W najbliższym czasie NBP nie planuje zmian w polityce pieniężnej

Głównym wydarzeniem mijającego tygodnia w Polsce było, już drugie w bieżącym roku, posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie przyniosło ono jednak żadnych niespodzianek, NBP utrzymał stopy procentowe bez zmian. Główna stopa dalej pozostaje na poziomie 1,50%, ostatnia jej zmiana została dokonana bardzo dawno, bo w marcu 2015 r. Z protokołu posiedzenia NBP wynika, że przedstawiciele banku centralnego oceniają rozwój polskiej gospodarki dość optymistycznie. Ryzykiem jest wyraźniejsze i długotrwałe spowolnienie polskiej gospodarki w związku z rozwojem sytuacji za granicą. Obecny poziom inflacji i jej wyraźne przyśpieszenie na początku tego roku (prawdopodobny jest wzrost o 4% i więcej w porównaniu rocznym) nie skłania jednak NBP do planowania zmian w założeniach polityki pieniężnej. Polski Bank Centralny stoi na stanowisku, że przyśpieszenie inflacji jest tymczasowe, a jego źródła (przede wszystkim korekta cen administracyjnych) stanowią wyjątek od osiągnięcia celu inflacyjnego. Na konferencji prasowej Prezes NBP, A. Glapiński ponownie powtórzył, że stopy procentowe powinny pozostać bez zmian do końca jego kadencji, tj. do 2022 r., a jeżeli miałyby nastąpić zmiany, to najbardziej prawdopodobne jest obniżenie stóp.

Złoty w ciągu ostatnich paru dni skorygował swoje niektóre straty z poprzednich trzech tygodni i w piątek rano kurs wynosił 4,26 EUR/PLN. Eurodolar osłabił się poniżej poziomu 1,1 i wahał się w piątkowy poranek na poziomie 1,097 EUR/USD.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Nieco ponad 4 tys. wniosków uchodźczych w 2019 r.

W ubiegłym roku liczba cudzoziemców ubiegających się o przyznanie statusu uchodźcy w Polsce nie uległa znaczącym zmianom. Podobnie jak w 2018 r., wnioski w tej sprawie złożyło 4,1 tys. osób, w tym 2,7 tys. po raz pierwszy. Warunki nadania ochrony międzynarodowej spełniały w sumie 272 osoby. Decyzje negatywne wydano wobec prawie 1,7 tys. obcokrajowców, a 2 tys. postępowań umorzono.

Pierwszą piątkę najliczniej reprezentowanych krajów pochodzenia cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową stanowiły: Rosja – 2610 osób, Ukraina – 430 os., Turcja – 120 os., Tadżykistan – 110 os. oraz Gruzja – 90 os. Prawie 34 proc. obcokrajowców objętych wnioskami uchodźczymi stanowiły dzieci poniżej 10. roku życia.

W 2019 r. warunki przyznania ochrony międzynarodowej (statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej) spełniało 272 cudzoziemców. Byli to głównie obywatele Rosji – 81 osób, Turcji – 49 os., Tadżykistanu – 29 os., Ukrainy – 21 os. oraz Iranu – 19 os. Ponadto, 213 obcokrajowców otrzymało tzw. ochronę krajową w postaci zgody na pobyt tolerowany lub ze względów humanitarnych.

W analizowanym okresie decyzje negatywne otrzymało natomiast 1,7 tys. osób. Byli to głównie obywatele Rosji – 960 osób, Ukrainy – 360 os. i Tadżykistanu – 60 os.

Najwięcej postępowań zakończyło się umorzeniem – 2 tys. spraw. Dotyczyło to w zdecydowanej większości obywateli Rosji – ponad 1,5 tys. osób. Sprawy są umarzane w sytuacji gdy cudzoziemiec opuścił Polskę nie czekając na wydanie decyzji.

Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub doznanie poważnej krzywdy, np. utraty życia czy zdrowia. Każdy wniosek jest rozpatrywany indywidualnie przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, który szczegółowo analizuje poszczególne sprawy w celu sprawdzenia czy danej osobie należy udzielić ochrony.

Podczas trwania procedury uchodźczej cudzoziemcy mogą korzystać z pomocy socjalnej (m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, opieka zdrowotna) zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców oraz zajęć edukacyjnych (m.in. nauka języka polskiego, kursy informacyjne). Mają oni do wyboru pobyt w ośrodku lub samodzielne utrzymanie się poza ośrodkami przy pomocy finansowej otrzymywanej od UdSC.

Karta podatnika – armata do strzelania w urzędy czy kapiszon?

Dnia 26 kwietnia 2019 r. wpłynął do sejmu projekt ustawy – Karta Praw Podatnika. Głównym celem ustawy jest zapewnienie dodatkowej ochrony podatnikom, która wyrażać by się miała poprzez zrównoważenie interesu publicznego i prywatnego w prawie podatkowym. Innymi słowy, projekt określa normy prawne, które są podstawowymi prawami podatnika, a jednocześnie stanowią obowiązki organów podatkowych. Projekt zakłada wprowadzenie szeregu ogólnych instytucji, z których część już funkcjonuje.

Prawo do dobrego prawodawstwa

Rozdział 2 projektu zawiera obowiązek wyważenia interesu publicznego i interesu prywatnego w prawie podatkowym. Dodatkowo art. 3 ust. 2 projektu wskazuje, że wprowadzenie przepisów prawa podatkowego powinno być poddawane konsultacjom. Tworzenie prawa zostało opisane w Konstytucji RP, która wskazuje zasady stanowiące co do zasady gwarancję przestrzegania praw podatnika na etapie legislacyjnym. Oznacza to, że generalne zasady określone w Karcie Praw Podatnika tak naprawdę są już zawarte w Konstytucji.

Dodatkowo instrumentami wpływającymi na wzrost pewności prawa podatkowego są indywidualne interpretacje podatkowe, wiążące informacje akcyzowe oraz stawkowe, ogólne interpretacje podatkowe, komunikaty Ministerstwa Finansów. Podatnik ma zatem szereg możliwości zabezpieczenia swojego interesu i uzyskania potwierdzenia pewności stosowania przepisów, dlatego dodatkowa norma generalna nie wpłynie w żaden sposób na wzrost ochrony podatnika.

Odpowiednie vacatio legis

Zasada zachowania odpowiedniego okresu vacatio legis jest bardzo istotna dla zagwarantowania pewności prawa. W ostatnim czasie można było zaobserwować, że nie jest ona do końca respektowana. Przykładowo przepisy wprowadzające zmiany w zakresie rozliczenia podatku u źródła miały zacząć obowiązywać w lipcu 2019 r., następnie termin ten przedłużono do końca grudnia 2019 r., a później do lipca 2020 r. Pokazuje to, że duże zmiany podatkowe powinny być wprowadzane z rozwagą, po konsultacjach i z zapewnieniem odpowiedniego czasu na ich wdrożenie, w szczególności, jeżeli mówimy o zmianach systemowych i procesowych. Brak szczegółowych norm w zakresie vacatio legis sprawi jednak, że zapisy te będą puste i niemożliwe do zastosowania.

Przedawnienie i jawność prawa

Ustanowienie okresu przedawnienia jako „rozsądny i przewidywany” czas również jest bardzo nieprecyzyjne. W szczególności projektodawca nie wyjaśnia, co należy rozumieć pod tymi pojęciami. Użycie nieprecyzyjnych pojęć daje szeroki wachlarz możliwości interpretacyjnych, przez co otwiera drogę do licznych sporów pomiędzy organami podatkowymi a podatnikiem.

Jawność prawa podatkowego jest zapewniona poprzez publikację projektów na stronach Rządowego Centrum Legislacji oraz w dzienniku urzędowym i na stronach Ministerstwa. Nie ma żadnych powodów, aby legislator ustanawiał dodatkowe procedury publikacji aktów prawnych oraz powiadamiania o tym podatników.

Jasność i precyzyjność prawa podatkowego to podstawowa zasada tworzenia aktów prawnych. W omawianym projekcie brakuje szczegółowych norm, w jaki sposób prawo podatkowe miałoby być tworzone. Z jednej strony przepisy prawne powinny być bardzo precyzyjne, stąd zdania złożone oraz odwoływanie się do artykułów. Z kolei z drugiej strony podatnicy powinni rozumieć przynajmniej podstawowe pojęcia.

Jednym z przejawów jasności prawa jest rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatników. Co do zasady taki przepis jest już obecny w prawie podatkowym – art. 2a ustawy – Ordynacja Podatkowa. Określenie go w projekcie wydaje się więc niecelowe.

Prawo do zapłaty podatku w wysokości wynikającej z ustaw podatkowych

Rozdział ten odwołuje się do praw podatnika do zapłaty kwot wynikających z ustaw z uwzględnieniem ulg i zwolnień. Zasadniczo przesłanie tego rozdziału jest prawidłowe, tzn. podatnik powinien wiedzieć, za co należny jest podatek, jakie przysługują mu ulgi i zwolnienia oraz kiedy uiścić daninę. Wszystkie te elementy są zawarte w konstrukcjach prawnych, jednak poziom ich skomplikowania jest bardzo duży dla podatników.

Prawo do domniemania rzetelności i dobrej wiary

Kolejna instytucja to domniemanie dobrej wiary przy działaniach podatnika. Zasadniczo celem tej regulacji jest przerzucenie obowiązku udowodnienia winy podatnika na organ podatkowy. Pomimo tego, że obecnie obowiązujące przepisy przewidują taką instytucję, zdarzają się przypadki nadużywania przepisów przez organy podatkowe. Zaproponowana regulacja nie rozwiąże jednak tego problemu.

Z tym prawem powiązane jest prawo do rzetelnego postępowania administracyjnego. Skoro przyjmuje się założenie, że podatnik działał w dobrej wierze, to powinien mieć prawo do rzetelnego postępowania administracyjnego, a nie traktowania go z góry jako oszusta. Obecnie Ordynacja podatkowa przewiduje już takie rozwiązania, określając zasady postępowania. Dodatkowe uregulowania w tym zakresie stanowią nieuzasadnione powielenie regulacji.

Prawo do prywatności

Tajemnica skarbowa obowiązuje i jest instytucją, która ma gwarantować podatnikom bezpieczeństwo danych przekazywanych do urzędu. Proponowane przepisy nie przewidują zakresu danych, jakich może żądać urząd, a jedynie wskazują, że dane te powinny być związane z obowiązkami i prawami wynikającymi z prawa podatkowego. Nieostre stwierdzenie otwiera możliwość kształtowania się różnych linii orzeczniczych i sporów podatnika z fiskusem.

Pozostałe prawa i obowiązki

Ponadto podatnik ma prawo do zaskarżenia rozstrzygnięć w sprawach podatkowych, a także w razie stwierdzenia szkody prawo do jej naprawienia.

Z kolei organy podatkowe powinny miarkować sankcje, tzn. wymierzać je z uwzględnieniem zasady proporcjonalności, oraz nie nakładać podwójnych sankcji za ten sam czyn.

Stanowisko rządu

10 września 2019 r. wpłynęło negatywne stanowisko rządu dotyczące powyższego projektu. W szczególności słusznie zwrócono uwagę na to, że instytucje wprowadzone tą regulacją stanowią praktycznie powtórzenie obowiązującego prawa i nie przewidują właściwie żadnych nowych regulacji. Ponadto regulacje te nie zawierają żadnych sankcji, co powoduje, że ich przestrzeganie byłoby „dobrowolne”. Podkreślenia wymaga także bardzo ogólny charakter tych regulacji, przez co są one mało precyzyjne i nic konkretnego z nich nie wynika dla podatnika. Oceniając zatem zaproponowany projekt ustawy, należy stwierdzić, że jest to raczej kapiszon stworzony dla celów politycznych niż realny projekt zapewniający większą ochronę i gwarancję dla podatników.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Gospodarka europejska w odwrocie

Dane z Niemiec pokazują, że gospodarka europejska ma wyraźną zadyszkę, z drugiej strony Amerykanie pokazują kolejne bardzo dobre dane z tamtejszego rynku pracy. Nie może zatem dziwić, że kapitał płynie za ocean.

Niemcy znów straszą rynki

Dane z niemieckiej gospodarki nie napawają optymizmem. Produkcja przemysłowa spada w ujęciu rocznym o 6,8%, a nie jak sądzono o 3,6%. Do tego eksport rośnie o zaledwie 0,1%, podczas gdy spodziewano się 0,5%. Niższy jest też import, który zamiast wzrosnąć o 0,2%, spadł o 0,7%. Powoduje to, co prawda, że nadwyżka handlowa jest mniejsza niż przewidywana, ale nie jest to sygnał, który rekompensuje poprzednie. Spadający import jest słabym sygnałem dla Polski. Niemcy są naszym najważniejszym partnerem handlowym. Dane te pociągnęły w dół nie tylko euro, ale również złotego.

Amerykański rynek pracy znów dobry

Po danych o nadzwyczaj dużej liczbie miejsc pracy utworzony w zeszłym miesiącu przyszedł czas na wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Te również przekroczyły oczekiwania. Po tych danych dolar wyraźnie przebił psychologiczną granicę 1 dolara i 10 centów za jedno euro. Dane z rynku pracy z USA są istotnym bodźcem dla działań inwestorów. Jest to również bardzo dobra wiadomość dla Donalda Trumpa. Reelekcja w czasach niskiego bezrobocia dotychczas była w amerykańskich wyborach prezydenckich właściwie formalnością.

Czesi zaskoczyli rynki

Wczorajsze posiedzenie Czeskiego Narodowego Banku miało być kolejnym relatywnie nudnym posiedzeniem, na którym oprócz deklaracji z konferencji miało się niewiele wydarzyć. Rosnąca inflacja, która przez ostatnie dwa miesiące przekroczyła 3%, skłoniła jednak to grono do podniesienia stóp procentowych. Po podwyżce główna stopa procentowa wynosi już 2,25%. Czeski Bank jest znacznie aktywniejszy w kwestii polityki monetarnej niż polska RPP, która generalnie stroni od podejmowania decyzji. Po samej decyzji korona wyraźne skoczyła o niemal 1 % w górę. Wzrost jest typową reakcją rynków na wzrost stóp procentowych dający lepsze perspektywy zwrotu z instrumentów o niskim ryzyku.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Krótkotrwały powrót objawów

Na koniec tygodnia rynki doświadczają umiarkowanego pogorszenia nastrojów w obliczu doniesień o nowych przypadkach zachorowań poza Chinami. Wydaje się jednak, że uwidaczniają się tutaj obawy nie o wirusa, co o pochopną interpretację informacji przez innych uczestników rynku. Pozytywny finisz może być jeszcze do uratowania, o ile impuls do tego da kluczowy raport z rynku pracy USA.

Nastroje podczas sesji azjatyckiej uległy pogorszeniu wraz z doniesieniami o rosnącej liczbie przypadków zachorowań na statku wycieczkowym w Japonii. Jednak w ujęciu globalny przyrost nowych przypadków zakażenia jest coraz wolniejszy a rośnie liczba wyleczonych. Łącząc to z rajdem ryzykownych aktywów z poprzednich dwóch dni, można tylko stwierdzić, że obawy o epidemie są tutaj tylko pośrednim czynnikiem. W ostatnich dniach kilkukrotnie pisałem, że dla rynku na razi nie jest istotne, jakie skutki niesie epidemia, ale jak informacje na jej temat będą odczytywane przez większość uczestników rynku. Jeśli obawy wezmą górę, inwestorzy będą się prześcigać w wyprzedaży po jak najlepszych poziomach. Jeśli znajdzie się pretekst do uspokojenia, rozpocznie się pęd ku jak najszybszemu powrotowi na pozycje. Dziś perspektywa weekendu prawdopodobnie wzmaga wrażliwość na te informacje, która mogą zachwiać optymizmem z poprzedniego dnia. Dlatego sądzę, że pogorszenie nastrojów powinno być umiarkowane i krótkotrwałe.

A przed końcem tygodnia pozytywne nastroje mogą jeszcze wrócić, jeśli taki sygnał da przewodzące wszystkiemu dookoła Wall Street. Po południu oczy wszystkich będą zwrócone na raport z rynku pracy USA. Rynkowy konsensus sugeruje przyspieszenia tempa wzrostu zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w styczniu do 165 tys. wobec 145 tys. w grudniu. Ale nie brakuje głosów, że wynik może być lepszy, szczególnie po silnym (choć słabo skorelowanym z NFP) odczycie w raporcie ADP (291 tys., prog. 157 tys.). Za lepszym wynikiem przemawia odbicie po względnie słabych wynikach w grudniu, ale też rekordowo ciepły styczeń przyczynił się do wzrostu miejsc pracy w budownictwie i turystyce. Stopa bezrobocia pozostaje na poziomach najniższych od 50 lat, podczas gdy dynamika płac może zaoferować pozytywne zaskoczenie jako nadganianie słabego wyniku miesiąc wcześniej. Lepsze od prognoz dane będą wspierać tryb risk-on na rynkach, gdyż potwierdzą solidną kondycję gospodarki USA, zagłuszając obawy o perspektywy ożywienia globalnego w obliczu epidemii koronawirusa. Większej reakcji spodziewam się po rynku akcji niż FX, choć EUR/USD i GBP/USD znalazły się w sytuacji, gdzie pozytywny impuls dla dolara może przynieść ważne przełamania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognoza gospodarcza Euler Hermes na lata 2020/21

  • Globalny wzrost gospodarczy na poziomie 2.4% w 2020 r. i 2.8% w 2021 r.
  • Brak dalszej eskalacji konfliktu handlowego pomiędzy USA i Chinami, ale także brak dalszej deeskalacji
  • Wzrost strefy euro poniżej potencjału w 2020 i 2021 r.
  • Polityka pieniężna pozostanie główną siecią bezpieczeństwa

Rok 2019 charakteryzował się rekordową wysoką niepewnością i dwiema recesjami. Jednak recesji o szerszym zakresie udało się uniknąć dzięki szybkiej i znaczącej reakcji polityki pieniężnej. Czego powinniśmy się obecnie spodziewać w 2020 i 2021 r.?

Prognoza gospodarcza Euler Hermes na lata 2020

Zespół ekonomistów Euler Hermes, światowego lidera rynku ubezpieczeń należności handlowych, w swoich prognozach na lata 2020-2021, przewiduje m.in.:

  • Globalny wzrost gospodarczy powinien osiągnąć najniższy poziom w IV kw. 2019 r., a następnie zmierzać do +3.0%, ale pozostać poniżej tego poziomu na progu 2021 r.
  • Napięcia handlowe pomiędzy USA i Chinami powinny pozostać pod kontrola: eskalacja taryf jest mało prawdopodobna w roku wyborczym. Dlatego przewidujemy niski wzrost obrotów handlowych na poziomie +1.8% w 2020 r. i +2.5% w 2021 r.
  • Bez względu na to, kto wygra wybory prezydenckie, Stany Zjednoczone powinny wdrożyć większe bodźce stymulujące w 2021 r. i przeć nawet do większego zadłużenia publicznego i zadłużenia przedsiębiorstw.
  • Chiny nie będą stymulować gospodarki globalnej: wzrost chińskiego PKB powinien osiągnąć poziom +5.9% w 2020 r. i +5.8% w 2021 r., dzięki umiarkowanym bodźcom monetarnym i fiskalnym. I to wystarczy, aby osiągnąć wiodący cel podwojenia PKB z 2010 r. do 2020 r., ale obecne spowolnienie nie powinno ulec odwróceniu.
  • Gospodarka w strefie euro powinna rosnąć poniżej jej potencjalnego tempa 1.4% w latach 2020-21, ponieważ wyzwania sektora samochodowego będą dominować, podczas gdy prognozuje się, że wydatki fiskalne pozostaną tylko na umiarkowanym poziomie.
  • Polityki pieniężne pozostaną akomodacyjne w większości krajów, oferując sieć bezpieczeństwa dla wzrostu i rynków.
  • Rozległe niepokoje polityczne powinny prowadzić do bardziej redystrybucyjnych polityk budżetowych i wyższych pensji kosztem zysków przedsiębiorstw.
  • Przedsiębiorstwa działające na rynku krajowym (w sektorze usług i budownictwa) prześcigną spółki polegające na przychodach zagranicznych ze względu na bardzo ekspansywny kurs polityk pieniężnych i budżetowych, które w głównej mierze będą sprzyjać popytowi krajowemu.
  • Rynki kapitałowe powinny pozostać w reżimie (wyjątkowo) niskiej zmienności, ponieważ będzie dominował efekt spowalniający niekonwencjonalnej polityki pieniężnej.
  • Dolar powinien stracić na wartości -4% w 2020 r. podczas wspierania apetytu na ryzyko na rynkach wschodzących wskutek bardzo nisko przychodowego środowiska w gospodarkach zaawansowanych.

Deloitte: Zmiana klimatu w polskich domach

Rok 2020 będzie pierwszym rokiem, w którym kryzys klimatyczny i próby radzenia sobie z nim odbiją się szerokim echem wśród zwykłych obywateli. Programy informacyjne i media społecznościowe od końca grudnia były pełne dramatycznych obrazów płonącej Australii, a w naszych domach zaczęliśmy odczuwać rzeczywisty wzrost cen energii i opłat za odbiór odpadów. Wydaje się, że ta kombinacja zjawisk pozwoli dostrzec nam wszystkim wyzwanie, przed jakim stoimy jako ludzkość. Warto wykorzystać sytuację, w której jesteśmy, do uświadomienia sobie przyczynowo-skutkowych relacji zachodzących na świecie.

Jeszcze kilka lat temu o kryzysie klimatycznym mówili jedynie specjaliści na zamkniętych sympozjach i konferencjach. Pod strzechy nie trafiał przekaz o antropogenicznych zmianach zachodzących w środowisku naturalnym oraz postępującym kryzysie klimatycznym. Rok 2019 przeszedł do historii, jako rok, w którym wyzwania klimatyczne trafiły do tzw. mainstreamu medialnego m.in. za sprawą Grety Thunberg. Stawiam tezę, że 2020 będzie rokiem, kiedy na własnej skórze, także w Polsce, wszyscy zaczniemy odczuwać zmiany wywołane przez kryzys klimatyczny i próby radzenia sobie z nim.

Od końca grudnia media społecznościowe zalewane były apokaliptycznymi zdjęciami z płonącej Australii. I choć pożary w okresie letnim na tym kontynencie nie są zjawiskiem zupełnie nowym, to jednak ich skala wskazała, że problem wymknął się spod kontroli człowieka. Sami Australijczycy zdają sobie sprawę, że nie jest to jednorazowy przypadek, a raczej nowa sytuacja wymuszająca podejmowanie nowych działań. W przypadku Australii, klimat już się zmienił i te działania mogą już tylko wspierać kontynent w dostosowaniu się do zmian i łagodzeniu ich skutków, ale dla reszty świata mogą być szansą na zapobieżenie przyszłym zmianom klimatycznym.

O tym, jaki kierunek mają zmiany klimatu na kontynencie australijskim było wiadomo od jakiegoś czasu. Przegląd zmian klimatu przeprowadzony przez Rossa Garnauta w 2008 r.[1], zapowiadał pojawianie się dłuższych, bardziej intensywnych i niespotykanych dotąd sezonów pożarów do 2020 r. Gospodarka Australii od zawsze zależała od klimatu – wykorzystywanie zasobów naturalnych, cuda natury przyciągające tłumy turystów i ogromne równiny rolnicze, które karmią świat. Analizowane wcześniej ryzyka klimatyczne właśnie się w gospodarce materializują.

Ta, nie dość, że na bieżąco będzie mierzyła się z bezpośrednimi kosztami klęsk żywiołowych, dodatkowo szybko musi się adaptować do nowych, często nieprzewidywalnych wymagań rynków i przemysłu. Niezbędna stanie się nowoczesna, prawdziwie zrównoważona ścieżka wzrostu – taka, która zmniejszy ryzyko dalszego ocieplenia świata.

Patrząc na to, co zadziało się w Australii, nie możemy się łudzić, że ten temat nas w Polsce nie dotyczy. Pobiliśmy kolejne rekordy ciepła w styczniu, śnieg tej zimy w Warszawie padał tylko raz, a następnego dnia nikt już o nim nie pamiętał, bo termometr wskazywał znów +8°C. Niewielkie opady śniegu to zapowiedź suszy wiosną i latem, co znów wpłynie na zbiory rolne i w efekcie wzrost cen. Jedyny plus ciepłego stycznia, to znacznie czystsze powietrze w miastach, gdzie wysoka temperatura ogranicza konieczność palenia czym popadnie w przydomowych piecach. Marne to jednak pocieszenie, bo nawet jeśli zaoszczędzimy tej zimy na opale, to odbije nam się to w rachunkach za energię i odpady.

