Marek Lachowicz: Kończy się rynek złych pracodawców i złych pracowników

Na koniec roku będziemy mieli dwukrotnie większe bezrobocie. Nie wiadomo czy spadną wynagrodzenia. Czy to już koniec rynku pracownika?

– Kończy się rynek marnego pracownika i marnego pracodawcy, z powodu recesji nie będzie pieniędzy na usługi poniżej standardu i złe produkty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego.

Przeciętne wynagrodzenie w pierwszym kwartale 2020 r. wyniosło 5331,47 zł. Nie tylko nie będzie już rosnąć w tempie przekraczającym 7,0 proc., ale czy może spadać? Maj i czerwiec ma okazać się najtrudniejszy dla polskiej gospodarki. Popyt konsumencki w II kw. br. może spaść nawet o 20 proc. r/r. Wskaźnik nastrojów konsumenckich jest najgorszy odkąd w Polsce są badane.

– Popyt spadł z powodu rządowych ograniczeń związanych z walka z pandemią, ale trochę pocieszające jest, że ten spadek nie jest związany ze zmianami w strukturze gospodarki, gdy ograniczenia zostaną zdjęte popyt zacznie wracać, a decyzje konsumenckie trudno przewidywać, bo powodowane są różnymi emocjami i afektami – ocenia M.Lachowicz.

Zmniejszy się dochód rozporządzalny rodzin, a więc z coraz większą uwagą będziemy porównywać różne oferty i promocje, więcej produktów będziemy analizować, rezygnując z zakupów, które uznamy za niezbędne.

– Konsumencie zmądrzeją, będzie mniej impulsywnych decyzji – dodaje ekspert Instytutu Jagiellońskiego.

Powrót do pracy w nowym reżimie

Wraz z odmrożeniem gospodarki, firmy będą stopniowo rezygnować z pracy zdalnej i przestoju ekonomicznego. Czy każdy pracownik musi się zgodzić na powrót do biura?

Po ponad dwóch miesiącach obowiązywania restrykcji rządowych wdrożonych z powodu pandemii wirusa SARS-CoV-2, do pracy stopniowo wracają pracownicy, którzy dotychczas wykonywali pracę zdalnie albo byli objęci przestojem ekonomicznym. Konieczne jest odpowiednie przygotowanie firm na ich powrót.

Szczegółowe zalecenia w sprawie bezpiecznego powrotu do pracy wydała Państwowa Inspekcja Pracy.

– W pierwszej kolejności pracodawca powinien przeprowadzić ponowną ocenę ryzyka zawodowego na poszczególnych stanowiskach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Agata Miętek, Lider Praktyki Prawo Pracy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Należy przy tym wziąć pod uwagę nie tylko zagrożenia fizyczne, biologiczne i chemiczne, ale także psychospołeczne.

Po aktualizacji oceny ryzyka kolejnym krokiem jest stworzenie planu działań, obejmującego właściwe środki bezpieczeństwa i kontroli, eliminujące zagrożenia, a jeśli nie jest to możliwe – minimalizujące zagrożenia. Taki plan działań powinien obejmować:

*środki techniczne (środki ochrony zbiorowej, np. obudowy pleksiglasowe, oddzielanie stanowisk pracy przegrodami); konieczne jest dbanie o sprawną i wydajną wentylację pomieszczeń pracy,

*środki organizacyjne (np. dalsze świadczenie pracy zdalnej, zwłaszcza w przypadku pracowników najbardziej narażonych, zmianowość na stanowiskach pracy, zwiększenie czasu trwania i ilości przerw w pracy, kierowanie tylko wykwalifikowanych pracowników do wykonania określonej pracy),

* środki ochrony osobistej (np. półmaski FFP2 i FFP3, N95 itp.),

*środki behawioralne (np. obserwacje przestrzegania reguł i wytycznych kierownictwa, nadzór nad pracownikami),

*działania przeciwepidemiczne (np. zapewnienie środków do dezynfekcji rąk i elementów środowiska pracy – blatów, klamek, poręczy, wyposażenia technicznego np. wspólne drukarki i kopiarki; zwiększenie częstotliwości sprzątania pomieszczeń pracy, a przede wszystkim pomieszczeń higieniczno – sanitarnych – odpowiednie zorganizowanie przerw, w tym na posiłki, aby ograniczyć liczbę osób przebywających w tym samym czasie w stołówce, pokoju socjalnym, kuchni, łazience i szatni).

W ocenie PIP , głównym celem działań nadal powinno być  redukowanie – na ile to możliwe – kontaktu fizycznego między pracownikami.

W końcu, konieczne jest umieszczenie w widocznych miejscach plakatów zachęcających do pozostania w domu w przypadku choroby, informujące o zasadach, które należy stosować podczas kasłania i kichania oraz o zasadach higieny rąk i wytyczne dotyczące korzystania z maseczek i rękawiczek, jeśli pracownicy muszą je nosić.

Kwestie związane z BHP nie są jedynymi, które należy wziąć pod uwagę przygotowując scenariusz powrotu pracowników do pracy. Należy podjąć decyzję, czy rezygnacja z pracy zdalnej i zakończenie przestoju mają dotyczyć wszystkich pracowników czy tylko wybranych, a następnie odpowiednio zakomunikować pracownikom podjęte decyzje.

Na ostatnim etapie przygotowań warto rozważyć czy wprowadzić jakieś stałe zmiany w organizacji pracy, np. w zakresie szerszego wykorzystania pracy zdalnej czy większego uelastycznienia czasu pracy.

Czy pracownik może odmówić powrotu do pracy, oceniając, że praca zdalna jest dla niego bezpieczniejsza w czasach pandemii? Uznając na przykład, że sam dojazd do pracy jest dla niego zbyt dużym ryzykiem?  Jeżeli pracodawca zdecyduje o rezygnacji z pracy zdalnej i powiadomi o tym pracowników wraz ze wskazaniem na jakich zasadach praca w zakładzie pracy może być bezpiecznie wykonywana, to co do zasady taki pracownik nie będzie miał prawa, żeby odmówić.

– Należy natomiast zwrócić uwagę na art. 210 § 1 Kodeksu Pracy, który umożliwia pracownikowi powstrzymywanie się od wykonywania pracy w sytuacji jeżeli warunki pracy nie odpowiadają przepisom BHP i stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia pracownika – mówi A.Miętek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – A co to oznacza w praktyce? Wydaje się, że jeżeli zalecenia PIP zostały wprowadzone przez pracodawcę, to pracownik nie będzie mógł odmówić powrotu. Gdy jednak po powrocie do pracy przekona się, że zalecenia PIP zostały wprowadzone tylko teoretycznie, to powinien o tym powiadomić swojego przełożonego. Jeżeli to nie zostanie naprawione w trybie pilnym, wówczas pracownik może powiadomić, że nadal będzie pracował zdalnie, jednocześnie oczekując na wprowadzenie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, stosowanie do zaleceń wydanych przez PIP.

Koszmar zatorów płatniczych

Ministerstwo Finansów pogarsza płynność finansową firm opóźniając zwrot podatku VAT. Najłatwiej pomoc finansową państwa mogą uzyskać firmy mające najmniejsze kłopoty.

Co najmniej 10 proc. firm utraciło już płynność finansową. Sytuacja jest zróżnicowana w poszczególnych branżach, ale nie aż w takim stopniu jak o tym najczęściej słyszymy.

Przy poprzednich pandemiach w innych krajach najbardziej cierpiały branże nastawione na rynek wewnętrzny, teraz problemy dotknęły całą gospodarkę. Jak spojrzymy na doświadczenia Polski podczas ostatniego globalnego kryzysu, to najbardziej ucierpiały wówczas sektory produkujące na eksport, a dobrze radziły sobie produkujące na rynek krajowy.

– Tym razem jest inaczej, bo kłopoty mają zarówno eksporterzy jak i firmy realizujące dostawy na rynek krajowy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – Z naszych ankiet wiemy, że największe problemy dla przemysłu wiążą się z zamkniętymi granicami, a dla firm usługowych – z administracyjnym ograniczaniem działalności.

Te firmy, które już utraciły płynność wskazują na dwa najistotniejsze powody, na spadający popyt i na administracyjne ograniczenia działalności. Natomiast dla firm walczących o płynność finansową najistotniejsze stały się zatory płatnicze.

– Co jest bardzo niepokojące, to blokowanie zwrotu podatku VAT przez Ministerstwo Finansów – komentuje ekspert FOR. – To przyczynia się do zarażania zatorami kolejnych firm.

Natomiast programów pomocowych jest coraz więcej i są coraz bardziej skomplikowane. Koszt dla podatnika rośnie, a ich skuteczność jest wątpliwa.

Tarcza finansowa jest o tyle lepsza od tarcz antykryzysowych, że część pomocy dla firm jest bezzwrotna, ale pozostaje szczególnie wątpliwe kryterium udzielania państwowej pomocy, jakim jest spadek przychodów w jednym miesiącu.

– Dla firmy, która ma względnie dobrą sytuację i może przesunąć część płatności, wygenerowanie odpowiednio dużego spadku przychodów nie jest trudne – wyjaśnia dr A.Łaszek. – Jako FOR od początku proponowaliśmy inne podejście, polegające na tym, aby teraz szeroko udzielać pomocy, a ostre kryteria stosować dopiero przy jej rozliczaniu.

Zmiana sił na rynku pracy

W ostatnich latach na rynku pracy rządzili pracownicy. Oferty pękały w szwach, a podaż na prace zdecydowanie przewyższała popyt. Wybuch pandemii koronawirusa drastycznie to zmienił. Przymusowy lock down spowodował odczuwalną zmianę w gospodarce handlowej, co przełożyło się na sytuację zawodową milionów pracowników. Czy są w Polsce branże, które radzą sobie lepiej od innych w tym okresie? O komentarz poprosiliśmy przedstawiciela jednej z firm od wielu lat działającej na polskim rynku. SoftBlue to notowana na NewConnect spółka działająca w obszarze nowych technologii.

Koronawirus spowodował kryzys na świecie, zarówno gospodarczy jak i finansowy. Jego ,,siła rażenia’’ porównywana jest przez analityków do kryzysu finansowego z 2008 roku. Różnica istnieje jednak w jego źródle, które tym razem jest pozarynkowe, co stanowi największe ryzyko, nie tylko zdrowotne. Epidemia wpłynęła na wszystkie sektory gospodarki większości krajów na świecie. Kryzys zaburzył logistykę, zmniejszył konsumpcję, spowodował znaczne spadki na światowych giełdach. Wpłynął także na organizację pracy i zmniejszył podaż zatrudnienia. Jak podaje jedna z agencji rynku ofert pracy, 44 proc. pracujących obawia się utraty zatrudnienia w związku z panującą epidemią Sars Cov-2. Sześciu na dziesięciu badanych martwi się także o możliwe zmiany zasad zatrudnienia.

Występująca recesja przełożyła się na silny przyrost globalnego bezrobocia, zwłaszcza w USA i Europie. Stany Zjednoczone, które od lat są potęgą gospodarczą świata, odnotowują wzrost bezrobocia, największy od Wielkiej Depresji z lat 30-tych. Stopa bezrobocia wynosi tam 14 proc., a od początku epidemii po zasiłek dla bezrobotnych zgłosiło się już 33 mln Amerykanów. Fala bezrobocia zalewa też resztę świata. W Irlandii stopa bezrobocia wynosi 28 proc., Francuzi walczą z największym bezrobociem od 10 lat. Epidemia koronawirusa wpłynęła również na polski rynek pracy, który jeszcze w 2019 roku był w szczytowej formie i osiągnął jedną z niższych wartości bezrobocia w historii Polski. Według danych Eurostatu w październiku 2019 roku stopa bezrobocia w kraju wyniosła 3,2 proc., co plasowało Polskę wśród trzech państw unijnych o najniższym bezrobociu.

Analitycy szacują, że w drugim kwartale br. PKB w Polsce obniży się o 10 proc. w porównaniu r/r. Już teraz części pracownikom zredukowano dochody lub odebrano benefity pracownicze. Dotknęło to w szczególności mikro- i małe- przedsiębiorstwa, zwłaszcza z branży gastronomicznej i beauty.

Istnieją jednak w Polsce sektory, które mimo kryzysu gospodarczego notują wysokie zainteresowanie swoimi usługami w tym okresie – mowa w szczególności o rynku nowych technologii, w tym branży IT, gamingowej i wirtualnej rzeczywistości, ale także sektorze usług z dziedziny biotechnologii. Rynek IT tworzą eksperci, szczególnie wyspecjalizowani w swoich dziedzinach. Dlatego też sektor IT od wielu lat jest jednym z najatrakcyjniejszych i najbardziej opłacalnych obszarów na rynku pracy. Od lat coraz więcej usług przenosi się do sieci, a więc zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się budową systemów internetowych i IT wciąż rośnie. – Obecna sytuacja związana z pandemią bez wątpienia przyczyni się do zwiększenia digitalizacji świata a co za tym idzie branża IT oraz innowacyjne usługi będą także wymagać nowych kadr. – mówi Michał Kierul, prezes SoftBlue. Eksperci jeszcze przed wybuchem epidemii, szacowali, że do 2024 roku zapotrzebowanie na specjalistów IT będzie wyższe o 27 proc.

– Naszym głównym celem jest dziś nie tylko troska o środowisko, które stanowi dla nas podstawę działalności, ale także zadbanie o pracowników, zarówno zatrudnionych w spółce matce, jak i w naszych spółkach zależnych. – dodaje Michał Kierul.Zdaję sobie sprawę, że bez pracowników nie udałoby się nam osiągnąć stabilizacji rynkowej. Utrzymanie stanowisk jest dla mnie priorytetowe, zwłaszcza w trudnej dla nas wszystkich sytuacji. – dodaje. Bydgoska spółka zatrudnia obecnie kilkadziesiąt osób, a także nieprzerwanie prowadzi działania rekrutacyjne. Zatrudnia wysokiej klasy specjalistów branży IT – developerów, architektów operujących wiedzą inżynieryjną z zakresu informatyki oraz analityków biznesowych i project managerów. – Od marca do maja zatrudniliśmy do naszego zespołu kolejne pięć osób. Nikt też z naszych pracowników nie stracił pracy. Jesteśmy dalecy od decyzji związanych z redukcją stanowisk. Zapewniamy ciągłość usług i obsługi, zachowując przy tym wysokie standardy ochrony i bezpieczeństwa pracowników. – komentuje Michał Kierul.

Kryzys wywołany przez koronawirusa może znacząco zwiększyć zatory płatnicze w relacji biznes-konsument

Zgodnie z wynikami badań Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej i Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, którymi kieruje dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, kryzys gospodarczy związany z COVID-19 może znacząco zwiększyć zatory płatnicze w relacji biznes-konsument.

– Ankietowani konsumenci w najbliższych 12-tu miesiącach oczekują większych problemów z wywiązywaniem się z szeroko rozumianych zobowiązań: rat kredytów, płatności miesięcznych związanych z użytkowaniem mieszkania, wszelkiego rodzaju płatności za usługi telekomunikacyjne. Obecnie prawie 29 proc.  konsumentów oczekuje problemy w obsłudze zobowiązań, podczas gdy przed rokiem było to ok. 16 proc. W ciągu roku oczekiwana skala problemów uległa niemal podwojeniu – podkreśla dr Dudek.2020-05-15_BOZ_wykres (1) 2020-05-15_BOZ_wykres (2) 2020-05-15_BOZ_wykres (3) 2020-05-15_BOZ_wykres (4) 2020-05-15_BOZ_wykres (5) 2020-05-15_BOZ_wykres (6)

Wzrost możliwości pracy zdalnej powoduje globalny boom mieszkaniowy na przedmieściach

Amerykański Forbes, w raporcie Brendy Richardson, sygnalizuje ciekawy trend na rynku nieruchomości wywołany ostatnimi wydarzeniami związanymi z COVID-19 i możliwością pracy zdalnej, polegający na znacznym wzroście zainteresowania zakupem mieszkań i domów na zielonych obrzeżach miast. Potwierdzają go również Polscy deweloperzy i agencje nieruchomości.

Pustoszeją centra, zyskują peryferie

Dla wielu Amerykanów,  miejsce pracy może nigdy nie wyglądać tak samo po ustąpieniu pandemii koronawirusa. Trwałym dziedzictwem będzie prawdopodobnie szersza akceptacja pracy zdalnej. Może to doprowadzić do boomu mieszkaniowego w bardziej przystępnych cenach w miastach i na przedmieściach – podaje Forbes. Najnowsza ankieta, przeprowadzona przez Zillow (największą w USA internetową bazą danych dotyczących nieruchomości) pokazuje, że 75% Amerykanów pracujących z domu z powodu COVID-19 twierdzi, że wolałoby kontynuować tę procedurę po pandemii. Rozwój  technologii umożliwił im stworzenie środowiska pracy w domu. „Doświadczenie spędzania czasu w domu przez długi czas sprawia, że wszyscy ponownie zastanawiają się nad swoimi priorytetami”, powiedziała Danielle Hale, główny ekonomista realtor.com. „Ludzie zdają sobie sprawę, że przestrzeń jest ważniejsza, dlatego szukają bardziej przystępnych cenowo obszarów, w których mogą mieć więcej miejsca za tę samą cenę” – informuje Forbes

Polacy coraz chętniej uciekają na przedmieścia

Potwierdza to Kreator Dom Invest, deweloper który jest liderem ekologicznych lokalizacji w Warszawie Zachodniej. Takie inwestycje, biorąc pod uwagę tempo ich rozwoju, to też dobra lokata na przyszłość, ceny nieruchomości są bowiem odporne na inflację, ale też rosnący popyt na takie lokalizacje ponosi wartość lokali. Taki trend w dłuższej perspektywie spowoduje utratę wartości nieruchomości ulokowanych w centrach miast.

Pracując zdalnie w domu, coraz więcej osób poszukuje większych metraży w zielonej przestrzeni z ogródkiem lub balkonem, za cenę ciasnego mieszkania w centrum. Chętniej kupujemy też gotowe ciekawe rozwiązania, gdyż budowanie samemu jest drogie i czasochłonne oraz wymaga dużej wiedzy. Wyspecjalizowani deweloperzy wiedzą, jak najlepiej wykorzystać atuty lokalizacji, pozostawiając do dyspozycji większą i bardziej zaciszną przestrzeń, która daje poczucie prywatności.

„Nowoczesne technologie i prestiżowa architektura, połączona z dobrą komunikacją to klucz do sukcesu. Nasza firma od wielu lat zyskuje dzięki swojemu oryginalnemu podejściu do rynku, który łączy ekologię, dobrą cenę i wysoką jakość inwestycji. Po COVID-19 obserwujemy wzmożone zainteresowanie ofertą mieszkań na przedmieściach”  – mówi Prezes Kreator Dom Invest Klaudia Siarkiewicz.

„Jeśli faktycznie praca zdalna stałaby się codziennością, miałoby to niebagatelny wpływ na rynek nieruchomości. Gdyby zniknął problem dojazdów do pracy, na atrakcyjności zyskałyby domy poza miastem, z dostępem do zieleni i ciszy. Jednocześnie praca zdalna na dłuższą metę wymagałaby odpowiednich warunków w domu, preferowana powierzchnia i liczba pokoi prawdopodobnie by zatem rosła.” -informuje Jarosław Krawczyk z Otodom.pl – najpopularniejszego serwisu nieruchomości w Polsce.

Zdalna praca staje się opcją na stałe

Teraz, gdy ponad połowa zatrudnionych Amerykanów (56%) miała możliwość pracy z domu, zdecydowana większość chce kontynuować ten proces. Na przykład Twitter ogłosił we wtorek, że praca zdalna jest stałą opcją. Dwie trzecie pracowników pracujących z domu z powodu pandemii (66%) rozważy przeprowadzkę, gdyby mieli swobodę pracy z domu. Pew Research Center podaje, że przed COVID-19 tylko 7% pracowników miało możliwość pracy z domu, chociaż 40% pracowało na stanowiskach, których obowiązki potencjalnie mogłyby być wykonywane zdalnie.  Ostatnie badania Zillow podają, że w USA w połowie kwietnia liczba odsłon stron z ofertami sprzedaży na przedmieściach była o 18% wyższa, niż w 2019 r.

Wśród pracowników,  gdyby mieli możliwość pracy zdalnej  z domu, prawie jedna trzecia twierdzi, że rozważałaby przeprowadzkę, aby mieszkać w lokalu:

  • z wydzieloną powierzchnią biurową (31%), 
  • większym (30%) 
  • z większą liczbą pokoi (29%).

Analiza Zillow pokazuje, że 46% gospodarstw domowych ma wolną sypialnię, która mogłaby zostać wykorzystana jako biuro. Ale odsetek ten spada o ponad 10 punktów w gęstych, drogich metropoliach, takich jak Nowy Jork, Los Angeles, San Jose, San Francisco i San Diego, gdzie znacznie mniej domów ma wolne pokoje.

„Widzimy kolejnych kupujących, którzy chcą opuścić miasto” – powiedział Bic DeCaro, członek Rady Doradczej Zillow w Waszyngtonie i Północnej Wirginii. „Nabywcy szukają teraz dodatkowej ziemi, aby uzyskać więcej powierzchni.”

„Dowiedzieliśmy się od COVID-19, że możemy prowadzić naszą firmę zdalnie”, powiedział Andrews, który ma 40 pracowników pracujących w domu. „Arkansas to dobre miejsce do przeprowadzki, jest ekonomiczne i jest o wiele mniej ludzi. Wydostać się z miasta to jak powiew świeżego powietrza. ”

Trend z USA widoczny w Polsce

Już dziś obserwujemy w Otodom ciekawe tendencje: najpopularniejszym typem nieruchomości stały się domy, a nie mieszkania. Polacy szukają większych metraży niż dotąd, choć nie są skłonni płacić za nie więcej. Na popularności zyskują także działki budowlane i działki rekreacyjne, słowem – wszystkie nieruchomości, które dają więcej życiowej przestrzeni, dostępu do świeżego powietrza i przyrody. W tych zmianach postaw upatrywałbym przede wszystkim chęci odreagowania obecnej kwarantanny. Niewykluczone jednak, że jeśli nasz model pracy i funkcjonowania w społeczeństwie zmieni się, pociągnie to za sobą modyfikację preferencji dotyczących nieruchomości.”- mówi Jarosław Krawczyk z Otodom.pl

„Również w Polsce koronawirus znacznie spotęgował popyt na zaciszne podmiejskie osiedla z placami zabaw, które przyciągającą przede wszystkim rodziny z dziećmi. Zamiast mieszkać i pracować w niewielkim mieszkaniu w centrum miasta, możemy spędzać czas w wielopokojowym domu z własnym podwórkiem. Nie bez znaczenia jest też większa dostępność miejsc parkingowych oraz zadaszonych garaży, większe bezpieczeństwo i świeże powietrze. Korzystamy z najlepszych nagradzanych pracowni architektonicznych jak „Beczak & Beczak”, kreujących wyjątkową przestrzeń do życia i pracy, aby nasze realizacje były wyjątkowe i spełniały najwyższe standardy”  – dodaje Klaudia Siarkiewicz Prezes Kreator Dom Invest.

