Firmy częściej powinny wkalkulowywać w swoją działalność ryzyko ataków hakerskich

Wraz z dokonującą się coraz bardziej dynamicznie cyfryzacją biznesu rośnie liczba ataków hakerskich – firmy, niezależnie od wielkości, powinny już wkalkulowywać to ryzyko w swoją bieżąca działalność i przede wszystkim odpowiednio dopracować m.in. procedury i regulaminy wewnętrzne pod tym kątem, tak by każdy z pracowników miał świadomość, że jest to jeden z czynników mogących istotnie skomplikować działalność firmy. Już na tym gruncie można o tyle się przygotować, że wykradzenie lub zaszyfrowanie danych projektowych nie komplikuje nam bieżących prac, ponieważ mamy tzw. backup o którego konieczności przypomina np. wewnętrzny regulamin.

Tylko systemowe podejście do problemu zda w tym przypadku egzamin, bo alternatywy przed cyfryzacją nie ma. Na podstawie zapobiegawczych działań działów IT w firmie powinny być wdrożone odpowiednie procedury na poziomie działu HR (pracownicy muszą być dokładnie poinformowani o tym, jak ich zachowanie przekłada się na bezpieczeństwo firmy), te procedury muszą być zgodne z prawem oraz nadawać się do wyegzekwowania, w tym – zawierać kary porządkowe. Tylko takie podejście, to jest połączenie środków ochrony z odpowiednią pracą z pracownikami i ich edukacją pozwoli zmniejszyć ryzyka czynnika ludzkiego, który na pewno odgrywa kluczową rolę przy podobnych sytuacjach, jaka miała miejsce w CD Project.

Polskie prawo oczywiście przewiduje kary za rozmaite cybeprzestępstwa, w tym za hacking. Kara bezpośrednio zależy od skali szkód i może przybrać postać grzywny, kary ograniczenia wolności albo nawet kary pozbawienia wolności. Natomiast w tym kontekście ważna jest jeszcze jedna rzecz, która często ma miejsce podczas hackingu – wyciek danych osobowych. W tym przypadku za bezpieczeństwo danych odpowiada administrator, czyli firma. Odpowiedzialność nie jest bezwzględna, natomiast jeśli dane nie były chronione w sposób należyty, to firma może zostać obarczona odpowiedzialnością i karami, mimo że de facto jest ofiarą przestępstwa. Dlatego tak ważne jest przygotowanie organizacyjne na ewentualność takiego ataku i wdrożenie odpowiednich procedur na poziomie organizacji. Brak takich rozwiązań sprawia, że firma ryzykuje nie tylko bezpośrednimi konsekwencjami ataku hakerskiego, ale również np. przyszłymi pozwami ze strony klientów o niedopełnienie obowiązku ochrony danych. Jak widać skutki mogą być wieloaspektowe i bierne podejście do tematu lub wciąż dosyć częste nieuwzględnianie kwestii cyberbezpieczeństwa to w tym wypadku najgorsze możliwe rozwiązanie.

Autorem komentarza jest Valeria Jeleńska, prawnik i Prezes Zarządu w JP Business Law Firm

Mapa zobrazowania Polski

Na zlecenie Polskiej Agencji Kosmicznej powstała mapa pokrycia terenu Polski, opracowana na podstawie zdjęć satelitarnych Sentinel-2 zarejestrowanych w 2020 r. Rozdzielczość przestrzenna mapy to 10 m. Mapa powstała całkowicie automatycznie
z wykorzystaniem uczenia maszynowego.

Przetworzenie bazuje na serii zdjęć zarejestrowanych w okresie od 1 kwietnia do 30 września 2020 r. w którym występowało zachmurzenie mniejsze niż 20 proc. Mapa dostępna jest w serwisie www.geoportal.gov.pl

mapa pokrycia terenu PolskiDzięki mapie możliwa będzie aktualizacja istniejących baz danych oraz obserwacja zmian zachodzących w terenie, w tym monitorowanie miast, infrastruktury drogowej, powierzchni obszarów leśnych, zbiorników wodnych, itp.

Prezentowana mapa pokrycia całej Polski powstała przez połączenie 49 scen oraz „przycięcie” ich wzdłuż granic kraju. Każdą scenę opracowano na podstawie co najmniej 10 zdjęć.

Mapa pokrycia została wykonana na zlecenie Polskiej Agencji Kosmicznej przez CBK PAN i została opublikowana tutaj: https://www.geoportal.gov.pl/o-geoportalu/aktualnosci/-/asset_publisher/HCHq0YGNRszn/content/24-02-2021-klasyfikacja-pokrycia-terenu-w-serwisie-www-geoportal-gov-pl?redirect=%2F&inheritRedirect=true

Przedsiębiorcy niespokojni o przyszłość. „Nieustanne uzależnianie funkcjonowania gospodarki od statystyk sanepidu blokuje możliwości rozwoju”

Od najbliższej soboty w życie wchodzą nowe obostrzenia zapowiedziane przez Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego w ostatnią środę. Zmiany dotyczą między innymi środków ochrony osobistej. Nie potwierdziły się informacje o tym, że wprowadzone zostaną obostrzenia dotyczące obiektów kultury czy hoteli. Rząd powrócił do koncepcji dzielenia obostrzeń na regiony. Póki co najpoważniejsza sytuacja jest w województwie warmińsko-mazurskim i to tam lockdown obejmuje zamknięcie m.in. galerii handlowych, teatrów, kin czy hoteli. – Z jednej strony przedsiębiorcom z Pomorza Zachodniego ulżyło, bo otwarte 12 lutego instytucje mogą kontynuować pracę, z drugiej trudno się cieszyć gdy trzecia fala koronawirusa staje się faktem i sieje gospodarcze spustoszenie w całej Europie – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy muszą funkcjonować! „Po trzeciej fali nadejdzie czwarta, po czwartej piąta…”

