Komentarz prawny: Kto zapłaci za nieobecność w pracy z powodu kwarantanny lub izolacji?

Za czas nieobecności w pracy z powodu objęcia kwarantanną lub izolacją, pracownikowi przysługuje wynagrodzenie jak za czas choroby lub zasiłek chorobowy, wypłacony przez płatnika składek lub Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Świadczenie przez pierwsze 33 dni niezdolności do pracy wypłacane jest przez pracodawcę. Począwszy od 34 dnia, zasiłek wypłaca ZUS.

Decyzja o objęciu pracownika kwarantanną lub izolacją może zostać dostarczona pracodawcy również po okresie kwarantanny lub izolacji. Co istotne – nie zostały przewidziane żadne krótsze końcowe terminy na dostarczeniu takiej decyzji. W przypadku zasiłku chorobowego oznacza to, że taka decyzja może dostać dostarczona pracodawcy maksymalnie w ciągu sześciu miesięcy od ostatniego dnia okresu kwarantanny bądź izolacji – komentuje Adam Ziębicki, associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Jeżeli ze względu na zły stan zdrowia, wobec osoby objętej kwarantanną lub izolacją wydane zostanie orzeczenie o czasowej niezdolności do pracy z powodu choroby, taka osoba nabywa uprawnienie do ustalenia prawa i wypłaty świadczeń z tytułu choroby. Rodzicom dzieci do lat 8 przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy w wymiarze 14 dni, niezależnie od liczby dzieci wymagających opieki w związku z zamknięciem placówek opiekuńczo-edukacyjnych z powodu COVID-19.

Zasiłek ten nie wlicza się do limitu 60 dni pobierania zasiłku opiekuńczego w roku kalendarzowym. Należy podkreślić, że zasiłek opiekuńczy przysługuje jedynie w związku z nieprzewidzianym zamknięciem żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły. Oznacza to, że rodzicom nie zostanie wypłacony zasiłek w sytuacji gdy do placówki dalej są przyjmowane dzieci, a rodzic sam uzna, że nie wyśle dziecka. Zasiłek ten nie zostanie wypłacony również gdy placówka przyjmie dziecko, a następnie zażąda jego odbioru, ze względu na jego stan zdrowia. Analogiczna sytuacja nastąpi gdy placówka odmówi przyjęcia dziecka – dodaje Ziębicki.

Jeżeli powiatowy inspektor sanitarny lub państwowy graniczny inspektor sanitarny wydał decyzję o konieczności izolacji lub kwarantanny dziecka to rodzicowi przysługuje prawo do zasiłku opiekuńczego z powodu sprawowania opieki nad dzieckiem. W takim przypadku konieczność izolacji lub kwarantanny dziecka jest traktowana analogicznie jak choroba dziecka.

Obawy dotyczące pandemii wywołały eksplozję zmienności na rynku walutowym

Pogarszająca się sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa istotnie zachwiała rynkami finansowymi w ubiegłym tygodniu. Na rynku walutowym dawno nie było widać takich wahań.

Dalszy wzrost liczby zachorowań na COVID-19, który doprowadził do zamknięcia Włoch i Hiszpanii, wstrząsnął globalnymi rynkami finansowymi. Wstępną reakcją był wzrost euro w parze z dolarem amerykańskim, co można powiązać z „wyparowaniem” amerykańskiej krzywej dochodowości i oczekiwaniami rynku względem dalszych obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, aż do zera. Niepokojące wieści dotyczące transmisji wirusa w krajach strefy euro niedługo potem doprowadziły jednak do odwrócenia sytuacji na parze EUR/USD. Ostatecznie dolar obronił tytuł waluty safe-haven, umacniając się w relacji do każdej głównej waluty. Euro, frank szwajcarski i jen radziły sobie dość dobrze, jednak niewielkie zmiany tych walut w relacji do dolara amerykańskiego nie odzwierciedlały ogromnej zmienności widocznej na rynkach w ubiegłym tygodniu.

W najbliższych dniach uwaga inwestorów skupi się na nadzwyczajnych środkach, jakie podejmą rządy i banki centralne w celu złagodzenia ciosu, jaki koronawirus wymierzył w światową gospodarkę. W momencie pisania tego komentarza, Rezerwa Federalna zdecydowała się ściąć stopy procentowe do zera w trakcie nadzwyczajnego posiedzenia. W kolejnych dniach możemy spodziewać się podobnych ruchów ze strony tych banków centralnych, które jeszcze mają dodatnie stopy procentowe. Decydenci z pewnością wprowadzą również środki mające wspierać popyt, zatrudnienie oraz sytuację finansową małych i średnich przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych – zwłaszcza w strefie euro, która obecnie jest centrum kryzysu. Dane ekonomiczne, które poznamy w najbliższych dniach będą wyjątkowo przestarzałe, stąd rynki finansowe niemal na pewno zupełnie je zignorują.

PLN

W obliczu pandemii w zeszłym tygodniu polski złoty zachował się jak typowa waluta emerging markets, doświadczając silnej wyprzedaży w związku z rosnącą paniką inwestorów. W tym tygodniu poznamy dużo informacji z Polski, jednak w związku z pandemią koronawirusa inwestorzy nie powinni poświęcać im uwagi. Istotne powinny być jednak działania decydentów. Mimo ostatniego wzrostu inflacji w Polsce obecnie prawdopodobne wydaje się rozluźnienie polityki pieniężnej, zwłaszcza, że prezes NBP w piątek stwierdził, że zaproponuje RPP obniżenie stóp procentowych.

GBP

W zeszłym tygodniu Bank Anglii podjął decyzję o obcięciu stóp procentowych do poziomu 0,25%, podejmując jednocześnie szereg działań mających na celu ułatwić przepływ kredytu, starając się pomóc poprzez zapewnienie płynności zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorstwom. Funt brytyjski niezbyt przejął się tą decyzją, zaliczył jednak wyjątkowo ciężki tydzień (względem zarówno euro, jak i dolara amerykańskiego) mierząc się z ucieczką od aktywów ryzykownych. Niemniej, sądzimy, że znaczące rozluźnienie polityki fiskalnej, ogłoszone w zeszłym tygodniu w ramach prezentacji nowego budżetu, jest zdecydowanie pozytywnym zjawiskiem w średnim okresie. Uważamy też, że funt, po ostatniej silnej wyprzedaży, jest wyraźnie niedowartościowany.

EUR

Na gospodarki strefy euro spadł całun niepewności w związku z kwarantanną w Hiszpanii i we Włoszech i działaniami podejmowanymi przez Francję. Dobrą wieścią jest to, że decydenci, tak monetarni, jak fiskalni reagują szybko. Po niefortunnej wypowiedzi Christine Lagarde z ostatniej konferencji prasowej po spotkaniu EBC dotyczącej spreadów, rozjaśniono ten komunikat. Bank centralny dał jasno do zrozumienia, że zapewni stabilność na rynku obligacji państwowych. Rządy państw członkowskich przygotowują pakiet bodźców fiskalnych i różnych innych form wsparcia gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, które mają pozwolić im przetrwać okres kwarantann i związanego z tym niższego popytu. Szczególnie istotnym jest zwłaszcza zobowiązanie Niemiec do udostępnienia firmom gwarantowanych przez państwo kredytów o wartości co najmniej 550 mld euro.

Połączenie moratoriów na spłatę kredytów, ekstremalnie niskich stóp procentowych i stymulacji fiskalnej jest zdecydowaną odpowiedzią na ekonomiczne i finansowe konsekwencje pandemii. Pozostając optymistami sądzimy, że gospodarki strefy euro po zakończeniu kwarantann będą w stanie prędko wrócić na właściwe tory.

USD

Dolar amerykański odwrócił swoją dotychczas słabą passę i w trakcie ubiegłego tygodnia zaczął istotnie zyskiwać, ponownie stając się preferowaną walutą dla inwestorów, którzy uciekają od ryzyka. Wpływ na to, prawdopodobnie miała również percepcja inwestorów w oczach których Stany Zjednoczone nie są dotknięte epidemią w takim stopniu jak Europa. Niemniej i dane dotyczące koronawirusa dla Stanów Zjednoczonych gwałtownie się pogarszają, pomimo bardzo ograniczonej liczby przeprowadzanych testów na obecność wirusa. W obliczu drastycznych środków podjętych przez Fed, czyli m.in. nadzwyczajnej obniżki stóp procentowych i ogłoszenia nowego skupu aktywów, w kolejnych dniach kluczowym będzie to, czy dolar amerykański zdoła kontynuować umocnienie oraz kiedy Stany Zjednoczone wzorem krajów europejskich wprowadzą bardziej restrykcyjne środki mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Jak koronawirus zmienił w tydzień to, jak pracujemy?

Gdy witaliśmy nowy rok nikt nie spodziewał się, że za niecałe trzy miesiące pojawi się wirus, który radykalnie zmieni to, jak pracujemy i jak się komunikujemy. Organizacje, które przygotowywały kilkuletnie strategiczne plany wdrażania bardziej mobilnych form pracy, wprowadzają te zmiany z dnia na dzień. Nawet w tych najbardziej konserwatywnych branżach pracownicy zostali wysłani na home office – do odwołania. Warto sobie uświadomić, że to, co się dzieje obecnie, to nie chwilowa zmiana, sposób działania na czas epidemii, ale rewolucja, która trwale zmieni sposoby zarządzania, style pracy i rolę przestrzeni biurowych. Umiejętność dostosowania się do nowych warunków będzie kluczowa w najbliższych tygodniach. Jak to zrobić? Radzi Karolina Dudek, Workplace Strategy Director w Forbis Group.

Gdy wszyscy jesteśmy uziemionymi cyfrowymi nomadami…

Wykonują pracę z domu lub z miejsca, w którym aktualnie się znajdują, przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii komunikacyjnych. Chętnie pracują w egzotycznych miejscach lub w coworkingach. Mobilni cyfrowi nomadzi. Jeszcze nie tak dawno wielu pracowników biurowych czytało o nich z podziwem i zazdrością. Home office w wielu firmach traktowany był jak benefit. W sytuacji zagrożenia epidemią koronawirusa większość organizacji wysłała wszystkich do domów, by pracowali zdalnie. W ciągu ostatniego tygodnia wszyscy staliśmy się uziemionymi cyfrowymi nomadami.
Ta nowa sytuacja wymaga szeregu szybkich działań operacyjnych takich jak dostosowanie i udostępnienie odpowiednich rozwiązań technologicznych oraz szkoleń z wykorzystania różnych środków komunikacji. Menedżerowie muszą nauczyć się zarządzania zespołami rozproszonymi i zbudować zaufanie. Członkowie zespołów natomiast – opanować trudną sztukę zarządzania swoją pracą i komunikacji online – podkreśla Karolina Dudek, Workplace Strategy Director w Forbis Group.

Działania operacyjne: technologia

Pierwszy krok dla większości organizacji to upewnienie się, że pracownicy mają odpowiednie wsparcie technologiczne, by wykonywać swoją pracę. Istotne są tu dwa aspekty. Z jednej strony to zapewnienie wszystkim laptopów i odpowiedniej mocy serwerów, by były w stanie obsłużyć wzmożony ruch, oraz telefonów komórkowych. Z drugiej strony to odpowiedni software. Poza pakietem MS Office i pocztą elektroniczną do koordynacji pracy zdalnej niezbędne są komunikatory do szybkiej i efektywnej wymiany informacji (Whatsapp), narzędzia do prowadzenia wideokonferencji (Skype, Zoom, Whereby) i narzędzia do zarządzania zadaniami (Slack, Asana, Trello, MS Teams). W wielu branżach istotne jest też udostępnienie specjalistycznych programów i systemów, na których na co dzień pracują członkowie zespołów.

Strategiczne plany wprowadzenia rozwiązań mobilnych wdrażane są z dnia na dzień. Dla organizacji to dodatkowe nieprzewidziane koszty, ale też duża szansa, by dokonać ogromnych zmian w krótkim czasie. W obecnej sytuacji wszyscy są zmotywowani i zdeterminowani, by zmiany wdrożyć szybko i z sukcesem – zaznacza ekspert Forbis Group.
Działania operacyjne: komunikacja, szkolenia, zarządzanie zmianą

Dla wszystkich to jednak zupełnie nowa sytuacja, do której nie mieli się czasu przygotować, dlatego bardzo ważne jest odpowiednie wsparcie pracowników wszystkich szczebli. Drugi krok to zatem przeprowadzenie szkoleń. Wszystkim trzeba wyjaśnić, jak mogą korzystać z narzędzi do pracy zdalnej. Oprócz omówienia obsługi interfejsu, dobrze również zadbać o to, by aktywnie kształtować nowe praktyki. Wiedzieć, gdzie kliknąć, by udostępnić ekran to jedno, a zrozumieć, jak można wykorzystać tę funkcję, by sprawnie omówić z kolegą opracowywany dokument, to zupełnie inna kwestia.

Dobrym pomysłem jest tworzenie zespołów wsparcia i wspólne opracowywanie dobrych praktyk pasujących do stylu pracy danej organizacji i działu. Warto też zachęcać do samodzielności w uczeniu się korzystania z różnych programów i poszukiwania odpowiedzi w Internecie na przykład na Youtube czy stronach producentów programów. Pracownicy działów IT będą mieli w najbliższych tygodniach wiele zapytań i problemów do rozwiązania. Będą przeciążeni pracą i niełatwo dostępni.

Zarządzanie zmianą w najbliższych tygodniach powinno obejmować informowanie o wprowadzanych zmianach, ale jednocześnie komunikacja powinna być poprowadzona tak, by tworzyć poczucie solidarności oraz budować atmosferę zaufania i wzajemnego wsparcia. Paradoksalnie w wielu zespołach już dziś widać, że można zaistniałą sytuację traktować jako ekscytujące wyzwanie, motywujące do skoordynowanego współdziałania – mówi Karolina Dudek, Forbis Group.

Działania operacyjne: zarządzanie zespołami rozproszonymi

Dla wszystkich menedżerów i dyrektorów, którzy stanęli w ostatnich dniach przed koniecznością wdrożenia zarządzania zespołami rozproszonymi, choć przez lata byli przyzwyczajeni do bezpośredniego nadzoru i bezpośredniej komunikacji, to jednak duże wyzwanie. Zarządzanie online wymaga innego stylu działania. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że należy komunikować więcej. Gdy wszyscy są w biurze, wiele informacji przekazywanych jest nieformalnie nawet przy automacie do kawy. W zespołach rozproszonych trzeba komunikować się w bardziej uporządkowany sposób. Warto też zachęcać pracowników do omawiania dłuższych kwestii telefonicznie lub przez Skype i przygotowania na koniec podsumowania tego, co zostało ustalone. To o wiele efektywniejsze niż wymiana wielu emaili.

Dobrą praktyką jest też podkreślanie tego, że komunikacja bezpośrednia jest pełniejsza: ton głosu, mina, postawa ciała stanowią uzupełnienie tego, co wyrażane jest za pomocą słów. Komunikacja online jest uboższa. Gdy brakuje tego uzupełniającego kontekstu, łatwiej o nieporozumienia.

Ważne jest stworzenie koncepcji rozdzielenia zadań i delegowania ich poszczególnym osobom z zespołu oraz opracowanie systemu raportowania z realizacji konkretnych działań. To istotne nie tylko dla samych menedżerów, lecz także dla członków zespołów, których zadania wymagają współpracy z innymi specjalistami. Wybranie odpowiednich narzędzi musi iść w parze z opracowaniem pomysłu na to, jak one będą wykorzystywane przez różne grupy osób.

Działania strategiczne, o których trzeba myśleć już dziś

Opisane powyżej działania mają zapewnić ciągłość operacyjną biznesu i w najbliższych tygodniach będą traktowane jako priorytetowe. Jednak równie ważne będzie przemyślenie strategii długoterminowych, ponieważ świat po koronawirusie nie będzie taki sam. Co się zmieni?

Na pewno zmieni się podejście do pracy zdalnej. Ćwiczenie, któremu wszyscy zostaliśmy poddani, sprawi, że w wielu organizacjach zostaną pokonane ograniczenia technologiczne. Wiele zespołów zacznie funkcjonować w trybie rozproszonym, nawet jeśli będzie się borykać z przejściowymi problemami. Obecne sytuacja wymusi również uregulowanie wreszcie „szarej strefy” związanej z pracą z domu niebędącej telepracą zarówno w Kodeksie pracy, jak i w przepisach BHP. Należy się w związku z tym, że dalej maleć będzie rola biur jako miejsc wykonywania indywidualnej pracy operacyjnej, a rosnąć będzie ich rola jako miejsc służących do budowania relacji społecznych, kontaktów z klientami, co od ponad dekady jest dającym się zauważyć trendem.

Wzrosną trwale budżety przeznaczane na technologię w organizacjach: na mobilne rozwiązania dla pracowników, pakiety narzędzi oraz szkolenia. Administracje rozbudują serwerownie, by obsłużyć wzmożony ruch.

Zmienią się oczekiwania co do standardów klimatyzacji, by zapewnić bezpieczne środowiska pracy. Najemcy będą wymagali, by w starszych budynkach, w których są zainstalowane systemy obsługujące kilka pięter, zostały wprowadzone unowocześnienia i niezależnie działające systemy. Organizacje planujące zmianę siedziby dołożą do listy kryteriów stosowanych przy wyborze budynku również bezpieczeństwo systemu klimatyzacji. Z tego samego względu będą być może ostrożniej podchodziły do kwestii przeniesienia części pracowników do przestrzeni coworkigowej.

Praca w czasach epidemii?

Nadchodzące tygodnie będą z pewnością trudnym czasem dla każdej organizacji. Wyzwanie przed którym wszyscy stanęliśmy – jak pracować i zapewnić ciągłość operacyjną w czasach epidemii? – to również szansa, którą warto dobrze wykorzystać. Dobrze zorganizowana praca zdalna może być bardziej efektywna niż praca stacjonarna. Konieczne jest jednak zaangażowanie i współpraca wszystkich zespołów, by wspólnie opracować nowe formuły działania.

I kw. 2020 na giełdach w cieniu pandemii

W połowie lutego pojawiło się pierwsze duże ognisko koronawirusa poza Chinami. Pierwsze zostały zaatakowane Włochy, skąd epidemia rozlała się na cały zachodni świat. W chwili pisania niniejszego komentarza coraz więcej krajów zamyka granice lub wprowadza znaczne ograniczenia przemieszczania się i spotykania. Rynki finansowe zaczęły wyceniać wystąpienie recesji. Banki centralne starając się przeciwdziałać konsekwencjom przestoju w swoich gospodarkach obniżały stopy procentowe lub zwiększały programy skupu aktywów. Wśród banków, które zareagowały były m. in.: Amerykański Fed (obniżka stóp procentowych o 50pb), Europejski Bank Centralny (program skupu aktywów), Bank Anglii, Australijski RBA oraz Norweski Bank Centralny. Narodowy Bank Polski nie zmienił stóp procentowych jednak jest bardzo prawdopodobne, że tak niebawem zrobi.

Spadki na giełdach i obniżki stóp procentowych doprowadziły do prawdziwej huśtawki na rynku obligacji państwowych. W lutym mieliśmy do czynienia z dynamicznymi wzrostami cen obligacji w zasadzie na całym świecie, natomiast na początku marca inwestorzy wyraźnie podzielili świat na dwie części: bezpieczną i ryzykowną. Obligacje krajów uznawanych za bezpieczne, takich jak USA, Niemcy, Japonia nadal zyskiwały, natomiast obligacje krajów rozwijających się i zadłużonych – dynamicznie traciły (w tym gronie była niestety Polska, ale również Włochy i inne kraje południa Europy).

Gorsza ocena inwestorów polskiego długu przez zagranicznych inwestorów jest typowa dla okresów wysokiej zmienności. W czasach paniki inwestorzy zagraniczni oceniają ryzyko inwestycyjne np. w polskie obligacje skarbowe wyżej niż w niemieckie stąd wyprzedają polski dług. Z punktu widzenia polskiego inwestora, inwestującego w złotym, polskie obligacje są nadal najbezpieczniejszą formą lokowania pieniędzy.

W cieniu pandemii

Na pierwszym kwartale roku cieniem położyło się widmo koronawirusa. Oprócz Chin kwarantanną zostają objęte kolejne państwa, w konsekwencji czego produkcja wielu towarów została wstrzymana, a łańcuchy dostaw uległy deregulacji. Znaczne ograniczenie aktywności gospodarczej znalazło odzwierciedlenie w spadkach giełdowych – indeks S&P500 w ubiegłym miesiącu stracił 8,2%. W lutym najgorzej wypadł sektor energetyczny, który zanotował spadek na poziomie 14,6%. Tuż za nim uplasowały się sektory finansowy z wynikiem -11,2%, użyteczności publicznej -9,9% oraz przemysłowy – 9,3%.

Biznes w ciężkich czasach

Trudna globalna sytuacja gospodarcza oraz ograniczenie działalności wielu przedsiębiorstw przełożyło się na obniżenie prognoz spółek oraz nerwowość inwestorów. Koronawirus może spowodować techniczną recesję w światowych gospodarkach, która może sprowadzić notowania wielu spółek na wieloletnie minimów. Historia jednak pokazuje, że w takiej sytuacji warto mieć w portfelu znane, stabilne światowe marki, ponieważ one najlepiej znoszą okres zawirowań rynkowych i często wychodzą z nich silniejsze.

Wprowadzenie kwarantanny oraz ograniczenie przepływu ludności do niezbędnego minimum skutkowało zanikiem ruchu turystycznego. Sytuacja ta dotknęła przede wszystkim Disney’a, który został zmuszony do zamknięcia niektórych parków rozrywki oraz Hiltona, którego sieć hoteli odnotowała niewielkie obłożenie. Koronawirus dał się we znaki także spółkom odzieżowym, takim jak Addidas czy VFCorporation – właściciela m.in. marki Vans, ponieważ popyt klientów na ich towary zszedł zdecydowanie na dalszy plan.

Z istotnych wydarzeń

  • Koncern Roche opracował test na wykrycie koronawirusa, który w trybie ekspresowym został zaakceptowany przez FDA (Amerykańską Agencję Żywności i Leków). Test od szwajcarskiego holdingu bije na głowę konkurentów, ponieważ pozwala na 10-krotnie szybsze wykonanie badania, dzięki czemu pozwala na przebadanie znacznie większej ilości próbek.
  • OPEC+ nie doszedł do porozumienia w sprawie limitów na wydobycie ropy. Od kwietnia każde z państw posiadających jej zasoby, będzie mogło wydobywać dowolną ilość. Arabia Saudyjska ogłosiła zamiar zwiększenia podaży oraz obniżenia ceny, co przełożyło się na globalny spadek cen tego surowca w okolice 30 USD za baryłkę, uważanego za próg rentowności.
  • W USA zaostrza się walka o fotel prezydenta. Michael Bloomberg oraz Elizabeth Warren odpadają z wyścigu. W grze pozostają były wiceprezydent USA Joe Biden oraz senator Bernie Sanders. Ostatecznie jednemu z nich przyjdzie zmierzyć się z Donaldem Trumpem jesienią tego roku.

Wirus na giełdach

Początek roku to dla rynków czas dużej zmienności, ostatecznie zakończonej głęboką korektą. Początkowe wzrosty zostały przerwane z powodu pandemii koronawirusa. W lutym wszystkie indeksy zaświeciły na czerwono. W spadkach prym wiodła Europa. Giełdy niemiecka i francuska zaliczyły ponad 8% spadki. WIG20, który zachował się jeszcze gorzej i stracił 14,4%, obecnie znajduje się na poziomach obserwowanych ostatni raz na początku tego wieku. Obawy widoczne są także na rynku australijskim, gdzie giełda zanotowała wynik na poziomie -7,5%.

Spadki dobrym momentem na inwestycje

Ze względu na środki ostrożności dążące do ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa większość pracowników przestawiło się na pracę zdalną, a pozostająca w domach młodzież chętnie korzysta z dobrodziejstw Internetu. Spółki zauważają ten trend i inwestują w centra danych. Google przeznaczy na ten cel 10 mld USD w Stanach Zjednoczonych, zaś Microsoft spogląda w stronę Indonezji.

Dowodem na to, że bieżąca sytuacja jest bardzo dobrym momentem na inwestycje, są także działania Intuit. Spółka dokonuje znacznego przejęcia w branży fintech. Przejmowana za 7 mld USD w gotówce i akcjach platforma Credit Karma daje klientom możliwość sprawdzenia swojego scoringu kredytowego czy porównania ofert pożyczek i kart kredytowych. Transakcja pozwoli na dalszą ekspansję spółki Intuit na rynku consumer finance.

Z istotnych wydarzeń

  • Sytuacja w Chinach wydaje się wracać do normalności. Apple ponownie otwiera chińskie iSpoty.
  • Qualcom prezentuje nowy chip przeznaczony dla 5G.
  • Adobe podaje bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody w pierwszym kwartale pierwszy raz w historii spółki przekroczyły poziom 3 mld USD i wyniosły 3,09 mld USD, co oznacza wzrost o 19% w porównaniu do analogicznego okresu rok temu.
  • Wyniki kwartalne Salesforce lepsze od oczekiwań rynkowych. Przychody wzrosły 35% rok do roku. Spółka zwiększa prognozy na najbliższy rok fiskalny.
  • Etsy wprowadza nowy produkt na rynku reklam, który zmienia zasady gry – Offsite Ads. Spółka będzie publikować w sieci reklamy produktów sprzedawanych przez ich platformę, a sprzedawcy zapłacą jedynie wtedy, kiedy sprzedadzą coś dzięki nim. Nowa usługa została entuzjastycznie przyjęta przez inwestorów.

Stopy procentowe

Kraj Data 1M 3M 6M 1 rok 2 lata 5 lat 10 lat
Polska 12.03.2020 1,59% 1,59% 1,65% 1,00% 1,23% 1,54% 1,76%
Niemcy 12.03.2020 -0,63% -0,76% -0,83% -0,91% -0,99% -0,93% -0,77%
USA 12.03.2020 0,24% 0,30% 0,26% 0,33% 0,43% 0,58% 0,74%
Włochy 12.03.2020 -0,22% -0,07% 0,04% 0,29% 0,75% 1,26%

Źródło: Bloomberg.

Autor/Źródło: Copernicus Capital TFI S.A.

Rynek nieruchomości mocno odczuje skutki epidemii koronawirusa

Media donoszą o kolejnych ofiarach koronawirusa i rekordach dotyczących liczby nowych zachorowań – w takiej sytuacji rynek nieruchomości nie przyciąga szczególnej uwagi. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że zostanie on dotknięty przez skutki globalnej pandemii. Wcześniej analitycy spodziewali się, że koniec nieruchomościowego boomu będzie dość łagodny, o ile nie dojdzie do eskalacji jakiegoś bardzo poważnego ryzyka. Niestety wiele wskazuje na to, że właśnie wirus SARS-CoV-2 może być czynnikiem destabilizującym globalny rynek nieruchomości. Informacje, zebrane przez ekspertów RynekPierwotny.pl z krajów mocniej dotkniętych epidemią niż Polska potwierdzają okresowe załamanie sprzedaży mieszkań.

Szanghajski rynek skurczył się o ponad połowę

Przegląd nieruchomościowych skutków koronawirusa warto zacząć od Chin, czyli tego kraju, w którym rozwinęła się globalna pandemia. Eksperci zajmujący się rynkiem nieruchomości w Państwie Środka informują, że przez ostatni miesiąc był widoczny bardzo wyraźny spadek obrotów. Przykład może stanowić rynek mieszkaniowy w Szanghaju, czyli największym mieście Chińskiej Republiki Ludowej. Dane firmy Knight Frank wskazują, że od początku lutego do początku marca 2020 r. na szanghajskim rynku sprzedało się o 56% mniej nowych nieruchomości mieszkaniowych niż w analogicznym okresie minionego roku. Obniżka liczby transakcji względem pierwszego miesiąca 2020 r. była jeszcze większa (-65%).

Spadek sprzedaży „M” w Seulu jest rekordowy

Miesięczny spadek sprzedaży nowych mieszkań o dwie trzecie na pewno można nazwać rynkową katastrofą. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że wynik z Szanghaju wcale nie jest rekordowy. Jeszcze większy spadek aktywności odnotowano na innym bardzo ważnym rynku mieszkaniowym z Azji Wschodniej. Mowa o dziesięciomilionowym Seulu, który wciąż mocno odczuwa skutki epidemii koronawirusa. Lokalne media podają, że średnia dzienna liczba transakcji mieszkaniowych na seulskim rynku spadła o 90% (z 309 do 31). Niewiele mniejszy spadek liczby sprzedawanych mieszkań (o 80%) odnotowano na terenie całej Korei Południowej.

W stolicy mody popyt na lokale spadł już o 50%

Podążając tropem rynkowych spustoszeń dokonanych przez koronawirusa, warto również sprawdzić, jak wygląda sytuacja na terenie Mediolanu. Media podają, że osoby mieszkające we włoskiej stolicy mody straciły zainteresowanie zakupem lokum. Podobna sytuacja dotyczy również inwestorów czekających na dalszy rozwój sytuacji. Właśnie dlatego mediolański rynek nieruchomości, który dotychczas na tle Włoch wyróżniał się dobrą koniunkturą, obecnie przeżywa bardzo trudne chwile. Włoski instytut Scenari Immobiliari zajmujący się analizą rynku nieruchomości podaje, że liczba odwiedzin w mediolańskich mieszkaniach przeznaczonych na sprzedaż spadła o ponad połowę (względem analogicznego okresu 2019 r.).