Czy w Polsce powstanie szczepionka na kryzys biznesu? Debata właścicieli firm i ekspertów z całego świata

Koronawirus uderzył w gospodarki niemal wszystkich krajów świata, a jego konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez co najmniej kilka lat. Covid-19 nie znał litości również dla prowadzących firmy w najliczniej reprezentowanym modelu na świecie – właścicieli biznesów rodzinnych. Dylematy, rozterki, stres, emocje i szereg trudnych, niespotykanych na taką skalę i ryzyka decyzji, spadły na barki firm rodzinnych z dnia na dzień. Przedsiębiorcy czują, że widmo upadku często dorobków ich życia jest realne, przed nami czas pełen wyzwań. W sukurs polskim przedsiębiorcom przyszli nasi starsi bracia z zachodu, właściciele firm, których historia jest znacznie dłuższa niż 30 lat wolności gospodarczej jaką mieliśmy w Polsce, którzy mają w swojej wielopokoleniowej historii niejeden już kryzys.

Do debaty zostali zaproszeni również obserwatorzy biznesu oraz eksperci, którzy na co dzień pracują z familijnymi biznesami na całym świecie. Co przyniesie konfrontacja wiedzy i doświadczenia ekspertów z Niemiec, Szwajcarii, Włoch, Wielkiej Brytanii, USA, Argentyny, Nigerii, Słowacji czy Niderlandów? Moc inspiracji i przykładów radzenia sobie z Covid-19 w różnych rynkach, kulturach, otoczeniu i gospodarkach! Spojrzenie zagraniczne zostanie skonfrontowane ze spojrzeniem właścicieli firm, ludzi biznesu, którym w Polsce po dziś dzień zawdzięczamy gospodarczy dobrobyt. Swoimi doświadczeniami podzielą się również polscy eksperci, którzy z niejednego kryzysu wyciągnęli już niejedną firmę. Inspiracja, poznanie nowego wymiaru ekonomii i prowadzenia firmy, jaką będzie świat z koronawirusem w tle i nowe zasady biznesowej gry – to w obszernym skrócie Family Business Week.

– Przez pierwsze tygodnie po ogłoszeniu pandemii, nieustannie kontaktowali się ze mną przedsiębiorcy, którzy opowiadali mi o swoich problemach, które wyniknęły z Covid-19, a także szukali porad i sugestii… co robić? Co z firmą? Co zrobić z pracownikami? Co z dorobkiem mojego życia? – mówi inicjatorka Family Business Week, dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego. – Sama jestem przedsiębiorcą, sama odczuwam skutki Covid-19. Jednak widząc ten nasilający się pesymizm w mediach i dołujące nastroje przedsiębiorców, postanowiłam nie czekać, a działać. Zebrałam w jednym miejscu najlepszą wiedzę i doświadczenia w obszarze biznesu rodzinnego, z całego świata, tak by to właśnie w Polsce, kraju, którego problemami i historią można by poobdzielać kilka państw, powstało centrum debaty antykryzysowej. – dodaje Lewandowska.

Każdy dzień z Tygodnia Przedsiębiorczości Rodzinnej poświęcony jest innemu obszarowi funkcjonowania i dylematów jakie stoją teraz przed rodzinami biznesowymi. Pierwszy dzień to kontekst Firmy, drugi Przywództwa, trzeci Majątku, czwarty Rodziny i Własności, a piąty to Globalne Otoczenie Firmy Rodzinnej. – W każdej z tych perspektyw zawarte są inne dylematy, o zweryfikowanie których powinien zatroszczyć się właściciel biznesu by maksymalnie zniwelować skutki kryzysu w swojej firmie, a nawet poszukać nowych dróg rozwoju. Family Business Week to tydzień, który w pełni poświęcamy przyszłości firm rodzinnych. – kończy wypowiedź Adrianna Lewandowska.

Family Business Week organizowany jest przez Instytut Biznesu Rodzinnego, Centrum Wiedzy o Firmach Rodzinnych. Partnerem Strategicznym wydarzenia jest BNP Paribas – Bank zmieniającego się świata.

Szczegółowy program wydarzenia, rejestracja, zakresy dyskusji oraz potwierdzeni goście dostępne na stronie: www.familybusinessweek.pl

Spowolnienie wzrostu PKB w Polsce nie takie straszne jak sądzono

Dzisiejsze odczyty dały chwilę oddechu polskiemu złotemu. Gospodarka nie spowalnia tak znacznie jak sądzono, a na tle innych państw wciąż wyglądamy bardzo solidnie. Również wzrost cen jest na razie w normie.

Spowolnienie wzrostu PKB w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wzrostu PKB w Polsce. Problem w tym, że są to dane za pierwszy kwartał. W obecnej sytuacji dane te powinny powoli bardziej interesować historyków niż analityków. Wypadły jednak aż o 0,6% lepiej od oczekiwań, co pomimo tego, że są już dawno nieaktualne, spowodowało pozytywną reakcję na złotym. W pierwszym kwartale w ujęciu rocznym utrzymywaliśmy jeszcze 1,9% wzrostu. dane kwartalne były jednak spadkowe. Wyniki te nie obejmują kwietnia, kiedy to gospodarka otrzymała najsilniejszy cios, więc dopiero przy podsumowaniu kolejnego kwartału dowiemy się z jaką skalą problemów się mierzymy.

Ceny stabilne

Wskaźnik inflacji to ciekawy parametr w dzisiejszych czasach. Co interesujące w mediach pojawiają się zarówno analizy mówiące o nadchodzącej deflacji jak i ryzyku eksplozji wzrostu cen. Obecny odczyt wyniósł zgodnie z pierwszymi szacunkami 3,4%. Co ma spowodować tak duże różnice w poziomie zmian cen? Z jednej strony mówimy tutaj o czynnikach podnoszących ceny. Jest to z pewnością susza, jak również spadek produkcji wywołany wirusem. Z drugiej strony spowolnienie gospodarcze nie sprzyja podnoszeniu cen, nie bez znaczenia są też spadki cen surowców energetycznych.

Dane z Niemiec

Poznaliśmy dzisiaj zmianę PKB w Niemczech. Piszemy “zmianę”, bo tamtejsza gospodarka w pierwszym kwartale skurczyła się o 2,2%. W rezultacie są bardzo duże szanse, że kolejny odczyt przyniesie nam techniczną recesję w tym kraju. O recesji mówimy, gdy dwa kwartały z rzędu PKB się kurczy. Drugi kwartał zawiera jednak kwiecień, co powoduje, że spadek jest bardzo prawdopodobny. Problemy naszego głównego partnera gospodarczego mogą jednak wpłynąć negatywnie również na nasz lokalny rynek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa,

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ropa WTI: dopiero optymistyczne prognozy windują ceny

Notowania ropy WTI są na najlepszej drodze do zanotowania trzeciego z rzędu wzrostowego tygodnia. Kurs kontraktu lipcowego podniósł się z niemal 3 USD i zbliża do 29 USD. Optymizm jest widoczny również w spreadach kalendarzowych, które powróciły do poziomów sprzed rozpoczęcia wojny cenowej i uległy radykalnemu zawężeniu. Niecały miesiąc temu za ropę WTI w kontrakcie czerwcowym płacono prawie 10 dolarów mniej niż w kontrakcie lipcowym. Obecnie spread wynosi zaledwie 25 centów!Ropa WTI dopiero optymistyczne prognozy windują ceny

Przez cały tydzień na rynek surowca docierały pozytywne informacje. Po pierwsze, kraje Zatoki Perskiej od czerwca dobrowolnie i mocniej ograniczą wydobycie (o ponad 1 mln b/d). Po drugie, wygląda na to, że Rosja wywiązuje się z przyjętych na siebie zobowiązań i jest na drodze by wydobywać w maju zakładane 8,5 mln b/d. Po trzecie w USA po raz pierwszy od połowy stycznia spadły zapasy ropy.spadły zapasy ropy

Produkcja surowca obniżyła się szósty tydzień z rzędu. Wynosi ona obecnie 11,6 mln b/d, co oznacza spadek o ponad 11 proc. względem pułapów z połowy marca. Na marginesie dodajmy, że dziś wieczorem opublikowane zostaną statystyki firmy analitycznej Baker Hughes dotyczące liczby aktywnych szybów wiertniczych. Dane te powinny potwierdzić trend wygasania aktywności wydobywczej. Od połowy marca liczba czynnych szybów runęła z ponad 680 poniżej 300 sztuk. Warto monitorować ten wskaźnik mając na uwadze, że w 2016 roku załamanie na rynku surowca okazało się zbyt krótkie, by na trwałe uderzyć w najmniej efektywnych przedstawicieli sektora. Ponadto nie zapobiegło uzyskaniu przez USA statusu kraju o najwyższym wydobyciu na świecie.Nową odsłoną rajdu cen surowca

Nową odsłoną rajdu cen surowca były opublikowane w czwartek, odświeżone prognozy IEA dotyczące zapotrzebowania na ropę. W porównaniu z kwietniowymi szacunkami zostały one wyraźnie zrewidowane w górę. Pozwala na to stopniowe odmrażanie gospodarek i łagodzenie restrykcji. Na drugi kwartał zakładane jest załamanie popytu o 19,9 mln b/d. Stanowi to około 20 proc. ubiegłorocznej średniej konsumpcji. Poprzednie estymacje zakładały ubytek zużycia o ponad 3 mln b/d silniejszy. W całym roku popyt ma obniżyć się o 8,6 mln b/d a nie 9,3 mln b/d jak wcześniej oczekiwano.W całym roku popyt ma obniżyć się

W rezultacie IEA zakłada, że w drugiej połowie roku budowane teraz zapasy będą szybko redukowane. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja fundamentalna ulegać zaczyna wyraźnej poprawie. Mimo to wciąż znajdujemy się w środowisku jednoznacznej nadpodaży. W czasie pandemii zapasy w USA podniosły się o 17 proc.  i o ponad 10 proc. przewyższają średnią z poprzedniego pięciolecia. Obojętność inwestorów na większość pozytywnych informacji i przebieg krzywej terminowej wskazują, że potencjał wzrostowy mógł zostać – na razie – wyczerpany. Przy widocznym schłodzeniu apetytu na ryzyko – ropa jest zagrożona mocnym spadkowym odreagowaniem ostatniego rajdu.

Bartosz Sawicki, DM TMS Brokers

Rzecznik MŚP kieruje wniosek do Ministerstwa Rozwoju w sprawie zajęcia jednoznacznego stanowiska co do objęcia wsparciem najemców w centrach handlowych

Zgodnie z art. 15ze ust. 1 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374, ze zm., dalej: „uCOVID-19”), w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży powyżej 2000 m2 zgodnie z właściwymi przepisami, wygasają wzajemne zobowiązania stron umowy najmu, dzierżawy lub innej podobnej umowy, przez którą dochodzi do oddania do używania powierzchni handlowej (umowy).

Do Rzecznika MŚP docierają sygnały o istotnych utrudnieniach w prowadzeniu działalności gospodarczej dla przedsiębiorców wynajmujących powierzchnie handlowe w centrach handlowych, którzy zgodnie z przepisami z zakresu ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii byli zmuszeni do zawieszenia prowadzonej w wynajmowanych lokalach. Pojawiły się bowiem interpretacje, zgodnie z którymi termin „powierzchnia handlowa” określony w art. 15ze uCOVID-19 nie obejmuje działalności usługowej. Co istotne, taka interpretacja znalazła się w „Przewodniku Antykryzysowym dla Przedsiębiorców” autorstwa Polskiego Funduszu Rozwoju S.A.

W związku z powyższym, pismem z dnia 14 maja 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Pana dr Marka Niedużaka, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Rozwoju, z wnioskiem o zajęcie jednoznacznego stanowiska, zgodnie z którym przedmiotowy instrument prawny dotyczy wszystkich rodzajów działalności objętych zakazem prowadzenia zgodnie z przepisami z zakresu ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii – tj. działalności o charakterze zarówno handlowym, jak i usługowym.

Powrót do biura krok po kroku – przewodnik Colliers

Firma doradcza Colliers International przygotowała przewodnik dla firm pt. „Perspektywy New Normal”, będący zbiorem zasad bezpiecznego powrotu do biura, zarówno w trakcie, jak i po ustaniu pandemii COVID-19. Poradnik powstał dzięki współpracy zarządców nieruchomości, ekspertów z dziedziny środowiska pracy, innowacji i nowych technologii, office managerów oraz epidemiologa.

Wiele firm w związku ze stopniowym odmrażaniem gospodarki planuje powrót do swoich biur już w najbliższych tygodniach. Trzeba jednak pamiętać, że zdaniem epidemiologów pandemia pozostanie z nami jeszcze przez dłuższy czas – przynajmniej do powstania szczepionki, dlatego też musimy opracować szczegółowe zasady bezpieczeństwa w miejscach pracy.

Przewodnik Colliers „Perspektywy New Normal” zawiera m.in.: przykładowe aranżacje różnych rodzajów przestrzeni biurowej, pomysły na zabezpieczenie mebli i stanowisk pracy, przykłady komunikatów do użytkowników biur, proces dezynfekcji powierzchni krok po kroku, konkretne zastosowania rozwiązań technologicznych, które mogą pomóc w zarządzaniu przestrzenią biurową i zwiększyć bezpieczeństwo pracowników, propozycje zasad korzystania przez pracowników z przestrzeni biurowej, wytyczne lekarza epidemiologa, a także praktyczną check listę, pozwalającą na szybkie sprawdzenie, czy zadbaliśmy o każdy aspekt związany z przygotowaniem biura na powrót pracowników.

Rola zarządcy

W obecnej sytuacji istotna jest świadomość wspólnej odpowiedzialności za zdrowie użytkowników budynku. Do tego niezbędne jest wzajemne zaufanie i stały dialog pomiędzy zarządcą nieruchomości i jej właścicielem oraz zarządcą i najemcami.

Ważne jest zadbanie o pełne bezpieczeństwo w każdym aspekcie, szczególnie podczas korzystania z powierzchni wspólnych. Podstawowymi działaniami powinno być między innymi monitorowanie wejść, regularna dezynfekcja (np. klamek), ograniczony dostęp do powierzchni wspólnych, szkolenie personelu, przegląd instalacji budynkowych oraz widoczne oznakowanie wejść, wind, schodów i toalet. Dobrym rozwiązaniem jest również wprowadzenie reguły ONE WAY ONLY – czyli utworzenie jednokierunkowego ruchu po budynku.

– Troska o bezpieczeństwo wszystkich użytkowników budynku zaczyna się już przy wejściu do niego. Tu następuje pierwszy kontakt i odtąd szczególnie ważnym jest przestrzeganie wszelkich zasad. Kluczowa jest pełna kontrola nad całym obiektem i poszczególnymi powierzchniami – mówi Agnieszka Krzekotowska,  partner i dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International.

Środowisko pracy w nowej rzeczywistości

Przygotowanie biura do funkcjonowania w “nowej normalności” oznacza zredukowanie jego pojemności, a co za tym idzie istotną reorganizację przestrzeni. Należy stworzyć plan dostępności powierzchni biurowej, grafik osób przebywających w biurze oraz system rotacji pomiędzy i w obrębie zespołów.

Nowe warunki biurowe będą wymagały od pracowników zmiany nawyków i zachowań. Z punktu widzenia komfortu pracy, dla zespołu ważne jest przejrzyste przedstawienie obowiązujących procedur. Z uwagi na obawy i emocje towarzyszące powrotowi, tam gdzie to tylko możliwe, warto dać pracownikom autonomię w podjęciu decyzji, czy będą pracować zdalnie czy z biura.

Niezwykle ważną kwestią jest również osobiste i bezpośrednie zaangażowanie kadry menedżerskiej. Istotne jest, by byli oni wyposażeni w informacje dotyczące strategii powrotu, by móc właściwie reagować na pytania pracowników i służyć jako dodatkowy kanał przekazywania informacji.

– Kluczowym elementem planu powrotu do biura jest przygotowanie środowiska pracy, w tym przestrzeni biurowej oraz procedur i reguł zachowania. Najważniejsze jest zapewnienie pracownikom poczucia bezpieczeństwa i maksymalnego komfortu. To ich zdrowie i dobrostan powinny być priorytetem – mówi Dorota Osiecka, dyrektor Działu Workplace Innovation w Colliers International.

Eksperci Colliers radzą, aby każda firma powołała zespół szybkiego reagowania, który na bieżąco będzie wprowadzał zmiany i dostosowywał plan działania do nowych warunków. Zapewnienie ciągłości działania organizacji jest najważniejsze. Zakażenie jednego pracownika w zespole niesie ze sobą ryzyko wyłączenia z pracy całej linii biznesowej. Warto zatem zadbać o podzielenie każdego zespołu na podgrupy, które nie będą przebywały w biurze jednocześnie. Skutecznym zabezpieczeniem jest też zasada „Airforce One” – osoby odpowiedzialne za kluczowe funkcje biznesowe nie przebywają równocześnie w jednej przestrzeni.

– Pomimo przygotowań mających na celu powrót do firmy, naszym pracownikom rekomendujemy na ten moment przede wszystkim pracę zdalną. Dla tych, którzy muszą jednak skorzystać z biura przygotowaliśmy nowe zasady funkcjonowania – mówi Małgorzata Michalczyk, dyrektor Działu Administracji w Colliers International.

Innowacje przyjdą z pomocą

Pandemia Covid-19 ze względu na swoją skalę i zasięg będzie długofalowo kształtować nowe postawy i trendy na świecie, m.in. należy spodziewać się przyspieszenia cyfryzacji branży nieruchomości. Pandemia przynosi zmiany, a te rodzą kolejne wyzwania. Największym z nich jest zapewnienie bezpieczeństwa użytkownikom biurowców poprzez ograniczenie bezpośredniego kontaktu bez równoczesnej straty na jakości i efektywności działania firm.

– Nowoczesnym narzędziem, które ma w tym pomóc jest aplikacja do cyfrowego zarządzania biurem, umożliwiająca m.in. mobilny dostęp do biura, nawigację po jego powierzchni, rejestrację gości, komunikację między użytkownikami, dostęp do usług wraz z płatnościami w ramach aplikacji, a także analizę zajętości przestrzeni czy elektroniczną rezerwację miejsc parkingowych, biurek i sal konferencyjnych – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Zdrowie w naszych rękach

– Przestrzeganie zaleceń epidemiologów dało efekty w postaci spłaszczenia krzywej wzrostu zarażonych – to od naszego przestrzegania zasad bezpieczeństwa w ogromnym stopniu zależy skala pandemii. Pamiętajmy, że skuteczność indywidualnych środków ochrony przed skażeniem została potwierdzona wszędzie tam, gdzie były stosowane w sposób prawidłowy! Jednak powrót do pracy może zniwelować uzyskany wspólnie efekt, jeśli zapomnimy o pilnowaniu narzuconych przez lekarzy reguł – mówi Waldemar Ferschke, lekarz epidemiolog, wiceprezes Medisept.

Po powrocie do biur konieczne jest zatem rygorystyczne przestrzeganie zasad, które zostały na nas nałożone w czasie ostrej fazy pandemii. W miejscu pracy musimy pamiętać, by nosić maseczki i rękawiczki, dbać o częste mycie rąk, utrzymywać bezpieczną odległość minimum 1,5 m oraz unikać dużych skupisk ludzkich.

Przewodnik Colliers „Perspektywy New Normal” jest dostępny po logowaniu pod linkiem: https://bit.ly/3cAbaFJ

Tak wygląda początek recesji w Polsce

Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS za I kw. poziom PKB zmniejszył się o 0,5 proc. w porównaniu do kwartału poprzedniego (po oczyszczeniu z sezonowości). Mamy więc początek recesji w Polsce. Jednak w świetle prognozy Komisji Europejskiej, bo nie mamy jeszcze wyników wykonania we wszystkich krajach, jest to jeden z najmniejszych wskaźników spadku PKB w Unii Europejskiej.

– Wszyscy ekonomiści oczekiwali zmniejszenia się poziomu PKB już w I kwartale. Komisja Europejska zakładała w swojej ostatniej prognozie spadek w I kw. o 1 proc. kw/kw wyrównane sezonowo. Bieżące dane są więc nieznacznie lepsze. To dobra informacja. Jednak musimy mieć na uwadze, że prawdziwe uderzenie kryzysu przyjdzie w II kw. Wszyscy ekonomiści zakładają duży spadek PKB w II kw., niektórzy nawet dwucyfrowy. KE zakłada spadek aż o 8,7 proc. kw/kw wyrównane sezonowo. Dla wyniku za cały rok pierwszy kwartał nie ma jednak istotnej wagi. O rezultacie naszego PKB w całym roku zdecyduje recesja w II kw. i wyniki w II półroczu. Rząd w całym roku szacuje recesję na 3,4 proc., Komisja Europejska na 4,3 proc.. Moim zdaniem w 2020 r. recesja będzie bliska 4 proc., na razie jest zbyt wcześnie aby uznać prognozę KE za zbyt pesymistyczną. Odpowiedź na to pytanie przyniosą następne kwartały. Niestety oczekiwania firm i gospodarstw domowych co do sytuacji gospodarczej w tym roku są bardzo pesymistyczne, oby się nie sprawdziły – ocenia główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek.recesja w polsce

Zakupy i Logistyka vs koronawirus

Czy wszystko wraca do normy…? Myślę, że to zdecydowanie zbyt odważne twierdzenie. Sądzę, że firmy ze swoimi łańcuchami dostaw zaczynają odnajdować się lub odnalazły się w tej nowej, „covidowej” rzeczywistości. Poprawiła się kwestia opóźnień w dostawach – ze średnio 28 do 10 dni, spadła również liczba przedsiębiorstw, która dalej boryka się z opóźnieniami. Co ważniejsze, czterokrotnie więcej ankietowanych nie spodziewa się już większych opóźnień.

Miejmy nadzieję, że przewidywania te się sprawdzą. Niestety, sprawdziły się te mało pozytywne odnośnie do upadłości i bankructw dostawców. Na każdego badanego przypadło 1,6 dostawcy, który wypadł z rynku.

Biorąc pod uwagę czas jaki upłynął od ostatniego badania, dalej nieco połowa respondentów uważa, że ich firmy były dobrze przygotowane na zaistniałą sytuację. Dodatkowo, 67% z nich pozytywnie ocenia podjęte przez nich działania antykryzysowe. Za najbardziej efektywne z nich, respondenci podają: transparentność swoich poczynań, bliską współpracę z innymi działami firmy oraz dostawcami (czy nawet na poziomie sektora) opartą o otwartą komunikację, a także elastyczność – odzwierciedlaną przez modyfikację procesów, tymczasowe ograniczanie wybranych procedur czy zwiększenie decyzyjności pracowników i zespołów.

Opanowanie sytuacji i przejęcie kontroli w łańcuchach dostaw, na pewno było jednym z powodów dla którego wzrosła ogólna pewność zarówno w prognozach, jak i samych działaniach. Z prawie połowy do 16% spadła liczba badanych, którzy ostatnio nie byli w stanie określić poziomu negatywnego wpływu pandemii na ich biznesy. Obecnie, przy właściwie niezmiennym poziomie firm walczących z bardzo dużymi, negatywnymi skutkami (1/3 ankietowanych) – firmy przewidują raczej niewielki, szkodliwy wpływ na działalność.

Mateusz Borowiecki, Managing Director, OptiBuy

Najnowsze zmiany w prawie budowlanym w 2020 r.