Z końcem grudnia w Polsce przestała obowiązywać ustawa prądowa, która zamrażała ceny energii dla gospodarstw domowych, samorządów oraz mikro- i małych przedsiębiorstw. Po burzliwych dyskusjach pomiędzy największymi wytwórcami energii w Polsce a URE, ostatecznie regulator zatwierdził nowe taryfy. W efekcie już w tym roku przeciętny Polak zapłaci kilkanaście procent więcej za zużywany prąd. Wzrost cen dla odbiorców jest spowodowany głównie wysokim kosztem zakupu uprawnień do emisji CO2, a te znów wynikają bezpośrednio z prowadzonej polityki energetycznej na poziomie unijnym.

Warto tutaj podkreślić, że system handlu uprawnieniami do emisji jest podstawowym elementem polityki unijnej na rzecz walki ze zmianami klimatu. W ten sposób Bruksela od 2005 r. wykorzystuje narzędzie służące do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych w sposób opłacalny (internalizując koszty emisji CO2). Ze względu na dynamiczny charakter narzędzia, polegający na wprowadzeniu limitu łącznych emisji niektórych gazów cieplarnianych, emitowanych przez instalacje objęte systemem, łączne emisje z roku na rok systematycznie spadają. Mechanizm ten znany od ponad dekady, dawał możliwość odpowiednich dostosowań w gospodarkach członkowskich. Niestety w Polsce tych dostosowań nie było wiele i w efekcie, przy spadającym łącznym limicie emisji CO2, uprawnienia do jego emisji są dla Polaków coraz droższe.[2]

Do wzrostu cen prądu dochodzą wyższe opłaty za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. W wielu miastach w typowym gospodarstwie domowym koszty te nawet przekroczą opłaty za zakup energii elektrycznej, dochodząc do maksymalnych stawek wyznaczonych w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (około 34 zł za odpady selektywnie zebrane od jednego mieszkańca miesięcznie). A wszystko to przez ogromną nierównowagę panującą na rynku zagospodarowania odpadami (odpadów jest za dużo, aby można było sobie z nimi radzić zgodnie z zasadami unijnymi, tzn. ograniczając składowanie). Choć pakiet gospodarki o obiegu zamkniętym, który na poziomie UE stawia nowe cele dotyczące utrzymywania wartości surowców i materiałów, nie ma bezpośredniego celu walki ze zmianami klimatu, to jednak nie sposób dostrzec tej samej logiki.

Antropogeniczne zmiany w środowisku naturalnym, które z jednej strony powodują nieodwracalne zmiany klimatu, a z drugiej zanieczyszczenie i utratę bioróżnorodności, zmusiły Komisję Europejską do wprowadzenia skutecznych narzędzi, które mają wpływać na zachowania biznesu i konsumentów. Biznes coraz lepiej rozumie ryzyka klimatyczne. Potwierdzają to respondenci w ankiecie przeprowadzonej przez Deloitte na potrzeby raportu  „Czwarta rewolucja przemysłowa: gotowi i odpowiedzialni” –  9 na 10 liderów biznesu uważa, że zmiany klimatu będą miały negatywny wpływ na ich organizacje. Jednocześnie wydaje się, że przeciętny obywatel dotąd nie zawsze był w stanie połączyć zmiany zachodzące „na jego podwórku” z globalnymi wyzwaniami i próbą radzenia sobie z nimi. Jednak obecnie obserwowany wzrost cen energii i opłat za gospodarowanie odpadami bezpośrednio dotknie wszystkich obywateli. Może to zmienić postrzeganie i zainteresowanie przeciętnego mieszkańca Polski sprawami kryzysu klimatycznego.

Świat nie radzi sobie z kompleksowym łagodzeniem zmian klimatu i przygotowaniem gospodarek na globalne ocieplenie. Można przypuszczać, że wydarzenia, które obserwowaliśmy w Australii, nie są ekstremum, ale częścią nowej normalności. Decyzje podejmowane w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat będą kształtowały kolejne kilka dekad. Czas to zauważyć i zrozumieć.

Komentarz ekonomiczny Julii Patorskiej – Liderki zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte

[1] R. Garnaut, The Garnaut Climate Change Review, wyd. Cambridge University Press, 2008.

[2] Więcej o unijnym systemie handlu uprawnieniami polecam przeczytać na stronach Komisji Europejskiej: https://ec.europa.eu/clima/policies/ets_pl

Ceny pomarańczy i jabłek spadają. Reszta owoców drożeje – najbardziej grejpfruty i banany

Przez ostatnie dwa lata średnie ceny rabatowe najczęściej promowanych owoców w sklepach spadły o 1,4%. Jabłka potaniały o 10,5%, a pomarańcze – o blisko 6%. Z kolei najmocniej zdrożały grejpfruty, bo o ponad 15%. Banany podskoczyły o przeszło 9%, a winogrona – o prawie 6%. Eksperci zwracają uwagę na warunki rynkowe. Z drugiej strony wskazują, że sieci starają się utrzymywać atrakcyjne oferty dla klientów, bez względu na zastane czynniki. Jeśli na rynku nie wydarzy się nic szczególnie negatywnego, to konsumenci nadal będą mogli liczyć na w miarę stabilne ceny promocyjne.

W górę i w dół

Zjawisku przyjrzeli się analitycy z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland i aplikacji Zdrowe Zakupy. Sprawdzono, które dokładnie owoce były najczęściej promowane przez sieci handlowe w latach 2018-2019. Następnie przeanalizowano, jak zmieniały się ich ceny w gazetkach, wydawanych przez wszystkie występujące na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Łącznie poddano analizie blisko 15 tys. publikacji, w tym ponad 11 tys. akcji promocyjnych.

– Wśród 10 najczęściej promowanych owoców w gazetkach handlowych znalazły się winogrona, jabłka, banany, pomarańcze, cytryny, gruszki, arbuzy, grejpfruty, mandarynki oraz brzoskwinie. Z analizy wynika, że od początku 2018 do końca 2019 roku ich średnie ceny poszły w dół o 1,4%. To wprawdzie niewielki spadek, ale w dobie wszechobecnych podwyżek może mieć znaczenie dla klientów – informuje Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Jak komentuje Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, zainteresowanie konsumentów kupnem owoców wyraźnie rośnie. Sieci, chcąc przyciągnąć ich do sklepów, starają się oferować w gazetkach jak najbardziej atrakcyjne ceny. To może prowadzić do względnej stabilności z małymi wyjątkami. Jeżeli na rynku nie wydarzy się nic szczególnie negatywnego, to klienci nadal będą mogli liczyć na korzystne promocje.

– Najbardziej zmniejszyła się średnia cena jabłek, tj. o 10,5%. Myślę, że zwiększona konkurencyjność i dostępność surowca, pochodzącego nie tylko z Polski, mogła przyczynić się do ww. spadku w analizowanym okresie. Było widać, że sieci ostro rywalizowały między sobą o najlepszy rabat na ten owoc – stwierdza Arkadiusz Paprzycki.

Spadła również cena promocyjna pomarańczy – o 5,8%. Prawie niezauważalnie zdrożały gruszki – o 1,4%, cytryny – o 2,7%, a także mandarynki – o 2,9%. Natomiast najbardziej poszły w górę grejpfruty – o 15,2%. Widoczny wzrost odnotowały też banany – o 9,4%, jak również winogrona – o 5,8%.

Powody spadków

– Według statystyk GUS-u, zbiory polskich owoców w 2019 roku były o ok. 25% mniejsze niż w 2018 roku. Jednak należy pamiętać o tym, że sieci rywalizują pomiędzy sobą za pomocą promocji, nawet w sytuacji bardzo słabych plonów, starając się utrzymywać atrakcyjne ceny dla klientów. I to jest ich stałą strategią – mówi ekspert ze Zdrowych Zakupów.

Z kolei Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego z Santander Bank, wyjaśnia, że w pierwszej połowie 2019 roku owoce w skupie były dość tanie, w związku z wysoką podażą po zbiorach w 2018 roku. Ceny detaliczne były niższe przeciętnie o ponad 10% w relacji rocznej. Sytuacja zmieniła się diametralnie w czwartym kwartale, co było efektem spadku krajowej produkcji i w rezultacie niższej podaży. W grudniu ub.r. owoce kosztowały w sklepach więcej średnio o 12% niż w tym samym okresie 2018 roku. Zdaniem eksperta, ten wzrost będzie kontynuowany w pierwszych miesiącach 2020 r.

– Owoce zbierane jesienią danego roku są tylko w części kierowane do bezpośredniej sprzedaży. Większość jest przechowywana w chłodniach i sukcesywnie sprzedawana aż do zbiorów następnego roku. Zbiory jabłek w 2017 roku wpłynęły zatem na podwyżki rok później. Z kolei rekordowo duże plony dwa lata temu skutkowały spadkiem ich cen detalicznych w ub.r. W 2020 roku należy spodziewać się wzrostu w stosunku do roku 2019 – zwraca uwagę Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Natomiast Katarzyna Grochowska wskazuje, że w sezonie 2018/19 rynek zanotował wzrost globalnej produkcji pomarańczy, w samej Unii Europejskiej o 3,5% względem średniej pięcioletniej. Stopniowo wzrasta też konsumpcja świeżych owoców w stosunku do przetwórstwa. I to wpływa na to, że sieci prześcigają się w rabatach.

Drożej przez klimat

– Gruszki nieznacznie podrożały w promocji. Trzeba przyznać, że w latach 2017-2018 zbiory w Europie nie odbiegały od średniej wieloletniej. Utrzymywały się na stabilnym poziomie i nie powodowały istotnych zmian cen. Dopiero 2019 rok charakteryzował się spadkiem ilości zebranych owoców. W tym roku na rynku powinno być mniej gruszek w stosunku do poprzednich lat. Zatem ich ceny, również promocyjne, mogą być wyższe – wyjaśnia prezes KZGPOiW.

Cytryny i mandarynki, które również lekko zdrożały w promocji, to owoce importowane. Katarzyna Grochowska podkreśla, że koszty transportu rosną wraz z cenami paliw i opłatami za energię. Ma to oczywiście przełożenie na oferty sklepów, ale nie zawsze. Popyt na cytryny jest bardzo duży i ciągle idzie w górę, co też wpływa na ich ceny.

– Warto wyjaśnić, dlaczego z 10 najczęściej promowanych owoców w sklepach najbardziej podrożały grejpfruty. Hiszpańskie stowarzyszenie handlowe AILIMPO szacuje, że w 2019 r. zbiory tego surowca były mniejsze o 26% w stosunku do 2018 r. To mogło przełożyć się bezpośrednio na wyższe ceny oferowane przez sieci handlowe – uważa ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Należy dodać, że jednym z większych producentów grejpfrutów jest Izrael, który w 2019 roku wyprodukował mniej tych owoców niż w latach poprzednich. W opinii Michała Majszczyka z Hiper-Com Ponad, wynikało to głównie ze zmian klimatycznych. Zbyt wysokie temperatury wpływają negatywnie na zbiory owoców.

– Wzrost cen bananów był spowodowany plagą grzyba atakującego plantacje bananowców w Ameryce Łacińskiej. Producenci byli zmuszeni stosować wzmożone środki ochronne, przez co wzrosły koszty produkcji. Ponadto w Ameryce Środkowej i Południowej wystąpiły wyjątkowo ulewne deszcze, które zniszczyły część plantacji, co również miało swój udział w podnoszeniu cen – przypomina Katarzyna Grochowska.

Zdaniem Michała Majszczyka, przez zmiany klimatu cierpią również uprawy winogron. Regiony słynące z tych owoców stają się zbyt ciepłe. Natomiast produkcja w chłodniejszych, bardziej korzystnych miejscach nie jest jeszcze na tyle rozwinięta, żeby mogła zapewnić odpowiednią ilość winorośli.

Goście hotelowi coraz bardziej wymagający. Branża inwestuje w technologie i nowe usługi

Za kilka lat milenialsi i generacja Z będą dla sieci hotelowych główną grupą gości. Ich oczekiwania są inne niż starszych pokoleń – szukają nie tylko noclegu, lecz także spersonalizowanych usług i pozytywnych doświadczeń podczas podróży. Blisko 80 proc. z nich oczekuje od hotelu rekomendacji dotyczących lokalnych atrakcji czy restauracji, a 90 proc. – szybkiego Wi-Fi. Branża musi dostosowywać się do tych trendów i zapewnić młodemu pokoleniu gości hotelowych nową jakość. Grupa Accor, właściciel marek ibis, Mercure czy Novotel, z myślą o nich wprowadza nowy program lojalnościowy, który zaoferuje im nie tylko zniżki i rabaty, ale także unikatowe doświadczenia, jak udział w warsztatach kulinarnych, festiwalach muzycznych czy meczach piłkarskich.

Cyfryzacja zmieniła wszystko w branży hotelowej. Dzięki niej użytkownicy hoteli mają większą wiedzę i dostęp do informacji. Za pośrednictwem internetu mogą zobaczyć różne miejsca, mają już jakieś doświadczenia dotyczące kultury i pewnych aspektów życia w odwiedzanym miejscu, co w przeszłości nie było takie łatwe. Od nas – operatorów hoteli – oczekują, że będziemy im towarzyszyć w ich podróżowaniu. My z kolei pomagamy im doświadczyć nie tylko danego miejsca, ale również jego kultury – mówi agencji Newseria Biznes Luc Gesvret, Chief Marketing & Operation Officer Accor Eastern Europe.

Głównym trendem w branży hotelarskiej jest dziś personalizacja usług hotelowych i nacisk na kreowanie pozytywnych doświadczeń gości w trakcie całego pobytu. Jak podkreśla dyrektor, branża hotelarska przeszła rewolucję w ciągu ostatnich 20 lat. Kiedyś wszystko w dużej mierze sprowadzało się do prostej transakcji, a hotel postrzegano wyłącznie jako miejsce, gdzie można się wyspać. W tej chwili oczekiwania gości hotelowych są dużo wyższe.

– Obecnie wpisujemy się w emocje, tworzymy doświadczenia w sektorze turystycznym. Pobyt w hotelu stał się ważnym elementem składającym się na wrażenia z podróży – mówi Luc Gesvret.

Na rosnące wymogi gości hotelowych zwraca też uwagę raport firmy doradczej Cushman & Wakefield i kancelarii CMS Legal dotyczący rynku inwestycji hotelowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej („Hotel Investment scene in CEE”). Eksperci podkreślają w nim, że wkrótce milenialsi i generacja Z będą stanowić główną grupę osób podróżujących, ważną dla sektora hotelowego. 90 proc. z nich chce mieć w pokoju szybkie Wi-Fi, 78 proc. oczekuje od hotelu rekomendacji dotyczących lokalnych atrakcji czy restauracji wartych odwiedzenia. 60 proc. oznacza hotel w mediach społecznościowych podczas pobytu, a niemal tyle samo chce meldować i wymeldowywać się z hotelu w elastyczny sposób, bez interakcji z obsługą. Co trzeci przedstawiciel młodego pokolenia rezerwuje swój pobyt za pośrednictwem kanału mobilnego.

 Dzisiaj gość hotelowy wie, czego chce, jest o wiele bardziej świadomy i wymagający. Nie oczekuje wyłącznie dobrego miejsca do przenocowania. Teraz klienci chcą rozrywki, przyjemnie spędzonego czasu, pięknych chwil, ekscytacji, muzyki, tańca – różnych możliwości, które złożą się na fantastyczne przeżycia. I chcą, żebyśmy my byli ich towarzyszem w tej rozrywkowej części ich podróży – mówi Luc Gesvret .

Rosnące oczekiwania gości hotelowych są dla branży motorem napędzającym zmiany technologiczne oraz podnoszenie standardu usług w hotelach. Jak podkreśla dyrektor, grupa Accor, która skupia 39 brandów hotelowych i zarządza siecią 5 tys. obiektów w 110 krajach, też musi się do tego dostosowywać. W tym celu operator wprowadził właśnie nowy program lojalnościowy ALL – Accor Live Limitless, który ma zapewnić gościom hotelowym spersonalizowanie doświadczenia w połączeniu z szeregiem nagród i benefitów.

Przywykliśmy już do różnych programów lojalnościowych w supermarketach czy na stacjach paliw. Im więcej wydajesz, tym więcej dostajesz punktów, które następnie możesz wymienić na nagrody. To podstawowa i tradycyjna zasada działania takich programów – mówi Luc Gesvret. – My chcemy być towarzyszem podróży dla członków naszego programu lojalnościowego. Dlatego też oprócz nagradzania lojalności rozszerzyliśmy jego zakres, tworząc całkiem nowy, lifestyle’owy ekosystem.

Członkowie ALL mogą zdobywać punkty, kiedy zatrzymują się w hotelach Accor,  jedzą posiłki lub piją drinki w tysiącach barów i restauracji uczestniczących w programie. Te można później wymienić na benefity – do zdobycia są m.in. pobyty w prywatnych apartamentach w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, VIP-owskie zaproszenia na mecze Paris Saint Germain, obejmujące spotkanie z graczami, bilety na festiwale muzyczne czy zaproszenia na degustacje i kursy kulinarne ze światowej klasy szefami kuchni. Członkowie ALL mogą też płacić punktami za posiłki w restauracjach i pobyty w hotelach, mając przy tym zapewnioną gwarancję najlepszej ceny przy rezerwacji pobytu z nawet 25-proc. rabatem.

Uczestnictwo w programie ALL wiąże się z wieloma korzyściami. Udział w nim jest bezpłatny i nie wymaga bycia gościem hotelu. To duża innowacja w zakresie programów lojalnościowych w branży. Korzystając z usług w ramach programu, uczestnik zdobywa punkty, dzięki którym uzyskuje coraz wyższy z pięciu dostępnych statusów uczestnictwa, co wiąże się z coraz bogatszą ofertą przysługujących mu korzyści – mówi Luc Gesvret. – Częste korzystanie z naszych usług niesie ze sobą lepszą znajomość upodobań gości hotelowych, dzięki czemu z każdym kolejnym pobytem możemy zaoferować im usługi lepiej dopasowane do ich potrzeb.

Dołączenie do programu ALL jest proste i bezpłatne. Można to zrobić przez internet, wchodząc na stronę internetową programu, albo w jednym z hoteli należących do sieci Accor (np. ibis, ibis budget, Novotel, Mercure czy Sofitel). Program obejmuje hotele zarówno z segmentu ekonomicznego, jak i luksusowego.

W Warszawie wdrożenie programu lojalnościowego ALL – Accor Live Limitless – zainaugurowano 1 lutego imprezą  FestivALL w hotelu Novotel Warszawa Centrum. W trakcie wydarzenia można było m.in. uczestniczyć w warsztatach kulinarnych, lekcjach tanga lub salsy albo wziąć udział w odkrywaniu zagadek specjalnie przygotowanego escape roomu.

FestivALL to seria imprez o zasięgu globalnym. Odbywały się w każdym kraju, w którym znajdują się hotele należące do sieci Accor, w okresie od 7 stycznia do 7 lutego. W sumie w całej Europie odbyło się 1,2 tys. takich imprez. FestivALL w hotelu Novotel Warszawa Centrum był punktem kulminacyjnym całej serii podobnych wydarzeń – podkreśla Luc Gesvret.

Polacy lubią chodzić do kina. Fenomenu dziesiątej muzy nie przyćmiły nawet popularne platformy streamingowe

W 2019 roku polskie kina zgromadziły ponad 60 mln widzów, a łączny dochód ze sprzedaży biletów to 1,13 mld zł. Seans filmowy na dużym ekranie to wciąż popularna rozrywka Polaków. Nowe technologie pozwalają na jeszcze lepszą jakość obrazu i dźwięku, a widzowie coraz częściej poszukują w kinie standardu all inclusive. Kalendarz premier na 2020 rok zapowiada dostatek atrakcji filmowych – zarówno zagranicznych, jak i polskich produkcji.

W 2019 roku do kin przyszło ponad pół miliona osób więcej niż w roku poprzednim, mimo że nie było w nim takiego przeboju jak „Kler”, który przyciągnął do kin ponad 5 mln widzów – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Opertowska, dyrektor marketingu Cinema City.

Tendencja wzrostowa frekwencji kinowej utrzymuje się niezmiennie od 2014 roku. Nie tylko za sprawą coraz bardziej atrakcyjnej oferty, ale również dzięki nowym technologiom wprowadzanym do kin. Widzów przyciągają również obniżki cen biletów i karty abonamentowe, dzięki którym można oglądać filmy w kinach bez ograniczeń.

Polacy zwykle wybierają kina, które są najbliżej ich miejsca zamieszkania, co wskazuje na to, że są raczej wygodnymi widzami. Mimo to bezpośredniej konkurencji dla kin nie stanowią platformy streamingowe.

Są one raczej uzupełnieniem oferty kinowej – dodaje Katarzyna Opertowska. – Oczywiście są zwolennicy platform streamingowych, natomiast widzimy, że Polacy lubią chodzić do kina i doceniają jakość obrazu i dźwięku, którą mają filmy na dużym ekranie.

Potwierdza to badanie Kantar Millward Brown dla Filmwebu z końca 2018 roku. Wynika z niego, że 61 proc. widzów kinowych ogląda seriale i filmy dostępne w internecie. Połowa korzysta z platform VoD przynajmniej kilka razy w miesiącu.

Przewagą seansów na dużym ekranie są nowe technologie oraz nowe formaty, np. IMAX, 4DX czy ScreenX. Obraz w formacie IMAX pozwala jeszcze lepiej przeżywać film, z kolei dzięki 4DX widzowie odczuwają wszystkimi zmysłami doznania filmowe, łącznie np. z zapachami czy kroplami deszczu. W formacie ScreenX obraz jest wyświetlany nie tylko na ekranie centralnym, lecz również na ścianach bocznych, przez co widz jest niejako otoczony obrazem. Kina coraz częściej inwestują w nową jakość nagłośnienia, w system Dolby Atmos, projektory laserowe czy 4K.

– Jednak to nie jest najważniejsze – zauważa dyrektor marketingu Cinema City. – Seanse kinowe to nie tylko doznania wizualne, ale też cały aspekt społeczny. Kino ma dawać więcej niż tylko film, ma być rozrywką all inclusive. Po prostu lubimy chodzić do kina, spotykać się z przyjaciółmi, ze znajomymi lub wyjść całą rodziną na seans filmowy, skorzystać z przekąsek kinowych takich jak popcorn czy nachosy. Płyty CD z muzyką nie zabiły rynku koncertowego, a jedzenie na wynos nie wyparło z rynku restauracji, zatem wierzymy, że rynek kinowy będzie miał się dobrze, bo Polacy lubią wychodzić z domu.

Jak podaje Cinema City, w 2019 roku do polskich kin trafiło 1108 premier. Wśród najbardziej docenianych przez Polaków filmów są rodzime produkcje, które coraz częściej dostrzegane są także na świecie, oraz filmy animowane. W ubiegłym roku sukces odniósł „Król Lew” – film obejrzało ponad 2,5 mln widzów. Na drugim miejscu znalazła się polska komedia, „Miszmasz, czyli Kogel-Mogel 3”, a na trzecim „Avengers: Koniec gry”, czyli kolejny film ze stajni Marvela, który na świecie bije rekordy kasowe.

Polacy lubią polskie produkcje. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych znalazło się wiele rodzimych tytułów, takich jak „Polityka”, „Kobiety mafii 2” czy nominowany do Oscara film „Boże Ciało” – wymienia Katarzyna Opertowska.

Premiery kinowe w 2020 roku to powrót wielkich reżyserów. Na dużym ekranie znów pojawią się znane nazwiska: Steven Spielberg, Clint Eastwood czy Christopher Nolan. W tym roku zaplanowane jest także widowisko Disneya – aktorska wersja filmu „Mulan”, a na kwiecień długo oczekiwana premiera 25. filmu z serii przygód Jamesa Bonda, w którym po raz ostatni w rolę agenta 007 wcieli się Daniel Craig.

Wśród dużych premier w tym roku są także polskie akcenty: film Władysława Pasikowskiego „Psy 3” oraz „Jak zostać gangsterem. Historia prawdziwa”, który już zgromadził w kinach prawie milion widzów. Widzowie zobaczą w nim także polską odpowiedź na „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, czyli „365 dni” Blanki Lipińskiej.

Badania Kantar Millward Brown dla Filmwebu pokazują, że przeciętna cena normalnego biletu weekendowego do kina to 25 zł, ale widzowie chętnie płaciliby mniej. Wprawdzie chodzą do kina również wówczas, gdy muszą zapłacić pełną cenę, ale bardzo chętnie korzystają z promocji i zniżek.

