Union Investment TFI rejestruje fundusze pod PPK

Sąd Okręgowy w Warszawie wpisał do Rejestru Funduszy Inwestycyjnych Horyzont SFIO utworzony przez Union Investment TFI. 

W ramach funduszu Horyzont będzie utworzonych 8 subfunduszy. Będą funkcjonować jako tzw. Fundusze Zdefiniowanej Daty w ramach przygotowywanej przez Towarzystwo oferty Pracowniczych Planów Kapitałowych.

W październiku 2018 została podpisana umowa przejęcia 100% akcji w Union Investment TFI przez Grupę Generali. Ogłoszona transakcja ma charakter warunkowy. Do jej finalizacji, planowanej w pierwszej połowie bieżącego roku, konieczne jest uzyskanie akceptacji odpowiednich instytucji regulujących tego typu transakcje, w tym Komisji Nadzoru Finansowego.

– Kolejnym krokiem po rejestracji funduszu pod PPK przez Sąd Okręgowy będzie rejestracja oferty Towarzystwa w PFR. Nasza firma jest przygotowana do oferowania PPK. Zainteresowanie klientów jest bardzo duże, dostajemy też wiele szczegółowych praktycznych pytań dotyczących wprowadzania i obsługi programów. Otrzymujemy także ze strony klientów już wiele deklaracji przyszłego wyboru naszego TFI do prowadzenia programu PPK co tylko potwierdza utrzymywaną od wielu lat pozycje lidera na rynku w obsłudze klientów instytucjonalnych oraz w zakresie osiąganych wyników inwestycyjnych – mówi Paweł Suwała, Dyrektor Działu Klienta Instytucjonalnego, odpowiedzialny za PPK w Union Investment TFI.

Union Investment TFI jest największym niezależnym towarzystwem inwestycyjnym działającym na polskim rynku od 1995 r. Od tego czasu firma jest rozwijana przez zespół doświadczonych zarządzających, którego skład przez lata ulegał jedynie niewielkim zmianom. Obecnie Union Investment TFI zarządza aktywami o wartości ponad 14 mld. Na ofertę rynkową firmy składa się 30 funduszy inwestycyjnych, zarówno otwartych jak i zamkniętych, rozwiązania asset management i oparte na funduszach produkty emerytalne takie jak IKZE, IKE i PPE. Pracownicze Plany Kapitałowe będą więc naturalnym uzupełnieniem oferty rozwiązań emerytalnych firmy.

Rozszerzona inteligencja – Lider w tandemie z AI

Z przeprowadzonego przez Microsoft badania AI Pulse[1] wynika, że przyszłość liderów biznesu nieodłącznie związana jest z rozszerzoną inteligencją. Ponad 79 proc. ankietowanych przyznało, że w obliczu dynamicznego rozwoju technologii, nowe umiejętności i ciągła potrzeba rozwoju są koniecznością.

Sztuczna inteligencja (Artificial Intelligence), którą celowo nazywamy rozszerzoną inteligencją (Augmented Intelligence) będzie wspierać menedżerów w codziennej pracy dzięki wykorzystaniu odpowiednich rozwiązań, lecz także dzięki podnoszeniu własnych kompetencji. Rozwiązania oparte o AI już teraz asystują pracownikom i liderom biznesu. Jednocześnie większość z nich dostrzega nadal niewykorzystany potencjał tej technologii. Ponad 70 proc. liderów biznesu zgadza się z tym, że AI pozwoli im oszczędzać ich czas i w rezultacie skupić się bardziej na motywowaniu i inspirowaniu pracowników już w perspektywie najbliższych 4-5 lat.

Więcej czasu na rozwój pracowników

Dzięki odpowiedniemu dobraniu narzędzi menedżerowie wyższego szczebla poprawiają efektywność nie tylko swoją, ale całego zespołu. Skrócenie czasu potrzebnego na analizę danych czy realizację powtarzalnych, długotrwałych procesów i zadań pozwala im poświęcać uwagę tym aspektom budowania organizacji, na które w przeciwnym razie nie starcza czasu. Rynek pracownika wymaga nie tylko zapewnienia odpowiedniego zaplecza i narzędzi do pracy, lecz także klarownej ścieżki kariery czy pozostawienia pola do kreatywności i niezależności w podejmowaniu decyzji. Odciążenie pracowników w ich codziennych, często powtarzalnych obowiązkach pozwala im również w większym stopniu skupić się na własnym rozwoju.

Aż 63 proc. liderów firm o dwucyfrowym wzroście uważa, że rozszerzona inteligencja może pozytywnie wpłynąć na wyznaczanie kierunku działań całej organizacji. Zatem AI może nie tylko pomóc firmom zwiększać efektywność i analizować ogromne ilości danych, lecz także wspomóc przedsiębiorstwa w obszarze zarządzania i motywowania pracowników.

Dla porównania, tę samą opinię podziela tylko 35,7 proc. liderów z Czech i 16,7 proc. z Francji. Z drugiej strony najwyższy współczynnik odpowiedzi padł na Węgrzech (75 proc.), w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (73,3 proc.) oraz w Republice Południowej Afryki (72,7 proc.).

„AI pomaga liderom skuteczniej radzić sobie z działaniami operacyjnymi. Dokładniejsze analizy, a w efekcie trafniejsze wnioski i decyzje podejmowane w krótszym czasie – to niewątpliwie wartość dla każdego z menedżerów. Pozytywnym skutkiem ubocznym takiego stanu rzeczy jest oszczędność czasu i możliwość skupienia się na sednie roli lidera, czyli budowaniu zespołu i wzmacnianiu jego pozycji. Różnica między zarządzaniem a przywództwem wyraża się między innymi w zaufaniu do pracowników i tworzeniu im przestrzeni do rozwoju. Dlatego tak ważne jest, by odpowiednio ich motywować i inspirować do zdobywania nowych kompetencji i umiejętności. To wszystko wymaga czasu i uwagi również od menedżerów, a technologia, w tym AI daje im dzisiaj taką możliwość” – mówi Wojtek Życzyński, dyrektor segmentu Klientów Kluczowych, Małych i Średnich Firm oraz Partnerów w polskim oddziale Microsoft.

Nowe spojrzenie na dane

Jak wynika z badania, ponad 58 proc. ankietowanych dostrzega szansę na skuteczniejsze i szybsze rozwiązywanie problemów oraz zagadnienia związane z controllingiem w przedsiębiorstwie. Algorytmy AI analizują ogromne zbiory danych i szybciej definiują problemy, wzorce czy rekomendacje. Dzięki temu wymierne korzyści z wdrożenia AI odczuwają pracownicy niemal każdej części organizacji. Dodatkowo, wielu z nich może wyeksponować cechy, które do tej pory ginęły w arkuszach kalkulacyjnych lub rutynowych zadaniach – kreatywność, otwartość czy nieszablonowe myślenie. Dzięki nowemu spojrzeniu na dane, wiele firm ma szansę odkryć niezagospodarowane obszary lub usprawnić prace, w spektakularny wręcz sposób. W przypadku menedżerów z innych krajów, które brały udział w badaniu, ponownie najwyższy wynik zanotowały Węgry (75 proc.), natomiast najniższy Czechy (21,4 proc.).

Ostatnie słowo zawsze masz ty

Przeszło 70 proc. menedżerów wyższego szczebla z najszybciej rozwijających się firm uważa, że to obowiązkiem liderów jest dbałość o aspekty etyczne związane z wdrożeniami AI. Dzięki właściwym narzędziom i wdrożonym rozwiązaniem człowiek nadal pozostaje w centrum, a technologia stanowi narzędzie jego rosnącego wpływu na organizację i jej sukces. Rozszerzona inteligencja bez wątpienia już teraz zmienia oblicze biznesu. Nie dziwi zatem, że coraz częściej liderzy w biznesie sięgają po algorytmy AI, żeby wykorzystywać w swoich działaniach dane, analizy i wnioski, jakie z nich wynikają.

[1] Badanie AI Pulse na zlecenie Microsoft objęło 1150 liderów biznesu z USA i regionu EMEA, w tym z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Węgier, Włoch, Rosji oraz Polski.

Król Doliny Krzemowej rozdaje dolary jak cukierki i nie jest to Elon Musk ani Mark Zuckerberg

Jest Japończykiem koreańskiego pochodzenia, majątku dorobił się na bańce internetowej, a przez jego fundusz venture capital, SoftBank, przepływają miliardy dolarów. Mowa o Masayoshi Son, który pomógł rozwinąć się takim firmom jak Yahoo! czy Uber, a dziś trzęsie Doliną Krzemową, pompując w obiecujące start-upy kwoty, przy których inwestycje konkurencyjnych funduszy są jak średnia polska emerytura.

Masayoshi Son to dziś najpotężniejszy człowiek w Dolinie Krzemowej i najbogatszy obywatel Japonii. Tworzenie swojego imperium Son rozpoczął w czasie, gdy na rynku pojawiły się pierwsze komputery osobiste. Utworzony przez niego SoftBank miał zająć się sprzedażą oprogramowania, jednak już rok po założeniu spółka rozpoczęła równoległą działalność wydawniczą, aby w ciągu kilku następnych lat stać się największym w Japonii dystrybutorem oprogramowania oraz wydawcą prasy komputerowej i organizatorem branżowych targów. W 1994 r. Son wprowadził wycenianą wówczas na 3 mld dolarów spółkę na giełdę, jednak jej prawdziwy rozkwit miał nastąpić wraz z powstaniem tzw. bańki internetowej. W roku 1995 na giełdach całego świata zapanowała prawdziwa euforia, w której centrum znajdowały się spółki z branży informatycznej. Masayoshi Son, jak każdy dalekowzroczny inwestor, dostrzegł ogromny potencjał rodzącej się branży i bezzwłocznie udał się zakupy. Mówi się, że w najgorętszym momencie posiadał on 25 proc. internetu, a jej wartość netto rosła o 10 miliardów tygodniowo. Z tych wszystkich inwestycji najważniejsza była powołana wspólnie z Yahoo! spółka joint venture ze stroną internetową Yahoo! Japan, która szybko stała się najczęściej odwiedzaną domeną w Japonii.

Jeszcze w 2000 r. SoftBank zainwestował 20 mln dolarów w serwis Alibaba. Posunięcie okazało się strzałem w dziesiątkę i pozwoliło spółce przetrwać załamanie rynku. Gdy chińska platforma e-commerce w 2014 roku zadebiutowała na giełdzie, inwestycja zwróciła się nakładem 60 mld dolarów. Niemniej, pęknięcie internetowej bańki z nastaniem nowego milenium dramatycznie uszczupliło wartość SoftBanku – Myślałem, że zbankrutuję – przyznał Son, który u szczytu internetowej hossy przez kilka dni był najbogatszym człowiekiem świata. Nie zdążył jeszcze nacieszyć się nowym statusem, kiedy giełdowe wykresy spowiły się czerwienią. Tylko amerykański indeks NASDAQ Composite w ciągu kilku miesięcy spadł z poziomu 5 do 2 tys. punktów. – Jakoś udało mi się przetrwać – wspomina podczas jednego z wywiadów. – Wtedy powiedziałem: teraz jest czas, żeby wejść na kolejny etap, w którym internet stanie się mobilny – ta deklaracja miała poprzedzić starania Sona o nabycie licencji operatora sieci komórkowej. Gdy okazało się, że japoński rząd nie przydziela jej z hojnością filantropa, zielone światło dostał plan B – zakup sieci Vodafone Japan. Inwestycja została zrealizowana w 2006 r. po tym jak założyciel SoftBank przeszedł samego siebie, przekonując do przedsięwzięcia pożyczkodawców. Jego intuicja  znów okazała się bezbłędna. Powstające z gruzów imperium Sona szybko odzyskało dawną świetność. W Bloomberg Billionaires Index, rankingu 500 najbogatszych ludzi świata, zajmuje on 60. miejsce, a jego majątek wycenia się na 17,1 mld dolarów.

Jabłka i petrodolary

Dwa lata temu, lecąc nad Zatoką Perską, Masayoshi Son nadawał ostatnie szlify prezentacji poświęconej nowemu funduszowi inwestycyjnemu. Przeglądając dokument, zatrzymał się na slajdzie z proponowanym budżetem. Wynosił on 30 mld dolarów. To około 4 razy więcej niż w przypadku największego dotychczas funduszu venture capital. Dysponowałby on większym majątkiem, niż jakikolwiek fundusz private equity w historii, jednak dla japońskiego biznesmena to wciąż wydawało się zbyt mało. – Życie jest zbyt krótkie, by myśleć w małych kategoriach – miał powiedzieć, zmieniając na slajdzie docelową wartość funduszu na 100 mld dolarów. Kilka godzin później, na widok astronomicznej kwoty, znajdujący się w gronie potencjalnych inwestorów menadżerowie z państwowego funduszu na Bliskim Wschodzie parsknęli śmiechem. Son kontynuował prezentację, jak gdyby nic się nie stało. I słusznie, bo należący do SoftBank Vision Found zgromadził niebawem prawie 100 mld dolarów, z czego lwia część pochodzi m.in. od Apple, Foxconn, Qualcomm, Public Investment Fund of Saudi Arabia czy rządu Abu Zabi. Spora część pozyskanych pieniędzy, bo aż 65 mld dolarów, powędrowała już do takich start-upów, jak Uber, GM Cruise czy Slack. W rozmowie z Bloomberg Businessweek Son zapowiedział, że planuje gromadzić po 100 mld dolarów co 2–3 lata i inwestować 50 mld rocznie. Dla porównania, według National Venture Capital Association, w 2016 r. wszystkie amerykańskie fundusze venture capital zainwestowały łącznie 75,3 mld dolarów.

Vision Found odważnie inwestuje w start-upy, charakteryzujące się tym, że w nowatorski sposób rozwiązują realne problemy. Często są to firmy, którym udało się dostrzec potrzebę tam, gdzie inni jej nie widzieli, świadczące znane wszystkim usługi w nowy sposób. Większość z nich łączy jeszcze jedna, znamienna cecha: wykorzystanie sztucznej inteligencji. Dla japońskiego miliardera jest ona niezwykle istotna. Wierzy on, że w przyszłości światem będą zarządzały komputery i poradzą sobie z tym zadaniem dużo lepiej niż ludzie. Każdy projekt, który przybliża nas do tej rzeczywistości, jest dla Masayoshi Son niezwykle istotny – zwraca uwagę Irek Piętowski, konsultant innowacji w firmie DT Makers.

Kiedy po raz pierwszy Son przedstawił swoją wizję przyszłości, prezentacja pękała w szwach od takich perełek, jak wszczepiane do mózgu chipy, klonowane zwierzęta czy ludzie żyjący w intymnych relacjach z robotami. Dla przeciętnego obserwatora świat według twórcy SoftBanku z daleka pachnie ponurą dystopią. Sona to jednak nie zraża. Krytycy zarzucają mu, że patrzy w przyszłość przez różowe okulary. Wszystkie jego dążenia oparte są bowiem na przekonaniu, że roboty uczynią nas szczęśliwszymi i zdrowszymi. Stąd jego zainteresowanie myślącymi maszynami, które graniczy z obsesją. Świadczyć o niej może ostatnia deklaracja multimiliardera, zgodnie z którą planuje on „poświęcić 97% swojego czasu i mózgu na rozwój nauki w obszarze sztucznej inteligencji”.

Idée fixe Sona, mniej lub bardziej subtelnie, przejawia się w większości jego decyzji. – Nadciąga kolejny etap rewolucji informacyjnej. Budowanie biznesów, które ją umożliwią, wymaga bezprecedensowych, długoterminowych inwestycji na wielką skalę – powiedział w jednym z wywiadów. Vision Found ma być katalizatorem tej transformacji, stąd inwestycje funduszu w takie start-upy, jak np. WeWork, który Son miał nazwać swoim „drugim Alibabą”. Na pierwszy rzut oka sprawia on wrażenie typowej firmy oferującej przestrzeń coworkingową, gdy jednak zajrzymy głębiej, okazuje się, że u podstaw rosnącego z prędkością światła biznesu leży zupełnie inna filozofia. Jądrem całego przedsiębiorstwa jest oprogramowanie do zarządzania nieruchomościami obejmujące ponad 300 biur na całym świecie. Dzięki rozmieszczonym z rozmachem czujnikom, każdy krok, zarówno gościa jak i najemcy, podlega rejestracji i analizie. Na razie rozwiązanie wciąż znajduje się w okresie testowym, lecz docelowo ma być zaimplementowane we wszystkich nieruchomościach należących do WeWork. Komputer wyłapuje najdrobniejsze szczegóły, które wykorzystywane są później do optymalizacji wyposażenia, wprowadzania zmian architektonicznych lub podejmowania innych decyzji administracyjnych. W jednym z nowojorskich biur, dzięki czujnikom rozmieszczonych przy samoobsługowych ekspresach do kawy, zauważono, że przy urządzeniach robi się zbyt duża kolejka. W oparciu o dane podjęto decyzję o zatrudnieniu baristy. W podobny sposób odkryto, że mieszczące po 20 osób sale konferencyjne najczęściej okupowane były przez kilkuosobowe grupy. Część z nich postanowiono więc przerobić na pomieszczenia przystosowane do niewielkich spotkań. – Błędem jest traktowanie projektu jako dzieła skończonego i doskonałego, z czego WeWork doskonale zdaje sobie sprawę. Iteracja i wsłuchiwanie się w potrzeby końcowego użytkownika pozwalają na ciągłą optymalizację w świecie, w którym stałe są tylko zmiany. Projektowanie usług metodą Design Thinking opiera się na takich właśnie założeniach uważa Irek Piętowski z DT Makers.

Nowe technologie w WeWork wykorzystywane są nawet do konserwacji przestrzeni biurowej oraz samych budynków. W tym celu firma kupiła oprogramowanie do zarządzania projektami budowlanymi Fieldlens – nie licencję, lecz całą organizację. Za jego pośrednictwem można w każdej chwili zajrzeć do któregokolwiek z pomieszczeń należących do WeWork i z niezwykłą dokładnością przeanalizować jego stan techniczny. Wszystkie te rozwiązania dla przeciętnego śmiertelnika mogą wydawać się imponujące, lecz dla zarządu spółki stanowią tylko niewielki krok w przyszłość, w której wszystkie biurowe przedmioty są również komputerami, porozumiewającymi się ze sobą i autonomicznie podejmującymi decyzje. Dzięki środkom z Vision Found, WeWork stał się największym wynajmującym przestrzenie komercyjne w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Londynie. Start-up wszedł również na rynek brazylijski i indyjski.

Propozycje nie do odrzucenia

Ogrom środków, jakimi dysponuje fundusz SoftBanku, i doskonałe wyczucie rynku, wzbudzają szacunek u konkurencji, jednak nic nie przeraża jej tak bardzo, jak rozmach, z jakim Son rozdaje powierzone mu zasoby. Podczas gdy pozostałe fundusze, zgodnie z obowiązującymi dotychczas zasadami, dokonują drobnych, spekulatywnych inwestycji w początkowym stadium rozwoju start-upów, po czym zwiększają swój wkład w kolejnych rundach finansowania, jeśli rozwijają się one zgodnie z założeniami. Taki sposób lokowania kapitału, bezpieczny do granic możliwości, zdaje się być dobry dla przezornych księgowych, lecz nie dla twórcy telekomunikacyjnego imperium, który zjadł zęby na ryzykownych, lecz jakże lukratywnych przedsięwzięciach. Można było się spodziewać, że ze sprytem pokerzysty i duszą wizjonera, Son wywróci Dolinę Krzemową do góry nogami, paraliżując konkurencyjne fundusze venture capital. Strategia Vision Found polega na pompowaniu gigantycznych sum w najlepsze start-upy w różnych kategoriach. Nietrudno się domyślić, że do Masayoshi Son start-upowcy ustawiają się jak w kolejce, jak fani Apple po nowego iPhona. Tyle, że zamiast z najnowszym flagowcem spod znaku nadgryzionego jabłka mogą opuścić posiadłość multimiliardera w kalifornijskim miasteczku Woodside z dealem marzeń – przepustką do sławy i luksusu. Najmniejsze inwestycje Vision Found wynoszą po około 100 mln dolarów, największe liczy się w miliardach. Dla pozostałych inwestorów rozmach, z jakim fundusz SoftBanku finansuje firmy z Doliny Krzemowej, to trudny orzech do zgryzienia. Ciężko im bowiem zgromadzić wystarczający kapitał, by załapać się na najlepsze okazje, a co dopiero – przebić ofertę Sona.

Trudno przebić również jego dalekowzroczność. Podczas gdy firmy prezentują wizje na najbliższe 10 lat, japoński miliarder zapędził się trochę ponad rok 2300. Jego plan zakłada inwestycje w technologie przedłużające i usprawniające życie oraz zwalczające samotność i beznadzieję. W świecie Sona za 300 lat komputery osiągną możliwości ludzkiego mózgu, a ludzie będą żyć po 200 lat, otoczeni przyjaznymi i inteligentnymi maszynami. – Dobrze jest patrzeć daleko w przyszłość, jednak czasem wizja mocnego lidera, jakim bez wątpienia jest Son, może sprawić, że firma stanie się nieczuła na zachodzące w świecie zmiany. Łatwo zabrnąć na manowce i utracić kontakt z rzeczywistością. W ten sposób upadały rynkowe potęgi. Aby przetrwać 300 lat, trzeba wykazać się nadzwyczajną elastycznością – mówi Irek Piętowski.

O tym, że założycielowi Vision Found nie brak kontaktu z rzeczywistością, świadczy pasmo jego biznesowych sukcesów. Nie brakuje mu również aspiracji, by kreować ją poprzez tendencyjne inwestowanie. – Nie ma nikogo na naszej planecie, kto byłby w lepszej pozycji, aby oddziaływać na kolejną falę technologii, niż Son. Nie są w niej nawet Jeff Bezos, Mark Zuckerberg czy Elon Musk. Może i mają pieniądze, lecz brakuje im jego kombinacji ambicji, wyobraźni i mocnych nerwów. Sieć firm połączona w Vision Fund, jeśli odniesie sukces, przekształci krytyczne elementy gospodarki – pisze Katrina Brooker na łamach amerykańskiego magazynu Fast Company. – Nie będziemy mogli po prostu wyłączyć wspieranych przez Vision Found usług i technologii tak, jak robimy to z komputerami czy smartfonami. W końcu będą one miały własne umysły i myśli – dodaje z wyczuwalną grozą.

Masayoshi Sonowi nie można odmówić jednego – biznesowego geniuszu, lecz czy zmienił świat na lepsze, ocenią dopiero przyszłe pokolenia, które na własnej skórze doświadczą skutków technologicznej rewolucji, finansowanej z kieszeni najbogatszego człowieka w Japonii.

Nasze otoczenie staje się smart, a nasze życie powoli staje się Planetą Singli

W filmie Blade Runner 2049 Oficer K., grany przez Rayna Goslinga, po powrocie do domu wita się z zjawiskową kobietą. Czy to jego kochająca żona? Niestety nie. Jest to zaawansowany algorytm sztucznej inteligencji, stworzony z myślą o samotnych mieszkańcach futurystycznego Los Angeles. Czy właśnie tak wygląda przyszłość ludzkości? Wiele wskazuje na to, że tak. Patrząc na wyniki badań Euromonitor Interlanational – nastaną ciężkie czasy dla romantyków. Liczba „singli” wzrośnie o 128% do 2030, a lekarstwem na samotność staną się inteligentni asystenci głosowi, których działanie będzie sprzężone z systemami smart home.

33031685510_ca4d265474_oGlobalna firma analityczna, zajmująca się badaniami rynku – Euromonitor International zaprezentowała właśnie wyniki swoich ostatnich badań. „Future of the Family” (tłum. przyszłość rodziny). Okazuje się, że model rodziny, jaki znamy, mocno się zmieni w ciągu najbliższych lat. W jaki sposób? Jednoosobowe gospodarstwo domowe osiągną blisko 130% wzrost w latach 2000–2030, co tylko potwierdza, że tradycyjne podejście do modelu rodziny, ulega zmianie.

Jednocześnie do 807 mln w 2030 r. wzrośnie łączna liczba gospodarstw domowych, gdzie wiek domowników to 60+. To nie koniec transformacji społeczeństwa – na całym świecie spadnie również  średnia liczba dzieci w gospodarstwie domowym i spowoduje to globalne starzenie się populacji.

“Pracujemy dłużej i ciężej, a pracoholizm stał się sposobem na życie dla wielu ludzi w dużych aglomeracjach. W związku z tym cenimy swój czas w domu bardziej niż kiedykolwiek. Zwracamy szczególną uwagę na to, by czas w nim spędzony był jak najlepiej wykorzystany. W ciągu najbliższych 2 dekad zaczniemy coraz intensywniej wykorzystywać technologię – rewolucja IoT i innowacje z zakresu AI zostaną bezproblemowo wkomponowane we wzorce codziennego życia, upraszczając takie czynności jak robienie śniadania. Łączność 5G umożliwi bezproblemową komunikację między urządzeniami, a świadome emocjonalnie komputery wprowadzą bezprecedensowy poziom personalizacji.” – Marcin Kotarski, Product Manager z koncernu z Rettig Heating.

Kamerdyner, pomoc domowa i towarzysz

Dzięki procesowi miniaturyzacji i rozwojowi IoT (Internet of Things), systemy Smart Home stają się coraz popularniejsze. Przewiduje się, że wartość rynku inteligentnych rozwiązań dla domu do 2030 r. osiągnie 400 mld USD, podaje raport przygotowany przez Statista.com. Przyszłość sektora wygląda obiecująco, przede wszystkim dzięki możliwościom, jakie daje integracja funkcjonalności z wielu obszarów: bezpieczeństwa i ochrony domowej, rozrywki, oświetlenia, urządzeń HVAC czy nawet opieki zdrowotnej.

Zdaniem analityków, rynek rośnie szybko, bo zmienia się wyraźnie nasz sposób życia. Z jednej strony wydłuża się czas aktywności zawodowej – do roku 2050 osoby powyżej 60 roku życia będą stanowić już 40% społeczeństwa – z drugiej nasze dochody systematycznie rosną. Społeczeństwo staje się coraz bardziej zależne od technologii, a jednocześnie oczekuje kolejnych nowinek.

„Według naszych badań, 97% instalatorów w Polsce dostrzega wzrost zainteresowania rozwiązaniami smart home. Wyraźnie widać, że popyt na te rozwiązania rośnie nie tylko globalnie, ale także lokalnie. Do niedawna producenci sceptycznie podchodzili  do sprzedaży systemów inteligentnych domów na naszym rynku. To podejście powoli się zmienia. Choć trudno mówić jeszcze o rewolucji, to bez wątpienia producenci coraz śmielej będą sondować rynek, na czym skorzystają konsumenci.” – Karolina Kaszkiewicz, Inżynier produktu z Rettig Heating, producenta systemów grzewczych, który wprowadził system smart home na polski rynek.

Ludzka twarz technologii

Wiele wskazuje na to, że głośniki staną się podstawowym narzędziem interakcji z użytkownikiem. Sztuczna inteligencja komunikująca się za pomocą ludzkiego głosu to obecnie najwygodniejsza forma wymiany informacji i obsługi systemu. Według badań przeprowadzonych przez Audio Analytic już dziś około 60% respondentów wykazuje ponadprzeciętny entuzjazm lub pozytywne nastawienie do tej funkcjonalności i uważa, że rozwiązania te będą przydatne w codziennym życiu. Co więcej, ponad 70% właścicieli głośników dostrzega dobre strony wykorzystania sztucznej inteligencji w zarządzaniu domem. Dla porównania, osoby niebędące właścicielem żadnego z rozwiązań smart home podchodzą do zagadnienia użyteczności bardziej sceptyczne (43% uważa, że taki produkt może być przydatny). Postęp technologiczny w obszarze sztucznej inteligencji i przetwarzania języka naturalnego jest ogromny.

“W tej chwili maszyna jest w stanie zrozumieć 98% pytań i komend wydawanych przez człowieka. Przy założeniu, że mamy zgromadzoną obszerną bazę danych, jest w stanie dostarczyć wiedzę w zasadzie na dowolny temat, rozumiejąc przy tym doskonale kontekst pytań. Zastosowanie smart głośników jest więc ograniczone wyłącznie możliwościami technologicznymi i wyobraźnią producentów. Przy wykorzystaniu Internetu Rzeczy, można byłoby zamówić kawę, uczyć się języka i zrobić zakupy, nie podnosząc się z fotela” – analizuje Emilia Dudek z firmy Rettig Heating, właściciela marki Purmo.

Aż 7 na 10 firm zwiększa wydatki na jakość obsługi klienta

Ostatnie międzynarodowe badanie rynku przeprowadzone przez firmę Salesforce pokazuje rosnące znaczenie obsługi klienta dla utrzymania wysokiej konkurencyjności firm. W tym obszarze działalności przedsiębiorstwa na potęgę inwestują w sztuczną inteligencję i jednocześnie w rozwój tych pracowników, którzy budują relację z klientami już po zakupie.

Trzecia edycja raportu „Salesforce: State of Service” pokazuje światowe trendy w obszarze obsługi klienta. To ważny obszar działalności firm zważywszy na fakt, że obecnie nawet najlepsze produkty nie w są już w stanie w pełni zadowolić klientów, jeśli doświadczenie związane z kontaktem z firmą (Customer Experience – CX) wypada poniżej oczekiwań. Aby zapewnić klientom odpowiednie CX, firmy inwestują m.in. w transformację zespołów obsługi. Z badania wynika, że z roku na rok rosną budżety przeznaczone na podnoszenie jakości w tym obszarze głównie poprzez inwestycje w rozwiązania IT i rozwój pracowników. Managerowie przyznają, że działy obsługi klienta zaczynają pełnić w firmach funkcje strategiczne, jeśli tylko są one odpowiednio wyposażone w nowoczesne narzędzia i wymagane kompetencje. Dlaczego? Bo jakość kontaktu i efektywność w załatwianiu spraw klientów ma decydujący wpływ na długoterminowe relacje z nimi oraz pozwala odkrywać nowe źródła przychodów.

Run na sztuczną inteligencję

Upowszechnianie w firmach narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję (AI) zmienia charakter pracy i role pracowników działów serwisowych. Rozwiązania takie jak m.in. asystenci głosowi czy chatboty przejmują część rutynowych operacji, pozwalając pracownikom przeznaczać więcej czasu na aktywności, których rezultatem są lepsze relacje z klientami. W oparciu o deklaracje managerów, wykorzystanie sztucznej inteligencji przez zespoły obsługi klienta w ciągu najbliższych 18 miesięcy wzrośnie aż o 143%. Badania Salesforce rozwiewają przy tym obawy, że upowszechnianie AI zredukuje miejsca pracy, choć wciąż obawia się tego 27% respondentów. W opinii większości badanych, aby technologie AI przyniosły pełną wartość, powinny być wspomagane przez odpowiednio wyszkolonych pracowników. Stąd też wynikają rosnące wydatki na rozwój zasobów ludzkich.

Człowiek w relacji to podstawa

Chociaż klienci coraz więcej spraw mogą załatwiać w kanałach cyfrowych, nadal ważny jest dla nich osobisty kontakt z przedstawicielem firmy. To tłumaczy znaczący wzrost zatrudnienia pracowników mobilnych utrzymujących relacje z klientami w terenie. Aż 9 na 10 ankietowanych szefów działów obsługi uważa, że doświadczenie związane z kontaktem z mobilnym pracownikiem jest wizytówką firmy. Jeśli pracownik nie ma odpowiedniego przygotowania – doświadczenia i wiedzy, ale także narzędzi dających szybki dostęp do informacji – traci na tym nie tylko jakość obsługi, ale wizerunek całego przedsiębiorstwa.

Coraz więcej ważnych wskaźników określających Customer Experience

Ukierunkowanie obsługi klienta na wypracowanie wysokiego wskaźnika CX wymaga zastosowania nowych wskaźników pomiaru efektywności. Choć sprawdzone mierniki, takie jak np. średni czas obsługi czy reakcji nadal są stosowane, coraz częściej firmy analizują inne dane pod kątem badania doświadczeń klientów w różnych kontekstach:

  • SPS (Social Prompter Score) – podsumowuje oceny lub opinie klientów na temat produktów zakupionych online;
  • CES (Customer Effort Score) – mierzy wysiłek klienta włożony w kontakt z firmą oraz zakup;
  • CSAT i NPS – mierzą satysfakcję klientów i ich skłonność do polecenia produktu innym klientom;
  • FCR (First Contact Resolution Rate) – mierzy ilość spraw rozwiązanych w pierwszym kontakcie.

Co ważne, aż 75% działów obsługi klienta mierzy jakość doświadczeń wśród własnych pracowników.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • 82% szefów działów obsługi klienta twierdzi, że muszą one ulec transformacji, aby firma była konkurencyjna.
  • 84% decydentów traktuje priorytetowo usługi mobilne. Według 80% przynoszą one znaczne dochody, a zdaniem 79% generują nowe źródła przychodów. 89% managerów twierdzi, że doświadczenia klienta z kontaktu z pracownikiem mobilnym mają istotny wpływ na postrzeganie marki.
  • Według 80% klientów doświadczenia dostarczane przez firmę są równie ważne jak jej produkty i usługi.
  • 85% szefów działu obsługi klienta uznaje inwestycje w rozwój pracowników za ważny element zmiany działania firmy.
  • 71% pracowników obsługi klienta uważa, że ich rola w firmie jest bardziej strategiczna niż przed dwoma laty.
  • W ciągu 18 miesięcy wykorzystanie sztucznej inteligencji w obszarze obsługi klienta wzrośnie o 143%.
  • 66% zespołów obsługi klienta obserwuje wzrost wolumenu spraw załatwianych w kanałach cyfrowych.

Obsługa klienta musi się doskonalić ze względu na konkurencyjność

Upowszechnianie technologii cyfrowych w społeczeństwach (tzw. czwarta rewolucja przemysłowa) powoduje istotne zmiany w oczekiwaniach klientów. Dziś już ponad 80% z nich twierdzi, że doświadczenia związane z kontaktem z firmą są równie ważne jak jej produkty czy usługi. Stąd obecnie aż 4 na 5 managerów uważa za konieczne transformowanie tych obszarów działalności, które mają najwięcej kontaktów z klientami. 7 na 10 przedsiębiorstw przydziela na ten cel odrębne budżety. W najbliższym roku zwiększenia budżetów na modernizacje obsługi klienta oczekuje 73% firm z segmentu High Performers, 64% z Moderate Performers i 44% z Underperformers.

Inwestycja w zwiększenie umiejętności pracowników jest przez 85% szefów działów obsługi klienta traktowana jako istotna część procesu transformacji. Prawie dwie trzecie (63%) kadry kierowniczej uznaje podnoszenie kwalifikacji pracowników za wysoki priorytet, a 77% inwestuje w szkolenia. Niestety, do pełnej transformacji jest jeszcze kawałek drogi. Obecnie tylko 69% pracowników serwisu dysponuje technologiami efektywnie wspomagającymi wykonywaniea zadań. Istnieje jeszcze jeden aspekt modernizacji działów obsługi klienta, mniej namacalny, ale niezmiernie ważny dla pracowników – wzrost poczucia celu. Najlepsze zespoły dwa razy częściej zapewniają zatrudnionym jasną ścieżkę rozwoju i kariery w ramach firmy.

Sztuczna inteligencja nie pozbawi pracy w działach obsługi

Według 78% managerów sztuczna inteligencja nie może całkowicie zastąpić człowieka. Jej rola sprowadza się do uzupełnienia a nie wyeliminowania ludzkiej pracy. Aż 80% decydentów uważa, że AI jest najbardziej efektywna, gdy wspiera pracownika. Warto zauważyć, że ponad cztery piąte zespołów serwisowych wykorzystujących AI ma znacznie lepsze wskaźniki satysfakcji klienta.

Pomimo rosnącego zastosowania AI ponad połowa (54%) szefów działu obsługi klienta spodziewa się w ciągu najbliższego roku wzrostu zatrudnienia pracowników terenowych. Przedstawiciele firmy muszą być jednak wyposażeni w odpowiednie umiejętności i narzędzia. O ile 80% managerów twierdzi, że zapewnia pracownikom wszystkie potrzebne technologie i zasoby, niemal połowa (49%) pracowników mobilnych nadal przełącza się między różnymi aplikacjami, by wykonać swoje zadania, a 45% traci czas z powodu utrudnionego dostępu do potrzebnych im informacji.

Konieczna jest integracja kanałów cyfrowych i działów firmy

Według 70% działów obsługi kluczowe jest integrowanie obiegu informacji we wszystkich kanałach komunikacji, ponieważ klienci niezależnie od sposobu kontaktu widzą zawsze jedną firmę. Oczekują więc od firmy takiego samego zaangażowania. Cyfrowe kanały kontaktu zdecydowanie wypierają wszystkie inne. Media społecznościowe, SMS-y oraz aplikacje takie jak WhatsApp i Facebook Messenger są wykorzystywane przez większość zespołów obsługi klienta. W najbliższej przyszłości, kanałem o największym wzroście będzie mobilny czat, w postaci głosowego lub tekstowego asystenta. Tu w ciągu 18 najbliższych miesięcy nakłady firm na tego rodzaju narzędzia wzrosną o 152%.

Oprócz integracji kanałów cyfrowych zapewnienie klientom odpowiednich doświadczeń wymaga również ścisłej współpracy działów w firmie: Obecnie już 81% działów obsługi współdzieli cele i wskaźniki z obszarem sprzedaży, a 75% z marketingiem.

Stałe trendy w transformacji działów obsługi klienta

Jakie trendy w obszarze obsługi klienta utrwaliły się w odniesieniu do wyników z poprzedniego badania i raportu „Salesforce: State of Service”? Priorytetem jest troska o jak najlepsze doświadczenia klienta w kontakcie z firmą, jej produktami i usługami. Z całą pewnością w firmach umacnia się współpraca między wewnętrznymi działami. W 2017 r. ponad dwie trzecie (68%) zespołów serwisowych twierdziło, że prowadzi inicjatywy z zakresu obsługi klienta w całej firmie. Dziś jest to już kilkanaście procent więcej. W dalszym ciągu, tak jak i poprzednio rosną budżety na modernizację obszaru obsługi. W latach 2015-2017 aż 89% zespołów serwisowych zwiększyło lub utrzymało swoje budżety.  Zainteresowanie AI jest charakterystyczne dla kilku ostatnich lat – jest ono bardzo duże i nie słabnie. W poprzednim badaniu jako najistotniejsze narzędzia AI wskazywano analitykę predykcyjną. Obecnie na pierwszy plan wysuwa się wykorzystanie chatbotów i asystentów głosowych. W dalszym ciągu istotna jest rola mobilnych pracowników. W 2017 r. 68% ankietowanych twierdziło, że są oni ważnym elementem strategii budowania relacji z klientami. W 2018 r. mobilni przedstawiciele awansowali do roli „twarzy firmy”, co podkreśla aż 89% przedsiębiorstw.

Informacje o badaniu:

Raport „Salesforce: State of Service” bazuje na badaniach przeprowadzonych w grudniu 2018 r. wśród 3525 decydentów i pracowników działów obsługi klienta z kilkunastu krajów świata (z segmentów B2C i B2B). Podobnie jak w poprzednich edycjach raportu i innych tego typu badaniach rynku Salesforce dzieli ankietowane firmy na 3 kategorie: High Performers – oceniające satysfakcję swoich klientów jako doskonałą, Underperformers – oceniające poziom zadowolenia swoich klientów poniżej średniej oraz Moderate Performers – uzyskujące satysfakcję klientów na przeciętnym poziomie.

Korzyści osiągane przez działy obsługi klienta dzięki wdrożeniu AI

Duże korzyści: Umiarkowane korzyści: Łącznie:
Poprawa priorytetyzacji zadań 48% 36% 84%
Zwiększone korzyści z pierwszego kontaktu 45% 36% 82%
Redukcja średniego czasu obsługi 42% 37% 79%
Wzrost satysfakcji klienta (wzrost CSAT i NPS) 46% 33% 79%
Redukcja czasu rozmowy klienta z pracownikiem 38% 39% 77%
Wzrost zadowolenia pracowników 41% 35% 75%
Zredukowanie e-maili od klientów 37% 36% 69%

 

Popularne i „rosnące” formy kontaktu z klientami. Czego firmy używają lub planują używać w ramach obsługi klientów:

Kanał / sposób kontaktu Obecnie używa: Prognozowany wzrost
w ciągu 18 miesięcy:
e-mail 95% 3%
Telefon 95% 4%
Osobisty kontakt 89% 8%
Media społecznościowe 72% 18%
Różne formy komunikacji online 68% 27%
Bazy wiedzy (np. FAQ) 66% 31%
Portal klienta / ekstranet 64% 32%
Wiadomości tekstowe / SMS 63% 20%
Komunikatory 55% 32%
Chat online 52% 44%
Aplikacje mobilne 51% 49%
Społeczności online/fora dyskusyjne 48% 50%
Mobilny chat 43% 60%
Wsparcie video 33% 98%
Asystenci głosowi 20% 152%

Pełen raport dostępny jest pod adresem: https://c1.sfdcstatic.com/content/dam/web/en_us/www/documents/reports/salesforce-research-third-edition-state-of-service.pdf

Kolejna fala cyfrowej transformacji przed nami

Według IDC globalne inwestycje w technologie i usługi umożliwiające cyfrową transformację rosną w dwucyfrowym tempie. International Data Corporation szacuje, że w tym roku globalne wydatki na cyfryzację sięgną prawie 1,2 bln dolarów. W porównaniu z rokiem ubiegłym to znaczący wzrost, bo aż o 17,9%. W co biznes będzie inwestował? Według analityków przede wszystkim w unowocześnianie swoich produktów, usług oraz modeli biznesowych.

Cyfrowa transformacja (DX) wrzuca wyższy bieg – takie wnioski nasuwają się po analizie najnowszych danych IDC. Analitycy z renomowanej firmy konsultingowej prognozują, że w ciągu czterech najbliższych lat światowe inwestycje w technologię pozwalającą biznesowi na ewolucję technologiczną przekroczą 6 bln dolarów. – To, co trzeba powiedzieć otwarcie i co ma potwierdzenie w rzeczywistości to fakt, że cyfrowa transformacja przynosi korzyści, które się zwracają. Każdy z naszych klientów, który cyfrową przemianę rozpoczął od wdrożenia systemu ERP, dostrzegł pozytywne zmiany. A takie wdrożenie to tylko jeden z elementów cyfrowej transformacji. Choć kluczowy krok, to dopiero pierwszy z wielu. – mówi Prezes BPSC Rafał Orawski.

Wydaje się, że to o czym mówi prezes Orawski, zauważa coraz więcej firm. Jak zapowiada IDC, w najbliższym czasie należy spodziewać się wysokiego tempa wzrostu w niemal każdej branży. Według analityków każdy z badanych segmentów ma rosnąć w tempie 15-20%. Jednak prowadzić będzie przemysł i jego dwie gałęzie: produkcja dyskretna i produkcja procesowa. W obu przypadkach priorytetem wydatków na digitalizację jest inteligentna produkcja, wspierana przez znaczące inwestycje w operacje autonomiczne, operacje produkcyjne oraz podnoszenie jakości wyrobów. – Wdrażanie zaawansowanych rozwiązań IT, które w ostatnich dekadach pojawiają się w sektorze wytwórczym, znacząco zmieniły procesy produkcyjne. Dostrzegalna poprawa jest efektem technologicznej transformacji. To ona pozwala na dopasowanie odpowiednich produktów do oczekiwań odbiorców czy też szybkie reagowanie na zmiany rynkowe. – zauważa Rafał Orawski.

Automatyzacja nie tylko na produkcji

Kolejne w zestawieniu są transport i handel detaliczny. Każdy z tych segmentów gospodarki dąży do innej kombinacji strategicznych priorytetów, zauważają eksperci. Może to być handel wielokanałowy dla branży detalicznej, ale także optymalizacja cyfrowego łańcucha dostaw oraz automatyzacja procesów finansowych. – Coraz więcej polskich firm podąża za światowymi trendami i usprawnia kolejne procesy. Należy się spodziewać, że automatyzacja będzie jednym z tych obszarów, w których tkwią największe rezerwy i biznes to dostrzega. – zauważa Lucjan Giza Dyrektor ds. Rozwoju w BPSC.

Jego słowa znajdują potwierdzenie w danych, a te nie pozostawiają złudzeń. W 2019 roku największą inwestycją we wszystkich obszarach będą rosnące inwestycje w autonomiczne operacje. Przez najbliższe miesiące biznes przeznaczy na te procesy ponad 50 mld dolarów. Skąd taki trend? Lucjan Giza wyjaśnia — Nasze doświadczenia pokazują, że automatyzacja bardzo szybko przynosi mierzalne efekty. Dzięki digitalizacji i automatyzacji czas obiegu dokumentów w firmie znacząco się skraca, podobnie z procesami produkcji, magazynowania i sprzedaży. – podsumowuje dyrektor ze śląskiej firmy technologicznej.

Z perspektywy technologii, inwestycje w sprzęt, oprogramowanie i usługi będą stanowić 3/4 wszystkich wydatków na digitalizację biznesu. Najszybciej rozwijającymi się kategoriami technologii są rozwiązania IaaS (model chmury obliczeniowej skalowany w zależności od potrzeb użytkownika), oprogramowanie do tworzenia i wdrażania aplikacji oraz usługi biznesowe Tym samym cyfrowa transformacja cyfrowa staje się kołem zamachowym inwestycji, oraz projektów w zakresie nowych technologii u przedsiębiorców, zauważają analitycy.

Geografia zmian

Z badań IDC wynika, że firmy, które zainwestowały w DX w ciągu ostatnich 2-3 lat już teraz czerpią korzyści z szybszego wzrostu przychodów i zysków netto w porównaniu do konkurentów pozbawionych takich rozwiązań. Potentatami w tym zakresie są Stany Zjednoczone i Chiny. Oba te kraje wydadzą w tym roku na technologię DX ponad połowę światowych sum (52,2%). Na trzecim miejscu, tuż za Chinami, znalazły się kraje Europy Zachodniej z wynikiem 19,9%.

Europejskie, w tym także polskie firmy muszą inwestować w technologie, by utrzymać konkurencyjność na globalnych rynkach. Tym bardziej że gospodarka UE jest nastawiona  na eksport — mówi Rafał Orawski. W analizie IDC nie ma danych dla poszczególnych krajów, ale ekspert BPSC uważa, że rodzimy biznes podąża za globalnymi trendami. Skąd taki wniosek? – Z rozmów jakie odbywamy z naszymi klientami, jednoznacznie wynika, że w najbliższym czasie firmy – zwłaszcza produkcyjne – będą mocno stawiały na podnoszenie jakości; zarówno procesów, produktów, jak i technologii. Analitycy IDC, w swoich predykcjach, wymieniają poprawę jakości, jako jeden z priorytetów dla firm na najbliższe lata. – kończy Prezes Orawski.

Rusza budowa chmury dla EUMETSAT. Za ponad 10 mln EUR stworzy ją francusko-polskie konsorcjum

Thales Alenia Space, spółka joint venture Thales (67% udziałów) i Leonardo (33% udziałów), wraz z polską firmą CloudFerro, podpisały umowę z EUMETSAT (Europejską Organizacją Eksploatacji Satelitów Meteorologicznych), reprezentującą również partnerów: ECMWF ECMWF (Europejskie Centrum Prognoz Średnioterminowych) i firmę Mercator Océan. Kontrakt, którego wartość przekracza kwotę 10 milionów EUR, przewiduje dostarczenie usług chmury obliczeniowej i świadczenie usług dodatkowych dla platformy WEkEO.

WEkEO to jeden z pięciu tzw. DIAS-ów (DIAS – Data Information and Access Services), czyli finansowanych przez Komisję Europejską platform gromadzących i udostępniających dane w ramach europejskiego programu obserwacji Ziemi Copernicus. WEkEO umożliwia dostęp do informacji gromadzonych przez satelity Sentinel programu Copernicus, inne satelity oraz tzw. Copernicus Services, które przetwarzają dane satelitarne pod kątem ich użycia w wybranych dziedzinach, takich jak monitoring wód, lądów, atmosfery czy zmian klimatycznych.

Umowa zakłada udostępnienie usług chmury obliczeniowej w modelu „as a service”, w szczególności mocy obliczeniowej, pamięci masowej oraz usług sieciowych. Dzięki połączeniu infrastruktury trzech partnerów przy pomocy chmury hybrydowej, użytkownicy platformy zyskają elastyczny dostęp do narzędzi i dużych zbiorów danych. Ich przetwarzanie w chmurze obliczeniowej umożliwia zmniejszenie wolumenu transferowanych danych, a także przetwarzanie informacji w modelu „pay per use”. To pozwala użytkownikom na korzystanie z danych i narzędzi analitycznych oraz budowanie własnych rozwiązań i serwisów, bez konieczności inwestowania we własną infrastrukturę IT.

