W 2022 r. kurs dolara zrówna się z euro

Dolar jest najmocniejszy do euro od marca 2020 r. Do wyrównania kursów powinno dojść w najbliższych miesiącach, po raz pierwszy od października 2002 r.

– Jest to spowodowane tym, że Fed podnosi i będzie podnosił stopy procentowe w dość agresywnym tempie, natomiast w strefie euro podwyżki jeśli będą to niewielkie i pozostaje pytaniem czy stopa redyskontowa EBC wzrośnie powyżej zera – mówi w rozmowie z MarketNews24 Damian Rosiński, główny ekonomista Domu Maklerskiego AFS.

Dolar jest mocny także z tego względu, że wojna w Ukrainie w niewielkim stopniu wpływa na gospodarkę USA, natomiast jest bardzo silnym negatywnym impulsem dla strefy euro. Skutki widać w postaci terms of trade, bo koszty towarów importowanych bardzo wzrosły.

Dolar jest globalnie silną walutą co szczególnie mocno widać w relacji do jena. Osiągnął poziom 125 jenów za dolara. Jen stracił status bezpiecznej waluty, w którą warto inwestować. Bank centralny Japonii nadal ocenia, że jest zbyt wcześnie, aby interweniował podnosząc stopy procentowe.

Podwyżki stóp procentowych bardzo zmieniają kursy walut. Gdy w kolejnych krajach rosną stopy procentowe dla inwestorów wiele walut jest atrakcyjniejszych od japońskiego jena.

W ostatnich tygodniach dolar wzmacniał się wobec euro. Na parze EUR/USD odnotowujemy poziomy poniżej 1,10.

– W perspektywie najbliższych miesięcy przewiduję nawet dojście do parytetu – ocenia ekspert DM AFS.

Creotech Instruments w Q2 br. planuje przeprowadzić publiczną emisję akcji i następnie wejść na rynek GPW

Notowana na NewConnect spółka Creotech Instruments, jeszcze w tym roku planuje przeniesienie akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie. Wcześniej, w II kwartale 2022 r., firma chce przeprowadzić publiczną emisję akcji. Potrzeby inwestycyjne spółki to około 50 – 60 mln zł. Strategia spółki zakłada ukończenie kluczowych projektów R&D oraz zwiększenie zdolności produkcyjnych i sprzedażowych spółki. W perspektywie najbliższych lat celem Creotech Instruments jest zdobycie pozycji jednego z głównych dostawców technologii kosmicznych z Europy Środkowej. W 2021 r. spółka wypracowała ok. 40 mln zł przychodów ogółem, m.in. z projektów kosmicznych, biznesu kwantowego, usług dla segmentu dronowego oraz produkcji kontraktowej i grantów.

– Działamy na perspektywistycznym rynku, przy stosunkowo małej konkurencji w Polsce. Jednocześnie konsekwentnie realizowana strategia i innowacyjny model biznesowy pozwoli nam osiągać dynamiczny wzrost skali biznesu. Jednym z naszych najważniejszych celów jest umieszczenie na orbicie okołoziemskiej satelity EagleEye, a następnie satelit obserwacyjnych dla segmentu obronności w ramach projektu PIAST. Będzie to niezwykle ważny moment w historii Creotech. Chcemy dowieść, że nasze platformy mikrosatelitarne spełniają wszystkie oczekiwania i uzyskać tzw. space heritage. To pozwoli nam na rozpoczęcie sprzedaży platform mikrosatelitarnych o jednostkowej wartości do 4 mln USD klientom komercyjnym. Jednocześnie w bliższej perspektywie chcemy przenieść  akcje naszej spółki na rynek regulowany GPW i tym samym poszerzyć grupę kontrahentów i przyszłych partnerów biznesowych – mówi Grzegorz Brona, Prezes zarządu Creotech Instruments S.A. – Planujemy by dołączenie do grona spółek z rynku głównego GPW poprzedziła publiczna emisja akcji. Proces zatwierdzania Prospektu jest już na ostatniej prostej. Liczymy na otrzymanie pozytywnej decyzji KNF-u w najbliższym czasie – dodaje Grzegorz Brona.

Środki pozyskane z publicznej emisji akcji spółka przeznaczy na rozbudowę technologii produkcyjnych i tym samym ukończenie projektów R&D dotyczących technologii satelitarnych, systemów kwantowych i systemów zarządzania operacjami UAV (bezzałogowych statków powietrznych).

Koordynatorem oferty będzie Dom Maklerski Navigator SA. Proces wspierać będzie Noble Securities i kancelaria prawna WBW Weremczuk, Bobeł & Wspólnicy. Funkcję Doradcy Zarządu Creotech pełni CC Group. Szczegóły oferty publicznej akcji, w tym harmonogram zapisów, będą dostępne w Prospekcie, który zostanie opublikowany niezwłocznie po jego zatwierdzeniu przez KNF.

Creotech Instruments S.A. to polska firma specjalizująca się w rozwoju technologii kosmicznych oraz elektroniki i aparatury do zastosowań globalnych, m.in. na potrzeby komputerów kwantowych, kryptografii kwantowej, laboratoriów fizyki kwantowej i wysokich energii. Firma jako pierwsza w Europie rozpoczęła produkcję elektroniki sterującej komputerami nowej generacji. Dotychczas stworzyła 37 systemów dla kwantowego zaplecza, które dostarcza  do blisko 50 laboratoriów naukowych, m.in. do Oxfordu, czy Berkley`a.

