Auto Partner rośnie mimo presji rynkowej. Rekordowe przychody, spadek zysków

Grupa Auto Partner, jeden z największych dystrybutorów części samochodowych na polskim rynku, w 2025 r. zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 4,4 mld zł, co oznacza wzrost o 7,6% rok do roku. Wynik EBITDA Grupy wyniósł 337,2 mln zł (-1,8% r/r), a zysk netto 198,9 mln zł (-4,3% r/r).

Eksport Grupy wzrósł w 2025 roku o 10% r/r. Ekspansja zagraniczna w 2026 roku będzie wspierana przez nowe centrum logistyczno-magazynowe w Zgorzelcu. Dzięki strategicznej lokalizacji przy granicy centrum znacząco wzmacnia potencjał sprzedaży Grupy na rynkach Europy Zachodniej.

Rok 2025 był dla nas okresem dalszego rozwoju i umacniania fundamentów działalności, mimo wymagającego otoczenia rynkowego. Osiągnęliśmy rekordowe przychody przekraczające 4,4 mld zł, co było efektem zwiększania skali działalności, dynamicznego rozwoju eksportu oraz konsekwentnego poszerzania oferty produktowej. Nasza marża brutto ze sprzedaży ukształtowała się nieznacznie poniżej poziomu osiągniętego rok wcześniej (26,6% wobec 27,4%), na co wpływ miały zarówno utrzymujące się tendencje lekkiej deflacji, silna presja konkurencyjna w zakresie cen, jak i umocnienie się złotego względem euro. Jednocześnie, dzięki skutecznej kontroli kosztów oraz dalszemu usprawnianiu procesów, Grupa zachowała wysoką efektywność operacyjną i finansową. Co ważne, istotnym wsparciem dla naszych wyników był stabilny wzrost sprzedaży zagranicznej. Dysponujemy solidnymi fundamentami, które pozwalają nam myśleć o dalszym, zrównoważonym rozwoju w kolejnych latach – mówi Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

W 2025 r. sprzedaż w Polsce odpowiadała za 49,2% całkowitych obrotów i wyniosła niecałe 2,2 mld zł, rosnąc o 5,2% w ujęciu rocznym. Eksport, mający 50,8% udziałów w przychodach, zwiększył się o 10% i jest blisko granicy 2,25 mld zł. Głównym kierunkiem zbytu Grupy pozostaje Unia Europejska.

Miniony rok przyniósł wyzwania związane z presją kosztową, silną konkurencją oraz lekką deflacją w branży przez dużą część roku, co wpłynęło na poziom rentowności. Notujemy jednak wzrost zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, przy czym szczególnie wyróżnia się dynamiczny rozwój sprzedaży eksportowej. Dodatkowym impulsem dla dalszego rozwoju będzie nowe centrum logistyczno-magazynowe w Zgorzelcu. To największa inwestycja w historii Grupy, oferująca  33 tys. m² nowoczesnej powierzchni i wysoki poziom automatyzacji. Dzięki strategicznej lokalizacji przy granicy z Niemcami i Czechami obiekt zwiększy naszą efektywność operacyjną i usprawni obsługę rynków Europy Zachodniej. Zakładamy, że centrum osiągnie pełną zdolność operacyjną do końca pierwszego półrocza br. – mówi Piotr Janta, Wiceprezes Zarządu Auto Partner S.A.

WYBRANE DANE FINANSOWE PO 2025 ROKU

4Q 2025 4Q 2024 Zmiana% 2025 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 1 073 915 994 826 8,0% 4 424 895 4 112 497 7,6%
Sprzedaż w Polsce 526 316 506 877 3,8% 2 176 403 2 069 254 5,2%
Sprzedaż zagraniczna 547 599 487 949 12,2% 2 248 492 2 043 243 10,0%
Zysk brutto ze sprzedaży 302 253 287 150 5,3% 1 175 098 1 127 221 4,2%
Rentowność brutto na sprzedaży 28,1% 28,9% -0,8 p.p. 26,6% 27,4% -0,8 p.p.
EBITDA 86 138 96 973 -11,2% 337 206 343 556 -1,8%
Rentowność EBITDA 8,0% 9,8% -1,8 p.p. 7,6% 8,4% -0,8 p.p.
EBIT 71 221 83 521 -14,7% 280 346 289 272 -3,1%
Rentowność EBIT 6,6% 8,4% -1,8 p.p. 6,3% 7,0% -0,7 p.p.
Zysk netto 52 568 60 552 -13,2% 198 932 207 976 -4,3%
Rentowność netto 4,9% 6,1% -1,2 p.p. 4,5% 5,1% -0,6 p.p.

Marzec najlepszy w pierwszym kwartale

Po pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż Grupy sięgnęła – według szacunków – 1,17 mld zł, notując wzrost o blisko 9% w ujęciu rocznym. Z kolei w marcu – najsilniejszym miesiącu kwartału – Grupa osiągnęła przychody na poziomie blisko 450 mln zł (449,8 mln zł), co oznacza wzrost o 19,5% r/r. Osiągnięte rezultaty potwierdzają dobrą kondycję biznesową Grupy oraz skuteczność realizowanej strategii handlowej.

Zmowa cenowa na rynku owoców. Skupy dogadywały się za plecami rolników – są kary od UOKiK

Rolnicy i sadownicy z Wielkopolski przez ponad dwa lata sprzedawali swoje owoce po zaniżonych cenach. Jak ustalił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przyczyną tej sytuacji była zmowa cenowa właścicieli punktów skupu, którzy wspólnie ustalali stawki, eliminując realną konkurencję na lokalnym rynku. W efekcie producenci wiśni, porzeczek i innych owoców otrzymywali wynagrodzenie znacznie poniżej rynkowego poziomu.

Mechanizm zmowy: wspólne ustalanie cen

Nieprawidłowości dotyczyły kilku firm działających w różnych województwach, m.in. w Wielkopolsce, Łódzkiem i na Mazowszu. Wśród nich znalazły się przedsiębiorstwa prowadzące skupy owoców, które – zamiast konkurować – uzgadniały ceny między sobą.

Zmowa trwała przez trzy sezony zbiorów w latach 2022–2024. Przedsiębiorcy regularnie wymieniali się informacjami o stawkach za owoce, wykorzystując komunikatory internetowe. Celem było utrzymanie cen na możliwie niskim poziomie i uniknięcie tzw. „wojny cenowej”.

Jak podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny, skutki tych działań były jednoznaczne:
rolnicy przez kilka sezonów otrzymywali zaniżone wynagrodzenie za swoją pracę.

Dowody: komunikatory i koordynacja działań

Kluczowym dowodem w sprawie były wiadomości zabezpieczone podczas przeszukania w jednej z firm. Pokazują one jasno, że przedsiębiorcy aktywnie koordynowali swoje działania.

Z treści komunikacji wynika m.in., że uczestnicy zmowy obawiali się konkurowania ceną i wspólnie ustalali poziomy skupu. W praktyce oznaczało to brak realnej alternatywy dla rolników – ceny były zbliżone w całym regionie, a transport do dalszych punktów często nieopłacalny.

Kary finansowe: ponad 1,5 mln zł

W wyniku postępowania prezes UOKiK nałożył kary o łącznej wysokości ponad 1,57 mln zł. Sankcje objęły zarówno przedsiębiorstwa, jak i osobę fizyczną odpowiedzialną za udział w zmowie.

Najwyższe kary otrzymały:

  • Damex – 452 tys. zł
  • Kam-Pol – 391 tys. zł
  • Fructis – 299 tys. zł
  • Kalbrok – 265 tys. zł
  • Silver-Trans – 59 tys. zł
  • osoba fizyczna – 110 tys. zł

Decyzja nie jest jeszcze prawomocna – ukarani mogą się od niej odwołać do sądu.

Szerszy kontekst: kontrola rynku przetwórstwa

Sprawa z Wielkopolski nie jest odosobniona. UOKiK prowadzi obecnie kolejne postępowania wyjaśniające, obejmujące zarówno duże firmy przetwórcze, jak i inne podmioty skupujące owoce. Celem jest sprawdzenie, czy podobne praktyki mogły występować również na innych etapach łańcucha dostaw.

Zmowa cenowa a legalne działania rynkowe

Urząd przypomina, że nie każda podobna cena oznacza naruszenie prawa. Istnieje istotna różnica między nielegalną zmową cenową a tzw. naśladownictwem cenowym.

  • zmowa cenowa polega na uzgodnieniu stawek między przedsiębiorcami,
  • naśladownictwo to jedynie obserwacja rynku i dostosowanie własnych cen bez porozumienia.

To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie przy ocenie praktyk rynkowych.

Rolnicy mogą dochodzić odszkodowań

Poszkodowani producenci rolni mają prawo dochodzić roszczeń przed sądem cywilnym. Obowiązujące przepisy umożliwiają ubieganie się o odszkodowanie za straty wynikające z naruszenia prawa konkurencji.

To ważny element tzw. private enforcement, który pozwala realnie rekompensować szkody poniesione przez uczestników rynku.

Program łagodzenia kar – szansa dla uczestników zmowy

UOKiK przypomina również o funkcjonowaniu programu łagodzenia kar (leniency). Uczestnicy nielegalnych porozumień mogą liczyć na obniżenie, a nawet uniknięcie sankcji, jeśli zdecydują się współpracować z urzędem i dostarczyć dowody.

Maksymalne kary za udział w zmowie mogą sięgać nawet 10% rocznego obrotu firmy, a w przypadku menedżerów – do 2 mln zł.

Hakerzy celują w produkcję, bo wiedzą jedno: każda minuta kosztuje fortunę

Rok 2025 przyniósł gwałtowne zaostrzenie krajobrazu zagrożeń w sektorze produkcyjnym. Cyfrowa transformacja, rozwój smart factory i coraz silniej powiązane łańcuchy dostaw zwiększyły efektywność operacyjną, ale jednocześnie dramatycznie poszerzyły powierzchnię ataku. W efekcie przemysł stał się głównym celem cyberprzestępców na świecie – twierdzi Raz Levkowitz, analityczka Check Point Software Technologies.

Dla liderów technologicznych wzrost zagrożeń w sektorze przemysłowym to nie jest już problem operacyjnym, a ryzykiem strategicznym, które bezpośrednio wpływa na ciągłość działania, przychody i reputację organizacji. W 2025 roku liczba udokumentowanych ataków ransomware wzrosła globalnie o 32%, osiągając poziom 7419 incydentów. Najbardziej dotkniętym sektorem była produkcja, gdzie liczba ataków na wzrosła o 56% rok do roku. W zeszłym roku łączna liczba ataków w tym sektorze wynosiła 1466 (wzrost z 937).

Skąd tak drastyczne statystyki? Powód jest prosty: przestój może kosztować miliony dolarów dziennie. Atakujący przestali traktować zakłócenie produkcji jako efekt uboczny. Dziś to ich główna dźwignia nacisku. Co więcej, skutki jednego incydentu rozlewają się na cały łańcuch dostaw, potęgując presję na ofiarę.
Czołowe grupy ransomware na świecie

Czołowe grupy ransomware na świecie.
|Źródło: Check Point Software Technologies

Dlaczego sektor produkcyjny jest tak podatny?

Za rosnącą skalą zagrożeń w sektorze produkcyjnym stoją przede wszystkim trzy głęboko zakorzenione, strukturalne słabości. Pierwszą z nich jest powszechne wykorzystanie przestarzałych systemów OT, które nigdy nie były projektowane z myślą o współczesnych standardach cyberbezpieczeństwa. W wielu zakładach przemysłowych nadal funkcjonują sterowniki PLC, systemy SCADA oraz urządzenia IIoT z wbudowanymi, dobrze znanymi podatnościami. W Europie aż 80% producentów operuje na krytycznych systemach OT zawierających luki bezpieczeństwa, co sprawia, że ich eksploatacja przez cyberprzestępców jest nie tylko możliwa, ale wręcz powtarzalna i skalowalna.

Drugim czynnikiem jest rosnąca złożoność łańcuchów dostaw, która w praktyce oznacza gwałtowne zwiększenie powierzchni ataku. Współczesne środowiska produkcyjne są silnie uzależnione od zewnętrznych dostawców, partnerów technologicznych oraz rozwiązań SaaS, co tworzy sieć powiązań trudnych do pełnej kontroli. Cyberprzestępcy coraz rzadziej atakują bezpośrednio duże organizacje. Zamiast tego wybierają słabsze ogniwa, takie jak mniejsi dostawcy czy firmy świadczące usługi zarządzane, wykorzystując je jako punkt wejścia do docelowego środowiska. Skala tego zjawiska rośnie dynamicznie, o czym świadczy niemal dwukrotny wzrost liczby ataków na łańcuch dostaw rok do roku.

Ostatnim elementem jest dojrzałość modelu ransomware-as-a-service, który znacząco obniżył barierę wejścia dla cyberprzestępców i umożliwił szybkie skalowanie operacji. Dzięki modelowi afiliacyjnemu nawet mniej zaawansowani technicznie aktorzy mogą korzystać z gotowych narzędzi i infrastruktury, prowadząc skuteczne kampanie ataków dostosowane do konkretnej branży czy regionu. W efekcie cyberprzestępczość w obszarze przemysłowym przestała być domeną wyspecjalizowanych grup, a stała się zorganizowanym, globalnym ekosystemem działającym według zasad biznesowych.

W efekcie połączenie przestarzałej infrastruktury, rozproszonego ekosystemu partnerów oraz uprzemysłowionego modelu cyberataków sprawia, że sektor produkcyjny jest dziś jednym z najbardziej narażonych obszarów gospodarki.

Polacy spokojniejsi mimo globalnych napięć, ale finansowo nadal ostrożni

Najnowszy odczyt Financial Wellness Index (FWI) od Finax pokazuje stabilizację sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko. Po pierwszym kwartale 2026 r. indeks oceniający dobrostan finansowy polskiego społeczeństwa wyniósł 47 pkt na 100 możliwych. Wbrew globalnym napięciom, nie widać wzrostu stresu związanego z finansami, jednak poczucie bezpieczeństwa w tym obszarze wciąż pozostaje ograniczone.

Autorzy kwartalnego raportu Finax pt. “Financial Wellness Index” ponownie wyróżnili pięć typów postaw finansowych Polek i Polaków. Największą grupę stanowią metaforyczne „chomiki” (38 proc. badanych), czyli osoby pośrodku skali – bez nagłych sytuacji kryzysowych, próbujące gromadzić oszczędności, choć nie zawsze udaje im się systematycznie odkładać. Ta grupa ocenia swoją sytuację jako przeciętną i odczuwa umiarkowany stres w obszarze finansów. Najmniej (5 proc.) jest tzw. rekinów finansów, charakteryzujących się dużą poduszką finansową i stabilną sytuacją materialną.Badanie_stres finansowy

Najnowszy odczyt Financial Wellness Index dla ogółu społeczeństwa po pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł 47 punktów na 100 możliwych i nie różni się od wyniku za Q4 2025 r. Badanie pokazuje, że Polacy pozostają daleko od progu poczucia komfortu w kwestiach finansów, który określono na 60 pkt.

– Obserwowany od początku naszego badania układ wskazuje na trwałość różnic pomiędzy poszczególnymi grupami. Te same segmenty konsekwentnie lokują się na przeciwnych krańcach skali dobrostanu finansowego. W segmencie osób o niskim wyniku FWI nadreprezentowane są kobiety, osoby w wieku 18–24 lata oraz gospodarstwa domowe o dochodach do 5 500 zł netto miesięcznie. Wśród osób o wysokim i bardzo wysokim poziomie indeksu mamy przewagę mężczyzn oraz osób w wieku 55+ – komentuje Przemysław Barankiewicz, szef Finax na Polskę.

Polacy finansowo spokojni, mimo geopolitycznych napięć

W najnowszych danych Finax nie widać wyraźnego wzrostu stresu finansowego, który można by powiązać z bieżącą sytuacją geopolityczną – konfliktem na linii USA-Iran, wywołującym ponadnarodowe turbulencje gospodarcze. Większość Polaków odczuwa obecnie brak lub niskie napięcie dotyczące sytuacji materialnej (38 proc.). Poczucie wysokiego napięcia deklaruje co czwarty badany (25 proc.).Financial Wellness Index IQ2026

– W naszym cyklicznym badaniu widzimy, że stres dotyka systematycznie tych samych grup. Wyraźnie silniej odczuwają go kobiety, Zetki i Millenialsi oraz osoby niepracujące. W Polsce ma on zresztą charakter raczej chroniczny, a nie kryzysowy. Utrzymuje się na umiarkowanym poziomie i nie eskaluje wraz z bieżącymi wydarzeniami – tłumaczy Przemysław Barankiewicz.

Najniższy spośród wszystkich grup poziom stresu zaobserwowano wśród emerytów i rencistów (19 proc. badanych wobec 27 proc. osób w wieku 18-24 l. i 32 proc. wśród 35-44 l.).

Polacy „chomikują”, ale nie inwestują pieniędzy

Stabilne nastroje w polskim społeczeństwie znajdują odzwierciedlenie w danych makroekonomicznych. Według danych NBP, na koniec lutego 2026 r. gospodarstwa domowe zgromadziły na rachunkach bankowych aż 1,47 bln zł depozytów – o ponad 110 mld zł więcej niż rok wcześniej.Badanie_samoocena sytuacji finansowej

Jednocześnie rośnie udział środków trzymanych na rachunkach bieżących, które są słabo oprocentowane lub w ogóle. Ich wartość zwiększyła się o ponad 10 proc. rok do roku, podczas gdy lokaty urosły o ok. 2 proc. Polacy odkładają pieniądze, ale nie pozwalają im pracować. Zbyt rzadko sięgają po efektywne sposoby pomnażania kapitału, jak np. globalnie zdywersyfikowane portfele oparte na funduszach ETF czy rozwiązania emerytalne trzeciego filaru (OIPE, IKE, IKZE). To niestety efekt wieloletniego przywiązania do najprostszych rozwiązań, ale też dowód, że w dalszym ciągu uczymy się inwestowania. Nie lubimy ryzyka, wolimy trzymać pieniądze pod poduszką albo w banku, gdzie de facto realnie tracą – komentuje ekspert Finax, firmy pomagającej Polakom zarządzać finansami.

Kobiety finansowo mają się gorzej

Po pierwszym kwartale 2026 r. Polacy najczęściej oceniali swoją sytuację finansową jako przeciętną (44 proc.), 27 proc. postrzega ją pozytywnie, a 29 proc. negatywnie. Jednocześnie aż 41 proc. Polaków nie odczuło poprawy swojej sytuacji w ostatnich trzech miesiącach, w przeciwieństwie do 23 proc. badanych, deklarujących, że ich sytuacja wyraźnie się poprawiła.Badanie_poprawa sytuacji finansowej

Porównując sytuację kobiet i mężczyzn – panie wypadają gorzej. Częściej znajdują się w grupach o niższym poczuciu finansowego komfortu i odczuwają wyższy poziom stresu. 22 proc. Polek ocenia swoją sytuację finansową pozytywnie, w porównaniu do 35 proc. Polaków.

Co ciekawe, w ciągu ostatnich trzech miesięcy istotnie poprawiła się sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych o przeciętnych oraz wysokich miesięcznych dochodach netto: w przypadku dochodu powyżej 15 000 zł miesięcznie pozytywnej odpowiedzi udzieliło aż 39 proc. badanych.

Międzypokoleniowy rozjazd w oszczędzaniu

Regularne odkładanie pieniędzy deklaruje zaledwie 34 proc. Polaków. Dominującą postawą pozostaje oszczędzanie umiarkowane i nieregularne (40 proc. społeczeństwa).Badanie_regularne oszczędzanie

Niestety nie zmieniamy swoich nawyków finansowych w sposób, który mógłby przełożyć się na realną poprawę dobrostanu. Pierwsze miesiące roku to dobry, symboliczny moment żeby zacząć. Pamiętajmy, że procent składany to nasz sprzymierzeniec. Im wcześniej zaczniemy odkładać, tym większe korzyści zyskamy  – mówi Przemysław Barankiewicz.

W badaniu Financial Wellness Index widać wyraźny rozjazd postaw finansowych między najmłodszymi a najstarszymi Polakami. Osoby w wieku 18–24 lata rzadziej niż w poprzednim kwartale odkładają pieniądze (regularność deklaruje zaledwie 15 proc. osób), podczas gdy w grupie 55+ obserwujemy wzrost tego wskaźnika (aż 42 proc. reprezentantów grupy 55+ oszczędza regularnie).

Najmłodsi, którzy dopiero budują swoje nawyki finansowe, w trudniejszym otoczeniu częściej z nich rezygnują. Z kolei osoby starsze, bliżej emerytury, wzmacniają dyscyplinę finansową – dodaje szef Finax na Polskę.

Iran a sprawa polska

Baryłka ropy powyżej 100 USD, zamieszanie na giełdach akcji, osłabienie złotego i polskich obligacji. Co sytuacja na Bliskim Wschodzie oznacza dla inwestorów?

Niestabilność będzie rządziła jeszcze przez co najmniej kilka tygodni. Nie da się przewidzieć przyszłości, ale warto się na nią przygotować. Ostatnie wydarzenia przypomniały, że podczas inwestowania warto dywersyfikować portfel na rynki z całego świata, unikać stawiania wyłącznie na kraje i sektory, które dobrze radziły sobie w przeszłości, inwestować długoterminowo i najlepiej w sposób zautomatyzowany, nie śledząc cały czas wyników – podkreśla Przemysław Barankiewicz.

Patrząc na ostatnie dekady, rynkowe turbulencje niemal zawsze okazywały się jedynie przystankiem w drodze do nowych maksimów.

– Dobrym przykładem jest pierwsza kadencja Trumpa. Mimo ogromnej niepewności politycznej, która wielu skłaniała do ucieczki z giełdy, indeks S&P 500 wzrósł w tym czasie o około 70 proc. Gdyby ktoś wtedy postanowił czekać z inwestowaniem, dużo by stracił – dodaje Klaudia Sibielak z Finax, specjalizująca się w finansach osobistych.

Ekspertka podkreśla, że obecnie największym błędem Polaków nie jest brak oszczędności, ale kwestia zarządzania pieniędzmi w długim terminie.

– Polacy coraz częściej oszczędzają, ale wciąż zbyt rzadko inwestują. To właśnie inwestowanie, nawet niewielkich kwot, pozwala wykorzystać efekt procentu składanego i zbudować kapitał na przyszłość. Inwestując powinniśmy skupić się na długim terminie, regularności oraz celach i trzymać się obranej strategii – mówi Klaudia Sibielak.

Financial Wellness Index (FWI) by Finax

Wskaźnik opracowany w celu pomiaru dobrostanu finansowego dorosłych Polaków. Został zaprojektowany jako cykliczne narzędzie pozwalające ocenić postawy i deklarowane zachowanie dotyczące finansów osobistych. Tworzony jest co kwartał na podstawie ogólnopolskiego, wieloaspektowego badania. Financial Wellness Index od Finax przyjmuje wartości od 0 (brak zabezpieczenia finansowego, wysoki stres finansowy) do 100 (pełna niezależność finansowa, dojrzałość w zarządzaniu pieniędzmi).

Badanie Finax za Q1 2026 będące fundamentem do określenia wskaźnika Financial Wellness Index zostało zrealizowane przez Maison&Partners pod koniec marca 2026 r. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna na reprezentatywnej grupie 1078 osób w wieku 18+.

TREX S.A. zwiększa skalę biznesu – rekordowy I kwartał 2026

Działająca na rynku e-commerce spółka TREX S.A. opublikowała wstępne wyniki za I kwartał 2026 r. Skonsolidowane przychody Grupy TREX wzrosły o 88,3 proc. względem analogicznego okresu 2025 r. W ujęciu jednostkowym przychody Spółki w tym okresie były wyższe o 83,3 proc. wobec 2025 r.

Opublikowane wstępne wyniki TREX S.A. za I kwartał 2026 r. dają powody do radości. W ciągu trzech miesięcy br. Grupa osiągnęła 21,3 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost aż o 88,3% w stosunku do przychodów w analogicznym okresie 2025 r. (11,3 mln zł).

Na poziomie jednostkowym przychody ze sprzedaży Spółki w I kwartale br. wyniosły       17,6 mln zł, czyli o 83,27% więcej niż w tym samym okresie ub.r. (9,6 mln zł).

Podsumowując miniony kwartał, z satysfakcją stwierdzamy, iż nasze biznesowe decyzje i działania znajdują odzwierciedlenie w wynikach. W omawianym okresie położyliśmy mocny nacisk na zwiększenie rozpoznawalności marki TREX SPORT, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Staraliśmy się dotrzeć z naszą ofertą wszędzie tam, gdzie klienci rzeczywiście rozpoczynają i finalizują proces zakupowy. Równolegle poszerzyliśmy nasz asortyment, wprowadzając nowe produkty z zakresu fitness i wellness, które odpowiadają na zmieniające się potrzeby klientówwyjaśnia Karolina Koczwara, prezeska TREX S.A.

Tak imponujący wzrost przychodów r/r wiąże się również z uruchomieniem nowych kanałów dystrybucji. Warto przypomnieć, iż w I kwartale br. Spółka rozpoczęła sprzedaż sprzętu marki TREX SPORT na Węgrzech i w Rumunii, za pośrednictwem sieci Decathlon. Są to kolejne rynki zagraniczne (po francuskim, holenderskim i austriackim), na które Spółka weszła ze swoją ofertą od końca 2025 r.

Monitorujemy trendy i zachowania sportowe klientów w całej Europie, i w oparciu o tę wiedzę staramy się tak wzbogacać ofertę TREX SPORT, aby była atrakcyjna dla różnych klientów, w różnych częściach kontynentu. To jest nasz największy motywator do dalszego rozwoju działalnościdodaje Prezeska TREX S.A.

Warto przy tej okazji podkreślić, że w lutym br. Zarząd TREX S.A. opublikował nową strategię rozwoju na lata 2026-27, a następnie, w marcu br., prognozy finansowe, w których zapowiedział, iż bieżący rok zamknie skonsolidowanymi przychodami na poziomie 76 mln zł.

Ostateczne wyniki finansowe TREX S.A. za I kwartał 2026 r. zostaną opublikowane 15 maja br.

Inflacja w Polsce w marcu potwierdzona: 3,0% r/r, efekt napięć na Bliskim Wschodzie widoczny w cenach

Marcowy, finalny odczyt inflacji konsumenckiej wyniósł 3,0 proc. r/r i był zgodny z wcześniejszymi szacunkami. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 1,1 proc., nieznacznie powyżej prognoz (1,0 proc.). Głównym czynnikiem podbijającym inflację był silny wzrost cen w kategorii transportu (+8,2 proc. m/m), co pozostaje bezpośrednio związane z napięciami na Bliskim Wschodzie i skokiem cen surowców energetycznych, w tym ropy naftowej i gazu.

Pomimo tego przejściowego wzrostu, inflacja nadal mieści się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu NBP (2,5 proc. +/- 1 p.p.), co ogranicza presję na natychmiastową reakcję ze strony polityki pieniężnej.

Wypowiedzi Prezesa Adama Glapińskiego oraz członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują na utrzymanie podejścia typu „wait and see”. W obecnych warunkach – podwyższonej niepewności i zewnętrznego szoku podażowego – kluczowe znaczenie ma ocena skali i trwałości konfliktu oraz jego wpływu na gospodarkę. W praktyce oznacza to, że decyzje dotyczące stóp procentowych będą w najbliższym czasie silnie uzależnione zarówno od napływających danych makroekonomicznych, jak i od ewentualnego rozlewania się się presji inflacyjnej.

Boty AI to już ponad połowa ruchu w internecie. Szefowa Lumen Technologies ostrzega: „Stare sieci nie wytrzymają”

Ponad połowa globalnego ruchu internetowego jest dziś generowana nie przez ludzi, lecz przez boty i agentów sztucznej inteligencji. Kate Johnson, dyrektor generalna Lumen Technologies, ostrzega w liście otwartym skierowanym do liderów światowego biznesu, że cyfrowa infrastruktura znalazła się w punkcie zwrotnym, a dotychczasowe modele łączności zaczynają hamować rozwój AI.

List opublikowany tuż przed forum Semafor World Economy Summit kreśli obraz internetu, który coraz mniej przypomina przestrzeń zdominowaną przez użytkowników, a coraz bardziej środowisko działania autonomicznych systemów. Jak podkreśla Johnson, nowa siła robocza przedsiębiorstw składa się dziś z agentów AI i botów. Działają one bez przerwy, przez całą dobę, analizując ogromne wolumeny danych i coraz częściej komunikując się bezpośrednio ze sobą, bez udziału człowieka.

Algorytmy rosną szybciej niż liczba użytkowników

Szefowa Lumen przekonuje, że nie jest to już futurystyczna wizja, lecz proces, który właśnie się dokonuje. Według przywoływanych danych aktywność źródeł automatycznych przekroczyła już połowę całkowitego ruchu w internecie. Jeszcze bardziej wymowny jest sam kierunek zmian: ruch generowany przez boty rośnie wielokrotnie szybciej niż aktywność ludzkich użytkowników, a dodatkowym katalizatorem stał się rozwój generatywnej sztucznej inteligencji. Modele AI produkują dziś niewyobrażalne ilości danych, co w bardzo krótkim czasie gwałtownie zwiększa obciążenie sieci.

W praktyce oznacza to, że infrastruktura cyfrowa musi obsłużyć nie tylko większą liczbę połączeń, ale także zupełnie nowy charakter ruchu. Nie chodzi już wyłącznie o przesyłanie treści między człowiekiem a serwerem. Coraz częściej są to intensywne, zautomatyzowane przepływy danych między modelami, aplikacjami, chmurą i centrami obliczeniowymi.

Infrastruktura przestaje nadążać

W medialnej fascynacji rozwojem AI łatwo skupić się wyłącznie na modelach, chatbotach i procesorach graficznych. Johnson zwraca jednak uwagę na mniej widowiskowy, ale kluczowy element całego ekosystemu: fizyczną infrastrukturę sieciową. To właśnie ona ma dziś coraz większy problem z obsługą dynamicznych, skokowych obciążeń generowanych przez sztuczną inteligencję.

Tradycyjna architektura łączności była projektowana w czasach, gdy ruch internetowy miał bardziej przewidywalny charakter. Tymczasem systemy AI działają inaczej. Potrafią w bardzo krótkim czasie wygenerować ogromne zapotrzebowanie na transfer danych i zasoby sieciowe, a to sprawia, że dotychczasowe rozwiązania stają się niewystarczające.

Dyrektor generalna Lumen obrazowo porównuje tę sytuację do tankowania bolidu Formuły 1 paliwem niskiej jakości. Innymi słowy, nawet największe inwestycje w zaawansowane układy GPU nie przyniosą oczekiwanych efektów, jeśli dane będą blokować się w zbyt wąskich gardłach przesyłowych. Sama moc obliczeniowa nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy jej odpowiednio wydajna sieć.

Potrzebne sieci nowej generacji

Według Johnson odpowiedzią na ten problem musi być nowa generacja infrastruktury: bardziej elastyczna, programowalna i rozliczana w modelu zbliżonym do usług chmurowych. Sieci przyszłości powinny być zdolne do szybkiego skalowania przepustowości, reagowania na zmienne potrzeby algorytmów i uwzględniania zewnętrznych czynników wpływających na pracę systemów, takich jak ceny energii czy ekstremalne zjawiska pogodowe.

To oznacza, że telekomunikacja przestaje być jedynie zapleczem dla cyfrowej gospodarki. Staje się jednym z jej najważniejszych filarów. W świecie napędzanym przez AI przewaga konkurencyjna będzie zależeć nie tylko od dostępu do najlepszych modeli czy najmocniejszych chipów, lecz także od jakości, niezawodności i elastyczności połączeń.

Telekomy zmieniają strategię

Dla operatorów telekomunikacyjnych taki trend nie musi oznaczać zagrożenia. Wręcz przeciwnie — może stać się nowym źródłem wzrostu. Rosnąca rola sztucznej inteligencji sprawia, że zapotrzebowanie na zaawansowaną łączność będzie szybko rosło, a firmy z sektora infrastruktury cyfrowej już zaczynają się do tego dostosowywać.

Lumen Technologies jest jednym z przykładów tej zmiany. Spółka przebudowuje swoje portfolio, koncentrując się na usługach związanych z infrastrukturą dla gigantów chmurowych i potrzebami rynku AI. Równocześnie ogranicza część działalności detalicznej, stawiając na segment, który w nadchodzących latach może stać się jednym z najważniejszych obszarów całej branży telekomunikacyjnej.

Sieć jako strategiczny zasób

W ocenie Kate Johnson sieć staje się dziś układem nerwowym nowoczesnej gospodarki. W erze sztucznej inteligencji jakość połączeń przestaje być technicznym detalem, a zaczyna pełnić rolę strategicznego zasobu. To od niej będzie zależało, czy przedsiębiorstwa będą w stanie skutecznie wdrażać automatyzację, rozwijać agentów AI i wykorzystywać potencjał nowych modeli.

Jeśli obecne tempo wzrostu automatycznego ruchu się utrzyma, infrastruktura sieciowa przestanie być niewidocznym tłem cyfrowej rewolucji. Stanie się jednym z głównych pól rywalizacji w gospodarce przyszłości — miejscem, w którym rozstrzygać się będzie, kto zyska przewagę w świecie napędzanym przez dane, algorytmy i autonomiczne systemy.

Ukraina ma rakiety hipersoniczne? Zaskakujące słowa parlamentarzysty

Ukraina dysponuje nową, ściśle tajną bronią o zasięgu do 500 kilometrów, a w trakcie trwającej wojny miała również przeprowadzić operacje w przestrzeni kosmicznej – wynika z wypowiedzi przedstawiciela Rady Najwyższej. Jeśli te informacje się potwierdzą, mogą świadczyć o znaczącym postępie technologicznym ukraińskiego sektora zbrojeniowego.

Kijów posiada systemy rakietowe, o których istnieniu „prawie nikt nie wiedział” – poinformował Fedir Wenisławski z parlamentarnej Komisji ds. Bezpieczeństwa Narodowego, cytowany przez RBC-Ukraine i „Ukraińską Prawdę”. Według polityka hipersoniczne pociski przeszły już chrzest bojowy. Ich zasięg, określany na pół tysiąca kilometrów, stanowi realne zagrożenie dla celów strategicznych położonych daleko za linią frontu.

Misje na granicy kosmosu

Najbardziej zaskakujący wątek wypowiedzi Wenisławskiego dotyczy jednak aktywności Ukrainy poza atmosferą ziemską. Parlamentarzysta poinformował o dwóch startach rakiet nośnych przeprowadzonych z terytorium kraju już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji.

  • Pierwszy ładunek miał przekroczyć linię Karmana (100 km),
  • Drugi osiągnął pułap aż 204 kilometrów.

Oba zdarzenia zostały oficjalnie zarejestrowane przez systemy monitoringu technicznego. Według Wenisławskiego operacje te nie były jedynie testami, lecz misjami o charakterze bojowym, realizowanymi przez jednostki Głównego Zarządu Wywiadu (GUR).

Innowacje w powietrzu: Starty z transportowców

Ukraina ma również eksperymentować z technologią „air-launch”, czyli wynoszeniem rakiet nośnych z pokładu samolotów transportowych lecących na wysokości około 8 tysięcy metrów. Takie rozwiązanie drastycznie zwiększa elastyczność operacyjną armii, uniezależniając ją od zniszczonej lub zagrożonej atakami stacjonarnej infrastruktury naziemnej i kosmodromów.

Eksperci podkreślają, że ujawnione informacje potwierdzają dążenie Ukrainy do uzyskania samodzielności operacyjnej. Centralnym punktem tej strategii jest debata nad utworzeniem wojsk kosmicznych oraz własnej sieci satelitów. Takie rozwiązanie ma zagwarantować Kijowowi suwerenność informacyjną, niezbędną do prowadzenia nowoczesnego rozpoznania i sprawnej łączności.

Strategiczna demonstracja siły

Choć resort obrony nie wydał jeszcze oficjalnego komunikatu potwierdzającego te słowa, sama publikacja tak szczegółowych deklaracji ma ogromne znaczenie polityczne. Pokazuje ona, że mimo wyniszczającej wojny, ukraiński przemysł zbrojeniowy nie tylko przetrwał, ale jest w stanie rozwijać technologie dotąd zarezerwowane dla największych mocarstw świata.

Jeśli informacje o rakietach hipersonicznych i udanych misjach podkosmicznych zostaną w pełni potwierdzone, będzie to sygnał fundamentalnej zmiany w potencjale militarnym Ukrainy – z państwa broniącego się za pomocą dostaw z Zachodu, w stronę regionalnego lidera zaawansowanych technologii uderzeniowych.

Anthropic rzuca rękawicę liderom SaaS. Nadchodzi Claude 4.7 i autorski projektant stron

Anthropic szykuje uderzenie, które może zredefiniować układ sił nie tylko w sektorze AI, ale i na rynku profesjonalnego oprogramowania. Z informacji ujawnionych przez „The Information” wynika, że firma przygotowuje się do debiutu modelu Claude Opus 4.7 oraz autorskiego narzędzia do automatycznego generowania witryn internetowych i prezentacji. Premiera obu nowości może nastąpić jeszcze w tym tygodniu.

Tak intensywny grafik premier to efekt strategii, którą Anthropic konsekwentnie realizuje od początku 2026 roku. Firma wychodzi poza rolę dostawcy samego modelu, stając się projektantem zintegrowanych środowisk pracy. Po lutowej premierze wersji 4.6 i wdrożeniu rozwiązań dla ekosystemu Microsoft Office, spółka wykonuje kolejny ruch: tworzy aplikacje, w których AI przestaje być tylko doradcą, a przejmuje rolę samodzielnego wykonawcy.

Obecna ofensywa dowodzi, że rywalizacja w sektorze AI przesunęła się z poziomu parametrów technicznych na pole walki o cyfrowe środowisko pracy użytkownika. Przewagę zyska ten, kto najskuteczniej „zamknie” proces twórczy wewnątrz własnych narzędzi.

Strategia dwóch torów: Opus i Mythos

W nowej architekturze biznesowej Claude Opus 4.7 ma umocnić status flagowego rozwiązania premium dla szerokiego rynku komercyjnego. Równolegle Anthropic utrzymuje ścisły nadzór nad swoim najpotężniejszym systemem – Claude Mythos. Model ten, rozwijany w ramach poufnego projektu Glasswing, trafia wyłącznie do wybranych partnerów i służy głównie do wzmacniania cyberbezpieczeństwa. Taka strategia pozwala firmie na agresywną ekspansję rynkową przy jednoczesnym ograniczaniu ryzyk, jakie niosą ze sobą najbardziej zaawansowane modele typu frontier.

Front starcia z Adobe i Figmą

Największy niepokój branży wzbudza jednak zapowiadane narzędzie do projektowania wizualnego. Wejście Anthropic w domenę generowania stron WWW i prezentacji to bezpośrednie wyzwanie rzucone gigantom pokroju Adobe, Figmy czy Wixa. Giełda zareagowała błyskawicznie – na wieść o planach startupu z San Francisco, notowania kluczowych graczy sektora kreatywnego odnotowały spadki. Inwestorzy z coraz większym napięciem obserwują zjawisko „AI-owej destrukcji”, która zagraża tradycyjnym modelom subskrypcyjnym w oprogramowaniu specjalistycznym.

Ruch ten nie jest jednak zaskoczeniem dla uważnych obserwatorów rynku. Anthropic od miesięcy przygotowywał grunt pod tę ekspansję, m.in. poprzez współpracę z Figmą przy konwersji kodu Claude Code na edytowalne projekty graficzne. Własny kreator stron to logiczne domknięcie ekosystemu. Claude przestaje być jedynie interfejsem tekstowym; staje się platformą, która na żądanie dostarcza gotowy produkt biznesowy – od layoutu po działającą witrynę.

Wojna w Ukrainie uderza również w klimat. Skala szkód jest ogromna

Konflikty zbrojne mają znaczny i wielowymiarowy wpływ na klimat oraz środowisko. Przykłady z ostatnich dekad pokazują, że zniszczenia infrastruktury, pożary instalacji przemysłowych i masowe przemieszczenia ludności przekładają się nie tylko na lokalne szkody ekologiczne, lecz także na istotne emisje gazów cieplarnianych. Wojna w Ukrainie jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów. Intensywne działania militarne doprowadziły do zniszczenia lasów, terenów rolniczych, obiektów przemysłowych i infrastruktury energetycznej.

– Eksperci szacowali, że emisje związane z konfliktem w Ukrainie odpowiadają poziomom porównywalnym z rocznymi emisjami całego kraju takiego jak Polska i to jedynie w wyniku bezpośrednich skutków wojny, bez uwzględniania długofalowej degradacji ekosystemów czy kosztów odbudowy. Podobne zjawiska obserwujemy na Bliskim Wschodzie. Płonące szyby naftowe, spalane magazyny paliw czy zniszczona infrastruktura wydobywcza prowadzą do gwałtownych emisji CO2, metanu i innych toksycznych związków do powietrza i gleby – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marcin Kowalczyk z Fundacji WWF Polska. – Historia zna wcześniejsze precedensy. Pożary szybów naftowych w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku spowodowały lokalne katastrofy ekologiczne i krótkoterminowe wzrosty emisji. Różnica w porównaniu z dzisiejszymi konfliktami polega na skali wiedzy i świadomości klimatycznej. Współczesne oceny bazują na rozwiniętych metodach monitoringu satelitarnego i modelowania emisji, a społeczność międzynarodowa dyskutuje konsekwencje dla globalnego bilansu gazów cieplarnianych. Skutki konfliktów są długotrwałe. Zniszczenie infrastruktury energetycznej i transportowej utrudnia dekarbonizację i odbudowę niskoemisyjnych systemów. Degradacja gleb i lasów obniża zdolność sekwestracji dwutlenku węgla. Ponadto konflikty generują kryzysy humanitarne, które zwiększają zapotrzebowanie na zasoby i mogą prowadzić do krótkoterminowych rozwiązań o wysokiej emisyjności, jak masowe użycie generatorów czy wzrost spalania paliw kopalnych. W obliczu tych zagrożeń konieczne jest zminimalizowanie długofalowych konsekwencji wojny dla klimatu i przywrócenie środowiskowej równowagi dotkniętych regionów – powiedział Marcin Kowalczyk.

Sztuczna inteligencja polaryzuje świat bardziej, niż go łączy

Choć nagłówki światowych mediów sugerują, że sztuczna inteligencja (AI) jest już wszechobecna, rzeczywistość maluje zgoła inny obraz. Żyjemy w cyfrowej bańce, która przysłania nam fakt, że dla około 80% populacji globu technologia ta pozostaje kompletną abstrakcją. Osoba wyplatająca koszyki w wiejskich regionach Afryki czy rolnik na odległych terenach Azji nie odczuwają skutków działania algorytmów w swojej codzienności. To trzeźwiąca perspektywa, która wybija nas z przekonania, że AI to jedyna i nieuchronna trajektoria rozwojowa dla każdego mieszkańca Ziemi. Nawet w obrębie tych 20% ludzkości, która ma kontakt z nowoczesnymi technologiami, zaledwie niewielki odsetek realnie płaci za narzędzia AI i wykorzystuje je w sposób zaawansowany. Po trzech latach gwałtownej akceleracji tej dziedziny, świat nie stał się jednolitym placem zabaw dla chatbotów. Zamiast tego, obserwujemy głęboką polaryzację postaw. Z jednej strony mamy entuzjastów, którzy z chłoną nowinki, optymalizując swój czas i automatyzując zadania. Z drugiej strony wyrasta potężna fala nieufności i oporu, podsycana przez narracje płynące prosto z Doliny Krzemowej.

– Liderzy technologiczni, tacy jak Sam Altman czy Dario Amodei, budują wizję przyszłości, w której praca „białych kołnierzyków” staje się zbędna. Zapowiedzi masowego zastępowania ludzi przez maszyny w sektorach analitycznych, prawnych czy administracyjnych budują zrozumiałą niechęć. Trudno oczekiwać entuzjazmu od pracowników, którym wprost mówi się, że ich kompetencje lada chwila stracą na wartości – powiedziała serwisowi eNewsroom profesor Aleksandra Przegalińska z Akademii Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Harvarda. – Taka retoryka, nastawiona na zysk wąskiej grupy twórców technologii, może stać się zarzewiem poważnej rewolty społecznej. Już teraz widać, że niechęć do AI rośnie, a zjawiska takie jak deepfake’i tylko pogłębiają kryzys zaufania. Wśród obecnych użytkowników AI krystalizują się dwie drogi. Pierwszą jest tzw. „workslop” – zalew nienadzorowanej i często bezwartościowej treści. To cyfrowy szlam, który zamiast pomagać, zatyka kanały komunikacji. Druga droga to świadoma, strukturyzowana współpraca z agentami AI, gdzie człowiek pozostaje nadzorcą i strategiem. To podejście obiecuje ciekawe rezultaty, ale wymaga wysokich kompetencji i krytycznego myślenia. Nie ma jednej drogi, którą podąży świat. Sektory takie jak IT, prawo czy analityka danych zmienią się bezpowrotnie, jednak istnieje realna szansa, że duża część społeczeństwa świadomie „nie wsiądzie do tego pociągu”. Kluczowym wyzwaniem pozostaje utrzymanie ludzkiego nadzoru nad procesami autonomicznymi. Samodzielna, nienadzorowana praca modeli AI niesie ze sobą ryzyka, których jako społeczeństwo możemy nie chcieć zaakceptować. Przyszłość nie musi być dyktatem algorytmów; może być mozaiką różnych postaw, w której człowiek wciąż pozostaje ostatecznym punktem odniesienia – sugeruje Aleksandra Przegalińska.

Cudzoziemcy na polskim rynku pracy. W październiku 2025 r. było ich już ponad 1,1 mln

Na koniec października 2025 roku pracę w Polsce wykonywało 1 139,4 tys. cudzoziemców. Oznacza to wzrost o 7,1% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej oraz o 0,9% względem września 2025 r. Udział cudzoziemców w ogólnej liczbie osób wykonujących pracę w Polsce wyniósł 6,9%, co pokazuje, że ich znaczenie dla krajowego rynku pracy pozostaje istotne i nadal rośnie.

W strukturze tej grupy dominowali mężczyźni, którzy stanowili 59,9% wszystkich cudzoziemców wykonujących pracę. Ich udział był o 0,4 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej. Jednocześnie rosła zarówno liczba kobiet, jak i mężczyzn. W ujęciu rocznym liczba kobiet zwiększyła się o 6,0%, a mężczyzn o 7,8%. W porównaniu z końcem września 2025 r. wzrost wyniósł odpowiednio 0,8% i 1,0%.

Istotna część cudzoziemców wykonywała pracę na podstawie umów zlecenia i umów pokrewnych. Według stanu na 31 października 2025 r. było to 441,3 tys. osób. W porównaniu z październikiem 2024 r. oznaczało to wzrost o 6,3%, natomiast względem poprzedniego miesiąca liczba ta zwiększyła się o 0,9%. Pokazuje to, że elastyczne formy zatrudnienia nadal odgrywają dużą rolę w aktywności zawodowej cudzoziemców w Polsce.

