Jak prawidłowo komunikować zmiany?

Wszelkie zmiany, w szczególności te nagłe i narzucone odgórnie, budzą opór pracowników. Jednak w czasie panującej epidemii komunikacja zmian jest nieunikniona. Przedsiębiorstwa, chcąc utrzymać biznes, muszą dostosować się do okoliczności i wdrożyć nowe systemy oparte o pracę zdalną, automatyzację, nowe technologie czy sprzedaż on-line. Przedłużające się spowolnienie może również doprowadzić do zapaści gospodarki i masowych zwolnień. Wielu ekspertów ekonomicznych już prognozuje, że kryzys, z którym obecnie mamy do czynienia będzie związany z długofalowym oddziaływaniem na gospodarkę oraz, że rynek nie powróci szybko do stanu wyjściowego. Duża grupa przedsiębiorstw będzie musiała sięgnąć po narzędzia związane z komunikacją zmiany. Podpowiadamy organizacjom, jak przeprowadzić ten proces sprawnie i efektywnie.

Każda zmiana rodzi opór

„Zmiany kojarzą się z czymś przełomowym i zwykle ryzykownym. W ocenie globalnych firm doradztwa biznesowego nawet 70% inicjatyw związanych ze zmianami w biznesie kończy się porażką. Do każdej zmiany warto się przygotować, a działania w zmianie powinny być świadome i zaplanowane, co stanowi gwarancję sukcesu. Są jednak takie zmiany w otoczeniu organizacji, na które nie mamy wpływu np. epidemia i stan klęski żywiołowej. W takiej sytuacji warto sięgnąć po gotowe scenariusze, które wynikają z modeli komunikacji zmiany
i znajdują podłoże w badaniach psychologicznych. W procesie tym kluczowa jest zwykle rola liderów. Ich zadaniem jest usprawnienie funkcjonowania przedsiębiorstwa oraz regularne informowanie pracowników o wdrażanych zmianach.”
– mówi Iwona Kubicz, Prezes Procontent Communication.

Jak adresować obawy pracowników?

Pracownicy opierają się zmianom, gdyż postrzegają je, jako zagrożenie dla znanych wzorców zachowań, jak również dla własnego statusu i wynagrodzenia. Do głównych przyczyn oporu pracowników wobec zmian należy zaliczyć: szok spowodowany nową sytuacją, obawy ekonomiczne, niewygodę, niepewność, zagrożenie dla relacji interpersonalnych, zagrożenie dla statusu lub umiejętności, obawy związane z kompetencjami – nowe wymagania, opanowanie nowych umiejętności, ale też lęki symboliczne – np. utrata własnego biura, miejsca parkingowego lub innych przywilejów. Podejmując komunikację z pracownikami warto wiedzieć, jakie są ich główne obawy oraz jak one ewoluują. Jeszcze tydzień temu główną obawą wśród naszych pracowników mogłoby być podróżowanie do pracy komunikacją publiczną i możliwość zarażenia się koronawirusem w drodze do firmy lub podczas spotkań z klientami, dziś główną obawą mogą być obniżki wynagrodzeń, a za moment zwolnienia grupowe i obawa o własne miejsce pracy.

W pierwszej kolejności należy określić, czy zmiana ma charakter strategiczny, czyli czy dotyczy problemów o szerokim zasięgu, związanych z całą organizacją, czy też ma charakter operacyjny i wiąże się z nowymi systemami, procedurami, strukturami lub technologiami.

W przypadku koronawirusa pierwsze zmiany w organizacjach miały zapewne charakter operacyjny – nowe metody pracy, nowe zasady logistyczne, bezpieczeństwa etc. Według szacunków Związku Przedsiębiorców i do końca marca pracę może stracić 1-3 mln Polaków. W wielu firmach konieczne będą, więc zmiany strukturalne dotykające całej organizacji np. redukcje wynagrodzeń, zwolnienia, zamknięcia linii produkcyjnych. Takie zmiany o charakterze strategicznym wymagają komunikacji na poziomie zarządu oraz wszystkich liderów organizacji.

Modele i narzędzia w komunikacji zmiany

Ze względu na fakt, iż kryzys, z którym mamy do czynienia może mieć bardzo poważne konsekwencje biznesowe warto sięgnąć do modelu komunikacji opracowanego przez amerykańską tanatolog Elisabeth Kübler-Ross, która w oparciu o swoje doświadczenia
w komunikacji z pacjentami paliatywnymi opracowała psychologiczną teorię reakcji pacjenta na wiadomość o nieuleczalnej chorobie i bliskiej perspektywie śmierci: Ta teoria psychologiczna znajduje dziś szerokie zastosowanie w komunikacji zmiany nie tylko
w medycynie, ale również w zarządzaniu organizacjami. Kubler-Ross wyróżniła pięć etapów, przez które przechodzi człowiek za nim pogodzi się z informacją o czekającej go śmierci. Należą do nich: szok i zaprzeczenie, gniew, targowanie się (negocjacje), depresja i w końcu akceptacja.

Podobnie przebiega proces komunikacji zmiany, w którym od świadomości pracowników iż czeka ich zmiana, poprzez zaprzeczanie i lęk, a w końcu pierwsze próby dostosowania się
i uczenia nowych umiejętności – cześć z nich dochodzi do etapu internalizacji zmiany. Na stworzoną w ten sposób krzywą komunikacji nałożono odpowiednie narzędzia, które korespondują ze stanem emocjonalnym pracowników na kolejnych etapach akceptacji zmiany.

W pierwszej fazie, w której tworzy się świadomość zmiany istotne jest zakomunikowanie, dlaczego zmiana jest konieczna, jak będzie przebiegać, kogo ta zmiana dotyczy, ile czasu potrwa. Dobrym zabiegiem jest często ukazanie, że zmiana jest wymuszona przez zewnętrzne okoliczności w tym wypadku np. otwarte komunikowanie finansowych skutków pandemii dla organizacji. Ważne jest też pokazanie, do czego dążymy na końcu zmiany. Dobrze jest również określić finalny efekt zmiany – do czego jest nam potrzebna zmiana
w organizacji.

Na etapie zaprzeczania tłumaczymy pracownikom zmianę, pokazujemy konsekwencje związane z brakiem dostosowania się do zmiany oraz korzyści z przystąpienia do niej. Na etapie lęku adresujemy wszystkie obawy pracowników na przykład, jeśli pracownik obawia się nowych technologii do pracy zdalnej, pomagamy mu się z nią zapoznać, szkolimy, odpowiadamy na pytania, przeprowadzamy próby i testy, aby mógł się z nią oswoić. Budujemy również zaplecze składające się z ambasadorów zmiany, czyli osób, które dobrze radzą sobie z nową sytuacją i technologiami i mogą pomagać wdrażać się pozostałym pracownikom.

Na etapie eksploracji i zapoznawania się ze zmianami istotne jest dalsze szkolenie szczególnie w formule warsztatowej, w której pracownicy sami wypracowują sposoby dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości. Na poziomie aktywnego uczenia się przechodzimy do silnego komunikowania benefitów oraz w fazie adopcji do utrwalania zmian poprzez nagradzanie i wyróżnianie jej liderów spośród pracowników. Komunikujemy również efekty płynące ze zmian dla całej organizacji.

Na poziomie budowania świadomości zmiany można wykorzystywać narzędzia takie jak: informacje od zarządu, maile i newslettery, firmowe kanały wideo i kanały społecznościowe wspierane nowoczesnymi technologiami zdalne spotkania firmowe (town hall meetings). Możemy tu również wykorzystać badania przeprowadzone na klientach i otoczeniu zewnętrznym, aby wesprzeć informacje dotyczące oczekiwań rynku w stosunku do organizacji.

Na drugim etapie komunikacji zmiany możemy wykorzystać narzędzia on-line: przewodniki po zmianie, wideoporadniki, wywiady z kluczowymi osobami w organizacji, infografiki
i mailingi do pracowników oraz w wersji stacjonarnej plakaty informacyjne. Na kolejnym etapie możemy przechodzić do grup focusowych, warsztatów i szkoleń. Na ostatnim etapie mamy do wykorzystania rozmowy one-to one, coaching dla liderów oraz grupy projektowe, jak również badania pracownicze pokazujące końcowe efekty zmiany.

Opisane narzędzia stanowią jedynie część dostępnych sposobów w temacie komunikacji zmiany. Do tych narzędzi możemy dokładać inne, takie jak gry, aplikacje czy wydarzenia firmowe. Będą one miały jednak ograniczone znaczenie na pierwszym etapie walki ze skutkami pandemii. Najbardziej istotne jest to, aby pamiętać, że od komunikacji jednostronnej, w której zarząd komunikuje wizję zmian i kaskaduje ją do pracowników niższego szczebla, przechodzimy do komunikacji opartej na budowaniu zaangażowania
i dialogu z pracownikami poprzez narzędzia umożliwiające interakcję.

Innym często przywoływanym w zmianie modelem komunikacji jest trójfazowy model wprowadzania zmian Kurta Lewina, polegający na rozmrażaniu, wprowadzeniu zmian
i ponownym zamrażaniu. Rozmrożenie to proces identyfikowania obecnych oraz pożądanych zachowań. Analizujemy różnice pomiędzy stanem istniejącym a stanem pożądanym. Komunikacja na tym etapie jest dyrektywna i związana z pokazaniem nieuchronności zmiany. Zmiana (Changing/Moving) związana jest z rozwijaniem nowych zachowań, wartości i postaw. Wdrożenie zmiany odbywa się poprzez ułatwianie organizacji przyjęcia nowych zachowań: szkolenia, warsztaty, gry i symulacje. Konieczna jest tu ciągła ewaluacja osiągnięć.  Ostatnim etapem jest ponowne zamrożenie (Refreezing). Oznacza ono utrwalenie nowych zachowań grupowych, wartości i postaw. Zamrożenie jest zwykle osiągane przez system nagradzania zachowań zgodnych ze zmianą, edukację i ciągłą komunikację pożądanych postaw.

Mapowanie interesariuszy

Przygotowanie do zmiany powinno obejmować identyfikację kluczowych interesariuszy wraz z określeniem ich opinii i postaw oraz dobór najważniejszych argumentów. Bardzo ważne jest zidentyfikowanie liderów zmian, które jest zależne zwykle od dwóch czynników: postrzegane przez pracowników poziomu osobistego ryzyka w zmianie oraz poziomu niezadowolenia z obecnej sytuacji. Największą chęć do zmian będą wykazywały osoby niezadowolone z obecnego stanu rzeczy, postrzegające przy tym zagrożenia płynące ze zmiany dla siebie, jako stosunkowo niewielkie. Ważne dla całego procesu jest jednoczesne ustalenie spójnej komunikacji wśród osób reprezentujących na zewnątrz interesy całej organizacji.

Podchodząc do komunikacji zmiany warto zwrócić uwagę  na wszystkie kanały komunikacji , odwołać się do symboli i języka obowiązującego  w grupie docelowej, a także zbudować wiarygodność np. pokazując wyniki czy wspierając się wypowiedziami eksperckimi. . Istotne jest zidentyfikowanie i wykorzystywanie największej korzyści, która może przemawiać na rzecz zmiany.  Niezwykle ważna jest również komunikacja zrozumienia dla emocji, jakie towarzyszą pracownikom w nowej sytuacji To, o czym często liderzy zapominają to również komunikacja rzeczy, które w organizacji pozostaną niezmienne, czyli np. odwołanie się  do wspólnie wypracowanych  wartości oraz wspólnie  odniesionych sukcesów całego zespołu.

Ze względu na duże emocje towarzyszące trudnym decyzjom podejmowanym przez zarządy oraz wzmożoną pracę zespołów ds. komunikacji wewnętrznej, w wprowadzeniu komunikacji zmiany przydaje się również spojrzenie na organizację z zewnątrz. Warto pomyśleć i wykorzystać zewnętrznych konsultantów do wsparcia wewnętrznego teamu komunikacji. Najlepiej zaangażować ich na etapie tworzenia planu działań i jego akceptacji przez Zarząd.

Każda zmiana organizacyjna wymaga nie tylko planowania, ale również zatwierdzenia odpowiedniego budżetu na realizację procesu zmiany. Proces biznesowy w zmianie to jedno, ale istotna jest również komunikacja całego procesu. Zespół komunikacji powinien być obecny przy wszystkich zebraniach komitetu sterującego zmianą.

Wykorzystanie kanałów komunikacji on-line

Rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa wymusza na firmach zmianę sposobu funkcjonowania oraz komunikacji zarówno z pracownikami, jak i otoczeniem zewnętrznym. Przedsiębiorstwa mają świadomość konieczności wprowadzenia zmian, pozwalających im na kontynuowanie pracy. Dlatego dążą do dostosowania się do potrzeb rynkowych, czyli
w miarę możliwości przeniesienia swojej działalności do internetu oraz wdrożenia systemów wspierających pracę zdalną. Poszukują nowych kanałów, dzięki którym będą mogli docierać do klientów, interesariuszy, pracowników oraz zapewnić ciągłość biznesu.

„Firma przede wszystkim powinna skupić się na komunikacji poprzez dostępne kanały: You Tube, Facebook, LinkedIn lub stronę internetową, gdzie może prezentować swoje produkty, komunikować o bieżących działaniach oraz budować świadomość marki. Przedsiębiorstwo powinno również rozważyć wykorzystanie profesjonalnych narzędzi do prowadzenia spotkań online zarówno z klientami, interesariuszami, jak i pracownikami. Przydatnymi aplikacjami są GetResponse Webinary, ClickMeeting, Slack, Asana czy Zoom Meeting. Ponadto w komunikacji wewnętrznej świetnie sprawdzą się systemy do komunikacji zespołowej, Intranet, mailing, sieć VPN, oraz oprogramowanie CRM. Narzędzia te usprawnią funkcjonowanie firmy i umożliwią pracę zdalną. Wszystkie te kanały mogą być również wykorzystane w komunikacji zmiany z otoczeniem wewnętrznym i zewnętrznym organizacji” – tłumaczy Iwona Kubicz, Prezes Procontent Communication.

Wspólny cel

W zmianie warto również myśleć o jednoczeniu zespołu i poszukiwaniu wspólnego celu. Taką rolę mogą odgrywać działania pomocowe i CSR organizacji. Już dziś przedsiębiorstwa mimo strat biznesowych, chętnie włączają się w walkę z epidemią koronawirusa. Wśród nich są zarówno duże oraz średnie firmy, jak i te małe, lokalne. Ich solidarna walka o pomoc polskiej służbie zdrowia dowodzi, że działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu mogą pomagać organizacjom również wewnętrznie w utrzymaniu przez nie poczucia wspólnoty, motywacji do działania i sensu istnienia organizacji.

„Zmiany są zarówno szansą m.in. na wykreowanie wizerunku marki, zoptymalizowanie kosztów działalności, jak i ogromnym wyzwaniem – mogą spowodować redukcję etatów, spadek wartości marki bądź utratę klientów. Niekiedy są jednak konieczne do dalszego funkcjonowania organizacji. Należy uświadomić sobie potrzebę ich wprowadzenia, znaleźć alternatywne rozwiązania organizacyjne i komunikacyjne oraz wdrożyć je w życie. Działania te pozwolą na kontynuowanie biznesu” – podsumowuje Iwona Kubicz, Prezes Procontent Communication.

Koronawirus: Utrudnienia na granicach. Jakie kroki powinny zostać podjęte w sektorze warzywno – owocowym?

Pandemia koronawirusa ma znaczący wpływ na polskie rolnictwo i sadownictwo. W jaki sposób utrudniona sytuacja na granicach wpływa na sektor owocowo – warzywny? Co z dostępnością pracowników sezonowych na przyszłe zbiory? Stowarzyszenie Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw Unia Owocowa uczestniczyło w przeglądzie sytuacji w Europie i na świecie w sektorze produkcji, handlu i sprzedaży detalicznej świeżych owoców i warzyw.

Wsparcie polskich rolników

Celem wsparcia rolników, w Polsce zezwolono na zniesienie składek KRUS na czas jednego kwartału. Decyzja ta została uargumentowana faktem, że rolnicy powinni uzyskać konieczną pomoc, podobnie jak samozatrudnieni i mikroprzedsiębiorcy, którzy zostali zwolnieni z opłat ZUS. Konieczny jest jednak dopracowany program pomocowy, który zmniejszy straty rolników i sadowników. Zmianie uległ również termin składania wniosków na dopłaty w ramach wspólnej polityki rolnej. Zanim decyzja jednak została podjęta, w większości krajów członkowskich nastąpił rozwój epidemii – mieszkańcy zobowiązani są do pozostania w domach. Stwarza to nowe ograniczenia dla podmiotów i jednostek ubiegających się o dopłaty.

Pracownicy sezonowi

Kolejną, istotną kwestią dla Polski jest problem z pracownikami sezonowymi, głównie z Ukrainy. Na początku, z racji najwcześniejszych zbiorów, stanowić on będzie największe utrudnienia dla sektora truskawek, malin, borówek i porzeczek. Jak podkreśla Unia Owocowa, jabłka zbierane są później, lecz kwestia zapewnienia siły roboczej, która jest również zatrudniana do działalności operacyjnej w grupach producenckich, jest dla naszego kraju priorytetem, by zminimalizować straty. Dostępność pracowników sezonowych uzależniona jest od ekspansji koronawirusa, zamykania i przyszłościowego otwierania granic. Należy umożliwić pozostanie tym pracownikom, którzy obecnie w Polsce jeszcze są i chcą w niej pozostać, by na przyszłe zbiory nie zabrakło rąk do pracy. Problem jest szczególnie istotny w przypadku zbiorów niezmechanizowanych, m.in. jabłek, gdzie pracy człowieka nie możemy zastąpić kombajnem.

Kwarantanna, której poddani są niektórzy pracownicy operacyjni, również może przeszkodzić w codziennej, efektywnej pracy.

Sytuacja na granicach

Pojawiają się również utrudnienia na granicach kraju, które cały czas mogą ulegać nieprzewidywalnym zmianom. Kontrole graniczne w zakresie kontroli dokumentów, kontroli wizualnych i fizycznych uległy znacznemu spowolnieniu, co może mieć negatywny wpływ na jakość importowanych owoców. Komisja Europejska uruchomiła stronę, poprzez którą można monitorować sytuację na granicach, również polskich: https://ec.europa.eu/transport/coronavirus-response_en.

Trzy z unijnych zielonych korytarzy przebiegają przez Polskę. Jeden z nich prowadzi z Holandii i Belgii przez Niemcy i przejście graniczne we Frankfurcie nad Odrą aż do Poznania i Warszawy, a następnie do państw bałtyckich i Finlandii lub na Białoruś. Dwa pozostałe łączą Bałtyk i południową część Europy. Częścią tych szlaków jest Świnoujście i Gdynia. Według ekspertów Unii Owocowej, przekraczanie granicy, w tym wszelkie kontrole, nie powinny trwać dłużej niż 15 minut. Procedury na przejściach granicznych i w zielonym korytarzu, należy zminimalizować i usprawnić do tego, co jest absolutnie konieczne. Kontrole powinny być przeprowadzane bez opuszczania pojazdu przez kierowców. Dodatkowo, Komisja Europejska zaleca, aby każde z państw członkowskich podjęło działania w celu zapewnienia oraz utrzymania swobodnego przepływu towarów.

Unia Owocowa wskazuje jednocześnie na wiele wyzwań logistycznych, które mogą pojawić się podczas dalszego rozwoju epidemii, m.in. dostępność kontenerów, ograniczanie lotów i frachtów lotniczych przez wiele krajów w ramach UE oraz w państwach trzecich, które mogą wpływać na import i eksport szybko psujących się owoców i warzyw w Polsce. Sytuacja cały czas ulega zmianie, stąd niedobór ciężarówek związany z kontrolami granicznymi w całej Europie zaczyna również wpływać na operacje portowe – podczas rozładunku statków wiele towarów jest teraz przechowywanych w portach (ma to wpływ np. na import bananów, którego szczyt przypada zwykle przed Wielkanocą).

– Sytuacja cały czas ulega zmianie, jeśli zaobserwujemy w Polsce niedobór ciężarek, operatorzy międzynarodowi będą czekać na podniesienie cen przez firmy transportowe i przedłużające się czasy tranzytu. Jednym z rozwiązań poprawiających sytuację mogą być wspólne dla całej UE wytyczne, dotyczące kontroli granic na jednolitym rynku dodaje Arkadiusz Gaik, Prezes Unii Owocowej.

Zamknięte zostały restauracje, wcześniej zaopatrujące się w znaczące ilości owoców i warzyw. Zmieniają się wzorce konsumpcji – konsumenci przeszli od konsumpcji poza domem do konsumpcji domowej, co również zmienia zapotrzebowanie na świeże warzywa i owoce. Unia Owocowa zachęca, więc zarówno swoich członków i władze publiczne do uspokajania klientów oraz ciągłego informowania nt. wysiłków podejmowanych u źródła w celu zapewnienia dostaw. Konieczna jest mobilizacja w celu zapewnienia swobodnego przepływu w łańcuchu dostaw.

– Państwa członkowskie UE, w tym Polska, powinny zapewnić stałe zaopatrzenie w celu zaspokojenia potrzeb społecznych, aby podczas zakupów uniknąć niebezpiecznego przeludnienia sklepów. Polskie supermarkety wprowadzają obostrzenia odnośnie m. in. liczby klientów w sklepie czy możliwej dezynfekcji na miejscu zaznacza Arkadiusz Gaik z Unii Owocowej.

Środki ochrony roślin

Jak informuje Unia Owocowa, ceny nawozów i środków ochrony roślin mogą wzrosnąć, jednak nie powinniśmy zaobserwować zagrożenia ich dostępności – w Chinach znów powoli rozpoczyna się produkcja. Dodatkowo, wielu dystrybutorów posiada zapasy jeszcze z zeszłego sezonu.

Ekologia a koronawirus

Jak informuje Unia Owocowa, wizyty kontrolno-sanitarne zostają odwołane. Certyfikaty ekologiczne mogą być wydawane z weryfikacją zgodności przeprowadzaną na podstawie kontroli dokumentów i analizy ryzyka. Jednostki certyfikujące wdrażają specjalną procedurę weryfikacji podmiotów gospodarczych w obecnej sytuacji, biorąc pod uwagę akredytacje. Każda jednostka ma swoją określoną procedurę wykorzystującą formę zdalną i elektroniczną w celu ochrony pracowników i klientów. Certyfikaty wydawane są na krótsze okresy, natomiast po zakończeniu pandemii nastąpią kontrole fizyczne ze szczególnym uwzględnieniem tego okresu.

– Unia Owocowa współpracując z sektorem będzie cały czas monitorowała sytuację. Opracowuje i przedstawi punkty, które wesprą sektor, zarówno producentów jak i grupy producenckie – podkreśla Arkadiusz Gaik.

Sytuacja w Europie

W związku z powyższymi, pojawiającymi się utrudnieniami, stowarzyszenia producentów owoców i warzyw, w tym reprezentująca Polskę Unia Owocowa, pracują obecnie nad planem działania obejmującym kluczowe kwestie dla obrotu na rynku owoców i warzyw w UE. Do priorytetów zaliczono m.in.:

  1. Ochronę i dostępność pracowników (dostępność sprzętu ochronnego, ustalenia dotyczące pracowników sezonowych do zbierania i pakowania na okres kolejnych zbiorów, mobilność kierowców ciężarówek między państwami członkowskimi oraz ich czas pracy)
  2. Wdrażanie wytycznych Unii Europejskiej przez państwa członkowskie w sprawie rozwiązania problemów tranzytowych i logistycznych zapobiegających ryzyku zakłócenia łańcucha dostaw, zachowujące integralność jednolitego rynku i zapewniające dobre funkcjonowanie zielonych i szybkich pasów na granicach między państwami członkowskimi.
  3. Przedłużenie międzynarodowych certyfikatów, takich jak IFS International Food Standard (Międzynarodowy Standard Bezpieczeństwa Żywności) oraz BRC Global Standard Food (Globalny Standard Bezpieczeństwa Żywności) – standard przeznaczony dla wszystkich firm oraz zakładów spożywczych dostarczających produkty pod marką handlową do brytyjskich sieci handlowych, w przypadku braku audytu wywołanego pandemią.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, ostrzegła, że nałożenie kontroli granicznych przez państwa członkowskie UE może zagrozić łańcuchowi dostaw i zwiększyć ryzyko niedoborów produktów w sklepach. Do kluczowego przesłania z jej oświadczenia należy zaliczyć utrzymanie przepływu towarów w całej Europie podczas, gdy tysiące kierowców autobusów i ciężarówek utknęło na parkingach i przy granicach wewnętrznych stwarzając zagrożenie dla zdrowia i zakłócając łańcuchy dostaw. Przewodnicząca podkreśliła również, że jeśli w całej UE nie podejmie teraz odpowiednich działań to sklepy zaczną mieć trudności z uzupełnianiem zapasów niektórych produktów. Jej zdaniem należy obecnie zawalczyć o utrzymanie rynku wewnętrznego.

Nowe zasady bezpieczeństwa wprowadzane są jednocześnie w całym sektorze spożywczym. Ograniczono m.in. liczbę pasażerów w samochodach dostawczych oraz pojazdach używanych do zbierania owoców. Z powodu braku sprzętu ochronnego dla pracowników (takiego jak maski i rękawiczki), wzmocniono inne środki higieny i podjęto zwiększone środki „dystansowania”, w tym ograniczenia zmiany liczby pracowników. Istotnym aspektem jest priorytetowe potraktowanie bezpieczeństwa pracowników w terenie, a także w stacjach pakowania i sieciach handlowych. Zapewnienie wyposażenia ochronnego dla personelu, który jest niezbędny do zapewnienia ciągłości dostaw środków spożywczych (np. rękawiczek lub masek), musi zostać zagwarantowane w pierwszej kolejności.

Terapia szokowa

W czwartek rajd ulgi dobiega końca, a zadowolenie z pakietów fiskalnych ginie w cieniu powracających obaw o ekonomiczne skutki pandemii. A dziś inwestorzy muszą się nastawić na terapię szokową, którą zapewnią dane z rynku pracy USA.

Jakkolwiek wczoraj rynki były relatywnie spokojne, tak kontynuacja rajdu ulgi przychodziła w bólach i inwestorzy szybko tracili pewność siebie przy najmniejszych oznakach zachwiania optymizmu. To tylko potwierdza nasze obawy, że najgorsze jeszcze nie minęło, a momenty risk-on powinny być oczekiwane jako przejaw podwyższonej dwukierunkowej zmienności. W kolejnych tygodniach rynki będą musiały zmierzyć się z informacjami o rozprzestrzenianiu się pandemii, która w wielu miejscach jeszcze nie sięgnęła szczytu. Doniesienia o przekroczeniu pułapu 1000 ofiar wirusa w USA były wczoraj jednym z czynników przerywających rajd ulgi.

Rynki finansowe będą też wrażliwe na lawinę fatalnych danych makro odzwierciedlających zatrzymanie aktywności gospodarczej. Dziś terapię szokową zapewni raport o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Jeszcze niedawno dane te były śledzone w kontekście odnotowywania najniższych poziomów od pół wieku (ok. 200 tys.), dowodząc silnej kondycji rynku pracy. Jednak dziś inwestorzy nastawiają się na nowe rekordy. Konsensus oczekuje 1,6 miliona nowych wniosków, jednak trafiły się pojedyncze prognozy na aż 4 miliony. Ryzyko zdecydowanie leży po stronie wyższych od konsensusu odczytów i jedyne, co może sprawić, że liczba wniosków będzie „niska”, to zatory urzędów pracy w procesowaniu masowo składanych formularzy.

Szokujące dane z pewnością zatrząsną Wall Street i będą wywierać presję na USD w relacji do innych walut defensywnych (głównie wobec JPY). Ale nie spodziewałbym się załamania dolara na całej szerokości. W końcu dane z USA pokażą jedynie to, co w niedługim czasie czeka cały świat – mocne negatywne uderzenie COVID-19 w aktywność gospodarczą. Awersja do ryzyka powinna wygrać, co wciąż będzie dawać przewagę dolarowi nad aktywami ryzykownymi.

Bank Anglii w tym miesiącu ma już za sobą dwa nadzwyczajne posiedzenia, po których doszło do obniżek stopy procentowej (łącznie do 0,1 proc.), uruchomienia programu wsparcia finansowania przedsiębiorstw i ogłoszenia nowego QE na 200 mld GBP. Bank prawdopodobnie kupił sobie trochę czasu na obserwowanie rozwoju sytuacji. Nie spodziewamy się dalszego luzowania po dzisiejszej decyzji. W ostatniej fali wyprzedaży na FX funt brytyjski był jedną z walut, które najmocniej ucierpiały. Biorąc pod uwagę, że Wielka Brytania jest postrzegana jako jeden z krajów o najgorszej trajektorii rozwoju epidemii COVID-19, premia za ryzyko będzie blokować funta przed pełnym wykorzystaniem okresów risk-on, podczas gdy jego wrażliwość na deprecjację pozostanie podwyższona.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy warto teraz inwestować w złoto?

Złoto odgrywa ważną rolę w portfelach inwestycyjnych jako źródło płynności i zabezpieczeń. Działania Fed pokazały, że niższe ceny królewskiego metalu zostały wykorzystane do ponownego jego zakupu, więc mimo ostatniej przeceny – złoto nie powinno stracić statusu bezpiecznej przystani. Czy warto w nie inwestować? 

Złoto na samym początku wybuchu pandemii Covid-19 zyskiwało na wartości. Przez chwilę nawet notowania metalu osiągnęły poziom 1700 dolarów za uncję. I nagle nastąpiła silna wyprzedaż. Od 9 marca obserwowaliśmy dynamiczną przecenę surowca, która w szybkim czasie sprowadziła notowania do poziomu 1450 dolarów za uncję, czyli do dołków z listopada 2019 roku. Czy nadal jest szansa na historyczne poziomy, wieszczone przed wybuchem pandemii?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo sytuacja jest bezprecedensowa. Przecenom złota towarzyszył spadek cen amerykańskich 10-letnich obligacji, czyli wzrost ich oprocentowania. Obecna rentowność papierów skarbowych USA jest na poziomie 0.85 proc., ale jeszcze 9 marca na wykresie widzieliśmy wartość 0.33 proc.

Czy nadal warto inwestować w złoto
Złoto, mimo marcowej przeceny, w tym roku radzi sobie relatywnie dobrze na tle innych klas aktywów. Stopa zwrotu od początku 2020 r. Źródło: WGC

Skąd zatem tak silna wyprzedaż złota, skoro – teoretycznie – powinno zyskiwać na wartości, gdy na rynku jest panika i reagować na dodatkowe wsparcie ze strony banków centralnych, które masowo poluzowały politykę monetarną. Rezerwa Federalna obniżyła stopę rezerw obowiązkowych do zera, wprowadziła nielimitowany skup aktywów i pakiet fiskalny za 2 bln dolarów. – Działanie Fedu osłabiło dolara i wzmocniło wycenę złota – czyli powróciliśmy do silnej, ujemnej korelacji pomiędzy tymi dwoma aktywami. To tylko kwestia czasu kiedy ponownie zobaczymy poziom 1700 dolarów za uncję. Jego przebicie otworzy drogę do historycznych poziomów – ocenia Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w DM TMS Brokers.

Wycofanie kapitału

Jedna z teorii silnej wyprzedaży złota mówi o wycofywaniu przez inwestorów kapitału z kruszcu, z powodu uzupełnienia depozytów zabezpieczających na pozycjach na innych instrumentach. Inna, po części związana z tą pierwszą, tłumaczy, że wszyscy ci, którzy kupili złoto (głównie poprzez transakcje spekulacyjne za pomocą instrumentów pochodnych) zdecydowali się po prostu na realizację zysków przez domykanie długich pozycji.

Druga wskazuje na to, że wiele pozycji spekulacyjnych na instrumentach pochodnych zostało zamkniętych z zyskiem. Wszyscy inwestorzy, którzy kupili złoto w styczniu lub w lutym po prostu zrealizowali krótkoterminowe zyski.

Patrząc chociażby na pozycjonowanie się inwestorów na giełdzie COMEX na kontraktach futures, widzimy, że było ono ekstremalnie wysokie na przełomie lutego i marca.

Czy nadal warto inwestować w złoto koronawirus
Pozycjonowanie inwestorów na kontraktach futures na złocie na giełdzie COMEX, źródło WGC, Bloomberg.

Złoto, mimo chwilowych spadków, na tle innych aktywów radzi sobie bardzo dobrze. Od początku roku do 20 marca królewski metal stracił zaledwie 1,75 proc, natomiast S&P500 – amerykański indeks giełdowy – zanotował spadek o ponad 25 proc., z kolei ropa została przeceniona o prawie 60 proc.

– Można zatem przypuszczać, że złoto było spieniężane, bo inwestorzy potrzebowali gotówki, a jeszcze do niedawna surowiec ten, jako jedno z niewielu aktywów na rynku, charakteryzował się dodatnią stopą zwrotu w tym roku – mówi Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w DM TMS Brokers.

Co z tego wynika?

– Wniosek jest więc taki, że korelacja między złotem a rynkiem akcyjnym jest ujemna w czasie, gdy ceny akcji spadają – tłumaczy Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w DM TMS Brokers. Na rynku od czasu do czasu zachodzi odstępstwo od tej reguły. Zwłaszcza wówczas, gdy wyprzedaż jest bardzo silna i chaotyczna, kiedy na rynku dominuje ogromny strach, a zmienność osiąga ekstremalnie wysokie wartości. Przykładem jest okres między 2008 r. a2009 r., kiedy indeks VIX (oparty o zmienność opcji na indeks S&P500) mocno urósł, a złoto znalazło się pod presją. – Obecnie mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. W długim terminie, spadki surowca należy traktować jedynie jako korektę – ocenia Zembik.

Czy nadal warto inwestować w złoto 2
Notowania złota oraz indeksu VIX z CBOE. Źródło: WGC, Bloomberg

Spekulacje wokół złota

Złoto to aktywo spekulacyjne charakteryzujące się wysoką płynnością, dzięki czemu pozwala łatwo wejść na rynek. A teraz – zdaniem ekspertów jest na to dobry moment – gdyż po solidnej przecenie w połowie marca czekają nas wzrosty.  – Korekta spadkowa na złocie zatrzymała się w nie przypadkowym miejscu. W okolicach 1450 USD/oz przebiega popularny poziom zniesienia wewnętrznego Fibonacciego 38.2 proc. To wartość, na której często dochodzi do zatrzymania spadków w trendzie wzrostowym. Nie sposób również nie wspomnieć o dużej regularności na wykresie metalu. Korekta marcowa, która prawdopodobnie już się zakończyła, przeceniła złoto o około 250 dolarów. Poprzednia tak silna przecena ( w II połowie 2016 roku) skorygowała cenę tego aktywa o podobną wartość. Wszystkie przesłanki- zarówno techniczne, jak i fundamentalne – wskazują, że złoto nie powinno zejść przez najbliższe miesiące ze ścieżki wzrostowej – tłumaczy Zembik.

– Po fazie załamania płynności, kruszec wraca do wzrostów. Odgrywa się podobny scenariusz jak w 2008 roku. Pozostajemy pozytywnie nastawieni do perspektyw złota i oczekujemy wyjścia ponad 1700 USD za uncję. Przywrócenie płynności rynkom finansowym przez banki centralne oznacza ostre spadki rentowności obligacji skarbowych, a niepewność związana z perspektywami gospodarek napędzać będzie powrót kapitału do bezpiecznych przystani. Duża liczba długich pozycji spekulacyjnych po ostatnim załamaniu nie jest już przeszkodą – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

notowania złota
Notowania złota, lata 2016 – 2020. Źródło TMS Brokers

Pierwszy raz od czasu II wojny światowej interwencja państwa jest absolutnie niezbędna w gospodarce

Nie wiadomo, jak sytuacja epidemiczna się rozwinie. To oznacza, że pod znakiem zapytania stoi również przyszłość przedsiębiorstw – szczególnie małych i średnich – oraz ich pracowników. Żeby zapobiec masowym bankructwom państwo powinno przyjść tym firmom z natychmiastową i szczodrą pomocą. “Tarcza”, którą teraz proponuje rząd, jest zdecydowanie za mała. Przedsiębiorcy potrzebują całkowitego uchylenia obowiązku opłaty ZUSu i podatków. Trzymiesięczne odroczenie oznacza, że za trzy miesiące zacznie się fala bankructw. Firmy bez obrotów nie zarobią na skumulowany ZUS w czerwcu. Czas kryzysu przeżyją wielkie korporacje i ich pracownicy. Tam skumulowane są oszczędności i zasoby, a banki na jedno skinienie udzielą im pomocy. Kłopoty dotkną niskomarżowych, małych firm, które co miesiąc generują zysk pozwalający przedsiębiorcom utrzymać rodzinę.

Państwo powinno powiedzieć przedsiębiorcom tak: na czas, w którym zawieszona jest działalność, nie macie wobec nas żadnych zobowiązań. Nie płacicie podatków, nie płacicie ZUSu. W ogóle. A my was wspomagamy – na przykład czymś w rodzaju karty dochodu minimalnego – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Krzysztof Obłój, ekonomista. – Osobiście uważam, że państwo stanie na wysokości zadania. Przykład będzie szedł z krajów wyżej rozwiniętych – Ameryki i Europy. Dopóki nie jesteśmy w sytuacji kompletnego lock-downu, firmy również szukają dla siebie nowych rozwiązań. Na przykład na rynku warszawskim jest w tej chwili nadmiar kurierów. To jest nowa kategoria pracowników, na którą pojawiło się wielkie zapotrzebowanie. Ponieważ bardzo dużo zaczynamy dowozić do domów, z rynku można zabrać ludzi, którzy będą wykonywać nową pracę. Ale w sytuacji kompletnego lock-downu, tak jak jest w tej chwili we Włoszech, gospodarka stanie całkowicie. Pierwszy raz od czasu II wojny światowej państwo jest absolutnie niezbędne w gospodarce – diagnozuje Obłój.

Po pandemii co trzeci zdalny pracownik nie wróci już do biura

Wraz z pandemią szykuje nam się rewolucja na miarę wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy w XIX w. W ciągu zaledwie kilku tygodni firmy musiały zmienić swoje podejście do wykonywania obowiązków służbowych przez pracowników. Praca zdalna stała się koniecznością. I to koniecznością, która wielu osobom, do tej pory przyzwyczajonym do pracy przy biurku, może spodobać się już na stałe.

Jedną z nieoczekiwanych, pozamedycznych konsekwencji pandemii koronawirusa COVID-19 jest nagłe przejście wielu pracowników do pracy zdalnej. Miliony ludzi, którzy do tej pory każdy obowiązek służbowy wykonywali z poziomu firmowego biurka, a spotkania odbywali w firmowych salach konferencyjnych odkrywają, że wszystko to można zrobić w domu, w kapciach, z poziomu wygodnego tapczanu.

Jak wykazały najnowsze badania firmy analitycznej Gartner ten stan rzeczy wielu z nas może przypaść do gustu już na stałe. Nawet 30 proc. pracowników, którzy obecnie korzystają z możliwości pracy zdalnej, może nie chcieć wrócić do wykonywania swoich obowiązków w firmowym biurze.

Bunt przeciwko biurkom

Jak prognozują specjaliści Gartnera koronawirus i sytuacja na rynku pracy mogą odcisnąć  realny i trwały ślad na sposobie funkcjonowania ogromnej liczby firm na całym świecie. I to może być miecz obosieczny dla całego rynku pracy, jeśli nagle wielu pracowników uzna, że nie chce wracać do pracy w open space’ach, przy firmowych biurkach.

Przechodzimy teraz wielki, globalny test pracy zdalnej i tego jak można wykonywać swoje obowiązki. Spośród wszystkich pracowników, którzy mogliby wykonywać swoją pracę zdalnie, do tej pory robiło to tylko około 5 proc. z nich, ale po pandemii to się zmieni Będziemy mieli bardziej dojrzałe, sprawdzone w boju technologie. Kierownicy będą pewniejsi, że pracownicy zdalni są produktywni. A wielu pracowników po prostu zacznie preferować pracę z domu – mówi Brian Kropp, dyrektor badań nt. Human Resources w Gartnerze.

Urlop na przeczekanie

Gartner przeprowadził wywiady z grupą 800 kierowników ds. HR i zapytał jak ich firmy radzą sobie z pandemią. Oprócz wniosków dotyczących przyszłości okazało się, że 88 proc. firm zaleciło swoim pracownikom pracę zdalną i prawie wszystkie (97 proc.) zawiesiły podróże służbowe. Najciekawsze jest jednak to, że ponad 48 proc. firm w pierwszej kolejności poprosiło swoich pracowników o wykorzystanie zwolnień lekarskich lub zaległych urlopów wypoczynkowych, by w ten sposób przeczekali pandemię.

Firmy reagują na obecny kryzys szybciej niż na jakiekolwiek inne wstrząsy, które do tej pory mogliśmy zaobserwować. To co jest jednak szczególnie ciekawe to fakt, że wiele firm stara się nie ciąć zatrudnienia i to mimo obaw o kondycję gospodarki. Stanowi to wyraźny kontrast do globalnego kryzysu finansowego z 2008 r. Wtedy zmniejszenie zatrudnienia było głównym środkiem zaradczym. Dzisiaj firmy starają się wykorzystać każdą możliwą opcję, aby tego uniknąć – komentuje Brian Kropp z Gartnera.

Na ratunek technologie

Badania wykazały, że większość ankietowanych pracodawców planuje obniżyć wydatki, ale nie kosztem pracowników oraz ich pensji. 70 proc. firm chce m.in. wykorzystać nowe technologie, by pomóc zatrudnionym w pracy zdalnej. Także w Polsce dostrzec można silny wzrost zainteresowania technologiami z zakresu cyfrowego miejsc pracy.

Cała społeczność specjalistów ds. tzw. End User Computing stoi dzisiaj w pierwszej linii walki z kryzysem wywołanym pandemią COVID-19. Nasi eksperci tylko w ostatnich dniach zbudowali środowisko pracy zdalnej m.in. dla 200-osobowego biura call center jednej z krajowych sieci handlowych. 800 pracowników jednego z banków i 1700 osób zatrudnionych w krajowej instytucji publicznej również może sprawnie i bezpiecznie pracować w domu. Wszyscy z zachowaniem dostępu do wszystkich kluczowych systemów i aplikacji – opowiada Roch Norwa, ekspert ds. End User Computing w VMware Polska.

Firma VMware, by pomóc firmom przetrwać trudny czas, wszystkie swoje produkty z obszaru wirtualizacji miejsc pracy i pracy zdalnej udostępniła w bezpłatnych, trzy miesięcznych wersjach próbnych. Są one  dostępne nawet dla 100 użytkowników. Firma organizuje również darmowe szkolenia techniczne umożliwiające nabycie umiejętności do obsługi kluczowych technologii End User Computing w portfolio firmy VMware.

Krajobraz przed pandemią

Według badań Owl Labs, przed globalną pandemią koronawirusa, ponad 44 proc. organizacji na świecie nie umożliwiało swoim pracownikom pracy zdalnej. Wśród wielu pracodawców nadal silne jest przekonanie, że taka forma pracy nie jest efektywna.

W dzisiejszych czasach sama obecność pracownika w biurze nie jest gwarancją jego skuteczności. Z badań VMware wynika, że znacznie ważniejszy jest swobodny dostęp do technologii i narzędzi służących do wykonywania naszych obowiązków. Gdzie to robimy jest sprawą drugorzędną. A technologii nam nie brakuje.  Tylko dzięki Internetowi możemy pracować na wiele nowych sposobów. Telekonferencje możemy zorganizować zarówno z poziomu specjalistycznych platform, jak i zwykłych komunikatorów social media. Codzienne zadania możemy z kolei wykonywać z poziomu aplikacji chmurowych dostępnych na smartfonie – przekonuje Stanisław Bochnak, strateg biznesowy w VMware Polska.

Według badań VMware firmy, które zapewniają więcej cyfrowych doświadczeń, w tym swobodny dostęp do urządzeń, narzędzi, aplikacji oraz pracy zdalnej mają znacznie wyższe wskaźniki wzrostu.

Czy rynek sztuki poradzi sobie w czasie pandemii COVID-19?

Trwa debata na temat tego jak finalnie zachowają się rynki w trakcie i po pandemii COVID-19. Niedawno ogłoszono rekordowe wyniki rynku sztuki w Polsce. Czy poradzi sobie w czasach zarazy?

W momencie pojawienia się informacji o pandemii koronawirusa, rozpoczęły się spekulacje nad kondycją i przyszłością rynków, w tym również rynku sztuki. Głosy są podzielone, jednak przeważające w stronę optymistyczną. Głównie ze względu na doświadczenia zachowań rynku sztuki w minionych kryzysach. Kathryn Brown, brytyjska ekspertka rynku sztuki, jest optymistyczna. – Ten segment jest bardzo odporny, częściowo dlatego, że jako klasa aktywów, nie jest zależny od łańcuchów produkcyjnych – powiedziała w wywiadzie dla niemieckiego portalu DW. To, że rynek sztuki bywa w niepewnych czasach alternatywną lokaty kapitału twierdzi również ekspert bliskowschodniego rynku sztuki Saleh Barakat. – Prawdą jest, że wraz ze spadkiem wartości inwestycji bankowych inwestorzy mogą ulec pokusie, aby kupić więcej dzieł sztuki, zamiast zostawiać zablokowane pieniądze w bankach – mówi Barakat w wywiadzie dla francuskojęzycznego portalu Le Commerce.

Eksperci wskazują jednak, że jeśli na rynek sztuki spojrzymy w zbyt krótkiej perspektywie to możemy szybko stracić. Dopiero podejście do inwestycji  za założeniem perspektywy 5 czy 10-letniej pozwoli mówić o bezpieczeństwie. Ważna jest także dywersyfikacja koszyka. Warto dodać, że średnia stopa wzrostu w przypadku 15-letniej inwestycji w sztukę na polskim rynku w 2015 roku wyniosła 46,6%.

Czy polski rynek sztuki oprze się obecnym zawirowaniom? Patrząc wstecz na to co działo się w czasach kryzysu finansowego w Polsce i na świecie, rynek sztuki zawsze radził sobie bardzo dobrze. To właśnie w czasach krachów inwestorzy jeszcze chętniej działali na rynku inwestycji alternatywnych. – Przemawiają za tym wszystkie dostępne nam dane. Polski rynek sztuki jest, mimo nieustannych wzrostów, wciąż niedoszacowany w porównaniu do rynku zachodniego. Tym razem to może być również dobry kierunek dla zagranicznych inwestorów – twierdzi Juliusz Windorbski, prezes domu aukcyjnego DESA Unicum.

Gwałtowne zainteresowanie rynkiem sztuki nastąpiło w 2007 roku, w momencie rozpoczęcia ogólnoświatowych zawirowań na giełdach. Jak się okazało już później, to właśnie inwestycje alternatywne wykazały  się najmniejszą zależnością od tradycyjnych rynków i odpornością na inflację. Nie tylko zresztą w Polsce. Ceny dzieł sztuki na świecie faktycznie spadły o 7,5% w pierwszym kwartale 2008 roku w porównaniu z czwartym kwartałem 2007 roku. Nie wydaje się to jednak dużo w porównaniu z ogólnymi spadkami na światowych giełdach, które w I kwartale 2008 roku oszacowano na około 14,1 procent.

W ciągu pięciu kolejnych lat, od 2009 do 2013 roku, sprzedaż dzieł sztuki na świecie wzrosła o około 60%. Jak mówił o tamtych wydarzeniach Thierry Ehrmann, założyciel i prezes Artprice, platformy online będącej największą bazą prezentującą ceny na rynkach sztuki, ujemne lub prawie zerowe stopy procentowe, które osłabiły wartość oszczędności, pchnęły kapitał w kierunku właśnie inwestycji alternatywnych, wśród których to dzieła sztuki zaczęły generować bardzo atrakcyjne zyski. Zaletą rynku sztuki jest niska wrażliwość na działanie cykli koniunkturalnych. Niepoddający się presji rynku indeks dzieł sztuki wyraźnie zwyżkował również w okresach dekoniunktury gospodarczej w latach 2000–2001 i 2007–2009.

Z kolei na polskim rynku sztuki gwałtowny wzrost sprzedaży nadszedł w 2015 roku, w momencie kolejnego zawirowania na światowych giełdach. W porównaniu do roku 2014 był to wzrost o blisko 50%. Wtedy po raz pierwszy rodzimy rynek przekroczył barierę obrotów wynoszącą 100 mln zł. Później było już tylko lepiej. W okresie ostatnich zaledwie trzech lat rynek aukcyjny w Polsce urósł o blisko 80%.

Branża spirytusowa chce pomóc w walce z pandemią COVID-19

Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS) i firmy w nim zrzeszone, w czasie trwającego w naszym kraju stanu epidemii, deklarują gotowość wsparcia polskich władz, służb medycznych i sanitarnych w walce o łagodzenie skutków pandemii COVID-19, zwracając jednocześnie uwagę na trudną sytuację, w jakiej nasza branża również się znalazła.

  1. PRODUKCJA ŚRODKÓW ODKAŻAJĄCYCH

W ostatnich tygodniach zauważamy gwałtowny wzrost zapotrzebowania na spirytus biobójczy, używany do dezynfekcji. Przedsiębiorstwa zrzeszone w ZP PPS deklarują gotowość do pomocy władzom w zwiększeniu dostaw produkowanego w naszych zakładach alkoholu etylowego. Niestety, na przeszkodzie stoją bariery administracyjne, które uniemożliwiają wsparcie Państwa w tym zakresie. Jednym z przykładów jest skomplikowana i czasochłonna administracyjna procedura zamiany alkoholu używanego do produkcji spożywczej, na taki który można przekazać do wytwarzania środków biobójczych. Jako branża apelujemy o uproszczenie procedur i umożliwienie nam wykorzystania części bieżącej produkcji do przeciwdziałania epidemii.

  1. WSPARCIE DLA FIRM Z BRANŻY SPIRYTUSOWEJ

Działający w Polsce producenci napojów spirytusowych bazują na zakupach alkoholu etylowego, który jest następnie rektyfikowany w zakładach. Załamanie dostaw spirytusu (zrozumiałe w sytuacji, gdy jest on w pierwszej kolejności kierowany do produkcji płynów dezynfekujących) stawia naszą branżę w bardzo trudnej  sytuacji. Brak dostępu do podstawowego surowca grozi spadkiem produkcji, przez co sprzedaży, a co za tym idzie zmniejszeniem wpływów akcyzowych do budżetu Państwa.

W tej trudnej sytuacji, Krajowa Izba Gospodarcza zaapelowała o nienakładanie na przedsiębiorców dodatkowych obciążeń. „Postulujemy zawieszenie wejścia w życie wszelkich ustaw w okresie vacatio legis, które nakładają na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki administracyjne. Równocześnie wnioskujemy o zawieszenie prac nad projektami ustaw, takimi jak tzw. podatek cukrowy oraz uchyleniem, a co najmniej czasowym zawieszeniem zakazu handlu w niedzielę. Obecnie przedsiębiorcy powinni się skoncentrować na zapewnieniu ciągłości dostaw i kanałów dystrybucji, a nie na kolejnych działaniach związanych z dostosowywaniem swoich operacji biznesowych do nowej rzeczywistości prawno-gospodarczej. Powyższe dotyczy zarówno nakładania nowych danin publicznoprawnych, jak i nowych obowiązków administracyjnych” – proponuje Krajowa Izba Gospodarcza.

  • Pragniemy przypomnieć, że od 1 stycznia br. wyroby spirytusowe zostały niespodziewanie obłożone wysoką, 10 proc. podwyżką stawki akcyzy, co zwiększyło dysproporcje cenowe pomiędzy mocnymi alkoholami a – przede wszystkim – piwem, które umocniło swoją pozycję najtańszego alkoholu dostępnego na rynku.
  • Rosnące koszty produkcji i pracy jeszcze przed wybuchem pandemii postawiły pod znakiem zapytania funkcjonowanie wielu zakładów produkcyjnych w Polsce (przede wszystkich tych mniejszej lub średniej wielkości). Grozi nam również ograniczenie planowanych inwestycji w rozbudowę linii produkcyjnych, a co za tym idzie rezygnacja z zatrudniania dodatkowych pracowników.
  • Na olbrzymie straty narażone są także sektory z nami powiązane. Bardzo martwi nas sytuacja firm HoReCa – lokali gastronomicznych, restauracji, hoteli, klubów. Licząc, że rządowe propozycje pozwolą przetrwać tej branży, zwracamy uwagę, iż stanowi ona również około 15% dochodów naszego przemysłu.

W obecnej sytuacji, każde dodatkowe obciążenie może doprowadzić do załamania rynku. Dlatego podpisujemy się pod apelem Krajowej Izby Gospodarczej i zwracamy się o zaprzestanie prac nad ustawą nakładającą dodatkową opłatę na małe formaty alkoholowe. Jesteśmy tu solidarni z innymi branżami, m.in. producentami soków i napojów  które ucierpią w skutek wprowadzenia tzw. podatku cukrowego. Nie jesteśmy w stanie oszacować, jak bardzo negatywny wpływ na gospodarkę będzie miała pandemia, dlatego prosimy polski rząd o zmniejszenie ryzyk biznesowych, które mogą utrudnić wyjście naszej branży z kryzysu.

  1. UMOŻLIWIENIE HANDLU WYROBAMI SPIRYTUSOWYMI PRZEZ INTERNET

Jak pokazuje obecna sytuacja, duża część aktywności gospodarczej przenosi się w warunkach kryzysowych do Internetu. Tradycyjny handel naraża klientów i pracowników na ryzyko zarażenia koronawirusem, a wiele sklepów zlokalizowanych w galeriach handlowych zostało zamkniętych. E-commerce pozwala przynajmniej częściowo rozładować kolejki w sklepach i zmniejszać ryzyko dla klientów i pracowników związanych z bezpośrednim, bliskim kontaktem. Nasza branża pozostaje jedyną spośród innych branż spożywczych z nieuregulowaną możliwością handlu za pośrednictwem Internetu. Dlatego proponujemy wdrożenie zmian prawnych, które umożliwią legalną sprzedaż wyrobów spirytusowych przez Internet.

Podsumowując, w imieniu wszystkich firm zrzeszonych w naszym Związku zwracamy się z apelem o pomoc i wdrożenie rozwiązań, które umożliwią branży włączenie się w walkę z pandemią, jak również pozwolą producentom oraz importerom wyrobów spirytusowych przetrwać ten trudny czas.

Apelujemy o nie nakładanie na naszą branżę dodatkowych obciążeń, które były projektowane w zupełnie odmiennej sytuacji społecznej i ekonomicznej, niż ta, z którą przychodzi nam się dzisiaj mierzyć. Sugerujemy odrzucenie rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów, zarówno w części dotyczącej napojów alkoholowych, jak i bezalkoholowych.

ZP PPS jest otwarty na dialog z przedstawicielami władz w celu wypracowania rozwiązań, które przełożą się na zmniejszenie ryzyk związanych z nieodpowiedzialną konsumpcją każdego rodzaju alkoholu, przy jednoczesnym zapewnieniu odpowiedniego poziomu wpływów fiskalnych. Uważamy jednak, że takie długofalowe podejście powinno zostać przygotowane w toku merytorycznej dyskusji w momencie, w którym nie będą nam groziły krytyczne problemy, z jakim mierzymy się wszyscy w obecnej chwili.

Proponowane przez nas rozwiązania ochronią miejsca pracy dla tysięcy naszych Pracowników oraz Pracowników branż powiązanych (jak handel, dostawcy czy HoReCa), pozwolą zachować bezpieczeństwo i ciągłość dostaw oraz utrzymać ważną część dochodów Skarbu Państwa, jaką jest akcyza od wyrobów spirytusowych.

Zmienność na rynku obligacji wróciła do normy

Rentowności obligacji na całym świecie, w tym także w Polsce, charakteryzowały się w pierwszej połowie marca bardzo dużą zmiennością. Dług USA, Niemiec, Włoch czy Polski zdecydowanie wtedy potaniał, co z kolei przełożyło się na silny wzrost rentowności (oprocentowanie POLGBs w pewnym momencie wzrosło do 2,3 proc.).

Obecnie sytuacja się ustabilizowała, czemu sprzyja polityka banków centralnych. W Stanach Zjednoczonych ogłoszono nielimitowany skup obligacji skarbowych, co zdecydowanie uspokoiło inwestorów, którzy mogą upłynnić bez większych problemów posiadane papiery i zamienić je na gotówkę. W Polsce NBP również jest już obecny na rynku, co także mogło prowadzić do spadku oprocentowania. 10-latki wróciły w stronę 1,8 proc., czyli do poziomów, przy których znajdowały się jeszcze pod koniec lutego.

W spadku rentowności i wzroście ceny naszego długo mogą pomagać oczekiwania odnośnie dalszych działań Rady Polityki Pieniężnej. Spoglądając na rynek stopy procentowej, widzimy, że w drugim/trzecim kwartale wyceniane są łącznie obniżki o 50 p.b. z 1 proc. do 0,5 proc. dla stopy referencyjnej. Spadek stóp procentowych w Polsce, jeśli do niego dojdzie, wraz z aktywnością NBP na rynku może podnieść ceny obligacji i tym samym obniżyć oprocentowanie długu. W przypadku ogromnych potrzeb finansowych państwa jest to pożądane zjawisko.

Należy również odnotować fakt, że w krótkim terminie krzywa rentowności w Polsce odwróciła się. Dotyczy to papierów o zapadalności od 1 miesiąca do 5 lat. W dalszej części krzywa ma już normalny kształt, a oprocentowanie w dłuższym terminie jest na podobnych poziomach nawet jak pół roku temu. Niemniej jednak stale wzrasta wartość 5-letniego CDS, czyli ubezpieczenia od niewypłacalności kraju. Jeszcze w lutym CDS był notowany w rejonie 47,00, a obecnie jest to wartość równa prawie 62,00.

Spread względem niemieckich obligacji, ze względu na silny wzrost oprocentowania u naszego zachodniego sąsiada, zawęził się do 214 p.b., co jest najniższą wartością od 2015 r. Z kolei względem rentowności USA spread utrzymuje się powyżej 100 p.b., co jest wciąż najwyższym poziomem od końca 2017 r.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Ratujmy miejsca pracy

Poziom bezrobocia w Norwegii skoczył w marcu z 2,3 do 10,9 proc., w Niemczech szacuje się, że może zniknąć nawet milion miejsc pracy. Polska musi być przygotowana na podobny rozwój wypadków i za wszelką cenę wspomóc firmy w utrzymaniu miejsc pracy – uważają Pracodawcy RP. Ratujmy firmy, żeby za około 2 miesiące zacząć „po przerwie”, a nie „od zera”.

W Norwegii w ciągu zaledwie 30 dni liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła z 65 do ponad 290 tysięcy osób! Zdaniem cytowanej przez zagraniczne media Sigrun Vageng z Norweskiego Urzędu Pracy i Zatrudnienia, to „największy wzrost od czasów II wojny światowej”, który „nie przypomina niczego z historii”. Clemens Fuest z Instytutu Badań Ekonomicznych przy Uniwersytecie Monachijskim (IFO) ocenia z kolei, że – w zależności od scenariusza – niemiecka gospodarka poniesie od 255 do 729 miliardów euro kosztów pandemii. Jego zdaniem, kryzys ten jest w stanie „przebić wszystko, czego Niemcy doświadczyły dotąd w wyniku kryzysów gospodarczych i katastrof naturalnych” i wstrząśnie rynkiem pracy, przyćmiewając nawet konsekwencje kryzysu z 2008 roku. W scenariuszach rozważanych przez IFO w Niemczech może zniknąć nawet 1,8 miliona miejsc pracy podlegających składkom na ubezpieczenie społeczne, a negatywny wpływ odczuje ponad sześć milionów pracowników pracujących na krótkotrwałych umowach.

„Jest niestety całkiem możliwe, że tak podobnie dotkliwy cios może uderzyć i w polski rynek pracy” – uważa dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. „Koszty pracy, czyli wynagrodzenie, składki ubezpieczeniowe, to koszty stałe. Trzeba je ponosić niezależnie od uzyskiwanych przychodów. Jeśli perspektywa zamrożenia lub ograniczenia działalności jest długa, to pracodawca nie ma wyjścia. Rachunek ekonomiczny zmusi go do cięć, czyli do zwolnień” – mówi ekspert. Jego zdaniem, w okresie zamrożenia gospodarczego należy kierować wszelkie możliwe środki na pomoc właśnie firmom. Po to, by przedsiębiorcy nie musieli sięgać po tak drastyczne środki i aby gospodarka ruszyła „z kopyta”, kiedy tylko blokady zostaną zniesione.

„Zaproponowane w Tarczy rozwiązania są niewystarczające w zakresie wsparcia ochrony miejsc pracy i płynności firm. Nie znam jeszcze ostatecznej wersji tego pakietu, ale ogłoszona przez Prezydenta w mediach propozycja ulżenia firmom w płatności składek na ubezpieczenia społeczne jest ograniczona do mikro firm. Zapomniano o firmach średnich i dużych, które również odczuwają kryzys. Koronawirus nie wybiera – on infekuje wszystkie firmy” – mówi ekspert Pracodawców RP.

„Być może jedna na dziesięć firm ma kapitał, żeby bez dochodów przetrwać dwa – trzy miesiące. Zresztą gospodarka to układ naczyń połączonych. Jeżeli upadną duże firmy, to upadną ich kooperanci, czyli mikro firmy. Już teraz mamy informacje, że firmy średnie i duże, będące w kłopotach, ‘wycinają’ w swoich kosztach outsourcing i usługi wsparcia, które świadczą dla nich właśnie mikro firmy. To jest system naczyń połączonych i selektywne wsparcie dla biznesu będzie nieskuteczne” – wyjaśnia dr Sławomir Dudek.

Zdaniem eksperta, konieczne jest też szukanie oszczędności w budżecie, bo wydatki, które można ponosić tylko w czasie rozkwitu gospodarki i świetnej formy budżetu muszą być przekierowane na wsparcie miejsc pracy. Takim wydatkiem jest m.in. 13. emerytura. „Wybór jest taki: czy ‘bonus’ w postaci 13. emerytury, czy miliony miejsc pracy. Za te 11 mld zł, bo tyle to kosztuje, można sfinansować dopłaty do wynagrodzeń przez kwartał, a nawet dłużej, dla ponad miliona miejsc pracy” – wyjaśnia główny ekonomista Pracodawców RP. „Nie jest tak, że pieniądze leżą sobie w budżecie i czekają na emerytów na kupce pt. ’13. emerytura’. Emeryci otrzymują te pieniądze, które do budżetu trafiają na bieżąco – a więc głównie z podatków i składek płaconych przez biznes. A jeśli biznes upadnie, to co wtedy?” – podkreśla ekspert.

Międzynarodowa Organizacja Pracy (MOP) szacuje tymczasem, że koronawirus zwiększy światowe bezrobocie od 5,3 miliona (scenariusz „łagodny”) do 24,7 miliona osób (scenariusz „ostry”) z poziomu podstawowego (188 mln w 2019 r.). Scenariusz „średni” sugeruje wzrost o 13 mln (7,4 mln w krajach wysokorozwiniętych). Spadki wzrostu PKB to odpowiednio ok. 2 proc. w scenariuszu łagodnym, 4 proc. w średnim i 8 proc. w ostrym. Dla porównania, globalny kryzys finansowy z lat 2008–2009 zwiększył bezrobocie o 22 miliony osób. Według MOP, walkę z pandemią należy oprzeć na trzech filarach:

  1. ochronie pracowników w miejscu pracy w celu zmniejszenia bezpośrednich skutków wirusa (przykładowe środki: telepraca, zwiększony dostęp do płatnych urlopów, nacisk na bhp w miejscach pracy),
  2. pobudzeniu gospodarki i popytu na pracę (polityka fiskalna i pieniężna, pożyczki i wsparcie finansowe dla konkretnych sektorów, np. 5 miliardów funtów w Wielkiej Brytanii na państwową służbę zdrowia itd.),
  3. ochronie zatrudnienia i dochodów (płatne skrócenie czasu pracy, częściowe zasiłki dla bezrobotnych, np. we Francji, Niemczech [„Kurzarbeit”], Włoszech, Holandii itp.).

Ponad 50 proc. firm szkoleniowych traci wszystkie dochody. Branżę dzieli kilka tygodni od bankructwa

Ponad połowa firm szkoleniowych i doradczych już odnotowała opóźnienia w płatnościach za zrealizowane wcześniej usługi, niemal tyle samo straciło niemal 100 proc. swoich dochodów. Pozostałe wciąż pracują zdalnie, ale w mocno ograniczonym zakresie. Co trzecia planuje bądź spodziewa się zwolnień, a to oznacza, że zagrożonych jest prawie 100 tys. miejsc pracy – wynika z danych Polskiej Izby Firm Szkoleniowych. Przedsiębiorcy podkreślają, że nie ma więcej czasu do stracenia, a cała branża dramatycznie potrzebuje szybkich działań, w przeciwnym razie dziesiątkom tysięcy podmiotów będzie grozić bankructwo.

 Cała branża firm szkoleniowych i doradczych to około 70 tys. podmiotów i ok. 100 tys. pracowników z dużą przewagą samozatrudnionych. Według naszych danych połowa tych podmiotów właśnie stanęła, a druga połowa straciła dochody prawie o 100 proc. W tej pierwszej grupie większość pracuje z domów, często nawet nie możemy tego nazwać pracą, dlatego że większość szkoleń została odwołana. Jedynie częściowo świadczone są już tylko usługi zdalne, e-learningowe – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Piasecki, prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Ponad połowa (54 proc.) firm z sektora usług szkoleniowych spodziewa się całkowitej utraty dochodów na skutek środków bezpieczeństwa wprowadzonych w związku z pandemią koronawirusa – wynika z badania przeprowadzonego w miniony weekend dla PIFS na grupie 470 przedsiębiorstw. 84 proc. z nich spodziewa się anulacji zamówień, prawie tyle samo ma duże problemy z pozyskiwaniem nowych kontraktów, a 55 proc. już odnotowało opóźnienia w płatnościach za zrealizowane wcześniej usługi.

 Trzeba podkreślić, że firmy szkoleniowe to bardzo małe podmioty. Zdecydowana większość zatrudnia do dziewięciu osób, bardzo duży jest także udział samozatrudnionych, którzy świadczą usługi osobiście. Mamy do czynienia z dość rozdrobnionym sektorem i większość pracowników bezpośrednio doświadcza konsekwencji tej sytuacji – podkreśla Piotr Piasecki.

Konsekwencją obecnych trudności będą m.in. masowe zwolnienia. Z badania PIFS wynika, że firmy spodziewają się także kłopotów z wypłacaniem pensji (43 proc.) i problemów w rozliczeniach z dostawcami (29 proc.).

– Zatrzymanie sprzedaży i świadczenia usług od razu uderza w płynność finansową tych podmiotów, a zaraz potem także w pracowników i podwykonawców, którym te firmy nie są w stanie płacić. Odwoływanie lub przekładanie zajęć na wiele miesięcy skutkuje tym, że firmy po prostu nie działają – mówi prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Zdaniem przedsiębiorców w poradzeniu sobie z obecną sytuacją najbardziej pomocne byłyby: odroczenie płatności i zobowiązań wobec Skarbu Państwa (56 proc.), finansowanie wynagrodzeń i rozliczeń z podwykonawcami (43 proc.) oraz pomoc w zmianie modelu biznesu i inwestycjach w tym zakresie (35 proc.). Część tych rozwiązań uwzględnia tzw. tarcza antykryzysowa, którą przygotował rząd, jednak przedsiębiorcy podkreślają, że nie ma więcej czasu do stracenia. Cała branża dramatycznie potrzebuje szybkich i doraźnych działań, w przeciwnym razie dziesiątkom tysięcy podmiotów będzie grozić bankructwo.

– Rozwiązania, które proponuje rząd, trzeba wdrożyć jak najszybciej. Mówimy tutaj o najbliższym tygodniu, a nie o miesiącach. To jest najważniejsze. Druga rzecz: te rozwiązania muszą być bardzo proste, czyli nie mogą być obarczone biurokracją czy zbędnymi formalnościami, bo to opóźni ich wdrożenie. Firmy potrzebują natychmiastowej reakcji rządu – podkreśla Piotr Piasecki.

Wartość sektora usług szkoleniowych i doradczych w Polsce to ok. 6–10 mld zł i jest ona porównywalna choćby z branżą sportową. Nawet 70 proc. podmiotów jest w tej chwili zupełnie pozbawionych przychodów i – jeżeli nie otrzymają szybkiej pomocy – zaczną bankrutować w ciągu maksymalnie dwóch miesięcy.

– Warto też pamiętać, że branża usług rozwojowych spełnia szczególną rolę. W przypadku dużych zmian społeczno-gospodarczych, jakie mamy właśnie teraz, ten sektor wspomaga ludzi, przedsiębiorstwa i instytucje w zmienianiu kwalifikacji, dopasowaniu się do sytuacji, uczeniu się – mówi ekspert.

Długofalowo w konsekwencji obecnego kryzysu wiele firm zdecyduje się przenieść swoje usługi do internetu. Prezes PIFS ocenia, że powinien być to jednak dobrze przygotowany proces. Jednak nie wszystkie firmy mogą to zrobić, ponieważ na rynku jest też wiele szkoleń praktycznych, np. dotyczących kompetencji zawodowych, w których potrzebne są umiejętności manualne.

– Nie da się ich wyszkolić przez internet. Tylko pewna część usług może być świadczona zdalnie i uważamy, że przejście tej części sektora do internetu wymaga dobrego przygotowania. Nie możemy po prostu powiesić kilku plików w sieci i uważać, że to już jest szkolenie – tłumaczy Piotr Piasecki.

W II kwartale globalny PKB może spaść nawet o 15 proc. w ujęciu rocznym. W całym 2020 roku tempo będzie trzy razy wolniejsze, niż wcześniej prognozowano

W marcu wskaźnik PMI – łącznie dla przemysłu i usług – w strefie euro odnotował rekordowy spadek do 31,4 pkt, podczas gdy jeszcze w lutym wyniósł 51,6 pkt. Dane te obrazują nastroje osób odpowiedzialnych za zakupy w firmach, co ma przełożenie na zamówienia, a zatem i działalność firm w kolejnych miesiącach. To najniższy odczyt od początku badań, czyli od lipca 1998 roku. Poprzednie najniższe wskazanie padło w lutym 2009 roku i wyniosło 36,2 pkt.

Działalność gospodarcza w strefie euro załamała się w marcu w stopniu znacznie przekraczającym poziom obserwowany nawet w szczycie światowego kryzysu finansowego. Gwałtowne pogorszenie koniunktury zaobserwowano we Francji, Niemczech i pozostałej części strefy euro, gdy rządy tych krajów podejmowały coraz trudniejsze działania w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się koronawirusa. W marcu wstępny wskaźnik PMI dla przemysłu strefy euro spadł do 44,8 pkt z 49,2 w lutym, a dla sektora usług – z 52,6 pkt w lutym do 28,4 pkt w marcu. Indeks PMI composite obniżył się z 51,6 pkt do 31,4 pkt. To rekordowe spowolnienie, znacznie poważniejsze, niż oczekiwali analitycy. Według IHS Markit, mierzącego poziom PMI, taki spadek wskazuje na 2-proc. obniżenie światowego wzrostu gospodarczego.

– Spowolnienie gospodarcze może się nasilić, ponieważ w najbliższych miesiącach mogą zostać wdrożone jeszcze bardziej drakońskie strategie walki z wirusem – komentują analitycy. – Marcowa ankieta wskazuje, że popyt na wiele towarów i usług dramatycznie spadł, podczas gdy rekordowe opóźnienia łańcucha dostaw utrudniają produkcję, a zamykanie firm oznacza, że ​​coraz większa część gospodarki jest zablokowana.

Szczególnie mocno ucierpiał sektor usług, zwłaszcza w takich branżach jak podróże, turystyka i gastronomia. Wskaźnik aktywności biznesowej w tych dziedzinach spadł do poziomu 28,4 pkt; ostatni najniższy odczyt zanotowano 11 lat temu, ale było to 39,2 pkt. Mniej spadła produkcja, ale i tak jest to najniższy poziom od kwietnia 2009 roku. Przypomnijmy, że poziom, który oddziela rozwój sektora od regresu, wynosi 50 pkt.

Najszybciej od 2009 roku spada też zatrudnienie. W Niemczech dane wskazują na najsłabszą koniunkturę od 2009 roku, we Francji – od 22 lat. Jeszcze gorzej działo się na peryferiach strefy euro. Analitycy ISH Markit przewidują jednak, że ze względu na efekt bazy w trzecim kwartale zamówienia wzrosną. Dłużej może potrwać problem z zatrudnieniem. Eksperci Allianz Research i Euler Hermes oceniają, że nawet 65 mln pracowników w całej Unii Europejskiej może potrzebować pomocy.

Zweryfikowaliśmy scenariusze perspektyw gospodarczych na rok 2020. Od stycznia skutki gospodarcze epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 rozwinęły się w trzech fazach: od szoku podażowego, w centrum którego były Chiny oraz który wywołał fale sejsmiczne w światowym handlu i zakłócił łańcuch dostaw, przez rozprzestrzenienie się go na rynki finansowe, gdy inwestorzy zdali sobie sprawę z nieuniknionej recesji, po gwałtowny szok popytowy, uderzający w konsumpcję i inwestycje w Chinach, Europie i Stanach Zjednoczonych – piszą eksperci spółek w komunikacie.

Według Allianz Research i Euler Hermes każdy kwartał zakłóceń w handlu międzynarodowym będzie kosztować handel światowy 722 mld dol., głównie z powodu obostrzeń wprowadzonych na granicach Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

Zmniejszyliśmy nasze szacunki dotyczące wzrostu światowego PKB w 2020 roku do 0,8 proc. z wcześniejszych 2,4 proc. Spodziewamy się, że w II kwartale światowy PKB skurczy się o 15 proc. w ujęciu rocznym, czyli o tyle samo, co w latach 2008–2009 łącznie. W tym kontekście spodziewamy się wzrostu PKB o 0,5 proc. w USA i spadku PKB o 1,8 proc. w strefie euro i w Niemczech – mówi główny ekonomista w Allianz i Euler Hermes Ludovic Subran.

Zakładając, że działania ograniczające rozprzestrzenianie się wirusa zakończą się sukcesem, Allianz i Euler Hermes spodziewają się ożywienia działalności gospodarczej w II połowie 2020 roku. Jednak i tak liczba bankructw firm na świecie wzrośnie o 13 proc.

– Po kryzysie świat będzie innym miejscem. SARS-CoV-2 z pewnością zmieni nasze postrzeganie inwestycji w zdrowie, zmieni definicję kapitalizmu na sprzyjający integracji społecznej oraz spowoduje inne spojrzenie na „miękką siłę Chin”, globalizację, walkę ze zmianami i być może także to, w jaki sposób oszczędzamy na różne, także nieprzewidziane wydarzenia życiowe – podsumował Subran.

Ważna zmiana dla małych i średnich firm. Z powodu koronawirusa obowiązki związane z PPK przesunięte o pół roku

W tym roku małe i średnie firmy muszą włączyć zatrudnionych do pracowniczych planów kapitałowych. W związku z ogłoszoną pandemią koronawirusa i trudną sytuacją przedsiębiorstw, na wniosek Polskiego Funduszu Rozwoju, terminy wdrożenia programu mogą zostać przesunięte o pół roku. Termin zawarcia umowy o zarządzanie PPK zostałby wówczas wydłużony do 27 października, a zawarcia umowy o prowadzenie – do 10 listopada 2020 roku. Tym samym drugi i trzeci etap PPK, który obejmie firmy zatrudniające między 20 a 49 osób, byłyby prowadzone równolegle.

Od początku tego roku obowiązkiem wprowadzenia pracowniczych planów kapitałowych objęte zostały małe i średnie przedsiębiorstwa, które zatrudniają między 50 a 249 pracowników. Szacuje się, że takich firm jest w Polsce ok. 15 tys. Do 24 marca br. ta grupa pracodawców miała podjąć decyzję o wyborze instytucji finansowej, która będzie zarządzać oszczędnościami pracowników. W ostatnim czasie sytuacja na rynku zmienia się dynamicznie pod wpływem rozprzestrzeniającego się wirusa SARS-CoV-2. PPK narzucają na firmy obowiązki, które oznaczają dla nich również dodatkowe koszty. Zmiana terminów ma im pomóc w kompleksowym przygotowaniu się do wprowadzania programu. Jest ona jednym z punktów tzw. tarczy antykryzysowej, która ma chronić biznes przed negatywnymi skutkami ekonomicznymi koronawirusa.

Pomimo epidemii wdrażanie pracowniczych planów kapitałowych jest jednak możliwe w całkowicie zdalny sposób. Zgodnie z wymogiem ustawy umowy o zarządzanie i prowadzenie PPK pracodawcy będą zawierać w formie elektronicznej.

 W Nationale-Nederlanden udostępniamy naszym klientom także szereg narzędzi online, które będą wspierać ich na każdym etapie programu. Przedstawiciele firmy codziennie w formie tele- i wideokonferencji udzielają pracodawcom odpowiedzi na pojawiające się z ich strony pytania bądź wątpliwości. Jednocześnie przesłaliśmy im zestaw merytorycznych materiałów informacyjnych. Konsultacje prowadzimy również poprzez infolinię – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Madej, dyrektor ds. procesów i obsługi klienta Nationale-Nederlanden.

Wdrożenie w firmie PPK trwa co najmniej kilka tygodni. Podczas niego trzeba przede wszystkim trzymać się nieprzekraczalnych terminów ustawowych. Pracodawca, który przekracza terminy na zgłoszenie pracowników czy na zawarcie umowy o zarządzanie PPK, naraża się na kary.

– Należy też zwrócić uwagę, czy wszystkie procesy, które nakłada na pracodawcę ustawa o PPK, są odpowiednio umiejscowione we właściwych działach. Trzeba też sprawdzić, czy system kadrowo-płacowy działa poprawnie w związku z wdrożeniem pracowniczych planów kapitałowych, czyli czy generuje poprawne pliki i czy wymiana danych między pracodawcą a instytucją finansową na tej płaszczyźnie przebiega poprawnie – dodaje Małgorzata Madej.

Pracownicze plany kapitałowe tworzą pracownicy, pracodawcy i państwo. Podstawowa składka na rachunek uczestnika PPK z jego strony to 2 proc. comiesięcznego wynagrodzenia brutto. Kolejne 1,5 proc. pensji dopłaci firma. Jednocześnie na konto uczestnika PPK będą też wpływać pieniądze z budżetu państwa. Roczna dopłata z Funduszu Pracy wynosi 240 zł, a uczestnicy dostaną też jednorazową wpłatę powitalną w wysokości 250 zł.

Pracownicze plany kapitałowe mają zwiększyć stopę oszczędności Polaków i zapewnić im dodatkowe pieniądze na emeryturze. Uczestnictwo w nich jest dla pracowników dobrowolne, uprawnionych do niego jest ok. 13 mln Polaków. Pracownicy w wieku od 18 do 55 lat są automatycznie zapisywani do programu. Ci, którzy ukończyli 55 lat, ale nie przekroczyli jeszcze 70. roku życia, mogą do niego dołączyć na swój wniosek. Każdy uczestnik może też w każdej chwili zrezygnować z PPK.

– Udział w pracowniczych planach kapitałowych jest obowiązkowy, ale wyłącznie dla pracodawców. W ramach terminów określonych w ustawie poszczególne grupy pracodawców, w zależności od wielkości zatrudnienia, muszą kolejno wdrażać program PPK w swoich przedsiębiorstwach. Z kolei po stronie pracowników uczestnictwo w PPK jest absolutnie dobrowolne i zależy od indywidualnej decyzji. Dodatkowo mogą ją zawsze zmienić i to dowolną liczbę razy – mówi dyrektor ds. procesów i obsługi klienta Nationale-Nederlanden.

Obowiązkiem wdrożenia pracowniczych planów kapitałowych w październiku ubiegłego roku zostały w pierwszej kolejności objęte największe firmy, zatrudniające powyżej 250 osób. Od początku tego roku do wdrożenia PPK zostały natomiast zobowiązane małe i średnie przedsiębiorstwa, które zatrudniają między 50 a 249 pracowników.

W kwestii wyboru instytucji finansowej obsługującej pracownicze plany kapitałowe z pomocą przychodzi sama ustawa o PPK. Są w niej wskazane podstawowe kryteria, którymi pracodawca powinien się kierować. To m.in. doświadczenie instytucji finansowej w zarządzaniu aktywami emerytalnymi, efektywność tego zarządzania, czyli przeszłe wyniki, warunki zarządzania, czyli po prostu cena, wysokość opłaty za zarządzanie. Pod tym czwartym punktem można rozumieć szeroko pojęte wsparcie, jakie instytucja finansowa powinna zapewnić zarówno pracownikom, jak i działom kadrowo-płacowym – mówi Małgorzata Madej.

Jak podkreśla, pracownicze plany kapitałowe narzucają na pracodawców dodatkowe obowiązki, z których główne to m.in.: zbieranie deklaracji i zgłoszenie pracowników do PPK, naliczenie pierwszych wpłat na listach płac i ich późniejsze korekty, przekazanie pliku rozliczeniowego oraz wpłat do instytucji finansowej, a także właściwa komunikacja skierowana do pracowników.

To wyzwanie m.in. dla działów HR i finansowo-księgowych. Stąd pracodawcy wciąż postrzegają pracownicze plany kapitałowe głównie jako dodatkowe obciążenie i koszt, a niewielu z nich deklaruje dodatkowe wpłaty na rzecz swoich pracowników. Tymczasem – jak podkreśla ekspertka Nationale-Nederlanden – PPK mogą stanowić dobre narzędzie motywacyjne i benefit dla pracowników w warunkach konkurencyjnego rynku pracy.

– Nie ma też obaw, że PPK podzielą losy otwartych funduszy emerytalnych. Te programy są zupełnie inaczej zbudowane. Pracownicze plany kapitałowe są absolutnie dobrowolne dla uczestników. Ponadto środki zgromadzone w PPK są naszym kapitałem prywatnym, który w każdej chwili możemy wypłacić, podobnie jak w bankowości elektronicznej. Dodatkowo możemy je wypłacać dowolną liczbę razy w ciągu całego uczestnictwa w programie. Podobnych rozwiązań nigdy nie było w otwartych funduszach emerytalnych. To są kompletnie inne i zupełnie do siebie nieporównywalne rozwiązania – podkreśla Małgorzata Madej.

Co czytają Polacy podczas kwarantanny?

Obostrzenia, wprowadzone przez rząd w związku z pandemią koronawirusa, zaskoczyły niemal wszystkich Polaków. Wielu z nich szybko jednak przyłączyło się do akcji #zostańwdomu i poddało dobrowolnej kwarantannie. Jak ten swoisty areszt domowy wpłynął na decyzje zakupowe?  Książki, gry i seks – to część aktywności, jakie Polacy podejmują w dobie kryzysu. 

Zamknięte szkoły, instytucje kultury, galerie handlowe, praca zdalna… Z dnia na dzień życie Polaków ograniczyło się właściwie do własnych czterech ścian. U progu kryzysu najważniejsze stało się zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, co nie pozostało bez wpływu na branżę e-commerce.

Pierwsze godziny kryzysu z perspektywy e-commerceKsiążki, gry, seks. Jakie decyzje zakupowe podejmują Polacy podczas kwarantanny

W środę, 11 marca, premier ogłosił zamknięcie szkół, uczelni i placówek kulturalnych z powodu koronawirusa. Tysiące uczniów i pracowników z dnia na dzień miało pozostać w domach. Zagrożenie było więc coraz bardziej realne. Dla klientów priorytetem stało się zrobienie zapasów jedzenia i niezbędnych środków higienicznych. Branża e-commerce odczuła to na własnej skórze. Jak ilustruje wykres, porównujący te same dni tygodnia w latach 2019 i 2020, sprzedaż w sklepie internetowym Gandalf.com.pl drastycznie spadła.

Pierwsze dni kwarantanny – wielki powrót do e-handlu

Konsumenci szybko uświadomili sobie jednak, że żywność i papier toaletowy to trochę za mało, a czas, który dotychczas spędzali poza domem trzeba będzie jakoś spożytkować. Nadszedł weekend, emocje opadły, a klienci ruszyli na zakupy on-line w poszukiwaniu rozrywki. Pojawiło się wielu nowych użytkowników. W porównaniu do wcześniejszego tygodnia, sprzedaż wzrosła o 41 proc.Książki, gry, seks. Jakie decyzje zakupowe podejmują Polacy podczas kwarantanny2

Topowe kategorie w czasie kryzysu

Jak pokazują dane sklepu internetowego Gandalf.com.pl, szczególnym wzięciem cieszą się obecnie gry i zabawki. Najmłodszym członkom społeczeństwa najtrudniej przetrwać przymusową izolację. W dobie kryzysu Polacy przypomnieli sobie także o radości płynącej z czytania. Wzrost sprzedaży, w porównaniu rok do roku, jest znaczący.zakupy podczas epidemii

Lektury na czas kwarantanny: seks i epidemie

Cieszy fakt, że w okresie kwarantanny wzrosła sprzedaż książek. Konsumenci zainteresowani są zarówno lekturami papierowymi, jak i e-bookami. Co czytają? Niewątpliwą liderką, w związku z premierą filmu „365 dni”, jest Blanka Lipińska. Po piętach depczą jej jednak książki poświęcone epidemiom. Klienci sklepu internetowego Gandalf.com.pl coraz chętniej sięgają po „Dżumę” Alberta Camusa, „Zarazę” Jerzego Ambroziewicza czy „Miłość w czasach zarazy” Gabriela Garcii Marqueza. Wygląda więc na to, że w literaturze Polacy poszukują odpowiedzi na pytania, jak zachować się wobec pandemii wirusa i jak wpłynie ona na ich życie.

Pozostając w domu, więcej uwagi można poświęcić swojemu partnerowi czy partnerce. Ten fakt również znajduje odzwierciedlenie w decyzjach zakupowych. „Sztuka kochania”, „Sztuka kobiecości”, „Kamasutra 2.0” – z pomocą książek klienci dokształcają się w zakresie sztuki miłosnej. Czasu na praktykę z pewnością teraz nie brakuje ;). A seks to przecież bardzo korzystna aktywność. Nie tylko pozwala dwojgu ludzi się do siebie zbliżyć, ale także poprawia kondycję czy redukuje stres.

Nieoczekiwane bestsellery czasów kryzysu:

  • „Dżuma” Albert Camus
  • „Miłość w czasach zarazy” Gabriel Garcia Marquez
  • „Sztuka kochania” Michalina Wisłocka
  • „Kamasutra 2.0. 99 obłędnych seks pozycji”

Analogowe rozrywki na długie popołudnia z rodziną

Zamknięcie szkół i przedszkoli, a także praca zdalna sprawiają, że Polacy siłą rzeczy więcej czasu spędzają z bliskimi i dbają o zdrowie. Dlatego też coraz ważniejszym aspektem jest bezpieczeństwo.

Mimo początkowych wahań, wyraźnie obserwujemy, że w dobie kryzysu Polacy chętnie korzystają ze sklepów internetowych. Duży wpływ mają na to z pewnością kwestie bezpieczeństwa. Zakupy on-line nie wymagają bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi, obecnie nawet kurierami. Do tego dochodzi szeroki wybór oferty oraz możliwość zakupu wszystkich produktów w jednym miejscu. Dzięki temu nawet osoby do tej pory nieprzekonane do zakupów online, decydują się dać im szansę – podkreśla prezes Gandalf.com.pl, Anetta Wilczyńska.

Jak wynika z danych sklepu Gandalf.com.pl, Polacy bardzo dobrze pożytkują dodatkowy czas spędzany w domu. Zamiast siedzieć przed telewizorem, sięgają po analogowe formy rozrywki, na przykład gry planszowe i puzzle. Dla dorosłych to dobra okazja do odbycia sentymentalnej podróży – w okresie kwarantanny coraz więcej klientów sięga po popularny niegdyś Eurobiznes. Wspólny wysiłek umysłowy, konieczność kooperacji, mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy sprzyjają zacieśnianiu więzi rodzinnych. Przy planszy, albo tworząc coś z niczego mają możliwość poznać się na nowo. Taka kreatywna zabawa stanowi także świetne uzupełnienie domowej edukacji. Wygląda jednak na to, że w „domowym przedszkolu” nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Wśród najpopularniejszych książek można dostrzec bowiem… „Instrukcję obsługi dzieci”.

Jak się zmieniły postawy klientów e-commerce

Widzimy, że obecna sytuacja ma głęboki wpływ na odmienne postawy w wielu aspektach życia. Nie tylko czytamy inne książki, podjadając nagromadzone wcześniej zapasy spożywcze. Samo zachowanie klientów sklepów internetowych także uległo zmianie, co ocenia menedżerka działu analityki w agencji Semahead, zajmującej się digital marketingiem.

Pierwsze strumienie danych, które spływają do nas z rynku e-commerce po rozpoczęciu powszechnej społecznej kwarantanny, wskazują na spadek liczby sesji skorelowany ze wzrostem współczynnika konwersji. Co to oznacza?  Wnioski są takie, że w związku z obecną sytuacją rośnie udział tych osób, które zdecydowane są na dokonanie transakcji w sklepie internetowym po jego odwiedzeniu. Mniejsza liczba wizyt, które nie kończą się transakcją może sugerować, że zakupy w ostatnim czasie stały się mniej impulsowe. Mimo mniejszego ruchu, stał się on bardziej wartościowy. Dane te są pierwszym sygnałem, że nastąpiła znaczna zmiana w strukturze procesu decyzyjnego klientów sklepów – konstatuje Ewa Kańczuk.

Podpis elektroniczny usprawni pracę firm oraz podmiotów administracji publicznej. Może być nieoceniony zwłaszcza w czasie epidemii

Postępująca cyfryzacja gospodarki daje szansę na szerokie wdrożenie platform akceptacji dokumentów za pośrednictwem podpisu elektronicznego. Z potencjału tej technologii korzystają dziś m.in. firmy z sektora finansowego, które wykorzystują ją do zawierania umów na odległość. Przejście na cyfrowy model zatwierdzania treści pozwoli ograniczyć zużycie papieru oraz sprawniej archiwizować dokumenty. W czasie epidemii może także znacząco ograniczyć konieczność wizyt w banku.

– Bank jest instytucją, która podpisuje bardzo dużo dokumentów. Paradoks polega na tym, że dzisiaj wszystkie dokumenty powstają elektronicznie. Wprowadzamy podpis elektroniczny po to, żeby było wygodniej, efektywniej kosztowo i bardziej ekologicznie oraz żeby uprościć wszystkim życie. Dla wielu klientów zdalny dostęp do usług i bankowości elektronicznej, które są w smartfonach, to wygoda. Choć dla części klientów nadal wygodniejsze będzie pójście do lokalu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas Digital Finance Summit 2020 Grzegorz Wójcik, założyciel i prezes zarządu Autenti.

Wdrożeniem systemów autoryzacji za pośrednictwem podpisu kwalifikowanego w głównej mierze zainteresowane są instytucje finansowe, które nieustannie przetwarzają wiele umów i dokumentów. Jedną z instytucji, która zdecydowała się wdrożyć takie rozwiązanie na szeroką skalę, jest PKO Bank Polski. Podpis elektroniczny umożliwia korporacji zautomatyzowanie szeregu czynności, w tym m.in. zdalne podpisywanie przez klientów dokumentów za pośrednictwem urządzeń mobilnych, bez angażowania pracowników banku. Takie rozwiązanie sprawdzi się zwłaszcza w czasie epidemii, w którym powinno się ograniczać wszelkie kontakty międzyludzkie.

Do wdrożenia rozwiązania zaangażowano start-up Autenti, wyspecjalizowany w produkcji systemów obiegu dokumentów i e-podpisu. Firma zajmuje się projektowaniem narzędzi do automatyzacji obiegu dokumentów poprzez przenoszenie procesów do środowiska cyfrowego, w tym integrację z systemami weryfikacji tożsamości. Rozwiązania Autenti umożliwiają bezpieczne podpisywanie wszelkich dokumentów za pośrednictwem urządzeń mobilnych oraz ich automatyczną archiwizację, dzięki czemu usprawniają proces przetwarzania dużych ilości danych.

– Dla wielu osób podjęcie skomplikowanych decyzji wymaga kontaktu z drugą osobą, poradzenia się jej. W zakresie obsługi takich prostych, powtarzalnych transakcji wygodniej jest skorzystać z aplikacji mobilnej, z rozwiązań technicznych, które ułatwiają życie. Jednak tam, gdzie trzeba doradzić, jaki produkt wybrać, w jaki sposób podejść do ryzyka związanego z danym produktem finansowym, tam jeszcze przez długi czas człowiek będzie niezastąpiony. I pod tym względem długo jeszcze będziemy potrzebowali bezpośredniego kontaktu – twierdzi ekspert.

Coraz więcej instytucji decyduje się na wprowadzenie podpisu elektronicznego, a liczba jego dostawców stale rośnie. Każdą nowo pojawiającą się technologię musi zatwierdzić Narodowe Centrum Certyfikacji. Nadzór nad usługami zaufania prowadzi Minister Cyfryzacji, który ma szczególne zadania w zakresie usług kwalifikowanych. Wykorzystanie w zabezpieczeniu dokumentów kwalifikowanych certyfikatów podpisu i pieczęci elektronicznej pozwala na pewność co do wiarygodności dokumentu w postępowaniu przed urzędami i sądami.

Cyfrowy podpis uprościł także współpracę z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych dzięki wdrożeniu elektronicznej metody weryfikacji tożsamości za pośrednictwem Platformy Usług Elektronicznych. To autorskie rozwiązanie ZUS-u, dzięki któremu wnioski można składać wyłącznie przy użyciu podpisu osobistego. Nowe narzędzie upraszcza tym samym komunikację z placówką, przenosząc ją do internetu. Urzędowy podpis osobisty można wyrobić podczas składania wniosku o wydanie dowodu osobistego. Konto na PUE można zarejestrować także poprzez serwis bankowości elektronicznej.

Podobną technologię wdrożyła również firma Żabka, która planuje uprościć i przyspieszyć obieg dokumentów, przenosząc komunikację między sklepami a centralą do internetu. Podpis elektroniczny umożliwia przedsiębiorstwu zoptymalizowanie procesu obiegu informacji, co przyspieszy wymianę dokumentacji i zminimalizuje liczbę błędów generowanych podczas zawierania umów z franczyzobiorcami.

– Start-upy zajmują się tym, żeby w innowacyjny sposób patrzeć na rzeczy, które nas otaczają, zrewolucjonizować dotychczasowy sposób podejścia i wprowadzić rozwiązania, które są po prostu wygodniejsze dla użytkowników. Obszar bankowy oraz obszar regulacyjny stawiają dużo większe wyzwanie, bo nie tylko trzeba w nich zrewolucjonizować proces biznesowy, ale również trzeba spełnić wiele wymagań – mówi Grzegorz Wójcik.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku podpisu elektronicznego do 2023 roku wzrośnie do 5,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,7 proc.

Orłowski: W czasie kryzysu zapłacimy za niefrasobliwość finansową ostatnich lat

Pakiet pomocowy, który polskim przedsiębiorcom proponuje rząd, jest zdecydowanie za mały. W porównaniu z działaniami innych krajów, gdzie przeznacza się na walkę z kryzysem bardzo duże środki – plany polskiego rządu przedstawiają się mizernie. Przedsiębiorcy mają prawo z zazdrością patrzeć na inne kraje, które szczodrze dopłacają do wynagrodzeń pracowniczych, całkowicie uchylają składki i obniżają podatki. Tuż za naszą zachodnią granicą do walki z gospodarczym zahamowaniem rzucone są prawie nieograniczone środki finansowe. Niemcy, mimo kilku lat gorszej koniunktury, odpowiedzialnie zarządzały swoimi finansami. Powstała w ten sposób nadwyżka budżetowa może być teraz użyta do ratowania przedsiębiorstw i obywateli. Chociaż w Polsce mieliśmy przez ostatnie parę lat wzrost gospodarczy, możliwości naszego skarbu państwa są dużo mniejsze.

– Środki budżetowe polskiego rządu zostały w ciągu ostatnich kilku lat przehulane, głównie na kupowanie głosów wyborczych – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Najbardziej rażącym przykładem niefrasobliwości finansowej państwa jest Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Z definicji on właśnie dzisiaj powinien zapewnić miliardy na uzupełnianie pensji, których pracodawcy nie są w stanie wypłacać. Został jednak prawie całkowicie wyczerpany na zupełnie inne działania. Rządowi szkoda było nie wydać pieniędzy, które leżały bezczynnie. Przez to dzisiaj nie mamy środków, by zapewnić przedsiębiorcom i pracownikom wystarczające wsparcie. W czasie kryzysu epidemicznego będziemy więc płacić za niefrasobliwość finansową ostatnich lat – ocenia Orłowski.

Koronawirus spowoduje ostrą globalną recesję w 2020 roku

Świat przechodzi obecnie nowy rodzaj kryzysu gospodarczego i zdrowotnego, który wywiera silną presję na wszystkie przedsiębiorstwa. Pomiędzy przerwami w działalności gospodarczej, zakłóceniami w handlu i środkami ograniczającymi, gospodarka międzynarodowa znajduje się w stanie zawirowań.

  • Globalny wzrost PKB w drugim kwartale sięgnie dna koniunktury: spadek o -15% w ujęciu rocznym
  • Prognoza globalnego PKB za cały rok skorygowana w dół z 2,4% do 0,8%
  • Wzrost liczby niewypłacalności na całym świecie o +14% w 2020 r
  • 65 milionów pracowników w całej UE może potrzebować pomocy

Eksperci Allianz Research i Działu Analiz Ekonomicznych Euler Hermes zweryfikowali scenariusze perspektyw gospodarczych na rok 2020. Od stycznia skutki gospodarcze epidemii koronawirusa Covid-19 rozwinęły się w trzech fazach: od szoku podażowego w centrum, którego były Chiny, który wywołał fale sejsmiczne w światowym handlu i zakłócił łańcuch dostaw, po rozprzestrzenienie się go na rynki finansowe, gdy inwestorzy zdali sobie sprawę z nieuniknionej recesji, po gwałtowny szok popytowy, uderzający w konsumpcję i inwestycje w Chinach, Europie i Stanach Zjednoczonych.

Ekonomiści Allianz i Euler Hermes spodziewają się ostrej globalnej recesji w pierwszej połowie 2020 r. w przeważającej większości gospodarek rozwiniętych i wschodzących, po której nastąpi ożywienie w kształcie litery „U”. Koszt powstrzymania epidemii może stanowić w skali miesiąca nawet 20-30% wstrząsu, jaki ponosi obecnie każda z gospodarek.

Epidemia Covid-19 wywołuje duże poruszenie w handlu międzynarodowym. Według Allianz i Euler Hermes, każdy kwartał zakłóceń w handlu międzynarodowym będzie kosztować handel światowy 722 mld USD, głównie z powodu obostrzeń wprowadzonych na granicach Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

– Zmniejszyliśmy nasze szacunki dotyczące wzrostu światowego PKB w 2020 r. do +0,8% z wcześniejszych +2,4%. Spodziewamy się, że w II kwartale światowy PKB skurczy się o -15% w ujęciu rocznym, czyli o tyle samo, co w latach 2008-2009 łącznie. W tym kontekście spodziewamy się wzrostu PKB o +0,5% w USA i spadku PKB o -1,8% w strefie euro i w Niemczech„, powiedział Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Allianz i Euler Hermes.

W tych bezprecedensowych czasach rządy i banki centralne są zmuszone do przyjęcia równie bezprecedensowych środków wsparcia. Czy będą skuteczne? Czy pomogą one krajom uniknąć recesji, czy też pomogą jedynie ograniczyć pęknięcie?

Zakładając, że działania ograniczające rozprzestrzenianie się choroby zakończą się sukcesem, Allianz i Euler Hermes spodziewają się ożywienia działalności gospodarczej w drugiej połowie 2020 roku. Wyjście z recesji będzie nadal stanowić poważne wyzwanie dla niektórych firm, zwłaszcza dla tych nadmiernie zadłużonych i mających mały kapitał własny, ponieważ straty w obrotach podczas kryzysu będą trudne do zrekompensowania do końca roku. Liczba bankructw przedsiębiorstw na świecie wzrośnie o +13% – szacują ekonomiści Allianz i Euler Hermes.

– Po kryzysie świat będzie innym miejscem. COVID-19 z pewnością zmieni nasze postrzeganie: inwestycji w zdrowie i zdefiniowanie kapitalizmu sprzyjającego integracji społecznej; „miękkiej siły Chin”; globalizacji; walki ze zmianami klimatu – kolejne gwałtowne, prawdopodobne wyzwanie zbiorowe przed nami i być może także to, w jaki sposób oszczędzamy na różne, także nieprzewidziane wydarzenia życiowe – uważa Główny Ekonomista Allianz i Euler Hermes.

Firmy mogą teraz wykorzystywać nadpłatę podatków

W obecnej sytuacji, czyli w obliczu rosnącej liczby zakażeń COVID-19 i ograniczonej działalności wielu biznesów, przedsiębiorstwa muszą zmierzyć się m.in. z wyzwaniem zachowania płynności finansowej. Dlatego warto przypomnieć, że do bieżącego regulowania zobowiązań podatkowych firmy mogą wykorzystać wcześniejszą nadpłatę.

Ostatnie tygodnie wywróciły świat wielu firm do góry nogami. W przypadku części branż – np. restauracje, biura podróży – nastąpił gwałtowny spadek przychodów. Niestety zobowiązania finansowe pozostały na podobnym poziomie.

Gdzie szukać pomocy? Ratunkiem dla przedsiębiorców mogą okazać się nadpłaty wykazywane w rocznych zeznaniach PIT, CIT czy miesięcznych deklaracjach VAT. I tak też podatnicy CIT, którzy wykażą nadpłatę w zeznaniu rocznym CIT-8 nie będą musieli czekać trzech miesięcy na jej zwrot ze strony urzędu, będą uprawnieni do jej wykorzystania w celu uregulowania bieżących zobowiązań podatkowych np. w PIT czy VAT.

A co należy zrobić, aby takie przeksięgowanie było skuteczne? Wystarczy złożyć przed terminem płatności danego podatku stosowne pismo w tym zakresie we właściwym dla siebie urzędzie. Jednak co istotne, należy pamiętać, że nadpłata musi wynikać ze złożonej deklaracji, tylko w takim przypadku urząd możesz rozpatrzyć wniosek o przeksięgowanie.

Niestety powyższa opcja nie jest adresowana do wszystkich przedsiębiorców, a tylko do tych, którzy posiadają nadpłaty w określonych podatkach. Niemniej jednak warto ją rozważyć w tym niezwykle trudnym czasie, zwłaszcza gdy konkretnych i realnych rozwiązań w zakresie ulg w spłacie zobowiązań brak.

Pobierz wzór wniosku

Autorka: Agnieszka Piętak, ekspert ds. podatku CIT w MDDP Outsourcing

Rynki akcji i inne aktywa ryzykowne kontynuują rajd

Rynki akcji i inne aktywa ryzykowne kontynuują rajd zapoczątkowany we wtorek, a dziś oznaki porozumienia w sprawie pakietu fiskalnego w USA pomagają nakręcać lepsze nastroje. Nie zapominajmy jednak, że mamy do czynienia z kryzysem zdrowotnym i nie ma jeszcze rozwiązania medycznego, by zatrzymać pandemię. Nie będzie brakować powodów do zmienności w obu kierunkach.

Statystyką dnia z wczoraj jest wzrost Dow Jones o 11,36 proc., który był największy od 1933 r. Brzmi imponująco i może rozbudzić oczekiwania, że przychodzi zwrot, ale nie można zapominać o otoczeniu, w jaki rynki się znajdują. Jedną bardzo silną sesją udało się wymazać zaledwie 4 dni spadków, podczas gdy z perspektywy samego marca Dow Jones wciąż jest 18 proc. niżej. Wczorajszy rajd nie zmienia nic na rynku, gdzie zmienność pozostanie dwustronna. Po dramatycznych przecenach przychodzą dni odwrotu. Miniony wtorek był trzecim z rzędu, kiedy rynek stara się odreagować poniedziałkową wyprzedaż. Zdecydowane reakcje władz (jak ostatnio nielimitowany skup aktywów Fed, czy pakiet fiskalny USA za 2 bln USD) oferują pewne wsparcie, ale problemem dla globalnej gospodarki pozostaje zagrożenie wirusowe, na które wciąż nie ma skutecznego rozwiązania pozwalającego na wznowienie aktywności gospodarczej. Jak fatalny w skutkach jest lockdown przekonaliśmy się wczoraj przy publikacji szacunków PMI z Europy i USA, gdzie indeksy dla sektora usługowego notują rekordowe spadki. Kolejne dowody recesji czy niekontrolowanego rozprzestrzeniania się wirusa w USA lub Europie Zachodniej – to będą powody dla ponownego przebudzenia awersji do ryzyka. Kupić tanio i sprzedać trochę drożej dwa dni później – to nie jest dobre hasło reklamowe dla rynków, które mają zdrowieć.

Powodem do niepokojów jest ścieżka, która podąży gospodarka USA. Trzeci pakiet fiskalny za 2 bln USD w formie wydatków i ulg podatkowych brzmi imponująco i oferuje wiele rozwiązań mających złagodzić stan wstrzymania aktywności gospodarczej. Jednocześnie z Waszyngtonu docierają niepokojące sygnały rozmijania się gospodarczych oczekiwań administracji Trumpa ze skalą zagrożenia, jaką niesie COVID-19. Prezydent Trump podtrzymuje swoje chęci przywrócenia gospodarki do działania po Wielkanocy, podczas gdy symulacje wskakują, że USA są mniej więcej tam, gdzie Włochy były dwa tygodnie temu. Z Włoch nie słyszymy wiele pozytywnych doniesień i choć rynki mogłoby pozytywnie przyjąć informacje o restarcie aktywności w USA, wątpliwości narastają w odniesieniu do bezpieczeństwa życia Amerykanów. Z tego powodu nie zniknie niepewność wobec krótkoterminowych perspektyw ekonomicznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracownicy kolejnych branż obawiają się o swoje miejsca pracy. Niskie wskaźniki bezrobocia nie do utrzymania

– Trudno na razie prognozować, jak wielu pracowników jest zagrożonych utratą pracy, ale trudno też sobie wyobrazić, by po wielu tygodniach przestoju gospodarki stopa bezrobocia nie wzrosła – podkreśla Lucyna Pleśniar, prezes zarządu People. Z problemami już teraz borykają się zatrudnieni w takich branżach jak turystyka, hotelarstwo, gastronomia, transport czy usługi, ale pewnie nie mogą się czuć także pracownicy sektorów uważanych za bezpieczne, np. e-commerce czy IT. Efektem kryzysu może być nowy rodzaj relacji między pracodawcą a kadrą, ale także odsunięcie w czasie robotyzacji procesu rekrutacji.

Wzrost bezrobocia jest nieunikniony. Tuż przed pandemią koronawirusa stopa bezrobocia w Polsce była bardzo niska i wynosiła 5,2 proc. w grudniu oraz 5,5 proc. w styczniu i lutym. Trudno sobie wyobrazić, aby takie wskaźniki utrzymały się po wielu tygodniach przestoju gospodarki – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Lucyna Pleśniar, prezes firmy rekrutacyjnej People. – Pierwsze sygnały, że rynek pracownika zacznie wyhamowywać, można było obserwować już przed pandemią, teraz ten proces niewątpliwie radykalnie przyspieszy.

Najbardziej optymistyczny wariant, na który wszyscy liczą, to szybkie zahamowanie rozprzestrzeniania się wirusa i rozpoczęcie procesu odbudowy firm, dzięki czemu większość pracowników zachowa lub odzyska miejsca pracy. Jednak – jak prognozują analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego – nawet jeśli gospodarka od maja zacznie wracać do normalności, wzrost PKB wyraźnie spowolni i wyniesie w tym roku zaledwie 1,1 proc. (z prognozowanych wcześniej 3,4 proc.). W scenariuszu trzecim – najbardziej pesymistycznym, który zakłada nawrót zachorowań jesienią i zakażenie ponad połowy populacji w kraju – prognozowany spadek PKB wynosi blisko 5 proc. To poziom notowany w niektórych krajach Unii Europejskiej podczas kryzysu finansowego sprzed dekady.

Jak wiele osób może się obawiać o pracę? Nie sposób dzisiaj odpowiedzieć. Dla pracodawców priorytetem jest obecnie pozostanie na rynku i jak najszybsze odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że istotna dla nich będzie też ochrona miejsc pracy. Dla mojej firmy było to celem w czasie kryzysu 2008 roku i jest teraz – mówi Lucyna Pleśniar. – Pamiętajmy, że dla bardzo wielu osób to już nie jest tylko obawa o przyszłość, ale to rzeczywistość, z którą muszą mierzyć się teraz, zamknięci w czterech ścianach.

Z największymi problemami od samego początku wprowadzenia ograniczeń borykają się firmy i pracownicy z sektorów gastronomii, turystyki, hotelarstwa, sprzedaży detalicznej, usług, logistyki czy transportu. Jednak ich kłopoty już przekładają się na kolejne branże. Coraz więcej firm wstrzymuje swoją produkcję.

Jak podkreśla ekspertka, w lepszej sytuacji są firmy, które mają zdolność przeniesienia całości lub większości operacji do formuły pracy zdalnej. Po kilkunastu dniach widać jednak, że ich też nie omijają problemy, zwłaszcza jeśli nie miały wcześniej wypracowanych standardów w tym zakresie.

Można spekulować, że na uprzywilejowanej pozycji będą IT, e-commerce, księgowość, niektóre gałęzie FMCG, sektor farmaceutyczny. Dziś to jednak wróżenie z fusów. Pewne jest, że wygrają ci – tak przedsiębiorcy, jak i pracownicy – którzy będą zdolni do improwizacji, uważnego obserwowania sytuacji, proaktywności, adaptacji i zwinności. Każdy, kto będzie chciał działać w ramach wyuczonych schematów i obowiązujących dotąd procedur, będzie w kłopocie – podkreśla prezes firmy People.

Obie strony rynku pracy liczą na pomoc państwa. Rząd zapowiedział m.in. wprowadzenie dopłat do wynagrodzeń, odroczenie składek ZUS, łatwiejszy dostęp do pożyczek i gwarancje kredytowe dla firm. Prawdopodobnie będą też potrzebne przepisy wprowadzające bardziej elastyczne podejście na rynku pracy oraz przejęcie przez państwo niektórych funkcji opiekuńczych i ochronnych wobec pracowników.

Ten trudny czas, bez względu na to, jak długo potrwa, powinien przynieść zmianę modelu współpracy i postrzegania wzajemnych relacji między pracownikami a pracodawcami.

– Będzie to już nowa formuła, w której zatrudnieni będą czuć się współodpowiedzialni za możliwie najlepsze prosperowanie swoich pracodawców, doceniając na nowo wartość, jaka płynie z możliwości pracy w ogóle, nie wspominając już o aspektach związanych z rozwojem kariery i samorealizacją w obszarze zawodowym – podkreśla Lucyna Pleśniar. – Jeśli ktoś ma to szczęście, że może pracować zdalnie, niech robi to tak solidnie jak to możliwe, bo od tego może zależeć dalsze istnienie jego miejsca pracy.

Duże zmiany czekają także samą branżę rekrutacyjną, która – przynajmniej w krótkim okresie – będzie musiała poszukać nowych sposobów działania i przyzwyczaić się do spotkań wirtualnych. Zdaniem prezes People to może być trend, którego nawet po pokonaniu kryzysu nie da się już odwrócić.

Zastanawiam się jednak, co stanie się z wyraźnie rysującym się przed pandemią trendem angażowania sztucznej inteligencji do procesu rekrutacji. Kiedy w tym trudnym okresie obserwuję, jak bardzo ludzie pragną kontaktu, wzmocnienia, wymiany, jak wymieniają się energią, śmiem twierdzić, że wizja zastąpienia szczerych międzyludzkich relacji przez technologię bardzo mocno się oddala – podsumowuje.

Polskie fintechy z rozwiązaniami na światowym poziomie. Wciąż jednak nie działają globalnie

Polskie fintechy z rozwiązaniami na światowym poziomie. Wciąż jednak nie działają globalnie 1

Rynek nowoczesnej bankowości rozwija się zarówno w Polsce, jak i na świecie. Fintechy są w stanie oferować wygodne oraz bezpieczne rozwiązania dla klientów, którzy są coraz bardziej otwarci na finansowe innowacje. Widać to również w stale rosnącej wartości globalnej tego sektora. Jednak by polskie rozwiązania miały szansę przebić się na międzynarodowej arenie, muszą być opracowywane z myślą o skali globalnej.

– Nie mamy jeszcze fintechów, które operują globalnie, a coraz więcej takich powstaje na świecie. Mocno wierzę, że przy liczbie inwestycji, które mają być w regionie CEE, lecz także w Polsce w fintechy, będziemy w stanie dojść do skali światowej i pojawią się firmy tego typu, które będą walczyć nie tylko lokalnie, ale też globalnie. Na pewno mamy bardzo dynamiczną scenę, która ma rozwiązania na światowym poziomie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Karol Sadaj, country manager w Revolut Polska.

Polacy już odnoszą pierwsze sukcesy w globalnym rynku fintech. Start-up Klarna oferuje m.in. odroczone płatności. Został założony w 2005 roku w Sztokholmie przez Sebastiana Siemiątkowskiego. Obecnie rozważa wejście na amerykańską giełdę w ciągu najbliższych dwóch lat.

Z kolei Digital Fingerprints znalazł się wśród 10 najbardziej obiecujących fintechów w zakresie cyberbezpieczeństwa w 2020 roku na liście stworzonej przez jeden z ważniejszych serwisów start-upowych EU-Startups.com. Polski start-up oferuje rozwiązanie do permanentnego uwierzytelniania, oparte na biometrii behawioralnej i sztucznej inteligencji. Rozpoznaje ono sposób, w jaki użytkownik korzysta z komputera (np. myszy czy klawiatury), by w sposób ciągły potwierdzać jego tożsamość.

– Rynek fintech na pewno zmierza w kierunku globalizacji. W najbliższym czasie do branży finansowej wejdą duże firmy i spółki technologiczne. Ci, którzy pierwsi będą mieli globalne rozwiązania i zaczną globalnie oferować finanse, będą mogli stanąć w szranki z dużymi graczami. Z pewnością będą następowały fuzje i większe konotacje z bankami i ten rynek na pewno będzie bardzo ciekawy. Branża się bardzo globalizuje – mówi Karol Sadaj.

Współpracę fintechów i banków już widać. Jednym z nich jest Alior. W 2018 roku objął 20 proc. udziałów w PayPo, spółce oferującej odroczone płatności za zakupy internetowe. Wcześniej start-up ten wziął udział w programie akceleracyjnym RBL_Start, przygotowanym przez instytucję. Banki coraz chętniej decydują się na współpracę, a nawet przejęcia fintechów, z uwagi na to, że Polacy pokochali innowacyjne rozwiązania finansowe.

– Polacy bardzo chętnie korzystają z innowacyjnych, fintechowych rozwiązań. Najlepszym przykładem jest Revolut, który ma już ponad 900 tys. użytkowników w Polsce. Od momentu, gdy wystartowaliśmy w Polsce z oddziałem w Warszawie, przez 24 miesiące nasz biznes urósł 40 razy. Jak widać, jest zapotrzebowanie na dobre usługi – twierdzi country manager Revolut Polska.

Fintechy często stawiają na pierwszym miejscu kwestie bezpieczeństwa. Dla przykładu w Revolucie klienci mogą pozyskać kartę, która zmienia numer po każdej transakcji. Jeśli dojdzie do sytuacji, że numer karty gdzieś wycieknie, i tak nie można już go użyć.

– Fintechy są często przodownikami w takich kwestiach jak np. bezpieczeństwo zakupów w sieci – mówi Karol Sadaj. – Nasza branża rozwija się w kierunku zabezpieczenia naszych użytkowników przed atakami w sieci i szeroko pojętego cyberbezpieczeństwa. To przede wszystkim wykorzystanie sztucznej inteligencji, ale też wykorzystanie rozwiązań, które są bardziej analogowe, np. numery kart albo wirtualne karty, po to, żeby nasi użytkownicy kupując w sieci, byli jak najbardziej zabezpieczeni.

Według wyliczeń The Business Research Company globalna wartość rynku fintech w 2022 roku przekroczy 309 mld dol.

Bezrobocie wzrośnie nawet do 10% jeśli firmy nie otrzymają wsparcia

Problemy branży automotive, hotelarskiej, turystycznej, eventowej, drobnych usług czy handlu i wielu innych, w związku z epidemią koronawirusa, będą skutkowały nieuchronną falą zwolnień w najbliższych miesiącach. Jej skala będzie zależeć od wielkości wsparcia, jakie otrzymają firmy. Dzisiaj GUS podał dane o bezrobociu w lutym br.

W świetle tego co dzieje się obecnie w związku z epidemią COVID-19 i jej skutków społeczno – gospodarczych, dane GUS o bezrobociu w Polsce w lutym 2020 roku stanowią przysłowiowy obraz przed bitwą. Warto je jednak przywołać i przyjrzeć się im bliżej, ponieważ będą stanowiły punkt odniesienia dla porównań o skutkach epidemii dla naszego rynku pracy.

Według opublikowanych danych, w lutym 2020 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 5,5% i nie zmieniła się w stosunku do stycznia br. W ostatnich dwóch latach również nie było zmian w wysokości bezrobocia. Bez zmian pozostawała lista województw o najniższej stopie bezrobocia: wielkopolskie – 3,1%, śląskie – 3,9, małopolskie – 4,4% i mazowieckie 4,6%, na przeciwległym biegunie były województwa warmińsko – mazurskie (9,6%), podkarpackie i świętokrzyskie (8,3%) i kujawsko – pomorskie (8,1%).

Z uwagi, że w rejestrach bezrobotnych pozostaje niespełna 920 tys. osób, można postawić tezę, że wzrost liczby zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy w grudniu i spadek w pierwszych miesiącach wiosny jest uzależniony zarówno od harmonogramu prac sezonowych (choć nie widać, żeby osoby bezrobotne łatwiej znajdowały zatrudnienie w grudniowym szczycie handlowym), jak i od terminów uruchomienia programów aktywizacyjnych, które z kolei są zależne od przekazywania środków przez resort pracy. Potwierdzeniem tej tezy wydaje się być struktura osób zarejestrowanych – największą grupę (47,5% czyli około 437 tys.) stanowią osoby długotrwale bezrobotne, drugą co do liczebności – osoby posiadające co najmniej jedno dziecko w wieku do 6 roku życia (19,7%). Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że wśród osób zarejestrowanych w lutym 2020 roku aż 81,4% stanowiły osoby rejestrujące się po raz kolejny, czyli posiadające już wcześniejsze doświadczenie bezrobocia.

Analizując grupę bezrobotnych pod względem innych cech mieliśmy 12,1% osób, które dotychczas nie pracowały, a 30,5% nie posiadało kwalifikacji zawodowych. Oznacza to, że mimo dobrej sytuacji na rynku pracy, jaką mieliśmy przed epidemią koronawirusa, osoby te miały większe trudności w znalezieniu zatrudnienia z uwagi na brak kwalifikacji lub też z uwagi na prezentowane postawy wobec pracy.

W lutym br. w urzędach pracy zarejestrowało się jako bezrobotne 116,3 tys. osób, a wyrejestrowało 118,7 tys. osób. Wśród powodów skreślenia z listy bezrobotnych dominującą rolę odgrywały: podjęcie pracy niesubsydiowanej (49,9 tys. osób), brak potwierdzenia gotowości do pracy (20,6 tys. osób) rozpoczęcie stażu lub szkolenia (12,8 tys. osób), dobrowolna rezygnacja ze statusu bezrobotnego (9,6 tys. osób) i podjęcie pracy subsydiowanej (8,5 tys. osób).

GUS podał również dane o liczbie zgłaszanych do urzędów pracy ofert pracy. W lutym pracodawcy przesłali 112,7 tys. ofert zatrudnienia i było to o 7% mniej niż rok wcześniej.

Obecna sytuacja na rynku pracy podlega bardzo dużym zmianom. Problemy branży automotive, hotelarskiej, turystycznej, eventowej, drobnych usług czy handlu i wielu innych będą skutkowały nieuchronną falą zwolnień. Jej wielkość zależy od wielkości i zakresu wsparcia, jakie rząd ustali i zrealizuje w zapowiadanej i oczekiwanej z niecierpliwością przez pracodawców tarczy antykryzysowej. Jeśli działania będą nietrafione lub spóźnione, możemy powrócić do dawno nie widzianych dwucyfrowych wskaźników bezrobocia.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

PRCH w imieniu branży retail przekazuje postulaty Ministerstwu Rozwoju

24 marca, za pośrednictwem Polskiej Rady Centrów Handlowych, branża retail przekazała Ministerstwu Rozwoju swoje stanowisko i postulaty zmian legislacyjnych do projektów ustaw w ramach pakietu „Tarcza Antykryzysowa”. Szczegóły rozwiązań zostały wypracowane w wewnętrznych grupach roboczych najemców i zarządców oraz firm finansujących. Przedstawione rekomendacje to kolejny etap rozmów Polskiej Rady Centrów Handlowych z resortem rozwoju.

PRCH po wewnętrznych konsultacjach w szerokim gronie przedstawicieli branży handlowej, wypracowało listę najważniejszych rozwiązań, które zostały przekazane do Ministerstwa Rozwoju. Organizacja od momentu wprowadzenie stanu epidemicznego w dniu 13 marca jest w stałym kontakcie z Ministerstwem Rozwoju i Zdrowia. Po ogłoszeniu pierwszych założeń w ramach „Tarczy Antykryzysowej”, Polska Rada Centrów Handlowych została poproszona przez resort rozwoju o pomoc w doprecyzowaniu postulatów branży retail. Dzisiejsze wytyczne branży retail, to rezultat wspólnie wypracowanych ustaleń zarówno najemców, jak i zarządców.

Poniżej prezentujemy wybrane postulaty, na które zdaniem branży należy położyć główny nacisk.

  1. Wsparcie pracowników i pracodawców
  • zwiększenie dofinansowania do wynagrodzeń pracowniczych do kwoty 80%, wzorem takich państw jak Wielka Brytania, Niemcy i Czechy;
  • zawieszenie – w miejsce odroczenia – obowiązku uiszczania składek z tytułu ubezpieczeń społecznych w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii oraz w okresie 3 miesięcy następujących po tym okresie;
  • wprowadzenie zasady, zgodnie z którą działaniami pomocowymi objęci będą wszyscy przedsiębiorcy, którzy odnotowali spadek przychodów (spadek sprzedaży) w odniesieniu do analogicznych miesięcy w roku 2019 – zamiast przyjętego obecnie rozwiązania zakładającego uśrednienie wartości przychodów/sprzedaży;
  • określenie możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego dla pracowników
    do 12 miesięcy, z jednoczesny przyznaniem pracodawcom uprawnienia
    do zmniejszenia pracownikowi wymiaru etatu z uwagi na aktualną sytuację gospodarczą;
  • zniesienie tzw. doby pracowniczej i doprecyzowanie przepisów dotyczących nieprzerwanego odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika;
  • czasowe (tj. do końca 2020 r.) zniesienie obowiązku zapewnienia pracownikowi nieprzerwanego 10-dniowego urlopu wypoczynkowego – obowiązek ten będzie niezmiernie problematyczny w wakacyjnym sezonie urlopowym;
  • przyjęcie przez państwo płatności:
    • zasiłku chorobowego już od 1. dnia nieobecności pracownika w pracy
      z powodu choroby;
    • zasiłku opiekuńczego – zamiast obecnego jego rozliczenia przez ZUS;
  • przyznanie możliwości zawieszenia obowiązku uiszczania składek z tytułu ubezpieczeń społecznych także dużym przedsiębiorcom, z zastrzeżeniem, że zawieszenie to przewidziane zostanie na okres 6 miesięcy
  1. Zawieszenie płatności czynszów przez wynajmujących oraz jednocześnie, w związku z zaproponowanym rozwiązaniem, konieczność wprowadzenia kasowej metody rozliczania podatku VAT i podatku CIT w odniesieniu do firm (zarówno najemców jak i wynajmujących), w odniesieniu do których zastosowanie znajdzie mechanizm zawieszenia płatności czynszów najmu przez najemców, których działalność – z uwagi na stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii – została zakazana lub ograniczona. Takie rozwiązanie pozwoli zminimalizować obciążenia podatkowe wynajmujących w sytuacji, w której wymagalność należności z tytułu czynszu najmu została zawieszona.
  2. Zniesienie ograniczenia handlu w niedziele
  • Wprowadzenie takiego rozwiązania wpłynie pozytywnie nie tylko na wynajmujących powierzchnię sprzedaży w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych i ich najemców, lecz również na setki podmiotów świadczących usługi powiązane (np. ochrona, konserwacja).
  • Jest to postulat składany przez wszystkich najemców jak i wynajmujących, a także firm eventowych, serwisowych i innych, które upatrują tu możliwość ponownego zwiększenia zatrudnienia i pobudzania gospodarki.
  1. Doprecyzowanie przepisów dotyczących stanu epidemii
  • Konieczność ponownego doprecyzowania wymaga katalogu wyłączeń spod generalnego ograniczenia handlu detalicznego w obiektach wielkopowierzchniowych.
  • W związku z rozszerzeniem się wirusa COVID-19 rekomendowane jest rozszerzenie obowiązywania rozporządzenia także w obiektach poniżej 2000 m2.

Koronawirus zaczyna dawać się we znaki rynkowi pracy

Stopa bezrobocia wyniosła w lutym br. 5,5 proc. i utrzymała się na poziomie ze stycznia, jak podał właśnie Główny Urząd Statystyczny. To niestety wszystko, jeśli chodzi o dobre wiadomości dotyczące wskaźników gospodarczych na najbliższe miesiące – koronawirus już zbiera plony na rynku pracy.

Liczba zarejestrowanych osób bezrobotnych była na koniec lutego niższa o 0,6 proc. w stosunku do lutego ubiegłego roku, ale należy pamiętać, że takie spadki notowano w analogicznym okresie także w poprzednich latach oraz, że są to dane sprzed pojawienia się koronawirusa. „Międzynarodowa Organizacja Pracy szacowała już wcześniej, że pandemia spowoduje likwidację miejsc pracy i w konsekwencji wzrost stopy bezrobocia – taki scenariusz dotyczy niestety także Polski” – przypomina Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP. „Zaproponowany przez rząd program pomocy przyniesie skutki najwcześniej za kilka tygodni – zanim tam pomoc zostanie uruchomiona, rynek może skurczyć się o wiele miejsc pracy” – dodaje.

Tzw. „Tarcza Antykryzysowa”, mimo że będzie wsparciem, nie jest w stanie ochronić wszystkich miejsc pracy i wszystkich firm przed utratą płynności finansowej. „Środki zagwarantowane na tę pomoc są ograniczone i nie pokryją 100 procent zapotrzebowania. Pamiętajmy, że o ich przyznaniu zdecyduje kolejność złożenia wniosku” – komentuje ekspertka Pracodawców RP. „W przypadku takiego szoku gospodarczego, z jakim mamy obecnie do czynienia, najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej oraz potencjału ludzkiego i produkcyjnego w firmach, aby w chwili, kiedy ograniczenia związane z pandemią zostaną zniesione móc jak najszybciej wrócić do sprawności gospodarczej sprzed kryzysu” – podkreśla dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP i przypomina, że w 2019 r. bezrobocie w Polsce było na rekordowo niskim poziomie. „Jeżeli pracodawcy i pracownicy nie uzyskają większego wsparcia, znów możemy pobić rekord – ale tym razem niechlubny” – podkreśla dr Dudek.

Na amerykańskim parkiecie zawitała wiosna. Nvidia z szansą na zdobycie kolejnego rynku?

W Stanach Zjednoczonych sesja rozpoczęła się od solidnych wzrostów. Inwestorzy wykazywali pozytywne nastawienie już podczas sesji azjatyckiej, a następnie europejskiej. Teraz fala zakupów akcji trafiła również na Wall Street, gdzie indeks S&P 500 rośnie o 7 proc., Dow Jones Industrial Average o prawie 8 proc., a Nasdaq o nieco ponad 6 proc.

Najsilniejszy wzrosty w wymienionych kolejno indeksach osiągają Chevron, który zwyżkuje o prawie 20 proc., American Express, Boeing, Walt Disney czy McDonald’s, drożeją od 13 do 15 proc. Silnie odbijają też linie lotnicze. American Airlines i United Airlines rosną o około 24 proc. Dla tych spółek z pomocą mogą przyjść Demokraci, którzy w Izbie Reprezentantów złożyli propozycję udzielenia im i ich kontrahentom pomocy na kwotę 40 mld USD. Z kolei ze spółek technologicznych o ponad 6 proc. drożeje Facebook, Microsoft i Google notowane są o ponad 5 proc. powyżej wczorajszego zamknięcia.

Inwestorzy z radością przyjęli omawiane wczoraj działania Fed, czyli m.in. program skupu obligacji bez limitu oraz pomoc przedsiębiorcom i pracownikom. W ten sposób, oprócz planów prezydenta i Kongresu, Stany Zjednoczone chcą wspierać gospodarkę i uchronić ją, jak tylko się da, przed negatywnymi ekonomicznymi skutkami epidemii koronawirusa. Mówi się również o tym, że jeszcze dziś może zostać uchwalony pakiet pomocowy dla gospodarki na kwotę 2 bln dolarów, co także wspiera rynek akcji.

Jedną z silnie rosnących dziś spółek jest znana chyba wszystkim Nvidia. Cena akcji pnie się w górę o 15 proc., a analitycy Needham podnieśli rekomendację z trzymaj do kupuj. Zdaniem analityków inwestorzy powinni faworyzować firmy o lepszych bilansach i silnych wolnych przepływach pieniężnych w niepewnych czasach. Co więcej, NVDA nie tylko spełnia te kryteria, ale jest szansa, że będzie rósł popyt na procesory graficzne do zastosowań medycznych w świetle pandemii COVID-19. Jak podano, ta kategoria układów przyspieszy analizę genomów. Dodatkowo proces przejścia na wykorzystanie sztucznej inteligencji podczas pandemii zdecydowanie przyspieszy, co może być korzystne dla spółki i jej wyników, bo pojawić się może duży popyt z zupełnie dla Nvidii nowego segmentu rynku. Cena docelowa została ustanowiona na poziomie 270 USD. Na Wall Street Nvidia ma 32 rekomendacje kupna, 6 trzymaj i 4 sprzedaj. Średnia cena docelowa to 301 USD. Obecnie akcje można nabyć za około 243 USD.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Potrzebne regulacje pracy zdalnej poszerzające opcję telepracy

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) postulują, by wprowadzić do Kodeksu Pracy nowe przepisy regulujące pracę zdalną. Obejmować powinny m.in.: możliwość wskazania dodatkowego miejsca pracy, warunki, w jakich następować może praca zdalna, zagadnienia dot. maksymalnego czasu trwania stosunku pracy i jej czasu oraz rozliczania, zasady porozumiewania się pomiędzy pracodawcą i pracownikiem w ramach pracy, możliwe sposoby dostarczania jej efektów, a także zasady kontroli pracownika oraz kwestie korzystania ze sprzętu oraz ochrony danych firmy.

Coraz więcej pracowników korzysta z możliwości pracy zdalnej. Dzieje się tak dzięki dostępności technologii cyfrowej i Internetu – ale praca zdalna odpowiada także na zmieniające się potrzeby pracowników i rosnącą konkurencję na rynku pracy. Gdy poszukiwany przez przedsiębiorcę pracownik opiekuje się dziećmi, daleko mieszka, lub inny czynnik społeczno-ekonomiczny powstrzymuje go przed przyjazdem do biura – pracodawcy często decydują się na zatrudnienie zdalne.

Taka forma pracy ma wiele dobrych stron – pozwala pracownikowi na ustalanie własnego grafiku, przez co polepsza się jego wydajność i zwiększa się możliwość połączenia życia zawodowego z prywatnym. Tak elastyczne podejście do zatrudnienia pozwala realizować się na rynku pracy wielu osobom, które z różnych względów nie chcą lub nie mogą pracować w tradycyjny sposób. Praca zdalna niesie jednak za sobą pewne niebezpieczeństwa.

„Praca zdalna jest utożsamiana z prawnie uregulowaną telepracą. W praktyce te pojęcia są mylone, co skutkuje problemami z właściwym ich stosowaniem. W myśl art. 675 § 1 Kodeksu pracy za telepracę uważa się pracę, która jest wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu przepisów o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Pojęcie to budzi wątpliwości i wyklucza prace, które są podejmowane w podobnych warunkach – ale nie identycznych, jak wynika z dosłownego brzmienia przepisu. Wystarczy, że praca odbywa się nieregularnie albo jej wyniki nie zawsze są przesyłane elektronicznie pracodawcy. W konsekwencji wielu pracowników nie można zaklasyfikować do kategorii osób zatrudnionych w formule telepracy. Dlatego zasadne jest przyjęcie ogólnego pojęcia pracy zdalnej i unormowania wzajemnych praw i obowiązków w sposób jak najbardziej elastyczny. Praca zdalna musi zostać uregulowana – podczas świadczenia usług przez pracownika pojawiają się wątpliwości co do kwestii ochrony danych, powierzenia sprzętu i odpowiedzialności za niego, a także wypadków w miejscu pracy. Takie aspekty pracy zdalnej powinny zostać uregulowane przepisami. Pracodawcy oczekują więc, że nastąpią zmiany w prawie pracy. Potrzebujemy wprowadzenia pojęcia pracy zdalnej i określenia jej podstawowych zasad – tak, żeby mogła być powszechnie stosowana w sposób legalny i przewidziany w przepisach kodeksu pracy” – apeluje Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Dynamicznie zmienia się w Polsce kultura pracy oraz struktura zatrudnienia. Pozwolił na to rozwój internetu – jako formy komunikacji, a także cyfryzacja, globalizacja czy wzrost konkurencji. Takie zmiany na rynku wymagają od przedsiębiorców elastyczności i wykorzstania atypowych form pracy, m.in. pracy zdalnej. Coraz częściej pracownicy oczekują autonomii i swobody organizacyjnej co do miejsca i czasu świadczenia pracy, a pracodawcy efektywności i wydalności – praca zdalna może więc być korzystna dla obu stron stosunku pracy.

Zgodnie z Kodeksem pracy telepraca musi być wykonywana z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu Ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Według art. 2 pkt 5 są to rozwiązania techniczne, w tym urządzenia teleinformatyczne i współpracujące z nimi narzędzia programowe, umożliwiające indywidualne porozumiewanie się na odległość przy wykorzystaniu transmisji danych między systemami teleinformatycznymi, a w szczególności poczty elektronicznej. Aby nazwać pracę „telepracą”, pracownik musi wykonywać powierzone zadania poza zakładem pracy, a z ich wykonania rozliczać się za pomocą komunikacji elektronicznej.

Charakterystyka stosunku pracy pomiędzy pracownikiem a pracodawcą jednak nie zawsze odpowiada definicji telepracy. Problemy rodzi m.in. kwesta tego, czy obowiązujące przepisy pozwalają na wykonywanie stosunku pracy poza siedzibą firmy według potrzeby pracownika – reguralnie bądź sporadycznie – nie nakładając na obie strony obowiązków związanych ze świadczeniem telepracy. Jeśli nie, zaistniałaby w każdym takim przypadku potrzeba zmiany formy zatrudnienia na telepracę – co wiązałaby się z koniecznością przeprowadzenia przez przedsiębiorców stosownych procedur, w szczególności wprowadzenia regulaminu pracy wymaganego przepisami Kodeksu Pracy.

Amortyzacja praw do znaku towarowego

Przepisy regulujące instytucje podatku dochodowego od osób fizycznych oraz od osób prawnych wśród praw podlegających amortyzacji przewidują zarówno autorskie lub pokrewne prawa majątkowe, licencje, jak i inne prawa określone przez Prawo własności przemysłowej. Nie ulega wątpliwości, że do tego katalogu zaliczyć należy również prawo autorskie do znaku towarowego. Jakie są jednak warunki amortyzacji przywołanych składników?

Na gruncie art. 22b ust. 1 ustawy o PIT oraz analogicznie art. 16b ust. 1 ustawy o CIT amortyzacji podlegają m.in. nabyte od innego podmiotu, nadające się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania:

  • autorskie lub pokrewne prawa majątkowe,
  • licencje,
  • prawa określone w ustawie – Prawo własności przemysłowej,
  • know-how.

O ile licencje, know-how czy prawa autorskie nie pozostawiają większych wątpliwości co do ich interpretacji, o tyle nie jest oczywiste, jakie dokładnie instytucje powinniśmy rozumieć przez prawa określone w ustawie – Prawo własności przemysłowej.

Amortyzować znak towarowy czy prawo do niego?

Rozstrzygając powyższą kwestię, w pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na art. 6 ust. 1 przywołanego aktu, stanowiący, że na warunkach określonych w ustawie udzielane są m.in. patenty oraz dodatkowe prawa ochronne na wynalazki, prawa ochronne na wzory użytkowe i znaki towarowe, a także prawa z rejestracji na wzory przemysłowe. Przekładając powyższe na zastosowanie regulacji podatkowych, należy przede wszystkim dostrzec różnicę między znakiem towarowym a prawem ochronnym do znaku towarowego. Mianowicie sam znak towarowy nie jest uznawany za wartość niematerialną i prawną, nie podlegając tym samym amortyzacji, zaś prawo do niego stanowi już wartość niematerialną oraz prawną, podlegając równocześnie amortyzacji.

Kluczem rejestracja

Ponadto zaakcentowania wymaga, że oznaczone w ustawie uprawnienia dotyczą wyłącznie prawa do wzoru i znaku zarejestrowanego. Co istotne, następuje to dopiero z chwilą faktycznej rejestracji, gdyż decyzja o udzieleniu ochrony w tym zakresie ma charakter konstytutywny, a nie deklaratoryjny. Amortyzacji nie podlega wobec tego prawo do znaku towarowego niezarejestrowanego, jak również zgłoszonego do rejestracji, jeśli nie doszło jeszcze do finalizacji postępowania rejestracyjnego.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż prawo do znaku towarowego, podlegając amortyzacji, nie może zostać zakwalifikowane jako utwór w rozumieniu prawa autorskiego. Zgodnie bowiem z prawem własności przemysłowej znak towarowy to każde oznaczenie, umożliwiające odróżnienie towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa, możliwe do przedstawienia w rejestrze znaków. W szczególności będzie to wyraz, rysunek, litera, cyfra, kolor, forma przestrzenna, w tym kształt towaru lub opakowania, a także dźwięk. Utwór natomiast definiowany jest jedynie jako przejaw twórczej działalności o indywidualnym charakterze. Mając na uwadze przywołane względy, uznać powinno się, że płatnik do amortyzacji wykorzystać może zarejestrowany uprzednio znak towarowy.

Przesłanki poddania znaku towarowego amortyzacji

Amortyzację prawa do znaku towarowego można rozpocząć, jeżeli spełni ono następujące przesłanki:

  1. a) zostało nabyte od innego podmiotu,
  2. b) nadaje się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania,
  3. c) przewidywany okres jego używania przekracza rok,
  4. d) jest wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddane przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu.

Warto w tym miejscu zaakcentować w szczególności dwa z przytoczonych wymogów, sprawiające, że w rezultacie prawo ochronne znaku towarowego nie może być amortyzowane w niektórych przypadkach. Chodzi przede wszystkim o okoliczność, kiedy przedsiębiorca nabywa prawa majątkowe, których przewidywany okres używania w chwili rozpoczęcia amortyzacji nie przekracza roku. Amortyzacji nie będą podlegać także prawa do znaku towarowego, jeżeli nie zostały przez podatnika uprzednio nabyte, lecz wytworzone przez niego samego. Przez nabycie trzeba głównie rozumieć tzw. nabycie wtórne, polegające na pozyskaniu prawa ochronnego na znak towarowy od podmiotu trzeciego. W praktyce będzie polegało to najczęściej na zawarciu umowy sprzedaży, zamiany, darowizny bądź na dokonaniu aportu albo też przekazaniu prawa drogą spadku.

W doktrynie stawiana jest jednak teza, w świetle której brakuje argumentów przemawiających za twierdzeniem, że na gruncie regulacji podatkowych pojęcie „nabyte” nie obejmuje uzyskania przez podatnika prawa ochronnego na znak towarowy poprzez decyzję Urzędu Patentowego. UP udziela bowiem prawa ochronnego na znak towarowy, wydając decyzję o charakterze konstytutywnym, co prowadzi równocześnie do nabycia prawa do znaku przez jej adresata.

Materią ściśle powiązaną z powyższym jest amortyzacja tzw. kosztów praw rozwojowych. Dochodzi do niej w sytuacji, gdy przedsiębiorca nie nabywa, lecz sam tworzy znak towarowy. Wówczas, jeżeli prace nad nim osiągną oczekiwany rezultat, ich koszt jednoznacznie wykazany, stanowiąc szczególny rodzaj aktywów, podlegać może amortyzacji w oderwaniu od uzyskanego następnie prawa ochronnego dla znaku.

Kroki zmierzające ku amortyzacji

Jedną z kluczowych czynności, bez których niemożliwe jest dokonanie amortyzacji, jest ustalenie wartości początkowej prawa jej poddawanego. Tryb ustalenia wartości początkowej środków trwałych nierozerwalnie związany jest ze sposobem nabycia danego środka trwałego, a zatem w zależności od rodzaju czynności prawnej może to być np. wartość rynkowa określona w umowie darowizny czy sprzedaży. Następnym krokiem powinno być wprowadzenie określonego prawa do ewidencji środków trwałych, co musi być dokonane przed upływem miesiąca od nabycia prawa do znaku towarowego. Po sfinalizowaniu powyższego amortyzacja może być rozpoczęta.

Nie sposób nie wspomnieć, że amortyzacja wartości niematerialnych może być realizowana co do zasady wyłącznie metodą liniową, sprowadzającą się do dokonywania cyklicznych, comiesięcznych odpisów o równych wartościach. Jeśli chodzi zaś o okres, w którym amortyzacja jest dokonywana, w odniesieniu do prawa do znaku towarowego nie może być on krótszy niż 60 miesięcy.

Wybór należy do podatnika

Swego rodzaju wyjątek od powyższych rozważań prezentują liczne organy skarbowe, które w wydawanych przez siebie interpretacjach aprobują koncepcję, w świetle której amortyzacji podlegać może również znak towarowy jeszcze przed zarejestrowaniem. Stanowi on wówczas przedmiot praw autorskich, które przecież na gruncie przywoływanych przepisów także mogą być amortyzowane. Co istotne, następcze uzyskanie rejestracji amortyzowanego już znaku nie ma wpływu na jego status jako autorskiego prawa majątkowego. W rezultacie podatnik uprawniony będzie do kontynuacji tego sposobu amortyzacji. Wybór zaś podstawy oraz momentu rozpoczęcia amortyzacji związanej ze znakiem towarowym należy wyłącznie do jego dysponenta.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wysyp przejęć na krajowym rynku nieruchomości w ciągu ostatnich 3 lat

Jeszcze nigdy w historii krajowego rynku nieruchomości nie doszło w tak krótkim czasie do tak spektakularnej akwizycji spółek deweloperskich przez zagranicznych inwestorów, jaką można było zaobserwować w ostatnich miesiącach. 

Wysyp przejęć „za pięć dwunasta”

Zaczęło się w 2017 roku od przejęcia spółki Robyg, jednego z głównych tuzów rodzimej deweloperki mieszkaniowej, przez fundusz kontrolowany przez Goldman Sachs. Koszt akwizycji przekroczył 1 mld zł, a po skutecznym wezwaniu na sprzedaż pozostałych w obrocie akcji dewelopera, został on w 2018 roku wycofany z warszawskiego parkietu.

Seria kolejnych przejęć na dobre ruszyła w roku ubiegłym, a pierwszy na celowniku inwestorów zagranicznych znalazł się wrocławski deweloper Vantage Development, a ściślej jego segment mieszkaniowy. W tym przypadku 100-procentowy pakiet akcji trafił do niemieckiego funduszu nieruchomościowego TAG Immobilien, który za sprawą akwizycji zamierza budować w Polsce mieszkania na wynajem, który pozostaje jego głównym przedmiotem działalności.przejęcia nieruchomości deweloperzy

Najciekawiej w ostatnim czasie prezentuje się jednak aktywność na polskim rynku nieruchomości inwestorów węgierskich. Najpierw pod koniec ubiegłego roku Wing – węgierski potentat nieruchomościowy nr 1 – przejął większościowy, wart ponad miliard złotych pakiet największego krajowego dewelopera o profilu komercyjno-mieszkaniowym – Echo Investment. Niedługo potem Cordia International pomogła tonącemu w giełdowych notowaniach Polnordowi, przejmując najpierw 65 proc. jego akcji, a następnie ogłaszając wezwanie na pozostałe w obrocie, które potrwa jeszcze do kwietnia.

Ostatnim akcentem seryjnej akwizycji na krajowym rynku deweloperskim było niedawne nabycie ponad 98 -procentowego pakietu akcji Murapolu przez fundusz AEREF V PL Investment, spółkę kontrolowaną przez Ares Management Corporation i fundusz Griffin Real Estate.

Uwagę zwraca jednak wyjątkowy timing operacji zmian właścicielskich u ścisłej czołówki rodzimych deweloperów, przede wszystkim mieszkaniowych. Niemal w komplecie wypadł on bowiem dosłownie tuż przed załamaniem rynków wywołanym pandemią koronawirusa. Przypadek? Zapewne tak, jednak z tego rodzaju, które na długo zapadają w pamięci.

Skąd takie zainteresowanie inwestorów zagranicznych?

Uwagę zwraca fakt zainteresowania zagranicznych inwestorów wyłącznie deweloperami z absolutnie najwyższej półki, o mocno ugruntowanej pozycji rynkowej, dysponujących największym potencjałem rozwoju, bogatym portfelem realizowanych inwestycji oraz zasobnym bankiem ziemi. Pytanie, skąd ta  nieoczekiwana kumulacja zainteresowania polskim rynkiem deweloperskim przez głównych graczy unijnego rynku nieruchomości.

Odpowiedzi należy szukać w okolicznościach swoistej korelacji nadmiaru poszukujących bezpiecznej przystani kapitałów wypracowanych przez ostanie lata przez europejskie firmy i fundusze nieruchomościowe z coraz bardziej docenianymi perspektywami polskiej mieszkaniówki.

W Polsce deficyt mieszkaniowy ocenia się na minimum 2 mln mieszkań, a wynajem komercyjny to wciąż niecałe 5 procent zasobów mieszkaniowych kraju. I wreszcie ta szczególna klasyfikacja, pozycjonująca Polskę jako trzeci w Europie kraj pod względem liczby nowo powstających mieszkań na tysiąc mieszkańców, przy przedostatniej lokacie w kwestii lokali na ten sam tysiąc ludności istniejących.

W tym stanie rzeczy wybór polskiej mieszkaniówki na ulokowanie przez inwestorów strategicznych około miliarda euro może wydawać się wyborem oczywistym i dobrym pretekstem do otwierania szampana. Niestety, w świetle najnowszej pandemicznej historii Europy i świata, nic oczywiste już wydawać się nie może.

Kto beneficjentem, a kto przegranym?

Tak czy inaczej wejście tej klasy inwestorów branżowych czy portfelowych o specjalizacji stricte nieruchomościowej, to niezależnie od zaistniałej sytuacji społeczno-gospodarczej świetna wiadomość dla krajowego rynku nieruchomości. Z pewnością zarządy przejętych ostatnio firm deweloperskich mogą poczuć się komfortowo w tych nie najciekawszych czasach, mając za sobą najbardziej renomowane podmioty klasy międzynarodowej, specjalizujące się od lat w podnoszeniu wartości spółek nieruchomościowych.

Głównymi beneficjentami deweloperskich akwizycji pozostaną więc same przejmowane spółki, którym łatwiej będzie przetrwać okres ewentualnego koniunkturalnego spowolnienia. Z kolei po jego zakończeniu mogą liczyć na przyśpieszony rozwój i umacnianie swej dominującej pozycji rynkowej.

Z kolei jedynym faktycznie przegranym okaże się najprawdopodobniej warszawska GPW. Notowani tu przejęci ostatnio deweloperzy, najpewniej raczej prędzej niż później, idąc za śladem Robyga, opuszczą stołeczny parkiet, istotnie deprecjonując jego renomę.
Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dramat przedsiębiorców – ponad 50% całkowicie traci dochody

Ponad połowa przedsiębiorców przewiduje, że środki bezpieczeństwa wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa wpłyną na trwałe zmniejszenie sprzedaży bliskie lub równe 100% – wynika z badania przeprowadzonego przez Polską Izbę Firm Szkoleniowych wśród ponad 470 firm z branży. ⅓ planuje redukcję zatrudnienia – zagrożonych jest 100 tys. miejsc pracy.

Zwolnienia (33%), kłopoty z wypłacaniem pensji (43%) i rozliczeniami z dostawcami (29%) – to tylko niektóre z następstw apokalipsy, która zmierza w kierunku branży szkoleniowej. 84% przedsiębiorców spodziewa się anulacji zamówień, prawie tyle samo widzi duże utrudnienia w pozyskiwaniu nowych kontraktów, a 55% opóźnień w płatnościach za już zrealizowane usługi. Wszystko to sprawia, że ponad połowa (54%) spodziewa się całkowitej utraty dochodów. Przedsiębiorcy mówią o upadłości nie tylko ich biznesów, ale i całej branży.

Badanie zostało przeprowadzone tydzień po ogłoszeniu założeń Tarczy Antykryzysowej przez rząd. Jego wyniki najlepiej pokazują, że zaproponowane rozwiązania są niewystarczające, a nasza branża znajduje się na równi pochyłej i nie tygodnie, a dni dzielą ją od całkowitej klęski – mówi Piotr Piasecki, Prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Co zdaniem przedsiębiorców w największym stopniu pomogłoby im w poradzeniu sobie z obecną sytuacją? 56% wskazuje na odroczenie płatności i zobowiązań wobec skarbu państwa, 43% na finansowanie wynagrodzeń i rozliczeń z podwykonawcami, a 35% na pomoc w zmianie modelu biznesu i inwestycjach w tym zakresie. Mamy świadomość, że część z tych działań jest planowanych, ale podkreślam – w niewystarczającym charakterze – dodaje Piasecki.

Polska Izba Firm Szkoleniowych uważa za konieczne zwiększenie wymiaru wsparcia dla samozatrudnionych i mikro firm, które są najbardziej zagrożone upadkiem. Co więcej, w stosunku do wielu podmiotów, wobec skali i nieodwracalności utraty przychodów, odroczenie terminów nie zapobiegnie ryzyku upadłości, dlatego Izba postuluje uwzględnienie najprostszych form, przynajmniej częściowo umarzanych pożyczek, dostępnych dla mikro, małych firm, w tym także samozatrudnionych. Wnioskuje również o rozszerzenie katalogu podstaw do zasiłku o decyzję zakazującą organizacji szkoleń z bezpośrednim udziałem osób.

Badanie przeprowadzono metodą CAWI przez Polską Izbę Firm Szkoleniowych w dniach 21-23 marca 2020 r. na grupie 472 firm z sektora usług szkoleniowych.

Dokonana przez spółkę wpłata należności na rzecz fundacji bez podatku CIT

Fundacja przeznaczająca uzyskane dochody na swoją działalność statutową, zbieżną z niektórymi celami użyteczności społecznej wskazanymi w art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT zwolniona jest w ich zakresie z ciężaru podatku dochodowego od osób prawnych. Spółka z o.o. wystąpiła do organu podatkowego o wydanie interpretacji, czy zwolnienie to będzie miało zastosowanie także wtedy, gdy dochodami fundacji będą odsetki spłacane przez spółkę od wkładu, jaki fundacja ta wniosła, wstępując w rolę udziałowca spółki.

Poza podmiotami wskazanymi w art. 17 ust. 1c ustawy o CIT, czyli m.in. przedsiębiorstwami państwowymi, spółdzielniami i spółkami czy samorządowymi zakładami budżetowymi, pozostali podatnicy, których celem statutowym zgodnie z ust. 1 pkt 4 tego przepisu jest np. działalność naukowa, naukowo-techniczna, oświatowa, kulturalna, ochrony środowiska – w części przeznaczonej na te cele – zwolnieni są z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób prawnych.

Fundacja zagraniczna udziałowcem polskiej spółki z o.o.

Na powyższy przepis powołała się polska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, występując do organu podatkowego, której jedną z prowadzonych działalności są badania naukowe i prace rozwojowe w różnych dziedzinach życia. W 2017 r. nawiązała współpracę z nowym inwestorem – zagraniczną fundacją, która nabyła część jej udziałów. Fundacja zagraniczna jest organizacją pożytku publicznego, wspierającą m.in. inicjatywy z zakresu edukacji i działalności naukowej i naukowo-technicznej. Współpraca owocuje realizacją projektów szkoleniowych i przeprowadzaniem badań naukowych.

Umowa cichej spółki

Polska spółka z o.o. zawarła z fundacją umowę o utworzenie cichej spółki, w ramach której fundacja została cichym udziałowcem spółki i wniosła do niej wkład pieniężny. W 2018 r. oba podmioty zawarły kolejną umowę cichej spółki. Fundacja znów wniosła wkład, ale obie strony tym razem uzgodniły, że spółka prowadzić będzie dwa konta rozliczeniowe dla cichego udziałowca: konto dla wniesionego wkładu oraz konto prywatne, na którym gromadzone będą zyski i rozliczane ewentualne straty oraz dokonywane wypłaty. Z tytułu wniesionego wkładu fundacja zagraniczna otrzymywać będzie od spółki odsetki. Wartość wkładu stanowi również podstawę obliczania tych odsetek w ustalonej przez strony umowy wysokości – 2%. Dodatkowo strony umówiły się, że fundacja otrzymywać będzie 5% wartości rocznego zysku polskiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W tej samej wysokości cichy wspólnik uczestniczyć ma w stratach spółki. Gromadzone na prywatnym koncie fundacji zyski będą podlegać 2,5% oprocentowaniu.

Odsetki od udzielonego kapitału

Fundacja ma prawo wglądu w dokumentację spółki jedynie w zakresie weryfikacji prawidłowości ustalenia zysku lub straty, w których partycypuje. Nie posiada natomiast żadnych uprawnień kontrolnych nad spółką. Choć umowa spółki cichej została zawarta na czas nieokreślony, to zastrzeżono, iż w przypadku jej zakończenia spółka z o.o. zwróci fundacji wniesiony wkład, pomniejszony o wartość ewentualnych strat.

Zgodnie z polską ustawą o rachunkowości wniesione przez fundację do spółki środki traktowane są jak pożyczka, stąd wszelkie zwrotne świadczenia wpłacane przez spółkę na rzecz fundacji będą traktowane jako odsetki od udzielonego kapitału. Tak uzyskane środki, podobnie jak inne środki uzyskiwane w ramach udziału w zyskach spółki, fundacja przeznacza i przeznaczać będzie wyłącznie na swoje statutowe cele działalności pożytku publicznego, na potwierdzenie czego spółka przy każdej wypłacie odsetek i ewentualnych dywidend będzie w posiadaniu stosownej pisemnej deklaracji fundacji. Spółka zapytała więc organ interpretacyjny, czy słusznie stoi na stanowisku, że wypłacając fundacji odsetki i dywidendy, zważywszy na wynikające z art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT zwolnienie, nie będzie musiała jako płatnik pobierać z tego tytułu zryczałtowanego podatku dochodowego.

Nieopodatkowane dywidendy, ale odsetki z 20% podatkiem

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przyznał spółce rację, ale tylko w kwestii wypłaty dywidend. Stwierdził, że na mocy art. 26 ust. 1a ustawy o CIT będzie ona mogła nie pobierać podatku od źródła tych dochodów, jako że w przepisie tym zwolnione z tego ciężaru są właśnie dochody uzyskane z dywidend oraz z innych przychodów z tytułu udziałów w zyskach osób prawnych, jednak pod warunkiem, że spółka będzie w posiadaniu deklaracji, że zagraniczna fundacja przeznaczy te dochody na cele statutowe, o których mowa w art. 17 ust. 1 pkt 4 tej ustawy.

Z drugiej jednak strony organ wskazał, że właśnie z uwagi na wymienione w art. 26 ust. 1a rodzaje dochodów spółka nie będzie mogła skorzystać ze zwolnienia z poboru podatku w odniesieniu do wypłacanych fundacji odsetek, bowiem nie mogą one być uznane za dochody z dywidend czy innych udziałów w zyskach osób prawnych, a za przychody wskazane w art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Zgodnie z treścią tego przepisu 20% podatek dochodowy od podatników niemających zarządu lub siedziby na terytorium Polski pobiera się w zakresie przychodów z odsetek uzyskanych przez tych podatników na tym terytorium. Zdaniem organu odsetki wpłacane fundacji przez polską spółkę spełniają te przesłanki.

Sąd przyznał rację spółce

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie stanął po stronie spółki i to jej przyznał rację. Sąd uznał, że rozstrzygnięcie organu narusza art. 14c § 1 i 2 Ordynacji podatkowej w zakresie wymogów, jakie powinna spełniać interpretacja podatkowa. Organ nie dokonał w niej bowiem jednoznacznej oceny stanowiska spółki, a mimo to je zanegował. Zdaniem natomiast sądu w opisie stanu faktycznego sprawy spółka wyraźnie wskazała, że przepisy ustawy o CIT pozwalają wprost skorzystać przez podatników ze zwolnienia w CIT, jeśli tylko zdołają wykazać, że dochód zostanie wydatkowany na jedne z celów wskazanych w art. 17 ust. 1 pkt 4 tej ustawy. A takim celem jest działalność naukowa i naukowo-techniczna, na którą swój dochód przeznacza fundacja. Jednocześnie spółka spełnia pozostały wymóg do skorzystania z przedmiotowego zwolnienia – posiada deklarację, potwierdzenie, że uzyskiwane przez fundację dochody będą w ten sposób wydatkowane. Uchylając interpretację Dyrektora KIS, WSA w Szczecinie orzekł:

„Prawidłowe jest zatem stanowisko Wnioskodawcy, że w przedstawionym stanie faktycznym, tj. wypłaty przez Spółkę odsetek z tytułu umorzenia Obligacji, Fundacja jest uprawniona do skorzystania ze zwolnienia przedmiotowego przewidzianego w art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o CIT, a w konsekwencji Spółka nie była zobowiązana jako płatnik (…) do potrącenia i wpłaty 20% podatku u źródła” (sygn. I SA/Sz 764/19).

Przedsiębiorcy mogą korzystać z oferowanych przez prawo zwolnień w ciężarach podatkowych

To nie organ podatkowy, a przedsiębiorcy prowadzą działalność gospodarczą i to oni ponoszą związane z tym ryzyko gospodarcze. By zagrożenie to niwelować, mogą korzystać z polskich i zagranicznych struktur organizacyjnych, w tym takich właśnie jak ww. fundacja, która okazała się potrzebnym inwestorem posiłkującym działalność spółki pożądanym przez nią kapitałem. To, że fiskus chciałby „ściągać” z przedsiębiorców więcej, nie oznacza, iż działania te mogą stać w sprzeczności z wolą ustawodawcy, powołującego przepisy stworzone właśnie z myślą o przedsiębiorcach.

Jak bowiem podkreślił w swoim wyroku WSA w Szczecinie, powołując się zresztą na rozstrzygnięcie innego organu podatkowego: „…skoro Fundacja spełnia przesłanki dla korzystania ze zwolnienia (…) jest ona uprawniona do zwolnienia z podatku już w chwili wypłaty jej dochodu w postaci odsetek. Z brzmienia ustawy o CIT wynika, że zamiarem ustawodawcy w takim przypadku było zwolnienie płatnika z obowiązku poboru podatku” (sygn. I SA/Sz 764/19).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Osoby fizyczne mają złożyć PIT do 30 kwietnia, odroczenia płatności dla pracodawców

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez rząd termin złożenia zeznania w podatku dochodowym od osób fizycznych miał zostać przesunięty. Jednak w projekcie tzw. „tarczy antykryzysowej”, który pojawił się późnym wieczorem w sobotę, nie ma o tym żadnej wzmianki.

Jednocześnie zgodnie z projektem zmienia się termin zapłaty podatku przez płatników m.in. z tytułu umów o pracę czy też umów zlecenie za miesiące marzec oraz kwiecień. Nowy termin to 1 czerwca 2020 roku. Oznacza to, że płatnik do tego czasu pobiera podatek od wynagrodzeń, ale z płatnością do budżetu może poczekać aż do 1 czerwca 2020 r.

W związku z tym, że termin zostaje ustalony ustawowo, przedsiębiorcy nie będę musieli składać wniosków o odroczenie zapłaty podatku. Nie wystąpią tu zatem żadne dodatkowe koszty po ich stronie, jak np. opłata prolongacyjna. Jest to dużo lepsze rozwiązanie niż w przypadku odroczenia terminu zapłat składek ZUS, ponieważ podatnik nie musi pisać żadnych dodatkowych i skomplikowanych wniosków.

Należy też pamiętać, że jest to tylko odroczenie, a nie umorzenie. Przedsiębiorca i tak będzie w konsekwencji musiał zapłacić podatek. Wszystkie te przesunięcia mogą więc spowodować kumulację spłat, a to dla przedsiębiorstw, które zaczną po kryzysie odrabianie strat, może się okazać przytłaczające.

Niewątpliwie odroczenia w zapłatach są potrzebne, ale najbardziej pożądane byłyby po prostu zwolnienia z PIT na czas pandemii. Jednak jeśli rządzący zdecydują się na odroczenia, to zdecydowanie potrzebny byłby dłuższy czas – na przykład do końca roku. Wówczas przedsiębiorcy mogliby w dłuższym czasie spłacać odroczone zobowiązania publicznoprawne, tak żeby zminimalizować negatywne skutki kumulacji składek.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Euro najdroższe od kryzysu 2008 r.

Poziom 4,63 zł za euro to najwyższy kurs od wyskoku waluty po kryzysie z 2008 roku. Wtedy dotarła do 4,92 zł, mamy zatem jeszcze sporo zapasu. Taka perspektywa z pewnością nie cieszy importerów.

Waluty jednak niespokojne

Wczoraj pisaliśmy o względnie spokojnym otwarciu na rynku. Taki był poranek, jednak popołudnie spowodowało, że na rynku działo się znów bardzo dużo. Euro w szczytowym momencie drożało aż 10 groszy i dotarło do 4,63 zł. Frank szwajcarski osiągnął 4,38 zł, czyli poziomy niewidziane od wyskoku franka z początku 2015 roku. Dolar przebił maksima z 2016 roku przekraczając 4,30 zł. Funt w dalszym ciągu nie może się odnaleźć i znajduje się wciąż poniżej 5 zł.

Indeksy koniunktury

Najnowsze indeksy koniunktury zawierają już dane z początku restrykcji związanych z koronawirusem i wiele mówią o przyszłości. Łączny indeks dla przemysłu w Unii Europejskiej spadł z 49,2 punktów na 44,8 punktów, jest to duża zmiana, ale nie można jej nazwać niespodzianką. Znacznie ciekawiej było w przypadku subindeksu dla usług. Ten zanurkował z 52,6 punktów na 28,4 punktów. Zmiana ta przejdzie z pewnością do historii, o ile potwierdzi się w finalnych danych. Usługi cierpią obecnie mocniej niż przemysł z powodu ograniczeń związanych z rozprzestrzenianiem wirusa.

Dla odmiany wzrosty na giełdach

Na głównych parkietach zmienność jest wyjątkowo wysoka. Dzisiaj dla odmiany otwarcia na giełdach przyniosły 3-4% wzrosty. Analitycy zwracają uwagę, że o wszystkim decydują tutaj emocje. Zarówno skala spadków jak i wzrostów jest trudna do wyjaśnienia, nie odwołując się do silnych emocji. Najgorsze jest to, że nie wiadomo jak długo potrwa ta sytuacja. Zmienność dodatkowo napędzana jest automatycznymi zleceniami, które tylko pogłębiają wahania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Co zrobić, gdy firmie grozi wypowiedzenie umowy kredytu?

Kryzys związany z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2może spowodować problemy z płynnością finansową u wielu przedsiębiorców. Zaburzenia te mogą z kolei pociągnąć za sobą naruszenie przez nich postanowień często dawno nieodkurzanych umów kredytu. Trzeba pamiętać, że także przejściowe problemy z frekwencją pracowników lub dostępnością na rynku określonego rodzaju usług mogą doprowadzić do czasowej lub trwałej niemożności wywiązania się z obowiązków przez kredytobiorcę. W związku z tym warto wiedzieć, jakie prawa mu przysługują, jak wygląda proces potencjalnego wypowiedzenia umowy kredytu przez bank i jak tego uniknąć.

Zakłócenia w prowadzeniu działalności gospodarczej związane z trwającą pandemią koronawirusa z pewnością spowodują co najmniej przejściowe zaburzenia w przychodach i przepływach pieniężnych wielu przedsiębiorstw. Kredytodawcy oczywiście dostrzegają nadzwyczajną sytuację panującą w gospodarce i starają się wdrożyć specjalne środki pozwalające kredytobiorcom pokonać czasowe trudności finansowe.

Ułatwienia

Jednym z przejawów takich działań jest opublikowany 16 marca 2020 r. komunikat Związku Banków Polskich w sprawie działań pomocowych podejmowanych przez banki w związku z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2. Związek Banków Polskich jest organizacją, która zrzesza znaczną większość banków w Polsce, a zatem komunikat należy potraktować jako oddolną inicjatywę, będącą odpowiedzią kredytodawców na sytuację kryzysową.

Zgodnie z nim w związku z pandemią planowane jest podjęcie przez banki działań polegających m.in. na odroczeniu (zawieszeniu) spłaty rat kredytów i w związku z tym wydłużeniem o ten okres terminu spłaty, umożliwieniu odnowienia istniejącego finansowania i ułatwieniu dostępu do kredytu krótkoterminowego. Do pomysłów pozytywnie odniosła się Komisja Nadzoru Finansowego wydając 18 marca 2020 r. Pakiet Impulsów Nadzorczych na rzecz Bezpieczeństwa i Rozwoju. Jest to opracowanie polskiego nadzoru finansowego dotyczące działań dodatkowo wzmacniających odporność sektora bankowego i możliwości finansowania gospodarki w związku z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2.

Przed zażądaniem spłaty całości kredytu bank musi wypowiedzieć umowę kredytu, a to, wbrew pozorom, dość skomplikowany i niejednokrotnie przedłużający się proces. Niezależnie od tego, umowy dopuszczają też zazwyczaj możliwość naprawienia przez kredytobiorcę zaistniałego naruszenia, dzięki czemu zniknie podstawa do jej wypowiedzenia. Terminy te są jedną z najintensywniej negocjowanych części umów kredytu. Pozwalają one kredytobiorcy w ściśle określonym czasie np. poprawić wskaźniki finansowe dzięki wniesieniu wkładów pieniężnych przez wspólników, skutkiem czego naruszenie będzie traktowane jako niezaistniałe. Warto na tym etapie podjąć rozmowy z bankiem – często jest to bowiem jeden z ostatnich momentów, w których można nie tylko poprawić sytuację przedsiębiorcy, ale i dostosować samą umowę do nieoczekiwanie zmienionej sytuacji. Często rozmowy z bankiem finansującym podjęte na tym właśnie etapie przynoszą najlepszy rezultat, choćby w postaci zmiany harmonogramu spłaty zadłużenia.

Zanim bank wypowie umowę – restrukturyzacja zadłużenia

Procedura wypowiedzenia umowy kredytu rozpoczyna się od złożenia przez bank oświadczenia o wypowiedzeniu umowy. Zgodnie z art. 75 ustawy Prawo bankowe, termin wypowiedzenia wynosi co najmniej 30 dni, a w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy – 7 dni. Termin wypowiedzenia zaczyna biec od dnia następującego po dniu, w którym kredytobiorca otrzymał oświadczenie banku. Dopiero po upływie tego terminu kredyt staje się w całości wymagalny.

Jeśli kredytobiorca opóźnia się ze spłatą zobowiązania, przed zażądaniem spłaty całości kredytu (a zatem przed wypowiedzeniem umowy) bank jest zobowiązany do umożliwienia kredytobiorcy restrukturyzacji zadłużenia na podstawie art. 75c ust. 3 ustawy Prawo bankowe. W tym przypadku bank musi wezwać kredytobiorcę do dokonania spłaty, wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni roboczych od dnia otrzymania pisma. Pismo to musi również zawierać informację o możliwości złożenia przez kredytobiorcę do banku wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Art. 75c ust. 3 ustawy Prawo bankowe zobowiązuje bank do umożliwienia kredytobiorcy restrukturyzacji zadłużenia poprzez zmianę określonych w umowie warunków lub terminów spłaty kredytu, jeżeli jest to uzasadnione dokonaną przez bank oceną sytuacji finansowej i gospodarczej kredytobiorcy. Jest to więc kolejna okazja do podjęcia rozmów z bankiem finansującym, w którego interesie bynajmniej nie jest upadłość jego klientów. Ponadto, odrzucenie przez bank wniosku kredytobiorcy o restrukturyzację zadłużenia wymaga przekazania mu szczegółowych wyjaśnień dotyczących przyczyn odrzucenia. Jeśli ta – co najmniej druga okazja do zrestrukturyzowania zadłużenia – nie przyniesie rezultatów, bank może złożyć wobec kredytobiorcy oświadczenie o wypowiedzeniu umowy kredytu najwcześniej równocześnie z przekazaniem kredytobiorcy wyjaśnień dotyczących przyczyn odrzucenia wniosku o restrukturyzację.

Nawet jednak na tym etapie, kredytobiorca może zdecydować o wszczęciu sądowej restrukturyzacji swojego przedsiębiorstwa. Taka możliwość jest przewidziana przepisami ustawy Prawo restrukturyzacyjne.

Postępowanie restrukturyzacyjne. Co dalej?

Brak wywiązania się ze zobowiązań określonych umową kredytu rzadko pozostaje oderwany od ogólnej kondycji finansowej kredytobiorcy. W przypadku kredytobiorców, względem których toczy się postępowanie restrukturyzacyjne (przyspieszone układowe, układowe lub sanacyjne) zastosowanie znajdą jednak przepisy szczególne określone ustawą Prawo restrukturyzacyjne. Zgodnie z art. 256 ust. 1 i 2 ustawy Prawo restrukturyzacyjne (oraz odpowiednimi odniesieniami zawartymi w art. 273 i 297 tej ustawy), od dnia otwarcia przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego lub sanacyjnego, do dnia zakończenia każdego z nich (lub uprawomocnienia się postanowienia o jego umorzeniu), nie jest dopuszczalne, bez zgody rady wierzycieli, wypowiedzenie przez bank umowy kredytu w zakresie środków pozostawionych do dyspozycji kredytobiorcy przed dniem otwarcia odpowiedniego postępowania restrukturyzacyjnego. Wyjątek od powyższej reguły stanowi art. 256 ust. 3 ustawy Prawo restrukturyzacyjne. Zgodnie z nim, gdy podstawą wypowiedzenia umowy kredytu jest niewykonywanie przez dłużnika po dniu otwarcia odpowiedniego postępowania zobowiązań nieobjętych układem lub inna okoliczność przewidziana w umowie zaistniała po dniu otwarcia postępowania, opisany powyżej zakaz wypowiadania umowy kredytu nie ma zastosowania.

Naruszenie postanowień umowy kredytu powoduje komplikacje nie tylko dla kredytobiorcy, ale również dla banków. W najbliższych miesiącach ryzyko tych ostatnich związane z udzielonymi lata temu kredytami ulegnie istotnemu zwiększeniu. W takiej sytuacji najlepszą radą dla kredytobiorców jest stałe monitorowanie wypełniania swoich zobowiązań (również niepieniężnych) określonych postanowieniami umów kredytu, a w razie wystąpienia problemów możliwie szybkie podjęcie rozmów z bankami. Nie warto czekać z rozwiązaniem tych kwestii na ostatni moment, bowiem wczesne ich zidentyfikowanie daje najszerszy wachlarz środków służących poprawie sytuacji.

Komentarz Agnieszki Ziółek, radcy prawnego, partnera w Deloitte Legal i Mariusza Banasia, adwokata, managing associate w Deloitte Legal

Przestępstwo dowolnego zaspokajania wybranych wierzycieli

Ogólna charakterystyka przestępstwa z art. 302 § 1 Kodeksu karnego

Do najczęściej popełnianych przestępstw przeciwko obrotowi gospodarczemu należą te związane z naruszeniem interesów wierzyciela. Art. 302 § 1 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność karną za dokonanie przestępstwa tzw. dowolnego zaspokajania wybranych wierzycieli.

Celem postępowania upadłościowego jest równomierne zaspokojenie wszystkich dłużników. Z tego względu penalizowane jest działanie mające na cele złamanie tej zasady i nierównomierne zaspokajanie wszystkich lub niektórych dłużników.

Sprawca przestępstwa

Sprawcą przestępstwa może być dłużnik albo jego reprezentant, jeżeli występują okoliczności wskazujące na groźbę jego upadłości lub niewypłacalności. Konieczne jest ponadto, aby majątek dłużnika nie wystarczał na zaspokojenie wszystkich wierzycieli. Przestępstwo opisane w art. 302 § 1 Kodeksu karnego może zaistnieć tylko w sytuacji częściowej niewypłacalności dłużnika. Do popełnienia przestępstwa wybiórczego zaspokajania wierzycieli nie dojdzie, jeżeli dłużnik posiada majątek pozwalający na swobodne zaspokojenie wszystkich wierzycieli. W takiej sytuacji zaspokojenie części wierzycieli nie stanowi przestępstwa. Podobnie przestępstwa z art. 302 § 1 Kodeksu karnego nie stanowi sytuacja, w której dłużnik w ogóle nie posiada majątku i nie zaspokaja żadnego z wierzycieli. Taka regulacja wynika wprost z pierwszego zdania art. 302 § 1 Kodeksu karnego. Precyzuje ona, że przepis jest stosowany tylko w przypadku stanu zagrożenia niewypłacalnością lub upadłością.

Dla ustalenia, czy dłużnik znajduje się w stanie zagrożenia niewypłacalnością, pomocne mogą być ustalenia wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 5 listopada 2008 r. (sygn. II AKa 203/08). Wynika z nich, że zagrożonym niewypłacalnością jest ten przedsiębiorca, który, pomimo iż wywiązuje się ze swoich zobowiązań, to jest oczywiste, opierając się na rozsądnej ocenie ekonomicznej, że w niedługim czasie stanie się niewypłacalny. Z kolei dłużnika uznaje się za niewypłacalnego, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, przy czym przyjmuje się, że takie opóźnienie powinno trwać co najmniej trzy miesiące. Oczywiste jest, że zanim nastąpi stan niewypłacalności, musi najpierw zaistnieć stan zagrożenia niewypłacalnością. Sąd, który będzie weryfikował, czy doszło do realizacji znamion przestępstwa, będzie musiał zweryfikować, czy obiektywnie doszło do takiego zagrożenia.

Przestępstwo z art. 302 § 1 Kodeksu karnego popełnia także ten, kto takim zachowaniem kieruje, poleca jego wykonanie, nakłania do niego albo pomaga w nim zgodnie z zasadami opisanymi w art. 18 Kodeksu karnego.

Liczba wierzycieli

W doktrynie oraz orzecznictwie kwestią sporną jest zagadnienie, czy dla zaistnienia przestępstwa dowolnego zaspokajania wybranych wierzycieli koniecznie jest, aby dłużnik posiadał co najmniej czterech wierzycieli, czy też wystarczające jest posiadanie przynajmniej dwóch wierzycieli. Sporne jest także, czy musi nastąpić zaspokojenie lub zabezpieczenie co najmniej jednego, czy też co najmniej dwóch wierzycieli oraz, czy w konsekwencji konieczne jest pokrzywdzenie co najmniej jednego, czy też dwóch wierzycieli.

W doktrynie przeważający jest pogląd, zgodnie z którym, aby zrealizowane zostały znamiona przestępstwa wybiórczego zaspokajania wierzycieli, dłużnik musi posiadać co najmniej czterech wierzycieli. Zabronione zachowanie polega na zaspokojeniu roszczeń tylko niektórych (co najmniej dwóch) wierzycieli, co powoduje, że nie mogą zostać w pełni zaspokojeni pozostali, co najmniej dwaj wierzyciele.

Co szczególnie istotne, w orzecznictwie sądów powszechnych oraz Sądu Najwyższego dominujący wydaje się natomiast pogląd, zgodnie z którym dla bytu przestępstwa z art. 302 § 1 Kodeksu karnego wystarczające jest, aby dłużnik posiadał co najmniej dwóch wierzycieli. W związku z tym znamiona tego przestępstwa wyczerpuje także ten, kto w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości, nie mogąc zaspokoić wszystkich wierzycieli, spłaca lub zabezpiecza przynajmniej jednego wierzyciela, działając tym samym na szkodę chociażby jednego, innego wierzyciela, co znacznie poszerza krąg penalizowanych zachowań.

Czynność sprawcza

Czynność sprawcza omawianego przestępstwa polega na spłacaniu lub zabezpieczaniu wierzycieli. Pojęcie „spłaty” należy interpretować jako wszelkie czynności, które mają na celu zmniejszenie lub zlikwidowanie długu (oczywiście, o ile są one prawnie dopuszczalne i ważne z perspektywy przepisów prawa). Przesłankę z art. 302 § 1 Kodeksu karnego należy rozumieć w ten sposób, że chodzi o jakąkolwiek formę spłaty lub zabezpieczenia roszczenia wierzyciela. Przy ocenie działań dłużnika niezbędne jest posiłkowanie się normami określonymi np. w art. 342 ustawy Prawo upadłościowe, art. 1025 Kodeksu postępowania cywilnego, art. 496 § 1 Kodeksu spółek handlowych, czy art. 25 § 3 Kodeksu karnego wykonawczego, które określają zasady spłaty dłużników.

Popełniać to przestępstwo można tak długo, jak długo trwa stan zagrożenia upadłością lub niewypłacalnością. Co istotne, przestępstwo to można popełnić jedynie w sposób umyślny, zarówno z zamiarem bezpośrednim, jak i ewentualnym (tj. sprawca musi mieć świadomość działania na szkodę wierzycieli i chcieć lub co najmniej godzić się na to, że podejmowane zachowania im zaszkodzą). Przestępstwo to ma charakter publicznoskargowy, (czyli jest ścigane z oskarżenia publicznego) i formalny (tj. niezależny od wystąpienia szkody).

Aby dane zachowanie dłużnika zostało uznane za działanie na szkodę wierzycieli w rozumieniu art. 302 § 1 Kodeksu karnego, takie spłaty lub zabezpieczenie muszą przekraczać granice zwykłych czynności niezbędnych do zachowania swojego majątku w stanie niepogorszonym lub do jego bieżącego utrzymania. Nie będą zatem uznane za stanowiące przestępstwo drobne spłaty, które mają na celu np. utrzymanie majątku czy złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Nie będą też stanowić przestępstwa działania, mające na celu spłacenie lub zabezpieczenie wierzycieli, którzy mają pierwszeństwo przed innymi na podstawie przepisów prawa.

Omawiane przestępstwo zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

Jak się zabezpieczyć

W związku z licznymi wątpliwościami interpretacyjnymi dotyczącymi znamion omawianego przestępstwa zasadne jest skorzystanie z profesjonalnej oceny i pomocy prawnej. Może to być przydatne zarówno przed podjęciem decyzji co do dokonania spłaty niektórych wierzycieli, jak i na etapie ewentualnego postępowania przygotowawczego lub sądowego. Profesjonalny pełnomocnik będzie w stanie ocenić, czy działania podjęte lub planowane przez dłużnika realizować mogą znamiona przestępstwa określonego w art. 302 § 1 Kodeksu karnego, a w przypadku toczącego się postępowania karnego przygotować taktykę. Jest to szczególnie istotne dla członków zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej albo likwidatorów, którzy w przypadku prawomocnego skazania za omawiane przestępstwo nie mogliby, stosownie do treści art. 18 § 2 Kodeksu Spółek Handlowych, dalej pełnić swoich funkcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Eksperyment w polskich firmach – praca zdalna na niespotykaną skalę

Czy polskie firmy poradziły sobie z nagłym przejściem na home office? Kto na tym ucierpi, a kto wyjdzie bez szwanku?

Sytuacji, z jaką mamy teraz do czynienia, nikt nie mógł przewidzieć. Jednak w dużej mierze można było się do niej przygotować, podążając za obecnym już od kliku lat trendem pracy elastycznej. Tym firmom, które dostrzegły w niej korzyść i zaczęły już wcześniej wdrażać tryb pracy zdalnej, z pewnością łatwiej było przejść na masowy home office. Colliers International już w 2014 roku uruchomił biuro, które działa w formie elastycznej i jest w pełni przystosowane od strony infrastruktury technicznej do pracy zdalnej.

Podstawowym narzędziem jest sprzęt. Aby pracownicy mogli efektywnie działać spoza biura potrzebują laptopów zamiast komputerów PC. W dzisiejszych czasach jest to już bardzo popularne, aczkolwiek wciąż wiele firm działa na urządzeniach stacjonarnych. W momencie, gdy mobilność pracowników staje się konieczna, napotykamy pierwszą barierę. Nam w Colliers wymiana całego sprzętu na laptopy zajęła trzy lata. Można rozłożyć ten proces w czasie, jednak ważne jest, aby stopniowo dążyć do pełnej elastyczności.

Drugim istotnym filarem jest infrastruktura informatyczna umożliwiająca dostęp do dysków i zasobów firmowych spoza biura. Do tego służy system VPN (virtual private network), pozwalający połączyć się przez internet z serwerem firmowym z dowolnego miejsca na Ziemi.

Trzecim krokiem jest tak zwane Collaboration services. Pracownik wykonujący swoje obowiązki z domu nadal potrzebuje w jakiś sposób skomunikować się z resztą zespołu lub z klientami. Do tego firmy wykorzystują najczęściej narzędzia takie, jak Skype czy Microsoft Teams. Tego typu programy, posiadające funkcje chatu, tele i videokonferencji lub prezentowania dokumentów z pulpitu, ułatwiają pracę grupową i stałą wymianę informacji.

Bez tych trzech elementów naprawdę trudno mówić o efektywnej pracy zdalnej. Przygotowanie infrastruktury, odpowiednich narzędzi oraz dobrych praktyk w firmie sprawi, że pracownicy bez problemu wejdą w nowy system działania.

W Colliers International z dnia na dzień przenieśliśmy na pracę elastyczną 240 osób. Choć było to duże przedsięwzięcie, dzięki odpowiedniemu przygotowaniu odbyło się sprawnie i bezproblemowo.  Zarówno infrastruktura zadziałała bezbłędnie, jak i zespół szybko poradził sobie z nagłą zmianą. Wszystko dzięki temu, że już wcześniej mieliśmy możliwość pracy z domu i każdy wiedział, jak funkcjonować w takim trybie. Obecnie cała organizacja działa zupełnie normalnie i nie obserwujemy nawet najmniejszego spadku wydajności.

Home Office nie dla wszystkich

Jednak nie wszystkie organizacje mogą funkcjonować bez biura w dłuższej perspektywie. Zależy to przede wszystkim od specyfiki firmy. Z pewnością łatwiej będzie miał sektor usługowy niż firmy produkcyjne, które mogą przenieść na pracę zdalną jedynie pracowników biur, zaś fabryki w zagrożeniu pandemii muszą zostać zamknięte.

Przykładem korporacji mogących długo funkcjonować bez biura są firmy z branży software development. Wiele z nich pracuje w tym trybie cały czas. Często nad jednym projektem pracują programiści mieszkający w innych miastach, a nawet krajach. Ta branża jest najlepszym dowodem, że można pracować bez biura długo, a wręcz permanentnie.

Niestety nie wszystkie procesy w firmie, nawet tej mogącej działać zdalnie, mogą zostać przeniesione online. W Colliers takim procesem okazała się paradoksalnie tak prosta czynność, jak odbiór poczty i przesyłek kurierskich, do którego musieliśmy wyznaczyć dyżur recepcji. Nowa rzeczywistość spowodowała, że stanęliśmy też przed wyzwaniem elektronicznego obiegu dokumentów. Wszystkie umowy, gdzie przepisy prawa dają taką możliwość, są teraz sygnowane podpisem elektronicznym.

Czynnik ludzki ważniejszy od technologii

Nawet firma najlepiej przygotowana do elastycznej pracy, przechodząc na stuprocentowy home office, napotka pewne trudności. Przede wszystkim jest to zmiana nawyków i przyzwyczajeń ludzi. Jedną grupą są pracownicy, którzy muszą odnaleźć się w tym, jak pracować i realizować swoje zadania, zaś drugą są managerowie. Stanęli oni przed wyzwaniem stworzenia zupełnie innego modelu zarządzania zespołem, organizacji pracy grup, delegowania zadań i nadzoru podwładnych.

Powszechne stereotypowe myślenie polskich szefów to: „pracownicy w domu nie pracują”. Oczywiście nie każdy ma predyspozycje do pracy z domu, jednak są sposoby, aby nawet takie osoby wciąż wypełniały swoje obowiązki efektywnie.

Podstawą jest ustalenie zasad i nowych nawyków. Jeśli nasza praca jest typowo zespołowa, wymaga wypracowania nowego rytmu działania. Przykładem może być umowa, że wszyscy siedzą przed komputerem między 9.00 a 15.00 oraz dwa razy dziennie odbywają się krótkie, 15-minutowe telekonferencje, podczas których omawiamy bieżące tematy.

Kluczem do sukcesu w efektywnym zarządzaniu zespołem podczas pracy zdalnej będzie częsty i stały kontakt pracowników. Regularne zdzwanianie się lub video konferencje w formie tak zwanych stand up meeting zapewniają stałą weryfikację działań do wykonania oraz stopień ich realizacji. Dzięki temu manager z łatwością rozdzieli zadania między swój zespół oraz ma kontrolę nad tym, co robią poszczególni pracownicy bez konieczności instalowania systemów monitorujących ich pracę.

Drugi aspekt to miejsce do pracy. Nie każdy ma do tego dogodne warunki. Często w domu mamy rodzinę i nie możemy wydzielić osobnej przestrzeni, w której moglibyśmy w ciszy i skupieniu wypełniać swoje obowiązki. Kolejną kwestią jest brak podstawowych narzędzi jak duży monitor, ergonomiczny fotel czy drukarka. To z pewnością znaczne utrudnienie w dłuższej perspektywie home office. W Colliers, aby sprostać temu wyzwaniu, umożliwiliśmy naszym pracownikom wypożyczenie sprzętu potrzebnego do pracy (monitorów, stacji dokującym itd.)

Trudnościami, jakie niesie za sobą praca zdalna w przypadku, gdy nasza firma nie spełnia trzech podstawowych filarów przedstawionych na początku, jest problem z dostępem do systemów i zasobów firmowych, czyli brak wspomnianego VPN, a także utrudniony kontakt z innymi pracownikami – niedostosowanie infrastruktury do pracy grupowej.

Wiele firm od dawna przygotowywało się i powoli wkraczało w wirtualny świat, ale obecna sytuacja rzuciła wszystkich na głęboką wodę – całkowitej pracy zdalnej. Dla wielu przedsiębiorstw z pewnością był to szok, ale też ważna lekcja na przyszłość.

W kryzysie epidemii koronawirusa widzę promyk nadziei na rozwój polskiego rynku pracy elastycznej. Być może obecna sytuacja nagłego zderzenia z nowym systemem pracy zmieni podeście do trybu zdalnego wśród tych, którzy jeszcze nie są do niego przekonani. Zazwyczaj to nie pracownicy mają problem z home office, lecz managerowie. I to oni muszą zweryfikować swoje podejście do pracy elastycznej, aby przekonać się, że przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi może ona być tak samo efektywna jak w biurze, a pracownicy bardziej zadowoleni.

Komentarz ekspercki Małgorzaty Michalczyk, dyrektor administracji w Colliers International

Ulga w spłacie zobowiązań podatkowych – co należy wiedzieć?

Choć coraz więcej mówi się o procedurach rozkładania i odraczania należności podatkowych, wciąż nie wiadomo dokładnie od kiedy zaczną one obowiązywać. Dlatego przedsiębiorcy borykający się z trudnościami finansowymi skazani są na korzystanie z obowiązujących regulacji i przewidzianych w nich rozwiązań w zakresie ulg w spłacie zobowiązań. Warto podsumować informacje w tym zakresie.

Podatnicy i płatnicy mający problem z terminową zapłatą należności podatkowych obecnie mogą rozważyć skorzystanie z jednej z form wsparcia, oferowanych przez przepisy ordynacji podatkowej. W myśl art. 67a Ordynacji podatkowej, możliwe jest ubieganie się o:

  • Odroczenie terminu płatności podatku lub rozłożenie zapłaty podatku na raty;
  • Odroczenie lub rozłożenie na raty zapłatę zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę lub odsetki od nieuregulowanych w terminie zaliczek na podatek;
  • Umorzenie w całości lub w części zaległości podatkowych, odsetek za zwłokę lub opłatę prolongacyjną.

Wniosek o odroczenie terminu płatności lub rozłożenie na raty

Należy pamiętać, że wniosek taki jest podaniem, a co za tym idzie powinien zawierać: treść żądania, wskazanie osoby, podmiotu od którego pochodzi, adres siedziby, miejsca prowadzenia działalności gospodarczej, identyfikator podatkowy. Ponadto, we wniosku należy wskazać konkretną ulgę, o którą wnioskujemy, należność podatkową, której ma dotyczyć ta ulga i uzasadnienie. Sam wniosek jednak nie wystarczy. Dodatkowo wymagane jest załączenie do niego dokumentów towarzyszących tj.:

  • ORD-ZH Oświadczenie o nieruchomościach oraz prawach majątkowych, które mogą być przedmiotem hipoteki przymusowej i rzeczach ruchomych oraz zbywanych prawach majątkowych, które mogą być przedmiotem zastawu skarbowego;
  • Oświadczenie podmiotu ubiegającego się o ulgę w spłacie zobowiązań podatkowych/niepodatkowych należności w ramach pomocy de minimis;
  • Oświadczenie o sytuacji finansowej i majątkowej;
  • Formularz informacji przedstawianych przy ubieganiu się o pomoc de minimis;
  • Dokumenty finansowe jednostki: sprawozdania finansowe z 3 ostatnich lat oraz bilans, rachunek zysków i strat za bieżący rok.

Należy mieć także na uwadze, że przyznanie ulgi podatkowej lub umorzenie zaległości podatkowych ma formę uznaniową, a organ podatkowy wydaje decyzję kierując się ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym. Warto jednak zauważyć, iż zgodnie z komunikatem Ministerstwa Finansów z 11 marca 2020 r. urzędy skarbowe będą brać pod uwagę szczególne okoliczności spowodowane sytuacją zdrowotną w kraju. Co więcej, wnioski składane w trybie art. 67a ordynacji będą rozpatrywane w pierwszej kolejności.

Jak i gdzie należy złożyć wniosek?

Wniosek składa się do właściwego miejscowo urzędu skarbowego dla podatnika. A jak złożyć wniosek zdalnie? Można pokusić się o przygotowanie papierowej wersji, ale ilość czasu potrzebna na jej przygotowanie i skompletowanie podpisów może mocno wydłużyć cały proces. Wobec powyższych okoliczności właściwym rozwiązaniem wydaje się być użycie firmowego profilu zaufanego.

Pewnym jest, że dzięki elektronizacji sprawozdań finansowych, możliwość podpisania dokumentu podpisem elektronicznym lub profilem zaufanym ma obecnie każdy członek zarządu w Polsce. Oznacza to, że wniosek o rozłożenie na raty lub odroczenie można podpisać elektronicznie, a samo przekazanie wniosku odbędzie się poprzez skrzynkę zaufanego profilu firmowego.

Taki wniosek podpisany elektronicznie można składać na adres elektronicznej skrzynki podawczej urzędu skarbowego za pośrednictwem Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej (ePUAP) przy użyciu usługi „Pismo ogólne do podmiotu publicznego” według aktualnego wzoru pisma ogólnego. Dostępne ono jest w Centralnym Repozytorium Wzorów Dokumentów Elektronicznych (CRWDE) ePUAP, po wybraniu pola „Inne pismo” z listy rozwijanej.

Powyższa procedura może być zbliżona do tej związanej z podpisem oświadczenia o dokumentacji cen transferowych, którą przedsiębiorcy testowali we wrześniu ubiegłego roku, wywiązując się z obowiązku informowania urzędów o przygotowanej  dokumentacji. Wydaje się, że na ten moment  złożenie wniosku w takiej formie może okazać się najbardziej efektywnym i bezpiecznym rozwiązaniem dla wszystkich zaangażowanych w taki proces. Jednocześnie forma taka powinna być również w pełni akceptowana przez urzędy, mając na uwadze fakt, iż użycie kwalifikowanych podpisów elektronicznych i profilu zaufanego dają pełną gwarancję oraz pewność co do tożsamości składającego wniosek.

Dlaczego warto posiadać profil zaufany?

W tym miejscu należy przypomnieć, że poprzez profil zaufany przedsiębiorca może załatwić także wiele innych spraw np.:

  • Ustanowić pełnomocnika do podpisywania deklaracji składanej za pomocą środków komunikacji elektronicznej (UPL-1);
  • Zawiadomić o odwołaniu pełnomocnictwa do podpisywania deklaracji składanej za pomocą środków komunikacji elektronicznej (OPL-1);
  • Złożyć zaświadczenie o niezaleganiu w podatkach.

Autorka: Agnieszka Piętak, ekspert ds. podatku CIT w MDDP Outsourcing

Nadzór nad finansami Europy a pandemia

Pandemia COVID-19 bez wątpienia wpłynie na rynki finansowe w Europie. Jak zareagowały europejskie agencje powołane do sprawowania nadzoru nad systemem finansowym Unii – tłumaczy dr Katarzyna Wojtkiewicz, prawnik i ekonomista z Uniwersytetu SWPS.

W odpowiedzi na kryzys w roku 2008 europejska administracja publiczna wzbogaciła się o trzy agencje tworzące (razem z Europejską Radą ds. Ryzyka Systemowego, i Europejskim Systemem Nadzoru Finansowego). Są to: Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Urząd Nadzoru nad Ubezpieczeniami i Pracowniczymi Programami Emerytalnymi (EIOPA) oraz Europejski Urząd Nadzoru nad Rynkami i Papierami Wartościowymi (ESMA). Mandat każdej z nich sprowadza się do realizacji działań w obszarze ochrony uczestników rynku, zapewnienia stabilności finansowej oraz analizy i komunikacji o sytuacji gospodarczej.

Dopiero w połowie marca EBA, EIOPA i ESMA zamieściły na swoich stronach komunikaty dotyczące pandemii. Wiązały się z trybem pracy agencji, ogólnym planem działań rekomendowanych dla danego sektora w związku z epidemią, konkretnymi zaleceniami wydanymi w odniesieniu do poszczególnych reżimów raportowych opisanych w dyrektywach, których wykonanie zlecone jest danej agencji.

Wszystkie agencje podjęły decyzję o wysłaniu od 16 marca swoich pracowników do pracy z domu. Biorąc pod uwagę rozwój pandemii odpowiednio we Francji i Niemczech oraz fakt, że właściwie wszystkie czynności urzędników tych instytucji mogą być wykonywane zdalnie, trudno oprzeć się wrażeniu, że działanie to jest o kilka tygodni spóźnione.

Każda z nich zamieściła ogólne oświadczenie związane z działaniami w obliczu epidemii (najwcześniej, bo 11 marca, komunikat wydała ESMA). Treść komunikatów jest rozczarowująca. Agencje powtórzyły po prostu to, co wynika z ogólnych zasad działania na rynkach finansowych.

Podkreślono konieczność posiadania planów ciągłości działania oraz posiadania obowiązków informowania o zdarzeniach, które mają wpływ na funkcjonowanie podmiotów nadzorowanych. Nakazano raportowanie oraz stosowanie polityki przejrzystości działań korporacyjnych oraz przekazywanych informacji. Na końcu zalecano przestrzegać zasad zarządzania ryzykiem korporacyjnym. Wszystkie te punkty wynikają wprost z obowiązujących aktów prawnych i trudno się zgodzić, że komunikat w sytuacji epidemii powinien po prostu je powtarzać.

Wydane komunikaty sugerują, że agencje lokują swoje misje daleko od faktycznego wsparcia podmiotów. Przenoszą odpowiedzialność za poradzenie sobie z kryzysem na szczebel krajowy. Biurokratyczne podejście do nominalnego traktowania zapisów ustaw, które powołują je do życia, przeważyło nad celowościową wykładni przepisów. Pozwala ona, a nawet nakazuje, żeby przedsiębrać czynności faktycznie zmierzające do uzyskania stabilności finansowej i zapobiegania skutkom epidemii na rynkach.

Ustawa, która powołuje agencje, zakłada, że będą one prowadzić swoje działania w sposób skoordynowany. A tam, gdzie to możliwe, wykorzystają synergię i spojrzą na problem ponadgranicznie i ponadsektorowo. Niestety taki sposób działania nie stał się jeszcze praktyką tych unijnych urzędów.

Komunikat, w którym urząd europejski spowalnia terminy raportowania, motywując to potrzebą nadania wyższych priorytetów pozostałym działaniom nadzorowanych firm, byłby (i jest – vide działania KNF) zrozumiały na szczeblu krajowym. Z perspektywy europejskiej jest jednak niejasny. Nie trzeba wielkiego doświadczenia w działaniach na rynku finansowym, aby wiedzieć, że pozyskiwanie aktualnej i pełnej informacji o sytuacji podmiotów nadzorowanych jest czynnikiem absolutnie kluczowym dla wprowadzania adekwatnych form wsparcia w sytuacji rozwijającej się pandemii i badania jej wpływu na rynek. Tymczasem oświadczenie EBA wskazuje, że urzędy nadzoru krajowego powinny w pełni wykorzystać możliwość uelastycznienia wymagań w istniejących regułach raportowania, a EIOPA podkreśla możliwość wydłużania okresu spełnienia wymagań kapitałowych wobec podmiotów dotkniętych kryzysem.

Komunikat urzędu europejskiego powinien skupić się na wartości dodanej, jaką urząd może zapewnić uczestnikom rynku w dobie kryzysu. Tą wartością jest szybkie, ustandaryzowane zbieranie aktualnych danych dotyczących rozwoju sytuacji na rynkach krajowych oraz takie zestawianie ich w ujęciu europejskim (a jeszcze lepiej światowym), które pozwoli podejmować skuteczne decyzje urzędom krajowym i samym podmiotom.

Te kwestie nie są jednak objęte komunikatami. Brakuje także informacji o wsparciu technicznym, np.: stworzeniu platformy wymiany informacji i doświadczeń w obliczu pandemii, przekazywania najlepszych praktyk, które sprawdziły się na szczeblu krajowym, możliwości zainicjowania i podejmowania dodatkowych szybkich działań prawotwórczych, którego beneficjentami byłyby wszystkie kraje członkowskie i wszystkie sektory rynku finansowego. Takich działań z perspektywy europejskiej mogą oczekiwać urzędy krajowe, instytucje nadzorowane i uczestnicy rynku.

Rada Interesariuszy EBA zarekomendowała wprowadzenie konkretnych działań adresowanych do nadzorowanych instytucji kredytowych, które obejmują, m.in.:

– zgodę na bezkosztowe zmiany w harmonogramach spłat kredytów i proste ich komunikowanie;

– pomoc w restrukturyzacji zadłużenia;

– wsparcie potencjału kredytowego banków poprzez złagodzenie wymogów (wprowadzenie czasowego funkcjonowania banków poniżej wymogu połączonego bufora);

– wprowadzenie instrumentów płynnościowych odniesionych do stanu rezerw i wskazanie konkretnych dat obowiązywania tych złagodzeń i obowiązywania tymczasowych instrumentów oraz wskazania okresu przejściowego na powrót do pełnego spełniania wymogów regulacyjnych.

Trzeba podkreślić, że wszystkie trzy agencje dysponują instrumentami wspomagającymi nadzorowane instytucje w przejściu przez uderzenie fali kryzysu jak najmniejszym kosztem. Z jednej strony jest to inicjatywa poziomu drugiego procesu legislacyjnego, z drugiej – możliwość wprowadzania wytycznych i rekomendacji w ramach każdego z sektorów rynku. Są jednak obszary, w których działania powinny być skoordynowane w ramach całego rynku. Dotyczy to np. spójnych zaleceń technicznych, mechanizmów ochrony konsumenta, polityki informacyjnej itp. Zsynchronizowanie pracy w tych obszarach i synergia pomiędzy agencjami mogłyby przyczynić się do skierowania “urzędniczych zasobów ludzkich” do opracowywania bardziej efektywnych niż do tej pory mechanizmów nadzoru europejskiego na froncie walki z wirusem.

Na tle działań wprowadzanych na poziomie europejskim trzeba pozytywnie odnotować komunikaty Komisji Nadzoru Finansowego wydane dla sektora bankowego, kapitałowego i ubezpieczeniowego. W zeszłym tygodniu KNF wydał Pakiet Impulsów Nadzorczych (PIN) skierowany do każdego z sektorów. Zawiera on wykaz działań, które KNF zamierza podjąć (działania legislacyjne) albo po prostu podejmuje (informacja o wykonywaniu zadań w sposób dostosowany do sytuacji), aby przeciwdziałać skutkom kryzysu.

Jedynym zgrzytem jest silosowe podejście do sektorów i ich usprawnień. Zrozumiałe jest, że wymogi specyficzne dla każdego sektora są omawiane odrębnie, wg klasyfikacji narzuconej przez regulacje sektorowe. Jednak działania, które „umożliwiają koncentrację na obsłudze klientów oraz kluczowych procesach” czy też „ułatwiają zawieranie umów […]” dotyczą w tym samym stopniu każdego sektora rynku i powinny być przez urząd Komisji formułowane tak, aby w jednolity i usystematyzowany sposób wpływać tak na działalność banku, firmy inwestycyjnej, jak i ubezpieczeniowej.

dr Katarzyna B. Wojtkiewicz, prawnik, ekonomista, Uniwersytet SWPS 

Fed w akcji

Tradycyjnie wtorek przynosi dzień odwrotu po ponurych notowaniach dzień wcześniej, a przynajmniej pierwsze godziny oferują próby odreagowania. Lepsze doniesienia na froncie walki z wirusem oraz zapowiedź nielimitowanego skupu aktywów przez Fed pomagają poprawić nastroje. Przed nami jednak gorzkie przypomnienie o rzeczywistości gospodarczej dotkniętej pandemią – poznamy wstępne szacunki PMI z Europy i USA. Bezprecedensowe spadki wydają się pewne.

Rezerwa Federalna weszła na wyższy poziom w realizacji popularnego motta „whatever it takes” i od teraz zamierza zbierać z rynku cokolwiek będzie oferowane (czyli „take whatever is there”). Fed zapowiedział nielimitowany skup obligacji skarbowych, podbijając ofertę ponad wcześniej komunikowane 700 mld USD na zakupy. Poza papierami wartościowymi, których zabezpieczenie stanowią wierzytelności hipoteczne (MBS), Fed ustanawia dwa wehikuły do dostarczania płynności na rynek obligacji korporacyjnych, a także zamierza wymieniać na gotówkę instrumenty oparte o kredyty studenckie, samochodowe, pożyczki małych przedsiębiorstw i dług z tytułu kart kredytowych. W skrócie – płaci za wszystko. Wachlarz programów sugeruje, że banki komercyjne nie będą miały jak się zasłaniać niewystarczającymi środkami na zwiększanie akcji kredytowej. Tym sposobem chce uchronić gospodarkę przed falą bankructw i zamrożeniem rynku kredytowego. Ponadto Fed przygotowuje program bezpośredniego finansowania przedsiębiorstw niefinansowych, co jest pierwszą tego typu inicjatywa na świecie.

Fed stara się nie dopuścić, aby kryzys biologiczny przerodził się w kryzys kredytowy. Niewykluczone, że to wciąż nie jest ostatnie słowo Fed, ale też decyzja wskazuje kierunek dla innych banków centralnych. Przede wszystkim powinniśmy spodziewać się więcej bezpośredniego wsparcia przedsiębiorstw niefinansowych przez banki centralne.
Z perspektywy USD zalew płynnością powinien częściowo załagodzić masowy popyt na dolara, jednak całkowicie go nie zahamuje. Awersja do ryzyka wciąż będzie generować ucieczkę w jakość i płynność i pod tym kątem USD wciąż jest królem, nawet jeśli krótkoterminowy rajd ulgi to przejściowo zagłuszy. Dodatkowo dolar wciąż będzie potrzebny do sfinansowania rosnących deficytów na rachunkach bieżących gospodarek rozwijających się, które boleśnie odczują zastopowanie globalnej gospodarki.

Nie jesteśmy jeszcze w punkcie zwrotnym z perspektywy ryzykownych aktywów. Kryzys zdrowia publicznego i gospodarczy wciąż jest w fazie rozwoju. Nawet wieści o spowolnienia tempa zachorować we Włoszech są pokrzepiające, nastawiajmy się na coraz gorsze wieści z USA czy Wielkiej Brytanii. Dla rynków będzie to kluczowe źródło niepokojów. Wciąż też czekamy na decyzje w polityce fiskalnej, a ociąganie się Kongresu USA w zatwierdzeniu trzeciego pakietu fiskalnego nie pomaga. Wreszcie dane makro wkraczają w fazę, kiedy coraz mocniej będą odzwierciedlać szok gospodarczy. Dziś gorzkim przypomnieniem mogą być wstępne szacunki indeksów PMI z Eurolandu, Wielkiej Brytanii i USA. Ryzyka przeważają na rzecz wyznaczenia najgorszych poziomów do 2009 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozszerzona rzeczywistość rozwiązaniem dla e-sklepów nie tylko na czas pandemii. Klienci szybciej decydują się na zakup i rzadziej go zwracają

Rozszerzona rzeczywistość pozwala sklepom internetowym zwiększyć sprzedaż i zminimalizować wskaźnik zwrotów od 34 do nawet 42 proc. w zależności od branży. Klienci znacznie szybciej podejmują też decyzję o zakupie, bo mogą dany produkt najpierw „przymierzyć”. Na polskim rynku takie rozwiązania dopiero raczkują, a prym pod względem wykorzystania technologii AR w handlu wiodą Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Rozszerzoną rzeczywistość szybko przyswaja jednak coraz szersze grono klientów, którzy wręcz oczekują jej od sklepów. Są to zwłaszcza młodzi ludzie, którzy już znają AR z gier czy Snapchata.

 Rozszerzona rzeczywistość to dość nowe i innowacyjne rozwiązanie na rynku e-commerce. Dzięki niej jesteśmy w stanie przenieść dany produkt do środowiska klienta i pozwolić mu go wypróbować w swoim domu czy biurze, sprawdzić, czy tam pasuje – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Kotlarski, prezes Arlity.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków e-commerce w Europie, a według Gemiusa zakupy w sieci robi już 62 proc. internautów i z roku na rok ten odsetek rośnie. Mimo to wciąż mocną pozycję ma segment handlu tradycyjnego. Według PwC udział e-commerce w handlu detalicznym ogółem wynosi w Polsce raptem ok. 5 proc., podczas gdy w krajach takich jak Niemcy czy Wielka Brytania jest ponad dwukrotnie wyższy. Wynika to m.in. z faktu, że część klientów przed zakupem chce mieć możliwość dotknięcia, przetestowania bądź przymierzenia produktu. Potwierdza to również ubiegłoroczny „SAP Consumer Propensity Report”, z którego wynika, że taką potrzebę zadeklarowało 49 proc. polskich klientów, podczas gdy w Niemczech odsetek ten wyniósł 29 proc., a w Wielkiej Brytanii – 34 proc. Dlatego też technologia rozszerzonej rzeczywistości może mieć dla e-commerce kluczowe znaczenie.

– 42 proc. klientów deklaruje, że gdyby mieli możliwość wypróbowania produktu dzięki rozszerzonej rzeczywistości, pozwoliłoby im to szybciej podjąć decyzję o zakupie w danym sklepie internetowym – mówi Bartosz Kotlarski.

Według „Retail Perceptions Report” 40 proc. konsumentów byłoby też skłonnych wydać więcej na produkt, gdyby wcześniej mogli wejść z nim w interakcję za pośrednictwem rozszerzonej rzeczywistości, a 61 proc. preferuje zakupy w sklepach internetowych, które zapewniają im taką możliwość.

– Konsumenci, którzy stykają się z tą technologią, oczekują, że będą mogli łatwo i szybko przenieść produkt do swojej rzeczywistości i go wypróbować, np. zobaczyć, jak lampa czy fotel będą wyglądały w danym pomieszczeniu. Chcą sprawdzić wielkość produktu, jego wygląd w różnych konfiguracjach i kolorach – mówi Bartosz Kotlarski. – Aż 69 proc. konsumentów oczekuje wprowadzenia rozszerzonej rzeczywistości przez sklepy internetowe, więc jest to bardzo dobry feedback.

Technologia AR sprawdza się zwłaszcza w takich segmentach handlu jak moda czy kosmetyki. Dzięki niej można np. przyspieszyć i uprościć przymierzanie ubrań, a na dodatek klientów nie będzie ograniczać dostępność w sklepie określonych rozmiarów czy kolorów. Rozszerzona rzeczywistość pozwala też np. dopasować kolor kosmetyku czy farby do włosów – wystarczy, że klient skieruje w tym celu kamerę na siebie, żeby móc testować różne opcje.

 Nasze rozwiązania pozwalają nie tylko na konfigurację, ale w przypadku niektórych branż także na bardzo dokładną personalizację produktu pod konkretnego klienta. Umożliwia to projektowanie różnego typu przedmiotów bezpośrednio w przeglądarce internetowej, bez użycia żadnego dodatkowego oprogramowania, w bardzo dobrej jakości – mówi prezes Arlity.

Technologię AR szybko przyswaja zwłaszcza młode pokolenie konsumentów, które zna ją już z rozrywki czy Snapchata.

 Średnia wieku – jak pokazują badania – wynosi 25–38 lat. To jest typowy klient, który wykorzystuje to rozwiązanie przy dokonywaniu zakupów, jeżeli sklep internetowy oferuje taką opcję – mówi Bartosz Kotlarski.

Jak podkreśla, zastosowanie technologii rozszerzonej rzeczywistości w e-commerce pozwala również zminimalizować wskaźnik zwrotów.

 Jak pokazują badania, klienci, którzy zastosowali rozszerzoną rzeczywistość, są w stanie zmniejszać w wybranych branżach zwroty o 34–42 proc. – podkreśla prezes Arlity.

Na polskim rynku takie rozwiązania wciąż dopiero raczkują, ale zagraniczne korzystają z nich z powodzeniem od dłuższego czasu. Wiodącymi rynkami pod tym względem są dziś Stany Zjednoczone i Wielka Brytania.

– Przyszłość dla takich rozwiązań rysuje się owocnie. 9 na 10 największych firm inwestuje w rozszerzoną rzeczywistość, a Facebook, Apple i Google wpisały ją w swoje cele strategiczne na najbliższe lata. Mówi się, że jest to kolejny przełom po erze PC, smartfonów, mediów społecznościowych na następną dekadę – mówi Bartosz Kotlarski.

Co istotne, augmented reality znajduje zastosowanie zarówno w internetowym, jak i tradycyjnym handlu. Dzięki niej można zaprezentować klientowi np. wszystkie wersje kolorystyczne danego produktu, nie ponosząc przy tym kosztów związanych z utrzymaniem dużego sklepu czy magazynu.

– Już dzisiaj w Stanach Zjednoczonych i Europie powstają pierwsze sklepy, które zajmują zdecydowanie mniejszą powierzchnię i w ofercie mają tylko wybrane produkty, natomiast pozostałe są prezentowane właśnie w wirtualnej rzeczywistości. Według badań Deloitte do 2030 roku już 30 proc. produktów w sklepach będzie dostępnych właśnie w tej technologii – mówi Bartosz Kotlarski.

Trwają prace nad reformą prawa koncernowego. Istniejące prawo nadzoru właścicielskiego jest niewystarczające

Komisja ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego ma stworzyć prawo, które da polskim przedsiębiorstwom prywatnym i publicznym dobry impuls do skutecznej konkurencji z podmiotami zagranicznymi. Działające od lutego gremium zajmuje się m.in. kwestią zmian w prawie koncernowym, zarządzania grupą spółek i odpowiedzialności członków zarządu. Jeśli koronawirus nie przeszkodzi w pracach, projekt zmian powinien być gotowy w maju, a następnie trafi do szerokich konsultacji społecznych.

Jak podkreśla Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych, zmiany dotyczące funkcjonowania rad nadzorczych oraz obowiązków informacyjnych spółek wobec akcjonariuszy są niezbędne, bo od ostatniej nowelizacji minęło 20 lat.

– Wchodzimy w materię nadzoru właścicielskiego, bo świat należy dzisiaj do grup spółek. Istniejące ustawodawstwo jest niewystarczające, bo naraża członków zarządu spółek zależnych na odpowiedzialność cywilną czy karną, jeśli będą się stosować do poleceń spółki dominującej, które będą wyrządzały szkodę własnej spółce. Z drugiej strony mówimy coraz częściej o potrzebie efektywnego nadzoru nie tylko nad spółką, ale właśnie nad grupą spółek. Rada nadzorcza spółki dominującej ma w jakimś stopniu efektywnie nadzorować spółkę zależną, podobnie jak zarząd spółki dominującej ma efektywnie zarządzać całą grupą spółek – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Andrzej Szumański, przewodniczący zespołu ds. prawa koncernowego przy Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Dziś brakuje im jednak ku temu narzędzi. Członkowie rady nadzorczej spółki dominującej, którzy odpowiadają za grupę spółek, nie mają żadnych mechanizmów nadzorczych. Konieczne są więc nowe regulacje w randze ustawy, a nie tylko zmiany w regulaminach rad nadzorczych czy statutach spółek.

 Przyjmiemy konstrukcję minimalistyczną, bo będzie to regulacja w ramach Kodeksu spółek handlowych, czyli aktu napisanego bardzo ogólnie. Nie chcemy przez nadregulację zepsuć jego ogólności – zapewnia ekspert.

Jak podkreśla, zespół ds. prawa koncernowego będzie dążyć do tego, żeby uregulować kwestie wiążących poleceń spółki dominującej względem spółki zależnej, gdy dojdzie do konfliktu interesów. Tu potrzebna jest procedura przyjmowania wiążącego polecenia bądź odmowy jego wykonania. Kolejna ważna regulacja to dostęp spółki dominującej do informacji na temat spółek zależnych – bez tego trudno bowiem mówić o efektywnym zarządzaniu grupą.

– W grupach spółek występuje bardzo wiele grup interesów, ponieważ istnieje nie tylko spółka dominująca i spółka zależna, ale są również wierzyciele spółki zależnej i jej drobni wspólnicy. Jeżeli przykładowo spółka dominująca stworzy ze spółki zależnej centrum strat, to na tym tracić będą drobni wspólnicy, a nie spółka dominująca, która w inny sposób to zrekompensuje. Potrzebna jest więc ochrona tzw. wolnych akcjonariuszy – tłumaczy przewodniczący zespołu ds. prawa koncernowego.

Temu służyć mógłby obowiązek informowania o transakcjach powiązanych między spółką dominującą a zależną, co wynika również z ustawodawstwa Unii Europejskiej, ale tylko w spółkach publicznych.

Nie piszemy ustawodawstwa pod spółki Skarbu Państwa czy spółki publiczne, piszemy je jak najszerzej. W związku z tym trzeba się zastanowić, czy niedawno wprowadzonych w życie reguł z ustawy o ofercie publicznej nie przetransponować do nas – wyjaśnia prof. Andrzej Szumański.

Zdaniem eksperta od prawa spółek handlowych, jeżeli wspólnicy mniejszościowi uznają, że źle się dzieje w ich spółce, powinni mieć prawo do wyznaczenia rewidenta ds. szczególnych, który zbada zaistniałą sytuację.

– Ostatni problem, chyba najtrudniejszy, bo nie dotyczy przyczyn prawnych, tylko ekonomicznych, to tzw. prawo do sell outu, albo mówiąc bardziej dosadnie, prawo do głosowania nogami – mówi prof. Andrzej Szumański. – Sell out polega na tym, że spółka powinna spłacić według wartości rynkowej drobnego akcjonariusza, który chce się wycofać.

Sprawy przymusowego odkupu akcji reguluje art. 418 Kodeksu spółek handlowych. Zgodnie z nim akcjonariusz lub akcjonariusze reprezentujący nie więcej niż 5 proc. kapitału zakładowego mogą żądać umieszczenia w porządku obrad najbliższego walnego zgromadzenia sprawy podjęcia uchwały o przymusowym odkupie ich akcji przez nie więcej niż pięciu akcjonariuszy reprezentujących łącznie nie mniej niż 90 proc. kapitału zakładowego, z których każdy posiada nie mniej niż 5 proc. kapitału zakładowego (akcjonariusze większościowi).

 Pytanie, czy spółkę stać na to, żeby dokonywać tak dużych wypłat. Kiedyś mieliśmy pracowniczych akcjonariuszy w spółkach energetycznych. Gdyby im przysługiwało prawo sell outu, to mogłoby zachwiać pozycją prawną tych podmiotów. Jest to więc bardziej problem ekonomiczny – wyjaśnia prof. Andrzej Szumański.

Zespół – zgodnie z planem z lutego br. – ma przygotować projekt zmian do końca kwietnia, a następnie uzgodnić go z pozostałymi zespołami pracującymi w ramach Komisji ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego.

– Chcemy poddać projekt jak najszerszej konsultacji społecznej, bo nikt nie ma monopolu na mądrość. Od 10 lat zajmuję się prawem holdingowym legislacyjnie, a akademicko – od prawie 30 lat, ale zawsze pochylam się nad głosami praktyków. Nie piszemy prawa na potrzeby uniwersytetu, tylko dla ludzi biznesu, którzy ryzykują swoje własne pieniądze – podsumowuje ekspert od prawa spółek handlowych.