Rośnie zainteresowanie gruntami inwestycyjnymi w Polsce. Wpływa na to ich mniejsza dostępność i nowe możliwości inwestycyjne

Transakcje na rynku gruntów pod inwestycje w nieruchomości, czy to komercyjne, czy to mieszkaniowe, przyspieszają. Skraca się czas podejmowania decyzji przez kupujących, bo dostępnych terenów jest coraz mniej, za to przybywa zainteresowanych inwestorów. Rynek napędzają także segmenty alternatywne, jak prywatne akademiki czy mieszkania na wynajem, oraz coraz częstsze transakcje nabycia zdegradowanych terenów przemysłowych czy nierentownych obiektów handlowych. Rozwój rynku może zahamować jednak sytuacja polityczna i ekonomiczna na świecie i intensywne zmiany w prawie.

 Rynek gruntów inwestycyjnych przeżywa od kilku lat boom. Pojawiają się nowi inwestorzy z całego świata. Możemy mówić w ostatnich kilku miesiącach o nowym kapitale z Wysp Brytyjskich, gdzie bardzo zróżnicowany kapitał zaczyna się interesować zarówno terenami inwestycyjnymi, jak i produktami kapitałowymi, a także ze strony firm azjatyckich, chociaż w mniejszym stopniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Puchalski partner zarządzający Knight Frank. – Poza tymi inwestycjami cały czas deweloperzy mieszkaniowi, biurowi, ale także magazynowi bardzo aktywnie poszukują dla siebie interesujących terenów. Przy tym nie należy zapominać o nowych rynkach, jak mieszkania na wynajem czy profesjonalne akademiki.

W 2019 roku pojawiły się na rynku m.in. nowe fundusze z kapitałem azjatyckim, węgierskim i niemieckim, a najwięcej zakupów dokonano przede wszystkim w segmentach biurowym i logistycznym. Minione 12 miesięcy to kolejny okres historycznie najlepszych wyników na rynku inwestycyjnym w Polsce. Łączna wartość wolumenu transakcji przekroczyła rekordową wielkość 7,6 mld euro i była o 5 proc. wyższa niż w 2018 roku (7,2 mld euro) – wynika z raportu firmy Knight Frank podsumowującego miniony rok  i prognozującego rozwój rynku w 2020 roku.

– Można zaobserwować, że transakcje są obsługiwane znacznie szybciej przez kupujących. Na pewno w niektórych przypadkach firmy deweloperskie podejmują świadomą decyzję, że są w stanie ponieść większe ryzyko, ale oczywiście wynika to ze zmniejszającej się dostępności terenów inwestycyjnych – informuje Daniel Puchalski. – Podaż w zasadzie dzisiaj jest w 60–70 proc. oparta właściwie nie o greenfields, zwykłe tereny inwestycyjne bez zabudowy, tylko o nieruchomości zabytkowe, czy po starych fabrykach. Często są to tereny o innej funkcji, przy czym nie mówimy o przebudowach, tylko o całkowitych rozbiórkach i uruchamianiu kompletnie nowych projektów inwestycyjnych.

W przypadku rewitalizacji zabytkowych zabudowań, która wymaga współpracy z konserwatorem zabytków, proces inwestycyjny z reguły jest wydłużony i bardziej kosztowny. Jednak często takie tereny zlokalizowane są w bardzo atrakcyjnych miejscach, niedaleko centrów miast, w ich wyniku powstają także oryginalne obiekty, zazwyczaj typu mixed-used, czyli łączące w sobie funkcje biurowe i hotelowe, mieszkaniowe, rozrywkowe i handlowe. Ponadto są to zwykle tereny uzbrojone.

Przykładem takiej inwestycji w 2019 roku była m.in. działka położona w bezpośrednim sąsiedztwie Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, którą nabył lokalny deweloper Euro Styl. Projekt zakłada mieszaną zabudowę tego terenu i połączenie różnych sektorów z przewagą budynków o funkcji mieszkaniowej. W Warszawie z kolei austriacki Immofinanz opracował dla swojego kompleksu biurowego Empark nową, wielofunkcyjną koncepcję, mającą na celu zaspokojenie rosnącego popytu na nieruchomości mieszkaniowe na terenie Służewca Przemysłowego. Część kompleksu biurowego została sprzedana do Echo Investment, który zakłada tam realizację funkcji mieszkaniowej.

– Na razie rynek ma się dobrze, natomiast należy pamiętać o zagrożeniach. Zawsze wyzwaniem jest to, co się dzieje na świecie, w polityce, ekonomii Jest nim także niska dostępność gruntów inwestycyjnych. Co prawda rynek produktu kapitałowego jest rosnący, ale jednak stosunkowo niewielki w porównaniu do potrzeb – wskazuje partner zarządzający Knight Frank. – Zawsze dużym zagrożeniem są procedury, polityka, które mogą wpłynąć negatywnie w taki sposób, że dłużej będą się odbywały procesy inwestycyjne, uzyskiwanie odpowiednich zgód, a może nawet i same transakcje, bo każdy rok przynosi nam jakieś nowości, zmiany legislacyjne i na to inwestor musi być przygotowany.

Dodatkową zachętą do rozruszania rynku było uchwalone półtora roku temu w trybie specustawy tzw. lex deweloper. Chodziło o pobudzenie inwestycji mieszkaniowych poprzez przyspieszenie procedur uzyskiwania pozwolenia na budowę w przypadku braku planu zagospodarowania przestrzennego, a w niektórych wypadkach także na terenach o innym przeznaczeniu niż te przewidziane w planie. Na razie liczba takich inwestycji stanowi ułamek procenta realizowanych budów i udaje się je uzyskać głównie w mniejszych miejscowościach. Część spraw kończy się w sądach, gdzie stronami są deweloper i samorząd.

– Coraz częściej słyszymy, że są takie lokalizacje, gdzie zgody są uzyskiwane. Oczywiście trzeba pamiętać, żeby to było rozsądnie prowadzone. Nie jestem zwolennikiem, a wręcz przeciwnikiem tego, żeby te zgody wydawać zawsze, wszędzie i w każdych warunkach, nawet w kontrowersyjnych miejscach – zastrzega Daniel Puchalski. – Są takie miejsca, które wręcz wymagają tego, żeby nie budować tam biur, tylko mieszkania, choćby żeby uaktywnić trochę lokalizację, albo wręcz po prostu nie nadaje się ta lokalizacja pod taki cel. Wierzymy, że to jednak wpłynie pozytywnie i poprawi jakość pracy inwestorów.

Coraz lepsza sytuacja kobiet w biznesie. Pracodawcy dążą do zrównania płac kobiet i mężczyzn

W Polsce różnica płac między kobietami i mężczyznami jest najwyższa w sektorze firm prywatnych i sięga 16,1 proc. Wynika to m.in. z niższych oczekiwań finansowych pań i z tego, że to głównie kobiety wykorzystują urlopy rodzicielskie. Co ciekawe, coraz częściej to pracodawcy dążą do tego, by różnice w wynagrodzeniach zniwelować, dostrzegając korzyści z różnorodności w firmie. Mocny akcent na równouprawnienie stawia w Polsce Philip Morris. Koncern wprowadził szereg praktyk nieczęsto spotykanych na polskim rynku pracy, jak np. możliwość zachowania pełnego wynagrodzenia przy pracy na pół etatu przez pierwszy miesiąc po powrocie z urlopu macierzyńskiego. 

– Rola kobiet w biznesie, zwłaszcza konsumenckim, jest kluczowa. Obserwujemy na co dzień, że zespoły zrównoważone – złożone z kobiet i mężczyzn – są bardziej efektywne, lepiej rozumieją organizację i konsumenta. Tak więc udział kobiet w biznesie jest bardzo duży, a w naszej firmie ciągle rosnący – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Mierzejewski, prezes zarządu i dyrektor zarządzający Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie.

Sytuacja kobiet w biznesie i na całym rynku pracy znacząco się poprawia. W ubiegłym roku Polska znalazła się na ósmej pozycji w rankingu PwC „Women in Work Index 2019”. Dobry wynik to m.in. efekt wysokiego wskaźnika zatrudnienia wśród Polek i malejącej różnicy w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Obok Luksemburga Polska jest drugim krajem, który od 2000 roku dokonał największego skoku w zakresie dostępności i przyjazności rynku pracy dla kobiet, awansując w tym czasie aż o 11 pozycji.

W 2016 roku, jak wynika z ostatnich danych Eurostatu, różnica między płacami kobiet i mężczyzn w Polsce wynosiła ok. 7 proc. na niekorzyść kobiet. Mimo że jest dużo niższa od średniej europejskiej (16,2 proc.), to wciąż jest w tym obszarze wiele do zrobienia. Co istotne, według danych Eurostatu w naszym kraju różnica płac między kobietami a mężczyznami jest dużo wyższa w sektorze prywatnym (16,1 proc.) niż w sektorze publicznym (jedynie 2,8 proc.).

– Dużą rolę odgrywają pracodawcy. Zauważyliśmy, że genezą nierówności płacowych są często niższe aspiracje finansowe kobiet. Podczas rozmowy o pracę kobiety mają niższe oczekiwania finansowe niż mężczyźni. Dlatego też firma powinna oferować wszystkim takie wynagrodzenie, jakie jest przynależne do danego stanowiska. Zdarza się, że kobiety są zdziwione, gdyż dostają wynagrodzenie wyższe niż to, którego oczekiwały i o które prosiły podczas rozmowy o pracę – mówi Michał Mierzejewski.

Niższe oczekiwania finansowe kobiet potwierdzają też badania przeprowadzone w ubiegłym roku na zlecenie Pracodawców RP (raport „Do garów czy za stery?”). Wynika z nich, że młode Polki rozpoczynające swoją karierę zawodową oczekują wynagrodzenia niższego średnio o 23 proc. niż mężczyźni, rzadziej też oczekują awansu.

– Równość płac jest kluczową rzeczą z naszego punktu widzenia. Często pracownicy nie mają dostępu do informacji płacowych, natomiast wyrównywanie pensji i płacenie tyle samo za wykonanie tej samej pracy wydaje się być obowiązkowe – mówi Michał Mierzejewski. – Dlatego dwa lata temu poprosiliśmy zewnętrzną fundację ze Szwajcarii o dokonanie audytu w Philip Morris. Audytorzy mieli wgląd we wszystkie dokumenty spółki, sprawdzali m.in. poziom obecnych wynagrodzeń i podwyżki, które następowały w poprzednich latach. W wyniku tego audytu zostaliśmy jedyną w Polsce firmą, która posiada Certyfikat Równych Płac.

Firma przywiązuje też wagę do różnorodności już na etapie samej rekrutacji – jej celem jest rekrutowanie kobiet i mężczyzn w proporcjach 50/50. W ciągu ostatnich dwóch lat udało jej się zbliżyć do tego poziomu i osiągnąć wskaźnik 48/52.

– Kolejną kwestią są urlopy rodzicielskie, nadal w większości wykorzystywane przez kobiety. Po powrocie po wielomiesięcznym pobycie z dzieckiem pojawiają się rozbieżności, bo kobieta nie była objęta np. podwyżkami inflacyjnymi, które odbywały się w organizacji. Dlatego też dokonujemy tego rodzaju korekt natychmiast po powrocie kobiet z urlopu macierzyńskiego – mówi Michał Mierzejewski. – Dodatkowo rozumiemy, że powrót z urlopu rodzicielskiego – zarówno ojców, jak i matek – to trudny okres, zwłaszcza pierwsze miesiące w pracy. Dajemy im więc możliwość  spokojnego startu. Takie osoby mogą u nas skorzystać z możliwości pracy na pół etatu przy pełnym wynagrodzeniu przez pierwszy miesiąc po powrocie. 

Kolejnym ułatwieniem w firmie jest wprowadzenie elastycznego systemu pracy wszędzie tam, gdzie było to możliwe, oraz skompresowanie tygodnia pracy do czterech dni po dziewięć godzin i jednego czterogodzinnego. Z tego rozwiązania często korzystają rodzice, choć nie tylko.

– W każdej firmie, która chce stawiać na równość i budować różnorodne zespoły, trzeba wprowadzić pewne rozwiązania systemowe. Te najważniejsze to procesy rekrutacji, promocje i awansy, podwyżki oraz możliwości uczestniczenia w dużych programach rozwojowych i zarządzania znaczącymi projektami. W tych aspektach kompetencje i wyniki powinny odgrywać główną rolę. Jeżeli są jakiekolwiek przeszkody, które odciągają ocenę od tych kompetencji na rzecz innych elementów, takich jak płeć, to powinny być likwidowane – podkreśla Anita Rogalska, dyrektor Działu Kapitału Ludzkiego i Kultury Organizacyjnej w Philip Morris Polska i Kraje Bałtyckie.

– Wyrównywanie warunków i dbanie o równe traktowanie kobiet i mężczyzn w miejscu pracy, ale także osób młodszych czy w średnim i starszym wieku, jest procesem, który musi trwać cały czas. Nie można zatrzymać się na uzyskaniu jednego czy drugiego certyfikatu – to jest ciągła praca – dodaje Michał Mierzejewski.

Co istotne, takie działania są dla firm zwyczajnie opłacalne. Zróżnicowane zespoły, złożone z kobiet i mężczyzn, są bardziej kreatywne, innowacyjne i wydajne w realizacji swoich zadań oraz uzupełniają się kompetencyjnie. Potwierdzają to też wyniki badań przeprowadzonych na potrzeby ubiegłorocznego raportu „Przedsiębiorcze przywództwo” SHL Polska. Wynika z niego, że mężczyźni liderzy są bardziej zorientowani na wynik i rywalizację, z kolei kobiety na stanowiskach menadżerskich wykazują większą elastyczność na rynkowe zmiany i szybciej się do nich dostosowują.

Wdrażanie rozwiązań wspierających budowanie różnorodności przynosi korzyści nie tylko firmom – może w istotny sposób przyczynić się do wzmocnienia polskiej gospodarki. Dlatego ważne jest inspirowanie innych organizacji do wprowadzania pozytywnych zmian.

 Przyszłość kobiet w biznesie i gospodarce będzie coraz lepsza, bo mamy też coraz bardziej świadomy rynek, świadomych menadżerów, liderów i liderki. Tak się właśnie zaczyna zwalczanie stereotypów – od świadomości, poprzez edukację. Mam nadzieję, że je odpuścimy i będziemy żyli w kraju, który rzeczywiście będzie wykorzystywał talenty obu płci – mówi Olga Kozierowska, założycielka Fundacji Sukces Pisany Szminką.

Bank Millennium po fuzji z Euro Bankiem zwiększył zasięg o 200 miast. Koszty połączenia niższe od planowanych

– Rok 2019 był trudnym okresem dla sektora bankowego, mimo to dla Banku Millennium był to czas dalszego pozytywnego wzrostu organicznego – podkreśla Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium. Bank zakończył w listopadzie 2019 roku fuzję z Euro Bankiem, która poprawiła jego pozycję rynkową we wszystkich kluczowych wskaźnikach. Millennium podkreśla, że uważnie obserwuje rynek pod kątem przejęć i nie wyklucza kolejnych w przyszłości. W opinii prezesa ten rok będzie pełen wyzwań dla banków, ale sektor powinien sobie z nimi poradzić.

Umowę przejęcia Euro Banku podpisaliśmy w listopadzie 2018 roku, a migracja i fuzja operacyjna zostały sfinalizowane w listopadzie 2019 roku. Jest to ważna zmiana dla Banku Millennium, ponieważ zwiększa nasz zasięg o kolejnych 200 miast – mówi agencji Newseria Biznes Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Bank podkreśla, że fuzja z Euro Bankiem była jedną z najszybszych i najbardziej bezproblemowych tego typu transakcji na polskim rynku. Jej efekt to wzrost pozycji Millennium w zakresie większości kluczowych wskaźników rynkowych. Umożliwiła ona wzrost aktywów o 22 proc. do poziomu 98,1 mld zł. Depozyty klientów grupy osiągnęły wartość 81,5 mld zł, a kredyty – 69,8 mld zł. Rekordowa sprzedaż pożyczek gotówkowych oraz efekt połączenia przyniosły podwojenie wartości portfela kredytów konsumpcyjnych do 15,1 mld zł.

Połączona sieć obu banków liczy ponad 800 placówek i zapewnia Millennium dostęp do ok. 200 lokalnych rynków w mniejszych miejscowościach. W efekcie połączenia bank zyskał też nowych klientów, których profil jest skoncentrowany głównie na pożyczkach gotówkowych i kredytach ratalnych. Po fuzji Millennium posiada kapitały własne w wysokości 9 mld zł i obsługuje 2,6 mln aktywnych klientów detalicznych, w tym 494 tys. dawnego Euro Banku. Od początku ubiegłego roku ich liczba zwiększyła się w sumie o 734 tys., co stanowi 40-proc. wzrost.

– Zyskaliśmy znacznie większe możliwości przyciągania i obsługi nowych klientów na polskim rynku. Fuzja przebiegła bardzo sprawnie, dzięki czemu dziś jesteśmy w pełni połączeni i działamy jako jeden podmiot pod marką Millennium ­– mówi Joao Bras Jorge.

Całkowite wydatki integracyjne związane z akwizycją Euro Banku będą niższe, niż pierwotnie zakładano. Wyniosą w sumie ok. 300 mln zł. Millennium prognozuje, że skuteczne dokończenie restrukturyzacji po połączeniu z Euro Bankiem powinno umożliwić uzyskanie synergii w kwocie ponad 100 mln zł już w tym roku.

 Cały czas bacznie obserwujemy rynek bankowy. Uważamy, że Bank Millennium powinien skupić się na wykorzystaniu szans, jakie stwarza  fuzja z Euro Bankiem. Jednak w kolejnych latach będziemy przygotowani na nowe możliwości przejęć, jeżeli takie się pojawią – zapowiada prezes zarządu Banku Millennium.

W ubiegłym roku Millennium wypracował 561 mln zł skonsolidowanego zysku netto i był on o 26 proc. niższy rok do roku. Przyczyniły się do tego głównie koszty integracji z Euro Bankiem, ale też zwiększenie do 233 mln zł rezerwy na ryzyko prawne związane z walutowymi kredytami hipotecznymi. Bez uwzględnienia tych zdarzeń jednorazowych skorygowany zysk netto grupy Bank Millennium wzrósł o 17 proc. do 889 mln zł.

Zdaniem prezesa ryzyko prawne związane z kredytami walutowymi będzie jednym z poważniejszych, jakie stoją dziś przed sektorem bankowym.

 W naszej ocenie rok 2019 przyniósł znaczny wzrost ryzyka w systemie bankowym. Są to przede wszystkim zagrożenia związane z procesami sądowymi o kredyty frankowe oraz te wynikające z wysokiego opodatkowania i problemów niektórych banków. Mimo że sektor będzie musiał się zmagać z wysokim poziomem ryzyka, uważam, że sobie z nim poradzi – mówi Joao Bras Jorge.

Będą zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Posłowie chcą specjalnej opieki nad emerytowanymi zwięrzętami ze służb i zakazu występów w cyrkach

0

Zakaz występów zwierząt w cyrkach to jedyny sposób, żeby ukrócić nieprawidłowości w tym obszarze – podkreślają pomysłodawcy zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Głównym problemem jest przetrzymywanie i transportowanie ich w zbyt ciasnych klatkach, co skutkuje ich cierpieniem i problemami psychicznymi. Równolegle trwają prace nad przepisami, które zapewnią im azyl. W nowej ustawie ma znaleźć się także zapis mówiący o zapewnieniu opieki emerytowanym zwierzętom towarzyszącym m.in. policjantom czy celnikom.

Projekt zawiera propozycje trzech zmian, które są niekontrowersyjne, i mam nadzieję, że cały Sejm będzie mógł je poprzeć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Piekarska, posłanka Koalicji Obywatelskiej, jedna z inicjatorek zmian. – Po pierwsze, chcemy wprowadzić zakaz występów zwierząt w cyrkach, po drugie, proponujemy chipowanie zwierząt takich jak psy i koty. Trzecia zmiana to zapewnienie godnej starości tym zwierzętom, które całe życie służą człowiekowi w rozmaitych służbach: w policji, straży granicznej, straży pożarnej, służbach związanych z Ministerstwem Obrony Narodowej.

Jak podkreśla parlamentarzystka, ta ostatnia kwestia jest obecnie nieuregulowana. Konie i psy, które kończą służbę, są często bardzo chore i pozbawione opieki weterynaryjnej.

W jeszcze gorszej sytuacji są zwierzęta cyrkowe. W cyrkach zarówno zwierzęta dzikie, jak i udomowione dotyka szereg schorzeń: stany zapalne stawów i przewlekłe urazy wynikające m.in. z przebywania w zbyt ciasnych klatkach. Nauka sztuczek nieleżących w naturze dzikich zwierząt wymaga często brutalnych metod tresury, w tym głodzenia. Zazwyczaj ma to miejsce, kiedy są jeszcze młode. Podczas tresury wykorzystywane są haki, elektryczne pałki, łańcuchy i pejcze, które mogą poważnie narażać zdrowie, a czasem nawet życie zwierząt – argumentują posłowie w uzasadnieniu do projektu ustawy.

– Raport Fundacji Viva! potwierdził, że zwierzęta w cyrkach są przetrzymywane na bardzo małych powierzchniach, są obwożone przez większość roku, zmieniają właściwie miejsce każdego dnia – mówi Cezary Wyszyński z Fundacji Viva! Akcja dla Zwierząt.

Jak wynika z uzasadnienia ustawy, w Polsce działa kilkanaście cyrków, które wykorzystują w swoich przedstawieniach zwierzęta. Ich ogólną liczbę  w cyrkach szacuje się na około 250 osobników. W ostatnich latach przetrzymywano w nich słonie, lwy, tygrysy, wielbłądy, foki, lamy, zebry, krokodyle, fretki, konie, kozy, węże, warany, legwany, psy i koty. Sezon cyrkowy w Polsce trwa zwykle od lutego do listopada, a cyrki w 260–280 dni odwiedzają średnio 200 miejscowości, pokonując w tym czasie nawet 10 tys. km.

Nadzór Inspekcji Weterynaryjnej jest niewystarczający, a objazdowy charakter cyrków powoduje, że właściwie nie da się ich skontrolować – jednego dnia są w danym miejscu, a drugiego kilkadziesiąt kilometrów dalej pod jurysdykcją innej jednostki Inspekcji Weterynaryjnej. To powoduje, że funkcjonują w pewnej luce prawnej i dane, które zebraliśmy, pokazują, że niestety zwierzęta cierpią tam codziennie – podkreśla Cezary Wyszyński.

Zwierzęta ponad 90 proc. swojego życia spędzają na samochodach, w klatkach, wychodzą tylko na czas tresury bądź występu. Są więc pozbawione możliwości realizowania swoich naturalnych potrzeb. To skutkuje zaburzeniami w ich psychice, objawiającymi się takimi zachowaniami jak np. kiwanie się całymi dniami, chodzenie w kółko czy okaleczanie się.

– To jest permanentne cierpienie zwierząt – kwituje Cezary Wyszyński. – Transport odbywa się w warunkach skrajnie stresujących dla nich, np. żyrafy są przewożone przez cały czas z pochyloną szyją. To oznacza tortury, bo zwierzę nie może się wyprostować do naturalnej pozycji.

Katarzyna Piekarska zwraca również uwagę na fakt, że ustawowy zakaz występów zwierząt w cyrkach ułatwi egzekwowanie prawa lokalnego.

– Wiele miast, w których pojawiają się cyrki, wprowadza uchwałą zakaz występów zwierząt na ich terenie. Tyle tylko, że jeżeli nie będzie zapisu ustawowego, to cyrk może się odwołać, ponieważ taka działalność nie jest zabroniona. Sąd może przychylić się do odwołania, bo uchwała nie może iść dalej niż ustawa – wyjaśnia posłanka.

Obrońcy praw zwierząt podkreślają, że nie ma innej drogi, żeby polepszyć los zwierząt cyrkowych, niż ustawowy zakaz. Cyrk to nie jest działalność edukacyjna albo charytatywna, tylko kieruje się rachunkiem ekonomicznym.

– Zwierzęta cyrkowe, które nie mogą już występować z uwagi na chorobę lub wiek, są po prostu poddawane eutanazji. Nie ma ośrodka dla emerytowanych zwierząt cyrkowych, bo to się po prostu nie opłaca – dodaje Cezary Wyszyński.

Posłowie proponują, aby zwierzęta, które nie będą już wykorzystywane w cyrkach, trafiły bądź do ogrodów zoologicznych, bądź do specjalnych azyli.