Polski rynek także mogą czekać trudne chwile

Przytoczone wcześniej przykłady stanowią poważne ostrzeżenie dla polskiego rynku nieruchomości. Pokazują one bowiem, że szybki wzrost liczby wirusowych infekcji ma fatalny wpływ na popyt mieszkaniowy. Trudno się temu dziwić, bo warunki zagrożenia epidemiologicznego nie sprzyjają wizytom w mieszkaniach z rynku wtórnego lub biurach sprzedaży deweloperów. Warto również pamiętać o nastroju niepewności związanym ze zmniejszeniem się aktywności gospodarczej. Informacje dotyczące technicznej recesji, która może czekać polską gospodarkę w pierwszej połowie 2020 roku, na pewno nie zachęcają do zakupu mieszkania na kredyt. Wydaje się, że ewentualna obniżka stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego niewiele zmieni w tej kwestii.

Deweloperzy ankietowani przez portal RynekPierwotny.pl na razie dość ostrożnie wypowiadają się w kwestii rynkowych perspektyw na najbliższe kwartały. Wynika to z faktu, że wciąż nie wiemy, jaki scenariusz rozwoju epidemii zmaterializuje się w Polsce. Trudno jednak ukryć, że wśród sprzedawców mieszkań (również używanych) oraz nieruchomościowych inwestorów zapanowała uzasadniona nerwowość.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polscy hotelarze uderzeni kryzysem wywołanym koronawirusem proszą rząd o ratunek

Hotelarze z Kołobrzegu we wspólnym liście opisującym dramatyczny stan branży w związku z koronawirusem zaapelowali do rządzących o wsparcie dla polskich przedsiębiorstw hotelarskich. W apelu przedstawili konkretne rozwiązania tej krytycznej sytuacji, do akcji lawinowo dołączają hotelarze z innych regionów Polski, jest ich już ponad 150. Obawiają się, że bez państwowej pomocy będą zmuszeni do zamykania obiektów i grupowych zwolnień.

Apel został skierowany do premiera Matusza Morawieckiego, minister rozwoju Jadwigi Emilewicz oraz ministra finansów Tadeusza Kościńskiego.

Połowa hoteli w kraju do zamknięcia i 500 tys. osób bez pracy

Jak tłumaczą sygnatariusze listu, Kołobrzeg zaraz po Warszawie oraz Małopolsce jest trzecim kierunkiem turystycznym w Polsce pod względem liczny udzielanych noclegów, gdzie zatrudnienie znajduje tysiące pracowników. Jednak z uwagi na ostatnie obostrzenia w związku z epidemią koronawirusa wprowadzonymi przez polski rząd, m.in. zamknięcia przejść granicznych, sytuacja hotelarzy staje się dramatyczna. Szczuje się, że spadek obłożenia w kołobrzeskich hotelach osiągnie poziom 90 proc. „Oznacza to, że będą zamykane hotele, a następnie przewidujemy poważne konsekwencje na lokalnych rynkach pracy. Aby temu zapobiec, w przypadku takich ograniczeń, uważamy, że czasowo koszty wynagrodzeń powinno przejąć państwo. Natomiast bez szerszego wsparcia rządu, konsekwencje będą dotkliwe, a wiele hoteli może nie przetrwać” – piszą w liście kołobrzescy hotelarze.

Problem nie dotyczy tylko Kołobrzegu. Branża hotelarska w Polsce szacuje, że w wyniku zamkniętych granic i wprowadzonych obostrzeń na terenie kraju, nawet połowa obiektów hotelowych w Polsce będzie musiała być zamknięta na czas kwarantanny. Wielu hotelarzy może jednak tego nie przetrwać, zarówno małe hotele jak i duże przedsiębiorstwa z kilkoma obiektami. W efekcie tego pracę może stracić nawet pół miliona pracowników. Mamy do czynienia z największym kryzysem współczesnego hotelarstwa. Polska branża hotelarska przetrwała wiele ciężkich sytuacji, ale żadna nie była aż tak krytyczna, jak ta z którą aktualnie, nam hotelarzom, przyszło się zmierzyć. Mamy do czynienia z największym kryzysem współczesnego hotelarstwa. Skala problemu jest niebywała, sytuacja polskich hoteli i hotelarzy z dnia na dzień staje się katastrofalna. Bez wsparcia państwa, rządu, czy też samorządu lokalnie, hotele w Polsce mają nikłe szanse po pierwsze na utrzymanie miejsc pracy, ale przede wszystkim na przetrwanie. Brak jakiejkolwiek pomocy do prowadzi po prostu do dewastacja branży turystycznej.– mówi Elżbieta Lendo, reprezentująca sygnatariuszy listu.

Konieczny Pakiet Osłonowy dla polskiego hotelarstwa

Hotelarze apelują do rządu o wprowadzenie zmian do wstępnych propozycji Pakietu Osłonowego, który miałby uratować rodzime przedsiębiorstwa z sektora hotelarskiego przed upadkiem. Co proponują? Po pierwsze aktualne opóźnienia w daninach nie powinny wyłączać wsparcia, a wśród konkretnych postulatów m.in. możliwości odroczenia terminu płatności składek na ZUS i podatków oraz ewentualne ulgi i umorzenia — a te powinny być wprowadzone niezwłocznie i w takim samym terminie rozpatrywane na podstawie prostych wniosków. Bo dziś, jak zauważają hotelarze, postępowania są skomplikowane, trwają wiele miesięcy i rzadko kończą się sukcesem oraz zasadniczo mają pozorny charakter. Hotelarze postulują także o możliwość zawieszenie płatności spłacania kredytów. Ich zdaniem nie powinno to objąć tylko operatorów hoteli, ale też inwestorów na tym rynku, bo problemy tych ostatnich też spowodują zamykanie hoteli. Zdaniem hotelarzy niezwłocznie powinny nastąpić też zwroty podatków, do których przedsiębiorcy mają prawo na podstawie złożonych już deklaracji. Ponadto, przedsiębiorcy z branży hotelarskiej oczekują czasowego zawieszenia płatności i wstrzymania egzekucji skarbowej bieżących podatków, składek i innych danin publicznych w branży hotelarskiej. „Liczymy też na preferencyjne i szybkie kredyty oraz pożyczki od banków i instytucji związanych z państwem, które zwiększą zagrożoną płynność” – apelują hotelarze.

Sygnatariusze apelu argumentują, że pomoc jest tym bardziej zasadna, że turystyka to ważna gałąź gospodarki dająca zatrudnienie ponad 1 mln osób w Polsce i stanowiąca 7 proc. polskiego PKB. A w samym województwie zachodniopomorskim to aż 10 proc. gospodarki i zatrudnienia w regionie, które jest jednocześnie pierwsze ze wszystkich w kraju pod względem liczby udzielanych noclegów. Inicjatorzy apelu mają obawy czy pomimo zapowiedzi wsparcie będzie miało charakter praktyczny. Akcję poparła nawet państwowa i giełdowa spółka hotelarska Interferie.

Ograniczone wsparcie finansowe, redukcja obciążeń i deregulacja receptą na gospodarcze skutki pandemii

Pandemia koronawirusa jest potężnym uderzeniem w światową gospodarkę, którego dokładnych skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć, dlatego trzeba już w tej chwili zapewnić bezpieczeństwo pracownikom i firmom – Związek Przedsiębiorców i Pracodawców formułuje dziesięć celów, które osiągnąć powinna specustawa gospodarcza przygotowywana przez Ministerstwo Rozwoju.

W opublikowanym dzisiaj dokumencie, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił szereg konkretnych propozycji mających zminimalizować negatywny wpływ pandemii na gospodarkę. Według ekspertów Związku, kluczowe jest, aby rozwiązania wprowadzane przez rząd miały charakter ponadbranżowy, uwzględniały w pierwszym etapie przede wszystkim mikro i małe firmy, a także były w jak najmniejszym stopniu oparte na bezpośrednim wsparciu finansowym.

– Nie unikniemy oczywiście dokonywania w jakiejś formie transferów finansowych – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Są one jednak rozwiązaniem na krótką metę, zapewniającym bieżącą płynność finansową w gospodarce. W dłuższej perspektywie powinniśmy skupić się na działaniach, które umożliwią nam możliwie szybkie przywrócenie gospodarki do stanu wyjściowego.

Związek proponuje nie tylko uruchomienie programu tanich, szybko i łatwo dostępnych kredytów obrotowych dla mikro i małych przedsiębiorców, lecz również szereg interwencji regulacyjnych dotyczących rozmaitych obszarów, takich jak prawo pracy, prawo działalności gospodarczej, czy przepisów proceduralnych w zakresie postępowań sądowych. Wśród konkretnych rozwiązań znajduje się m.in. wydłużenie terminu składania obowiązkowych sprawozdań, wprowadzenie mechanizmu rozłożenia w czasie kosztów najmu lokali przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej, czasowe zwolnienie wynagrodzeń z opodatkowania i oskładkowania, czy przynajmniej czasowego wyłączenia stosowania ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i niektóre święta.

– W ramach aktualnego porządku prawnego istnieje wiele przepisów utrudniających stosowanie się do zaleceń dotyczących postępowania w obliczu pandemii – podkreśla Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP – Chodzi tu m.in. o wyłączenie możliwości sprzedaży określonych produktów na odległość, czy też brak przepisów wykonawczych do znowelizowanej ustawy o transporcie drogowym. Proponujemy zmiany również w tym zakresie.

Ostatecznie, eksperci Związku wskazują, że z uwagi na pandemię należałoby przemyśleć kierunek polityki gospodarczej i społecznej Polski. Konieczne staje się ograniczanie zbędnych, bądź nadmiernych wydatków socjalnych, a także rezygnacja z wyjątkowo kosztownych planów polonizacji firm.

Podsumowując dokument, autorzy podkreślają, że faktycznej skali zagrożenia wynikającego dla światowego systemu gospodarczego z pandemii koronawirusa nikt nie jest w stanie dokładnie przewidzieć. Jednocześnie, działania podjęte na tym etapie przez państwo powinny być szczególnie odważne i ambitne, tak by możliwe było jednocześnie złagodzenie tego gospodarczego szoku, jak i przygotowanie państwa do szybkiej odbudowy po okresie zapaści.

Propozycje rozwiązań do gospodarczej specustawy “antywirusowej”

Pandemia koronawirusa może mieć potężny wpływ nie tylko na system opieki zdrowotnej, lecz na całą gospodarkę. Wierzymy, że najważniejsze w tej chwili jest zapewnienie pracownikom i przedsiębiorcom poczucia bezpieczeństwa. Pierwszym z priorytetów, o który trzeba zadbać, jest oczywiście stan zdrowia publicznego i ograniczenie liczby zachorowań. Niemal równie istotne staje się pilne udzielenie pomocy zagrożonym firmom i pracownikom. Ostatecznie zaś, konieczna staje się deregulacja, która ułatwi odrobienie w gospodarce strat powstałych wskutek pandemii.

Wierzymy, że specustawa przygotowywana przez Ministerstwo Rozwoju powinna zawierać odważne rozwiązania, które pozwolą nam zminimalizować negatywne skutki tej nadzwyczajnej sytuacji.

W naszej ocenie muszą one spełniać trzy podstawowe kryteria.

Po pierwsze, powinny mieć charakter ponadbranżowy. Przestrzegamy rząd przed wprowadzaniem jakichkolwiek sektorowych programów wsparcia. Działanie punktowe nigdy nie jest bezpieczne z punktu widzenia równowagi rynkowej i może spowodować nieprzewidziane wcześniej zaburzenia i przepływ kapitału.

Po drugie, powinny być odpowiednio celowane. Na początkowym etapie priorytetowe jest zabezpieczenie firm najbardziej narażonych na ryzyka wynikające z pandemii, tj. mikro i małych. Ewentualne wsparcie dla podmiotów średnich i dużych powinno stanowić ewentualnie kolejny etap zapobiegania recesji.

Po trzecie, powinny być w możliwie minimalnym stopniu oparte na bezpośrednim wsparciu finansowym. Pewna interwencja w tym zakresie będzie konieczna z uwagi na potrzebę zabezpieczenia płynności gospodarki, jednak co do zasady rząd powinien skupić się na działaniach deregulacyjnych i ułatwiających dostosowanie się do nowych, znacznie trudniejszych niż do tej pory warunków prowadzenia działalności.

Przedstawiony poniżej pakiet działań spełnia wszystkie powyższe założenia. Wierzymy, że uwzględnienie go w projekcie gospodarczej specustawy sprawi, że polska gospodarka przetrwa ten kryzysowy czas w możliwie najlepszej kondycji.

CEL NR 1 – ZABEZPIECZENIE PŁYNNOŚCI FINANSOWEJ FIRM

PROBLEM: kwarantanny, praca zdalna, odwoływanie spotkań i podróży zagranicznych powodują, że firmy już przestają generować przychody pozwalające im choćby na pokrycie kosztów stałych prowadzenia działalności, wynagrodzeń pracowników na zwolnieniach lub kwarantannie, zobowiązań podatkowych od wystawionych faktur, z płatności za które są regulowane z dużym opóźnieniem albo wcale, składek na ZUS. Szczególnie dotkliwym problemem stają się również opłaty czynszowe

ROZWIĄZANIE: postulujemy uruchomienie programu tanich, łatwo i szybko dostępnych kredytów obrotowych dla mikro i małych przedsiębiorców. Jedyną dopuszczalną formą ich zabezpieczenia powinny być weksle. Maksymalne kwoty kredytów powinny być uzależnione od przychodów za rok 2019 (ew. 2018 w przypadku braku rozliczenia za ubiegły rok). Proponujemy, by wynosiły one 15 proc. przychodu za dany rok, lecz nie więcej niż 300 tys. zł dla jednej firmy. Z uwagi na nadzwyczajny charakter sytuacji, zasadne wydaje się również wstrzymanie na pewien okres (4 – 6 miesięcy) poboru zaliczek z tytułu podatku dochodowego dla mikro i małych firm. Dodatkowo proponujemy stworzenie mechanizmu rozłożenia w czasie kosztów najmu lokali wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. Samorządy powinny być ponadto zachęcane do zwalniania z podatku od nieruchomości obiektów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej, poprzez rekompensowanie im utraconych wpływów podatkowych z tego tytułu przez Skarb Państwa.

CEL NR 2 – ZAPEWNIENIE BEZPIECZEŃSTWA FINANSOWEGO PRACOWNIKOM

PROBLEM: w obliczu pandemii niektórzy pracownicy kierowani są do pracy w domu, inni często ograniczają swoją aktywność zawodową. W wielu przypadkach wiąże się to z uszczupleniem budżetów domowych. Uważamy, że w tej sytuacji konieczne jest, by w kieszeniach pracowników zostawało więcej pieniędzy.

ROZWIĄZANIE: postulujemy czasowe zwolnienie wynagrodzeń z podatku dochodowego oraz składek na ubezpieczenia społeczne. Wierzymy, że pozwoli to zmotywować zarówno pracowników (wyższe wynagrodzenie netto) jak i pracodawców (niższe koszty wynagrodzeń związane z brakiem konieczności opłacania części składek na ubezpieczenia społeczne) do wykorzystywania dostępnych rozwiązań, takich jak np. praca zdalna. Działaniem uzupełniającym powinno być unowocześnienie przepisów Kodeksu pracy i umożliwienie pracodawcom oraz pracownikom możliwie swobodnego ustalania trybu świadczenia pracy. Ponadto, Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien ponosić całkowity koszt wypłacania wynagrodzenia chorobowego dla pracowników poddanych obowiązkowej kwarantannie. Jest to szczególnie istotne w obliczu potencjalnego powrotu zza granicy ok. 100 tysięcy polskich obywateli, którzy mają zostać taką obowiązkową kwarantanną objęci.

CEL NR 3 – UMOŻLIWIENIE PRZEDSIĘBIORCOM SKUPIENIA NA FAKTYCZNYM PROWADZENIU DZIAŁALNOŚCI

PROBLEM: w warunkach kryzysu epidemiologicznego, przedsiębiorcy zmuszeni są do bieżącego „gaszenia pożarów”. Nie mają czasu ani zasobów potrzebnych do tego, by w pełni realizować skomplikowane obowiązki sprawozdawcze.

ROZWIĄZANIE: powinniśmy szukać wszelkich obszarów, w których możliwe jest biurokratyczne odciążenie firm. To dobry czas, by znieść jakiekolwiek ograniczenia w dostępie do najprostszej formy podatku dochodowego, czyli ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Taka zmiana wymagałaby wprowadzenia możliwości zmiany sposobu rozliczania PIT w trakcie trwania roku podatkowego. Dodatkowo, postulujemy wydłużenie terminu składania obowiązkowych sprawozdań, które przedsiębiorcy powinni przygotowywać w najbliższym okresie.

CEL NR 4 – ZABEZPIECZENIE FUNKCJONALNOŚCI SYSTEMU SĄDOWNICTWA

PROBLEM: z niepokojem obserwujemy, jak kolejne sądy ograniczają swoją działalność. Życie gospodarcze istotnie zwalnia, jednak nie zatrzymuje się. Przedsiębiorcy wciąż wchodzą w spory prawne. Dodatkowym kłopotem są terminy biegnące niezależnie od przestoju np. w pracy placówek pocztowych.

ROZWIĄZANIE: aby zagwarantować bezpieczeństwo uczestnikom postępowań, a także nie dokładać firmom dodatkowych obciążeń, apelujemy o wprowadzenie szczególnej, szybkiej ścieżki postępowań w sprawach gospodarczych. Powinna ona zakładać prowadzenie procesu z wykorzystaniem środków teleinformatycznych, według zasady dzień po dniu, i oparcie wyrokowania wyłącznie o środki dowodowe i okoliczności przywołane przez strony w pismach procesowych oraz wiedzę dostępną sądowi z urzędu. Dodatkowo uważamy, że zasadne byłoby wprowadzenie do kodeksu postępowania cywilnego, prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, oraz kodeksu postępowania administracyjnego specjalnych przepisów umożliwiających zawieszenie bądź przywrócenie terminów z uwagi na szczególne okoliczności wywołane pandemią koronawirusa.

CEL NR 5 – UDROŻNIENIE HANDLU

PROBLEM: rozwój pandemii powoduje, że rozsądną profilaktyką staje się ograniczanie aktywności poza domem. Niestety, polskie przepisy eliminują możliwość zaopatrywania się w niektóre produkty np. przez Internet. Dodatkowym problemem jest zakaz handlu w niedziele, który ogranicza możliwość zrobienia zakupów do sześciu dni w tygodni, tym samym zagęszczając ruch w placówkach i zwiększając ryzyko epidemiologiczne.

ROZWIĄZANIE: aby zapewnić bezpieczeństwo konsumentom, apelujemy o zniesienie, w maksymalnym możliwym zakresie, ograniczeń w sprzedaży określonych rodzajów produktów na odległość. Przede wszystkim należałoby umożliwić sprzedaż przez

Internet leków na receptę oraz alkoholu. Dodatkowo proponujemy, choćby przejściowe, wyłączenie stosowania ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i niektóre święta, tak by ruch w sklepach rozłożony był na maksymalną możliwą liczbę dni.

CEL NR 6: WSPARCIE POLSKIEJ PRODUKCJI ŚRODKÓW MEDYCZNYCH I LECZNICZYCH

PROBLEM: bieżąca sytuacja doskonale pokazuje, jak niebezpieczne jest uzależnienie dostępności produktów medycznych i leczniczych od dostaw z zewnątrz. Ograniczona podaż tych produktów stanowi istotny problem w świetle powstrzymywania dalszego rozwoju pandemii.

ROZWIĄZANIE: wziąwszy pod uwagę występujące już braki w dostępności niektórych towarów kluczowych z punktu widzenia walki z wirusem, potrzebne jest wsparcie krajowej produkcji leków i innych produktów medycznych, w szczególności innowacyjnych. Dlatego też to świetny moment, by powrócić do pomysłu refundacyjnego trybu rozwojowego i wdrożyć go w porozumieniu z krajowym przemysłem farmaceutycznym.

CEL NR 7: SZEROKIE WŁĄCZENIE BIZNESU W PROGRAM WALKI Z KORONAWIRUSEM

PROBLEM: mimo, że biznes jest odpowiedzialny i chce brać czynny udział w opanowywaniu rozwoju pandemii, w tej chwili przedsiębiorcy nie dysponują dostępem do baz danych wykorzystywanych przez administrację publiczną.

ROZWIĄZANIE: proponujemy upublicznienie zanonimizowanych baz danych, którymi dysponują organy administracji. W ten sposób możliwe stanie się faktyczne włączenie biznesu i naukowców w proces projektowania rozwiązań ukierunkowanych na zwalczanie pandemii.

CEL NR 8: ZAPEWNIENIE DOSTĘPNOŚCI BEZPIECZNEGO TRANSPORTU

PROBLEM: z uwagi na ryzyko epidemiologiczne, coraz więcej osób rezygnuje z korzystania z komunikacji miejskiej bądź stara się ograniczać obecność w środkach transportu takich jak tramwaj, autobus, czy metro. Atrakcyjną alternatywą wydaje się być jak najszerszy dostęp do usług przewozowych – niestety do tej pory brakuje rozporządzeń wykonawczych do znowelizowanej ustawy o transporcie drogowym.

ROZWIAZANIE: apelujemy o jak najszybsze przyjęcie rozporządzeń do nowelizacji ustawy o transporcie drogowym wyrównującej zasady funkcjonowania na rynku wszystkich podmiotów z tego sektora. Nie możemy dopuścić do tego, by brak przepisów wykonawczych ograniczał dostęp do usług przewozu w tym kryzysowym czasie.

CEL NR 9: RACJONALIZACJA WYDATKÓW PAŃSTWA

PROBLEM: gwałtownie rosnące koszty medyczne, jak i nieprzewidziane wydatki pomocowe dla firm i pracowników, przy jednoczesnym spowolnieniu gospodarczym, będą wymagały nowelizacji budżetu i zaciągania dodatkowych zobowiązań państwa. Nieuchronny jest deficyt budżetowy. W przyszłości może to znacznie spowolnić proces wychodzenia z coraz bardziej prawdopodobnej recesji. W dużej mierze będzie to oczywiście zasługa perturbacji finansowych związanych z epidemią, ale nie pomagają w tym ogromne zobowiązania wcześniej zaciągnięte przez państwo. Konieczna jest racjonalizacja polityki wydatkowej.

ROZWIĄZANIE: rząd powinien zrezygnować w obecnej sytuacji z dalszych, kosztownych planów polonizacyjnych i przejmowania zagranicznych, czy polskich firm. Nawet jeżeli w najbliższym czasie pojawi się sporo takich okazji, nie powinniśmy zaciągać nowych zobowiązań . Przeciwnie, należy przeprowadzić rzetelny audyt posiadanych już przez państwo, czy państwowe fundusze zasobów i wystawić na sprzedaż, te które nie przynoszą spodziewanych korzyści, czy wręcz wymagają dofinasowania z budżetu państwa. Dotyczy to również sektora energetycznego a w szczególności kopalń. Rząd powinien natychmiast zrewidować swoją dotychczasową politykę energetyczną , tak, żeby nie narażać budżetu na dalsze straty.

CEL NR 10: ZWIĘKSZENIE EFEKTYWNOŚCI POLITYKI SOCJALNEJ

PROBLEM: w obliczu nowych wyzwań państwa i koniecznych nowych wydatków w tym na cele pomocowe, konieczna jest ponowna rewizja polityki socjalnej i polityki płac minimalnych. Polska drastycznie zwiększając wydatki socjalne w ostatnich latach znalazła się w światowej czołówce państw jeżeli chodzi o wielkość wydatków socjalnych w relacji do siły nabywczej pieniądza. Rozbudowana siatka świadczeń będzie teraz nachodzić się z rozmaitymi programami pomocowymi, nie tylko poważnie komplikując system, ale też czyniąc go mało wydajnym i motywacyjnym.

ROZWIĄZANIE: należy wykorzystać ten okres na zdyscyplinowanie i usystematyzowanie dotychczasowej polityki społecznej. Po przeprowadzeniu dokładnej analizy obecnego systemu świadczeń, należy rozważyć zmianę obietnic związanych z podwyżkami płacy minimalnej zaplanowanymi do 2023 roku. Zrezygnować z wypłacania w kolejnych latach 13 i 14 emerytury. Skomasować wszystkie programy wsparcia rodzin i ustalić poziom maksymalnego świadczenia. Należy dążyć do racjonalizacji polityki społecznej, chociażby po przez rezygnację z opodatkowania emerytur i znaczącego zwiększenia kwoty wolnej od podatku w miejsce jednostkowych programów jak choćby zwolnienie z podatku dochodowego osób do 26 roku życia

W tej chwili nikt nie jest w stanie przewidzieć faktycznej skali zagrożenia wynikającego dla światowego systemu gospodarczego z pandemii koronawirusa. Niemożliwe jest również określenie z jakąkolwiek pewnością kierunku dalszego rozwoju sytuacji. Niezależnie od tego, państwo powinno już w tej chwili podjąć pilne działania ukierunkowane nie tylko na złagodzenie szoku

gospodarczego, który z pewnością nas czeka, ale też przygotowanie państwa do szybkiej odbudowy po okresie zapaści – przedstawiony pakiet działań służy temu właśnie celowi.

Panika na rynkach finansowych

Inwestorzy zaczynają wycofywać środki z rynków. Nie przenoszą ich już jednak tak chętnie jak wcześniej w inne miejsca. Dobrym dowodem na to są spadki, zarówno na obligacjach jak i złocie.

Euro przekracza 4,39 zł

Strach ma wielkie oczy. To właśnie on powoduje, że waluty i inwestycje uważane za bardziej ryzykowne tracą. Jak pokazuje praktyka, nie tylko te inwestycje spadają, ale te ryzykowne lecą w dół po prostu mocniej. Do ryzykownych w dalszym ciągu zalicza się niestety polskiego złotego. Warto zwrócić uwagę, że podobna tendencja dotyczy innych walut naszego regionu. Szczególnie słabo wypada korona czeska, która straciła w ciągu miesiąca niemal 9% na wartości względem euro, to ponad 2,5 raza większa strata niż polski złoty.

Giełdy w dół

DAX dzisiaj nad ranem pokazał poziom 8500 punktów. Jeszcze na początku miesiąca było to 13500 punktów. WIG20 spadł z 2100 punktów poniżej 1300 punktów. Lepiej wyglądają parkiety w USA. Tam przecena wyniosła z 9800 na 7400 punktów. Oznacza to, że owy lepszy wynik to strata około ¼ wartości zamiast ⅓ wartości w niecały miesiąc. Co ciekawe pieniądze te nie poszły na rynek obligacji, jak to miało dotychczas miejsce. Na rynku obligacji również mieliśmy korektę świadczącą o ucieczce kapitału. Rentowność obligacji rosła w ciągu ostatniego tygodnia o około pół procenta w zależności od kraju. Oznacza to, że inwestorzy realnie rozważają wychodzenie z rynku i czekanie.

Co z bezpiecznymi inwestycjami

Kupuj złoto mówili, idzie kryzys. W ciągu tygodnia cena tego kruszcu spadła z 1700 dolarów za uncję na 1500 dolarów za uncję. W dół idą też inne alternatywne inwestycje, za wyjątkiem franka szwajcarskiego. Z jakiegoś dziwnego powodu pomimo tego, że ludzie zadali sobie pytanie, dlaczego w trudnych czasach mają kupować złoto, nie zadają sobie go w przypadku kupowania waluty szwajcarskiej. Nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców walutowych, którzy płacą już ponad 4,15 zł za franka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Koronawirus: Nieśmiałe „zrobimy wszystko, co będzie konieczne” ze strony europejskich decydentów

W minionym tygodniu głos zabrali decydenci z poszczególnych krajów, ponieważ środki mające powstrzymać rozwój pandemii mogą kosztować od 0,7 do -3,0 punktu procentowego wzrostu PKB zależnie od kraju i stopnia wyłączeń w jego funkcjonowaniu. Obok działań mających zahamować rozprzestrzenianie się wirusa i zwiększyć wydolność krajowych systemów ochrony zdrowia, ogłoszone zostały – lub zostaną – środki z zakresu polityki fiskalnej i pieniężnej, począwszy od Włoch, przez Wielką Brytanię i Niemcy, a także przez Europejski Bank Centralny (EBC), które będą stanowić próbę złagodzenia istotnego spadku gospodarczego, jaki jest prawdopodobny w pierwszej połowie 2020 roku. Należy jednak podkreślić, że tego rodzaju działania będą jedynie wsparciem dla bilansów firm, narzędziem zmniejszającym negatywne skutki pandemii, mając zapobiegać rozwojowi poważnego kryzysu finansowego i/lub gwałtownemu wzrostowi liczby upadłości firm oraz bezrobocia. Na Rys. 1 podsumowano dotychczasowe działania podjęte w odpowiedzi na Covid19.

