ERNE VENTURES liczy na rozwój spółki portfelowej QubicGames

ERNE VENTURES S.A. notowana na rynku NewConnect od lutego 2008 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, bardzo dobrze ocenia perspektywy rozwoju swojej spółki portfelowej QubicGames, która działa w branży gier mobilnych. Najnowsza produkcja tego podmiotu – gra „Geki Yaba Runner” – odnosi już znaczący sukces na rynku polskim.

 W ciągu niecałych dwóch tygodni od premiery na rynku polskim gry „Geki Yaba Runner”, znalazła się ona w Top Chart bezpłatnych gier zarówno na telefony iPhone, jak i urządzenia iPad. Obecnie produkcja ta jest najczęściej ściąganą grą akcji oraz grą przygodową na platformę iOS w Polsce. Gra dystrybuowana jest w modelu biznesowym free-to-play z opcją mikropłatności. We wrześniu 2015 r. gra „Geki Yaba Runner” zadebiutowała na rynku japońskim. Ogólnoświatowa premiera tej produkcji jest planowana na czwarty kwartał br. Zarząd Spółki QubicGames uważa, że rozpoczęcie dystrybucji nowej gry na kolejnych rynkach wpłynie w znaczący sposób na wyniki finansowe tego podmiotu, a tym samym również i na wyniki finansowe Grupy Kapitałowej ERNE VENTURES S.A.

„Gra „Geki Yaba Runner” otrzymuje bardzo dobre komentarze zarówno w prasie, jak i od graczy, bowiem 95% ocen wystawionych przez użytkowników daje jej maksymalną notę 5 gwiazdek. Z pierwszych analiz wynika, że balans gry jest prawidłowy i nie wymaga zmian przed debiutem światowym. Produkcja ta charakteryzuje się również dużą ilością sesji dla każdego unikalnego użytkownika oraz wysoką potencjalną przychodowością z reklam. Dlatego też z dużym optymizmem spoglądamy na światowy debiut tej gry i jesteśmy przekonani, że będzie on miał duże znaczenie dla poziomu przychodów QubicGames. „Geki Yaba Runner” została także zaprezentowana podczas targów Poznań Game Arena i Warsaw Games Week, gdzie zagrało w nią ponad 2 tys. osób.” – stwierdza Arkadiusz Kuich, Prezes Zarządu ERNE VENTURES.

QubicGames wraz z wydawcą Chillingo z uwagi na duży sukces nowej gry zadecydowało o jak najwcześniejszym jej wydaniu w wersji Android na rynek polski. Producent przewiduje, że do końca 2015 r. liczba ściągnięć „Geki Yaba Runner” na urządzenia z systemem iOS i Android w Polsce powinna przekroczyć 100 tysięcy sztuk. QubicGames prowadzi także obecnie prace nad wersjami na inne urządzenia, m.in. PC/Mac (w tym wersja na platformę Steam), Nintendo 3DS, PS Vita, Apple TV oraz wersją Web umożliwiającą granie poprzez przeglądarki internetowe. Firma negocjuje też z wydawcami z całego świata w sprawie wydania gier na platformy PC/Mac, Nintendo 3DS oraz PS Vita.

W sierpniu 2015 r. ERNE VENTURES objęła za kwotę blisko 750 tys. zł 326 udziałów w założonej w 2007 r. QubicGames Sp. z o.o., stanowiących 21,11% udziału w jej kapitale zakładowym. Spółka ta specjalizuje się w produkcji gier mobilnych, a pozyskanie inwestora finansowego umożliwi je dalszą realizację przyjętej strategii rozwoju, która oparta jest m.in. na rozszerzaniu skali działania oraz wprowadzaniu w najbliższych miesiącach na rynek szeregu produktów zarówno na platformy mobilne iOS/Android, konsole przenośne PS Vita/Nintendo 3DS, jak i na komputery PC/Mac.

ERNE VENTURES jest także udziałowcem innej spółki z branży gier komputerowych – Huckleberry Studio – w której posiada 39,02% udziałów. Podmiot ten prowadzi obecnie zaawansowane prace nad produkcją wieloosobowej gry typu MMORPG pod tytułem „Edengrad”. Jej planowana premiera ma nastąpić do końca 2015 r.

ERNE VENTURES jest także od dłuższego już czasu akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect spółki The Farm 51 Group, która produkuje gry wideo na komputery PC oraz konsole. Projekt ten pozwolił ERNE VENTURES zdobyć doświadczenie oraz poznać specyfikę branży gier komputerowych, co przekłada się obecnie na realizowanie kolejnych przedsięwzięć biznesowych w tym segmencie rynkowym.

ERNE VENTURES jest notowanym na rynku NewConnect funduszem kapitałowym, który jako inwestor krótkoterminowy lub średnioterminowy nastawia się na inwestycje w produkty i usługi charakteryzujące się potencjałem rozwoju na rynku globalnym.

Spółka konsekwentnie realizuje założenia przyjętej strategii rozwoju, co przekłada się  na istotny wzrost wartości jej akcji: na początku stycznia br. kosztowały one 0,90 zł, podczas gdy obecny kurs akcji wynosi ok. 5,50 zł, co oznacza wzrost o ponad 500% od początku tego roku. Wysoka płynność obrotu pozwoliła również Spółce wejść w skład indeksu NCIndex30, który obejmuje swoim portfelem jedynie 30 najbardziej płynnych spółek spośród blisko 440 notowanych na rynku NewConnect.

SAS zapowiada tworzenie nowych połączeń z Polską. Linia ułatwi też podróż do Kalifornii

CEO Magazyn Polska

Skandynawskie Linie Lotnicze otwierają nowe połączenia z Polski. W październiku ogłoszono uruchomienie dwóch nowych tras: z Krakowa do Kopenhagi oraz z Gdańska do Sztokholmu. Obie ruszą pod koniec marca. Szefowie firmy liczą, że zachęcą w ten sposób pasażerów ze Skandynawii do weekendowego odwiedzania Polski oraz że polscy biznesmeni skorzystają z międzykontynentalnych połączeń ze Skandynawii.

W ciągu ostatnich 3–4 lat linie lotnicze SAS podwoiły liczbę połączeń z Polską. Z około 40 tygodniowo zwiększono ich liczbę do prawie 80, a tworzone są kolejne.

Od końca marca przyszłego roku SAS otworzy rejsowe połączenie pomiędzy Krakowem a Kopenhagą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wanda Brociek, dyrektor generalna SAS w Polsce i wiceprzewodnicząca zarządu Polsko-Skandynawskiej Izby Gospodarczej. To połączenie stworzone zostało głównie dla rynku skandynawskiego. Dla Skandynawów pragnących na weekend przyjechać do Polski, odwiedzić Kraków, i spędzić tam mile czas. Stąd też dni operacji: środa, piątek i niedziela. Czyli przyjazdy na krótszy lub też dłuższy weekend.

25 marca ruszy kolejne połączenie Gdańska ze Sztokholmem. To właśnie gdańskie lotnisko jest dla SAS najważniejsze pod względem liczby połączeń, bo jest ich do pięciu dziennie. Z Warszawy są dziennie trzy połączenia, a z Poznania i Wrocławia po dwa. Skandynawskie linie łączą polskie miasta z Kopenhagą, a Gdańsk także z Oslo. Z kolei duńska stolica jest hubem, z którego można dostać się na inne kontynenty.

Nasz zarząd zdecydował się na duży rozwój siatki międzykontynentalnej informuje Wanda Brociek. Dokładamy kolejne połączenia z Kopenhagi do Nowego Jorku, do Chicago i na Daleki Wschód, otwieramy w przyszłym roku od letniego programu nowe połączenia. Będziemy otwierali połączenie bezpośrednio z Kopenhagi do Los Angeles i to wszystko jest dobrze zsynchronizowane z naszymi połączeniami z Polski.

SAS systematycznie poprawia wyniki finansowe i ma nadzieję, że po słabszym okresie wypracuje zyski. Przewoźnik liczy na to, że ostatni kwartał kończącego się w listopadzie roku obrachunkowego będzie na tyle zyskowny, że pozwoli cały rok zamknąć na plusie. Nie bez znaczenie będą tu wyniki osiągane przez linie w Polsce.

Jeżeli porównujemy je do wyników osiąganych np. na rynkach europejskich, to bardzo się cieszę, że mam przyjemność reprezentować SAS właśnie w Polsce, bo tutaj osiągamy dużą dynamikę rozwoju mówi dyrektor generalna SAS Polska. Dokładamy nowe połączenia, otwieramy nowe kierunki. Można powiedzieć, że od 3 lat jesteśmy na etapie dynamicznego rozwoju.

SAS na polskim rynku stawia na pasażerów biznesowych, ludzi w podróży służbowej. Oferuje im elastyczną siatkę połączeń oraz dostosowany do różnych typów podróżowania cennik, zarówno bilety ekonomiczne na konkretny lot, jak i droższe dające możliwości np. zamiany terminu wylotu.

Proponujemy w pakiecie specjalne usługi na lotnisku, czyli przejście przez szybką kontrolę bezpieczeństwa, wejścia do poczekalni biznesowych i specjalne programy lojalnościowe mówi Wanda Brociek. Wielkie nadzieje łączymy z tym nowym połączeniem Kraków–Kopenhaga. Mam nadzieję, że tutaj przewieziemy wielu pasażerów, ale akurat w tym przypadku bardziej ze Skandynawii do Polski. 

Gekoplast kończy spór z włoskim kontrahentem. Po nowym roku spółka przeniesie się na rynek główny GPW

CEO Magazyn Polska

Ugoda zawarta z włoskim kontrahentem, który wycofał swoje roszczenia, likwiduje jeden z czynników ryzyka dla działalności spółki, o których Gekoplast informował w Dokumencie Informacyjnym. Włosi domagali się od polskiego producenta płyt komórkowych kwoty 2,5 mln złotych. Prezes spółki liczy, że ugoda rozwieje ewentualne wątpliwości inwestorów przed spodziewanym na początku przyszłego roku debiutem na rynku głównym GPW.

– Zawarliśmy w ostatnich dniach ugodę z włoskim kontrahentem, który miał do nas roszczenie w wysokości blisko 2,5 mln zł. Jest to o tyle istotne, że porządkuje nam sprawy w przededniu przenoszenia się na główny rynek, jako że odbiorcy naszych sprawozdań postrzegali ten element jako pewne ryzyko – informuje Piotr Górowski, prezes zarządu spółki Gekoplast.

Ugoda zawarta ze spółką Polimark oznacza, że włoska firma wycofa wszystkie roszczenia wobec polskiej strony. Łączna kwota, której domagali się Włosi, opiewała na niemal 630 tys. euro. Uprawomocnienie decyzji nastąpi 11 listopada 2015 roku decyzją sądu w Mediolanie. Prezes Gekoplastu jest zadowolony z zawartej ugody i uważa, że decyzja powinna być pozytywnie odebrana przez rynek.

Przejście spółki z NewConnect na rynek regulowany GPW planowane jest na początek 2016 roku.

– Formalności chcemy dokonać jak najszybciej, myślę, że to się stanie w ciągu kilku tygodni. Mamy praktycznie gotowy prospekt emisyjny, uzupełnimy go teraz o najświeższe dane i te papiery będą złożone. Natomiast z uwagi na długotrwałość procedury myślę, że fizycznie debiut na głównym parkiecie będzie na początku przyszłego roku – wyjaśnia prezes Górowski.

Choć Gekoplast nie opublikował jeszcze prognoz finansowych na 2016 rok, to spółka oczekuje powtórzenia tegorocznego tempa wzrostu przychodów i przyspieszenia wzrostu wyników. Po trzech kwartałach firma osiągnęła przychody na poziomie prawie 65 mln złotych (wzrost o 12,6 proc. w ujęciu rocznym) oraz zysk netto równy 4,23 mln zł. To o ponad 42 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej.

– Na pewno ważne w tym kontekście jest to, że pod koniec roku uruchomimy nową linię do produkcji płyty komórkowej, która da nam kolejne 15 proc. większych mocy produkcyjnych – dodaje.

Nowa linia powinna zostać uruchomiona już w grudniu bieżącego roku. Inwestycja pozwoli na zwiększenie mocy produkcyjnych do poziomu 18 tys. ton rocznie.

Spółka Gekoplast w tym roku zrealizowała już większość wydatków planowanych na inwestycje rozwojowe (CAPEX). Z łącznej kwoty 12,8 mln zł do końca roku wykorzystane zostanie około 10 mln zł, a zakończenie programu planowane jest na pierwszą część 2016 roku.

Indos zwiększa udział finansowania i faktoringu w przychodach. W segmencie pożyczek rentowność sięga 30 proc.

CEO Magazyn Polska

Udział faktoringu i pożyczek krótkoterminowych dla firm w przychodach Indosu sięga już 60 proc. Spółka skupia się na perspektywicznym z jej punktu widzenia sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. W segmencie pożyczek chce konkurować z bankami dzięki elastyczności oferty. Jak zapewnia prezes spółki, rentowność w tym sektorze wynosi nawet 30 proc.

Spółka deklaruje, że udziela tylko kredytów krótkoterminowych, do pół roku. Jej głównym odbiorcą jest segment małych i średnich przedsiębiorstw i ten segment zamierza rozwijać. Z konkurencją banków chce walczyć dzięki łatwiejszym procedurom oraz szybszym terminom uzyskiwania pożyczek.

W strukturze naszych przychodów z grupy produktów finansowych, czyli tam, gdzie pieniądze idą w kierunku naszych kontrahentów finansowych, pożyczki stanowią prawie 50 proc. podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ireneusz Glensczyk, prezes zarządu i współzałożyciel spółki Indos SA. W związku z tym myślimy o tym, aby dalej rozwijać ten kierunek działalności, tym bardziej że naszymi kontrahentami są podmioty, które niezwykle potrzebują takich pożyczek, a nie mają czasu na skomplikowane procedury bankowe.

Ireneusz Glensczyk ocenia, że rentowność produktów finansowych w grupie pożyczek sięga od 25 do 30 proc. Dokładna wartość zależy od konkretnego produktu i specyfiki kontrahenta. Zdaniem prezesa popyt na takie produkty, tzn. na krótkoterminowe, ale łatwo dostępne kredyty, jest znaczny.

– Te kredyty, które są dostępne, a mówimy o dosyć wysokich nominałach, mówimy o setkach tysięcy złotych, wymagają, niestety, dosyć długiej procedury. Rynek jest bardzo dynamiczny i przedsiębiorstwa bardzo często spotykają się z takimi okolicznościami, w których potrzebują finansowania już teraz, za trzy dni, za tydzień. My jesteśmy w stanie spełniać ich oczekiwania.

Indos od 24 lat specjalizuje się w faktoringu, czyli ułatwia firmom odzyskiwanie płatności za wystawione faktury. Zajmuje się też wierzytelnościami oraz ich windykacją w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Skala prowadzonej działalności pozwala jej planować ekspansję na rynku kredytowym bez szczególnych inwestycji w rozwój sieci sprzedaży.

Polska jest na tyle dobrze skomunikowana, że nasi przedstawiciele handlowi są w stanie w ciągu jednego dnia dotrzeć do każdego podmiotu, nawet w odległym zakątku Polski zwraca uwagę prezes zarządu i współzałożyciel spółki Indos SA. Poza tym korzystamy z komunikacji elektronicznej, staramy się, aby wymiana informacji i dokumentów pomiędzy stronami umowy odbywała się właśnie tą drogą, a to ułatwia znacznie prowadzenie biznesu.

Indos po trzech kwartałach osiągnął 9,77 mln zł przychodów ze sprzedaży, o 3,4 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2014 roku. Nieznacznie wyższy za to był zysk operacyjny (4,58 mln zł vs. 4,57 mln zł) oraz zysk netto (2,85 mln zł vs. 2,73 mln zł rok wcześniej). Firma w lipcu dokonała emisji akcji, z której pozyskała ponad 2,3 mln zł. Teraz zamierza inwestować w zakup pakietów wierzytelności gospodarczych.

Niektóre wierzytelności są trudniejsze do odzyskania, ale rentowność na odzyskiwaniu tych wierzytelności jest też znacznie wyższa ocenia prezes Ireneusz Glensczyk z Indos SA. – Tam, gdzie jest większe ryzyko, tam też rentowność jest większa. Natomiast my z wielkim zainteresowaniem patrzymy na rynek wierzytelności sekurytyzowanych, mówię tutaj o segmencie B2B, ale jesteśmy zainteresowani tylko wierzytelnościami gospodarczymi. 

800 mln zł gwarancji kredytowych dla firm z sektora MŚP. BGK podpisał porozumienie z 11 bankami kredytującymi

Umowa pomiędzy Bankiem Gospodarstwa Krajowego a grupą 11 banków pozwoli na udzielenie gwarancji kredytowych nawet 5 tysiącom firm z sektora MŚP. Łączna kwota gwarancji wyniesie nawet 800 mln zł, co przełoży się na uruchomienie akcji kredytowej banków na poziomie nawet 1 mld zł. Wsparcie będzie oferowane w ramach programu COSME i Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych, który jest częścią planu Junckera.

Znaczenie makroekonomiczne planu Junckera zależy od aktywności sektora prywatnego i wykorzystania instrumentów, które się pojawiają. Stąd tak ważne jest zaangażowanie prywatnych banków oraz przekazywanie informacji inwestorom, którzy chcieliby korzystać ze wsparcia, na temat nowych instrumentów dostępnych w ramach planu Junckera – mówi agencji informacyjnej Newseria minister finansów Mateusz Szczurek.

Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych, utworzony w ramach planu Junckera, ma do 2017 roku pobudzić inwestycje warte 315 miliardów euro, a tym samym unijną gospodarkę. Jak podkreśla minister, w Polsce zarówno inwestycje prywatne, jak i publiczne rosną, więc potrzeba stymulowania nie jest tak duża. Uruchomienie gwarancji kredytowych spowoduje jednak, że przedsiębiorcy częściej i chętniej będą się decydować na inwestycje w rozwój.

Z pewnością te nowe instrumenty otworzą możliwości inwestycyjne przed nowymi podmiotami, które nie mogą korzystać z programu de minimis, bo albo już wykorzystali limity, albo w ogóle im to wsparcie publiczne nie przysługuje. Tym samym pozwolą one na stworzenie nowych miejsc pracy – zapewnia Mateusz Szczurek.

Program de minimis jest to również projekt BGK w zakresie wsparcia sektora MŚP. Do końca września bank udzielił gwarancji ponad 95 tys. podmiotom. Pomogły one uzyskać ponad 41 mld zł kredytów. Program COSME, w ramach którego BGK będzie udzielać gwarancji kredytowych, ma stanowić jego uzupełnienie.

Dzięki temu, że jako pierwsza instytucja w Europie zawarliśmy porozumienie z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym, dajemy polskim przedsiębiorców dostęp do instrumentu gwarancyjnego, który pozwala im pozyskać finansowanie we własnym banku bez konieczności ustanawiania zabezpieczenia – mówi Dariusz Kacprzyk, prezes zarządu BGK. – Mikro- i małe przedsiębiorstwa – bez względu na to, o jakiej branży mówimy i jakim typie firmy – mogą zaciągnąć kredyt z dużo większą łatwością i na dużo bardziej atrakcyjnych warunkach finansowych.

Na podstawie porozumienia zawartego z Bankiem Gospodarstwa Krajowego 11 banków (Alior Bank, Bank BGŻ BNP Paribas, Bank Pekao, BOŚ Bank, Bank Zachodni WBK, Deutsche Bank Polska, Idea Bank, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski oraz SGB-Bank i zrzeszone z nim banki spółdzielcze) będzie udzielać miko-, małym i średnim firmom kredytów z gwarancją BGK. Gwarancje do wysokości 800 mln zł pozwolą zabezpieczyć akcję kredytową o wartości 1 mld zł dla około 5 tysięcy MŚP.

– Oczekiwanie rynku jest bardzo duże. Z badań, które przeprowadziła nasza instytucja, wynika, że ponad 70 proc. małych i średnich przedsiębiorców oczekuje tego typu instrumentów finansowania zwrotnego, czyli przede wszystkim kredytów na finansowanie obrotowe, na pokrywanie bieżących potrzeb, ale również kredytów inwestycyjnych – wyjaśnia Arkadiusz Lewicki, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów UE przy Związku Banków Polskich.

Jak podkreśla, przewagą programu COSME jest brak biurokracji, która zwykle wiąże się z uzyskaniem pomocy publicznej, choćby ze środków strukturalnych. W przyszłym roku BGK we współpracy z unijnymi instytucjami planuje rozszerzenie programu.

W przyszłym roku wygasa też program gwarancyjny de minimis. W związku z tym banki są bardziej zainteresowane pozyskaniem nowego wsparcia dla swoich klientów. Myślę, że również sami klienci, których w programie jest już prawie 100 tys., będą oczekiwali kontynuacji tego typu programów – podkreśla Arkadiusz Lewicki.

Oprócz programów gwarancji de minimis i COSME wkrótce przedsiębiorcom zostaną zaproponowane kolejne instrumenty.

W tej chwili prowadzimy już bardzo zaawansowane prace nad innymi programami poręczeniowymi, które będą dotykać takich choćby obszarów, jak innowacyjne firmy czy innowacyjne produkty – informuje Dariusz Kacprzyk.

Fuzja energetyki z górnictwem korzystna dla obu stron. Elektrownie zyskują dostęp do taniego surowca, kopalnie – stabilny rynek zbytu

CEO Magazyn Polska

Korzyści płynące z łączenia spółek energetycznych z branżą górniczą odczują obie strony. Dla elektrowni własna kopalnia to źródło dostaw taniego węgla. Kopalnie zyskają zaś długoterminowego odbiorcę surowca. Na takie rozwiązanie zdecydowała się Grupa Tauron, która przejmuje kopalnię Brzeszcze. Dzięki temu połowa surowca wykorzystywanego przez spółkę pochodzić będzie z własnych źródeł. W ciągu dwóch lat Tauron zainwestuje w kopalnię 200 mln zł.

Łączenie spółek energetycznych ze spółkami z sektora górnictwa daje potencjalnie duże efekty synergii, przy obecnych cenach węgla przede wszystkim spółkom górniczym – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Jerzy Kurella, prezes zarządu spółki Tauron.

Dzięki fuzji spółki energetyczne otrzymują dostęp do taniego surowca, a kopalnie zyskują przewidywalnego, długoterminowego odbiorcę. Efekty synergii pojawiają się także w kwestiach związanych z organizacją pracy, systemem wynagrodzeń i wzrostem efektywności.

Jak podkreśla Kurella, łączenie energetyki i górnictwa wymaga jednak dokładnych analiz zarówno ekonomicznych i finansowych, jak i prawnych – ze względu na uregulowania unijne.

– Grupa kapitałowa Tauron ma potencjał, możliwości oraz odpowiednie kompetencje, aby stać się integratorem w tworzeniu koncernu paliwowo-energetycznego – przekonuje Kurella. – Jesteśmy wiodącym dostawcą energii dla południa Polski, mamy dobrze zintegrowany łańcuch wartości związany z wydobyciem, wytwarzaniem, dystrybucją i na koniec sprzedażą energii elektrycznej. Byłoby rzeczą naturalną, aby proces integracji, jeśli takie będą decyzje na poziomie politycznym i naszych głównych właścicieli, mógł się odbywać przy wiodącym udziale Tauronu.

Tauron zgodnie ze strategią na lata 2014–2023 chce ponad 50 proc. wykorzystywanego paliwa pozyskiwać z własnych źródeł. Dziś udział ten wynosi ok. 40 proc. Osiągnięcie tego celu umożliwi przejęcie kopalni Brzeszcze.

Ten kierunek jest, po pierwsze, racjonalny i wynika z naszego głębokiego przekonania, że to jest efektywne ekonomicznie. Po drugie, po koniecznych dostosowaniach i nakładach inwestycyjnych, które chcemy poczynić w ciągu dwóch lat w Nowe Brzeszcze, kopalnia powinna się stać efektywnym zakładem, który powinien być włączony do Tauronu Wydobycie – zapowiada Jerzy Kurella.

Nakłady, które spółka planuje ponieść w ciągu dwóch lat na Nowe Brzeszcze, wyniosą ok. 200 mln zł. Dzięki temu kopalnia pod koniec 2017 roku wyjdzie w rachunku ekonomicznym na zero plus.

Program inwestycyjny Grupy Tauron na najbliższe dwa lata szacowany jest na 37 mld zł. Największe nakłady związane są z budową bloku Jaworzno III, na które wydane zostanie ponad 5 mld zł.

Drugą bardzo ważną inwestycją będzie nasz projekt budowy mocy wytwórczych w Łagiszy. Kontynuujemy też projekt w Stalowej Woli. Dodatkowo co roku Grupa Tauron ponosi bardzo poważne nakłady inwestycyjne na rozbudowę lub odtworzenie swojej sieci dystrybucyjnej – mówi prezes Grupy Tauron.

Inwestycje w sieć dystrybucyjną energetycznej spółki szacowane są rocznie na około 1 mld zł. Jak podkreśla Kurella, tak duże nakłady czynią z Tauronu podmiot o najbardziej rozbudowanej sieci dystrybucyjnej w kraju, co przekłada się jednocześnie na największą liczbę obsługiwanych klientów.

Co roku na rynek pracy wchodzi 5 tys. radców prawnych i adwokatów. Młodzi prawnicy muszą łączyć walkę o sprawiedliwość z nowoczesnym modelem biznesowym

0

CEO Magazyn Polska

Na kierunkach prawniczych studiuje ponad 50 tys. osób. Co roku na rynek wchodzi 5 tys. nowych radców prawnych i adwokatów. To powoduje, że młodzi prawnicy muszą być nie tylko dobrze przygotowani merytorycznie, lecz także innowacyjni, by walczyć o miejsce na rynku. Dobry prawnik musi to też połączyć z wrażliwością społeczną.

Dobry współczesny młody prawnik to człowiek wyszkolony w rzemiośle prawniczym, który jednocześnie stosuje zasady dobra i sprawiedliwości, działa w poszanowaniu drugiego człowieka, zwłaszcza swojego klienta, szuka innowacyjnych rozwiązań, umie jeszcze działać pro publico bono oraz umie połączyć praktykę i działalność naukową. Jednym słowem: człowiek orkiestra – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna „Dziennika Gazety Prawnej”.

Właśnie takich cech szukali organizatorzy konkursu Rising Stars – wydawnictwo Wolters Kluwer oraz „Dziennik Gazeta Prawna”. W tym roku po raz czwarty wybrano 30 najlepszych polskich prawników, którzy nie ukończyli 35 roku życia. Wśród kryteriów znalazły się m.in. kreatywność i umiejętność wyczuwania nowych trendów rynkowych, wiedza merytoryczna, umiejętność łączenia kariery zawodowej z pracą naukową oraz działalność społeczna i pro publico bono.

Wybierając laureatów, zwracano uwagę na dotychczasowe osiągnięcia – aplikacje, publikacje i prowadzoną działalność. Szczególnie ważna była także działalność społeczna.

Patrzyliśmy, czy są oni otwarci na pomoc innym i czy starają się znaleźć możliwości nieodpłatnego przekazania swojej wiedzy – tłumaczy Włodzimierz Albin, prezes Wolters Kluwer.

Chcemy, żeby to byli ludzie nie tylko bardzo dobrze przygotowani do swojego zawodu od strony merytorycznej, lecz także wrażliwi społecznie – dodaje Jadwiga Sztabińska.

W tym roku zwyciężczynią konkursu Rising Stars została Katarzyna Wiśniewska, pracująca w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, gdzie na co dzień zajmuje się koordynacją programu spraw precedensowych, które mają doprowadzić do zmian w przestrzeni prawnej i systemowej.

Prawa człowieka są bardzo rozwijającą dziedziną i dającą dużo satysfakcji z jednej strony, a z drugiej strony jest to dziedzina, w której możemy pomóc człowiekowi – twierdzi Katarzyna Wiśniewska. – Trzeba pamiętać, że prawa człowieka to nie tylko te najbardziej drastyczne sprawy, o których mówią media. To też codzienne zmaganie się normalnego człowieka z wymiarem sprawiedliwości, z administracją publiczną, bo prawa człowieka obowiązują nas i dotyczą tej relacji jednostka–państwo.

Włodzimierz Albin podkreśla, że dziś w obliczu olbrzymiej liczby młodych absolwentów studiów prawniczych, młodzi ludzie, chcący odnaleźć się w zawodzie, muszą traktować go zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.

Problem jest taki, że prawników jest w tej chwili dużo więcej, produkujemy co roku prawie 5 tys. nowych radców prawnych i adwokatów. W tej chwili studiuje na uczelniach prawniczych ponad 50 tys. studentów prawa – tłumaczy Włodzimierz Albin. – Jest zapotrzebowanie na prawników, ale na tych dobrych, takich, którzy dbają o interesy klienta. Niestety, przy takiej liczbie prawników, która pojawia się na rynku pracy, te wartości się nieco rozwadniają.

Jak zauważa, w dzisiejszych czasach charakterystyka zawodu sporo się zmieniła. Dziś młodzi prawnicy muszą przede wszystkim dostosować się do zasad rządzących rynkiem, umieć znaleźć klienta i przede wszystkim niezwykle szybko reagować na błyskawicznie zmieniającą się rzeczywistość, w tym przepisy prawne.

– Teraz dużo ważniejsza jest innowacyjność, zarówno w kontekście interpretacji czy czytania samego prawa, jak i innowacyjność rozumiana w kontekście poszukiwania własnego miejsca czy własnego modelu biznesowego. Bo dzisiaj nie można mówić o takich usługach prawniczych, kiedy prawnik czeka w kancelarii, aż klient zapuka i na tym jego rola w poszukiwaniu klienta się kończy – wyjaśnia Jadwiga Sztabińska.

Mniej niż połowa Polaków w razie potrzeby zapożyczy się u rodziny. Większość jednak wybierze bank

CEO Magazyn Polska

Polacy nie zawsze chętnie zapożyczają się u rodziny i przyjaciół – robi to odpowiednio 42 proc. i 25 proc. Znacznie mniej krępujące jest dla nich pożyczanie w banku (70 proc.), jednak jest to znacznie droższe rozwiązanie. Jednocześnie większość przyznaje, że sami pożyczą pieniądze, jeśli zwróci się o to do nich ktoś z rodziny lub przyjaciół. Zwykle nie mają problemu z odzyskaniem pieniędzy, ale w przypadku opóźnień w spłacie nie potrafią się upomnieć o zwrot.

Chociaż wydawałoby się, że rodzina jest pierwszym podmiotem gotowym pożyczyć pieniądze, nie zawsze chcemy zaciągać dług właśnie u niej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Jędrzejczak, ekspert serwisu finansów społecznościowych Kokos.pl. – Operacja taka budzi bowiem trochę kontrowersji, ale też napięć, nawet w rodzinie. Dlatego po pieniądze Polacy niekoniecznie zwracają się do rodziny. Szukają raczej innych rozwiązań.

Jak wynika z raportu „Jak pożyczają Polacy” przygotowanego przez ICAN Research na zlecenie serwisu Kokos.pl, po pożyczkę Polacy najchętniej zwracają się do banku (70 proc.). 42 proc. pożyczy od rodziny, a co czwarty – od przyjaciół. Jednocześnie mniej więcej dwie trzecie deklaruje, że w razie potrzeby pożycza pieniądze najbliższym, a ponad 60 proc. – przyjaciołom.

Jednym z nowych trendów na rynku jest rosnący udział pożyczek społecznościowych: nie idziemy po pieniądze do banku, firmy pożyczkowej czy rodziny, tylko zwracamy się o kredyt do nieznanych nam osób – tłumaczy Andrzej Jędrzejczak.

Z analizy Kokos.pl wynika, że Polacy najczęściej pożyczają pieniądze od innych na bieżące potrzeby. Robi tak 76 proc. kobiet i 68 proc. mężczyzn. Poza najpilniejszymi wydatkami kobiety chętniej zaciągają pożyczki na kupno sprzętu radiowo-telewizyjnego (36 proc.) i wakacje (29 proc.). Mężczyźni zdecydowanie częściej niż kobiety pożyczają na sfinansowanie zakupu auta, mieszkania czy domu.

W badaniu Polacy stwierdzili, że oddają pożyczki na czas. Taką deklarację złożyło aż 97 proc. ankietowanych, choć czasem zdarzają się im opóźnienia. Nikt nie przyznał się do tego, że pieniędzy w ogóle nie zwraca.

Co ciekawe, pokrywa się to mniej więcej ze zdaniem osób, które pożyczają innym pieniądze – zauważa Andrzej Jędrzejczak. – Mniej niż 10 proc. z nich zdarzyło się, że nie dostali swoich pieniędzy z powrotem. Prawdopodobnie były to małe kwoty, które poszły w zapomnienie.

Częściej o zwrot pieniędzy upominają się mieszkańcy dużych miast. Na wsi 60 proc. respondentów zadeklarowało, że nie robi tego, nawet gdy kwota pożyczki była wysoka. Różnice widać także w odniesieniu do spłaty długu w terminie. Wśród mieszkańców aglomeracji 72 proc. deklaruje, że zawsze oddaje pieniądze na czas, podczas gdy na wsi przyznaje się do tego tylko około połowy badanych.

Mężczyźni są dużo bardziej asertywni, łatwiej przypominają o konieczności oddania pieniędzy, szczególnie gdy jest to wysoka kwota albo przekroczony został termin jej zwrotu. Kobiety bardziej dbają o relacje. Obawiają się, że w wyniku upomnienia kontakt z pożyczkobiorcą zostanie narażony na szwank – wyjaśnia Jędrzejczak.

Kokos.pl jest serwisem finansów społecznościowych, w którym użytkownicy pożyczają sobie pieniądze i wymieniają waluty. Platforma powstała w 2008 roku. W ciągu siedmiu lat za jej pośrednictwem zostało zrealizowanych 115 tys. aukcji pożyczek, w wyniku których przeprowadzono transakcje o wartości blisko 130 mln zł.

W uzasadnionych przypadkach zasiłek chorobowy może zostać cofnięty. W I półroczu ZUS wydał 12,5 tys. takich decyzji

CEO Magazyn Polska

W przypadku choroby pracownicy nie są pozostawieni samym sobie. Wszystkie osoby objęte ubezpieczeniem mogą liczyć na zasiłek chorobowy. Jego wysokość zależy od przyczyny niezdolności do pracy. Jeśli jest ona konsekwencją wypadku w pracy, choroby zawodowej lub ciąży, można liczyć na 100 proc. wynagrodzenia. Istotne jest jednak to, by okres zwolnienia wykorzystywać zgodnie z jego przeznaczeniem. Praca zarobkowa wykonywana w tym czasie może być powodem utraty zasiłku za cały okres zwolnienia. Tylko w I połowie tego roku ZUS wydał 12,5 tys. decyzji o cofnięciu zasiłku.

Osoby podlegające obowiązkowemu ubezpieczeniu chorobowemu, np. pracownicy, nabywają prawo do zasiłku po okresie 30 dni nieprzerwanego ubezpieczenia, a osoby dobrowolnie ubezpieczone, czyli prowadzące działalność – po okresie 90 dni. Do okresu ubezpieczenia chorobowego wlicza się okresy poprzedniej niezdolności do pracy, jeżeli przerwa nie przekracza 30 dni oraz jeżeli jest spowodowana urlopem wychowawczym lub bezpłatnym, albo odbywania czynnej służby wojskowej przez żołnierza niezawodowego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Turant, specjalista w Departamencie Zasiłków w Centrali ZUS.

Jeśli niezdolność do pracy trwa w ciągu roku kalendarzowym łącznie więcej niż 33 dni, pracownik nabywa prawo do zasiłku chorobowego. W przypadku osób, które ukończyły 50 lat, ma to miejsce już po 14 dniach.

Pracownik zachowuje prawo do 100 proc. wynagrodzenia, jeżeli niezdolność nastąpiła w wyniku wypadku przy pracy, w drodze do pracy lub z pracy. Podobnie będzie w przypadku, gdy niezdolność przypada w okresie ciąży czy poddania się badaniom dla dawców szpiku, tkanek i narządów oraz jeżeli ktoś jest już w szpitalu z powodu oddawania narządu. Wynagrodzenie przysługuje za każdy dzień niezdolności do pracy, nawet za dni wolne od pracy. Należy też pamiętać o tym, że wynagrodzenia nie wypłaca się osobom prowadzącym działalność, które od pierwszego dnia mają zasiłek chorobowy – wskazuje Turant.

Zdarzają się sytuacje, w których wypłata zasiłku następuje później. Jeśli niezdolność do pracy nastąpiła na skutek nadużycia alkoholu, świadczenie nie przysługuje za pierwsze 5 dni. W uzasadnionych przypadkach zasiłek nie będzie w ogóle przysługiwał – jeśli niezdolność do pracy została spowodowana nieumyślnym przestępstwem lub wykroczeniem. Warto też pamiętać o tym, że zasiłek chorobowy może zostać wstrzymany, a data zwolnienia skorygowana, jeśli podczas badania lekarz orzecznik uzna, że chory jest już zdolny do pracy.

Pracownik, który w okresie orzeczonej niezdolności do pracy wykonuje pracę zarobkową, traci prawo do zasiłku chorobowego za cały okres zwolnienia. Nie ma znaczenia to, czy praca, którą wykonuje, jest lekka czy ciężka, umysłowa czy fizyczna, czy ma jakikolwiek wpływ na proces zdrowienia. Liczy się sam fakt wykonywania pracy. Ustawodawca przez pracę rozumie wykonywanie pracy na podstawie jakiegokolwiek stosunku prawnego, czy to umowy o dzieło, czy umowy-zlecenie, czy nawet wykonywania jednoosobowej działalności gospodarczej – podkreśla Wojciech Kałasa, radca prawny.

W pierwszym półroczu tego roku ZUS przeprowadził ponad 298 tys. kontroli zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy. W efekcie wydano ok. 12,5 tys. decyzji o wstrzymaniu wypłaty zasiłku na łączną kwotę blisko 7,5 mln zł.

Osobom ubezpieczonym przysługuje również zasiłek opiekuńczy.

Wypłaca się go za okres zwolnienia od pracy z tytułu osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem przez okres 60 dni, jeżeli sprawowana jest opieka nad zdrowym dzieckiem do 8 lat, nad chorym dzieckiem do lat 14 oraz przez okres 14 dni, jeżeli sprawowana jest opieka nad dzieckiem powyżej 14 lat lub na innego chorego członka rodziny. Taki wymiar przysługuje łącznie ojcu i matce, niezależnie od liczby dzieci w rodzinie czy od liczby osób uprawnionych do zasiłku chorobowego oraz niezależnie od liczby osób, które pozostają pod naszą opieką – przypomina Katarzyna Turant z ZUS.

Polacy chętnie umawiają się na wizytę lekarską przez internet. W ten sposób najczęściej wybierają ginekologa i dermatologa

CEO Magazyn Polska

Z roku na rok rośnie liczba pacjentów, którzy na prywatną wizytę u lekarza zapisują się przez internet. Rozwiązania online, które taką możliwość dają, pozwalają pacjentom także wymienić się doświadczeniami na temat danego lekarza. Opinie innych to jeden z podstawowych czynników, którymi Polacy kierują się przy wyborze specjalisty. Dużą wagę przywiązują również do dostępności terminów i odległości gabinetu od swojego miejsca zamieszkania.

Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, po której ludzie szukają dzisiaj lekarzy, to są opinie na ich temat. Cały czas szukamy takiego społecznego potwierdzenia: tak, ten lekarz jest dobry, bo tak powiedziało 200 pacjentów. Natomiast z naszych badań wynika, że równie ważne są opinie negatywne. Dlatego staramy się, żeby one były i z jednej, i z drugiej strony – mówi agencji informacyjnej Newseria Mateusz Mikulski, manager ds. mobile w ZnanyLekarz.pl.

Z obserwacji serwisu wynika, że większość pacjentów rozpoczyna wybór lekarza od wpisania w wyszukiwarkę internetową jego imienia i nazwiska lub specjalizacji oraz miasta w przypadku, kiedy nie znają konkretnych danych. Średnio pacjent – zanim umówi się na wizytę – przegląda profile sześciu specjalistów, co zajmuje mu ok. 7 minut. Dla większości ankietowanych doświadczenie lekarza i opinie innych są decydujące.

Wśród innych czynników są na pewno dostępność terminu, czyli kiedy ten lekarz może nas przyjąć. Kiedy mamy dwóch lekarzy, którzy są tak samo dobrzy – na podstawie tego, co zobaczyliśmy na ich temat np. na Znanym Lekarzu, to decydujemy się na tego, który jest bliżej nas i który wcześniej nas przyjmie – wyjaśnia Mikulski.

Do końca 2014 roku przez Kalendarz Wizyt w serwisie ZnanyLekarz.pl umówiono ponad 800 tys. wizyt. Ponad połowę rezerwacji dokonali pacjenci, którzy sami znaleźli i wybrali specjalistę. Drugie tyle konsultacji wpisali lekarze. Ze statystyk wynika, że średnio na jednego lekarza miesięcznie przypada 13 nowych pacjentów. Większość wizyt została umówiona za pośrednictwem komputera bądź laptopa. 7 proc. pacjentów wykorzystało do tego celu urządzenie mobilne, ale ten wskaźnik dynamicznie rośnie.

Jeśli chodzi o sam wzrost zainteresowania umawianiem wizyt online, to w przypadku urządzeń mobilnych jest to 380 proc. rok do roku. Dynamicznie rośniemy. Pacjenci przechodzą do internetu, bo jest to prostsze, szybsze, nie wymaga dzwonienia, przebijania się przez rejestrację, czekania na terminy – wyjaśnia Mateusz Mikulski. – Chodzi nam o to, żeby użytkownik mógł umówić wizytę lekarza poprzez aplikację w trzech kliknięciach, żeby to nie był długotrwały proces.

Wśród najpopularniejszych specjalizacji pod względem liczby umówionych wizyt jest ginekologia (24 proc.), a w dalszej kolejności są dermatologia, psychiatria, ortopedia i stomatologia. Aż 73 proc. konsultacji lekarskich rezerwują kobiety.