Pierwsze notowanie obligacji PHN serii B na Catalyst

W poniedziałek w Alternatywnym Systemie Obrotu Catalyst prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych odbyło się pierwsze notowanie obligacji serii B wyemitowanych przez Polski Holding Nieruchomości S.A.

PHN uplasował obligacje serii B o wartości 325 mln PLN w grudniu 2020 r. Obligacje zostały wyemitowane w ramach siedmioletniego programu o wartości do 1 mld PLN a pozyskane z nich środki sfinansują ambitne plany inwestycyjne spółki. Sprzedaż pierwszej emisji 4-letnich obligacji o wartości 160 mln PLN miała miejsce w 2019 r.

W trudnych czasach pandemii nasza kolejna emisja obligacji spotkała się z bardzo przychylnym przyjęciem ze strony inwestorów, co pozwoliło nam pozyskać finansowanie na korzystnych warunkach. Środki z emisji przeznaczymy na finansowanie naszych kluczowych inwestycji komercyjnych jak budynki biurowe SKYSAWA i INTRACO Prime w Warszawie oraz dalszą ekspansję w segmencie mieszkaniowym – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Bankami obsługującymi program obligacji PHN są PKO Bank Polski S.A., Bank Pekao S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A., Santander Bank Polska S.A. oraz mBank S.A., który pełnił rolę Współorganizatora Emisji Obligacji Serii B. W budowie książki popytu uczestniczyli inwestorzy finansowi, z których większość stanowiły fundusze inwestycyjne.

Do Alternatywnego Systemu Obrotu na Catalyst zostało wprowadzonych 325.000 obligacji na okaziciela serii B o wartości nominalnej 1.000 PLN każda.

Horyzont Inwestycji konsoliduje działania

Skonsolidowanie działań odgrywa ogromną rolę w strategicznym rozwoju firmy. Na ten krok decydują się ci, którzy stawiają na dynamiczny wzrost biznesu. W Horyzont Inwestycji swoją wiedzę i doświadczenie skonsolidowało trzech ekspertów. Dopełnieniem efektu synergii jest profesjonalizm współpracujących z firmą zespołów – fachowców na rynku nieruchomości. Dzięki temu Horyzont Inwestycji chce zapewnić swoim klientom więcej możliwości inwestycyjnych.

Rynek nieruchomości, wbrew wszelkim zapowiedziom, nie doznał zapaści. Co więcej – inwestowanie w nieruchomości jest nadal jednym z najbardziej stabilnych źródeł dochodów. Skonsolidowanie działań Horyzont Inwestycji to bardzo dobra wiadomość dla inwestorów. Oznacza bowiem jeszcze lepszy dostęp do okazji inwestycyjnych i ich większy wachlarz. Co za tym idzie? – Możliwość inwestowania w produkty, do których inwestorzy mają przekonanie. Natomiast dla fliperów, sourcerów i agentów nieruchomości – szersze możliwości współpracy z inwestorami, co daje im dostęp do nieograniczonego wręcz kapitału – wyjaśnia Paweł Kuczera, prezes zarządu Horyzont Inwestycji.

Pionier na rynku inwestycji w nieruchomości

Podczas gdy większość firm skupia się na poszczególnych sektorach – np. flipy na rynku wtórnym lub flipy na rynku pierwotnym – Horyzont Inwestycji jeszcze przed skonsolidowaniem działań oferował swoim klientom niespotykany wachlarz możliwości inwestycyjnych. Przewaga nad jednoosobowymi działalnościami czy spółkami rodzinnymi wynika ze skumulowania wiedzy eksperckiej trzech liderów firmy. – Połączyliśmy możliwości oraz potencjał trzech ekspertów w jednym przedsiębiorstwie i postawiliśmy na rozwój istniejącej od kilku lat na rynku i docenianej przez Inwestorów marki Horyzont Inwestycji. Ten solidny fundament to gwarancja sukcesu finansowego dla naszych inwestorów oraz współpracujących z nami fliperów, sourcerów i pośredników – podkreśla Michał Chimko, członek Zarządu Horyzont Inwestycji.

Fachowe doradztwo i atrakcyjne produkty inwestycyjne

Tych, którzy inwestują w nieruchomości, stale przybywa. Świadczy o tym m.in. zwiększająca się liczba osób, które chcą pomnażać kapitał na rynku nieruchomości z Horyzontem Inwestycji. Z drugiej strony rośnie liczba fliperów, sourcerów i pośredników, dostarczających okazje i szukających finansowania. Konsolidacja działań zwiększy atrakcyjność Horyzontu Inwestycji jako partnera biznesowego – zarówno dla Inwestorów jak i dla fliperów. – Inwestorzy współpracujący z Horyzontem Inwestycji zyskują przede wszystkim fachowe doradztwo i atrakcyjne, sprawdzone przez nas pod każdym względem, produkty inwestycyjne, zawsze skrojone na miarę potrzeb i możliwości klienta. Dodatkowo inwestorom z mniej zasobnym portfelem dajemy możliwość inwestowania w grupie, z kilkoma inwestorami jednocześnie – wyjaśnia Marcin Kuryło, ekspert i mentor w Horyzont Inwestycji. Inwestorzy z pewnością mogą liczyć na fachowe doradztwo – firma współpracuje z rzeszą ekspertów z rynku nieruchomości. Wsparcie fachowców plus ciekawe oferty, w tym flipy na rynku wtórnym i pierwotnym, a także flipy na gruntach i inwestycje deweloperskie, to gwarancja udanych transakcji.

Oferta skrojona na miarę i jeszcze większe zyski

Dla klientów firmy Horyzont Inwestycji pierwszym i najważniejszym atutem konsolidacji będzie zwiększenie liczby okazji inwestycyjnych. Po drugie docenią także zróżnicowanie oferty inwestycyjnej w oparciu o rynek nieruchomości. Jednak co najważniejsze dla inwestorów – konsolidacja działań firmy oznacza dla nich większe zyski. Inwestorzy będą korzystać i więcej zarabiać na tym, że ich pieniądze będą pracować „na okrągło”. Gdy zakończy się jeden flip, w krótkim czasie pieniądze zaczną zarabiać na kolejnym. Inwestować można na różne sposoby – od flipów na mieszkaniach, przez flipy na gruncie, po inwestycje deweloperskie czy remonty kamienic. Każdy inwestor oczekuje innego produktu. Takiego, który gwarantuje oczekiwaną stopę zwrotu w określonym czasie. Horyzont Inwestycji oferuje swoim klientom ogromny wachlarz źródeł okazji inwestycyjnych. Najlepiej przekonać się o tym osobiście.

Polski gamedev, czyli sukces mimo zarazy

Branża gier video jest jednym z tych sektorów rynku, które miały okazję zyskać na pandemii koronawirusa. Siedzenie w domu i mniejsze wydatki na podróże sprawiły, że więcej czasu spędzamy przed ekranem i więcej wydajemy na nowe gry. Dlatego większość spółek gamingowych zyskało na obecnej sytuacji epidemicznej. Pojawili się jednak gracze, którym nie udało się wykorzystać pandemii dla zwiększenia zysku.

– Spółka Ten Square Games, producent gier free to play, bardzo istotnie zwiększyła wydatki marketingowe. Dlatego niesamowicie skorzystała na pandemii koronawirusa. Z drugiej strony wiele innych spółek z branży free to play wystraszyło się i ograniczyło marketing. Nie zanotowały więc one aż tak istotnej korzyści – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Bebel, zarządzający funduszami Quercus TFI. – Pandemia to jednak tylko jeden z czynników, który wpłynął na sukces firm gamingowych w ubiegłym roku. Jest to strukturalnie rosnący rynek, który bardzo dynamicznie się rozwija. Jedną z ciekawszych wiadomości z tego sektora jest ogłoszenie Amazona, który chce wejść na rynek gamingu. Mam nadzieję, że zrobi to przez przejęcie istniejącej firmy i mam nadzieję, że będzie to jedna z polskich spółek – trzyma kciuki Bebel.

Decyzja Sądu Najwyższego ws. frankowiczów zachwieje systemem bankowym i może doprowadzić do słabości złotego

25 marca Izba Cywilna Sądu Najwyższego rozstrzygnie zagadnienia prawne związane z kredytami frankowymi. Straty dla banków mogą być bardzo duże. Ta decyzja może osłabić złotego, jeżeli nie dojdzie do interwencji NBP.

Rozstrzygnięcie będzie miało rangę uchwały. Uzyska moc zasady prawnej. Będzie wiążące dla wszystkich składów orzekających Sądu Najwyższego, a siłą autorytetu dla wszystkich sądów w Polsce.

Jeżeli decyzja będzie pomyślna dla kredytobiorców, to sektor bankowy musi się szykować na liczone w dziesiątkach miliardów złotych straty. PKO BP jako największy bank w Polsce szacuje, że negatywny wpływ przewalutowania na jego kapitały własne to 6,1-6,7 mld zł.

Kurs euro pozostaje ostatnio na poziomie zbliżonym do 4,50 zł. Jest to kurs do którego dążył NBP, interweniując na rynku walutowym (po raz pierwszy w grudniu), czym zaskoczył wielu ekonomistów, wywołując liczne komentarze, często negatywne. O ile dalsze cięcie stóp procentowych jest już mało prawdopodobne, to pozostaje pytanie czy NBP zareaguje na osłabienie złotego wywołane decyzjami Sądu Najwyższego.

