Połowa dealerów samochodowych spodziewa się pogorszenia sytuacji finansowej ich firm w 2021 roku

Jak wynika z badania przeprowadzonego wśród dealerów samochodowych przez EY Polska i DCG Dealer Consulting, 50% firm dealerskich spodziewa się pogorszenia sytuacji finansowej swoich firm. 35% uważa, że nie ulegnie ona większym zmianom, a jej poprawy w tym roku oczekuje jedynie 15% badanych. Ankieta dotycząca działalności biznesowej dealerów samochodowych została przeprowadzona w ramach XIII edycji Badania Satysfakcji Dealerów Samochodowych.
Połowa dealerów samochodowych spodziewa się pogorszenia sytuacji finansowej ich firmW minionym roku, w porównaniu do 2019 r. wzrost przychodów ze sprzedaży nowych samochodów zanotowało jedynie 14% dealerów samochodowych badanych przez EY Polska i DCG Dealer Consulting. 43% zanotowało z kolei spadki przychodów o więcej niż 30% w ujęciu rocznym. Sytuacja wygląda nieco bardziej optymistycznie w segmencie samochodów używanych. Tu wzrost przychodów ze sprzedaży zanotowało w minionym roku 40% ankietowanych, a ponad 30-procentowe spadki przychodów ze sprzedaży dotknęły 17% dealerów samochodów używanych. Biorąc pod uwagę usługi serwisowe, ponad 20-procentowe spadki przychodów serwisu mechanicznego zanotowało 31% badanych, a serwisu blacharsko-lakierniczego – 33%.

Połowa dealerów samochodowych spodziewa się pogorszenia sytuacji– Miniony rok był dla branży motoryzacyjnej bardzo trudny z wielu względów. Niepewność związana z sytuacją finansową odciągnęła wiele firm i osób fizycznych od zakupów aut. Co więcej ich producenci – wraz z wybuchem pierwszej fali pandemii, wczesną wiosną ubiegłego roku – musieli zmierzyć się z zachwianymi łańcuchami dostaw, a co za tym idzie, auta nie zjeżdżały z linii produkcyjnych tak szybko, jak dotychczas. Trudny dla branży 2020 rok przełożył się na niższą zyskowność działalności, a co za tym idzie – na niższe zadowolenie dealerów samochodowych z finansowych perspektyw swoich firm. Importerzy wspierali wprawdzie swoje sieci m.in. odraczając płatności za zobowiązania finansowe, obniżając plany sprzedażowe czy zmieniając zasady wypłacania bonusów, a zmiany strategii rynkowej importerów czy aktualizacja ich polityki marketingowej spowodowały naturalne zwiększenie ruchu w salonach dealerskich i usprawniły model obsługi zdalnej, ale wciąż działalność branży samochodowej jest dotknięta skutkami pandemii – mówi Michał Lesiuk, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego EY Polska, Lider Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Satysfakcja dealerów samochodów osobowych pod znakiem Covid-19

Tegoroczna średnia ocena satysfakcji dealerskiej była najniższa w historii badania (z pominięciem roku 2009, kiedy raport powstał w oparciu o ograniczoną liczbę marek) wyniosła 3,27 pkt. Wśród 26 ocenianych importerów, 16 marek zostało ocenionych gorzej niż w ubiegłym roku, zaś lepiej – tylko 9.

Również po raz pierwszy w historii Badania Satysfakcji Dealerów Samochodowych przygotowanego przez EY oraz DCG Dealer Consulting, na najwyższym stopniu podium znalazła się marka Lexus, należąca do Grupy Toyoty. Sama Toyota znalazła się na 3. miejscu XIII edycji zestawienia, a brandy Toyoty rozdzielił Mercedes-Benz, który otrzymał dokładnie taką samą ocenę jak w 2019 r. i zajął drugie miejsce na podium.

Zaraz za podium uplasowały się odpowiednio: KIA (lider z roku 2018), Volvo (czterokrotny zwycięzca badania) i Subaru, tradycyjnie znajdujący się wśród najwyżej ocenianych. Dopiero 7. miejsce przypadło Mazdzie, która 5 razy znajdowała się na pierwszym miejscu zestawienia. Najwyższy wzrost zarówno pod kątem zajmowanego miejsca, jak i samej oceny uzyskała marka Audi, notując awans o 10 pozycji (z 18. na 8.).

– Tak niska średnia ogólnej satysfakcji ze współpracy dealerów samochodowych i importerów wynika w głównej mierze z niższych ocen związanych z prowadzeniem samego biznesu, zaś w mniejszym stopniu dotyczy bardziej krytycznego spojrzenia na ogólną współpracę z importerami. Efektem kwietniowego lockdownu było załamanie zamówień na nowe samochody i znaczący spadek zleceń serwisowych. W tej sytuacji najlepiej radziły sobie firmy dealerskie najsprawniejsze biznesowo i wchodzące w pandemię w najlepszej kondycji finansowej. Istotne było wsparcie kluczowego partnera biznesowego, jakim niezmiennie pozostaje importer. W tegorocznym zestawieniu widać, że marki z segmentu premium poradziły sobie z tymi wyzwaniami lepiej niż inne – mówi Krzysztof Romański, Partner DCG Dealer Consulting.

top 15 marek samochodów w polsce

Segment aut dostawczych

Badanie Satysfakcji Dealerów Samochodowych już po raz czwarty zostało rozszerzone również o część dotyczącą współpracy z importerami samochodów dostawczych do 3,5 tony.

Tegoroczne wyniki potwierdziły pozycję marki Mercedes-Benz jako lidera wśród importerów samochodów dostawczych. Na drugim miejscu po raz pierwszy znalazła się marka Renault, uzyskując minimalnie lepszą ocenę w segmencie samochodów dostawczych niż w osobowych.samochody dostawcze

O badaniu
„Badanie satysfakcji dealerów samochodowych” prowadzone jest przez DCG Dealer Consulting oraz firmę doradczą EY od 2007 r. Tegoroczna, 13. edycja została przeprowadzona od połowy października do końca listopada 2020 r. W badaniu wzięli udział właściciele, a także osoby zarządzające stacjami dealerskimi. Badaniem objęci zostali dealerzy samochodów osobowych, a także samochodów dostawczych do 3,5 t. Poszczególne aspekty dealerskiej satysfakcji zostały oceniane w pięciostopniowej skali szkolnej, gdzie „1” oznaczało ocenę najniższą a „5” najwyższą. Każda ankieta poświęcona jednej marce samochodu składała się z 82 pytań, a 26 ocen cząstkowych decydowało o nocie końcowej. Łącznie w badaniu uzyskano 327 ankiet 26 marek, co stanowi próbę 37% badanej grupy. Ocena satysfakcji dealerskiej obejmowała 3 obszary oceny współpracy z importerem. Pierwszy wiązał się z produktami oferowanymi przez importera, a co za tym idzie ich jakością, niezawodnością, dostępnością, a także satysfakcją klienta. Drugi obszar dotyczył polityki importera jako przedstawiciela międzynarodowego koncernu działającego w ramach międzynarodowych struktur – obejmował m.in. konkurencyjność strategii rynkowej czy podejście do prowadzenia biznesu. Ostatnia ocena skupiła się na centrali jako firmie, która funkcjonuje w polskich realiach, zatrudnia konkretnych ludzi na konkretnych stanowiskach i posiada własną kulturę organizacyjną.

