Miało być otwarcie przejść granicznych Polski z Białorusią, a jest nowy front konfliktu handlowego z krajem, który wspiera rosyjską agresję, a jednocześnie jest ważnym elementem szlaku transportowego między częścią Europy, a Azją. Aleksandr Łukaszenka wydał dekret blokujący możliwość przejazdu ciężarówek zarejestrowanych w Polsce i na Litwie. – Jest to gospodarczy odwet na zamknięte granice. Nie możemy poddawać się terrorowi handlowemu ze strony kraju, któremu daleko do demokracji. Niestety konsekwencje dla naszych firm są duże i rządzący muszą być tego świadomi – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
„Uderzenie w przedsiębiorców sektora TSL jest duże i na pewno rządzący powinni być tego świadomi”
Dekret prezydenta Łukaszenki to otwarcie kolejnego frontu w gospodarczej konfrontacji z Europą. Cios wymierzony w branżę, która odczuje go mocno w czasie zbliżającego się sezonu świątecznego.
– Jesteśmy tym, co oczywiste, bardzo zaniepokojeni. O ile zachodniopomorscy przedsiębiorcy i przewoźnicy drogowi nie są na pierwszym froncie gospodarczym tego konfliktu, tak wiele firm ze Szczecina obsługujących np. połączenia intermodalne czy eksportujących lub importujących towary z Chin zwraca uwagę, że to połączenie drogą lądową jest bardzo ważne – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.
– Białorusi nie da się tratować jako przewidywalnego partnera gospodarczego, ale mogłoby się wydawać, że również w interesie tego kraju jest kontynuowanie tej transportowej nici współpracy. To działanie wbrew logice handlowej, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej trudno spodziewać się racjonalnych działań. Uderzenie w przedsiębiorców sektora TSL jest duże i na pewno rządzący powinni być tego świadomi – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Sektor TSL od momentu wybuchu wojny w Ukrainie jest targany szeregiem zmian.
– Ta niepewność jest z nami i tutaj żadne działania strony rosyjskiej czy białoruskiej nie mogą nas paraliżować. Trasy przez Białoruś były częste w przypadku transportu drogowego, ale w budowaniu łańcucha dostaw nigdy nie można było traktować ich jako pewnika. Zachodniopomorski sektor TSL ma port, trasy intermodalne, poradzimy sobie. W zdecydowanie gorszej sytuacji są przewoźnicy i spedycja przy granicy z Białorusią – przyznaje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.
Eksperci TSL spodziewają się poważnych problemów
Swoje stanowisko przygotowało także Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych, które przyznaje, że problem jest poważny i należy na niego patrzeć nie przez pryzmat regionalny, a ogólnopolski, a nawet ogólnoeuropejski.
– Trasa drogowa przez Białoruś jest jedną z najważniejszą na trasie transportowej prowadzącej przez tzw. „drogowy Jedwabny Szlak” w stronę Chin. Wielu przewoźników drogowych z całej Polski pokonywało tę trasę regularnie, a ostatnie tygodnie przynosiły zapowiedzi wręcz otwarcia przejść granicznych z Białorusią. Oczywiście geopolityka jest bezwzględna, ale wydawało się, że w interesie obu narodów, a także szerzej całego świata leży to, by nie przenosić najostrzejszych rozwiązań konfrontacyjnych w takich sektorach jak np. transport międzynarodowy. Oczywiście wielu przewoźników drogowych, szczególnie w regionach granicznych z Białorusią od lat jest gotowych na to, że sytuacja może zmieniać się dynamicznie. Tutaj jednak decyzja prezydenta Białorusi wydaje się zupełnie zaskakująca i nie mająca uzasadnienia – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Europejskie stowarzyszenia zajmujące się międzynarodowym transportem drogowym mówią, że sytuacja zbliża się do katastrofy i jest odczuwalna dla całego sektora TSL. Z polskiego punktu widzenia trudności wynikające z blokady granic i ograniczenia ruchu handlowego są już dla nas pewną rutyną.
– W ciągu ostatnich trzech lat dziesiątki, o ile nie setki firm transportowych oraz przewoźników drogowych upadło lub radykalnie ograniczyło swoją działalność. Trudno więc jeszcze oceniać jak wielka będzie skala gospodarczych konsekwencji – jedno jest jednak pewne: przed nami radykalne utrudnienie w transporcie na linii Polska-Chiny w najważniejszym czasie dla międzynarodowego handlu, czyli w czasie okołoświątecznym. Nie wszystkim uda się przekierować ruch na transport kolejowy, morski lub mieszany. Spodziewamy się więc poważnych problemów u przewoźników z całej Polski, którzy obsługują lub mieli w planach obsługę połączeń z Chinami przez Białoruś – komentuje Matulewicz.
Północna Izba Gospodarcza przyłącza się do apelu do Ministerstwa Infrastruktury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych o podjęcie pilnych działań w tej sprawie.






