Apple bije kolejne rekordy

Ostatni dzień sesyjny w tym tygodniu jest dniem bardzo dobrym dla posiadaczy akcji, które systematycznie drożeją. W Stanach Zjednoczonych główne indeksy giełdowe otworzyły się na plusach, na co wcześniej wskazywały kontrakty terminowe, rosnące od ponad 1 proc. do 1,5 proc.

Potencjalnym katalizatorem dla dalszych wzrostów mógł być w piątek komunikat i informacja, że Chiny zintensyfikują wysiłki, aby spełnić warunki umowy handlowej w Fazie Pierwszej Porozumienia Handlowego, kupując więcej amerykańskich produktów rolnych. Tym samym Nasdaq otworzył się blisko 10 000 pkt i zyskał 99 punktów lub 1 proc. S&P 500 zyskał 34 punkty, czyli 1,1 proc., a indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 325 punktów, a więc 1,2 proc.

Z kolei cena akcji spółki Apple od marcowego dołka zyskała około 60 proc. Według analityków firmy Jefferies to jeszcze nie koniec wzrostów spółki z Cupertino. Mimo że cena akcji technologicznego giganta ustanowiła najwyższy poziom w historii, to wciąż ma szanse na dalsze wzrosty. Poziom ceny docelowej został podniesiony z 370 USD do 405 USD. Dziś na giełdzie za jedną akcję należało zapłacić około 356 USD – najwięcej w historii. Jefferies ma tak pozytywne zdanie o producencie iPhonów, ponieważ zbliża się premiera wersji wyposażonej w obsługę sieci 5G.

Czujemy się coraz bardziej pewni możliwości, jakie daje Apple nowy cykl 5G, zwłaszcza że firma jest w stanie utrzymać ceny detaliczne stosunkowo spójne z cenami z ubiegłego roku przy jednoczesnym zachowaniu solidnej marży brutto – podali analitycy Jefferies, których poziom ceny docelowej jest jednym z najwyższych na Wall Street. Apple ma 29 rekomendacji kupna, 12 trzymaj i 4 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Co dalej z rynkiem ropy? Zaangażowanie spekulacyjne najwyższe od lat

Pierwsza połowa 2020 roku to okres szczególnie burzliwy dla rynków finansowych. W tym czasie gigantycznej zmienności podlegały między innymi notowania ropy naftowej. Nie dość, że pandemia ograniczyła zapotrzebowanie na paliwa o około 1/3, to jeszcze państwa wydobywające surowiec – z Arabią Saudyjską i Rosją na czele – rozpoczęły trwające przez kilka tygodni wojnę cenową, która dodatkowo pogłębiła spadki cen surowca. Sytuacja się uspokoiła, ale obawy przed drugą falą pandemii jej nie sprzyjają. Rafinerie rewidują kontrakty na kupno surowca, aby zadbać o ciągłość dostaw. Czy oznacza to, że trudny czas dla rynku ropy już minął?

Wydobycie w państwach OPEC plus zostało mocno zredukowane, zaczyna pod wpływem tendencji rynkowych spadać również produkcja surowca w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to w stanie – nawet przy wzroście popytu wraz z rozmnażaniem gospodarek – przełożyć się na zahamowanie spadku przyrostu zapasów w Stanach Zjednoczonych.

– Uważamy, że pierwszy potencjał wzrostowy w notowaniach ropy naftowej nie został wyczerpany. Zmienność na rynku surowca nadal będzie pozostawać wysoka, natomiast możliwość drastycznego i gwałtownego wzrostu cen została w naszym odczuciu bardzo mocno wyczerpana – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Produkcja spada

Okazuje się jednak, że nawet tak mocne ograniczenie aktywności wydobywczej nie przekłada się błyskawicznie na produkcję. Sztolnie, które cały czas działają to te, które odpowiadają za zdecydowaną większość amerykańskiego wydobycia. W ostatnich tygodniach produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych bardzo wyraźnie się obniża. Jeszcze w połowie marca przekraczała nawet 13 milionów baryłek na dzień, w pierwszej połowie czerwca spadła – względem tych poziomów – około o 2 miliony baryłek na dzień.

– Proces ten będzie postępował, ale będzie procesem na pewno rozłożonym w czasie. Ostatni bardzo silny wzrost cen ropy naftowej nie będzie sprzyjać temu, żeby wydobycie w Stanach Zjednoczonych spadało bardzo drastycznie. Wydaje się mało podobne, żeby Stany Zjednoczone i amerykańscy producenci byli w stanie trwale zredukować poziom swojego wydobycia poniżej 10 milionów baryłek na dzień – ocenia Sawicki.

Zaczyna zatem wyłaniać nam się obraz rynku, który powinien być lepiej zbilansowany niż na początku drugiego kwartału i nie tylko ze względu na wzrost zapotrzebowania na ropę naftową wraz z odmrożeniem gospodarek, ale także ze względu na wyraźny spadek produkcji i w państwach OPEC+, i w Stanach Zjednoczonych, i u innych wiodących producentów.

Nawet tak mocne ograniczenie wydobycia nie jest w stanie zapobiec kontynuacji przyrostu zapasów. Gdy spojrzymy na poziom zapasów w Stanach Zjednoczonych, to okaże się, że są one (po uwzględnieniu rezerw strategicznych) najwyższe w historii.

– Pokazuje to, że nadpodaż na rynku ropy naftowej jest bardzo silna i można zatem postawić tezę, że inwestorzy zareagowali z dosyć dużym wyprzedzeniem i z dosyć daleko idącym optymizmem na tendencje fundamentalne na rynku ropy naftowej. W połowie czerwca wyraźnie rośnie awersja do ryzyka i część inwestorów zaczyna mocniej obawiać się drugiej fali pandemii bądź głębokości recesji wywołanej przez Covid-19. To dosyć mocno może studzić entuzjazm tych, którzy ropę kupowali – mówi Sawicki.

Zaangażowanie spekulacyjne na rynku ropy naftowej jest najwyższe od kilku lat.

– Tak skrajne pozycjonowanie z jednej strony ogranicza potencjał do dalszych wzrostów cen ropy naftowej, a z drugiej strony również sprawia, że w przypadku kiedy poprawa fundamentów nie będzie zachodzić tak szybko jak w cenie, to może to rodzić ryzyko pogłębienia korekty – ocenia Sawicki.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 22.06-26.06.2020

Na rynkach ścierają się tematy odbicia ożywienia z obawami o drugą falę zachorowań, co utrzymuje ceny aktywów w nerwowym zawieszeniu. Mimo to zanika chęć inwestorów do bagatelizowania zagrożeń związanych z wirusem, jak tylko silniej zaakcentowane zostaną sygnały odbicia wskaźników makro. W kolejnych dniach testem nastrojów będą odczyty PMI z Europy i USA.

Przyszły tydzień: PMI z USA/Eurolandu/Wielkiej Brytanii, indeks Michigan/zamówienia na dobra trwałe z USA, Ifo, sprzedaż detaliczna z Polski, RBNZ

USA

W zestawie danych z USA jest niewiele tych pierwszego kalibru. PMI z przemysłu i usług (wt) nie mają takiej renomy jak indeksy ISM, ale nadal mogą dostarczyć istotnych danych o sytuacji ekonomicznej. Chęć amerykańskich władz do odmrożenia gospodarki była wyjątkowo silna, co powinno przełożyć się na wyraźne odbicie wskaźników aktywności. Jednocześnie słabszy niż przed kryzysem popyt, utracone miejsca pracy, fale protestów i rosnąca liczba nowych przypadków zachorowań będą tonować optymizm przedsiębiorców. Poza tym rynek będzie śledził tempo odbicia nowych zamówień na dobra trwałe (czw). Nastroje konsumentów mierzone przez Uniwersytet Michigan (pt) powinny się poprawić wraz z poprawą sytuacji na rynku pracy. Czynnikiem ryzyka pozostaje rozwój sytuacji zdrowotnej – dalszy przyrost nowych przypadków zachorowań będzie ciążył na nastrojach i skutkował wycofywaniem kapitału w stronę bezpiecznego USD.

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy najnowsze PMI (wt) oraz niemiecki indeks Ifo (śr). Po maju PMI dla usług był wciąż w silnie kryzysowym stanie (30,5) i otwieranie punktów usługowych powinno skutkować mocnym odbiciem, choć powrót ponad 50 jest mało prawdopodobny, gdyż zasady dystansu społecznego nie zostały w pełni zniesione. Przemysł wciąż boryka się z powolną odbudową zamówień i przywróceniem łańcuchów dostaw, zatem tutaj poprawa będzie wolniejsza. Ifo powinien wskazać na poprawę warunków prowadzenia biznesu. Niemiecka gospodarka najmniej spośród czterech największych gospodarek była doświadczona skutkami pandemii, stąd łatwiej będzie firmom dostrzegać szanse na powrót ożywienia. Postawa EUR jest silnie zależna od podtrzymania motywu szybszego odbicia gospodarczego i dobre dane pomogłyby w umocnieniu waluty.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii czerwcowe odczyty PMI (wt) będą w centrum uwagi. Powinniśmy obserwować poprawę wskaźników, ale nadal z utrzymaniem wartości poniżej 50 pkt., co będzie oznaczać, że większość firm dalej postrzega sytuację w biznesie za pogarszającą się. Mimo to, im wyższy odczyt, tym odsetek zaniepokojonych firm jest mniejszy, a z poziomów po załamaniu w marcu i kwietniu odbicie teraz jest naturalną konsekwencją. Gorsze od oczekiwań dane będą miały większy wpływ na GBP, gdyż podkreślą słabość fundamentów i utrudnią podczepianie funta pod globalny rajd ryzyka.

Polska

Z Polski otrzymamy sprzedaż detaliczną (pon), produkcję budowlano-montażową (wt), podaż pieniądza (wt) i stopę bezrobocia (śr), przy czym ta pierwsza będzie najbardziej interesująca, by ocenić skalę odbicia konsumpcji wraz z otwarciem sklepów i galerii handlowych. Patrząc na już opublikowane odczyty z gospodarek zachodnich, odmrożenie gospodarki przekłada się na silne odbicie sprzedaży na realizacji odłożonych zakupów. Wątpimy, aby dane mogły wpłynąć na kurs złotego. Inwestorzy pozostają niechętni do gonienia aprecjacji złotego z uwagi na zgłaszaną przez RPP preferencję słabszej waluty. Powinniśmy obserwować więcej taktycznego kupowania EUR/PLN przy podejściach do 4,40-4,43, gdyż inwestorzy będą liczyć na podskok kursu do 4,50 w okresach wzrostu awersji do ryzyka na rynkach.

Nowa Zelandia

Kalendarz dla pozostałych ważniejszych rynków nie oferuje dużo punktów zaczepienia, co implikuje, że waluty ryzykowne będą bardziej śledzić wahania ogólnego sentymentu i szukać kierunku m.in. w sytuacji na Wall Street. Wyjątkiem jest Nowa Zelandia, gdzie bank centralny odbędzie posiedzenie (śr). Jest mało prawdopodobne, aby RBNZ dokonał zmian w parametrach polityki pieniężnej, ale z uwagi na słabe dane (m.in. niższy od oczekiwań PKB za I kw.) utrzyma gołębie nastawienie z gotowością do dodatkowych działań, jeśli uzna to za konieczne. Komunikat po posiedzeniu stanowi negatywne ryzyko dla NZD, ale przy utrzymaniu apetytu na ryzyko na globalnym rynku, słabość kiwi może okazać się przejściowa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PKO BP prognozuje płytką recesję w 2020 r. i silne odbicie w roku następnym

Dane z kart płatniczych dowodzą, że Polacy wracają do przedpandemicznych przyzwyczajeń, poziom konsumpcji w niektórych obszarach jest taki, jak wcześniej. Dobry stan gospodarki jest wynikiem zdecydowanych działań rządu. Mimo, że nie unikniemy recesji, możemy wyjść z niej szybciej niż inne kraje UE – przekonują eksperci PKO Banku Polskiego.

Zdaniem ekonomistów PKO BP, najgorsze już za nami. W ich ocenie drugi kwartał tego roku był bardzo ciężki dla polskiej gospodarki, a warunki makroekonomiczne najtrudniejsze od 30 lat. W porównaniu z ubiegłym rokiem spadek PKB wyniósł 8-10 proc. Ożywienie przyszło jednak szybko. „Już pod koniec kwietnia było widać, że gospodarka zaczyna wracać do normy. Wyniki ekonomiczne zanotowane w całym drugim kwartale, prawdopodobnie będą jednymi z najlepszych w całej Unii Europejskiej” – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego.

Jak podkreśla ekspert, standardowe dane, np. kwartalne nie pokazują obecnie dobrze, w którym punkcie kryzysu znajduje się nasza gospodarka i jak szybko będzie wracać do normalności. Natomiast alternatywne dane o wyższej częstotliwości: dzienne, tygodniowe, w tym wewnętrzne dane banku uwidaczniają, że już od kilku tygodni w polskiej gospodarce trwa ożywienie.

Dobrym przykładem są informacje o wartości transakcji dokonywanych kartami płatniczymi banku PKO BP. Wynika z nich, że konsumenci szybko wracają do zwyczajów sprzed epidemii, poziom konsumpcji w niektórych obszarach jest już taki, jak wcześniej.

I choć nadal trwa kryzys, w opinii Bujaka, istnieją trzy czynniki, dzięki którym recesja w naszym kraju może okazać się płytka. Po pierwsze bardzo zdecydowana, szybka i adekwatna reakcja rządu. „Dzięki tarczy antykryzysowej, działaniom Komisji Nadzoru Finansowego czy Komitetu Stabilności Finansowej, gospodarka otrzymała istotne wsparcie. Mamy bardzo słaby wzrost bezrobocia, polski rynek pracy zachowuje się lepiej niż niemiecki, mimo, że tam skala wsparcia, też jest bardzo duża” – mówi Bujak. Polska nie uniknie więc recesji, ale może pozostać „kryzysowym mistrzem Europy”.

Drugim czynnikiem ochraniającym Polskę przed kryzysem jest dywersyfikacja gospodarki oraz jej obecna struktura. „Chodzi o mały udział turystyki w PKB, najmniejszy spośród wszystkich krajów UE, a jednocześnie duży udział sektorów, które w tym kryzysie radzą sobie relatywnie dobrze, choćby nowoczesne usługi informatyczne czy centra usług” – wylicza Bujak. Również sektor rolno-spożywczy i budownictwo nie powinny w tym roku mieć większych kłopotów.

Jako trzeci czynnik, ekspert podaje dobrą sytuację epidemiczną. „Polska dosyć szybko wprowadziła ograniczenia po pierwszym zakażeniu, ale sam wirus pojawił się u nas relatywnie późno. Okres zamrożenia gospodarki był więc dość krótki. To także przekłada się na wyniki ekonomiczne” – dodaje Bujak. Z przedstawianych przez PKO BP prognoz wynika, że spadek PKB w Polsce będzie najniższy spośród krajów Unii Europejskiej.

Sytuację wielu polskich firm ratuje fakt, że są w małym stopniu uzależnione od popytu zewnętrznego, od eksportu, jak to ma miejsce w przypadku mniejszych gospodarek w naszym regionie, więc i w tym obszarze można będzie szybciej wrócić do stanu sprzed pandemii koronawirusa.

Prognozy na dwa kolejne kwartały 2020 roku są ostrożnie optymistyczne. „Mogą być jeszcze na minusie, jeśli chodzi o dynamikę PKB, ale już w 2021 roku powinniśmy zobaczyć wyraźne odbicie gospodarcze i wzrost PKB przekraczający 4 proc.” – powiedział Bujak. Również jeśli chodzi o prognozowane bezrobocie w Polsce powinno być relatywnie niskie i wynieść ok. 6 proc. na koniec roku. Uplasuje to nasz kraj wśród gospodarczych liderów Europy. Podobne bezrobocie ma być w Austrii i Holandii, a mniejsze, w okolicach 4-5 proc. w Niemczech i Czechach.

Największym zagrożeniem dla ożywienia polskiej gospodarki jest nawrót pandemii jesienią czy zimą. Sytuacja epidemiczna pozostaje najważniejszym czynnikiem ryzyka dla rozwoju sytuacji gospodarczej.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

Nawet 97% spółek w Polsce skorzysta na tzw. estońskim CIT

Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował ostateczną wersję projektu o możliwości rozliczania podatku CIT w wersji estońskiej. Ekspert z firmy inFakt wskazuje, jakie warunki musi spełnić firma, aby mogła skorzystać z tego rozwiązania.

Estoński CIT polega na przesuwaniu obowiązku podatkowego tak długo, aż wspólnicy wypłacą sobie wynagrodzenie w postaci dywidendy. Oznacza to, że pieniądze spółki pozostaną w firmie i nie będzie musiała płacić ona podatku CIT pomimo osiągniętych zysków. Przepis będzie dotyczył przedsiębiorstw, które notują obroty w wysokości nieprzekraczającej 50 mln złotych rocznie, czyli aż 97% spółek w Polsce.

Jak zapowiada rząd, program ma wejść w życie 1 stycznia 2021 roku i będzie można z niego korzystać przez 4 lata z możliwością przedłużenia o kolejne 4 lata. – Z pewnością jest to dobre rozwiązanie. Dzięki temu, że pieniądze pozostaną w firmach, zwiększy się ich płynność finansowa i pojawi się szansa na nowe inwestycje. Należy jednak mieć na uwadze, że wraz z wypłatą dywidendy nastąpi obowiązek zapłaty podatku – wskazuje Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Rozwiązanie to jest przeznaczone dla mikro i małych firm. – Warunkiem jest opłacanie przez nie podatku CIT oraz spełnianie określonych wymagań: zatrudnianie minimum trzech pracowników, a wspólnikami mogą być jedynie osoby fizyczne. Zmiana skierowana jest więc tylko dla określonych spółek, a to ogranicza grono podatników, którzy mógłby z niej skorzystać – mówi Piotr Juszczyk. –  Z estońskiego CIT nie będą mogli skorzystać płatnicy PIT prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą czy też spółki osobowe. Warto też pamiętać, że wybranie tej metody rozliczania podatku będzie dobrowolne – wyjaśnia ekspert inFakt.

RPP chciałaby słabszego złotego, ale już niekoniecznie chce tego Ministerstwo Finansów

Rada Polityki Pieniężnej chciałaby słabszego złotego, ale już niekoniecznie chce tego Ministerstwo Finansów. Kurs złotego osłabił się. Czy to może być trwała tendencja na wiele miesięcy?

RPP w komunikacie po ostatnim posiedzeniu wyraziła swoją preferencję dla słabszego złotego, co odbiło się na notowaniach, ale jednocześnie wywołało na rynku pewne zdziwienie.

Zdziwienie wynika raczej z tego, że temat został w ogóle poruszony, gdyż Rada dość dawno nie odnosiła się tak bezpośrednio do kursu.

– Ja ten komunikat odbieram wprost, że RPP chciałaby mieć słabszego złotego i rynki finansowe też tak to widzą, reagując osłabieniem polskiej waluty, dlatego ostatnio złoty radzi sobie gorzej niż inne waluty rynków wschodzących – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nawet gdyby globalny optymizm inwestorów utrzymał się, to ten marsz w kierunku 4,30 zł za euro i poniżej 4,00 zł za franka szwajcarskiego będzie teraz spowolniony.

Sam fakt, iż bank centralny chciałby w obecnych okolicznościach widzieć słabszego złotego nie jest jednak zaskakujący. Choć inflacja jest dziś dość wysoka, w kolejnych miesiącach będzie spadać, a Radzie kończą się narzędzia oddziaływania. Słabszy złoty ograniczyłby zatem ten efekt dezinflacyjny.

Tymczasem minister finansów powiedział, że złoty powinien być mocniejszy. Jego preferencja również nie dziwi – mocniejszy złoty to niższa wartość długu zagranicznego w walucie krajowej, a zatem niższa relacja długu do PKB. Prawda jest jednak taka, że żadna strona nie jest w stanie skutecznie kontrolować kursu na dłuższą metę.

Oczywiście interwencje słowne mają, szczególnie na początkowym etapie pewien wpływ. RPP może też poprzez silne luzowanie polityki pieniężnej mieć większy i bardziej trwały wpływ.

O ile na początku czerwca za euro płaciliśmy 4,39 zł, to po komentarzu z komunikatu RPP złoty potaniał 6 groszy. Czy jednak był to wpływ tego co napisała RPP?

– Kurs złotego zależy od szeregu czynników, szczególnie od przepływów globalnego kapitału. Złoty traci, gdy na świecie pojawia się awersja do ryzyka, a na światowych rynkach jak na razie utrzymuje się optymizm, co sprzyja złotemu – wyjaśnia ekspert XTB. – Jednak na światowych rynkach może dojść do przesilenia i to byłoby dla złotego największym zagrożeniem.

Przejęcie roku w branży gier komputerowych sfinalizowane. Połączenie spółek Setanta oraz All in! Games

Połączenie spółek Setanta oraz All in! Games zostało oficjalnie zakończone poprzez powołanie nowego Zarządu. Spółka notowana na Głównym Rynku GPW nosi nazwę All in! Games S.A. i jej celem jest umocnienie pozycji kluczowego polskiego wydawcy, współpracującego z utalentowanymi studiami w kraju i za granicą.

Połączenie jest efektem uchwał podjętych przez obie spółki w styczniu bieżącego roku. Zgodnie z nimi majątek All in! Games sp. z o.o. został przeniesiony do spółki w zamian za akcje wydane przez Setantę. Kapitalizacja wydawnictwa All in! Games wyniosła na dzień 18 czerwca 2020 roku, 616 980 780 zł.

Spółka Setanta koncentrowała się wcześniej na projektach globalnych, lokalnych i nieruchomościach. Na Głównym Rynku GPW debiutowała w 2017 roku, przechodząc z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r. Od teraz spółka będzie funkcjonować pod nazwą All in! Games S.A. (na GPW jeszcze figuruje jako Setanta), a jej działalność będzie dotyczyć wydawania i produkcji gier.

To dla nas bardzo ważny krok, zamykający proces pozyskiwania funduszy od inwestorów, a zarazem spełnienie złożonej im obietnicy szybkiego przekształcenia naszego startupu w spółkę notowaną na głównym parkiecie GPW. Teraz, po zamknięciu tego procesu będziemy mogli w 100% skupić się na naszej działalności operacyjnej, co na pewno przełoży się na zadowolenie naszych akcjonariuszy. -Piotr Żygadło, CEO w All in! Games S.A.

Podczas piątkowego spotkania Rady Nadzorczej doszło do powołania nowego Zarządu, co było ostatnim krokiem w procesie fuzji. Zasiadają w nim Piotr Żygadło (Prezes Zarządu), Maciej Łaś (Wiceprezes Zarządu) oraz Łukasz Górski (Wiceprezes Zarządu).