Przedsiębiorcy w ostatnich dniach byli bardzo niespokojni jakie obostrzenia zostaną wprowadzone. Ostatecznie te, które zostały ogłoszone nie zmieniają diametralnie systemu funkcjonowania gospodarki na Pomorzu Zachodnim. – Jako Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jesteśmy zwolennikami jak najszerszego otwarcia gospodarki w reżimie sanitarnym. Z dużą radością przyjęliśmy wiadomość o tym, że od 12 lutego czynne będą hotele i instytucje kultury. Namawialiśmy również rządzących, by iść krok dalej i otworzyć gastronomię oraz branże fitness. Jesteśmy świadomi, że pandemia trwa i jej kolejne odsłony mogą powodować wzrosty zachorowań. Obawiamy się jednak, że po trzeciej fali przyjdzie czwarta, po czwartej piąta, a po tej następne i zaczniemy żyć  falami. Przedsiębiorcy żyją w dużej niepewności i lęku, a nieustanne uzależnianie funkcjonowania gospodarki od statystyk sanepidu blokuje ich możliwości rozwoju – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Jako Izba ze spokojem przyjmujemy restrykcje nałożone przez Rząd. Popieramy zwiększenie nacisku na środki ochrony osobistej, nie widzimy również przeciwwskazań, by podzielić obostrzenia na regiony, choć oczywiście otwarte zostaje pytanie czy jest to rozwiązanie czasowe czy chroniczne. Jest bowiem obawa, że za moment „czarna strefa” obejmie cały kraj, a trzeci lockdown dla niektórych sektorów gospodarki byłby po prostu unicestwieniem – mówi Prezes Hanna Mojsiuk. – Jesteśmy w kontakcie z naszymi przedsiębiorcami, zachęcamy ich do działania w reżimie sanitarnym i do pracy zdalnej. Mamy nadzieje, że kolejna aktualizacja sytuacji epidemicznej pokaże, że nie taka trzecia fala koronawirusa straszna jak mówią o niej politycy . Dynamika koronawirusa i jego mutacje niestety pokazują, że będziemy musieli nauczyć się  żyć z tym  zjawiskiem  i   stale budować  odporność. Naukowcy wciąż pracują nad  różnymi  wariantami najbardziej  skutecznych szczepionek  – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Nadzieja czy niepokój? Przedsiębiorcy oczekują na kolejne informacje o sytuacji epidemicznej

Powrót do wprowadzania obostrzeń to niestety niedobry sygnał i prognostyk dla przedsiębiorców czekających na otwarcie swoich branż i dalsze luzowanie nałożonych reżimów w funkcjonowaniu gospodarki. – Ostatnie częściowe otwarcie polskiej gospodarki dawały nadzieję na dalsze odblokowywanie poszczególnych branż. Przedsiębiorcy z nadzieją wyczekiwali kolejnych komunikatów. W szczególności branża gastronomiczna, turystyczna czy fitness czekały na dobre wiadomości. Niestety informacje nadchodzące z innych krajów europejskich o trzeciej fali pandemii, kolejnych mutacjach wirusa i wprowadzanych bardzo ostrych obostrzeniach mogły nie napawać optymizmem. Krokiem w dobrą stronę jest wprowadzanie restrykcji regionalnie – miejscowo. Od dawna stoimy na stanowisku, iż nie należy „karać”  wszystkich – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Jednocześnie kolejny raz wnioskujemy o rezygnację z kryterium kodów PKD w dostępie do tarcz. Każdy przedsiębiorca notujący spadek przychodów i nie mogący swobodnie działać, powinien być objęty wsparciem. Inaczej trzecia fala pandemii okaże się falą bankructw – dodaje dyrektor Wolny.

„Dzisiaj chodzi o to, żeby nie zadawać kolejnych ran kłutych przedsiębiorstwom…”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie poprosiła o opinię ekspertów ekonomii, którzy współpracują z Izbą. Jak mówi prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu nowe obostrzenia zdają się być wyważoną odpowiedzią na sytuację epidemiczną: – Regionalne, a nawet lokalne różnicowanie skali i rodzajów obostrzeń sanitarnych ma sens. Wprawdzie to nie nowość, bo to koncepcja nawiązująca do stref czerwonej, żółtej i zielonej, to jednak wydaje się dzisiaj konieczna.  To oczywiste, że ogólnopolski lockdown w obliczu wzrostu liczby zachorowań w jednym czy  dwóch regionach jest zbyt bolesny i zbyt kosztowny. Firmy z branż najbardziej dotkniętych skutkami pandemii są już tak ekonomicznie wycieńczone, że nie będą w stanie znieść kolejnych restrykcji. Tak więc, dzisiaj nie chodzi o to, czy w trzeciej fali pandemii można będzie jeździć na nartach, czy spędzać czas w SPA. Dzisiaj chodzi o to, żeby nie zadawać kolejnych ran kłutych przedsiębiorstwom z branż turystycznej, sportowej, ho-re-ca, kulturalnej, przewozów pasażerskich, itp… Wydaje się, że selektywne podejście do obostrzeń sanitarnych i kolejnych lockdownów to dzisiaj jedyna sensowna ścieżka – mówi prof. Aneta Zelek.

Jak dodaje Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy, sytuacja przedsiębiorców wciąż jest bardzo trudna. – Zagrożenie lockdownem wciąż jest bardzo realne i jestem przekonana, że przedsiębiorcy z branży turystycznej, gastronomicznej czy handlu będą z dużą nerwowością reagować na wszelkie doniesienia związane z kolejnymi obostrzeniami. Chwaliłam Rząd za progresywne podejście do odmrażania gospodarki, osobiście uważam, że utrzymanie obecnej sytuacji jest kompromisem, który mocno dotyka takie branże jak zamknięta od czterech miesięcy gastronomia. Należy się niestety spodziewać, że luzowania obostrzeń nie będzie do Wielkanocy. Oby nie było zaostrzania – mówi Katarzyna Michalska.

Ministerstwo Zdrowia co dwa tygodnie aktualizować będzie obostrzenia związane z ilością zachorowań w poszczególnych regionach.

Eksperci na konferencji 5G Made Together: powinniśmy wykorzystać potencjał polskich firm w budowie sieci piątej generacji

5G umożliwi powstawanie nowych modeli biznesowych. Jednak, by w pełni wykorzystać potencjał sieci piątej generacji, powinna ona móc działać także w modelach otwartych, które sprzyjają budowie ekosystemu współpracujących ze sobą firm, w tym polskich innowatorów – m.in. takie wnioski padły podczas debaty „5G Made Together” zorganizowanej przez Związek Cyfrowa Polska oraz firmę IS-Wireless.

Co z aukcją 5G?

