Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car w Polsce w 2020 r.

Wynajem długoterminowy aut zdołał utrzymać wzrost w 2020 roku. Branża relatywnie łagodniej od reszty rynku odczuła pandemię i urosła o 2% r/r.

Rok 2020, zdominowany przez globalne spowolnienie gospodarcze spowodowane pandemią koronawirusa, dobiegł końca i pozostawił po sobie w niemalże każdej branży wspomnienia, o których większość wolałaby szybko zapomnieć. Koronawirus, COVID, pandemia to słowa, które nie schodziły z ust na całym świecie, niezależnie od kontekstu, w którym się pojawiały. Środowisko motoryzacyjne jest bez wątpienia jednym z tych, które życzyłoby sobie, żeby rok 2020 nigdy się nie wydarzył. Pandemia odcisnęła swoje negatywne piętno także na rynku wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, a w jeszcze większym stopniu na wypożyczalniach aut. Dwucyfrowe wzrosty branży na razie odeszły w zapomnienie. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), wynajem długoterminowy samochodów w Polsce zakończył rok 2020 ze wzrostem łącznej floty na poziomie 2% r/r. Biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą i wszechobecne, duże spadki, wzrost ten, choć niewielki, zasługuje na uwagę i mimo wszystko jest pozytywną informacją. Dodatkowo, branża wynajmu długoterminowego zanotowała relatywnie dużo niższy spadek liczby zakupionych nowych aut osobowych w minionym roku, niż konkurencyjne formy finansowania samochodów. W efekcie, w 2020 roku znacząco zwiększył się udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut do firm. W wynajmie długoterminowym znajdował się już co czwarty samochód osobowy nabywany przez przedsiębiorców w naszym kraju. Spośród wszystkich form wynajmu pojazdów pandemia okazała się najbardziej dotkliwa dla branży Rent a Car, czyli wypożyczalni samochodów, która rok 2020 zakończyła ze spadkiem wynoszącym -17,3% r/r.

Branża motoryzacyjna wyjątkowo mocno ucierpiała z powodu spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19. Na rynku europejskim w 2020 roku odnotowano największe w historii analiz statystycznych spadki sprzedaży nowych samochodów. Według informacji przedstawionych przez ACEA (Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów) w całej Unii Europejskiej sprzedano w minionym roku o 3 mln nowych aut osobowych mniej niż rok wcześniej, co oznacza spadek o 23,7% r/r. Jeśli chodzi o główne rynki UE, największe spadki sprzedaży wystąpiły w Hiszpanii (-32,3% r/r), Włoszech (-27,9% r/r), czy Francji (-25,5% r/r).

Nasz kraj uplasował się pod tym względem blisko średniej unijnej, notując w 2020 r. spadek sprzedaży nowych samochodów osobowych na poziomie -22,9% w stosunku do roku 2019. Z polskich salonów wyjechało o ponad 127 tys. osobówek mniej niż rok wcześniej, łącznie 428,5 tys. aut. Polska vs UE – dynamika sprzedazy nowych aut 2020

Tradycyjnie, podobnie jak w wielu ostatnich latach, fundamentem sprzedaży samochodów osobowych w salonach w Polsce były firmy, odpowiadające za blisko ¾ nowych aut osobowych (ponad 311 tys.), które w 2020 r. wyjechały z salonów na polskie drogi. Jednakże, firmy zakupiły o 20,8% (prawie 82 tys.) osobówek mniej niż rok wcześniej. W przypadku osób prywatnych spadek ten był jeszcze większy i wyniósł niemalże 28% r/r. Udział klientów instytucjonalnych (firm) w całkowitej sprzedaży zwiększył się w poprzednim roku o 1,9% r/r.Struktura sprzedazy nowych aut w Polsce 2020 – firmy vs osoby prywatne

Spadek liczby importowanych aut używanych mniejszy niż spadek sprzedaży w salonach

Za import używanych aut zza granicy od lat odpowiadają w Polsce przede wszystkim klienci indywidualni. Pomimo, że w 2020 roku zza granicy sprowadzono o 17% aut używanych mniej niż rok wcześniej, to spadek ten był mniejszy niż w przypadku sprzedaży samochodów nowych, w szczególności w segmencie klientów indywidualnych. Do Polski sprowadzono łącznie 771 tys. aut używanych. Według informacji IBRM Samar, w listopadzie 2020 roku w Polsce padł niechlubny rekord pod względem średniego wieku sprowadzanego do naszego kraju samochodu i wyniósł on niemalże 12 lat. Do tej pory najwyższy średni wiek importowanych aut zanotowany został w lipcu 2004 r.Import aut uzywanych w Polsce vs sprzedaz nowych aut 2020

Zdecydowanie większy spadek sprzedaży nowych aut wśród klientów indywidualnych
w porównaniu ze spadkiem importu samochodów używanych zza granicy, który jest generowany przede wszystkim przez osoby prywatne, to w naszej ocenie niepokojąca tendencja
– mówi Rafał Merk, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Athlon Polska. – W 2019 roku mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym. Obecny trend oznacza, że klienci indywidualni chętniej sięgali po sprowadzane auta używane, aniżeli nowe. Co gorsza, z danych wynika, że importowane w zeszłym roku do Polski pojazdy były coraz starsze. To niedobre zjawisko, które w 2020 roku może zostać częściowo wytłumaczone ogólną sytuacją ekonomiczno – gospodarczą. Jeżeli trend ten jednak się utrzyma, to będzie bardzo niekorzystnie wpływał na poziom bezpieczeństwa i ekologii aut poruszających się po polskich drogach. Używane auta zza granicy bardzo często bowiem znajdują się w złym stanie technicznym, są mocno wyeksploatowane i nieprzyjazne dla środowiska naturalnego. Nasza branża i organizacja wielokrotnie już apelowała o uregulowanie w Polsce, podobnie jak ma to miejsce w wielu krajach europejskich, importu używanych samochodów, ograniczając sprowadzanie pojazdów starych, wyeksploatowanych, niebezpiecznych i nieekologicznych. Liczymy, że na popularności wśród Polaków będzie zyskiwała rosnąca na naszym rynku wtórnym samochodów oferta aut używanych po wynajmie długoterminowym, których wiek nie przekracza z reguły 5 lat, pochodzą wyłącznie z polskich salonów, są w bardzo dobrym stanie technicznym i są znacznie bardziej ekologiczne, a także bezpieczne, od aut importowanych.    

Już co czwarty nowy samochód osobowy nabywany przez przedsiębiorców znajduje się w wynajmie długoterminowym

Pomimo, że rok 2020 był ogólnie jednym z najgorszych w historii dla rynku motoryzacyjnego w Polsce, to poziom sprzedaży aut do firm w salonach nie był przez cały ten czas jednakowo niski. Zdecydowanie najgorszy pod tym względem był drugi kwartał, natomiast w drugiej połowie roku następowało już pewne odbicie rynku. W szczególności było to widoczne w ostatnim kwartale roku, kiedy wolumen sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm był już zbliżony do poziomu z analogicznego czasu w roku 2019, a więc sprzed pandemii (ok. 101 tys. nowych aut osobowych sprzedanych do firm w czwartym kwartale 2020 r. wobec ok. 105 tys. w porównywalnym okresie 2019 r.).Wielkosc sprzedazy nowych aut w Polsce 2020

Podobnie, niejednorodny był w roku 2020 spadek sprzedaży nowych samochodów do firm w poszczególnych formach finansowania. Na tym tle wyróżniał się wynajem długoterminowy, który zanotował najmniejszą stratę w porównaniu do roku 2019, na poziomie -13,9% r/r. Dla porównania, w przypadku konkurencyjnych rodzajów finansowania aut dla firm, czyli kredytu, zakupu i klasycznego leasingu finansowego razem, spadek sprzedaży wyniósł w minionym roku -22,7% r/r.Wynajem dlugoterminowy vs konkurencja – dynamika sprzedazy aut 2020

Relatywnie lepsze pod tym względem wyniki wynajmu długoterminowego zaowocowały znacznym zwiększeniem udziału tej formy finansowania w całkowitej sprzedaży nowych samochodów do firm – o 1,9% w porównaniu z rokiem 2019. W minionym roku w wynajmie długoterminowym znajdowało się już co czwarte (24%) nowe auto nabywane przez przedsiębiorców w Polsce. Branża zakupiła w 2020 r. łącznie 74,7 tys. nowych samochodów osobowych. Udzial wynajmu dlugoterminowego w sprzedazy aut do firm 2020

Wzrost, choć niewielki, wyróżnia wynajem długoterminowy na tle rynku w 2020 r.

Obserwowana przez kilka ostatnich lat dwucyfrowa dynamika wzrostu branży wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, w 2020 roku odeszła do historii. W każdym kolejnym kwartale roku tempo rozwoju było coraz mniejsze – branża cały czas hamowała. Jednakże, hamowanie to było już wyraźnie łagodniejsze w drugiej połowie roku, czyli w trzecim i czwartym kwartale. Rok 2019 wynajem długoterminowy zakończył ze wzrostem łącznej floty na poziomie 10,6% r/r, a na koniec roku 2020 r. wzrost ten wynosił już jedynie 2% r/r.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego aut w Polsce w 2020

Spowolnienie wywołane pandemią odcisnęło swoje piętno na całej gospodarce, w tym na rynku motoryzacyjnym i na branży wynajmu długoterminowego samochodów – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Na podkreślenie zasługuje fakt, że biorąc pod uwagę trudną ogólną sytuację gospodarczą oraz kłopoty na samym rynku motoryzacyjnym, branża wynajmu długoterminowego mimo wszystko zdołała utrzymać wzrost w 2020 roku. Choć wzrost ten jest oczywiście niewielki i daleki od poziomów do których przyzwyczailiśmy się w poprzednich latach, to wyróżnia pozytywnie wynajem długoterminowy na tle całego rynku. W drugiej połowie roku, w trzecim i czwartym kwartale, dało się zaobserwować już pewną stabilizację tempa wzrostu branży w okolicach 2 – 3% i jest to pozytywny sygnał, który może, ale nie musi oznaczać wyhamowanie dynamiki rozwoju na tym poziomie. Z umiarkowanym na razie optymizmem należy również patrzeć na relatywnie dobre dane rynkowe dotyczące sprzedaży aut do firm w ostatnim kwartale roku, kiedy to wolumen sprzedaży zbliżył się już do poziomu z 2019 roku. Nie jest wykluczone, że będziemy mieli wkrótce do czynienia z tzw. odbiciem zarówno na rynku motoryzacyjnym, jak i w branży wynajmu długoterminowego. Wiele zależało będzie jednak od rozwoju sytuacji związanej z pandemią i od ograniczeń w działalności gospodarczej w pierwszej części bieżącego roku.

W liczącej na koniec roku 2020 nieco ponad 181 tys. aut* flocie aut w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, zdecydowana większość, bo aż 89,8% pojazdów było obsługiwane w ramach usługi Full Serwis Leasing. Do najpopularniejszych samochodów należały Skoda Octavia, Opel Astra, Skoda Fabia i Volkswagen Passat.

Diesli wciąż ubywa, coraz więcej aut z napędami ekologicznymi

Na koniec 2020 roku nadal wyraźnie zaznaczał się obserwowany już od kilku lat trend spadku udziału samochodów z silnikami Diesla w wynajmie długoterminowym w Polsce. Diesle na koniec grudnia stanowiły już tylko 53,1% ogółu aut, o 5,3% mniej niż w analogicznym czasie rok wcześniej. Już 4 na 10 samochodów było natomiast napędzanych silnikami benzynowymi (41%), co oznacza wzrost ich udziału o 3% r/r. Do niedawna marginalna grupa aut ekologicznych tj. wyposażonych we wszelkiego typu silniki hybrydowe oraz napędy w pełni elektryczne, na koniec roku 2020 była już bardzo dobrze widoczna na tle ogółu i stanowiła 5,9% pojazdów w wynajmie długoterminowym. Udział aut ekologicznych (hybryd i elektrycznych łącznie) zwiększył się w ciągu roku o 2,3%. Samochody w pełni elektryczne to nadal jedynie tylko 0,4% ogółu aut w wynajmie długoterminowym.Rodzaje napedow w wynajmie dlugoterminowym – stan na koniec 2020

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w czwartym kwartale 2020 roku była o 2,8% i 3,6 g/km wyższa niż rok wcześniej i wyniosła 131,5 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 154,6 g/km i była wyższa o 3,8% i 5,7 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2019.    Srednia emisja CO2 – wynajem dlugoterminowy IV kw. 2020

Skutki pandemii najbardziej dotkliwe dla wypożyczalni samochodów

Pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia w działalności gospodarczej, a także w mobilności i przemieszczaniu się osób, najsilniej spośród wszystkich form wynajmu są odczuwane przez branżę Rent a Car (wypożyczalnie samochodów). W jej przypadku auta są wynajmowane na okresy krótkie (1-30 dni) oraz średnie (1 miesiąc – 2 lata), a głównymi motorami napędowymi są ruch turystyczny i biznesowy. Zgodnie z danymi PZWLP na koniec 2020 r., branża Rent a Car w Polsce odnotowała spadek łącznej floty aut na poziomie -17,3% r/r.

Wypożyczalnie samochodów w Polsce przez cały 2020 rok wyjątkowo dotkliwie odczuwały wpływ pandemii. Największy spadek, podobnie jak w przypadku całego rynku motoryzacyjnego, wystąpił w drugim kwartale roku (-25,5% r/r), najmniejszy natomiast w kwartale trzecim (-13,4% r/r). Na minimalnie lepsze wyniki osiągnięte w trzecim kwartale wpłynęło częściowe odmrożenie gospodarki, a przede wszystkim przywrócenie w pewnym stopniu ruchu lotniczego i działalności turystycznej.Dynamika rozwoju Rent a Car w Polsce w 2020

Spadki notowane przez branżę Rent a Car w Polsce są naturalną reakcją na ograniczenia w transporcie, a przede wszystkim w ruchu lotniczym i turystycznym – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.). – Dopóki ograniczenia te nie znikną i gospodarka nie zostanie odmrożona przynajmniej w sektorach turystycznym i lotniczym, wypożyczalnie aut, których głównych przedmiotem działalności jest zapewnianie doraźnej mobilności, będą znajdowały się w ciężkiej sytuacji. Niestety, problemy naszej branży spowodowane pandemią trwają już blisko od roku i nie jest wykluczone, że część firm Rent a Car może mieć trudności z zachowaniem wcześniejszej skali działalności. Za pozytywne można obecnie uznać odmrożenie rynku wtórnego pojazdów, co pozwala wypożyczalniom elastycznie dostosowywać swoją flotę samochodów do aktualnej sytuacji, zbywając niewynajmowane pojazdy i wpływając w ten sposób na choć część niezbędnych do poniesienia kosztów stałych.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec grudnia 2020 roku ponad 13,5 tys. aut***.

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

*** – razem z flotą w usługach car sharing

Rok 2020 na rynku biurowym – czynsze coraz niższe, rośnie wskaźnik pustostanów

Analitycy REDD, niezależnej platformy dostarczającej dane o rynku biurowym w Polsce, podsumowali 2020 rok na rynku biurowym. Na koniec czwartego kwartału łączne zasoby powierzchni biurowej w Polsce wyniosły 12,88 mln m kw. Najwięcej powierzchni zlokalizowane jest w Warszawie (6,87 mln m kw.), Krakowie (1,41 mln mkw.), Wrocławiu (1,25 mln m kw.) – wynika z raportu REDD. Analitycy platformy jako jedyni w Polsce biorą pod uwagę powierzchnię we wszystkich budynkach klasy A, B i C. 

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Polsce wynoszą już ponad 12,88 mln m kw., a w budowie znajduje się 1,32 mln m kw. Według danych REDD, w samej Warszawie powstaje obecnie ok. 660  tys. m kw., w Katowicach ponad 150 tys. m kw., a w Krakowie ponad 147 tys. m kw.

Rośnie również wskaźnik pustostanów. Tylko w Warszawie w budynkach klasy A (nowoczesna powierzchnia) prawie 650 tys. m kw. jest do wynajęcia od ręki, a kolejne 280 tys. mkw. w budynkach już komercjalizowanych, ale będących jeszcze w trakcie budowy.

Z kolei w całej Polsce we wszystkich biurowcach z bazy REDD było do wynajęcia ponad 2,5 mln m kw., z czego prawie 700 tys. m kw. w budynkach już komercjalizowanych, ale w trakcie budowy.

Rok zmian na rynku biur

Za nami rok, który przejdzie do historii, a jego skutki obserwować będziemy przez kolejne lata – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. Jak dodaje, pandemia zmieniła nie tylko model pracy, ale i rynek pracy, co nie pozostało bez wpływu na rynek biur.

Praca hybrydowa jest już stałym elementem na rynku pracy, firmy nauczyły się jak pracować zdalnie. Najczęściej wybieranym modelem jest praca w biurze w wymiarze 3-4 dni. Takie podejście może w perspektywie długookresowej mieć znaczący wpływ na zapotrzebowanie na powierzchnię biurową – prognozuje Piotr Smagała z REDD.

W ocenie eksperta, biura jednak nadal odgrywać będą znaczącą rolę w firmach. Dla biznesu są one niezbędne i pokazały to ostatnie miesiące. Home office odkrył, jak ważny dla zespołu jest kontakt osobisty, jak bardzo potrzebne są spotkania osobiste i „burza mózgów”.

Negatywne skutki pandemii COVID-19 rynek biurowy zaczął odczuwać niemal od razu po wprowadzeniu twardego lockdownu w marcu 2020 roku. Negocjacje dotyczące wynajmu nowych powierzchni w wielu przypadkach zostały zawieszone, a firmy czekały na ustabilizowanie się sytuacji – mówi Piotr Smagała.

Podaż. Ponad 646 tys. nowych mkw. w całej Polsce

W 2020 roku na rynek dostarczono w całej Polsce ponad 646 tys. mkw. biur. W samej stolicy pojawiła się powierzchnia w ramach np. The Warsaw Hub, zrealizowanego przez Ghelamco Poland o powierzchni 89 tys. mkw. czy Mennica Legacy Tower od Golub GetHouse, który dostarczył ponad 47 tys. mkw.

Nowe inwestycje będą kontynuowane, ale podjęcie decyzji o ich rozpoczęciu będzie szerzej analizowane niż do tej pory. Deweloperzy dużo ostrożniej podchodzą do nowych projektów, a data ich rozpoczęcia może wydłużyć się do momentu ustabilizowania sytuacji związanej z pandemią COVID-19 – mówi Piotr Smagała, REDD.

Właściciele zmieniają podejście

Sytuacja ostatnich miesięcy zmieniła także podejście właścicieli budynków. Już teraz są oni bardziej skłonni do większego pola negocjacji czynszu i długości trwania umowy – zaznacza Piotr Smagała.

Jak dodaje, jednym z ważniejszych trendów w 2020 roku była również wzrastająca liczba powierzchni oferowanej na podnajem. Obecnie w Warszawie na firmy zainteresowane takim rozwiązaniem czeka ok. 110 tys. mkw.

Dodatkowo właściciele dostosowują się do wymagań najemców. Co za tym idzie, oferować będą elastyczną powierzchnię w budynkach. Ważne będą przestrzenie wspólne w budynkach, salki konferencyjne „na godziny” dostępne dla wszystkich najemców obiektu. Idziemy w kierunku takiej „coworkizacji biur”.

Czynsze coraz niższe

W ostatnich miesiącach obserwujemy redukcję stawek czynszów za wynajem powierzchni biurowych, zarówno po stronie czynszów bazowych, jak i efektywnych. Średnia stawka w Warszawie wynosi nieco pod 14 euro/mkw./m-c. Spadek średnich stawek dotyczy każdej klasy obiektów biurowych.

Platforma REDD Real Estate Digital Data opublikowała dane dotyczące całego rynku powierzchni biurowych w Polsce za rok 2020. Źródłem informacji jest największa baza danych o rynku analizująca 26 rynków biurowych w kraju. Dane zawarte w raporcie „Office Market Snapshot 2020” dotyczą powierzchni biurowej oddanej do użytku w budynkach klas A, B i C, budynków w budowie, liczby i wielkości transakcji wynajmu, liczby powierzchni niewynajętej oraz liczby powierzchni będącej w IV kw. oferowanej do podnajmu.

Co dalej z Amazonem?

Amazon, który należy do grona pięciu największych spółek technologicznych, przygotowuje się do ekspansji w warunkach, gdy zakończy się pandemia. W listopadzie 2020 r. uruchomił aptekę internetową. Inwestorzy w napięciu czekają na wyniki finansowe giganta.

– Amazon w Polsce kojarzony jest przede wszystkim z e-commerce, jednak jego działalność jest o wiele szersza i szyta na miarę pandemii, gdy konsumenci mają ograniczony dostęp do tradycyjnych zakupów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Spółka prężnie działa także w obszarze streamingu wideo na żądanie, a więc tam, gdzie Netflix, Apple czy Disney.

Kurs akcji Amazon w 2020 r. wzrósł o ponad 100 proc. Jeżeli skala pandemii będzie szybko maleć, czy musi to negatywnie wpłynąć na wyniki finansowe Amazon? Niekoniecznie, bo spółka bardzo szybko rozwija się w obszarze usług w chmurze. I jest już liderem, prześcigając Microsoft.

– Internetowa apteka Amazon Pharmacy może w przyszłości przynosić gigantyczne przychody, bo rynek opieki zdrowotnej wart jest w USA 4 bln dolarów – wyjaśnia ekspert CMC Markets.

Ta ekspansja zmieni także rynek usług e-commerce w Polsce, pozostają tylko wątpliwości, jak bardzo. Wejście Allegro na GPW było debiutem 2020 roku na warszawskiej giełdzie, a inwestorów nie wystraszyła informacja w prospekcie emisyjnym, że bardzo istotnym czynnikiem ryzyka może okazać się właśnie wejście Amazon na polski rynek.

– 27 stycznia Amazon oficjalnie ogłosił, że rozpoczyna działalność swojego serwisu amazon.pl i przedsiębiorcy mogą już rejestrować się na tym portalu, a więc ten czynnik ryzyka właśnie się materializuje, a po tej informacji kurs akcji Allegro mocno spadł – dodaje Maciej Leściorz. – Jak dotąd wysokie wzrosty kursu akcji Amazon sprzyjały Allegro, bo akcje obu spółek często znajdowały się w portfelach tych samych inwestorów, teraz może się to zmienić.

Wojna o polski rynek pomiędzy Amazon i Allegro jest nieunikniona, ale jej kulminacja może mieć miejsce dopiero za kilka lat. Nie bez powodu jednak Amazon ma już w Polsce swoje centra logistyczne.

Prawie połowa Polaków kupuje na zapas. Jedna trzecia zapłaci więcej za wygodę podczas zakupów

46 proc. Polaków, a więc aż o 5 p.p. więcej niż miesiąc temu, kupuje więcej niż jest w stanie zużyć na bieżąco. To najwyższy wynik w historii ankiety Global State of the Consumer Tracker, przeprowadzanej cyklicznie przez firmę doradczą Deloitte. Najnowsze wyniki badania reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią pokazują także spore zmiany w koszykach zakupowych Polaków. O 10 p.p. spadła liczba konsumentów, którzy spodziewają się więcej wydać na żywność. Mniej z nas przewiduje również większe wydatki na odzież i rzeczy do domu. Od listopada spada także, opracowany przed Deloitte, indeks niepokoju. Obecnie wynosi on dla Polski 2 proc.

Styczniowa edycja badania Deloitte jest drugą z kolei, która pokazuje spadek poziomu obaw polskich konsumentów. Od listopada, czyli miesiąca kiedy opracowany przez firmę doradczą indeks niepokoju wyniósł nad Wisłą rekordowe 34 proc., dziś jest on o 32 p.p. niższy. W najnowszej edycji badania różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które temu zaprzeczyły, wyniosła zaledwie 2 proc., a Polska z kraju o najwyższym indeksie niepokoju na świecie spadła w ciągu dwóch miesięcy na szóste miejsce i tylko w Europie wyprzedzają nas Irlandia, Wielka Brytania i Włochy.

Topnieje liczba polskich konsumentów, którzy wskazują pandemię COVID-19 jako główną przyczynę wzrostu poziomu niepokoju. W ciągu miesiąca to spadek o kolejne 2 p.p. O 3 p.p. mniej jest także osób, które martwią inne problemy zdrowotne, czy kwestia wysłania dzieci do szkoły. Zauważalnie natomiast zyskują na znaczeniu kwestie związane z sytuacją zawodową czy zatrudnieniem. Liczba osób, które wskazały ten powód jako przyczynę wzrostu niepokoju zwiększyła się z 28 proc. do 35 proc. – mówi Michał Tokarski, Partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Więcej wydamy na podróże

Mimo obostrzeń w różnych krajach związanych z pandemią oraz zamkniętych hoteli w Polsce, konsumenci nad Wisłą deklarują znacznie większe niż miesiąc temu planowane wydatki na podróże. Liczba osób, które w ciągu najbliższych czterech tygodni chcą wydać na ten cel więcej, wzrosła z 9 do 13 proc. Z drugiej strony, wyniki najnowszej edycji badania poniekąd pokazują skutki kwarantanny i częstszego niż zwykle przebywania w domu. O 6 p.p. przybyło ankietowanych, którzy przewidują, że zwiększą wydatki na elektryczność czy ogrzewanie, a o 4 p.p. tych, którzy spodziewają się większych rachunków za telewizję kablową. To może też tłumaczyć dalszy nieznaczny wzrost (+1 p.p.) planowanych wydatków na elektronikę (17 proc.). Z 16 do 24 proc. wzrosła natomiast liczba zapytanych, którzy deklarują, że w ciągu najbliższego miesiąca więcej wydadzą na utrzymanie mieszkania lub domu (jak na przykład czynsz lub koszty związane z wynajmem), a także meble (15 proc.).

Spore zmiany widać też w spożywczym koszyku polskiego konsumenta. Po zwiększonych przed świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem wydatkach na żywność i alkohol, obecnie Polacy planują zdecydowanie mniej wydawać na te kategorie zakupowe. Tylko nieco ponad jedna czwarta z nas w nadchodzących tygodniach więcej wyda na artykuły spożywcze, podczas gdy miesiąc temu odpowiedziało tak aż 38 proc. ankietowanych. Z 18 do 13 proc. spadła również liczba konsumentów, którzy deklarują, że w najbliższym czasie zwiększą wydatki na alkohol, mówi Kamil Kucharczyk, Wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Ekspert dodaje, że na podobnym poziomie (+1 p.p.) utrzymuje się natomiast liczba Polaków, którzy chcą więcej wydawać na jedzenie na wynos.

W ciągu miesiąca nad Wisłą spadła liczba konsumentów, którzy planują w ciągu najbliższych tygodni więcej wydać na odzież (17 proc.) i na rzeczy codziennego użytku do domu (25 proc.).

Zyskują duże marki

Zaraz po Niemcach, Polacy najchętniej na świecie kupują produkty spożywcze w sklepach stacjonarnych. Odpowiedziało tak aż 90 proc. z nas, a więc jedynie 1 p.p. mniej niż Niemców. Za Polakami są Włosi (89 proc.), Irlandczycy, Kanadyjczycy i Japończycy (po 88 proc.). Wciąż nie możemy się przekonać do kupowania żywności online. Decyduje się na to jedynie 7 proc. z nas, tyle samo co Francuzów i Włochów. Z większą rezerwą do kupowania żywności w Internecie podchodzą Kanadyjczycy (6 proc.). Najchętniej na świecie robią to mieszkańcy Korei Południowej (27 proc.), a w Europie – Brytyjczycy (20 proc.).

Zdecydowanie większym zaufaniem Polaków cieszą się produkty znanych marek. Najczęściej decydujemy się na ich zakup, wybierając rzeczy do domu (75 proc.) oraz napoje (59 proc.). Co ciekawe od ostatniego badania o 4 p.p. przybyło konsumentów, którzy wybierają znane marki podczas zakupu napojów.

Private labels, czyli marki własne sieci handlowych zdecydowanie wygrywają podczas zakupów żywności. W tym przypadku ufa im niespełna jedna trzecia rodzimych konsumentów. Nieco ponad jedna czwarta z nas wybiera marki własne sklepów, kupując środki higieny osobistej, a 24 proc. – napoje. Co ciekawe, w przypadku wszystkich kategorii zakupowych odnotowaliśmy w ciągu miesiąca spadek zainteresowania tzw. store brands na korzyść znanych i dużych marek, mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

Zauważalnie, o 6 p.p., spadła liczba konsumentów, którzy wybierają produkty dużych marek, bo uważają, że są lepszej jakości ( 32 proc.), choć nadal ufa im 36 proc. ankietowanych. O 2 p.p. przybyło Polaków, którzy z kolei wybierają produkty private labels, bo uważają, że są lepszej lub takiej samej jakości jak name brands.

Po elektronikę do sieci

Elektronika pozostaje kategorią zakupową, którą Polacy najchętniej kupują online (40 proc.). Często także przez Internet zamawiamy jedzenie (39 proc.). Nadal chętnie kupujemy online ubrania (35 proc.), choć od ostatniej fali badania liczba osób, które tak odpowiedziały – podobnie jak w przypadku elektroniki – spadła o 2 p.p.

Można przyjąć, że te trzy kategorie zakupowe także globalnie najchętniej kupowane są w sieci. Elektronikę kupuje w Internecie ponad połowa Brytyjczyków i aż 47 proc. Niemców. Do sklepów stacjonarnych z kolei konsumenci na świecie najczęściej wybierają się po jedzenie – jak na przykład wspomniani już Niemcy czy Polacy – i po leki. W tradycyjnych sklepach kupuje je aż 90 proc. Hiszpanów, mówi Wiesław Kotecki, Partner, lider zespołu Customer Strategy & Applied Design.

Po jedzeniu (90 proc.) i lekach (81 proc.) polscy konsumenci stacjonarnie najczęściej kupują rzeczy do domu (81 proc.) i meble (63 proc.).

To kolejna edycja badania Deloitte, w której uwagę przyciąga tzw. trend BOPIS, czyli buy online, pick up in store. Wolno, ale systematycznie przybywa w kraju konsumentów, którzy wybierają tę formę zakupów. Podobnie jak Francuzi, najchętniej zamawiamy w Internecie i odbieramy osobiście w sklepie elektronikę (14 proc.), a także ubrania i jedzenie w restauracjach (12 proc.). Najrzadziej decydujemy się na kupowanie w ten sposób żywności (4 proc.). Na świecie trend BOPIS największą popularnością cieszy się w Irlandii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Po 19 proc. uczestników badania z tych krajów najczęściej zamawia w ten sposób jedzenie w restauracjach.

Zyskują odpowiedzialni społecznie

O 2 p.p. ubyło od ostatniej fali badania polskich konsumentów gotowych więcej zapłacić za wygodę, czyli na przykład dostarczenie zakupów do domu. Tzw. trendowi convenience poddaje się obecnie 31 proc. Polaków. 55 proc. z nich jako powód wskazuję ochronę zdrowia. To wciąż najważniejsza przyczyna, ale liczba osób, które ją wskazały spadła w ciągu miesiąca aż o 9 p.p. Nadal dokładnie połowa zapytanych decyduje się na to, kierując się oszczędnością czasu.

– Polacy nie tylko zdają się wracać do starych nawyków, związanych z robieniem zapasów, ale też liczba osób, które się na to decydują w ciągu miesiąca wzrosła aż o 5 p.p. i jest najwyższa w historii naszego badania. 46 proc. ankietowanych kupuje więcej niż jest w stanie zużyć na bieżąco. To też – co nie zaskakuje już od wielu miesięcy – najwyższy wynik w Europie. Globalnie wyprzedzają nas Chińczycy. Zapasy robi aż 61 proc. z nich – mówi Michał Tokarski.

O 2 p.p. spadła od początku grudnia liczba osób, które polują na okazje (46 proc.). W Europie najczęściej przyznają się do tego Niemcy i Brytyjczycy (48 proc.), na świecie – Chińczycy (64 proc.). Na stałym poziomie utrzymuje się liczba polskich konsumentów, którzy chętniej kupują od lokalnych sprzedawców i producentów, nawet jeśli muszą zapłacić za ich produkty więcej (48 proc.). W Europie przodują pod tym względem Irlandczycy, a lokalne produkty wybiera ponad połowa z nich. Nad Wisłą widać także lekki wzrost zainteresowania markami odpowiedzialnymi społecznie. 39 proc. z nas przyznaje, że kupuje więcej od producentów, którzy odpowiedzialnie zareagowali na kryzys wywołany pandemią.

O badaniu
Omawiana edycja badania „Global State of the Consumer Tracker” jest czternastą ankietą na świecie i jedenastą, w której udział bierze Polska. Badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa, zostało przeprowadzone przez Deloitte na przełomie grudnia i stycznia wśród konsumentów z 18 krajów. Oprócz Polski byli to mieszkańcy: Australii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile oraz RPA. W każdym kraju zostało wypełnionych po tysiąc ankiet.

W 2020 roku liczba rejestracji samochodów osobowych w Polsce spadła o 23%

W 2020 r. w Polsce zarejestrowano 428,3 tys. nowych samochodów osobowych – o 23% mniej w porównaniu do 2019 roku. Spadki rejestracji, z wyjątkiem motocykli, dotyczą również aut dostawczych, ciężarowych, przyczep i naczep, autobusów oraz motorowerów. Tempo wzrostu utrzymuje segment samochodów osobowych z napędami alternatywnymi. W 2020 roku w Polsce liczba rejestracji samochodów tego typu wyniosła 79,2 tys. i była wyższa o 50,2% niż w 2019 roku. Przez pandemię COVID-19 spadła produkcja pojazdów. W całym 2020 roku w Polsce wyprodukowano ogółem 451,4 tys. pojazdów – o 30,5% mniej niż w poprzednim roku. Najgłębszy spadek wynoszący 35,8% odnotowano w produkcji samochodów osobowych.

W ostatnim kwartale 2020 roku zarejestrowano w Polsce 133,2 tys. nowych samochodów osobowych tj. o 11,5 tys. mniej niż w tym samym kwartale poprzedniego roku. Ogółem w całym 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych spadła aż o 22,9% i wyniosła 428,3 tys. Spadki odnotowano w rejestracjach dokonywanych przez klientów instytucjonalnych, których w tym okresie było 311,1 tys. (-20,8%). Z kolei klienci indywidualni w omawianym czasie zarejestrowali 117,3 tys. szt. samochodów osobowych, co oznacza, że spadek był jeszcze głębszy i wyniósł -28%.

Rok 2020 był rokiem bezprecedensowych spadków zarówno w rejestracjach pojazdów, jak i produkcji motoryzacyjnej. Tak drastycznego obniżenia popytu na wszystkie kategorie pojazdów – z wyjątkiem motocykli – nie notowano w powojennej historii Europy. Co oczywiste – brak popytu przełożył się na wyhamowanie produkcji w całym sektorze motoryzacyjnym. Niestety, obserwując wstępne wyniki stycznia br. można przyjąć, że powrót do sytuacji sprzed roku 2020 potrwa wiele lat. Kryzys wywołany pandemią zbiegł się ponadto z trwającymi rewolucyjnymi zmianami w motoryzacji, mającymi na celu radykalne obniżenie emisji szkodliwych substancji. Cała branża stoi obecnie przed koniecznością przechodzenia na niskoemisyjne napędy, co pociąga za sobą i ogromne koszty i konieczność przewartościowania dotychczasowego podejścia do tradycyjnej motoryzacji – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Rynek samochodów premium+ okazał się bardziej odporny na skutki pandemii niż sektor marek popularnych. W całym 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych marek premium+ wyniosła 76,6 tys. i była niższa o 4,8% w porównaniu do 2019 roku. Na rynku dominuje segment klientów instytucjonalnych, który skurczył się o 6,7%, natomiast liczba rejestracji w segmencie klientów indywidualnych wzrosła o 13,2% względem 2019 roku.

O ponad 50% więcej rejestracji pojazdów z napędami alternatywnymi niż w 2019 roku

W 2020 roku liczba rejestracji pojazdów z napędami alternatywnymi wyniosła 79,2 tys. i była wyższa o 50,2% niż w 2019 roku. Wzrost liczby rejestracji odnotowały wszystkie napędy alternatywne, największy dotyczy hybryd typu Plug-in – o 260,1% r/r, oraz samochodów elektrycznych – o 147,1% r/r. Ponad 60,2 tys. pojazdów z napędami alternatywnymi kupili klienci instytucjonalni, co przełożyło się na 46,7% wzrost r/r. Natomiast klienci indywidualni w całym 2020 roku kupili 18,9 tys. tego typu aut, co oznacza wzrost 62,4% w porównaniu do 2019 roku.

Pomimo kryzysu spowodowanego pandemią, w 2020 roku Polacy zarejestrowali 3,7 tys. pojazdów z napędem elektrycznym. Jest to wzrost aż o 147,1% w stosunku do 2019 roku. Można zatem stwierdzić, że trend rozwoju elektromobilności wciąż rośnie. Niezmiennie znacznie więcej aut z napędem alternatywnym nabyli klienci instytucjonalni w stosunku do klientów prywatnych. Warto jednak zwrócić uwagę na zdecydowanie wyższe tempo wzrostu, czyli ponad 62% wobec 46,7% wśród klientów indywidualnych – mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Niższa sprzedaż w segmencie autobusów oraz samochodów ciężarowych

W 2020 roku liczba rejestracji w segmencie autobusów i autokarów wyniosła 1 486 sztuk i była o 39,9% niższa niż w poprzednim roku. W grupie samochodów ciężarowych w omawianym okresie zarejestrowano 20,6 tys. samochodów ciężarowych, co oznacza spadek o 27% w porównaniu z 2019 rokiem. Podobnej wielkości spadki odnotowano w segmencie przyczep i naczep – w całym 2020 roku zarejestrowano ich 16,4 tys., tj. o 28,4% mniej niż w 2019 roku. Na całym rynku przyczep i naczep, liczba rejestracji dominujących konstrukcji skrzyniowych zmniejszyła się o 36%. W grupie naczep najbardziej łagodny spadek odnotowano wśród furgonów (-6%).

rejestracja nowych samochodów 2020

Wzrost sprzedaży motocykli

Sytuacja spowodowana pandemią COVID-19 nie zmieniła kierunku dynamicznego rozwoju, jaki polski rynek motocykli obrał w 2019 roku. W całym 2020 roku zarejestrowano 21,8 tys. nowych motocykli, czyli o 14,2% więcej niż przed rokiem. Pozytywną dynamikę odnotowały wszystkie typy tego rodzaju pojazdów – największą jednoślady typu sport (+49%) oraz off road (+33%).

Natomiast inaczej niż w przypadku motocykli, spadek liczby rejestracji odnotował segment motorowerów. W 2020 roku zarejestrowano 18,3 tys. nowych motorowerów, czyli o 4,3% mniej w porównaniu z 2019 rokiem.

Spadła liczba pojazdów wyprodukowanych w Polsce w 2020 roku

W 2020 roku w Polsce wyprodukowano 451,4 tys. pojazdów samochodowych. Oznacza to spadek o 30,5% w porównaniu z poprzednim rokiem. Spadła liczba wszystkich produkowanych rodzajów pojazdów. Najbardziej zmniejszył się wolumen produkcji samochodów osobowych, który wyniósł 278,9 tys. szt., czyli o 35,8% mniej niż w 2019 roku.

Złoto: popyt inwestycyjny mocno w górę, jubilerski z dużym spadkiem

Zamkniecie gospodarki, rekordowo wysokie ceny i ogólna niepewność polityczno-ekonomiczna nie zachęcały klientów do kupowania złotej biżuterii w 2020 roku. W przeciwną stronę skierował się popyt inwestycyjny. W 2020 roku na całym świecie sprzedano rekordowe 1 773,2 ton złota bulionowego. To aż o 40% więcej niż przed rokiem. Natomiast cena złota w 2020 roku wzrosła o 25% kończąc rok na poziomie 1 887,6 USD – wynika z raportu Światowej Rady Złota. Jak to wyglądało w Polsce? Według badania firmy Tavex w kruszec zainwestowało prawie 15% respondentów. Co ciekawe, aż 35% osób uważa, że warto postawić na ten rodzaj aktywa przy inwestowaniu oszczędności.

Spadek popytu na złoto

Popyt na złoto podzielił się pomiędzy złoto fizyczne i fundusze ETF, które stanowią substytut złota fizycznego. W 2020 roku Światowa Rada Złota odnotowała spadek całkowitego popytu na królewski kruszec o 14%, z 4 386,4 do 3 759,6 ton. Był to pierwszy rok, zakończony wynikiem poniżej 4 000 ton, od 2009 roku.

Popyt jubilerski ma znaczący udział w całkowitym popycie na złoto. Wyjątkowo trudna sytuacja pandemiczna pozostawiła wyraźne piętno na sektorze królewskiego kruszcu – popyt na złotą biżuterię spadł aż o 34%. Pandemia zmusiła gospodarstwa domowe na całym świecie do przewartościowania priorytetów – produkty pierwszej potrzeby ugruntowały swoją pozycję względem dóbr stricte konsumpcyjnych. Dodatkowym obciążeniem dla rynku złotej biżuterii okazały się rekordowo wysokie ceny złota wskazuje Aleksandra Olbryś, Młodszy Analityk ds. Rynku Złota, Tavex.

Banki centralne również w pandemicznym roku ograniczyły swoje wydatki w tym zakresie. W 2020 r. kupiły one o prawie 60% złota mniej niż w roku poprzednim (poniżej 273t). Natomiast w czwartym kwartale ub.r. światowe rezerwy oficjalne wzrosły o 44,8 tony w ciągu analizowanego okresu.

Złote ETF-y z rekordowym wynikiem

O ile zapotrzebowanie na fizyczny metal w postaci sztabek i monet wzrosło tylko o 3% rdr (z 870,9 do 896,1 ton), o tyle pasywnie zarządzane fundusze inwestycyjne (ETF) nabyły rekordowe 877,1 ton kruszcu – jest to wzrost o 120 proc. (z 398,3 ton). Nie przeszkodził w  tym nawet odpływ w wysokości 130 ton, który miał miejsce w czwartym kwartale 2020 roku.

Wato wiedzieć, że to właśnie trwający w 2020 roku napływ gotówki do „złotych” ETF-ów napędził hossę na rynku złota, wynosząc wysoko ceny królewskiego kruszcu, które finalnie pobiły historyczne rekordy. Latem ub.r. kurs kontraktów terminowych na złoto po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 2000 USD za uncję trojańską – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W najbliższym czasie możemy się spodziewać dalszych wzrostów zainteresowania funduszami EFT. Powodem tego będą nadal postępujące skutki pandemii, zarówno ekonomiczne, jak i społeczne – dodaje.

Inwestycje w Polsce

Według danych firmy Tavex rok 2020 nie był zły dla królewskiego kruszcu na naszym rodzimym rynku. W 2020 roku firma odnotowała ponad trzykrotny wzrost przychodów w porównaniu do tych z 2019 roku. Pokazuje to, jak bardzo rośnie popularność inwestowania w złote sztabki i monety.

Według naszego badania – w rankingu atrakcyjności inwestowania – na pierwszym miejscu znajdują się nieruchomości, ponad połowa (54%) respondentów uznaje je za najbardziej opłacalną opcję. Drugie miejsce zajmuje złoto – ponad jedna trzecia wskazań. Coraz więcej osób zaczyna interesować się lokowaniem majątku w tym kruszcu, ponieważ zachowuje swoją wartość nawet w czasach kryzysów gospodarczych – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Najczęściej w złoto inwestowały osoby z dochodem netto powyżej 5000 zł (30,8%), kolejno respondenci z przedziału 2001-3000 zł (15,6%) oraz 3001-5000 zł (9%).

W 2020 roku bardzo dynamicznie wzrosła ilość postępowań restrukturyzacyjnych otwieranych przez polskich przedsiębiorców

Firma doradcza MGW Corporate Consulting Group opublikowała swój kolejny, kwartalny raport dotyczący postępowań restrukturyzacyjnych w Polsce. Tym razem dane dotyczą zarówno IV kwartału jak i całego roku 2020. Raport powstał na podstawie analizy ogłoszeń ukazujących się w Monitorze Sądowym i Gospodarczym jak również praktycznej wiedzy podmiotu prowadzącego szereg postepowań restrukturyzacyjnych.

Jak mówi Mariusz Grajda – Partner Zarządzający w MGW CCG, ilość i rodzaj otwieranych przez przedsiębiorstwa postępowań restrukturyzacyjnych może być istotnym wskaźnikiem koniunktury gospodarczej a także obrazować ryzyko związane z prowadzeniem działalności w poszczególnych lokalizacjach lub w ramach poszczególnych gałęzi gospodarki. Dlatego, w odpowiedzi na prośby czytelników raport uwzględnia szczegółowe dane dotyczące postępowań w podziale na województwa i branże.

Z kolei według Tomasza Ryżyńskiego – Prezesa Zarządu firmy MGW Doradca Restrukturyzacyjny, w aktualnej sytuacji gospodarczej, przewidziane przepisami postępowania restrukturyzacyjne są bardzo efektywnym i niedocenianym narzędziem służącym poprawie sytuacji podmiotów, które utraciły płynność finansową. Skuteczne przeprowadzenie procesu wymaga jednak przede wszystkim właściwego wyboru doradcy restrukturyzacyjnego. Pozostałe elementy niezbędne dla sukcesu postępowania to właściwy wybór czasu jego otwarcia, dobór odpowiedniej procedury i odpowiednie sformułowanie propozycji układowych.

Czwarty kwartał 2020 roku był okresem bardzo dynamicznego wzrostu ilości otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych. W porównaniu z trzecim kwartałem było ich więcej o 41,9%. Jeszcze bardziej imponujący wzrost zanotowano wobec analogicznego okresu roku 2019 – wyniósł on aż 175%.

Kondycja przedsiębiorstw wyraźnie się pogarsza mimo niezłych danych makroekonomiczych

Jak mówi Mariusz Grajda – opublikowane przez GUS nienajgorsze dane ekonomiczne dotyczące trzech kwartałów  2020 roku wyraźnie nie przekładają się na sytuację finansową przedsiębiorców. Tak znaczący wzrost ilości postępowań restrukturyzacyjnych jest spowodowany trzema grupami czynników. Po pierwsze przedłużającymi się ograniczeniami związanymi z pandemią, po drugie wprowadzeniem nowej, bardzo wygodnej dla przedsiębiorców procedury uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu, po trzecie, wzrastającym poziomem wiedzy przedsiębiorców na temat przysługujących im środków prawnych.

W 2020 roku najwięcej postępowań otwarto w województwach: mazowieckim (166), śląskim (85), wielkopolskim (84) i dolnośląskim (66). Oznacza to, że największa ilość postępowań jest otwierana w największych aglomeracjach, gdzie również zarejestrowana jest największa ilość podmiotów gospodarczych. Analiza ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej w zależności od lokalizacji wymaga jednak odniesienia tych danych do liczby przedsiębiorstw zarejestrowanych na terenie danego województwa. Według danych MGW CCG, najwięcej postępowań restrukturyzacyjnych w przeliczeniu na 10 000 przedsiębiorstw otwieranych jest w województwie podlaskim (3,9/10 000), na drugim miejscu jest województwo warmińsko – mazurskie (3,25/10 000) a na trzecim kujawsko – pomorskie (2,75/10 000). Dopiero czwarte miejsce zajmuje województwo mazowieckie ze wskaźnikiem 2,25 postępowań restrukturyzacyjnych na 10 000 zarejestrowanych przedsiębiorstw. Z kolei najmniej postępowań jest w województwach małopolskim, pomorskim i podkarpackim – odpowiednio 1, 1,1 i 1,3 postępowań na 10 000 przedsiębiorstw.

Jeśli chodzi o rodzaj otwieranych postępowań, zdecydowanie dominują uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu (52% wszystkich postępowań), na drugim miejscu są przyspieszone postępowania układowe (28%) a na trzecim postępowania sanacyjne (16%). Dominacja UPOZU – nowego typu postępowania, wprowadzonego w ramach jednej z ustaw tarczy antykryzysowej, jest konsekwencją przewidzianych przez prawo uproszczonych procedur, a także tego, że otwarcie postępowania może się odbyć bez udziału sądu.

Jakie branże najczęściej sięgają po narzędzia restrukturyzacyjne?

W latach 2018 – 2020 największy wzrost ilości otwieranych postępowań zanotowano w branży klasyfikowanej jako pozostałe usługi. Od 2008 roku ilość postępowań wzrosła tam z 97 do 205. W grupie tej mieszczą się przedsiębiorstwa klasyfikowane  pod numerami PKD od 64 do 96. Największy udział wśród tych przedsiębiorstw maja firmy prowadzące działalność określaną jako „działalność profesjonalna, naukowa i techniczna” (ponad 20%). Są to firmy działające w branży marketingowej jak również usług specjalistycznych (np. usługi prawne lub usługi księgowe). Może to być niepokojący wskaźnik obrazujący pogarszającą się kondycje pozostałych podmiotów, które w dobie narastającej niewypłacalności rezygnują z usług prawnych i marketingowych. Niewątpliwym zaskoczeniem jest jednak wzrost niewypłacalności w branży księgowej co może oznaczać iż cześć przedsiębiorców nie reguluje swoich zobowiązań wobec biur rachunkowych w terminie, przymuszając je tym samym do otwierania postepowań restrukturyzacyjnych.

Branża która posiada jednak największy jednostkowy udział w grupie tych przedsiębiorstw to branża gastronomiczna. Stanowi ona bowiem ponad 11% przedsiębiorstw charakteryzowanych jako „pozostałe usługi”. Ważną wskazówką jest fakt ze aż 30% przedsiębiorców z tej branży otworzyło postepowania restrukturyzacyjne w grudniu 2020 roku. To istotny dowód na szybko pogarszającą się kondycje branży gastronomicznej. Istotne pogorszenie kondycji finansowej odnotowała prywatna służba zdrowia. W roku 2020 otwartych zostało bowiem ponad 29 postepowań restrukturyzacyjnych wobec przedstawicieli tej branży. Widocznym jest wzrost ilości otwieranych postepowań przez prywatne gabinety dentystyczne bądź gabinety specjalistyczne. Od pewnego czasu wielu komentatorów wskazywało ze w dobie pandemii duża cześć pacjentów obawia się korzystania z badań specjalistycznych. Jest to kolejny dowód na poparcie tej tezy. Pozostałymi branżami, na które należy zwrócić uwagę są handel (141 postępowań), rolnictwo i górnictwo (126 postępowań), oraz przemysł (115 postępowań).

Po wzięciu pod uwagę ilości firm zarejestrowanych w poszczególnych branżach należy stwierdzić, że w 2020 r. największe ryzyko działalności gospodarczej ponosiły firmy z branży rolniczej, transportowej oraz przetwórstwa przemysłowego. Nie bez znaczenia jednak są nadal nie najlepsze wyniki wskazujące na ilość pootwieranych postepowań w branży budowlanej. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na sektor firm zajmujących się obrotami budowlanymi związanymi ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych. W roku 2020 ponad 20 przedsiębiorców prowadzących tego typu działalność zdecydowała się na otwarcie postepowania. Istotnym czynnikiem jest fakt iż ponad 51% tej grupy otworzyło postepowania w IV kwartale 2020 roku, co mając na uwadze zauważalny już w III kwartale 2020 wzrost ilości niewypłacalności w tej branży, może wskazywać na dalsze pogarszanie się kondycji tych firm.

Najbardziej narażone są osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą

Dane zawarte w raporcie wyraźnie wskazują na to, że podmiotami najbardziej narażonymi na ryzyko niewypłacalności są osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Zdecydowanie dominują one w statystykach dotyczących aż trzech spośród czterech rodzajów postępowań restrukturyzacyjnych. Stanowią one aż 53% wszystkich podmiotów otwierających uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu, prawie 55% wśród przedsiębiorstw otwierających przyspieszone postępowania układowe oraz 38% wśród otwierających postępowania sanacyjne. Drugą najbardziej narażoną grupą są spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Cały czas większość postępowań zostaje umorzonych

W 2020 roku w 126 przypadkach doszło do zatwierdzenia przez sąd postępowań układowych, z kolei w 147 przypadkach zostały one umorzone. Z kolei w przypadku zatwierdzonych postępowań dobrą wiadomością dla przedsiębiorców może być to, że podczas gdy w postępowaniach układowych umorzenie odsetek karnych jest praktycznie standardem, to w 2020 roku aż 70% postępowań kończyło się również umorzeniem części wierzytelności głównej. Okres spłaty zobowiązań najczęściej jest rozkładany na 3 do 5 lat (24,58% przypadków) i 5 – 8 lat (28,81%), z kolei w 17,80% przypadków spłaty zostały rozłożone na okres od 1 do 3 lat.

Raport „Restrukturyzacja przedsiębiorstw w 2020 roku – Analiza postępowań restrukturyzacyjnych” jest bezpłatnie dostępny pod poniższym adresem https://mgwccg.pl/pl/restrukturyzacja-przedsiebiorstw-w-oparciu-o-prawo-restrukturyzacyjne/

W 2020 roku w Katowicach wynajęło się o 30% mniej biur niż rok wcześniej

Aktywność najemców na największych rynkach regionalnych w Polsce pozwoliła zakończyć rok 2020 podpisaniem umów na poziomie 580.000 m2., co było wynikiem gorszym o ponad 100.000 m2. w porównaniu do 2019 roku. Warto tutaj zaznaczyć, że poprzednie 3 lata charakteryzowały się rekordową aktywnością najemców, a tegoroczny wynik zbliżony jest do popytu z 2016 roku.

W 2020 roku zostały oddane do użytku 4 nowe projekty (Face2Face I – ul. Żelazna 4, Face2Face II ul. Żelazna 4, DL Piano ul. Wrocławska 54 oraz Global Office Park C ul. Zabrska 20), powiększając ofertę katowickiego rynku biurowego o ponad 60.000 m2 i zwiększając całkowite zasoby powierzchni w tym mieście do 590.000 m2. Oznacza to znaczne przyspieszenie aktywności deweloperskiej po relatywnie spokojnym pod względem nowej podaży 2019 roku, kiedy do użytku oddano zaledwie 10.000 m2 (najniższy wolumen od 2012 roku). Warto zaznaczyć, że kolejne lata zapowiadają się bardzo dobrze, co może pozwolić na pobicie kolejnych rekordów. Historyczna podaż zasili katowicki portfel nieruchomości klasy A o 200.000 m2 powierzchni biurowej, co znacznie rozszerzy ofertę skierowaną do nowych inwestorów chcących przenieść swoje biura do Katowic.

 

Tak dużego wolumenu podaży w budowie w Katowicach nie zarejestrowano jeszcze nigdy, jednak po stronie popytu skutki pandemii zdecydowanie są widoczne. W 2020 roku podpisane zostały umowy najmu na ponad 60.000 m2, co stanowi spadek o ponad 30% względem 2019 roku. Istotny jest również charakter podpisanych umów, z których aż 60% stanowiły umowy typu pre-let, a pozostałe 40% obejmowały ekspansje, renegocjacje oraz nowe umowy w istniejących budynkach.

Zwiększona podaż oraz zmniejszona aktywność najemców przyczyniła się również do wzrostu wskaźnika pustostanów, który pod koniec grudnia 2020 roku wynosił 9,2% i był wyższy o 2,2 pp. względem ubiegłego kwartału oraz 2,5 pp. porównując z analogicznym okresem 2019 roku. Jednocześnie Katowice mają trzeci najniższy wskaźnik pustostanów spośród największych miast regionalnych w Polsce, zaraz po Lublinie i Szczecinie.. W Polsce średni wskaźnik pustostanów wyniósł natomiast 12,7% i był o ponad 3 pp. wyższy niż przed rokiem.

Iwona Kalaga, Ekspert ds. Najmu, Knight Frank

Efektywna stawka podatkowa w spółce opodatkowanej CIT-em „estońskim”

Tzw. estoński CIT daje szanse nie tylko na odroczenie zapłaty podatku, ale również na obniżenie efektywnej stawki podatkowej dla wspólników takiej spółki. W oparciu o obliczenia sprawdzamy, czy tak faktycznie jest.

Przyjmijmy, że spółka kapitałowa płaci na bieżąco podatek dochodowy od wypracowanego dochodu według stawki wynoszącej 19% lub 9% w przypadku spółki, której przychody ze sprzedaży brutto, czyli z uwzględnieniem kwoty należnego podatku od towarów i usług, za rok 2020 nie przekroczyły kwoty 9 031 000 zł (tj. 2 000 000 EUR w przeliczeniu wg kursu z dnia 1 października 2020 r. czyli 4,5153 zł/euro) oraz w roku 2021 kwota przychodów nie przekroczy kwoty 9 097 000 PLN (tj. 2 000 000 EUR w przeliczeniu wg kursu na pierwszy dzień roboczy roku podatkowego 4,5485 zł/euro).

Wypłacając dywidendę na rzecz udziałowca będącego osobą fizyczną spółka pobiera podatek w wysokości 19%. Oznacza to, że dochód takiej spółki trafia do jej wspólnika zmniejszony efektywnie o 34,39% lub o 26,29%. Tymczasem spółka, która zdecyduje się na skorzystanie z opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych co do zasady w ogóle nie płaci podatku dochodowego na bieżąco. W takim przypadku spółka dysponując większymi środkami może sobie pozwolić np. na rozwój własnego biznesu, czy większe inwestycje. Dopiero wypłata zysków tej spółki na rzecz wspólników jest opodatkowana. Wypłata dywidendy przez taką spółkę powoduje, że do jej wspólników mogą trafić zyski pomniejszone efektywnie o 25% lub, w przypadku spółki będącej małym podatnikiem, o 20%. Warunkiem takiego obniżenia stawek jest jednak poniesienie przez spółkę wydatków inwestycyjnych o wartości co najmniej 50% wydatków inwestycyjnych poniesionych w poprzednim roku podatkowym w każdym dwuletnim okresie − w przypadku rozliczania nakładów inwestycyjnych w okresach dwuletnich lub 110% takich wydatków w każdym czteroletnim okresie − w przypadku rozliczania nakładów inwestycyjnych w okresie czteroletnim.

Nie dość więc, że podatek dochodowy można zapłacić później, to jego efektywna wysokość może być niższa niż w przypadku spółki kapitałowej, która nie skorzystała z ryczałtu.

Stawka nie zawsze będzie niższa…

Tak niskie stawki efektywne nie zawsze jednak znajdą zastosowanie. Jeśli spółka nie poniesie nakładów inwestycyjnych o odpowiedniej wartości, stawka podatku ryczałtowego będzie wyższa o 5%, co w przypadku małego podatnika oznacza efektywne opodatkowanie na poziomie 25%, a przypadku pozostałych podatników 30%. To wciąż mniej, niż w przypadku spółki i jej wspólników, którzy nie skorzystają z ryczałtu.

Taka sytuacja będzie jednak w praktyce raczej wyjątkowa. Efektywną stawkę podatkową będą bowiem podnosić różne działania spółki uznane przez ustawodawcę za opodatkowane jak wypłaty zysku, choć nimi nie będące. Przykładowo, wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą, czy wszelkie wypłaty na rzecz wspólników i podmiotów z nimi powiązanych, takie jak odsetki od pożyczki, wynagrodzenie z tytułu umorzenia udziału, darowizny, prezenty i ofiary wszelkiego rodzaju wydatki oraz wydatki na reprezentację, są bowiem traktowane jak wypłata zysku i opodatkowane stawką ryczałtową. Co więcej, w przypadku tych wypłat zastosowanie znajdzie podstawowa stawka ryczałtu, a nie obniżona.

Co w przypadku innych wypłat i tzw. dochodów z ukrytych zysków?

W przypadku innego niż mały podatnika, którego 10% kosztów będzie uznana za tego rodzaju wydatki efektywna stawka podatkowa uwzględniająca opodatkowanie całości dochodu, zakładając, że ma on prawo do obniżonej stawki ryczałtu, wyniesie 26,9%, a jeśli nie będzie miał prawa do obniżonej stawki ryczałtu, taka efektywna stawka wyniesie 31,4%.

W przypadku małego podatnika mającego prawo do obniżonej stawki ryczałtu, w analogicznej sytuacji efektywna stawka wyniesie 21,4%, a jeśli nie będzie miał prawa do obniżonej stawki, efektywna stopa opodatkowania wyniesie 25,9%. Warto przy tym podkreślić, że efektywna stopa będzie się podnosić wraz ze wzrostem udziału kosztów uznanych za „fikcyjną” wypłatę zysku. W przypadku małego podatnika, którego 50% kosztów zostanie uznanych za wydatki tego rodzaju (np. częściowo stanowiąc wynagrodzenie dla współpracującego ze spółką jako niezależny przedsiębiorca członka rodziny wspólnika, częściowo wydatki na reprezentację, a częściowo niemające związku z prowadzoną działalnością gospodarczą) efektywna stawka podatkowa bez obniżenia wyniesie już 29,5%, a więc więcej niż w przypadku wspólnika spółki kapitałowej, która będzie opodatkowana na zasadach ogólnych.

Trzeba pamiętać o dostosowaniu wyniku podatkowego do wyniku bilansowego spółki

A to nie wszystkie elementy wypływające na efektywną stawkę podatkową. Nie można bowiem zapominać o obowiązku dostosowania wyniku podatkowego do wyniku bilansowego spółki jakie podatnik chcący skorzystać z ryczałtu powinien przeprowadzić przed rozpoczęciem korzystania z ryczałtu. Takie dostosowanie będzie związane z opodatkowaniem wszystkich różnic przejściowych – np. naliczonych, a nie otrzymanych odsetek czy różnic kursowych, a także różnicy pomiędzy amortyzacją podatkową, a bilansową jeśli podatnik amortyzuje środki trwałe czy wartości niematerialne dla potrzeb bilansowych niższą stawką niż dla celów podatkowych. Tutaj nie sposób wskazać żadnych konkretnych wartości, ponieważ wysokość podatku należnego z tego tytułu będzie zależała od rodzaju biznesu prowadzonego przez podatnika oraz przyjętej polityki rachunkowości, a w konsekwencji wielkości różnic przejściowych pomiędzy wynikiem bilansowym, a podatkowym.

„Estoński” CIT po polsku, czyli nie będzie łatwo

Podsumowując system tzw. estońskiego CIT jest w polskim wydaniu tak skomplikowany, że precyzyjne przewidzenie skutków podatkowych wejścia w ten system, a w szczególności wysokości efektywnej stawki podatku jaki będą musieli uiścić właściciele spółki, która z niego skorzysta, może się okazać bardzo trudne do przewidzenia. Trudność ta może wystąpić już w momencie podejmowania decyzji o skorzystaniu z nowego systemu opodatkowania, a co gorsze może również stanowić dla udziałowców bardzo niemiłą niespodziankę na sam koniec przygody z tzw. estońskim CIT-em.

Hubert Cichoń, radca prawny, partner w ENODO Advisors

PayEye przenosi się do aplikacji, niebawem będzie również w e-commerce

Zamiast konta obsługiwanego przez stronę internetową pełna dostępność i nowe funkcje w aplikacji na telefon. Wrocławski fintech, który pierwszy na świecie wprowadził płatność za pomocą tęczówki oka, zapowiada mocne wejście do e-commerce. I w tym przypadku jedną z przewag będzie krótsza ścieżka zakupowa i biometria, rozwijana na szeroką skalę przez wrocławian i właśnie dlatego do obecnych i przyszłych użytkowników płatności okiem od PayEye trafiają informacje o wygaszeniu obsługi konta przez stronę www.

– 6 kwietnia 2021 r., w celu optymalizacji procesów, wyłączamy korzystanie z serwisu my.payeye.com, uruchamiając 7 kwietnia obsługę konta payeye za pośrednictwem aplikacji, z poziomu której dostępne będą nowe funkcjonalności – komunikaty tej treści od środy, 3 lutego rozsyłane są do klientów wrocławskiego fintechu PayEye, który pierwszy na świecie opracował pełny ekosystem płatniczy, oparty o biometrię tęczówki oka. W kwietniu do rodziny PayEye dołącza aplikacja dostępna na telefonach komórkowych.

– Niemal wszyscy stajemy się pokoleniem „always on”, które praktycznie cały czas korzysta ze smartfonów i aplikacji. To nie tylko wygoda, ale też szybkość i dużo większe bezpieczeństwo dla naszych finansów, dlatego zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do aplikacji. Dla naszych klientów to jeszcze lepsze rozwiązanie, które pozwoli na śledzenie płatności cały czas, proste zasilenie konta payeye, a także dodatkowe funkcjonalności, których próżno szukać w serwisach www. Więcej szczegółów zdradzimy bliżej premiery naszej aplikacji – mówi Krystian Kulczycki, prezes PayEye.

Oprócz startu aplikacji 7 kwietnia 2021 r. PayEye zapowiada mocne wejście do e-commerce poprzez płatność jednym kliknięciem. Obecnie trwają przygotowania i testy nowych rozwiązań, które zostaną udostępnione m. in. właścicielom sklepów internetowych. Premiera rozwiązania opartego o biometrię planowana jest na II kwartał 2021 r.

– To rozwiązanie, które nie tylko pozwoli bezpiecznie płacić, ale przede wszystkim dużo szybciej niż dzieje się to obecnie. Dyrektywa PSD2 od tego roku wprowadziła wymogi silnego uwierzytelniania klienta w sieci. Zafundowała nie tylko dodatkową ochronę, ale też sporo utrudnień w życiu ze względu na dodatkowe czynności związane z uwierzytelnianiem. Już dziś docierają do nas sygnały z rynku e-commerce, że klienci zniechęcają się zakupami i opuszczają stronę niemal w ostatniej chwili, bo doszły im kolejne wymagania do zrealizowania przed zakupem. Dłuży im się, męczą ich dodatkowe zadania, a za zakupy chcemy przecież płacić sprawnie, bezpiecznie, a przede wszystkim przyjemnie. Znaleźliśmy na to sposób i mamy pomysł na skrócenie ścieżki zakupowej. Intensywnie pracujemy, by rozwiązanie, które jest już w fazie testowej mogło zostać wdrożone jak najszybciej do szerokiego użycia – dodaje prezes Kulczycki.