Obsługa platformy WEkEO rusza w połowie kwietnia 2019 roku. Zgodnie z umową, konsorcjum Thales Alenia Space i CloudFerro będzie miało prawo do opracowywania i rozwijania dodatkowych usług komercyjnych. Partnerzy będą przetwarzać i udostępniać informacje na WEkEO do końca 2021 r, przy czym kontrakt może zostać przedłużony.

Model współpracy Thales Alenia Space i CloudFerro

Za realizację projektu odpowiada silne konsorcjum, które jest w stanie sprostać wyzwaniom technicznym, ekonomicznym i biznesowym, związanym z funkcjonowaniem platformy WEkEO. Jego głównymi członkami są: Thales Alenia Space i CloudFerro, a poza nimi: ATOS Origin, GMV, Orange i CLS. Nawiązana kooperacja wykorzystuje synergię wcześniejszych doświadczeń zebranych przez jego głównych członków przy realizacji platform DIAS i przy wdrażaniu rozwiązań chmurowych. Jednocześnie oferuje nowe kompetencje, dzięki współpracy z pozostałymi firmami.

Thales Alenia Space, będąc głównym wykonawcą większości segmentów naziemnych dla satelitów Eumetsatu, zapewnia unikalne kompetencje w dziedzinie integracji i operowania złożonymi systemami IT dla satelitarnych obserwacji Ziemi i meteorologii.

CloudFerro wnosi do projektu doświadczenie w tworzeniu i obsłudze rozwiązań IaaS (Infrastructure as a Service) – publicznych, prywatnych i hybrydowych chmur obliczeniowych, sprawdzonych już wcześniej przy realizacji takich projektów jak DIAS CREODIAS oraz ECMWF CDS.

Thales Alenia Space wraz z partnerami z pełnym zaangażowaniem będą dostarczać międzynarodowej społeczności użytkowników EUMETSAT, ECMWF i Mercator Océan, unikalne, kompleksowe usługi przechowywania i analizy danych pozyskiwanych w ramach programu Copernicus – mówi Marc Henri Serre, wiceprezes ds. obserwacji i nauki w Thales Alenia Space. Nasza kluczowa rola w platformie DIAS Mundi oraz obecny wkład w WEkEO, pokazują zaangażowanie Thales Alenia Space w kształtowanie przyszłości programu Copernicus. Co więcej, ta umowa, potwierdzająca także doświadczenie firmy CloudFerro, jest dowodem naszej determinacji w dążeniu do tego, by stać się istotnym partnerem dla polskiego przemysłu kosmicznego – dodaje.

Cieszę się, że nasze doświadczenie w świadczeniu usług chmurowych dla różnych branż, w tym przemysłu kosmicznego, zostało zauważone i docenione. WEkEO to jedna z pięciu platform europejskich DIAS (Data and Information Access Services) dostarczających dane z systemu Copernicus, a jednocześnie druga, dla której jako CloudFerro obsługujemy platformę chmurową, gromadzącą i przetwarzającą informacje. To kolejny projekt, który realizujemy w ramach nadzorowanego przez Komisję Europejską programu Copernicus. Potwierdza to naszą zdolność do dostarczania najnowocześniejszych usług przetwarzania danych w chmurze dla niezwykle wymagających i wyspecjalizowanych rynków – wyjaśnia Maciej Krzyżanowski, prezes zarządu CloudFerro.

Grill na majówkę coraz droższy. Dynamiczny wzrost cen żywności

Ból głowy bankierów

To może być wielki tydzień z mnóstwem kluczowych danych, które ponownie nadadzą kierunek zagubionym rynkom. Po weekendzie indeksy wystartowały z optymizmem wspartym wyższym odczytem PKB z USA w piątek. Dolar jednak nie korzysta na danych, bo silniejszemu ożywieniu nie towarzyszy przyspieszenie inflacji, co daje pole Fed do pozostania gołębim.

Według wstępnych szacunków PKB USA w pierwszym kwartale wzrosło o 3,2 proc. (zannualizowana stopa kwartalna) wobec prognozy 2,3 proc. i 2,2 proc. w IV kw. Ale główna uwaga skupiła się na indeksie cen osobistych bazowych wydatków konsumpcyjnych – PCE Core. Jest to preferowana przez Fed miara inflacji i w pierwszych trzech miesiącach roku spowolniła do 1,3 proc. z 1,8 proc. Wzrost w USA przyspiesza, ale nie generuje presji inflacyjnej. Potwierdzona została tendencja w większości gospodarek rozwiniętych, która bankierów centralnych przyprawia o ból głowy. Nie inaczej jest z decydentami w Fed, którzy dostali jeden argument więcej za tym, by nie wracać do podwyżek stóp procentowych. Rynek wycenia już jedną pełną obniżkę o 25 pb przed końcem 2019 r., a dla USD oznacza to istotny balast hamujący ewentualne umocnienie. Jednocześnie mix silnego wzrostu gospodarczego w największej gospodarce świata przy nie-restrykcyjnym podejściu Fed jest idealnym środowiskiem dla apetytu na ryzyko.

Dziś inflacja w USA pozostanie tematem nr 1. Po południu otrzymamy dane o dynamice wydatków i dochodów Amerykanów oraz aktualizację miesięcznych wskaźników PCE Core. Z powodu government shutdown jednocześnie otrzymamy dane za luty i marzec, ale z danych pośrednich wynika, że inflacja utrzymuje się poniżej trendu. Jeśli dane potwierdzą obraz naszkicowany w piątkowym raporcie, będzie trudniej i trudniej znaleźć fundamentalne podstawy za aprecjacją USD. Tylko pogorszenie globalnych nastrojów i szukanie bezpiecznej przystani w dolarze będzie (przejściowym) motorem siły.

A jakie te nastroje będą w kolejnych dniach? Na to pytanie inwestorzy będą szukać odpowiedzi w nadchodzących wydarzeniach. To ważny tydzień dla danych z Chin, gdyż kwietniowy rajd ryzyka rozpoczął się (i później był podtrzymywany) na danych świadczących o przyspieszeniu ożywienia i potwierdzających skuteczność polityki fiskalnej i monetarnej Pekinu. Teraz potrzeba potwierdzenia, że poprawa w danych nie była jednorazową anomalią. Pod lupa będą PMI dla przemysłu (wt, czw), gdzie prawdopodobnie zobaczymy dalsze odbicie z uwagi na luźną politykę kredytową i programy wsparcia dla przedsiębiorstw. Będzie to ważny drogowskaz dla ogólnorynkowego sentymentu.

Poza tym uwaga ogniskować będzie się na USA, gdzie odbędzie się posiedzenie FOMC (wt-śr) oraz opublikowane zostaną dane z rynku pracy (pt). Komunikat po posiedzeniu FOMC prawdopodobnie potwierdzi, że w obecnych warunkach najlepszym kierunkiem jest utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Skupienie większej uwagi na odbieganiu inflacji od celu 2 proc. może wzmocnić rynkowe przeświadczenie, że cykl podwyżek jest zamknięty na dobre. Raport NFP potwierdzi solidne podstawy ożywienia w rynku pracy, tj. przyrost zatrudnienia blisko 200 tys. i obniżanie stopy bezrobocia (do 3,7 proc.). Dynamika płac w marcu rozczarowała, więc w kwietniu możliwe jest nadganianie (prog. 0,3 proc.). Ogólnie dane z USA powinny rysować tło pozytywne dla nastrojów, ale niekoniecznie wspierające USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

HoReCa szykuje się na rekordowy sezon letni

Rozpoczynający się sezon urlopowo-wakacyjny, Polska jako destynacja urlopowa oraz świadczenia rządowe takie jak Rodzina 500+ i 13. emerytura to najważniejsze czynniki, które wpływają na bardzo optymistyczne prognozy przedstawicieli HoReCa na najbliższe miesiące. Wartość subindeksu „Barometru EFL” dla branży gastronomicznej w II kwartale 2019 roku wzrosła aż o 11,1 pkt. w porównaniu do wskaźnika z początku roku i wyniosła 63 pkt. Jest to drugi (rekordowy był II kwartał 2018 – 65,1 pkt.) najwyższy odczyt od początku realizacja badania (od stycznia 2015 roku).

Po najgorszym od początku realizacji pomiaru „Barometr EFL” IV kwartale ubiegłego roku i słabym początku 2019 roku widać wiosenne przebudzenie wśród przedstawicieli HoReCa. Subindeks dla tego sektora w II kwartale br. wyniósł 63 pkt., co oznacza dynamikę +11,1 pkt. kwartał do kwartału. Był to najwyższy wzrost kw./kw. spośród 6 badanych sektorów w badaniu (budownictwo, handel, HoReCa, produkcja, transport, usługi). Jest to również wynik dużo lepszy niż główny wskaźnik Barometr EFL dla całego rynku MŚP w Polsce, który wyniósł 54,5 pkt. Warto zwrócić uwagę, że w ciągu pół roku wartość subindeksu HoReCa wzrosła aż o 14,7 pkt. Jeszcze w IV kwartale 2018 roku wynosił on zaledwie 48,3 pkt. i znajdował się poniżej progu OR[1], czyli branża znajdowała się w stagnacji i nie przewidywała szans na rozwój. Obecnie przedstawiciele rynku gastronomicznego są w optymistycznych nastrojach i liczą na „gorący” sezon.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

– Kondycja branży HoReCa, czyli rynku usług hotelarskich i gastronomicznych, zależy od wielu czynników, ale w tym roku na szczególną uwagę zasługują dwa. Pierwszy związany jest z rokiem kalendarzowym – hotele i restauracje zaczynają „żyć” w w czasie sezonu urlopowo-wakacyjnego, który w tym roku rozpoczęły już Święta Wielkanocne. A zgodnie z prognozami ekspertów i doświadczeniami z ubiegłych lat, coraz więcej Polaków zamiast wyjeżdżać do popularnych ciepłych krajów takich jak Egipt, Grecja czy Turcja, decyduje się na wakacje w kraju. Po drugie, HoReCa jest bardzo podatna na zmiany legislacyjne i regulacje powodujące spadek lub wzrost realnego dochodu gospodarstw domowych. Dzięki programowi Rodzina 500+ konsumpcja prywatna w Polsce wyraźnie wzrosła i ten trend powinna podtrzymać tegoroczna zmiana w projekcie, dzięki której dodatkowe świadczenie będzie przysługiwało na każde dziecko. Do tego należy dodać „trzynastkę” dla 10 mln emerytów. Z pewnością część tych środków trafi do kieszeni przedsiębiorców z branży gastronomicznej – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

HoReCa szykuje się na najwyższe obroty

Na zdecydowanie lepsze nastroje restauratorów i hotelarzy największy wpływ mają prognozy dotyczące sprzedaży. Aż 60 proc. zapytanych liczy na wzrost zamówień na swoje usługi i produkty w II kwartale br. To ponad dwa razy więcej niż na początku roku (28,8 proc.). Za planowanym wzrostem sprzedaży idzie prognozowana poprawa płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. 35% przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze Jest to związane ze specyfiką tej branży, w której obowiązują krótkie terminy płatności za usługi. Wzrost sprzedaży sprawi, że przedsiębiorcy w krótkim okresie odczują poprawę płynności.

Wyższa wartość subindeksu dla HoReCa wynika również z faktu, że więcej przedstawicieli tej branży spodziewa się więcej inwestować niż zrezygnować z inwestycji (28 proc. vs. 12 proc.).

Sezonowy wzrost liczby klientów i brak pracowników

Na poprawę kondycji hoteli, restauracji i firm cateringowych najbardziej, w opinii 74 proc. respondentów badania, największy wpływ powinien mieć sezonowy wzrost zainteresowania usługami i produktami. 45 proc. przedstawicieli HoReCa liczy na uzyskanie dotacji ze środków publicznych lub unijnych, a 38 proc. planuje wprowadzenie do swojej oferty nowego produktu lub usługi, które mają przyciągnąć więcej klientów.

Warto jednak zwrócić uwagę, że nadchodzący sezon będzie mieć również swoją słabszą stronę. Jest nią brak pracowników. Zdają sobie z tego restauratorzy i hotelarze, wśród których aż 3 na 4 sygnalizuje problemy ze skompletowaniem kadry, a ponda połowa (58 proc.) zwraca uwagę na rosnące oczekiwania płacowe pracowników i kandydatów do pracy.

Wyścig w budowie 5G trwa, jak wykorzystać pełny potencjal technologii

Wyścig kto pierwszy udostępni powszechnie infrastrukturę 5G trwa. Wizja zawrotnych prędkości stosowanych w tej technologii tym bardziej jest ciekawa, że wszystko ma być bezprzewodowe i masowe. Według standardu ogłoszonego przez ITU w sieciach 5G będzie można podłączyć nawet do 1.000.000 urządzeń na kilometr kwadratowy. Oznacza to, że w Warszawie zajmującej powierzchnię 517 km2 będzie można podłączyć 517 milionów urządzeń. Daje to średnio 300 urządzeń na jednego mieszkańca. I to wszystko bez kabli. Jednak aby zbudowana infrastruktura 5G była wydajna musi być oparta na światłowodach. Tylko takie rozwiązanie zapewni najwyższą jakość w zakresie świadczenia usług i najwyższe prędkości.

Dzięki nowej technologii, każdy użytkownik, a nawet każdy wskazany przez niego przedmiot będzie mógł przesyłać dane z prędkością 20Gbps, czyli z prędkością niedostępną nawet dla wybrańców, którzy obecnie dysponują łączem światłowodowym. Kabel zdecydowanie jest ograniczeniem i dzięki technologii 5G to ograniczenie przestanie istnieć. Kable idą w niepamięć. Przyszłość to mobilność i przesyłanie danych bezprzewodowo. Zaletą radia jest również to, że wykorzystuje medium, które już istnieje. Nie trzeba go budować. Fale elektromagnetyczne rozprzestrzeniają się nawet w próżni. Tylko od nas zależy jak zagospodarujemy dostępne częstotliwości radiowe.

Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM
Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

W temacie 5G wiele jeszcze może się zmienić. Paradoksalnie jedyną pewną rzeczą jest zastosowanie kabla światłowodowego do połączenia nadajników stacji bazowych sieci 5G. Co więcej, zawrotne możliwości sieci 5G wymagają podłączenia jeszcze większej niż dotychczas liczby stacji bazowych, właśnie z wykorzystaniem sieci światłowodowej. Powoduje to, że operatorzy, którzy realnie planują komercyjne wdrożenie sieci 5G rozpoczynają przygotowania od budowy coraz gęstszej sieci światłowodowej. O ile trwające prace nad standaryzacją 5G są przeszkodą w rozpoczęciu inwestycji w część radiowej sieci, to prace budowlane w części światłowodowej trwają w najlepsze.”-komentuje  Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

Na terenie Polski za podział częstotliwości radiowych odpowiada Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE). Póki co UKE do wykorzystania na potrzeby 5G wstępnie mówi o zarezerwowaniu pasma 700MHz oraz w późniejszym terminie prawdopodobnie również 2,3-2,4GHz, a jeszcze później być może 6GHz i 10 GHz.  Prace nad rezerwacją częstotliwości i regulacjami dotyczącymi 5G cały czas trwają. Podobnie nie została jeszcze zamknięta sprawa standaryzacji 5G. Trwają testy i pilotażowe wdrożenia różnych producentów, ale póki co nie można powiedzieć, że nadajnik dowolnego producenta sprzętu 5G będzie kompatybilny z odbiornikiem 5G dowolnego innego producenta.

„W tym miejscu pojawia się pytanie: skoro w sieci 5G bez kabla można osiągać tak duże przepływności to po co kabel światłowodowy. Przecież w sieci 5G każdy odbiorca będzie miał zagwarantowaną większą prędkość, niż obecnie klienci podłączeni „na światłowodzie”. Odpowiedź jest prosta. Radio zastąpi kabel tylko na odcinku „ostatniej mili”. Jednak w „szkielecie” sieci nadal będzie królował światłowód.” – dodaje Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

Dzięki nowym technologiom prędkości osiągane w kablu światłowodowym będą jeszcze wyższe niż zapowiadane osiągi sieci 5G. Aby wysłać dane do użytkowników mobilnych z tak ogromna prędkością każda ze stacji bazowych będzie musiała być zasilona światłowodem, który możliwościami przesyłu danych będzie przewyższał możliwości części radiowej sieci 5G.

Ponadto warto pamiętać, że każdą częstotliwość radiową można na danym obszarze wykorzystać tylko raz, podczas gdy ułożenie pojedynczego kabla, który będzie składał się ze 100 i więcej równoległych włókien światłowodowych nie jest problemem. W sieciach telekomunikacyjnych, światłowód jest wykorzystywany od wielu lat i wszystko wskazuje na to, że sieci 6G, 7G … nadal będą potrzebowały światłowodu, aby zapewnić przesył danych miedzy stacjami bazowymi oraz do centrów przetwarzaniach danych oraz dostawców i odbiorców hurtowych.

Operatorzy telekomunikacyjni czekają na 5G. Trwa wyścig kto pierwszy wdroży 5G. Jednak póki co w oczekiwaniu o finalne decyzje trwa inny być może jeszcze ważniejszy wyścig na kilometry wybudowanej sieci światłowodowej, która będzie niezbędna aby w pełni wykorzystać potencjał 5G.

Klęska urodzaju, czyli ciąg dalszy kłopotów firm budowlanych

Z jednej strony branża budowlana wciąż może się cieszyć z bardzo dobrej koniunktury, która wynika z wysokiej produkcji budowlanej na rynku infrastruktury, budownictwa mieszkaniowego, nieruchomości komercyjnych i przemysłowych. Z drugiej jednak strony rosnące ceny materiałów budowlanych i narastające braki pracowników skutkują poważnymi problemami finansowymi wielu przedsiębiorstw z tego sektora. W efekcie przybywa firm, które mają trudności ze spłatą swoich zobowiązań. Łącznie niespłacone zadłużenie branży budowlanej wyniosło na koniec 2018 roku 4,75 mld zł – wynika z trzeciej edycji raportu „Sytuacja finansowa przedsiębiorstw budowlanych. Boom trwa, ryzyko nie maleje”, przygotowanego przez BIG InfoMonitor oraz BIK, we współpracy z Polskim Związkiem Pracodawców Budownictwa. Problemy te coraz częściej dotykają mniejszych firm.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Problem z terminowym regulowaniem zobowiązań ma w sumie blisko 43 tys. przedsiębiorstw budowlanych, czyli 5,9 proc. z puli firm działających, zawieszonych oraz zamkniętych i znajdujących się w KRS oraz CEiDG. Dłużników jest aż o ponad 20 proc. więcej niż na koniec 2017 r. Udział niesolidnych dłużników wśród ogółu przedsiębiorstw z sektora budownictwa wzrósł przez ostatni rok z 5,1 proc. do 5,9 proc. – Budownictwo nie wypada jednak źle na tle innych branż. W całej gospodarce widoczne w naszych bazach kłopoty z obsługą zobowiązań ma powyżej 6 proc. przedsiębiorstw. Zdecydowanie większe ryzyko dla dostawców towarów czy usług rodzi obecnie kontrakt z firmą transportową czy też zajmującą się gospodarowaniem odpadami. Nie można jednak zapominać o znaczącej liczebności przedsiębiorstw budowlanych. Co siódma firma z KRS i CEiDG, wliczając w to działające, zawieszone oraz zamknięte, to firma budowlana. Więcej jest jedynie firm handlowych – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.zaległości firm budowlanych

Zadłużenie firm z branży budowlanej, przeterminowane powyżej 30 dni, w ciągu roku wzrosło aż o 270 mln zł. Przy sumie zaległości dochodzącej do 4,75 mld zł oznacza to zmianę o około 6 proc. Co ważne, przyczyniły się do tego wyłącznie mniejsze podmioty. Zaległości firm prowadzonych przez osoby fizyczne oraz spółek cywilnych zwiększyło się bowiem w ciągu roku o 280 mln zł (o 21 proc.) do 1,61 mld zł, zaś większych firm – spółek handlowych – zmalało o 10 mln zł do 3,13 mld zł (o 0,3 proc.).

Największy odsetek niesolidnych płatników znajduje się wśród firm zajmujących się robotami inżynieryjnymi (8,5 proc.). Wśród przedsiębiorstw zajmujących się wznoszeniem budynków jest ich 7,2 proc. Najkorzystniej sytuacja przedstawia się w grupie przedsiębiorstw budownictwa specjalistycznego (5,1 proc.).

Kłopotów przybywa wraz z liczbą budów

Skutkiem nagromadzenia prac budowlanych we wszystkich segmentach rynku było rekordowe tempo wzrostu cen materiałów, usług i robocizny oraz poważne ograniczenia w dostępie do siły roboczej. – Wszystko to doprowadziło do pogorszenia kondycji finansowej firm budowlanych, głównie tych zaangażowanych w realizację kontraktów infrastrukturalnych pozyskanych w warunkach stagnacji na rynku zamówień publicznych w latach 2015-2017, co było efektem wyhamowania inwestycji współfinansowanych przez fundusze unijne – mówi dr Damian Kaźmierczak, Główny Ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Ze względu na wyczerpujący się potencjał wykonawczy krajowych firm budowlanych, poważne ograniczenia w dostępie do siły roboczej oraz brak wystarczających środków finansowych na ukończenie zaplanowanych inwestycji przy bieżących cenach, nasilają się obawy przed fiaskiem realizacji ambitnego programu rozbudowy i modernizacji polskiej infrastruktury drogowej i kolejowej w pierwotnym kształcie – dodaje.

Liczba nieobsadzonych stanowisk w sektorze budownictwa jest wyższa niż w innych sektorach gospodarki. Według szacunków na budowach brakuje co najmniej 150 tys. pracowników fizycznych i wykwalifikowanych, co znacznie ogranicza potencjał wykonawczy firm i powoduje trudności z ukończeniem projektów budowalnych w planowanym terminie. – Wielu naszych pracowników coraz częściej wyjeżdża z kraju, a cudzoziemcy wolą pracować na Zachodzie niż na polskich budowach. Dostępność wykwalifikowanej kadry bez wątpienia będzie kluczowym wyzwaniem dla branży w najbliższych latach – mówi Leszek Gołąbiecki, Prezes Unibep. – Presja płacowa w branży budowlanej jest dość duża – w 2018 r. wzrost wynagrodzeń był większy niż w całym sektorze przedsiębiorstw i wyniósł 8 proc., natomiast w przypadku wykwalifikowanych robotników drogowych był to wzrost dwucyfrowy. Presja płacowa istnieje w branży budowlanej również w 2019 r., ale myślę, że ta sytuacja będzie trochę inna niż w roku ubiegłym, ponieważ pracownicy będą bardziej selektywnie podchodzić do wyboru pracodawcy – dodaje Wojciech Trojanowski, Członek Zarządu Strabag.

Czy pomoże waloryzacja kontraktów?

Od lutego 2019 r. w nowych kontraktach infrastrukturalnych na drogach i kolei obowiązują nowe zasady waloryzacji oparte na tzw. „koszykach waloryzacyjnych”. Są one efektem dialogu organizacji branżowych z administracją publiczną, w której apelowano o wprowadzenie zrównoważonego modelu podziału ryzyka realizacji kontraktu budowlanego między inwestorami publicznymi, a firmami wykonawczymi. Nowe mechanizmy indeksacji cen zastępują dotychczasowe klauzule waloryzacyjne i są wykorzystywane we wszystkich przetargach drogowych i kolejowych od lutego 2019 r., jak również w postępowaniach przetargowych będących w toku, w których nie zostały jeszcze otworzone oferty wykonawców. W opinii przedstawicieli branży z oceną skuteczności nowych zasad należy jednak wstrzymać się przez najbliższe 2-3 lata.

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

– Zależy nam na takich mechanizmach, które zagwarantują bezpieczną realizację kontraktów publicznych dla wykonawców i zamawiających. Będzie to miało szczególne znaczenie, jeśli jako kraj chcemy skutecznie wykorzystać wszystkie fundusze unijne do 2023 r. przeznaczone na budowę dróg i modernizację kolei. Cały czas w sposób systemowy nie rozwiązano kwestii nierentownych umów z ostatnich czterech lat, zarówno tych będących jeszcze w realizacji, jak i kontraktów już zakończonych – mówi Dariusz Blocher, Prezes Budimexu.

