Pracodawcy RP apelują do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wdrożenie specjalnych rozwiązań w związku z sytuacją na rynku pracy

Pracodawcy RP zaapelowali do Minister Rodziny Pracy i Polityki o niezwłoczne wprowadzenie rozwiązań wspierających pracodawców i pracowników z uwagi na problemy rynku pracy wywołane przez pandemię koronawirusa. Eksperci postulują m.in. automatyczne odnawianie pozwoleń na pracę pracowników z zagranicy oraz ułatwienia w zakresie medycyny pracy i BHP.

Ograniczenia związane z zagrożeniem koronawirusem nie tylko utrudniają funkcjonowanie firm, ale wręcz uniemożliwiają zatrudnianie pracowników, co dotyczy również cudzoziemców. Problemem są też warunki zawierania umów w formie elektronicznej, a także wygasająca ważność badań profilaktycznych medycyny pracy, czy konieczność przeprowadzania okresowych szkoleń BHP.

W związku z tym Pracodawcy RP apelują o możliwość automatycznego odnawiania legalnego prawa do pobytu i pracy dla pracowników z zagranicy, szczególnie z Ukrainy, którzy utracą w najbliższym czasie prawo do legalnego zatrudnienia w ramach obowiązującej uproszczonej procedury zatrudniania czy innego sposobu ich zatrudnienia na czas określony. Innym ułatwieniem dla rynku pracy byłoby odstąpienie od obowiązku posługiwania się kwalifikowanym podpisem elektronicznym przy zawieraniu umów na odległość.

Pracodawcy RP postulują też warunkowe dopuszczenie do pracy przy komputerze osób bez badania wstępnego i skierowanie ich na badania po 3 miesiącach. Ponadto, obowiązek ograniczenia dużych skupiska osób wpływa na możliwość przeprowadzania okresowych szkoleń BHP. Dlatego w ocenie Pracodawców RP najlepszym rozwiązaniem będzie przeprowadzanie szkoleń za pomocą środków komunikacji elektronicznej przy udostępnieniu niezbędnych materiałów szkoleniowych, bez konieczności osobistego stawiennictwa na szkoleniu.

Czy czeka nas załamanie rynku dzierżawy hotelowej i wynajmu krótkoterminowego

Ostatnie dni, w których odbyliśmy wiele rozmów z właścicielami firm, inwestorami, funduszami, przedstawicielami sieci hotelowych, dzierżawcami, dostawcami, itp. pokazały, że jak dotąd nie widać żadnej paniki na rynku. Być może jest to kwestia wciąż początkowego etapu nakazu zamknięcia niektórych obiektów, a może dobrych kompetencji, którymi wykazują się nasi partnerzy. Widać natomiast duże zaniepokojenie związane z nieznaną dotąd sytuacją, która przyniesie skutki niewiadomej skali. W której każdy dzień, a czasem nawet godzina przynosi nowe wiadomości, jak i rozwiązania.

Większość hoteli zdecydowała się zamknąć działalność w najbliższych tygodniach z powodów bezpieczeństwa, jak i po prostu ze względu na brak gości. Przy czym, właścicielom apartamentów na wynajem krótkoterminowy, czy restauratorom i placówkom gastronomicznym przyszedł z pomocą rząd poprzez wydanie oficjalnych zakazów. Pomimo braku codziennej działalności operacyjnej, wiele obiektów skupia się dziś na obsłudze rezerwacji i dokonywaniu w nich zmian oraz podtrzymaniu relacji z klientami, by móc sprawnie wrócić do ich obsługi po odwołaniu zagrożenia epidemiologicznego. Restauracje i inne punkty gastronomiczne wydają natomiast posiłki na wynos lub realizują zamówienia z dostawą, starając się w ten sposób zarabiać na swoje utrzymanie.

Kluczem do minimalizacji strat w najbliższych tygodniach czy miesiącach może okazać się wcześniejsze dobre zarządzanie obiektem poprzez utrzymywanie zdrowej rentowności usług i przepływów pieniężnych, odkładanie środków na fundusz remontowy, inwestycyjny itp., które nie tylko pozwalają stworzyć poduszkę finansową w trudnej chwili, ale również wskazują, że właściciel czy zarządzający obiektem działa nie tylko w płaskim horyzoncie, ale myśli perspektywicznie. Obawiam się jednak, że wiele obiektów, nie tylko tych mniejszych, zlokalizowanych na rynkach regionalnych, które nie były wystarczająco dobrze zarządzane, nie generowały co roku odpowiedniej ilości środków i walczyły o przetrwanie w normalnych warunkach w sytuacji kryzysowej będzie zmuszonych do zakończenia działalności. Mam na myśli przede wszystkim takie placówki, dla których na przykład wyzwaniem była już niesprzyjająca wypoczynkowi pogoda w sezonach, nie mówiąc już o poważniejszych utrudnieniach w działalności.

Z aktualnych rozmów i naszej pracy przy różnego rodzaju projektach wynika, że podstawowym problemem większości przedsiębiorców działających w hotelarstwie jest brak zrozumienia specyfiki tej branży i jej złożoności. Niezależnie od tego, czy mówimy o dużych obiektach miejskich, pensjonatach w regionach, czy jednostkach oferujących wynajem krótkoterminowy możemy wskazać te same braki. Przede wszystkim brakuje realnych biznesplanów, podejścia analitycznego i krytycznego do planowania, zrozumienia rynku, trendów i otoczenia konkurencyjnego, czy nawet elementarnej wiedzy, jak obliczyć rentowność produktu, usługi albo przedsięwzięcia. To wszystko sprawia, że w niesprzyjającej sytuacji, nie wspominając już o epidemii, wiele obiektów szybko ląduje pod tzw. kreską. Dlatego ważne jest, żeby każdą inwestycję dobrze zaplanować, a jeśli inwestorowi brakuje doświadczenia w branży powinien skorzystać z pomocy specjalistów, którzy posiadają odpowiednia wiedzę i mogą ją przekazać. W przypadku funkcjonujących obiektów warto natomiast zdecydować się na audyt strategiczny i operacyjny.

Z naszych informacji, zebranych na podstawie prowadzonych dyskusji i analiz wynika jednak, że jeśli uda się opanować sytuację do końca kwietnia, czy do połowy maja i zostaną zniesione ograniczenia jest szansa, że w czasie wakacji obiektom hotelowym uda się zarobić na bieżącą działalność. Przy czym, celowo nie używam tu stwierdzenia „odrobić straty”, ponieważ produkt hotelowy, jak i gastronomiczny określa się często angielskim „perishable goods” – niemożliwe jest (bez strat) odłożenie w czasie użytkowania produktu. Oznacza to, że nie sprzedany dzisiaj pokój raczej nie zarobi jutro dwukrotnie więcej, aby pokryć stratę.

U doświadczonych inwestorów można zauważyć dziś dwa podejścia. Pierwsze to spowolnienie procesów na pewien okres, do momentu kiedy będzie można ocenić, jak wygląda rynek i jego perspektywy po kilku najbliższych tygodniach. Drugie to oczekiwanie przez potencjalnych inwestorów z innych sektorów na możliwość dokonywania oportunistycznych zakupów, związanych z brakiem płynności obiektów lub też chęcią upłynnienia aktywów hotelowych przez właścicieli.

Wśród dzierżawców hotelowych widać pierwsze oznaki potencjalnych kłopotów. Brak zainteresowania lub odkładanie w czasie decyzji o wdrażaniu nowych projektów. Zdarza się, że niektórzy mówią wprost – nie będziemy już oferować dzierżaw w nie dającej się przewidzieć przyszłości ze względu na ryzyko finansowe.

Największy kłopot z klientami mogą mieć apartamenty serwisowane, czy lokale na wynajem krótkoterminowy, ponieważ poprzednie sytuacje kryzysowe pokazywały, że w niepewnych czasach podróżujący szukają możliwie najbezpieczniejszych przystani, jakimi są hotele działające pod uznanymi markami. W takich obiektach obłożenie i przychody także spadną, ale proporcjonalnie nie w tak dużym stopniu, jak w mniejszych placówkach noclegowych. Firmy nie będą również raczej wysyłać pracowników w podróże służbowe do obiektów oficjalnie nieskategoryzowanych ze względu na bezpieczeństwo.

Czy czeka nas więc załamanie rynku dzierżawy hotelowej lub wynajmu krótkoterminowego? W obecnej chwili jakakolwiek prognoza to wróżenie z fusów. Z przewidywaniami tego typu musimy jeszcze zaczekać. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa obecna sytuacja, jakie obostrzenia i zmiany przepisów ona przyniesie, kiedy zostaną otwarte granice i zniesiony zakaz lotów. I jak duża będzie skala przetasowań na rynku. W tym, wyjątkowym czasie chcemy nadal wspierać branżę hotelową i inwestycyjną na wszystkich płaszczyznach i służyć pomocą.

Autor: Andrzej Szymczyk, Associate Director Hospitality Department w Walter Herz

Szaleństwo zakupów nieruchomości zaraz się skończy

Portal RynekPierwotny.pl postanowił przeprowadzić dwukrotnie – teraz i dwa lata temu – badanie sondażowe, w którym zapytano deweloperów o to, jaki według nich jest udział transakcji gotówkowych na mieszkaniowym rynku pierwotnym. Wypowiedzi deweloperów dały jasną odpowiedź.

Z danych, które udało się uzyskać, jednoznacznie wynika, że udział zakupów gotówkowych u zdecydowanej większości deweloperów osiągnął poziom 40, maksymalnie 50%.

Oznacza to, że w ciągu dwóch lat udział zakupów nowych lokali mieszkalnych bez udziału kredytów hipotecznych, miał charakter zdecydowanie progresywny i zwiększył się w tym czasie o co najmniej 10 pp.podkreśla Jarosław Jędrzyński, analityk portalu RynekPierwotny.pl.

Powyższe informacje pozwalają na wyciągnięcie interesujących wniosków. Pierwszy to fakt, że polska mieszkaniówka jest pod względem transakcji gotówkowych absolutnym ewenementem w skali światowej. Natomiast drugi, potwierdza wręcz doskonałą koniunkturę na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Ogłoszona niedawno pandemia koronawirusa może jednak odcisnąć piętno na branży deweloperskiej. Już obecnie widzimy jej negatywny wpływ na inne sektory gospodarki, jak chociażby branżę finansową czy surowcową. Co w dalszej perspektywie może oznaczać jedno: załamanie światowej gospodarki oraz wejście jej w recesję.

W tej sytuacji bardzo trudno sobie wyobrazić, aby w najbliższych tygodniach, a następnie miesiącach, nie nastąpił spadek popytu gotówkowo-inwestycyjnego – głównego motoru zakupowej prosperity w ostatnich latach na pierwotnym rynku mieszkaniowymdodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Oczywiście na obecną chwilę trudno mówić o konkretnych liczbach dotyczących skali ewentualnych spadków transakcji, czy też o zmianach w cennikach deweloperskich. Warto jednak podkreślić, że jak to zazwyczaj bywa w czasach spowolnienia lub kryzysu, to gotówka będzie najbardziej pożądanym aktywem.

Dolar na niepewne czasy. Indeks amerykańskiej waluty najwyższy od 15 lat!

Z jednej strony strach przed ryzykiem, a z drugiej strony nadzwyczajne działania Rezerwy Federalnej decydują o tym, że amerykańska waluta coraz mocniej zyskuje na wartości. Dziś dolar osiągnął historyczny szczyt. W najbliższych tygodniach może bić kolejne rekordy.

Strach przed następstwami wirusa COVID-19 zatrząsł rynkami gospodarczymi. Inwestorzy odwrócili się najbardziej ryzykownych instrumentów finansowych. Rekordowe straty ponosiły giełdy we wszystkich częściach świata.

Na wartości zyskuje za to dolar (USD). Po pierwsze dlatego, że podobnie jak frank szwajcarski, jen czy złoto należy do tzw. bezpiecznych przystani, czyli aktywów, na które rośnie popyt inwestorów, gdy na rynkach panuje niepokój. W przeciwieństwie do dolara nie wszystkie „bezpieczne przystanie” biją rekordy, gdy na świecie dominuje strach przed pandemią. Wspomniane złoto wyceniano już ostatnio na ok. 1700 USD za uncję, tymczasem dziś, ulegając istotnym wahaniom, kosztowało ok. 1480 USD za uncję, bo inwestorzy wolą mieć pod ręką gotówkę niż kruszec.

Do obecnego popytu na amerykańską walutę przyczyniła się także Rezerwa Federalna, obniżając stopy procentowe w USA i ogłaszając wart 700 mld dolarów program, z którego 500 mld USD ma przeznaczyć na skup obligacji skarbowych. Podniosło to rentowność amerykańskich obligacji, a tym samym wzbudziło zainteresowanie inwestorów.

Najwyższy indeks w historii

O tym, jak bardzo dolar zyskał na wartości, może świadczyć zestawianie z np. dolarem australijskim, który dziś był najsłabszy w relacji ze swoim amerykańskim odpowiednikiem od 2003 r. Jeszcze gorzej wypada w takim porównaniu funt. Brytyjska waluta jest dziś tak słaba wobec dolara, jak nie była od 1985 r.

– Najpełniej aktualną siłę dolara oddaje jego indeks wg światowej agencji Bloomberg, który porównuje notowania amerykańskiej waluty z innymi, w tym także walutami krajów wschodzących, czyli m.in. Polski. Wspomniany indeks wzbił się dziś do najwyższego poziomu od czasu jego utworzenia w 2005 r. – informuje Bartosz Grejner, analityk portalu Cinkciarz.pl.

Czy złoty obroni barierę z 2000 r.?

Polska waluta nie należy instrumentów, którymi inwestorzy interesują się w dobie strachu przed ryzykiem. M.in. dlatego dziś dolar w relacji do złotego jest najsilniejszy od połowy 2016 r., kiedy osiągnął poziom ok. 4,28 zł.

Niemniej jednak do wartości sprzed czterech lat brakuje już tylko kilka groszy. – Dalsze utrzymywanie się niepewności w związku z koronawirusem, które raczej w ciągu dwóch miesięcy nie zniknie, może powodować przesuwanie się kursu USD/PLN w stronę szczytów wartości z 2000 r., czyli ok. 4,74 zł, a nawet dalej w kierunku psychologicznej granicy 5,00 zł – zakłada analityk portalu Cinkciarz.pl. – Dopóki rynki finansowe nie będą w stanie oszacować, kiedy negatywny wpływ koronawirusa na gospodarki się zakończy, dopóty wzmacniający się dolar i osłabiająca się kondycja złotego mogą pozostać aktualnym tematem i problemem polskiej waluty.

Przedsiębiorcy pilnie potrzebują rozwiązań w kwestii danin publicznych

W związku z trudną sytuacją, spowodowaną wybuchem pandemii koronawirusa, przedsiębiorcy potrzebują szybkich i konkretnych rozwiązań – dlatego Pracodawcy RP apelują do Rządu o niezwłoczne działania, dzięki którym uda się utrzymać gospodarkę w możliwie najlepszej kondycji.

Pracodawcy RP apelują do Rządu o przyjęcie bez zbędnej zwłoki kluczowych rozwiązań dla biznesu, mogących ograniczyć negatywne skutki ekonomiczne:

  • złagodzenie terminów podatkowych i sprawozdawczych,
  • wyłączenie stosowania sankcji za niewywiązanie się z obowiązków ustawowych w terminie,
  • szerszy zakres i ułatwienie proceduralne odroczenia terminu płatności zaliczek na podatek dochodowy,
  • skrócenie terminów weryfikacji rozliczeń w podatku VAT i dokonanie zwrotów nadwyżki podatku na rachunki bankowe przedsiębiorców bez zbędnej zwłoki,
  • umożliwienie odroczenia terminów składania i rozliczania rocznego podatku dochodowego na III kwartał br.,
  • zawieszenie terminu naliczania odsetek podatkowych od 1 marca 2020 do 30 września br.,
  • złagodzenie rygorów dot. kosztów uzyskania przychodów poprzez np. możliwość rozliczenia kar umownych,
  • zawieszenie terminów do raportowania MDR (schematów podatkowych) począwszy od 1 marca 2020 do 30 września br.,
  • wstrzymanie procedowania nowelizacji ustawy deweloperskiej wprowadzającej fundusz deweloperski,
  • zawieszenie administracyjnych postępowań sankcyjnych i wyjaśniających,
  • wydłużenie terminów związanych z dematerializacją akcji,
  • umożliwienie rozliczenia ew. straty za 2020 r. w rozliczeniu za rok 2019,
  • umożliwienie przesunięcie terminów płatności podatku od nieruchomości,
  • wprowadzenie ulg w podatkach dochodowych i VAT oraz w składkach na ZUS,
  • bezzwłoczne uwolnienie środków zgromadzonych na rachunkach VAT,
  • wstrzymanie stosowania mechanizmu podzielonej płatności.

Choć Rząd zapowiedział, że przedstawi specustawę dla gospodarki i biznesu do końca bieżącego tygodnia, to są obszary, w których potrzebne są rozwiązania niecierpiące zwłoki. „Jednym z tych obszarów jest bez wątpienia kwestia zapewnienia płynności firm. Obecną sytuację można porównać do zatrzymania krążenia u pacjenta – ważne jest pompowanie krwi, czyli zapewnienie firmom płynności, aby nie nastąpiły trwałe zmiany w organizmie, np. niedotlenienie mózgu. W gospodarce takie ‘niedotlenienie’ to zatory płatnicze, a w ich konsekwencji – bankructwa. Liczymy na szybkie wprowadzenie i skonkretyzowanie instrumentów wsparcia płynności” – podkreśla dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP.

„Oprócz standardowych instrumentów finansowych, istotną rolę mogą tu odegrać strumienie regulowania danin publicznych. Należy unikać sytuacji, w której z jednej strony od rządu szłoby wsparcie płynnościowe, a z drugiej strony przedsiębiorca musiałby płacić daniny publiczne. Ten obieg jest zbędny w chwili, gdy istotą sprawy jest zachowanie płynności” – mówi ekspert Pracodawców RP.

Proponowane zmiany, choć niewątpliwie daleko idące, należy uznać w obecnej sytuacji za niezbędne. Ogłoszone przez Rząd rozwiązania w postaci odroczenia płatności i rozłożenia zobowiązań publicznych na raty należy uznać za niewystarczające. Należy pamiętać, że są to rozwiązania, które obowiązują obecnie i są realizowane na wniosek zainteresowanego podmiotu. Taki tryb rodzi ryzyko nieuwzględnienia wniosku, jak również znacząco wydłuża procedury. Rozważenia i analizy wymaga kwestia, aby zakres możliwości odraczania danin był szerszy i nie powodował przynajmniej jałowego obiegu tak potrzebnej obecnie gotówki.

Sytuacja gospodarcza spowodowała, że przedsiębiorcy potrzebują zmian tu i teraz, chociażby z uwagi na zbliżający się termin składania zeznań podatkowych dla większości podatników CIT (31 marca). W celu szybszego wprowadzenia odpowiednich rozwiązań warto, aby Minister Finansów skorzystał ze swoich szczególnych kompetencji i rozważył wydanie interpretacji ogólnej przepisów prawa np. w zakresie kosztów uzyskania przychodów czy przesłanek przyznawania ulg w spłacie zobowiązań podatkowych.

Pracodawcy RP

Apel pracodawców do Rządu w sprawie zakazu handlu w niedziele

My, przedsiębiorcy zrzeszeni w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców z uwagi na trwający stan zagrożenia epidemiologicznego, apelujemy o pilne zniesienie ustawy o zakazie handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Przemawiają za tym względy bezpieczeństwa zdrowotnego oraz konieczność odbudowy gospodarki po kryzysie epidemiologicznym.

Współczesna Polska i świat jeszcze nigdy nie stała wobec zagrożenia epidemicznego, którego doświadczamy obecnie. Epidemia koronawirusa wywołuje i będzie wywoływać w najbliższym czasie głęboki kryzys we wszystkich dziedzinach życia. W szczególności dotknięta zostanie gospodarka. Rząd musi podjąć wszelkie działania by zmniejszyć skutki nadchodzącej recesji w Naszym Kraju.

Epidemia koronawirusa wywołała głęboki kryzys w handlu oraz w innych obszarach gospodarki. Zamknięte centra handlowe czy centra usługowe już dziś pozbawione są klientów. Przedsiębiorstwom handlowym (np. sklepom specjalistycznym, meblowym, czy handlującym elektroniką) spadają obroty lub nie generują one ich wcale. Spodziewany jest dalszy głęboki spadek produkcji i sprzedaży we wszystkich branżach, co z kolei przełoży się na spadek siły nabywczej obywateli a w konsekwencji zmniejszenie konsumpcji. Należy podjąć wszelkie działania, które będą stymulowały produkcję i handel, utrzymanie miejsc pracy oraz popyt. Umożliwienie handlu w dodatkowy i dla wielu branż kluczowy dzień tygodnia jest i będzie bezdyskusyjnie czynnikiem temu sprzyjającym.

Musimy zaznaczyć, że bezzwłoczne uchylenie ustawy spowoduje nie tylko szybkie zniwelowanie negatywnych zjawisk w gospodarce. Przyczyni się również do zmniejszenia ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa COVID 19. W II połowie marca spożywcze sklepy detaliczne są zatłoczone, co jest skutkiem zachowań konsumentów obawiających się braku towarów na rynku. Niestety, wysokie natężenie klientów w jednym czasie sprzyja ryzyku rozprzestrzenianiu się wirusa, jak i zwiększa ryzyko dla pracowników sklepów. Powoduje również problemy z równomiernym zapewnieniem dostaw towarów i chwilowe częste braki na półkach sklepowych. Placówki handlowe muszą również podejmować działania wynikające z realiów epidemii. Obsługa klientów jest wolniejsza, wdrażane są procedury służb sanitarnych przez pracowników sklepów czy ich dostawców. Dopuszczenie handlu w dodatkowy dzień tygodnia, pozwoliłoby równomiernie rozłożyć natężenie ruchu klientów oraz zapewnić stałą dostępność wszystkich produktów.

Dotychczasowe analizy pokazały, że ustawa już wcześniej przynosiła negatywne skutki dla handlu – zwłaszcza hurtowego – a w konsekwencji dla całej gospodarki. Jej zniesienie pozwoli na zwiększenie natężenia handlu w okresie kryzysu i następującej po nim recesji. Pozwoli nam to utrzymać miejsca pracy zarówno bezpośrednio w sektorze handlu jak i w sektorach powiązanych. Przyczyni się to do poprawy ogólnej sytuacji panującej w polskiej gospodarce.

Jeszcze przed wprowadzeniem ustawy eksperci ZPP i OFP, opierając się na doświadczeniach innych państw wskazywali, że wprowadzenie ograniczeń w niedzielnym handlu będzie wiązało się ze znacznymi zwolnieniami w tym sektorze oraz brakiem poprawy sytuacji małych sklepów. Prognozy te się sprawdziły. Dane GUS pokazały w pierwszym roku działania ustawy spadek liczby pracowników najemnych zatrudnionych w sektorze. Z kolei Biuro Analiz Sejmowych wykazało, że małym podmiotom spadają przychody nawet o 30 procent! W związku z zakazem handlu tracą również przedsiębiorcy z branż pokrewnych i powiązanych. Właściciele punktów usługowych i rozrywkowych w centrach handlowych, czy właściciele samych centrów handlowych są pierwszymi, którzy doświadczyli negatywnych skutków tej ustawy. Jej negatywne efekty zostaną jeszcze pogłębione w nadchodzącym okresie a skutki fiskalne są dla budżetu państwa już dziś porażające!

Nieskrępowany handel był i jest podstawą funkcjonowania zdrowego obrotu gospodarczego. Konsumpcja była także głównym czynnikiem, który pozwolił Polsce przejść przez miniony kryzys ekonomiczny suchą stopą. Z tych względów ZPP i OFP od początku zabiegały o pozostawienie decyzji o otwieraniu sklepów w gestii właścicieli i dobrowolnego wypracowania najlepszego harmonogramu pracy wspólnie przez pracodawców i pracowników dla każdej firmy oddzielnie. Aby osiągnąć społeczne cele ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, rekomendowaliśmy również dokonanie zmiany w kodeksie pracy poprzez wprowadzenie do niego przepisu gwarantującego każdemu pracownikowi dwie wolne niedziele w miesiącu.

Biorąc pod uwagę powyższe, my przedsiębiorcy, kupcy, producenci, zrzeszeni w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców apelujemy o jak najszybsze wycofanie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele.

Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje rządowi rozwiązania, by ratować polskie firmy

W obecnej sytuacji epidemiologicznej warto skupić się na bezpieczeństwie pracowników i płynności finansowej przedsiębiorstw. Federacja Przedsiębiorców Polskich zaproponowała rządowi konkretne zmiany legislacyjne, które ułatwiłyby działanie polskim firmom podczas kryzysu. FPP wzięła również pod uwagę bezpieczeństwo zdrowotne i finansowe pracowników – jednym z głównych postulatów jest zapewnienie wypłaty na chorobowym w wysokości 100% wynagrodzenia. Dzięki temu chore osoby, które martwią się o swój budżet, będą mogły bezpiecznie zostać w domu. W propozycji FPP znajdują się także rozwiązania dla pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne, co ma na celu ochronę ich miejsc pracy. Dla polskiej gospodarki ważna jest także ochrona pracujących u nas obcokrajowców. Ich umowy o pracę wymagają w tym momencie ciągłego przedłużania i uzyskiwania pozwoleń na pobyt. FPP proponuje, by dla dobra pracowników i przedsiębiorców znieść te wymagania. Obok ochrony praw pracowniczych Federacja proponuje także konkretne rozwiązania, mające pomóc firmom w zachowaniu płynności finansowej.

– Zaproponowaliśmy rządowi ważne rozwiązania dla gospodarki, takie jak zabezpieczenie zamówień publicznych. Chcemy ograniczenia kar grożących za niewykonanie zlecenia, gdy nie zostanie ono zrealizowane ze względu na istniejące zagrożenie koronawirusem – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Zwróciliśmy również uwagę na to, że są takie sytuacje, kiedy zatrudnieni do wykonania zamówienia przedsiębiorcy wykonają zamówienia, bo ze względu na koronawirusa to zamawiający zmienił jego zakres. Ochrona prawna i finansowa przedsiębiorstw powinna pomóc przetrwać takie sytuacje. Dbając o zdrowie publiczne i zarobki Polaków zaproponowaliśmy także proste zmiany rejestracyjne, które doprecyzowują zasady pracy zdalnej i telepracy. Mamy nadzieję, że rząd skorzysta z naszych propozycji. Jeżeli pójdzie w innym kierunku, nasza gospodarka może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji – ostrzega Kowalski.

„Tarcza antykryzysowa” i luźna polityka pieniężna

Narodowy Bank Polski dołączył do grona banków centralnych rozluźniających politykę pieniężną w obliczu kryzysu zdrowotnego związanego z epidemią koronawirusa.

We wtorek RPP podjęła decyzję o obniżce stóp procentowych. Stopa referencyjna została ścięta o 50 punktów bazowych, tym samym znalazła się na poziomie 1% – najniższym w historii. Obniżka stóp procentowych była pierwszym tego typu działaniem Rady od 2015 roku.

Wykres 1: Referencyjna stopa procentowa NBP (2010 – 2020)

referencyjna stopaŹródło: Refinitiv Datastream: Data: 18/03/2020

Wtorkowa decyzja RPP była dość niezwykła. Decyzję Rada podjęła podczas posiedzenia jednodniowego, a nie jak to zwyczajowo ma miejsce – na zakończenie dwudniowych posiedzeń decyzyjnych RPP. Sugeruje to, że Rada zdecydowała się działać od razu, stwierdzając, że czekanie trzy tygodnie do kolejnego standardowego posiedzenia decyzyjnego byłoby błędem. W naszej ocenie jest to pozytywna informacja, w kontekście tego, że pogarszająca się z dnia na dzień sytuacja w kontekście koronawirusa wymaga natychmiastowych działań.

W kontekście spotkania warto zwrócić uwagę, że informacja o decyzji nadeszła stosunkowo późno – tuż przed godziną 16. Zazwyczaj decyzję ws. stóp procentowych ogłaszano dwie-trzy godziny wcześniej. O tym, dlaczego decyzja została podjęta o tak późnej godzinie możemy tylko spekulować. Niewykluczone, że miało to związek nie tylko z wagą tej decyzji w obecnej sytuacji, ale i prawdopodobnym brakiem jednomyślności wśród decydentów – poglądy członków Rady są bowiem mocno zróżnicowane.

Oprócz zmiany stopy referencyjnej, RPP obniżyła stopę lombardową o 100 pb. (do 1,5%), z kolei stopę redyskonta weksli o 70 pb. (do 1,05%). RPP podała też stopę dyskonta weksli (1,1%). Bez zmian pozostała natomiast stopa depozytowa (0,5%).

Co ważne, chcąc wspierać akcję kredytową, decydenci wyraźnie (z 3,5% do 0,5%) obniżyli również stopę rezerw obowiązkowych. Wzrosło natomiast ich oprocentowanie – z 0,5% do poziomu stopy referencyjnej, czyli 1%.

Działania te stanowią krok drugi. Przed nimi, jeszcze w poniedziałek, Zarząd NBP podjął decyzję o wprowadzeniu kilku dodatkowych środków mających wspomóc gospodarkę w trudnym dla niej okresie, rekomendując jednocześnie Radzie obniżkę stóp. Środki te to:

  • operacje repo,
  • zakup obligacji skarbowych na rynku wtórnym „na dużą skalę”,
  • wprowadzenie kredytu wekslowego dla banków.

Poniedziałkowe działania Narodowego Banku Polskiego są podobne do tych podjętych przez inne banki centralne w ostatnich tygodniach. Szczególnie ciekawe jest novum w postaci skupu obligacji, który można określić mianem „polskiego QE”, jak i ostatnia z wymienionych miar, która przypomina program dłuższych ukierunkowanych operacji refinansujących (TLTRO) EBC. Powyższe środki ogłoszone przez Zarząd NBP mają wspomóc płynność sektora bankowego, rynku obligacji oraz przedsiębiorstw i wraz z wtorkowymi działaniami Rady Polityki Pieniężnej mają na celu złagodzenie szoku dla gospodarki związanego z koronawirusem.

Bezpośrednia reakcja złotego na decyzję RPP nie była negatywna, co można powiązać z tym, że obniżenie stóp procentowych było oczekiwane przez rynek. Złoty wprawdzie we wtorek zakończył dzień osłabieniem w relacji do euro, jednak skala słabości polskiej waluty była wyraźnie niższa niż dzień wcześniej, w czym prawdopodobnie pomogło uspokojenie rynkowych nastrojów po poniedziałkowej panice, którą dobrze było widać na amerykańskim rynku akcji.

Kurs EUR/PLN we wtorek znalazł się stosunkowo blisko psychologicznej granicy 4,50, w środę  z kolei przekroczył ten poziom (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs EUR/PLN (2010 – 2020) kurs euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18/03/20

Ostatnie działania Narodowego Banku Polskiego oceniamy pozytywnie. Mimo, że ich wpływ na równoczesny spadek popytu i podaży najpewniej będzie ograniczony, to jednak działania te wydają się niezbędne do złagodzenia szoku, szczególnie dla przedsiębiorstw. Głębokie cięcie stóp procentowych budzi jednocześnie kontrowersje, zwłaszcza w kontekście obecnie wysokiej inflacji oraz sytuacji frankowiczów, którym działania Narodowego Banku Polskiego nie pomogą (a w kontekście zachowania złotego, który w przypadku braku obniżki stóp powinien być mocniejszy – wręcz przeciwnie).

Co tyczy się jednak pierwszej kwestii, komunikat po wtorkowym posiedzeniu Rady stwierdza, że: „[…] aktualne prognozy wskazują na wzrost prawdopodobieństwa szybszego niż oczekiwano w marcowej projekcji obniżenia się inflacji w bieżącym roku oraz kształtowania się inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej.”. Tego typu oczekiwania w kontekście szoku z jakim mamy obecnie do czynienia wydają się nam jak najbardziej racjonalne.

Skuteczność obniżek stóp procentowych jest poddawana w wątpliwość zwłaszcza w kontekście „wakacji” od spłaty rat określonych kredytów, które ogłosił ostatnio Związek Banków Polskich w związku z epidemią koronawirusa.

Sądzimy jednak, że biorąc pod uwagę sytuację, jest to dobry krok, który po pierwsze: daje rynkowi wyraźny, uspokajający sygnał, że bank jest gotowy do podjęcia wszelkich niezbędnych działań, po drugie – docelowo powinien być pomocny w sytuacji, w której sytuacja obywateli, a zwłaszcza firm, pogorszy się. Kredyty, nawet w przypadku zawieszenia (które, w zależności od banku ma odbywać się na różnych warunkach), nadal pozostaną bowiem do spłaty.

Oczywiście, w kontekście groźby istotnego załamania sytuacji gospodarczej w Polsce w związku z koronawirusem, nie może obyć się bez odpowiedniej polityki rządu. W środę otrzymaliśmy informacje o tego typu działaniach w ramach tzw. „tarczy antykryzysowej”. Łączna szacowana wartość ogłoszonych planów to około 212 mld zł, czyli niemal 10% PKB Polski. Kwota ta nie składa się jednak z samych wydatków. Istotna część pakietu to pomoc płynnościowa – w tym ze strony NBP. Część kwoty stanowi też wartość odroczonych spłat rat kredytów w ramach wspomnianych wyżej „wakacji kredytowych”.

W kontekście „tarczy” ma zostać wdrożone 5 filarów pomocy, oferujących wsparcie:
1) pracownikom,

2) przedsiębiorstwom,

3) służbie zdrowia,

4) systemowi finansowemu,

Piątym filarem ma być zwiększenie inwestycji publicznych.

Na filar pierwszy przeznaczone ma zostać 30 mld zł, z czego wydatki mają zabrać ok. 80% tej kwoty, reszta ma obejmować wsparcie płynnościowe. W  kontekście pomocy dla pracowników kluczowe są dopłaty do wynagrodzeń dla części pracujących. Drugi filar ma wynieść 73,2 mld zł, z czego jednak wydatki stanowić mają ok. 7%. Nacisk w tym kontekście kładzie się na pomoc płynnościową firmom. Kluczowymi środkami obok pomocy bezpośredniej, często skierowanej do konkretnych rodzajów firm, są gwarancje kredytowe dla małych i średnich firm, jak i pomoc płynnościowa dla dużych podmiotów.

Na wsparcie służby zdrowia rząd ma przeznaczyć 7,5 mld zł, z czego większość środków ma zostać skierowana na walkę z koronawirusem, z kolei w ramach wsparcia inwestycji publicznych o wartości 30 mld zł – ma powstać specjalny fundusz, który ma koncentrować się na rozwijaniu krajowej infrastruktury. Co do czwartego filaru, którego wartość to 70,3 mld zł – w jego ramach system finansowy otrzyma dodatkową płynność – w głównej mierze stoi za tym część ogłoszonych ostatnio działań NBP. W ramach tego filaru działania regulacyjne podejmą też KNF i Ministerstwo Finansów.

Mimo, że nie wszystkie wymienione powyżej działania będą generowały koszty dla państwa, skala ogłoszonych działań jest znaczna i w ich kontekście nie uda się uniknąć dodatkowego pogorszenia parametrów fiskalnych. Jednak w obecnej sytuacji, która może zakończyć się nawet recesją, w naszej ocenie nie powinno to blokować podejmowania tego typu decyzji. Im więcej zdecydowanych działań zostanie podjętych na tym etapie, tym bardziej wzrosną szanse na to, że polska gospodarka będzie w stanie lepiej przetrwać kryzys związany z koronawirusem i szybciej powrócić do normalności.

Działania polskich decydentów ogłoszone w tym tygodniu uznajemy za dobry wstęp. O ile nie spodziewamy się w najbliższym czasie kolejnych zmian stóp procentowych, to jednak nie można wykluczyć, że potencjalne pogorszenie sytuacji w kontekście koronawirusa wywoła kolejne działania decydentów, tak monetarnych, jak i fiskalnych. Obecna sytuacja to proces, do którego rządy i banki centralne będą dostosowywać się na bieżąco.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czego potrzebują pracownicy w czasach pandemii?

Wydarzenia ostatnich dni pokazały nam, że nie wszystko jesteśmy w stanie kontrolować, a świat wokół nas potrafi być nieprzewidywalny. Codzienna rutyna wychodzenia do pracy, zajmowania się przyziemnymi obowiązkami została zachwiana. I tak jak „Nikt nie spodziewał się Hiszpańskiej Inkwizycji!”, tak nikt nie spodziewał się, że wirus z odległych Chin wpłynie na sposób naszej pracy i jej przyszłość. O tym, czego potrzebują pracownicy w czasach pandemii, pisze Malwina Puchalska-Kamińska, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Wszyscy pracujemy inaczej

Pracownicy medyczni i służb porządkowych są obciążeni dużą ilością pracy oraz ryzykiem utraty zdrowia. Lekarze, pielęgniarki, którzy wychodzą z domów na dyżury nie mają pewności, że po skończonej pracy spokojnie do nich wrócą. Istnieje duże ryzyko, że w każdej chwili mogą zostać objęci kwarantanną. Niektórzy biorą ze sobą ubrania na zapas i na wszelki wypadek żegnają się z rodzinami tak, jakby mieli się zobaczyć z bliskimi  dopiero za kilkanaście dni. Dyskomfort, choć innego rodzaju, odczuwają również pracownicy, którzy wykonują swoją pracę w domach. Nie wszyscy potrafią się odnaleźć w trybie „home office”. Niektórym jest o tyle trudniej, że obok zadań do wykonania muszą opiekować się jeszcze dziećmi.

Są i tacy, którzy ze względu na charakter pracy, nie mogą przenieść się do domowych biur, m.in.: pracownicy sklepów, transportu, branży budowlanej itd. Mimo że nie walczą bezpośrednio z wirusem, codziennie są narażeni na zachorowanie. Do tego wiele osób martwi się o swoją przyszłość zawodową. Nikt nie wie, jak będzie wyglądał świat po pandemii i w jakim stopniu firmy zostaną dotknięte krachem na giełdzie.

Czego potrzebują pracownicy?

Odpowiedź jest prosta – wsparcia. Jak radzą sobie z tym organizacje? W komunikacji, którą otrzymali polscy pracownicy, można wyróżnić dwa wyraźne nurty: wspierający i kontrolujący. W niektórych firmach pracownicy usłyszeli od swoich przełożonych słowa świadczące o trosce i dbaniu o zdrowie pracowników. W komunikacji wyraźnie zaznaczono, że w sytuacji kryzysowej najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo pracowników. Jeżeli było to możliwie, pracownicy byli zachęcani do pracy z domu. W niektórych firmach zadbano również o to, by ludzie mieli odpowiedni sprzęt i narzędzia do pracy on-line. Zgodnie z teorią wsparcia organizacyjnego pracownicy, postrzegający swoje miejsce pracy jako wspierające, są bardziej przychylni wobec swoich organizacji i skłonni inwestować większy wysiłek w wykonywane zadania. Taka strategia podejścia do pracowników jest więc nie tylko humanistyczna, co po prostu opłacalna w dłuższej perspektywie. Inną godną opisania praktyką jest zaproszenie pracowników do inicjatywy, w której ci mogą mieć poczucie sensu i celowości swojej pracy. Dbanie o sens pracy jest coraz większą potrzebą pracowników. W obecnej sytuacji szczególnie sensowne wydają są działania, które pozwalają pracownikom angażować się w dbanie o zdrowie ludzi i walkę ze skutkami epidemii. Przykład? Jedna z firm, znany producent odzieży sportowej, przestawił produkcję w jednej ze swoich szwalni na odzież ochronną dla personelu medycznego. Parę dni temu głośno było także o inicjatywie trójmiejskich punktów gastronomicznych #gastrompomaga, które przekazują posiłki dla personelu szpitalnego, pracującego teraz bez wytchnienia.

Co z drugim nurtem komunikacji? W niektórych organizacjach pracownicy zamiast wyrazu troski otrzymali wyłącznie wyraźne nakazy i zakazy dotyczącego tego, jak należy pracować oraz w jaki sposób ich praca będzie obecnie kontrolowana. W przekazie „z góry” niektórzy pracownicy otrzymali informacje, że praca zdalna możliwa będzie jedynie w wyjątkowych przypadkach, bez podawania uzasadnienia takiej decyzji. Oczywiście jasne informacje w sytuacji kryzysowej są bardzo potrzebne, natomiast sposób ich przekazywania ma również znaczenie dla motywacji pracowników. Jeżeli pracodawca ma przekonanie, że pracownikom nie można ufać, to zgodnie ze znanym z psychologii społecznej zjawiskiem samospełniającego się proroctwa, ma sporę szansę odczuć konsekwencje takiego przekonania. Do tego jeżeli pracownicy mają poczucie niesprawiedliwego traktowania (brak informacji o powodach decyzji zakazu pracy zdalnej może być odczytywany jako niesprawiedliwość), istnieje duże prawdopodobieństwo, że ci będą podejmować się zachowań kontrproduktywnych, a więc działać na szkodę pracodawcy.  Jeżeli pracownik ma poczucie, że szef mu nie ufa, a firma nie dba o jego zdrowie, to nie ma motywacji, by pracować z zaangażowaniem.

Dbałość o innych potrzebą naszych czasów

Badania, które Adamshick przeprowadził w Akademii Wojskowej w USA. Polecił oficerom porangować cechy skutecznego przywódcy. Okazało się, że najwyżej ocenione zostały przez wojskowych takie cechy, jak: troska i dbałość o innych. To badanie, jak też wiele innych z nurtu badań nad współczesnym przywództwem, pokazuje, że zamiast autorytarnych i kontrolujących szefów, ludzie potrzebują i doceniają troskę. Nie tylko, by czuć się dobrze, ale i po to, by móc dobrze pracować.

Malwina Puchalska-Kamińska, psycholog, Uniwersytet SWPS

Jak zarządzać firmą w kryzysie?

Pandemia koronawirusa oddziałuje na każdą branżę, powodując wielomilionowe straty oraz chaos w funkcjonowaniu firm. W Polsce wprowadzony został stan zagrożenia epidemicznego, wobec czego większość przedsiębiorstw zdecydowała się na wprowadzenie trybu pracy zdalnej. Część firm z sektora usług musiała zamknąć drzwi przed klientami. Z globalnego badania firmy doradczej Deloitte „Crisis Management Survey” wynika, że 86 proc. organizacji wierzy, że są wystarczająco lub bardzo dobrze przygotowane na wypadek kryzysu, ale większość z nich nie miała okazji przetestować tego przekonania. Zdaniem ekspertów Deloitte warto, by przedsiębiorstwa wykorzystały 5 praktycznych wskazówek dotyczących skutecznego zarządzania kryzysowego. To pozwoli zminimalizować negatywne skutki światowego kryzysu wewnątrz organizacji.

Ponad czterech na pięciu respondentów (84 proc.) twierdzi, że ich organizacje posiadają plan zarządzania kryzysowego, który został przygotowany jako osobna strategia obok innych działań w zakresie utrzymania ciągłości funkcjonowania. Jedna trzecia (31 proc.) organizacji posiadających plan kryzysowy twierdzi, że ostatnie kryzysy miały negatywny wpływ na finanse, w przypadku organizacji bez takiej strategii odsetek ten wynosi aż 47 proc.

Do kryzysu dochodzi, gdy organizacje nie mają gotowego sposobu postępowania w danej sytuacji, który pasowałby do skali zjawiska. Procedury można stosować w sytuacjach stałych, znanych i powtarzalnych. W czasie kryzysu zarządy nie mogą polegać na sprawdzonych rozwiązaniach, muszą podejmować decyzje i kierować przepływem informacji w zupełnie nowej, nieprzetestowanej wcześniej sytuacji. Aż 26 proc. ankietowanych Deloitte zapytanych o to, czego nauczył ich ostatni kryzys w firmie i co, by zmienili, odpowiedziało, że zrobiliby więcej, aby lepiej zidentyfikować potencjalne scenariusze kryzysowe.

5 wskazówek dotyczących zarządzania kryzysowego

Tak samo, jak nie ma lekarstwa na nowo powstałą chorobę, tak również nie ma sprawdzonej strategii na zupełnie nowy, spowodowany koronawirusem, charakter kryzysu, w jakim obecnie znajduje się gospodarka. Jego globalna skala sprawia, że każda firma indywidualnie musi zmierzyć się z wyzwaniami, przed jakimi się znajdzie w tym trudnym okresie. Ponad 80 proc. organizacji uważa, że są wystarczająco lub nawet bardzo dobrze przygotowane na wypadek kryzysu. Większość przyznaje przy tym, że nie miała okazji tego sprawdzić. W stawieniu czoła wielu niewiadomym z pewnością będą pomocne praktyczne wskazówki dotyczące organizacji sztabu kryzysowego oraz panowania nad chaosem. Dotyczą one szybkości reakcji na sytuację kryzysową, powołania zespołu kryzysowego, umiejętnej komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej, określenia roli lidera oraz zarządzania emocjami.

Wektor czasu

W każdym kryzysie na początku pojawia się chaos. Zarówno pracownicy, jak i kadra zarządzająca są przytłoczeni napływem informacji. Miernikiem dobrego zarządzania kryzysowego jest czas, czyli to, jak szybko z kryzysu wyjdziemy oraz wypracujemy mechanizmy podejmowania decyzji czy przepływu informacji. Pozwolą one zbudować pewne ramy funkcjonowania, dzięki czemu każda następna decyzja będzie trafniejsza. Dla firm, zarządów i sztabów kryzysowych prawdziwym egzaminem dojrzałości jest to, jak szybko uda się opanować pierwszy szok. – Na pewno mamy do czynienia zarówno w firmach, jak i w skali całego kraju z sytuacją kryzysową. Kryzys zaczyna się wtedy, kiedy kończą się procedury. Wtedy, kiedy nie możemy oczekiwać, że prezes firmy czy ktokolwiek inny wyciągnie z szuflady gotowy sposób postępowania w danej sytuacji, który jeszcze dodatkowo pasowałby do skali zjawiska, z którym mamy do czynienia. To, w jaki sposób zareagujemy, nie polega na korzystaniu z gotowych rozwiązań, ale na podejmowaniu decyzji i kierowaniu przepływem informacji dostosowanym do nowej sytuacji, której nigdy wcześniej nie testowaliśmy – wyjaśnia Jakub Bojanowski, partner, lider usług Risk Advisory, Deloitte.

Sztab kryzysowy

Sztaby kryzysowe powinny być powoływane natychmiast po zaistnieniu kryzysu. W ich składzie powinny znaleźć się osoby, które mają wiedzę o firmie, odpowiednie narzędzia do jej kontrolowania, rozumieją, w jaki sposób zarządzać oraz są w stanie szybko i racjonalnie analizować informacje, a następnie na ich podstawie podejmować decyzje. 24 proc. ankietowanych Deloitte uważa, że efektywne przywództwo i wydawanie decyzji jest największym wyzwaniem w zarządzaniu kryzysowym.  – Do zadań sztabu należy m.in. analiza ryzyka, tj. przewidywanie potencjalnych zagrożeń, wyprzedzanie faktów i tworzenie alternatywnych scenariuszy postępowania. Zespół roboczy powinien umieć sprawnie podejmować decyzje, w sposób proaktywny kontrolować sytuację i szybko reagować na zmieniające się czynniki. Nowe informacje napływają cały czas, dlatego konieczne jest, by jego członkowie byli w nieustannym kontakcie z kluczowymi pracownikami i kierownikami – mówi Jakub Bojanowski.

Warto zauważyć podstawową różnicę między działaniem sztabu kryzysowego a zarządu pracującego w normalnych warunkach. Chodzi o brak możliwości polegania na intuicji, która bazuje na doświadczeniach i jest często wykorzystywana w procesach decyzyjnych. Nie można polegać na intuicji w obliczu sytuacji, która do tej pory się nie wydarzyła. W kryzysie podejmujemy decyzje na bazie danych i na krótki okres. Ważne, aby zespół nie obawiał się zmieniać wcześniejszych ustaleń oraz zadawać pytań i dyskutować. Działanie sztabu powinno planować się na dni, a nawet tygodnie.

Zarządzanie informacją

Natłok informacji jest jednym z wyzwań, z którymi sztab kryzysowy musi sobie poradzić. Kluczowa jest weryfikacja informacji, która leży w jego kompetencji. Co więcej, na zespole spoczywa także całkowita odpowiedzialność (ale też ryzyko) za ich wiarygodność. Potrzebna jest więc odwaga, aby podjąć decyzję ze wszystkimi jej konsekwencjami oraz śledzić jej skutki.

Strony rządowe są źródłami, które sztaby mogą traktować jako wiarygodne informacje. Nie ma natomiast sensu weryfikować przekazów medialnych, które nie mają wpływu na funkcjonowanie firmy.

– Przedsiębiorstwa powinny gromadzić tylko te informacje, które są ważne z perspektywy ich działalności. Pamiętać należy również o formie komunikacji z pracownikami. Powinna być ona ciągła, systematyczna oraz prowadzona w sposób zrozumiały, a więc zawierać krótkie, precyzyjne komunikaty. Skuteczne zarządzanie informacją pozwoli na ograniczanie poczucia zagrożenia zdrowotnego i ekonomicznego, co w konsekwencji umożliwi ciągłości działania – podkreśla płk dr Piotr Potejko, doradca Zarządu Deloitte ds. Bezpieczeństwa.

Rola lidera

Często można się spotkać z tezą, że to prezes zarządu lub lider podejmuje ostateczną decyzję. Organizacja wypracowuje pewne plany i strategie, ale dopóki nie zostaną zatwierdzone przez lidera, nie mają mocy sprawczej. Warto zdawać sobie sprawę, że takiej osoby może zabraknąć, ponieważ będzie np. poddana kwarantannie. W konsekwencji istnieje ryzyko paraliżu firmy. Dlatego lider powinien postrzegać swoją rolę jako osoby, która wytwarza procesy, kulturę zarządzania, propaguje pewne postawy, a nie osoby, która podejmuje decyzje. Na wszystkich poziomach – nie tylko lidera – ważne jest, aby funkcjonowała instytucja zastępcy, tzw. second-in-command. Kwestia sukcesji jest jedną z kluczowych decyzji, którą trzeba podjąć na samym początku działań zespołu kryzysowego.

Zarządzanie emocjami

Nie możemy zapominać o czynniku ludzkim. Niewiedza, strach, panika, poczucie nieprzydatności, niepokój, niepewność, nieprzewidywalność, lęk, chaos – wszystkie te emocje i stany są typowe dla kryzysowych sytuacji. Ważne jest, aby utrzymywać stałą komunikację z pracownikami, jasno określać zadania, przedstawiać precyzyjny plan działania, ale przede wszystkim przekazywać informacje w sposób precyzyjny, spokojny i opanowany. Komunikować należy tylko te informacje, co do których mamy pewność. Informowanie o bliżej nieokreślonych planach może wprowadzić dodatkowy chaos, którego przecież chcemy uniknąć.

Dolar pozostaje zielony

Brak wiary w skuteczność działań monetarnych i fiskalnych i nieuchronność globalnej recesji przynoszą morze czerwieni na rynki finansowe z jedynym dolarem pozostającym po zielonej stronie, gdyż inwestorzy poszukują płynności w walucie rezerwowej siata. W ostatnim zrywie szefowa EBC Christine Lagarde podejmuje się powtórzyć manewr Mario Draghiego z 2012 r. – Whatever it takes 2.0.

„EBC nie będzie tolerował żadnego ryzyka dla płynnej transmisji swojej polityki pieniężnej we wszystkich jurysdykcjach strefy euro.” – można było przeczytać w komunikacie z nocy po nadzwyczajnej telekonferencji Rady Prezesów. EBC zdecydował się zwiększyć program skupu aktywów o dodatkowe 750 mld EUR do końca 2020 r. EBC na razie nie narusza tzw. capital key, tj. utrzymywania proporcji skupowanych obligacji skarbowych według udziałów państw w kapitałach EBC, ale nie wyklucza zniesienia limitu zaangażowania w obligacje konkretnej emisji (ponad 33 proc.), a także dopuszcza kupno papierów Grecji. Poza obligacjami EBC zamierza skupować papiery korporacyjne, a także łagodzi warunki akceptowania instrumentów finansowych, tym samym zwiększając pulę papierów możliwych do skupu. Program EBC jest bez wątpienia nakierowany na wsparcie całościowe gospodarki, nie tylko banków. Ma na celu stabilizację rynku obligacji skarbowych, ale także pozwoli uzyskać finansowanie przedsiębiorstwom pod zastaw papierów korporacyjnych. Wspominane na początku zdanie z komunikatu przypomina słynne „whatever it takes” wypowiedziane przez poprzedniego prezesa EBC Mario Draghiego w 2012 r. i tak jak wtedy ma pokazać, że bank centralny jest gotowy na wszystko, by ratować UE. To mocne stanowisko, które ma szanse przynieść opamiętanie na rynki finansowe. Dzisiejszy rajd obligacji skarbowych państw strefy euro sugeruje, że ruch EBC działa. To powinno też wspierać EUR względem walut ryzykownych, gdyż nowy pakiet QE zdejmuje z unijnej waluty premię za ryzyko z tytułu niewypłacalności państw członkowskich. W strefie euro uwaga przenosi się teraz na politykę fiskalną i działania na rzecz opanowania pandemii.

Nadal jednak królem pozostaje USD i to nie tylko w ramach rynku walutowego. Panuje podwyższona niepewność o to, jak głębokie będzie załamanie globalnej gospodarki przez przymusowe zamkniecie ludzi w domach i zatrzymanie aktywności gospodarczej. Nie ma też zaufania w skuteczność działań fiskalnych, które tylko podnoszą obawy o pęczniejące zadłużenie. Wczorajsze morze czerwieni na rynku akcji, walut i surowców sugeruje, że godziwa wartość aktywów przestała być brana pod uwagę, a rządzi ucieczka w płynność, gdzie wybierany jest USD. Dane dotyczące przyrostu nowych przypadków zachorowań w Europie i USA nie wskazują na wyhamowywanie, rynki będą wyceniać najgorszy scenariusz. A kolejne dni będą przynosić coraz to nowe informacje o pogarszającej się sytuacji ekonomicznej (jak dziś rano niemiecki Ifo, a po południu zapewne i indeks Fed z Filadelfii).

Ucieczka od wszystkiego dziś rano silnie uderza w złotego, który na moment znalazł się powyżej 4,61 za euro. Szybko spadek w kolejnych minutach sugeruje interwencję, ale na razie to tylko domysły. Na rynku nie brakuje opinii, że rządowy pakiet antykryzysowy (3 proc. PKB wydatków budżetowych) i ekspansja monetarna NBP gwarantują słabość złotego. Osobiście wątpię w takie wytłumaczenie. Skoro wszystkie kraje pędzą w tym samym kierunku (recesji), hojność i szybkość reakcji władz fiskalnych i monetarnych jest zaleta, a nie wadą dla waluty. Odbicie cen obligacji w strefie euro i umocnienie EUR po decyzji EBC z nocy to potwierdza. Próbując oczyścić złotego od wpływu globalnej presji na wyprzedaż obligacji skarbowych (wczoraj rentowności polskich obligacji 10-letnich wzrosły o ponad 30 pb), uważam, że bardziej szkodliwe były słowa prezesa NBP Glapińskiego, który przedstawił nowe prognozy zakładające spowolnienie gospodarcze TYLKO do 1,7-2,0 proc. w 2020 r. Potrafię zrozumieć, że bank centralny chce widzieć pełen sukces w swoich działaniach, ale rozwój sytuacji na świecie nie pozwala aż na taki optymizm. Komentarze prezesa mogły wzbudzić wątpliwości, czy NBP rzeczywiście zdaje sobie sprawę z sytuacji. Mam nadzieję, że przyszłymi działaniami bank centralny udowodni, że ma lepszy ogląd sytuacji i przez to uchroni złotego przed niepotrzebnymi wahaniami.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koronawirusowy vis maior – czy w związku z pandemią przedsiębiorca może zasadnie powołać się na siłę wyższą

W 1997 roku w wyniku powodzi stulecia zostały zalane między innymi 23 budynki sądów. Z oczywistych względów te sądy nie były w stanie funkcjonować do czasu usunięcia skutków powodzi. Pomijając olbrzymią tragedię spowodowaną ówczesną powodzią, z prawnego punktu widzenia był to klasyczny przykład siły wyższej. Czy tak samo jest z obecną pandemią koronawirusa?

W obliczu pandemii koronawirusa wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie, czy niewykonanie umowy przez nich lub przez ich kontrahenta będzie prawnie uzasadnione. Pytanie to jest ze wszech miar słuszne. Rzesza przedsiębiorców, jeśli nie już, to za chwilę będzie stała przed takim pytaniem. Inną płaszczyzną związaną z epidemią koronawirusa jest płaszczyzna prawnoprocesowa ergo, czy pandemia ma wpływ lub może mieć wpływ na toczące się już postępowania sądowe, w ramach których przedsiębiorcy dochodzą swoich roszczeń.

Siła wyższa kontra wykonanie umowy

Kwestie wpływu takiego zdarzenia, jak pandemia wirusa i związanych z tym ograniczeń wprowadzanych przez władze państwowe, a więc ogólnie wpływu na stosunki kontraktowe zdarzeń o charakterze siły wyższej, często są regulowane w umowach. Zazwyczaj zapisy takie są traktowane po macoszemu, gdyż strony umowy wychodzą z założenia, iż i tak w toku wykonywania umowy zapisy te pozostaną martwe. Jeśli jednak stosowne zapisy w tym względzie w umowie istnieją i są skonstruowane należycie, wtedy strony umowy wiedzą, jak to wpłynie na ich zobowiązania i czy zgodnie z kontraktem dane zdarzenie należy w ogóle traktować jako siłę wyższą.

Powstaje jednak pytanie, co w sytuacji, gdy umowa milczy na temat siły wyższej. Kodeks cywilny na temat vis maior wypowiada się w bardzo nielicznych miejscach, zarazem nie definiując tego pojęcia. Przede wszystkim jednak wskazuje w art. 121 pkt 4, iż bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie może ich dochodzić przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju – przez czas trwania przeszkody. Przepis ten jednak nie mówi za wiele o kwestii wykonania umów lub skutków ich nie wykonania z powołaniem się na siłę wyższą.

Należy mieć w tym względzie na uwadze dwa przepisy. Po pierwsze zgodnie z art. 471 „Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.”. Zatem, jeśli strona umowy nie może jej wykonać z przyczyn, za które odpowiedzialności nie ponosi, bo na przykład zakład produkcyjny został w całości objęty kwarantanną i nie pracuje, to druga strona nie może z tytułu niewykonania umowy przez właściciela tego zakładu wysuwać względem niego stosownych roszczeń. Natomiast jeśli dany przedsiębiorca może normalnie działać, bo na przykład jego zobowiązanie polega na wykonaniu dzieła w postaci jakiegoś pisemnego projektu, a sam nie jest ani zarażony ani nie jest objęty kwarantanną, to oczywiście nie będzie mógł się powołać na fakt istnienia pandemii uzasadniając niewykonanie przez siebie umowy. Każda taka sytuacja będzie musiała być oceniana indywidualnie. Jeszcze raz należy jednak przestrzec, że sam fakt istnienia pandemii koronawirusa nie jest wystarczającą przesłanką samą w sobie uzasadniającą niewykonanie umowy.

Innym przepisem kodeksu cywilnego, który warto mieć na względzie jest art. 3571 (tzw. klauzula rebus sic stantibus), w myśl którego „jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.”. Przepis ten również będzie miał zastosowanie do wielu sytuacji wywołanych epidemią koronawirusa. Aktualna epidemia kwalifikuje się jako nadzwyczajna zmiana stosunków. Jeśli przy okazji w związku z tą nadzwyczajną zmianą stosunków wykonanie zobowiązania umownego byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, to wtedy otworzy się droga do skorzystania z dobrodziejstwa analizowanej normy prawnej. Należy jednak pamiętać, że zastosowanie powyższej instytucji wymaga ingerencji sądu. Aby zatem zmienić wysokość świadczenia lub w ogóle rozwiązać umowę, konieczne będzie wystąpienie ze stosownym wnioskiem do właściwego sądu.

Wpływ koronawirusa na postępowanie sądowe

Wartym rozważenia jest także wpływ pandemii na bieg roszczeń lub toczenie się postępowań cywilnych. Przywołany już wyżej art. 121 pkt 4 Kodeksu cywilnego wskazuje, iż bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie może ich dochodzić przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju – przez czas trwania przeszkody. Również w przypadku tej instytucji należy zalecić dużą dozę ostrożności z nadmiernie optymistycznym powoływaniem się na nią w dobie pandemii. Instytucja ta ma charakter wyjątkowy. W doktrynie wskazuje się, iż jej zastosowanie dotyczy takich przypadków, jak katastrofy naturalne (np. powodzie), działania zbrojne, zamachy terrorystyczne, akty władzy. Chodzi przede wszystkim o takie sytuacje, gdzie fizycznie dana osoba jest odcięta od dostępu do sądu. W obecnej sytuacji można zakładać, że izolacja określonej osoby z powodu zarażenia lub nakaz zostania w domu w ramach kwarantanny, mogłyby być poczytywane jako akty władzy, które stanowią siłę wyższą w rozumieniu analizowanej normy prawnej. Tu również każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Bez wątpienia sam w sobie fakt istnienia zagrożenia epidemicznego nie powoduje zawieszenia biegu terminów przedawnienia roszczeń. Warto także wskazać, iż w dotychczasowym dorobku orzecznictwa Sądu Najwyższego znaleźć można wyroki takie jak ten z 8 marca 2012 roku (sygn. akt V CSK 165/11), w myśl którego „Skutki w postaci poważnej choroby wywołanej wypadkiem drogowym zawinionym przez innego uczestnika ruchu nie mogą być uznane za działanie siły wyższej, ani też nie można cech takiej siły przypisać zdarzeniu (nieprawidłowemu zachowaniu uczestnika ruchu drogowego) które obrażenia te wywołało. Żadne z nich nie wykazuje odpowiedniej przemożności, nie jest nieuchronne, ani nadzwyczajne i niemożliwe do przewidzenia.”. Jak wynika z powyższego orzeczenia nawet sama w sobie poważna choroba nie kwalifikuje się jako siła wyższa. Należy także pamiętać, iż definiowanie siły wyższej na gruncie art. 121 pkt 4 kodeksu cywilnego następuje przez sąd w ramach danej sprawy. To, że strony w umowie w określony sposób zdefiniowały, czym jest siła wyższa, nie oznacza w żadnym razie, iż jak się ona w rozumieniu umowy zmaterializuje, to automatycznie nastąpi zawieszenie biegu terminu przedawniania roszczenia.

W myśl art. 173 Kodeksu postępowania cywilnego „Postępowanie ulega zawieszeniu z mocy prawa w razie zaprzestania czynności przez sąd wskutek siły wyższej.”. Na dzień tworzenia niniejszej publikacji sądy działają. Oczywiście są określone ograniczenia (na przykład możliwość korzystania z czytelni akt tylko w wyjątkowych sytuacjach, rozprawy są odwoływane na najbliższe tygodnie), jednak na dzień dzisiejszy w żadnym razie nie można mówić, iż z mocy prawa nastąpiło zaprzestanie czynności przez sąd, a tym samym iż postępowania cywilne uległy zawieszeniu. Biura podawcze w sądach działają, tak samo jak poczta polska, także możliwość złożenia pozwu lub pisma procesowego istnieje.

Ostrożnie z vis maior

Reasumując należy przestrzec przed stosowaniem i powoływaniem się na siłę wyższą tylko z tego powodu, iż panuje epidemia i wprowadzony jest stan zagrożenia epidemicznego. Takie zachowanie może okazać się bardzo kosztowne, jeśli sąd dojdzie do wniosku, że pomimo epidemii umowa mogła być wykonana bez zakłóceń lub pozew mógł zostać złożony w sądzie. Jeśli przedsiębiorca już teraz widzi, że z powodu pandemii ma lub może mieć olbrzymie problemy z realizacją zobowiązania umownego należy uważnie przemyśleć możliwość zastosowania dobrodziejstwa wynikającego z klauzuli rebus sic stantibus określonej w art. 3571 Kodeksu cywilnego. Należy spodziewać się, iż przepis ten, dotychczas stosowany niezwykle rzadko, stanie się w najbliższych tygodniach lub miesiącach bardzo często wykorzystywaną instytucją prawną. Każdy przedsiębiorca, który w obecnej sytuacji ma problemy z wykonaniem zobowiązania, a którego kontrahent nie godzi się na żadne ulgowe traktowanie, powinien rozważyć drogę prawną na gruncie art. 3571 kodeksu cywilnego. Należy pamiętać, iż na chwilę obecną sam w sobie fakt istnienia pandemii nie oznacza ogólnego istnienia w kraju siły wyższej i możliwości powoływania się na nią w każdej sytuacji. Wszelkie przypadki będą indywidualnie rozpatrywane przez sądy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pakiet “Tarcza antykryzysowa” wymaga uzupełnienia

Zaproponowany przez rząd pakiet zwany Tarczą antykryzysową to krok
w pożądanym kierunku, ale niewystarczający. Mimo dużej kwoty, jaką ministrowie przeznaczą na tzw. działania osłonowe, wiele branż, w tym targowa, MICE czy turystyczna mogą być narażone np. na trudności z zaspokajaniem zobowiązań, co w dalszej perspektywie uniemożliwi firmom rozwój. Potrzebne jest bezzwrotne wsparcie finansowe, które pozwoli „wyzerować” licznik zobowiązań i zapewnić płynność finansową działającym m.in. w naszej branży małym i średnim przedsiębiorstwom – uważa Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Proponowane wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) jest niedostateczne. Głównie z powodu zwiększającej się puli niezaspokajanych zobowiązań.

– Przez kolejne tygodnie będą narastać długi przedsiębiorstw. Nawet jeśli przetrwają one kryzys, to zobowiązania, jakie pozostaną do spłacenia po prolongatach składek ZUS, podatków czy zaciągniętych kredytach spowoduje, że firmy, które (jeśli w ogóle) wyjdą z kryzysu, nie będą w stanie zarobić na spłatę zadłużenia, ani tym bardziej nie będą w stanie się rozwijać. Oznacza to, że prędzej czy później ich istnienie zostanie ponownie zagrożone – przewiduje Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Jej zdaniem, decydenci powinni zaproponować dziś szersze rozwiązania:
– Potrzebne jest bezzwrotne wsparcie finansowe, które pozwoli „wyzerować” licznik zobowiązań i zapewnić płynność finansową, aby MSP, na których opiera się polska gospodarka, nadal mogły funkcjonować. I aby cała nasza gospodarka mogła wrócić na ścieżkę rozwoju.

Podane propozycje wsparcia z pakietu „Tarcza Antykryzysowa” są, według Beaty Kozyry, dość konkretne. Proponowana kwota pakietu – 212 mld zł to, jak zauważa, ogromne pieniądze.
– Jednak filar skierowany do przedsiębiorców to jedynie działania osłonowe w postaci:

  • odsunięcie płatności ZUS i rozłożenie składek na ZUS na raty – po danym terminie trzeba będzie wszystko spłacić
  • odroczenie spłat rat kredytów i leasingu – po danym terminie trzeba będzie wszystko spłacić
  • mikropożyczki do 5 tys. zł – który trzeba będzie spłacić
  • dla przedsiębiorców, którzy udowodnią spadek obrotów / straty spowodowane koronawirusem, państwo gwarantuje 40 proc. pokrycia wynagrodzenia pracowników do wys. średniego wynagrodzenia w gospodarce – z czego przedsiębiorca, który na chwilę obecną nie ma żadnego źródła przychodu, ma zapłacić pozostałą cześć wynagrodzenia?
  • specjalne świadczenie w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia, czyli 1300 złotych brutto dla osób, które nie mogą pracować i nie zarabiają z powodu wprowadzonych przez rząd ograniczeń (np. w barach czy restauracjach) lub dlatego, że ich firmy z powodu koronawirusa zawiesiły działalność – wygląda na to, że jedynym wyjściem z sytuacji jest zawieszenie przez firmy działalności. A przeżycie pracownika za kwotę 1 300 zł brutto wydaje się nierealne.

Prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego wyraża jednak nadzieję, że Tarcza Antykryzysowa to pierwsza propozycja rządu dla przedsiębiorców.

– Pakiet powinien zostać uzupełniony o dodatkowe instrumenty wsparcia. Wierzymy, że opinie środowisk gospodarczych, także nasze, zostaną wzięte przez stronę rządową pod uwagę w toku dalszych prac i ostateczny kształt Tarczy Antykryzysowej zapewni naszym branżom możliwość dalszej egzystencji i rozwoju – podsumowuje Beata Kozyra.  

Straty, jakie w związku z epidemią koronawirusa i odwoływanymi przez nią imprezami, branża targowa oszacowała na 150 mln złotych miesięcznie. O podjęcie niezbędnych działań apelowała już do premiera i do minister Jadwigi Emilewicz. Przedstawiciele sektora targowego, w ramach utworzonego z branżami turystyczną i MICE Sztabu Kryzysowego, uczestniczyli ostatnio m.in. w spotkaniach z reprezentantami władzy i instytucji finansowych, podczas których przedstawiali propozycje konkretnych rozwiązań w obliczu zaistniałej sytuacji. Wartość polskiej branży targowej i wystawienniczej szacuje się na ok. 3 mld złotych. Na rynku tym operuje ponad 500 firm, a zatrudnienie w branży znajduje kilkadziesiąt tysięcy osób. Polska Izba Przemysłu Targowego zrzesza m.in. organizatorów targów i operatorów obiektów targowo-konferencyjnych w Polsce (m.in. Międzynarodowe Targi Poznańskie, Targi Kielce, Targi w Krakowie, Warszawskie Centrum EXPO XXI), dostawców usług projektowania, budowy i wyposażania stoisk targowych, transport i spedycję targową czy firmy marketingowe, IT.

Koronakryzys w 5 fazach. Zobacz, co czeka Twoją firmę

Jesteśmy w końcówce trzeciej fazy kryzysu wywołanego przez koronawirusa, gdy – przy pełnych burzach wewnętrznych – firmy powoli są zmuszone do komunikowania swoich problemów na zewnątrz. To teraz ważyć się będą losy wielu z nich. Komunikacja odegra tu kluczową rolę. Takie są wnioski z analiz dokonanych przez specjalizującą się w komunikacji kryzysowej agencję Alert Media Communications.

Według analizy Alert Media Communications (na podstawie ostatnich tygodni pracy agencji dla firm przygotowujących się na koronakryzys lub już nim dotkniętych) od momentu pojawienia się w mediach informacji o wirusie z Wuhan narasta kryzys, który można podzielić na pięć faz. Obecnie większość firm stoi w obliczu fazy czwartej, w której sprawność zarządzania i komunikowania będzie miała krytyczne znaczenie dla przebiegu fazy piątej, wypełnionej wielkimi emocjami konsumentów, prawdopodobnymi zwolnieniami, a nawet bankructwami, ale i wzmocnieniem tych firm, które wykażą się unikalną sprawnością zarządzania.

Koronakryzys to termin używany przez Alert Media Communiactions już od lutego br. na określenie komunikacyjnego trzęsienia ziemi, jakie zaczęło się w styczniu na Dalekim Wschodzie i w zaledwie kilka tygodni wdarło się w życie nawet najmniejszych firm nad Wisłą. „To już jest największy kryzys obecnego stulecia. Jego specyfika jest taka, że w równym stopniu co na immunologii, jeśli nie nawet w większym, opiera się na percepcji. To percepcja, strach, emocje wywołują fakty ogałacające półki ze sklepów, a lokale usługowe z klientów” – powiedział Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications i dodał: „Pierwsze firmy widzące rosnące zagrożenie zgłosiły się do nas dosyć wcześnie, już w lutym. Wdrażane działania w kilku różnych branżach pozwoliły nam na systematykę i zaobserwowanie mechanizmów o uniwersalnym charakterze. Stąd wzięło się tych 5 faz. Przewidujemy, że dwie z nich – chociaż dopiero przed nami – w praktyce są pewne, zgodnie ze znanymi nam od lat prawidłowościami, jakimi rządzą się kryzysy. Rozumienie tych mechanizmów może bardzo pomóc – zwłaszcza w uniknięciu błędów, które są głównym paliwem kryzysów. Bo im więcej firm lepiej sobie poradzi w tej sytuacji, tym mniejsze skutki dotkną krajową gospodarkę – to jest zatem w interesie nas wszystkich”.Koronawirus w 5 fazach_infografika_AMC

FAZA 1. – ŚWIT. Styczeń 2020.

Firmy dowiadują się, że jest problem. Nie wiedzą jeszcze, czy on ich dotyczy. Jedynie więc absorbują informacje, najczęściej z niewielką uwagą: „Coś w Chinach, coś w mediach”. Niektóre z nich wprowadzają pierwsze korekty bieżącej działalności, wynikające bezpośrednio lub pośrednio z destabilizacji rynku chińskiego (surowce, rynek dostaw, reakcje rynku finansowego). Pojawiają się pierwsze oznaki dekoniunktury oraz „pandemicznych” emocji, wynikających z doniesień medialnych o dramatach na statkach wycieczkowych. Pod koniec pierwszej fazy rośnie niepokój wynikający z ewidentnej już destabilizacji rynków Chin, Japonii, Korei i innych państw Azji Południowo-Wschodniej.

FAZA 2. – PIERWSZA KREW. Styczeń/luty 2020.

Równolegle do infekowania gospodarki europejskiej koronawirus dociera na nasz kontynent. Także polskie firmy muszą podejmować pierwsze decyzje koronakryzysowe – ograniczenie wyjazdów służbowych czy spotkań zewnętrznych. Powstają pierwsze sztaby zajmujące się problemem, ale – jak obserwowaliśmy – to wciąż poziom zarządzania na najwyższym szczeblu top managementu i to raczej w zamkniętych kręgach. Komunikacja w tej sprawie tylko wewnątrz firm i rzadko schodząca poniżej poziomu managerów. W sprawniejszych firmach (np. pod wpływem rekomendacji zewnętrznych) już powstają jednak pierwsze Sztaby Kryzysowe lub Zespoły Szybkiego Reagowania.

FAZA 3. – ILUMINACJA. Luty/marzec 2020

Dla zarządzających firmami jasne się staje, że „mamy problem” i to raczej duży oraz długotrwały. Koronakryzys poprzez efekt pośredni dotyka już bowiem realnie i wpływa na bieżącą działalność. Komunikacja schodzi do poziomu pracownika, ale wciąż zostaje w firmach jako wewnętrzna, gdzie się intensyfikuje (plakaty, zakazy, nakazy, edukacja, pierwsza praca zdalna itp.). Komunikaty zewnętrzne są bardzo rzadkie. Z jednej strony firmy dotyka atomizacja problemów, ponieważ każdy pracownik wracający z Azji czy Włoch tworzy problem, a do tego dochodzą też Niemcy – główny partner handlowy. Z drugiej strony ten kryzys się globalizuje – nadciągająca dekoniunktura jest już oczywista. W mniejszej lub większej panice powstają analizy „jak to wpłynie na nas” i plany ratunkowe. Jeśli w jakiejś firmie jeszcze nie powstał Sztab Kryzysowy – można się spodziewać trudnej przyszłości takiej spółki.

Obecnie mamy koniec Fazy 3. i początek 4. Fazy Czwarta i Piąta to przewidywania w niniejszej analizie.

FAZA 4. – ESKALACJA. Marzec/kwiecień 2020

Wszystko zmieniło pojawienie się koronawirusa w Polsce, co skutkowało drastycznymi decyzjami Rządu. Zmusiło to do zmian organizacji wewnętrznej właściwie wszystkie firmy. W każdej pojawiła się intensywna i wielopoziomowa komunikacja wewnętrzna. Powoli problemy wylewają się na zewnątrz, a to z kolei oznacza konieczność uruchamiania komunikacji zewnętrznej. Po szybkości jej uruchamiania (np. na profilach FB w reakcji na decyzje Rządu) już dzisiaj widać poziom sprawności firm. Interesariusze (klienci, partnerzy) będą coraz silniej domagać się informacji o tym, co firma robi, dlaczego czegoś nie ma lub czegoś nie robi, jak zapewnia bezpieczeństwo. Wielu pracowników korzysta już z możliwości pracy zdalnej, siedzi z dziećmi w domu. Rosną napięcia wewnętrzne dot. różnych warunków pracy, problemów z pracą zdalną lub brakiem pracy. Rosnąca grupa pracowników będzie na kwarantannie, a w skrajnych przypadkach – w szpitalu. W mediach pojawią się informacje o zakażeniu pracowników i koronawirus będzie wiązany z markami. To w tej fazie najsilniej swą moc przejawi zasada: „nie masz drugiej szansy na swą pierwszą reakcję”. Ta pierwsza reakcja skonfiguruje sposób postrzegania firm w ich konkretnym koronakryzysie.

FAZA 5. – ZENIT. Kwiecień/maj 2020

Po tąpnięciu w połowie marca sytuacja wcale nie tak szybko powróci do normy. W przypadku wielu firm nie wróci już nigdy. W Fazie 4. wiele z nich popełni w komunikacji zewnętrznej karygodne błędy, które skupią gniew interesariuszy widoczny najpierw w mediach społecznościowych (fale hejtu), a potem rozdmuchany przez tradycyjne media. To powodować będzie spadek zaufania pogłębiający kryzys, także wewnętrznie potęgowany przez pogłębiającą się dekoniunkturę. Pojawią się zwolnienia pracowników i bankructwa. Wyróżniają się firmy o spektakularnie dobrej komunikacji kryzysowej. Przede wszystkim jednak poradzą sobie dobrze firmy, które obronią się organizacyjnie i… unikną pojawienia się na pierwszym planie zainteresowania publicznego. Takie zainteresowanie medialne tworzą przede wszystkim spektakularne błędy, których akurat tym firmom uda się uniknąć. Kryzys lubi ciszę. Na przebieg Fazy 5. duży wpływ będą mieć trzy parametry. Pierwszy to wynik mobilizacji społecznej i państwowej w działaniach mających powstrzymać pandemię w kraju. Drugi to ewentualna pomoc państwa dla pracodawców i pracobiorców. Trzeci – wybory prezydenckie, o ile termin nie zostanie przesunięty. W piątej fazie zdecyduje się, czy kryzys nadal będzie eskalował, czy zacznie się zmniejszać – w skali kraju i wymiarze poszczególnych firm.

Z analizy Alert Media Communications wynikają WNIOSKI, które pokazują, że o przejściu każdej z firm przez narastający koronakryzys zdecydują dwa aspekty:

  1. Wewnętrzna sprawność organizacyjna – synergia w zarządzaniu problemami, wyzwaniami biznesowymi i komunikacją wewnętrzną;
  2. Komunikacja zewnętrzna – sposób reakcji firmy na zainteresowanie zewnętrznych interesariuszy począwszy od partnerów handlowych, przez sieci społecznościowe, po tradycyjne media. Największe znaczenie będą tu miały błędy w komunikacji w mediach tradycyjnych i społecznościowych.

Żeby ocenić pakiet antykryzysowy dla gospodarki, potrzebne są konkrety

Duży zawód spotkał dziś tych, którzy – słuchając rządowej narracji o tym, jak to polski rząd wyznacza innym kierunki działania – oczekiwali gradu konkretów i rozwiązań dla swoich firm. Prawda jest bowiem taka, że więcej propozycji było znanych jeszcze przed weekendem.

Do końca tygodnia mamy poznać propozycje przepisów, na których opierać będzie się pakiet osłonowy dla przedsiębiorców i pracowników. Kwota 212 mld zł robi wrażenie – jednak jak zostanie podzielona? Poza 7,5 mld zł na zdrowie i 30 mld zł na specjalny fundusz inwestycji publicznych, nie wiadomo. Stanowczo zbyt wiele pytań i za mało odpowiedzi – nie tego oczekiwali przedsiębiorcy i pracownicy.

Z punktu widzenia biznesu kluczowe jest wsparcie płynności finansowej tych przedsiębiorców, którzy odnotowują istotny spadek aktywności – mniej klientów, wycofujący się kontrahenci, spadek zamówień, spadek produkcji, mniejsze zapotrzebowanie na usługi. Tutaj otrzymaliśmy zatrważająco mało konkretów. Zaangażowanie takich instytucji jak PFR, ARP czy BGK to oczywistość i nie potrzeba konferencji prasowej do tego, żeby wiedzieć, iż znajdą się one na pierwszej linii frontu pomagania przedsiębiorcom. Z konkretów wiemy, że będą odraczane zobowiązania kredytowe – to jednak decyzja sektora bankowego, nie władz. Przedsiębiorcy będą mogli liczyć na preferencyjne pożyczki, kredyty i wsparcie de minimis na zasadach bardziej korzystnych niż dotychczas. Zaproponowano pomoc dla leasingobiorców w sektorze transportowym, lecz mamy nadzieję, iż nie tylko ta branża będzie mogła skorzystać ze specjalnych rozwiązań. Ważne dla przedsiębiorców będących wykonawcami zamówień publicznych jest to, iż mają wobec nich nie być stosowane twarde zapisy kontraktowe dotyczące kar umownych – jeśli w związku z koronawirusem nie będą w stanie wykonać zamówienia na czas.

Podczas konferencji zabrakło konkretnych zapowiedzi rozwiązań w odniesieniu do kwestii podatkowych. Wspomniano o możliwości skorzystania z instrumentów odroczenia płatności, rozłożenia na raty oraz ewentualnego umorzenia zobowiązań podatkowych na wniosek podatnika. Są to rozwiązania istniejące obecnie w Ordynacji podatkowej. Niestety dotychczas decyzje w tym zakresie były wydawane uznaniowo, najczęściej były to decyzje odmowne. Potrzebne są więc w tym zakresie konkretne rozwiązania ze wskazaniem jasnych przesłanek, z których wynikać będzie, że podmiotom, które ucierpiały w związku z epidemią należy przyznać ulgę. Niezbędne jest ograniczenie uznaniowości urzędniczej w tym zakresie. Ponadto postulowane przez przedsiębiorców, księgowych i doradców podatkowych odroczenie terminów składania wszelkich deklaracji, zeznań podatkowych, sprawozdań i raportów należy uznać za absolutnie konieczne. Kwestie te powinny zostać jednoznacznie uregulowane w zapowiadanej przez Rząd specustawie z rozwiązaniami dla gospodarki i biznesu.

W obliczu utrudnionego funkcjonowania przedsiębiorstw oraz biur rachunkowych i służb finansowo-księgowych, całkowicie nie do zaakceptowania byłaby bowiem sytuacja, w której podatnicy ponosiliby negatywne konsekwencje niedotrzymania właściwych terminów.

W celu ograniczenia negatywnych skutków finansowych istotne jest również odroczenie terminów poboru podatków. Potrzebne są również rozwiązania pozwalające rozliczyć straty poniesione przez przedsiębiorców w związku z epidemią. Istotne jest złagodzenie rygorów dot. kosztów uzyskania przychodów poprzez np. możliwość rozliczenia kar umownych. Zasadne byłoby również umożliwienie rozliczenia straty za rok 2020 w rozliczeniu za rok 2019. W celu wprowadzenia szybkich rozwiązań Minister Finansów powinien wydać interpretację ogólną w tym zakresie.

Trudno zaproponowane rozwiązania uznać za tarczę, która ma ochronić polski rynek pracy przed skutkami koronawirusa i nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. Dopłaty do pensji to zdecydowanie za mało. To działania jedynie doraźne, a rynek pracy potrzebuje konkretnych reform. Konta czasu pracy, elastyczne formy zatrudnienia, skoordynowana polityka migracyjna to są regulacje na czas kryzysu. Najwidoczniej rządzącym zabrakło odwagi, aby do walki z kryzysem wytoczyć ciężkie działa. Ale machanie szabelką może okazać się dla rynku pracy niewystarczające.

Pakiet fiskalny dotyczący inwestycji publicznych nie jest ani najlepszym ani nowoczesnym rozwiązaniem. Jest wręcz przestarzały. Obecnie jesteśmy na etapie szoku podażowego, szczególnie w branży budowlanej. Cierpi ona na brak pracowników, sprzętu. Jeszcze przed kryzysem drożejące mieszkania oraz rosnące wartości nowych przetargów świadczyły, że ceny zaczynają niebezpiecznie szybować w górę. Dlatego priorytetem powinno być zapewnienie płynności wszystkim firmom oraz docelowo redukcja tzw. klina podatkowo-składkowego. Musi to być jednak scenariusz pisany na co najmniej dwa, trzy lata. Opracowany na długą walkę ze spowolnieniem, a być może nawet recesją. Nie może to być rozwiązanie skonstruowane pod presją wyborczej kampanii i nadchodzących wyborów prezydenckich. Musimy każdą publiczną złotówkę wydać jak najlepiej, a nie jak najprędzej, byle do 10 maja gdy Polacy spotkają się przy wyborczych urnach.

Dlatego opracowując plan działań należy pamiętać, że za rok i dwa też trzeba będzie zaplanować finanse publiczne, a budżet nie jest workiem bez dna.

Ponadto z uwagi na ograniczenia w funkcjonowaniu sądów i organów administracji, jak również trudności w kontaktach przedsiębiorców z ich profesjonalnymi pełnomocnikami i biurami księgowymi, za niezbędne należy uznać wprowadzenie odpowiednich rozwiązań w zakresie terminów procesowych i materialnych. W celu zagwarantowania obywatelom i przedsiębiorcom realizacji ich praw i obowiązków  zasadne byłoby zawieszenie biegu terminów procesowych oraz przesunięcie terminów materialnych, które nie podlegają przywróceniu. Należy również rozważyć zawieszenie prowadzonych obecnie postępowań administracyjnych, sądowych i sądowo-administracyjnych, w których stronami są przedsiębiorcy, ponieważ brak czynnego udziału w postępowaniu może skutkować negatywnymi rozstrzygnięciami.

Reasumując, potrzebne są konkrety. Czekamy do końca tygodnia, kiedy mają się one pojawić, żeby rzetelnie ocenić i zaproponować ewentualne poprawki. Wszystkim nam zależy na tym, aby przedsiębiorcy i pracownicy przetrwali ten trudny czas.

Pracodawcy RP

MEDCAMP S.A. – Genxone wprowadza do oferty testy wykrywające obecność SARS-Cov-2

MEDCAMP S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, otrzymała informację od swojej spółki portfelowej – Genxone S.A. – o zamiarze rozpoczęcia przez ten podmiot, jako pierwszy prywatny w Polsce, działania w zakresie wykonywania badań genetycznych w kierunku wykrywania koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19). Genxone S.A. planuje wykonywać badania we współpracy ze swoim strategicznym partnerem – spółką Diagnostyka Sp. z o.o., która jest obecnie największą siecią laboratoriów diagnostycznych w Polsce.

W dniu 16 oraz 17 marca 2020 r. Genxone S.A. i Diagnostyka Sp. z o.o. zawarły aneksy do umowy o współpracy pomiędzy tymi spółkami, zgodnie z którymi Diagnostyka Sp. z o.o. zobowiązała się wprowadzić do swojej oferty testy Genxone wykrywające obecność SARS-Cov-2 (COVID-19) przy użyciu metody Real Time RT-PCR. Po rozpoczęciu epidemii koronawirusa na świecie Genxone S.A. opracowała i wdrożyła w swoim laboratorium wszystkie niezbędne procedury konieczne do przeprowadzania testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19), zgodne ze standardami i wytycznymi WHO. Genxone S.A. posiada potencjał diagnostyczny, naukowo-badawczy i organizacyjny do przeprowadzenia testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19).

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej inwestycji w Genxone. Pokładamy duże nadzieje w  rozwoju tej spółki i liczymy, że to dopiero początek dobrych informacji, które będziemy mogli przekazywać rynkowi.” – komentuje Cezary Ziarkowski, Prezes Zarządu Spółki MEDCAMP S.A.

Spółka zamierza zaoferować w pierwszej kolejności badania osobom, które nie wykazują objawów klinicznych choroby, a także nie były narażone na kontakt z osobami zakażonymi SARS-Cov-2 oraz chorymi na COVID-19. Test wykonywany przez Genxone S.A. jest zaprojektowany zgodnie z zaleceniami WHO i umożliwia on wykrywanie 3 genów w pojedynczej reakcji Real-Time PCR: gen E, gen N i genRdRP. Stwarza to możliwość wykrycia wirusów z grupy beta-koronowirusów (gen E) oraz identyfikację wirusa SARS-Cov-2 (gen N i RdRP). Tak zaprojektowany test gwarantuje podwójne potwierdzenie w przypadku zakażenia, jak również zmniejsza ryzyko uzyskania wyników fałszywie negatywnych w przypadku wykrycia tylko jednego targetu dla SARS-Cov-2. Zmniejsza to tym samym ryzyko otrzymania wyników wątpliwych, w przypadku których istnieje konieczność powtórki weryfikującej (powtórnego pobrania i/lub sekwencjonowania).

Genxone S.A. jest spółką portfelową MEDCAMP S.A. i działa w branży biotechnologicznej. Podmiot ten świadczy usługi diagnostyki genetycznej w oparciu o technologię sekwencjonowania nanoporowego. W 2018 r. Spółka utworzyła Laboratorium Genetyki Molekularnej, a w 2019 r. uzyskała status NZOZ. Od 2019 r. jednym z akcjonariuszy Genxone S.A. jest Diagnostyka Sp. z o.o. – największa sieć laboratoriów diagnostycznych w Polsce, która w tym roku podpisała ze spółkę umowę współpracy. Spółka Genxone S.A. planuje debiut na rynku NewConnect w pierwszej połowie 2020 r.

MEDCAMP S.A. podpisał w ostatnim czasie z TOROX EKO Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych porozumienie inwestycyjne, na mocy którego zwiększy swoje zaangażowanie w Genxone S.A. z 15,9% do ponad 50% w kapitale zakładowym. Medcamp S.A. nabędzie akcje po cenie nie niższej niż 6,90 zł za jedną akcję.

W akcjonariacie MEDCAMP S.A. ujawniła się też notowana na rynku NewConnect spółka JR HOLDING ASI S.A., która posiada 2.620.000 akcji Spółki stanowiących 10,02% udziału w kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

MEDCAMP S.A. to spółka notowana na rynku NewConnect od 2007 r., która zajmuje się realizowaniem innowacyjnych projektów medycznych oraz biotechnologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem genetyki.

JR HOLDING ASI S.A. inwestuje w spółki biotechnologiczne

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., dokonała zakupu akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Medcamp S.A. Podmiot ten działa w branży biotechnologicznej i jest akcjonariuszem zmierzającej na rynek NewConnect spółki Genxone S.A., która planuje wprowadzić do oferty testy wykrywające obecność koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19).

 

Emitent podpisał z Moonrock Enterprise S.A. umowę, której przedmiotem jest zakup przez JR HOLDING ASI S.A. 2.620.000 akcji spółki Medcamp S.A. Stanowią one 10,02% udziału w kapitale zakładowym tego podmiotu oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Medcamp S.A. to spółka notowana na rynku NewConnect od 2007 r., która zajmuje się realizowaniem innowacyjnych projektów medycznych oraz biotechnologicznych, ze szczególnym uwzględnieniem genetyki. Jedną z jej spółek portfelowych jest Genxone S.A., która planuje wykonywać badania we współpracy ze swoim strategicznym partnerem – spółką Diagnostyka Sp. z o.o., będącą obecnie największą siecią laboratoriów diagnostycznych w Polsce. Genxone S.A. i Diagnostyka Sp. z o.o. zawarły aneksy do umowy o współpracy pomiędzy tymi spółkami, na podstawie których Diagnostyka Sp. z o.o. zobowiązała się wprowadzić do swojej oferty testy Genxone wykrywające obecność SARS-Cov-2 (COVID-19) przy użyciu metody Real Time RT-PCR. Po rozpoczęciu epidemii koronawirusa na świecie Genxone S.A. opracowała i wdrożyła w swoim laboratorium wszystkie niezbędne procedury konieczne do przeprowadzania testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19), zgodne ze standardami i wytycznymi WHO. Genxone S.A. posiada potencjał diagnostyczny, naukowo-badawczy oraz organizacyjny do przeprowadzenia testów wykrywających obecność SARS-Cov-2 (COVID-19). Zarząd JR HOLDING ASI S.A. uważa, że inwestycja w Medcamp S.A. wpisuje się w obecną strategię rozwoju i będzie miała pozytywny wpływ na wyniki finansowe Spółki.

 

„Decyzja o inwestycji w Medcamp S.A. została poprzedzona głębokimi analizami jej biznesu oraz potencjału do dalszego wzrostu. Podmiot ten jest istotnym akcjonariuszem Genxone S.A., która poinformowała, że planuje jako pierwszy prywatny podmiot w Polsce podjąć działania w zakresie wykonywania badań genetycznych w kierunku wykrywania koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19). W tym zakresie spółka ta będzie współpracowała ze swoim partnerem strategicznym i zarazem największą siecią laboratoriów diagnostycznych w Polsce – Diagnostyka Sp. z o.o. Genxone S.A. działa w bardzo perspektywicznej branży biotechnologicznej i może zanotować wysoki wzrost skali biznesu, a ponadto chce zadebiutować w najbliższym czasie na rynku NewConnect. Inwestycja w Medcamp S.A. wpisuje się w założenia naszej strategii rozwoju i jestem przekonany, że uda nam się wygenerować na niej bardzo dobrą stopę zwrotu.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

 

Medcamp S.A. podpisał z TOROX EKO Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych porozumienie inwestycyjne, na mocy którego zwiększy swoje zaangażowanie w Genxone S.A. z 15,9% do ponad 50% w kapitale zakładowym. Medcamp S.A. nabędzie akcje po cenie nie niższej niż 6,90 zł za jedną akcję.

 

Genxone S.A. to spółka działająca w branży biotechnologicznej, która swoją działalność rozpoczęła w 2016 r., a jej założycielami są dr Michał Kaszuba oraz profesor Uniwersytetu w Kopenhadze Łukasz Krych. Obecnie jest to jedyna w Polsce spółka, która wykonuje badania oraz testy diagnostyczne z wykorzystaniem technologii sekwencjonowania nanoporowego (NGS) w oparciu o licencję udzieloną przez Oxford Nanopore Technologies. Genxone S.A. swoje usługi świadczy głównie w obszarze diagnostyki genetycznej oraz w przemyśle spożywczym, weterynarii czy rolnictwie. W 2018 r. spółka utworzyła Laboratorium Genetyki Molekularnej, a w 2019 r. uzyskała status NZOZ. Od 2019 r. jednym z akcjonariuszy Genxone S.A. jest Diagnostyka Sp. z o.o. – największa sieć laboratoriów diagnostycznych w Polsce, która w tym roku podpisała ze spółkę umowę współpracy. Spółka Genxone S.A. planuje debiut na rynku NewConnect w pierwszej połowie 2020 r.

Bardzo dużo dzieje się także w innym projekcie biotechnologicznym JR HOLDING ASI S.A. Spółka portfelowa Adelante Sp. z o.o., która jest zaangażowana w przedsięwzięcie polegające na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego, podpisała list intencyjny z prof. dr hab. Marcinem Markiem Majką, będącym Kierownikiem Zakładu Transplantologii i Kierownikiem Pracowni Bank Tkanek i Komórek Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Jego celem jest współpraca naukowo-badawcza w realizacji eksperymentu medycznego pt.: „Autologiczny transfer komórek macierzystych szpiku kostnego w terapii stwardnienia rozsianego (SM) oraz jego komercyjnego wdrożenia w terapii chorób autoimmunologicznych oraz innych schorzeń o nieznanej etiologii w tym stwardnienia zanikowego bocznego (SLA)”. Strony w celu realizacji przedsięwzięcia zamierzają podjąć współpracę z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Krakowie, Pracownią Bank Tkanek i Komórek Zakładu Transplantologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie oraz SPZOZ Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie.

W dniu 18 marca 2020 r. odbyło się też Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników Adelante Sp. z o.o., na którym podwyższono kapitał zakładowy Spółki. Nowi inwestorzy Spółki dokonają wpłat za udziały w łącznej wysokości 4,2 mln zł, co zapewni jej środki na realizację przedsięwzięcia, polegającego na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego.

„Jestem bardzo zadowolony z dynamiki rozwoju projektu realizowanego przez Adelante Sp. z o.o. Wszystkie działania są prowadzone zgodnie z przyjętym harmonogramem. Spółka odbyła także Zgromadzenie Wspólników, które zatwierdziło podwyższenie kapitału zakładowego. Kwota pozyskanych środków ma wynieść 4,2 mln zł, co pozwoli na realizację zaplanowanych działań w ramach naszego przedsięwzięcia.” – zakończył Prezes Ciszewski.

W ostatnim czasie JR HOLDING ASI S.A. poinformowała o podpisaniu przez spółkę portfelową Adelante Sp. z o.o. umowy z Dr n. med. Wojciechem Orłowskim, której przedmiotem jest wspólny rozwój projektu i wdrożenie w ośrodkach leczniczych terapii stwardnienia rozsianego. Współpraca będzie odbywać się pomiędzy Dr n. med. Wojciechem Orłowskim i Adelante na zasadach wyłączności w zakresie wykorzystania w terapii stwardnienia rozsianego w najszerszym możliwie zakresie metody autologicznego transferu komórek macierzystych szpiku kostnego oraz związanego z tą metodą patentu uzyskanego przez Doktora oraz wykorzystania w terapii stwardnienia rozsianego praw własności przemysłowej i autorskich praw majątkowych, które przysługują Doktorowi. Adelante wraz Dr n. med. Wojciechem Orłowskim zamierzają uzyskać w przyszłości patent pt. „Cell product for treating autoimmune diseases” oraz inne patenty opracowane w ramach realizacji zawartej umowy, a także wdrożyć terapię stwardnienia rozsianego w komercyjnym leczeniu klinicznym w oparciu o ww. metodę, patenty, inne prawa własności przemysłowej, majątkowe prawa autorskie, know-how, wiedzę i doświadczenie. Strony będą także dążyły do rozwoju terapii stwardnienia rozsianego autologicznym transferem komórek macierzystych szpiku kostnego oraz terapii innych schorzeń w tym schorzeń autoimmunologicznych.

Do podstawowych obowiązków Doktora Orłowskiego wynikających z umowy należy m.in. koordynowanie projektu i doradztwo w zakresie jego rozwoju w tym terapii stwardnienia rozsianego autologicznym transferem komórek macierzystych szpiku kostnego oraz komercyjnego wprowadzania jej w ośrodkach leczniczych na terenie Polski oraz zagranicą. Z kolei Adelante jest odpowiedzialne za zapewnienie niezbędnego wsparcia organizacyjnego, marketingowego, finansowego i prawnego dla projektu, zapewnienie usług pomocniczych dla jego realizacji oraz podpisanie umów z laboratoriami, bankami tkanek i komórek, ośrodkami leczniczymi i innymi podmiotami.

Terapia polega na leczeniu stwardnienia rozsianego autologicznym przeszczepem komórek macierzystych szpiku kostnego. Przechodzi ona testy kliniczne, które zostaną uzupełnione o dodatkowe niezbędne dane oraz uzyska dopuszczenie do zastosowania jako zabiegi lecznicze wykonywane zgodnie ze wskazaniami, które wynikają z aktualnej wiedzy medycznej. Dzięki zastosowaniu terapii wszystkie osoby chore na stwardnienie rozsiane, które uczestniczyły w terapii, zostały bezpiecznie i skutecznie leczone, z wysokim stopniem obniżenia skali niepełnosprawności spowodowanej chorobą w ocenie neurologicznej (≥ 50%). Dodatkowo, w ramach projektu, prowadzone będą dalsze badania nad wykorzystaniem zastosowanych w terapii rozwiązań w leczeniu innych chorób, w tym autoimmunologicznych.

JR HOLDING ASI S.A. opublikowała w listopadzie ub. roku strategię rozwoju na lata 2020-2022, która przewiduje wyjście z segmentu nieruchomościowego i reinwestycję środków w nowe projekty inwestycyjne z obszaru odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Spółka planuje także przenieść notowania na rynek główny GPW w Warszawie. JR HOLDING ASI S.A. będzie prezentowała wartość portfela inwestycyjnego poprzez kwartalną aktualizację wyceny aktywów, w szczególności aktywów notowanych na giełdzie. Ambicją Zarządu Spółki jest osiągnięcie do końca 2022 r. aktywów o wartości 1 mld zł.

W portfelu inwestycyjnym JR HOLDING ASI S.A. znajduje się obecnie kilka spółek publicznych. Jedną z nich jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. JR HOLDING S.A. jest także akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejną spółką portfelową z rynku NewConnect jest ONE MORE LEVEL S.A. będąca producentem gier komputerowych, która pracuje obecnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. Innym podmiotem portfelowym JR HOLDING ASI S.A. jest spółka z rynku NewConnect – Thunderbolt S.A. Podmiot ten buduje globalną platformę szkoleniowo-edukacyjną TopLevelTennis.com, na której zamieszczane będą nagrania z największymi światowymi gwiazdami tenisa ziemnego. JR HOLDING ASI S.A. jest także akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect Spółki Premium Fund S.A., która nabyła 100% udziałów Mousetrap Games Sp. z o.o. działającej w branży gier mobilnych. JR HOLDING ASI S.A. posiada też akcje notowanej na rynku NewConnect spółki Synerga.fund S.A., która posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz podpisała Term Sheet, zgodnie z którym będzie odpowiadała za marketing i skalowanie terapii na świecie oraz budowę globalnej marki Adelante i produktu oraz terapii.

Horrendalne zarobki w branży IT to mit. Wynagrodzenia wahają się od 4 do 10 tys. zł na rękę w zależności od stażu

Od 4 tys. zł na rękę na stanowisku juniora do 10 tys. zł dla seniorów – taki jest rozstrzał płac w branży IT, która w Polsce jest zdecydowanie zdominowana przez mężczyzn, stanowiących aż 90 proc. zatrudnionych – wynika z tegorocznego „Badania społeczności IT 2020”.  To przede wszystkim programiści, a ponad połowa jest skupiona tylko w trzech województwach. Autorzy raportu wskazują również, że zatrudnionych w IT przybywa w szybkim tempie, a polski rynek dojrzewa i zmierza w kierunku modelu z krajów zachodnich.

 Programista, który zarabia 15 tys. zł na rękę, to jest mit, który wynika pewnie z tego, że wiele firm publikuje mocno zawyżone widełki, nieodpowiadające rzeczywistym płacom – mówi agencji Newseria Biznes Adam Kukołowicz, współzałożyciel Bulldogjob.

Branża IT jest postrzegana jako ta, która oferuje jedne z najwyższych wynagrodzeń. Tymczasem – jak wynika z przeprowadzonego na początku tego roku „Badania społeczności IT 2020” – to tylko część prawdy.

– W naszym badaniu pytaliśmy o rzeczywiste płace, które programiści i specjaliści IT dostają na rękę. Większość zarabia dużo mniej. Dla juniora, czyli osoby początkującej, jest to około 4 tys. zł, dla mida, czyli osoby z pewnym doświadczeniem – od 6 do 8 tys. zł. Dopiero seniorzy, czyli ci najbardziej doświadczeni, zarabiają powyżej 10 tys. zł na rękę, co odpowiada mniej więcej 15 tys. zł na umowę o pracę – wyjaśnia Adam Kukołowicz.

Na najlepsze płace w branży IT mogą liczyć specjaliści pracujący w Warszawie (średnia prawie 9,5 tys. zł). Na najniższe zarobki muszą z kolei przygotować się pracownicy IT w takich miastach jak Rzeszów, Lublin czy Szczecin. W zależności od lokalizacji różnica w wynagrodzeniu może wynosić nawet 40 proc.

Większość (60 proc.) specjalistów IT pracuje na podstawie umowy o pracę, drugą najpopularniejszą formą jest współpraca B2B (27 proc.). jednak również zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych w dużej części mogą też liczyć np. na płatny urlop, co pokazuje, że są traktowani podobnie do pracowników etatowych.

Badanie pokazuje też, że polska branża IT to przede wszystkim programiści (56,7 proc.). 13 proc. zadeklarowało pracę na stanowisku administratora lub DevOpsa, a blisko 10 proc. określiła się jako QA/tester. Branża jest też zdecydowanie zdominowana przez mężczyzn, którzy stanowią 90 proc.

– Ta liczba nie zmienia się znacząco, co jest trochę zaskakujące, ponieważ widać bardzo wiele inicjatyw, które mają na celu ściągnięcie kobiet do branży IT – mówi Adam Kukołowicz.

Zdecydowana większość specjalistów IT w Polsce to ludzie młodzi – średnia wieku to 30 lat, ale blisko 1/4 ma mniej niż 25 lat. Gros jest skupionych w dużych miastach i aglomeracjach w trzech województwach: mazowieckim, małopolskim i dolnośląskim – pracuje w nich aż 52 proc. polskich specjalistów IT. Ponad 73 proc. przedstawicieli branży ukończyło studia wyższe, a blisko 12 proc. wciąż jest w ich trakcie. Dominuje ścieżka kariery rozpoczynająca się od kierunków technicznych (64 proc.) oraz ścisłych (24 proc.), które dają podstawowe zaplecze do zawodu. Aż 99,5 proc. pracowników IT posługuje się też językiem angielskim, który jest podstawą funkcjonowania w tej branży.

 Widać też, że w branży IT jest wiele nowych osób, które dopiero zaczynają z nią swoją przygodę. Ponad połowa z 5,5 tys. przebadanych przez nas osób ma staż poniżej czterech lat, co pokazuje, że ludzi w IT przybywa w dużym tempie – mówi współzałożyciel Bulldogjob.

Jak podkreśla, badania obalają też stereotyp, że informatycy są zamkniętą i mało towarzyską grupą pracowników.

– Programiści kolegują się z innymi pracownikami i ten aspekt ludzki w pracy jest dla nich bardzo ważny. 20 proc. stwierdziło nawet, że kluczowym czynnikiem jest dla nich to, z kim pracują. Jednak najważniejszym powodem i motywacją, dla której ludzie chcą być w tej czy innej firmie, są możliwości rozwoju – wskazuje Adam Kukołowicz.

Głównym językiem programowania, który spaja całe IT, jest SQL, którym posługuje się jednak tylko 58 proc. specjalistów. To zaskakujące o tyle, że nie tylko programiści, ale też analitycy czy testerzy muszą wykorzystywać SQL w swojej codziennej pracy. Dalej na liście najpopularniejszych języków programowania niezmiennie od lat plasują się JavaScript (54 proc.), Java (45 proc.) oraz Python (32 proc.).

– W Polsce, przez to, że więcej osób zajmuje się systemami biznesowymi, bardziej popularna jest Java. Przekłada się to również na fakt, że popularność JavaScriptu w Polsce jest mniejsza niż na Zachodzie. Podobnie jest też w przypadku Pythona, który zdobywa tam bardzo dużą popularność – szczególnie przez to, że w coraz większym stopniu mamy do czynienia z zastosowaniami AI czy machine learning, gdzie ten język odgrywa kluczową rolę – mówi Adam Kukołowicz.

Współzałożyciel Bulldogjob podkreśla jednak, że i w Polsce udział Pythona i JavaScriptu, czyli języka wysokopoziomowego, webowego, będzie się zwiększać, co wynika z faktu, że polski rynek IT dojrzewa i zmierza w kierunku modelu zachodniego.

S&P: Kryzys wywołany koronawirusem będzie mieć krótkotrwały charakter. Obniżki stóp procentowych mogą być mieczem obosiecznym w walce z recesją

Szacowany spadek PKB dla strefy euro ukształtuje się w tym roku w przedziale -0,5 do -1 proc., ale spowolnienie powinno mieć krótkotrwały charakter – prognozuje S&P Global Ratings. Według analityków trzeba spodziewać się tymczasowego ograniczenia akcji kredytowej, a jakość portfela kredytowego banków się pogorszy, ale większość z nich pozostanie bezpieczna. – Inicjatywy banków centralnych, takie jak obniżanie stóp procentowych, mogą też być obosiecznym i ostatecznie mniej skutecznym mieczem do walki z recesją – zauważa analityk S&P Michał Selbka. 

– Czas obecnej pandemii SARS-CoV-2 jest bardzo niefortunny w obliczu i tak spodziewanego spowolnienia gospodarczego oraz kryzysu na rynku ropy naftowej i załamania się cen tego surowca – podkreśla w komentarzu dla agencji Newseria Biznes Michał Selbka, główny analityk agencji S&P Global Ratings odpowiedzialny za ocenę ryzyka krajowego sektora bankowego (BICRA) dla Polski.

S&P szacuje, że nagłe zahamowanie wzrostu gospodarczego, spowodowane przez SARS-CoV-2, doprowadzi w tym roku do globalnej recesji – dla strefy euro szacowany spadek PKB kształtuje się w przedziale -0,5 do -1 proc. Stany Zjednoczone także pozostaną bez gospodarczego wzrostu.

– Na tę chwilę oceniamy jednak, że choć jest to nagłe i bardzo znaczące spowolnienie, powinno mieć charakter krótkotrwały. Oczywiście wciąż pozostaje wiele niewiadomych dotyczących tempa rozprzestrzeniania się koronawirusa, rodzaju działań podejmowanych przez państwa, ale przede wszystkim okresu ich trwania oraz realnej efektywności polityki pomocowej dla gospodarki – mówi Michał Selbka.

Jak podkreśla, po stronie banków trzeba spodziewać się przynajmniej tymczasowego ograniczenia akcji kredytowej oraz dalszego pogorszenia ich rentowności – zwłaszcza w obliczu obniżania stóp procentowych i niższej zdolności kredytowej pożyczkobiorców.

 Długotrwały okres bardzo niskich stóp procentowych doprowadził zarówno do pewnego zamaskowania prawdziwej zdolności kredytowej wielu słabszych pożyczkobiorców, jak i jakości portfela banków. SARS-CoV-2 może częściowo stać się katalizatorem. W ostatnich latach niskie stopy procentowe miały też istotny wpływ na wzrost cen nieruchomości w wielu państwach europejskich – mówi Michał Selbka.

W raporcie „COVID-19 Countermeasures May Contain Damage To Europe’s Financial Institutions For Now” S&P przewiduje, że jakość portfela kredytowego banków pogorszy się na skutek obecnego kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Jednak większość z nich zbudowała w ostatnich latach wystarczające bufory kapitałowe, dlatego powinny pozostać bezpieczne – o ile bieżąca sytuacja nie przeobrazi się w długotrwałą recesję. Analitycy wskazują też, że dla banków kluczowa w przezwyciężeniu obecnego kryzysu może okazać się digitalizacja – zarówno po stronie operacyjnej, jak i w relacjach z klientami.

We wtorek Rada Polityki Pieniężnej po raz pierwszy od pięciu lat zdecydowała się na zmianę stóp procentowych, które pozostawały na niezmienionym poziomie od 2015 roku. Główna stopa referencyjna została obniżona o 0,5 pkt proc. do rekordowo niskiego poziomu 1 proc., co w uzasadnieniu RPP ma między innymi zmniejszyć obciążenia po stronie kredytobiorców.

– Inicjatywy banków centralnych, takie jak obniżanie stóp procentowych, mogą być obosiecznym i ostatecznie mniej skutecznym mieczem do walki z recesją – zauważa jednak Michał Selbka.

W związku z pogorszeniem prognoz gospodarczych i nastrojów na rynkach finansowych – połączonych z dużymi obniżkami cen ropy naftowej na globalnym rynku – banki centralne istotnie poluzowały w ostatnich dniach politykę pieniężną. Amerykański Fed obniżył stopy niemal do zera, uruchomił skup aktywów i zwiększył skalę płynności na rynku finansowym. Europejski Bank Centralny, ze względu na ujemny poziom stóp procentowych, poluzował warunki monetarne, m.in. zwiększając skalę operacji zasilających w płynność oraz zwiększając skalę skupu aktywów.

 W obecnej sytuacji kryzysowej Komisja Europejska zadeklarowała akceptację pomocy państwowej dla prywatnych spółek. Niektóre centralne banki, jak EBC, tymczasowo obniżyły wymogi kapitałowe i płynnościowe dla banków komercyjnych, co ważne, odsuwając zagrożenie interwencji wobec np. kapitału podporządkowanego czy hybrydowego. Również antycykliczne bufory kapitałowe (CCyB) banków – wymagane w niektórych państwach w okresie niedawnego, bardzo dobrego cyklu koniunkturalnego – mogą teraz zostać wykorzystane, czyli obniżone, zgodnie z ich pierwotnym założeniem – mówi Michał Selbka.

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił wczoraj wstępne założenia tzw. tarczy antykryzysowej, która ma zamortyzować skutki pandemii koronawirusa dla przedsiębiorstw i gospodarki. Pozytywnie ocenił poniedziałkowe zapowiedzi Narodowego Banku Polskiego, który będzie prowadził skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku oraz operacje zasilające sektor bankowy w płynność poprzez transakcje repo.

– Oprócz roli banku centralnego w zapewnianiu płynności sektora kluczowe wydają się być bodźce oraz wsparcie ze strony polityki fiskalnej – szczególnie w krótszym i średnim terminie. Możliwymi do wykorzystania narzędziami są np. kredyty pomostowe, gwarancje kredytowe, bezpośrednie subsydia czy odroczenia podatków korporacyjnych. One nie tylko mogą zahamować wzrost bezrobocia oraz liczbę upadłości firm, ale pośrednio poprawiają też jakość kredytów oraz obciążenia kapitałowe w sektorze bankowym – mówi ekspert.

Jak podkreśla, poziom upadłości spółek z pewnością wzrośnie – szczególnie tych, które miały problemy jeszcze przed rozpoczęciem pandemii, ale będzie to uzależnione m.in. od regionu i sektora gospodarki (np. branża transportowa, turystyczna lub surowcowa mogą znaleźć się w stosunkowo najcięższej sytuacji) oraz okresu i charakteru środków podjętych przez państwa w celu walki z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

 W celu tymczasowego odciążenia kredytobiorców banki we Włoszech czy w Polsce już wprowadziły możliwość wakacji kredytowych, czyli odroczenia rat kapitałowych o trzy, a nawet sześć miesięcy dla klientów detalicznych i małych lub średnich przedsiębiorstw. Podjęte działania powinny zapobiec niektórym niewypłacalnościom, szczególnie w obliczu mocnych środków użytych przez państwa w walce z SARS-CoV-2, o ile nie będziemy mieli do czynienia z wystąpieniem długiego okresu głębszej recesji – podkreśla główny analityk agencji S&P Global Ratings odpowiedzialny za ocenę ryzyka krajowego sektora bankowego dla Polski.

Rząd wprowadza tarczę antykryzysową o wartości 212 mld zł. Przedsiębiorcy nie są usatysfakcjonowani

212 mld zł wspomoże polskich przedsiębiorców. Rząd zaprezentował w środę plan wsparcia dla firm, którym z powodu pandemii spadną przychody. – Obecny kryzys może uderzyć w Polskę mocniej niż kryzys sprzed parunastu lat. Chodzi o to, żeby wyhamować epidemię, nie hamując gospodarki – ostrzegł premier. Przedsiębiorcy, oceniając propozycje pomocowe, podkreślają, że rząd i prezydent nie doceniają skali problemu.

Premier Mateusz Morawiecki i prezydent Andrzej Duda zapowiedzieli, że do końca tygodnia przygotowany zostanie szereg ustaw, które w podziale na pięć obszarów wspomogą gospodarkę, a przede wszystkim rynek pracy. Jak przyznał prezydent, uniemożliwi to zachowanie zrównoważonego budżetu. Na pakiet ratunkowy sam rząd przeznaczy ponad 60 mld zł. Wspomniane filary pomocy to bezpieczeństwo pracowników, finansowanie przedsiębiorstw, ochrona zdrowia, wzmocnienie systemu finansowego i wzmocnienie inwestycji publicznych.

Pierwszy z nich pochłonie 30 mld złotych. Obejmie m.in.: dofinansowanie elastycznego zatrudnienia, przesunięcie płatności za media, finansowanie postojowego dla umów cywilnoprawnych i samozatrudnionych, dodatkowy zasiłek opiekuńczy dla osób, które opiekują się dzieckiem do 12. roku życia na okres 14 dni, wakacje kredytowe, wakacje od obowiązków administracyjnych, ochrona konsumentów i pożyczkobiorców, wydłużenie elastycznego czasu pracy, dodatkowe wsparcie osób niepełnosprawnych.

– Firmom, które spełnią kryteria związane ze spadkiem obrotów i zarejestrują stratę finansową, państwo będzie mogło pokrywać 40 proc. wynagrodzenia do wysokości wynagrodzenia średniego w gospodarce krajowej. Drugie 40 proc. pokrywa pracodawca. Co najmniej drugie 40 proc., bo to zależy od woli pracodawców i ich możliwości finansowych. Jestem przekonany, że parę milionów osób, może nawet 3 lub 4 mln, będzie bezpieczniejsze na rynku pracy – podkreślił Mateusz Morawiecki

Także osoby samozatrudnione lub pracujące na umowę-zlecenie lub umowę o dzieło będą mogły skorzystać ze wsparcia w postaci do 80 proc. minimalnego wynagrodzenia, co ma im pozwolić przetrwać czas zastoju w zleceniach.

– W ramach pierwszego filaru trudno jest wskazać element godny krytyki – jest on wprost obliczony na utrzymanie zatrudnienia i zabezpieczenie stopy życiowej milionów pracowników. W perspektywie najbliższych tygodni jego rezultatem będzie wsparcie popytu – podkreśla Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. – Sprawiedliwy wydaje się być układ, w ramach którego największy – równy – ciężar wypłaty wynagrodzeń w firmach szczególnie dotkniętych skutkami pandemii spadnie na państwo i przedsiębiorców. Również wsparcie przewidziane dla osób samozatrudnionych oraz pracujących na podstawie umowy-zlecenia czy umowy o dzieło zasługuje na aprobatę.

Na wsparcie firm przeznaczono ponad 73 mld zł. To głównie środki płynnościowe: gwarancje, kredyty, kapitał, ubezpieczenia i dopłaty, odroczenie lub rozłożenie składek ZUS bez opłat, brak kar za opóźnienia w przetargach publicznych, brak kar za opóźnienia w przetargach publicznych, automatyczne przedłużenie bankowych kredytów obrotowych czy rozliczenie całej tegorocznej straty w przyszłym roku. Małe firmy mają otrzymać m.in bezzwrotną pożyczkę do 5 tys. zł, jeśli w ciągu sześciu miesięcy nie zwolnią pracowników.

Ten filar pakietu pomocowego jest znacznie bardziej krytycznie oceniany przez przedsiębiorców.

Przede wszystkim przedstawiony pakiet nie zawiera skutecznego narzędzia sprawnie wspierającego płynność najmniejszych podmiotów. System gwarancji jest oczywiście pożądany, jednak wciąż będzie on polegać na ułatwianiu podmiotom uzyskania kredytów na warunkach rynkowych. Nie stanowi zatem odpowiedzi na problemy firm, które z dnia na dzień utraciły istotną część swoich przychodów. Całkowicie nieprzystającym do skali potrzeb instrumentem są też mikropożyczki w wysokości do 5 tys. zł. W naszym przekonaniu konieczne jest uruchomienie specjalnej linii tanich, łatwo i szybko dostępnych pożyczek dla najmniejszych firm. Powinny one wynosić maksymalnie 15 proc. przychodu firmy za ostatni rok, lecz nie więcej niż 300 tys. zł – dodaje ZPP.

Firmy zgłaszają także zastrzeżenia co do propozycji odroczenia płatności składek ZUS.

Odsuwanie płatności ZUS i innych na trzy miesiące dla firm, które już widzą, że będą walczyć o życie co najmniej do końca roku, oraz kumulowanie im tych płatności na maj i czerwiec to nawet nie jest plaster na krwawiąca ranę – podkreśla dr Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Jak podkreśla, brakuje całego szeregu rozwiązań, które umożliwią firmom funkcjonowanie. Są to m.in. zawieszenie terminów procesowych, przedłużenie oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców, uwolnienie środków z kont split payment VAT oraz zabezpieczenia przed odpowiedzialnością za niezrealizowanie umów.

Zdaniem Piotra Araka, dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, to właśnie dwa pierwsze filary – czyli ochrona pracowników i narzędzia dla firm – są najważniejszą częścią projektu, bo zapewnią małym firmom i samozatrudnionym płynność finansową, a co za tym idzie – środki do życia rodzinom.

Najważniejszymi elementami „pięciopaku gospodarczego” są bez wątpienia: finansowanie wynagrodzenia pracowników przez państwo podczas postoju ekonomicznego, wakacje kredytowe, przesunięcie terminu płatności danin publicznych i rocznej deklaracji podatkowej oraz wprowadzenie dodatkowego zasiłku opiekuńczego – ocenia Piotr Arak. – Dzięki tym działaniom uda się uchronić gospodarstwa domowe przed gwałtownym pogorszeniem sytuacji materialnej, a gospodarkę przed nadmiernym spadkiem popytu wewnętrznego. Kluczowa na tym etapie jest ochrona miejsc pracy, bo cały czas musimy zakładać, że szok, z którym mamy do czynienia, może mieć charakter czasowy. Bardzo ważne będą także gwarancje finansowe i kredyty preferencyjne obsługiwane przez Polski Fundusz Rozwoju we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, Agencją Rozwoju Przemysłu i Korporacją Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Te działania zabezpieczą działalność przedsiębiorstw na czas spowolnienia i trudności wynikających z pandemii – zaznacza.

W środę minister rozwoju Jadwiga Emilewicz przedstawiła również propozycje rozwiązań dla poszczególnych branż, które najmocniej odczuwają skutki epidemii.

– Dla branży turystycznej mamy szczególne rozwiązania. Przede wszystkim wydłużenie do 180 dni możliwości zwrotu za niezrealizowane wycieczki. To samo dotyczy branży transportowej. Według oceny rządu nawet około 25–30 proc. firm może stracić możliwość spłaty rat leasingowych. Dlatego przedsiębiorcy otrzymają instrument umożliwiający refinansowanie umów leasingowych – podkreśliła.

Nanosrebro nadzieją implantologii. Polscy naukowcy opracowali implant laryngologiczny z antybakteryjną powłoką

Antybakteryjne działanie nanosrebra pozwoli uniknąć zakażeń będących poważnym powikłaniem po operacji wszczepienia implantu. Naukowcy z AGH opracowali pierwszy implant laryngologiczny z tworzywa polimerowego pokrytego cienką warstwą srebra. Będzie on dla pacjentów szansą na szybszą rekonwalescencję po operacji. Proces rynkowego wdrożenia i objęcia rozwiązania refundacją potrwa jednak jeszcze kilka lat. Jak dotąd urządzenie wszczepiano pacjentom w ramach badania klinicznego.

– Otoimplant to proteza ucha środkowego o działaniu bakteriobójczym. Jest wykonana z polimeru medycznego i zawiera nanocząstki srebra. Jej zadaniem jest odtworzenie łańcucha kosteczek słuchowych, często zniszczonego w przebiegu chorób, urazów, wad wrodzonych. Drugą funkcją protezy jest eliminacja bakterii i grzybów pojawiających się często w przebiegach stanów zapalnych – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. inż. Magdalena Ziąbka z Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Mimo że materiały stosowane we współczesnej implantologii wykazują dużą biokompatybilność, problemem wciąż pozostają zakażenia bakteryjne po wszczepieniu implantu. W stomatologii najczęściej stosowanym materiałem jest tytan. Naukowcy z Agharkar Research Institute z powodzeniem zmodyfikowali powierzchnię implantu, osadzając na niej cienką warstwę nanosrebra. Powłoka zapewniała kontrolowane uwalnianie srebra do 22 dni, utrzymując długotrwałe działanie przeciwbakteryjne. Ludzkie komórki fibroblastów dziąseł mogą namnażać się w pobliżu wszczepów pokrytych nanosrebrem, co sprawia, że implant jest w pełni biokompatybilny.

Rozwiązania, które są szansą dla stomatologii, są również oczekiwanymi technologiami w otolaryngologii.

– Na rynku wyrobów medycznych otolaryngologicznych jest bardzo dużo rozwiązań. Jednakże wszystkim tym rozwiązaniom brakuje naszego pomysłu, czyli funkcji bakteriobójczej. Implanty dostępne powszechnie są metaliczne. Nasz implant jest zbudowany z tworzywa polimerowego. Zapewniamy więc lekkość konstrukcji, a dodatkowo nanocząstki srebra eliminują bakterie – wyjaśnia ekspertka.

Implant laryngologiczny opracowany przez naukowców z AGH może przyczynić się do znacznego skrócenia okresu rekonwalescencji pacjentów poddanych zabiegowi jego wszczepienia. Stosowanie nanosrebra, którego działanie bakteriobójcze zostało już potwierdzone, przyczyni się ponadto do znacznej redukcji podawania antybiotyków w okresie okołooperacyjnym. Na pełne wdrożenie rozwiązania trzeba będzie jednak jeszcze poczekać.

– Samo wprowadzenie wyrobu jest bardzo trudne, ponieważ musimy dążyć do uzyskania certyfikatu wyrobu medycznego i w dalszej konsekwencji starać się, by wprowadzić go na listę wyrobów refundowanych, dzięki czemu będzie bardziej dostępny dla szerszego grona pacjentów. Projekt jest na etapie wdrożeniowym, otoimplant został wszczepiony sześciu pacjentom, którzy borykali się z niedosłuchem. U wszystkich z nich odnotowano subiektywną poprawę słuchu – mówi dr hab. inż. Magdalena Ziąbka.

Według analityków z Market Research Future światowy rynek implantów medycznych będzie notował do roku 2023 roczne wzrosty sięgające 7,5 proc.

„Tarcza antykryzysowa” – oto jak rząd chce ratować polskie firmy

Prezes Rady Ministrów:

  • 73 mld na finansowanie przedsiębiorstw i rolowanie rat kredytów (wakacje kredytowe) – takie same rozwiązanie będą chcieli wypracować z przedsiębiorstwami zaopatrującymi w gaz/prąd itp. (będą wypracowywać przez ten tydzień).
  • Odroczenie płatności ZUS do czerwca (bez opłaty prolongacyjnej).
  • Możliwość odliczenia od przyszłorocznego CITu całej straty z powodu koronawirusa (do 5 mln zł) + utrzymanie CITu na tym samym poziomie.
  • Uruchomienie dodatkowych środków z Polskiego Funduszu Rozwoju na dokapitalizowanie firm.

Prezes NBP:

  • System bankowy jest dobrze zaopatrzony w kapitał i bezpieczny.
  • Bank centralny jest silny i nie ma powodów do niepokoju.
  • NBP wraz z RPP po raz pierwszy sięgnął po niestandardowe narzędzia, podejmując cały pakiet:

– obniżono stopy procentowe

– obniżono koszty obsługi kredytów przez przedsiębiorców

– zasilanie banków w płynność poprzez operacje „repo”  – nie ma możliwości żeby banki utraciły płynność

– otwarto na wielką skalę skup obligacji skarbowych na rynku wtórnym – w celu utrzymania płynności tego obiegu (pierwsza aukcja 19.03)

– uruchomienie kredytu wekslowego (wspieranie przez NBP „taniego”  kredytowania przedsiębiorstw przez banki)

-obniżono stopę rezerwy obowiązkowej z 3,5% do 0,5%

– podniesienie oprocentowania rezerwy obowiązkowej do poziomu stopy referencyjnej

Minister Rozwoju p. Emilewicz:

  • Nowe ubezpieczenia handlowe.
  • Fundusz dopłat w BGK do odsetek od kredytów.
  • Szczególne rozwiązania dla branży turystycznej (szczególnie małe i średnie firmy) poprzez wydłużenie do 180 dni okres zwrotu pieniędzy za niezorganizowane wyjazdy.
  • Szczególne rozwiązania dla branży transportowej wspólnie z Agencją Rozwoju Przemysłu przygotowano nowy instrument związany z refinansowaniem leasingów.
  • Odroczenie innych należności publicznoprawnych.
  • Zniesiono zakaz handlu w niedzieli w zakresie możliwości zaopatrywania sklepy w niedziele (będzie też ustawa w tej kwestii).
  • Rozmawiamy z branżą handlową o „wakacjach czynszowych”

 Dodatkowo Premier powiedział, że wszystkie omówione działania mają znaleźć odzwierciedlenie w jednej ustawie. Przewidywany czas ukazania się projektu to końcówka tego tygodnia.

Stay at home trade – nowa moda na Wall Street

Helicopter money to nic innego jak bezpośrednie przekazywanie pieniędzy obywatelom na ich rachunki. W Polsce takie helicopter money od rządu to np. program 500+, gdzie również otrzymuje się wpływ na konto ze względu na posiadanie dziecka. Obecnie helicopter money może być wdrożone dla osób pracujących, które pracę mogą tymczasowo stracić przez epidemię koronawirusa.

Informacje, które się wczoraj pojawiły, mówią o tym, że administracja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa szykuje program wsparcia na kwotę 1 bln dolarów. W ramach tych działań każdy Amerykanin miałby dostać np. 1000 USD. W najczarniejszym scenariuszu bezrobocie w USA może wynieść aż 20 proc., stąd prace nad programem pomocy na tak wielką kwotę.

Wall Street jednak jak na razie nie reaguje wzrostami na te informacje, być może czekając na finalne ich potwierdzenie i wprowadzenie nowego prawa. Indeks Dow Jones Industrial Average traci dziś prawie 6 proc., indeks S&P 500 spada o około 5 proc., a Nasdaq o niecałe 4 proc. Zmienność jest wciąż duża i taka może pozostawać, stąd po takich spadkach, niewykluczone są wzrosty o podobnej skali.

W Nowym Jorku dziś pojawiła się dziś pozytywna rekomendacja dla Domino’s Pizza. Cena docelowa została ustanowiona na poziomie 351 USD, czyli o około 17 proc. wyżej, niż bieżąca cena rynkowa. Podana przez Longbow Research cena jest niższa niż średnia na Wall Street na poziomie 367,50 USD. Łącznie sieć pizzerii ma 14 rekomendacji kupna, 12 trzymaj i 1 sprzedaj.

Podczas dzisiejszej sesji pozytywnie wyróżniają się akcje spółki Amazon, rosnąc o prawie 1 proc. Z kolei Walmart rośnie o prawie 6 proc., Costco o prawie 2 proc., a Netflix o ponad 3 proc. UBS zwyżkuje o prawie 3,5 proc. Widać zatem, że inwestorzy bardziej zdecydowanie kupują akcje spółek, które zajmują się sprzedażą detaliczna, dostarczaniem produktów i przesyłek oraz streamingiem.
Pisaliśmy o nich również w poprzednich komentarzach, jako „nowa moda” na Wall Street, którą określa się jako „stay at home trade”. Ponieważ marzec dobiega końca, kluczowe będą wyniki za pierwszy kwartał i skala rozbieżności względem oczekiwań.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

PKN ORLEN rekomenduje dywidendę na wysokim poziomie

Zarząd PKN ORLEN zarekomendował wypłatę dywidendy za 2019 r. na poziomie 3 zł na akcję.  Poziom ten odzwierciedla stabilną sytuację finansową Spółki i efekty realizowanych obecnie inwestycji we wszystkich obszarach działalności. Finalną decyzję o wysokości dywidendy podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie.

– Nasza polityka dywidendowa zakłada systematyczną wypłatę dywidendy. Wysokość dywidendy uzależniona jest od osiąganych wyników, sytuacji makro, sytuacji płynnościowej oraz planów inwestycyjnych Grupy ORLEN. Dobre wyniki finansowe w połączeniu z niskim poziomem zadłużenia Grupy pozwalają na podzielenie się zyskiem z naszymi akcjonariuszami. Dlatego zdecydowaliśmy się zarekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy na poziomie 3 zł na akcję – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2019 roku Koncern utrzymywał dobrą sytuację finansową. Zadłużenie netto spadło o (-) 3,2 mln PLN (r/r) do poziomu 2,4 mld PLN na koniec 2019 r., a dźwignia finansowa utrzymywała się na bezpiecznym poziomie 6,3%.

Bank Pocztowy podnosi limit płatności bez konieczności podawania kodu PIN do 100 złotych w transakcjach zbliżeniowych

Bank Pocztowy podwyższył limit płatności  dla transakcji zbliżeniowych kartą Mastercard bez konieczności podawania kodu PIN do 100 złotych. Pierwotnie limit płatności bez PIN miał zostać podniesiony w polskim sektorze bankowym pod koniec 2020 roku. W związku z rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa Komisja Nadzoru Finansowego zaapelowała o przyśpieszenie prac. Rezygnacja z płatności gotówką na rzecz kart płatniczych to działanie profilaktyczne, mające na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa zakażenia wirusem.

Sylwia Kosidło Bank Pocztowy web
Sylwia Kosidło, Dyrektor Departamentu Kart Płatniczych i Bankowości Elektronicznej Banku Pocztowego

Pocztowy Gotowy, dzięki czemu Klienci Banku mogą już płacić zbliżeniowo kartami Mastercard bez podawania PIN do 100 złotych. Podwyższona kwota transakcji dotyczy kart debetowych i kredytowych Mastercard.

Trwają prace, by w możliwie najbliższym czasie podwyższyć limit także dla kart VISA.

– Bank Pocztowy podwyższył kwotę limitu dla transakcji zbliżeniowych do 100 zł w ślad za podjętymi działaniami organizacji kartowych. Niemniej jednak istotne jest również wdrożenie zmian przez wszystkich akceptantów płatności kartowych, aby terminal płatniczy nie wymuszał kodu PIN dla transakcji zbliżeniowych do 100 złmówi Sylwia Kosidło, Dyrektor Departamentu Kart Płatniczych i Bankowości Elektronicznej Banku Pocztowego.

MOL Norge odkrył ropę i gaz na Morzu Północnym

MOL Norge AS, będąca w całości własnością MOL Group oraz jej partnerzy joint venture, odkryli ropę i gaz na złożu morskim położonym około 200 km na zachód od Stavanger w norweskiej części Morza Północnego.

Odwiert poszukiwawczy w ramach koncesji 820S, został wywiercony na maksymalną głębokość 2,652 metrów pod poziomem morza, gdzie odnaleziona została ropa i gaz w różnych formacjach. Testy wykazały 3 463 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Szacuje się, że wydobywalne zasoby z głównej formacji wynoszą od 12 do 71 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.

Wartość komercyjna tego odkrycia zostanie oszacowana po zakończeniu dodatkowych prac technicznych.

MOL Norge AS ma 40% udziałów w koncesji 820S i jest jej operatorem, partnerami są Lundin Norway AS (40%), Wintershall Dea Norge AS (10%) oraz Pandion Energy AS (10%).

Grupa MOL weszła na rynek Norweski w 2015 roku, poprzez 100% przejęcie udziałów w Ithaca Petroleum Norge. Wiercenia rozpoczęły się w 2018 r., po tym jak operator osiągnął stan gotowości w rekordowym czasie i bez komplikacji, w tej ściśle regulowanej branży.

„Tarcza antykryzysowa” – 212 mld zł, podzielone na 5 filarów

Rząd wprowadził pakiet pomocowy dla przedsiębiorców. „Tarcza antykryzysowa” związana ze skutkami epidemii koronawirusa sięgnie 212 mld zł. 

  1. Filar – ochrona pracowników (przed utratą miejsc pracy):
  • dopłata do 40% do wynagrodzenia pracowników do wysokości średniego wynagrodzenia w przypadku przedsiębiorców którzy spełnią kryteria starty. Przedsiębiorca musi pokryć sam co najmniej 40%,
  • osoby samozatrudnione/na zleceniu/um. o dzieło – do 80% minimalnego wynagrodzenia będzie pokrywane przez rząd,
  • przedłużenie zasiłku opiekuńczego dla osób opiekujących się dziećmi do 8 roku życia (jeśli szkoły nadal będą zamknięte),
  • prolongata rat kredytowych/odciążeń mediów,
  • ustawa antylichwiarska,
  • walka z rosnącymi cenami (m. in. za pośrednictwem UOKiK).
  1. Filar – dla przedsiębiorców:
  • Gwarancje kredytowe,
  • Zapewnienie płynności,
  • Mikro pożyczki do 5 000 zł,
  • Leasing operacyjny dla sektora transportowego i spedycji ,
  • Rozwiązania o charakterze gwarancyjnym, płynnościowym (zapewnianie przez instytucje rozwojowe).
  1. Filar – wsparcie dla służby zdrowia:
  • Modernizacja bazy szpitalnej i infrastruktury medycznej.
  1. Filar – funkcjonowanie sektora finansowego:
  • Zapewnienie bezpieczeństwa lokat, środków, depozytów,
  • Współpraca z NBP (on ma też swój odrębny pakiet),
  • Mechanizmy zabezpieczające.
  1. Filar – inwestycji publicznych:
  • Impuls inwestycyjny ze strony państwa,
  • Fundusz na 30 mld zł (modernizacja szkół, cyfryzacja, ochrona środowiska, energetyka, drogi, kolej).

Nie będzie nowych środków od UE.

Kwestie zawarte w filarach będą wprowadzane rozporządzeniami/ustawami jeszcze w tym tygodniu.

Rząd i Prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki – komentarz do propozycji pakietu osłonowego

Szumnie ogłaszany pakiet osłonowy to chyba najbardziej oczekiwany przez przedsiębiorców projekt rządowy od lat 90-tych. W takich sytuacjach władza ma tylko jedną szansę – ogłosić coś co uspokoi rynki i da firmom przekonanie, że ktoś panuje nad sytuacją i wie co robić. Od tego, czy pracodawcy i pracownicy spojrzą z choćby minimalnym optymizmem na swoją przyszłość, zależy czy będziemy mieli do czynienia faktycznie z recesją i jak głęboka ona będzie. Te nastroje zdecydują, czy właściciele firm skupią się na rozważaniu wariantu bankructwa czy raczej przeznaczą wszystkie siły i środki na ratowanie swoich przedsiębiorstw. Od tego zależy czy pracownicy zaczną oszczędzać ile się da, czy raczej zdecydują się realizować zakupy, które napędzą gospodarkę po spowolnieniu. Dlatego w ostatnich dniach słyszeliśmy ze świata zapowiedzi bezprecedensowych środków, podejmowanych przez różne kraje. Oni wykorzystali tą jedyną szansą, żeby powiedzieć: zrobimy wszystko co trzeba, żeby ochronić swoją gospodarkę i nie boimy się działać odważnie, bo czas jest nadzwyczajny.

Na podstawie zapowiedzi, które zaprezentowano przed chwilą na konferencji po Radzie Gabinetowej można wyciągnąć dwa wnioski. Albo Rząd i Prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki albo nie mają pomysłu co mogli by w tej sytuacji zrobić. W to drugie, jako organizacja pracodawców, nie możemy uwierzyć. Przekazaliśmy do Rządu konkretny pakiet propozycji zebranych w szerokich konsultacjach z kilkuset firmami. Zatem, jeżeli te propozycje zostały wykorzystane w tak okrojonej formie jak ogłoszono, najwyraźniej mamy do czynienia z bagatelizowaniem skali zagrożenia.

Najkonkretniejsza propozycja to modyfikacja istniejących już przepisów o przestoju ekonomicznym i obniżonym czasie pracy. Jest to postulat Lewiatana. Firmy o obniżonych obrotach, stracie z ostatnich miesięcy, mogą liczyć na dopłatę do 40% wynagrodzenia przeciętnego dla pracownika, o ile same zapłacą drugie 40%. Pracownicy otrzymają zatem maksymalnie 80% średniej. Jednak ważne jest żeby przestoju ekonomicznego, czy obniżonego czasu pracy, nie wprowadzać układem zbiorowym. To spowoduje, że przepis stanie się martwy. W najlepszej sytuacji będą musiały upłynąć miesiące zanim uda się do tego doprowadzić.

Odsuwanie płatności ZUS i innych na za 3 m-ce – dla firm, które już widzą, że będą walczyć o życie co najmniej do końca roku – oraz kumulowanie im tych płatności na maj i czerwiec to nawet nie jest plaster na krwawiąca ranę.

Zabrakło całego szeregu rozwiązań, które są oczekiwane tu i teraz, żeby firmy mogły w ogóle funkcjonować:

  • zawieszenie terminów procesowych
  • zawieszenia obowiązku badań lekarskich dla pracowników, skoro nie działa medycyna pracy
  • przedłużenie oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemców
  • uwolnienia środków z kont split payment VAT
  • odsunięcia podatków sankcyjnych
  • zabezpieczenia przed odpowiedzialnością za niezrealizowanie umów

Brakuje też realnych rozwiązań, dających wsparcie firmom z branż, które już dziś znalazły się na granicy upadłości. Gwarancje i wakacje kredytowe nie wystarczą. Ważne jest również, że ogłoszona kwota 212 mld złotych wydaje się imponująca, ale pytanie ile z tego faktycznie trafi do pracowników i przedsiębiorców – mówi Grzegorz Baczewski, Dyrektor Generalny w Konfederacji Lewiatan.

ZUS wprowadza pakiet rozwiązań dla przedsiębiorców w związku z koronawirusem

Zakład Ubezpieczeń Społecznych wprowadził pierwsze rozwiązania mające złagodzić problemy z płynnością polskich przedsiębiorstw w związku z epidemią koronawirusa.

Jeśli firma z powodu epidemii ma problemy, by zapłacić bieżące składki lub należności wynikające z zawartej już z ZUS umowy o rozłożenie zadłużenia na raty bądź odroczenie terminu płatności, możliwe jest skorzystanie z uproszczonych form pomocy:

  • odroczenia o 3 miesiące terminu płatności składek za okres od lutego do kwietnia 2020 r.,
  • zawieszenia na 3 miesiące realizacji umowy zawartej z ZUS, w której termin płatności rat bądź składek wyznaczono w okresie od marca do maja 2020 r., i tym samym wydłużenia o 3 miesiące terminu realizacji zawartej umowy.

Aby skorzystać z ulg należy złożyć odpowiedni wniosek w tej sprawie. We wniosku trzeba wskazać, w jaki sposób epidemia koronawirusa wpłynęła na sytuację finansową firmy i brak możliwości terminowego opłacenia należności. Następnie będzie trzeba uzupełnić dokumentację o dodatkowe dokumenty dotyczące pomocy publicznej. Więcej informacji oraz szczegóły procedury znajdują się na stronie internetowej ZUS.

Jeżeli w ciągu 3 miesięcy sytuacja finansowa przedsiębiorstwa nie ulegnie poprawie, będzie możliwość wystąpienia z wnioskiem o renegocjację zawartej umowy.

Dodatkowo ZUS planuje wstrzymanie działań egzekucyjnych – na należności od lutego do kwietnia 2020 r. wobec aktywnych płatników, którzy do końca stycznia 2020 r. nie zalegali z opłacaniem składek.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla, że zaproponowane działania są absolutnie niewystarczające. Odroczenie terminu płatności składek oznacza, że za trzy miesiące przedsiębiorcy zostaną obarczeni podwójnymi kosztami składek, co może mieć fatalny wpływ na tempo przywracania polskiej gospodarki do stanu normalności po kryzysie.

Mikro przedsiębiorstwa, w których płatnik jest jednocześnie ubezpieczonym, powinny mieć możliwość zawieszenia płatności składek za okres od lutego br. na okres od 2 miesięcy z możliwością przedłużenia tego okresu. Czas zawieszenia nie byłby wliczany w okres składkowy.

Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP zauważa – Jeśli, ktoś chce wyłożyć mikro i mały biznes, to niech dalej lansuje pomysły “odroczenia płatności ZUS”. Wówczas ci, którzy przetrwają teraz, mogą paść pod ciężarem skumulowanych długów w czasie odbudowy gospodarki. ZUS dla mikro i małych firm należy zawiesić do czerwca (bez wliczania tego w okres składkowy.

Jednocześnie wskazujemy, że już sam czas ograniczenia terminów odroczeń i zawieszeń proponowanych przez ZUS jedynie na miesiące luty – kwiecień br. budzi poważne wątpliwości. Perturbacje związane z stanem zagrożenia epidemiologicznego, mogą mieć wpływ na działanie firm w znacznie dłuższym okresie.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien również ponosić całkowity koszt wypłacania wynagrodzenia chorobowego dla pracowników poddanych obowiązkowej kwarantannie od 1 dnia trwania kwarantanny.

Toyota zawiesza produkcję w większości europejskich fabryk w związku z pandemią koronawirusa

W związku z coraz szybszym rozprzestrzenianiem się pandemii koronawirusa w Europie, a także jej wpływem na społeczeństwo i gospodarkę, Toyota Motor Europe (TME) wprowadza szeroką gamę środków mających na celu ograniczenie wzrostu zachorowań. Jednocześnie firma chce zapewnić swoim klientom bezpieczeństwo i należyty poziom obsługi.

Toyota przekazuje wyrazy współczucia dla wszystkich na całym świecie, którzy od początku pandemii stracili bliskich w wyniku choroby, a także dla tych, którzy w inny sposób zostali dotknięci w związku z szerzeniem się koronawirusa. Jednocześnie pragniemy wyrazić ogromne uznanie i szacunek dla pracowników medycznych i przedstawicieli władz publicznych, którzy dzień i noc pracują na pierwszej linii w walce z pandemią.

Wszystkie decyzje podejmujemy, kierując się względami bezpieczeństwa naszych pracowników i interesariuszy oraz tych, którzy już dziś mierzą się z tym kryzysem. Robimy wszystko, by inicjować stosowne działania w odpowiednim czasie w tej niezwykle szybko zmieniającej się sytuacji. Będziemy nadal podejmować decyzje na podstawie wytycznych otrzymywanych od władz publicznych w każdym kraju i regionie.

Podstawowe środki ostrożności

We wszystkich obiektach Toyoty w całej Europie zostały wprowadzone procedury zgodne z rekomendacjami podmiotów odpowiedzialnych za zdrowie publiczne, które mają na celu ograniczenie lub spowolnienie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Dotyczą one nadzwyczajnych standardów higienicznych, przekazywania informacji, organizacji pracy zdalnej z domu dla pracowników biurowych, ograniczeń w przemieszczaniu się, odwoływania lub przekładania spotkań i wydarzeń oraz ograniczania kontaktów międzyludzkich.

Produkcja

Wzrost zachorowań na COVID-19 w kolejnych krajach i regionach Europy powoduje, że odpowiednie władze zarządzają zamykanie większości obiektów, punktów usługowych i zakładów.

W związku z tym Toyota Motor Europe zdecydowała o sukcesywnym zawieszaniu produkcji większości swoich fabryk w Europie. Dotyczy to zarówno zakładów produkujących samochody, jak i silniki oraz przekładnie. Fabryki wstrzymają produkcję do odwołania.

Decyzja o wstrzymaniu produkcji dotyczy następujących zakładów:

  • Toyota Motor Manufacturing France (TMMF) w Onnaing – produkcja została zawieszona
  • Toyota Motor Manufacturing UK (TMUK) w Burnaston i Deeside – od 18 marca
  • Toyota Peugeot Citroen Automobiles (TPCA) w Kolinie w Czechach – od 19 marca
  • Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach – od 18 marca
  • Toyota Motor Manufacturing Turkey (TMMT) w Sakarya – od 21 marca

Pozostałe działania

Procesy produkcyjne ważne dla społeczeństwa, takie jak zapewnienie ciągłości dostaw części zamiennych do samochodów naszych klientów, będą kontynuowane ze względu na to, że jest to kwestia bezpieczeństwa publicznego. Nadal prowadzone będą również działania i projekty kluczowe dla płynnego wznowienia produkcji oraz dla przyszłych działań fabryk, jednak liczba uczestniczących w nich pracowników zostanie ograniczona do minimum. Dotyczy to przede wszystkim projektowania nowych samochodów.

Tniemy stopy procentowe

O ile kredytobiorcy frankowi nie mają powodu do radości, o tyle obniżka stóp procentowych o 0,5% z pewnością ucieszy kredytobiorców złotowych. To mniej więcej spadek raty o około 40 zł miesięcznie na każde 100 000 zł kredytu.

RPP tnie stopy procentowe

Zgodnie z przewidywaniami pomimo wysokiej inflacji Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe i to (podobnie jak inne kraje) od razu o 0,5%. tj. do
poziomu 1,00%. Jednocześnie Rada ustaliła następujący poziom pozostałych stóp
procentowych NBP:

▪ stopa lombardowa 1,50%;
▪ stopa depozytowa 0,50%;
▪ stopa redyskonta weksli 1,05%;
▪ stopa dyskonta weksli 1,10%.

Rynki spodziewały się, że prędzej czy później taka decyzja nastąpi, w związku z czym złoty utrzymywał zbliżone poziomy po decyzji, co przed nią. Co ciekawe, obserwatorzy raczej spodziewali się, że nadzwyczajne posiedzenie obniży o zaledwie 0,25%, a drugie cięcie zobaczymy na posiedzeniu 7-8 kwietnia. Tak się jednak nie stało. Euro w dalszym ciągu odbija się poniżej poziomu 4,50 zł, frank z kolei odbił się od 4,25 zł, ale już kilkukrotnie osiągnął ten poziom.

Ropa wciąż w dół

Kurs baryłki ropy spadł poniżej 28 dolarów. Minima z 2016 roku to 27,12 dolara, oznacza to, że jesteśmy bardzo blisko najtańszej ropy od kryzysu dotcomów z początku stulecia. Wraz z cenami ropy, w dół lecą waluty krajów eksportujących ropę, szczególnie tych, gdzie ropa naftowa jest istotnym elementem budżetu. Widać to szczególnie dobrze w naszej części świata w Norwegii i Rosji. Korona norweska w ciągu miesiąca straciła na wartości około 10%, a rubel ponad 15%.

Dobre dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy dane za luty na temat wzrostu wynagrodzeń oraz wzrostu zatrudnienia. Są one obecnie bardziej ciekawostką, gdyż od tego czasu w wielu branżach się trochę pozmieniało. Niemniej, dane wypadły bardzo przyzwoicie. Wynagrodzenia rosną o 7,7% w skali roku, zatrudnienie rośnie o 1,1%. Niby jest to niewielki wzrost, ale pamiętajmy, że jesteśmy w trendzie spadkowym, a ostatnie minima bezrobocia były rekordami od 30 lat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA –  pozwolenia na budowę domów,

19:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak Covid-19 wpływa na sektor nieruchomości magazynowo-logitycznych?

Epidemia Covid-19 w pierwszej kolejności przerwała łańcuchy dostaw z Chin, które dziś powoli zaczynają się odbudowywać. Jednak przesunięcie się epicentrum epidemii do Europy powoduje ograniczenia w produkcji. Branża logistyczna robi wiele, aby zachować płynność. Wszyscy kierowcy przewożący towary – bez względu na narodowość – są zwolnieni z obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny obowiązującej przy wjeździe do Polski. Podobne wyjątki wprowadziła reszta krajów Unii. Wszystko w celu zminimalizowania zakłóceń w łańcuchach dostaw.

Największe załamanie popytu ze strony konsumentów wystąpiło w sektorze usług. Największych spadków możemy spodziewać się w branży motoryzacyjnej oraz w mniejszym stopniu elektronicznej i odzieżowej. Wszystkie trzy będą zmagać się zarówno z ograniczoną produkcją – spowodowaną zerwaniem międzynarodowych łańcuchów dostaw – jak i niższym popytem spowodowanym niepewnością i ograniczeniem wydatków ze strony konsumentów.

Są też sektory, które radzą sobie w obecnej kryzysowej sytuacji całkiem dobrze. Handel dobrami szybko zbywalnymi doświadcza wzmożonego popytu. Polacy robią zapasy na niepewne czasy, ale również kupują więcej w sklepach z powodu większej ilości czasu spędzanego w domu. Wzmożony popyt dotyczy leków, artykułów spożywczych oraz chemii gospodarczej. Popyt na żywność zaspokajany wcześniej przez restauracje, bary i stołówki jest teraz w całości zastępowany przez posiłki przygotowywane w domu oraz przez usługi „home delivery”.

E-commerce jak na razie wychodzi z obecnego kryzysu obronną ręką. Kurierzy deklarują, że ich działalność nie zwalnia; przejmują na siebie dodatkową obsługę klienta końcowego. InPost odpowiedział na wzmożone zainteresowanie paczkomatami wprowadzeniem dostaw do paczkomatów w weekendy. Amazon i firmy e-commerce organizują dodatkowe zmiany do obsługi zamówień.

Ważny czas trwania epidemii

Długoterminowe konsekwencje epidemii Covid-19 dla całości gospodarki i sektora magazynowego będą zależeć od tego, jak szybko sytuacja zostanie opanowana. Ważne będzie jakie wsparcie otrzymają firmy od rządu, aby zachować płynność. Niemal pewne jest, że rząd sięgnie po bezprecedensowe wsparcie dla przedsiębiorstw, by uniknąć przelewania się problemów w bezpośrednio dotkniętych branżach do innych sektorów gospodarki.

Perspektywy dla polskiej logistyki i magazynów są powiązane z sytuacją gospodarczą w kraju i u jej najważniejszych partnerów handlowych. Niemcy – które mają ogromny wpływ na koniunkturę w Polsce – czekają podobne wyzwania. Chiny wracają powoli do normalności po tym jak drakońskie metody pozwoliły na imponujące ograniczenie epidemii. Fabryki w Wuhan i innych miastach kraju otwierają się po przerwie. W tym tygodniu po raz pierwszy po czasowym zawieszeniu przyjedzie do Polski pociąg towarowy z Chin – z Taiyuan. Kraj Środka przeszedł jednak przez recesję w pierwszym kwartale 2020 a odbicie będzie ograniczone w najbliższych tygodniach przez niższy popyt z Europy – która jest obecnie w epicentrum epidemii.  Na całym świecie potrzebne będą odważne działania, by wyprowadzić gospodarkę na prostą po – miejmy nadzieję – krótkim skręcie.

Sektor magazynowy ma najsilniejsze fundamenty w sektorze nieruchomości, aby z obecnej sytuacji wyjść bez uszczerbku. Branże, które nadal powinny dobrze sobie radzić to sektor spożywczy, farmaceutyczny i wybrane segmenty e-commerce.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Fundusz AgriTech Hub inwestuje w Państwo Łąka

AgriTech Hub – fundusz venture capital, który wspiera w rozwoju innowacyjne projekty m.in. z sektora rolno-spożywczego, dokonał inwestycji w spółkę Państwo Łąka. Startup oferuje łąki antysmogowe, redukujące zanieczyszczenie powietrza.

W Polsce koszonych jest ponad 750 tysięcy ha trawników zlokalizowanych przy poboczach dróg. W silnikach kosiarek spalane jest 37 mln litrów paliwa rocznie, a pyły pochodzące z dróg stanowią w miastach do 50% zanieczyszczeń powietrza. W walce ze smogiem pomóc mogą odpowiednio skomponowane gatunkowo łąki kwietne, które pochłaniają niebezpieczne dla zdrowia pyły zawieszone i mają istotną przewagę nad trawnikami czy samymi drzewami. W promocję tej inicjatywy i jej realizację zaangażowany jest startup Państwo Łąka.

Na czele projektu stoi Maciej Podyma – pasjonat botaniki, aktywista na rzecz czystego powietrza i współzałożyciel Fundacji Łąka, która od kilku lat aktywnie działa i edukuje nt. korzyści ze zmiany trawników na łąki.

Moja przygoda z łąkami kwietnymi zaczęła się ponad 5 lat temu. Od tej pory staram się walczyć z trawnikowym szaleństwem. Na całym świecie trawniki zajmują ogromne obszary. Wymagają ciągłej opieki, koszenia, podlewania i nawozów. W Polsce wydajemy na to ponad 2 mld zł. Chcemy to zmienić, działając wspólnie zarówno z samorządami, politykami, instytucjami, jak i nauczycielami oraz właścicielami ogrodów. Działamy na wielu poziomach – edukując, przeprowadzając badania oraz oferując najlepszej jakości nasiona i usługi – mówi Maciej Podyma, założyciel firmy Państwo Łąka.

Pieniądze od inwestora przeznaczone zostaną głównie na przeprowadzenie badań nad opracowaniem innowacyjnej mieszanki nasion roślin łąkowych, którą z powodzeniem będzie można wysiewać w przestrzeniach miejskich oraz przy drogach.

Państwo Łąka to pierwsza spółka w portfolio naszego funduszu niosąca tak wyraźny społeczny pierwiastek, a przy tym bardzo perspektywiczna. Walka ze smogiem to obecnie wyzwanie, z którym mierzą się mieszkańcy miast i metropolii na całym świecie. W tym zakresie rynek odczuwa ogromną potrzebę innowacji. Łąki kwietne są prostym i jednocześnie bardzo skutecznym rozwiązaniem w walce z zanieczyszczonym powietrzem, a z punktu widzenia inwestora – również skalowalnym – mówi Marcin Woźniak, prezes AgriTech Hub.

Startup pod swoim szyldem prowadzi dwa brandy. Pierwszym z nich jest Pan Łąka (www.panlaka.pl), w ramach którego przeprowadzane są kompleksowe realizacje łąk kwietnych. Drugi, pod nazwą Pani Łąka (www.panilaka.pl), jest sklepem internetowy z autorskimi mieszankami nasion.

Inwestycja została przeprowadzona w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

MLP Group podsumowało wyniki finansowe za 2019 rok

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za 2019 r. W tym okresie  Grupa osiągnęła 140 mln zł przychodów, natomiast zysk netto wyniósł 129,4 mln zł, co oznacza wzrost o 40% w porównaniu do poprzedniego roku. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) zwiększyła się o 15,1% do 939 mln zł. Całkowita wybudowana powierzchnia magazynowa wzrosła natomiast do poziomu blisko 600 tys. m2. Zarząd MLP Group przewiduje, że niepewność gospodarcza wywołana koronawirusem w średniej i długiej perspektywie znacznie pobudzi sektor e-commerce, a co za tym idzie zwiększy się w istotny sposób zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową.

MLP Group pozostaje w fazie bardzo dynamicznego wzrostu. Przyspiesza zarówno ekspansję zagraniczną głównie na rynku niemieckim traktowanym jak strategiczny oraz rumuńskim i austriackim. Umacnia również swoją pozycję na rynku krajowym.

Grupa znajduje się w doskonałej sytuacji finansowej. Posiadamy bardzo dobrą strukturę kapitałową umożliwiającą realizację długofalowych celów strategicznych, własny bank ziemi zlokalizowany w atrakcyjnych lokalizacjach, wysoko wykwalifikowaną kadrę menedżerską. Wszystkie te czynniki oraz dodatkowo utrzymujące się duże zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie magazynowe, powinny pozytywnie wpłynąć na realizację długofalowych celów strategicznych MLP Group – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w 2019 roku uzyskał 140,0 mln zł przychodów, czyli podobnie jak w poprzednim roku. Uwzględniając jednak przychody uzyskane z czynszów z najmu, które są głównym źródłem przychodów z działalności podstawowej, Grupa osiągnęła 14% wzrost w odniesieniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Wpłynęło na to oddanie gotowej powierzchni w parkach MLP Czeladź, MLP Pruszków II, MLP Lublin, MLP Poznań West oraz MLP Bucharest. MLP Group zanotowało jednocześnie 180 mln zł zysku na działalności operacyjnej, co jest wynikiem o 19% lepszym niż rok wcześniej. Na znaczącą poprawę pozytywny wpływ miał zysk z aktualizacji wyceny nieruchomości inwestycyjnych, który wyniósł ponad 120 mln zł. Z kolei wynik netto wzrósł w ujęciu r./r. o 40% do 129,4 mln zł. Deweloper powierzchni magazynowych na koniec 2019 r. posiadał kapitały własne (aktywa netto) o wartości 938,6 mln zł, czyli o 15,1% wyższe niż wartości wykazane na koniec 2018 roku. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 25% do 1,81 mld zł.

W 2019 r. deweloper realizował i miał w przygotowaniu projekty o łącznej powierzchni 237,8 tys. m2. Z tego zakończona została budowa 74,9 tys. m2. W efekcie na koniec minionego roku Grupa oferowała około 587 tys. m2 gotowej nowoczesnej powierzchni magazynowej. Poziom pustostanów był na bardzo niskim poziomie około 2,6%. Jednocześnie potencjał zabudowy na posiadanych gruntach wynosi ponad 1,3 mln m2, co oznacza możliwość podwojenia wielkości najmu. MLP Group posiada działki i szereg umów rezerwacyjnych na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne w Polsce, Niemczech i Austrii.

Celem strategicznym Grupy w 2020 r. jest stałe zwiększanie posiadanej powierzchni magazynowej.  „Widzimy duży potencjał do dalszego rozwoju. Niepewność gospodarcza wywołana koronawirusem w średniej i długiej perspektywie znacznie zwiększy sprzedaż sklepów internetowych kosztem zakupów w sklepach stacjonarnych, a co za tym idzie zwiększy się w istotny sposób zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową. W dobie zagrożenia konsumenci zdecydowanie więcej czasu spędzają w domach, a to spowoduje dynamiczny rozwój sektora e-commerce. Mimo to wzrost tendencji zakupowych w tym obszarze stanowi olbrzymie wyzwanie logistyczne.– dodał Radosław T. Krochta.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu. Doceniają to najemcy, którzy przez cały okres współpracują z tymi samymi osobami odpowiadającymi za wysoką jakość świadczonych usług

Polskie teleKTG uzyskało ochronę patentową

Firma telemedyczna Nestmedic uzyskała patent na swój flagowy produkt Pregnabit. Przedmiotem patentu jest system teleKTG do monitorowania dobrostanu płodu i matki, którego częścią jest mobilne urządzenie KTG. Ochrona patentowa na to urządzenie będzie obowiązywała na terytorium Polski do 2032 roku.

Badanie KTG to „złoty standard” opieki okołoporodowej wykonywane u każdej kobiety w III trymestrze ciąży. Telemedyczny system Pregnabit umożliwia prowadzenie badań KTG w dowolnym miejscu i czasie, bez konieczności wizyty w szpitalu. Z systemu Preganbit korzystają pacjentki w Polsce i za granicą. W 2019 roku system posłużył do przeprowadzenia 3093 badań w Polsce.

Telemedyczny system Pregnabit
Telemedyczny system Pregnabit

– Przyznanie ochrony patentowej na system Pregnabit to bardzo ważne wydarzenie dla Nestmedic. Dokument ten formalnie potwierdza, że stworzona przez nas technologia jest unikatowa na skalę światową i uwiarygadnia nasz produkt w oczach obecnych i przyszłych kontrahentów. Uzyskany patent obejmuje terytorium Polski, a w najbliższych miesiącach planujemy kolejne zgłoszenia patentowe o zasięgu międzynarodowym, a także kontynuację starań o zapewnienie międzynarodowej ochrony naszych znaków towarowych. – komentuje Jacek Gnich, Prezes Nestmedic.

Nestmedic, aby ułatwić ciężarnym kobietom dostęp do teleKTG Pregnabit uruchomił możliwość  wypożyczania urządzeń Pregnabit za pośrednictwem strony internetowej. Kurier dostarczy je pod wskazany adres w ciągu 48 h. Koszt miesięcznego abonamentu to 199 zł. Usługa ta pozwoli ograniczyć liczbę wizyt w ośrodkach zdrowia, co jest szczególnie istotne w okresie zagrożenia epidemiologicznego.

Spada zainteresowanie frankowiczów sprawami polubownymi zgłaszanymi do Rzecznika Finansowego

Od 3 października ub.r. do 3 lutego br. do Rzecznika Finansowego trafiło prawie dwa razy więcej wniosków o postępowanie interwencyjne w sporach dot. kredytów walutowych niż rok wcześniej. Nastąpił wzrost ze 115 do 202. Jednocześnie zmniejszyło się zainteresowanie postępowaniem polubownym. Liczba pism spadła z 207 do 160. W latach 2016-2019 urząd wydał w sumie blisko 1700 istotnych poglądów w sporach sądowych frankowiczów z bankami. Prawnicy przewidują tendencję spadkową. I wyjaśniają, że nie trzeba wspierać się taką opinią w każdym przypadku, a oczekiwanie na nią znacznie wydłuża sprawę.

Biuro Rzecznika Finansowego odnotowało istotny wzrost liczby wniosków o postępowanie interwencyjne w sporach dotyczących kredytów walutowych. Od 3 października 2019 roku do 3 lutego 2020 roku do urzędu trafiły 202 takie sprawy. Dla porównania, dokładnie rok wcześniej było ich 115.

– Te statystyki pokazują, że coraz więcej osób jest świadomych możliwości wystąpienia do Rzecznika Finansowego. Ponadto rosnąca liczba pozwów generuje większą ilość takich zapytań – komentuje radca prawny Barbara Garlacz.

Jak stwierdza Marcin Jaworski z Biura Rzecznika Finansowego, osoby, które wcześniej nie podjęły żadnych kroków w związku ze swoimi kredytami, zostały zmobilizowane do działania korzystnym wyrokiem TSUE. Istotne znaczenie ma też dla nich pozytywnie kształtująca się linia orzecznicza w polskich sądach.

– Opinia Rzecznika Finansowego nie jest kluczowa dla rozstrzygnięcia sprawy sądowej. Często nie jest nawet dopuszczana przez sąd jako dowód. Przed wyrokiem TSUE trzeba było przekonywać sądy do tego, że określone klauzule były niedozwolone, a praktyki banku – nieuczciwe. Obecnie te kwestie nie są w zasadzie sporne, poza coraz mniej licznymi wyjątkami – przekonuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Widać mniejsze zainteresowanie drugim typem postępowania, tj. polubownym. Od 3 października ub.r. do 3 lutego br. wpłynęło do Rzecznika Finansowego 160 wniosków w takich sprawach. Z kolei rok wcześniej było ich 207.

– Ta zmiana nie jest zaskakująca. Klienci dostrzegli, że banki nie są skłonne do przedstawiania racjonalnych propozycji ugód. Obserwując sukcesy innych frankowiczów w bataliach sądowych, decydują się na skorzystanie ze ścieżki interwencyjnej. Spodziewam się, że po uzyskaniu argumentacji dot. swoich spraw kredytobiorcy będą coraz częściej decydowali się na występowanie na drogę sądową – mówi Marcin Jaworski.

Od 2016 r. do 2019 r. prawie 8-krotnie wzrosła liczba istotnych poglądów Rzecznika Finansowego w kwestii sporów sądowych dot. kredytów frankowych. W 2016 r. było ich 97, w 2017 roku – 326, w 2018 roku – 486, a w 2019 roku – 755. W tych latach odnotowano więc blisko 1700 zgłoszeń. – Suma jest bardzo niewielka, biorąc pod uwagę skalę zjawiska. W całej Polsce aktywnych kredytów jest ponad 450 tys., a razem z kredytami już spłaconymi prawie milion – stwierdza mec. Bartosiak.

– Zgłoszeń nie będzie przybywać w tempie proporcjonalnym do wzrastającej ilości spraw sądowych, gdyż sądy znają już tę tematykę. Wyraźnie zmierzają w kierunku stwierdzania nieważności umów frankowych. Na przestrzeni kilku lat należy spodziewać się lepszych propozycji ugodowych ze strony tych banków, które się sądzą. To oczywiście w dużej mierze będzie zależało od argumentów kredytobiorców i ich prawników – przewiduje Barbara Garlacz.

Jak podsumowuje ekspert z Kancelarii MBM Legal będzie coraz mniej wystąpień do Rzecznika Finansowego. Nie trzeba wspierać się istotnym poglądem w każdym przypadku, a oczekiwanie na to znacznie wydłuża czas trwania sprawy sądowej. Zanonimizowane opinie są jawne, więc w przypadku wielu umów można korzystać ze sporządzonych już dokumentów.

Warta z 692,2 mln zł zysku netto – najwyższy wynik w historii działalności

  • 692,2 mln zł zysku netto osiągnęły łącznie obie spółki Warty – majątkowa
    i życiowa – w 2019 r., osiągając najwyższy wynik w historii działalności.
  • Na rekordowym poziomie znajduje się także sprzedaż. W ubiegłym roku po raz pierwszy obie spółki łącznie przekroczyły poziom 7 mld zł składki przypisanej brutto.
  • ROE TUiR Warty wyniosło 29,6 proc., co jest najwyższym wynikiem na polskim rynku ubezpieczeń majątkowych w 2019 r.

Warta wypracowała doskonałe wyniki w 2019 r. Są one efektem skutecznego i profesjonalnego funkcjonowania wszystkich filarów działalności firmy, w tym m.in. dotyczących sprzedaży, produktów, obsługi klienta, wspartych praktycznym wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań i nowych technologii. W 2020 r. Warta m.in. planuje wdrożyć kolejny projekt wykorzystujący sztuczną inteligencję oraz wzmocnić swoją obecność w wybranych segmentach rynku.

Kluczowe wskaźniki sprzedaży:

  • Spółka majątkowa Warty osiągnęła w 2019 r. najwyższy poziom sprzedaży w swojej historii osiągając poziom ponad 6,0 mld zł składki przypisanej brutto, o 8,1 proc. wyższy niż w 2018 r.
  • Warta utrzymuje pozycję lidera pod względem wzrostu sprzedaży ubezpieczeń na życie ze składką regularną. Wzrost składki przypisanej brutto w spółce życiowej wyniósł 20,1 proc. r/r osiągając poziom 972,7 mln zł.
  • Łącznie obie spółki Warty zebrały w ubiegłym roku składkę w wysokości ponad 7,0 mld zł.

TUnZ_Warta_wynik_finansowy TUnZ_Warta_sprzedaż TUiR_Warta_wynik_finansowy TUiR Warta_sprzedaż–  2019 był wyjątkowym rokiem dla naszej firmy. Spółka majątkowa po raz pierwszy w historii przekroczyła 6 mld zł składki przypisanej brutto. Wraz ze sprzedażą ubezpieczeń na życie nasz przychód osiągnął ponad 7 mld zł. Wypracowaliśmy go,  uzyskując jednocześnie wyjątkową na tle rynku rentowność. Wynik netto spółki majątkowej wyniósł 660,2 mln zł, a wskaźnik ROE osiągnął poziom 29,6 proc., najwyższy na rynku ubezpieczeń majątkowych. Te informacje pokazują w jak dobrej kondycji znajduje się Warta rozpoczynając drugie stulecie swojej działalności – mówi Jarosław Parkot, Prezes Zarządu Warty i dodaje: Na obecną, wyjątkową pozycje Warty zapracowały wszystkie filary działalności firmy ubezpieczeniowej. Profesjonalna sieć sprzedaży i wyjątkowa współpraca z pośrednikami, doceniana jakość obsługi klienta na rynku czy kompleksowe i praktyczne produkty przełożyły się na szerokie zainteresowanie klientów ofertą Warty. Niezwykle ważną rolę w osiągnięciu tego sukcesu odgrywa nasz kompetentny i ambitny zespół pracowników oraz rozsądne podejście do wdrażania innowacji i wykorzystania nowych technologii w firmie. Mając takie zasoby patrzę z dużym optymizmem na kolejne lata dalszego rozwoju i umacnianie pozycji firmy na rynku.

Ubezpieczenia majątkowe – Big Data przekłada się na skuteczną taryfikację i wysoką rentowność

Przypis składki brutto spółki majątkowej wyniósł  w 2019 r. 6,0 mld zł i był wyższy o 8,1 proc. względem 2018 r. Ubezpieczenia dla klientów indywidualnych zebrały składkę o 6,8 proc. wyższą w porównaniu do 2018 r., osiągając poziom 4,4 mld zł. Składka z ubezpieczeń korporacyjnych wzrosła o 11,7 proc., osiągając poziom 1,7 mld zł.

2019 był kolejnym rokiem z rzędu, w którym Warta osiągnęła rekordowy poziom sprzedaży ubezpieczeń majątkowych. Jest to w dużej mierze efekt dalszego rozwoju narzędzi do taryfikacji, bazujących m.in. na rozwiązaniach analitycznych i Big Data. Umożliwiają one Warcie szybko i trafnie przygotować w pełni zindywidualizowaną składkę dla każdego klienta w oparciu o kilkaset parametrów. Te rozwiązania, wcześniej skutecznie działające w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych, są również stopniowo wykorzystywane w pozostałych ubezpieczeniach majątkowych.

– Dzięki wdrożonym technologiom i narzędziom Big Data Warta jest liderem rynku pod względem rozwiązań i modeli taryfikacji. Za ich pomocą możemy zaoferować potencjalnie nisko szkodowym klientom atrakcyjną cenę polisy, zachowując rentowność Warty na wyjątkowo wysokim poziomie. Tylko w 2019 roku ROE spółki majątkowej wzrosło do poziomu 29,6 proc. co jest bardzo wysokim wynikiem na tle rynku. Bieżący rok poświęcimy m.in. na dalsze rozwijanie narzędzi do analizy danych oraz rozwój oferty dla klientów z segmentu MŚP i korporacji – podkreśla Jarosław Parkot.

Zeszłoroczny, dynamiczny rozwój firmy w obszarze ubezpieczeń dla korporacji jest skutkiem poczynionych zmian m.in. w obszarze produktów i sprzedaży. Wykonane kroki już przyniosły efekt w postaci kilkunastoprocentowego wzrostu sprzedaży. Warta pracuje obecnie nad dalszym podniesieniem rentowności tej linii biznesowej poprzez m.in. odświeżenie wybranych produktów, rozwój systemu sprzedażowego oraz szersze wykorzystanie analizy danych w tym obszarze.

Likwidacja szkód – najwyższa jakość obsługi klienta

Majątkowa spółka Warty zlikwidowała w 2019 r. 521 tys. szkód  co przełożyło się na wypłatę klientom 3,4 mld zł w formie odszkodowań i świadczeń.

Warta kontynuuje wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, których kluczowym celem jest przyśpieszenie procesu likwidacji szkód i podniesienie jakości obsługi klienta. W 2019 r. firma wdrożyła m.in. Wirtualnego Asystenta – bota na infolinii działającego w oparciu o sztuczną inteligencję, który przyjmuje od klientów zgłoszenia szkód, istotnie ograniczając czas oczekiwania na połączenie z konsultantem.
W tym samym okresie Warta zakończyła również wdrażanie ponad 30 robotów, automatyzujących wewnętrzne procesy związane z zawarciem i obsługą umów ubezpieczeniowych. W 2020 r. Warta wdroży kolejne rozwiązanie bazujące na technologii sztucznej inteligencji – Rozpoznawanie Obrazu, które będzie wykorzystywane w ocenie i wycenie szkód komunikacyjnych

Efektem wdrożonych przez Wartę działań w obszarze likwidacji szkód jest m.in. osiągnięcie pozycji lidera w gronie ubezpieczycieli majątkowych uwzględnionych w sprawozdaniu Rzecznika Finansowego. To jedyne w pełni obiektywne zestawienie pokazujące, jak ubezpieczyciele radzą sobie z likwidacją szkód klientów.

– Wprowadzamy kolejne rozwiązania, które skutecznie skracają czas likwidacji szkód w Warcie
i podnoszą komfort naszych klientów. Sztuczna inteligencja na naszej infolinii praktycznie zlikwidowała kolejki do zgłoszenia szkody, co będzie miało szczególne znaczenie przy katastrofach naturalnych, takich jak huragany czy powodzie. Natomiast wprowadzony przez nas nowy model likwidacji szkód całkowitych skrócił średnio o 10 dni czas potrzebny na wypłacenie pełnego odszkodowania w sprawach tego typu. To pokazuje wymierne efekty naszej pracy. W bieżącym roku zrealizujemy kolejne projekty w innowacyjny sposób podnoszące jakość obsługi klienta. Jestem pewny, że nasz zaangażowany zespół oraz wykorzystanie nowoczesnych i praktycznych rozwiązań, zapewni nam utrzymanie wiodącej pozycji na rynku również w tej dziedzinie
– podkreśla Jarosław Parkot.

Ubezpieczenia życiowe – dynamiczny wzrost w ubezpieczeniach ze składką regularną

W 2019 r. Warta ponownie zwiększyła sprzedaż ubezpieczeń na życie. Życiowa spółka Warty zebrała 972,7 mln zł składki przypisanej brutto, co oznacza wzrost o 20,1 proc. względem 2018 r. Jest to efekt m.in. oparcia sprzedaży na produktach ze składką regularną, które osiągnęły poziom 771,2 mln zł, o 16,8 proc. wyższy niż 2018 r.

– Przykład Warty pokazuje, że można stabilnie rozwijać się na rynku ubezpieczeń na życie. Kolejny rok z rzędu osiągamy wysoki wzrost sprzedaży polis. To efekt rozsądnej decyzji o skupieniu uwagi na produktach ochronnych ze składką regularną i wprowadzeniu odpowiednich ubezpieczeń do oferty, odpowiadających różnym potrzebom naszych klientów. Rosnący przypis to również efekt pracy naszych agentów, zarówno życiowych jak i majątkowych. W efekcie, w 2019 r. sprzedaż produktów ze składką regularną wzrosła o niemal 17 proc., przy średniej dla rynku na poziomie 1,8 proc. W okresie 2016 do 2019 r. zwiększyliśmy przypis w tym segmencie ubezpieczeń o niemal 60 proc. – mówi Prezes Zarządu Warty i dodaje: W tym roku chcemy się skupić na wdrożeniu nowych, cyfrowych rozwiązań przyśpieszających proces sprzedaży polis, ich obsługi oraz wypłaty świadczeń. W tym celu będziemy m.in. rozwijać na kolejne produkty automatyczną ocenę ryzyka on-line oraz wdrażać kolejne roboty automatyzujące wewnętrzne procesy obsługi. Wprowadzimy również rozwiązanie, które pozwoli nam podpisywać umowy zdalnie, co będzie kolejnym, istotnym udogodnieniem dla klientów i agentów. Planujemy również dalszą rozbudowę oferty produktów życiowych, odpowiadających zmieniającym się potrzebom naszych klientów.

Wynik finansowy – rosnąca rentowność

Rosnąca sprzedaż przekłada się na bardzo dobre wyniki finansowe obu spółek Warty. Wynik techniczny spółki majątkowej w 2019 r. wyniósł 581,2 mln zł i był wyższy od osiągniętego w 2018 r. o 50,5 proc. Wysoki poziom na tle całego rynku utrzymuje również wynik finansowy nettoktóry osiągnął w ubiegłym roku 660,2 mln zł (wzrost w stosunku do roku 2018
o 40,9 proc.). To w efekcie przełożyło się m.in. na znacząco wyższy wskaźnik ROE w porównaniu do rynku ubezpieczeń majątkowych.

Wynik techniczny spółki życiowej wyniósł 51,4 mln zł co oznacza nieznaczny spadek o 1,2 proc. r/r, a wynik netto 32,0 mln zł (niższy o 7,0 proc. względem 2018 r.), co jest efektem m.in. poczynionych inwestycji w spółce życiowej.

Warta utrzymuje wysoki poziom bezpieczeństwa finansów klientów, czego dowodem są wskaźniki wypłacalności kształtujące się powyżej wymogów ustawowych. Obecny rating Warty przyznany przez Standard & Poor’s niezmiennie pozostaje na wysokim poziomie A+ z perspektywą stabilną. Warta jest jedynym z zarejestrowanych w Polsce ubezpieczycieli z tak wysoką oceną.

Rządy i banki centralne podejmują zdecydowane działania

Rządy i banki centralne ogłaszają coraz to większe plany w obliczu zagrożenia koronawirusem, które prowadzi do zastopowania gospodarek. Rynki są w poszukiwaniu punktu przegięcia, za którym wprowadzone środki zaradcze zrównoważą negatywne skutki zamykania szkół, restauracji i innych miejsc pracy. Jeszcze tam nie jesteśmy, ale dobrze, że decydenci już są gotowi na najgorsze.

To jest znacząca różnica między tym kryzysem, a wydarzeniami z 2008 r. Przede wszystkim banki centralne wprowadziły narzędzia, które mają przeciwdziałać temu, co może nastąpić, a nie naprawiać już wyrządzone szkody. Setki miliardów USD przeznaczone przez Fed na operacje repo, restart QE czy zapowiedziane wczoraj programy dostarczania pożyczek pod zastaw firmom i dealerom rynku pieniężnego nie są w tym momencie wymagane. W transakcjach repo Fed oferuje 1 bln USD dziennie, podczas gdy banki korzystają zaledwie z ułamka tych środków. Ale za dwa tygodnie sytuacja może się diametralnie zmienić i wówczas więcej banków i firm będzie zwracać się do banku centralnego o pomoc. Nie potrzeba kolejnego szoku i zastanawiania się, czy Fed pomoże, bo już tej pomocy udzielił. Podobne działania widzimy też po stronie Banku Anglii, Banku Japonii, EBC czy innych.

Wciąż nie odpowiada to jednak na szok gospodarczy związany z zastopowaniem aktywności i zamknięciem ludzi w domach. Środki fiskalne są równie, jeśli nie bardziej, ważne. Na szczęście i na tym polu widać determinację. Rząd USA szykuje już trzeci pakiet fiskalny, który w projektach urósł do 1,25 bln USD z potencjalnym przekazaniem 1000 USD na rękę każdemu obywatelowi. W Europie rozważana jest emisja wspólnego długu strefy euro, by ułatwić finasowanie biedniejszym państwom. Nikt już nie lekceważy zagrożenia, ale dla ustabilizowania rynków konieczne jest uzyskanie pewności, że te wszystkie działania wystarczą. A tej pewności nie ma, póki rozprzestrzenianie się wirusa nie zacznie słabnąc. Rynek akcji pozostanie huśtawką, a na rynku walutowym w cenie pozostaną bezpieczne przystanie.

W Polsce także widzimy zdecydowane działania. Na wczorajszym roboczym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe, w tym stopę referencyjną o 50 pb do 1 proc. W komunikacie potwierdzone poniedziałkowe zarządzenia Zarządu NBP o wprowadzeniu niestandardowych mechanizmów polityki pieniężnej (skup obligacji skarbowych, pożyczki dla banków kierowane na kredyty dla firm, wsparcie płynnościowe). Pakiet luzowania jest kompleksowy i sugeruje, że w najbliższym czasie nie zobaczymy dalszych obniżek. Zastosowanie niestandardowych narzędzi pokazuje też, że NBP także zawczasu szykuje się na pogorszenie sytuacji gospodarczej, dostarczając środki na wsparcie firm, ale też dbając o stabilizację rynku obligacji skarbowych, gdyby ten rynek znalazł się pod presja w związku ze wzrostem zadłużenia kraju. Daje to większe pole manewru dla rządu przy tworzeniu pakietu fiskalnego, którego szczegóły możemy poznać jeszcze dziś. Wczorajsze spotkanie rządu z prezydentem zostało odłożone po wykryciu koronawirusa o jednego z ministrów.

Stabilność EUR/PLN po decyzji RPP potwierdza nasze wcześniejsze przewidywania, że decyzja była zdyskontowana. Program skupu obligacji skarbowych nie jest typowym QE nakierowanym na wypychanie kapitału prywatnego z rynku długu, więc jego negatywny wpływ na złotego powinien być mniejszy. NBP staje się gwarantem, że ceny obligacji nie będą spadać w niekontrolowany sposób, co może nawet podnieść zaufanie do polskiego rynku. Mimo tego złoty dalej odzwierciedla nastroje na rynkach globalnych, gdzie jednak dominuje awersja do ryzyka i w tym kontekście nie można wykluczyć wyjścia EUR/PLN ponad 4,50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Branża usług rozwojowych apeluje o pomoc rządu

Polska Izba Firm Szkoleniowych apeluje do Ministerstwa Rozwoju o włączenie do prac nad przygotowywanymi ułatwieniami dla przedsiębiorców. Potrzebne jest objęcie sektora usług rozwojowych pakietem osłonowym i uwzględnienie zgłoszonych propozycji do przygotowywanego projektu.

Polska Izba Firm Szkoleniowych zwraca uwagę na 1) konieczność uwzględnienia w pakiecie osłonowym rozwiązań dostosowanych do samozatrudnionych i mikro firm, współpracujących z przedsiębiorcami i osobami fizycznymi w realizacji usług rozwojowych.

Przewidywane wsparcie powinno uwzględniać skalę przepaści, przed którą stoi obecnie cały sektor składający się z ponad 70. tys. podmiotów, w których funkcjonuje – co ważne – w dużej części w formie samozatrudnienia, ponad 100 tys. osób. Wartość sektora, mierzona wartością sprzedaży w skali roku, szacowana jest na 6-10 mld zł. Znaczna część podmiotów wchodzących w jego skład w wyniku obecnej sytuacji utraciła zdolność generowania jakichkolwiek przychodów i nie posiada rezerw na przetrwanie. Już teraz widać, że zamrożenie przychodów będzie miało miejsce przez co najmniej kilka najbliższych miesięcy. Proponowane rozwiązania dot. odroczeń w płatnościach są oczywiście w pełni słuszne i potrzebne, jednak znacząco niewystarczające. Izba zaznacza, że 2) w stosunku do wielu podmiotów, wobec skali i nieodwracalności utraty przychodów, odroczenie terminów nie zapobiegnie groźbie upadłości i utraty źródeł bieżącego utrzymania dla tysięcy osób i ich rodzin.

Izba postuluje także o 3) uwzględnienie najprostszych form, przynajmniej częściowo umarzanych pożyczek, dostępnych dla mikro-, małych firm, w tym także samozatrudnionych.

Wymaga wyjaśnienia zakres interpretacji „przedsiębiorcy z ubezpieczeniem chorobowym, który w związku z koronawirusem nie może wykonywać działalności gospodarczej”. Usługi rozwojowe, w dominującym zakresie wiążą się ze zorganizowanymi formami edukacji w grupach różnej wielkości, co w aktualnej sytuacji oznacza praktyczne wstrzymanie realizacji tych usług. Następuje to z przyczyn zupełnie niezależnych, zatem prowadzące je firmy nie otrzymają ani zwolnienia lekarskiego, ani decyzji o kwarantannie czy izolacji. W związku z czym Izba wnioskuje 4) o rozszerzenie katalogu podstaw do zasiłku o decyzję zakazującą organizacji szkoleń z bezpośrednim udziałem osób.

Europa ma szansę dołączyć do innowacyjnego wyścigu. Największą nadzieją wcale nie są start-upy

0

Mimo dużej nierównowagi w wyścigu innowacyjnym – na korzyść Chin i Stanów Zjednoczonych – Europa wciąż ma szansę, żeby do niego dołączyć. Jak podkreśla Adam Czerniak z Polityka Insight, jej przewagą są głównie innowacyjne firmy – nie tylko start-upy, lecz również scale-upy, czyli średnie przedsiębiorstwa działające na większą skalę. To w nich tkwi duży potencjał, ale potrzebują wsparcia od Komisji Europejskiej, która do tej pory koncentrowała się głównie na początkujących przedsiębiorcach lub ochronie konsumentów.

Na świecie wyścig o innowacje jest dosyć nierówny, bo po jednej stronie mamy wielkie korporacje technologiczne, takie jak Amazon, Microsoft i Google, ale mamy też światowych gigantów e-commerce’u, jak AliExpress z Chin, który działa na innych zasadach niż amerykańskie techy, oraz mamy rzeszę bardzo małych firm start-upowych z wielu krajów, w tym także unijnych – mówi agencji Newseria Biznes Adam Czerniak, dyrektor ds. badań w Polityka Insight. – W tym wyścigu najważniejsze, przynajmniej z perspektywy członka Unii Europejskiej, są jednak firmy, które nazywamy scale-upami.

Scale-upy to firmy, które mają już za sobą etap początkowy i które – choć daleko im do amerykańskich gigantów – stale rozwijają skalę działalności, umacniając swoją pozycję na rynku i zatrudniając po kilkaset osób.

– Scale-upy w ramach Unii Europejskiej mają mocną pozycję. To one odpowiadają za wzrost firm technologicznych, bo zarówno ciągną za sobą start-upy, jak i są dostawcami rozwiązań technologicznych dla firm biznesowych z innych działów. Te firmy potrzebują dużego wsparcia ze strony Komisji Europejskiej – dodaje Adam Czerniak. – KE dotychczas koncentrowała się przede wszystkim na wspieraniu start-upów, czyli dostarczaniu kapitału dla najmniejszych firm, które teoretycznie są najbardziej innowacyjne i prężne. Nie zawsze jednak wiemy, czy model biznesowy start-upu się uda.

Drugim priorytetem Komisji Europejskiej była do tej pory ochrona konsumentów, czego przykładem może być wprowadzenie restrykcyjnych regulacji dotyczących ochrony danych osobowych. To w pewien sposób utrudnia firmom rozwój i konkurencję na globalnym rynku.

– Komisja Europejska nie zwracała uwagi na to, czy firmy, które są założone w Unii Europejskiej, mają w niej swoją siedzibę i płacą tu podatki, mają równy poziom konkurencyjny, równe wsparcie jak np. firmy spoza UE, które mają ciut mniejszy gorset regulacyjny – podkreśla dyrektor ds. badań w Polityka Insight.

Jak podkreśla, warto w ramach Komisji Europejskiej zastanowić się, w jaki sposób wspierać unijne firmy, by wyrównać ich możliwości konkurowania np. z chińskimi sklepami internetowymi, które wprowadzają towary na europejski rynek.

Kluczowe jest, żeby w tym wyścigu innowacyjnym Europa nie pozostała w tyle, by nie musiała wszystkich innowacji ściągać z zagranicy i by nie były one wymyślane właśnie w Chinach, Japonii czy Stanach Zjednoczonych, ale w krajach Unii Europejskiej – mówi Adam Czerniak. – Jest to ważne dlatego, że tam, gdzie tworzą się innowacje, mamy najwyższą wartość dodaną z tego tytułu, czyli mamy najszybszy przyrost PKB, mamy rentę innowatora, bo największe zyski  ma ten, kto wymyślił, a nie ten, kto później wdraża.

Zwłaszcza że – jak mówi dyrektor ds. badań w Polityka Insight – nie jest za późno, żeby firmy unijne mogły nadążyć w globalnym wyścigu.

– Muszą tylko znajdować swoje nisze i swoje miejsce w wyścigu o innowacje – podkreśla Adam Czerniak.

Polacy lubią pracować zdalnie. Przymusowy home office będzie sprawdzianem dla tego elastycznego modelu

2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, w których mogą pracować zdalnie. Pracodawcy od blisko dwóch tygodni – w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa – mogą narzucić im taki obowiązek. Z badań Pracuj.pl wynika jednak, że taka elastyczna forma zatrudnienia już wcześniej była pożądana przez pracowników, z których aż 82 proc. postrzega ją pozytywnie. Dla wielu firm i menedżerów przymusowe home office będzie stanowić sprawdzian, który pokaże, na ile są gotowi do pracy w takim elastycznym modelu. Długofalowo obecna sytuacja może zaś przyczynić się do wzrostu popularności tej formy zatrudnienia.

Z szacunków firmy Antal wynika, że około 2,5 mln Polaków jest zatrudnionych w branżach, które mają możliwość pracy zdalnej. Od 8 marca obowiązuje specustawa dotycząca SARS-CoV-2, która przewiduje, że w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa pracodawcy mogą wysyłać pracowników na tzw. home office.

Taki zapis jest zgodny z Kodeksem pracy, który podaje, że to pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie pracy (art. 207 par. 1), a pracownik ma obowiązek dostosowania się do wiążących poleceń pracodawcy – podkreśla cytowana w komunikacie Anna Jabłońska, dyrektor zarządzająca CWS, przewodnicząca Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Jednocześnie praca zdalna czy też telepraca wymaga zgodnego oświadczenia woli stron, pracownika i pracodawcy, jednak na podstawie najnowszej ustawy jednostronne polecenie będzie wiążące.

Ustawa nie określa maksymalnego okresu wykonywania pracy zdalnej. To pracodawca podejmuje decyzje w tym zakresie.

– Może to być czas oznaczony, jednakże uzasadniony przeciwdziałaniem SARS-CoV-2. Jednocześnie należy wskazać, że art. 3 ustawy utraci moc po upływie 180 dni od dnia wejścia w życie ustawy. Wydaje się zatem, że czas, na jaki pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej, nie może wykraczać poza ten okres – wyjaśnia Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Praca zdalna stała się w tej chwili koniecznością, ale taka elastyczna forma zatrudnienia już wcześniej była pozytywnie oceniana – i pożądana – przez pracowników. Z tego też powodu coraz więcej firm daje taką możliwość zatrudnionym. Z badań Grupy Pracuj.pl wynika, że aż 82 proc. pracowników postrzega tę formę pracy pozytywnie, a 79 proc. chętniej aplikowało na oferty firm dających taką możliwość. Ponad połowa (59 proc.) preferuje też model mieszany, głównie w biurze, ale z możliwością wyboru innego miejsca pracy w razie potrzeby. Praca zdalna jest więc traktowana jako dodatkowy benefit oraz urozmaicenie codziennego rozkładu obowiązków. To też wyróżnik pracodawcy na tle innych – 57 proc. młodych pracowników (w wieku 25–34 lata) zdecydowanie woli pracować w firmie, która daje taką możliwość.

 Dla pracodawców to ważna wskazówka i pozytywny bodziec. Jednocześnie jednak zauważmy, że tylko co trzeci badany chciałby pracować całkowicie zdalnie. Tymczasem wiele firm czeka obecnie co najmniej kilka tygodni takiego funkcjonowania – podkreśla Konstancja Zyzik, Talent Acquistion & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj. – To dla menedżerów duży sprawdzian efektywności i koncentracji zespołów. Dla pracowników z kolei to szansa, by sprawdzić, jak dobrze radzą sobie z pracą zdalną, czy umieją wyłączyć bodźce i są gotowi w przyszłości rzeczywiście wykonywać sprawnie obowiązki w dowolnym miejscu.

Za największą zaletę pracy zdalnej Polacy uważają elastyczność (63 proc.) i brak konieczności tracenia czasu na dojazdy (62 proc.). Doceniają też możliwość łączenia pracy zawodowej z obowiązkami domowymi (wskazuje na nią aż 63 proc. kobiet). Jednocześnie Polacy dostrzegają też minusy tej formy pracy – połowa wskazywała potrzebę większej samodyscypliny, 45 proc. na ryzyko bycia rozpraszanym przez inne czynności domowe, a 36 proc. uważa, że praca zdalna zaciera granice między życiem zawodowym a prywatnym.

Eksperci firmy Antal podkreślają, że wystarczy kilka elementów, by praca w domu była efektywna i przebiegała sprawnie. Kluczowe jest m.in. przygotowanie sobie wydzielonego miejsca do pracy i narzędzi, które będą do niej potrzebne, a także zadbanie o rozwiązania, które umożliwią nam kontakt z przełożonymi i współpracownikami. Ważna jest również rutyna, czyli niezaczynanie dnia pracy w piżamie, tylko przygotowanie się tak, jakbyśmy mieli wyjść do biura. Osoby pracujące w domu nie powinny zapominać o regularnych przerwach, bo zbyt długa izolacja i brak odpoczynku mogą prowadzić do szybkiego wypalenia zawodowego.

Najbliższe tygodnie będą dla pracodawców i menedżerów sprawdzianem, który pokaże, na ile są gotowi do pracy w tym modelu. Z kolei w długiej perspektywie ta sytuacja, czyli masowe wysyłanie pracowników na home office w związku z koronawirusem, może mieć wpływ na modele organizacji działania firm.

– W długofalowej perspektywie można się spodziewać, że trwale wzrośnie zainteresowanie pracodawców oprogramowaniem, systemami i sprzętem umożliwiającymi bardziej elastyczne działania całych zespołów. Zdolność do pracy zdalnej, dobra organizacja pracy i umiejętności miękkie staną się także jeszcze ważniejszymi atutami pracowników – komentuje ekspertka Grupy Pracuj.