Strategiczne założenia Creotech Instruments do 2025 roku:

  • Kosmos:
    • sukces misji kosmicznej EagleEye w zakresie umieszczenia na orbicie mikrosatelity do obserwacji Ziemi – 2023 rok. Satelita powstaje na platformie HyperSat
    • realizacja misji PIAST (Polish ImAging SaTellites) realizowanej dla Ministerstwa Obrony Narodowej.
  • Atmosfera ziemska: główny dostawca systemów do analizy ryzyka, planowania i kontroli misji UAV w Polsce i znaczący w Europie
  • Ziemia:
    • dostawca pełnego systemu sterowania dla komputerów kwantowych
    • silna pozycja jednego z najważniejszych integratorów danych satelitarnych w Europie z uwagi na współpracę z EUSPA i KE
    • wprowadzenie systemu synchronizacji czasu do rozwiązań telekomunikacyjnych.

Creotech Instruments uczestniczy obecnie w kolejnej misji Comet Interceptor organizowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną. Zadaniem spółki jest zaprojektowanie i wykonanie komponentów do jednego z urządzeń badawczych sondy. W 2029 r. czytnik zostanie  umieszczony w głębokiej przestrzeni kosmicznej w celu badania składu i właściwości komet.

Trójmiejski rynek mieszkaniowy coraz bardziej premium

Rok 2021 przyniósł skokowy wzrost zainteresowania mieszkaniowym segmentem premium w Polsce. Trójmiasto wyrasta na drugi po Warszawie największy rynek nieruchomości tego typu ze sprzedażą, która sięgnęła w minionym roku rekordowych 900 lokali.

Trójmiejski rynek nieruchomości rozwijał się w ostatnich latach bardzo dynamicznie, a średnie ceny mieszkań ustępowały jedynie tym w Warszawie. Wszystko za sprawą coraz większego udziału w ofercie deweloperskiej lokali z segmentu apartamentowego i niesłabnącego zainteresowania nimi nabywców. Z najnowszego raportu „Rynek mieszkań premium w Trójmieście” opracowanego przez globalną firmę doradczą JLL we współpracy z firmą Invest Komfort wynika, że:

Na sześciu głównych rynkach mieszkaniowych w Polsce[1] apartamenty i apartamenty luksusowe[2] stanowiły na koniec 2021 r. 6% dostępnej oferty. W Trójmieście udział ten wynosił 10,6% i był najwyższy wśród analizowanych miast.

Sprzedaż apartamentów wyraźnie wzrosła w 2021 r. osiągając poziom blisko 3200 lokali, z czego aż 900 dotyczyło rynku trójmiejskiego.

Głównymi nabywcami lokali typu premium pozostaje grupa szybko bogacących się, zamożnych Polaków lub obcokrajowców związanych bezpośrednio z Polską. Wciąż niewielki udział stanowią obcokrajowcy z Azji czy krajów Bliskiego Wschodu, traktujący zakup czysto inwestycyjnie.

Motywy nabywców to zarówno chęć poprawienia warunków życia, jak i budowania zysków z najmu krótkoterminowego. W ostatnich latach obserwowany był wyraźny wzrost popytu tezauryzacyjnego spowodowanego m.in. rosnącą inflacją oraz niepewnością na rynkach finansowych.

Co trzeci apartament w Polsce można było kupić w Trójmieście

Rynek trójmiejski, podobnie jak rynki mieszkaniowe innych największych miast w Polsce, zdominowany jest przez inwestycje, które JLL zalicza do segmentu mieszkań o podstawowym i podwyższonym standardzie. Wprawdzie oferta lokali z wyższych segmentów jakościowych jest od kilku lat systematycznie rozbudowywana przez deweloperów we wszystkich dużych miastach, to jednak właśnie w Trójmieście jej udział jest obecnie najwyższy. Na koniec roku w ofercie na rynku pierwotnym Gdyni, Gdańska i Sopotu znajdowało się łącznie 580 apartamentów, czyli tyle samo, co na dwukrotnie większym rynku warszawskim.

Można śmiało powiedzieć, że co trzeci apartament z oferty deweloperskiej, jaka była dostępna na największych krajowych rynkach na koniec 2021 r., znajdował się właśnie w Trójmieście. Trójmiasto było też jedynym rynkiem, na którym udział lokali w segmencie apartamentowym przekroczył 10% wszystkich dostępnych do zakupu mieszkań,
-komentuje Aleksandra Gawrońska, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego.

Choć w tej puli przeważają nieruchomości, które sklasyfikować można jako klasyczne apartamenty, to w Gdańsku i Sopocie w minionym roku pojawiły się w sprzedaży również apartamenty luksusowe, dostępne dotychczas przede wszystkim w stolicy. Co warte podkreślenia, spośród 1200 apartamentów, które na koniec grudnia ubiegłego roku były w trakcie realizacji, blisko połowa znalazła już swoich nabywców, a nie jest to typowe dla segmentu apartamentowego.

Niesłabnąca atrakcyjność nieruchomości typu premium jako formy zabezpieczenia kapitału, ale także coraz dalej idąca specjalizacja firm, które tego typu produkt dostarczają na rynek sprawia, że coraz częściej decyzje o zakupie podejmowane są już na etapie realizacji inwestycji. To z kolei daje większą płynność i możliwość przygotowywania kolejnych inwestycji z odpowiednim wyprzedzeniem, a tym samym bieżące uzupełnianie oferty,
-mówi Michał Ciomek, Członek Zarządu Invest Komfort.