Analiza sprawozdań finansowych i komunikatów spółek wskazuje, że wiele przedsiębiorstw generuje straty, część z nich balansuje na krawędzi rentowości i tnie prognozy względem osiąganych zysków, inne borykają się ze spadkiem wskaźników płynności finansowej i odczuwają negatywne konsekwencje zatorów płatniczych. Powyższe zjawiska są wyjątkowo niebezpieczne z punktu widzenia specyfiki całego sektora funkcjonującego w oparciu o sieć połączonych ze sobą ogniw.

Należy jednak podkreślić, że sytuacja na rynku jest daleka od kryzysowych lat 2012-2013 zakończonych bankructwem kilkuset podmiotów budowalnych. Wymaga ona jednak stałego monitoringu ze strony interesariuszy rynku, ale także wyjątkowej troski ze strony administracji publicznej. Z drugiej strony obecne tendencje na rynku budowlanym nie dają podstaw, by w najbliższych miesiącach spodziewać się diametralnej poprawy sytuacji firm budowlanych.

Najwięcej firm i niesolidnych dłużników na Mazowszu

Najwięcej działających firm budowlanych znajduje się na Mazowszu, w Małopolsce oraz w Wielkopolsce. Mazowsze dominuje też pod względem liczby niesolidnych dłużników i kwoty przeterminowanego zadłużenia. Niemal 6,3 tys. firm budowlanych z województwa mazowieckiego zadłużonych jest w sumie na 995,4 mln zł. Ich średnia zaległości (158,2 tys. zł) jest niemal o jedną trzecią wyższa od średniego przeterminowanego zadłużenia firm budowlanych w Polsce, które wynosi 112,5 tys. zł. Drugi pod tym względem jest Dolny Śląsk. Pochodzące stad przedsiębiorstwa nie zapłaciły na czas swoim dostawcom i bankom 562,6 mln zł, a średnie zadłużenie wynosi tu 121,8 tys. zł. Trzecie miejsce należy do województwa małopolskiego z kwotą 463,9 mln zł. Najwyższe przeterminowane zadłużenie firmy na polskim rynku sięga 142,5 mln zł i dotyczy przedsiębiorstwa z województwa wielkopolskiego zajmującego się wznoszeniem obiektów inżynierii lądowej i wodnej.zaległości firm budowlanych w Polsce

Surfland Systemy Komputerowe S.A. publikuje wyniki finansowe za 2018 r.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, wypracowała w 2018 r. ponad 102 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 3.320 tys. zł. Miniony rok był dla Emitenta dynamicznym okresem, w którym zmianie uległa siedziba na bardziej nowoczesną oraz podjęto decyzję o rozwoju nowego segmentu biznesowego związanego z usługami ochrony danych.

Spółka zakończyła 2018 r. stratą ze sprzedaży w wysokości 362 tys. zł oraz stratą netto w kwocie blisko 382 tys. zł. Głównym czynnikiem mającym wpływ na stratę netto miała wysoka amortyzacja sięgająca blisko 400 tys. zł. Zysk EBITDA Emitenta wyniósł w minionym roku ponad 102 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 3.320 tys. zł. W 2017 r. SSK S.A. miała ponad 646 tys. zł straty netto przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 3.255 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych Spółki jest rezultatem podjętych działań restrukturyzacyjnych i optymalizacyjnych obejmujących wiele obszarów funkcjonowania przedsiębiorstwa. Zarząd SSK S.A. uważa, że dzięki mocnej pozycji rynkowej, bardzo dobrej rozpoznawalności marki i szerokiej bazie klientów, Spółka będzie w stanie generować coraz lepsze wyniki nie tylko w dotychczasowych segmentach działalności, ale również w obszarze security.

„Osiągnięte wyniki są rezultatem zakończonych działań restrukturyzacyjnych i skupieniem aktywności rynkowej na ekonomicznie racjonalnych projektach sprzedażowych. Istotny wpływ na poprawę wyników w 2018 roku miało również wyjście na rynek z zupełnie nowymi usługami, chociażby takimi jak audyty zgodności z wymogami Rozporządzeniem RODO oraz audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych.” – wyjaśnia Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

W połowie 2018 r. Emitent zmienił siedzibę i przeniósł swoje zasoby do budynku Data Techno Parku we Wrocławiu, który dysponuje jednym z największych centrów przetwarzania danych w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze technicznej dostępnej w nowej lokalizacji Spółka zwiększyła niezawodność i jakość świadczonych usług, co w pełni zaspokaja jej obecne i przyszłe potrzeby biznesowe.

W minionym roku Zarząd Spółki zatwierdził również plany wdrożenia nowej strategii rozwoju opartej o produkty i usługi związane z cyberbezpieczeństwem. Decyzja ta była związana z przeprowadzoną analizą trendów technologicznych i przewidywanych obszarów zwiększonego popytu w najbliższych latach. Rozwiązania wspierające bezpieczeństwo danych należą aktualnie do najbardziej rosnących segmentów rynku IT. Po zakończeniu kilkumiesięcznych przygotowań do uruchomienia nowego segmentu biznesowego obejmujących m.in. rozwój kompetencji pracowników, pod koniec stycznia 2019 r. SSK S.A. rozpoczęła działania handlowe w nowym obszarze oferując klientom rozwiązania do ochrony danych na każdym etapie ich przetwarzania w systemach informatycznych.

„W ostatnich miesiącach intensywnie pracowaliśmy wyciągając wnioski z informacji płynących z rynku – przede wszystkim o rosnącej liczbie ataków na dane i systemy IT. Codziennie mamy bowiem do czynienia z wyłudzeniami, kradzieżami danych, przywłaszczeniami tożsamości i innymi naruszeniami bezpieczeństwa. W dzisiejszej rzeczywistości ochrona danych to konieczność i obowiązek. Obserwując skalę i szybkość pojawiania się nowych zagrożeń wobec danych, przygotowaliśmy propozycję produktów i usług, które pomagają naszym klientom w lepszym ich zabezpieczeniu na różnych etapach przetwarzania. Pierwsze tygodnie lokowania nowej oferty najszybciej dały efekty u naszych stałych klientów. Za nami już kilka wdrożeń m.in. systemów kopii zapasowych i rozwiązań kryptograficznych. Jednocześnie aktywnie pracujemy nad nowymi projektami.” – zakończył Prezes Bartoń.

Wśród kompetencji SSK S.A. można znaleźć m.in. wdrażanie systemów kontroli dostępu do danych, przygotowywanie rozwiązań i procedur archiwizacji, tworzenie kopii zapasowych oraz dostarczanie wiedzy i usługi na temat trwałego kasowania i bezpiecznej utylizacji nośników. Emitent realizuje także audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych w systemach informatycznych oraz świadczy usługi doradcze w procesie wdrażania polityk bezpieczeństwa i szkoleniowe w zakresie ochrony firmowych danych.

Spółka w obszarze security posiada też własny produkt o nazwie ODO Backup Cloud, będący zaawansowanym rozwiązaniem do backupu online, które pozwala na nielimitowane zabezpieczenie komputerów, baz danych, serwerów fizycznych i wirtualnych oraz urządzeń mobilnych. Narzędzie to oferuje maksymalne zabezpieczenie danych, bowiem jeszcze przed wysyłką do data center są one szyfrowane za pomocą algorytmu AES256. Wszystkie dane są przechowywane w bezpiecznym centrum danych, a ODO Backup jest elastycznym i prostym do zabudżetowania modelem subskrypcji.

Sprzedaż pożyczek pozabankowych w Polsce w marcu 2019 r.

W marcu 2019 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły 219,3 tys. pożyczek na łączną kwotę 564 mln zł. Stanowi to spadek, w porównaniu do marca 2018 r., zarówno w ujęciu liczbowym o (8,7%), jak i w ujęciu wartościowym o (9,8%).

  • W okresie styczeń – marzec 2019 r. sprzedaż pożyczek w ujęciu wartościowym odnotowała spadek, który wyniósł (-1,4%).
  • Łącznie w okresie styczeń – marzec 2019 r. firmy pożyczkowe udzieliły 661,6 tys. pożyczek na łączną kwotę 1,709 mld zł.
  • Średnia wartość udzielonej w marcu pożyczki pozabankowej wyniosła 2 582 zł i była wyższa od średniej wartości udzielonej pożyczki w marcu 2018 r. o 1,2%.

– Dodatnią dynamikę I kw. 2019/I kw. 2018 odnotowały jednie pożyczki niskokwotowe (do 1 tys. zł) – wzrost o 7,1% oraz wysokokwotowe (powyżej 5 tys. zł) – wzrost o 2,9%. W pozostałych czterech przedziałach kwotowych dynamika była ujemna a najwyższy spadek liczby udzielonych pożyczek dotyczył pożyczek z przedziału 1,5 – 2 tys. zł (minus 16,4%) – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. 

– Wedle mojej opinii, firmy pożyczkowe odczuwają pierwsze problemy z pozyskaniem finansowania w formie kredytu bankowego czy obligacji korporacyjnej. Również problem z finansowaniem zakupu portfeli od firm pożyczkowych mogą odczuwać firmy windykacyjne współpracujące z firmami pożyczkowymi. Wzrost awersji do ryzyka ze strony finansujących firmy pożyczkowe może wynikać m.in. z przewidywanych zmian legislacyjnych dotyczących rynku pożyczek pozabankowych – dodaje prof. Rogowski.

Tachograf cyfrowy będzie jeszcze bardziej inteligentny

Powstał, by usprawnić walkę inspektorów transportu drogowego z manipulacjami czasem pracy kierowców zawodowych. Ma za zadanie poprawić bezpieczeństwo na drodze. Nie ma wątpliwości, że jest potrzebny. Jednak, czy tak częste ulepszanie go ma sens? Tachograf cyfrowy, bo o nim mowa, nazywany teraz inteligentnym, od 15 czerwca ma być montowany we wszystkich nowych pojazdach o DMC powyżej 3,5 tony. To już czwarta modyfikacja cyfrowego urządzenia. Czy teraz dzięki smart tacho skończy się wreszcie era jazdy na wyłączniku?

Walka z wiatrakami?

307 tys. PLN mandatu dostał w grudniu słoweński kierowca na terenie Danii, gdzie tamtejsi funkcjonariusze wykryli wyjątkowo wyszukany system, służący zakłócaniu zapisu tachografu. W lutym  WITD z Kielc spotkała drugi w Europie, a pierwszy w Polsce przypadek manipulacji poprzez złącze diagnostyczne[1], zaś na początku marca dolnośląska ITD ujawniła podczas kontroli wyłącznik rejestratora sterowany pendrive’em[2]. Jazda na magnesie czy też korzystanie z cudzej karty[3] to najchętniej wybierane sposoby obejścia przepisów. W zaledwie 60 minut świętokrzyscy inspektorzy wychwycili aż dwa pojazdy, stosujące nielegalne praktyki.[4] Wszystkie wymienione przypadki jednoznacznie wskazują na powszechność działań, mających na celu ominięcie norm czasu jazdy. Pomysłowość kierowców nie zna granic, a systemy zakłócające tacho są coraz bardziej złożone. Władze w całej Unii Europejskiej zaostrzają kary, inspekcje kontrolne nieustannie szkolą się w możliwościach wykrywania nielegalnych praktyk, a mimo to wydaje się, że kierowców i przedsiębiorców to nie zniechęca.

Każda kolejna wersja cyfrowego tachografu zawiera szereg zabezpieczeń, które mają znacznie utrudnić możliwość ingerencji w jego zapis. Niestety, im nowsza wersja tacho, tym bardziej zaawansowany mechanizm urządzenia zakłócającego jego pracę – informuje Mateusz Włoch, ekspert marki Inelo, producenta systemów do analizy i rozliczania czasu pracy kierowców. – Często jednak zarówno kierowcy jak i przedsiębiorcy, mimo wysokich kosztów i dużego ryzyka (wysokie mandaty, utrata licencji czy nawet więzienie), wciąż decydują się na manipulacje. Jednak smart tachografy, oprócz wspomnianych zabezpieczeń, zawierają w sobie także funkcjonalność, znacznie usprawniającą możliwość wykrywania nielegalnych praktyk, czyli zdalną preselekcję – dodaje ekspert. 

Zdalne kontrole dadzą radę

Jedną z podstawowych funkcji tachografów 4.0. jest walka z plagą manipulacji. Szereg zabezpieczeń uniemożliwiających ingerencję w zapis urządzenia to jedno, ale najważniejszą funkcjonalnością, w którą wyposażono nowe rejestratory, jest możliwość zdalnej kontroli. Jak to działa?

Smart tachograf został wyposażony w antenę DSRC, dzięki czemu inspekcje mają możliwość sczytania poszczególnych informacji zdalnie. Dane o naruszeniu bezpieczeństwa tachografu można sprawdzić nie zatrzymując pojazdu – co znacznie usprawni proces kontroli.

Dzięki temu systemowi do kontroli będą zatrzymywane jedynie te samochody, w przypadku których inspektorzy będą mieli podejrzenie, że mogło dojść do ingerencji w zapis tacho. Takie rozwiązanie pozwoli wychwycić z pewnością większą ilość pojazdów, w których stosuje się nielegalne praktyki – wyjaśnia Mateusz Włoch z Inelo.

Kiedy inspektor będzie miał podstawy do zatrzymania samochodu, by przeprowadzić tradycyjną kontrolę?

Z pewnością jedną z podstaw do zatrzymania pojazdu będzie błąd zapisany w pamięci tachografu: „konflikt ruchu pojazdu”, czyli sytuacja, w której inspektor podczas zdalnej preselekcji uzyska informacje, o sprzecznej prędkości z czujnika ruchu i z systemu lokalizacji. Kierowcy jednak nie muszą się obawiać, że do konfliktu dojdzie podczas braku zasięgu, przeprawy promowej czy przejazdu kolejowego – doprecyzowuje ekspert.  

Podczas zdalnej kontroli inspekcja nie będzie miała dostępu do wszystkich informacji zarejestrowanych przez tachograf, a jedynie do 19 wybranych:

  • Numer rejestracyjny pojazdu
  • Aktualna prędkość pojazdu
  • Informacja o jeździe bez karty (ostatnie 10 dni)
  • Konflikt ruchu pojazdu
  • Pozostałe parametry wyszczególnione na przykładowej grafice

Jeśli pojazd nie zostanie zatrzymany przez służby, dane sczytane podczas preselekcji muszą zostać usunięte w ciągu maksymalnie 3 godzin. Aby system zdalnych kontroli mógł w pełni sprawnie działać, konieczne jest umieszczenie anteny DSRC (obowiązkowe wyposażenie w nowych pojazdach zarejestrowanych po 15 czerwca br.) w centralnej części przedniej szyby samochodu. Ten element będzie podlegał obowiązkowemu sprawdzeniu podczas kalibracji i przeglądów tachografów. Możliwość zdalnej kontroli wymaga także przygotowania od strony służb – będą zobligowane do zainwestowania w przenośne anteny, specjalne bramownice, czy anteny wbudowane w pojazdy kontrolne. Niezbędne do tego typu kontroli będą także inspekcyjne karty kontrolne drugiej generacji.

Po kropkach do celu

Bardzo dyskusyjną kwestią, wzbudzającą wiele obaw wśród kierowców, jest zapisywanie położenia pojazdów co 3 godziny jazdy, czego dotychczasowe wersje tacho nie robiły. Dzięki wyposażeniu rejestratora w odbiornik GNSS – urządzenie odbiera sygnał z globalnego systemu nawigacji – Galileo oraz EGNOS.

Zapis w pamięci tachografu i na kartach kierowców drugiej generacji następuje w momencie rozpoczęcia podróży, jej zakończenia oraz co 3 godziny czynności jazdy. Warto pamiętać, że zarówno start, jak i meta nie są wykrywane automatycznie, więc nadal kierowca będzie manualnie odznaczał je w tachografie zauważa Mateusz Włoch. – Częstotliwość zapisywania danych nie będzie wystarczająca do rozliczenia delegacji czy zagranicznych płac minimalnych, jednak znacząco przyczyni się do wykrywania manipulacji pracą urządzenia – dodaje. Kierowcy, przestrzegający norm czasu jazdy i uczciwie rejestrujący czas pracy, nie powinni się obawiać nowego systemu. Został on stworzony, by podnieść bezpieczeństwo na drodze i wykluczyć z rynku te przedsiębiorstwa, które dopuszczają się nielegalnych praktyk. Ani samo urządzenie, ani regulacje ustawodawcy nie kryją w sobie tajemnic, nie powinno też sprawiać trudności wdrożenie rejestratora, który ma usprawnić pracę za kółkiem i wesprzeć działania inspektorów transportu drogowego.

[1] https://witd.kielce.pl/lista-wiadomosci/wiadomosci/unikalny-w-skali-kraju-przypadek-wykrycia-niedozwolonego-urzadzenia

[2] http://dolnyslask.witd.gov.pl/dzialania-99999992-2-1-657.html

[3] http://dolnyslask.witd.gov.pl/dzialania-99999992-2-1-677.html

[4] https://witd.kielce.pl/kontakt/wiadomosci/wylaczniki-tachografow-niekonczaca-sie-opowiesc

Internet Rzeczy narzędziem w rękach sprzedawców

Często stosowane w branży handlowej hasła „personalizacja” i „sprzedaż wielokanałowa” nie są już tylko koncepcjami, nad którymi pracują detaliści. Coraz więcej z nich aktywnie wdraża innowacyjne rozwiązania technologiczne i stopniowo przechodzi na inteligentne środowisko, aby zyskać przewagę nad konkurencją w gospodarce na żądanie. Oceniając to, w jakim stopniu firmy spełniają kryteria definiujące dzisiejsze inteligentne przedsiębiorstwo, można zaobserwować kilka kluczowych czynników wskazujących na zaangażowanie sektora handlu detalicznego w proces transformacji.

Jacek Żurowski, Dyrektor Regionalny Zebra Technologies na Europę Środkową
Jacek Żurowski, Dyrektor Regionalny Zebra Technologies na Europę Środkową

Organizacje stały się bardziej otwarte i aktywne w aspekcie wdrażania i wykorzystywania rozwiązań Internetu Rzeczy (IoT) w całym przedsiębiorstwie, jak wynika z drugiego badania Intelligent Enterprise Index przeprowadzanego dorocznie przez firmę Zebra Technologies. Przekłada się to na nowe możliwości rozwoju biznesu. Z badania wynika, że blisko połowa ankietowanych detalistów (42 proc.) umożliwia pracownikom korzystanie z danych w czasie rzeczywistym. Dzięki dostępowi do aktualnych informacji na temat kupujących i zapasów, pracownicy punktów sprzedaży mogą swobodniej nawiązywać bezpośredni kontakt z klientami, a także obsługiwać ich szybciej i wydajniej. Tradycyjne sklepy po wdrożeniu rozwiązań Internetu Rzeczy mogą zapewnić wygodne i bezproblemowe zakupy. Ta implementacja pozwala organizacji pozyskać również dane niezbędne do opracowania nowych strategii zachęcających klientów internetowych do odwiedzenia sklepów fizycznych.

Detaliści zaczynają dostrzegać zalety działalności w środowiskach opartych na danych. W związku z tym liczba inwestycji w rozwiązania IoT będzie rosnąć. Aż 74 proc. respondentów spodziewa się wzrostu inwestycji w Internet Rzeczy w swojej firmie w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy, a ponad połowa ankietowanych (58 proc.) przewiduje, że ich organizacja planuje pełne wdrożenie IoT do końca następnego roku. Jeśli chodzi o rozszerzenie zakresu i skali wdrożenia rozwiązań Internetu Rzeczy w przedsiębiorstwie, prawie 60 proc. pracowników sklepów spodziewa się ich implementacji w całej firmie, a 30 proc. przeprowadza już wdrożenie na tym poziomie.

Wygoda klienta nadal jest głównym czynnikiem zachęcającym organizacje do wdrażania rozwiązań Internetu Rzeczy w sklepach. Trzy czwarte respondentów wykorzystuje już dane wygenerowane przez te rozwiązania, by poprawiać wrażenia i doświadczenia konsumentów. Detaliści, którzy opierają decyzje biznesowe na oczekiwaniach klientów, koncentrują się na najważniejszych dla nich kwestiach. Jedną z nich jest wykorzystywanie danych osobowych. Z badania wynika, że właściciele sklepów proaktywnie podchodzą do obaw klientów związanych z bezpieczeństwem, a 54 proc. zamiast przeprowadzać rutynowe kontrole, stale monitoruje dane, by zapewnić ich prywatność.

Prowadzenie „inteligentnego przedsiębiorstwa” oznacza dla dzisiejszych sprzedawców inwestycje w nowe technologie i wykorzystywanie danych z tych rozwiązań, aby zapewnić klientom lepszą obsługę na każdym etapie ich ścieżki do zakupu. Angażując się w realizację tych założeń, organizacje tworzą solidniejsze podstawy, które ułatwią im uzyskanie przewagi konkurencyjnej na dzisiejszym rynku e-commerce.

Ukraina nowym rajem dla energii wiatrowej

Rynek energetyki wiatrowej w Europie, jeden z liderów w produkcji energii ze źródeł odnawialnych, coraz bardziej się rozwija. Po kryzysie na rynku energii odnawialnej w 2016 roku, spółki działające w tej branży zaczęły się rozglądać, gdzie mogłyby realizować opłacalne i bezpieczne inwestycje. Na prowadzenie w tym wyścigu wysuwa się Ukraina – mimo że nie jest częścią Unii Europejskiej i nie obowiązują jej wspólne cele OZE. Nasz wschodni sąsiad prowadzi politykę przyjazną inwestycjom w branży wiatrowej i oferuje stałe, wysokie taryfy. Wspólnie z inwestorami z całej Europy na rynku ukraińskim realizuje swoje projekty także polska spółka.

– Spółka ENEVI powstała właśnie po to, żeby dla polskich inwestorów szukać możliwości inwestowania w elektrownie wiatrowe na Ukrainie – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Orkisz, prezes zarządu ENEVI S.A. – Ukraina na rok 2025 założyła sobie cel na osiągnięcie energii zielonej na poziomie tego, który mamy dzisiaj w Polsce. To, do czego my dążyliśmy przez ostatnie 25 lat, Ukraina chce osiągnąć w ciągu najbliższych pięciu. To pokazuje ogromną dynamikę rynku i otwarcie na inwestorów z Zachodu. Wszystkie ceny taryf wyrażone są w jednostce euro, nie ma więc obaw o wahania lokalnej waluty – podsumowuje Orkisz.

Firmy mogą zarobić na inwestycjach w ograniczanie zużycia energii. System białych certyfikatów to szansa na obniżenie kosztów

Firmy mogą zarobić na inwestycjach w ograniczanie zużycia energii. System białych certyfikatów to szansa na obniżenie kosztów 1

Poprawa efektywności energetycznej firmom się opłaca, bo pozwala ograniczyć koszty działalności. Jednak zanim firma rozpocznie tego typu inwestycję, powinna sprawdzić, czy kwalifikuje się ona do uzyskania białych certyfikatów. Takie świadectwa są formą dofinansowania, które podnosi rentowność planowanego przedsięwzięcia. Aby je uzyskać, trzeba złożyć do Urzędu Regulacji Energetyki odpowiedni wniosek. Wcześniej niezbędne jest jednak przeprowadzenie audytu energetycznego. Efektywność energetyczna w gazownictwie była tematem przewodnim konferencji towarzyszącej targom Expo-Gas w Kielcach.

Świadectwa efektywności energetycznej, popularnie zwane białymi certyfikatami, są jednym z elementów systemu wsparcia efektywności energetycznej. Jest to instrument, który ma charakter praw majątkowych, przyznawany za realizację przedsięwzięć mających na celu poprawę efektywności energetycznej. Wielkość przydzielonych świadectw jest uzależniona od średniorocznych oszczędności energii, jakie uzyskuje się w wyniku realizacji takiego przedsięwzięcia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Czaja, kierownik Działu Efektywności Energetycznej w Departamencie Innowacji i Rozwoju Biznesu PGNiG SA.

Białe certyfikaty przyznaje na wniosek danej firmy Urząd Regulacji Energetyki. Przedsiębiorstwo może wykorzystać je do zrealizowania własnych obowiązków wynikających z ustawy o efektywności energetycznej (sprzedawcy gazu ziemnego, energii elektrycznej oraz ciepła są zobligowani do pozyskania i umorzenia określonej liczby takich świadectw, ewentualnie poprawy efektywności energetycznej u odbiorcy, warunkowo uiszczenia opłaty zastępczej) albo odsprzedać je na Towarowej Giełdzie Energii i w ten sposób częściowo zrekompensować koszty poniesione na inwestycje proefektywnościowe.