Najliczniejszą grupą obcokrajowców pracujących w Polsce pozostawali obywatele Ukrainy. Pod koniec października 2025 r. było ich 767,1 tys., czyli o 7,3% więcej niż rok wcześniej i o 1,1% więcej niż miesiąc wcześniej. Ukraińcy stanowili 67,3% ogólnej liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Ich udział zwiększył się nieznacznie zarówno w relacji rocznej, jak i miesięcznej — w obu przypadkach o 0,1 pkt proc.

Z danych wynika również, że cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce pochodzili z ponad 150 państw. Oznacza to, że polski rynek pracy pozostaje atrakcyjny nie tylko dla obywateli krajów sąsiednich, ale także dla pracowników z dużo szerszego grona państw. Mimo tej różnorodności geograficznej struktura zatrudnienia pozostaje silnie skoncentrowana wokół największych grup narodowościowych oraz największych ośrodków gospodarczych.

Pod względem miejsca zamieszkania największa koncentracja cudzoziemców wykonujących pracę występowała w regionie warszawskim stołecznym. Na koniec października 2025 r. mieszkał tam co piąty pracujący cudzoziemiec, czyli 20,2% całej analizowanej populacji. Najmniejszy udział odnotowano w regionie świętokrzyskim, gdzie mieszkało 0,8% cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Dane te potwierdzają, że zatrudnienie obcokrajowców koncentruje się przede wszystkim w regionach o największej aktywności gospodarczej i największym zapotrzebowaniu na pracowników.

Prezentowane dane obejmują osoby wykonujące pracę, czyli zarówno pracujących w gospodarce narodowej, jak i osoby realizujące umowy zlecenia i umowy pokrewne objęte obowiązkiem ubezpieczenia społecznego lub zdrowotnego. Analizowana zbiorowość nie obejmuje natomiast osób wykonujących umowy o dzieło ani umowy o pomocy przy zbiorach. Od 2025 r. uwzględniani są również właściciele i współwłaściciele gospodarstw rolnych oraz pomagający członkowie rodzin.

Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Wyniki Śnieżki za 2025 rok: spadek przychodów, wzrost EBITDA i mocniejszy bilans

  • W 2025 r. Grupa Śnieżka wygenerowała 772,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza spadek o 3,2% w skali roku. Pomimo niższych wpływów, Grupa odnotowała poprawę rentowności: wynik EBITDA wzrósł o 0,6% r/r, osiągając poziom 143,7 mln zł, natomiast zysk netto zwiększył się o 2,5% r/r do kwoty 73,9 mln zł.
  • Sytuacja na poszczególnych rynkach prezentowała się następująco:
    • Polska: Sprzedaż krajowa spadła o 1,7% r/r (do 566,9 mln zł), co stanowi wynik lepszy od średniej rynkowej.
    • Węgry: Przychody wyniosły 98,9 mln zł, notując spadek o 3,8% r/r, co wskazuje
      na dynamikę słabszą od średniej rynkowej.
    • Ukraina: Sprzedaż ukształtowała się na poziomie 75,5 mln zł, co oznacza spadek
      o 6,3% r/r.
  • Na koniec grudnia 2025 r. Grupa znacząco poprawiła swoją strukturę zadłużenia – wskaźnik dług netto/EBITDA obniżył się do poziomu 0,9 (wobec 1,4 w roku ubiegłym).

– Choć trwający cykl obniżek stóp procentowych przyniósł konsumentom oczekiwaną ulgę w kosztach finansowania, popyt w sektorze remontowo-budowlanym pozostał pod silną presją, ustępując miejsca wydatkom w innych obszarach gospodarki. Mimo niższej od zakładanej aktywności zakupowej konsumentów, w 2025 roku wypracowaliśmy wyniki operacyjne na poziomie EBITDA porównywalne do osiągniętych rok wcześniej, notując przy tym wyraźniejszą poprawę zysku netto. Obserwowany od kilku lat ogólnorynkowy spadek wolumenów wpłynął na nasze przychody, jednak na kluczowym dla nas rynku polskim – generującym ponad 73% obrotów – skala korekty była znacznie łagodniejsza niż średnia dla całego sektora. Dzięki wynikom lepszym od dynamiki rynku wyrobów dekoracyjnych, skutecznie zwiększyliśmy nasze udziały rynkowe w kraju. W odniesieniu do bieżącego roku zachowujemy konserwatywne podejście do przewidywanych wolumenów rynkowych. Pozostajemy czujni wobec ryzyk zewnętrznych – utrzymujące się napięcia geopolityczne mogą bowiem istotnie wpływać na stabilność łańcuchów dostaw, zmienność kosztów surowców oraz gwałtowne wahania kursów walut – komentuje Piotr Mikrut, Prezes Zarządu Śnieżka SA.

W 2025 r. rynek farb dekoracyjnych w Polsce w ujęciu wartościowym utrzymał wynik zbliżony r/r, natomiast wolumenowo odnotował jednocyfrowy spadek w ujęciu procentowym (dolna granica przedziału). W tym kontekście zmiana sprzedaży spółki – spadek o 1,7% do 566,9 mln zł – oznacza osiągnięcie wyniku powyżej rynku. Na Węgrzech rynek w ujęciu procentowym r/r rósł wartościowo w środku przedziału jednocyfrowego, przy jednoczesnym wolumenowym spadku w dolnej granicy przedziału jednocyfrowego, podczas gdy wyniki spółki były słabsze od rynku – przychody spadły o 3,8%, do 98,9 mln zł. W Ukrainie rynek w ujęciu procentowym r/r odnotował nieznacznie wyższy poziom sprzedaży wolumenowej względem 2024 roku – sprzedaż spółki spadła o 6,3%, do 75,5 mln zł.

Na zyskowność w 2025 r. pozytywnie wpłynęły m.in. spadek kosztu własnego sprzedaży o 26,6, mln zł r/r oraz poprawa wyniku na działalności finansowej o 4,1 mln zł r/r, wynikająca z niższych kosztów obsługi długu. Rentowność EBITDA w tym okresie wyniosła 18,6% (+0,7 p.p. r/r), a marża brutto ze sprzedaży 51,1% (+1,8 p.p. r/r), co było efektem korzystnej relacji kosztów wytworzenia do uzyskanej sprzedaży.

Podstawowe elementy sprawozdania z całkowitych dochodów Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 12 miesięcy zakończony dnia 31 grudnia 2025 roku okres 12 miesięcy zakończony dnia 31 grudnia 2024 roku Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 772 506 798 440 -3,2%
Koszt własny sprzedaży 378 080 404 678 -6,6%
Koszty SG&A (sprzedaży i ogólnego zarządu) 289 596 286 502 1,1%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej 530 (2 028) -126,1%
Wynik na działalności finansowej (14 064) (18 140) -22,5%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej (104) 250 -141,6%
Zysk brutto 91 192 87 342 4,4%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 105 360 105 232 0,1%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 143 727 142 836 0,6%
Podatek dochodowy 17 305 15 251 13,5%
Wynik netto, w tym 73 887 72 091 2,5%
Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 71 374 69 351 2,9%

Inwestycja w stal nierdzewną jako strategiczny fundament nowoczesnego przedsiębiorstwa

W dzisiejszym dynamicznym świecie biznesu, gdzie każda minuta przestoju na linii produkcyjnej generuje straty idące w tysiące złotych, wybór odpowiednich materiałów konstrukcyjnych staje się decyzją o charakterze strategicznym. Kadra zarządzająca coraz częściej dostrzega, że pozorna oszczędność na etapie zakupowym może szybko przekształcić się w finansową pułapkę. Stal nierdzewna, ze względu na swoją unikalną odporność na korozję oraz ekstremalne warunki pracy, nie jest już traktowana jedynie jako wydatek, lecz jako długofalowa lokata kapitału. Zrozumienie, że jakość materiału bezpośrednio przekłada się na ciągłość operacyjną, to pierwszy krok do budowy przewagi konkurencyjnej na trudnym rynku przemysłowym.

Często mówi się, że oszczędny płaci dwa razy, a w branży ciężkiej ta ludowa mądrość nabiera szczególnego znaczenia. Wybierając komponenty do krytycznych instalacji, managerowie muszą brać pod uwagę nie tylko cenę jednostkową, ale przede wszystkim cykl życia produktu. Materiały o podwyższonej trwałości minimalizują ryzyko awarii, które w skomplikowanych systemach logistycznych mogą wywołać efekt domina. To właśnie tutaj stal nierdzewna pokazuje swój pazur, oferując stabilność, której próżno szukać w tańszych zamiennikach.

Optymalizacja kosztów operacyjnych dzięki trwałej infrastrukturze rurociągowej

W sektorach takich jak farmacja, przemysł spożywczy czy energetyka, systemy przesyłowe stanowią krwiobieg całej organizacji. Decydując się na profesjonalne rury ze stali nierdzewnej, firma inwestuje w bezpieczeństwo procesowe i higienę pracy na najwyższym poziomie. Bezszwowe warianty tych komponentów gwarantują szczelność nawet przy ogromnych ciśnieniach, co jest kluczowe w instalacjach wysokiego ryzyka. Można to porównać do budowy solidnego fundamentu pod wieżowiec – jeśli baza będzie słaba, cała nadbudowa, niezależnie od jej nowoczesności, prędzej czy później ulegnie degradacji.

Modernizacja parku maszynowego często wiąże się z koniecznością dopasowania istniejących instalacji do nowych norm środowiskowych. Stal nierdzewna idealnie wpisuje się w trendy ESG, będąc materiałem w pełni recyklingowalnym i niewymagającym stosowania toksycznych powłok antykorozyjnych. Dla CEO oznacza to nie tylko niższe koszty utylizacji w przyszłości, ale także lepszy wizerunek firmy w oczach świadomych ekologicznie inwestorów i kontrahentów. To czysty pragmatyzm ubrany w nowoczesne szaty odpowiedzialności społecznej biznesu.

Pręty ze stali nierdzewnej w precyzyjnej budowie maszyn i detali

Nie mniejsze znaczenie dla efektywności operacyjnej mają elementy ruchome i konstrukcyjne maszyn. Wysokiej klasy pręty ze stali nierdzewnej są niezbędne wszędzie tam, gdzie wymagana jest niezwykła precyzja oraz odporność na ścieranie. Wykorzystuje się je do produkcji wałów, osi czy zaworów, które muszą pracować bezawaryjnie przez tysiące roboczogodzin. Wybór odpowiedniej klasy stali pozwala na redukcję częstotliwości przeglądów serwisowych, co w skali roku pozwala zaoszczędzić realne kwoty, które można przesunąć na cele rozwojowe lub innowacje.

Warto zauważyć, że rynek stali jest obecnie mocno nasycony produktami o różnej charakterystyce, dlatego kluczowe jest znalezienie dostawcy, który oferuje pełną transparentność i certyfikację materiałową. Współpraca z ekspertami z branży, takimi jak firma stalesia.com, pozwala na precyzyjne dobranie parametrów technicznych do konkretnych potrzeb zakładu. Profesjonalne doradztwo techniczne na etapie projektowania potrafi wyeliminować błędy, które na późniejszym etapie wdrożenia byłyby niezwykle kosztowne do usunięcia.

Strategiczne podejście do łańcucha dostaw i bezpieczeństwa materiałowego

Zarządzanie ryzykiem w łańcuchu dostaw to jeden z najgorętszych tematów w gabinetach zarządów w ostatnich latach. Stabilny dostęp do certyfikowanych materiałów stalowych pozwala na planowanie produkcji z dużym wyprzedzeniem, bez obaw o nagłe przestoje spowodowane brakiem komponentów. Przedsiębiorstwa, które postawiły na sprawdzone rozwiązania i trwałe relacje z dystrybutorami, znacznie lepiej zniosły zawirowania gospodarcze ostatniej dekady. To lekcja, z której warto wyciągnąć wnioski, planując kolejne etapy ekspansji rynkowej.

Dobrze zaprojektowana infrastruktura oparta na stali nierdzewnej to w gruncie rzeczy ubezpieczenie od niepewności. Choć świat technologii pędzi do przodu, pewne zasady fizyki i chemii pozostają niezmienne – materiał, który nie koroduje i nie traci swoich właściwości pod wpływem temperatury, zawsze będzie lepszym wyborem niż doraźne, półśrodki. Inwestując w jakość, liderzy biznesu budują organizacje odporne na kryzysy, gotowe do podjęcia wyzwań, jakie stawia przed nami przyszłość przemysłu 4.0. Każdy projekt zrealizowany z dbałością o standardy materiałowe to cegiełka dołożona do długowieczności całego przedsiębiorstwa.

Benefity, które budują lojalność. Jak standard biurowej kuchni wpływa na decyzje kandydatów o podjęciu pracy?

W dobie walki o największe talenty o wyborze nowego pracodawcy rzadko decyduje już tylko wysokość wynagrodzenia. Dzisiejsi kandydaci, szczególnie z pokoleń wchodzących na rynek pracy, szukają miejsc odzwierciedlających ich wartości i zapewniających optymalne warunki do codziennego funkcjonowania. Jednym z kluczowych miejsc weryfikacji kultury organizacyjnej firmy jest biurowa kuchnia – przestrzeń integracji i regeneracji, która mówi o firmie więcej niż oficjalne foldery.

Pierwsze wrażenie zaczyna się w kuchni – dlaczego biurowe zaplecze to wizytówka Twojej kultury

Pierwsze wrażenie zaczyna się w kuchni – dlaczego biurowe zaplecze to wizytówka Twojej kultury organizacyjnej?

Podczas rozmowy rekrutacyjnej kandydaci często mają okazję zobaczyć zaplecze socjalne. Nowoczesne, czyste wnętrze z dostępem do zaawansowanych technologii sygnalizuje profesjonalizm i dbałość o dobrostan zespołu. Wybór odpowiedniej metody serwowania napojów powinien być podyktowany specyfikacją budynku oraz realnymi preferencjami pracowników, co buduje poczucie przynależności od pierwszego dnia.

Dostępna w modelu abonamentowym woda do firmy to element strategii budowania komfortu, który pozwala na stały dostęp do krystalicznie czystej wody. Firmy coraz częściej stawiają na rozwiązania systemowe, które gwarantują higienę i wygodę użytkowania niezależnie od natężenia ruchu w biurze, co jest wyrazem szacunku do czasu i zdrowia zatrudnionych osób.

Nowa era benefitów – dlaczego krystaliczna woda i profesjonalna kawa zastępują „owocowe czwartki”?

Pracownicy oczekują benefitów, które są dostępne każdego dnia i realnie wspierają ich efektywność. Zaawansowane systemy podające wodę schłodzoną, gazowaną lub wrzącą bezpośrednio z kranu to standard, który realnie podnosi prestiż miejsca pracy. Takie rozwiązanie eliminuje potrzebę czekania na zagotowanie wody czy przechowywania zapasów, co znacząco usprawnia biurową codzienność.

Inwestycja w certyfikowane technologie filtracji, które spełniają najwyższe światowe normy bezpieczeństwa i redukują dziesiątki zanieczyszczeń, to dowód na to, że zdrowie zespołu jest priorytetem. Taka dbałość o standardy jest silnym argumentem w procesie rekrutacyjnym, budującym wizerunek odpowiedzialnego i nowoczesnego pracodawcy.

Benefity, które budują lojalność. Jak standard biurowej kuchni wpływa na decyzje kandydatów o podjęciu pracy? 1

Employer Branding w każdym łyku – jak designerskie rozwiązania budują prestiż nowoczesnego biura

Nowoczesne biuro to przestrzeń, która ma inspirować. Estetyka urządzeń ma znaczenie – nowoczesne, wielofunkcyjne nablatowe dystrybutory łączą futurystyczny design z wysoką funkcjonalnością. Wykorzystanie karafek wielorazowych w salach konferencyjnych to z kolei elegancki sposób na podkreślenie proekologicznej postawy firmy i dbałości o detale.

Kandydat, który widzi zaangażowanie firmy w ochronę zasobów i realne działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, znacznie chętniej utożsami się z marką. Odpowiedzialne podejście do wyposażenia wnętrz, oparte na ograniczaniu odpadów i efektywności energetycznej, przekłada się na autentyczność działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu.

Inteligentne nawodnienie a lojalność zespołu – inwestycja w zdrowie, która wraca w postaci mniejszej rotacji

Właściwe nawodnienie ma bezpośredni wpływ na koncentrację i poziom energii w ciągu dnia. Zapewniając pracownikom dostęp do wody o doskonałym smaku, pracodawca realnie wspiera ich kondycję psychofizyczną, co jest kluczowe w zapobieganiu wypaleniu zawodowemu. To podejście skoncentrowane na człowieku, które buduje trwałe relacje i zaufanie wewnątrz organizacji.

Pracownicy, którzy czują się zaopiekowani w tak podstawowej kwestii, jak dostęp do bezpiecznej wody, wykazują wyższy poziom lojalności i chętniej wiążą swoją przyszłość z firmą na długie lata. Standard kuchni staje się namacalnym dowodem na to, że organizacja dba o jakość życia swoich ludzi każdego dnia, tworząc kulturę, w której każdy może się rozwijać.

Technologia w służbie komfortu – dlaczego innowacje w kuchni mają znaczenie?

Wprowadzenie inteligentnych systemów uzdatniania wody to nie tylko kwestia wygody, ale także bezpieczeństwa mikrobiologicznego. Nowoczesne technologie, takie jak systemy nanofiltracji czy powłoki antybakteryjne, gwarantują, że każda kropla wody spełnia najbardziej rygorystyczne normy jakościowe. Dla kandydata do pracy to sygnał, że firma korzysta z najlepszych dostępnych narzędzi, aby chronić swoich pracowników przed współczesnymi zagrożeniami, takimi jak mikroplastik czy zanieczyszczenia chemiczne. Integracja takich rozwiązań z estetyką biura tworzy spójny wizerunek miejsca pracy przyszłości.

FAQ:

Czy nowoczesny system filtrowania wody rzeczywiście wpływa na wizerunek firmy w oczach kandydata?

Absolutnie tak. Współcześni specjaliści zwracają uwagę na detale, które świadczą o kulturze wellness i trosce o zdrowie. Rezygnacja z plastikowych butelek na rzecz profesjonalnego dystrybutora to dla kandydata jasny sygnał, że firma inwestuje w technologie najwyższej jakości i dba o komfort zespołu w sposób bezkompromisowy. W świecie, gdzie „owocowe czwartki” stały się memem, dostęp do krystalicznej, bezpiecznej wody jest autentycznym benefitem, który buduje prestiż pracodawcy od pierwszej wizyty w biurze.

Finanse w rękach debiutantów – strategia mądrego startu

Rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej wymaga od Ciebie czegoś więcej niż tylko świetnego pomysłu na produkt czy usługę. Prawdziwym wyzwaniem okazuje się sprawne poruszanie w gąszczu przepisów oraz umiejętne planowanie wydatków od pierwszych dni funkcjonowania biura. Wielu początkujących liderów popełnia błąd, skupiając się wyłącznie na sprzedaży, podczas gdy to kontrola przepływów pieniężnych decyduje o przetrwaniu marki.

Edukacja finansowa młodych przedsiębiorców – jak zacząć?

Naukę zarządzania budżetem warto rozpocząć od rzetelnej analizy posiadanych zasobów oraz zrozumienia różnicy pomiędzy finansami osobistymi a firmowymi. Dobrym krokiem będzie sięgnięcie po specjalistyczną literaturę oraz kursy online, które tłumaczą podstawy księgowości i zasady rozliczeń z urzędami. Czasami pomocny okazuje się kredyt gotówkowy, szczególnie gdy potrzebujesz początkowego wsparcia na zakup niezbędnego sprzętu lub profesjonalny marketing. Powinieneś regularnie monitorować koszty stałe, aby żaden niespodziewany wydatek nie zachwiał płynnością Twojej działalności. Porównywarka Totalmoney.pl może pomóc Ci w szybkim zestawieniu dostępnych na rynku produktów bankowych, co ułatwia podjęcie racjonalnej decyzji. Taki świadomy proces buduje poczucie odpowiedzialności i daje pełną kontrolę nad przyszłością tworzonej organizacji.

Nowoczesne narzędzia wspierające rozwój biznesu

Wdrażanie automatyzacji oraz korzystanie z platform cyfrowych znacząco przyspiesza procesy administracyjne w małej firmie. Możesz zdecydować się na proste aplikacje do wystawiania faktur lub bardziej rozbudowane systemy ułatwiające kontakt z klientami. Wybór odpowiedniej technologii powinien być poprzedzony weryfikacją, jakie funkcjonalności są Ci rzeczywiście potrzebne na obecnym etapie. Warto zwrócić uwagę na kilka istotnych rozwiązań:

  • Oprogramowanie księgowe działające w chmurze.

  • Aplikacje do mierzenia czasu pracy i zarządzania zadaniami.

  • Panele analityczne do śledzenia statystyk sprzedaży.

  • Komunikatory integrujące pracę całego zespołu.

Dzięki takim rozwiązaniom zyskujesz cenne godziny, które możesz poświęcić na planowanie strategiczne i dopracowywanie oferty.

Budowanie stabilnych fundamentów firmy

Tworzenie poduszki bezpieczeństwa to priorytet dla każdego, kto chce przetrwać okresy mniejszego zainteresowania swoimi usługami na rynku. Powinieneś systematycznie odkładać część wypracowanych zysków, aby zabezpieczyć firmę przed nagłymi zmianami koniunktury czy awariami sprzętu. Równie istotne są relacje z kontrahentami oparte na zaufaniu i terminowości, ponieważ to one tworzą Twój profesjonalny wizerunek w branży. Skupienie się na celach długofalowych zamiast na pogoni za szybkim zyskiem zazwyczaj przynosi znacznie lepsze efekty w dłuższej perspektywie. Ciągłe aktualizowanie wiedzy i adaptacja do zmieniających się regulacji prawnych pozwoli Ci utrzymać stabilność oraz zyskać przewagę nad mniej elastyczną konkurencją.

Rozwój biznesu to maraton, w którym kondycja finansowa określa, kto ostatecznie dotrze do mety w dobrej formie. Dbając o własną edukację i korzystając z mądrego wsparcia, realnie zwiększasz swoje szanse na zbudowanie trwałej i silnej marki. Nie przestawaj szukać nowych inspiracji, testuj dostępne rozwiązania i zawsze trzymaj rękę na pulsie w kwestii trendów w zarządzaniu. Twoje zaangażowanie w zrozumienie mechanizmów rynkowych z pewnością zaprocentuje w postaci sprawnie działającego i przewidywalnego przedsiębiorstwa.

Katastrofy nie będzie? Strach był krótki, ulga przyszła szybko

Amerykanie blokują Ormuz, ale rynek nie kupuje scenariusza katastrofy. Zamiast ucieczki od ryzyka dostajemy cofnięcie ropy i słabszego dolara, jakby inwestorzy znów zakładali, że najgorsze zostanie zamiecione pod stół negocjacyjny.

Nie taki Ormuz straszny?

Rynek bardzo szybko weryfikuje wczorajsze obawy związane z Cieśniną Ormuz. Stany Zjednoczone przeszły od gróźb do działania, ale świat się nie zatrzymał – i to jest dziś kluczowa informacja. Iran nie reaguje nerwowo, nie ma prowokacji, a zamiast tego pojawiają się doniesienia o możliwych rozmowach jeszcze w tym tygodniu. To wyraźnie zmienia optykę: z rynku ustawionego na eskalację przechodzimy w stronę scenariusza „kontrolowanego napięcia”. Najlepiej widać to na ropie – Brent cofa się z poziomu 102$ poniżej 100$, oddając część premii za ryzyko. Równolegle dolar traci grunt pod nogami, a EUR/USD dynamicznie dobija w okolice 1,18$. To wygląda jak klasyczny powrót do gry pod TACO – rynek po raz kolejny zakłada, że twarda retoryka nie musi kończyć się realnym konfliktem, a najczarniejsze scenariusze można na razie odłożyć na bok.