2020 rokiem All in! Games

2020 rok jest dla All in! Games niezwykle pracowity. Taktyczna gra turowa Fort Triumph od studia CookieByte Entertainment dostępna jest w pełnej wersji po bardzo owocnym Wczesnym Dostępie na platformie Steam, gdzie otrzymała ponad 80% pozytywnych recenzji, a zaplanowane jest również wydanie gry na konsole. W późniejszym terminie na rynku pojawi sięm.in. głośny Ghostrunner (One More Level), który szybko zdobył zainteresowaniegraczy i mediów.

Bardzo ważną premierą będzie również Paradise Lost (PolyAmorous), gra narracyjna rozgrywająca się w alternatywnej rzeczywistości, w świecie spustoszonym wojną. Portfolio wydawcy jest bardzo zróżnicowane i można tam znaleźć również inspirowane wyobraźnią Franza Kafki Metamorphosis (Ovid Works) czy tworzone we współpracy z legendą gier RPG Chrisem Avellone’em, Alaloth – Champions of The Four Kingdoms (Gamera Interactive), a także mroczne science-fantasy Arboria (Dreamplant).

Plany są ambitne, a tempo prac intensywne. Pandemia koronawirusa nie ułatwia nam działalności, ale sprawne i szybkie przejście na pracę zdalną pozwoliło nam nie zmieniać terminów najważniejszych premier i kolejnych dat oddania gotowych materiałów przez producentów. -Tomasz Majewski, Dyrektor ds. strategii w All in! Games S.A.

RPP niezadowolona z mocniejszego złotego

Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej, zgodnie z założeniami, pozostawiła stopy procentowe bez zmian (referencyjna stopa procentowa wynosi 0,1%, depozytowa 0%), podobnie jak program zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa.

Rada postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie:

  • stopa referencyjna 0,10% w skali rocznej;
  • stopa lombardowa 0,50% w skali rocznej;
  • stopa depozytowa 0,00% w skali rocznej;
  • stopa redyskonta weksli 0,11% w skali rocznej;
  • stopa dyskontowa weksli 0,12% w skali rocznej;

Jednocześnie jednak RPP ustosunkowała się do silnego obecnie złotego oświadczając, że brak wyraźnego dostosowania kursu złotówki do sytuacji na rynkach walutowych wywołanej przez pandemię może ograniczać tempo ożywienia gospodarczego w Polsce. Trudno ocenić, czy Rada Polityki Pieniężnej rzeczywiście interweniowałaby w celu osłabienia złotego, jeśli doszłoby do jego dłuższego umocnienia na poziomie 4,40 PLN/EUR. Nie można jednak tego wykluczyć. Więcej na ten temat dowiemy się na posiedzeniu w dniach 7-8 lipca, na którym zostanie również zaprezentowana nowa prognoza makroekonomiczna.

Wg statystyk makroekonomicznych inflacja konsumencka spadła w maju o 0,2% m/m i spowolniła do 2,9% r/r. Nieco inny obraz przedstawia inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii, która wyniosła 3,8% r/r w maju. Biorąc pod uwagę gwałtowny spadek PKB oraz rozwój sytuacji na rynku pracy, presja inflacji będzie coraz mniejsza w następnych miesiącach.

Na parze walutowej złotówki i euro utrzymał się trend kursu na poziomie ok. 4,41-4,47 PLN/EUR. W stosunku do dolara amerykańskiego od początku czerwca kurs oscyluje w paśmie 3,90 – do niecałych 4,00 PLN/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Zmiana w zarządzie spółki Volkswagen Poznań

Z dniem 1 lipca Dietmar Mnich, dyrektor zakładu w Poznaniu obejmie dodatkowo funkcję prezesa zarządu spółki. Zastąpi na tym stanowisku Jensa Ocksena, który po 35 latach pracy w koncernie Volkswagen oraz blisko 10 latach pracy w Poznaniu przechodzi na emeryturę.

Dietmar Mnich
Dietmar Mnich

„Dziękuję Jensowi Ocksenowi za lata wspólnej pracy w Volkswagen Samochody Dostawcze – ale przede wszystkim za ponad trzydzieści lat ogromnego zaangażowania w koncernie Volkswagen“, powiedział Thomas Sedran, prezes marki Volkswagen Samochody Dostawcze. „Jego mistrzowskim wyczynem była budowa od zera zakładu Craftera we Wrześni. Jak dobrą opinię mają polskie zakłady, dowodzi fakt, że pierwszym autem we współpracy z Fordem będzie Cityvan z Poznania. Jens Ocksen zostawia swoje wspaniałe ślady w przedsiębiorstwie i w Polsce.“

Jens Ocksen (60 l) dotychczasowy prezes zarządu Volkswagen Poznań Sp. z o.o. oraz członek kierownictwa marki Volkswagen Samochody Dostawcze jest od 2006 roku związany z miastem Poznań. Jako prezes zarządu Volkswagen Poznań wspierał aktywnie inicjatywy lokalne w szczególności w takich obszarach jak edukacja techniczna, bezpieczeństwo w ruchu drogowym czy działalność prośrodowiskowa. Jest członkiem Rady Mentorów Urzędu Miasta Poznania. W 2017 roku Marszałek Województwa Wielkopolskiego wyróżnił Jensa Ocksena jako pierwszego obcokrajowca Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego za czynienie dobra. W 2018 roku Jens Ocksen uzyskał tytuł Doktora Honoris Causa Politechniki Poznańskiej.

„Przyjeżdżając do Poznania w 2006 roku nie myślałem, że zwiążę się z tym miastem oraz moim Volkswagenem Poznań na tak długo” – tak Jens Ocksen komentuje pracę w VW i pobyt w Polsce. „To był niesamowity czas w moim życiu zawodowym, pełen wyzwań, z największym z nich na czele – budową fabryki we Wrześni i uruchomieniem produkcji Craftera. To był najważniejszy i najtrudniejszy projekt zawodowy w moim życiu i cieszę się, że miałem okazję zrealizować go tutaj, z najlepszą Załogą, jaką mogłem sobie wyobrazić. Dziękuję moim Pracownikom za niesamowity czas spędzony wspólnie w Poznaniu i we Wrześni, za pracę nad kulturą i strategią naszego przedsiębiorstwa oraz za wszystkie mniejsze i większe sukcesy, które mogliśmy razem świętować. Dziękuję również moim partnerom biznesowym i przedstawicielom władz samorządowych za otwartość, gotowość do rozmów i zrozumienie. Polska, a szczególnie Wielkopolska będzie zawsze zajmowała ważne miejsce w moim sercu.”

Dietmar Mnich (57 l) jest dyplomowanym inżynierem (kierunek technologia produkcji). Zawodowo jest związany od ponad 30 lat z koncernem Volkswagen. Swoją karierę w VW rozpoczął w 1990 roku w dziale techniki zakładowej i inżynierii mechanicznej. Od tego czasu pełnił różne funkcje w zakładach koncernu, m.in. funkcję dyrektora zakładu Volkswagen Aktiengesellschaft w Pacheco w Argentynie, a także dyrektora zakładu w Hanowerze, w Niemczech. W 2014 roku objął stanowisko dyrektora zakładu w Poznaniu.

Branża motoryzacyjna apeluje o wdrożenie programów, które zwiększą popyt na nowe samochody

Konfederacja Lewiatan oraz Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych w liście do premiera Mateusza Morawieckiego apelują o wsparcie branży motoryzacyjnej na poziomie unijnym oraz wdrożenie w Polsce programów zwiększających popyt na nowe samochody.

Przedsiębiorcy wskazują na wyjątkowo poważną sytuację w sektorze motoryzacji. Wszyscy producenci pojazdów w Polsce musieli zamknąć swoje zakłady na kilka, a nawet kilkanaście tygodni. Kwietniowa produkcja sprzedana sektora motoryzacyjnego zmniejszyła się w Polsce o 78%. Straty w łańcuchu wartości przemysłu motoryzacyjnego są nie do odrobienia w 2020 roku. Ze względu na reżim sanitarny i obniżony popyt, ponownie otwarte zakłady pracują znacznie poniżej zdolności produkcyjnych.

Koronakryzys dotknął nie tylko producentów pojazdów, ale też sektor producentów części i komponentów do ich produkcji. Branża dostawców oczekuje w tym roku spadku przychodów o minimum 20%. Kryzysu nie uniknęli też sprzedawcy samochodów oraz firmy świadczące usługi serwisowe i naprawcze pojazdów. Cierpią również banki, firmy leasingowe i ubezpieczeniowe. W kwietniu 2020 roku liczba rejestracji nowych samochodów osobowych i dostawczych w Polsce spadła o 66%. W sposób nieunikniony ucierpi na tym budżet. Wpływy z podatków i VAT z sektora motoryzacyjnego w Polsce to około 11 miliardów złotych rocznie.

– Zwracamy się do premiera z postulatem pilnego wsparcia politycznego dla działań, które pomogą ratować sektor motoryzacji. W szczególności prosimy o wsparcie na poziomie Unii Europejskiej oraz wdrożenie w Polsce programów wspierających popyt na nowe pojazdy – mówi Paweł Wideł, prezes zarządu Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

Takie działanie będzie pozytywnym impulsem dla całej gospodarki. Przyspieszy bowiem odmładzanie parku pojazdów na polskich drogach oraz zmniejszy emisję dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji oraz pozytywnie wpłynie na stan bezpieczeństwa na drogach. Sektorowi motoryzacji pozwoli utrzymać zatrudnienie wykwalifikowanych pracowników i dobrze płatne miejsca pracy.

Od 1 stycznia 2021 roku wszystkie nowo rejestrowane samochody osobowe i dostawcze będą musiały spełniać wymogi norm emisji Euro 6d ISC-FCM. Tymczasem, ze względu na koronakryzys, służby techniczne i organy udzielające homologacji tego typu nie działały lub działały w bardzo ograniczonym stopniu. Producenci pojazdów nie byli więc w stanie wykonać koniecznych działań (m.in. badania i rozwój, badania silników i pojazdów, badania drogowe). Na to wszystko nałożyło się załamanie popytu i niemożność sprzedania wyprodukowanych już pojazdów. Stąd też producenci samochodów w Polsce prawdopodobnie nie będą w stanie dotrzymać niektórych terminów określonych w przepisach. Pracodawcy proponują więc odroczenie terminu wejścia w życie tych regulacji o 6 miesięcy oraz możliwość dalszej sprzedaży i rejestracji pojazdów niespełniających wyżej wymienionych norm.

– Wierzymy, że Komisja Europejska wesprze sektor motoryzacji w ramach planowanych inicjatyw, jeżeli rządy Polski i innych krajów, zwrócą się z taką prośbą – dodaje Paweł Wideł.

Stopy procentowe w Wielkiej Brytanii bez zmian. Bank Anglii zwiększa program QE

Czwartkowa decyzja Banku Anglii o zwiększeniu (a właściwie – wydłużeniu) programu luzowania ilościowego była w znacznej mierze zgodna z oczekiwaniami rynku. Nie oznacza to jednak, że czerwcowe posiedzenie nie wniosło wiele. Wręcz przeciwnie – poznaliśmy dość sporo istotnych informacji.

Stopy procentowe w Wielkiej Brytanii nie uległy zmianie – stopa referencyjna BoE nadal pozostaje na rekordowo niskim poziomie 0,1%. Decydenci ogłosili jednak rozszerzenie programu QE, co w zamierzeniu ma przeciwdziałać wzrostowi rentowności obligacji i zapewnić uczestnikom życia gospodarczego dostęp do taniego finansowania. Program, który został rozszerzony o 200 mld funtów w marcu, w czerwcu zwiększono o dodatkowe 100 mld funtów, w konsekwencji czego jego docelowa kwota wzrosła do 745 mld funtów. Zwiększenia skupu aktywów na tę kwotę spodziewaliśmy się zarówno my, jak i rynek. Za modyfikacją programu opowiedzieli się wszyscy członkowie komitetu decyzyjnego (ang. Monetary Policy Committee – MPC) poza Andrew Haldanem, głównym ekonomistą BoE.

Retorykę banku centralnego towarzyszącą decyzji można określić jako lekko jastrzębią. W komunikacie po spotkaniu zwrócono wprawdzie uwagę, że ryzyka dla globalnej gospodarki utrzymują się, jak też, że występuje ryzyko większego i bardziej trwałego wzrostu stopy bezrobocia w Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony wskazano jednak, że skala spadku PKB Wielkiej Brytanii w II kw. prawdopodobnie nie będzie tak duża, jak oczekiwano w maju. Ponadto decydenci stwierdzili, że obserwują pierwsze oznaki wzrostu wydatków konsumenckich w związku z ostatnim poluzowaniem koronawirusowych restrykcji.

Zasugerowano, że tempo skupu aktywów w ramach rozszerzonego wczoraj programu spadnie w porównaniu z tym, jakie obserwowaliśmy od marca, kiedy BoE ogłosił zwiększenie QE o 200 mld funtów (Wykres 1). Naszym zdaniem oznacza to, że Bank Anglii będzie mógł kontynuować skup obligacji skarbowych co najmniej do wrześniowego czy nawet listopadowego spotkania. Warto dodać, że skup obligacji w ramach czerwcowego rozszerzenia programu o 100 mld funtów obejmować będzie wyłącznie obligacje skarbowe (tzw. Gilts), nie obejmując jednocześnie swoim zasięgiem obligacji korporacyjnych.

Wykres 1: Wartość obligacji skarbowych skupionych przez Bank Anglii w ramach programu skupu aktywów (2011 – 2020)

Wartość obligacji skarbowych skupionych przez Bank Anglii w ramach programu skupu aktywów
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18/06/2020

Zgodnie z komunikatem Banku Anglii po spotkaniu, MPC oczekuje, że górny pułap programu luzowania ilościowego powinien zostać osiągnięty „w okolicy przełomu roku”. Szacujemy, że tempo skupu obligacji rządowych spadnie z obecnych ok. 13,5 mld do ok. 5 mld funtów tygodniowo, aczkolwiek podkreślamy, że decydenci będą mieli możliwość dostosowania tempa zakupów stosownie do potrzeb.

Sądzimy, że w dalszej części roku decydenci dokonają ponownego przeglądu sytuacji w brytyjskiej gospodarce i stwierdzą, czy kolejne rozszerzenie programu QE powyżej wyznaczonego poziomu 745 mld funtów jest niezbędne.  Zgodnie z wczorajszym komunikatem, kwestia ta pozostaje otwarta – decydenci „pozostają w gotowości do podjęcia dalszych działań niezbędnych do wsparcia gospodarki”.

Naszym zdaniem, za czwartkowymi zmianami kursu funta w znacznym stopniu stoi informacja o istotnym obniżeniu tempa skupu aktywów przez BoE. Po krótkotrwałej aprecjacji, waluta w bardzo krótkim czasie oddała wcześniejsze zyski po czym doświadczyła agresywnej wyprzedaży w stosunku do głównych walut, jak i polskiego złotego). Kurs GBP/PLN na przestrzeni całego dnia obniżył się o ok. 1%, schodząc z okolic 4,98 do 4,93 (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs GBP/PLN (17/06/20 – 19/06/2020)

Kurs GBP
Źródło: Refinitiv Data: 19/06/2020

Decydenci wskazują gotowość wspierania gospodarki, wydaje się jednak, że są ostrożni w kontekście możliwego wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w celu walki z kryzysem. O ile w komunikacie po spotkaniu decyzyjnym nie wspomniano o ujemnych stopach, o tyle prezes BoE, Andrew Bailey stwierdził później, że decyzja w kontekście obniżenia stóp poniżej zera „nie jest w żadnym sensie nieuchronna”. Bank zdaje się ostrożnie oceniać potencjalny wpływ ujemnych stóp procentowych na brytyjską gospodarkę przed podjęciem decyzji, czy powzięcie tego typu kroku byłoby odpowiednie.

Brak chęci do dalszego obniżania stóp procentowych, naszym zdaniem, jest pozytywną informacją dla funta, stąd też znaczna skala wyprzedaży brytyjskiej waluty, jaką obserwowaliśmy wczoraj, jest dość zaskakująca.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Przełomowy wyrok – po interwencji Rzecznika MŚP WSA w Olsztynie uchylił decyzję w sprawie odmowy zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego

Po skutecznej interwencji Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie uchylił decyzję w sprawie odmowy zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego 

Do Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców zgłosił się przedsiębiorca będący producentem piwa, z wnioskiem o podjęcie interwencji w postępowaniu przed wojewódzkim sądem administracyjnym ze skargi na decyzję odmawiającą mu zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego.

W sprawie nie było sporne, że podatek akcyzowy został przez spółkę nadpłacony. Jednak mimo to, zdaniem organów, okoliczność uiszczenia przez spółkę podatku akcyzowego w wysokości wyższej niż należna nie stanowiła nadpłaty w rozumieniu art. 72 § 1 pkt 1 O.p. Organy wskazały, że w świetle uchwały pełnej Izby Gospodarczej sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 czerwca 2011 r., I GPS 1/11 (dalej uchwała I GPS 1/11) dla stwierdzenia nadpłaty w podatku akcyzowym, konieczne było spełnienie dodatkowego warunku w postaci zubożenia podatnika. Zdaniem organów, teza uchwały miała zastosowanie w analizowanej sprawie,  a wynikająca z niej przesłanka zubożenia spółki nie została spełniona.

Zdaniem Rzecznika, organy nie powinny opierać swojego stanowiska w postępowaniach dotyczących nadpłaty w podatku akcyzowym od piwa smakowego na tezie uchwały I GPS 1/11. Dotyczyła ona wyrobu akcyzowego jakim jest energia elektryczna. Różnice jakie zachodzą między wyrobami akcyzowymi, to jest  energią elektryczną i piwem smakowym prowadzą do wniosku, iż błędne jest ocenianie ich w drodze analogii. Do różnic tych należą w szczególności sposób kształtowania ceny, a także zagadnienie popytu i podaży.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w wyniku rozpoznania skargi spółki uchylił zaskarżoną decyzję i podzielił w całości stanowisko Rzecznika. W ustnych motywach uzasadnienia Sąd podniósł między innymi, że teza uchwały I GPS 1/11 nie ma zastosowania w stanie faktycznym, w którym wniosek o stwierdzenie nadpłaty dotyczy podatku akcyzowego od piwa smakowego (wyrok WSA w Olsztynie z dnia 18 czerwca 2020r., I SA/OL 18/20).

– Wyrok ten należy określić przełomowym. Rozstrzygnięcie w nim zawarte eliminuje niezgodny z prawem stan, w którym przedsiębiorca, który zapłacił podatek w zawyżonej wysokości nie mógł otrzymać jego zwrotu. Należy wyrazić oczekiwanie, że stanowisko przedstawione w tym orzeczeniu podzielą też inne sądy administracyjne – komentuje Jacek Cieplak, Zastępca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Cykl webinarów: Nestor i sukcesor – dlaczego warto rozpocząć proces sukcesji i jak się do niego przygotować?

Czas pandemii w wielu firmach rodzinnych i partnerskich przyspieszył potrzebę zmian w modelu biznesowym oraz domknięcia procesów sukcesji. W tych zmianach  ważną rolę mają do odegrania zarówno nestorzy oraz sukcesorzy. Określenie i sformalizowanie przez sukcesorów swojej przyszłości w wymiarze rodzinnym i zawodowym w ramach firmy nabiera większego znaczenia. Dlatego Santander Bank Polska we współpracy z Grant Thornton przygotował specjalną edycję webinarów dedykowanych specyfice zarządzania firmami rodzinnymi.

Jak wynika z badań, tylko co czwarta firma rodzinna przygotowuje się do przeprowadzenia procesu sukcesji[1]. To mało, biorąc pod uwagę, że tego typu przedsiębiorstwa w Europie stanowią dwie trzecie wszystkich firm, wypracowują ok. 50% PKB i zapewniają 40-50% miejsc pracy[2]. Zwłaszcza teraz, w dynamicznie zmieniających się okolicznościach, których konsekwencje, w tym dynamicznie rosnący poziom bezrobocia już obserwujemy, to ważne, by nestorzy i potencjalni sukcesorzy wiedzieli jak zapewnić firmie rodzinnej stabilność na lata oraz jak przygotować się do przekazania zarządzania firmą kolejnemu pokoleniu.

Dwuczęściowy cykl webinarów „Potencjał firmy rodzinnej w nowej rzeczywistości” został podzielony tak, by rozdzielić najważniejsze zagadnienia istotne z punktu widzenia nestrów i sukcesorów. Webinary są bezpłatne i dostępne dla wszystkich, nie tylko klientów banku.

– W czasie wychodzenia z kryzysu w okresie post pandemii firmy rodzinne będą mogły wykorzystać swoje szczególne cechy. Mogą czerpać z doświadczenia i wiedzy nestorów oraz wykorzystać kompetencje i otwartość na nowe trendy sukcesorów. Dlatego też przygotowaliśmy webinary dla obu pokoleń – komentuje Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Szczegółowy harmonogram oraz informacje o zapisach:

  • Wykorzystaj potencjał firmy rodzinnej w nowej rzeczywistości. Webinar dla nestorów.

Termin: 23 czerwca br. godz. 10:00 – 11:00

Bezpłatna rejestracja na webinar: https://grantthornton.pl/bezplatne-warsztaty-online-dla-nestorow-wykorzystaj-potencjal-firmy-rodzinnej-w-nowej-rzeczywistosci/

Celem webinaru jest omówienie, jak zmieniające się trendy mogą wpłynąć na firmę i jak wykorzystać je do rozwoju. Jakie są niezbędne zmiany kierunków działania firmy, aby dostosować się do post pandemicznej rzeczywistości? Jak włączyć sukcesorów w proces zarządzania i sprawdzić ich predyspozycje do pełnienia ról w biznesie rodzinnym w nowej rzeczywistości?

  • Rozwijaj potencjał firmy rodzinnej w nowej rzeczywistości. Webinar dla sukcesorów

Termin: 25 czerwca br. Godz. 10:00 – 11:00

Bezpłatna rejestracja na webinar: https://grantthornton.pl/bezplatny-warsztat-online-dla-sukcesorow-zaplanuj-sukces-rozwijaj-potencjal-firmy-rodzinnej-w-nowej-rzeczywistosci/

Celem webinaru jest omówienie, jak włączyć się w proces zarządzania i najlepiej wykorzystać swoje talenty i kompetencje? Jak ukształtować czy ułożyć współpracę z nestorami, aby jak najlepiej wykorzystać synergię międzypokoleniową? Jak zrobić pierwszy krok w procesie sukcesji i dlaczego warto?

Webinar poprowadzą: Małgorzata Kuik, Partner, Doradztwo Biznesowe, Grant Thornton, Maja Jabłońska, Menedżer, Radca Prawny w kancelarii prawnej Grant Thornton oraz Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych, Bankowość Biznesowa i Korporacyjna, Santander Bank Polska.

Wydarzenie jest bezpłatne i dostępne dla wszystkich chętnych.

[1] Raport Deloitte: „Firmy prywatne – wyzwania i możliwości”, 2020.

[2] Dane Europejskiej Organizacji Firm Rodzinnych, 2019.

Grant z NCBR w wysokości 13,3 mln zł na hybrydowe ortezy ortopedyczne 3D dla dzieci

Indywidualnie dopasowane, wytrzymałe, lekkie, kolorowe, niedrogie, a co najważniejsze – gotowe w kilka dni. Innowacyjne ortezy, do których wytwarzania zostaną wykorzystane najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, będą służyć dzieciom z nabytymi oraz wrodzonymi niepełnosprawnościami kończyn górnych i dolnych w łatwiejszym poruszaniu się i aktywnym życiu. Z inicjatywy Centrum Druku z Krakowa pracę nad nimi podjął interdyscyplinarny zespół specjalistów.

Pierwsze prototypy mają być gotowe już za kilka miesięcy, choć na wdrożenie trzeba będzie poczekać dłużej. Projekt o wartości około 20,1 mln zł uzyskał pozytywną ocenę ekspertów w konkursie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju „Szybka Ścieżka”. Stąd decyzja o jego dofinansowaniu kwotą ponad 13,3 mln zł z unijnego Programu Inteligentny Rozwój (POIR). Umowa została zawarta w kwietniu br.

– Właściwe zaopatrzenie ortopedyczne dzieci ma kapitalne znaczenie dla ich harmonijnego rozwoju i dla ich przyszłości. Wykorzystanie druku 3D daje szansę wyniesienia procesu produkcji ortez na całkiem nowy poziom. W tym przypadku lepsze parametry przekładają się na równe szanse, dlatego gorąco kibicujemy przedsiębiorcom i naukowcom, którzy z entuzjazmem zaangażowali się w ten projekt – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Beneficjentem projektu realizowanego z udziałem Funduszy Europejskich jest dziś konkretne przedsiębiorstwo, które dostrzegło ważną, nie w pełni zaspokojoną potrzebę. To świetny przykład połączenia działań biznesowych i prodostępnościowych – wskazuje Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Tak, możemy pomóc

Centrum Druku jest firmą wykorzystującą nowoczesne technologie 3D w branży lotniczej, robotyce oraz medycynie, ale jeszcze do niedawna drukiem ortez się nie zajmowało. Ten pomysł zawdzięczamy małemu chłopcu.

– Zaczęło się od siedmioletniego Bartka, który od urodzenia zmaga się z chorobą powodującą znaczne ograniczenia ruchowe – relacjonuje Adam Stachura, pomysłodawca projektu ORTHEO3D. – Rodzice chłopca, którzy znają naszą działalność, spytali nas, czy nie moglibyśmy zacząć produkować ortez dla małych pacjentów. Opowiedzieli nam o swoich kłopotach, a my zdaliśmy sobie sprawę, że możemy pomóc.

I to nie tylko Bartkowi. – Według wykonanych przez nas analiz rynku oraz danych z Narodowego Funduszu Zdrowia, rocznie realizowanych jest ponad 100 tysięcy zleceń na ortezy ortopedyczne dla najmłodszych – wskazuje Rafał Świerczyński, szef projektu.

Potrzebuje ich zdecydowana większość dzieci z niepełnosprawnością ruchową, najczęściej do zakończenia procesu wzrostu kostnego. Jak wyjaśnia dr n. med. Małgorzata Szmurło, główny lekarz projektu, dotyczy to głównie pacjentów, których dysfunkcje układu ruchu wynikają ze schorzeń neurologicznych, w tym najczęściej występującego mózgowego porażenia dziecięcego. A także niedowładów kończyn w przebiegu zespołów genetycznych i nabytych uszkodzeń układu nerwowego, które powstały w konsekwencji wypadków komunikacyjnych czy udarów mózgu.

Drugą grupę stanowią dzieci z dysfunkcjami kończyn w przebiegu schorzeń ortopedycznych, takich jak wrodzone deformacje stóp, wady rozwojowe kończyn górnych, artrogrypoza – wylicza dr Szmurło.

Dziecięce ortezy są dziś dostępne na rynku, ale rodzice często narzekają na długi czas oczekiwania. Klasyczny proces wytwarzania ortez trwa od 6 do 8 tygodni. W przypadku małego pacjenta to zdecydowanie za długo – zauważa Adam Stachura. Podstawowe ryzyko wiąże się ze zmianami, które w tym czasie mogą zachodzić w kończynach chorego.

Gipsowe miary odchodzą do lamusa

Kiedy dziecko dostanie już ortezę, zdarza się, że nie chce jej nosić, bo jest niewygodna i ciężka, powoduje obtarcia, a ciało się pod nią poci. Także estetyka często pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem samopoczucie pacjenta jest ważnym czynnikiem powodzenia procesu rehabilitacji.

Ortezy, które chce produkować Centrum Druku, mają powstawać szybko. Będą nie tylko ładne i kolorowe, przygotowane zgodnie z gustem pacjenta, ale też lżejsze i komfortowe.

– Przede wszystkim są ultralekkie, mają strukturę siatkową, która ogranicza potliwość i umożliwia skórze swobodne oddychanie również w czasie snu – relacjonuje Adam Stachura.

– Trzeba robić wszystko, by najmłodsi pacjenci dostawali jak najlepszy sprzęt medyczny, bo ich życie będzie wtedy po prostu lepsze – podkreśla Rafał Świerczyński.

Pierwszy etap to diagnoza stanu obecnego. Małgorzata Serafin, inżynier biomedyczny i główny ortotyk projektu, ocenia, że dotychczasowy system się nie sprawdza. Duży mankament to brak automatyzacji i skalowalności produkcji ortez, zarówno w Polsce jak i na świecie. – Mimo stosowania coraz nowocześniejszych materiałów i udoskonalania dotychczasowych metod, w świecie ortotyki cały czas króluje warsztatowa produkcja, gipsowe miary pacjenta. Nad wytworzeniem każdej z ortez trzeba spędzić godziny ciężkiej pracy – zwraca uwagę specjalistka.

Ortotycy woleliby mieć więcej czasu na przeprowadzenie dokładnego wywiadu wstępnego, zbadanie siły mięśniowej pacjenta, analizę chodu oraz ocenę potrzeb w przypadku każdego dziecka. Krótsza produkcja zaoszczędzi też czas lekarzy i fizjoterapeutów. A przede wszystkim dzieci i ich rodziców.

Ortezy w dwa dni

Czy nowe technologie to umożliwią? Na starcie projektu panuje optymizm.

Nasze hybrydowe ortezy 3D jesteśmy w stanie wyprodukować w ciągu dwóch, trzech dni – deklaruje Adam Stachura.

Jak to możliwe? Ominięty zostanie żmudny proces związany z wykonaniem miary gipsowej, a także korekcji odlewu i budowania ortezy na uzyskanym pozytywie gipsowym. – Zamiast tego skanujemy w technologii 3D tę część ciała, na którą pacjent potrzebuje ortezy. Pozwala to na bardzo wierne odtworzenie anatomii, wyeliminowanie obróbki końcowej ortezy, a także precyzyjne zamodelowanie jej kształtu, zwłaszcza gdy pojawiają się w nim elementy niestandardowe – tłumaczy.

Wszelkie decyzje w projekcie zapadają w wyniku dialogu branży medycznej z branżą technologiczną. Doktor Małgorzata Szmurło, lekarz rehabilitacji medycznej, zwraca uwagę, że obecnie nie ma określonych standardów jakościowych, jakie powinna spełniać orteza. Ani systemu kontroli jej efektywności. Dlatego uważam, że pomysł współpracy technologiczno-medycznej w ramach projektu badawczo-rozwojowego jest szansą na wprowadzenie zmian systemowych, których efektem będzie poprawa efektywności leczenia dzieci z niepełnosprawnością ruchową. Połączenie osób, które mają wieloletnie doświadczenie i kompleksową znajomość technologii druku 3D, ze starannie dobranym personelem z branży medycznej może skutkować prawdziwą rewolucją w dziedzinie ortotyki – przewiduje.

Gładkie i bezpieczne dla skóry

W jakiej technologii będą wykonane ortezy?

– To przełomowa technologia druku 3D, Multi Jet Fusion, opatentowana przez firmę HP. W dużym uproszczeniu, polega ona na spiekaniu proszków z tworzyw sztucznych (PA i TPU) przy użyciu lamp emitujących energię termiczną, oddziałującą powierzchniowo na pole robocze, oraz precyzyjnych głowic drukujących, nanoszących specjalne agenty, co łącznie umożliwia niezwykle precyzyjne tworzenie detali – wyjaśnia Rafał Świerczyński.

W zależności od modelu urządzenia, możliwe jest drukowanie jednokolorowych modeli 3D lub drukowanie w pełnej gamie kolorów. Do części zadań mają zostać użyte żywice fotopolimerowe. To materiał o wysokiej elastyczności, pozwalający na uzyskanie niezwykle gładkich powierzchni.

Adam Stachura ujawnia, że do druku zostaną wykorzystane proszki poliamidowe PA11 oraz PA12, które nadają wytrzymałość, niską wagę i są bezpieczne dla skóry dziecka. – Elastomery TPU, z których skorzystamy, nadadzą produktowi elastyczność w częściach, które będą tego wymagały zaznacza.

Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój technologii druku przestrzennego oraz przechodzenie przez kolejne fazy projektu, zespół nie wyklucza korzystania z innych materiałów oraz metod wytwarzania przyrostowego.

Zapytany, na czym polega przewaga projektowania wspomaganego komputerowo nad tradycyjnymi technologiami produkcyjnymi, wyjaśnia: – Pozwala na optymalizację kształtu ortezy, zmienną grubość ścianek, czyli zwiększoną sztywność lub elastyczność różnych obszarów. Nie ma też konieczności obróbki ostrych krawędzi ortez, które w tradycyjnej metodzie produkcji poddawane są konwencjonalnej obróbce mechanicznej.

W jego przekonaniu projektowanie z jednoczesną analizą sił (MES), którym będzie poddawana orteza podczas pracy, pozwala na wytworzenie całego elementu „z niespotykaną dotychczas w ortotyce dokładnością pomiarową”.

Kompleksowe rozwiązania

Druk 3D pozwala na znaczne ograniczenie wagi ortez. Poprzez zmniejszenie grubości ścianek i optymalizację kształtu zmieszczą się one w standardowym obuwiu. Mają wyglądać nowocześnie i stylowo.

Joanna Chitryniewicz-Rostek, fizjoterapeuta ORTHEO3D, jest przekonana, że lekkość i funkcjonalność produktu spowoduje, że samo zakładanie ortezy będzie się odbywać w mniej problematyczny sposób. Nie bez znaczenia jest tu wykorzystanie materiałów, które będą zapobiegać mechanicznym uszkodzeniom naskórka, co obecnie jest dosyć częstym problemem użytkowników.

Kolejny atut hybrydowych ortez 3D to proste modyfikowanie parametrów wraz ze wzrostem dziecka oraz zmieniającymi się potrzebami. W ten sposób aparat „rośnie” razem z pacjentem.

Celem zespołu projektowego jest nie tylko sam produkt. – Chcemy zapewnić kompleksowe rozwiązania. Procedurę medyczną, diagnostyczną i ścieżkę produkcyjną, realizowaną w jednolitym i spójnym środowisku. Jest to innowacyjne i unikalne – wskazuje Rafał Świerczyński.

Wypracowanie jednolitego procesu, który będzie pozwalał na szybkie i precyzyjne pobieranie danych pacjentów i przygotowanie indywidualnie dopasowanych ortez zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego, nie byłoby możliwe bez połączenia wielu kompetencji. Stąd intensywna współpraca projektantów CAD i techników druku 3D z lekarzami, fizjoterapeutami i ortotykami.

A cena? Dobra wiadomość dla rodzin jest taka, że ortezy mają być przystępne cenowo.

– Największym sukcesem będzie, gdy nielubiana do tej pory orteza zacznie się kojarzyć dzieciom ze zwiększonymi możliwościami, łatwiejszym pokonywaniem kolejnych kroków – mówi Małgorzata Serafin.

Zespół czeka teraz ogromna praca koncepcyjna: zanim powstaną prototypy, konieczne jest zebranie danych od wielu pacjentów i zestawienie ich ze sobą.

– Samo pobranie skanów 3D u części pacjentów ze schorzeniami neurologicznymi będzie niezwykłym wyzwaniem, wymagającym precyzji, delikatności, a jednocześnie cierpliwości – zwraca uwagę Rafał Świerczyński.

Kolejny etap to testy i badania, aby uzyskać pewność, że produkt jest bezpieczny i w 100 proc. realizuje założenia medyczne. Cały projekt powinien się zakończyć nie później niż w 2023 roku.

Dlaczego „Szybka Ścieżka”

We wsparciu z Funduszy Europejskich w konkursie „Szybka Ścieżka” Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zespół projektowy widzi szansę na skrócenie całego procesu. Dzięki temu pomysł się nie zestarzeje.

– Środki pozyskane w ramach projektu NCBR umożliwiają nam skupienie się na pracach badawczych i projektowych. Zabezpieczą udział wysokiej klasy specjalistów oraz pozwolą pozyskać najnowszej generacji sprzęt niezbędny do jego realizacji mówi Rafał Świerczyński. – To wszystko daje nam szansę na szybkie i sprawne prowadzenie prac i uzyskanie w ich efekcie w pełni funkcjonalnego wyrobu medycznego spełniającego nie tylko wymagania medycznie, ale także dającego szansę na lepszą, sprawną przyszłość dla naszych najmłodszych pacjentów. A na tym najbardziej nam zależy – akcentuje szef projektu ORTHEO3D.

Program „Szybka Ścieżka” jest realizowany w ramach Programu Innowacyjny Rozwój. Jego adresaci to przedsiębiorstwa, konsorcja przedsiębiorstw lub konsorcja przedsiębiorstw i jednostek naukowych. Mogą się one ubiegać o dofinansowanie realizacji projektu badawczo-rozwojowego, który obejmuje przynajmniej prace rozwojowe. Ich celem powinno być opracowanie nowych lub udoskonalenie już istniejących projektów lub usług.

Najbardziej popularnym konkursem „Szybkiej Ścieżki” jest ten, w którym nie określa się ograniczeń tematycznych. Składany w nim projekt musi się jedynie wpisywać w jedną z Krajowych Inteligentnych Specjalizacji. 22 czerwca zakończy się nabór wniosków o dofinansowanie innowacyjnych projektów w pierwszym takim konkursie ogłoszonym w tym roku, z alokacją 1,2 mld zł. Jednak już 1 lipca NCBR ogłosi kolejny konkurs „Szybka Ścieżka” dla przedsiębiorców oraz konsorcjów (także z udziałem jednostek naukowych) realizujących projekt poza województwem mazowieckim. Nabór wniosków zostanie uruchomiony 3 sierpnia i potrwa do 14 września br. 

Przedsiębiorcy wolą wziąć auto w leasing niż kupić je za gotówkę. Dowiedz się, dlaczego

Jak sfinansować auto? Jest to dylemat, przed którym staje niemal każdy przedsiębiorca, który zamierza nabyć nowy samochód do firmy. Zarówno gotówka, jak i leasing mają swoje mocne i słabe strony. Wybór formy finansowania powinien być podjęty świadomie, po dokładnym określeniu własnych potrzeb, preferencji i możliwości. Choć zakup za gotówkę jawi się jako najbezpieczniejsza i najwygodniejsza opcja, to przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na wygodny i elastyczny leasing. Dlaczego?

Kupno samochodu za gotówkę? Tak, jeśli masz dość kapitału i nie zależy Ci na optymalizacji podatkowej

Zakup samochodu za gotówkę to najprostszy i zdecydowanie najszybszy sposób na sfinansowanie nowego samochodu do firmy. Wystarczy udać się do salonu i zrealizować transakcję. Dealer wystawi fakturę, która może być zaliczona na poczet jednorazowego odpisu amortyzacyjnego. Następnie nabywca musi zarejestrować auto i odebrać je z salonu w umówionym terminie.

Do zdecydowanych zalet kupna samochodu za gotówkę należy zaliczyć możliwość całkowitego ominięcia procedur i formalności, z którymi nabywca musiałby się mierzyć w przypadku zewnętrznego finansowania. Poza tym nabywca nie zaciąga zobowiązania, a nabyty samochód od razu staje się własnością kupującego. To z kolei może być zarówno zaletą, jak i wadą – zależnie od podejścia konsumenta.

Do wad zakupu nowego samochodu za gotówkę należy zaliczyć przede wszystkim konieczność jednorazowego wydania dużej sumy pieniędzy, co może znacząco nadszarpnąć domowy lub firmowy budżet, zachwiać płynnością finansową oraz narazić kupującego na ograniczenie zdolności inwestycyjnej. Poza tym nabywca nie będzie mógł wliczyć kwoty transakcji do kosztów uzyskania przychodów, co ograniczy skuteczność optymalizacji podatkowej.

Zakup za gotówkę to także konieczność ścisłego trzymania się zaplanowanej kwoty zakupu i budżetu. Często ogranicza to możliwość nabycia lepszego, nowszego czy lepiej wyposażonego modelu auta, a przez to sprawia, że nabywany samochód nie spełni całkowicie potrzeb i preferencji klienta.

Przedsiębiorcy wolą leasing

Leasing jest obecnie jedną z najczęściej wybieranych form zewnętrznego finansowania nowych samochodów. Pozwala on uzyskać możliwie największą optymalizację podatkową, znacząco zwiększa dostępność do droższych, lepiej wyposażonych modeli aut, a także ogranicza ryzyko utraty płynności finansowej.

Jakie marki aut najczęściej są finansowane? BMW, Audi, Skoda, Toyota, a nawet Alfa Romeo. Leasing zapewnia minimum formalności i procedur, dzięki czemu jest dostępny nawet dla nowych firm. Firmy leasingowe nie mają obowiązku sprawdzania zdolności kredytowej leasingobiorcy, a wszelkie formalności można załatwić całkowicie online i bez wychodzenia z domu.

Leasingowany samochód pozostaje własnością firmy leasingowej, dzięki czemu pod koniec trwania umowy leasingobiorca może zdecydować, czy chce wykupić samochód z umowy, czy zawiązać umowę na nowe auto. Poza tym leasing ogranicza koszty ponoszone przez leasingobiorcę związane z utratą wartości rezydualnej przez auto. Co więcej, wraz z leasingiem nabywca może uzyskać atrakcyjne pakiety ubezpieczenia czy obsługi serwisowej samochodu. Leasing po prostu się opłaca.

Zasady gromadzenia materiału dowodowego w sprawie podatkowej

„Organ podatkowy jest obowiązany zebrać i w sposób wyczerpujący rozpatrzyć cały materiał dowodowy”. Tak wynika z treści art. 187 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa (Dz.U. 2019.900, tj. z dnia 14 maja 2019 r., zwanej dalej „Ordynacją podatkową”). W praktyce często jest jednak tak, że ta szalenie istotna dla sprawy podatkowej zasada nie jest przestrzegana przez organy podatkowe oraz celno-skarbowe podczas prowadzenia czy to kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej, czy postępowania podatkowego. Nieprawidłowości w jej przestrzeganiu są przyczyną uchylenia co drugiej decyzji podatkowej.

Nakaz dążenia do odnalezienia prawdy obiektywnej (materialnej)

Organ podatkowy czy celno-skarbowy nie może prowadzić postępowania czy też kontroli, jednostronnie, tzn. nie może być to ukierunkowane na z góry założony cel, ani gromadzić tylko tych dowodów, które ten cel przybliżają.

Jak można przeczytać w uznanym komentarzu do artykułu 187 Ordynacji podatkowej, naczelną zasadą postępowania podatkowego jest zapisana w art. 122 tejże ustawy tzw. zasada prawdy obiektywnej. Została ona skonkretyzowana w art. 187 § 1 Ordynacji podatkowej, który nakłada na organ podatkowy obowiązek zebrania i w sposób wyczerpujący rozpatrzenia całego materiału dowodowego. Tym samym organ prowadzący sprawę podatkową jest obowiązany zebrać materiał dowodowy dotyczący wszystkich okoliczności, z którymi – na podstawie obowiązujących przepisów – wiążą się skutki prawne. Niezebranie (niedążenie do zebrania) kompletnego materiału dowodowego lub – w przypadku jego zebrania – nieodniesienie się (nierozważenie) do wszystkich dowodów narusza komentowany przepis w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy.

Ponadto nienależyte wyjaśnienie stanu faktycznego nie może być podstawą ustaleń negatywnych dla strony. Swoje twierdzenia organ powinien oprzeć na przekonującym materiale dowodowym, a niedające się usunąć wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika – w myśl zasady in dubio pro tributario (vide także art. 10 i art. 11 ustawy Prawo przedsiębiorców).

Zgromadzenie pełnego materiału dowodowego

W jednym z orzeczeń wydanych jeszcze na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że „zaniechanie przez organ administracji państwowej podjęcia czynności procesowych zmierzających do zebrania pełnego materiału dowodowego, zwłaszcza gdy strona powołuje się na określone i ważne dla niej okoliczności, jest uchybieniem przepisom postępowania skutkującym wadliwością decyzji. Obowiązek zgromadzenia i wszechstronnego zbadania materiału dowodowego istnieje także wtedy, gdy organ ma uprawnienia do wydawania decyzji o charakterze uznaniowym” (wyrok NSA w Warszawie z dnia 19 marca 1981 r., SA 234/81, ONSA 1981, nr 1, poz. 23).

W orzeczeniu aktualnym już na gruncie Ordynacji podatkowej Naczelny Sąd Administracyjny zawarł tezę, w myśl której „organ podatkowy ze względu na realizację zasady prawdy obiektywnej powinien podjąć wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz jest zobowiązany zebrać w sposób wyczerpujący i rozpatrzyć cały materiał dowodowy. Obowiązki te zostały nałożone nie tylko na organ rozstrzygający sprawę w pierwszej instancji, lecz także na podatkowy organ odwoławczy” (wyrok NSA w Lublinie z dnia 17 kwietnia 2000 r., I SA/Lu 28/99, LEX nr 40691).

„Zaniechanie tych obowiązków skutkuje wadliwością decyzji” (wyrok WSA w Krakowie z dnia 10 grudnia 2009 r., I SA/Kr 1203/09, LEX nr 549810), zaś „Zaniedbanie organu administracji państwowej, polegające na niedopełnieniu obowiązku zgromadzenia pełnego materiału dowodowego, jest wadą postępowania uzasadniającą uchylenie decyzji wydanej w wyniku takiego zaniedbania” (por. wyrok NSA w Warszawie z dnia 11 czerwca 1981 r., SA 503/81, ONSA 1981, nr 1, poz. 54). Ponadto „Przez wyczerpujące rozpatrzenie całego materiału dowodowego należy rozumieć ustosunkowanie się przez organ podatkowy do każdego dowodu, bądź grupy dowodów jednorodnych i dokonanie ich oceny we wzajemnym ze sobą powiązaniu. Obowiązkiem organu jest nie tylko wskazanie, na podstawie jakich dowodów ustalono stan faktyczny sprawy, lecz odniesienie się do dowodów, którym odmówiono wiarygodności” (por. wyrok NSA w Warszawie z dnia 29 września 1998 r., III SA 682/97, LEX nr 35496).

Co ważne, „W swoich ustaleniach faktycznych organ podatkowy nie może opierać się na domniemaniach. Domniemanie okoliczności faktycznej negowanej przez podatnika stanowi naruszenie przepisów postępowania” (wyrok Naczelny Sąd Administracyjny we Wrocławiu z dnia 27 lipca 1994 r., SA/Wr 648/94, POP 1996, z. 3, poz. 101).

Znaczenie postępowania dowodowego

W tym zakresie orzecznictwo i doktryna są przebogate. Poniżej kilka przykładów.

„Wyczerpujące rozpatrzenie całego materiału dowodowego powinno prowadzić do jednoznacznych ustaleń faktycznych i prawnych. Ma to szczególne znaczenie nie tylko w kontekście stosowania określonych przepisów postępowania podatkowego, lecz przede wszystkim także dla prawidłowości zastosowania określonej normy prawa materialnego. Niepełne, a więc wadliwe ustalenie stanu faktycznego nie daje podstaw do prawidłowej subsumcji odpowiednich norm prawa materialnego. Można stwierdzić, że prawidłowe ustalenie stanu faktycznego ma decydujące znaczenie dla dalszego toku postępowania podatkowego i jego weryfikacji w ewentualnym postępowaniu sądowoadministracyjnym. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Mimo podejmowania wszelkich możliwych kroków w celu wyjaśnienia stanu faktycznego wątpliwości pozostają. Należy w pełni aprobować poglądy doktryny oraz judykatury, które przyjmują zasadę rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika (in dubio pro tributario)” (por. A. Mariański, Glosa do wyroku NSA…, s. 36; B. Brzeziński, W. Nykiel, Zasady ogólne…, s. 10; wyrok NSA w Łodzi z dnia 19 września 2001 r., I SA/Łd 48/01, M. Pod. 2002, nr 7, s. 33).

„Realizacja prawdy materialnej może mieć miejsce tylko wtedy, gdy wszelkie czynności podejmowane przez organy podatkowe będą realizowane z zachowaniem obiektywizmu i rzetelności” (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 9 maja 2017 r., I GSK 1201/15 LEX nr 2325434).

„Postępowanie dowodowe w sprawach podatkowych ma na celu ustalenie rzeczywistego stanu faktycznego w kontekście określonej normy materialnego prawa podatkowego. Postępowanie dowodowe w sprawach podatkowych nie jest celem samym w sobie, lecz stanowi poszukiwanie odpowiedzi, czy w określonym stanie faktycznym sytuacja podatnika podpada, czy też nie podpada pod hipotezę (a w konsekwencji i dyspozycję) określonej normy materialnego prawa podatkowego” (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie z dnia 1 sierpnia 2017 r., I SA/Rz 354/170 LEX nr 2340779).

Podsumowanie

Jak stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanym 2 stycznia 2019 r. podsumowaniu raportu na temat „Barier prawnych w rozwoju firm rodzinnych w Polsce”: „Kontrola w urzędach skarbowych i Ministerstwie Finansów pokazała, że skomplikowany charakter przepisów prawa oraz częste jego zmiany mogą w dalszym ciągu stanowić główną barierę w prowadzeniu działalności gospodarczej”. NIK wskazała w raporcie m.in. na dużą liczbę błędów popełnianych przez urzędników skarbowych. Przeprowadzone przez NIK badania objęły I kwartał 2018 r. W tym okresie NIK stwierdziła aż 55% uchylonych przez sądy administracyjne interpretacji indywidualnych wydanych przez organy podatkowe i aż 29,1% uchylonych decyzji podatkowych przez organy drugiej instancji oraz 16,1% uchyleń tych decyzji przez wojewódzkie sądy administracyjne (łącznie aż 45% uchyleń decyzji organów podatkowych; podobne wartości, jak w raporcie działalności Urzędów Kontroli Skarbowych opublikowanym przez NIK w 2015 r.). W raporcie mowa jest także o naruszeniu zasad prowadzenia postępowań podatkowych w połowie skontrolowanych urzędów skarbowych. Ma to swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie. Wśród głównych przyczyn uchylania decyzji organów podatkowych przez organy drugiej instancji oraz sądy Dyrektor Departamentu Poboru Podatków wskazał m.in.: braki w materiale dowodowym, niewyjaśnianie wszystkich okoliczności stanu faktycznego sprawy, błędne określanie wysokości zobowiązania podatkowego, a także brak dostatecznego udowodnienia, że przedsiębiorca nie działał w dobrej wierze lub zachował się niedbale, dokonując transakcji stanowiącej ogniwo w łańcuchu karuzeli VAT.

Powyższe dobitnie świadczy o tym, że organy podatkowe i celno-skarbowe dopuszczają się na co dzień bezprawia urzędniczego. Dlatego tak trudno podatnikom dać wiarę w bezstronność działań organów podejmowanych w ich sprawach podatkowych. Jeżeli jeden z organów państwowych powołanych do kontroli działalności innych organów państwowych, takich jak organy podatkowe, w swym raporcie nie pozostawia na owych organach „suchej nitki” m.in. w zakresie popełnianych błędów co do zasad gromadzenia materiału dowodowego, to organy takie zawsze pozostaną niewiarygodne w zakresie swych działań podejmowanych w toku prowadzonych postępowań. Organy, które same nie zachowują się zgodnie z literą prawa i są publicznie napiętnowane z tego powodu przez inny organ państwowy do tego upoważniony, nie mogą skutecznie dokonywać ocen podatników w prowadzonych przez siebie postępowaniach. Co więcej, nie mogą nawet wymagać od podatników zachowań zgodnych z prawem, gdyż same go nie przestrzegają.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs funta spada

Wczorajsze posiedzenie Banku Anglii nie przyniosło niespodzianek. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie a na rynki trafiło jeszcze 100 mld funtów miesięcznie w ramach programu skupu aktywów. Inwestorzy jednak nie przyjęli tego za dobrą monetę.

Bank Anglii nie zaskoczył

Wczoraj poznaliśmy decyzję banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami pozostały one na niezmienionym poziomie. Na uwagę zasługuje zwiększenie programu skupu aktywów o kolejne 100 mld funtów. Jest to zgodne z pewną ogólną koncepcją wychodzenia z kryzysów, stosowaną obecnie na świecie. Pytanie tylko jaki długotrwały efekt będzie miała taka kreacja pieniądza. Rynki nie uwierzyły jednak w zapewnienia o dobrych perspektywach i wczorajszy dzień zakończył się silnymi spadkami funta. Co ciekawe, funt nie odbił nawet dzisiaj rano po znacznie lepszych danych na temat sprzedaży detalicznej.

Rynek pracy w USA

Wczorajsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pokazują dużą dynamikę tamtejszego rynku pracy. 1,5 mln złożonych wniosków w ciągu tygodnia to około 1% pracujących w tym kraju. Co ciekawe, pomimo tego, że oczekiwano wyniku o niemal 20% niższego, rynki i tak przyjęły tę informację bardzo spokojnie. Nawet doszło do umocnienia się dolara względem euro.

Dane z Polski

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. Spada ona w ujęciu rocznym o 17%. Wynik ten jest zgodny z oczekiwaniami, ale jednak nie nastawia optymistycznie. To tak, jakby nasza gospodarka straciła w całości dwa miesiące. Co ciekawe, pomimo tych danych premier Mateusz Morawiecki zapewnia, że recesja w Polsce będzie być może najpłytsza w Europie i wyniesie mniej niż 4%. Złoty niemal nie zareagował na te dane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy warto zainwestować w halę magazynową z budynkiem biurowym?

Zamiast hali magazynowej z zapleczem socjalnym wielu Inwestorów decyduje się na realizację obiektu magazynowo – biurowego. To dobre rozwiązanie, które pozwala połączyć istotne potrzeby oraz postawić na logistykę. Sprawny przepływ towarów w przestrzeni magazynowej zostaje uzupełniony dodatkowymi funkcjami, dzięki którym możliwe jest efektywniejsze zarządzanie i komunikacja. Dobry przepływ informacji, współpracę między działami oraz usprawnienie procesów – wszystko to można zaplanować w ramach odpowiedniego projektu hali magazynowej z budynkiem biurowym.Hala z budynkiem biurowym

Biurowiec przy hali magazynowej jako wizytówka firmy

W tego typu obiektach budynek biurowy stanowi nie tylko wizytówkę kompleksu przemysłowego, ale także całej marki czy przedsiębiorstwa. Ważne aby już na etapie projektu dobrać właściwe środki, aby biurowiec niósł odpowiednie treści. Zrozumienie marki i sposobu, w jaki firma funkcjonuje pozwala nadać budynkowi indywidualny sznyt. Można zatem sięgać po różnorodne rozwiązania. Wysunąć obiekt poza obrys całego kompleksu, rozrzeźbić bryły czy zestawić ze sobą horyzontalne i wertykalne elementy elewacji. Podkreślić krawędzie oryginalnym i dopasowanym oświetleniem. Zagrać kolorem i materiałami wykończeniowymi – dostosować je do barw firmowych czy branży, w której działa Inwestor. Możliwości jest wiele, najważniejsze jednak, by były spójne i odpowiednio dobrane.Budynek biurowy firmy produkcyjnej

Komfortowe wnętrza biurowe

Aby sprzyjać dobrym relacjom i warunkom pracy nie można zapomnieć o dobrym projekcie wnętrz. Komfort, użyteczność i funkcjonalność powinny być równie ważne jak estetyka i ponadczasowe projektowanie. Dlatego też warto planować wnętrza, w których przyszły użytkownik będzie po prostu czuć się dobrze. Dobrym rozwiązaniem są przeszklone fasady – dzięki temu pracownicy mają dostęp do naturalnego oświetlenia i widoku na zewnątrz, a eksploatacja budynku możne być tańsza. Nieoczywisty dzisiaj dostęp do świeżego powietrza – projektując nowoczesny biurowiec dobrze uwzględnić możliwość samodzielnego otwarcia czy uchylenia okna. Do wnętrz warto wprowadzać uspokajającą zieleń, naturalne materiały i charakterystyczny, indywidualnie dobrany detal.kompleks hal z budynkiem biurowym

Dobra logistyka w hali magazynowej to podstawa

Choć w budynku magazynowo – biurowym, pierwsze skrzypce grają biura to projekt hali magazynowej należy dopracować równie dokładnie i szczegółowo. Zrozumienie potrzeb inwestycji na etapie projektu hali gwarantuje odpowiednie rozwiązania, aby zapewnić sprawny przepływ i dobry dostęp do składowanych w magazynie towarów. Dobry projekt zapeni optymalne wykorzystanie przestrzeni zarówno w obrębie działki jak i wewnątrz budynku oraz uwzględni przyszłe możliwości rozwoju.

Rola CoBouw

Firma CoBouw jako ekspert w dziedzinie projektowania i generalnego wykonawstwa ma na swoim koncie liczne realizacje hal magazynowych z budynkami biurowymi, m.in. obiekty dla firm takich jak Sun Garden Poland, Liedmann czy Meblosoft. Nasi specjaliści proponują rozwiązania skrojone na miarę, uwzględniając przepisy prawa oraz wymagania i potrzeby Inwestora, najnowsze możliwości technologiczne i trendy z dziedziny designu. Jednak najlepszym potwierdzeniem naszego profesjonalizmu i zaangażowania są Inwestorzy, którzy kontynuują z nami współpracę podczas realizacji kolejnych obiektów.

Zastój wymusza porządki

Po czwartkowym schłodzeniu nastrojów nie cichną obawy o drugą falę zachorowań, ale brak wstrząsających informacji skłania inwestorów do utrzymania status quo i spokojnego wyczekiwania weekendu. Wahania w ta i z powrotem są męczące, więc nie zaszkodzi zakończyć tydzień wcześniej. Kalendarz w piątek jest lekki z częściową uwagą na spotkaniu europejskich przywódców w sprawie funduszu naprawczego.

Cały tydzień przebiega na ważeniu wpływu negatywnych informacji związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa w USA i Chinach, a pozytywnym odbiorem danych makro sugerujących silniejsze odbicie ożywienia. Obu nie da się całkowicie bagatelizować, stąd też nie ma przekonania do rozkręcania korekty, jak i odbudowywania rajdu ryzykownych aktywów. Rynki znalazły się w zawieszeniu, a inwestorzy czekają na świeże impulsy. Jedyna rzecz, która może zmącić spokój to niecierpliwość inwestorów siedzących na aktywnych pozycjach. Brak kontynuacji wzrostów może w końcu prowadzić do kapitulacji posiadaczy długich pozycji. Taki los spotkał wczoraj GBP/USD, który mocno obniżył się pomimo jastrzębich impulsów ze strony Banku Anglii. Bank rozszerzył program skupu aktywów tylko o 100 mld GBP, podczas gdy konsensus ustawiał się na 200 mld GBP. W komunikacie BoE ominął też kwestię wprowadzenia ujemnych stóp procentowych, o czym niejednokrotnie w swoich wypowiedziach wspominali członkowie Monetary Policy Council. Jednak łącznie przekaz banku nie był na tyle pozytywny, aby obronić funta, który wcześniej dużo skorzystał na poprawie rynkowych nastrojów. Gdy tego zabrakło, długie pozycje stały się niewygodne.

W okresach niezdecydowania pozycjonowanie zaczyna odgrywać dominującą rolę. Kolejny na celowniku może być EUR/USD, który ma problemy z odbiciem od 1,12. Przełom maja i czerwca był okresem imponującego rajdu eurodolara z okolic 1,08 do 1,14. Głównie na słabości USD podyktowanej przesiadką na bardziej ryzykowne aktywa, trochę wzmocnieniem wsparcia monetarnego ze strony EBC, a trochę entuzjazmem wokół projektu funduszu naprawczego UE. Wpływ wszystkich trzech jednak osłabł, czy to z pełnego ich zdyskontowania, czy to z zadziałania przeciwnych sił. Sytuację maja szansę odmienić dzisiejsze rozmowy przywódców państw europejskich nad szczegółami wartego 750 mld EUR funduszu naprawczego. Na tak wczesnym etapie znaczne postępy w zatwierdzaniu szczegółów są mało prawdopodobne, jednak pozytywnym sygnałem może być, jeśli tzw. „Oszczędna Czwórka”, tj. państwa przeciwne zbyt hojnym wydatkom unijnym, nie zgłosi silnego sprzeciwu. Sugerowałoby to, że finalizacja negocjacji może nastąpić dość szybko (już w lipcu) bez dołożenia obostrzeń dla państw potrzebujących pomocy. Przecieki z rozmów w tym tonie dałyby impuls do wzmocnienia EUR, choć raczej nie za dużego, biorąc pod uwagę koniec tygodnia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Milton Essex SA wznawia ofertę publiczną zawieszoną z powodu pandemii covid-19. Spółka z sektora med-tech chce zadebiutować na NewConnect w III kwartale 2020 r.

Milton Essex, warszawska spółka specjalizująca się w tworzeniu innowacyjnych urządzeń i oprogramowania do cyfrowej diagnostyki medycznej, opublikowała suplement do dokumentu ofertowego z dn. 02 marca 2020 r.  i wznawia ofertę publiczną akcji zawieszoną z powodu pandemii covid-19.

W ramach oferty publicznej na podstawie dokumentu ofertowego chce pozyskać nie więcej niż równowartość 1 mln euro. Zapisy na akcje rozpoczną się 6 lipca 2020 r. Poprzedzi je book-building trwający w dniach 30 czerwca – 2 lipca 2020 r.

Środki z emisji do 2 750 tys. nowych akcji serii L zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację prac związanych z pierwszym urządzeniem do diagnozy alergii, jego rejestrację, badania kliniczne i program pilotażowy urządzenia. – Finalizujemy prace nad rynkową wersją głowicy skanującej oraz oprogramowania diagnostycznego wspomaganego dedykowanymi algorytmami sztucznej inteligencji tworzących system SkinSense™. Urządzenie skierowane jest na profesjonalny rynek diagnostyki alergii. Prezentację komercyjnego rozwiązana planujemy na przyszły rok – zapowiada Radosław Solan, Wiceprezes Milton Essex.

Milton Essex wykorzystuje ponad 20 lat doświadczeń badawczych swoich akcjonariuszy oraz partnerów naukowych, w dziedzinie zastosowania optoelektroniki, termodynamiki i sztucznej inteligencji w diagnostyce medycznej. Dzięki współpracy z Wojskową Akademią Techniczną, ma również dostęp do technologii mających zastosowanie militarne. Wynikiem tych prac jest opracowany profesjonalny system diagnostyczny SkinSense™ do zautomatyzowanego odczytu wyników skórnych testów alergicznych wspieranego dedykowanymi algorytmami sztucznej inteligencji.

System SkinSense™ może być z powodzeniem wykorzystywany zarówno przez lekarzy specjalistów alergologów w codziennej praktyce, jak również, co jest przełomową innowacją, przez lekarzy innych specjalizacji, którzy spotykają się z alergiami w swojej praktyce medycznej. Rynek diagnostyki alergii bardzo szybko rośnie, gdyż już teraz niemal co drugi mieszkaniec Ziemi cierpi na mniejsze lub większe objawy alergii w różnych postaciach. SkinSense™ jest w 100% zgodny z wszystkimi dostępnymi obecnie na rynku zestawami do wykonywania skórnych testów alergicznych renomowanych światowych producentów.

W odpowiedzi na trwającą pandemię COVID-19, w portfelu produktowym Spółki znalazł się niedawno trzeci, po SkinSense™ i InfraSkin™, zautomatyzowany system diagnostyczny wspomagany sztuczną inteligencją – Face-Cov™. Face-Cov™ to skaner do wykrywania symptomów temperaturowych zarażenia czynnikami infekcyjnymi, którego opracowanie stało się możliwe dzięki zaawansowaniu prac nad systemem SkinSense™. Posiadając stosowną wiedzę i doświadczenie w użytkowaniu, konstrukcji oraz zastosowaniu do celów pomiarowych urządzeń tego typu, Milton Essex postanowił wykorzystać fakt rozwoju rynku kamer termowizyjnych w kierunku zastosowań pomiarowych i wprowadzić na rynek własną konstrukcję dedykowanej kamery obudowanej w system informatyczny wspomagający i wykorzystujący zastosowaną technikę pomiarową.

Spółka Milton Essex S.A. jest beneficjentem dotacji NCBiR z programu „Ścieżka dla Mazowsza” o wartości 10,1 mln PLN. Dotychczas na badania wykorzystała ponad 3,5 mln zł.

InventionMed ma umowę na dystrybucję testów na koronawirusa

Technologiczna spółka z branży medycznej InventionMed zajmie się dystrybucją testów na COVID-19. Spółka zawarła umowę z firmą Proster Company Limited, który nabywa je od spółki Calth Co. Ltd. InventionMed będzie wyłącznym, autoryzowanym przedstawicielem na terytorium Polski.

Zawarta umowa ma charakter ramowy i będzie obowiązywała przez rok.  Szczegółowe dane dotyczące ceny, wielkości zamówienia i dostawy zostaną określone odrębną umową.

– Postanowiliśmy wykorzystać nasze kontakty na rynku azjatyckim i włączyć się w walkę z wirusem SARS-COV-2. Liczymy, że nasza współpraca z Proster Company Limited poszerzy możliwości diagnostyczne na obecność choroby COVID-19 na rynku polskim – komentuje Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

Umowa związana z dystrybucją testów na COVID-19 to kolejny kontrakt z Proster Company Limited. Firma specjalizująca się w dermatologii klinicznej zajmie się również dystrybucją symulatorów medycznych w technologii VR i AR w na terytorium Korei Południowej.

Obecnie InventionMed pracuje nad rozwojem symulatorów medycznych w wirtualnej rzeczywistości. Równolegle, przy wsparciu technologicznej firmy z branży IT SoftBlue, przygotowuje się do budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych w Bydgoszczy. „Wirtualny szpital” będzie wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju kwotą 16 mln zł, a dzięki zaangażowaniu inwestora, możliwe będzie rozpoczęcie prac rozwojowych i budowlanych.

Holo4Labs z sukcesem zakończyło kampanię crowdfundingową i pozyskało maksymalną zakładaną kwotę 1,2 mln zł

Holo4Labs, technologiczna spółka oferująca rozwiązanie Mixed Reality dla branży laboratoryjnej ukierunkowane na rozwój zdalnej współpracy, digitalizację i wzrost bezpieczeństwa, w ciągu 10 dni pozyskała w kampanii crowdfundingu udziałowego na platformie Smartfunds maksymalną zakładaną kwotę 1,2 mln zł. Ostatecznie, blisko 170 inwestorów obejmie 12 proc. udziałów spółki przy wycenie post-money 11,2 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Holo4Labs na skalowanie produktu na rynkach zagranicznych i wprowadzenie kolejnych funkcji oraz zastosowań zwiększających jeszcze bardziej potencjał komercyjny.

Holo4Labs oferuje innowacyjne oprogramowanie laboratoryjne bazujące na goglach rozszerzonej rzeczywistości Microsoft HoloLens 2 zintegrowanych z oprogramowaniem Thermo Scientific™ SampleManager LIMS™ (Laboratory Information Management System) – systemem do zarządzania informacjami i procesami operacyjnymi w branży laboratoryjnej. Rozwiązanie m.in. digitalizuje pracę laboranta, oszczędzając czas i zwiększając jego bezpieczeństwo. Umożliwia także odejście od papierowych i analogowych procedur, ograniczając ryzyko błędów i wskazując na ewentualne zagrożenia. Laborant pracując w goglach Microsoft HoloLens 2 w oparciu o pojawiające się hologramy, zachowuje wolne ręce do bieżącej obsługi urządzeń badawczych.

– Z wielką radością przyjęliśmy informację o błyskawicznym zakończeniu kampanii crowdfundingowej, która trwała tylko dziesięć dni. Bardzo dziękujemy wszystkim Inwestorom za okazane zainteresowanie i zaufanie, które są dla nas powodem do satysfakcji, ale jednocześnie zobowiązaniem do dalszej ciężkiej pracy. Wierzymy w efektywne osiągnięcie zakładanych celów z oferty i systematyczną budowę wartości Spółki
z korzyścią dla jej wszystkich udziałowców – mówi Przemysław Budnicki, Prezes Zarządu Holo4Labs.

Spółka operuje na rynkach rozszerzonej rzeczywistości (AR) oraz rzeczywistości mieszanej (MR). Technologie te w odróżnieniu od popularnej rzeczywistości wirtualnej (VR) nakładają hologramy na otoczenie użytkownika i prezentują mu przed oczami wszystkie dane na jednej nieskończonej wirtualnej przestrzeni 3D. Według danych Allied Market Research, prognozowany CAGR wartości rynku MR w latach 2017-2024 przekracza 75 proc. i zakłada wzrost do 5,4 mld USD w skali świata.

– Globalna sytuacja epidemiologiczna niewątpliwie przyspieszyła trend wzrostu zainteresowania tematem wydajności i efektywności laboratoriów. Z drugiej strony przedsiębiorstwa z szeregu branż prowadzących działalność badawczą, chociażby w obszarze norm jakości, coraz bardziej zwracają uwagę na kluczowy aspekt bezpieczeństwa laborantów. W naszej ocenie podobne zjawiska mają szanse stać się trwałym długoterminowym trendem – podsumowuje Prezes Zarządu.

Oferta Holo4Labs jest przeznaczona dla całej branży laboratoryjnej, czyli: ochrony zdrowia, farmacji, przemysłu, branży spożywczej i pozostałych. Znaczenie podobnych rozwiązań zyskuje na wartości szczególnie w ostatnich miesiącach w okresie rozprzestrzeniania się COVID-19 na świecie.

Model biznesowy Holo4Labs zakłada generowanie przychodów w oparciu o opłaty licencyjne, za wdrożenie oraz roczne opłaty związane z utrzymaniem oprogramowania. Spółka rozwija zdywersyfikowane kanały sprzedaży we współpracy z partnerami strategicznymi (Thermo Fisher Scientific, Microsoft i Grupę TenderHut), dystrybutorami (partnerzy wdrożeniowi systemów LIMS, firmy konsultingowe wdrażające rozwiązania laboratoryjne) oraz poprzez sprzedaż własną. Spośród 800 tys. laboratoriów na świecie firma celuje we wdrożeniach do około 10 tys. jednostek (wartość rynku 190 mln EUR).

Inwestycje w zielone źródła energii mogą pomóc Polsce wyjść z kryzysu po pandemii. To potencjał na wiele nowych miejsc pracy i rozwój technologii

0

Transformacja energetyczna na dużą skalę i inwestycje w odnawialne źródła mogą pomóc w zatrzymaniu globalnego ocieplenia, ale także w pokonaniu recesji gospodarczej wywołanej pandemią SARS-CoV-2 – wskazuje Międzynarodowa Agencja Energetyki Odnawialnej IRENA. Szansy rozwoju gospodarczego w tym kierunku upatruje też Unia Europejska. W Polsce energetyka odnawialna rozwija się coraz szybciej, ale mimo dużego społecznego poparcia wciąż niedostatecznie szybko, aby wypełnić unijne zobowiązania dotyczące udziału OZE w miksie energetycznym.

 Inwestycje w zielone źródła energii mogą być dla Polski dużą szansą. Nasz rząd też zdaje sobie z tego sprawę. Mamy m.in. plany budowy wielkich farm wiatrowych na Bałtyku – to jest projekt, który ma poparcie rządu i jest zgodny z celami Europejskiego Zielonego Ładu i polityką unijną. Mamy boom fotowoltaiczny i już ponad gigawat mocy w mikroinstalacjach na dachach domów – wylicza w rozmowie z agencją Newseria Biznes Izabela Zygmunt, national campaigner z CEE Bankwatch Network Poland.

Szybki rozwój odnawialnych źródeł energii może pomóc zarówno w zatrzymaniu globalnego ocieplenia, jak i w pokonaniu kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią SARS-CoV-2 – wynika z majowego raportu Międzynarodowej Agencji Energetyki Odnawialnej IRENA („Global Renewables Outlook. Energy transformation 2050”). Według agencji globalna transformacja energetyczna z jednej strony pozwoli utrzymać globalne ocieplenie poniżej 2 st. C, zgodnie z zapisami porozumienia paryskiego. Z drugiej – przyczyni się do stworzenia milionów nowych miejsc pracy i wzrostu PKB.

W skali Unii Europejskiej transformacja energetyczna oznaczałaby likwidację ok. 400 tys. miejsc pracy w energetyce konwencjonalnej, ale jednocześnie wygenerowałaby też ok. 1,5 mln stanowisk związanych z nowymi technologiami energetycznymi. Inwestycje w OZE wymagają zwiększonych nakładów finansowych, ale jak szacuje IRENA, każdy dolar zainwestowany w ambitny scenariusz transformacji energetycznej może przynieść od 3 do 8 dol. zwrotu.

W transformacji energetyki szansy rozwoju gospodarczego upatruje też Unia Europejska. Kryzys wywołany pandemią koronawirusa nie zepchnął polityki klimatycznej na drugi plan i nie wstrzymał wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, przyjętego przez Komisję Europejską w grudniu 2019 roku. Plan zakłada osiągnięcie przez Unię neutralności klimatycznej do 2050 roku, przy jednoczesnym wsparciu dla innowacyjnej gospodarki.

Cały czas liczę, że Polska podpisze się pod celami Europejskiego Zielonego Ładu i zaczniemy je energicznie wdrażać, dążąc do neutralności klimatycznej w tym samym tempie, co pozostałe kraje europejskie. To jest dla nas szansa na rozwój gospodarczy, innowacje, miejsca pracy i na to, żeby nie zostać w tyle w wielkim wysiłku na rzecz transformacji – mówi Izabela Zygmunt.

Jak podkreśla, energetyka odnawialna w Polsce rozwija się coraz szybciej, ale wciąż niedostatecznie szybko. W ubiegłym roku produkcja energii elektrycznej z OZE była w naszym kraju najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. Rosną moce zainstalowane w źródłach odnawialnych – na koniec 2019 roku było to już 9,5 GW. Szybki rozwój OZE w ostatnich dwóch latach wynika jednak głównie z inwestycji w instalacje prosumenckie.

 Nadal zablokowana jest w Polsce energetyka wiatrowa na lądzie, która jest w tej chwili najtańszym źródłem energii. Trudno mówić o tym, że transformacja energetyczna jest dla nas za droga, a jednocześnie odcinać dostęp do najtańszego źródła czystej energii. To jest niezrozumiałe i powinno się zmienić. Podobnie nie w pełni wykorzystany jest jeszcze ogromny potencjał energetyki obywatelskiej. czyli spółdzielni i wspólnot energetycznych. W tych projektach UE widzi duży potencjał i przewiduje dla nich ułatwienia, a w Polsce jakoś nie możemy się ich doczekać. Nie mamy ani jednej spółdzielni energetycznej, podczas gdy np. za Odrą to jest bardzo duży segment rynku energii i ludzie na tym korzystają. Nie płacą za prąd dużym koncernom, ale  wytwarzają go sami dla siebie i jeszcze na tym zarabiają – wyjaśnia ekspertka z  CEE Bankwatch Network Poland.

Z danych Forum Energii wynika, że w ubiegłym roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej wyniósł 73,6 proc. Rządowy projekt polityki energetycznej zakłada, że jego udział w miksie będzie jednak stopniowo spadać – do 60 proc. w 2030 roku przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z OZE.

– Zielona transformacja w Polsce toczy się cały czas, wiele rzeczy dzieje się trochę poza oficjalną polityką. Jest duże społeczne poparcie dla odchodzenia od paliw kopalnych i zastępowania ich czystą energią. Widać też pozytywne nastawienie wśród małych inwestorów, przedsiębiorców mniejszych i większych, którzy są gotowi włożyć własne oszczędności w mikroinstalacje – podkreśla Izabela Zygmunt.

Według danych przytaczanych przez Komisję Europejską przeważająca większość Europejczyków (95 proc.) uważa ochronę środowiska za bardzo istotną, a niemal 8 na 10 (77 proc.) jest zdania, że działania nastawione na ochronę środowiska mogą pobudzać wzrost gospodarczy. Z kolei według badania Kantar Millward Brown dla WWF Polska węgiel za wiodące źródło energii w przyszłości uznaje zaledwie 8 proc. Polaków. Aż 60 proc. ocenia, że promocja odnawialnych źródeł energii jest niedostateczna, a 66 proc. chce, aby w przyszłości OZE było głównym paliwem energetycznym w Polsce.

 Samorządy też są bardzo zainteresowane rozwijaniem lokalnej energetyki. Widzą możliwość, aby nie kupować prądu od dużych spółek energetycznych, ale wytwarzać własny, dla swoich mieszkańców. Tak więc są chęci, natomiast wiele mamy do zrobienia w kwestii zmiany przepisów. Wiele z nich wciąż utrudnia albo wręcz uniemożliwia rozwój tego rodzaju oddolnych inicjatyw dotyczących OZE i transformacji energetycznej. Dwa sztandarowe przykłady to właśnie zakaz stawiania wiatraków na lądzie i bardzo niekorzystne w tej chwili przepisy dla spółdzielni, które na razie raczej uniemożliwiają rozwój tego rodzaju form wytwarzania energetyki – mówi ekspertka.

Może być trudniej o odszkodowanie za opóźniony lot. Nawet 75 proc. pasażerów może stracić ochronę

Linie lotnicze odrzucają 93 proc. wniosków o odszkodowanie – wynika z danych AirHelp. Przysługuje ono m.in. w sytuacji, kiedy lot jest opóźniony o co najmniej trzy godziny i to z winy przewoźnika. Teraz o odszkodowanie może być jeszcze trudniej. Komisja Europejska chce wydłużyć czas opóźnienia lotu, przy którym linie muszą płacić odszkodowanie, z 3 do 5 godzin, a przy dłuższych lotach – do 12 godzin. Także przy usterkach technicznych przewoźnicy mają być zwolnieni z odpowiedzialności. – W efekcie tych propozycji nawet 75 proc. pasażerów może stracić ochronę – ostrzega Magdalena Bursa-Łapińska z AirHelp.

– W Komisji Europejskiej trwają dyskusje nad zmianą treści rozporządzenia nr 261/2004. Jedną z proponowanych zmian jest wydłużenie czasu opóźnienia lotów z 3 do 5, a nawet 12 godzin, zależnie od długości lotu. Dotyczy to opóźnień, za które linie lotnicze ponoszą odpowiedzialność – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magdalena Bursa-Łapińska, radca prawny AirHelp.

Zgodnie z obecnymi przepisami za opóźniony o przynajmniej trzy godziny lub odwołany lot pasażerowi należy się odszkodowanie. Jego wysokość zależy od odległości i kierunku podróży. W przypadku lotów wewnątrz Unii Europejskiej do 1,5 tys. km odszkodowanie wynosi 250 euro. W tych nieco dłuższych na terenie UE oraz poza jej terytorium o długości 1,5–3,5 tys. km jest to kwota 400 euro. Opóźnienie lotów poza terytorium UE o długości ponad 3,5 tys. km to obowiązek wypłaty odszkodowania od 300 euro (3–4 godz. opóźnienia) do 600 euro. Według proponowanych przepisów wysokość kar ma zostać utrzymana, wydłuży się jednak czas opóźnienia, przy którym pasażerowi będzie należało się odszkodowanie.

 Drugą z proponowanych zmian jest włączenie usterek technicznych do katalogu nadzwyczajnych okoliczności, za które linia lotnicza nie ponosi odpowiedzialności. Do tej pory linie ponosiły odpowiedzialność za jakość swojej floty, a pasażerowie cieszyli się szeroką ochroną swoich praw. Ta sytuacja może się zmienić – mówi radca prawny AirHelp.

W Unii Europejskiej trwają jeszcze prace nad rozporządzeniem, ale nowe przepisy mogą wejść w życie do końca czerwca 2020 roku. Zdaniem ekspertki  nowe prawo będzie chroniło linie lotnicze, stracą za to pasażerowie. Jest to ryzykowne zwłaszcza w kontekście pandemii koronawirusa i odwołanych w związku z tym lotów.

– Pasażerowie mogą zostać poszkodowani podwójnie. Po pierwsze z tego względu, że nawet 75 proc. z nich może być pozbawionych prawa do odszkodowania. Po drugie, wdrożenie rozporządzenia w 2004 roku w dotychczasowym kształcie doprowadziło do ograniczenia opóźnień nawet o 5 proc., a proponowane zmiany mogą odwrócić tę sytuację – ocenia Magdalena Bursa-Łapińska.

Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, w 2018 roku 17,6 mln pasażerów w UE doświadczyło odwołania swoich lotów, a 16,5 mln osób – długiego opóźnienia lotu. W obydwu przypadkach jest to ok. 1,5 proc. pasażerów w 2018 roku. Tylko 38 proc. uprawnionych zgłosiło roszczenie z tego powodu (w 2011 roku było to 8 proc.). AirHelp podkreśla, że linie lotnicze i tak odrzucają 93 proc. wniosków o odszkodowanie, tłumacząc się  tzw. nadzwyczajnymi okolicznościami. 8 proc. jest odrzucanych niemal automatycznie, bez podania przyczyny, a połowa czeka na rozpatrzenie ponad sześć tygodni.

– W relacji klient – linia lotnicza ten pierwszy jest zdecydowanie słabszy, zatem tylko jednoznaczne, silne ustawodawstwo, jak też możliwość egzekucji odszkodowania mogą zapewnić prawidłową ochronę praw pasażerów – przekonuje ekspertka.

Stowarzyszenie Rzeczników Praw Pasażera APRA przeprowadziło ankietę na ponad 10 tys. Europejczyków, również pasażerów z Polski, na temat planowanych zmian. Wynika z niej, że podróżni nie chcą przepisów w proponowanym kształcie. Ponad 90 proc. badanych uznaje obecne rozporządzenie za odpowiednie, a 72 proc. nie zgadza się na wydłużenie czasu opóźnienia lotów.

– 4 na 10 ankietowanych uważa, że odszkodowania powinny przysługiwać już w przypadku godzinnego opóźnienia. 80 proc. polskich pasażerów jest zdania, że linie lotnicze powinny ponosić odpowiedzialność za jakość swojej floty. Z kolei 90 proc. jest skłonnych dopłacić do biletu, aby zagwarantować sobie, że w razie potrzeby ich prawa będą respektowane, 7 na 10 z nich – nawet 10 euro. Wnioski z tej ankiety obrazują również skłonność linii lotniczej do przestrzegania prawa – podkreśla Magdalena Bursa-Łapińska.

Ponad 80 proc. Polaków obawia się utraty włosów. Mimo to osoby z problemami zbyt późno trafiają do specjalistów

Problem łysienia budzi obawy zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet. Dla wielu osób to bardzo wstydliwa dolegliwość, która uderza w ich samoocenę i negatywnie wpływa na funkcjonowanie w życiu prywatnym i zawodowym. Wypadanie włosów może być także objawem poważnych problemów ze zdrowiem, dlatego nie powinno się tego lekceważyć. Polacy mają jednak do tego tendencję – dwie trzecie badanych przez Instytut Trychologii przyznało, że nigdy nie kontrolowało stanu swoich włosów i nie wiedziało, że istnieje specjalista od włosów.  

Z badania „Polak u trychologa” przeprowadzonego przez Instytut Trychologii wynika, że co drugi Polak obawia się utraty włosów. Ponad 80 proc. boi się utraty włosów i z tego właśnie powodu zgłasza się po pomoc do specjalisty.

– Do trychologa najczęściej zgłaszają się pacjenci z problemem utraty włosów, czyli łysienia, a drugą najczęstszą przyczyną są problemy z kondycją łodygi włosa, czyli np. kruszenie się, łamanie się włosów. Na trzecim miejscu są problemy ze skórą głowy, czyli np. łuszczyca, łupież, suchość, świąd czy łojotok – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Anna Mackojć, trycholog i biotechnolog z Instytutu Trychologii.

W takich przypadkach pacjenci często sami próbują przeprowadzić kurację domową. Nie zawsze kończy się ona jednak oczekiwanymi rezultatami.

– Pacjenci nie do końca potrafią odróżnić łupież od łuszczycy czy też łojotokowego zapalenia skóry. Dlatego też bardzo często dobierają nieodpowiednie szampony, które dodatkowo przesuszają skórę głowy. Mylnie poprowadzona pielęgnacja domowa tylko pogarsza stan kondycji naszej skóry głowy – przekonuje ekspertka.

Podobnie jak w przypadku wypadania włosów zgłoszenie się do specjalisty odpowiednio wcześnie może być decydujące dla powodzenia całej terapii. Wciąż jednak niewiele osób wie, że istnieje taka specjalizacja.

Problemy z włosami mogą być przyczyną również gorszego samopoczucia. Dla 43 proc. respondentów badania „Polak u trychologa” jest to powód pogorszenia nastroju, a 23 proc. czuje się mniej atrakcyjnie. Według 10 proc. problemy z włosami odbijają się na ich wizerunku w życiu zawodowym i prywatnym, a 8 proc. z tego powodu traci pewność siebie w kontaktach z innymi.

– Wypadanie włosów jest spowodowane różnymi zaburzeniami, np. hormonalnymi, dietetycznymi, czyli niedoborem witamin, minerałów, elektrolitów, anemią, restrykcyjną dietą, odchudzaniem się czy brakiem snu. Na organizm należy jednak spojrzeć holistycznie, ponieważ dopiero zdrowe ciało i jego dobra kondycja pozwala na odrost pięknych włosów i zatrzymuje ich wypadanie. Włosy są barometrem naszego zdrowia. Jeżeli następuje jakiekolwiek zaburzenie w gospodarce naszego organizmu, one wypadają jako pierwsze – wskazuje Anna Mackojć.

Do kontaktu ze specjalistą powinny nas skłonić takie sygnały jak zbyt intensywne wypadanie włosów, duża ich liczba pozostająca na szczotce czy w wannie po umyciu głowy. Szukając przyczyn problemów, warto zrobić komplet dodatkowych badań, jak morfologia krwi, poziom witamin, żelaza, hormonów tarczycy czy określenie poziomu ferrytyny.

– Niektóre rodzaje łysienia powstają przez kilka lat. Prowadzą one do miniaturyzacji mieszka włosowego, co oznacza, że z dnia na dzień staje się on coraz mniejszy, słabszy i wypuszcza coraz cieńszy i krótszy włos. Ten proces trwa wiele lat i takiego łysienia nie jesteśmy w stanie w stu procentach odwrócić. Dlatego istotne jest, aby je jak najszybciej zatrzymać albo przynajmniej jak najszybciej spowolnić. Im szybciej rozpoczniemy terapię, tym będzie ona krótsza i bardziej efektywna – mówi ekspertka z Instytutu Trychologii.

Rozwiązania z zakresu e-administracji zyskują dzięki pandemii. Teraz można znacznie łatwiej założyć profil zaufany

Kiedy restrykcje pandemiczne uniemożliwiły nawiązanie bezpośredniego kontaktu z urzędnikami, rolę fizycznych placówek przejęły urzędy elektroniczne. Ministerstwo Cyfryzacji powołało do życia tymczasowy profil zaufany, który ułatwił korzystanie z e-administracji w czasie pandemii, wdrożono także szereg ułatwień, które pozwolą komunikować się z urzędnikami i przesyłać dokumenty za pośrednictwem narzędzi online.

Od początku roku liczba użytkowników profilu zaufanego zwiększyła się o blisko 2,4 mln. To większy wzrost niż ten zanotowany w całym 2019 roku, a obecnie z możliwości tego profilu korzysta przeszło 7 mln obywateli.

– Ostatnie miesiące to rekordowy czas w historii profilu zaufanego. To efekt nie tylko związanych z pandemią ograniczeń w działaniu urzędu, ale także wciąż rosnącego zaufania i przekonania Polaków do e-administracji. Liczymy na to, że ta tendencja się utrzyma. Chcielibyśmy, aby każdy dorosły Polak, podobnie jak ma dowód osobisty, miał także profil zaufany. Stale pracujemy nad nowymi e-usługami oraz udoskonalaniem obecnych – podkreśla minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Pandemia koronawirusa przyczyniła się do przyspieszenia procesu cyfryzacji administracji. W ramach ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 wdrożono tymczasowe przepisy dopuszczające m.in. osobiste stawienie się w urzędzie za pośrednictwem wideotransmisji realizowanej w czasie rzeczywistym bądź udostępnienie akt w formie elektronicznej.

Kluczowym elementem, który umożliwia przeniesienie spraw administracyjnych z fizycznych placówek do internetu, jest dynamiczny rozwój usług dostępnych za pośrednictwem profilu zaufanego. Jego założenie pozwala korzystać ze wszystkich usług online dostępnych w serwisie GOV.PL, zarówno tych związanych z zakładaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej, jak i składaniem wniosków o szereg świadczeń socjalnych czy logowaniem się do Internetowego Konta Pacjenta bądź Platformy Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

– Profil zaufany można założyć na dwa sposoby. Najprostszy to skorzystanie z bankowości elektronicznej. Umożliwiają to największe banki w Polsce. Drugi – to złożenie wniosku przez internet i potwierdzenie profilu zaufanego w jednym z ponad 1500 punktów potwierdzających, które znajdziemy na terenie całego kraju – mówi minister cyfryzacji.

W czasach pandemii usługi z zakresu e-administracji zyskały na popularności m.in. dzięki wdrożeniu tymczasowego profilu zaufanego. W przeciwieństwie do klasycznego PZ jego założenie nie wymaga posiadania konta w banku ani osobistego stawiennictwa w punkcie potwierdzającym. Wniosek o TPZ można złożyć przez internet i potwierdzić w czasie wideorozmowy z przedstawicielem urzędu weryfikującego, a jego ważność upływa dopiero po trzech miesiącach.

Mimo tak pozytywnych sygnałów płynących z rynku Polska nadal odstaje na tle unijnych państw w sektorze e-administracyjnym. Nasz kraj zajmuje 23. miejsce w rankingu DESI opisującym stan cyfrowego zaawansowania gospodarki oraz społeczeństwa krajów członkowskich. W najnowszym zestawieniu Polska uzyskała blisko 45 punktów na 100, odstając od unijnej średniej wynoszącej 52,6 punktu.

Ministerstwo Cyfryzacji planuje wdrożyć kolejne udogodnienia dla obywateli, które pomogą poprawić pozycję Polski w zestawieniu DESI. Rząd zamierza wprowadzić do powszechnego użytku aplikacje mobilne mUsługi oraz mDokumenty, które pozwolą załatwić większość spraw urzędowych za pośrednictwem urządzeń mobilnych.

– Nieważne, w jakim wieku jesteśmy i czym się w życiu zajmujemy –  profil zaufany przyda się wszystkim. Dzięki niemu można – bez wychodzenia z domu – złożyć online wniosek o dowód osobisty nie tylko dla siebie, ale i dla dziecka, zawnioskować o odpisy aktów stanu cywilnego, ale też sprawdzić swoje punkty karne czy zalogować się do aplikacji mObywatel, w której znajdziemy elektroniczne dokumenty – wylicza minister cyfryzacji Marek Zagórski.

W realizacji wizji projektu cyfrowej administracji ma pomóc projekt strony internetowej Portal RP, na której znajdą się wszystkie informacje publiczne udostępniane w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz wszystkie usługi elektroniczne.

Koronawirus przemodelował rynek pracownika. Dzięki najnowszym technologiom model pracy zdalnej zostanie utrzymany

W dobie restrykcji pandemicznych na popularności zyskały oferty pracy zdalnej, zwłaszcza w branży IT, która od lat eksploatuje ten model zatrudnienia. Pracodawcy przekonali się, że świadczenie pracy na odległość może być równie skuteczne, co zatrudnienie stacjonarne, a kilka tygodni izolacji społecznej pozwoliło wielu firmom przetestować narzędzia do zdalnej komunikacji. Pierwsi w postpandemicznej rzeczywistości odnajdą się pracownicy IT i to oni przetrą szlak dla upowszechnienia się pracy zdalnej.

– W branży IT od zawsze liczy się to, jak pracujesz i co potrafisz, a nie z jakiego miejsca pracujesz. To widać zwłaszcza w czasie pandemii, bo przed nią 10 proc. stanowiły ogłoszenia o pracę zdalną, co było znakomitym wynikiem, jeśli porównamy to z innymi branżami. W tej chwili odsetek ofert zdalnych publikowanych w No Fluff Jobs wzrósł dwukrotnie. Pracodawcy zauważają, że można pracować zdalnie i efektywnie. Mamy możliwość umówienia się na wizytę u lekarza zdalnie, nauczyciele potrafią i chcą korzystać z Teamsów, Zoomów i radzą sobie z tym świetnie. Pandemia przetarła nowe drogi komunikacji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marta Steiner z No Fluff Jobs.

Pandemia koronawirusa była dla firm technologicznych impulsem, który pozwolił im w dużej mierze przestawić się na pracę zdalną. Większość pracowników Google i Facebooka do końca 2020 roku nie pojawi się w biurze, Microsoft do 2021 roku wszystkie konferencje będzie organizować w trybie online, a przedstawiciel Twittera poinformował, że ich pracownicy nawet po zdjęciu restrykcji pandemicznych będą mogli świadczyć pracę z domu, jeśli wysuną taką prośbę.

Przymusowa izolacja społeczeństwa wymusiła drastyczne ograniczenie kontaktów międzyludzkich, również tych w obrębie zakładów pracy. Z badań przeprowadzonych przez firmę Devire wynika, że w Polsce pracę zdalną udało się wprowadzić w 65 proc. przedsiębiorstw, a najchętniej na taki krok decydowały się firmy z sektora IT, nieruchomości, telekomunikacji czy usług dla biznesu. Co ciekawe, spośród firm, które przed pandemią nie oferowały takiego modelu współpracy, aż 67 proc. umożliwiło zatrudnionym osobom świadczenie pracy zdalnej.

Model pracy zdalnej może na dobre zakorzenić się w społeczeństwie nawet po wygaszeniu pandemii koronawirusa, gdyż pracownicy zaadaptowali się do takiego modelu współpracy. Z raportu „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” autorstwa firmy doradczej Colliers International wynika, że 82 proc. pracowników świadczących pracę zdalną chciałoby po zniesieniu restrykcji pandemicznych co najmniej przez jeden dzień w tygodniu pracować z domu.

Elastyczne ramy zatrudnienia jako jedne z najcenniejszych świadczeń pozapłacowych wskazali także respondenci „Raportu płacowego Hays 2020”. Według niego w 2019 roku dostęp do takiego modelu współpracy deklarowało 40 proc. pracowników oraz 50 proc. pracodawców. Raport „Doświadczenia kandydatów IT” autorstwa No Fluff Jobs wskazuje kolei, że współpraca zdalna jest także atrakcyjna z punktu widzenia osób ubiegających się o nową pracę.

– To, co może być dla kandydatów w branży IT wyzwaniem, to przede wszystkim praca zdalna w ujęciu menadżerskim i zarządzania zespołem – wskazuje ekspertka.

43 proc. ankietowanych uważa, że najlepszym sposobem na kontakt z rekruterem jest kontakt za pośrednictwem e-maila. Z kolei aż 80 proc. pracodawców przeprowadza obecnie rekrutację całkowicie zdalnie, a na początku roku odsetek ten wynosił zaledwie 10 proc.

– Małe firmy otworzą się na rozwiązania online, bo będzie to mniej kosztowne i skuteczniejsze. W tej chwili wizyta w banku ze względu na ograniczenia nie jest popularną formą załatwiania spraw, użytkownicy będą próbować je załatwiać, siedząc w domu przed komputerem. Co z nami zostanie po pandemii? Ludzie zrozumieją i przekonają się na własnej skórze, że zdalny znaczy dostępny i łatwiejszy, co nie znaczy mniej efektywny. A kiedy świat jeszcze szerzej otworzy się na rozwiązania online, przybędzie cyfrowych nomadów, czyli takich ludzi, którzy mogą pracować z każdego miejsca na świecie nie tylko w branży IT – podsumowuje Marta Steiner.

Zatrudnienie spada. Płace rosną wolniej

Tegoroczny maj jest kolejnym miesiącem, w którym obserwujemy ograniczenie zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Liczba pracujących, w porównaniu do kwietnia, spadła o 1,4% i wynosiła 6173,9 tys. osób. Rok temu przedsiębiorstwa zatrudniały 6380,2 tys., co oznacza zmniejszenie zatrudnienia o 3,2% w ciągu roku – podał GUS.

GUS nie publikuje informacji dotyczących przyczyn odejścia pracowników – nie wiadomo czy przyczyną są zwolnienia z pracy czy leżą po stornie pracownika np. przejście na emeryturę. W obecnej sytuacji na rynku pracy, ograniczenie liczby pracowników przez przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 9 osób, może być prognostykiem zwiększonego bezrobocia w kolejnych miesiącach. Z uwagi na epidemię koronawirusa raczej nie należy się spodziewać, że te osoby, które zostały zwolnione lub zakończyła się ich umowa, łatwo znajdą zatrudnienia w mikrofirmach lub zdecydują się na podjęcie własnej działalności gospodarczej.

Redukcja liczby zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw może być oznaką zarówno zmniejszenia wielkości produkcji z uwagi na ograniczony popyt jako skutek pandemii, jak i przyspieszenia procesów automatyzacji, które w ostatnim czasie mogą się nasilić z uwagi na rosnące koszty pracy, wcześniejszy niedobór pracowników oraz niepewność co do dalszego przebiegu epidemii, również wśród osób pracujących.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) wyniosło 5119,94 zł i było wyższe o 1,2% w stosunku do płacy wypłaconej rok wcześniej. Widać wyraźnie, że dynamika wzrostu płac w następstwie sytuacji epidemicznej bardzo wyhamowała. Pracodawcy przede wszystkim ograniczyli wypłatę wszelkiego rodzaju nieobligatoryjnych premii i dodatków. Na wartość wskaźnika przeciętnego wynagrodzenia niewątpliwie wpłynął fakt, ze część przedsiębiorców skorzystała z możliwości, jakie oferowała ustawa antykryzysowa i wprowadziła przestój ekonomiczny lub obniżony wymiar czasu pracy, co wiązało się z redukcją wynagrodzeń pracowników, objętych tymi rozwiązaniami. Dla porównania rok wcześniej wynagrodzenia wzrosły rok do roku wynosił o 7,7%.

Patrząc na sytuację ekonomiczną, wzrost płac jest niższy niż inflacja, co oznacza, realny spadek wartości wynagrodzeń. Być może wskaźnik przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto wzrośnie po zakończeniu obowiązywania rozwiązań antykryzysowych, ale wydaje się, że epidemia koronawirusa zakończyła okres szybkiego wzrostu wynagrodzeń i znacznych rotacji na polskim rynku pracy.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Nastroje konsumenckie trochę się poprawiły

Koniunktura konsumencka w czerwcu nadal znajduje się na minusie (-19,4) – wciąż dominują pesymiści – ale ogólny sentyment konsumentów poprawia się (wzrost wskaźnika ufności o 10,7 pkt. proc.) – podał dzisiaj GUS.

Jest to przyrost niemal identyczny do tego obserwowanego w maju. Pozwala to wnioskować, że sytuacja epidemiczna i gospodarcza daje oddech, ale nie ulega poprawie na tyle, aby Polacy nagle uwierzyli w powrót do starej rzeczywistości i przedkryzysowych wzorców konsumpcji. W szczególności, wciąż jeszcze odracza się dokonywanie ważnych zakupów.

Należy zauważyć, że poprawę widać zarówno w odniesieniu do deklarowanej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego, jak i sytuacji ekonomicznej w kraju. W opinii respondentów, stan gospodarki w horyzoncie roku będzie kiepski, ale relatywna ocena uległa znaczącej poprawie od kwietnia. Szczególnie dobrym sygnałem jest poprawiająca się perspektywa wysokości bezrobocia – po fatalnych wynikach kwietniowych i majowych, w czerwcu odsetek pesymistów nieco spada. Pytanie o indywidualne ryzyko bezrobocia daje podobne (choć systematycznie lepsze) wyniki – 28,3% pracujących widzi takie zagrożenie (w porównaniu do 48,0% w kwietniu).

Przekłada się to na ocenę niższego zagrożenia dla sytuacji finansowej gospodarstwa domowego – o dużym zagrożeniu mówi 20,7% ankietowanych, o przeciętnym – 41,8%. Jedynie trzech na ośmiu konsumentów uznaje zagrożenie za małe lub żadne. Sygnalizowałoby to, że adekwatność programów pomocowych oraz zaangażowanie samych firm oceniane są dość pozytywnie. Warto podkreślić, że brak wiary konsumentów w stabilność zatrudnienia i dochodów może prowadzić do samospełniającej się prognozy kryzysu. Z tej perspektywy czerwcowe dane mają szczególnie dobry wydźwięk.

Trochę większy niepokój budzi szybko rosnące przekonanie o niewielkim zagrożeniu COVID-19 dla zdrowia osobistego czy publicznego. W tym pierwszym przypadku między kwietniem a czerwcem odnotowaliśmy wzrost o 19,9 pkt proc. (z 10,6 do 30,5%), w tym drugim – o 15,7 pkt proc. (z 3,2 do 18,9%). Naturalnie, przekonanie o bezpieczeństwie jest jednym z czynników sprzyjających konsumpcji. Z drugiej jednak strony dane o wykrytych przypadkach i nowych ogniskach sugerują studzić hurraoptymizm i narzucić większą ostrożność. W przeciwnym przypadku nawet jeśli nie nastąpi drugi lockdown, koszty ekonomiczne tej niefrasobliwości mogą być duże.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Firmy w obliczu nowych i zmienionych przepisów podatkowych CIT w 2020 roku

Teoretycznie zmian w podatku CIT na 2020 r. nie było wiele, natomiast odzwierciedlają one szersze zmiany systemowe. Jedną z nich jest tzw. ulga na złe długi, która jest elementem pomocy przedsiębiorcom w walce z tzw. zatorami płatniczymi. Z jednej strony jest to ułatwienie dla wierzycieli, którzy przy braku płatności zyskują możliwość efektywnego odzyskania podatku już wykazanego na skutek dostawy towaru lub świadczenia usługi. Z kolei od strony dłużnika brak płatności powoduje obligatoryjną korektę kosztów. Warto także pamiętać o wymogach związanych z tzw. „białą listą” – przelew na niezweryfikowany rachunek może skutkować utratą kosztów podatkowych. Przepisy te będą w najbliższym czasie korzystnie zmienione, jeszcze w trakcie obecnego roku. Jednocześnie wiele firm będzie musiało stawić czoła nowym przepisom w zakresie cen transferowych m.in. z nowymi obowiązkami dotyczącymi składania oświadczenia o sporządzeniu lokalnej dokumentacji.

Charakter i liczba zmian, z którymi mieliśmy do czynienia w latach poprzednich wynikała m.in. z konieczności wdrożenia przez Polskę m.in. regulacji Dyrektywy tzw. ATAD 1, czyli dyrektywy harmonizującej rozwiązanie zmierzające do ograniczenia szkodliwych optymalizacji podatkowych. Natomiast opóźnione pozostaje wdrożenie rozwiązań Dyrektywy ATAD 2, czyli m.in. instrumentów antyhybrydowych – regulacji, które zapobiegają przykładowo rozpoznaniu w jednym państwie kosztu przy braku rozpoznania przychodów po drugiej stronie transakcji (odliczenie bez opodatkowania), czy też sytuacji podwójnego rozpoznania kosztu (podwójne odliczenie).

Liczba tegorocznych zmian w przepisach ustawy o podatku CIT była znacznie niższa w porównaniu do liczby zmian w latach 2018-2019. Nie były to zmiany równie rewolucyjne, niektóre z nich okazują się natomiast w praktyce bardzo istotne dla niemal wszystkich podatników i są elementem szerszych zmian systemowych. Należy zaliczyć do nich np. ulgę na złe długi, powracającą po kilku latach i w nowej odsłonie, a stanowiącą element bardzo istotnej nowelizacji przepisów administracyjnych zwalczających zatory płatnicze. Bezpieczeństwu obrotu i systemu podatkowego mają także w założeniu sprzyjać przepisy nakazujące (w celu rozpoznania kosztów) dokonywanie płatności na rachunek z tzw. „białej listy”, które natomiast zostaną zliberalizowane – np. płatność w split-payment wyłączy dodatkowe obowiązki. Jeśli chodzi o kontrowersyjne przepisy dotyczące podatku u źródła (WHT), to zgodnie z zapowiedziami ma dojść do kolejnego ich odroczenia (do 2021 r.), warto natomiast wykorzystać ten czas aby uzyskać urzędowe opinie o możliwości stosowania zwolnienia z podatku oraz upewnić się, że płatności podlegające opodatkowaniu u źródła dokonywane są przy uwzględnieniu obowiązujących już (nieodroczonych) wymogów należytej staranności – mówi Wojciech Majkowski, dyrektor w zespole ds. podatku dochodowego od osób prawnych w KPMG w Polsce.

W obszarze cen transferowych mamy do czynienia z właściwie pierwszym rokiem, gdy w praktyce mają zastosowanie nowe obowiązki w zakresie składania oświadczenia o sporządzeniu lokalnej dokumentacji oraz o raportowaniu transakcji z podmiotami powiązanymi w formie elektronicznej.

Teraz wszyscy podatnicy, którzy sporządzają dokumentację, muszą oświadczyć nie tylko, że jest ona już gotowa, ale również, że transakcje odbywają się na warunkach rynkowych. Ponadto podatnicy będą musieli zaraportować swoje transakcje w nowej formie z wykorzystaniem elektronicznego formularza TPR. Informacja taka będzie o wiele bardziej obszerna i szczegółowo opisująca nie tylko metodologię cenową, ale również np. wskaźniki zyskowności określone w analizach porównawczych jako rynkowe i mające zastosowanie do danej transakcji. W ten sposób władze podatkowe będą miały dostęp do pełnej informacji o transakcjach z podmiotami powiązanymi. Informacje takie mają zostać wykorzystane nie tylko do analiz statystycznych, ale również do identyfikacji podmiotów, które powinny zostać poddane kontroli z uwagi na generowanie w transakcjach rezultatów odbiegających od standardów rynkowych. Nowe obowiązki podkreślają konieczność weryfikacji rynkowości transakcji już na etapie jej planowania, bowiem wszelkie zaniedbania mogą mieć dla podatnika bolesne konsekwencje – mówi Jacek Bajger, partner, szef zespołu ds. cen transferowych w KPMG w Polsce.

Rynek nieruchomości dziś i za rok

Pandemia koronawirusa odcisnęła mocne piętno na rynku mieszkań w Polsce i na świecie. Chociaż wszyscy spodziewali się znacznych obniżek, póki co nie możemy na nie liczyć. Rewolucja widoczna jest najbardziej na poziomie technologicznym (praca zdalna, mniejsze zapotrzebowanie na najem powierzchni biurowych, przeniesienie do online procesu kupna i sprzedaży nieruchomości), ale także światopoglądowym (nieruchomości jako bezpieczna lokata kapitału i inne priorytety mieszkaniowe Polaków). O tym, czego możemy się spodziewać w najbliższych miesiącach i latach, porozmawialiśmy z praktykami z branży podczas pierwszej Debaty Otodom. Gośćmi Jarosława Krawczyka byli:

  • Artur Polak (Naczelnik Wydziału Wspierania Mieszkalnictwa i Analiz, Departament Mieszkalnictwa, Ministerstwo Rozwoju)
  • Agnieszka Banaszak (Członek Zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich)
  • Zbigniew Kubiński (Prezydent Powszechnego Towarzystwa Ekspertów i Doradców Rynku Nieruchomości)
  • dr prof. R. pr. Dariusz Szostek (prof. Uniwersytetu Opolskiego)
  • Sebastian Wielgus (Pośrednik Roku 2019 w konkursie Lider Nieruchomości Otodom)
  • Monika Rudnicka (General Manager segmentu nieruchomości na Europę w OLX Group i General Manager Otodom)

Poniżej zestawienie najciekawszych wypowiedzi w poszczególnych sekcjach tematycznych debaty.

  1. Rynek nieruchomości przed 1 marca 2020

Początek 2020 roku miał zadatki na kolejny świetny rok w sektorze nieruchomości w Polsce.

Rok 2019 był absolutnie rekordowym rokiem jeśli chodzi o mieszkania oddane do użytkowania – 207 tys., z czego 131 tys. oddali deweloperzy. To był najlepszy rok od 1980 roku. A jeśli patrzymy na powierzchnie tych mieszkań, to był ogólnie najlepszy rok w historii polskiego mieszkalnictwa. I właśnie pierwsze dwa, trzy miesiące wskazywały na to, że w 2020 pobijemy kolejne rekordy – powiedział Artur Polak, Naczelnik Wydziału Wspierania Mieszkalnictwa i Analiz, Departament Mieszkalnictwa, Ministerstwo Rozwoju.

Już wtedy dało się jednak zauważyć pewne analogie do kryzysu z 2008 roku.

Stosunek sprzedanych lokali do tych, które są w ofercie i były wprowadzane jest kluczowy do analizy stanu sprzed i w trakcie pandemii. W 2019 roku wprowadzono do sprzedaży w stosunku do sprzedanych o 2 tys. mniej mieszkań, a w I kwartale tego roku sprzedano o 6 tys. więcej mieszkań niż wprowadzono. W poprzednim kryzysie wprowadzonych pod koniec 2007 roku było o 20 tys. więcej mieszkań niż sprzedano. Ta kwestia podażowa jest bardzo ważna, bo należy podkreślić, że deweloperzy są w zupełnie innym miejscu niż przy poprzednim kryzysie – mówi Agnieszka Banaszak, Członek Zarządu PZFD.

  1. Rynek nieruchomości aktualne

Po lockdownie wszystkie statystyki w Otodom pikowały w dół. Ruch na stronie drastycznie się zmniejszył, a liczba§ zapytań spadła. Jednak dosyć szybko, bo po ok. tygodniu klienci wrócili na serwis, szukając nieruchomości, w nieco innych kryteriach. Notujemy blisko 100% wzrost jeśli chodzi o zainteresowanie działkami rekreacyjnymi i domami z ogrodami. Takich wyników nie mieliśmy w naszej kilkunastoletniej historii jeszcze nigdy. Widzimy też zwiększone zainteresowanie najmem oraz mieszkaniami o większej powierzchni za niższą cenę. Klienci liczą na korektę cen ze względu na epidemię, jednak w naszych statystykach tych obniżek jeszcze nie widać – dodała Monika Rudnicka, General Manager Otodom.

Epidemia sprawiła, że zupełnie inaczej zaczęliśmy podchodzić do inwestycji.

Wśród klientów zaobserwowaliśmy pewien mechanizm: szok, wycofanie, a następnie inwestowanie gotówki, np. w walutę, antyki i właśnie w nieruchomości. Rynek więc zareagował tak, jak powinien. Oczywiście zmieniła się też mentalność Polaków, w przyspieszonym tempie rozpoczął się proces cyfryzacji, zarówno dzieci (e-learning), jak i pracy, która przeszła w tryb zdalny. Ma to oczywiście znaczący wpływ na najem nieruchomości, w tym powierzchni biurowych — podkreślał dr hab. r. pr. Dariusz Szostek, prof. Uniwersytetu Opolskiego. 

Wykazujemy też dużo większą otwartość na nowinki technologiczne.

W aspekcie samej cyfryzacji pandemia pokazała, że Polska jest słabo scyfryzowana. Nawet jeśli jakieś aspekty były wdrażane, to słabo. A przez te dwa miesiące pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi. Przywykliśmy do zdalnego komunikowania się, do zawierania umów przy pomocy podpisu elektronicznego, którego popularność w ostatnim czasie wzrosła o kilkaset procent. Zmienia się także myślenie konserwatywnego dotąd notariatu. Dwa miesiące temu, wspólnie z prof. Fryderykiem Zollem i prof. Ewą Rott-Pietrzyk, przygotowaliśmy rekomendacje dla notariuszy. Dotyczyły m.in. możliwości sporządzania aktu notarialnego online na podstawie obecnych przepisów czy ich ewentualnego liftingu. Spotkaliśmy się wtedy z odpowiedzią odmowną bez uzasadnienia. Jednak po dwóch miesiącach, gdy okazało się, że kancelarie notarialne funkcjonują na pół gwizdka, a niektóre wręcz przez dwa miesiące były zamknięte, diametralnie zmieniło się podejście notariuszy do nowych technologii. Dyskusja została podjęta, a notariat przyznaje, że nie ma innego wyjścia, jak tylko się zreformować – dodał Dariusz Szostek.

Pandemia zrewolucjonizowała również proces zakupu nieruchomości.

Wraz z początkiem pandemii rynek zmienił się diametralnie, prawdopodobnie już na stałe.  W marcu otrzymaliśmy około 70% zapytań mniej niż rok wcześniej. Następnie rynek był przez 2-3 tygodnie mocno zmrożony. Obecnie mamy więcej zapytań niż w tym samym okresie w 2019 roku. Rynek jest ponownie rozgrzany, a ceny dużo bardziej elastyczne i sprzedający skłonni do negocjacji. Przez to jednak, że część naszych klientów utknęła w domach czy za granicą, na szybko musieliśmy organizować m.in. tłumaczenia, dokumenty online. Przeprowadzaliśmy transakcje na podstawie pełnomocnictwa. W praktyce wyglądało to tak, że organizowaliśmy wideospotkanie klienta z notariuszem. Klient mógł z nim porozmawiać, zadawać pytania, natomiast pełnomocnik podpisywał za niego umowę. Doszło już nawet do tego, że klient nie oglądał mieszkania osobiście. Korzystał wyłącznie z wirtualnego spaceru. W okresie marzec-kwiecień przeprowadziliśmy trzy transakcje, w których kupujący zobaczył nieruchomość na żywo, dopiero przed podpisaniem aktu notarialnego. We wszystkich trzech przypadkach cena nieruchomości przekraczała 1,5 mln zł — powiedział Sebastian Wielgus, Kierownik Oddziału White Wood Nieruchomości i Pośrednik Roku 2019 w konkursie Lider Nieruchomości Otodom.

  1. Rynek nieruchomości 2021

Wszystko uzależnione będzie jednak od kondycji gospodarki w kraju.

Ta perspektywa roku jest za mała. Moim zdaniem w sektorze nieruchomości niewiele się zmieni. Instrumenty prawne zostaną takie, jakie są. Owszem, technologia, innowacje i postęp cywilizacyjny, którego jesteśmy świadkami zostanie, ale nie wywróci do góry nogami branży – mówił Zbigniew Kubiński, Prezydent PTEiDRN.

Kto wie, czy ten kryzys i spadek transakcji na rynku nie będzie mieć dobrego wpływu na to, jak ukształtuje się on w przyszłości. W ostatnim czasie dostępność mieszkań spadała, bo obserwowaliśmy niepokojący rozjazd między możliwościami dochodowymi Polaków a cenami lokali, które oderwały się od realiów. Może to ratunek przed jeszcze gorszymi konsekwencjami, które nam groziły wraz z pęknięciem bańki cenowej – dodał Artur Polak.

Jak wynika z danych zgromadzonych przez Otodom, w I kw. 2020 r. średnia cena ofertowa mieszkań w siedmiu największych miastach wyniosła 9,5 tys. zł za m kw., tymczasem cena transakcyjna tylko 7,9 tys. zł. Wydaje mi się, że będziemy z miesiąca na miesiąc obserwowali jeszcze większy „rozjazd” cen. Z ankiet zebranych od użytkowników serwisu Otodom wynika jednak, że obecna fala jest „pozamrożeniowa”. Maj i czerwiec to pokłosie dwóch miesięcy zawieszenia. Przeprowadzane są te transakcje, do których nie doszło w marcu czy kwietniu. Teraz wszystko zależy od kondycji gospodarki. Realne skutki pandemii będą widoczne na rynku mieszkań najwcześniej jesienią — ocenia Monika Rudnicka.

  1. Rynek nieruchomości – idealny scenariusz

Narzędzia są, a ruch w segmencie cyfryzacji jest większy niż zazwyczaj (nawet większy niż przy RODO). Zmieniła się nasza mentalność. Chcemy być paperless również ze względu na aspekty ekologiczne. Dostrzeżono chaos, bałagan i polską papierologię. Mamy do odrobienia ogromne zaległości w zakresie cyfryzacji, bo to jest nasza teraźniejszość, nie przyszłość, a my jako kraj jesteśmy daleko w tyle – podsumował Dariusz Szostek.

Oxford, Samsung i Adobe – trzy znane marki wykorzystane do przeprowadzenia kampanii hakerskiej

Hakerzy projektując swoje ataki phishingowe potrafią doskonale podszywać się pod osoby prywatne lub firmy, aby ominąć filtry bezpieczeństwa i dotrzeć do sieci korporacyjnych – ostrzegają specjaliści z Check Pointa. Jedna z najbardziej imponujących kampanii phishingowych ostatnich miesięcy obejmowała m.in. przejęcie serwerów Uniwersytetu w Oksfordzie oraz wykorzystanie domeny Samsunga!

Na początku kwietnia 2020 r. badacze z firmy Check Point zaobserwowali wiadomości e-mail zatytułowane „Poczta głosowa Office 365”.  Widniała w nich informacja o czekającej wiadomości głosowej w portalu użytkownika. Wiadomości zachęcały odbiorców do kliknięcia przycisku, który rzekomo przekierowywał ich na konto Office 365 w celu podjęcia dalszych działań. Jednak w rezultacie, ofiary zostały przekierowane były jednak na stronę phishingową udającą stronę logowania do Office 365.

W kampanii wymierzonej przeciw firmom z Europy (43%), Bliskiego Wschodu i Azji, hakerzy przejęli serwer pocztowy Uniwersytetu Oksfordzkiego, aby wysyłać złośliwe wiadomości e-mail do ofiar, które zawierały linki przekierowujące na serwer Adobe używany wcześniej przez Samsunga.

Nagłówki wiadomości pokazują, że hakerzy znaleźli sposób na nadużycie jednego z oksfordzkiego SMTP (prosty protokół przesyłania poczty), aplikacji, której głównym celem jest wysyłanie, odbieranie i/lub przekazywanie poczty wychodzącej między nadawcami i odbiorcami wiadomości e-mail. Korzystanie z uniwersyteckich serwerów SMTP pozwoliło hakerom przejść tzw. „kontrolę reputacji” wymaganą przez środki bezpieczeństwa firm.

Hakerzy wykorzystują przekierowania Adobe i Samsunga

W ciągu ostatniego roku kampanie phishingowe korzystały głównie z otwartych przekierowań Google i Adobe w celu zwiększenia wiarygodności adresów URL używanych w wiadomościach spamowych. Otwarte przekierowanie to adres URL witryny, który może być wykorzystywany przez każdego do przekierowywania użytkowników do innej witryny.

W tym przypadku łącza w wiadomości e-mail przekierowały do serwera Adobe, z którego wcześniej korzystał Samsung podczas kampanii marketingowej w 2018 r. Innymi słowy, link osadzony w oryginalnej wiadomości phishingowej był częścią zaufanej podstawy domeny Samsung – takiej, która niestety przekierowywała nieświadome ofiary na stronę hostowaną przez hakerów. Korzystając z określonego formatu linku kampanii Adobe oraz ich legalnej domeny, osoby atakujące zwiększyły szansę na ominięcie rozwiązań zabezpieczeń poczty e-mail opartych na reputacji czy czarnych listach.

– To, co na początku wydawało się klasyczną kampanią phishingową Office 365, okazało się mistrzostwem w oszustwie, dzięki wykorzystaniu znanych i renomowanych marek w celu uniknięcia zabezpieczeń drodze do ofiar. Dostęp do firmowej poczty mógł pozwolić hakerom na nieograniczoną eksplorację transakcji czy raportów finansowych; umożliwiał wysyłanie wiadomości e-mail z wiarygodnych źródeł, przejmowanie haseł, a nawet zasobów firmy w chmurze. Aby przeprowadzić swój atak, haker musiał zdobyć dostęp do serwerów Samsunga i Oxfordu, co oznacza, że miał czas na zrozumienie ich wewnętrznego działania, które pozwoliły mu pozostać niezauważonym. – mówi Lotem Finkelsteen, menedżer wywiadu zagrożeń w Check Point.

Check Point o swoich odkryciach poinformował Uniwersytet Oksfordzki, Adobe oraz Samsunga.

Na razie o konsumpcję możemy być spokojni

Pogorszyły się dane epidemiologiczne, a jednocześnie poprawiły się nastroje konsumentów. Zarówno w Polsce, jak i w USA. Wydatki gospodarstw domowych są mało przewidywalne, co potwierdza, że obecny kryzys jest wyjątkowy.

Dobre wieści z USA zaskoczyły analityków. W maju sprzedaż detaliczna wzrosła o ponad 17 proc., a więc dwukrotnie więcej niż przewidywali analitycy.

– W USA bardzo wzrosły wydatki konsumentów na ulepszenie domów i ogrodów, a przecież nie są to wydatki pierwszej potrzeby, co tylko potwierdza, że obecny kryzys globalny jest bardzo nietypowy i tym trudniej skonstruować modele przewidujące zachowania konsumentów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB

W Polsce koniunktura konsumencka w czerwcu nadal znajduje się na minusie (-19,4). Wciąż dominują pesymiści , ale jak podał GUS ogólny sentyment konsumentów poprawia się: wzrost wskaźnika ufności o 10,7 pkt. proc.

W kraju szybko rośnie przekonanie o niewielkim zagrożeniu COVID-19 dla zdrowia osobistego czy publicznego. Przekonanie o bezpieczeństwie jest jednym z czynników sprzyjających konsumpcji, choć koszty ekonomiczne tej niefrasobliwości mogą być duże.

– Z tego co przekazują banki o zakupach opłacanych kartami, zwłaszcza podczas długiego czerwcowego weekendu, wynika że polski konsument nie popadł w przesadny pesymizm i jest to dobra wiadomość dla polskiej gospodarki – komentuje ekspert XTB. – Jednak realny jest taki scenariusz, że do konsumentów dopiero dotrze, poprzez pogorszenie ich dochodów, że sytuacja gospodarcza jest trudna, że wzrasta bezrobocie i spadają przeciętne wynagrodzenia.

ZWZ IDM podsumowało rok działalności. Zarząd IDM rozpoczyna kolejną kadencję

18 czerwca 2020 roku odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Izby Domów Maklerskich. Podsumowano działalność Izby w 2019 roku oraz zdefiniowano wyzwania, które stoją przed branżą. W br. Izba planuje aktywne uczestnictwo w pracach nad wdrożeniem rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego (SRRK). Walne Zgromadzenie IDM jednogłośnie wybrało, po raz czwarty z rzędu, Pana Waldemara Markiewicza na stanowisko prezesa Izby.

W 2019 roku IDM bardzo aktywnie uczestniczyła w dyskusjach regulacyjnych oraz wyrażała swoje stanowisko w sprawach kluczowych dla rozwoju rynku kapitałowego i branży biur i domów maklerskich. Przed nami kolejne wyzwania na 2020 rok związane z wdrażaniem Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, która jest kluczowa dla budowy silnego rynku kapitałowego, a tym samym dla dalszego rozwoju gospodarczego kraju mówi Waldemar Markiewicz, Prezes Izby Domów Maklerskich.

KOLEJNA KADENCJA ZARZĄDU

Na kolejną trzyletnią kadencję Prezesa Zarządu IDM, Walne Zgromadzenie jednogłośnie wybrało Pana Waldemara Markiewicza. Decyzją Rady Domów Maklerskich kolejną kadencję na stanowisku Członka Zarządu IDM rozpocznie także Pan Piotr Sobków.

PODSUMOWANIE DZIAŁALNOŚCI IZBY W 2019 ROKU

W 2019 roku, Izba Domów Maklerskich, realizowała swoje statutowe działania, takie jak udział w tworzeniu otoczenia prawnego i gospodarczego korzystnego dla kumulacji i efektywnej alokacji kapitału, współpracę z administracją rządową̨ i instytucjami rynku kapitałowego w inicjowaniu, opracowywaniu i doskonaleniu regulacji dotyczących rynku kapitałowego. Realizując swoje zadania Izba współpracowała z organami administracji państwowej: m.in. Ministerstwem Finansów, Komisją Nadzoru Finansowego, Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz innymi instytucjami rynku m.in. z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych S.A., organizacjami samorządowymi rynku kapitałowego.

W ub. roku Izba zaopiniowała ponad 20 projektów ustaw i rozporządzeń, w tym związanych z implementacją MiFID II. W ramach Izby aktywnie działało 12 Grup Roboczych, które wypracowały szereg rozwiązań dotyczących konsultowanych aktów prawnych oraz zagadnień związanych z bieżącym funkcjonowaniem firm inwestycyjnych.

Najważniejszymi tematami dla środowiska rynku kapitałowego były: ustalenie zasad wynagradzania za dystrybucję funduszy inwestycyjnych, obowiązek weryfikacji przez agenta emisji wprowadzony w ustawie o obrocie publicznym, nowy format Wyciągu z Karty Umowy, a także Program Wsparcia Analitycznego i Technologicznego dla członków giełdy, który został wdrożony w I pół. 2019 roku. Izba przedstawiła także uwagi do projektu Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Jednym z kluczowych tematów aktywności Izby była także wprowadzona w 2018 roku interwencja produktowa ESMA. Izba wielokrotnie wskazywała jej negatywny wpływ na konkurencyjność branży i ryzyka dla klientów. W sierpniu 2019 roku Komisja Nadzoru Finansowego przychyliła się do postulatów Izby i uwzględniając specyfikę polskiego rynku, wprowadziła w ramach krajowej interwencji status klienta doświadczonego, który umożliwił inwestowanie na rynku CFD przy zachowaniu ochrony właściwej klientowi detalicznemu. Jednocześnie Izba wprowadziła dla swoich Członków „Standard jednolitej weryfikacji wiedzy klienta dotyczącej rynku instrumentów CFD”. Ponadto, Izba wprowadziła „Standard IDM dot. klienta profesjonalnego w zakresie metody kalkulacji „znacznej wartości” transakcji na rynku OTC derywatów”.

Istotnym aspektem działalności Izby jest dbanie o wysoki poziom profesjonalizmu kadry maklerskiej. W 2019 roku Izba zorganizowała 8 szkoleń i warsztatów, w których wzięło udział ponad 360 osób, w ramach szkoleń stacjonarnych. Tematami szkoleń były m.in.: obowiązki i zasady działania agenta emisji obligacji, przeciwdziałanie praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu w domach i burach maklerskich, oferowanie, zachęty, czy nowe zasady dokonywania ofert publicznych.

WYZWANIA DLA BRANŻY MAKLERSKIEJ W 2020-2021 ROKU

W br. Izba uczestniczy w pracach Grupy Roboczej Rady Rozwoju Rynku Finansowego do spraw wdrożenia Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego pod kierownictwem Antoniego Repy, pełnomocnika Ministra Finansów. Celem IDM jest wypracowanie rozwiązań dobrych dla przyszłości krajowej branży domów i biur maklerskich, które są kluczowe dla zwiększania produktywności i innowacyjności polskiej gospodarki.

Hyland Software otworzy w Katowicach centrum B+R

Amerykański dostawca platformy wymiany treści, Hyland Software, otworzy w Katowicach centrum B+R, gdzie zatrudni blisko 80 wysokiej klasy specjalistów IT. Wsparcie w zrealizowaniu inwestycji zapewniła spółce Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH).

Hyland Software jest uznawana za jednego z innowatorów i liderów w swojej dziedzinie. W kilkunastu lokalizacjach na całym świecie (m.in. w Londynie, Sao Paulo i Tokio) zatrudnia ponad 3,5 tys. pracowników. W Polsce amerykańska firma planuje utworzyć centrum badawczo-rozwojowe, gdzie blisko 80-osobowy zespół inżynierów będzie rozwijać nowe produkty i usługi na potrzeby całej grupy. Katowickie centrum Hyland ma ruszyć jeszcze w drugim kwartale tego roku.

– Zespół naszego nowego centrum badawczo-rozwojowego w Katowicach odegra kluczową rolę w rozwoju platformy content servisowej, która pomaga tysiącom organizacji na całym świecie doskonalić swoje procesy. Doceniamy niesamowity potencjał wysokiej klasy specjalistów IT w Polsce i cieszymy się, że możemy wzmocnić obecność Hyland w Europie – Bill Priemer, Prezes Zarządu Hyland

Od 2016 roku PAIH wsparła ponad 70 projektów inwestycyjnych ze Stanów Zjednoczonych. Jedna na 4 amerykańskich inwestycji z portfela PAIH dotyczyła działalności związanej z procesami IT lub badawczo-rozwojowymi. Z Hyland PAIH współpracowała od lipca 2019 r. Eksperci Agencji doradzali inwestorowi w znalezieniu jak najlepszej lokalizacji.

Polski sektor IT to marka sama w sobie, a inwestycje takie jak centrum B+R Hyland Software dowodzą ogromnego zaufania globalnych graczy do umiejętności naszych specjalistów. Tym bardziej, że w walce o ten właśnie projekt polscy inżynierowie wygrali z regionalną konkurencją. Jesteśmy dumni, że Polska Agencja Inwestycji i Handlu może wspierać tak wysoko zaawansowane technologicznie i wartościowe dla polskiej gospodarki inwestycje. – Grażyna Ciurzyńska, p.o. Prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

– To bardzo dobra wiadomość, że firma Hyland Software zdecydowała się ulokować swoje centrum R&D w Katowicach. Wybór ten potwierdza naszą silną pozycję w sektorze nowoczesnych usług biznesowych w skali kraju. Dla miasta to również szereg korzyści, nowe, atrakcyjne miejsca pracy, rozwój rynku nieruchomości, przyciąganie młodych ludzi, którzy mogą się zdecydować na zamieszkanie w miejscu pracy i wreszcie wzmocnienie marki Katowic na rynku nowych technologii. Życzę firmie wielu sukcesów w nadchodzących miesiącach. – Marcin Krupa, Prezydent Katowic.

Mamy kolejny, ważny i innowacyjny projekt w Katowicach. W niespełna dwa lata powstanie nowoczesne centrum badawczo-rozwojowe w dziedzinie IT. To kolejne potwierdzenie atrakcyjności inwestycyjnej KSSE i dostępu do doskonałych kadr dla nowoczesnych rozwiązań w regionie. – dr Janusz Michałek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA.

Epidemia COVID-19 w Europie i na świecie zmusiła PAIH do wprowadzenia zmian w tym jak obsługuje inwestorów. Agencja przeniosła wszystkie spotkania na platformy wideo-konferencji. Organizuje swego rodzaju wirtualne wizyty lokalizacyjne, aranżując spotkania z władzami na szczeblu lokalnym i centralnym, gestorami mediów czy dostawcami usług dla potencjalnych inwestorów.

Polska branża transportowa wraca do równowagi

Według nowych danych systemu telematycznego GBOX oraz sieci E-100 stopniowo zwiększa się liczba kilometrów pokonywanych przez polskich przewoźników na trasach na południe Europy – na przykład w Hiszpanii natężenie ruchu wzrosło do poziomu 77 proc. w porównaniu do marca. Notuje się też wyraźny wzrost w tankowaniu paliwa w Niemczech – w maju nawet do ponad 122 proc. w stosunku do wyników z początku marca 2020 roku. Na wzmożony ruch wskazują także opłaty drogowe. Biznes przewozowy powoli wraca na właściwe tory, o czym może świadczyć między innymi stabilizowanie się wymiany handlowej z naszym sąsiadem zza Odry, Francją oraz Włochami.

Co więcej, według analiz Międzynarodowego Fundusz Walutowego (IMF) polskie PKB będzie mniej narażone na skutki postpandemiczne w 2020 roku niż do tej pory prognozowano. Prawdopodobnie odczujemy mniejsze spadki w gospodarce niż cała strefa euro, a odradzanie się rynku może skutkować większą liczbą zleceń w transporcie. Więcej informacji w raporcie rynkowy Grupy INELO.

Jak się ma transport drogowy w Europie w 2020 roku?

Jeździmy w trasy międzynarodowe więcej i bardziej regularnie. Dane z naszego GBOX-a, który monitoruje ponad 30 tysięcy pojazdów w przewozach krajowych i międzynarodowych, pokazują tendencję wzrostową w przewozach realizowanych na terytorium Francji oraz Włoch. Nasz główny partner w wymianie towarowej, Niemcy, stabilizuje gospodarkę, co widoczne jest w liczbie realizowanych frachtów i kilometrów pokonywanych w tym kierunku w każdym tygodniu. Po okresie świąt wielkanocnych notujemy tam wzrosty, porównując tydzień do tygodnia. Polscy przewoźnicy są, obok niemieckich transportowców, najważniejszym ogniwem łańcuchów dostaw. Elastycznie dostosowują się do realiów rynku. Mimo iż rodzimi przedsiębiorcy ostrożnie patrzą w przyszłość, a nastroje są umiarkowanie pozytywne, to nadal stanowią fundament systemu międzynarodowych przewozów drogowych. Ważne jest to, że trudności traktujemy jako wyzwanie i szansę na umocnienie biznesu, a dalej również na jego rozwój – komentuje Bartosz Najman, wiceprezes INELO i OCRK.

Czy kierowcy jeżdżą więcej po Europie?

9 marca 2020 roku Włochy ogłosiły cały kraj strefą zakazu ruchu. Do 16 marca nie było ani jednego niekontrolowanego przejścia granicznego. Od 17 marca zaś najwięksi producenci w branży motoryzacyjnej oraz sektora automotive zaczęli wstrzymywać linie montażowe. Zamykanie fabryk i liczne ograniczenia gospodarcze i społeczne spowodowały, że wolumen handlu między UE a innymi państwami spadł w marcu br. o ponad 10 proc. Tak obliczył Eurostat.

Jednak w drugim kwartale 2020 roku widać już wyraźne odbicie. Nasz partner sieć E-100, z którym niedawno nawiązaliśmy współpracę, oferując przedsiębiorcom kartę paliwowo-serwisową E-100 INELO, podsumował wyniki średniej dziennej aktywności polskich kierowców zawodowych. Okres badania to czas od połowy marca do maja br. Warto zauważyć, że na przykład w przypadku korzystania ze stacji paliwowych w Niemczech nastąpiły gwałtowne wzrosty – w maju z wynikiem 122.77 proc. w porównaniu z danymi z połowy marca.  W kwietniu spadek dotyczył jedynie okresu świątecznego. Zwiększoną aktywność w granicach landów niemieckich potwierdzają także dane z opłat drogowych, choć tutaj te wzrosty są mniejsze i jeszcze nieregularne – mówi Aneta Stanaszek, Kierownik Administracji Sprzedaży sieci E-100.korzystania ze stacji paliwowych w Niemczech nastąpiły gwałtowne wzrosty

Jak wskazuje BAG,[1] polskie ciężarówki są drugim dostawcą towarów na niemieckim rynku transportowym z udziałem 16,4 proc. w opłatach za przejazdy.[2] Sytuacja operacji przewozowych powoli się normuje, choć najwięksi eksperci prognozują realny spadek o 5 proc. na rynku logistycznym w Niemczech w 2020 roku, a o 3 proc. w 2021 roku. Jednak wszelkie dotychczasowe predykcje z miesiąca na miesiąc są korygowane z tendencją pozytywną.[3]

Dokąd kierowcy zawodowi jeżdżą teraz częściej?

O dobrym trendzie można mówić również w przypadku tras na południe Europy. Przebiegi samochodów ciężarowych są ściśle związane z produkcją przemysłową. W związku z otwarciem granic Włoch i zniesieniem ograniczeń dotyczących transportu drogowego liczba kilometrów realizowanych na terytorium państwa włoskiego będzie sukcesywnie rosnąć. Potwierdzają to dane z systemu telematycznego GBOX – informuje Mirosław Tirak z INELO, dostawcy GBOX Assist 3.0. – Dzięki naszej technologii jesteśmy w stanie dokładnie analizować pozycję pojazdów i ich spalanie w czasie rzeczywistym.

Podobną sytuację mamy obecnie we Francji, gdzie ruszył sektor automotive. Karty paliwowe E-100 pokazują również zwiększoną aktywność na trasach do Hiszpanii, gdzie w maju można było zaobserwować znaczne natężenie ruchu – wzrost do poziomu 77 proc. w porównaniu do początku marca 2020 roku.

Jak będzie wyglądał transport drogowy – prognozy ekspertów, przyszłość transportu

Analitycy Transport Intelligence przewidują, że rynki transportowe Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii mogą zaliczyć spadek o około 5,6 proc. w 2020 roku.[4] Te kraje to główne kierunki destynacji kierowców ciężarówek na polskich tablicach rejestracyjnych. O ile pandemia może doprowadzić do skurczenia się europejskiego rynku przewozów międzynarodowych o około 17 proc.[5], to sytuacja ekonomiczna w Europie i na świecie w ostatnich miesiącach pokazała bardzo ważną prawidłowość. Wymiana handlowa i przewóz drogowy rzeczy są głównymi ogniwami łańcuchów dostaw i pokazują kondycję gospodarek krajów UE. Transport drogowy odpowiada za 6 proc. europejskiego PKB. To ponad 19 miliardów ton towarów przewożonych każdego roku,[6] a dwie trzecie handlu transgranicznego państw Wspólnoty odbywa się w granicach Unii[7]. Okazuje się, że to transport, spedycja i logistyka (TSL) utrzymują gospodarkę w ruchu, dzięki czemu będzie ona w Europie powoli będzie nabierać rozpędu, by według przewidywań Europejskiego Funduszu Walutowego odbić mocno na początku 2021 roku.transport, spedycja i logistyka (TSL) utrzymują gospodarkę w ruchu

Dla polskich przedsiębiorców transporotowych najważniejsze jest teraz to, by nie wypaść z rynku, a wyzwania traktować jako szansę na umocnienie i rozwój swojego biznesu. Istotne jest też mądre korzystanie z narzędzi cyfrowych w celu podnoszenia rentowności firm przewozowych, automatyzowania procesów, by prościej i sprawniej ściągać należności oraz efektywnie eksploatować tabor i zarządzać nim – Bartosz Najman, wiceprezes OCRK i INELO, Grupa INELO.

[1] Niemiecki odpowiednik ITD w Polsce.

[2] Dane za pierwszy kwartał 2020 roku.

[3] Eurologport.eu; The Covid 19 and its impact on supply chain management in Germany and Europe.

[4] European Road Freight Transport 2020, TI.

[5] Tradingeconomies.com, European Road Freight Transport 2020.

[6] Uic.org/freight/

[7] Eurologport.eu

Rzecznik MŚP otrzymał od MRPiPS wyjaśnienia w przedmiocie wyłączenia spod egzekucji środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach tzw. mikropożyczki

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wnioskami Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpił do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wprowadzenie przepisu wyłączającego spod egzekucji środki pieniężne uzyskane przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”, analogicznie do regulacji stosownie do której ze świadczenia postojowego nie dokonuje się potrąceń i egzekucji.

Zdaniem Rzecznika MŚP, te same racje, które przemawiały za wprowadzeniem przez ustawodawcę wyłączenia spod egzekucji środków ze świadczenia postojowego, uzasadniają wprowadzenie analogicznego przepisu, który wyłączałby możliwość dokonania potrąceń i egzekucji, także ze środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”. Podleganie egzekucji środków uzyskanych przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki” może prowadzić bowiem do sytuacji, kiedy oferowana przedsiębiorcom pomoc Państwa byłaby iluzoryczna.

W odpowiedzi na powyższy wniosek Minister wskazała, że „pomoc dla mikroprzędsiębiorców udzielana ze środków Funduszu Pracy w postaci pożyczki przeznaczona jest na szczególny cel, jakim jest pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej i w opinii Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej środki te nie powinny podlegać egzekucji sądowej ani administracyjnej”.

Jednocześnie Minister wskazała, że przedmiotowe wyłączenie spod egzekucji zostało zamieszczone w projekcie ustawy druk Senacki nr 142.

– Brak regulacji, która wyłączałaby spod egzekucji środki pieniężne uzyskane przez przedsiębiorcę w ramach „mikropożyczki”, stanowił konieczną do uzupełnienia lukę prawną. Jej istnienie uniemożliwiało osiągnięcie celu, jakim była jak najszersza pomoc przedsiębiorcom ponoszącym ekonomiczne skutki sytuacji kryzysowej wywołanej epidemią Covid-19 – komentuje Jacek Cieplak Zastępca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Ruszyla budowa BY MADE. We Wroclawiu powstanie 129 mikroapartamentow

Grupa BY MADE wybrała generalnego wykonawcę budynku Legnicka 60C. Na terenie budowy właśnie rozpoczęły się prace główne. W kameralnym budynku zaprojektowanym przez renomowanych architektów znajdzie się 129 wielofunkcyjnych lokali inwestycyjnych.

Legnicka 60C to kameralny i nowoczesny 7-piętrowy budynek z mikroapartamentami inwestycyjnymi o wielkości od 16 do 30 mkw. Znajdą się w nim także: recepcja, strefa do pracy zdalnej, restauracja oraz  taras widokowy na dachu. Miejsca parkingowe powstaną natomiast przed budynkiem. Budowa rozpoczęła się w czerwcu. Aktualnie trwają prace przy sieciach podziemnych i płycie fundamentowej, a także prace przygotowawcze do stanu zero, który powinien być gotowy za kilka tygodni, po czym rozpocznie się wykonywanie konstrukcji budynku. Budowa Legnickiej 60C potrwa do końca 2021 roku. Generalnym wykonawcą jest spółka Olejnik Inwestycje.

Bezpieczna lokata kapitału

W przygotowaniu jest 129 mikroapartamentów, które są kompleksowym i bezobsługowym produktem dla inwestorów potrzebujących bezpiecznej lokaty kapitału. Po zakupie przeznaczają takie lokale na wynajem: długoterminowy, średnioterminowy lub krótkoterminowy. Potencjał jest bardzo duży, co wynika z dwóch głównych atutów.

Pierwszym z nich jest lokalizacja. Legnicka 60C powstaje niedaleko ścisłego centrum miasta, tuż przy centrum handlowym Magnolia Park, w samym sercu tzw. zachodniej strefy biznesu, w której znajduje się kilkadziesiąt biurowców z dziesiątkami tysięcy miejsc pracy. W pobliżu są uczelnie wyższe, sklepy, restauracje, miejsca rozrywki i instytucje kultury. Tuż przy budynku zlokalizowane są przystanki komunikacji miejskiej. – Takie położenie stwarza nieograniczone możliwości wynajmu, co ma bardzo duże znaczenie dla inwestorów i zabezpiecza ryzyko utraty płynności wynajmu i spadku wartości nieruchomości w czasie – podkreśla Michał Płoucha z grupy BYMADE, dla której Legnicka 60C to premierowy projekt we Wrocławiu.

Drugim jest wielofunkcyjność mikroapartamentów, które są traktowane jako: mieszkania, pokoje hotelowe, biura do pracy zdalnej, pracownie projektowe albo pokoje studenckie. – Nasze mikroapartamenty są odpowiednie do wynajęcia pracownikom biurowym, freelancerom, osobom na delegacjach, turystom czy studentom. Uniwersalność jest ich największą zaletą –  twierdzi Michał Płoucha.

Rentowna inwestycja

Kolejną zaletą jest wygląd budynku. Autorami projektu, a jednocześnie inwestorami, są specjaliści z renomowanego biura AP Szczepaniak, którzy są współtwórcami sukcesu mikroapartamentów w Polsce. – Budynek i otoczenie zaprojektowaliśmy z dbałością o każdy szczegół. Zarówno elewacja, jak i wnętrze będą bardzo eleganckie. Forma i styl została dostosowana do funkcji obiektu – mówi Artur Szczepaniak, projektant główny.

Kilka lat temu architekci z AP Szczepaniak uczestniczyli w realizacji projektu Starter I – pierwszych mikroapartamentów w kraju. – Ideą tego projektu  było stworzenie pierwszej na rynku ogólnopolskim oferty mikroapartamentów dedykowanych do szerokiego spektrum końcowych użytkowników – wyjaśnia Artur Szczepaniak. Od tego czasu zaprojektowali we Wrocławiu jeszcze cztery tego typu budynki. Legnicka 60C jest szóstym takim projektem w portfolio pracowni, która tylko w ubiegłym roku zdobyła kilka nagród w prestiżowych konkursach architektonicznych. – Przez kilka ostatnich lat rozwój rynku mikroapartamentów w Polsce przebiegał w szybkim tempie i możemy spodziewać się podobnej dynamiki w kolejnych latach – przewiduje Artur Szczepaniak.

Co jeszcze zachęci inwestorów? Z pewnością szacowany zysk netto 7% w skali roku i możliwość odzyskania podatku VAT po zakupie. Inwestorzy kupują mikroapartament z wykończeniem i pełnym wyposażeniem. Mogą go wynajmować samodzielnie albo przekazać to zadanie profesjonalnemu operatorowi. – Ważną informacją dla nabywców, świadczącą o wiarygodności naszej grupy i projektu, jest to, że inwestycję finansujemy kredytem w Alior Banku – podkreśla Michał Płoucha.

Wszystkie mikroapartamenty w budynku będą urządzone w podobnym stylu. Dominują 18,5-metrowe, które kosztują 231 tys. zł netto z wykończeniem pod klucz.

Ukryty potencjał 5,77 mln budynków w Polsce

Według analiz opartych na danych zawartych w bazie GfK Address Points 5,77 mln budynków zamieszkałych przez Polaków stanowi istotną rezerwę finansową mogącą wspomagać i kształtować popyt konsumencki w najbliższych latach.

Mieszkańcy Polski zamieszkują w 5,77 mln budynków, w których w sumie znajduje się prawie 12 mln lokali mieszkalnych. Największe wyzwanie urbanistyczne stanowi województwo mazowieckie, gdzie znajduje się ponad 765 tys. budynków mieszkalnych, z kolei najmniejsze wyzwanie napotkają urbaniści w województwie lubuskim, gdzie znajduje się niemal 150 tys. budynków mieszkalnych.

Oprócz ogólnej liczby budynków, województwa różnią się także strukturą budynków jednorodzinnych i wielorodzinnych. Według danych GfK Address Points najwyższy odsetek budynków jednorodzinnych występuje w województwie podkarpackim (97 proc.), a najniższy w województwie zachodniopomorskim (72 proc.).

Przeciętna siła nabywcza mieszkańca w budynku jednorodzinnym wynosi rocznie 28982 PLN, a w budynku wielorodzinnym 36486 PLN. Kwoty te ilustrują wydatki ludności ponoszone na żywność, mieszkanie, usługi, energię, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki, takie jak np. wakacje, transport.

Przy założeniu, że wdrożony zostanie skuteczny rządowy program (w skali makro) optymalizacji energetycznej budynków mieszkalnych oraz jednocześnie zacznie działać systemowe wsparcie rozwoju mikroinstalacji OZE wytwarzających ciepło oraz energię elektryczną, to oba te fakty nie tylko istotnie przyczynią się do uniezależnienia Polski od paliw kopalnych i poprawy ogólnej jakości powietrza, ale także pozytywnie oddziaływać będą na sferę konsumencką. Uruchomienie krajowych programów realnie wspierających inwestycje w mikroinstalacje OZE oraz optymalizację energetyczną budynków uwolni ukryty potencjał zarówno 5,77 mln budynków, ale także gospodarstw domowych je zamieszkujących. Gospodarczy wpływ inwestycji w unowocześnienie budynków, w technologie produkujące energię cieplną (lub je oszczędzające) byłyby dla użytkujących je gospodarstw domowych źródłem istotnych oszczędności. Środki niewydatkowane na zakup energii mogłyby być przeznaczane na inne cele zwiększając tym samym efektywność gospodarowania zasobami finansowymi ludności. Popyt konsumencki przesunąłby się z artykułów pierwszej potrzeby (paliwa potrzebne do ogrzewania) na dobra wyższego rzędu (usługi, towary przemysłowe). Według szacunków sporządzonych na podstawie danych z bazy GfK Address Points wynika, iż nastąpiłoby przesunięcie w ramach struktury siły nabywczej Polaków, istotnie zwiększając jej komponent dotyczący wydatków w handlu.

Agnieszka Szlaska-Bąk, Client Business Partner w GfK, komentuje: – W Polsce budynki w ogóle, a w szczególności budynki jednorodzinne, nadal stanowią niewykorzystany rezerwuar ukrytego potencjału siły nabywczej do pobudzania popytu konsumenckiego. W budynkach jednorodzinnych mieszka obecnie ponad 20 mln osób, a przeciętna siła nabywcza przypadająca w nich na gospodarstwo domowe wynosi niemal 100 tys. PLN w perspektywie roku. Uwolnienie i przekierowanie części tej kwoty, z wydatków przeznaczanych na energię na inne wydatki konsumenckie, bez wątpienia stałoby się istotnym impulsem w procesie wychodzenia polskiej gospodarki z kryzysu wywołanego pandemią.

O badaniu

Baza GfK Address Points
Zawiera dane o strukturze budynków, mieszkańców, siły nabywczej, zakupów, strefy dojazdu do najbliższego centrum handlowego czy innej kategorii punktu sprzedaży. Dane te służą do wzbogacania danych CRM, zwiększania efektywności modeli predykcyjnych, analizy ekspansji i oceny lokalizacji (precyzyjna ocena potencjału strefy oddziaływania i analiza sąsiedztwa), w działaniach marketingowych (analiza profili mieszkańców), w systemach analitycznych Business Intelligence, w Systemach Informacji Geograficznej (GIS).

Siła nabywcza

Analizy dostępne dla 42 europejskich państw, ze szczegółowymi danymi na temat regionów, do poziomu gmin i kodów pocztowych, wraz z dopasowanymi danymi dotyczącymi mieszkańców i gospodarstw domowych oraz mapami cyfrowymi.

Siła nabywcza jest rozumiana jako dochód rozporządzalny po odjęciu podatków i darowizn, z uwzględnieniem ewentualnych świadczeń państwowych. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowaną. Ranking siły nabywczej GfK jest tworzony w oparciu o nominalny dochód rozporządzalny populacji, co oznacza, że podane wartości nie uwzględniają inflacji. Wyliczenia są przeprowadzane na podstawie danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów i zarobków, świadczeń państwowych oraz prognoz instytucji gospodarczych.

Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą na pokrycie wydatków takich jak żywność, mieszkanie, usługi, energia, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki takie jak wakacje, transport i nabytki konsumenckie.

Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów

Konsekwencje pandemii i związanych z nią ograniczeń nie omijają żadnej z branż – w tym również sektora mediowego. Najwięcej zyskają Ci marketerzy, którzy potrafią działać szybko i elastycznie, uwzględniając specyfikę obecnej sytuacji. Jak będzie wyglądała przyszłość sektora mediowego? W jakim kierunku będzie się zmieniał? Na jakie rozwiązania warto postawić w erze nowej normalności?

Zmiana planów

Eksperci wskazują, że marki realizując kampanie powinny bardziej niż do tej pory zwracać uwagę na ewolucję w zachowaniach konsumentów i ich wydatkach, a co za tym idzie również w samej sprzedaży. Na początku pandemii zaczęliśmy poszukiwać więcej informacji na temat jej rozwoju. Zyskały na tym media społecznościowe, internet i telewizja. Reklamodawcy musieli zmienić plany związane z wydatkami na promocję w pierwszym półroczu 2020 roku. Potwierdza to 90% respondentów badania IAB „Wpływ pandemii koronawirusa na branżę reklamy online”.

Wiele marek zetknęło się z rzeczywistością, która wymaga szybkich decyzji i rozwiązań. Obecnie możemy zaobserwować kilka trendów: wstrzymywanie kampanii w oczekiwaniu na lepszy czas, kontynuację dotychczasowych działań albo zmianę komunikacji z uwzględnieniem nietypowych okoliczności – wskazuje w e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów” Łukasz Matyński, Head of Client Services & Partner.

Historia pokazuje, że marki, które nie zaprzestały komunikacji w czasie poprzednich kryzysów w ostatecznym rozrachunku zyskały. Te, które ją wstrzymały – odnotowały wysokie spadki i długo musiały wracać do stanu sprzed spowolnienia gospodarczego.

Zainteresowanie tematami takimi jak: zakupy, zakupy online, sklepy internetowe oraz zakupy spożywcze znacznie wzrosło w Polsce wraz z początkiem marca, co wyraźnie widać na podstawie wyszukiwań w Google. Jest to jasny sygnał dla marek z tych sektorów, że nie powinny wycofywać się z działań marketingowych, zarówno organicznych (własne kanały komunikacji, kanały social media), jak i działań płatnych (reklamy w Google czy na Facebooku) – wskazuje Paweł Obiedziński, Head of Revenue, Sotrender.

Konkurencja cenowa

Według analityków Kantara, kluczowe w budowaniu konkurencyjności marek staną się strategie cenowe i promocyjne oraz oferowanie wartości dodanej. Spadki dochodów podczas pandemii skutkują znacznie większym zwracaniem uwagi na ceny produktów (68%) i szerzącym się poglądem, że firmy powinny pomagać konsumentom, proponując zniżki i promocje (45%).

Z jednej strony nasz nowy konsument jest bardziej wymagający, a co za tym idzie dobór komunikatów i mediów musi być bardziej precyzyjny. Z drugiej strony istotniejsza stała się dla niego cena, dlatego na rynek reklamowy może wrócić tendencja do komunikacji opartej na konkurencji cenowej – mówi Joanna Gajewska, managing director Animise (AdWise Group)

Telewizja i internet – para idealna?

Choć naturalnym środowiskiem działań komunikacyjnych dla firm, chociażby z branży e-commerce, wydaje się internet, to właśnie w telewizji nastąpił ponad dwukrotny wzrost komunikacji. Trend ten obserwujemy w przypadku wielu marek, które albo działają w internecie, albo kierują swoje produkty do młodszego odbiorcy.

Dzieje się tak nie tylko z powodu masowości telewizji jako medium, ale również unikalnych cech, jakie posiada. Polacy nadal w bardzo wysokim stopniu ufają treściom, z którymi stykają się w telewizji, do tego stopnia, że często kształtuje one ich postawy. Dla przykładu, według danych z badań przeprowadzonych przez Havas Intelligence w kwietniu 2020 roku na potrzeby raportu Meaningful Shift, blisko 90% osób poszukuje informacji na temat COVID-19 właśnie w telewizji vs 40%, które szuka ich w mediach społecznościowych takich jak Facebook czy Twitter – podkreśla Sergiusz Geller, Video Director, Havas Media Group.

Miejsce i content

Podejmując dalsze decyzje marketingowe, np. odnośnie miejsca prowadzenia płatnych kampanii, warto przeanalizować dane pochodzące z różnych źródeł, choćby z Facebooka i Google i przyjrzeć się swojej dotychczasowej komunikacji przez pryzmat nowych zjawisk i trendów. To na ich podstawie warto opracować kluczowe założenia nowej strategii w obszarze marketingu treści – można przeczytać w e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów”.

Musimy zadbać o to, aby nasi odbiorcy znaleźli jak najlepsze treści, które pomogą im rozwiązać konkretny problem. Warto dostarczyć im realnej korzyści w postaci rzetelnej informacji lub porady, a taki kontakt na pewno zaprocentuje w przyszłości i zwiększy szansę konwersji na sprzedaż – dodaje Agnieszka Malesza-Woźniak, Partner, Agencja Triple PR.

Wideo – przyszłość

Epidemia COVID-19 w znacznym stopniu wpłynęła na przeniesienie wielu aktywności do strefy wirtualnej. Powszechna staje się nauka przez internet. Według badania „Nauka+inspiracja+pasja” aż 86% osób ocenia treści edukacyjne i popularnonaukowe online jako pomocne.

W sieci partnerskiej LTTM już w pierwszych dniach epidemii zanotowaliśmy 30% wzrost oglądalności wideo na YouTube i innych treści influencerów zrzeszonych w naszej sieci. Obecna sytuacja zrewiduje rynek reklamy, a trend zmniejszenia się roli ATL-u w stosunku do działań w internecie będzie utrzymywać się przez najbliższe miesiące – wskazuje Izabela Malinowska, International Client Partner w grupie LTTM.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, jak będzie kształtować się rynek produkcji materiałów wideo w najbliższym czasie, w perspektywie 3-6-9 miesięcy. Agencje będą̨ na pewno czuły głód prawdziwych produkcji, dużych
i profesjonalnych planów zdjęciowych czy artystycznych, filmowych ujęć reklamowych. Z drugiej strony klienci – szukając oszczędności – mogą chcieć zachować obecną formułę ze względu na dużo niższe koszt procesu produkcji. Przekonali się, że można skutecznie komunikować się̨ wykorzystując ograniczone zasoby, a treść  i przekaz są ważniejsze niż filmowe ambicje dyrektorów kreatywnych czy agencji reklamowych
– mówi wskazuje Paweł Zawadzki, Managing Director, Większe Logo.

W mojej ocenie – czeka nas wysyp ciekawych reklam hybrydowych, czerpiących zarówno z dobrodziejstw komunikacji internetowej jak i profesjonalnych produkcji TV. Paradoksalnie wydarzenia ostatnich miesięcy mogą̨ pobudzić́ branżę kreatywną do zmiany sposobu myślenia, klientów do większej odwagi w przygotowywaniu briefów a konsumentom / widzom – dadzą świeże, nowatorskie reklamy na miarę naszych czasów – dodaje.

W e-booku „Krajobraz po bitwie. Jak zmienił się rynek mediów” można znaleźć:

  • dane, które pomogą Ci podejmować bardziej trafne decyzje,
  • opinie ekspertów, które pozwalają lepiej zrozumieć nową normalność,
  • konkretne przykłady działań marketingowych marek z różnych branż, które udowadniają,
    że zmiana rzeczywistości to szansa, którą można dobrze wykorzystać.

E-book jest dostępny na:  https://ebook.triplepr.pl/