– W projekcie nie ma zapisu dotyczącego azyli, ale zwróciłam się do właściwego ministerstwa i uzyskałam odpowiedź, że na przełomie marca i kwietnia stosowny projekt trafi do Sejmu – uściśla Katarzyna Piekarska.

Jak podkreśla, w projekcie zmian nie pojawiły się propozycje dotyczące zakazu hodowli zwierząt na futra, ponieważ są one zbyt kontrowersyjne, przez co cała nowelizacja mogłaby zostać odrzucona.

W poprzedniej kadencji Sejmu powstał bardzo dobry projekt, który zawierał wiele ważnych dla praw zwierząt rozwiązań, ale przez to, że znalazł się tam zakaz hodowli na futra, w ogóle nie ujrzał światła dziennego i nie został mu nadany numer druku. Mam nadzieję, że ten projekt zostanie uchwalony. Mam też nadzieję, że Sejm tej kadencji przyjmie także zakaz hodowli zwierząt na futra, choć zdaję sobie sprawę – słysząc rozmaite głosy – że będzie to pewnie najtrudniejsze – mówi posłanka KO.

Petycję w sprawie zmian przepisów podpisało 350 tys. osób.

Nowe technologie wspierają rehabilitację. Wirtualna rzeczywistość i sztuczna inteligencja pomogą osobom po udarze

Wspomagane algorytmami uczenia maszynowego urządzenie ułatwi rehabilitację kończyn dolnych pacjentów po udarach i zabiegach ortopedycznych. W procesie dochodzenia do zdrowia coraz chętniej wykorzystywana jest także sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość. Najnowsze rozwiązania pozwalają na spersonalizowanie terapii i śledzenie jej rezultatów w czasie rzeczywistym.

– ExoRehab to urządzenie do rehabilitacji, które nakładamy na kończyny dolne w celu wzmocnienia mięśni. Jest przeznaczone dla pacjentów po zabiegach ortopedycznych lub neurologicznych, którzy po operacji muszą leżeć bez możliwości poruszania się, co następnie powoduje potrzebę ponownego odbudowania siły mięśni. Znajdzie również zastosowanie u osób starszych, u których stwierdzono sarkopenię – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Inn Sun Roh z Exosystems.

Zaprezentowane na styczniowych targach CES 2020 urządzenie działa w połączeniu z aplikacja mobilną, co pozwala na indywidualne dostosowywanie treningów rehabilitacyjnych do kondycji fizycznej. Spersonalizowane ćwiczenia rehabilitacyjne połączone są z elektrostymulacją funkcyjną. Technologia, którą opracowano dla exoRehab, łączy w sobie możliwości, jakie stwarza robotyka, teleinformatyka i medycyna. Urządzenie zostało wyróżnione dwiema nagrodami podczas tegorocznych targów CES.

– Zastosowaliśmy w naszym urządzeniu dużo rozwiązań technologicznych – elektryczną stymulację FES, pomiar zakresu ruchów czy elektromiografię EMG, a wszystkie dane zapisywane są w chmurze. Te technologie są już dostępne, lecz po raz pierwszy znalazły się w jednym urządzeniu wraz z własnym algorytmem. Zapewniamy pacjentom realizację ich potrzeb, których nie mogą zaspokoić konwencjonalne narzędzia. Naszym celem jest nie tylko dostarczenie narzędzia, lecz również rozwinięcie nawyku rehabilitacji – mówi ekspert.

Rozwiązanie może pomóc w rehabilitacji pacjentom cierpiącym na różne choroby, w tym m.in. sarkopenię czy osobom po udarze.

– Zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się jest wiele osób po udarach – mówi Inn Sun Roh. – Dodatkowo Światowa Organizacja Zdrowia uznała ostatnio sarkopenię za chorobę, co oznacza, że liczba osób starszych, u których występuje naturalna utrata mięśni, jest coraz większa. Dlatego też jest to perspektywiczny rynek z coraz większą liczbą osób wymagających rehabilitacji wzmacniającej siłę mięśni.

Nowe technologie coraz częściej wykorzystywane są jako narzędzie w procesie dochodzenia do zdrowia dla osób po udarze. Neuro Rehab VR wykorzystuje rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości zarówno w procesie rehabilitacji neurologicznej, jak i fizycznej. Rozwiązanie korzysta ze złożonych wirtualnych terapii połączonych z precyzyjną kontrolą bodźców i obciążenia poznawczego. Pacjent wchodzi w interakcję ze światem wirtualnym w trzech wymiarach, dzięki czemu terapia bardziej angażuje mózg i jest bardziej efektywna. Ćwiczenia są zaprojektowane z udziałem neurologów i fizjoterapeutów.

– Osoba, która przeszła udar, nie może poruszać mięśniami lub ich funkcja nie jest taka, jaka być powinna. Elektrostymulacja funkcjonalna symuluje sygnał wysyłany przez mózg. Nakładamy urządzenie bezpośrednio na mięśnie w okolicy kolana, po czym zachowują się one tak, jakby otrzymały sygnał z mózgu. W ten sposób wzmacniamy nie tylko same mięśnie, lecz również ich unerwienie – tłumaczy Inn Sun Roh.

Według analityków z Transparency Market Research światowy rynek robotów rehabilitacyjnych i technologii wspomagających osiągnie do 2025 roku wartość 2,29 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 13,1 proc.

Sztuczna inteligencja wymyka się współczesnemu prawu. Wdrożenie jej na szeroką skalę wymaga uregulowania

– Sztuczna inteligencja jest aktualnie na dosyć wczesnym etapie rozwoju – mówi dr Aleksandra Przegalińska. Mimo to już teraz pojawiają się wątpliwości natury prawnej związane z jej funkcjonowaniem. Eksperci podkreślają, że rządzący powinni ustalić ramy jej funkcjonowania oraz zakres odpowiedzialności, aby obywatele wiedzieli, że systemy autonomiczne są nie tylko skuteczne, lecz także w pełni przejrzyste. Na całym świecie prowadzi się intensywne prace związane z unormowaniem formy funkcjonowania algorytmów sztucznej inteligencji (SI).

– Wbrew dyskursowi publicznemu, gdzie coraz więcej mówi się o sztucznej inteligencji jako o czymś, co już jest bardzo mocno obecne w naszych życiach, SI jest aktualnie na dosyć wczesnym etapie rozwoju. Dopiero teraz zaczynamy budować jakieś kompetencje w tym zakresie. Sztuczna inteligencja, jeśli chodzi o swoją obecność i to, jak wielu usług i produktów staje się podstawą, jak najbardziej się skaluje, ale jeśli chodzi o to, jakie są ambicje naukowe odnośnie do tego, co mogłaby robić, to jesteśmy jeszcze na wczesnym etapie – mówi agencji Newseria Innowacje dr Aleksandra Przegalińska z Akademii Leona Koźmińskiego.

Choć to przedstawiciele branży technologicznej najgłośniej optują za wdrożeniem szeroko zakrojonych rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, wielu z nich dostrzega zagrożenia, jakie wiążą się z ich upowszechnieniem. Wyzwaniami związanymi z rozwojem zaawansowanych systemów autonomicznych zajmuje się m.in. amerykański Future of Life Institute, wspierany m.in. przez Elona Muska czy Billa Gatesa.

Na początku 2020 roku głośno zrobiło się o aplikacji Clearview AI wykorzystywanej przez amerykańskich stróżów prawa do identyfikowania podejrzanych osób. Oprogramowanie potrafi określić tożsamość poszukiwanego, bazując wyłącznie na jednym zdjęciu – system wykorzystuje algorytm rozpoznawania twarzy oraz crawlery internetowe do zebrania jak największej ilości informacji o poszukiwanym. W tym celu  przeszukuje media społecznościowe i analizuje wideoblogi, aby opracować szczegółowy raport personalny na temat danego użytkownika. Firma nie wyklucza, że w przyszłości to narzędzie zostanie skomercjalizowane, dzięki czemu będzie mogło posłużyć do zbierania wrażliwych informacji o internautach, np. na potrzeby kampanii marketingowych.

– Sztuczna inteligencja np. jako broń autonomiczna może być zagrożeniem dla ludzi. Tak samo jak może być zagrożeniem w momencie, kiedy np. systemy na niej oparte kogoś dyskryminują. Ale z drugiej strony stwarza ogromne szanse: SI może np. dokonywać diagnostyki bardzo rzadkich chorób, których ludzie nie są w stanie zdiagnozować. Ma pewne możliwości w zakresie przetwarzania danych, wskazywania ścieżki tego, jak się zachować w poprawny sposób. Trzeba dobrze wyważyć te zagrożenia z dużymi szansami, które SI daje – mówi Aleksandra Przegalińska.

W kontrowersyjną stronę podążyły także badania zespołu OpenAI, który na bazie algorytmu GPT-2 zbudował system autonomicznego generowania tekstów. Pierwsze eksperymenty dowiodły, że artykuły generowane przez algorytm wyglądają na tyle autentycznie, że można pomylić je z treścią stworzoną przez człowieka. W związku z tym OpenAI udostępniło okrojoną wersję algorytmu, aby nikt nie wykorzystał go do szerzenia fałszywych informacji w sieci. Po kilku miesiącach podjęto jednak decyzję o udostępnieniu pełnego kodu źródłowego. Elon Musk, współzałożyciel organizacji, na znak protestu przeciwko podjęciu takiej decyzji zdecydował się opuścić OpenAI.

Coraz częściej wspomina się więc o konieczności uregulowania metod działania inteligentnego oprogramowania.

– Zmienia się bardzo dużo w kwestii prawnych ram funkcjonowania sztucznej inteligencji. Powstaje coraz więcej regulacji i propozycji. Ostatnie dwa lata przyniosły wysyp różnych propozycji od różnych grup interesu: od biznesu, który proponuje własne pomysły na to, jak tę SI poskramiać, poprzez regulacje rządowe, strategie rozwoju SI, jak również to, co np. robi Unia Europejska, która w zakresie udzielania rekomendacji sztuczną inteligencję ma bardzo mocno na uwadze – mówi ekspertka.

Komisja Europejska podjęła decyzję o rozpoczęciu pilotażowego programu etycznego rozwoju i wykorzystania technologii SI. W jego ramach zachęca rządy, przedsiębiorstwa oraz organizacje unijne do dołączenia do europejskiego sojuszu na rzecz SI, programu wspierającego zrównoważone wykorzystanie algorytmów sztucznej inteligencji. Komisja optuje za wprowadzeniem regulacji prawnych, które ustalą ramy bezpiecznego funkcjonowania systemów SI w społeczeństwie.

Odmienne podejście do sztucznej inteligencji prezentuje administracja Donalda Trumpa, która na początku roku wydała oświadczenie, w którym wzywa przedstawicieli unijnych urzędów do unikania wdrażania nadmiernych ograniczeń związanych z funkcjonowaniem SI. Biały Dom twierdzi, że technologie inteligentne powinny działać w ramach elastycznych ram, które pozwolą dynamicznie rozwijać projekty z zakresu uczenia maszynowego.

– Gdybyśmy nie mieli żadnych regulacji dotyczących sztucznej inteligencji, to skutki takiej sytuacji mogłyby być bardzo niedobre i dalekosiężne. Możemy częściowo bazować na regulacjach, które już mamy, i stosować je do SI. Jednak w niektórych przypadkach musimy wymyślić zupełnie nowe, gdyż sztuczna inteligencja może być stosowana do nowych gałęzi działań. Jeśli miałaby być implementowana np. w sądownictwie i wspierać wyroki sądowe, decydować o tym, kto powinien trafić do więzienia, to musi być objęta regulacjami. Musimy domagać się, żeby takie rozwiązania były w pełni transparentne – podkreśla Aleksandra Przegalińska.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 roku wzrośnie do 390,9 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 46,2 proc. w skali roku.

OZE w nowym polskim miksie energetycznym – Ireneusz Zyska, Ministerstwo Klimatu

Ireneusz Zyska, dotychczasowy Sekretarz Stanu w Ministerstwie Klimatu, otrzymał nominację podpisaną przez premiera Mateusza Morawieckiego na Pełnomocnika Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii. To duże wyzwanie, które wymaga wiele pracy dla rozwoju całej branży OZE. To ona powinna zostać postawiona w centrum – jeśli chodzi o konstruowanie nowego systemu elektroenergetycznego oraz miksu energetycznego Polski. To, co niestety cechuje dzisiaj odnawialne źródła energii, to duża niestabilność w zakresie generowania energii elektrycznej. Wyzwaniem koniecznym do osiągnięcia efektu jest więc zapewnienie stabilności całego systemu. Z tego powodu Ministerstwo Klimatu w swoich działaniach musi dbać także o rozwój bardziej stabilnych źródeł energetycznych. Przez długi czas Polska będzie musiała wykorzystywać jeszcze energię pochodzącą z węgla.

– Powinniśmy jednak odwrócić dotychczasową zasadę. Teraz odnawialne źródła energii powinny być zdecydowanie na pierwszym miejscu. Problemem dla Polski nie powinno być osiąganie odpowiednich wskaźników w zakresie OZE w kolejnych terminach wyznaczanych przez Komisję Europejską – powiedział serwisowi eNewsroom Ireneusz Zyska, Sekretarz Stanu, Ministerstwo Klimatu. – Przed Polską już teraz stoi więc wielkie wyzwanie. W 2020 roku udział energii pozyskiwanej z odnawialnych źródeł powinien wynieść 15 proc. Chociaż są już pewne pomysły na realizację tego założenia – brakuje pewności, czy wskaźnik ten uda się ostatecznie osiągnąć. Niemniej Polska ma zrobić wszystko, aby się do niego zbliżyć. Jednocześnie inne państwa członkowskie także mogą mieć z tym problem. Biorąc pod uwagę wyniki aukcji OZE z lat 2018-2019, gdzie zakontraktowano dużą ilość energii elektrycznej – w najbliższych 2-3 latach Polska może stać się pod tym względem jednym wielkim placem budowy. Pozostaje jednak obszar legislacyjny. Do Sejmu wchodzi obecnie ustawa o wspieraniu morskiej energetyki wiatrowej, tzw. offshore na Bałtyku. Oprócz tego spodziewane jest usunięcie barier prawnych dotyczących rozwoju klastrów energii, spółdzielni energetycznych i systemu prosumenckiego. W tym zakresie jest jeszcze wiele elementów do zmiany. Uproszczenia wymaga także uzyskiwanie decyzji środowiskowych i pozwoleń na budowę dużych farm fotowoltaicznych. W polityce energetycznej państwa do 2040 roku przewidziano duży udział energii słonecznej. Toczy się także dyskusja dotycząca energetyki wiatrowej, a konkretnie odległości 10H. To kwestia, do której należy podchodzić z dużą rozwagą – biorąc pod uwagę protesty społeczne, jakie przetoczyły się przez Polskę kilka lat temu. Jakakolwiek liberalizacja w tym względzie wymaga akceptacji lokalnych społeczności dla powstawania farm w odległości mniejszej niż dotychczas. Akceptacja społeczna dla nowych technologii jest tutaj niezwykle istotna – zaznaczył Zyska.

Targi i konferencja – eTrade Show 2020

Już 5 marca 2020, w prestiżowej części PGE Narodowego – Business Club odbędzie się wyjątkowe wydarzenie dla branży eCOMMERCE 

–  Targi i konferencja –  eTrade Show 2020 –

Dowiedz się czego potrzebuje Twój eBiznes, jak wyróżnić sklep internetowy w tłumie, jak sprzedawać za granicę przez Internet?

Patronat merytoryczny nad wydarzeniem objął Google Internetowe Rewolucje w Eksporcie. Patronat honorowy Izba Gospodarki Elektronicznej.

Targi eTrade ShowTo już druga edycja targów dla branży e- handlu. 100 sprawdzonych rozwiązań dla Twojego sklepu internetowego, wyjątkowa konferencja prowadzona przez najlepszych mówców i specjalistów w Polsce, strefa ekspertów poświęcona branży IT i blogom, dedykowane spotkania biznesowe business matching oraz moderowany networking w strefach stworzonych przez Google oraz inPost. Wszystko w jeden dzień, w części Business Club PGE Narodowego w Warszawie.

Co czeka odwiedzających?

Konferencja edukacyjna –jednocześnie na trzech scenach pro,  lite oraz gold, wystąpi aż 26 ekspertów branży e- handlu przeprowadzając nas przez cały Customer Journey.  Podzielą się swoją wiedzą na tematy z zakresu reklamy w e-commerce, czynnikach sukcesu e- handlu, integracji sprzedaży stacjonarnej z internetową, kierunku e-commerce czy jak się bronić przed fałszywymi kliknięciami i konwersjami. Poznaj nowe sposoby kontaktowania się z klientami dzięki wykorzystaniu połączonych danych i zaawansowanej personalizacji do budowy osobistych kontaktów marketingowych. Na nowo zdefiniuj swoją rolę i osiągaj sukcesy w gospodarce ukierunkowanej na doświadczenia. Ucz się od najlepszych. Wśród prelegentów wystąpi Rafał Brzoska– prezes grupy INPOST oraz Paweł Bilczyński ekspert i trener z Google Internetowe Rewolucje w Eksporcie. Google Internetowe Rewolucje jest partnerem merytorycznym konferencji.

Strefa wystawiennicza – to przestrzeń, gdzie swoje rozwiązania zaprezentują wiodące marki z branży e-commerce. Poznamy rozwiązania dla sklepów internetowych takie jak: narzędzia do generowania sprzedaży, agencje SEO/SEM, platformy dla e-sklepów, e-logistykę, obsługę klienta w online czy formy e-płatności. Wśród wystawców pojawią się największe firmy w branży handlu elektronicznego m.in. Amazon, FedEx, InPost, ING iMoje, Twisto,  Gonito, Delante, Shoper, Furgonetka, Kru.pl, Vuel, zaufane.pl, RedCart czy Raben Group.

Strefa ekspertów – dedykowana strefa dla branży IT i blogów, gdzie specjaliści branży będą doradzać w zakresie systemów automatyzacji sprzedaży w omnichannel, implementowaniu koszyków oraz programowania.

Business Matching, czyli dedykowane 15 minutowe spotkania biznesowe. Ciesząca się zainteresowaniem forma bezpośrednich, konkretnych spotkań umawianych za pomocą targowej aplikacji mobilnej.

Targi eTrade Show 2020 to wydarzenie dla aktualnych liderów e-biznesu, cała masa inspiracji,  trendów i nowości dla tych którzy chcą poszerzać swoje sieci klientów online, rozwijać markę oraz swoją wiedzę o e-commerce. Dołącz do nas. Program i bilety są dostępne na www.eTradeShow.pl

7 godzin, 100 rozwiązań dla e-commerce, 3 sceny konferencji, 26 prelegentów. Unikatowe wydarzenia towarzyszące, prestiżowa lokalizacja.

Rozwiń swoją firmę i dołącz do liderów branży e-commerce już 5 marca 2020.
1025×390Organizatorem targów jest ICEvents.

Inwestuj w to, co rozumiesz

Niskie oprocentowanie lokat bankowych skłania do poszukiwania bardziej dochodowych form pomnażania kapitału. Poza tradycyjnymi instrumentami finansowymi, takimi jak akcje czy obligacje, wiele osób interesuje się alternatywnymi sposobami deponowania kapitału np. zakupem dzieł sztuki czy luksusowych alkoholi. Niezależnie od tego, na który rodzaj inwestycji się zdecydujemy, eksperci przestrzegają – “Inwestujmy tylko w to, co rozumiemy”. Którą drogę obrać i na co zwracać uwagę, aby zarobić, a nie stracić?

Chłodna “gra na giełdzie”

Przed podjęciem decyzji o inwestowaniu na giełdzie, trzeba pojąć sam mechanizm giełdy papierów wartościowych oraz akcji, uzmysłowić sobie, że jest to miejsce, w którym popyt spotka się z podażą, a rynek dyktuje cenę za dane dobro. W związku z różnymi zmianami, wycena może ulegać wahaniom. Przykładowo, jeśli firma produkuje gry komputerowe i niebawem odbędzie się premiera nowego produktu, który zostanie bardzo dobrze przyjęty, to akcje firmy wzrosną. Jednak jeżeli nowa gra okaże się rozczarowaniem bądź premiera zostanie przesunięta w czasie, to akcje takiej firmy mogą spaść. Inwestując na giełdzie, trzeba pamiętać, że jest ona nieodłącznie związana z ryzykiem. Dlatego najlepiej, gdy z takiego instrumentu finansowego korzystają wyłącznie osoby dysponujące wolnymi środkami, czyli pieniędzmi, z utratą których mogą się liczyć.

Nie możemy inwestować na giełdzie kapitału, który ma nam  zapewnić emeryturę, za który chcemy kupić dom czy wykształcić dzieci. To muszą być środki, po których utracie budżet domowy nie zostanie uszczuplony. Poza tym niezmiernie istotną kwestią jest wiedza na temat działalności danej spółki. Przykładowo, inwestując w spółki gamingowe, powinniśmy sami orientować się w świecie gier komputerowych, a najlepiej w nie grać. Inwestując w spółkę wydobywając miedź, rozumieć skąd biorą się ceny miedzi i z kim ta spółka handluje tym surowcem. To są niesamowicie istotne kwestie, o których niestety wielu inwestorów zapomina – zauważa Cezary Chybowski prezes Reliance Polska, właściciel portalu inwestycyjnego Obligain. – Kolejną kwestią jest chłodna kalkulacja. Nie powinniśmy kupować akcji pod wpływem emocji. Warto zasięgnąć obiektywnej opinii osób specjalizujących się w danym temacie. Oceny znajomych są zwykle subiektywne – jeżeli wszyscy twierdzą, że na giełdzie można teraz zarobić, to zwykle czas inwestowania już minął, a akcji się nie kupuje, lecz sprzedaje – dodaje.

Obligacje bezpieczniejsze od akcji

Obligacje należą do kategorii dłużnych instrumentów finansowych. Są to papiery wartościowe emitowane w serii; emitent, czyli firma, która sprzedaje obligacje, jest dłużnikiem obligatariusza, jednocześnie zobowiązując się do spełnienia określonego świadczenia. W praktyce jest to nic innego jak pożyczenie pieniędzy w formie uregulowanej ustawą, a po upływie określonego terminu otrzymanie zwrotu zainwestowanego kapitału wraz z odsetkami.

Na rynku mamy do czynienia z kilkoma rodzajami obligacji, wśród których oprócz tych najbardziej znanych, a więc obligacji emitowanych przez Skarb Państwa, wyróżnia się obligacje korporacyjne, których emitentem jest przedsiębiorstwo, obligacje municypalne, a więc sprzedawane przez samorządy lokalne oraz obligacje, których emitentami są banki spółdzielcze. Tak jak w przypadku lokat bankowych, obligacje różnią się między sobą terminem ich wykupu. Wyróżnia się obligacje krótkoterminowe, czyli do roku, średnioterminowe od roku do 5 lat i długoterminowe – powyżej 5 lat. Poza okresem ich trwania, istotny jest także sposób naliczania odsetek. Do dyspozycji mamy obligacje o stałym lub zmiennym oprocentowaniu, a także obligacje zerokuponowe, a więc o zerowym oprocentowaniu, emitowane z dyskontem.

Obligacje to z reguły dużo bardziej bezpieczna forma inwestowania aniżeli akcje. Na co zwrócić uwagę? Przede wszystkim warto zapoznać się z profilem działalności emitenta, z branżą, w której funkcjonuje, ryzykami wynikającymi z danej branży oraz ustawodawstwa. Poza tym ważny jest  termin obligacji, w papierach półrocznych wydarzy się mniej niż w papierach trzyletnich . Kolejna kwestia to oferowany procent. Jeżeli jest zbyt wysoki, możemy zacząć zastanawiać się, dlaczego emitent nie skorzystał z finansowania bankowego, być może coś jest nie tak z jego płynnością finansową. Ważne jest to, aby spojrzeć na całość w bardzo obiektywny, absolutnie nie emocjonalny sposób – mówi prezes Reliance Polska.

Dzieła sztuki a może alkohol?

Poza tradycyjnymi formami inwestowania, coraz większym zainteresowaniem nabywców cieszą się inwestycje alternatywne, do których należą inwestycje emocjonalne, często powiązane z pasją nabywcy, ale też z chęcią zdywersyfikowania swojego portfela. Rynek takich inwestycji przeżywa obecnie okres dynamicznego rozwoju zarówno na świecie, jak i w naszym kraju. Do najbardziej pożądanych przedmiotów kolekcjonerskich należą dzieła sztuki. W 2017 roku w Polsce padł rekord, obraz Stanisława Wyspiańskiego “Macierzyństwo” z 1904 roku został sprzedany za przeszło 4,3 mln zł. Pomimo tak wysokich cen, próg wejścia na dany rynek zaczyna się już od kilkuset złotych i dotyczy dzieł zwłaszcza młodych, współczesnych artystów.