Zdania, co do tego, kiedy powinna ruszyć aukcja częstotliwości 3,6 GHz są podzielone. Zdaniem prezesa Związku Cyfrowa Polska Michała Kanownika moment startu aukcji nie wstrzymuje rozwoju sieci 5G w Polsce. – Bo proces testowy sieci piątej generacji już trwa i cały czas się rozwija. Dowodem są np. udane pilotaże – mówił. – Aukcja stanowi punkt zero do kolejnych działań. 5G umożliwi powstawanie nowych modeli biznesowych. To nie jest tylko kolejna generacja sieci. 5G pozwoli w pełni rozwijać się np. przemysłowi 4.0 – dodawała Małgorzata Stańczyk z IBM wtóruje:

Z kolei Wiesław Łodzikowski, dyrektor działu sieci teleinformatycznych PKN Orlen stwierdził, że aukcja jest elementem realizacji polityki i strategii cyfryzacji rządu. – Jej ogłoszenie pokaże, w jaki sposób administracja będzie realizowała proces rozbudowy 5G. Z punktu widzenia biznesu najważniejsza jest przewidywalność, dlatego już czas, by aukcja się ogłosiła.

Jednak równie ważne, jeśli nie najważniejsze jest cyberbezpieczeństwo sieci 5G. Tym bardziej, że będzie od niej także zależeć bezpieczeństwo np. strategicznych sektorów dla polskiej gospodarki – zauważali eksperci. – Niewątpliwie bezpieczeństwo prawne dla środowiska regulacyjnego i budowy sieci 5G będzie wyższe, kiedy Rada Ministrów przyjmie nowelizację ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa – mówił Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Potencjał polskiego 5G

To, w jaki sposób będzie budowana i wdrażana sieć 5G zdeterminuje kierunek rozwoju rynku usług teleinformatycznych w Polsce – przekonywali eksperci uczestniczący w debacie. A warto zawalczyć, by zaistniały na nim nowe, krajowe podmioty – nie tylko wśród dostawców usług, ale także dostawców infrastruktury sieciowej – które mają ambicję zawalczyć też na rynkach zagranicznych. Jak to zrobić? – Pokutuje takie przeświadczenie, że udział polskich firm pokazuje się na końcu łańcucha wartości. I powstaje pytanie: co z etapami wcześniejszymi. Do tej pory te etapy były domeną firm zagranicznych, które przez dziesięciolecia nie zmieniały swojego podejścia do kwestii technicznych. Ale dziś wiele się zmieniło. To nie sprzęt gra kluczową rolę, ale oprogramowanie, które od sprzętu może być odseparowane – mówi Sławomir Pietrzyk, prezes IS-Wireless. I dodaje: – Powstała potrzeba budowy ekosystemu otwartego, bo branża doszła do momentu krytycznego swoich możliwości rozwojowych.

Według prezesa Cyfrowej Polski myśląc o rozwoju rynku teleinformatycznego powinniśmy założyć, że 5G jest technologią, którą „już mamy”. – Dziś powinniśmy rozmawiać o rozwoju sieci 6G. Kluczowym tematem jest też rzeczywistość, która nastąpi po pandemii – np. jak wykorzystać Recovery Fund – podkreślał Michał Kanownik.  I dodawał: – Powinno nam zależeć na tym, by jak najwięcej środków przeznaczonych na odbudowę trafiło na rozbudowę i badania dla polskich firm. Trzeba dziś myśleć również o tym, jak wykorzystać potencjał polskich firm w momencie, jak 5G zacznie działać.

Zdaniem dyrektora Roberta Kośli korzystne byłoby, gdyby polskie firmy mające oprogramowanie mogły współoperować z dużymi dostawcami, którzy posiadają rozwiązania sprzętowe. – Ważne jest też wsparcie badań i rozwoju oraz pomoc w finansowaniu nowych projektów np. pod kątem ich integracji z ekosystemem czy cyberbezpieczeństwa – podkreślił Robert Kośla.

Z kolei Wiesław Łodzikowski zauważył, że technologie, z których dziś korzystamy opierają się na różnych dostawcach. – Wiele komponentów usług dostarczanych jest z zewnątrz. Co niepokojące, brakuje bazy i transferu wiedzy, by implementować innowacyjne pomysłów start-upów do środowiska – tłumaczy. – Państwo powinno wspierać rozwój wszystkich elementów, zwłaszcza polskich produktów. Ale finalnie to biznes będzie decydował, jakie rozwiązania będzie wdrażał – zaznaczył Wiesław Łodzikowski.

Jak wykorzystać pełen potencjał 5G?

Dyskutując w Polsce o przyszłości 5G można zauważyć podział na tych, którzy chcą budować sieć w tradycyjny sposób oraz zwolenników rozwiązania Open RAN. USA, Niemcy, Japonia – to tylko niektóre przykłady państw mocno technologicznie rozwiniętych, które otwarcie stawiają na rozwój systemów otwartych. Jak w ten sytuacji powinna zachować się Polska? – Nie ma możliwości wykorzystania pełnego potencjału 5G przy tradycyjnym podejściu. Zamknięte rozwiązania wydają się nielogiczne. Upatrujemy rolę rządu w tym, by model ten mógłby być otwarty – odpowiedziała wprost Małgorzata Stańczyk z IBM. Sławomir Pietrzyk dodał: – Dużym ryzykiem jest zależność od jednego lub przeważającego dostawcy. Model otwarty eliminuje to ryzyko. Z kolei Michał Kanownik uważa, że OpenRAN – przy udziale również głównych wendorów – powinien uzupełniać proces budowy sieci 5G. – Budujmy maksymalnie dużo platform, np. w laboratoriów, bo nic lepiej nie przekona biznesu, jak praktyczne rozwiązania, które będą powstawać na naszym rynku – przekonuje prezes Cyfrowej Polski.

Konferencja „5G Made Together” została zorganizowana przez Związek Cyfrowa Polska i firmę IS-Wireless. Patronowało jej Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polskie Towarzystwo Informatyczne.

Nowy dyrektor zarządzający w GLS Poland

Od 1 lutego nowym członkiem Zarządu GLS Poland został Tomek Zwiercan. To doświadczony menadżer europejskiej branży logistycznej. Pokieruje firmą również jako dyrektor zarządzający.