Włochy: pakiet fiskalny o wartości 25 mld EUR wygląda na duży, lecz w rzeczywistości zostanie w całości wykorzystany. Nasze bieżące prognozy dla Włoch przewidują na 2020 rok spadek wzrostu gospodarczego o -2,5%. Z tego powodu poziom długu publicznego Włoch może w kolejnym roku przekroczyć 140% PKB. Spread dla 10-letnich państwowych obligacji włoskich (10y BTP) może ulegać dalszemu zwiększeniu wraz z napływem niekorzystnych informacji dotyczących działalności gospodarczej (wskaźnik PMI, dane o produkcji przemysłowej, pierwsze szacunki dotyczące PKB) potwierdzających zakres wstrząsu w pierwszym półroczu 2020, dlatego zasadnicze znaczenie będą miały zastosowane przez EBC środki ochronne. Połowa pakietu została uruchomiona 13 marca, zaś reszta stanowi rezerwę; pakiet obejmuje: środki dezynfekcyjne przeznaczone do stosowania w sytuacji awaryjnej, a także (i) rekompensaty dla pracowników zmuszonych do czasowego powstrzymania się od pracy; (ii) fundusz gwarancyjny dla małych i średnich przedsiębiorstw; (iii) moratorium podatkowe i odroczenie spłat kredytów hipotecznych i innych (we współpracy z bankami prywatnymi); (iv) rekompensaty dla firm dotkniętych spadkiem obrotów o ponad 25%. Nie można wykluczyć, że konieczne będzie wydatkowanie części pakietu na sektor bankowości w dalszej części roku, jeżeli lokalne banki będą wciąż wykazywać wysokie wartości wskaźnika kredytów zagrożonych (NPL).

niemcy koronawirusSłowa kanclerz Niemiec Angeli Merkel, deklarującej, że „zrobimy wszystko, co będzie konieczne” wciąż nie stały się (jeszcze) raczej mottem Europy. Po pierwsze, Komisja Europejska poinformowała o utworzeniu niewielkiego funduszu inwestycyjnego dla UE w wysokości 25 mld EUR (0,2% PKB strefy euro), którego celem będzie wspieranie utrzymania płynności przez sektor prywatny oraz zwiększenie zdolności operacyjnych krajowych systemów ochrony zdrowia. Poluzowane zostaną również unijne i krajowe przepisy podatkowe, aby poszczególne kraje mogły zwiększyć wydatki na systemy opieki zdrowotnej i/lub zastosować ulgi podatkowe dla sektora prywatnego. Potrzebne byłoby jednak większe wsparcie fiskalne na szczeblu europejskim, które mogłoby pomóc w rozwiązaniu problemu ograniczonego pola manewru w sektorze podatkowym w różnych krajach, w tym między innymi we Włoszech – nawet jeżeli unijne przepisy podatkowe zostaną prawdopodobnie tymczasowo zawieszone. W chwili obecnej w polityce fiskalnej UE brak jednak koordynacji. Całość zsumowanych europejskich i krajowych działań podatkowych warta jest dziś zaledwie około 75 mld EUR (dla porównania, w listopadzie 2008 roku ogłoszono zastosowanie środków o wartości 200 mld EUR).

EBC nie może rozczarować. Prezes Lagarde już w ubiegłym tygodniu oświadczyła, że bank centralny dołączy do globalnego trendu w zakresie luzowania polityki. Biorąc pod uwagę istotny wzrost wartości euro i akceptację dla koordynacji polityki globalnej przewidujemy, że EBC obniży stopę depozytową o 10 punktów procentowych do poziomu -0,6%. Choć środki z zakresu kompleksowej polityki pieniężnej, takie jak obniżki stóp, mogą pomóc w zwiększeniu poziomu zaufania na rynku i zapobieganiu nieuzasadnionemu zaostrzaniu warunków finansowych, to raczej nie pomogą w rozwiązaniu problemów wynikających z zakłóceń w zakresie produkcji i łańcuchów dostaw, ani też nie przekonają ludzi do zwiększania wydatków, skoro ci mają obawy przed wychodzeniem z domów. Z tego powodu większość środków, jakie EBC obecnie ogłasza powinna koncentrować się na zapewnieniu wystarczającej płynności w rzeczywistej gospodarce, na przykład poprzez bardziej korzystne warunki w zakresie TLTRO wraz z zachętami w kierunku udzielania kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw. Rośnie również prawdopodobieństwo, że EBC zwiększy comiesięczne zakupy aktywów finansowych do poziomu 40 mld EUR miesięcznie i skoncentruje część zakupów w obszarze obligacji korporacyjnych w odpowiedzi na pogorszenie się spreadów kredytowych. Obniżenie kosztów kredytu powinno być czynnikiem skłaniającym banki do zwiększania lub wydłużania obowiązywania linii kredytowych. O wiele bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby natomiast przyjęcie przez rządy na przykład roli „pożyczkodawcy ostatniego ratunku” poprzez oferowanie programów z gwarancją publiczną, do których banki mogą uciekać się w celu ograniczenia własnego narażenia w związku z kredytami. Aby zwiększyć pole manewru, konieczne będzie pośrednie lub bezpośrednie podwyższenie limitu emitenta.

Wielka Brytania zrobi wszystko, co konieczne w celu ochrony firm. W ubiegłym tygodniu poinformowano o wdrożeniu pakietu fiskalnego o wartości 30 mld GBP (tj. 1,3% PKB) oraz o odważnym ruchu Banku Anglii. W dniu 11 marca, Wielka Brytania poinformowała o utworzeniu budżetu ekspansywnego, w ramach którego 7 mld GBP zostanie przeznaczone na wsparcie firm i osób fizycznych w radzeniu sobie z „tymczasowymi zakłóceniami” poprzez obniżki podatków, odroczenia spłaty kredytów oraz dotacje dla małych i średnich przedsiębiorstw. Rząd zobowiązał się: (i) zrekompensować małym i średnim firmom koszty ustawowych zasiłków chorobowych do 14 dni w maksymalnej wysokości 2 mld GBP; (ii) udzielić wsparcia w postaci dalszych kredytów w wysokości 1 mld GBP na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw poprzez „Coronavirus Business Interruption Loan Scheme” [Program Kredytów z Tytułu Zakłóceń Spowodowanych przez Koronawirus], a także zagwarantować kredyty bankowe udzielone małym i średnim przedsiębiorstwom w kwotach do 1,2 mln GBP; (iii) pokryć straty banków w wysokości do 80%; (iv) stawki podatków od firm zostaną obniżone dla małych firm w sektorach handlu detalicznego, rozrywki oraz hotelowym (obniżka podatków w wysokości do 1 mld GBP) dla niemal połowy wszystkich obiektów biznesowych; (v) udzielić dotację gotówkową w całkowitej wysokości 2 mld GBP na rzecz małych firm; (vi) udzielić ulgi podatkowej dla przedsiębiorców w wysokości 3 mld GBP. Przyspieszone zostaną również wydatki związane z infrastrukturą: 27 mld GBP przeznaczone zostanie na budowę nowych dróg, zaś 5 mld GBP na realizację sieci szerokopasmowej w odległych obszarach kraju. Dodatkowe obniżenie stawki podatku od firm do 17% w kwietniu 2020 roku (z obecnych 19%) zgodnie z oczekiwaniami anulowano i zastąpiono zwiększeniem inwestycji w publiczny system ochrony zdrowia (NHS); ich wysokość ma odpowiadać 5 mld GBP i stanowić fundusz awaryjny przeznaczony na usługi publiczne.

Całkowity budżet przekroczył oczekiwania o około 10 mld GBP i powinien stanowić wsparcie dla wzrostu PKB o około 0,2 punktu procentowego w skali roku, rekompensując tym samym częściowo negatywne skutki wybuchu epidemii Covid-19, szczególnie w przypadku, gdy wdrożone zostaną działania zapobiegające rozprzestrzenianiu się pandemii. Utrzymano wzrost minimalnych wynagrodzeń (do ponad 10,50 GBP za godzinę), jednak zastosowano cięcie podatkowe w postaci wyższych progów ubezpieczenia krajowego. Zgodnie z oczekiwaniami, ulgę podatkową z tytułu działalności badawczo-rozwojowej (R&D) podwyższono z 12 do 15%.

Bank Anglii [Bank of England – BoE] połączył siły z jednostkami działającymi w trybie awaryjnym, aby zaradzić „tymczasowym, lecz istotnym zakłóceniom w zakresie łańcuchów dostaw oraz słabszej aktywności, która może być szkodliwa dla przepływów środków pieniężnych i zwiększać zapotrzebowanie na kredyty krótkoterminowe ze strony gospodarstw domowych oraz na kapitał obrotowy ze strony firm”. Skala tego działania okazała się większa niż oczekiwano: podjęto decyzję dotyczącą obniżki stóp procentowych o -50 punktów bazowych do 0,25% oraz wprowadzenia nowego programu Finansowania Terminowego dla małych i średnich przedsiębiorstw, którego wartość szacowana jest na 100 mld GBP, a który ma stanowić wsparcie w zakresie udzielanych kredytów. Bank Anglii zawiesił także na okres przynajmniej 12 miesięcy wymóg  tworzenia buforu antycyklicznego, mającemu przeciwdziałać zagrożeniom dla banków ze strony pożyczkobiorców brytyjskich (obniżenie do 0% z dotychczasowego 1% ekspozycji banków, oraz 2% planowanych wcześniej od grudnia 2020 roku).

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zadeklarowała wolę zrobienia „wszystkiego, co będzie konieczne” w celu stawienia czoła kryzysowi, wcześniej poinformowała o nieśmiałym (zważywszy na skalę) utworzeniu  funduszu fiskalnego na kwotę około 12,4 mld EUR. Przewidywane środki mają pomagać firmom dotkniętym kryzysem w rozwiązywaniu problemów związanych z płynnością poprzez dostęp do kredytów KfW (państwowego Banku Rozwoju/Odbudowy) i gwarancji kredytowych. Rząd poluzował również ograniczenia dotyczące rekompensat pracowniczych z tytułu skrócenia czasu pracy („Kurzarbeit”). Rekompensaty pracownicze z tytułu skrócenia czasu pracy również są obecnie wypłacane również przez państwo, jeżeli już 10% pracowników ma  istotnie skrócony czas pracy (z wcześniejszego wymogu odpowiednio 1/3 pracowników). Władze zadeklarowały również zwiększenie inwestycji w okresie 2021-24, jednak to raczej nie pomoże gospodarce w krótkiej perspektywie. Wraz z postępującym spowolnieniem gospodarczym w Niemczech spodziewamy się znaczącego zwiększenia zakresu podejmowanych środków fiskalnych przez tamtejsze władze.

Rys. 1: Przegląd środków fiskalnych i monetarnych

Kraj Polityka monetarna Polityka fiskalna
Chiny ·  Zastrzyk w wysokości 1,2 tryliona RMB oraz 500 mld RMB kapitału na początku lutego

·  Obniżenie 3 lutego stóp procentowych (7-dniowej i 14-dniowej stopy rentowności operacji otwartego rynku)

·  17 lutego ogłoszono roczny średnioterminowy fundusz kredytowy (MLF) o wartości 200 mld RMB

·  Roczną podstawową stopę oprocentowania pożyczek (LPR) obniżono o 10 punktów bazowych do 4,05%, natomiast pięcioletnią LPR o 5 punktów bazowych do 4,75% z dniem 20 lutego

·  10 lutego uwolniono 300 mld RMB funduszy na rzecz banków w celu udzielania na preferencyjnych warunkach pożyczek na rzecz „dotkniętych firm kluczowych”

·    Obligacje władz lokalnych o wartości 848 mld RMB (122 mld USD)

·    Dotacje dla osób biorących udział w zapobieganiu i zwalczaniu epidemii zwolnione z podatku dochodowego

·    Zniesienie podatku VAT od podatników z takich branż, jak transport, catering i dostawy niezbędnych produktów codziennego użytku

·    2 marca lokalne władze poinformowały o planach redukcji podatków i opłat o łącznej wartości niemal 75 mld CNY (10,7 mld USD) dla firm dotkniętych skutkami epidemii

Włochy

 

 

 

cd. Włochy

 

·    Podwyższono zwolnienia podatkowe dla firm i gospodarstw domowych

·    Zawieszenie spłat kredytów hipotecznych dla osób fizycznych i gospodarstw domowych

·    Wsparcie podatkowe w wysokości 25 mld EUR, przy czym 2,5 mld EUR dostępne jest natychmiast

Francja ·  Zmiana harmonogramu spłat kredytów przy wsparciu Banku Francji ·    Wsparcie w zakresie płynności finansowej za pośrednictwem Publicznego Banku Inwestycyjnego (BPI)
Niemcy ·    Pakiet podatkowy w wysokości 12,4 mld EUR w ciągu najbliższych czterech lat
Wielka Brytania ·  Awaryjne obniżki stóp procentowych o 50 punktów bazowych do poziomu 0,25%

·  Wprowadzenie nowego programu Finansowania Terminowego wspierającego kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw w wysokości około 100 mld GBB

·  Obniżenie buforu kapitału antycyklicznego do 0% ekspozycji banków (z obecnego 1% oraz 2% planowanych na grudzień 2020 roku)  na okres przynajmniej 12 miesięcy

·    Spodziewana informacja dotycząca budżetu

·    Spodziewane obniżki podatków, wzrost wydatków na infrastrukturę, ochronę zdrowia i środki szczególne

USA ·   Awaryjne obniżenie stóp procentowych o połowę do poziomu od 1% do 1,25%

·   Zwiększenie operacji w zakresie otwartego rynku (repo) poprzez oferowanie 150 mld USD pożyczek overnight (wzrost o 50 mld USD w porównaniu z początkową propozycją)

·    Pakiet podatkowy w wysokości 8,3 mld USD
UE ·   Spodziewana obniżka przez EBC stóp depozytowych o minimum 10 punktów bazowych, bardziej korzystne warunki pożyczek TLTRO na rzecz banków oraz celowe wsparcie płynności na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw

·   Możliwe jest zwiększenie miesięcznych zakupów QE do poziomu 40 mld EUR

·    Fundusz UE w wysokości 25 mld EUR w celu wsparcia płynności sektora prywatnego i systemów ochrony zdrowia

·    Poluzowane zostaną również przepisy i regulacje podatkowe UE

 

Źródła: Oficjalne raporty krajowe, Allianz Research

Czy branża budowlana będzie miała za co ruszyć na wiosnę?

  • Z Barometru EFL na I kw. 2020 r. wynika, że aż 40 proc. firm z branży budowlanej planuje więcej inwestować w najbliższych miesiącach.
  • Nowe inwestycje może jednak utrudniać fakt, że budownictwo znajduje się na trzecim miejscu pod względem sektorów gospodarki z największymi zaległościami wobec banków i partnerów biznesowych – dane BIG InfoMonitor.
  • Problemy z płynnością finansową tej branży potwierdzają analizy firmy faktoringowej eFaktor, z których wynika, że aż ¼ jej klientów to właśnie przedsiębiorstwa budowlane.

Chociaż w tym roku zima była łagodna i branża budowlana nie musiała mierzyć się z długimi przestojami w pracy, to dopiero teraz, wraz z nadejściem wiosny planowane będą kolejne projekty: zakupy sprzętu oraz udziały w przetargach. Jak wynika z Barometru EFL na I kw. roku, aż 40% firm budowlanych planowało więcej inwestować w najbliższych miesiącach, choć nie wiadomo czy planów nie pokrzyżuje koronawirus. Może się okazać, że decyzje administracyjne i kwarantanna uniemożliwią prace na budowach. Cele przedsiębiorców mogą zostać zweryfikowane także przez ciągle obecne problemy z płynnością finansową branży budowlanej. Banki obawiając się strat w związku z zawieszeniem spłat kredytów na czas epidemii będą jeszcze bardziej restrykcyjnie analizować wnioski o finansowanie z tzw. trudnych branż, do których należy budowlanka.

Branża budowlana na czarnej liście banków

Branża budowlana jest jedną z tych, które najczęściej borykają się z problemem z płynnością finansową. Przyczyną jest charakter działalności – konieczność współpracy z wieloma podwykonawcami oraz mierzenia się z często niesprzyjającymi okolicznościami biznesowymi, a także przyrody. To sprawia, że nie są ulubieńcami działów kredytowych w bankach. Potwierdzają to dane BIG InfoMonitor, z których wynika, że sektor ten znajduje się na niechlubnym, trzecim miejscu pod względem największych zaległości wobec banków i partnerów biznesowych.

Z tego też powodu branża budowlana zwykle nie może skorzystać z pomocy banków. Ich polityka nie dopuszcza możliwości udzielania finansowania firmom, które nie są stabilne finansowo. Przy planowaniu kolejnych inwestycji, przedsiębiorstwa budowlane muszą więc liczyć przede wszystkim na fundusze własne. Problem pojawia się, gdy kontrahenci zalegają z zapłatą faktur i środki takiej firmy zostają zamrożone nawet na kilka miesięcy. Przedsiębiorcy mają jednak jeszcze jedno rozwiązanie, jakim jest faktoring – mówi Aneta Radomska, dyrektor sprzedaży eFaktor.

Konkurencja nie śpi, aby się rozwijać – trzeba inwestować

Firmy budowlane nie mogą sobie pozwolić na czekanie bez końca na wpływy z opóźnionych płatności. Często jeden duży wygrany przetarg może zapewnić przedsiębiorstwu płynność finansową na wiele miesięcy, ale uczestnictwo w nim wymaga sporych nakładów finansowych. Dlatego też branża coraz częściej korzysta z usług faktoringowych, dzięki którym otrzymuje środki na dalszą działalność, bez konieczności czekania na spłatę zaległych faktur przez kontrahentów. Z danych firmy eFaktor wynika, że aż 25% jej klientów stanowią przedsiębiorstwa budowlane.

Współpraca z nami umożliwia im dalsze planowanie inwestycji bez obaw, że na którymś etapie zabraknie środków ze względu na opóźnienia u kontrahenta. Niestety podobnie jak banki, nie wszystkie firmy faktoringowe zgadzają się na finansowanie branży budowlanej. Jesteśmy jednym z nielicznych faktorów, którzy współpracują z tym sektorem, dlatego też od lat sporą grupę naszych klientów, aktualnie ¼, stanowią właśnie firmy budowlane (dokładnie 24%). Współczynnik realizacji wniosków faktoringowych dla klientów jest stabilny i powtarzalny. Na wiosnę spodziewamy się większego zainteresowania faktoringiem ze strony budowlańców – dodaje Aneta Radomska z eFaktor.

GPW przeprowadziła testową sesję w elektronicznym systemie obrotu – UTP

  • 14 marca na GPW odbyła się testowa sesja w systemie produkcyjnym UTP
  • Sesja została przeprowadzona we współpracy z Członkami Giełdy i przebiegła bez zakłóceń

W sobotę, 14 marca br. odbyła się testowa sesja w systemie UTP (elektroniczny system obrotu, na którym pracuje GPW). Wzięli w niej udział Członkowie Giełdy i Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych. Testy odbyły się według harmonogramu zgodnego z obowiązującym w inne dni sesyjne.

Dokładamy wszelkich starań, aby zwłaszcza w okresach zawirowań i większej zmienności na rynkach kapitałowych zapewniać bezpieczeństwo obrotu. Testową sesję planowaliśmy od dwóch miesięcy. Pierwotnie zakładaliśmy realizację jednego ze scenariuszy Planu Ciągłości Notowań, ale życie buduje własne scenariusze. Dostosowaliśmy więc testy do obecnej sytuacji i głównie weryfikowaliśmy parametry pojemnościowe systemu w reakcji na ostatnie sesje. Przede wszystkim jednak sprawdzaliśmy nasze procedury wewnętrzne i rozwiązania technologiczne do zdalnego prowadzenia naszej działalności. W najbliższym czasie właśnie w ten sposób, chroniąc pracowników i zachowując ciągłość działania, będziemy funkcjonowali. Wszystko zostało przeprowadzone sprawnie i zgodnie z planem. Wynik przeprowadzonego testu potwierdził, że jesteśmy odporni na obecne zawirowania, zarówno z technicznego, jak i organizacyjnego punktu widzenia – mówi Dariusz Kułakowski, Członek Zarządu GPW.

Koronawirus a gospodarka – jakie skutki, jakie zagrożenia?

Początek 2020 roku zostanie zapamiętany jako okres globalnej walki z wirusem, który przez swoją zjadliwość i praktycznie nieskrępowaną mobilność ludzkości rozprzestrzenił się na niespotykaną dotąd skalę. Można szacować, że w najbliższych dniach liczba osób zainfekowanych przekroczy zapewne 200 tys. osób na całym świecie. W skali całej populacji może się to wydawać niewiele, ale praktycznie wszystkie rządy na świecie podejmują działania, by ta liczba nie zwiększyła się w znaczący sposób. Oznacza to jednak bezprecedensowe skutki dla przyjętego dotychczas modelu życia, jak i całej gospodarki.

Walka z wirusem

Bezpośrednim skutkiem walki z pandemią jest i będzie bezprecedensowy w ostatnich latach spadek międzynarodowej wymiany gospodarczej. Z uwagi na zamknięcie granic, centrów handlowych, restauracji, obiektów kulturalnych w najbliższych miesiącach drastycznie spadnie konsumpcja prywatna. Część sektorów gospodarczych, jak branża rozrywkowa, restauracyjna, a przede wszystkim branża turystyczna i transportowa musi przygotować się na gwałtowne spowolnienie. Na chwilę obecną poza Azją, gdzie drakońskie ograniczenia w mobilności mieszkańców zaczęły przynosić wymierne skutki, trudno jest mówić o wygranej z wirusem, za wcześnie więc jest szacować całą skalę problemu.

Wpływ na gospodarkę globalną

Pandemia COVID-19 ma swoją genezę w Chinach, gdzie do dziś mieszka najwięcej osób dotkniętych chorobą. Podjęte przez rząd chiński działania zapobiegawcze wyłączyły jednak dużą część chińskich mocy produkcyjnych, co będzie miało bezprecedensowy wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Cześć komponentów, jak zaawansowana elektronika czy odzież są produkowane w dużej mierze właśnie w Azji Południowo – Wschodniej. Przedsiębiorstwa z innych regionów świata, też już dotknięte skutkami pandemii, będą musiały sobie poradzić bez tych czynników produkcji. Podsumowując, sytuacja w znaczący sposób spowolni globalną gospodarkę, przynajmniej w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Wpływ na gospodarkę krajową

Najwcześniej wpływ koronawirusa dotknął w Polsce branże eventową i turystyczną. Zamknięcie galerii handlowych spowolni cały sektor sprzedaży detalicznej. Odczują to zarówno poszczególne przedsiębiorstwa, jak i krajowy budżet, który zostanie pozbawiony znaczącej wartości wpływów podatkowych. Wszystko będzie zależało od czasu trwania pandemii, ale należy przygotować się na krótkotrwałe spowolnienie gospodarcze, bądź nawet krótkoterminową recesję. Skutki społeczne będą zapewne ogromne, część osób straci swoje źródła utrzymania, może czekać nas także fala bankructw części przedsiębiorstw.

Wpływ na giełdę

W najbardziej czytelny sposób wpływ pandemii widać, jeśli spojrzymy na giełdowe indeksy. Indeks WIG20 spadł do poziomów obserwowalnych ostatnio podczas kryzysu finansowego z 2008r. Dzienny spadek indeksu potrafił osiągnąć wartość ponad 13%. Niewiele lepiej zachowywały się indeksy globalne, konsumując cały wzrost wygenerowany w ostatnich dwóch latach.

Działania wspomagające gospodarkę

W najbliższych miesiącach możemy spodziewać się bezprecedensowych działań ze strony polityki monetarnej i fiskalnej. Stopy procentowe niemal na pewno zostaną obniżone, wprowadzona zostanie stymulacja monetarna. Jeszcze mocniejszy efekt zobaczymy ze strony polityki fiskalnej, gdzie rządy będą musiały przeciwdziałać negatywnym skutkom dla gospodarki. Prawdopodobnie poluzowane zostaną kryteria fiskalne dotyczące zadłużenia. Wprowadzone zostaną obniżki podatków oraz subwencje dla najsilniej dotkniętych kryzysem sektorów gospodarczych.

Szanse dla gospodarki

Być może rozwój zasięgu wirusa będzie katalizatorem dla odważniejszych zmian w strukturze międzynarodowych stosunków gospodarczych, jak i samym sposobie pracy. Tak jak epidemia dżumy z XIV w., która poza ogromnym spustoszeniem demograficznym Europy Zachodniej, stała za zmianą stosowanych od lat czynników produkcji, rozwojem manufaktur i wzrostem zamożności europejskiego społeczeństwa w kolejnych wiekach. W obecnej sytuacji głównym problemem, oczywiście znanym od dawna, jest koncentracja niektórych środków produkcji w Chinach. Pomimo świadomości problemu, wcześniej brakowało impulsów do zdecydowanych zmian. Być może obecny model globalizacji gospodarki za kilka lat będzie wyglądać zupełnie inaczej. Niektóre projekty już się toczą. Kolejnym czynnikiem może być intensyfikacja istniejących trendów, jak dalszy rozwój handlu na odległość, w coraz bardziej zaawansowanych formach, czy zmiana systemu pracy ludzi (wzrost znaczenia pracy zdalnej, stworzenie nowych efektywnych rozwiązań wspierających te trendy). Możliwości można wymieniać w nieskończoność. Jest też w tym duża szansa dla Polski, jeśli oczywiście odpowiednio szybko poradzimy sobie ze skutkami pandemii.

Szanse dla rynków

Po ostatnich przecenach wiele spółek na krajowej giełdzie stało się śmiesznie tanich. Nie sugeruję oczywiście wchodzenie na ślepo na rynek, gdyż nie wiemy, jak długo potrwają spadki. Jednak taki niski poziom wycen jest idealnym momentem na stopniową akumulację zaangażowania w akcje, z myślą o perspektywie 3 do 5 lat. Wybierać należy branże, które dostały rykoszetem przy globalnej wyprzedaży.

Co robić obecnie

Przede wszystkim zachować spokój. Nawet jeśli dotkną nas skutki pandemii, nie musi to oznaczać najgorszego scenariusza. Jeśli zostaliśmy zmuszenia do pozostania w domu, można ten czas wykorzystać na rozwój oraz poświęcić go rodzinie. W dłuższym terminie gospodarki odbiją, a dynamiczny wzrost zawsze daje więcej szans niż zagrożeń. Nawet jeśli obecnie jest trudno, należy to ze spokojem przeczekać i z optymizmem patrzyć w przyszłość. Być może będzie ona inna niż przed pojawieniem się COVID-19, ale wierzę, że przyniesie ona nie tylko złe, ale też dużo dobrych zmian.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A Vienna Insurance Group.

Drukarki Fed zaczynają pracować

Fed podjął zdecydowanie działania i m.in. ściął stopy procentowe do zera oraz wznowił program skupu aktywów. Inne banki centralne robią, co mogą na polu luzowania polityki. Obawy o kryzys finansowy powinny zostać osłabione, ale wciąż pozostaje strach przed skutkami gospodarczymi postępującej pandemii. Powinniśmy widzieć więcej luzowania monetarnego i fiskalnego, ale nie liczmy na szybką poprawę nastrojów na rynkach. Obaw o zdrowie nie ukoi się niższymi stopami procentowymi.

Fed nie czekał do regularnego posiedzenia we wtorek i środę i jeszcze przed startem handlu na rynkach w tym tygodniu zdecydował o cięciu stóp procentowych o 100 pb do 0-0,25 proc. Jednocześnie zapowiedział skup aktywów za 700 mld USD w ciągu „najbliższych miesięcy” oraz obniżkę stopy rezerw obowiązkowych do zera. Bankom komercyjnym obniżono o 150 pb do 0,25 proc. stopę dla pożyczek na 90 dni z ukierunkowanie w dostarczanie pieniędzy dla potrzebujących firm. Jest to potężna ofensywa mająca na celu uspokojenie rynków finansowych od strony obaw o płynność i pozyskiwanie finansowania. Choć obecny kryzys ma inne podstawy niż GFC z 2008 r., to bez reakcji władz monetarnych bardzo łatwo może się w podobny przerodzić. Widać, że tym razem banki centralne nie zamierzają zwlekać z reakcją. Równocześnie z decyzją Fed poinformowano, że Fed, BoC, BoE, BoJ, EBC i SNB uruchamiają linie swapowe płynności w USD, by zapewnić beztarciowe funkcjonowanie rynków pieniężnych. Kolejne obniżki stóp procentowych ogłosiły Bank Kanady (pt) i RBNZ (dziś). Bank Japonii skupuję więcej aktywów.

Jakkolwiek podjęte decyzje są znaczące, nie będą w stanie w pełni zneutralizować rynkowej paniki. Jak pisałem w piątek, strach inwestorów opiera się na trzech filarach i banki centralne mogą złamać tylko jeden z nich (płynnościowy). Szok gospodarczy, wstrzymanie aktywności gospodarczej, zamknięcie granic – na to wszystko musi odpowiedzieć śmiała polityka fiskalna, nie bacząc na limity zadłużenia. Pokrzepiające sygnały gotowości do wydatkowania nadeszły już z USA i Niemiec. Na dzisiejszym posiedzeniu ministrów finansów Eurolandu powinny zostać podjęte decyzje o narzędziach dla wsparcia przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Im więcej, tym lepiej, ale wciąż pozostaje problem wirusa w gospodarkach rozwiniętych, gdzie jego zasięga wciąż się powiększa. To nie pozwoli rynkom w pełni „cieszyć” się posunięciami banków centralnych i podtrzyma nerwowość i awersję do ryzyka.

Dyskusja o luzowaniu polityki jest coraz głośniejsza w Radzie Polityki Pieniężnej. W piątek prezes NBP Adam Glapiński powiedział, że w obecnej sytuacji będzie proponował obniżenie stóp procentowych. Czterech innych członków (Kochalski, Sura, Łon i Żyżyński) nie wykluczyło poparcia wniosku, co daje prezesowi wystarczającą liczbę do przeforsowania obniżek. Ale też czterech innych (Hardt, Zubelewicz, Kropiwnicki i Gatnar) jasno opowiedziało się przeciw. Sądzę, że obniżka niewiele (jeśli w ogóle) pomoże w walce z obecnymi wyzwaniami dla gospodarki. Jeśli dojdzie do wprowadzenia z inicjatywy prezydenta Dudy wakacji kredytowych dla gospodarstw domowych i firm, obniżka nie będzie miał wpływu innego, jak tylko na obniżenie oprocentowania lokat. Bank centralny prędzej powinien skupić się na niestandardowych narzędziach wspierających politykę rządu, tj. współpracując z bankami komercyjnymi nad zapewnieniem płynności dla firm. RPP jest w zupełnie innym położeniu niż EBC, aby spotkać się z silną krytyką braku obniżki i kwestionowaniem wiarygodności. Jedyny powód dla cięcia teraz leży po stronie wysłania sygnału, że NBP robi wszystko, co może w walce z kryzysem. Obniżka nie powinna być szkodliwa dla złotego, gdyż rynek już od pewnego czasu dyskontuje taki kierunek polityki, a decyzja jest przyjmowana jako naturalne podążanie za globalnym trenem w polityce monetarnej. Ale przy utrzymywanej niepewności rynkowej jest bardziej prawdopodobne, że w kolejnych dniach poziomy EUR/PLN pozostaną podwyższone.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zamknięte centra i galerie handlowe – okiem eksperta

Czy najemcy centrów handlowych mogą nie płacić czynszu? Czy można odbierać przesyłki kupione w internecie? Jak wynagradzać pracowników? Które lokale muszą zostać zamknięte?

14 marca 2020 r. weszło w życie Rozporządzenia Ministra Zdrowia ograniczające między innymi handel w centrach handlowych z uwagi na epidemię koronawirusa. Czy wszystkie centra zostały nim objęte? Kto musi zamknąć sklep, a kto może nadal prowadzić handel? Czy za czas trwania ograniczeń należy się czynsz najmu? Co z pracownikami sklepu?  Na te pytania odpowiada mec. Joanna Domoń-Kulas z kancelarii prawnej Causa Finita.

 Czy ograniczenia dotyczą wszystkich centrów handlowych?

Nie. Zgodnie z §5 ustęp 2 Rozporządzenia czasowe ograniczenie handlu detalicznego obejmuje obiekty handlowe o powierzchni sprzedaży powyżej 2.000 metrów kwadratowych. Mogą to być zarówno sklepy wolnostojące, jak i centra czy parki handlowe. W przypadku tych dwóch ostatnich kategorii, powierzchnię sprzedaży sumuje się z powierzchni poszczególnych lokali a także poszczególnych budynków, jeżeli tworzą całość techniczno – użytkową.

Czy w lokalu można nadal prowadzić punkt odbioru zamówień internetowych, o ile klienci nie będą wchodzić do sklepu?

Nie.  Ograniczenie wprowadzono po to, by ludzie nie gromadzili się w takich miejscach jak centra handlowe. Stąd kategoryczne brzmienie przepisów rozporządzenia, mówiące o całkowitym zakazie prowadzenia wymienionych w nim działalności (§6 ustęp 2 Rozporządzenia).

Które lokale powinny zostać zamknięte?

Ograniczenia dotyczą najemców powierzchni handlowej, których przeważająca działalność polega na handlu:

  • wyrobami tekstylnymi,
  • wyrobami odzieżowymi,
  • obuwiem i wyrobami skórzanymi,
  • meblami i sprzętem oświetleniowym,
  • sprzętem radiowo-telewizyjnym lub sprzętem gospodarstwa domowego
  • artykułami piśmiennymi i księgarskimi;

Rozporządzenie wymaga także zamknięcia restauracji, barów, klubów tanecznych, basenów, siłowni, klubów fitness oraz kin.

Co ciekawe, ograniczenia powyższe nie dotyczą salonów jubilerskich, sklepów z zabawkami dla dzieci oraz salonów optycznych. Należy to jednak potraktować jako niedopatrzenie.

Co z czynszami najmu za ten okres?

Ponieważ adresatem ograniczeń w handlu są najemcy powierzchni handlowej, kodeks cywilny nie zawiera co do zasady możliwości uchylenia się przez nich od czynszu, i to nawet pomimo koronawirusa. Wynajmujący mogą więc oświadczyć, że oto udostępniają najemcom lokale, a to, że Rząd nie pozwala im ich otworzyć, to już nie ich zmartwienie.

Dzieje się tak dlatego, że nie występuje tutaj tak zwana „niezawiniona niemożliwość świadczenia” (art. 495 K.c.), która umożliwiłaby obydwu stronom uchylenie się od wzajemnych obowiązków z powodu nadzwyczajnych okoliczności. Innymi słowy, rządowy zakaz obiektywnie nie przeszkadza wynajmującemu spełnić jego świadczenia, czyli wydać najemcy lokalu, ani najemcy – zapłacić czynszu. Spełnienie świadczenia przez najemcę może być jedynie – z powodu narzuconych ograniczeń – znacznie utrudnione.

Niemniej, ryzyko to, zgodnie z prawem, obciąża najemcę. Kodeks cywilny nie przewiduje w tym wypadku tak zwanej małej klauzuli: „rebus sic stantibus”, upoważniającej najemcę do żądania obniżenia czynszu, jeżeli z obiektywnych powodów nie może on czerpać pożytków z rzeczy – tak, jak to ma na przykład miejsce w przypadku umowy dzierżawy – art. 700 K.c.

Szczęśliwie jednak dla najemców, wiele standardowych projektów umów najmu lokali w centrach handlowych zostało do naszego kraju „przywiezionych” przez prawników zza granicy. Tam zaś chętnie wpisuje się do umów najmu okoliczności tak zwanej „siły wyższej”, które zwalniają strony z obowiązków umownych w razie wystąpienia niezależnych od nich okoliczności. Umowy te zostały w konsekwencji „z dobrodziejstwem inwentarza” wdrożone w wielu centrach handlowych w Polsce. Wielu najemców może teraz żądać na ich podstawie zwolnienia z czynszu za czas trwania ograniczeń w handlu. Trzeba jednak wcześniej sprawdzić, co konkretnie mówi na ten temat dana umowa najmu.

Na koniec kolejna ciekawostka: zakaz, o którym tutaj mowa, kierowany jest do najemców powierzchni handlowej. Nie obejmuje więc sprzedaży w sklepach własnych (tzn. takich, których sieci są właścicielami, a nie najemcami).

Co z pracownikami sklepów?

Nie można wysyłać pracowników na przymusowy urlop. Można natomiast proponować pracownikom, aby wykorzystali urlop wypoczynkowy. Chętnym nie można też odmówić wzięcia urlopu bezpłatnego. Konieczność zamknięcia sklepu z uwagi na fakt ograniczenia w handlu powinna być traktowana jako przerwa w wykonywaniu pracy z przyczyn niezależnych od pracownika. Jest to sytuacja zbliżona do przestoju i wymaga analogicznego postępowania. Pracownikowi trzeba zatem za okres zamknięcia sklepu zapłacić tak zwane „wynagrodzenie przestojowe”.

W Polsce tylko co trzecia osoba z niedosłuchem korzysta z aparatów słuchowych. Barierą jest niska refundacja

Na niedosłuch i inne problemy ze słuchem cierpi ok. 1,5 mld ludzi. W Polsce schorzenie to dotyczy 6 proc. populacji. Według ekspertów w 2050 roku będzie to już 9 proc. Choć kłopoty ze słuchem dotyczą przede wszystkim osób starszych, to coraz częściej problem mają też młodsi – to efekt życia w coraz większym hałasie czy zbyt głośnego słuchania muzyki przez słuchawki. Choć aparaty słuchowe poprawiają jakość życia, to z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że 83 proc. osób na świecie, które powinny używać aparatów słuchowych, nie korzysta z nich. – Konieczna jest wyższa refundacja aparatów słuchowych – przekonuje dr hab. Roman Gołębiewski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Protetyków Słuchu.

Jak podaje WHO, obecnie niedosłuch dotyczy pół miliarda osób na świecie. Dodatkowo miliard ludzi ma problemy ze słuchem, które wpływają na ich komunikację ze światem.

– Na niedosłuch cierpi szacunkowo 6 proc. osób na świecie. Te statystyki nie są różne dla Polski, w związku z tym przyjmując, że mamy 38 mln ludności, byłoby to 2,8 mln osób – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Mariola Śliwińska-Kowalska, konsultant krajowy w dziedzinie audiologii i foniatrii.

– Niedosłuch jest problemem cywilizacyjnym, nie dotyczy tylko i wyłącznie Polski, ale wszystkich krajów. Coraz częściej jesteśmy narażeni na hałas, nieumiejętnie korzystamy z najnowszych technologii, jak np. smartfony – dodaje dr hab. Roman Gołębiewski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Protetyków Słuchu, prof. UAM.

Problem ten dotyczy przede wszystkim osób starszych, u których wraz z wiekiem słuch się pogarsza, jednak coraz częściej występuje także u młodych. Już w 2008 roku raport Komisji Europejskiej („Scientific Commitee on Emerging and Newly Identified Hazards and Risk”) wskazywał, że ryzyko uszkodzenia słuchu w związku ze słuchaniem muzyki przez słuchawki występuje u 5–10 proc. nastolatków i młodych dorosłych.

– Według badania EuroTrak w Polsce odsetek dzieci, które zgłaszają problemy ze słuchem, jest największy w Europie i wydaje się rosnąć – mówi prof. Mariola Śliwińska-Kowalska.

– Polacy żyją dłużej niż jeszcze 20 czy 30 lat temu, ale w związku z tym bardzo wielu z nich potrzebuje wsparcia, aby zwalczyć niedosłuch, aby móc normalnie komunikować się ze światem – tłumaczy Jan Filip Libicki, senator, przewodniczący Senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej.

Podstawowe badanie słuchu trwa zaledwie kilka minut i pozwala ocenić jego ubytek. Standardowo robi się je u noworodków. Istotne jest, by zgłaszać się do lekarza, jeśli pojawiają się problemy ze słuchem. Zwłaszcza że niedosłuch wpływa na jakość życia, ma też związek z pojawianiem się kolejnych schorzeń, zwłaszcza u seniorów.

– Powoduje on bardzo poważne, niedoszacowane skutki, takie jak izolacja, rozwój demencji, przyspieszony rozwój choroby Alzheimera. Uszkodzenie słuchu spowodowane wiekiem jest skojarzone z innymi różnymi chorobami, tzw. inflammaging, czyli zapaleniem toczącym się w różnych narządach – tłumaczy prof. Mariola Śliwińska-Kowalska.

Aparaty słuchowe znacząco poprawiają jakość życia. Jednak, jak wynika z danych WHO, średnio 83 proc. osób na świecie, które powinny używać aparatów słuchowych, nie korzysta z nich.  Badanie EuroTrak Polska 2019 wskazuje, że tylko co trzecia osoba z ubytkami słuchu korzysta z aparatów słuchowych. Jednocześnie 70 proc. wskazuje, że powinny otrzymać aparat słuchowy znacznie wcześniej.

–  Dostępność na terenie Polski najnowszych technologii w obszarze aparatów słuchowych jest bardzo wysoko oceniana. Największym problemem jest kwestia refundacji. Aparaty słuchowe kosztują nawet do kilkunastu tysięcy złotych, natomiast koszt refundacji jest rzędu kilkuset złotych. Dla wielu osób to realna bariera – ocenia dr hab. Roman Gołębiewski.

– Procedura wszczepienia implantu ślimakowego jest dużo droższa, ale jest w pełni refundowana, natomiast aparat słuchowy jest refundowany tylko w części. W zależności od tego, czy rozmawiamy o osobie starszej, czy o dziecku, te kwoty są różne, ale nie ma pełnego dofinansowania – dodaje Jan Filip Libicki.

Refundacje dla dzieci i osób do 26. roku życia przyznawane są raz na trzy lata, natomiast dla osób powyżej 26. roku życia raz na pięć lat. Refundowane są dwa aparaty słuchowe dla każdej osoby z niedosłuchem, pod warunkiem że wartość utraty słuchu przekracza 30 dB HL u dziecka i osoby dorosłej do 26. roku życia oraz 40 dB HL u osoby dorosłej powyżej 26. roku życia. Refundacja obejmuje kwotę 2 tys. zł na jeden aparat słuchowy u młodszych osób i 700 zł u osób po 26. roku życia.

– Wyższa refundacja na pewno zwiększyłaby dostępność i ludzie chętniej by korzystali z takich urządzeń. W tej chwili niestety używają złych rozwiązań dostępnych za kilkadziesiąt złotych – podkreśla dr hab. Roman Gołębiewski. – Praca, którą musimy wykonać, to przede wszystkim zapewnienie ich większej dostępności, następnie upowszechnienie informacji na temat niedosłuchu.

Specjalne rozwiązania dla przedsiębiorców w związku z koronawirusem. BGK zapowiada wsparcie

Według wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego epidemia koronawirusa w scenariuszu podstawowym obniży wzrost PKB Polski o 0,4 proc., zaś w scenariuszu pesymistycznym o 1,3 proc. Dla mniejszych firm jego dalsze rozprzestrzenianie się może zaś znacznie utrudnić dalszą działalność. Bank Gospodarstwa Krajowego szykuje dodatkowe wsparcie dla polskich przedsiębiorstw. Prawdopodobnie już w tym tygodniu maksymalna wysokość gwarancji de minimis wzrośnie z 60 do 80 proc. kwoty kredytu. Bank zapowiada też wprowadzenie mechanizmu dopłat do oprocentowania kredytów.

Gospodarcze skutki pandemii koronawirusa są trudne do oszacowania. Według najnowszych wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego w scenariuszu podstawowym obniży ona wzrost PKB Polski o 0,4 proc., zaś w scenariuszu pesymistycznym wzrost PKB obniży się o 1,3 proc. do około 2,0 proc. Jak twierdzi PIE, podobnej skali spowolnienie gospodarcze obserwowaliśmy już w poprzednich kryzysowych latach: 2009, 2012 oraz 2013. W trudnej sytuacji są zwłaszcza mali i średni przedsiębiorcy. To właśnie z myślą o nich Bank Gospodarstwa Krajowego zapowiada wprowadzenie nowych rozwiązań.

– Pracujemy nad rozwiązaniami, które będą wspierać przedsiębiorców. Zależy nam, żeby mogli przetrwać ten wyjątkowy czas, którego nie byli w stanie przewidzieć. Dlatego też pracujemy nad wprowadzeniem dwóch bardzo ważnych instrumentów: rozszerzeniem gwarancji de minimis oraz wykorzystaniem mechanizmu dopłat do odsetek od kredytów – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

BGK zapowiada, że już prawdopodobnie w tym tygodniu zwiększy maksymalną wysokość gwarancji de minimis z 60 do 80 proc. kwoty kredytu. Nie zmieni się natomiast maksymalna wysokość gwarancji  3,5 mln zł. Dodatkowo bank zrezygnuje z prowizji pobieranej przy udzieleniu gwarancji, która obecnie wynosi 0,5 proc. jej wartości. Na rozwiązaniu skorzystają mikro-, mali i średni przedsiębiorcy, niezależnie od branży. Gwarancje de minimis ułatwią zaciągnięcie kredytu obrotowego lub inwestycyjnego w jednym z 20 banków współpracujących z BGK. Zgodę na zmiany w programie ma wydać Komisja Nadzoru Finansowego.

 – Jesteśmy gotowi, żeby już teraz rozpocząć wspólnie z bankami udzielanie tych gwarancji przedsiębiorcom, którzy najbardziej odczuli skutki koronawirusa – mówi Beata Daszyńska-Muzyczka. – Apeluję do banków o jak najszybsze wspólne działania, aby mogły już stosować rozszerzony zakres zabezpieczenia gwarancją de minimis.

Bank Gospodarstwa Krajowego pracuje też nad mechanizmem dopłat do oprocentowania kredytów, których udziela przedsiębiorcom sektor bankowy.

– Ten mechanizm chcemy zastosować dla przedsiębiorców, których dotknął kryzys związany z koronawirusem. Pracujemy nad tym, potrzebne są specjalne rozwiązania legislacyjne, jesteśmy we współpracy z Ministerstwem Rozwoju i być może w pakiecie rozwiązań ustawowych związanych z koronawirusem będzie również zawarte rozwiązanie dopłat do oprocentowania kredytów – wskazuje prezes BGK.

Wszystkie zaangażowane instytucje działają w trybie nadzwyczajnym, banki komercyjne i spółdzielcze już rozważają możliwość odroczenia spłat kredytów przedsiębiorcom, którzy mają kłopoty w związku z pandemią koronawirusa.

– Na naszej stronie bgk.pl będziemy informować o wszystkich aktualnych pomocach i pakietach, które przygotowujemy zarówno z ministerstwami, jak również z bankami komercyjnymi i spółdzielczymi. Zapraszamy też do korzystania ze strony biznes.gov.pl, gdzie znajdują się bieżące informacje ze wszystkich ministerstw o rozwiązaniach dla przedsiębiorców dostępnych w tej nadzwyczajnej sytuacji – przypomina Beata Daszyńska-Muzyczka

Z danych Worldometer wynika, że koronawirus dotknął już 148,6 tys. osób w 149 krajach. Dotychczas zmarło nieco ponad 5,5 tys. (7 proc. zarażonych  SARS-CoV-2). Australijski Uniwersytet Narodowy, bazując na doświadczeniu związanym z epidemią SARS, ocenia, że globalne straty PKB mogą sięgnąć 2,4 bln dol. w najbardziej optymistycznym wariancie. W najgorszym przypadku mogą przekroczyć nawet 9 bln dol.

Rynek z niecierpliwością czeka na nowelizację ustawy o prawie energetycznym

Cały rynek z niecierpliwością czeka na nowelizację ustawy o prawie energetycznym, która powinna pojawić się już za poprzedniej kadencji Sejmu. Niedawno powstał jednak rządowy projekt zmian w prawie energetycznym. Zapowiedzi ministerialne dają nadzieję na to, że wspomniana nowelizacja wejdzie w życie jeszcze w tym półroczu. Ważnym elementem, którego mają dotknąć zmiany, są magazyny energii. Dzisiaj otoczenie prawne ewidentnie nie nadąża za rozwojem technologii, oczekiwaniami całego rynku oraz tym, co obecnie oferują przedsiębiorcy. To zmiany oczekiwane w branży z wielu powodów.

– Nowe przepisy mają uelastycznić rynek energii, przede wszystkim dzięki wprowadzeniu operatora informacji pomiarowych. To zaś przyczyni się do wdrożenia szeregu innowacyjnych rozwiązań w zakresie rozliczeń z odbiorcami oraz rozwoju energetyki rozproszonej – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Szambelańczyk, Partner, WKB Lawyers. – Teraz magazyn energii w momencie jej pobierania jest traktowany jako odbiorca energii, z nałożeniem wszystkich obciążeń z tego tytułu. Kiedy zaś energia jest oddawana do systemu, czyli mowa o działaniu na jego rzecz, magazyn ten uznawany jest za wytwórcę. W ten sposób drożeją wszelkiego rodzaju opłaty. Z kolei z punktu widzenia operatorów systemu dystrybucyjnego, magazyn jest wytwórcą. Z tym zaś wiążą się rygorystyczne  zapisy ujęte w instrukcji ruchu. Zmiany dotyczące powyższych zagadnień, zwolnienie z pewnych obciążeń publiczno-prawnych, opłat przesyłowych i dystrybucyjnych, ale także uporządkowanie rynku przez nałożenie pewnych obowiązków rejestracyjnych i koncesyjnych – takie działania dałyby duży rozwój w sektorze magazynowania energii w Polsce – analizuje Szambelańczyk.

Koronawirus zabija branżę targową. Firmom grozi bankructwo

Odwołane zlecenia, problemy z płynnością finansową i co najmniej kilka tysięcy osób bez pracy – to skutki pandemii koronawirusa dla branży targowo-wystawienniczej, która odczuła je jako jedna z pierwszych. Zakaz organizowania imprez masowych, choć formalnie nie dotyczył targów, sprawił, że firmy stanęły z dnia na dzień. Ich problemy pociągną za sobą również kłopoty w powiązanych sektorach, jak np. transport czy hotelarstwo. Na skutek obecnych przestojów i problemów z płynnością branży targowo-wystawienniczej trudno będzie wrócić na pełne obroty nawet po zakończeniu pandemii i cofnięciu zakazu imprez. W związku z tym jej przedstawiciele podkreślają, że bez wsparcia ze strony rządu, banków i firm leasingowych działalność kilku tysięcy przedsiębiorstw znajdzie się pod znakiem zapytania.

Zgodnie z najnowszymi statystykami WHO liczba zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 na całym świecie wzrosła już do ponad 132 tys. przypadków w 123 krajach, a liczba zgonów sięga blisko 5 tys. W Polsce potwierdzono jak dotąd 61 przypadków, a w tym tygodniu w całym kraju zostały zamknięte m.in. szkoły i placówki oświatowe, teatry, muzea i kina. Decyzją rządu odwołano również wszystkie imprezy masowe, ale już wcześniej część organizatorów sama podjęła taką decyzję po tym, jak Główny Inspektor Sanitarny rekomendował przełożenie wszystkich wydarzeń i imprez powyżej 1 tys. osób. To oznacza, że nie odbędą się targi, turnieje, koncerty, odwoływane są także mecze piłkarskie.

Formalnie targi nie podlegają ustawie o imprezach masowych, lecz w sytuacji zagrożenia koronawirusem przestaje to mieć znaczenie, gdy wystawcy wycofują się z udziału w targach, a takie sytuacje miały miejsce w przypadku wszystkich imprez targowych.

– Jesteśmy najbardziej poszkodowaną branżą, jako pierwsi odczuliśmy na własnej skórze epidemię koronawirusa, zostaliśmy zatrzymani w biegu. Firmy zostały praktycznie zatrzymane w szczycie sezonu, który przypada akurat teraz. W połowie lutego zostały odwołane pierwsze imprezy targowe, co spowodowało zatrzymanie całego cyklu produkcyjnego, właściwie wszystkie działy w naszych firmach zaprzestały pracy, zatrzymały się działy projektowe, zostaliśmy praktycznie bez pracy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Szofer z firmy Abyss, członek rady Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

– Z dnia na dzień zostaliśmy totalnie odcięci od wszystkiego. Nie mamy zleceń, zamknięto wszystkie targi, wystawy i eventy, na których mogliśmy zaistnieć i zarabiać pieniądze. Nie wiemy, jak długo to potrwa. Nie wiemy, czy będziemy mogli znowu funkcjonować w ciągu kilku miesięcy, pół roku czy może roku. Nasze firmy mogą tego nie przetrwać, możemy ponieść totalną klęskę i zostać z długami. Każda z firm wystawienniczych ma leasingi, kredyty i na dziś nie da się inaczej działać, aniżeli posiłkując się finansowaniem zewnętrznym – dodaje Włodzimierz Słomiński, prezes BWS EXPO.

Branża targowo-wystawiennicza jest jedną z tych, które w największym stopniu odczuwają skutki globalnej pandemii. Brak wydarzeń przez trzycztery miesiące oznacza brak zleceń i wpływów. Mniejsze firmy będą próbowały utrzymać płynność finansową poprzez redukcję kosztów w tym zwalnianie pracowników. Część już teraz została zmuszona do zredukowania zatrudnienia, a większość deklaruje, że jeżeli nie odbędą się imprezy zaplanowane w marcu, kwietniu i maju będą zwalniać pracowników. Poziom przewidywanych redukcji to nawet 60 proc. etatów.

– Najważniejszy problem na dzisiaj jest związany z płynnością finansową, to pierwsze, co uderza w tę branżę – mówi Grzegorz Słyszyk, prezes Expo XXI. – Trudno jeszcze mówić o szacowaniu strat, na pewno to będzie miało wpływ na naszą działalność. Akurat w naszym obiekcie stosunkowo wcześnie podjęliśmy działania i wyszliśmy naprzeciw wszystkim klientom, żeby znaleźć terminy i żeby wydarzenia się odbyły. Jednak w jakim zakresie poniesiemy straty, to okaże się w dłuższym okresie.

Polski rynek targowy ma solidną, mocną pozycję w Europie i odgrywa znaczącą rolę w polskiej gospodarce. Według statystyk PIPT i Centrex (Międzynarodowego Związku Statystyk Targowych) w 2018 roku zorganizowano w Polsce ponad 200 targów z udziałem 1,62 mln zwiedzających i blisko 27,4 tys. wystawców, a branża rokrocznie notuje kilkuprocentowe wzrosty.

Polskie firmy projektujące i budujące stoiska, oprócz zleceń krajowych, wykonują zlecenia poza Polską, co w przypadku niektórych stanowi prawie 100 proc. zleceń. Rodzimi wystawcy, wystawiający się w Europie, korzystają wyłącznie z usług polskich firm targowych. Spora część wystawców zagranicznych i zagranicznych agencji reklamowych korzysta z usług polskich firm budujących stoiska.

Członkowie Polskiej Izby Przemysłu Targowego szacują, że odwołanie targów i eventów w miesiącach marzec–maj spowoduje szacowane straty finansowe na poziomie sięgającym nawet 250 mln zł. Z kolei w przypadku całej branży targowo-wystawienniczej w Polsce ta kwota ma być nawet dwukrotnie wyższa (ok. 500 mln zł). Bez wsparcia ze strony rządu, banków i firm leasingowych – działalność kilku tysięcy przedsiębiorstw znajdzie się pod znakiem zapytania.

– Polskie firmy wystawiennicze są potentatami w Europie. Jesteśmy największym dostawcą usług targowych na jej terenie i jeśli nie dostaniemy wsparcia zewnętrznego – dla niektórych firm przetrwanie będzie wręcz niemożliwe – mówi Krzysztof Szofer. – Sezonowość naszej pracy, czyli podział na sezon wiosenny i jesienny, powoduje, że mamy dwie długie przerwy. To są cztery miesiące w roku, kiedy nie mamy pracy na pełnych obrotach, a pozostałe sezony mają nam zapewnić środki na utrzymanie właśnie w tych okresach. W tej chwili sezon został zatrzymany i po półtora miesiąca pracy zostaliśmy w trudnej sytuacji, niektórzy wręcz w tragicznej.

– Nasza branża przynosi dochody do budżetu. Wszystkie pieniądze dla naszych podwykonawców, pieniądze z eksportu, wszystkie materiały są kupowane w Polsce, zostają w kraju. Stąd wydaje się, że wspomożenie naszej branży zwróci się państwu z nawiązką – dodaje Włodzimierz Słomiński. – Ta pomoc może być różna, np. poprzez zmniejszenie podatków, zmniejszenie składek ZUS-u albo ich refundowanie. W przypadku podatków od nieruchomości – kiedy nie zarabiamy, to nie mamy ich z czego płacić. Potrzebujemy pomocy i wsparcia od rządu.

Problemy z płynnością finansową i odwoływaniem zleceń, które już w tej chwili odczuwają firmy z branży targowo-wystawienniczej, pociągną za sobą również kłopoty w wielu innych, powiązanych z nimi sektorach. W największym stopniu może ucierpieć m.in. transport, którego rola w krajowej gospodarce też jest znacząca.

– W samym Poznaniu, który jest mekką wystaw, na rzecz targów pracuje kilka tysięcy osób, które nagle zostały bez pracy, a mają rodziny. I mówimy tu tylko o pracownikach, którzy bezpośrednio zajmują się tworzeniem tych targów. Jednak branż pośrednich, związanych z targami, jest bardzo wiele: drzewna, szklarska, chemiczna – wymienia Włodzimierz Słomiński, prezes BWS EXPO. – Na dziś wszystkie one nie mają zleceń. Z kolei branżą, która ucierpi najbardziej – zaraz po naszej – jest transport. Szereg firm, z którymi mamy podpisane umowy i zobowiązania, zawierzyło nam, że będą mieli od nas pracę. Oni pod nas kupili samochody, pod nas zatrudnili ludzi. Teraz nie mają co robić. 

Według danych POT branża targowo-wystawiennicza przynosi polskiej gospodarce ok. 1,5 mld zł i tworzy ponad 30 tys. miejsc pracy w skali całego kraju. Dzięki organizacji targów i konferencji rosną też firmy i całe sektory gospodarki, którym takie imprezy pomagają się spopularyzować. Jest to widoczne m.in. na przykładzie branży kosmetyczno-fryzjerskiej czy motoryzacyjnej.

– Targi to papierek lakmusowy gospodarki. Możemy na nich zobaczyć, jakie w tej chwili panują trendy, jak rozwija się przemysł, to jest miejsce spotkań. Bez takiej bezpośredniej możliwości spotkania pomiędzy klientem a dostawcą usług czy produktów trudno będzie gospodarce funkcjonować – przekonuje Krzysztof Szofer.

W tej chwili część konferencji, wystaw i imprez targowych jest przenoszona na maj i czerwiec, natomiast pozostałe są przekładane już na wrzesień i okres jesienny. Problem w tym, że we wrześniu – kiedy w kalendarzu imprez zaplanowane są już nowe wydarzenia – trudno będzie podołać ich nagromadzeniu i mogą pojawić się kolejne problemy. Ponadto wrzesień to miesiąc największej kumulacji imprez targowych w Polsce i w Europie. Nie będzie można obsłużyć jednocześnie wystawców z imprez przeniesionych i z imprez z kalendarza. Niektórzy pozostaną bez stoisk, a część firm z branży budowy stoisk nie przetrwa blisko półrocznego przestoju. To może się przełożyć na wzrost cen w branży.

– W obecnej sytuacji branża targowa się zjednoczyła, postępuje jednomyślnie i imprezy są przenoszone. Regułą jest ich przenoszenie na dogodne terminy. Część organizatorów decyduje się na terminy majowo-czerwcowe, a część już na okres jesienny – mówi Grzegorz Słyszyk, prezes Expo XXI.

– Nie przewidujemy, że proces przesuwania i odwoływania imprez targowych zakończy się szybko. Optymistyczne warianty wskazują okolice połowy maja, pesymistyczne mówią, że wszystko ruszy dopiero we wrześniu. Problem jest taki, że we wrześniu pojawią się już nowe imprezy targowe i nie będzie komu ich obsłużyć – dodaje Krzysztof Szofer.

Coraz więcej firm cierpi na tzw. cyberzmęczenie. Przestają ścigać się z hakerami

Rośnie liczba firm, które cierpią na tzw. cyberzmęczenie i zrezygnowały już z walki o to, żeby być cały czas o krok przed hakerami. Problemem jest dla nich zabezpieczenie skomplikowanego środowiska IT, na które składają się usługi i urządzenia pochodzące od wielu dostawców. Kolejny stanowią pracownicy, bo aż 74 proc. z nich umyślnie obchodzi firmowe systemy bezpieczeństwa – wynika z nowej edycji „CISO Benchmark Study 2020” firmy Cisco. Raport pokazuje też, że hakerzy są coraz śmielsi i nawet już nie zadają sobie trudu, żeby ukryć własną tożsamość. Zarówno atakujący, jak i atakowani coraz częściej wykorzystują też automatykę, której znaczenie w obszarze cyberbezpieczeństwa jest coraz większe.

– Na przestrzeni ostatnich 9–12 miesięcy widzimy, że atakujący przestali się chować. Nie mają problemu z tym, że atrybucja wskaże ich pochodzenie, w jaki sposób działają, skąd są, z jakimi organizacjami są związani. Drugim dużym wyzwaniem dla cyberbezpieczeństwa jest fakt, że atakujący wiedzą o nas coraz więcej przed atakiem. W efekcie te ataki stają się coraz skuteczniejsze i docierają nawet do dobrze wyedukowanych pracowników firm – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Bromirski, dyrektor rozwiązań bezpieczeństwa w Cisco Systems.

Jak wynika z szóstej edycji raportu „CISO Benchmark Study 2020” – dla 89 proc. liderów organizacji cyberbezpieczeństwo wciąż ma bardzo wysoki priorytet, choć ten odsetek spadł o 7 proc. w ciągu ostatniego roku. Z drugiej strony rośnie też liczba organizacji, które cierpią na tzw. cyberzmęczenie i zrezygnowały już z walki o to, żeby być cały czas o krok przed hakerami. Rok temu deklarowała je co trzecia, a obecnie już 42 proc. organizacji porzuciło proaktywne działania na rzecz ochrony przed zagrożeniami, co wiąże się z przesytem informacji na temat cyberbezpieczeństwa.

Kolejny problem dla specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa stanowi rosnąca mobilność pracowników i wykorzystywanie przez nich urządzeń osobistych ponad połowa (52 proc.) stwierdziła, że urządzenia mobilne są w tej chwili bardzo trudne do obrony przed atakami. Na ryzyko naraża firmy również niefrasobliwość i brak świadomości samych pracowników. W Polsce aż 74 proc. z nich twierdzi, że musi obchodzić systemy bezpieczeństwa w swoich firmach, żeby móc dobrze wykonywać swoją pracę (77 proc. w regionie EMEAR). Badanie Cisco pokazało, że częściej dotyczy to młodszych generacji pracowników.

– Problem związany z tym, że pracownicy obchodzą systemy zabezpieczeń stawiane przez działy IT – które mają chronić firmę przed zagrożeniami – staje się coraz większy. Mamy w Polsce bardzo świadomych użytkowników, którzy lubią kontrolować swoje środowisko pracy. Mają różne przyzwyczajenia co do narzędzi, którymi się posługują, do dzielenia plikami, do dzielenia mailami. I z badań ewidentnie wynika, że jest to rosnące zagrożenie – mówi Łukasz Bromirski.

Coraz większym wyzwaniem jest też zabezpieczenie środowisk IT złożonych z usług i urządzeń pochodzących od wielu dostawców. Jak wynika z raportu Cisco, statystyczna firma wykorzystuje w tej chwili średnio ponad 20 technologii z zakresu bezpieczeństwa, a 86 proc. organizacji korzysta z rozwiązań pochodzących od 1 do 20 dostawców (4 proc. ma ponad 50 dostawców technologii).

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa uważają, że zarządzanie środowiskiem, na które składają się rozwiązania pochodzące od wielu dostawców, stanowi dla nich duże wyzwanie. Żeby mu sprostać, zwiększają inwestycje w automatyzację w celu uproszczenia i przyspieszenia czasu reakcji w ramach ekosystemów bezpieczeństwa. Jak wynika z badania Cisco, 77 proc. respondentów planuje w najbliższym czasie zwiększyć poziom automatyzacji w obszarze cyberbezpieczeństwa.

– Automatyka jest coraz istotniejszym zagadnieniem – zarówno po stronie atakowanych, jak i atakujących. Ci pierwsi używają nowoczesnych narzędzi, takich jak uczenie maszynowe, żeby odpierać ataki. Z reguły jest ich mniej niż atakujących i muszą ochronić całe funkcjonowanie firmy w świecie cyfrowym. Z drugiej strony atakujący, widząc, jakie trendy pojawiają się na rynku technologicznym, też coraz częściej posługują się tymi narzędziami. Nie tylko po to, aby automatyzować sam atak, ale również przeprowadzić ekstrakcję danych, jej analizę, a następnie przygotować sobie dobre informacje przed przeprowadzeniem rzeczywistego ataku, czyli np. przed wykradzeniem danych albo skompromitowaniem danej osoby – mówi Łukasz Bromirski.

Niedociągnięcia w obszarze cyberbezpieczeństwa są dla firm kosztowne. Jak wynika z „CISO Benchmark Study 2020”, blisko połowa firm (45 proc.) po przeprowadzonym ataku nie miała dostępu do swoich systemów od 5 do nawet 16 godzin. Z kolei 13 proc. odnotowało co najmniej 16-godzinny przestój.

– Niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa widzimy, że wiele ataków nie wymaga od atakującego nawet wiedzy technicznej. Wystarczy, że wykorzysta skompromitowane hasło użytkownika. Stąd naszym zaleceniem jest wykorzystanie dwóch składników uwierzytelnienia. Tego, który użytkownik zna – czyli hasła, oraz tego, co użytkownik ma – czyli np. telefonu komórkowego bądź tokenu. Dopiero dwa składniki uwierzytelniania posłużą do tego, aby uzyskać dostęp do systemu informatycznego w sposób bezpieczny – mówi Mateusz Pastewski, dyrektor ds. sprzedaży rozwiązań cyberbezpieczeństwa w Cisco Systems Polska.

Dla firm jednym z kluczowych wyzwań na ten rok jest też fakt, że 46 proc. organizacji – w porównaniu z 30 proc. w zeszłym roku – odnotowało przynajmniej jeden incydent spowodowany niezałataną podatnością. Z badań Cisco wynika, że w ubiegłym roku 68 proc. tych, które doświadczyły naruszenia danych z powodu niezałatanej podatności, poniosło straty co najmniej 10 tys. rekordów danych.

Pozytywną zmianą jest za to fakt, że coraz częściej firmy decydują się na upublicznienie informacji o wycieku danych i nie ukrywają, że ich systemy informatyczne zostały zhakowane. Badanie Cisco pokazuje, że już 61 proc. firm dobrowolnie i publicznie ujawnia informacje o tym, że padło ofiarą ataku.

– Ta zmiana jest niezmiernie istotna z perspektywy bezpieczeństwa nas wszystkich, ponieważ firma, która została skompromitowana, może podzielić się swoimi doświadczeniami i informacjami. Innym przedsiębiorstwom z tego samego sektora pozwala to z kolei na lepsze zabezpieczenie się przed potencjalnymi atakami – podkreśla Mateusz Pastewski.

W fazie badań klinicznych na świecie znajduje się ponad 360 terapii genowych. Polska należy do liderów pod względem diagnostyki genowej

Pierwszą terapię komórkową i genową zatwierdziły Stany Zjednoczone w 2017 roku. Obecnie, jak wynika z raportu PhRMA, w fazie badań klinicznych znajduje się ponad 360 genowych terapii. Jak dotąd tylko sześć chorób jest leczonych terapią genową lub komórkową, m.in. jeden z nowotworów, choroby oczu i rzadkie choroby dziedziczne. Dzięki metodzie CRISPR można z kolei wyciąć z genomu nieprawidłowe informacje genetyczne i zastąpić je nowymi. Także w Polsce powstaje coraz więcej firm, które prowadzą tego typu badania.

– Mamy dwa obszary, jeśli chodzi o innowacje w genetyce. Jeden to diagnostyka genetyczna i pod tym względem faktycznie jesteśmy bardzo zaawansowani. Drugi obszar to leczenie celowane w chorobach genetycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Kazior, członek rady nadzorczej Zdrowegeny.pl.

Badania genetyczne i terapie celowane rewolucjonizują medycynę. Obecnie dzięki tym pierwszym można sprawdzić predyspozycje, upodobania czy nawet charakter. Mogą być one także przełomowe dla chorych – sprawdzą nasze predyspozycje na dane choroby, ewentualne uszkodzone geny i prawdopodobieństwo chorób.

– Firma 23andMe skupia się na badaniu, które pokazuje nam, skąd pochodzimy my i nasi przodkowie, ale też pokazuje różnego rodzaju cechy, tendencje genetyczne, jak również korelacje danego genu z występowaniem danej choroby albo nietolerancją pewnych potraw – wskazuje Katarzyna Kazior.

Wykonanie badań genetycznych pozwala zidentyfikować zmiany w naszym DNA związane z podwyższonym ryzykiem zachorowania na nowotwory czy sprawdzić nasz mikrobiom, czyli bakterie w przewodzie pokarmowym.

Pod względem badań genetycznych Polska należy do światowej czołówki, na swoim koncie mamy opracowanie metody badań, która jest kilkudziesięciokrotnie tańsza niż te powszechnie proponowane, a przy tym bardzo skuteczna. Przykładem może być program Badamy Geny, który pozwala ocenić ryzyko zachorowania na nowotwory dziedziczne. Program Zdrowe Geny umożliwia zaś np. sprawdzenie prawdopodobieństwa zachorowania na raka trzustki.

– Tego typu celowana diagnostyka, jeśli chodzi o weryfikację prawdopodobieństwa wystąpienia dziedzicznej choroby, jest w Polsce już dosyć szeroko dostępna – przekonuje ekspertka.

O ile badania genetyczne pozwalają przygotować się do wystąpienia choroby, o tyle terapie genowe umożliwiają skuteczną walkę ze schorzeniami, na które dotychczas nie znaleziono leków. Już w 2012 roku Unia Europejska zatwierdziła pierwszą terapię ukierunkowaną na konkretny zmutowany gen, który powoduje chorobę wątroby. Pięć lat później, w 2017 roku, w USA zatwierdzono genetyczne leczenie chorób wzroku. Trwają badania kliniczne terapii genowych dla setek innych chorób.

Raport opublikowany przez Pharmaceutical Research and Manufacturers of America (PhRMA) wskazuje, że obecnie w fazie rozwoju klinicznego znajdują się 362 terapie komórkowe  i genowe. Oznacza to wzrost o 20 proc. od 2018 roku.

– Największą obietnicą jest firma CRISPR. Wykorzystuje ona działanie wirusów, które tną geny danego człowieka i w miejsce wadliwego genu podstawiają  poprawny albo ten, którego byśmy sobie życzyli. Jednak te działania nie są jeszcze w takiej fazie, żebyśmy mogli z nich szeroko korzystać – ocenia Katarzyna Kazior.

Prof. Witold Orłowski o wpływie koronawirusa na gospodarkę

Zakładając, że nie będzie dalszego dramatycznego rozwoju pandemii COVID-19 – podkreślam jeszcze raz, jeśli naprawdę czarny (z epidemiologicznego punktu widzenia) scenariusz się nie ziści i w ciągu 1-2 miesięcy sytuacja zacznie się uspokajać –  to efekty ogólnogospodarcze będą poważne, ale nie katastrofalne. Już obecnie mamy poważnie zakłócone łańcuchy tworzenia wartości i dostaw, bo żyjemy w zglobalizowanej gospodarce.

Skala powiązań handlowych i produkcyjnych między głównymi gospodarkami a Chinami jest tak duża, że zakłócenia zobaczymy w wielu obszarach, nawet tam gdzie się ich w ogóle nie spodziewamy. Efekty po stronie spadku produkcji i ich wpływ na światowy PKB będą oczywiście istotne. Póki co nie wiadomo, czy dojdzie do globalnej recesji, ale recesja w Europie jest bardzo prawdopodobna.

Ile to będzie kosztować taki kraj jak Polska? Dziś nie sposób tego precyzyjnie oszacować. Trzeba pamiętać, że mieliśmy już poważne symptomy spowalniającej gospodarki przed pojawieniem się efektu COVID-19. Nie zdziwiłbym się więc, że przy negatywnym scenariuszu moglibyśmy wylądować na koniec tego roku z dynamiką PKB rzędu 0 proc.

Spowolnienie gospodarcze dotknie całą Europę – bo kraje europejskie mają bardzo silne powiązania z Chinami. Jeśli główny europejski eksporter – Niemcy – ma się gorzej – ma to wpływ na cały kontynent. Tak zwana recesja przemysłowa, czyli spadek produkcji pojawi się w Polsce zapewne dopiero od marca, mocne spadki w kolejnych miesiącach. Najważniejsze jest dziś pytanie czy w II połowie roku nastąpi uspokojenie nastrojów i gospodarcze odbicie. Jeśli tak, spodziewam się, że w Polsce dojdzie do bardzo silnego spowolnienia, ale nie do głębokiej recesji.

Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce

Polacy mogą nadal swobodnie wyjeżdżać z kraju

13 marca 2020 polski rząd wydał rozporządzenie, zgodnie z którym od godziny 0:00 w niedzielę 15 marca w Polsce zostały zamknięte granice kraju dla cudzoziemców na 10 dni. Zawieszono międzynarodowe połączenia lotnicze i kolejowe, natomiast transport kołowy działa bez zmian. Ograniczenia dotyczą jedynie ruchu wjazdowego do kraju. Polacy mogą nadal swobodnie wyjeżdżać z kraju.

Ograniczenie ruchu międzynarodowego

W dniu 13 marca  rząd polski ogłosił stan zagrożenia epidemiologicznego. Oznacza to zamknięcie granic dla cudzoziemców na 10 dni z możliwością przedłużenia o kolejne 20 dni. Wstrzymane zostały międzynarodowe połączenia lotnicze i kolejowe, ale transport kołowy i drogowy będzie zachowany – busy, autokary, samochody osobowe będą mogły wjeżdżać i wyjeżdżać z Polski. Polacy powracający do kraju oraz cudzoziemcy, których nie obowiązuje zakaz wjazdu do kraju, będą objęci 14-dniową domową kwarantanną. Zamknięcie granic oznacza zakaz wjazdu do kraju, ale Polacy nadal mogą swobodnie wyjeżdżać z Polski np. w celach zarobkowych. Polskę można opuścić samochodem, busem lub autobusem rejsowym. Kołowe środki transportu działają bez zakłóceń.

Kogo nie obowiązuje kwarantanna

Obowiązkowa kwarantanna nie dotyczy zawodowych kierowców transportu towarowego i osobowego wykonujących swoje obowiązki, dlatego kierowca autobusu rejsowego swobodnie opuści granice z pasażerami i wróci do kraju bez kwarantanny. Ograniczenia nie dotyczą również osób z obszarów przygranicznych, które mieszkają w Polsce, ale pracują na co dzień w kraju sąsiednim i które przekraczają granicę regularnie.

Sytuacja w Polsce

Polski rząd zachował swobodny transport towarów, a wszystkie sklepy spożywcze, apteki, drogerie, punkty usługowe i banki pozostają otwarte. Zamknięte natomiast zostały galerie handlowe, kluby, puby czy inne miejsca skupisk. Rząd ograniczył też zgromadzenia do 50 osób, także w przypadku uroczystości religijnych. Ograniczenia związane z gromadzeniem się potrwają minimum 14 dni lub do odwołania.

Polski biznes apeluje o szybką nowelizację specustawy dot. COVID-19

Środowisko pracodawców i przedsiębiorców z niepokojem przyjęło informację o braku kworum w Senacie podczas głosowania nad wprowadzeniem do porządku obrad projektu zmian w regulaminie izby. Zmiany te miały umożliwić szybkie zaproponowanie przez Senat nowelizacji specustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem i zwalczaniem COVID-19, przyjętej 2 marca br. Ustawa ta wymaga pilnej nowelizacji, ponieważ zawiera błędy i nie uwzględnia specyfiki funkcjonowania niektórych sektorów.

Przystąpiliśmy z pełnym zaangażowaniem do prac nad projektem nowelizacji, które rozpoczęły się w Senacie, niemal natychmiast po wejściu w życie specustawy. Senat zdołał zaangażować do tych prac szeroką reprezentację różnych środowisk. Jako organizacje pracodawców i przedsiębiorców deklarujemy współpracę z każdym kto podejmie inicjatywę w tej sprawie. W przygotowywanych zmianach przepisów znalazły się takie, których wprowadzenie jest konieczne dla zdrowia obywateli, m.in. dotyczące zapewnienia dostępu do lekarstw i wyrobów medycznych. Są tam też rozwiązania zabezpieczające pracowników przed utratą dochodu, na wypadek trudności z funkcjonowaniem firmy. Ustawa przewiduje także działania zabezpieczające funkcjonowanie ważnych sektorów gospodarki. W ramach tych prac podjęto nadzwyczajne wysiłki dla wypracowania i skonsultowania rozwiązań niezbędnych na ten trudny dla naszego kraju czas.

Apelujemy do wszystkich środowisk politycznych o podjęcie dialogu oraz natychmiastowe przystąpienie do szybkich i konstruktywnych prac legislacyjnych. Każda zwłoka to marnowanie naszego wysiłku i przekreślenie szansy na wprowadzenie dobrych rozwiązań, które pozwolą zapobiec wielu dramatycznym sytuacjom.

Równolegle Ministerstwo Rozwoju prowadzi prace nad kolejną specustawą wprowadzającą działania osłonowe dla przedsiębiorstw i miejsc pracy. Tym razem oczekujmy przeprowadzenia konsultacji z partnerami społecznymi, nawet jeżeli termin na przekazanie opinii miałby być nadzwyczajnie skrócony. Zapewniamy, że jesteśmy do tych konsultacji przygotowani i pozostajemy w nadzwyczajnej mobilizacji i w bliskim bieżącym kontakcie z szerokim gronem naszych firm członkowskich. Firmy na te regulacje bardzo liczą. Dlatego należy zadbać, żeby tym razem doprowadzić do uchwalenia ustawy, która natychmiast zacznie skutecznie działać i nie będzie wymagała kolejnych nowelizacji.

Apel wystosowany dziś do środowisk politycznych przez przez Pracodawców RP, Konfederację Lewiatan, Business Centre Club, Federację Przedsiębiorców Polskich, Polską Radę Biznesu i Krajową Izbę Gospodarczą apel o szybką nowelizację specustawy dotyczącej COVID-19.

Adobe osiąga rekordowy przychód. Apple przejmie Disneya?

Choć mamy piątek trzynastego, to dzisiejsza sesja nie jest pechowa dla inwestorów na Wall Street, którzy zostali wsparci przez ogromne działania Fed dotyczące dostarczenia płynności dla sektora finansowego. Rezerwa Federalna w ramach operacji repo zdecydowała się wystawić na rynek płynność wynoszącą do 1,5 bln USD w transzach po 500 mld USD. Takie działanie ma uspokoić instytucje finansowe, które również zostały poturbowane przez załamanie się sektora łupkowego w USA po rozpadzie OPEC+.

Kontrakty na amerykańskie indeksy zwyżkują o ponad 3 proc., a technologiczny Nasdaq 100 zwyżkuje o prawie 4 proc. Apple, które otworzyło już swoje sklepy w Chinach, rośnie o ponad 4 proc. Microsoft zwyżkuje o prawie 4 proc. Podobne wzrosty odnotowują operatorzy płatności jak Visa i Mastercard. PayPal rośnie z kolei o ponad 5,5 proc. Gwiazdą dzisiejszej sesji jest jednak spółka Adobe, która drożeje o około 9 proc.

Adobe osiągnęło rekordowy kwartalny przychód w wysokości 3,09 miliarda USD w pierwszym kwartale roku obrotowego 2020, co stanowi wzrost o 19 procent rok do roku. Jeśli chodzi o drugi kwartał, to spółka oczekuje dalszego wzrostu przychodów do około 3,18 miliarda USD. W tej prognozie zostały już zawarte wszelkie spodziewane skutki epidemii Covid-19 w tym to, że przedsiębiorstwa odłożą decyzje dotyczące zakupów, opóźnią usługi konsultingowe, zmniejszą wydatki marketingowe. Firma spodziewa się również mniejszego wpływu z krajów i branż najbardziej dotkniętych epidemią.

Spółka Adobe, po publikacji wyników, dostała od J.P. Morgan podwyższenie rekomendacji z neutralnej na przeważaj, wraz z podniesieniem ceny docelowej na 325 USD. Średnia cena docelowa na Wall Street to 355,50 USD. Adobe ma 21 rekomendacji kupna, 10 trzymaj i 0 sprzedawaj.

Zdaniem analityka firmy Rosenblatt Securities Apple może rozważyć zakup Walt Disney Co. po tym, jak cena akcji spółki spadła o 34 proc., a parki rozrywki zostały zamknięte. Apple ma na tyle dużo wolnej gotówki, że może zdecydować się na takie przejęcie. Argumentem za takim zakupem miałaby być platforma Disney+, która mogłaby rozwiązać problemy Apple TV, które startuje, ale bardzo wolno. Disney ma wartość rynkową około 165 mld USD, a Apple ma prawie 110 mld USD w gotówce i innych płynnych aktywach.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Stanowisko KIG: rozwiązania dla biznesu w obliczu pandemii COVID-19

Pandemia COVID-19 jest olbrzymim wyzwaniem dla gospodarki, a jej skutki najprawdopodobniej będziemy odczuwali przez kilka najbliższych lat. Warto przypomnieć, że poprzednia epidemia, która rozpoczęła się w Państwie Środka (SARS w latach 2002 i 2003) miała miejsce w zupełnie innych uwarunkowaniach polityczno-gospodarczych, również dla Polski. Chiński udział w globalnej gospodarce był zdecydowanie niższy, a zagrożenie epidemią ograniczało się do Azji.

Niecałe 20 lat później Chiny stały się potężnym globalnym graczem, a handel z nimi jest jednym z motorów polskiej i światowej gospodarki. Nie można zapominać, że w 2019 r. wartość importu z Chin do Polski wyniosła 29 mld EUR (ok 5,5% PKB), a niemiecki przemysł motoryzacyjny jest z azjatyckim rynkiem powiązany kapitałowo i organizacyjnie jak nigdy wcześniej w historii. Na chwilowe zerwanie łańcuchów dystrybucji dóbr, w tym także niezbędnych do produkcji dla polskich przedsiębiorstw, należy nałożyć znaczną liczbę zachorowań w Europie i zachowania społeczne będące na granicy paniki.

Dlatego też niezwykle istotnym jest, aby władze podjęły rzeczywiste działania na rzecz stabilizacji gospodarki krajowej i współdziałały z Komisją Europejską w celu uspokojenia nastrojów społecznych i zachowania możliwości produkcyjnych przedsiębiorstw, szczególnie z sektora MSP.

Odnosząc się do możliwych do podjęcia działań na rynku krajowym, Krajowa Izba Gospodarcza z uznaniem odnotowała propozycje poprawy płynności przedsiębiorców polegające na przesunięciu wejścia w życie niektórych dodatkowych obciążeń administracyjnych oraz zapowiadanych preferencji dotyczących opłacania danin publicznoprawnych.

Zwracamy jednak uwagę, że powyższe rozwiązania, choć niezwykle istotne w krótkookresowej perspektywie, mogą okazać się niewystarczające. Musimy przygotować polską gospodarkę na kilkanaście miesięcy działania w warunkach ograniczonego popytu i ograniczonej podaży. W tym celu Krajowa Izba Gospodarcza wskazuje poniżej kilka możliwych do wdrożenia rozwiązań.

Postulujemy zawieszenie wejścia w życie wszelkich ustaw w okresie vacatio legis, które nakładają na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki administracyjne. Równocześnie wnioskujemy o zawieszenie prac nad projektami ustaw, takimi jak tzw. podatek cukrowy oraz uchyleniem, a co najmniej czasowym zawieszeniem zakazu handlu w niedzielę. Obecnie przedsiębiorcy powinni się skoncentrować na zapewnieniu ciągłości dostaw i kanałów dystrybucji, a nie na kolejnych działaniach związanych z dostosowywaniem swoich operacji biznesowych do nowej rzeczywistości prawno-gospodarczej. Powyższe dotyczy zarówno nakładania nowych danin publicznoprawnych, jak i nowych obowiązków administracyjnych.

Równolegle wskazujemy na dużą liczbę podmiotów, które w dobie faktycznego zablokowania możliwości prowadzenia działalności napotkają na problemy z realizacją projektów współfinansowanych ze środków UE. Beneficjentom pomocy grozi niewykonanie harmonogramów, chociażby ze względu na brak wystarczającej liczby uczestników projektów. Dlatego ważne jest, aby niezwłocznie uprościć krajowe procedury rozliczania funduszy tak, aby przedsiębiorcy mogli elastycznie i efektywnie, choć z opóźnieniem, realizować zawarte z instytucjami finansującymi umowy. Równolegle rząd powinien zainicjować ogólnoeuropejską debatę w sprawie realizacji projektów w obecnej i nadchodzącej perspektywie finansowej, uwzględniając opóźnienia realizacyjne, które na pewno wystąpią.

Jednym z doraźnych rozwiązań, które przedsiębiorcy mogą zastosować w obliczu konieczności zamknięcia zakładu pracy jest wypłacanie wynagrodzenia za przestój w pracy. To rozwiązanie dotychczas stosowane rzadko i w ograniczonym zakresie, może okazać się niezbędną codziennością. Należy zastanowić się na ile, wzorem niemieckich rozwiązań, pracodawca, pracownik i państwo powinni partycypować w kosztach przymusowego, (narzucanego przepisami albo decyzjami administracyjnymi) przestoju. W szczególności dla mikro przedsiębiorców wypłata wynagrodzenia za przestój w kwocie nie mniejszej niż najniższe wynagrodzenie za pracę (2600 zł brutto), może okazać się destrukcyjne. Jeżeli w perspektywie dwóch kolejnych lat nie chcemy doświadczyć masowej likwidacji firm rodzinnych, będących podstawą naszej gospodarki, musimy podjąć realne działania już teraz.

Równocześnie należy wprowadzić działania osłonowe dla mikroprzedsiębiorców. Samozatrudnieni i podmioty zatrudniające nie więcej niż kilku pracowników nie są w stanie efektywnie wykorzystać finansowania długiem, choćby było ono bezodsetkowe. Wynika to z faktu, że specyfika ich działalności nie pozwoli odrobić poniesionych strat. Każda niewykonana sprzedaż obniży wynik finansowy, ponieważ mikroprzedsiębiorca nie dysponuje rezerwami, aby zwiększyć wydajność w przyszłości; jego praca opiera się głównie na własnym zaangażowaniu, wiedzy i doświadczeniu. Jako przykłady można tu wskazać branżę szkoleniową, targową, usługi rehabilitacyjne, kosmetyczne, rzemieślników, mechaników, usługi remontowe i wykończeniowe oraz wiele innych zawodów, gdzie praca własna jest oczywistą podstawą prowadzonej działalności.

