4 na 10 firm transportowych może zbankrutować za 3 miesiące – branży brakuje popytu i zalega z płatnościami

Jeszcze w normalnych czasach firmy z branży TSL zmagały się z terminowym regulowaniem zobowiązań i rosnącymi kosztami działalności. Kryzys ekonomiczny i obostrzenia związane z pandemią sprawiły, że 4 na 10 przedsiębiorców obawia się, że ich płynność finansowa nie wystarczy na dłużej niż 3 miesiące.[1] Przewoźnicy mają również utrudniony dostęp do wsparcia od państwa, ponieważ część z nich nie kwalifikuje się do udziału w tarczy antykryzysowej.

Firmy gastronomiczne, hotele czy handel zdominowały w ostatnich tygodniach dyskusję o wpływie pandemii i obostrzeń z nią związanych na gospodarkę. W tym czasie branża transportowa pozostaje w cieniu, mimo że również odnotowuje spore straty ekonomiczne. Problemy z zaległościami w rozliczeniach z kontrahentami i bankami towarzyszyły firmom z sektora TSL od lat. Pandemia dodatkowo pogłębiła kłopoty z ich płynnością finansową. Wstrzymanie dostaw do sklepów w galeriach handlowych czy ograniczenia w przemieszczaniu się ludzi to tylko dwa czynniki, które spowodowały, że branża transportowa odnotowała czwarty co do wysokości wzrost zaległości na rynku. Po pół roku od pierwszego lockdownu 9,1 proc. firm z tego sektora miało problemy z przeterminowanymi zobowiązaniami – najwięcej wśród największych sektorów gospodarki budujących polskie PKB.[2]

Wielu konsumentów na co dzień nie zauważa, jak duży wpływ ma niepewna i dynamicznie zmieniająca się sytuacja gospodarcza w kraju oraz w Europie na przedsiębiorstwa transportowe. W styczniu br. blisko 13 proc. firm sektora TSL spodziewało się nadejścia lub pogłębienia problemów z zatorami płatniczymi, w tym takich, które mogą zagrażać ich stabilności.[3] – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group. – Wiele przedsiębiorców zgłasza problemy z pokryciem kosztów stałych oraz wynagrodzeń pracowników, ponieważ bieżące obroty są niewystarczające. Obecnie aż 43 proc. firm ocenia, że ich płynność finansowa nie wystarczy na dłużej niż 3 miesiące.[4]

Transport w kryzysie FiniataFirmy autobusowe od blisko roku znajdują się w najtrudniejszej sytuacji – w okresie od marca do czerwca 2020 branża została z dnia na dzień zablokowana przez rządowe rozporządzenia. W czasie wakacji oraz ferii zimowych Polacy zrezygnowali z długodystansowych podróży wycieczkowych, a uczniowie i studenci (dojeżdżający do szkół z małych miast i wsi) od kilku miesięcy uczą się zdalnie. Sytuacji branży nie poprawiła tzw. Tarcza 5.0, ponieważ wyeliminowano z niej przewoźników, którzy jako dominującą działalność w PKD posiadają inny kod niż 49.39.Z – „Pozostały transport lądowy pasażerski, gdzie indziej niesklasyfikowany”. Oznacza to, że pominięto w niej m.in. przedsiębiorców zapewniających transport miejski i podmiejski.

Mniejszy popyt i mniej inwestycji

Przełom roku dla branży transportowej był często szansą na nadrobienie strat. Niestety, w grudniu z powodu ogłoszenia narodowej kwarantanny i ograniczeniu przemieszczania się ludzi w okresie świątecznym popyt na usługi transportowe znacznie spadł. Co czwarta firma (28 proc.) zanotowała uszczuplenie portfela zamówień w grudniu o ponad 10 proc. w porównaniu z listopadem. Przedsiębiorcy pesymistycznie oceniają bieżący popyt oraz sprzedaż także w nowym roku.

– Niepokoi nas fakt, że wraz ze spadkiem popytu branża transportowa zwolniła tempo rozwoju. Potwierdzają to dane o stanie inwestycji – 58 proc. przedsiębiorców nie podjęło się żadnych wydatków inwestycyjnych w IV kwartale 2020 r. To o 9 proc. więcej niż przedsiębiorstwa handlowe, których część musiała dwukrotnie zamykać swoje placówki w tym okresie.[5] Inwestycje w transporcie są jednak nie zbędne, jeśli branża ma nadążyć za unijnymi wymogami w redukcji emisji CO2. – dodaje Jan Enno Einfeld, Finiata Group – Pamiętajmy także, że poza inwestycjami transport to przeważnie pojazdy, które wymagają serwisów, ubezpieczeń, napraw, a gdy stoją to nie zarabiają. Firmy też mają szereg zobowiązań, takie jak umowy leasingowe czy kredyty, których nikt im nie umorzy, ani do nich nie dopłaci.

Banki odmawiają kredytów

W całym 2020 roku 7 proc. ogółu postepowań upadłościowych dotyczyło przedsiębiorstw transportowych.[6] Nie dziwi więc fakt, że przedsiębiorcy szukają dodatkowych środków, które pomogą im przetrwać kolejne miesiące. Nieterminowi kontrahenci, coraz wyższe koszty prowadzenia firmy oraz rosnące zadłużenie całej branży nie sprzyjają przedsiębiorcom w rozmowach z bankami. Co czwarty z nich (25 proc.) ocenia, że w ostatnich trzech miesiącach dostęp do finansowania zewnętrznego jest dla nich utrudniony.[7]

– Gdy funkcjonowanie firm transportowych jest mało stabilne nieplanowane wydatki mogą pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Obecnie banki borykają się z napływem setek wniosków o pożyczki, których nie są w stanie obsłużyć wystarczająco szybko. Wśród naszych klientów już 12 proc. stanowi branża TSL – to pokazuje, że przedsiębiorcy potrzebują wsparcia, dlatego decydują się na wprowadzenie odnawialnej linii kapitałowej. Umożliwia ona dowolne wypłacanie środków na firmę przez 6 miesięcy. W ramach FlexKapitał cały proces wypłaty pieniędzy opiera się na jednym kliknięciu, po czym trafiają one na konto w ciągu 10 minut. – radzi Jan Enno Einfeld.

[1] Dane PIE i BGK, Comiesięczny monitoring nastrojów polskich przedsiębiorstw, styczeń 2021

[2] Dane BIG InfoMonitor i BIK

[3] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, styczeń 2021

[4] Dane PIE i BGK, Comiesięczny monitoring nastrojów polskich przedsiębiorstw, styczeń 2021

[5] Dane PIE i BGK, Comiesięczny monitoring nastrojów polskich przedsiębiorstw, styczeń 2021

[6] Dane z Monitora Sądowego i Gospodarczego za 2020 rok

[7] Dane PIE i BGK, Comiesięczny monitoring nastrojów polskich przedsiębiorstw, styczeń 2021

Blisko co czwarty pożyczający nie sprawdza, czy będzie w stanie spłacić zobowiązanie

Statystyczny Polak posiadający kredyt lub pożyczkę, uzyskane w ten sposób pieniądze przeznacza przeważnie na zakup sprzętu RTV/AGD bądź remont i wyposażenie mieszkania, pracuje zawodowo, a jego dochód nie przekracza 5 tys. zł – taki profil posiadającego zobowiązania finansowe Polaka wyłania się z badania Krajowego Rejestru Długów pt. „Jak pożyczają Polacy”. Większość pożyczających zaciąga takie zobowiązania odpowiedzialnie, ale co czwarty czasami sprawdza, czy będzie w stanie je spłacić lub w ogóle tego nie robi.

Z badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA wynika, że ponad połowa Polaków (54 proc.) spłaca obecnie kredyty lub pożyczki. Najczęściej zaciągają jedno zobowiązanie rocznie i robią to przede wszystkim w bankach (83 proc.). Zwykle jest to kredyt gotówkowy (48 proc.) lub ratalny (37,8 proc.). 23,5 proc. posiada kartę kredytową.

Rysopis pożyczającego

Wśród pożyczających blisko połowę stanowią osoby w wieku 25-44 lat. Najmniej zobowiązań mają młode osoby (18-24 lata). Co piąta osoba z wykształceniem wyższym ma w swoich zobowiązaniach kredyt bądź pożyczkę. Znacznie częściej mają je jednak osoby z wykształceniem średnim (38,5 proc.) i zawodowym (37 proc.).

Większość spłacających pracuje zawodowo (63 proc.), a blisko co piąty utrzymuje się z emerytury lub renty. Bezrobotni bądź osoby niepracujące, ale zajmujące się domem, stanowią 12,2 proc. kredytobiorców. 3/4 osób posiadających kredyt bądź pożyczkę mieszka z partnerem, a połowa z dziećmi. Co ciekawe, więcej osób pożyczających pieniądze mieszka z rodzicami (17 proc.) niż żyje samotnie (9 proc.).

Osoby, które pożyczają pieniądze, najczęściej deklarują, że miesięczne dochody ich gospodarstwa domowego mieszczą się w przedziale 5-7,5 tys. zł netto (21 proc.). Widać jednak, że większość (58 proc.) stanowią osoby, których domowe wpływy nie przekraczają 5 tys. zł. W swoim badaniu KRD zapytał także o osobisty miesięczny dochód spłacających obecnie zobowiązanie. Ponad połowa (55,5 proc.) zadeklarowała, że jest to od 1,5 do 3 tys. zł. 22 proc. przyznaje, że ich indywidualne wynagrodzenie to mniej niż 1,5 tys. zł na rękę.

Blisko co trzeci Polak z kredytem pożyczone pieniądze przeznacza na zakup urządzeń AGD czy sprzętu RTV (35 proc.). Co trzeci wydaje je na remont mieszkania lub domu, bądź jego wyposażenie. Kolejnym wydatkiem finansowanym przez pożyczone pieniądze jest zakup auta (17 proc.), komputera lub smartfona (15 proc.). 13 proc. osób zaciąga nowe zobowiązanie, aby spłacić już zaciągnięte kredyty lub pożyczki.

To doraźne rozwiązanie i zarazem jeden z najczęstszych błędów popełnianych przez osoby, które mają problemy ze spłatą swoich zobowiązań. Pokrywanie rat jednego kredytu drugim nierzadko wpędza je w spiralę zadłużenia. Dlatego wcześniej warto rozważyć inne możliwości, jak kredyt konsolidacyjny, scalający nasz dług w jedno zobowiązanie, czy dialog z instytucją, u której mamy dług. Bankom i firmom pożyczkowym zależy na odzyskaniu pożyczonych pieniędzy, więc są w stanie zaproponować różne możliwości wyjścia z sytuacji, np. przerwę w spłacie czy prolongatę umowy – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Pożyczanie z głową

Problemy ze spłatą są często pochodną lekkomyślnego podejścia do zaciągania zobowiązań. W badaniu „Jak pożyczają Polacy” większość respondentów (77 proc.) przyznaje, że przed zaciągnięciem pożyczki lub kredytu zawsze oblicza, czy będzie w stanie je spłacić. Pozostaje jednak wciąż grupa osób, którym raz zdarza się to robić, a raz nie (14 proc.) i taki krok uzależniają od danej okoliczności. Do tego 9 proc. nigdy nie liczy i w ogóle nie zastanawia się nad tym, czy będzie w stanie zwrócić pieniądze.

Blisko co czwarty kredytobiorca przyznaje, że nie zastanawia się nad tym, czy będzie miał z czego spłacić kredyt. To dużo, ale tak naprawdę odsetek takich nierozważnych osób jest wyższy. Nie lubimy się przyznawać do takich zachowań, nawet w anonimowych badaniach. Oszacowanie własnych możliwości finansowych przed wzięciem na swoje barki kredytu bądź pożyczki jest bardzo ważne. Jednak to nie wystarczy w podejmowaniu decyzji. Możliwości finansowe mogą się bowiem w każdej chwili zmienić, o czym dobitnie przypomniała pandemia. Istotnym elementem jest więc przygotowanie się na ewentualność niespłacenia zaciągniętych zobowiązań. Z naszego badania wynika, że 66 proc. Polaków wie, jakie konsekwencje się z tym wiążą. 24 proc. przyznaje, że mniej więcej wie, co się stanie w takiej sytuacji, a co dziesiąta osoba zupełnie nie ma pojęcia, co będzie, kiedy przestanie spłacać zaciągnięte zobowiązanie – dodaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Rynek pożyczek wciąż mało znany

W zaciąganiu zobowiązań bardzo przydaje się znajomość oferty i rynku. Większość Polaków jest świadoma, że lepiej nie zadłużać się w instytucjach, które oferują pożyczki bez sprawdzania zdolności kredytowej i weryfikowania klientów w Biurze Informacji Gospodarczej. Niechętnie do oferty takich podmiotów podchodzi aż 68 proc. rodaków. Co szósty Polak dopuszcza możliwość zaciągnięcia pożyczki w firmach, które reklamują się, że udzielają ich „bez sprawdzenia w KRD i w BIK”. Kolejne 15 proc. nie potrafi potwierdzić ani wykluczyć, czy zdecydowałoby się na takie działanie.