Kupujących przyciąga widok na wodę

Nieruchomości apartamentowe oferowane na rynku pierwotnym różnią się na całym świecie – ale także w Polsce – skalą inwestycji, wykończeniem czy pakietem dostępnych usług. Wszystkie łączy jedno – wyjątkowa lokalizacja. Niezmienne pozostaje też to, że do tych najbardziej cenionych zalicza się lokalizacje określane jako „waterfront”, gwarantujące nieograniczony widok i bezpośredni dostęp do wody: rzeki, jeziora, oceanu czy, jak w przypadku Trójmiasta, zatoki. Gdańsk dodatkowo ma do zaoferowania wiele ciekawych miejsc z widokiem na rzekę oraz stare fragmenty miasta. To sprawia, że nieruchomości w Gdańsku, Gdyni i Sopocie cieszą się coraz większą popularnością wśród zamożnych Polaków. Trudno też dziwić się deweloperom, że wobec rosnącego popytu, coraz aktywniej rozbudowują w tych lokalizacjach ofertę nieruchomości premium.

Wyraźny wzrost podaży lokali, które JLL klasyfikuje jako apartamenty i apartamenty luksusowe, nastąpił w Trójmieście w 2016 r. Od tamtej pory zdarzały się lata kiedy do sprzedaży na rynku pierwotnym wprowadzano nawet 800 takich mieszkań rocznie. Większa podaż i rosnące zainteresowanie klientów sprawiły, że w 2021 r. sprzedano tu ponad 900 tego typu lokali, a tym samym ustanowiony został nowy rekord rocznej sprzedaży w segmencie apartamentów. Miało to oczywiście istotne przełożenie na ceny.

W ciągu ostatniej dekady ceny apartamentów w Trójmieście wzrosły z poziomu 10 000 zł/mkw. w 2011 r. do 19 900 zł/mkw. na koniec 2021 r. Z wyższą ceną za metr mamy obecnie do czynienia jedynie w Warszawie. Od 2015 r. obserwowaliśmy na trójmiejskim rynku skokowy wzrost zainteresowania zakupem nieruchomości z wyższych segmentów jakościowych – najpierw na użytek własny, potem z przeznaczeniem na najem krótkoterminowy, a od 2019 r. przede wszystkim z myślą o ochronie posiadanych oszczędności. W efekcie, mimo istotnego zwiększenia podaży lokali z segmentu apartamentowego, wciąż mieliśmy do czynienia z przewagą popytu nad podażą,
-komentuje Aleksandra Gawrońska, ekspertka JLL kierująca Działem Badań Rynku Mieszkaniowego.

Lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja

To na ile zaspokojenie rosnącego popytu na nieruchomości z najwyższej półki będzie możliwe, jest w dużym stopniu uzależnione od dostępności gruntów w lokalizacjach pozwalających na stworzenie projektu o odpowiednim standardzie. I chociaż zasób ten jest w największych miastach ograniczony, to jak podkreślają eksperci, właśnie w przypadku Gdańska, Gdyni i Sopotu ewolucja tych miast pozwala na wykorzystanie czasem zaskakujących możliwości.

W Trójmieście bank ziemi tworzą także lokalizacje z ukrytym potencjałem. Zmiany, które na zachodzie obserwujemy od lat, teraz powoli kiełkują i u nas. Uczymy się czytać miasto, przewidywać przyszłość jego rozwoju urbanistycznego, stymulować i wspierać pozytywne zmiany. W Gdyni czy Gdańsku jeszcze kilkanaście lat temu mało kto patrzył na tereny portowe jako miejsca z potencjałem na luksusowe nieruchomości. Dziś nasze miastotwórcze inwestycje takie jak Brabank Apartamenty w Gdańsku czy Portova w centrum Gdyni nie dziwią nikogo i cieszą się dużym zainteresowaniem,
-podsumowuje Michał Ciomek, Członek Zarządu Invest Komfort.

To sprawia również, że jak w żadnym innym mieście katalog trójmiejskich inwestycji z najwyższych segmentów jakościowych jest mocno zróżnicowany pod względem rodzajów zabudowy. Począwszy od wysokościowych projektów w centrum Gdyni, poprzez kameralne projekty np. w okolicy Oliwy, Jelitkowa i Orłowa, po typowo inwestycyjne apartamenty wzdłuż Motławy. Dodatkową kategorię stanowią inwestycje posiadające dostęp do mariny, jak np. Yacht Park w Gdyni.

Wszystko wskazuje na to, że grupa zamożnych Polaków, którzy będą mogli pozwolić sobie na zakup apartamentu w przyszłości będzie się powiększać, a najzamożniejsi będą kupować coraz większe i bardziej luksusowe lokale. Klienci coraz częściej będą oczekiwać standardów, które dorównują tym europejskim, zarówno pod względem wykończenia, metrażu jak i oferowanych usług dodatkowych. Dotyczyć to będzie zwłaszcza grupy empty-nesters – osób w wieku 50+ przenoszących się z domów jednorodzinnych do mieszkań na kolejny etap w swoim życiu, na aktywną emeryturę. Przy ograniczonej dostępności tego typu lokali zjawisko to będzie istotne dla przyszłej wartości kupowanych obecnie lokali, ponieważ dobro jakim jest drogi apartament, stanie się bardziej płynne,
-podsumowuje Aleksandra Gawrońska, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL.

Więcej na temat rynku nieruchomości mieszkaniowych premium w Trójmieście w najnowszym raporcie JLL dostępnym na stronie jll.pl.

[1] Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław.

[2] W analizach JLL lokale w budownictwie wielorodzinnym dzielone są na dwa podstawowe segmenty: mieszkania i apartamenty. Mieszkania dzielą się dalej na mieszkania o podstawowym standardzie i mieszkania o podwyższonym standardzie. W segmencie apartamentów wyróżniane są z kolei podsegmenty apartamentów i apartamentów luksusowych.

Spowolnienie na rynku IPO

W pierwszym kwartale 2022 roku na światowych rynkach zadebiutowało 321 spółek, co oznacza spadek o 37% rok do roku. Wartość debiutów spadła do 54,4 mld USD, o 51% r/r. W Polsce nie było w tym czasie debiutów, wyjąwszy transfery z NewConnect. Spowolnienie na rynku IPO jest pokłosiem napięć geopolitycznych i idącej za nimi niepewności na poziomie makroekonomicznym, wzrostu cen surowców i energii oraz perspektywy rosnących stóp procentowych. Wstrzemięźliwość potencjalnych debiutantów powinna się utrzymać przez kolejne miesiące – wynika z badania EY Global IPO Trends.

Po rekordowych napływach na rynki pierwotnych ofert publicznych (IPO) w 2021 roku, pierwszy kwartał 2022 roku przyniósł ochłodzenie koniunktury. Pierwsze tygodnie roku oznaczały kontynuację fali debiutów z ubiegłego roku, a wartość IPO w styczniu 2022 roku była najwyższa od 21 lat. Wybuch wojny w Ukrainie i idący za nim wzrost niepewności wśród inwestorów spowodował ostre hamowanie na rynkach w drugiej połowie lutego, które objęło również obszar ofert pierwotnych. W efekcie, w pierwszym kwartale 2022 roku na światowych rynkach zostało przeprowadzonych 321 transakcji o wartości 54,4 mld USD, co oznacza spadek odpowiednio o 37% i 51% rok do roku. Część transakcji została odwołana, część – przesunięta na późniejszy termin.

– Nagła zmiana sentymentu była spowodowana szeregiem czynników: wzrostem napięć geopolitycznych, zmiennością na światowych parkietach, korektą rynkową bańki cenowej dotychczasowych IPO, obawą o efekt rosnących cen surowców i energii oraz inflacji i idącą za nią perspektywą podwyżki stóp procentowych przy zmniejszonym, acz wciąż obecnym, ryzykiem nawrotu pandemii koronawirusa, które hamuje powrót globalnej gospodarki na ścieżkę pełnego wzrostu – wylicza Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

Najlepiej w regionie Azji i Pacyfiku

W pierwszym kwartale najlepiej wypadł region APAC (Azja i Pacyfik), w ramach którego zadebiutowało 188 spółek o wartości 42,7 mld USD (odpowiednio 18% wzrost rok do roku i 16% spadek r/r). Połowa z 10 największych IPO w Q1 2022 miała miejsce w tym regionie. Wartość debiutów w pierwszym kwartale była wyższa niż w rekordowym Q1 2021, który był najlepszym pierwszym kwartałem pod kątem wartości debiutów w regionie od 21 lat.

– Pandemia koronawirusa wciąż wpływa na gospodarkę i aktywność na rynku IPO w wielu obszarach regionu Azji i Pacyfiku. Panuje jednak optymizm co do zwiększenia aktywności na rynku debiutów w drugiej połowie roku w tym regionie. Jest popyt na wysokiej jakości spółki w korzystnym dla wycen giełdowych otoczeniu gospodarczym i przy dużej podaży pieniądza przez banki centralne – mówi Bartłomiej Smolarek, Lider Zespołu ds. Fuzji i Przejęć, Partner EY Polska.

Wzrost napięć geopolitycznych i idąca za nimi zmienność na rynkach spowodowały spadki wolumenów IPO w regionie EMEIA (obejmującym Europę, Bliski Wschód, Indie i Afrykę), gdzie w Q1 2022 zadebiutowało 96 spółek, a wartość transakcji wyniosła 9,3 mld USD, co oznacza spadek odpowiednio o 38% i 68% rok do roku.

W Europie przeprowadzono 47 IPO o wartości 2,7 mld USD, co dało Staremu Kontynentowi 15% światowego rynku IPO pod względem ilości transakcji i 5% pod kątem ich wartości w pierwszym kwartale 2022 roku.

Żadna spółka nie zdecydowała się w tym czasie na debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, nie licząc dwóch przejść z NewConnect, które nie są wliczane do statystyk w metodologii EY.

– Tegoroczne statystyki są zaburzone przez efekt wysokiej bazy, ponieważ – na poziomie globalnym – pierwsze trzy miesiące 2021 roku były najbardziej aktywnym pierwszym kwartałem dla IPO w ciągu 21 lat. W tym kontekście, nie jest wielkim zaskoczeniem spadek aktywności w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku. Szok rynkowy związany z wybuchem wojny w Ukrainie w połączeniu z zagrożeniami na poziomie makroekonomicznym powoduje, że stagnacja na rynku debiutów może się utrzymać w kolejnych miesiącach – mówi Magdalena Warpas, Associate Partner, Doradztwo Strategiczne i Transakcyjne, EY Polska.

Surowce gonią technologię

Zmieniające się otoczenie gospodarcze i warunki rynkowe powodują przesunięcia pomiędzy sektorami, w jakich klasyfikowani są debiutanci na poziomie globalnym. Technologia i surowce znalazły się na czele analizy sektorowej debiutantów (w pierwszym kwartale miało miejsce po 58 IPO w każdym z sektorów), zaraz za nimi – sektor przemysłowy (57 IPO). Technologia, wyniesiona na szczyt popularności w pandemii koronawirusa, utrzymuje pozycję lidera ilości debiutów i jest numerem jeden siódmy kwartał z rzędu. Natomiast pod względem wartości debiutów w pierwszym kwartale 2022 roku, technologia oddała palmę pierwszeństwa sektorowi energetycznemu (który zanotował 12,2 mld USD IPO w Q1 2022) – w dużej mierze dzięki największemu debiutowi z ubiegłego kwartału, który został przeprowadzony na południowokoreańskim parkiecie. Spółki z sektora technologii pozyskały z IPO 9,9 mld USD w pierwszym kwartale 2022 roku, o 1,3 mld USD więcej niż sektor telekomunikacji, który pozyskał od inwestorów 8,6 mld USD – tutaj też na statystyki miało znaczący wpływ drugie co do wielkości w minionym kwartale IPO, które zostało przeprowadzone na Szanghajskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

O badaniu
Dane zaprezentowane w opracowaniu EY Global IPO Trends pochodzą od firmy EY, Dealogic, CB Insights, Crunchbase i SPAC Insider, o ile nie stwierdzono inaczej. Dane do wykresów pochodzą od firmy EY i Dealogic. Pierwszy kwartał 2022 roku obejmuje dane o przeprowadzonych debiutach giełdowych w okresie 01.01.2022 do 23.03.2022, plus transakcje spodziewane do końca marca 2022 roku. Raport globalny nie obejmuje debiutów opartych o special purpose acquisition company (SPAC); na poziomie Polski statystyki nie uwzględniają przejść z NewConnect, o ile nie stwierdzono inaczej.

Rosnąca popularność jednoosobowych działalności IT. Wzrost o prawie 18 proc.

Według danych pochodzących z KRS i przeanalizowanych przez szwedzki Evolution – globalnego twórcę i dostawcę oprogramowania do gier online – liczba jednoosobowych firm informatycznych lawinowo rośnie. Na koniec roku 2021 aktywnych było ponad 131 tys. firm z branży IT. W porównaniu do analogicznego okresu w roku 2020, stanowi to wzrost o niemal 18 proc.

Rodzaje działalności IT. Ta związana z oprogramowaniem najpopularniejsza

Między innymi pandemia i wynikający z niej trend pracy zdalnej, który nadal się utrzymuje, znacznie wpłynął na wzrost liczby jednoosobowych firm działających w sektorze IT. Jak wynika z danych płynących z KRS wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet, przeanalizowanych przez Evolution, wzrost ten w porównaniu roku 2021 z 2020, wyniósł niemal 18 proc. Co więcej, w pierwszym kwartale 2022 liczba firm z branży IT wzrosła o kolejne 5 proc. i na koniec marca wyniosła 138,5 tys.

Jak się okazuje, najwięcej firm jednoosobowych w polskim IT działa w branży związanej z oprogramowaniem i jest ona już od kilku lat najbardziej popularną wśród wszystkich z tego sektora – stanowią blisko 70 proc. z nich. Z kolei 18 proc. to działalności związane z doradztwem w zakresie informatyki, 8 proc. usługami w zakresie technologii informatycznych i komputerowych, a 5 proc. z zarządzaniem urządzeniami informatycznymi.

W Polsce w roku 2021 działało ponad 91 tys. firm IT związanych z oprogramowaniem. Co ciekawe, ich odsetek, w porównaniu do roku 2020, zwiększył się aż o 20 proc. A tylko w pierwszym kwartale tego roku przybyło ich już ponad 5 proc. Liczby te mogą wynikać nie tylko z rosnącego zapotrzebowania na inżynierów oprogramowania, ale także świadczyć o tym, że polscy programiści często świadczą usługi również dla zagranicznych podmiotów. Nie ma się czemu dziwić – są dobrze wykształceni i zaangażowani w projekty, więc chętnie ich one zatrudniająmówi Konrad Bromiński, Senior HR Manager w Evolution. – Województwo mazowieckie z największą liczbą jednoosobowych działalności IT

Wśród wszystkich jednoosobowych firm IT, według analizowanych danych, największy odsetek znajduje się w województwie mazowieckim – stanowią one 27,1 proc. Na miejscu drugim znalazło się małopolskie (11,9 proc.), a trzecim i czwartym kolejno dolnośląskie (10,2 proc.) i śląskie (blisko 10 proc.). Na kolejnych pozycjach uplasowało się wielkopolskie (7,9 proc.), pomorskie (7 proc.) oraz łódzkie (5,4 proc.). W przypadku pozostałych województw odsetek waha się od 3 do 1,4 proc. (opolskie).

BPI Real Estate Poland planuje start 6 nowych inwestycji w Polsce

BPI Real Estate Poland przygotowuje się do uruchomienia 6 nowych inwestycji w Polsce. Mowa o projektach we Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście oraz Warszawie. Ich rozpoczęcie planowane jest w 2022 roku. Łącznie projekty dostarczą na polski rynek blisko 70 tys. mkw PUM w ponad 2200 lokalach mieszkalnych. Plany spółki obejmują zarówno inwestycje mieszkaniowe, mixed-use, jak i wejście w nowy sektor PRS.

Konsekwentnie realizujemy nasz plan biznesowy zakładający przede wszystkim rozwój.
W minionym roku intensywnie przygotowywaliśmy się do jego realizacji. Dokonaliśmy zakupu kilku doskonale zlokalizowanych działek, rozpoczęliśmy prace projektowe nad planowanymi inwestycjami oraz powiększyliśmy nasze struktury. Wszystko to po to, aby z sukcesem zrealizować przyjętą strategię oddania na polski rynek do 2026 roku ponad 4 tys. mieszkań
– powiedział Béranger Dumont, Dyrektor Generalny BPI Real Estate Poland.

W minionym roku intensywnie pracowaliśmy nad przygotowaniem kolejnych nowych inwestycji we Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu oraz Warszawie. W tej chwili koncentrujemy się nad rozpoczęciem projektów, których start przewidujemy w pierwszej połowie bieżącego roku. Jak dotychczas będą to inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach, o miastotwórczym charakterze, które wyróżniać będzie przemyślana architektura i różnego rodzaju rozwiązania w duchu zrównoważonego rozwoju – mówi Wojciech Smolak, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w BPI Real Estate Poland.

Deweloper aktualnie przygotowuje się do uruchomienia w pierwszej połowie roku budów dla projektów mieszkaniowych we Wrocławiu przy ul. Czystej, w Poznaniu przy ul. Wagrowskiej oraz w Gdyni przy ul. Wzgórze Bernadowo. W drugiej połowie roku BPI Real Estate Poland planuje rozpoczęcie innowacyjnego wielkomiejskiego projektu, który realizowany będzie na poznańskim Łazarzu we współpracy z Revive.

Kolejne zaplanowane na bieżący rok projekty położone będą w Warszawie. Pierwszy z nich to inwestycja mieszkaniowa przy ul. Chmielnej w centrum miasta. Drugi projekt znajduje się przy ul. Obrzeżnej i zrealizowany zostanie w ramach sektora PRS we współpracy ze spółką Acteeum.

– Naszym celem jest budowa przemyślanej inwestycji, zakładająca sprzedaż blokową inwestorowi instytucjonalnemu. W planowanym budynku znajdą się małe jednostki na wynajem krótkoterminowy dla młodych profesjonalistów z częściami wspólnymi typu kuchnia, pralnia, salon gier i TV, pokój do coworkingu, a nawet siłownia i sauna. Aktualnie pracujemy nad szczegółami, aby już wkrótce móc zaprezentować ten zupełnie nowy w naszym portfolio projekt – powiedział Andrzej Świder, Dyrektor Projektu w BPI Real Estate Poland.

Belgijski deweloper jest obecny na polskim rynku od 2009 roku i w tym czasie zrealizował
7 inwestycji oddając łącznie ponad 2 tys. mieszkań. Są to inwestycja typu mixed-use Bulwary Książęce we Wrocławiu oraz projekty mieszkaniowe Rezydencja Barska, wolaRE, Wola Libre i Wola Tarasy w Warszawie, osiedle Vilda Park w Poznaniu i kompleks mieszkaniowy Cztery Oceany w Gdańsku. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową, w najbliższych latach firma planuje realizację kolejnych inwestycji w Polsce, koncentrując się na tych miastach, w których powstały wcześniejsze projekty – Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, jak również w Trójmieście. Belgijski deweloper pozostaje otwarty też na nowe atrakcyjne lokalizacje. Aktualnie firma pracuje nad wdrożeniem strategii ESG, aby w najbliższych latach, móc skutecznie wprowadzać zasady zrównoważonego rozwoju w realizowanych przez siebie inwestycjach, w tym stosowania różnego rodzaju proekologicznych rozwiązań i innowacji.

Gdzie szukać dołka na EUR/USD?

Od momentu ostatniej konferencji prezeski EBC Christine Lagarde, EUR/USD cały czas znajduje się w dolnym przedziale wahań. Rynek oczekiwał, że stanowisko EBC wobec inflacji będzie nieco bardziej stanowcze. Nastąpiło rozczarowanie. Nadal zejście głównej pary walutowej na niższy poziom (mam tu na myśli 1,0650) jest realny i możemy go zobaczyć w najbliższych tygodniach.

To czy euro osiągnęło już dno nie jest do końca przesądzone. Po pierwsze ryzyko kryzysu energetycznego, który to może wywrzeć presję na gospodarkę strefy euro, nie zostało jeszcze zażegnane i tak naprawdę czai się za rogiem. Pytanie tylko kiedy wyjdzie i pokaże się w pełnej okazałości. Po drugie w przyszłym tygodniu poznamy szacunki inflacyjne dla Europy. W najlepszym przypadku wskaźnik osiągnie szczyt i zacznie w kolejnych miesiącach spadać, jednak prawdopodobnie będzie to powolny proces. CPI poniżej 7 proc. to perspektywa dopiero II połowy roku. Rynek może zareagować ponownie na niezdecydowane podejście EBC do walki z inflacją i odpowiednio po raz kolejny wywrzeć presję na euro. Żeby wspólna waluta zaczęła zyskiwać musi być jasna deklaracja i chęć walki EBC z inflacją. Dopóki tego rynek nie otrzyma, dalsze spadki głównej pary walutowej są jak najbardziej prawdopodobne.

Kurs EUR/USD dziś rano podszedł pod techniczny opór wyznaczony przez horyzontalny poziom oraz linię krótkoterminowego trendu spadkowego. Ten aspekt może dodatkowo powodować presję na dalsze podążanie kursu na południe. Z drugiej strony USD przestaje być szczególnie wrażliwy na wypowiedzi przedstawicieli Fed, które otrzymujemy każdego dnia. W średnim terminie zakładam dalsze spadki do poziomu 1,0650 (dołek z marca 2020 roku) a następnie odbicie kursu. Może się tak zdarzyć, że dołek EUR/USD wypadnie w momencie majowej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Rynek zacznie sprzedawać fakty i dopiero wówczas zobaczymy większą korektę wzrostową na eurodolarze.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Karuzela na złotym

Wczorajsza przecena na części rynków związana z rosyjską agresją nie wytrzymuje próby czasu. Nie można bagatelizować cierpień Ukraińców atakowanych przez swoich sąsiadów. Warto natomiast zwrócić uwagę na niską skuteczność militarną Rosjan.

Putin nie taki straszny

Wczoraj inwestorzy uciekali z Polski. Było to widać zarówno na walucie, jak i na giełdzie. Kurs euro poszedł w górę w ciągu dnia o około 3 grosze. Giełda straciła na wartości ponad 2%. O tyle obsunęły się główne indeksy. Dlaczego piszemy o karuzeli? Bo jeszcze tego samego dnia rozpoczął się ruch powrotny. Dzisiaj rano jesteśmy znów niemal w punkcie wyjścia. Analitycy wskazują, że powodem jest przecenienie wpływu na rynek rosyjskiej ofensywy na Donbas. Mało kto poza Rosjanami wierzy w plan szybkiego zajęcia Donbasu i utrzymania go w procesie pokojowym. Nawet scenariusz tzw. “wolnych” wyborów na Wschodzie Ukrainy, które Rosja mogłaby szeroko zmanipulować, wydaje się obecnie bardzo korzystnym dla niej scenariuszem.

Zawrotka na ropie

Wtorek był również dniem wyraźnej przeceny ropy naftowej. Czarne złoto od rana staniało niemal 6 dolarów za baryłkę. Tak duża przecena była jednak w większości korektą zeszłotygodniowych gwałtownych wzrostów. W tym czasie ropa poszła w górę ponad 15 dolarów. Nie bez znaczenia było też obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego na świecie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. To właśnie to wydarzenie było jednym z powodów, że korekta ta miała miejsce akurat w tym momencie. Z drugiej strony perspektywy na przyszłość dla tego surowca są nadal bardzo dobre. Ciągle nie wiadomo, co z dostawami z Rosji. Do tego doszły kolejne problemy z produkcją w Libii. Niepokoje polityczne ciągną się tam jeszcze od Arabskiej Wiosny, a to nie sprzyja stabilizacji. Do tego należy dodać spadek rezerw w USA. W rezultacie istnieje wiele powodów, by surowiec zbytnio nie taniał. To z kolei nie jest dobrą wiadomością dla osób oczekujących szybszego spadku inflacji.

Kres inflacji w Polsce?

Członek Rady Polityki Pieniężnej Henryk Wnorowski wypowiedział się wczoraj na temat prognoz na przyszłość polityki monetarnej. Oczekuje on dotarcia inflacji w czerwcu do maksimum w okolicach 13%. Drugim bardziej interesującym kredytobiorców elementem jest górny poziom stóp procentowych na poziomie 7,5%. Wartość ta jest wyższa nawet od tego, co wynika z kontraktów na WIBOR. Jest to zatem scenariusz powyżej dotychczasowych oczekiwań, co powinno działać na korzyść złotego. Z drugiej strony inflacja bazowa wczoraj wyniosła 6,9%, co było zgodne z oczekiwaniami. W rezultacie można mówić o początkach pewnej stabilizacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Gwałtowne hamowanie cen używanych aut w USA

Nowe i używane samochody stanowią 7 proc. amerykańskiego koszyka inflacyjnego, jeszcze do niedawna spadały jednak aż za 1/3 wzrostu tamtejszej inflacji. Teraz ceny używanych samochodów w USA spadają za sprawą coraz mniej zasobnych portfeli konsumentów. W Polsce ceny używanych samochodów nadal rosną, ale nie wpływają na wzrost inflacji.

Gwałtownie rosnące ceny amerykańskich aut używanych, napędzały wzrost amerykańskiej inflacji. Problemy, spowodowane przez rozerwane łańcuchy dostaw części i samych samochodów, dały producentom i dealerom, bardzo rzadko występującą na wolnym rynku, moc ustalania cen. Teraz jednak ten stan zaczyna powoli się zmieniać, bo w portfelach Amerykanów jest przez inflację coraz mniej pieniędzy. Do tego, poza wyższymi cenami benzyny, amerykańscy konsumenci muszą się także zmagać z opóźnioną w tym roku wypłatą zwrotu podatku za 2021 rok.

Według danych firmy Manheim, zajmującej się globalnym hurtowym handlem samochodami, ceny amerykańskich aut używanych w marcu spadły o 3,3 proc. w stosunku do lutego, jednak wciąż są o 24,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. W zeszłym roku ta sama firma zanotowała wzrosty cen samochodów powyżej 50 proc. r/r. Widać też duże różnice pomiędzy kategoriami samochodów. Najmniej, bo tylko o 10 proc. r/r, podrożały pickupy, podczas gdy najbardziej vany, bo aż o 38 proc. r/r. Hamowanie cen mniej dotyka także samochodów elektrycznych.

Spadki widać również w wynikach spółek z rynku motoryzacyjnego. CarMax, największy detaliczny sprzedawca samochodów w USA, w okresie od grudnia 2021 do lutego 2022 sprzedał o 5 proc. mniej samochodów niż rok wcześniej, wzrosły także jego koszty finansowe związane z nieściągalnymi kredytami samochodowymi.

Podobne problemy z popytem dotykają także rynku samochodów nowych. Prognozy dotyczące globalnej produkcji samochodów zostały obniżone z powodu utraconego popytu i zakłóceń w łańcuchach dostaw (pallad, neon, wiązki przewodów) spowodowanych kryzysem w Ukrainie, wyższymi cenami ropy i perspektywami wyższych stóp procentowych. Chińskie lockdowny także stanowią ryzyko dodatkowych zakłóceń. Jednak w tym roku na całym świecie zostaną prawdopodobnie wyprodukowane ponad 82 miliony samochodów. Stanowi to dwucyfrowy wzrost w porównaniu z 2021 rokiem, przy globalnym popycie obniżonym o około 10 proc. światowej produkcji, dokładnie z tych samych powodów, dla których słabnie wzrost cen samochodów używanych. Oczywiście spadki popytu nie rozkładają się równomiernie, co widać, po cały czas wysokim i niezaspokojonym, popycie na nowe samochody w Polsce.

W Polsce GUS tylko w ograniczonym zakresie uwzględnia w wyliczeniach inflacji wzrost cen używanych aut. Nie bierze pod uwagę transakcji między indywidualnymi konsumentami, które stanowią dużą część rynku. To dlatego w oficjalnych statystykach używane samochody w Polsce w okresie pandemii drożały tylko nieznacznie. Choć dane firm zajmujących się rynkiem wskazywały, że od jej początku ceny używanych samochodów także wzrosły nawet o 50 proc.

Producenci samochodów mają obecnie swój najlepszy okres związany z jednej strony z odradzaniem się gospodarki, przy wciąż utrzymujących się wysokich cenach. Przewiduje się, że producenci samochodów odnotują wzrost zysków trzy razy wyższy niż globalna średnia. Te dodatkowe środki pomogą im w wymagającym dużego kapitału procesie zwrotu w kierunku samochodów elektrycznych. Warto zatem przyjrzeć CopyPortfolio eToro @AutoIndustry. A także szerzej branży motoryzacyjnej, od samochodowych detalistów, takich jak CarMax, przez firmy finansujące zakupy samochodów, jak Ally, po wypożyczalnie samochodów, jak Avis.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Nadszedł czas płacenia za lata beztroski w polityce finansowej

Co dzisiaj Rząd i Bank Centralny mogą zrobić z finansami? Co mogą zrobić z inflacją, jak ją obniżać? Jest jasne, że niesłychanie trudno jest utrzymać inflację w ryzach – zwłaszcza, gdy jest ona napędzana potężnym impulsem zagranicznym. Trudno jest też podnosić stopy procentowe w sytuacji, kiedy gospodarka być może zmierza w stronę recesji. Przede wszystkim Rząd i Bank Centralny powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, jak powinna wyglądać strategia prowadzenia polityki gospodarczej w najbliższych latach. Nie ma wątpliwości, że sytuację w finansach publicznych trzeba w jakiś sposób opanować.

– Nadszedł czas płacenia za lata beztroski w polityce finansowej i po stronie Rządu i Banku Centralnego. Jednocześnie nie ma wątpliwości, że nadeszły dodatkowe potężne wyzwania, z którymi trzeba sobie radzić. Szkoda, że zmarnowaliśmy te kilka lat, kiedy można to było zrobić stosunkowo łatwo – powiedział serwisowi eNewsroom  profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Można było zresztą wprowadzić Euro i mielibyśmy dzisiaj znacznie mniejsze kłopoty. Rządzący  twierdzili, że jest to przepis na katastrofę – co było oczywiście bzdurą. Dzisiaj bylibyśmy znacznie bezpieczniejsi. A teraz przyszedł czas na fundamentalną zmianę polityki. Na odejście tych historii, że Polskę stać na wszystkie wydatki, że stać na budowę wielkiego Państwa dobrobytu. Nie. W tej chwili nie stać. W tej chwili musimy wydawać pieniądze na wiele rzeczy. Na innych musimy zacząć oszczędzać – a Narodowy Bank Polski musi również prowadzić zdecydowaną politykę monetarną. Musi odbudować swoją wiarygodność – nawet, jeśli to ma być bolesne. Jeśli Bank Centralny straci wiarygodność, wtedy zwalczanie inflacji staje się niemożliwe i niewiarygodnie kosztowne. Rząd i Bank muszą przemyśleć swoją strategię gospodarczą. Lata beztroskiego wyrzucania na lewo i prawo pieniędzy się już kończą. Opowieści o tym, że mamy najlepszą sytuację gospodarczą od czasów rozbiorów – lepiej skończyć z tego typu bajkami – wylicza Orłowski.