Bezpośrednio przed dołączeniem do GLS Poland Tomek Zwiercan przez 20 lat pracował w duńskiej firmie A.P. Moller-Maersk, będącej jednym z największych na świecie integratorów logistycznych. Przez ostatnie 4 lata pełnił w niej funkcję dyrektora zarządzającego na Polskę, Czechy, Słowację i Węgry.

Działając w branży TSL, zyskał ogromne doświadczenie w sprzedaży międzynarodowej i krajowej, operacjach, finansach, projektach rozwojowych i zarządzaniu. Teraz został nowym członkiem Zarządu GLS Poland, a wcześniej objął stanowisko dyrektora zarządzającego firmy.

Jestem dumny, że mam okazję dołączyć do organizacji, dla której najwyższa jakość usług, orientacja na klienta, uważne wsłuchiwanie się w realne potrzeby rynku i dążenie do pozycji lidera stanowią wartości nadrzędne. Podzielam tę optykę i cieszę się na współpracę z profesjonalistami wysokiej klasy w branży KEP. Równocześnie jestem podekscytowany nowym wyzwaniem zawodowym i liczę na to, że wykorzystam swoje doświadczenie, wspierając dalszy rozwój GLS Poland – mówi Tomek Zwiercan, nowy dyrektor zarządzający GLS Poland.

Zgodnie ze strategią rozwoju, firma konsekwentnie wzmacnia swój potencjał w kluczowych obszarach. Sukcesywnie wzbogaca zakres usług, idąc w kierunku rozwiązań coraz bardziej elastycznych i spersonalizowanych na tzw. ostatniej mili. W ostatnim czasie wprowadziła szereg rozwiązań dopasowanych do charakterystyki segmentu B2C.

Firma kurierska intensywnie poszerza również sieć punktów nadania i odbioru Szybka Paczka/ParcelShop, których w całym kraju działa już ponad 1500. Systematycznie rozbudowuje także swoją infrastrukturę bazową, dostosowując jej przepustowość do stale rosnącego wolumenu przesyłek zarówno krajowych, jak i międzynarodowych.

Wprowadza również kolejne rozwiązania cyfrowe, umożliwiające optymalizację procesów logistycznych. Najnowszym przykładem jest narzędzie do planowania tras kurierskich oparte na precyzyjnych współrzędnych geograficznych.

Jestem przekonany, że kluczem do dalszego wzmacniania rynkowej pozycji GLS jest elastyczność w działaniu oraz wprowadzanie kolejnych innowacyjnych rozwiązań i usług. Zależy nam również na budowaniu partnerskich i długofalowych relacji z klientami. Z tymi celami współgra również inwestowanie w rozwój pracowników naszej firmy i dbanie o komfort ich pracy. Cieszę się, że w GLS mam okazję współkształtować i realizować kompleksową oraz bardzo nowoczesną strategię rozwoju. Z uwagi na rozkwit e-commerce branża KEP ma przed sobą niezwykle ciekawe perspektywy, a równocześnie szereg interesujących wyzwań – podkreśla Tomek Zwiercan.

Grupa GLS to jeden z liderów jakości w europejskiej logistyce przesyłek. Cała sieć operatora, za pośrednictwem spółek-córek oraz partnerów transportowych, obejmuje 40 krajów, w tym USA i Kanadę.

Niespodziewany spadek wskaźnika koniunktury

Po serii dobrych danych z Polski wydawać się mogło, że będzie już tylko lepiej. Niespodziewanie jednak doszło do spadku wskaźnika wyprzedzającego koniunktury, co może sugerować, że wcale nie jest aż tak dobrze.

Wskaźnik koniunktury spada

Poznaliśmy wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC dla Polski. Po gwałtownym spadku z początku pandemii parametr ten niemal co miesiąc szedł w górę, a teraz niespodziewanie spadł o 2,2 pkt. Oznacza to, że dotychczasowy optymizm co do rozwoju sytuacji w Polsce trochę spada, co docelowo powinno przekładać się również na słabość rodzimej waluty. Już teraz zresztą jesteśmy świadkami delikatnej przeceny złotego. Euro kosztowało wczoraj przez chwilę 4,52 zł i było najdroższe od początku lutego.

Zapasy ropy jednak rosną

Analitycy spodziewali się spadków zapasów ropy w USA. To właśnie przeświadczenie o braku odpowiedniej ilości surowca na rynku jest jednym z powodów ostatnich istotnych wzrostów cen ropy naftowej. Wczorajsze dane z USA pokazały jednak zamiast istotnego spadku zapasów ich wzrost. Oznacza to, że rynek jest znacznie bliżej równowagi, niż dotychczas sądzono. Taka informacja powinna ograniczyć, a przynajmniej spowolnić wzrost cen ropy. W dalszej konsekwencji jest to również negatywny bodziec dla walut państw wydobywających surowiec.

Gamestop przypomniał o sobie

Spółka gamestop trafiła na pierwsze strony gazet przy okazji kontrowersji związanych z walką funduszy inwestycyjnych i absurdalnie wysokim procentem akcji sprzedanych na krótko. To z kolei wywołało wiele efektów w tym gwałtowne zaangażowanie inwestorów indywidualnych i istotny wzrost a następnie spadek cen. Szczegóły i motywacje określonych aktorów tych wydarzeń, a w szczególności dużych funduszy inwestycyjnych i pośredników są w tej chwili nawet badane przez amerykański nadzór finansowy. Wydawało się, że spółka dwa tygodnie temu zakończyła gwałtowne zmiany cen i ustabilizowała się na jakimś poziomie równowagi. Dzisiaj jednak od rana niespodziewanie wzrosła o 100% w górę nie mając większych podstaw ku temu. Rynki patrzą na tę sytuację z pewnym niepokojem. Sama spółka jest zbyt mała by destabilizować rynek, z drugiej strony skoro tutaj mogą się dziać tak dziwne ruchy to kto wie, gdzie zaraz się pojawią. Zwiększa to zatem niepokój inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Co priorytety Ministerstwa Klimatu i Środowiska oznaczają dla polskich inwestorów?

Opublikowane w pierwszym tygodniu lutego priorytety rozwoju krajowej energetyki w interpretacji polskiego rządu, mogą rzucić nowe światło na współpracę sektora państwowego z komercyjnym. Czy taki dualizm ma rację bytu? To zależy od przyjętej strategii wykonawczej samych rządzących.

Filary i cele

„Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP2040), dokument określający priorytety rozwojowe m.in. krajowego sektora OZE, został podzielony na 3 bazowe filary: “sprawiedliwa transformacja energetyczna”, a więc plan korespondujący z ideą zrównoważonego rozwoju i wsparcia regionów węglowych w trakcie zmian, “zeroemisyjny system energetyczny”, czyli azymut, którego etapem pośrednim będzie niskoemisyjność kraju oraz “dążenia do poprawy jakości powietrza” – zespół programów antysmogowych (w tym — program “Czyste Powietrze”).

Już teraz media branżowe zwracają uwagę, iż PEP2040 ma 2 etapy: w bliższej perspektywie starania o jak największą niskoemisyjność krajowego sektora, a w dłuższej — ostateczną neutralność klimatyczną. Priorytety rządu to niejako wypadkowa zapisów umów międzynarodowych, w tym Porozumienia paryskiego, 2. unijnej dyrektywy o OZE, a także Europejskiego Zielonego Ładu. W obliczu powrotu, chociażby Stanów Zjednoczonych do ustaleń z 2016 roku, polski rząd wydaje się spoglądać na sprawę energetyki nie tylko przez pryzmat krajowy, regionalny, czy europejski, ale również globalny.

To już pierwszy sygnał dla inwestorów, którzy mają ambicje do zacieśniania kontaktów biznesowych na rynku transatlantyckim. Podobne przesłanki najpewniej przyświecały twórcom PEP2040, ponieważ dokument ma przewidywać wytyczne do decyzji inwestycyjnych. Z opublikowanych już streszczeń priorytetów można wywnioskować, że rząd chce zachęcać do wykorzystywania nie tylko względnie stabilnej sytuacji gospodarczej (przynajmniej w świetle PKB), ale i zaplecza surowcowego, technologicznego i know-how. Na tym jednak nie koniec.

Unia a PEP2040

Przegłosowany 2 lutego PEP2040 ma stać się także podstawą opracowywanego już Krajowego Planu Odbudowy, a więc zestawu założeń postcovidowych, których kanwą będą m.in. środki z funduszu uzupełniającego strategię budżetową Unii — Next Generation EU (NGEU). Dotacje rzędu 390 mld euro oraz możliwość uzupełnienia środków pożyczkami to szansa dla wszystkich państw członkowskich, które chcą realizować 3 elementy przewidziane w warunkach uzyskania funduszy. Te elementy to: odbudowa gospodarki po pandemii, przyspieszenie i dynamizacja rozwoju cyfryzacji oraz transformacji ekologicznej.

Szczególnie trzeci obszar jest dla krajowych inwestorów wyjątkowo istotny w kontekście przegłosowanych priorytetów Ministerstwa Klimatu i Środowiska. W ramach NGEU, Polska ponownie znajdzie się w czołówce największych beneficjentów netto, ponieważ do końca 2023 roku mamy otrzymać 23 mld euro w dotacjach oraz 34 mld euro w formie pożyczek. Tak pokaźne fundusze najpewniej przełożą się na sowite dofinansowania zarówno dla indywidualnych inwestorów OZE, jak i większych spółek, które zechcą wesprzeć krajowy sektor. Wniosek?

Należy uważnie śledzić zapowiedzi rządu, dotyczące dokładnego rozdysponowania środków. W perspektywie relatywnie ambitnych celów PEP2040, a więc m.in. co najmniej 23%. końcowego zużycia energii z OZE do 2030 roku, polscy inwestorzy mogą śmiało spoglądać w kierunku projektów związanych, nie tylko z szumnie zapowiadanymi elektrowniami wiatrowymi na morzu, ale również przodującą w skali globu fotowoltaikę. W ten trend wpisuje się także inwestycja Respect Energy w pomorskim Zwartowie, która ma być największym tego typu kompleksem w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Przyszłość dla inwestorów?

Abstrahując jednak od, przewidzianej w priorytetach ministerstwa, energetyce wiatrowej na morzu, czy zapowiadanych prac legislacyjnych na rzecz biometanu i klastrów energii, właśnie fotowoltaika będzie wiodła prym w krajowym krajobrazie OZE. Dlaczego? PEP2040 przewiduje rozwój infrastruktury sieciowej, technologii magazynowania energii, a także rozbudowę jednostek gazowych jako mocy regulacyjnych, które są niezbędne do realnej zmiany konkurencyjnej krajowego rynku PV.

Sporą niewiadomą jest projekt elektrowni jądrowej, która miałaby zagospodarować wakaty przewidziane w procesie likwidacji tradycyjnych form wydobywczych. O ile pierwsze ustawy o energetyce wiatrowej na morzu pojawiły się już w krajowej legislaturze, program jądrowy pozostaje niejako w cieniu. Skupmy się więc na nieco bliższych aspektach — energetyce gazowej. Ta w ramach realizacji celu dywersyfikacji dostaw i rozbudowy infrastruktury sieciowej ma doczekać się projektu Baltic Pipe oraz drugiej nitki Rurociągu Pomorskiego.

Obie inicjatywy mają zbliżyć krajowy rynek do partnerów zza Bałtyku, m.in. Skandynawów. Również ten aspekt jest istotny dla inwestorów, ponieważ potencjalne zacieśnianie kontaktów handlowych z północą może wpłynąć na nastroje samych konsumentów. Dzisiejszy rynek w dużym stopniu odzwierciedla trendy już od kilkunastu lat dominujące w Norwegii, Danii oraz Szwecji, a więc dbałość o potencjalne skutki klimatyczne danego produktu. Spółki, które chcą podążać za rynkiem, muszą bardzo uważnie wsłuchać się w głos ze Skandynawii. Warto postawić na, już funkcjonujące w Polsce, przedsiębiorstwa zajmujące się zieloną energią. PEP2040 to nie tylko punkt wyjścia dla rządu, ale i potencjalnej współpracy na linii państwo – sektor prywatny – klient.

Autor: Sebastian Jabłoński — prezes Zarządu spółki Respect Energy.

Jakich błędów pomoże uniknąć testowanie oprogramowania?

Marzeniem każdego programisty jest napisanie takiego kodu, który od samego początku będzie w pełni funkcjonalny i kompletny. Tymczasem może okazać się, że stworzonemu przez niego programowi daleko do doskonałości. Testowanie oprogramowania na etapie jego tworzenia stanowi nieodzowną pomoc. Pozwala na wychwycenie błędów, które można skorygować. Dzięki temu klient otrzymuje produkt, który jest satysfakcjonujący, a firma może uniknąć przykrych konsekwencji.

Testowanie? A co to?

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek dziedzinę naszego życia bez dedykowanej dla niej aplikacji. Począwszy od małych programów służących głównie rozrywce aż po wielofunkcyjne i pełne licznych połączeń zewnętrznych oprogramowanie. Proces powstawania programu to nie tylko pisanie skryptu, który ma zadziałać. To mozolna praca licznych zespołów, które zajmują się uzgodnieniami z klientem, tłumaczą je na język  techniczny, planują strukturę programu, piszą skrypt, projektują interfejs aż po testerów, których zadaniem jest wypróbowanie działania skryptu i wychwycenie jego niedoskonałości.

Testowanie oprogramowania to – najprościej mówiąc – nic innego jak kontrola jakości. W środowisku programistów znane jest pojęcie „Quality Assurance”, czyli zapewnienie jakości. Testerzy weryfikują poprawność działania aplikacji. Ich zadaniem jest również zbieranie informacji na temat oprogramowania. Do takich informacji należą na przykład sygnały docierające od użytkowników programu wprowadzonego na rynek. Im bardziej zgłoszenia użytkowników są uzasadnione, tym bardziej do pracy powinien przystąpić zespół QA.

Testować można już sam pomysł na program. Testować można stworzoną dokumentację. Testować można kod źródłowy. Testować można funkcjonalność programu. Testować można interakcje pomiędzy systemami. Możliwości jest naprawdę wiele. Jednak nawet najdrobniejsze testy mają ogromne znaczenie dla osiągnięcia sukcesu zakładanego przez twórców oprogramowania.

Metody testowania

Do testowania oprogramowania stosuje się dwie metody. Pierwsza z nich to metoda „czarnej skrzynki” (ang. black-box testing). Polega ona na fizycznym sprawdzaniu oprogramowania. W metodzie czarnoskrzynkowej nie analizuje się kodu źródłowego. Dużo większe znaczenie ma wykrycie błędów zgodności funkcjonalności oraz poszczególnych komponentów z tym, co zostało zapisane w dokumentacji. Testy te nazywa się testami funkcjonalnymi. Natomiast testy niefunkcjonalne mają za zadanie wykazać bezpieczeństwo danych, obciążenie systemu czy też poprawność osadzenia komponentów w środowisku programu.

Drugą metodą jest metoda „białej skrzynki” (ang. white-box testing). Tester podaje na wejściu zdefiniowane dane, po czym sprawdza przejście wszystkich możliwych ścieżek oprogramowania. Test białoskrzynkowy pozwala na weryfikację, czy wykonanie akcji wywołuje następne akcje, jakie zostały założone w architekturze kodu.

Kiedy testować?

Właściwa odpowiedź brzmi: zawsze. Testowanie oprogramowania ma znaczenie nie tylko przed wprowadzeniem produktu na rynek. Testy przeprowadzane przed udostępnieniem oprogramowania wykazują błędy i wady na etapie jego powstawania; powodują, że finalny produkt wzbudza zaufanie wśród użytkowników; pozwalają na uniknięcie awarii, które mogą być powodem kosztów ponoszonych na prace naprawcze; są źródłem efektywności aplikacji, co gwarantuje zadowolenie klientów i wzrost zaufania wobec firmy.

Kod jest żywym organizmem. Wraz z rozwojem technologii może potrzebować zmiany, unowocześnienia czy uzupełnień. Nowe wersje systemów operacyjnych mogą spowodować konieczność wprowadzenia istotnych zmian w architekturze kodu. Jest zatem oczywiste, że taki unowocześniony kod trzeba przetestować zanim odda się aplikację użytkownikom. Natomiast szczególnie wśród użytkowników biznesowych mogą pojawić się dodatkowe oczekiwania wynikające ze zmian zachodzących w ramach rozwoju działalności. Dodawane kolejne funkcjonalności bez wątpienia poddać należy testom.

Kilka głośnych błędów oprogramowania

W latach osiemdziesiątych firma AECL, producent maszyn do naświetlania, borykała się z poważnymi problemami w funkcjonowaniu swoich urządzeń. Kilka osób poddanych naświetlaniu zmarło w wyniku zabiegów. Po długim dochodzeniu firma przyznała, że przeprowadzono zbyt mało testów. W trakcie śledztwa ujawniono, że oprogramowanie stworzyła jedna osoba. Błąd był wynikiem pominięcia przez nią jednego wiersza kodu. Brak dbałości o prawidłowość i kompleksowość testów doprowadził do poważnych konsekwencji.

Innym przykładem błędu, który mógł zostać wychwycony i usunięty w fazie testów, jest błąd zwany „millenium bug”. Polegał on na tym, że programiści, w ramach oszczędności, postanowili zapisywać w programach komputerowych oznaczenie roku pod postacią liczby dwubajtowej. W ten sposób wraz z nadejściem roku 2000 niektóre systemy zaczęły błędnie podawać datę: 1 stycznia 1900 roku. Inne systemy uległy po prostu awarii. Tego błędu również można było uniknąć w procesie testowania.

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) przeznaczyła 7 mld dolarów oraz 10 lat pracy na budowę rakiety Ariane-5, która 4 lipca 1996 roku 30 sekund po starcie zboczyła z kursu i eksplodowała. Przyczyną był całkowity brak testów oprogramowania, które po prostu skopiowano z rakiety Ariane-4, gdzie doskonale się sprawdziło. Jednak nowa rakieta miała szybsze silniki. Oprogramowanie zaczęło generować wyższe liczby, co skutkowało błędem konwersji danych między 64-bitowymi danymi zmiennoprzecinkowymi a 16-bitowymi całkowitymi. Wynik konwersji danych był zbyt duży i spowodował przepełnienie, czego skutkiem było zniszczenie rakiety.

Testowanie wewnętrzne czy outsourcing?

Testowanie oprogramowania można przeprowadzić własnym zespołem QA. Jednak powierzenie testów zewnętrznemu usługodawcy jest z punktu widzenia biznesowego znacznie korzystniejsze. Gwarantuje wyższy poziom obiektywizmu, wysoką jakość usługi wynikająca z profesjonalizmu testerów. Testerzy, obok posiadanego przygotowania, dysponują doświadczeniem i gruntowną znajomością procesu przygotowania oraz przeprowadzania testów oprogramowania. Ostatecznie outsourcing lub konsulting IT jest ekonomiczniejszy. Przygotowanie własnego zespołu QA wymaga znacznych kosztów, pomijając kwestię czasu, jaki należałoby poświęcić na ich wyszkolenie.

Biznes oszalał na punkcie SI, jednak potrzebuje wsparcia

Każdy chce skorzystać z rewolucji algorytmów, jednak ⅓ projektów R&D kończy się niepowodzeniem, wynika z raportu Rackspace Technology. Powód? Brak dostępu do danych wysokiej jakości. Obecnie mniej niż 20% badanych uważa, że ich organizacja jest wystarczająco dojrzała w obszarze IT – wdrożenia i rozwoju technologii.

Ikona i gwiazda światowego biznesu, kiedyś przedsiębiorca, a dziś filantrop Bill Gates, powiedział: Nie ma nic złego w świętowaniu sukcesu, ale ważniejsze jest wyciągnięcie nauki z porażki. To zdanie jest idealnym podsumowaniem najnowszych wyników raportu firmy Rackspace Technology. Spółka notowana na Wall Street opublikowała szeroką analizę, z której wynika, że istnieje przepaść między tym czego firmy spodziewają się osiągnąć po wdrożeniu Sztucznej Inteligencji (SI) a swoimi realnymi możliwościami.

Chcieć, to nie znaczy móc

W grudniu 2020 i styczniu 2021 eksperci z firmy Rackspace Technology zebrali odpowiedzi od 1870 liderów IT z wielu branż, od produkcji, przez finanse, handel detaliczny, na administracji i opiece zdrowotnej skończywszy. Tak szeroko zakrojone badania miały dać odpowiedź na pytanie: jaki jest obecny stan wdrożenia i wykorzystania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oraz czego w związku z tym oczekują organizacje. W badaniu: Are Organizations Succeeding at AI and ML?, udział brali przedstawiciele biznesu z obu Ameryk, Europy, Azji i Bliskiego Wschodu. Podstawowy wniosek z raportu brzmi: pod każdą szerokością geograficzną biznes skłania się ku SI i uczeniu maszynowemu, ale brakuje mu specjalistycznej wiedzy i infrastruktury, a te są niezbędne do wdrożenia dojrzałych i udanych programów ze wspomnianych obszarów.

Mało tego, firmy, które zdały “cyfrowy egzamin dojrzałości” są w zdecydowanej mniejszości. Tylko 17% reprezentantów badanych uważa, że są na tyle zaawansowani cyfrowo, że mogą z powodzeniem realizować projekty z zakresu SI i uczenia maszynowego. Przytłaczająca większość respondentów (82%) wciąż bada sposoby wdrożenia tych technologii lub ma trudności z ich obsługą.

Nie tylko sztuczna inteligencja, ale także inne działania ukierunkowane na rozwój cyfrowych kompetencji w przedsiębiorstwach stały się priorytetem w pandemicznej rzeczywistości. Jak wynika z badań zrealizowanych przez Amplitude i Harvard Business Review, 97% dyrektorów globalnych firm, uważa że epidemia COVID-19 przyspieszyła ich migrację w kierunku technologii cyfrowych, a co jeszcze ciekawsze, 92% z nich zapowiada, że chce tę okazję wykorzystać! – mówi Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network, a następnie dodaje: – Bardzo ważnym elementem nowej cyfrowej strategii jest dziś reklama w sieci. Komunikacja z otoczeniem od zawsze stanowiła podstawę sukcesu jakiegokolwiek przedsięwzięcia o charakterze biznesowym. Obecnie, gdy wiele aktywności przenieśliśmy do internetu, reklamodawcy chcąc dotrzeć do konsumentów, wybierają właśnie kanał online, który jest odporny na lockdown, a jego efektywność może być dokładnie zmierzona.  Jako agencja zauważamy wzrost zainteresowania cyfrowym marketingiem, a w szczególności reklamą wykorzystującą wielkie zbiory danych i algorytmy sztucznej inteligencji, które pomagają w profilowaniu danych o internautach z całego świata. Dzięki tej formie promocji jesteśmy w stanie tak kierować komunikacją, że będzie ona precyzyjna i mierzalna.

Lista życzeń do SI

Przedstawiciele firm, którzy brali udział w badaniu Rackspace Technology mają już za sobą pierwsze wdrożenia rozwiązań z zakresu SI i machine learning, wskazali najistotniejsze ich zdaniem zastosowania dla tych technologii: rozwój kompetencji analitycznych (40%), wsparcie dla innowacji (38%) oraz uzupełnienie już istniejących systemów wewnątrz firmy (35%).

A czego oczekują firmy znajdujące się w trakcie wdrażania sztucznej inteligencji? Najpopularniejsze odpowiedzi to: poprawa szybkości i efektywności już istniejących procesów (46%), zwiększenie przychodów (40%) i oferowanie nowych usług i produktów (38%).

Porażką między danymi

W kultowej już polskiej komedii z 2001 roku “Poranek Kojota” padają słowa: Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Pamiętaj, że każda klęska jest nawozem sukcesu. Nie pozwól, by zawładnęły tobą drobiazgi. Te trzy zdania bohatera filmu mogą być dewizą dla firm myślących o SI. Bo przedsiębiorcom nie można odmówić chęci ani entuzjazmu, ale co się dzieje, gdy oczekiwania i nadzieje spotykają się z rzeczywistością? Okazuje się, że ponad ⅓ projektów R&D, związanych z wykorzystaniem SI kończy się porażką. Co ciekawe, pytani są w stanie wskazać źródło klęski. Respondenci uważają, że przyczyną są dane, a dokładnie ich niska jakość (34%) oraz poziom specjalistycznej wiedzy, który ich zdaniem jest zbyt niski (34%). – Zaawansowane technologie żyją z danych – podkreśla dr Stanisław Drosio, Dyrektor Pionu Usług i Utrzymania Oprogramowania z BPSC i dodaje – Istnieje współzależność między dobrej jakości danymi a udanym procesem technologicznym. Dane są jak podłoże, jeżeli jest ono bogate w składniki i mikroelementy, plon będzie obfity. Jeżeli natomiast baza w postaci danych i wiedzy będzie kiepskiej jakości, o satysfakcjonujące efekty będzie ciężko – mówi ekspert ze śląskiej spółki dostarczającej zaawansowane systemy IT dla biznesu.

34% projektów idzie do kosza

Mimo że 34% projektów R&D, związanych z wykorzystaniem SI w organizacji zostało porzucone, to jednocześnie 44% zakończyło się sukcesem, a 22% wciąż znajduje się na etapie testowania. – Wskaźnik sukcesu będzie systematycznie rósł, głównie ze względu na to, że firmy otrzymały dostęp do danych wysokiej jakości, które mogą wzbogacić już zebrane przez biznes informacje, dzięki czemu zbiór, na jakim operuje przedsiębiorstwo, jest większy i co za tym idzie, bardziej precyzyjny. Również systemy zyskują na funkcjonalności, uzupełniając wyrwy kompetencyjne. Wiele narzędzi dziś to prawdziwe kombajny, naszpikowane topową technologią, która pozwala na automatyzację całych procesów – mówi dr Stanisław Drosio z BPSC, rodzimego dostawcy oprogramowania ERP.

W niedawno opublikowanym na łamach Financial Times materiale Johna Thornhilla zatytułowanym “Wchodzimy w erę e-globalizacji”, pojawiło się pojęcie e-globalizacji. Autor uważa, że obecnie przyjmuje się za pewnik, że świat wkroczył w erę deglobalizacji. Gdy rosną napięcia narodowe, a globalne łańcuchy dostaw ulegają fragmentacji, przynajmniej w części cyfrowego świata jest dokładnie odwrotnie: jesteśmy świadkami gwałtownego przyspieszenia e-globalizacji. A to oznacza, że inwestycja w nowoczesne rozwiązania wspierające biznes, wydaje się dziś jedyną słuszną drogą.

Rekrutacja menedżerów w 2021. Co się zmieniło?

Na rynku pracy doszło do poważnych przetasowań. Omówione zostały już zmiany dotyczące aplikowania i weryfikowania zgłoszeń kandydatów, a także przebieg rozmowy kwalifikacyjnej online oraz możliwe błędy, które można popełnić w jej trakcie. Najważniejszy jest jednak finał procesu rekrutacyjnego – a więc wybór najlepszego możliwego kandydata. Również i na tym polu widać wyraźną różnicę.

Rządzi nami technologia

Trudno nie zauważyć, że proces rekrutacyjny uległ wyraźnym przeobrażeniom nie tylko za sprawą kryzysu związanego z pandemią, ale przyspieszającego rozwoju technologicznego. Piętno technologii widać w obu aspektach, które omawiałam w poprzednich komentarzach. Po pierwsze, CV i listy motywacyjne kandydatów coraz częściej są sprawdzane przez systemy ATS, które weryfikują kandydaturę potencjalnego pracownika na podstawie pożądanych słów kluczowych. Im tych słów, pasujących do profilu pracownika idealnego, jest mniej, tym gorzej dla kandydata: system odrzuca wtedy jego aplikację. ATS nie jest systemem pozbawionym błędów i wad, ale po pierwsze, może być wciąż udoskonalany, a po drugie – da się go „zhackować”, a więc nauczyć pisać CV, które trudniej zweryfikować negatywnie.

Drugą zmianą są rozmowy kwalifikacyjne, które przeniosły się na platformy Zoom, Google Meets czy Teams i stały się bardziej wymagające niż tradycyjne. Nietrudno pozostawić po sobie negatywne wrażenie, źle ustawiając kamerę, ignorując tzw. small talk czy doświadczając trudności z „przejściem” z jednej platformy komunikacyjnej na drugą. Na podstawie takich wpadek można – często błędnie – wywnioskować, że kandydat nie jest ani elastyczny ani nowoczesny; można założyć, że taki kandydat nie jest na bieżąco z nowymi technologiami albo jest mało zmotywowany, bo się nie przygotował. Innymi słowy, przygotowanie techniczne staje się równie ważne, jak przygotowanie merytoryczne. Lepiej unikać takich sytuacji, bo mogą zaważyć na procesie rekrutacyjnym!

Kandydat doskonały vs rekrutacja potencjału

Ostatnio zadzwonił do mnie jeden z klientów, poszukujący pracy. Był wyraźnie rozżalony po kolejnym nieudanym procesie rekrutacyjnym, i z goryczą zauważył, że „dziś nikt nie rekrutuje potencjału”. Miał rację – rynek szuka menedżerów „na już”.

Firma Paycor opublikowała niedawno artykuł, w którym wspomina, że obecnie ponad 80% firm listy Fortune 500 korzysta z oceny kompetencji przy rekrutacji na najwyższe stanowiska w organizacji, by potwierdzić deklarowane umiejętności, a tym samym ograniczyć ryzyko nieefektywnej rekrutacji. Główna myśl, która za tym stoi: „Dlaczego mam zatrudnić managera z potencjałem, czekać 3-6 miesięcy, by się dowiedzieć, czy się sprawdzi, skoro mogę wybrać kogoś, kto ewidentnie spełnia moje wymagania i dowiezie wyniki od razu?”

Wspomniany artykuł potwierdza nasze obserwacje: 2-3 lata przed pandemią firmy stawały się powoli bardziej otwarte na nietypowych kandydatów spoza branży. Tolerancja na potencjalne ryzyko nieudanej rekrutacji spadła drastycznie w zeszłym roku – pracodawcy szukają „gotowych” managerów, którzy dobrze znają swoją branżę, mają solidną sieć kontaktów, i których nie trzeba szkolić, wdrażać lub coachować.

Konsekwencje dla kandydatów

Kandydat, który przechodzi przez proces rekrutacyjny w sposób tradycyjny, tzn. nie jest badany „od góry do dołu” (= nie ma potwierdzonych dowodów), musi włożyć jeszcze większy wysiłek, by się dobrze przygotować do rozmów kwalifikacyjnych. Musi przekonać drugą stronę dobrymi argumentami i przykładami, że jest wymarzonym kandydatem, który nie stanowi ryzyka dla organizacji.

Sandra Bichl, Wykładowca i doradca kariery w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej Career Angels