Karolina Szmidt nową Prezes Zarządu Henkel Polska

Karolina Szmidt obejmie z dniem 31 marca 2020 stanowisko Prezesa Zarządu Henkel Polska. Jest pierwszą w historii polskiego oddziału firmy Polką, która stanie na jej czele. Będzie łączyła rolę Prezes Zarządu ze swoją dotychczasową funkcją dyrektor działu HR w Polsce i w regionie North-East Europe. Na stanowisku Prezesa Zarządu zastąpiła Janusza Gołębiowskiego, który zajmował je od 2006 r.

Nowa Prezes Zarządu Henkel Polska ma za sobą dwudziestoletnie doświadczenie pracy
w międzynarodowych organizacjach, z czego większość na stanowiskach kierowniczych, między innymi w firmach SC Johnson, Royal Unibrew Polska i Skanska. Z Henklem związana jest od 2015 r., kiedy to objęła stanowisko dyrektor działu HR w Polsce i regionie North-East.

Nominacja na stanowisko Prezes Zarządu jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jestem gotowa i w pełni zdeterminowana, by sprostać temu wyzwaniu. We współpracy z pozostałymi członkami zarządu będę chciała w dalszym ciągu umacniać pozycję i reputację Henkla na polskim rynku. Zależy mi także na dobrej międzydziałowej współpracy i wzmacnianiu kultury organizacyjnej wspólnej dla wszystkich działów i lokacji Henkla w Polsce – powiedziała Karolina Szmidt.

Karolina Szmidt będzie łączyła stanowisko Prezes Zarządu ze swoją dotychczasową funkcją dyrektor działu HR. W tej roli odpowiada za rozwijanie i wdrażanie strategii firmy w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi w Polsce, Estonii, Litwie i Łotwie.

Dotychczasowy Prezes Zarządu Henkel Polska, Janusz Gołębiowski z dniem 31 marca, po 25 latach pracy w firmie przechodzi na emeryturę. Janusz Gołębiowski rozpoczął karierę w Henklu na stanowisku Dyrektora Finansów i Administracji. Od 2006 roku łączył tę funkcję ze stanowiskiem Prezesa Zarządu Henkel Polska. Do jego najważniejszych sukcesów trzeba zaliczyć konsolidację działających na polskim rynku ośmiu spółek Henkla pod wspólnym parasolem Henkel Polska, a także ostatnio koordynację programu One!GSC, czyli zmiany struktury organizacyjnej firmy w regionie North-East. Janusz Gołębiowski odgrywał także kluczową rolę w wielu projektach M&A i Divestments.

Koronawirus: co z pracownikami sezonowymi? Nowe wytyczne Komisji Europejskiej

Pandemia koronawirusa zmusiła państwa członkowskie UE do przywrócenia kontroli na granicach wewnętrznych krajów. Zbliżają się zbiory, a by zapobiec niedoborom siły roboczej m. in. pracowników z Ukrainy w sektorze warzywno – owocowym w Polsce, zgodnie z najnowszymi wytycznymi, państwa członkowskie powinny zezwalać i ułatwiać im przekraczanie granic.

– Pracownicy sezonowi pełnią kluczową rolę podczas nadchodzącego sezonu i zbliżających się zbiorów. Niedobór siły roboczej podczas zbiorów i brak pracowników m. in. z Ukrainy wpłynie na funkcjonowanie polskiego sektora warzyw i owoców. Podobnie będzie z pracownikami, którzy przygotowują dla konsumentów zebraną już żywność. Jeśli w odpowiedni sposób nie zadbamy o to, by pracownicy sezonowi mogli wykonywać swoją pracę, zostanie zaburzana cała sieć współpracy. Wtedy ucierpi na tym cały sektor podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

Według najnowszych wytycznych Komisji Europejskiej, pracownicy sezonowi pracujący w rolnictwie lub sadownictwie powinni być traktowani jak osoby wykonujące zawód krytyczny (razem z m. in. pracownikami medycznymi, inżynierami, pilotami, kierowcami czy operatorzy maszyn do produkcji żywności). Państwa członkowskie powinny zezwolić pracownikom na przekraczanie granic w celu podjęcia pracy, jeśli praca w danym sektorze jest nadal dozwolona w przyjmującym pracownika państwie członkowskim. Pracodawcy powinni również zostać poinformowani o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa oraz odpowiedniej ochrony zdrowia pracowników sezonowych.

– Tysiące ciężko pracujących kobiet i mężczyzn, które zapewniają nam bezpieczeństwo, zdrowie i jedzenie na stole, musi przekroczyć granice UE, aby iść do pracy. Naszym wspólnym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby nie utrudniały im one przemieszczania się, jednocześnie podejmując wszelkie środki ostrożności, aby uniknąć dalszego rozprzestrzeniania się pandemiipodkreśla Nicolas Schmit, Komisarz Europejski ds. Zatrudnienia i Praw Socjalnych. 

W tym momencie najważniejsza jest komunikacja między krajami, która zapewni pracownikom sezonowym szybkie i bezpieczne przekroczenie granicy i rozpoczęcie pracy m. in. podczas nadchodzących zbiorów  truskawek. Komisja wzywa państwa członkowskie do ustanowienia specjalnych, nieobciążających i szybkich procedur przekraczania granic z regularnym przepływem pracowników przygranicznych i delegowanych, aby zapewnić im płynne przejście. Można tego dokonać na przykład za pomocą specjalnych pasów granicznych dla takich pracowników lub za pomocą specjalnych naklejek uznanych przez sąsiadujące państwa członkowskie, w celu ułatwienia im dostępu do terytorium państwa członkowskiego zatrudnienia.

W przypadku zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników sezonowych, państwa członkowskie, w tym Polska, powinny przeprowadzać badania lekarskie tylko po jednej stronie granicy, aby uniknąć czasu oczekiwania i nakładania się przeprowadzanych badań. Kontrole i badania stanu zdrowia nie powinny zmuszać pracowników do opuszczenia pojazdów i powinny opierać się na elektronicznym pomiarze temperatury ciaładodaje Paulina Kopeć.

Kontrole temperatury pracowników zwykle nie powinny być przeprowadzane więcej niż trzy razy w ciągu tego samego dnia. W przypadku, gdy pracownik ma gorączkę, a organy graniczne uznają, że nie powinien on kontynuować podróży, pracownik powinien mieć dostęp do odpowiedniej opieki zdrowotnej na takich samych warunkach jak obywatele państwa członkowskiego zatrudnienia.

Jak informuje Unia Owocowa, Komisja wzywa również państwa członkowskie do ustanowienia specjalnych procedur w celu zapewnienia płynnego przejścia dla takich pracowników, a także wykorzysta Komitet Techniczny ds. Swobodnego Przepływu Pracowników w celu określenia najlepszych praktyk, które można rozszerzyć na wszystkie państwa członkowskie, aby umożliwić pracownikom wykonywanie swoich zawodów.

Pełen przewodnik wraz z procedurami znajduje się pod linkiem: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_20_545

Perspektywy na przyszłość. Czy grozi nam inflacja? Co z rynkiem pracy?

Koniec miesiąca skłania do pewnych przemyśleń. Patrząc jednak na sytuację nie wiadomo, co będzie dalej, wiemy tylko, że przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

Czy grozi nam inflacja?

Coraz więcej się mówi o groźbie wybuchu inflacji. Obawy te budowane są na podstawie tego, co widzimy w sklepach, gdzie ludzie boją się wzrostów cen (szczególnie jedzenia) w związku z ograniczonym dostępem. Warto jednak pamiętać, że w trudnych czasach niektóre rzeczy drożeją, a wartość innych idzie w dół. W takim momencie należy spojrzeć na konstrukcję koszyka inflacyjnego. Wzrost cen żywności może być zrównoważony chociażby spadkiem kosztów najmu, o czym już teraz się mocno mówi, a to bardzo porównywalny udział w koszyku. Nie wiadomo też, jak zadziałają w tym wypadku ceny niektórych dóbr, których będziemy konsumować mniej. No i na koniec, by uspokoić warto przypomnieć o cenach ropy a zatem generalnie transportu.

Przedsmak złych danych

W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Produkcja przemysłowa spadła o 4,7% w ujęciu rocznym. Warto zwrócić uwagę, że dane z Azji za luty zawierają już przedsmak tego, co będziemy mieć w Europie. Nie jest to oczywiście pełne spektrum problemu, ale szybciej zobaczymy tam jego skalę, bo epidemia szybciej doprowadziła tam do zamknięcia części gospodarki. Spadek o niemal 5% nie jest czymś nadzwyczajnym w przypadku japońskiego przemysłu, ale z pewnością nie są to dane, które powinny przejść bez echa.

Co z rynkiem pracy

Dzisiaj ostatni dzień miesiąca. Niestety rząd nie zdążył z ogłoszeniem tarczy pomocowej i przegłosowaniem jej. W nocy pojawiały się kolejne poprawki Senatu. Ograniczą one wyzysk kredytobiorców przez firmy pożyczkowe. Nie rozwiążą jednak problemu osób, które dzisiaj dostaną wypowiedzenia od spanikowanych przedsiębiorców niewiedzących, co się będzie działo. Skalę tego zjawiska zobaczymy dopiero z opóźnieniem. Niemniej można zakładać, że na jakiś czas możemy zapomnieć o kolejnych historycznych minimach bezrobocia w Polsce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

3,3 miliony wniosków o zasiłek w USA – smutny rekord w ponad 50 letniej historii danych

Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych, złożonych między 16 a 20 marca, wyniosła 3 miliony 283 tysięcy, po wzroście tydzień wcześniej na poziomie 281 tysiecy. Tak dramatyczny wzrost osób bezrobotnych nie dokonał się nigdy w ponad 50 letniej historii danych. Powyższe dane utwierdzają wcześniejsze prognozy, że recesja z powodu pandemii koronawirusa w USA będzie głębsza niż podczas kryzysu po upadku Lehman Brothers. Dla łagodzenia skutków gospodarczych amerykańskie władze zamierzają wprowadzić największy w historii USA program symulacyjny warty 2 biliony USD.

Rząd Rzeczpospolitej Polskiej uchwalił ogłoszony w ubiegłym tygodniu projekt „Tarczy Antykryzysowej” opracowanej w związku z ostrym hamowaniem gospodarki dotkniętej epidemią koronawirusa. Ustawa przewiduje rozwiązania wspierające zachowanie miejsc pracy, zapewnia finansowanie przedsiębiorstw i przewiduje środki na wsparcie gospodarki poprzez program inwestycji publicznych. Efekt budżetowy tych rozwiązań ma sięgnąć 70 miliardów złotych.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości 0,65%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły nieco mocniejszy spadek – o 0,84%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień: z prawie nie widocznym spadkiem o 0,01% dla sWIG80 oraz ze spadkiem o 0,39% dla mWIG40. Funduszami, które wypracowują pozytywne stopy zwrotu w tych trudnych czasach, są fundusze oparte o rynek złota, w tym szczególnie SFIO GoldFuture (+12% od początku roku). Złoto po okresie chwilowej przeceny (poszukiwanie przez inwestorów płynności) znowu powraca do łask i szykuje się do testowania poziomu 1800 dolarów za uncje.

Mimo tego, że uwaga inwestorów pozostanie skupiona na wiadomościach o rozwoju pandemii, niektóre dane makroekonomiczne jednak mogą poważnie wpłynąć na rynki. W środę (01.04.2020) poznamy odczyt indeksów PMI dla przemysły zarówno w Polsce, Strefie Euro, a także w USA. W czwartek (02.04.2020) uwaga inwestorów będzie skupiona na danych o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Z kolei w piątek (03.04.2020) będą opublikowane dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Miesiąc, w którym zatrzymał się świat. Polacy zostali w domach, ale w Europie są lepsi! Nowy raport mobilności

Pół miliona przypadków zakażenia i tylko jeden skuteczny sposób, który pomaga ograniczyć ekspansję choroby. WHO ostrzega: zostań w domu, a powstrzymamy koronawirusa. Jak wobec tego radzi sobie Europa? Indeks mobilności przygotowany przez warszawską spółkę Big Data, Cloud Technologies, pokazuje, że mogłoby być lepiej. Niestety nie wszyscy wzięli sobie ostrzeżenia organizacji do serca, równie mocno, co Polacy.

Cloud Technologies, warszawska spółka Big Data, specjalizująca się w analityce danych i marketingu cyfrowym, przygotowała kolejny raport mobilności. Firma ponownie wzięła na warsztat sumienność, z jaką obywatele Europy poddają się autokwarantannie i tym samym ograniczają swoją mobilność. Oprócz Polaków, eksperci od danych prześledzili również zachowanie obywateli: Francji, Hiszpanii, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii.

Europa zostaje w domu

200 obszarów, pół miliona zakażonych osób i ponad 20 tys. ofiar śmiertelnych – cały świat drży, słysząc hasło koronawirus. Statystyki WHO są przygnębiające, jednak jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, istnieje jeden skuteczny sposób na ograniczenie ekspansji i pokonanie choroby. Wystarczy, że poddamy się dobrowolnej autokwarantannie i pozostaniemy w domach. Jak prezentują się ograniczenia w mobilności na terenie Europy, przedstawia poglądowa mapa przygotowana przez analitykówZzZ. Intensywność koloru określa jak restrykcyjnie podeszły poszczególne narody do kwestii ograniczenia mobilności.Nowy raport mobilności od Cloud Technologies

Miesiąc, w którym zatrzymał się świat

Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.
Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Przygotowana przez Cloud Technologies analiza obejmuje dane, które zostały zebrane z sieci pomiędzy 25 lutego, a 29 marca. Wykresy wykorzystane w opracowaniu pokazują jak na przestrzeni czasu zmieniała odległość jaką przemierzali średnio mieszkańcy poszczególnych państw. Do tego celu użyto anonimowych danych z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych, podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona na podstawie systemu GPS. – Takie same metody wykorzystujemy w naszej codziennej pracy, pomagając firmom z całego świata w precyzyjnym dotarciu do odbiorcy. Przez lata technologia marketingowa ewoluowała, dziś to główne centrum innowacji. Big data i algorytmy sztucznej inteligencji to nasza codzienność. – mówi Piotr Prajsnar, CEO, Cloud Technologies.

Wartość 100% określa średnią dzienną odległość, jaką przebywali obywatele w okresie przed badaniem, zaś kolorowa linia to aktualny pomiar, który przedstawia średni dystans, jaki mieszkańcy danego kraju przebyli w ciągu każdego dnia. Dzięki temu łatwo możemy porównać stopień aktywności sprzed i w trakcie trwania badania.Indeks-mobilności-Cloud Technologies

Wykres obrazowo przedstawia, jak zmienia się mobilność poszczególnych nacji w okresie trwania badania, czyli pomiędzy 25 lutego, a 29 marca. – Indeks mobilności praktycznie we wszystkich analizowanych obszarach w perspektywie całego badania wykazuje tendencję spadkową, jednak możemy zauważyć dużą nieregularność trendu i skokowe zmiany. – mówi prezes Cloud Technologies i dodaje: – Wydarzenia polityczne, społeczne i gospodarcze, mocno wpływają na naszą mobilność, dlatego sytuację każdego z krajów musimy interpretować indywidualnie i z uwzględnieniem pewnych kluczowych zagadnień i dat.

Europo – zostań w domu

Mieszkańcy Francji, Hiszpanii, Polski i Włoch ograniczyli swoją mobilność zdecydowanie bardziej, niż zrobili to Niemcy czy Brytyjczycy. Warto zauważyć, że wyraźny spadek poruszania się we Francji, Hiszpanii i Polsce nastąpił od ogłoszenia stanu pandemii przez WHO. W przypadku tych państw bez znaczenia wydaje się być wcześniejszy rozwój zachorowań.

We Francji i Hiszpanii pierwsze przypadki zachorowań miały miejsce w styczniu, natomiast w Polsce pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa został odnotowany na początku marca. Szczególnie znamienna wydaje się sytuacja we Włoszech, gdzie mimo szybkiego wzrostu zachorowań i trudnej sytuacji w służbie zdrowia, współczynnik mobilności utrzymywał się na wysokim poziomie aż do 7 marca, czyli wprowadzenia istotnych ograniczeń w poruszaniu się. Może świadczyć to o dość swobodnym podejściu Włochów do rekomendacji WHO.

Podsumowując, spośród badanych państw to Francja najbardziej zredukowała średnią odległość przebytą w ciągu jednego dnia, natomiast na zdecydowaną reakcję i powzięcie działań potrzebowali dużo czasu. Włosi i Hiszpanie ograniczyli mobilność dopiero w momencie, w którym liczba potwierdzonych przypadków zachorowań była naprawdę niepokojąco duża. Wielka Brytania natomiast najpóźniej wprowadziła ograniczenia przemieszczania się ludności i dopiero od niedawna możemy zaobserwować tam ograniczenie ruchu.

Egzamin dojrzałości

Mimo, że globalna pandemia wciąż trwa to już na tym etapie możemy pokusić się o wstępną weryfikację tego, jak sprawnie zareagowały rządy i społeczeństwa poszczególnych krajów. Oczywiście na finalną ocenę przyjdzie jeszcze czas, w momencie gdy sytuacja epidemiologiczna się ustabilizuje i wrócimy do normalności. Wówczas będziemy mogli ocenić, kto egzamin dojrzałości z biologii zdał wzorowo, a kto zaniedbał swoje obowiązki.

Najskuteczniejszą bronią, jaka została oddana w ręce ludzkości do walki z COVID-19 jest dystansowanie społeczne. To jednocześnie kluczowe wyzwanie, jakiemu musi sprostać każdy obywatel, niezależnie od miejsca rezydencji, jeżeli chcemy pokonać pandemię. – Ta metoda zwalczania wirusa odnosi się do sposobu tworzenia bariery dystansu fizycznego między dwiema lub więcej osobami, aby zapobiec lub zatrzymać transmisję wirusa – mówi Arindam Basu, profesor epidemiologii i zdrowia środowiskowego na Uniwersytecie Canterbury w Nowej Zelandii i dodaje: – W tej chwili nie wiemy o bezpiecznej i skutecznej szczepionce, ani nie wiemy, czy bezpieczny i skuteczny lek będzie działał już po wystąpieniu objawów COVID-19. Dlatego też, najlepsze na co możemy dziś postawić to czynności zapobiegawcze rozprzestrzenianiu. Niech słowa naukowca będą przestrogą dla obywateli całego świata, bo tylko działając solidarnie, mamy szansę na wygraną w walce z niebezpiecznym wirusem.

Metodologia

Przedstawione analizy zostały wykonane na podstawie anonimowych danych, jakie pozyskano z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona w oparciu o system GPS.

W ramach opracowanej analizy odległości zostały znormalizowane, tak aby możliwe było porównanie między różnymi krajami. Potrzeba normalizacji wynika z tego, że średnie odległości w poszczególnych krajach znacząco się różnią (wpływ na to może mieć średnia odległość między miejscem zamieszkania a miejscem pracy, czy chociażby klimat i pogoda).

Aktualnie na rynkach Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch w sumie analizowanych jest 824 milionów urządzeń podłączonych do sieci Internet. Wykorzystane dane były zbierane między 25 lutego a 29 marca tego roku i poddane zostały normalizacji w celu umożliwienia porównania poszczególnych rynków.

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm

0

W kryzysie milczenie nie jest złotem. Spójna i wiarygodna komunikacja może przesądzić o przyszłości wielu firm 1

Pandemia koronawirusa wpłynęła nie tylko na sytuację finansową firm, lecz także na ich komunikację. Duża część zrezygnowała z niej całkowicie, w ten sposób wysyłając w świat komunikat: nie wiadomo, co się u nas dzieje. Tymczasem właściwe zarządzanie informacją jest kluczowe właśnie teraz – może pomóc firmom w przezwyciężeniu kryzysu i opłaci się po zakończeniu pandemii, kiedy wszyscy będą chcieli wrócić do normalności. – Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi prezes agencji informacyjnej Newseria, Artur Woliński.

Skutki pandemii koronawirusa jako jedna z pierwszych odczuła branża targowo-wystawiennicza. Większość konferencji i targów została odwołana, wskutek czego firmy straciły na razie możliwość zaprezentowania się, pokazania swoich nowości produktowych i nawiązania kontaktu z potencjalnymi klientami. Jedną z pierwszych tego typu imprez był Mobile World Congress w Barcelonie. Z kolei po odwołaniu salonu Geneva International Motor Show, na którym rokrocznie odbywa się nawet ok. 150 motoryzacyjnych premier, część marek postanowiła przenieść je do internetu. Na dogodniejszy termin w celu zaprezentowania światu nowego iPhone’a 9/SE 2 czeka też Apple, który odwołał planowaną na koniec marca konferencję premierową w Cupertino.

Problem ma również część spółek giełdowych, które niedługo będą publicznie prezentować swoje wyniki finansowe po I kwartale br., i wiadomo już, że raczej nie zorganizują tradycyjnych konferencji prasowych dla dziennikarzy. Z kolei część marek w ogóle zrezygnowała z komunikacji albo ograniczyła ją do minimum, skupiając się tylko na działaniach i przekazach związanych z koronawirusem.

– Rezygnacja z komunikacji w czasie kryzysu to błąd. Oczywiście sprzedaż spada, ponieważ koronawirus wpłynął na ograniczenie popytu i Polacy z oczywistych względów kupują mniej albo odkładają te zakupy w czasie. Jednak obecny czas jest najlepszy do tego, aby wzmocnić pozycję i zaufanie do marki, a także pokazać, jakie wartości za nią stoją. Innymi słowy: zbudować długofalową świadomość marki w percepcji konsumentów – mówi Artur Woliński, prezes agencji informacyjnej Newseria.

Jak podkreśla, właściwe zarządzanie informacją jest teraz dla firm kluczowe w przezwyciężeniu kryzysu i może się opłacić po zakończeniu pandemii, kiedy rynek zacznie się stabilizować. Po tygodniach siedzenia w domach konsumenci będą chcieli wrócić do normalności, spotykać się, nadrobić odkładane zakupy i „odbić” sobie stracony czas.

– Większość Polaków robi w tej chwili zakupy przez internet. Dlatego marki powinny skoncentrować teraz swoją komunikację wokół kanałów online i wideo. Poza oczywistymi beneficjentami tej sytuacji, czyli np. producentami artykułów higienicznych i branżą IT, w której rośnie zapotrzebowanie na sprzęt do pracy zdalnej, skorzystają na tym kryzysie ci, którzy będą umieli właściwie zareagować na nową sytuację, wykorzystać ją do zbudowania zaufania swoich klientów i interesariuszy – mówi Artur Woliński.

Prezes agencji Newseria podkreśla, że obecny kryzys jest dla firm złym momentem na rezygnację z komunikacji i zamiast panikować, marki powinny teraz opracować nową strategię i panować nad swoim przekazem. Chociażby dlatego, że koronawirus stał się dobrą pożywką dla lawiny fake newsów i jeżeli firma padnie ich ofiarą, ciężko jej będzie zapobiec wizerunkowym stratom. Z tego powodu trzeba zawczasu komunikować swoje działania i pokazać, że firma odpowiedzialnie radzi sobie z pandemią.

 Część z nich obawia się podejmować teraz działania w zakresie nagrań wideo, dlatego że nie chcą narażać swoich pracowników na ryzyko zakażenia. Newseria działa w pełni bezpiecznie: przeszkoliliśmy pracowników i ekipy reporterskie, wdrożyliśmy wszystkie procedury bezpieczeństwa, w odpowiedzi na sytuację wprowadziliśmy też depesze informacyjne bez wideo. Realizujemy również akcje niestandardowe wspólnie z partnerami i klientami. Prędzej czy później obecny kryzys dobiegnie końca i może się okazać, że te podmioty, które potrafiły odpowiednio zarządzić nim od strony komunikacyjnej, znajdą się dwie długości przed resztą rynku – mówi Artur Woliński.

Aby zapewnić bezpieczeństwo ekspertom i ekipom reporterskim podczas nagrań, Newseria wdrożyła szereg procedur, m.in. rozdzielny mikrofon dla reportera i mikrofon na statywie dla rozmówcy, dzięki czemu możliwe jest zachowanie odpowiedniej odległości. Sprzęt i samochody, którymi poruszają się ekipy, są regularnie dezynfekowane, a reporterzy są wyposażeni w rękawiczki i maseczki. Przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa agencja nie przestaje realizować nagrań i wywiadów wideo. Jednak w odpowiedzi na bieżącą sytuację wprowadziła także depesze tekstowe bez wideo. Nowy typ materiałów ma umożliwić ciągłość komunikacji nawet bez kontaktu z ekspertami, którzy obecnie nie chcą bądź nie mogą wziąć udziału w nagraniu przed kamerą.

Andrzej Rzońca: Polsce grozi pierwsza od trzech dekad recesja. W tłustych latach rząd nie przygotował kraju na kryzys

0

Andrzej Rzońca: Polsce grozi pierwsza od trzech dekad recesja. W tłustych latach rząd nie przygotował kraju na kryzys 2

Według marcowej projekcji inflacji NBP, opublikowanej kilka dni po wykryciu pierwszego w Polsce przypadku zachorowania na koronawirusa, polska gospodarka miałaby wzrosnąć w 2020 roku o 3,2 proc. Niecały miesiąc później prognozy te są nieaktualne. Zdaniem byłego członka RPP, dr. hab. Andrzeja Rzońcy pandemia obniży wzrost gospodarczy nawet do 3 pkt proc., co spowoduje, że możemy się otrzeć o recesję. I choć jego zdaniem proponowana tarcza antykryzysowa pomoże niewielu, to Polska jest w nie najgorszej sytuacji w porównaniu z innymi krajami.

Istnieje bardzo duża niepewność co do długości trwania pandemii i okresu zamrożenia gospodarki. W tej sytuacji najlepsze, co można zrobić, to odwołać się do doświadczeń. Epidemia hiszpanki kosztowała kraje nią objęte spadkiem PKB przeciętnie o 6 proc. Jeśli z kolei bazować na doświadczeniach Tajwanu z okresu epidemii SARS w 2003 roku, to należałoby oczekiwać obniżenia wzrostu o 1–3 pkt proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria dr hab. Andrzej Rzońca, profesor SGH, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – Ten koszt trzeba jednak powiększyć o skutki ewentualnej globalnej recesji, która staje się coraz bardziej prawdopodobna. Dla nas oznaczałaby ona dodatkowe obniżenie wzrostu o 1–3 pkt proc. 

4 marca odnotowano pierwszy przypadek zachorowania na koronawirusa na terenie Polski. Pięć dni później Narodowy Bank Polski opublikował cykliczny raport o inflacji, w którym zakładał wzrost polskiej gospodarki w 2020 roku o 3,2 proc. Jeszcze w listopadzie 2019 roku prognozowano 3,6 proc. W lipcowej projekcji było to 4,0 proc. Prognozy i w normalnych warunkach były więc stopniowo obniżane. Choć spodziewano się, że wzrosty będą niższe niż w 2018 i 2019 roku, to w obliczu pandemii dane te stały się nieaktualne. Teraz mowa jest nawet o recesji.

– Przed wybuchem pandemii prognozy wzrostu dla Polski mieściły się w przedziale od 2 do 3 proc. To oznacza, że recesja w Polsce jest coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem. Byłby to pierwszy spadek PKB w naszym kraju od 29 lat – zaznacza były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Niemniej w mojej ocenie Polska powinna lepiej poradzić sobie z pandemią niż większość krajów nią objętych przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, jesteśmy silnie gospodarczo powiązani z Niemcami, które mają duże zasoby, a jednocześnie powiększyli je w tłustych latach, co daje im bardzo duże pole manewru. Sprawne państwo gwarantuje, że zostanie ono wykorzystane.

W piątek 27 marca wyższa izba niemieckiego parlamentu, Bundesrat, zaakceptowała pakiet pomocowy dla niemieckiej gospodarki. Opiewa on na łącznie 750 mld euro.

Po drugie, jesteśmy bardziej elastyczni niż inne kraje Europy, wiele ludzi jeszcze pamięta czasy schyłku socjalizmu, który był permanentnym kryzysem – mówi dr hab. Andrzej Rzońca. – Po trzecie, mam nadzieję, że skutki zdrowotne pandemii w naszym kraju będą mniejsze niż gdzie indziej w Europie. Choć szybko się starzejemy, to wciąż jesteśmy relatywnie młodym społeczeństwem. Jesteśmy też słabiej zurbanizowani, mniej geograficznie mobilni, a liczba podróży samolotem w naszym kraju jest mniejsza niż nawet w małych krajach Europy Zachodniej, jak np. Austria.

Jak podkreśla, przetrwać w trudnych czasach firmom pomoże również świadomość, że muszą sobie poradzić z tym same. O tym – zdaniem ekonomisty – świadczą zaproponowane środki ochronne.  

Polska tarcza antykryzysowa to 212 mld zł, czyli niecałe 50 mld euro. Sami przedsiębiorcy i eksperci twierdzą, że planowane rozwiązania wcale nie pomogą firmom, gdyż bardzo ograniczają zakres osób, które mogą z nich skorzystać. Uzależniają np. zakres pomocy od przychodów uzyskanych w lutym, gdy w kilku najbardziej aktywnych pod względem przedsiębiorczości województwach trwały ferie zimowe.

 Tarcza antykryzysowa przede wszystkim pokazuje, że rząd jest świadomy, że nie przygotował kraju na kryzys, choć skrzętnie to ukrywał. Skonstruował ją w taki sposób, żeby możliwie mało pracowników i firm skorzystało z pomocy państwa oraz żeby ta pomoc dotarła do nich możliwie późno i w możliwie małej skali. Beztrosko konsumując w tłustych latach, teraz usiłuje oszczędzać, ale nie na tym, na czym powinien – ocenia Andrzej Rzońca. – Takie głupie oszczędzanie będzie budżet drogo kosztowało, bo zwiększy liczbę upadłości firm i zwolnień w przedsiębiorstwach. Państwo powinno skalibrować pomoc w taki sposób, żeby nie załamały się finanse publiczne, ale żeby je chronić, trzeba też chronić firmy przed masowymi upadłościami.

Dodatkowym aspektem jest fakt, że rząd nie radzi sobie z wydolnością służby zdrowia mimo poświęcenia lekarzy i pielęgniarek. Jednak zdaniem eksperta dla firm najlepsze byłoby wprowadzenie odciążeń fiskalnych. W ten sposób te przedsiębiorstwa, które z takim rodzajem pomocy dadzą sobie radę, nie będą musiały sięgać po państwowe wsparcie.

Prezes UOKiK: Nieuczciwi przedsiębiorcy próbują w tym czasie drenować portfele konsumentów. Grozić im będzie kara nawet do 5 mln zł

0

Prezes UOKiK: Nieuczciwi przedsiębiorcy próbują w tym czasie drenować portfele konsumentów. Grozić im będzie kara nawet do 5 mln zł 3

Możliwość wprowadzenia maksymalnych cen i marż na towary i usługi, które mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia oraz kosztów utrzymania gospodarstw domowych, a także kary finansowe nawet do 5 mln zł dla nieuczciwych przedsiębiorców zawyżających ceny – takie zapisy wprowadza przyjęta z piątku na sobotę przez Sejm tarcza antykryzysowa. Prezes UOKiK podkreśla, że w ostatnim czasie na rynku pojawiło się wiele niedozwolonych praktyk. Zdarzają się nieuczciwe firmy, które próbują wykorzystać czas pandemii, żeby dodatkowo zarobić. Nowe przepisy mają uchronić konsumentów przed wydrenowaniem portfeli.

– Widzimy rażące wzrosty cen środków ochrony indywidualnej w sklepach stacjonarnych i internetowych, które są różnie uzasadniane. Różnie kształtują się też ceny artykułów spożywczych. O ile w poprzednim tygodniu ceny drobiu i innych gatunków mięs, niektórych warzyw i pieczywa diametralnie wzrosły w krótkim czasie, o tyle w ostatnim tygodniu zaczęły spadać. Jest to związane m.in. z faktem, że narastają problemy z eksportem, w tym do Chin. Coraz większa jest też świadomość przedsiębiorców, że te działania ukierunkowane na radykalne podnoszenie cen mogą skutkować sankcjami z naszej strony oraz zmianą preferencji nabywców – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jak podkreśla, na początku pandemii koronawirusa konsumenci borykali się z problemami dotyczącymi odwołanych lotów, wycieczek i imprez masowych, a obecnie są one związane głównie ze wzrostem cen. UOKiK odbiera wiele skarg i pytań dotyczących produktów w zawyżonych cenach czy fałszywych ofert sprzedaży.

– Gros ofert w internecie to oferty wprowadzające konsumenta w błąd, z diametralnie zmienionymi, wysokimi cenami, które godzą w zasady współżycia społecznego. Wynikają one z chęci zarobienia na czasie pandemii – mówi Tomasz Chróstny. – Spotykamy się z różnymi mechanizmami. Wracają praktyki, które przez długi czas były marginesem, jak np. zdejmowanie cen z towarów, zwłaszcza w mniejszych sklepach i na bazarach. Cena nie jest widoczna, a sprzedający może różnicować ofertę cenową w zależności od tego, jaki klient przychodzi.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Inspekcja Handlowa już w połowie marca powołały specjalne zespoły, które od dwóch tygodni monitorują wysokość cen w sklepach stacjonarnych i internetowych, wyłapując nadużycia. UOKiK na swojej stronie internetowej uruchomił też dodatkową zakładkę, gdzie konsumenci mogą znaleźć odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania w kilku kategoriach (m.in. hotele, transport, usługi, sprzedaż).

– Prowadzimy działania, które mają na celu usunięcie tych ofert, produktów czy usług, które wprowadzają konsumentów w błąd, mają zawyżone ceny i godzą w zasady współżycia społecznego. Nie godzimy się na to, żeby nieuczciwi przedsiębiorcy próbowali wykorzystać ten czas, by wydrenować portfele konsumentów. To jest czas solidarności i do tego nawołujemy – mówi prezes UOKiK.

Podkreśla też, że diametralne wzrosty cen, które miały miejsce w ostatnim czasie, są niczym nieuzasadnione, ponieważ na polskim rynku żywności nie brakuje, a bieżący kryzys dla wielu spekulantów stał się okazją do zarobku. W związku z tym urząd skierował do rządu wniosek o zawarcie w projekcie ustawy o tzw. tarczy antykryzysowej przepisów umożliwiających ustalanie maksymalnych cen oraz marż w sklepach i hurtowniach.

– Jesteśmy jednym z największych producentów żywności w Unii Europejskiej i jednym z trzech największych eksporterów netto. Rocznie eksportujemy żywność za ok. 32 mld zł, a importujemy za ok. 21 mld zł. Żywności w Polsce nie brakuje – mówi Tomasz Chróstny. – Zaproponowaliśmy dodatkowy mechanizm regulujący ceny i wskazujący, które instytucje będą mogły kontrolować różne kategorie produktów i nakładać sankcje finansowe.

Tak zwaną tarczę antykryzysową, czyli ustawę wspierającą firmy i gospodarkę w zwalczaniu efektów koronawirusa, Sejm przyjął w nocy z piątku na sobotę. Nowymi przepisami teraz zajmie się Senat. Zakładają one wprowadzenie zaproponowanych przez UOKiK mechanizmów chroniących konsumentów przed nadmiernym wzrostem cen i nieuczciwymi praktykami.

– Zaproponowaliśmy wprowadzenie ustawowo cen i marż maksymalnych, wraz z przypisaniem instytucji za to odpowiedzialnych oraz mechanizmem sankcyjnym. Jeżeli nieuczciwi przedsiębiorcy nie zatrzymają swoich praktyk, będą dalej dążyli do tego, żeby wykorzystać ten czas do maksymalizowania zysków, wówczas będzie można wprowadzić ceny regulowane na niektóre kategorie produktowe – tylko tam, gdzie będzie to niezbędne – mówi prezes UOKiK.

Zgodnie z przyjętą przez Sejm specustawą maksymalne ceny i marże może wprowadzić w drodze rozporządzenia minister zdrowia w porozumieniu z ministrem rozwoju oraz ministrem rolnictwa i rozwoju wsi. Objęte nimi mogą zostać te towary i usługi, które mają istotne znaczenie dla ochrony zdrowia czy kosztów utrzymania gospodarstw domowych. Dla nieuczciwych przedsiębiorców nowe przepisy przewidują sankcje finansowe od 5 tys. zł do nawet 5 mln zł.

– Jeżeli będziemy mieli do czynienia z recydywą, wówczas prezes UOKiK będzie mógł nałożyć na takiego nieuczciwego przedsiębiorcę karę sięgającą do 10 proc. jego rocznego obrotu. Dlatego mamy nadzieję, że przedsiębiorcy będą postępowali odpowiedzialnie, uczciwie i nie będzie potrzeby stosowania tego typu mechanizmów – podkreśla Tomasz Chróstny.

Koronawirus zmieni rynek pracy. Branża IT może dać szansę na zatrudnienie

W dobie postępującej informatyzacji i automatyzacji zatrudnienie może stracić nawet 800 mln ludzi. Sytuacji nie polepsza także pandemia koronawirusa. 70 proc. firm już planuje zwolnienia z jego powodu. Branża IT może dać szansę tym osobom na powrót na rynek pracy. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dwóch lat w tym sektorze gospodarki zatrudnienie znajdzie przeszło 130 mln specjalistów, a już dziś co szósta oferta pracy skierowana jest do osób z branży IT. Początkujący programiści mogą liczyć na wysokie zarobki, a firmy szkoleniowe oferują szereg kursów ułatwiających przebranżowienie się do pracy w sektorze informatycznym.  

– Najnowsze technologie, takie jak internet rzeczy, smart home czy machine learning, na razie jeszcze nie będą zmieniać rynku pracy. Wynika to z tego, że są jeszcze na dość wczesnym etapie, chociaż wszystkie są bardzo obiecujące i być może w przyszłości będziemy je bardziej wykorzystywać. Jednak na tym etapie rynek pracy nadal odpowiada na wyzwania czysto biznesowe w tradycyjnych systemach. Oczywiście to się coraz bardziej zmienia, w miarę jak IoT czy machine learning zdobywają popularność – mówi agencji Newseria Innowacje Adam Kukołowicz, współzałożyciel Bulldogjob.

Najnowsze analizy Konfederacji Lewiatan wskazują, że nawet 70 proc. małych firm już planuje zwolnienia ze względu na pandemię koronawirusa i szereg ograniczeń, które wprowadził polski rząd. To może całkowicie odmienić rynek pracy, który do tej pory uznawany był za „rynek pracownika”, tj. to firmy musiały starać się o znalezienie dobrego pracownika, a nie pracownik o znalezienie pracy.

Rozwiązaniem może być branża IT, której specyfika pozwala na nieprzerwane działanie nawet w dobie pandemii. Kształt rynku IT w przyszłości mogą ustalać specjaliści zajmujący się nowymi technologiami informatycznymi, w tym m.in. rozwojem systemów sztucznej inteligencji. Ministerstwo Cyfryzacji szacuje, że do 2025 roku w Polsce powstanie co najmniej 200 tys. stanowisk skupionych wokół rozwiązań z branży IT.

Analitycy z McKinsey Global Institute twierdzą, że dynamiczna sytuacja na rynku doprowadzi do zniknięcia sporej części stanowisk pracy, gdyż zostaną one zautomatyzowane przez roboty oraz sztuczną inteligencję. Szacuje się, że do 2030 roku aż 800 mln pracowników będzie musiało się przebranżowić, aby nie wypaść z rynku pracy. Część z nich może znaleźć zatrudnienie w branży informatycznej.

– Nowe technologie mogą na pewnym etapie zagrozić niektórym pozycjom w społeczności IT, ponieważ już widzimy np. takie inicjatywy jak stworzenie samokonfigurującej się bazy danych, która działa poprzez maszynowe uczenie się. I to może zagrozić np. pracy administratora baz danych. Wszędzie tam, gdzie jest dużo powtarzalnych czynności, prawdopodobnie będziemy je coraz bardziej automatyzować. Jednak finalnie nie będzie tak, że ludzie stracą pracę, tylko po prostu przejdą do nowych zadań – przekonuje ekspert.

Według analiz World Economic Forum zawody informatyczne nadal będą zyskiwały na popularności. Szacuje się, że tylko w ciągu najbliższych dwóch lat dzięki rozwojowi nowych technologii na rynku pojawi się 133 mln nowych miejsc pracy w zawodach m.in. programistów czy analityków danych.

Z analizy ofert pracy opublikowanych w 2019 roku na łamach portalu Pracuj.pl wynika, że aż 15 proc. spośród wszystkich ofert skierowanych było do specjalistów IT. Co trzecie ogłoszenie z tego sektora dotyczyło oferty na stanowisku programisty, a pracownicy z dużym doświadczeniem mogli liczyć na dwu–trzykrotnie wyższe wynagrodzenie niż juniorzy.

– Na najwyższe zarobki w IT mogą liczyć oczywiście programiści – w przypadku seniorów, czyli tych najbardziej doświadczonych, to kwota około 12,5 tys. zł do kieszeni. Podobne zarobki mają też project managerowie, project ownerowie, konsultanci i integratorzy systemów SAP. Z kolei najwyższe zarobki będą mieli architekci IT – nawet 14,5 tys. zł na stanowiskach seniorskich. Juniorzy, w zasadzie niezależnie od stanowiska, będą zarabiać około 4 tys. zł – mówi Adam Kukołowicz.

Aspekt finansowy jest jednym z kluczowych czynników, który wpływa na zainteresowanie pracą w tym sektorze gospodarki. W dobie pandemii koronawirusa może to być także możliwość pracy zdalnej. Raport „Badanie społeczności IT 2020” opracowany przez Bulldogjob wskazuje, że 52 proc. osób rozpoczynających karierę na rynku pracy korzysta ze szkoleń online. Z kolei 37 proc. osób planujących przebranżowienie się wybiera płatne kursy programowania jako metodę na zmianę branży zatrudnienia.

Według firmy badawczej 360 Market Updates wartość globalnego rynku IT do 2023 roku wzrośnie do 13,92 mld dol.

Wózki widłowe – poznaj ich zastosowanie

Wózki widłowe w ciągu ostatnich lat uległy ogromnej przemianie. Niegdyś widywane były jedynie w hurtowniach czy pojedynczych hipermarketach, dzisiaj zaś możemy je spotkać w wielu miejscach pracy. Zmieniły się nie tylko w kwestii technologicznej, ale zakres ich zastosowania również bardzo się rozszerzył. Dowiedz się, jakie są najpopularniejsze modele wózków widłowych i do czego są stosowane. Zapraszamy do lektury!

Wózki widłowe – spalinowe i elektryczne

Wózki widłowe dzielą się ze względu na napęd na wózki spalinowe oraz wózki elektryczne. Te pierwsze dodatkowo można podzielić, biorąc pod uwagę rodzaj stosowanego paliwa. I tak wyróżnia się wózki na benzynę, olej napędowy oraz LPG. Można więc śmiało porównać ich działanie do pracy samochodu, a za najbardziej ekonomiczną wersję uznać wózki widłowe na LPG. Wózki spalinowe najlepiej sprawdzają się na placach budowy, ponieważ są odporne na obciążenia i mają dużą moc. Doskonale radzą sobie w trudnych warunkach.

Drugie zaś, czyli wózki elektryczne, jak sama nazwa wskazuje, napędzane są silnikami elektrycznymi, które są zasilane z pakietów akumulatorów. Z roku na rok stają się one coraz szybsze, sprawniejsze i ogólnie – efektywniejsze. Są także zwrotniejsze ze względu na swój mniejszy rozmiar oraz tańsze w eksploatacji. Wózki widłowe elektryczne mogą być napędzane na prąd zmienny, jak również stały. Stosowane są zwykle w pomieszczeniach zamkniętych, np. w magazynach spożywczych. Zaletą tego rodzaju wózków jest możliwość pracy na niewielkich przestrzeniach, ich precyzja oraz brak emitowanych spalin. Chcesz dowiedzieć się więcej o wózkach spalinowych i elektrycznych? Odwiedź stronę https://wdx.pl/.Wozki wid_owe _ poznaj ich zastosowanie (2)

Rodzaje wózków widłowych a ich zastosowanie

Wśród wózków widłowych można wyróżnić bardzo wiele rodzajów urządzeń. Jeden z najpopularniejszych to wózek widłowy wielokierunkowy, który idealnie radzi sobie w ciasnych miejscach, wąskich korytarzach, a także w halach, gdzie regały są ustawione blisko siebie. Wyróżnia się tym, że potrafi bez problemu skręcić każdą parę kół osobno, dzięki czemu za jego pomocą można jeździć w jednym kierunku bez skręcania i zawracania.

Innym modelem wózków widłowych, o którym warto wspomnieć jest wózek widłowy systemowy. Jest to rozwiązanie, które najlepiej sprawdzi się w magazynach wysokiego składowania, jak również w działach kompletacji. Są skonstruowane tak, by pobierać palety obustronnie oraz poruszać się w wąskich korytarzach.

Kolejny rodzaj to wózek widłowy boczny. Ten model stworzony jest specjalnie w celu układania palet na regałach bez konieczności obracania się w korytarzach regałowych. Ma on dużą przeciwwagę oraz boczne ułożenie wideł, co sprawia, że można nim przewozić nie tylko ciężkie, ale i długie przedmioty.

Te i wiele innych wózków widłowych znajdziesz tutaj: https://wdx.pl/oferta/wozki-widlowe/. Zajrzyj i sprawdź ofertę WDX!

Psychologia przywództwa – jak kierować firmą w czasach kryzysu

Wielu przedsiębiorców stoi dzisiaj przed poważnym zadaniem – jak być w czasach niepewności dobrym liderem dla swojego zespołu. Jak kierować grupą i firmą, gdy przyszłość stoi pod znakiem zapytania – a życie codzienne pracowników przeszły transformację? Psychologowie podpowiadają, że dobry lider nie zmieni całkowicie swojego podejścia ani zachowania. Niepewne czasy – jak żadne inne – wymagają struktury, jasnych celów, znajomej atmosfery i kontynuacji działań. Wtedy, gdy sytuacja na froncie walki z epidemią zmienia się z dnia na dzień, dobry lider utrzymuje znajomy porządek i zapewnia swoim pracownikom strukturę. Jednocześnie jednak jest przygotowany na elastyczność, gdy sytuacja tego wymaga. Na przykład wykorzystując nowe narzędzia pracy.

– Pracując zdalnie, korzystając z automatyzacji i innych technologii dobry lider pokazuje, że wciąż jest z ludźmi, że dostrzega ich troski i potencjał. Jednocześnie nimi zarządza – pokazuje, w jaki sposób szukać informacji. Parametrami naszej pracy są czułość i odpowiedzialność. Widzę wasze problemy, chcę wam pomóc, ale równocześnie wymagam – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Santorski, twórca Akademii Psychologii Przywództwa w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. – Ta forma pracy zakłada łączenie delegowania odpowiedzialności z nadawaniem jej struktury. Lider dzieli się swoją władzą i pozycją, dzięki czemu w zespole pojawia się element osobistej odpowiedzialności i kreatywności. Jednak nie zrzuca z siebie odpowiedzialności za błędy. W czasach kryzysu lider powinien łączyć ze sobą te dwie umiejętności. Tak, jak w siłach specjalnych – kapitan prowadzący zespół komandosów z jednej strony deleguje na nich mnóstwo uprawnień, ale z drugiej strony bierze na siebie odpowiedzialność za trudności i porażki – wskazuje Santorski.

Bierzmy przykład ze Szwecji, bo koszt źle wykutej tarczy będzie wysoki

Trudno wyobrazić sobie większą próbę dla relacji państwo-przedsiębiorcy niż obecna pandemia koronawirusa. Polskie państwo narzuciło na przedsiębiorstwa ograniczenia w świadczeniu działalności i na konsumentów w nabywaniu usług. Jak dotąd, nie zabezpieczyło jednak skutecznie firm przed skutkami swoich decyzji.

Pierwszy przypadek COVID-19 potwierdzono u nas 4 marca, ponad miesiąc po tym, jak pierwsze przypadki zidentyfikowano w innych krajach Europy. Można było przyjąć wtedy za pewnik, że i do nas wirus dotrze. I potraktować ten czas jako kupiony na zabezpieczenie gospodarki.

O tym, jak można szybko interweniować niech posłuży przykład Szwecji. Ten kraj nie zdecydował się na powszechny lockdown. Ale na przestrzeni tygodnia 13-20 marca wprowadził:

1. krótkookresowy urlop przestojowy przez 3 kwartały, w połowie finansowany przez państwo – także dla samozatrudnionych;
2. zobowiązanie państwa do płatności zwolnienia lekarskiego przez 2 miesiące;
3. zwiększenie wydatków na zasiłki opiekuńcze;
4. narzędzie opóźniające płatności VAT ze skutkiem wstecznym;
5. dodatkowe wsparcie służby zdrowia, przede wszystkim wynagrodzeń, sprzętu i leków;
6. kompensację wyższych kosztów opieki zdrowotnej samorządom;
7. gwarancje dla linii lotniczych;
8. wsparcie finansowe dla usług kulturalnych i sportowych;
a także szerokie spektrum działań banku centralnego na rzecz zwiększenia płynności i dostępności kredytów:
9. instrument zwiększający akcję kredytową dla firm;
10. zmniejszenie buforów kapitałowych dla banków;
11. rozluźnienie zasad kredytowania banków przez bank centralny;
12. zwiększenie skali zakupu papierów wartościowych przez bank centralny (skup aktywów);
13. zwiększenie gwarancji kredytowych oraz dokapitalizowania narzędzi temu służących;
14. nieograniczoną wartość pożyczek dla banków pod zastaw papierów wartościowych;
15. obniżenie stopy lombardowej.

Regulacje wchodzą w życie najpóźniej w pierwszych dniach kwietnia. Skala tego impulsu jest znaczna – nawet jak na szwedzkie warunki.

W oczekiwaniu na polską tarczę antykryzysową, należałoby więc przypomnieć, że zakres i wielkość wsparcia powinny być dostosowane do potrzeb firm, bo to im mają pomóc. W przeciwnym razie środki budżetowe zostaną nietknięte, ale skonsumują je wydatki na zasiłki dla bezrobotnych, pomoc społeczną czy większe niż spodziewane skurczenie bazy podatkowej. Z najnowszych badań Konfederacji Lewiatan, wynika, że 69% przedsiębiorstw planuje zwolnienia. A zatem ewentualny koszt źle wykutej tarczy będzie wysoki.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Epidemia koronawirusa – specjalne rozwiązania dla cudzoziemców

W związku z obecną sytuacją epidemiologiczną Sejm RP uchwalił ustawę przewidującą m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwią legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Ustawa została przekazana do Senatu RP, który rozpatrzy ją na dzisiejszym posiedzeniu. Aktualny tekst ustawy dostępny jest na stronie www.sejm.gov.pl – druk sejmowy nr 299.

Do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni (stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii) przedłużeniu ulegnie:

  • legalny pobyt cudzoziemców na podstawie wiz krajowych oraz zezwoleń na pobyt czasowy, który skończyłby się w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii,
  • termin na składanie wniosków o legalizację pobytu,
  • ważność już wydanych zezwoleń na pracę, zezwoleń na pracę sezonową oraz oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.

Ponadto przesunięte zostaną terminy:

  • na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski,
  • dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu.

Przedłużenie legalnego pobytu obywateli państw trzecich 

Przedłużenie legalnego pobytu cudzoziemca przebywającego w Polsce na podstawie wizy krajowej i zezwolenia na pobyt czasowy będzie dotyczyło sytuacji, w których ostatni dzień legalnego pobytu przypadnie na czas obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Będzie to zatem okres od 14 marca 2020 r., kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Wówczas okres legalnego pobytu w Polsce będzie ulegał przedłużeniu z mocy prawa do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego stanu, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie legalności pobytu nie będzie wiązało się z umieszczeniem w dokumencie podróży cudzoziemca nowej naklejki wizowej lub wydaniem nowej karty pobytu. Cudzoziemiec nie będzie mógł na podstawie tak przedłużonego pobytu podróżować po terytorium innych państw obszaru Schengen. Będzie miał jednak możliwość realizowania dotychczasowego celu pobytu w Polsce np. wykonywania pracy. Przedłużone zostaną bowiem zezwolenia na pracę i na pracę sezonową oraz dozwolony okres pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Będzie mógł również opuścić Polskę bez ryzyka wejścia w nielegalny pobyt.

Przedłużenie terminów na składanie wniosków 

Ustawa przewiduje wydłużenie terminów składania wniosków o udzielenie zezwoleń pobytowych, przedłużenie wiz oraz przedłużenie pobytu w ramach ruchu bezwizowego, jeżeli termin ten wypadłby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak dotychczas, wnioski te będzie można złożyć w urzędach wojewódzkich do 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywać będzie jako ostatni. Pobyt cudzoziemca w Polsce w tym okresie będzie uważany za legalny pod warunkiem, że złoży on wniosek o legalizację pobytu w przedłużonym terminie.

Powyższe rozwiązanie będzie dotyczyło cudzoziemców, którzy chcieliby się ubiegać o:

  • udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy, stały lub rezydenta długoterminowego UE,
  • przedłużenie wizy krajowej (symbol D) lub wizy Schengen (symbol C),
  • przedłużenie okresu pobytu w ramach ruchu bezwizowego – dotyczy to tylko obywateli Brazylii, Argentyny, Chile, Hondurasu, Kostaryki, Nikaragui, Singapuru i Urugwaju, ponieważ umowy o zniesieniu obowiązku wizowego tylko z tymi krajami przewidują taką możliwość.

Przedłużenie terminów opuszczenia terytorium Polski 

Ustawa zawiera rozwiązanie stanowiące podstawę przedłużenia z mocy prawa terminów opuszczenia terytorium Polski wynikające z art. 299 ust. 6 ustawy o cudzoziemcach (np. w związku z doręczeniem ostatecznej decyzji o odmowie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy), jeżeli wypadałyby one w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Ich przedłużenie nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Przedłużenie terminów dobrowolnego powrotu określonych w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu 

Zakładane jest przedłużenie z mocy prawa terminu dobrowolnego powrotu określonego w decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu, którego koniec wypadałby w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii. Jak w przypadku pozostałych rozwiązań zawartych w ustawie, przedłużenie terminu nastąpi do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni.

Obywatele państw UE, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywający z nimi członkowie rodzin 

Wprowadzenie w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, nie wpływa w żaden sposób na prawa pobytowe obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej, Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA), Konfederacji Szwajcarskiej i przebywających z nimi członków rodzin. Uprawnienia te nie są bowiem uzależnione od posiadania jakichkolwiek zezwoleń czy dokumentów.

Wpływ epidemii Covid-19 na gospodarkę – komentarz Grzegorza Maliszewskiego

W tym tygodniu publikowane będą kolejne dane z gospodarek rozwiniętych, wskazujących na skalę załamania koniunktury w następstwie epidemii koronawirusa. W tym kontekście istotne będą wskaźniki koniunktury w USA i strefie euro. Oczekiwać można dalszego pogorszenia nastrojów w przemyśle i usługach (indeksy PMI w USA i strefie euro oraz indeks ISM dla USA), a w ślad za znacznym pogorszeniem perspektyw rynku pracy, także nastrojów konsumentów (w USA będą podane wskaźniki Conference Board).

Ważne też będą kolejne dane z amerykańskiego rynku pracy, które już w ubiegłym tygodniu wskazały na znaczny wzrost bezrobocia. W tym tygodniu podane będą kolejne odczyty wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, raport ADP, a także liczba nowych miejsc pracy, która zapewne spadnie po raz pierwszy od września 2010. Ciekawe będą także dane z Chin, gdzie podany będzie indeks PMI dla przemysłu, co pozwoli ocenić skalę odbicia koniunktury po opanowaniu epidemii.

Jak polski przemysł zareagował na wybuch epidemii?

W środę o godz. 09:00 poznamy pierwsze dane PMI dla polskiego przemysłu znajdujące się już pod silnym wpływem epidemii COVID-19. Według oczekiwań Banku Millennium indeks ten obniży się do 45,9 pkt z 48,2 pkt w lutym. Sytuacja w przemyśle będzie jednak gorsza niż wskazania indeksu, gdyż w marcu, podobnie jak w lutym zostanie on sztucznie zawyżony przez składową opóźnień dostaw, wynikających z zaburzeń w związku z pandemią koronawirusa.

Epidemia w Polsce nasila się, choć w mniejszej skali niż w krajach Europy Zachodniej Skala epidemii w Polsce nasila się, choć jej zakres jest mniejszy niż w innych krajach na podobnym etapie rozwoju epidemii. Według stanu na poniedziałek rano, to osiemnasty dzień, kiedy liczba zainfekowanych przekroczyła 50, liczba stwierdzonych zachorowań wynosi w Polsce 1905, natomiast liczba zmarłych 26. Na tym samym etapie rozwoju epidemii liczba stwierdzonych przypadków w Niemczech wynosiła ponad 7 tys., a we Włoszech ponad 10 tys. Radykalne działania podjęte prze rząd w celu powstrzymania rozwoju epidemii mogą więc przynieść mniejszą skalę pandemii i wypłaszczenie krzywej zachorowań.

Epidemia Covid-19 ma negatywny wpływ na funkcjonowanie całej gospodarki, w tym także sektora bankowego. Kanałów oddziaływania jest wiele, a główne wiążą się ze spadkiem popytu na usługi bankowe, pogorszeniem sytuacji finansowej klientów i ryzykiem pogorszenia jakości portfela kredytowego, spadkiem stóp procentowych i wiążącym się z tym spadkiem dochodów, osłabieniem złotego i wzrostem potrzeb płynnościowych. To wszystko powoduje ryzyko znacznego pogorszenia wyników sektora, a przez to też możliwości kreacji przez banki kredytu. Sektor bankowy jest jednocześnie niezbędny do wsparcia gospodarki w obecnych zawirowaniach, zapewniając finansowanie firm, których sytuacja finansowa uległa załamaniu. Z tego względu konieczne są działania wzmacniające sektor bankowy, aby mógł podtrzymać, a nawet wzmocnić skalę finansowania gospodarki, przy wyższym ryzyku kredytowym firm. Część podjętych do tej pory działań korzystnie działa na banki, szczególnie obniżenie stopy rezerw obowiązkowych, podwyższenie oprocentowania rezerw obowiązkowych, zniesienie bufora ryzyka systemowego, złagodzenie części regulacji nadzorczych. W podjętych działaniach brakuje, w mojej ocenie, zniesienia lub przynajmniej modyfikacji podatku bankowego, który może ograniczać skalę finansowania firm, na korzyść kupna obligacji skarbowych, które są wyłączone z opodatkowania. Negatywnie na możliwości wsparcia gospodarki przez banki może działać dalsze obniżanie stóp procentowych, ze względu n negatywny wpływ na kondycję finansową banków. Aby więc sektor bankowy mógł efektywnie wspierać gospodarkę w pokonaniu kryzysu konieczne są działania zwiększające przestrzeń do kreacji kredytu, którego będą potrzebowały firmy dotknięte skutkami koronawirusa. To m.in. od dostępności finansowania zależeć będzie, czy restart gospodarki po epidemii będzie szybki, czy zastój gospodarczy będzie utrzymywał się przez dłuższy czas – mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Skutki ekonomiczne epidemii będą znaczne

Nawet jeśli przebieg epidemii będzie łagodniejszy niż w krajach Europy Zachodniej to skutki ekonomiczne będą znaczne. Szczególnie, że możliwe jest wprowadzenie dodatkowych ograniczeń. W ubiegłym tygodniu rząd wprowadził zakaz przemieszczania się, poza sytuacjami niezbędnymi (zakupy żywności i leków, tylko konieczne dojazdy do pracy) i zgromadzeń powyżej dwóch osób. Wprowadzono także ograniczenia liczby osób w transporcie publicznym. Poza nowymi zakazami przedłużono do 13 kwietnia kontrolę na granicach. Minister Emilewicz wskazała na możliwość wprowadzenia dodatkowych działań w tym tygodniu, które mogą wiązać się z nowymi obostrzeniami w sklepach i zakładach pracy.

Wzrost gospodarczy – głęboka recesja w 2Q i stopniowe odbicie w drugiej połowie roku

Dane z polskiej gospodarki za styczeń i luty były lepsze od oczekiwań, co wskazało na dobrą kondycję gospodarki w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch epidemii. Wzrost gospodarczy w 1Q może wynieść ok. 2,5% r/r, czemu pomogą wzmożone zakupy przezornościowe przed wybuchem epidemii. Drugi kwartał będzie jednak silnym uderzeniem dla gospodarki, a PKB może spaść o nawet 10% r/r, przy założeniu, że szczyt epidemii będzie w kwietniu, a na przełomie maja i czerwca zaczną rozluźniać się restrykcje, a aktywność ekonomiczna będzie odradzać się. Najsilniej skutki obecnego kryzysu odczują firmy usługowe (szczególnie turystyka, gastronomia, kultura, rozrywka, transport, szczególnie pasażerski), które mierzą się z załamaniem dochodów na skutek wprowadzonej izolacji społecznej. Załamanie nastrojów w sektorze usług wskazały wstępne indeksy PMI w krajach strefy euro.

W drugiej połowie roku spodziewamy się odbudowy wzrostu, jednak w naszej ocenie odczyt dynamiki PKB w całym roku będzie ujemny i wyniesie ok. -3,0% r/r. W dalszym ciągu prognozy obarczone są dużym ryzykiem, uzależnionym od przebiegu epidemii w Polsce i w Europie. Napływające dotychczas dane, szczególnie z Europy, a także możliwe dalsze restrykcje w przemieszczaniu się, nie dają podstaw do optymizmu, stąd ryzyka dla wzrostu gospodarczego skierowane są w dół. Przebieg restartu gospodarki w Chinach, gdzie aktywność ekonomiczna odbudowuje się po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej, wskazuje na stopniowe jej tempo. Wskaźnik aktywności ekonomicznej w Chinach po załamaniu się na przełomie stycznia i lutego, kiedy zamknięto Wuhan, wzrósł o ok. 20% w stosunku do dołka z połowy lutego, jednak wciąż jest o ok. 30% niższy niż na początku roku. Wciąż utrzymywana jest część restrykcji, szczególnie we współpracy z otoczeniem zewnętrznym. Przykładowo, każdy obcokrajowiec przybywający do Pekinu musi odbyć obowiązkową 2-tygodniową kwarantannę. Oznacza to, że nawet po ustabilizowaniu sytuacji epidemiologicznej działalność w niektórych branżach nie wróci szybko do poziomu sprzed epidemii. Skalę i tempo odbicia gospodarki po ustabilizowaniu epidemii w Polsce będą ograniczały także restrykcje utrzymywane w innych krajach UE, znacznie bardziej dotkniętych przez epidemię. Skutki gospodarcze epidemii w krajach Europy Zachodniej będą znaczne, strefa euro doświadczy głębokiej recesji, przez co popyt zagraniczny nie będzie wspierał odbudowy wzrostu w Polsce. Powyższe czynniki wskazują, że przebieg odbicia wzrostu może mieć bardziej kształt litery U niż V.

Bezrobocie – wzrost do ok. 7% to optymistyczne założenie

Załamanie wzrostu gospodarczego i ograniczenia w działalności gospodarczej będą miały negatywny wpływ na rynek pracy. Szukając analogii w kryzysie lat 2008-2009, kiedy w rok od upadku Lehman Brother liczba bezrobotnych w Polsce wzrosła o ok. 400 tys, to w obecnych uwarunkowaniach oznaczałoby to wzrost stopy bezrobocia do ok. 8%. Biorąc jednak pod uwagę znacznie bardziej dynamiczny charakter obecnego kryzysu i wstrzymanie działalności lub radykalne ograniczenia skali działania znacznej części firm, skala wzrostu bezrobocia mogłaby być większa i bardziej gwałtowna. Zakładamy jednak, że podjęte w ramach Tarczy Antykryzysowej działania osłonowe polskich firm, szczególnie małych i średnich zmniejszą skalę zwolnień i stopa bezrobocia w tym roku nie przekroczy 7%. Na chwilę obecną to dość optymistyczny scenariusz, biorąc pod uwagę relatywnie ograniczoną, w porównaniu z innymi krajami, skalę wsparcia firm, pomijanie dużych firm w niektórych rozwiązaniach Tarczy, a także opóźniające się tempo prac parlamentarnych.

Inflacja wyhamuje, choć ceny żywności mogą złagodzić dezinflacyjne skutki recesji

Presja inflacyjna spadnie, w ślad za spadkiem wzrostu gospodarczego, szczególnie inflacja bazowa przestanie narastać. Dodatkowo, w kierunku niższej inflacji będzie działać spadek cen paliw na stacjach benzynowych. Niemniej jednak, w drugiej połowie roku działanie tego czynnika może wygasnąć, ponieważ w naszej ocenie utrzymanie cen ropy naftowej na obecnych poziomach w długim terminie będzie trudne, szczególnie jeśli w drugiej połowie roku nastąpi odbicie koniunktury. Dodatkowo, czynnikiem niepewności pozostają ceny żywności. W okresie epidemii widoczny był pewien wzrost cen żywności, kupowanej w celach przezornościach. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe i suszę, która może utrzymać się także w miesiącach wiosenno-letnich, miesiące wiosenne mogą przynieść mniejszy sezonowy spadek cen żywności. W rezultacie inflacja cen żywności może obniżać się tylko nieznacznie w stosunku do bieżących poziomów. W naszej ocenie inflacja mierzona wskaźnikiem CPI powróci do pasma dopuszczalnych odchyleń inflacji od celu i średnio w roku wyniesie 3,2% r/r, choć ryzyka dla naszej prognozy skierowane są w górę.

Stopy procentowe – obniżki niewykluczone, choć mało efektywne we wsparciu gospodarki

W zakresie polityki pieniężnej uważamy, że optymalnym scenariuszem byłaby stabilizacja stóp procentowych, gdyż dalsze cięcia stóp procentowych mogłyby być nieefektywnym narzędziem wsparcia gospodarki w obecnych uwarunkowaniach, szczególnie, że inflacja może spadać w powolnym tempie. Rynek FRA wycenia cięcie stóp o 50 pbs w perspektywie najbliższych 6 miesięcy. W naszej ocenie tak radykalny spadek stóp procentowych może mieć negatywny wpływ na warunki funkcjonowania sektora bankowego, ponieważ przez pogorszenie jego kondycji finansowej i kapitałowej, zmniejszy się możliwość kreacji kredytu przez polskie banki. To byłoby niepożądane w obecnym kryzysie, ponieważ polskie firmy będą potrzebowały finansowania na odbudowę działalności po tym, jak sytuacja epidemiologiczna ustabilizuje się. Tym bardziej, że utrzymany zostaje podatek bankowy, który nie zachęca do wzrostu akcji kredytowej. W takich uwarunkowaniach liczyć się można z ograniczeniem skali finansowania, szczególnie w warunkach podwyższonego ryzyka kredytowego. Dlatego też szczególnie pożądane są działania władz monetarnych i nadzorczych ukierunkowane na wsparcie akcji kredytowej, w tym także poprzez łagodzenie wpływu podwyższonego ryzyka kredytowego (przede wszystkim firm –małych i dużych) na bilanse banków. Pobudzenie kredytu jest priorytetem Narodowego Banku Węgier, który utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a ściął stopę rezerw obowiązkowych do zera i modyfikuje program finansowania wzrostu gospodarczego. Głównym beneficjantem ewentualnej obniżki stóp proc. w Polsce byłby niewątpliwie resort finansów, który w tym roku mierzyć się będzie ze znacznym wzrostem potrzeb pożyczkowych, sięgających 100 mld PLN. Niższe stopy procentowe powstrzymają nadmierny wzrost rentowności papierów skarbowych i kosztów finansowania długu. W tym samym kierunku działa rozpoczęty skup przez Narodowy Bank Polski obligacji skarbowych na rynku wtórnym.

Pandemia COVID-19 nieustannie eskaluje

Pandemia COVID-19 nieustannie eskaluje. Liczba potwierdzonych zarażeń na świecie przekroczyła już 720 tys., co oznacza, że w ciągu tygodnia wzrosła ponad dwukrotnie. Nadal notowane są dynamiczne przyrosty w Europie, zwłaszcza w Hiszpanii i w Niemczech, gdzie nowych przypadków przybywa już silniej niż we Włoszech (tam pojawiają się sygnały pewnej stabilizacji liczby nowych zachorowań). Obecnie najmocniej epidemia rozprzestrzenia się w Stanach Zjednoczonych, w których codziennie potwierdza się kilkanaście tysięcy nowych przypadków. Skala rozwoju epidemii oraz wynikające z niej samoizolacja mieszkańców i ograniczające działania władz na świecie nie pozwalają wierzyć w szybkie odbicie globalnej koniunktury, tj. w przebieg cyklu w kształcie litery „V”. Oznacza to, że okres recesji w największych gospodarkach rozwiniętych wydłuży się co najmniej do kilku kwartałów. Bezprecedensowe w skali i tempie przeprowadzenia działania władz na świecie w zakresie polityki gospodarczej pozwalają jednak mieć nadzieję, że uda się uniknąć najbardziej negatywnego scenariusza, tj. aktywności gospodarczej przybierającą postać litery „L” oznaczającej błyskawiczne załamanie koniunktury, a następnie przedłużającego się okresu stagnacji gospodarczej. W szczególności uwagę zwraca największa w historii skala stymulacji monetarnej i fiskalnej w USA, która w 2020 r. sięgnąć może łącznie 4 bln USD. O ile jeszcze kraje rozwinięte są w stanie próbować łagodzić wpływ epidemii gospodarczej w oparciu o własne środki to kraje rozwijające się będą potrzebować międzynarodowej pomocy. Według szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego kraje te będą potrzebować 2,5 bln USD finansowania zewnętrznego.

Najsilniejsze od co najmniej 50 lat załamanie rynku pracy w USA

Epidemia koronawirusa dramatycznie odbija się na sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA złożonych między 16 a 20 marca wyniosła 3,3 mln, po wzroście tydzień wcześniej na poziomie 281 tys. Tak dramatyczny wzrost liczby osób bezrobotnych nie dokonał się nigdy w ponad 50 letniej historii danych. Dla odzwierciedlenia skali obecnego załamania, należy wspomnieć, że w szczycie redukcji zatrudnienia w 2008 r., tj. podczas globalnego kryzysu finansowego taka sama liczba nowych wniosków o zasiłek była złożona w ciągu 6 tygodni. Do tak ogromnych zmian przyczynia się zwłaszcza załamanie zatrudniającego ok 80% pracowników USA sektora usług. Odzwierciedla to opublikowany w ub. tygodniu wskaźnik PMI dla tych branż w USA, który spadając do 39,1 pkt w marcu z 49,4 pkt w lutym dobił do nienotowanego dotąd dna. Dane te utwierdzają prognozy, że recesja z powodu pandemii w USA będzie głębsza niż podczas kryzysu po upadku Lehman Brothers (prezes Fed J.Powell powiedział, że gospodarka może w niej już być). Dla łagodzenia skutków gospodarczych amerykańskie władze wprowadzają największy w dziejach USA program stymulacji fiskalnej i monetarnej.

QE w USA bez limitów

W ub. tygodniu Fed kolejny raz złagodził politykę pieniężną w USA m.in. znosząc wcześniejsze ograniczenia skali skupu aktywów. Ponadto Rezerwa Federalna ogłosiła nowe programy o łącznej wartości 300 mld USD, które mają wesprzeć akcję kredytową w gospodarce. Pierwsze dwa z nich: Primary Market Corporate Credit Facility (PMCCF) dla nowo emitowanych obligacji korporacyjnych i Secondary Market Corporate Credit Facility (SMCCF) pozwolą Fed na zakup długu przedsiebiorstw. Konstrukcja tych programów częściowo wspartych z budżetu federalnego pozwoli obejść zakaz bezpośredniego nabywania przez Fed korporacyjnych papierów dłużnych. Trzeci program Term Asset-Backed Securities Loan Facility (TALF) ma zapewnić dostęp do kredytu dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. W komunikacie Fed uprzedza ponadto o uruchomieniu wkrótce programu Main Street Business Lending Program, którego celem będzie wsparcie akcji kredytowej dla małych i średnich przedsiębiorstw. Informacje te wskazują, że bank centralny USA skupując papiery korporacyjne oraz planując bezpośrednie kredytowanie niektórych przedsiębiorstw wchodzi w dziedziny gospodarcze, w których nigdy do tej pory nie był obecny. Wobec wstrząsu gospodarczego, jakim jest epidemia SARS-CoV-2 Fed reaguje szybko, aby zapewnić tanie finansowanie dla różnych podmiotów gospodarczych i poszerzenia dostępu do kredytów. Działania Fed, mogą wpłynąć na łagodniejszy przebieg zaburzenia związanego z epidemią i szybszy powrót do fazy ożywienia, tak jak po wielkim kryzysie finansowym 10 lat temu, gdy gospodarka amerykańska wydźwignęła się z marazmu wcześniej niż inne kraje rozwinięte. Stymulacji monetarnej towarzyszą największy w historii program fiskalny.

Największy w historii program fiskalny w USA

W ub. tygodniu amerykański Kongres zaaprobował największy w historii USA program publicznego wsparcia gospodarki. Ostateczna jego wersja przewiduje m.in. 500 mld USD na pomoc dla branż w trudnej sytuacji, 350 mld USD na pożyczki dla małych firm i 250 mld USD na wsparcie osób bezrobotnych. Program zawiera zapisy zgodnie, z którymi dla każdego dorosłego obywatela zarabiającego mniej niż 75 tys. USD rocznie zostanie przeznaczone 1200 USD i dodatkowe 500 USD na każde dziecko.

Recesja w strefie euro inna niż poprzednie

Według wstępnych obliczeń indeksy PMI dla usług w Niemczech i w strefie euro załamały się w marcu do najniższych poziomów w historii badania. Wyniosły one 34,5 pkt wobec 52,5 pkt w lutym dla Niemiec oraz 28,4 pkt wobec 52,6 pkt przed miesiącem dla Eurolandu. Skala spadku jest bezprecedensowa. Sektor usług, zwłaszcza transport, turystyka i gastronomia znajduje się w dramatycznej sytuacji w związku z epidemią koronawirusa, która wymusiła wstrzymanie świadczenia usług lub załamanie popytu na skutek ograniczenia możliwości przemieszczania się i innych regulacji administracyjnych. Obecnie strefa euro jest jednym z epicentrów pandemii, a w większości jej krajów liczba nowych zachorowań nadal eskaluje. Badanie PMI wskazuje także na bezprecedensowy spadek subindeksu zatrudnienia, co jest najgorszą informacją, gdyż oznacza zanik ostatniego bezpiecznika koniunktury oraz budzi obawy o szybką obudowę gospodarki. Indeksy PMI dla przemysłu spadły natomiast do 45,7 pkt dla Niemiec i do 44,8 pkt dla Eurolandu, choć sytuacja w tym sektorze jest gorsza niż wskazują poziomy indeksów, gdyż są one sztucznie podbijane przez komponent czasu dostaw. Dane PMI za marzec wskazują, że PKB w strefie euro spadnie w 1Q, ale najgorsze jeszcze przed nią, gdyż zanosi się na nienotowane w ostatnich dziesięcioleciach załamanie gospodarki w 2Q, a recesja będzie miała inny charakter niż w przeszłości. Do tej pory bowiem sektor usług wygładzał przebieg cyklu koniunkturalnego. Obecnie sektor ten, o zdecydowanie największym zatrudnieniu w strefie euro cierpi najmocniej, a spadek aktywności gospodarczej najpewniej będzie dużo silniejszy niż podczas globalnego kryzysu finansowego w latach 2008-2009, a także kryzysu zadłużeniowego 2011—2012. Z tych względów należy oczekiwać, podobnie jak w przypadku USA, że koniunktura w strefie euro nie poprawi się szybko. Dane wskazują że rosną ryzyka dla dłuższej dekoniunktury, co nie pozwoli polskiemu eksportowi łagodzić spadku popytu wewnętrznego w kraju. Optymistyczną informacją jest jednak ogromna skala działań rządu Niemiec, największej gospodarki strefy euro.

Niemcy wesprą gospodarkę kwotą 750 mld EUR

W ub. tygodniu niemiecki parlament przyjął pakiet stymulacyjny w wysokości 750 mld EUR. Największa część (600 mld EUR) tej kwoty stanowi Fundusz Stabilności Gospodarczej dla dużych (zatrudniających ponad 250 pracowników) przedsiębiorstw, którego środki będą przeznaczone na gwarancje kredytów poprawiających płynność, a także dokapitalizowanie spółek. Niemiecki rząd wprowadza także możliwość odroczenia składek podatkowych oraz zamierza współfinansować do 60% wynagrodzenia zatrudnionych, których praca nie jest wykorzystana.. Z kolei na pożyczki i dotacje dla samozatrudnionych oraz mikroprzedsiębiorstw przeznaczono 50 mld EUR. Przewidziano także wsparcie służby zdrowia oraz dodatkowe zasiłki rodzinne. Realizacja tego programu spowoduje zwiększenie deficytu finansów publicznych o 156 mld USD, co może wiązać się z czasowym zniesieniem konstytucyjnych limitów zadłużenia Wartość programu stanowi ponad 20% niemieckiego PKB, co dwukrotnie przewyższa skalę programu w Polsce. Rozwiązania te pozwalają mieć nadzieję, na odbudowę w perspektywie kilku kwartałów gospodarki po szoku związanym z nadal eskalującą w Niemczech epidemią COVID-19.

Miniony tydzień wśród walut emerging markets był okresem uspokojenia notowań po wcześniejszym okresie burzliwej przeceny. Co więcej, niejednokrotnie – jak w przypadku rumuńskiego leja, czeskiej korony oraz złotego – walutom CEE udało się odrobić część poniesionych strat w relacji do euro. W przypadku kursu EUR/PLN oznaczało to spadek notowań do 4,50 z poziomu 4,63 wskazywanego przez nas we wcześniejszych raportach jako możliwy kres osłabienia polskiej waluty. Na przeciwnym biegunie był natomiast południowoafrykański rand, który był najtańszy w historii po decyzji agencji Moody’s o obniżeniu ratingu RPA do poziomu śmieciowego. Na rynkach globalnych omawiany okres zdecydowanie należał do euro, które umacniało się w relacji do dolara. Zwyżka kursu EUR/USD o ponad 4,5% była najsilniejsza od grudnia 2008 roku, co jest kolejną rynkową analogią do czasów ostatniego kryzysu.

Poprawa globalnego sentymentu ściągnęła w dół kurs dolara

Ubiegły tydzień w końcu przyniósł poprawę na rynkach finansowych. Jak może rozwinąć się sytuacja? Na jakie informacje warto zwrócić uwagę w najbliższych dniach?

Na rynkach finansowych cały czas panuje stan podwyższonej zmienności, aczkolwiek ostatnie dni były lepsze niż większość czasu od momentu gwałtownego rozprzestrzeniania się epidemii koronawirusa poza Chiny. W poprzednim tygodniu obserwowaliśmy ruchy aktywów ryzykownych zarówno w górę, jak i w dół. Tydzień wcześniej notowaliśmy w większości ich głębokie spadki. Rynki akcji oraz instrumentów dłużnych z całego świata reagowały pozytywnie na spektakularne w swych rozmiarach programy bodźców fiskalnych i monetarnych ogłoszone przez decydentów po obu stronach Atlantyku. Dolar natomiast, jako waluta safe haven, reagował negatywnie, tracąc w stosunku do wszystkich walut grupy G10, a także osłabiając się względem większości walut gospodarek rozwijających się.

W tym tygodniu zmiany na rynkach będą kształtowane przez trzy podstawowe czynniki. Pierwszym z nich będzie oczywiście dalszy postęp epidemii koronawirusa w poszczególnych krajach, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, gdzie przyrost nowych zakażeń wyraźnie przyspiesza. Drugim ważnym czynnikiem będzie szacowana skala szkód ekonomicznych, którą przybliżą odczyty wiodących wskaźników ekonomicznych. W końcu, inwestorzy będą wypatrywać szczegółów dotyczących wsparcia, jakie poszczególne kraje dotknięte epidemią koronawirusa zaoferują firmom i gospodarstwom domowym. Podsumowując, widzimy w tym momencie szanse na dalszą aprecjację euro w relacji do dolara amerykańskiego. Wieści ze Stanów Zjednoczonych stają się coraz bardziej ponure, podczas gdy z Europy docierają pierwsze sygnały świadczące o tym, że liczba nowych zakażeń przestaje rosnąć w sposób wykładniczy.

PLN

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy istotną poprawę sentymentu, co sprzyjało też polskiemu złotemu. Waluta, w relacji do euro, zakończyła tydzień na poziomie bliskim temu, na którym go rozpoczęła. Poza utrzymaniem oceny ratingowej ze strony agencji Fitch, ostatni tydzień nie przyniósł ważnych – a przede wszystkim aktualnych – informacji z Polski. W tym tygodniu poznamy odczyt indeksu PMI dla przemysłu w marcu, gdzie zobaczymy efekt lockdownu związanego z koronawirusem. Przy czym w kolejnych dniach złoty będzie najpewniej reagował głównie na zmiany globalnego sentymentu, a nie na informacje z Polski.

GBP

W zeszłym tygodniu funt brytyjski był jedną z najlepiej radzących sobie głównych walut. Co więcej, pewnym zaskoczeniem jest to, że łącznie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni szterling zdołał umocnić się również w stosunku do dolara amerykańskiego. Częściowo jest to skutek ogólnej sytuacji na rynkach, ale walucie sprzyjało też stosunkowo ciepłe przyjęcie przez rynki rządowego programu wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz działań Banku Anglii mających na celu wsparcie również największych firm.

W tym tygodniu nie poznamy wielu informacji, które pozwoliłyby określić wpływ obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą Wielkiej Brytanii. Niemniej, istotne osłabienie waluty sprzed dwóch tygodni wyeliminowało z rynku większość długich pozycji spekulacyjnych na walucie, stąd spodziewamy się, że w najbliższych tygodniach funt brytyjski pozostanie względnie odporny na globalną sytuację.

EUR

Ostatnie umocnienie wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego było związane przede wszystkim z ogólną zmianą sentymentu do ryzyka, a nie z wieściami ze Starego Kontynentu. Dane ekonomiczne ze strefy euro, które poznaliśmy w ostatnich dniach były wręcz tragiczne – kluczowy, zbiorczy indeks PMI spadł w marcu do najniższego poziomu w historii. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych dane również pokazały rekordowo niskie poziomy, jednak z tej grupy strefa euro wydaje się obecnie najbardziej narażona na kryzys.

Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Zbiorcze indeksy PMI dla USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 30/03/20

W tym tygodniu opublikowany zostanie odczyt, który w tym momencie nie przyciąga jeszcze dużej uwagi. Mowa o danych o inflacji w marcu, które pokażą wpływ obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą w bloku walutowym. Odczyt pozwoli odpowiedzieć między innymi na pytanie, czy większy wpływ na ceny miał spadek popytu, czy ogólne ograniczenie podaży w związku z lockdownami. Będziemy również wypatrywać wszelkich informacji o szczegółach programów wsparcia dla osób fizycznych, jak i małych i średnich przedsiębiorstw. Działania te będą kluczowe w kontekście procesu wydostawania się strefy euro z recesji, z którą będzie musiała zmierzyć się jej gospodarka.

USD

Epidemia koronawirusa uderzyła w Stany Zjednoczone z pełnym impetem. Mimo nadal ograniczonej skali przeprowadzanych testów, USA już teraz notują największą wśród wszystkich krajów liczbę dziennych zakażeń. Chaotyczna odpowiedź władz na szczeblu federalnym i stanowym z pewnością nie pomaga opanować pandemii. Co więcej, ta zdążyła już wywrzeć wpływ na gospodarkę. Wprowadzone środki mające ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa odbiły się na rynku pracy. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych po raz pierwszy wnoszących o zasiłek, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, pokazały największy wzrost liczby wniosków w historii (od przeszło 50 lat od kiedy zbierane są dane). Warto też dodać, że liczba nowych deklaracji, która dobiła do ponad 3 milionów, kilkakrotnie przekroczyła poprzednie maksima. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej liczba nowych wniosków była bliska 200 tys.

W tym tygodniu poznamy kolejne, niechybnie szokujące dane w postaci piątkowego kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który pokaże jak dużo osób straciło pracę w marcu. Jest spora szansa, że pogorszenie kryzysu zdrowotnego w USA w porównaniu z względną stabilizacją epidemii w Europie (w danych dotyczących nowych zakażeń) będzie w tym tygodniu niekorzystnie oddziaływać na USD.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

HackYeah Online – hackaton pro bono przeciwko COVID-19

Rusza HackYeah Online powered by GovTech – wirtualna edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie, który organizowany jest pro publico bono i będzie miał na celu wypracowanie rozwiązań, które pomogą w walce ze skutkami epidemii koronawirusa. Pula nagród ufundowanych przez GovTech Polska wynosi 100 000 PLN netto, a uczestnicy będą pracowali nad rozwiązaniami w pięciu kategoriach.

Idea organizacji hackathonów mających na celu zmierzenie się ze skutkami epidemii COVID-19 została w Polsce zapoczątkowana przez DO OK sp. z o.o. – firmę, która we współpracy z działającym w Kancelarii Premiera Zespołem GovTech Polska w minionym tygodniu zorganizowała Hack the Crisis: Tech for Good, w którym wzięło udział niemal 2000 programistów rywalizujących w trzech kategoriach. HackYeah Online powered by GovTech Polska jest kontynuacją tej misji. Celem wydarzenia jest przede wszystkim walka z następstwami trwającej epidemii za pomocą rozwiązań technologicznych i wdrażanie innowacyjnych projektów. Choć rejestracja trwa od poniedziałku, uczestnicy hackathonu, będą mieli czas pomiędzy 3 a 5 kwietnia na opracowanie możliwych do wdrożenia rozwiązań. Organizatorzy poszukują projektów, które odpowiedzą na 5 kluczowych wyzwań:

  • Bezpieczeństwo w czasie epidemii – projekty zgłoszone w tej kategorii będą miały na celu pomoc z zapewnieniem bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w czasie e-learningu i intensywniejszego korzystania z Internetu, walkę z internetowymi oszustwami etc. W tę kategorię wpisują się również rozwiązania ułatwiające funkcjonowanie osobom starszym i zagrożonym w czasie i po pandemii, oraz walczące z wykluczeniem cyfrowym.
  • Biznes, nauka i technologia w czasie kryzysu – projekty zgłoszone w tej kategorii powinny wspierać i przyspieszać współpracę naukowców z biznesem poprzez użycie nowych technologii. Będą również zastanawiać się jak przyśpieszyć powrót do pełnej aktywności ekonomicznej oraz ograniczyć negatywne skutki kryzysu dla polskiej gospodarki.
  • E-commerce i logistyka – w tej kategorii szukamy pomysłów usprawniających bezkontaktowe dostawy, zarządzanie i organizację procesów produkcji oraz łańcuchów dostaw. Chcemy również skoncentrować się na długotrwałych zmianach w tej części gospodarki oraz znaleźć rozwiązania na dalsze funkcjonowanie i rozwój dla nowoczesnych kanałów zakupu i dystrybucji.
  • Edukacja i czas wolny – jak usprawnić procesy e-learningu? W jaki sposób twórczo i kreatywnie zająć uczniom czas podczas kwarantanny poza zajęciami szkolnymi? I wreszcie czy i jak obecnie używane technologie zostaną z nami na dłużej. Pomysły odpowiadające na te wyzwania będą zgłaszane w tej kategorii.
  • Freestyle – w tej kategorii znajdą się pomysły niepasujące do żadnej z powyższych kategorii, ale mające zastosowanie w walce ze skutkami pandemii.

Spotykajmy się wirtualnie na Festiwalu Programowania Online!

Głównym celem HackYeah Online powered by GovTech jest pomoc w walce ze skutkami koronawirusa. Dodatkową zachętą dla uczestników jest możliwość wygrania łącznie 100 000 PLN w nagrodach oraz szansa dalszego rozwoju swojego pomysłu i wdrożenia go w życie. HackYeah Online to również okazja do wzięcia udziału w licznych webinariach tematycznych, wirtualnej rozmowy z setkami mentorów i uczestników oraz na produktywne spędzenie weekendu. Organizatorzy HackYeah zadbają o utrzymanie festiwalowej atmosfery znanej z trzech edycji hackathonu, tym razem przeniesionego do świata wirtualnego. Możecie spodziewać się rozgrywek online, wspólnej playlisty przebojów zebranych specjalnie na weekend 3-5 kwietnia i wielu innych atrakcji, dzięki którym miło spędzicie czas.

Do inicjatywy dołączyło też wielu publicznych i prywatnych instytucji, zarówno polskich jak i międzynarodowych, które dostarczają wiedzę i mentorów dla pomocy uczestnikom.

  • Zagrożenia są czasem, w którym potrafimy się jednoczyć ponad podziałami i granicami – państwowymi i pokoleniowymi – by działać na rzecz wspólnego dobra. Zapraszam wszystkich deweloperów, ekspertów i pasjonatów technologii by z wirusem walczyli także w cyberprzestrzeni.

Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów

  • Pierwszy hackathon pokazał, że programiści z całej Europy są w stanie przyłożyć rękę do walki z wirusem, a najbliższe dni udowodnią, że są też w stanie wyciągnąć pomocną dłoń do tych najbardziej dotkniętych epidemią. Choć hackathon to z natury rywalizacja, wszyscy jesteśmy dziś w jednej drużynie, do dołączenia do której zachęcam wszystkich miłośników nowych technologii.

Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów do spraw GovTech

  • Organizowany przez nas HackYeah już kilkukrotnie udowodnił, że w uczestnikach drzemie ogromny potencjał innowacyjnych pomysłów, który teraz, w czasie kryzysu, jest ogromnie potrzebny. Organizując HackYeah pro publico bono chcemy umożliwić włączenie się w wypracowanie rozwiązań przeciwko skutkom COVID-19 wszystkim tym, którzy mają na tego typu rozwiązania pomysły i chcą wykorzystać swój czas, by stworzyć wartościowe narzędzia.

Jakub Kozioł, prezes PROIDEA sp. z o.o.

Kto i w jaki sposób może dołączyć?

 Rejestracja otwarta jest już dziś, ale wydarzenie odbędzie się w dniach 3-5 kwietnia 2020. HackYeah Online powered by GovTech jest darmowym wydarzeniem kierowanym do wszystkich, którzy mają pomysły na rozwiązania wspomagające walkę ze skutkami pandemii koronawirusa i chcących wykorzystać wolny czas na stworzenie projektów, które realnie mogą zmienić nasze życie na lepsze. Projekty biorące udział w konkursie mogą być zgłaszane indywidualnie, lub w zespołach złożonych z maksymalnie 6 osób. Komunikacja pomiędzy uczestnikami, organizatorami, mentorami i jurorami odbywać się będzie na kanale Discord, na który zapraszamy już dzisiaj: https://discord.gg/fa83ryF. Aby zarejestrować zespół i walczyć o nagrody, wystarczy zarejestrować się pod adresem: https://app.evenea.pl/event/hackyeah2020online/

Organizatorem wydarzenia jest PROIDEA– firma od lat organizująca wydarzenia kierowane do branży IT, pomysłodawca i producent HackYeah. Partnerem głównym wydarzenia jest GovTech Polska– program funkcjonujący w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mający na celu angażowanie społeczności we wprowadzanie innowacji do sektora publicznego. Współpracuje z firmami technologicznymi, oraz obywatelami, aby wspólnie unowocześnić administrację publiczną oraz znaleźć sposoby na użycie technologii w realizacji zadań podejmowanych przez Państwo.

Zapraszamy do współpracy media, firmy i organizacje, które mają pomysły na to, jak technologia może usprawnić życie, biznes, naukę, edukację oraz czas wolny w trakcie oraz po pandemii.

Apel Pracodawców RP do MZ i GIS ws. mobilnych badań diagnostycznych

Pracodawcy RP apelują do Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego o wprowadzenie rozwiązań umożliwiających mobilne wykonanie kontrolnych badań diagnostycznych.

W związku z epidemią koronawirusa Pracodawcy RP wystosowali pismo do Ministra Zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego, w którym proponują rozwiązania z zakresu mobilnej diagnostyki. Mają one przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów oraz personelu medycznego.

Propozycja obejmuje:

1) określenie procedury – standardu postępowania powrotu do pracy, w tym konieczności wykonania kontrolnego badania diagnostycznego,

2) zapewnienie mobilnego wykonania takiego badania diagnostycznego – kontrolnego przed zakończeniem kwarantanny,

3) organizację mobilnego badania, w tym:

  • zapewnienie pojazdów CORONA BUS służące do transportu medycznego, w tym ze służb mundurowych,
  • wydzielenie stanowiska  do  pobrania i przechowania materiału biologicznego,
  • pozyskanie grupy osób np. studentów medycyny, pielęgniarstwa do tej akcji oraz skorzystanie z innych osób po przeszkoleniu,
  • konieczne pełne zabezpieczenie pracowników CORONA BUS, w tym kierowcy oraz obsługi w środki ochrony osobistej,
  • pobranie materiału bezpośrednio pod miejscem zamieszkania pacjenta po uprzednim umówieniu,
  • przekazanie partii pobranego materiału do laboratorium.

–  Rozszerzenie możliwości wykonywania badań diagnostycznych poprzez dopuszczenie udzielania świadczeń zdrowotnych polegających na pobraniu materiału biologicznego do badania laboratoryjnego w pojazdach przyczyni się do zwiększenia dostępności do tych świadczeń, a jednocześnie pozwoli na bezpieczny powrót personelu medycznego do pracy, a tym samym – zapewni bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów i pozostałego personelu medycznego – czytamy w piśmie.

Tarcza …kryzysowa – firmy branży targowej o propozycjach Rządu

Rozczarowanie – firmy branży targowej nazywają tak to, co znalazło się w tzw. Tarczy Antykryzysowej. – Do końca wierzyliśmy, że rząd uwzględni nasze propozycje. Zabrakło dużej części postulowanych rozwiązań, które pozwoliłby poprawić płynność firm niezależnie od ich wielkości – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT), dodając, że potrzeby i oczekiwania przedsiębiorców minęły się z propozycjami Rządu.

  • – Jest owszem kilka punktów stycznych, ale to jak dać lizaka głodnemu od trzech dni dziecku z Afryki – przyznaje Beata Kozyra, mając jednocześnie „iskierkę nadziei”, bo proces legislacyjny trwa.
  • A, jak mówią, nadzieja umiera ostatnia, dlatego – zwraca się jeszcze do senatu, sejmu i prezydenta o uwzględnienie propozycji branży targowej i zwrócenie uwagi na rozwiązania przyjęte w innych krajach europejskich.
  • W poniedziałek – wtorek firmy mają podjąć decyzje co do swojej dalszej egzystencji i zatrudnionych osób.

 

Przedsiębiorcy działający w sektorze targowym czekają na konkretne rozwiązania ze strony rządu. Dali sobie czas do poniedziałku – wtorku na decyzje, co robić dalej. – To praktycznie ostatni dla nich dzień, aby postanowić, czy będą działać i ilu pracowników będą musieli zwolnić – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Co się stanie z branżą targową?

Jak przypomina Beata Kozyra, skutki koronawirusa odczuwają wszystkie firmy branży już od 2 miesięcy. Większość firm ma dziś przychody na poziomie 0 zł.

Jeśli nie otrzymają prawdziwej pomocy, to:

    • ponad 60 % firm planuje redukcję zatrudnienia z końcem marca br.
    • co 4-ta z tych firm myśli o zwolnieniu od 50% do 70% pracowników
    • ponad 26% deklaruje, że będzie zmuszona w ogóle zawiesić lub zamknąć działalność.

Bez pracy może zostać nawet 15 tys. osób zatrudnionych dotąd w naszej branży. Dzięki m.in. ich oddaniu, takie imprezy jak ITM, BUDMA, Targi Meble, MSPO, Plastpol czy Targi Książki stały się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wizytówką Polski w świecie. Nieuwzględnienie tego przy opracowywaniu antykryzysowych rozwiązań przez rząd oznaczać będzie definitywne przejście tych wydarzeń do historii. Nasze miejsce zajmą inni, tyle że w innych krajach. Dlatego zwracamy się do marszałków sejmu i senatu oraz prezydenta o uzupełnienie Tarczy Antykryzysowej o unormowania, które utrzymają nas na powierzchni, a ludziom pozwolą zachować pracę– apeluje Beata Kozyra. Przyznaje, że jest realistką i docenia to, co już rząd zaoferował przedsiębiorcom. Jest to jednak niewystarczające.

Co oferuje rząd? Branża targowa ocenia rozwiązania w projekcie Tarczy i sugeruje ich uzupełnienie.

  • abolicja składek ZUS dla samozatrudnionych oraz prowadzących mikrofirmy na 3 m-ce jest jak najbardziej wskazana. Szkoda tylko, że nie dotyczy ona wszystkich MŚP (Małych i Średnich Przedsiębiorstw), które przecież generują 80% polskiego PKB. Również okres abolicji dla firm, które nie odzyskają źródła przychodów w ciągu 3 miesięcy powinien być stosownie wydłużony. Nie łudźmy się, że jakiekolwiek targi odbędą się przez wrześniem 2020.
  • wprowadzenie prawa do świadczenia postojowego i dopłaty państwa do wynagrodzeń w wysokości 40% średniej krajowej to również posunięcie we właściwym kierunku. Ale niewystarczające, aby utrzymać 100% zatrudnienia. W przypadku, kiedy firmy branży targowej nie mają żadnych przychodów, nie będą w stanie opłacić pozostałych 40% wszystkim swoim pracownikom. Należy się również liczyć z tym, że część pracowników nie będzie chciała obniżki swojej pensji o 20% i poszuka innej pracy.
  • 5 tys. zł pożyczki dla mikroprzedsiębiorstw – OK. Żywa gotówka na pewno się przyda. Tylko na co ją wydać? Czy na pensję 1-2 pracowników za marzec, może na połowę kwietniowego czynszu, a może na ratę leasingu maszyn w kwietniu? A co z płatnościami za czerwiec, lipiec, sierpień…?
  • umożliwienie podatnikom CIT i PIT straty poniesionej w 2020 r. od dochodu
    z działalności uzyskanego w 2019 r. Rozwiązanie we właściwym kierunku. Ale rozliczyć należy się w dość krótkim horyzoncie czasowym? A rzeczywiste straty firmy będą miały w kwietniu, bo do marca rozliczały imprezy ze stycznia i lutego. Zatem, tak na prawdę, niewielka korzyść.
  • przesunięcie terminu płatności zaliczek na podatek dochodowy od wynagrodzeń wypłacanych w marcu i kwietniu 2020 r. do 1 czerwca 2020 r. To działanie mało strategiczne, bo prowadzi do niepotrzebnej kumulacji zobowiązań.

– Można by tu przytoczyć jeszcze kilka przykładów, jednak nawet pomoc ta liczona   łącznie jest absolutnie niewystarczająca, aby pomóc firmom utrzymać płynność finansową, a w wielu przypadkach uchronić firmę przed upadkiem – ocenia Beata Kozyra.

Jakie będą konsekwencje dla Polski?

  • mniejszy wpływ do budżetu państwa o 2-3 mld zł. Mówimy tu tylko o jednej branży czyli targowej. Jeśli dodamy do tego branżę turystyczną i MICE, wpływy do budżetu będą niższe aż o kilkanaście procent niż przed rokiem – czyli ok 20 mld zł.
  • na rynek wyjdzie kilka milionów bezrobotnych – in. z branży targowej, turystycznej i MICE. Czy Polski Rząd jest gotowy na ich przyjęcie? Czy Polski Rząd jest gotowy wypłacać przez najbliższe miesiące 3 mld zasiłku miesięcznie?
  • zniknie bezpowrotnie wiele imprez targowych, które co roku przyciągają tysiące wystawców i miliony zwiedzających
  • zagrożone będą największe targi, które do tej pory były wizytówką Polski: Budma, Targi Meble, ITM, Motor Show, Cavaliada organizowane przez Międzynarodowe Targi Poznańskie, MSPO, ENEX, PLASTPOL w Kielcach, Targi Katowice, Targi książki czy Krakdent w Krakowie, Bowtshow w Łodzi, Energetab w Bielsku Białej. A nie zapominajmy, że targi są dźwignią polskiego eksportu.

To chyba ostatnia szansa, z której możemy i powinniśmy skorzystać. Zwracamy się raz jeszcze do wszystkich parlamentarzystów o podjęcie wysiłku, aby ostateczny kształt Tarczy Antykryzysowych rzeczywiście obronił przedsiębiorców przed skutkami epidemii – nie traci nadziei Beata Kozyra. Uważa, że autorzy ustawy mogą dokonać jeszcze niezbędnych korekt.

Co rząd może jeszcze zrobić?

  • Przede wszystkim stworzyć łatwy dostęp do umarzalnych kredytów na 2-3 lata do 3 mln zł dla firm poszkodowanych przez koronawirusa
  • Podjąć decyzję o natychmiastowym zwrocie VATu oraz uwolnieniu pieniędzy z kont VAT-owskich
  • Natychmiast uprościć procedury przyznawania wszelkiej pomocy przedsiębiorstwom.

– Autorzy Tarczy Antykryzysowej powinni oprzeć się na pozytywnych przykładach także z krajów znajdujących się dziś w znacznie trudniejszej sytuacji. Warto mieć na uwadze także to, że najprawdopodobniej jesteśmy jeszcze przed najsilniejszym uderzeniem epidemii, a jej skutki znane będą dopiero za kilka miesięcy – przewiduje prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Co robią rządy innych krajów?

Rządy innych krajów, bardzo szybko poszły po rozum do głowy i nie bronią już za wszelką cenę budżetu, tylko przedsiębiorstw, które do tego budżetu się dokładają.

  • Francja: od 26 marca państwo przejęło do 80% rekompensaty wynagrodzeń i umożliwiło na korzystnych warunkach przedsiębiorcom wzięcie pożyczek od 12,5 tys. do 12 mln Euro.
  • Holandia: rząd dołoży do 90% do wynagrodzeń najbardziej dotkniętych kryzysem firm.
  • Wielka Brytania: MŚP w mogą zaciągnąć nieoprocentowany przez 12 miesięcy kredyt do 5 mln GBP.
  • Węgry: rząd wprowadził całkowite zwolnienie z płacenia podatków dla najbardziej poszkodowanych firm do czerwca 2020, a także niskie i centralnie regulowane oprocentowanie łatwo dostępnych pożyczek.
  • Niemcy: rząd opracował program pożyczek w wysokości 513 mld Euro, aby firmy mogły utrzymać dotychczasowy poziom produkcji i zatrudnienia

Ile procent PKB przeznaczają kraje na wsparcie przedsiębiorstw?

  • Hiszpania ok. 15 proc. PKB,
  • Włochy ok.18 proc. PKB,
  • Francja ok.21 proc. PKB,
  • Niemcy ok.15 proc, PKB
  • Polska – 8 proc. PKB.

– Propozycje innych krajów to myślenie strategiczne, ale nie krótkowzroczne, nastawione na tu i teraz. Wygląda to tak, jakby nasz rząd nie dostrzegał, że zabija dojną krowę czyli polskie przedsiębiorstwa. Krowa zdechnie i nie będzie mleka, a więc wpływów do budżetu – zwraca uwagę Beata Kozyra, której zdaniem priorytetem powinno być dziś utrzymanie gospodarki za wszelką cenę.– Świadczenia socjalnie czy inwestycje rządu w zbrojenie armii, ekologię, czy drogi mogą na chwilę zejść na drugi plan. Co zagrozi życiu polskich rodzin bardziej, brak 500+ przez 3 miesiące czy brak wypłaty przez najbliższe pół roku z powodu utraty pracy?– pyta Beata Kozyra i podsumowuje: – W tej chwili sytuacja doszła już do takiego punktu, że najważniejsze staje się jednak jak najszybsze przyjęcie Tarczy, nawet w jej obecnym kształcie, aby pomoc dla przedsiębiorstw mogła już płynąć, aby firmy nie musiały już dzisiaj zwalniać pracowników.  Kolejnym krokiem byłby nowelizacje Tarczy i uwzględnienie w nich najczęściej wymienianych przez przedsiębiorców postulatów – Według prezes zarządu PIPT dziś trzeba przede wszystkim minimalizować skutki strat, które niemal z godziny na godzinę się powiększają.

Wartość polskiej branży targowej i wystawienniczej szacuje się na ok. 3 mld złotych. Na rynku tym operuje ponad 500 firm, a zatrudnienie w branży znajduje prawie 20tysięcy osób.

Jaka będzie przyszłość rynku ropy?

Bezprecedensową przecenę na rynku „czarnego złota” można porównać do otwarcia puszki Pandory. Jak wojna cenowa wpłynie na rynek, skoro – według doniesień EIA – popyt na ropę nie wzrośnie pierwszy raz od 2009 roku, czyli od kryzysu finansowego?

Notowania ropy WTI to około 20 USD za baryłkę. Nie pomaga słabszy rynkowy sentyment, nie pomagają informacje z rynku surowca, nie pomagają fundamenty. Arabia Saudyjska poinformowała, że od początku wojny cenowej nie nawiązano żadnego kontaktu z Rosją w celu wznowienia rozmów o koordynacji wydobycia surowca. Dodatkowo, indyjski rząd zalecił rafineriom, by w obliczu braku popytu wstrzymały przerób ropy i import surowca. Ma to niebagatelne znaczenie, gdyż Indie to trzeci największy światowy odbiorca, importujący prawie 5 mln baryłek na dzień. Pojawiają się też pierwsze symptomy wskazujące, że radykalna wojna cenowa i załamanie popytu uderzają w producentów z USA. Liczba aktywnych wież wiertniczych obniżyła się aż o 40, i do 624.

– Spadek produkcji w Stanach Zjednoczonych jest nieunikniony, ale tendencja ta będzie rozwijać się wiele miesięcy. Średnioroczny poziom wydobycia będzie w 2020 roku wciąż przewyższał przeciętną produkcję z ubiegłego roku – ocenia Bartosz Sawicki, ekspert ds. rynku surowców i kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Przecena na rynku „czarnego złota” od początku 2020 roku sięgnęła niebotycznego poziomu 65 proc. Cena surowca spadła poniżej minimum z lutego 2016 roku. Obecnie za baryłkę ropy WTI płacimy najmniej od 17 lat. Krach na rynku ropy został spotęgowany coraz gorszymi danymi tj. ostatnie PMI, pokazującymi że efektem pandemii nie będzie spowolnienie globalnej gospodarki, a głęboka recesja. Oznacza to tym samym spadek popytu na ropę. Obecnie nadpodaż surowca wynosi 5 mln baryłek dziennie.

Będzie gorzej

Kryzys doskwiera również całej  branży naftowej. Świadczy o tym chociażby zmniejszona do 50 proc. kapitalizacja takich gigantów jak Saudi Aramco, British Petroleum Company (BP) czy Shell. W rafineriach dochodzi do mniejszego przerobu surowca, ponieważ chętnych na niego jest po prostu coraz mniej. Według doniesień EIA, popyt na ropę nie wzrośnie pierwszy raz od 2009 roku, czyli od kryzysu finansowego.

Krach na rynku ropy został pogłębiony przez pandemię i ograniczenie ludzkiej mobilności, ale nie oznacza to, że problemów na rynku brakowało. Schody zaczęły się – plus minus – w 2014 roku, kiedy Arabia Saudyjska zaczęła zwiększać wydobycie, by uderzyć w sektor wydobywczy USA. To był impuls do rozpoczęcia trwającej do 2016 roku surowcowej bessy. W 2020 roku natomiast w porozumieniu zrzeszającym producentów ropy pozostało 10 państw OPEC, ale tylko połowa z nich wypełniała porozumienie.

Irak, ZEA i Nigeria wydobywały za dużo, a Ekwador opuścił OPEC. Z 10 uczestniczących w porozumieniu państw spoza kartelu tylko Oman i Azerbejdżan
odpowiednio ograniczyły produkcję. Rosja, Kazachstan i Meksyk, czyli najważniejsi gracze z tej grupy, notorycznie przekraczali limity. Projekt OPEC+ okazał się więc podwójną porażką. Między innymi dlatego, że opierał się na błędnych założeniach i słabej dyscyplinie. Niska skuteczność była tylko gwoździem do trumny tej idei. Idea nie miała bowiem siły przebicia nad motywowanym politycznie oporem przed redukcją produkcji.

Wojna cenowa

Czarny poniedziałek weryfikuje. 9 marca dochodzi do najsilniejszego spadku cen ropy od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. 18 marca, kurs WTI spada 25%, do 20 USD, czyli najniżej od lutego 2002 r. 19 marca następuje bezprecedensowe odbicie – wzrost cen ropy WTI o 24% to najwyższy dzienny wzrost w historii. Zmienność na rynku ropy jest najwyższa od globalnego kryzysu finansowego. Co to oznacza?

– Niskie ceny ropy naftowej to coś, do czego powinniśmy się przyzwyczaić. Po podwójnym szoku popyt załamał się ze względu na walkę z pandemią. W 2020 roku po raz pierwszy od globalnego kryzysu finansowego świat zużyje mniej ropy niż rok wcześniej, a w tym samym czasie ostro rośnie wydobycie – mówi kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers Bartosz Sawicki i przypomina, że Arabia Saudyjska eksportować o 30 proc. więcej niż w styczniu, rezultatem czego będzie powstanie gigantycznego nawiasu zapasów.

– Ich absorpcja będzie trwać minimum przez drugą połowę 2020 roku. Dlatego też w dalszej części roku należy spodziewać się średniej ceny brent w granicach 35 USD za baryłkę. Przy czarnym scenariuszu pandemii na długie tygodnie paraliżującej aktywność gospodarczą, transport i komunikację, kurs ropy brent w drugim kwartale spadnie pod 20 USD za baryłkę – tłumaczy ekspert.

Walka ze skutkami pandemii

Światowe banki centralne ruszyły do walki z gospodarczymi konsekwencjami pandemii. Cięte są stopy, uruchamiane programy tanich pożyczek dla sektora bankowego, wznawiane programy skupu aktywów. Władze monetarne rzuciły do walki wszystkie dostępne środki i szybko wyczerpały dostępną amunicję.

Kolejne rządy uruchamiają szeroko zakrojone pakiety fiskalne. W niektórych przypadkach, np. w Nowej Zelandii ich wartość to nawet 4 proc. PKB. Polityka fiskalna dostarcza skuteczniejszych narzędzi łagodzących wpływ koronawirusa na wzrost gospodarczy. W kolejnych tygodniach to na niej będzie spoczywać ciężar. Nie oznacza to, że polityka monetarna nie ma roli do odegrania.

– Banki centralne przede wszystkim pompują płynność w system finansowy i chronią rynek kredytowy przed poważniejszymi turbulencjami. Szybka reakcja, to dobra reakcja, ponieważ sytuacja jest wystarczająco skomplikowana, by dodatkowo ryzykować pogorszeniem kondycji gospodarek przez nieefektywne działanie systemu finansowego – ocenia Bartosz Sawicki z TMS Brokers.

Zdaniem eksperta kombinacja szoków popytowego i podażowego będzie skutkować gigantyczną nadpodażą i wzrostem zapasów, a agresywna polityka cenowa i gwałtowne podniesienie eksportu ma na celu zmuszenie Rosji do współpracy w drugiej części roku. Tak rysuje się plan na nowy porządek na rynku „czarnego złota”.

Covid-19 [Koronawirus] wpływa na rynek nieruchomości

Kraje, które nie przyjęły euro lub ich waluty nie są powiązane ze wspólną europejską walutą, odnotowały w lutym i marcu 2020 r. osłabienie kursów walut o około 10%. Wyjątkiem jest rumuński lej, który stracił zaledwie 1%, głównie dzięki interwencji banku centralnego. W związku z tym, że większość umów najmu w Europie Środkowo-Wschodniej jest denominowana w euro, może to stanowić dodatkowe obciążenie dla najemców, zwłaszcza tych, którzy uzyskują większość dochodów w walutach lokalnych (CZK, PLN, HUF i RON).

– Osłabienie walut,  oprócz przymusowego lub dobrowolnego zamknięcia lokali handlowych, gastronomicznych, rozrywkowych i hotelowych, biur oraz części zakładów produkcyjnych w celu ochrony zdrowia ludzkiego, stawia zarówno wynajmujących, jak i najemców w bardzo niekorzystnej sytuacji. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją – pandemia oraz związane z nią stany wyjątkowe ograniczają możliwości normalnego działania wielu osób i firm. W związku z tym sposobem długofalowej ochrony wszystkich interesów będzie z pewnością znalezienie kompromisu pozwalającego zminimalizować skutki tej niesprzyjającej sytuacji – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Z jednej strony wynajmujący będą chcieli ze zrozumiałych względów pobierać czynsze w celu ochrony swoich inwestycji, a z drugiej najemcy będą chcieli się skupić na zabezpieczeniu przyszłości swoich firm i pracowników. We wszystkich sektorach rynku panuje obawa przed scenariuszem, w którym mogłoby zabraknąć firm chętnych na najem powierzchni komercyjnych, ale też takim, w którym firmom zabraknie przestrzeni umożliwiających im prowadzenie działalności.

Należy mieć nadzieję, że każdy z krajów w regionie CEE opracowuje własne sposoby wyjścia z sytuacji, takie jak wakacje kredytowe lub inne środki finansowe, w tym pakiety pomocy rządowej. Dopóki nie uzyskamy więcej szczegółowych informacji na temat przyjętych metod, musimy znaleźć inne realne rozwiązania, które będą mogły z nimi współgrać, oczywiście zakładając, że ewentualne wsparcie z zewnątrz nie okaże się panaceum – wskazuje Luke Dawson, dyrektor zarządzający i dyrektor ds. rynków kapitałowych na region CEE w Colliers International.

Widzimy pierwsze przypadki, w których – zamiast od razu wszczynać spory prawne dotyczące płatności – wynajmujący rozważają krótkookresowe zwolnienia z czynszów lub przesuwają na bieżący okres umowne wakacje czynszowe (zazwyczaj wypadające na koniec umowy najmu). W zamian za to oczekują, że najemcy wydłużą umowy najmu o czas odpowiadający obecnemu trudnemu okresowi lub dłuższy.

Więcej informacji o wpływie koronawirusa na rynki regionu EMEA można znaleźć na portalu Colliers’ COVID-19 Insights, na którym nasi eksperci w każdym tygodniu  udostępniają nowe informacje i analizy dotyczące wpływu pandemii na poszczególne sektory rynku nieruchomości komercyjnych.

Fiskus zabiera, potem myśli

Prawo podatkowe nakazuje, by organy, rozstrzygając sprawę podatnika, wyjaśniły mu i uzasadniły, dlaczego akurat tak, a nie inaczej należy interpretować dany przepis. Organ zobowiązany jest wskazać, jakie argumenty stoją za jego postępowaniem. Nie może też stosować wykładni przepisów prowadzącej do zwiększenia obciążeń podatkowych, które mogą być nakładane na podatników tylko w drodze ustawy. W wyroku z 23 stycznia 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację organu podatkowego, bo ten naruszył wszystkie wskazane wyżej reguły, pozbawił spółkę prawa do pełnego odliczenia poniesionych na nabycie usług wydatków, nie wykazując przy tym logicznego procesu rozumowania.

Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych w art. 15e zawiera ograniczenie, zgodnie z którym poniesione przez spółkę wydatki na usługi doradcze, badania rynku, usługi reklamowe, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze, nabyte od podmiotów powiązanych, nie mogą być w przeważającej części zaliczane do kosztów uzyskania przychodów tej spółki.

Usługi badawczo-rozwojowe i informatyczne

Jedna ze spółek z o.o., będąca polskim rezydentem podatkowym, jest producentem materiałów budowlanych. Należy do grupy kapitałowej, w ramach której nabywa od jednego ze swoich podmiotów powiązanych usługi w zakresie działalności badawczo-rozwojowej (B+R) oraz usługi informatyczne (IT).

W ramach tych pierwszych usług podmiot powiązany organizuje spotkania pracowników z różnych podmiotów grupy kapitałowej mające służyć wymianie spostrzeżeń, doświadczeń i wiedzy technologicznej, jak i współpracy w innych obszarach. Podczas tych spotkań pracownicy współpracują z zamiarem rozwiązywania konkretnych problemów grupy, w tym także spółki. Usługi B+R polegają również na udzielaniu przez ten podmiot dostępu do wykorzystywanych w produkcji programów i systemów informatycznych. Spółka zaznaczyła, że część z tych usług może zostać jej udzielona nie tylko przez ten podmiot, ale także przez inne podmioty, wchodzące w skład grupy.

Z kolei nabywane przez spółkę usługi IT dają jej dostęp do platform internetowych i aplikacji wykorzystywanych przez kierownictwo spółki do zarządzania procesami biznesowymi, sprzedażowymi i controllingu. Spółka nazywa je usługami dostępu, bowiem nadają kierownictwu i odpowiednim pracownikom dostęp różnego stopnia do tych aplikacji. Poza tego typu usługami spółka nabywa również inne usługi informatyczne, czyli np. zarządzania modułem CRM czy związane z prowadzeniem strony internetowej spółki. W ich skład wchodzą m.in.: hosting, aktualizacje techniczne, obsługa front-end i back-end strony.

Wniosek o wydanie interpretacji

Spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o wydanie interpretacji przepisów prawa podatkowego, czy nabywane przez nią usługi B+R oraz IT będą traktowane przez fiskusa jako usługi doradcze, a więc, czy będą one podlegać ograniczeniu w możliwości zaliczenia poniesionych na nie wydatków do kosztów uzyskania przychodów tej spółki zgodnie z art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Przy czym zgodnie z wymogami wniosku przyporządkowała nabywane od podmiotu powiązanego usługi do nomenklatury Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług, wskazując, że klasyfikacja ta nie oddaje rzeczywistego charakteru tych usług, a została wykorzystana jedynie na potrzeby wniosku.

Organizacja spotkań i hosting stron www

Organ uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe w zakresie nabywanych przez nią usług B+R w części dotyczącej organizacji kongresów oraz usług IT w części dotyczącej nabywania usług zarządzania stroną internetową. Swoją decyzję uzasadnił w ten sposób, iż do zbioru usług objętych ograniczeniami zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów na mocy art. 15e ustawy o CIT należą dwie kategorie usług: te wprost wymienione w tym przepisie, jak np. usługi doradcze i przetwarzania danych, oraz usługi nienazwane, ale mające charakter świadczeń do nich podobnych. Za takie świadczenia podobne organ uznał usługi zarządzania stronami internetowymi (hosting) oraz usługi związane z zarządzaniem systemami informatycznymi. Stwierdził, że mają one wystarczające cechy usług doradczych i usług zarządzania. Podobnie zakwalifikował nabywane przez spółkę usługi organizacji spotkań, ujęte w Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług jako usługi związane z organizacją kongresów. Stwierdził, że są to usługi podobne do usług doradczych, zarządzania oraz reklamowych.

Katalog usług jest otwarty, ale nie nieograniczony

Spółka wniosła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. WSA w Poznaniu przyznał, że katalog usług objętych ograniczeniem w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodu wskazany w art. 15e ustawy o CIT jest co prawda otwarty (z uwagi na użyty zwrot: „oraz świadczeń o podobnym charakterze”), niemniej nie jest katalogiem nieograniczonym. Pod jego zakres można podciągnąć tylko te usługi, które są równorzędne pod względem prawnym do usług w nim nazwanych.

Niedopuszczalna wykładnia rozszerzająca na niekorzyść podatnika

Sąd przyznał słuszność organowi, który w braku zdefiniowania usług doradczych czy zarządzania i kontroli w przepisach ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych odwołał się do definicji słownikowej. Jednak pomimo właściwej drogi interpretacji dokonał jej niewłaściwie, bo uznał, że słowa: „doradzać” czy „zarządzać” należy rozumieć szeroko, przy czym nie uzasadnił dlaczego, ani nie odniósł tych pojęć do stanu faktycznego przedstawionego przez spółkę we wniosku. WSA zwrócił uwagę, że niedopuszczalne jest takie właśnie rozszerzające interpretowanie przepisów podatkowych, jeśli w konsekwencji prowadzi do zwiększenia ciężarów podatkowych. Te ostatnie mogą być nakładane tylko w drodze ustawy. Wyjątkowo wykładnia rozszerzająca może zostać zaakceptowana, ale tylko, jeśli będzie z korzyścią dla podatnika.

Spotkania w celu wymiany wiedzy to nie doradztwo

WSA w Poznaniu, odnosząc się do nabywanych przez spółkę, a zakwestionowanych przez organ usług B+R, orzekł, że polegają one właśnie na organizacji spotkań w celu wymiany wiedzy, analizy produktowej czy rozwoju współpracy w wielu innych kwestiach, także na udzielaniu dostępu do danych systemów. Natomiast nie polegają bynajmniej na doradzaniu, opiniowaniu, a na działaniu. Sąd stwierdził, że w zakresie usług doradczych zachodzi nierówność stron tego świadczenia, bowiem to posiadający wyspecjalizowaną wiedzę usługodawca doradza usługobiorcy. Z kolei w przypadku opisanym przez spółkę dochodzi do wymiany doświadczeń między podmiotami.

Pracownicy usługodawcy nie wydają poleceń spółce, a zatem nią nie zarządzają

Żadnej opinii nie wydaje również podmiot powiązany, który świadczy spółce usługi IT. Umożliwia jej natomiast korzystanie z systemów, aplikacji oraz programów informatycznych, jednocześnie obarczając spółkę kosztami hostingu strony internetowej, transferu danych czy serwisu zarządzania Firewall. Co prawda w ramach tych usług pracownicy usługodawcy udzielają pracownikom spółki fachowych porad, jednak są to porady związane z używaniem, korzystaniem z udostępnianych systemów. Zatem nie stanowią kluczowego elementu będącej przedmiotem zakupu usługi.

Sąd zwrócił również uwagę, że nabywane przez spółkę usługi IT nie mogą zostać uznane za usługi zarządzania i kontroli, bowiem brak w nich przyznania usługodawcy kompetencji zarządczych czy kontrolnych nad spółką. Pracownicy usługodawcy ani sam usługodawca nie wydają poleceń spółce i jej pracownikom, jak również nie weryfikują, a więc nie kontrolują ich i jej działań.

By świadczyć reklamę, trzeba reklamować

Sąd stwierdził również, że z opisu stanu faktycznego nie wynika, aby spółka nabywała od podmiotu powiązanego usługi polegające na rozpowszechnianiu informacji o jej produktach czy też w inny sposób promujące ich zalety. Stąd też bezpodstawne jest ustalenie organu, jakoby część z nabywanych usług B+R można uznać za usługi reklamowe.

„…analiza poszczególnych świadczeń wchodzących w skład usług w ocenie skarżącej nie pozwala na postawienie tezy, że występuje w nich element doradczy, reklamowy czy też zarządzania, który miałby przeważający charakter nad pozostałymi elementami tych świadczeń. W konsekwencji trudno zatem zgodzić się ze stanowiskiem organu, że część usług B+R i Usług IT stanowi usługi podobne do usług doradztwa, zarządzania czy reklamowych, gdyż ich charakter jest całkowicie odmienny” (wyrok WSA w Poznaniu z 23 stycznia 2020 r., sygn. akt I SA/Po 871/19).

Organy też muszą przestrzegać prawa

Sąd, uznając zaskarżoną przez spółkę interpretację za niezgodną z prawem, pouczył organ podatkowy, że forsowana przez niego wykładnia rozszerzająca prowadzi do absurdów, gdzie każda usługa nabywana przez przedsiębiorcę mogłaby zostać uznana za usługę doradczą czy też zarządzania. W zakończeniu swojego wyroku wskazał równocześnie, że takie zasady postępowania podatkowego, jak zasada prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych, nie są pustą literą prawa i organy muszą ich przestrzegać.

Brak logiki i rozumowania to nie problem organów, a przedsiębiorców

Zapoznając się z wyrokiem poznańskiego sądu, można nabrać podejrzeń, że organy podatkowe standardowo łamią zasady prowadzenia postępowania podatkowego, a więc zasady, których urzędnicy jako funkcjonariusze publiczni szczególnie powinni przestrzegać. Celem nadrzędnym wydaje się bowiem dla nich w jak najwyższym stopniu odebranie podatnikowi korzyści podatkowych. Zwłaszcza gdy podatnikiem tym jest przedsiębiorca, bo przecież istnieje szansa, że w obawie o byt swojej firmy, nie odważy się on sprzeciwić fiskusowi.

„…organ nie przedstawił procesu rozumowania – wykładni, który doprowadził go do stwierdzenia, że stanowisko skarżącej jest nieprawidłowe oraz nie odniósł się w wyczerpujący i kompleksowy sposób do tegoż stanowiska. Organ naruszył zatem art. 14c § 1 i 2 O.p. nie tylko przez brak logicznie spójnego odniesienia się organu interpretacyjnego do stanowiska wnioskodawcy, ale i niewyczerpujące zaprezentowanie uzasadnienia prawnego do przedstawionego stanu faktycznego” (sygn. akt I SA/Po 871/19).

Przedsiębiorcom, którzy na taką samowolę, nieopartą na żadnym procesie rozumowania, nie chcą się zgodzić, pozostaje przeniesienie swojego biznesu lub rezydencji podatkowej za granicę, do bardziej przyjaznej, „logicznej” jurysdykcji. W przeciwnym razie, w obliczu takich działań urzędników podatkowych, warto zadbać o audyt prawny przedsiębiorstwa. Przekształcenie spółki lub jej restrukturyzacja, to często najlepszy sposób na ochronę jej majątku i prowadzonej przez nią działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czego potrzebują przedsiębiorcy podczas kryzysu?

Do branż turystycznej i gastronomicznej, które dotychczas najbardziej ucierpiały z powodu epidemii koronawirusa, szybko dochodzą kolejne. To przede wszystkim branże usługowe, których działalność odbywa się głównie w przestrzeni obcowania z klientem. To także firmy sprzedające towary luksusowe, na które drastycznie spada popyt w sytuacji kryzysu. Eksperci przewidują, że branża żywieniowa poradzi sobie z trudną sytuacją, ale może cierpieć na niedobór pracowników. Jednak aby przestój gospodarki nie spowodował upadku większości firm, państwo musi szybko przygotować odpowiedni pakiet pomocowy.

– Rząd musi przygotować konkretne rozwiązania i propozycje, zmierzające do ochrony miejsc pracy i przedsiębiorców, zwłaszcza tych małych i średnich – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Największą trudnością jest płynność finansowa. Opóźnienie płatności za wykonywane zlecenia i umowy będzie dużym problemem dla wszystkich firm. Wiemy już jednak, że rząd zaangażował sektor bankowy – który ma przygotować konkretne rozwiązania, by poprawić sytuację przedsiębiorców. Oczekujemy też, że rząd w przygotowanej specustawie, czy też ustawie antykryzysowej, zaproponuje skuteczne odroczenie płatności składek na ubezpieczenie społeczne, odroczenie płatności fiskalnych i podatkowych. Chcielibyśmy stworzyć takie warunki dla przedsiębiorców, w których mogliby spokojnie prowadzić swoje biznesy. I móc je dalej rozwijać, gdy koronawirus przeminie – zaznacza Kowalski.

Fitch utrzymał długoterminowy rating kredytowy Polski

Pomimo wyraźnych problemów na świecie rating polski pozostał niezmieniony. Pamiętając jednak ostatnie osiągnięcia agencji ratingowych i tempo, w którym obniżały one ratingi, należy mieć pewien dystans do tego sukcesu.

Agencja ratingowa Fitch o Polsce

Fitch utrzymał długoterminowy rating kredytowy Polski na poziomie A-. Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji i ogólny wzrost ryzyk to bardzo dobra informacja. Wskazuje, co prawda, na niemal pewne złamanie reguły wydatkowej w tym roku, ale docenia wyważone działania w ramach tarczy antykryzysowej. Wielu przedsiębiorców z pewnością nie ocenia w ten sposób tych działań. Jest to jednak zawsze kompromis między ich kosztem a skutecznością. Z punktu widzenia budżetu niewydanie zbyt wysokich kwot jest korzystne. Agencja zwraca uwagę na dużą samowystarczalność polskiej gospodarki, co powinno pozwolić jej przejść przez ten kryzys relatywnie łatwiej niż innym państwom z naszego koszyka ryzyk.

Eryk Łon o roli NBP

W Radzie Polityki Pieniężnej często miewamy wyraziste charaktery. Czasem osoby te chcą zrewolucjonizować rolę NBP. Taką osobą jest Eryk Łon. Dotychczas znany głównie z ciągłej chęci obniżek stóp procentowych, która wreszcie doczekała się poparcia reszty członków Rady. O ile misja RPP wyraźnie wskazuje na stabilność cen, o tyle wypowiedzi Pana Eryka wskazują na prowadzenie znacznie szerszej polityki gospodarczej. Skup obligacji na rynku pierwotnym, czyli zadłużanie państwa w NBP jest ostatnio jednym z mocno dyskusyjnych postulatów. Pojawiły się również takie niestandardowe postulaty, jak możliwość inwestowania przez NBP w akcje spółek, czy obligacje korporacyjne. Co ciekawe, w ostatnim wywiadzie dalsze obniżki stóp uznał za jedynie niemożliwe do wykluczenia. Musimy poczekać oczywiście na innych członków Rady, ale jak widać, wiele może nas jeszcze zaskoczyć.

Kanada tnie stopy procentowe

 Bank Kanady obniżył w piątek główną stopę procentową z 0,75% na 0,25%. Po ostatnich działaniach FED-u, który przywrócił rekordowo niskie stopy w USA, taka decyzja była właściwie oczywistością. Patrząc na siłę powiązań biznesowych z tym partnerem zbyt wysokie sotpy procentowe umacniałyby dolara kanadyjskiego względem dolara, tym samym utrudniając korzystny eksport towarów do głównego partnera handlowego. Dolar kanadyjski  od początku roku wyraźnie stracił względem amerykańskiego, jednak ostatnie dni pozwoliły mu odrobić część strat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Limitowanie z 15e a usługi IT

Usługi IT obejmują szeroki katalog usług, począwszy od klasycznych usług zarządzania siecią informatyczną, poprzez usługi serwisowe, skończywszy na udostępnianiu infrastruktury. Z uwagi na brak występowania w ustawie o podatku dochodowym pojęcia „usługi kompleksowej” świadczenia w zakresie IT powinny być analizowane odrębnie. Ma to istotne znaczenie zwłaszcza w przypadku świadczenia tego rodzaju usług pomiędzy podmiotami powiązanymi. Obowiązujący art. 15e ustawy o CIT wprowadza limitowanie w kosztach uzyskania przychodu tego rodzaju wydatków. Warto zaznaczyć, że zdaniem fiskusa w przypadku usług IT część świadczeń jest objęta wspomnianym limitem, a część nie. Dlatego każdorazowo w razie zakupu usług IT od podmiotu powiązanego należy pochylić się nad kwestią odpowiedniej klasyfikacji.

Zarządzanie siecią i systemami informatycznymi

Usługi takie obejmują w szczególności szereg czynności związanych z zarządzaniem, wdrażaniem, integracją i koordynacją sprzętu, oprogramowania oraz ludzi wykonujących pracę w zakresie IT. Istotne jest jednak, aby element zarządczy determinował świadczenie tych usług. W takim przypadku z uwagi na bezpośrednie wskazanie usług zarządzania w treści art. 15e ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT usługi te będą podlegały limitowaniu (interpretacja z 16 lipca 2019 r., sygn. 0114-KDIP2-2.4010.214.2019.2.RK).

Licencje typu end-user

Licencje typu end-user są to licencje użytkownika końcowego, najczęściej bez prawa do ich kopiowania, modyfikowania, odsprzedaży czy publicznego rozpowszechniania. Są one używane najczęściej na potrzeby własnej działalności gospodarczej.

Organy podatkowe traktują takie licencje jako opłaty za uprawnienie do korzystania z prawa i wskazują, że zostały one wprost wymienione w treści art. 15e ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT (przykładowo interpretacja z dnia 3 października 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.288.2019.1.NL). Takie stanowisko organów podatkowych stoi w sprzeczności ze stanowiskiem fiskusa w zakresie podatku u źródła od licencji typu end-user, gdzie fiskus twierdzi, że takie licencje leżą poza zakresem regulacji podatku u źródła (interpretacja z 23 października 2019 r., sygn. 0111-KDIB2-1.4010.351. 2019.2.AT).

Rozbieżność interpretacji fiskusa w tym zakresie jest bardzo duża i pokazuje jego determinację, aby do limitowania kosztów uzyskania przychodu z art. 15e zaliczać jak największą liczbę różnego rodzaju świadczeń, nawet jeżeli w zakresie podatku u źródła klasyfikuje te świadczenia inaczej.

Usługi hostingu

Organy podatkowe konsekwentnie twierdzą, że usługi hostingu, w tym m.in. usługi wsparcia związane z tzw. chmurą, stanowią usługi doradcze oraz zarządzania i jest to ich główny charakter (interpretacja z dnia 3 października 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.288.2019.1.NL). W przypadku limitowania z art. 15e ustawy o CIT organy podatkowe traktują te usługi w sposób odmienny niż w przypadku podatku u źródła, gdzie fiskus hosting traktuje jako wynajem urządzenia przemysłowego.

Usługi serwisowe i wdrożeniowe

Usługi IT to także usługi serwisowe oraz wdrożeniowe, obejmujące m.in. usługi utrzymania (tzw. maintenance). Organy podatkowe potwierdzają, że w takich przypadkach nie znajdzie zastosowania limit z art. 15e ustawy o CIT, ponieważ usługi te są bezpośrednio związane z osiągnięciem przychodu z tego tytułu (Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 23 stycznia 2020 r., sygn. 0114-KDIP2-2.4010.502.2019.1.RK).

Infrastruktura IT

Zdaniem organów podatkowych usługi w zakresie dostarczania infrastruktury IT nie podlegają limitowaniu, ponieważ nie mogą być zaklasyfikowane do usług doradztwa, kontroli, przetwarzania danych, zarządzania czy usług o podobnych charakterze. Zatem w ocenie organów usługi infrastruktury IT polegające na konfiguracji i utrzymaniu serwerów, udzielaniu dostępu do systemów komunikacji, konferencji wideo, e-mail oraz sieci Internet nie podlegają limitowaniu z art. 15e ustawy o CIT (interpretacja z 27 listopada 2019 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.386.2019.2.2019.ŚS).

Helpdesk

Usługi typu helpdesk polegają na świadczeniu wsparcia technicznego dla użytkowników systemów informatycznych. W tym zakresie organy podatkowe stosują jednolite podejście i z uwagi na techniczny charakter tych usług wskazują, że znajdują się one poza limitem z art. 15e (interpretacja z dnia 26 września 2018 r., sygn. 0111-KDIB2-3.4010.124.2018.3.KK).

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę stanowisko fiskusa w zakresie limitowania różnego rodzaju usług IT, można wskazać, że co do zasady limitowaniu nie podlegają usługi techniczne, związane z utrzymaniem infrastruktury czy wsparciem technicznym. W przypadku jednak wystąpienia chociażby pierwiastka usług zarządczych czy doradczych podatnik powinien wystąpić o interpretację. Wspomniana wyżej praktyka pokazuje, że podejście fiskusa jest bardzo restrykcyjne w zakresie limitu z 15e. Fiskus wręcz rozszerza katalog usług niematerialnych w porównaniu do tej samej treści przepisu art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT (regulacje dotyczące podatku u źródła). Być może w przypadku nabywania usług IT z zagranicy korzystniej byłoby wystąpić w pierwszej kolejności o interpretację w zakresie podatku u źródła, a dopiero potem w zakresie limitu 15e, wykorzystując stanowisko fiskusa z pierwszej interpretacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Analiza danych o COVID-19

W trakcie minionego weekendu w Polsce zanotowano istotne podwyższenie liczby nowych zidentyfikowanych przypadków COVID-19. Wszelkie przeprowadzane analizy wskazywały, że to właśnie teraz i przez najbliższe około dziesięć dni, dzienne przyrosty będą coraz większe. Dostępne dane wskazują, że Polska przeprowadziła zdecydowanie najwięcej testów w porównaniu do krajów z podobną liczbą potwierdzonych zakażeń.

Porównanie dnia osiemnastego wskazuje, że Polska jest wśród zdecydowanych liderów Europy pod względem skuteczności zmniejszania tempa rozprzestrzeniania się wirusa.  Jest to efekt systematycznego współdziałania społeczeństwa.20200329-covid19-cykl-pl-vs-inne-kraje20200329-covid19-cykl-europa-dzien-nr-18

W trakcie ostatnich dni wielokrotnie odpowiadałem na pytania odnośnie liczby testów przeprowadzanych w Polsce. Istnieje bardzo wiele nieporozumień w tym zakresie. Poniżej podsumowanie na bazie usystematyzowanych założeń.

Porównywanie liczby testów na milion mieszkańców kraju wprowadza w błąd.

Proces epidemii jest rekurencyjny, tzn. poprzednie przypadki produkują nowe. Z poprzednich przypadków powstają wskazania do testowania kolejnych osób, które weszły w interakcję z potwierdzonymi chorymi. Proces epidemii rozwija się podobnie, w zasadzie niezależnie od liczby mieszkańców (poza przypadkami minimalnych populacji). Znacznie większe znaczenie mają lokalne społeczności.

Liczba testów jako funkcja liczby potwierdzonych przypadków

Działania podejmowane w krajach mają bezpośredni wpływ na liczbę nowych zakażeń, a ta ma wpływ na liczbę podejrzanych o nowe zakażenia, a ta liczba ma znaczący wpływ na potrzebę wykonywania nowych testów (służby sanitarno-epidemiologicznie przeprowadzają „śledztwa” w tym zakresie).

Analiza porównawcza krajów Europy:

Dostępne dane wskazują, że Polska przeprowadziła zdecydowanie najwięcej testów w porównaniu do krajów z podobną liczbą potwierdzonych zakażeń. Liczba testów na jednego chorego wskazuje, że Polska średnio testowała (do tej pory) dodatkowe 24 osoby przy jednym pozytywnym wyniku, co również plasuje Polskę w czołówce krajów Europy. 2020329-covid19-testy-na-1-chorego 2020329-covid19-testy-liczby-total

Uwaga 1 – powyższe nie oznacza, że Polska wykonuje dostatecznie dużo testów. Powyższe oznacza, że wiele krajów ma z tym kłopot. Zwiększenie poziomu testów jest absolutnie niezbędne, abyśmy mogli wyjść z domu. Masową izolację można zastąpić izolacją celowaną, co jest niezbędne, aby ponownie uruchomić gospodarkę.

Uwaga 2 – na ten moment nie istnieją odpowiednie testy przesiewowe dla COVID-19, które minimalizują wskazanie fałszywie negatywne trzymając w ryzach wskazanie fałszywie pozytywne.

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, Opracowanie własne z dnia 29.03.2020 na podstawie danych udostępnianych przez

The Johns Hopkins University, https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19 oraz „COVID-19 testing” https://en.wikipedia.org/wiki/COVID-19_testing

Burzliwy start tygodnia

Burzliwy start tygodnia z nasileniem presji na aktywach ryzykownych, gdyż weekend tradycyjnie już przynosi nagromadzenie negatywnych informacji związanych z wirusem. Nadchodzący tydzień prawdopodobnie przyniesie więcej tego samego: uwaga pozostaje na wdrażanych narzędziach fiskalnych i monetarnych, wsparciu służby zdrowia i trajektorii rozwoju pandemii.

Po silnym rajdzie ryzyka w ubiegłym tygodniu teraz wracają niedźwiedzie nastroje, gdy negatywne informacje dotyczące rozwoju pandemii podnoszą obawy o skutki ekonomiczne i kredytowe. USA prześcignęły Chiny i Włochy w liczbie zachorowań (142 tys.), a Nowy Jork jest nowym epicentrum pandemii. Główny ekspert od chorób zakaźnych rządu USA dr. Fauci dopuszcza scenariusz, w którym z powodu koronawirusa w USA umrze 100-200 tys. osób. Prezydent Trump zgodził się, aby wytyczne dotyczące dystansu społecznego dla Amerykanów obowiązywały do 30 kwietnia (zamiast do 12 kwietnia). Tymczasem w Europie zeszłotygodniowy bilans ofiar we Włoszech i Hiszpanii podkreśla tragizm bieżącej sytuacji.

W tym otoczeniu trudno oczekiwać, by z perspektywy rynków najgorsze minęło. Wprawdzie przy zintensyfikowanych działaniach banków centralnych na rzecz zapewnienia płynności jest mniejsza szansa na paniczne załamanie i spadek cen w przepaść (jak było 18-19 marca). Jednak inwestorzy musza nastawiać się na przedłużone okresy obowiązywania zakazów poruszania się i wstrzymania działalności firm, a zatem głębsze pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego. Więcej przypadków zachorowań tam, gdzie epidemia jest na bardzo wczesnym etapie (gospodarki wschodzące); ryzyko drugiej fali zachorowań w Azji. Wreszcie za pogorszenie perspektyw wzrostu idą rewizje miar ryzyka kredytowego. W piątek agencje ratingowe obniżyły noty dla Wielkiej Brytanii i RPA.

Żądza złapania dołka jest silna, tak samo jak wrażliwość na każdy impuls dający pretekst do euforii. Z tego powodu zmienność w najbliższym czasie powinna być dwukierunkowa z okresami risk-on. Jednak w ogólnym ujęciu jest to rynek obaw i przeważających okresów ucieczki od ryzyka. Musimy liczyć się z pogłębieniem dołków na indeksach. Na rynku walutowym nie osłabnie znaczenie USD, JPY i CHF jako bezpiecznych przystani. Ropa naftowa fundamentalnie nie ma nic, co mogłoby ją uchronić przed dalszymi sadkami o 5-7 USD na baryłce. Złoto w końcu zacznie brylować w środowisku dołujących rentowości obligacji skarbowych (o ile nie będzie szkodził rajd dolara).

W środowisku podwyższonej awersji do ryzyka wyzwaniem dla EUR/PLN będzie powrót pod 4,50. Z drugiej strony przy usunięciu z rynków czynnika paniki i skupieniu uwagi rynków na efektach polityki fiskalnej i monetarnej na świecie możliwe jest ustabilizowanie notowań i odsunięcie wizji ponownego skoku ponad 4,60. Reszta jednak zależy od klimatu na rynkach zewnętrznych, a ten pozostaje generalnie nieprzychylny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przegląd trendów i płac w FMCG

Polski rynek FMCG ma duży potencjał do rozwoju. Wyzwanie dla firm stanowi intensywna cyfryzacja sektora, rozwój e-commerce i mniejszych pozakoncernowych marek, które przeobrażają istniejące struktury w przedsiębiorstwach i generują potrzebę tworzenia nowych etatów. Jak wpływa to na rynek pracy i pozycję specjalistów? Katarzyna Filas z Michael Page przedstawia najnowsze trendy w FMCG i aktualne stawki wynagrodzeń ekspertów najbardziej pożądanych w tej branży.

Rynek pracy w sektorze FMCG jest bardzo konkurencyjny, a dominującą pozycję odgrywają na nim kandydaci. Rosną oczekiwania specjalistów względem miejsca zatrudnienia – zarówno pod kątem wysokości wynagrodzeń, oferowanych możliwości rozwoju, czy awansu w organizacji. Na niższych stanowiskach presję płacową potęguję natomiast deficyt „rąk do pracy”, wzrost płacy minimalnej, i wysoka rotacja pracowników, która sprawia, że zapewnienie ciągłości produkcji i sprzedaży jest jednym z głównych wyzwań dla pracodawców. Eksperci z firmy rekrutacyjnej Michael Page sprawdzili
o jakich specjalistów firmy najbardziej rywalizują i jak kształtują się ich płace.

Marketingowcy rozdają karty

W FMCG, w większości kategorii produktowych, obserwujemy dobrą koniunkturę, co zwiększa skłonność firm do inwestycji, a tym samym generuje potrzebę tworzenia nowych miejsc pracy. Wg ekspertów Michael Page, w 2020 r. pensje pracowników w branży produktów szybkozbywalnych, bez względu na obszar specjalizacji, wzrosną średnio o 2,5%. Niektórzy eksperci – zwłaszcza ci, których deficyt na rynku jest najbardziej odczuwalny – mogą spodziewać się znacznie większych podwyżek. Należą do nich np. specjaliści od digital marketingu, których wynagrodzenia obecnie oscylują w granicach 4 000 do 7 000 zł brutto miesięcznie. Ich przełożeni – Marketing Managerowie oraz Digital Managerowie w 2020 r. mogą zarobić średnio 20 000 zł brutto miesięcznie.

Rosnące potrzeby rynku – również w zakresie np. personalizacji ofert, czy budowania bliskich relacji z klientem, sprawiają, że zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze digital marketingu nie będzie się zmniejszać. Ze względu na małą dostępność kandydatów, doświadczeni pracownicy w tym obszarze mogą spodziewać się dalszych wzrostów płac, aczkolwiek już nie tak dynamicznych jak dotychczas.

Eksperci od sprzedaży w cenie

Coraz więcej firm skłania się ku oferowaniu swoim klientom różnorodnych kanałów sprzedaży (omnichannel), aby jak najlepiej odpowiedzieć na potrzeby kupujących, a tym samym zapewnić im maksymalną wygodę i oszczędność czasu podczas robienia zakupów. Na znaczeniu zyskuje zatem pozycja Omnichannel Managera, a jego zarobki oscylują w granicach 15 000 – 23 000 zł brutto miesięcznie. W obszarze sprzedaży, nie słabnie również popularność Key Account Managerów, a ich płace kształtują się na poziomie średnio 13 000 zł brutto miesięcznie.

Specjalista od e-commerce poszukiwany

W związku z intensywną cyfryzacją sektora i rozwojem e-commerce, na brak ofert pracy nie narzekają również specjaliści od e-commerce. Ich zarobki wynoszą średnio od 7 500 – 10 500 zł brutto miesięcznie. Managerowie w tym obszarze mogą liczyć na pensje od 12 000 – 18 000 zł brutto miesięcznie, a średnie płace dyrektorów przekraczają 25 000 zł brutto miesięcznie. Wg raportu Nielsena za 2018 r. sprzedaż online produktów FMCG w Polsce rośnie 4 razy szybciej niż sprzedaż tradycyjna. To może oznaczać, że w najbliższej przyszłości zapotrzebowanie na doświadczonych kandydatów od handlu internetowego będzie jeszcze większe.

Płace w korporacjach vs. w lokalnych firmach

Moda na zdrowe, ekologiczne i naturalne jedzenie oddziałuje na rozwój mniejszych pozakoncernowych marek, którym zdecydowanie łatwiej jest wkroczyć na rynek. Polacy są coraz bardziej świadomymi konsumentami i częściej sięgają również po regionalne produkty od lokalnych producentów żywności. Dla wielu z nich to szansa na szybkie pozyskanie klientów, a dla największych graczy to nisza, w której dopiero próbują swoich sił. W wyniku rozwoju regionalnych marek, na rynku pojawiają się również nowe miejsca pracy. Choć jeszcze do niedawna, zarobki w mniejszych firmach z sektora FMCG znacznie się różniły od płac w międzynarodowych korporacjach, to możemy zauważyć, że pod tym względem dysproporcje znacznie się zmniejszają.

Oczekiwania względem kandydatów

W związku z dużą konkurencją na rynku pracy, firmy są bardziej skore do spełniania oczekiwań kandydatów. Aby pozyskać talenty coraz więcej pracodawców oferuje szerokie możliwości rozwoju, planuje indywidualne ścieżki kariery w ramach organizacji oraz rozszerza pakiety świadczeń pozapłacowych proponując np. możliwość pracy zdalnej, czy elastyczne godziny wykonywania obowiązków. Od kandydatów, poza wymaganymi na danym stanowisku umiejętnościami twardymi, oczekuje się coraz częściej również wysoko rozwiniętych kompetencji miękkich, które ułatwiają odnalezienie się w dynamicznym środowisku pracy. Szczególnie cenione są takie cechy, jak np. elastyczność, umiejętność dostosowywania się do zmian, komunikatywność, łatwość nawiązywania relacji, czy odporność na stres.

Praca zdalna – co musisz o niej wiedzieć? – komentarz eksperta

Od wejścia w życie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych w wielu zakładach pracy zapanował organizacyjny chaos. Z jednej strony chęć zastosowania się do rekomendacji rządu i obawa przed zarażaniem, a z drugiej realna obawa o dalsze, efektywne funkcjonowanie zakładu pracy. Wielu z pracodawców umożliwiło swoim pracownikom pracę zdalną. Dla tych, którzy dotychczas jej nie wykorzystywali, nowa sytuacja okazuje się być nie lada wyzwaniem. Czym praca zdalna tak właściwie jest i co każdy pracodawca wiedzieć powinien, aby przejść ten ciężki czas odpowiedzialnie? Na te pytania i wiele innych dotyczących organizacji pracy w obliczu epidemii koronawirusa odpowiada Marta Lazar – aplikantka adwokacka z Kancelarii Ślązak, Zapiór i Wspólnicy.

Praca zdalna – czym właściwie jest?

Żadne z obecnie obowiązujących przepisów nie definiują pojęcia pracy zdalnej. Nie należy jej utożsamiać z tzw. telepracą, szczegółowo uregulowaną w kodeksie pracy, polegającą na wykonywaniu pracy regularnie poza zakładem pracy i przekazywaniu jej wyników pracodawcy w szczególności za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej (art. 675 i n. KP).

Praca zdalna to pojęcie szersze. Najkrócej rzecz ujmując, pracownik wykonuje wszystkie dotychczasowe obowiązki z taką różnicą, że robi to w miejscu innym niż zakład pracy. Tzw. home office może więc przebiegać w różnoraki sposób, w tym także bez użycia środków komunikacji elektronicznej (komputera, internetu) i bez bieżącego raportowania. Jego przebieg uzależniony jest od charakteru pracy i indywidualnych obowiązków pracowniczych. Przykładowo pracownik na odległość analizuje, sporządza dokumenty, projekty, zadania a pracodawcy przekazywane są wyłącznie efekty jego pracy.

Odpowiedzi i wskazówek nie daje również sama ustawa, z której pracodawca może jedynie wywnioskować, że praca zdalna to praca określona w umowie o pracę, wykonywana poza miejscem stałego jej wykonywania w celu przeciwdziałania COVID-19. Nie bez znaczenia jest fakt, że niekoniecznie jest to praca wykonywana z domu – przepisy ustawy nie odwołują się do warunków mieszkaniowych lub rodzinnych pracownika przy polecaniu pracy zdalnej. Za w pełni uzasadnione zatem można uznać obawy i wątpliwości pracodawców – brak ewidencji, faktycznej kontroli nad pracownikami może przełożyć się na jakość pracy wykonywanej zdalnie. Szereg wątpliwości budzi również bezpieczeństwo powierzanych pracownikom danych czy sprzętów.

Co na pewno wiadomo?

  1. To pracodawca, a nie pracownik decyduje o pracy zdalnej

Decyzja o poleceniu pracy zdalnej leży wyłącznie w gestii pracodawcy. Pracownik może oczywiście zawnioskować o pracę w takim trybie, jednak nie może on na pracodawcy niczego wymusić, powołując się np. na obawy przed zarażeniem. Zgodnie z treścią art. 100 § 1 k.p. obowiązkiem pracownika jest stosowanie się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę. Odmowa wykonania polecenia pracodawcy, o ile nie jest ono sprzeczne z prawem lub umową o pracę, może skutkować nałożeniem na pracownika kary porządkowej. Pracodawca może stosować karę upomnienia lub nagany za nieprzestrzeganie przez pracownika ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy, jak również przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (art. 108 § 1 k.p.).

  1. Forma polecenia pracy zdalnej

Zważywszy, że ustawa nie reguluje formy polecenia pracy zdalnej, uznać należy, że może ono zostać wydane w dowolnej formie, również ustnie. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie jednak z pewnością wydanie polecenia w formie pisemnej, ewentualnie przesłanie drogą mailową na służbowy adres e-mail. Należy też pamiętać, że zgodnie z art. 3 ustawy, praca zdalna może być polecona pracownikowi, a zatem preferowanym jest, aby polecenie było skierowane indywidualnie do każdego z pracowników. Ustawa nie nakłada na pracodawcę obowiązku zawarcia w poleceniu uzasadnienia, określa natomiast, że pracodawca może polecić pracownikowi pracę zdalną tylko w celu przeciwdziałania COVID-19. Zgodnie z treścią art. 2 ust. 2 ustawy, przez przeciwdziałanie COVID-19 rozumie się wszelkie czynności związane ze zwalczaniem zakażenia, zapobieganiem rozprzestrzenianiu się, profilaktyką oraz zwalczaniem skutków choroby wywołanej zakażeniem wirusem SARS-CoV-2. Polecając pracownikowi pracę zdalną, pracodawca powinien więc działać w takim celu.

  1. Tylko na czas określony

Zgodnie z treścią wskazanego przepisu polecenie pracy zdalnej może zostać nałożone na czas określony. Pracodawca zobowiązany jest więc z góry oznaczyć czas pracy zdalnej pracownika. Nie ma możliwości, aby pracodawca wydał polecenie pracy zdalnej na czas nieokreślony. Jednocześnie ustawodawca nie wskazał maksymalnego okresu wykonywania pracy zdalnej – należy jednak pamiętać, że to, jak długo praca wykonywana będzie w tym trybie uzależnione jest od celu, w jakim pracownik został na nią skierowany, tzn. przeciwdziałania COVID-19. Pewną wskazówkę stanowi art. 36 ust. 1 ustawy, zgodnie z którym część z przepisów, w tym przepisów regulujący pracę zdalną, traci swą moc po upływie 180 dni od dnia wejścia w życie. Uzasadnionym jest więc, aby czas pracy zdalnej pracownika nie przekraczał okresu, liczonego od 8 marca 2020 r., tzn. dnia, w którym ustawa weszła w życie. Ustawa nie zawiera żadnych ograniczeń w zakresie ewentualnego skracania lub wydłużania okresu wykonywania pracy zdalnej, należy zatem uznać, że dopuszczalne jest zarówno jego skrócenie jak i wydłużenie na czas oznaczony i uzasadniony przeciwdziałaniem COVID-19.

Z treści art. 3 ustawy wynika ponadto, że regulacja w zakresie polecenia pracy zdalnej dotyczy wyłącznie pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Nie jest jednak wykluczone, aby zdecydował się on skierować do wykonywania pracy zdalnej także osoby nieobjęte umowami o pracę.

  1. Regulamin pracy zdalnej

Praca zdalna rodzi wiele potencjalnych niebezpieczeństw zarówno po stronie pracodawcy, jak i pracowników. Po pierwsze pojawia się wiele wątpliwości co do kwestii ochrony danych, powierzonych sprzętów i odpowiedzialności za niego, a także bezpieczeństwa i higieny pracy. Niełatwo jest również wydawać wiążące polecenia, w tym zlecań zadania na odległość. Wszystko w tym zakresie zależy od dobrej woli i zrozumienia obu stron stosunku pracy. Nie ułatwia również sygnalizowany brak rozwiązań prawnych, które narzuciłyby odgórnie określony tryb i zasady, według których praca zdalna mogłaby funkcjonować.

Dlatego też każdy z pracodawców, który zdecydował się na powierzenie pracownikom pracy zdalnej powinien rozważyć przyjęcie wewnątrzzakładowego aktu prawa pracy jakim jest regulamin wykonywania pracy zdalnej. W interesie każdego przedsiębiorcy jest, aby praca, w tym zdalna, świadczona była w sposób efektywny i zorganizowany oraz aby mógł on wyegzekwować od pracowników stosowanie się do jasno ustalonych reguł. W treści regulaminu warto więc zawrzeć ogólne zasady organizacji pracy zdalnej, w tym m.in. zasady kontaktowania się pracodawcy z pracownikami, sposoby ewidencjonowania faktycznego czasu spędzanego na pracy (np. przed komputerem), prawa i obowiązki obu stron, w tym w szczególności instrukcje bezpiecznej i higienicznej pracy. Należy mieć bowiem na uwadze, że zakres obowiązków pracodawcy względem pracowników w tym zakresie zasadniczo się nie zmienia.

Największym wyzwaniem wydaje się jednak zabezpieczenie szeroko pojętych danych, w tym danych osobowych. Te kwestie, zważywszy, że brak jest jakichkolwiek wymagań dotyczących warunków, w jakich pracownik pracuje zdalnie, powinny być uregulowane szczególnie pieczołowicie. Odpowiednio sporządzony i zredagowany regulamin powinien zobowiązać pracownika do stosowania adekwatnych zabezpieczeń przy świadczeniu pracy, w tym w zakresie korzystania ze sprzętu komputerowego i telefonów służbowych, używania mobilnych nośników danych oraz obsługiwania poczty elektronicznej. Należy także zwrócić uwagę na zasady odpowiedzialności za powierzony pracownikowi sprzęt elektroniczny. Dzięki kompleksowo przygotowanej regulacji, pracodawca może zabezpieczyć się i ograniczyć ryzyko wystąpienia wielu potencjalnych problemów mogących ujawnić się podczas okresu obowiązkowej izolacji. Nie należy też zapominać, że taki dokument może być także wykorzystany w przyszłości, w każdym innym przypadku, w którym zajdzie potrzeba zastosowania pracy zdalnej – która ma przecież sama w sobie wiele zalet.

Tylko 30 proc. zmian wdrażanych przez firmy kończy się sukcesem. Najlepiej wypadają branża finansowa, szkolnictwo i przemysł

Modyfikacja struktury, strategii oraz kultury organizacyjnej – to najczęściej wskazywane cele wprowadzania zmian w firmach i organizacjach. Wyniki V Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą pokazały, że proces ich wdrażania jest skuteczny tylko w co trzecim przypadku. Powody tak słabego wyniku to m.in. zbyt małe zaangażowanie zarządu w zmiany i niewystarczająca komunikacja z pracownikami. – Kolejnym istotnym czynnikiem sukcesu jest wykorzystanie odpowiedniej metodologii, czyli technik zwinnego zarządzania – przekonują twórcy badania.

 Wyniki uzyskiwane przez polskie firmy są zbliżone do światowych statystyk, które również pokazują, że ok. 30 proc. przeprowadzonych zmian kończy się pełnym sukcesem. W związku z tym można uznać, że skuteczność wprowadzania zmian jest na poziomie średnio zadowalającym – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Naumiuk, partner w Szkole Zarządzania Zmianą.

Według danych z V Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą przeprowadzonego przez Szkołę Zarządzania Zmianą najwyższy poziom pełnej realizacji celów wykazywały zmiany polityki jakości (50 proc zakończyło się sukcesem), a najniższy – te związane z modyfikacją technologiczną (15 proc.). W przypadku strategii co czwarty proces zmian można uznać za sukces. Powodów niskiej skuteczności działania firm i organizacji w tym zakresie jest wiele. Jak podkreśla Marek Naumiuk, jednym z nich jest stosowana metodologia zarządzania zmianą.

– Nowoczesne metody zarządzania, które gwarantują większe prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu, są stosunkowo rzadko stosowane, ale jest ich coraz więcej. Przykładowo metody zwinne [w których plan i lista priorytetów zmienia się wraz z postępami w projekcie – red.] wprowadza 32 proc. badanych firm. Organizacje w Polsce ciągle się ich uczą – dodaje ekspert Szkoły Zarządzania Zmianą. – Tradycyjne metody waterfallowe [kaskadowe, zakładające sekwencyjną realizację poszczególnych, z góry zaplanowanych etapów projektu – red.] z roku na rok coraz rzadziej stosowane – w ubiegłym roku wykorzystywało je tylko 45 proc. badanych, a jeszcze dwa lata temu było to 60 proc.

Najlepiej z wprowadzaniem zmian radzą sobie firmy z branży finansowej (banki, firmy ubezpieczeniowe oraz świadczące usługi finansowe), gdzie poziom realizacji celów sięga 64 proc. (pełna realizacja – 29 proc.). Na drugim biegunie znalazła się branża FMCG ze skutecznością na poziomie 38 proc. ocen zadowalających i 13 proc. pełnego osiągnięcia celów. Firmy działające w obszarze nauki i szkolnictwa mają taki sam odsetek ocen zadowalających i pełnego sukcesu (40 proc.), branża IT osiągnęła wyniki satysfakcjonujące w połowie przypadków, a całkowity sukces w 15 proc. Sektor produkcji przemysłowej zajął drugie miejsce pod względem skuteczności, przy ocenie poziomu sukcesu zmian w branży jako zadowalający w 54 proc. przypadków oraz w 23 proc. przypadków jako pełny sukces.

– Najczęściej przyczyną niepowodzenia we wprowadzaniu zmian jest zła komunikacja – wyjaśnia Marek Naumiuk. – Organizacje nie dbają o należyte komunikowanie się wszystkich pracowników tak, aby wiedzieli oni, czemu służą wprowadzane zmiany i jaka jest wizja na przyszłość. Kolejna kwestia, która ewidentnie wpływa na niepowodzenia we wdrażaniu zmian, to brak odpowiedniego zaangażowania ze strony zarządu.

Jak zaznacza ekspert, bardzo istotna jest rola menedżerów, bo to oni mogą pozytywnie wpłynąć na zaangażowanie ze strony innych pracowników. Ich zadaniem jest pokazać swoją postawą, że zmiana jest istotna dla firmy.

Dobra komunikacja może w największym stopniu wpłynąć na powodzenie zmiany, a jednocześnie zła komunikacja w największym stopniu psuje zmianę – podkreśla ekspert.

Badania pokazują, że nie warto pomijać pracowników w procesie wdrażania modyfikacji. Okazało się bowiem, że najbardziej efektywne są te zespoły, które składają się z menedżerów i pracowników liniowych. Zróżnicowane grupy dają większe szanse na odniesienie sukcesu. To właśnie zbudowanie takiego zespołu, w którym będą zarówno członkowie zarządu i menedżerowie średniego szczebla, jak i pracownicy liniowi – zdaniem eksperta Szkoły Zarządzania Zmianą – powinno być punktem wyjścia do skutecznego wprowadzania zmian.

– Następnie należy stworzyć kanwę strategicznej zmiany, która składa się z kilku elementów. Jednym z nich jest wizja i cel zmiany. Jest to niezwykle ważne, żeby już na tym początkowym etapie wszystkie osoby, które mają wdrażać zmianę, dokładnie rozumiały, w którym kierunku mają podążać. Kolejny element kanwy to odpowiedź na pytanie, czy zmiana jest ważna i pilna. Nasze doświadczenia pokazują, że wiele osób dostrzega ważność zmian, ale nie przypisuje im priorytetu. To z kolei powoduje mniejsze zaangażowanie w ten proces – tłumaczy Marek Naumiuk.

Sprzedaż bezpośrednia przechodzi w całości do internetu. Branża walczy też z nieuczciwymi sprzedawcami, którzy chcą zarobić na koronawirusie

Pandemia koronawirusa wymusiła na firmach zajmujących się sprzedażą bezpośrednią sporą zmianę trybu działania. W tej chwili wsparcie konsumenta odbywa się wyłącznie za pośrednictwem komunikatorów lub telefonicznie, a przedsiębiorstwa przyjmują zamówienia zdalnie i wysyłają je do paczkomatów. Pandemia i związane z nią ograniczenia tylko przyspieszają proces digitalizacji, który zachodzi w branży już od kilku lat, ale – jak podkreśla przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej – pojawiają się też nieuczciwe firmy, które chcą na niej zarobić, oferując klientom np. suplementy rzekomo pomocne w zwalczaniu COVID-19.

 Jesteśmy i działamy. Nasze dostawy nie są zagrożone. Robimy wszystko, żeby nasi konsumenci czuli niezmienną satysfakcję z korzystania z systemu zakupowego w sprzedaży bezpośredniej – podkreśla Konrad Szałkiewicz, przewodniczący zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.

Pandemia koronawirusa i rządowe ograniczenia, m.in. zakaz wychodzenia z domu i konieczność utrzymywania odległości min. 1,5 metra od rozmówcy, wymusiły na firmach zajmujących się sprzedażą bezpośrednią zmianę sposobu działania. Zamówienia przyjmowane są zdalnie i dostarczane do paczkomatów, konferencje, warsztaty i konsultacje odbywają się online, a konsultanci zapewniają wsparcie i odpowiadają na pytania klientów za pośrednictwem komunikatorów lub telefonicznie.

 Dzięki temu, że branża od lat wykorzystuje narzędzia online, jej reorganizacja przebiega bez zakłóceń – mówi Konrad Szałkiewicz. – Większość firm sprawnie zaadaptowała się do nowego modelu.

W Polsce z branżą sprzedaży bezpośredniej współpracuje ok. 1 mln konsultantów. Ta forma sprzedaży opiera się na osobistym kontakcie i dobrej, długotrwałej relacji z klientami, którzy doceniają, że mogą w spokoju, bez wychodzenia z domu przetestować dany produkt przed zakupem i zasięgnąć fachowej porady konsultanta. Wdrożone zmiany i nowe narzędzia mają zarówno zapewnić bezpieczeństwo konsumentom i partnerom, jak i zachować ciągłość działalności magazynów i płynność dostaw.

– Wprowadzone zostały pewne ograniczenia wynikające z bezpieczeństwa m.in. osób pracujących w magazynach. Te z kolei – jak dotąd – działają bez zmian, a dystrybucja produktów jest płynna – mówi przewodniczący PSSB.

Co istotne, pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia przyspieszają proces digitalizacji, który w branży sprzedaży bezpośredniej zachodzi już od kilku lat. Udział cyfrowych kanałów kontaktu z klientami sukcesywnie rośnie – do tej pory już blisko 3/4 zamówień było składanych online i przy użyciu mobilnych narzędzi, za to na przestrzeni ostatnich lat spadał udział poczty czy tradycyjnego telefonu.

Branża sprzedaży bezpośredniej wykorzystuje również obecny okres na intensywną edukację pracowników struktur. Prowadzone są wewnętrzne szkolenia online w formie wideokonferencji czy webinariów, które mają podnieść kompetencje konsultantów i przedstawicieli handlowych.

Przewodniczący PSSB podkreśla jednak, że pewne firmy spoza stowarzyszenia próbują wykorzystać kryzysową sytuację w nieuczciwy sposób.

– Na rynku pojawiają się nieuczciwi sprzedawcy, którzy oferują konsumentom produkty niespełniające obowiązujących standardów. Wykorzystują obecną sytuację i promują suplementy, które ich zdaniem „leczą” lub są pomocne w zwalczaniu COVID-19 – mówi Konrad Szałkiewicz. – Przypominamy, że wszystkie firmy w stowarzyszeniu działają zgodnie z naszym kodeksem etycznym, który stanowczo zabrania stosowania takich praktyk oraz ma na celu dobro i ochronę konsumentów. Tylko na podstawie ścisłego przestrzegania tego dokumentu dana firma może być członkiem PSSB.

Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej działa na rynku od ponad 25 lat i skupia kilkadziesiąt przedsiębiorstw prowadzących sprzedaż bezpośrednią na terenie Polski. Jego główne cele to stanowienie etycznych standardów sprzedaży, monitorowanie ich przestrzegania przez firmy członkowskie i promocja tego kanału dystrybucji.

Technologie szansą na odbicie gospodarcze w czasie kryzysu. Tą drogą poszły też Chiny

W obszarze cyfryzacji Polska wciąż ma dużo do nadrobienia względem bardziej rozwiniętych zachodnich gospodarek. W ubiegłorocznym rankingu DESI zajęła dopiero 25. miejsce wśród 28 państw w Unii Europejskiej, a według raportu McKinsey gospodarka cyfrowa stanowi w niej tylko nieco ponad 6 proc. krajowego PKB. Prezes Fundacji Digital Poland podkreśla, że konieczne są wzrost wydatków w tym obszarze i większa adaptacja cyfrowych technologii w sektorze MŚP. W obliczu spodziewanego spowolnienia wywołanego pandemią koronawirusa to może być szansa na wzrost. Taki plan mają też Chiny.

– Cyfrowe technologie mogą wesprzeć wzrost gospodarczy. W Polsce szykuje się spowolnienie i paradoksalnie może to być dobry impuls do wzrostu wydatków na nowe technologie, ponieważ one pozwalają zoptymalizować koszty w fabrykach, biznesie, w kontakcie z klientem. W związku z tym wydatki na nie powinny wzrosnąć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland.

Kryzys wywołany rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2 uderza w polską gospodarkę. Ekonomiści spodziewają się gwałtownego hamowania. Agencja ratingowa Fitch prognozuje, że w tym roku wzrost polskiego PKB spowolni do 1,8 proc. Z kolei Polski Instytut Ekonomiczny ocenia, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu tegoroczny wzrost sięgnie 1,1 proc., a z kolei w najbardziej pesymistycznym (spowolnienie liczby zachorowań latem i powrót epidemii jesienią) – spadek wyniesie 4,7 proc. Konsekwencje epidemii dotkliwie odczuły już przedsiębiorstwa zwłaszcza w takich branżach jak transport, hotelarstwo, turystyka, handel i gastronomia.

Aby zamortyzować skutki pandemii dla polskiej gospodarki, Sejm przyjął w nocy z piątku na sobotę projekt tarczy antykryzysowej. Rządowy pakiet rozwiązań ma kosztować w sumie 212 mld zł, czyli ok. 9,2 proc. krajowego PKB i – poza szeregiem instrumentów wsparcia dla przedsiębiorców i pracowników – obejmuje także m.in. wsparcie służby zdrowia kwotą 7,5 mld zł oraz 30 mld zł na inwestycje publiczne. Jak podkreśla prezes Fundacji Digital Poland, Polska – wzorem Chin – powinna też stymulować gospodarkę poprzez inwestycje w cyfryzację i nowe technologie.

– W obliczu koronawirusa Chiny ogłosiły, że postawią na nowe technologie, przeznaczą znaczne sumy na budowę infrastruktury światłowodowej, sieci 5G, zatem w tym roku stymulant fiskalny ma być w tym kraju skoncentrowany wokół nowych technologii – mówi Piotr Mieczkowski.

Jak wynika z szacunków McKinsey & Company, przyspieszenie cyfryzacji i oparcie systemu ekonomicznego na nowych technologiach mogłoby stać się nowym motorem wzrostu rodzimej gospodarki. Analitycy w 2018 roku wyliczyli, że dzięki niej polskie PKB mogłoby wzrosnąć o dodatkowe 64 mld euro do 2025 roku, co umożliwiłoby zwiększenie konkurencyjności na globalnych rynkach, poprawę sytuacji ekonomicznej 38 mln obywateli i awans do grona najbardziej zaawansowanych cyfrowo gospodarek w Europie. W takim scenariuszu odsetek PKB, który generuje gospodarka cyfrowa Polski, wzrósłby z 6,2 proc. aż do 15 proc. PKB w 2025 roku (raport „Polska jako Cyfrowy Challenger”).

W tej chwili – jak ocenia prezes Fundacji Digital Poland – Polska wciąż ma na tym polu dużo do nadrobienia względem bardziej rozwiniętych zachodnich gospodarek. W ubiegłorocznej edycji indeksu gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego (DESI), opracowywanego przez Komisję Europejską, zajęliśmy dopiero 25. pozycję na 28 państw.

– Pod względem cyfryzacji Polska na tle Europy wypada słabo. Świat nam ciągle ucieka, inni robią to szybciej. Drugi powód to sektor MŚP – póki małe i średnie polskie spółki nie ruszą z cyfryzacją, nie zaczną korzystać z grantów Unii Europejskiej czy pożyczek i nie zaczną cyfryzować się na większą skalę, to statystycznie będzie nam trudno pójść do góry – mówi Piotr Mieczkowski.

Jak zauważa, niski stopień cyfryzacji wśród MŚP odzwierciedlają m.in. dane Eurostatu, które pokazują, ile z nich korzysta z analizy Big Data. O ile działające na polskim rynku korporacje mieszczą się pod tym względem w unijnej średniej, o tyle MŚP pozostają daleko w tyle. Jak wynika z raportu Fundacji Digital Poland „Big data w Polsce. Praktyczny i krótki przewodnik dla MŚP, w Polsce zaledwie 8 proc. firm korzysta z tej technologii, podczas gdy średnia dla UE wynosi prawie 30 proc.

– Bez impulsu ze strony dużych spółek, w szczególności Skarbu Państwa, raczej też bym nie oczekiwał, że cyfryzacja nagle ruszy z kopyta – mówi prezes Fundacji Digital Poland.

Opracowano pierwszą na świecie metodę odzyskiwania sadzy z opon. Polskie rozwiązanie pozwoli uniknąć spalania paliw kopalnych i emisji CO2

Co roku na świecie zużywa się ponad miliard opon. Większość trafia na wysypiska. Dzięki polskiej firmie zużyte opony można niemal w 100 proc. przywracać do obiegu. Pojedyncza instalacja Syntoilu uzdatnia sadzę z 6 tys. opon do parametrów sadzy technicznej, która zazwyczaj powstaje z gazu ziemnego czy ropy naftowej. Aby wyprodukować tradycyjną drogą tonę sadzy, trzeba wyemitować do atmosfery tony CO2. To pierwsza na świecie metoda oczyszczania sadzy.

– W Syntoilu zajmujemy się odzyskiwaniem sadz ze zużytych opon. Sadza jest nieprawdopodobnie ważnym produktem w przemyśle. Nowa opona bez niej byłaby w stanie przejechać tylko 100 km, inaczej by się starła. Zwykła opona zawiera do 30 proc. sadzy. Dzisiaj sadza jest pozyskiwana ze spalania paliwa kopalnego. My odzyskujemy ją z produktu, który już został kiedyś wyprodukowany, czyli zużytych opon – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Martyna Sztaba, prezes i współzałożycielka firmy Syntoil.

Według „Analizy rynku globalnego recyklingu opon 2025” przygotowanej przez Goldstein Research wynika, że co roku powstaje ponad 1,6 mld nowych opon, a zużywa się blisko miliard. Przemysł recyklingu przetwarza 100 mln opon rocznie. Z okruchów gumy ze zużytych opon powstają powierzchnie placów zabaw i boisk sportowych. Może też powstać wytrzymały asfalt. Wciąż jednak odzyskuje się niewielką część opon.

Polska firma opracowała pierwszą na świecie metodę oczyszczania sadzy. W ten sposób powstaje sadza techniczna o czystości 99,68 proc. Zazwyczaj produkuje się ją poprzez spalanie ropy naftowej czy gazu ziemnego, tym samym do atmosfery emituje się tony CO2. Syntoil pozwala odzyskać sadzę w sposób ekologiczny,  a przy tym znacznie tańszy.

– Rynek sadzy to ok. 14 mln ton, co przekłada się na 14 mld dolarów. To bardzo duży rynek, tym bardziej że sadza jest nie tylko wypełniaczem do mieszanek gumowych czy produktów gumowych, lecz także pigmentem do różnych tworzyw i innych czarnych rzeczy. W Polsce mamy bardzo silny przemysł gumowy, dlatego nasz produkt świetnie się tutaj sprawdza. Ale sprawdzi się też w każdym kraju, gdzie produkuje się opony i wyroby gumowe – przekonuje Martyna Sztaba.

Syntoil wpisuje się ze swoją technologią w ekonomię zamkniętego obiegu, gdzie każda rzecz może znaleźć kolejne zastosowania. W ramach circular economy z plastikowych butelek znalezionych w morzach i oceanach powstają zabawki dla dzieci. Technologia EcoVolt amerykańskiej firmy Cambrian Innovation oczyszcza ścieki zanieczyszczone procesami przemysłowymi, przekształca je w czystą wodę i przy okazji wytwarza biogaz. Lehigh Technologies przekształca stare opony i inne odpady gumowe w mikronizowany gumowy proszek, który można następnie wykorzystać przy produkcji opon, asfaltu i materiałów budowlanych. Holenderska firma DyeCoo opracowała z kolei proces farbowania tkanin, który w ogóle nie zużywa wody, a dwutlenek węgla można ponownie wykorzystywać.

– Nasz model biznesowy opiera się na trzech filarach. Pierwszy to circular economy, czyli obieg zamknięty. Odzyskujemy odpad, czyli coś, co właściwie mogłoby zostać wyłącznie spalone, natomiast my z tego półproduktu robimy faktyczny produkt, który wraca na rynek. I trzeci, chyba najważniejszy filar to idea zero waste czy less waste – nie zużywamy za każdym razem nowych chemikaliów, tylko doczyszczamy te, które już raz były użyte – tłumaczy ekspertka.

Syntoil, według zapowiedzi, może co roku przetwarzać 6 tys. opon. Na razie jednak produkt jest testowany wspólnie z producentami opon i gumy.

– Obecnie dopasowujemy naszą produkcję do przemysłowej skali. Takie przemysłowe projekty trwają zazwyczaj 18–20 miesięcy. Mamy nadzieję, że to się zamknie w ciągu kolejnych miesięcy – zapowiada Martyna Sztaba.

Sejm w nocnym głosowaniu uchwalił tarczę antykryzysową i jednocześnie zablokował możliwość jej niezwłocznego wprowadzenia

Przedsiębiorcy potrzebują natychmiastowej pomocy, aby ratować miejsca pracy. Sytuacja polskich firm i pracowników jest dramatyczna! Tymczasem, w ostatniej chwili, do ustawy wprowadzono zapisy m.in. grożące paraliżem dialogu z przedsiębiorcami. Komplikując tak ustawę, rządzący de facto opóźniają jej wprowadzenie.

Oburza nas, że nie tylko nie zwiększono wsparcia dla pracowników i przedsiębiorców, ale w przyjętych przepisach, premier uzyskał możliwość odwoływania członków Rady Dialogu Społecznego zgodnie ze swoim uznaniem. Rada jest dziś ostatnim miejscem gdzie toczy się dialog przedstawicieli pracowników i przedsiębiorców z rządem. Ma ustawowe uprawnienia do konsultowania ustaw. Jeżeli przyjęty przepis wejdzie w życie, premier będzie mógł de facto rozmawiać tylko z tymi, których do rozmów wybierze. Oznaczać to będzie likwidację jakiejkolwiek, rzetelnej współpracy związków zawodowych i organizacji pracodawców z rządem. I dzieje się to w momencie, gdy premier apeluje o wspólne działanie w tej wyjątkowej sytuacji.

Tarcza ma ratować polskich przedsiębiorców. Tymczasem wprowadzono do niej zapisy, które nie mają nic wspólnego z pomocą dla biznesu. Zmiany w Kodeksie wyborczym i ustawie o RDS są jednak tak kontrowersyjne, że mogą opóźnić wprowadzenie przepisów, które mają ratować miejsca pracy. Konfederacja Lewiatan – jako organizacja pracodawców zdecydowanie protestuje przeciwko takim działaniom.

Ruch w sieciach handlowych nawet o połowę mniejszy. Sprzedaż przenosi się do Internetu

Podczas dwutygodniowej „kwarantanny narodowej” ruch w sklepach stacjonarnych średnio zmniejszył się o blisko 50%, porównując tydzień do tygodnia. Najbardziej spadł w hipermarketach, w sieciach cash&carry i w sklepach convenience – wszędzie o ponad połowę. Poniżej 50% mniej wizyt odnotowały też dyskonty i supermarkety. Z kolei na stacjach paliw ruch obniżył się o nieco ponad 40%, a w aptekach – o prawie 50%. Tak wynika z analizy firmy technologicznej Proxi.cloud oraz UCE RESEARCH, przeprowadzonej na podstawie obserwacji blisko 900 tys. dorosłych Polaków i ponad 21 tys. obiektów.

Raport wskazuje, że liczba wizyt w największych sieciach handlowych średnio spadła o 48,5% w okresie od 16 do 22 marca w porównaniu z tygodniem od 9 do 15 marca br. Jak podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, to bardzo duża i uzasadniona zmiana. Konsumenci szybko nasycili się towarami, które pospiesznie kupowali w związku z epidemią. Przyzwyczaili się do anormalnej sytuacji i przestali obawiać się zamknięcia sklepów.

– Obniżony ruch klientów w przypadku handlu art. spożywczymi nie musi świadczyć o mniejszych obrotach. Zachowania zmieniły się w związku z akcją „Zostań w domu”. Klienci raczej rzadziej wychodzą do sklepów, ale w trakcie jednej wizyty robią na ogół większe zakupy. Należy oczekiwać zatem, że średnia wartość koszyka może być wyższa niż przed epidemią. Niemniej jest jeszcze za wcześnie, żeby oceniać wszystkie skutki pandemii dla handlu. Wstępną wiedzę będziemy mieć około połowy kwietnia, kiedy poznamy dane z marca – zaznacza Maciej Ptaszyński, Wiceprezes Zarządu Polskiej Izby Handlu (PIH).

Z kolei w opinii Andrzeja Wojciechowicza, eksperta Komisji Europejskiej, społeczeństwo zrozumiało, że podstawą bezpieczeństwa jest izolacja. Konsumenci korzystają ze swoich zapasów i wybierają się do sklepów głównie po produkty świeże. W FMCG przedsiębiorcy mają teraz niższe obroty od regularnych. Jednak ich sumaryczna wielkość za kwartał powinna utrzymać się w normie. Polacy nie będą mniej jedli. Może nawet zaczną spożywać więcej, np. z nudów. Straty implikować mogą zwiększone koszty prowadzenia handlu. Gorzej jest w branżach, w których nastąpiło spowolnienie, funkcjonuje tylko sprzedaż online. Dotyczy to np. branży modowej, obuwniczej, dekoracji wnętrz etc. Dlatego cały handel jako taki mocno zubożeje.

– W dobie pandemii handel przenosi się do Internetu. W Polsce wzrost sprzedaży online niektórych produktów żywnościowych wynosi ponad 380%, a artykułów sanitarnych – nawet 2000%. Następuje też podświadome samoograniczenie zakupowe przed nadchodzącymi w wielu rodzinach trudnymi czasami. Wiąże się to z lękiem o zdrowie, zatrudnienie i dochody. Jeszcze tego nie widać w statystykach, ale można już dostrzec, że klienci zaczynają kupować tylko to, co jest faktycznie niezbędne – mówi Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki.

Analizując poszczególne formaty, widać, że największy średni spadek ruchu z tygodnia na tydzień nastąpił w hipermarketach – o 55,9%. Dalej są placówki typu cash&carry – 53,4%, convenience – 50,7%, a potem dyskonty – 47,5%. Najmniejsza zmiana dotknęła supermarkety – 46,7%. Jak przekonuje dr Faliński, różnice między ww. kanałami sprzedaży nie są duże. Mieszczą się w granicach błędu pomiaru. Zdaniem eksperta, wynik hipermarketów nie powinien dziwić. Tam podczas jednej wizyty można kupić wiele towarów na trudne czasy. I w tego typu sklepach głównie zaopatrywali się konsumenci w chwili paniki.

– Minimalizacja obecności w przestrzeni publicznej przekłada się na to, że zakupy są realizowane w najbliższym otoczeniu, gdzie jest też najniższa frekwencja kupujących. W mojej ocenie, to istotnie wzmacnia małe, lokalne placówki i powoduje przesunięcia w przepływie klientów pomiędzy poszczególnymi formatami – komentuje Janusz Piechociński.

Na największych na rynku stacjach paliw średni ruch zmniejszył się w drugim analizowanym tygodniu o 43,3%. – Kiedy pojawiły się informacje o tzw. narodowej kwarantannie, Polacy zatankowali samochody praktycznie do pełna. Teraz nie wychodzą z domów. Jeżeli ktoś jedzie autem, to ma ku temu naprawdę ważny powód. Znaczne ograniczenie dotknęło też transport ciężarowy i komunikację zbiorową. Na ocenę strat jest jeszcze za wcześnie. Pierwsze dane zostaną zebrane w kwietniu – informuje Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. Analiz Rynku Paliw w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN).

Analiza wykazała też, że średnia liczba wizyt klientów w aptekach spadła o 49,7% w okresie od 16 do 22 marca br. w porównaniu do wcześniejszego tygodnia. – Na jakiekolwiek oceny rynku jest za wcześnie. Nasze dane wyraźnie wskazują, że nadal istnieje wzmożony ruch. Od 14 do 23 marca farmaceuci obsłużyli ponad 20 mln pacjentów. Z kolei od początku pandemii apteki odwiedziło ponad 40 mln osób. Od wielu dni prosimy pacjentów, aby nie robili zapasów leków i kupowali tylko potrzebne produkty, a także ograniczyli do minimum zakup suplementów diety, szamponów czy kosmetyków – zwraca uwagę Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Raport pochodzi z firmy technologicznej Proxi.cloud, która we współpracy z analitykami UCE RESEARCH zebrała dane do analizy za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie. Po ich zainstalowaniu dokonano rejestru osób wchodzących na dany teren. Monitoring trwał pełne dwa tygodnie, w rozbiciu na równe okresy, tj. od 9 do 15 oraz od 16 do 22 marca br. Obserwacji poddano łącznie 895 tys. dorosłych Polaków. Działaniami objęto 23 największe sieci handlowe, w tym hipermarkety, dyskonty, supermarkety, sieci convenience i cash&carry (16 746 placówek), duże i średnie sieciowe apteki (823 punkty) oraz 8 ogólnopolskich brandów stacji paliw (3 491 obiektów) we wszystkich 16 województwach.

Czy czeka nas powtórka kryzysu z 1929 roku?

Wielu komentatorów teraźniejszej sytuacji gospodarczej, stojącej na progu załamania w związku z epidemią koronawirusa, sięga do porównań z przeszłymi, wielkimi kryzysami finansowymi XX wieku. Jednym z nich jest Wielka depresja, która dotknęła światową gospodarką w latach 1929-1939. Jednak porównywanie współczesnej sytuacji do sytuacji ekonomicznej tych lat byłoby całkowicie błędne.

– Za wielkie spadki na giełdach w roku 1929 i wzrost bezrobocia w Stanach Zjednoczonych do 30% w latach 1930-tych odpowiedzialny był w dużym stopniu rząd i bank centralny USA, które nie zadziałały od razu i w takiej skali, która skutecznie zmniejszyłaby koszty gospodarcze kryzysu – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. – Rezultatem był głęboki spadek zaufania ze strony prywatnych inwestorów, rezultacie silny spadek wydatków inwestycyjnych. Ten spadek spowodował z kolei spadek popytu na wszystko, w rezultacie bankructwa firm na wielką skalę. W Stanach Zjednoczonych, a także w innych krajach, ta reakcja od strony polityki fiskalnej przyszła z opóźnieniem, w postaci tzw. New Deal Roosevelta. Kryzys gospodarczy, z którym mierzymy się dzisiaj, ma dość znaczną skalę Ale będzie on krótszy i mniej groźny, ponieważ jakość mechanizmów gospodarki rynkowej jest teraz dużo wyższa, a reakcja obronna ze strony polityki gospodarczej rządów i banków centralnych jest poprawna. Te czynniki spowodują, że dojdzie do stosunkowo szybkiego polepszenia sytuacji. To jest ta różnica – podkreśla Gomułka.

Najbliższe tygodnie będą niepewne dla polskiej waluty

Złoty odrobił część strat wobec dolara, euro i franka szwajcarskiego, ale nadal będzie walutą pozostającą pod dużą presją spowodowaną niepokojem wśród inwestorów.

– Złoty znajduje się niestety po złej stronie rynkowych zawirowań – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Rosnący niepokój powoduje, że kapitał ucieka do amerykańskiego dolara.

Dolara brakuje tym, którzy są zadłużeni w tej walucie, a muszą odnowić zabezpieczenia walutowe. To sprawiło, że za dolara płaciliśmy nawet 4,30 zł.

Kurs dolara spadł pod koniec marca do 4,11 zł, złotemu brakuje jednak nadal dużo do 3-miesięcznego najniższego kursu, gdy 9 marca za dolara płaciliśmy 3,79 zł.

Sytuacja uległa względnemu uspokojeniu po potężnych interwencjach banków centralnych, a zwłaszcza Fed, który na różne sposoby próbował ożywić nie tylko amerykański rynek kredytowy. Skala tej interwencji jest olbrzymia, a euro wzmocniło się wobec dolara, dzięki temu zyskała też polska waluta.

Lekka poprawa nastrojów inwestorów, którzy odetchnęli, gdy udało się ugasić pierwszy pożar spowodowała, że złoty odrobił trochę strat także wobec euro i franka szwajcarskiego.

Okres dużej presji wywieranej na złotego nie jest jednak za nami, a kilka najbliższych tygodni będzie kluczowych, bo jeżeli wrócą duże spadki na globalnych rynkach akcji, jeżeli na rynku będzie dużo strachu, to euro będzie kosztować ponad 4,60 zł.

Za euro pod koniec marca trzeba było płacić ok. 4,50 zł, czyli niewiele mniej niż wynosiło lokalne maksimum z 24 marca (4,60 zł za 1 euro).

– Patrząc na punkt startowy, w którym jest złoty i na mniejszą skalę nierównowag w porównaniu do kryzysowego 2008 r., to osłabienie złotego nie będzie tak dynamiczne jak wówczas, a po kilku miesiącach polska waluta powinna odrobić co najmniej część strat – komentuje ekspert XTB. – Patrząc właśnie długoterminowo kurs złotego wobec euro powinien powrócić do poziomu 4,40 zł.

Jak Europa walczy ze skutkami gospodarczymi pandemii koronawirusa?

Sejm rozpoczął pracę na tarczą antykryzysową, która zdaniem biznesu jest niewystarczająca i wypada blado przy pakietach innych państw. Najbliższe dni będą krytyczne dla wielu firm. Brak adekwatnego wsparcia pociągnie za sobą bankructwa i zwolnienia na skalę, nawet większą jak w czasie globalnego kryzysu finansowego przed dekadą.

Z epidemią COVID-19 walczy cała Europa i przynajmniej na froncie gospodarczym radzi sobie zdecydowanie sprawniej niż my. Spektrum wsparcia, jakie w ostatnich tygodniach zaproponowały rządy, jest bezprecedensowe – tak jak sytuacja, w której się znaleźliśmy. Wśród nich:

  • subsydia dla firm: przede wszystkim do płac, ale również innych kosztów stałych działalności; w wybranych krajach stworzono fundusze stabilizacyjne (solidarnościowe) dla przedsiębiorstw lub branż dotkniętych w szczególny sposób;
  • pożyczki i gwarancje, których celem jest utrzymanie płynności firm – przy czym narzędzia zależą od lokalnych uwarunkowań;
  • komplementarne wsparcie banków w akcji kredytowej, przeciwdziałające naturalnej skłonności do ograniczania przez banki własnego ryzyka;
  • przyjazne rozstrzygnięcia podatkowe: odraczanie płatności, przyspieszone zwroty należności, obniżka podatków, ograniczenie kar i odsetek, wydłużanie terminów;
  • większa tolerancja w krajowych prawodawstwach zamówień publicznych;
  • projektowanie działań na okres po kryzysie: kampanie promocyjne, vouchery itd.
    oraz dość podobne między krajami i wprowadzane powszechnie działania w obszarze rynku pracy, polegające przede wszystkim na:
  • ograniczeniu liczby godzin pracy (jako alternatywie dla zwolnień);
  • uelastycznieniu czasu pracy (także w górę na krytycznych stanowiskach);
  • rozluźnieniu prawodawstwa dotyczącego zwolnień;
  • poszerzeniu zakresu zasiłków opiekuńczych i chorobowych (koszt tych ostatnich niekiedy bierze na siebie państwo);
  • zwiększeniu dostępności zasiłków dla bezrobotnych (w tym dla samozatrudnionych),
  • obniżeniu kosztów pracy np. przez współdzielenie ich z państwem lub zawieszenie płatności składek;
  • ograniczeniu innych obciążeń administracyjnych, np. raportowania.

Obok zakresu wsparcia ważna jest również skala interwencji. Według naszych oszacowań, z obiecanych przez nasz rząd 212 mld zł jedynie około 60 mld zł ma charakter impulsu fiskalnego. Z tej kwoty ok. 22,5 mld ma szansę niezwłocznie trafić do firm – to ledwie 1% PKB z obiecanego ponad 9-procentowego pakietu. To niewiele na tle Niemiec (4,4%) i porównywalnie z Francją (1,1%), chociaż należy wspomnieć, że strefa euro dostanie dodatkowy 2-procentowy bodziec, który Polskę ominie.

Nawet gdyby do tej kwoty dołożyć obietnicę prezydenta o zwolnieniu mikroprzedsiębiorców ze składek, to impuls rośnie do 1,6% PKB. Zwiększenie skali pakietu jest w polskich warunkach ograniczane przez ustawę o finansach publicznych, ale doświadczenia globalne pokazują, że obecny kryzys doprowadził do złamania tabu, jakim dotąd był dług publiczny. Koronawirus ograniczający stronę podażową i popytową gospodarek uruchomił w największych gospodarkach w praktyce nieograniczone zasoby.

W tej chwili, można jeszcze wpisać do tarczy antykryzysowej rozwiązania, które staną się realnym wsparciem dla utrzymania miejsc pracy:

  • zwolnienie z danin publicznych płaconych do ZUS i urzędów skarbowych dla wszystkich firm w kłopotach
  • wprowadzenie przestoju ekonomicznego, obniżonego wymiaru czasu pracy na warunkach dostępnych dla firm
  • zwrot podatku VAT w najkrótszym możliwym terminie oraz zwolnienie środków z konta VAT
  • czasowe zwolnienie z wpłat PPK.

Lewiatan przygotował gotowe poprawki w tych punktach i przekazał do wszystkich klubów parlamentarnych. Liczymy, że posłowie pokażą, że rozumieją powagę sytuacji i wspólnie przegłosują rozwiązania, które są neutralne politycznie, za to mogą okazać się niezwykle pozytywne dla gospodarki.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Tarcza antykryzysowa to sito. I zadziała w czasie ulewy jak sito, nie parasol

Wywiad z Andrzejem Malinowskim, Prezydentem Pracodawców RP i Przewodniczącym Rady Dialogu Społecznego.

Jak Pan ocenia ostateczną wersję tarczy antykryzysowej?

Jak wielu pracodawców jestem rozczarowany. Tarcza przyniesie takie same efekty jak korzystanie podczas ulewy zamiast z parasola – z sita. Pakiet ochronny dla gospodarki zadziała, jeśli każde z ogniw będzie tak samo mocne. Tymczasem tak nie jest. Co z tego, że proponuje się procedury pomocy, skoro są one obłożone warunkami w rodzaju spadek dochodów o 50 proc. 50 proc. dla wielu przedsiębiorstw to bankructwo. W takiej sytuacji potrzebny jest tylko grabarz, a nie lekarz. Co z tego, że jest procedura odroczenia terminu płatności zobowiązań podatkowych o 3 miesiące. Tylko nie dzieje się to automatycznie. Trzeba złożyć wniosek, który musi rozpatrzyć urzędnik. Dziesiątki takich sprzeczności i mielizn zawarliśmy w naszych uwagach. Większości z nich nie uwzględniono.

Co konkretnie, zdaniem pracodawców, trzeba zmienić?

Brakuje np. uwolnienia należnego VAT-u w ramach tzw. split paymentu.  Wsparcie dla dużych firm jest skromne, a należy pamiętać, że tworzą one 24 proc. PKB. Nie zawieszono terminu naliczania odsetek podatkowych od 1 marca do 30 września 2020 r. A wprowadzona możliwość zwolnienia pracodawców z obowiązku opłacania składek na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, zdrowotne itd. przez 3 miesiące – może doprowadzić do zwalniania pracowników, zamiast ochrony miejsc pracy!

Jak to?

Z tego udogodnienia mogą skorzystać tylko firmy zatrudniające do 9 pracowników. Przecież jak ktoś będzie zatrudniał np. 11 pracowników, to minutę po tym jak przeczyta ten projekt zwolni dwóch z nich! Żeby nie płacić składek za resztę! Tak ma wyglądać ochrona miejsc pracy?

Czy autorzy ustawy uważają, że firma mająca już 10 pracowników jest odporna na kryzys gospodarczy? I że 3 miesiące wystarczą? Moim zdaniem będziemy wtedy w dołku kryzysu. Poza tym dlaczego możliwość zawieszenia składek dotyczy wyłącznie przedsiębiorców działających w oparciu o wpis do ewidencji? Spółka cywilna, komandytowa, kapitałowa, nawet jeśli dziś ma tylko 5 pracowników – nie może skorzystać z tego udogodnienia. To się po prostu nie trzyma kupy. Różnicowanie przedsiębiorców jest niedopuszczalne. Sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa. Kryteria skorzystania z tego instrumentu są po prostu bez sensu. Powinien on pomagać również średnim i dużym firmom. Warunek jego przyznania musi być oparty na przesłankach ekonomicznych, on sam powinien być szybko dostępny, „na oświadczenie” i z pomocą prostego formularza. Następnie ostatecznie weryfikowany dopiero ex-post na bazie wyników za kilka miesięcy.

Może nie macie we wszystkim racji?

Wśród naszych poprawek były też czysto redakcyjne. Nawet ich nie uwzględniono! To musi budzić wątpliwości, czy w ogóle ktoś przyjrzał się naszym propozycjom! Można się spierać merytorycznie. Nasze propozycje szczegółowo uzasadniliśmy posługując się logiką i liczbami. To dość mocne narzędzia, bo 2 plus 2 jest cztery niezależnie od barw politycznych. A przynajmniej tak powinno być.

Ale te 212 mld złotych jednak coś polskim przedsiębiorcom da.

Jakie 212 miliardów? Z tej kwoty najpierw obiecano 66 mld zł bezpośredniego wsparcia dla firm, pracowników i służby zdrowia. Potem mówiono nawet o 80 mld zł. Zajrzyjmy jednak do tzw. oceny skutków regulacji. To taka, wymagana prawem, ocena projektu. I co widzimy? Wsparcie jedynie na kwotę zaledwie ok. 38 mld zł w 2020 r.! I to są fakty na temat tarczy. 38 mld złotych! Czy to jest kwota, którą chcemy powstrzymać kryzys?

Mówi się: „tak krawiec kraje, jak mu materiału staje”. Rząd musi utrzymać równowagę finansową w priorytetowych wydatkach.

A co może być priorytetem w czasie pandemii, jak nie walka z jej skutkami? Zdrowotnymi i gospodarczymi? Powiedzmy wreszcie jasno i dokładnie, że to są właśnie priorytety! Rozmaite prezenty oraz transfery służące kampanii wyborcze – na pewno nimi nie są! Bo zwyczajnie być nie mogą! Jest takie powiedzenie pasujące do obecnej sytuacji. „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”. Gdy grozi nam poważny kryzys, trzeb ciąć to wszystko co nie jest niezbędne. I skupić się na obronie fundamentów.

To znaczy, że Tarcza jest kompletnie zła?

Tarcza w obecnym kształcie to nie mechanizm, który skutecznie zadziała. Można więc powiedzieć „założenia są słuszne, budujcie jednak prawdziwą tarczę”. To rozwiązanie, które trzeba zaproponować we właściwych rozmiarach. A my tracimy czas. Prace trwają zbyt długo, mimo tego, że podobno rząd przygotowywał się od tygodni. Jeśli przegramy walkę z czasem, to oprócz pandemii zdrowotnej doświadczymy pandemii gospodarczej. Dla mnie i dla wielu ekspertów, a myślę też, że i dla członków rządu jest już jasne. W niebezpieczeństwie są dziesiątki tys. firm. A w związku z tym setki tys. miejsc pracy oraz los milionów pracowników i ich rodzin. To są kostki domina. Nie możemy pozwolić, by padła pierwsza z nich, bo wtedy pociągnie za sobą resztę. Dlatego musimy walczyć o zachowanie płynności finansowej firm, gdy z powodów od nich niezależnych nie mają one żadnego dochodu. Trzeba zdjąć z nich koszty pracy, by zachowały one miejsca pracy. Zdjąć daniny i obciążenia fiskalne – by mogły zapłacić swoim kontrahentom. Choćby szczątkowo wywiązać się z swoich zobowiązań biznesowych.

Ale czy firma nie wytrzyma miesiąca – dwóch bez dochodów?

A ilu z Polaków wytrzyma bez dochodów miesiąc, czy dwa nie zmieniając swoich wydatków, spłacając czynsze, rachunki, raty itp.? W firmie wolne pieniądze się ponadto inwestuje, a przynajmniej powinno, by się rozwijać. To jest biznes, nie skarbonka w skarpecie. Dlatego odpowiedź brzmi „nie, nie wytrzyma”. Pewnie, że jakaś część firm da sobie radę, ale przeciętna statystyczna polska firma obróci się w proch i pył. I te firmy z „pierwszego rzutu” pociągną za sobą inne, które być może wytrzymają dłużej. Bo nie spłacą faktur, nie kupią nowych usług czy towarów.

Kostki domina runą, jeśli nie zareagujemy zanim zacznie się chwiać pierwsza z nich. Poza tym dwa miesiące to nie jest minimalny horyzont, na który powinniśmy się nastawiać.

Za dwa miesiące pandemia koronawirusa nie minie?

Mam co do tego wątpliwości patrząc na inne kraje Europy czy choćby Chiny. Eksperci zajmujący się zdrowiem prognozują raczej połowę roku. To trzy, cztery miesiące. A walka ze skutkami ekonomicznymi potrwa dłużej. O wiele dłużej. Nie mamy się co oszukiwać. Jest takie oklepane powiedzenie „las płonie szybko, a rośnie wolno”. To samo niestety można powiedzieć o gospodarce. I musimy mieć tego pełną świadomość.

Świat zmieni podejście do higieny na zawsze. Colgate-Palmolive z rekomendacjami kupna

Po trzech dniach solidnego odbicia na Wall Street koniec tygodnia przynosi niewielką korektę. Warto nadmienić, że skala wzrostów amerykańskich indeksów w tym tygodniu wyniosła około 20 proc., więc aktualne około 3 proc. cofnięcie nie robi już dużego wrażenia. Do historii przejdzie odbicie na indeksie Dow Jones, którego ostatnie trzydniowe wzrosty były największe od niemal 100 lat. Indeks ten zawdzięcza głównie ten wynik oszałamiającym wzrostom cen akcji Boeinga.

Nastroje inwestorów pogorszył fakt, że to Stany Zjednoczone stały się obecnie epicentrum epidemii koronawirusa i to Stany Zjednoczone prześcignęły Chiny w ilości zdefiniowanych przypadków zakażenia. To z drugiej strony daje jednak nadzieję na dalszą pomoc zarówno ze strony Rezerwy Federalnej, rządu jak i prezydenta USA.

Wracając jeszcze do spółki Boeing dostała ona pozytywną rekomendację kupna od Argus. Według analityków tej firmy spółka BA ma lepsze perspektywy długoterminowe ze względu na znaczne zaległości i silną obecność w rozwijającym się komercyjnym przemyśle lotniczym. Dodano także, że rentowny segment obronny firmy znajduje się w pierwszej piątce wykonawców. Jeśli Boeingowi uda się przezwyciężyć krótkoterminowe problemy związane z epidemią COVID-19, to jest szansa, aby cena akcji zmierzała do poziomu docelowego, wynoszącego 220 USD. Obecnie na giełdzie akcje BA można kupić za około 160 USD. Spółka ma 12 rekomendacji kupna, 15 trzymaj i 2 sprzedaj. Średni poziom ceny docelowej znajduje się na 214 USD.

Również pozytywną rekomendację otrzymała dobrze znana nam wszystkim spółka Colgate-Palmolive. Firma może zyskać ze względu na wzrost zapotrzebowania na mydło i inne produkty do mycia ze względu na kryzys związany z epidemią. Analityk SunTrust podniósł rekomendację, z trzymaj, do kupuj, podnosząc cenę docelową z 65 do 75 USD. Odnotowano także możliwość, że pandemia nie tylko teraz wpływa na wyższy standard higieny, ale zmieni go w długiej perspektywie. Dobre nawyki, które zostaną z nami na długo obejmą nie tylko częste mycie rąk, ale także np. pielęgnację jamy ustnej (częstsze używanie płynu do płukania).

Także firma Stifel podniosła rekomendację dla CL i poziom ceny docelowej do 80 USD (na rynku obecnie 65 USD). Stifel oczekuje, że organiczny wzrost sprzedaży w pierwszym kwartale wyniesie 4,5 proc.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Koniec amerykańskiego snu? Rynek pracy w USA ma poważne problemy

Rynek pracy w USA ma poważne problemy. Tylko w ciągu tygodnia ponad 3 miliony Amerykanów złożyło wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Taka liczba sugeruje 2% spadek liczby pracujących osób.

Amerykańskie zasiłki

Wczoraj było wiadomo, że skoro amerykańskie dane o zasiłkach dla bezrobotnych są tygodniowe, będzie się działo. Spodziewano się około 3,5 krotnego wzrostu wniosków, czyli powiedzmy sobie wprost i tak rekordu wszechczasów. Wzrost był ponad 11-krotny. Złożono ponad 3,2 mln wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Dotychczas te dane podawano w tysiącach i biorąc pod uwagę, że właśnie 2% pracujących Amerykanów poprosiło o zasiłek sytuacja ta nie może się długo utrzymać. Wydawać by się mogło, że dane te wstrząsną rynkiem. Nic bardziej mylnego. Dolar owszem tracił, ale podobnie jak miało to miejsce wczoraj. Co ciekawe, na zamknięciu mocno zyskała giełda.

Oddech na  złotym

To byłby bardzo dobry tydzień dla naszej waluty… gdyby zaczął się we wtorek. Poniedziałek zaczął się bowiem ruchem na euro z 4,52 zł do 4,62 zł. Od tego czasu euro w ciągu trzech dni wróciło do poziomu 4,52 zł. Frank stracił nawet więcej. Zaczynał tydzień od 4,30 zł a teraz jest na 4,27 zł. Najlepiej pod tym kątem wypadł dolar, który w ciągu tygodnia taniał nawet 15 groszy, ale to zasługa istotnego osłabienia się dolara względem euro spowodowana między innymi spadkiem stóp procentowych.

Czesi ścięli stopy procentowe

Nasi południowi sąsiedzi wyraźnie biorą przykład z działań FED. W ciągu niecałego miesiąca ścięli stopy procentowe o 1,25% w dwóch ruchach. Po pierwszym o 0,5% wczoraj dołożyli jeszcze 0,75%. Co ciekawe, pomimo odcięcia stóp procentowych czeska korona wczoraj zyskiwała na wartości względem euro. Obniżka była spodziewana o 0,5% a nie o 0,75%, ale inwestorzy widząc, co się dzieje, zareagowali pozytywnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl