Rok po zakazie handlu w niedziele: dyskonty, drogerie i stacje benzynowe największymi beneficjentami

Minął rok od wprowadzenia nowych regulacji prawnych ograniczających handel w niedziele. Również rok temu firma Selectivv przeprowadziła badanie, dotyczące analizy zachowań użytkowników smartfonów i tabletów w pierwszą niedzielę bez handlu. Co się od tego czasu zmieniło? Czy Polacy przywykli do zamkniętych sklepów i znaleźli alternatywę dla weekendów spędzanych w centrach handlowych? Z nowej analizy Selectivv, przeprowadzonej rok później, wynika, że przede wszystkim zmienili swoje przyzwyczajenia i nawyki zakupowe.

Trade ban – rok późniejPowtórne badanie przeprowadzono na tej samej grupie – 511 221 użytkowników, którzy w ciągu 12 miesięcy poprzedzających wprowadzenie zakazu handlu, przynajmniej jedną niedzielę spędzili w punktach handlowych. Jak pokazują dane o lokalizacji pozyskiwane przez Selectivv, osoby te w dużej mierze stały się klientami takich sklepów jak: Biedronka, Lidl czy Kaufland.

Jak pokazują dane Selectivv od marca 2018, z oferty dyskontów korzystało regularnie 78% badanej grupy osób, czyli o 15p.p. (punktów procentowych) więcej niż w analogicznym okresie przed zakazem handlu. Znaczny wzrost stałych klientów w badanej grupie odnotowały również drogerie – Rossmann, Hebe i SuperPharm – 22p.p. więcej regularnie kupujących niż w ubiegłym roku. Może to oznaczać, że Polacy zamiast hipermarketów – w których dokonywali większych zakupów wszelkich niezbędnych produktów – wybierają obecnie szybsze zakupy w łatwiej dostępnych dyskontach spożywczych, a następnie odwiedzają drogerie, które posiadają szerszy wybór asortymentu z zakresu chemii domowej czy kosmetyków.

Wygląda na to, że – mimo zmian w ustawodawstwie – weekend nadal pozostał czasem, który Polacy poświęcają na zakupy. Analizując dane z dni poprzedzających niedziele bez handlu widać, że i w tym przypadku większymi beneficjentami są dyskonty. W piątki poprzedzające niedziele niehandlowe, galerie handlowe odwiedzało 12% badanych osób, co dało wzrost w tym dniu tygodnia na poziomie 7p.p. w skali rok do roku. Natomiast na zakupy w sobotę poprzedzającą dzień niehandlowy decydowało się 21% użytkowników, co przełożyło się na roczny wzrost na poziomie 12p.p. W przypadku danych o użytkownikach odwiedzających w tych dniach dyskonty – było to analogicznie 14% oraz 31% analizowanych użytkowników. Wzrost w piątki o 4p.p., a w soboty aż o 18p.p.

Na zakazie handlu w niedziele, korzystają również stacje benzynowe. W analizowanym okresie w niedziele handlowe ten typ lokalizacji odwiedzało jedynie 9% osób. Natomiast podczas gdy większość sklepów była zamknięta, na stacje benzynowe udawało się aż 31% badanych. Nasuwa się wniosek, że wprowadzony zakaz przyśpiesza transformację stacji paliw w punkty sprzedażowo-usługowe, posiadające coraz bogatszy asortyment produktów spożywczych takich jak pieczywo, owoce czy większą ofertę gastronomiczną.

Coraz częściej robimy także zakupy przez internet. Z tej formy korzysta regularnie już 36% osób ujętych w badaniu, czyli o 7p.p. więcej niż przed wejściem przepisów ograniczających handlowe niedziele.

Zebrane dane pozwoliły również na sprawdzenie, jak Polacy spędzali czas wolny od zakupów, w ciągu minionego roku. W niedziele wolne od handlu na rekreację na świeżym powietrzu decydowało się 35% badanych, podczas gdy w niedziele handlowe relaks w parkach, na placach zabaw czy na terenach spacerowych wybierało o 14p.p. mniej osób. W niedziele wolne od handlu, 2% z badanej grupy osób odwiedza galerie handlowe, głównie by skorzystać z oferty zlokalizowanych tam kin. Można zatem wysnuć wniosek, że zakaz handlu zadziałał na kina pozytywnie, o czym świadczy zwiększona frekwencja w tych miejscach. W dużym stopniu mógł się do tego przyczynić brak konkurencji ze sklepami, które dotychczas wybierali rodzice z dziećmi lub młodzież w niedzielne popołudnia.

Komunikat FED zaskoczył rynki

  • Złagodzenie polityki monetarnej FED
  • Koniec perspektywy budżetowej Unii Europejskiej wpłynie negatywnie na inwestycje
  • Wyniki produkcji budowlano-montażowej – odczyt jest „zdecydowanie lepszy” od oczekiwań rynku
  • Polskie obligacje skarbowe wciąż popularne
Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI
Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI

Dla rynków długu w ostatnich dniach najważniejszy był komunikat FED z 20 marca. Inwestorzy byli zaskoczeni gołębim nastawieniem FED’u.

Prognozy makroekonomiczne, na których oparła się amerykańska rezerwa federalna (FED), różniły się od grudniowej i były niższe. FED spodziewa się obniżenia tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych o ok. 0,2-0,1pp w 2019 roku przy zwiększonej stopie bezrobocia i jednocześnie obniżonej inflacji. Według członków FED inflacja może wzrosnąć dopiero w 2020 roku. Jednak powinniśmy pamiętać, że historycznie FED prognozował zwykle wyższą inflację, niż wykazywały to późniejsze odczyty.

Przed komunikatem FED rynki spodziewały się, że stopy procentowe spadną, a teraz te oczekiwania jeszcze się wzmocniły. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA zbliżyła się do poziomu 2,51-2,52 proc.

Komunikat FED opisał szczegółowo ścieżkę wstrzymania programu redukcji bilansu FED. Od teraz do września FED będzie stopniowo zmniejszał skalę nierolowanych obligacji. Od września bilans ma pozostawać na poziomie niezmienionym. Te informacje wywołały euforię na rynku długu amerykańskiego, za czym podążyły rynki europejskie.

Polskie obligacje skarbowe cieszą się dużym zainteresowaniem. 21 marca br. Ministerstwo Finansów przeprowadziło przetarg zamiany obligacji. Pomimo wysokich cen Ministerstwo sprzedało obligacje za 7 mld zł., popyt sięgnął 8,7 mld zł.

Napływają kolejne dobre dane z gospodarki polskiej, m.in. dobre wyniki produkcji budowlano-montażowej, częściowo dzięki utrzymującej się w lutym dobrej pogodzie. Dlatego też w dalszym ciągu nie widać spowolnienia gospodarczego w Polsce. Spodziewamy się wzrostu gospodarczego w 2019 roku. na poziomie rzędu 4 proc., chociaż najbardziej optymistycznie nastawieni na rynku analitycy prognozują nawet 4,5 proc. To w mojej opinii zbyt optymistyczne przewidywania, chociaż skala zapowiedzianych transferów zwiększających konsumpcję może te prognozy częściowo uzasadniać.

Wszystko wskazuje na to, że w 2019 roku poziom konsumpcji indywidualnej utrzyma się, a w 2020 roku będzie on dalej wspierał wzrost PKB, głównie dzięki częściowo niższej bazie z roku poprzedniego. Inwestycje sektora prywatnego utrzymują się na niskim poziomie. W inwestycjach publicznych, zwłaszcza sektora samorządowego, nie powinniśmy już spodziewać się wzrostów. Zbliżamy się też do końca perspektywy budżetowej Unii Europejskiej, co dodatkowo wpłynie negatywnie na inwestycje i spowoduje, że będą one w najbliższych latach spadały.

W perspektywie globalnej spodziewamy się dobrych wyników aktywów rynków rozwijających się ze względu na coraz niższe rentowności w USA. Najpierw transfery środków trafią na najbezpieczniejsze rynki rozwijające się, ale później mogą się kierować w stronę tych mniej bezpiecznych, ale bardziej agresywnych.

Andrzej Czarnecki, Dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Polski Instytut Dyrektorów o projekcie Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego

Środowisko polskiego rynku kapitałowego od wielu lat oczekiwało opracowania i konsekwentnej realizacji strategii rozwoju tego rynku. Z tego punktu widzenia opracowanie SRRK należy ocenić pozytywnie. Większość wskazanych celów i instrumentów ich osiągnięcia uważamy kierunkowo za właściwe. Zwracamy jednak uwagę, że nie jest to pierwszy – jak stwierdzono w tekście – plan rozwoju polskiego rynku kapitałowego. W 2004 roku przyjęto Strategię rozwoju rynku kapitałowego „Agenda Warsaw City 2010”. Środowisko PID aktywnie uczestniczyło w wypracowaniu tamtej strategii i z satysfakcją stwierdzamy, iż metodologicznie obydwa dokumenty się w dużym stopniu pokrywają. Niepokoi natomiast fakt, iż pomimo upływu 15 lat polski rynek kapitałowy w wielu obszarach nie osiągnął zakładanych wówczas zamierzeń rozwojowych, co najlepiej ilustruje fakt, iż kluczowe cele obecnej strategii dokładnie powtarzają cele rozwojowe określone w 2004 r. na 2010 r. (relacja kapitalizacji rynku do PKB czy płynność rynku).

Diagnoza

Potrzebne zaufanie, ład korporacyjny i edukacja; poprawić jakość nadzoru, wdrażanie przepisów i wzmocnić inwestorów instytucjonalnych

Punktem wyjścia każdej strategii musi być rzetelna ocena stanu bieżącego. Przygotowana z udziałem EBOR diagnoza barier rozwoju rynku jest ciekawa, ale zdaniem PID niewystarczająca, aby sformułować dokładny plan działania. Brak jest m.in., w naszej ocenie, analizy wpływu na rynek ograniczenia działalności kluczowej grupy inwestorów instytucjonalnych czyli OFE (a tym samym brakuje pomysłu na ich zastąpienie) czy wpływu na rynek obligacji kryzysu zaufania wywołanego aferą Getback. Wątpliwości budzi analiza wybranych zewnętrznych źródeł finansowania (rys. 1), gdyż nie ma tam kredytu bankowego – podstawowego sposobu finansowania się przedsiębiorstw. Wiele miejsca projekt SRRK poświęca stopie oszczędności i świadomości ekonomicznej społeczeństwa. Przykład wielu krajów wskazuje, że edukacja ekonomiczna już na wczesnym poziomie ma ogromne znaczenie dla świadomości finansowej społeczeństwa. Dokument odnosi się – i słusznie – do problemu edukacji, ale tylko w odniesieniu do uczestników rynku. Zdaniem PID konieczne są zmiany już na poziomie szkół podstawowych i ponadpodstawowych.

Diagnoza stanu rynku pomija problem liczby aktywnych inwestorów indywidualnych. Jest to fundament każdego efektywnego rynku i w związku z tym wzrost liczby inwestorów powinien być jednym z celów SRRK. Warto byłoby również określić, które ze zidentyfikowanych barier mają krytyczne znaczenie dla rozwoju rynku, a które drugorzędne i skupić na nich priorytety SRRK, gdyż doświadczenie pokazuje, że realizacja wszystkich zamierzeń w krótkim czasie jest niemożliwa. Wg PID do takich kluczowych barier należą: kryzys zaufania do rynku kapitałowego (w tym problem ładu korporacyjnego i misselingu),
likwidacja OFE i brak ich zastąpienia przez inną grupę polskich, długoterminowych inwestorów, edukacja oraz nieefektywność instytucjonalna (nadzór) i regulacyjna rynku w zakresie przepisów, stosowania i egzekucji prawa (enforcement).

Opinia Polskiego Instytutu Dyrektorów skupia się zatem na następujących obszarach: zaufanie, ład korporacyjny, polscy inwestorzy instytucjonalni, edukacja, regulacje, enforcement oraz – co niemniej istotne – tryb wdrożenia i realizacji SRRK. Postulowany proces wdrażania SRRK, w tym wyznaczenie grup roboczych przy RRRF, powinno być podporządkowane wskazanym wyżej zagadnieniom.
Zaufanie

Antyreformy, polityczne zatrzymania, niestabilne prawo

Stan polskiego rynku kapitałowego wskazuje potrzebę nie tyle wzmocnienia zaufania, ile jego odbudowy. Wszyscy uczestnicy i interesariusze rynku kapitałowego muszą być przekonani, że rynek ten jest ważnym elementem strategii rozwoju naszego kraju. Zaufanie do rynku kapitałowego uległo w ostatnich latach osłabieniu zarówno w odniesieniu do uczestników rynku kapitałowego (antyreforma OFE, ład korporacyjny, misselling), jak i otoczenia prawno-politycznego. Kwestia ta będzie też najważniejszym czynnikiem powodzenia programu PPK.

W tym miejscu chcielibyśmy zwrócić uwagę na antyreformę OFE z 2014 r. i funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Zmiany w OFE podważyły zaufanie do długoterminowej strategii Państwa dotyczącej rynku kapitałowego. SRRK – jak wspomnieliśmy – nie odnosi się niestety do przyszłych planów Rządu w kwestii OFE. Bez tego elementu trudno zakładać, że uda się zrealizować jakiekolwiek z nakreślonych celów strategii. W tym zakresie SRRK powinna być uzupełniona.

Zdajemy sobie sprawę, iż tematyka funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości nie leży w zakresie kompetencji resortu właściwego dla instytucji finansowych, ale nie możemy ignorować faktu wpływu tego otoczenia na rynek finansowy. Przykładowo, dla poważnej grupy inwestorów (również polskich) kontrowersje wokół reformy sądownictwa budzą niepokój czy w sytuacjach konfliktowych ich interesy będą w Polsce chronione, w tym na równi z polskimi podmiotami państwowymi. Coraz liczniejsze, równie kontrowersyjne co spektakularne, zatrzymania menedżerów spółek publicznych tworzą wokół rynku kapitałowego klimat aferalny i budzą ryzyko obniżenia jakości zarządzania poważną grupą spółek publicznych z uwagi na ryzyko polityczne Trudno będzie zbudować zaufanie do rynku kapitałowego, jeżeli będą się nadal pojawiać przypadki nadużywania organów ścigania z przyczyn pozamerytorycznych.

Podatki

Likwidacja anomalii

Uważamy, że propozycje podatkowe są krokiem w dobrym kierunku. Zwracamy jednak uwagę na dyskryminację podatkową długoterminowych inwestorów na rynku akcji w porównaniu z inwestowaniem w nieruchomości (zwolnienie z podatku odzysków kapitałowych po okresie pięciu lat).

Postulujemy zniesienie obowiązującego podatku od podwyższenia wartości nominalnej akcji, który nie generuje dla spółki żadnych korzyści ekonomicznych, a pociąga za sobą istotne koszty podatkowe (vide PGE w 2016r.). Wspieramy możliwość podatkowej kompensacji zysków i strat inwestycji w różne instrumenty finansowe i jednostki uczestnictwa FIO oraz eliminację podwójnego opodatkowania odsetek od obligacji na rynku wtórnym.

Edukacja

Prześcignąć Białoruś

Jak wspomnieliśmy, SRRK wielokrotnie odnosi się do stopy oszczędności w Polsce. Stan obecny – niezadowalający jak słusznie zauważono – jest wynikiem wielu czynników, z których warto wymienić wzorce kulturowe będące m.in. efektem niewielkiej świadomości ekonomicznej społeczeństwa. Porażający jest rys. 13, na którym widać najniższą (za Białorusią) pozycję Polski w dziedzinie wiedzy finansowej naszych obywateli. Tabela ta jest równie przerażająca, co tłumacząca wiele zjawisk ekonomicznych, społecznych i politycznych w naszym kraju.

Zdaniem PID podjęcie działań w tym zakresie ma strategicznie fundamentalne znaczenie dla polskiego społeczeństwa. Nauka podstaw finansów i ekonomii, wdrażanie postaw przedsiębiorczych i pro oszczędnościowych powinno zaczynać się od szkoły podstawowej (konieczna zmiana podstawy programowej w tym zakresie) i SRRK jest właściwym miejscem dla określenia postulatów i potencjalnie konkretnych działań w tym zakresie. Dlatego uważamy za konieczne włączenie w tym obszarze do współpracy MEN.

Ład korporacyjny

Wrócić do Dobrych Praktyk

Choć już mija 20 lat od początków ruchu corporate governance w Polsce, dążenie do naprawy ładu korporacyjnego jest równie aktualne, a obecnie nawet pilniejsze niż w 1999 r., gdyż sytuacja w ostatnich latach uległa w Polsce dramatycznemu pogorszeniu.
Naczelnym zadaniem władz spółki publicznej powinna być budowa wartości przedsiębiorstwa i działanie zgodne z interesem spółki. Wciąż aktualny jest cel spółki, określony w „Dobrych praktykach w spółkach publicznych w 2002″ jako powiększanie majątku powierzonego przez akcjonariuszy z uwzględnieniem praw i interesów pozostałych interesariuszy spółki. Realizacja innych celów, zwłaszcza sprzecznych z interesem spółki, grozi poważnymi konsekwencjami..

W tym kontekście za nierealny i nietrafny metodologicznie uważamy postulat wymogu osiągania wskaźnika C/Z przez menedżerów SSP na poziomie porównywalnym z krajami UE. Zarządy SSP powinny kierować się w swojej pracy dokładnie tymi samymi zasadami jak zarządy spółek prywatnych. Należy zwrócić uwagę, iż również w przypadku spółek prywatnych mają miejsce zmiany strategii, poważne inwestycje strategiczne; rzecz polega na transparencji w komunikowaniu o nich rynkowi. Warto zauważyć, że tego typu zasady były przyjmowane przez różne rządy, a ich wpływ na poprawę ładu korporacyjnego w spółkach Skarbu Państwa był trudno zauważalny. Bez determinacji najwyższych
czynników rządowych w tym zakresie nawet najlepiej napisane cele strategiczne pozostaną na papierze.

PID od zawsze stał na straży przestrzegania ładu korporacyjnego i cieszy nas umiejscowienie tej problematyki wśród celów SRRK. Uważamy przy tym, że dokument powinien wprost odnieść się do obowiązujących Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW. Postulowane w Strategii dodatkowe uprawnienia dla GPW (publicznie ogłaszane ratingi corporate governance, weryfikacja oświadczeń, sankcje za nieprzestrzeganie) będą bardzo trudne w realizacji. Konieczny będzie podział tych zadań między GPW, KNF, oraz niezależną instytucję reprezentującą inwestorów prywatnych, którzy najbardziej są predysponowani do oceny jakości ładu korporacyjnego w notowanych spółkach.

Stosowanie prawa

Dobre prawo jest egzekwowane

Niezależnie od stosowania zasad ładu korporacyjnego uważamy za niezbędne wzmocnienie enforcementu w zakresie ochrony interesów inwestorów na rynku kapitałowym. Przewlekłość postępowań, ich nieskuteczność, brak profesjonalizmu kadr organów ścigania i sądów powodują bezkarność osób nadużywających zaufania inwestorów a tym samym brak zaufania do rynku jako całości. To bolączka rynku praktycznie od momentu jego powstania. Pomysł z wprowadzeniem sądu (a być może również wydziałów prokuratury) specjalizującego się w sprawach rynku finansowego uważamy zatem za bardzo dobry, podobnie jak pozostałych wskazanych działań mających na celu ochronę inwestorów. Cieszy nas wskazanie szeregu zadań dla KNF (w tym szczególnie w zakresie wymogów w odniesieniu do poziomu świadczonych usług), której efektywne, sprawne działanie jest fundamentem sprawności regulacyjnej rynku.

Wdrożenie Strategii

Kto i kiedy?

W tej sytuacji kluczową staje się funkcja wdrożenia i zarządzanie projektem, co zawsze było słabszym punktem poprzednich planów rozwoju rynku kapitałowego w Polsce. O sukcesie SRRK zadecyduje ranga i autorytet Pełnomocnika w relacji do władz państwowych i uczestników rynku. Warto przypomnieć, że na początku odbudowy polskiego rynku kapitałowego funkcja koordynacyjna była przypisana Pełnomocnikowi Rządu w randze Wiceministra Finansów.

Należy mieć nadzieję, że Pełnomocnik i jego zespół będą dysponować odpowiednim budżetem i nie będą obarczeni innymi zadaniami. Ponieważ realizacja SRRK wymaga przejrzystości i współpracy z interesariuszami rynku kapitałowego postulujemy, aby były upubliczniane okresowe raporty Pełnomocnika, z wyszczególnieniem celów zrealizowanych i w realizacji. Ponadto zwracamy uwagę na ryzyko obarczenia uczestników rynku kosztem funkcjonowania proponowanych nowych instytucji (Pełnomocnik, Zespół Specjalistów, Przedstawicielstwo w Brukseli, Rada i Fundusz Edukacji Finansowej).

Strategia w małym zakresie wspomina o pozycji polskiego rynku kapitałowego w Europie. Dokument jest bardzo skoncentrowany na lokalnym rynku i pomija kwestie konkurencyjności międzynarodowej, nie wyciąga wniosków z zachodzących zmian na europejskich oraz globalnych rynkach kapitałowych. Nie ma odniesienia do koncepcji budowy w Warszawie środkowoeuropejskiego centrum finansowego (Warsaw City). Przez wiele lat taki plan w postaci Programu Rządowego był realizowany, a fundacja wspierająca takie działania była planowana przez GPW. W przeciwieństwie do wielu stolic i miast europejskich (Londyn, Paryż, Frankfurt) nadal nie mamy organizacji czy fundacji promującej Warszawę jako regionalne centrum finansowe.

Strategia tylko w nielicznych przypadkach podaje daty osiągnięcia zamierzonych celów, praktycznie bez wyznaczania kamieni milowych ich realizacji. Tym się negatywnie różni od Agendy Warsaw City 2010, która zawierała dokładny harmonogram realizacji poszczególnych zadań. Rok 2025 jest zbyt odległy jako miernik skuteczności Strategii.

Kwestie szczegółowe

Podzielamy pogląd, iż należy rozważyć umożliwienie bankom bezpośredniego dostępu do obrotu zorganizowanego w Polsce. Potencjalnie jeszcze większe znaczenie może mieć zapewnienie bezpośredniego dostępu do rynku szerszych grup inwestorów indywidualnych do rynku (DMA). Rozwój technologii fintechowych, w zakresie których Polska jest liderem, może odegrać w tym względzie ogromną rolę. Trzeba tylko stworzyć odpowiednie warunki regulacyjne i ekonomiczne (koszty transakcyjne).

Powyższe stanowisko zostało przyjęte przez poszerzony skład Rady Programowej Polskiego Instytutu Dyrektorów.

Polski Instytut Dyrektorów ma nadzieję, że Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego po odpowiednich poprawkach i uzupełnieniach zostanie jak najszybciej wdrożona i będzie realizowana w sposób profesjonalny i skuteczny.

dr Wiesław Rozłucki, Prezes Zarządu, Fundacja Polski Instytut Dyrektorów

Union Investment TFI: Rynki czekają na wiążące decyzje polityków

  • Amerykańska gospodarka wciąż mocna. FED zaskoczył obniżeniem prognoz PKB i decyzją o wygaszaniu polityki bilansowej
  • Europa wciąż bez porozumienia w sprawie brexitu
  • Na linii Washington – Pekin bez przełomu
Marek Straszak, zarządzający funduszami w Union Investment TFI.
Marek Straszak, zarządzający funduszami w Union Investment TFI.

FED zgodnie z listopadową zapowiedzią pozostawił stopy procentowe w USA na tym samym poziomie. Jednocześnie poinformowano, że podwyżki mogą się pojawić dopiero w przyszłym roku. To niestandardowy cykl, bo historycznie po podwyżkach następowały obniżki, a tym razem rynek ma spodziewać się kolejnych podwyżek, ale odsuniętych w czasie. W swoim komunikacie FED o 0,2 proc. obniżył też prognozę wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych w 2019 r. Ważna była informacja o stopniowym wygaszaniu polityki zmniejszania sumy bilansowej FED.

Ogólny obraz rynków kapitałowych za oceanem jest mocny, a wyniki spółek są lepsze niż rok temu. Nie jest to jednak ta sama skala, do której przyzwyczailiśmy się w 2018 r. Banki inwestycyjne raczej obniżają prognozy dla spółek i przewidują, że ich wyniki będą rosły teraz średnio po 10 proc. w ujęciu r/r, podczas gdy rok temu przewidywały one wzrosty zysków po ok. 20 proc. z uwagi na przeprowadzaną reformę podatkową.

W efekcie tych wskazanych powyżej czynników inwestorzy są na rozdrożu
i zastanawiają się, co będzie dalej, bo z jednej strony wyniki spółek poprawiają się, a z drugiej nadchodzi spowolnienie gospodarcze. Warto przypomnieć, że hossa trwa już dziesiąty rok, czyli mamy do czynienia z wyjątkowo długim okresem makroekonomicznym dobrej koniunktury.

Rynki uważnie obserwują też wydarzenia na froncie wojny handlowej USA – Chiny. W powszechnej opinii analityków rynku, prezydent USA zbyt wcześnie ogłosił zwycięstwo, przez co znalazł się pod wzmożoną presją przeciwnika. Odwleka się w czasie kolejna tura rozmów: miały się odbyć do 1 marca, później termin ten przesunięto na koniec marca, a teraz mowa jest o możliwym spotkaniu Donald Trump – Xi Jinping dopiero w kwietniu. Być może w obliczu braku sukcesów w rozmowach z Chinami, USA zdecydują się na otwarcie frontu w wojnie handlowej z Unią Europejską, gdzie kością niezgody mogą być przede wszystkim cła na samochody z Europy sprowadzane za Atlantyk.

W Europie tematem numer jeden wciąż jest brexit. Fiasko kolejnych rozmów Theresy May z brytyjskim parlamentem oraz zmieniające się scenariusze, na jakich Wielka Brytania opuści Unię Europejską, uniemożliwiają inwestorom rzetelną ocenę sytuacji. Rynki czekają na wiążące rozwiązania i ostateczne decyzje polityków.

Marek Straszak, Portfolio Manager Union Investment TFI

Portfel Globalworth osiąga milion mkw. i wartość 2,5 mld euro

W 2018 roku Globalworth, wiodący inwestor biurowy w Polsce i Rumunii, odnotował 36-procentowy wzrost wartości portfela w stosunku do 2017, osiągający poziom 2,5 mld euro. Udział Rumunii i Polski w portfelu wynosi odpowiednio 51% i 49%. Jednocześnie Globalworth pozyskał kolejnych 250 000 mkw., co daje firmie łączne zasoby 1 mln mkw. powierzchni najmu brutto. Ze względu na dynamiczny rozwój Globalworth w Polsce oraz prowadzone w Rumunii projekty deweloperskie, przychód operacyjny netto (NOI) firmy odnotował imponujący wzrost o ponad 160% rok do roku i przekroczył 133 mln euro. 

Ubiegły rok był dla Globalworth wyjątkowy, ponieważ kontynuowaliśmy strategię rozwoju zarówno poprzez inwestycje w aktywa generujące dochód, jak i budowę nowych projektów, co odzwierciedlają świetne wyniki finansowe. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że mogliśmy włączyć do naszego portfolio kilka z najbardziej rozpoznawalnych nieruchomości biurowych w Polsce, a trzy nasze akwizycje zaliczają się do dziesiątki największych transakcji biurowych minionego roku. Kupiliśmy pięć budynków, dodając do naszego portfolio ponad 185 000 mkw. powierzchni biurowej klasy A. Nabycia te pomogły nam uplasować Globalworth jako wiodącego właściciela biur w regionie Europy Środkowo-Wschodniej z portfelem najlepszych aktywów zarządzanym przez silny zespół doświadczonych specjalistów.

Dimitris Raptis, Zastępca Dyrektora Generalnego oraz Dyrektora ds. Inwestycji w Globalworth, oraz Dyrektor Generalny Globalworth Poland

W 2018 roku Globalworth przeprowadził w Polsce pięć akwizycji biurowych na łączną kwotę ponad 538 mln euro: Lumen i Skylight, Warta Tower, Spektrum Tower w Warszawie (łącznie 346 mln euro), Quattro Business Park w Krakowie (139 mln euro) i West Link we Wrocławiu (35,8 mln euro). Ponadto firma zakupiła trzy działki w Bukareszcie pod budowę nowych projektów biurowych (17,5 mln euro). Globalworth podpisał także umowy najmu na łączną powierzchnię 121 800 mkw. w Polsce i Rumunii, w tym 67 900 mkw. dotyczyło nowych umów, a 54 000 mkw. przedłużeń. W Polsce firma przenegocjowała umowy najmu dla łącznego wolumenu ponad 45 500 mkw. powierzchni brutto, 20 000 mkw. dotyczyło nowych umów najmu, a 25 700 mkw. – przedłużeń.

Aktywność firm z sektora BPO/SSC na największych rynkach biurowych w Polsce

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

W ubiegłym roku najemcy reprezentujący branżę usług dla biznesu wynajęli ok. 380 000 mkw., co stanowi jedną czwartą popytu w głównych miastach i ponad połowę zapotrzebowania na biura, kiedy weźmiemy pod uwagę tylko największe aglomeracje poza stolicą. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

To bardzo podobny wynik do tego zarejestrowanego w 2017 r., co potwierdza istotną rolę jaką odgrywają firmy z sektora usług dla biznesu na rynku biurowym i w polskiej gospodarce.

Anna Młyniec, JLL
Anna Młyniec, JLL

Warto zwrócić uwagę nie tylko na to, w jaki sposób firmy BPO/SSC wspierają wzrost sektora biurowego w Polsce, ale również – jak zmieniają jego jakość. Najemcy z branży usług szukają zrównoważonych, nowoczesnych biur z ciekawym designem i wyposażonych w najnowsze rozwiązania technologiczne, co z kolei przekłada się na podaż takich powierzchni. W ten sposób poziomem oferowanych przestrzeni doganiamy największe zachodnioeuropejskie rynki. – Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy w JLL

Jak wynika z danych JLL, w 2018 roku najwyższy udział w wynajętej powierzchni biurowej uzyskał Kraków – 64% (ponad 130 000 mkw. w ramach umów najmu). Drugie miejsce, z 57% (blisko 50 000 mkw.), przypadło Trójmiastu, a trzecie z 52% (ponad 80 000 mkw.) zajął Wrocław, w którym podpisano w tym czasie również dwie największe umowy najmu. Największe transakcje najmu zawarły takie firmy jak: IBM (ok. 18 000 mkw., Wojdyła Business Park, Wrocław), Nokia 16 000 mkw. (Green Towers, również Wrocław). Trzecia największa transakcja przypadła na Kraków i kompleks Enterprise Park, gdzie firma Aptiv zdecydowała się odnowić i powiększyć swoją przestrzeń do 15 000 mkw.

Miasto Udział sektora usług dla biznesu w popycie
Kraków 64%
Trójmiasto 57%
Wrocław 52%
Łódź 49%
Katowice 44%
Poznań 25%
Warszawa 5%

Źródło: JLL, www.bazabiur.pl, 2018 r.

Uberyzacja w edukacji

43% Polaków deklaruje, że pracuje za dużo[1], a blisko co drugi z powodu natłoku innych obowiązków rezygnuje w ciągu dnia z chwili tylko dla siebie[2]. W zabieganej codzienności nie dziwi więc to, że szukamy rozwiązań dopasowujących się do naszych możliwości czasowych. W odpowiedzi na ten problem coraz popularniejszy w Polsce staje się system usług na żądanie, dopasowujących się do naszych wypełnionych po brzegi kalendarzy.

Uberyzacja gospodarki

Ułatwieniem związanym z brakiem czasu mogą być tzw. usługi na żądanie. Rynek ten rewolucjonizuje obecnie zachowania handlowe na całym świecie. Zaczęło się od szybszego sposobu zamawiania taksówki – tak powstał model biznesowy Ubera. W następstwie ogromnego sukcesu firmy, pojęcie uberyzacja stało się najpopularniejszym terminem biznesowym w ciągu ostatnich kilku lat i pozostanie takie dopóki – jak to określił amerykański Forbes – nie zuberyzujemy całej gospodarki.

Dzięki usługom na żądanie użytkownicy mogą zaspokajać swoje potrzeby w dowolnym momencie. W zamian za wykorzystane zasoby muszą tylko zapłacić kwotę proporcjonalną do ich użycia. Firmy, które spełniają takie zapotrzebowanie, zazwyczaj świadczą swoje usługi za pośrednictwem platform IT. Co ciekawe, ten model biznesowy przeniknął w ostatnim czasie również do edukacji.

Coś więcej niż aplikacja do nauki

Aplikacji edukacyjnych są już setki tysięcy. Dają możliwość nauki między innymi matematyki, geografii, historii czy języków obcych. Oczywiste jest to, że możemy z nich korzystać wtedy, kiedy tylko mamy na to czas.

Przykładem jeszcze szerszego wykorzystania możliwości, które daje technologia, jest stworzona przez dwóch Polaków platforma Tutlo. Oferuje ona dostęp do kilkunastu polskich lektorów i ponad 200 anglojęzycznych native speakerów z kilkunastu krajów, m.in.: Wielkiej Brytanii, Australii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady. Lekcje odbywają się w formule na żądanie – łączymy się poprzez video z wybranym nauczycielem bez wcześniejszego umawiania się na konkretną godzinę.

Angielski na żądanie

Istnieją na rynku platformy, które tak jak my oferują naukę z zagranicznymi lektorami, jednak zarówno w nich, jak i w szkołach stacjonarnych lekcje odbywają się o ustalonej porze lub trzeba się na nie umawiać. W tym aspekcie Tutlo oferuje kompletną rewolucję – lekcje odbywasz, kiedy chcesz i gdzie chcesz, bez wcześniejszego umawiania się – komentuje Tomasz Jabłoński, współzałożyciel i członek zarządu Tutlo.

Korzystając z aktualnej wiedzy naukowej na temat nauki języków, w Tutlo wykorzystywana jest metoda immersji. Nauka z native speakerem dostarcza zbliżonych efektów jak podczas pobytu za granicą – następuje dosłowne zanurzenie się w języku. Ponadto standardowa lekcja w Tutlo trwa jedynie 20 minut, a zatem znacznie łatwiej zmieścić ją w napiętym harmonogramie dnia.

[1] Gumtree, Raport „ Aktywni+, praca w życiu, życie w pracy”, 2018 r.

[2] SW Research, Coca-Cola Poland Services Badanie, „Czy Polacy potrafią zwolnić? Czyli „me time” w praktyce”, 2018 r.

Zagraniczny podatek VAT a koszty uzyskania przychodu

Przepis art. 16 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych zawiera katalog wydatków, które nie mogą zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Takim wydatkiem jest m.in. podatek od towarów i usług. Jak to zazwyczaj bywa na gruncie prawa podatkowego, prawodawca ustanowił kilka wyjątków, w związku z którymi podatek VAT może jednak obniżyć przychód podatkowy. Wyjątki te uregulowano w art. 16 ust. 1 pkt 46 ustawy.

W świetle powyższego powstaje pytanie, czy podatek VAT zapłacony w innym niż Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej może stanowić koszt uzyskania przychodu?

Zagraniczny podatek VAT

Aby lepiej zobrazować problem, jaki rysuje się przed podatnikami, warto rozważyć przykładowy stan faktyczny. Podatnik w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą nabywa we Francji określone towary. Sprzedaż tych towarów przez francuski podmiot odbywa się w ramach lokalnej dostawy towarów. Założyć tutaj należy, że z określonych względów podatnik francuski nie może zastosować zerowej stawki VAT w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. Tym samym nabywane we Francji towary będą opodatkowane francuskim podatkiem od towarów i usług.

W takim stanie faktycznym pojawia się wątpliwość, czy podatnik może zaliczyć zagraniczny podatek od towarów i usług do kosztów podatkowych. Rodzi się również wątpliwość, czy zwrot podatku otrzymany od francuskich władz podatkowych powinien stanowić przychód podatkowy. Wyjaśnienia przy tym wymaga, że podatek VAT zapłacony za granicą może zostać zwrócony polskiemu nabywcy, o ile spełnione są warunki przewidziane w tamtejszej jurysdykcji.

Rozbieżności w orzecznictwie

Rozstrzygnięcie przedmiotowych wątpliwości zostało dokonane na gruncie orzecznictwa sądowego oraz orzecznictwa organów podatkowych. Uwypuklić jednak należy, że sądy oraz fiskus wypracowały w tym zakresie odrębne stanowiska. Mianowicie, zgodnie z konkluzją sądów zagraniczny podatek VAT nie może zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodu. Władze skarbowe uważają natomiast przeciwnie i podatek ten może powiększyć koszty podatkowe.

Istota sporu

Kością niezgody jest tutaj definicja legalna podatku od wartości dodanej. Organy sygnalizują bowiem, że ilekroć w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych jest mowa o ustawie o podatku od towarów i usług, oznacza to ustawę z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług. Z kolei ta ostatnia wskazuje, że przez podatek od wartości dodanej rozumie się podatek od wartości dodanej nakładany na terytorium państwa członkowskiego, z wyjątkiem podatku od towarów i usług nakładanego polską ustawą o podatku VAT.

Fiskus wychodzi zatem z konkluzją, że ustawa o podatku VAT rozróżnia pojęcie podatku od wartości dodanej i pojęcie podatku od towarów i usług. Tym samym sformułowanie „podatek od towarów i usług” jest określeniem podatku od wartości dodanej obowiązującym wyłącznie w Polsce, a nie w innych krajach.

Odnosząc powyższe do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, wyłączenie możliwości zaliczenia podatku VAT do kosztów uzyskania przychodu będzie miało zastosowanie tylko do polskiego podatku VAT. Skutkiem tego zagraniczny podatek VAT może zostać zaliczony do kosztów podatkowych.

Stanowisko sądów administracyjnych jest natomiast odmienne. Podobnie jak organy, wskazuję one, że na gruncie ustawy o podatku VAT przez podatek od wartości dodanej rozumie się podatek od wartości dodanej nakładany na terytorium państwa członkowskiego, z wyjątkiem podatku od towarów i usług nakładanego polską ustawą. Zdaniem sądów definicja ta pełni funkcję porządkową i jej celem jest osiągnięcie jasności znaczeniowej. Tym samym ustawa nakazuje dany podatek nakładany na terytorium państw członkowskich UE określać jako podatek od wartości dodanej, podczas gdy adekwatną nazwą dla tego podatku, nakładanego na mocy polskiej ustawy, jest pojęcie podatek od towarów i usług. W konsekwencji zagraniczny podatek VAT nie stanowi kosztu podatkowego, a zwrot tego podatku otrzymany za granicą nie stanowi przychodu podatkowego.

Podsumowanie

Przedmiotowe zagadnienie jest kolejnym dowodem na to, że podatnik nie może być pewien prawidłowości deklarowanej przez siebie wysokości podatku, nawet w obliczu – wydawałoby się – jasno brzmiących przepisów prawa.

Omawiane zagadnienie stawia więc podatników w dość trudnej sytuacji, bowiem zmuszeni są oni do wybrania odpowiedniego rozumienia przepisów, które jest inne w zależności od podmiotu wydającego rozstrzygnięcie.

W takich sytuacjach nieodzowna jest analiza orzeczeń sądowo-administracyjnych, na podstawie których obrać należy najbezpieczniejszy scenariusz. Z pomocą przychodzi również Ordynacja podatkowa i wynikająca z niej instytucja utrwalonej praktyki interpretacyjnej organów Krajowej Administracji Skarbowej. Zastosowanie się do takiej praktyki, czyli ugruntowanego orzecznictwa fiskusa, chroni bowiem podatników, nawet w przypadku zmiany wykładni określonych przepisów przez organy podatkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

5 najbardziej innowacyjnych miast średnich – wyniki raportu ABSL dla Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), na zlecenie Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, przeanalizował 35 miast średniej wielkości pod kątem ich atrakcyjności dla inwestorów poszukujących lokalizacji pod działalność biznesową i tworzenie nowych miejsc w sektorze usług biznesowych (BPO, SSC, IT, R&D). Jednym z elementów analizy było sprawdzenie innowacyjności tych miast – ABSL wytypował liderów innowacyjności wśród miast średnich, stosując pięciostopniową skalę.

– Źródła kreatywności i innowacyjności w miastach średniej wielkości są wynikiem kilku czynników: jakości kapitału ludzkiego w instytucjach samorządowych i dobrego przywództwa, zdolności finansowych samorządów czy aspiracji i poziomu oczekiwań mieszkańców, a przede wszystkim – istniejącego w danym mieście kapitału społecznego. Innowacyjności sprzyja też dobrze funkcjonująca współpraca pomiędzy lokalną administracją, biznesem i uczelniami, a w skali ponadlokalnej – dostęp do wiedzy w ramach wiodących sieci uczelni krajowych i międzynarodowych. Potencjał innowacyjny mogą też wyzwolić działania mające na celu przezwyciężenie barier rozwojowych, np. poprzez pilotażowe czy modelowe programy rewitalizacji – mówi Janusz Górecki, szef działu analiz ABSL i współautor raportu.

Analiza przeprowadzona przez ABSL pozwoliła na stworzenie typologii badanych miast, gdzie kryteriami były: głębokość i skala innowacji, różnorodność sfer, w których wprowadzono innowacje i to czy były to pojedyncze działania czy też komplementarny system pozwalający na wygenerowanie efektów synergii. ABSL, opierając się na klasyfikacji „European Innovation Scoreboard”, wyróżnił 5 szczebli: liderzy, silni innowatorzy, aspirujący innowatorzy, umiarkowani innowatorzy i skromni innowatorzy.

Do grona liderów zaliczono Płock – to miasto zdecydowanie wyróżnia się na mapie innowacyjności polskich miast średniej wielkości. Jako silnych innowatorów wyróżniono: Opole, Wałbrzych, Tarnów i Piłę. Działania w siedmiu ośrodkach pozwalają na wyróżnienie ich jako aspirujących innowatorów. Są to: Nysa, Legnica, Koszalin, Krosno, Elbląg, Nowy Sącz i Gorzów Wielkopolski.

Najbardziej innowacyjne miasta średniej wielkości z grupy miast badanych przez ABSL

Liderzy

Płock

Płock został uznany za lidera innowacyjności, wyróżniając się systemowymi i różnorodnymi rozwiązaniami innowacyjnymi w skali krajowej i międzynarodowej. Miasto jest animatorem kompleksowych działań na rzecz rozwoju przedsiębiorczości (m.in. przestrzeń co-workingowa Przetwórnia, koordynacja Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości, Hackathon City Coders Płock) i konsekwentnie buduje swoją markę na poziomie międzynarodowym poprzez globalną sieć CIFAL UNITAR (Płock jest jedną z 15 lokalizacji biura CIFIAL na świecie). Ponadto miasto jest strategicznym partnerem Europejskiego Kongresu Gospodarczego, odgrywa aktywną rolę w Baltic Business Forum i Forum Rozwoju Mazowsza  oraz jest obecne w ratingu Fitch. Płock jest też liderem w zakresie wdrażania Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w Polsce (organizator m.in. Międzynarodowego Forum PPP), wprowadza innowacje konceptualne, takie jak strategia zrównoważonego rozwoju Płock 3.0 (na lata 2018-2030) czy podejmuje działania na rzecz centrum kompetencyjnego rolnictwa miejskiego. W Płocku wdrożono też kompleksowe działania wspierające innowacyjność (Rada Innowacji, PPP-T, AIP, udział w projekcie Akcelerator Technologii Informacyjnej, współpraca z NCBiR w ramach projektów elektromobilności), prowadzi się tu aktywnie politykę mieszkaniową nastawioną na przyciągnięcie młodych mieszkańców, wyróżnia się też podejście do rewitalizacji (Staromiejskie Centrum Biznesu Przetwórnia, wielofunkcyjny dworzec PKP). W Płocku dobrze funkcjonuje współpraca na linii administracja-biznes-uczelnie.

Silni innowatorzy

Opole

Opole, jako silny innowator, pochwalić może się stworzeniem strategicznego systemu budowy kapitału ludzkiego (wielostronne wsparcie systemu szkolnictwa publicznego w mieście na rożnych szczeblach, Program TBS Mieszkanie dla Specjalisty), wdrażaniem systemowych innowacji, w tym kompleksowo rozumianej idei smart city, zdolnością przyciągnięcia wiodących europejskich instytucji badawczych, np. Instytutu Fraunhofera czy modelową współpracą na linii samorząd-uczelnie-biznes.

Wałbrzych

Wałbrzych tytuł silnego innowatora zawdzięcza powołaniu Aglomeracji Wałbrzyskiej (22 gminy, 400 tys. mieszkańców), która jest pionierem w Polsce w zakresie zarządzania funduszami UE na poziomie zintegrowanych inwestycji terytorialnych. Miasto prowadzi (jako jedno z trzech w Polsce) projekt pilotażowy w zakresie rewitalizacji, który ma dostarczyć modelowych rozwiązań przede wszystkim w obszarze planowania przestrzennego, mieszkalnictwa i finansowania działań rewitalizacyjnych. Podejmuje dziania na rzecz poprawy jakości życia w mieście, a tym samym zatrzymania i przyciągnięcia ludzi młodych (m.in. Wałbrzych na Dobrej Drodze, Nasz Nowy Dom, Szkoła od Nowa, Zielony Wałbrzych). Samorząd Wałbrzycha współkreuje działania strategiczne na poziomie subregionalnym (strategia Sudety 2030), prowadzi działania w zakresie wsparcia innowacyjności (Software Hackaton, a zwłaszcza infrastruktura dla rozwijania pasji w sektorze IT i kreatywnym – CityLab), wdraża rozwiązania smart city w obszarze technologicznym – m.in. pilotażowy program smart waste management. Urząd miasta cechuje się płaską strukturą, zorientowaną zadaniowo.

Tarnów

Tarnów, w ramach rozwiązań systemowych, stworzył aglomeracyjne partnerstwo 11 gmin, łącząc siły w zakresie promocji gospodarczej, kapitału ludzkiego czy wspólnych inicjatyw proinwestycyjnych. Kompleksowe wsparcie przedsiębiorczości w Wałbrzychu, w wymiarze infrastrukturalnym finansowym i doradczym, przejawia się w takich projektach jak DESK – darmowa strefa co-workingu, inkubator przedsiębiorczości, wdrażanie i realizacja projektów dofinansowanych ze środków UE przeznaczonych dla firm, które chcą rozwinąć działalność eksportową – projekt Business Boost for Małopolska. Tarnów zrealizował ponadto takie działania w obszarze smart-city i e-government jak projekt Centrum Usług Wspólnych dla 22 gmin subregionu tarnowskiego czy pilotażowy projekt wdrożenia inteligentnych rozwiązań technologicznych dla Tarnowa służących podniesieniu jakości życia, zdrowia, komfortu i efektywności energetycznej. W mieście istnieje kompleksowy systemu obsługi inwestora, dobrze funkcjonuje także współpraca między samorządem, uczelniami i biznesem.

Piła

Piła cechuje się modelową współpracą na linii samorząd–uczelnie–biznes. Miasto realizuje kompleksowy i strategiczny system działań nakierowany na wzmacnianie kapitału ludzkiego, obejmujący m.in. współpracę z szkołami wyższymi (Program Studiuj w Pile, Mieszkaj w Pile, Pracuj w Pile), wykorzystuje narzędzia w obszarze rynku pracy (Platforma Praca) i realizuje programy rozwoju kompetencji językowych i informatycznych wśród dzieci i młodzieży (utworzenie klas językowych, Pilska Akademia Przedsiębiorczości, Klub Profesjonalistów). Piła stworzyła infrastrukturę dla rozwoju przedsiębiorczości i kreatywności (inkubator przedsiębiorczości z bezpłatną strefą co-workingową dla studentów) oraz realizuje program Mieszkanie na Start dla fachowców poszukiwanych przez lokalnych pracodawców jak również oferuje stypendia dla doktorantów. Miasto opracowało też długofalową strategię rozwoju do 2035 roku i konsekwentnie odgrywa rolę lidera w Pilskim Obszarze Strategicznych Interwencji (m.in. organizacja subregionalnych targów pracy). Piła podejmuje działania w zakresie planowania przestrzennego, jest otwarte na współpracę z sektorem pozarządowym (m.in. Wodna Masa Krytyczna, wdrożenie programu Decyduj z Nami – jako pierwsze miasto w województwie wielkopolskim) i realizuje programy dla seniorów (Centrum Aktywizacji Osób Starszych i Niepełnosprawnych). Struktura urzędu miasta jest zorientowana zadaniowo i zespołowo.

Pełny raport „Potencjał miast średnich w Polsce dla lokalizacji inwestycji BPO/SSC/IT/R&D” został opublikowany 7 marca podczas konferencji organizowanej wraz z Ministerstwem Inwestycji i Rozwoju.

Niektórzy nigdy się nie nauczą. Dziś funt traci

Indykatywne głosowania nad pomysłami popchnięcia procesu brexitu dalej odbyły się wczoraj w brytyjskim parlamencie, jednak żaden z pomysłów nie uzyskał poparcia większości, co jest rozczarowującym rezultatem i funt dziś traci. Reszta rynku boryka się z wizją ponurej przyszłości globalnej gospodarki.

Izba Gmin głosowała nad ośmioma (spośród szesnastu) opcjami dalszego postępowania w procesie brexitu i posłowie mogli oddać głos na każdy, który byliby gotowi zaakceptować. Finał głosowań jest taki, że żadne rozwiązanie nie zebrało nawet połowy głosów. Izba Gmin nie ma problemu z pokazywaniem, czego nie chce, jednak nie jest zdolna określić, co chce w zamian. Tylko że tą drogą nie uda się uniknąć bezumownego rozstania z UE, bo bez obranej alternatywy UE nie zgodzi się na przedłużenie Artykułu 50. poza 12 kwietnia. Zatem ryzyko chaotycznego brexitu cały czas pozostaje niezerowe i szybko znajduje to odzwierciedlenie w notowaniach funta, który traci. Niektórzy się nigdy nie nauczą, choć teraz już nie wiem, czy tytuł ten odnosi się tylko do brytyjskich polityków, czy także do mnie osobiście. Naprawdę myślałem, że pozostało tak niewiele czasu, że dla dobra kraju posłowie odczują potrzebę wypracowania konsensusu. Naiwnym ja, choć patrząc po zachowaniu GBP w ostatnich dniach sądzę, że nie byłem jedyny.

Czy nie ma już pomyślnej drogi dla funta?

Niekoniecznie. Wczoraj opcją niepoddaną pod głosowanie był plan May. Premier celowo wstrzymuje trzecie głosowanie nad projektem, gdyż na razie nie ma jeszcze wystarczającego poparcia. Jednak to poparcie rośnie, szczególnie wśród kluczowych brexitowców (m.in. Boris Johnson, Jacob Ress-Mogg), dla których alternatywa w postaci przedłużenia negocjacji oznacza potężne ryzyko całkowitego odwołania brexitu. Zatem uważam wciąż za bardziej prawdopodobne zaakceptowanie planu May, albo obranie drogi ku łagodniejszej wersji brexitu. Z perspektywy GBP nie zmienia to jednak wiele – łatwiej zakładać, że w średnim terminie będzie wyżej, ale dużo trudniej powiedzieć, jak nisko jeszcze znajdzie się po drodze.

Na szerokim rynku widać walkę o zachowanie spokoju i niepopadanie w ponury sentyment. Gołębi zwrot czołowych banków centralnych i ucieczka w obligacje skarbowe pozostawiają wrażenie obaw o otoczenie makroekonomiczne. Dziś pod lupą znajdą się dane o inflacji z Niemiec. Po zeszłotygodniowym dużym rozczarowaniu w indeksach PMI, teraz przychodzi pora na ocenę trendów inflacyjnych. EBC ostatnio wyrażało obawy o presję cenową, więc wrażliwość EUR na dane będzie uzasadniona.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

eurobank raport za rok 2018

O 13,5% r/r wzrosła w 2018 r. wartość depozytów zgromadzonych przez klientów w eurobanku, osiągając rekordowy poziom 7,7 mld zł. eurobank umocnił swoją pozycję na rynku kredytów konsumpcyjnych – ich saldo wzrosło do 5,8 mld zł, czyli o 7,4% r/r. Bank pozyskał w tym czasie 125 tys. nowych klientów. Zaoferował im m.in. bezpłatne konto „W pełni” oraz pożyczkę internetową. Działania eurobanku od marca 2018 r. są wspierane przez nową kampanię wizerunkową, w której kluczową rolę odgrywają… wampiry.

W czwartek 28 marca 2019 r. eurobank opublikował wyniki finansowe oraz raport z aktywności w 2018 r. Wynik na działalności bankowej w 2018 r. ukształtował się na poziomie 721,4 mln zł (717,2 mln zł w 2017 r.). Wynik netto wyniósł 103,1 mln zł (102,8 mln zł w 2017 r.).

eurobank w 2018 r. umocnił pozycję na rynku kredytów konsumpcyjnych. Ich saldo wzrosło do poziomu 5,8 mld zł (+7,4 proc. r/r). Jednocześnie saldo depozytów zgromadzonych przez klientów wzrosło do najwyższego w historii eurobanku poziomu 7,7 mld zł (+13,5 proc. r/r).

Kondycja finansowa eurobanku pozostaje bardzo dobra. Potwierdzają to wskaźniki kapitałowe, spełniające wszystkie wymogi regulacyjne: współczynnik wypłacalności w 2018 r. wzrósł do 16,12 proc. (16,01 proc. w 2017 r.), a współczynnik kapitałowy Tier 1 – do 14,18 proc. (13,61 proc. w 2017 r.).

Finanse eurobanku są regularnie badane przez analityków agencji ratingowej Fitch. W 2018 r. podnieśli oni ocenę eurobanku (Viability Rating) do „bb+” i jednocześnie utrzymali rating długoterminowy (IDR) na poziomie „A-”.

Alexis Lacroix – prezes eurobanku
Alexis Lacroix – prezes eurobanku

– Rezultaty osiągnięte przez eurobank w 2018 r. są satysfakcjonujące. Był to dla nas ważny rok pod względem rozwoju oferty produktowej. Odnotowaliśmy bardzo dobre wyniki sprzedaży, czego dowodzą między innymi dane o wzroście poziomu salda kredytów. Bardzo cieszy nas również zaufanie, którym obdarzają nas klienci, deponując u nas swoje oszczędności – podkreśla Alexis Lacroix, prezes eurobanku.

– Cały czas dążymy do tego, by klienci mieli dostęp do naszych usług nie tylko w dużych miastach, lecz także w mniejszych miejscowościach w całej Polsce. Dlatego postawiliśmy na rozwój sieci franczyzowej, zachęcając kolejnych partnerów do współpracy – dodaje.

5 listopada 2018 r. Bank Millennium i Societe Generale podpisały umowę dotyczącą zakupu eurobanku przez Bank Millennium. Przedmiotem transakcji jest nabycie przez Bank Millennium 99,79% akcji eurobanku za cenę referencyjną wynoszącą 1,83 mld zł. Transakcja wymaga zgód nadzorców rynku.

Nowoczesne produkty w ofercie eurobanku

W 2018 r. eurobank kontynuował realizację celu, którym jest oferowanie prostych i nowoczesnych rozwiązań dla klientów indywidualnych. Wśród nowych propozycji znalazły się m.in. pożyczka internetowa i bezpłatne konto „W pełni”. Użytkownicy bankowości mobilnej dostali również nowe funkcjonalności.

  • Pożyczka internetowa została wprowadzona na rynek w kwietniu 2018 r. eurobank zaproponował w ten sposób alternatywę dla kredytów konsumenckich online oferowanych przez firmy pożyczkowe. Pożyczka jest w pełni digitalowa – od momentu złożenia przez klienta wniosku internetowego do udostępnienia mu środków na koncie mija 15 min. eurobank rozwija ofertę pożyczki internetowej – w tym celu nawiązuje współpracę z partnerami wspierającymi w dotarciu do nowych grup klientów. Od lutego 2019 r. ofertę pożyczki internetowej eurobanku widzą m.in. użytkownicy serwisu sprzedajemy.pl, zainteresowani kupnem pojazdu.
  • Konto „W pełni” w sierpniu 2018 r. zastąpiło w ofercie eurobanku dostępne wcześniej rachunki w ramach pakietów „Na co dzień”, „Active” oraz „Prestige”. Nowe konto jest całkowicie bezpłatne, bez żadnych dodatkowych warunków. Posiadacze konta „W pełni” zyskali dostęp do dodatkowych propozycji, w tym programu „Codziennie zyskuję” – w jego ramach eurobank zwraca 5 proc. (max. 60 zł miesięcznie) wydatków bezgotówkowych na rozrywkę, podróże, sport lub rekreację.
  • Aplikacja mobilna „eurobank mobile 2.0” w 2018 r. została wzbogacona o nowe funkcjonalności. Jej użytkownicy dostali możliwość zatwierdzania transakcji wykonywanych w serwisie eurobank online za pośrednictwem mobilnej autoryzacji – ta nowoczesna metoda potwierdzania transakcji to alternatywa dla haseł sms i tokena GSM.

Wzrost liczby nowych klientów. Wysokie oceny jakości obsługi

W 2018 r. do eurobanku dołączyło 125 tys. nowych klientów. Obok rozwoju oferty produktowej eurobank niezmiennie stawiał na poprawę jakości ich obsługi. Efektem tych działań są wysokie noty wystawiane eurobankowi przez klientów: 95 proc. z nich wysoko ocenia wizytę w oddziale, 86 proc. – obsługę na infolinii (wskaźniki oznaczają odsetek ocen 4 i 5 w pięciostopniowej skali).

eurobank wdrożył platformę do obsługi klientów w kanałach zdalnych. Rozwiązanie pozwala szybciej obsługiwać klientów – np. dzięki przeniesieniu usługi odblokowania dostępu do bankowości internetowej do kanału automatycznej obsługi IVR ta czynność zajmie 1 min. zamiast dotychczasowych 3 min. Został również skrócony czas oczekiwania klienta na automatyczną informację o kwocie środków dostępnych na jego koncie.

Wysoka jakość obsługi klientów zarówno w placówkach, jak i w kanałach zdalnych ponownie została doceniona przez ekspertów z portalu MojeBankowanie.pl. W rankingu „Instytucja Roku 2018” eurobank znalazł się w gronie trzech banków, które zostały wyróżnione jednocześnie w obu kategoriach.

„Na codzienne i niecodzienne sprawy”. Nowa kampania wizerunkowa eurobanku

Działania eurobanku w 2018 r. były wspierane przez nową platformę komunikacyjną – eurobank pokazuje w niej, że jest instytucją, która potrafi sprostać oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających klientów. Wykorzystuje przy tym hasło: „Na codzienne i niecodzienne sprawy”.

Bohaterami nowej kampanii zostały trzy postaci wampirów. Felix, Vlad i Maciek prowadzą widzów przez propozycje, które eurobank ma dla klientów. Kampania wyróżnia się humorystycznym przekazem, co sprawia, że jest lepiej rozpoznawalna wśród przekazów reklamowych.

W nowej platformie komunikacyjnej Piotr Adamczyk pozostaje reklamową twarzą eurobanku. Jego zadaniem jest dodawanie przekazom powagi – łączy on świat potrzeb wampirów ze światem finansowych rozwiązań eurobanku.

Pracownicy eurobanku wspierają cele społeczne

W 2018 r. eurobank kontynuował dwie kluczowe akcje z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu: Our People Round The World oraz #BezSmogu.

  • W ramach akcji Our People Round The World pracownicy eurobanku pokonują dystans, uprawiając dyscypliny sportowe związane z przemieszczaniem się, a eurobank płaci 1 zł za każdy kilometr. W 2018 r. akcja została przeprowadzona po raz drugi. Jej efekt to 100 tys. zł przekazanych na cele charytatywne. Tę kwotę podzieliły między sobą Fundacja Mam Marzenie pomagająca chorym dzieciom oraz wrocławskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt.
  • Dzięki drugiej edycji kampanii #BezSmogu stan powietrza mierzy już 100 czujników smogu, zamontowanych na placówkach eurobanku w całej Polsce. Odczyty można na bieżąco śledzić na stronie airly.eu/map/pl oraz w aplikacjach Airly dostępnych dla systemów Android oraz iOS.

Światowy Kongres Kosmiczny w Abu Dhabi

Czy jest szansa, aby już niedługo w nasze ręce trafiły produkty wytworzone w kosmosie? – to jedno z zagadnień, o którym rozmawiali uczestnicy Światowego Kongresu Kosmicznego, który zakończył się właśnie w Abu Dhabi.

Światowy Kongres Kosmiczny
Światowy Kongres Kosmiczny

Światowy Kongres Kosmiczny to jedno z najważniejszych wydarzeń w branży space. W tym roku od 19 do 21 marca, zgromadził kilka tysięcy osób z kilkudziesięciu krajów, również z Polski. Spotkali się tam liderzy globalnego przemysłu kosmicznego. Byli wśród nich reprezentanci ponad 700 kluczowych agencji kosmicznych, przestrzeni komercyjnych, środowisk akademickich i końcowych użytkowników usług kosmicznych. Celem tego przedsięwzięcia było zdefiniowanie polityki kosmicznej i opracowanie strategii dotyczącej stosowania najnowszych technologii w tym zakresie.

Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space
Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space

– Do najciekawszych zagadnień, o których była mowa z pewnością należy możliwość przeniesienia produkcji przemysłowej do przestrzeni kosmicznej – opowiada jeden z prelegentów kongresu, Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space, producenta satelitów i anten dedykowanych branży kosmicznej. – Okazuje się, że to już nie tylko sfera marzeń, ale całkiem realna perspektywa. Ziemia pozostałaby wówczas przestrzenią mieszkalną i handlową, a większość przemysłu przeniesiona zostałaby poza naszą planetę. Co interesujące, pozyskiwanie materiałów produkcyjnych z kosmosu jest bardzo prawdopodobne już w ciągu najbliższej dekady.

Wśród tematów poruszanych na tegorocznym kongresie znalazły się również takie jak: budowanie globalnego programu kosmicznego, efektywny transfer technologii między branżami powiązanymi z sektorem space a także bezpieczeństwo działań prowadzonych w przestrzeni międzyplanetarnej. Dyskutowano również o spójnej polityce bezpieczeństwa przestrzeni kosmicznej, długoterminowym zachowaniu środowiska kosmicznego oraz regulacjach prawnych stymulujących wdrażanie innowacji w branży, a także zarządzaniu ruchem kosmicznym. Uczestnicy porozmawiali również o uczciwym wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej i najważniejszych wyzwaniach związanych z wysyłaniem ludzi w kosmos. Jednym z kluczowych zagadnień była obronność.

– Światowy Kongres Kosmiczny to właściwe miejsce, dla kogoś, kto chce poznać nowe trendy w działalności kosmicznej i technologie, które wyprzedzają cały globalny biznes – uważa Ilias Fermini, zastępca dyrektora Centrum Sharjah Astronomy and Space Sciences ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

– To wyjątkowa okazja, aby spotkać się zarówno z podmiotami komercyjnymi, jak i instytucjami, w dynamicznym środowisku, obiecującym doprowadzić do powstania nowej generacji rynku kosmicznego – uważa Luca Rossetini, dyrektor zarządzający we włoskiej firmie D-Orbit.

Nowością podczas tegorocznego kongresu była specjalna strefa dla startupów. Młodzi przedsiębiorcy z sektora kosmicznego mogli zaprezentować swoje produkty i usługi inwestorom wysokiego ryzyka, którzy chcą ulokować środki w ich przedsięwzięcie na etapie rozruchu. Mogli również wziąć udział w szybkich sesjach pitchingowych i otrzymać konkretne informacje zwrotne, jak ulepszyć swoją ofertę i w jaki sposób zabezpieczyć przyszłe finansowanie swoich inwestycji.

Ważnym punktem programu było również forum młodych liderów kosmicznych, podczas którego zaprezentowano nową generację liderów i inżynierów, zainteresowanych branżą space. Cały dzień poświęcony był rozwojowi młodych profesjonalistów i studentów, którzy rozwijają swoje ambicje zawodowe związane z przestrzenią kosmiczną i lotniczą.

– Tak duże zainteresowanie i wsparcie młodych talentów, rozpoczynających swoją karierę w biznesie kosmicznym, jest tylko potwierdzeniem, że branża ta, mimo ogromnej niszowości, ma ogromne perspektywy rozwoju – uważa Paweł Rymaszewski. – Zarówno młode, doskonale wykształcone kadry, jak i coraz większa liczba startujących innowacyjnych przedsiębiorców, będą miały ogromny wpływ na to, w jakim kierunku podążać będzie cała branża space. Jednak tak duże zainteresowanie działaniami związanymi z kosmosem, nie pozostawia wątpliwości, że postęp w tej dziedzinie w najbliższych latach będzie ogromny.

Gospodarzem Światowego Kongresu Kosmicznego była Agencja Kosmiczna ZEA. Kongres odbywał się pod patronatem Jego Wysokości Szejka Mohammeda bin Rashida Al Maktoum, wiceprezydenta i premiera Zjednoczonych Emiratów Arabskich i władcy Dubaju.

Jeden dostawca tachografów z Europy to za mało

Spotkanie w ramach CORTE, The Confederation of Organisations in Road Transport Enforcement, ujawniło szereg wątpliwości związanych z wdrożeniem tachografów nowej generacji. Ich instalowanie w nowych fabrycznie pojazdach zaplanowano na połowę czerwca br. Pozostałe samochody, zgodnie z pomysłem europosłów, powinny być wyposażone w inteligentne rejestratory do 2034 roku.

Jak Bruksela rozwiąże problem w sytuacji, gdy na niespełna trzy miesiące przed datą wejścia w życie nowej ustawy tylko jeden europejski producent jest gotowy, by wprowadzić na rynek nowe urządzenie? Co z przewoźnikami spoza Wspólnoty, którzy wykonując przewozy w ramach AETR, nie będą musieli spełniać wymogów regulacji dotyczących tachografów smart? Czy warsztaty, kalibrujące te urządzenia, będą gotowe na czas, by przeprowadzić niezbędne prace i dlaczego Holandia domaga się półrocznego przesunięcia terminu wdrożenia inteligentnych systemów rejestrujących czas pracy kierowców zawodowych?

15 czerwca 2019 roku na rynek wchodzą tachografy nowej generacji, które charakteryzują się m.in. możliwością przeprowadzenia zdalnej kontroli, automatycznym rejestrowaniem położenia pojazdu na starcie i mecie podróży oraz co trzy godziny jazdy. Głównym zadaniem rejestratorów 4.0. jest zmniejszenie ilość przypadków manipulacji zapisem urządzenia, z czym już od dłuższego czasu walczą służby kontrolne w całej Europie. Okazuje się jednak, że temat tych inteligentnych systemów budzi wiele wątpliwości nie tylko wśród przewoźników, ale także wśród producentów i dostawców IT dla transportu, europosłów i ekspertów rynku TSL w Polsce.

Przedstawiciele krajów Wspólnoty zwracają uwagę, że na drodze wdrożenia nowych urządzeń napotykają problemy związane z ich certyfikacją, akredytacją punktów serwisowych oraz z wydawaniem kart warsztatowych. Stan wdrożenia nowych inteligentnych systemów rejestrujących czas pracy kierowców zawodowych nie napawa optymizmem. Problemy są widoczne na drodze legislacyjnej, ale wyraźne jest też wskazanie na trudności techniczne, bo urządzenie czwartej generacji to kombinacja dotychczasowego tachografu z nowymi funkcjonalnościami  – mówi Jakub Ordon, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Nie będzie gdzie kalibrować

Karty – kierowcy, przedsiębiorstwa oraz kontrolne wydane do starszych wersji rejestratorów zgodnie z założeniami będą współpracowały z nowymi urządzeniami. Karty warsztatowe, wykorzystywane do tej pory, jako jedyne nie są kompatybilne z urządzeniami smart. Co to oznacza? Tak zwane inteligentne tacho może wejść do użytku tylko po kalibracji w serwisach. Placówki upoważnione do przeprowadzanie takich prac muszą dysponować kartami warsztatowymi wydanymi specjalnie do tej wersji urządzenia. Tymczasem, na przykład w Szwecji, na terenie której znajduje się 285 podmiotów zajmujących się instalacją, kontrolą i kalibracją tachografów, wydano do tej pory zaledwie jedną kartę warsztatową.

To pokazuje skalę problemu. A ten tkwi w konieczności doposażenia warsztatów w odpowiedni sprzęt do kontroli i kalibracji nowych rejestratorów. Warsztat, zanim uzyska kartę, zobowiązany jest do przeszkolenia kadry. Musi także przejść audyt oraz akredytację stosownego urządzenia, co generuje dodatkowe koszty – zauważa Jakub Ordon. – Według ostrożnych szacunków jednego z producentów inteligentnych tachografów – do czerwca ok. 50% warsztatów w Niemczech będzie posiadało odpowiednie urządzenia potrzebne do kalibracji tachografów, jednak nie wiadomo, czy będą one wyposażone w karty warsztatowe, które są niezbędne – dodaje ekspert OCRK.

Gdzie uczciwa konkurencja?

Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) zwraca także uwagę na problem uczciwej konkurencji i funkcjonowania jednolitych zasad dla wszystkich przewoźników na rynku europejskim. Przewoźnicy spoza UE, wykonując przewozy w ramach umowy AETR, nie będą zobligowani do posiadania inteligentnych tachografów.

Taka sytuacja spowoduje wzrost przewagi rynkowej firm transportowych zza wschodniej granicy, które będą mogły realizować frachty przy wykorzystaniu nowego taboru z tachografami starszej generacji
zauważa Jakub Ordon.

A jednak ktoś się już przygotował?

Podczas, gdy Holandia domaga się 6-miesięcznego przesunięcia daty wprowadzenia smart tachografów, jedynym krajem, który wykazał swoje przygotowanie do ich wprowadzenia, okazuje się być Wielka Brytania. Jednak, jeśli dojdzie do tzw. twardego Brexitu, to sytuacja Brytyjczyków łudząco będzie przypominać położenie krajów trzecich. Co za tym idzie – urządzenia nowej generacji nie będą wobec nich wymagane na terenie UE – komentuje Piotr Żółty z Inelo.  

Mimo problemów i opóźnień na ten moment nie mówi się o przesunięciu daty wprowadzenia nowych tachografów. Eksperci ostrożnie przyglądają się procesom przygotowującym do wdrażania inteligentnych urządzeń na terenie UE. Warto podkreślić, że kwestie te dotyczą tylko nowych ciężarówek, gdyż zgodnie z rozporządzeniem 165/2014 – pozostałe pojazdy ciężarowe mają zostać wyposażone w tachografy 4.0. do 2034, czyli mają na to aż 15 lat!

IDM: Uwagi do projektu Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego

Przygotowanie rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego (SRRK) od lat było postulatem środowiska krajowych domów maklerskich. Wyzwania, jakie stoją przed polską gospodarką, w tym konieczność zwiększenia jej produktywności i konkurencyjności, wymagają znacznego zwiększenia udziału rynku kapitałowego w finansowaniu potrzeb rozwojowych polskich przedsiębiorstw.

W stanowisku Izby przedstawiamy zasadnicze uwagi do projektu, które koncentrują się   na uwarunkowaniach działalności krajowych domów i biur  maklerskich. Szczegółowe  uwagi  do opublikowanego tekstu Strategii zawarte są w załącznikach.

1.       Modyfikacji wymaga główny cel SRRK. Celem Strategii powinno być zwiększanie udziału rynku kapitałowego w finansowaniu potrzeb rozwojowych najbardziej dynamicznych i innowacyjnych przedsiębiorstw dla zwiększenia produktywności kapitału, a nie „obniżenie kosztu finansowania”.

Zasadniczą przesłanką takiej modyfikacji jest potrzeba podporządkowania wizji rozwoju krajowego rynku kapitałowego, wspieraniu zmian strukturalnych krajowej gospodarki, prowadzących do jej unowocześniania. Unowocześnienie gospodarki wymaga kierowania kapitału do najbardziej nowoczesnych polskich przedsiębiorstw, w czym system bankowy, z uwagi na obowiązujące go ograniczenia, nie jest w stanie zastąpić rynku kapitałowego.

To głównie rynki kapitałowe, a nie banki finansują innowacje, które są źródłem wzrostu produktywności i konkurencyjności przedsiębiorstw. Rynki kapitałowe wspierają unowocześnianie gospodarki poprzez przesuwanie kapitałów do bardziej efektywnych zastosowań.

Akumulacja kapitału i efektywna alokacja zasobów, handel, zabezpieczanie się i dywersyfikacja ryzyka, wycena to najważniejsze procesy dla wzrostu gospodarczego. Ich prawidłowy przebieg nie jest możliwy bez dobrze funkcjonującego rynku kapitałowego. Rynek kapitałowy jest więc kluczowy w unowocześnianiu polskiej gospodarki.

2.       SRRK powinna koncentrować się na zwiększeniu finansowania potrzeb rozwojowych najbardziej dynamicznych i innowacyjnych średnich i małych przedsiębiorstw (MŚP), a nie „wzroście konkurencyjności rynku kapitałowego poprzez wykorzystywanie nowych technologii”.

Pozyskiwanie kapitału odbywa się za pośrednictwem emisji pierwotnych instrumentów finansowych, jak akcje czy obligacje, kierowanych przez przedsiębiorców do inwestorów. Po to, aby rynek kapitałowy się rozwijał oraz wspierał gospodarkę, procesy transferu kapitału od inwestorów do przedsiębiorców powinny mieć szeroki i rosnący charakter (liczba emisji, wartość emisji, branże).

Dla zwiększenia pozytywnego wpływu rynku kapitałowego na finansowanie MŚP i wzrost gospodarczy centralne znacznie ma poprawa efektywności rynku, w tym zwiększenie płynności, rozwój bazy analitycznej, zwiększenie skali działalności i aktywności właścicielskiej inwestorów instytucjonalnych

czy lepsza ochrona inwestorów mniejszościowych. Lepsza ochrona inwestorów przekłada się m.in. wyższą ̨atrakcyjność́ rynku w oczach potencjalnych inwestorów (przyciąga płynność)́ i na wyższe nakłady na B+R w notowanych spółkach.

Model rynku kapitałowego, jaki wyłania się z zapisów Strategii, to miejsce elektronicznego handlu instrumentami finansowymi, najlepiej przy wykorzystaniu urządzeń mobilnych.

Takie postrzeganie rynku  –  koncentracja  na  rynku  wtórnym,  pomija  jego  główną  rolę w gospodarce, tzn. transfer kapitałów do gospodarki za pośrednictwem rynku pierwotnego oraz jego wycenę na rynku wtórnym. Widoczny w Strategii nacisk na wdrażanie nowych technologii, elektronicznego handlu produktami finansowymi (urządzenia mobilne, standaryzowane portfele, itp.)

pomija fakt, że są to rozwiązania z zakresu ułatwiania i organizacji handlu na rynku wtórnym. Handel algorytmiczny, sam w sobie, nie może funkcjonować jako cel bez odpowiedniej już płynności na rynku, a przede wszystkim, bez kluczowych elementów rynku, czyli inwestorów i ich kapitału.

Giełda, zgodnie ze strategią, planuje koncentrację na algorytmicznym handlu wysokich częstotliwości, choć zdecydowana większość spółek notowanych na GPW, z uwagi na kapitalizację i płynność obrotu, nie może być przedmiotem tej formy zawierania transakcji.

Wykorzystywanie nowych technologii tradingowych służy największym 20 spółkom z indeksu WIG20 i odpowiada na oczekiwania zdalnych członków giełdy. W długim terminie płynność największych podmiotów notowanych na rynku giełdowym będzie przetransferowana na zewnątrz, a GPW, wobec konkurencji globalnej, pozostanie rynkiem małych i średnich spółek, ze względu na strukturę polskiej gospodarki.

Dodatkowo, Strategia zawiera sprzeczne ze sobą propozycje. Z jednej strony proponowane są zapisy preferujące inwestycje długoterminowe oraz dyskryminujące inwestorów krótkoterminowych. Z drugiej strony Strategia rekomenduje wdrożenie handlu algorytmicznego, który stanowi najbardziej rozwiniętą formę krótkoterminowych transakcji spekulacyjnych.

  1. Strategia preferuje inwestorów długoterminowych pomijając fakt, że aby rynek kapitałowy spełniał prawidłowo swoje zadania musi być rynkiem płynnym, co nie jest możliwe bez inwestorów krótko i średnioterminowych. Zawarta w SRRK propozycja zmniejszenia opodatkowania dywidend od akcji trzymanych przez co najmniej trzy lata jest rozwiązaniem niewłaściwym, bo obniża płynność, która jest najlepszym sumarycznym kryterium oceny atrakcyjności rynku.
  2. Konieczne jest wprowadzenie preferencji podatkowych dla inwestowania przez gospodarstwa domowe, w celu zwiększenia podaży krajowego kapitału.

Strategia nie adresuje problemu niewłaściwej struktury oszczędności gospodarstw domowych, gdzie blisko połowa środków znajduje się na niskooprocentowanych rachunkach bankowych.  To nieporównywalnie więcej niż w krajach wyżej rozwiniętych. Taka struktura jest szkodliwa zarówno dla polskiej gospodarki, bo ogranicza podaż krajowego kapitału dla polskich firm na rynku kapitałowym, jak i dla samych oszczędzających, którzy nie uczestniczą we wzroście produktywności polskiej gospodarki. Należy więc wprowadzić preferencje podatkowe poprzez likwidację lub zmniejszenie opodatkowania inwestycji (tzw. podatek Belki) w stosunku do przychodów odsetkowych na rachunkach bankowych dla zachęcenia do konwersji oszczędności w kapitał dostępny na rynku kapitałowym.

  1. Warunkiem wypełniania przez rynek kapitałowy jego podstawowych funkcji jest istnienie silnych krajowych domów maklerskich. Gwałtownie pogarszająca się rentowność domów maklerskich jest istotnym czynnikiem ryzyka dla dalszego rozwoju rynku kapitałowego.

Każdy plan na rzecz długoterminowego rozwoju polskiej gospodarki powinien obejmować rozwój rynku kapitałowego oraz krajowych domów maklerskich, jako istotnego warunku jego powodzenia.

Słaba kondycja finansowa krajowych domów maklerskich to czynnik, który będzie hamować rozwój polskiego rynku kapitałowego w obszarze finansowania innowacyjnych przedsiębiorstw. Po zakończeniu wielkich prywatyzacji, które przyciągały krajowy i zagraniczny kapitał na naszą Giełdę, dalszy rozwój rynku kapitałowego będzie odbywał się przez przyciąganie na nią mniejszych i średnich spółek, szczególnie z sektora nowych technologii.

Dzięki działalności krajowych domów maklerskich oszczędności Polaków, inwestowane bezpośrednio lub za pośrednictwem funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, finansują rozwój przedsiębiorstw, a tym samym gospodarki.

Domy maklerskie, które zajmują się obsługą inwestorów oraz doradzają przedsiębiorstwom  w pozyskiwaniu kapitału, od lat na podstawowej działalności notują straty. W 2018 r. branża pokazała 215 mln zł straty na działalności podstawowej.

Negatywnym czynnikiem wpływającym na kondycję branży maklerskiej są wysokie koszty transakcyjne. Na polskiej giełdzie otwarcie i zamknięcie pozycji jest o wiele droższe niż na innych, konkurencyjnych parkietach, np. w Turcji.

Innym negatywnym czynnikiem jest łatwy dostęp do polskiej giełdy dla zagranicznych banków i firm inwestycyjnych, tzw. zdalnych członków, których udział w obrotach na rynku akcji GPW wynosi już ponad 50%. Liberalna polityka Giełdy wobec zdalnych członków doprowadziła do sytuacji, w której zaczynają oni dominować na warszawskim parkiecie. W 2009 r. zdalni członkowie mieli niespełna 10% udziału w wartości obrotu akcjami na GPW, natomiast w 2018 r. ich udział osiągnął wartość 50%. Wzrost udziału zdalnych członków nie przyciąga nowych inwestorów, odbywa się natomiast ze stratą dla krajowej branży maklerskiej. Mimo rosnącego udziału zdalnych członków w obrotach na GPW, płynność całego rynku giełdowego spada. Dalszy scenariusz zdarzeń dla warszawskiego parkietu można już dziś przewidzieć, analizując mniejsze rynki Europy Zachodniej, gdzie najwięksi zdalni brokerzy globalni zdominowali lokalne domy maklerskie, a następnie zaczęli promować przenoszenie spółek na swoje macierzyste rynki, marginalizując lokalne parkiety. Ogranicza to potencjał do tworzenia wysokiej jakości miejsc pracy w krajowej branży maklerskiej, zdolność do zasilania polskiego budżetu z podatków płaconych przez zatrudnionych i firmy inwestycyjne z siedzibą w Polsce, jak również osłabia zdolność do dalszej budowy centrów kompetencji w kraju. Spółki o małej i średniej kapitalizacji znajdują się poza obszarem zainteresowania zdalnych członków giełdy. Przedsiębiorstwa te są bowiem obsługiwane prawie wyłącznie przez krajowe domy maklerskie. Globalne banki nie są zainteresowane rozwojem rynku NewConnect czy rynku obligacji korporacyjnych CATALYST.

Czynnikiem osłabiającym kondycję branży są także bezpośrednie i pośrednie koszty regulacji, często nieadekwatne do potrzeb klientów, wielkości rynku i funkcjonujących na nim domów maklerskich. Regulacje nie tylko konsumują zasoby, ale również ograniczają prowadzenie działalności w wielu obszarach rynku kapitałowego. Od lat IDM zwraca uwagę na „gold plating”, czyli wprowadzanie przez regulatora i nadzorcę dodatkowych ponad wymagane przez przepisy UE regulacji oraz na niestosowanie „zasady proporcjonalności” w przyjmowaniu legislacji unijnej bez uwzględnienia realiów krajowego rynku. W efekcie, branża jest przeregulowana, co obniża jej konkurencyjność ze szkodą dla bezpieczeństwa inwestorów i stabilności całego systemu. Domy maklerskie rozbudowują działy compliance, kosztem liczby analityków czy maklerów. Mniejsza liczba analityków to mniejsze pokrycie analityczne spółek, które oznacza większe ryzyko dla inwestorów. Dzięki analizom przygotowywanym przed domy maklerskie, inwestorzy otrzymują dostęp do rzetelnych informacji na temat spółek, co przekłada się na wzrost zainteresowania nimi i zwiększa skłonność do inwestycji.

6. Teza SRRK o zacofaniu technologicznym krajowych domów maklerskich, które osłabiają rynek kapitałowy, jest fałszywa.

Krajowe domy maklerskie korzystają z takich samych rozwiązań technologicznych jak zagraniczne instytucje. Cały czas udoskonalane są narzędzia służące do obsługi zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych inwestorów.

Problemem polskiego rynku kapitałowego jest m.in. niedostateczna ilość i jakość emitentów instrumentów pierwotnych (akcje, obligacje) a nie szybkość transakcji na giełdzie, czyli rynku wtórnym.

Zasadniczym problemem branży nie jest technologia, ale wysokie koszty transakcyjne, nieproporcjonalne obciążenia regulacyjne i rosnący udział zdalnych członków w obrotach na GPW. Obniżają one potencjał rozwojowy branży polskich domów maklerskich, powodują wysokie straty na podstawowej działalności i obniżenie pokrycia analitycznego spółek, ze szkodą dla całego polskiego rynku kapitałowego.

7. Interesy Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, jako centralnej instytucji infrastrukturalnej rynku, powinny być podporządkowane krajowemu rynkowi kapitałowemu.

Giełda oferuje swoim klientom, tj. domom maklerskim, platformę transakcyjną do obsługi inwestorów. Realizowana od lat przez Giełdę strategia odchodzenia od służebnej roli oferowania domom maklerskim taniego dostępu do infrastruktury rynku giełdowego, na rzecz działań mających na celu maksymalizację zysków dla akcjonariuszy, może mieć negatywne skutki dla krajowego rynku kapitałowego, szczególnie, jeśli jej prowadzeniu nie towarzyszy bieżąca analiza zysków i strat w wymiarze gospodarczym.

Giełda od lat realizuje premię monopolistyczną skutkującą tym, że wartość wytworzona przez domy maklerskie przy obsłudze inwestorów jest niesprawiedliwie dzielona. Jej wynikiem są zyski Giełdy, przy jednoczesnych stratach domów maklerskich na obsłudze inwestorów.

Giełda jest beneficjentem aktywności domów maklerskich i ich klientów, tj. inwestorów i emitentów, a jej interes powinien być podporządkowany interesom innych uczestników rynku. Zwolnienie zarządu Giełdy z obowiązku maksymalizacji zysku i ustalenie zasad funkcjonowania z poszanowaniem interesu ekonomicznego, zarówno Giełdy, jak i domów maklerskich, są konieczne dla rozwoju rynku kapitałowego w Polsce.

8. Propozycja jednolitej licencji bankowej jest szkodliwa dla rynku kapitałowego i gospodarki. Banki i firmy inwestycyjne finansują inne rodzaje przedsięwzięć inwestycyjnych.

W Strategii kilkakrotnie podkreślano zalety wspólnej licencji bankowej i maklerskiej, pomijając fakt, że włączanie domów maklerskich w struktury banku jest z reguły równoznaczne z ograniczaniem przez banki działalności maklerskiej. W ostatnich latach obserwowaliśmy wiele przypadków, w których po wchłonięciu domu maklerskiego w struktury banku modyfikowano zakres jego usług na korzyść sprzedaży produktów bankowych, obarczonych mniejszym ryzykiem inwestycyjnym. Notowane są nawet przypadki wycofywania się z animowania akcji na giełdzie, co obniża płynność obrotu.

Rynki kapitałowe współpracują ale też konkurują z bankami. Doświadczenia pokazują, że system anglosaski, z dominującą rolą firm inwestycyjnych i dużym udziałem rynku kapitałowego w finansowaniu gospodarki, znacznie lepiej wspiera rozwój innowacyjnej gospodarki niż systemy zachodnioeuropejskie. Propozycja SRRK idzie w odwrotnym kierunku.

Tzw. „Big Bang” zapoczątkowany w latach lat 80-tych, czyli zniesienie rozgraniczenia pomiędzy bankami komercyjnymi, a firmami maklerskimi, miał szereg negatywnych konsekwencji. W znacznym stopniu przyczynił się do kryzysu na rynkach finansowych w latach 2007/8, którego skutkiem były straty w gospodarce o skali niespotykanej od czasów Wielkiej Depresji lat 30-tych.

9. Brak uregulowania własność środków w OFE.

W SRRK za jedną z barier uznano postrzeganą przez rynek niepewność prawną związaną z m.in. reformami systemu emerytalnego (np. OFE). W dokumencie nie pokazano jednak żadnych działań odnoszących się do tej bariery, a jej usunięcie uważamy za niezwykle ważne dla odzyskania zaufania inwestorów do polskiego rynku kapitałowego.

10. Krytyczne znaczenie dla rozwoju rynku kapitałowego w Polsce ma wsparcie polityczne i przywództwo na szczeblu rządu.

SRRK zakłada ustanowienie pełnomocnika ds. jej realizacji w strukturach Ministerstwa Finansów. Uważamy, że absolutnie konieczne, dla skuteczności realizacji Strategii, jest znacznie wyższe umocowanie takiej osoby w strukturze władzy, jako pełnomocnika Rządu lub Premiera. Bardzo ważne jest też, aby żeby realizacja strategii była wyłącznym zadaniem pełnomocnika i żeby składał on okresowe, np. półroczne sprawozdania ze swej działalności.

***

Sukces realizacji Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego będzie zależeć od tego, czy uda się nam odbudować wiarygodność rynku.

Odgrywanie przez rynek kapitałowy pozytywnej roli w społeczeństwie silnie zależy od postrzegania rynku przez społeczeństwa. Wydarzenia, które dotknęły wszystkie instytucje rynku kapitałowego w ostatnim czasie osłabiły wizerunek rynku i nadszarpnęły zaufanie Polaków. Dlatego dziś konieczne jest zaangażowanie polityków, nadzorcy i praktyków rynku w odbudowę wiarygodności rynku. IDM popiera wszelkie inicjatywy opisane w SRRK w tym zakresie, w szczególności dotyczące przestrzegania zasad Ładu Korporacyjnego przez spółki giełdowe i utworzenia sądu rynku kapitałowego dla skuteczniejszej egzekucji prawa i ochrony inwestorów.

Wyniki badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2019″

Prawie połowa Polaków (49%) deklaruje, że ich wiedza o finansach jest mała lub bardzo mała. Dla 65% badanych najtrudniejszym do przyswojenia tematem jest cyberbezpieczeństwo, a także kredyty i pożyczki, co deklaruje 44% z nas. Trzy czwarte Polaków twierdzi, że bardzo dokładnie czyta zapisy w umowach finansowych, jednak aż 23% osób z wykształceniem podstawowym przyznaje, że przy ich podpisywaniu sprawdza jedynie podstawowe dane – to główne wnioski z badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2019”, zaprezentowanego podczas III Kongresu Edukacji Finansowej i Przedsiębiorczości. 

Jak wynika z badań przeprowadzonych w marcu br. na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości (WIB) i Fundacji Giełdy Papierów Wartościowych (FGPW) jedynie 9% Polaków określa swoją wiedzę finansową jako dobrą lub bardzo dobrą. Szczególnie nisko swoje podstawy znajomości ekonomii, oceniają młodzi w wieku 18-34 lata (57% wskazań) oraz osoby powyżej 65. roku życia (56% wskazań). Duże problemy ten obszar wiedzy sprawia również mieszkańcom wsi, wśród, których 58% osób nie określa własnego poziomu znajomości zagadnień finansowych choćby jako przeciętnego. Polacy najsłabiej oceniają swoją wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa (65%). W dalszej kolejności krytycznie spoglądamy na poziom wiedzy o kredytach i pożyczkach (44%).

Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich

Wyniki badań samooceny wiedzy finansowej Polaków pokazują, że prowadzone działania edukacyjne są potrzebne i wymagają dalszego rozwoju oraz współpracy między różnymi środowiskami tak jak ma to miejsce w przypadku Programu „Bankowcy dla Edukacji”, a także systemowego zaangażowania oświaty i mediów. Jednocześnie warto podkreślić, że 42% bankowców już zauważa stopniowy wzrost świadomości ekonomicznej klientów. Niemniej, w kontekście chociażby dynamicznego rozwoju bankowości elektronicznej, niedobór wiedzy w zakresie cyberbezpieczeństwa zadeklarowany przez 65% badanych stanowi bardzo istotne wyzwanie, któremu należy sprostać – powiedział Prezes Związku Banków Polskich – Krzysztof Pietraszkiewicz.

Wyniki analizy „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2019” warto porównać z ocenami bankowców, którzy na zlecenie Związku Banków Polskich zostali zapytani w lutym br. o to jak oceniają poziom wiedzy klientów banków. Ponad połowa (56%) ocenia go jako przeciętny, a prawie jedna trzecia (27%) jako dobry. Optymizmem może napawać fakt, że zdaniem 42% pracowników sektora bankowego podnosi się stopniowo poziom wiedzy finansowej ich klientów. Jako jedno z najtrudniejszych zagadnień dla klientów banków wskazane zostało również cyberbezpieczeństwo (24%); lecz na pierwszym miejscu w tej kategorii znalazło się inwestowanie (62%).

Podobna ocena ekspertów pokrywa się z opinią respondentów – jak wynika z badania, 64% z nas nie jest obecnie zainteresowanych inwestowaniem na Giełdzie Papierów Wartościowych. Wśród podstawowych obaw dotyczących lokowania kapitału na warszawskim parkiecie Polacy wymieniają nieprzewidywalność rynku finansowego, lęk przed ryzykiem i brak wiedzy. Badanie potwierdza jednak, że 62% respondentów wie na czym polega inwestowanie na GPW lub zna podstawowe terminy związane z tą tematyką, takie jak „akcje” czy „obligacje” – osoby te różnią się jednak w podejściu do dalszego pogłębiania wiedzy lub chęci wypróbowania jej w praktyce.

Pozytywnie – również w kontekście wprowadzenia programu Pracowniczych Planów Kapitałowych – wyglądają wyniki dotyczące oszczędzania długoterminowego. 40% badanych zna kilka narzędzi służących odkładaniu pieniędzy na cele emerytalne i – co ważniejsze – planuje ich stosowanie w przyszłości. Wśród osób w wieku 18-34 lat ten odsetek wynosi aż 66%. Z kolei 39% ankietowanych wie, że istnieją możliwości oszczędzania na emeryturę, ale do tej pory nigdy się nimi nie interesowała.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Wyniki badania potwierdzają, że kierunek naszych działań edukacyjnych, obliczony na przyciągnięcie nowych inwestorów na Giełdę, jest słuszny. W jego realizacji z pewnością pomogą nasze inicjatywy strategiczne oraz implementacja zapisów zawartych w rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Optymizmem napawają dane dotyczące podejścia Polaków do oszczędzania długoterminowego. Trzeba zrobić wszystko, aby to pozytywne podejście przekuć w wysoki poziom partycypacji w startującym programie PPK. Chcemy jako GPW aktywnie wspomagać PFR w informowaniu pracodawców i pracowników o zaletach tego projektu. Wdrożenie programu PPK oznacza, że przyszli emeryci będą mogli bezpośrednio skorzystać z owoców wzrostu gospodarczego – mówi Marek Dietl – Prezes GPW.

Jedną z podstaw świadomości ekonomicznej Polaków okazuje się umiejętność rzetelnego czytania zawieranych umów. Jak wynika z badania na zlecenie WIB i FGPW, 75% osób deklaruje, że bardzo dokładnie czyta lub przynajmniej stara się czytać zapisy w umowach, choć jednocześnie przyznaje, że nie zawsze rozumie wszystkie jej elementy. Niepokojący jest fakt, że blisko co czwarta osoba z wykształceniem podstawowym przyznaje się do sprawdzania jedynie podstawowych zapisów i danych.

Z badania wynika również, że informacje na temat finansów i ekonomii Polacy najchętniej czerpią z mediów (68%) i Internetu (66%). Co ciekawe, dla połowy badanych to banki i inne instytucje finansowe są ważnym źródłem wiedzy ekonomicznej.  Jako najbardziej preferowaną formę nauki (68%) podstaw finansów, bankowości czy inwestowania wskazano spotkania bezpośrednie, ze szczególnym uwzględnieniem lekcji i wykładów. Do ankietowanych przemawiają również poradniki i infografiki (55%), a także filmy edukacyjne oraz platformy e-learningowe (oba po 53%).

Rozwój elektromobilności w Polsce – infrastruktura, a nie dopłaty

W krajach Europy Zachodniej jednym z podstawowych narzędzi zachęcających do zakupu samochodu elektrycznego są dopłaty. Sprowadzają one cenę takiego auta do kosztów pojazdów z napędem klasycznym. To przekonuje tamtejszych kierowców do tego rodzaju zakupów. Polski rynek kieruje się innymi prawami. Przeciętni nabywcy korzystają najchętniej z komisów i oferty samochodów używanych – a nie z salonów nowych aut. Samochodami elektrycznymi zainteresowane są najczęściej firmy. Każda dopłata i obniżka jest dla nich ważna – ale zazwyczaj korzystają z finansowania, więc proces zakupowy wygląda inaczej. Należy zacząć od mniejszych zmian, a dopiero później rozważyć kwestię dopłat.

– W Polsce grono osób oburzonych dopłatami do samochodów, na których stać bogatych, będzie bardzo duże. To istotna przeszkoda dla polityków przy podejmowaniu decyzji w tej sprawie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar – Firmy zainteresowane kupnem pojazdów elektrycznych – podejmując decyzję będą analizować także inne czynniki. Przede wszystkim chcą być postrzegane jako ekologiczne. To o tyle ważna kwestia, że już dziś – nawet bez dopłat – wybierają takie auta. Oprócz tego są jeszcze podmioty państwowe, na które ustawa o elektromobilności wymusza tego typu zakupy. Czynnikiem zachęcającym do wybierania samochodów elektrycznych są także wszystkie inne korzyści – wynikające z poruszania się nimi. Polska na początku musi skoncentrować się na rozbudowaniu infrastruktury. Powinna być ona ogólnie dostępna. Liczba punktów ładowania ma być dostatecznie duża, aby kierowcy mogli swobodnie z nich korzystać. W rozwoju elektromobilności pomogłaby także większa swoboda poruszania się po zatłoczonych miastach. Do tego dochodzi łatwość parkowania. Dzisiaj podstawowym problemem dla zmotoryzowanych są korki, korzystanie z buspasów – przywileju autobusów, ale i aut elektrycznych – oraz brak miejsc parkingowych – podsumował Drzewiecki.

Nie dyskutuj! Chyba, że wiesz, jak to robić

Stoisz przed niełatwym zadaniem poprowadzenia dyskusji podczas szkolenia lub spotkania z pracownikami? Wiedz, że rola prowadzącego ma kluczowe znaczenie dla jej przebiegu. Jak kierować rozmową, żeby grupa wyniosła z niej jak najwięcej?

Dyskusja ma skłaniać jej uczestników do uczenia się, pomagać w określaniu i rozwiązywaniu problemów czy przybliżaniu określonych tematów. – Poprzez tę formę wymiany poglądów wyostrza się zdolność myślenia i w naturalny sposób wyrabia się umiejętność współpracy. Słuchając, staramy się bowiem zrozumieć i docenić doświadczenia i punkt widzenia innych, uczymy się polegać na ich ideach. Pomóc może w tym prowadzący, który odpowiednio kształtuje rozmowę, wyznaczając jej temat, pilnując, by z niego nie zbaczać oraz ułatwiając wymianę zdań pomiędzy rozmówcami – mówi Michał Brywczyński, trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Na co powinieneś zwrócić uwagę, żeby uczestnicy spotkania wynieśli z niego jak najwięcej?

Początki bywają trudne

Jeżeli kiedykolwiek prowadziłeś dyskusję, być może wiesz, jak stresujące bywa milczenie w oczekiwaniu na odpowiedź z sali, szczególnie tę pierwszą. Uniknąłeś częstego błędu i rozpocząłeś od pytania otwartego, a nie takiego, na które można odpowiedzieć krótkim „tak” lub „nie”, ale nadal słyszysz ciszę? – Warto wyrobić w sobie nawyk spokojnego czekania. Z jednej strony uczestnicy nieprzyzwyczajeni do dyskusji mogą początkowo milczeć i zwlekać z zabraniem głosu. Z drugiej zaś, miejmy też świadomość tego, że jeśli zauważą, że prowadzący robi pauzę tylko na trzy-cztery sekundy, po czym sam kontynuuje, mogą celowo przeczekać tę chwilę napięcia – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland. – Pamiętajmy też o tym, że widok zdenerwowanej, zmartwionej lub wykazującej brak zainteresowania i wiary w zaangażowanie grupy twarzy lidera nie zachęca do zabrania głosu – dodaje. Kiedy więc czekasz w ciszy, bądź spokojny i zrelaksowany, rozejrzyj się po sali, nawiązuj kontakt wzrokowy z każdym z uczestników. Po odczekaniu chwili (jej długość powinna zależeć od stopnia skomplikowania zagadnienia, np. tego, czy trzeba przypomnieć sobie jedynie fakty, a może zaproponować rozwiązanie nieco bardziej złożonego problemu) można powtórzyć pytanie. Jeśli masz możliwość wykorzystania flipchartu lub prezentacji, dobrą praktyką jest zapisanie pytania tak, żeby było widoczne dla wszystkich. Jeśli będzie to konieczne, zapytaj, czy są jakieś propozycje i ponownie cierpliwie nieco odczekaj. Gdy już pojawi się tak upragniony pierwszy komentarz, doceń jego autora, zachęcając tym samym kolejnych członków dyskusji do zabrania głosu. Powiedz po prostu „Dobrze” bądź „Dziękuję” i zapytaj kolejną osobę o zdanie.

Nie trać czujności i pomóż wciągnąć się w dyskusję… wszystkim

Myśl zawartą w wypowiedzi uczestnika możesz wykorzystać do kontynuacji tematu i rozwinięcia rozmowy. To szczególna forma pochwały, która pomaga zachęcić do dalszego aktywnego udziału. Dodatkowe pytania oparte na wcześniejszych spostrzeżeniach lub też krótkie uwagi po każdej serii komentarzy pomogą ci także w nakierowaniu grupy na określony tor. Jeśli chcesz zachęcić jej członków do krytycznego myślenia, zapytaj np. „Jakie macie wątpliwości związane z tym argumentem?” lub „Jaką odpowiedź dałby ktoś, kto ma przeciwstawny punkt widzenia?”. Unikaj natomiast słów, które dałyby do zrozumienia, że znasz jedyną dobrą odpowiedź, a pozostałe osoby muszą jedynie zgadnąć, co masz na myśli. Zamiast tego tak formułuj pytania, by wyrazić chęć poznania ich opinii, np. „Marku, a ty co myślisz o…” – Często prowadzący boją się pytać o zdanie osoby mało aktywne, zapominając, że ci mniej śmiali czasami potrzebują odrobiny zachęty, żeby wyrazić swoją, często bardzo wartościową opinię. Oczywiście, jeśli ktoś nie ma ochoty mówić, należy to uszanować, dlatego jeśli reakcją na pytanie bezpośrednie jest cisza, można zostawić furtkę na wyjście z twarzą, mówiąc np. „Aniu, jeszcze nie słyszałem twojej opinii, jak widzisz tę sytuację? – pauza dramatycznie się przedłuża – oczywiście możesz powiedzieć „podaj dalej” – podpowiada Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland. Podczas dyskusji na forum pojawia się też niebezpieczeństwo jej zdominowania przez kilku członków i bierności pozostałych. Jak temu zapobiegać? – Zanim zaprosimy do wspólnej rozmowy, możemy poprosić uczestników o zapisanie na kartce trzech odpowiedzi na zadane pytanie – ta technika sprawdza się, gdy celem jest zebranie doświadczeń, wniosków indywidualnych i ich przedstawienie na forum. Dobrze jednak wiedzieć, że  powoduje przywiązanie do swoich opinii, można więc wykorzystać ją również, jeśli chcemy spolaryzować grupę i zależy nam na różnicy poglądów. Alternatywnie, zachęćmy grupę do rozważenia tematu w parach lub trzyosobowych zespołach i przedstawienia później wniosków pozostałym. Da im to większe poczucie bezpieczeństwa, prowadzącemu jednak mniejszą kontrolę. Zgłębianie zagadnienia może odbyć się też w zespołach, które następnie przedstawią na forum swoje stanowisko, najlepiej w formie pisemnej – np. w postaci sześciu najważniejszych obserwacji, wniosków czy pytań na karteczkach, które zostaną przyklejone na flipcharcie – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

Nawet najbardziej ożywione dyskusje muszą się kiedyś skończyć. Niektórzy prowadzący wychodzą z założenia, że powinno to nastąpić, gdy osoby na sali przejawiają znudzenie i nie zgłaszają już swoich pomysłów. – Najlepiej jednak wybrać moment, gdy wciąż jest duże zainteresowanie i każdy chce jeszcze kontynuować wymianę poglądów. Doświadczeni prowadzący m.in. w ten sposób zyskują uznanie członków grupy i ich chęć uczestnictwa w kolejnych rozmowach. Obserwujmy więc dokładnie, co dzieje się na sali, aby dostrzec odpowiedni czas na finał. Gdy zdecydujemy się na ten krok, dajmy pewne ostrzeżenie, że czasu pozostało już niewiele. Pytając np. „Czy ktoś ma jakieś komentarze zanim zakończymy?”, pozwolimy wypowiedzieć się osobom, które chciały coś dodać, a tym, którzy się nie odzywali damy znak: teraz albo nigdy. Podsumujmy też główne punkty i – jeśli będzie to uzasadnione – pogratulujmy jakości spotkania, wskazując konkretne kwestie, które wyjątkowo nas ożywiły – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland. Pamiętaj, że forma zakończenia ma wpływ zarówno na proces uczenia się, jak i na entuzjazm uczestników względem kolejnych spotkań. Po etapie „odkrywania”, kiedy pytania mają naprowadzać na zidentyfikowanie lub zebranie zasadniczych kwestii, powinny więc paść też takie, które pomogą w doskonaleniu zrozumienia, a następnie zastosowaniu wiedzy, która pojawiła się podczas dyskusji. Do utrwalenia wniosków bardzo przydatne będzie też streszczenie najważniejszych punktów. Dzięki odpowiedniemu podsumowaniu możesz przyczynić się do tego, by grupa wyniosła z całej dyskusji jak najwięcej.

Polskich pracowników łączą zainteresowania

Sport, książka i muzyka to pierwsza trójka zainteresowań, o których w swoich CV informują Polacy, wynika z badania sposobów spędzania wolnego czasu przez osoby aktywne zawodowo przeprowadzonego przez Grupę Progres. Panowie najczęściej przeznaczają go na sport, panie na czytanie książek.

Aktywni zawodowo Polacy deklarują, że na pracę poświęcają około 44 godzin tygodniowo.* Gdy już nie koncentrują się na obowiązkach zawodowych, swój wolny czas najchętniej przeznaczają na sport (46 proc.), czytanie książek (39 proc.) i słuchanie muzyki (39 proc.). Na kolejnych miejscach znajdują się film (32 proc.), motoryzacja (21 proc.), historia (18 proc.) i podróże (11 proc.).

Mężczyźni sportowcy, panie oczytane

Z badania Grupy Progres wynika, że Polki najchętniej czytają książki (50 proc.) i słuchają muzyki (33 proc.). Tyle samo wskazań (17 proc.) otrzymały film, sport, motoryzacja, podróże czy historia. Wśród zainteresowań, które wymieniają panie znajdują się także gotowanie, moda, sztuka, taniec, zdrowy styl życia i jeździectwo.

Analiza czasu wolnego mężczyzn aktywnych zawodowo pokazuje, że największa grupa poświęca go na sport (69 proc.), oglądanie filmów (44 proc.) i słuchanie muzyki (44 proc.). Kolejne miejsca zajmuje motoryzacja (37 proc.), książka (31 proc.), historia (19 proc.) i podróże (6 proc.). Panów interesuje także polityka, majsterkowanie, wędkarstwo, gry komputerowe czy informatyka.

Podwójne zainteresowania

Aktywni zawodowo Polacy średnio deklarują posiadanie trzech zainteresowań. Rekordziści aż dziesięciu pasji. Kobiety najczęściej wymieniają dwa (33 proc.), cztery (17 proc.) i pięć (17 proc.) zainteresowań. Mężczyźni natomiast trzy (19 proc.), sześć (12 proc.) i siedem (12 proc.) pasji. Co piąty badany nie potrafi określić swojego hobby.

Traktowanie kwestii zainteresowań w kontekście zawodowym, nadal nie jest normą w Polsce.  Szczególnie widać to po analizie aplikacji naszych rodaków. Wielu z nich umieszczając w CV informację nt. swoich pasji nie traktuje ich jako znaczącej części całości składanej aplikacji, stąd powtarzalność najbardziej popularnych przykładów: sport, książka, muzyka. W życiorysach kandydaci nie przykładają też większej  uwagi do przedstawienia swojego hobby w bardziej interesujący sposób. Często piszemy sztampowo o zainteresowaniach i w konsekwencji, pojawiają się problemy,  gdy rekruter nagle zadaje bardziej szczegółowe pytania. Ta chyba najbardziej niedoceniana przez kandydatów rubryka w CV często może okazać się trampoliną do lepszej pracy. Hobby nierzadko jest uzupełnieniem obrazu kandydata i pokazuje go w szerszym kontekście, nie tylko przez pryzmat doświadczenia zawodowego.

Badanie przeprowadzono na grupie 28 330 osób zatrudnionych w 2018 r. przez Grupę Progres.

* Bilansu Kapitału Ludzkiego 2018, PARP i UJ

Elektroniczny Notarialny Sąd Polubowny – Ultima Ratio. Jak działa?

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio
Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio

Bankructwo lub sukces firmy zależy czasem od opracowania biegłego sądowego, wydającego opinie w sprawie sądowej. Szybkość realizacji takiego opracowania przez specjalistę w czasie rozprawy decyduje niejednokrotnie o przyszłości przedsiębiorstwa. Niestety – na opinie biegłych w sądach powszechnych trzeba często czekać 3-6 miesięcy. Czy można krócej?  Na te pytanie starają się odpowiedzieć mec Robert Szczepanek, współtwórca pierwszego w Polsce, w pełni elektronicznego, notarialnego sądu polubownego Ultima Ratio oraz dr inż. arch. Adam Baryłka, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych w Warszawie.

W Polsce brakuje biegłych sądowych

Mała lokalna firma – podwykonawca budowy kładki nad torami- czeka na zapłatę 200 tysięcy złotych z tytułu wykonanych prac. Generalny wykonawca kwestionuje wykonanie przedmiotu umowy. Sprawa trafia do sądu, bada ją biegły sądowy – ekspert, który pomaga właściwie ocenić materiał dowodowy.  Opinia jest gotowa po 5 miesiącach. W tym czasie mała lokalna firma ma kłopoty z płynnością, czasem bankrutuje. Do takich sytuacji dochodzi często w różnych branżach polskiej gospodarki.

Dlaczego wykonanie takiego opracowania trwa tak długo? Należy pamiętać, że średnia rynkowa wartość prywatnej opinii rzeczoznawcy w zależności od specjalności waha się od 5 do 7 tysięcy złotych. Tymczasem wynagrodzenie biegłych sądowych (tych samych specjalności) w sądach powszechnych jest regulowane przez rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości, a jego wysokość w 2018 roku wynosiła co do zasady… 22,90 złotych za godzinę.

– Matematyka jest nieubłagana – aby wynagrodzenie biegłego sądowego za jedną opinię sporządzoną na zlecenie sądu powszechnego odpowiadało realiom rynkowym, biegły musi ją przygotowywać… 262 godziny. Innymi słowy, za szybkie przygotowanie opinii jest on karany niższym wynagrodzeniem! Po co się więc spieszyć? Między innymi z tego powodu brakuje przy sądach powszechnych biegłych, a opinie są wydawane długimi miesiącami – komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio.

Opinia on-line w 10 dni?

Pozyskiwanie opinii biegłych sądowych znacznie szybciej jest możliwe, o ile zostanie potraktowane jak normalny, dobrze zaplanowany i powtarzalny proces. Tak się dzieje w pierwszym w Polsce w pełni on-line sądzie polubownym ULTIMA RATIO, dzięki współpracy tej instytucji z Polskim Stowarzyszeniem Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych w Warszawie. Stowarzyszenie to zrzesza kilkuset członków i jest największą organizacją rzeczoznawców i biegłych sądowych w Polsce.

A jak wygląda wydanie opinii w 10 dni? Otóż, arbiter ULTIMA RATIO prowadzący sprawę przesyła wprost z systemu zlecenie wykonania opinii do Stowarzyszenia, to zaś wskazuje eksperta pożądanej specjalności. Biegły, zaraz po przyjęciu zlecenia, otrzymuje dostęp do profilu sprawy w serwisie internetowym Ultima Ratio. To tam biegły zapoznaje się z materiałem dowodowym. Jak łatwo zauważyć, biegły może zacząć pracę od razu i pracować w czasie i miejscu według własnego uznania. Jeżeli sytuacja wymaga bezpośredniego kontaktu biegłego z przedmiotem opinii, Stowarzyszenie wskazuje biegłego z konkretnej, najbliższej miejscowości.

– Po przygotowaniu opinii, biegły prezentuje ją bezpośrednio w serwisie Ultima Ratio, na profilu danej sprawy. Na jej czacie odpowiada na pytania i wątpliwości stron. Opinie z pięciu najbardziej popularnych specjalności: rachunkowości, grafologii, techniki samochodowej, szacowania wartości ruchomości i nieruchomości oraz z informatyki – są realizowane co do zasady w terminie 10 dni od daty zlecenia. Co ważne wynagrodzenie biegłych zostało ustalone z góry i ma charakter ryczałtowy za sporządzenie jednej opinii z danej specjalności – komentuje Adam Baryłka, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych.

Dodatkowo w Ultima Ratio pracę biegłych koordynuje zewnętrzna, wyspecjalizowana organizacja a nie – tak jak w sądach powszechnych – sędzia prowadzący sprawę. To pozwala uniknąć sytuacji, w której arbiter samodzielnie wybiera biegłych sądowych z listy, nie mając z nimi wcześniejszego kontaktu ani możliwości upewnienia się co do ich dostępności. Po drugie – biegły pracuje na profilu danej sprawy w serwisie Ultima Ratio – nie musi w konsekwencji czekać na akta sprawy ani uczestniczyć rozprawie sądowej celem odpowiedzi na zarzuty stron. W efekcie w Ultima Ratio opinia rzeczoznawcy dla danej sprawy i dla przedsiębiorcy wydawana jest w 10 dni.

Ponad pół miliona przedsiębiorców ma problem z opłaceniem składek. Zadłużeni mogą liczyć na pomoc ZUS

Ponad pół miliona przedsiębiorców ma problem z opłaceniem składek. Zadłużeni mogą liczyć na pomoc ZUS 1

Na koniec 2018 roku ponad pół miliona przedsiębiorców miało zaległości w opłacaniu składek pobieranych przez ZUS. Łącznie zadłużenie płatników składek wyniosło 14,5 mld zł. Firmy, które mają problemy z terminowym opłacaniem należności, mogą liczyć na pomoc, bo Zakład Ubezpieczeń Społecznych umożliwia im spłatę zadłużenia w ratach. Do końca 2018 roku udzielono ok. 49 tys. ulg w spłacie składek.

– Układ ratalny to możliwość spłaty zadłużenia w dłuższym okresie, w miesięcznych ratach, a ich wysokość jest dostosowana do możliwości przedsiębiorcy. Wniosek o rozłożenie zadłużenia na raty, oprócz danych identyfikacyjnych, powinien zawierać informacje o tym, jakie należności przedsiębiorca chce rozłożyć na raty, czy będzie to całość zadłużenia, czy też część, przyczynę powstania zadłużenia, uzasadnienie, dlaczego nie jest w stanie spłacić go jednorazowo, własną propozycję spłaty, czyli termin płatności raty i jej wysokość – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Banaś z Departamentu Realizacji Dochodów w Centrali ZUS.

Z danych ZUS wynika, że na koniec 2018 roku ponad 500 tys. płatników zadłużyło się na kwotę 14,5 mld zł. Dużą grupę zadłużonych przedsiębiorców stanowią małe firmy niezatrudniające pracowników. Z danych ZUS wynika, że ok. 296 tys. płatników prowadzących działalność gospodarczą i płacących składki sami za siebie ma dług sięgający 4,8 mld zł. Dłużnicy mogą jednak liczyć na pomoc ZUS, który rozkłada należności na raty, a wyjątkowych sytuacjach może umorzyć dług.

– Kwotę zadłużenia można sprawdzić na Platformie Usług Elektronicznych ZUS albo u doradcy płatnika składek w każdej naszej placówce. Również u konsultanta w centrum obsługi telefonicznej – numery telefonów są dostępne na stronie internetowej. Można też złożyć u nas wniosek o informację o stanie konta płatnika składek – wymienia Katarzyna Banaś.

Dane pokazują, że coraz więcej przedsiębiorców korzysta z rozłożenia spłaty zadłużenia z tytułu składek na raty. ZUS podaje, że w 2018 roku wpłynęło ok. 70 tys. wniosków i udzielono 49 tys. ulg. Dla porównania, w tym samym okresie 2017 roku zawarto ok. 45 tys. ulg.

– Do sytuacji, że nie wyrażamy zgody na układ ratalny, dochodzi rzadko, ale może się tak stać, gdy ocena współpracy z dłużnikiem pokazuje, że w rzeczywistości nie miał na celu spłaty zadłużenia, a  działania, które podejmował, były tylko działaniami na zwłokę. Możemy również odmówić rozłożenia długu na raty, jeśli jest prowadzone skuteczne postępowanie egzekucyjne i spłata należności nastąpi szybciej niż w ramach układu ratalnego – mówi ekspertka ZUS.

W wyjątkowych sytuacjach ZUS może też umorzyć należności z tytułu składek. Jest to jednak stosowane niemal wyłącznie wtedy, gdy należności są całkowicie nieściągalne.

– Składki za pracowników, finansowane przez przedsiębiorcę, mogą być umorzone jedynie w przypadku ich całkowitej nieściągalności. Całkowita nieściągalność może wystąpić m.in., gdy przedsiębiorca zaprzestał prowadzenia działalności, a jednocześnie nie posiada majątku, z którego można by te należności egzekwować. W takiej sytuacji składki finansowane przez pracowników nie mogą być umorzone – wskazuje Katarzyna Banaś.

W Polsce powstaje centrum finansowe koncernu farmaceutycznego GSK. Pracę znajdzie tam docelowo nawet 300 osób

W Polsce powstaje centrum finansowe koncernu farmaceutycznego GSK. Pracę znajdzie tam docelowo nawet 300 osób 2

GSK, jeden z największych inwestorów w polskim przemyśle farmaceutycznym, otwiera w Poznaniu jedno z trzech centrów finansowych na świecie. Będą tu prowadzone prace nad nowoczesnymi i innowacyjnymi rozwiązaniami z zakresu rachunkowości i księgowości dla całej grupy. Polska odgrywa coraz większą rolę na rynku europejskim w eksporcie usług. Już teraz stanowią one ok. 20 proc. całkowitego naszego eksportu, a w najbliższych latach ten segment będzie rosnąć szybciej niż eksport towarów. To tylko jeden z przykładów inwestycji w naszym kraju opartej o innowacje – podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

Istotnym aspektem naszych inwestycji są centra usług biznesowych, takie jak centrum usług IT w Poznaniu. Centrum finansowe będzie stanowić doskonałe uzupełnienie dla naszego poznańskiego Centrum Usług Biznesowych GSK IT. Znamy Polskę bardzo dobrze, postrzegamy ją jako środowisko przyjazne biznesowi, stabilne i przewidywalne dla prowadzenia działalności gospodarczej. Widzimy też dobry poziom usług i infrastrukturę, ale moim zdaniem najważniejszym czynnikiem jest kapitał ludzki i jakość pracowników – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Nikos Xydias, dyrektor generalny GSK w Polsce.

GSK Finance Hub to pierwsze tego typu centrum koncernu w Europie. Inwestycja o wartości ok. 30 mln zł pozwoli na utworzenie 200–300 nowych miejsc pracy dla specjalistów z obszaru finansów. Jeszcze w tym roku obecny zespół GSK powiększy się o 80 osób.

– Nasze światowe centra finansowe mają za zadanie wspieranie na poziomie regionalnym naszych lokalnych spółek w obu Amerykach, Azji i Europie. Mamy już takie placówki w Malezji i na Kostaryce, a kolejne otwieramy właśnie w Poznaniu do obsługi 29 krajów ze Starego Kontynentu. Wszystkie nasze centra regionalne przyczynią się do wzmocnienia trzech głównych segmentów naszej działalności – leków, szczepionek i produktów ochrony zdrowia –podkreśla Mark Heathcote, starszy wiceprezes ds. usług finansowych, GSK.

Nowo powstałe centrum GSK Finance Hub będzie pracować nad wdrażaniem innowacyjnych rozwiązań, będzie też włączone w rozwój funkcji finansów grupy oparty na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, w tym na inteligentnej automatyzacji procesów finansowych, wykorzystującej technologię mobilną czy robotyzację procesów.

Centrum finansowe skupi się na dostarczaniu usług o wartości dodanej dla naszych lokalnych spółek w całej Europie. Będą one dotyczyć takich kwestii, jak planowanie i prognozowanie, zamknięcia finansowe, kontrola, specjalistyczna księgowość i sprawozdawczość zarządcza – wskazuje Shane Renders, starszy wiceprezes ds. gospodarki własnej, danych i analityki, GSK.

Łącznie w ciągu 20 lat działalności w Polsce firma GSK zainwestowała tu 2 mld zł. Fabryka leków każdego dnia wytwarza 8,7 mln tabletek i 1,3 mln kapsułek dostarczanych do ponad 130 krajów. W 2017 roku rozpoczęto produkcję innowacyjnych, chronionych patentem leków stosowanych w terapii HIV. Tylko w 2018 roku GSK przeprowadziło 50 badań klinicznych o łącznej wartości 12,1 mln zł.

W 2005 roku spółka utworzyła Centrum Usług Biznesowych GSK IT, które obecnie ma sześć specjalistycznych zespołów wspierających procesy badawczo-rozwojowe i prace nad nowymi lekami i szczepionkami.

GSK Finance Hub to inwestycja w usługi dzielone. Mamy pierwsze miejsce w Europie w inwestycjach tego typu. Są one dla nas bardzo ważne. Tym bardziej że istnieją one nie tylko w Warszawie, lecz także w innych dużych miastach – przekonuje Tadeusz Kościński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Z raportu „Global Trade Forecast” banku HSBC wynika, że obecnie usługi stanowią ok. 20 proc. całkowitego eksportu z Polski. Prognozy wskazują, że w najbliższych 15 latach eksport usług z Polski będzie rósł w tempie ok. 7 proc. rocznie, szybciej niż eksport towarów.

To dla nas najważniejsze, żeby inwestorzy rozwijali u nas nie tak jak do tej pory gospodarkę opartą na imitacjach, ale opartą o innowacje, gdzie będzie współpraca z uniwersytetami, badania, rozwój, rejestrowane patenty, dobre miejsca pracy, a pracownicy będą mogli się dalej rozwijać i podnosić swoje kwalifikacje – przekonuje wiceminister.

GSK już od lat związana jest z Poznaniem, stąd wybór lokalizacji na centrum finansowe był oczywisty. Miasto jest ujmowane w prestiżowych rankingach i badaniach jako jeden z najszybciej rozwijających się ośrodków zewnętrznych usług biznesowych. Atutem Poznania są m.in. wykwalifikowane kadry oraz potencjał akademicki – w mieście jest 25 uczelni, na których kształci się niemal 120 tys. osób.

Poznań jest jednym z najszybciej rozwijających się miast w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Największe atuty to zróżnicowana gospodarka, wysoko wykwalifikowana kadra i wysoka jakość życia. Mamy świadomość, że dla inwestorów bardzo ważne są nie tylko wskaźniki ekonomiczne, lecz także jakość życia, dlatego zgodnie ze Strategią Rozwoju Miasta 2020+ staramy się sukcesywnie tę jakość podnosić – podkreśla Tomasz Doleżał z Biura Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Poznania.

Dodatkowo GSK ma w Gądkach pod Poznaniem Centrum Dystrybucyjno-Logistyczne, które zarządza dostawami leków i szczepionek na rynki europejskie. Z kolei za dystrybucję produktów ochrony zdrowia odpowiada Centrum Dystrybucyjno-Logistyczne znajdujące się pod Warszawą.

30 lat telewizji satelitarnej w Polsce. Za kilka lat satelity będą już dostarczać treści w jakości 8K

30 lat telewizji satelitarnej w Polsce. Za kilka lat satelity będą już dostarczać treści w jakości 8K 3

Pierwsze anteny satelitarne zaczęły pojawiać się na fasadach budynków w Polsce 30 lat temu. Wszystkie były nakierowane na satelitę ASTRA 1A, który nadawał sygnał telewizyjny do krajów Europy Zachodniej i Środkowej, w tym Polski. Obecnie telewizja satelitarna w Polsce ma już ugruntowaną pozycję, korzysta z niej około połowa polskich gospodarstw domowych. Mimo pojawienia się nowych technologii przekazu, w Europie satelity nadal pozostają dominującym sposobem odbioru telewizji i transmisji treści wideo. Za kilka lat to właśnie satelity mogą być głównym dostawcą treści w jakości 8K, która dopiero wkracza na rynek.

30 lat temu technologia satelitarna była absolutnie czymś nowym. Satelita – w odróżnieniu od innych technologii dystrybucji sygnału telewizyjnego i radiowego – „nie widzi” granic, w związku z tym nadaje na dane terytorium geograficzne. Dzięki technologii satelitarnej 30 lat temu Polacy mieli możliwość dostępu do kanałów, treści i stacji radiowych zachodnich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Ornass-Kubacki, prezes zarządu, Astra CEE.

Wszystkie pojawiające się wówczas anteny nakierowane były w jeden punkt na niebie – pozycję orbitalną 19.2°E, z której nadawany był sygnał z satelity ASTRA 1A. Należący do luksemburskiej spółki SES, satelita rozpoczął swoją misję w pierwszych miesiącach 1989 roku. Pod koniec 1988 roku został on wyniesiony na orbitę przez rakietę Ariane 4 z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej. Stamtąd nadawał sygnał telewizyjny do krajów Europy Zachodniej i Środkowej, w tym Polski. Dzięki temu Polacy – po raz pierwszy na taką skalę – mogli odbierać sygnał satelitarny.

– Wtedy wydawało się to abstrakcyjne i nierealne, że ktoś może zamontować sobie na dachu małą, 60-centymentrową antenę i mieszkając na prowincji w górach czy nad morzem, „komunikować się” z satelitą, który jest 36 tys. km nad Ziemią – podkreśla Marcin Ornass-Kubacki.

Początkowo z ASTRA 1A transmitowane były kanały FilmNet, Sky TV, skandynawski TV3 i MTV Europe. Nieco później dołączyło wiele niemieckich kanałów, jak RTL plus, Sat.1 i Pro7. O skali popularności telewizji satelitarnej w tamtym czasie świadczy osiągnięcie zasięgu 17 mln gospodarstw domowych w Europie już w 1990 roku. Widzom w Polsce telewizja z satelity ASTRA uchyliła okno na świat i pozwoliła zapoznać się z treściami zagranicznych kanałów, podczas gdy monopol telewizji państwowej został przełamany dopiero rok później, a pierwsza ogólnopolska telewizja prywatna powstała w 1992 roku.

W czasach PRL-u mieliśmy w większości regionów trzy programy telewizyjne, w niektórych było pięć, jak Telewizja Wisła czy TV Puls. Wraz z pojawieniem się Astry w 1989 roku otrzymaliśmy dodatkowe 16 kanałów w pierwszym roku, a po czterech latach mieliśmy już 48, więc to był ogromny skok – mówi Jacek Silski, prezes zarządu Polskiej Izby Radiodyfuzji Cyfrowej.

Jak podkreśla, w Polsce telewizja satelitarna od wielu lat ma ustabilizowaną sytuację, korzysta z niej połowa polskich gospodarstw domowych.

Dzisiaj telewizja satelitarna – w porównaniu do telewizji naziemnej i kablowej – daje o wiele lepszą jakość obrazu i większy wybór. To są tysiące programów, czego żadna telewizja kablowa w Polsce nie oferuje. Poza tym, jeżeli ktoś chce mieć bardzo dobrą jakość obrazu w 4K, to satelita z pewnością przeważy, bo ma takie możliwości techniczne – mówi Jacek Silski.

Wobec rosnącego zapotrzebowania na dostarczanie wysokiej jakości kontentu po 30 latach satelity nadal pozostają dominującym sposobem odbioru telewizji i transmisji treści wideo, zarówno w Polsce, jak i w Europie.

W międzyczasie technologia poszła do przodu, dziś mamy również inne sposoby dystrybucji sygnału telewizyjnego i radiowego. Niemniej jednak po tych 30 latach tylko nasza firma dostarcza sygnał telewizyjny dla 156 mln gospodarstw domowych w całej Europie, w Polsce są to blisko 3 mln gospodarstw. W związku z tym wydaje się, że telewizja satelitarna nadal ma przed sobą wielką przyszłość – mówi Marcin Ornass-Kubacki.

Jak podkreśla, transmisja za pośrednictwem satelity nadal ma dużą przewagę z uwagi na – niezależność od warunków geograficznych czy politycznych i brak konieczności połączenia z infrastrukturą naziemną, co gwarantuje niezawodność przekazu nawet w przypadku klęski żywiołowej.

W tej chwili pojawiły się satelity elektryczne i mniejsze, bardziej sfokusowane na dane terytorium. Jest również duży nacisk na obniżenie kosztów budowy i wyniesienia satelitów. Normalnie liczy się je w dziesiątkach, jeśli nie setkach milionów euro. Natomiast obecnie, dzięki postępowi technologicznemu, to się zmienia. Co więcej, czas życia satelity na orbicie to maksymalnie około 15–17 lat, ale dzięki satelitom o napędzie elektrycznym, to również będzie się zmieniać – mówi Marcin Ornass-Kubacki.

Co istotne, satelita pozwala na przesyłanie tysięcy gigabajtów danych na sekundę, dzięki czemu daje nieograniczone możliwości transmisji kontentu bez względu na jego wagę. Dlatego sprawdza się w przypadku nadawania treści w oryginalnej rozdzielczości 4K. SES przy użyciu satelity ASTRA 3B przeprowadził już także transmisję w jeszcze wyższej jakości – 8K, która dopiero wkracza na rynek. Za kilka lat to właśnie technologia satelitarna może sprawdzić się jako dostawca najwyższej jakości treści bez ograniczeń związanych z przepustowością.

– Dostępne dziś technologie będą rozwijały się równolegle i uzupełniały nawzajem. Tam, gdzie jest łatwy dostęp do infrastruktury kablowej i światłowodowej, tam siłą rzeczy mocno będzie rozwijać się ten segment. Natomiast w miejscach, gdzie ten dostęp jest trudniejszy albo potrzebna jest większa masowość, klasyczne już dzisiaj technologie jak broadcasting naziemny czy nadawanie satelitarne będą miały zastosowanie. Myślę, że wszyscy przedsiębiorcy, w tym nadawcy satelitarni, w przyszłości będą też udostępniali usługi internetowe, co może się okazać nieodzowne w przypadku połączeń z miejsc trudno dostępnych – mówi Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Jak ocenia, telewizja staje się coraz bardziej spersonalizowana, coraz bardziej dopasowana do indywidualnych oczekiwań odbiorcy i ten trend będzie się rozwijał. Zwłaszcza że młodsze pokolenia widzów są przyzwyczajone do korzystania z usług spersonalizowanych i „na żądanie”. Natomiast liniowe usługi telewizyjne czy radiowe także będą utrzymywać swoją pozycję na rynku.

To bardzo dobrze widać na przykładzie analiz rynku telewizyjnego czy radiowego, czyli tam, gdzie technologie internetowe są już gotowe zastąpić tradycyjny, liniowy przekaz. Widać jednak, że linearne usługi nadal trzymają się mocno. Oczywiście ten rynek będzie coraz bardziej podzielony między różnych dostawców, różne kategorie usług i technologie. Myślę jednak, że wszystko to będzie działało komplementarnie. Na końcu wygra ten, kto zaoferuje najlepszy produkt – mówi przewodniczący KRRiT.

Astra, która 30 lat temu zapoczątkowała w Polsce erę telewizji satelitarnej, dysponuje obecnie flotą 56 satelitów, które pokrywają sygnałem 99 proc. powierzchni Ziemi. Dostarcza nie tylko kanały telewizyjne, ale także stacje radiowe, internet oraz usługi multimedialne za pośrednictwem systemu satelitarnego. W Polsce widzowie mogą odbierać za pośrednictwem satelitów Astry ponad 400 kanałów FTA, w tym 80 w jakości HD.

Podczas Targów Teletechnika 2019 Astra otrzymała jubileuszową nagrodę od Prezesa Polskiej Izby Radiodyfuzji Cyfrowej, Jacka Silskiego za 30 lat obecności i działalności na polskim rynku.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa: Rośnie ryzyko ataku hakerów na sektor energetyczny. Mogą skutkować paraliżem i bezradnością całego państwa

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa: Rośnie ryzyko ataku hakerów na sektor energetyczny. Mogą skutkować paraliżem i bezradnością całego państwa 4

Cyberataki na infrastrukturę teleinformatyczną liczy się w tysiącach w każdej sekundzie. Rośnie też ryzyko cyberataków na sektor dostaw energii. Kolejne destrukcyjne ataki to tylko kwestia czasu. Szczególnie narażone są infrastruktura energetyczna, wodno-ściekowa, sektor finansowy czy ochrony zdrowia i ubezpieczeń, kluczowe dla bezpieczeństwa kraju. Bezpieczeństwo powinno być skoncentrowane nie na pojedynczym obiekcie, a na całym procesie. Każdy z elementów tego łańcucha dostaw powinien być chroniony równie starannie na zasadzie najsłabszego ogniwa – przekonuje dr Krzysztof Malesa, zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

– Analiza danych, które są dostarczane przez zespoły reagowania na incydenty komputerowe, pokazuje, że cyberataków na wszelką infrastrukturę i na wszelką działalność, która wiąże się z teleinformatyką jest bardzo wiele. Tak naprawdę setki, może tysiące w każdej sekundzie. Na szczęście w większości z nich udaje się zapobiegać, jak na razie nie byliśmy świadkami bardzo poważnej sytuacji kryzysowej, która wynikałaby z przeprowadzonego w zaplanowany sposób cyberataku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Krzysztof Malesa, zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

O tym, że wojna przenosi się do sieci, nie trzeba już nikogo przekonywać. Dobitnie przekonała się o tym Estonia, która w 2017 roku została całkowicie sparaliżowana – hakerzy uderzyli w najważniejsze instytucje, została przerwana łączność, mieszkańcy stracili dostęp do banków i urzędów. To jednak był tylko pokaz siły. Największym zagrożeniem są ataki wymierzone w sektor energetyczny – skuteczne zainfekowanie firmy kluczowej z punktu bezpieczeństwa może skutkować nie tylko paraliżem, lecz także absolutną bezradnością i bezsilnością całego państwa. Tym samym łatwiej przeprowadzić kolejne ataki, niszczące kolejne sektory.

Taki czarny scenariusz jest całkiem możliwy, dlatego większość państw inwestuje w systemy cyberbezpieczeństwa.

– Analizy potwierdzają, że bezpieczeństwo powinno być skoncentrowane nie na pojedynczym obiekcie, a na całym procesie. Na procesie, który może przebiegać przez wiele podmiotów, który może przecinać administrację, obszar przedsiębiorcy prywatnego i potem znowu wracać do administracji. I każdy z elementów tego łańcucha dostaw powinien być chroniony równie starannie na zasadzie najsłabszego ogniwa – przekonuje dr Krzysztof Malesa.

Raport Deloitte „An integrated approach to combat cyber risk. Securing industrial operations in oil and gas” wskazuje, że w niektórych przypadkach nie jest potrzebna zaawansowana technologia czy wiedza, aby zaatakować wewnętrzne systemy informatyczne firm energetycznych.

– Nie musi być koniecznie tak, że działania hakerów będą bardzo wysublimowane czy zaawansowane. Wydaje się, że inteligentny cyberprzestępca, który chciałby dokonać takiego ataku, będzie szukał raczej najsłabszego ogniwa. To wcale nie musi być maszyna, takim słabym ogniwem może być człowiek – wskazuje zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

O skali zagrożenia najlepiej świadczą próby ataków, które obserwujemy od lat. Już w 2003 roku jedna z amerykańskich elektrowni jądrowych w stanie Ohio została zainfekowana wirusem Slammer, który zablokował system odpowiedzialny za chłodzenie reaktora. Z kolei w 2014 roku zhakowane zostały systemy komputerowe operatora elektrowni jądrowej w Korei Południowej. W 2015 roku atak na ukraińską energetykę pozbawił prądu mieszkańców zachodniej Ukrainy, rok później – część Kijowa.

Słowacka firma ESET pod koniec 2018 roku poinformowała natomiast, że hakerzy zainfekowali złośliwym oprogramowaniem trzy firmy energetyczne i transportowe w Polsce i na Ukrainie.

– Żeby postrzegać bezpieczeństwo w sposób nowoczesny, musimy się nauczyć myśleć o nim jako o bezpieczeństwie dostaw pewnych łańcuchów usług czy pewnych kluczowych procesów, które pozwalają obywatelowi finalnie skorzystać z końcowego produktu, czyli dostępu do energii elektrycznej. Energia elektryczna służy nie tylko obywatelowi, lecz także służy dużemu przemysłowi, służy bezpiecznemu funkcjonowaniu administracji, naszej obronności i wielu innym sferom życia – wskazuje ekspert.

Polska skutecznie zablokowała część potencjalnie groźnych ataków, nie oznacza to jednak, że jest bezpieczna.

– Oprócz twardych inwestycji w energetykę, w system przesyłowy czy w wytwarzanie, czyli w bloki energetyczne, warto powiedzieć o know-how, o miękkim podejściu do bezpieczeństwa. I jako przykład mogę podać działania Rządowego Centrum Bezpieczeństwa na rzecz wyposażenia wytwórców energii elektrycznej i operatora systemu przesyłowego w najlepsze światowe praktyki w zakresie cyberbezpieczeństwa automatyki przemysłowej, czyli systemów, które sterują urządzeniami w głębi sieci elektroenergetycznej – mówi dr Krzysztof Malesa.

Krajowy rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach

0

Krajowy rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach 5

Według wcześniejszych zapowiedzi w tym roku ma wejść w życie tzw. ustawa o FINN-ach, czyli firmach inwestujących w najem nieruchomości, które będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem Rafał Malik podkreśla, że powinno to pobudzić rynek najmu instytucjonalnego, który w Polsce dopiero raczkuje. Zapowiada również kolejne inwestycje funduszu, które mają trafić na rynek jeszcze w tym roku. 

– Rynek najmu instytucjonalnego w Polsce dopiero raczkuje. Jako Fundusz jesteśmy największym podmiotem tego rodzaju, w tym momencie mamy 1 820 mieszkań dostępnych dla klientów, natomiast widzimy dużą perspektywę rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Malik, dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Najem instytucjonalny został wprowadzony w znowelizowanej ustawie o ochronie praw lokatorów, która obowiązuje od 2017 roku. Jego zasady są zbliżone do najmu okazjonalnego, jednak w tym przypadku wynajmującym może być wyłącznie podmiot, który prowadzi działalność polegającą na wynajmowaniu mieszkań.

Najem instytucjonalny ma równoważyć interesy obu stron umowy najmu. Najemca ma gwarancję umowy i wysokości stawki opłaty waloryzowanej o wskaźnik inflacji, ma też pewność, że nie zaskoczy go zmiana czynszu czy nagłe wypowiedzenie umowy i skrócenie okresu najmu.

– Główne zalety w najmie instytucjonalnym to równość stron w umowie, stałość cen dla naszych klientów oraz prawo pierwszeństwa wynajmu kolejnego mieszkania. Dodatkowo jest to dostępność usług 24/7 w przypadku wystąpienia jakichkolwiek usterek – precyzuje Rafał Malik.

Jak podkreśla, polski rynek najmu jest dopiero w fazie rozwoju, w ciągu ostatnich kilku lat jego udział wzrósł z 1,8 proc. do obecnych 5 proc. Natomiast wciąż jest on nieporównywalnie mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie udział najmu w rynku nieruchomości oscyluje na poziomie 30–50 proc. Wciąż jest więc ogromny potencjał wzrostu.

– Patrząc z perspektywy stopy zwrotu, najbardziej perspektywicznym rynkiem jest Warszawa. Możemy spojrzeć też na miasta z północy Polski, czyli głównie Gdańsk i Sopot. Tam zainteresowanie klientów jest największe, podobnie jak stopy zwrotu, które oscylują między 5,5 a 6 proc. – mówi Rafał Malik.

Polski rynek mieszkań na wynajem zdominowany jest przez inwestorów indywidualnych i wciąż niewiele jest na nim podmiotów, które oferują najem instytucjonalny. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem podkreśla, że ten segment rynku może pobudzić ustawa o FINN-ach.

– Ustawa na razie znajduje się w Komisji Finansów. Liczymy na to, że to będzie kolejny impuls, który spowoduje, że rynek instytucjonalnego najmu nieruchomości będzie rozwijał się szybciej – mówi Rafał Malik.

Projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości (FINN) autorstwa resortu finansów we wrześniu ub.r. został przyjęty przez Radę Ministrów. Według wcześniejszych zapowiedzi ma wejść w życie w tym roku. Polskie FINN-y, czyli fundusze inwestujące w najem nieruchomości, będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów (skrót od Real Estate Investment Trust), które lokują kapitał na komercyjnym rynku nieruchomości na wynajem. Jednak w odróżnieniu od rynków zachodnioeuropejskich polskie REIT-y będą mogły inwestować wyłącznie w lokalne mieszkaniowe (z wyłączeniem np. nieruchomości hotelowych). 

Fundusz Mieszkań na Wynajem to pierwsza i obecnie największa w Polsce instytucja zajmująca się wynajmem instytucjonalnym, zarządzana przez PFR Nieruchomości. Jego celem jest zwiększanie puli mieszkań na wynajem w największych aglomeracjach Polski.

– Oferta najmu instytucjonalnego skierowana jest praktycznie do wszystkich klientów, natomiast każdy musi przejść badanie zdolności czynszowej oraz weryfikację w bazie BIK, BIG. Patrzymy więc, czy klientów będzie stać na najem, czy będą w stanie u nas mieszkać i uiszczać opłaty. Z jednej strony dbamy o bezpieczeństwo swoje i płatności, które klienci będą regulować, natomiast z drugiej chcemy, aby klient też był bezpieczny, płacąc swoje rachunki i mając pewność mieszkania – wyjaśnia Rafał Malik.

Fundusz podpisuje umowy nawet na cztery lata, gwarantując niezmienność stawek czynszu. Ma w ofercie lokale w Warszawie, Piasecznie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Katowicach, pozyskane od deweloperów albo poprzez samodzielne inwestycje. Lokale są oferowane na warunkach rynkowych, wyróżniają się wysokim standardem, pełnym wyposażeniem i wykończeniem pod klucz, w pakiecie jest też całodobowy serwis w przypadku awarii czy usterek.

– W tym roku planujemy oddać kolejne dwie inwestycje. Pierwszą będzie inwestycja w Poznaniu, który jest bardzo dobrze rokującym rynkiem i szybko się tam rozwijamy. Drugą jest Łódź, gdzie nie mieliśmy dotąd żadnej inwestycji, natomiast na tym rynku również widzimy duży potencjał – mówi Rafał Malik.  

Krajowyi rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach

0

Krajowyi rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach 6

Według wcześniejszych zapowiedzi w tym roku ma wejść w życie tzw. ustawa o FINN-ach, czyli firmach inwestujących w najem nieruchomości, które będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem Rafał Malik podkreśla, że powinno to pobudzić rynek najmu instytucjonalnego, który w Polsce dopiero raczkuje. Zapowiada również kolejne inwestycje funduszu, które mają trafić na rynek jeszcze w tym roku. 

– Rynek najmu instytucjonalnego w Polsce dopiero raczkuje. Jako Fundusz jesteśmy największym podmiotem tego rodzaju, w tym momencie mamy 1 820 mieszkań dostępnych dla klientów, natomiast widzimy dużą perspektywę rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Malik, dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Najem instytucjonalny został wprowadzony w znowelizowanej ustawie o ochronie praw lokatorów, która obowiązuje od 2017 roku. Jego zasady są zbliżone do najmu okazjonalnego, jednak w tym przypadku wynajmującym może być wyłącznie podmiot, który prowadzi działalność polegającą na wynajmowaniu mieszkań.

Najem instytucjonalny ma równoważyć interesy obu stron umowy najmu. Najemca ma gwarancję umowy i wysokości stawki opłaty waloryzowanej o wskaźnik inflacji, ma też pewność, że nie zaskoczy go zmiana czynszu czy nagłe wypowiedzenie umowy i skrócenie okresu najmu.

– Główne zalety w najmie instytucjonalnym to równość stron w umowie, stałość cen dla naszych klientów oraz prawo pierwszeństwa wynajmu kolejnego mieszkania. Dodatkowo jest to dostępność usług 24/7 w przypadku wystąpienia jakichkolwiek usterek – precyzuje Rafał Malik.

Jak podkreśla, polski rynek najmu jest dopiero w fazie rozwoju, w ciągu ostatnich kilku lat jego udział wzrósł z 1,8 proc. do obecnych 5 proc. Natomiast wciąż jest on nieporównywalnie mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie udział najmu w rynku nieruchomości oscyluje na poziomie 30–50 proc. Wciąż jest więc ogromny potencjał wzrostu.

– Patrząc z perspektywy stopy zwrotu, najbardziej perspektywicznym rynkiem jest Warszawa. Możemy spojrzeć też na miasta z północy Polski, czyli głównie Gdańsk i Sopot. Tam zainteresowanie klientów jest największe, podobnie jak stopy zwrotu, które oscylują między 5,5 a 6 proc. – mówi Rafał Malik.

Polski rynek mieszkań na wynajem zdominowany jest przez inwestorów indywidualnych i wciąż niewiele jest na nim podmiotów, które oferują najem instytucjonalny. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem podkreśla, że ten segment rynku może pobudzić ustawa o FINN-ach.

– Ustawa na razie znajduje się w Komisji Finansów. Liczymy na to, że to będzie kolejny impuls, który spowoduje, że rynek instytucjonalnego najmu nieruchomości będzie rozwijał się szybciej – mówi Rafał Malik.

Projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości (FINN) autorstwa resortu finansów we wrześniu ub.r. został przyjęty przez Radę Ministrów. Według wcześniejszych zapowiedzi ma wejść w życie w tym roku. Polskie FINN-y, czyli fundusze inwestujące w najem nieruchomości, będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów (skrót od Real Estate Investment Trust), które lokują kapitał na komercyjnym rynku nieruchomości na wynajem. Jednak w odróżnieniu od rynków zachodnioeuropejskich polskie REIT-y będą mogły inwestować wyłącznie w lokalne mieszkaniowe (z wyłączeniem np. nieruchomości hotelowych). 

Fundusz Mieszkań na Wynajem to pierwsza i obecnie największa w Polsce instytucja zajmująca się wynajmem instytucjonalnym, zarządzana przez PFR Nieruchomości. Jego celem jest zwiększanie puli mieszkań na wynajem w największych aglomeracjach Polski.

– Oferta najmu instytucjonalnego skierowana jest praktycznie do wszystkich klientów, natomiast każdy musi przejść badanie zdolności czynszowej oraz weryfikację w bazie BIK, BIG. Patrzymy więc, czy klientów będzie stać na najem, czy będą w stanie u nas mieszkać i uiszczać opłaty. Z jednej strony dbamy o bezpieczeństwo swoje i płatności, które klienci będą regulować, natomiast z drugiej chcemy, aby klient też był bezpieczny, płacąc swoje rachunki i mając pewność mieszkania – wyjaśnia Rafał Malik.

Fundusz podpisuje umowy nawet na cztery lata, gwarantując niezmienność stawek czynszu. Ma w ofercie lokale w Warszawie, Piasecznie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Katowicach, pozyskane od deweloperów albo poprzez samodzielne inwestycje. Lokale są oferowane na warunkach rynkowych, wyróżniają się wysokim standardem, pełnym wyposażeniem i wykończeniem pod klucz, w pakiecie jest też całodobowy serwis w przypadku awarii czy usterek.

– W tym roku planujemy oddać kolejne dwie inwestycje. Pierwszą będzie inwestycja w Poznaniu, który jest bardzo dobrze rokującym rynkiem i szybko się tam rozwijamy. Drugą jest Łódź, gdzie nie mieliśmy dotąd żadnej inwestycji, natomiast na tym rynku również widzimy duży potencjał – mówi Rafał Malik.  

Polacy coraz częściej szukają innowacyjnych rowerów. Rośnie sprzedaż modeli elektrycznych i gravelowych

Polacy coraz częściej szukają innowacyjnych rowerów. Rośnie sprzedaż modeli elektrycznych i gravelowych 7

Co roku w Polsce sprzedaje się ponad milion rowerów. Wartość rynku szacowana jest na ponad miliard złotych. W sprzedaży dominują rowery miejskie. Coraz częściej sięgamy po te z napędem elektrycznym, jednak ze względu na stosunkowo wysoką cenę, mają one jeszcze niewielki udział w rynku. Wśród tradycyjnych szybko rośnie natomiast sprzedaż rowerów szosowych z tarczowymi hamulcami i rowerów gravelowych, do jazdy po wymagającym podłożu. Przy wyborze jednośladu nie należy się jednak kierować modą, ale rzeczywistymi potrzebami, a przy zakupie zwracać uwagi nie tylko na cenę, lecz także na jakość – podkreśla Tadeusz Skwarczyński z Merida Polska.

– Kategorią najmocniejszą jest kategoria rowerów elektrycznych, która wzorem rynku niemieckiego przeżywa dosyć dużą ekspansję na rynku polskim. Drugą dziedziną, gdzie też obserwujemy dosyć duży wzrosty zainteresowania klientów, są rowery szosowe. Tutaj zwracam uwagę szczególnie na rowery z hamulcami tarczowymi. Trzecią kategorią są rowery gravelowe. Rokrocznie do Polski trafia ich coraz więcej i są one sprzedawane praktycznie już na początku sezonu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tadeusz Skwarczyński, product manager w Merida Polska.

Zwłaszcza te ostatnie cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem.

– Są to bardzo uniwersalne rowery przeznaczone do jazdy po szutrach. Konstrukcyjnie są zbliżone do rowerów szosowych i przełajowych, ale nimi nie są. Łączą bardzo dużo dziedzin i dyscyplin. Mogą służyć jako rowery wyprawowe, treningowe oraz jako rowery do codziennego użytku. Mają bardzo duże spektrum zastosowań i właśnie dlatego cieszą się takim dużym zainteresowaniem – mówi Tadeusz Skwarczyński. – Rowery gravelowe pojawiły się dopiero kilka lat temu i szturmem zdobyły rynek.

Polskie Stowarzyszenie Rowerowe podaje, że stopień nasycenia jednośladami w naszym kraju jest jeszcze zdecydowanie niższy niż w Europie i wynosi 300 pojazdów na tysiąc osób przy dwukrotnie wyższej europejskiej średniej (dane za 2016 rok), ale szybko gonimy czołówkę. Najpopularniejsze są wciąż zwykłe rowery miejskie i górskie, coraz częściej sięgamy po rowery przystosowane do jazdy po różnych nawierzchniach (np. po drogach szutrowych, żwirze) i po elektryki, te jednak wciąż stanowią niewielki odsetek.

– Jeśli chodzi o wzrost ilościowy, to dominują rowery klasyczne, ale procentowo przodują rowery elektryczne. Ale jest to spowodowane elektem skali. Jeśli sprzedamy nie 100, a 200 rowerów elektrycznych, to mamy 100 proc. przyrostu. W wypadku rowerów klasycznych ten przyrost procentowy jest mniejszy, bo tu mówimy o sprzedaży rzędu kilkuset tysięcy rowerów rocznie – ocenia Skwarczyński.

Na zakup elektryków decyduje się niewiele osób, przede wszystkim ze względu na cenę.

– Dopóki rowery elektryczne nie osiągną poziomu cenowego średniej klasy rowerów, to raczej trudno mówić o tym, żeby one zagrażały tradycyjnym dwóm kółkom. Tym bardziej że rowery elektryczne to produkt dla innego klienta. Trzeba jednak pamiętać o tym, że klasyczny rower jest sposobem rekreacji, zdrowego stylu życia, a rower elektryczny raczej trzeba traktować jako alternatywę dla skuterów czy komunikacji miejskiej – wskazuje przedstawiciel Merida Polska.

Rowery elektryczne sprawdzają się przede wszystkim na krótkich wycieczkach i wszędzie tam, gdzie zależy nam na czasie, np. podczas zakupów czy szybkiego dojazdu w dane miejsce. Dlatego część osób zamiast na zakup, decyduje się na wypożyczenie takiego pojazdu. Jak podkreśla Tadeusz Skwarczyński, wypożyczalnie nie są konkurencją dla sprzedawców rowerów, również tych tradycyjnych.

– Rowery do wypożyczenia są też alternatywą dla taksówek. Jeśli ktoś szuka roweru do jazdy rekreacyjnej, to raczej zdecyduje się na jego zakup, a nie wypożyczenie. Po dłuższym okresie użytkowania jest to bardziej opłacalne rozwiązanie. Jeśli ktoś używa rower okazjonalnie, to faktycznie wypożyczalnie są dobrym rozwiązaniem, ale obserwujemy, że 90 proc. klientów kupuje rower z myślą o tym, by regularnie na nim jeździć – zauważa Skwarczyński.

Jak przypomina, przy wyborze roweru nie warto kierować się modą, ale jakością i przeznaczeniem jednośladu.

– Na rynku jest bardzo dużo podobnych rowerów, w katalogach one wglądają identycznie, ale diabeł tkwi w szczegółach. Rowery różnią się od siebie choćby geometrią, jakością wykonania ramy oraz detali, które wpływają na późniejsze użytkowanie. Ostatnią rzeczą, którą bym się sugerował, to jest osprzęt i cena. Ona zawsze będzie mieć dominujące znaczenie, ale to nie powinien być priorytet przy wyborze roweru – mówi Tadeusz Skwarczyński.

Hybrydowa powłoka ochroni wyświetlacze zaginanych telefonów. Trwają także prace nad ultracienkim, giętkim szkłem Gorilla Glass

Hybrydowa powłoka ochroni wyświetlacze zaginanych telefonów. Trwają także prace nad ultracienkim, giętkim szkłem Gorilla Glass 8

Na rynku smartfonów pojawia się coraz więcej urządzeń z zaokrąglonym czy zginanym ekranem. Najnowsze, składane modele to może być rewolucja na rynku telefonów, ale to wyzwanie przede wszystkim dla firm produkujących rozwiązania do mechanicznej ochrony wyświetlaczy. Polska firma opracowała nowy materiał hybrydowy łączący szkło z elastyczną folią i twierdzi, że jest gotowa na rewolucję elastycznych smartfonów. Jednocześnie opracowywana jest technologia zaginanego, czystego szkła.

– Jako pierwsza firma zdołaliśmy połączyć szkło z folią również na zaokrąglone telefony. Impact jest bardzo odporny na uderzenia. Mamy na to bardzo efektowne testy. Rzucamy półkilogramowym ciężarkiem na monitor telefonu, który nie pęka. Możemy nim wbijać nawet gwoździe. Teraz jest bardzo modne szkło, które bardzo łatwo pęka i trzeba je bardzo często wymieniać. Tendencja idzie więc w hybrydę, czyli mieszankę folii ze szkłem, dzięki czemu ochrona jest elastyczna i bardziej odporna na uderzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Golda z gorzowskiej firmy MyScreenProtector.

Już niedługo na rynku może się pojawić szereg smartfonów z zaginanymi, elastycznymi wyświetlaczami. To wyzwanie przede wszystkim dla producentów szkieł ochraniających wyświetlacze przed uderzaniami czy innymi uszkodzeniami mechanicznymi. O ile ekrany zaokrąglone, które na rynku są już obecne od jakiegoś czasu, m.in. w smartfonach Samsunga, Apple’a czy Huawei, takiej ochrony już się doczekały, o tyle nad ochroną dla ekranów zginanych prace wciąż trwają.

Inżynierowie z Corning Gorilla Glass pracują już nad ultracienkim, giętkim szkłem o grubości 0,1 mm i pięciomilimetrowym promieniu wygięcia. Corning w celu jego opracowania korzysta z doświadczeń zdobytych przy opracowywaniu Willow Glass, które może się zwijać jak kartka papieru. Proces technologiczny stosowany przy Willow Glass nie pozwala jednak w praktyce na implementację takiego szkła w smartfonach.

Polska firma stawia na nieco inne rozwiązanie, czyli połączenie szkła z folią.

– Nasza technologia jest gotowa na wszystkie innowacje, jeśli chodzi o wyświetlacze, również na łamane telefony, jak i np. czytniki linii papilarnych w nowych Samsungach S10. Mamy przygotowane już rozwiązanie w formie właśnie hybrydy, czyli folii. Ze szkłem jest trochę problem, pracujemy nad tym, bo po prostu ten sensor jest bardzo delikatny, ale jesteśmy na dobrej drodze. Zanim jakiś nowy model wyjdzie, jesteśmy już na to przygotowani – przekonuje Marcin Gola.

Technologię hybrydową w produkcji materiałów chroniących ekran telefonu rozwija już polska firma 3mk. Wypuściła ona na rynek pierwszą niepękającą hybrydę FlexibleGlass Max chroniącą ekran telefonu, również ten zaokrąglony. Mająca grubość 0,2 mm powłoka szklana złączona z PET cechuje się odpornością na zarysowania na poziomie 7H, co oznacza ochronę przed ostrymi przedmiotami, a także, jak deklaruje producent, wzmacnia ekran o 250 proc.

Analitycy z Market Research Future zakładają, że rynek zabezpieczeń do wyświetlaczy smartfonów będzie wart w 2022 roku ponad 49 mld dol. Jednocześnie już dziś aż 90 proc. smartfonów na całym świecie ma ochronę wyświetlacza.

Timeqube – polski pogromca nieproduktywnych spotkań

Najprostsze pomysły są zwykle najlepsze. Tą zasadą kierowali się twórcy Timeqube, nowego produktu, rodem z Polski, który właśnie wkracza na światowy rynek, mając za zadanie zrewolucjonizować sposób prowadzenia spotkań biznesowych. Twórcy startupu mają na to wyjątkowo prosty patent – Timeqube to świecąca kostka, która zmienia kolory wraz z upływem czasu. Prostota tego rozwiązania, już na etapie przedsprzedaży sprawiła, że zainteresowały się nią globalne korporacje, a zamówienia pojawiły się z ponad 25 krajów, na wszystkich kontynentach.

Timeqube to autorski koncept Andrzeja Dobruckiego, który przez 12 lat pracował w dużych korporacjach i jak wiele osób dostrzegł zasadniczy problem spotkań: są za długie i nieproduktywne, często zdominowane przez 1-2 osoby, podczas gdy reszta uczestników po prostu wyłącza się mentalnie. Jego obserwacje, potwierdziły liczne badania. Każdego dnia na całym świecie odbywa się blisko 80 milionów spotkań biznesowych. Jednocześnie, wg. badań University of North Carolina, przeprowadzonych na ponad 180 managerach wyższego szczebla, 71% uważa pracowników je za z reguły nieefektywne[1]. To poważny problem, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że trendy wskazują, że spotkać będziemy się coraz częściej. Okazało się, że rozwiązanie tego problemu wcale nie musi być skomplikowane, wystarczy uświadomić uczestnikom spotkań tempo upływu czasu, bez stosowania „rozpraszaczy”  w postaci smartfonowych aplikacji czy inwazyjnych timerów. Tak narodził się pomysł świecącej kostki, która w subtelny sposób wykorzystuje kolory, żeby informować o pozostałym czasie spotkania.

Sekret tkwi w kolorach

Dzięki temu, że mózg ludzki rozpoznaje w pierwszej kolejności właśnie kolory, urządzenie pozwala “zasiać” w podświadomości informację o płynącym czasie, jednocześnie nie stresując i nie rozpraszając. Timeqube ma postać 8-centymetrowego świecącego sześcianu, widocznego niezależnie od kąta patrzenia. Operuje on kolorami, które doskonale znamy z sygnalizacji ulicznej. Przejścia między kolorami odbywają się w połowie i pod koniec wybranego programu a sama zmiana choć płynna, delikatnie zwraca naszą uwagę i przypomina o pozostałym czasie.  Zasada działania Timeqube została zaprojektowana na podstawie badań percepcji i wpływu kolorów na mózg – zielony wywołuje u nas poczucie spokoju i wzmaga kreatywność, pomarańczowy pobudza do działania, przyspiesza proces myślowy, czerwony natomiast skłania do podsumowań.[2]

Dzięki Timeqube, spotkania kończą się przed czasem lub w najgorszym razie – o czasie. Uczestnicy łatwiej koncentrują się na temacie spotkania, rzadziej wchodzą w zażarte dialogi i chętniej słuchają innych uczestników. Ważne jednak, by na początku spotkania “zakontraktować” ze wszystkimi, że będą przestrzegać pokazywanego przez Timeqube czasu. To zadanie organizatora spotkania. – przekonuje Andrzej Dobrucki, CEO Timeqube.

Technologiczne rękodzieło, w całości produkowane w Polsce

Timeqube jest w całości, ręcznie produkowany w Polsce. Produkcja odbywa się w Zielonej Górze, małymi partiami i ma charakter manufakturowy – część elementów twórcy produkują samodzielnie m.in. w technologii wysokiej jakości druku 3D.  Co ciekawe, i bardzo rzadkie wśród starupów hardwarowych na świecie– twórcy Timeqube’a nie korzystali ze wsparcia żadnych funduszy, w całości samofinansując swój pomysł.

Timeqube posiada 6 programów czasowych : 2, 5, 15, 30 , 45 i 60 minut. Dają one dość szeroki wachlarz zastosowania i nie są przypadkowe. 30 i 60 minut to standardowe czasy spotkań biznesowych. Urządzenie stawiamy na stole pozwalając wszystkim wzajemnie kontrolować czas spotkania. Z kolei 15 minut pozwala na omówienie 4 tematów w ciągu godziny. 2 i 5 minut to czasy przydatne przy spotkaniach typu Daily Standup (z metodologii zwinnych) lub progress meetingach, gdzie każdy uczestnik posiada swój czas wypowiedzi a następnie przekazuje kostkę kolejnej osobie. 45 minut to program dla nauczycieli, trenerów, coachow i prelegentów. Pozwala wzajemnie kontrolować czas prezentacji zarówno przez prezentera jak i widownię. Timeqube nie bez przyczyny nie łączy się ze smartfonem, bowiem twórcy uważają, że urządzenia połączone zabierają za dużo naszej uwagi i często rozkojarzają zamiast pomóc w koncentracji. By wystartować lub wyzerować zadany program, wystarczy kostkę nacisnąć, czemu towarzyszy charakterystyczny klik. Prostota zarówno urządzenia, jak i użytkowania jest tutaj kluczowa.

Początek drogi z międzynarodowym sukcesem

Twórcy urządzenia już w przedsprzedaży otrzymali zamówienia z ponad 25 krajów na wszystkich kontynentach. W sumie prace nad produktem trwały niecałe 6 miesięcy. W tej chwili Andrzej wraz ze wspólnikiem Mikołajem Skubiną, dostarczają gotowy od niedawna produkt klientom. Warszawie robią to osobiście. Andrzej Dobrucki tłumaczy to tak:

Chcemy poznać naszych klientów, zobaczyć w jakich warunkach Timeqube będzie wykorzystywany i jak jeszcze możemy pomóc ulepszyć kulturę spotkań biznesowych. Na wczesnym etapie rozwoju najważniejsze jest, by jak najwięcej nauczyć się o potrzebach klientów, aby produkt mógł w odpowiednią stronę ewoluować.

Timeqube powstawał w ramach WeWork Labs, programu akceleracyjnego w WeWork Krucza – jednego z najpopularniejszych obecnie biur coworkingowych w Warszawie. WeWork Labs to wydzielona przestrzeń w biurach WeWork, gdzie startupy dostają wsparcie programowe i mentorskie, umożliwiające im jak najszybsze globalne wyskalowania swoich produktów, poprzez międzynarodową sieć mentorów oraz inwestorów, jak i globalny network, umożliwiający startupom korzystanie z każdej przestrzeni WeWork Labs na całym świecie.

Produkt można zamawiać przez stronę internetową timeqube.com, a jego cena to 89 EURO.

[1] https://hbr.org/2017/07/stop-the-meeting-madness

[2] Effects of Object Color Stimuli on Human Brain Activities in Perception and Attention Reffered to EEG Alpha Band Response, Journal of Physiological Anthropology, Czerwiec 2007

Gdzie Lexus produkuje samochody?

W ofercie Lexusa znajdziemy wiele modeli – od hybrydowego hatchbacka, przez średniej wielkości SUV-a, po dużą limuzynę i grand tourera. W tym roku do tej listy dołączają dwa kolejne auta – sedan ES i crossover UX. Sprawdziliśmy, gdzie produkowane są wszystkie auta Lexusa dostępne na polskim rynku.

 

Lexus CT

CT to pierwszy w historii luksusowy hatchback z napędem hybrydowym. Lexus produkuje to auto od 2010 roku. Samochód powstaje w składającym się z trzech zakładów – Miyata, Kanda i Kokura – kompleksie, w prefekturze Fukuoka, na japońskiej wyspie Kiusiu.

Lexus UX

UX jest najnowszym i zarazem najmniejszym SUV-em Lexusa, a także pierwszym autem tego segmentu w ofercie japońskiej marki, które wyposażono w układ hybrydowy 4. generacji i oparto na nowej platformie GA-C. UX również powstaje na Kiusiu i właśnie debiutuje w naszych salonach.

Lexus NX

Kompaktowy SUV NX również jest produkowany w zakładzie Toyota Motor Kyushu. Napędzane przez napęd hybrydowy lub wyłącznie spalinowy auto powstaje od 2014 roku i jest najpopularniejszym w Europie SUV-em Lexusa.

Lexus RX

RX to kolejny samochód, który wyjeżdża z fabryki na Kiusiu. Auto zaprezentowano w 1998 roku, a w 2004 dzięki wersji hybrydowej RX stał się pierwszym w historii luksusowym, hybrydowym SUV-em. Samochód jest teraz dostępny również w wersji 7-osobowej – RX L. Od kilku lat samochód jest również produkowany w kanadyjskiej fabryce w Cambridge.

Lexus LX

Produkowany od 1995 roku model LX jest największym SUV-em Lexusa. Chociaż auto nie jest oficjalnie oferowane w Europie Zachodniej, w zeszłym roku w polskich salonach japońskiej marki znalazła się limitowana seria 50 egzemplarzy auta. Każdy egzemplarz tego potężnego, opartego na ramie auta wyjeżdża z japońskiej fabryki w mieście Tahara, położonym w prefekturze Aichi.

Lexus LC

Japońska fabryka Motomachi to jeden z najsłynniejszych zakładów Toyoty i Lexusa. To właśnie w tym zakładzie powstawał supersamochód LFA. Dzisiaj w tej zaawansowanej fabryce powstaje inne sportowe auto Lexusa, czyli napędzany silnikiem V8 albo napędem hybrydowym z motorem V6 model LC, zaprezentowany w 2016 roku.

Lexus RC

Model RC został wprowadzony przez Lexusa w 2014 roku. A ostatnio przeszedł wyraźny facelifting. To dwudrzwiowe coupé, występujące w wariantach spalinowym i hybrydowym, powstaje w fabryce Tahara, podobnie jak wiele innych modeli Lexusa.

Lexus RC F

W japońskim zakładzie Tahara powstaje również o wiele mocniejszy brat modelu RC, Lexus RC F. Wyposażone w silnik V8 o pojemności 5 l auto również zostało ostatnio odświeżone. Zmiany dotknęły nie tylko wyglądu auta, ale również zawieszenia i aerodynamiki. W tym roku powstała również jeszcze bardziej ekstremalna wersja tego sportowego coupé – RC F Track Edition.

Lexus IS

Kompaktowy sedan Lexusa o oznaczeniu IS zadebiutował na początku 1999 roku. Aktualnie w sprzedaży jest trzecia generacja auta, z turbodoładowanym silnikiem benzynowy 2.0 lub napędem hybrydowym wyposażonym w motor o pojemności 2,5 l. Auto jest produkowane w dwóch japońskich fabrykach – Tahara i Kyushu.

Lexus ES

Sedan ES to kolejna nowość Lexusa na europejskim rynku. Chociaż ten model jest jednym z najdłużej produkowanych samochodów japońskiego producenta, dopiero teraz oficjalnie trafił do Europy, z napędem hybrydowym pod maską. Przednionapędowa limuzyna jest produkowana na przede wszystkim na Kiusiu, ale także w Georgetown, w amerykańskim stanie Kentucky.

Lexus LS

LS to jedno z najważniejszych aut w historii Lexusa. To właśnie flagowa, potężna limuzyna była pierwszym samochodem japońskiej marki i do dzisiaj pozostaje dla Lexusa prawdziwym klejnotem w koronie. Od samego początku, czyli 1989 roku LS jest produkowany w fabryce Tahara, a dzisiaj powstaje już piąta generacja tego modelu.

Korzystna dla przedsiębiorców zmiana w ustawie o OZE

  • • Nie będzie zmian w wysokości opłaty zastępczej w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Ministerstwo Energii wzięło pod uwagę negatywną opinię Rady OZE przy Konfederacji Lewiatan.
  • Przedsiębiorcy mają także nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcie innych kwestii dotyczących, m.in. zachowania ważności przez pozwolenia na budowę elektrowni wiatrowych, wydłużenia wieku urządzeń wchodzących w skład instalacji OZE oraz terminu na sprzedaż, po raz pierwszy, energii elektrycznej.
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Nowa wysokość opłaty zastępczej byłaby kolejną na przestrzeni kilku lat modyfikacją systemu, co nie wpływa pozytywnie na pewność obrotu prawnego i inwestycyjnego. Skutki zmiany byłyby trudne do przewidzenia. Dlatego dobrze, że resort energii z niej rezygnuje i daje sobie czas na przeprowadzenie rzetelnych analiz i konsultacji – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wątpliwości budziło powiązanie wartości opłaty zastępczej z cenami energii na giełdzie oraz arbitralnie ustalanymi wartościami w oparciu o obecny LCOE dla odnawialnych źródeł energii.

System kolorowych certyfikatów został stworzony, by zapewnić stabilne warunki dla inwestorów i instytucji finansowych, którzy zaangażowali się w realizację celów związanych z OZE. Ewentualne zmiany w zakresie opłaty zastępczej powinny być rozważane dopiero w terminie późniejszym.

– Mamy nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcie również pozostałych kwestii podnoszonych przez Lewiatana, a dotyczących m.in. zachowania ważności przez pozwolenia na budowę elektrowni wiatrowych, wydłużenia wieku urządzeń wchodzących w skład instalacji OZE oraz terminu na sprzedaż, po raz pierwszy, energii elektrycznej – dodaje Dominik Gajewski.

Rada OZE proponuje wydłużenie ustawowego terminu na sprzedaż energii elektrycznej w ramach systemu aukcyjnego o kolejne 6 miesięcy.

Możliwe scenariusze Brexitu a zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce

W chwili obecnej, po przyjęciu przez Radę Europejską konkluzji z nadzwyczajnego posiedzenia w dniu 21 marca 2019 r. wystąpienie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ma nastąpić 12 kwietnia (w przypadku braku przyjęcia umowy wystąpienia przez Wielką Brytanię) albo 22 maja (w przypadku przyjęcia umowy wystąpienia) 2019 r. W związku z tym mogą zmienić się zasady pobytu Brytyjczyków w Polsce. Wciąż nie jest rozstrzygnięte na jakich zasadach nastąpi Brexit. Urząd do Spraw Cudzoziemców przedstawia aktualnie możliwe scenariusze i uzależnione od nich zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce po Brexicie.

Obecnie obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin niebędący obywatelami UE mogą przebywać w Polsce przez okres do 3 miesięcy bez konieczności spełniania jakichkolwiek warunków pobytu, innych niż posiadanie ważnego dokumentu podróży. Jeżeli pobyt trwa powyżej 3 miesięcy, Brytyjczycy, tak jak wszyscy obywatele Unii Europejskiej zobowiązani są zarejestrować swój pobyt w Polsce. Członkowie ich rodzin, którzy nie są obywatelami Unii Europejskiej mają natomiast obowiązek uzyskać kartę pobytu członka rodziny obywatela UE. Realizacja tych obowiązków możliwa jest bezpłatnie w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce przebywania.

Scenariusz 1: Brexit na podstawie umowy wystąpienia między Wielką Brytanią i Unią Europejską

Komisja Europejska opublikowała projekt umowy wystąpienia, która dotychczas nie przeszła niezbędnych procedur wewnętrznych w Wielkiej Brytanii i tym samym nie wiadomo czy będzie obowiązywać od 23 maja 2019 r.

Główne założenia umowy wystąpienia:

okres przejściowy od daty wejścia w życie umowy do 31 grudnia 2020 r. W jego trakcie zasady pobytu i pracy obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce pozostaną bez zmian. Swoboda przepływu osób pomiędzy Wielką Brytanią a UE zostanie zatem w tym okresie utrzymana;

– sprawy związane z pobytem obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin po zakończeniu okresu przejściowego uregulowane są w Części Drugiej projektu umowy wystąpienia pt. „Prawa obywatelskie”;

– po zakończeniu okresu przejściowego obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin będą posiadać prawo pobytu w Polsce jeśli:

  1. korzystali z prawa pobytu w Polsce zgodnie z prawem UE przed zakończeniem okresu przejściowego;
  2. w dalszym ciągu mieszkają w Polsce.

– prawo stałego pobytu będzie przysługiwać co do zasady po upływie 5 lat nieprzerwanego pobytu (zgodnie z prawem UE, na warunkach przewidzianych w dyrektywie 2004/38/WE). Okresy legalnego pobytu lub pracy zgodnie z prawem Unii, przypadające na czas przed zakończeniem okresu przejściowego i po nim, będą wliczane do wymaganego okresu uprawniającego do nabycia prawa stałego pobytu;

potwierdzeniem posiadania prawa pobytu lub prawa stałego pobytu będzie dokument zawierający adnotację, że został wydany zgodnie z umową wystąpienia;

– dokumenty będą wydawały urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce pobytu.

Scenariusz 2: Brexit bez zawarcia umowy między Wielką Brytanią i Unią Europejską (tzw. bezumowny)

Na wypadek braku wejścia w życie umowy wystąpienia pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską w dniu 15 marca 2019 r. uchwalona została ustawa regulująca m.in. status pobytowy obywateli tego państwa oraz członków ich rodzin na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wejdzie ona w życie z dniem wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zakłada ona ustanowienie okresu, w którym pobyt obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin na terytorium Polski bezpośrednio po dacie Brexitu będzie uznawany za legalny. Określa także podstawy prawne dla udzielenia im zezwoleń na pobyt czasowy oraz stały, uzależniając to od dysponowania w dniu poprzedzającym dzień wystąpienia  Wielkiej Brytanii z UE prawem pobytu lub prawem stałego pobytu. Co ważne, ustawa przewiduje domniemanie posiadania jednego z takich praw przez osoby będące właścicielami w dniu poprzedzającym jej wejście w życie ważnych dokumentów wydanych przez polskie organy obywatelom Unii Europejskiej i członkom ich rodzin. Stąd też uzyskanie stosownych zezwoleń po Brexicie na podstawie projektowanych przepisów będzie znacząco łatwiejsze dla osób posiadających te dokumenty. Rejestracja i uzyskanie kart pobytu członka rodziny obywatela UE może być więc ułatwieniem dla obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin, którzy będą chcieli pozostać w Polsce po Brexicie.

Główne założenia ustawy regulującej status pobytowy Brytyjczyków w Polsce:

od daty Brexitu do 31 grudnia 2020 r. pobyt i praca obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin będą uznawane za legalne jeśli dzień przed Brexitem będą posiadali prawo pobytu w Polsce;

wprowadzenie nowych, dedykowanych dla Brytyjczyków rodzajów zezwoleń na pobyt czasowy (na 5 lat) i stały (na czas nieokreślony), o które będzie można się ubiegać w okresie od daty Brexitu do 31 grudnia 2020 r.;

domniemanie posiadania prawa pobytu lub prawa stałego pobytu w Polsce dzień przed Brexitem dla osób posiadających w tym dniu zaświadczenie o zarejestrowaniu pobytu obywatela UE, dokument potwierdzający prawo stałego pobytu, kartę pobytu lub kartę stałego pobytu członka rodziny obywatela UE – uproszczenie postępowania o zezwolenie na pobyt czasowy lub stały dedykowanego Brytyjczykom;

uprawnienie do uzyskania zezwolenia na pobyt stały po upływie 5 lat legalnego nieprzerwanego pobytu również po Brexicie, na określonych warunkach;

– uzyskanie zezwolenia na pobyt będzie uprawniało do podejmowania pracy;

– wnioski o zezwolenia na pobyt będą rozpatrywane przez urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce przebywania.

Scenariusz 3: zmiana terminu Brexitu

Istnieje także możliwość ponownego przesunięcia daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Aby do tego doszło Rada Europejska w porozumieniu z Wielką Brytanią musiałyby podjąć jednomyślną decyzję o wydłużeniu okresu negocjacji.

Źródła i metody uzyskiwania informacji gospodarczych

Dla bezpiecznego funkcjonowania przedsiębiorstwa i jego rozwoju niezbędne jest pozyskanie wielu danych z otoczenia biznesowego i przetwarzanie ich w przydatne do prowadzenia działalności gospodarczej informacje. Również rozpoznanie partnerów biznesowych i kontrahentów oraz ich stały monitoring winny dostarczać niezbędnych danych do podjęcia decyzji odnośnie do zasadności nawiązania z nim współpracy, jej kontynuacji lub zaprzestania. Poniżej przedstawiamy główne źródła informacji gospodarczych i metody ich pozyskiwania.

Otwarte źródła informacji

Wiele osób uważa, że całość użytecznej informacji o charakterze wywiadowczym jest uzyskiwana z tajnych źródeł informacji. Oczywiście nie jest to prawdą. W ocenie admirała Zachariasa (zastępca szefa wywiadu sił morskich USA) w czasie drugiej wojny światowej 95% informacji wywiad sił morskich USA uzyskiwał ze źródeł otwartych, 4% ze źródeł półoficjalnych i tylko 1% ze źródeł tajnych (niejawnych). W zasadzie można przyjąć, że takie same proporcje dotyczą obecnie informacji zdobywanych przez wywiad gospodarczy. Analitycy specjalizujący się w dziedzinie wywiadu twierdzą, że z gazet periodyków, wykładów zagranicznych uczonych, materiałów konferencji naukowych, targów czy wystaw można uzyskać wszystkie dane niezbędne do dokonania koniecznych uogólnień i stworzenia pełnego obrazu wydarzeń mających miejsce w określonych państwach oraz w różnych sferach ludzkiej aktywności, począwszy od polityki, a na gospodarce skończywszy. Dla wywiadu gospodarczego, który w jego profesjonalnym rozumieniu jest procesem gromadzenia, przetwarzania, analizowania i dystrybucji informacji wywiadowczych w przedsiębiorstwie lub dla przedsiębiorstwa, prowadzonym legalnymi metodami i z wykorzystaniem legalnych środków (patrz: vismagna.pl), wykorzystywanie ogólnie dostępnych źródeł informacji jest sprawą absolutnie kluczową.

„Kopalnią wiedzy” dla wywiadu gospodarczego stał się Internet i tzw. wywiad analityczny[1]. Mówiąc o możliwościach wywiadu analitycznego, warto zauważyć, że pojawienie się nowych technologii informacyjnych w sieci praktycznie wyrównało możliwości konkurentów w pozyskiwaniu niezbędnych informacji wyjściowych. W związku z tym coraz ważniejsza staje się szybkość wyszukiwania i poprawna analiza. Dlatego na znaczeniu zyskują procesory gromadzenia danych, które pomagają „wyodrębnić” i przeanalizować niezbędne informacje z dużych zbiorów informacyjnych. Specjaliści zdają sobie sprawę z tego, iż wywiad gospodarczy może być teraz prowadzony bez konieczności hakowania komputerów, a po prostu za pomocą przetwarzania ogromnej ilości informacji z wykorzystaniem specjalnych algorytmów, które są dostępne dla każdego użytkownika Internetu.

Warto jeszcze wspomnieć o innym mechanizmie w znacznym stopniu ułatwiającym nie tylko obróbkę informacji gospodarczych (również tych ze źródeł otwartych), ale również całościowe zarządzanie przedsiębiorstwem, z ogromną ilością niezbędnych do przetworzenia danych. W USA i Europie Zachodniej w biznesie od lat funkcjonuje tzw. Business Intelligence (znany również jako BI). Pojęcie to nie oznacza jednak wywiadu biznesowego, a jest po prostu zestawem narzędzi IT (architektura systemu, aplikacje analityczne oraz bazy danych) umożliwiających dokonywanie analiz danych w czasie rzeczywistym w celu uzyskania informacji biznesowej (wywiadowczej).

Pośrednie atrybuty wywiadowcze

Atrybut (cecha) wywiadowczy jest przejawem aktywności badanego podmiotu, według której można sądzić o charakterze jego działalności. Żadne zdarzenie nie zachodzi samo z siebie, w oderwaniu od otaczającego go środowiska. Praktycznie każdemu zjawisku towarzyszą pewne niezależne procesy, których istnienie może być i powinno zostać wykryte. Można powiedzieć, że pozostaje aktualne stare przysłowie „nie ma dymu bez ognia”.

Jedną z metod pośrednich atrybutów wywiadowczych jest analiza przyczynowo-skutkowa. Jeśli z A wynika B, a z B wynika C, to obserwując C, można wyciągnąć określone wnioski na temat A. Znajomość związków przyczynowo-skutkowych może spowodować, że obserwując zewnętrzne oznaki, możemy drogą analityczną dojść do zrozumienia istotnych przyczyn obserwowanych zjawisk, nie widząc i nie doświadczając ich bezpośrednio.

Jednak przy całej swojej atrakcyjności metody pośrednich atrybutów wywiadowczych mają istotne niedostatki:

  • związek pomiędzy badanymi zjawiskami jest określony zawsze z pewnym prawdopodobieństwem;
  • związki pomiędzy zjawiskami mogą być wielokrotne, a wtedy obserwacje można interpretować niejednoznacznie i jednocześnie na rzecz często sprzecznych hipotez;
  • ze względu na brak zweryfikowanych danych, obszarem analizy mogą być nie tylko zawiłości nieustanowionych związków, ale także nieść z sobą swego rodzaju „czarne dziury”, w których prawidłowości mogą nie istnieć.

Przykład 1. Aktywność polskiego prezydenta można z dużym prawdopodobieństwem prześledzić, obserwując przemieszczanie się grupy reporterskiej TVP1.

Przykład 2. Pomimo tego, że amerykański program jądrowy, „Projekt Manhattan”, był ściśle tajny, Amerykanie nie byli w stanie całkowicie ukryć pracy nad stworzeniem bomby atomowej. W szczególności Erich Gimpel[2] przypomina, że był w stanie bardzo dokładnie określić miejsce produkcji broni atomowej i stopień zaawansowania prac nad bronią jądrową, śledząc następujące pośrednie atrybuty aktywności wywiadowczej w USA:

  1. Zidentyfikowane dostawy uranu do USA. Uran przybywał do Stanów Zjednoczonych z północy Kanady, a także w mniejszych ilościach z Konga Belgijskiego. Transport tego strategicznego i bardzo specyficznego surowca można prześledzić dość łatwo dzięki podjętym przez Amerykanów podwyższonym środkom bezpieczeństwa.
  2. Na rzece Columbia bez wyraźnej potrzeby na rzecz przemysłu i rolnictwa została zbudowana specjalna odnoga. Wiadomo, że do chłodzenia reaktora jądrowego potrzebna jest znaczna ilość wody.
  3. W Oak Ridge w Tennessee w ciągu kilku miesięcy zbudowano ogromny sześciopiętrowy budynek fabryki.
  4. Do bazy wojskowej w Arizonie z wybrzeża Pacyfiku oddelegowano w tym czasie dwóch doświadczonych pilotów B 29, największego amerykańskiego bombowca strategicznego. Na poligonie w Arizonie piloci ci zajmowali się na pierwszy rzut oka bezsensownymi działaniami, od czasu do czasu wznosząc się w powietrze z makietą super ciężkiej bomby. Przy tym sami piloci nie mieli pojęcia, dlaczego to robią.

Przykład 3. W latach 70. XX w. analiza pierwotnej informacji o szczególnym zachowaniu pracownika MSZ ZSRR A. Ogorodnika dała podstawy do jego identyfikacji, jako agenta CIA. Jednym z pośrednich dowodów kontaktów Ogorodnika z amerykańskim wywiadem stała się pełna zgodność dat i godzin jego spacerów w parkowo-leśnym regionie Moskwy z grafikiem podwyższonej aktywności[3] wywiadowczej pracowników rezydentury CIA w Moskwie.

Informacja operacyjna

Informacja operacyjna jest to informacja docierająca do komórki wywiadu drogą operacyjną tj. w rezultacie prowadzenia przedsięwzięć operacyjnych i realizacji działań wywiadowczych. Należy przy tym zaznaczyć, że uzyskiwanie informacji gospodarczych metodami operacyjnymi przez państwowy wywiad ekonomiczny wchodzi w zakres tzw. działań operacyjno-rozpoznawczych, do których wywiad ten jest upoważniony ustawowo.

Natomiast w przypadku komórki wywiadu gospodarczego w przedsiębiorstwie tego typu działania mogą „ocierać się” o zabronione w wywiadzie gospodarczym przedsięwzięcia, z arsenału szpiegostwa przemysłowego.

Informacje o charakterze operacyjnym uzyskiwane są głównie przez pozyskane do współpracy osobowe źródła informacji (OZI), a do działań operacyjnych służących zdobywaniu informacji gospodarczych należą między innymi:

  • wykorzystanie własnej pozycji OZI wewnątrz korporacji do uzyskiwania informacji i dokumentów;
  • prowadzenie tzw. pracy typowniczej tj. wskazywanie osób z dostępem do informacji i z tzw. motywem werbunkowym (np. charakterystyka osób z działu ryzyka danej firmy);
  • włamania do biur własnej instytucji z wykorzystaniem znajomości systemów zabezpieczeń, czego efektem są: kradzieże dokumentów, laptopów, dysków i innych nośników (niekiedy zgłaszane jako przepadek mienia, a nie informacji);
  • pozyskanie danych niezbędnych do cyberataków przeciwko elementom systemu informacyjnego;
  • przygotowanie danych dla przeprowadzenia operacji skierowanych przeciwko „mobilnym” menadżerom, którzy pracują na służbowych komputerach w podróżach, hotelach itp.;
  • wykorzystywanie bezmyślności i ignorancji pracowników i menadżerów z uwzględnieniem:
  • przypadkowych lub towarzyskich pogawędek na temat interesów,
  • studiowania dokumentów firmy w podróżach: pociągach, samolotach i innych miejscach publicznych,
  • prowadzenia rozmów na tematy służbowe w biurach innych instytucji, środkach transportu publicznego, restauracjach,
  • pozostawiania dokumentów bez nadzoru i zabezpieczenia na biurkach, ale również w miejscach publicznych,
  • pozostawiania elektronicznych nośników z nieskasowanymi informacjami poufnymi,
  • włamania do biur konkurencji, w których przechowywana jest wartościowa informacja,
  • włamania komputerowe, przechwytywanie rozmów i informacji przesyłanych drogami telekomunikacyjnymi. Dotyczy to faksów i telefonów, ale także poczty elektronicznej,
  • wykorzystanie metod hakerskich w celu przejęcia informacji przechowywanych i przetwarzanych w sieciach i systemach teleinformatycznych,
  • podsłuchiwanie rozmów telefonicznych,
  • tropienie, inwigilacja i lokalizacja kierowniczej kadry konkurenta z wykorzystaniem obserwacji fizycznej, GPS, kamer, a także zdjęć satelitarnych,
  • wręczanie łapówek w celu kompromitacji i szantażu,
  • przeszukiwanie śmietników w celu odszukania porzuconych materiałów informacyjnych.

Informacja ekspercka

Szczególną grupę źródeł informacji stanowią eksperci w określonej specjalizacji zawodowej. Praca z tego typu źródłami jest stosunkowo złożona ze względu na możliwość uzyskania wykluczających się rezultatów. Dlatego właściwy wybór eksperta jest kluczem do jakości otrzymywanych informacji.

Ekspert to specjalista w interesującej nas dziedzinie, którego fachowa wiedza i kontakty (zarówno praca, jak i hobby) zapewniają pierwszorzędną orientację w rozpracowywanym temacie. Ekspertyza pozwala na nowe spojrzenie na istniejący problem, zdobycie podstawowych materiałów, przejście do nieznanych dotąd źródeł informacji. Ogólna wiarygodność danych uzyskanych jest najczęściej bardzo wysoka.

Informacja „pracownicza”

Na etapie identyfikacji możliwych źródeł informacji gospodarczej dla firmy konieczne jest przeprowadzenie dogłębnej analizy relacji informacyjnych występujących pomiędzy pracownikami danego przedsiębiorstwa i jego zarządu a członkami organów władzy państwowej, organów porządku publicznego, kręgów bankowych i mediów. Analiza ta przeprowadzana jest w celu oceny możliwości ich efektywnego wykorzystania i uwzględnienia tych powiązań w interesie przedsiębiorstwa. Po dogłębnym zbadaniu dostępnych możliwości informacyjnych pracowników kierownictwo przedsiębiorstwa i grupa wywiadu gospodarczego muszą wspólnie ustalić, kto konkretnie z pracowników powinien utrzymywać kontakty z tym czy innym urzędnikiem, dziennikarzem itp.

Obowiązkowe uczestnictwo kierownictwa firmy w systemie wywiadu gospodarczego wynika stąd, że w niektórych przypadkach jedynie kierownictwo wyższego szczebla może mieć dostęp do konkurencyjnych przedsiębiorstw, instytucji państwowych i innych organizacji, celem uzyskania wiarygodnych informacji przydatnych przedsiębiorstwu. Amerykańskie doświadczenia wskazują, że najwyżsi menadżerowie 70-80% swoich godzin pracy spędzają w zewnętrznych organizacjach. Co oni tam robią? Odpowiedź jest bardzo prosta: pracują tam z informacjami.

Do rozwiązywania problemów informacyjnych należy zatem obowiązkowo zaangażować nie tylko pracowników komórki wywiadu gospodarczego, ale także pracowników innych działów funkcjonalnych przedsiębiorstwa. Jednocześnie należy wziąć pod uwagę indywidualną zdolność i chęć danego pracownika do udziału w tym „specjalnym zadaniu marketingowym”. W przypadku niechęci pracownika do współpracy z grupą wywiadu gospodarczego możliwe jest jego wykorzystanie „w ciemno” tj. poprzez uzyskanie niezbędnych informacji np. za sprawą zakamuflowanej ankiety lub w formie pisemnego sprawozdania z wykonanej pracy. Natomiast, jeżeli pracownik przedsiębiorstwa zgadza się wykonywać zadania jednostki wywiadu gospodarczego, musi mieć zapewnione wszelkiego rodzaju doradztwo i wsparcie informacyjne.

Należy zauważyć, że pisemne raporty pracowników przedsiębiorstwa dotyczące otrzymanych informacji są ważne nie tylko z punktu widzenia ich natychmiastowego wykorzystania. Zasadą powinno być obowiązkowe zapisywanie wszystkich dokumentów informacyjnych na nośnikach elektronicznych i przechowywanie ich w zintegrowanym banku danych.

Ogromne znaczenie dla gromadzenia informacji ma wykorzystanie filii, oddziałów, biur sprzedaży i centrów usługowych przedsiębiorstwa, które mogą w znacznym stopniu przyczynić się do rozwiązania różnych zadań informacyjnych centrali.

Powszechnie wiadomo, że duże zachodnie firmy i korporacje aktywnie wykorzystują swoje oddziały w różnych krajach do gromadzenia informacji politycznych i gospodarczych o kraju, w którym są rozmieszczone.

Przykład. W wykorzystaniu własnych pracowników w celu uzyskiwania istotnych dla firmy informacji biznesowych przoduje korporacja Mitsui, w której otwarcie propagowana jest teza: „Informacja – źródłem siły życiowej firmy”. Pracownicy tej firmy, pracujący w 200 oddziałach, przedstawicielstwach i biurach w różnych krajach świata, wysyłają do centrali korporacji około 80 tysięcy wiadomości w ciągu tygodnia za pośrednictwem łączności satelitarnej. Zbieranie różnych użytecznych informacji stanowi integralną część obowiązków każdego pracownika korporacji.

Wykorzystanie możliwości organizacji zewnętrznych w zdobywaniu informacji

Ze względu na fakt, że kierownictwo firmy co do zasady jest zainteresowane w informacjach o różnym charakterze (informacje ogólne, gospodarcze, finansowe, polityczne, na temat technologii, tła gospodarczego, przestępczości itp.), niekiedy komórka wywiadu gospodarczego zmuszona jest do ustanowienia kontaktów biznesowych poprzez wyspecjalizowane firmy, których głównym profilem działalności jest gromadzenie i analiza informacji dotyczących określonego obszaru zainteresowania. Kwestia finansowania zewnętrznej struktury informacyjnej (tzw. outsourcingu) jest rozstrzygana w zależności od wielkości i charakteru zadań, które ta struktura będzie realizować. Do tych wyspecjalizowanych firm zaliczyć należy przede wszystkim różnego rodzaju agencje detektywistyczne i wywiadownie gospodarcze, ale także niezależne ośrodki badawcze specjalizujące się w „wyławianiu” niezbędnych danych z Internetu. W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych gromadzenie informacji z Internetu i ich odsprzedawanie „potrzebującym” firmom od dawna jest bardzo dochodowym biznesem. Biznes ten koncentruje się m.in. na informacyjno-analitycznym wsparciu kluczowych firm z takich sektorów gospodarki, jak przemysł lotniczy, transport czy energia.

Specyficznymi wywiadowniami gospodarczymi, a jednocześnie bazami danych, które dostarczają określonych informacji, w naszym kraju są Biura Informacji Gospodarczej (BIG). Ich działalność reguluje Ustawa z dnia 9 kwietnia 2010 r. o udostępnianiu informacji gospodarczej i wymianie danych gospodarczych. W Polsce funkcjonują takie Biura Informacji Gospodarczej, jak: Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor S.A., Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej S.A., Rejestr Dłużników ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A.

Natomiast na podstawie Ustawy z 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe funkcjonują dwa rejestry kredytowe utworzone przez Związek Banków Polskich i banki. Są to:

– System Biuro Informacji Kredytowej S.A., które jest specyficzną wywiadownią gospodarczą. Zasoby informacyjne BIK służą zarówno bankom, jak i klientom. W BIK można uzyskać informację: ile klient ma zobowiązań, jakie to są zobowiązania, czy terminowo obsługuje zobowiązania, jakie jest prawdopodobieństwo spłaty kredytu;

– System Bankowy Rejestr (w Związku Banków Polskich).

Pod patronatem Związku Banków Polskich funkcjonują również dwie inne bazy danych:

AMRON – System Analiz i Monitorowania Rynku Obrotu Nieruchomościami

SARFiN – System Analiz Rynku Finansowania Nieruchomości;

Natomiast Główny Urząd Kartografii i Geodezji zarządza dwiema innymi bazami danych:

– Zintegrowanym Systemem Informacji o Nieruchomościach, będącym centralnym repozytorium kopii zbiorów danych ewidencji gruntów i budynków oraz

– Powiatowymi Rejestrami Cen i Wartości (nieruchomości), zawierającymi informacje o transakcjach bez kredytów.

Kluczowe znaczenie dla uzyskiwania informacji gospodarczych w Polsce ma z całą pewnością Krajowy Rejestr Sądowy (KRS), funkcjonujący na podstawie Ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 r. KRS daje możliwość uzyskania informacji o każdym przedsiębiorcy podlegającemu obowiązkowi wpisu do KRS w formie odpisu, wyciągu lub odpowiedniego zaświadczenia w kilkudziesięciu ekspozyturach Centralnej Informacji Krajowego Rejestru Sądowego na terenie całego kraju. KRS jest scentralizowaną, informatyczną bazą danych składającą się z trzech osobnych rejestrów: rejestru przedsiębiorców, rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz publicznych zakładów opieki zdrowotnej i rejestru dłużników niewypłacalnych.

Przykłady wpływu informacji uzyskanych przez komórki wywiadu gospodarczego na działalność przedsiębiorstwa

Przykład 1. Do przedsiębiorstwa K zgłasza się firma N z ofertą rozmieszczenia akcji spółki K o wartości 25 milionów USD, na amerykańskich giełdach papierów wartościowych. Za swoją usługę żąda 450 000 USD, z zastrzeżeniem 50% przedpłaty. Na pytania o to, kto konkretnie przeprowadzi badanie rynku amerykańskiego i rozmieści akcje, zarząd firmy N reaguje bardzo wymijająco. Aby uzyskać niezbędne wstępne informacje, komórka wywiadu gospodarczego przedsiębiorstwa K otrzymuje zadanie zweryfikowania wiarygodności i wypłacalności potencjalnych partnerów.

Korzystając z wcześniej znanych baz informacyjnych, komórka wywiadu gospodarczego uzyskała podstawowe informacje o rejestracji, dokumentach założycielskich przedsiębiorstwa N i jego poprzedniej działalności gospodarczej.

Natomiast, aby uzyskać informacje na temat amerykańskiego partnera firmy N, dział wywiadu gospodarczego firmy złożył wniosek do wywiadowni gospodarczej. Po dwóch tygodniach otrzymano szczegółową odpowiedź.

W efekcie przeprowadzonych przez komórkę wywiadu gospodarczego działań informacyjnych zarządowi przedsiębiorstwa został złożony szczegółowy raport z przeprowadzonych działań informacyjno-rozpoznawczych. W dokumencie tym przedstawiono analizę zebranych danych i zalecono odmowę dalszej współpracy z firmą N. W uzasadnieniu stwierdzono, że:

– firma N została zarejestrowana zaledwie na sześć miesięcy przed złożeniem oferty handlowej przedsiębiorstwu K;

– pod adresem, gdzie zarejestrowana została firma N, zarejestrowano jeszcze około 250 różnych firm i organizacji, co oznacza, że firma N została zarejestrowana pod „kupionym” adresem prawnym;

– kierownictwo firmy N przed złożeniem swojej oferty K zaangażowane było w zupełnie inny rodzaj działalności i poniosło na tym polu znaczące straty;

– firma N nie przeprowadzała żadnych transakcji giełdowych podobnych do proponowanej Przedsiębiorstwu K;

– amerykański partner firmy N naprawdę istnieje, ale jednocześnie nie wykazuje żadnej jawnej działalności inwestycyjnej. Firma jest zarejestrowana w małym miasteczku, w którym zajmuje skromne biuro. Jego personel składa się tylko z dwóch osób.

Po zapoznaniu się z raportem kierownictwo przedsiębiorstwa K zdecydowało, że kontynuowanie współpracy z firmą N byłoby bezcelowe.

Podobnie jak w przypadku każdej innej działalności, skuteczność wywiadu gospodarczego jest określana przez system „koszt-efekt”. W przypadku działalności wywiadowczej występują trzy rodzaje efektów: zysk, ekonomia środków i zapobieganie szkodom materialnym i moralnym.

W przedstawionej sytuacji efektem było zapobieżenie stratom w kwocie 450 000 USD w płatnościach za usługi firmy N. Czas i koszty ustalenia jej wiarygodności wynosiły trzy tygodnie i około 500 USD (w tym opłaty za rachunki telefoniczne i podróże). Kierownictwo firmy wyraźnie wykazało, że jednostka wywiadu gospodarczego osiągnęła doskonałe wyniki przy niskich kosztach i wysokiej wydajności, zapobiegając znacznym stratom finansowym i moralnym przedsiębiorstwa.

Przykład 2. Do zarządu banku A zgłasza się firma, która ma w tym banku rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy. Szef firmy obawia się, że pieniądze za przekazane wcześniej kontrahentowi towary nie wpłynęły na jego rachunek.

Służba bezpieczeństwa banku A otrzymuje zadanie rozpoznania sprawy. W ramach przeprowadzonych działań informacyjno-rozpoznawczych, służba uzyskała informacje, że firma współpracowała z tym partnerem po raz pierwszy, a towary zostały wysłane do przedstawiciela partnera po otrzymaniu jedynie kopii polecenia zapłaty faksem.

Służba bezpieczeństwa banku A skontaktowała się również z działem bezpieczeństwa banku B, w którym znajdował się rachunek rozliczeniowy firmy nabywcy. Wewnętrzne dochodzenie przeprowadzone w tym banku wykazało, że nakaz zapłaty jest fałszywy, a wskazany w nim rachunek bankowy jest zablokowany od roku. Sama firma i jej właściciel mają znaczne długi. Osoba wskazana w treści pełnomocnictwa do odbioru towarów znajduje się na liście poszukiwanych przez władze od dwóch lat. Numery kontaktowe firmy były własnością miejskiego oddziału łączności. W rezultacie firma poniosła nieodwracalne straty w wysokości około 200 000 EUR.

W tym przypadku do powstania strat firmy F przyczynił się prawdopodobny brak świadomości kierownictwa tej firmy co do zasad funkcjonowania wywiadu gospodarczego we współczesnym biznesie, co wiązało się z zaniechaniem podstawowego sprawdzenia partnera gospodarczego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] patrz art. „Wywiad analityczny w Internecie” https://www.wywiad-gospodarczy.pl/wywiad-analityczny-w-internecie.html

[2] Niemiecki szpieg, pracownik wywiadu wojskowego Abwehry. W czasie drugiej wojny światowej wspólnie z Williamem Colepaughem został przerzucony z tajną misją wywiadowczą do USA (operacja Elster). Zatrzymany przez FBI w Nowym Yorku w 1944 r., został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie. Po wyjściu z więzienia Alcatraz w 1955 r. wrócił do RFN. Autor książki Spy For Germany.

[3] W żargonie operacyjnym służb specjalnych, „podwyższona aktywność pracowników zagranicznych służb specjalnych” oznacza jednoczesny wyjazd z ambasady w diametralnie różnych kierunkach wszystkich rozpoznanych pracowników służb, z dalszym bezcelowym przemieszczaniem się po mieście. Amerykanie praktykowali takie przedsięwzięcia celem rozproszenia sił i środków obserwacji zewnętrznej kontrwywiadu, odwrócenia uwagi od operacji prowadzonych na schowkach ze szczególnie cenną agenturą.

Sztuka rekrutacji w czasach Social Media, to sztuka budowania relacji

W grupie Praca Warszawa na Facebooku jest ponad 180 tysięcy osób, 97 proc. polskich managerów jest na Linkedinie, a spawaczy z samej tylko Warszawy jest na tym portalu siedmiuset. Żeby znaleźć kandydata rekruter musi dziś nie tylko śledzić media społecznościowe (nawet Instagrama), zbierać leady rekrutacyjne i budować baseny talentów. Musi też wzbudzać zaufanie i budować relacje. 

W stwierdzeniu, że polski rynek pracy przeniósł się do portali społecznościowych, nie ma ani grama przesady. Korzysta z nich już około 20 mln Polaków, to aż 47 proc. całej populacji kraju (na marginesie hasło „spawacz” na Facebooku wypluwa całą listę list dyskusyjnych, z których wiele ma po kilkanaście tys. członków). Miejsca – nawet wirtualnego – które skupia tak ogromną grupę potencjalnych pracowników nie sposób jest ignorować.

– Dziś nie chodzi już o „być czy nie być” w social mediach, tylko o to jak w nich być. Media społecznościowe zaczynają wieść prym w rekrutacji i to jest trend na fali wznoszącej widoczny na całym świecie. To tam jest bicie serca rynku pracy – mówi Krystian Dryniak, prezes agencji digitalowej Social Media London Style oraz spółki Software House Wise Guys, które specjalizują się m.in. w rekrutacji specjalistów IT. – Dla rekruterów i firm ważna staje się transparentność, bo na portalach społecznościowych użytkownicy wymieniają się doświadczeniami, opiniami i żadna próba ukrycia czy przekręcenia faktów się nie uda.

Liczy się też strategia, bo kandydata, który może odpowiedzieć na wiele ofert pracy, trzeba zachęcić do aplikowania. Do tej pory pracodawcy i rekruterzy byli zarzucani CV i tylko je analizowali, natomiast dziś, żeby zdobyć pracownika, nomen omen, muszą się napracować. Większość polskich firm nie wykazuje chęci na zrozumienie i zaadoptowanie do nowych warunków. Tymczasem aktualnie na świecie rekruterzy nie gromadzą już CV tylko tzw. leady rekrutacyjne, czyli imię, nazwisko, mail i numer telefonu kandydata. Wszystko po to, aby proces rekrutacji przyspieszyć i nie tworzyć dodatkowych barier w procesie aplikowania na dane stanowisko.

Baseny talentów i direct search

Portale społecznościowe, kiedy pozna się ich możliwości, zapewniają skuteczniejszy proces rekrutacji w porównaniu do tradycyjnego. Metoda direct search, czyli wyszukiwanie osób o konkretnych umiejętnościach i doświadczeniu skraca i przyspiesza rekrutację. Najlepiej sprawdza się na Linkedinie, który jest społecznością specjalistów. Bezpośrednie dotarcie do nich pomaga, ponieważ około 70 proc. wszystkich kandydatów do pracy to tzw. kandydaci pasywni, czyli tacy, którzy jej aktywnie nie szukają, ale są otwarci na nowe propozycje.

Mainstreamowy pod tym względem Facebook, który jest największym portalem społecznościowym, przyciąga większość kandydatów z różnych branż. Tutaj sprawdzają się grupy, na których można publikować oferty pracy i bezpośrednio się komunikować. Zainteresowani pracą wymieniają się między sobą opiniami o pracodawcy, atmosferze w firmie i informacjami o stawkach wynagrodzeń. Od niedawna Facebook umożliwia również stronom pracodawców zamieszczanie ofert pracy, które algorytm promuje wśród potencjalnych zainteresowanych. Jest to usługa bezpłatna.

Portal umożliwia także tworzenie tzw. basenów talentów i jest to jedna ze skuteczniejszych metod pozyskiwania nowych pracowników. To strony kariery, gdzie firmy komunikują, jak wygląda praca u nich, przedstawiają swoich pracowników i ich sukcesy, możliwe ścieżki rozwoju zawodowego.

– W ten sposób, dla jednej z największych firm w Polsce i jednocześnie bardzo wymagającego pracodawcy, zwiększyliśmy ilość aplikacji od programistów z 600 do 1200 – mówi Krystian Dryniak.

Baseny talentów powstają również na Instagramie, który jest portalem popularnym wśród osób w wieku 18-35 lat, szczególnie kobiet.

Personal branding kandydata

Social media, oprócz dotarcia do kandydatów, dają też narzędzia do ich oceny, głównie pod względem sposobu komunikacji, budowania kontaktów i udostępniania wartościowych treści. Szczególnie na Linkedinie są to łatwe do zweryfikowania wskaźniki, które wspierają pracę rekruterów. Social Selling Index, który to określa, może być przydatny w przypadku szukania przedstawicieli handlowych bądź osób, których praca w dużej mierze polega na kontaktowaniu się z innymi ludźmi. W Polsce to dopiero przyszłość, ale we Francji weszło już prawo, które zezwala rekruterom na ocenę przyszłych pracowników właśnie przez analizowanie ich profili w mediach społecznościowych.

Rekruter, czyli manager kariery

Rynek pracy pracownika to ogromne wyzwanie dla rekruterów. Trudność w dotarciu do kandydatów i pozyskania ich, nieodbieranie przez nich telefonów i niestawianie się na rozmowy rekrutacyjne, udział w rekrutacji tylko po to, żeby sprawdzić swoją pozycję na rynku, rezygnacja z dopiero co otrzymanego stanowiska i nie przychodzenie pierwszego dnia do pracy to tylko część codziennych problemów. Rzeczywistość rynku pracy się zmieniła i rekruterzy, na nowe problemy, muszą znaleźć zupełnie nowe rozwiązania. Niektóre z nich rozwiązują radykalnie pracodawcy – w liście intencyjnym, który kandydat podpisuje na początku procesu rekrutacji, może być zapis o karach pieniężnych w przypadku niestawienia się do pracy po otrzymaniu zatrudnienia. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale skala takich zachowań jest na tyle duża, że pracodawcy decydują się na nie coraz częściej. Artur Skiba, prezes agencji Antal i członek zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ) jest jednak zdania, że kluczem do zmiany tego typu zachowań kandydatów jest budowanie z nimi relacji.

– Kandydaci nie czują w stosunku do konsultantów żadnej lojalności, traktują ich jako osoby, które chcą na nich zarobić. Żeby być skuteczny, rekruter musi być bliżej potencjalnego pracownika, utrzymywać z nim bieżący kontakt i być rzeczywistym doradcą, a nie tylko agentem, który chce zarobić na jego CV. Kandydat musi być dziś traktowany na równi z klientem – mówi Artur Skiba.

Dodaje, że ten, kto autentycznie interesuje się danym człowiekiem i potrafi doradzić mu właściwe kroki dla jego dalszej kariery, wygrywa.

– Pracodawcy i agencje rekrutacji doskonale zdają sobie sprawę z tego, że technologia ma dziś ogromny wpływ na procesy rekrutacyjne. Z drugiej strony my staramy się cały czas podkreślać, że jednocześnie muszą być w nich obecne prawdziwe relacje międzyludzkie. Owszem, sztuczna inteligencja i dane z portali społecznościowych wspierają naszą pracę, nie możemy jednak zapomnieć, że głównym zasobem firm jest człowiek – mówi Iwona Szmitkowska, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia i prezes spółki Work Service. Dodaje, że właśnie dlatego hasło Technologia_Człowiek_Kultura jest wiodącym hasłem tegorocznego piątego Międzynarodowego Kongresu Rekrutacyjnego, który SAZ organizuje 9 kwietnia w Warszawie.

Najpierw trzeba się obwąchać!

Budowanie relacji to metoda znana w rekrutacji, jednak wciąż mało wykorzystywana w Polsce. To jeden z aspektów działania tzw. turkusowych organizacji, czyli firm, w których decyzje o zatrudnieniu  danej osoby podejmowane są wspólnie przez wszystkich członków zespołu. Marek Wzorek, executive i biznes coach, wykładowca i współzałożyciel firmy ecoCoach, który sam przeszedł rekrutację w turkusowym stylu, jako jeden z pierwszych wprowadził ten model do Polski.

– Pracowałem wtedy jeszcze na stanowisku prezesa firmy igus Polska. W naszym kraju nazwaliśmy ten proces „dniem kandydata”, a w Niemczech, tam, gdzie ja byłem rekrutowany, nazywają go „dniem obwąchiwania się” – mówi Marek Wzorek. W ostatnim etapie takiego procesu rekrutacyjnego kandydat zostaje zaproszony do firmy na pół dnia roboczego. Jest oprowadzany po budynku, rozmawia z każdą osobą z zespołu, do którego aplikuje, zapoznaje się z kulturą organizacyjną, atmosferą w pracy, często idzie razem z zespołem na lunch, a wszystko odbywa się w przyjaznej i swobodnej atmosferze. Aby dana osoba została zatrudniona musi otrzymać pozytywną ocenę zespołu.

– W ten sposób następuje wzajemna weryfikacja, zespół poznaje kandydata i bardziej ocenia go pod względem tego jaki jest, niż co potrafi, a kandydat też może poczuć czy praca w danej firmie i z danymi ludźmi będzie mu odpowiadać – mówi Marek Wzorek. – To jest dłuższy proces niż standardowa rekrutacja, ale skuteczniejszy, ponieważ buduje wzajemne zaufanie.

Dodaje, że taka formuła zatrudniania, kiedy kandydat jest oceniany przez zespół pracowników i sam również ocenia zespół, wymaga więcej dojrzałości i potraktowania rekrutacji poważnie po obydwu stronach procesu. Jednak po przejściu jej kandydat od razu czuje się częścią zespołu.

Krystian Dryniak, Artur Skiba oraz Marek Wzorek, będą trzema spośród ośmiu prelegentów na 5th International Recruitment Congress. Więcej informacji o Kongresie znajduje się na stronie: www.kongresy.saz.org.pl

Chmura napędza sprzedaż serwerów

Według najnowszych danych firmy analitycznej IDC, światowe przychody rynku serwerów w IV kwartale 2018 roku wzrosły o 12,6 proc. w stosunku do tego samego okresu w roku poprzednim. W sumie wyniosły one 23,6 miliarda dolarów.

Rynek serwerów, po kilku latach kurczenia się, od paru kwartałów utrzymuje sporą, dwucyfrową dynamikę sprzedaży. Dzieje się tak na skutek szeregu czynników: wymiany sprzętu na nowy, wykorzystywania serwerów jako podstawowych elementów składowych infrastruktury definiowanej z oprogramowaniem, rosnącego zapotrzebowania na moc obliczeniową oraz dużego i ciągle rosnącego zapotrzebowania na sprzęt ze strony dostawców usług chmurowych.

Rosnący popyt na serwery

Sebastian Lagana, menedżer ds. badań infrastruktury i technologii w IDC, komentuje wyniki badania – Inwestycje dostawców chmury obliczeniowej w sprzęt rosną nieco wolniej, niż w poprzednich kwartałach, co prawdopodobnie jest wynikiem sporych rezerw. Większa dynamika wzrostu wydatków jest widoczna po stronie klientów korporacyjnych, którzy z jednej strony inwestują w infrastrukturę lokalną, a z drugiej w chmurę publiczną i hybrydową. Te segmenty generowały w badanym okresie spory wzrost sprzedaży.

Co ciekawe, polski rynek produktów serwerowych rośnie zdecydowanie szybciej od światowego.  Zgodnie z badaniami Contex, w 2018 roku przychody dystrybutorów w Polsce ze sprzedaży produktów serwerowych wzrosły o 23,3 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Dla porównania, w krajach Europy Zachodniej średni wzrost wynosił 10,4 proc.

Outsourcing usług IT w Polsce

Polski rynek usług IT wyceniany jest według różnych szacunków na 30-40 mld zł i w ciągu bieżącego roku ma wzrosnąć o około 4 proc. Naturalnym efektem aprecjacji rynku, napędzanej globalnym i wewnętrznym wzrostem zapotrzebowania na usługi IT w głównych sektorach rynku, są inwestycje w infrastrukturę. W przypadku segmentu dostawców usług cloud computingu, jest to potrzeba rozbudowy centr danych.

Z jednej strony zakupy sprzętowe są efektem wymiany urządzeń na nowsze i szybsze, z drugiej – rozwoju rynku. Warto wspomnieć, że Polska jest coraz częściej traktowana jako technologiczny hub dla firm czy instytucji zachodnich, którym korzystanie z naszych usług, np. chmurowych, po prostu się opłaca. Jakość polskich usług jest bardzo ceniona, co sprawia, że obecnie jesteśmy jednym z trzech najbardziej popularnych rynków wybieranych jako dostawca różnego rodzaju usług informatycznych w Europie – komentuje wyniki sprzedaży sprzętu w Polsce Przemysław Mujta, Technical Sales Manager z CloudFerro, polskiej firmy dostarczającej usługi oparte na chmurze obliczeniowej.

Opinię, że w najbliższych latach chmura obliczeniowa będzie intensyfikować transformację cyfrową polskich firm, potwierdzają także opinie głównych graczy na rynku. Według badania Microsoftu przeprowadzonego niedawno na kilkuset przedstawicielach zarządu i dyrektorach ds. IT firm w Polsce, aż 63 proc. z nich jest przekonanych, że będzie wykorzystywać usługi cloud computingu.

Kolejne głosowania w sprawie Brexitu. Braki podwyżek stóp

Już dzisiaj kolejne głosowania w sprawie Brexitu. Zarówno węgierski, jak i nowozelandzki bank nie podniosły wbrew oczekiwaniom inwestorów stóp procentowych.

Dzisiaj seria głosowań w Wielkiej Brytanii

Właśnie odrzucono, zgodnie zresztą z oczekiwaniami, petycję w sprawie zaprzestania Brexitu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie liczba osób podpisanych pod wnioskiem. 5,8 miliona robi duże wrażenie. Nie zmienia to faktu, że w referendum ponad trzykrotnie większa grupa osób poparła opuszczenie struktur unijnych. Dzisiaj odbędą się głosowania w sprawie wskazania kierunków dalszego postępowania. Co ciekawe inwestorzy patrzą optymistycznie na te ruchy. Po wczorajszych informacjach o planowanych głosowaniach funt umacniał się wyraźnie względem pozostałych walut. Oznacza to, że nie wierzą oni w możliwość doprowadzenia do tzw. twardego Brexitu. Pozostały realnie dwa tygodnie by Wielka Brytania wypracowała warunki opuszczenia wspólnoty. W przeciwnym razie może nie zdążyć tego zrobić przed wyborami do europarlamentu.

Węgrzy i Nowozelandczycy nie zmieniają stóp

Wczoraj Bank Narodowy Węgier, a dzisiaj w nocy Nowej Zelandii opublikowały decyzje w sprawie stóp procentowych. Oba banki centralne pozostawiły je na niezmienionym poziomie. W obu przypadkach inwestorzy liczyli na podwyżki lub chociaż ich zapowiedź na przyszłość, na co dowodem są zmiany wartości walut po samej decyzji. Dolar nowozelandzki, który przed decyzją kosztował 2,63 zł spadł do 2,59 zł z kolei forint spadł z 1,36 grosza poniżej 1,35 grosza. Skoro waluta traciła na wartości to znaczy, że po decyzji inwestorzy sprzedawali ją przenoszą się na inne rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Brexit dotknie polskie firmy – ucierpią zwłaszcza najmniejsi

Niezależnie od tego, z jakim scenariuszem brexitu będziemy mieć do czynienia, będzie miał on wpływ na Polaków, którzy współpracują z brytyjskimi kontrahentami albo są zatrudnieni przez tamtejszych pracodawców. Czy mają się czego obawiać? Jakie nowe obowiązki na nich spadną? Na te pytania odpowiadają eksperci firmy inFakt.

Wyjście z Unii Europejskiej

Wielka Brytania jest członkiem UE od 1 stycznia 1973 roku, a prawdopodobnie w tym roku ją opuści. Obecnie wciąż jeszcze trwają rozmowy i negocjacje na temat tego, jak brexit ma wyglądać. Mówi się o dwóch scenariuszach: „miękkim” lub „twardym”. Pierwszy zakłada podpisanie umowy wyjścia oraz ustanowienie okresu przejściowego do końca 2020 roku. W drugim przypadku Wielka Brytania wyjdzie z Unii bez umowy, bez jakichkolwiek uzgodnień i z wieloma niewiadomymi odnośnie przyszłych relacji. Według obecnych ustaleń stałoby się tak 12 kwietnia.

Miękki czy też uporządkowany brexit byłby korzystny dla obu stron – Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii. Oznacza więcej czasu na przygotowanie się do tego, że Wielka Brytania będzie poza UE, stanie się krajem trzecim. Niezależnie od tego, co zostanie postanowione – najbliższe ustalenia będą bardzo istotne zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób prywatnych.

Wpływ brexitu na relacje biznesowe

Polskie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii od dłuższego czasu sygnalizuje, jakie będą konsekwencje dla podatników w zależności od tego, jaki rodzaj brexitu będzie ostatecznie miał miejsce. Warto się temu przyjrzeć – tym bardziej, że według szacunków brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS) w Wielkiej Brytanii mieszka prawie milion Polaków. Także spora grupa polskich przedsiębiorców ma styczność z rynkiem brytyjskim.

Brexit twardy

Jeśli będzie on miał miejsce, to Wielka Brytania stanie się dla państw UE krajem trzecim, jak np. Chiny czy Paragwaj. Oznacza to, że nie będzie swobodnego przepływu towarów, usług i kapitału. Zapewne przywrócone zostaną kontrole graniczne – wjeżdżając do Wielkiej Brytanii, trzeba będzie mieć paszport.

  • Konsekwencje dla handlu

Po wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty najprawdopodobniej nastąpią utrudnienia w handlu, a co za tym idzie rynek brytyjski przestanie być tak atrakcyjny dla przedsiębiorców jak obecnie.

Przestaną obowiązywać umowy o wolnym handlu, wrócą kontrole graniczne, np. weterynaryjne czy dotyczące bezpieczeństwa produktów. W wielu przypadkach mogą wystąpić opóźnienia w dostawach towarów spowodowane koniecznością dochowania formalności na granicy. Jeśli nie będzie żadnych dodatkowych ustaleń, to relacje gospodarcze, handlowe na linii UE – Wielka Brytania będą odbywać się na zasadach Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Jak wskazują eksperci inFakt, polscy przedsiębiorcy najprawdopodobniej będą musieli dopełniać formalności celnych, którym wcześniej nie podlegali. Będzie to np. obowiązek: zarejestrowania się w usłudze e-Klient (platforma do usług celno-skarbowych), składania zgłoszeń i deklaracji celnych, płacenia należności celnych oraz wystąpienia o nadanie nr EORI (identyfikator w sprawach celnych). Towary przywożone lub wywożone będą podlegać odprawie, podczas której może być naliczone cło, akcyza lub VAT. Ze względu na brak swobodnego przepływu towarów, usług i kapitału, zakup usług lub towarów będzie oznaczał rozliczenie importu, natomiast sprzedaż będzie traktowana jak eksport. W transporcie drogowym konieczne będzie posiadanie zezwoleń na wykonywanie przewozu, a w konsekwencji wnoszenie kolejnych opłat i dochowywania dodatkowych formalności.

  • Konsekwencje dla zatrudnienia pracowników

Gdy Wielka Brytania stanie się krajem trzecim, nie będzie swobodnego przepływu pracowników. Dla przedsiębiorców delegujących osoby do pracy lub też dla osób pracujących w Wielkiej Brytanii okres po Brexicie będzie z pewnością nie lada wyzwaniem. Może też wystąpić problem z przekazywaniem, przetwarzaniem i ochroną danych osobowych. Niewykluczone, że wprowadzone zostaną pozwolenia na pracę lub czasowe ograniczenia pobytu.

  • Konsekwencje podatkowe

Zmieni się także sposób naliczania i rozliczania podatku VAT od 12 kwietnia 2019 r. Najprawdopodobniej transakcji zawartych od 12 do 30 kwietnia oraz z kolejnych okresów podatnicy nie będą wykazywali w informacji podsumowującej VAT-UE.

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

– Często spotykam się z przedsiębiorcami z branży IT, którzy świadczą swoje usługi dla firm z Wielkiej Brytanii. Obecnie wystawiają faktury bez VAT-u, z adnotacją „reverse charge”, a transakcję sprzedaży wykazują w deklaracji VAT i w informacji podsumowującej VAT-UE – mówi Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-podatkowy w firmie inFakt. – Po wyjściu Brytyjczyków z Unii rozliczenie dla tych przedsiębiorców będzie wyglądać bardzo podobnie. Wciąż będzie wystawiana faktura bez VAT-u, sprzedaż zostanie wykazana w deklaracji VAT, ale już nie będzie się pojawiać w VAT-UE. Jeśli brexit nastąpi 12 kwietnia, to przedsiębiorca moim zdaniem powinien wystawić dwie faktury –  jedną za okres do 11 kwietnia włącznie, a drugą za pozostałą część miesiąca.

Brexit miękki

W przypadku uporządkowanego brexitu i okresu przejściowego do końca 2020 r.:

  • wymiana towarów powinna odbywać się bez naliczania ceł i VAT-u z tytułu importu towarów;
  • na granicach nie będzie kontroli celnych, sanitarnych czy fitosanitarnych;
  • przepływ pracowników, towarów, usług powinien pozostać na dotychczasowych zasadach.

Miękki Brexit byłby więc znacznie korzystniejszy dla funkcjonujących w Wielkiej Brytanii polskich przedsiębiorców i pracowników. Natomiast kształt relacji UE ze Zjednoczonym Królestwem od 2021 roku będzie zależeć od dalszych umów zawartych między stronami.

Skutki dotkliwe zwłaszcza dla najmniejszych

Wyjście Wielkiej Brytanii z pewnością będzie miało spory wpływ na polską gospodarkę oraz na działanie polskich przedsiębiorców. – Duże firmy powinny poradzić sobie z tą zmianą, gdyż zazwyczaj posiadają środki, doradców i prawników, dzięki którym brexit będzie dla nich łatwiejszy. Większe wyzwanie czeka małych i średnich przedsiębiorców, zwłaszcza tych, którzy nigdy nie funkcjonowali poza UE – uważa Aneta Socha-Jaworska. – Zakup, a także sprzedaż poza UE, mogą wiązać się z dodatkowymi kosztami i formalności, którym mogą nie podołać. Ze względu na finanse sektor MŚP może zdecydować się na rezygnację ze współpracy z brytyjskim kontrahentem i poszukiwać rynków wewnątrz Wspólnoty.

Geoblockchain – blockchain wzbogacony przestrzennie

Z badań przeprowadzonych przez IDC wynika, że wartość europejskiego rynku blockchain już w 2022 roku osiągnie wartość 3,5 mld dolarów. Zdaniem firmy badawczej, Europa jest drugim co do wielkości rynkiem dla tej technologii, a wydatki na wdrażanie i rozwój rosną o ponad 80% z roku na rok. Wraz ze wzrostem znaczenia rejestrów rozproszonych, firmy zajmujące się zbieraniem, analizowaniem i przetwarzaniem danych przestrzennych upatrują w nich szansę na tworzenie lepszych usług związanych z monitorowaniem oraz weryfikowaniem obiektów i procesów, które mają swoje odniesienie w przestrzeni.  

Technologia blockchain od początku wzbudza wiele emocji, głównie za sprawą kryptowalut, które w pierwszych latach funkcjonowania gwarantowały bajońskie zarobki osobom zajmującym się ich wydobywaniem i obrotem. Pomimo wahań kursu „cyfrowego kruszca”, transparentność i publiczny charakter blochchaina powoduje, że poza rzeszą przeciwników, którzy upatrują w niej początek końca rozwoju ekonomicznego i gospodarczego, technologia ma zagorzałych zwolenników, którzy wieszczą jej duży sukces i szukają kolejnych obszarów zastosowania. Blockchain to nie tylko wirtualna waluta, ale mechanizm, który pozwala na usprawnienie wielu obszarów gospodarki takich jak produkcja, logistyka, handel czy energetyka.

W dużym uproszczeniu blockchain to nowy sposób komunikacji i przechowywania informacji. Zamiast zapisywania ich w centralnych bazach danych, technologia ta rejestruje dane w rozproszonym rejestrze. W przypadku publicznego łańcucha blockchain, informacja może być rejestrowana nawet na kilku tysiącach komputerów. Każda transakcja, która występuje pomiędzy stronami, jest weryfikowana i rejestrowana na każdym komputerze lub węźle blockchain z osobna i staje się nowym blokiem w uporządkowanym chronologicznie łańcuchu. Takie podejście sprawia, że dane zapisywane są w wielu miejscach, dzięki czemu są łatwiej dostępne, przejrzystsze i trudniejsze do zmiany lub naruszenia przez cyberprzestępców.

Małgorzata Grzywacz, Dyrektor Marketingu z firmy Esri Polska zajmującej się dystrybucją oprogramowania do analiz przestrzennych
Małgorzata Grzywacz, Dyrektor Marketingu z firmy Esri Polska zajmującej się dystrybucją oprogramowania do analiz przestrzennych

Koncepcja geoblockchain to kolejny krok w ewolucji blockchain, która zakłada wzbogacanie rejestrów o dużo dokładniejsze informacje na temat transakcji. Zwykły rejestr blockchain pokazuje to, co się zdarzyło, np. towar X został przekazany od dostawcy Y do odbiorcy Z. Dodanie do rejestrów informacji pochodzących z urządzeń IoT (czujników i sensorów) pozwala sprawdzić, nie tylko jakie towary zostały przekazane, ale gdzie miało to miejsce i w jakich warunkach. – komentuje Małgorzata Grzywacz, Dyrektor Marketingu z firmy Esri Polska zajmującej się dystrybucją oprogramowania do analiz przestrzennych.

Geoblockchain dla biznesu

Jeżeli chodzi o wykorzystanie tej technologii w biznesie, to może ona posłużyć, np. do ewidencji wartości transakcji między stronami. Innym przykładem jest rejestracja szczegółów dotyczących przekazania gruntu, gdzie transakcja jest rejestrowana przez rzeczoznawcę i urząd skarbowy. Geoblockchain dobrze sprawdza się także w zarządzaniu łańcuchem dostaw. Wykorzystanie technologii do rejestrowania i śledzenia przepływu towarów pozwala prześledzić całą drogę produktu od wytwórcy do punktu sprzedaży.

Według raportu IDC, po blockchain najchętniej sięgają branże: finansowa, produkcyjna i usługowa. W przypadku branży finansowej widać chęć wykorzystania tej technologii w takich obszarach jak inteligentne umowy (smart contracts), zarządzanie tożsamością w sieci czy transfer kapitału. Sektor automotive koncentruje się na kwestiach dostępu do samochodu, czy np. samego bagażnika, co ma sens w przypadku nowych usług wprowadzonych niedawno przez firmę Amazon na terenie USA.

Jedną z firm, która w niedalekiej przyszłości zamierzają wdrożyć tę technologię jest Porsche. Testowane aplikacje obejmują otwieranie i zamykanie pojazdu za pomocą systemu czy nadawanie tymczasowych uprawnień dostępowych. Technologia ta może być także wykorzystana przez firmy wynajmujące samochody na godziny, gdzie kwestia bezpiecznego i szybkiego dostępu do auta jest czynnikiem kluczowym, czy firmy flotowe do śledzenia lokalizacji i kondycji pojazdu. Głównym atutem tego rozwiązania jest jej wysokie bezpieczeństwo i szybkość działania.

Dodanie informacji geograficznej (GIS) do technologii blockchain pozwala na śledzenie wszystkich transakcji na mapie, co odkrywa przed nami zupełnie nowe zależności i może być wykorzystane w sytuacjach kryzysowych. Przykładem może być logistyka produktów, o krótkim czasie przydatności do spożycia. Wszystkie podmioty zaangażowane w dostawę mają jasną informację, w jakim czasie i w jakich warunkach dany towar był przewożony, a w przypadku zatrucia pokarmowego u klientów, można szybko ustalić, gdzie doszło do nieprawidłowości – nad takim rozwiązaniem pracuje obecnie amerykański Walmart.

Czy to technologia dla mnie?

Przykładem na to, że geoblockchain ma szansę zmienić sposób w jaki prowadzimy biznes jest niedawne partnerstwo firm Esri i XYO Network, zajmującej się rozwojem technologii łączącej blockchain i GIS.  Twórcy tego rozwiązania wskazują na kolejne obszary, gdzie opracowane przez nich tokeny blockchain mogą zastąpić GPS. Chodzi, np. o lepszą weryfikację czy dana osoba faktycznie była w danym miejscu o danej porze nawet w sytuacji, gdy znajdowała się pod ziemią czy w na obszarze gęsto zabudowanym. Pozwoli to na ograniczenie manipulacji związanych, np. z wystawianiem niepochlebnych opinii o danym lokalu przez konkurencję, czy minimalizację oszustw w takich grach jak, np. Pokemon Go.

Podjęcie decyzji o wdrożeniu technologii blockchain/geoblockchain powinno być oparte na czterech głównych przesłankach, które usankcjonują inwestycję. Po pierwsze, czy istnieją obiekty (wirtualne lub rzeczywiste), których kondycja może zmieniać się wraz z upływem czasu, i które z tego powodu powinny być monitorowane (produkty spożywcze, transakcje finansowe, samochody)? Po drugie czy rejestry dotyczące tych obiektów mieszają się lub zamykane są w innych systemach? Jeżeli tak to blockchain może pomóc w utrzymaniu jednego systemu. Po trzecie, czy prędkość dostępu do ważnych danych jest na odpowiednim poziomie? Po czwarte, czy lokalizacja danych jest ważna z punktu działania biznesu?

– Nowoczesne rozwiązania GIS są w stanie dodać element przestrzenny do technologii blockchain, dzięki czemu firmy mogą z dużą dokładnością śledzić wszelkie transakcje i rozpatrywać poszczególne scenariusze biznesowe w oparciu o zrozumiałe aplikacje mapowe. – podsumowuje Małgorzata Grzywacz.

Badanie IDC, Cisco i EXATEL – Bezpieczne sieci bezprzewodowe fundamentem cyfrowej zmiany

Sieci bezprzewodowe już od kilkunastu lat są standardem wykorzystywanym zarówno w biznesie, jak i coraz częściej w jednostkach administracji publicznej. Powszechność stosowania tej technologii sprawia jednak, że organizacje nie postrzegają ich jako narzędzia umożliwiającego oferowanie nowych, innowacyjnych usług. Istnieje też wiele, często nieuzasadnionych, obaw o ich bezpieczeństwo.

Tymczasem, jak wynika z najnowszego raportu IDC, infrastruktura WLAN jest jednym z kluczowych filarów tworzenia strategii transformacji cyfrowej w biznesie oraz usługach publicznych i jednostkach administracji. Umożliwia nie tylko budowę rozwiązań opartych o Internet rzeczy (IoT), ale także wdrażanie modeli wielokanałowej sprzedaży (omnichannel), kontakt z mieszkańcami i regularny, nieograniczony dostęp do usług w modelu SaaS.

Rozwiązania sieci bezprzewodowej z powodzeniem są coraz chętniej wykorzystywane nie tylko w sektorze bankowym, energetycznym czy transporcie. Wychodząc naprzeciw przyzwyczajeniom obywateli, sięga po nie także administracja publiczna. Co ważne, sami dostawcy technologii coraz lepiej rozumieją nowe zasady gry, wprowadzając i promując np. narzędzia do zarządzania środowiskiem sieciowym w chmurze.

Badanie IDC, Cisco i EXATEL wykazało, że 2/3 polskich organizacji udostępnia sieć WiFi pracownikom, gościom czy klientom. Aż w 95,5% przypadków sieć WiFi jest przeznaczona do użytku pracowników, a w 73,5% udostępniana jest gościom danej organizacji.

Sieci bezprzewodowe można eksploatować na wiele różnych sposobów, często wychodzących poza stereotypowy dostęp do Internetu. Katalog możliwości, jakie daje WiFi jest obszerny, począwszy od inteligentnych budynków (gdzie możliwe do zastosowania scenariusze to nawigacja wewnątrz budynków czy zarządzanie aktywami), po wsparcie systemów obsługi klientów lub mieszkańców. Co ciekawe, aż 41% respondentów badania IDC jest zdania, że rozwiązania bezprzewodowe budują pozytywny wizerunek organizacji.

Pierwszym krokiem do pozbycia się kabli jest… bezpieczeństwo

Sieci bezprzewodowe WLAN powinny być niezbędnym elementem polityki bezpieczeństwa w każdej organizacji. Aby jednak podróż w „bezprzewodowym” kierunku przebiegła pomyślnie, przedsiębiorstwa muszą na nowo zdefiniować kwestię bezpieczeństwa IT oraz postawić ją na czele listy priorytetów. Nowocześnie rozumiane bezpieczeństwo, w ujęciu holistycznym, stanowi bowiem podstawę każdej strategii transformacji cyfrowej.

Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce
Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce

„Ważne, aby już u podstaw wszystkich działań związanych z wykorzystaniem sieci bezprzewodowych leżało cyberbezpieczeństwo. Badania oraz praktyki rynkowe pokazują, że pełne monitorowanie przestrzeni radiowej pozwoli uchronić firmę od cyberataku lub innych zagrożeń w sieci. Tymczasem jedynie 48% dyrektorów, kierowników oraz specjalistów odpowiedzialnych za infrastrukturę IT lub sieciową, którzy wzięli udział w badaniu przyznaje, że ich organizacje monitorują sieć radiową organizacji. Niestety oznacza to, że ponad połowa (52%) firm nie wprowadza takich praktyk, mimo tego, że jest to zdecydowanie najbardziej skuteczna i proaktywna metoda wykrywania niebezpiecznych zdarzeń w sieci, oferowana przez współczesne rozwiązania WLAN” – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce.

Tymczasem badanie IDC, Cisco i EXATEL pokazuje, że głównym narzędziem zapewniającym bezpieczeństwo w firmach jest fizyczne odseparowanie sieci bezprzewodowej od LAN (78,8% ).

„Najlepszą praktyką z zakresu cyberbezpieczeństwa jest zasada ograniczonego zaufania. Do wszystkiego – czy jest to łącze przewodowe czy bezprzewodowe. Fizyczna separacja jest dobrym rozwiązaniem, ale jednym z tych ostatecznych. Bo – jako organizacja – ograniczamy wtedy mobilność naszych pracowników. Przywiązujemy ich do stanowisk pracy, a nie jest to konieczne. Dobrze zaprojektowana i zabezpieczona sieć bezprzewodowa może być traktowana na równi z „kablem”. Do tego trzeba jednak odpowiednich narzędzi i informacji z monitoringu sieci oraz ruchu, VPN-ów, czy właściwej konfiguracji dostępów. Nie każda organizacja może to wykonać samodzielnie. Ale dzięki outsourcingowi te kompetencje można dość łatwo pozyskać” – mówi Jakub Syta, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w EXATEL.

Kluczowe dane dotyczące stosowania zabezpieczeń sieci WiFi:

  • 87% badanych oczekuje, że WiFi samo w sobie będzie bezpieczne.
  • 79% uczestników badania przyznaje, że w ich organizacji sieć WiFi jest odseparowana od sieci wewnętrznej.
  • Uwierzytelnianie oraz autoryzowanie dostępu użytkowników jest istotne dla 79% ankietowanych.
  • Prawie połowa (48%.) wskazało na identyfikowanie i monitorowanie zagrożeń w przestrzeni radiowej.
  • 12% osób, które brały udział w badaniu wskazało na inne zabezpieczenia.

Kluczowe wnioski z badania w zakresie ułatwienia pracy przez WLAN:

  • Ułatwienie pracy pracownikom jest istotne dla 65%. uczestników badania.
  • 61% wskazuje na ułatwienie dla klientów i gości.
  • 41%. zaznacza korzyści wizerunkowe (np. Przyjazne Państwo).
  • Redukcja kosztów operacyjnych związanych z częstą przebudową sieci LAN jest istotna dla 27% osób.
  • 14% wskazuje na funkcje analityczne.

Bez wątpienia bezpieczne sieci bezprzewodowe są równie istotne, co bezpieczne sieci LAN. Tym bardziej, że w niedalekiej przyszłości to bezprzewodowy dostęp do sieci będzie podstawowym modelem korzystania z Internetu. Badanie IDC przeprowadzone we współpracy z Cisco i EXATEL pokazuje jednak, że rynek wciąż wymaga edukacji i namacalnych przykładów wdrożeń. Jego ewolucję przyspieszają zmieniające się modele pracy, wzrost mobilności i nowych form dostępu do aplikacji biznesowych etc. Dlatego istotnym elementem jest inspirowanie decydentów do tego, aby tworzyć nowe usługi dla biznesu w oparciu o bezpieczne sieci WiFi i jak w pełni wykorzystać ich potencjał.

Młodzi Polacy nie myślą o finansach na emeryturze. PPK zmienią ten trend?

Aż 68% Polaków w wieku 18-24 lat nie myśli o emeryturze, ponieważ to dla nich zbyt odległy temat, z kolei 52% osób starszych nie chce martwić się na zapas. To wnioski z badania “Życie na emeryturze – wyobrażenia i postawy Polaków”, zrealizowanego na zlecenie Izby  Zarządzających Funduszami i Aktywami przez ARC Rynek i Opinia.

Ponad 40% Polaków rzadko lub w ogóle nie myśli o emeryturze, najczęściej z powodu odległości w czasie tego zjawiska, taką odpowiedź wskazywali młodzi ludzie w wieku 18-24 lat. 57% ankietowanych w wieku 18-24 lat wskazywało również, że są za młodzi i mają jeszcze dużo czasu do emerytury. Taką odpowiedź zaznaczali częściej mężczyźni (24% do 19%). Młodsi Polacy wskazywali również że nie chcą martwić się na zapas (22%) częściej na taką odpowiedź wskazywały kobiety (38% do 34%). Tylko 7% wskazało, że nie ma czasu o tym myśleć, a 3% nie myśli, ponieważ podjęło działania w tym kierunku, przy czym więcej mężczyzn zaznaczyło taką odpowiedzi (9% do 4%).

Starsze osoby w wieku 45-64 lat najczęściej wskazywały, że nie myślą o emeryturze, ponieważ nie chcą martwić się na zapas. Częściej taką odpowiedź zaznaczały kobiety (38% do 34%). Co ciekawe osoby w podeszłym wieku nie myślą też o emeryturze, ponieważ nie mają na to czasu. Taką odpowiedź wskazało 19% ankietowanych, z niewielką przewagą kobiet (15% do 14%). Tylko 11% osób w wieku 45-64 lat nie musi się martwić emeryturą ponieważ podjęło działania w tej sprawie. Tutaj zdecydowanie więcej odpowiedzi wskazali mężczyźni (9% do 4%).

Kobiety myślą o emeryturze częściej niż mężczyźni. 23% kobiet bardzo często myśli o emeryturze przy czym mężczyzn tylko 16%. Często – 40% kobiet a 41% mężczyzn, tutaj widać niewielką tylko przewagę płci męskiej. Natomiast rzadko o emeryturze myślą zazwyczaj mężczyźni (29% do 24%). Z kolei bardzo rzadko 9% mężczyzn i 4% kobiet.

prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– Im szybciej zaczniemy myśleć o emeryturze tym efektywniej zaczniemy gromadzić środki na godne życie w przyszłości. Wypłata z ZUS to tylko jedno ze źródeł finansowania naszych potrzeb na emeryturze. Polecam także inwestycje w bezpieczne instrumenty finansowe. Wystarczy odłożyć 100-200 zł miesięcznie, aby po kilkunastu latach mieć znaczącą, dodatkowę gotówkę. Na pewno warto także zadbać o udział w Pracowniczych Programach Kapitałowych i zapytać swojego pracodawcę o szczegóły. Pierwsze grupy pracowników będą mogły z tego skorzystać już od 1 lipca 2019r. komentuje prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Czy mieszkanie bezczynszowe to mieszkanie bez opłat?

Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.
Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.

Oferty mieszkań bezczynszowych kuszą brakiem comiesięcznych opłat i sporymi oszczędnościami Przed podjęciem decyzji o zakupie tego rodzaju lokalu warto dokładnie sprawdzić, czy mieszkania bezczynszowe faktycznie pozbawione są opłat.

Określenie „mieszkania bezczynszowe” sugeruje, że właściciel lokalu zwolniony jest z comiesięcznych opłat związanych z utrzymaniem nieruchomości. W teorii tak jest, praktyka wygląda jednak nieco inaczej. Czynsz administracyjny składa się z dwóch elementów, części niezależnej oraz zależnej od instytucji zarządzającej osiedlem. Opłaty niezależne to opłaty za media, wodę, prąd i ogrzewanie – lokatorzy tak czy inaczej muszą je uiszczać. W rzeczywistości mieszkańcy lokali bezczynszowych nie ponoszą opłat związanych z wynagrodzeniem firmy zarządzającej nieruchomością, zarządu wspólnoty i osób pracujący w spółdzielni, są to opłaty zależne. W ich skład wchodzą również środki przeznaczona na Fundusz Remontowy.

Nazwa „mieszkania bezczynszowe” bywa często niewłaściwie rozumiana, sugeruje, że właściciele lokali nie ponoszą żadnych opłat, w rzeczywistości uiszczają opłaty niezależne. Bardzo ważną kwestią na jaką należy zwrócić uwagę mówiąc o tzw. „bezczynszówkach” jest brak Funduszu Remontowego. To moim zdaniem największy minus tego typu nieruchomości. Każdy remont, czy nawet naprawa niewielkiej usterki wymaga do mieszkańców zorganizowania specjalnego budżetu na ten cel oraz wybrania firmy, która podejmie się tego zadania. Konieczność przeprowadzenia remontu, a przede wszystkim wygospodarowanie środków na jego sfinansowanie, to sytuacja niezwykle konfliktogenna. Nie wszystkim mieszkańcom w takim samym stopniu może zależeć na remoncie, a przede wszystkim nie wszystkich może być na niego stać.

Lokale bezczynszowe to w dużej mierze mieszkania znajdujące się w kamienicach, które nie są w najlepszym stanie technicznym i wymagają częstych remontów. Przed podjęciem decyzji o zakupie mieszkania w tego rodzaju nieruchomości warto dowiedzieć się jak mieszkańcy rozwiązują kwestie związane z naprawami i czy nie dochodzi w związku z nimi do konfliktów międzysąsiedzkich.

Nadawanie lokalom mieszkalnym statusu „bezczynszowych” bywa nadużywane. Miesięczne koszty utrzymania są pomniejszone de facto o kwoty związane z utrzymaniem zarządu, które po podziale na wszystkich mieszkańców, zwłaszcza w przypadku dużych nieruchomości są naprawdę niewielkie. Brak Funduszu Remontowego jest z kolei bardzo ryzykownym sposobem na ograniczenie wydatków. Chociaż środki na nim zgromadzone nie są rozdysponowywane na bieżąco, w sytuacji, gdy trzeba przeprowadzić duży remont lub gdy dojdzie do awarii są na ten cel zabezpieczone.

Przed podjęciem decyzji o zakupie mieszkania w inwestycji bezczynszowej należy dokładnie przeanalizować wszystkie plusy i minusy. Rozwiązanie, które pozornie daje możliwość ograniczenia wydatków, w rzeczywistości może wiązać się z wyższymi kosztami.

Autor: Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami.