Ministerstwo Sportu i Turystyki będzie musiało ponownie przeanalizować swoje zarządzenie dotyczące zasad podziału środków publicznych dla związków sportowych. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, zwrócił uwagę, że obowiązujące przepisy nie uwzględniają w pełni wymogów ochrony danych osobowych wynikających z RODO oraz Konstytucji RP.
Kontrowersje wokół zarządzenia Ministra Sportu i Turystyki
Zarządzenie nr 19 Ministra Sportu i Turystyki z 24 października 2024 r. miało na celu zwiększenie przejrzystości w podziale dotacji dla organizacji sportowych. Jednak obowiązek publikowania na stronach internetowych dokumentów zawierających dane osobowe wzbudził sprzeciw niektórych związków sportowych, m.in. Polskiego Związku Biathlonu, Polskiego Związku Narciarskiego oraz Polskiego Związku Piłki Nożnej. Organizacje te wskazują, że wymogi dotyczące jawności naruszają prawa do prywatności ich członków i pracowników.
Zakres ujawnianych danych budzi zastrzeżenia
Zgodnie z obowiązującymi obecnie kryteriami, organizacje ubiegające się o dotacje z budżetu państwa muszą publikować m.in.:
protokoły z posiedzeń,
aktualny wykaz wszystkich członków organizacji (bez określenia zakresu wymaganych danych),
rejestr zawartych umów (w tym oznaczenie stron umowy, określenie jej przedmiotu i wartości),
wykaz wynagrodzeń i benefitów dla członków organów statutowych.
Prezes UODO podkreśla, że tak szeroki zakres ujawnianych informacji wykracza poza cel zapewnienia transparentności i prowadzi do nadmiernej ingerencji w prawo do prywatności. Ponadto brakuje podstawy prawnej uzasadniającej taką formę publikacji danych oraz określenia okresu, przez jaki informacje miałyby być dostępne publicznie.
Brak podstawy prawnej i ryzyko naruszenia RODO
Według Prezesa UODO publikowanie danych osobowych na stronach internetowych organizacji sportowych nie ma odpowiedniego umocowania prawnego. Zgodnie z Konstytucją RP (art. 31 ust. 3, art. 51 ust. 1 i art. 87 ust. 1), wszelkie regulacje dotyczące przetwarzania danych osobowych powinny wynikać z ustawy, a nie z zarządzenia ministra. Ponadto nie zostały określone:
precyzyjne cele i zakres publikowanych danych,
okresy retencji danych,
organy odpowiedzialne za kontrolę ich udostępniania.
Tym samym obowiązujące przepisy mogą naruszać art. 6 RODO, który wymaga, aby przetwarzanie danych było zgodne z prawem, rzetelne i przejrzyste.
Konieczność ponownej analizy i dostosowania przepisów
Prezes UODO zwraca uwagę, że przetwarzanie danych osobowych na taką skalę wymaga przeprowadzenia testu prywatności oraz oceny skutków dla ochrony danych osobowych. Wprowadzenie obowiązku publikowania informacji o członkach organizacji sportowych i ich wynagrodzeniach powinno być poprzedzone analizą ryzyka naruszenia praw i wolności tych osób.
Dalsze funkcjonowanie obecnych przepisów bez odpowiednich zmian może prowadzić do niezgodności z prawem i potencjalnych konsekwencji dla organizacji sportowych. Ministerstwo Sportu i Turystyki powinno więc dokonać kompleksowego przeglądu zarządzenia i dostosować je do obowiązujących regulacji krajowych oraz unijnych w zakresie ochrony danych osobowych.
Cisco ogłosiło dziś powołanie Chintana Patela na stanowisko Chief Technology Officer (CTO) w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka).
Dotychczas Chintan Patel zajmował stanowisko CTO Cisco w Wielkiej Brytanii i Irlandii. W nowej roli będzie nadzorował strategię technologiczną Cisco i jej wdrażanie w całym regionie EMEA oraz rozwijał relacje z kluczowymi klientami i partnerami firmy. Będzie również współpracował z branżą i środowiskiem akademickim w celu identyfikacji nowych trendów i technologii. Wszystko to ma pomóc Cisco w dalszym rewolucjonizowaniu sposobu, w jaki firma łączy i chroni organizacje w erze sztucznej inteligencji.
Jako CTO, Chintan Patel będzie także kierował społecznością Solutions Engineering (SE) w regionie EMEA i współpracował z globalnymi zespołami ds. rozwoju produktów w celu projektowania rozwiązań dostosowanych do unikalnych potrzeb regionu, wynikających m.in. z konieczności budowania centrów danych gotowych na sztuczną inteligencję i zwiększania odporności cyfrowej.
„Nasi klienci stoją przed przełomowymi zmianami technologicznymi. Oczekują od nas rozwiązań, które uproszczą złożone procesy, zwiększą zwrot z inwestycji i wzmocnią ich odporność cyfrową. Region EMEA charakteryzuje się zróżnicowanym i wielowarstwowym krajobrazem technologicznym, a Cisco dostosowuje swoje rozwiązania, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby klientów” – powiedział Oliver Tuszik, prezes Cisco EMEA, witając nowego CTO w swoim zespole. „Chintan jest w branży technologicznej z powołania. Jego zaangażowanie i pasja, w połączeniu z siłą technologii i zespołów Cisco, pomogą w generowaniu wartości dla naszych klientów i partnerów” – dodał Tuszik.
„Niewiele jest organizacji o tak głębokim i szerokim portfolio technologii, umiejętnościach i zaangażowaniu w rozwiązywanie problemów jak Cisco. W erze sztucznej inteligencji, przy zwiększonym nacisku na bezpieczeństwo danych w każdej organizacji, sieć ma fundamentalne znaczenie. Tak jak miało to miejsce przez ostatnie czterdzieści lat, Cisco zajmuje i będzie zajmować kluczową pozycję w łączeniu i ochronie cyfrowego świata” – powiedział Chintan Patel, komentując swoją nominację. „Jestem niesamowicie dumny z tego, co nasza społeczność w Wielkiej Brytanii i Irlandii zrobiła dla klientów. Teraz z niecierpliwością czekam na możliwość współpracy z zespołami w całym regionie EMEA, aby z ich pomocą sprostać kolejnym wyzwaniom” – skomentował Patel.
Chintan Patel jest związany z Cisco od niemal 20 lat. Doświadczenie zdobywał na stanowiskach inżynierskich, we współpracy z klientami oraz w pionie korporacyjnym i strategicznym. Jako popularyzator technologii, Patel jest rozpoznawalną postacią zarówno wśród klientów Cisco, jak i w branży oraz w kontaktach z rządem i środowiskiem akademickim.
Patel jest aktywnym członkiem Tech UK i innych branżowych organizacji, reprezentując Cisco i branżę na forach poświęconych rozwojowi umiejętności cyfrowych i inżynieryjnych, a także pełni funkcję powiernika zarządu w FutureDotNow – koalicji liderów branży skupiającej się na wypełnianiu luki w umiejętnościach cyfrowych aktywnych zawodowo mieszkańców Wielkiej Brytanii.
W ubiegłym roku ceny usług stomatologicznych zwiększyły się średnio o blisko 9% rdr. Patrząc tylko na dane za grudzień 2024 roku, wzrost wyniósł niespełna 8% rdr. Jak wynika z analiz GUS, ceny tych usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. Dla części ekspertów jest to szokująca informacja. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe niewiele wydaje w opisywanym obszarze. Z kolei dla porównania w 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła ponad 4% w ujęciu rocznym. Na rynku pojawiają się też prognozy, że w 2025 roku ceny usług stomatologicznych wzrosną o około 10% rdr.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), ceny usług stomatologicznych w 2024 roku urosły średnio o 8,9% w porównaniu z 2023 rokiem. Natomiast w grudniu ub.r. wzrost ten wyniósł 7,7% w stosunku do grudnia 2023 roku. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie, stomatolodzy od dłuższego czasu mierzą się z coraz wyższymi cenami komponentów, np. materiałów specjalistycznych i usług utylizacyjnych. Ponadto opłaty za energię i gaz mocno wpływają na finalny koszt oferowanych usług. Ekspert wskazuje przy tym, że w zeszłym roku ogólny wzrost ww. komponentów był w granicach 20-30% rdr.
– Z naszych obserwacji wynika, że wpływ na ceny usług stomatologicznych w ostatnich latach miała pandemia. Gabinety musiały spełnić wymogi sanitarne przewidziane w tamtym okresie. Ponadto, znaczenie ma też dostępność usług stomatologicznych w ramach NFZ. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że ceny ww. usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. W porównaniu z rokiem bazowym – 2015 – ceny usług stomatologicznych w Polsce wzrosły o 100%, podczas gdy w UE – o niecałe 25% – komentuje Ewa Adach-Stankiewicz, dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.
Dla dr. n. med. Piotra Przybylskiego szokujące jest to, że w Polsce ceny usług stomatologicznych rosną znacznie szybciej niż średnia w UE. Poziom inflacji, nawet w czasach jej najmocniejszego wzrostu, był mniej więcej na podobnym poziomie w całej Unii, a czasem większy u nas. W opinii eksperta, każdy tego typu wzrost powoduje reakcję u pacjenta. Przeważnie następuje ograniczenie leczenia lub czasowa rezygnacja z niego, co z punktu medycznego jest dość niebezpiecznym zjawiskiem. Dr Przybylski dodaje również, że lekarze powinni zajmować się wyłącznie leczeniem. Jednak coraz częściej muszą doradzać pacjentom alternatywne rozwiązania. A decydują o tym właśnie koszty usług.
– Według naszych danych, przeciętne gospodarstwo domowe wydaje niewiele na usługi stomatologiczne, bo ok. 0,5%. Natomiast udział wydatków ogólnie na zdrowie to ponad 5%, a dla zobrazowania sytuacji – na żywność – przeszło 25%. Z naszych analiz również wynika, że ceny usług stomatologicznych są bardzo zróżnicowane w porównaniu z innymi grupami żywnościowymi, towarowymi czy usługowymi, gdzie nie ma aż takiej rozpiętości cen – dodaje dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.
Jak stwierdza ekspert z Implant Medical, wyniki są mocno niepokojące i decydują o tym głównie dwa czynniki. Po pierwsze, Polakom wciąż brakuje edukacji na odpowiednim poziomie. W efekcie nie widzą oni większej potrzeby na przeznaczanie wyższych nakładów na tego typu usługi. Finalnie takie podejście jest oczywiście ze szkodą dla nich samych. Po drugie, wciąż jako społeczeństwo zbyt mało zarabiamy, aby leczyć się tylko odpłatnie. Państwo już dawno zepchnęło usługi stomatologiczne do sektora prywatnego. Zdaniem eksperta, to niestety duży problem dla pacjentów. Często nie do przeskoczenia od strony finansowej.
– W 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 4,2% w ujęciu rocznym. W zakresie usług związanych ze zdrowiem, bardziej niż usługi stomatologiczne podrożały usługi szpitalne i sanatoryjne oraz lekarskie – powyżej 9%. Natomiast mniejsze wzrosty dotyczą wyrobów farmaceutycznych – 1,8%, a także urządzeń i sprzętu terapeutycznego – 2,7%. Z kolei w grudniu 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 5,5% w porównaniu z grudniem 2023 roku – informuje dyrektor Adach-Stankiewicz.
W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że te wyniki to efekt wieloletnich zaniedbań w ochronie i służbie zdrowia. Pandemia i wysoka inflacja tylko podgrzały ten stan. Nie brakuje też prognoz, że w kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w sektorze zdrowia będzie jeszcze bardziej się powiększać.
– Już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę. A przecież obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Istnieją czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rdr. Ceny w gabinetach tak mocno nie wzrosły, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy wzrosty o co najmniej 15% rdr. – stwierdza ekspert z kliniki Implant Medical w Gnieźnie.
Rodzi się pytanie o ceny usług stomatologicznych w 2025 roku. Część znawców tematu przypuszcza, że one mogą szczególnie wzrosnąć w dużych i średnich miastach. Tam bowiem koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Prognozowany jest też wzrost cen elementów dbania o higienę, np. past do zębów, płynów do płukania jamy ustnej itp.
– Jeżeli tak dalej pójdzie, to w 2025 roku wzrost cen usług stomatologicznych może być dwucyfrowy, tj. ok. 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą odwoływać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja zdrowotna poważnie skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
AI Clearing, firma technologiczna działająca w sektorze infrastruktury, w którym wykorzystuje swoje unikalne narzędzia sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence – AI), wyda 30 mln dolarów (ponad 120 mln zł) na inwestycje w Polsce. Najwięcej środków pochłonie dalsza rozbudowa Centrum Badawczo-Rozwojowego w Warszawie.
Dalsze środki pozwolą rozwijać własny model AI i przyspieszą rekrutację najlepszych ekspertów. Na zwiększenie zatrudnienia specjalistów, rozwój produktów i wsparcie sprzedaży polsko-amerykańska spółka technologiczna wydała 14 mln dolarów (ponad 48 mln zł). Teraz na rozbudowę własnego centrum R&A przeznaczy co najmniej 16 mln dolarów w najbliższych kilku latach.
“Działamy dopiero od 2021 roku, a udało nam się zatrudniać już 70 wysoko wykwalifikowanych specjalistów w Warszawie. Planowane inwestycje pozwolą nam dynamicznie zwiększać nasz zespół w nadchodzących latach. Wierzymy w polski ekosystem technologiczny, który tworzy wyjątkowy potencjał talentów. To podstawowy czynnik, który powoduje, że właśnie Warszawa pozostaje naszym głównym centrum R&D” – mówi Michał Mazur, prezes (CEO) i współzałożyciel AI Clearing.
Adam Wiśniewski, CTO i współzałożyciel AI Clearing, dodaje: „Kontynuujemy naszą współpracę z Politechniką Warszawską, ale także z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie (AGH), wspierając koła naukowe i konkursy, co od początku naszego istnienia przyczynia się do rozwoju lokalnej społeczności technologicznej. Bliska współpraca ze społecznością akademicką i realna praca na własnych modelach AI to właśnie to co nas wyróżnia i daje szansę na przyciąganie i rozwijanie najlepsze talentów w branży AI.”
AI Clearing – innowacje w globalnym sektorze budowlanym
AI Clearing dostarcza zaawansowane rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (AI) dla sektora budowlanego i infrastrukturalnego. Firma specjalizuje się w automatyzacji procesów monitorowania postępów prac na placach budowy, co przyczynia się do zwiększenia efektywności i redukcji kosztów. Firma realizuje kontrakty z największymi firmami infrastrukturalnymi na świecie. Jest zaangażowana w projekt nowego miasta NEOM w Arabii Saudyjskiej a także w budowę lotnisk w Australii i na Bliskim Wschodzie oraz nowych linii kolejowych w Afryce. Z oprogramowania AI Clearing korzysta również połowa firm przemysłowej energetyki solarnej w Stanach Zjednoczonych.
„Nasze unikalne rozwiązania są wykorzystywane przez największe firmy infrastrukturalne w USA, Kanadzie i krajach Bliskiego Wschodu” – podkreśla Michał Mazur. „Nasza sztuczna inteligencja wspiera realizację kluczowych projektów infrastrukturalnych, dostarczając precyzyjne dane i analizy w czasie rzeczywistym„.
Współpraca z uczelniami i innowacje technologiczne
Od ponad czterech lat AI Clearing aktywnie współpracuje z Politechniką Warszawską i AGH. Firma angażują młode talenty w projekty badawczo-rozwojowe.
„Efektem naszej współpracy są nie tylko zgłoszenia patentowe, ale także publikacje naukowe” – mówi Adam Wiśniewski. „Nasz ostatni artykuł jest cytowany przez Meta (firma takich marek jak Facebook, Instagram) w IEEE Access, które jest znanym amerykańskim periodykiem naukowym, jako świetny przykład innowacji w analizie danych przestrzennych.”
Nowe możliwości kariery w AI Clearing
W związku z dynamicznym rozwojem, AI Clearing poszukuje utalentowanych specjalistów w dziedzinach takich jak sztuczna inteligencja, inżynieria oprogramowania i analiza danych. „Zapraszamy do dołączenia do naszego zespołu i współtworzenia przyszłości sektora AI” – dodaje Michał Mazur.
PFR Ventures i Inovo VC przygotowały raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC) w 2024 roku. Z danych wynika, że w tym okresie 142 spółki pozyskały 2,1 mld PLN od 147 funduszy.
W 2024 roku przez polski rynek VC przepłynęło 2,1 mld PLN. To łączna wartość kapitału, który polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w 148 transakcjach w 142 rodzimych innowacyjnych przedsiębiorstw. Porównując 2024 do 2023 roku i wykluczając tak zwane megarundy, wartość rynku spadła o 10%.
– 15 największych transakcji polskich start-upów w 2024 roku przyciągnęło inwestycje VC o wartości ponad 1 mld PLN. Na drugie tyle przełożyły się pozostałe 134 rundy. W poprzednich latach proporcje pozyskanego kapitału były podobne, ale liczba transakcji była zdecydowanie większa. Główną przyczyną tych zmian była ograniczona dostępność środków unijnych. Spodziewamy się, że w 2025 dojdzie do zwiększenia liczby transakcji na wczesnym etapie. Wynikać to będzie z rosnącej liczbą funduszy zasilonych środkami UE (FENG). Tylko w poprzednim roku zainwestowaliśmy w 9 zespołów o łącznej kapitalizacji 670 mln PLN, które powinny zainwestować w najbliższych kilku latach w około 100 start-upów. Do tego grona wkrótce dołączać będą nowe zespoły – komentuje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures.
Wśród wszystkich inwestycji najbardziej znaczącą była runda spółki ICEYE. Spacetech pozyskał łącznie około 503 mln PLN, przyciągając uwagę zagranicznych funduszy takich jak BlackRock, Solidium, Seraphim czy Plio Limited. ICEYE nie tylko rozwija własne technologie, ale również współpracuje z innymi polskimi firmami. Przykładem jest partnerstwo z wrocławską spółką Scanway, z którą wspólnie pracują nad satelitarnymi systemami optycznymi o wysokiej rozdzielczości. Wspólnie z Wojskowymi Zakładami Łączności nr 1 w Zegrzu oraz Polską Grupą Zbrojeniową opracowała też Mobilną Platformę Rozpoznania Satelitarnego ISR.
W 2024 roku istotną rolę odegrały także spółki, które tworzą lub istotnie wykorzystują narzędzia AI. PFR Ventures i Inovo VC zidentyfikowały 48 transakcji o takim charakterze. Ich łączna wartość przekracza 1 mld PLN.
– Jako Polacy możemy być dumni z sukcesów ElevenLabs, ale takich przykładów ambitnych firmy jest coraz więcej.Pojawia się nowa generacja przedsiębiorców, która wykorzystuje potencjał rewolucji AI. Mam na myśli np. Pathway, Oxla, czy Zeta Labs – wskazuje Karol Lasota, principal w Inovo VC.
Na polskim rynku wciąż dominują inwestycje zalążkowe – w 2024 roku przeprowadzono 109 takich transakcji. To ponad 70% spadek względem poprzedniego roku, gdy odnotowaliśmy 379 rund o takim profilu. Jednocześnie wzrosła ich średnia wartość – z poziomu 2,1 do 6,7 mln PLN. Z kolei liczba rund A zmalała o 34,78%, ale ich średnia wartość utrzymała się na podobnym poziomie około 15 mln PLN. Na polskim rynku VC przeprowadzono także 10 inwestycji na poziomie rund B i B+. W roku 2023 nie odnotowaliśmy takich transakcji.
Wśród 147 zidentyfikowanych transakcji, 31 to inwestycje z udziałem funduszy z portfela PFR Ventures. Zapewniły one około 1/5 kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Polscy inwestorzy prywatni najczęściej decydowali się na finansowanie lokalnych, innowacyjnych firm. Jednak to międzynarodowe fundusze zapewniły około 50% z całego kapitału, który przepłynął przez rynek w 2024 roku.
Pieniądze z funduszy VC najczęściej trafiają do spółek, które zajmują się innowacjami z obszaru zdrowia. To trend, który utrzymuje się już od 5 lat. W 2024 stanowiły one 14,1% z wszystkich przeprowadzonych transakcji. Najpopularniejszym modelem biznesowym pozostaje SaaS (model subskrypcyjny), którego udział wynosi ponad połowę.
Na podstawie danych z 19 największych spółek, które w latach 2019-2024 pozyskały najwięcej finansowania VC, obserwujemy ogólny wzrost liczby zatrudnionych pracowników. Największy został odnotowany w ElevenLabs, bo o aż 149% więcej.
W ostatnim kwartale 2024 roku Microsoft i Meta przeznaczyły łącznie 37.4 mld USD na inwestycje kapitałowe związane ze sztuczną inteligencją, koncentrując się głównie na zakupie chipów oraz rozbudowie centrów danych. Kwota ta była niemal dwukrotnie wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej i przekroczyła prognozy analityków z Wall Street. Tak znaczące nakłady – stanowiące około 30% rocznych przychodów obu firm – podkreślają strategiczne znaczenie AI dla ich dalszego rozwoju technologicznego.
Reakcje rynku na te inwestycje były jednak odmienne. Meta, której przychody reklamowe wzrosły o 21% rok do roku, osiągając poziom 46.8 mld USD, zyskała uznanie inwestorów – kurs jej akcji wzrósł o 70% w ciągu roku. Wzrost ten był napędzany m.in. najwyższą od siedmiu lat marżą operacyjną (48%) oraz mniejszymi niż zakładano stratami w dziale Reality Labs, które okazały się o 1 mld USD niższe od przewidywań. Mark Zuckerberg podkreśla, że dalsze inwestycje w AI – zaplanowane na co najmniej 60 mld USD w 2024 roku – stanowią dla firmy przewagę konkurencyjną.
Microsoft, mimo równie intensywnych nakładów, spotkał się z większą presją ze strony rynku. Jego akcje spadły o 5% po publikacji raportu kwartalnego, w którym wyniki usług w chmurze Azure okazały się słabsze od oczekiwań. Satya Nadella zapowiedział utrzymanie wysokiego poziomu wydatków przez co najmniej dwa kolejne kwartały, jednak pojawiają się pytania o efektywność tych działań. Szczególnie że na horyzoncie widać potencjalne przełomy w technologii AI – chiński startup DeepSeek pracuje nad rozwiązaniami mogącymi znacząco obniżyć koszty obliczeniowe, co w dłuższej perspektywie może zmniejszyć zapotrzebowanie na zaawansowane chipy.
Te doniesienia negatywnie wpłynęły na notowania Nvidii, głównego dostawcy sprzętu do obsługi procesów AI. Akcje producenta chipów straciły na wartości 15% w ciągu tygodnia, co inwestorzy wiążą z obawami o utratę dominującej pozycji w branży. Mimo to Microsoft i Meta nie zamierzają ograniczać nakładów, traktując AI jako kluczowy element długoterminowej strategii wzrostu. Widać więc wyraźną rozbieżność nastrojów: Meta cieszy się stabilną sytuacją finansową i zaufaniem inwestorów, podczas gdy Microsoft musi jeszcze udowodnić, że jego kosztowne inwestycje przełożą się na oczekiwane wyniki.
Microsoft ogłosił wyniki za drugi kwartał roku fiskalnego 2025, zakończony 31 grudnia 2024 roku. Ogólnie przychody i zyski przekroczyły oczekiwania z Wall Street, choć przychody z chmury nieznacznie rozminęły się z prognozami. To właśnie czynniki związane z chmurą wpływają najmocniej na reakcję spółki w notowaniach posesyjnych. Akcje tracą nawet 5%, co ciągnie za sobą również ponad 1% spadki na spółce Amazon, która nie publikuje dzisiaj wyników, ale ma podobny biznes chmurowy do Microsoftu. Kluczowym czynnikiem wzrostu dla Microsoftu był dynamiczny rozwój segmentu sztucznej inteligencji.
Najważniejsze dane:
Przychody: 69,6 mld USD (wzrost o 12%), powyżej konsensusu 68,81 mld USD.
Dochód operacyjny: 31,7 mld USD (wzrost o 17%).
Dochód netto: 24,1 mld USD (wzrost o 10%).
EPS (zysk na akcję): 3,23 USD (wzrost o 10%), oczekiwano 3,11 USD
Przychody z chmury Microsoft (Microsoft Cloud): 40,9 mld USD (wzrost o 21%), poniżej oczekiwań 41,1 mld USD.
Przychody z Intelligent Cloud: 25,5 mld USD (wzrost o 19%), poniżej oczekiwań 25,89 mld USD.
Przychody z Azure i innych usług chmurowych: Wzrost o 31% (bez uwzględnienia wahań kursowych), zgodnie z oczekiwaniami.
Przychody z Productivity and Business Processes: 29,4 mld USD (wzrost o 14%).
Przychody z More Personal Computing: 14,7 mld USD (bez zmian).
Przychody z AI: Przekroczyły roczny wskaźnik 13 mld USD, co oznacza wzrost o 175% rok do roku.
Komentarz Zarządu:
Satya Nadella (CEO): „Tworzymy innowacje w naszych produktach i pomagamy klientom odblokować pełny zwrot z inwestycji w sztuczną inteligencję (…). Już teraz nasz biznes AI przekroczył roczny wskaźnik przychodów w wysokości 13 miliardów dolarów, co oznacza wzrost o 175% rok do roku.”
Amy Hood (CFO): „W tym kwartale przychody Microsoft Cloud wyniosły 40,9 miliarda dolarów, co oznacza wzrost o 21% rok do roku. Pozostajemy zaangażowani w równoważenie dyscypliny operacyjnej z ciągłymi inwestycjami w naszą infrastrukturę chmurową i AI.”
Komentarz Michała Stajniaka, CFA:
Microsoft zanotował solidne wyniki, napędzane głównie przez dynamiczny rozwój segmentu sztucznej inteligencji. Sztuczna inteligencja jest ważna, ale oczywiście z perspektywy ostatnich wydarzeń związanych z DeepSeek, dalszy tak dynamiczny wzrost w tym segmencie znajduje się pod znakiem zapytania. Wobec tego rozczarowanie z perspektywy chmury (choć wciąż z mocnym wzrostem), powoduje spadek cen. Firma podkreśla zaangażowanie w dalsze inwestycje w tym obszarze.
Akcje spółki znajdują się w konsolidacji od sierpnia. Przy spadku podczas jutrzejszej sesji o ok. 5% spółka może znaleźć się najniżej od połowy stycznia i jednocześnie nawet powyżej 10% od historycznych szczytów z lipca 2024 roku. Jak widać spółka ma się gorzej w ostatnich miesiącach w porównaniu do wzrostu Nasdaqa (US100).
Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB
Raport Tesli za czwarty kwartał 2024 roku ukazuje, że spółka działa w segmencie o zwiększającej się konkurencyjności, nie tylko w samych USA, ale również w Chinach. Słabiej ma się również sam popyt, biorąc pod uwagę podważanie przejścia z samochodów spalinowych na samochody elektryczne. Jednocześnie jednak inwestorzy oraz sami klienci wciąż cenią firmę, czego wynikiem jest jedynie chwilowy spadek cen po wynikach. Akcje zyskiwały nawet 3% w notowaniach posesyjnych, choć sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie przed konferencją prasową Muska.
Najważniejsze dane:
Przychody: 25,7 miliarda dolarów, poniżej szacunków analityków na poziomie 27,3 miliarda dolarów. Niewielki wzrost o 2% w porównaniu z 25,2 miliarda dolarów w czwartym kwartale 2023 roku.
Dochód netto: 2,3 miliarda dolarów, co oznacza ogromny spadek o 70% w porównaniu z 7,9 miliarda dolarów (w tym jednorazowy zysk podatkowy w wysokości 5,9 miliarda dolarów) odnotowanymi w czwartym kwartale 2023 roku. Zysk operacyjny, z wyłączeniem korzyści podatkowej, spadł o 23%.
Dochód netto za cały rok: 7,1 miliarda dolarów, w dół z 15 miliardów dolarów w 2023 roku.
Przychody za cały rok: 97,7 miliarda dolarów, nieznaczny wzrost z 96,8 miliarda dolarów w 2023 roku.
EPS: Dostosowany zysk na akcje wyniósł 73 centy, przy 71 centach rok wcześniej oraz przy oczekiwaniu rynku na poziomie 75 centów
CAPEX: 2,78 miliardów dolarów, co oznacza wzrost na poziomie 21% r/r, oczekiwano 2,72 mld USD
Dostawy pojazdów: 1,8 miliona sztuk w 2024 roku, nieco poniżej poziomów z 2023 roku, co oznacza pierwszy spadek rok do roku od co najmniej 2016 roku. Dostawy w czwartym kwartale wyniosły około 496 000 sztuk, co również nie spełniło oczekiwań.
Wyniki Tesli w czwartym kwartale podkreślają wyzwania, przed którymi stoi firma. Przychody mniejsze od oczekiwań i dramatyczny spadek zysków są wyraźnymi wskaźnikami nasilającej się konkurencji, szczególnie ze strony chińskich producentów pojazdów elektrycznych, takich jak BYD, oraz potencjalnego osłabienia popytu na pojazdy Tesli. Spadek dostaw, kluczowego wskaźnika dla Tesli, dodatkowo potęguje te obawy. Starzejąca się oferta produktowa, zwłaszcza w porównaniu z rywalami oferującymi szerszy wybór modeli, również przyczynia się do tego stanu rzeczy.
Elon Musk zaprezentuje promyk nadziei?
Pomimo rozczarowujących danych, akcje Tesli początkowo tylko nieznacznie spadły, a obecnie wykazują oznaki ożywienia. Sugeruje to, że inwestorzy pozostają optymistami co do przyszłych perspektyw firmy. Sam Musk wspominał również, że usunięcie dopłat do samochodów elektrycznych uważa za szanse w USA. Do tej odporności spółki przyczynia się kilka czynników:
Obietnica przyszłego wzrostu: Tesla wskazała, że oczekuje powrotu do wzrostu w sprzedaży w 2025 roku, choć jest to uzależnione od czynników takich jak postępy w autonomicznej jeździe i warunki makroekonomiczne.
Sztuczna inteligencja i autonomiczna jazda: Narracja wokół potencjału Tesli w zakresie autonomicznej jazdy i sztucznej inteligencji wciąż napędza entuzjazm inwestorów. Oświadczenia Elona Muska na temat „pełnej autonomiczności pojazów” i potencjału „robotaksówek” podsycają spekulacje na temat przyszłości, w której Tesla dominuje nie tylko w pojazdach elektrycznych, ale w całym krajobrazie transportu.
„Czynnik Elona”: Pomimo obaw o jego podzielną uwagę, przywództwo Elona Muska jest wciąż postrzegane jako duży atut przez wielu inwestorów. Jego wizja i dotychczasowe osiągnięcia w przełamywaniu branż dają mu pewną „moc gwiazdy”, która wykracza poza krótkoterminowe wyniki finansowe. Niektórzy uważają nawet, że jego bliskie powiązania z obecną administracją mogą przynieść korzyści Tesli.
Obniżki cen i przystępność cenowa: Tesla wdrożyła obniżki cen i oferuje zachęty, aby zwiększyć sprzedaż, co wpływa na rentowność, ale potencjalnie pozycjonuje firmę na przyszły wzrost wolumenu. Obietnica bardziej przystępnych modeli w przyszłości również utrzymuje zainteresowanie potencjalnych nabywców i inwestorów.
Wyniki Tesli w czwartym kwartale podkreślają wyzwania związane nie tyle z utrzymaniem wzrostu, co z samym utrzymaniem sprzedaży na obecnym poziomie. W Zasadzie od IV kwartału 2022 roku obserwujemy niemal stałe przychody i raczej spadające marże, choć te udało się poprawić minimalnie w ostatnich kwartałach. Są jednak mniejsze niż w 2022 roku. Niemniej obniżanie cen i mniejsze marże mogą być związane z pewną strategią, aby zwiększyć swój udział w rynku i prześcignąć konkurencję w nowszych technologiach i usługach.
Chociaż wyniki finansowe są niewątpliwie rozczarowujące, reakcja rynku sugeruje, że inwestorzy są skłonni przymknąć oko na te krótkoterminowe niepowodzenia. Przyszły sukces firmy zależy od jej zdolności do spełnienia obietnic w zakresie autonomicznej jazdy, rozszerzenia oferty produktowej i poruszania się po zmieniającym się krajobrazie rynku pojazdów elektrycznych. Elon Musk wielokrotnie pokazywał, że myśli zupełnie inaczej niż szefowie wielkich korporacji samochodowych, co ostatecznie doprowadziło do Teslę do tego, że stała się największą spółką motoryzacyjną na świecie, sprzedając ułamek tego, co konkurencja. Wobec tego, nadzieja wciąż trwa, natomiast nie jest wykluczone, że w pewnym momencie rynek powie sprawdzam.
Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB
Meta Platforms, macierzysta firma Facebooka, Instagrama i WhatsAppa, opublikowała swoje wyniki za czwarty kwartał 2024 roku, ujawniając ponownie ogromne straty w dziale Reality Labs, odpowiedzialnym za rozwój technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości oraz metawersum. Mimo to, ogólne wyniki firmy przekroczyły oczekiwania analityków, co teoretycznie uspokoiło inwestorów, ale akcje notowały nawet 4% przecenę przed startem konferencji prasowej. Obecnie akcje znajdują się na niewielkim ok. 1% plusie.
Najważniejsze dane:
Przychody ogółem: 48,39 miliarda dolarów (wzrost o 21% rok do roku), powyżej oczekiwań analityków na poziomie 46,98 miliarda dolarów.
Przychody z reklam: 46,78 miliarda dolarów (wzrost o 21% rok do roku), powyżej oczekiwań na poziomie 45,65 miliarda dolarów.
Przychody z „Rodziny Aplikacji”: 47,30 miliarda dolarów (wzrost o 21% rok do roku), powyżej oczekiwań na poziomie 46,08 miliarda dolarów.
Przychody Reality Labs: 1,08 miliarda dolarów (wzrost o 1,1% rok do roku), poniżej oczekiwań na poziomie 1,11 miliarda dolarów.
Przychody w kategorii „Inne”: 519 milionów dolarów (wzrost o 55% rok do roku), powyżej oczekiwań na poziomie 433,3 miliona dolarów.
Dochód operacyjny: 23,37 miliarda dolarów, powyżej oczekiwań na poziomie 20,09 miliarda dolarów.
Strata operacyjna Reality Labs: 4,97 miliarda dolarów (wzrost o 6,9% rok do roku), poniżej oczekiwań na poziomie 5,1 miliarda dolarów straty.
Marża operacyjna: 48% (wzrost z 41% rok do roku), powyżej oczekiwań na poziomie 42,6%.
EPS (zysk na akcję): 8,02 dolara (wzrost z 5,33 dolara rok do roku), powyżej oczekiwań na poziomie 6,78 dolara.
Średnia liczba dziennych aktywnych użytkowników (DAU) w „Rodzinie Aplikacji”: 3,35 miliarda (wzrost o 5% rok do roku), powyżej oczekiwań na poziomie 3,28 miliarda.
Liczba wyświetleń reklam: Wzrost o 6% rok do roku w czwartym kwartale i o 11% za cały rok 2024.
Średnia cena za reklamę: Wzrost o 14% rok do roku w czwartym kwartale i o 10% za cały rok 2024.
Reality Labs: Meta wciąż traci miliardy na stawianiu na rozszerzoną rzeczywistość
Dział Reality Labs odnotował stratę operacyjną w wysokości 4,97 miliarda dolarów przy przychodach rzędu 1,1 miliarda dolarów. Chociaż strata jest ogromna, okazała się nieco niższa od prognoz analityków, którzy przewidywali stratę na poziomie 5,4 miliarda dolarów. Od 2020 roku Reality Labs wygenerowało łącznie ponad 60 miliardów dolarów strat operacyjnych, co rodzi pytania o przyszłość metawersum i strategię Marka Zuckerberga.
Dobre Wieści z „Rodziny Aplikacji”
Na szczęście dla Mety, jej „Rodzina Aplikacji” (Facebook, Instagram, WhatsApp) radzi sobie znacznie lepiej. Przychody z tego segmentu wzrosły o 21% rok do roku, osiągając poziom 47,3 miliarda dolarów, co również przekroczyło oczekiwania. Zysk operacyjny wzrósł o 35%, osiągając 28,33 miliarda dolarów. Liczba dziennych aktywnych użytkowników wzrosła o 5%, do 3,35 miliarda. Przychody z reklam również wzrosły o 21%, do 46,78 miliarda dolarów.
Na co warto zwrócić uwagę?
Inwestycje w AI: Meta zapowiedziała, że w 2025 roku planuje wydać od 60 do 65 miliardów dolarów na inwestycje kapitałowe, głównie w infrastrukturę obliczeniową związaną ze sztuczną inteligencją. Zuckerberg podkreśla, że AI jest kluczowe dla rozwoju metawersum, w tym dla inteligentnych okularów Ray-Ban Meta.
Przyszłość Metawersum: Ogromne straty w Reality Labs stawiają pod znakiem zapytania przyszłość metawersum. Inwestorzy coraz bardziej sceptycznie podchodzą do wizji Zuckerberga i obawiają się, że miliardy dolarów są wydawane na projekt, który może nigdy nie przynieść oczekiwanych rezultatów.
Konkurencja: Meta musi mierzyć się z rosnącą konkurencją na rynku VR/AR. Apple niedawno wprowadził swój headset Vision Pro, a Google i Samsung pracują nad własnym urządzeniem.
Regulacje: Meta zwraca uwagę na „aktywny krajobraz regulacyjny”, w tym na działania prawne i regulacyjne w UE i USA, które mogą znacząco wpłynąć na jej działalność i wyniki finansowe.
Meta to spółka, która balansuje na dwóch frontach. Z jednej strony, generuje ogromne przychody i zyski ze swoich głównych platform społecznościowych, będąc jedną z większych spółek korzystających na reklamach. Z drugiej strony, ponosi ogromne straty w ambitnym, ale ryzykownym projekcie metawersum, stawiając jednocześnie również na rozwój sztucznej inteligencji. Przyszłość Mety zależy od tego, czy Zuckerbergowi uda się przekonać inwestorów, że jego wizja metawersum ma sens, a także od tego, jak firma poradzi sobie z rosnącą konkurencją i regulacjami. Na razie, mimo miliardowych strat w Reality Labs, Meta radzi sobie dobrze, a ostatnie zbliżenie się Zuckerberga do Donalda Trumpa może sugerować strategiczny ruch biznesowy, aby zapewnić sobie korzystne działanie w nowym klimacie politycznym. Zuckerberg zapowiedział zmiany w polityce moderacji, co ma prowadzić do ograniczenie cenzury, o czym wielokrotnie mówił Trump w trakcie swojej kampanii wyborczej.
Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB
Dzisiejsza decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych tylko pozornie wydaje się bez znaczenia. Rynek jest praktycznie w stu procentach przekonany, że koszt pieniądza nie zostanie zmieniony. Jednak w tle niewiadomych jest kolosalnie dużo. Już dawno rynek nie słuchał Powella z takim skupieniem, jak to będzie miało miejsce dzisiaj.
Życzenia prezydenta
Rezerwa Federalna USA dzisiaj podejmie decyzję, by zachować główną stopę procentową na poziomie 4,25-4,50%. To jest oczywiste i nikt nie ma co do tego wątpliwości. Pierwszą niewiadomą jest nastawienie Powella i spółki do kolejnych posunięć. Rynek wciąż wycenia, że do końca roku powinniśmy być świadkami dwóch cięć po 25 p.b. Takie tempo raczej nie zadowoli nowego prezydenta USA. Donald Trump w ostatnim czasie kilkukrotnie podkreślił swoje “życzenie”, by stopy procentowe były “tak niskie, jak to możliwe” i to nie tylko w Stanach, ale w ogóle na całym świecie. Nie był w tych wypowiedziach szczególnie precyzyjny, ale spokojnie można zakładać, że miał na myśli zdecydowanie głębsze cięcia, niż zakłada obecny konsensus. Rzecz w tym, że Powell w ostatnich tygodniach wygląda na człowieka, któremu bliżej do podnoszenia stóp, niż ich obniżania. W wypowiedziach decydentów znowu widzimy położony nacisk na dane inflacyjne oraz coraz śmielej są wyrażane obawy o powrót do wyższej dynamiki cen. Wiele wskazuje na to, że konflikt na linii Trump – Powell może zdominować nadchodzące miesiące.
Życzenia dealerów
Poziom stóp procentowych nie jest jednak jedynym polem niepewności. W styczniu FED rozesłał ankiety do dealerów obligacji z pytaniem o bezpieczny poziom zacieśniania monetarnego. Program QT trwa od połowy 2022 roku i w tym czasie Rezerwa zredukowała swój bilans o 2 biliony dolarów. Na rynku od pewnego czasu spekuluje się, że choć do poziomu przedpandemicznego jest wciąż daleko, to jednak potencjalny zakres dalszego schodzenia jest coraz bardziej ograniczony. Przecieki z FED sugerują, że ankieta wskazała czerwiec jako ostatni moment na zakończenie programu. Oznaczałoby to zejście z kolejnych 400 mld dolarów do poziomu 6,4 bln $. Według dealerów rynku długu dalsza redukcja doprowadziłaby do napięć płynnościowych, zwłaszcza w momentach zamykania kwartałów. Powell do tej pory jednak nie zajął jednoznacznego stanowiska w tej sprawie i rosną obawy, że może być bardziej radykalny, niż chciałby tego rynek. Warto pamiętać, że przed pandemią bilans FED zamykał się w kwocie 4 bln $.
Życzenia Sekretarza Skarbu
Ta niepewność co do zakończenia programu QT (a przy okazji rozpoczęcia QE) ma jednak szersze implikacje. Scott Bessent – nowy Sekretarz Skarbu w administracji Trumpa – zdradził w ostatnim czasie, że w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki będzie preferował długi dług kosztem krótszych zapadalności. By jednak wprowadzić swoje życzenie w życie, dobrze byłoby znać parametry, w których funkcjonować będzie FED. Banki mniej chętnie będą kupować obligacje, którymi pogardzi w przyszłości Rezerwa. Już nie mówiąc o tym, że łatwiej przechodzić na długi koniec krzywej rentowności przy niższych stopach procentowych. Wiele więc wskazuje, że również jego życzenia zostaną skrupulatnie wysłuchane, po czym zignorowane przez Powella.
Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl
2025 zdecydowanie będzie rokiem zmiany dla firm z branży technologicznej. Najnowsza analiza EY „Top 10 opportunities for technology companies in 2025” podsumowuje, w jakich obszarach przedsiębiorstwa mają największe szanse na rozwój oraz co będzie stanowiło kluczowe wyzwanie w najbliższych 12 miesiącach.
Branża technologiczna dynamicznie się rozwija, a innowacje, takie jak generatywna sztuczna inteligencja, już dziś zmieniają status quo. Widać to m.in. w raporcie EY „Cyfrowa Transformacja 2024”, gdzie 84% polskich firm uznaje zmianę technologiczną za wysoki priorytet, co oznacza wzrost o 46 pkt. proc. w ciągu 4 lat. Rok 2025 nie jest w tym wypadku wyjątkiem. Zmiany, jakie zachodzą na światowych rynkach, z jednej strony zmuszają przedsiębiorstwa technologiczne do ciągłej ewolucji, ale z drugiej – są też olbrzymią szansą dla podmiotów rynkowych, aby wyprzedzić rywali i wykorzystać znajomość trendów do zwiększenia swojej konkurencyjności.
– Już dziś widzimy, że GenAI zmieniło rynek usług technologicznych, a z produktów opartych na sztucznej inteligencji korzysta wiele branż. Technologia ta znajduje się obecnie w praktycznie każdej gałęzi gospodarki – łańcuchach dostaw, sektorze finansowym czy przemyśle. To także szansa dla polskich firm z branży technologicznej, ponieważ wciąż istnieje olbrzymie pole do rozwoju, innowacji i dostarczania nowych technologii w tym zakresie – mówi Radosław Frańczak, partner EY Polska, Lider obszaru Technology Consulting .
Jakie więc są największe szanse dla branży technologicznej w 2025 roku? Na to pytanie odpowiada najnowsza analiza EY „Top 10 opportunities for technology companies in 2025”.
Dostarczenie rezultatów, które obiecało AI i odejście od subskrypcji
Sztuczna inteligencja to wciąż obszar, który zapewnia firmom technologicznym największy potencjał rozwoju. Jednak specjaliści EY zauważyli, że dziś zmienia się podejście do samej GenAI. Firmy mają coraz większą świadomość, w jaki sposób implementacja AI może przyczynić się do takich kwestii jak redukcja kosztów czy podniesienie efektywności. W związku z tym przedsiębiorstwa dostarczające te technologię powinny coraz mocniej skupiać się na tym, w jaki sposób ich oprogramowanie i udostępniane usługi pozwolą uzyskać wymierne korzyści dla ich klientów i jaki będzie realny zwrot z inwestycji. Potwierdzają to motywacje do wdrożenia AI wśród polskich przedsiębiorstw – działania te najczęściej (42%) pozwalają na poprawę jakości usług, a w dalszej kolejności pomagają zwiększyć skalę działalności (36%) oraz zmniejszać koszty działania (31%).
– Rozwinięcie usług związanych z AI powinno skłonić firmy technologiczne do przemyślenia sposobu konstruowania swojej oferty. Dziś jesteśmy przyzwyczajeni, że do wielu produktów i usług mamy dostęp dzięki subskrypcji. Ten model rozliczania się ma wiele zalet w porównaniu do wcześniej dominującego modelu licencyjnego, ale w ostatnim czasie zaczęto też dostrzegać coraz więcej jego wad. Przede wszystkim – jest on nieefektywny dla klienta, dając jedynie dostęp do platformy bądź usługi, nie biorąc pod uwagę rezultatów i realnych korzyści z użycia – dodaje Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.
W efekcie branża technologiczna stoi u progu bardzo dużej zmiany – mając dostęp do zaawansowanych narzędzi analitycznych, firmy mają szansę uzupełnić swoje portfolio ofertowe o nowy model finansowania bazujący właśnie na osiąganych efektach. Dla klientów, zarówno indywidualnych, jak i biznesowych, taki sposób rozliczania się może być znacznie atrakcyjniejszy od tradycyjnej subskrypcji, a dla firm, które skutecznie go wprowadzą, będzie stanowił istotny aspekt przewagi konkurencyjnej.
Uwzględnienie zmian w prawie i regulacjach w procesie decyzyjnym
Sektor technologiczny jest jednym z tych, który bardzo często wyprzedza obecne prawodawstwo. Obszary takie, jak AI, autonomiczne pojazdy czy bezpieczeństwo danych są przedmiotem wielu debat, a także – zmian legislacyjnych. Celem w tym wypadku jest często nie tylko regulacja technologii od strony biznesowej, ale też – etycznej. Jest to zarówno szansa, jak i wyzwanie dla całej branży.
W ostatnim czasie byliśmy świadkami istotnych zmian prawnych w wielu rozmaitych obszarach związanych z branżą technologiczną, jak AI Act, a kolejne procesy regulacyjne toczą się równolegle. Wiele kluczowych aktów prawnych dotyczy właśnie technologii, ponieważ to ona w dużej mierze kształtuje otaczającą rzeczywistość. Jest to szansa dla tych firm, które od samego początku stawiają na transparentność i współpracę z regulatorami oraz na etykę w projektowaniu swoich rozwiązań – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Adwokat, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych.
Dodatkowo firmy, które dziś specjalizują się w najnowszych technologiach powinny zwracać coraz większą uwagę na kwestie prawne i podatkowe i uwzględnić ich priorytetową rolę w podejmowaniu strategicznych decyzji. Szczególnie dotyczy to przedsiębiorstw działających na skalę międzynarodową, gdzie zmieniające się lokalne przepisy mogą zaburzyć takie kwestie jak łańcuch dostaw czy współpracę z podmiotami z danego obszaru. Odpowiednio przyjęta strategia pozwoli na mitygowanie zagrożeń wynikających z uwarunkowań geopolitycznych, które dziś stają się jednym z największych wyzwań dla globalnych firm.
Stworzenie narzędzi cyberbezpieczeństwa AI
Badanie 2024 Global Cybersecurity Insight Study potwierdza, że zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoliło na wzrost efektywności zespołów cyberbezpieczeństwa aż o 40 procent. Składa się na to m.in. możliwość lepszej automatyzacji procesu wykrywania podatności i zagrożeń. Wdrożenie AI w obszarze cyberbezpieczeństwa pozwala nie tylko zmniejszyć obciążenie dla zespołu, ale przede wszystkim pomaga także lepiej analizować dostępne dane i na ich podstawie przewidywać, które obszary mogą stać się celem kolejnego ataku. To samo badanie pokazuje też, że jakość zespołu odpowiedzialnego za cyberbezpieczeństwo w sieci ma również niebagatelny wpływ na poziom oferowanego przez te firmy produktu.
– Wykorzystanie AI w obszarze cyberbezpieczeństwa jest koniecznością, ponieważ jeżeli firma sama z takich narzędzi jeszcze nie korzysta, to może być pewna, że robią to grupy hakerskie. AI jest już narzędziem swego rodzaju wyścigu zbrojeń w zakresie wirtualnej ochrony. Warto o tym pamiętać i nie myśleć o sztucznej inteligencji tylko w kwestii usprawnienia procedur wewnętrznych lub rozwoju nowych produktów – mówi Piotr Ciepiela, Globalny Lider Bezpieczeństwa Architektury i Nowoczesnych Technologii, Partner EY.
10 wniosków dla branży technologicznej na 2025 rok
Pełna lista trendów, które będą miały wpływ na działalność branży w najbliższych miesiącach, to:
Dostarczenie rezultatów, które obiecało AI
Przejście w kierunku Agentic AI
Przyjęcie modeli cenowych opartych na wynikach
Wdrożenie modelu biznesowego „AI-first”
Odblokowanie pełni możliwości płynących z analizy danych
Innowacyjne metody szkolenia zorientowane na potrzeby pracownika przyszłości
Wzięcie pod uwagę kwestii podatkowych i prawnych w strategicznych decyzjach dotyczących AI
Stworzenie narzędzi cyberbezpieczeństwa AI
Uwolnienie kapitału na inwestycje w najnowsze technologie
Cło na nawozy z Rosji i Białorusi to doskonała wiadomość dla Polski. To może być ratunek dla naszego przemysłu chemicznego.
Dobre wiadomości płyną do polskiej gospodarki z Brukseli. Polska i kilka innych krajów europejskich mocno zabiegało o to, by nawozy, produkty chemiczne i komponenty nawozów przypływające do Europy z Rosji i Białorusi objęte były cłem, co nie zakłócałoby konkurencji między polskimi nawozami, a produktami z krajów objętych embargiem po wybuchu wojny w Ukrainie. Komisja Europejska przyjęła wniosek, a kluczowym etapem będzie głosowanie nad wnioskiem przez Państwa Członkowskie. – Przyjmujemy stanowisko Komisji Europejskiej jako satysfakcjonujące. Długo czekaliśmy na to aż Europa dostrzeże, że pod naszym bokiem produkty z krajów wspierających wojnę w Ukrainie wpływają do Europy. Cło nie zatrzyma tej ekspansji całkowicie, ale mocno ją spowolni. Ta sytuacja da oddech przytłoczonemu sektorowi chemicznemu – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Komisja Europejska przyjęła we wtorek wieczorem wniosek o nałożenie ceł na szereg produktów rolnych z Rosji i Białorusi, a także na niektóre nawozy azotowe. Oznacza to, że do Polski nie będą już płynąć szerokim strumieniem nawozy i komponenty nawozów np. z Białorusi.
Północna Izba Gospodarcza wielokrotnie apelowała do Komisji Europejskiej o zajęcie się tym tematem. Nasze działanie było głosem poparcia dla Grupy Azoty. Zakłady Chemiczne Police to jeden z największych pracodawców w regionie. Chemiczny gigant znalazł się w trudnej sytuacji wskutek wojny w Ukrainie i bardzo niesprawiedliwej rywalizacji ze strony nieregulowanych przez Unię Europejską nawozów płynących do Europy z Białorusi oraz innych krajów spoza wspólnoty.
Przyjęte przez Komisję Europejską cła to szansa na ustabilizowanie trudnej sytuacji na rynku nawozów w Polsce i szansa na odbudowę dla Grupy Azoty i dla Zakładów Chemicznych Police. Kolejny krok to rozpatrzenie wniosku przez Parlament Europejski. Kluczowym etapem będzie głosowanie nad wnioskiem przez państwa członkowskie.
– Północna Izba Gospodarcza współpracuje blisko z Zakładam Chemicznymi Police i dla nas oczywiste jest to, że ekspansja producentów nawozów z Białorusi i Rosji na polski i szerzej europejski rynek jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa naszego przemysłu. To także stworzenie realnego zagrożenia uzależnienia polskiego rolnictwa od taniego, ale niskiej jakości surowca, który wypiera z rynku jakościowe nawozy produkowane przez polskich producentów z poszanowaniem norm europejskich. Cła to konieczność jeżeli chcemy mieć kontrole nad tym, jakie produkty trafiają na nasz rynek. To również kwestia blokady rosyjskiej ekspansji, która mimo embarga i na szkodę polskich producentów miała się dotychczas przerażająco dobrze – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
– Komisja Europejska zrobiła ważny krok. Jego przypieczętowanie będzie mieć miejsce w Parlamencie Europejskim. Oby jak najszybciej została podjęta słuszna decyzja – mówi Hanna Mojsiuk.
Jak wskazano w komunikacie Komisji Europejskiej, celem wniosku jest zmniejszenie zależności od importu z Rosji i Białorusi. Taki import, w szczególności nawozów, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego UE.
Północna Izba Gospodarcza pozostaje w bieżącym kontakcie z przedstawicielami Zakładów Chemicznych Police.
Ostatni rok, jak i całe minione pięć lat, był okresem intensywnych zmian oraz zaskakujących zwrotów na rynku mieszkaniowym. Jednak analiza czwartego kwartału roku ujawnia wyraźne sygnały stabilizacji – dynamika wzrostu cen spadła do 8% kw/kw, popyt się unormował , a kupujący mogą korzystać z bogatej oferty, przypominającej tę sprzed dekady. Wiele wskazuje więc na to, że sektor mieszkaniowy stopniowo osiąga nowy stan równowagi – wynika z najnowszego „Kwartalnika Mieszkaniowego” Otodom i Polityka Insight.
Koniec cenowego rollercoastera?
IV kwartał na rynku mieszkaniowym upłynął pod znakiem dalszego hamowania tempa wzrostu cen. W ostatnich miesiącach roku wyniosło ono 8%, podczas gdy kwartał wcześniej było to 12%. W ujęciu rocznym i po uwzględnieniu inflacji, widoczny jest natomiast spadek tej dynamiki aż do 3% r/r. O obniżkach cen nie ma jednak mowy, na co w dużej mierze wpływają rosnące dochody gospodarstw domowych, zwiększające zdolność kredytową osób planujących zakup nieruchomości. Potwierdza to liczba złożonych wniosków o kredyty hipoteczne, która była zbliżona do długookresowej średniej przed okresem boomu, czyli 2023 rokiem.
– Zmiany cen mieszkań w Polsce w ciągu ostatnich 5 lat można porównać do dynamicznej jazdy kolejką górską, z okresami gwałtownego wzrostu przeplatającymi się z chwilami umiarkowanego tempa na poziomie 6%. Obecna dynamika, obserwowana w IV kwartale 2024 roku, przypomina tę z końca 2022 roku, czyli sprzed wprowadzenia rządowego programu wspierającego popyt. Na razie trudno przewidzieć, czy w pierwszym kwartale 2025 roku nastąpi dalsze spowolnienie wzrostu cen. Wiele wskazuje jednak na to, że nadchodzący rok przyniesie długo oczekiwaną stabilizację na rynku mieszkaniowym – podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.
Zwiastunów cenowej stabilizacji można także upatrywać w tempie wzrostu cen poszczególnych metraży mieszkań – w IV kw. roku najwolniej, bo o ok. 1% kw/kw drożały średnie lokale o powierzchni 40-90 mkw., a więc te najbardziej popularne. Co ciekawe, w całym 2024 r. najmocniejsze podwyżki przekraczające 10% r/r dotknęły najmniejszych miejscowości liczących do 50 tys. mieszkańców. Z czego to wynika? Eksperci podkreślają, że to efekt uwzględnienia przez firmy deweloperskie w cenach mieszkań kosztów realizacji inwestycji, które na mniejszych rynkach rosły w ubiegłych latach na podobnym jak w dużych miastach poziomie, ale większa wrażliwość popytu na zmiany cen nie pozwalała na gwałtowne ich zmiany. Z tego powodu to właśnie w małych miastach i miasteczkach możemy się spodziewać dalszego, choć umiarkowanego, wzrostu cen także w 2025 r.
Własne M wciąż w planach
Planujący zakup własnego M mają z czego wybierać – aktualna liczba dostępnych mieszkań sięga rekordowego poziomu. W samym IV kw. 2024 roku liczba aktywnych ofert sprzedaży wzrosła o 3% kw/kw i była niemal o 30% wyższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Taki wynik to w dużej mierze zasługa deweloperów, których oferty stanowią aż 57% całego rynku.
Biorąc pod uwagę skalę działalności firm deweloperskich w ostatnich latach, duża dostępność mieszkań i domów na sprzedaż nie jest zaskakująca. W ciągu ostatnich 5 lat deweloperzy wybudowali prawie 700 tys. lokali, a gospodarstwa domowe zrealizowały w tym samym czasie ok. 400 tys. domów jednorodzinnych.
– W ostatniej dekadzie zarówno inwestorzy indywidualni, jak i firmy deweloperskie intensywnie realizowali projekty mieszkaniowe, aby odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie na nieruchomości. Mimo wysokiej skali budowy, deficyt mieszkań nadal się utrzymuje – szczególnie w największych miastach, mimo tego że deweloperzy skoncentrowali w nich 44% całkowitej produkcji lokali w ciągu ostatnich dziesięciu lat – komentuje Katarzyna Kuniewicz.
Trwające zapotrzebowanie na mieszkania potwierdza stabilny poziom zainteresowania ze strony kupujących. Mimo braku zapowiadanego następcy programu BK 2%, popyt na nieruchomości nie osłabł gwałtownie, a liczba zawieranych transakcji od III kw. 2024 r. powoli rośnie. Warto jednak podkreślić, że tempo obrotu mieszkaniami od 2022 sukcesywnie spada.
– Mimo niesprzyjających warunków wciąż chcemy posiadać mieszkanie na własność, choć jest to trudniejsze niż dekadę temu. Własność oznacza to dla nas poczucie bezpieczeństwa i możliwość akumulacji kapitału. Nawet młodzi ludzie, którym obecnie niełatwo się usamodzielnić, nie rezygnują z marzeń o własnym „M” – dodaje socjolog, dr hab. Mikołaj Lewicki, współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.
W poszukiwaniu nowej równowagi
Wiele wskazuje na to, że po pięciu latach gwałtownych zmian, rynek mieszkaniowy ma już za sobą okres największych turbulencji. 2025 rok zapowiada się stabilnie – zarówno pod względem cen nieruchomości, jak i popytu oraz podaży.
– 2025 rok będzie czasem szerokiej oferty na rynku nieruchomości. Deweloperzy będą realizować planowane inwestycje i niewątpliwie nie będzie to okres zapaści dla branży. Wręcz przeciwnie – średnie wynagrodzenia rosną szybciej niż ceny mieszkań, a więc popyt będzie się mocno trzymał. Nie spodziewamy się obniżek cen, a raczej ich wyhamowania.W najbliższej przyszłości kupujący mogą się jednak mocniej zwrócić w kierunku rynku wtórnego – mówi dr hab. Mikołaj Lewicki.
Prognozując scenariusze na 2025 rok, nie sposób uniknąć zapowiadanego programu wsparcia kredytobiorców. Zdaniem ekspertów nie będzie miał on jednak takiego wpływu na rynek jak w 2024 r.
– Sektor mieszkaniowy wchodzi w fazę stabilizacji. 2024 r. pokazał, że radzi sobie nawet w obliczu wysokich stóp procentowych i bez programu wspierającego popyt. Wydaje się , że wystarczy drobny impuls taki jak niewielka obniżka stóp procentowych, aby na rynek nieruchomościpowrócił optymizm – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.
Właściwie nie ma szans na obniżenie stóp procentowych Fedu w tym tygodniu, członkowie FOMC czekają bowiem na większą klarowność w zakresie perspektyw ekonomicznych. Ruch dolara amerykańskiego uzależniony będzie od strategii komunikacji prezesa Fedu. Naszym zdaniem bardziej prawdopodobne jest, że Powell położy nacisk na ostatnią odporność aktywności gospodarczej i rynku pracy, co może się przełożyć na aprecjację waluty.
Kluczowe punkty:
Fed najpewniej utrzyma w środę stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
W kontraktach futures nie widać szans na zmianę stóp.
Powell powinien podkreślić siłę amerykańskiej gospodarki i rynku pracy.
Ostatnie odczyty inflacji są mieszane.
Dla inwestorów ważne będą komentarze Powella o polityce handlowej.
FOMC raczej nie zboczy z obranej ścieżki stóp.
Pod koniec 2024 r. Rezerwa Federalna dokonała 100 pb. cięć, w tym standardowego o 25 pb. na ostatnim posiedzeniu w grudniu. Członkowie FOMC jasno dali jednak do zrozumienia, że dalsze tempo łagodzenia polityki będzie bardziej stopniowe, a ostatni dot plot sugeruje, że Komitet spodziewa się obecnie dwóch obniżek stopy fed funds w tym roku. Jest to zgodne z wycenami rynkowymi, co nie zdarza się często. W 2026 r. inwestorzy oczekują jednak mniejszego rozluźniania polityki monetarnej niż zarysował w grudniu FOMC.
Fed czeka na potwierdzenie planów Trumpa
Sądzimy, że ostatnie odczyty makroekonomiczne z USA uzasadniają jastrzębią postawę Fedu. Zacznijmy od tego, że amerykańska gospodarka rośnie w solidnym tempie, a ostatnie wskaźniki aktywności sugerują trwający wzrost o ok. 3% w ujęciu zannualizowanym. Rynek pracy również radzi sobie dobrze, a nowych wakatów przybywa w solidnym tempie – grudniowy raport NFP (non-farm payrolls) znacznie przekroczył oczekiwania, wykazując najszybszy od marca wzrost liczby nowozatrudnionych. Postępy w kierunku osiągnięcia 2% celu inflacyjnego są wciąż stopniowe i choć w grudniu miara bazowa spadła, główna ponownie podbiła.
Należy również zwrócić uwagę na politykę gospodarczą prezydenta Trumpa. Jak dotąd nie dostaliśmy konkretnych informacji dotyczących jego taryf celnych. Choć nie spodziewaliśmy się ich otrzymać w pierwszych dniach prezydentury, to dotychczasowe znaki sugerują, że cła mogą być mniej dramatyczne niż te agresywnie sugerowane w kampanii.
W ostatnich komunikatach szereg oficjeli FOMC zauważył, że większe restrykcje handlowe mogą spowolnić proces dezinflacji, nie wydaje się jednak, by opinia ta była powszechna wśród członków Komitetu. Uważamy, że decydenci będą chcieli dowiedzieć się więcej o planach Trumpa, nim podejmą decyzję co do skali dodatkowych cięć.
Rynek czeka na komunikat Powella. Prawdopodobnie podkreśli on siłę gospodarki
Biorąc to pod uwagę, szansa na obniżkę stóp procentowych w środę jest bliska zera, szczególnie że nie będzie nowego dot plotu ani projekcji ekonomicznych. Cała uwaga skupi się na komunikatach prezesa Jerome’a Powella. Spodziewamy się, że ton jego wypowiedzi pozostanie jastrzębi. Prawdopodobnie ponownie podkreśli, że amerykańska gospodarka radzi sobie dobrze i wciąż rośnie w solidnym tempie. Powinien również powiedzieć, że rynek pracy jest bliski pełnego zatrudnienia, a inflacja wciąż podąża ścieżką do wynoszącego 2% celu banku.
Sądzimy, że Powell powstrzyma się przed szczegółową oceną wpływu ceł na gospodarkę, szczególnie biorąc pod uwagę wysoką niepewność dotyczącą ich finalnego kształtu. Może powiedzieć, że większy protekcjonizm niesie ryzyko, że inflacja na dłużej pozostanie wysoka, a wzrost gospodarczy USA może być słabszy. Nie sądzimy jednak, że ryzyka te ośmielą Powella do zasygnalizowania zmiany nakreślonej w grudniu ścieżki, która naszym zdaniem pozostanie bazowym scenariuszem Fedu. Na koniec uważamy, że Powell jasno da rynkom do zrozumienia, że nadchodzą kolejne cięcia, nie ma jednak potrzeby, by się z nimi spieszyć.
Dolar może ponownie zyskać
Obecnie w kontraktach futures kolejna obniżka stóp procentowych jest wyceniana w pełni dopiero na czerwcowym posiedzeniu Fed, choć spora szansa na nią jest już w maju. Wszelkie komentarze Powella, w których będzie umniejszał ryzyka inflacyjne spowodowane większymi restrykcjami handlowymi mogą być odebrane jako gołębi sygnał i doprowadzić do nowych strat dolara. Jeśli jednak prezes Fedu położy nacisk na ostatnią odporność aktywności gospodarczej i rynku pracy, amerykańska waluta może zyskać. Drugi scenariusz jest naszym zdaniem bardziej prawdopodobny i przed posiedzeniem oceniamy bilans ryzyk dla dolara jako umiarkowanie przechylony w górę.
Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (29.01) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.
Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury
Kurs euro jest najniższy od 2018 roku. Tamtych poziomów jeszcze chwilę nie przekroczymy, bo w 2018 roku euro kosztowało 4,13 zł. W tle słabsze dane z USA oraz brak zmian stóp procentowych na Węgrzech.
Euro poniżej 4,20 zł
Na rynku niby nic się nie dzieje, a polski złoty dalej zyskuje. Na siłę polskiej waluty wpływają cały czas te same czynniki. Rynek nie wierzy w rychłe obniżki stóp procentowych w Polsce. Widać to chociażby po stawce WIBOR. W ostatnich dniach 6-miesięczny WIBOR rósł. Oznacza to, że banki spodziewają się, że mimo upływu czasu, który teoretycznie powinien nas przybliżać do obniżek stóp procentowych, koszt pieniądza nie będzie spadać w najbliższych miesiącach. Do tego warto zaznaczyć, że na rynku nadal mamy dobry klimat dla przepływu inwestycji na rynki rozwijające się w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu. To wszystko powoduje, że inwestorzy wciąż patrzą przychylnie na złotego. Nie jest to jednak siła ruchu, który powinien powodować przełomowe ruchy. Raczej mówimy o ułamkach grosza dziennie. O ile oczywiście któryś z dużych inwestorów nie zdecyduje się zrealizować zysku z obecnego ruchu. W takim scenariuszu można spodziewać się wzrostu kursu EUR w stronę 4,25 zł.
Dane zza Oceanu Atlantyckiego
Wczoraj poznaliśmy dane o zamówieniach na dobra w USA. Wynik bez środków transportu wyniósł 0,3%. Był słabszy od oczekiwań, które wynosiły 0,4%. Większy problem pojawił się w parametrze z zamówieniami na dobra trwałego użytku. Te, zamiast rosnąć jak w oczekiwaniach o 0,6%, spadły o 2,2%. Jakby słabych danych było mało gorzej od oczekiwań wyszedł też indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Po takich danych wydawać by się mogło, że dolar powinien się osłabiać. Dane trafiły jednak na rynek w trakcie ruchu umacniającego dolara. W rezultacie do końca dnia dolar był w miarę stabilny względem euro.
Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych
Wczoraj Bank Centralny Węgier kolejny raz nie zmienił stóp procentowych. Było to zgodne z oczekiwaniami analityków. Od września 2024 stopa procentowa w Budapeszcie znajduje się na poziomie 6,5%. Jest to połowa wartości, którą Węgrzy mieli we wrześniu 2023 roku. Tak, kraj ten podniósł wówczas stopę procentową do 13%. Powodem dla którego nie są obniżane stopy procentowe jest wyskok inflacji. Jeszcze w sierpniu inflacja wynosiła 3%, teraz mamy już 4,6%. Przy tak szybko odbijającym wzroście cen obniżanie stóp procentowych nie wydaje się rozsądnym ruchem. Forint po decyzji delikatnie się umacniał, co może niby sugerować, że jednak część inwestorów liczyła na obniżkę. Z drugiej strony w tych godzinach zyskiwały również inne waluty tego regionu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski, główny analityk w InternetowyKantor.pl
GUS dopiero niedawno opublikował „powiatowe” dane o cenach mieszkań w 2023 r. Warto sprawdzić, które miasta okazały się droższe od Warszawy.
U osób bliżej zainteresowanych rynkiem nieruchomości, zdziwienia raczej nie wzbudza fakt, że Główny Urząd Statystyczny dopiero jesienią kolejnego roku podaje informacje o transakcyjnych cenach mieszkań z powiatów. Pomimo tego opóźnienia, dane GUS są interesujące, ponieważ uwzględniają mniej popularne medialnie rynki nieruchomości. Na podstawie „GUS-owskich” danych za 2023 r. eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy któreś miasto było wówczas droższe mieszkaniowo od Warszawy.
W ramach analizy, warto wziąć pod uwagę opublikowaną dopiero niedawno przez GUS medianową cenę 1 mkw. sprzedanych mieszkań (nowych oraz używanych). Taka statystyka uwzględnia wszystkie sprzedane mieszkania z rynku wtórnego oraz przeniesienia własności ukończonych mieszkań deweloperskich – bez zawartych w danym roku umów deweloperskich, które często cechują się wyższymi stawkami za 1 mkw. Obliczona w ten sposób mediana cen 1 mkw. mieszkań dla „najdroższych” miast na prawach powiatu z 2023 r. wyglądała następująco:
Sopot – 15 217 zł
Warszawa – 13 081 zł
Kraków – 11 446 zł
Świnoujście – 10 585 zł
Gdańsk – 10 227 zł
Wrocław – 10 133 zł
Gdynia – 9 891 zł
Poznań – 9 129 zł
Lublin – 8 632 zł
Szczecin – 8 434 zł
Katowice – 8 143 zł
Białystok – 7 950 zł
Siedlce – 7 823 zł
Rzeszów – 7 691 zł
Toruń – 7 679 zł
Jak widać, Sopot podobnie jak w poprzednich latach cechował się najwyższą medianową ceną, czyli stawką za 1 mkw., której nie przekroczyła połowa sprzedanych lokali. Podawane przez GUS informacje z powiatu tatrzańskiego (mediana = 15 717 zł/mkw.) pozwalają sądzić, że Zakopane pod względem cen mieszkań w 2023 roku również wyprzedzało Warszawę. Podobna sytuacja mogła dotyczyć okolic Krynicy-Zdroju oraz Międzyzdrojów. Możemy żałować, iż Główny Urząd Statystyczny nie podaje informacji cenowych w podziale na gminy. Oczywiście, szybsza publikacja statystyk GUS też byłaby pożądana.
Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl
Krajowy rynek instrumentów długu prywatnego (Private Debt) w 2024 roku osiągnął wartość 2,5-4,0 mld zł. Pomimo dynamicznego wzrostu ten segment rynku w porównaniu do wolumenu bankowych kredytów dla klientów korporacyjnych wynosi tylko 2%. Eksperci PwC i Strategy& w Polsce szacują wzrost wartości tego rynku nawet do 16,9 mld zł w ciągu sześciu lat. Finansowanie tego typu zyskuje na znaczeniu także na świecie, a prognozy wskazują, że do 2027 roku osiągnie wartość 2,3 bln dolarów. Obecnie 56% rynku Private Debt koncentruje się na dwóch sektorach: technologie informatyczne (IT) oraz opieka zdrowotna – wynika z raportu “Rynek długu prywatnego (Private Debt) – szansą dla polskich firm i banków” opracowanego przez Strategy& w Polsce.
Rynek długu prywatnego (Private Debt) to coraz bardziej popularna forma finansowania firm, która łączy cechy instrumentów dłużnych i alternatywnych inwestycji kapitałowych. Istotą jest finansowanie projektów inwestycyjnych z kapitału niebankowego, np. funduszy, instytucji niebankowych, osób prywatnych. Wachlarz możliwości jest bardzo zróżnicowany pod kątem profilu ryzyka, oczekiwanej stopy zwrotu, okresu finansowania. To stanowi ciekawą alternatywę dla przedsiębiorstw, inwestorów a także podmiotów zarządzających aktywami.
“Banki, mimo znaczącej bazy kapitałowej, stają przed wyzwaniami związanymi z możliwością sfinansowania wielomiliardowych inwestycji związanych z transformacją energetyczną, infrastrukturą czy projektami związanymi z obronnością. W tym kontekście otwarcie się na nowe formy finansowania przedsiębiorstw i projektów staje się dla samych banków także korzystnym rozwiązaniem. Private Debt, którego obecna wartość w Polsce według naszych szacunków nie przekracza 4 mld zł, nie stanowi zagrożenia dla pozycji ani dochodowości banków. Wprost przeciwnie – możliwe jest współistnienie interesów funduszy i banków, co przyniosłoby korzyści polskim przedsiębiorcom” – mówi Przemysław Paprotny, partner PwC Polska, lider usług dla sektora finansowego w Europie Środkowo-Wschodniej.
W latach 2013-2023 wolumen pozostałego salda kredytów korporacyjnych i MŚP wzrósł z 278 mld PLN do 411 mld PLN (+48%). Aczkolwiek w ostatnich latach akcja kredytowa spowolniła. Wśród kluczowych czynników wpływających na polski rynek kredytów korporacyjnych należy wymienić otoczenie makroekonomiczne, niepewność gospodarczą oraz wysoką inflację i koszty produkcji. Wysokie stopy procentowe spowodowały znaczny spadek liczby nowo udzielanych kredytów, pandemia COVID-19 i konflikt na Ukrainie wpłynęły na nowe inwestycje i niższy popyt na nowy dług a wzrastające ceny energii i koszty pracownicze spowodowały spadek dochodowości.
“Zgodnie z prognozami PwC i Strategy&, w optymistycznym wariancie rynek Private Debt w Polsce może wzrosnąć nawet czterokrotnie, osiągając wartość blisko 17 mld zł w 2030 roku. Przy tak dużym zainteresowaniu ze strony klientów korporacyjnych, banki mają szansę skorzystać z rozwoju tego rynku w sposób, który przewyższa potencjalne ryzyka. Ostatecznie Private Debt może stać się istotnym elementem strategii finansowej polskich banków, wspierając dywersyfikację źródeł finansowania oraz wzrost zwrotów z aktywów” – mówi Jakob Szucsich, dyrektor Strategy& w Polsce w zespole usług dla sektora finansowego.
Strategiczne partnerstwa finansowe w obszarze Private Debt mogą stanowić dla banków skuteczny sposób na zwiększenie konkurencyjności wobec bardziej elastycznych funduszy Private Debt. Banki, ograniczane przez rygorystyczne wymogi kapitałowe, raportowe i regulacyjne, mają możliwość redukcji tych barier poprzez współpracę z partnerami, co pozwala im na dostęp do nowych, stabilniejszych źródeł finansowania i bardziej efektywne zarządzanie ryzykiem aktywów ważonych. Dzięki temu mogą dywersyfikować swoją bazę klientów oraz oferować bardziej zróżnicowane produkty kredytowe, co wzmacnia ich pozycję na rynku. Jednocześnie fundusze Private Debt, operując w mniej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym, zyskują przewagę w elastyczności działania, co pozwala im lepiej dostosować się do zmieniających się warunków rynkowych. Partnerstwa z tymi funduszami mogą umożliwić bankom poprawę efektywności kapitałowej, odciążenie bilansów oraz wprowadzenie lżejszego modelu aktywów. W efekcie banki mogą lepiej konkurować w rosnącym rynku Private Debt, wykorzystując uzupełniające się możliwości obu stron.
Komisja Europejska ma na przełomie lutego i marca przedstawić swoją wizję dla unijnego rolnictwa. Będzie ona bazować na interesującym raporcie przygotowanym przez grupę ekspertów.
W odpowiedzi na protesty rolników przeciwko Europejskiemu Zielonemu Ładowi Komisja Europejska powołała specjalną grupę „Dialog strategiczny na temat przyszłości rolnictwa UE”, składającą się z blisko 30 interesariuszy reprezentujących różne grupy związane z rolnictwem i jego otoczeniem. Efektem jej prac jest raport opublikowany we wrześniu ub.r. To bardzo dobry materiał diagnostyczny, w którym umiejętnie pokazano złożoność wyzwań i problemów, z którymi boryka się rolnictwo w Unii Europejskiej.
Wypracowane przez członków grupy rekomendacje są słusznymi postulatami, które w pełni odnoszą się do potrzeb sektora rolnego w UE, także polskiego. Przede wszystkim autorzy raportu wskazują na konieczność zmiany podejścia do działań mających na celu zrównoważony rozwój rolnictwa. Brakuje zharmonizowanych zasad oceny oddziaływania działalności rolniczej na środowisko.
Co prawda w ostatnich kilku dekadach Wspólna Polityka Rolna (WPR) była coraz bardziej skupiona na realizacji celów środowiskowych, jednak – jak pokazały liczne badania naukowe oraz raporty Europejskiego Trybunału Obrachunkowego – przeważnie nie przynosiły one widocznych efektów. Autorzy raportu w tym kontekście wskazują na konieczność wprowadzenia wspólnych celów i zasad oceny, w tym dotyczących redukcji emisji gazów cieplarnianych. Postulat ten, choć słuszny, napotyka jednak na oczywistą barierę związaną ze zróżnicowaniem klimatyczno-przyrodniczym obszaru UE.
Ważne miejsce w raporcie zajmuje kwestia takiego zreformowania WPR, aby była ona katalizatorem przemian w unijnym systemie rolno-żywnościowym i aby był on zrównoważony, konkurencyjny, zróżnicowany i rentowny. Autorzy raportu wprost wskazali, że wsparcie dochodowe powinno być lepiej kierowane do „określonych grup aktywnych rolników”. To jednak dość ogólne sformułowanie, zwłaszcza w kontekście toczącej się obecnie w Polsce debaty na temat definicji aktywnego rolnika.
Autorzy raportu zwrócili również uwagę na problem wymiany handlowej i uwzględnianie przez UE interesów unijnego rolnictwa w negocjacjach umów międzynarodowej. Podkreślają, że otwartość na wymianę handlową powinna być oparta na równych zasadach konkurencji, a UE powinna promować na świecie wysokie standardy produkcji.
Stany Zjednoczone właśnie odwracają się od zielonej transformacji gospodarki, a w UE coraz liczniejsze są głosy za tym, by obniżyć unijne cele związane ze środowiskiem i klimatem. Ciekawe, w jakim stopniu zostanie to uwzględnione w unijnej wizji dla rolnictwa, która ma zostać opublikowana przez Komisję Europejską na przełomie lutego i marca i ma bazować na omówionym tutaj raporcie.
Dr hab. Barbara Wieliczko jest profesorem Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk i członkinią Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
36 proc. polskich inwestorów indywidualnych ocenia, że rynek USA wygeneruje najwyższe stopy zwrotu w 2025 roku, wyprzedzając Europę (28 proc.) i Chiny (25 proc.).
Technologie pozostają najbardziej atrakcyjnym sektorem, z 18 proc. inwestorów planujących zwiększenie zaangażowania w tym obszarze.
Kryptowaluty wciąż są w czołówce inwestycyjnych wyborów na 2025 rok, choć ich popularność spadła z 26 proc. do 24 proc. w porównaniu z IV kwartałem 2023 roku.
Zaufanie polskich inwestorów do portfeli inwestycyjnych nieznacznie spadło – z 79 proc. do 78 proc. rok do roku.
Inwestorzy indywidualni na całym świecie w 2025 roku kierują swoje zainteresowanie na rynek akcji w USA, sektor technologiczny i kryptowaluty – wynika z najnowszego kwartalnego raportu Puls Inwestora Indywidualnego, przygotowanego przez platformę eToro. W Polsce dominującymi sektorami w portfelach inwestorów są technologie, nieruchomości, energetyka oraz usługi finansowe.
W badaniu przeprowadzonym wśród 10 000 inwestorów indywidualnych z 12 krajów 45 proc. respondentów wskazało, że to rynek amerykański zapewni najwyższe stopy zwrotu w 2025 roku, wyprzedzając Chiny (24 proc.) i Europę (20 proc.). W Polsce dane te wynoszą odpowiednio: 36 proc. dla rynku USA, 28 proc. dla Europy i 25 proc. dla Chin.
Na pytanie o rynek akcji z największym potencjałem stóp zwrotu w 2025 roku, 56 proc. globalnych respondentów wybrało swój rynek krajowy. W Polsce 51 proc. inwestorów również wskazało na krajowy parkiet.
W Europie inwestorzy z największym optymizmem patrzą na perspektywy rynków w swoim regionie: 23 proc. Niemców, 21 proc. Francuzów, 25 proc. Hiszpanów, 21 proc. Włochów i 29 proc. Holendrów uważa, że Europa będzie najlepiej prosperującym rynkiem w 2025 roku. W Polsce 28 proc. respondentów podziela tę opinię.
Komentując te dane, analityk eToro Paweł Majtkowski powiedział: Polacy, podobnie jak inwestorzy z całego świata, mocno wierzą w amerykańską giełdę i akcje. Wynika to przede wszystkim z doskonałych wyników rynku w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dwóch latach, które znacząco przewyższyły rezultaty notowane przez giełdy w Polsce, Europie czy Azji. Jednocześnie znajdujemy się w momencie, w którym decyzje nowego prezydenta USA sprawiają, że Stany Zjednoczone w jeszcze większym stopniu stają się punktem odniesienia dla reszty świata. Warto też podkreślić, że amerykańska gospodarka radzi sobie coraz lepiej. Wśród polskich inwestorów wiarę w to, iż to właśnie Stany Zjednoczone przyniosą w tym roku najwyższe zyski, deklaruje 36 proc. badanych – podczas gdy wśród inwestorów globalnych ten odsetek wynosi 45 proc. Wynika to z faktu, że wielu polskich inwestorów wciąż nie inwestuje na rynkach światowych, koncentrując się głównie na rynku lokalnym. Niestety oznacza to w ostatnich latach brak możliwości zarabiania na najnowszych trendach, których przedstawicieli nie znajdziemy na warszawskim parkiecie.
Technologie i kryptowaluty głównymi obszarami inwestycji polskich inwestorów w 2025 roku
Zapytani o sektory, w których planują zwiększenie zaangażowania w 2025 roku, inwestorzy indywidualni na całym świecie najczęściej wskazywali technologie – w Polsce wybór ten deklaruje 16 proc. respondentów. W ciągu roku zainteresowanie tym sektorem na naszym rynku wzrosło o 3 p.p. w porównaniu z IV kwartałem 2023 roku.
Drugim najczęściej wybieranym obszarem w Polsce pozostają nieruchomości, które przyciągają 13 proc. inwestorów, z kolei sektor energetyczny i usługi finansowe są preferowane przez po 11 proc. respondentów.
Jeśli chodzi o klasy aktywów, kryptowaluty są uważane za najbardziej obiecującą klasę aktywów przez 24 proc. inwestorów w naszym kraju. Chociaż kryptoaktywa nadal pozostają na pierwszym miejscu, ich popularność spadła z 26 proc. do 24 proc. w porównaniu z IV kwartałem 2023 roku.
Na liście preferowanych klas aktywów znajdują się także: krajowe obligacje (13 proc.), surowce (13 proc.) oraz zagraniczne obligacje (8 proc.). Z kolei tylko 7 proc. polskich inwestorów planuje inwestycję w gotówkę – wartość ta pozostaje stabilna rok do roku.
Paweł Majtkowski dodaje: W minionym kwartale inwestorzy z całego świata wyraźnie postawili na dywersyfikację portfeli, natomiast Polacy wciąż pozostają wierni branży technologicznej. Nie zmienia tego ani rosnące ryzyko korekty, ani wysokie wyceny najważniejszych amerykańskich firm technologicznych. Co istotne, nie można stwierdzić, że polskimi inwestorami kieruje wyłącznie chciwość – o czym świadczy spadek z 26 proc. do 24 proc. odsetka osób wybierających Bitcoina i kryptowaluty, mimo że czwarty kwartał zdecydowanie należał do tych aktywów. Nie zaskakuje też niska popularność gotówki wśród polskich inwestorów, ponieważ nawet najlepsze bankowe lokaty roczne od jesieni ubiegłego roku przynoszą realne straty – i prawdopodobnie tak będzie przez cały 2025 rok.
Zaufanie inwestorów globalnie rośnie, w Polsce pozostaje stabilne
Globalnie inwestorzy indywidualni wykazują umiarkowanie wyższy poziom zaufania do swoich portfeli w porównaniu z końcem ubiegłego roku.
Dane pokazują istotne różnice w poziomie zaufania w różnych krajach. Najwyższe zaufanie odnotowano w Holandii (93 proc.), następnie w Niemczech (82 proc.) oraz w Polsce i we Włoszech (po 78 proc.). Największy wzrost zaufania w Europie odnotowano w Hiszpanii (+9 p.p.). Francja pozostaje krajem o najniższym poziomie zaufania inwestorów (70 proc).
Ogłoszony niedawno nowy program dofinansowań do pojazdów elektrycznych „NaszEauto” już staje w ogniu krytyki branży motoryzacyjnej. Projekt nazywany roboczo „Mój Elektryk 2.0”, miał być kontynuacją pierwszej edycji, czyli oryginalnego „Mojego Elektryka”. Wiemy jednak już od dawna, że dofinansowanie nie będzie stuprocentową kopią oryginału. Różnice stanowią choćby zmiana kwoty dotacji czy wyłączenie z dofinansowania osób prawnych, które jak warto przypomnieć, stanowiły około 87% wszystkich nabywców pojazdów elektrycznych w 2024 roku. Nowy program nie budzi entuzjazmu ani pośród odbiorców, ani wśród branży motoryzacyjnej, czego wyraz daje po raz kolejny Związek Dealerów Samochodów.
Hucznie ogłoszony program „NaszEauto” jeszcze na etapie projektu zapowiadał uwzględnienie pojazdów demonstracyjnych przy założeniu, że nie będą one miały przebiegu większego niż 6000 kilometrów. Miała to być pozytywna zmiana względem poprzedniej edycji, która nie zakładała żadnych wyjątków. Autorzy projektu jednak zapomnieli (lub wręcz nie chcieli pamiętać) o jednej kwestii, która czyni uwzględnienie „demówek” bezużytecznym. Okazuje się, że aby otrzymać dofinansowanie na samochód demonstracyjny nie może być on wcześniej zarejestrowany.
Autorzy projektu twierdzą, że można uzyskać dofinansowanie na samochody demonstracyjne, ale tylko na tzw. „biało-zielonych tablicach” Czym są te „biało-zielone tablice”? Są to tablice wydawane w przypadku tzw. rejestracji profesjonalnej pojazdów, która w dużym uproszczeniu pozwala czasowo zarejestrować wiele pojazdów na jeden numer rejestracyjny.
Problem jednak polega na tym, że obecnie żaden autoryzowany dealer nie korzysta z tego rozwiązania. Wynika to z prozaicznej przyczyny – firmy raportujące liczby nowych samochodów w Polsce, bazują wyliczenia na liczbie rejestracji. W związku z tym, żeby można było zliczyć auta demonstracyjne do puli aut „sprzedanych” (a jest to około trzydzieści tysięcy aut rocznie) producenci i importerzy wymagają od autoryzowanych dealerów tradycyjnej rejestracji takich samochodów.
W związku z tym Związek Dealerów Samochodów apeluje o zaprzestanie mylnego wymieniania samochodów demonstracyjnych jako uwzględnionych w programie, ponieważ w praktyce nie będzie dofinansowania z programu „NaszEauto” do zakupu pojazdu demonstracyjnego.
„Ubolewamy nad tym, że profesjonalna rejestracja w Polsce praktycznie nie funkcjonuje, jednak podchodząc do sprawy realistycznie nie liczylibyśmy na zmianę wymogów ze strony producentów, gdy w grę wchodzi zaledwie 13% dotychczasowych odbiorców na wciąż niszową grupę pojazdów. Przypominamy po raz kolejny, nowy program wykluczył 87% klientów na elektryki, czyli odbiorców instytucjonalnych.” – komentuje Rafał Wietoszko ze Związku Dealerów Samochodów.
Brak uwzględnienia osób prawnych jest głównym zarzutem wobec programu nie tylko ze strony Związku Dealerów Samochodów, ale całej branży. Od wielu lat większość odbiorców nowych samochodów w Polsce to firmy – w około 70 procentach wszystkie rejestracje nowych samochodów są tzw. „rejestracjami na REGON”. W przypadku pojazdów elektrycznych wynik ten jest jeszcze wyższy, bo jak już zostało wspomniane, 87% kupujących elektryki w 2024 roku to były właśnie osoby prawne.
Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów
„W kontekście danych na temat tego kto w Polsce kupuje samochody nowe jest jeszcze bardziej niezrozumiałym, dlaczego autorzy programu nie chcą włączyć do dofinansowania pojazdów demonstracyjnych już zarejestrowanych. Według nawet najbardziej śmiałych szacunków przewidziane na program 1,6 miliarda złotych nie zostanie przecież wydane przy obecnych założeniach. Realne uwzględnienie samochodów demonstracyjnych mogłoby tylko pomóc w wydaniu założonych pieniędzy. Niezrozumiała jest dla nas, jak i zapewne dla całej branży postawa NFOŚiGW oraz Ministerstwa, które zdaje się liczą wyłącznie na spełnienie warunków wypłaty KPO, a nie na faktyczne wsparcie elektromobilności w Polsce.” – komentuje prezes Związku Dealerów Samochodów, Paweł Tuzinek.
Związek Dealerów Samochodów już w przeszłości zwracał uwagę na szereg problemów z nowym programem dofinansowań. Sama kwestia uwzględnienia pojazdów demonstracyjnych w dofinansowaniu była już osobno poruszana dwukrotnie, zarówno podczas konsultacji projektu oraz w oficjalnym piśmie wystosowanym w styczniu zarówno do NFOŚiGW jak i Ministerstwa.
Zapowiadane przez Donalda Trumpa radykalne zmiany w polityce celnej Stanów Zjednoczonych wywołują niepokój w branży TSL. – To, co obserwujemy może okazać się największą rewolucją w polityce celnej USA od dekad. Zmieni ona całkowicie zasady gry w międzynarodowym handlu – komentuje Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.
Prezydent Trump planuje utworzenie nowej agencji External Revenue Service (ERS), której głównym zadaniem będzie skuteczniejsze egzekwowanie ceł od partnerów handlowych USA. Szczególny niepokój budzą zapowiedzi nałożenia wysokich ceł na kluczowych partnerów handlowych. Prezydent Stanów Zjednoczonych grozi wprowadzeniem stawek taryfy celnej sięgających od 10 do 60 proc. na towary z Chin oraz 25 proc. na import z Meksyku i Kanady, naliczanych od wartości celnej towaru. Dodatkowo, kraje NATO mogą zostać objęte dodatkowymi obciążeniami, jeśli nie zwiększą wydatków na obronność do 5 proc. PKB.
– Wprowadzenie zapowiadanych ceł może wywołać efekt domina w światowym handlu. Każdy kraj dotknięty amerykańskimi taryfami prawdopodobnie odpowie własnymi barierami celnymi, co doprowadzi do znaczącego spadku wolumenu przewozów międzynarodowych na tych kierunkach – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.
Według danych amerykańskiego Biura Przemysłu i Bezpieczeństwa (BIS) Stany Zjednoczone importują obecnie szeroką gamę produktów z krajów, które chcą objąć podwyższonymi cłami. USA importują z Chin m.in.:
Maszyny i urządzenia mechaniczne (w tej kategorii znajdują się komputery, smartfony i inne urządzenia elektroniczne), meble, pościel, lampy, zabawki, gry i sprzęt sportowy, chemikalia, tworzywa sztuczne, gumę i wyroby skórzane.
Z Kanady importują:
Ropę naftową, minerały, wapno i cement, sprzęt transportowy, chemikalia, tworzywa sztuczne, gumę i wyroby skórzane.
Z Unii Europejskiej sprowadzają:
Chemikalia, tworzywa sztuczne, kauczuk i wyroby skórzane, maszyny i urządzenia mechaniczne, sprzęt transportowy, produkty medyczne i farmaceutyczne.
Dla polskiego sektora TSL wprowadzane przez nowy rząd amerykański zmiany mogą mieć szczególnie istotny wpływ na eksport maszyn i urządzeń mechanicznych oraz elektrycznych. Stanowią one największą część polskiego eksportu do USA, o wartości ok. 3,60 i 2,24 miliarda dolarów rocznie. Stany Zjednoczone importują z Polski również aparaty optyczne, fotograficzne i medyczne, meble, oświetlenie, budynki prefabrykowane.
– Branża TSL dostrzega, że globalna wojna celna może doprowadzić do znaczącego spadku zamówień, wzrostu kosztów operacyjnych i w konsekwencji do redukcji zatrudnienia w sektorze. Utrudnienia w dostępie do rynku powodują także wzrost nakładów administracyjnych na prowadzenie prawidłowej polityki w zakresie customs compliance. Eksperci podkreślają, że w zglobalizowanej gospodarce nawet lokalne zmiany w polityce celnej mogą mieć daleko idące konsekwencje dla całego łańcucha dostaw – podkreśla Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.
Polska gospodarka jest obszarem, z którym wiele krajów sąsiednich, krajów Unii Europejskiej, wiąże duże nadzieje. Nasz kraj ma wielkie szanse na skorzystanie z reindustrializacji gospodarki Unii Europejskiej. Mamy za sobą 30 lat cudu gospodarczego, który bardzo trudno powtórzyć komukolwiek na świecie, o którym wiele osób czy wiele krajów marzy. Trzeba podejmować działania, aby Polska była postrzegana jako kraj bardziej wartościowy do inwestycji. To jest spore wyzwanie.
– Dziś porównujemy Polskę z grupą państw Europy Środkowej. I tylko z czterema państwami, czyli Węgry Rumunia, Słowacja i Czechy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Brunon Bartkiewicz, Prezes Zarządu, ING Bank Śląski. – Na tym tle wyglądamy, mówiąc wprost, tak sobie. Głównymi elementami, w których wyglądamy mniej korzystnie, są obszary szeroko rozumianej praworządności, stabilności instytucjonalnej, infrastrukturalnej i przewidywalności reguł życia gospodarczego oraz w zakresie transparentności finansów publicznych. W tych aspektach wyglądamy niedobrze. W pozostałych jesteśmy w peletonie. To, co oczywiście przykuwa uwagę – to są napięcia polityczne, o których bardzo lubimy rozmawiać. Powiem tak – ja nie znam nikogo i żadnego kraju, w którym nie byłoby napięć politycznych i w którym nie byłoby dość szeroko rozbudowanego poczucia niezadowolenia ze sposobów, jak elity polityczne prowadzą kraj i gospodarkę danego kraju. Ale musimy wzmacniać gospodarczy wizerunek Polski w Europie i na świecie – wskazuje Brunon Bartkiewicz.
Początek 2025 r. zapowiada zmiany wpływające na funkcjonowanie polskich firm transportowych. Jedną z nich jest nowelizacja ustawy o transporcie drogowym z 21 listopada 2024 r., zgodnie z którą polscy przewoźnicy od niedawna mogą wypożyczyć ciężarówkę zarejestrowaną za granicą. Rozwiązanie to może przynieść korzyści firmie transportowej i zwiększyć np. elastyczność operacyjną czy ograniczyć liczbę przestojów, ale ma też swoje ograniczenia. Jakie? Co ważniejsze, nieprzestrzeganie nowych regulacji niesie ryzyko dotkliwych kar finansowych dla przewoźników.
Przewóz towarów nie swoją ciężarówką – jak to możliwe?
Aktualizacja polskiej ustawy o transporcie drogowym jest efektem wdrożenia unijnych przepisów dotyczących użytkowania pojazdów najmowanych bez kierowców w celu przewozu drogowego rzeczy, które obowiązują od 31 grudnia 2024 r. Nowe regulacje wprowadzają możliwości korzystania przez polskich przewoźników z wynajmu pojazdów zarejestrowanych za granicą.
– Przed zmianą przepisów ciężarówki wykorzystywane w przewozach krajowych i międzynarodowych przez rodzime firmy transportowe musiały być zarejestrowane w Polsce. Aby spełnić wymogi znowelizowanych przepisów, pojazd musi być wynajmowany za opłatą, a umowa powinna zostać zawarta na czas określony i być sporządzona w języku polskim. Ponadto, auto musi być zarejestrowane w innym kraju Unii Europejskiej (UE) lub na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) – komentuje Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.
Kto zdecyduje się skorzystać z nowych przepisów, powinien pamiętać o kilku ograniczeniach czasowych.
–W przypadku wykonywania zarobkowego transportu rzeczy zagraniczny pojazd może zostać wynajęty maksymalnie na trzy kolejne miesiące w roku kalendarzowym, licząc od dnia zgłoszenia tego faktu do właściwego organu. Z kolei ciężarówki wykorzystywane do niezarobkowego przewozu towarów mogą być użytkowane wyłącznie na okres dwóch następnych miesięcy w danym roku. Za naruszenie nowych przepisów przewoźnikowi grozi kara finansowa wynosząca 5 000 zł – dodaje ekspert Mateusz Włoch.
Zasada w dwie strony – kto skorzysta z pojazdu zarejestrowanego w PL?
Nowelizacja ustawy o transporcie drogowym pozwala na wynajem polskich ciężarówek firmom zarejestrowanym w innych krajach Unii Europejskiej lub EOG (poza krajami członkowskimi UE do stowarzyszenia należą także Norwegia, Islandia i Liechtenstein) w celu wykonywania przewozów na terenie Polski. Także w tym przypadku obowiązują dodatkowe ograniczenia. Za niedopełnienie wskazanych poniżej warunków grozi kara finansowa w kwocie 5 000 zł, czyli w takiej samej wysokości jak w przypadku naruszenia przepisów o wynajmie zagranicznych pojazdów przez polskich przewoźników.
– Należy spełnić kilka warunków, aby skorzystać z możliwości wypożyczenia polskiej ciężarówki. Po pierwsze, wynajmowany pojazd powinien być używany zgodnie z rozporządzeniem (WE) nr 1071/2009, które ustanawia wspólne zasady dotyczące warunków wykonywania zawodu przewoźnika drogowego. Trzeba również przestrzegać przepisów rozporządzenia (WE) nr 1072/2009 dotyczących wspólnych zasad dostępu do rynku międzynarodowych przewozów drogowych, jeśli mają zastosowanie do wykonywanego transportu. Co więcej, umowa może dotyczyć wyłącznie najmu pojazdu, a kierowcą pożyczonej ciężarówki przez zagraniczną firmę może być jedynie osoba zatrudniona w przedsiębiorstwie najemcy. Pojazd przez cały okres obowiązywania umowy musi również pozostawać wyłącznie do dyspozycji podmiotu wynajmującego – wyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert Inelo z Grupy Eurowag.
Nowa strategia egzekwowania kabotażu w Polsce
Unijne przepisy, będące źródłem zmian w polskiej ustawie o transporcie drogowym, nakładają na każde państwo członkowskie obowiązek przeprowadzania kontroli przewozów kabotażowych, jeśli zachodzi taka konieczność. W związku z tym w nowych przepisach zawarto zapis, na podstawie którego Główny Inspektor Transportu Drogowego (GITD) wraz z Komendantem Głównym Policji i Szefem Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) zostali zobowiązani do wprowadzenia jednolitej, krajowej strategii kontroli przepisów dotyczących przewozów kabotażowych. Na przygotowanie stosownej taktyki kontrolnej organy mają 60 dni od wejścia w życie znowelizowanej ustawy, więc zgodnie z przepisami pierwsza wersja strategii powinna zostać opublikowana jeszcze w pierwszym kwartale 2025 r. Natomiast dokument ten ma być aktualizowany, co dwa lata.
Polityka monetarna Rezerwy Federalnej ponownie znajduje się w centrum uwagi, a temat ewentualnych podwyżek stóp procentowych wraca do dyskusji. Choć rynek spodziewa się, że podczas najbliższego posiedzenia Fed nie wprowadzi zmian, analitycy nie wykluczają scenariusza dalszego zaostrzenia polityki pieniężnej. Barclays przewiduje, że w 2025 roku nastąpi stopniowe luzowanie polityki i obniżki stóp o 50 punktów bazowych, jednak rynek opcji wycenia 25% prawdopodobieństwa ich podwyżki.
Kluczowym czynnikiem, który mógłby skłonić Fed do takiego kroku, jest wzrost inflacji. Jeśli presja cenowa ponownie przyspieszy, bank centralny może uznać dalsze podnoszenie kosztu kredytu za konieczne, aby zapobiec wymknięciu się inflacji spod kontroli. Istotne będą również oczekiwania inflacyjne – jeśli rynek zacznie przewidywać wyższą inflację w przyszłości, Fed może podjąć działania prewencyjne. Dodatkowo, napięty rynek pracy i spadek bezrobocia mogą prowadzić do wzrostu płac, co z kolei wpłynie na dalszy wzrost cen i skłoni Fed do interwencji. Podobne sytuacje miały miejsce w latach 1997, 1999 oraz 2021–2022, gdy Fed podnosił stopy mimo wcześniejszych obniżek, reagując na silną gospodarkę i dynamiczny wzrost zatrudnienia.
Rynki finansowe już reagują na perspektywę dalszego zacieśniania polityki pieniężnej. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wynosi obecnie 4,52%, a 3-miesięcznych 4,30%. Jeśli pojawią się wyraźniejsze sygnały o możliwej podwyżce stóp, Barclays prognozuje wzrost rentowności obligacji 2-letnich i 10-letnich powyżej 5%, co mogłoby negatywnie wpłynąć na wyceny akcji. Indeksy S&P 500 i Nasdaq zaczęły już odrabiać straty po wcześniejszych spadkach, a Nvidia zyskała ponad 6% po poniedziałkowej wyprzedaży wywołanej obawami o konkurencję w sektorze AI. W segmencie rynku długu wyższe stopy mogą zwiększyć atrakcyjność funduszy pieniężnych, które obecnie osiągają wartość około 7 bilionów dolarów.
W najbliższych miesiącach kluczowe dla przyszłości polityki Fed będą wypowiedzi Jerome’a Powella oraz publikacje wskaźników inflacyjnych i danych z rynku pracy. Szczególne znaczenie ma piątkowy odczyt indeksu PCE, preferowanego przez Fed miernika inflacji. Jeśli dane wskażą na ponowny wzrost presji cenowej, rynek może zacząć wyceniać mniejszą liczbę obniżek stóp w 2025 roku, a nawet brać pod uwagę dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej.
Na kształt decyzji Fed wpływa także kontekst polityczny. W obliczu ponownej prezydentury Donalda Trumpa bank centralny stara się unikać sytuacji, w której jego działania mogłyby zostać odebrane jako ingerencja w politykę gospodarczą Białego Domu. Trump otwarcie naciska na obniżki stóp, argumentując, że jego działania, w tym zwiększone wydobycie ropy, pomogą ograniczyć inflację. Jednak Powell i jego współpracownicy podkreślają, że Fed pozostaje niezależny i podejmuje decyzje na podstawie danych ekonomicznych, a nie presji politycznej. Mimo to pojawiają się głosy, że konflikt między Fed a administracją Trumpa może być nieunikniony, zwłaszcza jeśli prezydent zacznie domagać się szybszego luzowania polityki pieniężnej w celu pobudzenia wzrostu gospodarczego i realizacji swoich planów budżetowych.
Nowe przepisy dotyczące przejrzystości wynagrodzeń powinny zmniejszyć nierówności w zarobkach kobiet i mężczyzn, choć ich wdrożenie może stanowić wyzwanie dla wielu polskich firm, twierdzą prawnicy kancelarii Baker McKenzie. Zgodnie z dyrektywą unijną, pracodawcy zaraportują dane o luce płacowej, a jeśli wyniesie ona 5 proc. lub więcej bez obiektywnego uzasadnienia, będą musieli przeprowadzić wspólną ocenę płac z przedstawicielami pracowników.
Polska ma czas na wdrożenie dyrektywy dotyczącej wynagrodzeń do czerwca 2026 roku. Jednak w opinii ekspertów Baker McKenzie najwięksi przedsiębiorcy powinni już teraz zacząć przygotowania do wejścia w życie tych przepisów. Oznacza to w szczególności aktualizację wartościowania stanowisk, ustalenie grup pracowników wykonujących pracę o jednakowej wartości, dopasowanie siatki wynagrodzeń i programów premiowych oraz kontrolę nad luką płacową między zarobkami kobiet i mężczyzn.
– Kluczowym celem dyrektywy jest zmniejszenie nierówności wynagrodzeń między kobietami i mężczyznami wykonującymi taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Jawność jest tylko narzędziem do osiągnięcia tego celu – mówi Michał Lisawa, partner współkierujący praktyką prawa pracy w Baker McKenzie w Warszawie. – Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie chodzi o ujawnianie zarobków indywidualnych osób, lecz o jawność przedziałów płacowych i średnich wynagrodzeń w ramach poszczególnych grup pracowników, a także o ukazanie skali luki płacowej między płciami.
Polityce wynagrodzeń powinni przyjrzeć się w szczególności duzi pracodawcy z sektorów nowych technologii, budownictwa, finansów i ubezpieczeń, a także z innych sektorów, w których na danych stanowiskach przeważają pracownicy jednej płci. Może się bowiem okazać, że występują nieuzasadnione nierówności płacowe pomiędzy różnymi działami firmy, co może prowadzić do zwiększania luki płacowej. Dopuszczalne są różnice wynagrodzeń za pracę na takim samym stanowisku lub o podobnej wartości pod warunkiem, że wynikają one z obiektywnych i niedyskryminujących kryteriów, takich jak osiągnięcia i kompetencje.
Zdaniem ekspertów Baker McKenzie, największym wyzwaniem dla wielu organizacji będzie wypracowanie podziału zatrudnionych na grupy według wartości ich pracy i dopasowanie struktury wynagrodzeń. Zgodnie z dyrektywą, przy ocenie wartości pracy trzeba kierować się kryteriami umiejętności, wysiłku, zakresu odpowiedzialności i warunków pracy. Można brać pod uwagę także dodatkowe czynniki, na przykład odpowiednie umiejętności miękkie, jeśli jest to obiektywnie uzasadnione na danym stanowisku. Przedsiębiorcy będą musieli wyważyć te kryteria uwzględniając specyfikę swojej działalności.
– Sama weryfikacja czy obecnie w firmie występuje luka płacowa między pracownikami różnych płci wykonującymi pracę o podobnej wartości będzie wymagała czasochłonnych ustaleń i analiz. A jeśli okaże się, że ona istnieje, to nie zmniejszy się jej z dnia na dzień – dodaje Michał Lisawa. – Czas potrzebny jest również na ewentualne zmiany umów, procedur i polityk wewnętrznych, a także uzgodnienia z przedstawicielami pracowników.
Dyrektywa ma charakter minimalny – krajowy ustawodawca może wprowadzić przepisy bardziej restrykcyjne. W obecnym kształcie nakłada ona na pracodawców obowiązek szczegółowego informowania o wysokości wynagrodzeń w ramach kategorii pracowników wykonujących taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Obowiązek ten częściowo dotyczy również kandydatów do pracy – informację o zarobkach lub przedziale płacowym powinni oni otrzymać już w ogłoszeniu o pracę lub na wczesnych etapach rekrutacji.
Dyrektywa obejmuje pracodawców zarówno z sektora prywatnego jak i publicznego. Dotyczy wszystkich pracowników, niezależnie od wymiaru czasu pracy i rodzaju umowy o pracę. Zasady wynikające z dyrektywy odnoszą się nie tylko do stałego wynagrodzenia, ale także do wszelkich premii, dodatków czy innych świadczeń otrzymywanych w związku z zatrudnieniem.
Firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników pierwsze sprawozdania muszą przedstawić najpóźniej w czerwcu 2027 roku i następnie raportować co roku. Firmy zatrudniające 150-249 pracowników pierwsze sprawozdanie przedstawią również w czerwcu 2027 roku, ale później będą składać raporty już co 3 lata. Firmy zatrudniające 100-149 pracowników raport złożą po raz pierwszy w 2031 roku. Jeśli raporty ujawnią, że nieuzasadniona luka płacowa wynosi co najmniej 5 proc. konieczne będzie przeprowadzenie wspólnej oceny wynagrodzeń razem z przedstawicielami pracowników, obejmującej analizę przyczyn nierówności oraz wypracowanie działań zaradczych. Dyrektywa ma zastosowanie do wszystkich pracodawców. Obowiązek raportowania natomiast dotyczy firm zatrudniających 100 i więcej pracowników.
Korzystając z wieloletniego doświadczenia oraz na potrzeby dostosowania do dyrektywy, kancelaria Baker McKenzie opracowała specjalną metodologię oceny stanowisk pracy i narzędzie – Equal Value Assessment (EVA), które pomaga ustalić wartość pracy na poszczególnych stanowiskach.
– Equal Value Assessment jest niezwykle pomocne w przygotowaniach do zmian wynikających z nowych przepisów. Analiza EVA opiera się na wprowadzonych danych oraz metodologii zgodnej z dyrektywą unijną. Pozwala dostosować się do wielkości, praktyk i strategii danego pracodawcy. Umożliwia to efektywne i skuteczne zarządzanie oceną wartości pracy i wynagrodzeniami, co w konsekwencji pozwala uniknąć ewentualnych sankcji – podkreśla Michał Lisawa.
Według danych Eurostat przedstawionych w 2023 roku luka płacowa w Unii Europejskiej między zarobkami mężczyzn i kobiet wynosiła średnio 13 proc. Była mniejsza w przypadku pracowników młodszych lub zatrudnionych w sektorze publicznym. Różnice w luce płacowej pomiędzy krajami członkowskimi były znaczne i sięgały 22 pkt. proc. Większą lukę płacową odnotowano w strefie euro. Dane dla Polski pokazały różnicę w zarobkach między płciami rzędu 8 proc.
Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego z największym prawdopodobieństwem ogłosi w ten czwartek kolejną obniżkę stóp procentowych o 25 pb. Uwaga skupi się na towarzyszących posiedzeniu komunikatach. Rynki będą badać priorytety EBC i wypatrywać wskazówek, które mogą rzucić światło na tempo i skalę dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Jeśli decydenci nabiorą silniejszego przekonania, że kondycja gospodarcza w strefie euro ulegnie poprawie, może to pomóc euro utrzymać zyski, a być może nawet je zwiększyć. W przeciwnym razie waluta może oddać ich część.
Kluczowe punkty:
Rada Prezesów najpewniej ponownie obniży stopy o 25 pb.
Oczekuje się spadku stopy depozytowej do 2,75%.
Komentarze Lagarde będą uważnie śledzone.
Raczej nie będzie precyzyjnego forward guidance.
Nacisk powinien być położony na zależność od danych.
Kolejne cięcie w marcu wydaje się wysoce prawdopodobne.
Grudniowe posiedzenie przyniosło gołębi zwrot w komunikatach banku. W oświadczeniu zrezygnowano z utrzymywanego od dawna zdania, że polityka powinna pozostać restrykcyjna. Zamiast tego Rada Prezesów zapowiedziała, że będzie „ustalać odpowiednie nastawienie polityki pieniężnej na podstawie danych”.
EBC kieruje uwagę na wzrost gospodarczy
Postrzegamy to jako kolejne potwierdzenie, że uwaga decydentów przekierowuje się z kontrolowania inflacji, która wydaje się obecnie trzymana w ryzach, na wspieranie aktywności gospodarczej w strefie euro. Komentarze prezeski Christine Lagarde dotyczące perspektyw ekonomicznych bloku były dość ponure, a przygotowane przez EBC projekcje wzrostu zostały zrewidowane w dół i wskazują obecnie na wzrost gospodarczy rzędu 1,1% w tym roku. Choć ma to oznaczać minimalne przyspieszenie względem 2024 r., wciąż byłby to wynik poniżej wieloletniego trendu.
Dane makroekonomiczne były od czasu ostatniego posiedzenia mieszane. Dane PMI uległy nieznacznej poprawie, zbiorczy indeks na poziomie 50,2 pkt pokazuje jednak co najwyżej niewielki wzrost. Niepewność polityczna jest zaś wciąż podwyższona po upadku rządów Francji i Niemiec, czyli dwóch największych gospodarek strefy euro (w Niemczech 23.02 odbędą się przedterminowe wybory). Znacznie większe obawy budzi druga strona Atlantyku, choć pierwsze sygnały ze strony prezydenta Trumpa dają nadzieję, że jego plany celne mogą być niżej na liście priorytetów i nie tak agresywne, jak początkowo sądzono. Pomogło to euro w umocnieniu się powyżej poziomu 1,05 względem dolara po raz pierwszy od połowy grudnia.
Komunikacja EBC może pomóc euro
Obniżka stóp procentowych o 25 pb. jest niemal w pełni wyceniana. Nie będzie nowych projekcji ekonomicznych, uwaga skupi się więc na komunikatach banku. Stabilność cen pozostaje głównym celem Rady Prezesów. Niemniej ostatnie komunikaty oficjeli były gołębie i prawdopodobnie zobaczymy dalsze przesunięcie nacisku ku perspektywom wzrostu gospodarczego. Najważniejsze dla inwestorów będzie zapewne to, jak bardzo EBC niepokoi się wzrostem. Uważamy, że prezeska Lagarde będzie wciąż wypowiadać się w ostrożnym tonie, być może jeszcze bardziej gołębim niż ostatnio, nawet mimo niepewnych oznak poprawy sytuacji gospodarczej. Podwyższona niepewność dotycząca wzrostu i polityki, w szczególności nastawienia Trumpa wobec UE, sprawia, że nie spodziewamy się w tym tygodniu klarownego forward guidance. Nacisk powinien zostać położony na zależność od danych.
Wszelkie komunikaty, które uwidocznią większe zaniepokojenie decydentów kondycją ekonomiczną wspólnego bloku, mogą sprawić, że euro odda część ostatnich zysków. Inwestorzy mogą zacząć bowiem wówczas wyceniać bardziej agresywne tempo cięć stóp procentowych EBC. Wyceny te nieco w ubiegłym tygodniu spadły dzięki lepszym od oczekiwań wskaźnikom PMI i postrzeganemu spadkowi zagrożenia amerykańskim cłami. Obecnie w kontraktach swap wyceniane jest ok. 90 pb. cięć w 2025 r. względem 115 pb. na początku roku. Jeśli jednak decydenci nabiorą większego przekonania, że kondycja gospodarcza strefy euro ulegnie poprawie, może to pomóc euro utrzymać zyski, a być może nawet je zwiększyć.
Jakiekolwiek komentarze prezeski Lagarde na temat sytuacji politycznej byłyby czymś nietypowym – również podczas sesji Q&A na koniec konferencji prasowej. Bardziej interesują nas jej komunikaty na temat stanu rynku obligacji, w szczególności tego, czy niedawny gwałtowny wzrost rentowności europejskich obligacji skarbowych może wpłynąć na politykę EBC.
Dalsze decyzje EBC zależą od sytuacji po obu stronach Atlantyku
Cięcie o 25 pb. na posiedzeniu w styczniu wydaje się właściwie pewne, a kolejne w marcu bardzo prawdopodobne. Choć biorąc pod uwagę stan gospodarki strefy euro, jesteśmy pewni, że obniżki będą później kontynuowane, niepewność dotycząca ich tempa i skali w średnim terminie jest znacznie większa. Jeśli wskaźniki PMI będą w dalszym ciągu zaskakiwać w górę i podobnie stanie się z twardymi danymi, to EBC może wrócić do obniżek raz na kwartał, szczególnie jeśli cła Trumpa będą miały ograniczony wpływ na gospodarkę bloku – choć należy zaznaczyć, że są to duże znaki zapytania.
Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (30.01) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.
Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury
W 2024 roku europejscy regulatorzy ochrony danych osobowych nałożyli łącznie 1,2 mld euro kar, wynika z najnowszego raportu kancelarii prawnej DLA Piper „GDPR Fines and Data Breach Survey”. Zeszłoroczny wynik stanowi spadek o 1/3 w porównaniu z 2023 rokiem, jednak zdaniem ekspertów kancelarii nie oznacza to, że zmieniło się restrykcyjne podejście regulatorów do egzekwowania przepisów. Spadek wynika między innymi z faktu, że w ubiegłym roku nie było rekordowych kar, takich jak kara o wartości 1,2 mld euro nałożona w 2023 roku na koncern Meta, właściciela serwisów Facebook i Instagram.
Od maja 2018 roku, czyli od początku obowiązywania przepisów RODO, europejskie organy ochrony danych nałożyły łącznie kary o wartości 5,88 mld euro. Irlandia pozostaje wiodącym krajem pod względem egzekwowania przepisów. Jej urząd ochrony danych nałożył kary o łącznej wartości 3,5 mld euro, co stanowi ponad czterokrotnie większą kwotę niż wartość kar nałożonych przez zajmujący drugie miejsce Luksemburg. Najwyższe kary dotyczą głównie podmiotów z branży technologicznej i mediów społecznościowych – dziewięć z dziesięciu najwyższych kar w historii otrzymały firmy właśnie z tego sektora.
– Aktywność europejskich regulatorów z pewnością nie spada, pomimo tego, że w zeszłym roku nie widzieliśmy rekordowych kar. Można zauważyć nawet po ich stronie zdecydowanie większą pewność i wyraźną skłonność do nakładania wysokich kar. Duże amerykańskie korporacje z sektora technologii i mediów społecznościowych nadal pozostają w centrum uwagi urzędów ochrony danych. Jednak w 2024 roku regulatorzy bacznie przyglądali się także spółkom z sektora finansowego i energetycznego – mówi Ewa Kurowska-Tober, partnerka kierująca zespołem Prawa Własności Intelektualnej i Nowych Technologii (IPT) w warszawskim biurze DLA Piper.
W 2024 roku najwyższą karę nałożył irlandzki regulator danych osobowych w wysokości 310 mln euro na LinkedIn z powodu naruszeń RODO związanych z legalnością, rzetelnością i przejrzystością przetwarzania danych. Po raz kolejny karę otrzymał też koncern Meta, tym razem w wysokości 251 mln euro. Holenderski organ ochrony danych z kolei ukarał znaną spółkę przewozową kwotą 290 mln euro za transfery danych osobowych swoich kierowców poza Unię Europejską.
Jednak w 2024 roku również inne sektory przyciągały wzmożone zainteresowanie regulatorów. Hiszpański organ ochrony danych nałożył dwie kary o łącznej wartości 6,2 mln euro na jeden z większych banków za niewystarczające środki bezpieczeństwa, a włoski organ ochrony danych ukarał dostawcę usług energetycznych karą w wysokości 5 mln euro za wykorzystywanie nieaktualnych danych klientów. W Polsce Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył administracyjne kary na kilka podmiotów z sektora finansowego, w tym karę w wysokości ponad 4 mln złotych na jeden z największych polskich banków za niezawiadomienie osób poszkodowanych naruszeniem danych. Łączna wartość kar wydanych przez polskiego regulatora od początku obowiązywania RODO wynosi niemal 7 mln euro.
W minionym roku w Europie wzrosła też liczba zgłoszeń naruszeń danych osobowych, osiągając średnią 363 zgłoszeń dziennie w porównaniu z 335 w poprzednim roku. W ostatnich latach trzy kraje – Holandia, Niemcy i Polska zajmują czołowe miejsca pod względem liczby zgłoszonych naruszeń bezpieczeństwa danych. W 2024 roku w Holandii zgłoszono 33 471 naruszeń, w Niemczech 27 829, a w Polsce 14 286, wynika z raportu DLA Piper.
– Wzrost liczby zgłoszeń jest zgodny z trendami obserwowanymi w zeszłych latach i świadczy o rosnącej skrupulatności firm w raportowaniu naruszeń ze względu na ryzyko związane z potencjalnymi postępowaniami, karami finansowymi i odszkodowaniami – komentuje Piotr Czulak, senior associate w zespole IPT w DLA Piper w Polsce.
Eksperci DLA Piper zauważają również istotne zmiany w podejściu regulatorów do egzekwowania przepisów. Jednym z nowych trendów jest rosnące zainteresowanie odpowiedzialnością osobistą kadry menedżerskiej za naruszenia RODO. Holenderski organ ochrony danych wszczął postępowanie w sprawie możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności członków zarządu firmy Clearview AI, która została wcześniej ukarana karą w wysokości 30,5 mln euro. Może to zapoczątkować nowe działania regulatorów w kierunku indywidualnego rozliczania osób odpowiedzialnych za przestrzeganie przepisów.
– Postępowanie regulatora względem firmy tworzącej modele służące rozpoznawaniu twarzy za pomocą sztucznej inteligencji wyznacza nowe standardy odpowiedzialności. Po raz pierwszy rozważana jest możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności osobistej zarządu za świadome akceptowanie naruszeń. To ostatni sygnał dla wielu menedżerów, którzy nie traktują poważnie swoich zobowiązań w obszarze RODO – podkreśla Ewa Kurowska-Tober.
Raport DLA Piper objął 27 państw członkowskich Unii Europejskiej, a także Wielką Brytanię, Norwegię, Islandię i Liechtenstein.
Nowe przepisy nakładają na każdą gminę obowiązek uchwalenia planu ogólnego oraz określają jakie strefy planistyczne powinny być wskazane w takim planie. „Obowiązek uchwalenia planów ogólnych przypada na początek 2026 r., już dziś jednak możemy mieć szereg obaw związanych ze zmniejszeniem się podaży gruntów, zwłaszcza dotyczących inwestycji mieszkaniowych.” – mówią Anna Herbetko i Michał Zajączkowski, z praktyki Nieruchomości i budownictwa kancelarii Wolf Theiss.
Przepisy wprowadzone nowelizacją ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym weszły w życie 24 września 2023 r. Nowelizacja wprowadziła nowe narzędzie planistyczne – plan ogólny gminy w randze aktu prawa miejscowego, który musi być uchwalony dla całego obszaru gminy. Gminy mają czas na jego uchwalenie do 1 stycznia 2026 r. Ustawa określa rodzaje stref planistycznych, w tym trzy dopuszczające zabudowę mieszkaniową. Są to zdefiniowane w ustawie strefy wielofunkcyjne z zabudową mieszkaniową wielorodzinną, zabudową mieszkaniową jednorodzinną i zabudową zagrodową.
„Co istotne – plany ogólnie nie zastąpią, ani nie zmienią obowiązujących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Będą jednak uwzględniane przy sporządzaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, które będą pełniły rolę tzw. planów szczegółowych. Wprowadzone nowymi przepisami plany ogólne i strefy planistyczne, w tym mieszkaniowe, nie będą mogły jednak obejmować obszaru większego niż określony przepisami, obliczany na podstawie chłonności terenów niezabudowanych – to jest potencjalnego zapotrzebowania na zabudowę mieszkaniową w danej gminie w przyszłości – obliczonej zgodnie ze wzorem określonym w rozporządzeniu ministra. Rodzi to obawę dotyczącą zmniejszenia podaży gruntów pod inwestycje, zwłaszcza na terenach nieobjętych dotąd miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.” – mówi Michał Zajączkowski, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.
Zdaniem ekspertów, w efekcie gminy i miasta mogą być zmuszone do wprowadzenia faktycznego zakazu zabudowy mieszkaniowej na terenach, które się do tego nadają – poprzez wprowadzenie stref zezwalających na inną zabudowę lub takich, gdzie wyłączone jest zagospodarowanie z uwagi na to, że grunty objęte strefami wynikającymi z nowych przepisów będą obejmowały mniejszy obszar niż obecne tereny dla których możliwa byłaby zabudowa mieszkaniowa.
Jak podaje Ministerstwo Rozwoju i Technologii 1,5 tys. spośród 2 477 gmin w Polsce pracuje już nad nowymi dokumentami planistycznymi, zgłaszając zbiory danych przestrzennych dla planu ogólnego gminy. Oznacza to, że dziś ponad 60 proc. gmin pracuje nad stworzeniem w swojej jednostce planu ogólnego[1].
„Celem nowelizacji był zrównoważony rozwój miast i gmin przy zachowaniu ładu przestrzennego i uwzględnieniu interesu publicznego. Jak argumentowano, miała ona ograniczać tzw. rozlewanie się zabudowy. W wielu przypadkach może jednak stać się inaczej, gdyż nowe przepisy abstrahują od rzeczywistego położenia gruntów względem pozostałej zabudowy czy układu urbanistycznego nakładając limit dla nowej zabudowy mieszkaniowej poprzez zastosowanie wzoru chłonności terenów niezabudowanych. Może to doprowadzić do zmniejszenia się podaży gruntów na poszczególnych rynkach, co zaś nasili zjawisko gromadzenia banków ziemi, a w rezultacie poskutkuje ograniczeniem podaży gruntów i zwiększeniem cen mieszkań. Tymczasem zapobieganie „rozlewania” się miast można uzyskać wprowadzając odpowiednie zachęty do zagęszczania zabudowy, jednocześnie zniechęcające do zabudowy z dala od obszarów zurbanizowanych – na przykład poprzez odpowiednie kształtowanie wysokości udziału deweloperów w kosztach infrastruktury służących dla nowo zabudowywanych terenów. W naszej ocenie opłata adiacencka niedostatecznie pełni taką funkcję.” – podkreśla Anna Herbetko (Associate) w kancelarii Wolf Theiss.
Nowe przepisy zdaniem specjalistów niosą też kolejne ryzyka. W przypadku wielu gruntów położonych na obrzeżach miast zabudowa inna niż mieszkaniowa może być albo nieopłacalna, albo uciążliwa dla sąsiadów.
„W efekcie właściciele takich niezabudowanych gruntów będą poddani swego rodzaju wywłaszczeniu planistycznemu, za które jednak nie będzie należało się odszkodowanie planistyczne zgodnie z art. 36 i 37 ustawy, gdyż nie dojdzie w tym przypadku do uchwalenia lub zmiany miejscowego plany zagospodarowania przestrzennego.” – zaznacza Michał Zajączkowski.
Wejście nowych przepisów w życie i ich realizacja przez gminy, może też prowadzić do napięć społecznych. Przykładem może być Warszawa, gdzie na 55% terytorium brak jest obowiązujących planów, a Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, uchwalone w 2006 roku, jest dokumentem na podstawie którego wydawane były warunki zabudowy, a zdaniem krytyków jest ono już w istotnych częściach nieaktualne. Efektem są protesty w wielu miejscach jak np. na Białołęce, Wilanowie czy Wesołej. Ekspresowe tempo w jakim uchwalony ma być plan ogólny, również budzi wiele obaw.
„Protesty mogą się przyczynić do wydłużenia procesu uchwalania planu ogólnego, nie tylko w Warszawie, ale także w wielu gminach w Polsce. To z kolei może skutkować przypadkowymi rozstrzygnięciami, niekoniecznie w interesie mieszkańców czy właścicieli gruntów.” – podsumowuje Anna Herbetko.
O tym, że zmiany były konieczne, nie trzeba oczywiście nikogo przekonywać. Potwierdza to raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z kwietnia 2023 r. Jak pokazała kontrola przeprowadzona przez Izbę, obowiązujące od 2003 r. przepisy nie zapewniały racjonalnego kształtowania ładu przestrzennego w gminach i ich zrównoważonego rozwoju, a także pozbawiały ten proces kontroli społecznej. Chaos przestrzenny, jak cytował NIK generował rocznie, wg wyliczeń Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN, ponad 83 mld zł strat. Jak zwracał uwagę NIK podstawową rolę w procesie gospodarowania przestrzenią, pełniły w gminach decyzje o warunkach zabudowy wydawane nawet dla pojedynczych działek. Sprzyjało to inwestorom, lecz umożliwiało np. budowę całych osiedli mieszkaniowych na terenach bez dostępu do kanalizacji, dróg i komunikacji publicznej, generując koszty jakie gminy będą musiały ponieść w przyszłości, by zapewnić mieszkańcom dostęp do tych podstawowych usług. Jak podkreślają jednak specjaliści – nowe przepisy nie wprowadzają nowych sposobów zwrotu kosztów infrastruktury niż dotychczasowe, które gmina może równoważyć na podstawie opłaty adiacenckiej. Może ona wynosić maksymalnie 50% różnicy między wartością nieruchomości przed budową a jej wartością po wybudowaniu urządzeń infrastruktury technicznej.
Amerykański sektor technologiczny pod presją: 27 stycznia amerykańskie akcje technologiczne znalazły się pod znaczną presją. Indeksy Nasdaq i S&P 500 zanotowały gwałtowne spadki, spowodowane obawami dotyczącymi postępów Chin w dziedzinie sztucznej inteligencji.
Akcje defensywne i wartościowe przewyższyły dynamiką akcje firm wzrostowych: Defensywne sektory, takie jak dobra konsumpcyjne, opieka zdrowotna czy finanse, wykazały się odpornością, zapewniając stabilność w obliczu zmienności rynku. Akcje wartościowe przewyższyły pod względem wyników spółki wzrostowe, co podkreśla znaczenie dywersyfikacji portfela w kierunku sektorów defensywnych i generujących dochód.
Bezpieczne przystanie: Rynki instrumentów o stałym dochodzie, zwłaszcza długoterminowe obligacje skarbowe oraz obligacje o długim terminie zapadalności, okazały się niezawodnymi bezpiecznymi przystaniami w obliczu turbulencji na rynku akcji.
Amerykański sektor technologiczny znalazł się w centrum uwagi 27 stycznia, gdy Nasdaq zanotował gwałtowny spadek, a akcje z sektora technologii informacyjnych wchodzące w skład indeksu S&P 500 straciły 5,6%. Jak podkreśla Charu Chanana – Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, głównym powodem były obawy związane z rosnącymi ambicjami Chin w dziedzinie sztucznej inteligencji. Aplikacja DeepSeek, oferująca tańszą, open-source’ową alternatywę dla OpenAI, postrzegana jest jako potencjalne zagrożenie dla dominacji amerykańskich firm technologicznych. Te wydarzenia wpłynęły również na szerszy indeks S&P 500, który spadł o 1,5%, podczas gdy indeksy skoncentrowane na spółkach wzrostowych, takie jak S&P Growth (-3,6%), odnotowały jeszcze większe straty.
Nie wszystkie rynki i segmenty doświadczyły równie silnych spadków. Relatywną odporność wykazały sektory defensywne, akcje wartościowe oraz niektóre regionalne rynki akcji, które zanotowały znacznie mniejsze straty niż ich amerykańskie odpowiedniki.
– Rynek akcji jest wrażliwy na różnorodne czynniki, w tym wydarzenia globalne i zmiany geopolityczne. Aby zmniejszyć ryzyko gwałtownych spadków cen w przypadku poszczególnych spółek lub sektorów, warto rozważyć inwestowanie w różnorodne ETF-y oraz instrumenty finansowe z kilku rynków. Dywersyfikacja była i będzie skuteczną strategią ochrony portfela – komentuje Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.
Charu Chanana wskazuje, że sektory defensywne odegrały kluczową rolę, wykazując swoją odporność w czasach niepewności. Lukę wypełniły więc:
Podstawowe dobra konsumpcyjne (+2,8%)
Segment ten zanotował wzrosty, gdy inwestorzy szukali bezpiecznych przystani. Rozpoznawalne marki, takie jak Procter & Gamble czy Coca-Cola, skorzystały na swoim statusie dóbr podstawowych, co sprawia, że ten sektor jest istotnym miejscem alokacji kapitału w okresach zawirowań rynkowych.
Opieka zdrowotna (+2,2%)
Dzięki przewidywalnemu popytowi i mniejszej wrażliwości na cykle gospodarcze sektor opieki zdrowotnej zapewnił amortyzację dla inwestorów. Szczególną uwagę przyciągnęły spółki z segmentu biotechnologii i farmacji, w czasie gdy ostrożni inwestorzy przekierowywali inwestycje.
Finanse (+1,1%)
Banki, ubezpieczyciele oraz inne instytucje finansowe zyskały dzięki względnemu spokojowi na rynku obligacji, co sprzyjało ich wycenom.
Nieruchomości (+1,0%)
Sektor skorzystał na spadkach rentowności obligacji, które zwiększyły atrakcyjność funduszy REIT w oczach inwestorów skupionych na dochodach z dywidend.
Źródło: Bloomberg, Saxo
Instrumenty o stałym dochodzie i złoto: Alternatywne bezpieczne przystanie
Podczas gdy rynek akcji balansował między zyskami a stratami, rynek instrumentów dłużnych okazał się bezpieczną przystanią:
Długoterminowe obligacje skarbowe (+1,2%)
Rentowności obligacji skarbowych o terminie zapadalności powyżej 20 lat spadły, gdy inwestorzy poszukiwali bezpieczeństwa, co spowodowało wzrost ich cen.
Obligacje o wysokim ratingu inwestycyjnym (+0,7%)
Obligacje o wysokim ratingu inwestycyjnym przewyższyły wyniki obligacji wysokodochodowych, ponieważ inwestorzy skupiali się na jakości kredytowej zamiast na ryzyku. Obligacje high-yield praktycznie nie zmieniły wartości, zyskując zaledwie 0,1%, ponieważ ryzyko kredytowe nadal budziło obawy w warunkach niepewności rynkowej.
Złoto (-1,1%)
Zaskakująco, złoto – często postrzegane jako bezpieczna przystań – radziło sobie słabiej. Było to prawdopodobnie wywołane nadmierną liczbą otwartych pozycji, co ograniczyło aktywność spekulantów sprzedających na rynku.
Charu Chanana podaje także dodatkowe czynniki, na które warto zwrócić uwagę:
Akcje wartościowe wyprzedzają wzrostowe
Podczas gdy akcje wzrostowe, zwłaszcza technologiczne, notowały spadki, akcje wartościowe stały się względnie silnym punktem na rynku. Indeks S&P 500 Value wzrósł o 1,0%, w wyraźnym kontraście do indeksu S&P 500 Growth, który spadł aż o 3,6%.
Trudności spółek wzrostowych:
Segment wzrostowy zdominowany przez spółki technologiczne odczuł największe skutki realizacji zysków, gdy Nvidia i inne spółki o dużej kapitalizacji znalazły się pod presją sprzedażową.
Odporność akcji wartościowych:
Spółki z sektorów takich jak podstawowe dobra konsumpcyjne i finanse, które często dominują wśród akcji wartościowych, zyskały na atrakcyjności, gdy inwestorzy zwrócili się w kierunku defensywnych i generujących dochód inwestycji.
Średnie i małe spółki:
Indeks spółek o średniej kapitalizacji S&P spadł o 1,1%, a indeks spółek o małej kapitalizacji S&P obniżył się o 0,3%, odzwierciedlając ostrożność inwestorów, którzy unikali bardziej ryzykownych segmentów rynku.
Charu Chanana zwraca także uwagę, że podczas gdy amerykańskie rynki zmagały się z trudnościami, niektóre rynki regionalne poza USA radziły sobie znacznie lepiej:
Hong Kong Hang Seng (+0,7%)
Akcje w Hongkongu zanotowały wzrosty, wspierane optymizmem wokół rozwoju chińskiej sztucznej inteligencji, kosztem spowolnienia w amerykańskim sektorze technologicznym oraz dodatkowymi bodźcami ze strony Chin.
Euro Stoxx 600 (-0,1%)
Europejskie rynki wykazały się odpornością. Wzrosty w sektorach finansowym i dóbr konsumpcyjnych podstawowych zrównoważyły straty w innych segmentach. Większa ekspozycja Europy na akcje wartościowe prawdopodobnie odegrała kluczową rolę.
Wczorajsze ruchy na rynku podkreśliły znaczenie dywersyfikacji. Sektory defensywne i obligacje o wysokiej jakości odegrały kluczową rolę w stabilizowaniu portfeli w dniu wysokiej awersji do ryzyka. Jednak rynki wschodzące i surowce, które często postrzegane są jako inwestycje wzrostowe, nie były w stanie skorzystać na rotacji kapitału z amerykańskiego sektora technologicznego. Odnowione napięcia handlowe, wywołane zapowiedziami nowych ceł przez prezydenta Trumpa, miały wpływ na nastroje na rynkach.
Dla inwestorów wniosek jest jasny: podczas gdy aktywa wzrostowe mogą błyszczeć podczas rynków byka, to stabilni, defensywni gracze udowadniają swoją wartość, gdy nadchodzą trudniejsze czasy.
Powoli opada kurz po wczorajszej burzy AI. Trump, który ewidentnie nie lubi być w cieniu, znowu upomniał się o medialną uwagę. Zanim najwięksi wejdą na scenę, dziś Węgrzy zdecydowali o stopach procentowych.
To nie koniec AI, to początek
Inwestorzy dość szybko poradzili sobie z wczorajszą paniką wywołaną przez DeepSeek. Przedsesyjny handel na amerykańskich parkietach przebiega już w miarę spokojnie, co sugeruje, że wczorajsza przecena była jednorazowa i nie popsuła trwale nastrojów. Widać to też na europejskich giełdach, które mienią się zielenią. Po wczorajszych rozemocjonowanych komentarzach dziś przychodzi pora na chłodną analizę. Po pierwsze, coraz więcej analityków poddaje w wątpliwość informację o kosztach nowego modelu, które miały się zamknąć w kwocie 6 mln dolarów. Wiele osób wskazuje również, że wczorajsze wydarzenia będą dodatkowym impulsem dla amerykańskich modeli i tak naprawdę wyścig nabierze nowej dynamiki. W podobnym tonie zresztą wypowiedział się Sam Altman, odpowiedzialny za OpenAI, który wyraził uznanie dla nowego konkurenta, jednocześnie zapowiadając wdrożenie jeszcze lepszych modeli. Tak samo poniedziałkowa przecena Nvidii (o 17%!!) wydaje się przesadzona, efektywniejsze wykorzystanie mocy obliczeniowej wcale nie musi oznaczać spadku popytu na nią. Wczoraj amerykański gigant przez moment tracił nawet 500 mld dolarów kapitalizacji, co skutkowało oddaniem palmy pierwszeństwa i spadek z pozycji największej spółki świata na trzecie miejsce.
A ten dalej o cłach…
Ewidentnie Donald Trump nie radzi sobie najlepiej, gdy coś rzuca na niego cień. Po poniedziałkowej burzy AI postanowił wrócić do lekko już zgranej, jednak wciąż skutecznej karty, a więc ceł. W międzyczasie Sekretarz Skarbu USA próbował zmiękczyć przekaz, sprzedając ideę stopniowego wprowadzania ceł, w krokach po 2,5%. Pomysł ten oficjalnie odrzucił prezydent, przy okazji wracając do sugestii nawet 60% taryf na Chiny. Dodatkowo oberwało się oczywiście wszystkim innym z Kanadą i Meksykiem na czele. W reakcji na to minister spraw zagranicznych Kanady wezwał Wielką Brytanię, Unię Europejską oraz właśnie Meksyk do wspólnego wypracowania odpowiedzi na groźby Trumpa. Na razie jednak prezydent osiągnął zamierzony efekt i skupił na sobie uwagę rynków. Inwestorzy powrót do narracji wojen handlowych przywitali ucieczką do dolara, prawdopodobnie kończąc przy okazji styczniową korektę na EURUSD. Popularny edek dotarł wczoraj do poziomu 1,053$ i od tego momentu potaniał o przeszło centa. Tym samym nie sprawdziły się predykcje analityków zakładających zasięg korekty do 1,06$. Obecnie celem na najbliższe dni jest istotny obszar wokół 1,035$.
Euro rekordowo tanie
Wtorkowa kartka z kalendarza nie jest zbyt bogata w odczyty. W oczy rzuca się spadające bezrobocie w Hiszpanii, które jednak dalej pozostaje dwucyfrowe (10,61%). Z naszego koszyka walutowego warto zwrócić uwagę na utrzymanie stóp procentowych na Węgrzech. Po południu otrzymamy jeszcze odczyty z USA, tu warto zatrzymać się przy indeksie zaufania konsumentów, gdzie analitycy spodziewają się dalszego wzrostu. Złoty w tych warunkach radzi sobie mieszanie. Z jednej strony oczywiście drożeje dolar, który wczoraj odbił się od 4 złotych, a dziś kosztuje już 3,5 grosza więcej. Wyjątkowo tanie – najtańsze od 5 lat – jest za to euro. Kurs EURPLN spada dzisiaj do 4,205 zł.
Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl
Według najnowszego badania przeprowadzonego przez CBM Indicator na zlecenie Konfederacji Lewiatan, polscy przedsiębiorcy wskazują na kilka kluczowych wyzwań, które będą miały największy wpływ na ich działalność w 2025 roku. Wśród najczęściej wymienianych problemów znalazły się wysokie koszty energii (37% odpowiedzi), rosnące obciążenia podatkowe (27%) oraz niestabilność prawa (18%). Dodatkowo, 18% przedsiębiorstw zwraca uwagę na trudności związane z niedoborem pracowników.
Koszty energii są szczególnie uciążliwe dla małych i średnich firm, gdzie problem ten sygnalizuje 37% respondentów, ale także dla dużych przedsiębiorstw (36%). Wysokie obciążenia podatkowe budzą największy niepokój wśród małych firm (29%) oraz dużych (26%), podczas gdy średnie firmy odczuwają je w nieco mniejszym stopniu (23%). Problem niestabilności prawa jest szczególnie widoczny w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw (19%), natomiast dla dużych firm odsetek ten wynosi 14%. Z kolei brak pracowników najbardziej dotyka duże firmy, gdzie wskazuje na niego aż 24% respondentów, a także średnie przedsiębiorstwa (21%). W przypadku małych firm problem ten jest mniej odczuwalny i dotyczy 16% z nich.
Z badania wynika także, że przedsiębiorcy mają ograniczone oczekiwania wobec polskiej prezydencji w Unii Europejskiej – aż 58% firm uważa, że nie wpłynie ona na ożywienie gospodarcze w kraju. Ponadto 59% respondentów nie spodziewa się obniżenia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej w bieżącym roku.
Wyniki badania, przeprowadzonego w styczniu tego roku na reprezentatywnej próbie przedsiębiorców w ramach cyklicznego projektu „Indeks Biznesu”, wskazują na pesymistyczne nastroje wśród polskich firm. Oczekiwania wobec polityki gospodarczej oraz zewnętrznych czynników wpływających na działalność przedsiębiorstw pozostają niskie.
Zgodnie z założeniami do ustawy Polski Ład ocena funkcjonowania nowego mechanizmu poboru podatku u źródła (pay and refund) powinna nastąpić po trzech latach od jego wprowadzenia do polskiego systemu podatkowego. Praktyka stosowania przepisów wskazuje na to, że podmioty gospodarcze nadal borykają się z licznymi wyzwaniami związanymi ze stosowaniem nowych regulacji, w tym m.in. z kwestiami definicji rzeczywistego właściciela czy wymogu należytej staranności.
Eksperci KPMG w najnowszym raporcie pt. „Mechanizm WHT pay and refund. Podsumowanie trzech lat rewolucji podatkowej” dokonali szczegółowej analizy kolejnych etapów wdrożenia tego mechanizmu oraz podsumowali główne i praktyczne wyzwania związane ze stosowaniem tych przepisów z perspektywy polskich płatników oraz zagranicznych podatników objętych WHT.
Pierwszym etapem rosnących wyzwań w obszarze podatku u źródła było znaczne rozszerzenie definicji pojęcia „rzeczywistego właściciela” w 2019 r., które spowodowało, że zakres informacji, które płatnik powinien posiadać przed wypłatą należności podlegających podatkowi u źródła, uległ istotnemu zwiększeniu. W konsekwencji definicja rzeczywistego właściciela w ustawach o PIT i CIT stała się bardziej złożona w stosowaniu dla polskich płatników. Wzrosło przez to ryzyko odmiennych interpretacji tych okoliczności przez podmioty stosujące przepisy (polskich płatników) i organy podatkowe, które je weryfikują – mówi Michał Niżnik, Partner w Zespole ds. Podatków Międzynarodowych w KPMG w Polsce.
Kluczowe wyzwania dla płatników i podatników podatku u źródła
Pomimo tego, że mechanizm pay and refund obowiązuje już od ponad trzech lat, w obszarze podatku u źródła nadal jest wiele wątpliwości, natury konstrukcyjnej i interpretacyjnej. Dotyczą one m.in. definicji rzeczywistego właściciela, w tym oceny jego właściwej substancji biznesowej, a także dochowywania wymogu należytej staranności przez płatników – czyli konkretnych działań związanych z gromadzeniem dokumentacji oraz weryfikacją informacji, oczekiwanych przez administrację skarbową w celu skorzystania ze zwolnienia lub preferencji. Mimo że opublikowane przez Ministerstwo Finansów projekty objaśnień podatkowych nie są obecnie wiążące, zauważalnie wpływały na praktykę interpretacyjną organów podatkowych i sądów administracyjnych. Proces rozliczeń podatkowych dodatkowo komplikują kwestie praktyczne i techniczne, które wymagają dalszego doprecyzowania i standaryzacji.
Płatnicy w zakresie podatku u źródła borykają się z niejasną definicją należytej staranności. Drugi projekt objaśnień z 2023 r. wskazuje na wymogi, które mogą być postrzegane przez płatników jako trudne do spełnienia lub niejednoznaczne. W tych okolicznościach ważne jest, żeby złapać pewną równowagę, próbując racjonalnie podchodzić do nałożonych obowiązków, z zabezpieczeniem siebie i swojej organizacji przed potencjalnymi sankcjami.
Suma konsekwencji oraz fakt, że temat podatku u źródła od 2022 r. jest „na świeczniku” organów skarbowych, prowadzi do wniosku, że warto ten obszar poddać szczególnej weryfikacji w ramach każdej organizacji wypłacającej należności transgraniczne – mówi Michał Niżnik, Partner w Zespole ds. Podatków Międzynarodowych w KPMG w Polsce.
Nowe zasady opodatkowania WHT wprowadzane były wieloetapowo, a do dziś brak jest obowiązujących objaśnień Ministerstwa Finansów w zakresie stosowania tych przepisów. Tym niemniej obrót gospodarczy od stycznia 2019 r. funkcjonował, organy podatkowe wydawały decyzje oraz interpretacje indywidualne, a sądy administracyjne orzeczenia w sprawach z zakresu podatku u źródła. W konsekwencji na przestrzeni kilku lat powstawały rozbieżne linie interpretacyjne, praktyka administracji niejednokrotnie wychodziła „poza ramy” ustawowe, a projekty objaśnień zamiast wskazówek, dostarczały kolejnych wątpliwości.
Pay and refund – kwestie praktyczne i statystyki
Statystyki Lubelskiego Urzędu Skarbowego wskazują na coroczny spadek liczby wniosków o wydanie opinii w sprawie stosowania preferencji podatkowych. W zeszłym roku płatnicy i podatnicy złożyli łącznie ok. 650 wniosków, podczas gdy w pierwszym roku obowiązywania mechanizmu pay and refund wnioskodawców było praktycznie dwukrotnie więcej.
Wydaje się, że w pierwszym okresie obowiązywania mechanizmu pay and refund Lubelski Urząd Skarbowy nie był gotowy na to wyzwanie. Dopiero obecnie widoczne jest, że urząd pozyskał niezbędne zasoby kadrowe i merytoryczne do obsługi podatku u źródła. Kluczowe jest jednak nadrobienie zaległości, które narastały w poprzednim okresie. W praktyce postępowań związanych z opiniami o stosowaniu preferencji lub zwrotami podatku nadal spotykamy się z wielokrotnym ich przedłużaniem, w efekcie czego zdarza się, że na rozstrzygnięcie trzeba czekać nawet powyżej 12 miesięcy – mówi Sabina Sampławska, Partner w Zespole ds. Podatków Międzynarodowych w KPMG w Polsce.
Negowanie koncepcji „look-through approach” coraz częstsze
W obszarze podatku u źródła, niezależnie od mechanizmu pay and refund występują inne kontrowersyjne kwestie, w tym dotyczące akceptowania i stosowania koncepcji „look through approach”. Umożliwia ona zastosowanie preferencji podatkowej wobec podmiotu będącego dalej w łańcuchu płatności, jeśli jest on rzeczywistym podatnikiem otrzymanej należności i spełnia pozostałe wymagane warunki.
Podejście do tej koncepcji doskonale obrazuje trudności, z jakimi borykają się adresaci przepisów o podatku u źródła oraz brak stabilności prawa i jego wykładni w tym obszarze. Koncepcja ta została bowiem zaakceptowana przez Ministerstwo Finansów w projekcie pierwszych objaśnień podatkowych z 2019 r., co prawdopodobnie wpłynęło na stanowisko organów podatkowych prezentowane w wydawanych później interpretacjach, w których co do zasady również aprobowano tę koncepcję. Stanowisko Ministerstwa Finansów uległo zmianie w projekcie objaśnień podatkowych z 2023 r.
Obszar „look-through approach” pokazuje jak duża jest zmienność prawa podatkowego, nawet w sytuacji, w której brak jest jakichkolwiek działań czysto legislacyjnych. Po latach akceptowania tej koncepcji, nastąpiła tendencja do jej negowania lub „limitowania”. Taki stan rzeczy nie sprzyja stabilizacji obrotu gospodarczego – mówi Sabina Sampławska, Partner w Zespole ds. Podatków Międzynarodowych w KPMG w Polsce.
Więcej informacji w raporcie KPMG pt. „Mechanizm WHT pay and refund. Podsumowanie trzech lat rewolucji podatkowej”: link.
O RAPORCIE:
Raport KPMG pt. „Mechanizm WHT pay and refund. Podsumowanie trzech lat rewolucji podatkowej” kompleksowo adresuje zagadnienia i wyzwania związane ze stosowaniem mechanizmu pay and refund w Polsce. W raporcie szczegółowo omówiono m.in. następujące wyzwania praktyczne: zagadnienie należytej staranności płatnika, funkcjonowanie instrumentów umożliwiających wyłączenie się ze stosowania pay and refund (opinia o stosowaniu preferencji, oświadczenie płatnika WH-OSC), obszar związany z dodatkowymi przesłankami kreowanymi przez organy podatkowe, od których uzależniane jest prawo do zastosowania zwolnienia lub preferencji w WHT, kryterium rzeczywistego właściciela, praktykę stosowania przez organy projektów objaśnień podatkowych oraz podsumowanie procesu konsultacji Ministra Finansów w zakresie grup roboczych. Raport zawiera również analizę wpływu dyrektyw unijnych, tj. Dyrektywy FASTER oraz propozycji Dyrektywy Unshell na system WHT w Polsce, jak również ocenę ekspertów KPMG w zakresie przepisów oraz propozycje kierunków zmian tych przepisów.
Każde umocnienie amerykańskiego dolara zwłaszcza teraz nakłada presję zarówno na rynki, jak i waluty gospodarek wschodzących. Jednocześnie obligacje oferują bardzo atrakcyjne rentowności dla skłonnych do minimalizowania ryzyka, a dotyczy to nie tylko USA.
Nadzieje na cięcia stóp za oceanem w 2025 r. niemal całkowicie wyparowały. To między innymi efekt zaskakująco mocnego raportu NFP z amerykańskiego rynku pracy, mocnego wzrostu cen usług w raporcie ISM z USA. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych oscylują w okolicach 4,6-4.8%.
Inwestorzy boją się, że nieprzerwanie mocne dane z USA (przede wszystkim z rynku pracy), wraz z D.Trumpem proklamującym protekcjonistyczne tendencje i wysokie cła sprawią, że inflacja wzrośnie, a przynajmniej nie spadnie do ani tym bardziej poniżej celu Fed. Zatem Rezerwa Federalna będzie przyparta do muru i z ostatnich kilku przedwyborczych obniżek stóp zostanie już tylko echo.
W skrajnym scenariuszu szansa na podwyżkę stóp – choć wciąż bardzo niska – nie wydaje się już zupełnie abstrakcyjna (a tak widział ją rynek jeszcze kilka miesięcy temu).
Jeśli dodamy do tego słabość gospodarek Europy i Chin oraz tamtejsze rentowności, trudno dziwić się, że kapitał wybiera płacące już prawie 5% amerykańskie 'treasuries’. Rynek wycenia tylko jedną obniżkę stóp w 2025 r., podczas gdy w październiki widział nadzieje, że Fed obniży stopy nawet 6-krotnie. Czy kapitał nadal będzie płynął na rynek obligacji?
– Obligacje amerykańskie są bardzo popularne wśród inwestorów, ale istnieje dla nich kusząca alternatywa, a są nią akcje spółek dywidendowych, bo tutaj mamy atrakcyjny wzrost rentowności, choć pozostaje pytanie kiedy on się zatrzyma – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Inwestowanie w obligacje może więc stać się jeszcze bardziej atrakcyjne właśnie wtedy, gdy dojdzie do tego.
Możemy dojść do wniosku, że z fazy przegrzania inwestorzy powoli łapią kontakt z nową rzeczywistością, jaka może ich czekać pod przewodnictwem Trumpa. Oczekiwana agresywna polityka celna, jeśli się ziści, prawdopodobnie utrzyma rentowności obligacji amerykańskich na podwyższonych poziomach. Przynajmniej dopóki konsument w Stanach Zjednoczonych nie zdradza jednoznacznych oznak osłabienia.
– Realizacja obietnic D.Trumpa oznaczałaby dość luźną politykę fiskalną i wysokie potrzeby pożyczkowe rządu pomimo rekordowego zadłużenia USA – komentuje ekspert XTB.
Dolar amerykański, by stracić, potrzebowałby inflacji CPI zgodnej, lub poniżej prognoz i niższego odczytu amerykańskiej sprzedaży detalicznej.
Podobną sytuację dotyczącą obligacji mamy też w innych krajach, a przykładem Wielka Brytania, gdzie wśród inwestorów też panuje duża niepewność dotycząca polityki fiskalnej i czy rząd będzie w stanie zadłużać się nadal na wysokim poziomie, bo może będą potrzebne ciecia fiskalne. Zwłaszcza, że każdy wzrost oprocentowania obligacji to duża zmiana w kosztach obsługi długu publicznego.
Atrakcyjne jest też oprocentowanie polskich obligacji, a inwestorzy analizują kiedy RPP zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych. Tym bardziej, że prezes NBP znów wprawił w niepewność rynki finansowe, twierdząc, że być może nie będzie żadnej obniżki w 2025 r.
– Inwestorzy powinni poczekać z decyzjami do marcowych obrad RPP, bo to właśnie wtedy NBP pokaże swoje nowe projekcje odnośnie inflacji i powinno być już jasne w jakim kierunku idą Stany Zjednoczone pod przywództwem D.Trumpa – podsumowuje M.Kuch z XTB.
Osoby, które ulokowały swoje oszczędności w euro lub inwestują w fundusze zależne do kondycji europejskich gospodarek bacznie śledzą losy wspólnej waluty. Podpowiadamy, na jakie wskaźniki warto zwracać uwagę i gdzie śledzić kurs EUR.
Gdzie śledzić kurs euro?
Inwestorzy, w zależności od sytuacji na rynku i aktualnej oceny ryzyka, kupują rządowe obligacje, wybierają bankowe depozyty lub np. lokują pieniądze na giełdach. Globalizacja jest tu widoczna w pełnej krasie. Czasem warto po prostu przewalutować środki i ulokować je na drugim końcu świata. Dzieje się tak np. wtedy, gdy różna wysokość stóp procentowych w dwóch krajach wpływa na oprocentowanie depozytów. Bardzo trudno monitorować tak wiele zmiennych. Zwłaszcza w przypadku euro, które jest drugą walutą świata i bierze udział w bardzo wielu transakcjach. Pomocne mogą być w tym przypadku analizy ekspertów. Codzienne komentarze walutowe oraz aktualny kurs euro można śledzić np. tutaj https://internetowykantor.pl/kurs-euro/.
Od czego zależy kurs euro?
Jest wiele czynników, które wpływają na kurs euro. Każde wybory w państwie strefy euro, zwłaszcza jeśli wiążą się z polityczną zmianą kierunku, mogą wpłynąć na wahania notowań. Równie istotne są wskaźniki gospodarcze takie jak dane o inflacji, bilansie w handlu zagranicznym czy zamówieniach w różnych sektorach gospodarki. Bardzo dobrym wyznacznikiem kondycji danej gospodarki jest też zwykle giełda. W przypadku osób, które śledzą kurs EUR/PLN warto monitorować wyniki spółek notowanych na giełdzie we Frankfurcie, Paryżu czy Mediolanie.
Indeksy giełdowe w strefie euro
Choć ostatnio boryka się z wieloma problemami, niemiecka gospodarka uważana jest za lokomotywę napędową strefy euro. Giełda Papierów Wartościowych we Frankfurcie nad Menem, określana skrótem FWX, to najważniejsza giełda w Niemczech. Warto śledzić indeks DAX, który odzwierciedla kondycję 40 największych spółek notowanych na FWX. W przypadku Francji istotna jest Giełda Papierów Wartościowych w Paryżu i indeks CAC 40, który odzwierciedla wyniki największych notowanych na niej spółek. Znajdziemy tam sporo firm technologicznych, energetycznych oraz z branży dóbr luksusowych. Dla strefy euro bardzo istotne są też wyniki włoskiej gospodarki. W tym kraju warto śledzić Giełdę Papierów Wartościowych w Mediolanie z indeksem FTSE MIB, który odzwierciedla wyniki 40 największych spółek.
Drony, jeszcze niedawno kojarzone głównie z hobbystyczną technologiczną nowinką, dziś stały się nieodzownym elementem wielu sektorów gospodarki. Wykorzystywane są w logistyce, rolnictwie, ratownictwie, a nawet w sztuce filmowej. Ich rola rośnie również w branży militarnej, co stwarza nowe wyzwania, przede wszystkim w zakresie cyberbezpieczeństwa. Ale drony są mniej więcej tak stare jak samo lotnictwo. Gdy wymyślono lotnisko, zaraz pojawiły się też drony. Na początku XX wieku wyglądały i działały jednak zupełnie inaczej niż to, co dziś sobie wyobrażamy. Jakie zagrożenia niesie rozwój tej technologii i co można zrobić, by im zapobiec?
W ciągu najbliższych lat sektor dronów ma znacząco wpłynąć na rozwój europejskiej gospodarki, generując nowe miejsca pracy i znaczące dochody. Według prognoz Komisji Europejskiej, do 2035 roku w Europie może wygenerować 100 000 miejsc pracy i przynieść dochody na poziomie 10 miliardów euro rocznie. Przyszłość dronów obejmuje różne obszary: transport ładunków i pasażerów czy mobilność miejska. Drony mogą zrewolucjonizować logistykę, a w miastach stać się alternatywą dla tradycyjnych taksówek, umożliwiając szybkie przemieszczanie się z punktu A do punktu B, omijając korki. Jednak masowy transport pasażerski z użyciem dronów może napotkać na przeszkody związane z bezpieczeństwem i zaufaniem publicznym. Pomimo to, rozwój technologii i inwestycje w ten sektor sprawiają, że przyszłość dronów rysuje się bardzo obiecująco.
Drony jako potencjalne narzędzie ataków
W ostatnich latach drony stały się jednym z kluczowych narzędzi na polach walki. Jak pokazują doniesienia medialne z wojny w Ukrainie, codziennie słyszymy o atakach i operacjach z użyciem tych maszyn. Choć to właśnie wojna za naszą wschodnią granicą jest tą, w której bezzałogowe statki powietrzne są używane na masową skalę, drony były już wcześniej wykorzystywane w konfliktach zbrojnych, zwłaszcza w trudnych terenach górskich.
Rozwój technologii dronów nie ogranicza się jednak tylko do zastosowań wojskowych. Te wszechstronne urządzenia, które zmieniają oblicze współczesnych konfliktów, jednocześnie niosą ze sobą nowe zagrożenia. W miarę jak stają się one bardziej zaawansowane i powszechniejsze, rośnie także ryzyko ich wykorzystania przez osoby o złych zamiarach.
Możliwość przejęcia drona przez terrorystę to poważne zagrożenie. Wystarczy włamanie do centrum sterowania, aby zyskać pełną kontrolę nad urządzeniem. Scenariusz ten, choć brzmi jak wątek z filmu sensacyjnego, jest w rzeczywistości alarmująco realny. Użycie dronów przez osoby trzecie może prowadzić do ataków na obiekty cywilne i wojskowe, a nawet destabilizacji całych regionów. W miarę jak drony stają się coraz bardziej zaawansowane, zyskują również na atrakcyjności dla cyberprzestępców. Kluczowym problemem jest tu ich zdalne sterowanie, które opiera się na protokołach komunikacyjnych podatnych na ataki hakerskie. Przejęcie kontroli nad takim urządzeniem może mieć katastrofalne konsekwencje.
Chińskie drony
Na początku ubiegłego roku agencje federalne Stanów Zjednoczonych wydały ostrzeżenie dotyczące używania dronów kupionych w Chinach. Chińskie bezzałogowe statki powietrzne są masowo wykorzystywane na całym świecie, ponieważ Państwo Środka jest jednym z największych producentów tych urządzeń. Problem pojawił się pod koniec 2023 roku, kiedy w Chinach wprowadzono prawo, na podstawie którego dane uzyskane przy użyciu środków technologicznych produkowanych w Chinach, pozyskane poza granicami tego kraju, mogą być przekazane rządowi chińskiemu na jego polecenie.
Oznacza to, że drony chińskiej produkcji mogą zbierać dane i udostępniać je obcemu mocarstwi. Stany Zjednoczone obawiają się, że takie drony wykorzystywane
do mapowania terenu czy innych zadań mogą gromadzić dane dotyczące obiektów strategicznych, co stwarza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. W kontekście szpiegostwa, drony są bardzo przydatnym narzędziem do zbierania i kumulowania danych.
Dostępność
Drony zyskały popularność nie tylko ze względu na swoją funkcjonalność, ale także dzięki łatwej dostępności. Obsługa najprostszych dronów nie wymaga specjalnych kwalifikacji, a dzięki liberalizacji przepisów przez Unię Europejską nawet dzieci mogły z nich korzystać pod pewnymi warunkami. Dodatkowo, koszt dronów jest stosunkowo niski, a zdobycie certyfikatów uprawniających do latania nimi nie jest zbyt trudne.
Luka w systemie zabezpieczeń
Drony, podobnie jak inne statki powietrzne, mogą stać się celem ataków. Jeśli drony są wykorzystywane do przewożenia paczek, materiałów medycznych czy w operacjach ratunkowych, mogą stać się pokusą dla przestępców, którzy zechcą je zniszczyć lub przejąć. Choć takie incydenty są rzadkie, to ich konsekwencje mogą być poważne, zwłaszcza gdy atak dotyczy sprzętu medycznego lub ważnych operacji ratunkowych. W przyszłości, wraz z rosnącą popularnością dronów, mogą one stawać się celem dla ataków terrorystycznych, co podnosi potrzebę wdrażania zabezpieczeń i środków ochronnych.
Eksperci wskazują, że większość komercyjnych dronów nie jest projektowana z myślą o zaawansowanych mechanizmach ochronnych. Większość producentów skupia się na funkcjonalnościach, takich jak zasięg czy jakość kamer, zaniedbując kwestię cyberbezpieczeństwa. To sprawia, że systemy kontroli tych urządzeń mogą być podatne na ataki „z dnia zero”, czyli takie, na które jeszcze nie opracowano żadnych łatek zabezpieczających. Na szczególną uwagę zasługuje problem tzw. spoofingu, czyli fałszowania sygnałów GPS. Przeprogramowanie drona nawigacyjnego może doprowadzić do jego wykorzystania w celach niezgodnych z przeznaczeniem, na przykład w przemycie narkotyków czy szpiegostwie przemysłowym.
Jak bronić się przed zagrożeniami?
Żeby przeciwdziałać potencjalnym zagrożeniom, niezbędne są wspólne działania branży technologicznej, rządów oraz instytucji międzynarodowych. Kilka kluczowych kroków obejmuje:
Wdrażanie standardów bezpieczeństwa – tworzenie regulacji, które wymuszą na producentach wprowadzanie odpowiednich zabezpieczeń w urządzeniach.
Rozwój technologii antypirackich – opracowanie systemów przeciwdziałania atakom, takich jak detektory spoofingu GPS czy oprogramowanie zabezpieczające przed zdalnym przejęciem kontroli.
Edukacja użytkowników – świadomość zagrożeń wśród operatorów dronów oraz szkolenia z zakresu ich bezpiecznego użytkowania.
Drony przyszłości: szansa czy ryzyko?
Przepisy dotyczące dronów rozwijają się szybko, ale różnią się w zależności od regionu. Unia Europejska wprowadziła harmonizację przepisów, co pozwala użytkownikom dronów na swobodne latanie w różnych krajach członkowskich. W Stanach Zjednoczonych przepisy są bardziej fragmentaryczne i różnią się w zależności od stanu. Jednak zarówno w UE, jak i w USA, regulacje są stale aktualizowane, aby nadążać za szybkim rozwojem technologii. W innych częściach świata bywa różnie. Dla przykładu, w Egipcie mamy niemal całkowity zakaz używania dronów cywilnych, jedynie osoby, które uzyskały pozwolenie od Ministerstwa Obrony, mogą je legalnie wykorzystywać.
Autorem artykułu jest dr Mateusz Osiecki, Adiunkt w Katedrze Prawa Lotniczego Uczelni Łazarskiego.
Działy wsparcia IT w polskich firmach znajdują się w fazie intensywnych przemian. Zmieniające się zapotrzebowanie na specjalistów i różnice w proponowanych wynagrodzeniach odzwierciedlają dynamiczny rozwój sektora technologicznego. Coraz więcej organizacji stawia na zaawansowane wsparcie techniczne, które jest kluczowe dla stabilności ich działań oraz ochrony przed rosnącymi zagrożeniami cyfrowymi. Dane z raportu Grafton Recruitment za 2024 rok jasno pokazują, jak zmienia się sytuacja w tej branży oraz jakie stanowiska zyskują na znaczeniu.
Zapotrzebowanie na strategiczne role
Miniony rok przyniósł spadek zapotrzebowania na pracowników w działach wsparcia IT w porównaniu z innymi działami. Wskaźnik zatrudnienia w trzecim kwartale 2024 roku wyniósł 0,72, podczas gdy średnia rynkowa dla wszystkich stanowisk osiągnęła poziom 1,04. Taki wynik wskazuje na mniejszą presję rekrutacyjną w podstawowych rolach wsparcia technicznego. Jednocześnie rośnie znaczenie stanowisk wysoko wyspecjalizowanych, na które popyt utrzymuje się na stabilnym poziomie.
Organizacje coraz częściej poszukują ekspertów, którzy potrafią sprostać wyzwaniom związanym z ochroną danych oraz zarządzaniem skomplikowanymi systemami IT. Cybersecurity consultant i technical support engineer 3rd line to przykłady stanowisk, które odgrywają kluczową rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa cyfrowego oraz ciągłości działania przedsiębiorstw.
– Zmniejszone zapotrzebowanie na podstawowe role w IT nie oznacza, że obszar wsparcia technicznego traci na znaczeniu. Wręcz przeciwnie – firmy koncentrują się na bardziej zaawansowanych stanowiskach, które gwarantują bezpieczeństwo oraz stabilność operacyjną. Eksperci od cyberbezpieczeństwa czy wsparcia 3. linii są dziś nieodzowni w niemal każdej dużej organizacji – mówi Karol Boczkowski, IT Contracting Delivery Manager w Grafton Recruitment.
Oferowane zarobki w dziale wsparcia IT
Oferowane wynagrodzenia w działach wsparcia IT różnią się w zależności od lokalizacji, specjalizacji i poziomu odpowiedzialności. Service desk specialist, odpowiedzialny za podstawowe wsparcie użytkowników, może liczyć na propozycje wynagrodzeń od 5 500 zł brutto w Katowicach i Krakowie do 9 000 zł w Warszawie. Różnice te wynikają z lokalnych warunków rynkowych. Stolica oferuje wyższe stawki, aby przyciągnąć kandydatów na rynek o dużej konkurencji.
Bardziej zaawansowane role, takie jak technical support engineer 3rd line, wymagają dużo szerszych kompetencji, co znajduje odzwierciedlenie w wynagrodzeniach. Oferowane stawki dla tego stanowiska mieszczą się w przedziale od 8 500 zł w Trójmieście do 21 000 zł w Warszawie, gdzie znaczenie tej roli dla stabilności operacyjnej organizacji jest szczególnie doceniane.
Firmy poszukujące pracowników na stanowiska specjalistyczne, takie jak SAP consultant, oferują wynagrodzenia od 13 000 zł w Łodzi do 28 000 zł w Warszawie, wysokie stawki to pokłosie unikalnych kompetencji trudno dostępnych na rynku pracy. Na podobnie wysokie oferty mogą liczyć osoby ubiegające się o stanowisko cybersecurity consultant, proponowane im stawki wahają się od 14 000 zł w Łodzi do 28 000 zł w stolicy.
Na najwyższe oferowane wynagrodzenie może liczyć chief technology officer (CTO), który może zarobić od 22 000 zł w Krakowie i Wrocławiu do 50 000 zł brutto w Warszawie, gdzie znaczenie strategiczne tej roli jest największe.
Dynamika wynagrodzeń
Rok 2024 przyniósł zauważalne zmiany w oferowanych wynagrodzeniach w działach wsparcia IT, szczególnie na stanowiskach wymagających zaawansowanych kompetencji technicznych. Największe wzrosty dotyczyły propozycji wynagrodzeń dla cybersecurity consultant (+16%), co potwierdza rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa w strategiach firm. Znaczące podwyżki w ofertach odnotowano również dla technical support engineer 3rd line (+10,6%) i technical support manager (+9,4%). Obie te role wymagają nie tylko wysokiego poziomu wiedzy technicznej, ale również umiejętności zarządzania i rozwiązywania skomplikowanych problemów technologicznych.
Bardziej umiarkowane zmiany objęły oferty na stanowiska takie jak chief technology officer (CTO) (+6,4%) oraz network engineer (+3%). Proponowane wynagrodzenia dla system administrator nie uległy zmianie, co może wynikać z większej dostępności kandydatów w tym obszarze oraz mniejszej presji rekrutacyjnej.
– Rosnące oferty wynagrodzenia na specjalistycznych stanowiskach w działach wsparcia IT to dowód na to, że organizacje doceniają kluczową rolę tych ekspertów. W szczególności stanowiska związane z cyberbezpieczeństwem i zaawansowanym wsparciem technicznym stają się priorytetowe. Firmy inwestują w te role, ponieważ od ich kompetencji zależy zarówno bezpieczeństwo, jak i stabilność operacyjna całej organizacji – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.
O raporcie
Raport Grafton Recruitment został opracowany w oparciu o szerokie spektrum danych rynkowych i analizy własne. Dane dotyczą wynagrodzeń za 2024 rok oraz prognoz na początek 2025 roku, a zostały zebrane na podstawie rzeczywistych ofert przedstawionych kandydatom przez klientów Grafton Recruitment oraz wynagrodzeń uczestników procesów rekrutacyjnych. Analiza objęła 499 791 unikalnych ogłoszeń o pracę, które zostały zdeduplikowane w celu zwiększenia dokładności. Dodatkowo, wykorzystano dane z jednego z największych portali z ogłoszeniami w Polsce, obejmujące lata 2019–2024. Raport jest wynikiem kompleksowego badania, które pozwala na dokładne odwzorowanie rzeczywistej sytuacji na rynku pracy.
Transformacja cyfrowa nie jest już jedynie opcją – to konieczny, strategiczny krok ku rozwojowi organizacji. Kluczem do sukcesu jest jednak umiejętne połączenie narzędzi technologicznych z celami biznesowymi. Jak znaleźć balans między nowoczesnymi rozwiązaniami, a rzeczywistymi potrzebami firmy oraz jak nadążyć za tempem innowacji lub też je kształtować?
Dobór narzędzi do potrzeb
W obliczu dynamicznie zmieniającego się środowiska biznesowego organizacje coraz częściej stają przed wyzwaniem skutecznej integracji technologii z codziennym funkcjonowaniem. Nowoczesne narzędzia, takie jak sztuczna inteligencja, analityka danych czy chmura obliczeniowa, mają nie tylko usprawniać operacje, ale przede wszystkim wspierać realizację konkretnych celów biznesowych. Wyzwaniem pozostaje bieżąca aktualizacja technologii – przykładowo, badania pokazują, że 82% członków zarządu firm produkcyjnych nie nadąża za szybkim tempem rozwoju technologicznego1.
· Technologia sama w sobie nie powinna być traktowana jako cel. Prawdziwa wartość transformacji cyfrowej leży w tym, jak efektywnie odpowiada na potrzeby organizacji oraz jej klientów. Wymaga to przemyślanej strategii. Jednym z częstych błędów jest koncentrowanie się na narzędziach zamiast na ich przeznaczeniu. Transformacja cyfrowa powinna wynikać z dogłębnej analizy celów biznesowych organizacji – czy chodzi przykładowo o usprawnienie procesów wewnętrznych, zwiększenie satysfakcji klientów czy może redukcję kosztów. Firmy, które mają świadomość tej zależności, szybciej przekształcają technologię w realną wartość biznesową – komentuje Monika Klecz, Dyrektor do spraw transformacji Centrów Usług Wspólnych w Capgemini Polska.
Pracownicy jako podstawa transformacji
Kolejnym filarem skutecznej transformacji są ludzie. Bez wsparcia osób pracujących w danej firmie, ich otwartości na zmiany i zaangażowania, nawet najlepsze rozwiązania mogą okazać się nieefektywne. To dlatego organizacje, które stawiają na edukację i przygotowanie zespołów do nowych realiów, osiągają największe sukcesy. Liderzy odgrywają tu kluczową rolę, ponieważ to oni nadają ton całemu procesowi, dbając o to, by zmiana była transparentna, a jej cel – zrozumiały.
· Dynamika innowacji sprawiła, że zmiana stała się nowym, ważnym zasobem, który wymaga odpowiedniego zarządzania. Nawet w zespołach zajmujących się finansami ważne jest, aby na bieżąco szkolić i rozwijać pracowników i pracownice w zakresie możliwości nowych technologii, wspierających procesy i decyzje finansowe. Obecnie przodującymi technologiami są sztuczna inteligencja czy cloud computing, ale w 2025 czy 2026 roku na ustach wszystkich może znaleźć się coś zupełnie nowego, coś co obecnie jest bardzo niszowe lub nie zostało jeszcze wymyślone. O przewadze konkurencyjnej decydują specjaliści i specjalistki, którzy żywo interesują się nowościami w swoim obszarze oraz osoby na stanowiskach liderskich, które potrafią przekazywać oraz wdrażać nową wiedzę – ocenia Monika Klecz.
Decyzje w oparciu o dane
W nowoczesnych organizacjach, podstawą do podejmowania decyzji są wnioski płynące z analiz danych. Pozwalają one na optymalizację procesów i precyzyjne reagowanie na potrzeby rynku. Według raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej, w 2023 roku jedynie 12% polskich firm korzystało z Big Data, a 38% z chmury obliczeniowej2. To zdecydowanie za mało, aby mogły one w znaczący sposób zaistnieć na rynkach światowych i konkurować z globalnymi firmami.
· Bez wdrożenia zarządzania opartego na analizie danych trudno będzie osiągnąć wyższy poziom wydajności czy dochodów. Trafne zdiagnozowanie najważniejszych celów danej organizacji zależy z jednej strony od jakości zgromadzonych danych, a z drugiej od ich szybkiej i trafnej interpretacji. Bezpośrednie powiązanie procesów decyzyjnych z wnioskami na podstawie analizy danych pozwoli na poprawienie zarządzania firmą i szybszą reakcję na zmiany rynkowe – komentuje Monika Klecz.
Odwaga i zaufanie do technologii
Największymi sukcesami biznesowymi mogą pochwalić się firmy, których szefowie cechowali się wizjonerstwem i odwagą w decyzjach. Jednak decyzje, nawet odważne, muszą być oparte o dane. Tych obecnie nie brakuje, ale powodzenie w transformacji firmy, będzie zależeć między innymi od ich właściwego wykorzystania w procesach i decyzjach.
Chiński startup DeepSeek wywołał niemałe poruszenie na rynku technologicznym, prezentując swój przełomowy model AI – R1. Kluczowym elementem tego sukcesu jest wykorzystanie starszych chipów Nvidia, które nie podlegają amerykańskim ograniczeniom eksportowym. Model, którego opracowanie kosztowało mniej niż 6 mln USD i jest tańszy w eksploatacji o 95%, niemal dorównuje pod względem innowacyjności systemom czołowych graczy, takich jak OpenAI. W efekcie tego przełomu akcje Nvidii zanotowały spadek o 16,9%, co oznacza największy jednodniowy ubytek wartości rynkowej w historii firmy – niemal 600 mld USD.
Historia DeepSeek doskonale wpisuje się w tzw. „dylemat innowatora” opisany przez Claytona Christensena. Mniejsze firmy, oferując „wystarczająco dobre” i bardziej ekonomiczne rozwiązania, mogą szybko stać się poważnym zagrożeniem dla dominujących graczy. DeepSeek, dzięki zaawansowanemu oprogramowaniu i sprytnemu wykorzystaniu starszych technologii, podważyło zasadność miliardowych inwestycji w najnowsze centra danych. Choć nie brakuje sceptyków twierdzących, że rzeczywiste koszty projektu mogły być wyższe niż deklarowane, trudno ignorować potencjał startupu.
Za sukcesem DeepSeek stoi Liang Wenfeng, współzałożyciel funduszu hedgingowego High-Flyer Quant oraz laboratorium AI DeepSeek. High-Flyer zarządza aktywami wartymi 8 mld USD, będąc jednym z największych funduszy „quant” w Chinach. Liang, absolwent Zhejiang University, swoją wiedzę z zakresu elektroniki i wizji komputerowej skutecznie przeniósł na grunt finansów, rozwijając fundusz oparty na analizach ilościowych. Podobnie jak w AI, również w zarządzaniu aktywami kluczowe znaczenie mają zaawansowane algorytmy i przetwarzanie ogromnych ilości danych.
Sukces DeepSeek, przypieczętowany tym, że aplikacja R1 stała się po premierze 20 stycznia najczęściej pobieraną w sklepie Apple, wzbudził niepokój wśród zachodnich gigantów technologicznych. Firmy te dotychczas inwestowały miliardy dolarów w rozwój ekosystemów AI opartych na najnowszych i niezwykle kosztownych rozwiązaniach sprzętowych. Tymczasem DeepSeek udowodniło, że przy użyciu starszych komponentów można osiągnąć wyniki porównywalne z globalnymi liderami. Otwarty kod źródłowy R1 dodatkowo zwiększył zainteresowanie modelem, umożliwiając innym firmom analizę jego innowacyjnych rozwiązań.
Mimo sukcesu startupu pojawiają się obawy dotyczące bezpieczeństwa i ryzyka geopolitycznego, co może ograniczyć ekspansję technologii DeepSeek na Zachodzie. Jednak nawet amerykańskie koncerny, w tym Nvidia, prawdopodobnie analizują nowe rozwiązania, by wdrożyć je u siebie lub je ulepszyć.
Przypadek DeepSeek i spadek wartości Nvidii pokazują, że rynek AI jest dynamiczny i nieustannie ewoluuje, a dominacja jednego gracza nigdy nie jest pewna. Startup ten zmusza inwestorów i korporacje do ponownego przemyślenia strategii wydatków na rozwój technologii AI, stanowiąc jednocześnie dowód, że nawet ograniczone środki i starsze technologie mogą prowadzić do stworzenia modeli konkurencyjnych wobec najlepszych. To jednoznacznie potwierdza aktualność „dylematu innowatora” i siłę startupów jako motoru zmian w branży.
27 stycznia 2025 r. w Zielonej Górze prezes POLSA Grzegorza Wrochna oraz Marszałek Województwa Lubuskiego Marcin Jabłoński podpisali porozumienie o współpracy mającej na celu rozwój technologii kosmicznych w oparciu o zielonogórski Park Technologii Kosmicznych. Wspólnie realizowane projekty dotyczyć będą danych satelitarnych, telekomunikacji i nawigacji.
Polska Agencja Kosmiczna rozpoczęła tworzenie Zakładu Rozwoju Technologii Kosmicznych w Zielonej Górze. We współpracy z zielonogórskim Parkiem Technologii Kosmicznych prowadzone tu będą projekty, których celem będzie zaspokajanie podstawowych potrzeb państwa i obywateli dotyczących danych satelitarnych, nawigacji i telekomunikacji. Technologie te są przydatne zarówno dla normalnego funkcjonowania administracji i gospodarki, jak i w sytuacjach kryzysowych. Lubuskie jest krajowym liderem w testowaniu i wykorzystaniu nowych rozwiązań w zakresie zarządzania kryzysowego, także we współpracy transgranicznej.
Polska rozpoczęła budowę konstelacji satelitarnych Camila i Mikroglob przeznaczonych do fotografowania obszaru Polski. Nie wystarczy jednak skonstruować satelity i umieścić je na orbicie. Należy także zapewnić niezawodne sterowanie nimi, odbiór danych, a także przetwarzanie tych danych w informacje potrzebne rolnikom, leśnikom, administracji czy różnym służbom. Temu właśnie poświęcone będą projekty realizowane w Zielonej Górze.
Część z nich realizowana będzie w ramach programów Europejskiej Agencji Kosmicznej, w szczególności w ramach programu „Civil Security from Space” (Kosmos dla Bezpieczeństwa Ludności).
– Infrastruktura do obserwacji i łączności satelitarnej stanowi kluczowy element wzmacniania suwerenności państwa, a także zapewnienia bezpieczeństwa dla strategicznych danych. Realizuje również założenia określone w Polskiej Strategii Kosmicznej zwiększając polski potencjał w kwestii bezpieczeństwa i współpracy międzynarodowej – powiedział prezes POLSA Grzegorz Wrochna.
Samorząd i POLSA w ramach porozumienia deklarują także współpracę w propagowaniu technologii kosmicznych, aby ukierunkować młodzież na rozwój swoich kompetencji w kierunku tej niezwykle dynamicznej i przyszłościowej gałęzi gospodarki.
– Podejmujemy kolejne działania, które nadają bardzo głęboki sens wielkiemu przedsięwzięciu, jakim zajęło się Województwo Lubuskie, podejmując wiele lat temu decyzję o tym, by powstał u nas Park Technologii Kosmicznych. Można nawet dodać, że zaczyna się materializować przysłowie „per aspera ad astra” – przez ciernie do gwiazd, bo to był trudny projekt realizowany w trakcie pandemii i kryzysu wywołanego wojną. Było mnóstwo problemów, żeby szczęśliwie zrealizować ten projekt, ale na szczęście przetrwaliśmy. Udało nam się do końca go rozliczyć. Dzisiaj coraz więcej faktów potwierdza to, jak wielkie miało to znaczenie. Nawet prorocze wyobrażenia, do czego ten park może służyć, zaczynają się urzeczywistniać – stwierdził marszałek województwa lubuskiego Marcin Jabłoński. – Dzisiaj podpisujemy porozumienie z bardzo ważną agencją międzynarodową, które pozwoli nam podejmować kolejne kroki i realizować różnego rodzaju zapowiedzi, jakie przedstawialiśmy, powołując do życia Park Technologii Kosmicznych. Pojawiają się nowe możliwości – dodał marszałek.
– Mamy wszystkie elementy potrzebne do tego żeby być istotnym ośrodkiem w Polsce, może później nawet w Europie: miejsce do budowy i testowania satelitów, ale też laboratorium geoinformatyczne, część związaną z obsługą nawigacji satelitarnej i teraz dzięki inicjatywie Polskiej Agencji Kosmicznej mamy też część telekomunikacyjną. Da nam to szansę, żeby rozwinąć – po pierwsze – kompetencje w tej dziedzinie, a po drugie – wykształcić kadry wspólnie z uniwersytetem. Uniwersytet będzie szkolił od strony bardziej teoretycznej, a my od strony praktycznej. Chcemy mieć taki kompleks: z jednej strony – nauka, z drugiej – przemysł i my jako zwornik, dzięki któremu te wszystkie elementy się zespalają – mówił prof. Marek Banaszkiewicz, prezes Zarządu Parku Technologii Kosmicznych w Zielonej Górze-Nowym Kisielinie.
Rynek faktoringu w Polsce zanotował w 2024 r. wzrost obrotów o 4,7 proc. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów skupiły w tym okresie wierzytelności na łączną kwotę 471 mld zł. Rok wcześniej ich wartość sięgała 450 mld zł. Członkowie PZF udzielili finansowania 27 tys. przedsiębiorstw (o 3 proc. więcej niż rok wcześniej), które przedstawiły do wykupu 28,7 mln faktur (o 7,3 proc. więcej niż przed rokiem).
Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należą do niego 4 banki komercyjne, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.
– Rynek faktoringu w 2024 r. powrócił na drogę wzrostu obrotów. Sam czwarty kwartał okazał się pod tym względem lepszy aż o 9,1 proc. w porównaniu z ostatnimi trzema miesiącami roku 2023 r. Dało to wzrost rynku w całym 2024 roku o 4,7 proc. Ujemną dynamikę obrotów odnotowaliśmy jedyniee w I kwartale. Następne kwartały były już dodatnie, a w każdym kolejnym odnotowywaliśmy coraz szybszy rozwój (w samym II kwartale o 4 proc., a w III 7 proc.). Udało się to osiągnąć pomimo niekorzystnych zjawisk w otoczeniu makroekonomicznym. Nadal bowiem utrzymują się wysokie koszty pracy i wysokie koszty finansowe, a przy tym niepokojąco rośnie liczba niewypłacalności firm. Także w otoczeniu międzynarodowym obserwujemy dużą niepewność. Wciąż trwa wyniszczająca wojna na Ukrainie. Jesteśmy świadkami pierwszych decyzji nowego prezydenta USA, Donalda Trupma i jego gabinetu. Niestabilna sytuacje panuje na Biskim Wschodzie. Pomimo tych wszystkich uwarunkowań nasza branża radzi sobie dobrze. To dowodzi, że faktoring sprawdza się w różnorodnych warunkach ekonomicznych i geopolitycznych. Przedsiębiorcy są tego świadomi i sięgają po tę formę finansowania zarówno w czasie ożywienia, jak i spowolnienia gospodarczego. – mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.
Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 27,1 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 28,7 mln faktur o łącznej wartości 471 mld zł.
– Na rynku faktoringowym obserwujemy szereg pozytywnych zjawisk. Przede wszystkim, oprócz obrotów, rośnie także liczba klientów korzystających z finansowania, a także liczba przekazywanych faktur. Gdyby nie ich malejąca średnia wartość, nasz sektor rósłby jeszcze szybciej. Tym niemniej wszechstronność i elastyczność oferty firm faktoringowych sprawia, że popyt na nią od lat się zwiększa. Dopasowujemy produkty do zmieniających się potrzeb i oczekiwań przedsiębiorców. Sprawnie neutralizujemy ryzyko, dopasowując limity finansowania i poziomy zaliczek.
Najbardziej pilnym wyzwaniem dla naszego sektora jest natomiast zachęcenie przedsiębiorców do szerszego wykorzystywania faktoringu pełnego. Oferta ta stanowi dla podmiotów gospodarczych ważne dopełnienie finansowania, dzięki zabezpieczaniu transakcji w formie ubezpieczenia należności. Zapewnia ono klientom ochronę na wypadek braku zapłaty za dostarczony towar lub wykonaną usługę. W warunkach rosnącej liczby niewypłacalności firm w Polsce ma to kluczowe znaczenie dla ich bezpieczeństwa finansowego – mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.
Polski Związek Faktorów wraz ze Związkiem Banków Polskich rozpoczął prace nad uszczelnieniem przepływu danych związanych z procesem finansowania przedsiębiorstw. W tym celu branże faktoringu i bankowości budują System Wymiany Informacji Firm Faktoringowych. Umożliwi on wymianę danych na temat transakcji budzących wątpliwości, dzięki czemu znacząco ograniczone zostaną zagrożenia wynikające z aktywności cyberprzestępców. Wspólny system pozytywnie wpłynie także na ryzyko kredytowe, jak i operacyjne. Intencją PZF jest, aby z platformy SWIFF korzystali wszyscy zrzeszeni w nim faktorzy.