Jednym ze stosowanych rozwiązań mogłaby tu być pomoc kredytowa dla zagrożonych branż wprost na finansowanie bieżącej działalności i ponoszenie kosztów w wysokości znaczącego procentu przeciętnie osiąganych w kilku ostatnich latach przychodów. Takie rozwiązania są znane i regularnie stosowane dla rolników i przetwórców żywności w przypadku klęsk żywiołowych, ale również dla nowych inwestycji. Tam okres kredytowania wynosił od 8 do 20 lat, z uwzględnieniem 2 – 3 letniej karencji.

Instrumenty dłużne, chwilowo poprawią płynność przedsiębiorców. Muszą być jednak spłacone. W tym celu proponujemy swoistą umowę społeczną, która pozwoliłaby przedsiębiorcom otrzymującym pomoc od państwa spłacić ją na zasadzie, co najmniej częściowego barteru. Zarówno dla gospodarki jak i dla administracji korzystne byłoby spłacanie otrzymanych kredytów pomocowych przez świadczenie usług na rzecz sektora publicznego. Mogłyby to być zarówno dostawy sprzętu i usług, jak również szkolenia miękkie, czy opracowanie innowacyjnych usług A2B jak i e-administracji dla obywateli. Przyniosłoby to korzyść obu stron, pozwoliłoby również na wprowadzenie do administracji publicznej procesów i produktów stosowanych przez przedsiębiorców. Aby takie rozwiązanie mogło funkcjonować niezbędna jest modyfikacja przepisów o zamówieniach publicznych.

Równie ważne jest uspokojenie nastrojów społecznych i pomoc dla pracowników, którzy stają w obliczu spadku wysokości wynagrodzeń a nierzadko również utraty pracy. Krajowa Izba Gospodarcza przychyla się do prezydenckich propozycji prolongaty spłaty rat kredytów hipotecznych. Istotne jest to, że przystąpienie banków do takich programów miałoby być dobrowolne. Obecnie zaangażowanie państwa w sektor bankowy jest na tyle istotne, że samo działanie banków z udziałem skarbu państwa powinno upowszechnić ten mechanizm na zasadach samoregulacji.

Rozwiązania chroniące i wspierające firmy, które mogą mieć w najbliższej przyszłości problem ze ściągnięciem należności. Dotyczy to tak ochrony na rynku krajowym jak i zagranicznym. Być może rozwiązaniem byłby tu silnie wsparty gwarancjami państwowymi produkt ubezpieczeniowy, natychmiast i powszechnie rozdystrybuowany przez między innymi KUKE, ale również inne zakłady ubezpieczeń specjalizujące się w ochronie należności.

Rozwiązania chroniące i wspierające firmy w sytuacji wystąpienia ryzyka produkcji tj. sytuacji, w której kontrahent/odbiorca anuluje kontrakt i odmówi odebrania towaru na etapie przygotowania dostaw. Dotyczy to tak ochrony na rynku krajowym jak i zagranicznym. Rozwiązaniem byłby tu silnie wsparty gwarancjami państwowymi produkt skonstruowany na takich samych zasadach, jak opisano w akapicie powyżej.

Składki związane z obydwoma powyższymi produktami ubezpieczeniowymi można by częściowo finansować z budżetu pożyczką dla firm (zwłaszcza dla małych i średnich). Stanowiłaby to zachętę zwłaszcza w przypadku przedsiębiorstw, które do tej pory z takich zabezpieczeń nie korzystały.

Budowanie systemu bezpieczeństwa na poziomie europejskim i krajowym

Aktualny obraz sytuacji i ocena tego, co może się wydarzyć w perspektywie najbliższych kwartałów obnaża głębokie braki w dotychczas prowadzonej polityce gospodarczej Unii Europejskiej. Jest ona prowadzona lekkomyślnie, w szczególności w zakresie tolerowania zbyt wysokiego poziomu ryzyka utraty ciągłości działania. Uczestnicząc w globalnej gospodarce nie można zapominać o zabezpieczeniu dostępu do dóbr strategicznych takich jak leki, sprzęt medyczny i sprzęt ochronny.

W dłuższej perspektywie należy opracować przepisy dotyczące obowiązku wytwarzania leków dostarczanych na europejski rynek, co najmniej częściowo na terenie UE. Nie możemy dopuścić do sytuacji, że jedna z największych światowych gospodarek nie jest samowystarczalna w obszarze produkcji leków i wytwarzania substancji czynnych. Podobnie jak z surowcami energetycznymi, tak również w sektorze farmaceutycznym niezbędna jest dywersyfikacja, z zapewnieniem środków produkcji na terytorium Unii.

Równolegle należy przełamać polityczną niemoc dotyczącą organizacji Obrony Cywilnej Kraju. Najwyższa Izba Kontroli od szeregu lat alarmuje, że system jest całkowicie niewydolny i nieskoordynowany na poziomie regionalnym. Nie pozwala to na efektywną walkę z jakimkolwiek zagrożeniem, w tym epidemiologicznym. Należy albo gruntownie zreformować Obronę Cywilną tak, aby zyskała stałe i adekwatne do zadań finansowanie. Jej funkcjonowanie powinno opierać się w dużej mierze na pracy dobrze przeszkolonych i zaopatrzonych w odpowiedni sprzęt wolontariuszy. Równolegle niewykorzystany zostaje potencjał Wojsk Obrony Terytorialnej. Skoncentrowano się na budowaniu zdolności bojowej formacji złożonej z ochotników, pominięto tymczasem możliwość wystąpienia bardziej realnych zagrożeń. Zarówno OCK jak i WOT powinny być dysponentem strategicznych rezerw materiałowych na czas epidemii i klęsk żywiołowych. Takie działania powinny być prowadzone we współpracy z Agencją Rezerw Materiałowych.

Podsumowując, potrzebujemy krajowego i europejskiego systemu zabezpieczającego na wypadek klęsk żywiołowych i epidemii.

Posunięcia dla postulowanej od kilku lat reindustrializacji UE

Należy poważnie rozważyć zobowiązanie producentów/dystrybutorów do systematycznego zwiększania tzw. udziału krajowego w towarach i usługach kierowanych na rynek UE (udziału krajowego rozumianego, jako wytworzonego na terenie UE (a definiowanego jak w przepisach przyjętych w zabezpieczaniu transakcji eksportowych chronionych przez agencję ds. ubezpieczeń kredytów eksportowych). Mogłoby to z jednej strony zachęcać europejskich producentów do poszukiwania poddostawców na terenie UE, lub w przypadku towarów importowanych powiększać ich cenę poprzez konieczny wtedy wzrost marży realizowanej przez dystrybutora, chroniąc towary rodzime przed dumpingiem.

Należy poważnie rozważyć zobowiązanie producentów pracujących na rynku europejskim do dywersyfikacji źródeł dostaw materiałów i komponentów używanych w procesie produkcji. W przypadku dostaw masowych – dostawców powinno być nie mniej niż trzech, z czego przynajmniej dwóch z terenu UE. Podzielenie dostaw, choć zwiększy jednostkową cenę nabycia komponentów, zmniejszy też presję konkurencyjną ze strony hurtowych dostaw od często monopolizujących obecnie rynki dużych dostawców z odległych lokalizacji. Pozwoli to równolegle na zaistnienie i umocnienie pozycji rynkowej dostawców z terenu Unii.

Należy stworzyć listę podstawowych/krytycznych towarów gotowych oraz komponentów, (jakie są niezbędne do produkcji w najważniejszych branżach Unii) – wytwarzanych wyłącznie poza obszarem UE. Następnie należy zaprojektować i wdrożyć program zachęt do wytwarzania tych towarów na terenie UE.

Należy stworzyć listę surowców krytycznych dla funkcjonowania UE oraz listę dostępnych zasobów (tak na terenie UE, jaki poza nią, ale w rękach podmiotów UE). Następnie należy zaprojektować i wdrożyć program pozwalający na uzupełnianie luk – tj. pozyskiwanie złóż i kontroli nad nimi przez podmioty z UE (lub wręcz wyspecjalizowaną agencję UE).

Należy poważnie rozważyć możliwość modyfikacji lub przesunięcia terminu realizacji części polityki UE tak by wyasygnować zasoby niezbędne do znaczącego podniesienia bezpieczeństwa gospodarczego (autonomiczność i ciągłość działania gospodarki UE).

Koronawirus przydusi inflację

Spowolnienie gospodarcze jest naturalnym hamulcem inflacji. Wstrzymanie biegu wielu procesów ekonomicznych w związku z kryzysem COVID19 będzie mieć jeszcze bardziej odczuwalny wpływ na jej wysokość.

Statystyka publiczna nie poddaje się koronawirusowi. W świetle dzisiejszego komunikatu GUS, inflacja w lutym br. wyniosła 4,7% r/r i 0,7% m/m. Ceny usług wzrosły szybciej aniżeli dóbr. Największy wzrost odnotowały ceny żywności (7,5% r/r i 2,7% m/m), użytkowanie mieszkania i nośniki energii (7,3% r/r i 4,5% m/m). Ponadprzeciętne wzrosty dotknęły usługi zdrowotne i edukacyjne, o długofalowo rosnącym popycie, oraz usługi gastronomiczne, gdzie ceny są funkcją cen żywności i poziomu płac.

Wśród cen żywności widzimy kontynuację znanych nam trendów: wysoka dynamika dotyczy mąki i pieczywa, mięsa wieprzowego i wędlin, owoców, warzyw i cukru. Dane GUS potwierdzają spadki cen tłuszczów, ale ogólna tendencja jest silnie wzrostowa. Tym bardziej niekorzystna, że to dobra reprezentujące znaczną część diety Polaków.

Warto dla porządku dodać, że tradycyjnie w lutym GUS zmienia udział wag w koszyku. Zmiany są jednak relatywnie niewielkie. Wprawdzie obejmują m.in. wzrost udziału żywności w koszyku, ale wynika to z jednej strony z długookresowego wzrostu cen żywności oraz najprawdopodobniej zastępowania dobrami innymi lub o wyższej jakości. Spada natomiast udział kosztów użytkowania mieszkania i nośników energii.

Powyższe dane właściwie mają teraz niewielkie znaczenie. Przy normalnej aktywności gospodarczej byłby to powód do niepokoju na miarę tego styczniowego – jesteśmy daleko powyżej celu inflacyjnego, i RPP jest tego w pełni świadoma. W praktyce, o ile spowolnienie jest naturalnym hamulcem inflacji, wstrzymanie biegu wielu procesów ekonomicznych będzie mieć jeszcze bardziej odczuwalny efekt.

Wskutek pandemii COVID-19 notujemy bowiem spadek popytu na znakomitą część dóbr i usług konsumenckich. Usługi turystyczne, kulturalne, czy większość segmentów gastronomii – o ile w ogóle funkcjonuje – ma podaż wyraźnie przekraczającą popyt, a zatem nie ma bodźców do podnoszenia cen. Popyt spada także dlatego, że pandemia oznacza niepewność dla gospodarstw domowych, czyli odraczanie zakupów dóbr trwałych, ograniczanie obecności w centrach handlowych, zakupów spontanicznych i tych, które są naturalną konsekwencją uczestnictwa w życiu społecznym. Proporcja segmentów, w których popyt rośnie do pozostałych (np. gastronomii z dowozem, usług kurierskich pobudzonych przestawieniem się na e-commerce, a także produktów higienicznych czy leczniczych oraz usług medycznych, a być może również edukacyjnych) jest relatywnie niewielka. Niektóre dobra i usługi zastępują inne, a nie stanowią ich uzupełnienia (gastronomia traci na rzecz przetwórstwa spożywczego). Ostatecznie, zakupy na zapas musimy zużyć, co automatycznie ogranicza zapotrzebowanie na kolejne. Warto pamiętać, że komunikaty GUS nie uwzględnią handlu spekulacyjnego. Spadek inflacji to również zasługa geopolityki, w przypadku której wbrew spowolnieniu gospodarczemu, zwiększa się globalne wydobycie ropy naftowej.

Dane za marzec będą w dużym stopniu zależeć od tego, jak bardzo aktywność ekonomiczna zostanie w najbliższych dniach w Polsce wygaszona – ta produkcyjna, i ta, od której zależą procesy (np. administracja publiczna). Dla wielu firm okres zamrożenia aktywności gospodarczej będzie wyzwaniem, bo zobowiązaniom nie towarzyszy zdolność do generowania dochodu. Stąd też działania na rzecz zwiększania płynności firm, i rozpatrywanie rozsądnej skali pakietu osłonowego, są bardzo zasadne – pozwalają uniknąć efektu domina, kiedy to upadek jednego przedsiębiorstwa pociąga za sobą kolejne, a zatem zwolnień i kurczenia bazy podatkowej.

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Projekt pakietu osłonowego dla przedsiębiorców w walce z biznesowymi skutkami epidemii koronawirusa

W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce, rząd rozpoczął prace nad tzw. pakietem osłonowym dla przedsiębiorców. Instrumenty zaproponowane w ramach wsparcia mają objąć szereg rozwiązań, które pozwolą przedsiębiorcom sprostać trudnej sytuacji gospodarczej wynikającej z epidemii.

Propozycje zmian legislacyjnych mają wesprzeć firmy, m.in. poprzez: ulgi w należnościach, poprawę płynności finansowej firm oraz ochronę i wsparcie rynku pracy. Przedstawiamy wykaz planowanych zmian rządowych.

Planowane rozwiązania legislacyjne mają zagwarantować przedsiębiorcom:

1. Uproszczenia w wybranych obowiązkach podatkowych, m. in:

  • Przesunięcie wejścia w życie przepisów dotyczących nowych deklaracji VAT (JPK_V7K) dla „dużych przedsiębiorców” o trzy miesiące, tj. na 1. lipca 2020. Zmiana ta jest oczekiwana przez znaczną część przedsiębiorców, ze względu na trudności w terminowym przygotowaniu do nowych regulacji. Obecna sytuacja, związana z zagrożeniem epidemiologicznym, z pewnością dodatkowo utrudnia przygotowania do tych obowiązków w dotychczasowym terminie. Z opublikowanych informacji nie wynika jednak, aby planowane było przesunięcie terminu wejścia w życie powyższych regulacji również dla pozostałych przedsiębiorców (obecnie mają zostać objęci tym obowiązkiem od lipca tego roku).
  • Ułatwienia w zakresie obowiązkowego stosowania metody podzielonej płatności, wcześniejszego zwrotu VAT, jak i wprowadzenie możliwości uregulowania podatku po terminie, bez ponoszenia kosztu odsetek. Na tę chwilę brak jest jednak bardziej szczegółowych informacji w tym zakresie i trudno ocenić, na ile te uproszczenia będą w praktyce pomocne dla podatników.
  • Przesunięcie z 1 kwietnia na lipiec 2020 r. terminu obowiązku wpisywania się firm do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (ustawa o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy).
  • Ułatwienia w zawieszeniu prowadzenia działalności gospodarczej.
  • Możliwość zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków związanych z anulowaniem wycieczek (dotyczyć będzie branż dotkniętych skutkami kryzysu).
  • Zmiana schematu pomocy publicznej, w tym rozszerzenie dla MŚP i dużych firm.

2. Poprawę płynności finansowej dzięki:

  • Uldze we wpłacie zobowiązań podatkowych.
  • Możliwości odliczenia „wstecz” straty od dochodu (tj. straty z 2020 od 2019), która umożliwia odjęcie straty poniesionej z działalności gospodarczej w danym roku od dochodu osiągniętego w ciągu następnych pięciu lat.
  • Wsparciu gwarancyjnemu oraz dopłacie do kredytów – działania BGK.
  • Możliwości uzyskania pomocy w ramach pomocy de minimis. Obecnie kwota udzielanych przez BGK gwarancji de minimis nie może stanowić więcej niż 60% kwoty kredytu i przekroczyć kwoty 3,5 mln zł (jednostkowa gwarancja) – postulat zwiększenia gwarancji do 80% kwoty kredytu.
  • Dopłatom do oprocentowania kredytów poprzez rozszerzenie zakresu funduszu klęskowego o epidemię.

3. Ochronę i wsparcie rynku pracy poprzez:

  • Nowelizację ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy polegającą na skróceniu – z 6 do 3 miesięcy – okresu kryzysu, czyli spadku obrotów gospodarczych, sprzedaży towarów lub usług o 15%, który uprawnia do objęcia wsparciem pracodawcy polegającym na finansowaniu utrzymania miejsc pracy.
  • Zasiłki chorobowe i opiekuńcze, które przysługują przedsiębiorcom w przypadku braku możliwości wykonywania pracy w związku z koronawirusem.
  • Ulgi w spłacie lub umorzenia należności z tytułu składek do ZUS.

Wskazana wyżej paleta rozwiązań zaproponowanych wstępnie przez rząd ma za zadanie złagodzenie skutków kryzysu epidemiologicznego dla przedsiębiorcy. Identyfikujemy jednak szereg dodatkowych rozwiązań, które mogłyby pomóc firmom przetrwać ten trudny okres i zminimalizować jego negatywne skutki, np.:

  • ograniczenie stosowania nowych rozwiązań mających za zadanie przeciwdziałanie zatorom płatniczym (niestosowanie kar finansowych za nadmierne opóźnienia w płatnościach przez UOKIK);
  • okresowe zwiększenie uprawnień pracodawcy wobec pracowników (możliwość okresowego skierowania do innej pracy, w tym na innych warunkach; polecenie skorzystania z urlopu, możliwość skierowania na dodatkowe badania przed powrotem do pracy);
  • odroczenie obowiązku wdrożenia PPK w firmach zatrudniających między 50-249 osób;
  • okresowe opóźnienie wszelkich podatkowych obowiązków sprawozdawczych, a zatem nie tylko w zakresie sprawozdawczości CIT i PIT (zeznania roczne) czy VAT, ale również w odniesieniu, np. do kwestii związanych z raportowaniem schematów podatkowych (MDR);
  • rozciągnięcie rozwiązań płynnościowych (ulg w spłacie zobowiązań) na podatki lokalne, w tym w szczególności na podatek od nieruchomości (jest to istotne z perspektywy branż szczególnie narażonych takich jak np. branża hotelowa);
  • umożliwienie rozliczenia straty, powstałej w wyniku kryzysu epidemiologicznego, w przypadku przejęcia przedsiębiorstwa przez inną spółkę (przejęcie przez inny podmiot może być w niektórych przypadkach jedyną możliwością uratowania ciągłości działania przedsiębiorstwa);
  • wprowadzenie uproszczonego trybu ubiegania się o rozłożenie zaległości podatkowych na raty;
  • wprowadzenie możliwości rozliczenia straty podatkowej przez firmy działające na terenie specjalnych stref ekonomicznych, powstałej w okresie kryzysu epidemiologicznego;
  • wprowadzenie uproszczonej procedury w zakresie odroczenia, rozłożenia płatności podatku;
  • zawieszenie stosowania 15c CIT w stosunku do kredytowania „awaryjnego” związanego z bieżącą sytuacją.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 16.03 – 20.03.2020

Panika rynkowa z ostatnich dni ucieleśnia obawy inwestorów o brak zdecydowanych działań władz przede wszystkim w powstrzymaniu wirusa, a dopiero na dalszym miejscu liczy się dbanie o stabilność finansową. Luzowanie polityki monetarnej nie jest lekiem na całe zło, ale jego brak będzie wprowadzał dodatkowy chaos. Decyzja Fed jest wydarzeniem tygodnia obok nadziei na silną odpowiedź rządów na kryzys. Dane makro tylko potwierdzą szok, w jakim znajduje się globalna gospodarka.

Przyszły tydzień: FOMC, indeksy koniunktury z USA, spotkanie Eurogrupy, ZEW z Niemiec, SNB, Norges Bank, BoJ, produkcja/sprzedaż z Chin i Kanady, rynek pracy z Australii

USA

Fed nie ma wyjścia, jak obniżyć stopy procentowe o co najmniej 75 pb (wt-śr), inaczej musi się liczyć z podobnym rozczarowaniem, jakie w ostatni czwartek zapewniło EBC. Biorąc pod uwagę zdecydowanie Fed, nie do wykluczenia jest cięcie o 100 pb do 0-0,25 proc., by zdusić wszelkie wątpliwości co do determinacji banku w walce z kryzysem. Przewidujemy, że usłyszymy więcej o programie skupu obligacji skarbowych, który nieformalnie został przywrócony w tym tygodniu. Na konferencji prasowej prezes Powell prawdopodobnie podkreśli gotowość do działania w przyszłości w obliczu niepewnych perspektyw gospodarczych, co utrzyma oczekiwania na dalsze luzowanie. Poza tym rozprzestrzenianie się koronawirusa po USA znajdzie odbicie w indeksach koniunktury: NY Empire State (pon) i Philly Fed (czw). Twarde dane z gospodarki za luty – sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa (wt) – jeszcze pokażą solidne podstawy gospodarki, w które COVID-19 dopiero uderzy.

Strefa euro

W poniedziałek odbędzie się spotkanie ministrów finansów strefy euro, gdzie dojdzie do dyskusji nad skoordynowanymi działaniami dla wsparcia gospodarki. Od wyników spotkania może zależeć, czy rynki będą miały cień szansy na uspokojenie. Niemiecki indeks ZW (wt) bez wątpienia pokaże silne pogorszenie nastrojów. Sądzimy, że bliska przyszłość EUR jest silnie powiązana z postrzeganiem atrakcyjności USD jako bezpiecznej przystani – mniej zaufania w stosunku do dolara i USA będzie nasilać aprecjację EUR i vice versa.

Wielka Brytania

BoE jest już po interwencji, a brytyjski rząd po prezentacji budżetu. Dane z rynku pracy przejdą bez echa, a negocjacje brexitowe z UE zostały wstrzymane. GBP jest zdany na trendy na rynkach zewnętrznych, gdzie jednak traci w relacji do bezpiecznych przystani.

Szwajcaria i Norwegia

W przyszłym tygodniu Norges Bank i Szwajcarski Bank Narodowy będą podejmować decyzje (czw). Biorąc pod uwagę nadzwyczajne cięcie NB o 50 pb w piątek 13 marca oraz brak presji na SNB z tytułu braku obniżki EBC, nie spodziewamy się kolejnych obniżek już teraz, choć oba banki zadeklarują gotowość do poluzowanie polityki monetarnej, jeśli będzie to konieczne. SNB pozostanie skupiony na interwencjach na rynku walutowym z podkreśleniem znacznego przewartościowania franka. Wątpimy jednak, aby te słowa mogły zahamować popyt na CHF.

Polska

Jest mało prawdopodobne, aby w obecnych warunkach seria danych z Polski mogła przykuć uwagę. Wątpimy też, aby Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na nadzwyczajne posiedzenie w celu obniżenia stóp procentowych. Ostatnie komentarze członków RPP, w tym prezesa Glapińskiego, sugerują, że RPP da sobie czas do kwietnia na ocenę sytuacji gospodarczej, ale pozostanie do dyspozycji rządu w przypadku konieczności skoordynowanej polityki ratunkowej. Przy utrzymywanej niepewności rynkowej jest bardziej prawdopodobne, że w kolejnych dniach poziomy EUR/PLN pozostaną podwyższone.

Japonia

Bank Japonii już zadeklarował wsparcie dla płynności na rynku międzybankowym i jest aktywny na polu skupowania ETF opartych na japońskim rynku akcji. Mimo to na posiedzeniu w przyszłym tygodniu (śr-czw) należy oczekiwać sformalizowania nowej polityki skupu aktywów i wsparcia płynności z możliwym dalszym rozszerzeniem narzędzi o programy nakierowane na pożyczki dla przedsiębiorstw. Obniżka stopy procentowej dalej w ujemne poziomy wydaje się mało prawdopodobna, biorąc pod uwagę, jak bardzo w ostatnich latach BoJ unikał tego rozwiązania. Wydaje się, że cięcie wchodziłoby w grę w przypadku znacznych spadków USD/JPY, choć na koniec tygodnia widzimy powrót siły dolara.

Chiny

Dane z Chin za styczeń-luty (pon) zapewne wykażą rekordowe załamanie aktywności gospodarczej na początku roku w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. Dwucyfrowe spadki produkcji i sprzedaży nie są wykluczone, ale rynek jest na to przygotowany i już jest skupiony na działaniach Pekinu w kierunku ożywienia gospodarki.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii już doszło do obniżki stopy kasowej oraz zapowiedzi pakietu fiskalnego. Ale wzrost stopy bezrobocia (czw) może skłaniać RBA dodatkowego luzowania, tworząc dodatkowe ryzyko dla AUD. W Nowej Zelandii, biorąc pod uwagę mnogość decyzji o luzowaniu polityki pieniężnej, cięcie o 50 pb ze strony RBNZ jest prawdopodobne w każdym momencie.

Kanada

Styczniowe produkcja przemysłowa (wt) i sprzedaż detaliczna (pt) z Kanady mogą już pokazywać pierwsze oznaki zaburzeń w łańcuchach dostaw i większe rozczarowania na tym etapie wzmocnią oczekiwania na szybsze luzowanie polityki BoC. Rynek już zakłada cięcie o 37 pb na następnym posiedzeniu w połowie kwietnia, ale trzeba się liczyć, że agresywne luzowanie Fed może przynieść wcześniejsze nadzwyczajne łagodzenie ze strony BoC.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pakiet pomocowy BGK dla firm w związku z koronawirusem

Firmy dotknięte trudną sytuacją związaną z koronawirusem będą mogły skorzystać ze specjalnych rozwiązań, które przygotowuje Bank Gospodarstwa Krajowego. Pomoc polegać będzie m.in. na zwiększeniu dostępu do kredytów w bankach komercyjnych i spółdzielczych.

Bank Gospodarstwa Krajowego aktywnie włączył się w wypracowanie systemowych rozwiązań, które pomogą przedsiębiorcom przetrwać w trudnym okresie spowodowanym przez koronawirusa. Bank przygotowuje dwa rozwiązania, które zapowiedziała minister rozwoju Jadwiga Emilewicz ogłaszając pakiet pomocowy dla firm.

Pierwsze rozwiązanie polega na zwiększeniu maksymalnej wysokości gwarancji de minimis do 80 proc. kwoty kredytu. Obecnie jest to do 60 proc. kwoty kredytu i maksymalnie 3,5 mln zł, przy czym ta druga wartość nie zmieni się. Dodatkowo BGK zrezygnuje z prowizji pobieranej przy udzieleniu gwarancji, która dzisiaj wynosi 0,5 proc. wartości gwarancji.

– We współpracy z Ministerstwem Finansów przygotowujemy rozporządzenie zwiększające pomoc w programie gwarancji de minimis do 80 proc., czyli do poziomu niewymagającego notyfikacji Komisji Europejskiej. Zrezygnujemy także z prowizji, którą pobieramy od udzielonych gwarancji. Od kilku dni wszystkie instytucje, od których zależą decyzje dotyczące rozwiązań dla przedsiębiorców, pracują w trybie nadzwyczajnym. O udostępnieniu programu przedsiębiorcom będziemy informować na naszej stronie internetowej. Robimy wszystko, aby nastąpiło to jak najszybciej – wyjaśnia Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu BGK.

Od strony proceduralnej zgodę na zmiany w programie wydaje Komisja Nadzoru Finansowego. Wdrożenie zmian wymaga też zaangażowania banków kredytujących, z którymi BGK na bieżąco współpracuje, choćby ze względu na dostosowanie parametrów w systemach IT.

Ze zwiększonych gwarancji będzie mogła skorzystać każda firma sektora MŚP, która dotychczas spełniała kryteria określone w programie gwarancji de minimis, niezależnie od branży.

Gwarancje de minimis ułatwiają zaciągnięcie kredytu obrotowego lub inwestycyjnego w jednym z dwudziestu banków współpracujących z BGK. Zmiana w programie gwarancji de minimis obejmie tylko wysokość gwarancji, pozostałe zasady uzyskania gwarancji nie zmienią się.

BGK tworzy i proponuje rozwiązania systemowe dla sektora bankowego. Już dziś gwarancje de minimis umożliwiają bankom kredytującym zaakceptowanie wyższego ryzyka przy udzielaniu kredytu przedsiębiorcy. Zwiększenie wysokości gwarancji do 80 proc. kwoty kredytu powinno wpłynąć na jeszcze większą dostępność kredytów dla sektora MŚP

Wszystko za 5 zł? Koronawirus uderza w polską walutę

Dwucyfrowe spadki na parkietach giełdowych i zyskujący ponownie na wartości dolar negatywnie odbijają się na złotym. Dalsze osłabienie polskiej waluty jest możliwe, jeżeli wpływ wirusa na gospodarkę okaże się istotny. Czy za euro, franka i dolara będziemy wkrótce płacić więcej niż 5 zł?

Silny wzrost awersji do ryzyka przyczynia się do silnych spadków na rynkach finansowych. Główne indeksy giełdowe traciły zarówno w USA, jak i w Europie ponad 10 proc. Przecena nie dotknęła nawet drogocennych kruszców – złota czy srebra.

Bank ogłasza program zaradczy

W czwartek wydarzeniem dnia był komunikat i konferencja prasowa Europejskiego Banku Centralnego (ECB), na której ogłoszono pakiet stymulacji systemu finansowego, by ograniczyć negatywny wpływ koronawirusa.

Główna stopa referencyjna pozostała na poziomie minus 0,5 proc., choć przed publikacją decyzji spekulowano o możliwym cięciu. ECB zmniejszył za to warunki dla programu TLTRO III od czerwca 2020 do czerwca 2021 r., a także dodał 120 mld euro skupu aktywów. Pakiet stymulacyjny wykracza poza oczekiwania, zapewniając więcej płynności na rynku i zmniejszając restrykcję dla banków. Jednak bezpośrednia reakcja nie była pozytywna. Z jednej strony na rynku dominują obawy o wpływ koronawirusa na gospodarki i wyniki spółek, a z drugiej strony „piłka” jest obecnie po stronie polityki fiskalnej.

Pozytywny sygnał skoordynowanej polityki fiskalnej i monetarnej widzieliśmy przed trzema dniami w Wielkiej Brytanii. Jednak w 19 państwach strefy euro jest to o wiele trudniejsze do przeprowadzenia. A to właśnie polityka fiskalna w przypadku pandemii koronawirusa może mieć potencjalnie dużo większy wpływ na ograniczenie negatywnych jego skutków i pomoc gospodarkom w wyjściu ze spowolnienia, kiedy zagrożenie zacznie ustępować. Krokiem w dobrą stronę wydaje się informacja, że kanclerz Niemiec Angela Merkel jest gotowa porzucić zbilansowany budżet, by walczyć z wirusem – coś, co zasugerowała na konferencji prasowej przed kilkoma dniami.

Świat boi się ryzyka, dolar w cenie

Działania banków centralnych nie wywierają obecnie wielkiego wrażenia na rynku finansowym. Silną awersję do ryzyka w ostatnich dniach dodatkowo podkręca gwałtownie zyskujący dolar. Indeks amerykańskiej waluty wg Bloomberga wzrósł wczoraj po południu do ok. 1224 pkt, czyli do najwyższego poziomu od listopada 2017 r. Główna para walutowa EUR/USD spadła z kolei z nieco ponad 1,13 (wczoraj przed południem) do 1,11 podczas konferencji prasowej szefowej ECB.

Zwiększona awersja do ryzyka i istotny wzrost popytu na dolara wywierały dużą presję na waluty krajów wschodzących, w tym także na złotego. Notowania USD/PLN wzrosły do blisko 3,97, EUR/PLN powyżej 4,39 – pierwszy raz od września 2019 r., a kurs CHF/PLN przekraczał 4,16, osiągając najwyższy poziom od stycznia 2017 r. To może jednak nie być koniec spadków polskiej waluty.

Czy padną rekordy słabości złotego?

Szczyt pandemii koronawirusa najprawdopodobniej jeszcze przed nami, a twarde dane makroekonomiczne, które zaczną napływać w kolejnych tygodniach i miesiącach, mogą jeszcze zwiększyć presję na polską walutę.

Aktualne wydarzenia na rynku przybliżają nieco scenariusz przekroczenia ostatnich rekordów słabości złotego względem głównych walut, tj. ok. 4,93 zł za euro (luty 2009 r., kryzys finansowy), 4,28 zł za dolara (grudzień 2016 r., triumf Donalda Trumpa w wyborach) i prawie 5 zł za franka (styczeń 2015 r., uwolnienie wartości franka od euro przez SNB).

Zważywszy na obecny szok zarówno podażowy (zaburzone łańcuchy dostaw), jak i popytowy (strach przed wirusem) nie można wykluczyć, że w najbliższych miesiącach za dolara, euro i franka będziemy płacić ponad 5 zł. Może się tak stać w przypadku realizacji negatywnego scenariusza – istotnego wpływu koronawirusa na gospodarkę Polski i Europy (recesji lub technicznej recesji w br.).

Jak fiskus chciał wyłączności na opodatkowanie dochodów

Umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania nie pozwalała fiskusowi opodatkować dochodów uzyskiwanych przez polskiego pracownika w norweskiej firmie. Ale organ podatkowy robił wszystko, co w jego mocy, by móc je opodatkować. W obronie podatnika stanęły sądy, z Naczelnym Sądem Administracyjnym na czele, uznając działania fiskusa za „Niemające jakiegokolwiek oparcia we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej, a zatem oderwane od realiów tej sprawy…” (wyrok NSA z 13 grudnia 2019 r., sygn. II FSK 214/18).

Wynagrodzenia, jak i świadczenia podobne uzyskiwane z pracy w morskiej strefie przybrzeżnej Norwegii przez mającego miejsce zamieszkania na terytorium RP Polaka podlegają opodatkowaniu w Norwegii. Jeśli jednak norweski pracodawca nie posiada miejsca zamieszkania ani siedziby w tym kraju, wówczas świadczenia te będą podlegać opodatkowaniu wyłącznie w Polsce – tak wynika z uregulowań przepisu art. 20 ust. 6 Konwencji zawartej 9 września 2009 r. w Warszawie pomiędzy Polską a Norwegią w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu oraz Protokół do tej Konwencji (Dz.U. 2010 nr 134 poz. 899).

Norweska spółka z siedzibą na Wyspie Man

W grudniu 2016 r. mieszkający na co dzień w Polsce podatnik złożył do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wniosek, w którym przedstawił następujący stan faktyczny. W latach 2014-2016, będąc zatrudnionym u zagranicznego pracodawcy, pracował na statkach pływających pod banderą Wysp Bahama po obszarach morskich różnych państw, m.in. Brazylii, Namibii, Kanady. Ale zatrudniająca go spółka notowana jest na norweskiej giełdzie, centrum zarządzania firmy znajduje się w Norwegii, z tego też kraju otrzymuje wynagrodzenie oraz wszelką związaną z nim korespondencję. Choć spółka ma statutową siedzibę na podległej Koronie Brytyjskiej Wyspie Man, pracodawca polskiego pracownika jest przedsiębiorstwem norweskim, posiadającym centrum zarządzania na terenie Norwegii.

W związku z powyższym pracownik wystąpił do polskiego organu podatkowego z wnioskiem o potwierdzenie, że w oparciu o przepisy polsko-norweskiej Konwencji w sprawie unikania podwójnego opodatkowania jego dochody podlegać będą opodatkowaniu na zasadach określonych w tej Konwencji, a więc wyłącznie w Norwegii. Powołał się m.in. na treść art. 14 ust. 3 tej Konwencji, zgodnie z którą:

„…wynagrodzenie uzyskane w związku z wykonywaniem pracy najemnej na pokładzie statku morskiego eksploatowanego (…) przez przedsiębiorstwo Umawiającego się Państwa, może być opodatkowane w tym Umawiającym się Państwie. Jednakże, jeżeli wynagrodzenie zostało uzyskane w związku z wykonywaniem pracy najemnej na pokładzie statku morskiego zarejestrowanego w Norweskim Międzynarodowym Rejestrze Statków (N.I.S.), wynagrodzenie to podlega opodatkowaniu tylko w tym Umawiającym się Państwie, w którym odbiorca wynagrodzenia ma miejsce zamieszkania”.

Wskazane w zdaniu drugim tego artykułu wyłączenie nie miało mieć zastosowania, bowiem statek norweskiego pracodawcy nie był zarejestrowany w N.I.S.-ie, a na Wyspie Man.

Fiskus chciał wyłączności na opodatkowanie dochodów

Organ podatkowy, dokonując analizy umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, wysnuł wniosek, że wynagrodzenia pracownika mającego miejsce zamieszkania w Polsce są opodatkowane wyłącznie w Polsce, chyba że pracę wykonuje się na terytorium należącym do państwa sygnatariusza umowy. A zdaniem organu w zakresie dochodów wskazanych we wniosku o wydanie interpretacji pracownik świadczył pracę dla pracodawcy niemającego siedziby na terytorium Norwegii, a na Wyspie Man, stąd jego dochody będą podlegać opodatkowaniu w Polsce.

„…z uwagi na wykonywanie przez Wnioskodawcę pracy najemnej w morskiej strefie przybrzeżnej Norwegii dla pracodawcy nieposiadającego miejsca zamieszkania ani siedziby w Norwegii, Jego dochody z tej pracy podlegają opodatkowaniu – stosownie do art. 20 ust. 6 lit. a ww. Konwencji – wyłącznie w Polsce” (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 10 kwietnia 2017 r., sygn. 0461-ITPB2.4511.1061.2016.4.IB).

Organ był ślepy na jasne i dobitne wskazania podatnika

Polski pracownik wniósł skargę na takie rozstrzygnięcie Dyrektora KIS. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie w wyroku z 5 października 2017 r. przychylił się do niej, wytykając błędy interpretacyjne organu. Stwierdził, że organ wykroczył poza granice interpretacji wytyczone stanem faktycznym ujawnionym we wniosku o jej wydanie. Ponadto, wyrażając swoje stanowisko, pominął on część elementów tego stanu, przyjmując za ustalone elementy niemające z nim nic wspólnego. Dla celów podatkowych organ zawęził pojęcie „miejsca zamieszkania lub siedziby” wskazane w art. 20 ust. 6 lit. a zd. 2 Konwencji, podczas gdy zasadnie podnosił w skardze reprezentujący pracownika doradca podatkowy, że art. 4 tej Konwencji klarownie wyjaśnia, iż odnosi się ono do każdej osoby, która podlega w Norwegii opodatkowaniu ze względu m.in. na siedzibę zarządu albo inne podobne kryterium. Wskazuje to, że dla uznana posiadania przez norweską firmę siedziby w Norwegii nie jest wymagane posiadanie wyłącznie siedziby statutowej na jej terytorium.

„Skarżący bowiem jasno i dobitnie wskazał, że zatrudniające go przedsiębiorstwo, pomimo posiadania statutowej siedziby na wyspie Man (…) posiada faktyczny zarząd na terenie Norwegii (…) organ interpretacyjny bez odniesienia się do tych elementów wniosku, mogących mieć wpływ na ustalenie rezydencji podatkowej przedsiębiorstwa zatrudniającego Skarżącego, bezpodstawnie uznał, kierując się li tylko łącznikiem formalnoprawnym (miejscem siedziby statutowej), że przedsiębiorstwo to nie jest rezydentem norweskim…” (sygn. akt I SA/Rz 515/17).

NSA oddalił skargę kasacyjną

Dyrektor KIS, mimo wyraźnego przekazu zawartego w wyroku rzeszowskiego sądu, postanowił jednak powalczyć o możliwość wyłącznego opodatkowania polskiego pracownika. Wniósł więc do Naczelnego Sądu Administracyjnego skargę kasacyjną. Ale w wydanym 13 grudnia 2019 r. wyroku NSA całkowicie poparł ustalenia poczynione przez sąd pierwszej instancji i oddalił skargę. Orzekł, że w nieuprawniony sposób organ zawęził rozumienie zawartych w Konwencji pojęć, uprawniających do nieobejmowania polskiego podatnika opodatkowaniem. NSA wskazał, że fakt posiadania przez norweską spółkę statutowej siedziby na Wyspie Man nie oznacza, że nie posiada ona siedziby w Norwegii. W świetle Konwencji za taką siedzibę można uznać jasno wskazane we wniosku o wydanie interpretacji położone na terenie Norwegii centrum zarządzania.

„…błędny jest wywód autora skargi kasacyjnej, w myśl którego „zadeklarowanie, iż Spółka posiada faktyczny zarząd na terenie Norwegii i tam znajduje się centrum zarządzania tego przedsiębiorstwa, w ocenie organu jest niewystarczające dla uznania, że w świetle Konwencji Spółka taka będzie rezydentem podatkowym Norwegii…” (wyrok z 13 grudnia 2019 r., sygn. akt II FSK 214/18).

Podatnicy mogą korzystać z dobrodziejstw zagranicznych jurysdykcji

Prawo poszczególnych państw daje przedsiębiorcom na całym świecie możliwość rozwoju i ekspansji swojego biznesu, jak i czerpania z korzystnych dla nich rozwiązań, także ze względów podatkowych. I tak jak norweski przedsiębiorca korzystał z zalet rejestracji eksploatowanego statku na Wyspie Man, również polscy przedsiębiorcy mogą korzystać z niosących ogromne dla ich działalności zalety rejestracji statków, jachtów pod zagraniczną banderą czy jurysdykcją bądź też prowadzenia firmy z wykorzystaniem transgranicznych struktur. Bo choć może to być fiskusowi nie w smak, to musi się on pogodzić z regułą, że tak, jak podatnicy zobowiązani są realizować nałożone na nich prawem ciężary, tak w granicach tego samego prawa mogą szukać sposobów ich zmniejszenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kto zapłaci za czas kwarantanny?

W okresie kwarantanny w kwestiach wynagrodzenia obowiązują takie same zasady jak w przypadku choroby. W pierwszym okresie koszty ponosi pracodawca, a od 34 dnia zwolnienia wynagrodzenie wypłaca Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Warunkiem jest jednak uzyskanie od lekarza zaświadczenia, czyli popularnego L4.

Pracownikom nieobecnym z powodu kwarantanny przysługuje wynagrodzenie za czas choroby. Obowiązują tutaj takie same zasady jak w pozostałych przypadkach wypłaty tego świadczenia – przez pierwsze 33 dni koszty pokrywa pracodawca, następnie zaś Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Czyli w przypadku kwarantanny trwającej 14 dni, pełny koszt pokrywa pracodawca, płatnik składek. W przypadku, pomimo braku objawów chcemy profilaktycznie zostać w domu, a lekarz nie widzi podstaw do wystawiania zwolnienia, nie przysługują nam żadne świadczenia, ani ze strony pracodawcy, ani ze strony Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ZUS pokrywa również koszty zasiłku dla rodziców, którzy opiekują się dziećmi do 8 roku życia w związku z 14-sto dniową przerwą w funkcjonowaniu szkół, żłobków i przedszkoli.

Możliwe jest również alternatywne rozwiązanie, czyli praca zdalna. Tą formę pracy wprowadza wielu pracodawców jako rodzaj benefitu. W okresie zagrożenie epidemiologicznego jest to bardzo popularne rozwiązanie. Ma to miejsce szczególnie w międzynarodowych korporacjach, które cechują się pracą na tzw. open space, będących dużym skupiskiem osób, co podnosi ryzyko zarażenia. W czasie pracy zdalnej zaakceptowanej przez przełożonego, wynagrodzenie powinno zostać wypłacone w niezmienionej wysokości. Jednak nie wszystkie firmy mogą sobie na ten przywilej pozwolić – niektóre zawody wiążą się w pracą w określonym miejscu lub w terenie i pracownik nie może wykonać jej efektywnie z domu. Takie firmy prawdopodobnie zostaną narażone na straty w wyniku szerzącej się epidemii wirusa.

Komentarz przygotowany przez Katarzynę Bereś, prezes zarządu w Agencji Pośrednictwa Pracy Polski HR EAST

Koronawirus a ceny mieszkań

Rynek nieruchomości mieszkaniowych reaguje z opóźnieniem na każde zmiany makroekonomiczne. Dlatego na początku rozprzestrzeniania się epidemii w Polsce nie widzieliśmy reakcji ze strony podażowej (czyli sprzedających mieszkania) ani popytowej. Prawdopodobnie z biegiem czasu się to zmieni. Jeśli epidemia będzie miała trwały charakter i wywrze wpływ na gospodarkę ogółem, odbije się to również na rynku nieruchomości. Jest zbyt wcześnie aby przewidywać skutki epidemii dla rozgrzanego dotychczas rynku, jednak ocena zachowań konsumenckich jest jak najbardziej możliwa.

Styczeń i luty 2020 bez zmian

Zmiany na rynku mieszkań są raportowane najczęściej kwartalnie. Wpływ koronawirusa na polski rynek mieszkaniowy najlepiej będzie można ocenić po II kw. 2020 r. Od stycznia do lutego, czyli zanim wirus pojawił się w Polsce, rynek wtórny nie reagował na wiadomości ze światowych rynków. Transakcje kupna-sprzedaży mieszkań przebiegały płynnie, ceny wciąż lekko rosły, oferta pozostawała na stabilnym poziomie. Pierwsze dwa miesiące bieżącego roku były również czasem niskiej skłonności negocjacyjnej ze strony sprzedających i mocnego wzrostu cen ofertowych mieszkań. W Warszawie przeciętna cena ofertowa w lutym zbliżyła się do poziomu 11 tys. zł/m2. Również komunikaty płynące ze spółek deweloperskich przy okazji omawiania wyników finansowych za poprzedni rok były pozytywne. Deweloperzy komunikowali, że początek roku wskazuje na stabilną sprzedaż mieszkań. W przypadku rynku pierwotnego zachowania konsumenckie będzie można najlepiej rozpoznać po pierwszej połowie roku. Być może jednak w wynikach pierwszego kwartału będziemy mogli zauważyć, czy marzec przyniósł niższą liczbę odwiedzin klientów w biurach sprzedażowych.

Żeby ocenić możliwe konsekwencje dla rynku polskiego możemy posłużyć się przykładem gospodarek, w których wirus rozprzestrzenił się wcześniej. Jednak chiński, czy włoski rynek nieruchomości różni się od polskiego, dlatego w prognozach musimy zwrócić uwagę na nasz lokalny charakter rynku.

Jak to wyglądało w Chinach?

Rynek chiński wygląda zupełnie inaczej niż rynek polski. Nieruchomości kupuje się dużo częściej w celach inwestycyjnych, jednak dla przeciętnego mieszkańca Chin są one bardzo drogie i nierzadko na zakup składają się całe rodziny, bądź kupują je majętni inwestorzy. Wpływ epidemii na rynek mieszkaniowy najlepiej był widoczny w danych dotyczących chińskich deweloperów. Sprzedaż w lutym spadła o 38% w skali roku (w porównaniu z lutym 2019)[1]. W ujęciu miesiąc do miesiąca sprzedaż w lutym spadła nawet o 44% (luty vs styczeń 2020). Najbardziej paraliż rynkowy dotknął mniejsze firmy, jednak wszystkie ucierpiały po tym jak lokalne samorządy nakazały zamknięcie biur sprzedaży.
Reakcją chińskiego rynku nieruchomości był totalny paraliż obrotu. Oznacza to, że prawie całkowicie wyhamowane zostały transakcje kupna-sprzedaży. W wyniku czego nie można było mówić ani o spadku, ani o wzroście cen, ponieważ obrót praktycznie nie istniał. Trudno się dziwić tej reakcji w wyniku kwarantanny oraz zamknięcia biur sprzedaży, w których dochodzi do negocjacji i podpisywania umów. W związku z powyższym wiele firm przeniosło sprzedaż do Internetu. Szacuje się, że 92 ze 100 największych firm działa sprzedając nieruchomości w przestrzeni online[2].

Reakcje deweloperów w dobie epidemii

Tylko jednemu z większych chińskich deweloperów udało się w lutym zwiększyć sprzedaż w skali roku (w porównaniu do lutego 2019r.). Jednak stało się to dopiero po ogłoszeniu kampanii marketingowej, w której firma oferowała 25% zniżki na 613 nieruchomości, które posiadała w ofercie. W przypadku innych spółek pojawiły się oferty promocyjne trzech apartamentów w cenie dwóch, przy czym kupujący mogli anulować umowę w ciągu 30 dni, a deweloper zwracał im depozyt plus odsetki. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk ds. rynku nieruchomości w SonarHome.

Chińscy deweloperzy w pułapce finansowej

Sytuacja chińskich deweloperów jest odmienna od naszych polskich spółek. Sposób finansowania jest inny od ich polskich odpowiedników ponieważ w dużej mierze finansują się oni bieżącymi wpłatami klientów. W polskich warunkach z uwagi na obecność rachunków powierniczych ta sytuacja nie ma miejsca.

Prawie połowa finansowania chińskich deweloperów to bieżąca sprzedaż nieruchomości. Dlatego wyhamowanie sprzedaży, zamknięcie biur i brak transakcji tak bardzo wpływa na płynność finansową firm, nie dysponują one bowiem zapasem gotówki ani na bieżącą działalność ani na spłatę długu. Analiza agencji ratingowej S&P co prawda wykazała, że większość spółek powinna przetrwać problemy płynnościowe, jednak około 1/3 z nich będzie miała problemy.

Chińscy deweloperzy w pułapce finansowej
Źródło:, Bloomberg, National Statistics Bureau

Dwa scenariusze dla Chin według S&P Global Ratings

Scenariusz optymistyczny agencji zakłada, że szczyt zachorowań w Chinach przypadnie na połowę marca. Od tego czasu stopniowo będzie wznawiana praca biur sprzedaży. Połowa roku ma przynieść normalizowanie sytuacji rynkowej do poziomów z 2019 roku. Finalnie suma zawieranych transakcji na chińskim rynku mieszkaniowym ma spaść o 5-10% w skali roku. Skutkiem tego sprzedaż gruntów pod zabudowę spadnie o 20%.

Pesymistyczna wizja według S&P mówi o przedłużeniu epidemii koronawirusa o do połowy kwietnia, co może wywołać skutki podobne do tych sprzed 12 lat (2008 rok), czyli spadek sprzedaży nieruchomości o 20% i spadek inwestycji w grunty o 30%.

Na pomoc gospodarce

Już nie tylko w Chinach rządy i samorządy lokalne deklarują pomoc finansową dla poszczególnych gałęzi gospodarki. O takich ruchach słyszymy również w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii. Deklarację taką złożyła również Komisja Europejska. W Chinach władze lokalne wprowadziły regulacje na poziomie administracyjnym, podatkowym i inwestycyjnym, które mają wpłynąć na złagodzenie problemów rynku nieruchomości. Inne kraje planują pakiety stymulacyjne, przykładowo Wielka Brytania zadeklarowała 30 mld funtów dla wzmocnienia gospodarki. Prezydent Donald Trump zapowiedział wniosek o wprowadzenie znacznych ulg w podatku dochodowym. Rząd Włoch natomiast przeznaczył 25 miliardów euro na walkę ze skutkami epidemii. Polska Agencja Prasowa podaje, że Prezydent Polski również ma wyjść z inicjatywą wypracowania rozwiązań łagodzących skutki spłaty zobowiązań kredytowych. Wszelka pomoc może jedynie złagodzić straty gospodarcze, jednak nie ulega wątpliwości, że wpływ na wzrost PKB większości gospodarek będzie negatywny.

Co z polskim rynkiem mieszkaniowym

Jesteśmy dopiero na początku rozwoju epidemii w Polsce. Zarażenia w naszym kraju na chwilę obecną trwają zaledwie tydzień. Obserwując nowe raportowane infekcje w krajach, gdzie epidemia była już na poziomie zaawansowanym, do wyhamowania wzrostu nowej liczby zakażeń dochodziło dopiero w okolicach 12 -14 tygodnia trwania epidemii[1]. Co nie oznacza oczywiście jej końca, jednak oznacza to, że liczba nowo zakażonych osób będzie malała. Zakładając, że sytuacja w Polsce przedstawiałaby się podobnie, wzrost liczby zarażonych będzie postępował aż do czerwca 2020 roku, paraliżując w ten sposób rynki.

Jakie zmiany mogą czekać polską mieszkaniówkę

Trudno przewidzieć dokładne skutki i czas w jakim wirus będzie wpływał na naszą gospodarkę. Możemy więc jedynie pokusić się o prognozowanie zachowań konsumenckich w obliczu zmian. Im dłużej będzie trwała epidemia, tym bardziej napięte będą relacje gospodarcze. Zastój w eksporcie i imporcie, możliwe wyhamowanie produkcji, straty w handlu to wszystko prędzej czy później przełoży się na nastroje konsumenckie, które jak wnioskujemy już spadają.

Czarny łabędź na rynku mieszkaniowym

Jeszcze niedawno najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla rynku mieszkaniowego była kontynuacja wzrostów cen mieszkań oraz utrzymujący się popyt. To właśnie ten popyt składający się z kupujących na własne potrzeby, jak i inwestycyjnie, napędzał rynek nieruchomości. Teraz na rynku pojawił się czarny łabędź, czyli wydarzenie, które ma miejsce nagle, odciska duże piętno i jest praktycznie nie do przewidzenia[2].

Zakładając zmiany w polskiej mieszkaniówce, bierzemy pod uwagę krótkotrwały i długotrwały wpływ wirusa na polską gospodarkę, a co za tym idzie na zachowania konsumentów. W sytuacji gwałtownego pogarszania się perspektyw dla gospodarki światowej zmianie ulegają również prognozy dla Polski. Ekonomiści dokonują rewizji swoich szacunków. Obecne prognozy wskazują, że tempo wzrostu PKB dla Polski w bieżącym roku może wynieść od 2,7%, do nawet poniżej 2% w scenariuszu negatywnym. Choć jest to skala trudna do oszacowana ze względu na dynamikę zmian. W takiej perspektywie powyższe zmiany będą musiały odbić się również na popycie w sektorze mieszkaniowym. Retoryka RPP w sprawie pozostawienia stóp na stabilnym poziomie się nie zmieniła. Choć pojawiają się sygnały, że w obliczu trudnej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej może obniżyć stopy procentowe, aby wspomóc gospodarkę. Może to jednak nie wystarczyć do tego, aby nastroje konsumenckie wróciły na dotychczasowy wysoki poziom.

Popyt w erze wirusa


Skala wpływu epidemii koronawirusa na polski rynek mieszkaniowy będzie zależała od czasu jej trwania
. Zakładamy, że pierwszą reakcją na naszym rynku będzie wyhamowanie sprzedaży. W sytuacji, gdy konsumenci skupiają się na tym, aby mieć dostęp do artykułów potrzebnych do codziennej egzystencji, będziemy obserwować mniejsze zainteresowanie poszukiwaniem nieruchomości. Wiele firm już wprowadziło rekomendację pracy zdalnej oraz ograniczenie przebywania w większych skupiskach ludzkich: miejscach publicznych, komunikacji miejskiej itp. Co za tym idzie dojdzie do spadku liczby prezentacji mieszkań, czy wizyt w biurach sprzedaży. Osoby, które nie są zmuszone do zakupu nieruchomości, oddalą tę decyzję w czasie.

Pierwszą reakcją na epidemię najprawdopodobniej będzie zmniejszony obrót na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Gdy rynek będzie hamował, ceny nie muszą od razu spadać. Zakładamy, że w początkowym stadium wyhamowania wolumenu sprzedaży, będziemy obserwować stabilizację, bądź ograniczenie wzrostu cen mieszkań do minimum. Nie wykluczamy jednak przejściowego spadku cen mieszkań spowodowanego zastojami transakcyjnymi w niektórych segmentach rynku. – ocenia Mateusz Romanowski założyciel SonarHome.

W scenariuszu optymistycznym szybkie działania prewencyjne rządu mogą pomóc w skróceniu skutków epidemii. Istnieje możliwość, że wyhamowanie obrotu potrwa zaledwie 2-3 miesiące. Przy czym będziemy obserwować niższą liczbę transakcji i stabilizację cen mieszkań. Po stopniowym wygaszaniu epidemii, mogłoby dojść również do odbicia wolumenu transakcji w drugiej połowie roku, bądź w ostatnim kwartale, szczególnie gdy wcześniejszemu obniżeniu uległaby stopa referencyjna NBP.

Obecna sytuacja wymusza zmiany w obsłudze rynku nieruchomości, co oznacza, że digitalizacja procesu sprzedaży w dobie koronawirusa, jest odpowiedzią na zapotrzebowanie strony sprzedającej. Od początku naszej działalności chcieliśmy być przygotowani do działania zarówno na rozgrzanym rynku jak i w czasie pogorszenia koniunktury, choć nie mogliśmy wiedzieć, że ten moment przyjdzie tak szybko, przygotowaliśmy strategię i na taką okoliczność. Zainwestowaliśmy w narzędzie do automatycznej wyceny online oraz stworzyliśmy nowy proces sprzedaży, ograniczając w ten sposób liczbę spotkań i skracając formalności do minimum. Dlatego na odwrócenie trendu i obsługę sprzedających jesteśmy gotowi – mówi Mateusz Romanowski CEO SonarHome – pierwszego ibuyera w Polsce.

W scenariuszu pesymistycznym światowa i krajowa gospodarka zwolni na tyle, że odbije się to w dużej skali na zachowaniach konsumenckich, a skutki epidemii będziemy odczuwać dużo dłużej niż trzy miesiące. Spadek nastrojów będzie się objawiał w niechęci do ponoszenia wysokich wydatków przez społeczeństwo, taką kapitałochłonną inwestycją jest np. kupno mieszkania. Czarny scenariusz kwarantanny całych miast może odbić się na poczuciu niepewności w społeczeństwie, co za tym idzie zatrzymaniu popytu. W takim wypadku średni czas sprzedaży mieszkania ulegnie wydłużeniu, co oznacza, że sprzedający mieszkania dłużej będą czekali na znalezienie kupującego i finalizację transakcji. Ci, których sytuacja życiowa zmusza do sprzedaży nieruchomości będą mogli zatem podjąć decyzję o obniżeniu ceny ofertowej, a ich otwartość na negocjacje będzie większa. Obecnie ciężko jest wyobrazić sobie sytuację spadku cen mieszkań. Jednak w przypadku tych lokali, na które popyt nawet w sytuacji dużego rozgrzania rynkowego był niższy (czyli np. lokale o większej powierzchni 70 m2 i więcej) istnieje prawdopodobieństwo korekty cenowej. To znaczy, że ten segment powierzchniowy odczuje zmiany jako pierwszy. W pesymistycznym scenariuszu nie wykluczamy spadku cen mieszkań w skali roku, jednak na chwilę obecną zakładamy, że mógłby on wynieść kilka procent (2-4%).

Czy widzimy coś w obecnych nastrojach rynkowych? Jako wskaźnik możemy przyjąć koniunkturę konsumencką.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej w lutym spadł do 1,3 pkt z 3,7 pkt w miesiącu poprzednim. W porównaniu ze styczniem spadek wyniósł 2,4 pkt. proc. W porównaniu do lutego 2019 roku spadek nastrojów konsumenckich wyniósł już 4,2 pkt. proc. Analizując historyczne wyniki z lutego, do największego spadku nastrojów konsumenckich doszło w poprzednim kryzysie gospodarczym, gdy w lutym 2009 roku wskaźnik spadł aż o 21,3 pkt. proc w skali roku. Jednak jak wskazuje poniższy wykres poziom nastrojów wciąż nie jest zły, nie mamy jednak jeszcze danych za marzec, gdy COVID-19 pojawił się w Polsce.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej
źródło: GUS

Prognozy zmian w nastrojach pokazuje wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) w lutym 2020 r. Zgodnie z definicją GUS wskaźnik opisuje oczekiwane w najbliższych miesiącach tendencje konsumpcji indywidualnej. W lutym odnotowano spadek nastrojów o 1,6 pkt. proc.

Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej
źródło :GUS

Najsłabiej konsumenci oceniają zmiany ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju (-8,4 pkt) oraz oszczędzanie pieniędzy (-2,0 pkt)[1]

Ponieważ sytuacja na rynkach światowych i na rynku krajowym jest dynamiczna, planujemy systematycznie aktualizować informacje na temat rynków zagranicznych oraz rynku krajowego. Większość danych o reakcjach rynkowych jeszcze nie jest dostępna, dlatego sytuację będziemy monitorować na bieżąco, tym bardziej, że skutki obecnej sytuacji są trudne do przewidzenia.

[1] Na podstawie 100 największych firm w kraju opracowane przez CRIC

[2] Dane CRIC

[3] John Hopkins CSSE Coronavirus resource center

[4] Zjawiska określone mianem „Czarny Łabędź” zostało opisane przez autora książki (o tym samym tytule) Nassima Nicholasa Taleba. Wydarzenia spełniające definicje czarnego łabędzia to np. zamach z 11 września 2001 roku lub kryzys finansowy w 2008 roku.

[5] * Obydwa wskaźniki ufności konsumenckiej (bieżący i wyprzedzający) mogą przyjmować wartości od –100 do +100. Wartość dodatnia oznacza przewagę liczebną konsumentów nastawionych optymistycznie nad konsumentami nastawionymi pesymistycznie, natomiast wartość ujemna oznacza przewagę liczebną konsumentów nastawionych pesymistycznie nad konsumentami nastawionymi optymistycznie. W lutym 2020 r. przeprowadzono 1206 wywiadów w okresie 03-12.02.2020 r. (w tym 68 metodą CATI – wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo).

Koronawirus a transport drogowy

Światowa gospodarka mierzy się obecnie z tąpnięciem, którego nie było od czasu globalnego kryzysu finansowego w latach 2007-2009. Giełdy zanotowały największe spadki od dekady, a Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, OECD, obniżyła prognozowany wskaźnik wzrostu z 2,9 na 2,4 proc. w 2020 roku. Wszystko przez koronawirusa, który uderza w ekonomie niemal wszystkich krajów na świecie. Branżami najbardziej odczuwającymi kryzys są turystyka oraz przewóz pasażerski, który według ostatni danych Ministerstwa Rozwoju stracił ponad 90 proc. zamówień. W międzynarodowym transporcie rzeczy też nie jest łatwo, a polscy przewoźnicy mówią o przyszłości na razie bez paniki, ale bardzo ostrożnie.

Koronawirus na świecie – mapa

OECD w skróconym raporcie wydanym z powodu koronawirusa obniżyła o 0,5 proc. przewidywany wzrost gospodarczy na świecie z prognozowanego 2,9 proc. Czarny scenariusz zakłada, że spadek może być jeszcze większy, bo do 1,5 proc. w 2020 roku. Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF) potwierdza, że globalny wskaźnik DGP będzie znacznie poniżej 2,6 proc., czyli wyniku z 2019 roku. Po niełatwym okresie wojen handlowych, perturbacjach po brexicie, osłabieniu struktur UE oraz tąpnięciu w gospodarce i przemyśle niemieckim – ekonomia światowa miała się powoli wzmacniać. Koronawirus przekreśla na razie również plany gospodarcze państw w Europie. Jak ta sytuacja odbije się na kondycji przedsiębiorców w Polsce i na świecie?

Zdecydowanie w największych kłopotach biznesowych są branże związane z przewozem osób zarówno drogą morską, lotniczą, jak i lądową oraz sektor turystyki. Jednak na baczności muszą się mieć też przedsiębiorstwa związane z logistyką oraz transportem rzeczy. Dlaczego? Według firmy badawczej McKinsey globalny rynek logistyczny z transportem, magazynami, spedycją oraz wszystkimi elementami łańcucha dostaw stanowi około 12 proc. GDP na świecie, a obszar Azji i Pacyfiku to największa część sektora logistyki i stanowi szacunkowo 45 proc. całkowitego dochodu na świecie – wyjaśnia Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i OCRK. – Trudno teraz przewidzieć, jak sytuacja będzie się rozwijać. Zmiennych jest zbyt wiele, ale z pewnością przedsiębiorcy mierzą się obecnie z chaosem i niepewnością spowodowaną spadkiem w zamówieniach towarów z Chin, zmianami w łańcuchach dostaw. The Wall Street Journal określa tę sytuację jako pandemię z minimalnymi długofalowymi skutkami ekonomicznymi i miejmy nadzieję, że tak będzie, gdyż obroty polskich firm, w tym transportowych, zależą w dużej mierze od wymiany handlowej z Azją i Pacyfikiem i potrzebami konsumpcyjnymi Europejczyków.

Koronawirus w Polsce

Polscy przewoźnicy drogowi, świadczący usługi przewozu osób, mają obecnie przymusowy urlop. Jak podaje Ministerstwo Rozwoju ponad 90 proc. zamówień transportu pasażerskiego zostało odwołanych na najbliższe trzy miesiące. Międzynarodowy transport towarów, póki co, nie jest zagrożony, ale przedsiębiorcy przyznają, że czują się niepewnie.

Przewoźnicy rzeczy w Polsce już notują spadek liczby frachtów do Włoch, co powoduje poszukiwanie zleceń na innych rynkach europejskich i konkurowanie stawkami. Ponadto wymiana handlowa z Chinami jest mocno ograniczona, a co za tym idzie ruch kontenerowy, więc polskie porty nie mają pracy. Mimo iż transport drogowy rzeczy odbywa się na trasach międzynarodowych i obsługiwany jest przez rodzimych przewoźników, to przedsiębiorcy ograniczają inwestycje i bardzo ostrożnie obserwują rynek, ponieważ odczuwają pierwsze symptomy spowolnienia. Sytuacji nie sprzyja również chaos informacyjny i decyzje władz krajów europejskich, które są nie do przewidzenia – komentuje Bartosz Najman.

Transportowcy bardzo uważnie monitorują rynek europejski także pod kątem podróży kierowców do miejsc szczególnie opanowanych epidemią koronawirusa takich jak Włochy, Niemcy, Francja czy Hiszpania.

Zagrożenie płynie z dwóch stron. Z jednej ewentualne restrykcyjne ograniczenia dla transportowców przy przekraczaniu granicy na przykład z Włochami czy Austrią oraz obawy kierujących ciężarówkami o własne zdrowie. Z drugiej strony zaś możliwy jest całkowity zastój dla tych przewoźników, którzy jeżdżą na stałe we współpracy z jedną dużą firmą produkcyjną. Jeśli koronawirus spowoduje przymusową kwarantannę większości pracowników przedsiębiorstwa produkującego na przykład sprzęt AGD, to fabryka będzie musiała zmierzyć się z brakiem rąk do pracy, a przewoźnik z brakiem zleceń stanowiących główne źródło dochodu jego biznesu – wyjaśnia Łukasz Włoch, ekspert OCRK, Grupa Inelo. – Należy mieć na uwadze, że taki scenariusz jest skrajny i prawdopodobieństwo jego wystąpienia nie jest duże. Co nie zmienia faktu, że przewoźnicy, z którymi rozmawiam czują się niepewnie, a branża określana jest jako potencjalnie zagrożona kryzysem – dodaje ekspert.

Ograniczenia dla polskich kierowców w związku z koronawirusem, a telematyka

Dekrety wydawane przez różne kraje europejskie, nakazujące zamykanie granic z państwami objętymi wzmożoną epidemią koronawirusa nie obejmują międzynarodowego transportu drogowego rzeczy. Jednak kontrole graniczne i ogólny chaos informacyjny mogą spowodować zatory na drogach i głównych przejściach granicznych, co już odczuwają przewoźnicy.

Spotykamy się na przykład z przypadkami nadmiernego ruchu lub całkowitego braku przejazdu w niektórych miejscach, co widoczne jest na naszych mapach. Mamy informacje od klientów, że pojawiają się punkty na trasach, szczególnie na granicy z Austrią lub Włochami, których przepustowość jest marginalna. Przedsiębiorcy, korzystający z telematyki, która pozwala monitorować wszystkie zmienne dane na bieżąco, mogą reagować w czasie rzeczywistym. Dzięki czemu spedytor lub właściciel firmy przewozowej może zmienić trasę dojazdu i omijać alternatywy nieoptymalne dla kierowcy – mówi Mirosław Tirak, ekspert GBOX, dostawcy zaawansowanych rozwiązań IT dla sektora TSL.

– Sytuacja w krajach europejskich związana z epidemią koronawirusa jest bezprecedensowa, co przekłada się na wszystkie aspekty związane z działalnością przedsiębiorstw, w tym transporotowych. Będą one nadal zaopatrywać różne kraje w towary, jednak ryzyko występowania restrykcyjnych ograniczeń w systemie międzynarodowego ruchu drogowego jest bardzo możliwe. Dlatego koniecznie jest śledzenie informacji w czasie rzeczywistym i reagowanie na wszelkie zmiany. W takiej sytuacji naszym przewoźnikom po prostu pomaga telematyka. 

Można zwiększyć produkcję maseczek – apelują Pracodawcy RP

Jednorazowych maseczek, rękawiczek, fartuchów i okularów można produkować w Polsce więcej, ale rząd musi wesprzeć przedsiębiorców – uważają Pracodawcy RP. W apelu skierowanym wczoraj do Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz wskazują, co można zrobić, aby zwiększyć produkcję deficytowych jednorazowych środków ochronnych.

W celu pilnego uzupełnienia niedoborów wyposażenia ochronnego apelujemy o podjęcie przez Ministerstwo Rozwoju rozmów z przedsiębiorcami z branży tekstylnej i wytwórczej, w zakresie możliwości dostosowania przez nich linii produkcyjnych do produkcji środków ochrony osobistej na potrzeby służby zdrowia – pisze w apelu Wiceprezydent Pracodawców RP Piotr Kamiński.

Istotne jest, aby Rząd zaproponował tym przedsiębiorcom również odpowiednie wsparcie w postaci środków pieniężnych i ulg w daninach publicznoprawnych, które pozwolą na dostosowanie produkcji(…) – dodaje.

Pracodawcy RP deklarują pomoc w rozmowach tak, by były one najbardziej efektywne i szybkie.

Pracodawcy RP

Bitcoin w 3 dni stracił połowę wartości. Euro prawie po 4,40

Jeszcze niedawno pisaliśmy o gwałtownych spadkach na giełdach i surowcach energetycznych. Panika jednak trzymała się relatywnie daleko od rynków walutowych. Widać było zwiększoną zmienność, ale realne zmiany zaczęły się dopiero wczoraj,  biorąc pod uwagę nadchodzące zawieszenie handlu w weekend można spodziewać się dużych emocji.

Euro prawie po 4,40

Wczoraj pisaliśmy o rekordach na franku. Czwartek był jednak dniem, kiedy złoty stracił niemal 2% na wartości docierając do 4,39 zł względem euro. W rezultacie wszystkie główne waluty mają dzisiaj wyraźnie wyższe ceny. Najmniej podrożał wspomniany już frank przez korektę na parze euro do franka. Nie zmienia to faktu, że przez dłuższą chwilę oglądaliśmy poziomy powyżej 4,15 zł. Najsilniejsze zmiany widzieliśmy jednak na dolarze, w ciągu jednego dnia kurs wzrósł z 3,83 zł nawet powyżej 3,95 zł. Tutaj znów pomogły zmiany na rynkach globalnych gdzie dolar zyskiwał względem euro.

Kryptowaluty wychodzą z mody?

Ostatnie dwa dni muszą być koszmarem dla posiadaczy kryptowalut. Po tym jak jeszcze wtorkowej nocy bitcoin kosztował 8000 dolarów dzisiaj przez moment odbił się od poziomu 4000. Obserwatorzy zwracają uwagę na udział w rynku zleceń automatycznych. Jeżeli rynek jest lewarowany, a tak się dzieje w przypadku kryptowalut automatyczne zlecenia ochronne tylko napędzają takie procesy. Patrząc na intensywność spadków najgwałtowniejsze ruchy były właśnie efektem aktywowania się progów bezpieczeństwa i zamykania zleceń po każdej cenie. Te same zlecenia automatycznej sprzedaży na tradycyjnych rynkach ze względu na znacznie mniejszą zmienność tych rynków nie niosą aż takich ryzyk.

Funt w odwrocie

Inwestorzy patrzą coraz bardziej podejrzliwie na brytyjską walutę. Nie bez znaczenia jest tutaj gwałtowna obniżka stóp procentowych. Warto natomiast zwrócić, że Brytyjczycy mieli miejsce na obniżkę stóp procentowych. Europejski Bank Centralny wczoraj musiał zadowolić się podnoszeniem skali programu skupu aktywów. Działanie to okazało się skuteczne w przypadku dolara, co ciekawe euro zyskało zarówno względem funta jak i franka szwajcarskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o możliwość czasowego zawieszenia składek ZUS dla przedsiębiorców

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, w związku z pogarszającą się płynnością finansową firm spowodowaną sytuacją epidemiologiczną, skierował do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego list z apelem o wprowadzenie dobrowolności opłacania składek na ubezpieczenia społeczne dla przedsiębiorców na okres 6 miesięcy, przy pozostawieniu obowiązku opłacania składki zdrowotnej.

Koronawirus a rynek nieruchomości

Jak obecna sytuacja epidemiologiczna wpływa na branżę nieruchomości? Czy Polacy wciąż są zainteresowani zakupem mieszkania i domu? Jakie środki są stosowane, aby zapewnić bezpieczeństwo osób poszukujących własnego M?

Eksperci portalu GetHome.pl zapytali przedstawicieli 72 renomowanych biur pośrednictwa w obrocie nieruchomościami, jaki wpływ na branżę nieruchomości ma COVID-19.

Zakup nieruchomości a koronawirus

Co prawda jest jeszcze zbyt wcześnie na wyciąganie wniosków, dotyczących wpływu pandemii na rodzimy rynek, jednak już zauważalne są pewne tendencje. Ponad 70% pośredników zauważyło wyraźny spadek zainteresowania tematem zakupu mieszkania i domu, czego konsekwencją jest mniejsza liczba telefonów i prezentacji lokali. Z kolei blisko 30% agentów nie dostrzega zmian w dotychczasowych tendencjach zakupowych konsumentów.

Zakup nieruchomości a koronawirus
Źródło danych: Ankieta portalu GetHome dla agentów nieruchomości z dnia 12.03.2020 r.

Przebieg transakcji

Aktualna sytuacja epidemiologiczna – w przeważającej większości – nie przekłada się na terminowość realizowanych transakcji zakupu nieruchomości. Ponad 60% z nich odbywa się zgodnie z planem. Agencje dokładają wszelkich starań, aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim osobom zainteresowanym zakupem mieszkania czy domu i maksymalnie zminimalizować ryzyko zagrożenia.

Przebieg transakcji
Źródło danych: Ankieta portalu GetHome dla agentów nieruchomości z dnia 12.03.2020 r.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Kluczową kwestią jest bezpieczeństwo zarówno osób poszukujących własnego M, jak i pośredników. Agencje dokładają wszelkich starań, aby maksymalnie zminimalizować ryzyko zagrożenia. Jakie działania są podejmowane? W większości przypadków, zgodnie z sugestią przedstawicieli rządu, ograniczany do niezbędnego minimum jest bezpośredni kontakt z klientem, a praca odbywa się w systemie zdalnym.

Tak, jak w większości instytucji wprowadziliśmy kilka rozwiązań, których celem jest bezpieczeństwo klientów oraz agentów. Przede wszystkim z rozsądkiem podchodzimy do grupowych spotkań zespołu, które na czas dwóch tygodni wstrzymaliśmy. Agenci mogą dużą część swojej pracy wykonywać zdalnie, bez konieczności bezpośredniego kontaktu – deklaruje Joanna Starnawska, współwłaścicielka agencji Starnawska&Boleńska Nieruchomości.

Co istotne i warte podkreślenia, praca w systemie zdalnym nie wpływa negatywnie na przebieg transakcji. Jak przekonuje Adam Wiśniewski, specjalista ds. sprzedaży i wynajmu nieruchomości agencji Nowodworski Estates, (…) kiedy to możliwe, bezpośredni kontakt z Klientami zamieniamy na telefoniczny. Staramy się jednak pracować z takim samym oddaniem, jak do tej pory, zachowując oczywiście podstawowe zasady higieny i stosując się do zaleceń Ministerstwa Zdrowia. Klienci nadal interesują się nieruchomościami, a my niezmiennie służymy im pomocą.

Ponadto organizowane są specjalne dyżury, dzięki czemu klienci zainteresowani zakupem nieruchomości mogą uzyskać wszelkie niezbędne informacje. Przygotowujemy się do zdalnych kontaktów włącznie z przekierowaniem rozmów telefonicznych z biura na telefony komórkowe. Wprowadzamy dodatkowe dyżury – zapewnia Zbigniew Foryś, pełnomocnik wspólnika biura Galiszkiewicz i Foryś.

W celu zapewnienia maksymalnego komfortu i bezpieczeństwa, organizowane są wirtualne spacery po nieruchomości. Agencji odbywają również dedykowane szkolenia, dzięki którym bezpośredni kontakt z klientem odbywa się przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności.

Na wszelki wypadek uruchamiamy możliwość zdalnego udziału agentów w szkoleniach i namawiamy do regularnego rejestrowania ewentualnych objawów, regularnego mierzenia temperatury (…) Bezpieczeństwo agentów zwiększa bezpieczeństwo klientów – tłumaczy Agata Stradomska z agencji Keller Williams.

Rynek nieruchomości a koronawirus – podsumowanie

Aktualna sytuacja epidemiologiczna, związana z rozprzestrzenianiem pandemii COVID-19, ma wpływ na zmianę dotychczasowych zachowań konsumenckich. Zauważalny jest wyraźny spadek zainteresowania zakupem nieruchomości, jednak transakcje odbywają się planowo, z zachowaniem maksymalnych środków bezpieczeństwa. Nie ma więc powodów do obaw.

Materiał przygotowany przez eksperta portalu GetHome.

Koronawirus jest pandemią. Premier Morawiecki apeluje o wprowadzenie pracy zdalnej

8 marca weszła w życie specustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. Trzy dni później Światowa Organizacja Zdrowia podczas konferencji ogłosiła, że powodowana przez koronawirusa SARS-CoV-2 choroba COVID-19 została uznana za pandemię. Coraz więcej pracodawców wysyła pracowników na tzw. „home office” – co na to przepisy bhp?

11 marca rząd podjął decyzję o zamknięciu wszystkich placówek oświatowych i szkół wyższych na okres dwóch tygodni. Oznacza to, że ponad 2 mln dzieci poniżej 8. roku życia zostanie w domu. Ich rodzice dzięki specustawie zyskali prawo do 14 dni dodatkowego płatnego wolnego. Wolne przysługuje też rodzicom do 14. roku życia, którzy mają prawo do zasiłku opiekuńczego równego 80 proc. wynagrodzenia. Oznacza to, że na masową skalę pracownicy będą brać wolne. Albo wybiorą możliwość pracy zdalnej.

Wiążące polecenie pracy zdalnej

Zgodnie z ustawą o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, od 8 marca br. pracodawcy mogą wydawać wiążące polecenia pracy zdalnej (i w razie niedostosowania się do nich rozwiązać umowę o pracę). – Taki zapis jest zgodny z Kodeksem pracy, który podaje, że to pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie pracy (art. 207 par. 1), a pracownik ma obowiązek dostosowania się do wiążących poleceń pracodawcy – mówi Anna Jabłońska, dyrektor zarządzająca CWS, przewodnicząca Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Jednocześnie praca zdalna czy też telepraca wymaga zgodnego oświadczenia woli stron, pracownika i pracodawcy, jednak na podstawie najnowszej ustawy jednostronne polecenie będzie wiążące – dodaje Anna Jabłońska.

Praca zdalna a telepraca

„Home office” często jest mylony z telepracą. Ta druga forma zgodnie z Kodeksem pracy polega na stałym wykonywaniu pracy poza firmą, gdzie pracownik przekazuje pracodawcy wyniki pracy, w szczególności za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. Jeżeli praca jest wykonywana w domu telepracownika, pracodawca realizuje wobec niego, w zakresie wynikającym z rodzaju i warunków wykonywanej pracy, obowiązki określone w dziale dziesiątym Kodeksu pracy „Bezpieczeństwo i higiena pracy”. Wyłączeniem jest obowiązek dbałości o bezpieczny i higieniczny stan pomieszczeń pracy i zapewnienia odpowiednich urządzeń higieniczno-sanitarnych. – Podobnie jest w wypadku wykonywania pracy w trybie „home office”. Jako że ta forma pracy nie jest określona w powszechnie obowiązującym prawie, z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć jeszcze swobodniejszą interpretację odnośnie do obowiązków pracodawcy wobec pracowników pracujących zdalnie – mówi Marek Maszewski, Dyrektor Działu Nadzoru SEKA S.A., ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Wypadek podczas pracy w domu

Definicję wypadku przy pracy zawiera ustawa z dnia 30 października 2002 r. o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych. Zgodnie z art. 3 powołanej ustawy za wypadek przy pracy uważa się nagłe zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną powodujące uraz lub śmierć, które nastąpiło w związku z pracą. Okoliczność, że wypadek zdarzył się w czasie przeznaczonym na pracę (związek czasowy) i w miejscu pracy (związek miejscowy), stwarza domniemanie związku przyczynowego z pracą, chyba że zachodzą okoliczności wykluczające istnienie takiego związku. – Z podanych wcześniej powodów Kodeks pracy nie wskazuje wprost, jak należy postępować, kiedy do wypadku dojdzie podczas pracy zdalnej – mówi Marek Maszewski. – Pojawia się zatem pytanie, jak zakwalifikować np. przypadki oparzenia kawą, upadku ze schodów czy poślizgnięcia się w kuchni? Niestety pracownik musi mieć świadomość, że tego typu zdarzenia nie zawsze będą kwalifikowane jako wypadek przy pracy. Uznanie za taki danego przypadku będzie wymagało przeprowadzenia szczegółowego postępowania, w czasie którego będzie ustalany związek zaistniałego zdarzenia z wykonywaną pracą. Do celów ewentualnego postępowania rekomenduję wcześniejsze precyzyjne opisanie zakresu i sposobu wykonywania zadań przez każdego pracownika zdalnego.

Przed wysłaniem pracowników na pracę zdalną, warto wcześniej zadbać o poinformowanie pracownika na temat zachowywania zasad bhp, choćby organizując odpowiednie szkolenia. Po ich zakończeniu pracownik może podpisać oświadczenie, że będzie ją wykonywał w sposób bezpieczny mówi Anna Jabłońska.

Zakupy, także walutowe, przenoszą się do sieci

Wraz z rozwojem sytuacji w sprawie koronawirusa coraz bardziej zastanawiamy się jaki to będzie miało wpływ na szerzej pojęte otoczenie. Zakupy żywności i środków higieny to nie wszystko. Nadal trzeba pracować i myśleć o stałych pozycjach w naszych wydatkach. Kredyty, rynek walutowy, gospodarka… Jak koronawirus wpływa na te aspekty?

Wielu z nas kupiło swoje mieszkania czy dom na kredyt. W tym kontekście pojawiają się dwie kwestie: po pierwsze co stanie się z kredytami?; po drugie: jak reagują waluty? Temat ten nie interesuje co prawda wszystkich kredytobiorców, ale pamiętając jak kryzys w 2008 odbił się na portfelach posiadaczy hipotek walutowych, obawy są bardzo racjonalne.

Obniżone stopy procentowe to mniejsze raty kredytów

W przypadku samych kredytów perspektywy nie są złe. Trudna sytuacja w gospodarce powoduje przeważnie w pewnej perspektywie spadek inflacji. Na razie go nie widzimy, bo w panice kupujemy co się da. Spowolnienie wzrostu gospodarczego powinno jednak ograniczać ilość pieniądza, a to z kolei wzrost cen. W rezultacie można się spodziewać, że kolejne banki centralne pójdą drogą Rezerwy Federalnej w USA czy Banku Anglii w Wielkiej Brytanii i obniżą stopy procentowe. To z kolei powinno przełożyć się na spadek rat kredytów. Składają się one bowiem z części odsetkowej i kapitałowej. Część odsetkowa, przez niższe oprocentowanie, powinna spaść. Nie od razu oczywiście bo, oprocentowanie aktualizowane jest w cyklach kilkumiesięcznych.

Kursy walut ciążą kredytobiorcom

W przypadku kredytów walutowych zmianę kursu waluty odczujemy jednak od razu,  nie po kilku miesiącach. Nie wiadomo jak zachowają się kursy walut, ale patrząc na historyczne wydarzenia oraz ostatnie dni spodziewanie się osłabienia złotego w przypadku eskalacji problemów wydaje się bardzo zasadne. Warto przypomnieć, że szansa, że spadek oprocentowania zrekompensuje nam straty na walucie nie jest duża, gdyż stopy procentowe, zarówno w strefie euro, jak i w Szwajcarii są obecnie już rekordowo niskie. Co można zatem zrobić by wzrost rat nie był uciążliwy? W banku w dalszym ciągu, o ile ktoś tego jeszcze nie zrobił, można podpisać umowę na spłatę kredytu bezpośrednio w walucie. W ten sposób unikniemy dodatkowego kosztu przewalutowania w banku, który przeważnie znajduje się wyraźnie powyżej marż rynkowych. Dzięki wymianie w internetowym kantorze można zaoszczędzić na każdej racie nawet 3-5% i to bez wychodzenia z domu co nie jest obecnie bez znaczenia.

Wysoki kurs sprzyja zarabiającym w walucie

To co złe dla kredytobiorców, jest z kolei dobre dla zarabiających w walutach obcych. Słabszy złoty powoduje, że każde zarobione euro czy funt daje nam znacznie więcej złotówek. Zyskują oczywiście również eksporterzy, o ile ograniczenia w logistyce im na to oczywiście pozwalają. Skoro waluty są na dawno niewidzianych poziomach, wiele firm i osób postanawia wymienić na złotówki swoje rezerwy walutowe. W tym przypadku również warto rozejrzeć się za korzystniejszym kursem wymiany niż standardowy w banku.

Branży wymiany walut pomaga obecnie również duża zmienność kursów. Jeżeli ktoś chce zarabiać na samym handlu walutowym jest to bardzo dobry moment, by się uaktywnić. Ostatnie dni pokazują, że ruchy, które nie zawsze miały miejsce w ciągu jednego tygodnia teraz występują niemal codziennie. Większe zainteresowanie wymianą walut widać nawet w wymianie stacjonarnej. Kolejki przed kantorami powodują jednak wśród wielu osób pewien niepokój co do bezpieczeństwa tego procesu. Sam kontakt z pieniądzem nieznanego pochodzenia też w ostatnich tygodniach przestał być uważany za 100% bezpieczny.

Bezpieczniej wymieniać waluty online

Nieprzypadkowo wiele instytucji zachęca do płatności zbliżeniowych zamiast gotówkowych. Na sytuacji tej szczególnie zyskują kantory internetowe. Pozwalają one sprzedać lub kupić walutę bez wychodzenia z domu po cenach korzystniejszych nie tylko od banków, ale również swoich stacjonarnych konkurentów. Sieć rachunków bankowych w większości dużych banków powoduje, że walutę można szybciej przelać do kantoru internetowego niż jechać z nią do kantoru stacjonarnego i to pomimo niemal braku korków w ostatnich dniach. Wypłatę na konto również zobaczymy w większości scenariuszy szybciej niż zdążymy wrócić.

Ostatni dni są szczególnie dobre dla branży internetowej wymiany walut. Widać to zarówno po wzroście samych wymian, jak i odwiedzin stron. Okazuje się, że korzystając z home office, mamy czas by nadrobić kwestie, które z niewiadomych powodów dotychczas odkładaliśmy na później. Jedną z nich jest jak widać nie przepłacanie na wymianie walut. Zakupy w dobie kryzysu koronawirusa, także walutowe, przeniosły się do internetu.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomat.pl i Internetowykantor.pl