Zdecydowanie odradzam taki krok. Żaden bank ani żadna poważna firma pożyczkowa tak nie robi. To pchanie się w kłopoty. Taka pożyczka może się okazać bardzo droga – ostrzega Adam Łącki.

Ogólnopolskie badanie „Jak pożyczają Polacy” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w listopadzie 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1007 osób, które mają pożyczki bądź kredyty.

2021: Dziś nie ma już „bezchmurowych” firm?

Jak wynika z opublikowanego właśnie opracowania Enterprise Strategy Group (ESG) „2021 Technology Spending Intentions Survey” już 94% przedsiębiorstw z całego świata wykorzystuje przynajmniej jedną aplikację bądź korzysta z minimum jednej usługi infrastrukturalnej funkcjonującej w środowisku chmury publicznej. Tak wysoki odsetek stwierdzonych przypadków implementacji cloud computingu pozwala stwierdzić, że w dzisiejszej rzeczywistości niemal nie występują już firmy zarządzające swoimi zasobami wyłącznie w modelu in-house, a więc jedynie „u siebie”.

Do niemal połowy wzrósł z kolei odsetek firm realizujących strategię „Cloud First”, a więc wdrażających i rozwijających wyłącznie chmurowe systemy i narzędzia IT. Jeszcze przed rokiem liczba ta wynosiła 38%. W odniesieniu do szerokiej, globalnej skali pandemia oraz jej następstwa doprowadziły do nieobserwowanego jak dotąd zjawiska wszechobecnego cloud computingu (Omnipresent Cloud) – pytanie, czy można odnieść je również do Polski?

Wyraźne kroki

Na tą chwilę, nie sposób powiedzieć by aż tak szeroka i niemal wszędzie widoczna adaptacja rozwiązań chmurowych – zarówno samego storage’u jak i aplikacji czy platform – występowała nad Wisłą, jednak poczyniliśmy na tym polu bardzo widoczne postępy. Jeszcze przed wybuchem pandemii, wykorzystanie cloud computingu – przynajmniej w zakresie przechowywania swoich danych w chmurze publicznej – deklarowało dokładnie co trzecie (33%) polskie średnie oraz duże (pow. 250 pracowników) przedsiębiorstwo. To jeden z wniosków z badania Aruba Cloud – Wykorzystanie usług chmurowych w biznesie. Analiza rynku polskiego, czeskiego i węgierskiego. Dziś, jego konfrontacja z aktualnymi danymi udostępnionymi właśnie przed GUS pozwala zaobserwować, jak przyspieszyła w Polsce adaptacja rozwiązań chmurowych.

Według najnowszej publikacji GUS-u z cyklu Społeczeństwo informacyjne w Polsce płatne usługi cloud computingu wykorzystuje w swojej działalności już niemal 60% dużych firm i instytucji. W przypadku średnich, odsetek ten osiągnął już prawie 40%. Warto podkreślić, iż nie brakuje branż, w których wykorzystanie narzędzi chmurowych w 2020 roku względem 2019r wzrosło o co najmniej 50%. W sektorze obsługi rynku nieruchomości wzrost ten wyniósł aż 65%, w przedsiębiorstwach zajmujących się dostawą wody, gospodarowaniem ściekami i odpadami było to 58%, w budownictwie zaś 56,5%. – Poza wyróżnieniem gałęzi gospodarki, które znacząco przyspieszyły z cyfrową transformacją, nie sposób nie wspomnieć także o sytuacji całego segmentu małych i średnich przedsiębiorstw. W przypadku tych pierwszych wykorzystanie rozwiązań chmurowych w minionym roku wzrosło o niemal połowę (46%) w porównaniu do 2019r, dla średnich firm odnotowano zaś wzrost równy 35%. Oczywiście, Główny Urząd Statystyczny nie wskazuje tutaj zakresu migracji do chmury, tj. czy poprzez wykorzystanie cloud computingu rozumie wyłącznie przeniesienie danych do środowisk chmurowych, subskrypcje profesjonalnych aplikacji biznesowych, czy też oba te obszary, niemniej i tak wzrost zainteresowania tą technologią jest bardzo widoczny – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud. 

Ewolucja „serc” globalnej sieci

Powracając do globalnych trendów, wiele wskazuje na to, że firmy i organizacje już w mniejszym bądź większym stopniu zarządzające swoimi procesami biznesowymi poprzez rozwiązania chmurowe będą konsekwentnie dążyły do kompletnych migracji swoich zasobów i pozyskiwania kolejnych, od początku ulokowanych w chmurze. Dowodzi tego wdrażanie polityk „Cloud First” i planowane zwiększanie nakładów na zakup usług cloud computingu. Według wspomnianego już raportu Enterprise Strategy Group, wydatki na powiększenie swojej przestrzeni dyskowej w chmurze publicznej planuje zwiększyć 68% przedsiębiorstw z całego świata. Te, związane z aplikacjami – także funkcjonującymi w tym środowisku – powiększy 63% firm. Tyle samo w większym stopniu zainteresuje się sztuczną inteligencją i machine learningiem.

Dla dostawców usług cloud computingu oraz operatorów centrów danych nie oznacza to wyłącznie obiecujących perspektyw na ten rok, ale także konieczność stawienia czoła dużemu wyzwaniu. Temu, dotyczącemu efektywności zasilania swoich obiektów i potrzeby poszukiwania bardziej ekologicznych rozwiązań. Już dziś, ponad połowa specjalistów branży Data Center, zaproszonych do badania ABB Data Overload: Powering Data Centres in the New Normal przyznaje, że zamierza zmodyfikować systemy zasilania swoich kampusów w związku z „eksplozją” zainteresowania usługami zewnętrznych dostawców w 2020r, które nie osłabnie także w tym roku. Chodzi zarówno o sprostanie oczekiwaniom klientów i przygotowanie się na rozbudowę obiektów jak i uwzględnienie ważnego aspektu ekologicznego. Stąd też, podpisany niedawno przez europejskich graczy rynku chmury obliczeniowej oraz centrów danych, w tym także przez nas, oraz stowarzyszenia branżowe, pakt neutralności klimatycznej, wprowadzający konieczność samoregulacji usługodawców. Po to, by odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na usługi, ale jednocześnie niwelować wpływ na środowisko zewnętrzne i pozyskiwać niezbędne, ogromne ilości energii elektrycznej z odnawialnych źródeł – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Omni Present Multi Cloud