Niemieckie firmy targowe i kongresowe dostaną 642 mln euro pomocy sektorowej. Jest zgoda Komisji Europejskiej

Aż 642 mln euro pomocy sektorowej (tzw. „parasolowej”) popłynie do niemieckich firm działających w sektorze targowym i kongresowym. Chodzi zarówno o organizatorów targów, jak i np. podmioty projektujące i budujące stoiska, świadczące spedycje targową czy dostarczające wyposażenie na branżowe targi. Zgodę na udzielenie takiej pomocy wydała Komisja Europejska. Oprócz tego wszystkie zarejestrowane w Niemczech firmy mogą liczyć na państwowe wsparcie w wysokości 80 procent wartości przychodów sprzed pandemii. W Polsce wiele współpracujących z targami przedsiębiorstw wciąż pozostaje bez pomocy. O tym, kto u nas znajdzie się wśród beneficjentów wciąż decydują np. określone kategorie PKD. W rządowych tarczach firmy zajmujące się budową stoisk były dotąd pomijane. Ostatnio na listę pomocową wciągnął je jedynie Polski Fundusz Rozwoju. 

Komisja potwierdziła, że wsparcie należy się wszystkim podmiotom zajmującym się usługami związanymi z obsługą infrastruktury targowej i konferencyjnej. Według wstępnych na razie szacunków, z tej sektorowej pomocy będzie mogło skorzystać co najmniej 36 operatorów infrastruktury targowej lub kongresowej różnej wielkości (zarówno małe jak i duże przedsiębiorstwa), jak również tysiące firm działających dla tych operatorów. Chodzi zatem o wszystkie, które z uwagi na działalność w tych branżach obciążone są dziś szczególnie wysokimi kosztami, gdyż to one poniosły szkodę przez spowodowany pandemią zakaz prowadzenia działalności targowej czy kongresowej.

– Z zadowoleniem przyjmujemy decyzję Komisji Europejskiej UE o wytyczeniu ścieżki dla programów wsparcia publicznego w Niemczech dla branży wystawienniczej (czyli targowej) i konferencyjnej. Nie możemy się już doczekać, aby dowiedzieć się, jakie inicjatywy podejmą odpowiednio niemieckie landy, aby wesprzeć nasz sektor. Jako jeden z trzech wiodących światowych rynków wystawienniczych, Niemcy wiedzą chyba najlepiej, jak ważny jest ten sektor w budowaniu i obsłudze rynków i miejsc spotkań dla wszystkich zainteresowanych – mówi Kai Hattendorf, dyrektor zarządzający i dyrektor generalny UFI.

Komisja Europejska precyzuje kwotę pomocy sektorowej dla tych branż: „Władze niemieckie szacują z grubsza ten budżet na około 642 mln EUR i podkreślają, że kwota ta jest jedynie tymczasowa i podlega jeszcze ostatecznym decyzjom w tym zakresie. Zostanie on poniesiony przez kraje związkowe lub gminy, a także rząd federalny ”.

Komisja stwierdza, że celem nowego, zatwierdzonego już narzędzia wsparcia jest zrekompensowanie przedsiębiorstwom z branż targowej i kongresowej utraty zysków w wyniku wprowadzenia przez kraje związkowe obostrzeń w celu złagodzenia skutków szalejącej epidemii. – Straty tymczasowo pozbawiły przedsiębiorstwa płynności, co spowodowało trudności w pokryciu kosztów stałych – zauważa Komisja Europejska.

– To przełomowy moment dla europejskiego rynku spotkań, a przede wszystkim dowód zrozumienia znaczenia branży targowej dla gospodarek krajowych oraz międzynarodowych relacji biznesowych – uważa Tomasz Kobierski, prezes Rady Polskiej Izby Przemysłu Targowego, a jednocześnie zarządu Grupy MTP. Jego zdaniem, targi, kongresy i konferencje będą kluczowym narzędziem do odbudowania kondycji wielu branż po okresie lockdownu. – Tak znacząca rządowa pomoc z jednej strony cieszy, jako przykład dobrej praktyki, z drugiej jednak strony stanowi wyzwanie dla krajów sąsiednich, w tym Polski. Nasz rodzimy rynek, w obliczu tak nieproporcjonalnych kwot wsparcia, pozostanie w tyle. Jeśli nie zostaną podjęte kroki mające na celu przywrócenie równowagi w regionie, Polska może utracić silną, budowaną przez lata pozycję na rynku Europy środkowo-wschodniej – ostrzega Tomasz Kobierski.

– Podczas gdy niektóre niemieckie landy (stany) zniosły częściowo na pewien okres przed drugą falą wybuchu Covid-19 restrykcje dotyczące targów i kongresów, to musiały one je ponownie zaostrzyć od listopada 2020 r. Niemieckie stowarzyszenie branżowe AUMA, które mocno zabiegało o rządowe wsparcie dla sektora, szacuje, że aż 80% międzynarodowych i krajowych targów zaplanowanych na 2020 r. trzeba było odwołać lub przełożyć, zaś te, które zaplanowano na pierwszą połowę 2021 r. też najprawdopodobniej nie dojdzie do skutku – poinformowały w swoim zgłoszeniu do Komisji Europejskiej Niemcy. Pomoc, na którą Komisja daje właśnie zielone światło, może być udzielana podmiotom gospodarczym działającym w obu branżach na całym terytorium Niemiec w formie bezpośrednich dotacji.

– Napływające z od naszego zachodniego sąsiada informacje napawają nas optymizmem, bo jak na razie znaczna cześć naszej branży jest u nas wciąż pomijana w rządowym wsparciu. Tak było niestety np. w przypadku 2 tarcz w ubiegłym roku – przypomina Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje, że dopiero dzięki determinacji targowych przedsiębiorców w Polsce, całą branżę, „szerszym okiem” czyli z wieloma firmami pracującymi na potrzeby targów dostrzegł Polski Fundusz Rozwoju. – Choć to tzw. kropla w morzu wszystkich naszych potrzeb związanych z wolą przetrwania, to może wpłynie ona na poszerzenie percepcji rządzących w Polsce, którzy przed pandemią tak lubili grzać się w blasku polskiego przemysłu targowego – zastanawia się Paweł Montewka. Jego nadzieję budzi jednak dziś przede wszystkim to, co otrzymają niemieccy przedsiębiorcy targowi, choć – jak uważa – w porównaniu z polskimi – mogą być oni spokojni o swoją przyszłość, bo bez względu na PKD, zapewnioną mają już od dawna pomoc państwową w wysokości 80 procent przychodów sprzed pandemii. – W Niemczech krążą też pogłoski o jakiejś formie odblokowania poszczególnych sektorów gospodarki. Może to nawet już teraz dawać sporo do myślenia także naszym władzom – twierdzi Paweł Montewka.

Za realizację programu wsparcia, w tym wypłatę pomocy i jej kontrolę, będą odpowiedzialne poszczególne landy.

Program pomocy sektorowej przestaje obowiązywać według Komisji 30 czerwca 2021 r., A przedsiębiorstwa mają czas do 31 maja 2021 r. „Mogą ubiegać się o rekompensatę utraconych zysków, jeżeli straty te wystąpiły w okresie od 1 marca 2020 r. Do 31 grudnia 2020 r.” – zaznacza Komisja Europejska w komunikacie. Niemcy to pierwszy co do wielkości rynek targowy na Europie. Najważniejsze ośrodki tej branży mieszczą się tam w Duseldorffie, Franfurcie, Kolonii, Hanowerze czy Monachium. Do wybuchu pandemii wiele polskich przedsiębiorstw współpracowało jako podwykonawcy z organizatorami targów w Niemczech, jednak – z uwagi na miejsce zarejestrowania – mogą one liczyć wyłącznie na pomoc w Polsce.