W czwartek 13 lutego 2020 r. Parlament zakończył prace nad Rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw – poinformowało Ministerstwo Rozwoju. Celem nowelizacji jest uproszczenie i przyspieszenie procesu inwestycyjno-budowlanego. Nowe przepisy powinny zainteresować zwłaszcza przedsiębiorców z branży budowlanej, deweloperów, inwestorów, jak również każdego, kto podejmuje się budowy lub innych prac budowlanych.

Nowelizacja autorstwa Ministerstwa Rozwoju (druk sejmowy nr 121) została uchwalona już 23 stycznia 2020 r. podczas 4. posiedzenia Sejmu, ale po przekazaniu jej do Prezydenta i Marszałka Senatu, od tego drugiego powróciła do Sejmu z poprawkami. 12 lutego 2020 r. Sejm, po zapoznaniu się ze sprawozdaniem Komisji Infrastruktury, która większość senackich poprawek odrzuciła, ponownie uchwalił nowelizację i ponownie przekazał ją do Senatu. W piątek 14 lutego 2020 r. Ministerstwo Rozwoju poinformowało, że prace nad ustawą zostały zakończone i teraz pozostaje już tylko czekać na złożenie pod nią podpisu Prezydenta.

Uproszczona legalizacja budowli po 20 latach

Obiekty budowlane lub ich części wybudowane bez wymaganego zgłoszenia oraz pomimo wniesienia sprzeciwu od tego zgłoszenia będą mogły zostać zalegalizowane w bezpłatnym, uproszczonym postępowaniu legalizacyjnym, jeśli od zakończenia ich budowy upłynęło co najmniej 20 lat. Aby skorzystać z tej procedury, wystarczające będzie przedstawienie geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej oraz stosownej ekspertyzy technicznej oświadczenia o prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane.

Mniejszy formalizm przy uzyskiwaniu pozwoleń na budowę

Nowelizacja zmniejszyć ma ilość formalności wymaganych przy występowaniu o pozwolenie na budowę lub przy dokonywaniu zgłoszenia budowy lub innych robót budowlanych. Wystarczające do złożenia wniosku będzie posiadanie tylko części projektu budowlanego. Na sam projekt składać się będą przede wszystkim: projekt zagospodarowania działki lub terenu, projekt architektoniczno-budowlany oraz techniczny.

Paczkomaty bez dziennika budowy

Art. 29 ust. 2 pkt 28 ustawy – Prawo budowlane otrzyma brzmienie: „Nie wymaga decyzji o pozwoleniu na budowę oraz zgłoszenia (…) budowa bankomatów, biletomatów, wpłatomatów, automatów sprzedających, automatów przechowujących przesyłki lub automatów służących do wykonywania innego rodzaju usług o wysokości do 3 m włącznie” (tekst ustawy przekazany do Senatu 12 lutego 2020 r.). Zmiany mają na celu dostosowanie polskiego prawa budowlanego do współczesnych realiów gospodarczych w sytuacji, gdy powszechnym stało się montowanie takich urządzeń w znacznej ilości. Firma stawiająca paczkomat nie będzie już musiała występować o pozwolenie na jego budowę lub dokonywać zgłoszenia. Zwolnieniem z konieczności uzyskania pozwolenia na budowę mają zostać objęte również instalacje gazowe wykonywane wewnątrz i na zewnątrz budynku czy też część budynków oczyszczalni ścieków i inne jak np. niecki dezynfekcyjne. Nie trzeba będzie też zgłaszać niektórych prac budowlanych np. budowy urządzeń melioracji wodnej.

5 lat na stwierdzenie nieważności pozwolenia

Nie będzie można stwierdzić nieważności decyzji o wydaniu pozwolenia na użytkowanie obiektu budowlanego, jeśli od dnia, w którym decyzja ta stała się ostateczna, upłynie 5 lat. To samo dotyczyć będzie udzielonego pozwolenia na budowę, jeśli ten 5-letni termin upłynie od dnia jego doręczenia lub ogłoszenia.

Reakcja na tragedię

Zmiana sposobu użytkowania nieruchomości, np. przekształcenie jej na przedszkole lub escape room, będzie wymagała uzyskania pozytywnej ekspertyzy przeciwpożarowej. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, iż jest to reakcja na tragedię, do jakiej doszło w jednym z escape roomów w Koszalinie w styczniu 2019 r.

Wiele innych zmian

Najnowsza nowelizacja prawa budowlanego zakłada także szereg wielu innych zmian. Przykładowo przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne nie będą mogły pobierać opłat za wydanie warunków technicznych przyłączenia do sieci. To również zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu terenu, o gospodarce nieruchomościami, prawie energetycznym i wielu innych ustawach. Dlatego też firmy budowlane, deweloperzy, inwestorzy już teraz powinni przeprowadzić audyt prawny prowadzonych i planowanych przedsięwzięć, budów, remontów i innych inwestycji budowlanych. A najnowsza ustawa o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw to nie tylko korzystne dla inwestorów budowlanych zmiany, ale i obowiązki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wyniki JR HOLDING ASI S.A. w 1 kw. 2020 r.

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zanotowała w pierwszym kwartale 2020 r. ponad 15,88 mln zł zysku netto. Posiadane przez Spółkę aktywa w postaci akcji i udziałów spółek portfelowych okazały się odporne na zawirowania rynkowe związane z SARS-CoV-2.

Spółka wypracowała w 1 kw. 2020 r. zysk netto w wysokości 15,88 mln zł, który wynikał z zastosowania nowej metodę wyceny posiadanych aktywów, do czego Emitent jest zobowiązany jako Alternatywna Spółka Inwestycyjna. Osiągnięty wynik finansowy jest dużym sukcesem w kontekście panującej sytuacji rynkowej na giełdach, gdzie mieliśmy do czynienia z ogromnymi spadkami związanymi z koronawirusem. Spółki portfelowe JR HOLDING ASI S.A. okazały się odporne na spadki, bowiem działają w perspektywicznych branżach i co więcej, mogą odnieść korzyści dla swojego biznesu. Zarząd Spółki jest bardzo usatysfakcjonowany z wyników finansowych w pierwszym kwartale i ma nadzieję na ich dalszą progresję w nadchodących kwartałach.

„Wypracowane wyniki finansowe potwierdzają, że zbudowaliśmy silny portfel inwestycyjny składający się ze spółek o mocnych fundamentach, które są w stanie przeciwstawiać się negatywnej sytuacji rynkowej. Działają one w bardzo rozwojowych branżach m.in. grach komputerowych, nowoczesnych technologiach, odnawialnych źródłach energii czy w obszarze life science. Podjęcie decyzji o wyjściu z segmentu nieruchomości i sprzedaży posiadanych aktywów tej klasy należy zatem traktować jako bardzo dobrą. Aktualnie prowadzimy negocjacje będące w zaawansowanej fazie z potencjalnymi nabywcami i mamy nadzieję na szybkie sfinalizowanie transakcji.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

W najbliższym czasie JR HOLDING ASI S.A. zamierza przeprowadzić aktualizację strategii rozwoju na lata 2020-2022. Jednym z nowych obszarów działalności inwestycyjnej Emitenta będzie realizowanie inwestycji w fundusze Alfa Bridge z dofinansowaniem z NCBiR-u oraz PFR Starter FIZ. Z kolei drugim kierunkiem inwestycji będą spółki z szeroko pojętego sektora Life Science. JR HOLDING ASI S.A. posiada już w swoim portfelu inwestycyjnym kilka podmiotów z tego sektora m.in. Adelante Sp. z o.o. (w trakcie zmiany nazwy na Ongeno Sp. z o.o.), Medcamp S.A. oraz GenXone S.A.

„Widzimy bardzo duży potencjał w inwestycjach związanych z sektorem Life Science, dlatego chcemy rozszerzyć naszą strategię rozwoju. Projekty z tej branży znajdujące się w naszym portfelu inwestycyjnym mają ogromne perspektywy rozwoju. Zamierzamy także realizować nowe inwestycje w fundusze Alfa Bridge z dofinansowaniem z NCBiR-u oraz PFR Starter FIZ. W ten sposób JR HOLDING ASI będzie chciał umacniać swoją pozycję na rynku kapitałowym i dążył do stania się jednym z wiodących podmiotów w branży.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.

Portfel inwestycyjny JR HOLDING ASI S.A. cechuje duża dywersyfikacja, która powinna umożliwić odporność na zmiany rynkowe. Jedną ze spółek portfelowych jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku nowoczesnej energetyki, w tym fotowoltaiki w Polsce. JR HOLDING ASI S.A. jest także największym akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejnym podmiotem portfelowym jest notowany na rynku NewConnect producent gier komputerowych ONE MORE LEVEL S.A., pracujący aktualnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajduje się również notowana na rynku NewConnect spółka TopLevelTennis.com S.A., która buduje globalną platformę szkoleniowo-edukacyjną TopLevelTennis.com, na której zamieszczane będą nagrania z największymi światowymi gwiazdami tenisa ziemnego. JR HOLDING ASI S.A. posiada też pakiet akcji Premium Fund S.A. z rynku NewConnect, która nabyła 100% udziałów Mousetrap Games Sp. z o.o. działającej w branży gier mobilnych. Z kolei spółka portfelowa, notowana na rynku NewConnect, Synerga.fund S.A. posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz ma odpowiadać za marketing i skalowanie terapii na świecie, a także budowę globalnej marki. Przedsięwzięcie polegające na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego jest realizowane w spółce Adelante Sp. z o.o., w której JR HOLDING ASI S.A. jest wiodącym inwestorem. JR HOLDING ASI S.A. jest również największym akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect Spółki MEDCAMP S.A. zajmującej się realizowaniem innowacyjnych projektów medycznych oraz biotechnologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem genetyki.

Spółka wypracowała w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jego wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi.

Wyniki finansowe GK GPW w I kwartale 2020 r.

  • Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW na poziomie 29,3 mln zł w I kw. 2020 r.
  • Przychody ze sprzedaży wyniosły 97,0 mln zł w I kw. 2020 r.
  • Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 50,0 mln zł
  • Rekomendacja wypłaty dywidendy w wysokości 100,7 mln zł (2,40 zł na akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w I kw. 2020 r. wypracowała 97,0 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 29,3 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 50,0 mln zł. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły o 15,3% wobec I kw. 2019 r. i o 20,9% wobec IV kw. 2019 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z wyższych o 9,5 mln zł, tj. o 29,7% przychodów osiągniętych z obsługi obrotu na rynku finansowym oraz z wyższych o 3,6 mln zł, czyli o 10,4% przychodów w segmencie rynku towarowego. Wzrost przychodów z obrotu na rynku finansowym to przede wszystkim efekt wyższych o 7,8 mln zł przychodów z tytułu obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym. W efekcie zwiększonej zmienności rynku wzrosły także przychody w segmencie instrumentów pochodnych o 68,1% rdr. Trend wzrostowy został utrzymany również w przychodach z obrotu energią elektryczną, które wzrosły w ujęciu rdr o 1,6 mln zł, tj. o 50,0% oraz w przychodach z obrotu gazem o 1,0 mln zł, czyli o 41,3% rdr.

Wyniki pokazują, że Grupa GPW jest odporna na kryzys. W ostatnich miesiącach musieliśmy jednocześnie obsługiwać rekordową aktywność uczestników rynków finansowych i towarowych oraz kompletnie przebudować nasz model operacji: ze scentralizowanego na rozproszony. Sukces na obu polach zawdzięczamy naszemu wspaniałemu zespołowi oraz postępom w cyfryzacji, automatyzacji i robotyzacji procesów, jakich dokonaliśmy w ostatnich dwóch latach – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w I kw. 2020 r. wzrosły o 3,2% w porównaniu z tym samym okresem i o 18,3% wobec IV kwartału 2019 r. do poziomu 56,1 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 57,8% wobec 64,5% w I kw. 2019 r. oraz 59,0% w IV kw. 2019 r. W kosztach operacyjnych I kwartału 2020 r. ujęta została rezerwa w wysokości 10,0 mln zł z tytułu opłaty rocznej na rzecz KNF na poziomie Grupy Kapitałowej, wobec 12,9 mln zł w I kw. 2019 r. Na wzrost kosztów w I kw. 2020 r. w ujęciu rocznym wpłynęły przede wszystkim wyższe koszty osobowe o 2,9 mln zł, w związku z wyższym zatrudnieniem na rzecz realizacji strategii GK GPW oraz koszty usług obcych o 1,3 mln zł.

Konieczność zachowania dystansu społecznego doprowadziła do jeszcze szybszej digitalizacji codziennych zadań. Z drugiej strony jednak utrudniła prowadzenie działań sprzedażowych w naszych nowych liniach biznesowych. To z kolei może spowodować opóźnienia w uzyskiwaniu przychodów z inicjatyw strategicznych – dodaje Marek Dietl.

Zarząd GPW zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 100,7 mln zł, co daje 2,40 zł na akcję i stanowi 93,2% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW/ za rok obrotowy 2019 przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Rekomendacja jest zgodna z obowiązującą polityką dywidendową GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2020 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2020 r. wyniósł 29,3 mln zł, o 19,7% więcej niż rok wcześniej i o 161,3% więcej niż w IV kw. 2019 r. Wzrost zysku netto w ujęciu kwartalnym to efekt wyższych przychodów z rynku finansowego o 15,1 mln zł oraz z rynku towarowego o 2,2 mln zł.

Przychody z rynku finansowego

W I kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 58,7 mln zł, co oznacza wzrost względem poprzedniego roku o 18,7% oraz wzrost o 34,6% kdk. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 60,5% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW w porównaniu do 58,8% w I kw. 2019 r. i 54,4% w IV kw. 2019 r. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W I kw. 2020 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 41,5 mln zł w porównaniu do 32,0 mln zł rok wcześniej. Jest to wzrost o 29,7% rdr i wzrost 53,1% kdk. Na wynik największy wpływ miał wzrost przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym. Odpowiednio przychody z obrotu instrumentami o charakterze udziałowym wzrosły o 32,4% rdr oraz o 56,5% kdk, a przychody z obrotu instrumentami pochodnymi wzrosły o 68,1% rdr i o 74,4% kdk.

Wzrost przychodów z tytułu obrotu akcjami wynika ze wzrostu wartości obrotów na Głównym Rynku. W okresie styczeń-marzec 2020 r. łączna wartość obrotu na tym rynku wyniosła 62,1 mld zł i była o 18,2% wyższa niż rok wcześniej.

Wzrost wartości obrotu w dużej mierze można przypisać podwyższonej zmienności notowań instrumentów finansowych, spowodowanej wybuchem pandemii oraz napływowi nowych inwestorów, w tym inwestorów indywidulanych (+56,6 tys. nowych kont maklerskich w okresie styczeń-kwiecień 2020 r. w stosunku do danych z końca grudnia 2019 r.).

  • Obsługa emitentów

W I kw. 2020 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,3 mln zł w porównaniu do 5,3 mln zł w I kw. 2019 r. i 4,3 mln zł w IV kw. 2019 r. Przychody z tytułu opłat za notowania wyniosły 4,5 mln zł w I kw. 2020 r. (-1,2% rdr i +6,0% kdk). W pierwszych 3 miesiącach 2020 r. na Głównym Rynku i NewConnect łączna wartość emisji zarówno IPO jak i SPO wyniosła 0,9 mld zł w stosunku do 0,2 mld zł w porównywalnym okresie 2019 r. Na kwotę 0,9 mld zł w głównej mierze składała się wartość SPO na Głównym Rynku.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w I kw. 2020 r. osiągnęły poziom 11,8 mln zł, co oznacza spadek o 3,0% rdr i o 3,3% względem IV kw. 2019 r. Przychody z tej linii stanowiły 12,2% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W pierwszym kwartale 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 38,1 mln zł, o 10,4% więcej niż rok wcześniej i o 6,1% więcej niż w IV kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w I kw. 2019 r. wyniósł 39,3%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2020 r. wzrosły o 18,9% rdr oraz 3,1% kdk, do poziomu 18,9 mln zł. Przychody z obrotu energią wyniosły 4,8 mln zł w I kw. 2020 r., wzrosły o 50,0% rdr i spadły o 0,9% kdk. Natomiast w I kw. 2020 r. przychody z obrotu gazem wzrosły o 41,3% rdr i spadły o 1,8% kdk i ukształtowały się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w pierwszym kwartale 2020 r. o 0,9% rdr i jednocześnie wzrosły o 7,9% kdk do poziomu 7,3 mln zł (to bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę zakończenie obrotu certyfikatami kogeneracyjnymi, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.). Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w I kw. 2020 r. wyniosły 3,5 mln zł w porównaniu do 3,0 mln zł w I kw. 2019 r. i 3,3 mln zł w IV kw. 2019 r. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W I kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,9 mln zł, co oznacza spadek o 22,9% rdr i wzrost o 15,6% kdk. Spadek przychodów o 1,7 mln zł w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. wynikał ze spadku wolumenów umorzonych praw majątkowych (o 66,5%) i wystawionych praw majątkowych (o 39,3%). Spadek przychodów jest wypadkową spadku przychodów z rejestru OZE z poziomu 5,4 mln zł do poziomu 5,2 mln zł, braku przychodów z kogeneracji w analizowanym okresie w stosunku do poziomu 1,6 mln zł w pierwszym kwartale 2019 r. oraz ukształtowania się przychodów z efektywności energetycznej i przychodów z gwarancji pochodzenia na zbliżonych poziomach rdr.

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2020 r. wyniosły 13,1 mln zł, o 20,3% więcej niż rok wcześniej i o 5,9% więcej niż w IV kwartale 2019 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w I kw. 2020 r. osiągnęły poziom 291 tys. zł wobec 169 tys. zł w I kw. 2019 r. i 176 tys. zł w IV kw. 2019.

 

Koszty działalności operacyjnej

W I kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 56,1 mln zł, czyli 3,2% więcej niż w analogicznym okresie w 2019 r. i 18,3% więcej niż w IV kw. 2019 r.

W I kw. 2020 r. GK GPW zaksięgowała niższy poziom rezerwy na opłatę za nadzór nad rynkiem kapitałowym na poziomie 10,0 mln zł wobec 12,9 mln zł w I kw. 2019 r. GK GPW odnotowała również wyższe łącznie koszty osobowe, które w I kw. 2020 r. osiągnęły poziom 22,3 mln zł wobec 19,4 mln zł rok wcześniej i 19,9 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz wyższe koszty usług obcych wynoszące w I kw. tego roku 11,4 mln zł wobec 10,1 mln zł w I kw. 2019 r. i 15,3 mln zł w IV kw. 2019 r. Wyższe koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją strategii Grupy oraz m.in. z wdrożeniem programu emerytalnego w TGE. Koszty amortyzacji wzrosły o 6,2% rdr oraz o 3,6% kdk do poziomu 9,8 mln zł. Koszty usług obcych wzrosły o 12,5% rdr oraz spadły o 25,5% kdk. Wzrost kosztów usług obcych rdr wynika m.in. z wzrostu kosztów doradztwa o 0,7 mln zł. Spadek w ujęciu kwartalnym jest wynikiem spadku kosztów IT oraz kosztów promocji.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W I kw. 2020 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 2,0 mln zł w porównaniu do 1,0 mln zł w I kw. 2019 r. oraz 1,9 mln zł w IV kw. 2019 r. Na wyższe wyniki bieżącego roku wpłynął wyższy zysk Grupy KDPW.

W okresie 3 miesięcy 2020 r. udział Grupy GPW w zysku Grupy KDPW wyniósł 1,8 mln zł, w porównaniu do 1,1 mln zł w I kw. 2019 r.

Udział w zysku netto Centrum Giełdowego za okres 3 miesięcy 2020 r. jest wyższy o 43,5%, tj. o 40 tys. zł w stosunku do okresu analogicznego 2019 r. i wyniósł 0,1 mln zł.

W I kw. 2020 r. udział w stracie spółki PAR (spółki współkontrolowanej) nie był ujmowany, gdyż w 2019 r. dokonano całkowitego odpisu posiadanych udziałów.

Wojciech Nagel: Trudno będzie dotrzymać obietnicy wypłaty czternastej emerytury w przyszłym roku. Trzynasta powinna zostać uzależniona od kryterium dochodowego

0

Opracowane w ubiegłym roku budżetowe założenia i plany rządu zostały zrewidowane i jeszcze będą się zmieniać z powodu pandemii. Nie ma już mowy o zrównoważonym budżecie, a dodatkowo wzrost świadczeń społecznych i spadek napływu składek – zarówno zdrowotnych, jak i społecznych – przewidywany wzrost bezrobocia oraz niezależny już od koronawirusa negatywny trend demograficzny spowodują, że wypłata dodatkowych emerytur w przyszłym roku może być niewykonalna.

– Od dawna podkreślam, że 13. emerytura powinna być świadczeniem uzależnionym od wielkości uzyskiwanego dochodu. Nie widzę potrzeby, dla której emeryt, który pobiera świadczenie 2 tys. zł brutto, miał taką samą 13. emeryturę jak ten, który pobiera 8 czy 9 tys. zł brutto, a wbrew pozorom takich świadczeń jest sporo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Wojciech Nagel, ekspert BCC ds. ubezpieczeń społecznych, członek rady nadzorczej ZUS. – W przypadku 14. emerytury będzie rzeczą niezwykle trudną, aby rząd dotrzymał jej wypłaty w przyszłym roku z uwagi na to, że bardzo pogłębi się deficyt budżetowy i nie będzie takich możliwości finansowania długu, jakie były dotąd. Narodowy Bank Polski skupuje obligacje dlatego, że obecnie rynek długu praktycznie zamarł.

Na 13. emerytury, które trafiły do emerytów w kwietniu br., rząd przeznaczył 12 mld zł – świadczenie było równe emeryturze minimalnej w wysokości 1200 zł. Na listopad 2021 roku zaplanowano natomiast „czternastki”, które miałyby kosztować budżet 11 mld zł. Tymczasem w związku z tarczą antykryzysową oraz utratą źródeł utrzymania lub wysokości dochodów przez wielu Polaków składki wpływające do FUS są niższe od zakładanych przy konstruowaniu budżetu na 2020 rok. Według prognoz FUS opublikowanych w maju 2019 roku w zależności od wariantu deficyt miałby wynieść od 39,4 do 54,2 mld zł. Przychody ze składek zakładano na poziomie prawie 209,5 mld zł, a dotację z budżetu – przeszło 33,5 mld zł. W ostatnich latach sytuacja finansowa budżetu FUS się wprawdzie poprawiała, ale wynikało to ze zdarzeń jednorazowych, a nie poprawy funkcjonowania mechanizmów.

– System emerytalno-rentowy jest od wielu lat pod presją, co przede wszystkim ma związek z tzw. złą demografią, tzn. coraz więcej ludzi wychodzi z rynku pracy, a coraz mniej ludzi pracuje – mówi dr Wojciech Nagel. – Poza tym elastyczne formy umów powodują, że napływa mniej składek. Mamy w tej chwili bardzo dużo potrzeb świadczeniowych, są to zwolnienia z płacenia FUS-u przez trzy miesiące czy dodatkowe świadczenia dla opiekunów osób małoletnich. Ta presja będzie narastać i rząd pewnie będzie musiał sięgnąć po nadzwyczajne mechanizmy, żeby tę lukę pomiędzy przychodami a wydatkami zasypać. Pamiętajmy również o tym, że kolejne roczniki będą przechodziły na emerytury i trzeba będzie im po prostu zapewnić świadczenia.

Na koniec marca stopa bezrobocia wyniosła 5,4 proc. i był to najniższy marcowy odczyt od 1990 roku. Wskaźnik ten minimalnie obniżył się też wobec stycznia i lutego, gdyż w miesiącach zimowych bezrobocie tradycyjnie jest najwyższe w ciągu roku. Oznacza to, że na koniec marca zarejestrowanych bezrobotnych było 909,4 tys. Jednak wiele osób straciło pracę dopiero w kwietniu, a jak wynika z danych GUS, w miesiącu tym koniunktura oceniana była najgorzej od początku prowadzenia badania zarówno w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu, jak i usługach.

Buforem finansowym stworzonym w celu finansowania świadczeń w nieprzewidzianych sytuacjach jest Fundusz Rezerwy Demograficznej.

– Przypominam sobie sytuację, w której wykorzystywano przede wszystkim Fundusz Rezerwy Demograficznej, czyli tzw. fundusz na złe czasy. Jest w nim kilkanaście miliardów złotych i niepokoi mnie fakt, że on był niedawno wykorzystywany do innych celów, m.in. do spraw związanych z dodatkowymi świadczeniami emerytalnymi – przypomina członek rady nadzorczej ZUS. – Kolejna linia obrony, która wiąże się niestety z pogłębieniem długu, to są dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych bezpośrednio z budżetu państwa bądź też pożyczki, które na jego rzecz rząd może czynić. Pytanie jednak, czy takie pożyczki byłyby kiedykolwiek spłacone. Wydaje mi się, że pierwszym mechanizmem będzie potrzeba zasilenia z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Zdaniem Wojciecha Nagela to, jakie środki będą potrzebne na wypłatę wszystkich świadczeń, do których zobowiązał się rząd, zależy od skali skutków pandemii dla rynku pracy, a tę będzie można ocenić dopiero po danych za II kwartał tego roku. Z dwóch scenariuszy wpływu koronawirusa na rynek pracy ten bardziej negatywny zakłada bezrobocie na poziomie 12 proc., czyli takie jak w czerwcu 2014 roku. Oficjalny i bardziej optymistyczny wariant rozwoju wypadków przewiduje zatrzymanie się stopy bezrobocia przed granicą 10 proc.

– Rząd będzie musiał bardzo surowo spojrzeć na wydatki. Już mamy informacje o cięciach w administracji rządowej i ten kierunek będzie dominował w najbliższych miesiącach. Budżet będzie nowelizowany, dlatego że jest oparty na zasadach, które opracowywano w IV kwartale ubiegłego roku. Wszystko się zmieniło, więc to też trzeba będzie zmienić – konkluduje ekspert BCC i członek rady nadzorczej ZUS.

Obawy o zmianę światowego porządku

Obawy o ostrą konfrontację między USA i Chinami wybijają się na pierwszy plan po tym, jak prezydent Trump zakwestionował zasadność jakichkolwiek stosunków z Państwem Środka. Obawy o zmiany porządku światowego nie są czymś, czego teraz rynki potrzebują, stając się dodatkowym czynnikiem wstrząsającym podstawami odbicia ryzykownych aktywów. Inwestorzy nie panikują, ale warunki do kontynuacji rajdu ryzyka są coraz trudniejsze.

Wczoraj otrzymaliśmy kolejne dowody, że prezydent Trump będzie starał się odciągnąć uwagę od trudności (porażek?) w walce z pandemią w kraju i przenieść ciężar dyskusji na krytykę Chin za zaistniałą sytuację. Inwestorów zszokowały hipotetyczne rozważania Trumpa, co by się stało, gdyby USA zerwały wszelkie relacje z Chinami. Prezydent powiedział, że mógłby nałożyć podatki na firmy, które produkują towary poza granicami USA. Przyznał też, że przygląda się chińskim spółkom notowanym na NYSE i Nasdaq, a które nie przestrzegają amerykańskich zasad rachunkowości. Stwierdził nawet, że choć jest w dobrych stosunkach z prezydentem Chin XI, obecnie nie ma ochoty z nim rozmawiać. Komentarze prezydenta otwierają wachlarz opcji, którymi kanałami konflikt USA-Chiny może eskalować. Trump przed jesiennymi wyborami potrzebuje pola, na którym pokaże swoją siłę, a walka z koronawirusem w kraju takiej możliwości mu nie daje. Jakkolwiek wiele może zostać ucięte na samych werbalnych pogróżkach lub przerodzi się w taktykę negocjacyjną warunków kolejnych etapów umowy handlowej, dla pozostających w kruchym stanie rynków finansowych jest to niepotrzebne zakłócenie. I bez tego nie brakuje wątpliwości, czy dyskontowana wcześniej szybka odbudowa ożywienia rzeczywiście będzie miała miejsce. Perspektywa odgrzania wojny handlowej będzie hamulcem dla rajdu ryzykownych aktywów. Coraz więcej przemawia za tym, że jeszcze przez kilka tygodni rynki nie wyrwą się z konsolidacji w oparach niepewności.

Niestety nie wiemy, co i kiedy znowu objawi nam prezydent Trump. W międzyczasie inwestorom pozostaje ocenić stan globalnej gospodarki po ataku pandemii. W nocy otrzymaliśmy mieszane dane z Chin z lepszymi wynikami kwietniowej produkcji przemysłowej, ale rozczarowaniem po stronie sprzedaży detalicznej. Zdolności wytwórcze zakładów przemysłowych wracają do normalności (co brzmi dobrze dla zamówień eksportowych), ale popyt wciąż jest osłabiony. Przed południem w strefie euro monitorowane będą drugi szacunek PKB dla całego bloku oraz wstępne szacunki dla Niemiec. Dla danych z Eurolandu istotne będą rewizje, które mogą być znaczne z uwagi na trudności przy gromadzeniu danych przez urzędy statystyczne. Niemcy powinny odnotować najmniejszy spadek PKB spośród czterech największych gospodarek z uwagi na większą kontrolę rozprzestrzeniania się COVID-19 oraz łagodniejsze zakazy przemieszczania się, które ustalono dopiero pod koniec marca. W Polsce szybki szacunek PKB za I kw. prawdopodobnie pokaże najsłabszy wzrost od 2013 r. i jedyny dodatni wynik w tym roku, ale nie sądzimy, aby dane ruszyły EUR/PLN. W USA po stronie danych sprzedaż detaliczna prawdopodobnie pokaże drugi rekordowy spadek z rzędu, podczas gdy produkcja przemysłowa ma tąpnąć o ponad 20 proc. Z kolei NY Empire State oraz indeks Uniwersytetu Michigan powiedzą więcej o aktualnych nastrojach biznesu i konsumentów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

DB Energy SA – wyniki finansowe za III kw. roku obrotowego 2019-2020

DB Energy nie zwalnia tempa realizacji projektów, co przekłada się na kwartał rekordowych przychodów ze sprzedaży. Wzrost zainteresowania inwestycjami z obszaru efektywności energetycznej, w tym szczególnie w formule zewnętrznego finansowania ESCO, sprzyja pozyskiwaniu ciekawych projektów inwestycyjnych, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.

w tys. zł 01.01.2020-31.03.2020 01.01.2019-31.03.2019 Zmiany % 01.07.2019-31.03.2020 01.07.2018-31.03.2019 Zmiana %
Przychody ze sprzedaży 8 442,62 3 518,64 +140% 18 028,47 8 348,26 +116%
EBIT 456,72 662,85 -31% 1 616,33 929,54 +74%
Marża EBIT 5,4% 18,8%   9,0% 11,1%  
EBITDA 492,76 699,57 -30% 1 716,50 1 036,56 +66%
Marża EBITDA 5,8% 19,9%   9,5% 12,4%  
Zysk netto 353,07 495,00 -29% 1 223,86 650,80 +88%

I-III kw. roku obrotowego 2019/2020 – rok obrotowy trwa od 1 lipca 2019 r. do 30 czerwca 2020 r.

REKORDOWE PRZYCHODY

W III kw. roku obrotowego 2019/2020 r. DB Energy zanotowała rekord przychodów ze sprzedaży na poziomie 8 442,62 tys. zł, tj. 140% wzrostu rdr. Narastająco w okresie trzech kwartałów roku obrotowego Spółka uzyskała 18 028,47 tys. zł przychodów ze sprzedaży, co daje 116% wzrostu rdr.

Wpływ na przychody Spółki w omawianym okresie miało przede wszystkim rozpoczęcie realizacji modernizacji elektrociepłowni dla Schumacher Packaging Zakład Grudziądz – wartość umowy to 17,9 mln zł netto oraz rozliczenie kolejnej transzy Białych Certyfikatów na kwotę 2,74 mln zł. Umowa z Schumacher Packaging to już kolejna umowa na generalne wykonawstwo inwestycji z obszaru efektywności energetycznej. W ramach realizacji strategii, DB Energy stawia na rozwój tego segmentu działalności.

W omawianym okresie Spółka dokonała rozliczenia kolejnych projektów związanych z Białymi Certyfikatami pozyskując 2,74 mln zł, co narastająco daje przychodów w wysokości 7,97 mln zł. W ostatnich miesiącach ceny Białych Certyfikatów rosną w tempie ok. 3% średniomiesięcznie. W marcu średnioważona cena Białych Certyfikatów wyniosła 1844 zł/toe.

Wraz z rozwojem epidemii w okresie styczeń – marzec 2020 r. DB Energy wprowadziła procedury ochrony pracowników zapewniając ciągłość procesów organizacyjnych i inwestycyjnych przy realizowanych projektach.

Zgodnie z przyjętym modelem działalności, Spółka realizuje coraz więcej projektów inwestycyjnych, co przekłada się na wzrost obrotów przy jednoczesnej stabilizacji poziomu rentowności. W omawianym okresie I-III kw. 2019/2020 roku, segment doradczy, w tym audyty efektywności energetycznej, pozyskiwanie Białych Certyfikatów oraz audyty energetyczne przedsiębiorstw stanowiło 45% przychodów ze sprzedaży Spółki, zaś projekty inwestycyjne, w tym w modelu ESCO (finansowanie długoterminowe) odpowiadały za 52% całości przychodów ze sprzedaży.

SKOKOWY WZROST ZYSKÓW

W III kw. 2019/2020 r. Spółka wypracowała 492,76 tys. zł EBITDA, co dało narastająco wynik na poziomie 1 716,5 tys. zł, tj. 66% wzrostu rdr. Marża EBITDA narastająco na koniec III kw. wyniosła 9,5% wobec 12,4% w analogicznym okresie ubiegłego roku. W III kw. 2019/2020 r. Spółka odnotowała 456,72 tys. zł zysku operacyjnego, co dało narastająco wynik na poziomie 1 616,33 tys. zł, tj. 74% wzrostu rdr. Marża EBIT wyniosła narastająco 9,0% wobec 11,1% w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W III kw. 2019/2020 r. koszty operacyjne wyniosły 8 004,66 tys. zł, tj. wzrost o 179% rdr. Głównymi pozycjami kosztowymi były koszty usług obcych, które rosną proporcjonalnie wraz z realizowanymi projektami inwestycyjnymi oraz koszty wynagrodzeń, które wzrosły odpowiednio o 233% i 77% rdr. Narastająco, po trzech kwartałach koszty operacyjne wyniosły 16 458,38 tys. zł, tj. wzrost o 120% rdr.

Zysk netto w III kw. 2019/2020 r. wyniósł 353,07 tys. zł. Narastająco Spółka zamknęła I-III kw. wynikiem na poziomie 1 223,86 tys. zł, tj. wzrost o 88% rdr.

Na koniec III kw. Spółka dysponowała gotówką w kwocie 8 422,1 tys. zł, tj. 93% wzrostu rdr. Przepływy operacyjne w III kw. były dodatnie i wyniosły 5 702,58 tys. zł.

WZROST ZAINTERESOWANIA PROJEKTAMI ESCO

Działalność Spółki cieszy się rosnącym zainteresowaniem ze strony potencjalnych kontrahentów. Powyższe spowodowane jest oczekiwanymi następstwami panującej epidemii COVID-19. Znaczna część przedsiębiorstw oczekując zmniejszenia sprzedaży w ujęciu rocznym, a tym samym zmniejszeniem wpływu środków pieniężnych wyraża zwiększone zainteresowanie projektami służącymi zmniejszeniu zużycia energii. Dotyczy to w szczególności projektów, które DB Energy realizuje w modelu ESCO, tj. pełniąc zarówno funkcje generalnego wykonawcy jak również oferując finansowanie na realizację przedsięwzięcia służącego poprawie efektywności energetycznej.

Pod koniec stycznia 2020 r. DB Energy podpisała kolejny duży kontrakt na rynku efektywności energetycznej w przemyśle, realizowany w formule generalnego wykonawstwa – projekt dla Schumacher Packaging, globalnej firmy z branży opakowań. Wynagrodzenie za zrealizowane prace wynosi 17,9 mln zł i będzie płatne w transzach, po etapach zakończonych prac.

Wody pitnej nie zabraknie, ale specjaliści zalecają jej racjonalne zużycie w ogrodach. Do ich podlewania powinna służyć deszczówka, a nie woda pitna

Niedobór wody daje się we znaki rolnikom i z pewnością odbije się na tegorocznych plonach. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie chce wydać w 2020 roku 2 mld zł na inwestycje, które mają przynieść poprawę bilansu wodnego w Polsce. Zdaniem specjalistów susza nie będzie miała jednak negatywnego wpływu na wydajność ujęć wody pitnej i stosowanie znacznych ograniczeń w jej zużyciu nie będzie konieczne. Jednak to nie zwalnia z racjonalnego wykorzystania wody, m.in. podczas podlewania ogrodów. Eksperci zalecają m.in. rezygnację z trawników w stylu angielskim.

– Zjawisko niedoboru wody w rolnictwie, które objawia się brakiem wilgotności w glebie, czyli tzw. suszę rolniczą, obserwujemy już wiosną. Najbardziej dotknięty nią jest obszar środkowej Polski, od województwa lubuskiego, przez wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie, aż po Podlasie i Lubelszczyznę. Niżówkę, czyli obniżenie stanów wody w rzekach, notujemy również w tym pasie – dotyczy to Warty, Noteci, Narwi oraz Pilicy – wymienia Sergiusz Kieruzel, rzecznik Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. – Tam rzeczywiście występują niedobory wody. W związku z suszą wegetacyjną w rolnictwie w niektórych częściach kraju mogą wystąpić niższe plony. Dlatego bardzo ważne są inwestycje w retencję korytową, które prowadzimy w całej Polsce.

Zadaniem retencji korytowej rzek, kanałów i rowów jest poprawa bilansu wodnego na terenach rolniczych. Odbywa się to poprzez budowę i odbudowę systemu jazów, zastawek i przepusto-zastawek, umożliwiających nawodnienie użytków rolnych. Przeciwdziałanie skutkom suszy jest obecnie najważniejszym zadaniem, jakie wykonuje PGW Wody Polskie. Na ten cel przeznaczonych jest w tym roku ponad 2 mld zł. Równolegle wprowadzane są kolejne rozwiązania z zakresu małej i dużej retencji, które poprawią stan zasobów wodnych w Polsce.

Działania inwestycyjne opierają się na szczegółowych analizach dokonanych za pomocą najnowocześniejszych metod badawczych. W efekcie powstanie kompleksowy plan przeciwdziałania skutkom suszy. Dokument będzie zawierał analizę możliwości powiększenia dyspozycyjnych zasobów wodnych oraz zbiór niezbędnych inwestycji. Znajdą się w nim także konkretne wskazania dla samorządów, które będą pomocne w kształtowaniu zrównoważonej gospodarki wodnej na terenach gmin, a w konsekwencji – całego kraju.

Rzecznik PGW Wody Polskie uspokaja, że obecnie nie ma zagrożenia, aby przedsiębiorstwa musiały ograniczać zużycie wody w związku z suszą.

Jednak ewentualne decyzje o ograniczeniach będą podejmowały samorządy, bo to one odpowiadają za dostarczanie wody mieszkańcom oraz innym odbiorcom na danym terenie – wyjaśnia Sergiusz Kieruzel.

Podkreśla również, że obecnie nie należy się obawiać, że zabraknie wody pitnej dostarczanej gospodarstwom domowym. Ubiegłoroczne doświadczenia dotyczące niedoboru wody w ponad 300 gminach w Polsce pokazały, że wynikały one z niskiego ciśnienia w sieci wodociągowej.

– Było to spowodowane gównie podlewaniem ogrodów, a do tego nie powinna służyć woda pitna – zaznacza rzecznik. – Niestety Polacy lubują się w trawnikach, które potrzebują wody, ale nie biorą pod uwagę, że są one bardzo wymagające i sprawdzają się w angielskim klimacie, a nie w warunkach polskich. W dodatku do podlewania ogrodów częściej wykorzystujemy wodę z sieci zamiast nagromadzoną deszczówkę. Woda pitna nie powinna być zużywana do tego celu, bo jest to marnotrawstwo – w wielu krajach afrykańskich lub azjatyckich takie zachowanie byłoby najdelikatniej mówiąc niezrozumiałe.

PGW Wody Polskie prowadzi kampanie społeczne i edukacyjne. Ich celem jest przede wszystkim zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej zasobów wodnych, a szczególnie racjonalnego gospodarowania wodą w gospodarstwach domowych, m.in. zachęty do gromadzenia deszczówki i wykorzystywania jej do podlewania ogrodu. Inny sposób na rozwiązanie problemu to zamiana trawników na kwietne łąki, które pięknie pachną, cieszą oko, są przyjazne dla pszczół i zatrzymują wilgoć, więc nie trzeba ich tak często podlewać.

Kwarantanna dla nadużyć

Zdaniem ekspertów Deloitte organizacje stoją obecnie w obliczu zwiększonej ekspozycji na nadużycia. Jest to efekt nie tylko wzmożonej aktywności cyberprzestępców, którzy stosują takie metody jak phishing, np. podszywając się w korespondencji e-mail pod WHO, ransomware czy też fałszywe aukcje „leków” na koronawirusa. Mniejsza kontrola nad pracującymi w trybie home office oraz większa presja na osiągane wyniki w obliczu kryzysu gospodarczego wywołanego przez COVID-19 może przyczyniać się do łatwiejszej racjonalizacji nieprawidłowych i bezprawnych zachowań. Specjaliści SAS podkreślają, że bez wsparcia systemów analitycznych trudniej będzie lokalizować nadużycia i im skutecznie przeciwdziałać.

(15 maja 2020 r.) – Biznes musiał nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości przeformatowanej przez koronawirusa. Organizacje myślą przede wszystkim o utrzymaniu ciągłości działania. Wiele procesów udało się przenieść do świata wirtualnego, ale ogromna liczba pracowników wykonujących swoje obowiązki w domu sprawia, że możliwości kontroli są bardzo ograniczone.

Globalny zasięg nadużyć

Problemu nadużyć nie należy bagatelizować i rozpatrywać przez pryzmat jednostkowych przypadków, podobnie jak nie należy lekceważyć nowych nieznanych chorób, gdyż mogą one ewoluować i stać się globalnym zagrożeniem. Na przestępstwa finansowe często składa się cała siatka transakcji. Przestępcy starają się za wszelką cenę ukryć swoją nielegalną działalność, tworząc fikcyjne firmy i przelewając środki pomiędzy różnymi krajami. Systemy analityczne pozwalają na uzyskanie szerszego kontekstu i podejmowanie decyzji biznesowych w oparciu o dane.

Przykładowo systemy wykrywania nadużyć analizujące jednostkowe przypadki (ang. entity-based detection systems) mogą generować powiadomienia o oszustwach typu CNP (brak karty), skutecznie zatrzymując określone transakcje, ale nie będą w stanie wskazać innych klientów dotkniętych tym samym problemem. Dzięki technikom, takim jak rozpoznawanie poszczególnych podmiotów i analiza sieci powiązań można np. odkryć, że przypadki oszustw CNP dotyczą określonego bankomatu lub sprzedawcy.

Wirus nadużyć

Metody walki z nadużyciami mogą przypominać te stosowane do zwalczania epidemii. Pierwszym krokiem jest zlokalizowanie i wyizolowanie podejrzanej operacji finansowej. U osób podejrzanych o zarażenie szuka się symptomów choroby, natomiast zespoły analityczne sprawdzają transakcje pod kątem anomalii – czy nie została zrealizowana o nietypowej godzinie np. w nocy, czy kwota przelewu nie jest wyższa niż zazwyczaj albo czy dane geolokalizacyjne zgadzają się z profilem użytkownika.

To, co łączy epidemię z nadużyciami, to fakt, że nie wszystkie osoby są tak samo na nie narażone. Inna jest skala nadużyć w małej rodzinnej firmie, a inna w banku. Dlatego nie można mówić o jednym sposobie zabezpieczenia organizacji. Systemy analityczne pozwalają przetwarzać zróżnicowane dane pochodzące z wielu źródeł, dzięki czemu można indywidualnie podejść do każdego przypadku i prawidłowo oznaczyć jako podejrzane lub standardowe operacje finansowe mówi Agnieszka Piechocka, Customer Advisor w SAS.

Współpraca i informacja najskuteczniejszą bronią

Pandemia koronawirusa pokazała, że globalny kryzys wymaga połączenia sił rządu, służby zdrowia i biznesu. Wiele firm na całym świecie przekazało środki finansowe lub zaoferowało inne formy wsparcia: druk przyłbic ochronnych na drukarkach 3D czy przestawienie linii produkcyjnych tak, aby móc wytwarzać płyn do dezynfekcji rąk. Zarówno walka z globalną pandemią, jak i nadużyciami wymaga współpracy. Obecnie na branżę finansową składa się złożony ekosystem płatności internetowych, mobilnych, przekazów finansowych i innych usług. Zdaniem ekspertów SAS organizacje powinny wymieniać się informacjami na temat przestępstw finansowych, co doskonale sprawdza się np. w branży ubezpieczeń motoryzacyjnych. Zacieśnienie współpracy mogłoby pomóc wyeliminować np. działania mające na celu finansowanie terroryzmu.

Niemniej istotne są kampanie informacyjne wśród klientów. W przypadku choroby ustala się zasady, które pozwalają zmniejszyć ryzyko zarażenia, np. utrzymywanie odpowiedniej odległości między ludźmi w kolejce do kasy czy zakrywanie ust i nosa. Jeżeli chcemy uchronić pracowników, klientów i partnerów biznesowych przed nadużyciami, również należy określić, czego nie należy robić: np. umieszczać w mediach społecznościowych zdjęć dowodu tożsamości czy kart kredytowych.

Zapobieganie zamiast zwalczania

Problem nadużyć niszczy biznes niczym epidemia. Strach przed tym, że organizacja padnie ofiarą przestępstwa, potrafi wpłynąć na zwinność firmy. Wprowadzanie kolejnych ograniczeń mających na celu zwiększenie poziomu bezpieczeństwa nie jest jedyną drogą. Eksperci SAS zwracają uwagę na ogromną rolę działań prewencyjnych. Systemy analityczne, wykorzystujące modelowanie predykcyjne, pozwalają określić ryzyko wystąpienia danego przestępstwa i odpowiednio się na nie przygotować. Z kolei sztuczna inteligencja umożliwia bieżące dostosowywanie firmowej polityki bezpieczeństwa do wciąż ewoluujących taktyk oszustów.

Rośnie wartość polskiego rynku teleinformatycznego. Wyzwaniem dla branży jest jednak brak specjalistów i niski poziom prywatnych inwestycji

0

Polski rynek teleinformatyczny jest wart już 19,2 mld dol. Szybko rosną wydatki na IT, w 2019 roku wyniosły blisko 13 mld dol. – wynika z raportu o polskim rynku teleinformatycznym przygotowywanego przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji i IDC. Cyfrowa transformacja sprawia, że polska gospodarka jest coraz bardziej oparta na danych. Wyzwaniem dla rynku jest jednak brak wykwalifikowanych kadr – w Polsce brakuje nawet 50 tys. specjalistów IT.

– Szacujemy dzisiaj wartość  rynku teleinformatycznego na 19 mld dol., z czego część dotycząca IT wynosi około 13 mld dol., a część telekomunikacyjna 6 mld dol. Te wzrosty już spowolniły w ciągu ostatnich lat, czego oczywiście należy upatrywać w zmniejszonej liczbie dużych projektów, szczególnie w obszarze publicznym – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Lis-Jeżak, dyrektor zarządzająca IDC Polska.

Z raportu o polskim rynku teleinformatycznym przygotowanego przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji oraz IDC wynika, że polski rynek ITC wzrósł w 2019 roku o 1,1 proc. O ile wartość segmentu telekomunikacyjnego nieznacznie spadła, o tyle rośnie segment IT.

– Bardzo ważne, by patrząc na te liczby, znać kontekst globalnych zmian – cyfrowej transformacji, rozwoju nowych technologii i zjawiska, jakim jest powstanie nowej gospodarki opartej na danych. Innowacyjność to jej kluczowy element – wskazała Ewa Lis-Jeżak podczas Forum Gospodarczego TIME.

Obecnie Polska zajmuje 33. miejsce w rankingu cyfrowej konkurencyjności ponad 60 najważniejszych gospodarek na świecie. W europejskim rankingu innowacyjności plasujemy się zaś pod koniec stawki – na czwartym miejscu od końca. W publikowanym corocznie na Forum w Davos rankingu innowacyjności Polska zajmuje 37. miejsce. Z kolei w rankingu Global Innovation Index, który mierzy efektywność innowacyjności 126 gospodarek świata, Polska zajmuje 39. pozycję.

– Drugi aspekt tego rynku, poza samymi technologiami, to rynek pracy. Z perspektywy europejskiej szacujemy, że w najbliższych latach na kontynencie zabraknie około pół miliona ekspertów w obszarze IT, z czego w Polsce brakuje nam rocznie 10 tys. Chociaż polscy programiści świetnie wypadają w różnych międzynarodowych konkursach i zestawieniach, to brakuje nam ekspertów do zarządzania  danymi, sztuczną inteligencją, IoT, a nawet zaawansowanych rozwiązań chmurowych – mówi dyrektor zarządzająca IDC Polska.

W Polsce rozwojowi innowacyjności sprzyjają przyjęte ustawy, które zwiększają wysokość ulgi podatkowej na działalność B+R czy umożliwiają korzystanie z ulgi B+R dla części przedsiębiorstw działających poza specjalnymi strefami ekonomicznymi i ułatwiają finansowanie start-upów. Choć młode firmy mogą liczyć na wsparcie, to przede wszystkim z sektora publicznego – szacuje się, że ok. 20 proc. środków pochodzi od inwestorów prywatnych (raport „Przedsięwzięcia w fazie start-up oraz nakłady na badania i rozwój – sytuacja w Polsce i na świecie”).

– W obszarze nowych technologii przez wiele lat byliśmy globalnie w fazie testującej, obarczonej bardzo dużym ryzykiem, które ktoś musi na siebie wziąć. To ryzyko wzięło na siebie państwo. W Polsce jest wiele organizacji i funduszy wspierających nowe inicjatywy, ale w porównaniu z tym, co widzimy chociażby w Europie, jest ich stosunkowo mniej i to niewątpliwie element hamujący – ocenia ekspertka.

Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Polskie B+R” wskazuje, że potrzebne jest większe wykorzystanie innowacyjnych możliwości w ramach zamówień publicznych. Obecnie zamówienia przedkomercyjne lub partnerstwo innowacyjne są na wczesnym etapie rozwoju. Dotychczasowe działania skupiają się na bardzo dużych projektach (np. NCBiR) lub na bardzo małych aplikacjach. Brakuje jednak mechanizmu wsparcia innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw. Programy tego typu działają w Wielkiej Brytanii (SBRI) i Stanach Zjednoczonych (SBIR), gdzie agencje rządowe przeznaczają część budżetu zamówień publicznych na innowacyjne zamówienia od małych i średnich przedsiębiorstw.

– W tym roku szacujemy, że europejskie organizacje wydadzą na innowacje niemal 271 mld dol., z czego 16 proc. osiągnie zupełnie nowe strumienie przychodów. Cyfrowa transformacja stwarza zupełnie nowe możliwości, nowe ekosystemy dla firm, które do tej pory tradycyjnie ze sobą konkurowały w tworzeniu zupełnie nowego rodzaju biznesu. Technologie zwiększają efektywność, wspierają produkcję, ale przede wszystkim otwierają zupełnie nowe możliwości. Dla nas taką szansą byłby eksport dóbr innowacyjnych – przekonuje Ewa Lis-Jeżak.

Jak przygotować placówki i miejsca publiczne na przyjęcie ludzi?

Sytuacja w Polsce w związku z koronawirusem powoli zaczyna się stabilizować. Otwierają się hotele, centra handlowe, przedszkola, a ci, którzy pracowali z domów, ponownie zaczynają odwiedzać biura. Nie oszukujmy się jednak — bez względu na to, jak szybko społeczeństwo wróci do swojej codzienności, zachowanie wyjątkowej ostrożności i warunków higieniczno-sanitarnych będzie w przestrzeni publicznej obowiązkiem przez kolejne miesiące albo i lata.

Głównie z tego powodu, wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie — w jaki sposób i jak często odkażać biura i placówki? Jak zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i gościom?

Przede wszystkim — wybierz najbardziej skuteczną metodę odkażania

Podczas i po epidemii koronawirusa, w zakresie odkażania, potrzebna będzie bliska współpraca pracowników i pracodawców. Każda firma powinna w tym okresie zadbać o zapewnienie swoim pracownikom podstawowych narzędzi do dezynfekcji, takich jak płyny na bazie alkoholu. Przez długi czas ważnym elementem pozostaną również maseczki oraz rękawiczki, które zapewnią ochronę przed wirusami. Żadna z tych metod nie rozwiązuje jednak problemu obecności wirusa na powierzchniach wspólnych biura, szczególnie w przestrzeni, w której przebywała osoba zarażona wirusem. Spośród najbardziej skutecznych metod, warto rozważyć ozonowe odkażanie przestrzeni.

Główną zaletą ozonowania jest to, że zdezynfekujemy nim absolutnie wszystko — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska zajmującej się ozonowaniem od kilku lat. – Dzięki wykorzystaniu ozonu możemy odświeżyć całe pomieszczenia, powierzchnię i powietrze jednocześnie. Gaz dotrze nawet w szczeliny ściany, aż do 3 mm głębokości.

Zaletą ozonu jest także to, że w przeciwieństwie do środków chemicznych, nie trzeba go zmywać. Te drugie działają również tylko w odpowiednich warunkach i przy odpowiedniej ekspozycji na preparat.

Porozmawiaj w wieloma firmami odkażającymi, zanim wybierzesz tę jedyną

Podczas pandemii, na rynku pojawiło się całe mnóstwo firm dezynfekcyjnych. Wiele z nich zostało utworzonych na szybko, przez osoby bez doświadczenia, odpowiedniej wiedzy i przygotowania, które chcą wykorzystać chwilowy popyt na tę usługę. Chcąc zapewnić powracającym osobom bezpieczeństwo, ważny jest wybór odpowiedniej firmy. Jest to tyle ważne, że źle wykonane ozonowanie skutkuje tym, że powierzchnia nie jest zdezynfekowana, co więcej może zostać permanentnie zniszczona.  Każdy, kto zdecyduje się przeprowadzić ozonowanie w swojej placówce bądź biurze, powinien więc mieć na uwadze kilka kwestii.

Przede wszystkim warto zapytać o to, jak długo firma jest na rynku i jakie usługi świadczyła przed ozonowaniem lub dalej świadczy, oprócz ozonowania oraz jakie firma ma podejście do czasu ozonowania i czy przypadkiem nie przychodzi do nas z jedną słabą maszyną na 30 minut tylko po to, żeby pozostawić zapach ozonu. Powinniśmy się również upewnić, jaki firma ma park maszyn i jak organizuje odkażanie. – Niedawno od jednego z klientów dowiedzieliśmy się, że ktoś zaoferował mu ozonowanie 10 pomieszczeń przedszkolnych, które będzie trwało 2-3 dni, podczas gdy taka usługa na kilku dobrych maszynach powinna trwać kilka godzin. Ponadto przenosząc maszyny z pomieszczania do pomieszczenia, zamiast całkowicie usunąć problem, można go dodatkowo roznosić — mówi Patryk Nowicki, Współwłaściciel firmy PSG Polska. – Nie ma szans, aby odkażanie było wykonane poprawnie, jeśli firma nie ma odpowiedniego zaplecza maszynowego.

Każda próba negocjacji, sprzętu, ilości użytego ozonu czy czasu pracy, również powinna zapalić zamawiającemu w głowie czerwoną lampkę. Przygotowujemy przestrzeń na przyjęcie ludzi, a źle wykonana usługa nie zapewni im bezpieczeństwa i nie usunie wirusa.

Zastosuj się do wytycznych Głównego Inspektoratu Sanitarnego

Wytyczne i rekomendacje zmieniają się równie dynamicznie, jak zmienia się sytuacja w Polsce. Bez względu na to, na jaką metodę odkażania się zdecydujemy, ponad wszystko, warto śledzić zalecenia GIS oraz lokalnych stacji epidemiologicznych.

Wszystkie istotne komunikaty i informacje można również śledzić w zakładce aktualności na stronie profesjonalneozonowanie.pl.

Polacy versus cyfrowa rzeczywistość

17 maja obchodzimy Światowy Dzień Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego. Wydarzenie, ustanowione przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), symbolicznie poświęcone jest rozwojowi społeczeństwa cyfrowego i technologii. To dobra okazja, aby przyjrzeć się również polskim internautom. Firma NEXERA, która buduje i zarządza światłowodową siecią internetową, sprawdziła, jaką rolę w życiu Polaków pełni Internet i czy udało nam się odnaleźć w zdigitalizowanej rzeczywistości.

Jak bardzo jesteśmy cyfrowi?

Większość Polaków jest dobrze obeznana z cyfrowym światem. Według raportu Digital 2020 Poland, w styczniu br. 30,6 mln Polaków (80% populacji) deklarowało, że korzysta z Internetu, a 19 mln z nich było również aktywnymi użytkownikami portali społecznościowych. Średnio dziennie polscy internauci spędzali w sieci 6 godz. i 26 minut, a urządzeniami, które wykorzystywali do łączenia się online były głównie telefony komórkowe (56%), komputery i laptopy (42%), rzadziej tablety (1%). W świadomości Polaków Internet odgrywa coraz większą role, a jego wykorzystanie w codziennym życiu rośnie, co potwierdzają również badania przeprowadzone przez operatora telekomunikacyjnego – firmę NEXERA.

Do czego służy nam Internet?

Jeszcze w 2019 r. Polacy korzystali z Internetu najczęściej po to, aby w szybki i wygodny sposób załatwiać codzienne sprawy oraz zapewnić sobie rozrywkę. Ankietowani, którzy wzięli udział w badaniu #RegionyNEXERY2019 przyznali, że Internet służy im m.in. do korzystania z bankowości elektronicznej (83% wskazań), opłacania rachunków (80%), zakupów online (72%), załatwiania spraw urzędowych (41%). 74% respondentów przyznało, że porozumiewa się za pomocą internetowych komunikatorów, 59% dzięki Internetowi ogląda filmy online, 49% słucha muzyki, a 22% gra w gry – pokazały wyniki badania przeprowadzonego w czerwcu 2019 r. przez agencję badawczą GfK dla NEXERY.

Nowa wirtualna rzeczywistość

Pod koniec marca 2020 r., czyli kilka tygodni po wprowadzeniu izolacji społecznej ze względu na epidemię koronawirusa, NEXERA przeprowadziła badanie wśród polskich pracowników i rodziców uczniów w wieku szkolnym. Zapytano ich o doświadczenia związane z nową rzeczywistością – w tym z pracą zdalną i edukacją online. Okazało się, że Internet zaczął odgrywać jeszcze istotniejszą rolę w życiu Polaków. 89% ankietowanych stwierdziło, że dostęp do Internetu jest podstawą zdalnego nauczania, a 67% przyznało, że stabilne i szybkie łącze internetowe jest podstawowym narzędziem umożliwiającym im pracę zdalną. Dla porównania, w czerwcu 2019 r. niemal trzy czwarte ankietowanych przyznało, że nie miało okazji pracować zdalnie.

Jeszcze w 2019 r. Internet dla wielu Polaków był narzędziem ułatwiającym codzienne życie i źródłem rozrywki. Wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły jednak, że cyfrowa komunikacja zaczęła odgrywać jeszcze bardziej znaczącą rolę we współczesnym świecie. Choć większość Polaków jest zaznajomiona z rozwiązaniami telekomunikacyjnymi, to sytuacja, z jaką przyszło nam się mierzyć w ostatnim czasie okazała się nie lada wyzwaniem – również dla firm, szkół i wielu instytucji. Internet stał się podstawowym medium niezbędnym do pracy, nauki i prowadzenia biznesu – mówi Paweł Biarda z firmy NEXERA, która buduje i zarządza światłowodową siecią dostępową w czterech Regionach Polski.

Droga do pełnej cyfryzacji

Badania NEXERY ujawniają również problemy cyfrowe, z którymi na co dzień borykają się Polacy. Jednym z nich jest brak rozwiązań technologicznych, zarówno po stronie firm, jak i w domach pracowników. Z tego powodu, co piąty pracodawca (20%) nie miał możliwości wprowadzenia „home office”. Niemal połowa ankietowanych (48 proc.) pracujących w domu przyznała natomiast, że pracę zdalną najbardziej utrudniają im kwestie techniczne, np. związane z Internetem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w badaniu z 2019 r. 36% ankietowanych deklarowało, że nie ma dostępu do szerokopasmowego Internetu. Jednocześnie, niemal połowa badanych była zdania, że szybki Internet ma dla nich większe znaczenie niż liczba dostępnych połączeń komunikacyjnych w mieście.

 

Wyniki naszego badania pokazują, jakie zmiany zachodzą w świadomości Polaków, którzy coraz częściej dostrzegają możliwości, jakie daje dostęp do cyfrowego świata. Potencjał do rozwoju usług cyfrowych w Polsce jest nadal bardzo duży. Wyzwania z jakimi przyszło nam się ostatnio mierzyć pokazały, że temat cyfryzacji i zapewnienia wszystkim mieszkańcom, szkołom, firmom i instytucjom dostępu do szybkiego i stabilnego łącza internetowego powinien być priorytetem. Tymczasem na internetowej mapie Polski nadal możemy spotkać „białe plamy”, czyli miejsca niepodłączone do szerokopasmowej sieci. Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu jest koniecznością i będzie możliwe dzięki powstaniu naszej sieci. Liczymy, że w obliczu istotnie zwiększonego zapotrzebowania na komunikację przez Internet, infrastruktura telekomunikacyjna w małych miejscowościach i na terenach wiejskich będzie konsekwentnie rozwijana. Dzięki działaniom NEXERY, do 2021 roku w zasięgu najnowocześniejszej sieci światłowodowej znajdzie się ponad 670 tys. gospodarstw domowych oraz prawie 3 tys. szkół i jednostek oświatowych z Regionu Świętokrzyskiego, Łódzkiego, Warmii i Mazur oraz Kujaw, Pomorzem i Mazowszem – mówi Jacek Wiśniewski z firmy NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 2098 osób.

Raport #RegionyNEXERY2019 – badanie dotyczące mieszkańców zostało zrealizowane przez firmę badawczą GfK na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAPI. Badanie przeprowadzono w czerwcu 2019 r. na grupie 1649 osób z Regionów Nexery.

Przez pandemię koronawirusa może zniknąć rynek krótkoterminowego najmu. Dla właścicieli mieszkań taka działalność stała się zbyt ryzykowna

Mimo chwilowych zawirowań pandemia SARS-CoV-2 nie powinna trwale wpłynąć na rynek długoterminowego najmu mieszkań. W Polsce wciąż utrzymuje się deficyt takich lokali, rynek przed pandemią był w fazie górki, a gospodarka rosła, podobnie jak dochody gospodarstw domowych. Dlatego też możliwe są spadki stawek czynszów, ale będą one krótkotrwałe. Większe zmiany mogą za to zajść na rynku najmu krótkoterminowego. Część właścicieli mieszkań wynajmowanych dotąd na doby spostrzeże, że jest to bardziej ryzykowne, i zmieni profil działalności.

– Rynek najmu krótkoterminowego w tej chwili praktycznie nie istnieje. Powstał za to rynek najmu średnioterminowego, czyli część osób, która dotychczas wynajmowała mieszkania na krótki termin, teraz umożliwia wynajem na okres ok. trzech miesięcy. Nie chcą ich wynajmować na rok lub dwa, wierząc, że wkrótce wrócą dobre czasy. To wydaje się taktyką dość trudną w realizacji, ponieważ niewielu najemców potrzebuje mieszkania na trzy miesiące. Większość chce jednak wynająć je na dobę, na tydzień lub na stałe. Mało kto wynajmie mieszkanie na kilka miesięcy, wiedząc, że za chwilę będzie musiał szukać kolejnego. Sam proces przeprowadzki jest zbyt męczący, żeby powtarzać go tak często – mówi Artur Kaźmierczak, partner zarządzający Grupy Mzuri.

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem najmu mieszkań. Jak wynika ze statystyk grupy, o ile jeszcze w marcu liczba wynajmowanych lokali nie odbiegała od normy o tyle już w kwietniu spadła o około 50 proc. Około 10-krotnie zmniejszyła się także liczba telefonów od potencjalnych najemców, ale z drugiej strony większa ich część kończy się podpisaniem umowy. Rośnie również odsetek przedłużonych umów najmu. W przypadku Mzuri w kwietniu br. wyniósł on 73 proc. już w pierwszym tygodniu miesiąca (dla porównania, w kwietniu 2019 roku wyniósł 75 proc. w całym miesiącu).

– To, czy i jak rynek najmu długoterminowego zmieni się w długim okresie, będzie uzależnione od tego, jak generalnie zmieni się nasza gospodarka. Nie sądzę, by w  długim okresie zmieniło się wiele. Być może taką trwałą zmianą będzie to, że część ludzi przywyknie do pracy z domu, część korporacji przestawi się na pracę zdalną i pojawi się trend rezygnacji z najmu tych najmniejszych mieszkań. Jednak nie sądzę, żeby w innych aspektach długoterminowy wpływ pandemii był bardzo duży – mówi Artur Kaźmierczak.

Jak prognozuje, największe zmiany mogą zajść na rynku najmu krótkoterminowego. Część właścicieli mieszkań wynajmowanych dotąd na doby spostrzeże, że ta działalność jest bardziej ryzykowna niż najem długoterminowy, i zmieni profil w tym kierunku.

– Mieszkania, które były wynajmowane na dobę, łatwo mogą być przekształcone na potrzeby najmu długoterminowego. Z reguły są lepiej wyposażone i wykończone niż lokale długoterminowe. Część właścicieli takich mieszkań dostrzeże, że najem długoterminowy jest dużo mniej ryzykowny, i trwale zostawi swoje mieszkania na tym rynku – ocenia partner zarządzający Grupy Mzuri.

Ze statystyk grupy wynika jednak, że jak dotąd na rynek nie wpłynęła duża liczba mieszkań wcześniej przeznaczonych na najem dobowy. Wyjątkiem są trzy lokalizacje: warszawskie Śródmieście, okolice Starego Miasta w Krakowie oraz gdańskie Główne Miasto. Takie lokale z najmu dobowego są z reguły wykończone w wysokim standardzie, a jednocześnie często oferowane po stawkach obniżonych o ok. 10–15 proc. względem przeciętnych stawek rynkowych.

Grupa prognozuje jednak, że w dłuższej perspektywie wpływ konkurencji ze strony mieszkań na wynajem krótkoterminowy na cały rynek będzie ograniczony. Wynika to m.in. z faktu, że stanowią one małą część całego rynku (ok. 2–2,5 proc.). Na około 30–50 tys. mieszkań na doby przypada ok. 1–1,1 mln lokali oferowanych na długi okres.

Partner zarządzający Mzuri podkreśla też, że na tę chwilę trudno wyrokować, jak zmienią się ceny i czynsze najmu. Krótkoterminowo można spodziewać się spadków, ale z drugiej strony rynek przed pandemią był w fazie górki, gospodarka rosła, podobnie jak dochody gospodarstw domowych, a w Polsce wciąż utrzymuje się duży deficyt mieszkań na wynajem. Dlatego po krótkotrwałych spadkach sytuacja powinna wrócić do normy, jeżeli ograniczenia związane z pandemią koronawirusa nie będą się przedłużać.

– Poziom pustostanów zależy od dwóch–trzech czynników. Pierwszym z nich jest to, czy imigranci, którzy wyjechali z Polski, wrócą i będą chcieli zostać. Drugim czynnikiem jest to, jak będzie wyglądał kolejny rok akademicki, czy studenci będą we wrześniu szukać mieszkań, żeby wynająć je od października, czy też będą uczyć się zdalnie i nie będą potrzebować mieszkań w dużych miastach. Trzeci czynnik to poziom bezrobocia i generalna sytuacja ekonomiczna, która warunkuje to, czy ludzi stać, aby w ogóle wynająć mieszkanie. Trzeba jednak zauważyć, że banki już znacząco zaostrzyły politykę kredytową, w związku z czym dostępność kredytów hipotecznych jest mniejsza, trudniej jest kupić mieszkanie na własność. Z kolei w warunkach dużej niepewności ludzie też odwlekają tak poważne zakupy jak inwestycja we własne mieszkanie – wskazuje Artur Kaźmierczak.

Statystyki grupy wskazują, że jak na razie na rynku nie nastąpiły spadki czynszów, nie widać też presji najemców na obniżenie stawek. W marcu Grupa Mzuri rozłożyła na raty spłatę czynszu tym najemcom, którzy wpadli w kłopoty z powodu pandemii, ale nie miało to charakteru masowego. O działania pomocowe (np. zawieszenie, obniżkę czynszu) wystąpiło raptem ok. 8 proc. najemców, przy czym łączna wartość wnioskowanej pomocy stanowiła zaledwie ok. 0,6 proc. całości czynszów należnych za kwiecień.

Stworzone w Polsce technologie rozpoznają koronawirusa na zdjęciu rentgenowskim czy tomografii komputerowej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w walce z pandemią SARS-CoV-2 pozwoli usprawnić pracę pracowników służby zdrowia. Wdrożenie na szeroką skalę technologii uczenia maszynowego zautomatyzuje i usprawni część procedur medycznych. Sztuczna inteligencja wykryje wczesne objawy zakażenia, przeprowadzi wywiad z potencjalnymi chorymi i pomoże odnaleźć lek na koronawirusa. Po technologię uczenia maszynowego sięgnęli m.in. naukowcy z Politechniki Śląskiej, którzy stworzyli internetowy system diagnostyczny CIRCA. Narzędzie wyszkolono w analizie zdjęć rentgenowskich i wyspecjalizowano w odróżnianiu objawów koronawirusa od innych infekcji płucnych.

Sztuczna inteligencja staje do walki z koronawirusem. Zespół z University of Massachusetts Amherst zaprojektował mobilne skanery medyczne FluSense zdolne do wykrywania kaszlu w monitorowanym środowisku. Urządzenie wyposażono w mikrofony do prowadzenia nasłuchu oraz kamery termowizyjne wykorzystywane w procesie analizy wielkości tłumu. Dane zebrane przez FluSense są poddawane analizie przez algorytmy uczenia maszynowego, które potrafią przewidzieć wzrost zagrożenia pandemią wywołaną wirusami atakującymi górne drogi oddechowe.

Potencjał SI doceniła także m.in. Agencja Badań Medycznych, która dofinansuje polski start-up BrainScan.ai wyspecjalizowany w zautomatyzowanej analizie obrazów z tomografów komputerowych. Planuje on wykorzystać swoje doświadczenie w dziedzinie sieci neuronowych do opracowania algorytmu zdolnego rozpoznać na obrazie z tomografu niewielkie zmiany w klatce piersiowej świadczące o zakażeniu koronawirusem.

Z kolei zespół naukowców z Politechniki Śląskiej opracował system internetowy CIRCA do wspierania diagnostyki obrazowej COVID-19. Analizę można wykonać na podstawie zdjęć RTG płuc pacjentów. Zespół stworzył bazę 1200 zdjęć rentgenowskich płuc, na podstawie której system informatyczny rozpoznaje chorobę COVID-19.

– Zaproponowany system analizy radiogramów jest połączeniem kilku konwolucyjnych i klasycznych sieci neuronowych, które wraz z szeregiem procedur pomocniczych pozwalają na automatyczną identyfikację zdjęć RTG płuc, segmentację regionu płuca oraz identyfikację przypadków obrazowo zmienionych w wyniku rozwoju COVID-19 – wyjaśnia prof. dr hab. inż. Joanna Polańska, dziekan Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.

Największą zaletą systemu CIRCA jest jego wszechstronność i powszechność. Korzystanie z platformy jest w pełni darmowe, twórcy nie wprowadzili także żadnych ograniczeń regionalnych. Narzędzie może być wykorzystywane bez ograniczeń przez pracowników medycznych z całego świata, również tych niewyspecjalizowanych w analizie radiologicznej.

– Aktualnie system służy do rozróżnienia trzech podstawowych stanów: obrazu bez zmian chorobowych (zdrowe płuca), ze zmianami charakterystycznymi dla zapalenia płuc w COVID-19 oraz ze zmianami charakterystycznymi dla innych stanów zapalnych płuc (bakteryjnych i wirusowych). Trwają także prace nad rozszerzeniem jego funkcjonalności o kolejne jednostki chorobowe – dodaje prof. dr hab. inż. Joanna Polańska.

Algorytmy uczenia maszynowego wykorzystywane są także na ostatnim etapie walki z pandemią, w procesie opracowywania potencjalnych szczepionek oraz leków na koronawirusa. W stronę sztucznej inteligencji zwrócili się m.in. naukowcy z Uniwersytetu Flinders, którzy mają już na swoim koncie sukcesy związane z wykorzystaniem inteligentnych algorytmów w procesie opracowywania leków na grypę.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do przeszło 190 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,6 proc.

Mierzenie temperatury pracownikom jak gra w rosyjską ruletkę z Prezesem UODO

Pracodawcy stanęli przed dylematem, czy mierzenie temperatury – jedno z najprostszych działań, zalecanych w ramach profilaktyki COVID-19, jest prawnie dopuszczalne. W polskim porządku prawnym nie ma bowiem przepisu, który w sposób niebudzący wątpliwości pozwalałby  na to pracodawcy, nawet w stanie zagrożenia. Biorąc pod uwagę potencjalne kary za naruszenie zasad przetwarzania danych osobowych, mierzenie temperatury pracownikom jest więc jak gra w rosyjską ruletkę z PUODO.

„Przepisy o ochronie danych osobowych nie mogą być stawiane jako przeszkoda w realizacji działań w związku z walką z koronawirusem” – poinformował Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (PUODO) 12 marca br., czyli na początku epidemii. Minęły dwa miesiące i 5 maja br. pojawiło się kolejne oświadczenie, a pracodawcy, którzy mierzyli i mierzą temperaturę pracownikom, nadal nie wiedzą, czy w jego ocenie dopuścili się naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.

Źródło problemu

Nie budzi wątpliwości, że wynik pomiaru temperatury stanowi informację o stanie fizjologicznym człowieka, a więc zgodnie z motywem 35 preambuły RODO stanowi informację o stanie zdrowia. Taka zaś informacja należy do kategorii tzw. danych wrażliwych, których dotyczy art. 9 RODO. Norma ta wprowadza szczególne ograniczenia związane z pozyskiwaniem i wykorzystywaniem danych wrażliwych, które ze względu na swój związek z najbardziej prywatnymi obszarami życia człowieka, zasługują na dodatkową ochronę.

Pracodawca ma ograniczony dostęp do zasobów danych osobowych swoich pracowników. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że jeżeli chodzi o dane o stanie zdrowia pracownika, to musi istnieć wyraźny przepis prawa, który pozwala pracodawcy na ich pozyskanie, i to w bardzo ograniczonym (wyznaczonym przez konkretny cel), zakresie.

Stąd właśnie bierze się źródło sporu o pomiar temperatury, który trwa tak długo, jak stan epidemii w Polsce. Nie ma bowiem w polskim porządku prawnym przepisu, który bezpośrednio, w sposób niebudzący wątpliwości pozwalałby pracodawcy, nawet w stanie zagrożenia, zmierzyć pracownikowi temperaturę ciała. Zwrócił na to uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie z dnia 28 kwietnia br. do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Z drugiej jednak strony, pracodawcy, którzy nie wstrzymali działalności zobowiązani byli (i nadal są), do takiej organizacji pracy, która zapewnia pracownikom bezpieczeństwo, rozumiane także jako zabezpieczenie przed ryzykiem zarażenia COVID-19. Biorąc pod uwagę czynnik rosnącej absencji pracowników i zagrożenie dla ciągłości działalności, podjęcie działań organizacyjnych przeciwko rozprzestrzenianiu się wirusa stało się koniecznością. W dużych zakładach przemysłowych sami pracownicy czy związki zawodowe zgłaszali postulat mierzenia wszystkim temperatury. Pracodawcy stanęli więc przed dylematem, czy mierzenie temperatury – jedno z najprostszych działań, zalecanych każdemu w ramach profilaktyki COVID-19 jest prawnie dopuszczalne.

Spór o przepisy czy o wartości?

W mediach dają się zauważyć dwa poglądy na ten temat. Pierwszy z nich wyklucza możliwość mierzenia temperatury. RODO odwołując się do prawa Unii Europejskiej i prawa państwa członkowskiego w art. 9 ust. 2 lit. i) dopuszcza przetwarzanie danych o stanie zdrowia ze względów związanych z interesem publicznym w dziedzinie zdrowia publicznego, takich jak ochrona przed poważnymi transgranicznymi zagrożeniami zdrowotnymi. To znaczy, że musi być w porządku prawnym konkretny przepis, który zezwala na podejmowanie określonych działań w tym zakresie, aby przetwarzanie danych osobowych było legalne. Skoro nie mamy przepisu prawa, który zezwala na mierzenie temperatury pracownikom, nie ma podstaw prawnych do zbierania danych osobowych, które siłą rzeczy są przetwarzane przy takim pomiarze.

Zwolennicy drugiego poglądu wskazują jednak, że zgodnie z art. 9 ust. 2 lit. b) RODO przetwarzanie danych wrażliwych jest dopuszczalne, gdy jest to niezbędne do wypełnienia obowiązków i wykonywania szczególnych praw przez administratora w dziedzinie prawa pracy, a ponadto jest to dozwolone prawem Unii lub prawem państwa członkowskiego. Natomiast zgodnie z art. 207 § 2 Kodeksu pracy, pracodawca jest obowiązany chronić zdrowie i życie pracowników przez zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy przy odpowiednim wykorzystaniu osiągnięć nauki i techniki. To norma prawna, która legitymizuje mierzenie temperatury.

Drugi z poglądów jest racjonalny i odpowiada na potrzeby pracodawców oraz postulaty samych pracowników. Jest jednak obarczony pewnym ryzykiem. Z uwagi na ogólność sformułowań użytych w przepisie art. 207 Kodeksu pracy, nie ma gwarancji, że w ocenie PUODO będzie to wystarczająca podstawa prawna legitymizująca zbieranie wrażliwych danych w związku z pomiarem temperatury.  Mimo to uważam, że okoliczności, w których się znajdujemy uzasadniają pomiar temperatury. Jeśli badanie jest wykonywane wszystkim pracownikom, wyniki nie są utrwalane, a podwyższona temperatura jest wskazaniem do wizyty lekarskiej lub dnia wolnego, to trudno mówić, że pomiar stanowi ingerencję w strefę prywatności pracownika, którą chronią przepisy. „Nie, bo RODO” – nie może być odpowiedzią w sytuacji, gdy na szali kładziemy zdrowie wielu osób i zabezpieczenie ciągłości działalności całego zakładu.

Rozczarowujące stanowisko PUODO

Jeśli pracodawcy liczyli, że ich wątpliwości rozwieje Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, to mogą czuć się rozczarowani. Po prawie dwumiesięcznym milczeniu PUODO wydał komunikat, z którego dla pracodawców nie wynika nic konkretnego. Wygląda na to, że wypowiedź ta powstała w oderwaniu od merytorycznej dyskusji, która przetoczyła się w mediach, a Prezes Urzędu unika konfrontacji z tym problemem. PUODO nie tylko nie ustosunkował się do argumentów podnoszonych przez obie strony, nie dał żadnych praktycznych wytycznych, ale też nie poinformował pracodawców o swoim stanowisku odnośnie pomiarów. A były one przecież wykonywane jeszcze przed wydaniem komunikatu z 5 maja br. Zamiast tego PUODO wskazuje na możliwość wydania przez organy służb sanitarnych decyzji zobowiązujących pracodawców do pomiaru temperatury. Ile tysięcy takich indywidualnych decyzji musiałoby być wydanych, żeby wszyscy pracodawcy mogli być spokojni o legalność podejmowanych przez siebie działań? PUODO zdaje się też nie zauważać postulatów o uregulowanie tej kwestii w powszechnie obowiązujących przepisach. Z komunikatu płynie wniosek, że wszystko jest w porządku, a art. 17 specustawy w sprawie koronawirusa wystarczy. Niestety nie. Nie wystarczy do stworzenia tysiącom pracodawców warunków do bezpiecznego pogodzenia obowiązków w zakresie BHP i ochrony danych osobowych w czasie epidemii. W niepewnych czasach, kiedy pracodawcy walczą o przetrwanie, potrzebne są konkretne wytyczne od organów państwa. Nie może być tak, że w nadzwyczajnej sytuacji, jaką jest epidemia, kiedy brakuje wielu rozwiązań prawnych, nie ma orzecznictwa sądowego, a najwyższą wartością, którą chronimy jest życie i zdrowie ludzkie, na przedsiębiorców kompletnie bezzasadnie przerzuca się ciężar odpowiedzi na proste pytanie: czy mierzenie temperatury pracownikom jest legalne?

Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Ekspert z zakresu indywidualnego i zbiorowego prawa pracy oraz ochrony danych osobowych, trener
i szkoleniowiec.

Kolejny rekord na rynku polskich obligacji

Polskie 10-letnie obligacje skarbowe, którymi handluje się na rynku wtórnym, osiągnęły dziś rekordowo niskie rentowności. Tym samym minima, które były wyznaczone w rejonie 1,30 proc. 9 marca oraz 21 kwietnia zostały pokonane, a nowy rekordowo niski poziom został wyznaczony na 1,26 proc. W rezultacie ceny polskich papierów wciąż pną się w górę, a popyt na nie się utrzymuje.

Działania Narodowego Banku Polskiego, skup obligacji na rynku wtórnym i rekordowo niskie stopy procentowe sprzyjają spadkowi rentowności i wzrostowi cen.  Cała krzywa rentowności polskich obligacji jest płaska na krótkim końcu do 2 lat. Dopiero na średnim i dłuższym końcu, czyli od 2 do 5 lat oraz od 2 do 10 lat jest nachylona standardowo, czyli obserwujemy coraz wyższe rentowności wraz z dalszym czasem ich zapadalności. Wzmożony popyt na nasz rodzimy dług idzie w parze ze spadkiem kosztu ubezpieczenia od niewypłacalności naszego kraju. 5-letni CDS spadł do wartości 58,5 z prawie 64 na koniec kwietnia. Implikowane prawdopodobieństwo niewypłacalności Polski wynosi zatem tylko 0,98 proc.

Również spread względem obligacji Niemiec utrzymuje się na poziomie wieloletnich minimów, czyli w rejonie 180 p.b. Z kolei względem obligacji USA spadł on z wartości przekraczającej ponad 100 p.b. do okolic 70 p.b. Z kolei kontrakt FRA 9×12 dla PLN znajduje się na poziomie 0,3 proc., a zatem rynek stopy procentowej może wyceniać poniekąd jeszcze jedną obniżkę kosztu pieniądza w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że przyjęty krok działań na stopach procentowych, czyli standardowe 25 p.b. może się zmienić np. na 15 p.b.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Większość ukraińskich migrantów zarobkowych nie wraca do Polski do pracy z powodu kwarantanny pokazują dane ankiety

Odbycie obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny w Polsce jest jednym z głównych powodów, które utrudniają ukraińskim pracownikom przyjazd do pracy w Polsce. Tak wskazują dane z badania przeprowadzonego przez międzynarodową agencję zatrudnienia Gremi Personal wśród migrantów zarobkowych z Ukrainy. Respondentom zadano jedno pytanie: „Jakie czynniki powstrzymują Pana/ią przed podjęciem pracy w Polsce?”

Po przeanalizowaniu odpowiedzi okazało się, że obecnie 59% ukraińskich migrantów zarobkowych powstrzymuje się od wyjazdu z powodu konieczności poddania się obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie w Polsce. Ukraińcy mają wątpliwości, czy opłaca im się spędzić 2 tygodnie w Polsce na własny koszt. Wiele osób nie ma środków finansowych, aby samodzielnie utrzymać się przez okres 14-dniowej kwarantanny, a nie wszystkie agencje zatrudnienia zapewniają organizację pobytu migrantów zarobkowych w ośrodkach kwarantanny.

„Ten problem w sposób szczególny dotyka pracowników sezonowych, którzy przyjeżdżają do Polski na 3 miesiące. 2 tygodnie kwarantanny na własny koszt to dla nich luksus, na który nie mogą sobie pozwolić. Komisja Europejska zasugerowała zrównanie pracowników sezonowych z zawodami o kluczowym znaczeniu i umożliwienie im natychmiastowego podjęcia pracy w polu. Polski rząd powinien zwrócić uwagę na modyfikację systemu kwarantanny wobec wszystkich migrantów zarobkowych, którzy chcą przyjechać do Polski. Być może warto go zastąpić systemem wielokrotnego testowania pracowników pod kątem obecności wirusa COVID-19 w ciągu 14 dni po przyjeździe do kraju i przestrzeganiem wszystkich niezbędnych środków ostrożności, za które odpowiedzialność weźmie pracodawca. Zasady bezpieczeństwa mogą zostać opracowane przez lekarzy i służby sanitarno-epidemiologiczne ”, sugeruje Evgenij Kirichenko, właściciel Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.

Kolejne 41% respondentów opóźnia wyjazd z powodu trudności związanych z przekroczeniem granicy. Choć w tej chwili praca poszczególnych przejść granicznych jest wznawiana, to jednak z powodu braku regularnych usług pasażerskich i możliwości przekraczania granicy pieszo, Ukraińcy nie ryzykują podróży do Polski. Jest to spowodowane obawą przez nieuczciwymi prywatnymi przewoźnikami, którzy organizują transport przez granicę.

Badanie zostało przeprowadzone przez Centrum Analityczne międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal w dniach 7-13 maja przy zastosowaniu metody CATI (Computer Assisted Telephone Interview). W tym celu wykorzystaliśmy rejestr zgłoszeń Ukraińców na „gorącą” infolinię uruchomioną w ramach projektu społecznego Gremi Personal „Jesteśmy razem”.

Ankietę przeprowadzono wśród 1000 obywateli Ukrainy, którzy przebywali na Ukrainie podczas badania i wykazali zainteresowanie pracą w Polsce.

Próba jest reprezentatywna ze względu na płeć, wiek i miejsce zamieszkania respondentów.

W czwartek, 14 maja br. odbyła się pierwsza aukcja sprzedaży pszenicy na Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS)

  • Przedmiotem aukcji było 250 ton pszenicy klasy B oferowanej przez prywatnego producenta rolnego 
  • W trakcie aukcji zawarto 10 transakcji i sprzedano 250 ton pszenicy po średniej cenie transakcyjnej 830,40 zł/t
  • Od uruchomienia RTRS na rynku autoryzowanych jest 20 magazynów oraz dopuszczone są 3 domy maklerskie

Pierwsza aukcja na RTRS odbyła się 14 maja br., a przedmiotem obrotu było 250 ton pszenicy w klasie B. Oferentem był prywatny producent dysponujący magazynem autoryzowanym przez TGE. Podczas aukcji uczestnicy zawarli 10 transakcji o łącznym wolumenie 250 ton po średniej cenie 830,40 zł/t.

Uruchomienie Giełdowego Rynku Towarów Rolno-Spożywczych to przełomowy projekt dla polskiego rolnictwa, z którego skorzystać mogą duzi producenci, podmioty wysokotowarowe, a także mniejsze grupy, dobrze zorganizowane w ramach spółdzielni rolnych. Warszawska giełda, jako organizator obrotu,  gwarantuje przejrzystość oraz bezpieczeństwo zawieranych transakcji. Co niezwykle istotne, korzyści z uruchomienia Platformy Żywnościowej odczują również konsumenci, bo prowadzone przez nas działania – z jednej strony mają przyczynić się do poprawy opłacalności produkcji rolnej a z drugiej sprawić, by ceny płacone przez konsumentów były niższe. Nasze plany potwierdza fakt, że pierwszą ofertę złożył prywatny dostawca. To pokazuje, jak duży potencjał tkwi w tym segmencie. Giełda Papierów Wartościowych nieustannie się rozwija wchodząc w nowe obszary biznesowe i dociera do nowych grup klientów. Wykorzystując blisko 30-letnie doświadczenie w prowadzeniu obrotu instrumentami finansowymi oraz towarami przenosi standardy obrotu giełdowego na nowe sektory gospodarki – powiedział Artur Soboń, Sekretarz stanu, Pełnomocnik Rządu do Spraw Instrumentów Finansowania Rozwoju Gospodarczego Państwa.

Obecnie na RTRS autoryzowanych jest 20 magazynów, w tym 17 magazynów autoryzowanych, które świadczą usługi przechowywania zboża ora z 3 magazyny autoryzowane, oferujące towar własny w ramach aukcji. Status członka Rynku Towarów Rolno-Spożywczych posiadają 3 domy maklerskie, które pośredniczą w zawieraniu i realizacji transakcji.

Grupa GPW dynamicznie się rozwija oferując uczestnikom nowe produkty, platformy obrotu i usługi. Od początku marca rozpoczęliśmy pilotaż rynku rolnego. To nowatorskie rozwiązanie, które ma służyć producentom rolnym, dzięki oferowaniu cen zboża ustalonych na transparentnych zasadach rynkowych. Pierwsza aukcja to moment, w którym „na żywym organizmie” przetestowaliśmy mechanizmy funkcjonowania rynku pod kątem bezpieczeństwa naszych klientów i rozliczenia transakcji. Pomimo pandemii do rynku rolnego przystąpiło 20 magazynów autoryzowanych, a usługi pośrednictwa w zawieraniu transakcji oferują 3 domy maklerskie – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Giełdowy Rynek Towarów Rolno-Spożywczych został uruchomiony w ramach projektu realizowanego przez GPW wspólnie z KOWR. Zgodnie z harmonogramem do końca sierpnia trwa okres pilotażu, podczas którego organizatorzy rynku pozyskują kolejnych uczestników rynku – magazynów autoryzowanych oraz domów maklerskich. Obrót pszenicą na RTRS jest prowadzony w formule rynku kasowego (tzw. rynek spot). Zautoryzowane magazyny mogą również przeprowadzać aukcje na zasadach określonych w Regulaminie Rynku Towarów Rolno-Spożywczych Towarowej Giełdy Energii S.A.

Giełda, Izba Rozliczeniowa (IRGiT), magazyny autoryzowane oraz domy maklerskie są podstawą funkcjonowania Rynku Towarów Rolno-Spożywczych. Sieć autoryzowanych magazynów, pokrywająca docelowo obszar całego kraju, umożliwi fizyczne rozliczenie transakcji oraz dostawę towaru. Na giełdowym rynku rolnym magazyny autoryzowane będą odpowiedzialne za weryfikowanie i jakość przechowywanego towaru będącego w obrocie giełdowym, ewidencjonowanie towaru, rozliczenie transakcji w towarze i fizyczną dostawę produktów. IRGiT będzie odpowiedzialna za obsługę zabezpieczeń i rozliczeń finansowych.

Bezrobocie w Australii. Rynek ropy powoli odzyskuje równowagę

Nie tylko USA zaliczyło gwałtowny spadek zatrudnienia. Kolejnym przykładem gospodarki, która bardzo szybko ograniczyła miejsca pracy, jest Australia.

Bezrobocie w Australii

Analitycy spodziewali się wzrostu bezrobocia w Australii z 5,2% do 8,3%. Realnie wzrosło ono na razie “zaledwie” do 6,2%. Jest to jednak najgorszy wynik od 2016 roku. Zmiana zatrudnienia wyniosła imponujące – 594 tysiące etatów. Jest to zdecydowanie najgorszy wynik w historii pomiarów tego wskaźnika. Warto zwrócić uwagę, że ponad 60% z tej grupy to osoby pracujące na pół etatu. Dolar australijski pomimo lepszego wskaźnika bezrobocia delikatnie tracił na wartości.

Kryptowaluty znów w górę

Rynki finansowe lubią samospełniające się przepowiednie. Takie zjawisko właśnie zaobserwowaliśmy na bitcoinie. Na tej walucie doszło w tym tygodniu do spadku opłat dla osób wydobywających o połowę. W przypadku poprzednich takich działań dochodziło do istotnych wzrostów cen w niedługim czasie po społowieniu. W tej chwili tak wielu inwestorów uwierzyło, że sytuacja powinna się powtórzyć i teraz, że w ciągu kilku dni wywindowali cenę o niemal 15% potwierdzając słuszność tych oczekiwań swoim działaniem.

Czy czeka nas wzrost cen ropy?

Wczoraj poznaliśmy dane z USA na temat zapasów na rynku ropy. Co ciekawe pomimo relatywnie niskich cen zapasy spadają. Oznacza to, że rynek powoli odzyskuje równowagę. Jeżeli w ramach odmrażania gospodarek popyt będzie rósł, można się spodziewać, że czarne złoto będzie szło w górę. Ostatnie tygodnie były wyjątkowo spokojne na rynku ropy, jej cena miała relatywnie niską zmienność, a nawet wczorajsze dane spowodowały jedynie chwilowy wystrzał w górę.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowe wyniki deweloperów giełdowych w 2019 r. Co przyniesie przyszłość?

Po raz kolejny sezon publikacji rocznych wyników finansowych spółek notowanych na GPW nie zawiódł oczekiwań akcjonariuszy większości spółek deweloperskich. Jak zwykle potwierdzona została dominacja kilku spółek, od lat specjalizujących się w windowaniu profitów do rekordowych poziomów. Pytanie, w jakim stopniu ta doskonała passa zostanie zakłócona trwającą globalną pandemią.

Ubiegłoroczne wyniki finansowe netto notowanych na GPW reprezentantów branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym okazały się ponownie rekordowe, oczywiście z pominięciem pechowego przypadku Polnordu. Pozostała piętnastka największych i najbardziej rozpoznawalnych polskich firm deweloperskich budujących lokale mieszkalne na sprzedaż, zarobiła w 2019 roku na czysto prawie 1,2 mld zł, czyli o kilka milionów więcej licząc rok do roku. Poza wspomnianym Polnordem stratę zakomunikowała jeszcze jedna spółka – i2 Development.

Pozycję rynkowych liderów w kwestii zdolności generowania zysków z działalności deweloperskiej tym razem potwierdziły dwie spółki, od lat utrzymujące rynkowy prymat: Dom Development oraz Robyg. Obie też wypracowały w ubiegłym roku rekordowy w swojej historii skonsolidowany wynik finansowy netto na imponujących poziomach odpowiednio 256 i 202 mln zł.

Tymczasem kolejne dwa tuzy z branżowej czołówki – Atal i Develia, prawdopodobnie sprawiły swoim akcjonariuszom pewien zawód, prezentując wyniki poniżej oczekiwań oraz swoich możliwości.

Tabela wyników finansowych za 2019 rZa to cztery kolejne w klasyfikacji najlepiej zarabiających deweloperów firmy – Archikom, Victoria Dom, Marvipol Development i J.W. Construction zakomunikowały nie tylko imponujący dwu- i trzycyfrowy progres rok do roku, ale co najbardziej istotne także najlepsze wyniki zyskowności w swojej historii. To właśnie dzięki tym spółkom giełdowy segment deweloperki mieszkaniowej może mówić o najlepszym w historii roku 2019 pod względem osiągniętych profitów.

Ponownie jedynym wyraźnie negatywnym bohaterem sezonu publikacji raportów finansowych deweloperów okazał się Polnord, rynkowy weteran notowań giełdowych. Tym razem zaprezentował skonsolidowaną stratę netto za rok ubiegły na zdecydowanie niepokojącym poziomie 138 mln zł. Szczęśliwie bardzo realną szansą na zakończenie fatalnej passy Polnordu jest niedawna akwizycja spółki przez węgierskiego potentata branży deweloperskiej Cordia International.

Rozpatrując wyniki finansowe firm deweloperskich, których podstawowym przedmiotem działalności jest budownictwo mieszkaniowe, należy zwrócić uwagę na jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o to, że w tym segmencie rynku nieruchomości tego typu parametr jak zysk netto, choć jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji finansowej spółki, nie musi do końca odzwierciedlać bieżącego stanu koniunktury rynkowej, ani też nawet bieżącej sytuacji poszczególnych firm. Osiągnięty zysk netto jest bowiem efektem tzw. przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Jest to więc bardziej efekt działalności operacyjnej sprzed kilku kwartałów, aniżeli aktywności gospodarczej z okresu, którego dotyczy.

Stąd też obecna sytuacja rynkowych perturbacji związanych z pandemią koronawirusa bynajmniej nie przesądza o dramacie załamania deweloperskich profitów w roku bieżącym. Wolumen tegorocznych przekazań zapewne nie będzie rekordowy, jednocześnie jednak nie należy oczekiwać jego gwałtownego tąpnięcia. Deweloperzy mieszkaniowi do chwili materializacji zagrożenia epidemicznego przed dwoma miesiącami mieli bowiem bliskie rekordowym statystyki kontraktacji. A to oznacza kontynuację co najmniej zadowalającej passy zyskowności większości firm budujących mieszkania na sprzedaż w roku bieżącym. Pytanie jednak, czy podobnie optymistyczne prognozy będzie można już w niedalekiej przyszłości formułować w odniesieniu do roku przyszłego.

Swoistym znakiem czasów pandemii koronawirusa będzie dla akcjonariuszy spółek deweloperskich „posucha” dywidendowa. Na ich konta maklerskie w roku ubiegłym popłynęło w sumie od ośmiu spółek aż 725 mln zł z zysków za rok 2018. W roku bieżącym ta kwota ulegnie prawdopodobnie znacznemu zmniejszeniu, a zaplanowane wcześniej na wypłaty z zysku dla akcjonariuszy środki zasilą kapitały zapasowe deweloperów. To bardzo rozsądne rozwiązanie w tak niepewnych czasach. Dzięki temu gotówka na rachunkach giełdowych deweloperów liczona jest na dziś dzień w miliardach złotych, a wskaźniki zadłużenia zeszły na rekordowo niskie poziomy.

Autor/Źródło: RynekPierwotny.pl

Nowa p.o. prezes Alior Banku: Będziemy wspierać klientów w radzeniu sobie z nadchodzącymi wyzwaniami gospodarczymi

Alior Bank ma od kilku dni nowe władze, ale strategia banku, opierająca się na rozwoju usług mobilnych, pozostaje bez zmian. P.o. prezes została Iwona Duda, posiadająca wieloletnie doświadczenie w wielu instytucjach finansowych, takich jak Komisja Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski czy Bank Ochrony Środowiska, zapowiada, że Alior Bank nadal będzie skupiał się na wzmacnianiu relacji z klientem oraz rozwoju kanałów zdalnych.  

– Alior Bank jest znany na rynku finansowym ze swojego innowacyjnego podejścia do usług finansowych, zaawansowania technologicznego oraz umiejętności zwinnego wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom i aktualnym potrzebom klientów. Jest także częścią największej grupy finansowej w naszej części Europy. To wszystko w połączeniu z ogromnym zaangażowaniem i doświadczeniem zespołu profesjonalistów banku daje solidne podstawy do dalszego rozwoju w obecnej sytuacji społecznej i gospodarczej – mówi Iwona Duda. – Zgodnie z aktualną strategią „Więcej niż bank” skupimy się na wzmacnianiu relacji z klientami oraz dalszym rozwój zdalnych kanałów bankowości. Istotnym zadaniem na najbliższy czas będzie także dalsze wspieranie naszych klientów w radzeniu sobie z nadchodzącymi wyzwaniami gospodarczymi. To nasza odpowiedzialność jako ważnego gracza na polskim rynku bankowym – dodaje.

Nowa p.o. prezesa Alior Banku z wykształcenia jest ekonomistką, a z rynkiem finansowym jest związana od ponad 20 lat. Ostatnio pełniła funkcję doradcy Prezesa Narodowego Banku Polskiego oraz członka Rady Nadzorczej Banku Ochrony Środowiska. W latach 2006-2008 była zastępcą przewodniczącego KNF. Wcześniej jako pełnomocnik premiera tworzyła Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, który powstał z połączenia Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd.

Iwona Duda pełniła także funkcję zastępcy przewodniczącego Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych oraz dyrektora Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów. Pracowała także jako doradca w Departamencie Zarządzania Strategicznego Narodowego Banku Polskiego. Od 1998 do 2005 r. jako dyrektor departamentu tworzyła i nadzorowała rozwiązania w zakresie III filara systemu emerytalnego w Urzędzie Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, a następnie w Urzędzie Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych nadzorowała rynek pośredników ubezpieczeniowych. Wcześniej zajmowała się zagadnieniami długu publicznego w Ministerstwie Finansów oraz była związana z Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej.

Polskie firmy nie ustają w walce z COVID-19. W kwietniu przekazały ponad 70 mln złotych służbie zdrowia

Kwiecień nie był łatwym miesiącem dla przedsiębiorców, ale mimo wszystko udało się przekazać służbie zdrowia ponad 70 mln zł. Druga część raportu podsumowującego społeczną odpowiedzialność biznesu w czasie pandemii koronawirusa właśnie się ukazała.

Przemysł największym wsparciem

Podobnie jak to miało miejsce w marcu, największą grupą darczyńców są firmy z sektora przemysłowego – 48%. W porównaniu do marca to podwyżka o 6%. Drugim najliczniej reprezentowanym sektorem jest handel i gastronomia, a zaraz za nim sektor informacji i komunikacji, odpowiednio 9% i 7%. Sam sektor przemysłowy przekazał w marcu ok. 88 mln zł, a w kwietniu ok. 25 mln złotych.

Największy jednorazowy przelew na rzecz służby zdrowia w kwietniu wykonała sieć sklepów Biedronka oraz ubezpieczyciel Grupa Warta. Firmy przekazały po 10 mln zł. Na trzecim miejscu znalazła się Grupa Polpharma, która przekazała darowiznę rzeczową o wartości 7 mln złotych w postaci 100 respiratorów. Dodatkowo, Grupa Polpharma wspiera kadrę medyczną bezpłatnymi posiłkami.

Wsparcie organizacji pozarządowych

Również instytucje NGO i Fundacje w kwietniu intensywnie udzielały pomocy. Zarówno w formie darowizn pieniężnych czy rzeczowych jak i w ramach akcji społecznych. Wśród inicjatyw wartych wyróżnienia jest audycja odpowiadająca na obecnie ważne pytania dotyczące zdrowia i finansów seniorów zorganizowana przez Fundację im. Lesława A. Pagi oraz stworzenie telefonicznej grupy wsparcia, która łagodzi skutki poczucia izolacji, osamotnienia i smutku – Telefonpogadania.pl

Wielkość firmy nie ma znaczenia

W dobie kryzysu nie ma znaczenia wielkość przedsiębiorstwa, co pięknie pokazują firmy z sektora MŚP, które równie chętnie udzielają pomocy. Zarówno w formie darowizn pieniężnych jak i pomocy rzeczowej czy nawet wykorzystaniu swoich zasobów do produkcji np. kompletnych przyłbic czy maseczek. W całej Polsce małe grupy sąsiedzkie, pracownicze czy osoby indywidualne również skrzyknęły się do pomocy, najczęściej w formie szycia maseczek.

Koronawirus: Europa oddycha, Chiny znów palą węglem na potęgę

We współczesnej historii żadne wydarzenie: ani II wojna światowa, ani światowy kryzys ekonomiczny z 2008 roku,  nie wpłynęły na klimat tak mocno jak Covid-19 – ogłosiła Międzynarodowa Agencja Energii. W ciągu kilku tygodni stan powietrza poprawił się na niespotykaną skalę. Radość jednak jest przedwczesna, na co wskazuje przykład Chin, które po powstrzymaniu wirusa zintensyfikowały pracę elektrowni węglowych.

Gdy człowiek zwolnił tempo swojej działalności, natura ruszyła do pracy – tak można by podsumować zmiany, jakie z powodu koronawirusa zaszły na świecie. W wielu europejskich miastach znacznie spadł poziom smogu – poprawę stanu powietrza dało się zauważyć chociażby w Krakowie, który przodował w niechlubnych statystykach. Na świecie odnotowuje się wzmożony ruch zwierząt, którego przyczyną jest nieobecności człowieka. W Turcji pojawiły się dawno niewidziane delfiny, wodne ptactwo zawitało do brudnych zazwyczaj kanałów Wenecji, sarny i zające wyszły na miejskie ulice. Czy to dłuższa zmiana, czy też tylko pozór, który zniknie wraz z zakończeniem ogólnoświatowej izolacji?

 Koronawirus zmniejsza CO2 bardziej niż kryzys naftowy

 Z najnowszego raportu przygotowanego przez Międzynarodową Agencję Energii (International Energy Agency) wynika, iż koronawirus stanowił największy szok dla systemu energetycznego na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. W ciągu zaledwie kilku tygodni poziom CO2 w atmosferze spadł na niespotykaną dotąd skalę, bo prawie o 8 proc, osiągając 30,6 Gt (spadek o 2,6 Gt). Zgodnie z szacunkami instytucji to prawie sześciokrotna redukcja w stosunku do spadku poziomu emisji dwutlenku węgla podczas kryzysu ekonomicznego w 2008 roku, który wtedy wynosił 0,4 Gt. To też dwa razy większy spadek niż łączna suma wszystkich odnotowanych redukcji od końca II wojny światowej, m.in. podczas kryzysu naftowego w 1979 roku (-0,2 Gt). W samym 1945 roku emisja CO2 zmniejszyła się o 1,3 Gt, a podczas Wielkiego Kryzysu o 0,5 Gt tylko w 1932 roku.

Nagłe oczyszczenie powietrza wynika z zastopowania produkcji i działalności przemysłowej na całym świecie, a tym samym ze znacznie mniejszego popytu na węgiel, ropę i gaz. Global Energy Reviews szacuje, że to tak jakby wyłączyć ze światowego zapotrzebowania na energię kraj wielkości Indii. Roczny spadek, zgodnie z przewidywaniami ekspertów, ma wynosić 5 proc.

Okazuje się, że natura bardzo szybko reaguje na nawet krótkotrwałe zmiany w jej  eksploatowaniu. Nasuwa się pytanie, jak mogłaby nam się odwdzięczyć, gdybyśmy wprowadzili politykę zrównoważonego rozwoju na wielką skalę? Warto przy tym pamiętać o rekomendacji Komisji Europejskiej, która propaguje walkę z nadciągającą recesją za pomocą inwestycji w szeroko pojętą ekologię, np. tworzenie ekologicznych miejsc pracy czy rozwijanie technologii przyjaznych klimatowi. Dzięki temu jesteśmy w stanie osiągnąć dwa cele jednocześnie – podnieść osłabioną pandemią gospodarkę światową oraz aktywnie zadziałać na rzecz pozytywnych zmian klimatycznych – mówi Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska.

Chiny: węgiel znów napędza gospodarkę

Rzeczywistość w dłuższej perspektywie okazuje się jednak nie być tak kolorowa, a przykładem na to są Chiny. Państwo, które jako pierwsze mierzyło się z koronawirusem, teraz jako pierwsze wraca na dawne gospodarcze tory. Ożywienie przemysłu i wznowiona intensywna produkcja sprawia, że elektrownie zwiększają spalanie węgla, by dostarczyć energii zerwanej do galopu gospodarce krajowej. Rezultatem tego jest wzrost zużycia węgla w pięciu głównych zakładach, który konsekwentnie rośnie od kilku dni, a 11 maja osiągnął wartość ponad 577 ton. To zwyżka o więcej niż 30 proc. w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku.

Przykład Chin pokazuje, że choć aktualne polepszenie stanu klimatu jest bardzo efektowne, to jednak złudne. W ślad za gospodarką Państwa Środka pójdą także inne kraje, które zaraz po opanowaniu wirusa będą chciały jak najszybciej nadrobić straty. W temacie walki o zdrowsze środowisko nie możemy więc polegać na chwilowych zmianach. Potrzebny jest solidny plan naprawczy, a także jego konsekwentna realizacja rozłożona na lata – tylko to zagwarantuje nam sukcesywne polepszanie się klimatu – mówi Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Fatalne nastroje wśród klientów instytucji finansowych

„Gwałtownie załamały się oczekiwania gospodarstw domowych co do przyszłej sytuacji gospodarczej, wzrosły obawy co do bezrobocia. Oceny w tym zakresie są najgorsze w historii badania” – tak główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek komentuje wyniki badań, które opracował w ramach wspólnego badania Związku Przedsiębiorstw Finansowych i Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej.

Pogorszenie nastrojów negatywnie wpływa na popyt gospodarstw domowych na usługi w zakresie finansów konsumenckich. Odzwierciedla to już drugie obniżenie wskaźnika Barometru Rynku Consumer Finance (BRCF) w II kwartale tego roku. Za pierwszym razem spadł on o 11 pkt., teraz o 15. Najnowszy wynik jest największym od kiedy (BRCF) jest obliczany. W latach kryzysu finansowego w latach 2008-09 wskaźnik był na podobnym poziomie, ale spadek nie następował tak szybko.

„Znaczne obniżenie poziomu wskaźników jest spowodowane między innymi wpływem pogarszających się ocen gospodarstw domowych odnośnie sytuacji makroekonomicznej i własnej sytuacji finansowej” – mówi dr Sławomir Dudek.

Konsekwencje takich nastrojów są oczywiste – konsumenci ograniczają wydatki, a przez to korzystanie z usług finansowych. Według badania dr Dudka wyraźnie spadło np. prawdopodobieństwo poniesienia wydatków remontowych w najbliższych 12-tu miesiącach. Na początku roku 44 proc. respondentów deklarowało z dość dużym lub bardzo dużym prawdopodobieństwem poniesienie istotnych wydatków remontowych – teraz jest to tylko 28 proc. To spadek aż o 16 pkt. proc., dwukrotnie więcej niż dla wydatków na zakup samochodu czy mieszkania, gdzie spadek wyniósł ok. 7-8 punktów.

„Badanie pokazuje, że niemal o połowę ubyło gospodarstw domowych, które planują z dość dużym lub dużym prawdopodobieństwem dokonać poważnych wydatków. Choć nadal grupa chętnych do tych wydatków jest większa niż przed rokiem” – zaznacza dr Dudek.

Niepewność dotycząca Brexitu może zniweczyć szanse na ożywienie gospodarcze w II połowie roku

PKB Zjednoczonego Królestwa w I kw., zgodnie z oczekiwaniami, obniżył się o -2% kw./kw. Ta informacja potwierdza, że każdy tydzień blokady gospodarki redukuje produkcję o około -6%. Nawet przed wprowadzeniem blokady w związku z Covid-19 23 marca gospodarka Zjednoczonego Królestwa już znajdowała się w kiepskiej sytuacji, nie odnotowując wzrostu w IV kw. 2019 r. Na początku roku zaawansowane wskaźniki wskazywały na działania inwestycyjne i handel poniżej normalnego poziomu, ponieważ niepewność dotycząca brexitu wciąż majaczyła na horyzoncie. Obecnie, wstępne oszacowanie PKB w I kw. pokazuje powszechne spadki w działalności gospodarczej. Konsumpcja gospodarstw domowych obniżyła się o -1,7% kw./kw. a inwestycje ogółem zostały zredukowane o -1,0% kw./kw. ze względu na malejące inwestycje w mieszkalnictwo, a także niższe inwestycje rządowe (inwestycje biznesowe nie uległy zmianie). Spożycie publiczne zmniejszyło się o -2,6% kw./kw. głównie ze względu na spadki w wydatkach na edukację, podczas gdy zaburzenia w łańcuchach dostaw spowodowały obniżenie zapasów. Eksport obniżył się o -10,8% kw./kw., podczas gdy import odnotował spadek o -5,3% kw./kw. W marcu produkcja obniżyła się o -5,8% z największym spadkiem obserwowanym w sektorze usług (-6,2%) i sektorze budowlanym (-5,8%).

Eksperci Euler Hermes spodziewają się, że PKB w II k. obniży się o ponad -20% kw./kw., ponieważ blokada została przedłużona do 1 czerwca, a przywracanie działalności okaże się wolniejsze niż w innych krajach Europy. Zjednoczone Królestwo znajduje się wśród krajów o najdłuższej (10 tygodni) i najsurowszej blokadzie gospodarki w celu prowadzenia walki z kryzysem sanitarnym związanym z Covid-19. Działalność w Zjednoczonym Królestwie spadła bardziej niż średnia w strefie euro. Dane dotyczące energii elektrycznej pokazują spadek średnio o -21% zarówno w produkcji energii, jak i konsumpcji od połowy marca, w stosunku do -17% we Francji i -11% w Niemczech (zob. Rysunek 1). Chociaż końcowe dane Composite PMI za kwiecień były względnie zgodne z danymi strefy euro (13,8 w stosunku do 13,6), wskaźnik PMI dla budownictwa Zjednoczonego Królestwa obniżył się do 8,2, z 39,3 w marcu, znacznie poniżej poziomu strefy euro 13,6. Chociaż blokada nie zabroniła kontynuowania działalności budowlanej, przedsiębiorcy przyjęli ostrożne podejście i zamknęli wiele placów budów. Firmy budowlane zachowują pesymizm co do prognoz. Oczekiwania odnośnie do zapotrzebowania przez następne 12 miesięcy dorównują najniższemu poziomowi, ostatnio odnotowanemu w październiku 2008 r. Braki surowców i produktów bezpieczeństwa prawdopodobnie będą ograniczać ożywienie gospodarcze w nadchodzących miesiącach. Strategia Zjednoczonego Królestwa dotycząca zdejmowania ograniczeń wydaje się ostrożniejsza niż w innych krajach, z branżą hotelarską, której wznowienie działalności oczekiwane jest dopiero od 1 lipca, i z 14-dniową kwarantanną nakładaną na osoby podróżnych przybywających drogą lotniczą. Dlatego analitycy Euler Hermes nie spodziewają się, że sektor usług wróci do poziomu sprzed kryzysu przed połową 2021 r., podczas gdy sektor produkcyjny i budowlany w najlepszym wypadku powrócą do tego poziomu na koniec roku, jeżeli niepewność związana z brexitem pozostanie pod kontrolą (zob. Rysunek 2).

Dane o mobilności i kilka badań pokazuje wyższą ostrożność konsumentów w Zjednoczonym Królestwie. Euler Hermes oczekuje, że wydatki konsumenckie obniżą się o -15% w 2020 r. Dane o mobilności Google Maps na koniec kwietnia sugerują, że wizyty w punktach detalicznych i miejscach pracy utrzymywały się około 50% poniżej wartości referencyjnych, w stosunku do około 80% w samym środku blokady gospodarki. Jednak w Zjednoczonym Królestwie liczby te wyniosły -70% na koniec kwietnia (zob. Rysunek 3), w stosunku do -86% w szczytowym momencie. Kilka badań prowadzonych wśród konsumentów sugeruje bardzo stopniowy powrót do normalności. Chociaż obawy przed bezrobociem w ciągu następnych 12 miesięcy są podobne, nawet gdyby były mniejsze, w Zjednoczonym Królestwie w porównaniu do strefy euro, preferencje konsumentów dotyczące większych zakupów w następnych 12 miesiącach obniżyły się bardziej niż w strefie euro jako całości (zob. Rysunek 4). Bieżące zaufanie konsumentów jest zgodne z blisko 20% deficytem w sprzedaży nowych samochodów w stosunku do poprzedniego roku. Ponieważ program utrzymania miejsc pracy zredukuje swoje wsparcie od końca czerwca do końca października, analitycy Euler Hermes uważają, że stopa bezrobocia prawdopodobnie zwiększy się do ponad 10% w III kw. (i 8,5% średnio w 2020 r., z 3,8% w 2019 r.). Do teraz pięć czołowych sektorów, które korzystają z programu to sektory żywnościowy i zakwaterowania, sztuki i rozrywki, budowlany, produkcyjny i wsparcia administracyjnego. Zatem oszczędności wynikające z ostrożności będą kontynuowane do końca roku w przypadku braku środków stymulujących zaufanie konsumentów. Po osiągnięciu rekordowo niskiego poziomu w 2019 r. (6%) oczekujemy, że stopa oszczędności osiągnie 17% dochodów rozporządzalnych brutto w III kw. (po szczycie 31% w trakcie blokady) i będzie dwukrotnie wyższa w stosunku do poziomu sprzed kryzysu na koniec roku, kiedy bezrobocie będzie nadal rosnąć. Dlatego spodziewamy się, że wydatki konsumenckie odnotują spadek o -15% w 2020 r.

Podwyższona niepewność związana z brexitem czyha tuż za rogiem, a zatem eksperci Euler Hermes wciąż uważają, że przedłużenie okresu przejściowego do co najmniej połowy 2021 r. jest prawdopodobne. W naszej opinii, prawdopodobieństwo ryzyka „braku porozumienia handlowego” na koniec 2020 r. wynosi 20%, względem 30% w 2019 r. Kryzys Covid-19 opóźnił negocjacje dotyczące brexitu. Byliśmy sceptyczni co do zdolności obu stron do sfinalizowania „nowego kompleksowego porozumienia” w sprawie towarów i usług do Szczytu Europejskiego 18-19 czerwca (zob. Rysunek 5), które obejmuje techniczne ustalenia podwójnej kontroli celnej w Irlandii Północnej. W związku z tym, analitycy Euler Hermes uważają, że dłuższy okres przejściowy będzie konieczny, co najmniej do połowy 2021 r., ponieważ coraz więcej krajowych dowodów przemawia za tym, że sektor prywatny w Zjednoczonym Królestwie naciska na rząd, aby uniknąć podwójnego ciosu taryf i przeszkód regulacyjnych wynikających z nowych umów o wolnym handlu wśród kruchego ożywienia po Covid-19. Jednak przedłużenia można by żądać dopiero na koniec czerwca, bieżącego terminu, który latem zwiększy niepewność związaną z brexitem. Zauważalne jest rosnące ryzyko pogorszenia się naszej prognozy -8,2% na 2020 r. i +8,7% na 2021 r.

Rysunek 1 – Produkcja energii elektrycznej w stosunku do połowy marca (zmiana %)

Produkcja energii elektrycznej w stosunku do połowy marca
Źródła: Źródła: Entso-e, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 2 – Wartość dodana według sektorów (sektor produkcyjny, sektor budowlany, usługi), indeks 100 = luty 2020 r.

Wartość dodana według sektorów (sektor produkcyjny, sektor budowlany, usługi), indeks 100
Źródła: Eurostat, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 3 – Wartość dodana według sektorów, indeks 100 = luty 2020 r.

Rysunek 3 – Wartość dodana według sektorów
Źródła: Google, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 4 – Prognozy gospodarstw domowych dotyczące większych zakupów w następnych 12 miesiącach (bilans opinii)

Rysunek 4 – Prognozy gospodarstw domowych dotyczące większych zakupów w następnych 12 miesiącach
Źródła: Eurostat, Euler Hermes, Allianz Research

Rysunek 5: Kluczowe daty brexitu w 2020 r.

Kluczowe daty brexitu w 2020
Źródła: Różne, Allianz Research

ANA BOATA, Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes

Spółka z o.o. spółka komandytowa – wady i zalety

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa (dalej: „sp. z o.o. sp. k.”) jest jedną z najczęściej spotykanych form prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Warto podkreślić, że pojęcie „forma” w użytym znaczeniu należy rozumieć jako strukturę zbudowaną ze spółek prawa handlowego, w której prowadzona jest działalność gospodarcza. Z uwagi na wymogi dotyczące firmy (nazwy) działalność prowadzona w takim modelu sprawia wrażenie, jak gdyby była to osobna forma spółki. Nic bardziej mylnego – w kodeksie spółek handlowych w dalszym ciągu znaleźć można regulacje dotyczące czterech spółek osobowych (jawnej, partnerskiej, komandytowej i komandytowo-akcyjnej) oraz dwóch kapitałowych (z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjnej). Tzw. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa stanowi znaną kodeksowi spółkę komandytową, której specyfika polega na pełnieniu roli komplementariusza przez spółkę z o.o. Warto przyjrzeć się zatem zaletom i wadom firm prowadzonych w takim modelu, w szczególności w zakresie odpowiedzialności za ich zobowiązania, jak również zasad opodatkowania.

Wspólnicy spółki komandytowej

Przybliżenie natury spółki komandytowej należy rozpocząć od informacji, że występują w niej dwa rodzaje wspólników – komplementariusze i komandytariusze. Aby spółka komandytowa mogła istnieć, musi mieć przynajmniej jednego komplementariusza i jednego komandytariusza. Ich rola i zakres odpowiedzialności są zgoła inne. Komandytariusze z zasady nie prowadzą spraw spółki ani jej nie reprezentują. Ich odpowiedzialność ograniczona jest do wysokości sumy komandytowej na podstawie art. 111 KSH. Z kolei na podstawie art. 112 KSH ich zakres odpowiedzialności jest obniżany o sumę wniesionego wkładu. Z kolei komplementariusze odpowiadają za zobowiązania Spółki całym swym majątkiem. Można zatem powiedzieć, że rola komandytariuszy jest bierna, a komplementariuszy czynna.

Firma spółki komandytowej

Gdy już wiemy, że w spółce komandytowej jest komplementariusz i komandytariusz, warto przyjrzeć się nazwie. Zgodnie z art. 104 KSH firma (nazwa) spółki komandytowej powinna zawierać w sobie co najmniej nazwisko jednego lub kilku komplementariuszy i dopisek „spółka komandytowa”. Jeżeli komplementariuszem jest osoba prawna, firma spółki komandytowej powinna zawierać pełne brzmienie firmy (nazwy) tej osoby prawnej.

Spółka z o.o., która jest osobą prawną, może pełnić rolę komplementariusza spółki komandytowej. W takiej sytuacji firma (nazwa) spółki komandytowej musi uwzględniać pełne brzmienie firmy spółki z o.o. Zgodnie z art. 160 KSH firma takiej spółki musi uwzględniać oznaczenie „spółka z ograniczoną odpowiedzialnością”. W obrocie gospodarczym spółki mogą posługiwać się skrótami co do formy (np. sp. z o.o. czy też spółka z o.o. oraz sp.k.). Niemniej należy pamiętać, że firma spółki komandytowej musi zawierać pełną nazwę komplementariusza będącego osobą prawną, a skrócić można wyłącznie określenie formy prawnej spółki, która tego skrócenia nazwy używa, czyli sp.k. W praktyce oznacza to, że we wszelkich oficjalnych pismach spółka komandytowa, której komplementariuszem jest spółka z o.o., powinna się tytułować przynajmniej mianem „spółki z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.”. Oczywiście w obrocie i na co dzień przedsiębiorcy swobodnie posługują się określeniem „sp. z o.o. sp.k.” i nie rodzi to żadnych problemów, jednak warto wiedzieć, jak być powinno.

Prowadzenie spraw i reprezentacja spółki komandytowej i spółki z o.o. oraz całej struktury

Zgodnie z art. 117 KSH reprezentantami spółki komandytowej są komplementariusze, których z mocy umowy spółki albo prawomocnego orzeczenia sądu nie pozbawiono tego prawa. Z uwagi na treść art. 121 §1 KSH komandytariusz nie może reprezentować spółki komandytowej.

Z kolei prowadzenie spraw i reprezentowanie spółki z o.o. stanowi kompetencję Zarządu. Stąd, gdy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością pełni w spółce komandytowej rolę komplementariusza, uprawnionym do prowadzenia spraw tej spółki komandytowej jest spółka z o.o.

Wobec tego odpowiedzialny, również faktycznie, za prowadzenie spraw spółki komandytowej, której komplementariuszem jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, będzie Zarząd tej spółki z o.o. Warto jednak wspomnieć, że nie ma przeszkód, aby komandytariusz występował jako pełnomocnik spółki bądź też szczególnego rodzaju pełnomocnik – prokurent.

Zasady odpowiedzialności w spółce komandytowej

Jak wskazano wcześniej, za prowadzenie spraw i reprezentowanie spółki komandytowej odpowiadają komplementariusze, którzy również są odpowiedzialni za jej zobowiązania bez ograniczenia. W tym miejscu dochodzimy do najistotniejszej zasady, z której wynika tak wielka popularność konstrukcji sp. z o.o. sp.k. Za swoje zobowiązania spółka komandytowa odpowiada całym swoim majątkiem. Co się jednak stanie w sytuacji, gdy majątek spółki komandytowej okaże się niewystarczający do ich uregulowania? Otóż do odpowiedzialności zostaną pociągnięci komplementariusze – w analizowanym modelu spółka z o.o. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że za zobowiązania spółki z o.o. odpowiada sama spółka, a nie jej wspólnicy, a subsydiarnie do odpowiedzialności pociągnięty może zostać zarząd. Ważna informacja na tym etapie jest przede wszystkim taka, że zarząd może zwolnić się z odpowiedzialności, składając w przepisanym terminie wniosek o ogłoszenie upadłości.

Jeżeli dodać w tym miejscu, że kapitał spółki z o.o. wynosić musi według aktualnych przepisów 5 000 zł, a do pełnienia roli komplementariusza wiele więcej nie potrzeba, oznacza to, że spółki, które nie posiadają innego majątku poza kapitałem zakładowym i zarządzie, który pilnuje terminów, mogą odpowiadać do tej kwoty.

Analogicznie sprawa ma się w sytuacji, w której spółka z o.o. pełni rolę komplementariusza w spółce komandytowej. Komplementariusz (spółka z o.o.) odpowiada za zobowiązania spółki komandytowej całym swoim majątkiem, który w przypadku spółki z o.o. pełniącej wyłącznie funkcję komplementariusza nie musi być pokaźny. Z kolei komandytariusz takiej spółki będzie odpowiadał jedynie do wysokości sumy komandytowej, czyli określonej w umowie spółki komandytowej kwoty, której wysokość nie jest regulowana przez żadne przepisy. Oznacza to, iż – posuwając się do pewnej skrajności – może ona wynosić symboliczną złotówkę. Co więcej, nawet gdy suma komandytowa jest wyższa, to odpowiedzialność jest obniżona przez kwotę wkładu faktycznie wniesionego przez komandytariusza. W praktyce oznacza to, że komandytariusz odpowiada do wysokości różnicy między wysokością sumy komandytowej a wartością faktycznie wniesionego wkładu. Natomiast w sytuacji, gdy te wartości są przynajmniej równe lub wkład wniesiony przewyższa sumę komandytową, wspólnik taki jest wolny od odpowiedzialności.

Opodatkowanie i należności publicznoprawne

Kolejnym aspektem dotyczącym spółki z o.o. spółki komandytowej jest opodatkowanie. Podatnikiem podatku dochodowego w przypadku spółki komandytowej są wspólnicy, a nie spółka. Wynika to z faktu, iż spółka komandytowa nie jest ani osobą fizyczną, ani prawną, zatem nie ima się jej ani PIT, ani CIT. Zysk spółki komandytowej rozdystrybuowany pomiędzy jej wspólników będzie stanowił ich przychód i będzie wliczał się do podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym (PIT lub CIT, w zależności od tego, czy wspólnik jest osobą fizyczną czy prawną).

Co ważne, przepisy podatkowe pozwalają osobie fizycznej do opodatkowania przychodów uzyskiwanych z uczestnictwa w spółce komandytowej wybrać m.in. tzw. podatek liniowy.

Zysk spółki z o.o. z kolei będzie podlegał ewentualnej wypłacie do jej wspólników jako dywidenda. Osoba fizyczna, wspólnik spółki z o.o. w przypadku chęci wypłacenia zysku z tej spółki będzie zobowiązana do zapłaty podatku dochodowego.

Warto wskazać, że poprzez korzystne ukształtowanie stosunku wnoszonych wkładów do spółki można zapewnić sobie korzystny podział zysków. Możliwe jest także zmodyfikowanie kodeksowych zasad udziału w zysku wspólników. Jeżeli taka modyfikacja nie zostanie uwzględniona w umowie, to podział zysków pomiędzy wspólników spółki komandytowej przebiega dwuetapowo – najpierw oblicza się część zysku przypadającą komandytariuszom proporcjonalnie do wniesionych wkładów, zaś pozostałą część dzieli się równo pomiędzy komplementariuszy.

Osoby fizyczne będące wspólnikami spółki komandytowej traktowane są przez system ubezpieczeń społecznych jak osoby prowadzące działalność gospodarczą, a co za tym idzie – są one zobowiązane do opłacania składek ZUS z tytułu ubezpieczenia społecznego. Może tu również dojść do tzw. zbiegu tytułów do ubezpieczeń (np. gdy wspólnik jest zatrudniony dodatkowo na umowę o pracę), uiszczanie składki ZUS nie jest obowiązkowe, z wyjątkiem składki za ubezpieczenie zdrowotne. W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej, niezależnie od pełnienia funkcji wspólnika w spółce komandytowej, ubezpieczenie zdrowotne musi być również opłacane.

Podsumowanie

Decydując się na prowadzenie działalności gospodarczej we wskazanej formie, należy gruntownie rozpatrzyć wady i zalety takiego rozwiązania. Bez wątpienia kłopotliwa może być konieczność prowadzenia ksiąg handlowych dla każdej ze spółek oraz „oZUSowanie” wspólników będących osobami fizycznymi. Sp. z o.o. sp.k. przynosi jednak liczne profity. Jeżeli oszczędności poczynione na ograniczeniu podwójnego opodatkowania przewyższają te wydatki i nie zrażają nas dodatkowe formalności, to spółka komandytowa spółka z o.o. jest ciekawym i wartym rozważenia rozwiązaniem. Jest to również forma działalności, która będzie przydatna w szczególnie ryzykownych branżach, dzięki czemu można wyeliminować ryzyko odpowiedzialności osobistej konkretnych osób fizycznych. Bez wątpienia konstrukcja spółki komandytowej, w której funkcję komplementariusza pełni spółka z o.o., jest bardziej skomplikowana pod względem prawnym i organizacyjnym niż np. jednoosobowa działalność gospodarcza i wymaga gruntownego przygotowania w tym zakresie. Z drugiej jednak strony należyte ukształtowanie stosunków w takiej spółce może przynieść korzyści, które mogłyby okazać się nieosiągalne w przypadku innej formy działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoto papierkiem lakmusowym globalnego kryzysu

Cena złota w Polsce jest najwyższa w historii – wynosi ponad 7 tysięcy złotych za uncję. Powód? Epidemia, obawy o światową gospodarkę czy rosnąca inflacja. Jego cena jest wprost proporcjonalna do skali lęku i niepewności na rynkach finansowych i w polityce. Ostatnio taką sytuację odnotowano w 2008 roku, gdy upadłość ogłosił jeden z największych banków inwestycyjnych w USA. Ówczesny kryzys wyniósł kruszec na nowe szczyty. Czy obecnie mamy do czynienia z powrotem gorączki złota?

Analiza wartości złota w trakcie poprzednich światowych kryzysów gospodarczych, w tym obecnie panującego wywołanego pandemią COVID-19 jasno wskazuje, że złoto traktowane jest jako bezpieczna przystań dla kapitału. Lokowanie oszczędności w tym kruszcu jest uważane za zabezpieczenie przed spadkiem wartości pieniądza. Złoto chroni nas przed ryzykiem inflacyjnym, a także przed potencjalną falą bankructw nadmiernie zadłużonych przedsiębiorstw – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W ostatnich tygodniach złoto zyskało w oczach inwestorów – dodaje.

Jak to wyglądało wcześniej? Cofnijmy się do drugiego kryzysu naftowego, który doprowadził do tego, że ceny złota osiągnęły nieznane wcześniej, rekordowe poziomy. W styczniu 1980 roku wyniosły maksimum XX wieku. Kolejny skok cenowy nastąpił przed pęknięciem bańki internetowej. Sytuacja po raz kolejny diametralnie zmieniła się po zamachach na World Trade Center w 2001 r. Cenom złota sprzyjał narastający niepokój związany z ogłoszeniem – przez prezydenta George W. Busha – wojny z terroryzmem. Jednak prawdziwy boom na złoto przyszedł w momencie wielkiego kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2007 roku od zapaści na rynku pożyczek hipotecznych wysokiego ryzyka w Stanach Zjednoczonych. Gdy upadłość ogłosił jeden z największych banków inwestycyjnych – Lehmann Brothers, notowania złota wzrosły do blisko 1900 $ za uncję.

Według danych Światowej Rady Złota w latach 2003-2011 roczne zapotrzebowanie na złoto wzrosło z około 2600 ton aż do mniej więcej 4700 ton. Po tych burzliwych latach ceny kruszcu zaczęły spadać, a następnie ich poziom się ustabilizował. Aż do teraz. Gdy skala pandemii COVID-19 i jej skutki gospodarcze zaczęły być coraz bardziej namacalne, inwestorzy zwrócili się ku bezpiecznym aktywom. Zaowocowało to tym, że obecnie ceny złota pobiły nowe rekordy. Popyt pod względem wartości osiągnął 55 mld USD.

Złoto jest dobrą i bezpieczną przystanią, która w czasie niepokoju oraz dekoniunktury na giełdzie chroni kapitał. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest odwrotnie skorelowane z akcjami. Jest przede wszystkim świetną lokatą kapitału w perspektywie długoterminowej. Przenosi wartość pieniądza w czasie, dzięki czemu chroni jego siłę nabywczą. Warto pamiętać, że w zależności od potrzeb, można je nie tylko kupić, ale także szybko i łatwo spieniężyć – wyjaśnia Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Przy zakupie – tym bardziej w obecnych, niestabilnych czasach – warto zwrócić uwagę na jego dostępność. Możliwość szybkiej dostawy fizycznego złota powinna być kluczowym czynnikiem przy wyborze dealera – podsumowuje.

4 maja polski rząd ogłosił kolejny etap odmrażania gospodarki. Efektem tego był nieznaczny spadek cen złota. Są to jednak tylko krótkoterminowe fluktuacje. Złoto znajduje się obecnie w trendzie wzrostowym, jeżeli chodzi o jego cenę i popyt. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że tendencja ta nie rozpoczęła się w momencie wybuchu pandemii, a już pod koniec 2018 roku.

Jak wskazuje opublikowany przez Światową Radę Złota raport dotyczący rynku złota w I kwartale 2020 roku, do rekordowych poziomów wzrósł popyt na fundusze ETF zasilane złotem (napływ netto wyniósł 298 ton), a także popyt na złote sztabki i monety.

Po Covid-19 czeka nas wirus oczekiwania

60 proc. Polaków boi się znacznego pogorszenia sytuacji materialnej. 80 proc. twierdzi, że już wprowadziło ograniczenie wydatków, a 71 proc. deklaruje wdrożenie na stałe ścisłego reżimu w kontroli swoich domowych budżetów. Obecny kryzys dotknął przede wszystkim mieszkańców dużych miast i to w ich postawach i zachowaniach należy się spodziewać najbardziej radykalnych zmian. Obecnie, aż 67 proc. Polaków zastygło w biernym oczekiwaniu na to co się wydarzy i powstrzymuje się od jakichkolwiek działań czy przewidywań – taka wizja społeczeństwa polskiego rysuje się po analizie wyników raportu IQS [1] zatytułowanego „W drodze do jutra”.

Według deklaracji respondentów, pandemia i jej dotychczasowe konsekwencje społeczno-ekonomiczne spowodowały poważne zmiany w życiu 77 proc. spośród nich. Po upływie niespełna miesiąca od ogłoszenia stanu epidemii, 9 proc. Polaków straciło pracę, 13 proc. doświadczyło obniżenia wynagrodzenia, również 13 proc. – utraciło płynność finansową, 11 proc. – było zmuszonych do zawieszenia spłaty zobowiązań finansowych, a 8 proc. – utraciło zgromadzone oszczędności.

„Na razie żyjemy +w stanie zawieszenia+. W dużym uproszczeniu można to nazwać społeczną depresją. Do całkowitego zagubienia przyznaje się aż 40 proc. Polaków. Sytuację własnych gospodarstw domowych postrzegamy jako krytyczną i nie jest to stwierdzenie przesadzone skoro średnia przewidywań prognozuje zmniejszenie się budżetów o 16 procent” – komentuje Paulina Tyszko-Ptak z IQS, jedna z liderek badania „W drodze do jutra”.

Z wyników badania IQS „W drodze do jutra” przebija jedna, zasadnicza potrzeba. Potrzeba odzyskania kontroli nad własnym losem. W wymiarze ekonomicznym sprowadza się ona do deklarowanej konieczności oszczędniejszego życia, gruntownej racjonalizacji wydatków, chociażby poprzez wydłużenie cyklu życia produktów oraz szukania i zdobywania nowych kwalifikacji. Ponad połowa uczestników badania chce częściej naprawiać posiadane sprzęty, odzież i wyposażenie, a 33 proc. będzie kupować te dobra z tzw. „drugiej ręki”. To efekt głębokiej redefinicji potrzeb, oznaczających rezygnację z hiperkonsumpcjonizmu z jakim mieliśmy do czynienia w dużych miastach w czasach sprzed pandemii. W konsekwencji można spodziewać się znacznego przyspieszenia procesu odchodzenia od własności ruchomych dóbr trwałych. 

„W praktyce oznacza to duże zmiany w koszykach zakupowych. Racjonalizacja wydatków z pewnością obejmie wiele dziedzin. Wzrośnie znaczenie usług, sprzętu i oprogramowania umożliwiającego kontakt online. Zmiany może odczuć także rynek meblarski, wyposażenia domu czy sprzętu AGD. Prawdopodobnie już niebawem do łask wrócą, dotychczas wymierające, zawody rzemieślnicze. Racjonalizacja wydatków dotyczyć będzie także rozrywki i wypoczynku. Prognozujemy, że w najbliższych miesiącach rzadziej i z większym rozmysłem niż przed pandemią, będziemy traktować wyjścia do restauracji i pubów” – powiedziała Joanna Dzierzbicka z IQS, zaangażowana w powstanie raportu „W drodze do jutra”.

Plany oszczędnościowe i deklarowana powszechnie potrzeba ścisłej kontroli wydatków stanowi idealne środowisko dla wprowadzania modeli subskrypcyjnych. 

„Dotychczas głównym, a praktycznie jedynym ich atutem była wygoda. Obecnie wpisują się ściśle w nastroje ekonomiczne klientów, umożliwiają bowiem nie tylko bieżącą kontrolę, ale także planowanie wydatków nawet z dużym wyprzedzeniem” – dodaje Jacek Młynarski, współtwórca raportu IQS.

[1] Autorski raport IQS „W drodze do jutra” (na podstawie badania ilościowego na panelu IQS Opinie.pl – reprezentatywna próba ogólnopolska, N=1052, realizacja w dniach 01-06.04.2020, wzbogacony 14 indywidualnymi wywiadami pogłębionymi (06.-10.04.2020) oraz jakościową analizą treści w social mediach na autorskiej platformie IQS netdive (07.01. – 30.04.2020)).