RPP bez podwyżki stóp? Ostatnie dane zmniejszają presję na zmianę kursu

Czy stopy procentowe w Polsce zostaną utrzymane na dotychczasowym poziomie? Ostatnie dane przybliżają nas do tej hipotezy, jednak ostateczny werdykt poznamy wtorkowego popołudnia. W tym czasie krajowa waluta pozostaje pod silnym wpływem czynników zewnętrznych. Jest to konsekwencja dynamicznie rozwijającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie, skutkującej częstymi zmianami narracji nawet w ciągu jednej sesji.

Co mówią dane, a co zrobi RPP?

Ostatnie dni rzuciły nowe światło na obawy inflacyjne w naszym kraju. Pierwszą niespodzianką był piątkowy, wstępny odczyt CPI za maj. Wzrost cen konsumenckich o 3,1% r/r pozostał w celu NBP, mimo oczekiwanego skoku z 3,2% r/r do 3,7% r/r. Wczoraj rynki dostały kolejny konkret, a mianowicie publikacje PKB. Krajowa gospodarka rośnie w tempie 0,6% k/k (prognoza 0,5% k/k) i 3,5% r/r (prognoza 3,4% r/r).Tempo wzrostu cen niższe od prognozowanego w połączeniu z szybszym rozwojem koniunktury to otoczenie tonujące obawy niekontrolowanego pogorszenia sytuacji w kraju. Takiego zdania jest większość analityków, którzy wskazują brak ruchu na dzisiejszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Oznaczałoby to pozostawienie stopy referencyjnej przy 3,75%. Jeżeli tak się stanie, koszt pieniądza nadal będzie wyższy od statystycznego wzrostu cen konsumenckich w gospodarce, a to także nie wywiera presji na podwyżki. Jeżeli jednak by do niej doszło, rynki zostaną zaskoczone, a forex mógłby doświadczyć umocnienia krajowej waluty.

Złoty pod presją czynników zewnętrznych

Skoro żyjemy w otoczeniu wojennym, a media karmią nas mocno spolaryzowanymi informacjami, to na rynku pojawia się dużo emocji. Te rządzą wykresami, a ostatni pokaz mieliśmy wczoraj przed godziną 16:00. Poweekendowy zawód rynków dotyczący braku postępów w sprawie porozumienia na linii USA-Iran pogłębił się po południu. W związku z intensyfikacją ataków Izraela w Libanie, strona irańska zagroziła zawieszeniem rozmów pokojowych. To był trigger do wzrostu notowań ropy – odmiana amerykańska wieczorem podeszła w okolice 94,5 USD za baryłkę. Skutek był natychmiast widoczny również na rynku walutowym, gdzie obserwowaliśmy ucieczkę do dolara i odpływ kapitału z walut rynków wschodzących. Tuż po newsie kurs EUR/USD runął do 1,16 USD. W tym samym czasie tracił złoty. Notowania EUR/PLN wzrosły do 4,24 PLN, a USD/PLN przebił 3,65 PLN. Zamieszanie szybko jednak dobiegło końca i już we wtorek o poranku dominuje narracja, jakoby Trump uzgodnił zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem. To otwiera drogę do dalszych negocjacji na linii USD-Iran. Efektem jest wymazanie wczorajszych ruchów i powrót na poziomy sprzed gwałtownych szarpnięć. Pozostaje jednak wiele wątpliwości co do trwałości (a raczej kruchości) aktualnej „stabilizacji”, a największą są odmienne poglądy i niezadowolenie premiera Izraela. W przypadku jakiegokolwiek wzrostu ryzyka możemy spodziewać się ponownej ucieczki kapitału z walut rynków wschodzących i umocnienia dolara.

Dane makro znowu w kąt

Skoro rynki finansowe przekierowały swoją uwagę na geopolitykę, nikły wpływ na notowania walutowe miały najnowsze dane o PMI i ISM dla przemysłu. Są to wskaźniki próbujące określić sentyment na najbliższe miesiące w badanej gałęzi gospodarczej. Przyjmują wartości od 0 do 100 pkt. Poziom neutralny znajduje się w połowie. Wszystko co powyżej 50 pkt. sugeruje rozwój, poniżej – dekoniunkturę. PMI ze strefy euro spadł z 52,2 pkt. do 51,6 pkt. Zniżka była jednak płytsza od prognozowanej do poziomu 51,4 pkt. Nieco później poznaliśmy raport ISM dla przemysłu. Wzrost amerykańskiego indeksu z 52,7 pkt. do 54 pkt. był silniejszy od oczekiwanego 53 pkt. Zatem obydwa odczyty pozostają w strefie rozwoju, jednak za oceanem sytuacja zdaje się wyglądać delikatnie korzystniej. Lepsze prognozy nie wymuszają na żadnym z banków centralnych obniżek stóp w celu poprawy sytuacji. Czy to kolejny znak, że przyszłotygodniowa podwyżka EBC może się zmaterializować? Wielu analityków sugeruje, że tak. Patrząc na wykres eurodolara, który po wczorajszej redukcji ryzyka geopolitycznego szybko wrócił z 1,16 USD na 1,165 USD, możemy również wywnioskować, że rynek fundamentalnie dostrzega we wspólnej walucie siłę, która jednak może zostać zachwiana wskutek eskalacyjnych doniesień z Bliskiego Wschodu.

 

 

Dawid Górnyanalityk w InternetowyKantor.pl

Euforia wokół spółek kwantowych. Niskie przychody, wysokie straty i wielkie oczekiwania

Ostatnie wyniki kwartalne spółek z sektora komputerów kwantowych ponownie wywołały silną falę zainteresowania inwestorów. Rynek zareagował klasycznie dla fazy wczesnej spekulacji technologicznej, czyli bardzo optymistycznie.

Inwestorzy koncentrują się na dynamice wzrostu przychodów i pierwszych oznakach komercyjnych kontraktów, jednocześnie w dużej mierze ignorują wciąż bardzo odległy etap dojrzałości technologii.

– Już w 2025 r. spółki te rosły na amerykańskiej giełdzie o kilkaset procent – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski. – Teraz inwestorzy wśród tych spółek szukają Świętego Graala, mającego szanse na gigantyczne wzrosty w kolejnych latach.

Najbardziej wyróżniającym się raport przedstawiła spółka Quantum Computing Inc., która pokazała przychody na poziomie około 3,69 mln USD wobec zaledwie 39 tys. USD rok wcześniej, co oznacza wielokrotny wzrost bazy przychodowej. Wynik ten przebił oczekiwania analityków, które wynosiły około 3,13 mln USD. Jednocześnie spółka nadal pozostaje nierentowna i odnotowała istotną stratę netto rzędu około 4 mln USD, przy jednoczesnym wzroście kosztów operacyjnych. Mimo tego kurs akcji reagował bardzo dynamicznie, rosnąc o ponad 30% w jednej sesji, co pokazuje, jak silnie rynek dyskontuje przyszły potencjał zamiast bieżącej rentowności.

Rigetti Computing w I kw. 2026 r. osiągnęła około 4,4 mln USD przychodów, co oznacza wzrost o ponad 200% rok do roku i lekkie przebicie oczekiwań rynkowych. Spółka nadal generuje znaczące straty operacyjne rzędu około 26 mln USD w kwartale. Warto jednak podkreślić, że Rigetti zakończyło kwartał z bardzo mocną pozycją gotówkową sięgającą około 569 mln USD i praktycznie zerowym zadłużeniem, co daje mu relatywnie komfortowy bufor finansowy w dalszym rozwoju.

D-Wave Quantum przedstawiło bardziej złożony obraz. Przychody w kwartale wyniosły około 2,9 mln USD i były niższe rok do roku, co wynikało z efektu wysokiej bazy porównawczej. Jednocześnie spółka pokazała bardzo silny wzrost tzw. bookings, które wzrosły do około 33 mln USD z poziomu około 1,6 mln USD rok wcześniej. Oznacza to wielokrotny wzrost przyszłych zobowiązań kontraktowych i jest interpretowane przez rynek jako ważniejszy wskaźnik niż bieżące przychody w tak wczesnej fazie rozwoju. Strata operacyjna pozostaje jednak wysoka, przekraczając 30 mln USD.

– Inwestorzy ponownie uwierzyli w to, że komercjalizacja ich rozwiązań jest już bliska skoro tak bardzo wzrosły ich przychody w porównaniu do poprzednich lat – komentuje ekspert XTB.

Spółki raportują bardzo wysokie dynamiki wzrostu przychodów procentowo, ale z bardzo niskiej bazy, nominalnie są to nadal biznesy o niewielkiej skali. Wszystkie firmy pozostają nierentowne, a ich modele biznesowe są wciąż w fazie eksperymentalno-komercyjnej.

W branży nadal dominuje przekonanie, że pełna komercjalizacja komputerów kwantowych, rozumiana jako stabilne, skalowalne i szeroko używane zastosowania przemysłowe, pozostaje odległa. W wielu analizach i wcześniejszych ocenach wskazuje się, że realny moment szerokiego wdrożenia tej technologii może przypaść dopiero na początek kolejnej dekady.

Obecne zachowanie rynku wskazuje na wyraźne oderwanie wyceny od bieżącej fazy rozwoju technologii. Inwestorzy zdają się w dużej mierze dyskontować scenariusz bardzo szybkiej adopcji, mimo że zarówno struktura przychodów, jak i poziom strat oraz charakter kontraktów sugerują, że sektor pozostaje na etapie wczesnej eksploracji rynku, a nie jego realnej komercjalizacji.

– Komercjalizacja tej technologii to dopiero kwestia przyszłej dekady i jest to optymistyczna wersja przedstawiana przez ekspertów od komputerów kwantowych – dodaje M.Sobierajski z XTB. – Nie należy spodziewać się jednak ich szerokiej komercjalizacji.

W efekcie mamy do czynienia z klasycznym dla nowych technologii etapem silnej euforii rynkowej, w którym narracja o przyszłym potencjale dominuje nad twardymi fundamentami finansowymi, a wyceny zaczynają odzwierciedlać bardziej oczekiwania niż aktualny stan rozwoju branży.

Rynek czekał jednak przede wszystkim na wynik kwartalny Nvidii, który miał zadecydować o nastroju inwestorów. Nvidia zamknęła sezon wyników z hukiem. Kolejny rekordowy kwartał i pobicie oczekiwań zarówno w ujęciu przychodów, jak i zysków. Tego rekordu jednak nie było widać na kursie spółki. Mimo że spółka znajduje się blisko szczytu, to po publikacji fenomenalnych wyników zanotowała ona spadki.

Przychody Nvidii wzrosły w Q4 2025 do 68,12 mld USD wobec 39,331 mld USD w Q4 2024. Jest to fantastyczny wzrost. Dlaczego jednak w tym samym czasie zapasy wzrosły z 10 mld USD do 21,4 mld USD, jeśli na rynku jest taki niedobór? Nie wiadomo czy wzrost wartości zapasów jest tak duży, by wytłumaczyć wzrost większy o niemal 40%.

Nowy model Veeam ma pomóc firmom ocenić realną gotowość do bezpiecznego AI

Niemal 70% przedsiębiorstw na świecie wykorzystuje już sztuczną inteligencję w wielu obszarach działalności lub traktuje ją jako jeden z kluczowych elementów operacyjnych – wynika z badania Emerald Research Group przeprowadzonego na zlecenie Veeam. Jednocześnie aż czterech na pięciu menedżerów uważa, że ich firmy będą gotowe do bezpiecznego rozwijania AI w ciągu najbliższych dwóch lat.

Jednak za deklaracjami często nie stoją konkretne mechanizmy kontrolne. Blisko połowa respondentów przyznała, że przekonanie o gotowości firmy wynika bardziej z intuicji niż z możliwości przedstawienia weryfikowalnych dowodów potwierdzających bezpieczeństwo i zgodność z regulacjami ich środowisk AI.

Rosnąca luka zaufania

Zarządy przedsiębiorstw coraz częściej przekonują się, że wdrożenie AI jest znacznie prostsze niż późniejsze utrzymanie nad nią pełnej kontroli. Dotyczy to szczególnie firm rozwijających autonomiczne agenty AI, które działają z szybkością maszynową i podejmują decyzje na podstawie ogromnych zbiorów danych. W takich warunkach brak widoczności, odpowiedzialności i nadzoru staje się czynnikiem realnego ryzyka biznesowego.

Ponieważ systemy AI w coraz większym stopniu zależą od dostępu do danych, wyzwaniem nie jest już wyłącznie samo wdrożenie sztucznej inteligencji, ale zapewnienie, że dane, na których się opiera, są zaufane, właściwie zarządzane i odporne.

Jak wynika z badania Veeam, ponad połowa firm w ciągu ostatnich 18 miesięcy ograniczyła zakres projektów związanych ze sztuczną inteligencją, 4 na 10 odnotowały opóźnienia, a 28% całkowicie zamknęło wybrane inicjatywy. Co istotne, przyczyny problemów mają głównie charakter operacyjny, a nie techniczny – respondenci wskazywali przede wszystkim na niedobory kompetencji, trudności integracji AI z istniejącymi procesami, niepewność regulacyjną oraz wyzwania związane z jakością danych i możliwością wyjaśnienia działania algorytmów.

Wiele firm bardzo szybko przechodzi od eksperymentów do produkcyjnego wykorzystania sztucznej inteligencji, ale równocześnie nie buduje w tym samym tempie mechanizmów nadzoru, bezpieczeństwa i odpowiedzialności. W efekcie zarządy często nie mają pełnego obrazu rzeczywistego poziomu ryzyka.

Dodatkowym wyzwaniem pozostaje kwestia gotowości do poddania się kontroli przez podmioty zewnętrzne. Chociaż większość przedsiębiorstw deklaruje posiadanie formalnych reguł zarządzania AI, tylko około jedna trzecia byłaby w stanie natychmiast przedstawić pełną dokumentację wymaganą przez regulatora lub audytora. W praktyce oznacza to, że tempo wdrażania AI wyprzedza rozwój procedur zapewniających zgodność i bezpieczeństwo.

Potrzebny jest obiektywny model oceny

W odpowiedzi na wyzwania, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa wdrażające sztuczną inteligencję, Veeam Software opracował Data and AI Trust Maturity Model – model opracowany po to, aby pomagać organizacjom oceniać i porównywać ich podejście do zarządzania AI. Jest on przygotowany na podstawie badań Emerald Research Group i zweryfikowany we współpracy z klientami. Umożliwia organizacjom nie tylko ocenę własnego podejścia do AI, ale także porównanie go z praktykami innych firm oraz identyfikację obszarów wymagających wzmocnienia.

Model nie ogranicza się do analizy środowisk AI. Sprawdza również, jak faktycznie działają mechanizmy kontroli, procesy ładu zarządczego oraz codzienne reguły operacyjne. Ocenia dojrzałość organizacji w 12 wymiarach i pokazuje jej rozwój na pięciu etapach – od działań reaktywnych i rozproszonych po zaawansowane, samodoskonalące się przedsiębiorstwa.

Etapy te pokazują, jak firmy przechodzą od doraźnych działań do spójnego, proaktywnego i stale doskonalonego podejścia do zarządzania danymi, sztuczną inteligencją oraz ryzykiem. Im wyższy poziom dojrzałości, tym większa zdolność organizacji do wykazania, że zachowuje ona kontrolę nad środowiskami AI, potrafi jasno określać odpowiedzialność i budować zaufanie do wykorzystywanych rozwiązań.

12 wymiarów modelu obejmuje kluczowe obszary, takie jak kontekstowe rozumienie danych, strategia zarządzania ryzykiem związanym z danymi, zarządzanie tożsamością i dostępem, bezpieczeństwo AI i systemów agentowych, bezpieczeństwo danych, zgodność z regulacjami oraz ochrona prywatności. Lista ta uwzględnia także kopie zapasowe i odzyskiwanie danych, architekturę i mobilność danych, odporność systemów AI i systemów agentowych, a także gotowość podmiotu do rozwijania i wdrażania sztucznej inteligencji.

Łącząc te elementy, model daje pełny obraz tego, jak firma zarządza danymi, bezpieczeństwem i odpornością. Dzięki temu liderzy mogą wskazać luki, wzmocnić mechanizmy kontroli i ustalić priorytety działań potrzebnych do bezpiecznego, odpornego i godnego zaufania skalowania AI.

Od diagnozy do planu działania

Framework będzie wykorzystywany przez specjalistów Veeam do świadczenia usługi Data and AI Trust Maturity Assessment. Jej celem jest skonfrontowanie deklarowanej gotowości przedsiębiorstw z rzeczywistym stanem ich środowiska AI. Efektem przeprowadzanej ewaluacji ma być nie tylko punktowa ocena dojrzałości firm, ale również porównanie wyników z innymi podmiotami oraz wskazanie obszarów wymagających poprawy. Klienci otrzymają także praktyczną mapę działań zwiększających poziom zaufania do AI oraz raporty wspierające zarządy podczas audytów i procesów nadzorczych.

Takie podejście jest szczególnie istotne w czasach, gdy sztuczna inteligencja coraz częściej staje się elementem krytycznych procesów biznesowych. Wraz z rozwojem autonomicznych agentów AI firmy muszą być w stanie nie tylko korzystać z nowych możliwości, ale również rozumieć sposób działania tych systemów, kontrolować ich decyzje oraz móc udowodnić zgodność z wymaganiami regulacyjnymi.

Dojrzałość w obszarze sztucznej inteligencji nie jest już wyłącznie kwestią innowacyjności, ale także zaufania do danych, ładu zarządczego i odporności. W najbliższych latach zdolność do wykazania kontroli nad danymi i środowiskami AI będzie miała kluczowe znaczenie dla tego, jak przedsiębiorstwa będą mogły skalować AI, utrzymywać zgodność z regulacjami oraz budować zaufanie klientów, partnerów i regulatorów.

Co piąty pracownik na świecie korzysta z AI niemal codziennie. Polska i Europa w tyle

  • Połowa pracowników na świecie korzysta z AI kilka razy w tygodniu, w tym co piąty (20%) korzysta z niej niemal codziennie
  • W Polsce 12% pracowników korzysta z AI niemal codziennie, a 28% – kilka razy w tygodniu
  • Zaawansowani użytkownicy AI deklarują wyższe zaangażowanie i mniejszy negatywny stres niż osoby niekorzystające, ale częściej kwestionują swoją produktywność.

Generatywna sztuczna inteligencja[1] jest już częścią codziennej pracy. Według najnowszej edycji raportu ADP Research „People at Work 2026” średnio 30% pracowników na świecie korzysta z niej wiele razy w tygodniu, a co piąty pracownik – prawie codziennie. To pokazuje, jak szybko technologia ta stała się rutynowym narzędziem pracy.

Polska jednak znacząco odbiega od światowej czołówki. W naszym kraju do codziennego korzystania z programów zaliczanych do genAI przyznaje się 12% badanych. Kolejne 28% używa ich w pracy kilka razy w tygodniu. Średnią światową podnoszą rynki wschodzące. W Europie korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji jest umiarkowane. Niższe od Polski nasycenie AI występuje np. w Szwecji, Francji i Czechach. Liderami są Szwajcaria (21% codziennego stosowania) oraz Wielka Brytania (20%).

30% pracowników korzystających z AI na co dzień deklaruje pełne zaangażowanie w swoje obowiązki. Jednak badanie ADP obnaża drugą stronę medalu: stosunek do własnej produktywności. Osoby regularnie pracujące z AI aż czterokrotnie częściej oceniają swoją efektywność jako niższą w porównaniu z tymi, którzy z technologii nie korzystają wcale. To sugeruje, że głęboka integracja AI z codzienną rutyną obniża satysfakcję z własnych dokonań. Ponieważ narzędzia te przejmują powtarzalne zadania i otwierają przestrzeń na działania strategiczne, tradycyjne wskaźniki efektywności przestają działać. Firmy pilnie potrzebują nowych metod i kryteriów oceny pracy swoich zespołów.

– AI redefiniuje dotychczasowy model pracy, który – jak wyraźnie widać – przestał gwarantować pracownikom poczucie efektywności. Sama nauka nowych narzędzi to za mało; kluczem jest umiejętność płynnego wdrożenia ich w codzienne procesy. Tylko wtedy będziemy w stanie precyzyjnie zidentyfikować, gdzie pojawiają się realne wzrosty, a gdzie spadki produktywności. Taka wiedza pozwala na mądre zarządzanie technologią i uwolnienie czasu na zadania, które wymagają kreatywności, ludzkiego osądu oraz bezpośrednich relacji. To także jasna wskazówka dla pracodawców: organizacje muszą pilnie zainwestować w szkolenia dedykowane efektywnej kooperacji z AI, strategicznemu planowaniu pracy oraz nowoczesnej ocenie wyników – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Regularne korzystanie z AI zwiększa zaangażowanie i redukuje stres w pracy

Wykorzystanie sztucznej inteligencji może znacząco wpływać na poprawę komfortu pracy (employee experience). Według badania zaledwie 11% osób codziennie korzystających z AI odczuwa negatywny stres – to ponad dwukrotnie mniej niż w przypadku pracowników, którzy nie używają tych narzędzi (23%). Zaawansowani użytkownicy AI częściej deklarują, że pracują zespołowo, oraz wykazują większe zadowolenie ze swoich zespołów i cech współpracowników. Co ciekawe, osoby korzystające z AI niemal każdego dnia rzadziej obawiają się likwidacji swojego stanowiska. Wskazuje to na silny związek między regularnym używaniem nowoczesnych technologii a poczuciem stabilności i pewnością siebie w sferze zawodowej.

AI nie tylko zmienia sposób wykonywania pracy, ale też stosunek pracownika do osiąganych efektów. Z naszych danych wynika jednak ciekawy paradoks: ceną za wyższe zaangażowanie i niższy poziom stresu bywa obniżone poczucie własnej produktywności. To ogromne pole do popisu dla liderów organizacji. Pracodawcy, którzy aktywnie wspierają zespoły we wdrażaniu nowych nawyków technologicznych, mogą stworzyć środowisko, w którym sztuczna inteligencja przestaje być czynnikiem rozpraszającym, a staje się pełnoprawnym cyfrowym współpracownikiem – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

Najczęściej AI używa Hinduska, a najrzadziej – Japończyk

Stopień adaptacji sztucznej inteligencji wyraźnie różni się w zależności od regionu. Globalnymi liderami pod względem codziennego wykorzystania AI są Indie (41%), Nigeria (39%) oraz Wietnam (36%). Na drugim biegunie jest Japonia (8%), Szwecja (10%), Holandia (11%).

Raport odzwierciedla też kluczowe trendy na badanych rynkach, które mają wpływ na wykorzystanie AI w pracy w zależności od grupy demograficznej i typu pracy.

  • Wiek a AI: W Polsce po sztuczną inteligencję najchętniej sięgają najmłodsi pracownicy w wieku 18–24 lata (16% korzysta z niej niemal codziennie). W starszych grupach wiekowych odsetek ten stopniowo spada, osiągając 8% wśród osób powyżej 55. roku życia. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Chinach, gdzie nasycenie tą technologią jest wyższe w najstarszej badanej grupie (19%) niż w najmłodszej (16%).
  • Geografia płci: W Polsce kobiety i mężczyźni korzystają z genAI niemal w równym stopniu. Duże różnice pod tym względem występują w USA: 53% mężczyzn i 33% kobiet sięga po AI co najmniej kilka razy w tygodniu. Z kolei w Egipcie to 64% mężczyzn i 81% kobiet, a w Wietnamie – 66% mężczyzn i 76% kobiet. 44% kobiet w Indiach sięga po AI niemal codziennie – to światowy rekord. Wśród mężczyzn najniższy wskaźnik ma Japonia (8%).
  • Wielkość organizacji: W Polsce skala przedsiębiorstwa nie ma znaczenia – po genAI równie często sięgają pracownicy firm zatrudniających do 250 osób, jak i korporacji liczących powyżej tysiąca zatrudnionych. Z kolei na rynkach wschodzących, takich jak Indie, Nigeria czy Wietnam, codzienne wykorzystanie AI wyraźnie rośnie wraz z wielkością organizacji.
  • Rosnące zaufanie: Polacy stopniowo oswajają nową technologię. Obecnie 11% badanych uważa, że AI stanowi realne wsparcie w codziennych obowiązkach (wzrost z 9% rok do roku). Jednocześnie poziom obaw pozostaje stabilny – utraty zatrudnienia na rzecz algorytmów wciąż obawia się 7% respondentów. Pozytywne nastawienie najszybciej rośnie wśród najmłodszych (do 24. roku życia) – skok z 11% do 15% w ciągu roku.
  • Podział według profesji: Pozytywne odczucia wobec AI rosną też powoli w zależności od rodzaju kwalifikacji. Obecnie w Polsce 15% pracowników umysłowych uważa, że AI pozytywnie wpłynie na ich pracę w najbliższym czasie (rok temu – 13%). Wskaźnik ten też nieco wzrósł wśród pracowników wykonujących zaawansowane prace fizyczne z 10% do11%). Nie zmienił się natomiast wśród osób, których praca polega na wykonywaniu powtarzalnych czynności (4%).

O metodologii raportu „People at work 2026”

Raport „People at Work 2026” zawiera wyniki badania ilościowego przeprowadzonego przez ADP Research w ramach corocznego Global Workforce Survey, w którym wzięło udział ponad 39 tys. pracujących dorosłych na 36 rynkach. Celem badania było poznanie nastrojów pracowników na świecie i przeanalizowanie, jak radzą sobie oni ze złożonością zmieniającego się świata. Raport przedstawia dane dotyczące nastrojów pracowników, przefiltrowane według regionu geograficznego, rodzaju pracy i innych aspektów, stanowiąc precyzyjny i szczegółowy obraz globalnego świata pracy. Wyniki który może być wykorzystany do lepszego zrozumienia ich zasobów i stymulowania rozwoju poprzez podejmowanie decyzji dotyczących talentów w oparciu o dane.

W Global Workforce Survey zebrano odpowiedzi w okresie od 21 lipca do 4 sierpnia 2025 r. z losowej próby, podzielonej według wieku i płci, ponad 39 tys. pracowników z 36 krajów, aby umożliwić regionalne i rynkowe porównanie nastrojów pracowników. Respondenci pochodzili z różnych branż, mieli różne wykształcenie, wykonywali pracę stacjonarną i zdalną, prezentowali różne stopnie zaawansowania i różne zestawy kompetencji. Rekrutowali się zarówno spośród stanowisk kierowniczych, jak i indywidualnych, z organizacji różnej wielkości.

[1] Badani byli pytani o częstotliwość używania programów i aplikacji takich jak ChatGPT, Gemini Midjourney i podobne.

Obowiązkowy KSeF w 2026 roku. Dlaczego sam rządowy system nie wystarczy Twojej firmie?

Cyfrowa transformacja polskiego biznesu właśnie weszła w swoją najbardziej decydującą fazę. Wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) to jedna z największych zmian w polskiej księgowości ostatnich lat, która bezpowrotnie zmienia zasady gry w zarządzaniu dokumentami. Od 2026 roku każda firma w Polsce ma obowiązek odbierać i wystawiać faktury ustrukturyzowane, co oznacza definitywny koniec ery tradycyjnych papierów i luźnych plików PDF. Nowe przepisy nakładają na firmy i księgowość zupełnie nowe obowiązki.

Dla wielu przedsiębiorców naturalnym odruchem było założenie, że skoro system jest rządowy i obowiązkowy, to darmowe, ministerialne narzędzia udostępnione na portalach publicznych będą w zupełności wystarczające do prowadzenia biznesu. Rzeczywistość rynkowa w 2026 roku brutalnie jednak weryfikuje to podejście. Sama rządowa platforma to jedynie techniczna bramka – narzędzie czysto przesyłowe, a nie system stworzony do wygodnej, codziennej pracy w firmie. Dlaczego warto poszukać lepszego rozwiązania i jak nowoczesna technologia może uratować Twój biznes przed informacyjnym chaosem?

Dlaczego sam dostęp do KSeF nie zapewnia wygodnej pracy?

Krajowy System e-Faktur w swoim podstawowym założeniu służy administracji skarbowej do monitorowania obrotu gospodarczego w czasie rzeczywistym. Ministerialna platforma operuje na tzw. plikach XML. Dla ludzkiego oka taki plik to nieczytelny ciąg linii kodu, znaczników i skomplikowanych danych technicznych. Kiedy logujesz się na rządową stronę, uzyskujesz po prostu suchy wgląd do bazy danych. Nie znajdziesz tam jednak przejrzystego, intuicyjnego panelu, który ułatwiłby kategoryzację wydatków, opisywanie dokumentów czy bieżącą analizę finansową.

Używanie wyłącznie ministerialnej bramki wiąże się z szeregiem wyzwań, które na dłuższą metę paraliżują działanie przedsiębiorstwa. Każdorazowe sprawdzanie, czy kontrahent wystawił fakturę, wymaga ręcznego logowania i autoryzacji Profilem Zaufanym lub tokenem. Rządowy system nie wyśle do Ciebie powiadomienia, że na Twój NIP wpłynął nowy koszt. Co więcej, na państwowej platformie nie opiszesz faktury merytorycznie dla swojej księgowej i nie powiążesz jej z konkretnym projektem.

Z tego powodu przedsiębiorcy masowo sięgają po rozwiązania komercyjne, takie jak aplikacja do KSeF Scanye. Scanye pobiera dane z rządowej bramki automatycznie co dwie godziny, bez jakiegokolwiek udziału użytkownika, i zamienia surowy kod XML w czytelny i tradycyjny obraz faktury. Informację o nowym dokumencie kosztowym otrzymujesz natychmiast na telefon lub komputer, dzięki czemu od pierwszego dnia zyskujesz pełną kontrolę i święty spokój.

Jak automatyczne ścieżki akceptacji kosztów w Scanye chronią Twój budżet?

W małych, średnich i dużych organizacjach proces opłacania faktur bywa skomplikowany. Tradycyjnie dokument musiał fizycznie wędrować od pracownika, który dokonał zakupu, przez kierownika działu, aż po dyrektora finansowego lub właściciela firmy, który ostatecznie zlecał przelew. W świecie cyfrowych e-faktur ten rozproszony model bez centralnego systemu zarządzania natychmiast generuje straty finansowe i operacyjne. Brak jasnej odpowiedzialności sprawia, że dokumenty mogą utknąć w gąszczu maili, co prowadzi do opóźnień w płatnościach i narastających odsetek.

Koniec z chaosem i zaginionymi fakturami

Nowoczesna platforma Scanye dla firm i działów księgowych całkowicie rewolucjonizuje ten proces. Narzędzie pozwala wdrożyć wewnątrz firmy automatyczne ścieżki akceptacji kosztów (tzw. workflow), w pełni dopasowane do struktury organizacyjnej Twojego przedsiębiorstwa. Jak to działa w praktyce?

  1. Automatyczne pobranie i filtr: Faktura trafia z KSeF bezpośrednio do Scanye.

  2. Inteligentny podział: Na podstawie ustalonych wcześniej w systemie kategorii wydatku lub po nazwie kontrahenta system automatycznie przypisuje fakturę do właściwej osoby lub osób decyzyjnych.

  3. Weryfikacja merytoryczna: Kierownik projektu dostaje powiadomienie i jednym kliknięciem potwierdza zasadność kosztu na swoim smartfonie, zanim dokument w ogóle trafi do kolejki księgowej.

  4. Wielopoziomowość: Możesz tworzyć zaawansowane reguły – np. wydatki powyżej 10 000 zł wymagają dodatkowej akceptacji dyrektora zarządzającego lub CFO.

Dzięki temu zyskujesz 100% szczelności procesów kosztowych w firmie. Każda decyzja zakupowa zostawia trwały cyfrowy ślad (dokładnie wiadomo, kto i kiedy zatwierdził dany wydatek), co stanowi potężną ochronę prawną podczas ewentualnych audytów czy kontroli skarbowych.

Kontrola rentowności małej firmy i JDG na wyciągnięcie ręki

Dla właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) oraz mikroprzedsiębiorstw największą zmorą bywa codzienna „papierologia”. Tracenie godzin na ręczne przepisywanie danych do arkuszy kalkulacyjnych czy dowożenie segregatorów z dokumentami do biura rachunkowego pod koniec miesiąca to marnowanie potencjału, który można przeznaczyć na rozwój biznesu i pozyskiwanie klientów. Co gorsza, dowiadywanie się o aktualnej sytuacji finansowej firmy dopiero ex post (czyli po zamknięciu miesiąca przez biuro rachunkowe) uniemożliwia szybkie reagowanie na spadki marży.

Wdrożenie Scanye drastycznie zmienia tę sytuację. Narzędzie to nie jest jedynie odpowiedzią na twardy obowiązek prawny, ale staje się systemem wsparcia biznesowego. Bieżąca kontrola rentowności małej firmy staje się niezwykle prosta dzięki zaawansowanym funkcjom kategoryzacji i oznaczania wydatków. Już na etapie akceptacji faktury możesz przypisać dany wydatek do konkretnego klienta czy zlecenia. W efekcie w czasie rzeczywistym widzisz, które projekty generują oczekiwane zyski, a gdzie koszty zaczynają niebezpiecznie wymykać się spod kontroli.

Obsługa kosztów spoza systemu KSeF

Warto pamiętać, że Krajowy System e-Faktur w 2026 roku nie obejmuje absolutnie wszystkich dokumentów finansowych. W codziennym prowadzeniu biznesu wciąż stykasz się z wydatkami, które nie przechodzą przez rządową bramkę – są to m.in. faktury zagraniczne od zagranicznych kontrahentów, dokumenty od podmiotów zwolnionych z VAT czy drobne paragony (np. za paliwo czy parkingi opłacane gotówką). Gdybyś korzystał wyłącznie z rządowego portalu, te dokumenty musiałbyś gromadzić i rozliczać zupełnie osobnymi, tradycyjnymi kanałami.

Scanye eliminuje tę dwoistość. Aplikacja posiada wbudowany, inteligentny system OCR. Jeśli otrzymasz papierowy paragon po prostu zrobisz mu zdjęcie smartfonem a plik znajdzie się w systemie, w przypadku faktury zagranicznej otrzymanej na maila – plik wgrasz z komputera do panelu. System automatycznie odczyta kwoty, stawki podatkowe oraz dane dostawcy i połączy je w jednym, przejrzystym widoku z fakturami pobranymi z KSeF.

Dzięki temu Twoja księgowość zyskuje komplet danych, a Ty zyskujesz bezcenny czas i pewność, że żaden koszt nie zginie w portfelu czy samochodowym schowku. Scanye integruje się z 13 najpopularniejszymi programami księgowymi w Polsce (np. Comarch ERP Optima, InsERT, Symfonia), co oznacza, że Twoje biuro rachunkowe jednym kliknięciem pobierze gotową, zweryfikowaną przez Ciebie paczkę danych bez konieczności ręcznego wklepywania dokumentów.

W erze KSeF w 2026 roku wygrywają te firmy, które zamiast traktować nowe prawo jako bolesną konieczność, wykorzystują je jako pretekst do pełnej, nowoczesnej cyfryzacji. Zainstalowanie intuicyjnej aplikacji Scanye na komputerze oraz smartfonie (iOS/Android) zajmuje tylko chwilę, a korzyści w postaci zaoszczędzonego czasu, idealnego porządku w finansach i pełnej ochrony przed chaosem biurokracji będą procentować przez długie lata.

Spór z PFRON zagroził płynności firmy. Rzecznik MŚP mówi o zasadzie proporcjonalności

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców kontynuuje działania w sprawie przedsiębiorstwa zatrudniającego osoby z niepełnosprawnościami, które znalazło się na granicy utraty płynności finansowej w wyniku działań Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Sprawa dotyczy wielomiesięcznego sporu administracyjnego, którego konsekwencje mogą oznaczać likwidację miejsc pracy dla osób wymagających szczególnego wsparcia na rynku pracy.

Ten przypadek pokazuje, jak ogromne znaczenie ma przestrzeganie zasady proporcjonalności oraz rzetelne prowadzenie postępowań administracyjnych. Mówimy o przedsiębiorstwie, które zatrudnia osoby z niepełnosprawnościami i realizuje ważną społecznie funkcję. Tymczasem skutki decyzji administracyjnych doprowadziły firmę do sytuacji zagrażającej jej dalszemu funkcjonowaniumówi Agnieszka Majewska, Rzecznik MŚP.

Przedsiębiorca został zobowiązany do zwrotu środków otrzymanych z PFRON z tytułu dofinansowania wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami. Podstawą decyzji miały być stwierdzone nieprawidłowości związane z terminowością rozliczeń składek. Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił jednak zaskarżoną decyzję, wskazując na niewystarczające przeprowadzenie postępowania dowodowego oraz konieczność szczegółowej analizy dokumentacji przedstawionej przez przedsiębiorcę.

Niezmiennie stoję na stanowisku, że organy publiczne powinny działać w sposób uwzględniający nie tylko formalny wymiar sprawy, lecz także jej skutki gospodarcze i społeczne. Nie można akceptować sytuacji, w której konsekwencje błędów proceduralnych lub niejednoznaczności interpretacyjnych prowadzą do zagrożenia działalności przedsiębiorstwa oraz miejsc pracy osób z niepełnosprawnościamipodkreśla Agnieszka Majewska.

Rzecznik MŚP skierowała w tej sprawie wystąpienia do właściwych instytucji państwowych, domagając się wyjaśnień dotyczących sposobu prowadzenia postępowań oraz zastosowanych mechanizmów kontrolnych. Za konieczne uważa zapewnienie przedsiębiorcy ochrony prawnej oraz prowadzenie działań zgodnie z konstytucyjnymi zasadami zaufania obywatela do państwa i pewności prawa.

Państwowe instrumenty wsparcia powinny wzmacniać aktywność zawodową osób z niepełnosprawnościami, a nie prowadzić do destabilizacji podmiotów, które takie miejsca pracy tworzą. Każda sprawa wymagająca mojej interwencji jest analizowana przez pryzmat przepisów oraz skutków, jakie wywołuje dla przedsiębiorców, pracowników i ich rodzindodaje Minister Majewska.

Warto podkreślić, że sytuacja na lokalnym rynku pracy należy do trudniejszych niż średnio w kraju. Stopa bezrobocia w powiecie tucholskim w 2024 r. wyniosła 10,7 proc., podczas gdy średnia krajowa wynosiła 5,1 proc. Dla osób z niepełnosprawnościami znalezienie zatrudnienia jest zwykle jeszcze większym wyzwaniem niż dla pozostałych mieszkańców. Dlatego też sytuacja Tuchmetu wykracza poza sam spór administracyjny. Dotyczy również bezpieczeństwa zawodowego osób, które na lokalnym rynku pracy mają zdecydowanie mniej możliwości znalezienia nowego zatrudnienia niż mieszkańcy dużych miast.

Zespół Biura Rzecznika MŚP będzie monitorować dalszy przebieg postępowania oraz podejmować działania na rzecz ochrony praw przedsiębiorcy i zatrudnionych przez niego osób z niepełnosprawnościami.

Amerykański przemysł z mocnym odczytem PMI, ale źródła wzrostu budzą wątpliwości

Potwierdzony został silny wzrost aktywności w amerykańskim przemyśle. Majowy ostateczny odczyt PMI na poziomie 55,1 (wstępny szybki odczyt kształtował się na poziomie 55,3) potwierdza wyraźne ożywienie sektora, jednak jego źródła nie są w pełni trwałe. Warto zaznaczyć – jest to najmocniejszy odczyt wskaźnika od połowy 2022 roku. Dane wskazują, że znaczną część wzrostu napędza gromadzenie zapasów przez firmy, które obawiają się dalszych wzrostów cen i zakłóceń w łańcuchach dostaw. Jednocześnie presja kosztowa pozostaje bardzo wysoka – ceny surowców rosną najszybciej od kilku lat, co zwiększa ryzyko utrzymania podwyższonej inflacji w gospodarce. Negatywnym sygnałem jest także utrzymujący się spadek eksportu, obciążonego napięciami geopolitycznymi i barierami handlowymi. W efekcie obecne dobre wyniki przemysłu mogą okazać się przejściowe, a ich wyhamowanie jest prawdopodobne, gdy efekt budowania zapasów zacznie wygasać.

Mercator Medical z 15,4 mln zł EBITDA w I kwartale 2026 r.

Grupa Mercator Medical, producent rękawic jednorazowych i dystrybutor materiałów medycznych, w I kwartale 2026 r. zaraportowała stabilny poziom przychodów ze sprzedaży o wartości 145,6 mln zł, wobec 147,6 mln zł w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Marża brutto na sprzedaży produktów i towarów wzrosła o 35,9% r/r do 38 mln zł. Wynik EBITDA osiągnął 15,4 mln zł, co oznacza wzrost o 185% w porównaniu do 5,4 mln zł rok wcześniej. Z kolei zysk netto Grupy wyniósł 12,9 mln zł, wobec 30,3 mln zł w I kwartale ubiegłego roku – znacząca różnica na zysku netto wynika głównie z nadwyżki dodatnich różnic kursowych nad ujemnymi ujętej w przychodach finansowych, która wyniosła 19,4 mln zł w I kw. 2025 wobec 0,9 mln zł w I kw. 2026.  W I kwartale br. Grupa Mercator Medical sprzedała łącznie niemal 1,6 mld szt. rękawic, co stanowi 11% wzrost r/r.

–– W pierwszym kwartale zrealizowaliśmy kluczowe cele sprzedażowe, wzmacniając pozycję Grupy na najważniejszych rynkach oraz poprawiając efektywność operacyjną. Wpływ na otoczenie rynkowe miała również sytuacja w rejonie cieśniny Ormuz, oddziałująca na podaż i ceny ropy naftowej oraz produkty powiązane z rynkiem petrochemicznym. W przypadku Grupy sprzyjało to segmentowi dystrybucyjnemu, jednocześnie nie wywierając istotnej presji na działalność produkcyjną w Tajlandii. Stale rozwijamy portfolio produktowe, zwiększając udział produktów premium oraz rękawic BIO, które są odpowiedzią na oczekiwania odbiorców. Kontynuujemy także inwestycje ukierunkowane na ograniczanie kosztów, w tym projekt kogeneracji w Tajlandii, którego zakończenie planowane jest w drugim kwartale. Po uruchomieniu instalacja powinna zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne zakładu oraz pozytywnie wpłynąć na rentowność segmentu produkcyjnego. Konsekwentnie rozwijamy również segment nieruchomości poprzez Mercator Estates, koncentrując się na projektach premium i analizując kolejne inwestycje, na które mamy zabezpieczone środki – mówi Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Grupy Mercator Medical S.A.

W I kwartale 2026 r. Grupa Mercator Medical sprzedała łącznie 1 574,8 mln sztuk rękawic, co oznacza wzrost o 155,2 mln sztuk, tj. 10,9% r/r. Jednocześnie Grupa kontynuowała rozwój produktów komplementarnych. Przychody ze sprzedaży włókniny wzrosły do 11 mln zł, czyli o 2,7 mln zł (+32,5% r/r), a jej udział w strukturze sprzedaży zwiększył się do 7,5% wobec 5,6% rok wcześniej.

Stany Zjednoczone pozostały największym rynkiem zbytu dla Grupy Mercator Medical z 36% udziałem w łącznej sprzedaży. Grupa utrzymała tam stabilny poziom sprzedaży porównywalny z rokiem ubiegłym, który wyniósł 52,9 mln zł. W Polsce, która jest drugim najważniejszym rynkiem, Grupa odnotowała 21% wzrost r/r, do wartości 40,9 mln zł. Mercator Medical utrzymała także stabilną sprzedaż w krajach Europy Środkowo Wschodniej.

Utrzymaliśmy stabilny poziom przychodów rok do roku, jednocześnie poprawiając rentowność działalności operacyjnej, co znalazło odzwierciedlenie w wyższym wyniku EBITDA. Koszty działalności operacyjnej obniżyły się o 7,5% r/r, do poziomu 138,9 mln zł. co było m.in. efektem kontynuacji działań ukierunkowanych na poprawę efektywności kosztowej. Różnica na poziomie zysku netto wynikała natomiast przede wszystkim z niższego niż w analogicznym okresie roku ubiegłego poziomu dodatnich różnic kursowych ujmowanych w przychodach finansowych. Saldo dodatnich i ujemnych różnic kursowych w pierwszym kwartale 2026 wyniosło 0,9 mln zł podczas gdy w roku ubiegłym w tym samym okresie 19,4 mln zł – mówi Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical.

Stabilna sytuacja finansowa Grupy Mercator Medical umożliwia konsekwentną realizację celów rozwojowych oraz prowadzenie nowych projektów inwestycyjnych. Na koniec marca 2026 r. Grupa posiadała około 204 mln zł gotówki netto i innych aktywów finansowych, co stanowi solidną bazę do dalszego rozwoju działalności.

W ramach segmentu nieruchomości, spółka zależna Mercator Estates kontynuowała działania związane z rozwojem portfela inwestycji oraz przygotowaniem kolejnych projektów mieszkaniowych. Obecnie w realizacji lub przygotowaniu znajdują się cztery projekty deweloperskie. W I kwartale 2026 r. Mercator Estates poinformował o wyborze najkorzystniejszej oferty zakupu nieruchomości w Katowicach o wartości 28,5 mln zł, przy czym finalna umowa została zawarta w kwietniu br. Dodatkowo podpisano warunkową umowę przedwstępną dotyczącą nabycia nieruchomości w Krakowie za 17,3 mln zł. Spółka zakłada dalszy rozwój działalności deweloperskiej, kolejne akwizycje oraz wzmacnianie kompetencji pozwalających na samodzielne zarządzanie inwestycjami.

Nie politycy i autorytety, ale influencerzy. Twórcy internetowi zmieniają społeczeństwo

Od początku 2026 roku o internetowym twórcy Łatwogangu ukazało się ponad 5,9 tys. publikacji na portalach informacyjnych, które dotarły do przeszło 75 mln odbiorców, wynika z analizy Instytutu Przywództwa. Projekty influencera stały się jednym z najbardziej widocznych fenomenów społecznych i medialnych w polskim internecie.

Internetowi influencerzy coraz mocniej wpływają na sposób myślenia, decyzje zakupowe i postawy społeczne młodych ludzi. Skala zainteresowania twórcami internetowymi pokazuje, że tradycyjne autorytety tracą monopol na kształtowanie opinii publicznej. Zdaniem Piotra Gąsiorowskiego to jedna z najważniejszych zmian społecznych ostatnich lat, która redefiniuje współczesne przywództwo.

Przez lata przywództwo kojarzyliśmy z polityką, biznesem, edukacją czy religią. Tymczasem dziś ogromny wpływ społeczny budują osoby, które nie mają formalnej władzy, ale posiadają coś równie istotnego – uwagę, zaufanie i zdolność budowania relacji z milionami odbiorców. To fundamentalna zmiana społeczna, której nie można ignorować i która pokazuje, jak wciąż niezmienne znaczenia ma emocja społeczna – komentuje Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Skala wpływu: dziesiątki milionów odbiorców

O sile współczesnych influencerów najlepiej świadczy zdaniem eksperta skala generowanego przez nich zainteresowania i zaangażowania. Tylko od początku 2026 roku do końca maja projekt Łatwogang wygenerował 5 940 publikacji na portalach internetowych, których łączny zasięg przekroczył 75,9 mln odbiorców.

Jeszcze większą skalę widać w mediach społecznościowych. Na TikToku treści związane z Łatwogangiem osiągnęły szacowany zasięg ponad 236 mln wyświetleń, przy 4,8 tys. nagraniach opublikowanych przez użytkowników. Na portalu X odnotowano z kolei 4,7 tys. wzmianek o influencerze, których łączny zasięg przekroczył 137 mln odbiorców.

Liczby pokazują, że influencerzy przestają pełnić wyłącznie funkcję twórców rozrywki. Coraz częściej ich działania stają się zjawiskiem o skali oddziaływania porównywalnej do działań dużych organizacji i kampanii społecznych.

Gdy pojedynczy projekt internetowy generuje dziesiątki milionów kontaktów medialnych i setki milionów wyświetleń w mediach społecznościowych, nawet jeśli wynika z chwilowej popularności, to wskazuje na stałą społeczną wrażliwość. Być może mamy do czynienia z nowym modelem wpływu społecznego, który zmienia sposób budowania autorytetu, uwagi i zaufania – komentuje Piotr Gąsiorowski.

Od zasięgu do działania: influencerzy mobilizują społeczności

Skala wpływu internetowych twórców nie kończy się dziś wyłącznie na wyświetleniach, komentarzach czy viralowych trendach. Coraz częściej przekłada się także na konkretne działania społeczne. Przykładem są internetowe zbiórki organizowane przez Łatwoganga, które angażują tysiące odbiorców, pokazując zdolność cyfrowych społeczności do szybkiej mobilizacji wokół określonych celów.

Zdaniem eksperta to jedna z najbardziej istotnych zmian ostatnich lat – influencerzy coraz częściej nie tylko przyciągają uwagę, ale także inicjują realne działania społeczne i angażują do nich biznes. W praktyce oznacza to, że internetowi twórcy zaczynają pełnić rolę nieformalnych liderów opinii, którzy potrafią mobilizować nie tylko swoich odbiorców, ale także marki i organizacje wokół konkretnych inicjatyw społecznych czy charytatywnych.

Nowy model społecznego wpływu

Zdaniem eksperta współczesne przywództwo coraz mniej opiera się na stanowisku czy instytucjonalnym autorytecie, a bardziej na zdolności przyciągania uwagi i tworzenia poczucia wspólnoty.

Dla młodego pokolenia influencerzy często stają się ważniejszym punktem odniesienia niż eksperci. To oni mówią, co warto kupić, jak żyć, co jest modne, ale też coraz częściej komentują kwestie społeczne, zdrowie, relacje czy wartości. Oczywiście nie każdy influencer buduje odpowiedzialny wpływ, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z nowym typem przywództwa społecznego – ocenia Gąsiorowski.

Jak podkreśla prezes Instytutu Przywództwa, rosnąca siła internetowych twórców rodzi także nowe wyzwania dla edukacji, biznesu i instytucji publicznych.

Nie da się dziś skutecznie komunikować do młodych ludzi, ignorując świat cyfrowych liderów opinii. Organizacje, szkoły, firmy czy liderzy społeczni muszą zrozumieć, że walka o uwagę i zaufanie odbywa się dziś w zupełnie innym środowisku niż jeszcze dekadę temu. To nie chwilowy trend – to trwała zmiana sposobu budowania wpływu społecznego – podsumowuje ekspert.

Czerwcowa decyzja RPP: więcej argumentów za stabilizacją niż za cięciem

Czerwcowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w momencie, gdy oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych wyraźnie osłabły. Choć jeszcze kilka miesięcy temu rynek zakładał kontynuację łagodzenia polityki pieniężnej, obecne dane makroekonomiczne i sytuacja globalna skłaniają raczej do ostrożności.

Najważniejszym elementem pozostaje inflacja. Po wcześniejszym spadku w okolice celu inflacyjnego NBP pojawiły się sygnały, że tempo dezinflacji może wyhamowywać. Szczególnie istotna pozostaje inflacja bazowa, która pokazuje trwałość presji cenowej w gospodarce, zwłaszcza w usługach. Z perspektywy RPP oznacza to konieczność zachowania ostrożności i unikania zbyt szybkiego obniżania kosztu pieniądza.

Równocześnie sytuacja gospodarcza w Polsce pozostaje względnie stabilna. Konsumpcja prywatna utrzymuje się na solidnym poziomie, rynek pracy nie pokazuje oznak gwałtownego pogorszenia, a aktywność gospodarcza nie wskazuje na silne spowolnienie wymagające pilnej stymulacji monetarnej. To ogranicza presję na dalsze cięcia stóp już w czerwcu.

Ważnym sygnałem dla oceny przyszłych decyzji RPP są również notowania stawek IRS, które odzwierciedlają oczekiwania rynku dotyczące przyszłego poziomu stóp procentowych. W ostatnim czasie widoczny był ich wzrost, co można interpretować jako zmniejszenie wiary inwestorów w szybkie dalsze obniżki. Rynek zaczął zakładać bardziej ostrożną ścieżkę polityki monetarnej, a nawet możliwość dłuższego utrzymania obecnych poziomów stóp.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje sytuacja geopolityczna, szczególnie napięcia wokół Iranu. Wyższe ceny ropy i energii mogą w kolejnych miesiącach ponownie zwiększać koszty transportu i produkcji, co mogłoby utrudnić dalszy spadek inflacji. Dla banku centralnego jest to argument za zachowaniem większej ostrożności w podejmowaniu decyzji.

Jaka decyzja może zapaść?

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na czerwcowym posiedzeniu wydaje się utrzymanie stóp procentowych bez zmian. RPP może uznać, że potrzebuje więcej czasu, aby ocenić wpływ wcześniejszych decyzji oraz sprawdzić, czy inflacja rzeczywiście pozostanie pod kontrolą mimo rosnących ryzyk zewnętrznych.

Nie można całkowicie wykluczyć kolejnej obniżki w dalszej części roku, jednak w czerwcu bardziej prawdopodobna wydaje się strategia wyczekiwania i ostrożnej komunikacji niż kolejny ruch w dół.

Koniec optymizmu. Deweloperzy: będziemy sprzedawać wolniej, ale w podobnych cenach

Rynek mieszkaniowy mówi dziś dwoma głosami. Deweloperzy po mocnym początku roku wyraźnie ostrożniej patrzą na sprzedaż i w większości zakładają brak zmian w cennikach. Klienci wciąż boją się wzrostu cen – wynika z majowego Indeksu Nastroju Deweloperów przeprowadzonego przez portal mieszkaniowy Tabelaofert.

Większość badanych deweloperów (70%) przewiduje utrzymanie obecnych cenników połączonego ze spowolnieniem tempa sprzedaży. Z badania IBRiS dla portalu Tabelaofert wynika natomiast, że w największych miastach wzrostu cen mieszkań spodziewa się aż 58% ankietowanych. To pokazuje, że choć rynek wyraźnie zwolnił po stronie oczekiwań sprzedażowych, wśród klientów nadal silna jest obawa, że odkładanie decyzji zakupowej może oznaczać wyższe ceny w przyszłości.

Indkes zmiany tempa

– Majowy spadek nastrojów sprzedażowych nie jest zaskoczeniem. On dość dobrze oddaje to, co widać dziś w biurach sprzedaży: klientów jest mniej, decyzje zakupowe trwają dłużej, a sama obecność zainteresowanego nie oznacza już szybkiej transakcji. Rynek nie zamarł, ale skończył się moment, w którym deweloperzy mogli liczyć, że popyt sam będzie przyspieszał z miesiąca na miesiąc. Teraz o każdą sprzedaż trzeba po prostu mocniej powalczyć – ceną, produktem, lokalizacją i elastycznością rozmów z klientem – komentuje Robert Chojnacki, założyciel i wiceprezes portalu mieszkaniowego Tabelaofert.

Znacznie mniej firm liczy na dalsze przyspieszenie sprzedaży

Za spadkiem majowego Indeksu stoi przede wszystkim gwałtowne ograniczenie liczby firm, które spodziewają się dalszego wzrostu tempa sprzedaży. W maju takiej odpowiedzi udzieliło 29,5% firm deweloperskich, podczas gdy w poprzednim badaniu było to 53,3%.
To oznacza, że grupa respondentów liczących na dalsze przyspieszenie rynku skurczyła się niemal o połowę. Tak silna zmiana pokazuje, że wcześniejszy optymizm bardzo szybko zderzył się z bardziej wymagającą rzeczywistością sprzedażową.

Jednocześnie większość firm nie zakłada jeszcze pogorszenia sytuacji. Najczęściej wybieraną odpowiedzią było utrzymanie obecnego tempa sprzedaży – wskazało ją 53,4% respondentów. Spadku sprzedaży spodziewa się jednak już 17,2% badanych deweloperów. To nie jest obraz rynku w załamaniu, ale rynek wyraźnie traci komfort. Coraz mniej firm liczy na samoczynne przyspieszenie popytu, a coraz więcej zakłada, że najbliższe miesiące będą wymagały aktywniejszej pracy z klientem i większej konkurencji między projektami.indeks nastrojów deweloperów

Ten odczyt dobrze pokazuje zmianę fazy rynku. Jeszcze niedawno wielu deweloperów zakładało, że sprzedaż będzie dalej przyspieszać niemal siłą rozpędu. Dziś coraz częściej dominuje założenie, że trzeba będzie przede wszystkim utrzymać obecne tempo. To duża różnica. Rynek nie załamał się, ale stał się znacznie bardziej wymagający: słabsze projekty, gorsze lokalizacje albo zbyt ambitne ceny będą dużo szybciej weryfikowane przez klientów – dodaje Robert Chojnacki

Deweloperzy nie zakładają przecen, klienci boją się podwyżek

Dane dotyczące cen pokazują dużo spokojniejszy obraz niż ten obserwowany w publicznej dyskusji o rynku mieszkaniowym. W majowym badaniu 70,1% deweloperów przewiduje brak zmian w cennikach, 22% spodziewa się wzrostu cen, a 7,9% oczekuje spadków. Oznacza to, że firmy deweloperskie w większości nie widzą dziś ani przestrzeni do mocnych podwyżek, ani przestrzeni do szerokich przecen.Deweloperzy nie zakładają przecen, klienci boją się podwyżek

Sam Indeks Zmiany Cen Mieszkań obniżył się wobec wcześniejszego rekordowego odczytu, ale nadal pozostaje dodatni. To oznacza, że oczekiwania cenowe deweloperów osłabły, lecz nie przeszły w stronę prognoz spadkowych. Rynek częściej zakłada utrzymanie obecnych poziomów cen niż ich wyraźną korektę.indkes zmiany cen

Jednym z powodów, dla których deweloperzy nie zakładają szerokich przecen, pozostają koszty realizacji inwestycji. Firmy zwracają uwagę na ceny materiałów budowlanych, transportu, wykonawstwa i finansowania projektów. Dlatego słabsze oczekiwania sprzedażowe mogą ograniczać skłonność do podwyżek, ale nie oznaczają automatycznie przestrzeni do obniżania cen, szczególnie w nowych inwestycjach wprowadzanych do sprzedaży.

Na tym tle wyraźnie odróżniają się nastroje potencjalnych kupujących. Z badania IBRiS dla portalu Tabelaofert wynika, że w największych miastach wzrostu cen mieszkań spodziewa się 58% ankietowanych. Spadków oczekuje jedynie 7,9%, a stabilizacji 17,5% badanych.

To pokazuje, że klienci nadal patrzą na rynek przez pryzmat doświadczeń ostatnich lat.indeks nsatrojów Klientów

– W oczekiwaniach cenowych widać dziś wyraźny rozdźwięk między deweloperami a kupującymi. Firmy najczęściej zakładają utrzymanie obecnych cenników, natomiast klienci dużo częściej obawiają się wzrostu cen. To efekt pamięci poprzedniego cyklu, w którym mieszkania drożały szybko, a zwlekanie z decyzją zakupową często działało na niekorzyść kupujących – komentuje Katarzyna Tworska dyrektor zarządzający Rednet24

Przedmieścia łączą deweloperów i klientów

Majowe badanie pokazuje też wyraźną zmianę w myśleniu o kierunkach rozwoju nowych inwestycji mieszkaniowych. Zapytani o to, co będzie lepsze dla rynku: budowanie większej liczby mieszkań w centrach miast czy rozwijanie przedmieść z dobrym transportem publicznym, deweloperzy zdecydowanie wskazali na drugi wariant. Rozwój przedmieść wybrało 75% respondentów, podczas gdy inwestycje w centrach miast wskazało 18% badanych, a 6% opowiedziało się za podejściem łączonym.

– To wybór bardzo pragmatyczny. Centra miast pozostaną atrakcyjne i prestiżowe, ale ich potencjał podażowy jest coraz bardziej ograniczony. Brakuje gruntów, ceny działek są wysokie, a przygotowanie inwestycji bywa skomplikowane i kosztowne. W efekcie nowe projekty w centrach wymagają cen, które coraz trudniej pogodzić z ostrożniejszą postawą klientów – dodaje Robert Chojancki

Przedmieścia dają większą dostępność gruntów, możliwość realizacji większych inwestycji i szansę na zaoferowanie większych mieszkań w bardziej akceptowalnych cenach. Coraz większe znaczenie mają też jakość otoczenia, dostęp do zieleni, funkcjonalny metraż

i możliwość pracy hybrydowej. Warunek jest jednak kluczowy: dobra komunikacja publiczna. Bez niej rozwój przedmieść grozi chaotyczną suburbanizacją. Z nią może stać się realną odpowiedzią na potrzeby rynku.centrum czy przedmiescia

Co ważne, podobnie myślą także potencjalni kupujący. Z badania IBRiS dla portalu mieszkaniowego Tabelaofert wynika, że rozwój nowych osiedli poza centrum, pod warunkiem dobrej komunikacji publicznej, popiera 73,4% ankietowanych. Dogęszczanie zabudowy w istniejących częściach miasta wskazało niespełna 15% badanych. To oznacza, że w tym obszarze oczekiwania klientów i deweloperów są wyjątkowo zbieżne.

– Przez lata przedmieścia traktowano jak kompromis. Dziś coraz częściej to centrum jest kompromisem: mniejszy metraż, wyższa cena i ograniczona dostępność nowych projektów. Jeżeli za przedmieściami idzie dobra komunikacja publiczna, to dla wielu rodzin wybór staje się oczywisty. Deweloperzy też to widzą — tam, gdzie w centrum kończą się grunty i ekonomika projektu przestaje się spinać, rynek będzie szukał nowych kierunków – komentuje Ewa Palus, główna analityczka portalu mieszkaniowego Tabelaofert.

Wątek ten dobrze wpisuje się w dyskusje prowadzone podczas Tabelaofert TALKS, gdzie mocno wybrzmiał wpływ demografii na przyszłość rynku mieszkaniowego. Rynek nie będzie już mógł opierać się wyłącznie na przekonaniu, że popyt sam się pojawi. Coraz większe znaczenie będzie miało dopasowanie oferty do realnych możliwości i potrzeb gospodarstw domowych.
Majowy indeks pokazuje więc rynek, który wchodzi w fazę ostrożnego realizmu. Deweloperzy widzą słabsze tempo sprzedaży, ale nie wierzą w głębokie przeceny. Jednocześnie coraz wyraźniej wskazują, że przyszły rozwój podaży będzie przesuwał się poza ścisłe centra miast — pod warunkiem, że przedmieścia będą dobrze skomunikowane i projektowane jako pełnowartościowe miejsca do życia.

Medicalgorithmics zawiera partnerstwo technologiczne z Accyourate – włoską firmą wearable healthcare

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca nowatorskich technologii z obszaru kardiologii, zawiera kolejne partnerstwo technologiczne. Innowacyjne algorytmy DRAI oraz oprogramowanie DRP zostaną zintegrowane z rozwiązaniami włoskiej firmy Accyourate – jednego z europejskich liderów wearable healthcare. Współpraca wpisuje się w globalny trend dynamicznego rozwoju zdalnego monitorowania pacjentów, prewencji kardiologicznej oraz decentralizacji usług diagnostycznych, wzmacniając pozycję obu firm na europejskim rynku digital health. Ambicją firmy Accyourate jest zainteresowanie zintegrowanym rozwiązaniem setek tysięcy pacjentów. W ramach umowy Spółka będzie uzyskiwać minimalne miesięczne przychody, a partner ma plan i aspiracje procesować technologią autorstwa Medicalgorithmics znaczące ilości wykonywanych badań.

Accyourate to innowacyjna włoska spółka medtech specjalizująca się w rozwiązaniach z obszaru wearable healthcare, zdalnego monitorowania pacjentów oraz analizy danych fizjologicznych wspieranej przez sztuczną inteligencję. Firma rozwija nowoczesną platformę opartą o inteligentne sensory tekstylne i rozwiązania chmurowe umożliwiające ciągły monitoring parametrów życiowych, w tym sygnału ECG, w modelu telemedycznym.

Współpraca pomiędzy Accyourate i Medicalgorithmics tworzy silne strategiczne połączenie naszych kompetencji. Włoski partner wnosi nowoczesną warstwę urządzeń wearable i doświadczenie w obszarze cyfrowego monitoringu pacjentów, natomiast Medicalgorithmics dostarcza zaawansowane algorytmy AI do analizy sygnału ECG, wieloletnie doświadczenie kliniczne oraz skalowalną platformę diagnostyczną klasy medycznej. Jestem przekonany, że wspólnie z Accyourate wniesiemy domową opiekę nad pacjentem na jeszcze wyższy poziom. – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Połączenie technologii obu firm może umożliwić stworzenie kompleksowego rozwiązania nowej generacji dla rynku zdalnej diagnostyki kardiologicznej i telemedycyny, obejmującego zarówno akwizycję danych biologicznych, jak i ich zaawansowaną analizę diagnostyczną wspieraną przez AI. Biorąc pod uwagę globalny charakter umowy, dzięki współpracy oprogramowanie i algorytmy Medicalgorithmics będą mogły pomagać pacjentom we Włoszech, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, krajach Beneluksu oraz na Bałkanach.

Lekarz, informatyk, adwokat. Takie zawody rodzice najchętniej wybierają dla dzieci

Ratownik medyczny, uznany za najbardziej poważany zawód, nie jest profesją najchętniej widzianą przez rodziców jako przyszłość dla ich dzieci — okazał się nią lekarz. Podobnie jak rok temu, okazuje się, że chodzi nie tylko o prestiż, ale też stabilność, zapotrzebowanie na daną profesję i, oczywiście, wysokie zarobki — tak wynika z „Rankingu Zawodów 2026” przygotowanego przez SW Research.

Dzień Dziecka to zazwyczaj rodzinny czas pełen wspólnych zabaw, rozmów i aktywności. W przypadku starszych dzieci, być może przewinie się w ich trakcie temat zawodowej przyszłości. Dziecięce marzenia są różne i często zmienne, z kolei ambicje rodziców to rzecz bardziej stała, ale ulegająca jednak pewnym zmianom na przestrzeni czasu. Dlatego co roku w ramach badania przeprowadzonego do „Rankingu Zawodów” sprawdzamy również, na jakich stanowiskach Polacy najchętniej widzieliby swoje dzieci. Pytanie to zadajemy osobno w kontekście córek i synów, prosząc o wskazanie do trzech profesji.

Nie tylko prestiż

Upragniony zawód dla dziecka to niekoniecznie ten najbardziej prestiżowy — najczęściej wskazywany przez rodziców lekarz (23 i 24% wskazań odpowiednio dla synów i córek) znalazł się dopiero na 4. miejscu rankingu poważania. Najbardziej cenione profesje — takie jak ratownik medyczny, strażak czy pilot samolotu pasażerskiego — były znacznie rzadziej wybierane, możliwe, że ze względu na trudne i ryzykowne warunki pracy. Społeczne uznanie zdaje się być jednak decydujące w przypadku tej ostatniej, która jest jedną z najchętniej widzianych dla synów.

O tym, że bezpieczeństwo i stabilizacja są ważne dla rodziców, świadczy fakt, że większość wymarzonych zawodów dla dzieci kojarzonych jest ze spokojną pracą umysłową (informatyk/informatyczka, adwokat/adwokatka) i raczej stabilnym zatrudnieniem (farmaceutka, profesorka uniwersytetu). W czołówce znaleźli się też przedsiębiorcy/przedsiębiorczynie i dyrektorzy/dyrektorki w dużej firmie. Jedną z wymarzonych profesji dla córek jest też nadal księgowa.

Wyniki pokazują, że wyobrażenia rodziców o dobrej przyszłości zawodowej dziecka są dość pragmatyczne. Lekarz pozostaje symbolem zawodu pożądanego — niekoniecznie dlatego, że jest najwyżej oceniany w rankingu prestiżu, ale dlatego, że łączy społeczne uznanie, stabilność i poczucie sensu pracy. Widać jednak, że sam prestiż nie wystarcza. Profesje obciążone dużym ryzykiem, odpowiedzialnością lub trudnymi warunkami pracy nie przekładają się automatycznie na rodzicielskie marzenia o przyszłości dzieci. Drugi ważny wątek to utrzymywanie się preferencji dla zawodów kojarzonych z bezpieczeństwem, pracą umysłową i przewidywalną ścieżką kariery — takich jak informatyk, adwokat, farmaceuta czy profesor uniwersytetu. Jednocześnie wysoko pojawiają się przedsiębiorca i dyrektor, co pokazuje, że rodzice coraz częściej cenią nie tylko stabilizację, ale też samodzielność, sprawczość i potencjał ekonomicznego sukcesu. —  komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Najmniej poważane najmniej popularne

Chociaż prestiż zawodu nie jest jedynym (ani nawet głównym) czynnikiem, który decyduje o tym, czy rodzice chętnie widzieliby w nim swoje dzieci, to większość najmniej pożądanych profesji nie jest zbyt popularnym wyborem w tym kontekście. Najmniej pożądanymi, zdaniem Polaków, zawodami dla dzieci są telemarketer/specjalista ds. sprzedaży zdalnej dla syna i kierowca komunikacji miejskiej dla córki. Dominują tutaj stanowiska typowo fizyczne: robotnik budowlany niewykwalifikowany, pracownik sprzątający czy taksówkarz/taksówkarka. Są to zawody, które (poza telemarketerem) plasują się gdzieś pośrodku tegorocznego rankingu zawodów.

Wspomniany telemarketer jest tu jednym z wyjątków — ta profesja nie tylko nie jest chętnie widziana przez rodziców, ale też „cieszy się” jednym z najniższych wskaźników społecznego poważania. Podobnie jak youtuber i influencer, które również były rzadko wskazywane przez rodziców jako wymarzone profesje dla swoich dzieci. W kategorii zawodów jednocześnie nisko poważanych społecznie i niezbyt popularnych wśród rodziców mieszczą się też stanowiska polityczne, takie jak poseł/posłanka czy radny/a gminny/a. Z kolei górnik/górniczka to profesja, która również nie jest zbyt chętnie widziana dla pociech, pomimo uzyskania wysokiej pozycji w rankingu społecznego uznania.

Ciekawie wygląda także lista zawodów najmniej pożądanych. W dużej mierze tworzą ją profesje kojarzone z pracą fizyczną, niższą stabilnością, mniejszą autonomią albo ograniczonym prestiżem społecznym. To pokazuje, że rodzice nie tylko wybierają dla dzieci zawody dające szansę na awans i bezpieczeństwo, ale też wyraźnie odrzucają te ścieżki, które postrzegają jako mniej rozwojowe, bardziej obciążające lub słabiej wynagradzane. — dodaje Piotr Zimolzak.

O jakich zawodach dla dzieci marzą matki, a o jakich ojcowie?

Wybory kobiet i mężczyzn co do wymarzonego zawodu dla dzieci są podobne, czasem jednak różnią się odsetkiem wskazań. I tak w przypadku synów matki częściej wskazywały profesję lekarza (26 vs 21%). Analogiczne różnice dotyczą informatyka/programisty czy przedsiębiorcy/właściciela dużej firmy (13 i 8%). Z kolei nieco więcej ojców widziałoby swoich synów jako pilotów samolotu pasażerskiego (13 vs 9%), ale też strażnika granicznego (6 vs 3%) — czyli profesję znajdującą się znacznie niżej na ogólnej liście najchętniej widzianych.

Jeżeli zaś chodzi o córki, różnice między wyborami rodziców są zauważalnie mniej wyraźne. Największa występuje w przypadku psychoterapeutki (4 pp.) — jako wymarzony dla pociechy płci żeńskiej ten zawód wskazuje 10% kobiet i 6% mężczyzn. Nieco niższa jest ona w przypadku przedsiębiorczyni/właścicielki dużej firmy. Matki nieco chętniej widzą też córki w profesjach takich jak ratowniczka medyczna, informatyczka/programistka, specjalistka ds. HR/kadrowych czy stewardessa. Wśród zawodów preferowanych przez mężczyzn dla pociech płci żeńskiej znalazły się niemal wszystkie stanowiska polityczne (ministra, radna gminna, posłanka na Sejm RP).

Nota metodologiczna:

Badanie przeprowadzono w dniach 21-23.04.26 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1006 Polaków w wieku 16-80 lat.

Regulacje i geopolityka zmieniają rynek AI. Stawką suwerenność gospodarcza

Ponad 70 krajów pracuje nad regulacjami dotyczącymi sztucznej inteligencji, a liczba inicjatyw legislacyjnych przekroczyła już 1000 – wynika z danych OECD AI Policy Observatory. Równolegle globalne inwestycje w AI osiągają bezprecedensową skalę – 600-800 mld USD trafia w rozwój modeli i aplikacji, a kolejne ok. 700 mld USD w infrastrukturę – szacuje McKinsey Global Institute. W tym samym czasie AI staje się obszarem napięć geopolitycznych, m.in. za sprawą ograniczeń eksportu chipów i rosnącej rywalizacji technologicznej między USA a Chinami. Efekt tych procesów jest coraz bardziej widoczny: sztuczna inteligencja przestaje być technologią globalną w klasycznym rozumieniu. Coraz więcej decyzji dotyczących jej rozwoju i wykorzystania przenosi się z poziomu globalnych platform na poziom państw i regionów.

Kto kontroluje dane i infrastrukturę, kontroluje AI

W to miejsce pojawia się model rozwoju silnie powiązany z regulacjami, dostępem do infrastruktury i kontrolą nad danymi. Coraz większe znaczenie ma nie tylko to, kto rozwija modele AI, ale gdzie są one trenowane i uruchamiane.

Unia Europejska jako pierwsza wdraża kompleksowe przepisy w postaci AI Act, które obejmują zarówno dostawców technologii, jak i organizacje wykorzystujące AI. Skala działań legislacyjnych przyspiesza proces „regionalizacji” – systemy sztucznej inteligencji muszą być projektowane zgodnie z lokalnymi wymogami prawnymi, szczególnie w obszarze przetwarzania danych.

Jednocześnie decyzje polityczne, takie jak ograniczenia eksportu zaawansowanych półprzewodników, pokazują, że dostęp do mocy obliczeniowej staje się zasobem strategicznym. Brak kontroli nad kluczowymi elementami technologii – od infrastruktury po modele – zwiększa ryzyko uzależnienia od zewnętrznych dostawców i wpływa na tempo rozwoju gospodarek.

W tym kontekście sztuczna inteligencja coraz częściej postrzegana jest jako infrastruktura krytyczna. Skala inwestycji oraz rosnąca zależność biznesu od algorytmów sprawiają, że kluczowe znaczenie mają już nie tylko same możliwości technologiczne, ale przede wszystkim bezpieczeństwo, dostępność oraz pełna kontrola nad środowiskiem przetwarzania – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

To przesunięcie zmienia sposób myślenia o AI – z narzędzia staje się ona fundamentem działania organizacji i gospodarek.

Polska pod kontrolą?

Globalne trendy zaczynają przekładać się także na dyskusję w Polsce. Coraz wyraźniej zarysowuje się kierunek, w którym rozwój modeli językowych oraz systemów AI powinien być powiązany z krajową infrastrukturą i większą kontrolą nad danymi – szczególnie w sektorach regulowanych. Impulsem są zarówno nowe regulacje unijne, jak i rosnące wymagania dotyczące bezpieczeństwa danych w organizacjach.

Suwerenność AI zaczyna się od miejsca przetwarzania danych. Jeśli organizacja nie ma kontroli nad tym, gdzie trafiają prompty, dane wejściowe i wyniki analizy, trudno mówić o realnej niezależności technologicznej – wskazuje ekspert Polcom. – W praktyce oznacza to odejście od modelu, w którym dane trafiają do globalnych systemów, na rzecz rozwiązań działających w prywatnej chmurze. W takim podejściu cały proces – od zapytania użytkownika po wygenerowaną odpowiedź – pozostaje w obrębie jednej infrastruktury, bez konieczności przekazywania danych podmiotom trzecim. W przeciwnym modelu organizacje tracą realną kontrolę nad tym, gdzie i w jaki sposób przetwarzane są ich dane – dodaje.

Umożliwia to pełną kontrolę nad bezpieczeństwem informacji oraz zgodność z wymaganiami regulacyjnymi, w tym RODO i standardami branżowymi. Coraz częściej standardem staje się również brak domyślnego zapisu promptów i odpowiedzi, z możliwością jego włączenia na potrzeby audytu lub monitorowania.

Organizacje chcą dziś wiedzieć nie tylko, jak działa AI, ale przede wszystkim gdzie znajdują się ich dane i kto ma do nich dostęp. To zmienia sposób projektowania całych systemów – podkreśla Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

Suwerenność jako warunek rozwoju

Połączenie presji regulacyjnej, napięć geopolitycznych i skali inwestycji sprawia, że suwerenność cyfrowa przestaje być elementem strategii wizerunkowej, a staje się warunkiem rozwoju. Dla firm i instytucji oznacza to konieczność podejmowania decyzji nie tylko o tym, jak wykorzystać AI, ale przede wszystkim gdzie i na jakich zasadach będzie ona działać. W praktyce to właśnie kontrola nad danymi i infrastrukturą zaczyna dziś decydować o tym, które organizacje i gospodarki będą w stanie rozwijać AI na własnych warunkach.

W najbliższych latach można spodziewać się dalszego zaostrzenia tego trendu – zarówno w postaci kolejnych regulacji, jak i inwestycji w lokalną infrastrukturę AI. Dla wielu gospodarek będzie to moment rozstrzygający: czy pozostaną odbiorcami globalnych technologii, czy staną się ich współtwórcami. W tym układzie suwerenność gospodarcza przestaje być deklaracją, a zaczyna pełnić rolę realnego czynnika konkurencyjności.

Botanika Farm podsumowuje I kw. 2026 r. – odpalenie zakładu w Mietkowie z pełną mocą oraz plany na nowe inwestycje

Botanika Farm S.A., spółka z segmentu FoodTech, podsumowuje I kw. 2026 r. W analizowanym okresie spółka z Mietkowa wygenerowała 22,1 mln zł przychodów netto ze sprzedaży co stanowi wzrost o 55,6% wobec 14,2 mln zł wygenerowanych w I kw. 2025 r. Warto zwrócić uwagę na poprawę rentowności spółki, o czym świadczą ponad dwukrotne wzrosty zysku z działalności operacyjnej oraz zysku netto, które w I kw. 2026 r. odpowiednio wyniosły  4,44 mln zł wobec 1,76 mln zł rok wcześniej oraz 3,17 mln zł wobec 1,34 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. W pierwszych miesiącach roku Spółka uruchomiła relokowany zakład w Mietkowie, który działa już z pełną mocą, rozpoczęła działania mające na celu pozyskanie dodatkowego finansowania na nowe inwestycje oraz zakończyła prace nad prospektem emisyjnym.

I kw. 2026 r. obfitował w wiele kluczowych dla spółki wydarzeń. Najważniejszym z nich było uruchomienie zakładu w Mietkowie, który działa już z pełną mocą, co pozwoliło spółce na rozpoczęcie w kwietniu procesu zwiększenia produkcji do 50 tys. ton. Drugim równie ważnym wydarzeniem w ubiegłym kwartale było zakończenie procesu przygotowania prospektu emisyjnego oraz złożenie go do KNF. Dzięki temu spółka od kwietnia przygotowuje się do zapowiadanego debiutu na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Ostatnim wydarzeniem było rozpoczęcie procesu inwestycji w nową suszarnię o wydajności 1500 ton mokrego ziarna na dobę. Spółka zabiega o dofinansowanie połowy inwestycji od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, co zostanie potwierdzone na koniec roku.

– W I kw. 2026 r. zwiększyliśmy przychody o ponad 55% rok do roku, jednocześnie ponad dwukrotnie poprawiając wynik operacyjny i zysk netto. To potwierdza, że realizowana przez nas strategia rozwoju oraz inwestycje w moce produkcyjne zaczynają przynosić wymierne efekty. Kluczowym wydarzeniem kwartału było uruchomienie zakładu w Mietkowie, który już dziś pracuje z pełną mocą i umożliwia nam dalsze zwiększanie skali działalności. Równolegle zakończyliśmy prace nad prospektem emisyjnym i rozpoczęliśmy przygotowania do przejścia na rynek główny GPW, co będzie kolejnym ważnym etapem rozwoju Botanika Farm. – podsumowuje Bartosz Radziszewski, Prezes Zarządu Botanika Farm.

Agnieszka Stępień ponownie na czele Krajowej Rady Fizjoterapeutów. KIF wybrała władze na lata 2026–2030

W Warszawie zakończył się III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów. Delegaci z całego kraju podsumowali działalność organów II kadencji Krajowej Izby Fizjoterapeutów i wybrali nowe władze samorządu zawodowego. Prezesem Krajowej Rady Fizjoterapeutów na lata 2026–2030 ponownie została dr hab. Agnieszka Stępień.

III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów odbył się 22–23 maja 2026 r. w Warszawie. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń samorządu zawodowego fizjoterapeutów, ponieważ zjazd zamykał dotychczasową kadencję władz KIF i jednocześnie otwierał nowy etap funkcjonowania Izby.

Podczas dwudniowych obrad delegaci przyjęli sprawozdania organów II kadencji, przeprowadzili wybory do organów Krajowej Izby Fizjoterapeutów oraz procedowali uchwały dotyczące zasad funkcjonowania samorządu w kolejnych latach. Wśród tematów znalazły się m.in. zasady wynagradzania osób pełniących funkcje w organach KIF, gospodarka finansowa oraz wytyczne działania Izby na lata 2026–2030.

Agnieszka Stępień wybrana na kolejną kadencję

Najważniejszym punktem pierwszego dnia zjazdu był wybór Prezesa Krajowej Rady Fizjoterapeutów III kadencji. Delegaci ponownie powierzyli tę funkcję dr hab. Agnieszce Stępień.

W głosowaniu uzyskała ona 234 głosy. Jej kontrkandydat, dr hab. Mariusz Migała, otrzymał 85 głosów. Oznacza to, że Agnieszka Stępień będzie kierować Krajową Radą Fizjoterapeutów w latach 2026–2030.

Kandydat Liczba głosów
dr hab. Agnieszka Stępień 234
dr hab. Mariusz Migała 85

Wybór prezesa KRF był jednym z kluczowych rozstrzygnięć zjazdu. Nowa kadencja przypadnie na okres, w którym samorząd fizjoterapeutów będzie mierzył się zarówno z wyzwaniami organizacyjnymi, jak i z kwestiami dotyczącymi miejsca fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia.

Sprawozdania organów II kadencji przyjęte przez delegatów

Pierwszy dzień obrad rozpoczął się wystąpieniem Prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów oraz spotkaniami z zaproszonymi gośćmi. Następnie delegaci wybrali prezydium Zjazdu oraz komisje odpowiedzialne za przebieg obrad i procedowanie uchwał.

W dalszej części przyjęto zmiany w regulaminie Krajowego Zjazdu Fizjoterapeutów oraz zasadach przeprowadzania wyborów do organów KIF. Delegaci rozpatrzyli także i zatwierdzili sprawozdania organów II kadencji.

Sprawozdania dotyczyły działalności:

Organ KIF Zakres decyzji
Krajowa Rada Fizjoterapeutów sprawozdanie z działalności II kadencji
Komisja Rewizyjna sprawozdanie kontrolne
Sąd Dyscyplinarny sprawozdanie z działalności orzeczniczej
Wyższy Sąd Dyscyplinarny sprawozdanie z działalności
Rzecznik Dyscyplinarny sprawozdanie z wykonywania funkcji

Zatwierdzenie sprawozdań było formalnym podsumowaniem kończącej się kadencji i otworzyło drogę do wyboru nowych władz samorządu.

Nowy skład Krajowej Rady Fizjoterapeutów

Drugiego dnia obrad przeprowadzono wybory członków organów Krajowej Izby Fizjoterapeutów. Wybrano m.in. członków Krajowej Rady Fizjoterapeutów III kadencji reprezentujących poszczególne województwa.

W skład KRF weszli:

Dolnośląskie: Michał Guła, Aneta Kaczorowska, Marzena Kobylańska, Karolina Molek, Agnieszka Stasiak-Lis, Jarosław Szkudlarek.

Kujawsko-Pomorskie: Wojciech Kwiatkowski, Marta Podhorecka, Anna Pyszora, Sebastian Szyper.

Lubelskie: Andrzej Czapłygin, Ireneusz Hałas, Monika Kwiatkowska, Beata Wójcik.

Lubuskie: Janusz Doś, Wojciech Górecki, Mateusz Hozakowski.

Łódzkie: Kamil Białas, Michał Łaz, Michalina Torczyńska, Karol Wojciechowski.

Małopolskie: Justyna Bakalarz, Joanna Bukowska, Katarzyna Fountoukidis, Wojciech Kurzydło, Tomasz Maicki, Janusz Mirek.

Mazowieckie: Michał Kłosek, Maciej Krawczyk, Adrian Litner, Renata Markiewicz, Katarzyna Maślanko, Jan Sielczak, Arkadiusz Ujma, Zbigniew Wojtunik.

Opolskie: Dariusz Banik, Dawid Bączkowicz, Krzysztof Biliński.

Podkarpackie: Arseniusz Burkiewicz, Barbara Cyran-Grzebyk, Joanna Majewska, Maciej Rachwał, Katarzyna Zajkiewicz.

Podlaskie: Maciej Bogdan, Zofia Dzięcioł-Anikiej, Hanna Kowalewska.

Pomorskie: Aleksandra Moluszys, Hubert Rządkowski, Michał Sokół, Dalia Woźnica.

Śląskie: Maciej Biały, Grzegorz Gałuszka, Tomasz Jurys, Dominik Lubski, Ewa Rybicka, Anna Schab, Mariusz Stachowiak.

Świętokrzyskie: Agnieszka Janda, Andrzej Sobczyński, Monika Wilk, Elżbieta Woźniak-Kasperek.

Warmińsko-Mazurskie: Dariusz Czaprowski, Adam Sztabiński, Jacek Żukowski.

Wielkopolskie: Ewa Gajewska, Agnieszka Krawczyk-Wasielewska, Aleksander Krawczyński, Paweł Sip, Miłosz Smoliński, Marcel Stasierski.

Zachodniopomorskie: Marek Boberski, Jacek Koszela, Tomasz Maciążek, Grzegorz Zyzek.

Wybrano również organy kontrolne i dyscyplinarne

Delegaci wybrali także członków Komisji Rewizyjnej, Sądu Dyscyplinarnego, Wyższego Sądu Dyscyplinarnego oraz Rzecznika Dyscyplinarnego i jego zastępców.

Do Komisji Rewizyjnej III kadencji zostali wybrani: Gabriel Bieniuk, Robert Biernacki, Maciej Górecki, Piotr Kotajny, Iwona Skorupa, Jędrzej Wierzchowski oraz Robert Żuchowski.

Przewodniczącą Sądu Dyscyplinarnego została Justyna Stępowska. Funkcje zastępców przewodniczącej objęli Małgorzata Borkowska i Jacek Pieczyński. W skład Sądu Dyscyplinarnego weszli także: Maria Biedal, Katarzyna Bogalecka-Pełka, Dominik Buzalski, Dominika Czerwczak, Magdalena Kołodziejczyk, Ewa Kozielewska-Zwierska, Marcin Oleszek, Anna Palczewska, Jarosław Rafalski, Anna Rębacz, Magdalena Sienkiewicz, Łukasz Urbański i Elżbieta Walczuk.

Przewodniczącym Wyższego Sądu Dyscyplinarnego został Grzegorz Magoń. Zastępcami przewodniczącego zostali Michał Rau i Marta Sidaway. Do organu wybrano również: Radosława Dzikonia, Izabelę Górską-Jankowską, Adama Kojałowicza, Dawida Liebrechta, Sławomira Marszałka, Macieja Mikłaszewskiego, Marka Piotrowicza, Paulinę Rosińską, Elżbietę Rydzewską, Tomasza Strzałkowskiego, Paulinę Szczęsną-Rejman, Alicję Szymańską oraz Katarzynę Walicką-Cupryś.

Rzecznikiem Dyscyplinarnym został Marek Walusiak. Jego zastępcami zostali: Marcin Brzeziński, Rafał Dobrowolski, Wojciech Kilijan, Tomasz Kloch, Anna Mikołajczyk-Kocięcka, Mirosław Młyński, Krzysztof Parysek i Rafał Zych.

Uchwały i kierunki działania na lata 2026–2030

Poza wyborami personalnymi delegaci procedowali również nad projektami uchwał dotyczących funkcjonowania KIF w kolejnych latach. Wśród omawianych spraw znalazły się zasady wynagradzania osób pełniących funkcje w organach Izby, podstawowe zasady gospodarki finansowej oraz wytyczne działania KIF i jej organów na lata 2026–2030.

To właśnie te decyzje będą miały znaczenie dla codziennej pracy samorządu w nowej kadencji. Dotyczą one nie tylko kwestii organizacyjnych, ale również kierunków rozwoju całego środowiska zawodowego fizjoterapeutów.

Ostatnia część Zjazdu była poświęcona spotkaniom organizacyjnym nowo wybranych organów KIF. Miały one charakter roboczy i służyły rozpoczęciu pracy w nowych składach.

Samorząd fizjoterapeutów przed kolejną kadencją

III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów był ważnym momentem dla środowiska zawodowego. Delegaci nie tylko podsumowali dotychczasową działalność organów KIF, ale także wskazali kierunki działania na następne cztery lata.

W centrum zainteresowania mają pozostać kwestie związane ze wzmacnianiem pozycji fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia, rozwojem zawodowym fizjoterapeutów oraz dalszym budowaniem nowoczesnego samorządu zawodowego. W praktyce oznacza to kontynuację działań na rzecz większej rozpoznawalności zawodu, standardów wykonywania świadczeń oraz reprezentowania interesów fizjoterapeutów wobec instytucji publicznych.

Nowa kadencja Krajowej Izby Fizjoterapeutów rozpoczyna się w momencie, gdy rola fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia staje się coraz bardziej widoczna. Decyzje podjęte podczas Zjazdu będą więc istotne nie tylko dla samego samorządu, ale również dla pacjentów i podmiotów korzystających z pracy fizjoterapeutów.

Polska branża meblarska apeluje do rządu: Nie zostawiajcie przedsiębiorców samych z EUDR

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli wystąpiła do Ministry Klimatu i Środowiska, Pauliny Hennig-Kloski z apelem o pilne przygotowanie praktycznych szkoleń dla przedsiębiorców dotyczących wdrażania unijnego rozporządzenia EUDR. Zarząd OIGPM podkreśla, że firmy meblarskie nie mogą zostać same z jedną z najbardziej wymagających regulacji ostatnich lat.

Nowe przepisy dotyczące przeciwdziałania wylesianiu już wkrótce nałożą na przedsiębiorców szereg obowiązków związanych m.in. z dokumentowaniem pochodzenia drewna, geolokalizacją, archiwizacją danych czy systemami należytej staranności. Problem w tym, że firmy nadal nie otrzymują jasnych i praktycznych wytycznych, jak te obowiązki realizować w praktyce.

„Branża meblarska nie boi się „ekologii” ani odpowiedzialnego pozyskiwania surowców. Polscy producenci mebli od lat działają zgodnie z wysokimi standardami środowiskowymi i doskonale rozumieją potrzebę ochrony lasów oraz budowania transparentnych łańcuchów dostaw. Problemem nie jest sam cel rozporządzenia EUDR, ale chaos interpretacyjny, który dziś towarzyszy jego wdrażaniu. Przedsiębiorcy nadal nie wiedzą, jak w praktyce realizować obowiązki wynikające z nowych przepisów. Firmy są odsyłane do treści rozporządzenia, ale nikt nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć, jak konkretne wymagania należy interpretować i wdrożyć w codziennej działalności przedsiębiorstwa. Firmy potrzebują praktycznych wytycznych, przykładów, jasnych interpretacji oraz informacji, jak przygotować procedury i dokumentację, aby działać zgodnie z prawem i uniknąć sankcji.” – podkreśla Krzysztof Zimny, Członek Rady OIGPM.

Zdaniem Izby obecny chaos informacyjny wokół EUDR powoduje narastającą frustrację wśród przedsiębiorców, którzy skarżą się na panującą dezinformację. Rynek zalewają komercyjne szkolenia, często oparte na niepełnych interpretacjach lub koncentrujące się głównie na straszeniu przedsiębiorców sankcjami. Tymczasem brakuje oficjalnego, praktycznego przekazu ze strony instytucji odpowiedzialnych za wdrażanie regulacji. Stawką jest bezpieczeństwo jednej z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki. Polska od lat należy do największych producentów i eksporterów mebli na świecie, a cały sektor daje pracę setkom tysięcy osób i stanowi jeden z filarów krajowego eksportu.

„Dziś największym problemem branży meblarskiej nie jest sama idea ochrony lasów, ale brak poczucia bezpieczeństwa prawnego. Przedsiębiorcy chcą działać zgodnie z przepisami, ale nie mogą funkcjonować w rzeczywistości, w której zamiast jasnych wytycznych otrzymują sprzeczne interpretacje, domysły i komercyjne szkolenia oparte bardziej na ideologizowaniu tematu niż na praktycznej wiedzy. Trudno oczekiwać od firm odpowiedzialności za wdrożenie regulacji, których nawet eksperci często nie potrafią jednoznacznie interpretować. Mówimy przecież o branży, która jest wizytówką polskiej gospodarki i jednym z liderów produkcji i eksportu na świecie. Tak strategiczny sektor powinien dziś otrzymać od państwa realne wsparcie, a nie jedynie obowiązki i ryzyko sankcji. Dodatkowo, w projekcie aktu krajowego dostrzegamy znamiona gold-platingu.” – zaznacza Krzysztof Zimny, odnosząc się do gold-platingu, czyli rozszerzania krajowych przepisów ponad unijne wymagania.

W skierowanym do Ministerstwa piśmie OIGPM zaapelowało o przygotowanie praktycznych szkoleń prowadzonych przez ekspertów Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz przedstawicieli organów odpowiedzialnych za kontrole przedsiębiorstw w zakresie EUDR. Według przedsiębiorców tylko takie rozwiązanie może zapewnić jednolitą interpretację przepisów i ograniczyć ryzyko rozbieżności, które w przyszłości mogłyby prowadzić do sankcji.

Izba podkreśla, że czasu na przygotowanie firm jest coraz mniej, a termin rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów zbliża się bardzo szybko. Dlatego konieczne jest natychmiastowe rozpoczęcie realnego dialogu z branżą meblarską oraz zapewnienie przedsiębiorcom praktycznej wiedzy potrzebnej do bezpiecznego funkcjonowania na rynku europejskim.

Inflacja zaskoczyła w Polsce i Niemczech. Rynki rewidują oczekiwania wobec stóp procentowych

Piątek przyniósł spore niespodzianki nad Odrą. Po obu stronach rzeki opublikowano indeksy wzrostu cen i w obu przypadkach wyniki były wyraźnie lepsze od oczekiwań. Może to oddalać podwyżki stóp zarówno w Polsce, jak i w strefie euro. Rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie znów bez wyraźnych postępów, ale z dużymi nadziejami.

Niespodzianka w Polsce

Do piątku w mediach przewijały się jeszcze pytania o to, czy RPP będzie w najbliższym czasie podnosić stopy procentowe w Polsce. Powodem miał być fakt, że zdaniem analityków w maju mieliśmy przekroczyć cel inflacyjny. Nie doszło natomiast do przekroczenia i dodatkowo zamiast oczekiwanych 3,7%, zobaczyliśmy wynik 3,1%. Trzeba pamiętać, że to, iż w maju nie odczuliśmy spadku cen w naszych portfelach, nie oznacza, że statystycznie go nie było. Co ciekawe, według danych za obniżki odpowiada żywność, czyli coś, co teoretycznie jako konsumenci mogliśmy dostrzec. Nie zmienia to faktu, że odczyty te powodują, że nawet jeżeli rozmowy pokojowe nie będą szły zbyt sprawnie, jest szansa, że nie przekroczymy celu inflacyjnego. Jest to też sygnał osłabiający złotego i taki ruch oglądaliśmy po piątkowych publikacjach.

Niespodzianka również w Niemczech

W piątek poznaliśmy też dane o wzroście cen u naszych sąsiadów. Podobnie jak w Polsce odczyt okazał się niższy od oczekiwań. Różnica nie była aż tak duża, ale nadal zamiast prognozowanych 2,9%, zobaczyliśmy 2,6%. Jest to o tyle istotne, że Niemcy to największa gospodarka strefy euro. Jeżeli inflacja w tym kraju okazała się o tyle niższa, to może jednak nie dojdzie do zapowiadanych przez wielu analityków podwyżek stóp procentowych. Jeszcze kilka dni temu spodziewano się ich na posiedzeniu 11 czerwca. Obecnie ta data stoi pod znakiem zapytania. Oczywiście Niemcy nie są całą strefą euro i jeżeli inne państwa pokażą wysokie wyniki, to stopy i tak wzrosną. Tym bardziej, że w maju Francja i Włochy pokazały wzrosty. Połączone PKB Włoch i Francji, podobnie jak liczba ludności tych krajów, są jednak wyższe od Niemiec. Czeka nas pierwsze od dawna ciekawe posiedzenie EBC w przyszłym tygodniu. Jeżeli nie dojdzie do podwyżek stóp, powinien to być sygnał umacniający dolara względem euro.

Rozmowy pokojowe w martwym punkcie

Analiza rozmów pokojowych pomiędzy USA a Iranem ma swoją specyfikę. Od dłuższego czasu wszyscy mówią o przełomie, a konkretów jak nie było, tak nie ma. Nadal głównymi punktami spornymi pozostają program nuklearny, Cieśnina Ormuz i zniesienie sankcji. Rynek bardziej wierzy obecnie w długotrwałe zawieszenie broni niż w trwały pokój. W ten weekend doszło do wymiany kolejnych projektów porozumień. W międzyczasie miały miejsce obustronne ataki. Żadnej ze stron nie przeszkadza to, że dzieje się to w trakcie wstrzymania ognia. Rynki tym razem chyba dla odmiany mniej wierzą w nowe wersje porozumień, bo ropa naftowa od rana wyraźnie drożeje. Baryłka Brent poszła w górę już o 3 USD. Z drugiej strony, miniony tydzień przyniósł nam 12 USD spadku. Po takim ruchu 3 USD korekty nie są jeszcze czymś, co musi nas mocno martwić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Zmiana w zarządzie Banku Millennium. Marcin Dubno odpowie za obszar ryzyka

Z dniem 1 czerwca 2026 roku Rada Nadzorcza Banku Millennium powołała Marcina Dubno na stanowisko Członka Zarządu nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku Millennium.

Marcin Dubno ma ponad 25 lat doświadczenia zawodowego w bankowości. W tym czasie pełnił funkcje na stanowiskach kierowniczych i dyrektorskich związanych z ryzykiem kredytowym, underwritingiem oraz procesami decyzyjnymi. Swoją karierę zawodową rozwijał w dużych bankach komercyjnych między innymi w PKO BP (od lipca 2025 Dyrektor Zarządzający odpowiadający za Ryzyka Bankowości Korporacyjnej i Biznesowej) oraz Santander Bank Polska (w latach 2009-2025, ostatnio jako Zastępca Głównego Officera Kredytowego).

Był członkiem oraz przewodniczącym komitetów kredytowych, a także odpowiadał za nadzór nad procesami oceny ryzyka, podejmowaniem decyzji kredytowych oraz funkcjonowaniem struktur underwritingu. Zarządzał rozbudowanymi zespołami specjalistów ryzyka oraz uczestniczył w projektach rozwojowych i transformacyjnych w obszarze procesów kredytowych.

Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Ukończył i zdał egzaminy na wszystkich trzech poziomach międzynarodowego certyfikatu Chartered Financial Analyst (CFA).

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Marcinowi Dubno objęcia stanowiska członka Zarządu Banku Millennium i życzę powodzenia w realizacji stojących przed nim ambitnych celów zapisanych w Strategii 2028 „Wartość i Wzrost”, w szczególności w obszarze wzmacniania kultury zarządzania ryzykiem, stabilności finansowej oraz długoterminowej wartości dla naszych klientów i akcjonariuszy – powiedziała Olga Grygier-Siddons, Przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

– W imieniu wszystkich członków Zarządu i pracowników witam Marcina Dubno w zespole Banku Millennium. Jego wieloletnie doświadczenie w sektorze finansowym oraz szeroka perspektywa w zakresie ryzyka doskonale wpisują się w ambitne cele Strategii i jestem przekonany, że wpłyną na dalszy rozwój Banku Millennium – powiedział João Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Fabrity poprawia wyniki w I kwartale. Zysk netto wzrósł o 72 proc.

Wyniki pierwszych trzech miesięcy 2026 roku potwierdzają skuteczność działań sprzedażowych oraz optymalizacyjnych. Spółka wykorzystuje szanse, jakie stwarza rozwój AI, a Zarząd ocenia, że powrót do pozytywnych trendów może mieć trwały charakter. Z kolei dzięki stabilnej sytuacji bilansowej Walnemu Zgromadzeniu zostało zarekomendowane uchwalenie 2,50 zł dywidendy na akcję za rok 2025, a powołanie obecnego Zarządu na nową kadencję 2027-2029 podkreśla ciągłość i stabilność działania Grupy Fabrity.

Skonsolidowane przychody Fabrity za pierwszy kwartał 2026 roku miały wartość 17,2 mln zł, co oznacza wzrost o 4% rdr. Wyraźnie wzrosła rentowność, gdyż wynik EBITDA zwiększył się o 30% rdr, do 2,0 mln zł, zysk operacyjny wzrósł o 54% rdr, do 1,6 mln zł, a zysk netto o 72% rdr, do 1,3 mln zł.

Wzrost przychodów potwierdza skuteczność działań sprzedażowych i rozwój współpracy z klientami. Z końcem stycznia br. zakończyliśmy też procesy optymalizujące naszą strukturę działania, koszty stałe i ogólną efektywność, co oznacza realizowanie zapowiedzianych wcześniej oszczędności kosztowych – m.in. zreorganizowaliśmy back office, zmniejszyliśmy liczebność Zarządu, dostosowaliśmy wielkość warszawskiego biura do realiów pracy zdalnej i hybrydowej. Dobry pierwszy kwartał może być zapowiedzią trwałego powrotu Fabrity na ścieżkę długoterminowego wzrostukomentuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Rynek IT przechodzi obecnie przełomową transformację pod wpływem AI. Sztuczna inteligencja redefiniuje reguły gry w branży w sposób porównywalny do wpływu, jaki na gospodarkę cyfrową miało powstanie Internetu. Obniżenie kosztu wytwarzania oprogramowania zwiększa popyt na projekty technologiczne, a równolegle rośnie zapotrzebowanie na platformy danych, integrację systemów i nowoczesną architekturę niezbędną do wdrażania AI. Zmienia się także struktura kompetencji: większego znaczenia nabierają doradztwo, wiedza dziedzinowa i architektura rozwiązań, a przewaga kosztowa ustępuje miejsca innowacyjności, specjalizacji branżowej i AI-assisted delivery.

Kluczowe założenia strategii 2024–2026 pozostają w mocy. Stawiamy na wzrost organiczny, silną bazę klientów, rosnący backlog, dywersyfikację branżową oraz obecność w sektorze publicznym i prywatnym. Dostosowujemy natomiast sposób realizacji strategii – rozwijamy podejście AI-first i AI-assisted delivery, aby przyspieszać prototypowanie, sprawniej walidować rozwiązania z klientami oraz zwiększać udział autorskich produktów i rozwiązań. W obecnej sytuacji większą rolę w naszej ofercie będą odgrywać wiedza branżowa, doradztwo i integracja ekosystemów technologicznych. Będziemy też przesuwać akcent z tradycyjnych transakcji M&A na nowe inicjatywy, spin-offy i projekty budowane w modelu AI-nativewskazuje Prezes Burczyński.

Fabrity aktywnie rozwija segment publiczny oraz prywatny

W sektorze publicznym można zaobserwować wzrost aktywności przetargowej oraz preferowanie przez zamawiających dużych, stabilnych dostawców. Rosnące wymagania formalne i jakościowe sprzyjają Fabrity i ograniczają konkurencję ze strony mniejszych firm, rywalizujących głównie ceną. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów o konkretnych kompetencjach i na pojedyncze role eksperckie. W obszarze outsourcingu IT w I kwartale 2026 roku Fabrity rozpoczęła realizację pierwszych zamówień wykonawczych dla PKP PLK i European Stability Mechanism, z którymi umowy ramowe zostały zawarte w 2025 roku. Fabrity podpisała również umowy ramowe z PAP, w ramach których realizowane są już pierwsze zamówienia wykonawcze. Ponadto zawarta została umowa z PGE. Zespół Fabrity rozpoczął także świadczenie usług dla jednego z kluczowych podmiotów polskiego sektora energetycznego oraz pozyskał znaczącego gracza z branży paliwowej, dla którego prace wykonawcze rozpoczęły się w II kwartale br. W ramach współpracy z unijną agencją Frontex Fabrity utrzymała i przedłużyła umowy wykonawcze realizowane w ramach poprzednio zawartych umów ramowych oraz rozpoczęła procesy ofertowania w ramach nowych umów ramowych z 2025 r., które będą miały wpływ na wyniki kolejnych kwartałów br.

Jesteśmy aktywni w ofertowaniu w ramach postępowań publicznych na usługi informatyczne realizowane w modelu T&M, których potencjalny wpływ na wyniki jest już częściowo widoczny w pierwszym kwartale i może być  kontynuowany w kolejnych miesiącach 2026 roku. Rozwijamy również nasz drugi filar działalności, czyli pracę dla sektora prywatnego, w ramach której realizujemy usługi dla dużych firm w obszarze oprogramowania, platform danych, AI, integracji systemów oraz przemysłowego IoTmówi Rafał Graboś, Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

Najwyższą dynamikę wzrostu odnotowują rozwiązania integrujące dane ze sztuczną inteligencją, w tym embedded AI i agentic AI. Sztuczna inteligencja obniża koszt eksperymentowania i przyspiesza walidację nowych rozwiązań, wzmacniając znaczenie szybkich PoC, prototypów, projektów realizowanych w modelach fixed fee oraz success fee, subskrypcji oraz sprzedaży autorskich produktów i licencji. W efekcie nasza oferta przesuwa się od klasycznych kompetencji inżynieryjnych w stronę doradztwa, wiedzy dziedzinowej i partnerstwa biznesowego dodaje Wiceprezes Graboś.

Dynamicznie rozwija się także obszar integracji i wdrażania rozwiązań przemysłowego IoT, najczęściej powiązanych z platformami danych i AI.  Spółka obserwuje wzrost liczby realizowanych projektów, zapytań ofertowych oraz potencjalnych szans sprzedażowych. Realizowane projekty mają często istotne znaczenie dla budowania przewagi konkurencyjnej i efektywności klientów, a część z nich charakteryzuje się wysokim poziomem zaawansowania technologicznego. Fabrity rozwija i wdraża własną platformę Nexen, obejmującą m.in. moduły MES, MPS, CMMS, monitoring mediów oraz platformy danych i AI, a także technologię monitoringu wizyjnego opartego na AI, wspierającą bezpieczeństwo i kontrolę jakości. Jednocześnie rośnie udział projektów obejmujących integrację sprzętu w zakładach produkcyjnych. Spółka planuje również inicjatywy związane z projektowaniem i produkcją własnych urządzeń. Potwierdzeniem rosnącego potencjału sektora prywatnego jest tempo pozyskiwania nowych klientów. W tym segmencie Fabrity zawiera nowe kontrakty w rekordowym tempie, nawiązując współpracę m.in. z firmami z branży spożywczej, skandynawskim bankiem komercyjnym, producentem materaców czy agencją specjalizującą się w reklamie OOH.

W pozostałych obszarach Grupa Fabrity również rozwija bazę klientów. Fabrity Digital, specjalizujące się w budowaniu produktów cyfrowych dla klientów korporacyjnych, pozyskało nowego klienta z branży finansowej. Spółka zależna Fabrity Commerce, dostarczające rozwiązanie e-commerce oparte na Adobe Commerce (dawniej Magento), rozpoczęła współpracę z klientem z USA z sektora motoryzacyjnego.

Wykorzystanie AI w procesach wytwarzania oprogramowania staje się coraz ważniejszym elementem modelu delivery w Fabrity. Rozwiązania te wspierają zarówno development, projektowanie, jak i testowanie oprogramowania. Najszybciej wdrażane są w nowych projektach, podczas gdy w istniejących systemach ich implementacja przebiega stopniowo, z uwzględnieniem opłacalności oraz uwarunkowań technologicznych. Spółka dostrzega największy potencjał wzrostu efektywności w obszarze custom software, gdzie wykorzystanie AI może zwiększać skalę realizowanych usług oraz wspierać marżowość mimo utrzymującej się presji na średnie ceny. Trend ten wspiera jednocześnie rozwój modeli fixed fee, outcome-based i subskrypcyjnych, zwiększając znaczenie kompetencji konsultingowych, znajomości biznesu klienta oraz partnerskiego modelu współpracy.

Dywidenda i Zarząd nowej kadencji

Biznes Fabrity generuje gotówkę i nie wymaga istotnych nakładów inwestycyjnych, dzięki czemu spółka może wypłacać relatywnie wysokie dywidendy nawet za okres gorszej koniunktury, jaka miała miejsce w roku 2025. Dlatego też Zarząd zawnioskował o wypłatę 2,50 zł dywidendy (stopa dywidendy około 9% wobec kursu akcji z ostatnich sesji). Finalną decyzję w tej sprawie podejmie Walne Zgromadzenie, które zostało zwołane na 16 czerwca br.

Oceniając pozytywnie pracę Zarządu i wizję kreowania wartości w kolejnych latach, Rada Nadzorcza powołała jego członków z wyprzedzeniem do kontynuacji swoich funkcji podczas kolejnej kadencji. Rozpocznie się ona 1 stycznia przyszłego roku i potrwa do końca 2029 roku. Prezes Tomasz Burczyński związany jest z Grupą Fabrity od 23 lat, a Wiceprezes Rafał Graboś od 20 lat, co podkreśla stabilność i ciągłość działalności firmy.

Nowy etap elektryfikacji SEAT & CUPRA. Joost Kessels pokieruje obszarem R&D

  • Joost Kessels pokieruje obszarem badań i rozwoju SEAT & CUPRA od 1 sierpnia 2026 r.
  • W nowo utworzonej roli będzie odpowiadał za przyszłe przywództwo firmy w ramach elektrycznej platformy MEB21.
  • Joost Kessels będzie raportował zarówno do Markusa Haupta, CEO SEAT & CUPRA, jak i do Kaia Grünitza, członka zarządu Brand Group Core odpowiedzialnego za rozwój techniczny.
  • Ta zmiana stanowi kolejny etap wdrażania międzybrandowego modelu zarządzania Brand Group Core.

Joost Kessels obejmie stanowisko Chief Development Officer z dniem 1 sierpnia 2026 r., wzmacniając rolę SEAT & CUPRA w realizacji strategii elektryfikacji Grupy. W nowo utworzonej funkcji jego kluczowym zadaniem będzie dalsze budowanie sukcesu związanego z premierą modelu CUPRA Raval oraz projektu Electric Urban Car Family, a także realizacja niedawno powierzonego SEAT & CUPRA mandatu w zakresie rozwoju technicznego elektrycznej platformy MEB21 dla całej Grupy. Przejmowanie nowych kompetencji będzie przebiegać stopniowo w zespole w Martorell, a pełne przekazanie odpowiedzialności planowane jest do 2028 roku.

Joost Kessels nowym Chief Development Officer

Joost Kessels, który ma ponad 20 lat doświadczenia w Grupie Volkswagen, doktorat z inżynierii mechanicznej uzyskany na North West University w Republice Południowej Afryki oraz czteroletnie doświadczenie jako dyrektor ds. badań i rozwoju w FAW Volkswagen China, wnosi do SEAT & CUPRA połączenie solidnej wiedzy technicznej i sprawnego działania, kluczowego w obliczu nowych wyzwań w obszarze R&D. Od ponad dekady aktywnie współtworzy kierunek elektryfikacji Grupy Volkswagen, uczestnicząc m.in. w rozwoju zaawansowanych systemów bateryjnych. Zgodnie z nowym modelem zarządzania Brand Group Core będzie raportował zarówno do Markusa Haupta, CEO SEAT & CUPRA, jak i do Kaia Grünitza, członka zarządu Brand Group Core odpowiedzialnego za rozwój techniczny.

„Cieszymy się, że możemy powitać Joosta Kesselsa w jego nowej roli. Solidne zaplecze techniczne oraz bogate doświadczenie w Grupie, w tym zdobyte w Chinach, czynią go właściwą osobą do poprowadzenia naszej firmy w kolejnej fazie rozwoju. Kontynuując naszą rolę lidera projektu Electric Urban Car Family w imieniu Grupy Volkswagen, rozpoczynamy jednocześnie przejmowanie odpowiedzialności za elektryczną platformę MEB21. To wyraźne potwierdzenie dotychczasowych osiągnięć oraz dowód na to, jak duży potencjał stoi przed naszą firmą i całym Półwyspem Iberyjskim.” Markus Haupt, CEO SEAT & CUPRA

Elektryczna platforma MEB21

Dzięki platformie elektrycznej MEB21 SEAT & CUPRA po raz pierwszy w swojej historii obejmie odpowiedzialność za rozwój techniczny platformy dla całej Grupy. Powierzenie tego mandatu stanowi ważny kamień milowy dla firmy, umacniając jej rolę w regionie oraz wzmacniając znaczenie w strukturach Grupy. Jednocześnie SEAT & CUPRA nadal odpowiada za realizację projektu Electric Urban Car Family, pozycjonując Hiszpanię jako europejskie centrum elektromobilności. Zespół badań i rozwoju SEAT & CUPRA będzie stopniowo przejmował nowe zadania, a pełne wdrożenie odpowiedzialności planowane jest na 2028 rok.

„Bardzo się cieszę, że Joost Kessels obejmie odpowiedzialność za rozwój SEAT & CUPRA. Dzięki sprawnym, bardziej elastycznym strukturom oraz usprawnionym procesom decyzyjnym wprowadzimy obszar rozwoju w całej sieci BGC na nowy poziom. Naszym priorytetem będzie dalsze skracanie czasu realizacji projektów przy jednoczesnym utrzymaniu konkurencyjnych kosztów.” Kai Grünitz, członek zarządu Brand Group Core odpowiedzialnego za rozwój techniczny

Pojazdy oparte na platformie MEB21 to m.in. CUPRA Raval oraz Volkswagen ID. Polo, produkowane w Martorell, a także ID. Cross i Škoda Epiq, wytwarzane w Nawarrze. Platforma MEB21, rozwijana w ramach architektury MEB+, wprowadza nową konstrukcję z napędem na przednie koła, opartą na wydajnym układzie elektrycznym, który redukuje złożoność, liczbę komponentów oraz masę. Jej kompaktowa budowa łączy silnik APP 290 z ujednoliconą baterią PowerCo wykorzystującą technologię cell-to-pack, co pozwala zwiększyć gęstość energii o około 10%. Efektem jest niższa masa, mniejsze zapotrzebowanie na przestrzeń instalacyjną oraz większy zasięg.

Dr Werner Tietz skoncentruje się na swojej roli szefa badań i rozwoju w Grupie Volkswagen

Dr Werner Tietz, który od 2020 roku pełnił funkcję wiceprezesa wykonawczego SEAT & CUPRA ds. badań i rozwoju, odegrał kluczową rolę w transformacji firmy. Jego przywództwo stworzyło fundamenty pod udane wprowadzenie na rynek rodziny Electric Urban Car, zapoczątkowane premierą pierwszego w pełni elektrycznego modelu produkowanego w Martorell – CUPRY Raval.

„Chciałbym również serdecznie podziękować Wernerowi Tietzowi, który odegrał kluczową rolę w powodzeniu projektu Electric Urban Car Family. Współpraca z nim była dla mnie dużą przyjemnością i jestem przekonany, że możliwość zobaczenia CUPRY Raval na drogach jeszcze w tym roku będzie dla niego szczególnym momentem. Jego wkład na trwałe wpisał się w rozwój naszej firmy.” Markus Haupt, CEO SEAT & CUPRA

Od kwietnia 2026 r. dr Werner Tietz koncentruje się wyłącznie na swojej roli na poziomie całej Grupy jako Head of Group Research and Development w Volkswagen Group, którą pełni od lipca 2025 r.

AI nie osłabi sklepów stacjonarnych. Technologia zwiększy ich efektywność i rentowność

0

Wbrew wcześniejszym obawom o marginalizację fizycznych placówek handlowych, rozwój sztucznej inteligencji (AI) wzmocni ich pozycję, przyczyniając się do wzrostu zyskowności i optymalizacji procesów operacyjnych. Zgodnie z najnowszym raportem „AI AND THE FUTURE OF PHYSICAL RETAIL”, opublikowanym dziś przez międzynarodową firmę doradczą Savills, wdrażanie nowych technologii ma obecnie znacznie większy wpływ na to, co kupujemy, niż na to, w jakim kanale robimy zakupy.

W Europie odsetek sprzedaży detalicznej realizowanej w internecie wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat jedynie nieznacznie, z 13,4% do 14,1%. Zamiast odbierać klientów tradycyjnym sklepom, sztuczna inteligencja w pierwszej kolejności podnosi wydajność istniejącej już infrastruktury handlowej.

Pierwszym zauważalnym efektem wdrożenia AI jest wyższa wydajność operacyjna sklepów, co przekłada się na lepsze wykorzystanie potencjału zakupowego konsumentów i wzrost rentowności. Zwiększenie zyskowności poprawia z kolei zdolność sieci detalicznych do opłacania czynszów w najlepszych, wysoce konkurencyjnych lokalizacjach. Oczekujemy, że w przyszłości rola sklepów stacjonarnych będzie w jeszcze większym stopniu opierać się na kreowaniu wizerunku marki, kładąc nacisk na bezpośredni kontakt z produktem oraz społeczny wymiar tradycyjnych zakupów – komentuje Elżbieta Majdan, Associate Director Property & Asset Management Retail w Savills Polska.

Wpływ wirtualnych asystentów na e-commerce i ostrożne prognozy

Z danych raportu Savills wynika, że obecnie 38% konsumentów we Francji, w Niemczech i Wielkiej Brytanii wspomaga się sztuczną inteligencją podczas podejmowania decyzji zakupowych. Czynnikiem, który w przyszłości może przyspieszyć rozwój rynku online, jest tzw. „agentic commerce”, czyli powierzanie wirtualnym asystentom wyszukiwania, porównywania i kupowania produktów w imieniu użytkownika. Według przytaczanych w raporcie szacunków firmy PwC, tego rodzaju rozwiązania mogą odpowiadać za 8-15% europejskich przychodów w e-commerce do 2030 r.

Nasz scenariusz bazowy zakłada stopniowy rozwój e-handlu, jednak popularyzacja wirtualnych asystentów zakupowych stanowi czynnik, który może ten trend przyspieszyć. Szacujemy, że w wariancie wyższego wpływu AI, udział sprzedaży internetowej może osiągnąć maksymalnie 17,9% w 2030 r. Należy jednak podkreślić, że ten kolejny etap cyfryzacji będzie przebiegał w ramach bardzo dojrzałego ekosystemu sprzedaży wielokanałowej (omnichannel). Pozwoli to sklepom stacjonarnym płynnie zaabsorbować rosnący ruch cyfrowy bez rynkowych wstrząsów. Branża nieruchomości handlowych udowodniła już swoją odporność w latach 2015-2019, kiedy to przy podobnym wzroście udziału e-commerce powiększyła swoje zasoby o 10 mln m kw. nowej powierzchni – dodaje Elżbieta Majdan z Savills Polska.

Red Square Games ograniczyło stratę netto i rozwija portfolio gier

Red Square Games S.A. – notowana na rynku NewConnect spółka gamedev – podsumowuje 2025 r., w którym jednocześnie rozwijała działalność w segmencie gier cyfrowych i planszowych, koncentrując się na budowie mocnego pipeline’u produkcyjnego oraz wzmacniania katalogu wydawniczego o projekty z największym potencjałem sprzedażowym. W minionym roku istotnie rosło znaczenie kluczowych IP spółki, w tym Twilight Imperium Digital, które przekroczyło poziom 80 tys. zapisów na wishliście Steam, a portfolio gier planszowych zostało rozbudowane do dnia publikacji raportu rocznego aż do 12 tytułów.

– Rok 2025 był dla nas okresem wyraźnej poprawy efektywności operacyjnej oraz konsekwentnej realizacji strategii rozwoju opartej na dwóch filarach działalności. Skupialiśmy się na selekcji projektów o największym potencjale, porządkowaniu struktury produkcyjnej oraz budowie pipeline’u, który pozwala nam myśleć o dalszym skalowaniu biznesu w kolejnych okresach – mówi Krzysztof Wolicki, prezes zarządu Red Square Games S.A.

W minionym roku spółka pracowała nad projektem gry Sancticide realizowanym na zlecenie Sylen Studio, który miał premierę 11 marca 2026 r. na platformie Steam. Tytuł to mroczna gra akcji TPP z elementami rogue-lite, osadzona w realiach biblijnej apokalipsy i inspirowana książkową serią Komornik autorstwa Michała Gołkowskiego.

Jednym z kluczowych projektów pozostaje Twilight Imperium Digital – cyfrowa adaptacja kultowej gry planszowej realizowana we współpracy z Asmodee i Fantasy Flight Games. Zapowiedziany we wrześniu 2025 r. tytuł przekroczył poziom 80 tys. zapisów na wishliście Steam, co plasuje go w gronie najbardziej wyczekiwanych nadchodzących produkcji platformy. Projekt zachowuje pełną złożoność oryginalnej gry 4X, przenosząc jej polityczno-strategiczny charakter do cyfrowego formatu.

Twilight Imperium Digital to projekt o wyjątkowej skali i bardzo dużym potencjale rynkowym. Wierzymy, że przeniesienie tak kultowej marki do świata cyfrowego pozwoli nie tylko oddać jej pełną głębię i dramaturgię, ale również znacząco zwiększyć dostępność dla nowych odbiorców. To jeden z kluczowych tytułów w naszym pipeline i ważny element długoterminowego rozwoju spółki – dodaje Krzysztof Wolicki, prezes zarządu Red Square Games S.A.

Równolegle spółka rozwijała segment gier planszowych, który systematycznie zwiększa swoją skalę. Obecnie obejmuje on 12 tytułów. Jednym z nich, który został zapowiedziany w 2025 r., jest Rayman® The Board Game, rozwijany na podstawie licencji Ubisoft. Produkcja łączy rodzinny, przygodowy charakter z dynamiczną rozgrywką osadzoną w rozpoznawalnym uniwersum. Premiera gry planowana jest jeszcze w tym roku.

Spółka przygotowuje się obecnie do premiery planszówki Artistry (Kunszt), której debiut zaplanowano na czerwiec 2026 r. Produkcja osadzona jest w estetyce inspirowanej secesją i przenosi graczy do świata początkujących artystów rywalizujących o uznanie. Z kolei w maju br. firma zapowiedziała Frosted Blooms – grę planszową osadzoną w scenerii holenderskiej wiosny, w której gracze rywalizują o stworzenie najbardziej efektownego ogrodu. Premiera tytułu planowana jest na koniec 2026 r.

W 2025 r. Red Square Games S.A. wypracowała 2,77 mln zł przychodów netto ze sprzedaży. Jednocześnie istotnie poprawiła wynik netto, redukując stratę do – 398,91 tys. zł wobec – 4,55 mln zł rok wcześniej. Znaczącej poprawie uległa również efektywność operacyjna m.in. dzięki ograniczeniu kosztów działalności oraz lepszemu dopasowaniu struktury projektowej. Dodatkowo firma wzmocniła swoją sytuację płynnościową poprzez pozyskanie 1 mln zł finansowania w ramach emisji akcji serii I, co przełożyło się na większą elastyczność w zakresie realizacji kluczowych projektów. Na koniec okresu suma bilansowa wyniosła 1,42 mln zł.

Spółka konsekwentnie realizuje przyjętą strategię opartą na dywersyfikacji działalności oraz rozwoju własnych IP i budowie międzynarodowego portfolio wydawniczego. Najważniejszymi założeniami jej strategii na lata 2026-2027 są: konsekwentny rozwój dwóch głównych obszarów działalności, tj. gier bez prądu oraz gier wideo, dalsza dywersyfikacja źródeł przychodów, poprawa rentowności oraz budowanie stabilnej i długoterminowej wartości.

Grupa PTWP podwoiła przychody po przejęciu Gremi Media. W I kwartale osiągnęła 52 mln zł sprzedaży

0

Grupa PTWP po raz pierwszy opublikowała wyniki finansowe po przejęciu większościowego pakietu Gremi Media. W I kwartale 2026 r. Grupa wypracowała 52 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza ponad dwukrotny wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku (+118 proc.). Jest to najlepsze pod względem przychodów otwarcie roku w historii Grupy. W raportowanym okresie Grupa odnotowała dodatni wynik EBITDA na poziomie 1,2 mln zł oraz stratę operacyjną w wysokości 3,2 mln zł i stratę netto w wysokości 2,9 mln zł. Na wyniki pierwszego kwartału wpływ miały przede wszystkim nakłady związane z prowadzonymi inwestycjami, zmianami organizacyjnymi i procesami optymalizacyjnymi realizowanymi w ramach przygotowania Grupy PTWP do drugiego, tradycyjnie bardzo efektywnego kwartału oraz dalszego skalowania biznesu. Wynik jest zgodny z wcześniejszymi założeniami zarządu i przyjętym planem rozwoju. Na koniec marca 2026 r. Grupa posiadała 41,5 mln zł pozycji gotówkowej. Zarząd spółki PTWP zarekomendował przeznaczenie 9,5 mln zł na wypłatę dywidendy za 2025 r., co oznaczałoby wypłatę 5,89 zł brutto na akcję – Zwyczajne Walne Zgromadzenie PTWP SA zostało zwołane na 25 czerwca br.

Wyniki pierwszego kwartału są zgodne z naszymi przewidywaniami i wpisują się w realizowaną strategię długoterminowego rozwoju Grupy PTWP. Po raz pierwszy pokazują wynik uwzględniający skonsolidowane dane z raportów Gremi Media i Elamed Media Group. Pierwsze trzy miesiące tego roku to okres bardzo intensywnej pracy organizacyjnej i inwestycyjnej, której efekty jeszcze nie przełożyły się na wynik pierwszego kwartału, ale już teraz mogę zadeklarować, że będą widoczne w kolejnych kwartałach. Przeprowadzone akwizycje znacząco zwiększają nasze możliwości biznesowe, jednocześnie prowadzimy szereg działań mających przygotować Grupę do dalszej ekspansji i funkcjonowania na większą skalę, zarówno w obszarze mediów, eventów, jak i nowych projektów biznesowych. Jednocześnie utrzymujemy bardzo dobrą kondycję finansową i wysoki poziom kontraktacji na kolejne miesiące – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W raportowanym okresie Grupa PTWP kontynuowała działania reorganizacyjne i optymalizacyjne obejmujące całą Grupę Kapitałową. Przeprowadzono zmiany w strukturze organizacyjnej, rozwijano kompetencje zespołów, realizowano rekrutacje nowych pracowników oraz wdrażano rozwiązania zwiększające efektywność operacyjną i dostosowujące ofertę produktową do oczekiwań klientów. Równolegle, Grupa prowadziła prace związane z usprawnieniem systemów informatycznych oraz wdrażaniem synergii po przejęciu aktywów medialnych i eventowych. Grupa odnotowała wzrost obciążeń wynikających z kosztów amortyzacji o wartości 4,3 mln zł (wzrost r/r o 885%), co bezpośrednio przełożyło się na wyższy poziom straty. Podwyższona amortyzacja ma charakter przejściowy i spadek jej udziału w kosztach ogółem jest oczekiwany w kolejnych kwartałach.

Istotnym wydarzeniem, w I kwartale br., dla rozwoju Grupy było nabycie przez PTWP Online sp. z o.o. 100% udziałów w spółce Elamed. Przejęta spółka prowadzi działalność w zakresie wydawania specjalistycznych czasopism, prowadzenia portali internetowych, przygotowywania materiałów edukacyjnych oraz organizacji konferencji i szkoleń dla profesjonalistów wielu branż. Zarząd PTWP ocenia tę transakcję jako jeden z elementów realizacji strategii wzmacniania kompetencji Grupy w segmencie mediów specjalistycznych i działalności edukacyjnej.

W ubiegłym roku Grupa PTWP przeprowadziła strategiczną akwizycję, obejmując pakiet większościowy na poziomie 56,82% akcji Gremi Media – wydawcy dzienników „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. Dzięki tej transakcji Grupa istotnie wzmocniła swoją pozycję w segmencie ogólnopolskich mediów informacyjnych i biznesowych, zyskując nowe możliwości w zakresie integracji treści, formatów oraz modeli operacyjnych.

Pierwszy kwartał tradycyjnie wiąże się z niższym wynikiem ze względu na sezonowość naszego biznesu. To również czas przygotowań do najbardziej intensywnego dla nas drugiego kwartału, którego kluczowym wydarzeniem jest Europejski Kongres Gospodarczy. Już dziś widzimy bardzo wysoki poziom kontraktacji i spodziewamy się wyraźnie lepszych wyników w II kwartale oraz satysfakcjonującego rezultatu po całym pierwszym półroczu. W kolejnych miesiącach coraz bardziej widoczne będą również efekty prowadzonych zmian organizacyjnych i synergii w Grupie – podkreśla Wojciech Kuśpik.

W I kwartale 2026 r. Grupa PTWP zrealizowała szereg wydarzeń biznesowych i branżowych, wśród których znalazły się m.in. EXPOGołębie, 4 Design Days, EEC Trends, Kongres Wyzwań Zdrowotnych, cykl konferencji rolnych, Future Retail Congress, a także przeprowadzone wspólnie z „Rzeczpospolitą” pierwsze Forum Rynku Finansowego. Pierwsze miesiące roku były również okresem intensywnych przygotowań do Europejskiego Kongresu Gospodarczego – największego wydarzenia w portfolio Grupy.

Grupa PTWP rozwija także działalność mediową. Obecnie wydaje 17 serwisów internetowych, obejmujących tematykę gospodarczą, samorządową, nieruchomościową, rolno-spożywczą, rynku pracy czy ochrony zdrowia. Serwisy internetowe PTWP przyciągają średnio ponad 30 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie, a liczba subskrybentów newsletterów przekroczyła 300 tysięcy. Poszczególne serwisy konsekwentnie umacniają swoje pozycje liderów w wyspecjalizowanych segmentach rynku. W obszarze działalności Grupy Gremi Media kontynuowano rozwój segmentu online oraz projektów redakcyjnych i eksperckich. „Rzeczpospolita” utrzymała pozycję lidera opiniotwórczości według Instytutu Monitorowania Mediów i pozostaje liderem prenumeraty wśród dzienników ogólnopolskich.

Znaczące zasoby Grupy były także zaangażowane w zarządzanie Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodkiem w Katowicach. W pierwszym kwartale 2026 r. obiekty gościły liczne wydarzenia targowe, konferencyjne i rozrywkowe, targi branżowe, koncerty oraz wydarzenia kulturalne i edukacyjne. Poziom kontraktacji wydarzeń na kolejne miesiące pozostaje wysoki.

Na koniec marca 2026 r. Grupa posiadała 41,5 mln zł pozycji gotówkowej. Bardzo dobra kondycja finansowa Grupy pozwoliła zarządowi PTWP zarekomendować przeznaczenie całego jednostkowego zysku netto za 2025 r. w wysokości 7,5 mln zł oraz 2 mln zł z kapitału rezerwowego na wypłatę dywidendy. W przypadku podjęcia uchwały przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie, które zostało zwołane na 25 czerwca br., do akcjonariuszy PTWP trafi łącznie 9,5 mln zł, czyli 5,89 zł brutto na jedną akcję. Spółka regularnie dzieli się zyskiem z akcjonariuszami – za lata 2021-2024 wypłaciła blisko 25 mln zł dywidendy.

28 maja zarząd PTWP przyjął regulamin programu motywacyjnego na lata 2026-2027 dla kluczowych pracowników i współpracowników Grupy, zakładającego emisję łącznie do 81 596 nowych akcji serii D lub kolejnych pod warunkiem osiągnięcia określonych wyników finansowych. Dla I etapu programu motywacyjnego obejmującego rok obrotowy 2026 kryterium finansowe zostało ustalone jako osiągnięcie skonsolidowanego zysku brutto za 2026 r. na poziomie co najmniej 20 mln zł. W ramach I etapu programu uczestnicy będą mogli objąć do 46 tys. akcji po cenie emisyjnej odpowiadającej 40% wartości akcji według kursu otwarcia akcji spółki z sesji GPW z dnia uchwalenia regulaminu, tj. 51,20 zł. Dla II etapu programu motywacyjnego obejmującego rok obrotowy 2027 kryterium finansowe oraz cena emisyjna akcji zostaną ustalone przez zarząd do 30 czerwca 2027 r.

Franczyza zmienia strukturę przychodów Sfinks Polska. Grupa poprawia rentowność operacyjną

Zarządzająca siecią restauracji grupa Sfinks Polska w I kwartale 2026 r. osiągnęła przychody gastronomiczne w wysokości 51,27 mln zł wobec 50,32 mln zł rok wcześniej. To suma sprzedaży wygenerowanej przez wszystkie restauracje zarządzane przez Sfinksa z wyłączeniem sieci Piwiarnia, nieraportującej danych do centrali. Skonsolidowane przychody Sfinks Polska, nieuwzględniające sprzedaży restauracji franczyzowych, a wyłącznie przychody z opłat franczyzowych, wyniosły 9,46 mln zł. Uległy one zmniejszeniu o 3,33 mln zł r/r w związku ze zwiększeniem w tym czasie udziału franczyzy w strukturze sieci z 93,3% do 99%. Jednocześnie Sfinks poprawił skonsolidowany zysk operacyjny o 1,35 mln zł oraz wynik netto o 0,75 mln zł, osiągając na tych poziomach odpowiednio 1,44 mln zł oraz -1,27 mln zł. Wynik EBITDA wzrósł o 0,77 mln zł r/r i wyniósł 2,56 mln zł na koniec I kw. 2026 r.

– Mamy ze sobą bardzo ważny biznesowo kwartał. Otrzymaliśmy wstępną ofertę z funduszu inwestycyjnego na Malcie, dotyczącą zakupu zorganizowanej części przedsiębiorstwa pod marką Sphinx i w razie sfinalizowania umowy transakcja ta może mieć decydujące znaczenie dla przyszłej działalności grupy. Podpisaliśmy również aneks do umowy z BOŚ, określający korzystne dla nas zmiany warunków spłaty kredytu, dzięki któremu pozostanie w spółce więcej środków na przyszły rozwój. Niezależnie, kontynuowaliśmy otwieranie nowych restauracji i rozwój konceptu hotelowego – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

W 2026 r. powstały dwie nowe restauracje franczyzowe SPHINX w Gdańsku i w Aleksandrowie Łódzkim. Przygotowywany do otwarcia jest też nowy lokal na terenie rewitalizowanych pofabrycznych terenów przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi. W tym roku uruchomiony zostanie w Rawiczu drugi Sphinx Hotel oraz działająca w jego strukturach restauracja pod tą marką. Trwają również prace dotyczące kolejnych restauracji. Wszystkie nowe otwarcia są realizowane w modelu franczyzowym. Sfinks kontynuuje także rozwój programu marketingowego Aperitif, w którym liczba użytkowników konsekwentnie rośnie i w I kw. 2026 r. przekroczyła już 900 tys. osób.

 – Mamy bardzo duże zainteresowanie uruchomianiem lokali pod naszymi markami. Co nas szczególnie cieszy, nasi dotychczasowi partnerzy decydują się na otwieranie następnych lokali, prowadząc mikro sieci w naszych strukturach. Jako franczyzobiorcy kolejne restauracje uruchamiają także osoby z zarządu Sfinksa. To najlepsze potwierdzenie, że mamy bardzo dobry koncept franczyzowy, który przy sprawnym zarządzaniu zapewnia zyskowny biznes – wyjaśnia Sylwester Cacek.

W I kw. br. jednostkowe przychody ze sprzedaży Sfinksa wyniosły 9,4 mln zł wobec 12,76 mln zł rok wcześniej. Zmniejszenie to, analogicznie jak w przypadku przychodów grupy, wynikało ze zwiększenia udziału franczyzy w strukturze sieci do 99%. Spółka poprawiła jednocześnie wynik netto na poziomie jednostkowym o 0,73 mln zł i EBIDTA o 0,75 mln zł. Wyniosły one w I kw. odpowiednio -1,3 mln zł oraz 2,52 mln zł.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Solidny wzrost PKB Polski w I kwartale 2026 r., ale nadal jedziemy na jednym silniku

Wzrost PKB Polski w I kwartale 2026 r. do 3,5% r/r potwierdza stabilne tempo rozwoju gospodarki, choć jego struktura wskazuje na stopniowe hamowanie dynamiki. Głównym filarem pozostaje popyt krajowy, przede wszystkim konsumpcja, jednak jej tempo wyraźnie osłabło względem końcówki 2025 r. Wyraźne spowolnienie inwestycji oraz spadek ich udziału w PKB sugerują narastającą ostrożność przedsiębiorstw w obliczu niepewnego otoczenia. Neutralny wpływ eksportu netto oznacza, że gospodarka nie korzysta obecnie z impulsu zewnętrznego. W najbliższych kwartałach można oczekiwać utrzymania tempa wzrostu, jednak jego dynamika będzie uzależniona od odbicia inwestycji i poprawy koniunktury w otoczeniu zewnętrznym.

Magazyn szyty na miarę. Najemcy coraz częściej oczekują powierzchni dopasowanych do procesów

Najemcy oczekują dziś powierzchni dopasowanych do prowadzonych procesów, które można skalować wraz z rozwojem działalności i wyposażać w automatyzację odpowiadającą na braki kadrowe. Niezmiennie kluczowe pozostają koszty – wysokość czynszu i przewidywalność opłat eksploatacyjnych – mówi Jakub Kurek, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska.

Nadchodzi era wysoce wyspecjalizowanych magazynów. Coraz większą rolę odgrywają indywidualne potrzeby najemców oraz ich wpływ na kształt nowych inwestycji. Po stronie deweloperów oznacza to więcej elastyczności i dokładniejsze przygotowanie projektów.

– Nasze parki projektujemy w taki sposób, żeby zależnie od potrzeb mogły pełnić funkcje magazynowe albo produkcyjne. Hale powstają modułowo, z możliwością łatwego podziału lub łączenia przestrzeni, co pozwala szybko dostosować je do potrzeb konkretnego klienta. Już na etapie fundamentów wzmacniamy posadzki ponad standard, żeby w przyszłości mogły przyjąć ciężkie maszyny produkcyjne albo antresole w przypadku najemców z sektora e-commerce. Dzięki temu przestrzeń można elastycznie dopasować do złożonych operacji logistycznych – od obszarów wysokiego składowania po strefy kompletacji zamówień i szybkiej obsługi zwrotów – wyjaśnia Tomasz Pietrzak, Leasing Director Poland w MLP Group.

Jakub Kurek podkreśla, że dostosowanie powierzchni nie dotyczy wyłącznie nowych inwestycji. – Dobrze zaprojektowane istniejące obiekty również można modernizować, o ile spełniają określone standardy techniczne. Obiekty klasy A zwykle dają realną przestrzeń do rozmów o zmianach – zarówno w zakresie instalacji, jak i organizacji przestrzeni. Ograniczenia pojawiają się dopiero tam, gdzie brakuje odpowiedniej wysokości albo nie są spełnione normy pożarowe – tłumaczy dyrektor w Newmark Polska.

Elastyczność i personalizacja w miejsce uniwersalnych rozwiązań

Według Tomasza Pietrzaka najbardziej wymagające, a jednocześnie kosztowne, są modyfikacje związane z infrastrukturą techniczną obiektów. – Kluczowe znaczenie ma dziś dostęp do odpowiedniej mocy, niezbędnej przy automatyzacji i procesach produkcyjnych. Istotne są również systemy przeciwpożarowe, które trzeba dostosować do rodzaju składowanego towaru. W wielu projektach konieczne jest wzmacnianie posadzek i fundamentów pod ciężkie instalacje lub regały wysokiego składowania, a także zmiany w obrębie stref przeładunkowych i ramp. Coraz częściej pojawiają się też wymagania dotyczące kontroli temperatury i wilgotności, co wiąże się z wdrożeniem rozbudowanych systemów HVAC i wyraźnie podnosi koszty inwestycji – wyjaśnia ekspert MLP Group.

Najemcy oczekują też dostosowań, które bezpośrednio przekładają się na komfort pracy – wyższego standardu powierzchni biurowo-socjalnych, lepszego doświetlenia stref kompletacji światłem dziennym, zgodnie z wymogami certyfikacji BREEAM, a także wdrażania inteligentnych systemów oświetlenia LED. Na znaczeniu zyskuje również jakość powietrza i zwiększona liczba jego wymian.

Jeden rynek, wiele potrzeb. Od e-commerce aż po centra danych

Rosnąca złożoność operacji i presja na efektywność sprawiają, że uniwersalne rozwiązania coraz częściej przestają wystarczać. Według Jakuba Kurka nie ma jednego modelu najmu, który sprawdzi się u wszystkich najemców. Powierzchnia musi odpowiadać strategii biznesowej, a nie odwrotnie.

– Na te potrzeby nakłada się rosnąca rola automatyzacji, która jest odpowiedzią na trudności na rynku pracy. Coraz częściej rozmawiamy z najemcami o rozwiązaniach zmniejszających zależność od pracy ludzkiej. Taki kierunek, od dłuższego czasu widoczny w Azji, przyspiesza również w Polsce – zauważa ekspert Newmark Polska.

Coraz wyraźniej rysują się różnice między segmentami rynku. – Firmy produkcyjne myślą długoterminowo i najczęściej decydują się na umowy nawet na 10–15 lat. W takich projektach kluczowe są konkretne parametry techniczne, takie jak doświetlenie, wentylacja czy zwiększona moc przyłączeniowa, a często także dedykowana infrastruktura. W projektach e-commerce większą rolę odgrywa wysokość składowania, nierzadko przekraczająca 12 metrów. Z kolei tradycyjne sieci handlowe koncentrują się przede wszystkim na kosztach. W ich przypadku kluczowe są rozwiązania energooszczędne, jak fotowoltaika czy pompy ciepła, które bezpośrednio przekładają się na niższe opłaty eksploatacyjne – twierdzi Tomasz Pietrzak.

Odrębną grupą są operatorzy logistyczni, których wymagania zmieniają się wraz z obsługiwanymi kontraktami. W ich przypadku kluczowa jest nie tylko zgodność powierzchni z bieżącym modelem operacyjnym, ale także jej gotowość na dalszy rozwój. – Idealny magazyn musi odpowiadać na rosnącą złożoność łańcuchów dostaw i dynamiczny rozwój e-commerce. Liczy się zdolność obsługi intensywnych operacji, dostęp do odpowiedniej infrastruktury i energii, ale też możliwość wdrażania automatyzacji, która zwiększa skalę i efektywność działań. Ostatecznie decydujący jest nie tyle sam czynsz, co całkowity koszt operacyjny funkcjonowania w danej lokalizacji, obejmujący m.in. dostępność pracowników, efektywność procesów i potencjał rozwoju – wyjaśnia Daniel Korbus, Członek Zarządu i Dyrektor Operacyjny w XBS Logistics.

Naturalną konsekwencją rosnącej specjalizacji jest pojawianie się na rynku nowych typów najemców, których wymagania wykraczają poza dotychczasowe standardy. Jednym z najlepiej widocznych przykładów są centra danych, które w istotny sposób podnoszą poprzeczkę w zakresie infrastruktury. – W Europie Zachodniej ten segment rozwija się już bardzo dynamicznie i z czasem podobny trend zobaczymy także w Polsce, dlatego powinniśmy być na to przygotowani. To projekty o ogromnym zapotrzebowaniu na energię, co w praktyce determinuje zarówno lokalizację, jak i możliwość realizacji inwestycji – zaznacza Jakub Kurek.

Koszty pod lupą. Czynsz to tylko część równania

Mimo rosnącej elastyczności rynku, czynnik kosztowy pozostaje jednym z kluczowych elementów decyzyjnych. Coraz częściej jednak punkt ciężkości przesuwa się z czynszu bazowego na całkowity koszt najmu. – Równie ważne są koszty eksploatacyjne, które w ostatnich latach istotnie wzrosły. Jeśli nie zostaną dobrze oszacowane jeszcze przed podpisaniem umowy najmu, to na etapie pierwszego rozliczenia zaliczek najemcy mogą być zaskoczeni wysokością dopłat – ostrzega Jakub Kurek.

W ślad za tym rośnie rola zapisów kontraktowych, które pozwalają lepiej zabezpieczyć interesy najemców w zmiennym otoczeniu gospodarczym. – Doradzając naszym klientom, bardzo dużo uwagi poświęcamy zapisom dotyczącym indeksacji czynszu oraz form zabezpieczeń. W przypadku firm planujących skalowanie działalności w obiekcie, negocjujemy klauzule prawa pierwszeństwa najmu powierzchni albo gwarantowanej ekspansji, które pozwalają z wyprzedzeniem zabezpieczyć możliwość powiększenia magazynu na określonych warunkach – wyjaśnia Jakub Kurek.

Tego typu zapisy są szczególnie istotne dla operatorów logistycznych, rozwijających się wraz ze swoimi klientami i funkcjonujących w warunkach dużej zmienności skali operacji. – Możliwość ekspansji w ramach tego samego obiektu lub parku logistycznego pozwala rozwijać biznes bez konieczności relokacji. Z kolei bardziej elastyczne warunki najmu pomagają lepiej zarządzać ryzykiem w branży, w której zmienność popytu jest coraz większa – podkreśla Daniel Korbus.

W stronę świadomych decyzji

Rynek magazynowy dojrzewa i wyraźnie przesuwa się w stronę większej selektywności po stronie najemców. O wyborze obiektu coraz rzadziej decyduje jeden czynnik.

– To nie jest już rynek „bierz albo czekaj”, tylko przestrzeń do negocjacji i budowania wartości po obu stronach. Najemcy patrzą szerzej: analizują nie tylko czynsz, ale całkowity koszt użytkowania, elastyczność umowy i potencjał dalszego rozwoju. W tak złożonym procesie coraz większą rolę odgrywa wsparcie doradcze, które pomaga przełożyć potrzeby biznesowe na konkretne zapisy umowy – podkreśla Jakub Kurek. – Mamy zupełnie inny poziom dojrzałości rynku niż jeszcze kilka lat temu. W kolejnych latach ten kierunek będzie się umacniał – wraz z rosnącą rolą automatyzacji, efektywności operacyjnej i rozwiązań środowiskowych, które stają się standardem – podsumowuje dyrektor w Newmark Polska.

AI uderza w copywriterów. Liczba zleceń tekstowych spadła o 51,3%

W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku liczba zadań dla copywriterów i autorów tekstów na Freelancehunt spadła o 51,3 proc. rok do roku. Najmocniej skurczyły się formaty, które firmy najłatwiej mogą dziś przygotować samodzielnie z pomocą AI: klasyczny copywriting, rewrite i proste artykuły.

Według danych Freelancehunt liczba zadań w copywritingu zmniejszyła się o 59,1 proc., w rewrite’ach o 55,3 proc., w pisaniu artykułów o 48,0 proc., a w redakcji i korekcie tekstów o 34,8 proc. Dane nie pokazują końca rynku treści, lecz zmianę tego, za co klienci są gotowi płacić. Prosty szkic, opis produktu, podstawowy tekst SEO czy przeróbka gotowego materiału przestają być samodzielnym zleceniem.

AI nie kończy rynku tekstów. Kończy najtańszy model, w którym klient płacił głównie za poprawnie napisany szkic. Przewagę będą mieli autorzy, którzy potrafią pracować z wiedzą, faktami, źródłami i strukturą informacji, a nie tylko z liczbą znaków” — mówi Oleg Topchiy, założyciel Freelancehunt. 

Zmiana widoczna na platformie wpisuje się w szerszy trend użycia AI w Polsce. Według danych Eurostatu w 2025 roku 22,68 proc. osób w Polsce w wieku 16–74 lata korzystało z generatywnej AI w ostatnich trzech miesiącach. W grupie 16–24 lata odsetek ten wynosił 49,3 proc. To nie znaczy, że każda taka osoba szuka usług przez AI. Oznacza jednak, że narzędzia generatywne stają się częścią codziennego sposobu zadawania pytań, porównywania informacji i szukania odpowiedzi.

Dla marek ta zmiana ma praktyczne konsekwencje. Część pytań, które wcześniej trafiały wyłącznie do klasycznych wyszukiwarek, może trafiać do systemów AI: jaką usługę wybrać, czym różnią się oferty, komu zaufać, jakie rozwiązanie pasuje do konkretnego problemu. W takim środowisku nie wystarczy mieć tekst na stronie. Firma musi wiedzieć, jak jej oferta jest opisana, czy informacje o marce są spójne i czy mogą zostać poprawnie wykorzystane w odpowiedziach generowanych przez modele językowe.

Jednocześnie firmy dopiero uczą się pracy z AI. Według GUS w 2025 roku z technologii sztucznej inteligencji korzystało 8,7 proc. przedsiębiorstw w Polsce zatrudniających co najmniej 10 osób. Eurostat pokazuje bardzo podobny poziom — 8,4 proc. przedsiębiorstw deklarujących korzystanie z co najmniej jednej technologii AI. Powstaje więc luka: użytkownicy szybciej oswajają narzędzia AI niż wiele firm uczy się zarządzać tym, co systemy odpowiedzi wiedzą o ich ofercie.

Platformy freelancerskie są czułym barometrem popytu, bo nie mierzą deklaracji, tylko realne decyzje klientów. Jeżeli liczba prostych zadań tekstowych spada o połowę, to nie jest sygnał, że treść przestała być potrzebna. To sygnał, że klient przestaje kupować sam tekst, a zaczyna potrzebować uporządkowanej wiedzy, którą można bezpiecznie wykorzystać w sprzedaży, obsłudze klienta, wyszukiwarce i systemach AI” — mówi Valentyn Ziuzin, prezes zarządu Freelancehunt.

Ten kierunek może otworzyć nową niszę dla copywriterów, redaktorów i specjalistów od treści: pracę nad tym, jak marka jest rozumiana i przywoływana przez systemy odpowiedzi AI. W branży mówi się o tym jako o AEO, czyli Answer Engine Optimization. W praktyce chodzi o porządkowanie definicji, FAQ, porównań, opisów usług, baz wiedzy i materiałów eksperckich tak, aby były jasne, sprawdzalne i możliwe do wykorzystania przez ludzi, wyszukiwarki oraz modele językowe.

To inna usługa niż klasyczny tekst SEO sprzedawany za liczbę znaków. Wymaga zrozumienia branży, intencji użytkownika, źródeł, struktury informacji i ryzyka błędnej odpowiedzi o marce. Dlatego wyspecjalizowani autorzy mogą wyceniać taką pracę znacznie wyżej niż prosty copywriting — nie jako „napisanie tekstu”, lecz jako uporządkowanie wiedzy firmy pod klientów, wyszukiwarki i systemy AI.

Dane z raportu „Portret Freelancera 2025” pokazują, że wielu wykonawców ma już kontakt z tą zmianą od strony warsztatu. Z narzędzi AI korzysta 77,5 proc. aktywnych freelancerów badanych przez Freelancehunt, a 38,3 proc. używa ich regularnie. Sam dostęp do AI przestaje więc wyróżniać wykonawcę. Znaczenia nabiera to, czy potrafi on połączyć narzędzie z wiedzą, selekcją źródeł, odpowiedzialnością za końcowy materiał i zrozumieniem celu klienta.

Dla copywriterów oznacza to przesunięcie z prostego pisania w stronę pracy bliższej redakcji, researchowi i doradztwu informacyjnemu. Dla firm — konieczność sprawdzenia, czy ich wiedza o ofercie jest uporządkowana nie tylko dla klientów i wyszukiwarek, lecz także dla systemów AI, które coraz częściej stają się miejscem zadawania pytań o usługi, produkty i marki.

O metodologii

Analiza Freelancehunt obejmuje zmianę liczby zadań opublikowanych na platformie w kategoriach związanych z copywritingiem i pracą z tekstem w okresie styczeń–maj 2026 roku w porównaniu z okresem styczeń–maj 2025 roku. Uwzględniono kategorie: copywriting, rewrite, pisanie artykułów oraz redakcja i korekta tekstów. Dane pokazują zmianę liczby zadań na platformie Freelancehunt.

O raporcie 

Raport badawczy „Portret Freelancera 2025” został opracowany na podstawie badania zrealizowanego w grudniu 2025 roku. Zastosowano metodę ankiety online na próbie N=1100 aktywnych freelancerów. Badanie objęło Polskę oraz zagregowany region Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW). 

Dane o korzystaniu z generatywnej AI przez osoby w wieku 16–74 lata oraz przez grupę 16–24 lata pochodzą z Eurostatu, rok 2025. Dane o korzystaniu z technologii AI przez przedsiębiorstwa pochodzą z GUS oraz Eurostatu, rok 2025.

PMI dla przemysłu w Polsce nadal po złej stronie mocy, ale z nadziejami

Majowy PMI dla polskiego przemysłu wzrósł do 49,4 pkt., co nadal oznacza pogorszenie koniunktury, ale w najłagodniejszym tempie od ponad roku. Na plus wyróżnia się wzrost produkcji, który pojawił się mimo utrzymującego się spadku nowych zamówień, wskazując na pierwsze oznaki stabilizacji. Jednocześnie słaby popyt – związany z niepewnością gospodarczą i wysokimi zapasami u klientów – wciąż ogranicza rozwój sektora. Choć presja kosztowa nieco osłabła, pozostaje wysoka, a wydłużenie czasu dostaw sygnalizuje na utrzymujące się napięcia w łańcuchach dostaw. W efekcie obraz polskiego przemysłu pozostaje mieszany: pojawiają się sygnały stabilizacji i poprawy aktywności, ale fundamenty ożywienia wciąż są kruche.

Długi firm reklamowych przekraczają 153 mln zł. Ponad 4 tys. firm z branży ma przeterminowane zobowiązania

Reklama przyciąga coraz większe pieniądze, ale nie wszystkie agencje wychodzą dzięki temu na prostą. Według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie branży reklamowej wynosi 153,5 mln zł, a przeciętna zaległość dłużnika przekracza 36 tys. zł. Ponad dwie trzecie swoich zobowiązań branża mogłaby spłacić, gdyby jej klienci też płacili w terminie.

Na 153,5 mln zł przeterminowanych zobowiązań branży reklamowej składają się długi agencji reklamowych, public relations (PR) i firm prowadzących badania rynku i opinii publicznej. Łącznie 4198 zadłużonych przedsiębiorstw.

Za największą część tej kwoty odpowiadają agencje reklamowe. Według danych KRD w rejestrze jest 3269 takich firm, które mają łącznie 16 763 nieopłaconych zobowiązań. Ich dług wynosi 111,8 mln zł, czyli prawie trzy czwarte całego zadłużenia branży. Średnio jedna agencja reklamowa ma do oddania 34,2 tys. zł. Pozostały dług przypada na firmy zajmujące się badaniami naukowymi – 23,4 mln zł, PR-em i komunikacją – 7,2 mln zł oraz badaniem rynku i opinii publicznej – 6,9 mln zł.

Zdolność firm z branży reklamowej do terminowego wywiązywania się ze zobowiązań pieniężnych oraz poziom prawdopodobieństwa wpisania do rejestru dłużników bada także Analiza wiarygodności płatniczej KRD. Zgodnie z nią największe pogorszenie nastąpiło w grupie firm z ocenami pośrednimi D i E.

Na koniec kwietnia odsetek takich firm wynosił 11 proc., podczas gdy rok wcześniej 4,7 proc. To ponad dwukrotny wzrost i sygnał, że część firm z branży reklamowej przesuwa się do kategorii podwyższonego ryzyka. Jednocześnie udział firm z najlepszymi ocenami A, B i C spadł o 8 punktów procentowych, a udział firm najbardziej ryzykownych, z ocenami F, G i H, wzrósł o 1,7 punktu procentowego. To pokazuje, że mimo rosnącego rynku reklamy wiarygodność płatnicza części firm wyraźnie się pogarsza – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Mazowsze skupia reklamę i największą część długu

Zadłużenie agencji reklamowych koncentruje się tam, gdzie najmocniej skupia się rynek reklamy, mediów i PR. Największe zaległości mają więc firmy z województwa mazowieckiego – według danych KRD ich dług wynosi 59 mln zł, a w rejestrze widnieje 1449 zadłużonych firm z tego regionu. Mazowsze, zwłaszcza Warszawa, jest największym centrum branży reklamowej w Polsce. Kolejne miejsca zajmują województwa: śląskie z długiem 17 mln zł, małopolskie – 14,5 mln zł, wielkopolskie – 13,9 mln zł oraz dolnośląskie – 10 mln zł.

Wśród zadłużonych są zarówno małe działalności, jak i większe agencje. W KRD widnieje 2185 jednoosobowych działalności gospodarczych, które łącznie mają blisko 72 mln zł długu. Przeciętnie jedna taka firma ma do oddania 33 tys. zł. Większe firmy i instytucje mają łącznie 81,6 mln zł zaległości, a ich średni dług jest wyższy i wynosi 40,6 tys. zł. Problem dotyczy więc całej branży, ale w różnej skali: małe firmy są bardziej wrażliwe na opóźnione płatności, a duże mają wyższe koszty stałe i większe zobowiązania.

Trzy czwarte kwoty całego długu należy się firmom z sektora finansowego i ubezpieczeniowego – 115,3 mln zł. Jak widać, zaległości nie dotyczą wyłącznie nieopłaconych faktur za usługi, ale także finansowania działalności, rat, leasingów, pożyczek czy kredytów. Kolejne miejsca na liście wierzycieli zajmują operatorzy komórkowi – 9,8 mln zł i firmy handlowe – 8,8 mln zł.

Klienci oczekują większej efektywności

Według raportu Publicis Groupe Polska, rynek reklamy w Polsce wzrósł w 2025 roku o 6,9 proc. Największą dynamikę miały kanały, które wymagają od agencji coraz wąskiej specjalizacji: wideo online, Internet i radio. To oznacza, że budżety reklamowe przesuwają się w stronę działań szybkich, cyfrowych, mierzalnych i często bardziej wymagających technologicznie.

Ten wzrost nie musi jednak oznaczać lepszej kondycji firm, które go obsługują. Widać to z perspektywy mikroprzedsiębiorców, czyli szerokiej grupy potencjalnych klientów branży reklamowej. Z badania NFG „Marketing w skali mikro – co działa i ile to kosztuje” wynika, że niemal dwie trzecie mikrofirm prowadzi działania reklamowe, ale większość robi to własnymi siłami.

Mikrofirmy są aktywne reklamowo, ale bardzo ostrożne finansowo. Choć 62 proc. prowadzi działania promocyjne, to 82 proc. z nich robi to bez wsparcia agencji, a najczęściej reklamą zajmuje się sam właściciel. Stąd dla rynku reklamowego płynie ważna informacja: popyt istnieje, ale w segmencie MŚP firmy szukają prostych, policzalnych rozwiązań, które pomagają im szybko zdobyć klienta i nie obciążają budżetu. Agencje, które potrafią taką ofertę przygotować, mogą dotrzeć do szerokiej grupy klientów. Te, które nadal myślą głównie kategoriami rozbudowanych kampanii, mogą rozmijać się z potrzebami mikroprzedsiębiorców – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Rozwój reklamy internetowej, opisywany także w materiałach IAB Polska, wzmacnia konkurencję w digitalu i zwiększa presję na efektywność kampanii. Klienci oczekują dziś nie tylko kreacji, ale też danych, optymalizacji, automatyzacji, szybkiego raportowania i mierzalnego zwrotu z wydatków. Z kolei Wirtualne Media opisują rynek agencji jako branżę przechodzącą selekcję pod wpływem AI, kosztów i oczekiwań klientów. W praktyce oznacza to, że agencje muszą inwestować w nowe kompetencje i narzędzia, a jednocześnie pilnować marż i bieżących płatności. Dane KRD przedstawiają więc drugą stronę rosnącego rynku – nawet przy większych budżetach reklamowych część firm nadal ma problem z zadłużeniem i płynnością.

Agencje też czekają na przelewy

Choć agencje same mają zaległości, to ich klienci również nie zawsze płacą na czas. Według danych KRD kontrahenci są winni agencjom reklamowym 108,4 mln zł. Największe zaległości mają wobec nich firmy handlowe – 25,6 mln zł, budowlane – 22,9 mln zł oraz transportowe– 15,2 mln zł. Wysoko na liście są też: przetwórstwo przemysłowe z długiem 10,8 mln zł oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna – 10,2 mln zł.

Wyłania się tutaj mechanizm, który może uderzać w płynność agencji: z jednej strony muszą opłacać swoje zobowiązania, pensje dla pracowników, narzędzia i faktury dla podwykonawców, z drugiej same czekają na pieniądze od klientów. Największą część zaległości wobec agencji mają jednoosobowe działalności gospodarcze prawie 95 mln zł. Większe firmy i instytucje są im winne przeszło 13 mln zł. Agencje reklamowe często są więc między młotem a kowadłem: muszą płacić dalej, choć same nie otrzymują pieniędzy na czas – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Grupa Tarczyński zwiększyła przychody i zysk netto w I kwartale 2026 roku

Grupa Tarczyński wypracowała w I kwartale 2026 roku 556,0 mln zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi wzrost o 7,1 proc. w relacji do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wynik EBITDA ukształtował się na poziomie 74,6 mln zł wobec 65,2 mln zł rok wcześniej (+14,5%). Skonsolidowany zysk netto wyniósł 50,9 mln zł i był aż o 73,80 proc. wyższy niż przed rokiem. Sprzedaż eksportowa w raportowanym okresie wyniosła 189,3 mln zł, co stanowi ponad 10-proc. wzrost r/r.

Wyniki I kwartału potwierdzają naszą determinację w realizacji dwutorowej strategii. Pomimo rosnącej konkurencji rynkowej chcemy nieprzerwanie umacniać silną pozycję na krajowym rynku i towarzyszyć konsumentom z naszymi markami podczas zakupów w ich ulubionych sieciach handlowych. Zwiększamy zarówno wartość, jak i wolumen sprzedaży naszych produktów, a przychody ze sprzedaży do kluczowych klientów stanowią ponad 37 proc. ogólnej wartości sprzedaży. Po drugie – Grupa Tarczyński to od dawna marka intensywnie rozwijająca się na zagranicznych rynkach i raportujemy ponad 10-procentową dynamikę sprzedaży eksportowej oraz wzrost jej udziału w strukturze łącznej sprzedaży o 1 p.p.  Koncentrujemy się na filarach naszej działalności, upatrując w nich szans na długoterminowy wzrost mówi Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński.

Wybrane dane finansowe Q1 2026 Q1 2025 Zmiana
Przychody ze sprzedaży (tys. zł) 555 951 519 031 7,1%
Sprzedaż eksportowa (tys. zł) 189 302 171533 10,4%
Udział eksportu 34,05% 33,05% 1 p.p.
EBITDA (tys. zł) 74 619 65 163 14,51%
Marża EBITDA 13,42% 12,55% 0,9 p.p.
Zysk netto (tys. zł) 50 929 29 304 73,80%

 

Produkty Grupy Tarczyński są dystrybuowane do ponad 30 krajów świata na trzech kontynentach. Największymi rynkami eksportowymi pozostają: Niemcy, Wielka Brytania, Rumunia, Holandia, Litwa, Czechy i Łotwa.

Certyfikacja wykonawców zmieni rynek zamówień publicznych. Firmy muszą przygotować się na nowe zasady

Rynek zamówień publicznych w Polsce jest dziś wart ok. 587 mld zł rocznie, a według prognoz do 2029 roku jego wartość zbliży się nawet do biliona złotych. Tymczasem eksperci ostrzegają, że nowy system certyfikacji wykonawców może istotnie zmienić układ sił wśród firm walczących o publiczne kontrakty. Dla części przedsiębiorstw certyfikacja stanie się ułatwieniem dostępu do rynku, podczas gdy inne mogą mieć problem z dostosowaniem się do nowych wymogów i utrzymaniem konkurencyjności.

Certyfikat ma stać się „paszportem” do rynku publicznego

Dla wielu przedsiębiorstw kontrakty realizowane dla administracji publicznej są jednym z kluczowych źródeł przychodów. Problem w tym, że obecny system wymaga wielokrotnego składania i weryfikowania tych samych dokumentów przy kolejnych postępowaniach przetargowych.

Nowa certyfikacja wykonawców ma uprościć ten proces. Firmy, które uzyskają odpowiedni certyfikat, będą mogły łatwiej potwierdzać swoją wiarygodność oraz spełnianie warunków udziału w przetargach. Eksperci przewidują, że z czasem certyfikacja stanie się rynkowym standardem.

– Certyfikacja może stać się dla firm realnym narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej na rynku zamówień publicznych. Dla części przedsiębiorców będzie oznaczała szybszy dostęp do postępowań i mniejsze obciążenia administracyjne, ale dla innych okaże się koniecznością, bez której coraz trudniej będzie skutecznie konkurować o kontrakty publiczne – mówi mec. Michał Liżewski, partner kancelarii LEGALLY.SMART, specjalista z zakresu prawa zamówień publicznych.

7 na 10 firm może nie być gotowych na nowe wymogi

Największym wyzwaniem może okazać się przygotowanie organizacji do nowych standardów. Certyfikacja będzie wymagała uporządkowania dokumentacji, procedur compliance oraz sposobu zarządzania ryzykiem w firmie.

Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Miliardy na stole”, aż siedem na dziesięć polskich firm prywatnych nigdy nie złożyło oferty w przetargu publicznym i nawet nie rozważa takiego kroku. Tylko 13% przedsiębiorstw w 2025 roku podjęło próbę udziału w postępowaniu.

To pokazuje skalę problemu rynku, który dla wielu przedsiębiorców wciąż pozostaje zbyt skomplikowany, zbyt sformalizowany i obarczony dużym ryzykiem proceduralnym.

Nowe regulacje mogą szczególnie mocno dotknąć mniejsze podmioty, które do tej pory funkcjonowały na rynku publicznym bez rozbudowanych struktur formalnych.

– Duże organizacje są zazwyczaj lepiej przygotowane do wdrażania procedur i standardów wymaganych przy certyfikacji. Dla części sektora MŚP nowe regulacje mogą oznaczać dodatkowe koszty, konieczność reorganizacji procesów oraz ryzyko czasowego ograniczenia dostępu do rynku zamówień publicznych – wskazuje mec. Liżewski.

Rynek czeka największa zmiana od lat

Nowy system certyfikacji wykonawców zacznie obowiązywać od 12 lipca 2026 roku. Eksperci przewidują, że w najbliższych latach certyfikaty staną się jednym z kluczowych elementów oceny wiarygodności firm działających na rynku publicznym.

– W praktyce certyfikacja przełoży się na szybszy udział w postępowaniach, ograniczenie formalności oraz łatwiejsze potwierdzanie wiarygodności wykonawcy. Jednocześnie firmy, które nie przygotują się odpowiednio wcześnie do nowych wymogów, mogą mieć coraz większy problem z utrzymaniem konkurencyjności na rynku publicznym. To nie będzie wyłącznie zmiana proceduralna, ale realna zmiana zasad funkcjonowania całego rynku zamówień publicznych – podsumowuje mec. Michał Liżewski, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.

Inflacja w maju 2026 r. wyniosła 3,1%. Drożeją paliwa i energia, tanieje żywność

Według szybkiego szacunku GUS inflacja CPI w maju 2026 r. wyniosła 3,1 proc. rok do roku. W ujęciu miesięcznym ceny spadły o 0,3 proc., głównie przy niższych cenach żywności i lekkim spadku cen paliw.

Inflacja CPI · szybki szacunek GUS

Inflacja w maju 2026 r. wyniosła 3,1% rok do roku

Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego ceny towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2026 r. były o 3,1% wyższe niż rok wcześniej. W porównaniu z kwietniem 2026 r. ceny spadły o 0,3%.

Dane: GUS, szybki szacunek CPI za maj 2026 r. · Publikacja: 29 maja 2026 r. · Źródło danych: GUS
3,1% inflacja CPI rok do roku maj 2026 r. wobec maja 2025 r.
-0,3% zmiana cen miesiąc do miesiąca maj 2026 r. wobec kwietnia 2026 r.
2,5% cel inflacyjny NBP CPI pozostaje powyżej celu, ale w paśmie odchyleń

Majowy odczyt CPI w ujęciu ogólnym

Majowy szybki szacunek wskazuje na niewielkie obniżenie rocznej dynamiki cen względem kwietnia 2026 r., kiedy inflacja wyniosła 3,2% rok do roku. W maju wskaźnik CPI wyniósł 3,1% rok do roku, czyli pozostał powyżej celu inflacyjnego 2,5%, ale mieścił się w dopuszczalnym paśmie odchyleń.

W ujęciu miesięcznym GUS odnotował spadek cen o 0,3%. Odczyt ten oznacza, że przeciętny poziom cen w maju był niższy niż w kwietniu, choć w porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku ceny nadal pozostawały wyższe.

Uwaga metodologiczna: GUS zaznacza, że szybki szacunek ma charakter wstępny i może zostać skorygowany. Od danych za 2026 r. wskaźnik CPI jest liczony zgodnie z międzynarodową klasyfikacją COICOP 2018.

Główne kategorie cen w maju 2026 r.

W strukturze danych widoczne są różnice między kategoriami. Najwyższą roczną dynamikę odnotowano w przypadku paliw i smarów do prywatnych środków transportu. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły rok do roku nieznacznie, natomiast w ujęciu miesięcznym spadły.

Wyszczególnienie Maj 2026 / maj 2025 Zmiana r/r Maj 2026 / kwiecień 2026 Zmiana m/m
Ogółem 103,1 +3,1% 99,7 -0,3%
Żywność i napoje bezalkoholowe 100,5 +0,5% 99,0 -1,0%
Energia elektryczna, gaz i inne paliwa 105,0 +5,0% 100,0 0,0%
Paliwa i smary do prywatnych środków transportu 112,3 +12,3% 99,9 -0,1%

Inflacja CPI w latach 2025–2026

Dane z wykresu GUS pokazują, że w 2025 r. roczna dynamika CPI obniżała się z poziomu 4,9% na początku roku do 2,4% w grudniu. W pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. inflacja wynosiła 2,1%, a następnie wzrosła do 3,0% w marcu, 3,2% w kwietniu i 3,1% w maju.

Zmiany cen towarów i usług konsumpcyjnych r/r, w %

Porównanie kategorii: zmiana roczna i miesięczna

Porównanie zmian rocznych i miesięcznych pozwala oddzielić długoterminowy wzrost poziomu cen od krótkookresowych zmian widocznych w maju. W przypadku paliw roczna dynamika była wysoka, ale miesiąc do miesiąca odnotowano lekki spadek. Ceny energii były o 5,0% wyższe niż rok wcześniej, natomiast w porównaniu z kwietniem pozostały bez zmian.

Zmiana cen r/r, w %
Zmiana cen m/m, w %

Co wynika z szybkiego szacunku?

Majowy odczyt potwierdza, że inflacja pozostaje umiarkowanie powyżej celu inflacyjnego, ale nie wraca do poziomów obserwowanych na początku 2025 r. Jednocześnie dane miesięczne wskazują na spadek przeciętnego poziomu cen wobec kwietnia, głównie przy niższych cenach żywności i niewielkim spadku w kategorii paliw.

W interpretacji danych należy uwzględnić wstępny charakter publikacji. Pełniejsze wnioski będą możliwe po publikacji finalnych danych, obejmujących szerszą strukturę koszyka inflacyjnego i szczegółowe kategorie cen.

Źródło danych: Główny Urząd Statystyczny, „Szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2026 r.”, 29.05.2026 r. Wykresy: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Fizjoterapia pod presją konkurencji. Inwestycje w sprzęt stają się elementem strategii

Polski rynek fizjoterapii stale się rozwija, jest coraz bardziej konkurencyjny, a pacjenci oczekują nie tylko skutecznych, ale też nowoczesnych metod terapii i wysokiego standardu obsługi. Z badania przeprowadzonego przez Siemens Financial Services w Polsce wśród właścicieli gabinetów fizjoterapeutycznych wynika, że ponad połowa z nich regularnie odnawia i wymienia kluczowe elementy wyposażenia.

Mimo to inwestycje w sprzęt wciąż mają w dużej mierze charakter reaktywny. Aż 38 proc. respondentów decyduje się na zakup nowego urządzenia dopiero w momencie, gdy jest to konieczne (dotychczasowe się zużyje lub zaczyna zawodzić). Jednocześnie większość gabinetów finansuje takie wydatki wyłącznie z wypracowanych zysków, co może oznaczać konieczność odłożenia modernizacji w czasie.

W warunkach rosnącej konkurencji i coraz wyższych oczekiwań pacjentów, wyraźnie widać potrzebę zmiany podejścia do realizowania inwestycji. Zamiast czekać z zakupami do momentu awarii sprzętu, gabinety powinny planować rozwój z wyprzedzeniem i traktować inwestycje jako element długofalowej strategii.

Fizjoterapeuci stawiają przede wszystkim na sprawdzone technologie, które zapewniają ciągłość pracy i bezpieczeństwo terapii. Unikają przy tym rozwiązań niskiej jakości, nawet jeśli są one tańsze. Dla 44 proc. ankietowanych najważniejszym kryterium przy wyborze sprzętu pozostaje jego jakość, niezawodność oraz serwis gwarancyjny. Jednocześnie co czwarty fizjoterapeuta zwraca też uwagę na estetykę, a dla co piątego istotne są także kompatybilność nowych urządzeń z obecnym oprogramowaniem i systemami oraz cicha praca i ergonomia.

Jak dziś gabinety fizjoterapeutyczne finansują inwestycje w sprzęt?

Z badania wynika, że dominującym źródłem finansowania inwestycji pozostają środki własne – wskazało je 61 proc. respondentów w badaniu Siemens Financial Services w Polsce. Dla porównania z pożyczki leasingowej, korzysta 12 proc. badanych, a z leasingu operacyjnego 10 proc.

– Aż 70 proc. respondentów deklaruje otwartość na alternatywne formy pozyskania sprzętu, takie jak wynajem czy modele subskrypcyjne. To wyraźny sygnał, że rynek zaczyna doceniać większą elastyczność i łatwiejszy dostęp do nowoczesnych technologii – komentuje Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce. – Jednocześnie tradycyjne podejście, oparte na finansowaniu inwestycji wyłącznie ze środków własnych, choć bywa postrzegane jako bezpieczne, w praktyce często prowadzi do odkładania decyzji zakupowych. W efekcie rośnie ryzyko operacyjne – pojawiają się przestoje, ograniczenia w dostępności terapii czy spadek jakości usług w okresie poprzedzającym wymianę sprzętu.

Co wpływa na decyzje o zakupie i finansowaniu

Dla co czwartego badanego (24 proc.) impulsem do podjęcia decyzji o zakupie sprzętu są atrakcyjne warunki finansowania lub oferty promocyjne u dostawców. W praktyce oznacza to, że dobrze dopasowane rozwiązania finansowe mogą przyspieszać moment realizacji inwestycji – nie tylko wspierając bieżącą płynność placówek, ale także umożliwiając szybsze wdrażanie nowoczesnych technologii i podnoszenie standardu świadczonych usług.

W podjęciu decyzji o zakupie nowego sprzętu istotną rolę odgrywa także chęć budowania przewagi konkurencyjnej. 18 proc. badanych wskazuje, że inwestycje są sposobem na zwiększenie dostępności usług i usprawnienie organizacji pracy. Tyle samo respondentów kieruje się chęcią posiadania lepszych i bardziej nowoczesnych urządzeń, które poprawią diagnostykę oraz potrzebą zwiększenia różnorodności usług.

W przypadku wyboru firmy finansowej decyzje podejmowane są w oparciu o kilka równoważnych kryteriów. Badanie zrealizowane na zlecenie Siemens Financial Services w Polsce pokazuje, że kluczowe znaczenie mają doświadczenie instytucji oraz jej wiarygodność (27 proc.). Istotną rolę odgrywają także warunki finansowania (23 proc.), jednak – podobnie jak w innych obszarach – są one rozpatrywane w szerszym kontekście jakości współpracy i poczucia bezpieczeństwa.

Niewiele mniej, bo 20 proc. badanych zwraca uwagę na możliwość przeprowadzenia całego procesu finansowego online. To pokazuje, że rośnie znaczenie rozwiązań prostych i dopasowanych do potrzeb gabinetów, które pozwalają szybko przejść od decyzji do realizacji inwestycji – zauważa Tomasz Szyszka, Head of Vendor Healthcare Sales w Siemens Financial Services w Polsce. – Takie podejście wspierają m.in. narzędzia takie jak SimplyLoan, które umożliwiają finansowanie w pełni zdalnie i ułatwiają sprawne dopasowanie inwestycji do bieżącej działalności placówki. W efekcie gabinety mogą w większym stopniu strategicznie planować rozwój swojej oferty.

Nota metodologiczna:

Badanie z przedstawicielami 100 firm (jednoosobowych działalności i spółek handlowych) zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research w sierpniu 2025 r. Uczestnikami badania byli właściciele i menedżerowie z branży fizjoterapeutycznej z całej Polski, Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Laboratorium Zaawansowanych Technik Rentgenowskich otwarte na AGH

Nowo otwarte Laboratorium Zaawansowanych Technik Rentgenowskich na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej oferuje dostęp do wiązki promieniowania rentgenowskiego o parametrach dostępnych w ośrodkach synchrotronowych. Nowa infrastruktura umożliwi prowadzenie zaawansowanych badań w zakresie inżynierii materiałowej, biomedycyny, chemii czy farmacji.AGH uruchamia źródło promieniowania rentgenowskiego dorównujące intensywnością synchrotronom

Techniki rentgenowskie najczęściej kojarzone są z medycyną, gdzie RTG i tomografia komputerowa wykorzystywane są do obrazowania schorzeń i urazów. Możliwe jest to dzięki temu, że różne tkanki w odmienny sposób absorbują promienienie rentgenowskie (X), w związku z czym dają w badaniach unikalny obraz.

Paleta technik wykorzystujących promieniowanie rentgenowskie znacznie wykracza jednak poza zastosowania typowo medyczne, umożliwiając badanie struktury także wielu innych materiałów niż tkanki biologiczne, a nawet precyzyjne określanie ich składu chemicznego.

Stosowanie wielu z tych metod wymaga jednak używania wiązek promieniowania o bardzo wysokich intensywnościach, których nie byłaby w stanie wygenerować zwykła lampa rentgenowska.

Tak intensywne wiązki promieniowania możliwe są do uzyskania w synchrotronach, czyli gigantycznych urządzeniach w kształcie pierścieni, o obwodach liczonych w dziesiątkach metrów, w których elektrony są w tym celu rozpędzane do prędkości bliskich prędkości światła. Kiedy tor ich poruszania się ulega wymuszonemu zakrzywieniu, towarzyszy temu emisja promieniowania, którą można wykorzystać do celów badawczych.

Niedostępne wcześniej w Polsce techniki badawcze

Choć w Krakowie znajduje się synchrotron SOLARIS, należący do Uniwersytetu Jagiellońskiego, to udostępnione linie badawcze nie pokrywają pełni możliwości badań z wykorzystaniem promieni rentgenowskich. Badaczki i badacze z Polski, chcący skorzystać z niektórych technik, musieli dotychczas aplikować o możliwość przeprowadzenia prac we Francji, Niemczech czy Austrii.

Teraz może się to zmienić za sprawą infrastruktury, która została udostępniona na AGH. Otwarte właśnie Laboratorium Zawansowanych Technik Rentgenowskich nie tylko oferuje niedostępne wcześniej w Polsce możliwości w zakresie badań z wykorzystaniem promieni X, ale w porównaniu z synchrotronami ma kompaktowe rozmiary – mieści się w jednym pomieszczeniu o powierzchni 36 m2 na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej (WFiIS). Składa się na nią wielofunkcyjne źródło promieniowania rentgenowskiego, system 8 detektorów jedno- i dwuwymiarowych oraz obsługująca całość aparatura komputerowa.

Niezbędna infrastruktura została zakupiona przez konsorcjum trzech wydziałów AGH, w którego skład oprócz WFiIS wchodzi również Wydział Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej oraz Wydział Energetyki i Paliw. Koszty inwestycji zostały pokryte ze środków Programu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza” (IDUB).

System został zbudowany przez kanadyjskie przedsiębiorstwo Proto Manufactoring Ltd., ale w oparciu o specyfikację przekazaną przez AGH, co czyni go unikalnym w skali świata. Jego „sercem” jest nowoczesna lampa rentgenowska MetalJet oferowana przez firmę Excillum, która wyposażona jest anodę z ciekłego metalu, co odróżnia ją od anod stałych czy wirujących używanych w typowych aparatach RTG czy tomografach komputerowych.

Wyjątkowa lampa rentgenowska i systemy optyczne

W lampach rentgenowskich promieniowanie X powstaje w trakcie przepływu strumienia elektronów pomiędzy katodą a anodą, kiedy ta ostatnia jest „bombardowana” przez rozpędzane w tym celu elektrony. W czasie tego procesu anoda bardzo się nagrzewa, w związku z czym wymaga skutecznego chłodzenia i przy zbyt dużej intensywności strumienia cząstek może ulec przegrzaniu.

W lampach MetalJet wykonana jest z ciekłego metalu, który ulega ciągłemu odnawianiu, wskutek czego ciepło jest odprowadzane bardziej efektywnie. Dzięki temu, w laboratorium AGH możliwe jest uzyskanie wiązki promieniowania rentgenowskiego o parametrach odpowiadającym źródłom synchrotronowym.

Aparatura na AGH oferuje dostęp do wiązki o maksymalnej energii 160 keV, przy jednoczesnym dostępie do dwóch linii o charakterystycznych energiach 9,2 keV i 24 keV. Przekłada się to na możliwość badania trudno przenikliwych materiałów, a także wymagających stosowania specyficznych parametrów wiązki.

Aparatura przewyższa pod tym względem możliwości linii badawczej POLYX dostępnej na synchrotronie SOLARIS, która oferuje wiązkę promieniowania rentgenowskiego o energii 15 keV. Jednocześnie, dzięki implementacji zaawansowanych systemów optycznych, dorównuje źródłom synchrotronowym pod względem intensywności i skupienia wiązki, co ma wpływ się na szybkość i dokładność badań.

Pokaże to, czego nie widzi zwykły rentgen i tomograf

Wysokorozdzielcza tomografia rentgenowska ludzkiego serca oraz rekonstrukcja przestrzenna układu naczyń wieńcowych

Laboratorium otwarte na AGH umożliwia stosowanie wielu zaawansowanych technik badawczych:

  • Diffraction contrast tomography (DCT) – łączy metody tomografii komputerowej
    z kontrastem dyfrakcyjnym, który umożliwia określanie lokalizacji i orientacji przestrzennej ziaren kryształów w materiałach krystalicznych w oparciu o to, jak załamują one fale promieniowania X,
  • X-ray fluorescence tomography (XRF tomography) – umożliwia precyzyjną analizę rozkładu przestrzennego pierwiastków w trójwymiarze na postawie charakterystyki ich widma flourescencyjnego po wzbudzeniu promieniami rentgenowskimi,
  • Energy dispersive diffraction (EDF) – metoda podobnie jak DCT bazująca na dyfrakcji fal promieniowania rentgenowskiego w kryształach, w przypadku której analizie poddawane są nie wzory dyfrakcji, ale energia rozproszonych promieni; szczególne zastosowanie znajduje w przypadku badania dynamicznych procesów, np. materiałów poddawanych naprężeniom,
  • Phase-contrast X-ray tomography – technika łącząca tomografię komputerową
    z kontrastem fazowym, gdzie oprócz absorbcji promieniowana rentgenowskiego przez strukturę materiału analizowany jest sposób, w jaki wpływa ona na przesunięcie fazowe fal promieniowania X; umożliwia to obrazowanie struktur słabo absorbujących promieniowanie rentgenowskie, np. tkanek biologicznych,
  • Single-crystal X-ray diffraction (SC-XRD) – kolejna metoda podobnie jak DCT opierająca się na zjawisku dyfrakcji fal promieniowania rentgenowskiego, ale stosowana nie do badania struktury materiałów krystalicznych, ale układu atomów w pojedynczych kryształach.

Cały system oparty jest na modułowej konstrukcji, która pozwala na wymianę i kalibrację i poszczególnych elementów – np. detektorów, optyki czy układów mocowania próbek – w zależności od szczególnych potrzeb badawczych. Obszerna przestrzeń w miejscu przeznaczonym na próbki pozwala również na montaż różnego rodzaju dodatków, np. komory temperaturowej lub modułów wytrzymałościowych, pozwalających na badanie materiałów pod kątem ich stabilności temperaturowej czy odporności na ściskanie i rozciąganie.

Dzięki temu, że lampa MetalJet może generować jednocześnie dwie wiązki promieniowania rentgenowskiego w przeciwstawnych kierunkach, w przyszłości możliwe będzie uruchomienie na aparaturze dwóch niezależnych linii badawczych.

Zwiększenie szans u uzyskanie grantów europejskich

Prowadzenie badań w laboratorium będzie zorganizowane na podobnych zasadach, jak ma to miejsce w dużych ośrodkach badawczych. Badaczki i badacze, chcący skorzystać z dostępnej infrastruktury, powinni złożyć wniosek uzasadniający cel przeprowadzenia badania. Aplikacje oceni Rada Naukowa złożona z pracowników naukowych podmiotów, które tworzy konsorcjum trzech wydziałów AGH zarządzających aparaturą. W zależności od wyniku oceny, autorkom i autorom wniosków przyznawany będzie określony czas pomiarowy.

–  Staranie się o duże europejskie granty naukowe wymaga dysponowania zapleczem aparaturowym umożliwiającym ich realizację. Posiadanie przez AGH własnego źródła RTG o możliwościach zbliżonych do największych europejskich ośrodków badawczych umożliwi dostęp do nowoczesnych i do tej pory niedostępnych w Polsce technik badawczych, co z pewnością ułatwi aplikowanie o ambitne projekty. Warto także wspomnieć, że wyniki badań uzyskane na dużych przyrządach badawczych i z wykorzystaniem nowatorskich technik mają zdecydowanie większy potencjał publikacyjny – wyjaśnia pomysłodawca nowego laboratorium dr hab. inż. Sebastian Wroński, profesor na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej.

Doświadczenie AGH w mikro- i nanoobrazowaniu

Laboratorium Zaawansowanych Technik Rentgenowskich rozszerza możliwości działającego od 2012 roku na WFiIS Laboratorium Mikro- i Nanotomografii (LMiNT), które prof. Wroński prowadzi wspólnie z dr. hab. inż. Jackiem Tarasiukiem, prof. AGH. Do sukcesów LMiNT należy m.in. odkrycie dokonane w 2018 roku, kiedy w trakcie badań prowadzonych w kooperacji z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w kości mamuta odnalezionej przy ul. Spadzistej w Krakowie zidentyfikowano fragment krzemiennego grotu. Udało się dzięki temu dowieść, że łowiectwo występowało na tych terenach już 27 tys. lat temu, czyli o 2 tys. lat wcześniej niż dotychczas uważano.

LMiNT prowadzi również wiele innych badań materiałowych we współpracy z ośrodkami krajowymi i zagranicznymi. Bada m.in. kosteczki słuchowe czy zastawki serca na potrzeby implantologii.

Używany sprzęt Apple w biznesie – co warto wiedzieć przed zakupem?

Używany sprzęt Apple coraz częściej trafia do firm jako alternatywa dla nowych urządzeń. Z uwagi na niższy koszt zakupu i długie wsparcie producenta, dla wielu przedsiębiorstw jest to sposób na rozsądne wyposażenie zespołu. Warunek jest jeden – aby wybrać pewny sprzęt, trzeba wiedzieć, na co zwrócić uwagę przed zakupem.

Używany sprzęt Apple w firmie – czy to ma sens?

W firmach decyzje dotyczące zakupu sprzętu są zwykle podyktowane analizą kosztów, ale także żywotnością sprzętu. Na tle konkurencji Apple wyróżnia się tym, że nawet kilkuletnie urządzenia nadal zachowują wysoką wydajność i długie wsparcie systemowe.

Zakup używanego sprzętu Apple do firmy oznacza oszczędność, a jednocześnie jest to sposób na efektywne zarządzanie zasobami IT.

Oto najważniejsze korzyści:

  • niższy koszt wejścia przy zachowaniu jakości premium;
  • długie wsparcie systemowe (duże aktualizacje systemu + łatki bezpieczeństwa po zakończeniu wsparcia);
  • możliwość szybkiego wyposażenia zespołu;
  • rosnący rynek sprawdzonych urządzeń używanych.

Warto przy tym podkreślić, że w przypadku Apple różnica między nowym a kilkuletnim sprzętem często jest mniej odczuwalna w codziennej pracy niż w innych ekosystemach.

Na co zwrócić uwagę przed zakupem – lista kontrolna

Przed zakupem używanego sprzętu Apple ważne jest ograniczenie wszelkich sytuacji ryzykownych. Nawet atrakcyjna cena nie zrekompensuje problemów z urządzeniem, które wymaga szybkiego serwisu.

Najważniejsze elementy weryfikacji to:

  • stan baterii – 80% kondycji to absolutne minimum, szczególnie jeśli chodzi o odnowiony Apple Watch Ultra, iPhone czy MacBook;
  • historia serwisowa – wymiany podzespołów i ewentualne naprawy;
  • blokada aktywacji – urządzenie musi być odłączone od poprzedniego konta Apple ID;
  • kompatybilność systemowa – sprawdzenie, czy sprzęt obsługuje aktualne wersje systemów.

Każdy z tych punktów ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo wdrożenia sprzętu w firmie, a ich pominięcie może generować realne koszty.

Jakie urządzenia Apple sprawdzają się najlepiej jako używane?

Nie każdy sprzęt Apple równie dobrze sprawdza się w środowisku biznesowym jako używany. Wybór powinien zależeć od charakteru pracy oraz intensywności użytkowania.

Najczęściej wybierane urządzenia to:

  • odnowiony MacBook Air – lekki i energooszczędny, dobry do pracy biurowej i mobilnej;
  • odnowiony MacBook Pro – do bardziej wymagających zadań i pracy kreatywnej;
  • odnowiony iPad – może stanowić wsparcie sprzedaży, służyć do prezentacji i pracy w terenie;
  • odnowiony Mac mini – ekonomiczne stanowisko stacjonarne;
  • odnowiony Apple Watch – doskonały jako asystent w biznesie, sporcie i życiu codziennym.

Odpowiednie dopasowanie urządzenia do roli w firmie decyduje o tym, czy inwestycja w sprzęt używany będzie w pełni efektywna.

Certyfikowany sprzęt odnowiony vs rynek prywatny – kluczowa różnica

Na rynku wtórnym można znaleźć zarówno oferty od osób prywatnych, jak i certyfikowany sprzęt odnowiony. Różnica między nimi ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa zakupu.

Certyfikowany sprzęt odnowiony:

  • przechodzi weryfikację techniczną i testy przed sprzedażą;
  • posiada gwarancję oraz udokumentowaną historię;
  • stanowi pewny zakup pod względem braku blokad i ukrytych usterek.

Rynek prywatny natomiast często oznacza:

  • brak gwarancji oraz ograniczoną możliwość reklamacji;
  • trudność w pełnej weryfikacji stanu technicznego;
  • ryzyko zakupu urządzenia z blokadą lub wadą ukrytą.

W firmie przewidywalność kosztów i brak przestojów mają ogromne znaczenie, dlatego różnica w bezpieczeństwie zakupu jest ważniejsza niż sama cena.

Kwestie prawne i podatkowe – o czym warto pamiętać?

Zakup używanego sprzętu Apple do firmy musi spełniać dwa kryteria – być technicznie bezpieczny oraz poprawny pod względem formalnym.

W tym kontekście najważniejsze aspekty to:

  • faktura VAT – umożliwia rozliczenie sprzętu w kosztach działalności;
  • ewidencja środków trwałych – obowiązuje również dla sprzętu używanego;
  • leasing – pozwala rozłożyć koszt inwestycji w czasie;
  • poprawna dokumentacja zakupu – istotna w przypadku kontroli lub audytu.

Brak odpowiednich dokumentów może sprawić, że pozorna oszczędność nie przełoży się na realne korzyści podatkowe.

Kiedy warto dopłacić do nowego sprzętu zamiast kupować używany?

Mimo wszystko warto mieć na uwadze, że używany sprzęt nie zawsze będzie najlepszym wyborem dla firmy. W niektórych sytuacjach lepszym rozwiązaniem jest zakup nowego urządzenia.

Jak rozpoznać który wariant jest lepszy? Otóż do nowego sprzętu warto dopłacić w kilku konkretnych sytuacjach:

  • gdy firma potrzebuje pełnej gwarancji producenta;
  • gdy sprzęt będzie intensywnie eksploatowany przez kilka lat;
  • gdy ważny jest dostęp do najnowszych funkcji i wydajności;
  • gdy leasing nowego sprzętu jest finansowo porównywalny z zakupem używanego.

Decyzja powinna wynikać z analizy całkowitego kosztu posiadania, a nie tylko ceny zakupu.

Gdzie kupić używany sprzęt Apple dla firmy bezpiecznie?

Bezpieczny zakup używanego sprzętu Apple dla biznesu powinien opierać się na sprawdzonym i transparentnym źródle.

Sklep GradeUP.pl oferuje:

  • certyfikowany sprzęt odnowiony z pełną weryfikacją techniczną;
  • możliwość otrzymania faktury VAT;
  • opcję leasingu lub zakupu ratalnego;
  • doradztwo w doborze sprzętu do potrzeb firmy;
  • dostęp do różnych modeli w jednym miejscu – od MacBooków po iPady.

Takie podejście minimalizuje ryzyko i upraszcza proces wdrożenia sprzętu w organizacji.

W przypadku Apple odnowione urządzenia mogą być rozsądną i opłacalną decyzją biznesową, pod warunkiem że pochodzą ze sprawdzonego źródła. Dzięki temu firmy mogą bezpiecznie wyposażyć zespół w sprzęt Apple i skutecznie zoptymalizować koszty IT.

Wyniki Grupy Selena po I kwartale 2026 r.: wzrost EBIT, zysku netto i marży brutto

Trend wzrostowy wyników finansowych Grupy Selena po pierwszym kwartale 2026 został utrzymany. Lider sektora chemii budowlanej wypracował zysk z działalności operacyjnej (EBIT) na poziomie 33,2 mln zł oraz 21,6 mln zł zysku netto z działalności kontynuowanej. Jednocześnie Selena zwiększyła rentowność sprzedaży brutto do 36 proc., co oznacza wzrost o ponad 2 pkt. procentowe r/r. Konsekwentnie realizowane cele zarządcze Grupy Selena skutecznie wspierają budowanie odporności biznesowej, nawet w warunkach utrzymującej się niepewności makroekonomicznej.

Wzrosty w warunkach wymagającego otoczenia rynkowego

Początek roku tradycyjnie stanowi słabszy okres dla większości segmentów branży budowlanej i podobnie było również w 2026 roku. Wyjątkowo mroźna zima, długo utrzymujące się niskie temperatury oraz pokrywa śnieżna znacząco ograniczały możliwość prowadzenia robót w terenie, co jednoznacznie potwierdziły dane GUS1. Produkcja budowlano-montażowa w pierwszym miesiącu tego roku spadła o 12,8 proc. r/r i aż o 65,2 proc. miesiąc do miesiąca względem grudnia 2025 r. Tym samym był to jeden z najsłabszych styczniów od co najmniej dekady i wynik wyraźnie poniżej oczekiwań rynku, który prognozował spadek na poziomie ok. 5 proc 2.

W skali globalnej gospodarka w pierwszym kwartale 2026 roku również pozostawała pod wpływem wysokiej niepewności wynikającej z napięć geopolitycznych – szczególnie w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie – oraz zmiennego otoczenia regulacyjno–handlowego.

Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

– Dziś istotne jest, aby firmy zaakceptowały fakt, że występowanie turbulencji w globalnej gospodarce nie jest już wyjątkiem, czy stanem przejściowym, lecz nowym paradygmatem i standardem prowadzenia biznesu. W tej rzeczywistości przewagę konkurencyjną budują te organizacje, które potrafią szybko adaptować się do zmian i z determinacją realizować cel, jakim jest skalowanie biznesu, nawet w najbardziej wymagającym otoczeniu – mówi Sławomir Majchrowski, CEO Grupy Selena.

Kluczowych wskaźników finansowych Grupy Selena w I kwartale 2026 roku potwierdza, że firma, niezależnie od niesprzyjających czynników makroekonomicznych, utrzymała ich stabilny poziom i pozostaje w trendzie wzrostu.

Zysk operacyjny (EBIT) Grupy Selena za pierwsze trzy miesiące 2026 roku wyniósł 33,2 mln zł, co stanowi ponad 17-procentowy wzrost r/r. W raportowanym okresie grupa kapitałowa odnotowała także prawie 11-procentowy wzrost zysku netto z działalności kontynuowanej. Zysk brutto osiągnął poziom 27,7 mln zł, natomiast rentowność brutto osiągnęła poziom 36%, co oznacza wzrost tego wskaźnika o ponad 2 pkt. procentowe w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Początek roku z wielowymiarową dywersyfikacją biznesu

W przypadku Grupy Selena fundamentalnym narzędziem zarządzania ryzykiem w wymagających warunkach rynkowych pierwszych trzech miesięcy roku niezmiennie pozostaje dywersyfikacja geograficzna i produktowa, a także aktywne poszukiwanie przewag konkurencyjnych.

– Poprzez wzrost kluczowych wskaźników finansowych po I kwartale 2026 roku, Grupa Selena pokazuje, że okres gospodarczej stagnacji nie powinien oznaczać dla firmy stanu permanentnego zawieszenia – zauważa Sławomir Majchrowski. – Z tego powodu regularnie analizujemy sytuację w branży i identyfikujemy rynki geograficzne oraz nisze produktowe, które mogą zyskiwać na znaczeniu – dodaje CEO Grupy Selena.

W efekcie spółka, w pierwszym kwartale 2026 roku, pozostawała aktywna zarówno w obszarze dywersyfikacji geograficznej, jak i produktowej.

Przykładem rozwoju w zakresie dywersyfikacji geograficznej oraz lokowania produkcji bliżej odbiorców jest ogłoszona w styczniu inwestycja, związana z budową drugiego zakładu produkcyjnego zapraw suchych w Kazachstanie. Wybór tej lokalizacji nie jest przypadkowy – Kazachstan to kraj o dynamicznie rosnącej gospodarce, pełniący dla Grupy Selena rolę naturalnego hubu dla Azji Centralnej i stanowiący solidną bazę do dalszej ekspansji w regionie.

Warto podkreślić, że Azja jest tylko jednym z głównych kierunków międzynarodowego skalowania biznesu Grupy Selena. Równie istotna od lat pozostaje Europa Zachodnia, ze szczególnym uwzględnieniem Półwyspu Iberyjskiego, który spółka postrzega jako jedno z ważniejszych centrów gospodarczych Starego Kontynentu.

W tym przypadku głównym narzędziem rozwoju Grupy Selena pozostają procesy M&A, czego przykładem jest ostatnia duża transakcja, polegająca na przejęciu 66% udziałów portugalskiego holdingu Irmãos Guimarães Martins, SGPS, S.A. (Grupo IGM) – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych.

– Zakup portugalskiej Spółki stanowi kolejny krok w konsekwentnym wzmacnianiu pozycji Grupy Selena oraz rozszerzaniu jej portfolio o produkty, które posiadają perspektywiczny potencjał wzrostu i wpisują się w aktualne trendy rynku budowlanego. Obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne i zaawansowane technologicznie materiały termoizolacyjne, a finalizacja tej transakcji odzwierciedla rangę tego segmentu w dalszym rozwoju Grupy – wyjaśnia Andrzej Zygadło, Członek Zarządu ds. Rozwoju Korporacyjnego spółki, odpowiedzialny m.in. za procesy akwizycyjne.

Zmiany w portfolio odpowiedzią na wyzwania sektora

Odpowiadając na realne potrzeby profesjonalnych wykonawców – co także stanowi jeden z głównych celów i kierunków rozwoju firmy – w marcu, Grupa Selena wprowadziła na rynek innowacyjny produkt – wielopozycyjną pianę poliuretanową Tytan Professional® REVO 360°. Kluczową przewagą systemu REVO 360° jest jego unikalna konstrukcja, umożliwiająca aplikację piany przy dowolnym kącie nachylenia puszki.

– Pracując nad nowymi produktami, niezmiennie stawiamy potrzeby wykonawcy w centrum procesu projektowego. Reagujemy na sygnały z rynku i obserwujemy, że ten bardzo dobrze odpowiada na produkty wysokospecjalistyczne. Rośnie zapotrzebowanie na innowacyjne produkty oraz całe systemy, których celem jest optymalizacja procesów budowlanych. Wprowadzając REVO 360°, dajemy wykonawcom narzędzie, które eliminuje ograniczenia mechaniczne i aplikacyjne, z którymi branża zmagała się od lat. To inwestycja w wydajność, która bezpośrednio przekłada się na rentowność projektów naszych klientów – mówi Michał Specjalski, Członek Zarządu ds. Produktów i Innowacji w Grupie Selena.

W najbliższych miesiącach Grupa Selena będzie kontynuować obrane cele i kierunki rozwoju oraz synergiczne włączać przejęte w ostatnich latach podmioty do swojej globalnej struktury.

1 Krajowa Izba Gospodarcza „Budownictwo zaczyna rok na minusie. W styczniu 2026 mocne tąpnięcie”, [dostęp: 29.05.2026]

2 Forum Branżowe „Produkcja budowlano-montażowa w styczniu 2026”, autor: Krzysztof Łakota, 20.02.2026, [dostęp: 29.05.2026]

Ice Code Games rozszerza współpracę ze Slitherine przy Nightmare Frontier

Ice Code Games S.A. podpisała ze Slitherine Software UK Ltd. aneks do umowy wydawniczej dotyczącej Nightmare Frontier, rozszerzający współpracę o przygotowanie dwóch pakietów DLC oraz portów konsolowych. Podpisanie aneksu – jeszcze przed zbliżającą się pełną premierą gry – umacnia wiarę w komercyjny sukces projektu. Prace nad nową zawartością i wersjami konsolowymi będą finansowane przez wydawcę.

Ice Code Games S.A. podpisała z międzynarodowym wydawcą Slitherine Software UK Ltd. aneks do umowy wydawniczej z 23 października 2025 r. Dokument, który wejdzie w życie 1 czerwca 2026 r., rozszerza zakres współpracy przy Nightmare Frontier o rozwój dodatków DLC oraz przygotowanie wersji konsolowych na platformy PlayStation 5 i Xbox Series X|S.

Podpisany aneks rozszerza harmonogram kolejnych etapów projektu i zabezpiecza finansowanie dalszej produkcji. Oznacza to, że prace nad przygotowaniem DLC oraz portów konsolowych będą finansowane przez wydawcę, co ogranicza konieczność angażowania środków własnych Ice Code Games na etapie rozwoju projektu i zwiększa przewidywalność przepływów finansowych spółki w okresie prac deweloperskich.

„Podpisanie aneksu ze Slitherine to dla nas istotne rozszerzenie potencjału komercyjnego Nightmare Frontier. Dzięki tej współpracy projekt zyskuje dwa dodatkowe filary rozwoju: nową zawartość w modelu DLC oraz wejście na konsole obecnej generacji. Co ważne, prace są finansowane przez wydawcę, co daje spółce większą stabilność w okresie prac deweloperskich i pozwala zespołowi skoncentrować się na jakości oraz atrakcyjności nowych treści dla graczy. To kolejny ważny krok w budowaniu długiego cyklu życia tytułu” – powiedział Mateusz Pilski, wiceprezes zarządu Ice Code Games S.A.

Slitherine to wyspecjalizowany międzynarodowy wydawca gier strategicznych i wojennych, z portfolio obejmującym m.in. takie marki jak Warhammer 40,000: Gladius, Panzer Corps czy Starship Troopers: Terran Command. Decyzja wydawcy o rozszerzeniu współpracy jeszcze przed premierą pełnej wersji Nightmare Frontier stanowi istotne potwierdzenie potencjału komercyjnego tytułu.

„Rozszerzenie tej współpracy jest dla nas szczególnie istotne, ponieważ już na tym etapie, jeszcze przed premierą pełnej wersji Nightmare Frontier, potwierdza długoterminowy charakter naszej relacji ze Slitherine. Decyzja o objęciu projektu dodatkowymi DLC i portami konsolowymi jest dla nas czytelnym sygnałem, że wydawca widzi w grze duży potencjał komercyjny i produktowy. To szczególnie motywujące na końcowym, intensywnym etapie prac nad pełną premierą, która zbliża się już wielkimi krokami”  powiedział Mateusz Pilski, wiceprezes zarządu Ice Code Games S.A.

Ice Code Games finalizuje obecnie prace nad pełną wersją Nightmare Frontier, której premiera planowana jest już w najbliższym czasie. Gra jest aktualnie dostępna na platformie Steam w modelu Early Access i już na tym etapie spotkała się z pozytywnym odbiorem graczy. Dla spółki jest to ważny sygnał potwierdzający atrakcyjność przyjętego kierunku produkcyjnego oraz potencjał dalszego rozwoju tytułu.

Model współpracy ze Slitherine zakłada podział kompetencji i kosztów, co ogranicza ryzyko projektowe oraz finansowe po stronie spółki. Ice Code Games odpowiada za dalszy rozwój gry i jej wsparcie, natomiast partner wydawniczy finansuje prace związane z przygotowaniem DLC i portów konsolowych, prowadzi działania promocyjne oraz odpowiada za dystrybucję tytułu na rynkach międzynarodowych.

Medicalgorithmics zwiększył przychody o 51 proc. w I kwartale 2026 r.

Medicalgorithmics S.A., autor nowatorskich w skali globalnej algorytmów AI i platformy do analizy EKG, opublikował raport za I kwartał 2026 r. Spółka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 10,2 mln zł, co daje wzrost na poziomie 51% r/r. EBITDA wyniosła w omawianym okresie 1,1 mln zł, a przepływy pieniężne z działalności operacyjnej 1,2 mln zł. Oznacza to, że Spółka drugi kwartał z rzędu pozostaje powyżej cash break-even na poziomie operacyjnym.

Choć na wyniki I kwartału miały wpływ nadzwyczajne czynniki jak paraliżujące mrozy w Stanach Zjednoczonych (które uderzyły w liczbę sesji) czy marcowy wybuch wojny w Iranie (pośrednio opóźniający kontrakty i dystrybucję Kardiobeat.ai), wypracowaliśmy EBITDA na porównywalnym poziomie rekordowego IV kwartału 2025 roku. To dowód na odporność naszej firmy i solidny fundament pod dalszy, dynamiczny rozwój w najbliższej przyszłości – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

W I kwartale 2026 roku Medicalgorithmics miał 10,2 mln zł skonsolidowanych przychodów wobec 6,8 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 51% r/r. Rynek amerykański przyniósł Spółce 4,7 mln zł przychodów, notując dynamikę wzrostu na poziomie 105%. Jednocześnie Spółka odnotowała drugi raz z rzędu dodatnie przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 1,2 mln zł. Wskazane liczby są potwierdzeniem realizacji strategii, w ramach której Spółka skupia się na sprzedaży algorytmów AI oraz oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości. W raportowanym okresie Spółka przeprowadziła niemal 114 tys. badań EKG.

Wchodzimy w okres, który biznesowo i technologicznie zapowiada się bardzo obiecująco. Nasz rozwój przyspiesza na wielu frontach. Z jednej strony otwieramy się na segment zaawansowanej robotyki medycznej dzięki listowi intencyjnemu z BioFund oraz Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii im. Zbigniewa Religi, z którymi negocjujemy zasady dalszej współpracy. Z drugiej – stale powiększamy bazę kliencką i prowadzimy zaawansowane rozmowy dotyczące kolejnych dużych kontraktów, szczególnie wśród europejskich IDTF. Najbliższe miesiące powinny również przyniosą też przełom w komercjalizacji platformy VCAST. W drugiej połowie tego roku nie tylko powinny pojawić się pierwsze przychody, ale również zamierzamy złożyć dokumentację do FDA w celu uzyskania certyfikacji. To technologia, która redefiniuje diagnostykę kardiologiczną – dodaje dr Kris Siemionow.

W I kwartale br. Spółka nawiązała wiele partnerstw oraz otrzymała kilka dodatkowych zamówień, natomiast dużo istotnych zdarzeń miało miejsce już w drugim kwartale. Otrzymano w tym czasie dodatkowe zamówienie ze strony kanadyjskiego partnera o wartości 0,5 mln USD. Medicalgorithmics podpisała również list intencyjny z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi w Zabrzu oraz BioFund Capital Management, w ramach którego negocjuje warunki współpracy przy rozwoju autorskiego robota do realizacji zabiegów. Projekt ma na celu rozwój minimalnie inwazyjnego systemu robotycznego wspierającego lekarzy w realizacji zabiegów leczenia strukturalnych wad serca.

Ponadto Spółka ma ambitne plany na nadchodzące kwartały. Już w drugim półroczu br. planowane jest złożenie wniosku o certyfikację VCAST do FDA. Tymczasem innowacyjna technologia powinna wygenerować pierwsze przychody z rynków, na których już jest dostępna.

CPK: 11 ofert w przetargu na drogi do nowego lotniska

Jedenastu wykonawców złożyło oferty w przetargu na projekt i budowę układu drogowego, który ma połączyć nowe lotnisko krajowe z siecią dróg publicznych. Inwestycja obejmuje budowę i przebudowę około 90 km dróg wraz z infrastrukturą techniczną.

Postępowanie dotyczy jednego z elementów programu Centralnego Portu Komunikacyjnego, realizowanego pod nazwą Port Polska. W kwietniu 2025 r. spółka CPK podpisała umowy ramowe z 14 wykonawcami i konsorcjami, co umożliwiło rozpoczęcie postępowania na wybór wykonawców dla właściwego zakresu prac.

Budżet, jaki spółka zamierza przeznaczyć na realizację inwestycji, wynosi ponad 1,7 mld zł netto. Rozstrzygnięcie postępowania i podpisanie trzech umów wykonawczych planowane jest na 2026 r. Zakończenie robót oraz uzyskanie pozwoleń na użytkowanie przewidziano na drugą połowę 2031 r.

– Budowa układu drogowego zapewni sprawne włączenie nowego lotniska w ogólnokrajowy system transportowy. Tworzymy nowy standard integracji transportu lotniczego, drogowego i kolejowego w ramach jednego z najważniejszych projektów infrastrukturalnych w historii Polski. Wyłonione w przetargu firmy i konsorcja to liderzy na polskim rynku budownictwa drogowego, które gwarantują wybór najlepszych rozwiązań od projektowania do realizacji – mówi dr Filip Czernicki, prezes spółki Centralny Port Komunikacyjny, Port Polska.

Około 90 km dróg wokół lotniska

Planowana inwestycja obejmuje budowę nowego układu drogowego oraz przebudowę istniejących dróg wokół przyszłego lotniska. Celem jest zapewnienie bezpośrednich powiązań portu z autostradą A2, drogą krajową nr 50 oraz drogami lokalnymi.

W ramach projektu ma powstać około 90 km nowej i przebudowanej sieci drogowej. Zakres inwestycji obejmuje również około 40 obiektów inżynierskich, w tym mosty, wiadukty i przejścia dla zwierząt, ponad 100 przepustów środowiskowych i hydrologicznych, około 12 km ekranów akustycznych i przeciwolśnieniowych, infrastrukturę dla pieszych i rowerzystów oraz urządzenia ochrony środowiska.

Umowa obejmie przygotowanie pełnej dokumentacji projektowej, uzyskanie wymaganych decyzji administracyjnych, wykonanie robót budowlanych oraz uzyskanie decyzji o pozwoleniu na użytkowanie dla całego zakresu inwestycji.

Inwestycja podzielona na trzy części

Zamówienie zostało podzielone na trzy części, obejmujące cztery kluczowe odcinki układu drogowego.

Pierwsza część to Wschodnie Podłączenie Lotniska, czyli połączenie z autostradą A2 na węźle Baranów. Druga obejmuje Wschodnią Obwodnicę Lotniska, od skrzyżowania z Północną Obwodnicą Lotniska w rejonie miejscowości Kaski Centralne do węzła CPK Wschód. Trzecia część dotyczy Północnej i Zachodniej Obwodnicy Lotniska, w tym przebudowy drogi krajowej nr 50 wraz ze skrzyżowaniem na istniejącym węźle Wiskitki.

Zgodnie z zasadami postępowania każdy wykonawca będzie mógł podpisać jedną umowę wykonawczą.

Oferty złożyło 11 wykonawców

Umowy ramowe zawarto wcześniej z 14 podmiotami. Na etapie postępowania ramowego oceniano m.in. sytuację ekonomiczno-finansową wykonawców, ich potencjał techniczny oraz doświadczenie personelu.

Oferty w przetargu złożyło 11 wykonawców, w tym trzy konsorcja. Są to:

  • Budimex S.A.,
  • konsorcjum Unibep S.A. i Track Tec Construction,
  • Duna Polska S.A.,
  • PORR S.A.,
  • Mostostal Warszawa S.A.,
  • Strabag Sp. z o.o.,
  • Przedsiębiorstwo Usług Technicznych Intercor Sp. z o.o.,
  • konsorcjum Rubau Polska i Terlot,
  • NDI S.A.,
  • Trakcja S.A.,
  • konsorcjum Mirbud i Kobylarnia.

Układ drogowy wokół nowego lotniska ma znaczenie zarówno dla obsługi samego portu, jak i dla powiązania go z krajową siecią transportową. Inwestycja ma także wpływać na układ komunikacyjny regionu oraz dostępność terenów położonych wokół planowanego lotniska.