Badanie Cisco ujawnia kluczową rolę prywatności w obliczu globalnej pandemii

  • Badanie Cisco wykazuje znaczące obawy społeczne dotyczące prywatności wynikające z pandemii, które są napędzane szybkim przejściem w tryb pracy zdalnej i potrzebą wykorzystania informacji dotyczących stanu zdrowia poszczególnych osób.
  • Międzynarodowe przepisy i regulacje dotyczące ochrony prywatności na całym świecie zostały dobrze przyjęte. Prawie 80% specjalistów ds. bezpieczeństwa i ochrony prywatności dostrzega ich pozytywny wpływ na swoje organizacje.
  • Silna infrastruktura ochrony prywatności i solidne praktyki bezpieczeństwa są niezbędne dla ożywienia społecznego i gospodarczego po pandemii.

Cisco zaprezentowało raport Data Privacy Benchmark Study 2021, czwarte coroczne badanie praktyk firm w zakresie ochrony prywatności na całym świecie. Analiza wykazała zwiększone znaczenie ochrony prywatności w czasie pandemii oraz rosnące korzyści dla firm, które stosują silne środki ochrony w tym obszarze. W niezależnym, anonimowym badaniu przeanalizowano odpowiedzi 4 400 specjalistów ds. bezpieczeństwa i prywatności z 25 krajów. Raport obejmuje m.in. takie zagadnienia, jak stosunek do przepisów dotyczących prywatności czy kwestię raportowania kierownictwu statystyk z nią związanych.

W okresie zakłóceń i niepewności spowodowanych pandemią, pojawiły się oczekiwania, a czasami także wymagania związane z bezpieczeństwem sanitarnym i potrzebą dzielenia się swoimi danymi osobowymi w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19. Jednocześnie sporo osób przeniosło znaczną część swojego życia do Internetu, przyspieszając trend, który w normalnych warunkach trwałby latami. Masowe zmiany w interakcjach międzyludzkich i zaangażowaniu cyfrowym przyczyniły się do powstania wielu trudnych problemów związanych z prywatnością danych, którym organizacje muszą stawić czoła, chcąc przestrzegać prawa i powstrzymać rozprzestrzenianie się pandemii, przy jednoczesnym poszanowaniu praw jednostki. Z kolei konsumenci i opinia publiczna są coraz bardziej zaniepokojeni sposobem, w jaki wykorzystywane są ich dane osobowe.

Kluczowe wnioski z raportu Cisco Data Privacy Benchmark Study 2021:

  • Prywatność jest czymś więcej niż tylko kwestią zgodności z przepisami, ponieważ firmy postrzegają ją obecnie jako podstawowe prawo człowieka i kluczowy priorytet dla kadry zarządzającej.
    • 60% organizacji przyznaje, że nie były przygotowane na wymagania dotyczące prywatności i bezpieczeństwa związane z przejściem na pracę zdalną.
    • 93% organizacji zwróciło się do swoich zespołów ds. ochrony prywatności o pomoc w rozwiązaniu tych problemów.
    • 87% konsumentów wyraziło obawy dotyczące ochrony prywatności przez narzędzia, których muszą używać, aby pracować, współdziałać i łączyć się na odległość.
    • W 90% organizacji raporty dotyczące ochrony prywatności są prezentowane zarządom i radom nadzorczym.
  • Na rynku następuje wyraźna zmiana w kierunku standaryzacji prywatności jako krytycznego wymogu podczas cyfryzacji i realizacji celów biznesowych.
    • Już w ponad 130 krajach istnieją obecnie przepisy dotyczące ochrony prywatności, a prawie 80% respondentów uznało, że przepisy te mają pozytywny wpływ na ich funkcjonowanie.
  • Większość ludzi nie ma nic przeciwko dzieleniu się informacjami dotyczącymi zdrowia w celu zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy, ale nie czuje się komfortowo w przypadku innych zastosowań, takich jak np. badania naukowe.
    • 57% ankietowanych popiera wykorzystanie danych przez pracodawców w celu zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy, natomiast mniej niż połowa popiera śledzenie lokalizacji i kontaktów, czy ujawnianie informacji o osobach zakażonych oraz wykorzystywanie danych osobowych do badań naukowych.
  • Prywatność i szerszy ekosystem cyberbezpieczeństwa odegrają kluczową rolę na drodze do wzrostu gospodarczego i odbudowy po pandemii COVID-19.
    • W miarę odradzania się gospodarek i społeczności pojawi się wiele ważnych wyzwań, które zweryfikują, w jaki sposób rządy, firmy i osoby prywatne gromadzą dane osobowe, zarządzają nimi i chronią je, próbując znaleźć równowagę między prawami jednostki a interesem publicznym.
  • Popularność inwestycji w ochronę prywatności nadal rośnie – 75% organizacji dostrzega wynikającą z nich znaczącą wartość biznesową w postaci ograniczenia strat związanych z bezpieczeństwem, zwiększenia elastyczności i innowacyjności, poprawy efektywności operacyjnej oraz zwiększenia lojalności i zaufania klientów.
    • Ponad 1/3 organizacji uzyskuje korzyści co najmniej dwukrotnie przewyższające poniesione nakłady.

„Prywatność osiągnęła należyty status – została uznana za podstawowe prawo człowieka i urosła do rangi priorytetu o znaczeniu krytycznym dla kadry kierowniczej” – mówi Harvey Jang, wiceprezes i dyrektor ds. prywatności w Cisco. „Wraz z przyspieszonym przejściem do pracy z dowolnego miejsca, prywatność nabrała większego znaczenia w napędzaniu cyfryzacji, odporności korporacyjnej, sprawności i innowacyjności”.

6 powodów, dla których aplikacje staną są przyszłością biur

Czy ktoś z nas wyobraża sobie dzisiaj życie bez telefonu komórkowego? Niepostrzeżenie stał się on dla nas narzędziem wielofunkcyjnym: aparatem fotograficznym, dostępem do internetu, skrzynki pocztowej, kalendarza. Jest dla nas kartą płatniczą i budzikiem. Na telefonie słuchamy muzyki, oglądamy filmy, czytamy książki, z telefonem uprawiamy sport i wykonujemy wiele innych aktywności.

Ale co telefon ma wspólnego z biurem? W wyniku pandemii nasza biurowa rzeczywistość przeszła rewolucję – przeniosła się do nowej ery hybrydowego modelu pracy. Niestety wylądowała w tym świecie bez przysłowiowego telefonu komórkowego – czyli platformy „all in one”, która pomogłaby zarówno pracownikom, jak i pracodawcom zarządzać nową rzeczywistością.

Hybrydowy model pracy wymaga nowych narzędzi

Połączenie pracy z biura z pracą z domu lub innej lokalizacji, które w wyniku pandemii stało się codziennością wielu firm, zmieni oblicze naszego stylu pracy w najbliższych latach. Jak wynika z globalnego badania Colliers „Exploring the post COVID-19 Workplace”, większość z nas będzie chciała w różnych proporcjach łączyć pracę z biura z pracą z domu, aby korzystać z efektu synergii w łączeniu życia zawodowego z prywatnym.

6 powodów, dla których aplikacje staną są przyszłością biur
Źródło: “Exploring the post COVID-19 Workplace”, Colliers

Nowy model zmieni sposób korzystania z biura, które od teraz będzie miejscem odwiedzanym przez nas w celu interakcji, spotkań i wymiany informacji z innymi. Nawiązując do powyższych statystyk, liczba osób odwiedzających biuro w danym czasie może zmniejszyć się nawet o połowę. W efekcie, firmy będą starały się dostosować powierzchnię biur do nowej rzeczywistości. Ten trend spowoduje, że pracę w biurze trzeba będzie dokładnie planować, rezerwując niezbędne aktywa (biurko, salka do spotkań, miejsce parkingowe). Niezbędna stanie się więc prosta aplikacja, która pozwoli pracownikom w łatwy sposób zaplanować wizytę w biurze, a pracodawcom – dostosować zasoby do nowych potrzeb.

Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania „all in one”

Podobnie jak wspomniane smartphony, aplikacja do planowania pracy w biurze powinna dawać pracownikowi możliwość zaplanowania wszystkich aktywności z nią związanych, w jednym miejscu. Przykładem takiego rozwiązania jest wdrożona w Colliers International aplikacja Office App, dzięki której można np. zarezerwować biurko, salkę konferencyjną, miejsce parkingowe oraz zarejestrować gościa. Dodatkowo aplikacja umożliwia również rozwiązania takie, jak: zgłoszenie usterki w biurze do systemu helpdesk, opcję Event, dzięki której pracownicy są informowani o bieżących szkoleniach i innych wydarzeniach firmowych, a także kategorię „lunch with me”, dzięki której mogą w szybki sposób umówić się na obiad ze swoimi znajomymi z pracy. Aplikacja może być zintegrowana z innymi systemami, np. systemem kontroli dostępu lub systemem parkingowym budynku, co daje nowe możliwości w kompleksowej obsłudze pracownika.

Budowanie społeczności na wagę złota

Aplikacje dla biur będą tworzone, aby ułatwić pracownikom i pracodawcom sprawne funkcjonowanie w biurze i łatwe zarządzanie nim, ale tym, co powoduje, że aplikacja zaczyna żyć, są ludzie – komunikacja, interakcja między nimi. Aplikacja powinna więc być nie tylko systemem do rezerwacji, ale przede wszystkim do komunikowania się z pracownikami i informowania ich w ciekawy sposób o tym, co dzieje się w biurze np. przy pomocy zdjęć, atrakcyjnych postów. Pracownicy powinni mieć możliwość uczestniczenia w tej komunikacji poprzez komentowanie, „lajkowanie” postów bądź umieszczanie swoich własnych wpisów. Dzięki temu, nawet poza biurem, pracownicy czują się włączeni w życie firmy, wiedzą co dzieje się w biurze i mogą aktywnie w tym biurowym życiu uczestniczyć. Sekcja „community” to namiastka social mediów, która powoduje, że pracownicy z ciekawością będą zaglądać i sprawdzać na bieżąco, co ciekawego dzieje się w firmie. Możliwość tworzenia społeczności to aspekt szczególnie ważny w modelu hybrydowym, w którym ze względu na rozproszenie pracowników budowanie wzajemnych relacji, jak i więzi z organizacją jest utrudnione.

Pokolenie ”on demand”

Dla niektórych z nas planowanie pracy w biurze przy pomocy aplikacji będzie nowym nawykiem. Pamiętajmy jednak, że nasze organizacje co roku powiększają się o kolejne szeregi młodych pracowników, którzy wychowali się już w świecie internetu i aplikacji. Dla tych osób korzystanie z narzędzia typu Office App będzie naturalne, ponieważ już teraz przy pomocy aplikacji zamawiają oni jedzenie, taksówki, loty, hotele, bilety na koncerty i do kina, wizyty lekarskie i usługi kosmetyczne. Dlaczego więc w podobny sposób nie mieliby planować swojej pracy?

Źródło cennych danych

Aplikacja do zarządzania biurem ma tę zaletę, że zbiera dane o wszystkich rezerwacjach. Dzięki temu pracodawca otrzymuje dodatkową korzyść – system generuje na bieżąco precyzyjne statystyki, w jaki sposób dana firma korzysta z biura, jaki jest wskaźnik zajętości w danym czasie i z jakich funkcjonalności pracownicy korzystają najczęściej. Jest to niezwykle cenna informacja zwrotna, która pokazuje, w jakim kierunku biuro powinno się zmieniać, jak dostosować jego wielkość i funkcje do potrzeb użytkowników. Zatem dane z aplikacji będą kreowały kształt biura przyszłości danej organizacji.

Aplikacja na dobre i złe czasy

Aplikacja Office App powstała, aby zarządzać biurem w hybrydowym modelu pracy, ale my nazywamy ją aplikacją na dobre i złe czasy, ponieważ okazała się także doskonałym narzędziem do zarządzania biurem i bezpieczeństwem pracowników w czasie pandemii. W aplikacji zaszyliśmy zasady funkcjonowania biura w czasie pandemii i oddaliśmy system w ręce użytkowników. Zaznaczyliśmy na planie biura, które stanowiska pracy są dostępne, a które nie, ile osób może korzystać z poszczególnych salek konferencyjnych. Dzięki temu, w prosty sposób zarządzamy liczbą osób w biurze, dystansem między stanowiskami pracy, a w razie przypadku zakażonego wirusem pracownika, jesteśmy w stanie szybko sprawdzić, które osoby były w danym czasie w biurze i są potencjalnie narażone na zakażenie. Aplikacje są łatwym w implementacji narzędziem, które wspiera zarówno pracowników, jak i organizacje w dostosowaniu się do nowej sytuacji. Są intuicyjne, przyjemne w użytkowaniu i oferują nowe możliwości. Możemy się więc spodziewać, że niebawem aplikacje staną się standardem naszej biurowej rzeczywistości.

Komentarz Małgorzaty Michalczyk, dyrektor ds. administracji w Colliers International

Raport Ericsson: 5G przyspieszy dematerializację przedsiębiorstw

W 2030 roku większość zadań pracowników umysłowych będzie wspomagana
lub zautomatyzowana. W pracy z domu pomoże użycie sztucznej inteligencji
i analiza danych w chmurze. Szereg przedsiębiorstw osiągnie znaczną redukcję emisji CO2 dzięki lepszemu wykorzystaniu energii odnawialnej, ograniczeniu dojazdów i podróży. Tak według raportu firmy Ericsson „Dematerializacja drogą do rentowności i zrównoważonego rozwoju” może wyglądać firma w najbliższej przyszłości.
Kluczowym czynnikiem umożliwiającym drogę ku „dematerializacji” jest rozwój łączności komórkowej piątej generacji, a sieć 5G będzie pełnić rolę platformy innowacji.

Według najnowszego raportu firmy Ericsson, prawie 7 na 10 badanych przedsiębiorstw uważa, że osiągnęło lub przekroczyło półmetek drogi ku biznesowej dematerializacji. Z kolei blisko połowa pracowników umysłowych wskazuje produktywność i rentowność jako główne korzyści z dematerializacji, a blisko 40% twierdzi to samo w odniesieniu do zrównoważonego rozwoju. Potwierdzają to również badania firmy Forrester, według których firmy wykorzystujące wiedzę cyfrową do optymalizacji produktów, usług i operacji, będą rosły co najmniej osiem razy szybciej niż światowy produkt krajowy brutto[1]. Dlatego w przyszłości będziemy świadkami większej liczby zdematerializowanych przedsiębiorstw wykorzystujących chmurę, sztuczną inteligencję i technologię mobilną, aby stać się bardziej elastycznymi.Ericsson_Future_of_Enterprises_1

„Przedsiębiorstwa przodujące w dematerializacji zdefiniowaliśmy w raporcie jako jedną trzecią wszystkich badanych firm, które odnotowały największy postęp w swoich działaniach w tym kierunku. Nie powinno dziwić, że są one bardziej zrównoważone środowiskowo, ale wykazują również wyższą rentowność, lepiej korzystają z innowacji i elastyczniej reagują na zmiany. Ankietowani menedżerowie z branży ICT są zgodni, że przedsiębiorstwa zdematerializowane, zdolne do szybkiej adaptacji do nowych potrzeb klientów, staną się normą do 2030 roku” – tłumaczy Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Transformacja w cyfrowej rzeczywistości

68 proc. menedżerów ankietowanych w badaniu firmy Ericsson zgadza się,
że gotowość do transformacji odegra bardzo duże znaczenie dla sukcesu firm do 2030 roku. Tyle samo respondentów uważa, że dostęp do potężnych możliwości w zakresie analizy i eksploracji danych będzie również bardzo ważny do 2030 roku.

Łączność komórkowa jest kluczowym warunkiem dematerializacji, a sieć 5G
ma być ważną platformą dla innowacji. Około 6 na 10 menedżerów zgadza się, że wykorzystanie chmury, sprzedaż oprogramowania i usług zamiast fizycznych produktów oraz korzystanie ze szkoleń i dokumentów online to kluczowe czynniki przyczyniające się do dematerializacji w ich przedsiębiorstwach.

Powierzchnie biurowe zredukowane o połowę?

Poglądy zarówno menedżerów z branży ICT, jak i pracowników umysłowych zmieniły się pod wpływem ich doświadczeń związanych z pracą zdalną. Ponad 6 na 10 pracowników przyznaje, że ich przedsiębiorstwa stały się bardziej pozytywnie nastawione do pracy zdalnej w czasie pandemii i wierzą, że te zwyczaje pozostaną w przyszłości. W rzeczywistości oczekują, że do 2030 roku prawie 60 procent pracy będzie odbywać się poza siedzibą firmy. Zmianę tę napędzają nie tylko zmieniające się oczekiwania pracowników, ale również możliwości zaoszczędzenia na powierzchni biurowej.

60 procent managerów chwali możliwości redukcji kosztów dzięki pracy zdalnej. Jednak wśród pracowników można zaobserwować lekką niepewność. Tylko 34 proc. z nich jest bardzo zadowolonych z mniejszej liczby stanowisk pracy w biurze, podczas gdy 62 proc. jest niezdecydowanych i widzi ryzyko w braku własnego i stałego miejsca w biurze. Co ciekawe, aż 43 procent managerów jest głęboko przekonanych, że do roku 2030 nie będzie w ogóle biur, ponieważ pracownicy będą pracować tylko zdalnie.

„Po długim okresie pracy zdalnej wymuszonej pandemią, pracownicy umysłowi czują, że należy dodać coś do doświadczenia pracy zdalnej, aby uczynić ją bardziej wciągającą, umożliwiając korzystanie z niektórych zalet tradycyjnego sposobu pracy. Zarówno osoby podejmujące decyzje w zakresie ICT, jak i pracownicy umysłowi widzą potrzebę wprowadzenia w przyszłości innowacyjnych narzędzi do współpracy i spotkań online” – mówi Marcin Sugak.Ericsson_Future_of_Enterprises_2

Według raportu firmy Ericsson, ponad 6 na 10 przedsiębiorstw przewiduje,
że do 2030 roku będzie korzystać z urządzeń 5G i prawie tyle samo z urządzeń AR i VR – co stanowi wzrost o ponad 50 procent w porównaniu ze stanem obecnym. Co więcej, prawie połowa wszystkich badanych pracowników umysłowych, a wśród liderów dematerializacji prawie 8 na 10, jest zainteresowana wirtualnym pulpitem, który można wyświetlić na dowolnej powierzchni, dzięki czemu każde miejsce można zamienić w stanowisko pracy. Niemal tyle samo osób interesuje się asystentem AI, który mógłby pomóc np. w wykonywaniu powtarzalnych zadań.

Polska u progu 5G

Już obecnie widzimy jak wiele startupów oraz wielkich korporacji tworzy pierwsze rozwiązania, które są zalążkiem tych futurystycznych oczekiwań. Krokiem milowym na tej drodze będzie upowszechnienie komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otwierają przed światem nowe możliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

[1] https://go.forrester.com/press-newsroom/insights-driven-businesses-will-take-1-2-trillion-a-year-by-2020

Funt znów pokazuje siłę. Euro za 4,50 zł

Wczoraj przez moment oglądaliśmy euro za cztery i pół złotego. To ważna psychologiczna bariera, zarówno dla kupujących, jak i sprzedających. Następne dni pokażą, czy po raz kolejny kurs odbije się w tych okolicach, czy je przekroczy.

Funt znów pokazuje siłę

Wczorajsze dane z indeksów PMI pokazały, że pomimo wyjścia z Unii Europejskiej optymizm menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia nie gaśnie. W styczniu, co prawda, zgodnie z oczekiwaniami widzieliśmy spadek, ale nie do poziomu 52,9 pkt, jak oczekiwali analitycy, a do 54,1 pkt. To nie tylko lepszy poziom od oczekiwań, ale również wyraźnie przekraczający barierę 50 pkt, symbolicznie rozdzielającą rozwój od recesji. Nie może zatem dziwić, że wczoraj funt był najsilniejszy względem euro od wyjścia ze struktur unijnych. Względem złotego tak wysokich poziomów nie osiągnął, głównie przez bardzo dobrą dyspozycję rodzimej waluty w ostatnich dniach.

Lepsze dane zza oceanu

Wczorajszy odczyt z Europy, który okazał się równy oczekiwaniom, już dał spory impuls umacniający dolara. Potwierdzenie nadeszło po południu, kiedy w USA indeks PMI dla przemysłu osiągnął 59,2 pkt. To bardzo wysoki rezultat, wyraźnie wskazujący na wysoki poziom optymizmu. Jeżeli menedżerowie odpowiedzialni za zakupy patrzą w przyszłość przez różowe okulary, to jest to sygnał, że najprawdopodobniej sami trochę ten pozytywny scenariusz zrealizują. W rezultacie dolar był wczoraj na jednym z najwyższych poziomów względem euro od początku grudnia.

Rynki się uspokajają

Zawirowania na rynkach związane z niespodziewanymi ruchami na giełdach (łączonymi z nagłą aktywnością inwestorów indywidualnych) powoli zaczynają się uspokajać. Zmienność na kilku specyficznych walorach jest bardzo duża, ale cała sytuacja nie rozlewa się na inne rynki w tym rynek walut. Inwestorzy indywidualni znacznie chętniej skręcili na kryptowaluty, co biorąc pod uwagę płynność na tych walorach ma znacznie większy sens, jeżeli mają na celu windowanie cen w górę. Efektem tego uspokojenia jest napływ kapitałów do walut państw rozwijających się, w tym Polski. Jest to jeden z powodów ostatniego umocnienia się złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. 

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Złoty coraz mocniejszy. Czy sprowokuje NBP do interwencji?

Polska waluta już czwarty dzień z rzędu zyskuje na wartości. W relacji ze złotym zauważalnie tanieją m.in. frank szwajcarski i euro, a taki trend nie jest po myśli NBP. Czy zatem znów dojdzie do tzw. interwencji walutowej, aby osłabić siłę złotego? Jutro posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej.

Kurs euro pierwszy raz od czterech tygodni osuwa się do bariery 4,50 zł. Kurs franka z kolei oddalił się o blisko 2 proc. od wierzchołka z ubiegłego tygodnia, zbliżając się w stronę 4,15 zł.

Na początku lutego dochodzi tym samym do pierwszego poważnego testu tolerancji Rady Polityki Pieniężnej. Dlaczego? Przypomnijmy, że w grudniu NBP zdecydował się na poważną interwencję walutową. Na wielką skalę skupował waluty obce, przez co złoty sporo stracił na wartości.

Adam Glapiński, prezes RPP, wyjaśniał później, że skala grudniowej interwencja była tak znacząca, że nie dało się jej porównać z żadną z podejmowanych wcześniej przez Narodowy Bank Polski. Zapowiadał przy tym, że NBP jest przygotowany na kolejne, jeszcze większe zakupy walut obcych, gdy będzie to „korzystne dla złotego i polskich przedsiębiorców”. Czy właśnie nastał moment, by zrealizować zapowiedź?

– Najprawdopodobniej jeszcze nie, ale należy pamiętać, że podstawowym ograniczeniem NBP w tym zakresie jest wyłącznie kwestia woli. Na dodatek jutro odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, więc jest to idealna okazja, by przypomnieć preferencję, żeby złoty był słabszy, oraz gotowość do dokonania obniżki stóp procentowych. Zakładamy jednak, że do niej nie dojdzie – przekonuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

W uzasadnieniu wymienia mocne dane o PKB Polski w 2020 r. – spadek o 2,8 proc., co było wynikiem lepszym od prognoz NBP, oraz najnowszy odczyt wskaźnika PMI, który potwierdził dość dobry stan polskiego przemysłu. W 2021 r. PKB Polski ma wzrosnąć nawet o ponad 4 proc. Kolejnym argumentem przeciwko obniżce stóp procentowych – według analityka Cinkciarz.pl – może być fakt stopniowego znoszenia obostrzeń w polskiej gospodarce.

– Do cięcia stóp procentowych nie powinno zatem dojść, ale ewentualność wprowadzenia takiego scenariusza może w pierwszym kwartale 2020 r. pełnić rolę „straszaka” hamującego spadki EUR/PLN. Czego można się spodziewać po jutrzejszym posiedzeniu RPP? Pierwszym wyborem najprawdopodobniej będzie próba werbalnego zatrzymania umocnienia złotego poprzez treść komunikatu. Możemy to także usłyszeć w piątkowym nagraniu zawierającym odpowiedzi prezesa NBP na niektóre pytania dziennikarzy. Dopiero, gdy takie zabiegi okazałyby się nieskuteczne, a równocześnie kurs EUR/PLN nadal by spadał, już w kierunku 4,45, to dopiero wtedy bank centralny może przejść do czynów – podsumowuje Bartosz Sawicki.

CPK: rozpoczęły się prace w terenie

Spółka Centralny Port Komunikacyjny podpisała umowę z Konsultantem ds. badań terenu na obszarze przyszłego portu lotniczego. To kolejne działania w terenie podejmowane przez spółkę.

Budowa nowego lotniska to wieloetapowy i wieloletni proces, którego początek wyznaczają analizy środowiskowe i terenowe. Przed wbiciem „pierwszej łopaty” trzeba dokładnie zbadać charakterystykę obszaru przyszłej inwestycji pod kątem środowiska naturalnego, ukształtowania terenu czy warunków hydrologicznych. W większości przypadków ten proces trwa latami.

Robimy wszystko, żeby niezbędne działania zrealizować w jak najkrótszym czasie. Tam, gdzie można, różne realizacje prowadzimy równolegle. Umowa z konsultantem ds. badań terenu z jednej strony te czynności przyspiesza, ale także sprawia, że inwestycja będzie przygotowana na najwyższym poziomie – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

W ubiegłym roku rozpoczęła się pierwsza część działań terenowo-środowiskowych. Pracę rozpoczął Konsultant ds. środowiska, którego rolą jest przeprowadzenie analiz środowiskowych dotyczących węzła CPK. Do końca 2021 r. realizująca te prace firma Arup Polska zobowiązała się do wykonania tzw. inwentaryzacji stanu zerowego środowiska wraz z przedłożeniem i zatwierdzeniem raportów z badań stanu środowiska.

Podpisana z Multiconsult Polska umowa dotyczy wsparcia technicznego przez Konsultanta ds. badań terenu. To kolejny etap działań w tzw. regionie lotniskowym. W zakres działań wchodzą analizy przestrzenne terenu oraz podłoża gruntowego i posłużą one do stworzenia Master Planu oraz dokumentacji przedprojektowej dla CPK. Powierzchnia obszaru wskazanego do analiz wstępnych wynosi około 75 km2, zaś dla badań przygotowawczych – około 35 km2. Badania hydrogeologiczne i pomiary fotogrametryczne będą realizowane na obszarze około 157 km2.

Ważną częścią umowy jest analiza możliwości zastosowania rozwiązań geotermalnych (geotermii nisko- i średniotemperaturowej). Zgodnie z założeniami budowa Portu Solidarność ma być realizowana w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju, z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii (OZE).

Liczymy na efektywną współpracę. Wykonawca zna skalę wyzwań, które przed nim stoją. Zna nasze wymagania i standardy pracy. Współpracujemy już z firmą Multiconsult przy inwentaryzacjach środowiskowych dla inwestycji kolejowych. Obecna umowa będzie jednak wymagać znacznie większego zaangażowania oraz stałej koordynacji działań z pracami CPK w ramach tzw. zespołów zintegrowanych. Ten sposób prowadzenia inwestycji nie był dotąd praktykowany przez inwestorów publicznych w Polsce. Stanowi więc wyzwanie nawet dla tak doświadczonych firm jak Multiconsult – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Analizy zostaną przeprowadzone w dwóch etapach, które trwać będą – odpowiednio – 6 i 12 miesięcy. Pierwszy etap obejmie m.in. badania wstępne, w tym analizę materiałów archiwalnych, ocenę istniejącego stanu obiektów budowlanych, projekt robót geologicznych dla dokumentacji hydrogeologicznej czy geodezyjne pomiary fotogrametryczne. W drugim etapie specjaliści wykonają na potrzeby CPK m.in.: badania geotechniczne i geofizyczne czy prace archeologiczne powierzchniowe, sondażowe i wykopaliskowe.

Od precyzji wykonania prac terenowych zależy jakość realizacji całej inwestycji. Dlatego przykładamy bardzo dużą wagę do tego etapu – mówi Paweł Zysk, Menadżer ds. Badań Przestrzennych Terenu w spółce CPK. – Konsultant będzie zajmować się bardzo newralgicznymi sprawami, takimi jak rozpoznanie saperskie i usuwanie niewybuchów czy inwentaryzacja obiektów niebezpiecznych. Dlatego nasza współpraca obejmuje okres 1,5 roku.

Umowa podpisana przez CPK ze spółką Multiconsult Polska przewiduje współpracę Konsultanta ds. badań terenu z innymi Konsultantami w ramach Zintegrowanego Zespołu Projektowego. Wyniki prac na poszczególnych etapach przygotowania realizacji inwestycji będą bardzo istotne dla przebiegu całości prac związanych z planowaniem i projektowaniem CPK.

Wartość kontraktu wynikającego z umowy podpisanej 21 stycznia 2021 r. między spółką CPK a spółką Multiconsult Polska to 29,9 mln zł netto. Umowa została zawarta na 18 miesięcy.

Rozpoznając wniosek podatnika, organ naruszył zasady praworządności i prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie

Podejmowane wobec przedsiębiorców działania administracji skarbowej powinny być zgodne z prawem, a nawet, wedle deklaracji fiskusa, przyjazne dla tych przedsiębiorców. Tak wynika chociażby ze stworzonego specjalnie dla firm „Prawa przedsiębiorców” czy ustaw podatkowych, w oparciu o regulacje których organy funkcjonują. Niestety to wciąż wizja utopijna.

Przedsiębiorca wystąpił o wydanie interpretacji przepisów w zakresie opodatkowania CIT swojej działalności. Fiskus uznał jego stanowisko za nieprawidłowe. Interpretację organu uchylił sąd, bo wydając niekorzystne dla przedsiębiorcy rozstrzygnięcie, Dyrektor KIS pomijał istotne, wykazane przez tego przedsiębiorcę elementy stanu faktycznego, czynił własne ustalenia i wysnuwał w sposób nieuprawniony domniemania, naruszając tym samym zasady praworządności i prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych.

Usługi o charakterze długoterminowym i cykliczne fakturowanie ich częściowego wykonania

Będący podmiotem leczniczym szpital kliniczny jest podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych i zarejestrowanym czynnym podatnikiem VAT, w przeważającej, 98% swojej działalności, wykonującym kontrakty na świadczenia medyczne w ramach NFZ. Ponadto realizuje też usługi badań klinicznych, a stronami umów o realizację tych badań są: a) szpital, b) sponsor – firma odpowiedzialna za podjęcie, prowadzenie i finansowanie badania lub podmiot działający na zlecenie tej firmy oraz c) główny badacz – lekarz posiadający właściwe kwalifikacje, doświadczenie i wiedzę, niezbędne do przeprowadzenia badania klinicznego.

Jedno badanie nie ma stricte określonych górnych ram czasowych. Może trwać od roku nawet do kilkunastu lat. Dlatego też do momentu jego zakończenia sponsor przyjmuje częściowo spełnioną usługę. Strony uzgodniły, że zasadniczo co trzy miesiące (lub w innych okresach np. co sześć miesięcy) strony przystąpią do procedury odbioru części usługi i kalkulacji wynagrodzenia dla szpitala i głównego badacza. Wynagrodzenie szpitala kalkulowane jest proporcjonalnie do liczby wizyt odbytych przez pacjentów w ustalonym okresie (3- lub 6-miesięcznym lub innym). Za dzień finalnego zatwierdzenia przedstawionego przez siebie do rozliczenia zestawienia wykonanych w danej części usług szpital przyjmuje dzień przyjęcia, odbioru przez sponsora częściowego wykonania usługi, nawet jeżeli dzień ten jest dniem późniejszym, niż wynika to z umowy. Szpital wystawia wówczas fakturę z tytułu częściowego wykonania usług. W momencie zakończenia badania klinicznego szpital fakturuje ostatnią część wykonanej usługi.

Szpital wystąpił do Dyrektora KIS z wnioskiem o wydanie interpretacji, czy prawidłowo rozpoznaje moment osiągnięcia przychodów z działalności gospodarczej z tytułu częściowego wykonania usługi badań klinicznych w dniu odbioru częściowego wykonania usługi przez sponsora, a także w dniu zakończenia badań, zgodnie z opisanym wyżej stanem faktycznym.

Zdaniem organu nie ustalenia stron, a wykonanie czynności decyduje o powstaniu obowiązku podatkowego

W wydanej 16 czerwca 2020 r. interpretacji Dyrektor KIS uznał stanowisko szpitala za nieprawidłowe. W jego opinii akceptowanie przez odbiorcę części wykonanych na jego zlecenie usług, jak i ustalenie przez strony częściowej wypłaty wynagrodzenia z tego tytułu nie można uznać za usługę zrealizowaną. Są to bowiem jedynie czynności podejmowane przez strony w ramach wzajemnych rozliczeń w wykonaniu kontraktu, nie wpływające na jego kształt ani fakt jego rzeczywistego wykonania. Zdaniem organu podatkowego o realizacji usługi decyduje dokonanie przez usługodawcę określonych w umowie czynności, a nie okoliczność jej rozliczenia z usługobiorcą. Zatem momentem powstania po stronie szpitala przychodu będzie dzień, w którym dana część usługi, dla której określono zapłatę, zostanie wykonana, a nie dzień jej akceptacji i odbioru przez zleceniodawcę. Szpital powinien więc rozpoznawać przychód każdego dnia, gdy zrealizuje wizyty pacjentów.

Szpital zaskarżył tę interpretację. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku wskazał, że składając wniosek o wydanie interpretacji, wnioskodawca zobowiązany jest przedstawić wyczerpująco stan faktyczny, a organ opisem tego stanu jest związany. Analizując wniesioną skargę, przychylił się do zarzutu szpitala, że organ podatkowy, choć zacytował w swojej interpretacji opis stanu faktycznego przedstawiony przez szpital, jednak w praktyce nie uwzględnił w procesie jej wydania istotnych jego okoliczności. Tą istotną okolicznością było powiązanie wynagrodzenia dla wnioskodawcy oraz głównego badacza z liczbą badań klinicznych, których procedura została zweryfikowana i zatwierdzona. Stanowisko organu, że odbiór usługi przez zleceniodawcę nie wpływa na kształt usługi i moment jej rzeczywistego zrealizowania, nie uwzględnia opisu stanu faktycznego zaprezentowanego przez szpital we wniosku o wydanie interpretacji. WSA uchylił zaskarżoną przez szpital interpretację indywidualną Dyrektora KIS, bo jak orzekł:

„W przedmiotowej sprawie zaskarżona do Sądu interpretacja narusza zasady praworządności i prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organu. Świadczą o tym wskazane wyżej nieprawidłowości tj. poczynienie własnych ustaleń co do niektórych elementów stanu faktycznego, poczynione domniemania, pominięcie istotnych elementów stanu faktycznego” (wyrok z 17 listopada 2020 r., sygn. akt I SA/Gd 772/20).

Podsumowanie

Dla skarbówki nie ma znaczenia, czy przedsiębiorcą jest importer paliwa, handlarz stalą, sprzedawca z kiosku czy szpital. Każdy, kto osiąga w kraju przychody z działalności gospodarczej, musi płacić daninę na rzecz fiskusa, i to na jego warunkach. Teorie o przyjaznej dla podatnika administracji skarbowej czy rozstrzyganiu przez nią wątpliwości interpretacyjnych prawa podatkowego na korzyść przedsiębiorców w obliczu ochrony słusznych interesów Skarbu Państwa wydają się więc nadal utopijną mrzonką.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kłopotliwy spadek po PRL. Jak rząd rozwiązuje problem książeczek mieszkaniowych?

Miliony Polaków oszczędzających na książeczkach mieszkaniowych zostało nabitych w butelkę. Szacuje się, że mogli stracić nawet kilkadziesiąt miliardów dzisiejszych złotych! Jaką obecnie mają wartość książeczki mieszkaniowe i do czego można je wykorzystać?

63 lata temu rząd wydał słynną uchwałę nr 65 „w sprawie zapewnienia realnej wartości wkładów na mieszkaniowych książeczkach oszczędnościowych Powszechnej Kasy Oszczędności”. Od 1958 r. oszczędzającym zaczęto wypłacać premię gwarancyjną, dzięki której mieli mieć pewność, że realną wartość zachowa wkład do wysokości 50% kosztów budowy lub uzyskania mieszkania o powierzchni 85 m kw. Sposób waloryzacji był prosty: na ile metrów mieszkania lub domu zaoszczędziłeś w danym roku, na tyle mogłeś liczyć w momencie likwidacji książeczki mieszkaniowej w ramach premii gwarancyjnej.Książeczki mieszkaniowe

W dużych miastach Polacy musieli oszczędzać w ten sposób na spółdzielcze mieszkanie lokatorskie lub własnościowe, bo na zakup mieszkania na zasadach komercyjnych mało kogo było stać. Niestety, z czasem system oszczędzania zamienił się w piramidę finansową, która w 1989 r. ostatecznie runęła wraz ze zmianą ustroju. Na lodzie pozostało kilka milionów posiadaczy książeczek mieszkaniowych, często z zawinkulowanym wkładem, co oznaczało, że zgromadzili 10-20% wymaganych przez spółdzielnie kosztów budowy mieszkania. Wskutek hiperinflacji, która w latach 1989–1990 osiągnęła poziom 1 395%, a potem denominacji, oszczędności gromadzone w latach 70. czy 80. były niewiele warte.

W obronie posiadaczy książeczek stanął rzecznik praw obywatelskich. Na jego wniosek w 1993 r. Sąd Najwyższy wydał uchwałę (III CZP 58/93), w której stwierdził, że wkład na książeczce mieszkaniowej i premia gwarancyjna nie podlegają waloryzacji na podstawie art. 358§ 3 k.c. Innymi słowy, pokrzywdzeni mają zamkniętą drogę sądową. O waloryzacji premii gwarancyjnej ma zaś decydować państwo.

Sędziowie wzięli też pod uwagę stan jego finansów. W tym czasie w rękach Polaków było ok. 5 mln książeczek mieszkaniowych. Pełna waloryzacja premii gwarancyjnej, choć rozłożona w czasie, miałaby kosztować budżet 50-80 bln zł, a po denominacji – ok. 5-8 mld zł (po obecnych cenach – kilka razy więcej). W końcówce 1993 r. GUS-owski wskaźnik ceny 1 m kw., który jest stosowany do obliczania premii gwarancyjnej, wynosił 7,5 mln zł (750 zł), zaś obecnie ok. 5 tys. zł.

Jak rządy w III RP próbowały rozwiązać ten problem? Np. w latach 1990-1995. posiadacze książeczek, którzy brali sprawy mieszkaniowe we własne ręce, mogli uzyskać rekompensatę o równowartości ceny 5 m kw. mieszkania.Książeczki mieszkaniowe 2

Od 1996 r. kwestię waloryzacji i wypłaty premii gwarancyjnej reguluje ustawa „o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych, udzielaniu premii gwarancyjnych oraz refundacji bankom wypłaconych premii gwarancyjnych oraz niektórych innych ustaw” (aktualny tekst tej ustawy).

Obecnie ta kwestia nie budzi już takich emocji jak 30 lat temu, choć w posiadaniu Polaków może być jeszcze milion książeczek założonych przed 24 października 1990 r. Rząd podaje, że wartość zgromadzonych na nich wkładów wraz z premią gwarancyjną sięga pół miliarda złotych.

Posiadacze książeczek już nie liczą na obiecaną im w PRL waloryzację. Chcą jedynie odzyskać swoje pieniądze wraz z premią gwarancyjną, której wysokość wynosi obecnie ok. 10,2 tys. zł. Jednak, żeby ją uzyskać, muszą najpierw zrealizować jeden z celów mieszkaniowych, które określa ustawa. Dobra wiadomość jest taka, że jej najnowsza nowelizacja, która weszła w życie 19 stycznia 2021 r., znacznie rozszerzyła katalog tych celów.

Właściciele książeczek mieszkaniowych dostaną premię gwarancyjną w przypadku m.in.:

  • zakupu mieszkania lub budowy domu (także w trakcie realizacji inwestycji);
  • uzyskaniu odrębnej własności lokalu mieszkalnego powstałego w drodze przebudowy, nadbudowy lub rozbudowy budynku mieszkalnego bądź pomieszczeń niemieszkalnych;
  • wpłaceniu za okres 12 miesięcy składek na fundusz remontowy wspólnoty lub spółdzielni mieszkaniowej;
  • zaciągnięcia kredytu na dom lub mieszkanie (pieniądze są doliczane do wkładu własnego);
  • wpłaceniu kaucji za mieszkanie najęte od towarzystwa budownictwa społecznego w wysokości przekraczającej 3 proc. wartości odtworzeniowej lokalu;
  • zakupu ułamkowej części (minimum ¼ udziału) mieszkania spółdzielczego o statusie własnościowym lub domu w spółdzielni;
  • zakupu ułamkowej części (minimum ¼ udziału) mieszkania stanowiącego odrębną własność lub domu;
  • zawarciu umowy najmu instytucjonalnego z dojściem do własności – premia byłaby wypłacana po 12 miesiącach od zawarcia takiej umowy, a wpłata na poczet wykupu mieszkania musiałby przekroczyć 3% wartości odtworzeniowej lokalu (tego typu umowy oferuje najemcom Fundusz Mieszkań dla Rozwoju w ramach programu Mieszkanie Plus);
  • ponoszeniu przez co najmniej 5 lat opłat z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego gruntu w prawo własności;
  • wymianie okien (co najmniej dwóch, jeśli w mieszkaniu jest więcej niż jedno) oraz montażu, wymiany lub modernizacji instalacji gazowej, elektrycznej lub wodno-kanalizacyjnej;
  • realizacji przedsięwzięcia termomodernizacyjnego (np. ocieplenie domu czy wymiany urządzenia grzewczego), przy czym wydatki na materiały budowlane, urządzenia lub usługi muszą wynieść co najmniej 6 tys. zł.

Książeczki mieszkaniowe 3

Ponadto rząd postanowił zbadać, ile faktycznie jest książeczek mieszkaniowych. Dlatego ustawa zobowiązała ich posiadaczy do zarejestrowania się w PKO BP. Warto to zrobić w tym lub przyszłym roku. Osoby rejestrujące książeczki po 1 stycznia 2023 r. będą bowiem mogły ubiegać się o premię gwarancyjną dopiero „w roku następującym po rejestracji książeczki”, czyli najwcześniej w 2024.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl