5% względem drugiego kwartału bieżącego roku. Światowa Rada Złota podkreśla, że to poziomy niewidziane od ponad dwóch dekad.

– W trzecim kwartale tego roku globalny popyt na złoto wzrósł do ponad 1300 ton, co jest najwyższym poziomem od lat. Największy udział mają inwestorzy – zarówno instytucjonalni, jak i indywidualni – którzy szukają w złocie bezpiecznej przystani w niepewnych czasach – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota z Goldsaver.pl i Goldenmark.

ETF-y i sztabki mocno w górę

Ekspert Grupy Goldenmark podkreśla, że widać wyraźny wzrost zainteresowania ETF-ami i fizycznymi sztabkami. Z drugiej strony, konsumpcja złota w formie biżuterii zanotowała spadki – wolumen spadł o 19% r/r do około 371 ton, co pokazuje, że wysokie ceny coraz bardziej ograniczają popyt konsumpcyjny.

– Dla inwestorów detalicznych to jasny sygnał: na świecie trwa strukturalna zmiana, a złoto znowu staje się jednym z filarów portfela inwestycyjnego. W czasach rosnącego zadłużenia państw i niepewności geopolitycznej, jego rola jako aktywa niezależnego tylko się umacnia – dodaje Michał Tekliński.

Inwestorzy przejmują ster

Co najbardziej przykuwa uwagę: inwestorzy w Q3 wyraźnie przejęli ster nad rynkiem. Popyt inwestycyjny (ETF-y, monety i sztabki) wzrósł do 537 ton, co oznacza przyrost aż 47% r/r. To oznacza, że inwestycje fizyczne i papierowe generują dużą część, bo około 40% całkowitego popytu netto.

W segmencie ETF-ów odnotowano napływy na poziomie 222 ton. To pokazuje ogromny apetyt instytucji na ekspozycję na złoto, szczególnie w warunkach globalnej niepewności. Równocześnie segmenty tradycyjne, takie jak sztabki i monety, również odnotowały wzrost – 17% r/r do poziomu 315,5 ton.

LBMA: 5000 dolarów za uncję w 2026 roku?

Optymizm potwierdzają także uczestnicy Global Precious Metals Conference 2025 w Kyoto, organizowanej przez London Bullion Market Association. Z przeprowadzonej tam ankiety wynika, że członkowie LBMA spodziewają się wzrostu cen złota do poziomu 5000 USD w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

– To nie jest już niszowa opinia. Zarówno banki inwestycyjne, jak i producenci złota widzą potencjał dalszych wzrostów. Jeśli popyt inwestycyjny i banków centralnych utrzyma się na obecnym poziomie, przebicie kolejnych rekordów to kwestia czasu – podsumowuje Michał Tekliński.