Od 1 lipca 2026 r. niskowartościowe przesyłki spoza Unii Europejskiej zostały objęte opłatą celną w wysokości 3 euro. Opłata dotyczy towarów o wartości do 150 euro i jest naliczana od pozycji, czyli od kategorii towarowej w zgłoszeniu celnym. Jeżeli w jednej przesyłce znajdują się produkty z kilku kategorii, koszt może więc rosnąć wielokrotnie.
Nowe zasady najmocniej dotyczą modelu bezpośrednich przesyłek B2C z krajów trzecich, wykorzystywanego przez platformy sprzedające tanie produkty z Azji. Pierwsze reakcje rynku przynoszą spadek liczby takich paczek, ale doświadczenia innych państw wskazują, że może być to efekt przejściowy. Sprzedawcy i platformy mogą zmienić model dostaw: sprowadzać towar zbiorczo do magazynów w UE, a następnie doręczać go klientom już jako przesyłki krajowe lub unijne.
Komentuje Mateusz Pycia, prezes Globkurier, technologicznego partnera logistycznego wspierającego firmy w organizacji krajowych i międzynarodowych dostaw:
Opłata 3 euro w krótkim terminie może ograniczyć liczbę paczek wysyłanych bezpośrednio z krajów trzecich do europejskich konsumentów. Podobny trend widać było choćby w Rumunii, która już wcześniej wprowadziła własną, choć działającą na podobnych zasadach opłatę w wysokości około 5 euro. Wolumeny importu przesyłek niskowartościowych początkowo zmniejszyły się nawet o 60-70 proc., jednak z czasem, gdy konsumenci i platformy dostosowały się do nowych kosztów, ponownie wzrosły.
Z perspektywy logistyki zmiana, która nastąpiła od 1 lipca nie oznacza końca handlu tanimi produktami spoza Unii. Bardziej prawdopodobna jest zmiana trasy, którą te towary zaczęły trafiać do klienta. Model pojedynczej paczki lotniczej wysyłanej prosto z Azji będzie tracił część przewagi kosztowej. W jego miejsce będzie rozwijał się import zbiorczy, odprawa większych partii towaru, magazynowanie w Unii Europejskiej i doręczenie z lokalnego rynku. Ten kierunek może mieć konsekwencje nie tylko dla e-commerce, ale też dla rynku logistycznego. Jeżeli największe azjatyckie platformy i operatorzy będą przenosić większe wolumeny do europejskich magazynów, mogą stopniowo rozwijać także własne zaplecze dostaw na ostatniej mili lub silniej integrować się z wybranymi partnerami kurierskimi. Dla lokalnych operatorów oznaczałoby to większą konkurencję nie tylko w obsłudze importu, lecz także w krajowych doręczeniach.
Punktem wyjścia dla tych zmian pozostaje jednak przenoszenie towaru do europejskich magazynów. Shein rozwija zaplecze magazynowe pod Wrocławiem, a Temu deklaruje wysoki udział zamówień realizowanych z magazynów w Unii. Taki kierunek zmian sprzyja przede wszystkim platformom, które już posiadają magazyny w Europie, obsługują duże wolumeny przesyłek i posiadają środki na szybką przebudowę logistyki. Mniejszym sprzedawcom będzie zdecydowanie trudniej dostosować się w tym samym tempie, co sprawia, że dla polskich i europejskich firm z sektora MŚP otwiera się okienko na przejęcie części rynku.
Towary, które dotąd trafiały do konsumentów bezpośrednio z Chin, coraz częściej będą najpierw sprowadzane do magazynów w Unii Europejskiej, a dopiero później doręczane klientom. To oznacza szansę dla europejskich operatorów logistycznych, firm obsługujących magazyny, sprzedawców internetowych i podmiotów wspierających odprawy celne by odgrywać większą rolę w całym łańcuchu.
Także polskie firmy mogą skorzystać na przesunięciu części wolumenu do Europy, ale muszą szybko uporządkować procesy, które przy sprzedaży transgranicznej decydują o marży i czasie dostawy. Kluczowe są odprawy celne, integracja sklepu z logistyką, obsługa wielu przewoźników i kontrola kosztów doręczenia. Trzeba zaznaczyć, że okienko by wzmocnić swoją pozycję na rynku nie będzie długie. Z pewnością warto podjąć rękawice, gdyż inaczej także ten etap rynku przejmą najwięksi gracze.





