Ropa drożeje po fiasku rozmów USA-Iran. Inwestorzy obawiają się eskalacji

Fiasko trwających ponad 20 godzin rozmów między delegacjami Stanów Zjednoczonych i Iranu wyraźnie podniosło poziom niepewności na globalnych rynkach finansowych. Już od początku negocjacji było jasne, że stanowiska obu stron pozostają na tyle odległe, iż szybkie osiągnięcie porozumienia wydawało się mało realne. Dla inwestorów kluczowe znaczenie mają teraz dalsze decyzje Białego Domu, zwłaszcza po zapowiedzi blokady Cieśniny Ormuz przez amerykańską marynarkę wojenną. Taki ruch zwiększa presję na Teheran, ale jednocześnie podnosi ryzyko poważnych zakłóceń w globalnym handlu ropą, ponieważ przez ten strategiczny szlak transportowana jest istotna część surowców energetycznych z regionu Zatoki Perskiej. W trudniejszej sytuacji znajdują się także państwa powiązane gospodarczo z Iranem, w tym przede wszystkim Chiny, które mimo napięć korzystały dotąd z dostępu do surowców z tego obszaru.

Najsilniejszą reakcję widać na rynku ropy. Cena Brent wzrosła o ponad 8 proc. i ponownie przekroczyła poziom 104 dolarów za baryłkę, co odzwierciedla rosnącą premię za ryzyko geopolityczne. Inwestorzy obawiają się, że dalsza eskalacja mogłaby doprowadzić do ograniczenia podaży surowca, wzrostu kosztów transportu oraz zakłóceń w funkcjonowaniu infrastruktury wydobywczej w regionie. Dodatkowym źródłem napięcia są sygnały płynące z Teheranu, który zapowiada zdecydowaną odpowiedź na wszelkie próby ograniczania swobody żeglugi i kontroli nad portami w Zatoce Perskiej oraz na Morzu Omańskim. Tego rodzaju deklaracje wzmacniają przekonanie, że sytuacja pozostaje niestabilna, a rynek ropy będzie w najbliższym czasie szczególnie wrażliwy na wszelkie komunikaty polityczne i militarne.

Podwyższona niepewność szybko przełożyła się również na rynek akcji. Giełdy azjatyckie zareagowały spadkami, choć ich skala była na razie umiarkowana w relacji do dynamiki wzrostu cen ropy. Hang Seng, KOSPI i Nikkei traciły nieco ponad 1 proc., a kontrakty terminowe sugerowały podobnie słabe otwarcie na parkietach europejskich, co też i miało miejsce po godzinie 9:00. To pokazuje, że inwestorzy zaczęli uwzględniać w wycenach ryzyko wyższej inflacji, wzrostu kosztów energii oraz możliwego pogorszenia perspektyw wzrostu gospodarczego. Najbardziej narażone na presję pozostają rynki i sektory wrażliwe na ceny paliw i transportu, podczas gdy relatywnie lepiej mogą zachowywać się spółki surowcowe korzystające na wzroście notowań ropy.

Mimo gwałtownej reakcji rynków scenariusz pełnoskalowej eskalacji militarnej nadal nie jest przesądzony. Taki rozwój wydarzeń oznaczałby dla Stanów Zjednoczonych wysokie koszty polityczne i gospodarcze, zwłaszcza że Iran pokazał już zdolność do przeprowadzania dotkliwych kontrataków wymierzonych w region i infrastrukturę energetyczną. Dlatego bardziej prawdopodobne wydaje się, że obie strony, mimo załamania rozmów, będą próbowały utrzymać się na ścieżce ograniczonej deeskalacji. Z punktu widzenia rynków oznacza to utrzymanie podwyższonej zmienności: ropa może pozostać droga, a globalne indeksy akcyjne podatne na kolejne fale nerwowości, dopóki nie pojawią się wyraźniejsze sygnały stabilizacji sytuacji geopolitycznej.

Orban oddaje władzę, ropa drożeje, dolar się umacnia

Wczorajsze wybory na Węgrzech pokazały wyraźne zwycięstwo głównej opozycyjnej partii Tisza. Wojna w Zatoce Perskiej nie jest bliska zakończenia. Inflacja w USA rośnie, ale zgodnie z oczekiwaniami.

Nowa władza na Węgrzech

Nie znamy jeszcze ostatecznych wyników wyborów na Węgrzech, ale nawet bardzo sprzyjające Orbanowi ośrodki komunikują zdecydowaną przewagę opozycyjnej partii Tisza. Oznacza to, że po 16 latach Viktor Orban oddaje stery w państwie, a lider opozycji będzie w stanie utworzyć samodzielny rząd. Wszystko to działo się przy zaskakująco dużej frekwencji – niemal 80%. Co ważne, przywódca partii Fidesz uznał wynik wyborów i pogratulował swojemu następcy.  Jak reagują rynki? Dzisiaj na otwarciu pomimo tego, że polski złoty tracił względem euro, to forint zyskiwał. Pokazuje to, że optymizm związany ze zmianami władzy jest znacznie silniejszy niż niepokoje w geopolityce. Umocnienie forinta spowodowane jest nadzieją na zakończenie konfliktów Węgier z UE i napływ kapitału do tego kraju.

Wojna w Zatoce Perskiej

Zawieszenie broni w ramach konfliktu Izraela i USA z Iranem jest wyjątkowo mało skuteczne – szczególnie fragment o umożliwieniu ruchu statków. USA kieruje w stronę zatoki flotę w celu udrożnienia Cieśniny Ormuz. W weekend doszło również do kolejnych ataków, w tym takich dotyczących infrastruktury energetycznej. Pojawiły się również mocne wypowiedzi prezydenta USA w sprawie obecnej sytuacji, mogące sugerować zaostrzenie atmosfery. Typowo dla tego konfliktu, gdy tylko pojawiają się groźby eskalacji, w górę idzie ropa naftowa i dolar amerykański. Baryłka ropy Brent kosztowała przed weekendem 95 USD, a dzisiaj rano jest to już poziom 102 USD. Co ciekawe, mocniej w górę wyskoczył surowiec WTI (amerykańska ropa). Również dolar umacniał się od otwarcia. Na rynku walutowym widzimy jednak wyraźną korektę.

Inflacja za oceanem

Wczoraj poznaliśmy dane z USA na temat zmian cen dla konsumentów w marcu. Rynek oczekiwał wzrostu o 3,3% i tyle właśnie zobaczyliśmy. Jeszcze miesiąc temu było to 2,4%. Mamy zatem widoczny wpływ konfliktu w Zatoce Perskiej. Trzeba jednak pamiętać, że marzec zaczął się przy cenie baryłki 70 USD. Poziom 100 USD amerykańska ropa zaczęła przekraczać dopiero w ostatnich dniach miesiąca. Co to oznacza? Kwiecień – jeżeli nie dojdzie do stabilizacji – będzie jeszcze wyraźnie trudniejszy dla portfeli konsumentów. To wszystko również przekłada się na umocnienie dolara. Im wyższa bowiem jest inflacja, tym później należy się spodziewać obniżek stóp procentowych. Podwyżki na razie są niby wykluczone, ale jeśli konflikt będzie eskalować a inflacja rosnąć, nie można ich wykluczyć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Magazyny w największych regionach Polski. Gdzie popyt trzyma siłę, a gdzie rośnie ostrożność

Rynek w liczbach:

  • 7,4 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 640 tys. mkw. w budowie
  • 4,90 – 8,00 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc obszar w mieście
  • 3,20 – 6,95 czynsz euro/ mkw./ miesiąc obszar poza miastem

Warszawa I – obszar w mieście

Gotowa powierzchnia w centrum uwagi

W I strefie warszawskiej dominowali klienci oczekujący szybkiego rozpoczęcia działalności, często w ciągu 2–3 miesięcy od podpisania umowy. Kluczowe znaczenie miała dla nich dostępność modułów oraz sprawna realizacja części biurowej.

Logistyka ostatniej mili napędza popyt

Większość transakcji koncentrowała się w przedziale 2 000 – 3 000 mkw., przy czym pojedyncze projekty osiągały około 8 000 – 10 000 mkw. Struktura popytu miała w dużej mierze charakter dystrybucyjny i miejski. W procesach negocjacyjnych dominowały zachęty w postaci okresów zwolnień z czynszu oraz budżetów na aranżację powierzchni biurowej i magazynowej.

Lokalizacje przyjazne pracownikom jako kluczowy atut

Najemcy zwracali szczególną uwagę na jakość i funkcjonalność części biurowej, dostępność miejsc parkingowych oraz dobre skomunikowanie z miastem. Wśród najczęściej wybieranych lokalizacji utrzymywały się Targówek oraz okolice Okęcia.

Zielona logistyka zyskuje na znaczeniu

Zrównoważony rozwój odgrywa coraz większą rolę, a najemcy coraz częściej włączają do negocjacji najmu wymagania dotyczące instalacji paneli fotowoltaicznych. Kwestie środowiskowe stają się rosnącym priorytetem, szczególnie w projektach logistyki miejskiej.

Warszawa II – obszar poza miastem

Przedłużenia umów dominują w strukturze popytu

Renegocjacje umów najmu pozostawały główną aktywnością na rynku. Zaobserwowaliśmy ograniczony popyt na duże moduły,

ponieważ większość najemców utrzymywała dotychczasową skalę działalności lub decydowała się jedynie na niewielkie rozszerzenia.

Presja na czynsze

Nowo ukończone projekty zwiększyły presję cenową w konkurencji ze starszymi, tańszymi obiektami. W efekcie obserwowano wyraźną presję na stawki efektywne oraz większą elastyczność właścicieli w zakresie pakietów zachęt, co wzmacniało pozycję negocjacyjną najemców.

Ostrożne podejście do nowych inwestycji

W 2025 roku oddano do użytkowania kilka nowych obiektów magazynowych, jednak część z nich pozostawała w trakcie komercjalizacji i oczekiwała na pierwsze umowy najmu. Skala projektów spekulacyjnych była ograniczona, a nowe inwestycje realizowano ostrożnie.

„W 2025 roku warszawski rynek magazynowy wszedł w fazę większej równowagi, przechodząc od dynamicznej ekspansji do bardziej selektywnego rozwoju.

Ostrożniejsze podejście deweloperów i realizacja projektów głównie z zabezpieczonym popytem przełożyły się na większą równowagę po stronie podaży. Jednocześnie znacząca część aktywności koncentrowała się wokół powierzchni dostępnych od zaraz, odpowiadających na bieżące potrzeby najemców.” – Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency

Górny Śląsk

Rynek w liczbach:

  • 6,2 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 200 tys. mkw. w budowie
  • 3,80 – 5,40- czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Najemcy świadomi ryzyka

Widoczna była większa ostrożność po stronie najemców; rzadziej decydowali się na relokacje, częściej natomiast renegocjowali istniejące umowy, koncentrując się na optymalizacji kosztów i efektywności operacyjnej. Ekspansje były realizowane w sposób bardziej przemyślany i uzależniony od realnego wzrostu biznesu.

Rynek napędzany logistyką i produkcją

Największą aktywnością cieszyły się strategiczne lokalizacje, takie jak Gliwice, Sosnowiec czy Ruda Śląska. Region nadal przyciągał firmy łączące działalność logistyczną i produkcyjną. Strukturę najemców tworzyły zarówno firmy 3PL, jak i przedsiębiorstwa produkcyjne, w tym z sektora motoryzacyjnego, co potwierdza zróżnicowany i odporny charakter rynku.

ESG jako czynnik przewagi konkurencyjnej

Czynsze bazowe utrzymywały się na stabilnym poziomie, a umiarkowana nowa podaż nie generowała istotnej presji spadkowej.

Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera jakość techniczna budynków i aspekty ESG; certyfikaty środowiskowe, instalacje fotowoltaiczne, poprawiona izolacyjność czy energooszczędne systemy oświetlenia stały się ważnym elementem konkurencyjności projektów.

„W 2025 r. rynek magazynowy na Górnym Śląsku wszedł w fazę stabilizacji po okresie bardzo dynamicznego wzrostu w latach poprzednich. Podaż i popyt zaczęły się równoważyć, a aktywność deweloperów stała się bardziej selektywna. Ograniczono skalę inwestycji spekulacyjnych, koncentrując się głównie na projektach zabezpieczonych umowami pre-let oraz realizacjach typu BTS, dostosowanych do konkretnych potrzeb najemców.

Górny Śląsk umocnił swoją pozycję jako dojrzały, stabilny i dobrze skomunikowany rynek logistyczno-przemysłowy, w którym

kluczową rolę odgrywały ostrożność decyzyjna, renegocjacje oraz wysoki standard realizowanych inwestycji.” – Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency

Wrocław

Rynek w liczbach:

  • 5,5 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 130 tys. mkw. w budowie
  • 3,15 – 5,50- czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Lider nowej podaży w Polsce

W 2025 roku region wrocławski należał do najbardziej aktywnych rynków magazynowych w Polsce pod względem nowej podaży.

Do użytku oddano ponad 300 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co plasuje Wrocław wśród trzech największych pod tym względem rynków w kraju.

Rosnąca rola projektów produkcyjnych

Dolny Śląsk od wielu lat przyciąga inwestycje produkcyjne z sektorów motoryzacyjnego, elektroniki oraz produkcji komponentów, co wpływa na strukturę popytu na powierzchnie magazynowo-produkcyjne. W 2025 roku znacząca część zapytań dotyczyła obiektów z możliwością adaptacji pod lekką produkcję lub realizowanych w formule build-to-suit.

Stabilizacja po okresie dynamicznego wzrostu

Po bardzo intensywnym okresie rozwoju w latach 2021-2023 rynek magazynowy we Wrocławiu w latach 2024-2025 wszedł w fazę większej stabilizacji. Deweloperzy ostrożniej podchodzili do realizacji nowych projektów spekulacyjnych, a część inwestycji była rozpoczynana dopiero po zabezpieczeniu najemców umowami pre-let.

Jednocześnie większa dostępność powierzchni na rynku, przy wskaźniku pustostanów na poziomie ok. 9–11%, pozwalała najemcom prowadzić procesy decyzyjne w bardziej komfortowych warunkach i dokładniej analizować dostępne opcje.

Stabilizacja stawek czynszowych

Po okresie dynamicznych wzrostów czynszów w poprzednich latach, w 2025 roku zaobserwowaliśmy ich stabilizację. Bazowe stawki czynszów w regionie Wrocławia najczęściej mieściły się w przedziale 3,15 – 5,50 euro/mkw./miesiąc, w zależności od lokalizacji, standardu budynku oraz długości umowy najmu.

Większa konkurencja pomiędzy właścicielami obiektów oraz rosnąca dostępność powierzchni sprawiały, że najemcy częściej mogli negocjować korzystniejsze warunki.

„Aglomeracja wrocławska pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków logistyczno-produkcyjnych w Polsce. Region korzysta z bardzo dobrego położenia blisko granicy z Niemcami i Czechami oraz rozwiniętej infrastruktury drogowej, w tym autostrady A4 i drogi ekspresowej S8. Przyciąga zarówno operatorów logistycznych obsługujących handel międzynarodowy, jak i firmy produkcyjne z sektorów motoryzacyjnego, elektroniki oraz AGD.

Pomimo wyraźnej stabilizacji rynku po okresie dynamicznego wzrostu Wrocław pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji magazynowych w kraju. W dłuższej perspektywie rozwój regionu będzie wspierany przez silne zaplecze przemysłowe Dolnego Śląska, dalszy rozwój infrastruktury transportowej oraz rosnące znaczenie regionu w europejskich łańcuchach dostaw.” – Dorota Koseska, Director, Industrial Agency

Polska Centralna

Rynek w liczbach:

  • 5,3 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 170 tys. mkw. w budowie
  • 3,50 – 4,60 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Czwarty co do wielkości rynek magazynowy

Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowej w Polsce Centralnej osiągnęły około 5,3 mln mkw., co stanowi około 14% całkowitej podaży magazynowej w Polsce. Region pozostaje jednym z największych rynków

logistycznych w kraju, choć w ostatnim czasie został wyprzedzony pod względem wielkości przez Dolny Śląsk.

Region napędzany logistyką

Istotną rolę w regionie odgrywają najemcy logistyczni. Polska Centralna pełni funkcję centralnego ośrodka dystrybucyjnego dla całego kraju, dlatego dominują tutaj duże centra logistyczne obsługujące zarówno rynek krajowy, jak i międzynarodowy.

Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania ESG

Coraz istotniejsze są również kwestie związane z ESG oraz efektywnością energetyczną budynków. Najemcy coraz częściej wybierają magazyny wyposażone w instalacje fotowoltaiczne, systemy energooszczędne oraz posiadające certyfikaty środowiskowe, takie jak BREEAM. Rozwiązania te pozwalają ograniczać koszty eksploatacyjne oraz zmniejszać wpływ działalności na środowisko.

„Istotną rolę w regionie odgrywają najemcy z sektora logistyki, obsługujący zarówno rynek krajowy, jak i międzynarodowy. Dlatego też w Polsce Centralnej obserwowany jest rosnący popyt na magazyny typu cross-dock (x-dock), które umożliwiają szybkie

przeładunki i minimalizację czasu składowania towarów. Trend ten wynika przede wszystkim z rozwoju logistyki miejskiej oraz rosnących oczekiwań dotyczących skracania czasu dostaw. Obiekty tego typu zyskują na znaczeniu szczególnie w pobliżu głównych węzłów transportowych i dużych aglomeracji.” – Katarzyna Burlińska, Senior Consultant, Industrial Agency

Poznań

Rynek w liczbach:

  • 4,0 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 40 tys. mkw. w budowie
  • 3,65 – 6,00 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Wzrost pustostanów i ostrożność rynkowych graczy

Rok 2025 był dla poznańskiego rynku magazynowego okresem wyraźnego spowolnienia. Na rynek trafiła znacząca ilość dostępnej powierzchni, co przełożyło się na wzrost poziomu pustostanów i większą ostrożność zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Nowe projekty spekulacyjne realizowano w ograniczonym zakresie, a aktywność inwestycyjna wyraźnie wyhamowała.

Najemcy z sektora logistyki i handlu

Struktura popytu miała charakter zachowawczy i była porównywalna do innych regionów w Polsce, dominowały firmy logistyczne oraz handlowe, przy wyraźnej przewadze renegocjacji nad nowymi umowami.

Popyt napędzany przedłużeniami umów

Ograniczona liczba dużych przetargów logistycznych oraz relatywnie wysoka dostępność powierzchni sprawiły, że większość transakcji dotyczyła utrzymania dotychczasowych lokalizacji lub obejmowała mniejsze moduły niż w głównych hubach, takich jak Warszawa czy Polska Centralna.

„Pomimo stawek czynszowych konkurencyjnych względem Polski Centralnej, region nie przyciągnął w 2025 roku znaczącej liczby dużych relokacji, a większość znaczących projektów realizowana była w innych miastach. Mniejszy udział wielkoskalowych operacji logistycznych i e-commerce przełożył się na ograniczone zapotrzebowanie na powierzchnie powyżej 10 000 mkw.

Jednocześnie miniony rok pokazał, jak wrażliwy i elastyczny potrafi być poznański rynek: pojedyncze większe zapytanie było w stanie wyraźnie ożywić aktywność i skierować uwagę inwestorów na region. Oznacza to, że mimo przejściowego spowolnienia Poznań pozostaje rynkiem o realnym potencjale, reagującym dynamicznie na impulsy popytowe.” – Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency

Mniej nowych inwestycji, wysoki popyt i spadek pustostanów na rynku magazynowym w Polsce

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w 2025 roku rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. Znacznie ograniczona nowa podaż i wysoki popyt ze strony najemców doprowadziły do stopniowego spadku wskaźnika pustostanów i poprawy równowagi rynkowej. W ubiegłym roku deweloperzy w coraz większym stopniu uzależniali rozpoczęcie nowych inwestycji od podpisania umów przednajmu, a na rynku najmu nadal dominowały renegocjacje. Czynsze za najbardziej atrakcyjne powierzchnie utrzymywały się na stabilnym poziomie, natomiast pakiety zachęt dla najemców znacząco się różniły w zależności od lokalizacji i standardu obiektu.

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce osiągnęły niemal 36,6 mln mkw., co przekłada się na wzrost o 5,9% w ujęciu rocznym. W całym ubiegłym roku oddano do użytkowania prawie 1,7 mln mkw., tj. o ponad 35% mniej niż rok wcześniej i najmniej od 2016 roku.

– Obserwowany w ostatnich latach dynamiczny rozwój rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce przyczynił się do większej równowagi między popytem a podażą. Nowe inwestycje obecnie powstają w bardziej zrównoważonym tempie, a decyzje o ich realizacji coraz częściej uzależnione są od faktycznego zapotrzebowania zgłaszanego przez najemców. W całym 2025 roku deweloperzy rozpoczęli budowę prawie 1,9 mln mkw. magazynów w odpowiedzi

na bieżący popyt ze strony najemców. Natomiast inwestycje realizowane w pełni spekulacyjnie nadal należą do rzadkości. Ponad 60% powierzchni w obiektach będących w budowie zostało już wynajęte, a jedynie nieliczne projekty powstają całkowicie bez umów przednajmu – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Całoroczny wolumen transakcji najmu na rynku powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce wyniósł niemal 6,64 mln mkw. i był wyższy od zarejestrowanego rok wcześniej o 14%.

Aktywność zarówno najemców, jak i deweloperów skupiała się na sześciu głównych rynkach magazynowych (Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście), które łącznie odpowiadały za prawie 83% wszystkich umów najmu sfinalizowanych w 2025 roku.

Podaż powierzchni magazynowej oraz powierzchnia w budowie

W 2025 roku deweloperzy wybudowali łącznie blisko 1,7 mln mkw., nowoczesnej

powierzchni magazynowo-przemysłowej. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w minionym roku były województwa dolnośląskie, mazowieckie i śląskie, gdzie oddano do użytkowania odpowiednio 349 800 mkw., 303 850 mkw. i 294 500 mkw. nowej powierzchni.

Na koniec IV kwartału 2025 roku w budowie pozostawało prawie 1,8 mln mkw. powierzchni magazynowej i przemysłowej. Najwięcej nowych obiektów powstawało w tym czasie w woj. mazowieckim (647 850 mkw.) i pomorskim (220 850 mkw.) oraz na Górnym Śląsku (191 900 mkw.) i w Polsce Centralnej (188 750 mkw.). Łącznie prawie 80% realizowanych w Polsce inwestycji magazynowych przypada na sześć największych regionów naszego kraju.

Aktywność najemców na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce

W 2025 roku najemcy wynajęli prawie 6,64 mln mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej (z wyłączeniem umów krótkoterminowych), co stanowi wzrost o 14% w ujęciu rocznym. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, łódzkim, śląskim i dolnośląskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 21,2%, 17,7%, 16,2% i 13,0%.

W strukturze transakcji zawartych w 2025 roku dominowały renegocjacje, które stanowiły 52,1% całkowitego wolumenu. Nowe umowy najmu, w tym dotyczące realizacji projektów typu BTS, również zaznaczyły swój wyraźny udział w ubiegłorocznym popycie – wyniósł on aż 40,8%. Pozostałe 7,1% przypadło na ekspansje. Warto również zaznaczyć, że w 2025 roku najemcy wynajęli nieco ponad 213 550 mkw. na podstawie umów krótkoterminowych (do jednego roku).

Wśród wybranych największych transakcji minionego roku znalazły się m.in. renegocjacja połączona z powiększeniem powierzchni magazynowej zajmowanej przez firmę Agata w kompleksie Mapletree Piotrków II do ponad 128 000 mkw. oraz renegocjacja i ekspansja poufnego najemcy z sektora produkcyjnego w Segro Logistics Park Stryków do 120 150 mkw. W 2025 roku zawarto łącznie ponad 840 umów najmu, a średnia wielkość transakcji wyniosła ok. 8000 mkw. Czternaście z nich przekroczyło 50 000 mkw., w tym cztery – 100 000 mkw.

Magazyny do wynajęcia

Według ekspertów Newmark Polska pod koniec ubiegłego roku najemcy mieli do dyspozycji prawie 2,7 mln mkw. powierzchni dostępnej w istniejących obiektach oraz nieco ponad 690 000 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Na koniec IV kwartału 2025 roku średni wskaźnik pustostanów dla całego kraju wyniósł 7,4%, co oznacza spadek o 0,1 p.p. rok do roku. Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%) oraz lubelskim (10,9%), natomiast najniższym wskaźnikiem pustostanów charakteryzowały się województwa podlaskie (brak wolnej powierzchni), zachodniopomorskie (1,2%) i opolskie (1,2%).

Czynsze

W 2025 roku czynsze za wynajem powierzchni magazynowych i przemysłowych najwyższej klasy pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie. Jednak w regionach charakteryzujących się wyższym wskaźnikiem pustostanów najemcy dysponowali większą siłą negocjacyjną, co pozwalało na uzyskanie niższych stawek czynszu efektywnego oraz bardziej rozbudowanych pakietów zachęt. Odmienną sytuację obserwowano w przypadku nowoczesnych obiektów oferujących wysoki standard techniczny i rozwiązania proekologiczne, gdzie właściciele wykazywali mniejszą skłonność do ustępstw w negocjacjach. Najwyższe stawki czynszowe nadal utrzymywały się w Warszawie (strefa I) oraz w województwie pomorskim.

Rynek inwestycyjny

W 2025 roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniósł niemal 4,5 mld euro, co oznacza spadek o ok. 13% w porównaniu z poprzednim rokiem.

Nieruchomości magazynowe należały do grona najbardziej płynnych segmentów rynku. W 2025 roku odpowiadały za ponad 32% całkowitego wolumenu transakcji inwestycyjnych, zajmując drugie miejsce w strukturze sektorowej. Zawarto 34 transakcje o łącznej wartości niemal 1,5 mld euro, co oznacza wzrost o ok. 10% rok do roku. Zainteresowanie inwestorów koncentrowało się zarówno na pojedynczych aktywach typu core/core+, jak i na portfelach logistycznych oraz obiektach produkcyjnych zabezpieczonych długoterminowymi umowami najmu.

– W obliczu obecnej niepewności geopolitycznej obserwujemy wstrzymanie bądź opóźnienie łagodzenia polityki finansowej zarówno w strefie euro, jak i w Polsce. Niemniej jednak perspektywy makroekonomiczne Polski pozostają pozytywne. W centrum zainteresowania inwestorów pozostaną obiekty magazynowe zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu oraz projekty zlokalizowane wzdłuż głównych korytarzy logistycznych i w największych aglomeracjach. Rosnące znaczenie w strategiach inwestycyjnych będą odgrywać standardy techniczne i środowiskowe. Nieruchomości spełniające wysokie wymagania ESG utrzymają przewagę konkurencyjną, podczas gdy starsze obiekty staną w obliczu rosnącej presji modernizacyjnej lub korekty wartości. Inwestorzy nadal będą koncentrować się na aktywach o relatywnie wysokim poziomie bezpieczeństwa, a sektor logistyczny, który pozostaje najbardziej płynnym segmentem rynku inwestycyjnego w Polsce, powinien nadal pozostawać w kręgu ich zainteresowania – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Polska w czołówce Europy

Bezsprzecznym atutem polskiego rynku magazynowego jest jego nowoczesność. Pod koniec 2025 roku ponad 70% istniejących zasobów miało mniej niż dziesięć lat, a ponad 42% – nie więcej niż pięć lat. Doceniają to zarówno deweloperzy i inwestorzy, jak i najemcy.

– Pod względem zasobów nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej Polska należy do największych rynków w Europie, ustępując jedynie takim krajom jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja. Jednocześnie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce pozostaje wyraźnie wyższe niż w wielu dojrzałych gospodarkach Europy Zachodniej, dzięki czemu nasz kraj należy do grona liderów rozwoju sektora logistycznego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Polska systematycznie umacnia swoją pozycję kluczowego hubu logistycznego w Europie. W najbliższych latach sektor ten nadal będzie się rozwijał, choć tempo wzrostu będzie w dużej mierze uzależnione od sytuacji gospodarczej w Europie oraz zmian zachodzących w globalnych łańcuchach dostaw – podsumowuje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

UJ opracował ekologiczne podłoża, które zatrzymują deszczówkę nawet o 20 dni dłużej

Woda deszczowa może dłużej pozostawać w miastach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim opracowano nowe rozwiązania dla błękitno-zielonej infrastruktury. Estetyczne, trwałe i przede wszystkim przyjazne środowisku, bo oparte na materiałach pochodzących z recyklingu.

Miasta coraz częściej mierzą się z dwiema skrajnościami klimatycznymi: gwałtownymi opadami i długimi okresami bez deszczu. Podczas opadów woda zbyt szybko odpływa z miast do kanalizacji burzowej, co w okresach suszy potęguje problem przegrzewania się przestrzeni publicznych i wysychania zieleni. Odpowiedzią na to są opracowane przez interdyscyplinarny zespół badaczy z UJ dwa rozwiązania, które pozwalają zatrzymać w podłożu deszczówkę przez długi okres.

Utrzymać wodę jak najdłużej

Opracowane technologie to zintegrowane kompozycje podłoże-roślina przeznaczone do zastosowania w małej błękitno-zielonej infrastrukturze miejskiej. W obu opracowanych rozwiązaniach celem nadrzędnym jest zatrzymanie, spowolnienie tempa odpływu wody deszczowej przy zastosowaniu metod sprzyjających środowisku naturalnemu i w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

– Zbadaliśmy możliwości użycia odpadów budowlanych jako podłoże, które w optymalny sposób akumuluje wody opadowe i jednocześnie pozwala łatwo utrzymać wybrane rośliny. Najlepsze wyniki daje zastosowanie rozdrobnionego gruzu ceglanego lub marglowego, wymieszanego z kompostem. Na takim podłożu nasadzamy macierzankę piaskową lub inne gatunki macierzanki, które doskonale sobie radzą w najtrudniejszych warunkach pogodowych. Wykazaliśmy, że w takim kompozycie zatrzymywane jest do około 95%. wody opadowej, a przy niskich opadach poziom ten wzrasta do 100%. Nasze kompozyty, w porównaniu do innych dostępnych obecnie na rynku rozwiązań, utrzymują wodę dłużej o 20 dni. To znakomite rezultaty – wyjaśnia prof. dr hab. Mirosław Żelazny z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ, współtwórca wynalazków.

Ekologiczny sposób – odpad budowlany i kompost w jednym

Gruz ceglany, stanowiący odpad budowlany, oraz odpad marglisty mogą w obu technologiach znaleźć ponowne zastosowanie i spełniać pożyteczną funkcję. Kompost, będący uzupełniającym składnikiem podłoża, to również produkt recyklingu. Zaproponowane rozwiązania retencyjno-filtracyjne wpisują się zatem doskonale w założenia gospodarki cyrkularnej, ograniczając ilość odpadów budowlanych trafiających na składowiska oraz zmniejszając zapotrzebowanie na inne, z reguły kosztowne surowce. To też przykład zrównoważonego rozwoju błękitno-zielonej infrastruktury (ang. BGI – Blue-Green Infrastructure) i zintegrowanych systemów opartych na przyrodzie (ang. nature-based solutions).

– Nasza technologia ma charakter kompleksowy. Podłoże wiążemy z gatunkiem rośliny odpornej na stres. Nie bez powodu zaproponowaliśmy macierzankę, w tym przede wszystkim macierzankę piaskową. To roślina o wysokich walorach estetycznych, która nie wymaga zabiegów pielęgnacyjnych. Do tego jest bardzo odporna zarówno na przesuszenia, jak i przymrozki, zachowując wybitne zdolności regeneracyjne. Łatwo się odradza w kolejnych sezonach i jednocześnie jako roślina miododajna stanowi świetną bazę pokarmową dla zapylaczy – mówi dr hab. Alina Stachurska-Swakoń, prof. UJ z Instytutu Botaniki UJ, współtwórczyni wynalazków.

– Zadaniem kompostu jest dostarczenie materii organicznej i składników odżywczych wspierających rozwój roślin i aktywność mikroorganizmów glebowych, bez pogarszania przepuszczalności podłoża. W efekcie substrat działa nie tylko jako magazyn wody, ale również jako środowisko wspierające procesy filtracyjne i biologiczne, które wspomagają funkcjonowanie układu – dodaje dr Anna Bojarczuk, współtwórczyni technologii.

Opracowane kompozyty magazynują wodę dłużej niż alternatywne rozwiązania stosowane w ogrodnictwie. Na przykład popularny keramzyt znacznie szybciej uwalnia zakumulowaną wodę, przez co nie sprawdza się w długich okresach bez opadów. Ważnym atutem obu technologii jest możliwość wdrażania ich w postaci gotowych modułów i prefabrykowanych wkładów. Dzięki temu mogą one znaleźć zastosowanie w zielonych dachach (typu ciężkiego), tarasach, ogrodach deszczowych, przystankach autobusowych z roślinnością retencyjną oraz elementach małej architektury miejskiej.

Czas na wdrożenie w przestrzeni miejskiej

Naukowcy chcieliby, aby podłoża akumulujące wodę deszczową oparte na odpadach budowlanych i rodzimych roślinach stały się jednym z elementów systemowych rozwiązań wykorzystywanych w nowoczesnej urbanizacji. Aby tak się stało, potrzebna jest współpraca z partnerami z otoczenia uniwersytetu, którzy będą upowszechniać opracowane metody. Rozwiązania zostały zgłoszone do ochrony patentowej w Polsce jako dwie niezależne technologie. Za ich komercjalizację odpowiada Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ.

– Zastosowanie w przestrzeni miejskiej innowacyjnych retencyjno-filtracyjnych rozwiązań umożliwia właściwe zarządzanie wodami opadowymi, co z kolei przekłada się na redukcję temperatury w środowisku zurbanizowanym, poprawę jakości powietrza i wspieranie bioróżnorodności. Badania wykazały, że w strefie, gdzie stosuje się te podłoża, występują mniejsze wahania temperatur. W obliczu długich okresów bez deszczu takie kompozycje, które z jednej strony pozwalają zakumulować na dłużej wody opadowe, a z drugiej strony wykorzystują łatwe w utrzymaniu, estetyczne rośliny, są po prostu potrzebne – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CTT CITTRU.

Zespół zakłada, że instalacje mogą działać wielosezonowo i być w dużej mierze samowystarczalne, ponieważ zastosowane rośliny regenerują się, wytwarzają nasiona i nie wymagają intensywnej pielęgnacji.

Szansa na trwalszą zieleń w miastach

Badacze podkreślają, że o ile wiele osób często troszczy się dziś o walory estetyczne projektowanych przestrzeni zielonych, stosując wyszukaną roślinność wymagającą odpowiednich warunków i pielęgnacji, to po oddaniu takich inwestycji do użytku brakuje mechanizmów i procedur monitorowania stanu roślin. W wielu rozwiązaniach, ubogacających infrastrukturę i przestrzeń miasta, podkreśla się na przykład rolę zielonych dachów. Mało kto jednak mówi o ich wymiarze niebieskim, czyli wodnym. To samo dotyczy projektowanych miejskich terenów zielonych w ogóle. Zbyt często zapomina się o potrzebie zmagazynowania wody, ponownego wykorzystania wody szarej, która jest przecież niezbędna do tego, by rośliny przeżyły i się rozwijały.

– Dla wszystkich kluczowy jest efekt wizualny w momencie oddawania inwestycji, kiedy wszystko musi być zielone i estetyczne. Kłopot w tym, że przez niewłaściwą gospodarkę wodną te instalacje często szybko marnieją i tracą funkcjonalność. Brakuje również skutecznych systemów monitorowania stanu zieleni w takich miejscach. Poza tym obecne rozwiązania często opierają się na wysoko przetworzonych substratach, które są kosztowne i wymagają transportu, a także na roślinach ozdobnych o ograniczonej odporności na suszę i stres termiczny. Nasze rozwiązania odpowiadają na ten problem w sposób systemowy: łączą odporne rośliny rodzime z podłożem, które działa jak naturalny magazyn wody, zatrzymując ją w strukturze materiału przez długi czas. W efekcie powstaje spójny ekosystem zaprojektowany tak, aby zatrzymywać wodę, działać stabilnie, wyglądać dobrze i jednocześnie być tani w utrzymaniu – zaznacza prof. Mirosław Żelazny z UJ.

Naszym celem jest projektowanie błękitno-zielonej infrastruktury tak, aby działała jak seminaturalny ekosystem. Nie patrzymy osobno na rośliny czy na podłoże – projektujemy układ, w którym wszystkie elementy współpracują ze sobą. Taki ekosystem jest również monitorowany w zakresie wielu parametrów, dzięki czemu możemy sprawdzać, jak funkcjonuje w zmieniających się warunkach pogodowych. Patrzymy więc na BGI nie jak na pojedyncze składowe do testowania, ale jak na spójny, seminaturalny ekosystem inspirowany procesami zachodzącymi w przyrodzie – dodaje dr Agnieszka Rajwa-Kuligiewicz, współtwórczyni technologii.

Opracowane technologie są wynikiem interdyscyplinarnej współpracy dużego zespołu naukowego z UJ, realizowanej w ramach projektu pilotażowego sfinansowanego ze środków projektu flagowego Campus Living Lab.Useful Research HUB w ramach Programu Strategicznego Inicjatywa Doskonałości w Uniwersytecie Jagiellońskim. Realizacja projektu była możliwa dzięki współpracy z firmą CEGMAR Marek Pochcioł oraz Ogrodem Botanicznym UJ, które przekazały materiały niezbędne do jego wykonania.

Sieci Sfinksa ze sprzedażą o wartości 51,27 mln zł w I kw. 2026 r.

Sprzedaż gastronomiczna restauracji zarządzanych przez Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia nieobjętej raportowaniem, wyniosła 51,27 mln zł po I kw. 2026 r., co stanowi wzrost o 1,9% r/r. Jednocześnie wyniki sprzedażowe lokali porównywalnych, czyli działających na koniec każdego miesiąca w zestawianych kwartałach (L4L), osiągnęły wartość 48,73 mln zł i były 2,4% wyższe niż rok wcześniej. 

– Wyniki sprzedażowe naszych sieci notują systematyczne wzrosty z kwartału na kwartał, choć z uwagi na nietypowe warunki pogodowe marca nie są one tak dobre w całym I kwartale, jak wyniki generowane przez naszą sieć w samym styczniu i lutym tego roku. Ponadto, mimo iż raportowana liczba restauracji działających w sieci na koniec ostatniego i porównawczego kwartału nie uległa zmianie i wynosiła 76, to jednak w ciągu analizowanego okresu sieć ulegała zmianom. Rok temu startowaliśmy od 78 lokali, których liczba w ciągu kwartału zmniejszyła się do 76. W tym roku zaczęliśmy od niższego poziomu, ale konsekwentnie realizujemy zaplanowane zwiększenie potencjału sieci. Pod koniec marca otworzyliśmy nową restaurację franczyzową w Gdańsku, a już w kwietniu ruszy kolejny SPHINX w Aleksandrowie Łódzkim – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Raportowana sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale franczyzowe i własne w sieci Sfinks Polska. Sprzedaż gastronomiczna nie obejmuje przychodów sieci Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Kruchy rozejm, droższa ropa i presja inflacyjna

Porozumienie między USA a Iranem ciągle wisi na włosku. Oczy inwestorów zwrócone są na pakistański Islamabad i negocjacje pokojowe. Inflacyjne „mleko” już się jednak rozlało. Czy możemy się pożegnać z dalszymi obniżkami stóp w Polsce?

Wiele nieporozumień

Rynki bardzo euforycznie zareagowały na doniesienia o zawieszeniu broni na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że kolejne dni dobitnie pokazują, jak wątpliwej jakości była to umowa. Już samo to, że obie strony nie potrafiły dobrze sformułować konkretnych warunków świadczy o kruchości tego porozumienia. Pierwszą kością niezgody stał się Liban. Strona irańska uważała, że to państwo również jest objęte zawieszeniem broni, ale liczne ataki rakietowe ze strony Izraela nie ustały. W efekcie Cieśnina Ormuz znów została zamknięta, a Teheran ustalił horrendalną opłatę 2 mln USD za bezpieczny tranzyt (do podziału z Omanem). Aktualnie w najbardziej wrażliwym punkcie świata utknęło ponad 325 tankowców. Pikanterii całej sprawie dodał atak na saudyjską architekturę energetyczną, która tylko w ostatnich godzinach została uszczuplona o 600 tys. baryłek ropy naftowej dziennie. Szybko też widzimy efekt na notowaniach „czarnego złota” – wracamy w okolice 100 USD za baryłkę w przypadku odmiany WTI.

Czy to ten moment?

W tym otoczeniu licznych niedomówień i wielu czynników zapalnych nieuwzględnionych w porozumieniu odbędzie się spotkanie zwaśnionych stron w pakistańskim Islamabadzie. Te „negocjacje pokojowe” mają doprowadzić do wypracowania trwałego zakończenia wojny. Stronę amerykańską reprezentować będzie JD Vance, ale – przynajmniej na ten moment – nie wiadomo, kto będzie przedstawicielem Teheranu. Dla inwestorów kluczowe jest pytanie, czy Cieśnina Ormuz będzie otwarta i czy dostawy surowca mogą pływać bez zakłóceń. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet wypracowanie porozumienia nie obniży napięcia, które będzie towarzyszyć nam jeszcze przez jakiś czas. Innymi słowy – szansa, że ropa wróci do poziomów sprzed wojny w szybkim tempie jest niemal zerowa. Wydarzenie znów ma miejsce w weekend, co tylko podgrzewa atmosferę na rynkach przed poniedziałkowym otwarciem. Z drugiej strony dzisiaj przed zamknięciem dnia niewykluczona będzie wzmożona aktywność popytu na bezpieczne aktywa, co powinna pozwolić USD znów umacniać się na rynku FX.

Tylko spokój „nas” uratuje

Wszystko to, o czym mowa powyżej, ma niebagatelne znaczenie dla naszego kraju. Wzrost cen paliw na stacjach sprawił, że w danych inflacyjnych za marzec już zobaczyliśmy skok z 2,1% do 3%. Co prawda z ratunkiem ruszył rząd, który obniżką podatku VAT i akcyzy odsunął czarne scenariusze cenowe ze stacji paliw, niemniej jednak taka „przyjemność” kosztuje budżet państwa około 1,6 mld PLN, a szybkie zakończenie konfliktu jest czymś ze sfery marzeń. Wczoraj decyzja RPP nie mogła być inna niż utrzymanie kosztu pieniądza bez zmian i tak też się stało. Trzeba tutaj dodać, że już marcowa decyzja Rady była kontrowersyjna, bo obniżka stóp nastąpiła mimo wiedzy o wybuchu wojny i skokowych wzrostach wartości ropy naftowej. Teraz jednak należy oczekiwać dużej ostrożności RPP. Sytuację próbował uspokoić prezes Glapiński na wczorajszej konferencji prasowej, na której mówił, że obecnie mamy do czynienia z nieco innym kryzysem niż to miało miejsce w przypadku wybuchu wojny w Ukrainie. Z tą tezą można się w pewnym stopniu zgodzić – nasz kraj w znacznym stopniu zdywersyfikował dostawy surowców, czy to ropy naftowej czy gazu, a dwucyfrowa inflacja jest bardzo mało prawdopodobna. Niemniej jednak konflikt na Bliskim Wschodzie dołoży do dynamiki cen swoje trzy grosze. A to wpłynie na zmianę w polityce monetarnej – „wajcha” możliwych scenariuszy przesuwa się bardziej w stronę podwyżki stóp niż ich obniżania w perspektywie kolejnych miesięcy.

Victoria Dom z silnym wzrostem sprzedaży w I kwartale i ambitnym planem na 2026 rok

Victoria Dom, jeden z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, ogłosił wyniki sprzedaży za I kwartał 2026 r.  W tym czasie spółka sprzedała 424 mieszkania, tj. o 54% więcej niż w I kw. 2025 r., kiedy deweloper sprzedał 275 mieszkań. Victoria Dom przekazała klientom klucze do 293 lokali. Deweloper w 2026 r. planuje sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

– Aktywność na rynku nieruchomości jest podobna do tej z IV kwartału 2025 r. ocenia Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A. – Wiele projektów w budowie oraz oferta gotowych mieszkań wraz z dostępnym cenowo kredytem hipotecznym sprzyja zakupom mieszkań przez klientów szukających swojego lokum. Ich zdecydowana większość to osoby zainteresowane kupnem dla zaspokojenia swoich potrzeb lokalowych – podkreśla. I dodaje: – Konsekwentnie rozwijamy ofertę mieszkań dostępnych cenowo, odpowiadając na potrzeby klientów indywidualnych. W kolejnych kwartałach planujemy dalsze zwiększanie skali działalności.

Zdaniem Waldemara Wasiluka ostatnie zawirowania związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie negatywnie wpływają na koszty realizacji projektów mieszkaniowych. – Obserwujemy, że napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie przekładają się bezpośrednio na wzrost kosztów materiałów budowlanych oraz energii, co wpływa na budżety realizowanych inwestycji. Jeśli sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach, presja kosztowa będzie stopniowo przenoszona na ceny mieszkań, co może oznaczać ich dalszy wzrost w najbliższych kwartałach – komentuje Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A.

Victoria Dom planuje w 2026 r. sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

Decyzja RPP bez zaskoczeń. Więcej niepewności na Bliskim Wschodzie i Węgrzech

Stopy procentowe w Polsce bez zmian. Podobnie jak ruch przez Cieśninę Ormuz – mimo porozumienia, które zostało bardzo słabo sprecyzowane. W weekend wybory na Węgrzech. Czeka nas zmiana władzy, czy duża niespodzianka wbrew sondażom przedwyborczym?

Polska nie zmienia stóp procentowych

Wczorajsze posiedzenie odbyło się bez niespodzianek. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały na tym samym poziomie – 3,75%. Rynki trochę obawiały się jednak, że może dojść do obniżek. Dlaczego? Rano, jeszcze przed decyzją, obserwowaliśmy wyraźną wyprzedaż złotego, a po samej decyzji nawet silniejsze zakupy. Wygląda na to, że duzi inwestorzy nie trafili ze swoimi przewidywaniami. Na konferencji przekaz był mocno uspokajający. Wskazywano, że marcowa obniżka nie była początkiem cyklu, a jedynie dostosowaniem. Przedstawiono różnicę pomiędzy obecną sytuacją a początkiem rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. W obu przypadkach mamy szok podażowy, ale jednak obecny jest wciąż znacznie słabszy dla Polski. Podkreślono również, że jeżeli nie dojdzie do eskalacji, to również wpływ na inflację będzie wielokrotnie słabszy. Rynki najprawdopodobniej słusznie uznały, że nie jest to wstęp do obniżek w najbliższym czasie.

Czy warunki zawieszenia broni w ogóle istnieją?

Patrząc na rozwój sytuacji w Zatoce Perskiej, pozornie absurdalne pytanie o to, czy warunki zawieszenia broni w ogóle istnieją, zaczyna mieć sens. Jesteśmy już ponad dwie doby od ustalenia porozumienia, a okazuje się, że kwestii spornych raczej przybywa, niż ubywa. Dla rynków najważniejsze pytanie brzmi: co z Cieśniną Ormuz? Miała być otwarta, a nie jest. Iran domaga się bowiem opłat za przejście. Strona amerykańska uważa, że nie ma ich w porozumieniu, natomiast irańska mówi, że są – i że miały zostać ustalone z Omanem. Okazuje się, że warunki pokoju warto jednak podpisać, albo chociaż jednoznacznie uzgodnić. Patrząc na ceny surowców, wciąż widać dużą wiarę rynków, że sytuacja się ustabilizuje. Pojawia się jednak cień zwątpienia, bo ropa powoli wraca w stronę 100 USD za baryłkę. Myto pobierane przez Iran wynosić ma 1 USD za baryłkę i absolutnie nie uzasadnia poziomu napięć z tym związanych. Trzeba natomiast pamiętać, że Iran objęty jest sankcjami, więc przelewanie tych opłat może stanowić jeden z powodów opóźnień, przez które statki wciąż czekają na przejście.

Forint na sterydach

W weekend czekają nas wybory na Węgrzech. Patrząc na sondaże – opozycyjna Tisza ma wciąż 10% przewagi nad Fideszem. Bukmacherzy za zwycięstwo Tiszy płacą wciąż mniej niż 1,5 zł za każdą postawioną złotówkę. Kurs forinta w ostatnich tygodniach wyraźnie się umacnia, co pokazuje napływ kapitału z zagranicy. Prowokacja z przypisaniem Ukrainie odpowiedzialności za próbę zamachu na gazociąg w Serbii się nie udała. Brzmi to jak gotowy przepis na sukces? Być może, ale wcale niekoniecznie musi nim być. Głosy nie rozkładają się równomiernie, a poparcie dla Fideszu jest większe w rejonach, które ciężej się odpytuje w sondażach. Do tego – w zależności od badań – co piąty, a nawet co czwarty Węgier nie wie, na kogo zagłosuje. W rezultacie pewne są emocje w weekend i protest przynajmniej jednej ze stron, a nie zmiana władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

VeloBank rusza z biurem maklerskim. Klienci zyskają dostęp do GPW i rynków zagranicznych

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) dopuściła VeloBank do działania w charakterze podmiotu prowadzącego obrót papierami wartościowymi na rachunek klientów. Decyzja GPW oznacza, że klienci VeloBanku będą mogli inwestować na GPW za pośrednictwem biura maklerskiego VeloBanku, które rozpocznie działalność operacyjną już w połowie roku i zaoferuje atrakcyjną ofertę inwestycyjną dla klientów detalicznych, w tym segmentu private banking.

Dopuszczenie do działania na GPW w charakterze członka giełdy wpisuje się w realizację strategii VeloBanku w obszarze rozwoju usług inwestycyjnych i wzmacnia kompetencje banku w obszarze rynku kapitałowego. Uzyskanie statusu członka giełdy wymagało spełnienia szeregu kryteriów określonych w regulacjach GPW, zapewniających m.in. prawidłową i bezpieczną obsługę obrotu instrumentami finansowymi notowanymi na warszawskim parkiecie.

W lutym br. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wydała VeloBankowi zgodę na prowadzenie działalności maklerskiej. VeloBank planuje rozpocząć działalność operacyjną biura maklerskiego w momencie finalizacji przejęcia klientów detalicznych Citi Handlowego, co jest przewidziane na połowę 2026 roku.

Uzyskanie statusu członka GPW jest bardzo istotne dla rozwoju naszej oferty usług inwestycyjnych. W efekcie klienci VeloBanku będą mogli realizować transakcje na GPW za pośrednictwem naszego biura maklerskiego. To również jeden z warunków skutecznego przyłączenia części detalicznej Citi Handlowego z VeloBankiem i kolejny krok na drodze do finalizacji tego procesu. Co więcej, naszą ambicją jest stworzenie jednego z najlepszych jakościowo biur na rynku. Stawiamy na doświadczonych doradców, szeroki dostęp do rynków zagranicznych oraz ofertę inwestycyjną wykraczającą poza standardowe rozwiązania – mówi Grzegorz Zawada, dyrektor biura maklerskiego VeloBanku.

Biuro maklerskie VeloBanku umożliwi klientom inwestowanie w instrumenty notowane na GPW, nowoczesną platformę transakcyjną umożliwiającą szeroki dostęp do instrumentów finansowych na rynkach zagranicznych. Strategia zakłada oferowanie dostępu do kilkunastu giełd zagranicznych i szerokiej gamy produktów strukturyzowanych. W planach jest także doradztwo inwestycyjne na rynkach polskim i zagranicznym, w szczególności w zakresie zagranicznych ETF-ów. Trzonem zespołu biura maklerskiego VeloBanku będą specjaliści dotychczas obsługujący klientów indywidualnych w biurze maklerskim Citi Handlowego.

Rosną wskaźniki odtworzeniowe mieszkań. Gminy i właściciele dostają argument do podwyżek czynszów

O kilka, a nawet kilkanaście procent – tak wzrosły wskaźniki odtworzeniowe ogłaszane przez wojewodów. To wpłynie na możliwe podwyżki czynszu. I chodzi nie tylko o lokale komunalne – informują eksperci portalu Gethome.pl

Dopłaty kredytowe i rządowe programy – to właśnie z tym tematem w ostatnich latach kojarzyły się wskaźniki odtworzeniowe ogłaszane przez wojewodów. Trzeba jednak pamiętać, że pierwotną rolą wspomnianych wskaźników jest wyznaczenie limitu łatwych podwyżek czynszowych. Właśnie dlatego należy odnotować, że niedawno miały miejsce wzrosty wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Przykładowo taki wskaźnik obliczony dla Warszawy wzrósł ostatnio o 11% (do 12 149 zł). W przypadku Poznania, analogiczny wzrost z początku kwietnia br. wyniósł 10%. Eksperci GetHome.pl tłumaczą, czy opisywane zmiany będą miały wpływ na czynsze płacone przez najemców. Warto w tym kontekście odróżnić prawną teorię oraz praktykę dotyczącą rynku najmu i polityki czynszowej gmin.

Jak (w teorii) wskaźniki kosztowe mają regulować czynsze?

Na wstępie wyjaśnijmy, że niedawna publikacja kolejnych wskaźników przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych (dalej: wskaźników odtworzeniowych) to wymóg wynikający od lat z ustawy o ochronie praw lokatorów. Opisywane wskaźniki wykorzystywano do wyznaczania limitów cenowych w popularnych programach dopłat kredytowych (RnS, MdM, BK 2%), ale głównym zastosowaniem tych indeksów jest ochrona lokatorów.

Przypomnijmy najważniejsze zasady ochronne wynikające z art. 8a i 9 ustawy o ochronie praw lokatorów:

  1. termin pisemnego wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu wynosi min. 3 miesiące
  2. podwyżka czynszu nie może być wprowadzana częściej niż raz na 6 miesięcy
  3. podwyżka skutkująca przekroczeniem przez roczny czynsz progu 3% wartości odtworzeniowej mieszkania albo następująca z wyższego poziomu niż ten limit trzyprocentowy, powinna być dodatkowo uzasadniona przez wynajmującego i może nastąpić w sytuacjach wskazanych przez ustawę (uwaga: wartość odtworzeniowa mieszkania to iloczyn jego powierzchni użytkowej oraz aktualnego wskaźnika odtworzeniowego, podawanego co 6 miesięcy w wojewódzkim dzienniku urzędowym)
  4. wskaźniki odtworzeniowe są wyznaczane przez wojewodę na podstawie aktualnych danych urzędu statystycznego i własnych analiz kosztów budowy
  5. podwyżka czynszu będzie automatycznie uzasadniona mimo przekroczenia limitu trzyprocentowego (patrz punkt 3), jeżeli w roku kalendarzowym nie przewyższa ona wskaźnika inflacji z poprzedniego roku
  6. właściciel mieszkania ma prawo wprowadzić podwyżkę przekraczającą trzyprocentowy limit kosztu odtworzenia (patrz punkt 3), o ile zapewni mu ona pokrycie kosztów utrzymania lokalu i odpowiedni zwrot kapitału określony przez ustawę oraz godziwy zysk (przy najmie socjalnym lokali, zysk nie powinien występować)

Eksperci portalu GetHome.pl dodają, że podwyżka czynszu skutkująca przekroczeniem limitu 3% wartości odtworzeniowej lub następująca z wyższego poziomu (i większa od ubiegłorocznej inflacji), niestety bywa zarzewiem sporów. Przyczyną jest niezdefiniowane bliżej w ustawie pojęcie godziwego zysku, które próbują precyzować sądy (przykład: Wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z dnia 23 lutego 2016 r. – sygn. akt: II Ca 1206/15).

Lokatorzy komunalnych mieszkań jednak zapłacą więcej?

Temat wskaźników odtworzeniowych w kontekście najmu, najczęściej ma związek z zasobem gminnych mieszkań. To pewien paradoks, bo gminy w praktyce ustalają czynsze za najem swoich lokali na poziomie znacznie mniejszym niż próg 3% wartości odtworzeniowej, wyznaczający granicę łatwych podwyżek czynszowych. Przykładowo, dla Warszawy ten trzyprocentowy próg w przeliczeniu na 1 m kw. wynosi obecnie ok. 30 zł ((12 149 zł/m kw. x 3%)/12). Z kolei bazowa stawka czynszu przy najmie stołecznych lokali komunalnych to aktualnie 13,55 zł/m kw., a przy najmie socjalnym – 2,00 zł/m kw.

W innych miastach też nierzadko zdarzają się stawki czynszowe na poziomie mniejszym niż 1,5% wartości odtworzeniowej gminnego lokalu. Dlaczego? Znaczenie mają nie tylko względy społeczne, ale również problemy z egzekucją czynszów. Przypomnijmy, że pod koniec 2024 r. po odliczeniu pustostanów zadłużone było co drugie mieszkanie gminne. Spora podwyżka czynszów prawdopodobnie jeszcze pogorszyłaby spłacalność. Czy zatem ostatnie zmiany wskaźników odtworzeniowych są bez znaczenia dla gminnych najemców? To pochopny wniosek. Dla gminy wyższa wartość wskaźnika odtworzeniowego może być bowiem argumentem do podniesienia czynszu – w celu utrzymania stałego poziomu np. 1,2% – 1,5% wartości odtworzeniowej mieszkania.

Limity również dla prywatnego najmu, ale … nie do końca

Eksperci portalu GetHome.pl przypominają, że opisywane powyżej zasady podnoszenia czynszów nie mają znaczenia w przypadku najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego. Potwierdza to odpowiednio art. 19e i art. 19j/19s ustawy o ochronie praw lokatorów. A co w razie „zwykłego” wynajmu mieszkania należącego do prywatnego lub firmowego właściciela, czyli wynajmu innego niż najem okazjonalny oraz instytucjonalny? Tutaj przepisy nie wskazują na wyłączenie stosowania limitów częstości i wysokości podwyżek czynszu. W praktyce znaczenie wspomnianych limitów skutecznie ogranicza jednak popularność krótkich (np. rocznych) umów najmu, a także … niewiedza stron umowy. Pamiętajmy również, że na rynku najmu nie zawsze występuje sytuacja uzasadniająca podwyżki czynszu.

Neuromorficzne chipy mogą wywrócić rynek AI. Problemem pozostaje infrastruktura

Neuromorficzne chipy wyprowadzają AI poza centra danych. Refleks modliszki i obliczenia działające na wzór ludzkiego mózgu.

Do 2028 r. globalne wydatki na infrastrukturę brzegową mają wzrosnąć z 261 mld do 380 mld dolarów, co jest konsekwencją zwiększającego się zapotrzebowania na inteligentne i energooszczędne rozwiązania do przetwarzania danych. Pomocne w zaspokojeniu tego wyzwania może być neuromorficzne podejście do obliczeń, które zaczyna „wypychać” sztuczną inteligencję poza centra danych, umożliwiając działanie jej mechanizmów bliżej źródeł informacji. Znajduje ono już zastosowanie w robotyce, medycynie, modelowaniu klimatu czy cyberbezpieczeństwie. Jednak, jak wskazują eksperci Vertiv, za rozwojem takich rozwiązań wciąż nie nadąża infrastruktura (zarówno sprzętowa, jak i programowa) potrzebna do ich wdrażania na większą skalę.

Neuromorficzne chipy to nowa generacja układów scalonych, których architektura bazuje na strukturze i mechanizmach działania ludzkiego mózgu. Wykorzystują one impulsowe sieci neuronowe (SNN), które aktywują się tylko w przypadku zaistnienia istotnego sygnału wejściowego – podobnie jak biologiczne neurony. W przeciwieństwie do tradycyjnych procesorów, które korzystają z oddzielnej pamięci, chipy neuromorficzne łączą pamięć i moduł obliczeniowy w jednym miejscu, dzięki czemu przetwarzają dane szybciej i zużywają mniej energii.

Według danych Precedence Reasearch, wartość globalnego rynku neuromorficznych chipów wyniosła w 2024 roku 1,73 mld dolarów, a do 2034 r. ma wzrosnąć niemal czterokrotnie – do 8,86 mld dolarów. Prognozowany średni roczny wzrost (CAGR) wynosi 17,7%, co wynika z rosnącego zapotrzebowania na energooszczędne systemy obliczeniowe oraz rozwój autonomicznych rozwiązań.

Zwinność maszyn inspirowana naturą

Neuromorficzne chipy znajdują zastosowanie w dziedzinach, w których kluczowe znaczenie ma szybkie reagowanie oraz niski pobór energii. W branży medycznej mogą one wspierać rozwój urządzeń diagnostycznych analizujących sygnały biologiczne w czasie rzeczywistym lub działać w inteligentnych protezach reagujących niemal natychmiast na ruch użytkownika. Dzięki architekturze, na której bazują SNN, układy te potrafią przetwarzać dane sensoryczne bezpośrednio w urządzeniu, eliminując konieczność przesyłania ich do chmury. To otwiera drogę do bardziej autonomicznych i energooszczędnych rozwiązań, działających w sposób ciągły nawet w środowiskach o ograniczonym dostępie do sieci.

W robotach oraz innych autonomicznych urządzeniach układy neuromorficzne pozwalają maszynom odbierać bodźce z otoczenia i reagować w czasie rzeczywistym, co zwiększa precyzję oraz bezpieczeństwo ich działania. Systemy wizyjne inspirowane ludzką siatkówką potrafią rejestrować zmiany światła oraz wykrywać ruch i obiekty z wyjątkową szybkością, dzięki czemu roboty czy drony mogą poruszać się ze zwinnością spotykaną u owadów.

Zdolność przetwarzania różnych sygnałów w ułamku sekundy sprawia, że maszyny stają się nie tylko szybsze, ale też zdolne do lepszej adaptacji – potrafią reagować na dynamiczne warunki otoczenia. Rozwiązania te mogą znaleźć zastosowanie również w inteligentnym monitoringu, transporcie czy analizie danych środowiskowych, gdzie liczy się nie tylko szybkość reagowania, ale również zdolność do poradzenia sobie w nieprzewidywalnych sytuacjach – mówi Krzysztof Krawczyk, Senior Technical Sales – Strategic Account Engineer | IT Systems w firmie Vertiv.

Nowe wyzwania dla infrastruktury obliczeniowej

Rozwój neuromorficznych systemów wymaga nowego podejścia do projektowania infrastruktury obliczeniowej – zarówno w warstwie sprzętowej, jak i energetycznej. Mowa tu o całym zapleczu technicznym, które umożliwi pracę sztucznej inteligencji poza centrami danych: od lokalnych serwerowni i urządzeń brzegowych po systemy zasilania, chłodzenia i transmisji danych. Oznacza to, że infrastruktura musi radzić sobie z impulsowym, nieregularnym obciążeniem, które może w jednej chwili wzrosnąć, a następnie niemal zniknąć.

W takich warunkach kluczowe znaczenie zyskują systemy zasilania i chłodzenia zdolne do dynamicznej adaptacji. Muszą one umieć reagować na nagłe zmiany zapotrzebowania energetycznego bez jego przewymiarowania, które zwiększyłoby koszty i straty energii. Równie ważne jest zastosowanie w sieci łączy o bardzo niskich opóźnieniach, umożliwiających szybkie przesyłanie danych pomiędzy urządzeniami działającymi lokalnie.

Obsługa systemów neuromorficznych wymaga czegoś więcej niż stopniowych usprawnień po stronie urządzeń brzegowych. Potrzebna jest specjalnie zaprojektowana infrastruktura, która może być skalowana wraz z rosnącym zapotrzebowaniem, dostosowana do zmieniających się obciążeń i działać w środowiskach o ograniczonej przestrzeni lub mocy. Dla przykładu, bezpośrednie chłodzenie procesorów cieczą pozwala skuteczniej radzić sobie z nagłymi wzrostami temperatury niż chłodzenie powietrzem. Podobnie systemy zasilania muszą reagować błyskawicznie na gwałtowne wahania napięcia, nie wymagając przy tym nadmiernej rozbudowy infrastruktury, co zwiększyłoby zarówno koszty, jak i zapotrzebowanie na miejsce – wskazuje Krzysztof Krawczyk.

Neuromorficzne chipy stanowią jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju sztucznej inteligencji. Aby w pełni wykorzystać ich możliwości, niezbędne jest wdrożenie infrastruktury zdolnej sprostać nowym wymaganiom – elastycznej, energooszczędnej i zaprojektowanej z myślą o pracy blisko źródła danych.

Źródła:

Dane IDC: https://my.idc.com/getdoc.jsp?containerId=prUS53261225

Dane Precedence Research: https://www.precedenceresearch.com/neuromorphic-chip-market

Rewolucja AI w zakupach będzie powolna, ale dla dostawców skutki pojawią się od razu

AI obiecuje oszczędności, ale firmy nie są na nią gotowe. Choć już 27 proc. organizacji planuje wdrożenia sztucznej inteligencji w zakupach, aż 51 proc. przyznaje, że nie jest przygotowana na tę zmianę, a 77 proc. nie wie, jak wykorzystać jej potencjał. To oznacza, że transformacja zakupów będzie stopniowa, ale jej konsekwencje dla dostawców – natychmiastowe.

Wdrożenie AI i optymalizacja finansowa – kluczowe cele strategiczne na najbliższe lata

Z raportu Antal, Sodexo Polska, pod patronatem PSML, „Gotowość na AI. Jak branża zakupowa może się przygotować do rewolucji technologicznej” wynika, że 27 proc. badanych organizacji (w porównaniu do 15 proc. dwa lata temu) wskazuje wdrożenie AI jako jeden z priorytetów na najbliższe lata. Jednocześnie 61 proc. stawia przed działami zakupów cel optymalizacji finansowej, 60 proc. oczekuje generowania oszczędności rok do roku, a 32 proc. zakłada obniżenie stawek (wzrost o 7 p.p. z 25 proc. w 2024 roku). To oznacza, że dostawcy będą funkcjonować pod rosnącą presją kosztową, ale także w coraz bardziej cyfrowym, transparentnym i opartym na danych modelu współpracy.

Zakupy w firmach mogą nie przyciągać tyle uwagi, co rekordowe wyniki sprzedaży, ale to właśnie one często decydują o rentowności przedsiębiorstwa. W wielu branżach – od produkcji po handel – wydatki na surowce, komponenty czy usługi pochłaniają znaczna część budżetu, nierzadko nawet 90 proc. Obecnie ten kluczowy obszar przechodzi cichą ewolucję dzięki AI. Nie tylko automatyzuje rutynowe zadania, ale daje działom zakupów narzędzia do myślenia strategicznego, inteligentnego wyboru partnerów biznesowych i usprawniania codziennych procesów. Dla dostawców oznacza to większą transparentność, ale także wyższe wymagania co do wydajności i elastyczności – mówi Artur Migoń,
V-ce President Antal.

W praktyce oznacza to, że zmiany widać już dziś w konkretnych obszarach działalności firm. Jednym z nich jest Facility Management, który w wielu organizacjach stanowi istotną część wydatków zakupowych. 40 proc. organizacji wskazuje jako priorytet poprawę efektywności energetycznej, 28 proc. zgodność z regulacjami i celami ESG, a po 21 proc. poprawę bezpieczeństwa i komfortu użytkowników oraz wdrożenie systemów automatyzacji i monitoringu.

Zarządzanie infrastrukturą techniczną staje się jednym z istotniejszych obszarów wykorzystania AI. Systemy BMS, IoT i opomiarowanie generują ogromne ilości danych, które pozwalają przejść od utrzymania obiektów do zarządzania ich „inteligencją”. Facility Management ewoluuje w kierunku modelu Building-as-a-Service – budynki uczą się wzorców użytkowania i dostosowują do pracy hybrydowej. Automatyzacja to nie tylko redukcja kosztów, ale także lepsze doświadczenie użytkowników i mierzalna efektywność środowiskowamówi Leszek Zalewski, Head of FM Projects COEU, FM Platform Director Sodexo Poland.

Nowe kryteria oceny dostawców

Podobne oczekiwania zaczynają obejmować także inne obszary zakupów, dlatego kluczowe pytanie brzmi dziś nie tylko, czy firmy wdrożą AI, lecz przede wszystkim, jak ta zmiana przełoży się na kryteria wyboru partnerów biznesowych. Wyniki raportu pokazują, że organizacje będą oczekiwać większej efektywności kosztowej i wyższej jakości współpracy. 26 proc. badanych wskazuje projekty ukierunkowane na podniesienie jakości usług dostawców jako jeden z priorytetów, a 15 proc. organizacji planuje zwiększenie liczby dostawców mimo presji optymalizacyjnej.

Rynek nie zamyka się wyłącznie na cięcia kosztów. Dla dostawców wciąż istnieje przestrzeń do pozyskiwania nowych kontraktów, ale pod warunkiem udowodnienia jakości, przewidywalności
i zdolności do działania w coraz bardziej uporządkowanym środowisku zakupowym. Z jednej strony wdrażanie AI może oznaczać szybsze procesy decyzyjne, bardziej przejrzyste zasady współpracy i większą otwartość na partnerów oferujących wysoką jakość usług. Z drugiej strony rośnie ryzyko utraty konkurencyjności przez firmy, które nie są gotowe do działania w modelu opartym na danych, standaryzacji i mierzalności wyników –
mówi Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML.

AI: duże zainteresowanie, ograniczona gotowość i brak jasnego standardu rynkowego

Jednocześnie raport pokazuje, że organizacje dopiero uczą się wykorzystywać potencjał AI. 73 proc respondentów deklaruje, że w ich firmach planowany jest wybór lub wdrożenie narzędzi wspierających automatyzację i wykorzystanie AI. Na tempo zmian wpływa przede wszystkim poziom przygotowania organizacji. Jedynie 18 proc. firm ocenia się jako gotowe na zmianę ról zakupowych, podczas gdy 51 proc. przyznaje, że nie jest na nią przygotowana. Najczęściej wybieranym kierunkiem jest zakup gotowych rozwiązań komercyjnych (17 proc.) oraz rozwój funkcjonalności w istniejących systemach
(15 proc.).

AI w zakupach i facility management budzi duże zainteresowanie, ale organizacjom wciąż brakuje fundamentów do wdrożeń na szeroką skalę. Presja na efektywność rośnie, jednak bariery w postaci jakości danych, procesów i kompetencji spowalniają zmiany. Tam, gdzie działania są podejmowane, dominują bezpieczne modele – gotowe rozwiązania i rozwój istniejących systemów. Rynek spodziewa się raczej ewolucji niż rewolucji, choć potencjał jest znaczący – AI może zwiększyć efektywność zakupów nawet o 25 – 40 proc., pod warunkiem uporządkowania danych, procesów i kompetencji – mówi Monika Moraczyńska-Pańczyk, Senior Director Global S2C Excellence Procurement, AstraZeneca.

Szansa dla dostawców: wsparcie, nie tylko produkt

Największe bariery nie leżą przy tym po stronie technologii. 45 proc. respondentów wskazuje nieprzygotowaną strukturę danych, 42 proc. brak kompetencji w zespole, 42 proc. obawy pracowników wobec AI, 41 proc. brak zrozumienia nowej roli człowieka, 34 proc. niedojrzałość technologii i tyle samo kwestie cyberbezpieczeństwa, a 32 proc. wysokie koszty wdrożenia. Dodatkowo aż 77 proc. badanych nie potrafi wskazać, jakie nowe zadania mogłyby przejąć działy zakupów po uwolnieniu czasu dzięki automatyzacji.

Choć rynek zmierza w stronę bardziej zaawansowanych modeli współpracy, wiele organizacji wciąż jest na etapie przygotowań. Przewagę zdobędą dostawcy, którzy poza samym produktem czy usługą wspierają klientów w porządkowaniu współpracy – od dostępu do danych i standardów ich ochrony, przez raportowanie jakości, po dostosowanie do nowych wymagań operacyjnych. AI i automatyzacja mają realny sens tylko wtedy, gdy od początku są powiązane z bezpieczeństwem, a w sytuacji, gdy organizacje równolegle dążą do oszczędności i optymalizacji, bezpieczeństwo powinno być stałym kryterium wyboru dostawców i rozwiązań, a nie dodatkiem na końcu mówi Dominik Kalinowski, Head of Outsourcing, Antal.

AI przejmie analitykę i automatyzacja procesów – relacje pozostają kluczowe

Rola kupca ewoluuje – z administratora w stratega. Specjaliści ds. zakupów muszą dziś rozwijać „cyfrową intuicję”, rozumieć narzędzia AI i umiejętnie zarządzać danymi, aby podejmować bardziej świadome decyzje biznesowe. Raport pokazuje, że automatyzacja najlepiej sprawdza się w ustrukturyzowanych procesach: aż 73% badanych wskazuje, że procesowanie zamówień (P2P) może zostać w pełni zautomatyzowany, a 28% organizacji już korzysta z takich rozwiązań. Jednocześnie tylko około 30% respondentów widzi możliwość automatyzacji w obszarze relacji z dostawcami, co podkreśla, że rozwój AI nie oznacza zaniku kontaktów biznesowych – wciąż kluczowe pozostają kompetencje ludzkie i strategiczne podejście kupców.

Budowanie i utrzymywanie relacji oraz negocjacje nadal pozostają domeną człowieka. Cyfryzacja zwiększy znaczenie mierzalnych parametrów współpracy, ale nie wyeliminuje roli zaufania, elastyczności i jakości relacji. W praktyce oznacza to, że przyszłość będzie należeć do dostawców, którzy łączą wysokie standardy operacyjne z umiejętnością budowania partnerstwmówi Monika Droździak, Supply Chain & Logistic Director Sodexo Poland.

AI pozwala na automatyzacje powtarzalnych procesów zakupowych co daje nam możliwość skoncentrowania się na kluczowych dzisiaj wyzwaniach jak zarządzanie ryzykiem, szukanie innowacji z obecnymi i nowymi dostawcami czy analiza zmian geopolitycznych i ich wpływu na nasze łańcuchy dostaw – dodaje Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML.

Wnioski: wyższe wymagania, ale też nowe szanse

Wnioski z raportu są jednoznaczne: sztuczna inteligencja zmienia reguły gry dla całego rynku dostawców. Firmy będą coraz dokładniej oceniać partnerów biznesowych, wykorzystując dane i automatyzację. Dla dostawców oznacza to wyższe wymagania i większą transparentność, ale także realną szansę na rozwój dla tych, którzy potrafią połączyć konkurencyjną cenę z jakością, elastycznością i wiarygodnością.

O badaniu

Raport „Gotowość na AI. Jak branża zakupowa może się przygotować do rewolucji technologicznej” został przygotowany przez Antal i Sodexo Polska, pod patronatem merytorycznym Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów (PSML). Badanie objęło 299 osób pracujących w branży zakupowej. Celem raportu było zmapowanie stanu wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i automatyzacji w organizacjach działających w Polsce.

Strukturalna zmiana na rynku pracy. Rekrutacja przesuwa się w stronę seniorów i elastycznych modeli

Rynek pracy w pierwszym kwartale 2026 roku zmienia się nie tylko ilościowo, ale przede wszystkim jakościowo. W IT ponad połowa ofert kierowana jest już do seniorów, a praca hybrydowa i zdalna stanowią łącznie 92 proc. ogłoszeń –elastyczność pozostaje warunkiem wejścia do gry o talenty. Największe zapotrzebowanie dotyczy specjalistów od danych, Javy i project managementu.

W pozostałych branżach dominuje model stacjonarny, a motorem rekrutacji są sprzedaż, marketing i obsługa klienta. Wspólnym wyzwaniem obu segmentów pozostaje jawność wynagrodzeń – pierwszy pełny kwartał po wejściu w życie dyrektywy o przejrzystości płac nie przyniósł oczekiwanego przełomu. To najważniejsze wnioski z Barometru Rynku  Pracy  Q1  2026,  cyklicznej  analizy  portali justjoin.it i rocketjobs.pl.

Nowy profil rekrutacji: doświadczenie na wagę złota

Dane z pierwszego kwartału 2026 roku pokazują, że rynek pracy przechodzi zmiany strukturalne. Na justjoin.it udział ofert kierowanych do seniorów wzrósł z 50 do 55 proc.,  kosztem  ról  mid-level  (spadek  z  42  do  38  proc.)  i  juniorskich  (z 6 do 5 proc.). Firmy IT szukają  dziś  przede  wszystkim  specjalistów  zdolnych  do  szybkiego  dostarczania wartości  biznesowej.  Tę  zmianę  potwierdzają  sami  kandydaci. Na justjoin.it udział aplikacji na  stanowiska  senior  wzrósł  z 36  do 41 proc., przy jednoczesnym spadku aplikacji na role mid  (z  48  do  42  proc.).  Seniorzy w IT coraz aktywniej poszukują nowych wyzwań, a rynek wyraźnie premiuje wąskie specjalizacje i sprawdzone kompetencje.

Na rocketjobs.pl struktura popytu pozostaje znacznie stabilniejsza–nadal dominują oferty dla kandydatów na poziomie mid (60 proc.), a udział pozostałych segmentów zmienia się nieznacznie. Tę równowagę potwierdzają sami kandydaci – aplikacje na role mid stanowią niezmiennie 59 proc. Wynika to z tego, że ścieżki kariery w branżach poza technologicznych są bardziej liniowe, a granice między poziomami doświadczenia –wyraźniej zdefiniowane.

Na obu rynkach widać jednak ten  sam  wzorzec:  firmy  potrzebują  więcej  doświadczonych specjalistów, niż jest dostępnych na rynku, podczas gdy juniorzy i midzi konkurują o ograniczoną liczbę ofert na swoim poziomie.  W IT  ta  luka  jest  szczególnie  wyraźna–co drugi pracodawca szuka seniora, ale tylko czterech na dziesięciu aplikujących ma taki profil.

To nierównowaga, która w kolejnych kwartałach może napędzać dalszy wzrost wynagrodzeń w segmencie senior i wydłużać czas rekrutacji na kluczowe stanowiska.Doświadczenie - popyt vs podaż

Model pracy: IT stawia na elastyczność, pozostałe branże na obecność

Tryb wykonywania pracy pozostaje jednym z kluczowych wyróżników ofert i czynników decydujących o ich atrakcyjności. Na justjoin.it w Q1 2026 nadal dominują oferty hybrydowe (48 proc.) i zdalne (44 proc.), a zmiany względem roku poprzedniego sąniewielkie–udział pracy zdalnej spadł z 47 do 44 proc. przy utrzymaniu wysokiego poziomu hybrydy.  Oznacza  to,  że  w IT  elastyczne  modele  pracy  są  już  ustabilizowanym  rynkowym standardem.

Inaczej wygląda sytuacja na rocketjobs.pl, gdzie  nadal  przeważają  oferty  stacjonarne (52 proc.), choć ich udział lekko spadł w porównaniu z 2025 rokiem (55 proc.). Jednocześnie wyraźnie wzrosło znaczenie pracy mobilnej – z 5 do 11 proc. – co

odzwierciedla specyfikę ról operacyjnych  i sprzedażowych,  charakterystycznych  dla  branżpoza technologicznych.

W ostatnich latach na rynku pracy tryb wykonywania obowiązków służbowych przestał byćdodatkiem,  a stał  się kluczowym elementem strategii zatrudnienia, realnie wpływającym na konkurencyjność ofert i dostępność talentów. W przypadku rynku IT obserwujemy stabilizację trendów–praca hybrydowa i zdalna nadal dominują, a organizacje wypracowały docelowy model pracy będący kompromisem między oczekiwaniami kandydatów a efektywnością zespołów. Poza IT nadal dominuje model stacjonarny, choć jego udział lekko spada, a rośnie znaczenie pracy mobilnej. Z perspektywy HR nie ma jednego uniwersalnego modelu pracy–kluczowe jest dopasowanie go do roli i oczekiwań rynku, bo to dziś jeden z głównych czynników decydujących o skuteczności rekrutacji – komentuje Paulina Świątkiewicz, HR Business Partner w justjoin.it i rocketjobs.pl.

Tryb pracy na justjoin.it i rocketjobs.pl

Jawność wynagrodzeń: nowe przepisy, stare nawyki

Pierwszy kwartał 2026 to zarazem pierwszy  pełny  kwartał  po  wejściu  w życie  nowelizacji Kodeksu pracy (24 grudnia 2025 r.), wdrażającej unijną dyrektywę o przejrzystości wynagrodzeń. Dane nie pokazują jednak przełomu. Na justjoin.it udział ofert z widełkami płacowymi spadł z 58,4 do 54,4 proc., natomiast na rocketjobs.pl odnotowano jedynie symboliczny wzrost – z 34,4 do 35,4 proc. Jawność wynagrodzeń w IT pozostaje wyraźnie wyższa niż w pozostałych branżach, ale nie rośnie–a na szerokim rynku wciąż nie jest standardem.

Po okresie rosnącej presji na transparentność wynagrodzeń widać, że rynek podchodzi do tego tematu bardziej zachowawczo niż można było zakładać. Mimo wprowadzenia dyrektywy  UE  o jawności wynagrodzeń, w danych nie widać istotnego przełomu. W branży IT spadek udziału ofert z widełkami sugeruje większą ostrożność firm, które próbujązachować elastyczność negocjacyjną. Poza IT jawność nadal nie  jest  standardem,  mimo symbolicznego wzrostu rok do roku. Można mówić raczej o spowolnieniu niż przyspieszeniu trendu – realna zmiana prawdopodobnie nastąpi dopiero wraz z pełnym wdrożeniem przepisów i ich egzekwowaniem, a nie na etapie samej zapowiedzi regulacji – dodaje Paulina Świątkiewicz.Jawność wynagrodzeń na justjoin.it i rocketjobs.pl

Data, sprzedaż i AI–gdzie rynek szuka ludzi

W  obszarze IT rekrutacje  napędzały  przede  wszystkim  specjalizacje  związane  z danymi  i programistyczne. Kategoria Data utrzymała pozycję lidera (2 676 ofert), a tuż za  niąuplasowała się Java (2 547). Największy awans zaliczył Project Management,  który przesunął  się z piątej na trzecią pozycję w rankingu (2 172 oferty). Z czołówki wypadły natomiast JavaScript i DevOps, co wskazuje na wyraźną zmianę struktury popytu wewnątrz samego rynku IT.

Na rocketjobs.pl zdecydowanie największym zapotrzebowaniem cieszą się role w sprzedaży (14 945 ofert) i marketingu (9 209). Wśród najszybciej rosnących kategorii znalazły się Zdrowie i uroda oraz Obsługa klienta–obie po raz pierwszy wchodząc do pierwszej piątki.Kategorie z największą liczbą ogłoszeńKategorie z największym spływem CV

Osobną  uwagę  zasługuje  kategoria  AI/ML  na  justjoin.it,  która  w  Q1 2026 zanotowała ponad  trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń (z 432 do 1 326), a liczba napływających CV wzrosła o 156 proc. Co istotne, struktura aplikujących przesunęła się zdecydowanie w stronę doświadczenia–udział seniorów wzrósł z 28 do 43 proc., podczas gdy juniorów spadłz 27 do 16 proc. Rynek AI/ML nie tylko dynamicznie rośnie, ale też wyraźnie  dojrzewa, napędzany przez coraz bardziej doświadczonych specjalistów.

Dominacja Sprzedaży i Marketingu wśród najpopularniejszych kategorii na rocketjobs.pl to jeden z najmocniejszych sygnałów zmiany, jaką obserwujemy na polskim rynku pracy w Q1 2026. Skokowy wzrost liczby ogłoszeń w tych obszarach pokazuje, że firmy mocno stawiająna generowanie przychodu. W warunkach rosnących kosztów operacyjnych to działy„frontowe” dostają największe budżety rekrutacyjne. Równolegle na justjoin.it podwojenie ofert w kategorii Data i awans kategorii PM na trzecie miejsce sugerują, że cyfrowa gospodarka nie zwalnia, a po prostu dojrzewa i szuka już nie tylko programistów, ale architektów procesów i decyzji biznesowych – mówi Przemysław Depka Prondziński, Head of Customer Success w justjoin.it i rocketjobs.pl.

Większa liczba ogłoszeń

Pod względem liczby ogłoszeń pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne ożywienie na obu portalach. Na justjoin.it liczba opublikowanych ogłoszeń wzrosła o 116 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej (z 12 677 do 27 375). Na rocketjobs.pl odnotowano  wzrost  z 17  282  do  29  761  ofert,  czyli  o 72  proc. Za  tymi  wynikami stojązarówno pozytywne sygnały makroekonomiczne i rosnący popyt na specjalistów, jak i poszerzająca się baza pracodawców korzystających z obu serwisów. W ujęciu procentowym mocniej urósł justjoin.it, natomiast rocketjobs.pl zakończył kwartał z nieco większą  liczbąpublikacji.

Liczba publikowanych ogłoszeń na justjoin.it i rocketjobs.pl

Elastyczność form zatrudnienia

Rosnąca elastyczność widoczna jest nie tylko w modelu pracy, ale też w formach zatrudnienia. Na justjoin.it nadal dominuje B2B (58 proc. ofert), jednak  spadł  udziałtradycyjnych umów o pracę (z 35 do 28  proc.), a przybyło  ogłoszeń  dopuszczających dowolną formę współpracy (z 2 do 12 proc.). Na rocketjobs.pl umowa o pracę pozostaje najpopularniejszą formą (50 proc.), ale i tu jej udział maleje na rzecz umów cywilnoprawnych i ofert otwartych na różne modele.

rodzaj pracy na rocketjobs.pl rodziaj pracy justjoin.it

Jednocześnie horyzontalnie rośnie udział ofert w niepełnym wymiarze czasu pracy (z 6 do 9 proc.) i freelance (z 1 do 2 proc.), co potwierdza większe otwarcie pozostałej części rynku na alternatywne formy zatrudnienia. Wspólny kierunek zmian jest czytelny: oba rynki zmierzająw stronę większej elastyczności w kształtowaniu relacji pracodawca–kandydat.

typ umowy justjoin.it typ umowy na rocketjobs.pl

Warszawa liderem, ale rynek się decentralizuje

Warszawa pozostaje największym rynkiem rekrutacyjnym na obu portalach (29 proc. ofert IT i 25 proc. w pozostałych branżach). Na justjoin.it duże znaczenie mają także Kraków, Wrocław i Trójmiasto, co potwierdza koncentrację sektora IT w głównych hubach technologicznych. Na rocketjobs.pl rozkład ogłoszeń jest bardziej rozproszony – udziałmniejszych miast wzrósł z 28  do  31  proc.,  co  oznacza  postępującą  decentralizację  rynku pracy poza branżą IT.

Barometr Q1 2026  pokazuje  rynek  pracy,  który  wyraźnie  przyspiesza,  ale  nie  wraca  do starych reguł. Firmy rekrutują inaczej–bardziej selektywnie, z naciskiem na doświadczenie i konkretne  kompetencje.  W IT  elastyczność  i specjalizacja  są  walutą,  za którą pracodawcy konkurują o talenty. Poza technologią rynek rośnie szeroko, napędzany przez sprzedaż, marketing i usługi, ale model pracy i podejście do transparentności płac zmieniają sięznacznie wolniej. Pierwsze miesiące obowiązywania dyrektywy o jawności wynagrodzeń nie przyniosły przełomu – to sygnał, że sama regulacja nie wystarczy bez zmiany kultury rekrutacyjnej.  Dla  firm  w najbliższych miesiącach kluczowe będzie nie tylko to, ile wakatów otworzą, ale jak szybko dostosują swoje oferty do rosnących oczekiwań kandydatów–podsumowuje Piotr Nowosielski, CEO justjoin.it i rocketjobs.pl.

Metodologia

Barometr rynku pracy Q1 2026 został przygotowany na podstawie analizy ogłoszeń o pracę oraz aplikacji kandydatów na portalach justjoin.it i rocketjobs.pl, które w pierwszym kwartale 2026 roku odwiedziło łącznie ponad 4,2 mln osób. Dane z Q1 2026 porównano z analogicznym okresem roku poprzedniego.

RegioJet wycofuje się z Polski. PKP komentuje decyzję i wskazuje przyczyny

Wycofanie się czeskiego przewoźnika RegioJet z polskiego rynku kolejowego jest – według stanowiska Polskie Koleje Państwowe S.A. – decyzją o charakterze czysto biznesowym, za którą pełną odpowiedzialność ponosi zarząd spółki. PKP podkreśla, że funkcjonowanie w sektorze kolejowym wymaga wysokich kompetencji operacyjnych oraz odpowiedniego przygotowania organizacyjnego.

Konkurencyjny rynek i rynkowe zasady działania

Jak wskazano w oświadczeniu, polski rynek kolejowy jest obecnie otwarty i konkurencyjny. Działa na nim kilkunastu przewoźników pasażerskich, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Wśród nich znajdują się m.in. PKP Intercity, POLREGIO, Koleje Mazowieckie czy Leo Express.

Wszystkie te podmioty działają na zasadach rynkowych, co oznacza, że ich zarządy ponoszą odpowiedzialność za strategię, przygotowanie operacyjne oraz realizację zobowiązań wobec pasażerów. PKP podkreśla, że rynek kolejowy w Polsce nie odbiega pod tym względem od standardów obowiązujących w całej Unii Europejskiej.

PKP odpiera zarzuty

W oświadczeniu stanowczo odrzucono sugestie, jakoby Grupa PKP ponosiła odpowiedzialność za niepowodzenie RegioJet w Polsce. Spółka wskazuje, że tego typu zarzuty są niezgodne z faktami i wprowadzają pasażerów w błąd.

PKP podkreśla, że działa w oparciu o transparentne procedury oraz standardowe zapisy umowne. Ewentualne trudności we współpracy miały – według spółki – charakter formalno-techniczny, a nie systemowy. Jednocześnie zaznaczono, że Grupa PKP pozostaje otwarta na współpracę z przewoźnikami, co potwierdzają m.in. procesy udostępniania infrastruktury czy wdrażania danych o połączeniach po ich formalnym zgłoszeniu.

Problemy operacyjne RegioJet

Z perspektywy PKP przyczyną wycofania się RegioJet z Polski były przede wszystkim niedostateczne przygotowanie operacyjne i brak zaplecza niezbędnego do prowadzenia działalności na wymagającym rynku.

Wskazano m.in. na brak własnej kadry maszynistów, ograniczone zaplecze techniczne oraz niewystarczającą analizę specyfiki polskiego rynku. PKP podkreśla również, że w sytuacjach kryzysowych to właśnie Grupa PKP była zmuszona przejmować inicjatywę i reagować na bieżące problemy, które wynikały z niedociągnięć po stronie czeskiego przewoźnika.

Równe zasady dla wszystkich przewoźników

W komunikacie zaznaczono, że wszyscy przewoźnicy działający na terenie Unii Europejskiej podlegają tym samym regulacjom i standardom. Oznacza to, że podmioty niespełniające wymagań operacyjnych lub technicznych nie mogą liczyć na preferencyjne traktowanie.

Zdaniem PKP stabilność całego systemu kolejowego – a tym samym bezpieczeństwo i komfort pasażerów – wymaga przestrzegania jednolitych zasad przez wszystkich uczestników rynku.

Na zakończenie oświadczenia Grupa PKP podkreśliła, że jej głównym celem pozostaje zapewnienie ciągłości i przewidywalności transportu kolejowego w Polsce. Niezależnie od struktury właścicielskiej przewoźników – publicznej czy prywatnej – kolej powinna być stabilnym środkiem transportu.

Gołębi przekaz Glapińskiego nie poruszył złotego ani warszawskiej giełdy

Pomimo dość gołębiej retoryki prezesa Glapińskiego, kurs EUR/PLN pozostaje stabilny, oscylując niewiele powyżej poziomu naszej długoterminowej prognozy – 4,25. Niewielką reakcję widzimy także na polskim rynku akcji. Polskie aktywa pozostają zależne od czynników zewnętrznych – w tym przede wszystkim rozwoju sytuacji na linii USA – Iran.

Wojna na Bliskim Wschodzie stanowiła kluczowy element dzisiejszej konferencji. Prezes Glapiński wypowiadał się na temat łagodzenia napięć z dużym optymizmem. Podkreślał stabilność złotego w obliczu ostatnich wydarzeń, co zwraca także i naszą uwagę. Polska waluta charakteryzuje się w ostatnich tygodniach znacznie mniejszą zmiennością niż wiele jej podobnych, m.in. stanowiący często istotny punkt odniesienia forint węgierski.

Ograniczone wydają się obawy banku o sytuację inflacyjną. Obserwowany obecnie szok cechuje się istotnie mniejszą skalą wzrostów cen surowców energetycznych niż ten wywołany przez pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę w 2022 r. Wydaje się także, że trwałość wzrostu cen będzie istotnie mniejsza, na co wskazuje chociażby ostatnie dwutygodniowe zawieszenie broni. Inflacja ma więc, zgodnie ze słowami prezesa, pozostać w najbliższych miesiącach w ramach celu banku.

Kluczowe z perspektywy rynków są jednak komunikaty dotyczące stóp procentowych. W najbliższych miesiącach nie powinniśmy spodziewać się ich zmian – choć wiele może w tej kwestii ulec zmianie w razie znacznej eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Co więcej, czytając między wierszami komunikatów prezesa Glapińskiego, dochodzimy do wniosku, że w nieco dłuższym terminie bliżej nam do kolejnego cięcia aniżeli do podwyżki. Ostatnie wydarzenia odsuwają jednak jej perspektywę co najmniej do końcówki roku – i to przy założeniu bardziej optymistycznego scenariusza dla amerykańsko-irańskiej wojny.

Data4 otwiera drugie centrum danych w Jawczycach

Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki. Nowy obiekt dysponuje mocą IT o wartości 10 MW i stanowi kolejny etap planowanej rozbudowy inwestycji.

Data4 konsekwentnie rozwija swoją obecność w Polsce. W 2023 roku firma oddała do użytku pierwszy budynek kampusu w Jawczycach, a uruchomienie drugiego obiektu stanowi kolejny etap tej inwestycji. Do tej pory Data4 zainwestowało w Polsce 200 mln euro. Do 2030 roku firma planuje zwiększyć wartość inwestycji niemal trzykrotnie, czyli do około 600 mln euro. Rozbudowa kampusu będzie wiązać się z dalszą współpracą z polskimi dostawcami i lokalnymi partnerami oraz tworzeniem nowych miejsc pracy – docelowo inwestycja wygeneruje około 400 miejsc pracy bezpośrednio i pośrednio. 

Infrastruktura cyfrowa i jej znaczenie dla regionu

Zapotrzebowanie na moc obliczeniową rośnie wraz z rozwojem chmury i sztucznej inteligencji. Według wewnętrznych analiz moc centrów danych w Polsce może wzrosnąć z około 300 MW obecnie do blisko 500 MW w 2030 roku, z czego ponad połowa – około 300 MW – będzie przeznaczona na rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. W tym kontekście tempo realizacji inwestycji i dostępność infrastruktury stają się kluczowe dla konkurencyjności gospodarek.

Polska już dziś jest liderem Europy Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za ponad jedną trzecią mocy centrów danych w regionie. Chcemy dalej aktywnie wzmacniać konkurencyjność oraz suwerenność technologiczną Polski i Europy. W świecie, w którym dane i moc obliczeniowa stają się krytycznym zasobem, infrastruktura cyfrowa to zarówno wsparcie dla gospodarki, jak i bezpieczeństwo państwa. Takie inwestycje, jak ta w Jawczycach, tworzą przestrzeń dla polskich firm do sięgania po nowoczesne rozwiązania i nadganianie cyfrowych zaległościpodkreśla Andrzej Domański, Minister Finansów i Gospodarki.

Kampus Data4 w Jawczycach powstaje na terenie o powierzchni 4 hektarów. Docelowo kampus będzie dysponował łączną mocą 60 MW oraz około 50 tys. mkw. powierzchni brutto, w tym blisko 15 tys. mkw. powierzchni IT netto. Nowo otwarty budynek wpisuje się w ten plan jako kolejny etap rozwoju infrastruktury cyfrowej w Polsce.

Rozbudowa kampusu w Jawczycach to wyraźny sygnał, że Polska pozostaje dla Data4 jednym z kluczowych rynków w Europie. Rozwijamy infrastrukturę etapowo i przewidywalnie, łącząc wysokie wymagania techniczne z odpowiedzialnym podejściem do środowiska oraz współpracą z lokalną społecznością w gminie Ożarów Mazowiecki. Stabilne zaplecze technologiczne jest dziś warunkiem dalszego rozwoju gospodarki cyfrowej – podkreśla Adam Ponichtera, dyrektor zarządzający Data4 w Polsce.

Uruchomienie kolejnego budynku w naszym kampusie w Polsce ma dla nas wymiar strategiczny. Wraz z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji i usług chmurowych infrastruktura cyfrowa staje się jednym z fundamentów konkurencyjności europejskiej gospodarki. Dlatego konsekwentnie rozwijamy sieć kampusów Data4 w Europie, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na moc obliczeniową – mówi Olivier Micheli, prezes Data4.

Połączenie wydajności technologicznej i zrównoważonego rozwoju

Nowy obiekt jest pierwszym w europejskiej sieci Data4 projektem realizowanym w standardzie BREEAM – jednym z najbardziej uznanych na świecie systemów oceny budynków pod względem ich wpływu na środowisko. Nowe centrum danych otrzymało certyfikat na poziomie „Excellent” i jest jednocześnie pierwszym tego typu obiektem w Polsce powstającym zgodnie z tym standardem. BREEAM uwzględnia m.in. efektywność energetyczną, gospodarkę wodną, dobór materiałów, emisje oraz oddziaływanie inwestycji w całym cyklu życia obiektu.Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki

Budynek wyróżnia konstrukcja kontenerowa – około 60% obiektu powstało z wcześniej przygotowanych elementów prefabrykowanych. Ograniczono w ten sposób prace mokre i tradycyjne wylewanie betonu na placu budowy, co przełożyło się na niższe emisje oraz krótszy czas realizacji inwestycji. Rozwiązanie to stanowi projekt referencyjny w europejskiej sieci Data4 i wyznacza kierunek dalszego rozwoju technologicznego firmy.

Wszystkie nowe projekty Data4 powstają zgodnie z globalnymi celami środowiskowymi grupy. Obejmują one projektowanie obiektów z myślą o wskaźniku efektywności energetycznej (PUE) poniżej 1,3, wykorzystywanie energii niskoemisyjnej w 100% oraz stałe monitorowanie zużycia energii i wody. Pierwsze centrum danych Data4 w Jawczycach otwarte w 2023 doku już dziś potwierdza realizację środowiskowych zobowiązań firmy. W ciągu ostatnich 12 miesięcy obiekt osiągnął wskaźnik efektywności energetycznej PUE na poziomie 1,27, czyli poniżej celu 1,30 wyznaczonego przez European Code of Conduct on Data Centres dla całej branży do 2030 roku. Oznacza to, że kampus Data4 w Polsce spełnia te wymagania z czteroletnim wyprzedzeniem. Obiekt charakteryzuje się także bardzo niskim zużyciem wody: wskaźnik Water Usage Effectiveness (WUE) wynosi 0,037 l/kWh IT, czyli poniżej średniej dla branży.

Dodatkowo Data4 bierze udział w projekcie Climate-Adapt4EOSC realizowanym przez Komisję Europejską. Kampus w Jawczycach posłuży jako studium przypadku do badania wpływu zjawisk związanych z kurczeniem się i pęcznieniem gruntów gliniastych na infrastrukturę. W ramach projektu, wspólnie z ponad 18 instytucjami badawczymi, w tym Uniwersytetem Cambridge, NCSR Demokritos oraz BRGM, Data4 przetestuje na kampusie w Jawczycach narzędzie do prognozowania ryzyk geotechnicznych związanych ze zmianami klimatu. Wyniki tych prac mają pomóc lepiej przygotować centra danych oraz inne elementy infrastruktury krytycznej, takie jak drogi, mosty czy sieci wodociągowe, na skutki zmian klimatycznych oraz wykorzystać tę wiedzę przy projektowaniu kolejnych inwestycji.

Współpraca z gminą i inicjatywy lokalne

Data4 prowadzi inwestycję w dialogu z lokalnym otoczeniem i samorządem gminy Ożarów Mazowiecki. Inwestycja ma również przyczynić się do rozwoju lokalnej gospodarki poprzez tworzenie nowych miejsc pracy oraz współpracę z lokalnymi partnerami. W ramach działań realizowanych wspólnie z gminą firma wesprze m.in. remont odcinka ul. Przyparkowej w Jawczycach. Planowane prace obejmują całkowitą wymianę nawierzchni jezdni, budowę chodnika oraz montaż nowoczesnego oświetlenia drogowego, co ma poprawić komfort i bezpieczeństwo mieszkańców.

Firma aktywnie wspiera lokalne służby ratownicze – Państwową Straż Pożarną w Powiecie Warszawskim Zachodnim (oddział w Błoniu), przekazując zarówno sprzęt do zasilania awaryjnego, jak i wyposażenie wykorzystywane bezpośrednio w działaniach ratujących życie, a także jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej w Ożarowie Mazowieckim. Długofalowa obecność Data4 w regionie opiera się nie tylko na rozwoju technologicznym i realizacji celów zrównoważonego rozwoju, lecz również na konsekwentnym budowaniu relacji z lokalną społecznością. Spółka angażuje się także w inicjatywy kulturalne dla mieszkańców, współorganizowane przez Sołectwo Jawczyce, wspierając integrację i rozwój życia społecznego w regionie.Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki

– Rozwój kampusu Data4 w Jawczycach to ważna inwestycja dla naszej gminy. Cieszy nas, że projekt ten nie tylko wzmacnia lokalną infrastrukturę, ale także przyczynia się do rozwoju gospodarczego regionu. Doceniamy współpracę z inwestorem, która przekłada się na konkretne działania na rzecz mieszkańców – mówi Paweł Kanclerz, Burmistrz Ożarowa Mazowieckiego.

Chaos wokół rozejmu w Zatoce Perskiej. Ormuz zamknięty, decyzja RPP przed nami

Okazuje się, że tak długo oczekiwane zawieszenie broni jest inaczej rozumiane przez obydwie strony, o ile nawet nie przez wszystkie trzy. W rezultacie Ormuz znów jest zamknięty. Dzisiaj posiedzenie RPP. Rynki, podobnie jak w innych krajach, nie oczekują obniżek stóp. 

Co obejmuje rozejm?

Od wczoraj mamy rozejm, zdaniem USA i Izraela, w Zatoce Perskiej, a zdaniem Iranu – na Bliskim Wschodzie. To kluczowa różnica, ponieważ Iran jest zainteresowany tym, by Izrael nie bombardował Libanu. Wiadomo, że oficjalnym celem Izraela jest Hezbollah. Niestety, skala wydarzeń noszących cechy zbrodni wojennych przy okazji jest przerażająca. Efektem jest ponowne zamknięcie Cieśniny Ormuz. Tak właśnie kończy się porozumienie zawierane bez podpisów, wyłącznie na podstawie zakładanych oczekiwań. Co ciekawe, rynki zakładają, że to tylko chwilowe nieporozumienie, bo ceny ropy wciąż utrzymują się na relatywnie niskich poziomach. Baryłka ropy Brent kosztuje dzisiaj 97,5 USD. Wczorajszy dołek był 5 USD niżej, z kolei przedwczorajsze szczyty znajdowały się niemal 20 USD wyżej. Pokazuje to duże przekonanie, że dojdzie do ponownego porozumienia.

Czekając na RPP

Z powodu Wielkanocy i wolnego poniedziałku decyzja RPP w sprawie stóp procentowych w kwietniu zapadnie nie w środę, lecz w czwartek. Co ciekawe, nie spowodowało to przesunięcia konferencji prasowej na kolejny dzień. W rezultacie już dzisiaj poznamy zarówno decyzję, jak i komentarz po posiedzeniu. Patrząc na sytuację na świecie, teoretycznie wszystkie banki centralne w ostatnim czasie wstrzymywały się z obniżkami stóp. Z drugiej strony od wczoraj mamy zawieszenie broni, a ceny ropy gwałtownie spadły. W rezultacie pojawia się przestrzeń do obniżki. Pamiętając jednak, że stopy procentowe były obniżane miesiąc temu, a inflacja w marcu wyskoczyła do 3%, wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pozostawienie ich dzisiaj na niezmienionym poziomie. Taki ruch byłby sygnałem umacniającym polską walutę. Ważniejsza od samej decyzji wydaje się jednak konferencja prasowa. Im mocniej będzie malowana historia utrzymywania stóp na niezmienionym poziomie, tym silniejszy będzie złoty. Im wyraźniej prezentowana będzie wizja obniżek, tym bardziej będzie tracił.

Ostatnie decyzje banków centralnych

W tym tygodniu poznaliśmy decyzje trzech ważnych banków centralnych. Najpierw, we wtorek, Rumunia utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie 6,5%. To najwyższy poziom w Unii Europejskiej, ale tylko o 0,25% wyższy niż na Węgrzech. W środę z kolei poznaliśmy decyzje Banku Rezerw Nowej Zelandii oraz Banku Indii. W obu przypadkach stopy procentowe pozostały bez zmian. W Nowej Zelandii na poziomie 2,25%, a w Indiach 5,25%. Wszystkie te rozstrzygnięcia były oczekiwane przez rynki. Jak widać, banki centralne nie chcą podejmować nowych kroków do czasu wyjaśnienia się sytuacji w Zatoce Perskiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Obroty w centrach handlowych w górę, choć ruch klientów niemal bez zmian

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za luty 2026 roku. W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku obroty wzrosły o 1,7%. Odwiedzalność utrzymała się na poziomie zbliżonym do zeszłego roku.

Od kwietnia 2025 roku obroty w centrach handlowych rosną niemal nieprzerwanie (z wyjątkiem listopada) w ujęciu rocznym (r/r). W lutym ten pozytywny trend został utrzymany. Indeks obrotów wyniósł +1,7%, natomiast odwiedzalność była nieznacznie poniżej poziomu z lutego 2025 r. (-0,9%). Średnia wartość wizyty w centrum wzrosła o 2,6%.

Najwyższe wzrosty obrotów odnotowały następujące kategorie:

  • Usługi (+15,1%)
  • Restauracje i kawiarnie (+5,5%)
  • Rozrywka (+4,9%)
  • Zdrowie i uroda (+4,4%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty kształtowały się następująco:

Bardzo duże obiekty (>60 tys. m²) +1,4%
Duże obiekty (40–60 tys. m²) +2,1%
Średnie obiekty (20–40 tys. m²) +1,3%
Małe i bardzo małe obiekty (5–20 tys. m²) +1,6%

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów odnotowano w aglomeracjach: białostockiej, poznańskiej, szczecińskiej. W skali makroregionalnej w regionach: południowym (śląskie, małopolskie), wschodnim (podkarpackie, lubelskie, podlaskie, świętokrzyskie) i północno-zachodnim (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie).

„Po dobrych wynikach grudnia i wyjątkowych stycznia dynamika wzrostu obrotów w lutym nieco się uspokoiła. Warto wskazać, że w tym roku więcej województw miało ferie w całości właśnie w tym miesiącu, a tegoroczna śnieżna i mroźna zima zachęciła jednych do wyjazdów, innych do zostania w domu i ograniczenia wyjść. To wpłynęło na lutowe wyniki centrów handlowych.” – podsumowuje Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Zawieszenie broni uspokoiło rynki, ale problemy z ropą nie znikają

Po informacjach o zawieszeniu ataków na Bliskim Wschodzie inwestorzy zareagowali w sposób przewidywalny. Ceny ropy spadły, a notowania akcji odbiły, bo inwestorzy odczytali ten sygnał jako chwilowe zmniejszenie napięcia w jednym z kluczowych punktów dla globalnego handlu surowcami energetycznymi. Problem w tym, że to dopiero początek negocjacji, w których dalsza eskalacja będzie wykorzystywana jako straszak. Dlatego na rynku ropy problemy nie znikają. Baryłka Brent kosztuje około 95 dolarów, czyli wyraźnie więcej niż 55-60 dolarów przed wybuchem konfliktu. A na rynku utrzymuje się silna premia za ryzyko. W tej sytuacji RPP nie obniży dziś stóp procentowych i coraz trudniej liczyć na kolejne obniżki także do końca roku.

Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie przyniosło zmniejszenie napięcia, ceny ropy spadły, a rynki akcji odreagowały. Jednak to dopiero początek. Po pierwsze cały czas istnieją punkty zapalne nieuwzględnione w porozumieniu, które już wpływają na sytuację w cieśninie Ormuz. Po drugie, od soboty w Islamabadzie rozpoczną się negocjacje pokojowe, prowadzone pod kierownictwem JD Vance’a, mające doprowadzić do ostatecznego porozumienia. Na rynkach często największe znaczenie ma nie to, czy dostawy surowca płyną, ale jak duże jest ryzyko, że za chwilę przestaną płynąć bez zakłóceń. I właśnie to ryzyko, mimo chwilowej poprawy nastrojów, wciąż pozostaje z nami.

W tej sytuacji silnej tymczasowości przestrzeń do dalszych spadków cen ropy pozostaje ograniczona. Kontrola nad tranzytem surowców i możliwość jego zakłócania, opóźniania lub selektywnego ograniczania sprawiają, że energia pozostaje dziś narzędziem politycznego nacisku, a nie tylko efektem relacji między globalnym popytem a podażą. Nawet po ostatniej przecenie w cenach ropy nadal utrzymuje się więc znacząca premia za ryzyko. Nawet jeśli fizyczne dostawy ropy będą kontynuowane, choć już pojawiają się głosy o ponownym zamknięciu cieśniny Ormuz, ryzyko związane z ich realizacją pozostanie podwyższone.

A to wystarczy, by ceny surowca nie wróciły łatwo do poziomów sprzed ostatnich napięć. Pierwsza reakcja rynku mogła więc sugerować większy potencjał spadkowy, niż rzeczywiście dziś widać. Przed pojawieniem się informacji o zawieszeniu broni za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić około 107 dolarów, teraz cena oscyluje w okolicach 96 dolarów. Nadal jednak pozostaje blisko granicy 100 dolarów, uznawanej za krytyczną, i bardzo daleko od 55-60 dolarów, jakie za ropę płacono przed wybuchem kryzysu na Bliskim Wschodzie.

Zagrożenie dalszą eskalacją będzie ważną kartą w rozpoczynających się negocjacjach, która na pewno będzie wykorzystywana. Do tego negocjacje będą elementem szerszej globalnej gry. Warto bowiem zauważyć rolę Chin w doprowadzeniu do zawieszenia broni. A w negocjacjach ważny będzie zarówno transport ropy przez cieśninę Ormuz, jak i eksport ropy przez Iran. Chodzi zarówno o samą skalę irańskiego wydobycia, jak i o to, kto dostaje ropę, jaką trasą i na jakich warunkach. To ma znaczenie nie tylko regionalne, ale także globalne, zwłaszcza w kontekście relacji z Chinami, które pozostają jednym z najważniejszych odbiorców irańskiego surowca.

Dla inwestorów ta sytuacja tworzy układ dwóch prędkości. Z jednej strony krótkoterminowa ulga wspiera aktywa ryzykowne, szczególnie spółki cykliczne i rynki azjatyckie. Z drugiej strony inwestorzy muszą być świadomi kruchości obecnej sytuacji, bo każdy sygnał o zakłóceniach ruchu tankowców albo ponownym zaostrzeniu sytuacji może szybko znów podbić ceny energii i uderzyć w rynek akcji. W najbliższych tygodniach można oczekiwać niższej zmienności, ale przy bardzo asymetrycznym rozkładzie ryzyka. Potencjał poprawy jest ograniczony, dopóki nie pojawi się ostateczne, szersze porozumienie, za to ryzyko gwałtownego pogorszenia nastrojów pozostaje wysokie, jeśli zawieszenie broni okaże się tylko epizodem.

To ważne także z polskiej perspektywy. Wzrost cen paliw na polskich stacjach podbił inflację, która wzrosła w marcu do 3 proc., z 2,1 proc. w lutym. Obniżka podatku VAT i akcyzy pomogła obniżyć ceny paliw do poziomu sprzed wybuchu konfliktu. Szacuje się, że miesięcznie taka ulga w cenie paliwa dla polskich kierowców kosztuje budżet około 1,6 mld zł. Zawieszenie broni lub ewentualne przyszłe porozumienie może mieć istotne znaczenie z punktu widzenia tego, jak długo taki program powinien być prowadzony i jakie będą całościowe koszty dla budżetu. Przede wszystkim jednak jest to ochrona przed gorszym scenariuszem i dalszym wzrostem cen paliw, a także występowaniem braków w dostępie do paliwa.

Właśnie w takim otoczeniu decyzje o stopach procentowych podejmować dziś będzie Rada Polityki Pieniężnej. Po marcowej obniżce stóp procentowych, która miała miejsce już po wybuchu konfliktu i wzroście cen ropy, trudno dziś wyobrazić sobie przestrzeń do kolejnych cięć. Dziś obniżki stóp nie będzie i raczej należy oczekiwać długiego okresu „wait and see”. Jeszcze niedawno rynek wyceniał nawet możliwość podwyżek stóp, jednak obecnie po zawieszeniu broni wycenia scenariusz stabilizacji stóp. Dla banku centralnego w tej sytuacji ostrożność pozostaje jedyną rozsądną strategią, szczególnie gdy sytuacja na rynku surowców pozostaje zbyt niestabilna, by mówić o trwałym wygaszeniu ryzyka.

Mocny początek roku PragmaGO. Wzrost finansowania i awans do FT1000

Grupa PragmaGO zanotowała w I kwartale 2026 roku dalszy wzrost skali działalności w kluczowych obszarach finansowania przedsiębiorców. Wartość sfinansowanych należności w Polsce osiągnęła 18% wzrostu r/r (753 mln zł), a dla całej Grupy było to 782 mln zł (+9% r/r). Z oferty PragmaGO skorzystało 15 262 klientów (+7% r/r), którzy zrealizowali 227 052 transakcji (+26% r/r).

Wstępne dane o wartości sfinansowanych należności w pierwszym kwartale 2026:

  • embedded finance: 248 mln zł (+35% r/r)
  • faktoring w Polsce: 504 mln zł (+10% r/r)

Początek roku przyniósł realizację ważnych założeń strategicznych. Grupa otworzyła spółki w Hiszpanii oraz Chorwacji. Podmioty te będą rozwijać embedded finance B2B, w tym finansowanie Merchant Cash Advance (PragmaCash) na lokalnych rynkach. Potwierdzeniem skuteczności obranej strategii jest ujęcie PragmaGO w rankingu FT1000: Europe’s Fastest-Growing Companies 2026, publikowanym co roku przez Financial Times. PragmaGO uplasowała się w nim jako jedyna polska firma z sektora finansowego.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że realizujemy nasze cele. Rozwijamy kluczowe linie biznesowe, w tym coraz silniejszy segment produktów pożyczkowych i konsekwentnie budujemy obecność międzynarodową. Otwarcie spółek w Hiszpanii i Chorwacji to dla nas ważny moment. Tamtejsze rynki MŚP są podobne do polskiego – duże firmy z łatwością pozyskują kapitał na rozwój, podczas gdy mikro i małe przedsiębiorstwa napotykają bariery, przez co luka konkurencyjna stale się powiększa. Naszym celem jest jej wyrównywanie – dajemy mniejszym firmom dostęp do finansowania, które pozwoli im rosnąć i skutecznie konkurować z większymi podmiotami. Obecność w rankingu Financial Times potwierdza, że nasz model ma znaczenie nie tylko lokalnie, ale również w skali europejskiej – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Rozwój usług embedded finance B2B w I kwartale 2026 roku był napędzany pogłębieniem współpracy z kluczowymi partnerami, m.in. Przelewy24, Polskie ePłatności (Nexi Group), PayU czy TPay, a także rosnącą rozpoznawalnością tych produktów finansowych wśród klientów partnerów – będącą rezultatem wspólnych działań edukacyjnych i komunikacyjnych.

W Rumunii wartość sfinansowanych faktur wyniosła 29 mln zł, co oznacza spadek o 63% r/r. Było to spowodowane niższą podażą należności wynikających z robót budowlanych realizowanych w ramach rządowych programów infrastrukturalnych.

W najbliższych miesiącach PragmaGO planuje wejście na kolejne rynki europejskie, przez co umocni pozycję lidera embedded lending B2B w Europie.

Podsumowanie wyników Grupy Kapitałowej PragmaGO za pierwszy kwartał 2026:

PLN Dynamika r/r
W Polsce 753 173 778 18%
Ogółem 782 161 621 9%
Embedded finance B2B 248 318 063 35%
Faktoring w Polsce 504 855 715 10%
Faktoring w Rumunii 28 987 843 -63%

Presja na czynsze napędza zwroty z inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych

Polska jest w ścisłej czołówce krajów Europy pod względem zainteresowania inwestorów. Jedną z przyczyn jest spodziewany wzrost wartości z inwestycji w nieruchomości komercyjne wynikający z presji na stawki czynszu – wskazuje raport CBRE „2026 Poland Real Estate Market Outlook”. Przedmiotem transakcji są zarówno pojedyncze aktywa, jak i portfele czy całe platformy. Dostępność kredytu na zakupy nieruchomości poprawia się, co dodatkowo wspierać będzie klimat inwestycyjny na polskim rynku.

Według raportu CBRE, polskie miasta z Warszawą na czele należą do najszybciej rozwijających się w Europie Środkowo-Wschodniej, a Polska utrzyma pozycję europejskiego lidera pod względem tempa rozwoju gospodarczego. Zgodnie z przewidywaniami Oxford Economics, w 2026 roku Warszawa będzie liderem rozwoju w Europie, między innymi dzięki rozwijającym się sektorom IT i usług biznesowych.

W 2026 roku Polska utrzyma pozycję lidera wzrostu gospodarczego w Europie, napędzanego przez inwestycje, konsumpcję i ożywienie w eksporcie, przy względnie stabilnej inflacji i niskim bezrobociu. Spodziewamy się wzrostu aktywności, napędzanego poprawą sentymentu, rosnącą ofertą i zainteresowaniem inwestorów, w tym coraz bardziej aktywnych kupujących krajowych. Polska umacnia swoją pozycję w czołówce europejskich rynków, a poprawiające się warunki finansowania wspierają klimat inwestycyjny – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Pozytywne perspektywy

W miarę przybliżania oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających oraz dalszej stabilizacji stóp procentowych, eksperci CBRE spodziewają się poprawy sentymentu na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i większej gotowość do sprzedaży aktywów.

W sektorze handlowym będziemy obserwować kolejne transakcje core’owych dużych centrów handlowych, z drugiej strony również rosnącą płynność produktów stand-alone, transakcje przejęć portfelowych, zarówno retail parków, jak i platform oraz portfolio spożywczych. Z kolei w sektorze biurowym pojawią się kolejne możliwości na atrakcyjne zakupy z oczekiwanymi wysokimi zwrotami, jednak wraz z krystalizowaniem się rynków najlepszych obiektów, 2026 rok może przynieść też transakcje typu core i core plus o wolumenach przekraczających 100 mln EUR. Polski kapitał wciąż będzie aktywny szczególnie w tym sektorze mówi Przemysław Felicki, CBRE.

Z obserwacji ekspertów CBRE wynika, że inwestorzy logistyczni wciąż poszukują możliwości w formule forward funding, obecne też będą transakcje zakupu i najmu zwrotnego przy długim okresie najmu. Rynek będzie stwarzał też możliwości do zakupów w segmencie value-add, co wydaje się być szczególnie atrakcyjne dla kapitału z regionu CEE oraz USA. Wraz z wejściem kilku francuskich inwestorów poszerza się też grono zainteresowanych akwizycjami w tym sektorze.

Zainteresowanie inwestorów będzie również widoczne w sektorze domów studenckich i domów senioralnych. Ponadto powoli budowane są kolejne portfele PBSA, które w bliskim horyzoncie mogą zyskać zainteresowanie inwestorów, a w tle toczy się dyskusja o przecieraniu szlaków dla instytucjonalnych projektów senior living. Polska stoi w obliczu wyzwań demograficznych, ze starzejącym się społeczeństwem i prognozowanym spadkiem liczby pracowników. W rezultacie konieczne będzie poszukiwanie nowych rozwiązań, takich jak automatyzacja AI i aktywna polityka migracyjna. Rynek nieruchomości będzie stopniowo dostarczał coraz więcej przestrzeni dostosowanych do potrzeb osób starszych.

Popyt na kredyty hipoteczne wystrzelił ze strachu przed inflacją

Marcowa liczba wnioskujących o kredyt hipoteczny pobiła niemal wszelkie rekordy (m.in. z czasów BK2%, czy zerowych stóp procentowych) i była najwyższa od 18 lat. Bezsprzecznie już od połowy 2025 roku obserwowaliśmy wzrost popytu kredytobiorców – zarówno kupujących nowe mieszkania (co potwierdza silną sprzedaż mieszkań w marcu 2026), jak i refinansujących stare hipoteki, na fali taniejącego kredytu. Popyt na hipoteki zasilała też duża oferta deweloperów i ich presja na sprzedaż ubrana w ciekawe oferty cenowe.

Jednak biorąc pod uwagę jaki w marcu był koszt kredytu na tle poprzednich lat, jaka była realna dostępność kredytowa mieszkań, czy też fakt, że nie ma istotnych stymulatorów popytu ze strony rządu – nie ma fundamentalnego uzasadnienia dla takiego wystrzału popytowego. W naszej ocenie mamy tu do czynienia z przyspieszeniem decyzji Klientów o złożeniu wniosków kredytowych jeszcze w marcu, korzystając z ostatniej chwili na skorzystanie z relatywnie niskich stawek kredytowych, z którymi zaczynaliśmy miesiąc. Na początku kwietnia przeciętne koszty kredytu stałoprocentowego (który dominuje na rynku hipotek) wzrosły o co najmniej 50 punktów bazowych, pojawiły się też obawy o podwyżki stóp procentowych – wszystko to w reakcji na szok inflacyjny wywołany konfliktem w Zatoce Perskiej.

Jest to najpewniej powtórzenie zjawiska z kwietnia 2022 roku, kiedy w otoczeniu wojny w Ukrainie i wzrostu stóp procentowych 53 tysiące osób (więcej niż jakikolwiek miesiąc w trakcie BK2%) złożyło wnioski kredytowe – przyczyną była zmiana w zasadach obliczania buforu na ryzyko stopy procentowej. Wówczas – podobnie jak teraz – doradcy kredytowi wręcz naglili Klientów, żeby składali wnioski kredytowe na starych warunkach. Kolejne miesiące 2022 były jednak czasem posuchy, bo kto chciał wniosek złożyć, zrobił to w kwietniu. Konkluzja tego jest prosta – kolejne miesiące 2026 mogą nas już nie zaskakiwać takimi wynikami popytowymi – co dalej pokażą efekty negocjacji podczas dwutygodniowego zawieszenia broni w Zatoce Perskiej.

Rynek wtórny wyraźnie przyspieszył w marcu. Ceny mieszkań w większości miast stabilne

Marzec przyniósł wyraźne ożywienie na rynku mieszkań z drugiej ręki – wynika z analiz portalu GetHome.pl. Z ogłoszeń znikało znacznie więcej ofert niż w poprzednich miesiącach, jednak mimo ograniczonej podaży w większości metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań używanych pozostała stabilna.

– Rynek wtórny cechuje sezonowość, ale już dawno marcowe ożywienie po stronie kupujących nie było tak gwałtowne – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w marcu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło 35,5 tys. ofert mieszkań – o 20 proc. więcej niż w lutym i aż o 61 proc. więcej niż w styczniu. Choć część ogłoszeń mogła zostać wycofana przez właścicieli z powodów niezwiązanych bezpośrednio ze sprzedażą, skala zjawiska sugeruje, że wiosną popyt na mieszkania z drugiej ręki wyraźnie przyspieszył.

Marek Wielgo ocenia, że na tak silny wzrost aktywności kupujących wpłynęło kilka czynników. Z jednej strony poprawiła się dostępność kredytów mieszkaniowych, z drugiej pojawiły się obawy, że w kolejnych miesiącach warunki finansowania mogą się pogorszyć. W efekcie wielu nabywców uznało, że decyzji o zakupie własnego M nie warto już odkładać.

Co istotne, w marcu uaktywnili się również sprzedający. Na rynek trafiło ok. 35,5 tys. nowych ofert mieszkań z drugiej ręki – o 22 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Ożywienie było więc wyraźne także po stronie podaży, jednak wciąż daleko mu do boomu znanego z poprzednich lat.

Mimo wzrostu liczby nowych ogłoszeń, całkowita oferta mieszkań używanych pozostaje wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Pod koniec marca w całym kraju dostępnych było ok. 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży – praktycznie tyle samo co w lutym, ale jednocześnie aż o ok. 19 proc. mniej niż w marcu 2025 r.

Jednym z powodów ograniczonej podaży jest silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Deweloperzy wciąż oferują bardzo szeroki wybór nowych mieszkań, co wywiera presję na ceny lokali używanych i studzi oczekiwania części właścicieli. Dla wielu z nich obecne warunki rynkowe mogą nie być wystarczającą zachętą do sprzedaży.

Wiosenne ożywienie na rynku wtórnym

Stabilizację podaży widać także w największych miastach. Tylko w Warszawie liczba dostępnych mieszkań nieznacznie się skurczyła – z 16,1 tys. w lutym do 16 tys. w marcu, czyli o ok. 1 proc. W pozostałych metropoliach miesiąc zakończył się praktycznie bez zmian.

W Krakowie i Trójmieście kupujący mieli do wyboru po ok. 8,1 tys. lokali, we Wrocławiu – 7,9 tys., w Łodzi – 4,9 tys., w Poznaniu – 3,6 tys., a w Katowicach – 2,3 tys.

Jednocześnie we wszystkich tych miastach oferta jest dziś wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano w Warszawie – aż o 33 proc. Bardzo duże ubytki widać także we Wrocławiu i Krakowie (po 32 proc.) oraz w Łodzi (28 proc.).Komunikat-rynek wtórny-04.2026-oferta-miasta

Teoretycznie tak silny wzrost popytu powinien sprzyjać wyraźnym podwyżkom cen. Tymczasem marcowe dane portalu GetHome.pl pokazują, że reakcja rynku była bardzo selektywna. Wyraźny wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki odnotowano tylko w dwóch metropoliach.

We Wrocławiu średnia wzrosła o 3 proc., do około 14,2 tys. zł, a w Trójmieście – o 1 proc., do 16,8 tys. zł. W pozostałych miastach utrzymała się stabilizacja. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego pozostała na poziomie ok. 18 tys. zł, w Krakowie – 17 tys. zł, w Poznaniu – 12,1 tys. zł, w Katowicach – 11,6 tys. zł, a w Łodzi – 8,7 tys. zł.

Równie umiarkowanie wyglądają zmiany w ujęciu rocznym. W większości metropolii średnie ceny metra kwadratowego mieszkań używanych są dziś stabilne (Katowice i Łódź) lub niższe niż przed rokiem. Spadki odnotowano w Krakowie i Wrocławiu – w obu miastach o ok. 2 proc. Z kolei w Trójmieście i Poznaniu średnie wyraźnie wzrosły – odpowiednio o 6 proc. i 4 proc. Warszawa pozostaje rynkiem dość stabilnym, z rocznym wzrostem na poziomie 1 proc.Komunikat-rynek wtórny-04.2026-cena m kw-miasta

Marcowe dane pokazują, że popyt na rynku wtórnym wyraźnie przyspieszył, oferta pozostaje ograniczona, a mimo to średnie ceny metra kwadratowego w większości miast nie reagują gwałtownie. Kluczową rolę odgrywa tu konkurencja z rynkiem pierwotnym, który nadal oferuje bardzo szeroki wybór mieszkań.

– W kolejnych miesiącach to właśnie relacja między tempem sprzedaży a skalą podaży – zarówno mieszkań używanych, jak i deweloperskich – zdecyduje o tym, czy obecne ożywienie przełoży się na trwalszą zmianę trendów cenowych. Na razie wiosna przyniosła przede wszystkim więcej transakcji, a nie wyższe ceny – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

PZWLP wybrał nowe władze – Paweł Piórkowski Prezesem Zarządu

0

Z końcem marca Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów dokonał wyboru nowych władz na kolejną dwuletnią kadencję. Funkcję Prezesa Zarządu objął Paweł Piórkowski, dotychczasowy wieloletni Członek Zarządu PZWLP. Nowy skład władz odzwierciedla strategiczny kierunek rozwoju organizacji, w tym wzmocnienie reprezentacji segmentu pojazdów użytkowych i działalności nowo powołanej Grupy Truck Rental.

Na czele PZWLP stanął Paweł Piórkowski, który z organizacją związany jest od blisko dekady – funkcję Członka Zarządu pełnił nieprzerwanie w latach 2017–2026. Od 2013 roku jest Prezesem Zarządu Hertz Polska (Motorent sp. z o.o.), gdzie odpowiada za rozwój jednej z wiodących firm na rynku wynajmu krótkoterminowego w Polsce.

W skład pięcioosobowego Zarządu PZWLP, poza Prezesem, weszli: Michał Iwanek – CEO Fraikin Polska, Anna Makarewicz – Członek Zarządu Leasys Polska, Robert Antczak – Dyrektor Generalny Regionu Europy Centralnej w Arval, Daniel Trzaskowski – Prezes Zarządu Carefleet.

Poza wyborem Zarządu, podczas Walnego Zgromadzenia PZWLP powołano również Komisję Rewizyjną na kolejną kadencję. W jej skład weszli: Paweł Kostrubiec – MHC Mobility Polska, Grzegorz Fijałkowski – PKO Masterlease oraz Dariusz Tucharz – mLeasing. Komisja będzie odpowiedzialna za nadzór nad działalnością Związku oraz wspieranie realizacji jego celów statutowych w latach 2026–2028.

Związek składa serdeczne podziękowania ustępującym Członkom Zarządu – Piotrowi Wróblowi oraz Tomaszowi Kapelko – a także ustępującym Członkom Komisji Rewizyjnej –Marcinowi Nivette’owi oraz Hubertowi Laszczykowi – za ich zaangażowanie, wkład w rozwój PZWLP oraz aktywne współtworzenie standardów rynku flotowego w Polsce.

Nowa struktura, pełna reprezentacja rynku

Tegoroczny wybór władz PZWLP odbywa się w szczególnym momencie – po rozszerzeniu struktury organizacji o segment pojazdów ciężarowych i specjalistycznych oraz powołaniu Grupy Truck Rental. Włączenie do Zarządu przedstawiciela tego obszaru stanowi istotny krok w kierunku pełnej reprezentacji wszystkich segmentów rynku flotowego.

Obecny skład Zarządu odzwierciedla trzy kluczowe filary działalności PZWLP: wynajem długoterminowy (CFM), Rent a Car oraz rozwijający się dynamicznie segment pojazdów użytkowych, w tym transport ciężki. Jednocześnie do władz organizacji dołączyły nowe osoby reprezentujące firmy członkowskie, które aktywnie angażują się w prace struktur PZWLP i rozwój branży.

Doświadczenie, ciągłość zarządzania i świeża perspektywa

Istotnym elementem nowego rozdania jest zachowanie ciągłości zarządzania. Robert Antczak, który pełnił funkcję Prezesa Zarządu przez trzy kolejne kadencje w latach 2020–2026, pozostaje w Zarządzie jako jego Członek, wnosząc doświadczenie zdobyte w okresie dynamicznych zmian rynkowych.

W Zarządzie kontynuuje pracę również Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu od 2024 roku (wcześniej także w latach 2014–2019), uznany ekspert w dziedzinie zarządzania flotą i digitalizacji procesów w branży motoryzacyjnej.

Do Zarządu PZWLP dołączył Michał Iwanek, CEO Fraikin Polska, od lat związany z rynkiem flotowym, w tym segmentem pojazdów dostawczych i ciężarowych, co dodatkowo wzmacnia kompetencje Związku w obszarze transportu użytkowego.

Anna Makarewicz, Członek Zarządu Leasys Polska, wnosi doświadczenie w zakresie zarządzania organizacją, HR oraz ryzyka kredytowego, wspierając realizację strategii biznesowych w środowisku międzynarodowym.

Wyzwania i priorytety na nową kadencję

Nowy Zarząd PZWLP to połączenie doświadczenia, ciągłości oraz świeżej perspektywy wynikającej z rozszerzenia naszej działalności o segment pojazdów użytkowych. Naszym priorytetem jest dalsze wzmacnianie roli PZWLP jako wspólnego głosu całej branży – od samochodów osobowych, przez dostawcze, po ciężki transport. Chcemy aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu otoczenia regulacyjnego, rozwijać standardy rynkowe oraz wspierać transformację sektora w kierunku zrównoważonej i nowoczesnej mobilności – powiedział Paweł Piórkowski, Prezes Zarządu PZWLP.

Nowo powołany Zarząd stanie przed szeregiem wyzwań, które definiują obecny etap rozwoju rynku. Należą do nich m.in. dalsza transformacja w kierunku elektromobilności i napędów alternatywnych, rozwój segmentu pojazdów użytkowych, cyfryzacja usług flotowych, a także dostosowanie branży do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego i rosnących oczekiwań klientów.

Matexi Polska podsumowuje I kwartał: sprzedaż mieszkań wyraźnie w górę

Deweloper Matexi Polska podsumował wyniki sprzedaży mieszkań w pierwszym kwartale 2026 roku. W tym okresie zawarto łącznie 92 umowy deweloperskie, czyli o około 30% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Firma Matexi Polska, obecna na rynku warszawskim i krakowskim, w pierwszym kwartale br. zawarła z klientami łącznie 92 umowy deweloperskie i przedwstępne (70 w Warszawie oraz 22 w Krakowie). Oznacza to wzrost o około 30% w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami poprzedniego roku, kiedy podpisano z klientami łącznie 71 umów. W pierwszym kwartale br. Matexi Polska przekazała klientom łącznie 27 gotowych mieszkań, natomiast w całym 2026 roku planuje przekazać klientom około 300 lokali.

– Początek roku oceniamy pozytywnie pod kątem osiągniętej sprzedaży. Obserwujemy trend wydłużonego procesu zakupowego oraz przesuwania decyzji klientów bliżej momentu oddania inwestycji do użytkowania. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich potrzeb i możliwości, a także wnikliwie analizują oferty dostępne na rynku. To sprawia, że w momencie podejmowania rozmów z nami są bliżsi decyzji zakupowej – podkreśla Mirosław Bednarek, Prezes Zarządu Matexi Polska.

W pierwszym kwartale br. Matexi Polska wprowadziła do sprzedaży projekt Verdea Żoliborz, zlokalizowany przy ul. Przasnyskiej 6A na warszawskim Żoliborzu. W siedmiokondygnacyjnym budynku zaplanowano 67 mieszkań, podziemny garaż z komórkami lokatorskimi i boksami rowerowymi oraz 7 lokali usługowych na parterze. Połowę oferty stanowią mieszkania dwupokojowe, idealne jako pierwsze lokum lub pod inwestycję. Pozostałą część tworzą lokale trzy-, cztero- i pięciopokojowe, zaprojektowane z myślą o rodzinach. To kolejna inwestycja dewelopera w tej dzielnicy. Matexi zrealizowało na Żoliborzu I etap osiedla Sady Żoliborz, natomiast w trakcie budowy jest II etap tego projektu.  W marcu Matexi uzyskało również pozwolenie na użytkowanie dla inwestycji Apartamenty Portowa na krakowskim Zabłociu przy ul. Portowej. W ramach projektu powstał siedmiopiętrowy budynek obejmujący łącznie 99 mieszkań oraz 3 lokale użytkowe.

W tym roku planowane jest wprowadzenie do sprzedaży jeszcze dwóch nowych projektów mieszkaniowych. W przygotowaniu znajdują się inwestycje przy ul. Grzybowskiej 52 na warszawskiej Woli oraz Apartamenty Józefińska 16 na krakowskim Podgórzu. Matexi Polska dysponuje obecnie bankiem ziemi umożliwiającym realizację ponad 3000 mieszkań, co plasuje firmę w gronie liderów rynku deweloperskiego w Polsce.

RPP dziś zdecyduje o stopach. Rynek niemal pewny jednego scenariusza

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej. Konsensus rynkowy zakłada, że RPP pozostawi stopy procentowe bez zmian, utrzymując stopę referencyjną NBP na poziomie 3,75 proc. Po marcowej obniżce o 25 pb. Rada najprawdopodobniej przejdzie do trybu wyczekiwania i będzie obserwować napływające dane oraz rozwój sytuacji geopolitycznej. Ogłoszenie dwutygodniowego rozejmu między USA a Iranem obniżyło ceny ropy i gazu względem wcześniejszych szczytów, choć trwałość porozumienia nadal budzi wątpliwości, co jednocześnie ograniczyło część obaw o ponowny, silniejszy wzrost inflacji. Dodatkowo konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego została wyjątkowo zaplanowana jeszcze na dziś, na godz. 15:00, więc decyzji RPP należy spodziewać się wcześniej.

Choć inflacja w marcu wzrosła do 3,0 proc. z 2,1 proc. w lutym, skok ten był w dużej mierze związany ze wzrostem cen paliw. Jednocześnie rząd uruchomił pakiet osłonowy na rynku paliw, obejmujący czasowe obniżenie VAT do 8 proc., obniżkę akcyzy oraz mechanizm maksymalnych cen detalicznych, co może ograniczać presję inflacyjną w kolejnych tygodniach. W tej sytuacji część ekonomistów zakłada, że RPP może utrzymać stopy bez zmian przez dłuższy czas, a sam prezes NBP prawdopodobnie pozostanie ostrożny w sygnalizowaniu dalszych kroków. Na rynku finansowym widać poprawę nastrojów: w czwartek rano euro kosztowało około 4,2566 zł, a dolar 3,6481 zł, co potwierdza utrzymującą się siłę złotego. WIG20 znajdował się natomiast w pobliżu 3526 pkt, czyli na poziomach niewidzianych od 2007 roku.

Develia ocenia rynek jako stabilny. Sprzedaż odbiła w marcu, oferta ma rosnąć

0

Develia sprzedała 860 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w I kwartale 2026 r. Spółka przekazała 1205 mieszkań.

W I kwartale br. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 860 lokali w porównaniu do 951 w I kwartale 2025 r. oraz 845 w IV kwartale 2025 r. W liczbie sprzedanych mieszkań uwzględniono 131 lokali w inwestycjach pozyskanych dzięki przejęciu Bouygues Immobilier Polska oraz 8 lokali w projektach realizowanych w ramach joint-venture. W minionym kwartale deweloper przekazał 1205 mieszkań w porównaniu do 523 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 130% więcej.

Develia na koniec marca br. miała również zawartych 158 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą w najbliższym okresie przekształcić się w umowy deweloperskie. Na koniec 2025 r. spółka miała zawartych 48 takich umów, wobec 433 rok wcześniej.

– Jesteśmy zadowoleni z wyniku osiągniętego w I kwartale, na który warto patrzeć przez pryzmat niskiego poziomu rezerwacji, z jakim weszliśmy w 2026 r. Obecną sytuację rynkową postrzegamy jako stabilną i podtrzymujemy nasze roczne cele. Analiza sprzedaży w minionym kwartale wskazuje na ożywienie, które było widoczne w marcu.  Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach na rynku utrzyma się ograniczona liczba nowych wprowadzeń, co już dziś przekłada się na mniejszą dostępność mieszkań, szczególnie w Warszawie. W tym otoczeniu będziemy koncentrować się na rozszerzaniu oferty poprzez uruchamianie nowych projektów, co powinno wspierać naszą sprzedaż w dalszej części roku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Develia planuje w tym roku wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 4350-4550 mieszkań, z czego większość w I półroczu. W I kwartale deweloper wprowadził do sprzedaży blisko 1500 lokali w 11 projektach.

W okresie styczeń – marzec 2026 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Unii Lubelskiej Vita w Poznaniu, M Bemowo i Aleje Praskie w Warszawie, Południe Vita w Gdańsku oraz Centralna Vita w Krakowie.

Rozejm nie wystarczy. Braki Jet A1 i drogie paliwo zmieniają europejskie lotnictwo

„Paliwo Jet A1 jest niedostępne” – taki komunikat dotarł do pilotów lecących na lotnisko Brindisi w regionie Apulia w południowych Włoszech. Tankowanie możliwe jest w przypadku lotów rządowych, misji ratowniczych oraz poszukiwawczych. Niedobory pojawiły się również na lotniskach Mediolan-Linate, Bolonia, Treviso i Wenecja[1]. Dwutygodniowy rozejm nie sprawi, że sytuacja wróci do normy i nastąpi stabilizacja cen.

Z kolei – jak informuje portal Supply Chain – duzi przewoźnicy, tacy jak United Airlines, Scandinavian Airlines i Air New Zealand, ograniczają rozkłady lotów, co wpływa na pojemność ładunkową i zwiększa złożoność logistyczną dla firm zależnych od szybkich przesyłek międzynarodowych. Linie lotnicze Scandinavian Airlines odwołały już ok. 1000 lotów w tym miesiącu, głównie w zakresie krótkodystansowych połączeń regionalnych[2]. Według danych Argus cena paliwa lotniczego w Europie osiągnęła w czwartek tuż przed świętami rekordową cenę 1900 dolarów za tonę.

W szczególnie trudnej sytuacji wydaje się Wielka Brytania, która według mediów pozyskuje nieproporcjonalnie dużą część nafty bezpośrednio z regionu Zatoki Perskiej. To sprawia, że ​​kraj ten jest niezwykle zależny od bezpieczeństwa morskich szlaków transportowych na Bliskim Wschodzie. Bez dostaw obecne rezerwy nafty w Wielkiej Brytanii wystarczą zaledwie na pięć do sześciu tygodni. Jeśli kryzys się utrzyma, brytyjskie lotniska przesiadkowe, takie jak Londyn-Heathrow czy Gatwick, mogą zostać zmuszone do wprowadzenia środków racjonowania, podobnych do tych we Włoszech. Miałoby to poważny wpływ na podróże międzynarodowe, ponieważ Wielka Brytania jest kluczowym węzłem transatlantyckim[3].

Zacznijmy od cyfr

Cieśnina Ormuz to kluczowy szlak wodny u ujścia Zatoki Perskiej, łączący produkcję ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego (LNG) na Bliskim Wschodzie z rynkami światowymi poprzez Morze Arabskie i Ocean Indyjski. Przez cieśninę transportuje się ok. 20% dziennego światowego zapotrzebowania na ropę, wynoszącego 100 mln baryłek. Z tego 15 mln baryłek stanowi ropa naftowa, a 5 mln – produkty ropopochodne.

Według danych S&P Global Energy, na które powołuje się turecka agencja informacyjna Anadolu[4], codziennie z Bliskiego Wschodu i północno-zachodniej Europy dostarcza się ok. 177 tys. baryłek paliwa lotniczego, przy czym 31 tys. – do południowej Europy i wschodniej części Morza Śródziemnego, 100 tys. – do Afryki oraz 17 tys. – do Azji. Dodatkowo 34 tys. baryłek paliwa lotniczego z tego regionu przesyła się przez Kanał Sueski, głównie do Egiptu. Według Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) ok. 30% europejskiego zapotrzebowania na paliwo lotnicze pochodzi z Zatoki Perskiej.

To dane dotyczące dużego lotnictwa. W jego cieniu pozostaje cały rynek General Aviation, który również odczuwa skutki rynkowych zawirowań.

– Dzisiaj, i zapewne przez kilka kolejnych dni, jeżeli nie tygodni, najważniejszym czynnikiem wpływającym na wzrost cen pozostaje relacja popytu do podaży. Gdy niszczone są instalacje wydobywcze, terminale przesyłowe, a kluczowe szlaki handlowe zostają zablokowane, podaż surowca do produkcji benzyn – ale też wielu innych produktów ropopochodnych – drastycznie spada. To zaburza równowagę całego rynku – podkreśla Konrad Bieńkowski, członek zarządu spółki Warter Fuels.

Aby zdać sobie sprawę ze skali obecnych perturbacji, wystarczy jedno porównanie. Kryzysy naftowe lat 70. XX wieku, które wstrząsnęły Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi, wynikały z sankcji i embarg OPEC, eliminujących ok. 7% światowych dostaw ropy. Skutkiem było racjonowanie paliw w najbogatszych krajach świata oraz długotrwały kryzys gospodarczy. Zamknięcie Cieśniny Ormuz dotyczy aż 20% podaży ropy i produktów paliwowych.

Współczesna gospodarka znajduje się jednak w innym miejscu niż 50 lat temu. Zmieniła się choćby rola USA na rynku ropy i gazu. Powstały nowe rurociągi i rafinerie, a teoretycznie łatwiej dziś znaleźć alternatywnych dostawców i trasy eksportu z regionu Zatoki Perskiej. – Problem w tym, że świat jest znacznie bardziej uzależniony od ropy i gazu niż pół wieku temu. Nie wszędzie istnieją rurociągi, a tam, gdzie ich nie ma, nie zawsze można prowadzić konwoje cystern – choć decyzja Iraku o transporcie ropy przez Syrię do bezpieczniejszych portów może znaleźć naśladowców. Każda nowa trasa wymaga przetestowania i wydłuża czas dostaw. Wraz z tym rośnie cena ropy i obawa przed jej brakiem – przypomina Konrad Bieńkowski.

Podaż mniejsza niż popyt

Rafinerie na całym świecie są gotowe zapłacić więcej, by zapewnić sobie ciągłość dostaw. Skoro płacą więcej, drożeją również produkty gotowe, np. benzyna na giełdach. Co więcej, zanim jeszcze stanie się droga z powodu przetwarzania droższej ropy, drożeje wskutek zwiększonego popytu generowanego przez konsumentów chcących zaopatrzyć się w paliwo, zanim wzrosną ceny. To spirala, która napędza szybkie podwyżki.

– Producenci benzyn lotniczych kupują półprodukty w oparciu o formuły zakupowe – matematyczne wzory oparte m.in. na notowaniach benzyny samochodowej na odpowiednich giełdach paliw. Jeśli benzyna samochodowa drożeje, automatycznie drożeją półprodukty do produkcji benzyn lotniczych. W samym marcu tego roku ceny benzyn gotowych na światowych giełdach wzrosły o ponad 45%, a oleju napędowego – newralgicznego dla transportu kołowego – o 90%. Kolejnym czynnikiem jest kurs walut. Półprodukty kupowane są globalnie, więc relacja euro i dolara do złotówki ma bezpośredni wpływ na ceny – twierdzi Konrad Bieńkowski.

Na cenę litra paliwa wpływa wiele czynników, nie tylko koszt ropy

Gdy drożeją produkty energetyczne, drożeje wszystko – przewoźnicy podnoszą ceny, rosną koszty energii i produkcji. W przypadku benzyn samochodowych koszty półproduktów i wytworzenia stanowią dziś 68% ceny końcowej (wcześniej 54%). Zmiana ta jest skutkiem zmniejszenia obciążeń fiskalnych. W benzynach lotniczych udział ten wynosi ok. 61%, ponieważ wykorzystuje się surowce wysokooktanowe o dużej czystości. Resztę stanowią podatki: akcyza, VAT i opłata paliwowa.

Akcyza na benzyny lotnicze wynosi 1822 zł/l i jest wyższa niż w przypadku benzyn samochodowych – a obniżki akcyzy i VAT wprowadzone w ramach pakietu pomocowego CPN nie obejmują paliw lotniczych. Dyrektywa europejska dopuszcza niższą akcyzę dla paliw bezołowiowych, ale w Polsce benzyny bezołowiowe lotnicze objęte są najwyższą stawką. Jedyną ulgą jest zwolnienie z akcyzy dla podmiotów szkoleniowych. Użytkownik „rekreacyjny” musi ponosić pełne obciążenia fiskalne.

– Dziś wyraźnie już widzimy, że sytuacja w dużym lotnictwie zaczyna przekładać się także na General Aviation. Na razie obserwujemy obawy związane z przyszłymi cenami. Klienci kupują paliwo na zapas, co wydłuża czas dostaw – wszystkie autocysterny mają pełne obłożenie – mówi Konrad Bieńkowski.

Kiedy sytuacja może się uspokoić?

Nawet gdyby konflikt skończył się w tym tygodniu – ceny nie spadną. Może przestaną co najwyżej tak szybko rosnąć. – Pamiętajmy, że odbudowa zniszczeń wojennych to złożony proces. Nie chodzi tylko o materiały budowlane, ale także o maszyny i urządzenia. Odbudowa i przywracanie zdolności produkcyjnych potrwa miesiące. Na razie jesteśmy w jego gorącej fazie. Sprzeczne komunikaty administracji USA również nie pomagają. Jeśli dostawy do niektórych regionów świata w konsekwencji zniszczeń infrastruktury produkcyjnej spadły o 20%, odbudowa potrwa, a ceny w najlepszym razie się ustabilizują — o ile nie wystąpią braki surowca. Kraje najbardziej dotknięte niedoborami będą ściągać ropę z innych kierunków, płacąc więcej. Zawracanie tankowców i gazowców na Atlantyku może stać się codziennością. Konsekwencje mogą pójść jeszcze dalej. W niektórych rejonach Europy już mocno rewidowana i obcinana jest siatka połączeń lotniczych – właśnie z powodu braków paliwa. Wygląda na to, że w przypadku braków zaopatrywanie zawęzi się do rejonów najbliższych miejscu produkcji – zdecydowanie podkreśla Konrad Bieńkowski.

Podsumowując, na cenę benzyn lotniczych wpływa wiele czynników: zapasy, okresy rozliczeniowe, formuły zakupowe, kursy walut, koszty transportu i przetwarzania. Szybkość zmian zależy m.in. od wielkości zapasów i harmonogramów dostaw. Gdybyśmy jednak chcieli wybrać jeden, po którym można by stwierdzić, że coś się będzie działo, zarówno w benzynach lotniczych, jak i samochodowych, to jest to cena paliw gotowych na światowych giełdach. – Warto również współpracować ze sprawdzonymi partnerami, to najlepsza gwarancja pewności dostaw – zapewnia Konrad Bieńkowski.

[1] https://aviation.direct/en/Fuel-is-becoming-scarce-at-several-airports-in-Italy.

[2] https://supplychaindigital.com/news/jet-fuel-crisis-why-flight-cuts-are-squeezing-cargo.

[3] https://aviation.direct/en/Fuel-is-becoming-scarce-at-several-airports-in-Italy.

[4] https://www.aa.com.tr/en/economy/jet-fuel-prices-double-amid-strait-of-hormuz-blockade-paralyzing-supply-flows/3886851.

AI zmienia zakupy online. Konwersacyjny e-commerce zwiększa konwersję nawet 4 razy

Konwersacyjny e-commerce: 4 razy wyższa konwersja i 47 proc. szybsze zakupy. Moda czy nowy standard sprzedaży online?

66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach, a 45 proc. konsumentów już używa go do odkrywania produktów – wśród osób w wieku 25–34 lata to aż 59 proc. kupujących. Wartość rynku conversational commerce ma urosnąć z 8,8 mld USD w 2025 roku do 32,7 mld USD do 2035. Czy polski e-commerce zdąży wskoczyć do tego pociągu?

Konwersacyjny e-commerce to podejście do sprzedaży online, w którym klient wchodzi w interakcję z platformą za pomocą naturalnego języka – tak jak rozmawiałby z prawdziwym doradcą w sklepie stacjonarnym. Zamiast filtrować i klikać, opisuje, czego szuka. System rozumie intencję, kontekst i ograniczenia – a jeśli zapytanie jest zbyt ogólne, prosi o doprecyzowanie. To istotna różnica w stosunku do rozwiązań, które znamy od lat.

Klasyczny chatbot działa na zasadzie drzewa decyzyjnego i odpowiada wyłącznie na z góry zaprogramowane pytania. Gdy użytkownik zapyta inaczej, niż przewidział programista, system się gubi – nie rozumie kontekstu, nie pamięta poprzednich wiadomości, nie potrafi rekomendować produktów na podstawie złożonych preferencji” – zauważa Dominika Wojnar, Lead Account Manager w Luigi’s Box. „Z kolei live chat z konsultantem daje wyższy poziom zrozumienia, ale ma swoje ograniczenia: człowiek obsługuje tylko kilka rozmów pod rząd, nie jest dostępny całą dobę, a jakość pomocy zależy od jego wiedzy i dyspozycji w danej chwili”.

Konwersacyjny e-commerce łączy to, co najlepsze w obu podejściach – skalę i dostępność AI z jakością doświadczenia rozmowy. Nie zastępuje doradcy – symuluje go na poziomie, który jeszcze niedawno był nieosiągalny dla maszyny.

Realna potrzeba czy technologiczna moda? Liczby mówią same za siebie

Entuzjaści nowych technologii mają skłonność do ogłaszania każdej kolejnej innowacji „rewolucją”. Warto więc sprawdzić, czy za konwersacyjnym e-commerce stoją rzeczywiste zachowania klientów, czy tylko marketingowy szum.

Dane są przekonujące. Aż 66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach online[1]. Co więcej, na początku bieżącego roku 45% konsumentów już używało asystenta AI do odkrywania produktów[2] – a wśród grupy wiekowej 25–34 lata odsetek ten sięga 59 proc.[3]. Nie jest to zatem zachowanie »niszowe«” – potwierdza ekspertka. „Biznesowa strona rachunku jest jeszcze bardziej wymowna. Sklepy z asystentem AI osiągają nawet czterokrotnie wyższy współczynnik konwersji w porównaniu do platform bez takiego rozwiązania – odpowiednio 12,3 proc. wobec 3,1 proc[4]. Zakupy finalizowane są 47 proc. szybciej, a sklepy korzystające z chatbotów nowej generacji notują średnio 23 proc. wzrost konwersji[5]. Jeśli do tego dodać dane rynkowe – wartość segmentu conversational commerce szacowana jest na 8,8 mld USD w 2025 roku i ma osiągnąć 32,7 mld USD do 2035 roku[6] – trudno mówić o chwilowej modzie”.

Adopcja rozwiązania jest co prawda jeszcze „nierówna” i zależy mocno od jakości konkretnego wdrożenia oraz branży. Ale kierunek jest jednoznaczny: klienci chcą szukać produktów i kupować tak, jakby rozmawiali ze sprzedawcą.

W jakich branżach konwersacyjny model ma największy sens?

Nie każda kategoria produktów wymaga rozmowy. Konwersacyjny e-commerce sprawdza się przede wszystkim tam, gdzie decyzja zakupowa jest złożona, spersonalizowana lub emocjonalna – gdzie klient potrzebuje kogoś, kto pomoże mu wybrać, a nie tylko wyszukać.

Moda i odzież to segment wprost stworzony dla tego rozwiązania. Klient nie szuka po prostu „kurtki” – szuka „kurtki na deszczową jesień do codziennych spacerów z psem, w stylu casual, w rozmiarze M, najlepiej w stonowanych kolorach, posiadającej kaptur”. Standardowy filtr nie zrozumie takiego zapytania, za to model konwersacyjny – tak. Segment elektroniki i RTV/AGD to kolejny oczywisty kandydat do wdrożenia konwersacyjnego e-commerce, ponieważ parametry techniczne bywają przytłaczające dla przeciętnego kupującego.

Segment beauty i kosmetyków to także obszar działający w oparciu o bardzo spersonalizowane potrzeby kupujących: typ skóry, problemy dermatologiczne, skład INCI, kompatybilność produktów. Nabywcy oczekują tu poziomu rozmowy, który wcześniej był zarezerwowany dla dobrego dermokosmetologa w drogerii. Warto wspomnieć też o farmacji i zdrowiu – wrażliwym kontekście, w którym klient często wstydzi się pytać wprost i docenia dyskretną, asystencką formę interakcji.

Gdzie konwersacyjny model ma mniejszy sens? Tam, gdzie zakup jest prosty i transakcyjny – czyli w takich obszarach jak artykuły biurowe, standardowe materiały eksploatacyjne, powtarzalne zamówienia spożywcze. Choć i tam pojawia się wartość przy odkrywaniu nowości czy planowaniu zakupów. Ogólna zasada jest prosta: im więcej zmiennych w decyzji zakupowej, tym więcej sensu ma rozmowa zamiast filtrów.

Czy konwersacyjny e-commerce stanie się standardem w Polsce?

Wszystko wskazuje na to, że konwersacyjny e-commerce w ciągu najbliższych kilku lat przejdzie w Polsce drogę od niszy do standardu. Pytanie nie brzmi już „czy?”, ale „jak szybko?” to nastąpi.

Polski rynek e-commerce rośnie w imponującym tempie, a Polacy należą do najbardziej mobilnych konsumentów w Europie. Wysokie nasycenie smartfonami i rosnące oczekiwania wobec personalizacji tworzą idealne warunki do adopcji konwersacyjnego interfejsu” – stwierdza Dominika Wojnar. „Sygnał z rynku już nadszedł. W marcu 2026 roku jeden z największych graczy logistycznych w Polsce uruchomił asystenta zakupowego AI dla swoich 16 milionów użytkowników, prowadzącego ich przez cały proces zakupowy w ramach jednej aplikacji. To nie jest eksperyment – to deklaracja, że konwersacyjny interfejs staje się pełnoprawnym kanałem sprzedaży”.

W perspektywie roku konwersacyjne wyszukiwanie i asystenci zakupowi staną się standardowym elementem oferty większych sklepów – podobnie jak kilka lat temu stało się to z wyszukiwarką produktową czy silnikami rekomendacji” – dodaje ekspertka. „W perspektywie 3–5 lat możemy spodziewać się, że interfejs konwersacyjny wyprze tradycyjną nawigację kategoriami w segmencie mobile, szczególnie w branżach fashion, beauty i elektronice. Sklepy, które nie zaoferują tej ścieżki, będą postrzegane jak te bez sensownej wyszukiwarki – czyli jako archaiczne”.

[1] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[2] https://www.digitalapplied.com/blog/ai-shopping-assistants-45-percent-shoppers-use-ai-discovery

[3] https://www.prweb.com/releases/two-thirds-of-shoppers-now-open-to-using-ai-assistants-to-help-them-buy-online-302680182.html

[4] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

[5] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[6] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

Aleksandra Karczewska nową Associate Director w Savills Polska

0

Wraz z początkiem kwietnia 2026 roku do zespołu doradztwa inwestycyjnego w Savills Polska, dołączyła Aleksandra Karczewska. Ekspertka z ponad 13-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości komercyjnych objęła stanowisko Associate Director. To istotne wzmocnienie kompetencji Savills w obszarze doradztwa transakcyjnego, szczególnie w sektorach biurowym, logistycznym oraz  retailu.

Aleksandra Karczewska w trakcie swojej kariery zawodowej doradzała wiodącym międzynarodowym inwestorom oraz deweloperom w transakcjach na rynku biurowym i logistycznym, ale także w retailu. W gronie jej dotychczasowych klientów znajdowały się takie podmioty jak m.in. LaSalle IM, Stena Real Estate, Echo Investment, KGAL, Uniqa, Wood & Co., Martley Capital, IROKO oraz CORUM.

Podczas pracy w poprzedniej firmie Aleksandra brała udział w transakcjach o łącznej wartości przekraczającej 850 mln EUR. Odpowiadała za pełen cykl procesu inwestycyjnego – od identyfikacji okazji rynkowych (sourcing) i analiz rentowności (underwriting), przez modelowanie finansowe i audyty umów najmu, po koordynację procesów due diligence oraz negocjacje umów kupna-sprzedaży. Posiada bogate doświadczenie w procesach typu buy-side i sell-side oraz doradztwie strategicznym.

Do jej najważniejszych sukcesów transakcyjnych należy m.in. udział w transakcji off-market biurowca Wronia 31 w Warszawie pomiędzy LaSalle IM a Uniqa, a także doradztwo na rzecz Stena Real Estate przy zakupie od Skanska dwóch budynków biurowych w Krakowie i Wrocławiu za łączną kwotę 126 mln EUR.

W Savills Aleksandra będzie odpowiedzialna za doradztwo w zakresie transakcji inwestycyjnych. Będzie odgrywać kluczową rolę w pozyskiwaniu i realizacji nowych projektów biznesowych, a także w prowadzeniu i koordynowaniu procesów transakcyjnych oraz due diligence. Będzie nadzorować także analizy finansowe i underwriting, uczestniczyć w opracowywaniu dopasowanych rozwiązań doradczych oraz wspierać rozwój zespołu, dbając jednocześnie o najwyższe standardy świadczonych usług.

Dołączenie Aleksandry do Savills to istotne wzmocnienie naszych kompetencji transakcyjnych w kluczowym momencie dla rynku. Jej ekspercka wiedza w zakresie strukturyzowania złożonych transakcji oraz doskonałe relacje z międzynarodowym kapitałem pozwolą nam jeszcze lepiej wspierać klientów w poszukiwaniu wartości w ich portfelach nieruchomości. Doświadczenie Aleksandry w sektorach biurowym, logistycznym oraz retailu, idealnie wpisuje się w strategię rozwoju naszego działu – mówi Mark Richardson, Head of Investment w Savills Polska.

Przed dołączeniem do Savills Polska, Aleksandra Karczewska była związana z Colliers, a jeszcze wcześniej przez ponad sześć lat pracowała w Burlington Real Estate (BSC / Sharman Church), gdzie doradzała inwestorom w regionie CEE. Karierę zawodową rozpoczynała w Departamencie Nieruchomości Komercyjnych Banku Pekao S.A.

Aleksandra jest absolwentką studiów Master of Science in Real Estate na University College of Estate Management w Reading (Wielka Brytania). Ukończyła także Finanse i Rachunkowość w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studia podyplomowe z zakresu wyceny nieruchomości na Politechnice Warszawskiej. Jest członkiem Królewskiego Instytutu Dyplomowanych Rzeczoznawców (MRICS) oraz aktywną przedstawicielką komitetu Young Leaders w ramach Urban Land Institute (ULI) Poland.

TACO na giełdach. Deeskalacja rozpędza zieloną falę na rynkach

Końca cywilizacji nie ma, a każda ze stron ogłasza zwycięstwo – tak mniej więcej można podsumować zawieszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trzeba jednak podkreślić, że jest to dobra informacja dla całego świata. W rynkowym menu smak TACO to powrót skłonności do ryzyka.

Zawieszenie wystarcza rynkom

USA i Iran zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni. Oznacza to zatrzymanie amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej, która zgodnie z zapowiedziami Trumpa miała wywołać masowe zniszczenia w kraju wroga, a nawet zniszczyć cywilizację. W zamian Teheran ma ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz. Mediatorem był Pakistan, który według doniesień medialnych „błagał” o odroczenie terminu ultimatum prezydenta USA. Deeskalacja to dobra wiadomość, jednak pamiętajmy, że nie jest to ani koniec wojny, ani gwarancja braku ataków w przyszłości. Zwłaszcza że już kilka krajów arabskich z Zatoki Perskiej poinformowało o kolejnych nalotach ze strony Iranu. Dodatkowo Premier Izraela, mimo aprobaty decyzji Trumpa, wciąż twierdzi, że zawieszenie broni nie dotyczy Libanu. Mamy zatem do czynienia z deeskalacją, ale powstaje pytanie, jak trwała ona będzie. Testem wydaje się być piątkowa runda negocjacji pomiędzy przedstawicielami USA i Iranu w Islamabadzie, która przykuwać będzie uwagę całego świata.

Ropa dołuje, giełdy na zielono, dolar traci

Deeskalacyjne doniesienia przyniosły ulgę niemal na każdym rynku. Zacznijmy od ropy, gdzie wyceny dosłownie runęły. Odmiana amerykańska w momencie pisania tekstu odnotowuje ponad 15% spadek względem wtorkowego zamknięcia. Jeszcze wczoraj kontrakty terminowe na WTI swoje maksima wyznaczały powyżej 117 USD za baryłkę. Dziś do południa wykres potrafił wskazywać wartości poniżej 95 USD. Dla BRENT różnica jest nieco mniejsza, jednak nie mniej imponująca. Notowania poniżej 94 USD to prawie 18 dolarów taniej względem wczorajszych szczytów. Pełne emocji ruchy widać także na innych surowcach, rynkach kapitałowych czy na forex. Złoto, srebro i kryptowaluty rosną, podobnie jak europejskie giełdy. WIG20 po godzinie 13:30 znajduje się przy 3540 pkt, co oznacza ok. 3,4% wzrost. Niemiecki DAX jest jeszcze bardziej zielony (ok. 4,8% na plusie).

W końcu przechodzimy na rynek walutowy, gdzie kapitał polubił ryzyko. Traci na tym amerykański dolar, do którego inwestorzy uciekali w ciągu ostatnich 5 tygodni. Kurs głównej pary walutowej świata przebija właśnie 1,17 USD (jeszcze o północy byliśmy o cent niżej). Odpływ kapitału od dolara widać na USD/PLN, który zniżkuje poniżej 3,635 PLN. Krajowa waluta dobrze radzi sobie względem euro. Wykres EUR/PLN schodzi poniżej 4,255 PLN. Kurs CHF/PLN o godzinie 13:30 to 4,613 PLN, natomiast GBP/PLN to 4,895 PLN.

Niewojenne tło

Oprócz informacji z Bliskiego Wschodu, w środę rynki otrzymały kilka ciekawych danych makroekonomicznych. Za naszą zachodnią granicą odnotowano 3,5% r/r wzrost zamówień w przemyśle (poprzednio 0,3% r/r). W całej strefie euro delikatnie powyżej oczekiwań znalazła się sprzedaż detaliczna (1,7% r/r, konsensus 1,6% r/r). Dodatkowo o 3% r/r spada inflacja producencka. Dziś te odczyty nie mają tak istotnego wpływu na kurs eurodolara jak doniesienia z Bliskiego Wschodu, jednak są korzystne dla unijnej waluty. Odchodząc od strefy euro, nie można zapomnieć o ponownie zaskakująco dobrych danych z Węgier. Przypomnę, że ostatniego dnia marca dowiedzieliśmy się o aż 26,3% r/r wzroście wynagrodzeń za styczeń. Dziś dane inflacyjne (1,8% r/r) są niższe od spodziewanego skoku z 1,4% r/r do 2,2% r/r, a sprzedaż detaliczna rośnie z 3,5% r/r do 3,8% r/r. Nie wchodząc w polityczne dywagacje, dodam jedynie, że w niedzielę w omawianym kraju odbędą się wybory parlamentarne. Przypadku nie można się za to doszukiwać w dzisiejszym umocnieniu nowozelandzkiego „kiwi”. Waluta umacnia się względem słabego USD o 1,7%. Do tak silnego ruchu swoją cegiełkę dołożył Bank Rezerwy Nowej Zelandii, który, po pozostawieniu kosztu pieniądza na dotychczasowym poziomie 2,25%, jasno zasygnalizował swoje obawy inflacyjne. Jastrzębi komunikat podwyższył prognozy docelowego poziomu stóp procentowych w Nowej Zelandii. Rynek widzi opcję nawet dwóch podwyżek o 25 punktów bazowych do końca roku, co przekłada się na siłę NZD. To nie ostatnie istotne dane od bankierów centralnych w tym tygodniu. Wieczorem czeka nas publikacja protokołu FOMC z marcowego posiedzenia, a już jutro poznamy kwietniową decyzję Rady Polityki Pieniężnej.

Rosną w tempie rakiety, spadają jak piórko. Przewoźnicy drogowi o cenach paliw

Ceny paliw rosną jak wystrzał rakiety, a spadają z lekkością piórka. Jako Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych nie mamy żadnych wątpliwości, że nawet ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i dobre zmiany w kontekście tego konfliktu nie spowodują, że tak jak dramatycznie zmieniły się na niekorzyść ceny paliw i ropy, tak nagle wszystko się uspokoi i wróci do stanu z przełomu stycznia i lutego 2026.

Sytuacja geopolityczna charakteryzuje się obecnie daleko idącą nieprzewidywalnością. Środowe uspokojenie nastrojów z jednej strony cieszy, bo jeszcze dzień wcześniej prezydent Trump mówił o „rozwiązaniach ostatecznych”, ale z drugiej strony czy jesteśmy w stanie przewidzieć ja wyglądać będzie sytuacja w czwartek i w kolejnych dniach? Ceny na rynku ropy szaleją i tak naprawdę przewidywanie cen na kolejne tygodnie do przodu. Oczywiście zauważalne jest, że już teraz ceny na światowych rynkach nieco spadają, mowa o około 15% do około 95 USD za baryłkę Brent. To jednak nie oznacza, że jutro na stacjach paliw w Polsce będzie już widoczne, że ceny spadają.

Jak przewoźnicy odczuwają ostatnie tygodnie? Problemy w przypadku łańcuchów dostaw i radykalny spadek opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej w wielu przypadkach stanie się wyznacznikiem tego, jak wyglądać będzie prowadzenie biznesu w kolejnych tygodniach. Dla wielu firm – szczególnie mniejszych przewoźników – radykalny wzrost cen paliwa spowodował gigantyczne straty. Znam opinie, że firmy dają sobie jeszcze kilka tygodni czasu, by ocenić perspektywy opłacalności dalszego prowadzenia firmy.

Trudny start roku dla budownictwa. CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski ocenia pierwszy kwartał 2026 r.

CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski: Pierwszy kwartał 2026 r. to zimny prysznic dla polskiego budownictwa. Sektor pozostaje wrażliwy na sezonowość i globalny kontekst.

Początek roku tradycyjnie bywa słabszym okresem dla większości gałęzi budownictwa, ale dane za tegoroczny styczeń okazały się dla całej branży ogromnym zaskoczeniem. Według GUS produkcja budowlano-montażowa w pierwszym miesiącu tego roku spadła o 12,8 proc. rok do roku i aż o 65,2 proc. miesiąc do miesiąca względem grudnia 2025 r. To jeden z najsłabszych styczniów od co najmniej dekady i wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań rynku, który zakładał spadek rzędu ok. 5 proc.

Tym samym, początek 2026 roku przypomniał branży, jak silnie pozostaje ona uzależniona od sezonowości. Mroźna zima, niskie temperatury i utrzymująca się pokrywa śnieżna ograniczyły możliwość prowadzenia robót w terenie. Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych skala spadku nadal była bardzo duża i wyniosła 10,8 proc. r/r oraz 8,9 proc. m/m. Najmocniej ucierpiał segment budowy budynków, gdzie produkcja obniżyła się o 18,4 proc., podczas gdy inżynieria lądowa i wodna spadła o 7,5 proc.

Luty przyniósł już nieco lepszy obraz rynku, choć trudno mówić jeszcze o wyraźnym odbiciu. W porównaniu ze styczniem produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 6,4 proc., co pokazuje, że część styczniowego załamania faktycznie miała charakter przejściowy. Jednocześnie w ujęciu rocznym sektor nadal pozostaje na znaczącym minusie – według wstępnych danych GUS produkcja budowlano-montażowa w lutym była o 13,7 proc. niższa niż przed rokiem, a po odsezonowaniu spadek wyniósł 12,4 proc. r/r i 3,8 proc. względem stycznia. Nadal słabe pozostają wszystkie główne segmenty rynku: budowa budynków spadła o 16,7 proc., roboty specjalistyczne o 12,2 proc., a inżynieria lądowa i wodna o 11,7 proc.

Pierwszy kwartał przypomniał również o drugiej istotnej cesze budownictwa – jego dużej wrażliwości na globalny kontekst. To sektor wyjątkowo energochłonny, dlatego każda niepewność geopolityczna oraz każdy skok cen paliw, energii i surowców bardzo szybko przekładają się na nastroje i kalkulacje inwestorów.

W takich warunkach kluczowe znaczenie mają odporność i elastyczność organizacji. Kierunkiem Grupy Selena pozostaje dywersyfikacja, skala działania, rozproszona geograficznie struktura operacyjna oraz doświadczenie w zarządzaniu globalnymi łańcuchami dostaw. Dzięki temu Grupa Selena jest dziś dobrze przygotowana do funkcjonowania także w bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym.

Po rozejmie pomiędzy USA a Iranem wraca apetyt na ryzyko, lecz presja inflacyjna nie znika

Z perspektywy makroekonomicznej zawieszenie broni pomiędzy USA a Iranem może ograniczyć bezpośrednie ryzyko głębszego szoku energetycznego, co powinno wspierać nastroje dotyczące wzrostu gospodarczego oraz apetyt na ryzyko. Problem polega jednak na tym, że skutki makroekonomiczne nie znikają z dnia na dzień, a zakłócenia w dostawach ropy, transporcie, ubezpieczeniach i łańcuchach dostaw mogą podtrzymywać pewną presję inflacyjną, nawet jeśli cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta. W tym sensie panika może ustąpić szybciej niż jej skutki.

Czy oznacza to powrót perspektywy obniżek stóp procentowych przez Fed?

Zawieszenie broni, a przede wszystkim ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, ograniczają najbardziej skrajne ryzyko wzrostu cen ropy, co pozwala rynkom ponownie uwzględniać scenariusz obniżek stóp procentowych. Jest jednak mało prawdopodobne, aby ostatni szok został w pełni odwrócony, chyba że przepływy energii szybko wrócą do normy, a proces dyplomatyczny okaże się trwały.

Ropa Brent nadal pozostaje wyraźnie powyżej poziomów sprzed wybuchu konfliktu w lutym, a zaburzenia produkcji, opóźnienia w transporcie i podwyższone koszty ubezpieczenia mogą normalizować się wolniej, niż sugerują same notowania surowca.

W efekcie mało prawdopodobne jest, aby rynki wróciły do wcześniejszych oczekiwań co do skali obniżek stóp procentowych. Większym powodem do niepokoju jest to, że część negatywnych skutków utrzyma się nawet po złagodzeniu napięć.

Mimo to narracja wokół stóp procentowych może przesunąć się z podejścia „wyższe stopy na dłużej w reakcji na eskalację konfliktu” w stronę „obniżki nadal są możliwe, ale nie tak szybko i nie w tak przejrzysty sposób jak wcześniej”.

Złoto i srebro odbijają. Czy ten ruch jest trwały?

Potencjalnie tak. Metale szlachetne znajdują się obecnie pod wpływem dwóch przeciwstawnych sił: z jednej strony malejących obaw inflacyjnych wraz ze spadkiem presji ze strony rynku ropy, a z drugiej – utrzymującego się popytu na zabezpieczenie portfeli, ponieważ zawieszenie broni może okazać się nietrwałe. To oznacza, że złoto i srebro mogą pozostawać wspierane, choć prawdopodobnie bez tak silnej, jednokierunkowej dynamiki, jaka była widoczna w szczytowej fazie kryzysu.

Które sektory mogą zyskać najwięcej, jeśli zawieszenie broni się utrzyma?

Naszym zdaniem największymi beneficjentami będą linie lotnicze, sektor dóbr konsumpcyjnych, wybrane segmenty branży technologicznej oraz szeroko pojęte cykliczne aktywa ryzykowne. Wsparciem dla nich będą niższe ceny ropy, poprawa nastrojów oraz słabszy dolar. W takim otoczeniu korzystnie może zachowywać się również rynek kryptowalut. Oznacza to rotację rynku – od aktywów napędzanych strachem w kierunku tych powiązanych ze wzrostem gospodarczym.

I kwartał 2026 na rynku mieszkaniowym: więcej sprzedaży, mniej nowych inwestycji

W I kwartale 2026 roku deweloperzy zdjęli nogę z gazu. Na rynku pojawiło się mało nowych ofert. W dodatku te droższe – piszą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Konflikt na Bliskim Wschodzie i związane z nim turbulencje gospodarcze na razie nie wyhamowały popytu na nowe mieszkania. Kupujący – wzmocnieni poprawą dostępności kredytów – wrócili na rynek z wyraźnie większą niż wcześniej determinacją. Jednocześnie deweloperzy zaczęli działać ostrożniej. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł w większości metropolii spadek liczby mieszkań w ofercie oraz jej wyraźne przesunięcie w stronę droższych lokali.

Początek 2026 r. przyniósł wyraźne ożywienie sprzedaży nowych mieszkań. W siedmiu największych metropoliach – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – deweloperzy znaleźli nabywców na ok.  14,8 tys. mieszkań. To wynik o 17 proc. lepszy niż w czwartym kwartale 2025 r. i aż o 19 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Kupujący ruszyli po mieszkania

Sprzedaż ożywiła się praktycznie wszędzie, z jednym wyjątkiem. Poznań pozostaje jedyną metropolią, w której można mówić o stagnacji – choć marcowe dane sugerują, że i tam popyt zaczyna się odbudowywać. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w pozostałych miastach, a szczególnie w Warszawie, gdzie deweloperzy nie notowali tak dobrej passy od dwóch lat. W samym tylko pierwszym kwartale sprzedali tam około 4,9 tys. mieszkań, czyli o 32 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Dwucyfrowy wzrost sprzedaży rok do roku odnotowano również we Wrocławiu (+25 proc.), Łodzi (+24 proc.), Krakowie (+21 proc.) oraz w Trójmieście (+10 proc.). W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii liczba zawartych umów była o 6 proc. wyższa niż przed rokiem.

Hamulec po stronie podaży

Problem polega na tym, że sprzedaż nowych mieszkań wyraźnie przyspieszyła, podczas gdy ich podaż zaczęła się kurczyć. To sygnał, że deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do uruchamiania nowych inwestycji.

W pierwszym kwartale 2026 r. deweloperzy wprowadzili na rynek łącznie około 11,8 tys. mieszkań – o 8 proc. mniej niż w poprzednim kwartale i aż o 25 proc. mniej niż rok wcześniej. Najmocniej ograniczyli nową podaż tam, gdzie w ostatnich dwóch latach doszło do wyraźnego „przegrzania” rynku. W Łodzi liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży była o 55 proc. niższa niż rok wcześniej, w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 48 proc., a w Poznaniu – o 39 proc.

– Deweloperzy przyzwyczaili kupujących do systematycznie rosnącej oferty mieszkań. W 2024 r. podaż znacząco przewyższała popyt, a podobna sytuacja utrzymywała się przez większą część 2025 r. Efektem była rekordowa liczba dostępnych lokali, co dawało kupującym komfort negocjacyjny i poczucie bezpieczeństwa – łatwiej było odłożyć decyzję, porównać oferty i szukać okazji. W kolejnych miesiącach ten komfort w większości metropolii zaczął jednak stopniowo znikać – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W pierwszym kwartale tylko Kraków był miastem, w którym liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przewyższyła liczbę sprzedanych lokali. W pozostałych metropoliach nowa podaż nie nadążała za rosnącym popytem. To właśnie dlatego oferta mieszkań zaczęła się kurczyć – choć oczywiście zasilają ją lokale, z których nabywcy zrezygnowali.

Oferta topnieje… ale nie wszędzie

Pod koniec marca w Warszawie na rynku pierwotnym dostępnych było około 16,8 tys. mieszkań, czyli o 4 proc. mniej niż na koniec grudnia ubiegłego roku. O 5 proc. skurczyła się oferta w Łodzi (do 11,3 tys. lokali), o 2 proc. – we Wrocławiu (około 10 tys.), a o 1 proc. – w Poznaniu (8,1 tys.) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (11 tys.).

Na tym tle wyróżnia się Kraków, gdzie oferta wzrosła o 7 proc. i sięgnęła 12,3 tys. mieszkań. Niewielki wzrost – o 1 proc. – odnotowano także w Trójmieście (8,7 tys.), przy czym warto podkreślić, że sam marzec przyniósł tam już spadek liczby dostępnych lokali.Ceny mieszkań-2026-oferta

Droższe mieszkania podbijają średnie ceny

Kurczenie się oferty ma jednak jeszcze jeden, bardzo istotny wymiar. Z rynku znikają przede wszystkim najtańsze mieszkania, a w ich miejsce pojawiają się głównie inwestycje z wyższej półki cenowej. To właśnie ten mechanizm odpowiada za wyraźne przyspieszenie wzrostu średnich cen na początku 2026 r.

W pierwszym kwartale średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Warszawie wzrosła aż o 7 proc. – tyle samo, ile wcześniej rosła przez niemal dwa lata. Kluczowe jest to, że nie był to efekt powszechnych podwyżek, lecz wprowadzenia do sprzedaży kilku dużych i bardzo drogich projektów, które „podbiły” średnią do 19,6 tys. zł za metr kwadratowy.

– Jeśli warszawscy deweloperzy nadal będą wprowadzać do sprzedaży bardzo drogie mieszkania, jednocześnie ograniczając podaż tych relatywnie tańszych, jeszcze w tym półroczu średnia cena metra kwadratowego może przekroczyć poziom 20 tys. zł – prognozuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań-I2026-cena mkw-kwartał

Podobny schemat widoczny jest także w Krakowie i w Poznaniu, gdzie na rynek trafiły projekty z segmentu premium. W efekcie średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam o 2 proc., do odpowiednio 17,1 tys. zł i 14,2 tys. zł. Wzrost o 1 proc. odnotowano we Wrocławiu (15,3 tys. zł/mkw.) oraz w Trójmieście (17,7 tys. zł/mkw.). Stabilizacja cenowa utrzymała się natomiast w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (około 11,3 tys. zł/mkw.) i w Łodzi (około 11,5 tys. zł/mkw.), która w ujęciu rocznym jest dziś jedyną metropolią bez wzrostu średniej ceny metra.

Najtańszych mieszkań ubywa najszybciej

Najlepiej realną dostępność mieszkań pokazuje segment najtańszych lokali, obejmujący jedną czwartą ofert o najniższej cenie metra kwadratowego. W większości dużych miast właśnie on kurczy się najszybciej.

W Warszawie poniżej górnej granicy cenowej tego segmentu, wynoszącej w grudniu 2025 r. 14,4 tys. zł za metr kwadratowy, dostępnych było ok. 4,2 tys. mieszkań. W marcu było ich już tylko 3,6 tys., czyli aż o 16 proc. mniej. W Trójmieście oferta najtańszych lokali zmniejszyła się o 14 proc., a w Poznaniu – o 12 proc.

W praktyce oznacza to, że mieszkania dostępne dla osób z ograniczoną zdolnością kredytową znikają szybciej, niż rynek jest w stanie je uzupełniać. Wyjątkami pozostają Kraków i Łódź. W stolicy Małopolski liczba mieszkań w najtańszym segmencie wzrosła z 2,7 tys. do 2,9 tys. (+7 proc.), a w Łodzi – z 2,8 tys. do 2,9 tys. (+6 proc.).Ceny mieszkań-2026-oferta najtańszych mieszkań

Rynek sprzedającego? Warszawa już tak, reszta jeszcze nie

Czy dane z marca i całego pierwszego kwartału oznaczają, że wchodzimy w rynek sprzedającego?

– W Warszawie zdecydowanie możemy już o tym mówić. W pozostałych metropoliach oferta mieszkań pozostaje na tyle duża, że to kupujący wciąż mają silniejszą pozycję negocjacyjną w rozmowach z deweloperami. Świadczy o tym obfitość ofert promocyjnych i rabatów – zauważa Jan Dziekoński, główny ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.

Jednocześnie zwraca jednak uwagę na czynniki ryzyka. W marcu, w związku z konfliktem w Zatoce Perskiej, wzrosło oprocentowanie kredytów o okresowo stałej stopie procentowej. Jeśli doszłoby do wzrostu stóp procentowych, oznaczałoby to również wyższe koszty kredytów o zmiennym oprocentowaniu, co mogłoby wyraźnie ostudzić zapał kupujących.

Deloitte: sektor zdrowia inwestuje w AI, ale wdrożenia wciąż na wczesnym etapie

Europejska opieka zdrowotna weszła w 2026 rok z jasno określonymi priorytetami strategicznymi: poprawa produktywności, wzmocnienie zasobów kadrowych oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej. Z raportu firmy doradczej Deloitte „2026 Global Health Care Outlook” wynika, że ponad 90 proc. menadżerów wskazuje wzrost produktywności jako najważniejszy cel na najbliższy rok, a niemal połowa obawia się rosnących zagrożeń cybernetycznych. W obliczu starzenia się społeczeństw i niedoborów personelu organizacje coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję oraz rozwiązania zdalne, które mogą odciążyć kadry i obniżyć koszty operacyjne.

Pomimo trwających wyzwań liderzy systemów zdrowotnych w Australii, Kanadzie, Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii pozostają wyraźnie optymistyczni. Z badania Deloitte wynika, że ponad 80 proc. menedżerów w tych krajach ocenia perspektywy swoich organizacji jako „pozytywne” lub „ostrożnie pozytywne”, a jedynie 1 proc. deklaruje nastawienie negatywne. W odniesieniu do całego sektora 72 proc. respondentów patrzy na 2026 rok z optymizmem (1 proc. negatywnie).

W USA nastroje są bardziej zachowawcze – 20 proc. uczestników badania prognozuje negatywną sytuację branży, a 33 proc. nie potrafi jednoznacznie ocenić jej przyszłości (wobec 3 proc. rok wcześniej), co wiązane jest m.in. z niepewnością regulacyjną, cłami i cenami leków.

Od presji kosztowej do operacyjnego wykorzystania AI

Różnice w nastrojach przekładają się bezpośrednio na decyzje inwestycyjne. W Europie większy optymizm sprzyja podejmowaniu działań modernizacyjnych, skoncentrowanych przede wszystkim na zwiększaniu efektywności i poprawie stabilności finansowej systemów zdrowia. 64 proc. liderów wiąże potencjalne oszczędności z automatyzacją i standaryzacją procesów, a 55 proc. wskazuje analitykę predykcyjną jako narzędzie optymalizacji zatrudnienia. W 2026 r. generatywna i agentowa AI mają stanowić średnio 19 proc. budżetów technologicznych systemów ochrony zdrowia. Skala inwestycji wyraźnie rośnie, jednak wdrożenia pozostają na wczesnym etapie – jedynie 2 proc. organizacji wykorzystuje AI w całej strukturze, a około 30 proc. stosuje generatywną sztuczną inteligencję szerzej, lecz nadal tylko w wybranych obszarach, takich jak administracja, analiza danych czy wsparcie procesów klinicznych.

 Sektor wchodzi w fazę racjonalizacji inwestycji technologicznych. Liderzy koncentrują się na efektywności, skalując rozwiązania tam, gdzie przynoszą mierzalne rezultaty zwłaszcza w administracji, planowaniu pracy i zarządzaniu danymi klinicznymi. Widzimy to również w Polsce, gdzie projekty zgłaszane w ramach inicjatyw takich jak Hospital AI Challenge pokazują, że sztuczna inteligencja coraz częściej znajduje zastosowanie w procesach organizacyjnych i zapleczu administracyjnym szpitali. Obecnie więcej rozwiązań rozwijanych jest z myślą o praktycznym wdrożeniu, a ich celem jest automatyzacja najbardziej czasochłonnych zadań i lepsze wykorzystanie zasobów zespołów – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora ochrony zdrowia w Deloitte.

Produktywność jako odpowiedź na wyzwania demograficzne

Presja na efektywność jest ściśle powiązana z wyzwaniami demograficznymi. Prognozy WHO wskazują, że do 2030 r. na świecie może brakować 4,5 mln pielęgniarek. W tej sytuacji ponad 90 proc. liderów uznaje wzrost produktywności za kluczowy priorytet na 2026 r.

Organizacje inwestują równolegle w retencję pracowników, rozwój kompetencji cyfrowych oraz elastyczne modele pracy, przy czym automatyzacja ma ograniczyć powtarzalne zadania administracyjne i przesunąć zasoby do bezpośredniej opieki nad pacjentem.

Wyzwania kadrowe mają charakter strukturalny i długoterminowy. Nawet przy poprawie nastrojów i stabilizacji finansowej niedobór personelu nie zniknie z listy wyzwań w perspektywie kilku lat. Dlatego poprawa produktywności nie oznacza intensyfikacji pracy, lecz jej przeprojektowanie. Chodzi o to, aby wykwalifikowany personel wykonywał zadania o najwyższej wartości klinicznej, a czynności powtarzalne były maksymalnie uproszczone lub zautomatyzowane. W przeciwnym razie system będzie coraz bardziej obciążony, a ryzyko wypalenia zawodowego będzie rosło – podkreśla Krzysztof Wilk, lider praktyki Life Sciences & Health Care Poland, Deloitte.

Wyniki badania pokazują także, że wyzwania związane z kadrą i produktywnością należą do trzech najważniejszych czynników kształtujących strategie systemów zdrowia w 2026 r. Organizacje coraz częściej łączą działania w obszarze zatrudnienia z inwestycjami w technologie oraz zmianą modelu opieki, traktując je jako element jednej, spójnej transformacji operacyjnej.

Odpowiedzialność cyfrowa i regulacyjna

Zmiany operacyjne i inwestycje w sztuczną inteligencję wpisują się w szerszą transformację modelu opieki. 38 proc. liderów spoza USA planuje w 2026 r. położyć większy nacisk na profilaktykę i wczesne wykrywanie chorób, a 45 proc. wskazuje zmianę modelu opieki – w tym podejście holistyczne – jako wiodący trend roku. Oznacza to dalsze przesuwanie części świadczeń poza szpitale, rozwój monitoringu zdalnego oraz intensyfikację przetwarzania danych medycznych.

Im większa skala cyfryzacji, tym większe znaczenie mają kwestie bezpieczeństwa informacji i zgodności regulacyjnej. Prawie połowa menedżerów spoza USA (48 proc.) wskazała cyberbezpieczeństwo i ochronę danych jako najważniejsze obawy na 2026 rok. Eksperci Deloitte zwracają uwagę, że rozwój AI – nawet jeśli nie jest dziś najwyższym priorytetem strategicznym – będzie w praktyce jednym z kluczowych czynników kształtujących odpowiedzialność regulacyjną systemów zdrowia. Transformacyjny potencjał generatywnej i agentowej AI jest szeroko uznawany, jednak wdrożenia w wielu regionach spowalnia niepewność regulacyjna oraz rosnące wymogi nadzorcze.

Rozwój opieki zdalnej i narzędzi opartych na danych powoduje znacznie większą odpowiedzialność podmiotów działających w sektorze zdrowia za bezpieczeństwo systemów i ochronę informacji medycznych. Obecnie na poziomie unijnym dużo mówi się o deregulacji i zmniejszeniu obciążeń administracyjnych na przecięciu obszarów zdrowia, technologii i wykorzystania danych. Abstrahując od rezultatów tej dyskusji, należy pamiętać, że narzędzia diagnostyczne czy systemy wspierające decyzje wykorzystujące komponent AI zazwyczaj są wyrobami medycznymi, a więc muszą spełniać wymogi MDR/IVDR. Jednocześnie spełnienie wymogów prawnych nie gwarantuje skutecznego wykorzystania AI, niezbędne są obfite i pożywne dane, o które w ochronie zdrowia na razie wcale nie jest łatwo – mówi Jakub Misiak, adwokat zarządzający praktyką Life Sciences & Healthcare w kancelarii Deloitte

O raporcie
„2026 Global Health Care Outlook” to opracowanie Deloitte przygotowane na podstawie badania 180 członków kadry zarządzającej dużych systemów ochrony zdrowia w Australii, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii i USA. Raport analizuje najważniejsze trendy finansowe, technologiczne i organizacyjne, które będą kształtować sektor w 2026 roku.

Dun & Bradstreet: polskie firmy coraz mocniej odczuwają skutki kryzysu w Cieśninie Ormuz

Najnowszy raport Dun & Bradstreet pokazuje, że polski handel hurtowy, produkcja żywności, transport morski i turystyka należą do branż, w których najdotkliwiej odczuwalny jest kryzys w Cieśninie Ormuz. Analiza pokazuje, że największe zakłócenia występują na wczesnych etapach łańcuchów produkcji i transportu, co w bezpośredni sposób wiąże się z załamaniem dostaw półproduktów, minerałów czy metali ziem rzadkich.

KLUCZOWE WNIOSKI

  • TRANSPORT (32.31 proc.) – kryzys w Cieśninie Ormuz w największym stopniu obciąża sektor transportu, który w bezpośredni sposób ponosi konsekwencje zakłóceń w kluczowych szlakach handlowych, w tym wydłużonych tras, opóźnień dostaw oraz presji na zdolności przewozowe i magazynowe. Kryzys najbardziej uderza w branże transportu morskiego (12.47 proc.) i polską branżę turystyczną w tym przede wszystkim w biura podróży i tour operatorów (10.94 proc.).
  • PRODUKCJA PRZEMYSŁOWA (30.1 proc.) – kryzys bezpośrednio i pośrednio destabilizuje kluczowe warunki prowadzenia działalności przemysłowej, zwłaszcza w obszarze rosnących cen energii, dostaw surowców i zachowania płynności łańcuchów dostaw. Potęguje niepewność regulacyjna i rynkową. Zakłócenia najbardziej obciążają producentów gumy i tworzyw sztucznych (3.82 proc.), produkcję art. chemicznych (3.05 proc.). Głównie za sprawą silnego uzależnienia sektora od produktów ropopochodnych, które stanowią podstawowe surowce wykorzystywane zarówno w procesach produkcyjnych, jak i energetycznych. Poza tym kryzys negatywnie wpływa na producentów papieru i opakowań (2.29 proc.) oraz sprzętu elektronicznego (1.78 proc.).
  • HANDEL HURTOWY (16.8 proc.) – Handel hurtowy jest szczególnie narażony na kryzys w Cieśninie Ormuz, ponieważ zakłócenia transportowe bezpośrednio wpływają na dostępność, terminowość i koszty dostaw, podważając jego rolę jako kluczowego ogniwa w łańcuchach dystrybucji dóbr trwałych i nietrwałych. W tym przede wszystkim w hurtowy handel żywnością i art. codziennego użytku (15.78 proc.).
  • BIZNES I USŁUGI (3.3 proc.) – kryzys i blokada cieśniny Ormuz nie pozostaje bez wpływu na szeroko rozumiany sektor usług, w tym także ten związany z finansami i ubezpieczeniami. Dzisiaj klienci mogą odczuwać zmiany przede wszystkim poprzez stopniowy wzrost kosztów wykonywanych usług. Jednocześnie warto podkreślić, że dzisiejszy sektor usługowy jest znacznie lepiej przygotowany na zmienność warunków rynkowych niż jeszcze kilka lat temu i potrafi szybciej adaptować się do nowej sytuacji. Najbardziej dotkniętym kryzysem jest branża księgowości (1.78 proc.) i szeroko rozumiany sektor usług finansowych, w tym także ubezpieczeń (1.27 proc.). Zdrowie i edukacje.
  • HANDEL DETALICZNY (3.29 proc.) – Blokada cieśniny Ormuz i skok cen surowców energetycznych w bezpośredni sposób wpływają na handel detaliczny i rosnące ceny w sklepach. Najsilniej na wzrost cen paliw i energii reagują produkty takie jak: pieczywo, nabiał, mięso czy oleje, ponieważ w cenach detalicznych jest największy udział tych kosztów. Sklepy spożywcze są najbardziej narażone na światowy kryzys i blokadę cieśniny Ormuz (1.02 proc.). Silne wahania cen surowców zawsze budzą niepokój w branży. W handlu detalicznym firmy działają na niskich marżach, o decyzji zakupowej najczęściej decyduje najniższa cena. Dlatego nawet krótkotrwałe podnoszenie cen detalicznych są mocno odczuwalne.
  • INNE (11.93 proc.) – światowy kryzys i blokada Cieśniny Ozmur nie pozostaje obojętny na wszelkie inne sektory działalności gospodarczej. Obrót nieruchomościami, działalność holdingów i podmiotów inwestycyjnych, organizacje członkowskie, organizacje pozarządowe czy szeroko rozumiany sektor produkcji rolnej. Zarówno tej związanej z hodowlą zwierząt jak i roślin.

Co nam mówią dane?

Opracowanie pokazuje wpływ światowego kryzysu na poszczególne sektory polskiej gospodarki. Identyfikuje koncentrację zaburzeń na wczesnym etapie produkcyjnego i logistycznego łańcucha dostaw – co szczególnie mocno widoczne jest we wszystkich gałęziach transportu, większości branż produkcyjnych i istotnym wpływem na handel hurtowy i detaliczny. Oznacza to także, że blokada Cieśniny Ozmur w pierwszej kolejności wpływa na dostawy surowców, minerałów i półproduktów, co przekłada się na produkcję i realizację dostaw, zwłaszcza w sektorach opartych na imporcie, eksporcie i transporcie zależnym od terminowych dostaw.

METODOLOGIA

Analiza opiera się na danych Dun & Bradstreet, odnoszących się do polskich przedsiębiorstw. Pokazuje wpływ światowego kryzysu na poszczególne sektory polskiej gospodarki. Publikowane dane nie pokazują wielkości branż ani skali wpływu, a jedynie to, w których sektorach zakłócenia są najbardziej widoczne. Podział na poszczególne sektory został dokonany w oparciu o amerykańską klasyfikację działalności gospodarczej.

Polacy kupują impulsywnie. Większość decyzji zakupowych zapada dopiero w sklepie

Polscy konsumenci dokonują wyboru zakupowego w ostatniej chwili – w sklepie. Eksperci są zgodni – impulsywność stała się jednym z charakterystycznych elementów współczesnych zachowań zakupowych naszych rodaków. Z analiz firmy In-Pulse wynika, że w wielu kategoriach wybór produktu dokonywany jest dopiero w ostatnich sekundach ścieżki zakupowej – pod wpływem kontekstu, ekspozycji i sytuacji, w której znajduje się konsument.

Potwierdzają to deklaracje samych klientów. Niemal 90 proc. Polaków przyznaje, że zdarza im się kupić produkt, którego wcześniej nie planowali. Impulsywność nie jest zatem wyjątkiem, lecz stałym elementem procesu decyzyjnego – i sygnałem, że moment wpływu na decyzję przesuwa się coraz bliżej samego zakupu – podkreśla Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics w firmie In-Pulse. Najbardziej widoczne jest to w kategoriach o wysokiej dynamice i niskim poziomie zaangażowania, takich jak słone i słodkie przekąski – jednej z największych kategorii FMCG w Polsce.

Decyzja nie jest planem, tylko momentem

Analiza danych transakcyjnych pokazuje, że znacząca część zakupów w tej kategorii realizowana jest bez wcześniejszej intencji. Decyzja zapada najczęściej pod koniec wizyty w sklepie – w drodze do kasy lub bezpośrednio przy ekspozycjach impulsowych.

Eksperci In-Pulse podkreślają jednak, że te same produkty mogą osiągać zupełnie różne wyniki sprzedażowe w zależności od kontekstu – ich lokalizacji w sklepie, sąsiedztwa innych produktów czy charakteru wizyty zakupowej. W praktyce oznacza to, że w tej kategorii nie wygrywa wyłącznie marka, która została zapamiętana wcześniej. Coraz częściej przewagę zyskuje ta, która pojawia się w odpowiednim momencie i miejscu widocznym dla klienta.

Kiedy problemem nie jest produkt, tylko jego „moment”

W jednej z analiz prowadzonych dla marki z kategorii przekąsek spadek sprzedaży został początkowo przypisany produktowi i jego komunikacji. Dopiero badanie danych transakcyjnych wskazało, że rzeczywisty problem leżał gdzie indziej – produkt był obecny w sklepie, ale nie pojawiał się w kluczowym momencie podejmowania decyzji zakupowej.

Badania zachowań konsumenckich wskazują na rosnący udział krótkich wizyt typu „on-the-go” w sklepach, podczas których decyzje zakupowe Polaków zapadają w kilka sekund i są uzależnione od tego, co konsument widzi w danym momencie. Zmiana ekspozycji i dopasowanie obecności produktu do tego kontekstu przyniosły zauważalny wzrost sprzedaży – bez zmiany ceny czy samego produktu.

Deklaracje i decyzje to nie to samo

Ekspertyzy In-Pulse pokazują, że tradycyjne badania rynku pozwalają zrozumieć intencje i deklaratywne postawy konsumentów, ale nie pokazują momentu, w którym wybór rzeczywiście zapada. Tymczasem to właśnie ten moment coraz częściej decyduje o wyniku sprzedaży. – Dopiero połączenie danych sprzedażowych z szybkim badaniem opinii klientów pozwala zrozumieć, dlaczego dany produkt trafia – lub nie trafia – do koszyka w konkretnym momencie zakupowym – wskazuje Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics w In-Pulse.

Analizy In-Pulse, obejmujące ponad 360 mln transakcji z sieci ponad 12 tys. sklepów, pokazują nowy trend wśród polskich konsumentów, gdzie kontekst zakupowy – a nie wcześniejsze decyzje – przesądza o ostatecznym wyborze produktu. – Decyzja zakupowa coraz rzadziej jest efektem wcześniejszego wyboru. Coraz częściej jest efektem sytuacji, w której znajduje się konsument. Sklep przestaje być wyłącznie miejscem sprzedaży, a staje się jednym z najważniejszych punktów wpływu na wybór konsumenta – podkreśla ekspert In-Pulse.

Silna reakcja rynku po rozejmie USA–Iran. Ropa, gaz i dolar wyraźnie w dół

Na rynku ropy poranek przynosi wyraźną ulgę po informacjach o porozumieniu między USA a Iranem, które zakłada dwutygodniowe zawieszenie broni w zamian za pełne i bezpieczne otwarcie Cieśniny Ormuz. Donald Trump zapowiedział wstrzymanie bombardowań Iranu na dwa tygodnie, jeśli Teheran zagwarantuje swobodny przepływ przez kluczowy szlak transportowy, a Iran zadeklarował możliwość bezpiecznego ruchu statków w tym okresie, choć pod koordynacją własnych sił zbrojnych. Do rozejmu miał dołączyć także Izrael, mimo że bezpośrednio po ogłoszeniu porozumienia nadal pojawiały się doniesienia o atakach.

Reakcja rynków była bardzo silna, ponieważ inwestorzy szybko zaczęli wyceniać spadek krótkoterminowego ryzyka dla dostaw surowców z regionu. Ropa Brent kwotowana jest po 97 USD, co wskazuje na spadek 9,8% względem wczorajszego zamknięcia. Z kolei ropa WTI straciła ponad 12,5% i jej cena znajduje się na poziomie 96,95 USD za baryłkę, co oznacza że ponownie wartość Brent przekracza WTI. Europejskie kontrakty terminowe na gaz spadły o 16% do poziomu 44,50 EUR za MWh. Na szerokim rynku widać wzrosty – od Azji, przez Europę po USA – kontrakty na indeksy są na wyraźnym plusie. DAX zyskuje 5%, NASDAQ100 ponad 3%, podobnie jak nasz rodzimy WIG20, który przebił się przez 3520 pkt i tym samym jest najdroższy od grudnia 2007 roku. Dolar osłabił się i główna para walutowa EURUSD zyskuje 0,88%, z wyceną w pobliżu 1,17 USD za EUR. Dla rynku ropy najważniejsze jest to, że choć samo porozumienie zmniejsza premię geopolityczną, to na tym etapie nie rozwiązuje fundamentalnych źródeł napięcia. Kluczowe spory pozostają bowiem bez odpowiedzi i dotyczą irańskiego programu nuklearnego, programu rakietowego i dronowego, sankcji wobec Iranu oraz obecności wojsk USA w regionie.

W praktyce oznacza to, że obecne uspokojenie może mieć charakter wyłącznie przejściowy. Rynek na razie odetchnął, ale trwałość tej reakcji będzie zależała od tego, czy statki rzeczywiście będą mogły bezpiecznie przepływać przez Cieśninę Ormuz, bo to będzie pierwszy realny test skuteczności i wiarygodności porozumienia. Wątek mediacyjnej roli Pakistanu sugeruje, że pojawiła się przestrzeń do dalszych rozmów, jednak na razie jest to jedynie czas kupiony na negocjacje szerszego układu, a nie definitywne zakończenie kryzysu. Z perspektywy rynku ropy oznacza to, że po gwałtownej korekcie cen inwestorzy prawdopodobnie pozostaną bardzo wrażliwi na każdy sygnał dotyczący bezpieczeństwa żeglugi w Ormuz i ryzyka ponownej eskalacji konfliktu.