Co każdy przedsiębiorca powinien wiedzieć w związku z Ustawą COVID -19

USTAWA z dnia 2 marca 2020r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych  (Dz.U. 2020 poz. 373) (dalej „Ustawa”).

Przyjęta w trybie pilnym i opublikowana niezwłocznie po jej uchwaleniu,  w dniu 7 marca  2020 r. Ustawa określa zasady zapobiegania oraz zwalczania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 określonego w Ustawie znanym na całym świecie skrótem COVID-19.

Poniżej omawiamy najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorcy, regulacje wprowadzone Ustawą, które mogą wpłynąć bezpośrednio na działalność każdego podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą w Polsce.

  1. Polecenia zastępujące decyzje administracyjne podlegające natychmiastowemu wykonaniu, bez możliwości odwoławczych;

Zgodnie z art. 11 Ustaw, w przypadku pojawienia się konieczności podjęcia działań zwalczających COVID-19, Prezes Rady Ministrów może, na wiosek wojewody, wydać przedsiębiorcom – osobom prawnym i jednostkom nie posiadającym osobowości prawnej – polecenia w drodze decyzji administracyjnej, które będą podlegać natychmiastowemu wykonaniu z chwilą ich doręczenia lub ogłoszenia.

Należy podkreślić, że każdorazowe polecenie/decyzja nie będzie wymagać uzasadnienia.

Zadania określone taką decyzją (poleceniem) będą finansowane ze środków budżetu państwa i realizowane na podstawie umowy zawartej z przedsiębiorcą. Należy założyć szybki tryb negocjacji umowy z przedsiębiorcą, w której to umowie zostaną określone wszystkie lub zasadnicze elementy pozwalające na realizację polecenia.  W przypadku odmowy podpisania umowy, zadanie będzie wykonywane na podstawie decyzji w trybie natychmiastowym. Wszelkie prace o charakterze planistycznym związane z realizacją powierzonych zadań będą finansowane ze środków własnych przedsiębiorcy i jak się wydaje powinny być uwzględnione w warunkach umowy.

W sytuacjach nagłych i uzasadnionych, gdy nie będzie czasu ani warunków na ogłoszenie lub przesłanie polecenia,  polecenie będzie mogło być wydawane w formach szczególnych czyli:  ustnie, telefonicznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej, a także  za  pomocą innych środków łączności. W takim nagłym przypadku polecenia (decyzje) powinny, jak tylko będzie to możliwe, zostać utrwalone na piśmie w postaci protokołu lub podpisanej przez stronę adnotacji/ notatki dotyczącej treści i warunków polecenia.

  1. Wyłączenie działania regulacji ustawowych w zakresie: prawa budowlanego, zagospodarowania przestrzennego, ochrony i opieki nad zabytkami;

W celu przeciwdziałania COVID-19 Ustawa  w art. 12 Ustawy przewiduje wyłączenie stosowania przepisów ustawy z dnia 7 lipca 1994r. Prawo Budowlane (Dz.U. z 2019 poz. 1186 ze zm.) oraz ustawy z dnia 27 marca 2003 o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. z 2020  poz. 293 ze zm.), a także ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 2020 r. poz. 282 ze zm.) w sytuacji konieczności projektowania i budowy, a także remontu oraz rozbiórki obiektów budowlanych, w tym także w przypadku konieczności zmiany sposobu użytkowania obiektów budowlanych.

Należy także odnotować, iż w przypadku konieczności poszerzenia bazy do udzielania świadczeń zdrowotnych, czyli w przypadku konieczności budowy, bądź adaptacji istniejących budynków na potrzeby służby zdrowia Ustawa przewiduje możliwość pominięcia, oprócz procedur wynikających z przytoczonych powyżej regulacji prawnych, także wszelkich przepisów wydanych na podstawie art 22 ust 3 , 4 i 4a ustawy z dnia 15 kwietnia 2011r. o działalności leczniczej. A zatem wymogów dotyczących w szczególności warunków:
ogólno-przestrzennych, sanitarnych, instalacyjnych, wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą, w tym systemów teleinformatycznych lub systemów łączności podmiotu wykonującego działalność leczniczą. Rezygnacja w sytuacjach nadzwyczajnych z ustawowych wymogów dotyczących pomieszczeń, w których wykonywana jest działalność lecznicza dotyczy także usług leczniczych świadczonych dla osób pozbawionych wolności jak i jednostek budżetowych oraz jednostek wojskowych.

  1. Wyłączenie odpowiedzialności przewoźników lotniczych kolejowych i drogowych, a także zarządzających lotniskami i dworcami za szkody wyrządzone w związku z działaniami władz publicznych mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19;

Warto także podkreślić szczególną sytuację przewoźników wynikającą z regulacji Ustawy. Otóż zgodnie z artykułem 14 Ustawy, zniesiona zostaje odpowiedzialność przewoźników lotniczych, kolejowych i drogowych, a także zarządzających lotniskami i dworcami za wszelkie szkody wyrządzone w związku z działaniami władz publicznych mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19, w wyniku którego przewóz stanie się niemożliwy. Ustawodawca sięga w ustępie 2 art. 14 Ustawy do definicji „okoliczności nadzwyczajnych” określonej w przepisach Rozporządzenia (WE) 261/2004  Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004r., a także uznaje  za taką okoliczność wszelkie uzasadnione działania mające na celu przeciwdziałanie COVID-19.

  1. Zawieszenie stosowania przepisów o zamówieniach publicznych;

Ustawa w Art. 6 wyłącza stosowanie przepisów o zamówień publicznych do zamówień, których przedmiotem są towary lub usługi niezbędne do przeciwdziałania COVID -19, a zachodzi wysokie prawdopodobieństwo szybkiego i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby lub gdy wymaga tego ochrona zdrowia publicznego. Także w przypadku usług, dostaw lub robót budowlanych udzielanych w związku z zapobieganiem lub zwalczaniem epidemii na obszarze, na którym ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii wyłącza się stosowanie przepisów o zamówieniach publicznych.

Autor: Grażyna Kuźma, radca prawny, partner w Taylor Wessing w Warszawie

Uwaga: Niniejszy artykuł został przygotowany jako informacja ogólna.  Nie ma na celu udzielania porad prawnych ani nie może takiej porady prawnej zastąpić.

Tłumacze medyczni zwierają szyki w walce z koronawirusem

Szybko rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa to już problem globalny. Koronawirus z Chin, który ochrzczono wstępnie 2019-nCoV, a następnie SARS-CoV-2, wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Pandemia koronawirusa będzie prawdopodobnie najważniejszym wyzwaniem stojącym przed Europą i światem w tym roku. Na ten moment nie mamy leku na koronawirusa czy szczepionki zapobiegającej zakażeniu.

Polska i świat walczą z koronawirusem

Badania nad lekiem, który może okazać się skuteczny na koronawirusa to proces obserwowany z wielkim zainteresowaniem przez ludzi na całym świecie. Informacje o pojawiających się nowinkach czy lekach nowej generacji lotem błyskawicy obiegają światową, wielojęzyczną opinię publiczną. Polscy naukowcy we współpracy z ośrodkami zagranicznymi w ramach projektu Agencji Badań Medycznych zajmują się przygotowaniem preparatu do szczepień.

Tłumacze medyczni łączą siły

W związku z pandemią koronawirusa, krakowskie Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. powołało specjalna grupę tłumaczy medycznych, którzy są do dyspozycji w przypadku konieczności wykonywania tłumaczeń wielojęzycznych tekstów naukowych, wyników badań laboratoryjnych, czy innych dokumentów związanych z diagnostyką i opieką medyczną. Wyselekcjonowani tłumacze mogą pracować nad przekładem tekstów medycznych o różnym stopniu skomplikowania.

Tłumaczenie medyczne i farmaceutyczne

W przypadku tłumaczeń medycznych szczególnie ważna jest specjalistyczna terminologia, dlatego też realizacja tego typu przekładów powinna być powierzana wyłącznie osobom z długoletnim doświadczeniem i poświadczonym wykształceniem medycznym. Każde słowo ma tu wyjątkowe znaczenie, gdyż od ich poprawności zależy zdrowie czy nawet życie pacjentów. Na podstawie tłumaczonych dokumentów podejmowane są dalsze działania. Odgrywają zatem istotną rolę w terapii, znacząc niemal tyle co lekarz. Wobec zagrożenia musimy reagować, musimy być gotowi by nieść pomoc  – wyjaśnia Katarzyna Tkaczenko – ekspert Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o.

Ministerstwo Zdrowia ostrzega: Zagrożenie narasta, a wraz z nim nasz niepokój, wywołany m.in. niewiedzą o tym, co wydarzy się dalej. Kiedy słyszysz komunikaty dotyczące zdrowia lub innych ważnych spraw, które wpłyną na Twoje decyzje, powinieneś być pewnym, jakie jest znaczenie konkretnych sformułowań. Branża medyczna posługuje się specyficznym językiem i terminologią, która może sprawiać czasami kłopoty nawet rodzimym użytkownikom języka.

Rzeź na giełdach, ropa tanieje, kurs franka szwajcarskiego najwyżej od ponad 3 lat

Panika na rynkach jest coraz wyraźniejsza. Oprócz strachu przed koronawirusem mamy próbę sił na rynku ropy, co tylko podnosi niepokój. Nic dziwnego, że pieniądze płyną do bezpieczniejszych inwestycji, co z kolei szkodzi złotemu.

Szwajcarska waluta znów drożej

Frank szwajcarski osiągnął dzisiaj poziom 4,12 zł. To ponad 20 groszy wzrostu od początku roku i najwyższy wynik od ponad 3 lat. Tak wysoki poziom jest wynikiem dwóch składowych. Z jednej strony relatywnie słabego złotego, z drugiej, co ważniejsze, najsłabszego od niemal 5 lat euro względem franka. Kumulacja tych dwóch czynników wywołanych strachem o eskalację wirusa powoduje, że kredytobiorcy frankowi przechodzą teraz trudne chwile, a patrząc na rozwój sytuacji wcale nie musi być lepiej.

Dalsze spadki ropy

Dzisiaj na otwarciu znowu traci ropa naftowa. Analitycy jako powód wskazują próbę sił między Rosją a Arabią Saudyjską. Jeżeli oba supermocarstwa pod kątem wydobycia surowca nie dogadają się dość szybko, ceny ropy mogą wkrótce przebić poniedziałkowy dołek. Warto zwrócić uwagę, że ciągłe zwiększanie wydobycia przy kosztach jakie są ponoszone, niedługo nie tylko nie będzie rentowne, ale zbijając ceny tylko powiększa się deficyt budżetowy. Jest oczywiście szansa, że niskie ceny wymuszą ograniczenie produkcji. Z ważnych producentów najszybciej z rynku powinna wycofywać się Wielka Brytania i Brazylia, mające koszty operacyjne wydobycia blisko obecnych cen, nie mówiąc już nawet o pozyskiwaniu nowych miejsc.

Rzeź na giełdach

Jeżeli ktoś wykorzystał niskie ceny akcji, by tanio kupić aktywów, musiał źle znieść dzisiejszy poranek. Główne indeksy giełdowe straciły w ciągu niewiele ponad dwóch tygodni około 30% swojej wartości. Obniżki są częściowo efektem wyśrubowanych poziomów, z drugiej strony jednak prognozy gospodarcze sugerują, że spółki te przyniosą znacznie mniejsze zyski, co usprawiedliwia przynajmniej częściowo przeceny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

13:45 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Jak wprowadzić pracę zdalną i efektywnie pracować z domu?

61 proc. zatrudnionych chciałoby mieć możliwość pracy zdalnej – wynika z badania „Confidence Index” przeprowadzonego w IV kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Mimo wszystko home office nie jest jeszcze standardem. Wiele firm, które mogą prowadzić biznes poza biurem, wzbrania się przed wprowadzeniem elastycznego trybu pracy. Jednak ze względu na obecną sytuację w Polsce i na świecie, niektóre organizacje chętniej skłaniają się ku takiemu rozwiązaniu lub stoją przed koniecznością wysłania pracownika na home office. Czy wszystkie przedsiębiorstwa, które mogą pracować zdalnie, są na to gotowe? W jaki sposób firmy powinny się do tego przygotować i wreszcie –  jak można efektywnie pracować z domu? Komentuje Wojciech Pintal z Michael Page.

Home office pożądany wśród pracowników

Coraz więcej pracowników oczekuje możliwości wykonywania pracy poza biurem. Z badania Michael Page „Confidence Index” wynika, że na początku 2019 r. na ten czynnik zwracało uwagę 52 proc. respondentów, a w 2018 r. 50 proc. z nas uważało, że możliwość pracy z domu stanowi ważny aspekt zatrudnienia. Wśród Polaków perspektywa home office najwięcej zwolenników znajduje wśród młodych pracowników, którzy oczekują również odmiennego podejścia do sposobu zarządzania pracą niż wielu ich kolegów z dłuższym stażem.

Jak wprowadzić pracę zdalną i zarządzać takim zespołem?

  1. Zapewnienie sprzętu i narzędzi do pracy

Pierwszym krokiem niezbędnym do wdrożenia home office w biurze jest zapewnienie każdemu pracownikowi podstawowego sprzętu wyposażonego w programy, z których korzystał na co dzień w biurze lub dostępu online do firmowego środowiska pracy. Dzięki temu będzie mógł np. szybko się komunikować z zespołem i przeprowadzać telekonferencje. Dobrze jest również upewnić się, że każdy pracownik ma w swoim domu warunki do pracy oraz stałe i szybkie łącze internetowe.

Warto pamiętać, że pracownik, który korzysta z home office, nadal jest formalnie w pracy. To oznacza, że firmy powinny zadbać o jego bezpieczeństwo i higienę miejsca pracy. Pracodawca odpowiada za swoich pracowników, bo przecież wykonywanie obowiązków służbowych w domu, to w dalszym ciągu praca – komentuje Wojciech Pintal, Talent Development Business Partner w Michael Page.

  1. Skuteczne zarządzanie produktywnością

Wielu pracodawców wstrzymuje się przed wprowadzeniem pracy zdalnej z obawy przed obniżeniem produktywności pracowników i jakości ich pracy. Czy ich obawy są słuszne?

Co oczywiste, nie wszystkie osoby mogą mieć naturalne predyspozycje do dobrego zarządzania własnym czasem i samodzielnej organizacji zadań lub po prostu mogą lepiej czuć się pracując z biura. Jeśli znamy dobrze swoich pracowników, wiemy kto może wymagać większego wsparcia w tym zakresie i tym osobom warto pomóc w przygotowaniu planu zadań oraz na bieżąco sprawdzać ich postępy. Dojrzałe zespoły i pracownicy, którzy przyzwyczajeni są do brania odpowiedzialności za pracę, zazwyczaj nie mają problemu z przestawieniem się na home office, a miejsce wykonywania pracy nie wpływa na jakość zadań – co więcej mogą być jeszcze bardziej efektywni. W związku z tym, pierwszym krokiem do wdrożenia pracy zdalnej powinno być właściwe przygotowanie zespołów i managerów: odpowiednia komunikacja, wyznaczenie jasnych zasad funkcjonowania takiego trybu oraz zapewnienie wszystkich, że jest to normalny dzień pracy, tylko w nieco innych warunkach. Warto pamiętać, że mikrozarządzanie nie sprawdza się w przypadku rozproszonych zespołów. To znaczy, że managerowie powinni dać odpowiedzialnym i sprawdzonym pracownikom więcej elastyczności i swobody, kontrolować ich zadania rzadziej, a raczej skupić się na efekcie końcowym, który jest wspólnym celem zespołu. Swoje wolne moce powinni za to przenieść na osoby, które mniej znają lub, które ewidentnie potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w takich okolicznościach – komentuje Wojciech Pintal z Michael Page.

Dla pracowników nieprzyzwyczajonych do pracy zdalnej, taki tryb wykonywania obowiązków również może stanowić wyzwanie. Jak zatem efektywnie pracować z domu?

  1. Poinformuj bliskich, że to nie jest dzień wolny

Członkowie rodziny, zwłaszcza ci, którzy nie są przyzwyczajeni do pracy poza miejscem zatrudnienia, mogą nie rozumieć idei home office. Warto poinformować ich o tym, że jest to standardowy dzień pracy i poprosić o zapewnienie warunków, które umożliwią Ci realizację obowiązków.

  1. Zorganizuj sobie miejsce pracy

Poza zapewnieniem przez pracodawcę sprzętu, warto zorganizować sobie miejsce pracy
w domu. Przygotuj biurko, odpowiednie oświetlenie, wygodne krzesło. Zadbaj wcześniej
o zakupy, dzięki czemu nie będziesz musiał przerywać pracy, wychodząc po napoje, czy jedzenie.

  1. Samodyscyplina i organizacja

Rozpoczynając dzień pracy w domu, rozpisz listę zadań, które musisz wykonać w pierwszej kolejności i sukcesywnie je realizuj. Warto od czasu do czasu dać znać przełożonemu, na jakim etapie pracy jesteś lub czym się zajmujesz.

Do zalet pracy zdalnej niewątpliwie należy oszczędność czasu i samodzielny podział pracy. Mimo to również wśród pracowników możemy spotkać osoby niechętnie nastawione do tego typu wykonywania obowiązków. Niekomfortowo w takiej sytuacji mogą czuć się na przykład osoby z dłuższym stażem pracy, które przyzwyczaiły się, że ich działania są lub były koordynowane w zupełnie inny sposób  i skrupulatnie nadzorowane. Zawsze warto jednak spróbować, bo każda większa zmiana zaczyna się od jednostki. Bez względu na model pracy ważne jest jednak, by mieć na uwadze fakt, że praca z domu nie zwalnia nas z konieczności terminowego wywiązywania się z zadań – dodaje Wojciech Pintal
z Michael Page.

Plusy i minusy pracy z domu

Z badania Michael Page przeprowadzonego w 2018 r. wynika, że 6 na 10 polskich pracowników ma możliwość realizowania swoich obowiązków zdalnie. Niemal taki sam odsetek ankietowanych (61 proc.) pod koniec 2019 r. przyznał, że chciałby od czasu do czasu pracować z domu. W związku z tym nie trudno zauważyć, że wprowadzenie home office może zwiększyć atrakcyjność firmy na rynku pracy. Czas ograniczony na dojazdy do biura może być przeznaczony rodzinie i bliskim, co również poprawia work-life balance pracowników.

Ponadto home office w wielu przypadkach korzystnie wpływa na produktywność i samodzielność zespołów, co może w przyszłości ograniczyć liczbę managerów i zredukować koszty związane z utrzymaniem biura. Kluczem do efektywnej pracy z domu jest stała komunikacja z zespołem i odpowiedni podział zadań. Dla osób wykonujących pracę zdalną to również świadectwo kredytu zaufania od pracodawcy, z którego większość osób chce jak najlepiej się wywiązać. W długoterminowej perspektywie, źle zarządzona praca zdalna może osłabiać jednak integrację zespołów. Pracownicy, którzy rzadko widują się w biurze, mogą nie mieć bliskich relacji, co również może wpływać na ograniczenie lub, w skrajnych przypadkach, brak pracy zespołowej i tworzenie barier w kontaktach. Dlatego jest to wyzwanie dla managerów, którzy zarządzając takim zespołem, muszą jasno wyznaczać cele oraz niezwykle uważnie dbać o relacje między pracownikami, na przykład przez wprowadzanie wirtualnych eventów, które pozwolą pracownikom rozmawiać ze sobą na tematy inne niż zawodowe. Optymalnym rozwiązaniem jest wprowadzenie zasady ograniczonej pracy z domu, czyli home office w wybrane dni, wtedy zachowana zostanie równowaga, a relacje w zespole nie będą zagrożone – komentuje Wojciech Pintal.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.

TBS-y budują z roku na rok coraz więcej mieszkań

TBS-y dzięki rządowemu wsparciu mają pomóc w realizacji kolejnej fazy programu Mieszkanie Plus. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile mieszkań te instytucje wybudowały przez cały miniony rok.

Towarzystwa budownictwa społecznego od początku swojej działalności, czyli połowy lat 90 – tych wybudowały ponad 100 000 mieszkań. Z roku na rok, liczba lokali posiadanych przez TBS-y powoli wzrasta (dzięki nowym inwestycjom). Rząd w przyszłości zamierza wesprzeć te instytucje poprzez program Mieszkanie Plus. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile mieszkań TBS-y wybudowały bez dodatkowego wsparcia w 2019 r.

Towarzystwa budownictwa społecznego są jedną z tych grup inwestorów mieszkaniowych, dla których Główny Urząd Statystyczny regularnie podaje wyniki inwestycyjne. Według danych GUS, liczba mieszkań ukończonych przez TBS-y w ostatnich latach wyglądała następująco:

  • 2009 r. – 3 600
  • 2010 r. – 3 129
  • 2011 r. – 1 980
  • 2012 r. – 1 146
  • 2013 r. – 1 308
  • 2014 r. – 1 715
  • 2015 r. – 1 265
  • 2016 r. – 1 340
  • 2017 r. – 1 486
  • 2018 r. – 1 510
  • 2019 r. – 2 472

Uwagę zwraca wynik z 2019 roku, który okazał się znacznie lepszy od wcześniej notowanych wartości. Jest to efekt wzrostu liczby mieszkań, które TBS-y rozpoczęły w 2017 r. (1690). Analogiczne wyniki towarzystw budownictwa społecznego z dwóch kolejnych lat były już gorsze (odpowiednio: 1284 – 2018 r. oraz 1515 – 2019 r.). Właśnie dlatego można przypuszczać, że w 2020 r. i 2021 r. liczba oddawanych do użytku mieszkań społecznych znów zmaleje.

Ciekawie prezentuje się również klasyfikacja miast na prawach powiatu i powiatów, w których przez cały 2019 r. TBS-y ukończyły najwięcej mieszkań. Mowa o następujących lokalizacjach:

  • Szczecin – 369
  • Poznań – 362
  • Wrocław – 117
  • Kalisz – 112
  • Leszno – 96
  • Gdańsk – 90
  • Toruń – 88
  • wyszkowski – 78
  • oławski – 76
  • polkowicki – 76

Powyższe dane wskazują, że aktywność towarzystw budownictwa społecznego jest skupiona w zaledwie kilku dużych i średnich miastach na prawach powiatu.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Coface: Epidemia koronawirusa spowolni polską gospodarkę w 2020 r.

Rozprzestrzeniający się od końca 2019 roku koronawirus ma duży wpływ na gospodarkę światową. Na epidemii ucierpiała głównie gospodarka Chin, gdzie pojawiły się pierwsze zakażenia wirusem. Dzisiaj wiele miast i miejscowości chińskich znajduje się pod stałym nadzorem, obowiązuje w nich kwarantanna – są zamknięte dla przyjeżdżających i wyjeżdżających. To znacząco spowalnia chińską gospodarkę. Wirus – rozprzestrzeniając się na kraje europejskie i amerykańskie – ma ekonomiczny wpływ na coraz więcej państw. Dotyka również Polski – chociaż poziom zachorowań i kwarantann nie wpływa jeszcze szczególnie na produkcję i handel w granicach kraju.

– Chiny są zaledwie na dwudziestym miejscu wśród głównych odbiorców naszego eksportu. Natomiast wiele polskich firm importuje dobra pośrednie do dalszej produkcji właśnie z Chin. W branży komputerowej i elektronicznej udział importu z Chin wynosi aż 40% – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Na kolejnym miejscu mamy branżę tekstylno-odzieżową, z udziałem 37%, a dalej surowce niemetaliczne (20%) oraz maszyny i urządzenia (14%). W obecnej chwili największe zagrożenie dla polskiej gospodarki widzimy w przerwanych łańcuchach dostaw w przypadku tych branż. Kolejne ogniska koronawirusa – które już są widoczne w Europie Zachodniej, zwłaszcza we Włoszech – mogą przyczynić się do spadku eksportu z Polski. Włochy są na 5. miejscu wśród głównych odbiorców polskiego eksportu. Ich sytuacja gospodarcza może zagrozić całemu Eurolandowi, wpływając również na mniejszy popyt ze strony gospodarki niemieckiej. Zakładając więc, że wpływ COVID-19 na gospodarkę może być całkiem spory, należy oczekiwać spowolnienia wzrostu polskiej gospodarki do około 3% – zapowiada Sielewicz.

Koronawirus na cyfrowej mapie Polski

Koronawirus rozprzestrzenia się w tempie, które zaskakuje. Droga występowania i przemieszczania się wirusa zatacza coraz szersze kręgi. Z pomocą przychodzą rozwiązania pozwalające na wizualizację i analizę danych na cyfrowych mapach (GIS), które pozwalają na monitorowanie rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych w czasie rzeczywistym. Obrazowanie w ten sposób występowania wirusa COVID-19 jest czytelne dla wszystkich, nawet dla osób bez specjalistycznej wiedzy technicznej. Powstało kilka rodzajów aplikacji. Jedną z nich opracował polski oddział Esri.

– Mapowanie epidemii i pandemii to praktyka stosowana przez „kartografów” od kilku wieków, a jej początki sięgają czasów, gdy ludzkość walczyła z takimi chorobami jak cholera, żółta febra czy dżuma. Obecnie dzięki wykorzystaniu odpowiedniego oprogramowania (GIS) i możliwości szybkiego przesyłania danych za pomocą internetu, organizacje zajmujące się ochroną zdrowia mogą z dużą dokładnością przewidzieć, gdzie w następnej kolejności dojdzie do rozprzestrzenienia się epidemii. Budowanie modeli predykcyjnych jest o tyle prostsze, że wśród łatwo dostępnych informacji znajdują się dane spisowe, trasy samolotów i statków, a nawet treści z mediów społecznościowych. – powiedział Piotr Walenko z Esri Polska.COVID-19_mapa

Koronawirus na mapach

Na potrzeby monitorowania obecnej pandemii powstało kilka aplikacji mapowych, które zostały opracowane m.in. przez WHO, Uniwersytet Johnsa Hopkinsa, czy earlyAlert. Podobną mapę opracował także polski oddział firmy Esri, która jest jednym z największych producentów systemów informacji geograficznej (GIS). Polska aplikacja, podaje m.in. bieżące informacje o miejscach, w których doszło do zarażenia, lokalizacje szpitali zakaźnych czy liczbę ludności w województwach i powiatach.

Technologie vs. epidemia

Cztery lata temu Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention) wykorzystały system informacji geograficznej firmy Esri do monitorowania rozprzestrzeniania się wirusa Zika. Na potrzeby przeprowadzenia analiz określono pięć czynników, które wpływały na rozmnażanie się komara Aedes odpowiedzialnego za przenoszenie choroby. To pozwoliło na wytypowanie miejsc, gdzie owad miał najlepsze warunki do rozwoju.  Po zestawieniu tych danych z danymi ze spisu powszechnego można było zidentyfikować populacje najbardziej narażone na zakażenie i podjęcie środków zaradczych.

O tym, że mapowanie rozprzestrzeniania się chorób to coraz ważniejszy element walki z epidemiami może świadczyć działalność firmy Metabiota, która od 2008 roku zgromadziła i uporządkowała dane o 2 400 epidemiach. Firma opracowała aplikację do śledzenia rozprzestrzeniania się chorób, która dostępna jest dla wszystkich, ale jej głównym elementem strategii biznesowej jest dostarczanie rzetelnych informacji dla takich instytucji jak CDC czy Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego (Agency for International Development)

Wykorzystując zbierane w czasie rzeczywistym dane, firma jest w stanie określić czas i miejsce prawdopodobieństwa wybuchu epidemii oraz krótkoterminową prognozę rozwoju takiej choroby jak koronawirus. Metabiota zaproponowała też sposób na mierzenie „strachu” związanego z nastawieniem społeczeństwa do patogenu. Aby obliczyć ten poziom, naukowcy łączą istniejące dane dotyczące epidemii, takie jak poziom zachorowań i śmiertelności i wprowadzają je do specjalnie opracowanego algorytmu. Dane dostępne dla opinii publicznej są dość ogólne i określają poziom „strachu” przed  koronawirusem jako wysoki.

Fundusze PE zwiększyły inwestycje w Polsce; obawy o wzrost gospodarczy ograniczą liczbę nowych transakcji

  • Inwestycje funduszy PE w Polsce wzrosły do ok. €1,5 mld w 2019 r. z €1,1 mld rok wcześniej.
  • Obawy o wzrost gospodarczy oraz wysokie wyceny spółek negatywnie wpłynęły na liczbę transakcji; fundusze dokonały inwestycji w 29 spółek, co stanowi spadek o ok. 25% r/r.
  • Kryzys związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa może ograniczać liczbę nowych przejęć; fundusze wstrzymywać się będą z inwestycjami w branże najbardziej dotknięte przez kryzys, takie jak transport, turystyka oraz sektor przemysłowy.

Łączna wartość inwestycji dokonanych przez fundusze private equity w Polsce wzrosła do około 1,5 mld euro w 2019 roku z 1,1 mld euro rok wcześniej, wynika z danych zgromadzonych przez firmę doradczą Bain & Company na podstawie transakcji, których wartość została ogłoszona. Jednocześnie liczba przejęć dokonanych przez fundusze spadła w Polsce o ponad 25% z powodu oczekiwań spowolnienia gospodarczego i utrzymujących się wysokich wycen spółek.

W ubiegłym roku fundusze dokonały inwestycji w 29 spółek w Polsce w porównaniu z około 40 transakcjami zakupu w 2018 roku. Największym zainteresowaniem cieszył się sektor handlu detalicznego, dóbr konsumenckich i ochrony zdrowia, jak również spółki technologiczne.

– W ubiegłym roku widzieliśmy pierwsze oznaki pogorszenia nastrojów wśród inwestorów zarówno w Polsce jak i na świeciepowiedział Jacek Poświata, Partner i Dyrektor Zarządzający Bain & Company Poland/CEE. – Wzrosły obawy o tempo wzrostu gospodarczego, co wraz z wysokimi wycenami spółek na rynku prywatnym przełożyło się na spadek liczby transakcji. Obecna pogłębiająca się sytuacja kryzysowa na świecie dodatkowo wzmacnia te negatywne trendy na rynku.

Bain & Company spodziewa się, że kryzys związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa może ograniczać liczbę nowych przejęć. Fundusze wstrzymywać się będą z inwestycjami przede wszystkim w spółki z sektorów najbardziej dotkniętych przez kryzys takich jak transport i turystyka, oraz spółki przemysłowe, które są uzależnione od dostaw z Chin. Ponadto, narastające obawy inwestorów dotyczące dalszego osłabienia tempa wzrostu gospodarczego mogą przyspieszyć decyzje niektórych funduszy o wyjściu z inwestycji.

Wpływ koronawirusa to aktualnie poważny czynnik ryzyka, który trzeba uwzględnić na etapie badania spółki. Robiąc due diligence przejmowanych firm, analizujemy, jak epidemia przełoży się na tempo wzrostu gospodarczego w Polsce i na świecie, jak wpłynie na daną branżę i w jakim stopniu dana firma jest odporna na te zawirowania powiedział Poświata.

Pogarszająca się koniunktura gospodarcza oznacza, że funduszom coraz trudniej będzie powtórzyć wysokie stopy zwrotu z inwestycji, osiągane w ciągu ostatniej dekady w dużej mierze za sprawą silnego wzrostu cen aktywów. Inwestorzy powinni teraz bardziej skupić się na poprawie rentowności w spółkach portfelowych, twierdzą eksperci Bain & Company.

Jak wynika z danych, na wzrost łącznej wartości inwestycji funduszy w Polsce w porównaniu z rokiem 2018 główny wpływ miały dwie znaczące transakcje – przejęcie terminalu przeładunkowego DCT Gdańsk przez konsorcjum Polskiego Funduszu Rozwoju, PSA International i IFM Global Infrastructure Fund, oraz nabycie pakietu akcji producenta płyt meblowych Pfleiderer Group przez większościowego udziałowca Strategic Value Partners.

Bain & Company szacuje, że około 75% inwestycji zrealizowanych przez fundusze w Europie Środkowo-Wschodniej w ubiegłym roku miało miejsce w pięciu branżach: usługowej, handlowej, produktów konsumenckich, przemysłowej i technologicznej. Rosnące zainteresowanie branżą technologiczną dotyczy zwłaszcza spółek związanych z rozwojem oprogramowania i tworzeniem rozwiązań cyfrowych, gromadzeniem i analizą danych, utrzymaniem infrastruktury IT oraz cyberbezpieczeństwem.

Pomimo oczekiwań spowolnienia gospodarczego oraz utrzymujących się rekordowo wysokich wycen spółek, na polskim rynku PE nadal więcej było kupujących niż sprzedających. W porównaniu do 29 transakcji kupna, w ubiegłym roku fundusze przeprowadziły 16 transakcji sprzedaży aktywów, w większości przypadków do inwestorów strategicznych.

– Wysokie wyceny spółek na rynku prywatnym mogą zachęcać fundusze do wychodzenia z inwestycji. Można się spodziewać, że liczba transakcji sprzedaży w porównaniu do transakcji kupna w 2020 roku wzrośnie, chyba że potencjalne spowolnienie gospodarcze spowoduje istotne obniżenie wycen. Z drugiej strony, na rynku jest z roku na rok coraz więcej pieniędzy na inwestycje, więc rośnie presja na przejęcia, zwłaszcza jeśli pojawia się naprawdę atrakcyjna firma – powiedział Poświata.

Zdaniem ekspertów Bain & Company wraz ze wzrostem portfeli regionalnych funduszy private equity na znaczeniu będą zyskiwać transakcje sprzedaży spółek między funduszami. Przykładem jest ubiegłoroczna sprzedaż przez Abris Capital Partners firmy poligraficznej CheMeS funduszowi Innova Capital, czy też wcześniejsza sprzedaż sieci handlowej Żabka przez Penta Investments do Mid Europa Partners, a później do CVC Capital Partners.

Fundusze odgrywać będą również coraz większą rolę w konsolidacji branż w regionie. Dotyczyć to będzie zarówno przejęć kolejnych spółek przez same fundusze, jak i fuzji przeprowadzanych przez ich spółki portfelowe.

Przykładem jest przejęcie w 2018 roku polskiej spółki Velvet Care przez fundusz Abris, właściciela rumuńskiej spółki produkująca papier toaletowy Pehart Tec, z zamiarem połączenia obu firm. W tym roku Velvet Care przejął kluczowego gracza w branży w Czechach – spółkę Moracell.

Raport Bain & Company dotyczący globalnego rynku funduszy PE dostępny jest na stronie:

https://www.bain.com/insights/topics/global-private-equity-report/

Sądny dzień euro. Giełdy na czerwono

Pogrom na rynkach akcji trwa dalej, a świeży katalizator do paniki bierze się z ogłoszonego przez prezydenta Trumpa zakazu podróży z Europy. Groźba jeszcze większych zakłóceń dla globalnej gospodarki wymaga zdecydowanej reakcji. Czy dziś będzie EBC na taką stać?

Zdecydowanie większy efekt przyniosłyby działania na polu polityki fiskalnej, czego zwolennikiem jest także prezes EBC Christine Lagarde. Bezpośrednie wsparcie finansowe oddziałów medycznych w walce z kryzysem czy pomoc dla branż najmocniej dotkniętych załamaniem popytu, ale też pokazanie społeczeństwu, że państwo nie jest bezsilne. Niezależnie od tego rolą banku centralnego jest zapewnić, że pomimo ograniczonych narzędzi jest w stanie silnie odpowiedzieć na wyzwania w postaci poluzowania warunków finansowych i kredytowych, jak również przeciwdziałać panice rynkowej.

EBC może obniżyć stopy procentowe, wprowadzić programy płynnościowe zapewniające finansowanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, rozszerzyć program skupu aktywów albo coś zupełnie niespodziewanego. Rynek liczy na obniżkę stopy depozytowej o 10 pb do -0,60 proc. i EBC musi ugiąć się pod tą presja, jeśli nie chce wzbudzić spekulacji, że bank osiągnął dolny próg dla polityki stóp procentowych. Zwiększenie operacji refinansowych jest kanałem, który EBC najmocniej może wpłynąć na gospodarkę realną. QE ma zatwardziałych przeciwników w Radzie Zarządzającej EBC, ale obecna sytuacja wymaga agresywnych posunięć, więc zwiększenie miesięcznego skupu obligacji nie jest wykluczone.

Im więcej EBC ogłosi, tym większe będzie uderzenie w EUR. Przy pełnym dyskoncie obniżki o 10 pb i oczekiwaniach na rozszerzenie programów płynnościowych poprzeczka dla gołębich zaskoczeń jest zawieszona wysoko, ale nie poza zasięgiem. EUR może się osłabić w obliczu śmiałych deklaracji (np. cięcie stopy depozytowej o 15 pb, zwiększenie QE do 40 mld EUR), choć w ogólnym rozrachunku inwestorzy nie pozbędą się świadomości ograniczeń, jakim podlega EBC. Samodzielna interwencja EBC, tj. bez skoordynowanego wsparcia w działaniach rządów państw strefy euro, nie wystarczy do ustabilizowania nastrojów na rynkach finansowych przy podtrzymywanych obawach o koronawirusa. W rezultacie niewykluczone, że po wstępnym osłabieniu EUR powróci popyt na walutę w ramach dotychczas realizowanego odpływu kapitału w stronę bezpiecznych przystani i kontynuowanej redukcji strategii carry-trade finansowanych pożyczkami w EUR.

Jak ważna jest rola państwa, przekonaliśmy się w nocy, kiedy orędzie prezydenta Trumpa skupiło się na zakazie przyjmowania podróżnych z Europy, natomiast prawie nic nie usłyszeliśmy o szczegółach nowego pakietu ratunkowego, m.in. o cięciu podatku o wynagrodzeń. Trump jest ograniczony decyzją Kongresu, który jednak musi działać szybciej, gdyż Wall Street nie czeka. Dziś może czerwieni przelewa się przez globalny rynek akcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

7 kluczowych działań, które mogą pomóc zminimalizować skutki koronawirus COVID-19 w firmie

W obliczu globalnego zagrożenia tylko dobrze przygotowane firmy będą w stanie zapewnić ochronę swoich pracowników, a także ciągłość działania biznesu.

Żadne zagrożenie nie jest odosobnionym, pojedynczym, zamkniętym incydentem, ale koronawirus COVID-19 jest wyjątkowy pod każdym względem. Kryzys rozpoczął się od razu od szerokiego zasięgu, a przez to, że nadal niewiele wiadomo o samym wirusie i jego rozprzestrzenianiu, towarzyszy temu duża doza niepewności. Jest to sytuacja znacznie wykraczająca poza doświadczenie większości liderów biznesu – mediana kadencji dyrektora generalnego wynosi pięć lat, a ostatnią epidemią, o podobnej skali i zagrożeniu, był kryzys wywołany przez SARS w 2003 r. SARS zainfekował ponad 8 000 osób, a epidemia trwała dziewięć miesięcy. W znacznie krótszym czasie koronawirus COVID-19 zainfekował już ponad dziesięć razy więcej ludzi i rozprzestrzenia się błyskawicznie.

Jak zminimalizować skutki koronawirusa w firmie?

Kluczem do zarządzania każdym kryzysem jest przygotowanie. Oto lista siedmiu działań, które powinny podjąć kadry kierownicze, aby zminimalizować negatywne skutki obecnego kryzysu, wywołanego przez koronawirus.

1. Zidentyfikuj miejsce pobytu pracowników, ustal zasady podróży

Pierwszym priorytetem jest ustalenie, gdzie dokładnie pracuje Twój zespół i ilu pracowników przebywa na terytoriach dotkniętych lub podatnych na zagrożenia. Czy konieczne jest przeniesienie pracowników? A może praca z domu? Zaplanowane podróże muszą zostać poddane ocenie i być przełożone, bądź anulowane.

W firmie powinny istnieć jasne zasady postępowania w przypadku nieobecności z powodu choroby lub opieki nad krewnymi, procedury zgłaszania choroby i ograniczeń podróży. Powinieneś także ustalić zasady na wypadek zamknięcia szkół, co będzie bardzo ważne dla pracujących rodziców. Istotną kwestią są też podatki: jeśli pracownicy są zmuszeni przebywać za granicą dłużej niż planowano, a następnie podlegają opodatkowaniu, jakie zasady mają obowiązywać? Wreszcie, bądź przygotowany na ciągłe odświeżanie i aktualizowanie tych zasad w miarę rozwoju okoliczności.

2. Zrewiduj swoje plany kryzysowe i zapewnienia ciągłości działania biznesu

Każda dobrze zarządzana firma ma plan kryzysowy. Wiadomo jednak, że rzeczywistość zawsze jest inna niż teoria. Na przykład plan na wypadek wystąpienia epidemii jednej z azjatyckich organizacji wyznaczył jedno z europejskich miast jako miejsce ewakuacji pracowników i ich rodzin, ale… loty z Chin do miasta zostały zawieszone wkrótce po wybuchu epidemii.

Ogólne plany kryzysowe muszą być dostosowane do konkretnych wyzwań związanych z epidemią. Jeśli na przykład duża liczba pracowników musi pracować zdalnie przez jakiś czas, czy jest wystarczająca przepustowość technologii, aby sobie z tym poradzić? Jak praca z domu dużej liczby pracowników wpłynie na funkcjonowanie całej firmy? Jaka jest procedura aktualizacji zasad podróży i spotkań? Jak będzie zarządzana komunikacja z pracownikami?

Podczas każdego kryzysu największym zmartwieniem dla kadry zarządzającej jest szybkie gromadzenie dokładnych informacji. Jaki będzie przepływ informacji podczas obecnego kryzysu?

3. Oceń łańcuch dostaw

Dokładne zrozumienie łańcucha dostaw pomoże ujawnić wszelkie potencjalne luki w zabezpieczeniach. Oznacza to, że zaczynamy od najbardziej krytycznych produktów i wychodzimy daleko poza dostawców pierwszego i drugiego rzędu, aż po surowce, jeśli to możliwe. Na przykład, jeśli twoje produkty zawierają komponent z kraju, który jest odizolowany, czy istnieje zapas wtórny? Plany kryzysowe mogą szybko napotkać trudności, jeśli wirus nadal będzie się rozprzestrzeniał.

4. Zidentyfikuj potencjalne słabe punkty

Kim są zespoły i osoby, od których zależą krytyczne procesy lub usługi? Czy masz wybranych pracowników o odpowiednich umiejętnościach, którzy w razie potrzeby mogliby wkroczyć na kluczowe stanowiska? Centra obsługi klientów i centra usług wspólnych są potencjalnie narażone, jeśli wirus będzie się nadal rozprzestrzeniał – czy można podjąć kroki w celu zmniejszenia liczby interakcji międzyludzkich, takich jak praca zmianowa czy praca zdalna?

5. Zapewnij odpowiednią komunikację

Pracodawcy zazwyczaj znają najlepsze sposoby komunikacji ze swoimi pracownikami, ale w przypadku koronawirusa dezinformacja i chaos informacyjny są dużym wyzwaniem. Twoi pracownicy (i pozostali interesariusze) będą szukać od ciebie zapewnienia, że są chronieni i że firma jest przygotowana na ten kryzys.

Przywództwo należy postrzegać jako źródło prawdy – zgodnie z Barometrem zaufania Edelman 2020 zaufanie do biznesu jest większe niż rządów czy mediów. Kluczem jest spójność i dokładność przesyłania wiadomości, podobnie jak wiarygodność zarządzających. Twoi pracownicy muszą wiedzieć, że ich bezpieczeństwo jest Twoim priorytetem.

6. Przeanalizuj scenariusze

Z powodu dużej niepewności rozwoju sytuacji spowodowanej przez koronawirus COVID-19, która może potrwać nawet kilka miesięcy, planowanie scenariuszy jest kluczowym narzędziem do testowania gotowości. Jakie są najlepsze i najgorsze scenariusze i czy firma jest w stanie sobie z tym poradzić? Jaki może być wpływ w dłuższej perspektywie, na przykład na kapitał obrotowy lub umowy bankowe, a nawet czynsze za sklepy i restauracje, jeśli miejsca publiczne są zamknięte? O tego typu kwestiach musisz rozmawiać z zespołem ds. finansów.

Firmy w niektórych sektorach mogą zaobserwować znaczny wzrost popytu, jeśli znaczna część populacji spędza więcej czasu w domu niż w pracy. Czy przedsiębiorstwa są na to przygotowane? Supermarkety ograniczają różnorodność produktów, gromadzą zapasy artykułów spożywczych i opracowują plany kryzysowe.

7. Pamiętaj też o innych zagrożeniach

Koronawirus COVID-19 nie jest jedynym zagrożeniem na horyzoncie, a organizacje są najbardziej narażone na kryzys właśnie wtedy, gdy coś odciąga ich uwagę. Inne ryzyka nadal pozostają niebezpieczne dla Twojej firmy. Na przykład cyberbezpieczeństwo powinno zawsze mieć najwyższy priorytet.

Nie wiemy, co mogą przynieść następne tygodnie i miesiące. Jeśli Światowa Organizacja Zdrowia zmieni status obecnej epidemii COVID-19 na pandemię, działania prewencyjne zmienią się w aktywną ochronę pracowników i biznesu, aby utrzymać działalność przedsiębiorstw. Mogą wystąpić krajowe ograniczenia w zakresie przemieszczania się i gromadzenia ludzi, a organizacje będą musiały być elastyczne, aby właściwie reagować.

Jaki wpływ na globalną gospodarkę będzie miał koronawirus COVID-19?

Jest to bardzo trudne do precyzyjnego oszacowania na tym etapie. Uważa się, że epidemia SARS kosztowała około 40 mld dolarów. Ekonomista, który dokonał tych obliczeń, twierdzi, że koronawirus COVID-19 może kosztować trzy lub cztery razy więcej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył swoje szacunki dotyczące globalnego wzrostu, a Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju przewiduje, że globalny wzrost może zostać zmniejszony o połowę w wyniku wirusa. Jesteśmy świadkami zakłóceń w łańcuchach dostaw, a jeśli wirus będzie się nadal rozprzestrzeniał, wkrótce możemy zaobserwować powszechne zamykanie szkół i miejsc pracy, zarówno dobrowolne, jak i przymusowe.

Struktura inwestorów na rynkach GPW w 2019 r.

  • W 2019 r. inwestorzy indywidualni wygenerowali 12 proc. obrotów na Głównym Rynku (GR) akcji GPW (tyle samo co rok wcześniej). Inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 63 proc. obrotów (+4 p.p. rdr), a instytucjonalni – za 25 proc. (-4 p.p. rdr)
  • Na rynku NewConnect prym nadal wiodą inwestorzy indywidualni, których udział w obrotach wzrósł o 3 p.p. rdr do poziomu aż 86 proc. Spadł udział inwestorów instytucjonalnych do 11 proc. (-3 p.p. rdr). Udział inwestorów zagranicznych nie zmienił się w stosunku do 2018 r. i wyniósł 3 proc.
  • Na rynku kontraktów terminowych w 2019 r. inwestorzy indywidualni z udziałem 47 proc. w obrotach (-1 p.p. rdr) odgrywali największą rolę. Udział inwestorów instytucjonalnych utrzymał się na poziomie 35 proc. rdr, a inwestorów zagranicznych wzrósł o 1 p.p. rdr do 18 proc.

Główny Rynek GPW

W 2019 r. na Głównym Rynku akcji GPW to inwestorzy zagraniczni mieli największy udział w obrocie. Wyniósł on 63 proc., o 4 p.p. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem.
W II półroczu 2019 r. inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 66 proc. obrotów, o 5 p.p. więcej niż w pierwszej połowie 2019 r. i jest to największy udział tej grupy inwestorów w ostatnich dziesięciu latach. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych w II półroczu 2019 r. wyniósł 23 proc., o 3 p.p. mniej niż w I połowie roku i o 6 p.p. mniej niż w całym 2018 r. Udział inwestorów indywidualnych na Głównym Rynku akcji GPW spadł w drugiej połowie 2019 r. do 11 proc. w obrotach, co w stosunku do analogicznego okresu w 2018 r. jest poniżej o 1 p.p.

W II półroczu 2019 r. wśród krajowych instytucji na pierwszym miejscu znalazły się animatorzy (udział na poziomie 37 proc.), na drugim TFI (27 proc.), na trzecim OFE (13 proc.).

Tabela 1. Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji (w proc.)Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

NewConnect

Na rynku NewConnect to inwestorzy indywidualni odpowiadali za największy udział w obrocie wynoszący aż 86 proc. Oznacza to wzrost o 3 p.p. wobec 2018 r. Inwestorzy zagraniczni wygenerowali 3 proc. obrotów, tyle co w 2018 r., a instytucjonalni – 11 proc. (o 3 p.p. mniej rdr). W II półroczu 2019 r. wśród instytucji krajowych na NewConnect dominowały TFI, które odpowiadały za 52 proc. obrotów akcjami (wzrost o 5 p.p. rdr).

Tabela 2. Struktura inwestorów na rynku NewConnect (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku NewConnect

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Rynek Instrumentów Pochodnych

Krajowi inwestorzy indywidualni odegrali wiodącą rolę na rynku derywatów w 2019 r. Ich udział w wolumenie obrotów kontraktami terminowymi kształtował się w 2019 r. na poziomie 47 proc., a opcjami – 43 proc. Udział inwestorów zagranicznych wzrósł o 1 p.p. rdr do 18 proc. na kontraktach i o 2 p.p. na opcjach – do 28 proc. Inwestorzy instytucjonalni utrzymali udział w obrotach kontraktami terminowymi na poziomie 35 proc. rdr, a na opcjach zwiększyli o 1 p.p. rdr do 29 proc. łącznego wolumenu obrotów tymi instrumentami. W II półroczu 2019 r. animatorzy odpowiadali za 54 proc. obrotów kontraktami, a na opcjach za 42 proc. wśród wszystkich instytucji krajowych. Udział inwestorów zagranicznych i indywidualnych na rynku produktów strukturyzowanych wyniósł odpowiednio: 50 proc. i 48 proc.

Tabela 3. Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowychŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 4. Struktura inwestorów na rynku opcji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku opcji Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 5. Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanych (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanychŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Catalyst

Na rynku Catalyst główną rolę w obrotach obligacjami odgrywają instytucje krajowe (62 proc. w 2019 r. wobec 59 proc. w 2018 r.). Inwestorzy indywidualni w 2019 r. byli odpowiedzialni za 37 proc. obrotów, co oznacza spadek wobec 2018 r. o 4 p.p.

Tabela 6. Struktura inwestorów na rynku obligacji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku obligacjiŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Szczegółowe wyniki badania dotyczącego udziału inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi zostały opublikowane na stronie internetowej GPW: https://www.gpw.pl/analizy.

Giełda przeprowadziła badanie udziału różnych grup inwestorów (inwestorzy zagraniczni, krajowi instytucjonalni oraz krajowi indywidualni) w obrotach instrumentami finansowymi na parkiecie w 2019 r. Zgodnie z przyjętą metodologią udziały poszczególnych grup inwestorów bazują na wynikach ankiety, na którą odpowiadają krajowe biura maklerskie, a także na danych o obrotach zdalnych członków giełdy. Działalność animatorów oraz zarządzanie portfelem klientów zostało potraktowane jako działalność krajowych inwestorów instytucjonalnych. W badaniach uwzględniono obroty sesyjne realizowane na GPW. Dane roczne obliczono na podstawie danych półrocznych.

Koronawirus – wszystko, co trzeba wiedzieć o relacjach pracownik-pracodawca

Pracodawcy i pracownicy muszą zmierzyć się z licznymi wyzwaniami wynikającymi z coraz częstszych przypadków zakażenia koronawirusem. Jakie mają oni prawa i obowiązki?

Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Payroll Manager w MDDP Outsourcing
Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Payroll Manager w MDDP Outsourcing

W dniu 8 marca 2020 r. weszła w życie ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r., poz. 374).

Regulacja ta, poza wprowadzeniem szczegółowych procedur w zakresie zasad i trybu zapobiegania oraz zwalczania zakażenia koronawirusem i rozprzestrzeniania się choroby zakaźnej u ludzi, odnosi się również do sytuacji pracowników i pracodawców w przypadku wystąpienia czy też możliwości wystąpienia koronawirusa.

Praca zdalna

Zgodnie z art. 3 ustawy, w celu przeciwdziałania zakażeniu koronawirusem pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie pracy określonej w umowie o pracę poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna). Polecenie takie może być wydane na czas oznaczony.

Przepisy nie określają zasad i warunków wykonywania pracy w takim trybie (za wyjątkiem telepracy zdefiniowanej w Kodeksie pracy), a zatem to do pracodawcy należy każdorazowe, indywidualne rozstrzyganie każdego przypadku i dobór odpowiednich narzędzi (zarówno od strony technicznej jak i prawnej), które powinny zapewnić zgodność wykonywania pracy zdalnej z przepisami prawa pracy.

Odrębna kwestią jest to, że nie każdy rodzaj pracy kwalifikuje się do trybu zdalnego. Wykonywanie pracy poza biurem możliwe jest między innymi w zawodach takich jak księgowy, tłumacz, grafik czy programista. W wielu branżach wymagających osobistej obecności w miejscu pracy ustawa nie będzie mieć zastosowania. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że kasjer, pracownik firmy kurierskiej czy gabinetu kosmetycznego wykonuje pracę zdalnie, pomimo że osoby te w wysokim stopniu mogą być narażone na kontakt z koronawirusem.

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy

Na podstawie art. 4 „specustawy”, w przypadku zamknięcia z powodu koronawirusa żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły do których uczęszcza dziecko, ubezpieczonemu zwolnionemu od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem do lat 8, przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy za okres nie dłuższy niż 14 dni.

Zasiłek nie wchodzi do „puli” podstawowego zasiłku opiekuńczego. Aby go otrzymać, wystarczy złożyć pracodawcy oświadczenie, którego wzór publikuje na swojej stronie internetowej ZUS. Standardowy druk Z-15, służący do dokumentowania prawa do „zwykłego” zasiłku opiekuńczego nie ma tutaj zastosowania.

Możliwość zastosowania obowiązkowej hospitalizacji, kwarantanny lub nadzoru epidemiologicznego

W celu zapobiegania szerzeniu się zakażeń koronawirusem, państwowy powiatowy inspektor sanitarny lub państwowy graniczny inspektor sanitarny może zastosować wobec osób chorych albo osób podejrzanych o zachorowanie obowiązkową hospitalizację. Ponadto wobec osób zdrowych, które miały styczność z osobami chorymi, przez okres nie dłuższy niż 21 dni, licząc od ostatniego dnia styczności z osobami chorymi, będzie można zastosować obowiązkową kwarantannę lub nadzór epidemiologiczny, jeżeli tak postanowią organy inspekcji sanitarnej.

Za czas kwarantanny ubezpieczonemu będzie przysługiwało wynagrodzenie chorobowe lub zasiłek chorobowy, co w potwierdził ZUS. Wynika to z przepisów o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, albowiem traktują one równoważnie „zwykłą” niezdolność do pracy z powodu choroby z niemożnością wykonywania pracy w wyniku decyzji wydanej przez właściwy organ albo uprawniony podmiot na podstawie przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Autorka: Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Payroll Manager w MDDP Outsourcing

Jak postępować w przypadku stwierdzenia zachorowania pracownika na koronawirusa?

W związku z stwierdzeniem wśród pracowników Lewiatana przypadku zachorowania a koronawirusa, podjęliśmy ścisłą współpracę ze służbami sanitarnymi. Poniżej zamieszczamy uzyskane przez nas informacje, które mogą okazać się przydatne dla pracodawców, w przypadku pozytywnej weryfikacji COVID-19 u pracownika.

Kogo poinformować o przypadku zachorowania?

  1. Skontaktuj się z właściwą (adres miejsca pracy) powiatową stacją sanitarno-epidemiologiczną (PSSE) i poinformuj, że jesteś pracodawcą osoby, u której zdiagnozowano wirusa. SANEPID powinien skontaktować się z firmą, ale ze względu na nadzwyczajne obłożenie pracą, warto ten kontakt przyspieszyć.
  2. Poinformuj pracowników o zdiagnozowanym przypadku i ustal, które osoby miały bezpośredni kontakt z osobą zakażoną w okresie występowania u niej objawów choroby (kaszel, gorączka, duszności). 

Kogo dotyczy kwarantanna i jak ją zorganizować?

  1. Wytypuj pracowników, którzy mieli kontakt z osobą zakażoną, przy czym zwróć uwagę, że:
    • według SANEPID-u osoba taka zaraża wyłącznie w okresie występowania objawów (kaszel, gorączka, duszności),
    • SANEPID określi dokładnie okres, w którym kontakt był groźny i poprosi o ograniczenie listy wyłącznie do osób, które miały kontakt z chorym w tym czasie,
    • potrzebna jest informacja o rodzaju kontaktu (np. spotkanie, praca w jednym pokoju, wspólny lunch, korzystanie ze wspólnej kuchni, toalety itp.).
  2. Sporządzając listę osób na potrzeby SANEPID-u, zawrzyj w niej następujące informacje: imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer telefonu (najlepiej komórkowego), ewentualnie inne dane kontaktowe, opis formy kontaktu z osobą zakażoną.
  3. Przekaż pilnie listę z wszystkimi informacjami do właściwego PSSE.
  4. Po otrzymaniu listy, SANEPID oceni ryzyko wynikające z rodzaju kontaktu i zdecyduje o ewentualnym zarządzeniu kwarantanny domowej u wybranych osób. SANEPID z osobami wytypowanymi będzie się kontaktował bezpośrednio. Zalecany okres kwarantanny domowej to 14 dni od ostatniego kontaktu z osobą zakażoną. Kwarantanna obejmuje wszystkich członków rodzinny wytypowanych osób. 

Co z osobami, które nie mają objawów i nie są objęte kwarantanną?

  1. Wirus pozostaje aktywny przez 48h, ale warto zarządzić profilaktycznie dezynfekcję miejsca pracy. Dezynfekcję należy zlecić komercyjnie, SANEPID nie oferuje wsparcia w tym zakresie.
  2. Rozważ zamknięcie miejsca pracy lub ograniczenie obsady do minimum i przejście na pracę zdalną, przynajmniej do czasu dezynfekcji. Osoby, które miały bezpośredni kontakt z zakażonym i członkowie ich rodzin powinny podjąć kwarantannę domową, jeszcze przed otrzymaniem decyzji SANEPIDU.
  3. Rozważ zaoferowanie wsparcia osobom objętym kwarantanną domową w zakresie zaopatrzenia w żywność i inne niezbędne produkty. SANEPID dopuszcza dostawy „pod drzwi” bez osobistego kontaktu.
  4. Poinformuj pracowników, żeby mierzyli sobie temperaturę i obserwowali, czy nie występują u nich objawy. W przypadku wystąpienia objawów, powinni natychmiast skontaktować się z właściwymi służbami, zgłosić się do testów do SANEPID-u lub na oddział zakaźny szpitala. W Warszawie warto przekazać bezpośredni numer telefonu do SANEPID(tel. 606-108-040), gdzie w przyspieszonym trybie zgłasza się potrzebę objęcia bezpośrednim nadzorem.
  5. Upewnij się, że wszyscy pracownicy otrzymali następujący komunikat: OSOBY, KTÓRE NIE MAJĄ OBJAWÓW NIE POWINNY ZGŁASZAĆ SIĘ DO TESTÓW. Zostaną odesłane bez ich wykonania testów, a zwiększą ryzyko zachorowania.
  6. Osoby nie wskazane do kwarantanny, nie muszą powstrzymywać się kontaktu z innymi, ani ograniczać takiego kontaktu w przypadku członków rodzin. Dla bezpieczeństwa warto jednak zalecić im podjęcie działań prewencyjnych. Nie mają też obowiązku informowania przedszkoli, szkół i innych instytucji.
  7. Według SANEPID-u mydło i ciepła woda uszkadza otoczkę lipidową i skutecznie neutralizuje wirusa. Osoby stosujące się do wskazań higienicznych znacząco ograniczyły więc ryzyko zakażenia. 

Kogo informować i w jaki sposób?

  1. Rozważ poinformowanie kontrahentów i innych instytucji współpracujących z firmą, zwłaszcza tych, które uczestniczyły w spotkaniach z udziałem Twoich pracowników, ale pamiętaj, że ryzyko dotyczy tylko bezpośredniego kontaktu z osobą zakażoną.
  2. Przekazuj informacje w sposób rzeczowy, unikaj niedomówień oraz ryzyka błędnej interpretacji.

Koronawirus zagraża realizacji projektów unijnych

  • Obecnie z unijnym dofinansowaniem realizowanych jest ponad 60 tys. projektów o łącznej wartości 451,6 mld zł.
  • Beneficjenci projektów, szczególnie tych realizowanych przy wsparciu Europejskiego Funduszu Społecznego, w ciągu najbliższych tygodni poważnie odczują skutki związane z koronawirusem. Mamy do czynienia z siłą wyższą, która wymaga ponadstandardowych działań.
  • Konfederacja Lewiatan postuluje przygotowanie pakietu rozwiązań niwelujących negatywne skutki finansowe i organizacyjne związane z obecną sytuacją, które dotyczyć będę beneficjentów.

– Problemem będzie realizacja projektów zgodnie z zakładanymi terminami oraz osiągnięcie wskaźników. Najbardziej dotkliwe skutki dotyczą projektów z udziałem osób, zakładające wszelkie formy wsparcia w postaci szkoleń i innych usług rozwojowych odbywających się w formie stacjonarnej, staży, praktyk, wizyt studyjnych oraz projektów, w których przewidziano spotkania z udziałem wielu uczestników (m.in. konferencje, kongresy, konsultacje) – mówi Małgorzata Lelińska, zastępczyni dyrektorki departamentu funduszy europejskich Konfederacji Lewiatan.

Zagrożone są także projekty dotyczące współpracy i mobilności ponadnarodowej (w tym wymiany studenckie, staże międzynarodowe). Ze względu na dezorganizację pracy szkół i uczelni także projekty tych podmiotów nie będą realizowane zgodnie z planem.

Konfederacja Lewiatan postuluje przygotowanie pakietu rozwiązań niwelujących negatywne skutki finansowe i organizacyjne związane z obecną sytuacją, które dotyczyć będę beneficjentów, w tym m.in.:

  1. elastyczne podejście instytucji do rozliczania wydatków, które już zostały poniesione lub wynikają z długoterminowych kontraktów, w tym kwalifikowanie kosztów stałych związanych z utrzymaniem biur i zespołów projektowych, ale także wydatków poniesionych w związku z przygotowaniem wydarzeń, które w projektach nie dojdą ostatecznie do skutku (np. szkolenia, konferencje),
  2. wprowadzenie szybkich i prostych procedur dotyczących zawieszania projektów i wstrzymywania okresu ich realizacji,
  3. możliwość (na wniosek beneficjenta) zmiany okresów rozliczeniowych,
  4. możliwość (na wniosek beneficjenta) wydłużenia okresu realizacji projektów oraz kwalifikowania wydatków (także w tych przypadkach, w których okres realizacji był narzucony kryteriami wyboru w konkursach),
  5. weryfikację zakresu projektów i elastyczne wprowadzanie zmian, np. co do formy wsparcia (np. zmiana z formy stacjonarnej na zdalną),
  6. możliwość renegocjacji zakładanych wskaźników projektów (także tych narzucanych kryteriami wyboru w konkursach).

W przypadku przedłużania się i nasilania negatywnych zjawisk związanych z koronawirusem proponujemy podjęcie kroków na poziomie europejskim w celu wydłużenia okresu kwalifikowalności wydatków w programach operacyjnych finansowanych ze środków perspektywy 2014-2020.

Prawie co trzecia Polka miała trudności z powrotem do pracy po urlopie macierzyńskim

Większość kobiet doświadczyła w swoim życiu różnych przeszkód związanych z pogodzeniem pracy z wychowaniem dzieci. Jak wynika z badań prawie co trzecia Polka miała trudności z powrotem po urlopie macierzyńskim na zajmowane stanowisko. W tym trudnym momencie wsparcie może okazać pracodawca.

Kobiety aktywne zawodowo chcą się realizować w pracy, ale też nie chcą, by im coś umknęło w życiu rodzinnym. Dzień Mamy w przedszkolach nie jest organizowany o godz. 17, tylko z reguły przed południem, a zawsze może się okazać, że akurat wtedy musi się odbyć jedno z tych spotkań, którego nie można przełożyć. Nic więc dziwnego, że w badaniu „Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność” przeprowadzonym przez Hays w ubiegłym roku 72% uczestniczek wskazało jako główną przeszkodę w pogodzeniu obu tych stref na konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe.

Angażowanie się w 100% w obowiązki zawodowe i w życie rodzinne bywa wyczerpujące w dłuższej perspektywie. By się doszczętnie nie wypalić, warto korzystać z możliwości, które oferuje pracodawca, a w ostateczności zawsze można pomyśleć o zmianie pracy, która ułatwi pogodzenie tych dwóch obszarów.

Benefity dla pracujących rodziców

Powrót do pracy bywa dla kobiet szczególnie trudny nie tylko ze względu na długą rozłąkę z dzieckiem w ciągu dnia, ale też z przyczyn logistycznych. W badaniu Hays wiele kobiet (68%) skarżyło się właśnie na zbyt krótki czas przebywania z bliskimi. Prawie połowa (48%) wskazała na brak ułatwień ze strony pracodawcy, np. w postaci nieelastycznych godzin pracy. Wśród uczestniczek badania ok. 30% miało trudności z powrotem po urlopie macierzyńskim na zajmowane stanowisko oraz odczuwało brak przychylności ze strony pracodawców i przełożonych.

Część pracodawców stara się jednak ułatwić życie pracującym rodzicom. Oferują elastyczne godziny pracy, dają możliwość pracy zdalnej czy nawet dofinansowują opiekę nad dzieckiem. A koszt zatrudnienia opiekunki do dziecka to niemały wydatek, przykładowo w województwie mazowieckim to ok. 3000 zł (na podstawie kalkulatora Sedlak & Sedlak opublikowanym na portalu praca.olx.pl).

W niektórych przedsiębiorstwach istnieje możliwość pozyskania dofinansowania na wyjazd na kolonie lub firmy same organizują wyjazdy dla dzieci pracowników. Z kolei w większości firm, gdzie jest dodatkowa opieka medyczna, można skorzystać z pakietów rozszerzonych dla pozostałych członków rodziny. Kobiety zatrudnione w Grupie OLX również mogą liczyć na wsparcie.

Oprócz spełniania przepisów prawa Grupa OLX jako pracodawca daje młodym rodzicom dofinansowanie do żłobka. W firmie mieści się pokój rodzica i dziecka do wykorzystania np. przez karmiące mamy. W zespołach, w których charakter pracy na to pozwala, można korzystać z elastycznych godzin pracy oraz home office. Dofinansowujemy wyjazdy dzieci na kolonie i raz w roku organizujemy dzień rodzinny. Bierzemy udział w międzynarodowej akcji „Dwie godziny dla rodziny”, a na Dzień Dziecka i na święta dzieci pracowników otrzymują prezenty – opisuje Paulina Rezmer, Senior PR Specialist OLX.

Ubiegłoroczne doświadczenia związane ze strajkiem w placówkach edukacyjnych pokazują również, że wiele firm pozwala na przychodzenie do pracy z dzieckiem, a nawet organizuje dla nich zajęcia dodatkowe w miejscu pracy. Co okazało się dla tych przedsiębiorstw korzystnym rozwiązaniem – minimalizując stres związany z niecodzienną sytuacją, umożliwiono rodzicom realizowanie swoich obowiązków służbowych.

Oczekiwania młodych kobiet wobec rynku pracy

Młode pokolenie, już za chwilę wchodzące na rynek pracy, kieruje się w życiu uczuciami i pasjami. Według ubiegłorocznych badań „Do garów czy za stery? Jak dzisiejsze studentki widzą swoją przyszłość?” przeprowadzonych przez Platformę Pracodawców RP, wśród studentów z małych ośrodków akademickich – zarówno dla studiujących kobiet, jak i mężczyzn – najważniejszymi wartościami w życiu są założenie rodziny, miłość i dobry stan zdrowia. Blisko dla 1/3 badanych ważne jest zarabianie na własnej pasji.

Te wyniki pokrywają się z rezultatami badań przeprowadzonych na potrzeby raportu OLX Praca. Know How 2019, z których wynika, że młodzi ludzi bez względu na branżę, w której pracują, cenią podobne wartości i na pierwszym miejscu stawiają rodzinę i zdrowie – dodaje Paulina Rezmer.

Z kolei najważniejszą cechą idealnej pracy jest dla studentek możliwość rozwoju i zdobywania nowych umiejętności. Młode kobiety w głównej mierze oczekują od pracodawców spokojnego środowiska pracy. Ważne są dla nich dogodny dojazd do pracy oraz elastyczne godziny pracy. Dla 39% uczestniczek badania istotna była również możliwość szybkiego awansu. Tylko dla co piątej studentki znaczenie miał prestiż pracodawcy.

Kobiety chcą godzić życie zawodowe z życiem prywatnym. Pytane o to, co chciałyby mieć za 5 lat, odpowiadają, że dobrą pracę (88,3%). Jednocześnie blisko 70% uczestniczek badania chciałaby mieć już wówczas męża, a 43,5% dziecko. Co ciekawe, jeśli chodzi o oczekiwane wynagrodzenie w ciągu pięciu lat, to studentki podają kwotę średnio o 23% niższą od mężczyzn.

Rozszerzony pakiet opieki medycznej, elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, żłobek czy przedszkole w firmie oraz dofinansowanie opieki nad dzieckiem to najpowszechniejsze benefity dla pracujących rodziców. Jeśli pracodawca ma do zaoferowania dodatki dla pracujących mam, to powinien się nimi chwalić. Dla kobiet będzie to sygnał, że firma o nie dba i chce im ułatwić start w nowej pracy czy powrót po urlopie macierzyńskim.

Fiskus odmówił tłumaczowi zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodu

Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą w zakresie tłumaczeń z języka angielskiego otrzymuje z tytułu przetłumaczonych i rozpowszechnianych dalej dzieł tantiemy. Wystąpił on do organu podatkowego o interpretację, czy uzyskiwane z nich wpływy może ujmować jako dochody z praw autorskich oraz zastosować podwyższone 50% koszty uzyskania przychodu.

Zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83, ze zm.) przeróbka cudzego utworu, a zwłaszcza jego tłumaczenie podlega ochronie prawa autorskiego. Twórcy mogą stosować w ramach uzyskiwanych z nich przychodów 50% podwyższone koszty uzyskania przychodu, o czym stwierdza art. 22 ust. 9 pkt 3 Ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. 1991 nr 80, poz. 350, ze zm.). Natomiast, jak wynika z treści art. 22 ust. 12 pkt 3 tej ustawy, te 50% koszty nie mają zastosowania do przychodów uzyskiwanych z pozarolniczej działalności gospodarczej.

Przychody z tantiem

Prowadzący działalność tłumaczeniową oraz nauczania języka angielskiego przedsiębiorca po przetłumaczeniu książki, zgodnie z zawartym z wydawnictwem kontraktem, otrzymuje wynagrodzenie od sprzedanych egzemplarzy książki, należne mu z tytułu udzielonej wydawnictwu licencji. Zastrzegł sobie również prawo do udzielania takiej licencji na wykorzystanie jego dzieła także przez inne podmioty. Otrzymywane tantiemy rozlicza w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej.

Przedsiębiorca wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o potwierdzenie, że uzyskiwane tantiemy może rozliczać także poza prowadzoną działalnością, jako osiągane z praw autorskich, i jednocześnie zastosować wyższe, 50% koszty uzyskania przychodu. Twórca powołał się na ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych, a dokładnie na art. 18 tej ustawy, który stanowi, że przychodem z praw majątkowych są w szczególności wpływy z praw autorskich i pokrewnych, a więc i obejmujące sprzedaż tych praw. A przepis art. 22 ust. 9 pkt 3 ww. ustawy stwierdza wyraźnie, że koszty uzyskania przez twórców przychodów ze źródeł, jakimi są prawa autorskie lub rozporządzania tymi prawami, ustala się w wysokości 50% uzyskanego przychodu, przy pomniejszeniu go o potrącone składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz składki na ubezpieczenia chorobowe.

Organ miał inne zdanie

Dyrektor KIS uznał stanowisko twórcy za nieprawidłowe. Stwierdził, że uzyskiwane przez niego przychody z tantiem należy przypisać do pozarolniczej działalności gospodarczej, co wyklucza możliwość rozliczania ich poza działalnością gospodarczą i jednocześnie pozbawia możliwości skorzystania z 50% kosztów uzyskania przychodów. Jak zawarł w swej interpretacji organ:

„…przychody Wnioskodawcy z tytułu tantiem uzyskanych w związku z dziełami stworzonymi w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, stanowią przychody określone w art. 14 w zw. z art. 10 ust. 1 pkt 3 ww. ustawy, tj. przychody ze źródła pozarolnicza działalność gospodarcza. W konsekwencji do przychodów tych nie mogą mieć zastosowania 50-procentowe koszty uzyskania przychodów” (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 27 stycznia 2020 r., sygn. 0115-KDWT.4011.19.2019.2.WM).

Tantiemy to przychód z praw majątkowych

Tylko że przepis art. 14 ust. 1 ustawy o PIT jako przychód z działalności pozarolniczej kwalifikuje „kwoty należne, choćby nie zostały faktycznie otrzymane”. Trudno zgodzić się z fiskusem, że taka definicja bardziej odpowiada definicji przychodów uzyskiwanych z będących efektem realizacji praw majątkowych tantiem. Przepis art. 18 ustawy o PIT stwierdza bowiem, że przychodem ze źródła: prawa majątkowe są w szczególności przychody z praw autorskich, a jak stanowi art. 86 ust. 3 Prawa autorskiego (Dz.U. 1994 nr 24, poz. 83, ze zm.), do praw autorskich zaliczają się tantiemy, czyli wynagrodzenie przysługujące twórcy z tytułu ponownego wykorzystania, wprowadzonego już do obrotu dzieła jego autorstwa.

Co więcej, inny organ podatkowy już w 2013 r. wyraźnie wytłumaczył podatnikowi, że nie może on traktować tantiem za przychód z prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej, bo:

„…uzyskanie tantiem wykonawczych mieści się w zakresie źródła przychodów z praw majątkowych (…) i z tego względu nie jest to przychód z działalności gospodarczej (…) jeśli dane przychody mogą być zaliczone do źródeł wymienionych w art. 10 ust. 1, 2 i 4-9 cyt. ustawy, to nie są one zaliczane do przychodów z działalności gospodarczej” (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z 2 grudnia 2013 r., sygn. ILPB1/415-996/13-4/AP).

Organy interpretują prawo tak, jak im wygodniej

Jak widać, gdy w grę wchodzi walka o pieniądze, które fiskus może zatrzymać, podatnicy często zderzają się z niekorzystnymi, a nawet – wydawać by się mogło – nielogicznymi, sprzecznymi ze sobą interpretacjami organów, które robią wszystko, by kasa Skarbu Państwa pęczniała. Gdy podatnik chciał rozliczać przychody z tantiem w działalności gospodarczej, fiskus uznał, że są to przychody z praw majątkowych (sygn. ILPB1/415-996/13-4/AP), a gdy poza nią, celem skorzystania z 50% kosztów ich uzyskania, organ podatkowy stwierdził, że jest inaczej (sygn. 0115-KDWT.4011.19.2019.2.WM).

Podatnikom pozostaje przystać na niekorzystną dla nich, dokonaną przez organy interpretację przepisów lub podejmować walkę o ochronę swojego majątku. I walkę tę podejmują skutecznie, najczęściej z pomocą kancelarii prawnych, specjalizujących się w sporach z organami podatkowymi. Jak wynika z opublikowanego 2 stycznia 2019 r. raportu Najwyższej Izby Kontroli, w objętym raportem okresie I kwartału 2018 r. sądy administracyjne uchyliły aż 55% interpretacji indywidualnych wydanych przez organy podatkowe. 130 z tych interpretacji uznano za rozbieżne. Dlatego może też dziwić, że artyści, twórcy coraz częściej przenoszą, możliwą do przeniesienia, część swojej działalności za granicę, a nawet całkowicie zmieniają rezydencję podatkową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Mazowieckie składowiska odpadów pełne nieprawidłowości

Część zarządzających składowiskami odpadów na Mazowszu nie wywiązuje się z obowiązku przekazywania urzędowi marszałkowskiemu rzetelnie wypełnionych zestawień zbiorczych. To rodzi pytania dotyczące bezpieczeństwa tego typu obiektów oraz zgodności ich działania z obowiązującym prawem. 

Jak wynika z raportu Warszawskiego Forum Samorządowego „Kryzys śmieciowy na Mazowszu – jak walczyć z plagą dzikich wysypisk”, dotychczasowe wypełnienie składowisk odpadów komunalnych na Mazowszu (stan na 31 grudnia 2018 r.), wraz z warstwami izolacyjnymi, kształtuje się na poziomie 74 proc. – uwzględniając 14 z 17 składowisk. Brak możliwości wzięcia pod uwagę wszystkich obiektów wynika z nieścisłościach w „zbiorczych zestawieniach danych o rodzajach i ilościach odpadów, o sposobach gospodarowania nimi w instalacjach i urządzeniach służących do odzysku i unieszkodliwiania odpadów”.

Zarządzający obiektami w Rachocinie i Warce nie dostarczyli do urzędu marszałkowskiego pełnych zestawień zbiorczych. Z kolei w zestawieniu dotyczącym składowiska w Kobiernikach pojawiły się sprzeczne dane. Wynika z niego bowiem, że pojemność zapełniona obiektu jest większa od pojemności całkowitej. Dodatkowo, według tychże informacji, składowisko nadal dysponuje pojemnością pozostałą do składowania odpadów.

Jak podkreśla Michał Michałowski z Inicjatywy Nowe Horyzonty, tego rodzaju nieścisłości wymagają rzeczowego wyjaśnienia. – Nie jest wykluczone, że w wymienionych w raporcie przypadkach doszło do pomyłki ze strony zarządców składowisk. Jednak nieprawidłowości, które znalazły się w zestawieniach, powinny zostać dokładnie sprawdzone. Musimy mieć wszyscy świadomość tego, że od bezpieczeństwa tego typu instalacji zależy nie tylko kondycja naszego otoczenia, ale także nas samych. Odpady, których liczba z roku na rok systematycznie rośnie, wymagają zagospodarowania i ten stan się nie zmieni. Dlatego dążenie do efektywnego systemu, w którym odpady w odpowiednich proporcjach są odzyskiwane, spalane w przystosowanych do tego obiektach oraz składowane w zgodzie z obowiązującymi przepisami i troską o środowisko, jest absolutnym priorytetem – mówi Michał Michałowski.

Dzikie wysypiska – stan na koniec roku (bez likwidowanych w ciągu roku) Wypełnienie składowisk na MazowszuPożary składowisk i wysypisk

Tymczasem, prawdziwą plagą w ostatnich latach są pożary – zarówno legalnych składowisk, jak i dzikich wysypisk. Co więcej, nawet część obiektów działających na Mazowszu zgodnie z prawem, płonęło kilkukrotnie. – Wciąż nieuczciwe osoby decydują się, pomimo grożących kar, na nielegalne unieszkodliwienie odpadów. W ten sposób powstają dzikie wysypiska bądź mamy do czynienia z katastrofalnym dla okolicznych mieszkańców paleniem śmieci w nieprzystosowanych do tego miejscach. Nie są to odpowiednie spalarnie, a trujące i dewastujące naturę pułapki. Nieuchronność kary wobec takich osób może zmniejszyć skalę procederu, a co za tym idzie, premiować uczciwych przedsiębiorców – mówi Cezary Holdenmajer, prezes Centrum Monitoringu Rozwoju Warszawy.

Rozwiązaniem z pewnością jest wprowadzenie obowiązku zainstalowania na składowiskach odpadów monitoringu wizyjnego, który musi być wysokiej jakości – tak by zapewniał przez całą dobę zapis obrazu i identyfikację osób przebywających w tym miejscu. Niestety, dopiero od 22 lutego 2021 r. pomieszczenie, w którym przechowywany będzie nośnik z obrazem, powinno stanowić odrębną strefę pożarową.

Potencjał rozwoju internetowego handlu żywnością jest ogromny. Konieczne zmiany w systemie dostaw

Zakupy robione w sposób zautomatyzowany przez lodówki to wciąż science fiction. W najbliższych latach będzie się rozwijał model subskrypcyjny. Koszyki zakupów będą tworzone przez analizy Big Data i same sklepy. Wystarczy usprawnić sposoby dostaw lub zatrudnić wyspecjalizowanych shopperów.

– Coraz więcej Polaków kupuje w internecie żywność, ale z danych firmy GfK wynika, że zakupy te stanowią tylko ok. 1 proc. ogólnego obrotu w e-handlu. Izba Gospodarki Elektronicznej i Mobile Institute szacują natomiast, że obrót w branży  FMCG w Polsce wynosi ok. 0,7 proc. całego rynku – wylicza  Damian Gwiazdowski, account manager w Shoper Premium.

Zdaniem przedstawiciela Shopera, firmy dostarczającej gotowe rozwiązania dla sklepów internetowych, istnieje duże pole do zagospodarowania przez nowe lub istniejące już sklepy, które chcą wejść w e-biznes lub go rozwijać na większą skalę.

– Szacowana wartość rynku spożywczego w Polsce to 300 mld zł, jest więc jeszcze bardzo duży kawałek tortu do zjedzenia. Na razie mamy kilku dużych graczy, którzy już od kilku lat sprzedają w internecie żywność. Są to np. Auchan, Carrefour, Piotr i Paweł, E.Leclerc. Mamy też kilku nowych graczy, np. start-up  Szopi – mówi ekspert

W portalu Szopi można zamawiać zakupy z kilku dyskontów o każdej porze dnia i nocy, ale czas dostawy oraz obsługa klienta, mimo że są możliwe codziennie od 9 do 23, zależą od dostępności dostawców i godzin otwarcia supermarketów.

– Szopi jakiś czas temu został przejęty przez włoskiego potentata branży, który wdrożył innowacyjny model dostarczania towarów do klienta. Polega on na zatrudnianiu profesjonalnych shopperów, którzy nawet w ciągu godziny potrafią dowieźć zamówione produkty do klienta – wyjaśnia Damian Gwiazdowski.

Ekspert Shopera przypomina też, że Carrefour w ciągu ostatnich kilku miesięcy wszedł w alians z Allegro i produkty spożywcze także można już kupić na tym portalu.

– Coraz więcej ludzi zaczyna kupować żywność w internecie. Największym wyzwaniem dla branży jest logistyka, ponieważ większość klientów chciałaby, żeby towar został do nich dostarczony tego samego dnia. Wymaga to od firm budowania mikrocentrów logistycznych w różnego rodzaju miejscach w kraju.  Żywność przez internet można więc zamówić tylko i wyłącznie w największych miastach – podkreśla  Damian Gwiazdowski.

Jego zdaniem budowa stref logistycznych w różnego rodzaju miejscowościach pozwala na pozyskanie wielu klientów, którzy bez takich inwestycji nie mają szans na zamawianie produktów żywnościowych online. To wymaga jednak pracy i inwestycji.

– Mamy coraz większą bazę klientów, którzy są zainteresowani zakupami żywności w internecie, ale nadal nie mamy sieci logistycznej rozwiniętej w wystarczającym stopniu, żeby firmy, które sprzedają dobra szybko zbywalne online, były w stanie dostarczyć towar każdemu klientowi zainteresowanemu zrobieniem zakupów – dodaje.

Zakupy nieprędko więc będą robiły się same, choć niektóre firmy chwalą się inteligentnymi urządzeniami, które potrafią zamawiać brakujące produkty do domu.

– Perspektywa, że lodówka zamówi za nas masło albo inny towar, to bardziej wizja z filmów science fiction, które powstały kilka lat temu, niż rzeczywistego postępu technologicznego. Idziemy w trochę innym kierunku. Myślę, że bardziej będziemy stawiać na model subskrypcyjny, czyli klienci będą mogli zamówić w sklepie towary, które kurier będzie dowoził im codziennie w postaci półproduktów albo gotowych dań, ponieważ nasz koszyk zakupowy artykułów żywnościowych w 90 proc. jest taki sam w każdym tygodniu – wyjaśnia  Damian Gwiazdowski.

Potwierdzają to badania Izby Gospodarki Elektronicznej i Mobile Institute, z których wynika, że choć Polacy mają zwyczaj robić zakupy raczej spontanicznie, to już 1/3 osób, kupując online, wyrabia sobie nawyk ich planowania. To pozwala na wyciągnięcie wniosku, że zakupy spożywcze online sprzyjają zarządzaniu budżetem i kontrolowaniu koszyka zakupowego.

– Możemy więc zrobić sobie listy zakupowe poprzez różnego rodzaju analizy Big Data i sztuczną inteligencję, a sklepy będą mogły nam podpowiedzieć, w jaki sposób zbudować koszyk zakupów. Później poprzez odpowiednio rozwinięty system logistyczny towary te zostaną do nas dostarczone – prognozuje ekspert Shopera.

Coraz więcej skarg ws. kopiowania dokumentów przez banki

Do Urzędu Ochrony Danych Osobowych docierają kolejne skargi dotyczące kopiowania dokumentów tożsamości przez instytucje finansowe. Tylko w styczniu i na początku lutego br. wpłynęło ich nieznacznie mniej niż w ciągu całego 2018 roku. Jednak, jak przekonują eksperci, banki mogą legalnie sporządzać tego typu kopie. O stosowaniu określonych środków bezpieczeństwa mówi ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Pomimo to, banki powinny przy tym pamiętać o analizie oraz weryfikacji, czy taka czynność jest niezbędna. Stanowisko Prezesa UODO nie ma charakteru wiążącego, a sądy mogą mieć inne zdanie w tej sprawie. Tymczasem na ten rok zaplanowane są liczne kontrole w bankach.

W 2018 roku do UODO wpłynęło ok. 10 skarg ws. kopiowania dokumentów tożsamości przez instytucje finansowe. Rok później było ich już 2 razy więcej. Natomiast tylko na początku tego roku, w ciągu niespełna półtora miesiąca, odnotowano już 8 takich zgłoszeń.

– Trzeba wyraźnie powiedzieć, że banki mają możliwość kopiowania dokumentów tożsamości. Ale jest to legalne tylko wtedy, kiedy wynika wprost z rangi przepisów, np. w przypadkach określonych w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmowi. Nie jest to jednak równoznaczne z takim obowiązkiem – podkreśla Adam Sanocki, rzecznik prasowy UODO.

Powyższa ustawa wskazuje, kiedy powinny być zastosowane środki bezpieczeństwa. Jak zaznacza Agata Szeliga, radca prawny z Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, obowiązek ten pojawia się wobec dotychczasowych i nowych klientów, którzy chcieliby założyć konto. W przypadku pierwszej grupy są to np. okazjonalne przelewy na kwotę przekraczającą równowartość 1000 euro czy transakcje okazjonalne o równowartości co najmniej 15 tys. euro. Natomiast, kiedy mówimy o otwierających rachunek, bank nie ma żadnych danych do rozpoznania ryzyka i jego oceny. A fundamentem przeprowadzenia tej analizy jest ustalenie tożsamości klienta i jej weryfikacja.

– Klient zawsze może zapytać o podstawę żądania przez bank kopii dokumentu tożsamości. Powinien to zrobić, zwłaszcza jeśli ma wątpliwości dotyczące przetwarzania jego danych osobowych. Administrator danych musi posiadać podstawę prawną do ich przetwarzania – mówi adwokat Karolina Brzezińska z Kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.

Z kolei Adam Sanocki podkreśla stanowisko Prezesa UODO ws. kopiowania dokumentów tożsamości. Za każdym razem, gdy dany podmiot zamierza to zrobić na podstawie art. 34 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmowi, powinien poprzedzić swoją decyzję analizą i zweryfikowaniem, czy rzeczywiście taka czynność jest niezbędna. Musi to być zgodnie z zasadami celowości i minimalizacji, o których jest mowa w art. 5 ust. 1 lit b i c RODO, czyli ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych.

– Jeżeli dane są zbierane na potrzeby rozpoznania czy oceny ryzyka prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, to nie mogą być przetwarzane do innych celów, np. marketingowych. Natomiast zasada minimalizacji oznacza, że dane powinny być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane. Zgodnie z tym, standardowo wystarczające powinno być skopiowanie jednego dokumentu tożsamości, a nie kilku z nich – komentuje radca prawny z Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Jak zaznacza mecenas Brzezińska, pozyskiwanie danych osobowych poprzez kserowanie dokumentu tożsamości może mieć na celu zachowanie bezpieczeństwa środków ulokowanych w banku i zapobiegnięcie działaniom na szkodę jego klientów. W ten sposób minimalizuje się możliwości wyłudzenia kredytów przez osoby, których tożsamości nie da się ustalić. Ponadto, mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy dochodzi do zakładania rachunków bankowych tylko w celu dokonywania oszustw czy procederu tzw. prania brudnych pieniędzy. Brak dysponowania przez bank kserokopią dokumentu tożsamości posiadacza konta może w takiej sytuacji utrudnić ewentualną weryfikację takiej osoby.

– Prezes UODO podkreśla, że art. 112 b Prawa bankowego pozwala przetwarzać do celów prowadzonej działalności bankowej informacje zawarte w dokumentach tożsamości osób fizycznych. Przepis ten jednak nic nie mówi o tym, że banki mogą sporządzać kopie dowodów tożsamości. Dlatego też takie postępowanie niemal przy każdej czynności budzi wątpliwości organu nadzorczego – dodaje Adam Sanocki.

Jak podkreśla mecenas Brzezińska, zgodnie ze stanowiskiem Prezesa UODO, powoływanie się banków na art. 112 b ustawy Prawo bankowe nie jest już zawsze wystarczającą podstawą do sporządzania kopii dokumentów tożsamości. Prezes UODO nie zakwestionował legalności kopiowania dowodów tożsamości. Stwierdził on jedynie, że powinno to mieć jednak charakter ograniczony. W związku z tym, że Prezes UODO wypowiedział się w tej sprawie stosunkowo niedawno, to nie można określić jaka będzie praktyka banków, a w konsekwencji także sądów w tej kwestii. W świetle dotychczasowej linii orzeczniczej, kopiowanie dokumentów tożsamości było uznawane za czynność techniczną, a także jeden ze sposobów zbierania danych osobowych

– Zaprezentowane przez UODO stanowisko formalnie nie ma charakteru wiążącego. Jest wyrazem przyjętej przez Urząd wykładni obowiązujących przepisów prawa, którą urząd będzie się kierował w prowadzonych przez siebie postępowaniach administracyjnych – podkreśla Adam Sanocki.

Według Agaty Szeligi, takie stanowisko jest bardzo ogólne. Sądy lub inne organy mogą nie podzielać poglądu Prezesa UODO. Jeżeli bank wykaże w konkretnej sprawie, że spełnione zostały przesłanki wskazane w ustawie czy innych przepisach, to ma duże szanse obronić swoje stanowisko przed tym organem lub sądem. Ekspert podkreśla, że instytucja nadzorcza może też zmienić zdanie. W związku z tym należy kontrolować, czy Prezes UODO nie zajął odmiennego od uprzedniego stanowiska.

– Praktyka nadmiernego kopiowania dokumentów tożsamości jest znana Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych. I właśnie ta kwestia będzie przedmiotem kontroli sektorowej w bankach w 2020 roku. Ma to związek z licznymi sygnałami zgłaszanymi do UODO, dużym zainteresowaniem społecznym oraz coraz częściej pojawiającymi się zagrożeniami – informuje rzecznik Sanocki.

Czynności kontrolne mogą odbywać się w godzinach od 6.00 do 22.00. Kontrolerzy mają m.in. prawo wglądu do dokumentów, oględzin np. miejsc i urządzeń, żądania złożenia wyjaśnień. Mogą również przesłuchiwać pracowników. W przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów, możliwe są m.in. kary finansowe. One mają być nie tylko skuteczne i odstraszające, ale i proporcjonalne. Dlatego przy ich wymierzaniu Prezes UODO musi brać pod uwagę aż 11 różnych czynników. Istotne są m.in. charakter, waga i czas trwania naruszenia.

– Do tej pory nie spotkałam się z nadużywaniem art. 34 ust. 4 Ustawy do kopiowania dokumentów tożsamości. Oczywiście, nie można wykluczyć, że wystąpią jednostkowe przypadki, wynikające z nadgorliwości pracowników. Bank jednak powinien mieć wytyczne dla personelu, w jaki sposób należy przeprowadzać analizę celowości i minimalizacji, wraz z przykładami postępowania w najczęściej występujących przypadkach – podsumowuje ekspert z Kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Polska liderem w delegowaniu pracowników do krajów Unii Europejskiej. Nowe zasady delegacji obciążą jednak przedsiębiorców

Od 30 lipca będzie obowiązywać nowa dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady UE dotycząca delegowania pracowników w ramach świadczenia usług w krajach Unii Europejskiej. Najważniejsze zmiany dotyczą  wynagrodzenia i okresu delegowania, a dla polskich firm oznaczają konieczność dostosowania się do nowych przepisów i wyższe koszty. – Dyrektywa jest adresowana wyłącznie do przyjmujących państw członkowskich, ale to na pracodawcach będzie ciążyć odpowiedzialność za przestrzeganie zasad panujących w tych państwach – informują eksperci stowarzyszenia Inicjatywa Mobilności Pracy.

Pracownicy delegowani to osoby wysłane przez firmy z kraju członkowskiego Unii Europejskiej do pracy w innym kraju przez pewien okres, aby świadczyć usługi za granicą w imieniu pracodawcy – wyjaśnia dr Marcin Kiełbasa, prawnik, ekspert Inicjatywy Mobilności Pracy oraz adiunkt w Katedrze Prawa Gospodarczego, Publicznego i Prawa Pracy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. – Charakterystyczną cechą delegowania jest tymczasowość świadczenia usług, w odróżnieniu od tzw. pracowników migrujących, czyli tych, którzy wyjeżdżają na stałe, żeby zamieszkać w danym państwie członkowskim.

Pracownicy delegowani wyjeżdżają za granicę w ramach tzw. swobody świadczenia usług w Unii Europejskiej. W praktyce odbywa się to w różnej formie: firma zatrudniająca pracowników w Polsce deleguje ich w ramach kontraktu, który realizuje dla odbiorcy za granicą, albo w ramach tzw. delegowania wewnątrzkorporacyjnego – czyli spółka matka w Polsce do spółki córki w innym kraju lub odwrotnie – albo w wyniku tzw. udostępnienia pracowników przez agencję czy przedsiębiorstwo pracy tymczasowej.

Polska jest unijnym liderem w zakresie delegowania pracowników. Obrazuje to liczba wydanych poświadczeń A1, czyli dokumentów określających, któremu ustawodawstwu w zakresie ubezpieczenia społecznego podlega pracownik.

– Według najnowszych danych z 2018 roku spośród prawie 3 mln wydanych poświadczeń A1 na polskie firmy przypada ich ponad 605 tys., więc jest to prawie 30 proc. wszystkich poświadczeń A1 i wszystkich pracowników delegowanych w obrębie całej Unii Europejskiej – informuje dr Marcin Kiełbasa.

Jak podaje Inicjatywa Mobilności Pracy, z raportu Komisji Europejskiej „Posting of workers. Report on A1 Portable Documents issued in 2018” wynika, że od 2011 roku liczba wydawanych poświadczeń A1 stale rośnie. Gwałtowny wzrost nastąpił w 2017 roku, a w 2018 roku wyniósł on około 6 proc. Wśród państw, w których był on najbardziej widoczny, są Hiszpania, Polska i Słowacja. Spadek liczby wydanych poświadczeń A1 o jedną trzecią w porównaniu z 2017 rokiem odnotowała Słowenia.

Według unijnych danych w 2018 roku w czołówce państw wydających (poświadczających) formularze A1 państw członkowskich były Polska (605 785 formularzy) i Niemcy (475 704 formularzy), co stanowi łącznie około 36 proc. wszystkich wydanych poświadczeń A1 w Unii Europejskiej. Trzecie miejsce pod względem liczby wydanych formularzy A1 zajęła Hiszpania, a dalej uplasowały się: Włochy, Belgia, Słowacja, Słowenia, Francja, Austria i Holandia, które łącznie wydały ponad 100 tys. formularzy.

– Mobilność zawodowa w ramach Unii Europejskiej, w porównaniu np. ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki, ma jeszcze pewien obszar do rozwoju – ocenia ekspert Inicjatywy Mobilności Pracy. – Ale w ramach tej mobilności, która jest realizowana w granicach Unii Europejskiej, Polacy są liderami.

Jak podkreśla ekspert, wciąż jednak istnieją bariery swobody przepływu pracowników na terenie Wspólnoty.

– Część z państw przyjmujących traktuje delegowanie jako tzw. dumping socjalny, czyli zaniżanie standardów pracy w celu osiągania jak największego zysku. Takie protekcjonistyczne podejście niektórych państw, głównie chodzi o państwa tzw. starej Unii, wyraża się w agresywnych kontrolach przedsiębiorstw i wysokich karach nawet za najmniejsze pomyłki administracyjne czy wreszcie w tworzeniu wokół przedsiębiorców delegujących klimatu sugerującego, że pozbawiają zatrudnienia pracowników lokalnych. To mija się z prawdą. W rzeczywistości pracownicy delegowani wypełniają lukę kompetencyjną na rynku docelowym, czyli we Francji, w Belgii, w Niemczech – uważa dr Marek Kiełbasa.

Po 30 lipca tego roku delegowanie pracowników będzie trudniejsze, a polskie firmy będą musiały uporać się z procedurami administracyjnymi i wyższymi kosztami. Najważniejsze zmiany dotyczą wynagrodzenia oraz czasu delegacji i wiążą się często z niepewnością. Jak podaje Inicjatywa Mobilności Pracy, państwa członkowskie będą musiały zapewnić, że pracownik delegowany na ich terytorium otrzyma od swojego zagranicznego pracodawcy wynagrodzenie wyliczone w sposób wynikający z prawa, układów zbiorowych pracy i zwyczaju – obowiązujących w miejscu wykonywania pracy. Nie chodzi tylko o wysokość wynagrodzenia, ale także o jego konstrukcję (składniki). Pracodawcy są zobowiązani poznać te zasady – będzie to łatwiejsze, jeśli wynikają one z przepisów prawa lub powszechnie obowiązujących układów zbiorowych pracy, ale możliwa jest sytuacja, że w danym regionie, branży lub zawodzie obowiązują układy zbiorowe pracy, których publikacja nie jest obowiązkowa.

– Pracodawców czeka mitręga administracyjno-prawna, zanim zorientują się, co wchodzi w skład wynagrodzenia, bo oprócz minimalnych stawek płac mogą to być również elementy charakterystyczne dla danego państwa przyjmującego – uściśla dr Marcin Kiełbasa. – Druga kwestia to tzw. kumulatywne obliczanie okresów delegowania. Nowa dyrektywa wprowadza maksymalny okres delegowania do 12 miesięcy, podczas gdy wcześniej nie był on dookreślony. Będzie można go przedłużyć do 18 miesięcy. Może się zdarzyć, że pracownik delegowany po raz pierwszy na dwa miesiące, ale na zastępstwo, np. po 11 miesiącach pracy poprzednika, przekroczy termin 12 miesięcy i będzie objęty przepisami dotyczącymi warunków zatrudnienia państwa przyjmującego. To jest również problem dla pracodawcy, bo to on będzie musiał kontrolować, jak długo dana osoba przebywa za granicą, w jakim charakterze, oraz ocenić, jak należy określić warunki zatrudnienia.

Jak podkreśla ekspert, pewne wątpliwości w nowych zasadach delegowania pracowników budzi również rozszerzenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy o kwestie ujęte w ordynacji podatkowej oraz przekazywanie przez PIP informacji na zewnątrz, czyli do organów państw przyjmujących, do których Polacy będą delegowani przez polskie firmy. Wysuwany jest również postulat, aby przepisy dotyczące delegowania pracowników objęły kraje spoza Unii Europejskiej.

– Liczba pracowników delegowanych i zatrudnionych przez polskie firmy z tzw. państw trzecich stale rośnie i będzie dalej rosła – zaznacza dr Marcin Kiełbasa. – Na polskim rynku brakuje rąk do pracy, więc rozwiązanie kwestii delegowania pracowników w ustawie oceniam jako sensowne i trafne.

Polacy są określani jako technation. Naukowcom i firmom brakuje jednak często odwagi w podejmowaniu ryzyka

Innowacje dają szansę na zwiększenie konkurencyjności zarówno na rynku polskim, jak i zagranicznym. Coraz więcej przedsiębiorców chce więc wdrażać nowe technologie. Sprzyjają temu rozwiązania prawne, ulgi podatkowe i pieniądze z programu Horyzont 2020, które jeszcze można wykorzystać. Kluczowa jest współpraca naukowców z instytucjami państwowymi i biznesem. – Nie da się rozwinąć innowacji bez publicznych instytucji –  podkreśla Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

– Już jesteśmy technation. Po pierwsze, mamy bardzo wielu Polaków na świecie, którzy działają w najlepszych zespołach innowacyjnych. Po drugie, coraz częściej ci Polacy nie tylko wyjeżdżają z kraju, ale i do niego wracają. Również w Polsce bardzo dużo się zmieniło w środowisku wspierającym ludzi innowacyjnych. Zmieniły się zasady podatkowe, dzisiaj można płacić niższe podatki, jeśli inwestuje się w badania i rozwój – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Rozwojowi innowacyjności w Polsce mogą sprzyjać m.in. reforma szkolnictwa wyższego stawiana za wzór przez Komisję Europejską oraz powstanie Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Także fundusze europejskie i nowelizacja ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności w aktualnej perspektywie finansowej 20142020, która upraszcza zasady ubiegania się o dotacje unijne.

– Po dużej reformie naukowcy przekonali się, że powinni zajmować się także innowacjami, współpracować z biznesem. Powstały nowe instytucje i organizacje. Nie da się rozwinąć innowacji bez publicznych instytucji – podkreśla Piotr Dardziński.

Istotą wprowadzanych zmian jest usunięcie barier związanych z działalnością innowacyjną oraz stworzenie skutecznych mechanizmów wspierania nowatorskich rozwiązań w praktyce.

– W poprzedniej kadencji uchwalono dwie ustawy o innowacyjności, ustawę o IP Boksie, wprowadzono też wiele rozwiązań, które sprowadzają się do jednego: jeśli inwestujesz w B+R, czyli w badania, albo uzyskujesz przychody z efektów tych badań, to płacisz niższe podatki. I to się po prostu opłaca – twierdzi prezes Łukasiewicza.

Duża ustawa zwiększa wysokość ulgi podatkowej na działalność badawczo-rozwojową, rozszerza katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi B+R, umożliwia korzystanie z ulgi B+R dla części przedsiębiorstw działających poza Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi oraz wydłuża do 2023 roku wyłączenia tzw. podwójnego opodatkowania spółek kapitałowych i spółek komandytowo-akcyjnych zaangażowanych w działalność B+R. Ułatwia też finansowanie start-upów.

Jednak w Polsce w dalszym ciągu są także pewne bariery w rozwoju innowacyjności.

– To, czego najbardziej mi brakuje i co jest dla mnie czasami zaskakujące, to brak odwagi w podejmowaniu ryzyka. Chciałbym, żeby szczególnie naukowcy mieli więcej chęci zmieniania rzeczywistości wokół nich – mówi Piotr Dardziński. – Wszyscy jesteśmy bardzo ostrożni, a innowacje, technologie wymagają odwagi, chęci podejmowania ryzyka. Wydawało się, że w naszym kodzie kulturowym polskości było to wpisane, ale trochę chyba się zgubiliśmy.

Jedną z instytucji wspierających innowatorów jest właśnie Sieć Badawcza Łukasiewicz, która łączy instytuty badawcze tak, aby nad konkretnymi projektami naukowcy pracowali w konsorcjach.

– Łukasiewicz to 4,5 tys. inżynierów, którzy odpowiedzą na każdą potrzebę zdefiniowaną czy to przez start-up, czy przez dużą firmę. To są powody, dla których mówię, że już jesteśmy technologiczni, a będziemy w przyszłości jeszcze mocniejsi – zapowiada prezes Sieci.

W kwietniu Sieć Badawcza Łukasiewicz będzie obchodziła pierwszą rocznicę działalności. W tym czasie stała się trzecią największą siecią badawczą w Europie, w skład której wchodzi 8 tys. pracowników i 36 instytutów badawczych z kilkuset laboratoriami w 11 miastach. Od grudnia jest członkiem EARTO, największej grupy lobbującej na rzecz instytucji badawczo-rozwojowych w Europie. Szanse na pozyskiwanie międzynarodowych grantów i partnerów gospodarczych stają się więc coraz większe.

Polski start-up szykuje platformę do przetwarzania danych pochodzących z ludzkiego genomu. Analiza informacji genetycznych może pomóc m.in. w walce z koronawirusem

Analiza dużych zbiorów danych usprawni badania z zakresu genomiki. Mogą być one kluczowe chociażby w kontekście walki z rozprzestrzeniającą się na całym świecie epidemią koronawirusa. Polska firma rozwija platformę genomową opartą na sztucznej inteligencji. Rozwiązanie proponowane przez Polaków pozwala opracowywać duże zbiory danych w krótkim czasie i sporządzać na ich podstawie wąsko sprofilowane analizy.

– Nasz genom składa się z dużej ilości danych. Jeżeli zaczynamy go analizować i przetwarzać na dużą skalę, to trafiamy na ścianę związaną z możliwością obróbki tych danych. My implementujemy technologię open source’owe, które są dobrze znane w świecie Big Data, do tego typu danych genomicznych, przy okazji optymalizując niektóre z przetworzeń po to, żeby można było bardziej efektywnie zadawać pewne pytania albo w ogóle zacząć je zadawać, bo do tej pory nie było takiej możliwości – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Rafał Małanij, współzałożyciel Zettagene.

Opracowana przez polską firmę platforma genomowa iGAP opiera się na  zoptymalizowanych algorytmach zapytań, dzięki czemu odzwierciedla specyfikę danych genomowych i umożliwia efektywne opracowywanie danych. Zdefiniowany model danych umożliwia opracowywanie informacji pochodzących z różnych źródeł w ujednoliconym środowisku. Dostęp do danych jest elastyczny i pozwala na łączenie zestawów różnych wariantów czy przedziałów genomowych.

– Analiza danych genomicznych to jest przyszłość. Wiemy, że będzie tych danych coraz więcej – przekonuje Rafał Małanij. – My skupiamy się na twardej technologii pod spodem, dostarczamy platformę do przetwarzania danych.

Analiza danych genomowych może rozwiązać wiele problemów współczesnej medycyny. Lenovo, największy na świecie producent superkomputerów i komputerów osobistych, współpracuje z gigantem układów elektronicznych Intelem i chińską firmą BGI zajmującą się naukami przyrodniczymi, aby przyspieszyć analizę genomu koronawirusa. Dostarczana przez informatycznych gigantów technologia wesprze naukowców w badaniu toksyczności, trybu przenoszenia i interakcji między patogenami a nosicielami. Usprawni to badania epidemiologiczne i projektowanie szczepionek. Jest to niezbędne do opracowania lepszych metod diagnostycznych i skutecznych szczepionek lub innych środków ochronnych, takich jak immunoterapia.

Tymczasem Polacy chcą dotrzeć do instytutów badawczych, które dążą do tego, by przetwarzać informacje genetyczne szybciej i  efektywniej.

– Nasi odbiorcy to przede wszystkim duża farma i narodowe programy sekwencjonowania. Zatem generalnie każdy instytut badawczy, który przetwarza powyżej 5–10 tys. genomów i chce to robić w sposób uporządkowany – wskazuje współzałożyciel Zettagene.

Analitycy MarketsandMarkets prognozują, że globalny rynek genomiki osiągnie do 2024 roku wartość 35,7 mld dol. W 2019 roku było to 18,9 mld dol.

Parawan reklamowy z logo firmy

Niezależnie od tego, jakiego rodzaju usługi planujesz świadczyć podczas wakacji, wysokiej jakości parawan reklamowy z nadrukiem z pewnością ułatwi ci dotarcie do nowych klientów. Jest to świetna reklama, która oprócz tego, że poinformuje osoby postronne o twojej ofercie, to dodatkowo ma praktyczne zastosowanie.

  1. Dlaczego warto zamówić parawan plażowy z logo?
  2. Ile kosztuje parawan z nadrukiem?
  3. Pozostałe artykuły reklamowe przydatne na plaży

Inwestycja w porządny parawan posłuży ci przez wiele lat i zapewni świetną reklamę. Sprawdź więc, gdzie zlecić wykonanie takich materiałów, abyś był zadowolony z zakupu.

Dlaczego warto zamówić parawan plażowy z logo?

Wszystkie parawany produkowane są z wysokiej jakości materiałów, co przekłada się na doskonałą jakość. Materiał, na którym przygotowywane są nadruki to poliester o gramaturze 115 gr/m2. Dodatkowo są one obszywane specjalną żyłką, która charakteryzuje się wysoką elastycznością. Firma odpowiedzialna za produkcję parawanów gwarantuje krótkie terminy realizacji oraz atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Parawany są zakończone kijkami o długości 100 centymetrów. Mają one specjalnie zaostrzone końce, dzięki czemu łatwo rozstawisz je w dowolnym miejscu.

Ile kosztuje parawan z nadrukiem?

Ceny parawanów zaczynają się od niecałych 30 złotych, a kończą na 177 zł. Wszystko tak naprawdę zależy od ilości paneli, które składają się na gotowy parawan. Standardowo klienci wybierają rozwiązania składające się z od 4 do 6 paneli. Dzięki zastosowaniu indywidualnych grafik, każdy klient może zamówić parawan idealnie odpowiadający jego potrzebom. Zazwyczaj firmy decydują się na nadruki w jednym z trzech wariantów:

  • parawany z nadrukiem w formie napisu,
  • parawany reklamowe z logo firmy,
  • parawany ze zdjęciem dostarczonym przez klienta.

Pozostałe artykuły reklamowe przydatne na plaży

Nowoczesny parawan reklamowy cieszy się dużym zainteresowaniem wśród klientów, którzy szukają taniej i skutecznej formy reklamy. Firma zajmująca się ich przygotowywaniem posiada w ofercie również wiele innych rozwiązań, dlatego warto od razu pomyśleć o pozostałych artykułach reklamowych. Dostępne są między innymi windery (specjalne flagi o ciekawym designie), leżaki, roll-upy, banery, rękawy lotnicze i inne rozwiązania wspierające działania marketingowe. Jeżeli nie wiesz, które z nich warto wykorzystać dla promowania marki, możesz skontaktować się z pracownikiem, który – wykorzystując wieloletnie doświadczenie w branży – wybierze odpowiednie artykuły reklamowe dla twojego biznesu.

Bank Anglii zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych?

W środę rano Bank Anglii ogłosił obniżkę stóp procentowych o 50 punktów bazowych. Był to ruch wyprzedzający, mający na celu ochronę gospodarki Wielkiej Brytanii przed ryzykiem związanym z epidemią koronawirusa.

Decydenci brytyjskiego banku centralnego podjęli jednogłośną decyzję o obniżeniu stóp procentowych do poziomu 0,25%. Jest to poziom, na którym stopy znalazły się niedługo po brytyjskim referendum ws. Brexitu i jednocześnie najniższy poziom w historii. Decyzja BoE nadeszła w następstwie analogicznego, również niespodziewanego, ruchu ze strony amerykańskiej Rezerwy Federalnej, który nastąpił w poprzedni wtorek. Brytyjscy decydenci decyzję ws. stóp mieli podjąć dopiero podczas spotkania zaplanowanego na za dwa tygodnie. Oprócz obniżki stóp, Bank Anglii ogłosił również nowy program, który ma na celu wsparcie banków komercyjnych w udzielaniu pożyczek dla przedsiębiorstw. Skoncentruje się on przede wszystkim na zapewnieniu wystarczającej płynności małym i średnim przedsiębiorstwom w Wielkiej Brytanii. Bank centralny obniżył też bufor antycykliczny z 1% do 0%, co według BoE powinno uwolnić nawet 190 mld funtów, które brytyjskie banki będą mogły pożyczyć przedsiębiorstwom.

W oświadczeniu towarzyszącemu decyzji bank stwierdził, że przedsięwzięte środki „pomogą brytyjskim przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym przetrwać okres zaburzenia gospodarczego, który najpewniej będzie związany z Covid-19”. W trakcie konferencji prasowej w następstwie decyzji, przewodniczący Banku Anglii, Mark Carney ostrzegł, że wirus prawdopodobnie „istotnie osłabi” aktywność w brytyjskiej gospodarce w nadchodzących miesiącach, wywołując szok ekonomiczny zarówno po stronie podaży, jak i popytu. Carney w swojej wypowiedzi jednocześnie podkreślił jednak, że w jego ocenie wstrząs powinien mieć jednak charakter tymczasowy i nie być tak drastyczny jak ten z czasów ostatniego kryzysu finansowego.

Funt brytyjski początkowo zareagował tak, jak można się było tego spodziewać. Nagła obniżka stóp procentowych doprowadziła do natychmiastowej wyprzedaży waluty Wielkiej Brytanii, sprowadzając kurs GBP/PLN w dół o ok. 0,6% po godzinie 7:00 czasu brytyjskiego (8:00 w Polsce). Niedługo później funt jednak odrobił wszystkie straty kończąc konferencję prasową umocnieniem w relacji do złotego, jak i do głównych walut (Wykres 1). O ile rynek nie spodziewał się, że decyzja Banku Anglii ws. stóp procentowych zostanie podjęta akurat dziś, to jednak sama decyzja niezupełnie zaskoczyła inwestorów – zwłaszcza uwzględniając pogłoski z zeszłego tygodnia o możliwym ruchu wyprzedzającym ze strony BoE. Inwestorzy spodziewali się, że w marcu dojdzie do cięcia stóp procentowych, obniżka o 50 pb. była w większości wyceniana przez rynek. Powyższy fakt wyjaśnia brak bardziej długotrwałej i silniejszej reakcji brytyjskiej waluty na informację o dzisiejszej decyzji BoE. Inwestorzy wydawali się również uspokojeni przez to, że Bank Anglii i rząd zdają się koordynować działania w celu ograniczenia negatywnego wpływu wirusa na brytyjską gospodarkę. Kilka godzin po decyzji BoE, brytyjski minister finansów, Rishi Sunak, przy okazji prezentacji projektu budżetu, ogłosił pakiet wspierający brytyjską gospodarkę w kontekście koronawirusa. Na wsparcie gospodarki Wielka Brytania ma przeznaczyć 30 mld funtów.

Wykres 1: Kurs GBP/PLN (11/03/20)

Bank Anglii niespodziewanie ściął stopy procentowe o 50 pb.Źródło: Refinitiv Data: 11/03/2020

Szybkość z jaką została podjęta decyzja brytyjskiego banku centralnego sugeruje, że decydenci chcą nieco wyprzedzić tok wydarzeń i zapewnić odpowiednie wsparcie, zanim tempo wzrostu nowych zakażeń w Zjednoczonym Królestwie zgodnie z oczekiwaniami zacznie przyspieszać. Póki co w Wielkiej Brytanii odnotowano ponad 450 przypadków zakażenia koronawirusem. Zakażona została między innymi brytyjska wiceminister zdrowia Nadine Dorries.

W następstwie dzisiejszych ogłoszeń ze strony BoE jesteśmy zdania, że Bank Anglii wyraźnie chce zostawić sobie otwartą furtkę w kwestii możliwości dalszego rozluźnienia polityki monetarnej w najbliższych tygodniach. Prezes BoE, Mark Carney stwierdził, że bank centralny podejmie „wszelkie niezbędne dalsze kroki” w celu ochrony gospodarki i systemu finansowego Wielkiej Brytanii. Prezes Banku Anglii zaznaczył również, że bank dysponuje „dodatkową przestrzenią w ramach polityki [monetarnej]”, jak i „wieloma narzędziami”, aby przeciwdziałać negatywnym skutkom wirusa. Sądzimy, że może to obejmować zarówno dodatkowe obniżki stóp, rozszerzenie programu luzowania ilościowego banku, jak i dalsze działania nastawione na wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw.

Obecnie jesteśmy zdania, że już podczas najbliższego spotkania decyzyjnego za dwa tygodnie, Bank Anglii zdecyduje się na kolejną obniżkę stóp procentowych, tym samym ścinając stopy procentowe do zera. Biorąc pod uwagę krótki okres uważamy jednak, że funt powinien radzić sobie względnie dobrze w relacji do dolara amerykańskiego – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Rezerwa Federalna ma znacznie szersze pole do obniżania stóp procentowych. Osłabienie brytyjskiej waluty w parze z euro jest jednak możliwe, w związku z tym, że zakres w jakim Europejski Bank Centralny może podjąć się podobnych działań co Fed i BoE jest znacznie bardziej ograniczony. Zachowanie funta brytyjskiego w relacji do złotego będzie zależało od tego, jak kształtować się będzie kurs EUR/GBP oraz od tego, czy polski złoty nadal będzie charakteryzował się względną odpornością na negatywne informacje związane z koronawirusem.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Po korekcie obligacje ponownie zyskują na wartości

Na rynku obligacji ponownie możemy zaobserwować wzmożony popyt na dług wielu krajów. Rozszerzająca się epidemia koronawirusa pociąga za sobą odpowiednie działania rządów poszczególnych państw, w tym decyzje o zamknięciu szkół, kin, teatrów, odwołaniu imprez masowych itp. To z kolei może spowodować bardzo szybkie spowolnienie w wielu gospodarkach, co w konsekwencji może prowadzić do zdecydowanego działania banków centralnych w stronę luzowania polityki monetarnej.

Amerykański Fed, Bank Australii, Bank Kanady, Bank Anglii — wszystkie te instytucje tną stopy procentowe, a obligacje tych krajów są rozchwytywane. W Polsce również coraz poważniej mówi się o możliwym luzowaniu polityki monetarnej, aby wspierać przedsiębiorców i pracowników, którzy najbardziej odczują ekonomiczne skutki epidemii wirusa. Masowe oczekiwania odnośnie gołębiego tonu banków centralnych, w tym jutro Europejskiego Banku Centralnego, utrzymują ceny obligacji blisko rekordowych poziomów.

Rentowność z kolei znajduje się przy historycznych minimach. W środę oprocentowanie amerykańskich 10-latek wynosiło 0,722 proc, co oznacza wzrost z 0,32 proc. w poniedziałek. Na amerykańskich rynku długu pojawiła się bardzo duża zmienność, zwłaszcza po słowach prezydenta Trumpa, który ogłosił pakiet pomocowy dla firm i ich pracowników — w tym cięcie podatków. W tym czasie również nastąpiły zmiany na niemieckim rynku długu. Rentowność 10-latek wzrosła z -0,9 proc. do -0,76 proc. Z kolei w Polsce obserwowaliśmy największy zwrot, który przyspieszył po ogłoszeniu zamknięcia placówek oświatowych i kulturowych. Rentowność polskich 10-latek skoczyła od początku tygodnia z 1,34 do 1,68 proc.

Stąd też spread względem obligacji USA wzrósł aż do poziomu 96 p.b., co jest najwyższym wynikiem od listopada 2017 r. Z kolei względem 10-latek Niemiec spread wzrósł do 245 pkt i znajduje się w ostatnim przedziale wahań między 260 a 225 pkt. Dane makroekonomiczne z Polski schodzą na tę chwilę na drugi plan, a najważniejsze pojawią się pod koniec marca i w kwietniu. Wtedy też poznamy, ile polską gospodarkę kosztowało zamknięcie szkół i innych instytucji, co finalnie będzie mieć wpływ na PKB, a to na decyzje RPP i ponownie na rynek długu.

Departament Zarządzania Aktywami, Copernicus Capital TFI S.A.

Rynek powierzchni biurowych w Krakowie

  • W 2019 roku w Krakowie oddano do użytku 157 800 mkw. powierzchni biurowych w 16 budynkach.
  • Popyt brutto wyniósł 266 700 mkw. i był blisko 28% wyższy niż w analogicznym okresie 2018 roku.
  • Sektor usług informatycznych odpowiadał za 45% zawartych transakcji, co czyni go najbardziej aktywnym sektorem.
  • Stopa pustostanów na koniec roku wyniosła 10,7%, co oznacza wzrost o 2,2% w porównaniu z końcem 2018 roku.
  • Stawki bazowe czynszów dla najlepszych lokalizacji w centrum Krakowa wynoszą obecnie 15 EUR/mkw., co stanowi wzrost o 3,4% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Kraków nadal utrzymuje pozycję lidera na regionalnych rynkach biurowych. W ostatnich dwunastu miesiącach do użytku oddano 16 budynków o łącznej powierzchni 157 800 mkw., dzięki czemu całkowity zasób powierzchni biurowych wyniósł 1,42 miliona mkw. Największymi projektami oddanymi do użytku były Tischnera Office (Cavatina, 32 800 mkw.), V.Offices (AFI Europe, 21 650 mkw.) oraz Fabryczna Office Park B2 (Inter-Bud, 16 500 mkw.).

Dobra sytuacja na rynku powierzchni biurowych sprzyja rozwojowi przedsiębiorstw z branży nieruchomości komercyjnych. Zeszłorocznym liderem jest firma Cushman&Wakefield, której wolumen transakcji wyniósł prawie 85 tys. mkw. (w 31 umowach najmu), zajmując tym samym 26% rynku. Jest to już drugi raz w ostatnich trzech latach, kiedy firma zdobywa pierwsze miejsce będąc najbardziej aktywną agencją doradczą na rynku najmu powierzchni biurowych w Krakowie.

Popyt powierzchni biurowych w Krakowie

W ostatnim roku aktywność na rynku najmu w Krakowie osiągnęła rekordowy poziom. W 2019 roku najemcy zawarli umowy najmu o łącznej powierzchni 266 700 mkw., co przekłada się na wzrost o 28% w stosunku do rekordowego roku 2018 i jest największą wartością od początku prowadzenia statystyk na krakowskim rynku biurowym. Nowe umowy stanowiły 55% wszystkich transakcji a renegocjacje i ekspansje odpowiednio 33% i 12%. Warto też dodać, że 37% wszystkich zawartych umów stanowiły umowy przednajmu.

Motorem napędowym rynku biurowego w Krakowie jest popyt firm z sektora usług SSC/BPO, głównie w segmencie Business Services oraz IT, ale również R&D. Od niemalże 2 lat do grona strony popytowej dołączyli również operatorzy powierzchni coworkingowych. Firmy planujące rozwój w stolicy Małopolski doceniają przede wszystkim dostępność talentów, rozpoznawalność Krakowa, postrzeganego jako sprawdzona marka i destynacja biznesowa z doskonałym zapleczem biurowym, a także stabilność i przewidywalność tego rynku – mówi Dariusz Madej, Senior Negotiator, ‌‌Cushman‌ ‌&‌ ‌Wakefield.

Największymi transakcjami najmu na krakowskim rynku biurowym, podpisanymi w ostatnich 12 miesiącach były: umowa przednajmu 19 300 mkw. w budynkach B2 i B3 kompleksu Fabryczna Office Park przez UBS, renegocjacja umowy przez Motorola Solutions System w budynkach Green Office A,B,C o łącznej powierzchni 17 100 mkw. oraz transakcja Sabre w budynku Tischnera Office o łącznej powierzchni 16 000 mkw.

Najbardziej aktywnym sektorem w Krakowie był sektor usług informatycznych – najemcy ci odpowiadali za blisko 45% wszystkich zawartych transakcji.

Stopa pustostanów powierzchni biurowych

Stopa pustostanów na koniec roku wyniosła 10,7%, co oznacza wzrost o 2,2% w porównaniu z końcem 2018 roku. Zwiększenie dostępności powierzchni biurowej jest spowodowane wysoką wartością nowej podaży odnotowaną w tym okresie. Wzrost wakatu jest widoczny także w wartości wskaźnika absorpcji netto, który na koniec roku wyniósł 113 500 mkw. i był o ponad 40 000 niższy niż nowa podaż w tym okresie.

Popyt na powierzchni biurowe pod koniec roku osiągnął rekordowy poziom 266 700 mkw. i był wyższy o ponad 28% w stosunku do tego z 2018 roku. Ponadto, w ostatnich czterech latach na rynku biurowym w Krakowie przybywało średnio ponad 160 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej rocznie i ta powierzchnia była błyskawicznie wchłaniana przez rynek utrzymując wskaźnik powierzchni niewynajętej na poziomie 9-11% – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, ‌ ‌Cushman‌ ‌&‌ ‌Wakefield.

Czynsze powierzchni biurowych w Krakowie

Stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe wzrosły o 3,4% na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Obecnie wynoszą 15 EUR/mkw./miesiąc. Najwyższe czynsze są osiągalne w projektach zlokalizowanych w centralnej części Krakowa, w lokalizacjach oferujących bardzo dobrą komunikację transportem publicznym. Na skutek ograniczonej podaży w centrum oraz dużego zainteresowania najemców tego typu lokalizacją prognozuje się dalszą presję na wzrost stawek czynszu w najbliższych 12 miesiącach.

Prognozy dla powierzchni biurowych w Krakowie

W najbliższych miesiącach Kraków będzie najbardziej aktywnym miastem pod względem ilości powierzchni planowanej do oddania do użytku. W budowie pozostaje ponad 257 500 mkw., z czego ponad 187 700 mkw. w 17 projektach jest planowana do oddania w 2020 roku.

W bieżącym roku Kraków cały czas będzie utrzymywać swoją pozycję jako największy rynek dla sektora usług dla biznesu i to właśnie ten sektor będzie odpowiadał za znaczną część popytu na powierzchnie biurowe. Według naszych prognoz wskaźnik dostępnej powierzchni w kolejnych 12 miesiącach będzie się utrzymywał na zbliżonym poziomie do tego zarejestrowanego w 2019 roku. Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszyć się będą planowane projekty zlokalizowane w centrum przy Rondzie Mogilskim i Rondzie Grzegórzeckim oraz w dzielnicy Grzegrzółki – dodaje Jan Szulborski.

Przy poziomie nowej podaży zbliżonym do 2019 roku, najemcy cały czas będą mieli szerokie spektrum dostępnej powierzchni do wyboru poza centrum miasta. Już w 2020 roku w Krakowie zostaną oddane do użytku takie projekty jak Unity Center czy kolejne fazy High 5ive bud. B, Wadowicka 3, Tertium Business Park, Podium Park, Zabłocie Business Park, Equal Business Park czy Fabryczna Office Park. Obecnie brak jest jakichkolwiek czynników zewnętrznych, które mogłyby zaburzyć wzrost aktywności najemców, który obserwujemy od 2012 roku – dodaje Dariusz Madej.

Zbliża się termin zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych – czyli jakie obowiązki wynikają z ustawy AML

13 kwietnia br. mija termin, w którym zgodnie z zapisami Ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu z dnia 1 marca 2018, należy dokonać zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych spółek do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych. Kogo należy zgłosić, kto powinien tego dokonać i jaka jest rola instytucji obowiązanych w zakresie AML (Anti-Money Laundering)?

Aktualizacja (12.03.2020): Sytuacja związana z obowiązkowym wpisywaniem się firm do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych najprawdopodobniej ulegnie zmianie, gdyż przesunięcie terminu pojawiło się wśród propozycji Ministerstwa Rozwoju w ramach opracowywanego właśnie w związku z koronawirusem pakietu osłonowego dla przedsiębiorców. 

Czym jest Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych?

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych działa od 13 października 2019 roku. Został wprowadzony Ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, co z kolei jest implementacją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/849 z 20 maja 2015 r. w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu.

Nowo powstająca spółka ma 7 dni od momentu wpisania do KRS na zgłoszenie do CRBR. Skąd zatem data 13 kwietnia 2020 roku? Termin ten wynika z półrocznego okresu przejściowego po uruchomieniu rejestru. Dotyczy to spółek, które istniały wcześniej, czyli widniały w KRS przed 13 października 2019 roku.

Generalnie rejestr ma powodować, że przestępcom lub potencjalnym przestępcom trudniej będzie się ukryć w skomplikowanych strukturach powiązań spółek i grup kapitałowych.

Co warto podkreślić, dostęp do rejestru jest otwarty dla każdego i bezpłatny, co umożliwia kontrolę informacji przez otoczenie spółek. Jawność ma przyczynić się do zwiększenia przejrzystości operacji finansowych, obrotu gospodarczego i podmiotów w nim uczestniczących. Tym samym ma podnieść zaufanie do rynku finansowego.

Kim jest Beneficjent Rzeczywisty?

Termin ten pojawił się w polskiej ustawie jako implementacja określania „ultimate beneficial owner” obecnego w unijnej dyrektywie.

Najprościej rzecz ujmując beneficjentem rzeczywistym jest osoba fizyczna sprawująca bezpośrednią lub pośrednią  kontrolę nad spółką. Kontrola ta opiera się na posiadanych uprawnieniach, które wynikają z okoliczności prawnych lub faktycznych, które umożliwiają wywieranie decydującego wpływu na czynności lub działania podejmowane przez spółkę.

O czym pamiętać przy zgłoszeniu do CRBR?

Przede wszystkim należy pamiętać, że wpis do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych jest obowiązkowy. Podmioty do tego zobligowane zapisami Ustawy, które nie dokonają wpisu we wskazanym terminie mogą liczyć się ze znacznymi sankcjami. Kara finansowa może sięgać nawet miliona złotych.

Zatem osoby uprawione do reprezentowania spółek jawnych, komandytowych, komandytowo-akcyjnych, z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjnych (poza tymi  notowanymi na giełdzie) dla ich dobra powinny wywiązać się z obowiązku we wskazanym terminie.

Zgłoszeniu podlegają nie tylko dane identyfikacyjne beneficjenta rzeczywistego, ale także dane spółki, jak i jej uprawionego reprezentanta, dokonującego wpisu. W przypadku beneficjenta należy podać: imię i nazwisko, obywatelstwo, państwo zamieszkania, PESEL (lub datę urodzenia, jeśli dana osoba nie posiada numeru PESEL), a także informacje o wielkości i charakterze udziału lub uprawnieniach mu przysługujących.

Obowiązki instytucji obowiązanych

Instytucje obowiązane to kolejny istotny termin wynikający z Ustawy AML. To szeroka i zróżnicowana grupa, w skład której wchodzą firmy, instytucje, organizacje i stowarzyszenia oraz indywidualni przedsiębiorcy. Zgodnie z zapisami są one  zobligowane do realizacji szeregu zadań w odniesieniu do przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Jedną z instytucji obowiązanych jest biegły rewident. W jego przypadku obowiązki wynikające z Ustawy AML zaczynają się jeszcze przed podjęciem współpracy z klientem. Biegły jest zobowiązany do przeprowadzenia oceny ryzyka klienta, m.in. poprzez identyfikację i weryfikację beneficjenta rzeczywistego. W przypadku negatywnej oceny ryzyka klienta, bądź gdy nie ma możliwości ustalenia beneficjenta rzeczywistego, biegły nie nawiązuje stosunków gospodarczych z klientem, bądź rozwiązuje te już podjęte.

Taka ocena klienta nie jest dokonywana jedynie na początku współpracy, ale musi być kontynuowana i aktualizowana w trakcie współpracy. Biegły jest obowiązany prowadzić stały monitoring informacji o kliencie oraz o stosunku gospodarczym między nim, jako instytucją obowiązaną, a klientem.

W przypadku zidentyfikowania okoliczności wzbudzających podejrzenie prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, instytucja obowiązana przekazuje te informacje do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Współdziałanie z GIIF jest obowiązkiem instytucji obowiązanej. To właśnie GIFT sprawuje kontrolę wykonania przez instytucje obowiązane obowiązków w zakresie AML. W przypadku, gdy podejrzenia wypełniają dyspozycję art. 299 Kodeksu karnego, biegły zgłasza ten fakt także do prokuratury.

Biegli rewidenci, podobnie jak inne instytucje obowiązane, są zobowiązani także do wdrożenia czynności o charakterze organizacyjnym wewnątrz firm audytorskich. Dotyczą one m.in. opracowania wewnętrznych procedur AML, wskazania osób odpowiedzialnych za obszar AML, przeprowadzania szkoleń dla pracowników oraz archiwizowania dokumentów związanych z wykonywaniem obowiązków wynikających z Ustawy.

W przypadku naruszeń Ustawy przez instytucję obowiązaną możliwe jest nałożenie na nią kary administracyjnej. Może być to kara finansowa liczona nawet w milionach złotych, ale także cofnięcie koncesji lub zezwolenia albo wykreślenie z rejestru działalności regulowanej.

Autorem komentarza jest Kamil Walczuk, Biegły Rewident, współzałożyciel Polskiej Grupy Audytorskiej – pierwszej krajowej sieci firm audytorskich

Jak EBC będzie walczył z epidemią koronawirusa?

W najbliższych godzinach uwaga rynków finansowych spocznie na spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. Jakie kroki podejmą decydenci?

Po tym, jak amerykańska Rezerwa Federalna i Bank Anglii zdecydowały się na nadzwyczajne obniżki stóp procentowych o 50 punktów bazowych w odpowiedzi na epidemię koronawirusa, inwestorzy będą obserwować, na wdrożenie jakich środków w odpowiedzi na ryzyko wynikające z nowej epidemii zdecyduje się bank centralny strefy euro.

Spotkanie decyzyjne Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego odbędzie się już w ten czwartek. W kontekście spotkania dość powszechnie oczekuje się rozluźnienia polityki pieniężnej banku centralnego. Sądzimy, że obniżka stóp procentowych jest wysoce prawdopodobna, jak również możliwe jest ogłoszenie dodatkowych środków mających przeciwdziałać ekonomicznym skutkom koronawirusa. Zagrożenia wynikające z epidemii nie dotyczą już tylko faktu, że gospodarki strefy euro są w dużym stopniu zależne od popytu zewnętrznego. Agresywne rozprzestrzenianie się wirusa w krajach strefy euro może wywołać szok popytowy, przekładający się na ujemny wzrost PKB w pierwszym kwartale 2020 roku wśród części kluczowych gospodarek strefy euro. Po tym, jak rząd Włoch w weekend ogłosił decyzję o kwarantannie obejmującej większość północnych prowincji, na początku tygodnia ogłoszono kwarantannę całego kraju. Sądzimy, że Włochy z wysokim prawdopodobieństwem wpadną w techniczną recesję, notując ujemny wzrost w pierwszym kwartale br.

Podstawowym problemem Europejskiego Banku Centralnego, który odróżnia sytuację tej instytucji od jej odpowiedników w Stanach Zjednoczonych oraz w Wielkiej Brytanii, jest niemal zupełny brak przestrzeni do obniżania stóp procentowych. Stopa depozytowa Europejskiego Banku Centralnego znajduje się już teraz głęboko poniżej zera (-0,5%). Wydaje się, że w konsekwencji prawdopodobnej obniżki tej stopy procentowej o 10 punktów bazowych znajdzie się ona blisko wartości granicznej, do której stopy procentowe mogą zejść, zanim ich negatywny wpływ na sytuację sektora bankowego przewyższy korzyści z ich obniżki. Sądzimy, że podczas najbliższego spotkania bank centralny będzie musiał zachować szczególną ostrożność, aby osiągnąć jak najwięcej korzyści ze swoich działań.

Nasze oczekiwania są zgodne z oczekiwaniami rynku – spodziewamy się, że w czwartek Europejski Bank Centralny zdecyduje się na obniżenie stopy depozytowej o 10 pb., do poziomu -0,6%. Oprócz tego sądzimy, że decydentom będzie zależało na tym, aby ich działania nie były przesadne. Naszym zdaniem zdecydują się oni na zrobienie minimum oczekiwanego przez rynek, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że bank centralny nie dysponuje obecnie zbyt szerokim zestawem narzędzi, z jakich może skorzystać. Sądzimy, że bank niechętnie zwiększy program QE o nie więcej niż 10 mld EUR (podnosząc obecną wartość skupowanych aktywów do 30 mld EUR miesięcznie). Byłby to powrót do tempa, w jakim EBC skupował aktywa przez większość 2018 roku (Wykres 1). O ile taka decyzja nie powinna mieć zbyt istotnego wpływu na gospodarkę strefy euro, to tego typu jednoznaczny komunikat zasugerowałby rynkom, że bank centralny jest gotowy i zdolny do podjęcia działań, jeśli sytuacja nadal by się pogarszała.

Wykres 1: Aktywa skupowane miesięcznie przez EBC w ramach programu QE (2014 – 2020)

Aktywa skupowane miesięcznie przez EBC w ramach programu QE
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09/03/2020

Przewodnicząca EBC, Christine Lagarde, najpewniej również będzie chciała podkreślić, że bank centralny jest gotowy zapewnić dodatkową płynność strefie euro, zwłaszcza sektorom najbardziej dotkniętym epidemią koronawirusa. Spodziewamy się zatem, że Europejski Bank Centralny rozszerzy program tanich pożyczek dla banków, czyli ukierunkowanych długoterminowych operacji refinansujących (TLTRO). Możliwe, że w tym kontekście EBC ogłosi wyraźne polepszenie warunków udzielania pożyczek bankom krajowym, o ile instytucje kredytowe objęte tym programem będą w łagodniejszy sposób podchodzić do sytuacji małych i średnich przedsiębiorstw, które prawdopodobnie najmocniej odczują skutki nowej epidemii. Przykładem takich działań może być większa wyrozumiałość banków w podejściu do obsługi zadłużenia i odraczanie spłaty długu. Odroczenie tego typu dla części kredytobiorców ogłosiły ostatnio Włochy.

Oprócz opisanych wyżej środków oczekujemy również, że Lagarde ogłosi ostrą obniżkę prognozy EBC dotyczącej wzrostu gospodarczego w strefie euro w 2020 roku z wcześniej szacowanego poziomu 1,1%, wymieniając również koronawirus jako największe zagrożenie dla globalnej gospodarki w krótkim terminie. Przewodnicząca EBC najpewniej po raz kolejny odniesie się również do polityki fiskalnej, stwierdzając, że bank centralny nie jest w stanie działać w pojedynkę, wspierając gospodarkę wspólnego bloku, i że państwa członkowskie powinny odegrać swoją rolę, zwiększając wydatki rządowe. Jak wspominaliśmy jednak w naszym raporcie o nadzwyczajnej obniżce stóp procentowych Rezerwy Federalnej, podstawowym problemem, jaki stoi obecnie przed bankami centralnymi jak i przed ministrami finansów, jest to, że nawet wspólne działania z zakresu polityki monetarnej i fiskalnej mogą odnieść ograniczone skutki w przypadku, gdy mierzą się z kryzysem zdrowotnym. Obniżki stóp procentowych i zwiększone wydatki nie „stworzą szczepionki” i najpewniej nie będą zbyt pomocne w zwalczaniu szoku podażowego wywołanego przez wirusa. Powyższa kwestia może przełożyć się na ograniczenie zakresu działań, jakie decydenci ogłoszą podczas jutrzejszego spotkania. Uważamy, że bank centralny skupi się na kwestii utrzymania dostępu do finansowania, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które są najbardziej narażone na szok związany z koronawirusem. Sądzimy, że możliwość wprowadzenia na poziomie regulacyjnym większej wyrozumiałości w egzekwowaniu długów przez banki, które ułatwiłyby dostęp do finansowania małym i średnim firmom, czy nawet ukierunkowane pożyczki będą stanowić większe wsparcie dla gospodarki niż cięcia stóp procentowych czy zwiększenie programu QE. Oprócz zawartych powyżej oczekiwań, sądzimy też, że przekaz mający wywrzeć presję na europejskie rządy i skłonić je do rozluźnienia polityki fiskalnej w czwartek wybrzmi głośniej niż kiedykolwiek.

Co tyczy się perspektyw euro, sądzimy, że waluta ta jest dobrze umocowana do dalszej aprecjacji w stosunku do dolara amerykańskiego w nadchodzących miesiącach. Rezerwa Federalna ma większe pole do obniżek stóp procentowych niż Europejski Bank Centralny. Nawet jeśli EBC w czwartek ogłosi środki przewyższające oczekiwania rynku – co naszym zdaniem się nie stanie – Fed podczas spotkania w przyszłym tygodniu najpewniej obetnie stopy procentowe o co najmniej 25 pb. (obecna wycena kontraktów fed funds futures sugeruje, że rynek spodziewa się cięcia rzędu 50-75 pb.). Tym samym jeszcze bardziej zmniejszy się dotychczas istotna różnica w poziomach stóp procentowych między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro, co jest zdecydowanie pozytywną informacją dla euro. W związku z oczekiwaniami dotyczącymi spadku stóp procentowych w USA, kurs EUR/USD doświadczył ostatnio istotnego wzrostu, co przełożyło się również na spadek pary USD/PLN do najniższego poziomu od lipca (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs USD/EUR & USD/PLN (luty ‘20 – marzec ‘20)

Kurs USD
Źródło: Refinitiv Data: 11/03/2020

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Niespodzianka z Wysp

Anglosasi najwyraźniej mają inną koncepcję prowadzenia polityki monetarnej niż RPP. Brytyjczycy postanowili nie czekać z założonymi rękami i obniżyli stopy procentowe od razu o 0,5%. Najwyraźniej prognozy danych makroekonomicznych gwałtownie się pogarszają i postanowili działać z wyprzedzeniem.

Dolar odrabia straty

Ostatnie dwa tygodnie były bardzo trudne dla posiadaczy dolarów. Amerykańska waluta leciała w dół z kilku powodów. Po pierwsze i chyba najważniejsze, jest to strach przed dalszymi obniżkami stóp procentowych. Skoro Rezerwa Federalna (bardzo lubiąca otwartą komunikację z rynkiem) zdecydowała się na nadzwyczajną obniżkę stóp procentowych i to od razu o 0,5%, to znaczy, że można spodziewać się dalszych ruchów. Drugim powodem była bardzo wysoka wartość dolara, co w połączeniu z obniżką stóp procentowych dało bardzo silny impuls. Nie bez znaczenia jest też poziom emocji na rynkach, który powoduje, że niektóre reakcje są niewspółmierne do bodźców.

Mała stabilizacja

Po zamieszaniu z poniedziałku, kiedy to na otwarciu rynki gwałtownie spadły, a notowania w niektórych krajach były zawieszane, dalej mamy zwiększoną zmienność na wielu instrumentach i walutach. Trochę odzyskała ropa, ale po skali spadków było widać, że jest przestrzeń na drobne odbicie. Dalej bardzo źle wyglądają giełdy, które wciąż są blisko wielomiesięcznych minimów. Większość indeksów zbliża się również do dołków z 2016, a niektóre indeksy jak WIG20 pokazują najniższy poziom od kilkunastu lat.

Niespodzianka z Wysp

Bank Anglii podobnie (jak koledzy za oceanem) podjął decyzję, że nie warto czekać do najbliższego planowanego posiedzenia skoro i tak wiedzą, co chcą zrobić. Na nadzwyczajnym posiedzeniu obniżono stopy procentowe z 0,75% do 0,25%. Decyzja była jednogłośna, żaden z 9 członków gremium się nie wstrzymał. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku niespodziewanej obniżki w USA inwestorzy przyjęli to bardzo spokojnie. Tutaj funt wręcz zyskuje po tej decyzji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Chiny odzyskały już 3/4 swojego potencjału gospodarczego, utraconego w wyniku epidemii koronawirusa

Tempo wzrostu chińskiego handlu w pierwszych dwóch miesiącach 2020 r. było najniższe od 2016 r. Spadek ten jest mimo wszystko niewielki w porównaniu z 2009 r., kiedy to eksport i import obniżyły się odpowiednio do -26.5% i -43.1% r./r w ciągu jednego miesiąca. W styczniu i lutym 2020 r.[1] , eksport i spadły odpowiednio o -17.2% i -4.0% y/y (Rysunek 1). Spadek eksportu był większy niż przewidywano i oznacza najsłabszy początek roku od 2016 r. W najbliższych miesiącach może dojść do dalszego pogorszenia sytuacji w handlu, gdyż środki zapobiegania rozprzestrzenianiu się epidemii na świecie działają jako główna bariera handlowa.

W Euler Hermes szacujemy, że środki zapobiegania rozprzestrzenianiu się epidemii w Chinach prawdopodobnie będą kosztować -3 p.p. wzrostu PKB Chin w I kw. r./r., w tym -1,8 p.p. ze względu na niższą konsumpcję prywatną. Drastyczne środki wciąż stosowane w prowincji Hubei (która odpowiada około 4,5% PKB Chin) wraz z ogólną ostrożnością i ograniczeniem kontaktów między ludźmi w pozostałej części Chin wpływają na konsumpcję gospodarstw domowych, zwłaszcza na wydatki nieobowiązkowe, o charakterze uznaniowym. Odbudowa ufności konsumenckiej i powrót ich wydatków do normalnego poziomu może zająć więcej czasu niż przywrócenie produkcji. Wciąż wolumen transakcji na rynku nieruchomości pozostaje około 70% poniżej zwykłego poziomu, jaki notowano o tej porze roku (oryg.: „w szóstym tygodniu po Księżycowym Nowym Roku”) (Rysunek 2).

Miesiąc po wprowadzeniu środków zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa można było zaobserwować ich efekt – nastąpił punkt zwrotny w rozwoju epidemii w Chinach. Aktualnym priorytetem będzie prawdopodobnie wznowienie działalności gospodarczej. Szacujemy, iż gospodarka chińska jest obecnie około 25% poniżej swojego zwykłego poziomu. Liczba „aktywnych” przypadków choroby, tj. liczba ludzi nadal chorych i potencjalnie zarażonych, spada od 18 lutego (19016 w dniu 8 marca w stosunku do rekordowej liczby 58 016). Dane dzienne dotyczące natężenia ruchu na drogach i zużycia węgla sugerują, że cała chińska gospodarka wciąż pracuje około 25% poniżej swojego zwykłego poziomu dla tej pory roku (Rysunki 3 i 4). Dane za styczeń-luty dotyczące produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inwestycji, które zostaną opublikowane 16 marca, przedstawią pełny obraz tego, w jakim stopniu epidemia COVID-19 dotknęła chińską gospodarkę.

W Euler Hermes oczekujemy, iż powrót chińskiej gospodarki do działalności w pełnym zakresie, na zwyczajowym poziomie produkcji i obrotów nastąpi do końca kwietnia. Władze będą uruchomiać gospodarkę stopniowo w celu ograniczenia ryzyka ponownego wzrostu zarażeń COVID-19, wraz z powrotem migrujących pracowników do swoich miejsc pracy, i wraz z pogorszeniem się epidemii w innych częściach świata (Rysunek 5). Według stanu na dzień 5 marca, chińskie władze potwierdziły 36 przypadków wirusa COVID-19 przywiezionego z zagranicy, tj. około 40% nowych przypadków w ciągu dziesięciu w całych Chinach z wyłączeniem prowincji Hubei.

Rysunek 1 – Wzrost handlu zagranicznego Chin (% r./r.)

Wzrost handlu zagranicznego Chin
Źródło: Służba Celna Chin, Allianz Research

AUTOR ANALIZY: FRANÇOISE HUANG, Starszy Ekonomista, Dział Badań Ekonomicznych Euler Hermes

[1] W kontekście epidemii COVID-19 chińskie władze opublikowały skumulowane dane handlowe za styczeń i luty. Nie ma w tym nic niezwykłego, ponieważ niektóre dane w Chinach są publikowane w ten sposób, aby usunąć sezonowy wpływ ruchomego Księżycowego Nowego Roku.

Agencja Badań Medycznych rozpoczyna projekt własny dedykowany inicjacji prac nad poszukiwaniem szczepionki przeciw koronawirusowi

Agencja Badań Medycznych, w porozumieniu z Ministrem Zdrowia, prof. Łukaszem Szumowskim, przygotowała projekt własny w zakresie opracowania szczepionki na koronawirusa (wirusa SARS-CoV-2).

Celem projektu prowadzonego przez ABM jest włączenie polskich ośrodków naukowych do ogólnoświatowych badań nad skuteczną szczepionką na koronawirusa, powodującego zakaźną chorobę COVID-19.

Z raportu WHO wynika, że na dzień 8 marca 2020 r. w ponad 100 państwach potwierdzono laboratoryjnie zakażenie pacjentów koronawirusem SARS-CoV-2, a łączna liczba pacjentów sięgnęła ponad 105 tysięcy, z czego ponad 3500 osób zmarło. W Polsce pacjent „zero” został zidentyfikowany we środę 4 marca 2020 roku. Obecnie służby epidemiologiczne informują o 25 przypadkach zakażeń wykrytych u pacjentów.

„Wobec zagrożenia epidemiologicznego Agencja Badań Medycznych musi szybko zareagować tworząc dedykowany program, który zainicjuje udział polskich naukowców w projektach międzynarodowych w zakresie badań nad szczepionką przeciw CoV-2. Podjęliśmy rozmowy z Amerykanami w sprawie wspólnych badań i liczymy, że szybko przyniosą one efekty. W razie potrzeby będziemy dynamiczne zwiększać dedykowane środki finansowe” – podkreśla dr n. med. Radosław Sierpiński –  Prezes Agencji Badań Medycznych.

W związku z bardzo szybkim wzrostem zakażeń na świecie trwają intensywne prace nad poznaniem biologii koronawirusa SARS-CoV-2 jak i nad stworzeniem skutecznej szczepionki na chorobę COVID-19.

W reakcji na zagrożenie epidemiologiczne, Agencja Badań Medycznych podejmuje działania mające na celu realizację współpracy międzynarodowej i udziału polskich naukowców w międzynarodowych pracach badawczych nad koronawirusem. Jak podkreśla Prezes Sierpiński, Agencja Badań Medycznych podjęła już rozmowy m.in. ze stroną amerykańską, w tym National Institutes of Health (NIH) i dr. Anthony’m S. Fauci – Dyrektorem Instytutu Chorób Zakaźnych w Waszyngtonie oraz z agendami Komisji Europejskiej i Uniwersytetami Medycznymi w Europie, a także ambasadą Chin.

Wspólne działania mają ułatwić koordynację czynności podejmowanych w walce z wirusem
i przyczynią się do opracowania szczepionki chroniącej przed COVID-19 umożliwiając Polsce udział w toczących się na świecie pracach.

Projekt realizowany przez Agencję Badań Medycznych pozwoli na połączenie sił najlepszych światowych ośrodków, wykorzystanie potencjału polskiej kadry naukowej w czołowych pracach prowadzonych nad opracowaniem szczepionki przeciwko COVID-19 oraz wykorzystaniem dotychczasowych doświadczeń zdobytych podczas realizacji innych badań epidemiologicznych.

Wróciłeś z rejonu objętego koronawirusem i nie powiadomiłeś o tym pracodawcy? Musisz liczyć się z konsekwencjami

Obecny wzrost zagrożenia koronawirusem znacząco utrudnił bądź uniemożliwił odbycie urlopu zagranicą, jednak mimo to wielu Polaków ostatecznie zdecydowało się na wyjazd. Osoby, które wróciły z rejonu objętego zagrożeniem zakażenia się wirusem, na przykład z Włoch, i nie poinformowały o tym fakcie pracodawcy, muszą liczyć się z konsekwencjami prawnymi.

Osoby, które odbyły podróż do kraju zagrożonego koronawirusem i wróciły do Polski, a następnie umyślnie nie odbyły kwarantanny i nie dokonały profilaktycznych badań, mogą ponosić odpowiedzialność karną, ponieważ na podstawie art. 165 § 1 ust. 1 Kodeksu Karnego dopuszczają do szerzenia choroby zakaźnej. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego „szerzenie się” oznacza wystąpienie w krótkich odstępach czasu lub jednocześnie znacznej liczby zachorowań, co może prowadzić do epidemii.[1] Tym samym należy uznać, że pojawienie się w pracy takiego pracownika i nie poinformowanie pracodawcy o swoim wcześniejszym pobycie, stanowi w istocie „szerzenie” koronawirusa, co podlega odpowiedzialności karnej w postaci pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Problemy dla pracodawców

Wzrost zakażeń wirusem COVID-19 powoduje również szereg utrudnień dla pracodawców, którzy muszą łączyć prawa i obowiązki wynikające z Kodeksu Pracy z nową specustawą w sprawie koronawirusa.

– Pracodawca, na podstawie specustawy o koronawirusie, ma prawo skierować pracownika, który przebywał w ostatnim czasie na terenach zagrożonych, do pracy zdalnej na okres 14 dni. W przeciwieństwie do postanowień kodeksu pracy, w tym przypadku nie wymagana jest zgoda pracownika na taki rodzaj pracy. Niedopuszczalne jest jednak uznaniowe działanie pracodawcy w postaci nie dopuszczenia pracownika do pracy. Kodeks pracy oraz specustawa nie przewidują również możliwości odesłania pracownika na badania. Te mogą nastąpić jedynie za jego zgodą – komentuje Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

W przypadku gdy nie ma możliwości odesłania pracownika do pracy zdalnej, pracodawca może okresowo zwolnić pracownika z obowiązku świadczenia pracy. Może to jednak nastąpić jedynie za wypłatą pełnego wynagrodzenia za okres zwolnienia świadczenia pracy. W przypadku współpracowników osób, które nie poinformowały pracodawcy o swoim wcześniejszym pobycie i pojawiły się w pracy, a informacja ta wyszła na jaw, osoby te mogą skorzystać z uprawnienia do powstrzymania od wykonywania pracy, zawiadamiając o tym niezwłocznie przełożonego. Nie należy jednak utożsamiać takiego uprawnienia z prawem do opuszczenia miejsca pracy – pracownik powinien nadal pozostawać do dyspozycji pracodawcy, chociażby w postaci pracy zdalnej.

Odpowiedzialność odszkodowawcza względem pracodawcy

Poza wskazaną odpowiedzialnością karną, pracownik, który nie poinformował pracodawcy o swoim wcześniejszym pobycie i sprowadził zagrożenie dla zdrowia lub życia pozostałych współpracowników, może również ponosić odpowiedzialność odszkodowawczą względem pracodawcy. W takim przypadku nie znajdzie zastosowania zasada ograniczająca odpowiedzialność pracownika względem pracodawcy do wysokości trzech wynagrodzeń miesięcznych. Jeżeli bowiem pracownik wyrządził pracodawcy szkodę umyślnie, jest on obowiązany do naprawienia jej w całości.

– Są sytuacje, w których takie postępowanie pracownika może doprowadzić do rozwiązania z nim umowy o pracę z jego winy, bez zachowania okresu wypowiedzenia. Zgodnie z art. 52 § 1 ust. 1 k.p. takie rozwiązanie umowy o pracę może nastąpić w razie ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych. Tym samym, w sytuacji gdy np. pracownik pracowni serologicznej nie informuje swojego pracodawcy o swoim wcześniejszym pobycie i świadomie podejmuje pracę wiedząc, że istnieje ryzyko, iż jest nosicielem wirusa, pracodawca może z nim wypowiedzieć umowę o pracę ze skutkiem natychmiastowym. Niewątpliwie, w przypadku skazania pracownika za czyn polegający na szerzeniu choroby epidemiologicznej, w przypadku gdy skazanie to będzie uniemożliwiało dalsze zatrudniane na zajmowanym stanowisku, również art. 52 § 1 ust. 2 k.p. daję podstawę do wypowiedzenia umowy o pracę ze skutkiem natychmiastowym bez zachowania okresu wypowiedzenia – dodaje Ziębicki.

Zasady pracy w dobie koronawirusa są wyzwaniem zarówno dla pracodawców, jak również pracowników. Kluczową kwestią jest w dużej mierze otwarta i rzetelna komunikacja w firmach, która umożliwia dbanie o podstawowe zasady bezpieczeństwa, przy jednoczesnym zachowaniu sprawnego funkcjonowania przedsiębiorstw, aby nie doprowadzić do paraliżu.

Tylko do 13 kwietnia spółki mają czas na zgłoszenie swoich beneficjentów

Osoby fizyczne faktycznie sprawujące kontrolę nad spółką, nawet pośrednio, muszą zostać ujawnione najpóźniej do 13 kwietnia 2020 r. w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych. Spółkom zostało więc niewiele czasu, aby ustalić, kogo jako swojego UBO (ang. Ultimate Business Owner) wpiszą do zarządzanego przez Ministra Finansów rejestru. Niedopełnienie tego obowiązku zagrożone jest karą nawet do 1 000 000 zł.

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych (dalej „CRBR”) został powołany Ustawą z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. 2018 poz. 723), ale wszedł w życie dopiero 18 miesięcy od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, czyli 13 października 2019 r. Data ta jest na tyle istotna, że zgodnie z art. 195 wskazanej ustawy spółki wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego przed tą datą mają czas na zgłoszenie swoich beneficjentów rzeczywistych w terminie do 13 kwietnia 2020 r. Spółki zarejestrowane w KRS od 13 października 2019 r. muszą wskazywać swoich UBO na bieżąco, w terminie 7 dni od dnia rejestracji. Taki sam siedmiodniowy termin obowiązuje na zgłoszenie zmian w zakresie podlegającym ujawnieniu informacji.

Dane beneficjenta rzeczywistego

Art. 58 ustawy o praniu pieniędzy wskazuje, że zobowiązanymi do ujawniania swoich beneficjentów rzeczywistych są spółki: jawne, komandytowe, komandytowo-akcyjne, z o.o., akcyjne (z wyjątkiem spółek publicznych), a od 1 marca 2020 r. także proste spółki akcyjne. Informacje do CRBR przesyłane wyłącznie drogą elektroniczną zawierać mają dane identyfikujące zgłaszającą spółkę oraz dane beneficjenta rzeczywistego, członka organu lub wspólnika uprawnionego do jej reprezentacji. Są to informacje wskazujące: imię, nazwisko, obywatelstwo, PESEL, a w jego braku datę urodzenia, a także wielkość i charakter udziału beneficjenta lub przysługujących mu uprawnień oraz państwo, w którym zamieszkuje.

Kto inny UBO, kto inny kierownikiem

Kto jest beneficjentem rzeczywistym? Jego definicję zawiera art. 2 ust. 2 pkt 1 ww. ustawy. Jest nim osoba fizyczna, która dzięki posiadanym uprawnieniom, chociażby pośrednio, sprawowała kontrolę nad spółką, miała decydujący wpływ na jej działalność lub to w jej imieniu spółka nawiązywałaby stosunki gospodarcze lub transakcję okazjonalną.

Dodatkowe, bardziej szczegółowe przesłanki rozpoznawania osób faktycznie sprawujących kontrolę nad podmiotem ustawa przewiduje w odniesieniu do osób prawnych innych niż spółka, której akcje zostały dopuszczone na rynek regulowany. W ich przypadku jako UBO spółka powinna wskazać osoby fizyczne posiadające więcej niż 25% udziałów, akcji, głosów, bądź też posiadające uprawnienia przysługujące spółce dominującej. Co ciekawe, piątą z dodatkowych przesłanek, uruchamianą w przypadku niemożności ustalenia osoby beneficjenta rzeczywistego poprzednio wskazanymi metodami, jest przesłanka zajmowania wyższego stanowiska kierowniczego.

Spółki holdingowe, fundacje prywatne, trusty

Inaczej więc należy w poszukiwaniu beneficjenta rzeczywistego analizować uprawnienia kontrolne w spółkach nieposiadających osobowości prawnej. Tu trudności ze wskazaniem UBO można napotkać zwłaszcza w spółkach komandytowych, w których różny jest zasięg kompetencji i odpowiedzialności komplementariuszy i komandytariuszy. Jednak większe komplikacje we wskazaniu osoby beneficjanta mogą powstać w przypadku spółki holdingowej, w której np. w posiadającej osobowość prawną polskiej spółce z o.o. udziałowcem będzie inna spółka zagraniczna lub fundacja prywatna. Ustawa wyróżnia także oddzielny krąg podmiotów mogących zostać uznanymi z UBO w ramach trustu.

1 000 000 zł i 8 lat więzienia

Osoba uprawniona do reprezentacji spółki, dokonując zgłoszenia do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych ww. informacji na temat spółki i jej beneficjenta rzeczywistego, czyni to pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia. Zgodnie więc z art. 233 Kodeksu karnego czyni to pod groźbą kary od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. To nie koniec, bowiem na mocy art. 68 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu może zostać pociągnięta do odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez podanie w tym zgłoszeniu nieprawdziwych danych, jak i za niedochowanie ustawowego terminu na wypełnienie tego obowiązku. Samym spółkom za naruszenie tych wymogów grozi kara pieniężna w wysokości do 1 000 000 zł (art. 153 ww. ustawy).

Audyt prawny posiadanych struktur

Problemy w identyfikacji beneficjenta rzeczywistego obarczone groźbą wysokich kar, zarówno dla samej spółki, jak i osoby składającej zgłoszenie do CRBR, to wystarczające przesłanki, aby powierzyć analizę swojej sytuacji prawnikowi specjalizującemu się w prawie korporacyjnym, kancelarii prawnej doświadczonej w tworzeniu krajowych i zagranicznych spółek oraz innych struktur organizacyjnych (np. fundacji prywatnych czy trustów). Przeprowadzony audyt prawny pozwoli obarczonym obowiązkiem informacyjnym podmiotom uniknąć owych negatywnych konsekwencji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nie tylko energetyka. Polskie firmy czeka również zmiana w gospodarce wodnej

Polskie przedsiębiorstwa coraz chętniej inwestują w proekologiczne źródła energii. Kolejnym wyzwaniem, które musi podjąć rodzimy przemysł, jest stworzenie bardziej przyjaznych środowisku warunków eksploatacji wody. Co ważne, już niewielka modernizacja, niewymagająca znacznych nakładów finansowych, może przyczynić się do oszczędności w wykorzystaniu tego cennego surowca.

Inwestycje związane z energetyką są koniecznością – widać to m.in. w Krajowym planie na rzecz energii i klimatu na lata 2021-2030. Zakłada on, że pod koniec tego okresu 21-23 proc. energii wytwarzanej w Polsce będzie pochodziło z odnawialnych źródeł. W ten sposób zmniejszy się nie tylko zużycie paliw kopalnych, ale również wody. To bowiem surowiec niezbędny w produkcji energii z węgla.

Tymczasem, zasoby wody w Polsce należą do najuboższych w Europie. W przeliczeniu na jednego mieszkańca to tylko 1600 m3 rocznie[1], a średnia w Unii Europejskiej jest znacznie wyższa i wynosi prawie 4600 m3. – Stawianie na zieloną energię przynosi wiele korzyści. Jedną z nich jest oszczędność wody, tak bardzo potrzebna w obliczu zagrożenia suszą. W ostatnich latach podczas upałów mieliśmy do czynienia z ograniczeniami w dostawach prądu, związanych właśnie z niemożnością odpowiedniego chłodzenia infrastruktury elektrowni węglowych – wskazuje Anna Żyła, Główny Ekolog Banku Ochrony Środowiska.

Potrzebne kolejne inwestycje

Przedsiębiorcy w Polsce chcą inwestować w proekologiczne rozwiązania w energetyce. Jak wynika z raportu BOŚ „Ekologia w biznesie, czyli plany i działania przedsiębiorstw w zakresie ochrony środowiska” z listopada 2019 roku, aż 38 proc. firm, posiadając środki na dowolne przedsięwzięcie, zdecydowałoby się na fotowoltaikę albo wymianę źródła energii lub ogrzewania. Znacznie mniej firm zadeklarowało jednak inwestycje w ograniczenie wykorzystania materiałów i surowców – 7 proc. Co więcej, w przeciągu ostatnich trzech lat tylko 3 proc. podmiotów zdecydowało się na wprowadzenie usprawnień w tym zakresie. Tymczasem, jest to konieczność – w bieżącym roku już w styczniu Polskie Gospodarstwo Wodne Wody Polskie informowało o suszy w kilku regionach Polski.

Inwestycje prowadzące do ograniczenia zużycia surowców, w tym również wody, nie muszą generować gigantycznych nakładów finansowych. Oczywiście, najbardziej efektywne jest modyfikowanie w odpowiedni sposób procesów produkcyjnych. Jednakże, wymierne korzyści może przynieść już nawet odpowiednie monitorowanie zużycia wody. Ma to szczególne znaczenie w najbardziej wodochłonnych branżach, takich jak spożywcza czy chemiczna – wyjaśnia Anna Żyła.

Od czego zacząć?

Warto pamiętać, że racjonalne gospodarowanie wodą w zakładach produkcyjnych dotyczy nie tylko samego procesu wytwórczego. Wiele można zrobić również w sferze socjalnej. Jednym z rozwiązań jest zainstalowanie w kuchniach i łazienkach wydajnych baterii z tzw. perlatorem. To specjalna końcówka napowietrzająca strumień, dzięki której możemy umyć produkty czy ręce, zużywając istotnie mniejszą ilość wody. Taka modernizacja pozwala zużywać nawet 60 proc. mniej surowca[2]. Co ważne, ceny jednostkowe tego typu urządzeń zaczynają się już od kilkunastu złotych. Innym, również wymagającym niewielkich nakładów finansowych rozwiązaniem, może być wykorzystywanie deszczówki. Zebrana podczas opadów woda może zostać użyta w celach przeciwpożarowych, do sprzątania (zakłady produkcyjne) czy nawadniania upraw (rolnictwo).

Duża modernizacja to znaczne oszczędności

Sposobem na mniejsze zużycie wody może być również tzw. recykling wody, który doskonale wpisuje się w koncepcję zrównoważonego rozwoju. To rozwiązanie, które może zostać wdrożone w przedsiębiorstwach wykorzystujących wodę w procesach chemicznych, np. przy płukaniu barwionego szkła. Zainstalowanie odpowiedniej oczyszczalni ścieków przemysłowych w takim zakładzie nie dość, że pozwala na odzysk kilkudziesięciu procent zużytej wody, to jeszcze umożliwia pozyskiwanie stosowanego w rolnictwie koncentratu amonowo-potasowego.

[1] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/pdfscache/1182.pdf

[2] http://www.agroindustry.pl/index.php/2017/11/29/101-sposobow-racjonalnego-gospodarowania-woda-w-przemysle-napojowym-cz-ii/

PGNiG Ventures rozpoczyna nabór projektów

PGNiG Ventures, fundusz corporate venture capital należący do PGNiG,  rozpoczął nabór projektów inwestycyjnych perspektywicznych  dla branży poszukiwawczo-wydobywczej i energetycznej.

Najciekawsze rozwiązania zostaną zaprezentowane przed ekspertami PGNiG Ventures i PGNiG SA podczas Pitch Day na przełomie marca i kwietnia br.
– Dzięki funduszowi typu VC chcemy aktywnie pozyskiwać innowacyjne rozwiązania dla całej Grupy Kapitałowej PGNiG. Możliwość inwestowania w te najbardziej obiecujące pozwoli nam współdecydować o kierunkach ich dalszego rozwoju, zwłaszcza że jesteśmy zainteresowani podmiotami z rynkowym dorobkiem. Jestem przekonany, że pod skrzydłami PGNiG Ventures rozwiną się jeszcze bardziej – powiedział Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG SA ds. Rozwoju.

Oprócz kryteriów strategicznych eksperci PGNiG Ventures będą też oceniali sytuację ekonomiczną potencjalnych inwestycji. W kręgu zainteresowania są m.in. spółki osiągające przychody na poziomie 100 tys. euro na przestrzeni 12 miesięcy.

– Szukamy małych i średnich spółek z potencjałem dynamicznego wzrostu, które budują przewagę konkurencyjną w oparciu o nowe technologie i usługi. Szczególnie interesują nas podmioty mogące wnieść wartość dodaną do branży poszukiwawczo-wydobywczej i energetycznej, na przykład w takich obszarach jak czysta energia, efektywność energetyczna, magazynowanie energii czy sztuczna inteligencja – powiedziała Małgorzata Piasecka, Prezes PGNiG Ventures. – Interesują nas scale’upy. Spółki, w które zainwestujemy muszą już mieć na koncie pierwsze sukcesy i sprawdzony produkt, jasno zdefiniowany rynek i klienta. W perspektywie kilku lat możemy zainwestować do 100 mln zł, a maksymalna wartość zaangażowania w jeden podmiot może wynieść
15 mln zł –
dodała Prezes Piasecka.

Strategia inwestycyjna zakłada angażowanie się w firmy będące w fazie rozwoju, ale przed dynamicznym wzrostem, posiadające zweryfikowany model biznesowy. W gronie potencjalnych spółek portfelowych są podmioty z Polski i pozostałych państw zwłaszcza z obszaru OECD. Fundusz będzie obejmować udziały mniejszościowe w spółkach, co pozwoli dotychczasowym właścicielom decydować o kluczowych kierunkach rozwoju. Maksymalne zaangażowanie w jeden podmiot, w dwóch rundach finansowania, wynosi 15 mln zł, a przewidywany okres inwestycji to 3-7 lat. W perspektywie kilku lat wartość kapitału PGNiG Ventures ma sięgnąć 100 mln zł.

Gdy jedni zawodzą, inni dogadzają

W środę rano wskazówka na barometrze rynkowych nastrojów skacze między strefami „risk-off” i „risk-on”. Z USA przyszło rozczarowanie tym, co otrzymano od Białego Domu względem tego, co dzień wcześniej obiecywano w temacie walki z wirusem. Ale gdy jedni zawodzą w postępach działań, inni zdają się dawać więcej niż się po nich oczekuje. Bank Anglii tnie stopę procentową o 50 pb i zapowiada programy wsparcia kredytowego dla firm. Dziś po południu brytyjski rząd powinien wzmocnić przekaz, zapowiadając pakiet fiskalny.

Rynki akcji są (ponownie) w odwrocie po tym, jak wczorajsza konferencja prasowa Białego Domu przyniosła niewiele szczegółów w temacie nowych środków gospodarczych do walki z koronawirusem. Prezydent Trump nie pojawił się na briefingu, choć jeszcze dzień wcześniej zapowiadał, że przedstawi „główny” pakiet ratunkowy. Nadzieje na stanowczą reakcję na zagrożenie nie zostały spełnione, a inwestorzy poczuli się oszukani. Polityczne obietnice zderzają się z rzeczywistością legislacyjną – duży pakiet wymaga dyskusji w Kongresie i zgody obu partii, które także i w tym przypadku chcą różnych rzeczy. W grę wchodzi też ukryta walka przed wyborami prezydenckimi, do której nikt się nie przyzna, a którą każdy ma na uwadze. Pocieszeniem są słowa sekretarza skarbu Mnuchina, który rozmawiał bezpośrednio ze spikerką demokratów Pelosi i zapewniał, że Kongres znajdzie konsensus. Mimo to wciąż za dużo jest nadziei i obietnic, a za mało konkretów, a to nie pomoże ustabilizować rynków. Tylko zmienność jest pewna.

Na starcie handlu w Europie pojawia się jednak iskierka nadziei, że niektórzy decydenci potrafią mniej mówić, a więcej robić. Bank Anglii w nadzwyczajnej decyzji obniżył stopę procentową o 50 pb do 0,25 proc. i zapowiedział wsparcie kredytowe dla firm w obliczu zagrożeń z tytułu koronawirusa. Program finansowania ma uwolnić do 100 mld GBP środków, które zapewnia firmom płynność lub zachęci do inwestycji, pomagając w odbiciu gospodarczym. Funt tracił tylko przez chwilę po decyzji, ale szybko zaczął odbijać. Sama decyzja o obniżce nie była zaskoczeniem – rynek dyskontował 37 pb cięcia do końca marca. Decyzja mogła się pojawić dopiero na regularnym posiedzeniu 26 marca albo przyjść dziś wraz z prezentacją założeń budżetu przez rząd (13:30). Zatem jedynie poranna pora jest zaskoczeniem, choć ma uzasadnienie w ograniczeniu fluktuacji rynkowych. Co ważniejsze, to agresywne cięcie stóp i program pożyczkowy pokazują, że władze monetarne i fiskalne przyszykowały skoordynowane działania o dużej skali. W efekcie rządowy pakiet ratunkowy może zaskoczyć pozytywnie i zapewnić, że zapaść gospodarcza Wielkiej Brytanii będzie płytsza, a odbicie szybsze i mocniejsze. Eliminując wpływ niższych stóp procentowych (kiedy wszyscy luzują, przestaje mieć to znaczenie), pozostaje wyścig o szybsze wyjście z kryzysu. Wielka Brytania wysuwa się przed szereg, co w średnim terminie zaoferuje ważne wsparcie dla aprecjacji GBP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Blisko 7 mln zł z PARP na podnoszenie kompetencji w branży motoryzacyjnej

Rusza konkurs Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na operatora, który zapewni wsparcie w postaci szkoleń i doradztwa firmom działającym w branży motoryzacyjnej. Udział w konkursie mogą wziąć m.in. ośrodki szkoleniowe, związki pracodawców, podmioty działające na rzecz rozwoju gospodarczego i przedsiębiorcy. Maksymalne dofinansowanie to 6,7 mln zł. PARP czeka na wnioski do 23 marca. Celem programu jest zmniejszenie istniejącej na rynku luki kompetencyjnej pomiędzy potrzebami pracodawcy a wiedzą pracownika.

Zadaniem operatora wyłonionego w IV rundzie konkursu „Szkolenia lub doradztwo wynikające z rekomendacji Sektorowych Rad ds. Kompetencji” będzie wybór podmiotu, który przeprowadzi rekrutację pracowników przedsiębiorstw i pomoże firmom z branży motoryzacyjnej uzyskać dofinansowanie na działania szkoleniowe lub doradcze w sektorze motoryzacyjnym. Całkowity koszt projektu musi się zmieścić w kwocie 7,4 mln zł. Wkład własny operatora stanowi co najmniej 10 proc. tej kwoty.

– Analiza potrzeb rynkowych pozwala Radzie ds. Kompetencji na dostarczenie wiarygodnych danych o potrzebach kompetencyjnych w danym sektorze. Dzięki tym informacjom operator może sprawnie wdrażać kierunki zmian. Tym razem stawiamy na branżę motoryzacyjną. Chcemy, aby wiedza zdobywana w szkołach, na uczelniach czy podczas kursów jeszcze bardziej odpowiadała na realne potrzeby pracodawców rynku motoryzacyjnego – mówi Katarzyna Karpińska, ekspert Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach.

O dofinansowanie PARP mogą ubiegać się podmioty lub organizacje posiadające nie tylko potencjał kadrowy czy ekonomiczny, ale również doświadczenie w zakresie realizacji usług szkoleniowych lub doradczych, np.:

  • podmioty działające na rzecz zatrudnienia, rozwoju zasobów ludzkich lub potencjału
  • adaptacyjnego przedsiębiorców,
  • podmioty działające na rzecz rozwoju gospodarczego,
  • organizacje pracodawców,
  • organizacje samorządu gospodarczego,
  • organizacje związkowe,
  • przedsiębiorcy.

Dofinansowanie PARP może zostać przeznaczone m.in. na rekrutację przedsiębiorców, usługi szkoleniowe czy doradcze.

Skąd ta luka kompetencyjna?

Katalizatorem zapoczątkowanych przez PARP inicjatyw edukacyjnych są Sektorowe Rady ds. Kompetencji. Odpowiadają one za dopasowanie oferty edukacyjnej do potrzeb przedsiębiorców w poszczególnych sektorach. Dzięki współpracy Rad z pracodawcami i jednostkami naukowymi są one w stanie zidentyfikować lukę kompetencyjną w danym obszarze i wyznaczyć kierunki zmian. Aktualnie istnieje 17 Sektorowych Rad ds. Kompetencji, z czego 7 prężnie funkcjonuje w następujących sektorach: IT, motoryzacja, turystyka, budownictwo, finanse, moda i innowacyjne tekstylia oraz opieka zdrowotna. Kolejne 10 niedługo rozpocznie działalność.

– Wraz z pędzącym rozwojem technologicznym oraz zmieniającym się sposobem zarządzania organizacjami coraz większy staje się deficyt kompetencji pracowników. Najczęściej wynika on z nieodpowiednio przygotowanego programu nauczania. Konkurs PARP powstał właśnie po to, by temu zapobiec. Stale monitorujemy potrzeby pracodawców i wspólnymi siłami próbujemy dostosować ofertę edukacyjną do oczekiwań zarówno pracodawców, jak i pracowników – mówi Katarzyna Karpińska.

Co piąty Polak twierdzi, że nie spłaca pożyczki, bo inni też nie spłacają

Z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że ponad 40 proc. Polaków spóźnia się z regulowaniem swoich zobowiązań (np. rat kredytów, pożyczek, alimentów, opłat za mieszkanie czy telefon). Co 5 osoba w naszym kraju przyznaje, że nie będzie spłacać zobowiązań, bo inni też nie spłacają.[1] Dlaczego rodacy nie regulują należności w terminie i jak to tłumaczą?

Aż 94 proc. Polaków twierdzi, że spłacanie zobowiązań jest obowiązkiem moralnym każdego z nas. Tak wynika z raportu „Moralność finansowa Polaków” opracowywanego rokrocznie przez ZPF. Spłacanie zadłużenia, które już narosło, to jedno. Spłacanie swoich bieżących zobowiązań w terminie, by nie dopuścić do sytuacji, w której mamy zadłużenie, to już inna kwestia.

Spóźniam się z płatnościami, raz częściej, raz rzadziej

Aż 40 proc. rodaków spóźnia się ze spłatą swoich zobowiązań.[2] Prawie 30 proc. twierdzi, że zdarza się to czasami, a 6,4 proc. – regularnie. Co ciekawe 5,4 proc. respondentów przyznaje się do spóźnień, ale tylko w przypadku niektórych zobowiązań. W pierwszej kolejności Polacy regulują przede wszystkim tzw. opłaty stałe (np. czynsz) – tak twierdzi 60 proc. ankietowanych, a dopiero później spłacają zobowiązania z tytułu tzw. pieniędzy pożyczonych (np. kredytów) – tak deklaruje 40 proc.

Z badania ZPF wynika, że konsumenci bywają optymistami, mimo trudności finansowych. Aż 54 proc. osób posiadających nieuregulowane zobowiązania jest przekonana, że ich sytuacja finansowa poprawi się w ciągu kilku lat.[3] Profesor Dariusz Doliński, członek Komitetu Psychologii PAN, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej oraz wykładowca Uniwersytetu SWPS nazywa to pułapką pozytywnego myślenia. – Bierzemy kredyt, ale zakładamy, że jakoś go spłacimy. Kiedy nie mamy pieniędzy na ratę, czekamy aż wpadnie nam dodatkowa fucha, wtedy myślimy, że zapłacimy od razu za 2-3 zaległe raty – mówi. – Zamiast przezornie, od samego początku, czasem tylko nieznacznie zacisnąć pasa i płacić raty zgodnie z harmonogramem, dochodzimy do wniosku, że tak czy owak wyjdziemy z tej sytuacji obronną ręką. Zadłużenie rośnie, przestajemy je spłacać, a później nie widzimy sensu podejmowania już jakichkolwiek działań – dodaje prof. Doliński.

Nie ma sensu spłacać, bo…

Lista pretekstów do niespłacania zobowiązań jest długa. O najczęściej spotykane zapytał Związek Przedsiębiorstw Finansowych w badaniu realizowanym w ramach kampanii „Windykacja? Jasna Sprawa”. Celem projektu jest nie tylko szerzenie wiedzy na temat profesjonalnej windykacji, ale również edukacja, dotycząca mądrego zadłużania się i brania odpowiedzialności za swoje zobowiązania.

– Z tą odpowiedzialnością bywa różnie. Z jednej strony zdecydowanie deklarujemy, że  jesteśmy moralni. Większość z nas twierdzi, że spłacanie zadłużenia jest naszą powinnością. Z drugiej strony, działa mechanizm samousprawiedliwienia się – mówi Andrzej Roter, Prezes ZPF. – Co piąty Polak twierdzi, że nie będzie spłacał, bo inni też nie spłacają. Podobna grupa jest zdania, że nie będzie regulować pożyczki wziętej dla ojca, brata lub kogoś bliskiego, mimo że kolejne raty zobowiązania wymagają spłaty. Osoby te „nie przyznają się” do posiadania zadłużenia, chociaż to właśnie oni  widnieją w dokumentach jako kredytobiorcy. Uważają po prostu, że to nie ich zadłużenie – dodaje Andrzej Roter.

Z firma windykacyjną i tak nie da się dogadać…

Aż 16 proc. czyli właściwie co piąty ankietowany uważa, że nie będzie spłacał zadłużenia, bo z firmą windykacyjną i tak nie można się dogadać. – Oczywiście na rynku działa wiele podmiotów windykacyjnych. Co prawda, większość z nich prowadzi działania profesjonalne i przestrzega norm etycznych, chociażby zawartych w dokumencie Zasad Dobrych Praktyk ZPF, ale prawdą również jest, że jakaś część niekoniecznie. Warto jednak podjąć rozmowę z firmą windykacyjną, bo w zdecydowanej większości przypadków spotkać się można z wolą rozmowy, negocjacji i porozumienia. Warto rozmawiać chociażby i po to, by w sytuacji, kiedy nie prowadzimy spraw naszego budżetu domowego w sposób uporządkowany, dowiedzieć się z jakiego tytułu mamy zadłużenie i w jaki sposób przedstawiciel firmy windykacyjnej może nam pomóc. Często da się rozłożyć zadłużenie na dogodne raty, wydłużyć termin spłaty itd. Zdarza się, że o takie rzeczy konsumenci w ogóle nie pytają  – mówi Andrzej Roter, Prezes ZPF.

Co ciekawe, Polacy, którzy deklarują, że zadłużenie trzeba spłacać, jednocześnie nie widzą nic nieetycznego w pracy „na czarno”, by uniknąć ściągania z pensji długów, nawet już potwierdzonych wyrokami sądowymi (57,7 proc.), przepisywaniu majątku na rodzinę, by uniknąć roszczeń wierzycieli (52,8 proc.), albo w zatajaniu informacji, które mogłyby uniemożliwić zaciągnięcie nowej pożyczki (48 proc.).[4] – Warto byłoby zadać sobie pytanie: Czy mógłbym uniknąć powyższych zachowań, gdybym wcześniej odebrał telefon z firmy windykacyjnej, próbował dogadać się co do racjonalnego harmonogramu spłaty i zaczął regulować długi? – pyta Andrzej Roter.

Czy faktycznie jest aż tak źle?

– To nie jest tak, że wszyscy konsumenci są źli i nie spłacają swoich zobowiązań. Wręcz przeciwnie. Aż 49,5 proc. Polaków przyznaje, że płaci raty kredytów i inne należności w terminie. Co 10 rodak twierdzi, że w ogóle nie ma żadnych zobowiązań finansowych. Czy w takim podejściu jest metoda?

– Nie. Pożyczanie jest dla ludzi. Warto jednak podkreślić, że mówimy w tym przypadku o „mądrym pożyczaniu” i „mądrym spłacaniu” – mówi Andrzej Roter.

– Najlepiej oczywiście jest się nie zadłużać, czyli na samym początku, kiedy przejdzie nam przez myśl, by wziąć pożyczkę, od razu zrewidować swoje potrzeby. Dobre gospodarowanie domowym budżetem to dzisiaj umiejętność nie do przecenienia. Wystarczy zadać sobie pytanie: „czy koniecznie musimy w tym roku wyjechać na wakacje albo czy nowy iPhone naprawdę jest nam niezbędny do życia?”. Wystarczy trochę determinacji i cierpliwości, by oszczędzić pieniądze na tego rodzaju zachcianki i uniknąć nadmiernego obciążenia kredytami. Jeśli jednak już musimy go zaciągnąć, to musimy podejść do sprawy odpowiedzialnie i spłacać raty zgodnie z harmonogramem. Chociażby z tego powodu, by uniknąć nieprzespanych nocy i niepotrzebnego stresu – dla siebie, a czasem i dla najbliższych. W sytuacji, w której niespłacone raty zaczynają niebezpiecznie narastać, najgorszym z możliwych rozwiązań jest unikanie windykatora lub zaciąganie kolejnych pożyczek na rzecz spłaty wcześniejszych. O wiele lepiej zacząć od oszczędzania metodą małych kroków. Nie chodzi o to, by odmawiać sobie wszystkich małych przyjemności, ale jeśli oszczędzimy 5 zł dziennie, to w miesiącu możemy spłacić 150 zł zadłużenia. Jeśli sobie z tym poradzimy, to najprawdopodobniej 200, czy 300 zł też nie spowoduje ruiny w naszym domowym budżecie. Jeżeli zaczniemy spłacać dług od małych rat, które będą stopniowo rosły, to prędzej czy później zauważymy, że w dającej się przewidzieć przyszłości, spłacimy swoje zobowiązanie – podsumowuje prof. Dariusz Doliński, członek Komitetu Psychologii PAN.

[1] Badanie opinii zlecone przez ZPF w ramach kampanii edukacyjnej „Windykacja? Jasna Sprawa!” i zrealizowane przez SW Research w 2019 roku na próbie 1000 osób.

[2] Tamże.

[3] Badanie „Polacy o długach” Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu i Grupy KRUK.

[4] Raport „Moralność finansowa Polaków” ZPF, 2019

Rośnie sprzedaż obuwia w internecie. Liczba transakcji cyfrowych wzrosła do 20 proc.

Polski rynek obuwia w latach 2018–2021 będzie się rozwijał w tempie 4,6 proc. – wynika z prognoz analityków PKO BP. Znacząco rośnie potencjał sprzedaży w internecie. Skorzystać z niego chce spółka CCC, która w ostatnich dwóch latach zainwestowała prawie 1,5 mld zł w projekty związane ze sprzedażą wielokanałową. – Widzimy bardzo wyraźnie, że sprzedaż e-commerce’owa rośnie bardzo szybko, szczególnie na urządzeniach mobilnych – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Filipczak, szef strategii w firmie CCC.

Rynek obuwniczy, w tym sprzedaż, zmienia się bardzo dynamicznie. W 2017 roku jego wartość sięgnęła blisko 3,3 mld euro. Pod względem wielkości produkcji Polska była na siódmym miejscu w Unii Europejskiej – wynika z raportu PKO BP „Branża obuwnicza. Wzrost znaczenia polskich producentów na świecie”. Już w 2017 roku europejscy klienci kupowali co piątą parę butów w internecie., a 80 proc. transakcji odbywało się w sklepach stacjonarnych. Potencjał wielokanałowej sprzedaży dostrzegła spółka CCC, producent i sprzedawca obuwia w Polsce i na świecie.

– Widzimy bardzo wyraźnie, że sprzedaż w kanale e-commerce rośnie bardzo szybko, a w jej ramach dynamicznie rośnie udział sprzedaży na urządzeniach mobilnych. Klient stał się dziś wielokanałowy, a jego ścieżka zakupowa zaczyna się często w sklepie stacjonarnym bądź odwrotnie – w internecie, by później przez inne kanały prowadzić do finalnego dokonania transakcji w zupełnie innym kanale, niż się zaczęła – mówi agencji Newseria Biznes Szymon Filipczak, Head of Strategy w Grupie CCC.

Wielokanałowość i digitalizacja sprzedaży stwarza szansę i potencjał wzrostu dla firm z segmentu modowego. Zakupów w sieci dokonuje 3/4 Polaków, a połowa badanych deklaruje, że ubranie czy obuwie kupiła właśnie przez internet – wynika z badania KMPG „Rynek mody w Polsce” przeprowadzonego w październiku 2018 roku. Według klientów za zakupami w sieci przemawiają ich oszczędność i łatwość. Sklepy stacjonarne stają się dla nich coraz częściej showroomami, w których zapoznają się z ofertą, a zakupu dokonują w innym kanale.

– Wielokanałowość jest kręgosłupem naszej strategii. W ciągu ostatnich kilku lat do tradycyjnych sklepów stacjonarnych dobudowaliśmy szereg innych kanałów sprzedaży. Mamy dzisiaj w grupie ponad 30 platform sprzedaży online, mamy aplikacje mobilne, skanery esize.me, już ponad 200 punktów skanowania stóp w sklepach CCC i eobuwie.pl. Proponujemy takie wielokanałowe podejście do klientów i widzimy, że tego oczekują – mówi Szymon Filipczak.

Szacuje się, że w 2022 roku rynek modowy w Polsce może być wart 43 mld zł. Na spory kawałek tego tortu liczy branża obuwnicza, bo to właśnie buty zdaniem Polaków są najważniejszym elementem ubioru. Prawie 40 proc. z nas zwraca na nie uwagę, kompletując ubranie – wynika z danych KPMG. W 2018 roku co piąty klient kupował obuwie raz na dwa–trzy miesiące, a co czwarty raz na pół roku. Klienci chcą kupować w dowolnym momencie i czasie, więc by zwiększyć sprzedaż, ponad połowa firm z branży odzieżowej i obuwniczej wykorzystuje nowe technologie. Kolejne inwestycje w nowe technologie zapowiada spółka CCC.

– Spodziewamy się, że średnioroczne nakłady inwestycyjne w tym roku i w kolejnych latach będą wahały się między 150 a 200 mln zł rocznie. Dzisiaj mamy gotowy wielokanałowy ekosystem dotarcia do klienta i skutecznie go rozszerzamy na kolejne kraje, w których działamy. Jesteśmy w przededniu czerpania kluczowych korzyści z tego, co udało nam się w ostatnich latach wypracować – mówi Szymon Filipczak.

CCC przygotowując strategię na najbliższe lata, postawiło na digitalizację. Spółka stworzyła system handlu obuwiem, na który składają się sklepy stacjonarne z rozwiązaniami typu skaner esize.me oraz aplikacje mobilne czy platformy online, których posiada ponad 30. Producent i sprzedawca obuwia dostrzega duży potencjał również w robotyzacji.

– Na robotyzację patrzymy przede wszystkim przez pryzmat poprawy efektywności procesów i możliwości zaalokowania większej ilości swojego czasu przez nasze zespoły do strategicznych zadań. Robotyzacja stwarza nam pewne ułatwienia w realizacji procesów wewnętrznych, aby pracownicy mogli więcej czasu poświęcić na obsługę klienta albo na realizację innych, bardziej strategicznych dla grupy zadań – mówi Head of Strategy CCC.

Digitalizacja i robotyzacja to przyszłość branży obuwniczej i modowej, a kanały cyfrowe zdaniem przedsiębiorców dają duży potencjał do wzrostu sprzedaży. Głównym hamulcowym jest tu jednak silna potrzeba konsumentów, by przymierzyć kupowaną odzież lub obuwie. Dużo do zrobienia jest także w segmencie nowych technologii i w przekonaniu Polaków do korzystania z nich. Tylko 27 proc. konsumentów przyznaje, że przeglądając strony internetowe, ogląda przedmiot w widoku 360° poprzez samodzielne sterowanie kątem nachylenia obrazu, 3 proc. korzysta z cyfrowego lustra, wirtualnego stylisty czy internetowej przymierzalni, a zaledwie 1 proc. z wirtualnej rzeczywistości czy okularów VR – wynika z badania KPMG.

Przyszłością crowdfundingu w Europie jest stworzenie jednej wspólnej platformy. To pozwoliłoby na inwestycje w projekty z różnych krajów i branż

Dotychczas w Polsce rozwijał się crowdfunding udziałowy. Teraz przyszedł czas na crowdfunding dłużny, który polega na kojarzeniu firm szukających finansowania z chętnymi do udzielenia im pożyczki lub objęcia wyemitowanych obligacji. Zainteresowani czekają też na możliwość inwestowania nie tylko w polskie firmy, ale również w firmy z innych krajów europejskich, które szukałyby inwestorów na wspólnej platformie międzynarodowej.

Crowdfunding cieszy się dużym powodzeniem wśród inwestorów, ale budzi obawy Komisji Nadzoru Finansowego, która wciąż ostrzega przed finansowaniem społecznościowym. Nie przeszkadza to jednak firmom w tworzeniu kolejnych platform, spółkom w zbieraniu kapitału, a inwestorom w liczeniu ewentualnych zysków.

Zgodnie z definicją regulatora rynek publiczny nie jest niczym innym niż równym i powszechnym dostępem do inwestycji. Jeżeli do tego dołoży się niskie progi wejścia, okazuje się, że crowdfunding daje możliwość jak najszerszej grupie osób, zarówno o mniejszych, jak i większych budżetach, wyszukania  interesującej spółki, przejrzenia jej dokumentacji, zapoznania się z nią i bardzo szybkiego, „fintechowego” zrealizowania inwestycji – podkreśla Eryk Lipski, prezes platformy Crowdy.pl.

KNF podkreśla, że każda inwestycja wiąże się z ryzykiem, ale jednocześnie przyznaje, że nie można wrzucać wszystkich spółek do jednego worka. Start-upy, które dopiero planują wprowadzenie innowacyjnych produktów na rynek, zawsze niosą większe ryzyko niż spółki posiadające znane marki, a takie też na platformach można znaleźć.

– Nie ma nikogo, kto mógłby ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że jakaś spółka jest pewna, bezpieczna i nigdy się nic z nią nie stanie. Z naszego doświadczenia wynika, że większość osób jest bardziej skłonna do inwestycji w spółki czy w branże, które już zna i z którymi miała doświadczenia. Jeżeli ktoś się interesuje rynkiem mieszkaniowym, to może być zainteresowany zainwestowaniem w kamienicę, na której wyremontowanie są potrzebne pieniądze, bo takie projekty też mogą być zbierane crowdfundingowo –  tłumaczy ekspert.

Na platformach crowdfundingowych można zbierać do 1 mln euro, ponieważ ten próg umożliwia przeprowadzenie oferty publicznej bez prospektu lub memorandum. Nie oznacza to jednak, że minimalne wpłaty są bardzo wysokie. W Crowdy.pl można wpłacać na pojedyncze projekty po 500 zł.

– Ze względu na to, że jesteśmy platformą dłużną, która oferuje odsetki w wysokości 8–9 proc. w skali roku, najczęściej mamy wpłaty po kilkaset tysięcy złotych. Jeżeli będzie rosła świadomość crowdfundingu, to dołączy do nas wiele innych osób, które wcześniej nie myślały nawet o takiej formie inwestycji. Dysponując kilkoma tysiącami złotych, można je pożyczyć na 8 czy 9 proc., i to na stosunkowo krótki okres, bo mówimy tu zwykle o dwóch latach inwestycji – wyjaśnia Eryk Lipski.

Crowdfunding już rozwija się szybko. Co roku przybywają nowe platformy, które zbierają fundusze na rozwój projektów, biznesów lub komercjalizację wynalazków i badań naukowych. Zainteresowała się nim nawet warszawska GPW i w październiku 2019 roku ruszyła z programem Partnera Crowdfundingowego GPW.

– Nasz rynek bardzo się zmienia w obszarze bankowości, wręcz się zrewolucjonizował. Z okresu PRL-u nagle wyszliśmy na lidera bankowości mobilnej. Rynek inwestycyjny jest natomiast na bardzo wczesnym etapie. Wiąże się to pewnie z większą awersją do ryzyka. Przy porównaniu obrotów naszej giełdy z giełdami innych krajów, nawet zachodnich, widać kolosalne różnice. Pewnie też często myślimy, że na inwestycje potrzebne są niewyobrażalnie duże kwoty. Mam więc nadzieję, że popularyzacja crowdfundingu – uczciwego, transparentnego, w którym  wszystkie dokumenty są do wglądu i wszystko jest jasno sprecyzowane – zachęci więcej osób do rozpoczęcia przygody z inwestycjami – mówi prezes Crowdy.pl.

Warto jednak pomyśleć o inwestowaniu mniejszych kwot w kilka spółek, najlepiej z różnych branż. Wtedy zawsze jest mniejsze prawdopodobieństwo, że zbankrutują wszystkie. Dywersyfikacja sprawdza się w przypadku budowania portfela zarówno akcji notowanych na GPW, jednostek funduszy, jak i innych inwestycji. Sprawdzi się więc także w crowdfundingu.

– Przy każdej inwestycji istnieje ryzyko utraty kapitału. Nigdy nikt nie może zagwarantować, że kwota, którą się wpłaciło, w stu procentach do nas wróci. Oczywiście możemy ograniczać to ryzyko na wiele sposobów. My jako platforma możemy analizować spółki, które dopuszczamy, i starać się o najlepsze formy zabezpieczeń, jak np. hipoteki, aby na ich podstawie pieniądze wróciły do inwestorów. Inwestor powinien natomiast szczegółowo sprawdzać całą dokumentację. Gwarancji jednak i wtedy nie będzie. Nie ma gwarantowanych zysków ani pewnych inwestycji. Zawsze mówimy na wstępie, że ryzykiem jest utrata 100 proc. zaangażowanej kwoty – zapewnia Eryk Lipski.

Polski rynek crowdfundingu nabiera rozpędu, choć w porównaniu z zachodnim dopiero raczkuje. Pierwsza platforma internetowa służąca do quasi-finansowania społecznościowego powstała w Stanach Zjednoczonych w 2000 roku i miała pomagać artystom w zdobywaniu mecenatu. Sześć lat później powstał znany Kickstarter, a crowdfunding zaczął się rozpowszechniać w Europie Zachodniej.

– W Stanach Zjednoczonych zdecydowana większość start-upów, i to start-upów, które teraz są wielkimi holdingami, rozpoczynała działalność dzięki crowdfundingowi. Nawet w Europie Zachodniej crowdfunding dłużny to biznes wart miliardy euro czy miliardy funtów. Między Zachodem a nami istnieje przepaść. Jesteśmy bardziej „sfintechowani” w obszarze bankowym, ale teraz czas, żebyśmy mocno postawili na obszar inwestycyjny – mówi prezes platformy Crowdy.pl.

W Polsce najpierw zaczęły powstawać platformy finansowania społecznościowego, następnie udziałowego, teraz przyszedł czas na finansowanie dłużne. Powstają też portale wyspecjalizowane, które koncentrują się na jednej branży, np. na nieruchomościach lub grach komputerowych.

– Widać też duże zmiany regulacyjne dotyczące crowdfundingu. Pojawiają się nowe dokumenty, i to zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i w naszej Komisji Nadzoru Finansowego. A za każdym dokumentem zawsze idzie trend, bo gdy jest ustanawiany jakiś mechanizm współpracy, to zapoczątkowuje on  również jakiś inny sposób działalności – dodaje Eryk Lipski.

Zdaniem prezesa Crowdy.pl przyszłością crowdfundingu w naszym regionie jest stworzenie jednej paneuropejskiej platformy, na której będą projekty z różnych krajów i na której inwestor będzie miał wybór różnych spółek z różnych miejsc i w różnych walutach.