– Decyzja Sądu Najwyższego teoretycznie może doprowadzić do ogromnej słabości złotego, jeżeli decyzja ta będzie skrajnie korzystna dla frankowiczów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Osłabienie złotego mogłoby przekroczyć nawet 10 groszy.

Osłabienie złotego byłoby spowodowane tym, że banki zaangażowane w mieszkaniowe kredyty walutowe będą wymieniać złotego na inne waluty, zwłaszcza na franka szwajcarskiego. Na rynku pojawiłoby się wówczas więcej polskiej waluty.

NBP może wówczas stabilizować kurs złotego, ściągając polską walutę z rynku, a ma ku temu wystarczająco duże rezerwy.

Rezerwy walutowe NBP oceniane są obecnie na równowartość 160 mld dolarów, są wyższe o 40 mld zł w porównaniu do stycznia 2020 roku.

– Biorąc pod uwagę różne czynniki nie spodziewam się, aby decyzja SN osłabiła polską walutę bardziej niż o 2-3 grosze – wyjaśnia ekspert XTB.

Druga fala pandemii nie zatrzymała wzrostu cen mieszkań w Warszawie

Okres od października do grudnia ubiegłego roku to czas panowania drugiej fali pandemii, która z impetem uderzyła w polską gospodarkę. Jej wpływ na ceny nowych mieszkań był jednak mniejszy niż sądzili niektórzy eksperci. W Warszawie po cenowej stagnacji odnotowanej w trzecim kwartale, mieszkania deweloperskie znów zaczęły drożeć.

Z raportu „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – IVQ 2020”, przedstawionego przez analityków portalu RynekPierwotny.pl wynika, że na przełomie 2020 i 2021 roku w stolicy można było znaleźć 337 projektów mieszkaniowych.  Do wyboru kupujących, w osiemnastu stołecznych dzielnicach było ok. 17 tysięcy mieszkań, czyli o 1% mniej niż w trzecim kwartale ubiegłego roku. „Największy wpływ na kwartalną zmianę podaży w stolicy miała sytuacja dotycząca Białołęki. W tej północnej części miasta odnotowano bowiem aż trzynastoprocentowy spadek liczby dostępnych „M” przez 3 miesiące” – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.Mapa nowych mieszkań

Mimo tej zmiany, Białołęka cały czas cechowała się największym wyborem mieszkań. Na koniec poprzedniego kwartału do dyspozycji klientów rynku deweloperskiego było tam ponad 2700 lokali. Na drugim miejscu znalazł się Mokotów z ofertą prawie 2400 mieszkań, a na ostatnim stopniu podium uplasowała się Praga-Południe, w której podaż kwartalnie wzrosła o 6% i wyniosła ok. 1900 lokali.

Gdzie w stolicy sprzedało się najwięcej mieszkań?

W drugiej połowie ubiegłego roku, zniknęło ze stołecznego rynku nieruchomości prawie 8800 mieszkań. W ich miejsce pojawiło się nieco ponad 7300 lokali. Ta nierównowaga oprócz skali inwestycji mniejszej niż w czasach boomu, dodatkowo pogłębiała spadek podaży. Ciekawostką może być fakt, że pomimo drugiej fali pandemii, w IV kwartale sprzedaż stołecznych mieszkań wzrosła o 3% względem poprzednich trzech miesięcy.

Według raportu RynekPierwotny.pl, najwięcej mieszkań przez pół roku sprzedano na Białołęce, na Mokotowie, w Woli oraz na Pradze-Południe. Z wyjątkiem Woli były to również lokalizacje, gdzie w analizowanym okresie (III kw. i IV kw. 2020 r.) wprowadzono na rynek najwięcej lokali mieszkalnych.

Warszawskie nowe mieszkania drożeją

Podczas gdy w trzecim kwartale 2020 roku wzrost średniej ceny za metr kwadratowy okazał się symboliczny (0,2%), to już w ciągu kolejnych trzech miesięcy wyniósł on 1,3%. Było to spowodowane między innymi wyprzedażą lokali w „tańszych” dzielnicach. Tym samym, średnia cena ofertowa nowego metrażu w stolicy wzrosła do 10 495 zł/mkw. W ujęciu rocznym (IV kw. 2019 r. – IV kw. 2020 r.), dodatnia zmiana wyniosła natomiast około 7,5%.Średnia cena mkw w Warszawie – mapa

Najbardziej podrożały nowe mieszkania w takich częściach miasta jak Wesoła, Ursynów oraz Bemowo (wszędzie +3,5% względem III kw. 2020 r.), a także Żoliborz i Ursus (po +3,4%). Największe kwartalne spadki cen zaliczyły z kolei lokale w droższych dzielnicach: Śródmieściu (-5,9%) i Pradze-Północ (-10,4%), co było wynikiem wprowadzenia na rynek przez deweloperów nieco „tańszych” inwestycji. W pozostałych dzielnicach Warszawy, zmiany średnich cen ofertowych za 1 mkw. zwykle okazały się dużo mniejsze.Zmiana średniej ceny nowych mieszkań