Zjawiskiem, które szczególnie zaznaczy swoją obecność w tym roku będzie także stosowanie systemów IT opartych na środowisku wielochmurowym. Jak przekonuje analiza firmy Telefonica, do końca 2021 ponad 90% dużych firm i organizacji będzie opierać swoją działalność na środowiskach łączących chmurę publiczną z dedykowanymi, profilowanymi pod kątem konkretnego przedsiębiorstwa rozwiązaniami chmury prywatnej. Pozwoli to na szerszą adaptację cloud computingu szczególnie tzw. branżom regulowanym i podmiotom posiadającym bardzo restrykcyjne wytyczne odnośnie przechowywania i gromadzenia swoich danych poza swoją siedzibą. Wg. badania Aruba Cloud, wewnętrzne procedury w tym obszarze były główną barierą dla projektów migracyjnych – wskazało na nią najwięcej, bo aż 34% polskich firm.

Sustainability w wycenie nieruchomości

Choć w ostatnim czasie uwagę analityków zajmuje głównie wpływ pandemii, długofalowe trendy na rynku nieruchomości wiążą się także z innym czynnikiem – zmianą klimatu.

Pojęcie zrównoważonego rozwoju w branży nieruchomości przywoływane jest najczęściej w pozytywnym kontekście. Certyfikaty przyznawane „zielonym budynkom” podnoszą ich atrakcyjność dla przyszłych użytkowników i wpływają na prestiż obiektu. Jednak aspekt środowiskowy w wycenie nieruchomości może też mieć ciemną stronę.

Zmiany klimatu zapowiadają poważne problemy, których skalę na razie trudno oszacować. Pewne jest za to, że nie są one domeną odległej przyszłości.

Lokalizacja

W rzeczywistości ryzyko zmian klimatycznych już zaczyna odbijać się na cenach rynkowych. Ogłoszone w 2018 roku wyniki badań First Street Foundation wskazały, że domy podatne na powodzie na Florydzie, w Georgii, Karolinie Północnej i Południowej oraz Wirginii straciły na wartości 7,4 miliarda dolarów między 2005 a 2017 r. Obszar metropolitalny Nowego Jorku doznał podobnej dewaluacji, łącznie tracąc 6,7 miliarda dolarów wartości w tym samym okresie. Badacze podkreślają przy tym, że uwzględnili skutki kryzysu gospodarczego – podana strata wartości spowodowana jest wzrostem poziomu morza. Na rynku nieruchomości komercyjnych skutki są podobne. Jak wykazały ostatnie badania w USA, nieruchomości komercyjne na obszarach dotkniętych przez huragany straciły na wartości o prawie 6 procent rok po burzy i o 10,5 procent dwa lata później.

Nawet najbardziej ostrożne prognozy sugerują nasilenie zmian klimatycznych. Tymczasem już teraz lustro wody u wybrzeży Nowego Jorku znajduje się o około 30 cm wyżej niż przed stu laty, przybór sztormowy sięga przeszło metr wyżej, zwiększyła się skala i częstotliwość występowania powodzi. Tym samym nieruchomości położone dotąd na bezpiecznym gruncie stały się podatne na skutki działania żywiołów. Wiele organizacji monitorujących stan środowiska alarmuje, że tempo zmian – od topnienia alpejskich lodowców i pokrywy lodowej Arktyki, po kolejne rekordy temperatur – jest większe niż zapowiadały dotychczasowe prognozy.

Nowe ścieżki

Zgodnie z oceną ekspertów Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) ryzyko finansowe wynikające ze zmian klimatycznych jest wciąż powszechnie niedoceniane, co wynika z wieloletnich przyzwyczajeń. Podsumowuje to opracowanie Felixa Suntheima oraz Jérôme Vandenbussche’a zamieszczone na stronie MFW w maju 2020 roku: wpływ klęsk żywiołowych na rynki akcji, akcje banków i spółki z sektora ubezpieczeń innych niż na życie był ogólnie niewielki w ciągu ostatniego półwiecza, ale ta sytuacja może się drastycznie zmienić. MFW szacuje, że w połowie XXI wieku straty spowodowane przez susze, powodzie i pożary osiągną poziom biliona dolarów rocznie. Zapewne bezpośrednie skutki zmian klimatycznych dotkną najpierw Afrykę i Azję, ale odczuwalne będą na całym świecie.

Niemal równie istotne zmiany wynikają z prób ograniczenia wpływu na środowisko w globalnej skali. Ograniczenie roli paliw kopalnych, zwłaszcza węgla; wdrażanie nowej polityki transportowej i obniżenie emisji CO2, nowe przepisy – to wszystko zmienia sytuację całych sektorów gospodarki, a w konsekwencji może uderzyć w stabilność finansową.

Ryzyko klimatyczne: wycena

Rosnąca grupa podmiotów poszukuje w tej sytuacji nowych narzędzi i wspólnych standardów, które pomogą branży poprawić wycenę ryzyka klimatycznego w przyszłości. Są to m.in: mapowanie (identyfikacja) ryzyka bezpośredniego dla obecnego portfolio oraz potencjalnych akwizycji, a także uwzględnienie ryzyka klimatycznego w procesach due diligence i innych procesach decyzyjnych.

Green financing

Jednocześnie pojawiają się perspektywy tzw. green financing. Banki i inne podmioty chętnie finansowałyby „zielone” nieruchomości i tworzyły odpowiednie portfele produktów o minimalnym zużyciu energii i jak najmniejszym ujemnym wpływie na środowisko. Długoterminowe niższe koszty eksploatacji i utrzymania, wskazują, że są one aktywami o wyższej wartości dodanej dla najemcy i jednocześnie niższym ryzyku niż standardowe obiekty.

Główną, a wręcz jedyną przeszkodą jest niewielka ilość odpowiedniego produktu. Przynajmniej na razie – bo popyt na takie inwestycje powinien zaowocować zwiększoną podażą.

Komentarz Alicji Zajler, dyrektor Działu Doradztwa i Wycen Nieruchomości w Colliers

Automatyzacja pracy i procesów w firmach przybiera na sile

Do 2024 r. firmy obniżą koszty operacyjne o 30 proc. dzięki łączeniu technologii automatyzujących procesy biznesowe oraz ich przemodelowaniu – wynika z analizy Gartnera. Niepewność ekonomiczna w czasie pandemii skłoniła wiele firm do ograniczenia kosztów i poprawienia efektywności operacyjnej. Pomimo ogólnych cięć wydatków wzrosły inwestycje w transformację cyfrową, w szczególności w automatyzację procesów biznesowych.

Rozwiązania technologiczne ułatwiające zarządzanie firmą, takie jak komunikatory czy organizery zadań, które wspierają pracowników w realizowaniu codziennych obowiązków, stają się standardem. Kolejnym krokiem na drodze cyfrowego rozwoju są technologie automatyzujące procesy biznesowe. Z szacunków firmy Deloitte wynika, że globalny rynek tych narzędzi rośnie w tempie ok. 20 proc. rocznie. Wspierają one pracę ludzką poprzez oddelegowanie części zadań, zwykle tych najbardziej mechanicznych, systemom informatycznym.

Kluczowe jest odciążenie pracowników od wykonywania żmudnych, monotonnych i powtarzalnych czynności po to, aby mogli pracować bardziej efektywnie i realizować ambitniejsze, wymagające kreatywności zadania.

– W wielu firmach panuje obawa, że celem automatyzacji procesów jest redukcja zatrudnienia. Jest to błędne założenie. Automatyzacja części czynności, które były dotąd wykonywane ręcznie, np. przygotowywanie cyklicznych raportów, nie oznacza, że pracownik staje się zbędny. Taka osoba może skupić się na rzeczach bardziej twórczych, czyli np. na analizie tych raportów i wyciąganiu wniosków. Takie zmiany mogą znacznie wpłynąć na zwiększenie satysfakcji pracownika z wykonywanej pracy – zauważa Paweł Górecki, konsultant 7N.

Wśród innych zalet automatyzacji wymienia się minimalizowanie ryzyka popełnienia błędu oraz oszczędność czasu, dzięki np. odpowiedniej orkiestracji procesu. Zastosowanie rozwiązań automatyzujących pracę niesie za sobą szereg korzyści dla całej gospodarki. Raport firmy McKinsey szacuje, że ich masowe wdrożenie zwiększyłoby produktywność gospodarki o 0,8-1,4 proc. rocznie.
Mądre automatyzowanie
Automatyzacja nie powinna jednak polegać na zasadzie przekopiowania istniejącego procesu na taki sam, tylko automatyczny – przestrzega ekspert 7N.
Należy wyjść od analizy procesu biznesowego – czy i jak można go przemodelować, aby był bardziej efektywny. Ważna jest tutaj wiedza i wizja biznesowa, ale również świadomość dostępnych na rynku technologii. Istotnym elementem układanki jest również środowisko informatyczne w danej firmie. Analitycy Gartnera w publikacji “Top 10 Trends Impacting Infrastructure & Operations for 2020” szacują, że do 2025 r. nawet 90 proc. korporacji będzie na stałe zatrudniało architekta automatyzacji, czyli osobę zapewniającą rozwój automatyzacji zgodnie z celami biznesowymi firmy.

– Kluczowe jest postawienie pytania: co chcemy osiągnąć? Jaki problem chcemy rozwiązać? Dostępne technologie dają nam szerokie możliwości automatyzacji. Pozwalają modelować proces w sposób elastyczny i uwzględniający wiele reguł biznesowych. Rozwój technologiczny jest tak duży, że jego konsumpcja następuje z opóźnieniem – tłumaczy ekspert.

Jak zaplanować proces?

Pojęcie automatyzacji procesów biznesowych jest szerokie i dotyczy wielu aspektów prowadzenia biznesu. Po zidentyfikowaniu procesu, który firma chce ulepszyć, dopiero na kolejnym etapie dobierane jest optymalne rozwiązanie.

– Wszystkie firmy powinny myśleć o tym, żeby automatyzować swoje procesy. Muszą one jednak robić to w najbardziej efektywny dla nich sposób. W niektórych przypadkach odpowiednim podejściem będzie wdrożenie dużej i kompleksowej platformy RPA (z ang. robotic process automation). Dla jednej firmy samo wprowadzenie technologii OCR (optyczne rozpoznawanie znaków) do odczytywania tekstów z dokumentów, może rozwiązać rzeszę problemów związanych z obsługą korespondencji od klientów. W innych przypadkach idealnym rozwiązaniem automatyzującym będzie prosty skrypt – mówi Paweł Górecki z 7N.

Ekspert 7N wyjaśnia, że automatyzować można zarówno same zadania w procesie jak i zarządzanie tym procesem poprzez orkiestrację i monitorowanie. Odpowiednio zdefiniowany i zautomatyzowany proces pozwala na dużo większą kontrolę.

W zależności od potrzeb i wielkości firmy stosuje się różne rozwiązania. – W przypadku organizacji z mocno rozproszoną infrastrukturą, korzystających z wielu aplikacji, narzędzia klasy RPA bywają niezbędne, by móc je efektywnie połączyć. Efektywność często wynika tu z relatywnie krótkiego czasu wdrożenia rozwiązania. Czasami wystarczy jednak wykorzystać potencjał systemu informatycznego, który już funkcjonuje w firmie, ale jego zasoby nie są w pełni wykorzystywane. Dotyczy to między innymi systemów klasy ERP, które często mają wbudowane swoje komponenty BPMS (Business Process Management Software). Pomijając wszystkie dostępne rozwiązania pudełkowe warto pamiętać, że często proste, zaprogramowane skrypty mogą zrewolucjonizować jakość pracy. Zaletą takich rozwiązań jest to, że są 'szyte na miarę’. Technologicznie możliwości jest wiele i wystarczy to dobrze zaplanować. Niezależnie od wybranego rozwiązania kluczowa jest współpraca pomiędzy biznesem a IT – dodaje Paweł Górecki.

Największe instalacje OZE. Wśród krajów z rekordowymi inwestycjami PV…Polska

Wymykające się przyjętym standardom inwestycje, wciąż wzbudzają dużo emocji w branży energetycznej. W kategorii powierzchni i przepustowości prym wiodą przede wszystkim elektrownie fotowoltaiczne, wspierane przez czołowe gospodarki regionalne. Co ciekawe, do grona posiadaczy “gigantów” już wkrótce wstąpi Polska.

Fotowoltaiczna Azja

Jednym z głównych czynników determinujących projekty fotowoltaiczne jest geografia. Tym samym nie dziwi fakt, iż największe kompleksy oparte na energii słonecznej znajdują się m.in. w Australii, Azji Południowo-Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. Inną kwestią jest z kolei ocena “wielkości” danego kompleksu. Pod względem przepustowości elektrowni dominują inwestycje w Indiach, Chinach, Egipcie oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Pod względem przepustowości największym kompleksem jest indyjski Bhadla Solar Park z wynikiem 2245 MW. Obiekt skromniej wychodzi w przypadku powierzchni działki szacowanej na 57 km2.

Zaraz po inwestycji ze stanu Jodhpur jest chiński Huanghe Hydropower Hainan Solar Park (2200 MW) z prawie 7 mln modułów PV na 5,64 km2. Na podium znajduje się także Pavagada Solar Park Karnataka — kolejna inwestycja z Indii o docelowej przepustowości 2050 MW (z zainstalowanymi panelami na działce 53 km2). Później… długo długo nic.

Emiracki pretendent do rekordów

Kolejne miejsca w kategorii przepustowości zajmuje egipski kompleks Benban Solar Park (1650 MW), chiński Tengger Desert Solar Park (1547 MW) oraz dwa obiekty ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich — Noor Abu Dhabi (1177 MW) i Mohammed bin Rashid Al Maktoum Solar Park (na ten moment około 1013 MW). Szczególnie druga inwestycja w ZEA już wkrótce może awansować o kilka pozycji w światowym rankingu fotowoltaicznych gigantów — zarówno pod względem mocy, jak i wielkości.

Mohammed bin Rashid Al Maktoum Solar Park docelowo w skali roku ma generować 2863 MW (2,863 GW). Położona około 50 km od Dubaju działka nadal jest zagospodarowywana przez kolejnych inwestorów. W tym momencie szacowana powierzchnia elektrowni wynosi 77 km2, a sama budowana etapami elektrownia nie osiągnęła jeszcze maksymalnych rozmiarów przewidzianych w pierwotnych planach.

Pierwsza faza projektu zakończyła się 22 października 2013 roku, początkowo dostarczając 28 GWh (DEWA 13). Obecnie zespół pracuje nad 4. i 5. etapem rozwoju kompleksu, który docelowo ma osiągnąć planowane gabaryty do 2. kwartału 2022 roku. Potencjalnym game-changerem rynku może się okazać również zapowiadana inwestycja w australijskim Newcastle Waters.

Globalna Australia i europejskie Pomorze?

Planowany obiekt na Terytorium Północnym ma powstać na ranczu o powierzchni 10 tys. km2 i generować moc rzędu absolutnie rekordowych 10 GW, które docelowo będą mogły zaspokoić 20 proc. potrzeb Singapuru. Cena? Wstępne plany mówią o funduszu rzędu 20 mld dolarów. Obecnie wniosek o pozwolenie na budowę rozpatruje stanowy Urząd Ochrony Środowiska. Jeśli konsultacje społeczne wykażą, iż obiekt nie będzie uciążliwy dla samych mieszkańców, budowa powinna rozpocząć się pod koniec 2023 roku, a produkcja energii 3 lata później.

Co jednak z rynkiem europejskim? W skali kontynentu do tej pory prym wiodła Hiszpania, która na liście największych elektrowni świata usytuowała się z kompleksem Núñez de Balboa (500 MW na działce 10 km2) oraz Mula Photovoltaic Power Plant (494 MW również na działce 10 km2). Godnym konkurentem obu ośrodków ma się okazać jednak inwestycja w pomorskim Zwartowie spółki Respect Energy i niemieckiego koncernu Goldbeck Solar. Inwestycja, która powstanie na 3 km2, docelowo ma generować 350 MW mocy. Tym samym, elektrownia na Pomorzu stanie się największym podmiotem w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy właśnie giga-elektrownie mogą się okazać przyszłością regionalnej branży?

– W najbliższych latach będziemy mieli dynamiczny wzrost inwestycji głównie w fotowoltaikę iw farmy wiatrowe, ponieważ są to technologie najbardziej uzasadnione ekonomicznie. W ciągu najbliższych 10–15 lat powinniśmy zbudować około 30 GW w fotowoltaice, czyli zwiększyć moc 10-krotnie. Porównywalną wartość możemy uzyskać w wietrze. Skala inwestycji będzie więc pięcio–sześciokrotnym wzrostem zainstalowanej mocy – ocenia Sebastian Jabłoński, prezes Respect Energy.

W obliczu zapowiadanej inwestycji w Zwartowie, Polska już wkrótce znajdzie się na liście krajów z największymi elektrowniami fotowoltaicznymi na świecie. Co to oznacza dla regionu? Projekt na Pomorzu może stać się skutecznym bodźcem dla innych inwestorów, którzy chcą dołożyć cegiełkę do sektora napędzanego przez największe gospodarki — a w tym wyzwaniu sprawdzą się nie tylko “giga” fundusze.

GPW światowym liderem spółek z branży gamedev

  • Od października 2020 roku Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) jest światowym liderem pod względem liczby notowanych spółek z sektora gamedev
  • Ubiegłotygodniowy debiut spółki Huuuge, Inc. był nie tylko największą ofertą publiczną spółki gamedev w historii GPW, ale również największą ofertą firmy z branży gier mobilnych w Europie
  • Obecnie na warszawskich parkietach – Głównym Rynku i NewConnect – notowanych jest łącznie 58 spółek z tej branży

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) umacnia się na pozycji światowego lidera pod względem liczby notowanych spółek z branży producentów gier. Od października ubiegłego roku wyprzedza takich technologicznych gigantów, jak giełdy w Japonii czy Korei Południowej. Obecnie na Głównym Rynku i NewConnect notowanych jest łącznie 58 spółek z branży gamedev.

– W 2020 roku branża gamedev była bardzo popularna na polskiej giełdzie. Wszystko wskazuje na to, że również w tym roku inwestorzy nie będą narzekali na brak atrakcji. W miniony piątek odbył się debiut Huuuge, Inc., największy debiut gamingowy w historii GPW – podkreśla Przemysław Gerschmann, Doradca Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych.

