NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Produkcja usług przyspieszyła. Marzec przyniósł dwucyfrowy wzrost

Marzec przyniósł wyraźne przyspieszenie w polskim sektorze usług. Według danych GUS produkcja usług wzrosła o 11 proc. rok do roku i o 10,7 proc. wobec lutego, a najszybciej rosły działalność profesjonalna, transport, logistyka, informacja i komunikacja. Dane potwierdzają dobrą kondycję dużej części usług, choć ożywienie nie obejmuje wszystkich branż w równym stopniu.

Produkcja usług przyspieszyła. Marzec przyniósł dwucyfrowy wzrost

Produkcja usług w Polsce wzrosła w marcu 2026 r. o 11,0 proc. rok do roku oraz o 10,7 proc. wobec lutego – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Po wyrównaniu sezonowym dynamika roczna wyniosła 7,9 proc., co potwierdza utrzymującą się dobrą kondycję dużej części sektora usługowego.

Dane: GUS, produkcja usług w marcu 2026 r.; podmioty o liczbie pracujących 10 osób i więcej.

+11,0%
Produkcja usług r/r
rok wcześniej +3,2%
+10,7%
Zmiana m/m
wobec lutego 2026 r.
+7,9%
Po wyrównaniu sezonowym
+1,9% m/m
134,2
Indeks produkcji usług
średnia 2021 = 100

Marcowe dane pokazują wyraźne przyspieszenie aktywności w usługach. Wskaźnik produkcji usług osiągnął poziom 134,2, co oznacza, że wolumen usług był o 31,8 proc. wyższy niż przeciętna miesięczna produkcja w 2021 r. W ujęciu rocznym wynik był znacznie lepszy niż rok wcześniej, kiedy wzrost wynosił 3,2 proc.

Produkcja usług obejmuje wartość obrotów w cenach stałych uzyskiwanych przez przedsiębiorstwa usługowe. Badanie dotyczy m.in. transportu i gospodarki magazynowej, zakwaterowania i gastronomii, informacji i komunikacji, obsługi rynku nieruchomości, działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz usług administrowania i działalności wspierającej.

Produkcja usług — poziom wskaźnika
Ceny stałe; przeciętna miesięczna 2021 = 100; wybrane punkty szeregu 2021–2026
90 105 120 135 150 2021 2022 2023 2024 2025 III 2026
dane niewyrównane dane wyrównane sezonowo

Usługi profesjonalne i transport w czołówce wzrostu

Najwyższą dynamikę w ujęciu rocznym odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie produkcja usług wzrosła o 15,0 proc. Mocny wynik zanotował także transport i gospodarka magazynowa, ze wzrostem o 13,8 proc.

W sekcji informacja i komunikacja, która ma duże znaczenie dla całego wskaźnika, produkcja usług wzrosła o 10,1 proc. rok do roku. Najsłabsze tempo wzrostu wśród analizowanych sekcji zanotowało zakwaterowanie i gastronomia, gdzie produkcja była wyższa o 3,9 proc. niż rok wcześniej.

Produkcja usług według sekcji PKD — zmiana rok do roku
Marzec 2026 r.; ceny stałe; dane niewyrównane
M — Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+15,0%
H — Transport i gospodarka magazynowa
+13,8%
L — Obsługa rynku nieruchomości
+10,4%
J — Informacja i komunikacja
+10,1%
N — Administrowanie i działalność wspierająca
+6,3%
I — Zakwaterowanie i gastronomia
+3,9%
Sekcja PKD r/r m/m 2021 = 100
Usługi ogółem +11,0% +10,7% 134,2
M — Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna +15,0% +8,8% 139,9
H — Transport i gospodarka magazynowa +13,8% +10,8% 124,1
L — Obsługa rynku nieruchomości +10,4% +9,4% 115,2
J — Informacja i komunikacja +10,1% +16,7% 154,4
N — Administrowanie i działalność wspierająca +6,3% +5,1% 117,0
I — Zakwaterowanie i gastronomia +3,9% −2,9% 133,2

Liderzy wzrostu: produkcja filmów, doradztwo i usługi profesjonalne

Na poziomie działów PKD największy wzrost w marcu odnotowano w działalności związanej z produkcją filmów, nagrań wideo, programów telewizyjnych oraz nagrań dźwiękowych i muzycznych. Produkcja usług w tym obszarze była o 31,0 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Bardzo wysoką dynamikę zanotowało także doradztwo związane z zarządzaniem, gdzie produkcja usług wzrosła o 27,8 proc. Wysoko znalazły się również pozostała działalność profesjonalna i naukowa, reklama i badania rynku oraz usługi w zakresie informacji.

Największe wzrosty produkcji usług według działów PKD
Zmiana rok do roku, marzec 2026 r.
Produkcja filmów i nagrań
+31,0%
Doradztwo w zakresie zarządzania
+27,8%
Pozostała działalność profesjonalna i naukowa
+22,6%
Reklama i badania rynku
+22,0%
Usługi w zakresie informacji
+20,2%
Administracyjna obsługa biura
+18,0%
Magazynowanie i logistyka
+17,1%
Oprogramowanie i doradztwo IT
+16,8%

Nie wszystkie branże rosły. Spadki w mediach, wynajmie i usługach prawno-księgowych

Mimo dobrego wyniku całego sektora, część działalności zanotowała spadki. Najmocniej obniżyła się produkcja usług w nadawaniu programów ogólnodostępnych i abonamentowych — o 27,7 proc. rok do roku.

Ujemną dynamikę odnotowano również w wynajmie i dzierżawie oraz w działalności prawniczej, rachunkowo-księgowej i doradztwie podatkowym. W tych przypadkach spadki wyniosły odpowiednio 3,2 proc. oraz 2,7 proc.

Wybrane działy PKD — wzrosty i spadki rok do roku
Marzec 2026 r.; wartości dodatnie i ujemne
Produkcja filmów i nagrań
+31,0%
Doradztwo w zakresie zarządzania
+27,8%
Oprogramowanie i doradztwo IT
+16,8%
Organizatorzy turystyki
+0,4%
Usługi prawne i księgowe
−2,7%
Wynajem i dzierżawa
−3,2%
Nadawanie programów TV/radio
−27,7%
Dział PKD Zmiana r/r
Produkcja filmów, nagrań wideo, programów telewizyjnych oraz nagrań dźwiękowych i muzycznych +31,0%
Doradztwo związane z zarządzaniem +27,8%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna +22,6%
Reklama, badanie rynku i opinii publicznej +22,0%
Usługi w zakresie informacji +20,2%
Usługi prawne, rachunkowo-księgowe i doradztwo podatkowe −2,7%
Wynajem i dzierżawa −3,2%
Nadawanie programów ogólnodostępnych i abonamentowych −27,7%

Miesiąc do miesiąca: mocny skok po słabszym początku roku

W porównaniu z lutym produkcja usług ogółem wzrosła o 10,7 proc. Największy miesięczny wzrost odnotowano ponownie w produkcji filmów i nagrań, gdzie dynamika wyniosła 51,9 proc. Na drugim miejscu znalazła się działalność wydawnicza ze wzrostem o 28,9 proc.

Najgłębszy spadek względem lutego wystąpił w działalności organizatorów turystyki, pośredników i agentów turystycznych. Produkcja usług w tym dziale obniżyła się o 31,0 proc. Spadek odnotowano również w doradztwie związanym z zarządzaniem, gdzie miesięczna dynamika wyniosła −9,2 proc.

Produkcja usług według działów PKD — zmiana wobec lutego 2026 r.
Wybrane działy; dane niewyrównane
Produkcja filmów i nagrań
+51,9%
Działalność wydawnicza
+28,9%
Reklama i badania rynku
+22,8%
Oprogramowanie i doradztwo IT
+21,5%
Zakwaterowanie
−5,5%
Doradztwo w zakresie zarządzania
−9,2%
Organizatorzy turystyki
−31,0%

Co oznaczają dane GUS dla gospodarki?

Dwucyfrowy wzrost produkcji usług potwierdza, że sektor usług pozostaje jednym z ważnych źródeł aktywności gospodarczej w Polsce. Szczególnie mocno rosną obszary związane z wiedzą, technologią, treściami cyfrowymi, doradztwem oraz logistyką. To segmenty, które w dużym stopniu korzystają z cyfryzacji, popytu firm na specjalistyczne kompetencje oraz roli Polski jako zaplecza transportowo-magazynowego regionu.

Jednocześnie dane pokazują zróżnicowanie sytuacji wewnątrz sektora. Tradycyjne media, część usług administracyjnych oraz wybrane usługi prawno-księgowe nie korzystają z ożywienia w takim samym stopniu jak IT, logistyka czy działalność profesjonalna. W kolejnych miesiącach istotne będzie to, czy marcowe przyspieszenie okaże się jednorazowym efektem sezonowym, czy początkiem trwalszego wzrostu.

Najważniejsze wnioski

  • Produkcja usług wzrosła w marcu o 11,0 proc. rok do roku i o 10,7 proc. miesiąc do miesiąca.
  • Po wyrównaniu sezonowym wzrost wyniósł 7,9 proc. r/r, co ogranicza ryzyko, że dobry wynik jest wyłącznie efektem sezonowości.
  • Najmocniej rosły usługi profesjonalne, produkcja treści audio-wideo, doradztwo, reklama, informacja oraz IT.
  • Transport i logistyka utrzymały wysoką dynamikę, co wzmacnia znaczenie Polski jako rynku usług zaplecza gospodarczego.
  • Spadki w nadawaniu programów oraz słabsze wyniki części usług administracyjnych pokazują, że ożywienie nie obejmuje wszystkich branż równomiernie.

Źródło danych: Główny Urząd Statystyczny, „Produkcja usług w marcu 2026 r.”, dane wstępne. Opracowanie własne. Dane dotyczą podmiotów o liczbie pracujących 10 osób i więcej. Dynamiki dla transportu wodnego i lotniczego nie zostały opublikowane ze względu na tajemnicę statystyczną.

TikTok Shop oficjalnie wystartował w Polsce

TikTok oficjalnie wchodzi na polski rynek e-commerce, uruchamiając swoją usługę TikTok Shop. To strategiczny krok, dzięki któremu użytkownicy zyskują możliwość finalizowania zakupów bezpośrednio w aplikacji, bez konieczności opuszczania platformy czy przechodzenia na zewnętrzne strony internetowe. Polska, obok Austrii, Belgii i Holandii, staje się jednym z kluczowych rynków, na których usługa zadebiutowała w 2026 roku.

Platforma stawia na model tzw. discovery e-commerce, co oznacza, że sprzedaż jest ściśle powiązana z odkrywaniem produktów podczas konsumpcji treści. Mechanizm ten opiera się na kilku kanałach: oznaczeniach w filmach w kanale „Dla Ciebie”, interaktywnych transmisjach LIVE, dedykowanych sekcjach na profilach marek oraz centralnej zakładce ShopTab, służącej do przeglądania ofert i zarządzania zamówieniami. W dniu startu oferta platformy jest już dość bogata i obejmuje zarówno znane marki, takie jak L’Oréal, Modivo czy Eveline Cosmetics, jak i lokalnych graczy z segmentów mody, kosmetyków oraz artykułów codziennego użytku.

Dla przedsiębiorców TikTok Shop stanowi nową odnogę sprzedaży online, integrującą promocję z obsługą transakcji. Model rozliczeń oparto na prowizjach: standardowo wynoszą one 9 proc., przy czym dla elektroniki ustalono preferencyjną stawkę 7 proc. Aby przyciągnąć sprzedawców na starcie, TikTok oferuje im promocyjną prowizję na poziomie zaledwie 2 proc. przez pierwsze trzy miesiące działalności. Co istotne dla lokalnych firm, platforma udostępnia narzędzie „Sell Across Europe”, które pozwala na szybką ekspansję transgraniczną i sprzedaż na innych rynkach unijnych w ramach jednej rejestracji.

Istotnym elementem strategii TikToka jest również program afiliacyjny, który ma zacieśnić współpracę między markami a twórcami internetowymi. Influencerzy posiadający co najmniej 1,5 tys. obserwujących mogą promować produkty w swoich materiałach i czerpać z tego tytułu prowizje.

Z punktu widzenia polskiego konsumenta, proces zakupowy został zoptymalizowany pod kątem wygody i bezpieczeństwa. Dostawy realizowane są przez popularnych operatorów, takich jak InPost, DPD czy GLS, przy deklarowanym czasie realizacji wynoszącym maksymalnie 4 dni robocze. Użytkownicy mają do dyspozycji szeroki wachlarz płatności, obejmujący m.in. BLIK-a, Apple Pay oraz Google Pay, a także 30-dniowe prawo do zwrotu towaru. Aby zadbać o jakość oferty, TikTok wprowadził procesy weryfikacji sprzedawców oraz samych produktów, wspierane przez dedykowane zespoły moderatorów i zaawansowane narzędzia technologiczne, co ma na celu zapewnienie bezpiecznego środowiska zakupowego od pierwszych dni funkcjonowania usługi w Polsce.

Co czwarta mała firma w Polsce bez budżetu na cyberochronę. Co trzecia nie reaguje po ataku

  • W przypadku 19% zaatakowanych małych firm w Polsce, skutki ataku cybernetycznego były bardzo poważne, jednocześnie 32% zaatakowanych podmiotów nie wprowadziło żadnych zmian po incydencie;
  • 26% małych firm deklaruje, że nie ponosi żadnych wydatków na zabezpieczenie przed atakami cyfrowymi. W dużych organizacjach kwoty sięgają powyżej 50 000 zł rocznie;
  • W średnich i dużych podmiotach cyberbezpieczeństwem najczęściej zajmuje się pracownik lub dedykowany zespół IT, w małych podmiotach za ten obszar częściej odpowiada właściciel;
  • 85% małych i 45% średnich firm na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy nie przeprowadziło żadnej oceny ryzyka cybernetycznego swoich organizacji.

Koszty finansowe i operacyjne jednego ataku

Badanie Mastercard przeprowadzone na przełomie 2025 i 2026 r. wśród specjalistów ds. IT w polskich małych, średnich i dużych firmach pokazało skalę ataków cybernetycznych na polskie przedsiębiorstwa oraz podejście właścicieli firm do cyberzagrożeń. Wśród ankietowanych, do cyberataku lub naruszenia bezpieczeństwa cyfrowego w organizacji przyznała się co druga duża firma, 44% średnich i 25% małych. Jaki był ich wpływ na działalność organizacji? W przypadku małych podmiotów, 42% ankietowanych stwierdziło, że skutek incydentu był poważny lub umiarkowany powodując duże (19%) lub częściowe (23%) zakłócenia działalności. Niemal co trzecia (31%) średnia firma odczuła niewielkie komplikacje
i umiarkowane zakłócenia. Przedstawiciele firm zostali zapytani również o to, ile realnie kosztował ich przedsiębiorstwo atak cyberprzestępców. Co piąta mała przyznała, że straty finansowe były niewielkie (do 1 tys. zł). W przypadku średnich i dużych firm skutki ataków są częściej zdecydowanie bardziej kosztowne i sięgają nawet 50 tys. zł.

Duże firmy, które częściej mają plan reagowania na incydenty i regularnie szkolą swoich pracowników, znacznie częściej deklarują, że skutecznie blokują ataki. Cyberataki na małe firmy często oznaczają natomiast duże zakłócenie ich działalności. Choć, jak pokazuje nasze najnowsze badanie, większość firm deklaruje brak strat finansowych, to wraz ze wzrostem wielkości organizacji, rośnie niepewność co do realnych kosztów incydentu – mówi Małgorzata Domagała, VP, dyrektorka ds. produktów i rozwiązań Mastercard na Polskę, Czechy, Słowację.

Dość spora część ankietowanych w badaniu Mastercard – 19% wśród średnich firm i 16% wśród dużych – przyznaje, że nie jest w stanie oszacować strat finansowych lub odmawia udzielenia na ten temat odpowiedzi.

– Wyniki naszego badania wskazują, że wciąż potrzebujemy zwiększać świadomość na temat cyberzagrożeń oraz wyzwań związanych z cyberprzestępczością. Jednocześnie, w miarę jak cyberzagrożenia rosną pod względem skali i stopnia zaawansowania, Mastercard konsekwentnie inwestuje w technologie, wiedzę ekspercką i partnerstwa, które pomagają organizacjom wzmacniać cyberodporność oraz zwiększać bezpieczeństwo – dodaje ekspertka.

Co trzecia mała firma (32%), 28% dużych oraz co piąta średnia nie zmieniły swojego podejścia do cyberbezpieczeństwa mimo tego, że doświadczyły ataku. Drobne zmiany wprowadzono natomiast średnio w 30% z nich. Działania prewencyjne i zapobiegawcze – takie jak audyty zewnętrzne i ocena ryzyka cybernetycznego częściej spotykane są w dużych i średnich firmach – w ciągu 12 miesięcy od momentu badania, przeprowadzono je kolejno w 72% i 55% z nich. Jeśli chodzi o małe organizacje, 85% przyznało, że nie przeprowadzają takich czynności.

Wydatki na cyberbezpieczeństwo

Budżet firm przeznaczony na cyberbezpieczeństwo wzrasta wraz ze skalą działalności – im mniejsza organizacja, tym mniejsze środki finansowe przeznacza na ten cel. Wyniki badania Mastercard pokazały, że 26% małych podmiotów nie ponosi żadnych wydatków związanych z bezpieczeństwem cyfrowym, a 55% deklaruje na ten cel mniej niż 10 tys. zł rocznie (ok. 833 zł miesięcznie). Co trzecia średnia organizacja szacuje kwoty rzędu 10-50 tys. zł rocznie, a 44% dużych określa je na poziomie przekraczającym nawet 50 tys. zł.

Zaufany partner od IT – kryteria wyboru w polskich firmach

Zgodnie z wynikami badania Mastercard, w małych firmach cyberbezpieczeństwo powierza się właścicielowi (60%) lub pracownikom zajmującym się zarówno IT, jak i innymi zadaniami (10%). Za cyberbezpieczeństwo średnich i dużych firm częściej odpowiada pracownik lub zespół zatrudniony w firmie i dedykowany wyłącznie do zadań IT (66% i 76% wskazań) albo osoba/ firma zatrudniona zewnętrznie, ale pracująca w trybie ciągłym tylko w tym obszarze (30% i 24%).

Przy wyborze partnera ds. cyberbezpieczeństwa lub zewnętrznych dostawców, małe firmy polegają głównie na referencjach i opiniach innych (53%), doświadczeniu / renomie (33%), szybkości reakcji i wsparcia (30%), ale istotna jest dla nich również cena usługi (27%). Średnie przedsiębiorstwa w pierwszej kolejności stawiają na doświadczenie / renomę (53%), zakres oferowanych usług i ich kompleksowość (53%). Duże podmioty priorytetowo traktują natomiast kwestię certyfikatów i zgodności z normami (61% wskazań).

– Budżety firm na cyberochronę są zróżnicowane. Jednak nawet przy stosunkowo dużych kwotach, problemem może być nieodpowiednie lokowanie środków oraz nieumiejętne zarządzanie cyberodpornością. Wyzwaniem pozostaje zatem również kwestia delegowania odpowiedzialności za ten obszar odpowiedniemu partnerowi o właściwych kompetencjach. Prewencja i zaufanie profesjonalistom ma realne przełożenie na siłę ataku i może zminimalizować jego skutki – podsumowuje Małgorzata Domagała z Mastercard.

Nowe przepisy Eurodac. Unia wzmacnia kontrolę nad procedurami migracyjnymi i azylowymi

0

12 czerwca 2026 r. rozpoczęto stosowanie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej ustanawiającego zmodernizowany system Eurodac. To jedna z najważniejszych zmian w unijnej polityce migracyjnej i azylowej ostatnich lat. Nowe przepisy są częścią Paktu o Migracji i Azylu, który ma uporządkować zasady zarządzania migracją w Unii Europejskiej, usprawnić procedury azylowe oraz ograniczyć nieuprawnione przemieszczanie się cudzoziemców pomiędzy państwami członkowskimi.

Eurodac nie jest nowym systemem, ale jego rola zmienia się zasadniczo. Dotychczas służył przede wszystkim do porównywania odcisków palców osób ubiegających się o ochronę międzynarodową i pomagał ustalić, które państwo członkowskie odpowiada za rozpatrzenie wniosku azylowego. Po wejściu w życie nowych regulacji system zostaje przekształcony w znacznie szersze narzędzie wykorzystywane w ramach unijnej polityki migracyjnej, azylowej i bezpieczeństwa.

Eurodac zyskuje nową funkcję w polityce migracyjnej UE

Modernizacja Eurodac oznacza odejście od wąskiego modelu bazy służącej głównie mechanizmowi dublińskiemu. Nowy system ma wspierać identyfikację osób objętych procedurami migracyjnymi i azylowymi, kontrolę nad przepływami migracyjnymi oraz realizację nowych procedur wynikających z Paktu o Migracji i Azylu. W praktyce oznacza to, że Eurodac stanie się jednym z kluczowych wielkoskalowych systemów informacyjnych Unii Europejskiej.

Celem nowych przepisów jest m.in. zwiększenie skuteczności postępowań azylowych, ograniczenie tzw. wtórnych przemieszczeń oraz lepsze monitorowanie sytuacji osób, które znalazły się na terytorium Unii Europejskiej w związku z migracją. Wtórne przemieszczenia polegają na tym, że osoba, która złożyła wniosek o ochronę lub została zarejestrowana w jednym państwie członkowskim, przemieszcza się następnie do innego państwa UE poza przewidzianymi procedurami.

Nowy Eurodac ma ułatwiać państwom członkowskim szybkie ustalenie, czy dana osoba była już wcześniej zarejestrowana w innym kraju Unii, czy ubiegała się o ochronę międzynarodową, czy została objęta procedurą kontroli przesiewowej, a także czy wobec niej zapadły określone decyzje w ramach procedur migracyjnych lub azylowych.

Więcej kategorii danych w systemie

Jedną z najważniejszych zmian jest rozszerzenie zakresu danych gromadzonych w systemie. Eurodac nie będzie już opierał się wyłącznie na danych daktyloskopijnych, czyli odciskach palców. Nowe przepisy przewidują również przetwarzanie dodatkowych danych biometrycznych i alfanumerycznych, w tym wizerunków twarzy.

Dane alfanumeryczne mogą obejmować informacje identyfikacyjne, które pozwalają powiązać dane biometryczne z konkretną osobą i przebiegiem procedury. W określonych przypadkach w systemie mogą być odnotowywane także informacje dotyczące zagrożeń dla bezpieczeństwa oraz decyzji podejmowanych przez właściwe organy w ramach procedur migracyjnych i azylowych.

Rozszerzenie zakresu danych ma poprawić skuteczność identyfikacji cudzoziemców i ograniczyć ryzyko wielokrotnego występowania pod różnymi tożsamościami. Z punktu widzenia ochrony danych osobowych oznacza to jednak konieczność zapewnienia szczególnie silnych gwarancji prawnych, organizacyjnych i technicznych.

Dane biometryczne dzieci od 6. roku życia

Szczególnie istotną zmianą jest objęcie systemem Eurodac danych biometrycznych dzieci od ukończenia 6. roku życia. To rozwiązanie budzi szczególne znaczenie z perspektywy praw dziecka, prywatności oraz zasady minimalizacji danych.

Rozporządzenie przewiduje gwarancje mające chronić dzieci podczas pobierania danych biometrycznych. Pobieranie takich danych powinno odbywać się z poszanowaniem godności dziecka, jego wieku, sytuacji psychicznej i fizycznej oraz w warunkach, które ograniczają stres i ryzyko naruszenia jego praw. Organy stosujące przepisy muszą pamiętać, że dziecko objęte procedurą migracyjną lub azylową znajduje się często w sytuacji szczególnej podatności na krzywdę.

Z perspektywy państw członkowskich oznacza to konieczność odpowiedniego przygotowania funkcjonariuszy i pracowników odpowiedzialnych za rejestrację danych. Nie wystarczy techniczne zapewnienie możliwości pobrania danych. Konieczne jest także stworzenie procedur, które będą zgodne z prawami podstawowymi, zasadą proporcjonalności i dobrem dziecka.

Polska dostosowuje krajowe przepisy

Wdrożenie zmodernizowanego Eurodac wymagało dostosowania polskich przepisów krajowych. W toku prac legislacyjnych nad ustawą dotyczącą udziału Rzeczypospolitej Polskiej w systemie Eurodac głos zabierał Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. UODO wskazywał na potrzebę zapewnienia skutecznych mechanizmów realizacji praw osób, których dane będą przetwarzane w systemie.

Chodzi przede wszystkim o prawo dostępu do danych, prawo do informacji, możliwość żądania sprostowania nieprawidłowych danych oraz zapewnienie jasnych zasad odpowiedzialności organów krajowych. W przypadku systemów wielkoskalowych szczególnie ważne jest to, aby osoba, której dane dotyczą, wiedziała, do którego organu może się zwrócić i w jaki sposób może dochodzić swoich praw.

Prezes UODO zwracał również uwagę na konieczność zapewnienia pełnej wykonalności obowiązków wynikających z rozporządzenia Eurodac oraz stworzenia odpowiednich warunków do sprawowania niezależnego nadzoru nad systemem. Część postulatów zgłoszonych przez organ nadzorczy została uwzględniona w toku prac legislacyjnych.

Koniec dotychczasowej grupy nadzorczej

Wraz z rozpoczęciem stosowania nowych przepisów zakończyła działalność Grupa ds. Koordynacji Nadzoru nad Eurodac. Przez lata była ona forum współpracy krajowych organów ochrony danych oraz Europejskiego Inspektora Ochrony Danych. Jej zadaniem było wspieranie spójnego nadzoru nad przetwarzaniem danych w systemie Eurodac.

W związku z przejściem do nowego modelu nadzoru zakończyło się również pełnienie przez Marię Jędę, Główną Koordynatorkę ds. Wielkoskalowych Systemów Informacyjnych UE w UODO, funkcji Wiceprzewodniczącej tej Grupy.

Nowy model przewiduje, że zadania związane ze skoordynowanym nadzorem nad Eurodac będą realizowane w ramach Komitetu Skoordynowanego Nadzoru działającego przy Europejskiej Radzie Ochrony Danych. Ma to zapewnić większą spójność działań nadzorczych w odniesieniu do wielkoskalowych systemów informacyjnych UE.

Rola UODO w nadzorze nad systemem Eurodac

Urząd Ochrony Danych Osobowych od lat uczestniczył w pracach dotyczących nadzoru nad Eurodac. UODO angażował się m.in. w analizę relacji pomiędzy rozporządzeniem Eurodac a przepisami dotyczącymi kontroli przesiewowej. Istotnym obszarem były także zagadnienia związane z realizacją prawa dostępu do danych przez osoby, których informacje są przetwarzane w systemie.

W 2025 r. UODO prowadził również działania nadzorcze dotyczące wykonywania obowiązków wynikających z przepisów regulujących funkcjonowanie Eurodac. Tego typu działania mają znaczenie nie tylko formalne, ale również praktyczne. Pozwalają sprawdzić, czy organy krajowe rzeczywiście stosują przepisy w sposób zgodny z prawem, czy prawidłowo dokumentują operacje na danych i czy osoby objęte systemem mają realną możliwość korzystania ze swoich praw.

Nowe rozporządzenie wzmacnia rolę krajowych organów ochrony danych. Do zadań Prezesa UODO należy monitorowanie zgodności z prawem przetwarzania danych osobowych przez właściwe organy krajowe. Dotyczy to zarówno przekazywania danych do Eurodac, jak i wykorzystywania informacji zgromadzonych w systemie.

Dostęp do danych na potrzeby ścigania przestępstw

Szczególne znaczenie mają przepisy dotyczące dostępu do danych Eurodac na potrzeby ochrony porządku publicznego i ścigania przestępstw. Dane biometryczne są jedną z najbardziej wrażliwych kategorii danych osobowych, dlatego ich wykorzystanie przez organy ścigania musi podlegać ścisłej kontroli.

Zgodnie z nowymi przepisami każde państwo członkowskie musi zapewnić coroczną, niezależną kontrolę przetwarzania danych osobowych w tym obszarze. Kontrola ma obejmować analizę próby elektronicznych wniosków kierowanych do systemu. Oznacza to, że sprawdzane będzie nie tylko formalne istnienie procedur, ale również sposób ich praktycznego stosowania.

Wyniki takich kontroli będą uwzględniane w corocznych sprawozdaniach przekazywanych Parlamentowi Europejskiemu, Radzie i Komisji Europejskiej. Ma to zwiększyć przejrzystość wykorzystywania systemu oraz zapewnić, że dostęp do danych na potrzeby bezpieczeństwa nie będzie nadużywany.

Migracja, bezpieczeństwo i ochrona danych — trudna równowaga

Modernizacja Eurodac pokazuje, jak skomplikowane staje się zarządzanie migracją w Unii Europejskiej. Z jednej strony państwa członkowskie potrzebują skutecznych narzędzi identyfikacji, wymiany informacji i prowadzenia procedur azylowych. Z drugiej strony system oparty na szerokim przetwarzaniu danych biometrycznych musi być stale oceniany z perspektywy praw podstawowych, prywatności i zasady proporcjonalności.

Największym wyzwaniem będzie pogodzenie skuteczności administracyjnej z ochroną jednostki. Osoby objęte procedurami migracyjnymi i azylowymi często znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej. Nie zawsze znają język państwa, w którym przebywają, nie zawsze rozumieją procedury i nie zawsze mają łatwy dostęp do pomocy prawnej. Dlatego prawo do informacji i prawo dostępu do danych nie mogą pozostawać wyłącznie formalnym zapisem.

Zmodernizowany Eurodac będzie wymagał od państw członkowskich nie tylko sprawnej infrastruktury technicznej, ale również przejrzystych procedur, szkoleń dla funkcjonariuszy i skutecznego nadzoru. Dane biometryczne, raz wprowadzone do systemu, mogą mieć istotny wpływ na sytuację prawną konkretnej osoby. Błędy w rejestracji, nieprawidłowe przypisanie danych lub nieuprawnione wykorzystanie informacji mogą prowadzić do poważnych konsekwencji.

Co oznaczają nowe przepisy w praktyce?

Dla organów państwowych nowe przepisy oznaczają szerszy zakres obowiązków związanych z rejestrowaniem, przekazywaniem, wykorzystywaniem i zabezpieczaniem danych. Konieczne będzie zapewnienie zgodności z przepisami unijnymi i krajowymi, prowadzenie dokumentacji, obsługa praw osób, których dane dotyczą, oraz współpraca z organami nadzorczymi.

Dla osób ubiegających się o ochronę międzynarodową i migrantów objętych procedurami oznacza to, że ich dane mogą być przetwarzane w szerszym zakresie niż dotychczas. Dotyczy to nie tylko odcisków palców, ale również wizerunków twarzy i dodatkowych informacji identyfikacyjnych. W niektórych przypadkach w systemie mogą znaleźć się także informacje związane z decyzjami podejmowanymi w toku procedur migracyjnych i azylowych.

Dla organów ochrony danych osobowych nowe regulacje oznaczają większą odpowiedzialność za kontrolę systemu. Nadzór nad Eurodac będzie prowadzony zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. UODO zapowiada aktywny udział w monitorowaniu stosowania nowych przepisów oraz w pracach skoordynowanego nadzoru.

Nowy etap funkcjonowania Eurodac

Rozpoczęcie stosowania rozporządzenia ustanawiającego zmodernizowany Eurodac otwiera nowy etap w zarządzaniu migracją i azylem w Unii Europejskiej. System ma być bardziej kompleksowy, skuteczniejszy i lepiej dostosowany do nowych procedur przewidzianych w Pakcie o Migracji i Azylu. Jednocześnie jego rozbudowa oznacza większą skalę przetwarzania danych osobowych, w tym danych biometrycznych.

Dlatego najbliższe lata pokażą, czy państwom członkowskim uda się zachować właściwą równowagę pomiędzy bezpieczeństwem, sprawnością procedur i ochroną praw człowieka. W przypadku Eurodac nie chodzi bowiem wyłącznie o techniczne porównywanie danych. Chodzi o system, który może wpływać na losy osób poszukujących ochrony, przemieszczających się przez granice Unii Europejskiej i objętych jednymi z najbardziej wrażliwych procedur administracyjnych.

UODO podkreśla, że będzie aktywnie uczestniczył w monitorowaniu stosowania nowych przepisów zarówno w Polsce, jak i na poziomie europejskim. Rola organów ochrony danych będzie w tym procesie kluczowa, ponieważ to one mają stać na straży zgodności przetwarzania danych z prawem oraz poszanowania praw osób, których dane trafiają do systemu Eurodac.

PragmaGO rusza z największą emisją obligacji w historii spółki

PragmaGO rozpoczyna zapisy na trzyletnie*, niezabezpieczone obligacje korporacyjne. Zapisy będą przyjmowane w dniach 17 czerwca – 2 lipca br. Oprocentowanie (zmienne, oparte o WIBOR 3M + marża z zakresu między 3,35 p.p. a 3,75 p.p. w skali roku) wyniesie 7,21%** w skali roku. Celem Spółki jest pozyskanie co najmniej 60 mln zł***.

„Rozpoczynamy największą w historii Spółki emisję obligacji. Pozyskane środki umocnią naszą pozycję kapitałową i pozwolą na obniżenie kosztu obsługi długu oraz wydłużenie jego ważonego tenoru. Aby wzmocnić popyt, w trakcie trwania zapisów wykupimy obligacje zapadające w styczniu 2027 o wartości 25 mln złotych. Jednocześnie wprowadziliśmy do warunków emisji możliwość opłacenia nabywanych obligacji przez potrącenie z kolejnej serii zapadającej w marcu 2027” – mówi Jacek Obrocki, Wiceprezes PragmaGO.

W pierwszym kwartale 2026 Grupa PragmaGO sfinansowała ponad 782 mln zł należności, co stanowi wzrost o 9% rok do roku. Z usług Grupy skorzystało 15,3 tys. mikro- i małych przedsiębiorców (+7% r/r), realizując ponad 227 tys. transakcji (+26% r/r). W modelu embedded finance B2B (w tym BNPL, Merchant Cash Advance) PragmaGO udzieliła 248 mln zł (+35% r/r) finansowania.

Równolegle z dynamicznym wzrostem działalności w Polsce PragmaGO konsekwentnie rozwija swoją obecność na rynkach zagranicznych przez co wzmacnia model embedded finance B2B oparty na partnerstwach strategicznych. Usługi są tak zaprojektowane – zarówno w zakresie UX, analizy ryzyka, jak i aspektów technologicznych – aby były łatwe do skalowania i przenoszenia na kolejne rynki. PragmaGO jest obecna w Rumunii, a od niedawna także w Hiszpanii i Chorwacji. Spółka rozwija współpracę z partnerami kierującymi swoje usługi do sektora MŚP. Do partnerów PragmaGO należą takie zagraniczne marki jak Glovo, Pluxee, Gomag czy Qonto. Dzięki temu finansowanie może być dostępne dla przedsiębiorców bezpośrednio w procesach zakupowych i sprzedażowych. Ekspansja międzynarodowa oraz nowe partnerstwa mają wspierać dalszy wzrost skali działalności Grupy, dywersyfikację źródeł przychodów i budowę pozycji PragmaGO jako jednego z wiodących fintechów finansujących sektor MŚP w Europie.

Emitowane obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym Catalyst GPW. Inwestorem strategicznym PragmaGO jest Enterprise Investors.

Porozumienie USA-Iran wspiera złotego i obniża ceny ropy

Rynki z entuzjazmem przyjęły porozumienie pokojowe między USA a Iranem, dzięki któremu ceny ropy spadły do najniższych poziomów od pierwszych dni konfliktu.

Kluczowe punkty:

  • PLN odrabia straty w obliczu porozumienia USA–Iran.
  • Ramowe porozumienie pokojowe między USA a Iranem prowadzi do spadku cen ropy i wspiera sentyment do ryzyka.
  • Waluty surowcowe radzą sobie gorzej, dolar pozostaje odporny.
  • Inflacja CPI w USA rośnie, nie widać jednak szerszych efektów drugiej rundy.
  • EBC podniósł stopy po raz pierwszy od trzech lat, ale nie czyni dalszych zobowiązań.
  • Rynki czekają na pierwsze posiedzenie Fedu, któremu przewodzić będzie nowy prezes Kevin Warsh.

Jak przewidywały rynki, a wiadomości z weekendu potwierdziły, tym razem porozumienie pokojowe między USA a Iranem rzeczywiście jest w zasięgu ręki. Ceny ropy gwałtownie spadły, rentowności obligacji wzrosły, indeksy giełdowe wystrzeliły w górę, wprowadzenie na giełdę SpaceX przebiegło bez żadnych komplikacji i niemal wszystkie główne waluty świata umocniły się względem dolara, najsilniej – waluty rynków wschodzących. Dolar wykazał się jednak ogólnie niezwykłą odpornością. Bardzo dobre wyniki amerykańskiej gospodarki i poczucie, że degradacja instytucjonalna w USA nie jest tak poważna, jak się obawiano, pozwoliły walucie odzyskać część blasku. Względem walut europejskich oddała ona tylko niewielką część zysków wypracowanych podczas wojny. Dla kontrastu, waluty rynków wschodzących na ogół radziły sobie znacznie lepiej podczas tego cyklu wojny i pokoju.

Podczas gdy zeszłotygodniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego zgodnie z oczekiwaniami nie wywołało żadnej reakcji, posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (17.06) powinno wzbudzić więcej emocji. Wysokość stóp procentowych niemal na pewno nie ulegnie zmianie, w centrum uwagi znajdzie się jednak głęboki podział zdań między głosującymi członkami. Będzie to również ważny tydzień dla Wielkiej Brytanii – w środę (17.06) opublikowane zostaną dane o inflacji w maju, a w czwartek (18.06) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii. Dodatkowo przeprowadzone zostaną wybory uzupełniające, których wynik zadecyduje o tym, czy Andy Burnham będzie mógł rzucić wyzwanie Keirowi Starmerowi w walce o przywództwo w Partii Pracy. Posiedzenia głównych banków centralnych będą więc konkurować o uwagę inwestorów ze skutkami porozumień między USA a Iranem, których szczegóły dopiero poznamy.

PLN

Polski złoty, podobnie jak inne waluty rynków wschodzących, w ostatnich dniach odrabiał straty, reagując pozytywnie na wieści o porozumieniu na linii USA–Iran. Skala zmian nie jest jednak znaczna, co potwierdza, że premia za ryzyko zaszyta w kursie nie była zbyt duża – jej skalę ogranicza również dość odporny dolar.

W ostatnich dniach nie poznaliśmy przesadnie dużo lokalnych informacji. Dzisiejsze (15.06) odczyty potwierdziły, że inflacja w maju spadła do 3,1%. Zachęcające dane inflacyjne oraz spadek cen ropy zwiększają szanse na to, że stopy procentowe w Polsce nie będą rosnąć. Przed nami jeszcze majowe dane o inflacji bazowej (wtorek 16.06) oraz odczyt produkcji przemysłowej (piątek 19.06) – uwaga jednak powinna skupiać się przede wszystkim na sytuacji zewnętrznej.

EUR

EBC podniósł stopy procentowe i nie zobowiązywał się do przyszłych ruchów. Komunikaty były do pewnego stopnia jastrzębie, niemniej porozumienie między USA a Iranem i wynikający z niego spadek cen ropy sprawiły, że rynki wycofały się ze swoich oczekiwań jeszcze dwóch podwyżek stóp w tym roku. Wspomniane porozumienie jest bez wątpienia pozytywne zarówno dla gospodarki strefy euro, jak i wspólnej waluty, niemniej reakcja tej drugiej jest jak dotąd minimalna.

Ten tydzień przyniesie niewiele wieści, niemniej poznamy rewizję majowych danych inflacyjnych (środa 17.06), a indeksy ZEW (wtorek 16.06) mogą pokazać pierwszy wzrost na fali optymizmu dotyczącego zakończenia walk na Bliskim Wschodzie. Spodziewamy się, że euro, wspierane przez porozumienie pokojowe i dobre nastroje inwestorów, będzie zmierzać ku górnej granicy przedziału wahań w ostatnim czasie.

USD

Choć główna miara inflacji wzrosła przez skok cen energii do 4,2%, miara bazowa, która utrzymuje się tuż poniżej poziomu 3% i nie pokazuje szerszych efektów drugiej rundy, przyniosła Fedowi lepsze informacje. Ceny producenckie pokazują jednak w dalszym ciągu rozlewanie się inflacji po łańcuchach dostaw.

Wysoka inflacja i odporne dane gospodarcze dadzą jastrzębiom amunicję podczas posiedzenia FOMC w środę (17.06), gołębie będą zaś czerpać siłę z porozumienia pokojowego i gwałtownego spadku cen kontraktów futures na ropę, który automatycznie cofnie większość niedawnego skoku cenowego. Spodziewamy się, że dolar wznowi swój stopniowy trend spadkowy, jako że wsparcie z przepływów do safe haven ulegnie przynajmniej częściowemu odwróceniu, a nadchodzące debiuty giełdowe firm z sektora AI wraz z ogromną podażą długu skarbowego zwiększą pulę aktywów dolarowych czekających na inwestorów.

GBP

Ostatni trend ogólnej siły funta względem walut europejskich czeka w tym tygodniu poważna próba. W najbliższym czasie poznamy kluczowe wieści z frontu makroekonomicznego, monetarnego i politycznego. Raport inflacyjny za maj (środa 17.06) nada ton posiedzeniu BoE następnego dnia (czwartek 18.06). Oczekuje się utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, liczba jastrzębich głosów członków Komitetu Polityki Monetarnej (MPC) dostarczy jednak kluczowych informacji na temat prawdopodobieństwa ich podwyżek w tym roku.

I wreszcie, wygrana Andy’ego Burnhama w czwartkowych wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield jest daleka od bycia przesądzoną, choć jest on faworytem bukmacherów. Niespodziewana porażka przeciwnika Starmera przyniosłaby zapewne gwałtowny wzrost kursu funta. Podsumowując, będzie to dla brytyjskiej waluty jeden z najciekawszych tygodni 2026 r.

Pozorna równowaga na rynku magazynowym. Czynsze mogą wzrosnąć jeszcze w 2026 roku

Choć oficjalne statystyki nadal pokazują relatywnie wysoki poziom dostępnej powierzchni magazynowej, rzeczywista sytuacja na rynku jest znacznie bardziej napięta niż wynika z raportów. Zdaniem ekspertów SQM Advisory rynek magazynowy w ciągu najbliższych kwartałów stanie przed gwałtownym spadkiem dostępności powierzchni. Powrót popytu przy ograniczonej nowej podaży może szybko zmienia układ sił na rynku.

Ostatnie dwa lata na rynku magazynowym upłynęły pod znakiem ostrożności. Najemcy koncentrowali się na optymalizacji kosztów i renegocjacjach umów, a deweloperzy ograniczali realizację nowych projektów bez zabezpieczonych kontraktów najmu. W efekcie rynek wszedł w okres pozornej równowagi, gdzie dostępność powierzchni pozostaje relatywnie wysoka, a firmy przynajmniej teoretycznie nadal mogą liczyć na korzystne warunki negocjacyjne.

Największym błędem byłoby dziś zakładanie, że oficjalny poziom pustostanów gwarantuje komfortową sytuację w kolejnych latach. Wiele wskazuje na to, że rynek bardzo szybko przejdzie od nadwyżki dostępnej powierzchni do walki o najlepsze lokalizacje. Obserwujemy wzrost popytu, który jest stymulowany aktywnością najemców z zagranicy, w tym z Azji – mówi Tomasz Arent, Partner w SQM Advisory.

Zdaniem ekspertów SQM Advisory obecny obraz rynku może nie oddawać rzeczywistej skali zmian zachodzących po stronie popytu. Największe dostępne moduły w atrakcyjnych lokalizacjach są sukcesywnie absorbowane przez najemców.

Wiele wskazuje na to, że obecne dane pokazują bardziej przeszłość niż przyszłość rynku. Widzimy rosnącą aktywność firm logistycznych i e-commerce, które przejmują największe dostępne moduły. Obecny poziom dostępnej oficjalnie powierzchni może dawać poczucie bezpieczeństwa najemcom, ale rynek nie jest przygotowany na moment, w którym popyt ponownie gwałtownie wzrośnie. Dla najemców oznacza to konieczność wcześniejszego planowania relokacji i renegocjacji umów, oraz ryzyko wzrostu stawek czynszów – mówi Tomasz Arent.

Jednocześnie nowa podaż pozostaje ograniczona. Deweloperzy ostrożnie podchodzą do uruchamiania projektów spekulacyjnych, a instytucje finansowe znacznie dokładniej niż jeszcze kilka lat temu analizują ryzyko nowych inwestycji.

Według danych Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych (PINK) zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekraczają obecnie 37 mln m.kw., a wskaźnik pustostanów utrzymuje się na poziomie około 7 proc. Dane te stanowią jednak jedynie tło dla procesów zachodzących na rynku. Coraz większe znaczenie ma bowiem nie sama skala dostępnej powierzchni, lecz jej lokalizacja, jakość i faktyczna dostępność dla nowych najemców. Jak podkreślają eksperci z SQM Advisory, obecnie praktycznie nie ma na rynku atrakcyjnych dużych powierzchni, gdzie nie toczą się już rozmowy z potencjalnymi najemcami.

Na koniec marca 2026 roku według PINK w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,44 mln m.kw. Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji odnotowano w województwie mazowieckim (37 proc. budowanej powierzchni), śląskim (15 proc.) i łódzkim (11 proc.). Tymczasem najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0,0 proc.), opolskim (1,1 proc.) oraz zachodniopomorskim (1,4 proc.).

Jeżeli kilka silnych grup najemców zacznie jednocześnie zwiększać aktywność w wybranych regionach, dostępność powierzchni może kurczyć się znacznie szybciej niż dziś zakłada większość uczestników rynku. – podsumowuje Tomasz Arent.

Jak podkreśla SQM Advisory, kurcząca się dostępność powierzchni i ograniczona liczba nowych inwestycji zwiększają ryzyko skokowego wzrost czynszów efektywnych jeszcze w 2026 roku.

Nowe mieszkania spółdzielcze? Początek 2026 roku przyniósł negatywny rekord

Spółdzielnie mieszkaniowe mają budować więcej tanich mieszkań. Jednak od stycznia do kwietnia 2026 r. rozpoczęły budowę tylko 1 lokalu w modelu spółdzielczym.

O konieczności aktywizacji spółdzielni mieszkaniowych mówi się w Polsce od dawna. Trudno się dziwić wziąwszy pod uwagę fakt, że jeszcze w latach 90. wspominane instytucje budowały stosunkowo dużo nowych lokali (nie wspominając już o latach 60. – 80.). Obecnie większość spółdzielni jedynie zarządza starzejącymi się blokami, a tylko niektóre budują mieszkania – zwykle jednak w modelu komercyjnym, czyli deweloperskim. Inwestycji typowo spółdzielczych jest bardzo niewiele. Wystarczy powiedzieć, że przez pierwsze cztery miesiące 2026 roku spółdzielnie mieszkaniowe z całej Polski rozpoczęły budowę tylko jednego mieszkania dla swoich członków.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Nowych inwestycji mieszkaniowych w modelu typowo spółdzielczym od lat jest niewiele. Jednak na początku 2026 r. negatywny rekord został pobity. W przypadku wyników z całego 2026 roku, również trudno będzie się spodziewać pozytywów.
  • Spółdzielnie mieszkaniowe budują więcej w modelu deweloperskim, czyli działając jak deweloperzy. Wtedy sprzedaż mieszkań następuje bez konieczności przystępowania do spółdzielni i wnoszenia wkładu budowlanego lub mieszkaniowego (na zasadach określonych przez ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych).
  • Rząd chce zachęcić spółdzielnie mieszkaniowe do bardziej aktywnej działalności w modelu spółdzielczym, ale niektóre planowane rozwiązania budzą kontrowersje. Chodzi głównie o przekazanie praw do gruntów na preferencyjnych zasadach w zamian za budowę nowych lokali spółdzielczych i dogęszczanie starszych osiedli.

Poniżej Leszek Markiewicz prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy (NieruchomosciSzybko.pl) przedstawia więcej ciekawych informacji dotyczących spółdzielni mieszkaniowych oraz ich inwestycji.

Jaki jest negatywny rekord spółdzielni w 2026 roku?

Wydaje się, że opis aktualnej sytuacji warto rozpocząć od dokładniejszego przedstawienia wspomnianego wcześniej negatywnego rekordu spółdzielni. Mianowicie, według danych GUS, przez pierwsze cztery miesiące poszczególnych lat rozpoczęto budowę następującej liczby mieszkań spółdzielczych w całej Polsce:

  • 2020 r. – 790 mieszkań
  • 2021 r. – 672 mieszkania
  • 2022 r. – 323 mieszkania
  • 2023 r. – 9 mieszkań
  • 2024 r. – 136 mieszkań
  • 2025 r. – 168 mieszkań
  • 2026 r. – 1 mieszkanie

Zaledwie jedno mieszkanie spółdzielcze z okresu styczeń – kwiecień 2026 r. prawdopodobnie zostało rozpoczęte razem z lokalami, które spółdzielnia będzie oferować na zasadach wynikających z ustawy deweloperskiej. „Natomiast liczba lokali rozpoczętych w modelu spółdzielczym (według przepisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych), pod koniec roku będzie raczej dużo większa. Nie należy się jednak spodziewać wysokich wyników w całym 2026 roku” – przewiduje Leszek Markiewicz.

Spółdzielnia jako deweloper to częstszy wariant …

Temat działalności spółdzielni jako typowych deweloperów jest niewątpliwie interesujący, lecz w jego przypadku napotykamy na problem. Otóż, dane GUS nie pozwalają stwierdzić, ile mieszkań spółdzielnie rozpoczęły w danym okresie na zasadach deweloperskich (z uwzględnieniem ustawy deweloperskiej). Spółdzielczy inwestorzy są bowiem w takim wariancie traktowani na równi z deweloperami. „Informacje GUS prezentowane wyżej dotyczą natomiast lokali spółdzielczych sensu stricto, a więc takich, które spółdzielnia buduje dla swoich członków z wykorzystaniem m.in. wkładu mieszkaniowego (patrz: spółdzielcze lokatorskie prawo) lub wkładu budowlanego (odrębna własność mieszkania)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz.

Nowa propozycja rządu może budzić kontrowersje

Już od lat mówi się, że budownictwo spółdzielcze realizowane na tradycyjnych zasadach mogłoby pomóc wielu młodym Polakom. Jednak te spółdzielnie mieszkaniowe, które nadal budują bloki, wolą to robić w modelu deweloperskim. Rząd chciałby zachęcić spółdzielnie, aby mocniej rozwijały swoją działalność w kierunku budowania mieszkań na tani wynajem (oferując spółdzielcze lokatorskie prawa do lokali). W maju 2026 r. zapowiedziano przepisy, których celem jest „uproszczenie procedur uzyskiwania publicznego wsparcia oraz dostosowanie ich dla spółdzielni mieszkaniowych, Towarzystw Budownictwa Społecznego i Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych” – cytuje Leszek Markiewicz.

Jednocześnie rząd pracuje nad przepisami, które mają rozwiązać problem nieuregulowanych gruntów pod spółdzielczymi blokami. Rozwiązanie tego problemu dotyczącego ponad 100 000 lokali (głównie w Warszawie) stanowiłoby przełom. Jednak już teraz, na wczesnym etapie prac legislacyjnych widzimy, że wypracowanie ostatecznych rozwiązań nie będzie łatwe. Projekt ustawy o uregulowaniu praw do gruntów zabudowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe wskazuje bowiem, że spółdzielnia, na rzecz której uregulowane zostanie prawo do gruntu poza obszarem niezbędnym do prawidłowej obsługi budynków, będzie mogła realizować tam wyłącznie inwestycje w ramach społecznego budownictwa czynszowego. „Innymi słowy rząd proponuje spółdzielniom wymianę pod hasłem uregulowanie praw do gruntów w zamian za możliwą realizację na tych działkach tylko inwestycji ze społecznego programu” – wyjaśnia Leszek Markiewicz.

Dogęszczanie osiedli to wcale nie jest łatwy temat

Opisywane wyżej rozwiązanie może wydawać się ciekawe, ale jednocześnie jest niekoniecznie akceptowalne z punktu widzenia niektórych spółdzielni – tym bardziej, że planowane przepisy przewidują dla spółdzielni możliwy obowiązek budowy nowych bloków w określonym terminie. Pamiętajmy również, że sama koncepcja dogęszczania osiedli zabudowanych wcześniej starszymi blokami (najczęściej z lat 60. – 80.), wzbudza nierzadko sprzeciw lokalnych mieszkańców. „Z jednej strony trudno się dziwić protestom, natomiast z drugiej trzeba pamiętać o ograniczonym zasobie gruntów pod zabudowę w lepszych miejskich lokalizacjach” – podsumowuje Leszek Markiewicz prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy (NieruchomosciSzybko.pl).

Green Capital wzmacnia zarząd. Jarosław Broda i Marta Złotkowska dołączają do spółki

Green Capital, deweloper i operator projektów OZE oraz magazynów energii, wzmacnia zespół zarządzający. Do spółki dołączyli Jarosław Broda, który objął stanowisko Chief Operating Officer, oraz Marta Złotkowska, która jako Head of International będzie odpowiedzialna za nadzór nad strategicznymi projektami spółki za granicą na kolejnych etapach ich przygotowania, finansowania i realizacji. Zmiany mają wesprzeć dalszy rozwój Green Capital w Polsce i na rynkach zagranicznych, w szczególności w obszarze projektów OZE, bateryjnych magazynów energii oraz infrastruktury energetycznej dla sektora cyfrowego.

Rozbudowa zespołu zarządzającego następuje w ważnym momencie rozwoju Green Capital. Spółka konsekwentnie wzmacnia swoją pozycję jako deweloper i operator projektów OZE oraz magazynów energii, rozwijając jednocześnie kompetencje niezależnego producenta energii elektrycznej (IPP). Green Capital zarządza pełnym cyklem życia projektu – od zabezpieczenia praw do gruntów i uzyskiwania pozwoleń, przez realizację inwestycji, po długoterminowe zarządzanie operacyjne aktywami. W Polsce krajowy pipeline spółki przekracza 13 GW i obejmuje projekty fotowoltaiczne, lądową energetykę wiatrową oraz magazyny energii. Poza Polską Green Capital rozwija działalność w Europie Środkowo-Wschodniej i Ameryce Południowej, wzmacniając swoją obecność na styku sektora odnawialnych źródeł energii i infrastruktury cyfrowej.

Jarosław i Marta wnoszą do Green Capital doświadczenie, którego potrzebujemy na kolejnym etapie rozwoju organizacji. Jarosław wzmacnia nasze kompetencje operacyjne, inwestycyjne i zarządcze, szczególnie w kontekście dużych projektów infrastrukturalnych. Marta będzie wspierać rozwój naszej działalności międzynarodowej i projektów, które wymagają umiejętności łączenia perspektywy energetycznej, finansowej, regulacyjnej i technologicznej. To ważny krok w budowie organizacji zdolnej do realizacji ambitnych projektów w Polsce i za granicą – mówi Michał Polanowski, Prezes Zarządu Green Capital S.A.

Jarosław Broda objął stanowisko Chief Operating Officer 25 maja 2025 r. To menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w sektorze energetycznym, obejmującym zarówno technologie konwencjonalne, jak i odnawialne źródła energii. Jako CEO i współdyrektor projektu Baltic Power uczestniczył w realizacji pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej. Jego rolą było wsparcie pozyskania rekordowego finansowania project finance o wartości 4,4 mld euro oraz budowa zespołu odpowiedzialnego za rozpoczęcie budowy inwestycji o mocy 1,2 GW. Wcześniej, jako członek zarządu Tauron, odpowiadał m.in. za rozwój portfela OZE, nadzór nad kluczowymi inwestycjami oraz wdrażanie innowacji.

W Green Capital Jarosław Broda będzie odpowiadał za wzmacnianie zdolności operacyjnych organizacji, rozwój struktur umożliwiających skuteczną realizację projektów oraz wsparcie spółki w przechodzeniu od fazy deweloperskiej do budowy i długoterminowego zarządzania aktywami. Jego doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów infrastrukturalnych, finansowaniu projektowym, zarządzaniu zespołami oraz transakcjach M&A będzie istotne z perspektywy dalszego skalowania działalności Green Capital.

Dołączam do Green Capital z przekonaniem, że spółka ma potencjał, aby skutecznie realizować złożone projekty energetyczne i infrastrukturalne w Polsce oraz na rynkach zagranicznych. Moim celem jest wniesienie do organizacji doświadczenia związanego z prowadzeniem dużych inwestycji, transakcji M&A oraz budowaniem struktur pozwalających skutecznie przechodzić od fazy rozwoju projektów do ich realizacji. Wierzę, że transparentność, współpraca i dzielenie się wiedzą są fundamentem skutecznych organizacji, a największą satysfakcję daje wspólne osiąganie ambitnych celów – mówi Jarosław Broda, Chief Operating Officer, Green Capital S.A.

Do zespołu Green Capital dołączyła również Marta Złotkowska, obejmując stanowisko Head of International. W nowej roli będzie odpowiadać za rozwój międzynarodowej działalności spółki oraz nadzór nad strategicznymi projektami na kolejnych etapach ich przygotowania, finansowania i realizacji.

Marta Złotkowska ma doświadczenie w rozwoju i prowadzeniu złożonych projektów energetycznych oraz infrastrukturalnych w Europie, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Jej kompetencje obejmują obszary odnawialnych źródeł energii, magazynowania energii oraz ekosystemu data center. Łączy doświadczenie w zakresie project development, finansowania, regulacji oraz współpracy z partnerami publicznymi i prywatnymi.

Wzmocnienie kompetencji międzynarodowych jest szczególnie istotne z perspektywy strategicznego kierunku rozwoju Green Capital. Spółka buduje zintegrowaną platformę energetyczno-cyfrową na rynkach, na których deficyt stabilnej mocy i rosnący popyt na infrastrukturę obliczeniową tworzą przestrzeń dla nowego modelu biznesowego. W tym modelu odnawialne źródła energii, magazyny energii oraz infrastruktura gotowa do obsługi sektora data centers i AI tworzą spójny ekosystem odpowiadający na potrzeby gospodarki cyfrowej.

Green Capital znajduje się dziś w ważnym momencie rozwoju. Nie tylko rozwijamy projekty energetyczne, ale budujemy platformę, która może wspierać sposób, w jaki infrastruktura AI i data centers będą zasilane w przyszłości. Doświadczenie międzynarodowe Marty, jej podejście do realizacji złożonych projektów oraz kompetencje strategiczne będą istotnym wsparciem dla dalszego skalowania naszej działalności. Cieszymy się, że dołącza do naszego zespołu – dodaje Michał Polanowski, Prezes Zarządu Green Capital S.A.

Nowe nominacje są elementem konsekwentnego wzmacniania organizacji przed kolejną fazą rozwoju. Green Capital rozwija projekty w obszarze magazynów energii, fotowoltaiki oraz lądowej energetyki wiatrowej, a jednocześnie przygotowuje się do długoterminowego zarządzania wybranymi aktywami jako niezależny producent energii i dostawca usług elastyczności dla systemu elektroenergetycznego.

Rynki uwierzyły w porozumienie wokół Ormuzu. Przed inwestorami gorący tydzień

Podobno porozumienie jest już naprawdę za rogiem Cieśniny Ormuz. Przynajmniej rynki są o nim przekonane, chociaż żarliwość tej wiary nie rozkłada się równomiernie. Czy nowy szef Fed przekona Komitet do swojego spojrzenia na świat? Czy może piątkowe trzy wiedźmy staną się katalizatorem odwrotu? Przed nami gorący tydzień.

Płynie przekaz, czy popłynie ropa?

Zgodnie ze starą tradycją na urodziny władcy zorganizowano igrzyska. Jednak sama impreza na trawniku Białego Domu to za mało, potrzebny jest też chleb. Ten ma się pojawić, dzięki zakończeniu kryzysu surowcowego. Podobno nigdy nie było tak blisko… przedłużenia zawieszenia broni. Jednak chyba po raz pierwszy naprawdę pojawia się szansa na szersze otwarcie Cieśniny Ormuz, chociaż strony mają sobie dać miesięczny okres na udrożnienie kanału żeglugi. Według ostatnich doniesień formalne podpisanie dokumentów może nastąpić w piątek w Szwajcarii. A to oznacza, że mamy niemałe szanse na kolejne zwroty akcji przed osiągnięciem wielkiego, historycznego dealu. Największą niewiadomą pozostaje to, czy Izrael jest już gotowy do respektowania jakichkolwiek porozumień.

Done deal?

Rynki w praktyce nie mają wątpliwości – porozumienie jest na stole, żadnego kryzysu nie ma, idziemy dalej (a może raczej biegniemy?). Ceny ropy wybijają właśnie kolejne dołki i są już na poziomach z początku marca. Lipcowy kontrakt na amerykańską WTI podejmuje próbę zejścia poniżej 80 USD, podczas gdy sierpniowy kontrakt na europejski Brent wybił właśnie 83 USD. Spadkowa euforia nie omija też rynku gazu, holenderski TTF traci blisko 6%, a za Mwh trzeba płacić 47 euro. W tyle nie chcą pozostać rynki kapitałowe, a najmocniej dotknięta blokadą Ormuzu Azja wpadła prawie w ekstazę, japoński Nikkei oraz koreański KOSPI zyskały dziś w okolicach 5%. Europejskie otwarcie było już mniej euforyczne, ale wciąż jest bardzo mocne. Niemiecki DAX i francuski CAC40 rosną nawet 1,7%. Za rynkami bazowymi stara się nadążyć Warszawa – WIG20 idzie w górę o 1,3%. Kontrakty futures na Wall Street wskazują na otwarcie powyżej +2%. Po trudnym okresie do wzrostów powraca złoto, za uncję trzeba znowu płacić powyżej 4300 USD. Za zyski metali szlachetnych częściowo może odpowiadać zachowanie dolara amerykańskiego. Ten przy szerokorynkowym risk on wyraźnie traci, chociaż zachowanie forex już zwyczajowo w ostatnich tygodniach można nazwać najbardziej wyważonym. Kurs EUR/USD wrócił powyżej kluczowego poziomu 1,157 USD i balansuje na okrągłym 1,16 USD. Przekłada się to na kurs USD/PLN testujący od góry 3,65 zł. Kurs EUR/PLN balansuje na 4,24 zł.

Będzie się działo!

W tym tygodniu czeka nas spora dawka fundamentalnych impulsów. Oczywiście inwestorski wzrok w dalszym ciągu musi zerkać w stronę Bliskiego Wschodu. Jednak, przynajmniej w teorii, wydarzeniem tygodnia powinno być posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej. Konsensus nie zakłada żadnego ruchu na stopach ze strony FOMC, ale Komitet pokaże swoje oczekiwania na ich wysokość w kolejnych kwartałach (tzw. dot spot). Możliwe, że jeszcze istotniejszy będzie sposób komunikacji ze strony nowego szefa Fed. Kevin Warsh wchodzi na scenę w blasku sporej niepewności, a podstawowe pytanie brzmi: czy przekona resztę decydentów do swojej wizji polityki monetarnej? Nie brakuje też innych wątpliwości. Czy – kiedy wraz ze zbliżającym się weekendem napięcie wokół możliwego porozumienia w Zatoce Perskiej będzie zapewne rosło – przyjdą trzy wiedźmy i zjedzą całe zyski? Równie dobrze mogą dolać więcej paliwa do inicjowanych już dziś ruchów, jeśli traderzy ustawią kontrakty na trzeci kwartał według logiki przeszłego konfliktu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – strefa euro – produkcja przemysłowa (kwiecień)
  • 14:30 – USA – produkcja przemysłowa (maj)

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie wzrosły o 3,2%. Liderami Tokio i Dubaj

Firma Knight Frank opublikowała jubileuszowe, 20. wydanie raportu The Wealth Report. Zawarty w nim Prime International Residential Index (PIRI 100) analizuje zmiany cen luksusowych nieruchomości mieszkaniowych na 100 najważniejszych rynkach na świecie.

Rosnąca liczba osób ultra-zamożnych oraz coraz większa mobilność kapitału sprawiają, że luksusowe nieruchomości pozostają jedną z najbardziej odpornych klas aktywów na świecie.

Według najnowszych danych ceny luksusowych nieruchomości wzrosły średnio o 3,2% w 2025 roku, osiągając lepszy wynik niż rynek mieszkaniowy ogółem już drugi rok z rzędu.

Najważniejsze wnioski z raportu

  • Na 73 spośród 100 analizowanych rynków odnotowano wzrost cen luksusowych nieruchomości.
  • Tokio było najszybciej rosnącym rynkiem na świecie – ceny nowych luksusowych apartamentów wzrosły tam o 58,5%.
  • Dubaj zanotował wzrost o 25,1%, utrzymując pozycję najbardziej aktywnego rynku nieruchomości o wartości powyżej 10 mln USD. W 2025 roku zawarto tam 500 transakcji w segmencie super-prime.
  • Najlepsze wyniki regionalne osiągnął Bliski Wschód (+9,4%). Wzrosty odnotowano również w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (+4,7%), regionie Azji i Pacyfiku (+3,6%) oraz w Europie (+3,3%).
  • Ameryka Północna była jedynym regionem ze spadkiem cen (-0,9%), głównie za sprawą korekty na rynku kanadyjskim.
  • Ograniczona podaż gotowych do zamieszkania nieruchomości nadal przekłada się na wyższe ceny najlepiej przygotowanych aktywów.
  • Coraz większa mobilność najzamożniejszych inwestorów wpływa na zmiany wzorców zakupowych. Rośnie liczba osób ultra-zamożnych (UHNWI), które spędzają mniej niż 90 dni rocznie w swoich tradycyjnych lokalizacjach, co napędza popyt na luksusowe nieruchomości na wynajem.
  • Wśród rynków o największym potencjale wzrostu raport wskazuje m.in. Mumbaj, Brisbane, Miami oraz Hongkong.

Luksusowe nieruchomości coraz bardziej odporne na zawirowania gospodarcze

Jak podkreśla Liam Bailey, redaktor raportu The Wealth Report:

– Na wielu rynkach segment luksusowych nieruchomości wyraźnie oddzielił się od szerokiego rynku mieszkaniowego, korzystając z dynamicznego przyrostu globalnego majątku. Podczas gdy rynek masowy pozostaje bardziej podatny na presję gospodarczą, tempo wzrostu liczby zamożnych osób pomaga utrzymać stabilny popyt na nieruchomości premium, nawet pomimo zmienności kosztów finansowania.

Ekspert zwraca również uwagę na rosnącą mobilność najbogatszych inwestorów:

– Osoby ultra-zamożne coraz częściej organizują swoje życie pomiędzy kilkoma krajami, a family offices aktywnie zarządzają ryzykiem podatkowym, politycznym i związanym ze stylem życia. W efekcie tradycyjne globalne centra, takie jak Londyn, coraz częściej pełnią funkcję miejsc wykorzystywanych okresowo – do prowadzenia biznesu, korzystania z oferty kulturalnej czy budowania relacji – zamiast stałego miejsca zamieszkania.

Ile luksusowych nieruchomości można kupić za 1 mln USD?

W ciągu ostatnich pięciu lat siła nabywcza inwestorów na rynku nieruchomości premium wyraźnie się zmieniła. W niektórych miastach za 1 mln USD można dziś kupić znacznie mniej metrów kwadratowych niż w 2020 roku, co pokazuje skalę wzrostu cen w segmencie luksusowym.

Miasto Powierzchnia za 1 mln USD (Q4 2020) Powierzchnia za 1 mln USD (Q4 2025)
Monako 17,3 m² 16,0 m²
Hongkong 22,6 m² 22,5 m²
Genewa 37,2 m² 27,9 m²
Singapur 36,2 m² 28,1 m²
Londyn 30,7 m² 32,9 m²
Nowy Jork 34,9 m² 33,9 m²
Los Angeles 50,4 m² 36,4 m²
Tokio 62,4 m² 36,6 m²
Paryż 41,9 m² 37,1 m²
Wiedeń 41,0 m² 39,0 m²
Sydney 44,2 m² 42,1 m²
Szanghaj 49,8 m² 44,4 m²
Mediolan 59,9 m² 45,8 m²
Miami 97,0 m² 58,1 m²
Berlin 66,4 m² 58,8 m²
Dubaj 182,8 m² 62,2 m²
Madryt 93,1 m² 75,1 m²
Lizbona 92,5 m² 79,4 m²
Melbourne 79,4 m² 82,6 m²
Mumbaj 104,9 m² 95,5 m²

Źródło: Knight Frank, Prime International Residential Index (PIRI 100), Q4 2025

Najbardziej spektakularna zmiana dotyczy Dubaju, gdzie za 1 mln USD można dziś kupić niemal trzy razy mniej powierzchni niż pięć lat temu. Silne wzrosty cen widoczne są także w Tokio, Miami i Genewie.

Jednocześnie takie rynki jak Londyn czy Melbourne pozostają relatywnie bardziej stabilne pod względem siły nabywczej inwestorów.

Nowa polityka zakupowa państwa. Więcej szans dla MŚP, ale też większe wymagania

0

Rynek zamówień publicznych w Polsce jest dziś wart około 587 mld zł rocznie, jednak zdecydowana większość przedsiębiorców wciąż z niego nie korzysta. Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Miliardy na stole”, aż siedem na dziesięć prywatnych firm nigdy nie złożyło oferty w przetargu publicznym i nawet nie rozważa takiego kroku. Rząd chce to zmienić. Przyjęta Polityka zakupowa państwa na lata 2026-2029 zakłada większe wsparcie dla sektora MŚP, uproszczenie procedur oraz odejście od myślenia o zamówieniach publicznych wyłącznie przez pryzmat najniższej ceny.

Miliardy są dostępne, ale firmy nie chcą po nie sięgać

Skala niewykorzystanego potencjału jest ogromna. Z danych PIE wynika, że tylko 13 proc. przedsiębiorstw podjęło w 2025 roku próbę udziału w postępowaniu przetargowym. Dla wielu firm rynek zamówień publicznych pozostaje zbyt skomplikowany, zbyt sformalizowany i obarczony dużym ryzykiem proceduralnym.

Nowa polityka zakupowa ma to zmienić. Rząd zapowiada m.in. szersze stosowanie zaliczek, szybsze płatności, prostszy język dokumentacji oraz większy dialog z przedsiębiorcami jeszcze przed ogłoszeniem postępowania.

– W dalszym ciągu duża część przedsiębiorców z sektora MŚP nie jest aktywna na rynku zamówień publicznych. Jeżeli nowe rozwiązania rzeczywiście ograniczą bariery wejścia, może to być jedna z najważniejszych zmian dla sektora MŚP od lat – mówi mec. Michał Liżewski, partner kancelarii LEGALLY.SMART, specjalista z zakresu prawa zamówień publicznych.

Koniec ery „najniższej ceny”?

Eksperci zwracają uwagę, że nowa polityka zakupowa oznacza również zmianę filozofii państwa wobec zamówień publicznych. Coraz większą rolę mają odgrywać bezpieczeństwo dostaw, innowacyjność oraz rozwój krajowego potencjału gospodarczego.

W praktyce oznacza to odejście od podejścia, w którym o wyniku przetargu decyduje przede wszystkim cena.

Zamówienia publiczne – zwłaszcza w sektorach o znaczeniu strategicznym – przestają być wyłącznie procedurą zakupową. Państwo coraz częściej traktuje je jako narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa gospodarczego czy zwiększania innowacyjności w sektorze publicznym – podkreśla mec. Liżewski.

Nowe szanse dla MŚP, ale też nowe wymagania

Eksperci wskazują, że większe otwarcie rynku dla mniejszych firm będzie wymagało również większej profesjonalizacji po stronie wykonawców. Rosnąć będzie znaczenie transparentności, zarządzania ryzykiem, jakości dokumentacji i zdolności do spełniania coraz bardziej złożonych wymagań zamawiających.

Przedsiębiorcy, którzy wcześniej przygotują swoje organizacje do funkcjonowania na rynku publicznym, mogą zyskać przewagę nad konkurencją.

– Dla wielu firm najbliższe lata będą okresem uczenia się nowego rynku. Ci, którzy odpowiednio wcześnie zbudują kompetencje związane z zamówieniami publicznymi, mogą znaleźć się w gronie największych beneficjentów zmian – ocenia mec. Michał Liżewski.

Zdaniem eksperta przyjęta polityka zakupowa pokazuje, że publiczne wielomiliardowe środki mają w coraz większym stopniu wspierać nie tylko realizację inwestycji, ale również rozwój krajowej gospodarki i wzmacnianie pozycji polskich przedsiębiorstw.

Geopolityczna ulga na rynkach. Ceny ropy reagują na sygnały z USA i Iranu

Wstępne porozumienie USA i Iranu w sprawie ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz zostało przez rynki odebrane jako sygnał spadku ryzyka geopolitycznego, ale nie oznacza jeszcze trwałej stabilizacji ani szybkiego powrotu do normalnego handlu ropą i gazem. To raczej pierwszy etap procesu, w którym decyzja polityczna musi zostać przełożona na realne bezpieczeństwo żeglugi, odbudowę zaufania armatorów i ubezpieczycieli oraz rozwiązanie najtrudniejszych kwestii dyplomatycznych: irańskiego programu nuklearnego, sankcji, zamrożonych aktywów i ewentualnych zachęt gospodarczych dla Teheranu.

Znaczenie porozumienia jest istotne, ponieważ Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów światowej gospodarki. Przez ten wąski szlak morski przechodzi około jedna piąta globalnych przepływów ropy i LNG, a korzystają z niego najważniejsi eksporterzy energii z Zatoki Perskiej. Jej blokada uderzyła więc nie tylko w rynek surowców, ale także w transport morski, koszty ubezpieczeń, logistykę przemysłową i oczekiwania inflacyjne. Przez Ormuz transportowane są również inne towary, w tym produkty rafineryjne, nawozy, aluminium czy hel, dlatego zakłócenia w tym miejscu mogą rozlewać się na wiele sektorów gospodarki.

Reakcja rynku była zgodna z logiką obniżenia premii za ryzyko: ceny ropy spadły, a nastroje na giełdach poprawiły się. Inwestorzy uznali, że porozumienie zmniejsza prawdopodobieństwo gwałtownego niedoboru ropy i gazu oraz kolejnej fali wzrostu cen energii. Z punktu widzenia banków centralnych może to ograniczać presję inflacyjną i wzmacniać argumenty za ostrożniejszą polityką pieniężną. Ten pozytywny efekt może być jednak stopniowy i nietrwały, ponieważ wysokie ceny energii z poprzednich miesięcy już obciążyły przedsiębiorstwa, konsumentów i budżety państw importujących surowce.

Najważniejszym ograniczeniem porozumienia jest jego tymczasowy charakter. Formalne otwarcie cieśniny nie wystarczy, aby handel natychmiast wrócił do poziomów sprzed konfliktu. Konieczne będzie usunięcie zagrożeń, w tym min, przywrócenie pełnej przepustowości portów, obniżenie kosztów ubezpieczenia oraz przekonanie armatorów, że trasa jest bezpieczna. W praktyce rynek często reaguje szybko na polityczne deklaracje, ale fizyczne przepływy surowców i zaufanie uczestników handlu odbudowują się znacznie wolniej.

Dodatkowym źródłem niepewności są rozbieżne interpretacje samego porozumienia. USA przedstawiają je jako sukces dyplomatyczny i krok w stronę stabilizacji regionu, natomiast irańskie media państwowe opisują je jako wymuszenie na USA i Izraelu zakończenia wojny. Taka różnica narracji pokazuje, że obie strony już na starcie próbują wykorzystać porozumienie politycznie. Może to utrudnić dalsze rozmowy, zwłaszcza jeśli pojawi się spór o kontrolę nad żeglugą przez Cieśninę Ormuz, zakres znoszenia sankcji lub skalę finansowych korzyści dla Iranu.

Ryzykiem pozostaje również Izrael, którego działania wojskowe mogą komplikować wdrażanie ustaleń. Jeżeli napięcia regionalne ponownie wzrosną, armatorzy i ubezpieczyciele mogą utrzymać ostrożne podejście, nawet jeśli formalnie cieśnina będzie otwarta. W takim scenariuszu ceny ropy mogłyby ponownie wzrosnąć, szczególnie jeśli popyt pozostanie silny, a odbudowa podaży okaże się wolniejsza od oczekiwań. Dodatkowo część państw może chcieć odbudować strategiczne rezerwy paliw, co ograniczyłoby skalę spadku cen w krótkim terminie.

Kryzys wokół Cieśniny Ormuz może mieć także długofalowe konsekwencje. Importerzy energii prawdopodobnie będą mocniej dywersyfikować dostawców, trasy transportowe i zaplecze logistyczne, aby zmniejszyć zależność od jednego strategicznego szlaku. Oznacza to, że nawet po uspokojeniu sytuacji część zmian w globalnym handlu surowcami może się utrwalić. Rynek otrzymał więc dobrą wiadomość, ale nie powrót do dawnego status quo. Oficjalne podpisania porozumienia między USA a Iranem ma nastąpić w Szwajcarii w piątek. Lipcowe kontrakty na ropę WTI na giełdzie NYMEX tracą w poniedziałek rano ponad 5,3% i wyceniane są na 80,33 USD.

Rolników w KRD jest mniej, ale średnie zadłużenie rośnie

Według danych KRD, na koniec I kwartału br. liczba rolników w tym rejestrze spadła o blisko 6% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Z kolei kwota całkowitego zadłużenia tej grupy zmniejszyła się rdr. o prawie 4%, do 239,9 mln zł. Widać też, że najwięcej, bo 5,6 mln zł, miał do uregulowania dłużnik z województwa mazowieckiego. Z kolei średnie zadłużenie wyniosło blisko 69 tys. zł, a więc o przeszło 1,4 tys. więcej niż rok wcześniej. Z kolei statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań prawie 2 lata.

Z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) wynika, że na koniec I kw. br. w tym rejestrze znajdowało się 3481 rolników (zajmujących się uprawą roli i hodowlą zwierząt), w tym 548 z woj. mazowieckiego i 509 – z wielkopolskiego. To o 5,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 3699. Jak przekonuje Sławomir Izdebski, przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, skala problemu jest większa. Sporo rolników, którzy zalegają z płatnościami, np. wobec producentów pasz czy dostawców nawozów, nie trafia od razu do KRD. Zdaniem eksperta, przedstawione dane to maksymalnie 40-50% stanu faktycznego.

– Spadek rdr. liczby rolników figurujących w tym rejestrze należy ocenić jako umiarkowanie pozytywny sygnał. Jednak nie można go automatycznie utożsamiać z trwałą poprawą kondycji finansowej całego sektora rolnego. Część gospodarstw zdołała uregulować zaległości lub ograniczyć skalę problemów płatniczych, ale jednocześnie nadal mamy do czynienia z grupą blisko 3,5 tys. rolników posiadających przeterminowane zobowiązania – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei Sławomir Izdebski zaznacza, że część rolników rezygnuje z prowadzenia gospodarstw rolnych. Zdarza się, że zamożniejsi pomagają spłacać im zobowiązania, przejmują ich tereny na określonych warunkach. Według eksperta, to mogło wpłynąć na ww. spadek rdr. Przewodniczący OPZZ RiOR podkreśla również, że problemy finansowe dotyczą przede wszystkim hodowców trzody chlewnej i producentów zbóż. I dodaje, że do tej poprawy w KRD mogła przyczynić się też koniunktura. Przez 2-3 lata było w miarę dobrze w hodowli bydła i produkcji mleka.

– Na zmianę rdr. liczby zadłużonych rolników mogło wpłynąć kilka czynników. Po pierwsze, w części sektorów rolnictwa w 2024 roku doszło do stabilizacji kosztów produkcji po okresie gwałtownych wzrostów cen energii, paliw i nawozów obserwowanych po wybuchu wojny w Ukrainie. Po drugie, część gospodarstw mogła poprawić płynność dzięki dopłatom bezpośrednim, środkom unijnym czy restrukturyzacji zadłużenia. Nie można również wykluczyć, że część najbardziej zadłużonych podmiotów zakończyła działalność lub całkowicie zmieniła formę funkcjonowania – stwierdza radca prawny Adrian Parol.

Na koniec I kw. br. całkowite zadłużenie rolników w KRD wyniosło 239,9 mln zł. To o 3,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy mowa była o kwocie 249,5 mln zł. Jak przekonuje Sławomir Izdebski, podana różnica rdr. nie jest duża. Natomiast dane te nie są adekwatne do rzeczywistości. OPZZ RiOR szacuje, że rolnicy są zadłużeni łącznie na ok. 500 mln zł. Według eksperta, to nie jest wielka kwota, biorąc pod uwagę, że w Polsce czynnie pracuje 500-600 tys. gospodarstw rolnych.

– Tempo spadku kwoty zadłużenia rdr. jest niższe niż tempo spadku liczby zadłużonych rolników. Oznacza to, że z rejestru ubywa część dłużników posiadających relatywnie niższe zaległości, natomiast pozostają osoby mające większe problemy finansowe. Nie jest to więc sytuacja, w której cały sektor szybko wychodzi z zadłużenia. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz stopniowego oczyszczania się grupy dłużników z mniejszymi zaległościami przy jednoczesnym utrzymywaniu się problemów wśród najbardziej zadłużonych gospodarstw – analizuje Adrian Parol.

Według stanu na 31 marca br. maksymalne zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 5,6 mln zł (dłużnik z woj. mazowieckiego). Natomiast rok wcześniej niechlubny rekordzista miał do uregulowania 3,3 mln zł (również z woj. mazowieckiego).

– Choć ogólna liczba zadłużonych maleje, to skala problemów w pojedynczych przypadkach może być coraz większa. Tak wysokie zobowiązania dotyczą raczej dużych podmiotów prowadzących działalność na dużą skalę. One przeważnie korzystają z kredytów inwestycyjnych, leasingu maszyn, finansowania zakupów środków produkcji czy rozbudowy infrastruktury, gdzie dużo łatwej – przy niesprzyjających warunkach – wpaść w kłopoty – dodaje Adrian Parol.

Na koniec I kwartału br. średnie zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 68 906 zł. To o 2,1% więcej niż rok wcześniej, kiedy było to 67 464 zł. Sławomir Izdebski zaznacza, że niewiele się tutaj zmieniło rdr. i prawdopodobnie w najbliższych latach będzie podobnie. Choć można się spodziewać, że na pewno część gospodarstw rolnych upadnie. Rolnicy już sygnalizują problemy związane z hodowlą trzody chlewnej i zaczynają od niej stopniowo odchodzić. Według przewodniczącego OPZZ RiOR, to jest ogromne zagrożenie, bo w to miejsce wchodzi chów przemysłowy.

– Maleje liczba zadłużonych rolników i spada całkowita wartość zadłużenia, a mimo to przeciętna kwota przypadająca na jednego dłużnika rośnie. Oznacza to, że w rejestrze pozostają osoby mające relatywnie większe problemy finansowe. Taki obraz często pojawia się w okresach przejściowej poprawy sytuacji gospodarczej. Dla przeciętnego rolnika zadłużenie na poziomie ok. 69 tys. zł może oznaczać nie tylko ograniczony dostęp do finansowania zewnętrznego. To także trudności z zakupem bieżących środków produkcji na kredyt kupiecki, większe koszty działalności oraz mniejsza zdolność do inwestowania w rozwój gospodarstwa – zaznacza Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Ponadto według danych KRD, na koniec I kwartału br. statystyczny rolnik z tego rejestru zalegał ze spłatą zobowiązań 704 dni, a w województwie świętokrzyskim – 975 dni. Rok wcześniej było to 748 dni, a w woj. małopolskim – 1402 dni. Sławomir Izdebski potwierdza, że rolnicy mają problemy ze spłatą należności. Ekspert dodaje, że zdaniem wielu przedsiębiorców, jest to najbardziej uczciwa i najlepiej zorganizowana grupa społeczna w kwestii płatności. Zazwyczaj im mniejsze gospodarstwo, tym lepiej to wygląda.

– Spadek średniego czasu zalegania ze spłatą zobowiązań można uznać za sygnał umiarkowanej poprawy, jednak trudno mówić o jakimś przełomie. Nadal mamy bowiem do czynienia z okresem przekraczającym 23 miesiące, a więc niemal dwa lata. Tak długie opóźnienia wskazują, że część gospodarstw od dawna nie jest w stanie uregulować swoich zobowiązań. W praktyce oznacza to, że problemy mają charakter strukturalny, a nie wyłącznie sezonowy. Natomiast pozytywne jest to, że średni czas zaległości maleje – podsumowuje Łukasz Goszczyński.

Efektywność kontra bezpieczeństwo. AI w firmach wymyka się spod kontroli

0

Sztuczna inteligencja stała się stałym elementem codziennej pracy w polskich firmach, jednak organizacje wyraźnie nie nadążają za tempem jej adopcji. Z najnowszej edycji raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026”, przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT, wynika, że 62% pracowników korzysta już z narzędzi AI w obowiązkach służbowych, a co trzeci użytkownik przyznaje wprost, że próbowałby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył mu dostęp do ulubionych narzędzi. Dążenie do maksymalnej efektywności zaczyna brać górę nad bezpieczeństwem danych, a zjawisko Shadow AI może być ogromnym zagrożeniem dla wielu biznesów.

Najważniejsze informacje:

  • 62% polskich pracowników korzysta z narzędzi AI w codziennej pracy służbowej
  • 35% użytkowników AI przyznaje, że próbowałoby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył dostęp do ulubionych narzędzi
  • Tylko 27% firm posiada spisaną politykę korzystania z narzędzi AI
  • 10% pracowników wprost przyznaje, że udostępnia otwartym modelom AI wrażliwe dane firmowe

Jak powszechne jest używanie AI w polskich firmach?

W polskich firmach AI często weszła przez tylne drzwi i zdążyła się już zadomowić. Z danych raportu wynika, że 62% pracowników (którzy pracują z komputerem min. 3 dni w tygodniu) korzysta z narzędzi AI w codziennych obowiązkach służbowych, a niemal co piąty deklaruje, że opiera się  na pomocy autonomicznych agentów. Skala adopcji jest więc znacząca.

Problem w tym, że firmy wyraźnie nie dotrzymują jej kroku. Większość pracowników porusza się w organizacyjnej szarej strefie, a konsekwencje są już widoczne: 10% pracowników wprost przyznaje, że udostępnia otwartym modelom AI wrażliwe dane firmowe. To właśnie istota zjawiska określanego jako Shadow AI, czyli używania sztucznej inteligencji wewnątrz organizacji bez oficjalnej zgody i nadzoru. Tylko 27% firm posiada dziś spisaną politykę regulującą korzystanie z AI, co oznacza, że zdecydowana większość pracowników nie ma żadnych firmowych drogowskazów w tym obszarze.

Dlaczego pracownicy omijają firmowe zasady dotyczące AI?

Narzędzia AI realnie przyspieszają i ułatwiają pracę, co przynosi wymierne korzyści zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Raport ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT pokazuje jednak, że często spotykana w biznesie presja efektywności ma swoją ciemną stronę: 35% użytkowników AI przyznaje, że próbowałoby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył im dostęp do ulubionych narzędzi. Co więcej, 26% deklaruje, że w takiej sytuacji wygenerowałoby potrzebne treści na prywatnym sprzęcie i przesłało je na służbową pocztę.

Warto podkreślić, że gotowość do obchodzenia zasad nie musi wynikać z lekceważenia bezpieczeństwa. Pracownicy często po prostu nie wiedzą, jakie ryzyko niesie korzystanie z publicznych modeli językowych, i nie mają dostępu do bezpiecznych alternatyw. To właśnie brak jasnych zasad i odpowiednich narzędzi sprawia, że granica między efektywną a ryzykowną pracą z AI staje się coraz trudniejsza do wytyczenia. Dla organizacji to sygnał, że sama polityka zakazów nie wystarczy.

Jakie ryzyko dla firmy niesie Shadow AI?

Korzystanie z niezatwierdzonych narzędzi AI to nie tylko kwestia naruszenia firmowych procedur. To realne ryzyko utraty kontroli nad danymi. Pracownicy, którzy wklejają służbowe dokumenty czy dane klientów do publicznych modeli językowych, często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Informacje te mogą trafiać na serwery poza Unią Europejską, być wykorzystywane do trenowania algorytmów lub stać się dostępne dla podmiotów zewnętrznych. Tymczasem tylko 38% firm zainwestowało w korporacyjne licencje AI, które gwarantują, że wprowadzane dane nie trafią do baz treningowych zewnętrznych modeli.

Konsekwencje mogą być poważne: od wycieków danych i naruszenia tajemnicy handlowej, po kary wynikające z RODO. W świecie, w którym dane są jednym z najcenniejszych zasobów firmy, brak polityki AI to nie tylko luka organizacyjna, ale realne zagrożenie biznesowe. Tymczasem zaledwie 25% firm wdrożyło systemy klasy DLP lub CASB, pozwalające monitorować ruch sieciowy pod kątem zapobiegania wyciekom danych do AI.

– Punktem wyjścia powinno być zrozumienie skali zjawiska, a następnie wprowadzenie jasnych zasad – co wolno, czego nie wolno i przede wszystkim dlaczego. Bez wyjaśnienia powodów trudno oczekiwać, że pracownik zrozumie, iż wklejenie firmowych danych do publicznego modelu językowego może zagrozić bezpieczeństwu całej organizacji. Warto też zadbać o dostęp do bezpiecznych, zatwierdzonych narzędzi – wtedy pracownicy nie będą musieli sięgać po prywatne konta. Właśnie brak takich zasad napędza Shadow AI. Największym ryzykiem jest wyciek danych do chmury, nad którą organizacja nie ma kontroli. Odpowiedzią nie jest zakaz, lecz wyjaśnienie ryzyka i wskazanie bezpiecznych alternatyw – mówi Dawid Koziorowski, Offensive Cybersecurity Team Leader, DAGMA Bezpieczeństwo IT.

Jak firmy mogą skutecznie zarządzać AI i chronić swoje dane?

Rosnąca skala zjawiska Shadow AI nie oznacza, że firmy są bezradne. Kluczem nie jest samo blokowanie narzędzi, lecz budowanie środowiska, w którym pracownicy mogą korzystać z AI w sposób bezpieczny i zgodny z firmowymi zasadami. Punktem wyjścia powinna być jasna polityka AI, która określa które narzędzia są dozwolone, jakie dane można przetwarzać i dlaczego określone zachowania są ryzykowne. Sama świadomość zagrożeń znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo nieświadomych naruszeń.

Równie ważne jest zapewnienie pracownikom bezpiecznych alternatyw. Firmy, które inwestują w korporacyjne licencje AI i zatwierdzają konkretne narzędzia, eliminują główny powód, dla którego pracownicy sięgają po rozwiązania z szarej strefy. Uzupełnieniem całości powinny być systemy monitorowania przepływu danych, które pozwalają na bieżąco kontrolować, jakie informacje opuszczają organizację. To nie technologia jest tu największym wyzwaniem, lecz wyprzedzenie jej odpowiednimi zasadami.

—————

O raporcie: Trzecia edycja raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026” powstała na podstawie badania ilościowego zrealizowanego w marcu 2026 roku przez instytut ARC Rynek i Opinia na próbie 1026 Polaków pracujących przy komputerze co najmniej 3 dni w tygodniu (w tym ekspertów ds. cybersecurity z firm zatrudniających min. 10 osób). Badanie przeprowadzono techniką CAWI.

UOKiK sprawdza Easy Payment i Fincard. Chodzi o ukryte koszty kart kredytowych

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowania przeciwko spółkom Easy Payment oraz Fincard. Sprawa dotyczy sposobu naliczania opłat przy kartach kredytowych oferowanych konsumentom na polskim rynku. Według UOKiK dodatkowe opłaty i prowizje stosowane przez te firmy mogły w praktyce działać jak ukryte odsetki kapitałowe, a tym samym prowadzić do obchodzenia przepisów o maksymalnym oprocentowaniu kredytu konsumenckiego.

Easy Payment to bułgarska spółka finansowa oferująca w Polsce karty kredytowe Axi Card. Fincard wydaje natomiast karty kredytowe pod markami Net Credit oraz Halvo. W obu przypadkach urząd analizuje, czy przedsiębiorcy nie naruszali zbiorowych interesów konsumentów, pobierając opłaty zależne od wysokości wykorzystanego limitu kredytowego.

Karta kredytowa to forma kredytu konsumenckiego

Choć karta kredytowa bywa postrzegana jako wygodne narzędzie płatnicze, z prawnego i ekonomicznego punktu widzenia jest formą kredytu konsumenckiego. Konsument korzysta z pieniędzy udostępnionych przez instytucję finansową, a następnie musi je zwrócić na określonych warunkach.

Kosztem takiego finansowania mogą być przede wszystkim odsetki kapitałowe, czyli wynagrodzenie instytucji finansowej za udostępnienie pieniędzy. Ich wysokość zależy od kwoty wykorzystanego limitu oraz czasu, przez jaki konsument korzysta z pożyczonych środków. Polskie przepisy określają jednak maksymalny poziom odsetek, którego przedsiębiorcy nie mogą przekraczać.

Oprócz odsetek konsument może być obciążany również różnego rodzaju opłatami, prowizjami lub kosztami dodatkowymi. Problem pojawia się wtedy, gdy takie opłaty nie mają charakteru stałego ani nie są związane z konkretną usługą, lecz są naliczane podobnie jak odsetki — regularnie i proporcjonalnie do kwoty wykorzystanego limitu.

Opłaty, które mogły działać jak dodatkowe odsetki

Zarzuty Prezesa UOKiK dotyczą między innymi pobierania opłat za korzystanie z kart kredytowych jako procentu od wykorzystanego limitu kredytowego. Urząd wskazuje również na możliwość wprowadzania konsumentów w błąd co do rzeczywistego kosztu kredytu.

W przypadku Easy Payment spółka miała pobierać odsetki od zadłużenia w maksymalnej dopuszczalnej wysokości, a oprócz tego naliczać dodatkowe opłaty. Chodzi między innymi o opłaty za obsługę karty, udzielenie limitu kredytowego czy udostępnienie limitu płatniczego.

Fincard z kolei miał pobierać prowizję za korzystanie z limitu kredytowego. Według ustaleń UOKiK również ta opłata była powiązana z wysokością wykorzystanych środków.

W ocenie urzędu w obu przypadkach opłaty były naliczane regularnie i zależały od kwoty zadłużenia konsumenta. To oznacza, że mogły pełnić funkcję zbliżoną do odsetek kapitałowych, mimo że formalnie nie były ujmowane w oprocentowaniu kredytu.

Konsument mógł nie znać rzeczywistego kosztu kredytu

Zdaniem UOKiK taki mechanizm mógł utrudniać konsumentom ocenę rzeczywistych kosztów korzystania z kart kredytowych. Jeżeli przedsiębiorca pobiera maksymalne dopuszczalne odsetki, a dodatkowo nalicza opłaty zależne od wysokości wykorzystanego limitu, całkowity koszt finansowania może być wyższy, niż wynikałoby to z samego oprocentowania.

W praktyce oznacza to, że im więcej pieniędzy konsument pożyczył, tym wyższe były nie tylko odsetki, lecz także dodatkowe opłaty. Według UOKiK takie rozwiązanie może prowadzić do obejścia przepisów, które mają chronić konsumentów przed nadmiernymi kosztami kredytu.

– Sposób naliczania opłat za korzystanie z kart kredytowych stosowany przez obu przedsiębiorców w praktyce oznaczał, że im więcej pieniędzy konsument pożyczył, tym wyższa była nie tylko kwota odsetek, ale również dodatkowych opłat. Tymczasem opłaty i prowizje mają co do zasady stałą wysokość albo są związane z konkretną usługą. W tym przypadku działały one tak jak odsetki od pożyczki, zwiększając koszt kredytu ponad dozwolony prawnie limit – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UOKiK: dodatkowe koszty nie mogą służyć obchodzeniu prawa

Sprawa Easy Payment i Fincard wpisuje się w szerszy problem przejrzystości kosztów usług finansowych. Konsument, decydując się na kartę kredytową, powinien wiedzieć, ile faktycznie zapłaci za korzystanie z udostępnionego limitu. Informacje o oprocentowaniu, prowizjach i innych kosztach muszą być przedstawione w sposób jasny i niewprowadzający w błąd.

Jeżeli dodatkowe opłaty są naliczane w sposób podobny do odsetek, mogą zniekształcać obraz rzeczywistego kosztu kredytu. Konsument widzi określone oprocentowanie, ale faktyczne obciążenie finansowe może być wyższe z powodu opłat, które formalnie nie są prezentowane jako odsetki.

UOKiK wskazuje, że opłaty i prowizje powinny co do zasady mieć stałą wysokość albo być związane z konkretną usługą. Jeżeli natomiast są uzależnione od kwoty wykorzystanego limitu i naliczane regularnie, mogą w praktyce stanowić dodatkowe wynagrodzenie za korzystanie z pieniędzy, czyli pełnić funkcję odsetek.

Firmom grożą wysokie kary

Postępowania prowadzone przez Prezesa UOKiK mogą zakończyć się nałożeniem kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. obrotu.

Na tym etapie sprawa dotyczy zarzutów stawianych przez urząd. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie zależało od wyników prowadzonych postępowań. Jeżeli UOKiK potwierdzi naruszenia, Easy Payment i Fincard mogą ponieść konsekwencje finansowe oraz zostać zobowiązane do zmiany praktyk stosowanych wobec konsumentów.

Co zrobić z nadwyżką gotówki? Jak przedsiębiorcy i Polacy chronią pieniądze przed inflacją

Rosnące koszty prowadzenia działalności, inflacja i niepewność gospodarcza sprawiają, że coraz więcej przedsiębiorców oraz osób prywatnych zadaje sobie podobne pytanie: jak chronić wartość zgromadzonych pieniędzy? Dziś bezpieczeństwo finansowe nie oznacza już wyłącznie trzymania środków na rachunku bankowym. Coraz częściej kluczowe staje się rozsądne rozłożenie kapitału pomiędzy różne rozwiązania, które mogą ograniczać wpływ inflacji i zwiększać odporność majątku na zmieniające się warunki gospodarcze.

Jeszcze kilka lat temu lokaty bankowe były dla wielu osób naturalnym miejscem przechowywania oszczędności. Dziś zarówno właściciele firm, jak i osoby prywatne coraz częściej szukają alternatyw pozwalających nie tylko przechować kapitał, ale również zachować jego siłę nabywczą w dłuższym terminie.

Nie oznacza to rezygnacji z tradycyjnych instrumentów finansowych. Zmienia się jednak sposób myślenia o zarządzaniu majątkiem. Coraz więcej osób odchodzi od poszukiwania jednego idealnego rozwiązania na rzecz budowania zdywersyfikowanego portfela aktywów.

Dlaczego pieniądze pozostawione na koncie tracą wartość?

Inflacja nie zawsze jest odczuwalna z miesiąca na miesiąc, jednak w dłuższym okresie znacząco wpływa na realną wartość oszczędności. Nawet jeśli nominalnie na rachunku znajduje się ta sama kwota, jej siła nabywcza może być niższa niż kilka lat wcześniej.

Z tego powodu przedsiębiorcy coraz częściej analizują nie tylko bieżącą płynność finansową firmy, ale również sposoby zabezpieczenia części wypracowanego kapitału. Podobne podejście obserwujemy wśród osób prywatnych, które budują poduszkę finansową lub odkładają środki na przyszłość.

Jakie rozwiązania najczęściej wybierają osoby chcące chronić oszczędności?

Najczęściej wykorzystywane instrumenty obejmują konta oszczędnościowe, lokaty, obligacje skarbowe, nieruchomości, fundusze inwestycyjne oraz metale szlachetne.

Każde z tych rozwiązań ma własne zalety i ograniczenia. Lokaty zapewniają wysoką płynność, obligacje dają przewidywalność, nieruchomości pozwalają budować majątek w długim terminie, natomiast metale szlachetne są często wykorzystywane jako element dywersyfikacji.