Pod koniec ubiegłego roku, „najdroższą” dzielnicą nadal było Śródmieście, w którym średnio metr kwadratowy nowego mieszkania wyceniono na 16 616 zł. Niewiele mniej kosztowały lokale na Ochocie (średnio: 14 299 zł/mkw.) oraz Woli (13 926 zł/mkw.). Osoby posiadające znacznie mniejszy budżet na własne „M”, powinny zainteresować się projektami deweloperskimi powstającymi po prawej stronie Wisły – na terenie dzielnic Wesoła, Białołęka, Rembertów oraz Wawer. W nich średnia cena ofertowa nie przekracza bowiem 8000 zł/mkw.Średnia cena i metraż

Więcej informacji w raporcie portalu RynekPierwotny.pl –  „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – IV kw. 2020”.

Optymizm na rynkach

Pandemia wciąż trwa, co nie przeszkadza analitykom widzieć lepszej perspektywy w przyszłości. Widać to również w odczytach opartych o badania ankietowe menedżerów, które po raz kolejny wskazują na pozytywny rozwój sytuacji.

Lepsze dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane z Niemiec. Indeks Instytutu IFO wyniósł 92,4 pkt wobec oczekiwanych 90,5 pkt. Lepsze od oczekiwań dane to kolejny sygnał pchający w górę euro względem dolara. Jeżeli tendencja ta się utrzyma to możemy być świadkami kolejnych umocnień się euro względem dolara. Dobre dane z głównej gospodarki strefy euro mocno ciągną w górę wyniki wspólnej waluty.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

W weekend poznaliśmy decyzję Banku Chin w sprawie stóp procentowych. Pozostały one na poziomie 3,85%. Znajdują się na nim od kwietnia 2020, kiedy to podobnie jak w innych państwach doszło do obniżki stóp procentowych. Obniżki w Chinach były jednak znacznie mniejsze niż w krajach zachodu. Chiny cięły stopy o 0,5%, to wyraźnie mniej niż chociażby 1,4% w Polsce. Ciężko ocenić wpływ tej decyzji na rynek walutowy. „Ciężko ocenić”, gdyż miała miejsce w weekend, kiedy rynki nie działały.

Lepsze dane z USA

W piątek poznaliśmy dane z indeksów PMI w USA. Odczyt dla przemysłu zgodnie z oczekiwaniami analityków wyniósł 58,5 pkt. Z kolei odczyt dla usług wyniósł 58,9 pkt, co stanowi wynik o 1,3 pkt lepszy od oczekiwań. Rynki zareagowały na to pozytywnie. Po słabym tygodniu dla dolara domknięcie tygodnia lepszymi danymi spowodowało chociaż delikatne odbicie na korzyść amerykańskiej waluty przed weekendem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zbliża się termin wysłania pracownikom PIT-11. Podpisaną elektronicznie deklarację pracodawca może wysłać mailem

Do końca lutego pracodawcy mają obowiązek przesłania pracownikom rozliczenia PIT-11. Istniejące przepisy dopuszczają możliwość przekazania deklaracji w formie elektronicznej. Plik, udostępniany w formacie PDF, powinien jednak zostać opatrzony elektronicznym podpisem kwalifikowanym, który z mocy prawa jest równoważny podpisowi własnoręcznemu.

Początek roku kalendarzowego, szczególnie z perspektywy pracodawców i pracowników księgowości, to okres kojarzony z przygotowywaniem deklaracji podatkowych do urzędów skarbowych. Wiąże się także z obowiązkiem dostarczenia dokumentów podatkowych do pracowników. Jak co roku, termin przewidziany na przekazanie pracownikom formularzy PIT-11 upływa wraz z końcem lutego.

Warto pamiętać, że pracodawca jest zobligowany do posiadania potwierdzenia przesłania informacji, zarówno do urzędu, jak i do pracownika. W czasie gdy wiele firm pracuje zdalnie, a osoby w nich zatrudnione mogą wykonywać swoje obowiązki z różnych miejsc, skuteczne doręczenie takiej dokumentacji w sposób tradycyjny może być utrudnione. Co więcej, nawet w standardowych warunkach wysyłanie wydruków dokumentów pocztą przysparzało problemów, np. kiedy pracownik zmieniał adres zamieszkania. Zgodnie z przepisami, wymagane dokumenty można przekazać także z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej, w tym za pomocą maila[1]. Konieczne jest jednak, aby taki dokument został przesłany w nieedytowalnej postaci (np. w pliku PDF) oraz został podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym[2]. Dlatego – w poszukiwaniu wygodniejszych rozwiązań – coraz częściej firmy wybierają zdalne środki komunikacji i stawiają na podpis elektroniczny.

Na rynku jest wiele rodzajów e-podpisu, różniących się zapewnianą mocą prawną, o czym należy pamiętać wybierając konkretne rozwiązanie. Kwalifikowany podpis elektroniczny, weryfikowany przy użyciu kwalifikowanego certyfikatu, jest równoważny podpisowi własnoręcznemu. Oznacza to, że praktycznie każdy dokument papierowy można zastąpić dokumentem podpisanym kwalifikowanym e-podpisem. Dane zawarte w certyfikacie pozwalają m.in. na jednoznaczne ustalenie, kto w imieniu pracodawcy podpisał dany dokument – mówi Elżbieta Włodarczyk, dyrektor Linii biznesowej podpis elektroniczny z KIR. – Należy pamiętać, że pracodawca powinien posiadać w swoim systemie dowód przekazania PIT-11 drogą elektroniczną. Warto też zwrócić uwagę na dodatkowe zabezpieczenie przekazywanych danych, aby zapewnić, że tylko osoba, dla której przygotowany został PIT będzie miała do niego dostęp – dodaje Elżbieta Włodarczyk.

Deklaracje podatkowe to nie jedyny sposób wykorzystania kwalifikowanego podpisu elektronicznego w firmach. E-podpis umożliwia również zdalny, bezpieczny obrót dokumentami, co jest kluczowe przy obecnym trybie pracy. Za pomocą usługi kwalifikowanego podpisu elektronicznego Szafir, a także jego w pełni zwirtualizowanej, mobilnej wersji – mSzafir, możliwe jest wysyłanie deklaracji do ZUS, składanie sprawozdań finansowych czy zarządzanie dokumentacją pracowniczą.

– Dostępne na rynku rozwiązania pozwalające na składanie „zwykłego” e-podpisu także znajdują swoje zastosowanie. W wielu sytuacjach autoryzacja podpisem niekwalifikowanym może być wystarczająca. Należy jednak pamiętać, że urząd ma prawo nie przyjąć tak podpisanego dokumentu. Podobnie nasz partner biznesowy, który powinien taki sposób autoryzacji zaakceptować przed przyjęciem dokumentu podpisanego podpisem niekwalifikowanym. Dla części dokumentów elektronicznych prawo wprost wymaga zastosowania elektronicznego kwalifikowanego e-podpisu lub Profilu Zaufanego – wyjaśnia Elżbieta Włodarczyk.

[1] https://sip.lex.pl/orzeczenia-i-pisma-urzedowe/pisma-urzedowe/ippb4-415-791-11-3-mp-mozliwosc-przekazania-przez-184672531

[2] Patrz. Przykł. https://sip.lex.pl/orzeczenia-i-pisma-urzedowe/orzeczenia-sadow/i-sa-kr-537-18-wyrok-wojewodzkiego-sadu-522690419

Popularność sklepów typu pop-up rośnie

Element zaskoczenia, urozmaicenie oferty handlowej oraz szansa na przyciągnięcie nowej grupy klientów – to główne korzyści płynące z otwarcia sklepów typu pop-up, które coraz częściej dostrzegają właściciele i najemcy lokalizacji handlowych na całym świecie. Zainteresowanie tym formatem urosło na fali COVID-19. Pandemia przewartościowała tradycyjne modele sprzedaży i jeszcze bardziej zwiększyła oczekiwania zakupowe klientów. Na te zmiany zareagowało już wiele globalnych marek, jak Gucci, czy Prada. Czy ten trend dotrze również do Polski?

Pop-up store, czyli sklep, który działa przez krótki czas, nie jest nowym trendem na globalnych rynkach handlowych. Jeden z pierwszych tego typu konceptów powstał w 1997 roku, a był nim The Ritual Fashion and Music Expo w Los Angeles. Również w Polsce wielu klientów korzystało już z oferty takich tymczasowych lokalizacji handlowych, jednak trwająca od blisko roku pandemia może ich popularność dodatkowo zwiększyć.
Fakt, że sklepy rotacyjne są dostępne w bardzo ograniczonym terminie, wzbogaca i urozmaica ofertę, co może przełożyć się na wzrost klientów i przyciągnięcie do danej lokalizacji nowej grupy konsumentów. Dlatego spodziewamy się, że liczba sklepów typu pop-up w Polsce będzie zyskiwała na popularności, na miarę indywidualnych potrzeb właścicieli galerii handlowych, tłumaczy Mariusz Czerwiak, Dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Pop-up przynosi korzyść właścicielom i najemcom

Globalna pandemia negatywnie odbiła się na rynku handlowym na całym świecie – to zdanie od niemal roku jest powtarzane jak mantra, a eksperci wskazują na konieczność dywersyfikacji kanałów sprzedaży i poszukiwania nowych kanałów dotarcia do klientów. Jest to szczególnie ważne wobec rosnącego wskaźnika pustostanów w centrach handlowych. Jak wynika z danych JLL, poziom powierzchni niewynajętej w Polsce urósł z 4,4% w głównych aglomeracjach kraju na koniec 2019 do 5,3% w sierpniu 2020 roku. W takiej sytuacji krótkoterminowe umowy podpisywane z najemcami otwierającymi pop-up mogą być dobrym rozwiązaniem na poradzenie sobie z turbulencjami na rynku. Jednak zdaniem Mariusza Czerwiaka, korzyści, jakie daje taki tymczasowy sklep są dużo większe.