– Aktualny kurs jednego świadectwa o wartości 1 toe, czyli jednej tony oleju ekwiwalentnego, oscyluje w granicach 1,65 tys. zł – mówi Marek Czaja. – Białe certyfikaty niejednokrotnie pozwalają zbilansować projekty, które chcemy zrealizować. Dzięki przychodowi z pozyskania świadectw poprawia się ekonomika przedsięwzięcia, co często po prostu umożliwia jego realizację – dodaje.

O białe certyfikaty może starać się niemal każda firma, która planuje inwestycję mającą na celu obniżenie zużycia energii (np. modernizację i wymianę oświetlenia na energooszczędne, wymianę wyeksploatowanych pomp, izolację instalacji przemysłowych czy budowę instalacji odzysku ciepła odpadowego). Minimalne oszczędności energii uzyskane dzięki realizacji takiego przedsięwzięcia muszą sięgać 10 toe w ciągu roku. Wyjątkiem są określone w ustawie sytuacje, w których np. firma już wcześniej otrzymała wsparcie finansowe na termomodernizację albo wydanie białych certyfikatów spowodowałoby przekroczenie dopuszczalnej wysokości pomocy publicznej.

Warto, aby firma – przed rozpoczęciem inwestycji proefektywnościowej – sprawdziła, czy kwalifikuje się ona do uzyskania białych certyfikatów. Aby je uzyskać, trzeba złożyć do URE odpowiedni wniosek, jednak niezbędnym etapem procesu pozyskania świadectwa jest wcześniejsze przeprowadzenie audytu efektywności energetycznej. Dokument ten stanowi bowiem obligatoryjny załącznik do wniosku.

Co istotne, podobnego rodzaju dokument czyli audyt energetyczny przedsiębiorstwa muszą cyklicznie – co cztery lata – przeprowadzać wszystkie duże przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 250 pracowników i składać z niego raport do prezesa URE. Ten obowiązek wynika wprost z ustawy o efektywności energetycznej.

Jeżeli firma potraktuje ten obowiązek jako szansę i zatrudni wykwalifikowanych audytorów, może znaleźć takie obszary, które pozwolą jej podnieść efektywność energetyczną. Dzięki temu pozyskujemy świadectwa efektywności, zmniejszamy koszty działalności. W ten sposób działamy w dobrze pojętym interesie firmy. Dlatego z jednej strony jest to obowiązek, z drugiej – szansa na obniżenie kosztów – mówi Marek Czaja.

Efektywność energetyczna to w tej chwili jeden z kluczowych elementów polskiej i unijnej polityki klimatycznej. Co istotne, jej poprawa zwyczajnie się firmom opłaca – pozwala m.in. ograniczyć koszty działalności i zapewnić środki na nowe inwestycje. Koszty energii są istotną pozycją w budżetach m.in. firm produkcyjnych, stąd wiele z nich podejmuje się optymalizacji tego obszaru. Standardem w przedsiębiorstwach powoli stają się inteligentne systemy zarządzania energią.

Dzisiaj nie da się prowadzić poważnego, efektywnego biznesu bez uwzględnienia efektywności energetycznej – podkreśla Łukasz Kroplewski, wiceprezes ds. rozwoju PGNiG SA, prezes Izby Gospodarczej Gazownictwa. – Nie ma efektywności energetycznej bez mądrego zarządzania energią. W łańcuchu produkcji i dostaw gazu przełożyć się to może na niższe rachunki po stronie klientów. Branża gazownicza może w ten sposób podjąć walkę z efektem cieplarnianym zgodnie z polityką klimatyczną UE – dodaje.

Jak podkreśla, efektywność energetyczna w łańcuchu dostaw gazu jest kluczowa. Przynosi efekty m.in. w postaci redukcji emisji metanu, który jest gazem cieplarnianym szkodliwym nawet bardziej niż CO2.

Z drugiej strony zarządzanie systemami energii powoduje, że w czasie rzeczywistym dokładnie wiemy, jakie jest zapotrzebowanie na gaz i jakie mamy dostępne wolumeny tego surowca. Dzięki temu możemy lepiej planować, a to jest dzisiaj niezmiernie ważne ze względu na ciągły wzrost zapotrzebowania na gaz ziemny – podkreśla Łukasz Kroplewski.

PGNiG uczestniczy w rynku pozyskiwania świadectw efektywności energetycznej od początku jego funkcjonowania, czyli od 2011 roku. Wówczas system umożliwiał pozyskanie certyfikatów drogą przetargów, które były ogłaszane przez prezesa URE. W tamtym systemie PGNiG pozyskało świadectwa o wartości ponad 20 tys. ton oleju ekwiwalentnego.

To znaczna ilość energii, bo w przybliżeniu 1 toe wystarcza na pokrycie zapotrzebowania w energię elektryczną dla dwóch gospodarstw domowych w ciągu całego roku. To energia do wykorzystania przez cały rok dla miasta liczącego ponad 80 tysięcy mieszkańców – mówi Marek Czaja. – W nowym systemie – ze względów na zatory czasowe związane z rozpatrywaniem wniosków w URE – na razie nie pozyskaliśmy żadnego świadectwa, choć złożyliśmy już kilka wniosków. Wciąż czekamy na ich rozpatrzenie przez URE – dodaje.

Rynkowi eksperci podkreślają, że zatory w rozpatrywaniu przez URE wniosków o wydanie białych certyfikatów to jedna z największych bolączek nowego systemu. Zgodnie z ustawą prezes URE ma na to 45 dni, jednak w praktyce firmy czekają na zweryfikowanie dokumentów nawet po kilka miesięcy.

W Polsce z chmury korzysta tylko 11 proc. firm. Wydatki na ten cel rosną jednak o ponad 20 proc. rocznie

W Polsce z chmury korzysta tylko 11 proc. firm. Wydatki na ten cel rosną jednak o ponad 20 proc. rocznie 2

Rynek chmury rośnie w błyskawicznym tempie – w ubiegłym roku wart był już 250 mld dol. W Polsce z rozwiązań chmurowych korzysta obecnie raptem 11 proc. przedsiębiorstw, ale wydatki na ten cel rosną w tempie 20 proc. rok do roku. Największe zapotrzebowanie dotyczy usług software-as-a-service, czyli oprogramowanie jako usługa, które rosną w tempie 30 proc. rocznie. Ten model umożliwia przedsiębiorstwom m.in. zoptymalizowanie wydatków na IT i odciążenie programistów, którzy mogą skupić się na dostarczaniu firmie wartości biznesowej. Kierując się rynkowym zapotrzebowaniem, F5 rozszerzyło właśnie swoje portfolio o ofertę SaaS – F5 Cloud Services.

– Rynek rozwiązań chmurowych znacznie się rozrasta. Fenomen cloud computingu polega na tym, że każda firma IT może udostępniać swoje rozwiązania na dowolnym urządzeniu podłączonym do sieci. Dlatego dane mogą być przechowywane poza firmami. Znacznie obniża to koszty korzystania z najnowszych technologii, których oczekuje od biznesu mobilno-internetowy konsument. Dlatego gospodarka światowa stawia na rozwiązania chmurowe –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland.

Wartość rynku chmury na świecie w 2018 roku przekroczyła 250 mld dol., natomiast w Polsce 300 mln dol. Według prognoz przytaczanych przez F5 w ciągu nadchodzących 4 lat wartość rynku chmurowego ma się podwoić. W 2018 roku wydatki na ten cel w Polsce były o 21 proc. wyższe w ujęciu rocznym, natomiast globalny wzrost sięga 32 proc. Co istotne, polski rynek chmurowy ma wciąż ogromny potencjał rozwoju, ponieważ – jak wynika z danych Eurostatu za 2018 rok – jedynie około 11 proc. przedsiębiorstw w Polsce korzysta z cloud computingu.

Już w 2016 roku wielkość wydatków na usługi w tym obszarze przerosła wydatki na infrastrukturę IT. Świat biznesu przechodzi do rozwiązań wirtualnych. Z tegorocznych globalnych badań F5 Networks wynika, że w kolejnych latach będą zyskiwać takie rozwiązania w chmurze, jak infrastructure-as-a-service, platform-as-a-service i software-as-a-service, kosztem prywatnej chmury i centrów danych – mówi Ireneusz Wiśniewski.

Jak podkreśla, rynek wykazuje, że obecnie największe zapotrzebowanie jest na infrastrukturę chmury publicznej oraz SaaS – te segmenty notują wzrosty na poziomie 30 proc. rocznie. Klienci coraz częściej szukają łatwych w użytkowaniu i zaawansowanych usług aplikacyjnych do ochrony i dostarczania aplikacji bazujących właśnie na modelu SaaS. Jest to m.in. związane z gwałtowną transformacją cyfrową biznesu. Kierując się rynkowym zapotrzebowaniem, F5 rozszerzyło właśnie swoje portfolio o ofertę SaaS.

– Uruchamiając F5 Cloud Services odpowiadamy na zapotrzebowanie firm dotyczące oprogramowania w formie usług. Już niemal 90 proc. przebadanych przez nas przedsiębiorstw ma architekturę multicloud, czyli dobiera chmurę do potrzeb aplikacji. Oznacza to, że znacząco rośnie potrzeba podnoszenia wydajności programowania aplikacji. Proces tworzenia i udostępniania czy wdrażania aplikacji jest kluczowy dla przedsiębiorstw, bo stąd płyną innowacje. Zwiększa się też potrzeba ochrony aplikacji, które stanowią o być albo nie być organizacji – mówi dyrektor zarządzający F5 Poland.

Model SaaS nie tylko umożliwia korzystanie z usług najwyższej jakości przy dużo niższych kosztach, lecz także oznacza np. brak konieczności zatrudniania kolejnych specjalistów. Rozwiązanie jest dostępne w modelu „płać, gdy używasz”. Klienci otrzymują więc przewidywalną wycenę, a usługi są elastyczne i można je dopasować, gdy zmienią się wymagania firmy. Korzystając z nich, przedsiębiorstwo wspiera swoich programistów w budowaniu innowacji. Ci nie muszą sami zarządzać infrastrukturą, dzięki czemu zyskują czas i mogą się skupić na swoich zadaniach, czyli dostarczać wartości biznesowe.

Korzyści wynikające dla przedsiębiorstw z F5 Cloud Services to przede wszystkim możliwość korzystania z technologii światowego lidera w formie usługi. Firmy – zamiast wdrażać kolejny produkt i angażować kolejnych specjalistów, których na rynku brakuje – mogą się podłączyć do platformy i uruchomić nasze usługi. One mają pełne wsparcie ekspertów F5. Także przewidywalność kosztów naszego software-as-a-service jest ogromną zaletą. Model „płacisz, gdy używasz” gwarantuje celowość wydatków i znacznie je obniża – podkreśla Ireneusz Wisniewski.

Jak dodaje, kolejną korzyścią jest skalowalność. Usługi F5 Cloud Services automatycznie dostosowują się do aktualnie wymaganego przez biznes obciążenia.

Dostarczamy też nowoczesną podstawową ochronę aplikacji. Biorąc pod uwagę to, że większość przedsiębiorstw i organizacji ma niski poziom zabezpieczeń, oferujemy najwyższą jakość. Konfiguracja usług w formie SaaS oszczędza czas firm, zajmuje tylko kilka minut i nie wymaga wysokich kwalifikacji programistycznych – wymienia Ireneusz Wiśniewski.

Licealiści przystępują do zmagań maturalnych. Egzaminy dojrzałości to dla nich ogromny stres

Licealiści przystępują do zmagań maturalnych. Egzaminy dojrzałości to dla nich ogromny <a title=stres" title="Licealiści przystępują do zmagań maturalnych. Egzaminy dojrzałości to dla nich ogromny stres" />

Licealiści przystępują do zmagań maturalnych. Egzaminy dojrzałości to dla nich ogromny <a title="leczenie stresu" href="https://3xz.pl/stres/" data-schema-attribute="">stres</a> 3

Od 6 maja kilkaset tysięcy maturzystów przystąpi do egzaminów dojrzałości, które potrwają do 25 maja. Maturom towarzyszy ogromny stres – z perspektywy młodych ludzi jest to jedno z ważniejszych w ich życiu wydarzeń, ale długotrwałe napięcie jest wycieńczające dla organizmu. Dlatego rodzice – na równi z nauczycielami – mają do odegrania bardzo ważną rolę w przygotowaniach do matur. Przede wszystkim, powinni pomóc dziecku w poradzeniu sobie z nerwami i strachem przed wynikami egzaminu dojrzałości.

Egzaminy i matury to dla uczniów bardzo duże wyzwanie. Wielu z nich ma takie przeświadczenie, że jeżeli nie zdadzą matury z dobrym wynikiem, to legnie w gruzach ich marzenie o studiach, przyszłej pracy i dobrym życiu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Teresa Tymrakiewicz, edukatorka i trenerka Librus.

Maturom towarzyszy ogromny stres. Takie długotrwałe napięcie może być wycieńczające dla organizmu, w skrajnych przypadkach może prowadzić do spadku apetytu, otępienia, a nawet ataków paniki czy omdleń.

Dzieci przeżywają stres tak samo jak dorośli, bo jest to reakcja biochemiczna organizmu. Kiedy pojawia się trudna sytuacja, organizm mobilizuje się do tego, żeby sobie z nią poradzić. Wydzielają się wtedy hormony stresu, adrenalina, kortyzol, które na krótko mogą pomóc, wywołując reakcję „walcz albo uciekaj”. Jednak czasami te przygotowania do egzaminów i same egzaminy trwają na tyle długo, że dość mocno wycieńczają organizm. To długotrwałe przeciążenie może nawet poskutkować chorobami, a już na pewno obniżeniem kondycji psychicznej dziecka – mówi Teresa Tymrakiewicz.

Paradoksalnie, zbyt duży stres powoduje spadek efektywności i może przyczynić się do tego, że uczeń gorzej napisze egzamin maturalny. Jak podkreśla ekspertka, do stresu przyczynia się podejście nauczycieli i rodziców. Rzadko kiedy w szkołach czy w domu pracuje się nad budowaniem u dziecka poczucia własnej wartości, skuteczności, realnej oceny własnych możliwości.

– Ciągle są stawiane nowe wymagania, napięte do granic możliwości – dzieci mają dostawać bardzo dobre oceny, osiągać wyśrubowane wyniki, często wbrew własnym talentom, możliwościom, a już na pewno potrzebom. W związku z tym konfrontacja z tą trudną sytuacją, czyli z egzaminem, jest dla dzieci bardzo trudna – mówi Teresa Tymrakiewicz.

Rodzice – na równi z nauczycielami – mają do odegrania bardzo ważną rolę w przygotowaniu do egzaminów. Przede wszystkim, powinni pomóc dziecku w poradzeniu sobie z nerwami i strachem przed wynikami matur.

Przede wszystkim matury należałoby odmityzować. Nie tylko wynik egzaminu determinuje sukces, choć oczywiście może on spowodować, że przystąpimy do realizacji naszych planów o rok później – mówi Teresa Tymrakiewicz. – Ważne jest jednak informowanie dzieci o tym, że znacznie lepiej wypadną na egzaminach, jeżeli nie będą nastawiać się na ocenę, a raczej skupią się na mentalnym przygotowaniu do tego procesu. Rodzice i nauczyciele powinni bardziej przygotowywać dziecko do mierzenia się z trudnymi wyzwaniami niż stawiać na szali wyłącznie zwycięstwo i dobre oceny.

Ekspertka Librus podkreśla też, że zadaniem rodziców jest wzmacnianie u dziecka poczucie sprawstwa, budowanie poczucie własnej wartości i wiary, że sam proces rozwoju jest ważniejszy niż ocena końcowa czy zaliczanie kolejnych piątek i szóstek.

W domach i szkołach trzeba zmienić wszechpanujące przekonanie, że oceny są najważniejsze. One mimo wszystko są dość subiektywne, nawet jeżeli pisze się standaryzowany test, więc jednemu uczniowi pójdzie on lepiej, innemu – gorzej, ale to wcale nie oznacza, że mniej ten drugi wiedział mniej – mówi Teresa Tymrakiewicz. – Wystarczy popatrzeć na sportowców, którzy są przygotowani najlepiej jak mogą, a jednak raz wypadają imponująco, z kolei innego dnia – zupełnie przeciętnie. Egzamin to jednak trochę łut szczęścia.

Uczniowie, którym powinie się noga w trakcie matur powinni, pamiętać, że zawsze mogą przystąpić do poprawki, jeżeli nie zdadzą jednego z egzaminów. Te odbędą się w tym roku 21 i 22 sierpnia.

– Najważniejsze, żeby kochać dzieci, mówić im że są wartościowe, niezależnie od tego, jakie oceny przynoszą do domu i jak pójdzie im egzamin, oraz stworzyć warunki do tego, żeby mogli się do niego dobrze przygotowywać – mówi Teresa Tymrakiewicz. – Trzeba bardziej nastawiać dziecko na rozwój wewnętrzny. O tym mówi się coraz więcej, ale wciąż trudno zmienić mentalność nauczycieli, rodziców i dzieci, żeby nie walczyły między sobą, nie rywalizowały tak bardzo o oceny, ale bardziej skupiały się na jakości swojego rozwoju.

Stres dla młodych ludzi wiąże się nie tylko z maturami. W kwietniu stresujące momenty na egzaminach przeżywali ósmoklasiści i gimnazjaliści. W tym roku egzamin na zakończenie gimnazjum był przeprowadzany po raz ostatni, jednocześnie po raz pierwszy odbyły się egzaminy dla pierwszego rocznika absolwentów 8-letniej szkoły podstawowej. Jak poinformowała minister edukacji Anna Zalewska, przystąpiło do nich 379 tys. uczniów z blisko 13 tys. szkół z całej Polski.

Branża hotelowa ma problem z niedoborem pracowników. Hotelarze zastępują ich automatycznymi narzędziami

Branża hotelowa ma problem z niedoborem pracowników. Hotelarze zastępują ich automatycznymi narzędziami 4

Oczekiwania gości i brak pracowników to dwa główne czynniki, które napędzają nowe technologie w branży hotelowej. Hotelarze, by poradzić sobie z niedoborem kadr, wdrażają rozwiązania, które pozwalają zautomatyzować choć część pracy. Z drugiej strony, nowoczesne narzędzia – jak marketing automation – pozwalają maksymalnie zwiększyć obłożenie w obiektach, nawet w tzw. niskim sezonie. 

Branża hotelowa ma wybitnie sezonowy charakter. Nie sztuką jest zapełnić obiekt w okresie wysokiego popytu. Natomiast hotelarze mogą znacznie zwiększyć rentowność swoich obiektów, jeśli popracują nad wypełnieniem go w niskich okresach. W tym celu muszą przede wszystkim dobrze znać swoich gości i ich potrzeby – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Dragan, dyrektor zarządzający Profitroom. – Są różne segmenty gości, do których można odzywać się w trakcie roku, proponując im specjalne oferty. Temu służą nowe technologie, np. hotelowe CRM-y, marketing automation i masa technik marketingowych, takich jak remarketing dynamiczny, który znacząco podnosi konwersję właśnie przy takich posezonowych kampaniach.

Nowoczesne technologie w hotelach są już także wymagane przez gości hotelowych, którzy używają urządzeń mobilnych, smartwatchów, mediów społecznościowych, i w taki sam sposób chcą komunikować się z hotelem. Z drugiej strony hotelarze adaptują nowe technologie po to, żeby poradzić sobie z brakiem kadr. Jak wynika z ubiegłorocznego badania Profitroom, aż 83 proc. hotelarzy twierdzi, że ma problem z pozyskiwaniem i utrzymaniem pracowników. Praktycznie wszyscy, bo aż 97 proc. uważa, że w przyszłości będzie jeszcze trudniej o pracowników..

Brak kadr jest w tej chwili największym problemem hotelarzy, więc w nowych technologiach upatrują narzędzi zarówno do szybszego wdrożenia pracowników, jak i też do częściowej lub pełnej automatyzacji ich pracy. Te dwa czynniki – oczekiwania gości hotelowych i brak pracowników – napędzają rozwój nowoczesnych technologii w hotelarstwie – mówi Marcin Dragan.

Jak podkreśla, jeszcze 10 lat temu check-in w hotelu polegał na tym, że klient dostawał do ręki klucz do swojego pokoju, który musiał mieć ciągle przy sobie. W tej chwili w powszechnym użyciu są już karty zbliżeniowe, kodowane przez komputer.

Lada moment będziemy się logować przez smartfona, face ID powiązane z Facebookiem czy kontami Google albo po prostu przez naszą chmurę wejdziemy do pokoju hotelowego – mówi Marcin Dragan.

Branża hotelowa, tak jak każda inna, musi prowadzić działalność R&D i stawiać na innowacje, żeby rozwijać się długoterminowo. Jak ocenia dyrektor zarządzający w Profitroom, łatwiej przychodzi to większym podmiotom, grupom hotelowym. Małe, indywidualne hotele mają z tym problem, ponieważ nowe rozwiązania trzeba wypracować w większej skali, mając do dyspozycji dużą liczbę obiektów, na których można je przetestować.

Rynek hotelowy rośnie już od wielu lat, od ostatniego kryzysu praktycznie każdy kolejny rok jest rekordowy. Co ciekawe, ceny specjalnie nie rosną, natomiast znacząco rośnie obłożenie. To jest możliwe również dzięki nowym technologiom, które umożliwiają dosprzedaż pokojów aż do ostatniego miejsca, podobnie jak w liniach lotniczych. Dzięki temu przychód na pokój (tzw. współczynnik RevPAR) jest tak wysoki – mówi Marcin Dragan.

Jak podkreśla, na rynku hotelowym wyraźny jest w tej chwili trend „bleisure”, czyli połączenie business and leisure. Coraz częściej goście hotelowi chcą połączyć wyjazd na konferencję czy spotkanie biznesowe z możliwością wypoczynku z rodziną albo odwiedzin w SPA. Obiekty hotelowe przygotowują się właśnie do tego, żeby móc uzupełnić typowo biznesowo-konferencyjną ofertę o ten aspekt wypoczynkowy.

Drugim, wyraźnym trendem jest to, że w ostatnich latach inwestorzy w branży hotelowej wybierają głównie inwestycje w apartamenty na długoterminowy albo krótkoterminowy wynajem, które zaczynają stwarzać realną konkurencją dla modelu typowych hoteli.

Hotele odczuwają już realną konkurencję ze strony apartamentów, jest to bardzo dynamiczny trend. Właściwie większość nowych inwestycji w tej branży to są apartamenty, czasami w bardzo zorganizowanej formie, jak aparthotele, często też w systemie condo. Goście lubią takie apartamenty ze względu na standard zbliżony do hotelowego, większą powierzchnię i lepszą cenę. Często apartamenty są też lepiej dopasowane do potrzeb rodzin z dziećmi – podkreśla Marcin Dragan. – Hotele nie muszą się specjalnie bronić przed tym nowym modelem, bo rynek jest na tyle duży, że znajduje się obecnie miejsce dla jednych i dla drugich. Zarówno tradycyjny model hotelarski, jak i ten apartamentowy rosną równie szybko. Jednak model apartamentowy wymaga pilnego uregulowania zarówno dla dobra gości jak i dla zapewnienia równych zasad rynkowych z hotelami, na których spoczywa dużo więcej ustawowych wymogów. 

Po orbicie krąży 750 mln kosmicznych śmieci mogących uniemożliwić dalszą eksplorację kosmosu. Opracowywane są innowacyjne sposoby na ich zebranie

Po orbicie krąży 750 mln kosmicznych śmieci mogących uniemożliwić dalszą eksplorację kosmosu. Opracowywane są innowacyjne sposoby na ich zebranie 5

Ponad 750 milionów kosmicznych śmieci większych niż 1 cm w każdej chwili może zderzyć się z satelitami, niszcząc je lub zmieniając ich trajektorię. Niewykluczona jest także kolizja, która uniemożliwi przyszłe misje kosmiczne. Rozwiązaniem przyszłości są satelity ekologiczne, które spalają się po 15 miesiącach. Kluczowe jest jednak stopniowe sprzątanie kosmicznego „cmentarzyska”, m.in. za pomocą specjalnych kosmicznych harpunów.

