Trump wprowadził cła na stal i aluminium. Na wojnie cenowej ucierpi światowa gospodarka

Trump wprowadził cła na stal i aluminium. Na wojnie cenowej ucierpi światowa gospodarka 1

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał rozporządzenie, które wprowadza cła na import stali i aluminium do USA. To może wywołać decyzje o wprowadzeniu kolejnych barier w handlu, co może być poważnym ciosem dla wielu branż. Prowadzenie wojny handlowej pomiędzy Stanami a Europą to dla globalnej gospodarki poważny czynnik ryzyka – komentuje Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.  

Już na początku marca Donald Trump poinformował, że planuje nałożenie cła na import stali i aluminium w wysokości odpowiednio 25 i 10 proc. To element kampanii „America First!”. Trump tłumaczył, że cła są odpowiedzią na niesprawiedliwe umowy handlowe, na których ucierpiały amerykańskie firmy. Szacuje się, że łączny import stali do USA wynosi 36 mln ton, przy czym blisko 5 mln ton pochodzi z Unii Europejskiej, przede wszystkim z Niemiec (ponad 1,3 mln ton). Wprowadzone cła spowodują, że producenci z krajów eksportujących surowce będą szukać nowych rynków zbytu, to zaś zwiększy presję cenową, co odczują również firmy z Polski.

– Dużo zależy od tego, jak zareaguje Europa, czy twardo, czy miękko. Wiadomo, że prowadzenie wojny handlowej pomiędzy Stanami a Europą dla globalnej gospodarki nie jest korzystne, w związku z tym byłby to poważny czynnik ryzyka – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Komisja Europejska już w pierwszej reakcji na zapowiedzi amerykańskiego prezydenta poinformowała, że chce przygotować listę amerykańskich towarów, które zostaną objęte dodatkowymi cłami. Nieoficjalnie mówi się, że łączna wartość tych produktów może sięgać 2,8 mld euro, a na liście znajdą się m.in. bourbon, masło orzechowe, sok pomarańczowy, produkty stalowe i rolnicze, jachty, motocykle czy dżinsy. Jeśli jednak UE wprowadzi bariery, w odwecie Stany Zjednoczone mogą nałożyć cła na import pojazdów z UE.

– Ewentualne wprowadzenie ceł do przemysłu samochodowego byłoby bardzo poważnym ciosem. To jedna z najbardziej zglobalizowanych branż na świecie, więc spowodowałoby to poważne perturbacje nie tylko w tej branży, lecz także w sektorach powiązanych. Trudno w tej chwili wyrokować, jakie byłyby skutki, ale na pewno negatywne – zauważa główny ekonomista BGK.

Na wprowadzeniu ceł na europejskie samochody najbardziej straciłyby Niemcy, które są największym unijnym eksporterem pojazdów do USA. Jeśli zapowiedzi Donalda Trumpa staną się rzeczywistością, a taryfy obejmą kolejne produkty, to konflikt będzie eskalował, a wojna handlowa może wpłynąć na całą światową gospodarkę.

– Wojna handlowa nigdy nikomu się nie opłaca, ani Stanom Zjednoczonym, ani Europie. Każdy ma swoje cele, każdy chce chronić swój rynek i trzeba też rozumieć ten punkt widzenia. Wydaje się, że rozsądnym skutkiem tego zamieszania byłby kompromis polegający na tym, że zgodzimy się na jakieś ograniczenie wolnego handlu, natomiast nie na spiralę wojny handlowej, bo ta byłaby bardzo niekorzystna dla całej gospodarki globalnej – podkreśla Mateusz Walewski.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju zainwestuje w polskie projekty i przedsiębiorstwa

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju będzie finansowało przede wszystkim fundusze venture capital za pośrednictwem Polskiego Funduszu Rozwoju Ventures. Będą to takie programy, jak Starter czy Biznest – skierowane przede wszystkim do start-upów. To inwestycje kapitałowe rzędu od 1 do 3-4 milionów złotych. To także inwestycje na dużą większą skalę w funduszach Otwarte Innowacje czy KOFFI, których wartość może sięgnąć nawet do kilkunastu czy kilkudziesięciu milionów złotych. Są one skierowane do przedsiębiorstw, które będą wychodziły na rynki europejskie i światowe

– Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju finansuje również za pomocą programu Inteligentny Rozwój – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Kaczkowska, zastępca dyrektora Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju – Po pierwsze jest to pilotażowy projekt Polska Prize. Ma on służyć sprowadzaniu zza granicy start-upów, ludzi ze świetnymi pomysłami, którzy chcą prowadzić działalność w Polsce i tutaj ją rozwijać. Kolejnym elementem jest program Homing, prowadzony przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Skierowany jest do naukowców, którzy wyjechali z kraju – niedawno lub wiele lat temu. Ma służyć temu, aby osoby planujące wrócić do Polski, prowadzić zespoły badawcze i rozwijać działalność w naszym kraju, mogli to zrobić – dodała Kaczkowska.

Umacnia się pozycja kobiet w ekonomii i światowej gospodarce. Marki muszą to uwzględnić w stylu komunikacji

Umacnia się pozycja kobiet w ekonomii i światowej gospodarce. Marki muszą to uwzględnić w stylu komunikacji 2

Womenomics, trend związany z rosnącą rolą kobiet w ekonomii i gospodarce światowej, zaznacza się coraz wyraźniej. Firma doradcza EY prognozuje, że to właśnie kobiety będą miały w nadchodzących latach coraz silniejszy wpływ na biznes, politykę i społeczeństwo. Potwierdza to nie tylko szereg badań i statystyk, lecz także analiza mediów społecznościowych. Marki, które chcą trafić do kobiecych serc i portfeli, muszą zmienić sposób komunikacji. Ze względu na kompetencje miękkie i umiejętności zarządcze kobiety coraz bardziej docenia też biznes.

Womenomics został uznany za jeden z wiodących trendów w komunikacji sprzedaży. Wiąże się to z gigantyczną rolą kobiet w gospodarce światowej i w każdym sektorze – od sportu przez biznes aż po politykę. Kobiety mają gigantyczny potencjał zakupowy. Jesteśmy lepiej wykształcone niż mężczyźni, stale się edukujemy. To powoduje, że gromadzimy bardzo ważne zasoby do podejmowania różnych kluczowych decyzji, decyzji wartościowych dla biznesu –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Stopyra-Fiedorowicz, psycholog społeczny, właścicielka Beauty Management PR & Marketing to Women, autorka Women Power Index.

W ubiegłorocznej edycji rankingu „Forbesa” w gronie 1810 miliarderów znalazło się 227 kobiet, o 25 więcej niż jeszcze rok wcześniej. Zsumowany majątek najbogatszych kobiet świata jest wart 852,8 mld dol., rośnie też liczba tych, które nie odziedziczyły fortuny, ale zapracowały na nią samodzielnie.

Takie cechy kobiety jak empatia, kobiet, które zawsze były uznane za miękkie, a więc trochę gorsze, dzisiaj nabierają absolutnie kluczowego znaczenia. Umiejętności komunikacyjne, zarządcze, z takim empatycznym podejściem do drugiej osoby, są bardzo ważne. Marki i firmy wiedzą, że w tym tkwi duży potencjał i w tym kierunku wszyscy powinni zmierzać – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

97 proc. Polaków uważa, że kobieta o podobnych kwalifikacjach może wykonywać pracę równie dobrze jak mężczyzna. Dwie trzecie podkreśla, że w polityce powinno być więcej kobiet (sondaż CBOS na zlecenie agencji ONZ Kobiety, 2017). W Polsce odsetek kobiet, które założyły własną działalność gospodarczą, wzrósł z 5,1 proc. w 2011 roku do poziomu 8,1 proc. w 2016 roku, natomiast w przypadku mężczyzn prawie się nie zmienił. Co piąta Polak deklaruje chęć założenia własnej firmy w przeciągu kolejnych trzech lat – wynika z raportu FEM Polska 2017 opracowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Badanie „Women in Business 2017” Grant Thornton pokazało z kolei, że Polki zajmują już 40 proc. stanowisk kierowniczych (szefowie pionów i zarządy firm).

– Znaczenie kobiet rośnie w każdym aspekcie. Dla przykładu, badania z amerykańskiego rynku pokazują, że do 2028 roku przeciętna kobieta będzie zarabiała więcej niż przeciętny mężczyzna – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Globalna firma doradcza EY w raporcie „Rola kobiet w światowym wzroście gospodarczym” prognozuje również, że do 2028 roku decyzje dotyczące aż 75 proc. wydatków konsumpcyjnych będą leżały w gestii kobiet, które już teraz mają w tej sprawie decydujący głos.

Współczesna kobieta jest konsumentem bardzo zajętym. W swój grafik – oprócz tradycyjnych, typowych ról – ma wpisane zupełnie nowe i realizuje się na bardzo wielu obszarach. W każdym chce być najlepsza. Marki, które chcą trafić do serc i portfeli kobiet, powinny być niczym aplikacja mobilna – dostarczać takie produkty i usługi, które wspomogą kobietę w ogarnianiu rzeczywistości dnia codziennego i zoptymalizują jej czas – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Psycholog zwraca uwagę na fakt, że branża reklamowa i marketingowa już 2–3 lata temu otworzyły nowy rozdział w komunikacji, tzw. femvertising, czyli komunikację, która odcina się od stereotypów, opiera się przede wszystkim na zrozumieniu, z jakimi wyzwaniami kobiety radzą sobie na co dzień. W efekcie wiele światowych koncernów, nie tylko kosmetycznych, zadeklarowało wycofanie tendencyjnych, nieprawdziwych i stereotypowych reklam.

Podobnie jak w branży reklamowej mamy femvertising, tak w mediach obserwuję coś, co możemy określić femjournalizmem. Media, jako czwarta władza, mają gigantyczny wpływ na nasz światopogląd, kształtują naszą opinię, to, w jaki sposób patrzymy na świat. Bardzo ważne jest więc to, żeby udział kobiet tam też był obecny, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym. Przykładem femjournalizmu może być założony w ubiegłym roku serwis NewsMavens, w którym to kobiety wybierają newsy. Ta inicjatywa powstała w odpowiedzi na fakt, że tylko 27 proc. kobiet w europejskich newsroomach decyduje o tym, jakie newsy są dystrybuowane do odbiorcy – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Z opublikowanego w styczniu badania Women Power Index wynika, że w 2016 roku w social mediach opublikowano w sumie 16 244 posty, które zawierały przynajmniej jeden z analizowanych hashtagów: HASHwomenpower, HASHgirlspower, HASHgogirls, HASHgogirl, HASHempowerwomen, HASHsiłakobiet i HASHstrongwomen. Blisko 96 proc. postów zawierających badane hashtagi opublikowały kobiety. Z kolei większość postów i komentarzy opublikowanych przez mężczyzn można określić jako wyraz poparcia dla kobiet (głównie wsparcie Czarnego Protestu).

Szereg inicjatyw wpływa na to, że kobiety same o sobie zaczynają inaczej myśleć, czują się silniejsze. W naszym badaniu zapytaliśmy mężczyzn i kobiety o to, jakie obowiązki do nich należą w ich domach. Kobiety najczęściej wskazywały, że wszystko po trochu na zmianę z partnerem –  30 proc.wskazań, co oznacza, że współczesna kobieta jest w stanie zapłacić rachunki, podczas gdy mąż np. odbierze dziecko z przedszkola. Natomiast mężczyźni pytani o swoje główne obowiązki nieustannie wskazywali na płacenie rachunków, zarabianie na dom i naprawy domowe. To może wskazywać na to, że kobiety szybciej wychodzą z autostereotypów niż mężczyźni, którzy nadal wskazują swoją rolę bardzo typowo – mówi autorka Women Power Index.

Sklepy szukają jak najprostszych sposobów na przyciągnięcie klientów. Programy lojalnościowe przenoszone są na smartfony

Sklepy szukają jak najprostszych sposobów na przyciągnięcie klientów. Programy lojalnościowe przenoszone są na smartfony 3

Ponad 70 proc. polskich konsumentów należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego. Klienci chętniej robią zakupy w sklepach, które oferują im dodatkowe bonusy i rabaty, ale oczekują, że zapisanie się do takiego programu będzie szybkie i proste, korzystanie z niego – wygodne, a sklep będzie się komunikował z nimi poprzez kanały mobilne. Wielokanałowość jest obecnie głównym trendem na rynku lojalnościowym. Polska firma stworzyła narzędzie, które zwiększa skuteczność kampanii marketingowych i programów lojalnościowych – tradycyjną kartę lojalnościową zastępuje kartą płatniczą.

– Rynek lojalnościowy rozwija się dynamicznie, m.in. ze względu na to, że większość firm czy sieci handlowych operuje nie tylko sferze fizycznych sklepów, lecz także w e-commerce. Kluczowa jest dla nich możliwość współpracy z nim bezpośrednio w e-commerce, gdzie newsletter czy personalizowany marketing jest standardem, ale również w stacjonarnym sklepie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Sygitowicz, wiceprezes zarządu ZenCard.

Programy lojalnościowe są sposobem na budowanie trwałych relacji z klientami. Firmy i marki tworzą je, aby pozyskać nowych i zatrzymać dotychczasowych klientów. Z badania przeprowadzonego przed rokiem przez Comarch i Kantar TNS („Przyszłość zakupów. Najważniejsze trendy w retail dziś i w 2030 roku”) wynika, że ponad 70 proc. polskich konsumentów należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego. Według prognoz ekspertów przyszłością tego rynku jest wielokanałowość, czyli docieranie do klientów za pośrednictwem różnych kanałów: tradycyjnych, internetowych i mobilnych, oraz personalizacja ofert i rozwiązania, które zwiększają wygodę klientów.

– Coraz bardziej rozwijają się rozwiązania typu portfele mobilne, na przykład Android Pay, który wszedł do Polski rok temu. To promuje powiązanie lojalności z płatnością, umożliwia zwirtualizowanie karty lojalnościowej bezpośrednio w telefonie i zaprezentowanie jej w sposób cyfrowy. My jesteśmy technologią, która umożliwia współpracę z klientem niezależnie od kanału zakupu, pozwala współpracować z mobilnymi portfelami, nie tylko Android, lecz także iOS. Traktujemy je jako rozszerzenie naszej funkcjonalności – mówi Jarosław Sygitowicz.

Zdecydowana większość klientów  (88 proc.) do identyfikacji przy sklepowej kasie wciąż używa tradycyjnej, plastikowej karty klienta. 68 proc. klientów wolałoby jednak, aby sklep komunikował się z nimi za pośrednictwem e-maila albo aplikacji na smartfona.

Jak wynika z przytaczanego przez PayU raportu „Mobile Loyalty Report 2017” opracowanego przez 3Cinteractive, blisko dwie trzecie klientów (62 proc.) chętniej robi zakupy w sklepach, które oferują mobilne programy lojalnościowe. Podobny odsetek uważa, że zapisanie się do programu lojalnościowego wymaga od nich zbyt wielu formalności, ale chętnie zrobiłoby to, gdyby wymagało to jedynie np. wysłania SMS-a lub e-maila.

ZenCard jest narzędziem do automatyzacji marketingu i lojalizacji klientów. Pozwala elektronicznie i szybko, jednym kliknięciem klienta na terminalu płatniczym, wyrazić zgodę na komunikację i zapisać się do programu lojalnościowego. Nie trzeba w tym celu wypełniać pisemnych, papierowych formularzy. Co więcej, od niedawna dzięki ZenCard można się także rejestrować do programu przy płatnościach gotówkowych bez użycia karty płatniczej.

– Za pośrednictwem ZenCard sklepy mogą łatwiej i szybciej zapisywać klientów do programu lojalnościowego, elektronicznie, bardzo prosto, przy sklepowej kasie, także podczas płatności gotówką. Dzięki temu zbierają bazę kontaktów, która umożliwia późniejszą automatyzację działań marketingowych, wysyłanie informacji o nowych ofertach i promocjach. Jesteśmy również w stanie te informacje o kliencie, przeanalizowane pod kątem jego preferencji, przedstawić sklepom w formie panelu. To pomaga stworzyć kolejne, spersonalizowane pod klienta kampanie promocyjne – mówi Jarosław Sygitowicz.

Aplikacja ZenCard działa w czasie rzeczywistym. Automatycznie rozpoznaje klienta podczas płatności i umożliwia nagrodzenie go np. dodatkowym rabatem za dokonaną transakcję, bez potrzeby okazywania karty stałego klienta, podawania danych osobowych czy numeru telefonu.

– Karta płatnicza jako identyfikator klienta jest po prostu wygodniejsza dla klienta końcowego, a tym samym powoduje lepsze doznania zakupowe. Nie trzeba pamiętać o plastikowej karcie lojalnościowej, tylko mamy swoją kartę płatniczą, którą płacimy na co dzień i to wszystko, czego potrzeba, by zbierać punkty. Teraz w programach można również rejestrować płatności gotówkowe. Ta wygoda dla klienta końcowego jest też bardzo ważna dla sieci handlowych i sklepów – mówi Jarosław Sygitowicz.

Wiceprezes spółki ZenCard podkreśla, że elektroniczne zbieranie i przetwarzanie danych klientów pozwala spełnić wymogi RODO, które wejdzie w życie 25 maja br. i narzuci restrykcyjne wymogi dotyczące ochrony danych osobowych. Podkreśla też, że narzędzie jest wygodne nie tylko dla klientów, lecz także dla sklepów: pozwala zaoszczędzić czas, zwiększyć bazę klientów i personalizować skierowane do nich oferty lojalnościowe.

– Podnosimy efektywność komunikacji z klientem, zwiększamy liczbę klientów zapisanych do programu czy newslettera i automatyzujemy kwestie związane z komunikacją. Mniej czasu trzeba poświęcić na myślenie o kolejnych kampaniach, system podpowiada i sam jest w stanie je zrealizować – mówi Jarosław Sygitowicz.

W ubiegłym roku rozwiązanie ZenCard zostało nagrodzone w kategorii „Best start-up” na FutureTech Congress, jednym z najważniejszych szczytów biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W październiku jej klientem została sieć drogerii Super-Pharm. Klienci, którzy chcą przystąpić do Klubu LifeStyle, mogą się zapisać do programu bezpośrednio z poziomu terminala płatniczego. Z początkiem stycznia tego roku platforma ZenCard została też udostępniona w oddziałach PKO Banku Polskiego. Spółka ZenCard stawia też pierwsze kroki na rynku globalnym. W końcówce ubiegłego roku rozpoczęła współpracę z OP Financial Group – największą instytucją finansową w Finlandii, zrzeszającą 180 banków.

– Sprzedajemy licencje na ZenCard nie tylko w Polsce, lecz takżeza granicą, np. bankom czy operatorom płatniczym. Potencjał jest ogromny, ponieważ mamy rosnący udział firm multikanałowych. Coraz więcej osób korzysta z e-commerce, robi zakupy na smartfonie. Ten rynek dramatycznie rośnie i trzeba komunikować się z klientem, bo inaczej przyzwyczajony do wygodniejszych zakupów pójdzie do konkurencji – podsumowuje wiceprezes spółki Jarosław Sygitowicz. 

GPW uczestniczy w pracach nad strategią dla rynku kapitałowego. Ma ona zwiększyć atrakcyjność jego oraz warszawskiej giełdy

GPW uczestniczy w pracach nad strategią dla rynku kapitałowego. Ma ona zwiększyć atrakcyjność jego oraz warszawskiej giełdy 4

Ubiegły rok był udany dla warszawskiej giełdy pod względem debiutów, wyników indeksów i wyników finansowych – podkreślają przedstawiciele GPW. Warszawski parkiet chce jednak trwale stać się źródłem finansowania pierwszego wyboru dla inwestorów. Stąd prowadzi wraz z Ministerstwem Finansów prace nad Strategią Rozwoju Rynku Kapitałowego, skorelowaną ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

– Prognozy gospodarcze są bardzo dobre. Otoczenie makroekonomiczne, skłonność do inwestowania – to wszystko są elementy, które bardzo mocno sprzyjają rozwojowi rynku kapitałowego i naszym wyzwaniem jest sprostać tym potrzebom gospodarczym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Fotek, wiceprezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – W tym kierunku również prowadzimy prace jako GPW na poziomie rządowym w celu uruchomienia Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, która ma być skorelowana ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i zapewnić odpowiednią infrastrukturę rynku finansowego zdolnego do finansowania rozwojowych i ambitnych celów gospodarczych.

W pracach nad strategią weźmie udział Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Prace rozpoczęły się w styczniu 2018 roku, a strategia ma powstać do końca 2018 roku. Ma się ona składać z trzech części: pierwszą będzie analiza problemów polskiego rynku kapitałowego, druga będzie zbiorem rekomendacji, jak te trudności przezwyciężyć, ostatnia natomiast właściwą strategią określającą dalekosiężne cele wzmocnienia pozycji warszawskiego parkietu.

– Naszym największym wyzwaniem jest utrzymanie korzystnych tendencji i takie przygotowywanie planów strategicznych i rozwojowych, które umożliwią w długim okresie kontynuację pozytywnych trendów i realizację misji Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie jako miejsca pierwszego wyboru pozyskania kapitału, czy to w formie instrumentów akcyjnych, czy w formie instrumentów dłużnych – deklaruje wiceprezes GPW.

2017 rok był korzystny dla światowych giełd. W Warszawie łączna wartość obrotu akcjami na głównym rynku warszawskiej giełdy w całym 2017 roku wzrosła o 28,9 proc. rok do roku do poziomu 260,98 mld zł. Kapitalizacja spółek notowanych na parkiecie wzrosła do niemal 1,38 bln zł wobec 1,12 bln zł rok wcześniej. WIG20 był pod względem dynamiki wzrostu piątym głównym indeksem w Europie na ponad trzydzieści, po Ukrainie, Turcji, Niemczech i Łotwie. Indeks szerokiego rynku WIG zbliżył się do rekordu wszech czasów z lipca 2007 roku. Najważniejszy dla nastrojów inwestorów rynek amerykański bił natomiast rekord za rekordem. W tym roku wiceprezes GPW liczy się z niewielką korektą.

– Dobra koniunktura zawsze sprzyja skłonności inwestycyjnej. Inwestorzy instytucjonalni i indywidualni biorą pod uwagę sytuację rynku i wskaźniki cykliczne. Z punktu widzenia tendencji wewnętrznych jesteśmy w bardzo dobrej fazie cyklu koniunkturalnego. Rok 2018 daje nam więc podstawy do optymizmu – tłumaczy Jacek Fotek – Z drugiej strony czynniki globalne i poziomy wycen na rynkach globalnych dają sprzeczne sygnały w tym zakresie. Zakładamy, że 2018 rok będzie pod wpływem pewnych tendencji konsolidacyjnych, korekcyjnych, natomiast jako giełda powstrzymujemy się od bardziej szczegółowych prognoz.

W minionym roku na warszawskiej giełdzie zadebiutowały – licząc łącznie Główny Rynek i NewConnect – 34 spółki, w tym 15 na Głównym Rynku. Były debiuty o dużej wartości, takie jak Play Communications w lipcu (prawie 4,4 mld zł) czy Dino Polska w kwietniu (1,65 mld zł). Jacek Fotek podkreśla, że pod względem liczby debiutów GPW zajęła w ubiegłym roku trzecie miejsce w Europie. Choć to nie liczba debiutów jest najważniejsza.

– Dla nas istotne znaczenie ma szczególnie głębokość rynku kapitałowego i zdolność absorpcji dużych emisji. Rok 2017 był rokiem wyjątkowym i rekordowym, pod względem zarówno wartości emisji pierwotnych, jak i wtórnych – wyjaśnia wiceprezes giełdy. – Pod względem emisji pierwotnych zakończyliśmy rok na bardzo dobrym 8. miejscu w Europie. Na polskim rynku giełdowym została zrealizowana wartość emisji pierwotnych około 7,7 mld zł, co jest rekordowym wynikiem od 2011 roku. Co warte podkreślenia, wszystkie te projekty były emisjami prywatnymi, nie były to projekty prywatyzacyjne tak jak w latach poprzednich, które w istotny sposób wspomagały rezultaty.

W 2017 roku warszawska GPW osiągnęła rekordowy zysk netto w wysokości 156,1 mln zł. Zysk EBITDA wzrósł do 212,2 mln zł, a przychody ze sprzedaży do 352 mln zł, co daje wzrost o 13,2 proc. wobec 2016 roku. Wzrosły również koszty, co miało związek głównie z dostosowaniem do wymogów MiFID 2/MiFIR.

Nawet co szósty kleszcz jest nosicielem wirusa prowadzącego do kleszczowego zapalenia mózgu. Narażeni są również mieszkańcy miast

Nawet co szósty kleszcz jest nosicielem wirusa prowadzącego do kleszczowego zapalenia mózgu. Narażeni są również mieszkańcy miast 5

Od 20 lat systematycznie rośnie liczba zachorowań na kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Wciąż jednak brakuje skutecznego lekarstwa na te chorobę, a jej konsekwencje mogą zagrażać życiu. Nosicielem groźnego wirusa może być już nawet co szósty kleszcz, a te coraz częściej pojawiają się w miastach – w parkach i przydomowych ogródkach. Jedyną skuteczną ochroną jest szczepionka, niestety w Polsce niewiele osób się na nią decyduje ze względu na to, że świadomość zagrożeń jest niewielka. 

 Kleszcze to obligatoryjne pasożyty, które żywią się krwią, m.in. krwią ludzką, i przenoszą choroby. W Polsce do najważniejszych chorób zaliczamy kleszczowe zapalenie mózgu i boreliozę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. n. med. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Liczba kleszczy szybko rośnie. Łagodniejszy klimat i wyższe temperatury sprawiają, że kleszcze pojawiają się w nowych miejscach. Dlatego szybko wzrasta liczba zachorowań na boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu. O ile boreliozę można leczyć antybiotykami, o tyle w przypadku KZM nie istnieje skuteczna metoda leczenia. Wirus KZM należy, podobnie jak wirus Zika, do rodzaju flawiwirusów, którymi można się zarazić praktycznie od razu po ukłuciu. W wyniku zakażenia może dojść do zapalenia opon mózgowych, zapalenia mózgu i rdzenia kręgowego.

 Niestety, do tej pory nie znaleziono lekarstwa, które hamowałby namnażanie wirusa. Możemy się tylko zabezpieczyć, poprawiając własną odporność. Przede wszystkim należy unikać kontaktu z kleszczami, a jeżeli narażamy się na ekspozycję, uprawiając aktywność sportową czy rekreacyjną, należy się odpowiednio ubrać, używać repelentów, czyli substancji odstraszających kleszcze, i oglądać skórę. Jednak przed KZM najskuteczniej chroni nas szczepienie – przekonuje prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.

Ocenia się, że nawet co szósty kleszcz może być nosicielem wirusa, który prowadzi do kleszczowego zapalenia mózgu. W Polsce co roku zgłasza się od 200 do 300 przypadków zachorowań na KZM. Liczba zachorowań i ryzyko zachorowania mogą być niedoszacowane.

Na KZM można zachorować w każdym wieku. Najczęściej chorują osoby w wieku 15–50 lat. Początkowe objawy choroby są często lekceważone, bo przypominają grypę. W kolejnym etapie choroby może dojść do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenia mózgu lub rdzenia kręgowego. Nawet u 58 proc. chorych przebycie KZM może się wiązać z wystąpieniem długotrwałych powikłań neurologicznych. Około 2 proc. przypadków KZM może zakończyć się zgonem chorego.

 Istnieją dwa rodzaje wskazań do szczepienia. Jeżeli wybieramy się w miejsca, gdzie są kleszcze i uprawiamy sporty na świeżym powietrzu, to już mamy wskazania, żeby pomyśleć o szczepieniu – podkreśla prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska.

Szczepionka przeciw KZM może uratować życie. W sąsiednich krajach europejskich rekomendacje lekarzy i prowadzone kampanie informacyjne sprawiły, że coraz więcej osób decyduje się na szczepienie – w Austrii nawet 87 proc., na Łotwie – 39 proc., w Niemczech – 26 proc., a w Czechach – 17 proc. Polska na ich tle wypada bardzo słabo. Szacuje się, że na KZM szczepi się zaledwie 1 proc. osób. Wynika to przede wszystkim z niskiej świadomości zagrożenia. O ile coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z ryzyka zarażenia boreliozą, o tyle o KZM wiemy jednak niewiele.

Zagrożenie jest jednak coraz większe, a na chorobę narażeni są także mieszkańcy miast.

– Kleszcze są obecne w miastach. Mamy z tym coraz większy problem. Znajdujemy je nie tylko w lasach śródmiejskich, takich jak Las Bielański czy Las Kabacki, lecz także w zadbanych parkach miejskich w centrum Warszawy. Na kleszcze należy też uważać w przydomowych ogródkach, zwłaszcza w tych, które mają bliskie połączenie z parkami i korytarzami ekologicznymi. Korytarz ekologiczny to np. dolina rzeki, gdzie przemieszczają się zwierzęta, a razem z nimi kleszcze – mówi dr n. med. Marta Hajdul-Marwicz z Katedry i Zakładu Biologii Ogólnej i Parazytologii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Podnieść świadomość na temat KZM ma zainaugurowana kampania edukacyjno-społeczna „Nie igraj z kleszczem – wygraj z kleszczowym zapaleniem mózgu”. Punktem kulminacyjnym kampanii będzie Miesiąc Szczepień KZM, który wystartuje na przełomie kwietnia i maja, podczas którego w wybranych placówkach będzie można zaszczepić się przeciw KZM w promocyjnej cenie.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w lutym 2018 roku?

infografika_marzec_2018_3_W lutym br. za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 49 310 osób posiadających profil zawodowy na GoldenLine. Poszukiwani byli głównie specjaliści z obszarów IT – rozwój oprogramowania, Finanse/Ekonomia, Inżynieria, Sprzedaż oraz Obsługa klienta. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim i małopolskim.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W dotarciu do potencjalnych pracowników na GoldenLine wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów. W lutym 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji otrzymało 49 310 osób posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 19% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Finanse/Ekonomia (12%), na trzecim Inżynieria (11%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze Specjalizacją Sprzedaż i Obsługa Klienta (10%, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji miało zaznaczoną na profilu jedną z tych specjalizacji).

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W lutym 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (58% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku). 12% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Co piąta osoba zaproszona bezpośrednio do procesu rekrutacji jest w wieku między 37 a 44 lat.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

Najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby zamieszkałe w województwie mazowieckim (27%), dolnośląskim (13%), śląskim (12%), wielkopolskim (11%) oraz małopolskim (11%). W dużych miastach jest największe zapotrzebowanie rekrutacyjne – ponad połowa osób, które dostały wiadomość od rekrutera, pochodzi z jednego z 5 miast: 22% osób mieszka w Warszawie, 9% we Wrocławiu, 9% w Krakowie, 7% w Poznaniu, zaś 4% w Łodzi.

Specjalizacja, umiejętności oraz znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Większość kandydatów, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera w lutym br., posiada umiejętność obsługi pakietu Microsoft Office oraz prawo jazdy kat. B. Pozostałe często występujące umiejętności związane były w dużej mierze ze znajomością języków programowania. U osób, które otrzymały wiadomości od rekruterów, pojawiały się również takie kompetencje jak zarządzanie projektami, zespołem czy negocjacje.

Znajomość języków obcych jest również istotna dla rekruterów. Wśród 49 310 osób, które otrzymały wiadomość bezpośrednio od pracodawcy, 82% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 29% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 7% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji, zaś 6% zna język hiszpański.

Zwinne rekrutacje z Jobile

W lutym 2018 roku za pomocą usługi rekrutacyjnej Jobile rekruterzy szukali głównie kandydatów z obszarów: Sprzedaż, IT oraz Finanse. Podstawą usługi rekrutacyjnej Jobile jest realizacja direct search w imieniu klienta. HR Researcher wykonuje direct search wśród ponad 2,5 mln profili zawodowych założonych na GoldenLine oraz przeprowadza selekcję nadesłanych aplikacji. Finalnie pracodawca dostaje dopasowane do oferty aplikacje od kandydatów, którzy nie szukają aktywnie pracy, ale bezpośrednio zaproszeni do procesu rekrutacji podejmują decyzję o włączeniu się w proces.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W lutym 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 4 383 ogłoszeń. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (24%), dolnośląskie (12%), śląskie (11%), małopolskie (10%) oraz wielkopolskie (7%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 18% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (18%), Obsługa klienta/Call Center (14% wszystkich ofert), Informatyka/Programowanie (12% ofert), Finanse/Ekonomia (10%), Inżynieria/ Elektronika/ Technologia (10%).

Dyski SSD już wkrótce w urządzeniach mobilnych i internecie rzeczy. Wyzwanie stanowi postępująca miniaturyzacja i coraz większa ilość generowanych danych

Dyski SSD już wkrótce w urządzeniach mobilnych i internecie rzeczy. Wyzwanie stanowi postępująca miniaturyzacja i coraz większa ilość generowanych danych 6

Dyski SSD już wkrótce pojawią się w tabletach i w urządzeniach internetu rzeczy. Rosnące osiągi komputerów stacjonarnych również wymuszają na producentach dysków ich rozwój. Według szacunków Cisco GCI do 2021 roku osoby i urządzenia korzystające z internetu wygenerują około 850 zettabajtów danych. Nieustannie rosnąca liczba danych, nadchodząca technologia 5G i coraz bardziej pogłębiający się trend miniaturyzacji stanowią coraz większe wyzwanie dla producentów urządzeń do przechowywania danych.

Liczba danych w 2021 roku ma wynieść 850 zettabajtów, czyli blisko bilion terabajtów. Ta niewyobrażalna wręcz liczba będzie musiała być przechowywana na różnego rodzaju nośnikach. Coraz większą popularność zyskują napędy Solid State Drive, czyli pozbawione części mechanicznych dyski oparte na pamięci flash. Kolejnym krokiem w ewolucji tych napędów będzie ich przeznaczenie dla urządzeń mobilnych, takich jak tablety i smartfony oraz dla urządzeń Internetu Rzeczy.

– Obecnie koncentrujemy się głównie na komputerach, ale wkrótce dyski SSD będą dostępne również w tabletach. W najbliższych latach SSD będzie także coraz mocniej obecne w segmencie internetu rzeczy. W takich urządzeniach jak bramki IoT, które podłączane są do wielu czujników równocześnie, jak najmniejsze opóźnienia mają ogromne znaczenie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrew Wo, menadżer działu Client Store Solutions w firmie Western Digital.

Dyski SSD są stosowane już w laptopach i w tym segmencie ich dostępność będzie się zwiększać. W najbliższych latach obserwować będziemy coraz szerszą dostępność tego typu napędów w supercienkich laptopach hybrydowych (tzw. laptopy 2 w 1 z dotykowym ekranem), które są obecnie jednym z największych trendów na rynku PC. Istotnym aspektem w tego typu urządzeniach jest niskie zużycie prądu.

– Dyski zużywające mniej energii z odczytem sekwencyjnym do tysiąca siedmiuset megabajtów na sekundę to coś dla urządzeń zużywających mniej energii, takich jak laptopy. Microsoft stawia obecnie na zawsze podłączone do internetu rozwiązania, więc takie napędy są bardzo potrzebne – mówi ekspert Western Digital.

Wciąż jednak jest segment rynku, w którym na pierwszym miejscu stoi wydajność. Na targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie zostały zaprezentowane dyski SSD NVMe PC SN 720 i PC SN 520 pozwalające na zapis danych z prędkością nawet do 3 400 MB/s. Taka prędkość pozwala na zapełnienie dysku Blu-ray w zaledwie osiem sekund. Dyski mają być dostępne w pojemnościach od 128 GB do 2 TB.

 Osiągi pecetów rosną i musimy szukać rozwiązań SSD, które sprostają tym wymaganiom. Wprowadziliśmy więc nowe dyski do komputerów o wysokich osiągach. To dyski przeznaczone bardziej dla twórców gier 4K czy specjalistów od wirtualnej rzeczywistości – tłumaczy Andrew Wo.

Dysk typu HDD (Hard Disc Drive) składa się z pojedynczego aluminiowego talerza lub ich zespołu. Są one pokryte cienką warstwą nośnika magnetycznego oraz głowic elektromagnetycznych, które umożliwiają zapis i odczyt danych. Z kolei dysk typu SSD (Solid State Drive) w przeciwieństwie do dysku HDD nie wykorzystuje żadnych ruchomych części. Składa się on z kilku lub kilkunastu kości NAND, do których dostęp może następować równolegle. Jedną z najważniejszych zalet dysków SSD jest wysoka prędkość zapisu i odczytu oraz krótki czas dostępu.

Według prognoz firmy IHS Markit do 2021 roku sprzedaż SSD ma przekroczyć sprzedaż dysków HDD i sięgnąć wartości 360 mln sprzedanych egzemplarzy. W porównaniu z 2015 r. to ponadtrzykrotny wzrost.

Zaawansowane algorytmy i aplikacja komputerowa dwukrotnie zwiększają szansę na posiadanie potomstwa. Problem niepłodności dotyczy nawet 1,5 mln polskich par

Zaawansowane algorytmy i aplikacja komputerowa dwukrotnie zwiększają szansę na posiadanie potomstwa. Problem niepłodności dotyczy nawet 1,5 mln polskich par 7

Problemy z zajściem w ciążę dotykają coraz większej liczby polskich par. Jedną z poważnych przeszkód w skutecznym planowaniu potomstwa jest nieumiejętność wyznaczania dni płodnych. Z pomocą przychodzą nowe technologie. Aplikacja i zawarte w niej zaawansowane algorytmy analizują dane setek tysięcy użytkowniczek i pomagają zaplanować założenie rodziny. Skorzystanie z tej metody może skrócić czas starania się o dziecko nawet dwukrotnie. Problem niepłodności dotyka obecnie co roku ok. 1,5 mln polskich par.

– Wykorzystujemy nowoczesne technologie i zaawansowaną algorytmikę, aby wspierać kobiety w budowaniu rodziny. Kalendarz dostarcza kobietom wiele mechanizmów, które pomagają im wyznaczyć dni płodne. Pokazuje on też, kiedy mogła wystąpić potencjalna owulacja, a także interpretuje cykle miesiączkowe pod kątem starań o ciążę – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Joanna Fedorowicz, współzałożycielka i prezes spółki OvuFriend.

Chociaż prowadzenie kalendarza dni płodnych nie stanowi metody leczenia niepłodności, to może w znaczący sposób pomóc parom w staraniach o dziecko. Problem z zajściem w ciążę w wielu przypadkach bierze się z niewiedzy na temat terminu owulacji lub jego nieprawidłowego wyliczania. Tymczasem umiejętność wyznaczania dni płodnych w znaczący sposób zwiększa szansę na zajście w ciążę.

– Jedna na trzy pary nie współżyje w czasie optymalnym dla zapłodnienia, a kobieta w trakcie 28-dniowego cyklu jest płodna zaledwie przez 4–5 dni. Średnio para stara się zajść w ciążę prawie sześć miesięcy. Z pomocą naszego systemu użytkowniczki zachodzą w ciążę po trzech miesiącach, aktywnie śledząc swoją płodność i wyznaczając we właściwy sposób dni płodne – zapewnia Joanna Fedorowicz.

Platformę OvuFriend aktualnie odwiedza około 350 tysięcy osób (unique visitors) miesięcznie. Średni czas wizyty to siedem minut. Twórcy stworzyli mechanizmy, dzięki którym użytkowniczki mogą się ze sobą komunikować i wymieniać doświadczeniami. Wsparcie, jakim aplikacja otacza młode mamy, rozpoczyna się w momencie planowania ciąży, a kończy, gdy dziecko ma trzy lata.

– System analizuje dane i porównuje je z setkami tysięcy cykli innych kobiet również starających się zajść w ciążę. Finalnie dostarcza kobiecie spersonalizowanych informacji o jej dniach płodnych, o terminie owulacji, a także interpretuje cykle miesiączkowe kobiety. Za działaniem kalendarza stoi algorytm, który był stworzony m.in. przez studenta Uniwersytetu Stanforda. Interpretuje on płodność kobiet, zbiera wprowadzane dane na temat płodności, analizuje i porównuje do innych kobiet o podobnych cyklach – wyjaśnia współzałożycielka i prezes spółki OvuFriend.

W systemie OvuFriend są miliony danych dotyczące płodności kobiet, które firma planuje wykorzystać do stworzenia algorytmiki z zastosowaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, aby móc jeszcze skuteczniej pomagać kobietom szybciej zajść w ciążę i wykrywać potencjalnie problemy z płodnością na bardzo wczesnym etapie. Od 1 marca spółka rozpoczęła projekt finansowany z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pt.: „Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności”.

– Na ten cel przeznaczone jest 4,5 miliona złotych, a do pracy nad projektem zaangażowaliśmy uznanych polskich naukowców, m.in. profesora Dominika Ślęzaka – dodaje Joanna Fedorowicz.

Inteligentny kalendarz jest dostępny w formie platformy internetowej, jednak wkrótce pojawi się również w formie aplikacji mobilnej. Dostęp do aplikacji jest darmowy przez pierwsze 30 dni. Potem koszt abonamentu to w najtańszej opcji 29 złotych miesięcznie. Po roku cena jest obniżana do 10 zł miesięcznie, a po dwóch latach do złotówki.

Z danych Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wynika, że problem niepłodności dotyka obecnie co roku ok. 1,5 mln polskich par. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia niepłodność jako chorobę społeczną. Według szacunkowych statystyk problem ten dotyczy 10–18 proc. populacji na świecie.

Z raportu „Wspieramy płodność” Koalicji na rzecz Kompleksowej Terapii Niepłodności dowiadujemy się, że w 2013 r. w Polsce urodziło się 370 tysięcy dzieci. Prognozy mówią, że w 2035 r. liczba narodzin wyniesie ok. 270 tys. dzieci. Takie dane sytuują Polskę poniżej średniej w UE. Zgodnie z prognozami Eurostatu do 2050 r. ludność Polski zmniejszy się o blisko 10 proc.

Czy zwolnienie chorobowe oznacza areszt domowy?

Krąży wiele mitów na temat praw i obowiązków pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim. Wiele osób zastanawia się czy wyjście z domu w trakcie chorobowego oznacza złamanie prawa i czy może to spowodować dla nich przykre konsekwencje. Jakie zachowania są dopuszczalne, a co może zostać potraktowane jako naruszenie wskazania lekarskiego na druku ZLA? W przypadku wykrycia nieuczciwości pracownika, jego pracodawca jest upoważniony do odebrania mu prawa do zasiłku, a także do zwolnienia dyscyplinarnego. Dlatego w tak ważnej sprawie należy zapoznać się z faktami.

Jak przestrzegać zwolnień lekarskich?

Pracownik ma obowiązek poinformować pracodawcę o swojej absencji chorobowej w ciągu 48 godzin. Dokładnie tyle samo czasu na podanie przyczyny swojej nieobecności ma pracownik, przebywający na długotrwałym zwolnieniu, przy końcu trwania obecnego zasiłku chorobowego. Adres wypisany na zwolnieniu lekarskim powinien być faktycznym miejscem pobytu pracownika. Każdą zmianę, np.: wyjazd na okres leczenia do rodziny, należy od razu zgłaszać do pracodawcy. Niedopełnienie obowiązku wypisania właściwego adresu przez lekarza czy pielęgniarkę, nie zwalnia nas z konieczności przekazania aktualnej informacji do pracodawcy. Jeżeli lekarz wypisał choremu receptę, to ma on obowiązek wykupić niezbędne leki i stosować się do zaleceń odnośnie ich dawkowania. Zasadą – zwłaszcza w ocenie ZUS – jest, że niezależnie, czy wskazanie lekarskie, zgodnie z którym chory musi leżeć (KOD-1) czy chory może chodzić (KOD-2), ubezpieczony niezdolny do pracy z powodu choroby może wykonywać jedynie zwykłe czynności życia codziennego, w tym np.: krótki spacer czy codzienne zakupy żywności.

Potwierdza to wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 12 listopada 2002 r. (III AUa 3189/01): adnotacja na zwolnieniu lekarskim o treści: „pacjent może chodzić” (…) upoważnia go jedynie do wykonywania zwykłych czynności życia codziennego, np. poruszanie się po mieszkaniu, udanie się na zabieg czy kontrolę lekarską.

Sąd Najwyższy podkreśla (np. w wyroku z 4 listopada 2009 r. I UK 140/09, LEX nr 564767), że wykonywanie czynności mogących przedłużyć okres niezdolności do pracy jest zawsze wykorzystywaniem zwolnienia niezgodnie z jego celem. Celem zwolnienia od pracy jest bowiem odzyskanie przez ubezpieczonego zdolności do pracy. W jego osiągnięciu przeszkodą może być zarówno wykonywanie pracy zarobkowej (co przesądził ustawodawca), jak i inne zachowania ubezpieczonego utrudniające proces leczenia i rekonwalescencję.

Jakie zachowania są niedozwolone na zwolnieniu chorobowym?

Każda czynność podejmowana przez chorego na zwolnieniu w przypadku ewentualnej kontroli ZUS będzie analizowana indywidualnie. Niezgodne z prawem mogą się okazać przysługi sąsiedzkie, zajmowanie się gospodarstwem rolnym czy też prowadzenie działalności gospodarczej. Jeżeli charakter aktywności pracownika nie jest sporadyczny lub usprawiedliwiony odpowiednimi okolicznościami, ZUS może mu cofnąć zasiłek chorobowy.

Za pracę zarobkową, utrudniającą powrót do zdrowia Sąd uznał m.in. takie przypadki jak:

  • udział adwokata – członka adwokackiego w rozprawach (wyrok SN z dnia 23 października 1986 r. sygn. akt II URN 134/86).
  • stałe oddelegowanie do indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych przez członka rady nadzorczej spółki akcyjnej oraz pobierania z tego tytułu wynagrodzenia (wyrok z dnia 20 stycznia 2005 (I UK 154/04, OSNP 2005, nr 19, poz. 307).
  • odpłatne wykonywanie przez radcę prawnego w czasie zwolnienia lekarskiego czynności zawodowych (podpisywanie dokumentów, reprezentacja przed sądem, sporządzanie pism procesowych, udzielanie porad prawnych, przeprowadzenie szkolenia) oznacza wykonywanie pracy zarobkowej (…) i jest wystarczającą przyczyną utraty prawa do zasiłku chorobowego (wyrok z dnia 14 grudnia 2005 r. III UK 120/05).

Z kolei przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą, mogą zostać pozbawi zasiłku, gdy w okresie jego pobierania zawrą umowę o pracę z nowym pracownikiem w ramach prac interwencyjnych co posłuży kontynowaniu prowadzenia działalności. Jak bowiem wskazał Sąd Najwyższy w uzasadnieniu do wyroku z dnia 5 czerwca 2008 r. sygn. akt III UK 11/08: Utrata zdrowia nie spowodowała (…) konieczności likwidacji prowadzonej działalności gospodarczej wskutek niemożności dokonywania czynności związanych z funkcjonowaniem w charakterze przedsiębiorcy. Świadczenia z chorobowego ubezpieczenia społecznego mają (…) rekompensować straty w uzyskiwanych dochodach z prowadzonej pozarolniczej działalności, przeto niedopuszczalne jest pobieranie takich świadczeń, (…) w razie uzyskiwania do tymczasowych dochodów wynikających z kontynuowania przez ubezpieczonego prowadzonej działalności w nieumniejszonym zakresie, nawet gdyby polegało to na wykonywaniu czynności w istotny sposób nieobciążających jego organizmu (wyrok Sądu Najwyższego z 11 grudnia 2007r., I UK 145/07).

Jak ZUS i pracodawca może kontrolować pracownika?

Pracodawca zgłaszający do ubezpieczenia zdrowotnego więcej niż 20 osób, ma prawo do kontrolowania prawidłowości wykorzystywania przez nich urlopu chorobowego. Takie uprawnienia posiada również ZUS. Weryfikacji mogą być poddawane wszystkie zwolnienia bez względu na okres ich trwania, a kontrola odbywa się w zgłoszonym przez pracownika miejscu pobytu. Czasem obejmuje również teren prowadzonej przez zatrudnionego działalności gospodarczej. Pracodawca może wystąpić o kontrolę prawidłowości orzeczenia o niezdolności do pracy, a ten rodzaj kontroli jest przeprowadzany przez lekarzy ZUS. Przeprowadza się wówczas badanie lekarskie lub kieruje pracobiorcę do lekarza specjalisty – konsultanta ZUS. Orzecznicy sprawdzają wtedy także poprawność wystawionych zwolnień. W przypadku zwolnienia chorobowego z tytułu opieki, pracodawca ma prawo skontrolować czy w miejscu zamieszkania nie ma innych osób, które mogłyby również sprawować tę opiekę (nie dotyczy to opieki nad dzieckiem w wieku do 2 lat). Dodatkowo, osoba sprawująca opiekę musi faktycznie przebywać we wskazanym miejscu.

Niestety ZUS ma do dyspozycji zbyt małą grupę kontrolerów terenowych, stanowiących kroplę w morzu potrzeb pracodawców. W rzeczywistości jedynie pracodawcy mogą skutecznie wyciągać konsekwencje przebywających na nieuczciwych zwolnieniach. Walcząc z problemem absencji chorobowej, istotna okazuje się być wielopłaszczyznowa analiza sytuacji w firmie oraz wysłuchanie kadry pracowniczej. Działania naszej firmy prowadzone są więc na szerokim polu: weryfikujemy druki ZLA, a następnie przeprowadzamy audyt wewnątrz firmy oraz kontrolę terenową wśród pracowników. Efektem naszej pracy są podpowiedzi i rozwiązania optymalizujące poziom absencji w firmie. W trakcie współpracy z klientami identyfikujemy główne obszary i przyczyny powstawania absencji. Staramy się wskazać, w oparciu o opinie pracowników lub know-how z innych zakładów, co można zmienić lub poprawić. Nasze czynności powodują skrócenie średniego czasu trwania zwolnień i przywrócenie naturalnej krzywej absencji. Wszystkie te działania i wiele innych zbieramy w formalną politykę absencyjną, którą indywidualnie tworzymy dla każdego przedsiębiorstwa. Efekt końcowy naszej działalności zależny jest od skali występującego problemu. Posługując się przykładem; współpraca z nami może zapewnić spadek liczby druków zwolnień z 136 do 50 sztuk w ciągu 2 miesięcy – mówi Mikołaj Zając, prezes firmy Conperio, która od 2009 roku zajmuje się pomaganiem przedsiębiorstwom borykającym się z problemem absencji chorobowych.

Co grozi pracownikowi za złamanie zasad zwolnienia lekarskiego?

Jeżeli kontrola wykaże, że w trakcie chorobowego pracownik łamał zasady zwolnienia, pracodawca może wstrzymać wypłatę wynagrodzenia za czas choroby, nie łamiąc przy tym prawa. Zatrudniony może także stracić prawo do zasiłku wypłacanego przez ZUS na cały okres jego ważności. Od tej decyzji w ciągu miesiąca można złożyć odwołanie. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku stwierdzenia nietrafności w orzeczeniu lekarskim, np. ustalenia, że tak długie zwolnienie się nie należy. ZUS wydaje wtedy rozporządzenie o braku prawa do zasiłku. Następnie decyzja wysyłana jest do ubezpieczonego, a jej kopia do pracodawcy. Również w tym przypadku, pracownik ma miesiąc na odwołanie się od tej decyzji do sądu. Ponadto, nieprawidłowe wykorzystywanie zwolnienia lekarskiego może zostać uznane za naruszenie obowiązków pracowniczych i skutkować wypowiedzeniem umowy, a nawet rozwiązaniem umowy w trybie dyscyplinarnym.

Novaturas – finalna cena i liczba oferowanych akcji

Cena akcji w ofercie publicznej akcji Novaturas została ustalona na 10,5 EUR. Cena akcji dla inwestorów w Polsce wynosi 44,13 zł

Kapitalizacja Spółki wg ostatecznej ceny akcji w ofercie publicznej sięgnie 82,0 mln EUR (około 344,5 mln zł)

  • Ostateczna cena akcji oferowanych w ramach oferty publicznej Novaturas, największego operatora turystycznego w krajach bałtyckich, została ustalona na 10,5 EUR za jedną akcję, a jej równowartość w polskich złotych wynosi 44,13 zł.
  • Ostatecznie oferta obejmie 2.104.648 akcji, tj. 27% akcji Spółki, sprzedawanych przez część z jej obecnych akcjonariuszy, w tym przez Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO), czyli podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors.
  • Łączna wartość oferty publicznej wyniesie tym samym 22,1 mln EUR (około 92,9 mln zł), a kapitalizacja Spółki wg ostatecznej ceny akcji w ofercie publicznej sięgnie 82,0 mln EUR (około 344,5 mln zł).
  • Inwestorom indywidualnym zostanie przydzielonych 121.902 akcje, które stanowią 5,8% wszystkich akcji oferowanych. Zapisy złożone przez inwestorów indywidulanych zostaną zredukowane o ok. 40%.
  • Oferta jest przeprowadzana w Polsce, na Litwie i w Estonii. Akcje Spółki są również oferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych w oparciu o odpowiednie regulacje.
  • Akcje Novaturas zostaną wprowadzone do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Nasdaq w Wilnie. Przewidywany pierwszy dzień notowania akcji na obu giełdach to 21 marca 2018 r.

“Bardzo się cieszę, że Novaturas wkrótce zadebiutuje na parkietach w Warszawie i Wilnie. To duży sukces – jest to pierwsza znacząca oferta publiczna akcji na Litwie od 2010 roku. Jednocześnie, to pierwsze IPO oferowane inwestorom na trzech rynkach, z notowaniami w Warszawie i Wilnie. Przeprowadziliśmy transakcję przy dość napiętej sytuacji na lokalnych i międzynarodowych rynkach kapitałowych. Dzięki naszemu debiutowi Spółka stanie się jeszcze bardziej wiarygodnym partnerem dla naszych klientów oraz partnerów biznesowych i finansowych. Traktujemy nasz debiut jako początek długookresowej współpracy z lokalnymi i zagranicznymi inwestorami. Jestem przekonany, że dzięki naszym dobrym osiągnięciom oraz solidnej komunikacji z rynkiem, pozyskamy w przyszłości kolejnych inwestorów, którzy będą chcieli uczestniczyć w naszym dalszym rozwoju” powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o ochronie danych osobowych z dn. 3 marca 2018 roku

Dostosowanie przepisów krajowych do nowej rzeczywistości prawnej, wykreowanej na poziomie Unii Europejskiej za pomocą rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE, z pewnością stanowi duże wyzwanie dla ustawodawcy. Nie dziwi zatem, że proces powstawania ustawy o ochronie danych osobowych był stosunkowo długi, a w konsultacjach zdecydowało się wziąć udział tak wiele organizacji. Nowe regulacje dotyczyć będą bowiem bardzo szerokiego katalogu podmiotów – trudno podać przykład przedsiębiorcy, czy też jakiejkolwiek organizacji, która nie przetwarza w jakimś stopniu danych osobowych. Nie powinien również budzić zdziwienia fakt, że w toku całego procesu, projekt ustawy był poddawany szeregowi modyfikacji. Z tego też powodu, mimo że Związek Przedsiębiorców i Pracodawców składał już w toku oficjalnych konsultacji społecznych swoje stanowisko, uważamy za stosowne ponowne przedstawienie swoich uwag.

Pierwszym aspektem nowego projektu, na który chcemy zwrócić uwagę, jest zaproponowanie wyłączenia spod stosowania niektórych przepisów rozporządzenia, przewidzianego dla mikroprzedsiębiorców. Warto zaznaczyć, że w poprzedniej wersji dokumentu, wyłączenie obejmowało cały sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Pozytywnie oceniamy fakt, że projektodawca nie zdecydował się na całkowitą rezygnację z takiego wyłączenia. Art. 3 ust. 1 przewiduje wyłączenie mikroprzedsiębiorców spod części obowiązków informacyjnych, a także spod obowiązku dostarczana kopii danych osobowych podlegających przetwarzaniu, osobie której te dane dotyczą. Jako, że mikroprzedsiębiorstwa to ponad 96% ogółu firm działających w Polsce, wyłączenie ich spod reżimu niektórych przepisów rozporządzenia, uznajemy za rozwiązanie korzystne. Dostosowanie metodyki postępowania w zakresie przetwarzania danych osobowych do nowych regulacji, dla najmniejszych firm i tak będzie bardzo dużym i kosztownym wyzwaniem, dlatego też im mniejszy będzie zakres ich nowych obowiązków, tym lepiej – naszym zdaniem – będą w stanie przygotować się do wprowadzenia niezbędnych modyfikacji procedur. Nieuwzględnienie w wyłączeniu firm większych, niż mikroprzedsiębiorcy, przyjmujemy do wiadomości, zakładając że podmiot zatrudniający kilkadziesiąt osób, będzie w stanie efektywnie dostosować swoje działanie do nowych regulacji.

Zdecydowany niepokój budzi fakt, że projektodawca – mimo licznych głosów krytycznych pochodzących od partnerów społecznych – zdecydował się na utrzymanie jednoinstancyjnego postępowania przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Prezes jest uprawniony do nakładania na administratorów danych kar finansowych za naruszenia przepisów ustawy. Warto zwrócić uwagę, na ich wysokość – kara może sięgać nawet 20 milionów euro, a w przypadku przedsiębiorstw nawet 4 proc. całkowitego rocznego światowego obrotu (zastosowanie ma kwota wyższa). Nałożenie na zdecydowaną większość polskich przedsiębiorców kary sięgającej górnej granicy wyżej zarysowanych widełek, skutkowałoby de facto bankructwem. Sposób wykonywania przez Prezesa swoich kompetencji może mieć zatem daleko idące skutki, zarówno dla poszczególnych podmiotów, jak i dla całego otoczenia gospodarczego w Polsce. Wprowadzenie do postępowania przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych zasady jednoinstancyjności zasługuje zatem na zdecydowaną krytykę. Jest to odstępstwo od zasady dwuinstancyjności wyrażonej w art. 15 kodeksu postępowania administracyjnego. Sam art. 15 z kolei stanowi konkretyzację normy zawartej w art. 78 konstytucji, zgodnie z którą każda ze stron ma prawo do zaskarżenia orzeczeń i decyzji wydanych w pierwszej instancji. W orzecznictwie wskazuje się, że zasada dwuinstancyjności wywiedziona z art. 78 konstytucji stanowi część ogólnej zasady sprawiedliwości proceduralnej. Jak można przeczytać w orzeczeniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 16 stycznia 2015 roku (sygn.. akt VI SA/Wa 1579/14), organ drugiej instancji zobowiązany jest merytorycznie rozpoznać sprawę zawisłą przed organem pierwszej instancji i ustalić we własnym zakresie prawidłowe rozstrzygnięcie. Ustanawianie wyjątku od tej reguły akurat w przypadku postępowania przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych musi budzić zdecydowany sprzeciw, ponieważ – jak wskazano wyżej – decyzje wydawane przez Prezesa będą w bardzo istotnym stopniu oddziaływać zarówno na przedsiębiorców, jak i na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce (choćby poprzez wpływ na poczucie bezpieczeństwa prawnego przedsiębiorców). Pozbawienie przedsiębiorców możliwości odwołania od tej decyzji, a zatem zrezygnowanie z merytorycznej kontroli rozstrzygnięć wydawanych przez Prezesa, wydaje się być całkowicie nieuzasadnione. Tłumaczenie takiego rozwiązania dbałością o „ekonomikę postępowania” jest zdecydowanie niewystarczające. Szybkość postępowania nie może być dla prawodawcy istotniejsza, niż pewność, że podmioty zobowiązane do dokonywania określonych czynności ustawą, nie będą karane w sposób bezpodstawny przez organ nadzorujący. W aktualnym brzmieniu ustawy, administratorom danych przyznaje się możliwość jedynie zaskarżenia decyzji Prezesa do sądu, przy czym w postępowaniu sądowoadministracyjnym sprawy nie są ponownie badane pod kątem merytorycznym, sprawdzana jest jedynie formalna ścieżka wydania decyzji i jej zgodność z obowiązującymi przepisami. W związku z powyższym, stopień ochrony przedsiębiorców przed błędami, pomyłkami, a potencjalnie również nadinterpretowaniem nowych przepisów przez Prezesa, uważamy za całkowicie niewystarczający i apelujemy ponownie o wprowadzenie możliwości merytorycznego odwołania od decyzji Prezesa.

Ostatnią kwestią, na którą chcemy zwrócić uwagę, jest wykreślenie w nowej wersji projektu ustawy, dotychczasowego art. 5. W jego ramach, projektodawca korzystał z możliwości zawartej w rozporządzeniu, obniżenia wieku osoby, w przypadku której, gdy podstawą przetwarzania danych osobowych przy usługach świadczonych drogą elektroniczną jest zgoda tej osoby, przetwarzanie możliwe byłoby tylko po uzyskaniu zgody jej przedstawiciela ustawowego. W rozporządzeniu wiek ten określony jest na 16 lat – w dotychczasowej wersji projektu, polski projektodawca zdecydował się obniżyć go do lat 13. Uważamy, że pozostawienie granicy 13 lat dla skutecznego wyrażania przez dziecko zgody na przetwarzanie jego danych osobowych, w związku z kierowanymi do niego usługami świadczonymi drogą elektroniczną, jest jak najbardziej uzasadnione. Wskazujemy, że osoba, która ukończyła 13 lat, ma w myśl Kodeksu cywilnego ograniczoną zdolność do czynności prawnych, a zatem może zawierać umowy w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, a także rozporządzać swoim zarobkiem. Nie ma powodu, by twierdzić, że osoba taka nie mogłaby jednocześnie być uprawniona do wyrażenia zgody na przetwarzanie dotyczących jej danych osobowych. Co więcej, pozostawienie granicy lat 16 wydaje się być rozwiązaniem skrajnie nieżyciowym – ciężko oczekiwać, by osoba, której do osiągnięcia pełnoletniości brakuje 2 lata, korzystała z Internetu w permanentnej obecności rodziców, gotowych do wyrażenia w jej imieniu zgody na przetwarzanie danych osobowych. Zwracamy również uwagę na niekonsekwencję wprowadzanego rozwiązania. Nastolatek w wieku do 16 lat nie będzie mógł swobodnie decydować o udzieleniu zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych, ale będzie mógł rejestrować się na serwisach handlowych czy sieciach społecznościowych i akceptować ich regulaminy, które mogą być w dużo większym stopniu intruzywne dla jego prywatności. Ponadto zwracamy uwagę, iż nawet w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych przez dziecko, to jego dane ciągle pozostają pod jego kontrolą, gdyż taką zgodę w każdej chwili może wycofać.

Dodatkowo, ustalenie dopuszczalnego wieku na 13 lat jest wspierane zarówno przez branżę, jak i licznych uznanych ekspertów, organizacje pozarządowe i organizacje międzynarodowe (w tym UNICEF) działające na rzecz bezpieczeństwa i dobrostanu dzieci w Internecie. Ustalenie wieku na 13 lat byłoby zgodne z licznymi normami międzynarodowymi i krajowymi, w tym np. z prawem Stanów Zjednoczonych z 1998 r. Ustawą o ochronie prywatności dzieci w Internecie (COPPA). W ramach UE, wiele krajów w tym Republika Czeska, Irlandia, Dania, Estonia, Finlandia, Hiszpania, Szwecja, Portugalia i Wielka Brytania wybrały 13 lat jako obowiązujący wiek przy wdrażaniu RODO.

Tym samym, apelujemy o przywrócenie przepisu obniżającego ww. granicę wiekową do lat 13.

European Executive Forum już 9 i 10 kwietnia 2018r.

European Executive Forum już 9 i 10 kwietnia 2018

Najbardziej merytoryczne wydarzenie o tematyce przywództwa, zarządzania i innowacji odbędzie się już 9 i 10 kwietnia w hotelu Sheraton w Warszawie! Podczas „European Executive Forum” grono polskich i zagranicznych autorytetów nauki, biznesu i polityki debatować będzie o przyszłości europejskiej gospodarki w dobie cyfryzacji i digitalizacji.

Dwudniowy międzynarodowy kongres odbędzie się pod hasłem „Technologia – Innowacje – Inwestycje”. Wydarzenie co roku odwiedzają wybitni eksperci z całego świata, a to prestiżowe spotkanie zdobyło sobie renomę jednego z najważniejszych wydarzeń liderów biznesu i nauki.

Europa jest w fazie gigantycznych zmian związanych z czwartą rewolucją przemysłową oraz cyfryzacją i digitalizacją. „European Executive Forum” to wyjątkowa platforma skupiająca grono eksperckie, które dzięki twórczej dyskusji, wymianie poglądów i doświadczeń wychodzi naprzeciw zagadnieniom związanym z nieustannie zmieniającą się gospodarką. Jest to jedyny tego typu międzynarodowy kongres odbywający się w Polsce, którego celem jest uniwersalna debata dedykowana międzynarodowemu środowisku biznesowemu, przedstawicielom najważniejszych instytucji edukacyjnych oraz reprezentantom świata polityki z Polski i z zagranicy.

Wydarzenie co roku jest wspierane między innymi przez London Business School, INSEAD, IESE Business School, Warsaw School of Economics, Akademię Leona Koźmińskiego czy Akademię Finansów i Biznesu Vistula.

Wśród Gości Specjalnych tegorocznej edycji będą m.in. Sony Kapoor – Dyrektor think tanku Re-Define, CEO Court Jesters Consulting, makroekonomista, były doradca m.in.: Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, ONZ oraz rządu norweskiego, Xiaolan Fu – Dyrektor Centrum Rozwoju Technologii i Zarządzania, Profesor rozwoju międzynarodowego i technologii Oxford University, Bernd Lucke – Profesor Ekonomii, wykładowca na Uniwersytecie w Hamburgu i University of British Columbia, były konsultant Banku Światowego, Santiago de la Cierva – Profesor IESE Business School,  założyciel i pierwszy dyrektor międzynarodowej agencji telewizyjnej ROMEreports, prof. dr hab. SGH Jerzy Surma – Instytut Informatyki i Gospodarki Cyfrowej, SGH, prof. dr hab. Krzysztof Michalik – Wydział Informatyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, prof. dr hab. Inż. Jan Szmidt – Rektor, Politechnika Warszawska, prof. Witold Orłowski – Ekonomista, Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, Gł. Doradca ekonomiczny PwC Polska oraz Prof. Cezary Wójcik – Profesor nadzwyczajny Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Założyciel i dyrektor Center for Leadership.

Istotnym elementem kongresu będzie ceremonia rozdania statuetek „European Leadership Awards”. Nagrody te uhonorują najlepsze przedsiębiorstwa, wybitnych menedżerów i liderów biznesu, którzy wdrażają nowe technologie i innowacje, przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju oraz odznaczają się szczególną dbałością o najwyższe standardy przywództwa.

Rejestracja na wydarzenie: http://www.executive-club.com.pl/konferencje/kongres/9-10-kwietnia-2018/rejestracja/

  • Partner Główny: Pfizer Polska
  • Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Skanska
  • Partnerzy: Canon Polska, Enea, MasterCard, Polnord, Raiffeisen Polbank
  • Partner Merytoryczny: Cigno Consulting
  • Partner Instytucjonalny: IESE Business School
  • Partoni Medialni: Biznes na Fali, Business & Prestige, Capital24, CEO Magazyn, e-biurowce, Generacja Smart, Polish Market, Portal Przemysowy, Q Business, Warsaw Business Journal, Finance Gold, Nienieodpowiedzialni.pl

Hakerzy najczęściej atakują firmy przez email – raport F-Secure

Skrzynki mailowe to najsłabsze ogniwo w bezpieczeństwie firm. Według nowego raportu F-Secure[1] ponad jedna trzecia cyberataków na przedsiębiorstwa dotyczy poczty elektronicznej – w postaci phishingu (16% ogółu cyberzagrożeń), jak również złośliwego oprogramowania przesyłanego w załącznikach maili (18%). Najczęstszym pojedynczym źródłem ataków (21% przypadków) było wykorzystanie przez hakerów luk w zabezpieczeniach sprzętu i oprogramowania w firmowej sieci.

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

Dane z raportu potwierdzają niepokojącą skuteczność kampanii phishingowych, w których celem i wektorem ataku jest człowiek, a nie system. W większości przypadków tego typu cyberataki wykorzystują socjotechnikę. Badanie pokazuje, jak istotne jest edukowanie i wyczulanie pracowników wszystkich szczebli na symptomy, które powinny być dla nich alarmujące mówi Leszek Tasiemski, wiceprezes Rapid Detection Center w firmie F-Secure.

20% przeanalizowanych przypadków to ataki wewnętrzne, które zostały spowodowane bezpośrednio przez pracownika zatrudnionego w danej organizacji.

Aż jedną piątą stanowiły tzw. insider attacks, czyli celowe działania osób ze środowiska firmy. Ta obserwacja powinna zwrócić uwagę na to, jak ważna w każdym przedsiębiorstwie jest segmentacja zasobów sieciowych i ograniczanie uprawnień dostępu do danych mówi Tasiemski. 

Ataki ukierunkowane (wymierzone w konkretną osobę lub organizację) i nieukierunkowane (masowe ataki, w których ofiary padają przypadkowo) występowały niemal w równych proporcjach – stosunek wynosił 55 do 45%.

Mamy do czynienia z dwoma, bardzo różnymi w naturze, modelami ataków. Z jednej strony są to ataki przypadkowe, oportunistyczne. Do tej kategorii możemy śmiało zaliczyć np. masowy atak ransomware, podczas którego tylko część zaatakowanych organizacji okaże się podatna. Niewiele większy odsetek stanowią ataki ukierunkowane – przygotowane pod kątem konkretnej organizacji, a nawet osoby. Zazwyczaj są one dokładniej przemyślane i trudniejsze do wykrycia, a ich celem jest głównie kradzież danych podsumowuje Tasiemski.  

Według raportu najczęstszym działaniem podejmowanym przez cyberprzestępców po skutecznym przeprowadzeniu ataku było rozpowszechnianie złośliwego oprogramowania – głównie w celach zarobkowych, ale również po to, aby szpiegować lub zachować dostęp do infrastruktury na przyszłość.

Największym problemem, z jakim borykają się firmy, jest odpowiednio wczesne reagowanie na próby przeprowadzenia cyberataku. W wielu przypadkach wykrycie naruszeń bezpieczeństwa odbywa się nawet rok[2] po zaistnieniu zdarzenia.

Specjaliści z F-Secure zalecają rewizję procedur cyberbezpieczeństwa w firmach (13% zgłoszeń stanowiły fałszywe alarmy) oraz inwestycję w odpowiednie rozwiązania do wykrywania i reagowania na incydenty – szczególnie w perspektywie wchodzącego w życie 25 maja RODO. Niezmiernie istotne jest również przeprowadzanie regularnych szkoleń w celu poprawiania świadomości pracowników.

[1] Incident Response Report, 2018 https://fsecurepressglobal.files.wordpress.com/2018/02/f-secure-incident-response-report.pdf

[2] https://business.f-secure.com/the-glaring-gap-in-security-posture

Trendy cyberprzestępców w 2018 r.

Przestępstwa cybernetyczne przybierają na sile i stanowią zagrożenie dla każdego obszaru prowadzonej działalności. Należy się spodziewać, że ten typ przestępstw będzie występował coraz częściej, będzie nim coraz trudniej zarządzać i będzie dotyczył nie tylko dużych firm. Dlatego przedsiębiorstwa będą zmuszone podejmować nowe działania, a funkcja zarządzania ryzykiem cybernetycznym w firmach stanie się jedną z kluczowych – wynika z raportu Aon Cybersecurity Predictions.

Rok 2018 to w obszarze ryzyka związanego z przestępczością komputerową czas zwiększonej czujności regulatorów, możliwość ataków na firmy globalne za pośrednictwem ich dostawców – małych i średnich firm, konieczność dostrzeżenia i docenienia przez zarządzających ryzyk płynących z wewnątrz organizacji, rosnąca rola uwierzytelniania wieloskładnikowego i konieczność wprowadzania polis cybernetycznych szytych na miarę potrzeb poszczególnych firm.

W 2017 roku przestępstwa cybernetyczne spowodowały spustoszenie na wiele sposobów, począwszy od ataków fishingowych, które wpływały na wyniki wyborów, aż po wirusy typu ransomware, które na całym świecie przenikały do systemów operacyjnych szyfrując dane i zakłócając funkcjonowanie przedsiębiorstw. Wraz z rozwojem Internetu Rzeczy, nastąpił również wzrost liczby ataków typu DDoS ograniczających funkcjonalność przedmiotów podłączonych do Sieci – komentuje Michał Jatczak, Lider Praktyki Cyber w Aon Polska.

W 2018 przewidujemy wzrost narażenia na ryzyko cybernetyczne w związku z przenikaniem się trzech trendów:

• uzależnienie przedsiębiorstw od technologii
• wzrost nacisku regulatorów na ochronę danych konsumentów
• wzrost wartości aktywów niematerialnych

Kompilacja powyższych trendów będzie wymagała zintegrowanego podejścia do bezpieczeństwa informatycznego uwzględniającego zarówno obszar zarządzania przedsiębiorstwem jak i zarządzania ryzykiem.

Prognoza Aon na 2018 rok pokazuje, że rosnąca skala i siła oddziaływania ataków cybernetycznych wraz z przyjmowaniem przez przedsiębiorstwa coraz większej odpowiedzialności za konsekwencje cyberataków, spowodują daleko idące zmiany w postrzeganiu tego ryzyka. Przewiduje się, że istotnie wzrośnie rola osób zarządzających ryzykiem w firmie, uwierzytelniania wieloskładnikowego oraz zagrożenia pochodzące z wewnątrz firmy, od jej pracowników.

Kluczowe wnioski płynące z raportu:

• Konieczność wprowadzania dedykowanych ubezpieczeń od przestępstw cybernetycznych

W miarę upubliczniania kolejnych ataków powodujących spadek przychodów i wyceny akcji, zakłócenie działalności oraz wnoszenie roszczeń przeciwko zarządom spółek, biznes w większym stopniu zwróci uwagę na dedykowane, szyte na miarę ubezpieczenia przestępstw cybernetycznych. Ubezpieczenie to upowszechni się także poza tradycyjnymi kupcami z branży handlowej, finansowej czy zdrowotnej i zostanie zauważone przez inne branże jak np. przemysł produkcyjny, transport, usługi komunalne, rafinerie czy przemysł gazowniczy.

Atak cybernetyczny to ten moment, kiedy świat materialny i wirtualny spotykają się i wydarzenia w tym drugim istotnie wpływają na pierwszy, a wyrafinowane cyber-ataki w coraz większym stopniu mają realny wpływ na działalność biznesową przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać, że wraz z rozwojem technologii ryzyko cybernetyczne stało się kluczowym ryzykiem dla ich przedsiębiorstwa. Dlatego w 2018 roku należy oczekiwać, że dyrektorzy ds. zarządzania ryzykiem i szefowie ds. bezpieczeństwa będą wypracowywać rozwiązania i pomagać organizacjom zrozumieć rzeczywisty wpływ ryzyka cybernetycznego na ich działalność biznesową – dodaje Michał Jatczak.

• Zwiększona czujność regulatorów związana z przestępczością komputerową

Regulatorzy na poziomie międzynarodowym, krajowym i lokalnym będą w większym stopniu egzekwowali stosowanie przez firmy istniejących przepisów w zakresie zabezpieczeń przez atakami cybernetycznymi, jak również wprowadzać będą kolejne regulacje. Unia Europejska będzie rozliczać globalne przedsiębiorstwa z nieprzestrzegania GDPR, a w USA organizacje zarządzające big data (przechowujące i sprzedające dane) będą szczegółowo sprawdzane pod kątem tego, w jaki sposób gromadzą, wykorzystują i zabezpieczają dane. Można się też spodziewać, że firmy będą naciskały regulatorów, by ci ujednolicili regulacje dotyczące przestępstw cybernetycznych.

• Atak na gigantów poprzez Internet Rzeczy

Przestępcy komputerowi będą próbowali atakować przedsiębiorstwa dostarczające usługi firmom globalnym za pomocą przedmiotów Internetu Rzeczy. W 2018 roku międzynarodowe organizacje będą zmuszone przeanalizować ryzyko związane z wykorzystaniem Internetu Rzeczy w kontekście zarządzania ryzykiem swoich kontrahentów. Na razie firmy globalne nie dostrzegają tego zagrożenia i nie dopuszczają do siebie informacji, że właśnie za pośrednictwem dostawców ich firma może zostać zaatakowana, a Internet Rzeczy wykorzystany jako droga do ich sieci wewnętrznej. Realne ataki przeprowadzone w ten sposób będą sygnałem dla dużych organizacji, aby zaktualizować swoje podejście do zarządzania ryzykiem dostawców. Z kolei małe i średnie firmy staną przed koniecznością wdrożenia lepszych zabezpieczeń, w przeciwnym razie będą musiały liczyć się z utratą kontraktów.

• Rosnąca rola uwierzytelniania wieloskładnikowego

W sytuacji nieustannie hakowanych haseł oraz obchodzenia przez napastników fizycznych zabezpieczeń biometrycznych, uwierzytelnianie wieloskładnikowe staje się ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Wprawdzie poza hasłami firmy wprowadzają nowe metody uwierzytelniania, takie jak rozpoznawanie twarzy czy odcisków palców, jednakże te technologie nadal nie są doskonałe. Raport Aon przewiduje, że coraz więcej firm będzie wdrażać uwierzytelnianie wieloskładnikowe w celu zwalczenia ataków na hasła oraz na dane biometryczne.

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe będzie wymagało od poszczególnych osób pokazania wielu dowodów w celu uwierzytelnienia. W związku ze wzrostem zainteresowania uwierzytelnianiem wieloskładnikowym i oczekiwaniami konsumentów, należy się spodziewać implementacji uwierzytelnienia z wykorzystaniem behawioralnych metod biometrycznych.

• Transakcje punktowe zagrożone

Przestępcy będą atakować transakcje, w których zamiast waluty wykorzystywane są punkty. Dlatego przedsiębiorstwa stosujące tego rodzaju model, np. w prowadzonych programach lojalnościowych czy upominkowych, będą musiały konstruować platformy pozwalające na szybkie zgłaszanie usterek i nagradzanie zgłaszających je użytkowników (tzw. bug bounty programs). W miarę jak coraz więcej przedsiębiorstw będzie wprowadzać te programy, poszukiwane stanie się wsparcie zewnętrznych ekspertów pozwalające uniknąć ryzyk związanych z nieprawidłowym skonfigurowaniem programów.

• Kryptowaluty a rozwój ransomware

W 2018 roku przestępcy wymuszający okup zmienią swoją dotychczasową taktykę. Raport Aon przewiduje, że atakujący używający zwyczajnego złośliwego oprogramowania, np. powodującego blokadę usług (atak DDoS – rozproszona odmowa usługi) lub uruchamia reklamy na tysiącach terminali roboczych, spowodują masową epidemię oprogramowania wymuszającego okup. Napastnicy będą kontynuowali ataki mające na celu zablokowanie maksymalnie wielu systemów, ale zgodnie z raportem Aon wzrośnie też liczba ataków skierowanych przeciwko konkretnym firmom, z żądaniem płatności okupu o wysokości proporcjonalnej do wartości zaatakowanych aktywów. Kryptowaluty będą nadal sprzyjały tego typu atakom, pomimo coraz skuteczniejszemu śledzeniu ataków przez organy ścigania.

• Istotne znaczenie ryzyk cybernetycznych pochodzących z wewnątrz organizacji

Ryzyka płynące z wewnątrz organizacji będą nadal stanowiły zagrożenie dla firm, które cały czas nie doceniają ich znaczenia. W 2017 roku przedsiębiorstwa nie inwestowały w proaktywne programy zapobiegające temu ryzyku. Zgodnie z raportem Aon, rok 2018 nie przyniesie w tym zakresie większych zmian. Przedsiębiorstwa często nie prowadzą dla pracowników odpowiednich szkoleń w zakresie bezpieczeństwa informatycznego. Nie ma pełnych danych dotyczących zakresu ataków cybernetycznych spowodowanych przez czynnik ludzki. Dlatego wiele przedsiębiorstw nadal będzie głównie reagować na już zaistniałe incydenty i ukrywać je za zamkniętymi drzwiami, pozostając nieświadomymi rzeczywistych kosztów i wpływu czynnika ludzkiego/ wewnętrznego na ich organizacje.

Informacja na temat raportu
Raport Aon Cybersecurity Predictions został przygotowany w styczniu 2018 roku przez Stroz Friedberg – spółkę należącą do grupy Aon plc.

Lepsza praca, czy lepsza kasa? Co motywuje Polaków do zmiany pracy

Polacy wciąż nie są zadowoleni z wysokości zarobków i szukają sposobów na poprawienie sytuacji materialnej. Aż 65 proc. polskich pracowników przyznaje, że główną motywacją do zmiany pracy są właśnie pieniądze – wynika z badania Pensjometr.pl od Monster Polska.

Dla 65 proc. pracowników z Polski atrakcyjna oferta pracy w nowej firmie oznacza większe pieniądze. Równie wysoko wśród najważniejszych kryteriów branych pod uwagę przy zmianie pracy znalazła się gwarancja dobrych relacji między członkami zespołu. Na ten czynnik wskazało aż 56 proc. osób biorących udział w badaniu.

W dalszej kolejności do zmiany pracy skłaniają możliwość rozwoju zawodowego (37 proc.), interesująca praca (25 proc.) i wyzwania zawodowe (18 proc.). Równie istotnym czynnikiem jest fakt, że w nowej firmie będziemy mieli więcej czasu wolnego (elastyczne godziny pracy, możliwość pracy zdalnej) i krótszy dojazd. Tych dwóch odpowiedzi udzieliło po 15 proc. badanych. Najmniej motywujące okazały się marka pracodawcy (7 proc.) i benefity (4 proc.).

– „Badania pokazują, że firma, która nie może zaoferować w najbliższym roku podwyżek pracownikom, musi gwarantować bardzo dobrą atmosferę pracy. W przeciwnym razie nie ma szans na utrzymanie zespołu w stałym składzie, a dodatkowo może mieć problem z rekrutacją nowych osób” – mówi Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Przed złożeniem wypowiedzenia w głowie pojawiają się pytania

Najbliższy rok może być na polskim rynku pracy dynamiczny. Okazuje się, że 43 proc. badanych uważa, że zarabia za mało, biorąc pod uwagę aktualne stanowisko i obowiązki, a 34 proc. ma wątpliwości czy wynagrodzenie jest odpowiednie. Tylko 21 proc. jest zdania, że zarabia adekwatnie do stanowiska i obowiązków, a 3 proc. uważa, że zarabia za dużo.

Niezadowolenie spowodowane niewystarczającym comiesięcznym przelewem sprawia, że w głowie pracownika pojawia się wiele pytań. Narasta chęć zmian, zwłaszcza gdy zatrudniony czuje się niedoceniany. W wyniku rodzącej się frustracji zaczyna poszukiwać nowych ofert pracy. Przy każdej z propozycji pracownik stara się odpowiedzieć sobie na pytania o korzyści w nowym miejscu pracy, możliwość samorealizacji, kulturę pracy zespołu czy też długość dojazdu do firmy.

– „Szukając odpowiedzi na te pytania, pracownicy często analizują ankiety płacowe, które pomagają określić ich aktualną wartość rynkową w odniesieniu do ich obecnej lub przyszłej pracy. Poza tym szukają informacji o pracodawcy na jego stronie internetowej, w mediach społecznościowych i wśród znajomych z branży” – komentuje Pocheć z Monster Polska.pl. 

Sposoby na wyższe zarobki

Choć w kontekście pracy rozpatrywanych jest wiele kwestii, to najważniejsze są płace. Okazuje się, że 48 proc. badanych z Polski uważa, że najszybszą drogą do podniesienia zarobków jest właśnie zmiana pracodawcy. Nie jest to jednak jedyna możliwość poniesienia dochodów.

Z badań serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska wynika, że 35 proc. uważa, że warto negocjować warunki zatrudnienia z obecnym szefem, 21 proc. – odpowiedziała, że podwyżka przyjdzie po tym, jak pokażemy chęć rozwoju kariery w obecnym miejscu pracy, 15 proc. – myśli o znalezieniu innego źródła dochodu poza pracą, 12 proc. – upatruje poprawy sytuacji finansowej w założeniu własnej firmy. Znacznie mniej badanych, bo 7 proc. odpowiedziało, że warto rozpocząć naukę, co przełoży się z czasem na podwyżkę, a 5 proc. uważa, że większe pieniądze zapewnią im dodatkowe godziny pracy u aktualnego pracodawcy.

Sytuacja w Europie

Poza Polską w identycznym badaniu udział wzięli pracownicy z 10 krajów: Chorwacji, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Słowacji, Słowenii, i Serbii, Węgier.

Okazuje się, że najbardziej zadowoleni ze swojej pracy i płacy są Finowie – aż 47,2 proc. i Słowacy – 29,1 proc. Niedocenieni finansowo czują się z kolei pracownicy w Słowenii (58,3 proc. odpowiedzi), na Litwie (56,5 proc) oraz na Węgrzech (50 proc.).

Co innego i w różnym stopniu motywuje pracowników w Europie do zmiany pracy. Pieniądze motywują najbardziej Chorwatów (74,9 proc.), później Węgrów (66,8 proc.) i Polaków (65 proc.). Relacje międzyludzkie w pracy wśród badanych krajów są najważniejsze dla Polaków (przypomnijmy, że wskazało na nie aż 56 proc. badanych). Ważne są także dla Chorwatów (43,9 proc.) i dla pracowników ze Słowenii (43,6 proc.).

Badanie pokazuje, że Finów kusi fakt, że praca jest interesująca (56,7 proc.). Dojazd do pracy jest ważny na Łotwie (22,4 proc.). Marka firmy ma niewielkie znaczenie na zmianę pracy – największe na Łotwie (9,9 proc.).

Niezależnie od kraju, w tym także w Polsce, główną motywacją do pracy są pieniądze. Zbyt niskie sprawiają, że pracownik mniej się angażuje, aż w końcu odchodzi. Jednocześnie pracownicy wciąż chcą mieć poczucie, że robią coś ważnego i ze zgraną ekipą. Firma, która chce zapobiec rotacji w 2018 roku, musi kompleksowo zadbać o swoich pracowników.

Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie i grudniu 2017 roku wśród pracowników z 11 krajów: Chorwacji, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Polski, Słowacji, Słowenii, i Serbii, Węgier. Wzięło w nim udział 41,5 tys. osób.

Kobiety ukrytym potencjałem polskiej gospodarki

Obowiązki rodzinne sprawiają, że Polki pozostają nieaktywne zawodowo. Jednocześnie, jak deklarują kobiety, sytuację mógłby  zmienić częściej stosowany elastyczny czas pracy – wynika z nowego raportu Deloitte „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo”, przygotowanego na zlecenie Coca-Cola w ramach Forum Rynku Pracy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Blisko 4 mln Polek w wieku 20-64 lat, które są bierne zawodowo, czyli nie pracują, stanowi realny potencjał polskiej gospodarki. Większość z nich zajmuje się m.in. domem, czy opiekuje się innymi członkami rodziny. Ta liczba stanowi 34 proc. kobiet w tym wieku, z czego zaledwie 4 pkt. proc. z nich jest w kontakcie z urzędami pracy. Odsetek biernych zawodowo jest w Polsce wyższy od średniej unijnej. Przeciętnie w krajach Unii Europejskiej, 29 proc. kobiet jest poza rynkiem pracy.

Dla ponad połowy zapytanych respondentek istotnym ułatwieniem byłaby możliwość korzystania z elastycznego czasu pracy. Podobny odsetek kobiet chciałby mieć możliwość pracy z domu, a prawie jedną trzecią interesowałaby praca w niepełnym wymiarze godzin.

Przedsiębiorcy popierają zmiany na rynku pracy zmierzające do popularyzacji elastycznego czasu pracy. Rynek pracy w wielu obszarach ewaluuje w stronę pracy zdalnej, kontraktowania kompetencji lub konkretnych usług i potrzeba elastycznego czasu pracy wpisuje się w ten trend.  Ważne też, aby wprowadzone zostały rozwiązania systemowe, pozwalające łatwiej godzić role zawodowe i rodzinne  – mówi Marcin Nowacki,  wiceprezes, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców– Między innymi w tym celu powołane zostało Forum Rynku Pracy ZPP, zespół tematyczny, którego obszarem zainteresowania i działalności jest rynek pracy. Działalność Forum skupia się wokół dwóch segmentów – legislacji oraz edukacji i komunikacji.

Stoimy przed wyzwaniem zaktywizowania ogromnej grupy, posiadającej wielki, niewykorzystany dotąd potencjał i możliwości. Na zwiększeniu aktywności zyskają wszyscy – kobiety, zwiększając swoje kompetencje – pracodawcy, ponieważ w obliczu problemów demograficznych i spadku liczby osób w wieku produkcyjnym zyskają wartościowych pracowników. A także cała polska gospodarka, bo jak pokazuje badanie, więcej pracujących kobiet to wyższy wzrost gospodarczy – zaznacza Anna Solarek, dyrektor ds. komunikacji i kontaktów zewnętrznych w Coca-Cola Poland Services.

Będąc poza rynkiem pracy, kobiety nie przestają wierzyć w siebie – 52 proc. biernych zawodowo kobiet uważa, że znalazłaby pracę w momencie, w którym zaczęłyby jej szukać. Wsparcie na samym początku drogi zawodowej jest bardzo ważne, dlatego w ramach globalnego zobowiązania 5by20, w październiku 2016 r. Coca-Cola w partnerstwie z Fundacją Sukcesu Pisanego Szminką zainaugurowała program „Sukces TO JA”. Jego celem jest zwiększenie aktywności zawodowej kobiet poprzez dostarczenie im praktycznej wiedzy z zakresu kreowania kariery oraz tworzenia własnego biznesu. Podczas dwóch edycji programu, poprzez kursy online oraz bezpośrednie spotkania z trenerami udało się już przeszkolić ponad 9 700 kobiet w całej Polsce.

Badanie Deloitte „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo” jest rozwinięciem opublikowanego w 2017 r. raportu „Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce”.

Spożytkowanie niewykorzystanych dotąd zasobów pracy to obecnie główne wyzwanie polskiego rynku pracy, dlatego tak istotne było dla nas, aby pogłębić badanie sprzed roku i rozpoznać kluczowe bariery nieaktywności zawodowej kobiet. Tym razem postanowiliśmy też spojrzeć na kobiety w przekroju regionalnym i okazało się, że powody bierności zawodowej, a także oczekiwania finansowe oraz postrzeganie roli społecznej kobiety różnią się m.in w zależności od ich miejsca zamieszkania – zaznacza Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Japonia – kolebka kryptowalut zaostrza kontrolę tamtejszych giełd

Japonia, jeden z największych i najlepiej prosperujących kryptowalutowych rynków na świecie, zaostrza kontrole giełd i wstrzymuje obrót na dwóch z nich. To nie koniec japońskiego ciosu w kryptowaluty. Znany w tym światku prawnik sprzedał ostatnio bitcoiny o wartości 400 milionów dolarów i wystawi na sprzedaż jeszcze pięć razy tyle. Czy o wzrostach cen na rynku możemy na razie zapomnieć? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Japonia nie bez przyczyny uchodzi za jeden z najlepiej rozwiniętych rynków kryptowalut. Bardzo duża część światowego obrotu odbywa się właśnie tutaj. Poziom zastosowania też jest wyższy niż w innych krajach – kryptowalutami możemy płacić w części japońskich sklepów. Jednakże, po tym jak pod koniec stycznia rynkiem wstrząsnęła wiadomość o kradzieży kryptowalut o wartości 500 mln dol. z jednej z tamtejszych giełd (Coincheck), japoński regulator zaostrza kontrole tych podmiotów, co może wstrząsnąć tamtejszym rynkiem.

Pokłosie kradzieży

Jak donosi “Financial Times”, dwóm japońskim giełdom (FSHO oraz Bitstation) tamtejsza Agencja Usług Finansowych (FSA) nakazała wstrzymanie działalności na miesiąc. W dynamicznym świecie kryptowalut może to oznaczać dla giełd wielkie problemy z powrotem do normalnego funkcjonowania, kiedy ponownie zaczną działać 7 kwietnia. Ponadto, pięć innych giełd dostało nakaz poprawienia wewnętrznych procedur kontrolowania i raportowania do FSA.

Działania te są wynikiem kontroli przeprowadzonej przez japońskiego regulatora, która wykazała m.in. słabą zgodność ze standardami przeciwdziałania praniu pieniędzy, słabo wyszkoloną kadrę pracowniczą czy sprzeniewierzenie kryptowalut użytkowników (Bitstation).

Co ciekawe, FSA już kontrolował 32 działające giełdy w Japonii, z których 16 ma pełne licencje, a drugie 16 tymczasowe zezwolenie na obrót. Jest więc dość prawdopodobne, że początkowe kontrole FSA nie były dość wnikliwe, co z jednej strony umożliwiło bardzo dynamiczny rozwoju rynku, a z drugiej mogło przyczynić się do ułatwienia nielegalnych procederów i wyciekania pieniędzy z giełd. Wspomniana kradzież 500 mln dol. z końca stycznia nie była pierwszą taką kradzieżą w historii japońskiego rynku kryptowalut.

Miliardy pana Kobayashiego

Mt. Gox była niegdyś największą giełdą handlu kryptowalutami na świecie. Cztery lata temu złożyła jednak wniosek o upadłość, po tym jak wyszło na jaw, że straciła na rzecz hakerów kryptowaluty o wartości ok. 500 milionów dolarów. Syndykiem masy upadłościowej jest znany w świecie kryptowalut tokijski prawnik Nobuaki Kobayashi. Opublikowane w środę informacje wskazują, że od września Kobayashi sprzedał bitcoiny i bitcoiny cash o wartości 400 milionów dolarów. Choć mogło to przyczynić się do spadku cen tych kryptowalut i ogólnego pogorszenia nastrojów na rynku, to jeszcze nie koniec.

Jak podaje agencja informacyjna Bloomberg, w posiadaniu Kobayashiego są jeszcze kryptowaluty o wartości 1,9 mld dol., które również będą do kupienia. Średnia cena jednostki sprzedanych dotychczas bitcoinów, zgodnie z raportem Kobayashiego, wynosi 10 tys. dol., czyli praktycznie tyle, co bieżąca cena na rynku.

Biorąc pod uwagę, że Kobayashi – jak sam zapowiada – chce osiągnąć “najwyższą możliwą cenę sprzedaży” z pozostałych 1,9 mld dol. wspomnianych kryptowalut, może to wywoływać negatywną presję nie tylko na ceny tych dwóch jednostek, ale też na cały rynek, ograniczając jego potencjał wzrostowy.

Podobny skutek w krótkim terminie mogą odnieść działania japońskiego regulatora. Tu jednak istnieje także druga strona medalu. W dłuższej perspektywie regulacje mogą pozytywnie wpłynąć na rynek, nie tylko japoński, ale i globalny. Większe bezpieczeństwo przechowywanych kryptowalut może przyspieszać ich implementacje w życiu codziennym, a zwiększony z tego tytułu popyt przyczyniać się do dalszego wzrostu cen.

RPP osłabiło złotego

Początek wczorajszego dnia na rynku walutowym był dość leniwy: poznaliśmy kilka nowych danych makroekonomicznych, rynki nadal żyły jednak przede wszystkim kwestią amerykańskich ceł. Zmienność na głównych parach nie była zbyt duża. Spotkanie Rady Polityki Pieniężnej miało przejść bez większego echa, a jednak istotnie osłabiło złotego. 

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami RPP podczas spotkania w marcu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes i towarzyszący mu członkowie (prof. Żyżyński i prof. Ancyparowicz) powtarzają, że w świetle prognoz nie ma powodu do podniesienia stóp procentowych w 2018 r. Retorykę podczas wczorajszej konferencji można ocenić jako dość gołębią. Utrzymująca się, niesprzyjająca zacieśnianiu polityki pieniężnej retoryka Rady powinna w naszej ocenie sprawić, że analitycy, inwestorzy i rynek będą coraz bardziej przesuwali w czasie oczekiwania względem podwyżek stóp procentowych, co – naszym zdaniem już wpływa i powinno nadal wpływać na ograniczenie aprecjacji złotego.

W kontekście wczorajszego spotkania Rady warto wspomnieć o zaktualizowanych projekcjach makroekonomicznych NBP (pełny raport opublikowany zostanie w poniedziałek). Cytując komunikat ze spotkania:

„Rada zapoznała się z wynikami marcowej projekcji inflacji i PKB przygotowanej przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP. Zgodnie z marcową projekcją z modelu NECMOD roczna dynamika cen znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 1,6-2,5% w 2018 r. (wobec 1,6-2,9% w projekcji z listopada 2017 r.), 1,7-3,6% w 2019 r. (wobec 1,7-3,7%) oraz 1,9-4,1% w 2020 r. Z kolei roczne tempo wzrostu PKB według tej projekcji znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 3,5-5,0% w 2018 r. (wobec 2,8-4,5% w projekcji z listopada 2017 r.), 2,8-4,8% w 2019 r. (wobec 2,3-4,3%) oraz 2,6-4,6% w 2020 r.

W ocenie Rady bieżące dane oraz wyniki projekcji wskazują na korzystne perspektywy wzrostu aktywności w polskiej gospodarce mimo oczekiwanego nieznacznego obniżenia się dynamiki PKB w kolejnych latach. Zgodnie z projekcją w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej inflacja utrzyma się w pobliżu celu inflacyjnego. W efekcie Rada ocenia, że obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną.”

Podsumowując – mimo, iż Rada zakłada stopniowy wzrost inflacji powyżej celu inflacyjnego, retoryka RPP potwierdza, że kredytobiorcy nie mają się póki co czego obawiać. Biorąc pod uwagę stanowisko Rady dość prawdopodobne jest, że stopy procentowe pozostaną stabilne nie tylko w 2018 r. ale również przez większość (albo nawet cały) 2019 r.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,18 – 4,21. W konsekwencji wczorajszej konferencji RPP kurs EUR/PLN umocnił się do najwyższego poziomu od grudnia 2017 r. Wspólna waluta w relacji do dolara amerykańskiego nie była natomiast poddana zbyt dużym wahaniom.

Wczorajsze dane makroekonomiczne nie zaskoczyły. W dniu dzisiejszym inwestorzy w Europie będą obserwowali przede wszystkim spotkanie Europejskiego Banku Centralnego. Bardziej istotna od samej decyzji będzie konferencja, podczas której warto zwrócić uwagę na dwie kwestie: nowe prognozy inflacji i ew. zmiany forward guidance (komunikacji banku centralnego dotyczącej terminu dłuższego niż najbliższe spotkanie). W naszej opinii, w kontekście ostatnich, słabszych odczytów inflacji, Bank może obniżyć prognozy dynamiki cen, jednak nie powinien zmieniać forward guidance. Oczekiwania rynkowe są nieco bardziej optymistyczne od naszych w tym aspekcie, tym samym – jeśli okaże się, że mamy rację – kurs EUR/USD może ulec osłabieniu.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,67 – 4,72. Wczoraj funt brytyjski zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do dolara amerykańskiego, zyskiwał natomiast w parze z euro i polskim złotym.

USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,37 – 3,40.  Nie do końca wiadomo, czy Donald Trump jeszcze dziś podpisze dekret dotyczący nałożenia ceł na import stali i aluminium. Istotną informacją z wczoraj jest komunikat, iż na pewien okres spod ich zasięgu mają być wyłączone Kanada i Meksyk. Docelowo, to, czy USA nałożą cła na oba kraje zależeć będzie od postępów renegocjacji układu NAFTA. Nowe informacje potwierdzają, że prezydent USA stosuje “sankcje” jako groźbę, mającą pomóc w pomyślnym (dla USA) przebiegu negocjacji handlowych z sąsiadami.

Co tyczy się danych makro: wczorajsze dane ADP zaskoczyły na plus. W lutym powstało 235 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym wobec oczekiwanych 195 tys. W górę zaktualizowano również odczyty z poprzedniego miesiąca. Dane pozytywnie nastrajają przed piątkową publikacją NFP, jednak trzeba pamiętać, iż nie determinują tego, że będzie ona równie dobra jak wczorajsza publikacja. Wczorajsze dane za czwarty kwartał sugerują, że w USA pod koniec roku istotnie wzrosły jednostkowe koszty pracy z 2% do 2,5% (wobec oczekiwanych 2,1% k/k).

Dziś poznamy cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych – ostatni odczyt pokazał spadek do najniższego poziomu od niemal 50 lat (!), potwierdzając siłę amerykańskiego rynku pracy, która docelowo powinna przełożyć się na wyższą presję inflacyjną.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:45 – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych
  • 14:30 – konferencja prasowa EBC
  • 14:30 – tygodniowe dane o zadeklarowanych bezrobotnych w USA

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Powrót demonów populizmu i protekcjonizmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W 2016 roku wiele inwestorów zidentyfikowało dwa niebezpieczne zjawiska dla światowej gospodarki oraz rynków finansowych. Chodziło o wzrost populizmu na globalnej scenie politycznej oraz nasilający się protekcjonizm, który notabene łatwo powiązać z pierwszym zjawiskiem. Miniony rok przyniósł zaskakujące uspokojenie w przypadku obu wspomnianych zagrożeń. Przyczyniła się do tego seria dobrze przyjętych wyników wyborów na Starym Kontynencie. Jednakże strukturalne trendy mają to do siebie, że rozwijają się bardzo powoli, ale za to konsekwentnie. Ostatnie dni bardzo dobitnie to pokazują. Ukryte na wiele miesięcy demony zaczynają bowiem wracać i to z zaskakującą siłą. Wszystko zaczęło się w miniony czwartek, kiedy Donald Trump oświadczył, że zamierza wprowadzić cła na import stali oraz aluminium. Wywołało to niemałe poruszenie, gdyż oznaczało powrót do przedwyborczej protekcjonistycznej retoryki, której tak wiele osób obawiało się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA. Po wygranej administracja nowego prezydenta skupiła się jednak na innych kwestiach. Początkowo chciano zlikwidować Obamacare. To się nie udało, więc skoncentrowano uwagę na obniżce podatków, którą przyjęto z końcem minionego roku. W tym roku probiznesowa agenda miała w teorii skoncentrować się na programie pobudzenia inwestycji infrastrukturalnych. Do tego potrzeba jednak pieniędzy, a tych po obniżce podatków w budżecie nie będzie. Nie udaje się również wyraźnie ograniczyć imigracji, nie mówiąc już o wciąż trudnych do zrealizowania planach budowy muru na granicy USA z Meksykiem. W konsekwencji Donald Trump wydaje się wracać do tematu ograniczenia potężnego deficytu handlowego, a cel chce osiągnąć w najgorszy możliwy sposób, czyli poprzez możliwe wojny handlowe. Po pierwszych perturbacjach na początku tego tygodnia rynki finansowe uspokoiły się, co tłumaczono ogromnym sprzeciwem, jaki wywołał pomysł Trumpa. Uznano go również za negocjacyjną technikę, by wymusić na innych krajach ustępstwa w umowach handlowych. Po wtorkowym odejściu głównego doradcy gospodarczego i orędownika globalizmu Gary’ego Cohna wydaje się jednak, że powrót protekcjonizmu może być realnym zagrożeniem. Niejako w tle tych wydarzeń miały miejsce wybory parlamentarne we Włoszech, w których najlepszy wynik zdobyły partie populistyczne. Oczywiście włoska polityka ma swoją specyfikę, ale również może sygnalizować, że miniony spokojny rok przyniósł jedynie przerwę, a nie zakończenie niekorzystnych strukturalnych trendów populizmu i protekcjonizmu.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Strach na rynkach. Korekta na bitcoinie

Napięcie w polityce udzieliło się wczoraj inwestorom. W rezultacie złoty był najsłabszy od niemal kwartału. Kryptowaluty znów w odwrocie. Rekordowy eksport w Chinach.

Rynki jednak reagują na plotki

Ostatnie ochłodzenie w relacjach Polski z USA nie przeszło jednak tak zupełnie bez echa jak dotychczas sądzono. Teoretycznie fakt, że prezydent nie jest gdzieś mile widziany nie powinien mieć wpływu na gospodarkę. Rynki powoli jednak zaczynają brać pod uwagę możliwość eskalacji napięć. Jako przedstawiciel słabszej z gospodarek traci w tym przypadku bardziej złoty. Po wczorajszych stratach o niemal 3 grosze na EURPLN widzieliśmy kurs 4,21. Były to najwyższe poziomy od grudnia zeszłego roku. Dzisiaj od rana trwa korekta tego spadku.

Korekta na kryptowalutach

Na rynku kryptowalut doszło do dwóch negatywnych zbiegów okoliczności. Po pierwsze nadzór amerykański zaostrza kontrolę, a urząd podatkowy zadał giełdom pytania o dochody użytkowników. Po drugie na kolejnej dużej giełdzie doszło do wycieku. Winny co prawda okazał się program do zawierania transakcji ale informacja poszła na rynek. W efekcie bitcoin podobnie jak zresztą większość kryptowalut stracił  w ciągu niecałej godziny około 10%. W efekcie cena najpopularniejszej kryptowaluty znów walczy o powrót powyżej 10 000 dolarów.

Dane z Chin

Ze względu na specyficzny moment, w którym w tym roku przypadł nowy rok w Chinach dane styczniowe były wyraźnie gorsze od oczekiwań za to w lutym mamy wystrzał w górę. Eksport rok do roku wzrósł o 44,5%. Wydawać by się mogło, że gospodarka niesamowicie przyspieszyła. Nic bardziej mylnego. Luty był po prostu znacznie lepszy od lutego w zeszłym roku kiedy to wszystkie dni wolne wypadły w tym bardzo krótkim miesiącu. Eksport i tak był znacząco niższy niż w poprzednich miesiącach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – strefa euro – projekcje makroekonomiczne EBC,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Po wejściu w życie nowelizacji ustawy hazardowej przychody legalnych bukmacherów wzrosły o prawie 100%

Do niedawna żadna inna branża nie miała tak dużego udziału szarej strefy, jak zakłady bukmacherskie online. Przed wejściem w życie nowelizacji ustawy hazardowej udział nielegalnie działających bukmacherów w polskim rynku szacowany był aż na 90 proc.

Wynikało to przede wszystkim z niejasnych przepisów ustawy i braku determinacji odpowiednich organów do walki z zagranicznymi bukmacherami, którzy bez zezwolenia ministra finansów oferowali swoje usługi polskim graczom. Od 1 kwietnia 2017 roku obowiązują znowelizowane przepisy ustawy o grach hazardowych, na mocy których ustawodawca wprowadził m. in. blokowanie stron internetowych nielegalnie działających bukmacherów. Rezultatem jest blisko dwukrotny wzrost przychodów legalnych firm.

Nieco później, od 1 lipca 2017 r., zaczęły obowiązywać przepisy nakładające na dostawców internetu obowiązek blokowania dostępu do domen wpisanych do rejestru oferujących gry hazardowe niezgodnie z ustawą. Zgodnie z tymi regulacjami minister finansów podejmuje decyzję o wpisie do rejestru, jeżeli podmiot zarządzający domeną nie ma zezwolenia na prowadzenie gier hazardowych na terytorium kraju, zwłaszcza jeżeli udostępnia strony internetowe w języku polskim i reklamuje je w Polsce. W konsekwencji, dostawcy Internetu są zobowiązani do zablokowania dostępu do takiej strony w ciągu 48 godzin od pojawienia się jej w rejestrze. To rozwiązanie również przyniosło pozytywne dla branży efekty.

Wprowadzone rozwiązania spowodowały, że przychody wszystkich bukmacherów zarejestrowanych w Polsce wzrosły w 2017 r. o prawie 100 % w porównaniu do 2016 r. – Wartość legalnego rynku zakładów bukmacherskich wzrosła do ok. 3,3 mld zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 doradca podatkowy, Mariusz Korzeb.  – Nie ulega więc wątpliwości, że nowelizacja ustawy hazardowej przyniosła pożądany skutek, ale też w dalszym ciągu jednak udział szarej strefy w rynku jest jeszcze zbyt duży.

Sytuacja polskiej gospodarki po IV kw. 2017 r.

Jak wynika z najnowszych danych GUS IV kw. 2017 r. PKB był realnie wyższy o 5,1% w porównaniu z IV kw. 2016 r., wobec 2,7% w analogicznym okresie 2016 roku. Największą niespodzianką jest niższa niż się spodziewano konsumpcja indywidualna, gdy jednocześnie była od niej wyższa konsumpcja publiczna. Czy to oznacza, że państwo łatwiej wydaje pieniądze? Dyscyplina budżetowa osłabła?

W IV kwartale 2017 r. wzrost popytu krajowego, w skali roku, wyniósł 6,1% i był wyższy od notowanego w III kwartale 2017 r. (wzrost o 3,9%). Wpłynął na to wyższy niż w III kwartale 2017 r. wzrost akumulacji brutto, który wyniósł 8,8% (wobec 3,3% w III kwartale 2017 r.) oraz wzrost spożycia ogółem, który wyniósł 5,0% (wobec 4,1% w III kwartale 2017 r.).

Spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło w tempie 4,9% w skali roku i było nieznacznie wyższe niż w III kwartale 2017 r. (wzrost o 4,8%). Na tempo wzrostu akumulacji brutto w IV kwartale br. wpłynął wzrost nakładów brutto na środki trwałe o 11,3%.

W efekcie wpływ popytu krajowego na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł +5,9 pkt. proc. (wobec +3,8 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.). Złożył się na to pozytywny wpływ spożycia ogółem, który wyniósł +3,5 pkt. proc. (wobec +3,2 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.), z tego wpływ spożycia w sektorze gospodarstw domowych +2,5 pkt. proc. oraz spożycia publicznego +1,0 pkt. proc. (odpowiednio w III kwartale 2017 r.: +2,9 pkt. proc. i +0,3 pkt. proc.).

Wpływ popytu inwestycyjnego na wzrost PKB był dodatni (+2,8 pkt. proc.). To, mimo ujemnego wpływu przyrostu rzeczowych środków obrotowych (-0,4 pkt. proc.), przełożyło się na pozytywny wpływ akumulacji brutto na tempo wzrostu gospodarczego, który wyniósł +2,4 pkt. proc. (wobec +0,6 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.).

W IV kwartale br. zanotowano negatywny wpływ eksportu netto na tempo wzrostu gospodarczego, który wyniósł -0,8 pkt. proc. wobec +1,1 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.

– Mamy długo oczekiwane odbicie w inwestycjach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nakłady inwestycyjne wzrosły o ponad 11 proc., a firmy prywatne coraz bardziej włączają się w ten trend.

Mniej korzystne są informacje dotyczące struktury popytu. – Sądząc po wzroście dochodów gospodarstw domowych, można było się spodziewać, że wzrost konsumpcji prywatnej będzie większy, nieoczekiwanie wzrost konsumpcji publicznej był wyższy niż prywatnej – komentuje ekspert z XTB.

To byłoby niebezpieczne, gdyby dyscyplina w wydawaniu pieniędzy publicznych, narzucona przez rząd, uległa nadmiernemu rozluźnieniu.

Lawinowo przybywa zajętych biur – Polska w czołówce Europy

Polska odnotowała rekordy chłonności na rynku biurowym. W ciągu jednego roku firmy zajęły dodatkowo ponad 800 000 mkw. powierzchni. Można to przełożyć na ponad 80 000 dodatkowych miejsc pracy w nowoczesnych budynkach biurowych.

Znakomity wynik zanotowała Warszawa

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Stołeczny rynek biurowy charakteryzuje się bardzo wysoką, rekordową chłonnością. Na koniec 2017 roku firmy zajmowały w stolicy o 360 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej więcej niż rok wcześniej. Jest to drugi, po Paryżu (440 000 mkw.), najlepszy wynik wśród miast europejskich. Warto jednak zauważyć, że Paryż ma około 10-krotnie większą ilość całkowitej powierzchni biurowej, więc w ujęciu procentowym, patrząc na chłonność versus podaż, Warszawa zajmuje zdecydowanie pierwszą pozycję, deklasując zachodnioeuropejskie miasta, takie jak np. Dublin, Frankfurt, Bruksela, Madryt, Barcelona, Berlin czy Lizbona, które są postrzegane jako lokalizacje konkurencyjne pod kątem potencjalnego pozyskiwania firm po Brexicie” powiedział Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Wysoka dynamika zatrudnienia wpływa na wzrost chłonności powierzchni biurowej. Można zakładać, że w nowoczesnych budynkach biurowych w samej Warszawie na koniec 2017 roku pracowało o około 36 000 więcej osób niż przed rokiem, w Polsce zaś – około 80 000 osób. W efekcie, znacząco spadł poziom pustostanów w stolicy –z 14,2% do 11,7% w ciągu 12 miesięcy. Łącznie w Polsce wakat obniżył się z 12,7% na koniec 2016 r. do 10,8% na koniec 2017 r.

Patrząc statystycznie, można zakładać, że cała nowa powierzchnia biurowa dostarczona na rynek w 2017 r. w Polsce została zajęta przez najemców. Oddano do użytku około 740 000 mkw. nowych biur, a dodatkowa powierzchnia zajęta przez firmy w tym samym okresie wzrosła o 800 000 mkw. Świadczy to o bardzo wysokiej dynamice wzrostu zatrudnienia, który ma bezpośrednie przełożenie na rynek nowoczesnych biur.

Opóźnienia w płatnościach polskich firm coraz dłuższe

Polskie firmy płacą kontrahentom średnio z dwumiesięcznym opóźnieniem. W porównaniu z badaniem sprzed roku udział przeterminowanych zobowiązań firm wzrósł – zaległości przekraczające datę wymagalności o 3 miesiące zgłosiło 28 proc. firm, gdy rok wcześniej 24 proc.

Badanie międzynarodowej firmy doradczej Coface, dotyczące opóźnień płatniczych w Polsce, zostało przeprowadzone w grudniu 2017 r., gdy otoczenie makroekonomiczne sprzyjało przedsiębiorstwom: odnotowano przyspieszenie wzrostu PKB do 5,1 proc. Mimo to opóźnienia płatności wzrosły.

Średnie opóźnienia płatności wzrosły o 11 dni (w porównaniu do zeszłorocznego badania Coface), do 62,5 dni. I to jest groźne dla prowadzenia biznesu.

A jak wypadamy w porównaniu z innymi krajami?

-Niemcy to nasz największy partner handlowy, a tam opóźnienia w płatnościach są o trzy tygodnie krótsze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej.

Branże najbardziej restrykcyjne w zakresie terminów, to: handlowa, tekstylno-odzieżowa, rolno-spożywcza, motoryzacyjna i energetyczna. Zaś najdłuższe terminy płatności oferują branże transportowa, metalurgiczna oraz budowlana.

– Opóźnienia płatności stały się normą w polskim biznesie, zaledwie 0,7 proc. firm objętych naszym badaniem zadeklarowało, że nie doświadczyło zaległości w spływie należności od swoich kontrahentów – komentuje Grzegorz Sielewicz z Coface.

W tym roku 9 na 12 sektorów gospodarki oczekuje, że wartość przeterminowanych należności obniży się w kolejnych miesiącach.

Toyota inwestuje 2,8 miliarda dolarów w zintegrowane oprogramowanie do autonomicznych samochodów

  • Toyota zakłada nową firmę Toyota Research Institute-Advanced Development (TRI-AD), która przyspieszy opracowanie autonomicznych samochodów;
  • Wartość inwestycji to 300 miliardów jenów (2,8 miliarda dolarów);
  • Prezesem firmy zostanie dr James Kuffner, obecny dyrektor technologiczny Toyota Research Institute, dawniej związany z firmą Google;
  • Inwestorami TRI-AD są Toyota (90%) oraz należące do Toyota Group firmy Aisin (5%) i Denso (5%);
  • TRI-AD zatrudni do 1 000 programistów.
dr James Kuffner, dyrektor technologiczny Toyota Research Institute
dr James Kuffner, dyrektor technologiczny Toyota Research Institute

Toyota otworzy w tym miesiącu nową firmę Toyota Research Institute-Advanced Development (TRI-AD) z siedzibą w Tokio, która będzie odpowiadała za rozwój i integrację oprogramowania do autonomicznych samochodów. Toyota Motor Corporation wspólnie z Aisin Seiki i Denso zainwestowały 2,8 miliarda dolarów w stworzenie nowego zespołu, który przyspieszy opracowanie i wdrożenie autonomicznych samochodów. TRI-AD zatrudni do 1 000 osób spośród pracowników Toyoty, Aisin i Denso działającej w USA firmy Toyota Research Institute oraz specjalistów spoza grupy Toyoty. Prezesem firmy zostanie dr James Kuffner, obecnie dyrektor technologiczny TRI, zaś dr Gill A. Pratt, CEO amerykańskiego Toyota Research Institute będzie pełnił w niej funkcję przewodniczącego rady dyrektorów.

Wysokiej jakości oprogramowanie będzie czynnikiem, który zdecyduje o sukcesie Toyoty na polu zautomatyzowanego prowadzenia” – powiedział James Kuffner.

Branża motoryzacyjna znajduje się w fazie głębokiej transformacji. Rozwój zaawansowanego oprogramowania i przetwarzanie big data z samochodów połączonych w chmurze stanowią klucz do sukcesu. W odpowiedzi na te zmiany Toyota stworzyła w 2016 roku firmę badawczą Toyota Research Institute (TRI) w Stanach Zjednoczonych, której zadaniem jest prowadzenie badań w dziedzinie sztucznej inteligencji, systemów autonomicznej jazdy i robotyki.

Toyota powołała Toyota Research Institute-Advanced Development, aby jeszcze bardziej wzmocnić swoją konkurencyjność. TRI-AD będzie ściśle współpracować z Toyota Research Institute i Toyota Motor Corporation. Firma ma cztery podstawowe zadania. Pierwsze to tworzenie software’u ułatwiającego przechodzenie od badań do komercjalizacji technologii, które zwiększy możliwości przetwarzania danych. Drugim jest wzmocnienie współpracy z Toyota Reserach Institute i wsparcie opracowywania produktów na podstawie badań instytutu. Kolejnym celem jest współpraca z Toyota Group w dziedzinie badań i rozwoju, zaś czwartym rekrutacja najlepszych inżynierów z całego świata oraz wspieranie talentów zatrudnionych w Toyota Group.

„Toyota jest znana z jakości i wydajności swojego Systemu Produkcyjnego (TPS). Nie mam wątpliwości, że potrafimy przełożyć fundamentalne zasady TPS z produkcji samochodów na tworzenie oprogramowania i w ten sposób gwałtownie zwiększyć możliwości Toyoty w tej dziedzinie” – powiedział dr Gill Pratt, CEO TRI i przewodniczący rady TRI-AD.

EUR/USD i S&P500. Czeka kolejna fala spadkowa?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

W oczekiwaniu na dane z amerykańskiego rynku pracy (9 marca 2018) oraz marcową decyzję FED (15 marca 2018) odnośnie pierwszej z trzech przewidywanych na 2018 rok podwyżek stóp procentowych w USA – której prawdopodobieństwo wyceniane jest przez analityków na 72 proc. – kurs EUR/USD notuje niewielkie spadki, sięgające 0,25-0,26 proc.

Jednocześnie indeksy giełdowe w USA są na historycznych maksimach, a silna i trwała korekta jest coraz bliżej. Jednakże, zanim dojdzie do właściwego ruchu, rynek lubi troszkę „namieszać”. Być może kolejna fala wzrostowa, która pokona aktualne maksimum w cenie 2872 pkt, będzie czynnikiem dezorientującym podaż, po czym nadejdzie właściwa przecena.

Czy EUR/USD czeka kolejna fala spadkowa?

Naruszona silna strefa oporu z lat 2010-2012 okazało się pułapką dla notowań EUR/USD. Poza tym, że doszło do zdecydowanego powrotu poniżej dolnego ograniczenia strefy 1.2230-1.2300, trzeba też pamiętać o układzie fal z ostatnich lat. Otóż w przypadku, gdy w marcu 2018 roku wspomniany wcześniej zakres okaże się tym razem oporem, notowania EUR/USD wejdą w korektę całej dotychczasowej struktury, która rozpoczęła się z poziomu 1.0520.

W scenariuszu bardziej pesymistycznym dla EUR, przed nami kolejna (5)z3z3 fala spadkowa, która doprowadzi co najmniej do re-testu wspomnianego minimum z grudnia 2016 roku. Zatem kolejny miesiąc może okazać się kluczowy dla rynku.

Trzeba mieć również na uwadze to, że rynek utrzymuje się wciąż w kanale wzrostowym, zatem próba powrotu powyżej poziomu 1.23 nie powinna być zaskoczeniem i spowoduje powrót regularnych wzrostów – co najmniej do głównej linii trendu spadkowego, a więc obecnie do okolic 1.26.

Co ważne, sytuacja w strefie euro premiuje obecnie grających przeciwko wspólnej walucie. Wybory we Włoszech wskazują na nowy trend w polityce, który niekoniecznie będzie sprzyjał notowaniom EUR. Polityczny opór względem wspólnej waluty byłby teraz jednak zbyt oczywisty, dlatego należy przygotować się na jeszcze jedną falę osłabienia USD, zanim dojdzie do większej korekty.

EUR USD w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – EUR/USD w układzie miesięcznym

Dobre dane na amerykańskich giełdach zapowiedzią korekty do 2000 pkt?

Poziom 2826 pkt okazał się lokalnym szczytem hossy, odnotowanym w ostatnich dniach przez spółki z indeksu S&P 500. To wstępny sygnał na większą korektę – być może prowadzącą w rejon lutowych minimów, a może i zdecydowanie niżej. Gdyby doszło do zrównania z największą korektą w ostatnich latach, celem okazałby się poziom 2000 pkt.

S&P 500 w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – S&P 500 w układzie miesięcznym

Na wykresie dziennym rynek również szykuje się do jeszcze jednej fali wzrostowej, która ma spore szanse doprowadzić do powstania silnej formacji spadkowej XABCD.

S&P 500 w układzie dziennym
Źródło: Aforti Exchange – S&P 500 w układzie dziennym

Treści przedstawione w niniejszym komentarzu eksperckim są prywatnymi opiniami nadawcy i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszej wiadomości, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych.

RODO, IDD i PRIIPS – w skrócie co to oznacza dla klientów branży ubezpieczeniowej

Jak zmieni się otoczenie prawne towarzystw ubezpieczeń w 2018 roku? Czy RODO, IDD oraz PRIIPS wpłyną istotnie na działalność tej branży? Vienna Life upatruje w nich szansę nie tylko na swój rozwój, ale przede wszystkim na poprawę wizerunku całego sektora.

Ostatni dzwonek na RODO

Już mniej niż 100 dni pozostało do wdrożenia wymogów dyrektywy RODO – regulacja wejdzie w życie 25 maja br. Od tego momentu towarzystwa ubezpieczeń będą musiały już na etapie projektowania produktów/usług uwzględniać założenia ochrony danych osobowych (privacy by design) oraz określać wpływ nowo wprowadzonych rozwiązań na nie (privacy impact assesment). Będą zobligowane również do minimalizowania zakresu zbieranych danych, określenia okresu ich przetrzymywania czy prowadzenia rejestru czynności przetwarzania. Dzięki wprowadzeniu RODO klienci zyskają m.in. prawo do bycia zapomnianym, a także do przenoszenia swoich danych.

Branża ubezpieczeniowa niecierpliwie czeka natomiast na tzw. przepisy sektorowe (ustawę dostosowującą, z ponad 160 różnymi aktami prawnymi w związku z wdrożeniem RODO). Jak wynika z treści projektu, mogą one istotnie zmienić operacyjnie biznes ubezpieczeniowy w Polsce.

Jakkolwiek nie radzimy polegać na plotkach, jednakże głoszą one, że przepisy sektorowe nie zostaną uchwalone przed końcem 2018 r. Dlatego towarzystwa ubezpieczeń powinny się przygotować na „dwuetapowe” wdrożenie RODO. Inicjalne już w maju tego roku, a później dostosowawcze w dniu wejścia w życie przepisów sektorowych – komentuje Radca Prawny Jakub Fiderkiewicz, Kierownik Zespołu Obsługi Prawnej w Vienna Life.

IDD w trosce o klientów

IDD (Insurance Distribution Directive) to dyrektywa dotycząca dystrybucji ubezpieczeń, która została zaimplementowana do polskiego porządku prawnego ustawą z 15 grudnia 2017 r. o dystrybucji ubezpieczeń, wchodzącą w życie 1 października br. Została ona stworzona w trosce o konsumentów oraz inwestorów detalicznych. Głównym jej celem jest stworzenie klientom warunków do podejmowania świadomych decyzji zakupowych, a także zwiększenie wymogów kompetencyjnych osób i podmiotów zajmujących się dystrybucją ubezpieczeń. Ustawa nakłada bowiem na dystrybutorów obowiązek opracowywania zrozumiałych opisów swojej oferty, ochrony konsumentów przed zakupem produktów niedopasowanych do ich potrzeb.

– W Vienna Life wierzymy, że wdrożenie IDD i RODO w 2018 r. pozytywnie wpłynie na wizerunek całej branży. To niepowtarzalna szansa, aby odczarować ubezpieczenia, by pokazać, że to klient był, jest i będzie w centrum naszego biznesu – dodaje Jakub Fiderkiewicz.

Ponadto ustawa będzie wymagać od dystrybutorów ujawniania klientowi każdego konfliktu interesów mogącego mieć wpływ na zmniejszenie obiektywizmu sprzedawcy w doborze produktu. Rozbudowany zostanie również zakres szkoleń pośredników ubezpieczeniowych.

Kluczowe informacje w jednym miejscu – PRIIPS

Od 1 stycznia br. obowiązuje natomiast rozporządzenie PRIIPS, zgodnie z którym instytucje finansowe (zarządzający funduszami, towarzystwa ubezpieczeń, instytucje kredytowe, firmy inwestycyjne), oferujące produkty, w których wartości lub kwota do wypłaty podlega wahaniom rynku, mają obowiązek przekazywać klientom przed zawarciem umowy Dokument zawierający Kluczowe Informacje (tzw. KID). W przypadku towarzystw ubezpieczeń, KID jest przygotowywany dla produktów z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym (UFK) oraz kapitałowych, w których klient ma udział w zysku.

Wspomniany dokument zawiera wszystkie najważniejsze informacje o produkcie: towarzyszących mu ryzykach czy korzyściach, kosztach, możliwościach wcześniejszej wypłaty oraz profilu klienta, do którego jest skierowany. W przypadku produktów oferujących dostęp do różnych pozycji inwestycyjnych (np. ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, portfeli modelowych czy usług opartych o UFK) konsument jest również informowany o możliwych scenariuszach dla każdej z nich.

Głównym celem rozporządzenia jest ułatwienie porównywania ofert wielu firm, dlatego też KID-y są tworzone w wystandaryzowanej formie – te same dane, w tej samej kolejności.

Wdrożenie KID-ów poprzedziły zarówno kilkumiesięczne prace projektowe w Vienna Life, jak również konsultacje z całym rynkiem ubezpieczeniowym. W ramach grupy ekspertów w PIU wypracowywaliśmy wspólne standardy tak, aby ujednolicić podejście do prezentacji informacji i dzięki temu umożliwić klientowi jeszcze prostsze porównywanie ofert. Dla Vienna Life, oferującej produkty z dostępem do kilkudziesięciu pozycji inwestycyjnych, dużym wyzwaniem było stworzenie dokumentu zgodnego z wymaganiami Rozporządzenia PRIIPS, jednocześnie prezentującego dane w skondensowanej formie i ograniczonym objętościowo dokumencie – mówi Marta Szumska, Kierownik Zespołu ds. Zarządzania Produktami w Vienna Life.

2018 jest więc rokiem zmian regulacyjnych. Wszystkie wymienione regulacje stworzono w trosce o konsumenta – by jego dane były lepiej chronione, by ułatwić mu podejmowanie decyzji zakupów i uchronić przed nabyciem niepotrzebnych produktów. Konieczność skupienia się na potrzebach klienta wymusi na ubezpieczycielach stosowanie w większym stopniu narzędzi IT i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.

Obligacje sprawdzą się także w krótkim terminie

Jan Karczewski, analityk Michael/Ström Dom Maklerski
Jan Karczewski, analityk Michael/Ström Dom Maklerski

Wiele osób woli krótkoterminowe lokaty bankowe od obligacji obawiając się, że inwestycja w papiery wartościowe oznacza konieczność zamrożenia środków nawet na kilka lat. Niesłusznie.

Już w perspektywie trzech miesięcy lepszym wyborem od lokaty bankowej może okazać się zakup obligacji skarbowych o trzymiesięcznym okresie do wykupu. Ich oprocentowanie ustalono na 1,5 proc. w skali roku, czyli tyle, ile wynosi średnie oprocentowanie depozytów bankowych do dwóch lat (dane za Narodowym Bankiem Polskim). Istnieje także możliwość osiągania wyższych dochodów w przypadku zakupu obligacji o dłuższym terminie zapadalności nawet przy założeniu ich sprzedaży lub umorzenia np. po roku od dokonania inwestycji.

Dla przykładu, czteroletnie obligacje skarbowe oferowane indywidualnym nabywcom oprocentowane są w pierwszym roku na 2,4 proc. Można umorzyć je w każdym momencie (nie wcześniej niż siedem dni od zakupu), z czym wiąże się utrata odsetek, nie więcej jednak niż 0,7 proc. nominału. Jeśli obligacja zostanie umorzona np. po roku, inwestor i tak zarobi 1,7 proc. brutto (ale tylko 1,24 proc. netto). Naturalnie może też zdecydować o przedłużeniu inwestycji, co będzie miało ten przyjemny skutek, że w kolejnym roku oprocentowanie obligacji wyniesie 1,25 pkt proc. więcej niż inflacja. Jest więc spora szansa na to, że będzie to więcej niż 2,4 proc.

Jeszcze większe możliwości krótkoterminowych inwestycji dają obligacje korporacyjne, bo w ich przypadku sprzedaż przed terminem wykupu nie wiąże się z utratą odsetek. Trzeba jednak znaleźć chętnego do ich odkupienia na rynku wtórnym, co najłatwiej zrobić na Catalyst – giełdzie obligacji, prowadzonej przez Giełdę Papierów Wartościowych. Może się okazać, że sprzedamy tam obligacje za cenę wyższą niż ta, po jakiej zostały zakupione, ale możliwe jest także, że cena sprzedaży będzie nieco niższa.

Przygotowaliśmy poglądową tabelę by sprawdzić jakiej rentowności można spodziewać się po obligacjach korporacyjnych kupionych rok temu w ramach emisji publicznych.

Obligacje emitowane 11-13 mies. temu
Emitent Kod notowań Rentowność brutto przy sprzedaży (w proc.)
Kruk KRU1221 5,30
Getin Noble Bank GNB1223 1,52
Giełda Papierów Wartościowych GPW0122 3,51
Best BST0821 5,04
Getin Noble Bank GNB0124 1,62
Victoria Dom VID0221 5,79
Best BST0921 2,88

 

Źródło: Obligacje.pl, obliczenia przeprowadzono na podstawie notowań obligacji z 9 stycznia 2018 r. przy założeniu, że przy tych samych cenach obligacje zostałyby sprzedane równo po roku od dokonania inwestycji.

Jak się okazuje, nawet spadek notowań o 5 proc. w ciągu roku (taki stał się udziałem obligacji Getin Noble Banku) nie przekreślił szansy na osiągnięcie zysku z rocznej inwestycji, albowiem odsetki okazały się wyższe niż strata wynikająca ze spadku notowań. Przy czym zysk wskazany jest jako zysk brutto i rozliczenie podatku może różnie wpłynąć na ostateczny wynik (np. w przypadku obligacji notowanych poniżej ceny zakupu lepiej sprzedać obligacje tuż przed ustaleniem prawa do odsetek i w ten sposób zmniejszyć obciążenie podatkowe). W większości pozostałych przypadków sprzedającym udałoby się zachować zysk zbliżony lub przewyższający nominalne oprocentowanie obligacji i można powiedzieć, że jest to dominująca reguła na całym Catalyst, głęboki spadek obligacji w rok po wprowadzeniu do notowań należy do sytuacji wyjątkowych.

Należy przy tym pamiętać, że nie każde obligacje korporacyjne wprowadzane są do notowań na Catalyst, a więc nie w każdym wypadku będzie istniała możliwość skrócenia inwestycji i sprzedaży obligacji. Problemem może okazać się także jakość emitentów, dlatego w porównaniu uwzględniliśmy tylko publiczne emisje obligacji.

Na Catalyst istnieją także inne możliwe warianty krótkoterminowych inwestycji. Nic nie stoi na przeszkodzie, by kupić obligacje i odsprzedać je za kilka miesięcy, ale należy pamiętać, że taka operacja oznacza konieczność zapłacenia dwukrotnie prowizji maklerskiej, co będzie mieć tym większy wpływ na uzyskaną rentowność, im krótszy będzie okres inwestycji.

Pewnym sposobem na zaoszczędzenie na kosztach transakcyjnych może być zakup obligacji, których termin zapadalności wypada w niedługim czasie, bo wykup obligacji nie wiąże się z dodatkowymi opłatami dla ich posiadaczy. Możliwa do osiągnięcia rentowność kształtuje się bardzo różnie, w zależności od tego jak inwestorzy postrzegają ryzyko związane z danym emitentem i jego obligacjami. Aby nieco lepiej przybliżyć to zagadnienie przygotowaliśmy zestawienie obligacji, które indywidualny inwestor może kupić na Catalyst, a które zapadają mniej więcej za 12 miesięcy.

Obligacje na Catalyst zapadające za 11-13 mies.
Emitent Kod notowań Rentowność brutto (w proc.)
Kruk KRU1218 4,23
MCI S.A. MCI1218 7,14
Best BST1218 3,81
AOW Faktoring AOW1218 5,35
GetBack GBK1218 4,66
GetBack GB11218 5,24
GetBack GB21218 5,36
Ronson RON0119 4,59
M.W. Trade MWT0119 6,02
GetBack GBK0119 6,24
Auxilia AUX0119 9,63
Kancelaria Statima STA0119 10,83
M.W. Trade MWT0219 4,29
GetBack GBK0219 5,53
GetBack GB10219 7,04

 

Źródło: Obligacje.pl. Obliczenia na podstawie notowań z 9 stycznia 2018 r. lub wcześniejszych, jeśli tego dnia nie zawarto transakcji.

Wadą tego rozwiązania jest jednak niska płynność – możliwości zakupu obligacji zwykle spadają wraz ze zbliżającym się terminem wykupu obligacji. Możliwe jest także, że emitent wykupi obligacje przed terminem pozbawiając inwestorów spodziewanego zysku z odsetek. Wreszcie, nie wszystkim emitentom udaje się wykupić obligacje. Wprawdzie odsetek niewykupionych na czas papierów korporacyjnych na Catalyst to 2,1 proc. (za styczniowym odczytem Indeks Default Rate opracowanym przez Obligacje.pl), niemniej jest to ryzyko, które należy brać pod uwagę zwłaszcza w przypadku mniejszych emitentów.

Z drugiej strony na Catalyst łatwo także znaleźć obligacje tak solidnych emitentów jak PKN Orlen czy zwykłe obligacje bankowe, które w krótkim terminie oferują rentowność obligacji w granicach 2-3 proc. i nawet uiszczając prowizję maklerską łatwo pobić wynik z lokaty bankowej, choć rzecz jasna inne jest też ryzyko inwestycji.

Raport EY: Rynek nieruchomości w Polsce 2017, trendy i prognoza na 2018

2017 to kolejny rekordowy rok na rynku nieruchomości komercyjnych. Miniony rok był także bardzo dynamiczny dla branży mieszkaniowej – mimo rosnących cen, popyt na nowe mieszkania przekroczył podaż. Według raportu firmy doradczej EY „Poland. The real state of real estate” to, co może wpłynąć na rynek nieruchomości w 2018 roku to z jednej strony zmiany w obszarze podatków, wprowadzenie zakazu handlu w niedziele, a z drugiej nowe technologie i zmieniające się zwyczaje oraz zachowania konsumentów i pracowników.

Atrakcyjne biuro jednym z narzędzi HR

Jak wynika z raportu EY, na koniec 2017 roku podaż powierzchni biurowej w Warszawie i 6 największych aglomeracjach wyniosła 9,5 mln mkw. Mimo dominacji stolicy, w innych miastach bardzo dynamicznie rozwijają się centra usług wspólnych i badawczo-rozwojowe. Powierzchnie biurowe różnią się pod względem jakości, nowoczesności, a co za tym idzie atrakcyjności i poziomu czynszów. Niektóre starsze biurowce są zastępowane przez znacznie wyższe budynki zarówno pod względem wysokości jak i standardu. Inne z czasem zmieniają funkcję na mieszkalną lub hotelową. – Powierzchnia biurowa stała się bardzo istotnym czynnikiem w walce o talenty. Jest też bardzo istotnym kosztem operacyjnym, dlatego najemcy muszą zwracać uwagę na jej funkcjonalność, atrakcyjność i efektywność kosztową. Nowe budynki są nie tylko „zielone”, ale też tworzą przyjazne środowisko pracy i dodatkowo są wyposażone w nowe rozwiązania technologiczne takie jak sztuczna inteligencja, które poprawiają kreatywność, efektywność pracowników i bezpieczeństwo – mówi Anna Kicińska, Partner, Lider Grupy Rynku Nieruchomości EY w regionie CSE.

Koniec ery “hiper”

W 2017 roku powierzchnia handlowa zwiększyła się do 13,8 mln mkw. W tym czasie do Polski weszło ponad 30 nowych marek. Według ekspertów EY główną barierą dla międzynarodowych koncernów jest brak dostępnej powierzchni handlowej w najlepszych galeriach. – Rynek nieruchomości handlowych w wielu polskich miastach jest już dojrzały. Do 2020 roku ma powstać zaledwie kilka dużych projektów w większych aglomeracjach, później inwestycje na mniejszą skalę przeniosą się do małych i średnich miast. Rynek nieruchomości handlowych koncentruje się obecnie na jakości a nie ilości. Galerie handlowe się modernizują, zwiększają części gastronomiczne i rozrywkowe, żeby dopasować się do zmieniających zachowań klientów – mówi Anna Kicińska. – Żeby wyprzedzić konkurencję, galerie wykorzystują duże zbiory danych, internet rzeczy, sztuczną inteligencję i stawiają na wielokanałowość sprzedaży. W dużych aglomeracjach – a zwłaszcza w Warszawie – powstają centra łączące w sobie wiele funkcji – od mieszkaniowej, przez handlową, biurową po rozrywkową – dodaje. –To, co z pewnością wpłynie na dalszy rozwój tego sektora, to zakaz handlu w niedziele. Może się on przyczynić do spadku obrotów – także w innych branżach związanych z handlem, a co za tym idzie, do zmniejszenia wpływów do budżetu – mówi Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.

Nowe miasta na logistycznej mapie Polski

Bardzo dobre wskaźniki gospodarcze, pozytywne prognozy a także systematyczna poprawa jakości infrastruktury transportowej od kilku lat przekładają się na dynamiczny rozwój centrów magazynowych w Polsce. Firmy logistyczne oraz e-commerce są najbardziej aktywnymi najemcami. Niskie bezrobocie i problemy ze znalezieniem pracowników w pobliżu dotychczasowych centrów magazynowych sprawiają, że coraz więcej deweloperów szuka nowych, efektywnych kosztowo lokalizacji m.in. w okolicach Bydgoszczy i Torunia, Lublina czy Rzeszowa – wynika z raportu EY „Poland. The real state of real estate”.

Konferencje napędzają rynek hotelarski

Wzrost gospodarczy, rosnąca popularność Polski jako celu turystycznego – także w obszarze turystyki medycznej, a także coraz większa liczba konferencji wpływają na dynamiczny rozwój rynku hotelarskiego w Polsce. Przyczynia się do tego także rosnąca liczba centrów usług wspólnych. W 2016 roku liczba turystów, którzy skorzystali z usług hotelowych zbliżyła się do 20 mln i była wyższa o 12,2% w ujęciu rocznym. Liczba skategoryzowanych hoteli w Polsce przekroczyła 2,5 tys. Najwięcej hoteli oferuje Kraków, natomiast Warszawa ma najwięcej miejsc hotelowych i wciąż jeden z największych potencjałów rozwoju.

Rekordowy rok na rynku mieszkaniowym

W 2017 roku w Polsce oddano do użytku blisko 90 tys. mieszkań – to aż o 14,5% więcej niż przed rokiem. Równocześnie wydano blisko 130 tys. pozwoleń na budowę – czyli o 1/5 więcej niż w 2016 roku. Jeszcze większy wzrost obejmował rozpoczęte budowy –  ich liczba wzrosła o 23,2% w ujęciu rocznym. Mimo rekordowych wyników, popyt po raz pierwszy od 2013 roku przekroczył podaż, co m.in. przełożyło się na wzrost cen. W Warszawie wyniósł on 8,4%. Inne czynniki, które przełożyły się na wzrost cen, to rosnące koszty prac budowlanych a także coraz większa liczba projektów premium – zwłaszcza w Warszawie, Krakowie i Trójmieście. – To, co wpłynęło na dynamiczny rozwój rynku mieszkaniowego w Polsce w ubiegłym roku to dobre wskaźniki makroekonomiczne, duże zaangażowanie inwestorów prywatnych, program Mieszkanie Dla Młodych oraz stosunkowo niskie koszty kredytu – mówi Anna Kicińska. Z roku na rok powstaje także coraz więcej inwestycji na wynajem. – Przewidujemy, że na tym rynku może wzrosnąć zaangażowanie deweloperów oraz funduszy inwestujących w mieszkania na wynajem, akademiki czy domy senioralne – jako nowe segmenty szeroko pojętego rynku mieszkaniowego oraz jako produkt inwestycyjny – dodaje Anna Kicińska.

Polska nadal atrakcyjna dla inwestorów

Mimo kilku znaków zapytania wynikających z wdrożonych lub planowanych zmian podatkowych i prawnych, które opóźniły decyzje inwestycyjne, wartość transakcji osiągnęła 5 mld euro, co oznacza wzrost o 11% rdr. – Ten wzrost jest wynikiem między innymi dużego udziału transakcji portfelowych, które w 2017 stanowiły ponad połowę wolumenu transakcji na polskim rynku – zauważa Anna Kicińska.

W 2018 roku Polska nadal będzie przyciągać inwestorów dzięki stopom zwrotu wyższym o 2 p.p. w porównaniu z dojrzałymi gospodarkami w Europie Zachodniej. To, co może negatywnie wpłynąć na zainteresowanie Polską to zmiany w obszarze podatkowym oraz zakaz handlu w niedziele, które mogą spowolnić tempo finalizowania transakcji, zwłaszcza w segmencie powierzchni handlowych.

Rewolucja w podatkach

– Od 1 stycznia br. spółki działające na rynku nieruchomości funkcjonują w zupełnie nowej rzeczywistości podatkowej. Ustawa zmieniająca regulacje dotyczące podatku dochodowego od osób prawnych zwana była przez Ministerstwo Finansów „ustawą uszczelniającą”, stąd wiele wprowadzonych nią rozwiązań obniży rentowność spółek działających na rynku nieruchomości – mówi Tomasz Ożdziński, Associate Partner, Lider Zespołu Podatkowego Grupy Rynku Nieruchomości EY.

Zmiana dotykająca specyficznie sektora nieruchomości to – wzbudzający wiele kontrowersji – nowy podatek od nieruchomości komercyjnych o wartości powyżej 10 mln zł, w kwocie 0,42%. W przypadku spółek generujących wystarczający dochód do opodatkowania, nowy podatek powinien być neutralny, gdyż spółka będzie mogła odliczyć dodatkową daninę od podatku wyliczonego na dotychczasowych zasadach. Niemniej jednak, duża część inwestorów generuje zysk z inwestycji dopiero w momencie sprzedaży nieruchomości, a na bieżąco realizuje niewielki dochód lub nawet stratę podatkową, stąd nowy podatek będzie dla nich realnym wydatkiem.

– Nie można wykluczyć, że tam, gdzie postanowienia umów najmu na to zezwalają, właściciele nieruchomości komercyjnych będą próbowali „przerzucić” ten ciężar na najemców w ramach rozliczeń opłat eksploatacyjnych. Częstokroć bowiem klauzule dotyczące składników kosztów funkcjonowania danej nieruchomości, zwracanych przez najemców w ramach opłat eksploatacyjnych, zawierają dość szeroką definicję podatków związanych z nieruchomością – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law. – W przypadkach, w których nie będzie to możliwe, bądź takie próby będą nieskuteczne, należy spodziewać się otwarcia negocjacji mających na celu zwiększenie dotychczasowych stawek czynszu – dodaje.  

W 2018 pojawił się też nowy wskaźnik – tzw. podatkowe EBITDA (podstawa opodatkowania skorygowana o koszty amortyzacji oraz nadwyżkę kosztów finansowania), której wysokość wyznaczać będzie dopuszczalny limit niektórych kosztów uzyskania przychodów. W szczególności, w przypadku nowych kredytów i pożyczek (od wszelkich podmiotów, nie tylko podmiotów powiązanych) do kosztów podatkowych będzie mogła zostać zaliczona jedynie nadwyżka kosztów finansowania nieprzekraczająca 30% podatkowego EBITDA (limit ten nie dotyczy nadwyżki kosztów finansowych w granicach 3 milionów złotych w danym roku).

– Większość spółek nieruchomościowych ma istotne zadłużenie, ale obowiązująca dotąd metoda ustalania limitów dla celów niedostatecznej kapitalizacji, umożliwiała rozliczenie dla celów podatkowych nawet całości kosztów finansowania bankowego i odsetek od pożyczek grupowych. Z racji na krótki okres przejściowy, nowe przepisy dotkną wkrótce wszystkich zadłużonych podmiotów, również tych mających finansowanie bankowe wynikające z umów kredytowych zawartych przed wejściem zmian w życie – zauważa Tomasz Ożdziński.

Jedną z najistotniejszych transakcyjnie zmian podatkowych jest wyłączenie z kosztów uzyskania przychodów kosztów finansowania poniesionych w związku z nabyciem spółki celowej. W skrócie, koszt finansowania nabytych udziałów będzie nieodliczalny dla celów podatkowych, jeżeli zostanie on wykorzystany w celu obniżenia podstawy opodatkowania spółki nabytej (np. poprzez połączenie, przekształcenie spółki nabytej w spółkę osobową bądź stworzenie grupy podatkowej lub inną formę konsolidacji podatkowej). – Zmiana ta dotyczy transakcji typu „debt push-down”, umożliwiających dotąd przesunięcie kosztów długu zaciągniętego przez nabywcę na nabycie danej spółki operacyjnej na tę właśnie spółkę operacyjną – tłumaczy Tomasz Ożdziński. – W efekcie tej zmiany transakcje polegające na nabyciu udziałów w spółkach posiadających nieruchomości (tzw. share deals) staną się zatem mniej efektywne podatkowo – podsumowuje.

Zmiany w prawie

Rok 2018 przyniósł wiele zmian w przepisach mających wpływ na rynek nieruchomości w Polsce. Co więcej, w trakcie opracowania są kolejne projekty aktów prawnych, które mogą mieć bardzo istotny wpływ na ten rynek.

Zakaz handlu w niedziele

Z dniem 1 marca 2018 roku weszła w życie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Generalnie ustawa zakazuje we wskazanych okresach handlu w placówkach handlowych, a także czynności związanych z handlem. Dodatkowo zabronione jest również powierzanie wykonywania handlu pracownikom oraz zatrudnionym, rozumianym bardzo szeroko jako osoby zatrudnione na podstawie umowy cywilno-prawnej albo skierowane do pracy przez agencje pracy tymczasowej. Przepisy wprowadzają wiele wyjątków od generalnego zakazu: prowadzenie sklepu przez przedsiębiorcę będącego osobą fizyczną, stacje paliw, dworce kolejowe czy autobusowe, lotniska, hotele etc.

Warto podkreślić, iż sama ustawa nie zabrania otwierania centrów czy galerii handlowych. Zakaz dotyczy wyłącznie pojedynczych sklepów wykonujących handel. Wszelkie pozostałe punkty świadczące usługi, restauracje, kina, siłownie funkcjonujące na terenie placówki handlowej będą mogły być w dalszym ciągu otwierane w niedziele. – Praktyka pokaże, na ile opłacalne będzie otwieranie tych placówek w dzień wolny od handlu – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law. – Z ostatnich doniesień wynika, iż organy państwowe będą miały łagodne podejście do przedsiębiorców prowadzących samodzielnie sklepy (np. będą mogli korzystać z pomocy rodziny), a wszelkie próby obejścia zakazy przez większe sieci (np. showroom’y) będą karane – dodaje.

Opłaty roczne za użytkowanie wieczyste

Od 2018 roku zmieniają się zasady uiszczania opłat rocznych za użytkowanie wieczyste nieruchomości w przypadku sprzedaży. Dotychczas obowiązek uiszczenia opłaty był dzielony proporcjonalnie na strony transakcji. Aktualnie, w przypadku zbycia prawa użytkowania wieczystego to na zbywcy będzie ciążył obowiązek uiszczenia opłaty w pełnej wysokości za cały rok. – Nie będzie miało znaczenia, czy do zbycia dojdzie 2 stycznia czy 31 grudnia. Oczywiście strony umowy sprzedaży mogą dowolnie uregulować pomiędzy sobą rozliczenie z tego tytułu. Jeśli sprzedawca nie uwzględni rozliczenia opłaty rocznej w umowie sprzedaży z kupującym, wówczas sam poniesie ten koszt w pełnej wysokości za cały rok. Będzie to w szczególności dotkliwe, gdy do zbycia dojdzie przed 31 marca danego roku, czyli zanim użytkownik wieczysty uiści tę opłatę – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.

Warunki techniczne budynków

Od 1 stycznia 2018 zmianie uległo kilkadziesiąt różnego rodzaju parametrów, jakie muszą zostać uwzględnione przy projektowaniu inwestycji. Dla przykładu należy wskazać, iż zgodnie z nowymi regulacjami:

  • minimalna powierzchnia mieszkania nie może być mniejsza niż 25 m2 (w poprzednim stanie prawnym kwestia ta nie była uregulowana, ograniczenia dotyczyły wyłącznie minimalnych powierzchni niektórych pomieszczeń),
  • budowa budynku w odległości 1,5 m od granicy działki lub bezpośrednio przy tej granicy będzie możliwa wyłącznie wtedy, gdy plan miejscowy na to zezwala (przed nowelizacją budowa taka była możliwa również na podstawie decyzji o warunkach zabudowy, a ponad połowa inwestycji w Polsce jest realizowana w oparciu o decyzję o warunkach zabudowy),
  • zwiększeniu ulegną wymiary stanowisk postojowych, co może utrudnić deweloperom spełnienie norm określonych w planach miejscowych lub warunkach zabudowy.

– Co istotne nowe przepisy muszą zostać wzięte pod uwagę przez projektantów oraz inwestorów nie tylko w przypadku nowych inwestycji. Niektóre inwestycje będące w fazie przygotowawczej będą wymagały przeprojektowania. Zgodnie z przepisami przejściowymi nowe regulacje nie znajdą zastosowania co do zasady tylko do tych inwestycji, dla których przed 1 stycznia 2018 roku złożono wniosek o wydanie pozwolenia na budowę – podkreśla Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.

Nowe prawo wodne

Wejście w życie od 1 stycznia 2018 nowej ustawy – Prawo wodne, poza strukturalną zmianą w zakresie gospodarowania zasobami wodnymi w Polsce, spowodowało również istotne zmiany dla rynku nieruchomości. Do najważniejszych konsekwencji należą:

  • wzrost opłat za korzystanie z wód dla sporej części przedsiębiorców,
  • zmiany w zakresie postępowań w zakresie oceny wpływu planowanej inwestycji na środowisko,
  • utrata ważności przez wszystkie decyzje o warunkach zabudowy wydane dla nieruchomości położonych na terenach powodziowych lub w odległości mniejszej niż 50 m od wałów przeciwpowodziowych,
  • nowe prawo pierwokupu przy sprzedaży nieruchomości, na których położone są zbiorniki wodne.

– Nowe przepisy wywołują wątpliwości w zakresie tego, czy Skarbowi Państwa będzie przysługiwało prawo pierwokupu w przypadku sprzedaży nieruchomości z basenem, oczkiem wodnym lub innym podobnym zbiornikiem wodnym. Mimo, że większość argumentów przemawia za tym, iż prawo pierwokupu nie powinno obowiązywać przy sprzedaży nieruchomości z przydomowym basenem, to do czasu nowelizacji przepisu albo zajęcia stanowiska przez Sąd Najwyższy, rekomendować należy, w szczególności kupującym, sprzedaż warunkową, umożliwiając Skarbowi Państwa skorzystanie z prawa pierwokupu – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.

Planowane ograniczenia dotyczące realizacji inwestycji na terenach nie pokrytych planami miejscowymi

Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad kolejną wersją przepisów mających na celu usprawnienie procesu inwestycyjnego. Poza uproszczeniami niektóre propozycje skutkować jednak będą ograniczeniem możliwości realizacji inwestycji. Największe obawy budzą planowane restrykcje w zakresie realizacji inwestycji w oparciu o decyzje o warunkach zabudowy.

Proponuje się wprowadzenie podziału terenów niepokrytych planami miejscowymi na obszary zabudowane oraz tereny położone poza obszarem zabudowanym. Dla obszaru zabudowanego, po jego wyznaczeniu przez radę gminy na podstawie uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego, możliwe będzie uzyskiwanie decyzji o warunkach zabudowy. Gminy nie będą miały swobody w wyznaczeniu obszaru zabudowanego. Warunki umożliwiające kwalifikację danego obszaru jako zabudowanego będą bardzo restrykcyjne – konieczne będzie wykazanie stosownego poziomu zwartości zabudowy oraz zapewniania infrastruktury. Co istotne, kwalifikacja danego obszaru jako obszaru zabudowanego stanowi dopiero przesłankę wstępną umożliwiającą inwestorowi złożenie wniosku o wydanie warunków zabudowy. W dalszym ciągu planowana inwestycja będzie musiała spełniać dodatkowe przesłanki dla wydania samej decyzji o warunkach zabudowy. Z kolei poza obszarem zabudowanym realizacja nowych inwestycji nie będzie co do zasady możliwa.

– Planowana nowelizacja wprowadza również wiele dodatkowych restrykcji. Dla przykładu należy wskazać, iż w projekcie zaproponowano trzyletni okres ważności warunków zabudowy. Decyzje wydane przed wejściem w życie przepisów wygasną po upływie 3 lat po wejściu w życie ustawy. Co istotne dla inwestorów, złożenie wniosku o wydanie pozwolenia na budowę przed upływem trzyletniego terminu będzie wystarczające. Wygaśnięcie decyzji o warunkach zabudowy w toku postępowania o udzielenie pozwolenia na budowę nie będzie stanowiło przeszkody do wydania pozwolenia – zauważa Piotr Woźniak, radca prawny w kancelarii EY Law.

Wpływ MSSF 16 Leasing na sprawozdania finansowe firm z branży nieruchomości

– Podmioty działające na rynku nieruchomości będą musiały przygotować się do zmian w ujęciu księgowym leasingu wraz z wejściem w życie nowego Międzynarodowego Standardu Sprawozdawczości Finansowej nr 16 (MSSF 16), który wprowadza istotne zmiany w rozliczaniu umów leasingowych – mówi Łukasz Jarzynka, Associate Partner, Lider Zespołu Audytu Grupy Rynku Nieruchomości EY.

MSSF 16 Leasing został opublikowany w styczniu 2016 roku i zacznie obowiązywać dla okresów sprawozdawczych rozpoczynających się 1 stycznia 2019 roku i później, z możliwością wcześniejszego zastosowania. Nowy standard wprowadza jednolity model ujęcia wszystkich umów spełniających definicję leasingu w bilansie, za wyjątkiem umów krótkoterminowych i leasingu przedmiotów niskowartościowych.

Zgodnie z nowym standardem, najemcy będą mieli obowiązek wykazania w bilansie większości umów najmu po stronie pasywów (zobowiązanie do zapłaty czynszu) oraz aktywów z tytułu leasingu (prawo do użytkowania składnika aktywów). – Standard wymaga odrębnego ujęcia w rachunku wyników amortyzacji oraz kosztów odsetkowych, co naturalnie może wpływać na zmianę wskaźnika EBITDA – dodaje Łukasz Jarzynka. MSSF 16 w wielu przypadkach będzie miał znaczący wpływ na sprawozdania finansowe, a także potencjalnie na decyzje biznesowe najemców. Zasady ujmowania dla wynajmujących i właścicieli są zasadniczo zbliżone do tych wynikających z dotychczasowego standardu dot. leasingu MSR 17.

Mocna przecena złotego po mocno gołębiej RPP

Polski rynek długu może jeszcze w czwartek liczyć na wsparcie ze strony EBC. Wyraźnie gołębia RPP przeceniła złotego. Kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,2125. Dzisiaj w kalendarzu posiedzenie EBC, którego równie łagodny wydźwięk powinien wzmocnić dolara względem euro i złotego.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej przed środowym posiedzeniem NBP dominowały spadki rentowności obligacji skarbowych i kontraktów IRS. To mogło świadczyć o tym, że inwestorzy zakładali dalsze załagodzenie komentarza przez RPP.

Ostatecznie RPP nie tylko wpisała się w te oczekiwania, ale nawet wypowiadała się jeszcze bardziej stanowczo niż można było przypuszczać. Według prognoz banku centralnego w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej inflacja utrzyma się w pobliżu celu inflacyjnego. To by oznaczało, że wątpliwe byłoby zaostrzanie polityki pieniężnej w najbliższych latach (już nawet nie tylko w 2019 r., ale i 2020 r.). Takie komentarze, podobnie jak odwołania do potencjału aprecjacji złotego, czy nawet możliwości obniżenia stóp, pogłębiły jeszcze poranny spadek stawek na krótkim końcu krzywej dochodowości. W krótkim terminie potencjał do dalszego umocnienia rynku już się jednak wyczerpuje. Biorąc pod uwagę niskie oczekiwania rynkowe w odniesieniu do przyszłej polityki pieniężnej NBP należałoby zakładać raczej stabilizację notowań krótkoterminowych instrumentów na obecnych poziomach w kolejnych tygodniach.

W dalszej części tygodnia istotny wpływ na rynek długu będzie mieć czwartkowe posiedzenie EBC, szczególnie w odniesieniu do instrumentów o dłuższych terminach wykupu. Niektórzy uczestnicy rynku zaczęli w ostatnich miesiącach spekulować, że bank centralny mógłby już w marcu zmienić swoją retorykę. Niemniej jednak z drugiej strony zaczęły pojawiać się nieoficjalnie cytowane głosy przedstawicieli EBC, którzy sygnalizowali, że poważniejsza zmiana retoryki możliwa byłaby dopiero w miesiącach letnich (program skupu aktywów ma funkcjonować do września). Za takim właśnie scenariuszem przemawia szereg argumentów makroekonomicznych, jak: aprecjacja euro, wysoka niepewność na rynkach finansowych, ostatni spadek inflacji i generalny brak presji inflacyjnej, niepewność polityczna we Włoszech, wyhamowanie momentum w gospodarce europejskiej na początku 2018 r., czy niepewność odnośnie polityki handlowej USA. Należy zakładać, że na tych czynnikach inwestorzy skoncentrują swoją uwagę, a prezes EBC swoją prezentację na konferencji prasowej. W tej sytuacji publikacja nowej projekcji makroekonomicznej EBC będzie miała mniejsze znaczenie. Aktualnie rentowności 10-letnich Bundów utrzymują się lekko powyżej poziomu 0,65%. Przy wspomnianym wsparciu ze strony EBC możliwy byłby spadek rentowności w kierunku 0,55%. Umocnienie rynku europejskiego powinno też wspierać krajowy rynek długu, chociaż spadek rentowności poniżej 3,20% wydaje się obecnie raczej mało prawdopodobny (notowania powinny w najbliższych dniach oscylować w pobliżu 3,30%).

W Europie istotnym czynnikiem ryzyka pozostaje niepewna sytuacja polityczna we Włoszech. Niemniej z punktu widzenia krajowego rynku istotne jest to, że właściwie europejski rynek zareagował na wyniki wyborów neutralnie, a wstępne informacje sygnalizują początek procesu formowania się koalicji rządowej. To powinno krótkoterminowo uspakajać inwestorów.Rynek stopy procentowejAutor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W kraju najważniejszym wydarzeniem środowej sesji było posiedzenie RPP. Komunikat o utrzymaniu stóp NBP bez zmian nikogo z uczestników rynku nie zaskoczył. Uwaga inwestorów przeniosła się więc na konferencję prasową, po której niektórzy spodziewali się możliwego wręcz pogłębienia łagodnej retoryki przekazu mając na uwadze obecne trendy makroekonomiczne.

Choć treść komunikatów pozostała bez zmian, to wypowiedzi członków RPP rzeczywiści wyraźnie wskazywały na dalsze łagodzenie retoryki. Po zapoznaniu się z marcową projekcją NBP zarówno prezes A. Glapiński, jaki i będący na konferencji prasowej Grażyna Ancyparowicz i Jerzy Żyżyński kilkakrotnie podkreślili, że przy obecnym scenariuszu makroekonomicznym nie ma przesłanek do zacieśnienia polityki monetarnej, co w ich ocenie oznacza znikome prawdopodobieństwo podwyżki stóp w 2018 r. Co więcej, prezes NBP wręcz zasygnalizować, że koszt kredytu mógłby pozostać na obecnym poziomie nawet do końca 2020 roku, ponownie podkreślając, brak presji inflacyjnej pomimo ożywienia gospodarczego. Po raz kolejny zwrócono też uwagę na znaczenie kursu złotego, którego umocnienie działał, jak zacieśnianie polityki monetarnej. W reakcji na bardzo gołębią Radę złoty zareagował mocnym osłabieniem, kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,2125.

Już w oczekiwaniu na konferencję prasową złoty tracił na wartości, na co wpływ miał korekcyjnie umacniający się dolar wobec euro. Na rynku głównej pary walutowej, po porannym ataku na 1,244 EURUSD zawrócił poniżej 1,24. Wcześniej negatywny wpływ na dolara miała wypowiedź Roberta Kaplana, przewodniczącego Banku Rezerw Federalnych (Fed) z Dallas, w której podkreślił, że wszystko, co mogłoby zaszkodzić amerykańskim relacjom z partnerami handlowymi, takimi jak Meksyk i Kanada, byłoby sprzeczne z interesem Stanów Zjednoczonych.

Opublikowane po południu solidne dane z rynku pracy w USA (wg ADP w sektorze prywatnym przybyło 235 tys. nowych etatów wobec 195 oczekiwanych) fundamentalnie wspierają dolara dobrze wróżąc piątkowej publikacji NFP (prognoza: 200 tys.) i podnosząc oczekiwania na jastrzębi Fed w marcu.

W czwartek w centrum uwagi znajdzie się decyzyjne posiedzenie EBC, po którym również można oczekiwać gołębich treści przekazu. Najprawdopodobniej prezes Mario Draghi będzie łagodził rynek wspierając spadek rentowności obligacji i osłabiając wspólną walutę. Jak już wcześniej podkreślano EBC jest niechętny przedwczesnej zmianie obecnego stanowiska, a co więcej, prezes M. Draghi zwracał uwagę, że EBC może być wręcz zmuszony, aby zapewniać stymulację monetarną nawet, jeśli rosnąca dynamika wzrostu gospodarczego strefy euro umocni przekonanie banku centralnego co do perspektyw inflacji. Tymczasem inflacja nie rośnie (wstępy szacunek HICP pokazał w lutym spadek do 1,2% r/r z 1,3% w styczniu), a w ocenie uznawanego za jastrzębia w EBC J. Weidmanna nie jest pewne, czy w ogóle zacznie się podnosić. Tymczasem w USA amerykańska Rezerwa Federalna jest gotowa podwyższyć koszt pieniądza co najmniej trzy razy w tym roku (wg styczniowych wg dot plots Fedu), a może i nawet cztery na co ostatnio zwrócił uwagę William Dudley (szef Fed w Nowym Jorku) mówiąc wprost, że ewentualne cztery podwyżki stóp procentowych w 2018 roku byłyby zgodne z definicją „stopniowego” zacieśniania polityki pieniężnej w USA. Perspektywy dla dolara w 2018 roku powinny być zatem znacznie lepsze niż w 2017 roku, stąd można oczekiwać, że EURUSD powinien zacząć oddalać się od strefy 1,22-1,25 budowanej od połowy stycznia 2018 roku po tym jak końcówka poprzedniego roku wyraźnie nie sprzyjała notowaniom waluty amerykańskiej.Rynek walutowyAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Większe zapotrzebowanie na Kredyty Mieszkaniowe w lutym 2018 r.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła + 13,4% w lutym 2018 r. Oznacza to, że w lutym 2018 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 13,4% w porównaniu z lutym 2017 r.

– W lutym 2018 r., po bardzo dobrej końcówce roku 2017 r. (+33,7%), na co niewątpliwie wpływ miało wygaszanie programu MdM, zaobserwowaliśmy obniżenie wartości Indeksu do poziomu (+13,4%). Należy pamiętać jednak, że miesiące zimowe są najsłabszymi pod względem aktywności kredytowej miesiącami roku. Łącznie o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 34,36 tys. osób w porównaniu do 32,84 tys. rok wcześniej (4,6% więcej). Średni wiek osoby wnioskującej o kredyt w lutym 2018 r. wynosił 33 lata – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Nadal rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego i w lutym 2018 r. wyniosła już 243,29 tys. zł. Jest to o 8,4% więcej niż w lutym ubiegłego roku. Zjawisko wnioskowania o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych może mieć swoje źródło w coraz bardziej widocznym wzroście cen nieruchomości oraz zakupie mieszkań o większej powierzchni. Jednym z najistotniejszych negatywnych czynników, który może wpływać na liczbę udzielanych przez banki kredytów mieszkaniowych w 2018 r. jest już praktyczne zakończenie programu MdM. Czynnikiem pozytywnym powinien być dalszy wzrost dochodów gospodarstw domowych w 2018 r., co przy rekordowo niskim obecnie poziomie stóp procentowych zwiększa zdolność kredytową. Trzeba jednak mieć na uwadze, że obecny poziom stóp procentowych może w najbliższych latach mieć trend wzrostowy, generując wzrost ryzyka dla kredytów mieszkaniowych złotowych, udzielanych na zmienną stopę procentową- wyjaśnia prof. Rogowski z BIK.

Czekając na cios

Rynki zostały ostatnio ostro poturbowane przez protekcjonistyczne pohukiwania i groźby ze strony Donalda Trumpa. Położenie silnego akcentu przez prezydenta USA na kwestie polityki handlowej hamują mocniejsze odbicie dolara. Abstrahując od chęci wprowadzania nowych barier w wymianie towarowej, chaos w administracji, bezprecedensowa skala rotacji personalnych, również nie są pozytywne dla amerykańskiej waluty.

Rynek zachowuje się w tej sytuacji trochę jak zbity pies. Dostał tyle kopniaków od Trumpa,
że nieufnie podchodzić będzie do ręki, która chce go pogłaskać, czyli do spekulacji o zapowiadanym na dziś złagodzeniu stanowiska (zwłaszcza względem Kanady i Meksyku). Optymizm widać co prawda w ostrym spadku USD/CAD, ale np. zwyżka na Wall Street wyhamowała przed ważnym poziomem 2725 – 2730 pkt.

Inwestorzy nie mogą też w pewnym sensie zdecydować się, z czego uczynić motyw przewodni notowań. Z bardziej jastrzębiego Fedu i polityki fiskalnej, które mają wypychać dochodowość długu USA na nowe maksima (powyżej 3 proc. w przypadku papierów dziesięcioletnich), czy też ze strachu
o wojny handlowe. Godne odnotowania jest to, że oba czynniki są negatywne dla świata emerging markets i ryzykownych przedstawicieli G-10. Na wielu rynkach z tego katalogu narosły rozbudowane pozycje, które w obecnym chaosie będą się wykruszać i proces ten może być gwałtowny i bolesny. Doskonały przykład mieliśmy wczoraj na rynku złotego.

Od wielu kwartałów utrzymujemy, że w 2018 roku RPP nie zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych i po wczorajszej konferencji staje się jasne, że nasze prognozy okażą się słuszne. Przekaz z RPP jest jasny: nie zagraża nam wysoka inflacja i nie ma oznak przekładania się wysokiej dynamiki wynagrodzeń na nierównowagi w gospodarce. W rezultacie Rada nie ma zamiaru spieszyć się z podwyżkami kosztu pieniądza. Padły nawet ze sformułowania, że obecny koszt pieniądza może obowiązywać nawet w 2020 roku. Dyskonto rynkowe zacieśniania w horyzoncie roku obniżyło się
o kilkanaście pb względem pułapu sprzed miesiąca. Prawda jest jednak taka, że reakcja miała miejsce właściwie po konferencji i zbiegła się z pogorszeniem sentymentu i np. dwudolarowym załamaniem cen ropy. EUR/PLN w końcu wyszedł ponad 4,20 i zbliżył się do naszych szacunków wartości godziwej (około 4,22). Spodziewamy się wygenerowania ruchu powrotnego, a następnie kontynuacji zwyżek kursu w kierunku 4,25.

 

Wydarzeniem dnia jest oczywiście posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, który ogłosi swoją decyzję o 13:45. Nie oczekujemy zmian w parametrach polityki monetarnej. Na 14:30 zaplanowana jest konferencja prasowa prezesa ECB Mario Draghiego i to ona budzi najwięcej emocji. Inwestorzy skupią się na kwestii usunięcie z komunikatu gołębiego nastawienia w odniesieniu do programu skupu aktywów. Sądzimy, że Rada Prezesów odsunie ten krok w czasie. Choć siła wzrostu gospodarczego może imponować, to trwałość odbicia inflacji wciąż jest dyskusyjna. Ponadto władze monetarne nie chcą niepotrzebnie podsycać aprecjacji euro. W rezultacie posiedzenie EBC może nie dać impulsu dla szybszego umocnienia wspólnej waluty.

Usunięcie wspomnianego fragmentu miałoby jastrzębi wydźwięk, gdyż pozwoliłoby na poważną debatę o terminie pierwszej podwyżki stóp procentowych (umownie przyjmuje się 6 miesięcy po zakończeniu QE).

Sądzimy jednak, że EBC wstrzyma się z ta decyzją nawet do czerwca. Po pierwsze, protokół
z ostatniego posiedzenia wskazał, że już w styczniu pojawiły się głosy za usunięciem gołębiego nastawienia, jednak większość członków Rady była przeciwna, uznając, że jest za wcześnie na taki krok. Po drugie, anonimowe źródła z EBC w ubiegłym tygodniu informowały, że Rada jest gotowa tylko na marginalne zmiany w komunikacie, gdyż ostatnie turbulencje na rynkach finansowych, silne EUR i spadek inflacji (1,2 proc. r/r w lutym) nakazują ostrożność. Po trzecie, w ostatnim wystąpieniu 26 lutego prezes EBC M. Draghi stwierdził, że pomimo silnego ożywienia gospodarczego w strefie euro inflacja jeszcze nie pokazała przekonujących sygnałów trwałego przyspieszenia, stąd „w dalszym ciągu potrzebna jest cierpliwość i wytrwałość w odniesieniu do polityki pieniężnej”. Eurodolar znajduje się obecnie w środku obowiązującego przedziału wahań 1,2160/1,22 – 1,2550 i jego bariery są na tyle odległe, że techniczny układ w notowaniach powinien pozostać (ze średnioterminowej perspektywy) nienaruszony. Podaż euro może się aktywizować przy w strefie 1,2440 – 1,2460.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Ronson prezentuje wyniki finansowe za 2017 rok

  • W 2017 r. przychody Grupy Ronson z projektów mieszkaniowych wyniosły ponad 230 mln zł, a uwzględniając wartość lokali przekazanych klientom w projekcie joint venture City Link I, łączne przychody przekroczyły 325 mln zł. Dla porównania, w 2016 r. łączne przychody Grupy z przekazanych lokali wyniosły blisko 310 mln zł (dodatkowo, w 2016 r. Ronson rozpoznał nadzwyczajny przychód w wysokości ponad 175 mln zł z tytułu sprzedaży projektu Nova Królikarnia).
    • W 2017 r. Ronson przekazał klientom rekordową w historii Spółki liczbę 833 lokali, czyli o 7% więcej niż rok wcześniej, kiedy wydał klucze do 781 lokali.
    • 584 lokali zostało przekazanych w ubiegłym roku w inwestycjach objętych pełną konsolidacją, natomiast 249 lokali w projekcie City Link I, w którym Ronson ma 50-proc. udział.
  • Zanotowany przez Grupę Ronson zysk brutto ze sprzedaży projektów mieszkaniowych w 2017 r. przekroczył 38 mln zł (nie uwzględniając prawie 29 mln zł łącznego zysku brutto z projektu City Link I) wobec prawie 62 mln zł w 2016 r. (wyłączając ponad 57 mln zł zysku ze sprzedaży projektu Nova Królikarnia).
    • Zaraportowana marża brutto osiągnięta na projektach mieszkaniowych przekazanych klientom w 2017 r. wyniosła 14% wobec 19% w 2016 r. Marża brutto na projekcie joint venture City Link I wyniosła 30%.
  • Porównując wyniki ekonomiczne, łączna marża brutto w 2017 r. była porównywalna rok do roku i wyniosła około 19%.
  • W 2018 r. Ronson planuje przekazać nabywcom około 800 mieszkań oraz zawrzeć nowe umowy sprzedaży obejmujące ponad 750 lokali.

Komentarz dot. wyników finansowych za 2017 r.

– W minionym roku przekazaliśmy klientom rekordową liczbę 833 lokali, z czego około 30% to lokale przekazane w ramach projektu joint venture City Link I, w którym mamy 50% udziałów. W sprawozdaniach finansowych nie rozpoznajemy przychodów z City Link I, lecz połowę zysku operacyjnego z joint venture. Wyłączając wpływ jednorazowej transakcji z 2016 r., jaką była sprzedaż projektu Nova Królikarnia, oraz ujmując cały ekonomiczny wynik z projektu City Link I, marża brutto w 2017 wyniosła około 19%, czyli była na porównywalnym poziomie rok do roku oraz wyższa niż zaraportowana marża brutto w wysokości 14% – wyjaśnił Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

– Sprzedając w grudniu 2016 r. Novą Królikarnię, zrealizowaliśmy bardzo znaczący, natychmiastowy zysk z tego projektu zamiast w ciągu kilku kolejnych lat. Transakcja ta powiększyła przychody Grupy za 2016 r. o ponad 175 mln zł, a zysk brutto ze sprzedaży o ponad 57 mln zł – przypomniał Rami Geris.

Wyniki sprzedaży w 2017 r.

W ubiegłym roku Ronson sprzedał łącznie 815 lokali, co jest wynikiem zbliżonym do osiągniętego w 2016 r. (821 sprzedanych lokali), a zarazem nieco wyższym niż pierwotne plany sprzedażowe Spółki na 2017 r. Łączna wartość zawartych w ubiegłym roku umów sprzedaży wyniosła 313 mln zł wobec ponad 365 mln zł rok wcześniej.

– Średnia cena mieszkań sprzedanych przez nas w 2017 r. wyniosła 384 tys. zł, podczas gdy w 2016 r. było to 445 tys. zł. Nie wynika to oczywiście ze spadku cen mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy, bo te kolejny rok z rzędu były w trendzie wzrostowym. Dane te natomiast dobrze pokazują obecne tendencje rynkowe: klienci coraz częściej poszukują mieszkań o mniejszych metrażach, a dużą część takich zakupów stanowią lokale nabywane w celach inwestycyjnych, przeznaczone na wynajem, czego doskonałym przykładem jest nasza bestsellerowa inwestycja City Link na Woli. Porównując ponadto ceny mieszkań sprzedanych przez nas w dwóch ostatnich latach, należy zwrócić uwagę, że istotny udział w wynikach sprzedaży w 2016 r. miały lokale o dużej wartości jednostkowej w takich prestiżowych projektach, jak Tamka w Śródmieściu czy Nova Królikarnia na Mokotowie. Tymczasem w 2017 r. znaczący udział w wynikach sprzedaży miał projekt Miasto Moje na Białołęce oraz inwestycje realizowane poza Warszawą: szczecińska Panoramika oraz wrocławska Vitalia – wskazał Andrzej Gutowski, członek zarządu i dyrektor ds. sprzedaży i marketingu.

Plany Ronson Development na 2018 r.

Na koniec 2017 r. w ofercie sprzedaży Ronson Development znajdowało się łącznie 976 lokali, z czego 173 to lokale w już ukończonych projektach.

Nir Netzer, prezes Ronson Development
Nir Netzer, prezes Ronson Development

– Zakładamy, że w 2018 r. nasza sprzedaż przekroczy 750 lokali, czyli będzie na zbliżonym poziomie co w 2017 r. W tym roku planujemy uruchomienie sześciu nowych inwestycji, z czego trzy będą stanowić kontynuację już realizowanych projektów, a trzy dotyczą zupełnie nowych lokalizacji. Jedną z nich będzie pierwszy etap inwestycji w warszawskim Ursusie, gdzie obecnie finalizujemy zakup dużej działki, najlepszej w tej okolicy, położonej w bezpośrednim sąsiedztwie projektowanych terenów zielonych oraz świetnie skomunikowanej z centrum. Docelowo na tej działce będziemy mogli wybudować około 1600 mieszkań – wskazał Nir Netzer, prezes Ronson Development.

Na koniec grudnia ubiegłego roku w ukończonych projektach Ronson Development znajdowały się 433 lokale, które nie zostały jeszcze przekazane klientom, z czego 260 było już sprzedanych. Łączna wartość zawartych umów przedsprzedaży wynosiła ponad 86 mln zł, a większość z tych lokali zostanie przekazanych klientom w I kwartale br.

– Zakładamy, że w tym roku ukończymy ponadto cztery projekty liczące łącznie 688 lokali i w ciągu całego 2017 r. przekażemy klientom w sumie około 800 lokali. Będziemy ponadto poszukiwać kolejnych gruntów pod przyszłe inwestycje, głównie w Warszawie – zapowiedział Nir Netzer.

Deloitte: Większość firm na świecie walczy o redukcję kosztów

W ciągu kolejnych dwóch lat aż 86 proc. firm w skali globalnej planuje rozpocząć proces redukcji kosztów. Decyzja ta jest powodowana przede wszystkim niepewnością gospodarczą i ryzykiem recesji. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Thriving in uncertainty in the age of digital disruption. Deloitte’s first biennial global cost survey report” wciąż jeszcze zbyt mało przedsiębiorstw dostrzega wpływ cyfryzacji na swoją strategię zarządzania kosztami. Tymczasem według ekspertów Deloitte automatyka i robotyzacja oraz analityka i technologie kognitywne są kluczowymi technologiami, które w najbliższych latach mogą wpłynąć na zdecydowane obniżenie kosztów w firmach.

Badanie Deloitte obejmuje Europę (w tym Polskę), USA, Amerykę Łacińską oraz region Azji i Pacyfiku. Państwa, które wzięły w nim udział, generują 85 proc. światowego PKB. Badanie zostało przeprowadzone wśród menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach, osiągających przychody w wysokości co najmniej 150 mln dolarów rocznie.

Dla menedżerów na wszystkich badanych rynkach najważniejszym priorytetem na najbliższe dwa lata jest wzrost sprzedaży. Na ten aspekt zwracają uwagę przede wszystkim firmy z Ameryki Łacińskiej (65 proc). W Europie było to ponad dwa razy mniej (30 proc.). Priorytety menedżerów ze Starego Kontynentu rozkładają się bardziej równomiernie – w niemal równym stopniu zamierzają skoncentrować się na dochodowości produktów i redukcji kosztów (oba po 28 proc. wskazań) Jednocześnie stanowczo mniej uwagi poświęcą usprawnianiu organizacji poprzez odpowiednie zarządzanie talentami. Na ten aspekt wskazywało jedynie 19 proc. europejskich ankietowanych, podczas gdy w USA było to 36 proc., a w Ameryce Łacińskiej 39 proc.

Skuteczność redukcji kosztów wciąż pozostaje umiarkowana.

Aż 86 proc. firm w skali globalnej zadeklarowało, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy rozpocznie proces redukcji kosztów. W Europie było to o 3 pp. mniej. W Ameryce Łacińskiej takiej odpowiedzi udzieliło aż 96 proc. menedżerów, podczas gdy dla porównania w regionie Azji i Pacyfiku było to 76 proc.

O jakim poziomie oszczędności mowa? Niemal połowa respondentów w globalnym badaniu deklaruje, że walczy o obniżenie kosztów na poziomie mniej niż 10 proc. Jednak mimo stosunkowo nisko ustawionej poprzeczki, niemal dwie trzecie firm (63 proc.) przyznaje, że wyznaczonego celu nie udaje się osiągnąć. – Najmniej ambitni pod tym względem wydają się być europejscy menedżerowie, spośród których aż 58 proc. stawia za cel redukcję poniżej 10 proc. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło 57 proc. badanych. Oznacza to, że większość firm stosuje taktycznie podejście do zarządzania kosztami, skoncentrowane na konkretnym aspekcie (zmiana struktury, redukcja wydatków itp.) – Doświadczenie Deloitte wskazuje, że tak zakrojone działania potrafią przynieść średnio 6-10 proc. oszczędności. Dopiero strategiczne programy redukcji kosztów, związane z transformacją organizacji, outsourcingiem, centralizacją funkcji biznesowych pozwalają osiągnąć oszczędności powyżej 10 proc.– mówi Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. – Dla Polski, będącej popularną lokalizacją firmowych centrów usług wspólnych, istotny wydaje się fakt, że centralizacja funkcji i procesów jest najbardziej popularnym strategicznym podejściem do zarządzania kosztami we wszystkich badanych geografiach – dodaje.

Nowoczesne technologie wpływają na oszczędności

Wśród ryzyk zewnętrznych, które wpływają na strategię kształtowania kosztów na pierwszy plan wybija się niepewność makroekonomiczna i widmo recesji (30 proc.). Co ciekawe ankietowani menedżerowie wciąż w niewielkim stopniu dostrzegają ryzyko związane z digitalizacją. Jedynie wśród amerykańskich firm znalazło się ono na trzecim miejscu wśród istniejących zagrożeń (15 proc.). W pozostałych regionach wskaźniki te nie przekraczały 6 proc. W porównaniu do innych krajów aż 43 proc. polskich menedżerów wskazało na cyfryzację. – Świadczy to z jednej strony o rosnącej świadomości szans i zagrożeń wynikających z cyfryzacji, a z drugiej strony może się to wiązać z niskim poziomem wdrożenia technologii cyfrowych w polskich firmach i poczuciem braku przygotowania do zmian w tym obszarze – mówi Radosław Pidzik , Starszy Menedżer w dziale Strategii Cyfrowych i Transformacji w Deloitte Digital. – By uniknąć zaległości, firmy w każdym zakątku świata powinny zrozumieć potencjalny wpływ cyfryzacji na ich biznes. Szczególnie automatyzacja i technologie kognitywne będą pierwszymi, które się pojawiają się i będą pojawiać w przedsiębiorstwach i które zaowocują w dość krótkiej perspektywie czasowej dużymi oszczędnościami – dodaje.

Ponad połowa firm na świecie (53 proc.) uważa, że największą barierą w skutecznej redukcji kosztów są trudności we wdrożeniu przyjętych planów oszczędności, a dla 38 proc. jest to brak zrozumienia celu redukcji, a co za tym idzie brak wparcia inicjatyw. W polskich przedsiębiorstwach na brak zrozumienia wskazało aż 71 proc., co wskazuje przede wszystkim niski poziom komunikacji i zarządzania zmianą.

Świat się broni, Polska atakuje

Najważniejszą przyczyną, dla której firmy decydują się na redukcję kosztów jest uzyskanie przewagi konkurencyjnej (53 proc.) oraz pozyskanie środków na inwestycje we wzrost przedsiębiorstwa (46 proc.). W Polsce, w której presja cenowa ma większe znaczenie niż na innych rynkach, uzyskanie przewagi konkurencyjnej jest ważne aż dla 71 proc. respondentów. – Poza dwoma najważniejszymi, pozostałe wymieniane przyczyny podejmowania decyzji o redukcji kosztów mają charakter defensywny. Taka postawa odzwierciedla dużą niepewność, w której funkcjonują dziś przedsiębiorstwa na całym świecie – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu oraz Lider zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich w Deloitte. – Polscy respondenci w tym przypadku w dużo większym stopniu wykazują przyczyny związane z chęcią wzrostu niż obroną przed regulacjami, czy rosnącą w siłę konkurencją – zaznacza.

W ciągu ostatnich 24 miesięcy badane firmy rozwinęły szereg umiejętności i dźwigni wspierających bardziej efektywne zarządzanie kosztami. Były to przede wszystkim zwiększona efektywność procesów prognozowania, budżetowania i raportowania (55 proc.) oraz wdrożenie nowych polityk i procedur (51 proc.). Na trzecim miejscu znalazły się wdrożenia systemów IT w szczególności platform analitycznych (49 proc.).

– Od lat 80. podejście do zarządzania kosztami ewoluowało. Działania taktyczne, podejmowane często ad hoc przekształcały się w podejście strukturalne i strategiczne. Obecnie jesteśmy świadkami rozwoju zaawansowanych rozwiązań zarządzania kosztami następnej generacji, które wykorzystują moc cyfrowych technologii, wpływających na efektywność i skuteczność oraz umożliwiających stworzenie nowych modeli biznesowych i metod pracy – mówi Jakub Rosiecki.

Jak zauważają eksperci Deloitte coraz więcej firm zaczyna dostrzegać konieczność dostosowania synergii swoich modeli biznesowych w obszarze zakupów i zarządzania kosztami z rewolucją cyfrową. – W ciągu ostatnich dwóch lat notujemy coraz więcej zapytań naszych klientów, którzy oczekują od nas wsparcia w tym zakresie. W Deloitte na całym świecie powstały zespoły, które na bieżąco śledzą trendy w tym obszarze i doradzają firmom, jak skutecznie pogodzić implementację nowych technologii z koniecznością redukcji kosztów. Tak się dzieje również w Polsce – mówi Jakub Rosiecki.

Rachunek zysków i strat zakazu handlu w niedzielę

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

W marcu czeka nas zakupowa rewolucja. Polacy po raz pierwszy nie pójdą na zakupy w każdą niedzielę w związku z zakazem handlu. Na nowych regulacjach jedni sporo stracą – galerie handlowe, supermarkety czy osoby, które pracy najbardziej potrzebują. Są jednak tacy, którzy jeszcze więcej zyskają – ulice handlowe i sklepy internetowe.

Kto zyska a kto straci?

Stracą klienci, dla których niedziela była jednym z niewielu możliwych dni na zrobienie zakupów, oraz przedsiębiorcy, których biznesplany zakładały pracę 7 dni w tygodniu. Wyższy rachunek zapłaci także rynek pracy i centra outletowe, które największą odwiedzalność mają w sobotę i niedzielę. Nie na rękę wprowadzony zakaz jest również punktom gastronomicznym w centrach handlowych.

Są jednak beneficjenci, których nowe przepisy cieszą. Z pewnością są to ulice handlowe, na których może jeszcze bardziej rozkwitnąć gastronomia – kawiarnie i restauracje. Zyska sfera handlu internetowego, a co za tym idzie logistyka. Powstanie więcej małych centrów dystrybucyjnych.

5 faktów, obok których nie można przejść obojętnie

Po pierwsze, kawy nie napijemy się przez Internet ani  w sobotę awansem za niedzielę. A to oznacza niekorzystny wpływ na punkty gastronomiczne w centrach handlowych.

Po drugie, w centrach handlowych najbardziej stracą osoby, które pracy najbardziej potrzebują: serwis sprzątający, ochrona czy studenci, którzy mogli pracować właśnie w weekendy.

Po trzecie, klienci się przyzwyczają i przeorganizują swoje przyzwyczajenia. Dany zakup można zaplanować i zrobić wcześniej lub dokonać go przez Internet. Na początku może to jednak budzić frustrację. Wzmożony ruch w sobotę będzie powodował korki, kolejki w sklepach i to może być uciążliwe dla klientów.

Po czwarte, jesteśmy narodem bardzo kreatywnym. Możemy spodziewać się różnych prób i sposobów obejścia zakazu (m.in. sklepy jako showroomy), ale należy pamiętać, że o markę trzeba dbać i wątpliwe jest aby pozwoliły sobie one na rozwiązania „półlegalne”.

Po piąte, do tej pory pracownik nie pracował w każdą niedzielę – najczęściej w co drugą lub w jedną w miesiącu. W handlu jest rotacja i pracuje się w systemie zmianowym. Jednak handel w niedzielę oznacza zawsze najwyższe obroty, a co często za tym idzie, największe prowizje ze sprzedaży dla pracowników.

Polski rynek gier komputerowych rośnie w siłę. Segment gier mobilnych z największymi wzrostami

Polski rynek gier komputerowych rośnie w siłę. Segment gier mobilnych z największymi wzrostami 8

Rynek gier komputerowych nieprzerwanie notuje wzrosty. To trend ogólnoświatowy. Największe przychody notowane są w segmencie gier mobilnych. Swój udział mają tutaj także Polacy. Branża twórców w naszym kraju rozwija się, a budżety przeznaczane na przygotowanie gier komputerowych są wyższe od średniej światowej. Chociaż polski rynek nie należy do największych na świecie, to Polacy chcą  tworzyć gry na światowym poziomie. Powstają więc gry z elementami historycznymi, które mają propagować w świecie polską historię.

– Polska to około 2-3 proc. globalnego rynku gier, toteż nie byłoby właściwe projektować gry specjalnie z myślą o rynku polskim. Żeby ten biznes był atrakcyjny, musimy sprzedawać globalnie. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Robimy grę o Dywizjonie 303, ale chcemy, żeby w nią grano na całym świecie i tak poznawano naszą historię, to nasz cel – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksy Uchański, prezes studia Movie Games.

Gra 303 Squadron: Battle of Britain to połączenie symulatora myśliwca z grą akcji. Gracz przenosi się w realia II wojny światowej, by przeżyć prawdziwą historię Dywizjonu 303 w trakcie Bitwy o Anglię. Produkcja zyskała finansowanie przy pomocy portalu crowdfundingowego Kickstarter. Pierwsze egzemplarze trafią w ręce wspierających projekt w marcu 2018 roku.

Najbardziej znaną na świecie polską produkcją jest Wiedźmin. To seria gier opartych na powieści Andrzeja Sapkowskiego pod tym samym tytułem. Ostatnia część gry Wiedźmin 3: Dziki Gon sprzedała się na całym świecie już w ponad 10 mln egzemplarzy. To pokazuje, że polskie gry mogą mieć ogromną siłę przebicia.

 – Polskie gry są lepsze od średniej światowej, jeżeli weźmiemy pod uwagę budżety przy których powstają. Polacy są kreatywnymi i efektywnymi twórcami gier. To jeden z powodów, dla których ten rynek jest tak w Polsce rozwinięty. W Polsce produkuje się co najmniej 400 gier komputerowych naraz. To już jest gałąź biznesu, to nie jest wyspowe zjawisko – podkreśla Aleksy Uchański.

Jak wynika z danych GamesIndustry.biz, wartość globalnego rynku gier w 2017 roku wyniosła 116 mld dolarów, co oznacza wzrost o ponad 10 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Jak informuje portal GamesIndustry.biz, w przypadku gier dominującą platformą są urządzenia mobilne. Stanowią one 43 proc. wspomnianego rynku, dając przychód na poziomie ponad 50 mld dolarów. Z kolei podobny udział notują komputery i konsole, odpowiednio ponad 32 i 33 mld dol. przychodu. Z danych Newzoo wynika, że klienci preferują zakup wersji cyfrowych, sprzedaż wersji pudełkowych maleje.

Swój duży udział w rynku oprócz komputerów mają konsole PlayStation i Xbox. Jak zauważa ekspert, na konsolach sprzedają się przede wszystkim najdroższe i najpopularniejsze gry. Natomiast rynek pecetowy jest bardziej rozproszony. Tutaj użytkownicy wybierają spośród dużo większej ilości zróżnicowanych gier, nie tylko od najpopularniejszych producentów.

– Parę razy wydawało się już, że tylko konsole będą tym urządzeniem do grania, pecety jednak dobrze się trzymają. Polska jest krajem tradycyjnie bardziej pecetowym niż konsolowym, takim krajem jest też np. Rosja, a to są już w tej chwili duże, liczące się rynki. Chociaż konsole mają wiele przewag, są pojedynczo zarządzanymi platformami i  mają jednego, silnego właściciela, który jest w stanie realizować duże, atrakcyjne projekty, to nie martwiłbym się o przyszłość gier na PC – mówi prezes Movie Games.

Samsung w smartfonach Galaxy S9 i S9+ stawia na zmienną przysłonę i filmy super slow motion. Nowością są awatary, przestrzenny dźwięk i rozbudowany asystent Bixby

Samsung w smartfonach Galaxy S9 i S9+ stawia na zmienną przysłonę i filmy super slow motion. Nowością są awatary, przestrzenny dźwięk i rozbudowany asystent Bixby 9

Podczas targów Mobile World Congress 2018 w Barcelonie, firma Samsung zaprezentowała nową linię swoich flagowych smartfonów. Koreański producent stawia przede wszystkim na możliwości wbudowanych aparatów cyfrowych. Obiektyw ze zmienną przysłoną o wartości nawet f/1.5, filmy kręcone w tempie 960 klatek na sekundę oraz zaawansowane efekty rozszerzonej rzeczywistości to główne punkty w specyfikacji nowych Samsungów Galaxy S9 i S9+. Nowości jest jednak znacznie więcej. 

Nowe flagowce Samsunga posiadają funkcję super slow motion, która rejestruje filmy z prędkością 960 klatek na sekundę. Dwa głośniki w systemie Dolby Atmos oferują dźwięk przestrzenny. Nowe funkcjonalności rozszerzonej rzeczywistości, to nie tylko asystent Bixby z funkcją tłumaczenia na żywo, ale także spersonalizowane awatary emoji AR. Ale Samsung Galaxy S9 i S9+ to przede wszystkim skonstruowany od nowa aparat cyfrowy. Zmienna przysłona umożliwia użytkownikom realizację zdjęć m.in. w bardzo słabym oświetleniu.

– W Samsungach Galaxy S9 i S9+ zrobiliśmy od nowa funkcję aparatu. Zmienna przysłona odzwierciedla normalne funkcjonowanie ludzkiego oka, czyli dostosowuje wielkości do warunków zewnętrznych. Przesłona otwarta jest szerzej w pomieszczeniach ciemnych i zawęża się, dokładnie tak jak ludzka źrenica, w momencie kiedy ilość światła dostarczanego do aparatu jest zdecydowanie większa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Arkadiusz Wójcik, szef działu IT & Mobile w Samsung Electronics Polska.

Samsung Galaxy S9+ ma dodatkowy aparat, umożliwiający robienie zdjęć z podwójną głębią. Po wykonaniu zdjęcia możemy zmienić punkt ostrości. Dodatkowo, model Galaxy S9+ oferuje teleobiektyw pozwalający na dwukrotne przybliżenie obrazu, podobnie jak Galaxy Note8. Dzięki temu np. przy wykonywaniu zdjęć portretowych możliwe jest uzyskanie efektu bokeh, znanego do tej pory raczej z lustrzanek cyfrowych.

Oba nowe flagowce Samsunga dysponują funkcją super slow motion. Filmy można nagrywać w tempie aż 960 klatek na sekundę. Nagrane materiały można w urozmaicić, np. dodając muzykę. Funkcja ma działać w sposób automatyczny, a telefon sam wykryje ruch i zarejestruje go w zwolnionym tempie.

– Nagrywanie 960 klatek na sekundę to możliwość rejestrowania momentów unikalnych, których ludzkie oko nie dostrzega w normalnych warunkach. Dzięki zastosowaniu super slow motion, jesteśmy w stanie zarejestrować momenty w sposób automatyczny. Nasz telefon sam inicjuje super slow motion w momencie identyfikacji ruchu na przestrzeni wyznaczonej kadrem przez użytkownika – twierdzi Arkadiusz Wójcik.

Kolejnym rozwiązaniem, na które postawili producenci Samsunga jest rozwój rozszerzonej rzeczywistości. Bixby to asystent znany już z poprzedniego modelu koreańskiego producenta, który został rozbudowany o nowe funkcje, takie jak rozpoznawanie przedmiotów. Chociaż asystent Samsung jeszcze nie pracuje w jeżyku polskim, to z części jego funkcjonalności, jak np. tłumaczenie tekstu na ekranie z ponad 54 języków na 100 innych, Polacy będą mogli skorzystać.

– Bixby jest w stanie tłumaczyć ze wszystkich języków znanych Tłumaczowi Google na oryginalnym obrazie, wykorzystując funkcję rozszerzonej rzeczywistości. Wyobraźmy sobie sytuację, w której po uruchomieniu kamery i funkcji Bixby, będziemy w stanie przetłumaczyć sobie z języka mandaryńskiego menu w chińskiej restauracji – wskazuje szef działu IT & Mobile w Samsung Electronics Polska.

Według firmy badawczej IDC, w pierwszym kwartale 2017 roku na świecie sprzedało się w sumie około 344 mln smartfonów. Niemal 40 proc. rynku dzieli się pomiędzy dwóch największych graczy, Samsunga – 23,3 proc. udziału i Apple – 14,7 proc. udziału.

Galaxy S9 i Galaxy S9+ trafią do regularnej sprzedaży 16 marca. Cena modelu S9 to 3599 zł, a za wersję „z plusem” trzeba zapłacić 3999 zł.

Media tradycyjne najbardziej opiniotwórcze. To ich informacje najczęściej cytują portale internetowe i media społecznościowe

Media tradycyjne najbardziej opiniotwórcze. To ich informacje najczęściej cytują portale internetowe i media społecznościowe 10

Tradycyjne media nie tylko nie umierają, ale mają się bardzo dobrze – wynika z badania „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” Instytutu Monitorowania Mediów. Z ich informacji chętnie korzystają media elektroniczne. Z 80 tys. publikacji, w których pojawiły się nazwy mediów, niemal połowa była cytowaniem informacji, które pierwotnie ukazały się w innych tytułach. Prawie 80 proc. cytowań pojawiło się w portalach internetowych. Opiniotwórczość tradycyjnych mediów wynika w dużej mierze z wartościowych treści – oceniają eksperci.

Przeanalizowaliśmy niemal 80 tys. wzmianek, które pojawiły się w styczniu w prasie, radio, telewizji i w portalach internetowych. Okazuje się, że niemal połowa z tych publikacji dotyczyła cytowań materiałów zaczerpniętych z innych mediów. Z newsów zaczerpniętych z innych mediów najczęściej korzystają portale internetowe. Okazuje się, że jest to niemal 80 proc. wszystkich cytowań w mediach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Tokaj, kierownik ds. rozwoju badań w Instytucie Monitorowania Mediów.

Z badania IMM „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” wynika, że w styczniu w rankingu najczęściej cytowanych mediów na pierwszym miejscu znalazła się telewizja TVN (blisko 3,5 tys.), za nią uplasowało się radio RMF FM (nieco ponad 3 tys.) i TVN24 (ok. 2,7 tys.). Wśród gazet prym wiodą „Rzeczpospolita” (ponad 1,9 tys.), „Gazeta Wyborcza” (1,4 tys.) oraz „Fakt” (ok. 950). Dla porównania, najbardziej opiniotwórczy portal internetowy – Wirtualna Polska – była cytowana 1 tys. razy. Dziennikarze odnieśli się do wiadomości z łamów innych mediów 34,4 tys. razy, z czego zdecydowanie najwięcej, bo 27,1 tys. w portalach internetowych. W tradycyjnej prasie odnotowano zaledwie 3,6 tys. cytowań.

Jeśli ktoś wieszczył śmierć tradycyjnych mediów, chyba się pomylił, bo odżywają one w mediach internetowych. Jak widać z rankingu opublikowanego w tym miesiącu, opiniotwórcze są właśnie media tradycyjne, telewizja i radio to czołówka, ale także prasa drukowana. Jak zwykle w tym rankingu „Rzeczpospolita” plasuje się wysoko. Media internetowe cytują media tradycyjne, bo to w nich odnajdują treści które są istotne i wartościowe – ocenia dr Łukasz Przybysz z Wydziału Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Choć media tradycyjne znajdują się w czołówce opiniotwórczych, to systematycznie spada liczba sprzedanych egzemplarzy największych tytułów prasowych. Z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, opracowanych przez  portal Wirtualnemedia.pl wynika, że najlepiej sprzedający się „Fakt” zanotował w 2017 roku spadek o 7 proc. do nieco ponad 261 tys. egzemplarzy. Dla porównania, jeszcze w 2008 roku było to ponad 495 tys. Zdecydowanie w dół poszła sprzedaż „Gazety Wyborczej”  (o 21 proc. w skali roku) do blisko 111 tys. W porównaniu z 2007 rokiem spadek wyniósł 78 proc.

Zdaniem eksperta z UW, mimo gorszych wyników sprzedaży, media tradycyjne przetrwają. Zwłaszcza że duża część ich informacji publikowana jest w mediach społecznościowych, gdzie trafia do szerokiego grona odbiorców.

Jeśli mamy mówić o tym, że media tradycyjne, czyli prasa, radio, telewizja, miałyby coś w sobie zmieniać, to na pewno jeszcze bardziej poprawiać swoją opiniotwórczość i jeszcze więcej uwagi skupiać na tym, by te treści były jak najlepsze. W tradycyjnej formie one trafiają tylko do swoich odbiorców, ale już poprzez portale internetowe i media społecznościowe trafiają do bardzo szerokiego grona odbiorców, co buduje ich opiniotwórczość – przekonuje dr Łukasz Przybysz.

Nadzieja dla pacjentów z przewlekłym zapaleniem jelit. To choroba głównie osób młodych i aktywnych zawodowo

Nadzieja dla pacjentów z przewlekłym zapaleniem jelit. To choroba głównie osób młodych i aktywnych zawodowo 11

Na chorobę Leśniowskiego-Crohna chorują przede wszystkim ludzie młodzi, aktywni i społecznie. Nowoczesne leki są w stanie złagodzić przebieg choroby i powstrzymać okresy remisji, tak że pacjenci mogą prowadzić niemal normalne życie. Pojawiła się skuteczna terapia o nowym mechanizmie działania, przeznaczona przede wszystkim dla pacjentów, u których wyczerpano inne opcje terapeutyczne bądź nie powiodło się leczenie wcześniejszymi dostępnymi lekami biologicznymi. Polacy mają jednak ograniczony dostęp do najnowszych terapii.

Choroba Leśniowskiego-Crohna to przewlekłe, nieswoiste zapalenie jelit atakujące jedynie wybrane odcinki przewodu pokarmowego. Stan zapalny najczęściej zlokalizowany jest w końcowym odcinku jelita cienkiego, może jednak występować także w odbycie, żołądku, przełyku oraz w ustach.

W Polsce z chorobą tą boryka się obecnie nieco ponad 5 tys. osób. Schorzenie to dotyka głównie ludzi młodych do 40. roku życia, a jego objawami są bóle brzucha, biegunki, utrata masy ciała, krew i śluz w stolcu. Przyczyny występowania choroby Leśniowskiego-Crohna nie są znane, choć wśród najbardziej prawdopodobnych czynników ją wywołujących wymienia się uwarunkowania genetyczne, palenie papierosów oraz nagłe upośledzenie odporności.

– Główna zapadalność jest między 20. a 40. rokiem życia, więc to są osoby w wieku produkcyjnym, często aktywne zawodowo bądź na drodze do aktywności zawodowej i taka choroba dość istotnie może im skomplikować życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Lichota, prezes Stowarzyszenia „Apetyt na Życie”.

Choroba Leśniowskiego-Crohna jest schorzeniem nieuleczalnym i nawracającym, możliwym jednak do kontrolowania. Nowoczesne leki oraz odpowiednia opieka medyczna mogą sprawić, że pacjenci w okresach remisji są w stanie prowadzić praktycznie normalny tryb życia. Celem terapii jest więc niedopuszczanie do nawrotów choroby oraz łagodzenie przebiegu okresów zaostrzenia jej przebiegu. Standardem leczenia choroby Leśniowskiego-Crohna jest stosowanie aminosalicylanów oraz kortykosteroidów. Lekarze mają również możliwość stosowania immunomodulatorów, które zapobiegają powstawaniu stanów zapalnych, oraz leków biologicznych, które zwykle podawane są chorym niereagującym na terapię standardową.

 Dostępność leków znakomicie poprawiła się w ostatnich latach. Pacjenci mają dostęp do refundowanych terapii standardowych, jak też do niektórych wybranych terapii biologicznych. Jeśli chodzi o terapie biologiczne preparatami anty-TNF-alfa, to ten dostęp jest naprawdę dobry, poprawił się w ostatnim roku – mówi prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

Ostatnie lata przyniosły znaczny postęp w leczeniu choroby Leśniowskiego-Crohna. Nowoczesne leki powstrzymują rozwój schorzenia oraz zapobiegają konieczności przeprowadzania zabiegów chirurgicznych. Szczególnie dobrze w testach klinicznych wypada terapia ustekinumabem jest to w pełni ludzkie przeciwciało monoklonalne. Ustekinumab to lek dobrze tolerowany przez pacjentów, a pobyt w szpitalu jest ograniczony wyłącznie przy pierwszym wlewie dożylnym. Kolejne dawki leku podawane są podskórnie co ok. 12 tygodni – czyli tylko cztery razy do roku. Jest rozwiązanie terapeutyczne wygodne zarówno dla pacjenta, jak i dla systemu opieki zdrowotnej, zmniejsza bowiem koszty związane z hospitalizacją.

Terapia ustekinumabem to nowe otwarcie w leczeniu pacjentów z chorobą Leśniowskiego – Crohna, u których wyczerpano inne opcje terapeutyczne bądź nie powiodło się leczenie wcześniejszymi dostępnymi lekami biologicznymi tj. inhibitorami TNFα.

– Z ostatniego raportu Europejskiej Federacji Crohna i Colitisa wynika, że w Polsce dostępne są tylko cztery leki z siedmiu, które są dostępne w innych krajach europejskich. Nie mówię tu tylko o zasobnych krajach jak Norwegia czy kraje Europy Zachodniej, ale także nasi sąsiedzi, Czesi, Węgrzy mają do dyspozycji siedem leków – mówi Marek Lichota.

Dla poprawy komfortu życia pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna niezwykle istotne jest ponadto wprowadzenie skoordynowanej opieki medycznej. Obecnie w Polsce brakuje ośrodków, w których pacjenci mogliby zostać objęci kompleksową opieką wielu specjalistów, m.in. gastrologa, chirurga, psychologa, oraz dietetyka, otrzymać niezbędne leki, a także wykonać badania kontrolne. Chorzy leczeni są w wielu różnych placówkach na różnych oddziałach, co często wymaga wielogodzinnych podróży i zwolnień z pracy.

– Model opieki koordynowanej jest naszym marzeniem. Jest on wdrażany na naszym oddziale, ale chcielibyśmy, żeby tak było w całej Polsce. Na razie to jest tylko projekt, który spotkał się z pozytywną opinią Ministerstwa Zdrowia i w tej chwili jest w Agencji Oceny Technologii Medycznych i podlega ocenie. Gdyby ten projekt się powiódł i został wprowadzony przez ministerstwo, to naprawdę byłby ogromny krok do przodu dla naszych pacjentów – mówi prof. Grażyna Rydzewska.

Środowiska pacjenckie zwracają także uwagę na brak wsparcia w zakresie żywienia dla pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Schorzenie to nie jest wprawdzie bezpośrednio uzależnione od codziennej diety, odpowiedni sposób odżywiania może jednak pomóc w łagodzeniu objawów choroby a także poprawić ogólny stan pacjenta. Chorzy są bowiem szczególnie mocno narażeni na niedożywienie, wynikające z upośledzeniem czynności wchłaniania substancji odżywczych.

– Jeżeli ta wiedza byłaby pacjentom przekazana i byliby kompleksowo objęci opieką również pod tym kątem, żeby w okresie zaostrzenia choroby i przygotowania do zabiegu chirurgicznego mieli takie wsparcie, właściwą suplementację żywieniową w postaci diet doustnych bądź dalszej generacji, to również byłoby to przydatne i istotne – mówi Marek Lichota.