Nie powinniśmy traktować pop-upów wyłącznie w kategorii koła ratunkowego w sytuacji przejściowych trudności z komercjalizacją danego centrum. To dość krzywdzące podejście do tego formatu zakupowego, który daje szerokie pole do testowania nowych produktów, kreatywności oraz innowacyjności dużego spektrum marek funkcjonujących na rynku, tłumaczy Mariusz Czerwiak.

Natomiast tymczasowy charakter takiego sklepu oznacza, że umowa jest podpisywana na znacznie krótszy czas, na warunkach typowych dla umów krótkoterminowych.

W przypadku sklepów typu pop-up kontrakty są najczęściej zawierane na kilka tygodni lub miesięcy. Ta grupa najemców zazwyczaj decyduje się zająć niewielki lokal, rzadko przekraczający kilkaset metrów kwadratowych i który nie wymaga dodatkowych prac aranżacyjnych. Wysokość czynszu jest ustalana indywidualnie i zwykle jest ona niższa niż w przypadku umów długoterminowych, dodaje Mariusz Czerwiak.

Takie warunki przekładają się na znaczące oszczędności, z których mogą skorzystać zarówno początkujące, jak i uznane marki. Najemca może w ten sposób przetestować nowe pomysły, upewnić się, że jego model biznesowy odniesie sukces, wprowadzić na rynek nowy produkt lub wypróbować nową lokalizację.

Niejednokrotnie zdarza się, że pop-up ma bardzo dobre perspektywy na to, aby funkcjonować jako tradycyjny sklep. W takiej sytuacji najemca często ma pierwszeństwo w negocjacjach z właścicielem, których przedmiotem jest przedłużenie kontraktu na okres kilku lat, dodaje Mariusz Czerwiak.

Od influencerów po marki luksusowe

Wachlarz marek i branż, które otwierają pop-upy jest dość szeroki. Zwykle jednak na ten rodzaj sprzedaży decydują się marki modowe.

Najemca otwierający pop-up stara się unikać kosztownych, czasochłonnych prac aranżacyjnych i celuje w przestrzenie, które są już gotowe. Sklep odzieżowy może wprowadzić się do takiego lokalu w ciągu kilku dni. Podobnie sytuacja ma się w przypadku marek oferujących akcesoria czy obuwie, mówi Mariusz Czerwiak.

Stosunkowo niskie koszty, które generuje pop-up, są powodem, dla którego w ten typ sprzedaży mogą też wchodzić mniejsze i nieznane na rynku marki. Pandemia podkreśliła konieczność wspierania lokalnych sprzedawców, projektantów i przedsiębiorców, którzy popularność zdobywają między innymi dzięki mediom społecznościowym. Elastyczne warunki najmu, jakie można wynegocjować w rozmowach z właścicielami centrów handlowych, to możliwość spróbowania swoich sił w tradycyjnym kanale sprzedaży.

Najlepszym potwierdzeniem korzyści, jakie daje pop-up, jest fakt, że w ten format inwestują również marki luksusowe. Na początku lutego otwarcie takiego sklepu w Hong Kongu ogłosiła Prada, a styczniu tego roku poznaliśmy szczegóły wyczekiwanej przez rynek kolekcji kapsułowej Gucci i North Face. Efekty kolaboracji obu marek można było oglądać do 14 lutego w wybranych lokalizacjach w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie. Część tymczasowych sklepów otworzono również w istniejących salonach Gucci w formule „sklep w sklepie”. To dość nowy na rynku format, który jest szansą między innymi na zwiększenie przepływu klientów. Recenzje współpracy Gucci i North Face są bardzo entuzjastyczne, a niektóre media piszą nawet, że ich pop-up wyciągnął kupujących z powrotem na ulice, podsumowuje Mariusz Czerwiak.

Rząd zapowiada uproszczenie procedury zatrudniania cudzoziemców

Wydłużenie czasu zatrudnienia cudzoziemców w Polsce bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę, wprowadzenie nowego typu dokumentu pozwalającego na uproszczony dostęp obcokrajowców do polskiego rynku pracy na okres nawet do trzech lat, przyspieszenie wszystkich postępowań legalizacyjnych oraz wyeliminowanie nadużyć w kwestii zatrudniania obcokrajowców – to propozycje rządu, o których w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej, poinformowała wiceminister rozwoju, pracy i technologii Iwona Michałek.

Według Iwony Michałek, planowane zmiany pozwolą uprościć obecną procedurę związaną z zatrudnianiem imigrantów. Ponadto rząd chce, aby wszystkie niezbędne formalności można było uregulować w jednym urzędzie, co nie tylko zmniejszyłoby liczbę wymaganych dokumentów, ale również pozwoliłoby znacząco przyśpieszyć ten proces.

Zdaniem ekspertów rynku pracy, zapowiedź rządu to bardzo optymistyczna informacja dla pracodawców w Polsce, ponieważ polskie firmy potrzebują pracowników, którzy zatrzymają się u nich na dłużej.

Obecne procedury zatrudniania cudzoziemców w Polsce są proste jedynie na pierwszym etapie. Natomiast, jeśli chodzi o przedłużanie dokumentów pobytowych oraz umożliwiających zatrudnienie obcokrajowców, którzy już rozpoczęli pracę w Polsce, pracodawcy napotykają szereg trudności” – komentuje zapowiadane propozycje zmian Michał Wierzchowski, dyrektor sprzedaży agencji pracy EWL Group.

Zdaniem eksperta, dużym problemem polskich firm jest rotacja personelu.

Często proces wdrożenia nowego pracownika w takim zakładzie trwa 2-3 miesiące a czasem i pół roku. Niestety po tym okresie pracownik, na przykład z Ukrainy, często musi już wracać do swojego kraju albo starać się o wyrobienie karty pobytu, co z kolei wiąże się z długim okresem oczekiwania” – podkreśla przedstawiciel agencji pracy.

Według Michała Wierzchowskiego zapowiedź rządu dotycząca wprowadzenia w Polsce jednolitego uproszczonego rozwiązania, umożliwiającego cudzoziemcom pobyt i pracę w Polsce nawet do 3 lat bez konieczności ubiegania się o zezwolenie, jest bardzo dobrym sygnałem dla polskiego biznesu.

Umożliwiłoby to zmniejszenie rotacji pracowników, a także obniżyłoby koszty prowadzenia biznesu – przekonuje ekspert. – Cieszymy się, że postulaty polskich firm zostały wysłuchane, ponieważ zapotrzebowanie na kadrę zagraniczną w naszym kraju będzie nadal rosnąć i jest to proces nieunikniony, jeśli zależy nam na rozwoju polskiej gospodarki”.

Wiceminister rozwoju, pracy i technologii Iwona Michałek podkreśliła, iż zmiany, będące odpowiedzią rządu na apele pracodawców, zapowiadane są na początek 2022 roku. Dodała, że mimo pandemii, liczba pracowników zagranicznych w naszym kraju średnio rocznie utrzymuje się na poziomie ok.1 mln osób.

Kto i na jakich warunkach może skorzystać z rządowego wsparcia

W ramach wsparcia dla biznesu zmagającego się z trudnościami na skutek pandemii i lockdownu rząd przygotował szereg form wsparcia. Nie wszyscy przedsiębiorcy są jednak biegli w zmieniających się dynamicznie przepisach i warunkach uzyskania pomocy. Odpowiedzią na drugą falę pandemii jest tarcza finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, oraz tzw. tarcza branżowa, z której firmy zostaną zwolnione z płacenia ZUS za grudzień i styczeń oraz będą miały możliwość skorzystać ponownie ze świadczenia postojowego.

Anna Białek, ekspert Fundacji Centurion, która pomaga przedsiębiorcom w przeprowadzeniu restrukturyzacji oraz rozwiązaniu problemów wywołanych kryzysem gospodarczym wyjaśnia zawiłości programów rządowego wsparcia.

Przedsiębiorcy, którzy chcieliby uzyskać pomoc finansową mają do wyboru pomoc w kilku różnych kryjących się pod wspólną nazwą tarcza antykryzysowa. Składa się ona z pięciu filarów takich jak bezpieczeństwo pracowników, finansowanie przedsiębiorstw, ochrona zdrowia, wzmocnienie systemu finansowego oraz piąty, którym jest program inwestycji publicznych. Wszystkie te działania, przebiegające równolegle, razem mają na celu zapobieganie negatywnym skutkom ekonomicznym pandemii.

Dodatkową formą wsparcia jest tarcza finansowa PFR dedykowana mikrofirmom oraz małym, średnim i dużym przedsiębiorcom. W rozumieniu PFR mikrofirma zatrudnia do 9 pracowników, bez samozatrudnionych. Jeśli chodzi o małe i średnie przedsiębiorstwa, to są to podmioty zatrudniające do 249 pracowników, a duże firmy to pułap zatrudnienia powyżej 249 pracowników. PFR na wsparcie przedsiębiorców przeznaczył 100 mld złotych. Program ma na celu ochronę miejsc pracy, utrzymanie płynności finansowej i rozwój już po zakończeniu kryzysu.

PFR oferuje wiele opcji wsparcia, natomiast dla przedsiębiorców odstraszająca może być procedura składania wniosków oraz liczne obostrzenia i ograniczenia, jeśli chodzi o podmioty, które mogą aplikować o subwencje. Niewiele pozostało również czasu na składanie wniosków. Nabór trwa od 15 stycznia do 28 lutego, a procedura odwoławcza do PFR 2.0 od 1 lutego do 31 marca. Dodatkowo w ramach rozszerzania pomocy powstała tzw. tarcza branżowa i zostanie ona także poszerzona o kod PKD 55.20.Z. związany z turystyką, jak zapowiedziała z kolei wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk.

Należy też pamiętać o ulgach podatkowych w rozliczeniach PIT a także, że od 1 lutego 2021 r. przedsiębiorcy z określonych branż będą mogli skorzystać z ponownego świadczenia postojowego oraz zwolnienia z obowiązku opłacania składek za styczeń 2021 r. albo za grudzień 2020 r. i styczeń 2021 r. Wnioski można złożyć tylko elektronicznie – przez Platformę Usług Elektronicznych (PUE) ZUS. Ponowne świadczenie postojowe przysługuje osobom prowadzącym działalność gospodarczą na podstawie przepisów Prawa przedsiębiorców, których rodzaj przeważającej działalności, na dzień 30 listopada 2020 r., oznaczony jest kodem PKD wymienionym w tzw. Tarczy antykryzysowej 7.0.

Warunkiem skorzystania z benefitów PFR jest wpis do CEIDG lub KRS, a przed składaniem wniosków warto również sprawdzić, czy kod PKD prowadzonej przez nas działalności znajduje się na liście upoważnionych do pomocy PFR. Tarcza finansowa umożliwia również zwolnienie z opłacania składek lub umorzenie zaległości podatkowych. Możliwości wsparcia jest bardzo wiele, ponad 60, więc każdy przedsiębiorca na pewno znajdzie dla siebie rozwiązanie.

Niestety, wielu przedsiębiorców nie jest w stanie spełnić wszystkich warunków ze względów formalnych lub przerasta ich biurokracja. Niejasność i niespójność przepisów sprawia, że wielu z nich zmuszonych jest oddać subwencje przez kruczki prawne, których nie dostrzegli na etapie wypełniania wniosków. W wielu przypadkach zobligowani do zwrotu środków mogą być również ci przedsiębiorcy, którzy pomimo zakazów zdecydowali się na otwarcie swoich firm. Właściciele biznesów są z kolei, jak nas poinformowano, niezadowoleni z wysokości przyznanego wsparcia, które np. na dofinansowanie pensji łącznie nie może przekroczyć 144 tys., czy w przypadku pożyczek 5 tysiecy PLN, ale także z powodu wymogów, które bardzo ciężko jest spełnić, podczas gdy w innych krajach pomoc jest bezwarunkowa.

Przed podjęciem decyzji o jaką pomoc jako przedsiębiorca będziemy wnioskować, warto przemyśleć to, jak nasz biznes będzie wyglądał w perspektywie kolejnych lat. Musimy pamiętać, że nawet po zakończeniu pandemii i powolnym wychodzeniu z kryzysu rzeczywistość będzie inna niż w latach poprzednich. Czasem lepszą opcją będzie zmiana profilu biznesu czy gruntowna restrukturyzacja, a w skrajnych przepadkach zamkniecie firmy i rozpoczęcie nowej działalności. Środowisko biznesowe powinno zrozumieć, że upadłość i procesy restrukturyzacyjne to nie jest nic osobistego. Nie powinno się takich procesów kwalifikować do porażek czy sukcesów. Są one naturalne i trzeba korzystać ze wszelkich dostępnych narzędzi pomocowych, aby ograniczyć ich skutki dla właścicieli, zarządów, akcjonariuszy i pracowników. Z naszych doświadczeń wiemy, że jest wiele firm, które poradziły sobie bardzo dobrze. Przeprowadziły firmę przez proces likwidacji czy upadłości, zrestrukturyzowały przedsiębiorstwo, a teraz patrzą z dużo większym optymizmem w przyszłość. Wiemy, że to niezwykle trudne, ale możliwe, a czasem nawet nieuniknione. Trzeba wykonać pierwsze kroki, a najlepiej zgłosić się do odpowiednich specjalistów korzystając z dostępnej pomocy oraz poznać możliwe scenariusze zarządzania ryzykiem w swoim biznesie.