Europejska Agencja Kosmiczna szacuje, że na orbicie okołoziemskiej krąży ok. 20 tys. śmieci o łącznej masie ponad 8 tys. ton, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Łącznie z małymi fragmentami, niewiele większymi od fragmentów marmuru, ich liczba przekracza 750 milionów. Zagrażają one nie tylko innym satelitom, ale także astronautom na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

– Problem śmietnika na orbicie został już zaadresowany przez Europejską Agencję Kosmiczną. Z badań, jakie przeprowadziła wynika, że za około 200 lat powinniśmy mieć problem z satelitami i ze śmieciami na orbicie. Aczkolwiek takie projekty jak PW-Sat1, 2 i teraz 3 pomogą rozwiązać te problemy zanim one nadejdą tak naprawdę. Ludzkość stała się mądrzejsza, rozwiązuje problemy zanim się pojawią – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Zwoliński, prezes SatRevolution.

Od 1957 roku, czyli od momentu wyniesienia na orbitę Sputnika1, kosmos jest nieustannie zaśmiecany. Obecnie Ziemię otaczają duże śmieci, nieczynne satelity, odrzucone elementy rakiet wynoszących misje załogowe. Do tego po eksplozjach i zderzeniach różnych obiektów pozostają drobne odpady. Choć te większe śmieci zajmują znacznie więcej miejsca w przestrzeni i przez to stanowią ryzyko kolizji, to niebezpieczniejsze są te całkiem małe. Trudne do zlokalizowania, uniemożliwiają bezpieczną nawigację między nimi, a tym samym zwiększają prawdopodobieństwo katastroficznego w efekcie wypadku.

Przy obecnym tempie eksploracji kosmosu, prawdopodobieństwo dotarcia satelity do celu może być loterią.

– W przypadku małych satelit, sposób rozwiązania problemu śmieci kosmicznych głównie polega na racjonalnej deorbitacji tych satelit i racjonalnym użytkowaniu ich na orbicie. Dlatego już dziś NASA i Europejska Agencja Kosmiczna zbiera informacje na temat wszystkich obiektów, które znajdują się w kosmosie tak, żeby można było ten problem lepiej i szybciej w przyszłości rozwiązywać – wskazuje Grzegorz Zwoliński.

Prowadzony przez ESA program Space Situational Awareness ma na bieżąco dostarczać dokładnych, aktualnych danych na temat otoczenia kosmicznego, zwłaszcza w kontekście potencjalnych zagrożeń, także dla obiektów znajdujących się na orbicie okołoziemskiej. Program Spaceweather monitoruje pogodę kosmiczną, Near-Earth Objects sprawdza, które naturalne obiekty, mogą zderzyć się z Ziemią i ocenia jak złagodzić skutki kolizji. Space Surveillance and Tracking zajmuje się z kolei lokalizowaniem obiektów w kosmosie.

W przypadku zagrożenia, zwykła próba zestrzelenia satelity wiązałaby się z ryzykiem rozrzucenia odłamków. Dlatego ESA bada różne metody poradzenia sobie z kosmicznymi odpadami, np. zepchnięciem satelity na niższą orbitę i kontrolowanym spaleniem po wejściu do atmosfery. Przy mniejszych obiektach sprawdzą się harpuny czy żagle kosmiczne, przy tych większych – manipulatory kosmiczne.

Z danych François Bausiera z ESA wynika, że w historii doszło do ok. 250 eksplozji satelitów, część nastąpiła z powodu awarii baterii. Dlatego ESA detonuje baterie litowo-jonowe przeznaczone dla satelitów kosmicznych i w ten sposób bada ich wpływ na przestrzeń po ewentualnym wybuchu. Ostatnio, zgodnie z międzynarodowymi przepisami wycofany z eksploatacji statek kosmiczny orbitujący poniżej wysokości 200 km musi móc opuścić orbitę w ciągu 25 lat od dnia dezaktywacji.

– Satelity firmy SatRevolution są ekologiczne. Spalają się po około 15 miesiącach w atmosferze, nie pozostawiając żadnych śmieci, tak że tutaj nie ma z tym problemów. Tak samo ze wszystkimi satelitami, które są na niskiej orbicie i mają małą masę nie ma zagrożenia, że one będą stanowiły problemu – ocenia ekspert.

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna testowała już harpun przeznaczony do chwytania kosmicznych odpadów i poruszający się z prędkością 20 m/s. Nowe rozwiązania są niezbędne, bo o ile duże fragmenty satelit i statków kosmicznych można łatwo zlokalizować, to małe fragmenty mogą być całkiem niewidoczne, a jednocześnie poprzez kolizje uniemożliwić dalszą eksplorację kosmosu.

– Jest większy problem ze zderzaniem się satelit, czy ze zderzaniem się z jakimiś odłamkami po kometach, z jakimiś kamykami w kosmosie, bo jeżeli satelita tam ulegnie zniszczeniu, to ona się podzieli na małe kawałki, które będą bardzo, bardzo długo utrzymywały się na orbicie i mogą powodować dalsze kolizje – tłumaczy Grzegorz Zwoliński.

Grupa Selena: ponad 1,2 mld zł przychodów i wzrost zysku netto do 26,7 mln zł w 2018 roku

Grupa Selena – jeden z czołowych producentów i dystrybutorów chemii budowlanej oraz właściciel marki TYTAN – w 2018 roku osiągnęła skonsolidowane przychody w wysokości 1,2 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 4% rok do roku. Zysk netto wyniósł 26,7 mln zł – czyli czterokrotnie więcej niż w 2017 roku, a EBIT osiągnął 52,3 mln zł i zwiększył się o ponad 20%. Rentowność brutto sprzedaży jest wyższa niż przed rokiem o 0,2 p.p. i wynosi 29,1%. Zanotowane wyniki są efektem m.in. coraz lepszej kontroli kosztów oraz zmniejszenia salda różnic kursowych.

Spółka zwiększyła sprzedaż na większości kluczowych rynków, m.in.: w Chinach (+27%), Hiszpanii (+20%), Ukrainie (+14%), USA (+13%), Kazachstanie (+10%) i Europie Centralnej (+6%). Jest to efekt doskonalenia metod sprzedaży, tworzenia przewag na rynkach międzynarodowych, wprowadzania innowacyjnych produktów, a także konsekwentnie rozwijanej sieci dystrybucji.

„Rok 2018 był dla Seleny czasem intensywnej pracy, której efektem są nie tylko satysfakcjonujące wyniki finansowe, ale przede wszystkim wypracowane nowe kierunki rozwoju i zmiany organizacyjne. Głównym filarem naszej działalności jest satysfakcja użytkownika naszych produktów oraz opracowanie systemowych rozwiązań w odpowiedzi na jego potrzeby. Wzmacniając prace działu R&D, w 2018 roku zakończyliśmy budowę kolejnego centrum badawczo-rozwojowego Grupy – Selena Labs, które zostało otwarte w kwietniu 2019 roku. Nasz dział R&D jest również zaangażowany – jako lider konsorcjum – w projekty badawczo-rozwojowe EENSULATE i BIOMOTIVE w programie unijnym HORYZONT 2020. W 2018 roku kontynuowaliśmy również działania związane z optymalizacją kosztową produktów – niezwykle istotną w dobie wysokich cen surowców, których jedynie część zaczęła tanieć w drugiej połowie 2018 roku. Miniony rok możemy podsumować z satysfakcją – przychody o wartości ponad 1,2 mld zł i czterokrotny wzrost zysku netto do 26,7 mln zł to powód do dumy i efekt ciężkiej pracy nad rozwojem organicznym, optymalizacją kosztów i odpowiadaniem na potrzeby rynku. Te intensywne działania i wysiłek całego zespołu, za który dziękuję moim współpracownikom, stanowią fundament dla całej Grupy do budowania sukcesów w kolejnych latach” – mówi Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Selena FM SA.

W nadchodzących miesiącach Grupa Selena spodziewa się stabilizacji – po spadku cen surowców do produkcji pian i silikonów w pierwszym półroczu oraz utrzymania się wysokiego poziomu cen asfaltów z możliwością ich dalszego wzrostu. Oczekiwana jest również kontynuacja wzrostów sprzedaży – m.in. w USA, Hiszpanii, Europie Zachodniej, Polsce, Chinach i Rosji. Z powodu wciąż trudnej sytuacji gospodarczej na rynku tureckim i brazylijskim do końca 2019 roku Grupa nie spodziewa się wzrostów sprzedaży.

„Rok 2019 również zapowiada się intensywnie. W związku z nową strategią będziemy się koncentrować na pracy nad kompleksowymi rozwiązaniami dla użytkowników. Wartością dodaną, na którą chcemy zwrócić szczególną uwagę m.in. w związku z brakiem rąk do pracy – będzie możliwość przyspieszenia prac budowlanych przy zachowaniu najwyższej jakości. Chcemy skupić się na szybkim montażu stolarki okiennej, suchej zabudowy oraz szybkim wykańczaniu łazienki. Dzięki synergii wiedzy rynkowej i znajomości potrzeb użytkownika międzynarodowych dywizji oraz know-how zespołu R&D, chcemy dostarczać na rynek produkty zmieniające proces budowania” – dodaje Krzysztof Domarecki.

Istotne działania wdrożeniowe w Grupie Selena w 2018 roku:

  • Wdrożenie wysokoelastycznego kleju żelowego wzmocnionego włóknami Tytan Professional Superflex Gel i Flex Gel – rozwiązanie dedykowane dla dynamicznie rozwijającego się segmentu wielkoformatowych płytek, gdzie istotnymi parametrami kleju jest większa odporność na odkształcenia oraz lepsze przenoszenie naprężeni wynikających z pracy podłoża czy zmian temperatury, a także pracę w wysokiej temperaturze do 35˚C.
  • Implementacja hydroizolacyjnej i wysokorefleksyjnej powłoki COOL-R na dachu największego targu rybnego w Europie. Po aplikacji produktu temperatura dachu obniża się nawet o 70%, dzięki czemu temperatura wewnątrz obiektu spada nawet o 10⁰C. Jest to składowa dużej inwestycji, którą przeprowadziło Mercamadrid, a wartość całego projektu wynosiła 3 mln Euro.
  • Wdrożenie Microsoft Dynamics – dzięki zaimplementowanym rozwiązaniom Microsoftu znacząco skrócił się czas obsługi zamówień międzyfirmowych. W roku 2019 planowany jest intensywny rozwój wybranych narzędzi.
  • Wdrożenie na rynek polski i hiszpański kleju montażowego na bazie technologii hybrydowej – Tytan Professional FixGT, który jest 8 razy szybszy od tradycyjnych klejów montażowych, a jego pełny czas utwardzenia wynosi maksymalnie 3 godziny. Ma bardzo wysoką siłę początkowego klejenia, co pozwala zakończyć pracę w krótkim czasie i bez stosowania dodatkowych wsporników podczas aplikacji.

Nadchodzą dobre czasy dla polskiego rynku gier oraz e-sportu

Więcej funduszy na autorskie gry wideo, a w efekcie szybszy czas ich realizacji. Tak w skrócie wygląda nowy model biznesowy uruchomiony przez akcelerator ARP Games. Ogłoszona podczas konferencji prasowej na Game Jam Square, kolejna, piąta edycja programu akceleracyjnego, będzie opierała się na nowych zasadach. Jednocześnie Totalizator Sportowy oraz Polska Liga Esportowa ogłosiły rozpoczęcie współpracy na cały rok 2019. W wydarzeniu uczestniczył premier Mateusz Morawiecki.

Nadchodzą dobre czasy dla polskiego rynku gier oraz e-sportu. ARP Games ogłasza inwestycję w branżę gamingową, a Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO, wsparcie dla Polskiej Ligi Esportowej (2)To moje kolejne spotkanie z branżą gamingową i jestem pełen podziwu dla tego, co kreatywne zespoły programistów potrafią wymyślić. Jesteśmy obecnie w fazie wzrostowej, jeśli chodzi o branżę gier komputerowych. Staramy się jako rząd wspierać w różne możliwe sposoby tego typu zagadnienia jak imprezy gamingowe, e-sportowe, hackatony czy wydarzenia takie jak Game Jam Square. To wspaniały sposób na promocje kultury oraz wspaniałej polskiej historii. To, co było pięknego wśród zespołów, z którymi miałem rozmawiać to interdyscyplinarność. W czym my mamy przegonić zachód, jeśli nie w branży gamingowej, czy e-sportowej, która łączy w przepiękny sposób sport z relaksem, rozrywkę z kulturą, ale również Polskę z zagranicą. Jestem bardzo wdzięczy tym wszystkim młodym ludziom i pasjonatom, że budują kreatywną branżę przyszłości -powiedział Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów

ARP Games gwarantuje wsparcie najlepszych autorskich projektów nawet do 100% kosztów produkcji.

Rynek gier wideo już w ubiegłym roku osiągnął wartość ponad 130 mld dolarów. Tylko w Polsce działa już ponad 300 firm zajmujących się produkcją gier, których wartość szacuje się z kolei na ponad pół miliarda dolarów. To niezwykle perspektywiczny sektor gospodarki, w którego akcelerację jako ARP jesteśmy mocno zaangażowani. Jego piękno bierze się z tego, że premiuje pomysłowość i kreatywność dużo bardziej niż zasoby kapitałowe i pozycję rynkową wielkich firm. Co więcej, jest ze swojej natury biznesem globalnym. Warto także uświadomić sobie, że Game Development stanowi podstawę dla tworzenia i rozwijania się innych branż, takich jak e-sport czy dystrybucja cyfrowa, której wartość w ciągu najbliższego roku ma wzrosnąć dwukrotnie -mówił Dariusz Śliwowski, Wiceprezes ARP S.A.

W ramach programu akceleracyjnego zespoły mogą liczyć na wsparcie finansowe, opiekę mentora, specjalistyczne szkolenia i udział w branżowych wydarzeniach. Po trzech miesiącach najlepsi przechodzą do etapu inwestycyjnego, który wiąże się z założeniem spółki.

Akcelerator ma pomóc zespołom tworzącym gry komputerowe przygotować taki tytuł, który zainteresuje światowy rynek. Dlatego z naszej strony mogą liczyć na pomoc na każdym etapie produkcji. Do tej pory co drugi projekt spośród zakwalifikowanych do programu, przeszedł do fazy inwestycyjnej, a na wsparcie zespołów przeznaczyliśmy ponad 1,3 mln zł
-mówił dr Remigiusz Kopoczek, prezes ARP Games

Nowo powstałe spółki otrzymują wsparcie mentora oraz środki finansowe niezbędne do sfinalizowania produkcji gry w wysokości 100% kosztów. Na tym etapie każdy projekt traktowany jest indywidualnie.

Odnotowano już pierwsze sukcesy. Spółka 2BIGO, która powstała w ramach programu akceleracyjnego, tworzy grę pt. „Lumberhill”. Pomysł spodobał się firmie East2West ze Stanów Zjednoczonych, która podjęła decyzję o wydaniu gry. Ujrzy ona światło dzienne na początku przyszłego roku.

Oprócz ogłoszenia przez ARP Games startu kolejnej edycji programu akceleracyjnego, miłośnicy rozrywki elektronicznej mogli też być świadkami zapoczątkowania  całorocznej współpracy  Totalizatora Sportowego oraz Polską Ligę Esportową. Marka LOTTO została partnerem tytularnym Dywizji Profesjonalnej, a co za tym idzie, również jednym z podmiotów wspierających Ligę. Rozgrywki dla Profesjonalistów mają na celu wspieranie oraz odkrywanie młodych talentów sportów elektronicznych w Polsce. Tym samym Dywizja pozwala na inwestycje  w początkujących, dobrze rokujących zawodników.

Olgierd Cieślik, Prezes Zarządu Totalizatora Sportowego
Olgierd Cieślik, Prezes Zarządu Totalizatora Sportowego

Wejście Totalizatora Sportowego i marki LOTTO w Polską Ligę Esportową oraz wszystkie inne inicjatywy spółki związane z polskim gamingiem są najlepszym dowodem na to, że patrzymy na współpracę ze środowiskiem e-sportowym jako działanie długofalowe, mając oczywiście na uwadze standardy bezpiecznej i odpowiedzialnej rozrywki. Nasze zainteresowanie rynkiem gamingowym, to między innymi efekt kolejnej dynamicznej fazy rozwoju jaką przechodzi spółka w ostatnim czasie. Od niedawna bowiem na polskim rynku istnieje możliwość grania online w najpopularniejsze gry LOTTO. Jesteśmy największym mecenasem polskiego sportu, chcemy być także postrzegani przez graczy jako największy mecenas polskiego e-sportu -powiedział Olgierd Cieślik, Prezes Zarządu Totalizatora Sportowego

Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO, od wielu lat jest największym mecenasem polskiego sportu. Spółka wspiera jego rozwój na kilku poziomach, m.in. poprzez przekazywanie środków z dopłat do gier liczbowych i loterii pieniężnych. Od 1994 roku było to ponad 12 mld złotych.

Po wielu latach wspierania przez Totalizator Sportowy rozwoju polskiego sportu przyszedł czas na e-sport. Ogłoszenie współpracy Totalizatora Sportowego oraz Polskiej Ligi Esportowej można traktować jako rozpoczęcie przełomowego okresu dla miłośników wirtualnej rozrywki.

Vienna House otworzy w centrum Wrocławia Vienna House Easy Wroclaw

W pierwszym kwartale 2022 roku austriacka grupa hotelowa Vienna House otworzy w centrum Wrocławia hotel z 240 pokojami. Nowy miejski hotel w stylu smart casual będzie pozycjonowany jako Vienna House Easy. W ramach jego infrastruktury planowana jest modna restauracja, lifestylowe lobby z barem, nowoczesna siłownia i obszerna przestrzeń konferencyjna. Opowiadaniem historyjek zajmą się słynne wrocławskie krasnale. Hotel będzie częścią przeprojektowanego kompleksu budynków, wokół objętej ochroną zabytków Starej Piekarni. Do ww. kompleksu będą przynależeć także mieszkania studenckie marki Basecamp.

Rupert Simoner, prezes zarządu Vienna House
Rupert Simoner, prezes zarządu Vienna House

„Wrocław to ekscytujący, rozwijający się rynek, a lokalizacja hotelu w centrum miasta, przy Ogrodzie Botanicznym jest idealna. Odbiegający od sztywnych standardów, skupiający się na bezpretensjonalnej obsłudze gości hotel Vienna House Easy i pełna energii koncepcja dla studenckich mieszkań stworzą świetne połączenie, stając się nowym, atrakcyjnym miejscem spotkań” mówi o planowanym projekcie Rupert Simoner, prezes zarządu Vienna House.

Planowane przez austriacką grupę hotelową otwarcie siódmego hotelu w Polsce podkreśla ogromne zainteresowanie tym rynkiem. Właścicielem hotelu, którym w ramach dzierżawy będzie zarządzać Vienna House, jest firma ST Wrocław Sienkiewicza Sp. z o.o.. Firma oferuje pod marką Basecamp zakwaterowanie w studenckich apartamentach w Danii, Niemczech i Polsce.

Hotel

Vienna House Easy Wroclaw 4 Vienna House Easy Wroclaw 2 Vienna House Easy Wroclaw 3 Vienna House Easy WroclawVienna House Easy oznacza hotel w stylu smart casual, pracowników, którzy gościnność mają zapisaną w swoim DNA oraz sprawdzone usługi analogowe i cyfrowe. Do tych ostatnich należy telewizor ze złączem umożliwiającym podłączenie własnych urządzeń gości, szybka sieć WiFi, Mobilny Concierge, możliwość samodzielnego zameldowania i wymeldowania oraz wiele innych. Sercem hotelu jest lobby. To przyjemne miejsce spotkań, gościnne stanowisko recepcyjne, bezpretensjonalny bar i strefa lounge w jednym. Wrocławskie krasnale tworzą tajemniczą atmosferę i towarzyszą gościom w podróży po hotelu. Wnętrze hotelu doskonale współgra z architekturą przemysłową starego dworca oraz sąsiadującego z kompleksem Ogrodu Botanicznego.

Natomiast koncepcja śniadania jak z piekarni pasuje wprost idealnie do tego budynku położonego przy Starej Piekarni. Goście będą mieć do wyboru świeże produkty prosto z ryneczku, aromatyczne kawy rodem z Wiednia oraz liczne lokalne specjały. W porze lunchu i kolacji modna restauracja Gasthouse zaoferuje nowoczesne potrawy, przygotowane z myślą o zdrowym stylu życia gości.

Hotel Vienna House Easy Wrocław zaoferuje 236 pokoi dwuosobowych w dwóch kategoriach oraz 4 apartamenty. Pokoje będą wyposażone w długie, bardzo wygodne łóżka, nowoczesne biurka, fotele oraz łazienki z prysznicami.

Ponadto nowy hotel Vienna House Easy Wrocław będzie dysponował centrum konferencyjnym o powierzchni 360 m², idealnym do organizacji różnego rodzaju szkoleń i spotkań. Strefa fitness zaoferuje nowoczesny sprzęt do treningu wytrzymałościowego i siłowego oraz gabinet masażu. Dopełnieniem oferty będą 44 miejsca na parkingu podziemnym i typowa dla Vienna House koncepcja mobilności, obejmująca wypożyczalnię rowerów, stacje do ładowania samochodów elektrycznych oraz opcje wspólnego korzystania z samochodów i skuterów.

DIMAQ Voice po raz 7

DIMAQ Voice to bezpłatne, cykliczne spotkania dla entuzjastów digital marketingu z merytorycznym udziałem najlepszych ekspertów z branży- posiadaczy certyfikatów DIMAQ.

Zapraszamy na kolejne, siódme już spotkanie, które odbędzie się:

  • 9 maja 2019 w godz. 17:30-19:30
  • o 17:00 dla chętnych, prezentacja Czym jest DIMAQ? 
  • Dom Innowacji Społecznych MARZYCIELE I RZEMIEŚLNICY, Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy,  ul. Bracka 25 w Warszawie  (III piętro)

BĄDŹ NA BIEŻĄCO. Dołącz do WYDARZENIA NA FACEBOOKU i otrzymuj powiadomienia o kolejnych spotkaniach!

Pamiętaj, wstęp na wydarzenie jest wolny, ale liczba miejsc jest ograniczona. Obowiązuje rejestracja.

Agenda #7 DIMAQ Voice

17:30 – 18:05 Influencerzy i z czym to się je

Katarzyna Poświata, Account Executive, Mindshare, DIMAQ Professional

Wystąpienie skupi się na krótkim wyjaśnieniu kim są obecnie influencerzy. Na przykładach case studies zostanie pokazane, jak szeroki wachlarz możliwości pojawia się w przypadku decyzji o podjęciu współpracy. Oprócz tego w krótki i przystępny sposób zostaną wymienione zagrożenia i najważniejsze zasady wiążące się z podjęciem działań z influencerem.

18:10 – 18:45 #ChcęToPrzeżyć czyli budowanie społeczności, UGC i CSR w jednym

Joanna Borucka, Właściciel, Katalog Marzeń                    

#ChcęToPrzeżyć to akcja, która wymyka się jakimkolwiek klasyfikacjom. To kampania wizerunkowa, budowanie zaangażowanej społeczności, pozyskiwanie treści od użytkowników oraz działanie odpowiedzialne społecznie w jednym. Zdradzamy przepis na sukces!

18:50 19:25 Integracja i zarządzanie danymi 1st, 2nd i 3rd party. Jak przygotować data-driven strategy dla kampanii online i zwiększyć ROI? Case study z kampanii dla klienta z branży turystycznej.

Marcin Filipowicz, Wiceprezes Audience Network (grupa Cloud Technologies)

Precyzyjne trafienie do użytkownika online umożliwiają dane, a szybkie dotarcie do wielu odbiorców zapewnia stale zyskujący popularność model programmatic. Przedstawimy jak integrując i wykorzystując dane pochodzące z różnych źródeł i różne sposoby dotarcia do klientów, osiągnęliśmy ponad 200-procentowy wzrost ROI realizując kampanię dla klienta z branży turystycznej. Przedstawimy proces realizacji kampanii i  przeanalizujemy wnioski z podejmowanych kroków wyciągnięte na podstawie analizy zachowań klientów. Omówimy jak zarządzać danymi, docierać do klientów i jak często wyświetlać im reklamy, aby skonwertowali.

Chcesz zostać prelegentem DIMAQ Voice? Nasza scena jest otwarta dla wszystkich, kórzy chcą podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z digital marketingu. Sprawdź, jak zostać prelegentem >>

Partnerem spotkań jest GOLDEN SUBMARINE

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W nadchodzącym tygodniu może się rozstrzygnąć, czy kwietniowe oznaki poprawy w aktywności gospodarczej znajdą kontynuację w nowych odczytach, czy były przejściową anomalią. Wydaje się to kluczowe dla podtrzymania apetytu na ryzyko na rynkach. PMI z Chin i ISM z USA będą na pierwszym planie. Uważnie analizowane będą też komunikaty po posiedzeniach FOMC i Bank Anglii. Tydzień zamyka raport z rynku pracy USA.

Przyszły tydzień: PCE Core, FOMC, NFP z USA, PKB z Eurolandu, BoE, PMI/CPI z Polski, Złoty Tydzień w Japonii, PMI z Chin, rynek pracy z NZ, PKB z Kanady

USA

Szykuje się wielki tydzień z danymi z USA. Startujemy z indeksem bazowych wydatków konsumpcyjnych – preferowana przez Fed miara inflacji (pon). Z powodu government shutdown jednocześnie otrzymamy dane za luty i marzec, ale z danych pośrednich wynika, że inflacja utrzymuje się poniżej trendu. Przy dowodach szybszego ożywienia (solidny PKB za I kw.) mamy idealne warunki dla rajdu ryzyka na Wall Street przy jednoczesnym zagrożeniu zaostrzenia retoryki Fed. Komunikat po posiedzeniu FOMC (śr) prawdopodobnie potwierdzi, że w obecnych warunkach najlepszym kierunkiem jest utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Skupienie większej uwagi na odbieganiu inflacji od celu 2 proc. może wzmocnić rynkowe przeświadczenie, że cykl podwyżek jest zamknięty na dobre. Raport NFP (pt) potwierdzi solidne podstawy ożywienia w rynku pracy, tj. przyrost zatrudnienia blisko 200 tys. i obniżanie stopy bezrobocia (do 3,7 proc.). Dynamika płac w marcu rozczarowała, więc w kwietniu możliwe jest nadganianie (prog. 0,3 proc.). W ciągu tygodnia na drugim planie (choć też istotne) będą indeks nastrojów konsumentów (wt) i indeksy ISM (śr, pt). Ogólnie dane z USA powinny rysować tło pozytywne dla nastrojów, ale niekoniecznie wspierające USD.

Strefa euro

PKB za I kw. z Eurolandu (wt) będzie ważnym wskaźnikiem kondycji całego bloku. Dominujące obawy o sytuację w niemieckim przemyśle odwróciły uwagę od odbicia, m.in. w przemyśle Włoch i Hiszpanii. Stąd prognozy zakładają przyspieszenie ożywienia do 0,3 proc. k/k z 0,2 proc. w IV kw. Przy mocno zagnieżdżonym pesymizmie względem EUR, silniejszy wzrost powinien być istotnym powinien optymizmu.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii interesujące będzie stanowisko Banku Anglii (czw). Podtrzymana poprawa w danych makro w połączeniu z odsunięciem przynajmniej na 6 miesięcy widma bezumownego brexitu daje BoE pole konstruktywnej zmiany nastawienia i przygotowywania rynków na możliwą podwyżkę stopy procentowej w drugiej połowie roku. Niewykluczone, że znajdzie się przynajmniej jedne głos za podwyżką już teraz, choć bardziej jako zaznaczenie stanowiska. GBP szuka punktu zaczepienia dla odreagowania ostatniej słabości i konstruktywny przekaz BoE może być takim sygnałem. Indeksy PMI dla przemysłu/budownictwa/usług (śr-pt) raczej zostaną zignorowane, gdyż ostatnie odczyty są zaburzone przez obawy o brexit (wzrost zapasów w przemyśle, niepewność w usługach). Kwiecień może być czasem korekt.

Polska

W Polsce będziemy przyglądać się kwietniowej ankiecie PMI dla przemysłu (czw), gdzie spodziewamy się dalszej poprawy (do 49), gdyż krajowy sektor wykazuje wyraźną niewrażliwość na kłopoty w Niemczech. Inflacja CPI (wt) będzie obciążona sezonowym wzrostem cen przed Wielkanocą (0,5 proc. m/m), co dla dynamiki rocznej powinno być jednak neutralne (utrzymanie 1,7 proc.). Zachowanie złotego może być mocniej skorelowane z czynnikami zewnętrznymi, choć nie spodziewamy się, aby EUR/PLN został wyrzucony ponad 4,30. Ryzykiem jest niska płynność w trakcie świąt 1 i 3 maja.

Japonia

W Japonii od 27 kwietnia do 6 maja trwa Złoty Tydzień w związku z obchodami koronacji nowego cesarza. Rynki są zamknięte w tym czasie, a firmy przerywają działalność, co w ostatnich dniach objawiało się hamowaniem deprecjacji jena przez popyt korporacyjny w ramach w gromadzenia płynności. Ale teraz, gdy tej siły już nie ma, JPY może być bardziej wrażliwy na rajd ryzyka, o ile taki będzie miał miejsce). Stabilność USD/JPY przy 112 (pomimo presji na sprzedaż) sugeruje, że spekulacyjna część rynku ma apetyt na wzrosty.

Chiny

To ważny tydzień dla danych z Chin, gdyż kwietniowy rajd ryzyka rozpoczął się (i później był podtrzymywany) na danych świadczących o przyspieszeniu ożywienia i potwierdzających skuteczność polityki fiskalnej i monetarnej. Teraz potrzeba potwierdzenia, że poprawa w danych nie była jednorazową anomalią. Potrzeba dalszego odbicia we wskaźnikach PMI dla przemysłu (wt, czw), co prawdopodobnie będzie miało miejsce z uwagi na luźna politykę kredytowa i programy wsparcia dla przedsiębiorstw. Będzie to ważny drogowskaz dla ogólnorynkowego sentymentu.

Australia

W Australii, po rozczarowaniu słabym odczytem inflacji CPI w I kw., rynek powiększył wycenę obniżki stopy procentowej RBA na posiedzeniu 7 maja do 60 proc. To mogło wyczerpać wpływ lokalnych czynników na AUD, który już jest przy trzyletnich dołkach vs. USD. W tym ujęciu pozwolenia na budowę domów (pt) raczej wiele nie zmienią i ważniejszy będzie sentyment ogólnorynkowy z większą wrażliwością na dane z Chin.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii również toczy się debata o to, czy bank centralny zetnie stopę procentową, jednak tutaj rynek jest bardziej niezdecydowany (obniżka wyceniona na 50 proc.). Indeks zaufania biznesu (wt), dane z rynku pracy (śr) i pozwolenia na budowę domów (czw) mogą przechylić szalę. Oczekiwania przed danymi o zatrudnieniu są wysokie (0,5 proc. k/k), więc łatwiej o rozczarowanie.

Kanada

W Kanadzie PKB za luty (wt) traci na znaczeniu w niecały tydzień po posiedzeniu Banku Kanady. Styczniowe dane były silne (0,3 proc. m/m), co będzie trudno podtrzymać kolejny miesiąc, szczególnie w związku z trudną pogodą w tym okresie. Biorąc jednak względną odporność CAD przed pogłębianiem osłabienia pomimo gołębiego przekazu BoC, słabsze dane mogą być słabym argumentem dla wyprzedaż waluty. Nie bylibyśmy zdziwieni, gdyby w kolejnych dniach CAD zanotował mocniejsze odreagowanie ostatniej przeceny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynkowe ceny energii wzrosły, a jednak rachunki za prąd mamy najniższe od 2 lat

Rynkowe ceny energii wzrosły, a jednak rachunki gospodarstw domowych są najniższe od dwóch lat. Zapłacimy za ten bałagan, gdy skończy się rok wyborczy.

– Rząd chciał zamrozić ceny, a ceny są obniżone, to efekt bałaganu, jaki jest związany z ustawą o zamrożeniu cen energii w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Ustawa, do której od wielu tygodni brakuje rozporządzenia, spowodowała, że opłata za sprzedaż energii pozostała na poziomie z minionego roku, a opłata za dystrybucję spadła.

Taka sytuacja utrzyma się do końca tego roku, co stawia w trudnej sytuacji branżę energetyczną, której najważniejszym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, ponieważ wiele inwestycji nie jest realizowanych. W przyszłym roku gospodarstwa domowe odczują skutki podwyżek.

– Gdy ustawa nie będzie działać ceny mogą pójść w górę. I zapewne tak będzie – komentuje ekspert.

Dobre wiadomości dla frankowiczów

Frank szwajcarski jest najtańszy od kilku miesięcy. Jednak dalszego jego osłabienia nie należy się spodziewać. Podobnie nie należy się spodziewać przyjęcia takiej ustawy, jakiej oczekiwali niektórzy frankowicze. Sytuacja stała się więc stabilna.

Kurs franka utrzymuje się obecnie w granicach 3,73-3,74 zł. Frank jest słabszy, ale jednak utrzymuje się duża jego stabilność kursowa. Taka sytuacja trwa od 8-9 miesięcy.

– To pokłosie dobrej sytuacji na europejskich rynkach akcji, co sprzyjało lokowaniu w aktywa poza Szwajcarią – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Co z kursem franka w najbliższych miesiącach? – EBC będzie wspierał europejską gospodarkę. Nie będzie podwyższał stóp procentowych, a jedynie to mogłoby bardziej umocnić euro wobec franka, a więc jednocześnie złotego wobec szwajcarskiej waluty – ocenia ekspert XTB.

Obecna sytuacja oznacza dla frankowiczów, że sytuacja stała się stabilna.

Nowy indeks WIG.Games urósł już o 50 proc.

W marcu GPW ogłosiła powstanie nowego indeksu giełdowego WIG.GAMES. W jego skład wchodzi pięć spółek. Najważniejszy jest oczywiście CD PROJEKT, którego seria gier o Wiedźminie stała się polskim hitem eksportowym. Firma ogłosiła niedawno, że 23 maja chce wypłacić swoim akcjonariuszom sowitą dywidendę (1,05 zł na akcję). Inne spółki, których notowania składają się na wyniki indeksu WIG.GAMES to 11 BIT, CI Games, Play Way i TSGames.

– WIG.GAMES, który reprezentuje spółki gamingowe na naszej giełdzie, urósł już o 50 proc. To świetna wiadomość dla akcjonariuszy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Czy utworzenie tego indeksu zmieni warszawską giełdę? Czy pojawią się kolejne spółki z sektora gier? Czy GPW stanie się źródłem kapitału dla innowacyjnych spółek oferujących cyfrowe rozwiązania?

– Stworzenie tego indeksu to próba pozycjonowania się przez naszą giełdę jako miejsce finansowania startupów, innowacji, ale na razie niestety nie działa to tak jak na amerykańskim Nasdaq – ocenia Wardyn. Według niego na GPW brakuje inwestorów indywidualnych, których na parkiet mogłyby przyciągnąć zwyżki głównych indeksów. Czy jest na to szansa? – Jest wiele małych kroków. Są Pracownicze Plany Kapitałowe, niektóre fragmenty strategii GPW, niższe opłaty w funduszach inwestycyjnych – wylicza ekspert. Jeśli działania te przyniosą efekt, z czasem możemy spodziewać się kolejnych cyfrowych i innowacyjnych spółek, które dzięki inwestorom na GPW będą mogły rozwijać nowe usługi i przełomowe rozwiązania, dając jednocześnie zarobić swoim akcjonariuszom.

Akcjonariusze Grupy Azoty Police zatwierdzili emisję akcji wspierającą realizację planów inwestycyjnych

Akcjonariusze spółki Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. („Spółka”) w dniu 26 kwietnia 2019 roku podjęli decyzję w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego Spółki w drodze emisji akcji z zachowaniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Planowane do pozyskania wpływy z emisji powinny wynieść ok. 1 mld zł. Środki z emisji akcji umożliwią realizację planów inwestycyjnych Spółki związanych z projektem Polimery Police, jednej z największych inwestycji w historii polskiego sektora chemicznego.

Podwyższenie kapitału zakładowego Spółki nastąpi w drodze emisji akcji z zachowaniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy (poprzez emisję nie mniej niż 1 i nie więcej niż 110 mln szt. akcji zwykłych na okaziciela serii C o wartości nominalnej 10 zł każda). Dniem prawa poboru będzie 18 czerwca 2019 r. Ostateczna wysokość podwyższenia kapitału zakładowego Spółki oraz liczba i cena emisyjna akcji nowej emisji zostaną określone przez Zarząd Spółki. Spółka planuje pozyskać w ramach oferty akcji środki w kwocie ok. 1 mld zł.

W strukturze oferty publicznej przyjęliśmy, iż dniem prawa poboru będzie 18 czerwca 2019 r., a planowane podwyższenie kapitału powinno nastąpić nie później niż do końca lipca 2019 r. Taki scenariusz pozwoli nam na optymalną, w zakresie terminów, realizację inwestycji. W ostatnich tygodniach ostatecznie wybraliśmy generalnego wykonawcę projektu, a najpóźniej do końca sierpnia 2019 roku spodziewamy się podpisania umów kredytowych, aby móc ruszyć z budową kompleksu w 1 kw. 2020 roku i rozpocząć jego użytkowanie w 2022 roku. Inwestycja ma kluczowe znaczenie dla Grupy Kapitałowej Grupa Azoty, jak i dla polskiego sektora przemysłowego mówi dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. oraz Grupy Azoty S.A.

Zasadniczym wydarzeniem dla rozwoju projektu (poza decyzją Akcjonariuszy w związku
z uchwaleniem emisji akcji), był ostateczny wybór przez Zarząd PDH Polska S.A. (spółki celowej Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. i Grupy Azoty S.A.) koncernu Hyundai Engineering jako generalnego wykonawcy inwestycji. Wybór zarządu uzyskał pozytywną opinię Rady Nadzorczej PDH Polska.

dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty
dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty

Pozytywna decyzja naszych Akcjonariuszy w zakresie podwyższenia kapitału w Grupie Azoty ZCh „Police” to wyraz zaufania i wsparcia, a jednocześnie kolejny ważny krok w procesie realizacji kluczowego dla rozwoju Grupy Azoty projektu inwestycyjnego dodaje dr Wojciech Wardacki.

Projekt Polimery Police pozwoli wzmocnić zaangażowanie Spółki oraz Grupy Azoty w rozwój obszarów niezwiązanych z produkcją nawozową oraz umożliwi dywersyfikację przychodów i ograniczy zjawisko sezonowych wahań popytu na niektóre obecne produkty Spółki. Inwestycja będzie mieć także strategiczne znaczenie dla polskiej gospodarki – pozwoli istotnie zredukować ujemny bilans handlowy w segmencie tworzyw sztucznych i wzmocni niezależność energetyczno-surowcową kraju.

Projekt oznacza m.in. poszerzenie działalności o perspektywiczny rynek tworzyw sztucznych, zwłaszcza polipropylenu. Zakładamy, iż dzięki planowanej inwestycji udział segmentu tworzyw sztucznych w ciągu kilku lat przynajmniej podwoi się do ponad 30 proc. skonsolidowanej sprzedaży Grupy dodaje Prezes Zarządu Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. oraz Grupy Azoty S.A.

Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy podjęło także decyzje w zakresie dematerializacji oraz ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu praw poboru, praw do akcji oraz akcji nowej emisji na rynku regulowanym GPW.

Sfinks: 12,19 mln zl EBITDA i poprawa wyniku netto o 5,33 mln zl w 2018

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami takimi jak Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło czy Fabryka Pizzy, wypracowała w 2018 r. przychody w wysokości 175,20 mln zł wobec 182,55 mln zł w 2017 r., jednocześnie zwiększając rentowność na sprzedaży do 15,4% (+2,4 p.p. r/r). W efekcie w minionym roku spółka zanotowała zysk operacyjny na poziomie 2,47 mln zł (wzrost o 7,26 mln zł wobec 2017 r.), a także znacząco poprawiła wynik netto, który wyniósł -3,44 mln zł (wzrost o 5,33 mln zł wobec 2017 r.). Ubiegły rok w Sfinksie stał pod znakiem realizacji zadań określonych w strategii – rozwoju portfolio marek, wdrażania systemu IT do zarządzania sprzedażą i rentownością, rozwoju delivery oraz pozyskiwania źródeł finansowania.

– Zeszły rok był dla Sfinksa niezwykle pracowitym okresem. Posunęliśmy się do przodu w wielu strategicznych projektach, które mają znaczenie dla budowania wartości spółki i jej pozycji na rynku. Równolegle pracowaliśmy nad rentownością naszej sieci, co odbywało się w niełatwych warunkach, w jakich musiała działać cała branża gastronomiczna. Mierzyliśmy się przede wszystkim z presją kosztową związaną z sytuacją na rynku pracy i zmianami prawa, zwłaszcza wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę. Ten ostatni element miał negatywny wpływ na nasze wyniki, ale – co trzeba podkreślić – mimo niższych obrotów zwiększyliśmy zysk brutto na sprzedaży o 3,29 mln zł i rentowność sprzedaży z 13% do 15,4%. To bardzo ważny wskaźnik, świadczący o coraz większej efektywności operacyjnej  naszej sieci restauracji – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska SA.

Kluczowym narzędziem do dalszej pracy nad rentownością biznesu ma być dla Sfinksa nowy system IT do zarządzania sprzedażą i efektywnością – na poziomie poszczególnych lokali, sieci oraz w skali całej grupy. Nad zakończeniem przygotowania i wdrożeniem systemu IT pod nazwą ANGUS spółka pracowała przez cały 2018 r. Obecnie działa on w dużej części restauracji, m.in. w całej sieci Sphinx, Chłopskie Jadło i WOOK. Innym ważnym technologicznym projektem Sfinksa jest rozwój w segmencie delivery. W ubiegłym roku spółka uruchomiła testowo własny portal do składania zamówień online – smacznieiczybko.pl. Na koniec 2018 r. usługą delivery objętych było 47 lokali z grupy Sfinks w różnych miastach Polski.

Oprócz rozwoju na rynku zamówień online, grupa Sfinks pracowała także nad rozbudową sieci restauracji i portfolio marek. W 2018 r. otworzono 12 nowych restauracji, w tym po pięć restauracji pod szyldem Sphinx i Fabryka Pizzy, a także Chłopskie Jadło. Operator uruchomił również nowy koncept w segmencie fast casual dining – Lepione & Pieczone. Pierwsza testowa restauracja tej marki powstała w Łodzi. Równolegle w ubiegłym roku pracowano nad włączeniem Piwiarni Warki, sieci pubów kupionej przez Sfinksa pod koniec 2017 r., w systemy organizacyjne grupy.

– Wiele projektów prowadzonych przez nas w zeszłym roku zaczęło przynosić efekty, co widać w wynikach operacyjnych grupy. W 2019 r. nie zwalniamy tempa. Od stycznia uruchomiliśmy już pięć kolejnych restauracji w ramach sieci Sphinx, Fabryka Pizzy i Piwiarnia Warki. Podpisaliśmy też umowę na przejęcie lokali marek Meta Seta Galareta i Meta Disco. Równolegle prowadzimy pozostałe nasze projekty strategiczne, włączając w to dalszy rozwój programu lojalnościowego Aperitif, w którym uczestniczy już ponad 230 tysięcy klientów. Jestem przekonany, że konsekwentne realizowanie strategii, w tym kontynuacja rozwoju narzędzi IT oraz usługi delivery, przyczyni się do osiągnięcia zakładanych celów – podsumowuje prezes Sfinksa.

W ujęciu skonsolidowanym w 2018 r. grupa Sfinks Polska wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 181,61 mln zł (wobec 187,07 mln zł w 2017 r.). Zysk operacyjny grupy wyniósł 1,27 mln zł (wzrost o 6,49 mln zł wobec 2017 r.), a skonsolidowany wynik netto -4,68 mln zł (wzrost o 4,53 mln zł wobec 2017 r.).

Grupa Azoty otrzymała deklarację LOTOSU dotyczącą objęcia akcji o wartości do 500 mln zł

Grupa LOTOS S.A. podpisała list intencyjny ze spółkami z Grupy Azoty w zakresie ewentualnego zainwestowania kwoty do 500 mln zł w realizację projektu Polimery Police. Wcześniej, tj. 12 kwietnia PDH Polska S.A. otrzymała ze strony koreańskich koncernów Hyundai Engineering Co., Ltd. oraz Korea Overseas Infrastructure & Urban Development Corporation listy intencyjne w sprawie potencjalnego zaangażowania finansowego w Projekt Polimery Police o wartości do 130 mln USD, tj. także ok. 500 mln zł.

26 kwietnia 2019 r. podpisany został list intencyjny między Grupą Azoty S.A., Grupą Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. i PDH Polska S.A., (spółka celowa Grupy Azoty i Grupy Azoty Police realizująca Projekt Polimery Police), a Grupą LOTOS S.A. dotyczący rozpoczęcia i prowadzenia rozmów w sprawie potencjalnego udziału Grupy LOTOS w finansowaniu Projektu Polimery Police. Prowadzone na podstawie listu intencyjnego rozmowy mają dotyczyć objęcia przez Grupę LOTOS nowych akcji w kapitale zakładowym PDH i wniesienia wkładu pieniężnego na kapitał zakładowy PDH do 500 mln zł. Strony przystępują do rozmów dotyczących ustalenia wszystkich istotnych elementów udziału Grupy LOTOS w finansowaniu Projektu Polimery Police. Rozmowy mają trwać nie dłużej niż do 31 października 2019 roku.

dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty
dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty

Zawarcie listu intencyjnego z Grupą LOTOS to ważne wydarzenie dla realizacji Projektu Polimery Police. Liczymy na pomyślne zakończenie rozmów. Zainteresowanie naszego potencjalnego Partnera i możliwe zaangażowanie finansowe to sygnały wskazujące na potencjał biznesowy projektu w Policach. Jesteśmy pewni, iż będzie on korzystny inwestycyjnie zarówno dla spółek z Grupy Azoty, jak i partnerów zewnętrznych – mówi dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty.

Zarówno Grupa Azoty Police jak i Grupa Azoty wskazują, że list Intencyjny nie stanowi wiążącego zobowiązania do udziału Grupy LOTOS w finansowanie Projektu Polimery Police. O wynikach prowadzonych rozmów spółki te będą informować w swoich raportach bieżących.

dr Mateusz A. Bonca, prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A.
dr Mateusz A. Bonca, prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A.

– Grupa LOTOS S.A. w swojej strategii na lata 2017-22 jako jeden z kierunków wskazuje inwestycje w rozwój sektora petrochemicznego. Widzimy potencjał rynku i analizujemy nasze możliwości dalszego wydłużania łańcucha wartości ku produktom wysokomarżowym – podkreśla dr Mateusz A. Bonca, prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A. – Projekt Polimery Police jest dla nas interesujący i chcemy lepiej zrozumieć drzemiący w nim potencjał, by w stosownym czasie zdecydować o naszym bezpośrednim zaangażowaniu w jego realizację. Postrzegamy ten projekt jako potencjalną szansę na dalszą dywersyfikację naszej działalności.

Podpisanie listu intencyjnego z Grupą LOTOS to kolejny krok w zakresie budowy struktury finansowania Projektu Polimery Police. 26 kwietnia 2019 r. Akcjonariusze Grupy Azoty Police zdecydowali o przeprowadzeniu oferty publicznej z prawem poboru o wartości ok. 1 mld zł. Z kolei 12 kwietnia 2019 r. PDH otrzymała wstępne deklaracje dotyczące inwestycji kapitałowej (wniesienie wkładu na kapitał zakładowy), podpisane przez Hyundai Engineering Co., Ltd. oraz Korea Overseas Infrastructure & Urban Development Corporation. Strony są zainteresowane objęciem akcji o wartości odpowiednio do kwot 80 i 50 mln USD, a listy intencyjne pozostają ważne do 12 października 2019 r.

Projekt Polimery Police ma kluczowe znaczenie dla polskiej gospodarki. W naszej ocenie inwestycja może istotnie poprawić pozycję kraju na europejskim rynku producentów polipropylenu. Polska zredukuje ujemny bilans handlowy w segmencie tworzyw sztucznych i może zostać największym producentem w regionie CEE. Ponadto Polimery Police to także rozwój niezależności energetyczno-surowcowej kraju, dzięki oddaniu nowego terminalu paliw płynnych oraz powstanie szeregu wysokokwalifikowanych miejsc prac, a jednocześnie solidna baza do rozwoju polskiej nauki, w tym sektora badawczego – dodaje dr Wojciech Wardacki.

Środki potencjalnie pozyskane z podwyższenia kapitału zakładowego w PDH umożliwią realizację planów inwestycyjnych związanych z Projektem Polimery Police, w tym stanowić będą wzmocnienie zaangażowania w rozwój obszarów niezwiązanych z produkcją nawozową. PDH zakłada, że udział segmentu tworzyw sztucznych wzrośnie w ciągu kilku lat do ok. 1/3 skonsolidowanych przychodów całej grupy kapitałowej Grupa Azoty, wobec ok. 15 proc. w 2017 r. oraz pozwoli to na ograniczenie sezonowych wahań popytu na jej produkty.

Kredyt mieszkaniowy dla par jednopłciowych w nieformalnym związku

  • Polskie prawo nie uznaje małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą jako obowiązującego w Polsce.
  • To od podejścia banku zależy, w jaki sposób wyliczona zostanie zdolność kredytowa takiej pary – czy będzie traktowana jako jedno czy dwa gospodarstwa domowe.
  • W sporej części banków w Polsce związki te traktowane są tak, jak pozostałe pary będące w związku nieformalnym – wystarczy oświadczenie o wspólnym prowadzeniu gospodarstwa.

Podejście banku do kwestii formalnych oraz światopoglądowych może być kluczowe dla osób, które starają się o kredyt hipoteczny. Fakt, że w jednym banku nie otrzymaliśmy pozytywnej decyzji kredytowej, nie oznacza, że w innym będzie podobnie. Wszystko zależy od wewnętrznych ustaleń i sposobu wyliczania zdolności kredytowej. Tak jest na przykład w przypadku par nieformalnych oraz małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Czy przy wyliczaniu zdolności kredytowej banki uznają, że osoby pozostające w takim związku tworzą jedno gospodarstwo domowe? Czy mogą liczyć na korzystniejsze warunki kredytu?

Liberalne podejście i zaufanie do klientów

Małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą nie są uznawane przez prawo za legalnie funkcjonujące w Polsce. W związku z tym takie pary muszą liczyć się z wieloma ograniczeniami. ANG Spółdzielnia sprawdziła, czy problematyczne będzie także wzięcie wspólnego kredytu hipotecznego.

Zapytaliśmy przedstawicieli współpracujących z nami banków, czy w przypadku małżeństw oraz nieformalnych par jednopłciowych mają specjalne procedury postępowania. Okazało się, że banki traktują takie związki tak samo, jak wszystkie pary nieformalne. Po złożeniu odpowiedniego oświadczenia przez klientów, osoby pozostające w związku w większości banków będą uznawane za jedno gospodarstwo domowe – czyli mogą liczyć na podobne warunki kredytowe, jak małżeństwo. Należy jednak pamiętać, że niektóre banki z automatu uznają wszystkie pary nieformalne, a więc także jednopłciowe, za dwa gospodarstwa domowe – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Jedno gospodarstwo domowe – dlaczego to takie ważne?

Jednym z podstawowych czynników branych pod uwagę podczas procesu kredytowego jest zdolność kredytowa kredytobiorcy. Jest to kwota, jaką według szacunków banku klient jest w stanie spłacić w określonym czasie. Na zdolność kredytową składa się wiele czynników, m.in. wysokość kosztów, jakie osoba starająca się o kredyt ponosi co miesiąc w związku z prowadzeniem gospodarstwa domowego. W przypadku jednego gospodarstwa, zarówno dochody, jak i koszty utrzymania są liczone wspólnie. Jest to niezwykle istotne w całym procesie kredytowym, ponieważ koszty utrzymania gospodarstwa, obok wysokości zobowiązań, mają główny wpływ na zdolność kredytową klientów.

Najlepiej obrazują to liczby. Przy łącznych dochodach w wysokości 5 tys. zł netto, różnice w zdolności kredytowej, zależnie od tego, czy para traktowana jest jako jedno czy dwa gospodarstwa domowe, wynoszą obecnie od 17 do nawet 66 tys. zł. Pary, które znalazły wymarzoną nieruchomość i nie chcą ograniczać budżetu o kilkadziesiąt tysięcy zł, powinny skorzystać z usług takiego banku, który nie będzie miał problemów z wyliczeniem zdolności kredytowej na korzystniejszych warunkach. Jeżeli osoby starające się o kredyt faktycznie tworzą jedno gospodarstwo domowe, to nie powinny mieć kłopotów ze znalezieniem odpowiedniej oferty – dodaje Katarzyna Dmowska.

Startupy medyczne w Polsce ratują system ochrony zdrowia

Bez startupów system ochrony zdrowia w Polsce może się rozsypać – alarmował wiceprezes Adam Niedzielski podczas konferencji MEDmeetsTECH, na której zaprezentowano raport poświęcony rynkowi polskich startupów medycznych. Podczas konferencji MEDmeetsTECH, która odbyła się 26 marca 2019 r. w Warszawie, dyskutowano m.in. o barierach w rozwoju startupów medycznych w Polsce. Punktem wyjścia był raport przygotowany we współpracy z agencją Atena Search & Consulting. 

„Uważam, że cały sektor startupowy związany z innowacjami w medycynie jest w gruncie rzeczy ratownikiem systemu ochrony zdrowia” – stwierdził dr n. ekon. Adam Niedzielski, zastępca prezesa NFZ ds. operacyjnych. „Mamy rosnący geometrycznie popyt na różne usługi medyczne i podaż, która stoi w miejscu – deficyt lekarzy i pielęgniarek. Te dwa trendy można zderzyć ze sobą wyłącznie za pomocą technologii” – przekonywał. Adam Niedzielski podkreślił, że nie tyle chodzi o technologie zwiększające efektywność, ile o rozwiązania, które pozwalają na wczesnych etapach wychwytywać pewne zjawiska i zmniejszać kosztochłonność interwencji. „Bez startupów system ochrony zdrowia może się rozsypać” – alarmował.

Na oszczędności, jakie pozwalają generować startupy, zwrócił również uwagę dr n. med. Łukasz Kołtowski, który dzielił się swoim doświadczeniem z wdrażania przenośnego spirometru AioCare we współpracy z Polpharmą. Wskazał na ważny aspekt, jakim jest trafne zdiagnozowanie przez twórców startupów potrzeb zarówno pacjentów, jak i lekarzy. „Lekarze rodzinni chcą robić spirometrię, ale nikt ich tego nie nauczył i się tego boją. Danie im narzędzia dowartościowało lekarzy – dzięki niemu mogą lepiej diagnozować pacjentów” – stwierdził dr Kołtowski. Kolejnym krokiem było dopracowanie produktu i dotarcie z nim poprzez przedstawicieli do konkretnych lekarzy. „U 23 proc. z 5 tys. przebadanych pacjentów wykryto obturację. Włączenie tanich leków generycznych pozwoliło na oszczędności” – podsumował.

Michał Pizon, współzałożyciel systemu teleopieki SiDLY, mówił o potrzebie certyfikacji startupów. Zapytany o korzyści ze współpracy z instytucjami samorządowymi, wskazał na skalę działania i minimalizację kosztów. Zwrócił też uwagę na zyski dla jednostek samorządowych. „Pomagamy im utrzymać założenia statusowe, które one muszą realizować, np. zapewnienie opieki socjalnej osobom niepełnosprawnym, seniorom. Staramy się tak dobierać modele finansowania, aby to było dla nich jak najbardziej atrakcyjne” – podsumował Michał Pizon.

Katarzyna Michalak-Magda z departamentu programów sektorowych Polskiego Funduszu Rozwoju zdradziła, że PFR zamierza stworzyć – wspólnie z Ministerstwem Zdrowia oraz Ministerstwem Rozwoju i Przedsiębiorczości – forum dialogu dla przedsiębiorstw z obszaru medtech. Takie działania zostały już podjęte w przypadku innych branż, m.in. biotechnologii.

Czego brakuje startupom? „Kapitału i kompetencji. Główna potrzeba pozostaje niezmienna: smart kapitał, smart money. Jeżeli kapitał, to połączony z wiedzą i doświadczeniem i z tym, że jeżeli budowany jest model biznesowy, to jest on konstruowany w ten sposób, że produkt będzie chroniony, certyfikowany, skalowalny, będzie spełniał potrzeby płatnika i będzie mógł wychodzić na zagraniczne rynki” – powiedziała Katarzyna Michalak-Magda.

Co wynika z „Raportu o startupach medycznych w Polsce”?

W raporcie przygotowanym przez MEDmeetsTECH i agencję Atena Search & Consulting uwzględniono 62 startupy (szacuje się, że w Polsce jest ok. 100 startupów medycznych) z różnych dziedzin medycyny, związane ze sportem, zdrowym stylem życia, odżywianiem. Zawiera on też opinie ekspertów (niektóre zacytowaliśmy poniżej), mających znaczący wpływ na medtech w Polsce. Badanie zrealizowano metodą CAWI w dniach 14.01-8.02.2019 r.

STARTUP to słowo, które jest rożnie definiowane. Najczęściej mówi się, że jest to organizacja szukająca modelu biznesowego, która posiada rozwiązanie lub produkt mający charakter innowacyjny. Taką też definicję przyjęli autorzy raportu.
Jak wynika z raportu, przeważająca większość założycieli startupów to mężczyźni (85 proc.). Z drugiej strony startupy założone przez kobiety, m.in. SiDLY, Pregnabit, Braster, PelviFly, wyróżniają się na tle innych – stwierdzają autorzy opracowania.

W przypadku branży medtech nie potwierdza się stereotyp,  że startupy zakładają głównie studenci zaczynający swoją przygodę z biznesem – 57 proc. założycieli startupów medycznych w Polsce jest w wieku 30-39 lat, czyli to młodzi, ale już  doświadczeni przedsiębiorcy.

38 proc. założycieli startupów ma wykształcenie techniczne, a 19 proc. medyczne. 80 proc. ma doświadczenie zawodowe z pracy w korporacji, firmie rodzinnej lub innym przedsiębiorstwie. 15 proc. deklaruje doświadczenie w pracy naukowej i dydaktycznej.

KiK podsumowuje pierwsze miesiące 2019 roku

8 nowo otwartych sklepów zlokalizowanych w całej Polsce i 5 zmodernizowanych sklepów z puli ponad 260 istniejących lokalizacji. Tak w żołnierskich słowach prezentują się działania KiK w pierwszych miesiącach tego roku. Co dalej? Sieć komunikuje, że jest to dopiero początek, a w tym roku na mapie Polski pojawi się jeszcze kilkadziesiąt nowych sklepów.

Dyskonty są obecne na polskim rynku od dawna, ale w ostatnim czasie można zaobserwować wzrost ich znaczenia. Sklepy, które cechowały niskie ceny od zawsze miały swoich zwolenników, jednak to te z nich, które oferują więcej niż tylko atrakcyjną cenę, mają silną pozycję wśród konkurencji. Co cenią klienci? Na przykład zgodność produktów z najnowszymi trendami, a także ich jakość. Słowem – doceniają wysoki standard w dyskontowej cenie. Przynajmniej tak jest w przypadku KiK, który zaledwie w ciągu 3 miesięcy oddał do użytku klientów blisko 5.000 mkw. powierzchni sprzedażowej. Do końca roku ta liczba ma przekroczyć 30.000 mkw. w postaci około 60 nowych sklepów, co da KiK-owi ponad 300 sklepów w Polsce.

Mariusz Kulik, dyrektor generalny sieci sklepów KiK
Mariusz Kulik, dyrektor generalny sieci sklepów KiK

– Pierwszy kwartał to dla nas zawsze chwila oddechu przed aktywnymi miesiącami. Nie oznacza to jednak zawieszenia działań. W minionym kwartale udało nam się pojawić w 8 nowych lokalizacjach i zmodernizować 5 istniejących sklepów. Dodatkowo sfinalizowaliśmy kolejne działania z obszaru CSR, przekazując pieniądze podarowane przez naszych klientów na rzecz Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. To bardzo dobre wyniki, ale to też przedsmak tego, co czeka nas w 2019 roku – mówi Mariusz Kulik, dyrektor generalny sieci sklepów KiK.

KiK prowadząc intensywną ekspansję wciąż poszukuje nowych lokali – optymalna przestrzeń oferowana klientom w ramach nowych sklepów powinna wynosić ok. 650 mkw. i znajdować się przede wszystkim w galeriach handlowych i retail parkach. Dodatkowym wymaganiem jest odpowiednia ilość miejsc parkingowych (co najmniej 15), a także możliwość atrakcyjnej zewnętrznej ekspozycji towaru.

Dziś w polskim hurcie paliwowym benzyna drożeje średnio 4 gr/l; a ON 2 gr/l

  • W ostatnim tygodniu: Pb95 +11 gr/l, ON +8 gr/l.
  • Od początku kwietnia: Pb95 +27 gr/l, ON +20 gr/l.
  • Od początku roku: Pb95 +1,03 zł/l (+25%), ON +0,66 zł/l (+15%).

W pierwszej połowie kwietnia hurtowe ceny benzyny (Pb95) przekroczyły poziom 5 zł/l brutto.

Ostatnio z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w październiku 2018 r. Hurtowe ceny ON utrzymują się powyżej 5 zł/l od początku kwietnia. Jednocześnie zmniejszała się w hurcie różnica cen Pb95/ON – 12.04 wynosząc zaledwie 18 zł/m3 – ostatnio  było tak w początkach września ub.r., kiedy to ceny diesla przeważyły ceny benzyny. Dziś ta różnica wynosi +12 zł/m3 w Orlenie i aż +21 w Lotosie zł/m3.

Dziś:

  • w Orlenie Pb95 notuje +31 zł/m3, osiągając 4232 zł/m3 netto  (5,21 zł/l brutto), a ON +23 zł/m3 : 4220 zł/m3 netto  (5,19 zł/l brutto);
  • w Lotosie Pb95 drożeje nieco mniej: +29 zł/m3, do 4231 zł/m3 netto  (5,20 zł/l brutto), a ON +10 zł/m3: 4210 zł/m3 netto  (5,18 zł/l brutto).

W porównaniu z 26 kwietnia 2018 r. średnio benzyna w hurcie polskich rafinerii jest dziś droższa 382 zł/m3, a ON zaś 392 zł/m3, tj. ok. +10% (ok. +47 gr/l brutto).

Średnia marża polskiej stacji w 17. tygodniu 2019 r.* ukształtowała się na poziomie -0,035 zł/l (-0,68% ceny paliwa), wobec: 0,00 zł/l w 9. tygodniu’19, i 0,08 zł/l (1,71%) jako średniej lutego. Przypomnijmy też, jak kształtowały się średnie marże w:

  • IV kwartale 2018 r.: 0,22 zł/l (4,49%).
  • II półroczu 2018 r. to: 0,11 zł/l (2,33%);
  • zaś w całym 2018 r. 0,06 zł/l, czyli 1,21% ceny litra paliwa.

* Zestawienie sporządzone wg monitoringu cen paliw prowadzonego przez Biuro Polskiej Izby Paliw Płynnych (notowanie z 26 kwietnia 2019 r.) (więcej na: paliwa.pl).

Firma Rodzinna 2.0 – przez tradycję do innowacji

W dn. 9 kwietnia na Stadionie Legii Warszawa im. Marszałka J. Piłsudskiego odbyła się konferencja pt. “Firma Rodzinna 2.0 – przez tradycję do innowacji” organizowana przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Wydarzenie było skierowane do przedsiębiorców rodzinnych, a dyskusja poświęcona najważniejszym elementom funkcjonowania firm – rozwojowi i bezpieczeństwu. Rodzinna atmosfera, merytoryczna debata oraz fascynujący widok z sali Skybox przyciągnęły ponad 80 przedsiębiorców z całego kraju. Wydarzenie było zapowiedzią 12. edycji Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych U-RODZINY, który odbędzie się 24-26 października br. w Warszawie.

Współgospodarzem wydarzenia było Miasto Stołeczne Warszawa. Do organizacji dołączyli również partnerzy strategiczni IFR: Kancelaria Ożóg Tomczykowski, Union Investment TFI, Grupa AXA w Polsce, BNP Paribas Bank Polska oraz agencja reklamowa Recevent, a także partner motoryzacyjny TMFlota.

Uczestników i gości wydarzenia powitała Prezes Zarządu IFR Ewa Sobkiewicz. W imieniu m.st. Warszawa głos zabrał Piotr Sawicki (Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego), który opowiedział o wsparciu Miasta dla przedsiębiorców, w szczególności sektora MŚP. O działalności Stowarzyszenia, bieżących projektach i głównych aktywnościach powiedział Krzysztof Ogorzałek, Członek Zarządu IFR. Przedstawił on także wstępne dane statystyczne z prowadzonego obecnie badania członków Stowarzyszenia –  informacje zebrane od 75% członków pokazują, że IFR reprezentuje ponad 540 firm, zatrudniających niemal 26,5 tys. pracowników, z obrotem rocznym ponad 6,9 mld zł w 2018 roku. Jednak główną częścią wystąpienia Krzysztofa Ogorzałka była uroczysta zapowiedź U-RODZIN 2019, krótkie przedstawienie programu oraz głównych ciekawostek 12. edycji Zjazdu. Ogłoszono także beneficjenta Balu Charytatywnego, którym jest Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa. W imieniu Fundacji wystąpił Marcin Milczarski.

Część merytoryczną konferencji rozpoczął panel przedsiębiorców pt. „Jak pokonać bariery w rozwoju firmy rodzinnej”, w którym wzięli udział Adam Rozwadowski (Enel-Med), Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka) i Robert Dąbrowski (Recevent). Dyskusję prowadził dziennikarz Paweł Rochowicz. Każdy z prelegentów podzielił się własnym doświadczeniem w prowadzeniu firmy rodzinnej oraz wspomniał o problemach, które spotkał na drodze do sukcesu. Adam Rozwadowski opowiedział o wejściu jego firmy na Giełdę Papierów Wartościowych. Grzegorz Putka wspomniał o problemach związanych z odzyskiwaniem VATu oraz kontrolami organów podatkowych, które często są dużym wyzwaniem dla płynności funkcjonowania firmy. Robert Dąbrowski opowiedział o tym, że jego firma, jako agencja reklamowa często spotyka się z koniecznością “uczenia” klientów, jak lepiej tworzyć i dystrybuować materiały reklamowe.

Drugi panel dyskusyjny – panel ekspertów skupiał się wokół tematu „Bezpieczeństwo firmy rodzinnej jako przewaga konkurencyjna”. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele partnerów strategicznych IFR: Anna Turska (Kancelaria Ożóg Tomczykowski), Małgorzata Popielewska (Union Investment TFI), Jerzy Śledziewski (BNP Paribas Bank Polska) oraz Agnieszka Żołędziowska-Kulig (Grupa AXA w Polsce). Dzięki różnym obszarom działalności, eksperci kompleksowo omówili kwestie bezpieczeństwa firmy rodzinnej. Rozmawiali m.in. o bezpieczeństwie podatkowym i kontrolach organów podatkowych, o znaczeniu ubezpieczenia działalności gospodarczej, o pracowniczych planach kapitałowych (PPK) i pracowniczych programach emerytalnych (PPE), a także bezpieczeństwie finansowym i inwestycyjnym. Zakończeniem części merytorycznej konferencji była otwarta dyskusja z udziałem uczestników oraz ekspertów. Po przerwie na rozmowy kuluarowe goście wydarzenia mieli okazję zwiedzić Centrum Ortopedii i Rehabilitacji Enel-Sport.

Konferencja była pierwszą z serii wydarzeń na Mazowszu (i nie tylko) zapowiadających 12. Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2019 w Warszawie. Więcej informacji o kolejnych wydarzeniach z „przed u-rodzinowej” serii  – już niebawem na:  www.firmyrodzinne.pl  oraz  www.u-rodziny.pl

Elemental Holding dołącza do EERA

Elemental Holding – europejski lider w recyklingu elektroniki i katalizatorów – dołącza do EERA, Europejskiego Stowarzyszenia Recyklingu Elektroniki. Celem EERA jest wspieranie budowy zamkniętego obiegu produkcyjnego, gdzie przetwarzane odpady wracają do gospodarki jako surowce do ponownego użycia. Współpraca europejskich firm w ramach EERA zakłada tworzenie efektywnych procesów recyklingu, kształtowanie otoczenia prawnego i eliminację nielegalnych praktyk rynkowych.

Paweł Jarski, prezes zarządu Elemental Holding
Paweł Jarski, prezes zarządu Elemental Holding

„EERA to pełen przegląd rynku UE pod kątem wprowadzenia i generowanych mas odpadów. Obejmuje wszystkie frakcje przetwarzane przez Elemental Holding: katalizatory, PCB, WEEE, baterie, metale. Stowarzyszenie działa na rzecz zrównoważonego rozwoju w gospodarce, prowadzenia odpowiedzialnej polityki w zakresie recyklingu i ochrony środowiska. Szczególnie dotyczy to trudno dostępnych surowców i ich roli w łańcuchu produkcyjnym” – powiedział Paweł Jarski, prezes zarządu Elemental Holding SA.

EERA prowadzi m.in. projekt CEWASTE, który ma za zadanie upowszechnić certyfikowany system odzysku odpadów i ich ponownego użycia w ramach globalnej społecznej odpowiedzialności firm za środowisko i strategii „Go Green”.

Członkowie EERA przetwarzają rocznie 2,2 miliona ton odpadów WEEE. Łączna ilość odpadów WEEE w Europie jest szacowana na 9 milionów ton, z czego zgodnie z legislacją do przetworzenia nadaje się tylko 3,5 miliona ton. Członkowie EERA mają na celu współpracę z producentami, rządami krajów i Komisją Europejską w zakresie zwiększenia liczby przetwarzanych odpadów oraz ich odzysku w ramach łańcucha produkcyjnego. Sektor recyklingu WEEE – wraz z punktami odbioru odpadów, dostawcami, przetwórcami – ma coraz większe znaczenie w globalnej gospodarce, zapewniając miejsca pracy dla ponad 10 tys. osób i pozwalając na zmniejszenie emisji CO2 na poziomie 2,9 mln ton rocznie.

Problemy na amerykańskim rynku pracy. Ropa znów w górę

W USA niespodziewanie wzrosła liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. Stopy procentowe w Turcji bez zmian, a waluta spada. Czarne złoto z kolejnym tygodniowym wzrostem.

Zaskoczenie w USA

Odczyty danych zza oceanu zaczęły się od pozytywnych informacji. Zamówienia na dobra były wyższe od oczekiwań. Szczególnie zauważalny był wzrost subindeksu dóbr trwałego użytku. Jednak niedługo później pokazano liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Okazała się o 15% większa od oczekiwań. Są to dane tygodniowe, zatem takie jednorazowe skoki w górę lub w dół nie są czymś niespotykanym. Należy natomiast pamiętać, że każda trwalsza zmiana bierze początek z jakichś danych. Jeżeli za tydzień  liczba wniosków o zasiłki znów wzrośnie, będzie to wskazywać na potencjalne problemy dla amerykańskiego rynku pracy. W takim wypadku waluty już raczej nie przyjmą tych wskaźników tak spokojnie.

Turecka lira znów słabnie

Bank Centralny Turcji, wbrew nadziejom rynków, nie podniósł stóp procentowych. Biorąc pod uwagę wysoką inflację i słabnącą walutę, ruch ten wydawał się oczywisty. Problemem są jednak naciski ze strony rządu, który bardzo nieprzychylnie patrzy na podwyżki stóp. Wypowiedź prezydenta, w której wskazuje wysoki poziom stóp procentowych jako winowajcę rosnącej inflacji, początkowo uważano za przejęzyczenie. Jednak kilkukrotne potwierdzenie tej tezy udowodniło analitykom, że w tym kraju mogą być problemy. Wczorajsza niespodzianka kosztowała turecką walutę kolejny 1% wartości. Należałoby przypomnieć, że w okolicach kryzysu z 2008 roku lira przekraczała wartością 2 złote. W tej chwili, ze względu na niestabilność polityczną i kryzys gospodarczy, spadła w okolicę 65 groszy.

Czarne złoto znów w górę

Ropa naftowa zaliczyła kolejny wzrostowy tydzień. Od wczorajszego szczytu (na poziomie 75,5 dolara za baryłkę) do dzisiaj spadła już o niemal dwa dolary, ale to w dalszym ciągu 8 tygodni wzrostów z rzędu. Jednym z powodów tej sytuacji były problemy z dostawami surowca z Rosji, który przestał być odbierany w Polsce ze względu na złe parametry techniczne. Nie bez znaczenia są oczywiście sankcje nałożone na Iran, czy spadające poziomy wydobycia w Libii, Nigerii i Wenezueli.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg. CBI,
  • 14:30 – USA – wstępne dane na temat wzrostu PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl