Polski dług publiczny rośnie szybciej niż PKB. Stwarza to zagrożenie dla stabilności finansów państwa i może skutkować recesją

CEO Magazyn Polska

Szybko rosnący dług publiczny stanowi duże zagrożenie dla stabilności finansów państwa i negatywnie wpływa na potencjał naszej gospodarki. Leszek Balcerowicz, przewodniczący rady FOR, ostrzega, że w przypadku braku reform i wystąpienia negatywnych czynników zewnętrznych Polska może wpaść w recesję. Kosztowne dla gospodarki mogą być także przedwyborcze obietnice polityków. Według Balcerowicza realizacja zmian proponowanych przez PO będzie kosztować 50 mld zł, a postulaty PIS nawet cztery razy tyle.

– Należymy do tej gorszej grupy, której dług publiczny rośnie szybciej niż gospodarka, choć gospodarka rośnie dobrze na tle krajów Europy. Gdyby ta tendencja się utrzymała, to musiałoby się to zakończyć kryzysem. Zwłaszcza że przed nami są trudniejsze czasy – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady FOR

Dług publiczny liczony według metodologii ESA2010 na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 885,73 mld zł, co w stosunku do wielkości polskiego PKB stanowiło 50,1 proc. W tym samym okresie rok wcześniej było to 48,6 proc. Prezentowane dane uwzględniają już umorzenie części obligacyjnej środków zgromadzonych w OFE (153 mld zł), które miało miejsce w lutym 2014 roku.

– Jeżeli dług publiczny rośnie szybciej niż PKB, to zawsze się to kończy źle dla PKB, dla gospodarki, bo ten balast narasta. Przede wszystkim trzeba pilnować, żeby gospodarka nadal rosła szybko, a to bez reform się nie stanie – ostrzega Balcerowicz.

W drugim kwartale polska gospodarka rozwijała się wolniej, niż oczekiwali ekonomiści. Wzrost PKB niewyrównany sezonowo wyniósł 3,3 proc., podczas gdy w I kwartale sięgnął 3,6 proc.

Ekspert przestrzega także przed nadmiernym deficytem budżetowym. Wydatki państwa zaplanowane są według niego w nieefektywny sposób. Problemem dla polskich finansów publicznych jest oprócz tego również niska efektywność systemu podatkowego.

Budżet na 2015 rok zakłada przychody na poziomie 297,2 mld zł i wydatki sięgające 343,25 mld zł. Deficyt planowany na ten rok to ponad 46 mld zł (15,5 proc. ogółu przychodów budżetu). Projekt ustawy budżetowej na przyszły rok zakłada dalsze zwiększenie luki budżetowej. Różnica między centralnymi przychodami a wydatkami ma sięgnąć 55 mld zł.

– Są zagrożenia dla wzrostu polskiej gospodarki, jeśli nie będzie reform, a na świecie nie da się wykluczyć różnych zaburzeń. Więc potrzebna jest mobilizacja, żeby tym politykom, którzy nas oszukują, powiedzieć „nie”. A oszukują nas, jak mówią: „Damy wam”, a nie powiedzą skąd – zwraca uwagę przewodniczący Rady FOR.

Profesor Balcerowicz podaje tutaj szacunki przeprowadzone przez Forum Obywatelskiego Rozwoju. Według wyliczeń realizacja obietnic Prawa i Sprawiedliwości kosztowałaby podatników w ciągu najbliższej kadencji około 200 mld zł. Propozycje Platformy Obywatelskiej to wydatek rzędu 50 mld zł.

Słupsk chce być zieloną stolicą Polski. Miasto inwestuje w rozwiązania proekologiczne

CEO Magazyn Polska

Słupsk ma potencjał, by stać się zieloną stolicą Polski i być wzorem pod względem działań proekologicznych oraz prozdrowotnych – podkreśla prezydent miasta Robert Biedroń. Władze Słupska zachęcają mieszkańców, by przesiadali się z samochodów na rowery lub korzystali z transportu publicznego. Wspierają także rozwój odnawialnych źródeł energii. W szkołach i przedszkolach podawane będą tylko zdrowe obiady, przygotowywane z produktów od lokalnych producentów.

Słupsk ma idealne warunki do tego, żeby stać się zieloną stolicą Polski, ponieważ mamy mnóstwo parków, jesteśmy położeni nad morzem, mamy bardzo wiele ścieżek rowerowych i trzeba z tego korzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Biedroń.

Mieszkańcy Słupska mają do dyspozycji 30 km ścieżek rowerowych.

Prezydent Słupska kładzie duży nacisk na działania proekologiczne, bo – jak tłumaczy – chodzi mu nie tylko o oszczędności, lecz przede wszystkim o ochronę środowiska i jak najlepsze wykorzystanie potencjału miasta. Działając zgodnie z zasadą, że przykład idzie z góry, Robert Biedroń od pierwszego dnia urzędowania jeździ do pracy rowerem.

Trzeba zachęcać mieszkańców, żeby przesiadali się z samochodów na rowery lub do transportu publicznego. To jest pierwszy krok, a prezydent powinien dawać przykład. Zamiast poruszać się limuzyną z kierowcą, powinien pokazywać, że da się dojechać do pracy czy na spotkanie na rowerze, nawet zimą – dodaje Robert Biedroń.

Słupsk wspiera także rozwój OZE. We wrześniu dzięki współpracy urzędu miasta z Greenpeace jedna ze słupskich szkół zaczęła produkować energię ze słońca. Na budynku sali gimnastycznej zainstalowano elektrownię o mocy 10 kWp. Dzięki niej uczniowie mają poznawać nowe technologie, a szkoła ma oszczędzać na rachunkach za energię. Zielony prąd pozwala obniżyć zużycie prądu średnio o 25 proc.

Programem zdrowego żywienia w oparciu o lokalnych producentów zostanie objętych 3,5 tysiąca dzieci ze słupskich szkół i przedszkoli.

Słupsk będzie pierwszym miastem w Polsce, które wyeliminuje niezdrowe jedzenie ze szkół i stołówek, i to nie tylko za sprawą ustawy, która funkcjonuje od początku września. Mieliśmy już szkolenia ze specjalistami, z kucharzami, którzy pokazali, że można gotować zdrowiej i taniej z lokalnych produktów. Tworzymy grupę zakupową zrzeszającą wszystkich lokalnych producentów i rolników, którzy będą dostarczali nam świeże i zdrowe produkty – mówi Biedroń.

Robert Biedroń wprowadził w urzędzie obyczaj picia wody z kranu. Na jego prośbę w stołówkowym menu znalazły się potrawy wegetariańskie.

Resort zdrowia nie podjął jeszcze decyzji co do dalszego finansowania nowoczesnej terapii dla pacjentów ze szpiczakiem mnogim. Przerwanie leczenia będzie tragiczne w skutkach

CEO Magazyn Polska

Chorzy na szpiczaka plazmocytowego są zaniepokojeni brakiem jakiejkolwiek informacji ze strony Ministerstwa Zdrowia na temat kontynuacji leczenia jednym z innowacyjnych leków. Szpiczak mnogi jest chorobą przewlekłą i pacjenci podkreślają, że przerwanie terapii to dla nich kwestia być albo nie być. Lekarze tłumaczą, że terapia lenalidomidem jest jedną z kluczowych w  skutecznej w walce z tym nowotworem.

Zgodnie z ustawą refundacyjną lenalidomid objęto refundacją w ramach programu lekowego od 1 listopada 2013 roku na okres dwóch lat.

O ile mi wiadomo, nie jest podpisana umowa na kontynuację programu lekowego. Mam nadzieję, że zostanie ona podpisana i program będzie kontynuowany. W przeciwnym wypadku kilkuset chorych nie otrzymałoby leku ze wszystkimi tego skutkami zdrowotnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Wiesław Wiktor Jędrzejczak, kierownik Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreśla, przerwanie łańcucha terapeutycznego może skutkować progresją choroby, co u jednych może oznaczać pogorszenie jakości życia, u innych może prowadzić do śmierci.

To jest choroba przewlekła. Chodzi o to, żeby trwała wiele lat, żeby można było z nią żyć, pracować i korzystać ze wszystkich uroków życia – podkreśla dr Jędrzejczak.

Zdaniem ekspertów w razie przerwania terapii wydane na wcześniejsze leczenie pieniądze zostaną wyrzucone w błoto.

Pieniądze wydane wcześniej na sześć miesięcy terapii, czyli około 120 tys. zł, to pieniądze wyrzucone. Efekt terapeutyczny jest żaden, ponieważ jeżeli przerwiemy terapię na trzy miesiące i wrócimy do niej po jakimś czasie albo wcale, to wiadomo, że wyniki będą gorsze i trzeba zaczynać wszystko od nowa – podkreśla Wiesława Adamiec, prezes Fundacji Carita – Żyć ze Szpiczakiem.

Żeby skutecznie walczyć z chorobą, pacjenci ze szpiczakiem mnogim muszą bazować przede wszystkim na nowoczesnych terapiach. Kiedy nagle zostaną pozbawieni bardzo skutecznych i mało toksycznych leków, będą musieli korzystać z zamienników, a te – zdaniem lekarzy – nie są wystarczające.

Lekarz będzie zawsze dbał o swoich pacjentów. Będzie stosował te leki, które są stare leki, to są cytostatyki i glikokortykosteroidy. Co prawda, mają one udokumentowaną skuteczność, natomiast w tej grupie chorych, którzy są kwalifikowani do terapii lenalidomidem, będą mniej skuteczne – tłumaczy Wiesław Wiktor Jędrzejczak.

Na razie resort zdrowia nie poinformował pacjentów o dalszych planach w tej sprawie.

Nie mamy żadnych przesłanek, żeby mieć nadzieję, że ta terapia będzie nadal refundowana i że my, pacjenci szpiczakowi, nie zostaniemy bez leku, który tak naprawdę ratuje nam życie – mówi Wiesława Adamiec. – Na dziś zostajemy w wielkiej próżni i – powiem to bardzo mocno – decyzja Ministerstwa Zdrowia da nam życie albo je zabierze. Lenalidomid to jest nie tylko lek, który poprawia nam kondycję i jakość życia, lecz przede wszystkim je przedłuża i ratuje.

Decyzja co do finansowania terapii ma być podjęta przez resort zdrowia w najbliższych dniach.

Szpiczak plazmocytowy to jeden z częściej występujących nowotworów układu krwiotwórczego. Najczęściej dotyka on osób starszych, po 60 roku życia.

Duże zmiany w polskich gminach. Będą musiały rozliczać podatek VAT razem z jednostkami budżetowymi

Janina Fornalik

Samorządy czekają duże zmiany. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że gminne jednostki budżetowe nie są podatnikiem VAT. To oznacza, że gminy będą musiały przejąć obowiązek rozliczenia podatkowego swoich zakładów budżetowych, będą mogły też same odliczać podatek. Gminy będą miały też szansę na odzyskanie podatku od prowadzonych inwestycji. Jeśli podejmą takie próby, skutki może odczuć budżet państwa.

– Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczy jednostek samorządu terytorialnego, a w szczególności tego, czy jednostki budżetowe gmin stanowią odrębnych od gminy podatników VAT, czy powinny rozliczać VAT razem z gminą. Trybunał orzekł, że rozliczenia powinny być łączne. Jednostki budżetowe nie powinny być traktowane jako odrębni podatnicy ze względu na to, że nie prowadzą samodzielnej działalności gospodarczej w rozumieniu przepisów o VAT – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janina Fornalik, doradca podatkowy w kancelarii MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

Wyrok oznacza, że samorządy czeka prawdziwa rewolucja. Dotychczas jednostki budżetowe były uznawane za osobnych podatników. Jeśli ich obroty roczne przekraczały 150 tys. zł, to rozliczały VAT samodzielnie. Teraz konieczne będzie ich wyrejestrowanie. W nowej rzeczywistości będą musiały nauczyć się funkcjonować jak te jednostki, które ze względu na mniejsze obroty dotychczas nie były zarejestrowane, a co z tym idzie – nie wykazywały sprzedaży.

– To oznacza, że gdybyśmy teraz dodali te obroty zgodnie z wyrokiem Trybunału, mogą powstać zaległości podatkowe w gminach i konieczność zapłaty odsetek karnych. Kwestią problematyczną jest też fiskalizacja, ponieważ obroty, jeżeli nie były wykazywane w rozliczeniach VAT, to nie były również ujmowane w kasach rejestrujących – wskazuje ekspertka.

Zdaniem Fornalik trudno jednak się spodziewać, by resort finansów stosował takie konsekwencje wobec gmin, które postępowały zgodnie z dotychczasowymi wytycznymi ministerstwa.

Wyrok TSUE będzie finansowo korzystny dla gmin. Spadną koszty działalności w związku z odliczaniem podatku VAT, bo wszystko będzie się odbywać w ramach jednego podatnika. Gminy zyskają przede wszystkim w zakresie odzyskania podatku VAT od przeprowadzanych wcześniej inwestycji, przekazywanych jednostkom budżetowym do realizacji.

Przykładem mogą być inwestycje wodociągowo-kanalizacyjne – mówi doradca podatkowy. – Gmina, ze względu na to, że była odrębnym podatnikiem, nie mogła odliczyć podatku VAT, bo wydatki były u innego podatnika. Po wyroku Trybunału zarówno wydatki, jak i obroty jednostek powinny być dodane do jednej deklaracji, a od inwestycji może zostać odliczony VAT.

W Polsce jest 2478 gmin, w których funkcjonują jednostki czy zakłady budżetowe. Po wyroku Trybunału będą mogły chcieć odzyskać pieniądze wydatkowane w ostatnich pięciu latach. Choć trudno wskazać dokładną kwotę, to szacuje się, że budżet będzie musiał zwrócić ponad 1 mld zł, zwłaszcza że największe gminy będą mogły domagać się zwrotu nawet 20 mln zł.

– W zależności od tego, czy gminy będą występowały o zwrot VAT-u, to kwoty inwestycji, które mogą być tu zaangażowane, i podatek naliczony do odzyskania mogą być znaczące – podkreśla Fornalik. – Jeżeli gminy podejmą działania, żeby odzyskać podatek VAT, to rzeczywiście finansowe skutki dla budżetu państwa mogą być duże.

W wydanym w tej sprawie komunikacie Ministerstwo Finansów zapewnia, że do połowy 2016 r. nie będzie kwestionować rozliczeń VAT gmin dokonywanych według dotychczasowych zasad. Co więcej, resort uznał, że gminy nie będą musiały zwracać podatku VAT sfinansowanego z funduszy unijnych, jeśli nie odzyskają tego podatku z urzędu skarbowego.

Rolnicy wstrzymują się z inwestycjami. Producenci maszyn i urządzeń rolniczych czekają na nową perspektywę unijną

CEO Magazyn Polska

2015 rok na rynku maszyn rolniczych nie będzie tak korzystny jak poprzednie 12 miesięcy. Przerwa w dopłatach z UE powoduje bowiem, że rolnicy wstrzymują się z inwestycjami i kupują jedynie najbardziej potrzebne maszyny. Sytuacja na rynku jest jednak stabilna. Branża liczy na uruchomienie nowych środków, z tym że nowa perspektywa – ze względu na strukturę dopłat – nie będzie dla producentów już tak korzystna. 

Czekamy niecierpliwie na kolejne wsparcie finansowe, ale myślę, że ten rok wcale nie jest taki zły, jak niektórzy uważają – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Szewczyk, kierownik ds. marketingu produkującej ciągniki firmy Zetor Polska. – Chłonność naszego rynku jest bardzo duża. Rolnicy uwierzyli bowiem, że z rolnictwa da się wyżyć i na wysokim poziomie prowadzą swoje gospodarstwa.

Jak podkreśla Robert Szewczyk polski rynek ciągników i innych urządzeń rolniczych w br. był jednak słabszy niż w poprzednich latach. Wpływ na to miała kończąca się unijna perspektywa finansowa. Środki z UE wspierają sprzedaż tylko w niektórych miesiącach.

Zauważamy oczywiście takie skoki w tym roku, tak było np. w maju i w czerwcu, odnotowaliśmy wtedy bardzo duże skoki sprzedaży. To były właśnie szczątkowe dopłaty z poprzedniego systemu – mówi Szewczyk.

Z raportu monitorującej rynek rolniczy firmy Martin & Jacob wynika, że w czerwcu – dzięki wypłacie zaległych środków z PROW 2007–2013 – odnotowano rekordową liczbę rejestracji nowych ciągników, ponad 2 tys. Lipcowe wyniki sprzedażowe były jednak zdecydowanie gorsze. Zarejestrowano tylko 781 ciągników – o 61 proc. mniej niż w czerwcu i 46 proc. mniej niż rok wcześniej. W ciągu siedmiu miesięcy roku zarejestrowano w Polsce ponad 8,2 tys. traktorów.

Rolnicy nabywają obecnie tylko to, czego naprawdę potrzebują w danej chwili, nikt nie kupuje na wyrost – precyzuje Robert Szewczyk. – Jeżeli są dopłaty, rolnicy kupują lepiej wyposażone sprzęty. Jeżeli tych dopłat nie ma, to jednak każdy bardziej liczy pieniądze, bo musi 100 proc. wyłożyć z własnej kieszeni. Wtedy bardzo rozsądnie dobierają sobie sprzęt.

Rekordowe dwanaście miesięcy dla firm produkujących maszyny i urządzenia przyniósł 2012 rok. Rolnicy zarejestrowali wówczas ponad 19 tys. nowych ciągników.

Wtedy rzeczywiście mieliśmy duży napływ pieniędzy. Myślę, że przy większych dopłatach z Unii ten wynik by się znowu powtórzył – przekonuje Robert Szewczyk. – Ale uważam, że aż takich dopłat już nie będzie, bo jednak zmieniło się trochę w ich strukturze. Bezpośrednio na maszyny i urządzenia samych pieniędzy nie będzie już zbyt dużo. Mimo to możemy optymistycznie patrzeć w przyszłość, bo rynek będzie się rozwijał.

Firma Zetor obchodzi właśnie dwudziestolecie działalności. Na przestrzeni dwóch dekad można zauważyć zmiany struktury zgłaszanego przez rolników popytu.

Od początku produkcji naszym przebojem jest model Major, najmniejszy ciągnik pomocniczy dla gospodarstw rolnych – wyjaśnia przedstawiciel firmy. – Polska to rynek stosunkowo małych gospodarstw rolnych, gdzie ciągnik ma bardzo dużo zastosowań. Na początku sprzedawaliśmy ciągniki głównie bez przedniego napędu. Stanowiły one 90 proc. sprzedaży, a w zeszłym roku znaleźliśmy kupców na dwie takie maszyny. Pozostałe, prawie 3 tys. sztuk, to maszyny z napędem.

Jak podkreśla, największe zapotrzebowanie jest na maszyny mające od 90 do 100 koni mechanicznych.

Polacy coraz częściej zlecają transport zwierząt za granicę. Najczęściej podróżują psy, ale przybywa też kotów

CEO Magazyn Polska

Najczęściej transportuje się psy z Polski do Wielkiej Brytanii – wynika z analizy serwisu Clicktrans.pl. Koszt przewozu pupila na Wyspy to średnio 792 zł. Coraz częściej podróżują również koty. Zwierzę, które będzie przekraczać granicę, musi mieć paszport, mikrochip i aktualne szczepienia przeciwko wściekliźnie. Zanim zdecydujemy się na daną firmę transportową, warto się upewnić, czy ma ona specjalną licencję i uprawnienia w tym zakresie.

Z roku na rok obserwujemy wzrost zainteresowania usługą profesjonalnego transportu naszych domowych pupili. Wynika to przede wszystkim z tego, że po Polacy często emigrują za pracą i mamy do czynienia z taką sytuacją, że rodzina leci samolotem, ale taka podróż byłaby nieprzyjemna dla pupila, dlatego do przewozu zwierzęcia wynajmuje się profesjonalistów – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Brzeziński, założyciel serwisu Clicktrans.pl.

Z danych firmy wynika, że 63 proc. zleceń transportu zwierząt domowych dotyczy Wielkiej Brytanii. Na drugim miejscu jest Irlandia – 12 proc., a na trzecim Niemcy – 7 proc. Na dalszych pozycjach plasują się takie kraje, jak Hiszpania (3 proc.), Holandia (3 proc.), Francja (2 proc.), Norwegia i Włochy.

Najczęściej przewozimy psy (około 60 proc.), na drugim miejscu są koty (25 proc.), a na dalszym miejscu takie zwierzęta domowe, jak fretki, myszki, chomiki, świnki morskie itd. – mówi Michał Brzeziński.

Jak podkreśla, cena usługi uzależniona jest od długości trasy, jaka jest do pokonania, i od wielkości zwierzęcia, ale nie tylko. Niektóre zwierzaki wymagają specjalnych warunków podróży, np. częstszych postojów i specjalnego karmienia.

Średnia cena transportu za granicę, czyli np. do Wielkiej Brytanii, w przypadku psa to około 800-850 zł, w przypadku kota trochę taniej – około 700 zł. Natomiast transport krajowy, ponieważ takich zleceń również jest sporo, jest mniej więcej o połowę tańszy – wyjaśnia Michał Brzeziński.

Przewóz szczeniaków jest tańszy o około 20 proc. niż dużych psów. Najczęściej przewożonymi rasami są labradory, yorki i shih tzu.

Zanim zdecydujmy się na daną firmę transportową, warto się upewnić, czy ma ona specjalną licencję i uprawnienia w tym zakresie. Wszystkie potrzebne informacje można znaleźć na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii.

Polecamy sprawdzić, jak wygląda samochód, czy jest odpowiednio klimatyzowany, czy kierowca będzie na pewno karmił zwierzę, w jakich odstępach są planowane postoje, jakie są standardy tej firmy – tłumaczy Michał Brzeziński.

Trzeba również pamiętać o procedurach, które obowiązują w Unii Europejskiej w przypadku przewozu zwierząt za granicę.

– Zwierzę musi posiadać mikrochip, aktualne szczepienia przeciwko wściekliźnie, musi przejść odpowiednie badania i posiadać paszport. W poszczególnych krajach Unii Europejskiej to może się różnić – dodaje Michał Brzeziński.

Wśród zwierząt transportowanych do Polski większość stanowią psy, a sprowadza się je głównie z Wielkiej Brytanii (43 proc), Hiszpanii (9 proc.), Włoch (7 proc), Niemiec (7 proc) oraz Irlandii (7 proc). W obrębie kraju najczęściej przewożone są psy dorosłe i szczenięta, koty, króliki, szynszyle, papugi, świnki morskie i szczury.

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Rynek marek własnych w Polsce będzie rósł stabilnie, napędzany głównie przez supermarkety i sklepy małego formatu

Według szacunków zawartych w raporcie PMR „Marki własne detalistów w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020”, rynek marek własnych w Polsce wzrośnie o 6,6% w 2015 roku i osiągnie wartość 44,4 mld zł. Perspektywy rozwoju są dobre, jednak do 2020 r. rynek nie powtórzy już takich wzrostów jak w latach 2009-2012.Wartość i dynamika rynku marek własnych w Polsce

Wolniejszy wzrost rynku jest pochodną niższych wzrostów sprzedaży marek własnych w dyskontach, odpowiadających obecnie za 66% jego wartości. Dotyczy to zwłaszcza lidera rynku, Biedronki, w której udział marek własnych w obrotach jest z każdym rokiem niższy (aktualnie wynosi ok. 50%, podczas gdy jeszcze w 2009 r. udział ten wynosił 58%). Podobny trend zaobserwować można na przykładzie Lidla, który również w ostatnim czasie mocno poszerzył ofertę produktów markowych.

Ponadto, należy zauważyć, iż wszystkie największe sieci handlowe już oferują marki własne w najszybciej rotujących kategoriach, więc kolejne wprowadzane produkty nie będą przynosiły już tak spektakularnych wzrostów na obszarze całego rynku. Ponadto, rozwój oferty ilościowej będzie hamowany chociażby przez powierzchnię sklepów handlowych. Tak więc wzrost rynku w kolejnych latach będzie przede wszystkim efektem większego popytu na produkty marek własnych, które z roku na rok cieszą się większym zaufaniem, w drugiej kolejności – rozwoju oferty ilościowej.

Nie oznacza to jednak, że liczba marek własnych w sieciach nie będzie rosnąć. Zwłaszcza supermarkety coraz mocniej stawiają na markę własną. Sieci, które znacznie zwiększyły ten asortyment w ciągu ostatniego roku/dwóch lat to m.in. Stokrotka, Polomarket, Piotr i Paweł czy Alma.

Również sklepy małego formatu (obecnie trzeci największy kanał dystrybucji marek własnych) to segment, w którym dokonuje się największy wzrost sprzedaży marek własnych. Ich dynamiczny wzrost jest rezultatem wprowadzania i rozwijania oferty marek własnych przez wszystkich dużych dystrybutorów hurtowych, specjalizujących się zarówno w produktach spożywczych, jak i chemicznych. Należą do nich: Makro Cash & Carry, Grupa Eurocash, Grupa Specjał, Interchem czy Delko. Firmy te obsługują około jedną trzecią rynku spożywczego w Polsce.Marki własne w wybranych sieciach supermarketówWybrane linie marek własnych w sieciach handlu małoformatowego

Za wzrostem rynku marek własnych w kolejnych latach przemawiają także zmiany w zakresie oferty produktowej, które zachodzą na rynku w ostatnich latach. Sieci starają się walczyć z konkurencją oferując klientom coraz szerszy wachlarz produktów, często zdrowszych, z kategorii premium, z zagranicy.

Do najważniejszych trendów produktowych należą:

– Nacisk na produkty świeże: owoce i warzywa, a także pieczywo; część sieci uruchomiła w sklepach minipiekarnie do wypieku pieczywa na miejscu (np. Lidl, Biedronka, Kaufland).

– Zdrowsza żywność – ograniczanie ilości soli, cukru, chemicznych dodatków i konserwantów w żywności, np. Biedronka, Alma.

– Żywność Eko/Bio/Organic – produkty rolne pochodzące z gospodarstw z certyfikatem ekologicznym np. Tesco Organic, Auchan Bio, Piotr i Paweł Bio.

– Produkty premium, np. importowane z Francji – Intermarche, Carrefour; marka Deluxe w Lidlu, czy La Speciale w Biedronce. Ich znaczenie, podobnie jak marek własnych w segmencie bio/eko, będzie rosło, z uwagi na pogłębienie trendu zdrowego odżywiania.

– Więcej artykułów niespożywczych – bogatsza oferta kosmetyków (Biedronka, Lidl, Netto), a także odzieży, artykułów sportowych (Lidl), marka odzieżowa F&F oraz dziecięca Tesco Loves Baby w Tesco.

– Zatrudnianie znanych osób do promocji własnych produktów – Lidl (kucharze Pascal Brodnicki i Karol Okrasa, czy aktualnie Dorota Wellman), Tesco (Robert Makłowicz), Eurocash (Ewa Wachowicz).

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Marki własne detalistów w Polsce 2015.

Jakiego CIO potrzebują dziś firmy? Odpowiada Sanil Solanki (Gartner)

Sanil Solanki, Research Director, Gartner
Sanil Solanki, Research Director, Gartner

Z wyników badań wynika, że w dzisiejszych czasach firmy powinny zintensyfikować inwestycje w nowe technologie, które z branż w najbliższym czasie czeka technologiczna rewolucja?

W długofalowej perspektywie wszystkie branże odczują wpływ przesunięcia z ery uprzemysłowionego IT do ery cyfrowej. W krótkim terminie, służba zdrowia, usługi publiczne i edukacja wydają się najbardziej dojrzałe do cyfrowej rewolucji. Wszystkie trzy mają  dostęp do funduszy rządowych, które poddawane są drastycznym cięciom na świecie, a w stopniu ekstremalnym w Europie. Potrzeba dostarczenia rozwiązań biznesowych, które są tańsze, a równocześnie pozwalają na lepsze współdziałanie i wsparcie pacjentów, studentów czy obywateli, ma wysoki priorytet. Technologia pozwala na równoczesną poprawę obsługi i redukcję kosztów biznesowych, oczekujmy więc dalszych inwestycji w innowacyjne rozwiązania. Najbliższe 5 lat przyniesie znaczącą transformację tych branż. 

Kto ma być liderem zmiany w firmie? Jakiego CIO potrzebują dziś firmy?

Kadry zarządzające firm oczekują od CIO, że ci wprowadzą organizacje w erę cyfrowego biznesu. Zarówno CEO jak i CFO obserwują wartość dla akcjonariuszy, którą zapewnia sukces w sferze biznesu cyfrowego, ale równocześnie przyznają, że nie posiadają o nim wystarczającej wiedzy. Oczekują od CIO przywództwa, pozwalającego im zrozumieć, w jaki sposób można powielić ten sukces w ramach własnej organizacji. W przyszłości, CIO mogą wcale nie wywodzić się z IT, mogą też nie posiadać kompetencji technicznych. Nowi dyrektorzy IT będą mianowani na stanowiska nie ze względu na wiedzę merytoryczną, ale raczej zdolności przywódcze dla biznesu  (których brakuje wielu CEO/CFO, jak sami przyznają). Będą oni musieli myśleć w kategoriach rozwiązań biznesowych z wykorzystaniem technologii, a nie skupiać się na  modernizacji rozwiązań biznesowych w ramach ograniczonych możliwości IT.

Na przykładzie branży hotelarskiej, która jako nowy trend wyznacza np. samoobsługowe hotele, które branże powinny zmieniać podejście do inwestycji w nowe technologie i dostosować się do zmian zarówno w swojej działalności jak i zarządzaniu personelem?

Zmiany można już zaobserwować w przypadku robotów i/lub urządzeń podejmujących codzienne decyzje, w przeszłości zarezerwowane wyłącznie dla ludzi. Wyniki w zakresie bezpieczeństwa są znacznie  korzystniejsze dla urządzeń niż  człowieka, dlatego transport, z taksówkami bezzałogowymi kursującymi na lotniska i do miast, może być kolejnym przykładem nowego podejścia do inwestycji w technologie. Zmianę przejdzie również branża marketingowa: pojawią się kampanie skierowane bezpośrednio do cyfrowych asystentów, jak na przykład Apple Siri lub Microsoft Cortana, ponieważ ci, na podstawie zgromadzonych danych, mogą w przyszłości podejmować decyzje zakupowe, np. dotyczące zamówienia ulubionych kwiatów żony. Albo, na podstawie ‘polubień’ znajomych na Facebooku, cyfrowi asystenci mogą sugerować wybór wakacyjnych wycieczek.

Cloud computing, mobilność, social media oraz big data należą dziś do światowych trendów – które z branż mają największe zaległości? Z czego wynika powściągliwość firm z tych branż, jakie napotykają bariery? W czym upatrywać szans na zmianę?

Dużo jest prawdy w powiedzeniu, że ‘dobre jest wrogiem lepszego’. Organizacje, które mają się dobrze i rok do roku odnotowują niewielki wzrost, są często najmniej otwarte na zmianę. Nie widzą potrzeby znaczących inwestycji w technologie, dopóki nie udowodnią realnego zwrotu z inwestycji. Z naszych obserwacji wynika, że średniej wielkości spółki obierają najbardziej ostrożną ścieżkę jeśli chodzi o inwestowanie w nowe technologie. Te organizacje często zarządzają kosztami tak, by utrzymywać niskie marże, a z IT korzystają w tradycyjny sposób – w sposób inkrementalny usprawniają procesy wewnętrzne, by były szybsze i bardziej efektywne. Te firmy patrzą krótkoterminowo na zarządzanie przedsiębiorstwem, a to prowadzi do bardziej ostrożnego podejścia i niechęci do inwestowania w nowe trendy, dopóki nie udowodni się wynikających z nich korzyści. Brakuje im również wiedzy i umiejętności niezbędnych do osiągnięcia sukcesu w cyfrowym środowisku, ponieważ często nie są to firmy wystarczająco duże, aby zatrudnić osoby z szerokimi kompetencjami. Sukces w cyfrowym świecie determinowany jest przez specjalistyczne umiejętności i strategiczne myślenie. Taki typ osób nazywamy ‘generalistami’. Mogą oni wchodzić w określone role i wychodzić z nich w miarę potrzeb. Średniej wielkości organizacje postawiły na specjalistów, dlatego też brakuje im dziś pracowników o umiejętnościach biznesowych. Aby odnieść sukces w cyfrowym świecie, ta luka musi zostać zapełniona.