Oferta publiczna spółki warta była 1,67 mld zł. Inwestorzy indywidulani zapisali się na blisko 55 mln akcji sprzedawanych po cenie 50 zł. Pula w transzy detalicznej wyniosła 1,66 mln akcji, natomiast inwestorom instytucjonalnym przydzielono 31,65 mln akcji: – Inwestorzy indywidualni złożyli bardzo dużo zapisów, co doprowadziło do redukcji sięgającej 97 proc. W IPO Huuuge, Inc. wzięło udział blisko 20 tysięcy inwestorów indywidualnych – dodaje Przemysław Gerschmann.

– Patrzyliśmy na różne giełdy na świecie i zdajemy sobie sprawę, że Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie jest giełdą numer jeden jeśli chodzi o liczbę notowanych firm gamingowych. Jest to więc również doskonała platforma wzrostu dla nas – tłumaczył decyzję o wyborze przez amerykańską spółkę warszawskiego parkietu Anton Gauffin, Prezes Zarządu Huuuge, Inc.  

Huuge, Inc. dołączył do nieformalnego klubu spółek gamingowych, których kapitalizacja na polskiej giełdzie przekracza 1 mld zł. Znajdują się w nim również CD Projekt, 11 BIT STUDIOS, Ten Square Games, PCF Group i PlayWay. Na warszawskim parkiecie inwestorzy mogą wybierać między firmami tworzącymi topowe produkcje na PC i konsole, gry na platformy mobilne czy niskobudżetowe projekty mniejszych podmiotów.

W ostatnich dniach grono spółek z branży gamedev notowanych na warszawskim parkiecie powiększyło się o trzy spółki: obok Huuuge, Inc. debiutującego na Głównym Rynku GPW, na rynku NewConnect zadebiutowały Simteract i KOOL2PLAY.

Udany debiut Kool2Play na NewConnect

Akcje Kool2Play – twórcy i wydawcy gier, zadebiutowały na giełdzie NewConnect. Producent nadchodzącej gry Uragun wzbudził duże zainteresowanie inwestorów, a walory spółki w momencie otwarcia podrożały względem ceny odniesienia o 50%, osiągając kurs 21 zł. Już po pół godzinie akcje wzrosły o prawie 100% względem ceny odniesienia.

– Wierzymy, że jesteśmy najbardziej oryginalnym i unikatowym tegorocznym debiutantem. Wyróżnia nas nastawienie na jakość, a nie ilość oraz doświadczony zespół producentów i speców od marketingu gier. Planujemy tworzyć silne marki Premium Indie, z których pragniemy czerpać zyski nawet do 5-6 lat od premiery – komentuje debiut Marcin Marzęcki, prezes spółki.

43. reprezentant sektora gier na giełdzie NewConnect specjalizuje się w tworzeniu gier na komputery osobiste oraz konsole Xbox Series X, Play Station 5 oraz Nintendo Switch. Uragun, który zadebiutuje na platformie Steam w Early Access w II kwartale 2021, jest pierwszym z trzech tytułów zapowiedzianych przez spółkę.

– Uragun, to futurystyczny roguelite shooter skierowany m.in. do fanów gier Hades czy Enter the Gungeon. Stawiamy na unikalny gameplay, fabułę, a przede wszystkim nieskrępowaną niczym rozgrywkę z dynamiką rodem z serii DOOM – mówi Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play. – Naszym celem jest tworzenie produkcji meaningful pop games – skierowanych do masowego odbiorcy, dających frajdę, ale noszących też ważne przesłanie. Taki jest właśnie Uragun, który z jednej strony stawia na akcję i pokazuje jak wyglądałby świat opanowany przez Sztuczną Inteligencję, ale też robi to w odpowiednio lekki sposób.

Międzynarodową promocją gier zajmie się Kool Things, jedna z najbardziej doświadczonych agencji promocji gier, a zarazem część Grupy Kapitałowej Kool2Play. Kool Things świadczy usługi z zakresu promocji gier na terenie Europy oraz Ameryki Północnej i jest jedną z najbardziej cenionych agencji na świecie. Jest spółką zależną Kool2Play, dzięki czemu twórca gier ma pełne wsparcie w zakresie promocji swoich nadchodzących tytułów – Uragun, City of Minds oraz Restoration. Spółka zabezpieczyła środki na długofalowy rozwój obu odnóg działalności. W dotychczasowych emisjach akcji zebrano 4,5 mln zł. Dodatkowo Kool2Play uzyskała grant Game Inn w wysokości 1,6 mln zł na produkcję gier oraz 1,9 mln zł z NCBiR na rozwój agencji Kool Things.

Młodzi liderami – o tym, kto stawia na pomnożenie swojego majątku

Prawie 27% respondentów badania firmy Tavex inwestuje odłożone środki. Co ciekawe, w 2020 roku najchętniej na pomnożenie swoich oszczędności decydowały się osoby młode – do 24. roku życia. Aż 38% respondentów w tym wieku potwierdziło ten rodzaj aktywności finansowej. Jak sytuacja prezentuje się w przypadku pozostałych grup wiekowych?

Prym wiodą sprawdzone rozwiązania

Młodzi (osoby w przedziale wiekowym 18-24) najchętniej inwestycją w: lokaty (25,5%), fundusze inwestycyjne (23,4%) oraz akcje na giełdzie (21,3%). Co ciekawe, inaczej dane prezentują się w przypadku tego, w co według nich warto zainwestować. Na podium znalazły się: nieruchomości (50%) oraz takie aktywa jak: złoto, akcje na giełdzie i bitcoiny (po równo 31,5%).

Młode osoby zaczynają interesować się inwestycjami. Widać jednak w ich zachowaniu pewien schemat – powielania dobrze znanych zachowań. Sądzą oni, że bezpiecznym rozwiązaniem jest inwestowanie swoich oszczędności wzorem innych osób. Warto pamiętać, że przez pandemię wpłacanie środków na lokaty i depozyty straciło sens, jeżeli chcemy rzeczywiście pomnożyć lub skutecznie zabezpieczyć swój majątek – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Pocieszające jest to, że młodzi dostrzegają możliwości, jakie dają bardziej opłacalne aktywa. Brakuje im natomiast jeszcze odwagi, która najprawdopodobniej przyjdzie z czasem, gdy nabędą inwestorskiego doświadczenia – dodaje.

Osoby 24+ stawiają na nieruchomości

Respondenci z pozostałych grup wiekowych również inwestowali, ale już na nieco mniejszą skalę. Na pomnożenie swojego majątku postawiło 35,8% osób w przedziale wiekowym 25-34 oraz 27,2% 25-49. Chęć pomnożenia majątku wykazywały również przedstawiciele silver generation ­– powyżej 50 r.ż. (19,9%).

W grupie 25-34 najwięcej respondentów badania firmy Tavex (56,8%) wskazało, że inwestuje w nieruchomości. Podobnie kształtowały się podpowiedzi osób z przedziałów: 25-49 (51%) i powyżej 50 lat (55,3%). Co ciekawe, dużym zainteresowaniem cieszyło się również złoto. Kruszec ten znalazł entuzjastów w każdym przedziale wiekowym – 25-34 – 30%, 25-49 – 36,2%, powyżej 50 lat – 37%.

Warto podkreślić, że obecnie mamy do czynienia z burzliwymi zmianami na rynku. Istotne jest więc podejmowanie zarówno przemyślanych, jak i odważnych kroków. Osoby, które z początkiem roku 2020 zdecydowały się na inwestycje w złoto czy bitcoiny, skorzystały – wskazuje Aleksandra Olbryś, Młodszy Analityk ds. Rynku Złota, Tavex. Inwestorzy, którzy poszli tą ścieżką sporo zarobili. Podobnie może być w tym roku. Warto jednak podkreślić, że nie należy podejmować decyzji pod wpływem chwili kierując się zachowaniem tłumu. Każdy krok powinien być poprzedzony dogłębną analizą – dodaje.

EDP otwiera oddziały, które zajmą się potencjałem wodoru oraz magazynami energii

Grupa EDP wzmacnia swoje zaangażowanie na rzecz dekarbonizacji inaugurując oddziały dedykowane wykorzystaniu potencjału wodoru i magazynowaniu energii. H2BU to nowa jednostka Grupy, która zajmie się „zielonym” wodorem, a powstały w USA specjalny oddział – magazynowaniem. W ciągu 5 lat ma on osiągnąć łączna moc instalacji wynoszącą 1 GW.

EDP skupia się na rozwijaniu “zielonego” wodoru nie tylko z uwagi na przyjęte przez grupę cele w zakresie dekarbonizacji, ale także na malejące koszty związane z rozwojem tej technologii, która  stanie się bardziej konkurencyjna na przestrzeni następnych 10 lat. Jako lider transformacji energetycznej, Grupa EDP działa dynamicznie i efektywnie wspierając ograniczanie emisyjności we wszystkich sektorach gospodarki.

Inauguarcja nowej jednostki to strategiczny i transwersalny krok na drodze do włączenia “zielonego” wodoru w portfolio biznesowe Grupy i dalszą promocję inwestycji w odnawialne źródła energii. Na czele H2BU stanie Ana Quelhas, dyrektor ds. planowania energetycznego w Grupie EDP.

H2BU skupi się na rozwijaniem potencjału “zielonego” wodoru w sektorach gorspodarki  takich jak przemysł metalurgiczny, chemiczny, rafinerie oraz cementownie, a także w transporcie ciężkim na długich dystansach. Głównymi rynkami, na których będzie operować będą Stany Zjednoczone i Europa, gdzie Grupa dysponuje rozległym portfolio aktywów, uzupełniając wachlarz oferowanych rozwiązań  w zakresie ograniczania emisyjności.

Nowy oddział zajmie się magazynami energii

Wzmacniając swą kluczową pozycję w transformacji energetycznej, EDP Renováveis (EDPR) otworzyło nowy oddział, który zajmie się magazynowaniem energii. Będzie on powiązany z działalnością operacyjną EDPR w Stanach i skupi się na analizowaniu technologii w tym zakresie. Będzie to kolejny krok na drodze do realizacji zobowiązań w zakresie rozwijania innowacyjności w obszarze zielonej energii.

Stworzenie tej jednostki biznesowej związane jest z wdrażaniem w USA przyjętego przez EDP planu o nazwie „Re-charge,” którego celem jest zbudowanie instalacji o łącznej mocy 1 GW do roku 2026.

Dla  CEO EDP Miguela Stilwella de Andrade, „otworzenie tych oddziałów wzmacnia pozycję EDP jako lidera transformacji energetycznej. Rosnące znaczenie odnawialnych źródeł energii wymaga integracji z systemami magazynowania takimi jak baterie, aby zapewnić konieczną elestyczność w ramach sieci i tym samym wspierać dalszy rozwój OZE. Dodatkowo, zwiększenie udziału odnawialnych źródeł w systemie dystrybucji w obliczu rosnących potrzeb poboru, będzie najbardziej efektywną finansowo dla klienta ostatecznego drogą do zmniejszania emisyjności. Jednakowoż, jeśli dążymy do osiągnięcia upragnionego celu neutralności emisyjnej, musimy myśleć o wdrożeniu innych rozwiązań, takich jak zastosowanie wodoru, co pozwoli zaspokoić potrzeby sektorów przemysłu, dla których zastosowanie prądu nie jest w tej chwili rozwiązaniem gwarantującym niezbędną stabilność albo opłacalność”.

Rosnące ambicje na utartym szlaku

Zarówno w przypadku “zielonego” wodoru, jak i magazynów energii, Grupa EDP podjęła szereg inicjatyw, które służą rozwijaniu wiedzy i weryfikowaniu potencjału tych rozwiązań.

I tak, w zakresie wodoru, EDP posiada projekt pilotowy w Ribatejo Central, w ramach partnerstwa z H2Sines i przy współpracy m. in. z Radą Miasta Alenquer. Na poziomie inwestycyjnym EDP rozwija także projekt Behyond, który jest efektem współpracy naukowej pomiędzy rządami Portugalii i Norwegii, skupiającym się na zbadaniu możliwości produkcji wodoru w ramach morskiej energetyki wiatrowej. Grupa EDP jest także zaangażowana w tworzenie europejskiego rynku wodoru razem z European Alliance Clean.

Tak samo w zakresie magazynowania, silne zaangażowanie ze strony EDPR w tę technologię nie pozostawia wątpliwości. W 2018 spółka zaingurowała pionierski projekt instalując baterie do magazynowania energii wytwarzanej przez farmę wiatrową Cobadin zlokalizowaną w Rumunii. Jeszcze w 2019 i także w Rumunii EDPR uruchomiło system magazynowania przy farmie fotowoltaicznej i podało do wiadomości, że zamierza rozwijać projekt PV Sonrisa na terenie stanu Kalifornia w oparciu o umowę sprzedaży energii (PPA) na 200 MW mocy i magazyn na 40MW.