Bankierzy wracają do gry

Na drugim planie pojawia się wyraźna kumulacja wystąpień bankierów centralnych, która – choć nie jest jednym zorganizowanym wydarzeniem – trafia w bardzo czuły moment dla rynków. Po tygodniach zdominowanych przez geopolitykę inwestorzy będą szukać potwierdzenia, czy banki centralne zaczynają uwzględniać wyższe ceny energii w swoich scenariuszach. W tym tygodniu usłyszymy przedstawicieli Fed, EBC, ale też Banku Anglii, gdzie głos zabierze sam Andrew Bailey. Kluczowe pytanie pozostaje niezmienne: czy to tylko chwilowe zaburzenie, czy początek bardziej trwałej presji inflacyjnej. Na razie rynek zdaje się wracać do bardziej gołębiego myślenia – cofnięcie ropy i słabszy dolar wspierają scenariusz, w którym banki centralne nie będą zmuszone do utrzymywania restrykcyjnej polityki przez dłuższy czas. Wystąpienia z tego tygodnia mogą ten obraz szybko zweryfikować.

Złoty korzysta z ulgi

Na rynku walutowym dzisiejszy ruch jest już wyraźnym odejściem od wczorajszej niepewności. EUR/USD pnie się w okolice 1,18$, a dolar oddaje pole po wcześniejszym umocnieniu. Złoty korzysta z poprawy sentymentu – USD/PLN schodzi poniżej 3,60 zł, co jest wyraźnym sygnałem odpływu od dolara. EUR/PLN pozostaje przy tym stabilny w rejonie 4,24 zł, co pokazuje, że na notowania złotego wpływają przede wszystkim globalne wydarzenia, a nie lokalna siła naszej waluty. W kalendarzu pojawia się dziś odczyt inflacji PPI w USA. Rynek spodziewa się wzrostu, co będzie istotne dla obecnej narracji o słabnącej presji inflacyjnej. Jeśli dane potwierdzą obawy, dzisiejsza słabość dolara może szybko okazać się chwilowa. Na razie jednak rynek wybiera bardziej komfortowy scenariusz i odsuwa temat eskalacji na drugi plan.

Kurs dolara pod presją, rynek gra na dalsze spadki

Globalny sentyment nadal opiera się na nadziei, że sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej ulegnie poprawie. Spadek cen ropy po poniedziałkowym skoku przyczynił się do ponownego, wyraźnego osłabienia dolara amerykańskiego – do najniższych poziomów od początku marca. W takiej sytuacji coraz trudniej będzie powstrzymać presję spadkową na USD, o ile nie pojawi się nowe, negatywne zaskoczenie, które gwałtownie podważy zaufanie rynków.

Dolar amerykański w ostatnim czasie zachowywał się słabiej, niż sugerowałby to napływ informacji związanych z wojną z Iranem oraz wzrostem cen ropy. W momencie wybuchu konfliktu pozycjonowanie spekulacyjne na USD odchodziło od najbardziej pesymistycznych poziomów od ponad dekady, odnotowanych w styczniu – wynika to m.in. z badania Bank of America. Każde poważniejsze zakłócenie rynkowe prowadzi do domykania pozycji. W pierwszych dniach i tygodniach konfliktu dolar pełnił funkcję bezpiecznej przystani – częściowo ze względu na swoją tradycyjną rolę, ale również w wyniku redukcji wcześniejszych pozycji spekulacyjnych.

W ostatnich dniach zależność między dolarem a cenami ropy wyraźnie się jednak osłabiła. Owszem, w poniedziałek dolar zyskał po wzroście cen ropy po rozmowach USA–Iran w Islamabadzie, ale ruch ten był ograniczony i mało przekonujący – bardziej widoczny w parze USDJPY niż w AUDUSD czy EURUSD. Na tym etapie wydaje się, że negatywne informacje z regionu Zatoki Perskiej mogą jedynie chwilowo wspierać dolara, zamiast prowadzić do jego wyraźnego umocnienia – chyba że globalne rynki wejdą w fazę gwałtownej wyprzedaży. Jednocześnie dolar pozostaje podatny na wyraźniejsze spadki, jeśli napływające informacje będą sprzyjać niższym cenom ropy oraz stabilnemu lub poprawiającemu się sentymentowi rynkowemu.

Równocześnie czynnik, który wcześniej stanowił istotną barierę dla dalszego osłabienia dolara – czyli duże krótkie pozycje spekulacyjne – zmienił się w element wspierający ten trend. Obecnie obserwujemy bowiem wyraźny wzrost długich pozycji na USD. Najnowszy raport COT dotyczący rynku futures (stan na ubiegły wtorek, opublikowany w piątek) wskazuje m.in. na pierwszą od początku 2025 roku netto krótką pozycję w EURUSD, największą od lata 2024 roku długą pozycję w USDJPY (tuż przed załamaniem strategii carry trade na jenie) oraz wciąż istotne krótkie pozycje na funcie brytyjskim.

Ceny mieszkań w wielkiej płycie: 14 tys. za metr w Warszawie, 12,7 tys. w Krakowie, 7,4 tys. w Łodzi

W ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszyła dyskusja o przyszłości bloków z wielkiej płyty oraz tezy o ograniczonej trwałości budynków powstałych w latach 70. i 80., konieczności ich gruntownej modernizacji, a nawet potencjalnej „granicy życia”. Jednocześnie rynek – wbrew alarmistycznym tonom – zachowuje się znacznie bardziej pragmatycznie. Dane transakcyjne zebrane przez analityków SonarHome.pl nie pokazują panicznej wyprzedaży ani gwałtownej utraty wartości mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Przeciwnie, wskazują raczej na stopniową stabilizacja tego rynku.

Analiza danych transakcyjnych mieszkań z wielkiej płyty za lata 2024-2025 wskazuje, że w większości dużych miast w Polsce mediana cen lekko spadła. Największą korektę odnotowano w Krakowie (-3,5%, do ok. 12,7 tys. zł/m²). Spadki pojawiły się również we Wrocławiu (-1,9%, 11,2 tys. zł/m²), Warszawie (-1,6%, 14,2 tys. zł/m²) oraz Poznaniu (-0,3%, 9,6 tys. zł/m²). Łódź pozostała stabilna (7,4 tys. zł/m²), a Gdańsk jako jedyny zanotował wzrost (+1,1%, 12,3 tys. zł/m²).Ceny mieszkań w wielkiej płycie

Na potrzebę przeprowadzonych przez SonarHome.pl analiz jako mieszkania z wielkiej płyty przyjęto lokale wybudowane w latach 1970-1989, co ma solidne uzasadnienie metodologiczne. To właśnie wtedy powstała największa część tego rynkowego zasobu, o stosunkowo jednorodnych parametrach technicznych i funkcjonalnych. Dzięki temu możliwe jest porównywanie mieszkań o zbliżonym standardzie, bez zaburzeń wynikających ze wcześniejszych eksperymentalnych projektów lub bardziej zaawansowanych realizacji z lat 90. Dlatego z punktu widzenia rynku wielka płyta wciąż traktowana jest jako spójna kategoria produktowa.

Obserwowane zmiany to istotny sygnał, że rynek nie tyle reaguje na wielką płytę spadkami cen, a raczej dostosowuje je w ramach szerszego cyklu – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Skala zmian jest ograniczona i trudno mówić o strukturalnym odwróceniu trendu. W praktyce oznacza to, że mieszkania z tego segmentu nadal znajdują nabywców i utrzymana jest płynność, mimo rosnącej konkurencji ze strony nowszego budownictwa. W tym kontekście szczególnie istotne jest spojrzenie na segment wielkiej płyty przez pryzmat realnych transakcji, a nie tylko debat eksperckich. To one najlepiej pokazują, czy obawy o przyszłość tych budynków są już „wyceniane” przez rynek, czy nadal pozostają głównie elementem publicystycznej narracji.

Różnice cenowe, a wiek budynków

W danych SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania i znalezienia agenta, wyraźnie widoczna jest zależność: im nowszy lokal, tym wyższa cena za metr kwadratowy.

Mieszkania z lat 1970-1989, czyli klasyczna wielka płyta, są najtańsze. Lokale z lat 1990-2009 są droższe, jeszcze wyżej wyceniane są inwestycje z lat 2010-2019, a najwyższe ceny osiągają budynki oddane po 2020 roku.

Warte odnotowania są zaobserwowane różnice regionalne. W Gdańsku przewaga cen nowszego budownictwa nad wielką płytą jest relatywnie niewielka – wynosi około 15-17% (średnio 14,4 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania z ostatnich kilku lat, wobec 12,3 tys. zł za lokal z wielkiej płyty). W Warszawie różnice sięgają około 26-28% (17,9 tys. zł wobec 14,3 tys. zł), a w Krakowie 25-34% (17,1 tys. zł wobec 12,7 tys. zł). Największe rozbieżności widoczne są w Łodzi, gdzie nowe mieszkania są droższe od wielkiej płyty nawet o ponad 50% (11,4 tys. zł wobec 7,4 tys. zł).Ceny mieszkań w wielkiej płycie 2

Sytuacja ta obrazuje, że wpływ wieku budynku na cenę nie jest jednolity i zależy od lokalnego rynku oraz innych czynników, jak standard wykończenia mieszkania, lokalizacja czy metraż. Jednak tam, gdzie zasób nowoczesnych mieszkań jest bardziej ograniczony, wielka płyta utrzymuje relatywnie silniejszą pozycję cenową.

Struktura rynku ważniejsza niż metryka

Ciekawym zjawiskiem jest to, że nawet w segmencie nowego budownictwa dane potrafią być mylące, jeśli nie uwzględni się struktury transakcji. W Warszawie mieszkania z lat 2020+ osiągają nieco niższą medianę cen niż te z lat 2010-2019 (17,9 tys. zł/m² wobec 18,3 tys. zł/m²). Nie wynika to jednak z realnie niższych stawek za metr, lecz z innego rozkładu lokalizacji.

W nowszym segmencie większy udział mają dzielnice o umiarkowanych cenach, takie jak Białołęka czy Ursus. Z kolei w grupie 2010-2019 więcej transakcji dotyczy droższych lokalizacji, jak Wola czy Wilanów. W efekcie dla budynków z ostatnich lat można zaobserwować niższą medianę, która nie odzwierciedla ich faktycznej jakościowej wyceny. Analogiczna sytuacja występuje w Poznaniu (12,3 tys. zł/m² za lokale z lat 2020+ wobec 12,7 tys. zł/m² za mieszkania z lat 2010-2019), gdzie w segmencie 2020+ dominują tańsze lokalizacje, m.in. Ławica, Naramowice, Rataje czy Podolany.

Przykład ten ponownie pokazuje, że analiza cen bez kontekstu przestrzennego może prowadzić do błędnych wniosków. Kluczowe znaczenie ma lokalizacja – często lepsza niż w przypadku nowych inwestycji – co w wielu przypadkach amortyzuje wpływ wieku budynku na wycenę.

Punkt zwrotny czy długie trwanie?

Zestawienie danych transakcyjnych z narracją debaty publicznej prowadzi do dość jednoznacznego wniosku: rynek na razie nie potwierdza najbardziej radykalnych scenariuszy dla wielkiej płyty. Nie widać ani gwałtownej utraty wartości, ani odpływu popytu.

Obecnie wielka płyta pozostaje ważnym elementem rynku mieszkaniowego, szczególnie w dużych miastach, gdzie oferuje relatywnie dobrą lokalizację przy niższej cenie. To właśnie ta kombinacja wciąż przyciąga kupujących i stabilizuje ten segment rynku. Ale prawdziwy test dopiero przed nim. Nie będzie to jednak nagłe „20-30 lat do końca”, lecz raczej długotrwały proces, w którym o wartości mieszkań zdecyduje nie tylko technologia budowy sprzed dekad, ale też zdolność do adaptacji – zarówno budynków, jak i całych osiedli – podsumowuje Anton Bubiel.

Warto jednak obserwować pojawiające się spadki cen, ponieważ mogą być one pierwszym sygnałem zmiany nastawienia – zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów modernizacji, wymogów energetycznych i niepewności regulacyjnej. Jeśli te czynniki się nasilą, różnica cenowa mieszkań z wielkiej płyty w porównaniu z nowym budownictwem może się pogłębiać.

Sektor BSS w Polsce przechodzi z modelu skali do modelu kompetencyjnego

Sektor BSS w Polsce wchodzi w nowy etap – wynika z raportu „Business Services 2026” Grafton Recruitment. Choć liczba centrów przekroczyła 2080, a zatrudnienie 488,7 tys. osób, rozwoju branży należy upatrywać nie tyle w liczbach, ile zmianie charakteru realizowanych projektów. Model oparty na skali i obsłudze prostych procesów ustępuje miejsca centrom kompetencyjnym, które podejmują coraz bardziej złożone, specjalistyczne zadania.

Od przewagi kosztowej do przewagi kompetencyjnej

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu odgrywa coraz większą rolę w polskiej gospodarce. Na koniec I kwartału 2025 roku zatrudniał ponad 488 700 osób – o 6,2% więcej niż rok wcześniej. Od 2015 roku liczba pracowników branży niemal się potroiła, a liczba centrów zwiększyła się do 2 081 (w 2024 roku było ich 1941).

Wzrost liczby zatrudnionych w BSS i powstających centrów usług nadal jest widoczny, jednak bardziej umiarkowany niż wcześniej, odzwierciedlając transformację sektora. Branża znajduje się obecnie w stanie przejściowym – pomiędzy modelem, który przez lata opierał się na skali, wolumenie i relatywnie prostych procesach, a nową rzeczywistością, w której kluczowe znaczenie mają wiedza, technologia i realna wartość dodana. Nie konkuruje już niskimi kosztami pracy, ale stawia na kompetencje i dojrzałość organizacyjną. W warunkach globalnego niedoboru talentów przewagę zyskują lokalizacje zapewniające silny ekosystem edukacyjny – także i tu Polska pozostaje konkurencyjna.

Rosnące koszty pracy, zbliżające się do poziomów krajów Europy Zachodniej powodują, że globalne firmy przenoszą obsługę prostych procesów do innych krajów, jednocześnie lokując w Polsce funkcje wymagające wyższych umiejętności, takie jak analiza danych, controlling finansowy, zarządzanie ryzykiem czy ESG. Model biznesowy oparty na efektywności kosztowej ustępuje miejsca centrom kompetencyjnym, realizującym procesy coraz bardziej zaawansowane i specjalistyczne – mówi Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.liczba pracownikow BSS

Ten trend potwierdzają obserwacje i dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, wskazujące na coraz większą specjalizację inwestycji w sektorze BSS w Polsce. Równolegle z przemianami zachodzącymi w istniejących ośrodkach powstają nowe, które koncentrują się na obsłudze bardziej zaawansowanych funkcji biznesowych oraz R&D (badania i rozwój).  

Dodatkowym impulsem rozwojowym są rosnące inwestycje w infrastrukturę cyfrową i cyberbezpieczeństwo, napędzane zarówno dynamicznym rozwojem technologii chmurowych i AI, jak i nowymi wymogami regulacyjnymi. Widoczna jest również zmiana podejścia do wsparcia publicznego – coraz większy nacisk kładziony jest na jakość projektów, ich innowacyjność oraz rozwój kompetencji, a nie wyłącznie na skalę tworzonych miejsc pracy – wyjaśnia Radosław Pituch, Head of BSS & Tech Investments w PAIH.

Popyt na role: od powtarzalności do specjalizacji

Zmiana profilu obsługiwanych procesów przekłada się na strukturę rekrutacji i oczekiwania kompetencyjne.

Zachodzące zmiany wynikają bardziej z kierunku transformacji sektora niż z samej koniunktury. Firmy nie zwiększają zatrudnienia gwałtownie, ale też nie ograniczają go radykalnie – raczej dostosowują struktury do nowych potrzeb, automatyzują procesy i przesuwają kompetencje w stronę bardziej zaawansowanych funkcjianalitycznych, eksperckich i strategicznych – tłumaczy Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager w Grafton Recruitment.

W ostatnich kwartałach popyt na większość ról w sektorze BSS pozostawał stabilny. Zapotrzebowanie na pracowników w obsłudze klienta, łańcuchach dostaw, analityce biznesowej (Business Intelligence), HR i płacach, marketingu oraz administracji biurowej utrzymywało się na zbliżonym poziomie. Stabilny był także popyt w finansach i księgowości.

 Na tym tle wyróżnia się obszar ESG. W 2024 oraz na początku 2025 roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost zapotrzebowania na role w tym obszarze. Wynikał on przede wszystkim z presji regulacyjnej związanej z CSRD i ESRS oraz konieczności budowania kompetencji, których wiele firm wcześniej nie posiadało – dodaje Dagmara Jaworecka.

Jednocześnie systematycznie maleje znaczenie ról, w ramach których realizowane są proste i powtarzalne zadania, głównie w obsłudze klienta i obsłudze zamówień, administracji, zarządzaniu podstawowymi danymi oraz w obszarze rekrutacji. Zwolnienia, choć nie mają charakteru masowego, są zauważalne, co znajduje odzwierciedlenie we wzroście zainteresowania usługami outplacementu.

– Firmy rzadziej prowadzą rekrutacje na dużą skalę, większą rolę odgrywa dziś precyzyjne dopasowanie kompetencji do konkretnych potrzeb biznesowych. Coraz większego znaczenia nabierają również elastyczne formy współpracy. Outsourcing, projekty czasowe oraz modele hybrydowe pozwalają szybciej reagować na zmieniające się realia rynkowe – komentuje Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.

Procesy rekrutacyjne stają się bardziej wymagające, wieloetapowe i średnio o około 15 dni dłuższe niż rok wcześniej. Widocznym zjawiskiem są zamrożenia rekrutacji, co świadczy o ostrożności w podejmowaniu decyzji dotyczących zwiększania zatrudnienia. Zmienia się także podejście kandydatów.

– Z naszych obserwacji wynika, że decyzje o zmianie pracy podejmowane są dziś z większą ostrożnością. Kontroferty ponownie odgrywają istotną rolę, jednak około 30% pasywnych kandydatów, mimo otrzymania propozycji, ostatecznie pozostaje w obecnej organizacji – dodaje Michał Piernik.

Kompetencje przyszłości definiują rozwój sektora

Zmiany w sektorze BSS pokazują, że kluczowe stają się umiejętności specjalistyczne oraz hybrydowe – łączące wiedzę procesową, umiejętności analityczne i znajomość technologii. Wraz z rozwojem automatyzacji i AI rośnie zapotrzebowanie na pracowników, którzy potrafią obsługiwać zaawansowane procesy, a także je analizować, optymalizować i rozwijać.

Coraz większe znaczenie ma nie tylko doświadczenie pracowników, ale także ich zdolność do adaptacji i rozwijania nowych kompetencji. To właśnie elastyczność i gotowość do nauki będą decydować o dalszym rozwoju pracowników i konkurencyjności sektora.

Odpowiedzią na rosnącą złożoność procesów i zmieniające się wymagania biznesowe jest stałe podnoszenie kwalifikacji. Tym bardziej że długofalowe prognozy są jednoznaczne: do 2030 roku około 40% obecnie wymaganych umiejętności zostanie zastąpionych lub uznanych za nieaktualne, a nawet 59% pracowników globalnej siły roboczej będzie wymagało upskillingu lub reskillingu – tłumaczy Mateusz Skiba, Menedżer ds. Inwestorów Zagranicznych w Grafton Recruitment.

Transformacja technologiczna sektora wspiera rozwój usług

Efektywność operacyjną i poprawę jakości usług wspiera transformacja technologiczna BSS, w którym dominują procesy oparte na ekspertyzie oraz zaawansowanych narzędziach technologicznych. Z danych ABSL wynika, że centra w coraz większym stopniu wykorzystują rozwiązania AI w obszarach takich jak automatyzacja procesów, obsługa klienta, generowanie treści, analiza danych czy wsparcie procesów decyzyjnych. Integrują też rozwiązania RPA z narzędziami generatywnej AI (GenAI), automatyzując coraz złożone procesy decyzyjne i zwiększając skalowalność operacyjną.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce znajduje się w zaawansowanej fazie transformacji cyfrowej. Zakres realizowanych procesów ewoluuje w kierunku zadań wymagających zaawansowanych kompetencji technologicznych i analitycznych. Także i to sprawia, że Polska przestaje być postrzegana tylko jako lokalizacja zapewniająca niższe koszty operacyjne, a coraz częściej pełni rolę hubu kompetencyjnego obsługującego procesy o wysokim stopniu złożoności – mówi Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Raport „Business Services 2026” został przygotowany przez ekspertów Grafton Recruitment. Wykorzystano w nim dane GUS, Eurostatu oraz ABSL („Sektor usług biznesowych w Polsce 2025”). Tabele i widełki wynagrodzeń zostały opracowane na podstawie danych rynkowych oraz analiz własnych Grafton Recruitment.

Marek Lenz dołączył do zarządu Credit Agricole

Marek Lenz dołączył do zarządu banku Credit Agricole. Wcześniej pełnił on rolę CIO. W funkcji wiceprezesa będzie nadal odpowiadał za obszar IT i wspierał rozwój banku.

Marek Lenz, który dotychczas pełnił rolę CIO banku, dołączył do zarządu banku Credit Agricole. Marek Lenz ma ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze IT. Zdobywał je w międzynarodowych firmach z sektora finansowego, telekomunikacyjnego i energetycznego, także jako CIO Banku Pekao, Allianz, AXA i Vattenfall Poland. W mBanku był dyrektorem Departamentu Infrastruktury IT. Jest absolwentem Wydziału Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej. Ma także dyplom MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Uniwersytetu Quebec w Montrealu.

W nowej funkcji Marek Lenz nadal będzie odpowiadał za obszar IT i wspierał rozwój banku, zapewniając nowoczesne technologie oraz wdrażając zmiany w podejściu zwinnym, w którym się m.in. specjalizuje. Jest także ekspertem w obszarze transformacji cyfrowej i rozwiązań chmurowych.

Branża meblarska zwróciła się do rządu o pilne działania osłonowe

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli (OIGPM) skierowała oficjalny list do Prezesa Rady Ministrów oraz przedstawicieli kluczowych resortów gospodarczych, apelując o pilne wsparcie dla polskiej branży meblarskiej. Dokument został zaadresowany do Premiera Donalda Tuska, Ministra Finansów i Gospodarki, Andrzeja Domańskiego oraz Ministra Energii, Miłosza Motyki.

Izba zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację sektora, który od lat stanowi jeden z filarów polskiej gospodarki oraz ważny element krajowego eksportu. Przedsiębiorcy mierzą się z rosnącymi wyzwaniami o charakterze ekonomicznym i geopolitycznym. Jak podkreśla OIGPM, szczególnym obciążeniem dla producentów mebli pozostają wysokie koszty energii elektrycznej i paliw, które bezpośrednio wpływają na koszty produkcji i konkurencyjność polskich firm. Dodatkowym wyzwaniem są rosnące ceny surowców i komponentów, spadający popyt na rynkach międzynarodowych, a także nasilająca się presja ze strony zagranicznych producentów.

Izba wskazuje również, że utrzymujące się niekorzystne warunki rynkowe mogą prowadzić do dalszego osłabienia sektora, ograniczenia inwestycji oraz negatywnych konsekwencji społeczno-gospodarczych, w tym utraty miejsc pracy – zwłaszcza w regionach, gdzie przemysł drzewno-meblarski odgrywa kluczową rolę.

W związku z powyższym OIGPM apeluje do rządu o podjęcie zdecydowanych i systemowych działań wspierających stabilność branży. Wśród najważniejszych postulatów znalazły się:

  • obniżenie hurtowych cen paliw,
  • obniżenie cen energii elektrycznej, które należą obecnie do najwyższych w Europie i na świecie,
  • wprowadzenie dodatkowych działań pomocowych i osłonowych, które pomogą ustabilizować sytuację i poprawić kondycję przedsiębiorstw meblarskich.

Zdaniem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, szybka i zdecydowana reakcja administracji państwowej jest niezbędna, aby zahamować negatywne trendy i zapewnić dalszy rozwój jednego z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki.

UOKiK: Enter Air wypłaci pasażerom ponad 8,2 mln zł rekompensat

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zobowiązał linie lotnicze Enter Air do wypłaty konsumentom przysporzenia o łącznej wartości przekraczającej 8,2 mln zł. Decyzja jest efektem postępowania prowadzonego wobec przewoźnika w związku z praktykami stosowanymi przy rozpatrywaniu reklamacji oraz realizacji praw pasażerów. Sprawa dotyczy zarówno problemów związanych z bagażem, jak i sytuacji odwołania lub znacznego opóźnienia lotów.

Enter Air to polski przewoźnik specjalizujący się w lotach czarterowych obsługiwanych głównie na rzecz biur podróży. Do UOKiK trafiały skargi od pasażerów, którzy wskazywali na trudności w dochodzeniu swoich praw. W toku postępowania Prezes UOKiK zakwestionował 10 praktyk stosowanych przez spółkę. Zamiast kary administracyjnej wydana została decyzja zobowiązująca, której skutkiem mają być konkretne rekompensaty dla podróżnych.

Jak podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, pasażerowie powinni mieć realną możliwość korzystania z przysługujących im praw, a przewoźnicy mają obowiązek tworzyć przejrzyste, zgodne z przepisami zasady obsługi reklamacji. Dotyczy to nie tylko odpowiedzi na roszczenia, ale również zapewnienia odpowiednich świadczeń w razie problemów pojawiających się przed lotem, w jego trakcie i po jego zakończeniu.

Jednym z najważniejszych elementów decyzji są rekompensaty związane z reklamacjami dotyczącymi uszkodzenia, zniszczenia lub utraty bagażu. Enter Air ma wypłacić 170 zł tym podróżnym, których reklamacje zostały rozpatrzone z opóźnieniem, a następnie odrzucone albo uznane jedynie częściowo. Zgodnie z obowiązującymi przepisami termin na ustosunkowanie się do reklamacji wynosi 14 dni. Urząd przypomniał, że przedsiębiorca nie może samodzielnie wydłużać tego czasu, a brak odpowiedzi w terminie lub całkowity brak odpowiedzi oznacza co do zasady uznanie roszczenia.

Istotny fragment decyzji dotyczy także raportu PIR, czyli Raportu Niezgodności Własności, sporządzanego na lotnisku po stwierdzeniu nieprawidłowości związanych z bagażem. Zdaniem UOKiK taki dokument, jeśli zawiera wszystkie niezbędne informacje dotyczące stanu faktycznego i roszczeń, powinien być traktowany jak reklamacja złożona przewoźnikowi. Oznacza to, że pasażerowie, którzy sporządzili PIR, a mimo to ich późniejsze roszczenia zostały odrzucone jako złożone po terminie, także mają otrzymać rekompensatę.

Przysporzenia mają objąć również inne sytuacje, w których reklamacje były przez Enter Air odrzucane z powodów zakwestionowanych przez Urząd. Chodzi między innymi o sprawy, w których przewoźnik odmawiał uznania roszczeń z uwagi na wiek walizki, brak określonych dokumentów wymaganych przez linię lub jednostronne wyłączenie własnej odpowiedzialności.

Druga grupa rekompensat dotyczy opóźnienia w dostarczeniu bagażu rejestrowanego. W takich przypadkach konsumenci, którym Enter Air odmówił uznania reklamacji lub zwrotu wydatków poniesionych w związku z brakiem bagażu, mają otrzymać po 200 zł. UOKiK zakwestionował praktykę odrzucania roszczeń w sytuacji, gdy lot kończył się w kraju zamieszkania pasażera, a także ograniczania zwrotów wyłącznie do tzw. artykułów pierwszej potrzeby. Urząd uznał, że odszkodowanie za opóźnione dostarczenie bagażu może przysługiwać niezależnie od miejsca docelowego podróży, a przepisy nie zawężają odpowiedzialności przewoźnika do jednej kategorii zakupów.

Decyzja obejmuje również sprawy związane z odwołaniem i znacznym opóźnieniem lotów. UOKiK ustalił, że Enter Air zawierał z pasażerami ugody, zarówno na pokładzie, jak i po opuszczeniu samolotu, proponując świadczenia niższe niż przewidują przepisy. W ocenie Urzędu pasażerowie mogli nie otrzymywać pełnej i jasnej informacji o swoich uprawnieniach. W takich przypadkach przewoźnik ma wypłacić wyrównanie do poziomu odszkodowania przewidzianego prawem, a dodatkowo przekazać bezterminowy voucher o wartości 50 zł do jednorazowego wykorzystania podczas dowolnego lotu obsługiwanego przez Enter Air.

Podstawę odpowiedzialności przewoźników lotniczych stanowią przepisy Konwencji montrealskiej oraz unijnego rozporządzenia nr 261/2004. To właśnie rozporządzenie określa minimalne prawa pasażerów w przypadku odwołania lotu, dużego opóźnienia lub odmowy wejścia na pokład. Wysokość odszkodowania zależy od długości trasy i wynosi 250 euro dla lotów do 1500 km, 400 euro dla lotów od 1500 do 3500 km oraz 600 euro w przypadku pozostałych lotów. Co do zasady świadczenie przysługuje wtedy, gdy pasażer dotarł do miejsca docelowego z opóźnieniem wynoszącym co najmniej trzy godziny albo gdy lot został odwołany.

Zgodnie z decyzją osoby uprawnione do otrzymania rekompensaty mają zostać poinformowane indywidualnie przez Enter Air w ciągu sześciu miesięcy od uprawomocnienia się decyzji. Spółka ma skontaktować się z pasażerami najpóźniej do 24 października 2026 r. i przekazać informacje dotyczące sposobu oraz terminu automatycznej wypłaty przysporzeń. Jeżeli taka wypłata nie będzie możliwa, na przykład z powodu braku numeru rachunku bankowego, przewoźnik będzie zobowiązany do realizacji płatności na wniosek konsumenta. Szczegółowe instrukcje mają zostać przekazane zainteresowanym bezpośrednio przez spółkę.

Dodatkowo Enter Air ma opublikować komunikat o decyzji Prezesa UOKiK na swojej stronie internetowej oraz na profilu w serwisie Facebook. Urząd zapowiada, że będzie monitorował wykonanie zobowiązania. Według szacunków łączna wartość rekompensat może wynieść dokładnie 8 234 034 zł.

Warto podkreślić, że część konsumentów może być uprawniona do więcej niż jednej rekompensaty, jeśli ich sprawa obejmowała różne naruszenia. Przysporzeniem objęto nie tylko osoby, które złożyły reklamacje, ale także te, które mogły zrezygnować z dochodzenia swoich praw wskutek działań uznanych przez UOKiK za wprowadzające w błąd. Tacy pasażerowie będą mogli zwrócić się do Enter Air, powołując się na decyzję Prezesa UOKiK. Jednocześnie otrzymanie rekompensaty wynikającej z decyzji nie zamyka drogi do dalszego dochodzenia roszczeń, jeśli konsument uzna, że należne mu świadczenie powinno być wyższe.

„Mieszkanie bez wkładu własnego” pozostaje ograniczoną opcją mimo zmian w limitach

Od kwietnia 2026 r. zaczęły obowiązywać nowe, wyższe limity ceny metra kwadratowego dla mieszkań kupowanych w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Teoretycznie powinno to zwiększyć dostępność mieszkań finansowanych kredytem z państwową gwarancją wkładu własnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie kupujący mogą dziś przebierać w ofertach deweloperskich, a gdzie znalezienie mieszkania spełniającego warunki programu wciąż niemal graniczy z cudem.

– Podwyżka limitów ceny metra kwadratowego była potrzebna, bo wcześniejsze coraz wyraźniej rozmijały się z rynkowymi realiami. Problem w tym, że podniesienie limitów nie wystarczy, jeśli cena mieszkania nadal nie może przekroczyć 500 tys. zł – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Limity w górę, choć nie wszędzie w tym samym tempie

W II i III kwartale 2026 r. najwyższy limit ceny metra kwadratowego dla nowych mieszkań obowiązuje w Warszawie. W stolicy wzrósł on kwartał do kwartału o 4 proc., do poziomu 16,2 tys. zł. Podobna skala podwyżki miała miejsce w Krakowie i Gdańsku, gdzie wojewodowie zwiększyli limity odpowiednio do 13,7 tys. zł i 13,5 tys. zł za metr kwadratowy.

W Poznaniu i Katowicach korekta była bardziej umiarkowana, choć również dodatnia, a w Łodzi limit przekroczył 9,9 tys. zł za mkw. Jedynym dużym rynkiem, gdzie w praktyce nie doszło do zmiany, pozostaje Wrocław.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-limit ceny mkw

Podwyższenie limitów ceny metra kwadratowego sprawiło, że więcej mieszkań z oferty deweloperów spełnia to kryterium. Problem w tym, że jest jeszcze drugie.

Limit 500 tys. zł wciąż największą barierą

Aby skorzystać z rządowej gwarancji wkładu własnego, mieszkanie musi nie tylko mieścić się w limicie ceny metra kwadratowego, lecz także w kwocie samej gwarancji – maksymalnie 100 tys. zł, czyli 20 proc. wkładu wymaganego przez banki. To właśnie ten warunek najmocniej zawęża pole wyboru, szczególnie w największych i najdroższych metropoliach.

Osoby z odpowiednią zdolnością kredytową, ale bez oszczędności na wkład własny, muszą więc znaleźć lokum kosztujące nie więcej niż pół miliona złotych. Oczywiście, jeśli ktoś dysponuje własnymi środkami i może pokryć część wkładu, maksymalna cena mieszkania automatycznie rośnie.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że między marcem a kwietniem 2026 r. liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła w większości miast, choć punkt wyjścia był bardzo niski. W Warszawie takich lokali przybyło z 257 do 293, w Gdańsku z 308 do 334, a w Katowicach z 232 do 252. Największy przyrost odnotowano w Łodzi – z 757 do 899 mieszkań, co sprawia, że to jedno z nielicznych dużych miast, gdzie realnie jest dziś w czym wybierać.

Na drugim biegunie pozostaje Kraków. Mimo podwyżki limitu ceny metra kwadratowego liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła tam zaledwie z 22 do 37. To wciąż wynik symboliczny jak na jeden z największych rynków mieszkaniowych w kraju.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-oferta

Małe mieszkania też często wypadają z gry

Nawet niewielki metraż nie gwarantuje spełnienia warunków programu. W kwietniu 2026 r. w Warszawie spośród 293 mieszkań możliwych do zakupu na kredyt bez wkładu własnego tylko 125 było lokalami jednopokojowymi, a 154 – dwupokojowymi. Podobny schemat widać w innych miastach.

Małe mieszkania, choć tańsze w ujęciu całkowitym, bardzo często mają cenę metra kwadratowego zbyt wysoką, by zmieścić się w ustawowym limicie.

– Spełnienie jednocześnie obu kryteriów w praktyce eliminuje znaczną część kawalerek i popularnych mieszkań dwupokojowych. Co z tego, że można je kupić za pół miliona złotych, skoro tylko nieliczne mieszczą się w limicie ceny za metr kwadratowy. Pod tym względem małe metraże są zwykle najdroższe – podkreśla Marek Wielgo.

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego, który zarządza programem, wynika, że w 2025 r. z państwowej gwarancji wkładu własnego skorzystało blisko 21,8 tys. kredytobiorców, czyli ponad dwa i pół raza więcej niż rok wcześniej. Mimo to kredyty bez wkładu własnego wciąż stanowią niewielki odsetek wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych – w 2025 r. banki udzieliły ich ponad 238 tys.

Co istotne, kredytów z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym udzielają obecnie tylko cztery banki: PKO Bank Polski, Bank Pekao SA, Alior Bank oraz Santander Bank.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-kredyty

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl jasno pokazują, że kredyt bez wkładu własnego jest dziś realną opcją przede wszystkim w Poznaniu i Łodzi, gdzie dostępnych jest około tysiąca mieszkań spełniających wszystkie warunki. W pozostałych metropoliach program pozostaje niszowy.

Marek Wielgo zwraca też uwagę na dodatkową korzyść w postaci dopłat od państwa. W przypadku narodzin drugiego dziecka w okresie spłaty kredytu dopłata wynosi 20 tys. zł, a każde kolejne dziecko premiowane jest kwotą 60 tys. zł.

Nowe ryzyka, nowe kompetencje. Cyberbezpieczeństwo wymaga dziś decyzji strategicznych

Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów decyzji zarządczych, a nie wyłącznie domeną działów IT – wynika z raportu KPMG „Cybersecurity Considerations 2026”. Analiza wskazuje, że o przewadze konkurencyjnej organizacji coraz częściej decyduje zdolność do zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa w warunkach rosnącej złożoności – napędzanej przez rozwój sztucznej inteligencji, napięcia geopolityczne oraz zmiany regulacyjne. Dane rynkowe potwierdzają skalę wyzwań w Polsce aż 96% firm doświadczyło incydentu cyberbezpieczeństwa w 2025 roku, a globalnie 57% CEO wskazuje geopolitykę jako istotne ryzyko dla działalności.

Cyberzagrożenia stały się trwałym elementem otoczenia biznesowego, a organizacje funkcjonują w środowisku rosnącej złożoności operacyjnej. Wynika ona nie tylko z postępu technologicznego, ale również z fragmentacji regulacyjnej oraz dynamicznego wzrostu liczby tożsamości nieludzkich, takich jak konta systemowe, API czy agenci AI.

Organizacje wchodzą w erę, w której cyberbezpieczeństwo nie może być już dłużej traktowane jako koszt operacyjny zarządzany przez dział IT. Zestawiając globalną i lokalną, polską perspektywę, widać zjawisko, które można nazwać paradoksem dojrzałości: firmy coraz konsekwentniej budują struktury i inwestują w narzędzia bezpieczeństwa, a jednocześnie liczba incydentów osiąga rekordowo wysoki poziom, ponieważ atakujący adaptują nowe technologie co najmniej równie sprawnie jak obrońcy. Sztuczna inteligencja jest głównym katalizatorem tej asymetrii – i właśnie dlatego kluczowym wyzwaniem na najbliższe lata staje się nie tyle dostęp do odpowiednich rozwiązań technicznych, ile zdolność zarządów do podejmowania świadomych decyzji w obszarze cyberbezpieczeństwa. Wymaga to uwzględnienia tego zagadnienia w strategii organizacji na równi z obszarami takimi jak zarządzanie finansami czy łańcuchem dostaw. Firmy, które tę zmianę przeprowadzą skutecznie, zyskają odporność operacyjną, która staje się jednym z kluczowych wymiarów przewagi konkurencyjnej – mówi Michał Kurek, Partner, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Firmy, które chcą zweryfikować swój poziom przygotowania, mogą sprawdzić, czy ich backup spełnia wymagania NIS2.

Nowe obszary ryzyka – AI, tożsamości i łańcuchy dostaw

Raport KPMG identyfikuje obszary wymagające szczególnej uwagi zarządów. Należą do nich m.in. ochrona systemów sztucznej inteligencji jako element budowania zaufania i zgodności regulacyjnej oraz zarządzanie tożsamościami nieludzkimi, których liczba dynamicznie rośnie i wymyka się tradycyjnym modelom kontroli.

Istotną zmianą jest również transformacja podejścia do bezpieczeństwa łańcuchów dostaw – od okresowych audytów do ciągłego monitorowania i współdzielenia odpowiedzialności.Cyberbezpieczeństwo przestaje być domeną IT – raport KPMG wskazuje kluczowe wyzwania na 2026 rok

Sztuczna inteligencja redefiniuje model bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja znajduje się w centrum transformacji cyberbezpieczeństwa. Z jednej strony umożliwia automatyzację procesów, szybsze wykrywanie zagrożeń i bardziej efektywne reagowanie na incydenty. Z drugiej – znacząco zwiększa możliwości cyberprzestępców, pozwalając im prowadzić bardziej zaawansowane i skalowalne ataki, w tym kampanie phishingowe wykorzystujące AI czy technologie deepfake.

Rozwój autonomicznych systemów wpływa również na funkcjonowanie centrów operacji bezpieczeństwa (SOC). Coraz więcej zadań operacyjnych przejmują systemy oparte na AI, co przesuwa rolę specjalistów w kierunku nadzoru nad algorytmami, interpretacji ryzyka oraz zarządzania złożonymi środowiskami technologicznymi.

Geopolityka i regulacje zwiększają złożoność

Cyberbezpieczeństwo coraz silniej przenika się z geopolityką. Organizacje muszą uwzględniać ryzyka wynikające z konfliktów międzynarodowych, zmian w łańcuchach dostaw oraz rosnącej liczby regulacji, takich jak NIS2, DORA czy Cyber Resilience Act. W efekcie odchodzą od jednolitych, globalnych modeli bezpieczeństwa na rzecz bardziej rozproszonych i lokalnych podejść.

Na polskim rynku rośnie znaczenie zagrożeń związanych z haktywizmem, podczas gdy percepcja ryzyka ze strony grup wspieranych przez państwa uległa częściowemu obniżeniu.

Przygotowanie na erę postkwantową

Rozwój komputerów kwantowych stawia pod znakiem zapytania skuteczność obecnych metod szyfrowania. Organizacje muszą już dziś przygotowywać się na transformację w kierunku kryptografii postkwantowej, obejmującą m.in. inwentaryzację stosowanych rozwiązań, dostosowanie wymagań wobec dostawców oraz wdrożenie wieloletnich programów migracji.

O raporcie:

Raport „Cybersecurity Considerations 2026” został opracowany przez KPMG International we współpracy z ekspertami z obszaru cyberbezpieczeństwa z wielu regionów świata oraz partnerami technologicznymi, takimi jak Google, Microsoft, Palo Alto Networks i ServiceNow. Wnioski opierają się na analizie trendów rynkowych oraz wynikach badań globalnych KPMG, uzupełnionych w niniejszym opracowaniu o dane z badania do „Barometru cyberbezpieczeństwa” przeprowadzonego wśród organizacji działających w Polsce.

ORLEN zwiększa krajowe wydobycie – nowe odwierty w Wielkopolsce i na Lubelszczyźnie

0

ORLEN uruchomił produkcję gazu ziemnego z dwóch nowych projektów wydobywczych – na złożach Jastrzębiec w województwie lubelskim oraz Sierosław w Wielkopolsce. Inwestycje te stanowią element realizacji strategii rozwoju krajowego wydobycia i mają znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego, jak i dla lokalnych gospodarek.

Nowe źródła gazu w Polsce

Zgodnie z informacjami spółki, łączna produkcja z obu złóż w pierwszym roku ma wynieść około 140 mln m³ gazu ziemnego. Projekty zostały zaplanowane jako długoterminowe – przewiduje się, że eksploatacja będzie prowadzona przez kilkanaście lat, przy stopniowym spadku wydobycia typowym dla tego typu złóż.

Nowe wolumeny gazu trafią zarówno do sektora energetycznego, jak i do przemysłu oraz odbiorców indywidualnych. W kontekście rosnącego znaczenia dywersyfikacji źródeł energii, rozwój krajowego wydobycia postrzegany jest jako jeden z elementów zwiększania stabilności dostaw.

Znaczenie dla regionów i samorządów

Inwestycje ORLEN mają również wymiar lokalny. Samorządy, na terenie których prowadzone jest wydobycie, korzystają z opłat związanych z działalnością eksploatacyjną. Oznacza to dodatkowe wpływy do budżetów gminnych, które mogą być przeznaczane na rozwój infrastruktury czy usług publicznych.

Sierosław: mobilna technologia dla mniejszych złóż

Złoże Sierosław, położone na pograniczu gmin Tarnowo Podgórne i Dopiewo, zostało zagospodarowane z wykorzystaniem mobilnej instalacji produkcyjnej. Tzw. skid to kontenerowy system obejmujący moduły do separacji, osuszania i pomiaru gazu.

Takie rozwiązanie stosuje się przede wszystkim przy złożach o mniejszych zasobach, gdzie budowa pełnej infrastruktury stacjonarnej byłaby mniej opłacalna. Mobilność instalacji pozwala ograniczyć koszty inwestycyjne, a po zakończeniu eksploatacji umożliwia jej przeniesienie i wykorzystanie w innym miejscu.

Odwiert Sierosław-2H ma zapewnić produkcję na poziomie około 40 mln m³ gazu zaazotowanego rocznie. Szacowane zasoby całego złoża wynoszą około 900 mln m³, co pozwala na jego eksploatację przez kilkanaście lat.

Jastrzębiec: większa skala wydobycia

Znacznie większy potencjał produkcyjny posiada złoże Jastrzębiec, zlokalizowane w powiecie biłgorajskim, na granicy gmin Tarnogród i Kuryłówka. Do eksploatacji włączono tam pięć nowych odwiertów.

W okresie maksymalnego wydobycia złoże to może zwiększyć krajową produkcję gazu o około 100 mln m³ rocznie. Całkowite zasoby szacowane są na blisko 1 mld m³, co również pozwala na wieloletnią eksploatację.

Element szerszej strategii rozwoju

Uruchomienie nowych odwiertów wpisuje się w długoterminową strategię spółki, zakładającą systematyczny wzrost krajowego wydobycia gazu. Jednym z celów jest osiągnięcie poziomu około 4 mld m³ rocznie do 2030 roku.

Realizacja tych założeń opiera się m.in. na rozwijaniu projektów na mniejszych złożach oraz optymalizacji kosztów poprzez wykorzystanie istniejącej infrastruktury i nowoczesnych, elastycznych technologii wydobywczych.

ORLEN na rynku upstream

ORLEN pozostaje największym koncernem paliwowo-energetycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka prowadzi działalność wydobywczą w ośmiu krajach na czterech kontynentach.

Na koniec 2025 roku łączne zasoby węglowodorów koncernu szacowano na 1 242 mln baryłek ekwiwalentu ropy (BOE), z czego około 75% stanowił gaz ziemny. Największa część zasobów znajduje się w Polsce, ale istotne aktywa zlokalizowane są również w Norwegii, Kanadzie i Pakistanie.

Inżynier przyszłości będzie technologiem, humanistą i strategiem jednocześnie

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji i cyfryzacji, pojęcie „inżyniera przyszłości” nabiera zupełnie nowego znaczenia. To nie jest już wyłącznie specjalista od kodu, robotyki czy nowych technologii – to technologiczny humanista, który łączy kompetencje z obszaru nauk ścisłych, inżynierii, humanistyki, etyki oraz zagadnień społecznych i środowiskowych.

Z perspektywy akademickiej – m.in. doświadczeń Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – wyraźnie widać, że rynek pracy przesuwa się w stronę kompetencji hybrydowych. Nie wystarcza już wiedzieć jak coś zbudować – trzeba rozumieć dlaczego i z jakimi konsekwencjami.

Gospodarka przyszłości oparta jest na transformacji cyfrowej, metawersie i gospodarce uwagi. W świecie, w którym życie cyfrowe i fizyczne przenikają się i funkcjonują równolegle, kluczowe stają się kompetencje interdyscyplinarne. Inżynier przyszłości musi operować na trzech poziomach wiedzy:

  • Know-why – rozumienie przyczyn i kontekstu zjawisk,
  • Know-what – dostęp do rzetelnych informacji i danych,
  • Know-how – zdolność praktycznego zastosowania wiedzy.

Nie jest to jedynie koncepcja teoretyczna. Według raportu World Economic Forum „Future of Jobs”, aż 44% kompetencji pracowników zmieni się do 2027 r., a wśród kluczowych umiejętności dominują myślenie analityczne, kreatywność, kompetencje technologiczne oraz zdolność do ciągłego uczenia się.

Z kolei analizy McKinsey & Company wskazują, że ponad 50% zadań zawodowych może być częściowo zautomatyzowanych, co paradoksalnie zwiększa zapotrzebowanie na specjalistów potrafiących łączyć technologię z kontekstem społecznym, biznesowym i etycznym.

Potwierdza to również OECD – systemy edukacyjne integrujące podejście STEAM (science, technology, engineering, arts, mathematics) skuteczniej przygotowują do funkcjonowania w świecie złożoności, niepewności i szybkiej zmiany.

W praktyce oznacza to, że nowoczesny inżynier nie tylko rozwiązuje problemy techniczne, ale przewiduje skutki swoich działań, analizuje systemy w skali globalnej i wdraża innowacje w sposób odpowiedzialny.

Kluczowe stają się: myślenie systemowe, zdolność do pracy na styku różnych dziedzin oraz stosowanie etyki inżynierskiej w skali globalnej.

Wniosek jest jednoznaczny: edukacja przyszłych inżynierów musi przygotowywać nie tylko do pracy z technologią, ale przede wszystkim do świata decyzji i odpowiedzialności.

AI nie odbiera pracy. Ona redefiniuje kompetencje. Przewagę budują ci, którzy potrafią z niej świadomie korzystać – łącząc wiedzę, technologię i odpowiedzialność.

Hard2beat i Digital Ocean Ventures inwestują w Graftcode

Polski startup oferujący technologię do budowy i integracji systemów informatycznych wypuszcza publiczną wersję beta i zamyka rundę finansowania. Łączne finansowanie spółki sięga 28 milionów złotych.

  • Graftcode przyspiesza komunikację między aplikacjami i wewnątrz systemów informatycznych nawet o 70% w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami i jest dostosowany do potrzeb rosnącego trendu wykorzystania AI w procesie tworzenia oprogramowania
  • Platforma Graftcode jest bezpłatna dla developerów, zgodnie z modelem otwartej infrastruktury znanym z Docker i HashiCorp.
  • Aż 70% czasu pracy programistów zajmuje łączenie systemów ze sobą, a nie tworzenie nowych funkcji.
  • Graftcode eliminuje warstwę kodu integracyjnego. Aplikacje w dowolnym języku programowania łączą się jednym poleceniem, bez API, middleware ani kodu klienckiego.
  • Rundę finansowania prowadzi fundusz Hard2beat z udziałem Digital Ocean Ventures i Heartfelt Capital. Celem jest dotarcie do 200 tys. developerów do końca 2026 roku.

Graftcode, platforma dla programistów, która pozwala łączyć ze sobą aplikacje napisane w dowolnym języku programowania jednym poleceniem, bez pisania dodatkowego kodu, pozyskała 9 milionów złotych. Rundę poprowadził Hard2beat, a wśród inwestorów znaleźli się również Digital Ocean Ventures, Heartfelt Capital oraz inwestorzy prywatni, w tym pracownicy spółki. Łączne finansowanie Graftcode sięga 28 milionów złotych. Inwestycja zbiega się z uruchomieniem wersji beta platformy, która ma przyspieszyć pozyskiwanie pierwszych użytkowników i ustanowić nowy standard łączenia systemów IT.

Integracja oprogramowania to jedno z największych obciążeń dla budżetów IT. Według Forrester aż 70% prac programistycznych to kod łączący ze sobą różne systemy, czyli frontendy, backendy i warstwy pośrednie, zamiast tworzenie nowych funkcji. Taki dług technologiczny kosztuje coraz więcej: McKinsey szacuje, że pochłania on około 40% zasobów IT i podnosi koszty projektów o 10–20%, a Deloitte wycenia roczny koszt długu technologicznego w Stanach Zjednoczonych na ok. 1,5 biliona dolarów. Wraz z wdrażaniem AI problem się pogłębia. Systemy, które powstawały latami z dużą ilością kodu łączącego, nie radzą sobie z wymaganiami nowoczesnych aplikacji AI. Jak prognozuje Gartner, do 2027 roku większość projektów opartych na agentach AI zakończy się niepowodzeniem właśnie z tego powodu.

Graftcode rozwiązuje ten problem dzięki autorskiej technologii runtime bridging. Pozwala ona aplikacjom napisanym w różnych językach programowania komunikować się bezpośrednio, bez potrzeby pisania dodatkowego kodu łączącego, tworzenia API czy middleware. Zamiast budować i utrzymywać rozbudowane warstwy integracyjne, programista może połączyć systemy jednym poleceniem, które automatycznie wygeneruje i utrzyma zawsze aktualny potrzebny moduł. Platforma obsługuje 14 języków programowania i działa ze wszystkimi głównymi platformami chmurowymi, w tym AWS, Azure i GCP. Obejmuje też wszystkie kluczowe scenariusze integracji: web, mobile, IoT, komunikację między mikroserwisami, udostępnianie publicznych API oraz połączenia z systemami AI. Komunikacja między aplikacjami jest nawet o 70% szybsza niż w przypadku tradycyjnych rozwiązań, a koszty chmury mogą spaść nawet o 10%.

Przemysław Ładyński, współzałożyciel i CEO Graftcode: „Przez dwie dekady branża IT optymalizowała sposób, w jaki systemy się łączą, zamiast zakwestionować, czy ta złożoność w ogóle powinna istnieć. Zbudowaliśmy Graftcode, żeby całkowicie wyeliminować warstwę integracyjną, a nie ją usprawniać. Developerzy mogą skupić się wyłącznie na logice biznesowej, a ich systemy stają się natychmiast połączone w najbardziej możliwie wydajny sposób a jednocześnie gotowe do konsumpcji przez AI dzięki wbudowanej obsłudze protokołu MCP – standardu komunikacji ze sztuczną inteligencją. Naszą ambicją jest, by Graftcode stał się globalnym standardem integracji oprogramowania, tak jak Docker stał się standardem konteneryzacji: bezpłatny dla każdego developera, z docelowym udostępnieniem w modelu open source kluczowych komponentów wraz z rozwojem społeczności.”

Maciej Zawadziński, Partner w Hard2beat: „W świecie, w którym działa ponad 20 milionów developerów, zapotrzebowanie na prostsze sposoby łączenia systemów stale rośnie. Wyzwanie staje się jeszcze bardziej palące w miarę budowy coraz bardziej złożonych aplikacji opartych na AI. Graftcode wprowadza fundamentalnie nowe podejście, które ma potencjał, by zmienić sposób, w jaki developerzy budują i skalują nowoczesne oprogramowanie.”

Adam Bartkiewicz, Partner w Digital Ocean Ventures: „Większość narzędzi integracyjnych dodaje kolejną warstwę na istniejący problem. Graftcode podchodzi do tego fundamentalnie inaczej. Runtime bridging eliminuje kod integracyjny zamiast nim zarządzać. Przemysław i Łukasz Ładyńscy spędzili dwie dekady budując integracje korporacyjne, zanim doszli do wniosku, że cały model jest z gruntu wadliwy. Teraz, gdy przepływy AI wymagają bezproblemowej komunikacji między serwisami, ten zakład wygląda na coraz trafniejszy. Firmy zgłaszały się jeszcze przed uruchomieniem bety. Tego rodzaju ciąg ze strony developerów to najsilniejszy sygnał, jakiego szukamy.”

Podobnie jak Terraform od HashiCorp czy Docker, Graftcode opiera się na przyjętym założeniu, że technologia infrastrukturalna może stać się prawdziwym standardem w branży tylko wtedy, gdy jest bezpłatna. Podstawowa wersja platformy pozostanie darmowa. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na obsługę kolejnych języków programowania, lepszą współpracę z narzędziami AI oraz dalszy rozwój platformy. Spółka planuje dotrzeć do 200 tys. użytkowników do końca 2026 r. i 2 mln w horyzoncie 2027–2028.

Wojna wojną, a rynki swoje

Mimo że sytuacja w Zatoce Perskiej wygląda na eskalację, to rynki zachowują się, jakby wszystko szło ku dobremu. Nowa blokada nie budzi na razie emocji, a chiński handel gwałtownie odczuł wpływ tamtejszego nowego roku.

Złoty najsilniejszy od początku wojny

Rynki powoli przestają się bać eskalacji wojny w Zatoce Perskiej. W sumie nie wiadomo jakie wydarzenia to powodują, skoro właśnie Amerykanie realizują swoją blokadę, jeszcze bardziej ograniczając eksport ropy. Jak dodamy do tego zapowiedź strzelania bez ostrzeżenia do marynarki zbliżającej się do blokady – co w trakcie wojny nie jest chyba niespodzianką – to mamy obraz raczej eskalacyjny. Rynki jednak wiedzą swoje. W rezultacie kapitał zaczyna płynąć do państw rozwijających się, w tym Polski. Kurs euro zbliża się do poziomu 4,24 zł i jest najniższy od początku wojny. Podobnie jest z kursem dolara, który dzisiaj spadł poniżej poziomu 3,60 zł. Nie tylko waluty są beneficjentami tego optymizmu. W górę idą również kryptowaluty. Złośliwi zauważają, że to dużo szybszy sposób płacenia Iranowi myta za przejście przez Ormuz niż rozliczenia przez pośredników chińskich.

W Zatoce nowa blokada

Wczoraj część komentatorów spodziewała się przełomu, jednak do niego nie doszło. Dzień bez niespodzianek znów trochę uspokoił sytuację. Chociaż na początku dnia rynki żyły oczekiwaniami eskalacji wywołanymi zapowiedzianą blokadą morską Cieśniny Ormuz. W rezultacie Iran wstrzymuje statki mu nieprzyjazne, a USA statki przyjazne Iranowi. Ciekawe, czy znajdą się kraje, które będą w stanie przejść przez obydwie te blokady. Na razie ropa naftowa znów po wczorajszych wzrostach zawróciła w dół. Jesteśmy teraz w okolicach 98 USD za baryłkę. Taniej niż wczoraj, ale drożej niż w piątek na koniec dnia, zanim USA zapowiedziało blokadę Cieśniny Ormuz.

Chiński handel zagraniczny

Nad ranem poznaliśmy dane z Państwa Środka. Dużym zaskoczeniem jest bilans handlowy. Nadwyżka handlowa, która jeszcze w lutym przekraczała 200 mln USD, w marcu wyniosła ledwo ponad 50 mld USD. Z czego wynika tak duża zmiana? Z kalendarza. W tym roku Chiński Nowy Rok wypadał wyjątkowo późno. W rezultacie typowe zaburzenie eksportu wywołane dodatkowym wolnym nie przypadło jak zwykle na luty a na marzec. Do tego warto dodać, że Chiny cały czas importują wiele surowców. Ceny ropy, czy gazu, które dalej państwo pozyskuje, są jednak znacząco wyższe. Mając na uwadze utrzymanie ilości na w miarę stałym poziomie, wartość tego importu gwałtownie wyskoczyła w górę. Ze względu na te dwie ważne zmiany ciężko oceniać te dane. Na pewno skala spadku nadwyżki mogła zaskoczyć, ale po tak dobrym lutym można było oczekiwać pewnej korekty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Do 2030 r. nawet 50% obciążeń centrów danych będzie generować AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji zaczyna zmieniać nie tylko sposób działania firm, ale również architekturę infrastruktury IT. Systemy oparte na AI generują miliony zapytań obliczeniowych dziennie, co przekłada się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, przepustowość sieci i zasoby centrów danych. Według analiz IDC globalne wydatki na infrastrukturę wspierającą sztuczną inteligencję mogą przekroczyć 200 mld USD do 2028 r., a prognozy Bain & Company wskazują, że do 2030 r. nawet połowa obciążeń w centrach danych może być związana z AI.

Miliony zapytań obliczeniowych

Każde użycie modelu sztucznej inteligencji oznacza tzw. inferencję, czyli analizę danych przez już wytrenowany model. W praktyce oznacza to ogromną liczbę operacji obliczeniowych wykonywanych w czasie rzeczywistym. W wielu zastosowaniach biznesowych – takich jak analiza obrazu, przetwarzanie języka czy analiza danych z sensorów – liczba zapytań obliczeniowych może sięgać milionów dziennie. Rosnąca liczba takich operacji powoduje, że systemy AI stają się jednym z największych konsumentów zasobów obliczeniowych w infrastrukturze IT.

W wielu projektach opartych na sztucznej inteligencji kluczowym wyzwaniem przestaje być samo oprogramowanie, a staje się nim infrastruktura zdolna obsłużyć ogromną liczbę operacji obliczeniowych i wolumenów danych. Systemy AI wymagają środowisk o bardzo wysokiej gęstości mocy obliczeniowej, które nie są dostępne w tradycyjnej infrastrukturze IT — mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Boom inwestycyjny w centra danych

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych motorów napędzających inwestycje w infrastrukturę centrów danych. Według analiz rynkowych, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na moc obliczeniową i przetwarzanie danych, globalna pojemność centrów danych w tej dekadzie może nawet się potroić.

Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na usługi chmury obliczeniowej i systemy IT o wysokiej gęstości mocy, szczególnie w projektach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To jeden z kluczowych powodów, dla których inwestujemy w rozwój naszych centrów danych oraz rozbudowę oferty platform obliczeniowych dedykowanych tego typu zastosowaniom — podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.

Rozbudowa infrastruktury IT i centrów danych to nie tylko odpowiedź na bieżące trendy technologiczne, ale także strategiczna inwestycja w przyszłość gospodarki cyfrowej. Skalowalne, energooszczędne i bezpieczne środowiska przetwarzania danych staną się fundamentem dla kolejnej fali innowacji w obszarze AI, analityki danych i usług chmurowych.

Synergia chmury i AI

Rosnące znaczenie infrastruktury IT potwierdzają również wyniki badania „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026”, przygotowanego przez Polcom. Z raportu wynika, że 62 proc. firm planuje zwiększyć inwestycje w chmurę obliczeniową do 2026 r., traktując ją jako podstawę rozwoju nowoczesnych usług cyfrowych.

Przedsiębiorstwa wskazują, że głównymi powodami wdrażania chmury są skalowalność infrastruktury (73 proc.), możliwość szybkiego zwiększania mocy obliczeniowej oraz optymalizacja kosztów utrzymania IT (52 proc.). Dla wielu organizacji chmura staje się także fundamentem wdrażania sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów biznesowych.

Implementacja sztucznej inteligencji w praktyce bardzo często zaczyna się od modernizacji infrastruktury IT. Firmy potrzebują środowisk, które pozwalają szybko skalować zasoby obliczeniowe i przetwarzać duże wolumeny danych. Dlatego rozwój AI idzie dziś w parze z rosnącym znaczeniem chmury obliczeniowej — podkreśla  Jakub Gwóźdź.

Ekspert Polcom wskazuje również, że w najbliższych latach rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał nowego podejścia do projektowania infrastruktury IT. Coraz częściej będzie ona łączyć kilka środowisk obliczeniowych – od systemów edge computing, przez lokalne centra danych. Taki model pozwala lepiej zarządzać rosnącą skalą danych oraz ograniczyć opóźnienia w przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym.

Koniec epoki Orbána, Magyar bierze wszystko. Węgrzy dali TISZY mandat do przebudowy państwa

Kończące 16-letnie rządy Viktora Orbana zwycięstwo Tiszy nie stanowi większej niespodzianki. Rynkami wstrząsnęła natomiast jego skala. Historyczna mobilizacja Węgrów pozwoliła opozycyjnej partii na zdobycie 137 mandatów, co oznacza większość konstytucyjną. Pokaźne zyski notują forint oraz węgierski rynek akcji.

Spełnił się najbardziej optymistyczny z rynkowej perspektywy scenariusz – opozycyjna TISZA zyskała ponad 132 mandaty, gwarantujące większość konstytucyjną. Umożliwia to m.in. zmianę zapisów konstytucji bez zgody opozycji czy uchwalanie i zmianę „ustaw kardynalnych”, czyli dotyczących m.in. prawa wyborczego, statusu mediów publicznych, kompetencji sądów czy niektórych kwestii podatkowych i budżetowych.Wykres 1: Podział mandatów w węgierskim parlamencie (stan na 13.04)

Choć zwycięstwo Tiszy było w naszej opinii po części wycenione przez inwestorów (uznajemy to za jeden z czynników stojących za tak pokaźną aprecjacją waluty w 2025 r.), to rynki nie przypisywały scenariuszowi, w którym opozycja uzyskuje większość konstytucyjną, zbyt dużego prawdopodobieństwa. Tłumaczy to tak pokaźną skalę aprecjacji węgierskiej waluty, która w ostatnich dniach umocniła się o ponad 4% względem referencyjnego euro. Optymizm widać także na budapeszteńskiej giełdzie. Węgierski indeks BUX na przestrzeni ostatniego tygodnia odnotował blisko 10-procentowe zyski.

Dla inwestorów kluczową informacją jest to, że możemy oczekiwać istotnego ocieplenia relacji na linii Budapeszt–Bruksela – zakończenia polityki wet, konstruktywnej współpracy z Brukselą i przygotowania kraju do potencjalnego przyjęcia euro. Powinno to w kilkumiesięcznej perspektywie doprowadzić do odblokowania 8,4 mld EUR z Funduszu Spójności i 9,5 mld EUR z RRF, a także zatwierdzenia planu niskooprocentowanej pożyczki w ramach programu SAFE (17,4 mld EUR). Spodziewamy się, że będzie stanowić to dla węgierskiej gospodarki istotny bodziec wzrostowy.

Uwagę zwracamy również na:

  • praworządność i walkę z korupcją: Magyar zapowiada rozliczenie Narodowego Systemu Współdziałania (NER), przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz pełną transparentność wydawania funduszy publicznych;
  • model demokracji i podejście do mediów państwowych: przywrócenie pluralizmu, choćby poprzez ograniczenie kadencji premiera do 8 lat czy umożliwienie obywatelom bezpośredniego wyboru prezydenta, to jedne z priorytetów Tiszy. Dużą uwagę zwraca się także na depolityzację mediów publicznych;
  • stosunek do Rosji i wojny w Ukrainie: w przeciwieństwie do Fideszu TISZA popiera utrzymanie sankcji wobec Rosji oraz pomoc humanitarną dla Ukrainy. Magyar zapowiada w swoich przemówieniach stopniowe zmniejszanie zależności energetycznej od Rosji. Nie wyklucza akcesji Ukrainy do UE w długim terminie (jednak bez przyspieszonego trybu);
  • wartości: choć także konserwatywna, TISZA jest postrzegana jako partia zdecydowanie bardziej centrowa i liberalna niż Fidesz. Magyar jest znacznie ostrożniejszy w kwestiach związanych z prawami osób LGBT, stosuje bardziej inkluzywną definicję patriotyzmu oraz mniej instrumentalnie wykorzystuje chrześcijaństwo.

TISZA, wbrew pozorom, ma jednak z Fideszem wiele wspólnego. Magyar konsekwentnie określa siebie jako „konserwatywnego liberała”. Podobnie jak Viktor Orbán walczył o prawicowy elektorat, nawiązując w swojej retoryce do wartości narodowych, patriotyzmu i chrześcijańskich korzeni kraju.

Cechy wspólne to m.in.:

  • polityka migracyjna: TISZA deklaruje zachowanie muru granicznego wybudowanego przez Orbána na granicy z Serbią i opowiada się za twardą polityką antyimigracyjną. W wielu głosowaniach dotyczących tej kwestii zachowuje w Parlamencie Europejskim wspólny front z Fideszem;
  • polityka prorodzinna: Magyar podkreśla, że była to jedna z „nielicznych dobrych rzeczy” w działaniach Fideszu i wymaga jedynie dopracowania. W programie wyborczym jego partii znajdziemy m.in.:
  • podwojenie zasiłku rodzinnego (który od lat nie był waloryzowany),
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia porodowego,
  • zachowanie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi,
  • podtrzymanie preferencji przy kredytach mieszkaniowych,
  • wprowadzenie ulg podatkowych dla matek z rodzin wielodzietnych;
  • wartości chrześcijańskie: nowy premier podkreśla swoje przywiązanie do wartości katolickich, a w programie Tiszy pojawiła się wzmianka o ochronie „chrześcijańskiej kultury”. Warto przypomnieć, że jedna z największych węgierskich demonstracji w ostatnich latach rozpoczęła się przed bazyliką św. Stefana;
  • elementy interwencjonizmu państwowego: mimo bardziej liberalnego od Fideszu podejścia, TISZA nie jest partią wolnorynkową per se. Uwagę zwracają chęć:
  • wsparcia strategicznych z perspektywy państwa sektorów i firm;
  • ingerencji w sektor budownictwa mieszkaniowego;
  • dalszej kontroli cen energii dla gospodarstw domowych;
  • poczynienia znacznych inwestycji publicznych (przy wykorzystaniu funduszy z UE).

Kim jest nowy premier Węgier?

Historia 45-latka jest o tyle interesująca, że przez połowę swojego życia związany był z partią Fidesz – udzielał się w lokalnych strukturach już w czasach studenckich, kiedy partia stanowiła opozycję wobec rządów MSZP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). Po odzyskaniu przez Fidesz władzy w 2010 r. rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później był częścią Stałego Przedstawicielstwa Węgier w UE, Kancelarii Premiera czy też departamentów prawnych dużych państwowych przedsiębiorstw.

Nigdy nie zrobił jednak w partyjnych strukturach takiej kariery jak jego była żona – Judit Varga – która w 2019 r. została ministrem sprawiedliwości. Wysoko postawieni politycy nie uważali Magyara, który wielokrotnie krytykował działania rządu w wewnętrznych dysputach, za „gracza zespołowego”, a rozpad jego relacji z Vargą jedynie oddalił go od wewnętrznego kręgu Fideszu.

Przełom stanowił skandal związany z prezydencką amnestią Endre Konyi, skazanego za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Ujawnienie przez media szczegółów sprawy w lutym 2024 r. stanowi po dziś dzień jeden z najbardziej kryzysowych okresów dla Fideszu – doszło wówczas do dymisji prezydent Kaitlin Novak oraz minister sprawiedliwości Judit Vargi, będącej już byłą żoną Magyara.

Magyar dostrzegł w tej sytuacji swoją życiową szansę i niewiele później ujawnił nagranie głosowe Vargi, które dotyczyło najgłośniejszej sprawy korupcyjnej ostatnich lat (Schadl–Völner). Udzielił wówczas także wywiadu dla związanego z opozycją kanału Partizan w serwisie YouTube, który w ciągu kilku dni został wyświetlony ponad milion razy (obecnie 2,5 mln).

Momentum wokół Magyara rosło w zatrważająco szybkim tempie, pozwalając Tiszy, do której niewiele wcześniej dołączył, uzyskać blisko 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu notowania partii w zasadzie nieustannie rosły, co uczyniło ją nieoczekiwanym faworytem w wygranych ostatecznie przez nią wyborach parlamentarnych. Magyar stanowisko premiera obejmie najpóźniej 12 maja – posiedzenie inauguracyjne musi zostać zwołane przez prezydenta Tamasa Sulyoka w ciągu miesiąca od dnia wyborów.

Sezon wyników pod presją ropy. Spółki zdają test kosztów, a rynek śledzi fundamenty surowca

Sezon publikacji wyników amerykańskich spółek to pierwszy prawdziwy test po szoku na rynku ropy. Zawirowania geopolityczne często wywołują tylko krótkoterminową zmienność, ale to dopiero kwartalne raporty pokazują, jak firmy faktycznie poradziły sobie z wyższymi kosztami energii i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. W tym tygodniu poznamy zatem część odpowiedzi na pytanie, jak konflikt na Bliskim Wschodzie przełożył się na finanse amerykańskich firm i co ich zarządy przewidują na najbliższe miesiące. To ważne także w kontekście prognozowania inflacji w kolejnych okresach.

Tradycyjnie sezon zaczynają największe amerykańskie banki. Wczoraj wyniki przedstawił Goldman Sachs i choć przebił prognozy, jego akcje spadły jednak o ponad 2 proc. Taka sytuacja może się w tym tygodniu jeszcze powtórzyć. Dziś swoje wyniki opublikują między innymi JPMorgan Chase, Citigroup i Wells Fargo, a kolejnego dnia Bank of America. W czwartek natomiast branża technologiczna będzie skupiona na wynikach TSMC. Tego samego dnia wyniki przedstawi także lider streamingu, Netflix.

W centrum uwagi rynku oczywiście pozostaje ropa. Cena baryłki Brent od początku kwietnia spadła o ponad 9 proc., ale w całym pierwszym kwartale wzrosła aż o 56 proc. I właśnie tu zaczyna się prawdziwe znaczenie sezonu wyników. Raporty pokażą, czy firmy były w stanie przerzucić wyższe koszty na klientów. Od tego zależy, czy presja inflacyjna utrzyma się na dłużej i w którą stronę pójdzie polityka pieniężna. W pewnym sensie sezon wyników staje się więc systemem wczesnego ostrzegania dla banków centralnych.

Inwestorzy powinni dziś szczególnie uważnie śledzić prognozy i komentarze zarządów. Kluczowe będzie to, czy menedżerowie uznają skutki obecnego konfliktu za przejściowe, czy raczej za trwały element gospodarczego otoczenia. To właśnie sprawia, że ten sezon jest tak ważny dla inwestorów.

Wszystko to dzieje się w okresie, gdy wysokie wyceny amerykańskich spółek stawiają wysoko poprzeczkę związaną z wynikami. Akcje są co prawda wyceniane niżej niż pod koniec 2025 roku, ale wciąż trudno nazwać je tanimi. Wskaźnik forward P/E dla S&P 500 wynosi 20,4 wobec 22,0 w grudniu. A pojawiające się ryzyka związane z drożejącą ropą i inflacją stanowią poważne obciążenie dla bilansów firm. Na ostrożność wskazuje też Citi US Earnings Revision Index, pokazujący, że rewizje prognoz finansowych w dół są najsilniejsze od roku. W tym niepewnym otoczeniu wielu inwestorów wraca na rynek, ale robi to selektywnie dobierając spółki do portfela.

To wszystko może oznaczać, że czeka nas bardzo burzliwy okres związany z zarządzaniem oczekiwaniami inwestorów. Po prostu „niezłe” wyniki mogą już nie wystarczyć. Nawet poprawiające się bieżące wyniki mogą zostać źle przyjęte, jeśli prognozy na przyszłość okażą się ostrożniejsze albo marże znajdą się pod presją. Wysokie oczekiwania, rosnące koszty i niepewne otoczenie makroekonomiczne sprawiają, że reakcje rynku mogą być wyjątkowo nerwowe. Dla inwestorów oznacza to jedno: selektywność staje się ważniejsza niż zwykle. Technologie, energia i częściowo finanse wchodzą w ten sezon z umiarkowanym wiatrem w żagle. Z kolei te branże, w których trudniej przerzucić rosnące koszty na konsumentów, oraz te o słabszej rentowności, bardziej wrażliwe na ceny energii, stopy procentowe i konsumpcję, są obarczone większym ryzykiem rozczarowania inwestorów.

W obecnej sytuacji każda branża będzie oceniana przez rynek trochę inaczej. W bankach liczyć się będą kredyty, rezerwy i marże. W spółkach technologicznych przychody z AI, koszty i rentowność. W przemyśle, logistyce i handlu rynek będzie patrzył głównie na energię, transport i popyt. Wszyscy będą też cały sytuację na rynku.

Dane aktualne na 14.04.2026, godz. 3.30 CET

Tło rynku: fundamenty ropy nadal wskazują na ryzyko wzrostów

Komentarz Lale Akoner

Spadek cen ropy poniżej 100 dolarów może sugerować łagodzenie napięć, jednak naszym zdaniem fundamentalna sytuacja po stronie podaży wciąż wskazuje, że ceny ropy mogą dalej rosnąć.

Znacząca część dostaw z Zatoki Perskiej już zniknęła z rynku, a spadki zapasów i słabszy popyt dotychczas amortyzowały ten szok. W nadchodzących dniach z systemu znikną ostatnie ładunki sprzed blokady, co pozbawi rynek jego bufora bezpieczeństwa. Następujące po tym dostosowanie może stać się bardziej widoczne, jeśli aktywność rafinerii wyraźnie spowolni lub zapasy spadną do krytycznych poziomów. Zacieśnianie podaży jest już widoczne na rynku fizycznym, gdzie ropa utrzymuje premię względem kontraktów terminowych, sygnalizując krótkoterminowy niedobór.

Na razie ceny pozostają zakotwiczone w oczekiwaniach postępu dyplomatycznego. Naszym zdaniem fundamenty ponownie odegrają kluczową rolę. Jeśli ograniczenia podaży się utrzymają, bardziej prawdopodobny jest dalszy wzrost cen ropy niż ich spadek.

Wypalenie zawodowe i stres coraz mocniej uderzają w firmy i pracowników

0

Rosnąca liczba zwolnień lekarskich oraz pogarszający się dobrostan psychiczny pracowników stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań polskiego rynku pracy. Najnowsze dane z raportów Antal oraz ZUS pokazują, że problemy związane ze stresem, wypaleniem i zaburzeniami lękowymi coraz silniej wpływają zarówno na kondycję pracowników, jak i rosnący poziom absencji chorobowej.

Najnowsze dane z raportu Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, Antal, oraz aktualne statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pochodzące z Raportu o absencji chorobowej wskazują na alarmujące pogarszanie się stanu zdrowia psychicznego badanych w kontekście rynku pracy. Problemy w tym obszarze nie są już wyłącznie kwestią indywidualną – mają bezpośredni wpływ na efektywność organizacji, rotację pracowników oraz atmosferę w zespołach.

Z raportu Antal wynika, że aż 43% specjalistów i menedżerów odczuło pogorszenie swojego samopoczucia psychicznego w ciągu ostatniego roku, podczas gdy jedynie 18% zadeklarowało poprawę w tym zakresie. Jednocześnie tylko 16% badanych nie zauważyło u siebie objawów wypalenia zawodowego lub długotrwałego stresu. Najczęściej wskazywanym symptomem jest chroniczne zmęczenie i brak energii (59%), a także emocjonalny dystans wobec pracy (49%) i negatywne emocje (46%).

Dane te znajdują potwierdzenie w statystykach ZUS. W ostatnich siedmiu latach liczba wystawionych L4 znacząco wzrosła. W 2025 roku wystawiono 1,8 mln zaświadczeń lekarskich związanych z zaburzeniami zdrowia psychicznego, co stanowi wzrost o 51,3% względem 2019 roku. Jeszcze szybciej rośnie liczba dni nieobecności – o 68,7% w tym samym okresie, osiągając poziom 34,1 mln.

Zwolnienia lekarskie związane z pogorszeniem się zdrowia psychicznego pracownika obecnie stanowią 7,9% wszystkich wystawianych oraz aż 14,1% wszystkich dni absencji chorobowej. Ich najczęstszymi przyczynami są reakcje na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne (36,7%), inne zaburzenia lękowe (18,6%) oraz epizody depresyjne (17,2%). Szczególnie dynamicznie rośnie liczba absencji związanych z wypaleniem i trudnościami życiowymi – w ciągu roku wzrost liczby zaświadczeń w tej kategorii wyniósł 32%, a liczby dni absencji aż 38,8%. Wzrosty dotyczą także zaburzeń snu.

Raport Antal wykazuje również silny związek między dobrostanem psychicznym a sytuacją zawodową. Badani, których samopoczucie się poprawiło, znacznie częściej deklarowali też poprawę swojej sytuacji na rynku pracy (54%). Z kolei pracownicy, u których stan psychiczny się pogorszył, częściej oceniają swoją sytuację zawodową negatywnie i patrzą w przyszłość z niepewnością (62%).

Jak podkreśla Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor w Antal: „To czynniki emocjonalne coraz częściej decydują o zmianie pracy. 42% respondentów wskazuje na złe zarządzanie jako główny powód odejścia, 39% na negatywną atmosferę, a 30% na stres i problemy komunikacyjne. W efekcie rośnie zjawisko tzw. quiet quitting, czyli emocjonalnego wycofania się z pracy przy formalnym pozostaniu w organizacji”.

„Jednocześnie obserwowany wzrost liczby zwolnień lekarskich z powodów zdrowia psychicznego może w pewnym stopniu wynikać również z rosnącej świadomości pracowników w tym obszarze – kryzysy psychiczne przestają być tabu, a coraz więcej osób świadomie korzysta ze wsparcia i inwestuje w swój dobrostan, co przekłada się na większą gotowość do zgłaszania problemów i sięgania po pomoc” – dodaje Korzeniewska.

Co istotne, zmiana pracy może działać jako czynnik poprawiający dobrostan – 42% osób, które zmieniły pracodawcę, zadeklarowało poprawę zdrowia psychicznego, wobec 23% wskazujących na jego pogorszenie.

Wnioski dla pracodawców i rynku pracy

Zestawienie danych Antal oraz ZUS wyraźnie pokazują, że problemy zdrowia psychicznego pracowników mają charakter systemowy i coraz silniej wpływający na funkcjonowanie rynku pracy.

W tym kontekście kluczowe obszary wymagające uwagi pracodawców obejmują: wzmacnianie dobrostanu psychologicznego poprzez przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu, budowanie większej przewidywalności zatrudnienia oraz transparentnych ścieżek rozwoju, wdrażanie mechanizmów wsparcia pracowników w zakresie radzenia sobie ze stresem i przeciążeniem oraz podnoszenie jakości zarządzania oraz usprawnienie komunikacji w organizacjach.

Firmy, które zignorują te sygnały, muszą liczyć się nie tylko z rosnącą absencją, ale także spadkiem zaangażowania oraz produktywności pracowników. Z kolei organizacje, które potraktują dobrostan psychiczny jako element strategii biznesowej, mogą budować bardziej odporne i zaangażowane zespoły – mówi Marta Lebuda, Sector Manager w Antal Sales & Marketing.

Rekordowy rok Cloud Technologies: 48,9 mln zł sprzedaży danych, 45% marży EBITDA i rekomendacja wypłaty dywidendy

  • 48,9 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, +15% r/r; marża EBITDA na wysokim poziomie 45%; w samym 4Q dynamika na poziomie +34% r/r
  • 50,7 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 22,5 mln PLN EBITDA* i 6,2 mln PLN zysku netto* w 2025 roku; w samym 4Q 15,3 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 7,6 mln PLN EBITDA* i 4,9 mln PLN zysku netto*
  • mocna sytuacja finansowa: silne dodatnie przepływy operacyjne (+14,8 mln PLN w 2025) i niski wskaźnik długu netto/EBITDA (0,1 na koniec grudnia 2025) umożliwiają realizację celów strategicznych, w tym w zakresie dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami
  • w 2025 wypłata 5,6 mln PLN w formie dywidendy (1,25 PLN na akcję) i 8,8 mln PLN przeznaczone na skup akcji własnych
  • zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, planowana wypłata dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję
  • przewagi konkurencyjne wypracowane w ramach zakończonej Strategii 2023–2025, w szczególności zmiana modelu sprzedaży na sprzedaż danych pod własnymi brandami będą podstawą szybszego rozwoju spółki w ramach realizacji Strategii 2026+ ogłoszonej po dacie bilansowej, w lutym br.

*skorygowane o koszt programu motywacyjnego i przychody z dotacji

Cloud Technologies, notowana na głównym parkiecie GPW polska spółka technologiczna, będąca jednym z największych graczy na globalnym rynku danych, opublikowała wyniki finansowe za rok 2025. Spółka dostarcza dane wykorzystywane do targetowania reklamy internetowej, którymi zasilane są kampanie reklamowe największych marek na całym świecie, a rynek USA odpowiada za około 80% jej przychodów.

Skonsolidowane przychody Cloud Technologies w 2025 r. wyniosły 50,7 mln PLN, co oznacza 8% wzrost w ujęciu rok do roku, a przychody ze sprzedaży danych wzrosły w tym okresie o 15% r/r do 48,9 mln PLN (w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 23% r/r). EBITDA* w omawianym okresie wyniosła 22,5 mln PLN (vs 25 mln PLN w 2024 r.) a marża EBITDA utrzymywała się na wysokim poziomie 45%. Spółka zakończyła rok skonsolidowanym zyskiem netto* na poziomie 6,2 mln PLN (vs. 12,4 mln PLN rok wcześniej). W samym 4Q 2025 r. skonsolidowane przychody Cloud Technologies wyniosły 15,3 mln PLN (vs 12,4 mln PLN), EBITDA* sięgnęła 7,6 mln PLN (vs 6,7 mln PLN rok wcześniej) a zysk netto* 4,9 mln PLN (vs 4,8 mln PLN). Przychody ze sprzedaży danych wyniosły w ostatnim kwartale ub.r. 15,1 mln PLN i były wyższe w ujęciu r/r o 34%, a w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 49% r/r.

Rok 2025 był najlepszym w historii Cloud Technologies pod kątem przychodów ze sprzedaży danych. Jednocześnie Spółka rozwijała potencjał międzynarodowy, główne nakłady inwestycyjne poniosła na akwizycję kanadyjskiej spółki Data Desk, zaś ze względu na budowanie podwalin pod zmianę modelu sprzedaży podjęta została inwestycja w zespół sprzedażowy w Londynie. Poniesione koszty ekspansji zagranicznej oraz ujemne różnice kursowe (-3,7 mln PLN w 2025 r. vs +0,8 mln PLN rok wcześniej) przełożyły się in minus na osiągnięte wyniki finansowe na poziomie operacyjnym i netto.

– Za nami czas zmian i dynamicznego wzrostu – bardzo dobry i satysfakcjonujący rok pod kątem realizacji celów biznesowych. Osiągnęliśmy rekordowe w historii Cloud Technologies blisko 49 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, co oznacza wzrost o 15% rok do roku, a w USD aż 23%. Już 90% danych sprzedajemy pod własnymi brandami, zgodnie ze strategiczną decyzją o zmianie modelu sprzedażowego. Kontynuujemy rozwój poprzez inwestycje w nowe produkty, takie jak Data Curation, poszerzanie kanałów sprzedaży oraz ekspansję zagraniczną, w tym budowę zespołu w Londynie i przejęcie kanadyjskiej spółki Data Desk. Równolegle rozwijamy technologię – wdrożyliśmy narzędzie AI Audiences oraz zintegrowaliśmy się z globalnymi platformami, m.in. The Trade Desk i Amazon Ads. W 2026 rok weszliśmy ze skalowalnym modelem działania, silnymi fundamentami i jasną strategią, co – w połączeniu z rosnącym rynkiem reklamy online – powinno przełożyć się na dalszy dynamiczny wzrost – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

– Utrzymaliśmy bardzo wysoką, 45% marżę EBITDA, co potwierdza skuteczność naszego modelu biznesowego i zdolność do generowania gotówki. Jednocześnie skokowy wzrost przychodów nie znalazł jeszcze pełnego odzwierciedlenia w wynikach operacyjnych i netto, co wynika z realizowanych inwestycji oraz efektów kursowych. W minionym roku ponieśliśmy koszty związane z rozwojem zespołu sprzedażowego i akwizycjami, których pozytywny wpływ będzie widoczny w kolejnych okresach. Nasza silna pozycja finansowa pozwala jednak równolegle realizować politykę redystrybucji środków do akcjonariuszy – na skup akcji własnych i dywidendę przeznaczyliśmy łącznie 14,4 mln PLN i zamierzamy kontynuować te działania w ramach Strategii 2026+. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową planujemy rekomendować wypłatę dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję – dodaje Piotr Soleniec, CFO oraz Członek Zarządu Cloud Technologies.

Zgodnie z przyjętą w lutym br. Strategią 2026+ Cloud Technologies zakłada kontynuację rozwoju w wypracowanym modelu biznesowym ze zmienionym modelem sprzedaży (odejście od white label na rzecz sprzedaży pod własnymi brandami). Przełoży się to na skokowy wzrost skalowalności biznesu i adresowalnego rynku, a w konsekwencji – osiąganych przychodów ze sprzedaży danych.

Spółka zamierza poszerzać kanały sprzedaży i przyspieszyć zdobywanie udziałów rynkowych – zarówno w sposób organiczny, w ramach budowania sieci partnerskich, jak i poprzez przejęcia. Jednym z katalizatorów wzrostu skali działalności Spółki będzie rozbudowa portfolio o nowy produkt: Data Curation. Umożliwia on jednoczesną sprzedaż danych oraz przestrzeni reklamowej, co otworzy przed Cloud Technologies możliwość dotarcia do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych dysponujących największymi budżetami.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych** przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu notowanej w poprzednich latach wysokiej rentowności biznesu.

Strategia Cloud Technologies przewiduje kontynuację redystrybucji wypracowywanych środków do Akcjonariuszy. Zakładana jest zarówno realizacja skupu do 250.000 sztuk akcji własnych, jak i polityki dywidendowej, zakładającej wypłatę akcjonariuszom kwoty 20% oczyszczonej EBITDA za dany rok.

**Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Blokada irańskich portów znów podnosi napięcie. Rynki wracają do trybu ostrożności

Aprecjacja aktywów ryzykownych na fali optymizmu względem zawieszenia broni w weekend dobiegła końca. Rozmowy między USA i Iranem w Pakistanie zakończyły się fiaskiem, a USA ogłosiły, że cieśnina Ormuz będzie zablokowana dla statków płynących do lub z irańskich portów.

Kluczowe punkty:

  • EUR/PLN ponownie w okolicy 4,25.
  • Optymizm względem pokoju na linii USA–Iran upada po zerwaniu negocjacji.
  • USD stracił na wieściach o zawieszeniu broni, później odzyskał część strat.
  • Inflacja w USA w marcu wzrosła przez skok cen energii.
  • Przegrana premiera Węgier Orbana powinna być lekko korzystna dla EUR.

Rynki próbują przejść przez gąszcz napływających nagłówków, tymczasem wydaje się, że USA rozważają wznowienie ataków na Iran w ograniczonym zakresie. Jak dotąd rynki przyjmują te wiadomości stosunkowo dobrze – choć ceny ropy wzrosły, kontrakty futures na akcje spadły, a dolar odbił, to nie odnotowano jeszcze powrotu do poziomów sprzed zawieszenia broni. Sugeruje to, że inwestorzy być może postrzegają załamanie rozmów jako przejściowe trudności i element taktyki negocjacyjnej, a niekoniecznie jako zaprzepaszczenie szans na pokój.

Przerwanie rozmów bez wątpienia pokrzyżowało plany rynkom. Nagłówki dotyczące działań Białego Domu i militarnych pozostają głównym motorem zmian na rynkach. W kalendarzu makroekonomicznym niewiele jest zresztą rzeczy, które mogłyby odciągnąć uwagę od wojny. Ceny producenckie w USA w marcu (wtorek 14.04), produkcja przemysłowa w strefie euro w lutym (środa 15.04) i miesięczny PKB w Wielkiej Brytanii w tym samym miesiącu (czwartek 16.04) powiedzą nam więcej o wpływie wojny na aktywność gospodarczą i presję cenową. Perspektywa wznowienia amerykańskich ataków i niepewność w kontekście blokady irańskich portów sprawiają, że oczekiwania dotyczące powrotu dolara do trendu spadkowego tracą obecnie na znaczeniu.

PLN

W wyniku poprawy nastrojów po wieściach o rozejmie złoty w parze z euro umocnił się w zeszłym tygodniu o ponad 0,5%. Choć od tamtej pory nagłówki się pogorszyły, kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25. Lokalnie uwaga skupiała się na posiedzeniu RPP. Stopy procentowe oczywiście pozostały na niezmienionym poziomie, natomiast komunikacja ze strony prezesa Adama Glapińskiego była zaskakująco gołębia. W połączeniu z optymizmem dotyczącym perspektyw zakończenia wojny w Iranie wzmacnia to w nas poczucie, że stopy procentowe w Polsce nie wzrosną w przewidywalnej przyszłości.

Kurs złotego powinien wciąż reagować w głównej mierze na zmiany sentymentu związane z wojną na Bliskim Wschodzie. Lokalnie uwaga skupi się na marcowych danych inflacyjnych (środa 15.04), niemniej jest to drugi odczyt, nie będą więc raczej dla inwestorów szczególnie istotne.

EUR

Przegrana eurosceptycznego premiera Węgier Viktora Orbana w weekendowych wyborach powinna chociaż delikatnie wesprzeć euro, ponieważ oznacza usunięcie długotrwałej przeszkody w podejmowaniu decyzji w Unii Europejskiej. Załamanie negocjacji dotyczących zawieszenia broni zwraca jednak uwagę z powrotem ku wojnie. Mimo fiaska rozmów kurs EUR/USD utrzymuje się tuż poniżej poziomu 1,17, co sugeruje, że inwestorzy zachowali ostrożny optymizm, że wygra rozsądek i długoterminowy pokój pozostaje wciąż bardziej prawdopodobny.

Spodziewamy się, że na wspólną walutę będą teraz oddziaływać w przeciwnych kierunkach dwa czynniki. Wspierać ją będzie rosnąca jastrzębiość oficjeli Europejskiego Banku Centralnego, co zmniejsza różnicę w wysokości stóp procentowych w USA i strefie euro. Zagrożenie dla niej stanowią ekspozycja strefy euro jako eksportera netto energii na jej wyższe koszty oraz typowa ucieczka do stosunkowo bezpiecznego dolara, póki konflikt trwa.

USD

W USA zgodnie z oczekiwaniami odnotowano skok marcowej inflacji ze względu na znacznie wyższe ceny paliwa – jej główna miara wzrosła o blisko 1% w ciągu zaledwie miesiąca. Bazowa zachowała się lepiej, niemniej inflacja PCE w lutym zaprzeczyła tej dobrej wiadomości, pokazując trzymiesięczną zanualizowaną stopę na poziomie blisko 5%. Indeks cen producenckich w marcu (wtorek 14.04) zwykle nie przyciągnąłby zbytniej uwagi. Wyjątkowo jest jednak teraz istotny jako kluczowa miara tego, jak skok cen energii przekłada się na proces produkcyjny.

Inne odczyty wskazują jak dotąd na dość ograniczony wpływ wojny na amerykańską gospodarkę – poza skokami cen paliwa, które w ujęciu historycznym nie są aż tak duże. Uczestnicy rynku w dalszym ciągu uważają, że Fed nie przejmie się tymi tymczasowymi wzrostami głównej miary inflacji, niemniej po załamaniu negocjacji pokojowych kontrakty futures ponownie wykluczyły możliwość obniżek stóp procentowych w tym roku. Może to jednak szybko ulec zmianie, jeśli przed zakończeniem dwutygodniowego okresu zawieszenia broni w przyszłą środę (22.04) pojawią się jakieś oznaki przełomu.

GBP

Na ruchy funta silniej wpływa wojna niż wydarzenia w kraju. W typowych warunkach zaczynalibyśmy przejmować się majowymi wyborami, ryzykiem bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej i mniej przyjaznego otoczenia prawnego dla firm. Wieści z Iranu przyćmiewają jednak wszelkie inne, a presja na premiera Keira Starmera – przynajmniej na razie – w dużej mierze się rozmyła.