W praktyce coraz rzadziej mówi się o wyborze jednego aktywa. Znacznie częściej eksperci podkreślają znaczenie odpowiedniego rozłożenia środków pomiędzy różne klasy aktywów, tak aby ograniczyć ryzyko związane z pojedynczym rynkiem lub scenariuszem gospodarczym.

Dlaczego przedsiębiorcy interesują się dziś złotem i srebrem?

Metale szlachetne od wielu lat są wykorzystywane jako element ochrony majątku. W okresach zwiększonej niepewności gospodarczej zainteresowanie nimi zwykle rośnie, ponieważ stanowią aktywa o globalnym charakterze i nie są bezpośrednio powiązane z wynikami konkretnych spółek czy sektorów gospodarki.

Coraz częściej uwagę przedsiębiorców zwraca również srebro. Oprócz funkcji związanej z dywersyfikacją majątku pojawia się tutaj także aspekt podatkowy, który odróżnia je od złota inwestycyjnego.

Złoto a srebro – najważniejsze różnice z perspektywy firmy

Jedną z kluczowych różnic pomiędzy tymi metalami są zasady opodatkowania. Złoto inwestycyjne spełniające warunki określone w przepisach korzysta ze zwolnienia z podatku VAT. W przypadku srebra sytuacja wygląda inaczej – obrót srebrem co do zasady objęty jest podatkiem VAT.

To właśnie dlatego przedsiębiorcy często analizują srebro nie tylko jako aktywo materialne, ale również w kontekście zasad rozliczeń podatkowych związanych z działalnością firmy. Każda sytuacja wymaga jednak indywidualnej oceny księgowej i podatkowej, uwzględniającej sposób wykorzystania zakupionych aktywów oraz charakter prowadzonej działalności.

GoldPlan Mennica Mazovia

Coraz większe znaczenie mają rozwiązania długoterminowe

Zmienia się również sposób nabywania metali szlachetnych. Obok jednorazowych zakupów coraz większą popularnością cieszą się programy umożliwiające regularne budowanie oszczędności poprzez systematyczne zakupy mniejszych ilości złota lub srebra.

Takie rozwiązania pozwalają rozłożyć zakupy w czasie i stopniowo budować ekspozycję na wybraną klasę aktywów. Na polskim rynku funkcjonują między innymi programy takie jak GoldPlan, a osoby zainteresowane metalami inwestycyjnymi mogą korzystać z oferty wyspecjalizowanych podmiotów działających w tym obszarze, takich jak Mennica Mazovia.

Co zrobić z nadwyżką gotówki? Jak przedsiębiorcy i Polacy chronią pieniądze przed inflacją 1

Dywersyfikacja zamiast przewidywania przyszłości

Jednym z najważniejszych trendów widocznych zarówno wśród przedsiębiorców, jak i osób prywatnych jest odejście od prób przewidywania kolejnych kryzysów, decyzji banków centralnych czy zachowań rynków finansowych.

Coraz większą rolę odgrywa budowanie odporności finansowej. Odpowiednio zdywersyfikowany majątek może lepiej funkcjonować w różnych scenariuszach gospodarczych i ograniczać wpływ nieprzewidzianych wydarzeń na zgromadzony kapitał.

Dlatego współczesne zarządzanie pieniędzmi coraz rzadziej sprowadza się do pytania „jak najwięcej zarobić?”. Znacznie częściej dotyczy pytania, które dla wielu osób okazuje się ważniejsze: jak skutecznie zachować wartość oszczędności i zabezpieczyć przyszłość swoją, rodziny lub firmy w świecie, w którym zmienność stała się nową normą.

WAŻNE: Materiał ma charakter informacyjny i promocyjny. Nie stanowi porady inwestycyjnej, podatkowej, księgowej ani rekomendacji nabycia jakichkolwiek aktywów. Decyzje dotyczące lokowania kapitału, zakupu metali szlachetnych lub sposobu rozliczenia takich transakcji powinny być podejmowane po analizie indywidualnej sytuacji finansowej, podatkowej i prawnej oraz po konsultacji z doradcą podatkowym, księgowym lub doradcą inwestycyjnym.

Polacy wydadzą na wakacje średnio 5647 zł. Coraz częściej liczą na wsparcie pracodawców

Od kilkuset do nawet 3000 zł dopłaty do wypoczynku, świadczenia urlopowe wypłacane automatycznie, regionalne bony turystyczne, tańsze noclegi, vouchery podróżnicze czy dodatkowe dni wolne od pracodawców – możliwości obniżenia kosztów wakacji w 2026 roku nie brakuje, wynika z analiz Grupy Progres. To dobra wiadomość dla Polaków, którzy na tegoroczny urlop planują wydać średnio 5647 zł (badanie Holiday Barometer 2026). Choć aż 72 proc. wskazuje inflację i wysokie ceny jako główny czynnik wpływający na wakacyjne plany, większość nie zamierza rezygnować z wyjazdów. Coraz częściej pomagają w tym nie tylko programy publiczne, ale również wsparcie oferowane przez pracodawców.

Choć wakacje pozostają jednym z najważniejszych wydatków w domowych budżetach, Polacy planują tegoroczne wyjazdy ostrożniej niż rok temu. Z badania „Holiday Barometer 2026” przeprowadzonego przez Europ Assistance we współpracy z Ipsos wynika, że między czerwcem a wrześniem podróż zamierza odbyć 75 proc. Polaków, czyli o 7 pkt proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie aż 72 proc. respondentów wskazuje inflację i wysokie ceny jako główny czynnik wpływający na wakacyjne decyzje, a 65 proc. zwraca uwagę na skutki konfliktów zbrojnych przekładające się na wzrost kosztów podróży.

Mimo większej ostrożności finansowej Polacy nie zamierzają zamykać się w domach. Z badania wynika, że aż 32 proc. respondentów planuje więcej niż jeden wyjazd między czerwcem a wrześniem. Jednocześnie ponad połowa badanych (56 proc.) deklaruje, że przeznaczy na wakacje więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Tyle samo co dotychczas zamierza wydać 23 proc. respondentów, a jedynie 13 proc. planuje ograniczyć wakacyjny budżet.

Jeszcze kilka lat temu głównym pytaniem było „dokąd pojechać?”. Dziś coraz częściej jest nim „na co mnie stać?”. Polacy szukają sposobów, by utrzymać swoje wakacyjne plany mimo rosnących kosztów życia. Widać to m.in. w rosnącym zainteresowaniu wszelkimi formami wsparcia finansowego – od świadczeń socjalnych po benefity oferowane przez pracodawców. Coraz częściej to właśnie pracownicy pytają o dostępne formy dofinansowania wypoczynku. Dla wielu rodzin nawet kilkaset złotych dodatkowego wsparcia, a czasem kilka tysięcy złotych, może przesądzić o tym, czy wyjazd dojdzie do skutku mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Wakacyjny budżet pod presją

Średni budżet, jaki Polacy planują przeznaczyć na wakacje w 2026 roku, wynosi 5647 zł. Rosnąca ostrożność nie oznacza jednak rezygnacji z wypoczynku. Polacy coraz dokładniej analizują koszty poszczególnych elementów wyjazdu. Dla 36 proc. kluczowym kryterium wyboru noclegu jest to, czy mieści się on w zaplanowanym budżecie. Z kolei 27 proc. zwraca szczególną uwagę na koszt transportu, a 19 proc. wybiera kierunek podróży przede wszystkim dlatego, że udało się znaleźć atrakcyjną cenowo ofertę (Holiday Barometer 2026). Finanse stają się więc jednym z najważniejszych filtrów decyzyjnych przy planowaniu urlopu.

Nawet kilka tysięcy złotych wsparcia

W 2026 roku część pracowników może liczyć na dodatkowe środki na wakacje. Najbardziej znanym rozwiązaniem pozostają tzw. „wczasy pod gruszą” finansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. W zależności od regulaminu firmy i sytuacji materialnej pracownika dopłata może wynosić od kilkuset złotych do nawet około 3000 zł. Warunkiem jest zwykle wykorzystanie co najmniej 14 dni nieprzerwanego urlopu.

Automatyczne świadczenie urlopowe otrzymają także nauczyciele. W tym roku wynosi ono 2943,23 zł brutto i zgodnie z przepisami musi zostać wypłacone do końca sierpnia.

Na wsparcie mogą liczyć również rodzice. Część rodzin skorzysta z programu „Aktywne Wakacje 2026”, w ramach którego dofinansowanie (do 150 zł dziennie na obóz wyjazdowy lub do 250 zł w ośrodkach COS) trafia do organizatorów obozów sportowych, obniżając cenę pobytu dzieci. Dotyczy to organizatorów, którzy zdążyli złożyć wniosek przed 7 czerwca 2026 roku. Dodatkowo funkcjonują programy wspierające wypoczynek dzieci rolników ubezpieczonych w KRUS, dopłaty do kolonii przekraczają 1000 zł.

Niektóre województwa oferują również regionalne programy wsparcia turystyki. Przykładem jest Podlaski Bon Turystyczny zapewniający dopłaty do noclegów w wysokości 300 lub 400 zł.

Jeszcze kilka lat temu dopłaty do wypoczynku kojarzyły się głównie z dużymi zakładami pracy i świadczeniami socjalnymi. Dziś coraz częściej stają się elementem szerszej polityki benefitowej. Pracodawcy dostrzegają, że wypoczęty pracownik wraca do pracy z większą energią i motywacją, dlatego obok państwowych programów coraz chętniej angażują się we wsparcie wakacyjnych planów swoich zespołów. Dla wielu rodzin wyjazd jest finansowany nie z jednego, ale z kilku źródeł jednocześnie, co jeszcze kilka lat temu było znacznie rzadszym zjawiskiemmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Firmy coraz częściej finansują odpoczynek

Rosnące koszty życia i coraz wyższe wydatki związane z organizacją urlopu sprawiają, że do wakacyjnego budżetu pracowników coraz częściej dokładają się również pracodawcy. Jak wynika z analiz Grupy Progres, w ostatnich latach wyraźnie wzrosła liczba organizacji oferujących wsparcie związane z wypoczynkiem – zarówno w formie świadczeń finansowych, jak i dodatkowych benefitów pozwalających obniżyć koszty wyjazdu.

Choć nadal najpopularniejszym rozwiązaniem pozostają dopłaty do wypoczynku finansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, coraz więcej firm rozszerza katalog dostępnych świadczeń. Pracownicy mogą liczyć m.in. na dofinansowanie rodzinnych wakacji, dopłaty do kolonii i obozów dla dzieci, letnie premie, specjalne budżety urlopowe czy vouchery podróżnicze umożliwiające opłacenie noclegów lub atrakcji turystycznych.

W wielu organizacjach rozwijane są również benefity, które jeszcze kilka lat temu były rzadkością. Dotyczy to m.in. możliwości korzystania z ośrodków wypoczynkowych należących do pracodawców, co nadal jest popularnym rozwiązaniem w części instytucji publicznych, spółek Skarbu Państwa czy dużych przedsiębiorstw przemysłowych. Coraz częściej pojawiają się także preferencyjne stawki w hotelach i apartamentach współpracujących z firmami w ramach programów partnerskich.

Na znaczeniu zyskują również benefity związane z transportem. Pracownicy niektórych branż mogą korzystać ze zniżek na bilety lotnicze, tańszych przejazdów kolejowych i autobusowych, a także pakietów obejmujących ubezpieczenia podróżne na preferencyjnych warunkach. Firmy oferują również refundację części kosztów transportu lub systemy cashbackowe pozwalające odzyskać część wydatków poniesionych podczas urlopu.

Dużą popularnością cieszą się także rozwiązania dostępne w systemach kafeteryjnych. Środki gromadzone na platformach benefitowych, takich jak MyBenefit czy Pluxee, pracownicy przeznaczają je właśnie na cele związane z wypoczynkiem – od noclegów i przejazdów po bilety do atrakcji turystycznych. W firmach funkcjonują również specjalne „holiday allowance”, czyli roczne budżety przeznaczone wyłącznie na cele urlopowe.

Coraz więcej pracodawców wspiera jednak nie tylko sam wyjazd, ale również możliwość rzeczywistego odpoczynku. Oprócz dodatkowych środków finansowych pracownicy otrzymują dodatkowe dni urlopu ponad ustawowy wymiar, wellbeing days przeznaczone na regenerację, dni wolne przyznawane za staż pracy czy możliwość skorzystania z workation, czyli połączenia pracy z pobytem w atrakcyjnej lokalizacji.

Wsparcie urlopowe coraz częściej staje się jednym z elementów wpływających na ocenę pracodawcy. Można spodziewać się, że firmy będą rozwijać tego typu rozwiązania, bo odpowiadają one na konkretną potrzebę zespołów i są jednym ze świadczeń najbardziej odczuwalnych w portfelach pracowników w pozytywny sposób mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. Jednocześnie wiele osób wciąż nie wykorzystuje wszystkich dostępnych form wsparcia, często dlatego, że nie wie o ich istnieniu lub nie sprawdza przysługujących mu świadczeń. Tymczasem przed planowaniem urlopu warto zweryfikować nie tylko oferty biur podróży i hoteli, ale również możliwości dofinansowania dostępne w miejscu pracy czy w ramach programów publicznych. W niektórych przypadkach może to oznaczać oszczędność sięgającą nawet kilku tysięcy złotychpodsumowuje ekspertka.

Akcje serii C MedTech Solutions zadebiutują na NewConnect 19 czerwca

MedTech Solutions S.A. – notowana na NewConnect spółka technologiczna tworząca rozwiązania AI dla ochrony zdrowia oraz dystrybutor wyrobów medycznych i zaawansowanych systemów robotycznych – poinformowała, że Zarząd warszawskiej Giełdy wyznaczył dzień 19 czerwca 2026 r. jako pierwszy dzień notowania akcji serii C w alternatywnym systemie obrotu. Dopuszczenie akcji do obrotu zamyka proces emisji przeprowadzonej w ubiegłym roku i otwiera kolejny etap rozwoju Spółki.

Emisja akcji serii C została przeprowadzona z zachowaniem prawa poboru i była jedną z największych tego typu ofert zrealizowanych na rynku NewConnect w ostatnich latach. Spółka zaoferowała wówczas do 60,4 mln akcji po cenie 0,10 zł za akcję, pozyskując ponad 6 mln zł. Proces spotkał się z istotnym zainteresowaniem inwestorów, a popyt znacząco przekroczył dostępną alokację, co przełożyło się na redukcję w transzy Zarządu na poziomie 9 proc. Stabilność struktury akcjonariatu po emisji wzmacnia dodatkowo zawarta w marcu br. umowa lock-up z głównym akcjonariuszem (Fundacją Rodzinną). Obejmuje ona 14 244 971 akcji, stanowiących 18,87 proc. kapitału zakładowego i głosów, i obowiązuje przez 6 miesięcy od dnia uchwały GPW o wprowadzeniu akcji serii C do obrotu. Porozumienie stanowi potwierdzenie długoterminowego zaangażowania kluczowego akcjonariusza oraz wspiera stabilność Spółki w okresie po debiucie nowych akcji.

Wyznaczenie pierwszego dnia notowań akcji serii C finalizuje proces emisji i pozwala nam w pełni skoncentrować się na realizacji strategii rozwoju oraz komercjalizacji naszych technologii. To również ważny krok porządkujący strukturę kapitałową Spółki i wzmacniający fundamenty jej dalszego wzrostu. Duże zainteresowanie ubiegłoroczną emisją oraz stabilizacja akcjonariatu poprzez umowy lock-up tworzą solidną bazę do realizacji naszych celów biznesowych. Konsekwentnie rozwijamy działalność operacyjną, a działania zrealizowane w ostatnich miesiącach – w tym akwizycja – przełożą się już w najbliższych kwartałach na wzrost skali działalności i poprawę wyników finansowych. Naszą ambicją jest również znaleźć się na głównym parkiecie i chcemy to przekuć w realny plan tak szybko jak to będzie możliwe i zasadne. – powiedział Jarosław Kaim, Prezes Zarządu MedTech Solutions S.A.

Zarząd spółki podkreśla również, że obecny moment stanowi istotny punkt zwrotny w jej rozwoju, zarówno z perspektywy kapitałowej, jak i operacyjnej. W ostatnich tygodniach MedTech Solutions S.A. intensyfikowała działania w kluczowych obszarach działalności, wzmacniając fundamenty dalszej ekspansji.

W ostatnich miesiącach MedTech Solutions S.A. konsekwentnie rozwijała projekty z obszaru sztucznej inteligencji (AI) i badań klinicznych. W kwietniu Spółka podpisała list intencyjny z Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, obejmujący pilotażowe testy oraz potencjalne wdrożenie systemu Reffer AI. Ośrodek prowadzi ponad 50 aktywnych badań klinicznych, a planowana współpraca ma na celu zwiększenie efektywności procesów związanych z rekrutacją i zarządzaniem uczestnikami badań.

Równolegle MTS zawarło strategiczną umowę z ośrodkiem badań klinicznych Diabetika, rozpoczynając pierwszy etap komercyjnego wdrożenia systemu Reffer AI. Projekt stanowi istotny krok w przejściu rozwiązania z fazy rozwoju do praktycznego wykorzystania oraz potwierdza potencjał technologii w zwiększaniu dostępności pacjentów do badań klinicznych. W tym samym obszarze, tj. badań klinicznych, niezwykle ważna z punktu widzenia strategii spółki jest umowa z NZOZ Kraków Południe. Współpraca ta domyka ekosystem Reffer AI. Po sukcesach w obszarze ośrodków badań klinicznych MedTech pozyskał w ramach umowy komercyjnej klienta, dzięki któremu system Reffer AI obsługuje 200 tys. pacjentów.

Spółka rozszerza również działalność o nowe segmenty rynku medycznego. Na mocy umowy z Meril Life Sciences uzyskała wyłączność na sprzedaż systemu robotycznego MISSO w Polsce przez okres do pięciu lat, wchodząc tym samym na dynamicznie rozwijający się rynek robotyki chirurgicznej. Zarząd przewiduje, że już w III kwartale bieżącego roku realnym scenariuszem jest wdrożenie i testy pierwszego robota w Polsce.

Jednocześnie rozwijana jest działalność w obszarze diagnostyki obrazowej. Na początku czerwca br. Good For You Medical – podmiot przejmowany przez MedTech Solutions S.A. – zrealizował dostawę i wdrożenie systemu obrazowania śródoperacyjnego Phoenix 3000 w 10 Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy. Segment ten charakteryzuje się wysoką marżowością oraz potencjałem dalszej skalowalnej ekspansji w ramach Grupy.

Zarząd MTS podkreśla, że realizowane inicjatywy wpisują się w długoterminową strategię budowy zdywersyfikowanej Grupy MedTech, rozwijającej rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, automatyzacji procesów oraz nowoczesnych technologiach medycznych. Debiut akcji serii C w obrocie giełdowym oraz postępująca komercjalizacja projektów wyznaczają kolejny etap rozwoju Spółki, ukierunkowany na wzrost skali działalności i budowę wartości dla akcjonariuszy.

Koszty, hybryda i wykorzystanie przestrzeni. Tak polskie firmy patrzą na biura

  • Koszty przede wszystkim: 69% organizacji w Polsce stawia na optymalizację kosztów i efektywność jako główny priorytet w obszarze środowiska pracy na najbliższe 12 miesięcy (w Europie 61%).
  • Praca hybrydowa i wykorzystanie przestrzeni: w Polsce są szczególnie silnym czynnikiem zmian – uważa tak 33% firm. To wyraźnie więcej niż średnia europejska, która wynosi 20%.
  • Talenty w tle: przyciąganie pracowników jako impuls do zmian wskazuje tylko 29% respondentów w Polsce, podczas gdy w Europie jest to aż 41%.
  • Ocena AI: blisko połowa polskich firm (49%) widzi w cyfryzacji i AI silny impuls zmian dla obszaru FM – to wynik wyższy niż średnia europejska. Rośnie rola profesjonalnego partnera dostarczającego spójnych standardów i rekomendacji opartych na analizie danych.

Wnioski z Raportu ISS potwierdzają, że środowisko pracy jest dziś strategicznym narzędziem biznesowym, ale firmy wciąż mają problem z przełożeniem deklaracji na decyzje inwestycyjne w zakresie środowiska pracy.

– Analizując dane z raportu widać, że firmy coraz lepiej rozumieją wpływ środowiska pracy na wyniki biznesowe, co nie zawsze przekłada się na decyzje, inwestycje i wdrożenia. Określamy to „luką efektywności środowiska pracy”, czyli rozbieżnością między deklarowanym znaczeniem miejsca pracy a gotowością do działań, które pozwalają realnie wykorzystać jego potencjał – mówi Agnieszka Jagiełka, Chief Commercial Officer Poland & Baltics, ISS.

Środowisko pracy jest ważne, ale decyzje nadal wyznacza presja kosztowa

Z raportu ISS wynika, że 83% liderów biznesu na świecie uważa, że środowisko pracy ma istotny wpływ na wyniki organizacji. W Polsce ten odsetek jest nawet wyższy i wynosi 88%. Jednocześnie 69% badanych w Polsce wskazuje optymalizację kosztów i efektywność jako główny priorytet na najbliższy rok, wobec 61% w Europie.

To pokazuje, że polskie firmy rozumieją strategiczne znaczenie środowiska pracy, ale mocniej niż średnia europejska filtrują decyzje przez kryterium kosztów i efektywności operacyjnej. W praktyce luka efektywności nie wynika więc z braku świadomości, lecz z presji budżetowej i konieczności lepszego uzasadniania podejmowanych działań.

– Inwestycje w biura muszą odpowiadać na rzeczywiste potrzeby organizacji, a nie tylko na deklaratywne. Facility manager działa pod presją kosztów i oczekiwań różnych interesariuszy, dlatego wymaga realnego spojrzenia na faktyczne wykorzystanie przestrzeni. Jeśli organizacja oczekuje kilkuset stanowisk, a na co dzień zajęta jest tylko część z nich, trudno obronić taki model. Konieczna jest transparentna analiza danych i rozmowa z biznesem o kosztach – mówi Paweł Łagoda, Real Estate Director CE & CEE, Visa.

Polska wyróżnia się na tle Europy oceną pracy hybrydowej i wykorzystaniem przestrzeni

Jedna z najwyraźniejszych różnic między Polską a Europą dotyczy znaczenia przypisywanego pracy hybrydowej i wykorzystaniu przestrzeni. W Polsce te obszary są wskazywane znacznie częściej jako czynniki wpływające na zmiany w środowisku pracy niż przeciętnie w Europie – 33% wobec 20%. Nie oznacza to jednak wyłącznie koncentracji na samym modelu pracy, ale rosnącą potrzebę dostosowania biur do nowych sposobów współpracy.

Dla polskich organizacji wyzwaniem staje się więc nie tylko zachęcanie pracowników do częstszej obecności w biurze, ale przede wszystkim takie projektowanie i zarządzanie przestrzenią, aby odpowiadała na zmienny rytm pracy hybrydowej, różne potrzeby zespołów oraz rosnące oczekiwania wobec jakości doświadczenia biurowego. Coraz większego znaczenia nabierają funkcjonalność biura, komfort pracy, dostęp do odpowiednich technologii oraz przestrzenie wspierające zarówno koncentrację, jak i współpracę.

Pracownicy do częstszych powrotów oczekują od przestrzeni pracy konkretnych wartości: narzędzi wspierających produktywność czy komfortu psychofizycznego.

W Polsce przyciąganie talentów rzadziej napędza zmiany w środowisku pracy

Istotną różnicą jest także znaczenie przypisywane roli środowiska pracy w przyciąganiu i utrzymaniu talentów. W Polsce ten czynnik wskazuje 29% respondentów, podczas gdy średnia europejska wynosi 41%.

Nie oznacza to jednak, że potrzeby pracowników są pomijane. Polskie organizacje patrzą na środowisko pracy bardziej pragmatycznie – przez pryzmat efektywności kosztowej, wykorzystania przestrzeni, modelu hybrydowego i kontroli operacyjnej. Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się przestrzeń do dalszego rozwoju: coraz więcej firm zaczyna dostrzegać, że dobrze zaprojektowane i zarządzane środowisko pracy może wspierać nie tylko efektywność biznesu, ale również atrakcyjność organizacji na rynku pracy, współpracę zespołów i długofalowe zaangażowanie pracowników.

– Po pandemii biuro musi dawać pracownikowi wartość, którą nie zawsze ma w pracy zdalnej – od jakości przestrzeni i komfortu, po doświadczenie sprzyjające integracji i współpracy. Traktujemy środowisko pracy jako element strategii pracowniczej, a nie wyłącznie koszt nieruchomościowy. Dlatego kluczowe jest słuchanie ludzi i projektowanie rozwiązań dopasowanych do realnego sposobu pracy zespołów. To wymaga nie tylko analizy przestrzeni, ale też dobrego zrozumienia zachowań użytkowników biura – dodaje Paweł Łagoda, Real Estate Director CE & CEE, Visa.

Zdrowie, bezpieczeństwo i dobrostan są ważne, ale w Polsce mają niższy priorytet niż w Europie

Zdrowie, bezpieczeństwo i dobrostan pozostają jednym z ważnych elementów nowoczesnego środowiska pracy. W Europie wskazuje je 47% liderów, w Polsce 39%.

To pokazuje, że w Polsce kwestie dobrostanu są częściej rozpatrywane razem z efektywnością, kosztami i wykorzystaniem przestrzeni. Nowoczesne biuro ma wspierać koncentrację, współpracę, relacje i komfort pracy, ale jednocześnie musi odpowiadać na konkretne cele biznesowe. Dlatego coraz ważniejsza staje się weryfikacja, jak podejmowane działania wpływają na produktywność, zaangażowanie pracowników i realne wykorzystanie biura.

Cyfryzacja i AI nie zawsze przekładają się na priorytety FM

Cyfryzacja i AI są jednym z najważniejszych trendów wpływających na sektor FM, ale raport uwidacznia lukę między świadomością a wdrożeniami. Globalnie 46% organizacji uznaje cyfryzację za wiodący czynnik zmian, ale tylko 20% nadaje jej priorytet w obszarze FM.

W Polsce cyfryzacja i AI są postrzegane jako czynnik zmian nawet częściej niż globalnie – wskazuje tak 49% badanych organizacji. Jednocześnie tylko 15% polskich respondentów uważa cyfryzację i inteligentne budynki za priorytet.

Problemem nie jest więc brak świadomości technologicznej, ale trudność w przełożeniu technologii na decyzje inwestycyjne, procesy i twarde wskaźniki biznesowe. W tym obszarze rośnie znaczenie partnera FM. Organizacje potrzebują nie tylko technologii, ale także danych, spójnych standardów i rekomendacji, które pomagają ocenić, gdzie warto inwestować, co można uprościć i które działania przynoszą największy efekt.

– Cyfryzacja w obszarze środowiska pracy ma największą wartość wtedy, gdy pomaga podejmować lepsze decyzje biznesowe. My wykorzystujemy dane m.in. do analizy tego, jak faktycznie używana jest przestrzeń biurowa – od stanowisk pracy, przez sale konferencyjne, po strefy wspólne. Informacje z sensorów zainstalowanych w naszych biurach pokazują, jak przestrzeń jest wypełniona i używana w różnych dniach tygodnia i porach dnia. Dzięki temu możemy lepiej planować inwestycje, upraszczać rozwiązania i optymalizować koszty, jednocześnie dbając o dobre doświadczenia pracowników – mówi Bartosz Barylski, Head of Workplace Management Poland, Nordea.

– Parametry i ich analiza wspierana przez AI pomagają nam lepiej rozumieć, jak w praktyce wykorzystywane są nie tylko biura, ale też infrastruktura otoczenia. Dobrym przykładem są miejsca parkingowe – dzięki aplikacji możemy zarządzać nimi tak, aby każde wolne miejsce wracało do puli i dzięki temu było wykorzystane przez możliwie jak najwięcej dni w tygodniu. Podobnie jest z salami konferencyjnymi: jeśli system pokazuje wysokie obłożenie, pozwala to zidentyfikować realną potrzebę zmiany sposobu wykorzystania przestrzeni albo zwiększenia dostępności sal. Dane wspierają też rozwiązania poprawiające komfort pracy, np. oświetlenie bioadaptacyjne – dodaje Magdalena Cudna, O&T Support Division Head, Bank Handlowy.

Luka efektywności to wyzwanie dla całego rynku biurowego

Rozmowa o biurach coraz częściej wychodzi poza metraż, czynsz i standard techniczny. Kluczowe staje się pytanie, jak przestrzeń wpływa na efektywność organizacji: czy wspiera produktywność, odpowiada na model hybrydowy, pozwala racjonalizować koszty i czy jej wpływ można mierzyć.

– Lokalnie mocniej widoczny jest jednak pragmatyzm decyzji – środowisko pracy oceniane jest przede wszystkim przez pryzmat kosztów, wykorzystania przestrzeni i mierzalnych efektów operacyjnych. To właśnie tutaj silniej niż w wielu krajach Europy ujawnia się napięcie między presją kosztową a oczekiwaniami wobec biura i jego wpływu na współpracę, dobrostan czy produktywność. Firmy chcą inwestować w lepsze środowisko pracy, ale jednocześnie oczekują bardzo konkretnego uzasadnienia biznesowego dla takich działań. To sprawia, że sektor FM coraz częściej staje się partnerem nie tylko operacyjnym, ale również doradczym i analitycznym – ocenia Agnieszka Jagiełka, Chief Commercial Officer Poland & Baltics, ISS.

Kluczowe staje się więc zamknięcie luki między deklaracją a wdrożeniem – czyli pokazanie, jak inwestycje w biuro, usługi FM, dobrostan, cyfryzację i AI przekładają się na konkretne wyniki biznesowe.

Raport ISS został opracowany na podstawie opinii 3 tys. liderów biznesu z 28 krajów i 24 branż.

Czeski fundusz Trigea inwestuje w Posnanię. Apsys pozostaje współwłaścicielem i zarządcą

Apsys poinformował o sprzedaży części udziałów w spółce będącej właścicielem Posnanii. Nabywcą udziałów jest Trigea, czeski fundusz inwestycyjny specjalizujący się w nieruchomościach komercyjnych.

Transakcja zgodna z długoterminową strategią Apsys

Transakcja stanowi element długoterminowej strategii Grupy Apsys, zakładającej pozyskiwanie partnerów kapitałowych do dojrzałych aktywów przy jednoczesnym zachowaniu aktywnego zaangażowania w ich dalszy rozwój. Stanowi również potwierdzenie zdolności Apsys do uwalniania wartości z dojrzałych aktywów, nawet w wymagającym otoczeniu rynkowym. Dzięki temu Grupa może finansować kolejne inwestycje i konsekwentnie realizować swoją strategię wzrostu.

W roku, w którym Apsys obchodzi 30-lecie działalności, Grupa prowadzi jeden z najbardziej dynamicznych programów rozwoju w swojej historii – zarówno we Francji, jak i w Polsce.

Od momentu otwarcia w 2016 roku Posnania konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako jedna
z najważniejszych destynacji handlowo-rozrywkowych w Polsce. Dziś pozostaje jednym z liderów rynku pod względem odwiedzalności i wyników osiąganych przez najemców, przyciągając zarówno klientów, jak i najbardziej pożądane marki.

Potwierdzenie zaufania rynku do kompetencji Apsys

Wejście Trigea do grona udziałowców Posnanii stanowi naturalną konsekwencję dotychczasowego rozwoju projektu i potwierdzenie jego atrakcyjności w ocenie długoterminowych inwestorów instytucjonalnych. Dziś Posnania łączy silne wyniki operacyjne z potencjałem dalszego wzrostu, pozostając jednym z najbardziej atrakcyjnych aktywów handlowo-rozrywkowych na polskim rynku.

Sprzedaż części udziałów na rzecz Trigea została przeprowadzona w oparciu o wycenę zbliżoną do wartości określonej przez niezależnych rzeczoznawców. Potwierdza to wysoką jakość Posnanii oraz jej atrakcyjność zarówno w ocenie ekspertów rynku nieruchomości, jak i inwestorów.

Po finalizacji transakcji Apsys pozostaje współudziałowcem i współwłaścicielem Posnanii. Wraz z Trigea będzie pełnić funkcję asset managera, jednocześnie nadal odpowiadając za property management, leasing oraz działania marketingowe. Model zarządzania Posnanią pozostanie niezmieniony, a przyjęta strategia rozwoju będzie konsekwentnie realizowana.

W Polsce Apsys pozostaje liderem w zakresie zarządzania nieruchomościami handlowymi na rzecz podmiotów trzecich, z wieloletnim doświadczeniem w tworzeniu wartości i zarządzaniu złożonymi projektami handlowo-rozrywkowymi. Łącznie Grupa zarządza aktywami o wartości blisko 5 mld euro we Francji i Polsce.

Posnania – lider wśród destynacji handlowo-rozrywkowych w Polsce

W 2019 roku Apsys refinansował Posnanię kredytem senioralnym o wartości 300 mln euro i dziesięcioletnim terminie zapadalności. Był to wyraz zaufania do jakości projektu, który już trzy lata po otwarciu potwierdził swoją silną pozycję rynkową i potencjał dalszego wzrostu.

Od tego czasu Posnania konsekwentnie umacnia swoją pozycję jednego z liderów rynku. W 2025 roku centrum odnotowało roczną odwiedzalność na poziomie 14 mln klientów (+5,1% względem 2024 roku i +5,9% powyżej średniej rynkowej), a obroty najemców wzrosły o 6,5% (+4,4% powyżej rynku). O sile projektu świadczą również liczne debiuty marek oraz utrzymująca się atrakcyjność Posnanii zarówno dla klientów, jak i najemców.

Posnania skupia ponad 300 polskich i międzynarodowych marek, rozbudowaną ofertę gastronomiczną
i rozrywkową oraz bogaty program wydarzeń, tworząc miejsce, które wykracza poza tradycyjnie rozumianą funkcję centrum handlowego.

Przy transakcji Apsys korzystał ze wsparcia JLL Polska (doradca komercyjny), Dentons (doradca prawny), PwC (doradca finansowy) oraz Deloitte (doradca podatkowy). Doradcami Trigea byli CBRE (doradca komercyjny), Greenberg Traurig (doradca prawny) oraz Koda Advisory (doradca finansowy i podatkowy).

Maurice Bansay, Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Apsys

„Ta transakcja jest najlepszym potwierdzeniem pracy wykonanej przez zespoły Apsys od momentu otwarcia Posnanii w 2016 roku. W ciągu niespełna dziesięciu lat Posnania stała się jednym z najbardziej udanych i atrakcyjnych projektów handlowo-rozrywkowych w Polsce. Dołączenie Trigea, długoterminowego inwestora instytucjonalnego, do grona udziałowców Posnanii stanowi wyraz zaufania zarówno do jakości i długoterminowego potencjału wzrostu Posnanii, jak i do kompetencji Apsys w zakresie tworzenia, rozwijania i zarządzania wyjątkowymi miejscami. Apsys pozostanie w pełni zaangażowany
w dalszy rozwój Posnanii wspólnie z Trigea. Transakcja daje również elastyczność finansową potrzebną do dalszej realizacji naszej ambitnej strategii rozwoju.”

Tomáš Trčka, Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Trigea

„Trigea z satysfakcją obejmuje udziały w Posnanii, projekcie o ugruntowanej pozycji na polskim rynku, cenionym za swoją jakość i dynamiczny rozwój. Inwestycja ta jest zgodna z naszą strategią inwestowania w wysokiej jakości aktywa zlokalizowane w atrakcyjnych lokalizacjach, o ugruntowanej pozycji rynkowej, wysokim poziomie wynajęcia i stabilnych fundamentach biznesowych. Cieszymy się ze współpracy z Apsys, którego uznane kompetencje w zakresie zarządzania i rozwoju tego typu projektów stanowią istotny atut dla dalszego wzmacniania pozycji Posnanii.”

Złoto wraca do gry. Geopolityka, Fed i Bank Japonii mogą wstrząsnąć rynkami

Globalne rynki finansowe poruszają się w rytm bezprecedensowej huśtawki nastrojów, gdzie twarde dane makroekonomiczne ścierają się z nieprzewidywalną geopolityką. Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na inauguracji Mistrzostw Świata 2026 w piłce nożnej w USA, Kanadzie i Meksyku, w kuluarach toczy się brutalna gra o stabilizację cen energii i surowców energetycznych. Po niedawnym zerwaniu rozejmu i wymianie ciosów między Iranem a Izraelem, nowy tydzień rozpoczynamy informacją o porozumieniu Iranu z USA. Złoto już pod koniec tygodnia zaczęło odrabiać głębszą korektę, czy teraz rozpocznie marsz w górę?

Jak wskazuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark, inwestorzy z dnia na dzień reagują na zmienne komunikaty Donalda Trumpa, podczas gdy nadchodzące decyzje prezesa Fed Kevina Warsha oraz Banku Japonii mogą trwale zredefiniować globalną architekturę finansową. Teraz, decyzje te będą podejmowane w obliczu informacji o możliwym zakończeniu wojny na Bliskim Wschodzie.

Ostatnie dni na rynkach finansowych upływają pod znakiem ekstremalnej zmienności. Inwestorzy musieli zmierzyć się z nagłym załamaniem kruchego rozejmu na Bliskim Wschodzie by teraz usłyszeć o możliwym trwałym końcu wojny. Choć jeszcze w czwartek rano prezydent USA Donald Trump zapowiadał zmasowane uderzenia, to już po południu ogłosił postępy w negocjacjach na najwyższym szczeblu, obiecując rychłe ogłoszenie porozumienia. Z niedzieli na poniedziałek fakt porozumienia potwierdził premier, mediującego między stronami, Pakistanu.

Sytuacja ta bezpośrednio uderza w rynki towarowe. Cena złota w rytm tych doniesień najpierw gwałtownie spadała o 3%, by po kilkunastu godzinach odrobić straty i wzrosnąć o kilka procent. Poniedziałek otwiera kolejnym wzrostem.

Mamy do czynienia z sytuacją absolutnie nieprzewidywalną, w której traderom niezwykle ciężko opierać swoje decyzje na chłodnej analizie czynników fundamentalnych. Rynek reaguje błyskawicznie i emocjonalnie na to, co Donald Trump wpisze na swoim profilu w Truth Social, co następnie powielane jest na platformie X. Warto zauważyć wymiar gospodarczy inauguracji mundialu 2026 w Ameryce Północnej – powszechnie oczekiwano, że administracji Trumpa będzie zależało na domknięciu porozumienia z Iranem jeszcze przed startem mistrzostw, co dziś, po wczorajszych komunikatach, znów wydaje się prawdopodobne. Jednak destabilizacja regionu zdążyła już przełożyć się na koszty energii i globalne wskaźniki cenowe. Z tego powodu Europejski Bank Centralny zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych w strefie euro, aby wspomóc gospodarkę w walce z inflacją napędzaną cenami surowców energetycznych – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

Sytuację w segmencie metali szlachetnych skomplikowały dodatkowo potężne odczyty z amerykańskiego rynku pracy. Zamiast oczekiwanych 85 tysięcy, w USA powstało aż 172 tysiące nowych miejsc pracy, co przy inflacji CPI przekraczającej 4% zmusiło inwestorów do wycofania zakładów na obniżki stóp przez Fed. Co więcej, kapitał spekulacyjny zaczął masowo uciekać z przewartościowanego sektora spółek technologicznych zajmujących się sztuczną inteligencją (AI), a realizacja zysków dotknęła również metale fizyczne. W efekcie cena złota technicznie przebiła w dół swoją 200-dniową średnią kroczącą, co część giełdziarzy interpretuje jako otwarcie rynku niedźwiedzia.

Mimo chwilowego spadku optymizmu na wykresach, długoterminowe fundamenty kruszcu powrócą do głosu, gdy tylko sytuacja geopolityczna ulegnie stabilizacji. Prawdziwe karty zostaną jednak rozdane w nadchodzącym tygodniu. Czeka nas pierwsze posiedzenie Fed pod przewodnictwem nowego prezesa Kevina Warsha. Choć rynek nie spodziewa się natychmiastowego ruchu, to twarde dane o inflacji i silnym rynku pracy nie dają Warshowi przestrzeni na obniżki, na które naciska Biały Dom. Co niezwykle istotne, w tym samym czasie decyzję podejmie Bank Japonii, który może zdecydować się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Taki ruch może doprowadzić do pęknięcia słynnego carry trade na jenie i masowego odpływu japońskiego kapitału z amerykańskich obligacji i aktywów z powrotem do jena. Ewentualne osłabienie dolara w tym scenariuszu zadziała skrajnie byczo na wycenę fizycznego złota – wyjaśnia ekspert.

Tekliński przypomina, że jastrzębie zapędy Fed hamuje katastrofalna sytuacja finansowa amerykańskich gospodarstw domowych. Łączny dług konsumencki w USA przekroczył historyczną barierę 5 bilionów dolarów, z czego ponad 1,4 biliona przypada na karty kredytowe. W obliczu całkowicie wyczerpanych limitów na koncie, Amerykanie – a zwłaszcza młode pokolenie „Zetek” – masowo finansują codzienne zakupy spożywcze i paliwo za pomocą odroczonych płatności (BNPL), z czego blisko połowa spóźnia się z terminową spłatą.

Dla Kevina Warsha to patowa sytuacja. Z jednej strony obligatariusze i rynek długu żądają wyższych stóp w celu zduszenia „lepkiej” inflacji producenckiej, z drugiej strony kolejna podwyżka kosztu pieniądza uderzy prosto w spłukanych amerykańskich obywateli i doprowadzi do lawiny bankructw, co z pewnością zdeterminuje wynik nadchodzących wyborów prezydenckich. W tym klinczu monetarnym fizyczne złoto pozostaje najlepszą długoterminową formą ochrony kapitału – podsumowuje Michał Tekliński.

Idealne CV już nie wystarczy. Kompetencje stają się nową walutą rynku pracy

Idealnie dopasowane CV nie gwarantuje już przewagi na rynku pracy. Aż 41 proc. rekruterów ma trudności ze znalezieniem kandydatów z odpowiednimi kompetencjami, a 72 proc. uważa umiejętności za równie ważne jak doświadczenie i wykształcenie. W świecie przyspieszających zmian technologicznych firmy coraz częściej stawiają na potencjał, zdolność adaptacji i gotowość do rozwoju. Raport „Talent Trends” firmy Michael Page jasno pokazuje, że kompetencje stają się nową walutą rynku pracy.

Zmiany zachodzące na rynku pracy sprawiają, że firmy coraz ostrożniej podchodzą do tradycyjnych metod oceny kandydatów. Jak wynika z raportu „Talent Trends” firmy Michael Page, aż 41 proc. rekruterów wskazuje brak odpowiednich kompetencji jako jedno z największych wyzwań. Jednocześnie organizacje coraz częściej wdrażają model „skills first”, który koncentruje się na umiejętnościach i potencjale kandydatów. Według badania już 77 proc. firm deklaruje wykorzystywanie tego podejścia, a 39 proc. dostrzega wyraźne korzyści z jego wdrożenia. Najczęściej wskazywane to lepsza identyfikacja rzeczywistych umiejętności kandydatów (70 proc.) oraz łatwiejsze dopasowanie talentów do obecnych i przyszłych potrzeb organizacji (62 proc.).

Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page
Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page

Rynek pracy przechodzi obecnie przez fazę transformacji, której dynamika wynika przede wszystkim ze zmian biznesowych, technologicznych oraz rosnącej niepewności dotyczącej przyszłości organizacji. Coraz większe znaczenie ma więc podejście „skills first” mówi Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page. Firmy często nie są w stanie jasno określić, jak dane stanowisko będzie wyglądało za kilka miesięcy, dlatego coraz rzadziej szukają kandydatów idealnie dopasowanych do konkretnej roli. Zamiast tego stawiają na osoby z potencjałem, które szybko się uczą, potrafią się dostosować i dobrze funkcjonują w zmieniającym się środowisku dodaje.

Z raportu „Talent Trends” wynika, że najbardziej pożądane obecnie kompetencje to umiejętność adaptacji (49 proc.), kompetencje interpersonalne (43 proc.), ciągły rozwój i gotowość do nauki (36 proc.) oraz skuteczna komunikacja (35 proc.). – Twarde kompetencje nadal pozostają ważne, jednak same w sobie przestają być gwarancją długoterminowego zatrudnienia – zaznacza Sylwia Podpłońska.

Kandydaci również zmieniają sposób myślenia

Transformacja rynku pracy jest zauważalna nie tylko po stronie pracodawców. Kandydaci coraz lepiej rozumieją, że organizacje poszukują dziś przede wszystkim kompetencji, a nie idealnie dopasowanych życiorysów. Jak pokazuje raport „Talent Trends”, 56 proc. specjalistów deklaruje, że chętniej aplikuje na stanowisko, jeśli ogłoszenie skupia się na wymaganych umiejętnościach zamiast na formalnych kryteriach dotyczących doświadczenia czy wykształcenia.

Oczekuje się od kandydatów nie tylko elastyczności i gotowości do zmiany, ale także umiejętności „sprzedawania” swoich kompetencji zamiast stanowisk czy lat doświadczenia. Jednocześnie rośnie znaczenie takich umiejętności jak myślenie krytyczne, zdolność uczenia się, odpowiedzialność czy kompetencje interpersonalne, czyli obszary, których nie da się łatwo zastąpić technologiąpodsumowuje Sylwia Podpłońska.

Majowa inflacja bez niespodzianki w finalnym odczycie. Ceny spadły względem kwietnia

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za maj potwierdził wcześniejsze szacunki. Ceny wzrosły o 3,1 proc. w ujęciu rocznym, natomiast w porównaniu z kwietniem spadły o 0,3 proc..

Majowe dane okazały się pozytywnym zaskoczeniem, szczególnie na tle wcześniejszych oczekiwań rynkowych na poziomie 3,7 proc. Oznacza to, że wpływ wzrostu napięć geopolitycznych na ceny konsumenckie jest jak dotąd wyraźnie słabszy, niż zakładała część uczestników rynku. W konsekwencji inwestorzy ponownie zrewidowali swoje oczekiwania dotyczące przyszłej ścieżki stóp procentowych. Więcej informacji na temat perspektyw inflacji powinna przynieść lipcowa projekcja Narodowego Banku Polskiego.

W ujęciu rocznym spadki cen odnotowano m.in. w kategoriach odzież i obuwie oraz wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego. Z kolei najsilniej rosły ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych oraz usług edukacyjnych.

Ostatnie wypowiedzi Prezesa NBP i członków Rady Polityki Pieniężnej, w połączeniu z napływającymi danymi makroekonomicznymi, wskazują obecnie na scenariusz stabilizacji stóp procentowych w najbliższych kwartałach.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

W dobie AI firmy liczą wyniki. Dobrostan pracowników schodzi na dalszy plan

0

Utrzymująca się presja rynkowa i szybkie tempo zmian, napędzanych m.in. przez rozwój sztucznej inteligencji i warunki gospodarcze, powodują, że firmy coraz częściej koncentrują się efektywności operacyjnej. Jednocześnie maleje uwaga poświęcana dobrostanowi pracowników oraz jakości relacji i kultury organizacyjnej. Jak zauważają profesjonaliści, na rynku można zauważyć wyraźny rozdźwięk pomiędzy tym, na czym zależy organizacjom, a realnymi możliwościami i potrzebami zespołów.

  • 56% specjalistów i menedżerów twierdzi, że największym priorytetem dla firm są teraz wyniki finansowe. Z kolei najmniej istotną dla pracodawców kwestią są zdaniem profesjonalistów relacje podwładnych z szefami.
  • Blisko 1/5 profesjonalistów zauważa, że w ostatnim czasie na znaczeniu stracił dobrostan pracowników. Słabnąć ma też rola relacji i kultury organizacyjnej.
  • Większość pracowników ma wątpliwości, czy oczekiwania organizacji są adekwatne do realnych zasobów zespołów. Tylko 37% respondentów uważa, że firmy odpowiednio dopasowują swoje aktualne priorytety do możliwości pracowników.

Jak zauważa Karolina Lis, Senior Director w Hays PolandW wymagającym otoczeniu rynkowym firmy coraz wyraźniej zawężają swoje priorytety, koncentrując się przede wszystkim na działaniach, które najszybciej przekładają się na konkretne, dobre wyniki. Wpływa to na sposób podejmowania decyzji oraz zmienia dynamikę pracy i oczekiwania stawiane zespołom. W procesie tym czasem brakuje jednak przejrzystej komunikacji i wzajemnego zrozumienia.

Rentowność na pierwszym planie

Pracownicy uważnie obserwują, w jakim kierunku podążają ich firmy, co jest premiowane i jaki jest tego efekt. Ich zdaniem ciężar działań organizacji coraz mocniej przesuwa się w stronę „twardych”, mierzalnych celów biznesowych. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania agencji doradztwa personalnego Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie maja i czerwca 2026 roku wśród blisko pół tysiąca profesjonalistów.

Ponad połowa specjalistów i menedżerów uważa bowiem, że aktualnymi priorytetami firm są przede wszystkim wyniki finansowe, rozwój biznesu i pozyskanie nowych klientów, a także wprowadzanie do organizacji innowacji, np. rozwiązań sztucznej inteligencji. Jednocześnie na dole listy celów są te związane z dobrostanem zatrudnionych, retencją pracowników oraz relacjami szefów z podwładnymi.

Jakie są Twoim zdaniem obecne, kluczowe priorytety firm?

56% Wyniki finansowe
46% Rozwój biznesu, nowi klienci
40% Wprowadzanie innowacji, np. AI
36% Redukcja kosztów
35% Wzrost produktywności
24% Rozwój kultury organizacyjnej
23% Dobrostan pracowników
14% Retencja pracowników
12% Relacje szefów z podwładnymi
1% Inne

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2026.

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Silna koncentracja na rentowności, konkurencyjności i innowacyjności firm przy jednoczesnym marginalizowaniu kwestii well-beingu oraz relacji może mieć negatywny wpływ na codzienne doświadczenia pracowników – dodaje Karolina Lis z Hays Poland. Szczególnie, że już teraz większość profesjonalistów zauważa, że w ostatnim czasie „miękkie” elementy straciły na znaczeniu w firmach.

Samopoczucie pracowników już nie takie ważne?

Sukcesy zespołów zbudowane są na zaangażowaniu, dobrym samopoczuciu, poczuciu przynależności i motywacji pracowników. Tymczasem zdaniem specjalistów to właśnie te obszary przestają być dla pracodawców ważne. Największa grupa respondentów badania Hays Poland przyznaje bowiem, że w ostatnim czasie firmy coraz mniej koncentrują się na dobrostanie zatrudnionych, relacjach i rozwoju kultury organizacyjnej, która przecież do dziś jest bardzo ważnym czynnikiem w retencji pracowników.

Co Twoim zdaniem ostatnio straciło na znaczeniu w firmach?

17% Dobrostan pracowników
16% Relacje szefów z podwładnymi
16% Rozwój kultury organizacyjnej

Trzy najczęściej wskazywane. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2026.

Odpowiedzi respondentów badania potwierdzają, że ich zdaniem to właśnie efektywność operacyjna napędza dziś firmy. Jednak jak zauważa Karolina Lis – Osiągnięcie założonych przez pracodawców celów – szczególnie w warunkach presji rynkowej – wymaga nie tylko sprawnej organizacji pracy, ale także otwartego dialogu, spójności działań i realnego wsparcia zespołów. Brak tych elementów przy jednoczesnym szybkim tempie pracy może nie tylko potęgować napięcia, ale też prowadzić do wypalenia pracowników.

Nie zawsze w tym samym kierunku

Zmiana priorytetów w organizacjach nie pozostaje bez wpływu na to, jak specjaliści i menedżerowie oceniają swoją codzienną rzeczywistość zawodową. Okazuje się bowiem, że kierunek obierany przez pracodawców nie zawsze w pełni koresponduje z perspektywą pracowników.

Większość respondentów nie jest w stanie jednoznacznie określić, czy obecne priorytety firm odpowiadają możliwościom i potrzebom zatrudnionych. 37% dostrzega między nimi zgodność. Chociaż jest to pozytywną przesłanką, to nie powinno jednak usypiać czujności pracodawców. Wciąż bowiem blisko 1/4 profesjonalistów twierdzi, że cele organizacji pozostają niedopasowane do zasobów zespołów.

Czy uważasz, że obecne priorytety firm są zgodne z możliwościami i potrzebami pracowników?

37% Tak
23% Nie
40% Trudno powiedzieć

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2026.

Taki rozkład odpowiedzi może sugerować, że dla wielu pracowników kierunek, w którym podążają organizacje, nie jest do końca jasny lub odczuwają go jako nieadekwatny do realiów i warunków rynkowych. W konsekwencji może to oznaczać trudność w identyfikowaniu się z firmą, a także wyzwania w utrzymaniu poziomu zaangażowania i motywacji zatrudnionych.

Aby temu zapobiec, firmy powinny zadbać o regularną, transparentną komunikację, wspierającą perspektywę obu stron, wzmacniać rolę menedżerów jako łączników zarządu z zespołami oraz utrzymywać równowagę między efektywnością a well-beingiem pracowników. Dzięki temu krótkoterminowe wyniki nie odbiją się na długofalowym zaangażowaniu i satysfakcji zatrudnionych.

Pociągi wróciły do Łomży po ponad 30 latach. PKP zapowiada budowę nowego dworca

Po ponad 30 latach przerwy pociągi pasażerskie wróciły do Łomży, a Polskie Koleje Państwowe S.A. planują budowę nowego dworca kolejowego, który będzie częścią zmodernizowanej właśnie stacji. 8 czerwca br. spółka PKP ogłosiła przetarg na wykonanie projektu oraz wybudowanie zupełnie nowego obiektu do obsługi podróżnych.

13 czerwca w Łomży odbyło się wydarzenie inaugurujące powrót pociągów do miasta z udziałem premiera Donalda Tuska i już od następnego dnia zaplanowano regularne kursy pociągów PKP Intercity i POLREGIO m.in. do Białegostoku, Olsztyna, Ostrołęki, a dzięki dogodnym przesiadkom także do wielu innych polskich miast.

Przywrócenie połączeń kolejowych do Łomży było jednym z priorytetów rządu związanych z poprawą mobilności mieszkańców tej części Polski. Zgodnie z deklaracjami i w zapowiedzianym terminie pierwsze pociągi zatrzymają się na kompleksowo przebudowanej stacji. Inwestycje infrastrukturalne są jednym z kluczowych działań umożliwiających rozwój całego kraju i zaspokajanie potrzeb transportowych wszystkich Polaków, niezależnie od tego, czy mieszkają w największych aglomeracjach czy w mniejszych miejscowościach. Niedawno Łomża zyskała szybkie połączenie drogowe, a od dziś jest skomunikowana z resztą kraju także kolejowo – mówi Dariusz Klimczak, minister infrastruktury.

Reaktywację połączeń pasażerskich poprzedziły duże prace modernizacyjne PKP Polskich Linii Kolejowych S.A., w ramach których przebudowana została linia kolejowa prowadząca do Łomży i cała stacja, na której powstały m.in. nowoczesne perony. Inwestycja PKP S.A., w ramach której wybudowany zostanie zupełnie nowy budynek dworca, w naturalny sposób będzie uzupełniała wykonaną już modernizację infrastruktury.

– Inwestycje PKP S.A. wpisują się w większą całość budowania dostępności infrastruktury w Polsce i są istotną częścią zmiany, jaka w ostatnich latach zaczęła zachodzić na kolei. Nasz program Dworce Przyjazne Pasażerom uwzględnia m.in potrzeby mieszkańców, jak i plany przewoźników czy samorządów. Ujęte zostały w nim zarówno inwestycje na stacjach już dziś obsługujących wielu pasażerów, np. Łódź Widzew, Zawiercie czy Żywiec, jak i w miejscowościach, do których pociągi powróciły niedawno – jak w przypadku Ciechocinka czy właśnie Łomży – mówi Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP.PKP S.A. wybuduje nowy dworzec kolejowy w Łomży 3 fot. PKP S.A.

Nowy dworzec i jego otoczenie, zmodernizowane tory, perony oraz wybudowane przez samorząd w sąsiedztwie stacji Miejskie Centrum Przesiadkowo-Komunikacyjne razem będą tworzyły nowoczesny węzeł integrujący różne środki transportu. W Łomży powstanie modułowy obiekt, w którym znajdą się wszystkie potrzebne elementy, by pasażerowie mogli zacząć podróż w komfortowych warunkach. Zagospodarowana zostanie także przestrzeń wokół – powstaną miejsca parkingowe, w tym dla osób z niepełnosprawnościami i dwa typu Kiss&Ride, elementy małej architektury, takie jak wiaty, ławki, kosze oraz nowe nasadzenia zieleni – podkreśla Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A. ds. rozwoju i inwestycji.

Historyczny, wybudowany w latach 20. XX w. dworzec kolejowy nie przetrwał II wojny światowej, a obsługa pasażerów przez wiele lat była prowadzona w prowizorycznych budynkach. Nowy dworzec powstanie w ramach ogólnopolskiego programu PKP S.A. Dworce Przyjazne Pasażerom. Inwestycja ma na celu zwiększenie komfortu pasażerów stacji. Dzięki niej powstanie bezpieczny i dostępny dla wszystkich pasażerów, także dla osób o ograniczonych możliwościach poruszania się obiekt. Ogłoszone 8 czerwca br. postępowanie przetargowe obejmuje wybór wykonawcy prac projektowych oraz robót budowlanych w formule projektuj i buduj. Swoje oferty wykonawcy mogą składać do końca czerwca tego roku.

USA kolejny raz ograniczają wojskowe wsparcie dla NATO w Europie. Wschodnia flanka pod większą presją

Waszyngton przygotowuje głębokie cięcia w kontyngencie wojskowym przypisanym do struktur NATO w Europie. Jak ujawnił „New York Times”, Amerykanie zamierzają radykalnie uszczuplić liczbę samolotów bojowych, jednostek rozpoznawczych oraz okrętów wojennych, które do tej pory pozostawały do dyspozycji Sojuszu.

Z informacji, do których dotarli dziennikarze „New York Times”, wynika, że oficjalny plan redukcji sił trafił do europejskich sojuszników na początku czerwca. Szczegóły dokumentu potwierdziło dwóch wysokich rangą urzędników z Europy. Najważniejsze założenia Pentagonu przewidują spadek liczby myśliwców F-16 i F-15E dedykowanych do operacji NATO ze 150 do zaledwie 100 maszyn. Poważne ograniczenia dotkną również lotnictwo morskie – liczba samolotów rozpoznawczych ma zostać zredukowana z 26 do 15 sztuk.

Największe zaniepokojenie w kwaterze głównej NATO budzą jednak plany dotyczące logistyki powietrznej. Amerykanie zamierzają całkowicie wycofać z puli zasobów dostępnych dla Europy wszystkie osiem samolotów-cystern. Dla europejskich strategów to paraliżująca decyzja, ponieważ brak latających tankowców drastycznie ogranicza zasięg, mobilność i czas operowania myśliwców w powietrzu.

Redukcje uderzą rykoszetem również w potencjał morski Sojuszu. Plany Pentagonu zakładają wycofanie z europejskiego teatru działań okrętu podwodnego przenoszącego pociski rakietowe oraz całej lotniskowcowej grupy uderzeniowej. Taki krok automatycznie pozbawi Europę osłony ze strony stacjonujących na pokładzie okrętu dziesiątek myśliwców pokładowych. Pod znakiem zapytania staje także przyszłość sił odstraszania nuklearnego i konwencjonalnego – Amerykanie rozważają relokację jednej z dwóch grup bombowców strategicznych, które do tej pory były bezpośrednio przypisane do obrony Starego Kontynentu.

Realizacja tego scenariusza uderzy bezpośrednio w architekturę bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO, drastycznie ograniczając zdolności obronne Sojuszu w kluczowych obszarach operacyjnych. Redukcja amerykańskiego kontyngentu oznacza realne osłabienie potencjału militarnego w rejonach o najwyższym ryzyku geopolitycznym. Mowa tu przede wszystkim o zdolnościach do wykonywania uderzeń dalekiego zasięgu, prowadzenia misji tankowania w powietrzu oraz ciągłego monitorowania aktywności rosyjskiej floty podwodnej, które stanowią fundament każdego planu szybkiego reagowania w przypadku potencjalnego kryzysu.

Informacje o planowanych redukcjach krążyły w kuluarach od dłuższego czasu. W maju agencja Reuters donosiła, że administracja w Waszyngtonie pracuje nad nowym podziałem zasobów dla Sojuszu. Pierwsze konkretne ustalenia upublicznił jednak niemiecki „Spiegel”, opisując niejawne spotkanie w Brukseli. To tam amerykański wysłannik Alexander Velez-Green oficjalnie zakreślił sojusznikom kierunek nadchodzących zmian.

Rzeczniczka NATO Allison Hart oficjalnie potwierdziła, że plany modyfikacji wkładu wojskowego USA są faktem. Dowództwo Europejskie Stanów Zjednoczonych (EUCOM) określiło te działania jako „dostosowanie do właściwych rozmiarów”. Waszyngton tłumaczy swoją decyzję dążeniem do sprawiedliwszego podziału obciążeń finansowych i obronnych, co wpisuje się w założenia amerykańskiej Strategii Obrony Narodowej na 2026 rok oraz nową koncepcję „NATO 3.0”.

Biały Dom zapewnia, że decyzje te były konsultowane z dowództwem Sojuszu od wielu miesięcy, a ich nadrzędnym celem jest wymuszenie na Europie większych inwestycji we własny potencjał militarny. W praktyce oznacza to jednak gwałtowne przesunięcie ciężaru odpowiedzialności za bezpieczeństwo kontynentu na barki europejskich podatników.

Zapowiedziane uszczuplenie sił to bezpośrednia kontynuacja doktryny administracji Donalda Trumpa. Pod koniec kwietnia Pentagon zdecydował o wycofaniu około 5 tysięcy żołnierzy z Niemiec, a sam prezydent zapowiedział kolejne redukcje. Z ustaleń „Wall Street Journal” wynika, że Waszyngton poważnie rozważa zmniejszenie planowanej obecności wojskowej w Europie nawet o połowę.

Można więc powiedzieć przewrotnie: cieszymy się z polskich F-35, ale trudno udawać, że wszystko układa się idealnie. Nowoczesne myśliwce są ogromnym wzmocnieniem, jednak nie zastąpią amerykańskich samolotów-cystern, lotniskowcowych grup uderzeniowych, strategicznego rozpoznania ani całego zaplecza operacyjnego, na którym przez dekady opierała się obrona Europy. To dlatego entuzjazm po ceremonii w Łasku powinien iść w parze z chłodną oceną sytuacji: Polska robi coraz więcej, ale ciężar bezpieczeństwa wschodniej flanki rośnie szybciej niż liczba nowych maszyn w hangarach.

Trump znów rozhuśtał rynki. Nadzieje na porozumienie wspierają giełdy

Stopy procentowe w strefie euro są od wczoraj na poziomie 2,25%. Na Bliskim Wschodzie balansujemy pomiędzy możliwą eskalacją a porozumieniem, zgodnie z taktyką made by Trump. SpaceX debiutuje, a wpływ z IPO ma trzykrotnie przebić poprzedni rekord. 

EBC: działamy

Wczoraj EBC zdecydował się na zmiany po okresie rocznej stabilizacji. Koszt pieniądza poszedł w górę o 25 pkt bazowych, ale decyzja nie była zaskoczeniem. Trzeba przyznać, że tym razem komunikacja po stronie EBC nie zawiodła, a rynki spodziewały się takiego ruchu od dłuższego czasu. Mamy więc jasny sygnał, że bank centralny strefy euro nie będzie czekał, a z powodu wysokiej inflacji postanowił działać już teraz – i to mimo tego, że aktywność gospodarcza wcale nie wygląda najlepiej. Na konferencji prasowej zabrakło konkretów. Nie dowiedzieliśmy się, czy to początek nowego cyklu, czy tylko dostosowanie. Co istotne, w projekcjach EBC zarysowuje się kierunek w stronę bardziej stagflacyjnych rewirów (wyższa inflacja, niższy wzrost gospodarczy), ale o kolejnych decyzjach zapewne przesądzą dalsze losy konfliktu na Bliskim Wschodzie i czas trwania szoku energetycznego.

Kolejna nadzieja na pokój

Dla notowań EUR/USD sama decyzja EBC nie była przełomowa i tak naprawdę można ją traktować w kategoriach stabilizacyjnych. Wczorajszy dzień zdominowała jednak sytuacja na Bliskim Wschodzie i rollercoaster, który zafundował nam Donald Trump. W swoim stylu najpierw postraszył Iran nawet przejęciem wyspy Kharg, kluczowej dla irańskiego eksportu ropy naftowej (blisko 90%), i zapowiedzią ataków w nocy, by po krótkim czasie wszystko odwołać i zacząć mówić o „wielkim porozumieniu”. Jak wyliczyli statystycy, hasło to padło już po raz 39. w tym konflikcie z ust prezydenta USA, ale inwestorzy znów podłapali temat. Efekt był widoczny już wczoraj na Wall Street, gdzie obserwowaliśmy solidne wzrosty, ponad 1,5%, a fala optymizmu popłynęła dzisiaj również w stronę reszty świata. Wzrosty widać było w Japonii, na Tajwanie i w Europie – niemiecki DAX rośnie ponad 1,8%. Wrzucając kij w szprychy tego risk on można zacytować źródła irańskie, które twierdzą, że Teheran jeszcze nie zaakceptował tego porozumienia. Złośliwi mogą stwierdzić, że Trump znów zagrał na emocjach i zmienił retorykę, bo nie chciał psuć klimatu piłkarskiego święta, które zaczęło się m.in. w USA.

Historyczny debiut

Z drugiej strony mamy dzisiaj debiut SpaceX, który przyciągnął olbrzymie zainteresowanie. Zepsucie nastrojów w tym momencie mogłoby zniechęcić inwestorów, a nieudane IPO miałoby swoje rynkowe konsekwencje. A skoro już o spółce Elona Muska mowa, w jej wypadku wszystko wydaje się mieć komiczny wydźwięk: zaczynając od sektora działalności, przez wycenę na poziomie 1,77 bln USD, a kończąc na pozyskaniu z samego IPO niebagatelnych 75 mld USD. SpaceX już teraz należy więc do czołówki najdroższych firm świata, zaraz po gigantach technologicznych takich jak Nvidia (ok. 5 bln USD) czy Apple (4 bln USD). Schodząc jednak trochę na ziemię, warto wspomnieć, że spółka jak na razie opiera swój fenomen na… obietnicach. Są to choćby centra danych poza naszą planetą czy kolonizacja Marsa, a więc nie mówimy tutaj stricte o przepływach pieniężnych, przynajmniej nie w tym momencie. W tym całym otoczeniu zadziwia spokój na PLN, który – mimo tylu tematów – zachowuje się tak, jakby „grał w swojej grze”, EUR/PLN utrzymuje się tuż nad poziomem 4,24, a USD/PLN w okolicach 3,66.

Polski rynek aut rośnie szybciej niż unijny. Najmocniej zyskują hybrydy plug-in

Prawie 100-procentowy wzrost rejestracji hybryd plug-in w ciągu pierwszych 4 miesięcy tego roku Polsce to jeden z najbardziej zaskakujących trendów na europejskim rynku motoryzacyjnym. W czasie, gdy kierowcy w Niemczech, Francji czy krajach skandynawskich coraz częściej wybierają samochody w pełni elektryczne, Polacy stawiają na kompromis między nową a starą motoryzacją. Co ciekawe, dzieje się to mimo faktu, że ceny paliw w Polsce należą obecnie do najniższych w Unii Europejskiej, a wzrost ich cen po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie był mniej dotkliwy niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Coraz więcej kierowców zdaje sobie jednak sprawę, że w świecie rosnących napięć geopolitycznych, na rynku energii i kolejnych zmian regulacyjnych koszty użytkowania samochodów spalinowych mogą w przyszłości dalej rosnąć. Auta elektryczne i hybrydy przestają być więc ciekawostką, a stają się sposobem na obniżenie codziennych wydatków i dają większą niezależność od wahań cen paliw. To właśnie ten segment odpowiada dziś za znaczną część wzrostu całego rynku nowych samochodów w Polsce.

W pierwszych czterech miesiącach 2026 roku w krajach Unii Europejskiej zarejestrowano 746 899 nowych samochodów elektrycznych zasilanych wyłącznie bateriami. Oznacza to wzrost o prawie 34 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Udział aut elektrycznych w rynku nowych samochodów wzrósł do 19,7 proc. W samym kwietniu zarejestrowano ponad 200 tys. nowych elektryków, co oznacza skok sprzedaży o blisko 38 proc. rok do roku. Największy wzrost popytu odnotowano na największych rynkach motoryzacyjnych Europy. Włochy zwiększyły liczbę rejestracji samochodów elektrycznych o 73,1 proc., Francja o 48,2 proc., a Niemcy o 41,3 proc.

Na tym tle ciekawie wygląda Polska. W pierwszych czterech miesiącach 2026 roku zarejestrowano u nas 11 414 nowych samochodów elektrycznych, co oznacza wzrost o 49 proc. rok do roku. To tempo wyższe od średniej dla całej Unii Europejskiej, gdzie sprzedaż elektryków, jak wspomnieliśmy, wzrosła o prawie 34 proc. Polska nie należy jeszcze do największych rynków elektromobilności, ale rozwija się szybciej niż wiele bogatszych państw Europy Zachodniej.

Polacy ciągle stawiają przede wszystkim na hybrydy niż na w pełni eklektyczne pojazdy. W całej Unii Europejskiej sprzedaż hybryd plug-in wzrosła od początku roku o 26 proc., a klasycznych hybryd o 12,6 proc., co pokazuje, że kierowcy szukają sposobów na ograniczenie kosztów użytkowania samochodu i ochronę domowych budżetów przed skutkami drogiego paliwa. W Polsce ten trend jest jeszcze wyraźniejszy. Liczba rejestracji hybryd plug-in wzrosła aż o 98,5 proc., do 16 737 samochodów, co jest jednym z najlepszych wyników w całej Unii Europejskiej. Można odnieść wrażenie, że wielu polskich kierowców wybiera dziś rozwiązanie pośrednie, samochód pozwalający poruszać się na prądzie podczas codziennych dojazdów, ale jednocześnie dający komfort długiej podróży bez konieczności planowania postoju przy ładowarce.

Jednocześnie sprzedaż aut z tradycyjnymi silnikami spalinowymi w Europie wyraźnie spada. W całej Unii Europejskiej rejestracje samochodów benzynowych zmniejszyły się o 17,7 proc., a diesli o 16,1 proc. Polska na tym tle pozostaje jednak krajem przejściowym między starą a nową motoryzacją. Sprzedaż samochodów benzynowych spadła od początku roku jedynie o 4,4 proc., czyli znacznie wolniej niż wynosi unijna średnia. Pokazuje to, że polscy kierowcy nadal ostrożniej podchodzą do elektromobilności niż mieszkańcy Europy Zachodniej, na co wpływają nie tylko ceny samochodów, ale także dostępność infrastruktury ładowania oraz duże znaczenie rynku aut używanych.

Warto jednak zauważyć, że krajowy rynek motoryzacyjny rozwija się szybciej niż przeciętnie w Europie. W pierwszych czterech miesiącach roku liczba nowych rejestracji samochodów wzrosła w Polsce o 7,6 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej wyniosła 4,2 proc. Co szczególnie istotne, auta ładowane z gniazdka, czyli samochody elektryczne i hybrydy plug-in, odpowiadały za około 84 proc. całego wzrostu rynku. To wyraźny sygnał, że elektromobilność przestaje być w Polsce niszowym segmentem i zaczyna mieć realny wpływ na kierunek rozwoju całej branży motoryzacyjnej.

Tymczasem sytuacja w USA wygląda inaczej niż w Europie. Wysokie ceny nowych samochodów elektrycznych oraz ograniczenie części programów wsparcia sprawiły, że sprzedaż nowych elektryków spadła od początku roku o niemal 27 proc., podczas gdy cały rynek nowych samochodów skurczył się o 7 proc. Amerykanie nie rezygnują jednak z elektromobilności całkowicie. Coraz większą popularnością cieszą się używane samochody elektryczne, których sprzedaż wzrosła w pierwszych czterech miesiącach roku o 17 proc., a ich udział w rynku osiągnął rekordowy poziom 2,8 proc.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej konflikt na Bliskim Wschodzie może ograniczać ogólną sprzedaż samochodów, jednak jednocześnie wysokie ceny paliw przyspieszają przechodzenie na napędy elektryczne. Globalna sprzedaż samochodów elektrycznych ma wzrosnąć w 2026 roku do 23 mln sztuk i odpowiadać za 28 proc. wszystkich sprzedawanych aut. Największy wzrost spodziewany jest w Europie, gdzie już co trzeci nowy samochód ma być elektryczny. Także nasz kraj wpisuje się w ten trend, choć wobec Europy Zachodniej odróżnia nas silny wzrost popularności samochodów hybrydowych. Obserwowane zmiany są czymś więcej niż reakcją na chwilowy wzrost cen paliw. Coraz częściej mamy do czynienia z trwałą zmianą nawyków zakupowych, która może przyspieszyć przejście na samochody elektryczne.

Backlog Scanway przekroczył 120 mln zł. Spółka planuje zwiększyć skalę produkcji. W tle możliwe pozyskanie kapitału

Scanway S.A. korzysta z rosnącego popytu na zaawansowane instrumenty optyczne dla globalnego sektora New Space i spodziewa się dalszego wzrostu portfela zamówień. Spółka wskazuje, że coraz większa liczba projektów konstelacyjnych oraz zapytań dotyczących obszarów Data-as-a-Service i świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (SSA) powinna przełożyć się na nowe kontrakty w kolejnych okresach. W związku z tym Scanway planuje upoważnienie Zarządu do podwyższania kapitału zakładowego w ramach kapitału docelowego, a rozszerzony projekt uchwały w tej sprawie został ujęty w porządku obrad Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia. Rozwiązanie to zwiększy elastyczność Spółki w zakresie ewentualnego pozyskania finansowania na dalsze skalowanie działalności oraz sprawniejszego reagowania na pojawiające się szanse rynkowe.

  • Popyt na zaawansowane instrumenty optyczne Scanway rośnie szybciej niż zakładała strategia Spółki na lata 2026–2028, m.in. w związku z większą liczbą projektów konstelacyjnych oraz zainteresowaniem nowym obszarem Data-as-a-Service
  • Spółka będzie rozwijała nową generację instrumentów VHR (Very High Resolution) oraz swoje kompetencje technologiczne w zakresie rozwiązań adaptive optics. Pozwoli jej to wejść do nowego, wysoce specjalistycznego segmentu rynku, obsługiwanego przez wąskie grono globalnych dostawców zaawansowanych instrumentów optycznych, w którym wartość pojedynczego instrumentu, wg szacunków Spółki, plasuje się w przedziale 5–20 mln euro
  • Backlog Scanway (podpisane i realizowane kontrakty) na 28 maja 2026 roku wynosił 53,5 mln zł, a łącznie z kontraktami oczekującymi na formalizację (o których Spółka informowała w komunikatach giełdowych) przekroczył 120 mln zł. Równolegle Spółka identyfikuje na ten moment pipeline potencjalnych projektów w perspektywie najbliższych 4 lat o wartości 500–700 mln zł[1]
  • Akcjonariusze będą głosować nad utworzeniem kapitału docelowego podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia zwołanego na 29 czerwca 2026 roku, a proponowane rozwiązanie zwiększy elastyczność finansowania dalszego rozwoju Spółki

[1] Wartość zapytań, ofert i postępowań przetargowych na różnych etapach poprzedzających zawarcie kontraktu. Ostateczna wartość ekonomiczna zostanie rozpoznana po podpisaniu umów.

Przed nami Walne Zgromadzenie, podczas którego akcjonariusze będą głosować nad udzieleniem Zarządowi upoważnienia do emisji akcji w ramach kapitału docelowego. Traktujemy to rozwiązanie jako narzędzie, które pomoże nam zwiększyć elastyczność Scanway w finansowaniu dalszego rozwoju. Widzimy wyraźnie rosnący popyt na nasze rozwiązania, wyższy niż zakładaliśmy podczas publikacji strategii we wrześniu 2025 roku. Liczba projektów konstelacyjnych i zapytań ofertowych od klientów międzynarodowych potwierdza, że rynek New Space się skaluje, a zapotrzebowanie na zaawansowane instrumenty optyczne rośnie. Nasz backlog łącznie z kontraktami oczekującymi na formalizację przekroczył już 120 mln zł, a zidentyfikowany pipeline jest kilkukrotnie wyższy, dlatego chcemy mieć możliwość przeprowadzenia sprawnego procesu pozyskania kapitału, jeśli pojawią się szanse rynkowe wymagające szybszego zwiększenia skali działalności – komentuje Jędrzej Kowalewski, CEO Scanway S.A.

Strategia Scanway na lata 2026–2028 zakładała systematyczny wzrost portfela zamówień, jednak popyt na produkty i usługi Spółki rośnie szybciej od przyjętych założeń. Backlog Scanway, łącznie z kontraktami oczekującymi na formalizację przekroczył 120 mln zł. Równolegle Spółka obserwuje wzrost zainteresowania obszarem Data-as-a-Service oraz świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (SSA), które w momencie ogłaszania Strategii pozostawały na wcześniejszym etapie komercjalizacji. W ocenie Scanway dalszy wzrost portfela zamówień może wymagać większej elastyczności w zakresie pozyskania finansowania dalszego rozwoju, szczególnie w obszarach związanych ze skalowaniem zaplecza produkcyjnego, operacyjnego i równoległą realizacją większej liczby projektów.

Kapitał docelowy jest rozwiązaniem, które pozwala Zarządowi na podwyższenie kapitału zakładowego w granicach określonych przez Walne Zgromadzenie. W przypadku Scanway proponowany mechanizm ma zapewnić elastyczność działania w sytuacji, gdy pojawią się uzasadnione dodatkowe potrzeby finansowe związane z dalszym rozwojem działalności. Spółka chce zabezpieczyć sobie możliwość szybszego reagowania (w zakresie pozyskania finansowania) na możliwości rynkowe, bez konieczności każdorazowego uruchamiania pełnej procedury związanej ze zwołaniem Walnego Zgromadzenia.

Naszym priorytetem pozostaje sprawna realizacja obecnego portfela zamówień i przygotowanie organizacji do obsługi większej liczby projektów prowadzonych równolegle. W ostatnich kwartałach zwiększaliśmy możliwości produkcyjne i operacyjne, m.in. poprzez rozwój zaplecza laboratoryjnego i clean roomu oraz rozbudowę zespołu. To istotne przy projektach o rosnącej złożoności, w których coraz większe znaczenie ma nie tylko pozyskiwanie nowych kontraktów, ale również zdolność do ich terminowej realizacji i skalowania produkcji w powtarzalnym modelu z zachowaniem najwyższych standardów jakości. To kierunek, który ma nam utorować drogę w perspektywie do końca 2028 r. do osiągnięcia pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie tłumaczy Jędrzej Kowalewski.

Przyspieszenie transformacji w seryjnego dostawcę ładunków optycznych dla globalnego sektora New Space pozostaje jednym z kluczowych kierunków rozwoju Scanway. Spółka chce zwiększać skalę dostaw dla klientów konstelacyjnych, rozwijać kolejne generacje instrumentów optycznych VHR (Very High Resolutions), w tym zdolnych do obrazowania na poziomie 50 cm/piksel z orbity LEO (Low Earth Orbit; rozdzielczość do osiągnięcia po 2028 r.)  wzmacniać kompetencje technologiczne w zakresie rozwiązań adaptive optics. Potwierdza to rosnący udział projektów międzynarodowych – w 2025 roku eksport technologii kosmicznych odpowiadał za 88% przychodów segmentu Space, a rozwiązania trafiały do klientów z Azji, USA i Europy.

Scanway coraz mocniej łączy rozwój hardware’u z warstwą software’ową i analityką danych, rozwijaną od dekady m.in. w segmencie Industry. Przykładem tych kompetencji jest HYDRA, autorskie rozwiązanie wykorzystywane w obszarze przetwarzania danych wizyjnych. Kierunek ten wspiera dążenie do pokrywania pełnego łańcucha wartości danych optycznych – od akwizycji, przez przetwarzanie i analizę, aż po predykcję zdarzeń, zgodnie z modelem APAP. Dzięki temu Spółka chce dostarczać klientom nie tylko instrumenty i zobrazowania, ale również gotowe informacje wspierające procesy decyzyjne.

Jednym z przykładów tego kierunku jest umowa zawarta w I kwartale 2026 roku z klientem z USA, dotycząca opracowania i dostarczenia nowej klasy instrumentów optycznych do obserwacji Ziemi dla budowanej konstelacji satelitów. Jej przewidywana wartość może sięgnąć ok. 4,3 mln USD za pierwszy instrument optyczny, a projekt obejmuje również możliwość komercjalizacji danych satelitarnych w modelu Data-as-a-Service. W kolejnych okresach portfel zamówień mogą zasilić także inne projekty, w tym m.in. drugi instrument dla Intuitive Machines oraz kolejne fazy projektu księżycowego Mani.

Matexi Polska z sukcesem wyemitowało obligacje o wartości 105 mln zł

Matexi Polska Holding & Finance S.A. (Matexi Polska) z powodzeniem przeprowadziło emisję czteroletnich obligacji korporacyjnych serii D o łącznej wartości 105 mln zł. To ważny krok w realizacji długoterminowej strategii rozwoju spółki oraz pierwsza w jej historii emisja papierów dłużnych, która została przeprowadzona z założeniem wprowadzenia ich do obrotu na rynku Catalyst. Duże zainteresowanie ofertą ze strony inwestorów potwierdza zaufanie rynku do stabilnej pozycji finansowej spółki oraz perspektyw dalszego wzrostu na polskim rynku mieszkaniowym. Rolę oferującego pełnił Michael / Ström Dom Maklerski.

Matexi Polska zakończyło proces emisji niezabezpieczonych obligacji korporacyjnych serii D o wartości 105 mln zł. Obligacje zostały wyemitowane na okres czterech lat, a ich oprocentowanie zostało ustalone na poziomie WIBOR 6M + 4 p.p. w skali roku. Odsetki będą wypłacane inwestorom w cyklach półrocznych.

Przeprowadzona emisja stanowi istotny element strategii dywersyfikacji źródeł finansowania działalności Grupy oraz wzmacniania jej pozycji kapitałowej. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na refinansowanie obecnego zadłużenia oraz dalszy rozwój działalności Matexi Polska, w tym realizację kolejnych inwestycji mieszkaniowych na kluczowych rynkach w kraju.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z dużego zainteresowania inwestorów naszą ofertą. Emisja spotkała się z pozytywnym odbiorem rynku, a wśród inwestorów znaleźli się również nowi partnerzy finansowi, którzy obdarzyli Matexi Polska zaufaniem. Obligacje stanowią istotne źródło finansowania naszej działalności i wspierają realizację planów rozwojowych na polskim rynku. Przeprowadziliśmy pierwszą w naszej historii emisję niezabezpieczonych obligacji z założeniem notowania na rynku Catalyst. To ważny krok nie tylko z perspektywy dalszego rozwoju działalności deweloperskiej, ale również budowania silnej pozycji Grupy w obszarze finansowym. Sukces emisji potwierdza wiarygodność naszej strategii, stabilność biznesu oraz rosnące zaufanie inwestorów do naszej marki na polskim rynku”podkreśla Zofia Szymońska, Dyrektorka Finansowa, Członkini Zarządu, Matexi Polska Holding & Finance S.A.

Rolę oferującego oraz Agenta Emisji pełnił Michael / Ström Dom Maklerski, który wspierał spółkę w procesie przygotowania i przeprowadzenia transakcji. Emisja obligacji serii D została zrealizowana w ramach szerszego programu emisji obligacji ustanowionego wspólnie z Michael / Ström Dom Maklerski. Program przewiduje możliwość pozyskania finansowania do maksymalnej kwoty 300 mln zł w okresie dwóch lat, tj. do końca czerwca 2028 roku.

Pierwsza emisja obligacji Matexi Polska planowana do notowania na rynku Catalyst otwiera nowy rozdział w historii spółki. Obecność na rynku publicznym zwiększy transparentność działalności, poszerzy dostęp do kapitału oraz umożliwi budowanie długoterminowych relacji z inwestorami instytucjonalnymi i indywidualnymi.

Czy AI staje się naszym największym wrogiem? Krytyczna podatność w LangGraph może prowadzić do przejęcia infrastruktury AI

Coraz więcej organizacji wdraża autonomicznych agentów AI wspierających obsługę klienta, zarządzanie procesami biznesowymi czy analizę danych. Rozwiązania te często posiadają dostęp do systemów CRM, baz danych oraz innych kluczowych zasobów przedsiębiorstwa. Specjaliści Check Point Research – powołując się na swoje ostatnie badanie – ostrzegają, że błędy bezpieczeństwa w platformach wykorzystywanych do budowy takich systemów mogą prowadzić do poważnych konsekwencji dla organizacji.

Eksperci Check Point Research odkryli krytyczny łańcuch podatności w LangGraph – popularnym frameworku open source rozwijanym przez twórców LangChain. Narzędzie, pobierane średnio około 46,5 miliona razy miesięcznie, jest wykorzystywane do tworzenia zaawansowanych, opartych na dużych modelach językowych (LLM) agentów AI, którzy potrafią przechowywać stan, podejmować decyzje i realizować wieloetapowe zadania.

Jak jeden błąd rodzi katastrofę?

Badania wykazały, że połączenie dwóch odrębnych luk bezpieczeństwa może umożliwić przejęcie kontroli nad serwerem obsługującym środowisko LangGraph. Pierwsza z nich dotyczy podatności typu SQL Injection w funkcji get_state_history(), która odpowiada za pobieranie historii działania agentów AI. Umożliwia ona manipulowanie zapytaniami kierowanymi do baz danych SQLite lub Redis. Druga luka związana jest z niebezpiecznym procesem deserializacji danych przy użyciu mechanizmu msgpack. W odpowiednich warunkach pozwala to na wykonanie złośliwego kodu bezpośrednio na serwerze.

Połączenie obu podatności może prowadzić do zdalnego wykonania kodu (Remote Code Execution – RCE), co w praktyce oznacza możliwość przejęcia pełnej kontroli nad środowiskiem, w którym działa agent AI.

Zagrożenie inne niż wszystkie

Znaczenie tej podatności wykracza poza typowe zagrożenia związane z chatbotami czy manipulacją promptami. Agenci AI często posiadają dostęp do szerokiego zakresu zasobów organizacji, dlatego naruszenie serwera LangGraph może skutkować ujawnieniem kluczy API wykorzystywanych do komunikacji z modelami językowymi, historii konwersacji, danych klientów, rekordów CRM, zgłoszeń helpdeskowych oraz innych informacji przetwarzanych przez agenta. Dodatkowo przejęty serwer może stać się punktem wejścia do dalszych ataków na wewnętrzną infrastrukturę przedsiębiorstwa.

Jak podkreślają badacze Check Point Research, jest to sytuacja jakościowo odmienna od klasycznych ataków typu prompt injection. W tym przypadku zagrożone jest nie pojedyncze zapytanie czy sesja użytkownika, lecz całe środowisko wykonawcze agenta AI wraz z wszystkimi danymi i uprawnieniami, którymi dysponuje.

Podatność dotyczy wdrożeń self-hosted wykorzystujących mechanizmy przechowywania stanu oparte na SQLite lub Redis oraz aplikacji udostępniających funkcję get_state_history() z parametrami kontrolowanymi przez użytkownika. Problem nie wpływa natomiast na zarządzaną platformę LangSmith Deployment, która korzysta z innej architektury przechowywania danych.

Co istotne, w ramach procesu odpowiedzialnego ujawniania podatności Check Point Research współpracował z zespołem LangChain nad przygotowaniem i weryfikacją poprawek. Wszystkie zidentyfikowane luki zostały już usunięte. Jednocześnie, organizacje korzystające z podatnych wersji powinny niezwłocznie przeprowadzić aktualizację do bezpiecznych wydań, w tym między innymi do langgraph 1.0.10 oraz langgraph-checkpoint-sqlite 3.0.1 lub nowszych.

Zdaniem badaczy odkrycie to pokazuje szerszy problem związany z bezpieczeństwem systemów agentowych. Klasyczne podatności, takie jak SQL Injection, mogą mieć znacznie poważniejsze konsekwencje w środowiskach AI, ponieważ działające tam agenty dysponują szerokimi uprawnieniami i dostępem do wrażliwych danych. Dlatego organizacje rozwijające rozwiązania oparte na agentach AI powinny regularnie przeprowadzać testy bezpieczeństwa oraz działania AI Red Teaming, które pozwalają identyfikować złożone scenariusze ataków jeszcze przed ich wykorzystaniem przez cyberprzestępców.

Rynki założyły różowe okulary. Trump mówi o porozumieniu, ropa traci, giełdy zyskują

Notowania ropy naftowej są na najniższych poziomach od dwóch miesięcy. Czy „wielkie porozumienie” Trumpa tym razem się uda? Historyczny debiut SpaceX na giełdzie reprezentuje nie tylko kosmiczny przemysł, ale też kosmiczną wycenę na poziomie 1,77 bln USD i rekordowe IPO rzędu 75 mld USD. 

Euforia na rynkach

Wczorajszy dzień doskonale pokazał, z jak przewrotną sytuacją mamy do czynienia w kontekście Bliskiego Wschodu. Jeszcze przed południem „grana” była eskalacja, a prezydent USA groził zajęciem wyspy Kharg, kluczowej dla irańskiego eksportu (według szacunków tą drogą przepływa 90% handlu ropą naftową). Do tego znów zapowiadał uderzenie na Teheran z dużą siłą. I gdy już wszystko wydawało się przesądzone, a inwestorzy wycenili strach i kolejną falę napięcia w regionie, nastąpił nieoczekiwany zwrot. Trump po raz kolejny zaszokował rynki: nie tylko odwołał zmasowane ataki, ale zapowiedział, w swoim stylu, kolejne „wielkie porozumienie” z Persami. Inwestorzy zostali zaczarowani wizją zakończenia wojny i założyli „różowe okulary”, co poskutkowało falą optymizmu. Giełda amerykańska wystrzeliła, S&P zyskał ponad 1,7%, a Nasdaq aż 2,5%. Euforia rozlała się na cały świat, a piątkowy handel przynosi spore wzrosty choćby w Japonii (blisko 3%) czy na Tajwanie (ponad 2%). Również w Europie zapowiada się mocny start, niemiecki DAX w kontraktach przedsesyjnych pokazuje +1,5%.

Ropa najniżej od dwóch miesięcy

Na notowaniach ropy naftowej doskonale widać, z jak gwałtownym zwrotem akcji mieliśmy do czynienia. WTI po informacjach o możliwym zajęciu wyspy Kharg skoczyło w okolice 92 USD za baryłkę, by po kilkunastu godzinach zawrócić i znaleźć się na poziomach niewidzianych od dwóch miesięcy, w okolicach 86 USD za baryłkę. Mamy więc wyraźny odwrót od szczytów na poziomie 100 USD z końcówki maja. Silna reakcja notowań ropy naftowej to efekt zapisków potencjalnego porozumienia, w których mowa o otwarciu Cieśniny Ormuz i przywróceniu pełnej żeglugi. Powrót do podaży surowca sprzed konfliktu wymaga czasu, ale taki rozwój wydarzeń miałby przełożenie na ceny ropy naftowej, która powinna wejść w powolny trend spadkowy. Trzeba być jednak ostrożnym, ten konflikt pokazał wielokrotnie, że sytuacja zmienia się diametralnie, a o „wielkich porozumieniach” czytaliśmy już nie raz. Trzeba poczekać na reakcję strony irańskiej i ewentualne doniesienia o podpisaniu dokumentu przez obie strony.

Wzrostowa rakieta?

Wczorajszy handel na Wall Street był również napędzany debiutem spółki SpaceX. Z racji prowadzonej działalności nie mogło być inaczej – w grę wchodziły tylko kosmiczne wartości wycen i wpływów z emisji publicznej akcji. Spółka Elona Muska została wyceniona na poziomie 1,77 bln USD, a z samego IPO pozyskano niebagatelne 75 mld USD. Żeby zdać sobie sprawę o jak bardzo „kosmicznych” wartościach mówimy, warto przypomnieć poprzedni rekord z IPO, który wynosił raptem 25,6 mld USD i należał do spółki Saudi Aramco, giganta na rynku ropy naftowej. SpaceX już teraz należy więc do czołówki najdroższych firm świata, zaraz po gigantach technologicznych takich jak Nvidia (ok 5 bln USD) czy Apple (4 bln USD). Schodząc jednak trochę na ziemię, warto wspomnieć, że spółka jak na razie opiera swój fenomen na… obietnicach. Są to choćby centra danych poza naszą planetą czy kolonizacja Marsa, a więc nie mówimy tutaj stricte o przepływach pieniężnych, przynajmniej nie w tym momencie. Dla rynków istotna jest informacja, czy taki debiut może pozyskać nowy kapitał, czy dojdzie np. do relokacji z już posiadanych aktywów. Wtedy możemy być świadkami dość mocnych ruchów, mówi się, że rykoszetem oberwie np. rynek kryptoaktywów.

Cyfryzacja tak, ale nie kosztem najmniejszych firm. Rada Naukowa przy Rzeczniku MŚP o JPK-CIT

Rozszerzanie obowiązków raportowych na najmniejsze firmy może prowadzić do wzrostu kosztów prowadzenia działalności, pogłębiania barier administracyjnych oraz ograniczania konkurencyjności sektora MŚP – alarmują członkowie Rady Naukowej przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. W stanowisku dotyczącym JPK-CIT wskazują, że cyfryzacja administracji jest potrzebna, jednak nie może odbywać się kosztem mikroprzedsiębiorców, którzy często nie dysponują odpowiednim zapleczem organizacyjnym, finansowym i technologicznym. Stanowisko zostało przekazane Ministrowi Finansów i Gospodarki po analizie skutków rozszerzenia obowiązków raportowych związanych z JPK-CIT dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców.

Przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców działa Rada Naukowa skupiająca uznanych przedstawicieli świata nauki, prawa i gospodarki. Jej zadaniem jest identyfikowanie barier utrudniających prowadzenie działalności gospodarczej oraz opracowywanie rekomendacji wspierających tworzenie bardziej przyjaznych warunków dla przedsiębiorców.

Jednym z największych atutów Biura Rzecznika MŚP jest możliwość korzystania z wiedzy i doświadczenia wybitnych ekspertów skupionych w Radzie Naukowej. To autorytety reprezentujące różne dziedziny nauki i praktyki gospodarczej, które pomagają nam identyfikować zagrożenia dla przedsiębiorców oraz formułować rozwiązania oparte na rzetelnych analizach i danych. Dzięki temu głos przedsiębiorców jest wzmacniany przez ekspercką wiedzę i merytoryczne argumentymówi Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Eksperci zwracają uwagę, że kumulacja obowiązków wynikających z JPK, KSeF oraz innych systemów raportowych coraz mocniej obciąża najmniejsze podmioty gospodarcze. W opinii Rady Naukowej nowe regulacje powinny uwzględniać realne możliwości organizacyjne i finansowe mikroprzedsiębiorców, którzy często nie dysponują wyspecjalizowanym zapleczem administracyjnym.

Zdaniem przedstawicieli Rady Naukowej kolejne obowiązki sprawozdawcze oznaczają dla wielu firm konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów związanych z obsługą księgową, zakupem specjalistycznego oprogramowania oraz dostosowaniem procesów wewnętrznych do nowych wymagań. W konsekwencji może to prowadzić do ograniczenia aktywności gospodarczej części najmniejszych przedsiębiorców.

W przekazanych rekomendacjach podkreślono również konieczność zachowania odpowiednich gwarancji ochrony praw przedsiębiorców w sytuacji coraz szerszego wykorzystywania przez administrację narzędzi opartych na algorytmach i sztucznej inteligencji. Zdaniem ekspertów cyfryzacja jest kierunkiem nieuniknionym i potrzebnym, jednak musi być wdrażana z poszanowaniem zasad proporcjonalności, przejrzystości oraz prawa do skutecznej obrony.

Cyfryzacja państwa jest potrzebna i może przynosić korzyści zarówno administracji, jak i przedsiębiorcom. Nie może jednak prowadzić do sytuacji, w której prowadzenie niewielkiej firmy wymaga poruszania się w coraz bardziej skomplikowanych systemach i procedurach. Rolą państwa powinno być upraszczanie obowiązków, a nie ich mnożeniepodkreśla Agnieszka Majewska.

Rada Naukowa postuluje m.in. objęcie mikroprzedsiębiorców szerszymi wyłączeniami z obowiązków raportowych, uproszczenie języka instrukcji i systemów cyfrowych, zapewnienie odpowiedniego czasu na wdrażanie nowych rozwiązań oraz stosowanie zasady proporcjonalności przy nakładaniu obowiązków sprawozdawczych.

Rzecznik MŚP zapowiada dalsze wykorzystywanie rekomendacji Rady Naukowej w działaniach na rzecz poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz wzmacniania konkurencyjności sektora MŚP.

Rynek biurowy w regionach zwalnia. Pustostany rosną, a deweloperzy stawiają na mniejsze projekty

Rynek biurowy poza Warszawą wszedł w 2026 rok z ograniczoną aktywnością deweloperską oraz wyraźnym przesunięciem nowej podaży w stronę mniejszych projektów. Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszą się nowoczesne projekty w kluczowych miastach regionalnych, podczas gdy właściciele starszych obiektów coraz częściej wprowadzają pakiety zachęt dla najemców – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek biurowy w regionach” za I kwartał 2026 roku.

Mało nowych obiektów

Deweloperzy wyraźnie ograniczyli swoją aktywność na regionalnym rynku biurowym. Od początku roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w największych miastach poza Warszawą zwiększyły się o 47,2 tys. m kw., co oznacza wzrost zarówno względem poprzedniego kwartału, jak i analogicznego okresu ubiegłego roku. Analitycy BNP Paribas Real Estate prognozują jednak, że w kolejnych kwartałach podaż pozostanie na ograniczonym poziomie.

Roczna podaż najprawdopodobniej pozostanie na poziomie poniżej 100 tys. m kw., co będzie jednym najsłabszych wyników od 2006 r. Jej struktura przesuwa się w stronę mniejszych projektów, z ograniczoną liczbą realizacji powyżej 10 tys. m kw. – ocenia Ewa Nicewicz, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Nowa podaż na regionalnym rynku biurowym ogranicza się obecnie do pojedynczych inwestycji. Do największych obiektów oddanych do użytkowania w I kwartale 2026 roku należy Swobodna SPOT we Wrocławiu (14,6 tys. m kw.) realizowany przez Echo Investments, .PUNKT w Gdańsku (12,7 tys. m kw.) od Torus, The Park Wrocław II (9,5 tys. m kw.), za który odpowiada Projektmanagement Polska oraz Fabryczna Office Park B7 w Krakowie (8,4 tys. m kw.) od Inter-Bud.

Na koniec marca w budowie pozostawało niespełna 190 tys. m kw., co oznacza spadek w ujęciu kwartalnym (18%), jak i rocznym (46%). Nowe inwestycje, których oddanie planowane jest do końca 2027 roku, skupiają się w kluczowych ośrodkach – aż 65% wolumenu znajduje się w Krakowie i Poznaniu.

Obecnie największe zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej koncentrują się w Krakowie (27% rynku), we Wrocławiu (20%) oraz w Trójmieście (16%).

Wyhamowanie nowych transakcji

Wyniki za I kwartał 2026 roku wskazują na osłabienie aktywności najemców. Po mocnej końcówce roku, wolumen transakcji najmu w okresie od stycznia do końca marca wyniósł ok. 121,5 tys. m kw., co jest wynikiem o 51% niższym względem ubiegłego kwartału oraz prawie o 30% niższym względem analogicznego kwartału w 2025 roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na rynku odnotowano transakcje obejmujące niemal 718 tys. m kw. powierzchni, co oznacza wynik nieznacznie niższy niż zanotowany dla analogicznego okresu w pierwszym kwartale ubiegłego roku (spadek o 2,5%).

W pierwszym kwartale 2026 roku największy udział w wolumenie transakcji najmu przypadł na Trójmiasto, które odpowiadało za 41% wszystkich zawartych umów. Do największych transakcji w regionie należały przedłużenie najmu przez Adtran w budynku Tensor Y na 6,8 tys. m kw. oraz nowa umowa podpisana przez poufnego najemcę na 6,1 tys. m kw. powierzchni w Alchemia IV Neon Business Park II.

Wrocław odpowiadał za 21% zawartych transakcji, a największą z nich było przedłużenie umowy przez poufnego najemcę na 13 tys. m kw. w kompleksie Business Garden Wrocław. Z kolei Kraków, z udziałem na poziomie 14%, odnotował m.in. renegocjację umowy najmu przez PepsiCo, obejmującą 5,4 tys. m kw. powierzchni w obiekcie Brain Park A.

W strukturze popytu na początku roku dominowały nowe umowy, które stanowiły 51% całego wolumenu transakcji. Znaczące miejsce zajęły także umowy renegocjacji (37%), co może oznaczać, że firmy czasowo preferują pozostać w dotychczasowych lokalizacjach, a w przypadku zmiany wybierają najnowsze inwestycje. Biorąc pod uwagę wyniki z czterech ostatnich kwartałów, przedłużenia odpowiadają za ponad połowę zawieranych umów.

Wzrost współczynnika pustostanów

Na koniec marca 2026 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było dostępne 1,18 mln m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,4% – to wzrost o 0,5 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Analitycy BNP Paribas Real Estate wskazują, że pomimo relatywnie wysokiego poziomu pustostanów, ograniczona nowa podaż oraz utrzymujące się czynniki wzrostu rynku powierzchni biurowych powinny sprzyjać stopniowemu ograniczaniu wolnych zasobów w kolejnych kwartałach.

Wskaźnik pustostanów pozostaje zróżnicowany w zależności od miasta. Na początku 2026 roku najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (7,9%), natomiast najwyższy w Katowicach (22,1%) oraz we Wrocławiu (22%). Pod względem wolumenu dostępnej powierzchni liderem pozostaje Kraków, gdzie na najemców czekało 341 tys. m kw. biur.

Rywalizacja o najemców

Rynek regionalny znajduje się w fazie stabilizacji, co przekłada się na poziom obecnych czynszów. Czynsze typu „Prime” za najlepsze powierzchnie biurowe w miastach regionalnych utrzymują się na poziomie 16,00–18,00 EUR/m kw./miesiąc, odzwierciedlając równowagę popytu i ograniczonej nowej podaży. Właściciele obiektów biurowych oferują również pakiety zachęt.

– Spada dostępność dużych modułów powyżej 3-5 tys. m kw., co wynika z niewielkiej aktywności deweloperskiej i postępującej absorpcji istniejącej powierzchni. Z uwagi na wysoki współczynnik pustostanów na rynkach regionalnych panuje duża rywalizacja o najemcę. Wynajmujący chcąc utrzymać wysokie stawki bazowe oferują bardzo atrakcyjne pakiety zachęt czynszowych w postaci wakacji czy budżetu na aranżację. W średnim terminie można oczekiwać również presji wzrostowej na czynsze Prime w projektach najwyższej klasy – podkreśla Wiktoria Weilandt, Associate Director, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

EBC podnosi stopy procentowe po raz pierwszy od dwóch lat

Europejski Bank Centralny podczas czerwcowego posiedzenia zdecydował o podniesieniu stóp procentowych.

Główna stopa refinansowa wzrosła do poziomu 2,40 proc. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynku i jednocześnie stanowi pierwszą podwyżkę stóp procentowych w strefie euro od dwóch lat.

Za decyzją EBC stoi przede wszystkim ponowny wzrost presji inflacyjnej. W maju inflacja w strefie euro przyspieszyła do 3,2 proc. rok do roku, pozostając wyraźnie powyżej celu banku centralnego wynoszącego 2 proc. Jednym z czynników wpływających na wzrost cen są napięcia geopolityczne i konflikt na Bliskim Wschodzie, które przekładają się m.in. na wyższe koszty energii i transportu.

Choć sam ruch był powszechnie oczekiwany, uwaga inwestorów koncentruje się obecnie na kolejnych decyzjach EBC. Utrzymująca się presja cenowa sprawia, że rynek coraz częściej zakłada możliwość dalszego zacieśniania polityki pieniężnej w nadchodzących kwartałach.

Stopy procentowe w strefie euro w górę. Rynki czekają na sygnały z EBC

Czwartkowa sesja przynosi przede wszystkim decyzję EBC w sprawie stóp procentowych. Wybrzmiewają też echa wczorajszego odczytu inflacyjnego w Stanach. Cały czas nad rynkami wisi również widmo konfliktu na Bliskim Wschodzie. 

Stopy w górę

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami podniósł dziś stopy procentowe o 25 pb, wskazując na utrzymującą się presję inflacyjną oraz rosnącą niepewność związaną z sytuacją na rynku energii. Sama decyzja nie była dla inwestorów zaskoczeniem, rynek od dawna wierzył w ten scenariusz i analitycy byli raczej zgodni w swoich predykcjach. Dlatego też sama decyzja nie wpłynęła drastycznie na wyceny walut, choć obserwujemy pewne osłabienie euro. Ważniejsze, jak to zwykle bywa, będzie wystąpienie szefowej EBC oraz potencjalne sugestie co do przyszłych podwyżek. Wydaje się, że nie jest to ostatni taki ruch w tym cyklu, choć wiele zapewne zależy od tego, jak długo będzie się tlił konflikt na Bliskim Wschodzie. Referencyjna stopa w strefie euro od dzisiaj wynosi 2,4%, przy inflacji na poziomie 3,2%.

Inflacja w górę

Na rynkach nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji ze Stanów Zjednoczonych. Ten teoretycznie nie powinien aż tak podnosić temperatury publicznego dyskursu, zwłaszcza że rezultat okazał się zgodny z oczekiwaniami analityków. I choć niespodzianki nie było, to jednak trudno przejść obojętnie obok tego odczytu. Przede wszystkim dlatego, że notujemy obecnie w USA najwyższą dynamikę cen od trzech lat. Dodatkowo znajdujemy się wyraźnie powyżej celu, jak i akceptowalnych poziomów. Rezultat na poziomie 4,2% sugeruje, że problem z nakręcającą się spiralą inflacji zaczyna być coraz poważniejszy. Szczególnie niepokoić może perspektywa miesięczna – ceny w maju urosły o 0,5%. Tak wysoki wynik może budzić dodatkową obawę, bo średnie ceny ropy w maju były niższe niż w kwietniu. Wczorajszy odczyt jest kolejnym już argumentem za bardziej jastrzębią polityką Rezerwy Federalnej. Za wyższymi stopami przemawia także miejscowy rynek pracy, który ostatnio ma się całkiem nieźle.

Ryzyko w górę

Ostatnie dni znowu przyniosły eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nie do końca wiadomo czy zawieszenie broni cały czas jest w mocy, zwłaszcza że liczba rakiet i dronów w powietrzu wskazuje bardziej na regularną wojnę niż „chęć porozumienia”. Ostrzał trwa także w social mediach, gdzie prezydent USA raczy nas co chwilę kolejnymi epitetami pod adresem Iranu, tamtejszej armii czy władzy. Jednocześnie utrzymywana jest narracja, że porozumienie wisi w powietrzu, a obie strony chcą się dogadać. Co ciekawe, rynek jest mocno zdeterminowany, by nie dostrzegać tu sprzeczności. Ropa po wczorajszym (nomen omen) wystrzale w górę dziś oddaje większość ruchu i powraca poniżej pułapu 90$ (dla odmiany WTI).

Przewoźnicy nadal płacą za niepewność na rynku paliw

Choć ceny diesla w Polsce spadły do poziomów niewidzianych od połowy marca, branża transportowa nadal funkcjonuje w warunkach wysokiej niepewności. Globalne firmy logistyczne utrzymują dodatkowe opłaty paliwowe doliczane do usług transportowych, sięgające nawet 20 proc. wartości przewozu, a polski rząd przedłużył do 15 czerwca mechanizmy osłonowe obejmujące m.in. obniżony VAT i akcyzę na paliwa. Jednocześnie decyzja OPEC+ o zwiększeniu limitów wydobycia od lipca nie gwarantuje faktycznego wzrostu podaży ropy, co pokazuje, że rynek wciąż daleki jest od stabilizacji.

Ceny paliw w Polsce zmieniły się w ubiegłym tygodniu: benzyna Pb95 potaniała o 12 groszy na litrze, natomiast olej napędowy potaniał o 16 groszy na litrze, osiągając poziom cen notowany ostatnio w połowie marca.

Zapasy topnieją. Brent poniżej 100 dolarów nie oznacza spokoju

Ropa Brent rozpoczęła analizowany okres w poniedziałek 1 czerwca na poziomie 94,98 USD za baryłkę. W trakcie sesji wzrosła powyżej 97 USD, następnie w czwartek spadła w okolice 93 USD po doniesieniach o możliwej deeskalacji konfliktu. W poniedziałek ponownie wzrosła po kolejnej wymianie rakietowej między Iranem a Izraelem, a obecnie utrzymuje się w pobliżu 93 USD za baryłkę. Na wykresie wygląda to jak zwykła zmienność cen. W rzeczywistości każdy zwrot odzwierciedlał całkowitą zmianę wyceny ryzyka związanego z konfliktem.

Rynek ropy obecnie nie podąża za wyraźnym trendem, lecz nieustannie przelicza prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Każdy gest dyplomatyczny obniża premię za ryzyko, a każde wydarzenie militarne przywraca ją na wcześniejszy poziom. Dla przewoźników jest to trudniejsze otoczenie niż zwykły wzrost cen paliw. Problem nie polega wyłącznie na tym, że diesel jest drogi, problemem jest to, że kalkulacje kosztów mogą stać się nieaktualne już po dwóch tygodniach. To jeden z powodów dla których w pierwszym tygodniu czerwca część operatorów logistycznych zaktualizowała obowiązujące dopłaty paliwowe doliczane do kosztów transportu. Mimo spadków cen diesla firmy nadal utrzymują je na relatywnie wysokim poziomie, wskazując na utrzymującą się zmienność rynku energii i niepewność dotyczącą przyszłych kosztów paliwa.

Tymczasem fizyczna równowaga rynku pogarsza się w sposób, który wykres cen odzwierciedla z opóźnieniem. Analityk Kurt Cobb na łamach OilPrice zwraca uwagę, że komercyjne zapasy ropy na całym świecie są szybko uszczuplane, a rynek stopniowo zbliża się do poziomów, przy których rezerwy przestają pełnić funkcję bufora bezpieczeństwa. Scenariusza Cobba nie należy traktować jako najbardziej prawdopodobnej prognozy, ale trafnie wskazuje on główne napięcie na rynku: im bliżej system znajduje się minimalnych poziomów operacyjnych zapasów, tym bardziej staje się wrażliwy na każdą nową negatywną informację. To nie tylko teoretyczne rozważania. Podczas konferencji dla inwestorów wysoki przedstawiciel ExxonMobil stwierdził, że poziom zapasów zbliża się do wartości nienotowanych wcześniej we współczesnej historii rynku.

Właśnie tutaj pojawia się rozbieżność między wykresem cen a rzeczywistością, z którą mierzy się branża logistyczna. Brent może spaść o dwa dolary w ciągu jednego popołudnia po informacji o zawieszeniu broni. Nie oznacza to jednak, że na rynek trafiają dodatkowe baryłki ropy ani że automatycznie spadają ceny oleju napędowego. Marże rafineryjne dla średnich destylatów reagują przede wszystkim na dostępność produktów, a nie wyłącznie na cenę surowca. Jeśli zapasy pozostają niskie, ceny diesla mogą utrzymywać się na wysokim poziomie nawet wtedy, gdy cena ropy Brent spada.

Do tego doszła decyzja OPEC+ z 7 czerwca. Siedem państw członkowskich zatwierdziło czwarty z rzędu miesięczny wzrost limitów wydobycia o 188 tys. baryłek dziennie od lipca. Na papierze jest to sygnał uspokajający, jednak w praktyce jego znaczenie jest ograniczone. Limit produkcyjny nie oznacza jeszcze rzeczywistej dostawy ropy. Bloomberg określił tę decyzję jako w dużej mierze symboliczną, co dobrze oddaje sytuację: producenci utrzymują swoje stanowiska, oczekując na przywrócenie normalnego funkcjonowania szlaków dostaw. Dopóki to nie nastąpi, liczby zapisane w dokumentach nie zwiększają realnej podaży na rynku.

Do wszystkich tych czynników dochodzi ryzyko, które jeszcze niedawno pozostawało na marginesie, a dziś przesuwa się do centrum uwagi — informacja. Rynek ropy nie czeka na potwierdzenie prawdy. Reaguje na pierwszą wiadomość, która wydaje się wystarczająco wiarygodna. W ostatnich tygodniach szeroko rozpowszechniano nagrania rzekomych ataków, które później okazywały się materiałami pochodzącymi z wojskowych gier symulacyjnych. Ceny reagowały jednak zanim pojawiły się sprostowania. Krótkoterminowy wzrost notowań może dziś zostać wywołany wydarzeniem, które nigdy nie miało miejsca, a jego skutki mogą być odczuwalne w kosztach zakupu paliwa. Dla przewoźników jest to jeszcze trudniejsze środowisko niż zwykły wzrost cen. Problem nie polega wyłącznie na wysokiej cenie diesla, ale na tym, że kalkulacje kosztów mogą przestać być aktualne już po dwóch tygodniach.

Perspektywa na najbliższe dwa tygodnie

Cena ropy Brent może łatwo spaść po każdej informacji o zawieszeniu broni. Równie szybko może jednak wrócić do wcześniejszych poziomów, jeśli okres spokoju okaże się krótkotrwały. Sam spadek cen ropy nie oznacza jeszcze ulgi dla przewoźników. Kluczowe znaczenie mają zapasy, ceny oleju napędowego oraz sytuacja na szlakach dostaw. A w tych obszarach każdy kolejny tydzień przynosi jak dotąd więcej pytań niż odpowiedzi.

Biogazownia w Dzierżkach zwiększa moc do 1,498 MWe. PGB zakończyła rozbudowę instalacji

Biogazownia w Dzierżkach po rozbudowie. Polska Grupa Biogazowa zwiększa moce instalacji o dodatkowe 0,5 MW.

Polska Grupa Biogazowa (PGB) zakończyła rozbudowę biogazowni w Dzierżkach o dodatkowy moduł kogeneracyjny o mocy 0,5 MW. Inwestycja zwiększy możliwości produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także rozbuduje lokalną infrastrukturę technologiczną i energetyczną.

11 czerwca 2026 r. PGB zakończyła rozbudowę i modernizację biogazowni w Dzierżkach, obejmującą instalację dodatkowego modułu kogeneracyjnego o mocy 0,5 MW.

Jak podkreśla Patryk Jóźwiak, Członek Zarządu i Dyrektor Operacyjny w PGB, inwestycja stanowi kolejny etap rozwoju nowoczesnej infrastruktury biogazowej oraz zwiększania efektywności istniejących instalacji.

– Rozbudowa biogazowni w Dzierżkach pozwoli zwiększyć możliwości produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także rozwinąć infrastrukturę technologiczną obiektu. Konsekwentnie inwestujemy w rozwiązania wspierające rozwój odnawialnych źródeł energii oraz lokalnej infrastruktury energetycznej – wskazał Patryk Jóźwiak.

–  Projekt rozbudowy biogazowni w Dzierżkach doskonale wpisuje się w ideę energetyki rozproszonej, wzmacniając odporność mieszkańców na sytuacje kryzysowe. To niezwykle istotne dla rozwoju bezpieczeństwa energetycznego lokalnej społeczności oraz całego regionu województwa podlaskiego – mówi Michał Gąsowski, Wicewojewoda Podlaski.

Zakres inwestycji objął szeroki pakiet prac infrastrukturalnych i technologicznych. W ramach rozbudowy powstał nowy moduł CHP o mocy 0,5 MW, rozbudowano stację uzdatniania biogazu oraz maszynownię wyposażoną w pompy pofermentu i rurowy wymiennik ciepła. Powstała również nowa pochodnia biogazu o zwiększonej wydajności, zbiornik retencyjny na cele przeciwpożarowe, droga techniczna oraz place manewrowe.

– Bardzo ważna była dla nas dobra współpraca z lokalnymi władzami i społecznością. Od początku inwestycji prowadziliśmy otwarty dialog z samorządem oraz mieszkańcami, co pozwoliło sprawnie realizować kolejne etapy projektu i budować wzajemne zaufanie. Tego typu inwestycje najlepiej rozwijają się tam, gdzie są prowadzone w partnerstwie z lokalnym otoczeniem i odpowiadają na realne potrzeby regionu. Nie bez znaczenia miała też praca zespołowa – mówi Mariusz Hryc, Regionalny Kierownik Biogazowni w PGB.

Po zakończeniu rozbudowy biogazownia w Dzierżkach będzie dysponować łączną mocą elektryczną na poziomie 1,498 MWe oraz mocą cieplną 1,621 MWt. Planowana roczna produkcja energii elektrycznej wyniesie 12 466 MWh, wobec wcześniejszych 8 314 MWh rocznie. Produkcja ciepła wzrośnie natomiast do 13 489 MWhth rocznie, czyli 48 559 GJ, wobec wcześniejszych 8 996 MWhth, czyli 32 384 GJ rocznie.

Istotnym elementem projektu jest również budowa przyłącza cieplnego do pobliskiego hodowcy trzody chlewnej. Zgodnie z założeniami będzie on odbierał do 3 500 GJ ciepła rocznie. Jednym z kluczowych elementów inwestycji jest nowy zbiornik na poferment o objętości użytkowej 13 500 m³. Monolityczny zbiornik żelbetowy z dachem membranowym należy do największych tego typu obiektów w Polsce.

Modernizacji poddano również zbiornik substratów płynnych oraz zbiorniki, w których wykonano nowe dachy membranowe, a także przeprowadzono czyszczenie i przegląd techniczny. Powstały również trzy zjazdy z drogi gminnej – dwa dla nowej części rozbudowywanej instalacji oraz jeden zmodernizowany przy nowej hali z węzłem ciepła. Inwestycja stanowi ważny element rozwoju lokalnej infrastruktury energetycznej oraz współpracy z lokalną społecznością.

– Bardzo cieszy mnie każda inwestycja realizowana na terenie gminy Poświętne, a szczególnie przedsięwzięcia związane z odnawialnymi źródłami energii. Rozbudowa wpisuje się w rolniczy charakter gminy, tworząc naturalną synergię pomiędzy lokalnym rolnictwem a nowoczesną energetyką. Istotne znaczenie ma również poferment, który jest ceniony i wykorzystywany przez rolników. Dla samorządu istotne jest też bezpieczeństwo energetyczne. Rozproszone źródła energii, takie jak biogazownie, zwiększają odporność lokalnych społeczności i wzmacniają stabilność systemu energetycznego. To także dowód na to, że polska wieś może nie tylko produkować żywność, ale również aktywnie uczestniczyć w transformacji energetycznej – mówi Mariusz Gołaszewski, wójt gminy Poświętne.

Rozbudowa biogazowni w Dzierżkach zwiększa możliwości produkcyjne instalacji oraz wzmacnia lokalną infrastrukturę energetyczną. Inwestycja wpisuje się w działania Polskiej Grupy Biogazowej związane z rozwojem nowoczesnych źródeł energii odnawialnej oraz zwiększaniem efektywności istniejących instalacji biogazowych.

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 dadzą Ameryce Północnej impuls wart ponad 9 mld USD

  • Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 będą największym turniejem w historii piłki nożnej – szacunków w ciągu sześciu tygodni turniej przyciągnie około 6,5 mln widzów na stadionach, w tym 2,6 mln gości zagranicznych, generując szacunkowo 9 mld USD PKB w Ameryce Północnej w okresie od czerwca do lipca 2026 r. Dla porównania, trasa koncertowa Taylor Swift „Eras Tour” oraz światowa trasa Beyoncé „Renaissance World Tour”, obejmujące odpowiednio 149 i 56 koncertów, przyniosły przychody w wysokości około 2,1 mld USD i 579 mln USD. FIFA prognozuje rekordowe przychody komercyjne w wysokości 13 mld USD w ciągu lat 2023–2026 (dwukrotnie więcej niż analogicznie wodniesieniu do poprzednich Mistrzostw w Katarze), ale wpływ makroekonomiczny pozostaje bardziej skoncentrowany niż transformacyjny, a dominującym źródłem są wydatki związane z turystyką (a nie np. wydatki na nowe inwestycje).
  • Jedną z najbardziej charakterystycznych cech turnieju FIFA 2026 jest to, że żadne z trzech krajów gospodarzy nie musiało budować od podstaw nowej generacji stadionów mistrzostw świata. W przeciwieństwie do ostatnich turniejów, które wymagały ogromnych początkowych inwestycji w infrastrukturę, Ameryka Północna w dużej mierze wykorzystuje istniejące zasoby.Mistrzostwa Świata FIFA 2026 są jednymi z najbardziej efektywnych kapitałowo w historii współczesnej.
  • Głównym wyzwaniem nie jest więc gotowość stadionów, ale logistyka transportu i obsługi gości. Kluczowym ryzykiem związanym z realizacją jest zdolność lotnisk, hoteli, sieci transportowych i służb granicznych do obsługi milionów gości przemieszczających się między 16 miastami.
  • Oczekiwany podział widzów: około 40% gości zagranicznych i 60% uczestników krajowych, z których każdy przebywa średnio 6–10 dni i wydaje od 180 do 350 USD dziennie w zależności od kraju gospodarza. Podróże lotnicze przynoszą dodatkowe 1,0 mld USD przychodów dla linii lotniczych, co podkreśla znaczenie sektorów związanych z mobilnością w ogólnym tworzeniu wartości. Wydatki na działania związane z bezpieczeństwem zwiększą o 1 mld USD impuls gospodarczy. Większość tych wydatków stanowi konsumpcja rządowa.
  • Chociaż Stany Zjednoczone są głównym globalnym centrum turystycznym – zajmując trzecie miejsce na świecie pod względem liczby przyjazdów zagranicznych z prawie 70 mln odwiedzających w 2025 r. – i będą gospodarzem największej liczby meczów podczas tych mistrzostw świata, wzrost turystyki przyjazdowej do USA prawdopodobnie nie będzie w tym roku tak silny, jak można by się spodziewać.
  • W opinii Allianz Trade jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń związanych z turniejem dotyczy polityki imigracyjnej i wizowej. Jedenaście z 16 miast gospodarzy znajduje się w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy Kanada i Meksyk będą gospodarzami odpowiednio w dwóch i trzech miastach. Stany Zjednoczone będą gospodarzem 78 ze 104 meczów turnieju (w tym finału w Nowym Jorku), co sprawia, że większość aktywności gospodarczej w naturalny sposób skupi się w amerykańskich miastach. Jednak rozłożenie geograficzne wprowadza również złożoność, której nie obserwowano podczas poprzednich turniejów. Kibice śledzący swoje reprezentacje w wielu miejscach mogą być zmuszeni do odbycia kilku lotów krajowych, przekraczania granic międzynarodowych i poruszania się po znacznie różniących się systemach imigracyjnych. Wyzwanie operacyjne stojące przed FIFA jest zatem znacznie większe niż w przypadku Kataru 2022, gdzie wszystkie mecze odbywały się na stosunkowo niewielkim obszarze geograficznym. Sukces będzie zależał nie tylko od funkcjonowania stadionów, ale także od sprawnego działania lotnisk… i służb kontroli granicznej.
  • W przeciwieństwie do poprzednich mistrzostw świata, podczas których procedury wjazdowe były często uproszczone lub częściowo zawieszone dla posiadaczy biletów, turniej w 2026 r. odbędzie się w okresie wzmożonej kontroli mobilności międzynarodowej. Kanada i Meksyk generalnie utrzymują stosunkowo dostępne systemy wiz turystycznych dla wielu narodowości. Stany Zjednoczone przedstawiają jednak bardziej skomplikowany obraz. Skutkiem tego może nie być całkowity brak gości z zagranicy, ale raczej przeniesienie popytu w kierunku Kanady i Meksyku. Chociaż czynniki te mogą wydawać się drugorzędne z perspektywy sportowej, są one bardzo istotne z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ międzynarodowa frekwencja pozostaje jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków turystycznych
  • Ogólnie rzecz biorąc, w opinii Allianz Trade oczekiwać można, że Mistrzostwa Świata wygenerują znaczący impuls dla szeroko pojętego sektora turystycznego w 2026 r. Jednak część wzrostu r/r – szczególnie w USA – odzwierciedla również niską bazę w 2025 r., kiedy to zaufanie podróżnych osłabło w obliczu niepewności związanej z polityką zakazu podróżowania z czasów prezydenta Trumpa. Rzeczywiście, podczas gdy w 2025 r. liczba przyjazdów zagranicznych wzrosła o +6,2% r/r w Meksyku, w Stanach Zjednoczonych spadła o -5,5% (patrz rysunek 4), a w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. W tym kontekście wydarzenie to może przynieść pewną ulgę amerykańskiemu sektorowi turystycznemu w obliczu niedawnego i wciąż trwającego spowolnienia
  • Rozkład zysków będzie bardzo nierównomierny w poszczególnych sektorach i regionach geograficznych. Największymi zwycięzcami okazują się branża hotelarska i linie lotnicze, wspierane przez szczytowe wskaźniki obłożenia hoteli na poziomie 90–95%, przy czym ceny pokoi wzrosną nawet o 15–20% w wybranych miastach gospodarzy po zakończeniu faz losowania. Linie lotnicze skorzystają na strukturalnie ograniczonym wzroście przepustowości, wynoszącym od +0,4% do +2,1% w II kwartale 2026 r., co zapewni im silną pozycję cenową na kluczowych trasach krajowych i międzynarodowych. Tymczasem branże gastronomiczna, detaliczna i rozrywkowa również mogą znacznie zyskać na zwiększonej konsumpcji w dni meczowe, szczególnie w Meksyku, gdzie wydatki społeczne związane z piłką nożną są głęboko zakorzenione w zachowaniach konsumentów.
  • Jednak wpływ makroekonomiczny pozostaje skromny w stosunku do wielkości gospodarek gospodarzy, co przekłada się na wzrost PKB o około 6,1 mld USD w Stanach Zjednoczonych (+0,1 pp wzrostu kwartalnego), 1,7 mld USD w Meksyku (+0,3 pp) i 1,3 mld USD w Kanadzie (+0,2 pp). Wydarzenie to można zatem najlepiej scharakteryzować jako intensywny, krótkotrwały szok popytowy, a nie strukturalny czynnik wzrostu, przy czym korzyści koncentrują się w sektorach wrażliwych na turystykę i są ograniczone przez efekty substytucji, wąskie gardła w zakresie zdolności produkcyjnych oraz tarcia regulacyjne. Ostatecznie Mistrzostwa Świata w 2026 r. wyłonią wyraźnych zwycięzców sektorowych – hotele, linie lotnicze i ekosystemy turystyki miejskiej – jednocześnie podkreślając znaczenie realizacji, infrastruktury mobilnościowej i koordynacji transgranicznej w kształtowaniu ostatecznych wyników gospodarczych.

Mistrzostwa większe i lepsze? Turniej, który wykroczył poza granice

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 mają stać się największym turniejem piłkarskim, jaki kiedykolwiek zorganizowano, i prawdopodobnie najbardziej ambitnym wydarzeniem sportowym w historii współczesnej. Ale czy ostatecznie doprowadzi to do większych korzyści gospodarczych? Po raz pierwszy FIFA rozszerzyła rozgrywki z 32 do 48 drużyn narodowych, zwiększając liczbę meczów z 64 do 104 i rozszerzając turniej na trzy kraje gospodarzy: Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk. Rozgrywki, które rozpoczną się w czerwcu 2026 r. i zakończą w lipcu, stanowią strukturalne odejście od poprzednich mistrzostw świata. Zamiast skupiać działania w jednym kraju gospodarzu, FIFA stworzyła wydarzenie o zasięgu kontynentalnym, obejmujące Amerykę Północną, 16 miast gospodarzy, tysiące kilometrów korytarzy transportowych i wiele jurysdykcji regulacyjnych. Z ekonomicznego punktu widzenia turniej ten należy postrzegać nie tyle jako wydarzenie sportowe, co raczej jako sześciotygodniowy impuls dla turystyki oraz platformę konsumpcyjną i medialną, zdolną do zmobilizowania 6,5 mln uczestników (w tym 2,6 mln gości zagranicznych) i wygenerowania w okresie czerwiec–lipiec PKB w wysokości 9,1 mld USD w trzech krajach.

Skala tego turnieju jest bezprecedensowa. Poprzednie mistrzostwa świata przyciągały zazwyczaj od 3,0 do 3,4 mln widzów na stadionach. Dzięki 104 meczom i znacznie większej łącznej pojemności obiektów (średnio 67 000 osób na stadion), FIFA 2026 może stać się pierwszym turniejem w historii, który potencjalnie przekroczy 7 mln łącznej liczby widzów (jeśli wszystkie bilety zostaną sprzedane), skutecznie podwajając skalę udziału kibiców obserwowaną w ostatnich edycjach (wykres 1). Sama FIFA opublikowała prognozę całkowitych potencjalnych przychodów na lata 2023–2026 w wysokości 13 mld USD (w porównaniu z 6,4 mld USD dla Kataru), co stanowi wzrost o 6,6 mld USD w porównaniu z poprzednim cyklem 2019–2022, wynikający głównie z wyższych dochodów z praw do transmisji telewizyjnych (łącznie 4,3 mld USD, +964 mln USD w porównaniu z Katarem), sprzedaży biletów i praw do usług hotelarskich (łącznie 3,1 mld USD, +2,6 mld USD) oraz praw marketingowych (łącznie 2,7 mld USD, +927 mln USD), przy dodatkowych mniejszych zyskach z licencji i innych źródeł przychodów, co odzwierciedla silną dynamikę komercyjną przed rozszerzonym turniejem.

Wykres 1: Zasięg Mistrzostw Świata FIFA w poprzednich turniejach w porównaniu z oczekiwaniami na rok 2026

Wykres 1: Zasięg Mistrzostw Świata FIFA w poprzednich turniejach w porównaniu z oczekiwaniami na rok 2026

Źródła: Reuters LSEG, ONZ, FIFA, Allianz Trade Research. Uwaga: Osoby oglądające co najmniej 20 minut meczu w telewizji

Jednak zdecentralizowany charakter tych mistrzostw świata – obejmujących wiele krajów – stwarza zarówno szanse, jak i wyzwania, przy czym wyraźnie widać, kto na tym zyska, a kto straci. O podziale korzyści ekonomicznych zadecyduje nie tylko to, dokąd podróżni zdecydują się pojechać, ale także stopień przygotowania poszczególnych krajów, ich infrastruktura oraz zdolność do skutecznego przyjęcia gości. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech FIFA 2026 jest to, że żadne z trzech krajów gospodarzy nie musiało budować od podstaw nowej generacji stadionów mistrzostw świata. W przeciwieństwie do ostatnich turniejów, które wymagały ogromnych początkowych inwestycji w infrastrukturę, Ameryka Północna w dużej mierze wykorzystuje istniejące zasoby. Natomiast Katar zainwestował przed poprzednimi mistrzostwami świata około 220 mld USD, głównie w długoterminowe projekty infrastrukturalne, z czego 7–10 mld USD przeznaczono na budowę stadionów. Tym razem wszystkie 16 obiektów było gotowych do użytku przed turniejem i wymagało głównie renowacji, zwiększenia pojemności oraz modernizacji operacyjnej zgodnej z wymogami FIFA, na co wydano około 2–2,5 mld USD.

To sprawia, że Mistrzostwa Świata FIFA 2026 są jednymi z najbardziej efektywnych kapitałowo w historii współczesnej. Jednak głównym wyzwaniem nie jest gotowość stadionów, ale logistyka transportu i obsługi gości. Kluczowym ryzykiem związanym z realizacją nie jest gotowość stadionów, ale zdolność lotnisk, hoteli, sieci transportowych i służb granicznych do obsługi milionów gości przemieszczających się między 16 miastami. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Dallas, San Francisco i Miami posiadają dojrzałe ekosystemy turystyczne, bogatą ofertę hotelową oraz światowej klasy infrastrukturę lotniskową. Ryzyko związane z zatłoczeniem pozostaje jednak znaczne. Lotniska w kilku miastach gospodarzy już teraz działają na granicy swoich możliwości w szczytowych okresach podróżniczych, a mistrzostwa świata prawdopodobnie spowodują tymczasowy wzrost liczby pasażerów, co będzie sprawdzianem dla odporności sieci transportowych.

Przygotowania Kanady skupiały się w większym stopniu na zakwaterowaniu i mobilności miejskiej. Toronto i Vancouver to wysoko rozwinięte aglomeracje z dobrze rozwiniętym transportem publicznym i doskonałą reputacją w zakresie organizacji wydarzeń. Jednak oba miasta prawdopodobnie staną w obliczu presji związanej z zakwaterowaniem. Jak pokazuje tabela 1, Vancouver (gospodarz siedmiu meczów) ma najniższą pojemność hotelową spośród wszystkich miast gospodarzy, podczas gdy Toronto będzie gospodarzem sześciu meczów i dysponuje prawie trzykrotnie większą bazą noclegową. Ta nierównowaga sugeruje, że w Vancouver mogą wystąpić trudniejsze warunki zakwaterowania i większa presja na wzrost cen pokoi podczas imprezy. Rzeczywiście, obecne ceny hoteli już odzwierciedlają ograniczoną podaż miejsc noclegowych w Vancouver. Spośród wszystkich miast Vancouver ma najwyższe koszty zakwaterowania podczas turnieju, a ceny są dwukrotnie wyższe niż w połowie miast gospodarzy z listy. Natomiast Toronto korzysta ze znacznie większej liczby miejsc hotelowych i rozbudowanej infrastruktury transportowej, co powinno zapewnić większą zdolność do zaspokojenia popytu odwiedzających, chociaż nadal spodziewana jest znaczna presja cenowa.

Tabela 1: Porównanie możliwości zakwaterowania w miastach gospodarzy Mistrzostw Świata 2026

Tabela 1: Porównanie możliwości zakwaterowania w miastach gospodarzy Mistrzostw Świata 2026

Źródła: FIFA, Kick off adventures, Allianz Trade Research

Strategia przygotowań Meksyku odzwierciedla inny zestaw priorytetów. Znaczące inwestycje zostały skierowane na modernizację lotnisk, ulepszenia transportu miejskiego oraz renowację stadionów. Wydatki publiczne i prywatne związane z turniejem szacuje się na około 1,5–2,0 mld USD, wliczając w to modernizację trzech obiektów gospodarzy – Estadio Azteca w Meksyku, Estadio BBVA w Monterrey i Estadio Akron w Guadalajarze – a także inwestycje w lotniska, drogi, systemy transportu publicznego i otaczającą infrastrukturę miejską. Chociaż jakość infrastruktury pozostaje mniej jednolita niż w Stanach Zjednoczonych, Meksyk przystępuje do turnieju z istotną przewagą konkurencyjną: przystępnością cenową dla międzynarodowych gości. Dla wielu kibiców piłkarskich udział w meczach w Meksyku jest znacznie tańszy niż udział w podobnych meczach w dużych miastach amerykańskich. Ta przystępność cenowa wykracza poza koszty zakwaterowania i obejmuje wydatki na wyżywienie, transport i rozrywkę, co potencjalnie pozycjonuje Meksyk jako najbardziej atrakcyjny kierunek dla międzynarodowych kibiców dysponujących ograniczonym budżetem.

Jednak same niższe koszty nie gwarantują proporcjonalnie większych korzyści gospodarczych. Część wydatków generowanych przez turniej prawdopodobnie skoncentruje się w ograniczonej liczbie miast gospodarzy i sektorów, podczas gdy wycieki importowe, repatriacja zysków przez międzynarodowych operatorów oraz efekty substytucji mogą zmniejszyć wpływ netto na gospodarkę krajową. Ponadto problemy z zakwaterowaniem, obawy dotyczące bezpieczeństwa i zatory komunikacyjne mogą ograniczyć wydatki odwiedzających i stopień, w jakim popyt turystyczny przekłada się na szerszą aktywność gospodarczą. Jak zaobserwowano w poprzednich krajach gospodarzy, ogólne dane dotyczące liczby odwiedzających i szacunki wydatków często zawyżają ostateczny wkład w wzrost gospodarczy po uwzględnieniu tych czynników kompensujących.

Przełamując granice na boisku, wzmacniając je przy bramkach

Chociaż Stany Zjednoczone są głównym globalnym centrum turystycznym – zajmując trzecie miejsce na świecie pod względem liczby przyjazdów zagranicznych z prawie 70 mln odwiedzających w 2025 r. – i będą gospodarzem największej liczby meczów podczas tych mistrzostw świata, wzrost turystyki przyjazdowej prawdopodobnie nie będzie w tym roku tak silny, jak można by się spodziewać. Wyjaśniają to trzy czynniki: (1) rozszerzający się zakaz podróżowania wprowadzony przez Biały Dom, (2) różnice w kulturze piłkarskiej w trzech krajach gospodarzy oraz (3) dynamika kursów walutowych między krajami.

Jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń związanych z turniejem dotyczy polityki imigracyjnej i wizowej. Jedenaście z 16 miast gospodarzy znajduje się w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy Kanada i Meksyk będą gospodarzami odpowiednio w dwóch i trzech miastach. Stany Zjednoczone będą gospodarzem 78 ze 104 meczów turnieju (w tym finału w Nowym Jorku), co sprawia, że większość aktywności gospodarczej w naturalny sposób skupi się w amerykańskich miastach. Jednak rozłożenie geograficzne wprowadza również złożoność, której nie obserwowano podczas poprzednich turniejów. Kibice śledzący swoje reprezentacje w wielu miejscach mogą być zmuszeni do odbycia kilku lotów krajowych, przekraczania granic międzynarodowych i poruszania się po znacznie różniących się systemach imigracyjnych. Wyzwanie operacyjne stojące przed FIFA jest zatem znacznie większe niż w przypadku Kataru 2022, gdzie wszystkie mecze odbywały się na stosunkowo niewielkim obszarze geograficznym. Sukces będzie zależał nie tylko od funkcjonowania stadionów, ale także od sprawnego działania lotnisk i służb kontroli granicznej.

Bariery wizowe różnią się znacznie w poszczególnych krajach. Po pierwsze, zauważalna jest różnica w kosztach wiz turystycznych. Największe utrudnienia występują w Stanach Zjednoczonych, gdzie standardowa opłata za wizę B1/B2 wynosi 185 USD dla większości podróżnych nieobjętych programem zniesienia wiz, a ponadto obowiązują surowsze wymogi weryfikacyjne. Kanada oferuje tańszy i bardziej uproszczony proces, a większość odwiedzających płaci około 100 CAD (72 USD) za wizę turystyczną lub tylko minimalną opłatę w ramach systemu eTA dla kwalifikujących się narodowości. Natomiast Meksyk ma najniższe bariery, a wjazd turystyczny jest zazwyczaj bezpłatny lub wliczony w cenę biletu lotniczego dla osób podróżujących samolotem. Oprócz ceny, procedury wjazdowe również znacznie się różnią. W przeciwieństwie do poprzednich mistrzostw świata, podczas których procedury wjazdowe były często uproszczone lub częściowo zawieszone dla posiadaczy biletów, turniej w 2026 r. odbędzie się w okresie wzmożonej kontroli mobilności międzynarodowej. Kanada i Meksyk generalnie utrzymują stosunkowo dostępne systemy wiz turystycznych dla wielu narodowości. Stany Zjednoczone przedstawiają jednak bardziej skomplikowany obraz. Czas oczekiwania na wizę pozostaje długi w kilku krajach, wskaźniki zatwierdzeń różnią się znacznie w zależności od narodowości, a procedury graniczne stały się coraz bardziej rygorystyczne pod rządami nowej administracji Trumpa. Jak pokazano na rysunku 2, dane Departamentu Stanu USA wskazują, że wnioskodawcy z 11 z 48 krajów zakwalifikowanych do mistrzostw świata mają wskaźniki odmowy wydania wizy przekraczające 40%. Chociaż czynniki te mogą wydawać się drugorzędne z perspektywy sportowej, są one bardzo istotne z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ międzynarodowa frekwencja pozostaje jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków turystycznych.

Wykres 2: Odsetek odmów wydania wizy amerykańskiej dla turystów i osób podróżujących służbowo (tylko wizy typu B) według narodowości w 2025 r.

Wykres 2: Odsetek odmów wydania wizy amerykańskiej dla turystów i osób podróżujących służbowo (tylko wizy typu B) według narodowości w 2025 r.

Źródła: Departament Stanu USA, Allianz Trade Research. Uwaga: z wyłączeniem 16 europejskich krajów, które zakwalifikowały się do mistrzostw

Kwestia ta nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy spojrzy się na nią przez pryzmat geopolityczny. Najszybciej rosnące rzesze fanów piłki nożnej znajdują się coraz częściej na Bliskim Wschodzie, w Afryce, Azji Środkowej i niektórych regionach Ameryki Łacińskiej, ale osoby z tych regionów mogą postrzegać podróż do Stanów Zjednoczonych jako uciążliwą pod względem administracyjnym lub niepewną pod względem politycznym. W niektórych przypadkach obywatele określonych krajów podlegają znacznym ograniczeniom w podróżowaniu lub wzmożonej kontroli podczas rozpatrywania wniosków wizowych. Chociaż administracja Trumpa ogłosiła niedawno, że kibice piłkarscy z 50 krajów, którzy pierwotnie podlegali wymogowi wpłacenia kaucji wizowej w wysokości 15 000 USD (depozytu), zostaną zwolnieni z tego wymogu – pod warunkiem, że wykażą, iż podróżują do Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata z ważnymi biletami na mecze – obywatele Iranu i Haiti nadal podlegają ograniczeniom wjazdu. Ponadto podróżni z Wybrzeża Kości Słoniowej i Senegalu podlegają częściowym ograniczeniom w ramach rozszerzonego zakresu zakazu podróżowania. Skutkiem tego może nie być całkowity brak gości z zagranicy, ale raczej przeniesienie popytu w kierunku Kanady i Meksyku.

Kultura piłkarska oraz sposób, w jaki ten sport jest przeżywany i konsumowany, również znacznie różnią się w poszczególnych krajach gospodarzy. Cechą charakterystyczną Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest wyraźny kontrast między gospodarzami. Meksyk pozostaje krajem najbardziej skoncentrowanym na piłce nożnej, gdzie sport ten jest głęboko zakorzeniony w tożsamości narodowej i życiu kulturalnym. Oczekuje się, że lokalny popyt na mecze będzie wyjątkowo silny, a atmosfera na stadionach w Meksyku, Guadalajarze i Monterrey prawdopodobnie będzie należała do najbardziej żywych podczas turnieju. Stany Zjednoczone prezentują inny profil. Chociaż piłka nożna, jak nazywa się ją w USA, odnotowała znaczny wzrost popularności w ciągu ostatnich dwóch dekad, pod względem znaczenia kulturowego i zainteresowania mediów pozostaje w cieniu NFL, NBA i sportów uniwersyteckich. Kanada zajmuje pozycję pośrednią, gdzie piłka nożna zyskała na popularności wśród społeczności imigrantów i młodszych grup demograficznych, ale nadal brakuje jej historycznego kontekstu obserwowanego w Ameryce Łacińskiej i Europie. Dostępne zasoby biletów sugerują, że frekwencja na stadionach prawdopodobnie nie osiągnie 100% podczas wszystkich meczów w Stanach Zjednoczonych. Pozostałe bilety wydają się być skoncentrowane na wybranych meczach fazy grupowej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, podczas gdy popyt na mecze rozgrywane w Meksyku pozostaje stosunkowo większy.

Trzy kraje, trzy waluty. Kursy walutowe mają oczywiście również znaczący wpływ na preferencje podróżnych. Zmiany kursów walutowych prawdopodobnie odgrywają istotną rolę w kształtowaniu popytu na podróże, przepływów turystycznych i wzorców wydatków. W ostatnich latach dolar amerykański utrzymywał się na stosunkowo wysokim poziomie w stosunku do większości walut głównych i rynków wschodzących, co podniosło ogólne koszty podróży do amerykańskich miast docelowych i mogło zniechęcić wrażliwych na ceny turystów zagranicznych. Natomiast dolar kanadyjski był notowany poniżej kursu dolara amerykańskiego, co zwiększyło atrakcyjność Kanady dla międzynarodowych turystów poszukujących podobnych wrażeń z podróży po Ameryce Północnej przy niższych kosztach efektywnych. Tymczasem peso meksykańskie, pomimo okresów znacznej siły wynikającej z solidnych fundamentów gospodarczych i przepływów inwestycyjnych w ramach nearshoringu, nadal oferuje znacznie niższe ceny zakwaterowania, wyżywienia, transportu i rozrywki w porównaniu z wieloma destynacjami na północy.

Podążaj za pieniędzmi: Zwycięzcy netto

Sektor zakwaterowania ma szansę znaleźć się wśród najbardziej oczywistych beneficjentów turnieju, chociaż wyniki będą się znacznie różnić w zależności od miasta. Nowy Jork, Miami, Los Angeles, Dallas i San Francisco dysponują bogatą ofertą hotelową i znacznym doświadczeniem w organizacji dużych międzynarodowych wydarzeń. Miasta te prawdopodobnie stosunkowo skutecznie zaspokoją popyt, choć przy podwyższonych stawkach za pokoje. Natomiast miasta takie jak Seattle i Vancouver borykają się z bardziej znaczącymi ograniczeniami pod względem dostępności miejsc. Ograniczona podaż pokoi powoduje znaczny wzrost cen w okresach szczytu, co przynosi korzyści operatorom hoteli, ale może zniechęcać niektórych gości. Jak pokazano na wykresie 3, ceny pokoi hotelowych wzrosły o około 15% po losowaniu fazy grupowej, przy czym trzy meksykańskie miasta gospodarzy odnotowały najbardziej wyraźne wzrosty (wszystkie przekraczające +20%). Szczególnie silny popyt odnotowano w Guadalajarze, co odzwierciedla jej historyczną pozycję jako najtańszego rynku zakwaterowania spośród trzech meksykańskich miast. Ponieważ ostatnie etapy turnieju odbędą się poza Meksykiem, a półfinały będą gościły Dallas i Atlanta, ceny pokoi hotelowych w nich wzrosły średnio o 11% po losowaniu fazy pucharowej.

Wykres 3: Obserwowane zmiany cen pokoi hotelowych po losowaniu meczy

Wykres 3: Obserwowane zmiany cen pokoi hotelowych po losowaniu meczy

Źródła: Lighthouse, Allianz Trade Research.

Ogólnie rzecz biorąc, oczekiwać można, że Mistrzostwa Świata wygenerują znaczący impuls dla szeroko pojętego sektora turystycznego w 2026 r. Jednak część wzrostu r/r – szczególnie w USA – odzwierciedla również niską bazę w 2025 r., kiedy to zaufanie podróżnych osłabło w obliczu niepewności związanej z polityką zakazu podróżowania z czasów prezydenta Trumpa. Rzeczywiście, podczas gdy w 2025 r. liczba przyjazdów zagranicznych wzrosła o +6,2% r/r w Meksyku, w Stanach Zjednoczonych spadła o -5,5% (patrz rysunek 4), a w Kanadzie pozostała na niezmienionym poziomie. W tym kontekście wydarzenie to może przynieść pewną ulgę amerykańskiemu sektorowi turystycznemu w obliczu niedawnego i wciąż trwającego spowolnienia, przy czym w pierwszym kwartale tego roku liczba turystów zagranicznych ponownie spadła o -1,7% r/r. Mistrzostwa Świata mogłyby zatem zwiększyć liczbę przyjazdów zagranicznych do USA w 2026 r. do około 72–74 mln turystów, co oznaczałoby wzrost netto o 3% do 6% w porównaniu z normalnym rokiem bazowym, pozwalając krajowi zebrać około 215 mld USD wpływów z turystyki w całym roku.

Wykres 4: Ewolucja turystyki w poszczególnych krajach: liczba turystów zagranicznych (w mln osób) oraz przewidywane wpływy z turystyki w roku finansowym 2026 w USD (niebieskie pola)

Wykres 4: Ewolucja turystyki w poszczególnych krajach: liczba turystów zagranicznych (w mln osób) oraz przewidywane wpływy z turystyki w roku finansowym 2026 w USD (niebieskie pola)

Źródła:  UN Tourism, Allianz Trade Research.

Branża gastronomiczna powinna odnotować równoległy znaczący wzrost, ale ogólnie największymi beneficjentami pozostają firmy medialne i nadawcze. Konsumpcja na stadionach, festiwale kibiców, restauracje i bary zazwyczaj generują silny wzrost sprzedaży podczas dużych wydarzeń sportowych. Efekt ten może być szczególnie wyraźny w Meksyku, gdzie wzorce konsumpcji związane z piłką nożną są ściśle powiązane ze spotkaniami towarzyskim i zakupem napojów. Niemniej jednak największa wartość ekonomiczna mistrzostw świata zawsze wynikała z globalnej widowni korzystającej z usług „ ”, a nie z osobistej obecności na stadionach. Przychody z reklam, umowy sponsorskie, subskrypcje serwisów streamingowych i prawa do transmisji stanowią łącznie znaczną część ekosystemu komercyjnego FIFA. Natomiast firmy budowlane prawdopodobnie odnotują jedynie niewielki wzrost zysków, ponieważ większość wydatków na infrastrukturę została już poniesiona w fazie przygotowań.

Oprócz podmiotów zajmujących się turystyką naziemną, linie lotnicze również wyróżniają się jako jedni z najbardziej bezpośrednich beneficjentów Mistrzostw, wykorzystując ten okres jako okazję do poprawy marż po czterech miesiącach wyjątkowo wysokich cen paliwa lotniczego. Zasięg geograficzny turnieju praktycznie gwarantuje zwiększony popyt zarówno na loty międzynarodowe, jak i krajowe, zwłaszcza że kibice muszą przemieszczać się między miastami-gospodarzami oddalonymi od siebie o wiele kilometrów. Najwyraźniej linie lotnicze – obok hoteli – są pozycjonowane jako dwa sektory o największej sile cenowej podczas turnieju, napędzane ograniczonymi możliwościami substytucji i rosnącym popytem. Jest to szczególnie widoczne na długodystansowych trasach krajowych, takich jak Seattle–Miami, Los Angeles–Nowy Jork, oraz międzynarodowych, takich jak Meksyk–Vancouver, gdzie czas lotu przekracza pięć godzin, a alternatywne środki transportu są praktycznie niewykonalne. Od początku konfliktu w Cieśninie Ormuz ceny paliwa lotniczego są średnio około dwukrotnie wyższe od średniego poziomu z 2025 r. Dlatego też mistrzostwa świata prawdopodobnie zapewnią liniom lotniczym tymczasową okazję do zwiększenia przychodów i marż poprzez dynamiczne ustalanie cen, optymalizację zdolności przewozowych i wyższe przychody z usług dodatkowych. Jednakże, choć wydarzenie to powinno napędzać silny popyt na wybranych trasach, szacuje się, że jego wpływ na ogólną rentowność branży przewozów lotniczych będzie raczej taktyczny niż transformacyjny. Oprócz oligopolistycznego charakteru branży, przepustowość sektora może nie być na idealnym poziomie. Według IATA w drugim kwartale 2026 r. planowana przepustowość miejsc pasażerskich wzrośnie zaledwie o +1,0% w Stanach Zjednoczonych i +0,4% w Meksyku (wykres 5), co sugeruje, że linie lotnicze wkroczą w okres mistrzostw świata z relatywnie ograniczoną podażą. W rezultacie turniej będzie prawdopodobnie charakteryzował się silną siłą cenową, a nie znacznym wzrostem zdolności przewozowej, co sprzyja wyższym cenom biletów i lepszym zyskom. Chociaż wzrost zdolności przewozowej w Kanadzie prognozowany jest na wyższy poziom 2,1%, jej mniejszy i bardziej skoncentrowany rynek lotniczy może nadal borykać się z wąskimi gardłami w szczytowych okresach turnieju. Ogólnie rzecz biorąc, dane wskazują na środowisko napędzane popytem, w którym linie lotnicze mają lepszą pozycję do maksymalizacji rentowności poprzez zarządzanie przychodami i optymalizację sieci niż poprzez wzrost wolumenu.

Wykres 5: Planowana zdolność przewozowa w Ameryce w II kwartale 2026 r. według krajów, wskaźnik wzrostu r/r

Wykres 5: Planowana zdolność przewozowa w Ameryce w II kwartale 2026 r. według krajów, wskaźnik wzrostu r/r

Źródła:  IATA, Allianz Trade Research

Pozytywny, ale umiarkowany wzrost PKB o 9,1 mld USD w całej Ameryce Północnej

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej będą stanowić pozytywny, choć umiarkowany impuls popytowy w całej Ameryce Północnej w okresie od czerwca do lipca 2026 r., przy czym najważniejszym kanałem będą wydatki turystów zagranicznych. Z makroekonomicznego punktu widzenia wydarzenia sportowe wiążą się z czterema rodzajami wydatków, które mają wpływ na wzrost PKB gospodarki krajowej: wydatki turystów zagranicznych, w tym na podróże lotnicze (ujęte w rachunkach narodowych jako eksport usług); wydatki na turystykę krajową (ujęte jako konsumpcja usług przez gospodarstwa domowe); wydatki na bezpieczeństwo/administrację publiczną (głównie konsumpcja rządowa) oraz wydatki na infrastrukturę (inwestycje). Literatura ekonomiczna dotycząca wydarzeń sportowych wskazuje na efekt wypierania w branży turystycznej, który częściowo równoważy pozytywny impuls wydatkowy: niektórzy stali turyści zazwyczaj unikają miast gospodarzy, podczas gdy niektórzy mieszkańcy wolą pozostać w domu. Ten efekt substytucji jest zazwyczaj znaczny w przypadku wydatków na turystykę krajową. Poprzednie mistrzostwa świata wydają się to potwierdzać: w RPA zidentyfikowano jedynie około 310 000 turystów zagranicznych, którzy przybyli specjalnie na mistrzostwa świata (w porównaniu z roczną liczbą bazową wynoszącą około 8 mln odwiedzających). Rosja 2018 r. przedstawia podobny obraz: całkowita liczba turystów była zbliżona do poziomu z poprzedniego roku. Turniej spowodował przesunięcie struktury odwiedzających z krajów sąsiednich w kierunku bardziej odległych miejsc pochodzenia; nie zwiększył on jednak całkowitej liczby odwiedzających. Wydatki „operacyjne” (zarządzanie obiektami, wsparcie transmisji, usługi hotelarskie, pracownicy tymczasowi itp.) nie stanowią odrębnego składnika PKB: ostatecznie wpływają one na wydatki odwiedzających (a zatem są uwzględnione w konsumpcji gospodarstw domowych i eksporcie usług), bezpieczeństwo i usługi publiczne (część konsumpcji rządowej) oraz usługi nadawcze (eksport usług). Nie uwzględniamy wydatków na infrastrukturę, które już miały miejsce i zostały uwzględnione w PKB głównie w poprzednich kwartałach i latach, ponieważ skupiamy się na okresie czerwiec–lipiec[1] . Prawa marketingowe/transmisyjne oraz zakupione bilety, z których dochody przypadają szwajcarskiej FIFA, nie wpłyną na PKB krajów gospodarzy, ale transfer dochodów do Szwajcarii będzie miał negatywny wpływ na rachunek bieżący krajów gospodarzy i spowoduje rozbieżność między PKB (całkowite wydatki w gospodarce krajowej) a DNB (dochód narodowy brutto, tj. PKB skorygowany o przepływy dochodów z zagranicą).

Oczekujemy więc, że same wydatki turystyczne wzrosną w Ameryce Północnej o 8 mld USD, z czego 5,4 mld USD przypadnie na Stany Zjednoczone, 1,4 mld USD na Meksyk, a 1,2 mld USD na Kanadę, przy czym dominującą rolę odgrywają tu wydatki turystów zagranicznych. Wydatki turystyczne są iloczynem liczby odwiedzających, średniej długości ich pobytu oraz dziennych wydatków (na wyżywienie, transport lokalny, zakwaterowanie, zakupy detaliczne itp.). Bezprecedensowa skala Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2026 r. powinna przyczynić się do wzrostu liczby odwiedzających i/lub wydłużenia średniej długości pobytu. Tabele 2A i 2B przedstawiają prognozy Allianz Trade dotyczące wydatków turystycznych turystów zagranicznych i krajowych w tych trzech krajach – gospodarzach Turnieju, uwzględniając założenia Allianz Trade dotyczące liczby odwiedzających, średniej długości pobytu, dziennych wydatków, kosztów podróży lotniczych (przypisanych lokalnym liniom lotniczym) oraz turystyki zastępczej. Średnio spodziewamy się, że zagraniczni goście wydadzą 350 USD dziennie w USA, 280 USD w Kanadzie i 180 USD w Meksyku, przy czym dzienne wydatki lokalnych turystów będą niższe. Przewiduje się, że średni czas pobytu wyniesie 8–10 dni dla turystów zagranicznych i 3–4 dni dla turystów krajowych. Przewozy lotnicze przypisane przewoźnikom krajowym (zaliczane do eksportu usług) szacuje się na 0,8 mld USD dla linii lotniczych w USA oraz 0,2 mld USD dla linii lotniczych w Meksyku i Kanadzie. Najnowsze szacunki wskazują, że sześciotygodniowy turniej przyciągnie około 6,5 mln gości w trakcie rozgrywek (w tym 3,8 mln w USA), z czego 4 mln to uczestnicy lokalni, a 2,6 mln to goście zagraniczni. W sumie łączne wydatki turystyczne (międzynarodowe + krajowe) wyniosłyby 8 mld USD w całej Ameryce Północnej, z czego 6,8 mld USD stanowiłby eksport usług turystycznych (wydatki turystów zagranicznych), a 1,2 mld USD – konsumpcja gospodarstw domowych (wydatki turystów krajowych). Liczby te nie uwzględniają wypartych wydatków turystycznych (efekt wypierania), które są znaczne w przypadku turystyki krajowej. W samych Stanach Zjednoczonych oczekuje się, że łączny wzrost wydatków netto wyniesie 5,4 mld USD (4,6 mld USD w turystyce zagranicznej i 0,8 mld USD w turystyce krajowej), w porównaniu z 1,4 mld USD w Meksyku i 1,2 mld USD w Kanadzie.

Tabela 2A: Prognozy wydatków turystów zagranicznych i krajowych

Kraj Turyści zagraniczni (mln) Średni czas pobytu (dni) Dzienne wydatki (USD) Międzynarodowy transport lotniczy (mld USD) Wydatki zagraniczne brutto (mld USD) Turystyka zastępcza (mld USD) Zysk netto z eksportu turystycznego (mld USD)
USA 1,5 10 350  

0,8

6,0 -1,4 4,6
Meksyk 0,7 9 180 0,2 1,3 -0,1 1,2
Kanada 0,4 8 280 0,2 1,1 -0,1 1,0
Razem 2,6   8,4 -1,6 6,8

Tabela 2B: Wydatki na turystykę krajową i prognozy dotyczące wydatków na turystykę krajową

Kraj Liczba turystów krajowych (mln) Średni czas pobytu (dni) Dzienne wydatki ($) Wydatki krajowe brutto (mld USD) Substytucja / wyciek (mld USD) Wpływ netto na PKB (mld USD)
USA 2,3 4 250 2,3 -1,5 0,8
Meksyk 1,0 3 120 0,4 -0,2 0,2
Kanada 0,7 3 180 0,4 -0,2 0,2
Razem 4,0 3,1 -1,9 1,2

Źródła:  FIFA, Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Turystyki, różne źródła, Allianz Trade Research

Wydatki na działania związane z bezpieczeństwem przyczynią się do ożywienia gospodarczego. Rządy zwiększą nakłady na nadgodziny policji, kontrolę granic, działania wywiadowcze, cyberbezpieczeństwo, ratownictwo medyczne oraz ochronę obiektów. Większość tych wydatków stanowi konsumpcję publiczną. Łącznie, według przybliżonych szacunków, wynoszą one 0,7 mld USD w Stanach Zjednoczonych, 0,3 mld USD w Meksyku i 0,1 mld USD w Kanadzie – uwzględniając jedynie wydatki w okresie czerwiec-lipiec (wcześniejsze wydatki na przygotowania mogą zwiększyć te kwoty o 20–30%).

Ogółem oczekuje się, że Mistrzostwa Świata FIFA przyczynią się do wzrostu PKB w okresie czerwiec–lipiec o 6,1 mld USD w Stanach Zjednoczonych (+0,1 p.p. wzrostu kwartalnego), 1,7 mld USD w Meksyku (+0,3 p.p.) oraz 1,3 mld USD w Kanadzie (+0,2 p.p.). Tabela 3 podsumowuje kanały oddziaływania oraz łączny wpływ na PKB w trzech krajach gospodarzy w okresie czerwiec–lipiec. Kanał turystyki zagranicznej jest zdecydowanie największy i wynosi 6,8 mld USD, przy czym turystyka krajowa (1,2 mld USD) i wydatki na bezpieczeństwo (1,1 mld USD) są zbliżone do siebie. Łącznie oczekuje się, że PKB Stanów Zjednoczonych wzrośnie o 6,1 mld USD w okresie czerwiec–lipiec, Meksyku o 1,7 mld USD, a Kanady o 1,3 mld USD. Jeśli chodzi o kwartalny wzrost PKB bez uwzględnienia efektu rocznego (głównie w III kwartale), oznacza to wzrost o +0,1 pp (+0,4 pp w ujęciu rocznym) w porównaniu ze scenariuszem alternatywnym bez Mistrzostw Świata FIFA w USA, +0,3 pp (+1,2 pp w ujęciu rocznym) w Meksyku i +0,2 pp (+0,8 pp w ujęciu rocznym) w Kanadzie.

Tabela 3: Podsumowanie kanałów oddziaływania Mistrzostw Świata FIFA na PKB w okresie czerwiec–lipiec 2026 r.

Kraj Turystyka zagraniczna netto (mld USD) Turystyka krajowa netto (mld USD) Wydatki na bezpieczeństwo (mld USD) Łączny wpływ turnieju na PKB w czerwcu i lipcu (mld USD) Kwartalny wpływ na wzrost PKB (p.p.)
USA 4,6 0,8 0,7 6,1 0,1
Meksyk 1,2 0,2 0,3 1,7 0,3
Kanada 1,0 0,2 0,1 1,3 0,2
Razem 6,8 1,2 1,1 9,1  

Źródła: FIFA, różne, Allianz Trade Research

Oczekuje się, że Stany Zjednoczone odniosą większość korzyści ekonomicznych po prostu dlatego, że są gospodarzem większości meczów, choć w stosunku do wielkości ich gospodarki efekt ten będzie niewielki. Największe zyski prawdopodobnie skoncentrują się w sektorach transportu, hotelarstwa, gastronomii, rozrywki i handlu detalicznego. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Dallas i Miami mają szczególnie dobrą pozycję dzięki połączeniu międzynarodowej dostępności, dużej podaży hoteli i ugruntowanych ekosystemów turystycznych. Oczekuje się również, że dużą rolę odegra gościnność korporacyjna, szczególnie w przypadku meczów fazy pucharowej, gdzie miejsca premium i pakiety sponsorskie osiągają wysokie ceny.

Łączny wpływ gospodarczy na Meksyk będzie mniejszy w ujęciu bezwzględnym, ale bardziej znaczący w stosunku do wielkości jego gospodarki i sektora turystycznego. W 2025 r. liczba zagranicznych turystów którzy nocują osiągnęła prawie 48 mln, co stanowi wzrost o 6% w porównaniu z 2024 r. Wskaźniki z początku 2026 r. również wskazują na utrzymującą się dobrą koniunkturę, przy czym liczba przyjazdów zagranicznych w pierwszym kwartale wzrosła w podobnym tempie w ujęciu rok do roku, a ruch lotniczy z USA i Kanady utrzymał tendencję wzrostową. Biorąc pod uwagę bliskie położenie trzech krajów gospodarzy, turniej może również zachęcić do znacznej liczby podróży typu „nearcation”, w ramach których kibice będą wybierać krótsze wycieczki w obrębie Ameryki Północnej zamiast dalekich destynacji ze względu na utrzymujące się napięcia geopolityczne, zakłócenia na kluczowych międzynarodowych szlakach transportowych, wyższe koszty transportu oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa w niektórych odległych miejscach. Z makroekonomicznego punktu widzenia turniej prawdopodobnie nie będzie miał przełomowego wpływu na wzrost gospodarczy, biorąc pod uwagę wielkość gospodarki meksykańskiej i tymczasowy charakter wydarzenia. Może jednak przyczynić się do wzrostu PKB w 2026 r. o około 0,1–0,3 punktu procentowego (tj. od 2 do 6 mld USD) dzięki wyższym przychodom z turystyki, większej konsumpcji prywatnej i inwestycjom związanym z wydarzeniem.

Zyski Kanady prawdopodobnie będą plasować się pomiędzy zyskami Stanów Zjednoczonych a Meksyku w przeliczeniu na jednego gościa, ale w ujęciu zbiorczym pozostaną niewielkie ze względu na ograniczoną liczbę miast gospodarzy. Dysponując jednym z najmniejszych stadionów (BMO Field w Toronto), w Kanadzie odbędzie się tylko 13 z 104 meczów, a Toronto i Vancouver będą jedynymi miastami gospodarzy turnieju w tym kraju. Siła tego kraju polega na przyciąganiu stosunkowo zamożnych turystów, gotowych zapłacić wyższe ceny za zakwaterowanie, transport i usługi hotelarskie. W związku z tym, mimo że Kanada jest gospodarzem zaledwie 13% meczów, wydatki na jednego gościa mogą wypadać korzystnie w porównaniu z innymi rynkami.

[1] Natomiast wydatki na usługi, takie jak zakup biletów lotniczych, są uwzględniane w PKB w momencie odbycia lotu, a nie w momencie zakupu biletu. Wpływ wydatków na infrastrukturę na PKB jest ponadto trudniejszy do oszacowania ze względu na potencjalne pozytywne efekty zewnętrzne, które wzmacniają początkowy wpływ (mnożnik fiskalny powyżej 1).