Szereg danych za luty, który zostanie opublikowany w czwartek (16.04), dotyczy zbyt odległej przeszłości, by zwiększyć naszą wiedzę o wpływie wojny na gospodarkę. Komunikaty prezesa Banku Anglii Andrew Baileya (wtorek 14.04) będą znacznie istotniejsze. Spodziewamy się, że ponownie odsunie perspektywę rychłej podwyżki stóp procentowych. Biorąc pod uwagę, że przed wybuchem wojny w Iranie Rada była zdecydowana i gotowa, by je obniżyć, trudno nam zrozumieć pomysł agresywnego zacieśniania polityki monetarnej w tym roku, szczególnie jeśli w kolejnych tygodniach nastąpi dalsza deeskalacja. Jeśli nie dojdzie do żadnego zaskoczenia w tym kontekście, funt prawdopodobnie będzie podążał niemal krok w krok za euro, reagując przede wszystkim na nagłówki dotyczące wojny.

Węgry zmieniają władzę, ale to ropa rozdaje dziś karty

Kolejny tydzień na rynkach zaczynamy od eskalacji na Bliskim Wschodzie. Już nie tylko Iran ma chrapkę na blokowanie Cieśniny Ormuz – wycenom ropy to się raczej średnio podoba. Historyczne wybory na Węgrzech powodują, że Orban oddaje władzę po 16 latach rządów. Wall Street szykuje się na sezon wynikowy, co może być ciekawą odskocznią od wojennego monotematyzmu. 

Albo wszyscy albo nikt

Rynek wchodzi w nowy tydzień z wyraźnym ciężarem ryzyka na plecach, jako że Bliski Wschód znowu pisze scenariusze dla globalnych aktywów. Donald Trump nie tylko wraca do retoryki ultimatum wobec Iranu, ale wyraźnie podnosi stawkę i sugeruje realne działania wokół Cieśniny Ormuz. Narracja przesuwa się z poziomu gróźb w stronę egzekucji, a to jest moment, w którym rynek przestaje traktować temat jako element negocjacyjnego teatru. Widać to najlepiej na ropie – Brent wychodzi z okolic 95$ i dynamicznie przebija 102$, co trudno już uznać za przypadkowy ruch. W ślad za tym dolar odzyskuje inicjatywę, a EUR/USD cofa się z 1,173$ do okolic 1,168$. Rynek wciąż liczy na kolejne TACO, ale jednocześnie zaczyna się zabezpieczać na mniej komfortowy scenariusz. Z perspektywy polityki monetarnej wygląda to jak dalsze odklejanie się od wygodnej narracji o jakichkolwiek obniżkach stóp w USA i powrót do świata, w którym droższa energia komplikuje walkę z inflacją.

Nowy początek dla Węgrów

Na tym tle Węgry serwują rynkowi zupełnie inną historię. Po 16 latach rządów Viktora Orbana dochodzi do politycznego przełomu, który w normalnych warunkach powinien zwiększać niepewność. Tym razem jest odwrotnie. Partia Tisza Petera Magyara według ostatnich doniesień zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym węgierskim parlamencie. To nie tylko zwycięstwo, a wręcz deklasacja i uzyskanie większości pozwalającej zmieniać konstytucję czy odwoływać ludzi Orbana z satelitarnych stanowisk. Forint wyraźnie się umacnia, jakby rynek z góry zakładał, że zmiana władzy oznacza nie chaos, a reset. Przez lata napięte relacje z Brukselą skutkowały zamrożeniem środków unijnych i stałą premią za ryzyko. Teraz pojawia się scenariusz ich odblokowania, a wraz z nim nadzieja na napływ kapitału. Inwestorzy zdają się patrzeć na nowy rząd nie przez pryzmat politycznych znaków zapytania, ale potencjalnych korzyści strukturalnych. Złoty na tym tle zachowuje się bardziej zachowawczo – EUR/PLN utrzymuje się przy 4,25 zł, co sugeruje, że dwa przeciwstawne czynniki – risk off związany z Bliskim Wschodem oraz ocieplenie na Węgrzech – skutecznie się neutralizują.

Poniedziałkowy handel

Na rynku walutowym początek tygodnia ma w sobie więcej pauzy niż rozstrzygnięcia, ale ta cisza może być myląca. EUR/USD stabilizuje się w okolicach 1,168$ i oddala się od ostatnich maksimów, a złoty utrzymuje względną równowagę – EUR/PLN przy 4,25 zł i USD/PLN w rejonie 3,637 zł. To nie jest jednak komfortowa stabilizacja, tylko raczej moment zawieszenia między rosnącą siłą dolara a lokalną odpornością. Kalendarz makro na poniedziałek nie dostarcza impulsów do gry, ale rynek szybko znajdzie sobie nowe punkty zaczepienia. Rusza sezon wynikowy w USA, tradycyjnie otwierany przez największe banki, takie jak JPMorgan czy Goldman Sachs. To właśnie komentarze wokół nich mogą nadać ton kolejnym dniom – pytanie nie brzmi, czy wyniki będą dobre, ale czy zarządy zaczną sygnalizować, że droższa ropa i napięcia geopolityczne zaczynają realnie zmieniać warunki gry. W tle wróci też temat AI i jego wpływu na wyniki spółek, który w ostatnich kwartałach był jednym z głównych motorów narracji na Wall Street.

Bankowość w stanie permanentnej cyberwojny

Najpoważniejsze cyberzagrożenia dla sektora finansowego coraz częściej mają źródła poza jego własną infrastrukturą. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat odsetek banków dotkniętych incydentami u dostawców technologicznych tzw. trzeciego poziomu wzrósł o 25 proc. Równolegle sektor mierzy się z rosnącą skalą ataków wykorzystujących sztuczną inteligencję oraz zagrożeniem ze strony technologii kwantowej. Z raportu Fortinet „The European Banking Cybersecurity Report 2026” wynika, że trzy firmy na pięć w regionie EMEA nie są gotowe na erę zaawansowanych systemów obliczeniowych, a tylko 12 proc. rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe. W efekcie bankowość funkcjonuje dziś w warunkach skumulowanych, wzajemnie powiązanych ryzyk technologicznych i operacyjnych.

Każdy dodatkowy dostawca technologii, integracja API czy usługa zewnętrzna zwiększa zależność banku od zewnętrznego ekosystemu, w którym pojedynczy incydent może uruchomić efekt domina i przełożyć się na szersze zakłócenia operacyjne. Na tę rosnącą złożoność nakłada się presja regulacyjna. Obowiązujące od 2025 r. rozporządzenie DORA formalizuje odporność operacyjną sektora finansowego, czyniąc cyberbezpieczeństwo wymogiem prawnym, a nie wyłącznie technologicznym standardem.

Gdy algorytmy i szyfrowanie przestają być gwarancją bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja stała się jednym z kluczowych czynników zwiększających skalę i tempo cyberataków wymierzonych w sektor finansowy. Narzędzia generatywnej AI są wykorzystywane do tworzenia wiarygodnych kampanii phishingowych, podszywania się pod pracowników banków czy fałszowania komunikacji głosowej i wideo. Według danych z raportu „2025 Voice Intelligence and Security Report” firmy Pindrop, liczba prób oszustw z wykorzystaniem technologii deepfake wzrosła w 2024 r. aż o 1300 proc.

Równolegle rośnie skala ataków wymierzonych bezpośrednio w systemy bazujące na sztucznej inteligencji. Cyberprzestępcy coraz częściej próbują ingerować w zbiory danych wykorzystywane do trenowania i kalibracji modeli stosowanych przez banki, w tym tych wspierających wykrywanie nadużyć. W praktyce polega to na celowym wprowadzaniu spreparowanych dokumentów, nagrań głosowych lub rekordów transakcyjnych do zasobów treningowych AI, co stopniowo obniża jakość decyzji podejmowanych przez algorytmy. Jak pokazują badania Anthropic, już około 250 zmanipulowanych dokumentów może wystarczyć, aby osłabić wiarygodność działania dużych modeli językowych.

Cyberatak nie musi dziś polegać na przełamaniu zabezpieczeń infrastruktury. Wystarczy naruszyć integralność danych, aby model przestał prawidłowo identyfikować oszustwa czy oceniać ryzyko transakcji. Co istotne, tego typu manipulacje mogą pozostawać niewidoczne przez długi czas, stopniowo obniżając skuteczność mechanizmów bezpieczeństwa. Dlatego ochrona w sektorze finansowym musi obejmować cały cykl życia modelu AI: od kontroli jakości danych treningowych, przez ciągły monitoring anomalii, po regularną weryfikację wyników – mówi Joanna Chmielak, Enterprise Sales Manager w firmie Fortinet.

Jednocześnie rośnie ryzyko związane z rozwojem komputerów kwantowych. Jak wskazuje raport Fortinet, technologia kwantowa może do 2028 roku podważyć bezpieczeństwo kryptografii klucza publicznego, czyli systemów zabezpieczeń chroniących transakcje finansowe w sieci. W tym kontekście coraz częściej przywoływany jest scenariusz „zbierz teraz, odszyfruj później”, który zakłada, że dane przechwycone przez cyberprzestępców dziś mogą zostać odszyfrowane w przyszłości, gdy pojawią się wystarczająco zaawansowane systemy obliczeniowe. Z tej perspektywy banki, które nie wdrożą niezbędnych mechanizmów bezpieczeństwa, staną w obliczu poważnych zagrożeń. Tymczasem 61% organizacji w regionie EMEA przyznaje, że nie są przygotowane na erę postkwantową. Tylko 12% rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe.

Cyfrowy łańcuch dostaw pod ostrzałem

Rosnąca automatyzacja ataków zbiega się w czasie z innym strukturalnym wyzwaniem sektora: systematycznym rozszerzaniem cyfrowego ekosystemu banków. Powierzanie utrzymania systemów IT i przetwarzania danych firmom zewnętrznym (outsourcing IT), korzystanie z usług chmurowych, rozwój modeli Banking-as-a-Service oraz udostępnianie systemów poprzez interfejsy API sprawiają, że instytucje finansowe coraz rzadziej działają w zamkniętym środowisku technologicznym. Każda integracja i każdy partner oznaczają nowe punkty styku z infrastrukturą bankową, a tym samym kolejne miejsca, w których może dojść do incydentu. Raport Fortinet, powołujący się na dane Security Scorecard, wskazuje, że 97 proc. europejskich banków odnotowało incydenty bezpieczeństwa u dostawców czwartego poziomu – firm świadczących usługi podmiotom współpracującym bezpośrednio z instytucjami finansowymi i pozostających poza ich bieżącym nadzorem operacyjnym. Dane te pokazują, że ryzyko nie kończy się na bezpośrednich relacjach biznesowych, lecz obejmuje cały rozproszony łańcuch współpracy.

Cyberprzestępcy rzadko atakują dziś frontalnie. Zamiast tego infiltrują słabsze ogniwa ekosystemu i wykorzystują przejęte dostępy do dalszej penetracji środowisk bankowych. Instytucje finansowe przestają być celem bezpośrednim. Stają się punktem końcowym ataku prowadzonego przez cały cyfrowy łańcuch dostaw – komentuje Joanna Chmielak z Fortinet.

Regulacje wymuszają nowy model bezpieczeństwa

W odpowiedzi na rosnącą złożoność zagrożeń sektor finansowy powinien przejść z modelu reaktywnego do podejścia bazującego na odporności operacyjnej. Obowiązujące od stycznia 2025 r. postanowienia rozporządzenia DORA wprowadzają jednolite wymogi w zakresie zarządzania ryzykiem ICT, obowiązkowe raportowanie incydentów w czasie rzeczywistym oraz testy odporności prowadzone na podstawie realnych scenariuszy ataków. Regulacje obejmują nie tylko same banki, lecz także ich kluczowych dostawców technologicznych, przenosząc odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo na poziom zarządów i całych łańcuchów współpracy. W praktyce oznacza to konieczność ciągłego monitorowania partnerów, automatyzacji reakcji na zagrożenia oraz integracji bezpieczeństwa z procesami biznesowymi – od wdrażania nowych usług po zarządzanie relacjami z podmiotami trzecimi.

Największą zmianą nie jest dziś sama skala cyberataków, lecz ich charakter. Zagrożenia przestały być incydentami technologicznymi, a stały się ryzykiem systemowym dla stabilności sektora finansowego. Europejska bankowość wchodzi w epokę permanentnej cyberobrony, w której kluczowa nie jest już zdolność zapobiegania każdemu atakowi, lecz umiejętność utrzymania ciągłości działania mimo ich występowania.

Warszawa i Kraków tanieją, Gdańsk drożeje. Rynek mieszkań z wyraźnymi kontrastami

Najnowsze wstępne dane transakcyjne z raportu Barometr Metrohouse i Credipass wskazują na kontynuację trendu stabilizacji cenowej z wyraźnymi różnicami lokalnymi. Po burzliwym okresie wysokich stóp procentowych, początek 2026 roku przynosi rynkowi wtórnemu dawkę optymizmu, napędzaną poprawą zdolności kredytowej Polaków.

Klienci wrócili na zakupy

I kwartał 2026 roku to okres, w którym rynek definitywnie pożegnał marazm wywołany inflacją. Widzimy realny wpływ obniżek stóp procentowych – klienci, którzy w 2025 roku wstrzymywali się z decyzjami, teraz wracają na rynek z konkretnymi decyzjami zakupowymi. Różnica między ostatnią ceną ofertową a transakcyjną oscyluje w granicach 3-5%, co świadczy o lepszym dopasowaniu oczekiwań sprzedających do realiów rynkowych.

W obszarze finansowania nieruchomości kluczowym sygnałem pozostaje postawa Rady Polityki Pieniężnej, która w kwietniu, zgodnie z rynkowymi prognozami utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie. – Jednak rynkowy koszt pieniądza potrafi rosnąć szybciej niż oficjalne stopy. Rynek często „wyprzedza” decyzje RPP, co sprawia, że mimo braku zmian w stopach banku centralnego, rzeczywisty koszt kredytu może wykazywać tendencje wzrostowe, zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass.

Wzrost dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, raportowany przez BIK (wzrost o ponad 50% r/r w końcówce 2025 r., a także optymistyczne dane z I kw. br.), przełożył się na zwiększony popyt na początku br. Dość stabilna sytuacja na rynku pracy oraz realny wzrost wynagrodzeń sprawiają, że nawet przy braku nowych programów dopłat, popyt organiczny jest wystarczający do podtrzymania cen na obecnych poziomach. Branża jednak liczy na jeszcze większe zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym. Hamulcem staje się osłabienie zainteresowania zakupami inwestycyjnymi wśród indywidualnych inwestorów.

Regionalne kontrasty: stolica tanieje, Pomorze w górę

Na rynku wtórnym do głosu dochodzą coraz większe różnice w regionach. W przypadku dwóch największych miast w Polsce widoczne są spadki średnich cen w transakcjach. Zarówno jeśli chodzi o obniżki kwartalne, jak rok do roku. W stolicy m kw. sprzedawany był średnio za 15 397 zł (-4,5 proc. kw./kw.) a w stolicy małopolski za 13 383 zł (-3,9 kw./kw.). Tymczasem w Gdańsku widać wzrosty średnich cen w transakcjach o 5,1 proc. do poziomu  13 420 zł za m kw. Jak twierdzą eksperci Metrohouse, na pomorskim rynku mamy do czynienia ze specyfiką związaną z zakupami inwestycyjnymi mieszkań, tym bardziej, że lokalizacja wyjątkowo sprzyja także wynajmowi krótkoterminowemu. To prowadzi do podtrzymania wysokiego popytu na mieszkania, co niekoniecznie ma miejsce w innych miastach, które nie mogą czerpać z dobrodziejstw tak atrakcyjnej lokalizacji.

Miasto Średnia cena transakcyjna w I kw. 2026 Różnica kw.kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 12 311 zł 2,9% 6,7% 605 000 zł 49
Kraków 13 383 zł -3,9% -2,4% 603 000 zł 45
Warszawa 15 397 zł -4,5% -3,7% 742 000 zł 48
Gdańsk 13 420 zł 5,1% 13,7% 659 000 zł 49
Łódź 7 747 zł 3,3% 4,8% 393 000 zł 50

Nowy trend: klienci szukają nieruchomości na przedmieściach

Coraz droższe centra miast wyzwalają potrzebę poszukiwań mieszkań już nie tylko w dzielnicach położonych dalej od centralnych rejonów, ale także na przedmieściach. – Taki trend może wpływać na nominalne obniżanie średnich cen mieszkań w poszczególnych miastach, dlatego tak ważne przy analizie jest zwracanie uwagi na rozkład terytorialny transakcji, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Wielu klientów podchodzi do zakupu mieszkania z coraz większymi pokładami rozsądku, który prowadzi do zakupu większych i bardziej użytecznych metraży kosztem nieco dłuższego dojazdu do pracy. Jednak w żadnym z analizowanych miast średni nabywany metraż nie przekracza 50 m kw.

Rynek centrów danych w EMEA przyspiesza. Warszawa umacnia pozycję cyfrowego hubu regionu

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield „EMEA Data Centre MarketBeat H2 2025”, rynek centrów danych w regionie EMEA wszedł w fazę przyspieszonego, choć coraz bardziej selektywnego wzrostu. Na koniec 2025 roku łączna moc operacyjna funkcjonujących obiektów przekroczyła 11,4 GW, co oznacza wzrost o 19% rok do roku. Jednocześnie moc obiektów będących w budowie wyniosła 2,7 GW, a kolejnych inwestycji na etapie planowania 12,1 GW, co podnosi całkowitą przewidywaną pojemność regionu do 26,2 GW.

Za dalszy rozwój rynku odpowiadają przede wszystkim: rosnąca adopcja chmury obliczeniowej, strategie cyfrowej suwerenności oraz globalny wyścig o infrastrukturę dla sztucznej inteligencji i obliczeń o wysokiej wydajności. Jak wskazuje Cushman & Wakefield, o kierunkach rozwoju sektora w coraz większym stopniu decydują dziś dostępność mocy, możliwość przyłączenia do sieci, intensywność emisyjna miksu energetycznego oraz przewidywalność procesów regulacyjnych.

Nie zmienia to faktu, że największe znaczenie w regionie nadal mają tzw. rynki Powerhouse – Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin oraz Mediolan, który dołączył do tego grona po przekroczeniu poziomu 1 GW łącznej mocy operacyjnej i pipeline’u. Sześć największych hubów odpowiada dziś za ok. 45% mocy operacyjnej w regionie EMEA oraz ponad 40% przyszłej podaży. Jednocześnie mierzą się one z coraz silniejszymi ograniczeniami strukturalnymi, takimi jak niedobór gruntów, ograniczona dostępność mocy, przeciążenia sieci i złożone regulacje. W efekcie coraz więcej dużych projektów, w tym kampusów hyperscale, kierowanych jest na rynki regionalne i wschodzące.

Na tym tle szczególnie mocno wyróżnia się Warszawa, która została sklasyfikowana jako nowy rynek o ugruntowanej pozycji. Stołeczny rynek umacnia tym samym swoją rolę jako najważniejszy hub infrastruktury cyfrowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Na koniec 2025 roku moc operacyjna centrów danych w regionie Warszawy osiągnęła 157 MW, co oznacza wzrost o około 10% rok do roku, natomiast w skali całej Polski przekroczyła 210 MW. Jednocześnie warszawski pipeline wzrósł o 45%, osiągając blisko 160 MW, z czego 11 MW pozostaje w budowie, a 148 MW znajduje się na etapie planowania”, mówi Kamil Żach, Head of Industrial Sector, Cushman & Wakefield.

Silne fundamenty gospodarcze, duży rynek wewnętrzny, szybka cyfryzacja przedsiębiorstw i dostęp do wysoko wykwalifikowanych specjalistów sprawiają, że Warszawa przyciąga zarówno operatorów colocation, jak i globalnych dostawców chmury. Miasto pełni dziś funkcję głównej „bramy chmurowej” dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej – działają tu już regiony chmurowe takich firm jak Google Cloud, Microsoft Azure i OVHcloud. Dodatkowym atutem pozostaje stabilność instytucjonalna wynikająca z członkostwa Polski w UE i NATO.

Mimo bardzo dobrych perspektyw rynek nie jest wolny od wyzwań

Skala inwestycji będących aktualnie w fazie budowy w Polsce spadła, co jest bezpośrednio związane z wydłużającym się czasem oczekiwania na przyłącza do sieci, ograniczoną dostępnością stacji elektroenergetycznych oraz rosnącymi kosztami realizacji inwestycji. Dodatkowo krajowy miks energetyczny, nadal częściowo oparty na węglu, oznacza dla operatorów wyższe koszty emisji i większą ekspozycję na ryzyka regulacyjne. Pomimo tych barier Warszawa pozostaje najbardziej wiarygodnym rynkiem wielkoskalowych centrów danych w Europie Wschodniej”, dodaje Kamil Żach.

W ocenie Cushman & Wakefield to właśnie połączenie skali krajowego rynku, dojrzałego ekosystemu chmurowego, stabilności instytucjonalnej i rosnącego znaczenia regionu CEE sprawia, że stolica Polski ma dziś wyjątkowo mocną pozycję na mapie europejskiej infrastruktury cyfrowej.

Artur Wójcik objął stanowisko Dyrektora Operacyjnego Stacji Paliw Intermarché

Od 1 kwietnia 2026 roku za rozwój obszaru stacji paliw w Grupie Muszkieterów odpowiada Artur Wójcik. To menedżer z wieloletnim doświadczeniem w handlu i zarządzaniu operacyjnym, który w ostatniej dekadzie odpowiadał m.in. za rozwój i funkcjonowanie sieci ponad 500 punktów sprzedaży w Polsce.

Artur Wójcik wnosi do Grupy Muszkieterów doświadczenie zdobywane w międzynarodowym środowisku handlu detalicznego. Przez ostatnich 10 lat był związany z koncernem BP, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój sprzedaży i zarządzanie ofertą convenience i łańcuchem wartości w sieci kilku tysięcy punktów sprzedaży w Polsce i Europie. W tym czasie wdrażał strategie sprzedażowe i ofertowe zorientowane na potrzeby klientów. Wcześniej pracował również w Grupie Metro, gdzie uczestniczył we wdrażaniu rozwiązań biznesowych oraz strategii marketingowych i sprzedażowych na wielu rynkach.

W swojej dotychczasowej pracy łączył wiedzę rynkową z praktyką zarządzania na poziomie lokalnym, regionalnym i globalnym. Ma doświadczenie w tworzeniu strategii biznesowych skierowanych zarówno do partnerów biznesowych, jak i klientów indywidualnych. Specjalizuje się także w rozwoju modeli franczyzowych oraz nowoczesnych formatów sprzedaży. W nowej roli odpowiada za dalszy rozwój segmentu stacji paliw i wzmacnianie jego pozycji rynkowej.

– Segment stacji paliw wymaga dziś sprawnego zarządzania operacyjnego, dobrej znajomości rynku i umiejętności rozwijania oferty w sposób odpowiadający na realne potrzeby klientów. Doświadczenie Artura Wójcika bardzo dobrze wpisuje się w te wyzwania. Jestem przekonany, że będzie ważnym wsparciem dla dalszego rozwoju tego obszaru w Grupie Muszkieterów – mówi Adrian Podziemski, prezes sieci Intermarché.

Przekazanie obowiązków zaplanowano etapowo, tak aby zapewnić ciągłość zarządzania tym obszarem. Do końca kwietnia Tomasz Kruk wspiera wdrożenie Artura Wójcika, a w organizacji pozostaje do 30 czerwca 2026 roku.