W ostatnich latach na znaczeniu zyskał też inny segment inwestycji alternatywnych, a mianowicie markowych alkoholi, zwłaszcza win oraz whisky. Z raportu opublikowanego przez KPMG “Rynek dóbr luksusowych w Polsce, 2019” wynika, że średnioroczna dynamika tego luksusowego dobra w latach 2019-2024 osiągnie poziom 7,1 proc. Wśród najbardziej popularnych win wyróżnia się te pochodzące z regionu Bordeaux oraz Burgundii, a najbardziej znaną giełdą z renomowanymi trunkami jest Liv-ex w Londynie. W przypadku whiskey, największym zainteresowaniem cieszą się alkohole sprowadzane ze Szkocji. Nabywcy mają możliwość inwestowania w kolekcjonerskie butelki bądź też całe beczki.
Inwestycje w dzieła sztuka lub luksusowe alkohole należą do kategorii inwestycji wysokiego ryzyka; na tym po prostu trzeba się znać. Osoby, które nie interesują się danymi segmentami rynku, nie powinny w ten sposób dywersyfikować swojego portfela. W przypadku inwestycji emocjonalnych można bardzo często paść ofiarą przestępstwa – zauważa Cezary Chybowski. – Jeżeli ktoś zdecyduje się na zakup dzieła sztuki, nie powinien ulegać namowom i okazjom. Przede wszystkim, przed dokonaniem transakcji należy sprawdzić źródło pochodzenia obrazu i koniecznie przeprowadzić własną ekspertyzę. Ryzyko inwestycyjne jest dużo niższe w przypadku inwestowania w dzieła współczesnych artystów, jednak okres zwrotu będzie odpowiednio dłuższy – mówi prezes Reliance Polska. – Moja rada w przypadku wszelkiego typu inwestycji jest taka, aby inwestować tylko w to, co się naprawdę rozumie – podsumowuje.

Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car – podsumowanie 2019 r.

Wynajem długoterminowy aut kończy wymagający dla branży flotowej 2019 rok z wysokim, dwucyfrowym wzrostem na poziomie 10,6% r/r. Ustanowione rok wcześniej rekordowe poziomy sprzedaży nowych samochodów do firm, napędzane widmem zmiany regulacji prawnych, okazały się trudne do pokonania. W rezultacie, rynek w 2019 roku przez zdecydowaną większość czasu zmagał się z utrzymaniem wyników z 2018 r., a w przypadku konkurencyjnych do wynajmu długoterminowego form finansowania aut służbowych, nawet ze spadkami sprzedaży. Na tym tle zdecydowanie wyróżniał się wynajem długoterminowy samochodów, który mógł poszczycić się w całym tym okresie wzrostami. Liczba nowych aut osobowych zakupionych w polskich salonach na potrzeby wynajmu długoterminowego była w 2019 roku większa o 6,1%, niż rok wcześniej. Dla porównania, całkowita sprzedaż aut do firm w tym czasie, uwzględniająca wszystkie rodzaje finansowania, urosła o 2,1% r/r, a w przypadku klasycznego leasingu finansowego, kredytu i zakupu ze środków własnych liczonych łącznie, wzrost był jeszcze mniejszy i wyniósł 1% r/r.

Pomimo niewielkich wzrostów sprzedaży nowych samochodów do firm, które od wielu lat odpowiadają za zdecydowaną większość zakupów aut w krajowych salonach, rynek motoryzacyjny w Polsce może zaliczyć rok 2019 do grona najlepszych lat w swojej historii. Rekordowa w tym stuleciu wielkość sprzedaży ustanowiona w 2018 r., przekraczająca barierę 0,5 mln nowych aut osobowych, w 2019 r. była jeszcze większa. Padł nowy rekord.

Biorąc pod uwagę zakupy dokonane zarówno przez firmy, jak i osoby prywatne, w ubiegłym roku z salonów wyjechało o 23,6 tys. (4,4%) więcej nowych samochodów osobowych, aniżeli rok wcześniej – łącznie ponad 555 tys. Podobnie jak w poprzednich latach, nabywcami większości z nich (prawie 393 tys. aut) byli klienci instytucjonalni (firmy), którzy odpowiadali za ponad 2/3 (70,7%) całkowitej sprzedaży. Udział firm w tym zakresie zmniejszył się jednak w ciągu roku o 1,6%, co jest zjawiskiem nienotowanym na polskim rynku w ostatnich latach.Sprzedaz aut w Polsce 2019 – firmy vs osoby prywatne

Po raz pierwszy od wielu lat, to klienci indywidualni w większym stopniu odpowiadali za wzrost sprzedaży w salonach

To jednak nie jedyna niespodzianka na rynku motoryzacyjnym w Polsce jaka pojawiła się
w 2019 roku. Pomimo, że więcej niż przed rokiem nowych aut osobowych nabyły zarówno firmy, jak i osoby prywatne, to po raz pierwszy od dłuższego czasu, to w przypadku tej drugiej grupy, a więc klientów indywidualnych, odnotowany został znacząco wyższy wzrost sprzedaży. Osoby prywatne kupiły aż o 10,5% (prawie 15,5 tys.) więcej nowych samochodów niż przed rokiem, a firmy jedynie o 2,1% (8,2 tys.).Wzrost sprzedazy aut do firm w Polsce 2019 – wynajem dlugoterminowy vs konkurencja

Oznacza to nie mniej, nie więcej, że większe niż rok wcześniej wolumeny sprzedaży w 2019 roku, rynek motoryzacyjny w Polsce zawdzięcza w większym stopniu klientom indywidualnym, aniżeli firmom. Zjawisko takie nie było obserwowane od wielu lat.

Jeśli zaś chodzi o większe o 8,2 tys. zakupy nowych aut osobowych dokonane przez firmy, to warto przy tym podkreślić, że na zwiększenie sprzedaży w tym zakresie w dużej mierze wpłynęła branża wynajmu długoterminowego samochodów. W 2019 r. zakupiła ona bowiem o 5 tysięcy więcej samochodów osobowych niż przed rokiem.Struktura wzrostu sprzedazy nowych aut w Polsce 2019

Import używanych aut wyhamował, statystyczni „Kowalscy” chętniej sięgali po nowe samochody

Ożywione zakupy statystycznych „Kowalskich” w samochodowych salonach w 2019 roku to bardzo dobra informacja, szczególnie w kontekście, że w Polsce wśród osób prywatnych średnio na jedno zakupione nowe auto przypada około dziesięciu używanych, których średnia wieku przekracza 10 lat i zazwyczaj są sprowadzane zza granicy. O ile w 2018 roku import używanych samochodów osobowych urósł o blisko 7% r/r, to rok 2019 przyniósł także pod tym względem pozytywną informację.

W minionym roku, liczba osobowych aut używanych pochodzących z importu – choć wysoka, bo wynosząca aż ponad 909 tys. – pozostała na niemalże identycznym poziomie co rok temu (marginalny wzrost o 0,18% r/r).Import vs zakup nowych aut – osoby prywatne 2019

Większa o ponad 10% liczba nowych aut osobowych kupionych przez osoby prywatne, przy jednoczesnym wyhamowaniu importu używanych samochodów zza granicy, powodowanego przez tę grupę klientów w Polsce, to zjawisko, które należy ocenić bardzo pozytywnie – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Regional Manager of Central Europe w Arval. – To bardzo dobra informacja dla całego rynku motoryzacyjnego w naszym kraju. Mamy nadzieję, że taka tendencja utrzyma się przez dłuższy czas. Oznacza to, że w zeszłym roku Polacy w przypadku podejmowania decyzji o zakupie auta, coraz chętniej wybierali samochody nowe, przeciwstawiając je używanym autom zza granicy. Decydując się już natomiast na samochód z drugiej ręki, chętniej niż do tej pory korzystali z oferty krajowych pojazdów używanych. To bardzo pozytywne zjawisko, zarówno z punktu widzenia bezpieczeństwa drogowego, jak i ekologii. Używane auta sprowadzane zza granicy są bowiem w dużej mierze pojazdami w wieku powyżej 10 lat, z dużymi przebiegami, wyeksploatowane, często w złym stanie technicznym, co powoduje, że nie są ani bezpieczne, ani przyjazne dla środowiska. Dobrze, że Polacy decydując się na zakup auta używanego, dokonują swoich wyborów w sposób coraz bardziej świadomy i odpowiedzialny z punktu widzenia bezpieczeństwa i ekologii. Oferta krajowych samochodów używanych jest obecnie bardzo konkurencyjna wobec aut z importu. Na rynku wtórnym rośnie chociażby liczba samochodów po wynajmie długoterminowym, czyli pojazdów w młodym wieku, przyjaznych środowisku, spełniających już rygorystyczne normy emisji spalin, z udokumentowaną historią eksploatacji, regularnie serwisowanych, w dobrym stanie technicznym.

Rynek sprzedaży aut do firm przyśpieszył w IV kwartale 2019 r. – największy wzrost w wynajmie długoterminowym

Przez niemalże cały miniony rok rynek sprzedaży nowych aut do firm notował wyniki na poziomie zbliżonym do tego z 2018 r., a niekiedy występowały nawet spadki. Wyróżniającą się pod tym względem formą finansowania aut przez przedsiębiorców był jedynie wynajem długoterminowy, który w pierwszych trzech kwartałach roku osiągał wzrost liczby nowych kupowanych samochodów osobowych, mieszczący się w zakresie od 3,1% r/r do 3,7% r/r. Biorąc pod uwagę uwarunkowania rynkowe i w porównaniu z konkurencyjnymi rodzajami finansowania aut firmowych, czyli kredytem, zakupem i klasycznym leasingiem finansowym liczonymi łącznie, które notowały w poszczególnych kwartałach roku spadki sprzedaży na poziomie od – 0,03% r/r do – 4,2% r/r – były to wyniki bardzo dobre, odróżniające wynajem długoterminowy na tle konkurencji.

Rynek sprzedaży aut do firm przyśpieszył dopiero w ostatnim, czwartym kwartale roku 2019, przy czym przyśpieszenie to nie dotyczyło w równym stopniu każdego z rodzajów finansowania samochodów służbowych. Najszybciej w czwartym kwartale, podobnie jak i kwartałach wcześniejszych, rozwijał się wynajem długoterminowy aut, notując aż 13,1% wzrost liczby nowych zakupionych samochodów osobowych w porównaniu z tym samym okresem 2018 r. Kredyt, zakup ze środków własnych i klasyczny leasing finansowy łącznie również odnotowały w tym czasie wzrost sięgający 9,3% r/r. Należy przy tym jednak zaznaczyć, że skumulowany dla tych trzech rodzajów finansowania wzrost sprzedaży został wypracowany przede wszystkim za sprawą dużej liczby rejestracji nowych aut osobowych przez dealerów samochodów, co ma związek z prowadzoną akcją tzw. wyprzedaży rocznika 2019.Sprzedaz aut do firm I – IV kw. 2019

Wzrost sprzedaży aut do firm napędzany głównie wynajmem długoterminowym

Znacząco lepsze rezultaty osiągnięte w czwartym kwartale wpłynęły na dodatni wyniki sprzedaży nowych aut osobowych do firm w całym 2019 r. Firmy w 2019 r. zakupiły 392,6 tys. nowych samochodów osobowych – o 2,1% (8,2 tys.) więcej niż w roku poprzednim. Do osiągnięcia wzrostu w tym zakresie – choć niewielkiego – przyczyniły się w znacznej mierze dobre wyniki wynajmu długoterminowego. Firmy i przedsiębiorcy nabyli w całym minionym roku w tej formie finansowania o 6,1% (5 tys.) więcej nowych aut osobowych, niż rok wcześniej. W przypadku kredytu, zakupu ze środków własnych i klasycznego leasingu finansowego, skumulowana sprzedaż samochodów osobowych w tych trzech rodzajach finansowania pozwoliła łącznie na osiągnięcie w 2019 r. wzrostu 1% r/r. Wzrost sprzedazy aut do firm w Polsce 2019 – wynajem dlugoterminowy vs konkurencja

W wynajmie długoterminowym znalazł się więcej niż co piąty (22,1%) nowy samochód osobowy nabywany w 2019 roku przez firmy i przedsiębiorców. Branża wynajmu długoterminowego zakupiła łącznie 86,8 tys. nowych aut osobowych i jej udział w całkowitej sprzedaży samochodów do firm zwiększył się w 2019 r. o 0,8% r/r.Udzial wynajmu dlugoterminowego w sprzedazy aut do firm 2019

Wynajem długoterminowy utrzymał dużą dynamikę wzrostu pomimo trudnego roku

Biorąc pod uwagę najważniejszy wskaźnik rozwoju branży, a więc łączną liczbę samochodów znajdujących się w usłudze Full Serwis Leasing, wynajem długoterminowy aut w Polsce osiągnął w 2019 roku wzrost 10,6% r/r. Oznacza to, że łączna liczba samochodów wykorzystywanych w naszym kraju przez firmy i przedsiębiorców w ramach wynajmu długoterminowego zwiększyła się w zeszłym roku aż o ponad dziesięć procent w stosunku do roku 2018. Pomimo, że miniony rok był dla branży flotowej w kraju bardzo wymagający, co wynikało z takich czynników jak wysoka baza porównawcza ustanowiona w 2018 r., znaczące zmiany przepisów podatkowych w rozliczaniu aut służbowych, a także wdrożenie nowego standardu rachunkowości MSSF 16, to wynajem długoterminowy rozwijał się nadal w wysokim, dwucyfrowym tempie, nie odbiegającym w istotny sposób od wzrostów w ostatnich latach.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego aut 2015 – 2019

Wynajem długoterminowy samochodów nieprzerwanie na przestrzeni wielu ostatnich lat rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie, bez względu na wszelkie potencjalnie niekorzystne zjawiska i uwarunkowania na rynku flotowym, czy motoryzacyjnym – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Regional Manager of Central Europe w Arval. – Rynek wynajmu długoterminowego w Polsce jest bowiem nadal stosunkowo mało nasycony, ma przed sobą wciąż bardzo duży potencjał. Tkwi on w segmencie małych i średnich przedsiębiorców, którzy jeśli korzystali do tej pory z zewnętrznych źródeł finansowania samochodów, to zazwyczaj był to klasyczny leasing finansowy. Rozwiązanie to zapewniało im jednak wyłącznie sfinansowanie auta. Obecnie, mniejsze firmy, podobnie jak robią to od wielu lat duże korporacje, oczekują usług bardziej kompleksowych, a taką jest wynajem długoterminowy. Podobnie jak klasyczny leasing zapewnia im finansowanie auta, ale dodatkowo również, co nie występuje już w przypadku leasingu, duży komfort i oszczędność czasu w użytkowaniu samochodów służbowych, a także prostotę rozliczeń. Podobnie jak w leasingu otrzymują nowy fabrycznie pojazd za stałej wysokości miesięczną ratę. W przypadku wynajmu miesięczna rata uwzględnia jednak dodatkowo wszystkie koszty związane z codzienną eksploatacją auta, takie jak np. ubezpieczenie, assistance, opony, czy naprawy i przeglądy serwisowe. Wynajem długoterminowy przekonuje mniejszych przedsiębiorców jeszcze jedną ważną zaletą – w odróżnieniu od klasycznego leasingu finansowego, w większości przypadków pozwala na pozyskanie do swojej firmy fabrycznie nowego samochodu bez konieczności ponoszenia tzw. opłaty wstępnej. Wszystko to powoduje, że liczba klientów wynajmu długoterminowego aut z sektora małych i średnich przedsiębiorstw rośnie obecnie bardzo szybko i z pewnością trend ten będzie kontynuowany w przyszłości.

Spośród dwóch usług zaliczanych do wynajmu długoterminowego, w Polsce dominuje Full Serwis Leasing, czyli wariant gwarantujący przedsiębiorcy stałe koszty finansowania auta oraz jego pełną obsługę np. przeglądy, rejestracje, serwis, naprawy, ubezpieczenie, likwidację szkód, czy opony.

W liczącej na koniec 2019 roku 157,6 tys. aut* flocie firm PZWLP w wynajmie długoterminowym, pojazdy w usłudze Full Serwis Leasing stanowiły aż 94,4% ogółu. Pozostała część, a więc 5,6% samochodów, była finansowana i obsługiwana w ramach usługi Leasingu z Serwisem, która jest uproszczoną wersją Full Serwis Leasingu i zapewnia korzystającej z niej firmie mniejszy zakres obsługi auta. W gronie najpopularniejszych samochodów w wynajmie długoterminowym w Polsce na koniec minionego roku znajdowały się: Skoda Octavia, Volkswagen Passat, Opel Astra, Ford Focus i Skoda Fabia.

Trend spadkowy Diesla trwa, coraz więcej samochodów z ekologicznymi napędami

Dane PZWLP na koniec 2019 roku po raz kolejny potwierdzają obserwowany już od dłuższego czasu trend, jeśli chodzi o napędy stosowane w samochodach służbowych w wynajmie długoterminowym. Aut z dieslowskimi jednostkami napędowymi bezustannie ubywa, na koniec grudnia zeszłego roku stanowiły nieco ponad połowę ogółu pojazdów – dokładnie 58,4%. W ciągu roku ich udział w łącznej flocie zmniejszył się o 3%.

Równolegle do zmniejszającego się odsetka aut z silnikami wysokoprężnymi, nadal rośnie liczba samochodów napędzanych benzynowymi jednostkami – na koniec roku 2019 ich udział wyniósł 38% i w ciągu roku zwiększył się o 1%. Na uwagę zasługuje fakt, że do niedawna marginalne w wynajmie długoterminowym auta ekologiczne, a więc z silnikami elektrycznymi oraz hybrydowymi, zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę. Na koniec zeszłego roku samochodów tego typu było łącznie już ponad 5 tysięcy (5,2 tys.), z czego nadal zdecydowaną większość stanowiły auta hybrydowe (4,8 tys.), a tzw. „elektryków” było 440. W efekcie, samochody ekologiczne stanowią już 3,6% floty w wynajmie długoterminowym w Polsce – ich udział zwiększył się w 2019 r. o 2% r/r.Napedy w wynajmie dlugoterminowym aut na koniec 2019

Auta w wynajmie długoterminowym odmładzają park samochodowy w Polsce i są coraz bardziej przyjazne dla środowiska

Nowe samochody zakupione przez firmy PZWLP na potrzeby wynajmu długoterminowego w czwartym kwartale 2019 roku były bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego, aniżeli w porównywalnym okresie rok temu. Średnia emisja dwutlenku węgla samochodów osobowych była o 1,7% i 2,12 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 124,05 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 142,13 g/km i była niższa o 6% i 9,14 g/km w stosunku do stanu sprzed roku.   Emisja CO2 – wynajem dlugoterminowy IV kw 2019

Auta użytkowane w ramach wynajmu długoterminowego w Polsce są przekazywane klientom zawsze jako pojazdy fabrycznie nowe i są eksploatowane zazwyczaj przez okres 3 – 4 lat – mówi Rafał Merk, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Athlon Polska. – Dzięki temu nasza branża odgrywa bardzo ważną rolę we wprowadzaniu na polskie drogi nowoczesnych, bezpiecznych, w pełni sprawnych, a także ekologicznych, spełniających restrykcyjne normy ekologiczne, pojazdów. Branża wynajmu długoterminowego bez wątpienia istotnie przyczynia się do odmładzania parku pojazdów poruszających się po polskich drogach. W kontekście tego, że w naszym kraju średnia wieku samochodów nadal wynosi kilkanaście lat i jest jedną z najwyższych w Europie, a także narastających problemów ze smogiem i globalnymi zmianami klimatu, wpływ wynajmu długoterminowego na park pojazdów w Polsce jest bardzo cenny. Co więcej, nowe auta nabywane przez branżę legitymują się coraz to mniejszymi wskaźnikami emisji szkodliwych substancji do środowiska. Mamy nadzieję, że nasza rola w tym zakresie będzie mogła być wypełniana w najbliższej przyszłości jeszcze skuteczniej, a liczba aut elektrycznych kupowanych przez branżę, a więc zeroemisyjnych, znacząco wzrośnie. Liczymy, że wprowadzone pod koniec 2019 roku przepisy dotyczące dopłat do zakupu przez przedsiębiorców samochodów elektrycznych, w praktyce obejmą również auta finansowane w wynajmie długoterminowym.   

Branża Rent a Car kończy 2019 rok ze wzrostem 3,9% r/r

Branża Rent a Car reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów w 2019 roku notowała zróżnicowane wyniki w zakresie dynamiki swojego rozwoju. Zjawisko takie jest charakterystyczne dla usług Rent a Car (wynajmu krótko- i średnioterminowego) w tej części Europy i wynika z faktu, że podlegają one dużej sezonowości.

Po pierwszym kwartale wzrost wyniósł bowiem 11,6% r/r, w drugim kwartale nastąpiło obniżenie dynamiki do 7,8% r/r, a w kwartale trzecim pojawił się nawet nieznaczny spadek, na poziomie – 1,6% r/r. Cały rok 2019 został jednak zakończony 3,9% wzrostem łącznej floty w porównaniu do stanu rok wcześniej. Na koniec grudnia łączna flota firm Rent a Car w PZWLP** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła prawie 18,2 tys. aut (18.172).Wzrost Rent a Car w Polsce 2019

Rok 2020 – prognozowana stabilność przepisów, PZWLP obchodzi jubileusz 15 lat działalności

Po dużych zmianach przepisów w zakresie rozliczania podatkowego aut służbowych, które weszły w życie od stycznia 2019 r., rok 2020 będzie w opinii ekspertów PZWLP najprawdopodobniej czasem względnego ustabilizowania regulacji prawnych, mających wpływ na funkcjonowanie branży flotowej w Polsce.

Jeśli tak faktycznie się stanie, branża wynajmu długoterminowego może raczej z optymizmem spoglądać w przyszłość – mówi Rafał Merk, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Athlon Polska. – Od wielu lat stoimy bowiem na stanowisku, że dla rozwoju naszej branży kluczowa jest stabilizacja oraz przewidywalność przepisów prawa. Z uwagi na rosnącą świadomość oraz popularność usług wynajmu długoterminowego w Polsce, branża ma duże szanse zachować lub nawet zwiększyć tempo wzrostu osiągnięte w 2019 roku. Jesteśmy pewni, że grono klientów wynajmu długoterminowego samochodów z segmentu małych i średnich przedsiębiorstw będzie w dalszym ciągu rosło.    

Rok 2020 będzie również szczególnym czasem dla samego Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP). Organizacja obchodzi bowiem w bieżącym roku jubileusz 15-lecia swojego istnienia. PZWLP został założony w 2005 r. przez grupę 10 firm założycielskich, dysponujących wówczas 33-tysięczną łączną flotą aut w wynajmie długoterminowym. Obecnie organizacja skupia 18 firm członkowskich i jest najważniejszym podmiotem reprezentującym branżę wynajmu długoterminowego i Rent a Car w Polsce. W trakcie 15 lat swojej działalności PZWLP odegrał kluczową rolę dla rozwoju i funkcjonowania branży, m.in. opracował i wdrożył jednolite standardy zwrotu pojazdów po wynajmie długoterminowym, stworzył i wdrożył definicje wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, wspólnie ze Stowarzyszeniem Kierowników Flot Samochodowych opracował program kształcenia i uruchomił w 2017 r. na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej pierwsze w Polsce studia dla menadżerów flot. Ponadto, organizacja co roku, od 12 lat, przyznaje swoje prestiżowe na rynku flotowym w naszym kraju Nagrody PZWLP, wspiera działania zwiększające bezpieczeństwo i ekologię we flotach, monitoruje i konsultuje najważniejsze dla rynku wynajmu samochodów regulacje prawne oraz na bieżąco analizuje i komentuje najważniejsze dla branży zjawiska rynkowe. PZWLP jest członkiem zbiorowym (o specjalnym statusie) Związku Polskiego Leasingu oraz Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

To nie jest dobry czas dla lokowania naszych pieniędzy w bankach

To nie jest dobry czas dla lokowania naszych pieniędzy w bankach. Ale czy mamy jakiekolwiek wystarczająco zyskowne i bezpieczne alternatywy?

Zastanówmy się, dlaczego oprocentowanie lokat jest w ostatnich latach tak mało atrakcyjne. Nawiasem mówiąc, w Polsce nie jest aż tak źle. W wielu krajach, w tym w strefie euro, inwestorzy mają znacznie gorzej. Źródło problemu leży w polityce monetarnej banków centralnych.

Istnieją dwa sposoby zwiększania aktywności gospodarki przez władze państw. Pierwszy polega na użyciu narzędzi polityki monetarnej. Opiera się na założeniu, że ułatwienie przedsiębiorstwom i konsumentom dostępu do pieniądza spowoduje ożywienie gospodarki. Przedsiębiorstwa mając dostęp do tańszego kredytu są w stanie zwiększyć inwestycje, konsumenci natomiast mogą zwiększyć swoje zakupy detaliczne lub inwestować, na przykład w nieruchomości. Drugi sposób wsparcia gospodarki przez państwo opiera się na narzędziach polityki fiskalnej. Wzrost gospodarczy można osiągnąć dzięki obniżeniu podatków. Jednak to drugie rozwiązanie, w przeciwieństwie do pierwszego, może prowadzić do obniżenia przychodów budżetowych. Dlatego też, większość państw rozwiniętych chętniej stosuje narzędzia polityki monetarnej.

Najważniejszym narzędziem wpływu na gospodarkę poprzez politykę monetarną są stopy procentowe. Ich obniżanie w celu ożywienia gospodarki, od około dziesięciu lat stało się ulubionym zajęciem najważniejszych światowych banków centralnych. Kilka państw, między innymi Szwecja, Japonia i Szwajcaria, obniżyło swoje stopy procentowe poniżej zera, tylko po to, aby się dowiedzieć, że takie rozwiązanie nie przynosi już oczekiwanych efektów. Stóp procentowych nie można obniżać bez końca, w dodatku istnieje obawa, że ich podwyższenie schłodzi gospodarkę. Banki centralne zaczęły więc stosować bardziej radykalne środki, takie jak luzowanie ilościowe, polegające głównie na wykupie państwowych obligacji na masową skalę. Ponieważ pieniądz stał się tani i łatwo dostępny, jest go na rynku bardzo dużo, szczególnie w systemach bankowych.

Banki, mając dość pieniędzy, nie są zainteresowane pożyczaniem ich od klientów detalicznych i płaceniem odsetek.

Według danych Europejskiego Banku Centralnego, w strefie euro, polityka zerowych stóp procentowych przekłada się na oprocentowanie depozytów w przedziale od 0 do 0,3% w stosunku rocznym. Z kolei koszt pozyskania kapitału przez przedsiębiorstwa i kredytobiorców detalicznych, z reguły nie przekracza 1,5%. W Polsce Narodowy Bank Polski, póki co, stosuje dodatnie stopy procentowe. Najważniejsza z nich, stopa referencyjna, jest obecnie na poziomie 1,5%. Oznacza to, że sytuacja polskich inwestorów nie jest taka zła, jak na przykład w strefie euro.

Stopy procentowe dyktowane przez banki centralne przekładają się na koszt kredytu dla podmiotów gospodarczych i konsumentów. Ale dla inwestorów najważniejsze jest to, że przekładają się także na oprocentowanie lokat w bankach.

Oferta banków nie pozostawia złudzeń. W Polsce nie opłaca się oszczędzać na lokatach bankowych.

Przeanalizujmy dane, które opublikował portal Money.pl. Jedynym bankiem, który oferuje oprocentowanie rachunków bieżących jest Plus Bank. Jednak oferowana stopa procentowa 0,10% oznacza, że za każde 10 000 złotych, które trzymamy na koncie przez rok, otrzymamy zaledwie 10 złotych odsetek!

Podobnie może być w przypadku lokat miesięcznych. Najmniej korzystne oprocentowanie oferują: Citi Handlowy (od 0,10 do 0,15%) i Santander Consumer Bank (od 0,15 – do 0,25%). Najlepszą ofertę z kolei ma Nest Bank, który oferuje lokaty miesięczne z oprocentowaniem 1%, rzecz jasna w stosunku rocznym.

Nieco lepsze oprocentowanie możemy uzyskać z tytułu lokat 3-miesięcznych. Waha się ono od 0,10% w Santander Consumer Banku do nawet 4% w Plus Banku i Nest Banku. Takich ofert nie znajdziemy nawet w przypadku lokat sześcio- i dwunastomiesięcznych. Jednak w przypadku lokat o wyższym oprocentowaniu może być wymagane spełnienie przez klienta dodatkowych warunków. Oferty mogą być przeznaczone tylko dla nowych klientów, może też być wymagane założenie konta bieżącego. Według zestawienia portalu, dzięki rocznym lokatom można zarobić maksymalnie 2,25% w BOŚ Banku i 2,50% w Getin Banku.

Należy pamiętać, że po pierwsze – dochody z lokat bankowych są obciążone dziewiętnastoprocentowym podatkiem od zysków kapitałowych (tak zwanym podatkiem Belki) oraz że inflacja w Polsce w grudniu 2019 roku, według GUS, osiągnęła poziom 3,4%. Tak naprawdę więc, w przypadku każdej z ofert, tracimy na trzymaniu pieniędzy w bankach.

Niewiele lepiej przedstawia się sytuacja w przypadku funduszy inwestycyjnych.

Ranking opublikowany przez portal Analizy.pl obejmuje 521 polskich funduszy, spośród których w ciągu ostatnich 12 miesięcy: 67 funduszy, czyli prawie 13% osiągnęło wynik ujemny. Stopy zwrotu 87 funduszy (16,6%) nie przekraczały 2%, czyli tego, co można uzyskać na lokatach. 136 funduszy (26%) uzyskało wynik pomiędzy 2 a 5%. Aż 222 fundusze (42,6%) zarobiły ponad 5%.

Najlepsze fundusze to: PKO Akcji Rynku Złota (Parasolowy FIO), który w ciągu ostatnich 12 miesięcy zarobił 57,6%, Superfund Gold Future – 40,4% oraz Investor Nowych Technologii 36,3%. Najgorsze wyniki miał fundusz Novo Globalnego Dochodu (-27,1%), QUERCUS lev (-16%) i Alior Stabilnych Spółek (-14,2%).

Zastanawia szczególnie ta ostatnia pozycja. Charakterystyczną cechą polskiego rynku giełdowego w ostatnich latach są spadające notowania najbardziej wartościowych spółek. Inwestorzy źle wyceniają upolitycznienie spółek skarbu państwa i zamieszanie związane z regulacjami na rynku energii. Okazuje się, że w Polsce utrudnione jest realizowanie bezpiecznych strategii inwestycyjnych, czyli takich, które są nastawione na ochronę kapitału i stosunkowo niewielki zysk.

Spośród piętnastu funduszy osiągających najlepsze wyniki, żaden nie specjalizuje się w inwestycjach w polskie instrumenty finansowe.

Największe dochody można osiągnąć na inwestycjach w globalne rynki surowców i akcje zagraniczne, szczególnie amerykańskie. Należy pamiętać o tym, że w przypadku osiągania dochodów z funduszy inwestycyjnych, również obowiązuje podatek od zysków kapitałowych, a także prowizje i opłaty za zarządzanie środkami, które w większości funduszy oscylują w granicach 2%.

Średnia stopa zwrotu dla wszystkich 521 funduszy wyniosła 7%. Po odliczeniu opłat i podatku, zostanie nam około 4% zysku. Wynik naszej inwestycji będzie więc minimalnie wyższy od aktualnej stopy inflacji.

Polscy inwestorzy tradycyjnie cenią sobie bezpieczeństwo lokowanych środków. Sama świadomość możliwości straty może być dla nich trudna. Podstawową zasadą przy inwestycjach w fundusze musi więc być dywersyfikacja. Przy inwestycji tylko w jeden fundusz, prawdopodobieństwo straty wynosi około 13%. Jednak, jeżeli podzielimy środki pomiędzy różne fundusze, prawdopodobieństwo straty będzie spadać. Średni wynik całej operacji będzie dążył do średniej dla całego rynku, czyli około 7%.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy bardzo trudno było zarobić na akcjach

Można też inwestować w konkretne przedsiębiorstwa. Jest na to kilka sposobów, najbardziej znany to inwestycje za pomocą Giełdy Papierów Wartościowych. Poza tym, wiele przedsiębiorstw poszukuje finansowania poprzez „crowdfunding” lub alternatywne fundusze inwestycyjne.

Jeżeli chcemy skorzystać z oferty Giełdy Papierów Wartościowych, musimy otworzyć rachunek maklerski. Otrzymamy wtedy dostęp do internetowej platformy transakcyjnej, za pośrednictwem której będziemy mogli kupować i sprzedawać akcje przedsiębiorstw. Na rynku głównym notowanych jest obecnie 449 spółek o łącznej kapitalizacji ponad 1 biliona złotych. Ciekawą opcją może być też rynek New Connect, na którym notowanych jest 377 spółek o znacznie niższej kapitalizacji – ponad 11 miliardów złotych. Z założenia rynek ten przeznaczony jest dla młodych spółek, głównie z branży technologicznej. Wymagania regulacyjne są niższe, a ryzyko i potencjalne zarobki – wyższe.

W przypadku obu rynków, nie musimy inwestować w pojedyncze spółki. Możliwością, którą docenią szczególnie mniej doświadczeni inwestorzy jest inwestycja w indeksy giełdowe. Inwestycja w indeks, to inwestycja w kilka spółek jednocześnie. Podobnie jak inwestycja w wiele różnych funduszy, pozwala na obniżenie ryzyka. Nasze wyniki będą zbliżone do średniej dla całego parkietu. Dla rynku głównego najważniejszym indeksem jest WIG20, grupujący 20 największych i najbardziej płynnych spółek. W ciągu ostatnich 12 miesięcy WIG20 stracił około 10% swojej wartości. Podobne wyniki miały pozostałe indeksy, włącznie z indeksem WIG, obrazującym notowania całego rynku.

Znacznie lepiej wiodło się inwestorom na rynku New Connect. NCIndex, czyli najważniejszy indeks tego rynku, w ciągu ostatniego roku zwiększył swoją wartość o około 38%. Co ciekawe, zdecydowana większość tego wzrostu przypada na styczeń 2020. Rynek New Connect bardzo wyraźnie się ożywił.

Oznacza to, że rośnie opłacalność inwestycji w młode, dynamiczne przedsiębiorstwa o wysokim potencjale wzrostu. Niestety giełda, a szczególnie New Connect, daje inwestorom ograniczone możliwości. Problemem może być niewielka płynność rynku, a także cały czas restrykcyjne wymagania regulacyjne (mimo że obniżone w porównaniu z rynkiem głównym).  Nie wszystkie spółki, szczególnie w początkowym okresie swojej działalności są w stanie spełnić wymagania niezbędne do tego, aby znaleźć się na giełdzie.

Jest też rozwiązanie dla małych przedsiębiorstw

Nawet niewielkie przedsiębiorstwa mogą szukać finansowania poprzez crowdfunding, czyli po polsku – publiczne zbiórki. Sprzedaż akcji odbywa się poprzez wyspecjalizowane platformy internetowe. Wobec braku specyficznych regulacji, zbiórki odbywają się w oparciu o ustawę o obrocie instrumentami finansowymi oraz ustawę o ofercie publicznej. Kwoty emisji nie przekraczają miliona euro.

W przypadku inwestycji w konkretne przedsiębiorstwa rośnie ryzyko inwestycyjne. Jest ono dość wysokie na giełdzie, ale w przypadku crowdfundingu inwestor może się już poczuć jak na finansowym dzikim zachodzie. Ograniczenie ryzyka wymaga wiedzy o branży, o spółce emitującej akcje, o jej sytuacji finansowej oraz o jej zasobach ludzkich i materialnych.

Inwestorzy bardzo często potrzebują pomocy w wyborze instrumentów finansowych. Nie są w stanie lub nie mają czasu na dokładną analizę wszystkich aspektów, czasami niewielkiej inwestycji.

Między innymi dlatego w 2016 roku weszła w życie ustawa pozwalająca na tworzenie alternatywnych spółek inwestycyjnych (ASI).

Po rejestracji w Komisji Nadzoru Finansowego mogą one gromadzić środki od inwestorów, aby następnie lokować je w przedsięwzięciach niezwiązanych z tradycyjnymi rynkami finansowymi.

Alternatywne spółki inwestycyjne inwestują w takie aktywa jak: nieruchomości, dzieła sztuki, antyki, przedmioty kolekcjonerskie. Bardzo ważnym obszarem inwestycji są też rozwijające się spółki z sektora nowych technologii.

W alternatywne spółki inwestycyjne można inwestować na dwa sposoby: w spółkę jako całość oraz w jej poszczególne przedsięwzięcia. Inwestycja odbywa się na zasadzie umowy określającej szczegółowe warunki, takie jak kwota inwestycji, forma kontroli nad inwestycją, stopa zwrotu, czy sposób wyjścia z inwestycji.

Podstawową rolą ASI jest redukcja ryzyka, jakie podejmuje inwestor. Spółka zatrudnia w tym celu specjalistów w dziedzinie strategii biznesowych, marketingu, prawa i finansów. Z drugiej strony ASI opiekuje się również spółkami będącymi przedmiotem inwestycji. Najważniejszą formą takiej opieki jest dostarczanie kapitału niezbędnego dla rozwoju. Nie mniej istotne jest jednak aktywne wsparcie dla realizacji przedsięwzięć przez specjalistów ASI.

Jedną z najbardziej dynamicznych alternatywnych spółek inwestycyjnych na rynku polskim jest Assay Management.

Sprawuje ona kontrolę nad kilkoma bardzo obiecującymi spółkami z sektora najnowszych technologii. Jedną z nich jest Elimen SA – producent przełomowych rozwiązań dla samochodów elektrycznych. Są to systemy napędowe, zespoły sterowania i technologie szybkiego ładowania. Spółka ma szansę stać się ważnym dostawcą podzespołów dla rosnącego w trzycyfrowym tempie rynku elektromobilności.

Kolejną spółką, na jaką warto zwrócić uwagę jest GastroJob. Firma ta dostarcza innowacyjne rozwiązania informatyczne wykorzystywane w procesie rekrutacji pracowników w branży gastronomicznej i hotelarskiej.

Jak mówi Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay, jego firma od czasu powstania, wypracowała dla swoich inwestorów średnie zyski roczne na poziomie 33,6%. To kilkanaście razy więcej niż można uzyskać na lokacie bankowej.

Milena Krasuska – COO w Assay Investment

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – styczeń 2020 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 8,9% rdr do 18,1 mld zł w styczniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 3,3% rdr do poziomu 586,4 tys. szt. w styczniu 2020 r.
  • Wzrost wartości notowanych emisji nieskarbowych na rynku Catalyst o 7,8% do poziomu 91,3 mld zł w styczniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 61,2% do poziomu 14,0 TWh w styczniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 14,4% rdr do 11,1 TWh w styczniu 2020 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 18,7 mld zł w styczniu 2020 r., czyli o 8,2 % mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w styczniu 2020 r. o 8,9% rdr do poziomu 18,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w styczniu 2020 r. 862,2 mln zł, o 4,6% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia 2020 r. wyniosła 56 681,27 pkt i była o 6,1% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w styczniu 2020 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 142,5% rdr do poziomu 372,1 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w styczniu wzrosła o 144,1% rdr i wyniosła 353,3 mln zł.

W styczniu 2020 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 586,4 tys. szt., czyli o 3,3% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 9,0% rdr do poziomu 302,1 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 44,3% rdr do 152,5 tys. szt. w styczniu 2020 r.

W styczniu 2020 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 113,7% rdr do poziomu 186,0 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 22,5% rdr do 25,2 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 91,3 mld zł na koniec stycznia 2020 r. wobec 84,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w styczniu 2020 r. o 11,9% rdr do poziomu 212,2 mln zł wobec 240,9 mln zł rok wcześniej.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w styczniu 2020 r. 25,0 mld zł wobec 34,9 mld zł rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w styczniu 2020 r. wyniósł 14,0 TWh, co oznacza wzrost o 61,2% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 6,3% rdr do poziomu 2,7 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 95,3% rdr do poziomu 11,3 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w styczniu o 14,4% rdr do 11,1 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 38,1% do poziomu 2,0 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 40,3% rdr do poziomu 9,1 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w styczniu 2020 r. 2,0 TWh, co oznacza spadek o 36,0% rdr. Styczniowe dane w tej linii biznesowej są nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło w czerwcu 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 124,7% rdr osiągając w styczniu 2020 r. poziom 48,7 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł w styczniu 2020 r. o 13,2% r/r, do wolumenu 1,3 TWh. W grudniu 2019 r. zawarto także pierwsze transakcje w obrocie Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w kogeneracji, których wolumen wyniósł 14 335 MWh. W styczniu nie odnotowano transakcji tymi gwarancjami.

Kapitalizacja 401 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec stycznia 2020 r. wyniosła 539,3 mld zł (125,4 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 449 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec stycznia 2020 r. 1 089,1 mld zł (253,2 mld EUR).

Na rynku NewConnect w styczniu 2020 r. zadebiutowały akcje spółek Plantwear (wartość oferty 1,5 mln zł) i Drageus Games (wartość oferty 1,18 mln zł).

W styczniu 2020 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych w porównaniu do 22 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

W Warszawie odbyła się kolejna edycja międzynarodowych targów markowych produktów z prowincji Zhejiang

Zainteresowanie artykułami pochodzącymi z Chin nieustannie rośnie. Dowodem tego jest trzecia edycja targów Zhejiang International Trade Exhibition Poland 2020, które odbyły się w hali numer 3. podczas Targów ŚWIATŁO 2020 w Warszawie.

Relacja z Zhejiang International Trade Exhibition Poland 2020

LOGO(海外版)Po raz kolejny organizatorem Zhejiang International Trade Exhibition Poland był Departament Handlu Prowincji Zhejiang, a wykonawcą Taizhou Xiandai International Business Exhibition. W tym roku targi przybrały formę pawilonu, który zgromadził 150 stoisk na powierzchni 1350 mkw. Blisko 106 firm z prowincji Zhejiang, tj. Taizhou Jiaoguang Lighting Co., Ltd., Changan Group Zhejiang Import and Export Co., Ltd., Shaoxing Meike Electrics Import and Export Co., Ltd., Ningbo Shenghe Lighting Co., Ltd, zaprezentowało najnowsze technologie oraz innowacje z branży. Głównym celem wystawy, była promocja wysokiej jakości artykułów „Made in Zhejiang” z branży oświetleniowej na rynku polskim i wschodnio-europejskim.

W czasie trzech dni targów prowadzono także rozmowy na temat możliwości współpracy pomiędzy Polską a Chinami. Tegoroczna edycja targów Zhejiang International Trade Exhibition, podobnie jak poprzednie, cieszyła się ogromnym zainteresowaniem.photo-targi-swiatlo (4)

Polacy częściej sięgają po alkohol z wyższej półki

W latach 2018-2019 sieci handlowe promowały tyle samo alkoholu, najczęściej – piwo, wino, wódkę i whisky. Jednak patrząc na poszczególne kategorie, widać, że spadł udział cydru – o 50%, koniaku – o 29%, wódki, likieru i kremu – o 10%, whisky – o 9%, wina – o 8%, a także brandy – 7%. Największy wzrost miał rum – o 29%. Przybyło też promocji na gin – o 22%, tequilę – o 9%, szampana – o 8%, drinki alkoholowe – o 5%, jak również piwo – o 3%. Jednocześnie powierzchnia promocyjna alkoholi drastycznie się zmniejszyła, bo o blisko 70%. W tym względzie największy spadek odnotowało piwo – o ponad 77%. Za nim był szampan na poziomie 72,5%. Potem w zestawieniu znalazły się drinki alkoholowe – prawie 72%. I koniak – ok. 68%.

Z raportu międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland i Grupy Mobilnej Qpony-Blix wynika, że w analizowanym okresie piwo, wino, wódka i whisky były najczęściej promowanymi alkoholami w gazetkach. Jak komentuje, Bartłomiej Morzycki, Dyrektor Generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie, są to obecnie najczęściej wybierane przez konsumentów napoje alkoholowe. Konkurencja wśród ich producentów jest też największa.

– Jeszcze kilkanaście lat temu wino i whisky były uznawane za ekskluzywne produkty. Jednak dochody Polaków rosną i dzięki temu mogą pić trunki z wyższych półek. Sieci dostrzegają tę tendencję i promują coraz więcej droższych, bardziej wykwintnych alkoholi – mówi Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland.

W dwóch poprzednich latach sieci promowały niemal tyle samo alkoholu. W 2019 roku nastąpił jedynie spadek o 1% względem 2018 roku. Marcin Lenkiewicz z Grupy Mobilnej Qpony-Blix, tłumaczy, że to bardzo ważna grupa towarowa, często stanowiąca tzw. driver do sklepu. Utrzymanie ilości modułów promocyjnych na jednakowym poziomie przez 24 miesiące może oznaczać, że produkty dobrze się sprzedają. Nie trzeba szczególnie ich wspierać upustami, które obniżają marżę.

– Rynek alkoholi jest relatywnie stabilny, co odzwierciedla ilość promocji, która praktycznie nie spada. Większych zmian należy się spodziewać w tym roku, ponieważ czeka nas podwyżka akcyzy na alkohol. To może wpłynąć na ograniczenie promocji – przewiduje ekspert z Hiper-Com Poland.

Porównano również wyniki, jakie w latach 2018-2019 odnotowały poszczególne kategorie alkoholi. Największy spadek zanotował cydr – aż o 50%, a za nim koniak – o 29%. Co ciekawe, ubyło też promocji w przypadku wódki – o 10%, likieru i kremu – też o 10%, whisky – o 9%, wina – o 8%, a także brandy – 7%.

– W 2013 roku byliśmy świadkami rozkwitu popularności cydru, który nagle stał się swoistą alternatywą dla piwa. Jednak na drodze wzrostu stanęły regulacje. Jabłecznik nie był w tak uprzywilejowanej pozycji jak browar, który można swobodnie reklamować. W przypadku piwa obowiązuje też korzystniejsza stawka akcyzy i nie jest wymagane banderolowanie. Brak zmian prawnych w tym zakresie skutecznie uniemożliwił ugruntowanie pozycji cydru na rynku – wyjaśnia Michał Majszczyk.

Jak zaznacza Rafał Stec, wydawca „Magazynu winiarskiego”, konsumenci zaczynają już rozróżniać alkohole wysokiej i niskiej jakości. Mają coraz większą wiedzę na ten temat. W ocenie eksperta, sieci handlowe w większości sprzedają wina gorszego gatunku. Czasem są to tylko ich substytuty, produkowane z odzyskanego alkoholu, barwników i aromatów. Spada zainteresowanie takimi produktami, więc sklepy coraz mniej je promują.

– Największy wzrost promocji odnotował rum – na poziomie 29%. Za nim był gin – 22%. Dalej tequila – 9%, a potem szampan – 8%. Przybyło też promocji na drinki alkoholowe – o 5%, a także na piwo – o 3%. Rok 2019 był kolejnym, w którym konsumenci coraz częściej sięgali po różnorodne trunki, inne niż wcześniej. Ponadto byli skłonni więcej zapłacić za produkty wysokiej jakości. Zwiększenie promocji niektórych alkoholi pokryło się z dynamiką wzrostu ich rynkowych wolumenów – wyjaśnia Bartłomiej Morzycki.

Jak stwierdza Marcin Lenkiewicz, rum, gin i szampan to wciąż niepopularne kategorie alkoholi, które należy mocniej promować. Polacy są coraz bardziej zamożni, więc chętnie zaczną sięgać po droższe trunki. Korzyścią dla sieci handlowych może być mała znajomość średniej czy dobrej ceny tych produktów. To pozwala na wygenerowanie większego zysku ze sprzedaży.

– Liczba promocji stoi w miejscu, ale ich średnia powierzchnia w gazetkach drastycznie się zmniejszyła w 2019 roku, tj. o blisko 70%. To może być swoistą obroną sieci przed zaostrzeniem regulacji  dotyczących reklamowania i dostępności alkoholu. W związku z wysokim spożyciem alkoholu w całej Europie, coraz częściej pojawiają się głosy, że należy zakazać promowania tego typu produktów – zwraca uwagę ekspert z Hiper-Com Poland.

Trzeba też dodać, że najbardziej zmniejszyła się powierzchnia promocyjna piwa – dokładnie o 77,38%. Podobny wynik odnotowały szampany – 72,50%, a także drinki alkoholowe – 71,95%. Spory spadek nie ominął również koniaku – 68,20%. Ten ostatni trunek nigdy nie był wyjątkowo popularny w Polsce. Jest bezpośrednim konkurentem whisky, która cieszy się zdecydowanie większym zainteresowaniem. Dlatego mogła zmniejszyć się zarówno liczba promocji, jak i powierzchnia przeznaczona dla tego trunku.

Analizę wykonali eksperci z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland i Grupy Mobilnej Qpony-Blix. Porównywano, ile razy w gazetkach handlowych promowany był alkohol (w sumie i na pierwszych stronach publikacji), dostępny w sieciach handlowych w całym 2018 i 2019 roku. Sprawdzano gazetki wydawane przez dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry.

Bezrobocie rośnie, ale to przejściowy wzrost

Ważne dla firm. W najbliższych miesiącach liczba bezrobotnych spadnie w związku z uruchomieniem kolejnych programów aktywizujących osoby zarejestrowane w powiatowych urzędach pracy.

Wstępne dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazują zarówno na wzrost stopy bezrobocia w styczniu br. do 5,5%, jak i wzrost liczby bezrobotnych, których obecnie jest zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy 992,4 tys. Resort podkreśla, że mimo to w styczniu odnotowano najniższy wynik w historii pomiaru bezrobocia w Polsce.

Do wzrostu bezrobocia w dużym stopniu mogło się przyczynić zakończenie programów aktywizacyjnych, które są finansowane ze środków Funduszu Pracy i realizowane z reguły w cyklu rocznym. Skala wzrostu bezrobocia, zaobserwowana w tym roku, nie jest zaskakująca i raczej ma charakter cykliczny. Niemniej jednak zakończenie prac sezonowych nie może być jedynym wytłumaczeniem wzrostu bezrobocia, ponieważ tegoroczne warunki pogodowe umożliwiają prowadzenie wielu prac m.in. w budownictwie, a rozpoczęcie ferii w kilku województwach tworzy popyt na prace w turystyce. Wydaje się więc, że dotychczasowy sposób organizowania programów aktywizacyjnych dla osób bezrobotnych, oparty głównie na kalendarzu i terminach rozliczeń, powinien ulec modyfikacji i być bardziej elastyczny.

W najbliższych miesiącach liczba bezrobotnych spadnie w związku z uruchomieniem kolejnych programów aktywizujących osoby zarejestrowane w powiatowych urzędach pracy, ale jednocześnie nie możemy się już spodziewać tak znaczącego obniżania się bezrobocia jak w ubiegłych latach. Pracodawcy bowiem raczej starają się dopasowywać plany zatrudnieniowe do podaży pracowników z odpowiadającymi im kwalifikacjami. Ponadto spowolnienie gospodarcze powoduje ograniczenie planów rozwojowych w przedsiębiorstwach.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

PKB coraz niższe, najmniejszy biznes obrywa najpierw, nici z ustawy antyzatorowej?

  • Od 1 stycznia obowiązuje ustawa ograniczająca zatory płatnicze. Ma wzmocnić pozycję najmniejszych firm.
  • Pozytywny efekt ustawy może zostać zniwelowany przez gorszy stan gospodarki. Dynamika PKB już w 2019 r. znacznie spadła – poniżej 3% w IV kw. (z 4,8% w I kw.). W tym roku może być jeszcze gorzej.
  • Na spadku PKB ucierpią najpierw małe firmy, które w coraz większym stopniu będą narażone na zerwanie kontraktów przez dużych partnerów i utratę płynności finansowej.

Już 9,4 mld zł przedsiębiorstwa w Polsce są winne swoim partnerom. Ociągających się z zapłatą jest aż 281 tys. Na zmniejszenie obydwu tych liczb ma wpłynąć tzw. ustawa antyzatorowa, która weszła w życie 1 stycznia. Celem nowych przepisów jest wsparcie małych firm, które bardzo długo, a czasem bez końca, czekają na pieniądze za wykonane przez nich usługi czy wyprodukowane towary. Dominujący model rozliczania w polskiej gospodarce to wielomiesięczne terminy przelewów – nawet półroczne. Do tego dochodzą opóźnienia w realizacji przelewów ponad zapisany na fakturze czas. Obecnie brak zapłaty w terminie dotyka nawet 90 proc. przedsiębiorstw w Polsce. Dla prowadzących biznes oznacza to jedno – konieczność skrupulatnego pilnowania własnej płynności finansowej.

Najważniejszy z punktu widzenia przeciwdziałania zatorom finansowym punkt ustawy to skrócenie maksymalnie do 60 dni terminu zapłaty w rozliczeniach, w których wierzycielem jest mikro, mały lub średni przedsiębiorca, a duży dłużnikiem. Będzie to podlegało kontroli ministerstwa, bo najwięksi płatnicy podatku dochodowego od osób prawnych (grupy kapitałowe i podatnicy CIT, których dochód przekracza rocznie 50 mln euro) będą corocznie przekazywać ministrowi ds. gospodarki sprawozdania o terminach realizowanych przez siebie rozliczeń. Na firmy, które najbardziej opóźniają regulowanie swoich zobowiązań, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie nakładał kary pieniężne.

– Problemem dla małych firm jest asymetria powstająca, kiedy tzw. small busines produkuje lub wykonuje usługi na rzecz znacznie większego podmiotu. Ten drugi może żądać długiego terminu zapłaty, liczonego w miesiącach. To blokuje możliwość wykorzystania potencjału rozwojowego przez polskich przedsiębiorców, w tym szczególnie tych z sektora MŚP. Takie praktyki dużych firm, które nie mają problemów z płynnością, a nadużywają swojej silnej pozycji, ma wykluczyć ustawa – mówi Beata Krakowiak, Regionalny Kierownik ds. Sprzedaży w eFaktor. – Ustawa pomoże ograniczyć zatory płatnicze i jest krokiem w dobrym kierunku, jednak naiwnością byłoby sądzić, że wraz z wejściem jej w życie opóźnienia w płatnościach zupełnie znikną. Podobną rolę pełnią firmy faktoringowe, również działają zabezpieczająco – pilnujemy terminowości przelewów, przypominamy o nich płatnikowi. To także bardzo znacząco podnosi skuteczność egzekwowania należności i terminowego ich regulowania, pozwala oddalić niebezpieczeństwo zatorów finansowych, choć całkowicie ich nie eliminuje.

Ustawa kontra spadek PKB

Pozytywny efekt ustawy może zostać zniwelowany przez gorszy stan gospodarki. Dynamika PKB w 2019 roku znacznie spadła – z 4,8% w I kwartale do 3,9% w III kwartale i poniżej 3% w IV kw. W tym roku może być jeszcze gorzej.

W przypadku pogorszenia koniunktury gospodarczej zazwyczaj w pierwszej kolejności „obrywają” najmniejsi przedsiębiorcy. Najłatwiej jest z nimi renegocjować umowy, a nawet zerwać kontrakty, co może mieć miejsce, jeśli większy partner uzna, że to pomoże jego biznesowi. Negatywne okoliczności pogorszenia się sytuacji gospodarczej mogą okazać się silniejsze niż wpływ ustawy.

Na efekty działania ustawy trzeba zaczekać przynajmniej do drugiego kwartału, a jeszcze lepiej jej wpływ na małe firmy będzie można ocenić za rok. Przedsiębiorcy nie mają tyle czasu. W wielu przypadkach płatność opóźniona o miesiąc czy dwa może oznaczać rezygnację z inwestycji, odejście pracowników, którzy nie chcą czekać na wynagrodzenie. W skrajnych przypadkach może to doprowadzić nawet do utraty płynności i upadku firmy. Bardzo często pieniędzy potrzebują na już, tu i teraz, dlatego tak wielu przedsiębiorców coraz częściej korzysta z faktoringu, który z założenia pozwala firmie dysponować pieniędzmi z faktury od razu, do 24h po wystawieniu dokumentu. Faktoring powala im znacząco skrócić drogę do uzyskania ich własnych pieniędzy. Prawdziwa walka dla wielu firm toczy się przecież każdego dnia, a przed upadkiem ratuje nie ustawa, a środki, które pozwolą utrzymać płynność finansową i przetrwać trudny okres – mówi Beata Krakowiak z eFaktor.

Wg badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego zatory płatnicze najbardziej uciążliwe są w branży budowlanej (59%), przetwórstwa przemysłowego (50%) i przedsiębiorstw handlowych (38 %). To pokrywa się z branżami, które najczęściej korzystają w faktoringu.

Przyszłość pracy – pozytywna rola technologii

Europejscy pracownicy postrzegają sztuczną inteligencję i nowoczesne technologie jako wybawienie od nudnych, żmudnych zadań a nie realne zagrożenie dla swojej pozycji w pracy. Wyniki badań zrealizowanych przez Ricoh pokazują, że 54% z nich wierzy, że innowacyjne rozwiązania sprawią, że codzienne obowiązki w pracy staną się przyjemniejsze. Tylko 28% obawia się, że przyczynią się do zlikwidowania ich stanowiska pracy. Dzięki nowoczesnej technologii pracownicy będą mogli skoncentrować się w dużo większym stopniu na realizacji kreatywnych i strategicznych zadań. Ma to dla nich bardzo duże znaczenie. Aż 72% badanych chce mieć bowiem realny wpływ na sukces i wyniki osiągane przez swojego pracodawcę.

„Nowoczesne technologie zmieniają nasz styl pracy. Warto podkreślić, że te w ogromniej mierze przekładają się na większe możliwości samorealizacji dla pracowników. Dzięki nim będą mogli też czerpać znacznie większą satysfakcję z wykonywania swoich codziennych obowiązków służbowych” – powiedział David Mills, CEO w Ricoh Europe.

Wdrożenie nowych narzędzi wymaga jednak odpowiedniej komunikacji w firmie. Pracownicy muszą rozumieć jaki kształt ma strategia przedsiębiorstwa w tym obszarze. Jedynie 38% badanych uważa, że ich pracodawca ma i działa według określonego planu w zakresie wprowadzenia nowych rozwiązań, takich jak np. sztuczna inteligencja do funkcjonowania firmy. Ten aspekt wiąże się z inwestowaniem w sukcesywne podnoszenie kompetencji technologicznych pracowników. Ci oczekują dostępu do narzędzi, które pozwolą im pracować w nowoczesnym środowisku i przygotować się na wymagania miejsca pracy przyszłości.

O badaniu

Badanie ankietowe zrealizowano na grupie 3000 europejskich pracowników.

Na rynku transakcji inwestycyjnych najwięcej zyskał segment hotelowy

W 2019 roku wartość transakcji w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce kolejny raz osiągnęła rekordowy poziom. Skokowo rosnący udział w wolumenie transakcyjnym notuje segment hotelowy.

Według szacunków Walter Herz, wartość umów kupna/sprzedaży, które zawarte zostały w minionym roku we wszystkich segmentach rynku nieruchomości w Polsce wyniosła łącznie 7,7 mld euro. Tym samym, poprawiony został rekordowy wynik z 2018 roku, w którym podpisane kontrakty przyniosły 7,2 mld euro.

– W minionym roku mogliśmy obserwować wyraźne ożywienie w segmencie hotelowym, w którym zrealizowane zostały transakcje o wartości około 290 mln euro. Już w pierwszym półroczu 2019 roku osiągnięty wynik – 150 mln euro był wyższy niż w całym 2018 roku, w którym wartość transakcji wyniosła 120 mln euro. Odnotowany, ponad dwukrotnie wyższy rezultat pokazuje, że ta klasa aktywów jest coraz bardziej atrakcyjna dla globalnych inwestorów, choć ich udział w całym wolumenie transakcyjnym jest wciąż niewielki – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Do największych transakcji zawartych w segmencie hotelowym w ostatnim czasie należał m.in. zakup hotelu Sheraton Warsaw przez Patron Capital od Benson Elliot i Walton Street, hotelu Holiday Inn w Gdańsku przez Union Investment, czy hotelu Radisson Collection w Warszawie.

Dla sektora biurowego 2019 rok także należał do rekordowych. Właścicieli zmieniły obiekty o wartości przeszło 3,8 mld euro. W przypadku biur wolumen transakcji był o około jedną czwartą większy niż rok wcześniej. – To efekt szerszego dostępu do atrakcyjnych produktów biurowych, których w tym i przyszłym roku w Polsce będzie przybywać – zauważa Bartłomiej Zagrodnik. Przygotowywane kontrakty przyniosą w nadchodzących miesiącach nowe transakcje, w tym także tak spektakularne jak zakup Warsaw Spire Tower przez Immofinanz od Ghelamco i Madison International Realty za 386 mln euro.

Na rynku nieruchomości handlowych w zeszłym roku dominowały transakcje portfelowe, z których jedna osiągnęła wartość 600 mln euro. Zgodnie z zestawieniami Walter Herz, w tym segmencie przejęte zostały obiekty za ponad 2 mld euro. To prawie dwukrotnie niższa suma niż odnotowana w sektorze biurowym, podczas gdy rok temu oba segmenty miały podobny udział w wolumenie transakcyjnym. Na rynku magazynowym wartość ubiegłorocznych transakcji wyniosła 1,6 mld euro.

Tymczasem do Polski napływają nowi inwestorzy, a obecni już w naszym kraju rozszerzają portfolia. Zdaniem Bartłomieja Zagrodnika, duża aktywność inwestycyjna obserwowana w Polce pozwala prognozować kolejne rekordy transakcyjne w poszczególnych sektorach rynku. – Wyraźnie większą popularnością cieszy się rynek hotelowy, który zyskuje zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych i private equity, planujących dywersyfikację swoich portfeli nieruchomości – dodaje.

Hotele w Polsce kupują przede wszystkim inwestorzy z Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Także kapitał z Azji i Bliskiego Wschodu ma już za sobą pierwsze transakcje w tym segmencie. Na uwagę zasługuje fakt, że wzrasta grupa inwestorów, którzy dotychczas nie interesowali się tymi aktywami, jak również takich którzy dotąd nie byli obecni na naszym rynku.

Segment hotelowy przyciąga ich między innymi coraz ciekawszą ofertą i zmianami w strukturze działalności operatorów. Coraz popularniejszy na rynku hotelowym jest bowiem najem budynków, który gwarantuje właścicielom bardziej stabilny zysk niż umowy franczyzowe, czy kontrakty na zarządzanie. Niektóre z obecnych w Polsce sieci hotelowych i tych planujących dopiero wejść do Polski oferują długoletni, bezpośredni najem nieruchomości, który jest atrakcyjniejszą formą zabezpieczenia dla inwestorów i deweloperów, bo na 20-25 lat całe ryzyko związane z prowadzeniem hotelu przerzucone zostaje na dzierżawcę będącego równocześnie franczyzodawcą i operatorem. W takim przypadku łatwiej jest też zbyć nieruchomość, przy wyższych stopach kapitalizacji, bo w długiej perspektywie czasu oferuje stabilny przepływ finansowy.

Stąd w kilku realizowanych aktualnie w Warszawie dużych inwestycjach multifunkcyjnych część powierzchni najmu przeznaczona jest dla najemców hotelowych. Można się spodziewać, że wiele z budowanych obiektów w krótkim czasie po zakończeniu realizacji zmieni właściciela. Przyniesie to także w tym roku większą liczbę transakcji z udziałem produktów hotelowych, objętych umowami najmu bezpośredniego i pośredniego. To z kolei przełoży się na kolejny wzrost wolumenu i wartości transakcji w tym segmencie.

IBM C-Suite Study: polscy liderzy budują przewagę rynkową dzięki danym

W ciągu najbliższych 2-3 lat wiodące firmy zwane Torchbearers planują szerokie inwestycje
w sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe, aby efektywnie wykorzystywać wartość
z gromadzonych danych.

IBM (NYSE: IBM) opublikował wyniki 20. edycji badania C-Suite Study „Build Your Trust Advantage”, które objęło 13 500 firm będących liderami swoich branż  z 98 krajów, w tym z Polski. Celem było określenie sposobu w jaki wiodące na świecie firmy osiągają rynkową przewagę poprzez realizację strategii biznesowych opartych o dane. Badanie IBM Institute for Business Value (IBV) we współpracy z Oxford Economics objęło firmy z 20 różnych branż, w tym 220 polskich firm.

Z badania wynika, że istnieje grupa przedsiębiorstw wiodących (z ang. Torchbearers) – najbardziej skutecznych w korzystaniu z danych w celu osiągania wyników rynkowych, dzięki  zintegrowaniu strategii zarządzania danymi ze strategią biznesową. W porównaniu ze światową średnią, przedsiębiorstwa z Polski należy uznać pod tym względem za innowacyjne – grupa Torchbearers stanowi aż 15 proc., w porównaniu do 9 proc. w skali światowej.

W badaniu wskazano również, że Torchbearers osiągają o 63 procent lepsze wyniki
w zakresie wzrostu przychodów oraz 84 proc. lepsze wyniki pod kątem rentowności od innych firm.

Badanie wykazało, że zdobycie pozycji lidera rynku jest najczęściej osiągane wtedy, gdy organizacja buduje przewagę rynkową w oparciu o wysoki poziom zaufania do danych,
w trzech kluczowych obszarach: swoich klientów[1], własnych procesów biznesowych
i pracowników[2] oraz dzieląc się danymi w ramach swojego ekosystemu[3].

  • 83 proc. Torchbearers w Polsce, nie ma obaw w korzystaniu z danych i jest przekonanych, że dane pomagają tworzyć przewagę rynkową i umacniają poziom zaufania klientów. Liderzy ci mają głębokie zrozumienie, że budowanie zaufania
    w relacjach z klientami ma wymiar strategiczny i ciężko pracują, aby na nie zapracować i je utrzymać.
  • Torchbearers lepiej testują też nowe modele biznesowe i podejmują decyzję
    o wejściu na nowe rynki. 81 proc. z nich wykorzystuje dane do tworzenia nowych strategii rynkowych (o 98 proc. więcej niż pozostali uczestnicy rynku), a 72 proc. wykorzystuje je do podejmowania świadomych decyzji o wejściu na nowe rynki (o 100 proc. więcej niż pozostali uczestnicy rynku).

Badanie wykazało, że grupa najbardziej dynamicznie rozwijających się polskich firm, zdefiniowana jako Torchbearers, znacząco przyśpiesza, wdrażając strategię opartą na wartości płynącej z danych. Rozumieją oni, że przejrzystość, wzajemność oraz wiarygodność są kluczowymi elementami zdobywania zaufania klientów – tłumaczy Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny IBM Polska i Kraje Bałtyckie.  Kolejną rekomendacją płynącą z badania jest przypisanie danym strategicznego znaczenia oraz wykorzystywanie danych w celu budowania doświadczenia klienta – dodaje.

Polscy Torchbearers w poszukiwaniu wartości płynących z danych

Torchbearers w Polsce wiedzą, że budowanie zaufania do danych rozpoczyna się od pracy wewnątrz organizacji, dzięki tworzeniu rzetelnych systemów zarządzania informacją.

W Polsce 86 proc. Torchbearers uważa, że dzieli się z pracownikami danymi
w efektywny sposób.

Badanie pokazuje, że dla Torchbearers sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe są kluczem do pozyskania nowej wartości z gromadzonych danych. 74 proc. z nich planuje w ciągu najbliższych 2-3 lat duże inwestycje w sztuczną inteligencję (AI), w tym uczenie maszynowe.

Jednym z największych wyzwań jest wykorzystanie wartości z ustrukturyzowanych
i nieustrukturyzowanych danych, przy czym 62 proc. polskich Torchbearers potrafi już wyciągać wnioski z obu rodzajów tych danych.

70 proc. polskich Torchbearers spodziewa się rozbudowania sieci partnerskiej, w ramach której zamierza dzielić się danymi w bezpieczny sposób.

W analizie otwartych pytań 20. edycji badania C-Suite Study „Build Your Trust Advantage” wykorzystano możliwości sztucznej inteligencji IBM Project Debater opierającej się na systemie IBM Watson.

Pełen raport z badania IBM C-suite Study: link

Informacje o IBM Institute for Business Value

IBM Institute for Business Value (IBV), będący częścią IBM Services, opracowuje oparte na faktach, strategiczne raporty dotyczące najważniejszych problemów sektora publicznego
i prywatnego dla kadry kierowniczej wyższego szczebla. Obserwuj @IBMIBV w serwisie Twitter; zapoznaj się z pełnym katalogiem analiz lub subskrybuj nasz biuletyn informacyjny: www.ibm.com/ibv

[1] Badanie C-Suite Study „Build Your Trust Advantage” 20th edition, Poland:  Chapter 1. Customers: How to win in the trust economy

[2] j.w.  Chapter 2. Enterprises: How to build the human-tech partnership

[3] j.w.  Chapter 3. Ecosystems: How to share data in the platform era.

Ponad 95 proc. Polaków spotkało się z niebezpiecznymi zachowaniami w sieci

  • Obchodzony 11 lutego Dzień Bezpiecznego Internetu promuje wiedzę na temat zagrożeń w sieci i uczy jak sobie z nimi radzić.
  • Oszustwa, utrata wrażliwych danych, szkodliwe treści i mowa nienawiści to tylko niektóre z zagrożeń, które czekają na nas w sieci.
  • Z mową nienawiści na co dzień ma do czynienia 95 proc. Polaków[1], a prawie jedna piąta wycieków danych w Polsce dotyczy finansów osobistych[2].

Bezpieczeństwo naszych danych

Bez względu na to, w jaki sposób polscy Internauci korzystają z sieci – czy jak większość (64 proc.) szukają informacji, korzystają z poczty elektronicznej (60,7 proc.), czy jak prawie połowa Polaków (49,9 proc.) spędzają czas na portalach społecznościowych[3] – wszędzie zostawiają po sobie ślad. Szczególnej uwagi pod kątem ochrony swojej prywatności i danych osobowych wymagają płatności online, zwłaszcza, że już 62 proc. Polaków robi zakupy w sieci.

Ochrona danych już teraz jest podstawą funkcjonowania e-handlu i dlatego tak ważne jest wybieranie usług, które gwarantują, że informacje, takie jak np. numer karty kredytowej, są w pełni bezpieczne – podkreśla Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – Taką potrzebę widać szczególnie w przypadku zakupów robionych na urządzeniach mobilnych. Według badania PayPal mCommerce Index[4] już trzy czwarte konsumentów na całym świecie kupuje mobilnie, ale ponad połowa ma obawy dotyczące bezpieczeństwa takich transakcji.

Według najnowszych badań, w Polsce najczęściej wpadają w niepowołane ręce imiona i nazwiska (44 proc.), hasła dostępu do adresów e-mailowych (20 proc.) oraz dane finansowe (17 proc.)[5]. To oznacza, że wybór odpowiedniej metody płatności w sklepie internetowym ma ogromne znaczenie dla ochrony danych kupującego.

Mowa nienawiści też jest problemem

Próby wyłudzenia danych to nie jedyne zagrożenia, z którymi można się spotkać w sieci. Inne niebezpieczeństwa obejmują m.in. kontakt z nieodpowiednimi materiałami. Ofiarami szkodliwych treści publikowanych w sieci są najczęściej dzieci – ponad 90 proc. nich styka się z nimi po raz pierwszy właśnie online[6], a nie poprzez telewizję (30 proc.), czy prasę (20 proc.). Kolejnym rosnącym zagrożeniem jest mowa nienawiści, z którą miało do czynienia aż 95,6 proc. Polaków[7].

Jako PayPal nie chcemy wspierać osób i organizacji, które szerzą w sieci mowę nienawiści, czy promują agresję – podkreśla Marcin Glogowski. – Dlatego podejmujemy konkretne działania wobec tych, którzy do nich nawołują i wspieramy tych, którzy razem z nami chcą współtworzyć bezpiecznią przestrzeń dla wszystkich w Internecie.

W jaki sposób bezpiecznie korzystać z sieci?

  1. Bezpieczeństwo strony internetowej
    1. Sprawdzaj poprawność adresu internetowego, szczególnie podczas korzystania z przekierowań. Adres strony do logowania powinien zaczynać się na „https”.
    2. Wybierając sposób połączenia zawsze korzystaj z opcji szyfrowanych protokołem SSL.
    3. Jeśli nie masz pewności co do bezpieczeństwa linków otrzymanych w mailach, unikaj korzystania z takiego przekierowania i wejdź na potrzebną stronę za pomocą przeglądarki.
  2. Bezpieczeństwo danych osobowych
    1. Zainstaluj oprogramowanie antywirusowe – pomoże ono w uniknięciu infekcji podstawowymi zagrożeniami, ostrzegając przed podejrzanymi stronami lub niebezpiecznymi plikami.
    2. Unikaj korzystania z publicznych niezabezpieczonych sieci Wi-Fi.
    3. Ogranicz dzielenie się swoimi zdjęciami i informacjami prywatnymi w sieci do minimum
  3. Bezpieczeństwo na zakupach
    1. Sprawdź dane i regulamin e-sklepu, poszukaj opinii o sprzedawcy w sieci, przeczytaj szczegóły programu ochrony kupujących.
    2. Wybieraj tylko zaufanego operatora płatności. Taka metoda płatności jak PayPal umożliwia płacenie w wielu miejscach w sieci, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo transakcji.
    3. Dbaj o siłę i tajność swoich haseł.

[1] Mowa nienawiści, mowa pogardy, Rzecznik Praw Obywatelskich

[2] Związek Firm Ochrony Osobowych

[3] Główny Urząd Statystyczny

[4] PayPal mCommerce Index Trends Report by IPSOS 2019

[5] Związek Firm Ochrony Osobowych

[6] Kontakt dzieci i młodzieży z pornografią, Fundacja Dzieci Niczyje

[7] Mowa nienawiści, mowa pogardy, Rzecznik Praw Obywatelskich

Powody, dla których warto być na Poland&CEE Digital Finance Summit 2020

Poland&CEE Digital Finance Summit to wydarzenie cieszące się dużą popularnością wśród ekspertów i graczy rynku technologii finansowych. Tegoroczna, 8. już edycja spotkania pod hasłem “loyalty in the age of disruption”, która odbędzie się już 26-27 lutego w Warszawie, zgromadzi ponad 400 prelegentów i słuchaczy z różnorodnych obszarów sektora finansowego i handlowego. Poznaj najważniejsze powody, dla których warto pojawić się na tegorocznej edycji Poland&CEE Digital Finance Summit.

Rynek finansowy okiem ekspertów

Poland&CEE Digital Finance Summit to dwa dni inspirujących spotkań poświęconych omówieniu nowości i trendów w zakresie dostępnych technologii i modeli biznesowych. Program spotkania jest szczegółowo przygotowywany przez wyjątkowe grono Rady Programowej, składającej się z ekspertów i praktyków sektora finansowego i handlowego. Nie zabraknie również chwili na networking pomiędzy uczestnikami na tematy związane z kierunkami rozwoju branży, a także szansami i zagrożeniami na najbliższe lata.

Giganci finansów i handlu w natarciu

Poland&CEE Digital Finance Summit to niezmiennie od ośmiu edycji, konferencja wypełniona po brzegi merytorycznymi prelekcjami, panelami dyskusyjnymi i wykładami w formie case-study. To, co czyni wydarzenie wyjątkowym to bez wątpienia obecność rynkowych gigantów mogących pochwalić się wieloletnim doświadczeniem w branży. Wśród tegorocznych prelegentów i panelistów pojawią się przedstawiciele wszystkich największych banków i firm ubezpieczeniowych oraz Facebooka, Amazona, sieci Carrefour czy Orange.

Dodatkowa dawka praktycznej wiedzy

Organizatorzy, oprócz dostępu do materiałów konferencyjnych, oferują również dodatkowe treści – wywiady z prelegentami oraz uczestnikami paneli dyskusyjnych, stanowiących uzupełnienie oraz rozszerzenie tematów poruszanych podczas dwudniowej konferencji. Na stronie konferencji można zapoznać się również z tematyką poprzednich edycji oraz relacją z wydarzenia.

Stań się częścią Poland&CEE Digital Finance Summit

Organizatorzy konferencji z roku na rok oferują coraz więcej atrakcyjnych form udziału w konferencji. Oprócz uczestnictwa jako bierny słuchacz, przedstawiciele biznesu mogą podzielić się swym doświadczeniem poprzez udział w panelu dyskusyjnym lub prelekcję. Promocja firmy możliwa jest również dzięki stoiskom firmowym, dystrybucji materiałów promocyjnych oraz współpracy sponsoringowej.

Rejestracja oraz program konferencji dostępny jest pod adresem www.digital-finance.pl.

1. Program tworzony przez ekspertów rynku
2. Merytoryczny udział gigantów z sektora finansów i handlu
3. Dostęp do materiałów konferencyjnych i dodatkowych treści
4. Możliwość czynnego udziału w Poland&CEE Digital Finance Summit

Bitcoin jak złoto w wersji 2.0?

Bitcoin szybko zyskuje na wartości. W czwartkowe popołudnie kosztował ok. 9,8 tys. dolarów, notując tym samym 37-procentowy zysk od początku roku i zbliżając się do bariery 10 tys. dol., którą ostatni raz regularnie łamał we wrześniu. Wzrosty cen bitcoina wiodą do wydarzeń, którymi żyje świat, stąd rodzi się pytanie: czy bitcoin jest już złotem 2.0? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Złoto, obok m.in. franka, jena czy dolara, należy do tzw. bezpiecznych przystani. W skrócie oznacza to, że kruszec zyskuje na wartości, gdy na świecie dzieje się źle, albo z jakiegoś względu nasilają się nastroje niepewności. Oczywiście, na ceny złota mogą także wpływać prawa popytu i podaży. Np. zwiększony popyt obserwowaliśmy w ostatnim roku ze strony banków centralnych, w tym polskiego. Jednak to właśnie nasilający się niepokój stał się głównym powodem, dla którego cena za uncję złota wzbiła się na początku stycznia do najwyższego poziomu od marca 2013 r.: nieco powyżej 1600 dol. za uncję. Z tego samego względu prawdopodobnie wzrastała także cena bitcoina.

Rok zbieżnych trendów cenowych

Korelacja pomiędzy cenami złota i bitcoina układała się bardzo różnie od początku istnienia kryptowaluty. Rok 2019 był pod tym względem szczególny. Od początku stycznia do końcówki września ceny kruszcu i kryptowaluty zachowywały się podobnie (pozytywna korelacja). Od ok. połowy października przez blisko dwa miesiące nastąpił rozdźwięk: gdy złoto utrzymywało relatywnie stabilny poziom, ceny bitcoina istotnie spadały (negatywna korelacja). Na rynku kryptowalut dominowały wtedy nie najlepsze nastroje w związku z m.in. problemami Libry, kryptowaluty Facebooka. Zależność złota i bitcoina znów zbiegła się w bożonarodzeniowym okresie. I nie był to przypadek.

Od tego momentu zaczęły się wydarzenia, które tradycyjnie wpływają na wzrost popytu tzw. bezpiecznych przystani. Konflikt USA z Iranem, a obecnie zagrożenie epidemią koronawirusa z Chin – oba czynniki podtrzymują wysoki popyt na złoto, a także na bitcoina. Od Świąt Bożego Narodzenia ceny rosną praktycznie zbieżnie, z tym wyjątkiem, że bitcoina w nieco szybszym tempie. Różnica pomiędzy ceną jednego bitcoina a jedną uncją złota kształtowała się w wąskim przedziale ok. 5-6 tys. dol., na korzyść tego pierwszego. Od końcówki grudnia rosła ona jednak stopniowo, by w czwartek osiągnąć ok. 8,2 tys. dol., czyli najwyższy poziom od września ub.r.

Słabszy niż Tesla, lepszy niż złoto

Różnica pomiędzy cenami bitcoina i złota nie jest może kluczową metryką samą w sobie. Robi się jednak istotniejsza, jeżeli zaczynamy postrzegać bitcoina jako alternatywę dla złota czy też jako złoto w wersji 2.0. Zwrot z inwestycji robi się wtedy atrakcyjny, zważając na istotne ryzyko związane ogólnie z kryptowalutami.

Czy możemy jednak już mówić o bitcoinie jako nowym złocie? Prawdopodobnie jeszcze na to za wcześnie i dopiero kolejne miesiące mogą przybliżać rynek do takiej konkluzji. Jednak zagrożenie wirusem, które spowodowało praktycznie zamarcie normalnego życia w niektórych miastach w Chinach (ok. 60 mln ludzi) czy w Hongkongu, może obrazować pewną przewagę bitcoina nad złotem – popyt na biżuterię w przypadku takich zagrożeń silnie maleje.

Wahania cen bitcoina nie wydają się już tak duże, jeżeli porównamy je np. do ostatnich wzrostów Tesli, jednej z firm Elona Muska, która w swoim wtorkowym szczycie podrożała na giełdzie o ok. 130 proc. od początku roku (w środę ten zysk spadł do 76 proc.). Skok wartości bitcoina o 37 proc. wydaje się przy tym bardzo skromny, żeby nie powiedzieć stabilny jak złoto.

INC pozyskało 3,4 mln zł dla spółki z grupy Tar Heel Capital Pathfinder

Zrealizowana transakcja jest pierwszym efektem podpisanego w listopadzie 2019 r. porozumienia o współpracy pomiędzy Grupa INC a funduszem inwestycyjnym. Platforma handlu dobrami cyfrowymi w grach SkinWallet, która pozyskała 3,4 mln zł planuje debiut na NewConnect w 2020 r. Grupa INC podtrzymuje cel wprowadzenia co najmniej 10 spółek na warszawską giełdę, a jeszcze w I kwartale chce przedstawić zaktualizowane plany rozwoju.

W styczniu Grupa INC z sukcesem wspierała w pozyskaniu finansowania platformę handlu dobrami cyfrowymi w grach SkinWallet, dla którego pozyskała 3,4 mln zł, osiągając 100 proc. zakładanego celu. Wcześniej INC informowało o podpisaniu umowy w zakresie pozyskania finansowania dla dewelopera gier President Studio, którego głównym akcjonariuszem jest Grupa PlayWay. W ostatnich tygodniach INC przeprowadziło też ofertę akcji Noobz from Poland – producenta gier typu battle symulator.

Poza trzema wspomnianymi umowami, już teraz INC ma podpisanych 6 kolejnych umów na oferowanie papierów wartościowych lub wprowadzenie akcji na NewConnect. Kilka następnych jest na zaawansowanym etapie negocjacji.

– Podtrzymujemy cel wprowadzenia co najmniej 10 spółek na warszawską giełdę w tym roku. Głównie będą to debiuty na rynku NewConnect, ale również na rynku głównym GPW. W I kwartale przedstawimy plany rozwoju, które będą koncentrowały się na maksymalizacji zysku dla akcjonariuszy oraz rozwijaniu nowoczesnych rozwiązań w zakresie finansowania projektów, m.in. w oparciu o finansowanie społecznościowe oraz technologie blockchain. Chcemy przy tym wykorzystać unikalne kompetencje Grupy m.in. fakt, że jako jedyna platforma crowdinvestingowa posiadamy licencję maklerską. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Grupa INC oferuje kompleksowe usługi w zakresie pozyskania finansowania, doradztwa biznesowego i kapitałowego oraz relacji inwestorskich – dzięki współpracy z InnerValue. W szczególności dla firm działających w tzw. nowej ekonomii, w tym spółek technologicznych, gamingowych oraz life sience. W skład Grupy INC wchodzi m.in. spółka doradcza z licencją Autoryzowanego Doradcy oraz Dom Maklerski INC, który jako jedyny dom maklerski posiada platformę crowdinvestingową – CrowdConnect.pl.

Z jakimi problemami zmagają się wspólnoty mieszkaniowe

Głównym problemem wspólnot mieszkaniowych jest niechęć do wyższych opłat na fundusz remontowy. Spora liczba mieszkań kupiona jest jako inwestycja, priorytetem jest więc maksymalizacja zysków, a nie wyższe standardy. Nieco inaczej wygląda to w przypadku małych kameralnych wspólnot.

Jednym z większych kłopotów we współczesnych większych wspólnotach mieszkaniowych jest przegłosowanie i zatwierdzenie uchwał związanych z funduszem remontowym danych inwestycji. Wynika to ze wzrostu ilości sprzedanych mieszkań pod inwestycję. Zazwyczaj inwestorzy są zainteresowani maksymalizacją swoich zysków. Nie mają 100% pewności co do długoterminowości swojej inwestycji i przewidują możliwość wycofania się z niej np. po 5-8 latach. To też jawnie nie są zainteresowani zwiększaniem kosztów w postaci odkładania środków na przyszły remont budynku czy terenu należącego do inwestycji. Liczą na większy zysk tu i teraz. Drugim aspektem tego czynnika jest oczywiście wzrost wysokości kosztów utrzymania nieruchomości takich jak: sprzątanie, utrzymanie zielni, konserwacje, administrowanie wynikający z podwyższonej pensji minimalnej. Rosną także ceny prądu, koszty komunalne takie jak odbiór i zagospodarowanie śmieci. To wszystko wpływa na miesięczną podwyżkę od około 90 PLN do nawet 140 PLN za lokal. W takiej sytuacji podniesienie kwot na fundusz remontowy to kolejna znacząca pozycja w comiesięcznym koszcie utrzymania nieruchomości. Inwestorzy świadomie sprzeciwiają się podwyżkom celem maksymalizacji swoich zysków.

W samej organizacji spotkań raczej nie widzimy znaczących problemów. Ważne, żeby zarządca danej nieruchomości był właściwie przygotowany do odbycia zebrania z mieszkańcami. Dobrą praktyką i częściowo wymogiem ustawowym jest przesłanie zaproszenia na zebranie wraz z porządkiem obrad, treścią uchwał, sprawozdaniem finansowym i merytorycznym. Ważne jest odpowiednie przygotowanie sali, która zapewni komfort prowadzenia obrad, w niektórych przypadkach będzie to konieczność dodatkowego nagłośnienia czy rzutnika. Nie bez znaczenia pozostaje godzina zbyt wczesna wyeliminuje nam osoby pracujące, a zbyt późna rodziców, którzy muszą zwolnić opiekunki i położyć spać dzieci. Kluczowe jest miejsce zebrania, warto pamiętać, aby miejsce było nieopodal nieruchomości, tak aby zgromadzić możliwie największą grupę danej wspólnoty. Warto pamiętać, że urzędy dzielnic i gmin często chętnie udostępniają swoje sale nieodpłatnie po uprzedniej wcześniejszej rezerwacji. Dobrymi rozwiązaniami są też pobliskie szkoły i świetlice. Tam również można odbyć efektywne spotkanie z mieszkańcami danej inwestycji. W naszej firmie nie polecamy organizacji zebrań w piątki, dni świąteczne i weekendy, gdyż cechują się one mniejszą frekwencją Właścicieli.

Duże wspólnoty, zazwyczaj na pierwszych zebraniach cechuje frekwencja na poziomie od 40% do nawet 60%. Z każdym kolejnym zebraniem obserwujemy spadek liczebności mieszkańców. Kiedy sprawy wspólnoty się ustabilizują zwyczajowa obecność reprezentantów inwestycji sięga od 5% do 10%. Wyjątkiem są sprawy konfliktów pomiędzy mieszkańcami, roszczeń wobec dewelopera i inne ważne z punktu widzenia mieszkańców kwestie. Np. głosowanie instalacji fotowoltaicznych paneli, zezwoleń na prowadzenie na terenie inwestycji kontrowersyjnej działalności lub sprawy zwiększenia funduszy i nakładów celem wykonania istotnych prac remontowych.

Mniejsze wspólnoty mają większe poczucie własności swoich inwestycji. Podchodzą bardziej emocjonalnie i są dużo mocniej związane z daną inwestycją. Dużo bardziej są także związane ze sprawami lokalnymi. Znacznie niższy jest także procent inwestorów. Zazwyczaj frekwencja w takich wspólnotach utrzymuje się na poziomie pomiędzy 30% a 50%. Jest to raczej stała obecność mieszkańców na zebraniach.

Odnotowujemy praktycznie pojedyncze przypadki pełnomocnictw. Większość przypadków to np. pełnoletnie dziecko reprezentujące rodziców, czyli właścicieli mieszkania. Rzadko są to profesjonaliści tacy jak np. adwokaci czy profesjonalni zarządcy. Ci ostatni zdarzają się tylko w konkretnych przypadkach takich jak: odrębne stanowisko zarządu wspólnoty i właściciela mieszkania, konflikty pomiędzy mieszkańcami a właścicielem lokalu usługowego etc. Jest to jednak zjawisko bardzo marginalne. Takim wyrazistym przykładem jest sprzeciw wspólnoty wobec planu otwarcia sklepu całodobowego na terenie inwestycji lub małej gastronomii.

Należy pamiętać, że prawidłowe pełnomocnictwo powinno mieć umocowanie do uczestnictwa w zebraniu, reprezentacji w sprawach porządkowych a także do głosowania uchwał. Brak prawidłowego umocowania w którymś z tych zakresów może wykluczyć pełną możliwość reprezentacji danego pełnomocnika i uczynić jego obecność bezzasadną.

Jak wynika z niskiej frekwencji, w większości przypadków nie udaje się do końca przegłosować wszystkich uchwał podczas zebrań. W zależności od wspólnoty, jej uchwał jest wiele możliwości głosowania przez osoby nieobecne na zebraniu. Ze swojej praktyki mogę powiedzieć, że coraz częściej mamy do czynienia z głosowaniem online, dostępnym za pomocą specjalnego systemu. Mieszkańcy logują się do niego za pomocą specjalnych loginów i indywidualnych haseł. Informację o takiej możliwości rozsyłamy drogą mailową. Natomiast w dalszym ciągu w wielu miejscach praktykuje się głosowanie z wykorzystaniem wydrukowanych karto do głosowania i wizyty zarządcy w danej nieruchomości. Wówczas administracja zbiera podpisy pod uchwałami chodząc w danej inwestycji od drzwi do drzwi.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezesa firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

Podlaski Fundusz Kapitałowy inwestuje w internetową drogerię „La Rose”

Do grona partnerów Podlaskiego Funduszu Kapitałowego dołączyła internetowa drogeria La Rose. Spółka otrzymała finansowanie w kwocie 0,5 mln złotych, które przeznaczy, przede wszystkim na rozwój oferty asortymentowej. Umowę podpisano w styczniu 2020 roku na okres 3 lat. Warunki transakcji zostały wynegocjowane indywidualnie, a za podstawę przyjęto formułę finansowania private debt, które fundusz, jako jeden z niewielu, oferuje małym i średnim przedsiębiorstwom.

Rynek kosmetyków w Polsce od lat odnotowuje regularne wzrosty, a prognozy zapowiadają jego dalszy rozwój. Dla firm działających w tym obszarze, coraz bardziej istotny staje się kanał sprzedaży on-line, w którym kosmetyki są jedną z najważniejszych linii asortymentowych. Potencjał e-sprzedaży dostrzegły znane marki sklepów kosmetycznych, które inwestują w rozwój swoich sklepów internetowych i poszerzanie asortymentu sprzedawanego w tym kanale[1]. Z trendu korzystają także mniejsze drogerie internetowe, takie jak La Rose. W celu utrzymania odpowiedniej  dynamiki wzrostów, potrzebują jednak dodatkowego finansowania, głównie na rozwój oferty asortymentowej. Z pomocą przychodzą instytucje pozabankowe, które coraz częściej oferują rozwiązania dostosowane do indywidualnych potrzeb.

Przepis na sukces: doświadczenie i specjalizacja

La Rose zajmuje się w sprzedażą on-line kosmetyków naturalnych, koncentrując się przede wszystkim na tych pochodzących z Korei Południowej. Spółka jest autoryzowanym dystrybutorem kilkunastu koreańskich marek m.in.: Pyunkang Yul, iUNIK, Heimish, COSRX, Yadah. Drogeria specjalizuje się w segmencie kosmetyków pielęgnacyjnych (twarz, ciało, włosy), który według raportu KPMG odnotowuje największe wzrosty w kategorii kosmetyków luksusowych[2]. Spółkę La Rose utworzyły w 2016 roku osoby z wieloletnim doświadczeniem w branży kosmetycznej i logistycznej. Jej model biznesowy opiera się na budowie wysokiej jakości, wyselekcjonowanych kosmetyków do wieloetapowej pielęgnacji skóry oraz szybka obsługa wysyłek do 48h.

– Polska jest jednym z największych rynków kosmetyków w Europie, obecni są tutaj wszyscy światowi giganci kosmetyczni (Coty, L’oreal, Colgate, P&G, Unilever, Beiersdorf, Henkel). W związku z opanowaniem rynku drogerii stacjonarnych przez koncerny międzynarodowe, jedyną szansą na szybki debiut nowych marek stał się rynek e-commerce – mówi Monika Nowakowska, współwłaścicielka drogerii La Rose. – Dotyczy to zwłaszcza kosmetyków naturalnych. Zakupy kosmetyków w Internecie wbrew pozorom są bardziej przemyślane, bo klient kupuje w wielu e-sklepach, na podstawie informacji o składach, korzyści wynikających z działania składników aktywnych i oczywiście rekomendacji – głównie ze strony influencerów działających w social mediach. Największym wyzwaniem przy rozwijaniu sklepu internetowego jest budowa odpowiedniego portfolio kosmetyków, systematyczne wprowadzanie nowości oraz nieustające śledzenie trendów na rynku kosmetycznym. Trzeba cały czas być na bieżąco z modnymi składnikami aktywnymi. Strategia asortymentowa i dobry serwis logistyczny to podstawa – dodaje Monika Nowakowska.

Czym pachnie finansowanie firmy kosmetycznej?

Ostatnie miesiące były dla La Rose okresem dynamicznego zwiększania przychodów ze sprzedaży. Przyspieszony rozwój wpływa jednak na zwiększone zapotrzebowanie na środki obrotowe, które umożliwią realizację strategii asortymentowej, marketingowej oraz sprawną logistykę. Największą barierą w rozwoju La Rose stała się kwestia finansowania zapasu, który w 95-proc. przypadków wymaga przedpłaty. Potrzebom finansowym spółki nie była w stanie sprostać propozycja banków. Przeszkodą dla uzyskania kredytu w odpowiedniej wysokości była zbyt krótka historia kredytowa oraz brak wystarczających zabezpieczeń. Konkurencyjną ofertę finansowania zaproponował fundusz, który kieruje się mniej rygorystycznymi zasadami.

– Drogeria La Rose jest szybko rosnącą spółką. Zarząd posiada bogate doświadczenie oraz jasną i spójną strategię dalszego rozwoju. Dla nas to podstawowe warunki, na jakich opieramy współpracę, a zarazem kryteria, jakie musi spełnić firma starająca się o finansowanie – mówi Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym. Finansowanie dłużne typu private debt to ciekawa propozycja dla firm, które potrzebują kapitału na rozwój swojej działalności. Jest to forma pośrednia między długiem a kapitałem. Klient ma możliwość pozyskania dużo wyższej kwoty niż pozwala na to bieżąca zdolność kredytowa. Oferta jest tu każdorazowo „szyta na miarę” i bazuje na ocenie potencjału danej firmy. Największe zalety tej formy finansowania to elastyczność w kwestii warunków spłaty oraz zabezpieczeń, ale też zindywidualizowany charakter, przez co, jest to rozwiązanie atrakcyjne, niezależnie od branży – dodaje Krystyna Kalinowska.

Ostatni raport Gemius na temat e-commerce w Polsce[3] podaje, że liczba Polaków kupujących on-line rośnie. W połowie roku 2019 było to 62 proc. badanych internautów, wobec 56 proc. wśród ankietowanych rok wcześniej. Można więc spodziewać się, że ilość firm działających w e-commerce także będzie wzrastać. Wiele z nich, zmierzy się z problemem w jaki sposób sfinansować swój dalszy rozwój. Bardziej dostępna oferta funduszy kapitałowych stanie się w takiej sytuacji atrakcyjną alternatywą.

Podlaski Fundusz Kapitałowy jest jednym z najstarszych funduszy venture capital działających w Polsce. Fundusz został utworzony w 1995 roku, w ramach Polsko-Brytyjskiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tamtej pory zrealizował kilkadziesiąt inwestycji na łączną kwotę ok. 45 mln zł, z sukcesem finalizując wiele transakcji. Fundusz oferuje przedsiębiorstwom finansowanie typu venture capital oraz private debt. Maksymalna kwota zaangażowania w jeden podmiot to 1,5 mln PLN. Z finansowania mogą korzystać startupy generujące pierwsze przychody ze sprzedaży, jak również firmy będące w fazie dalszego rozwoju i ekspansji.

[1] https://www.magazyn-ecommerce.pl/artykul/piekna-logistyka-czyli-branza-beauty-w-internecie

[2] https://home.kpmg/pl/pl/home/insights/2019/12/raport-kpmg-w-polsce-pt-rynek-dobr-luksusowych-w-polsce-luksus-przez-pokolenia.html

[3] https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/raport-e-commerce.html

Vetrex podsumowuje rok 2019

Ubiegły rok był dla Vetrex okresem dalszego rozwoju i umacniania pozycji rynkowej. Jeden z kluczowych producentów okien PVC i drzwi z segmentu premium, należący do francuskiej Grupy Liebot, wprowadził na rynek nowe produkty, odświeżył identyfikację wizualną oraz wymienił większość floty transportowej. Firma odnotowała ponad 14 proc. wzrost przychodów. Na rynku polskim, na który trafiło więcej niż 70 proc. produkcji, wzrost ten wyniósł ponad 20 proc. Łącznie przychody za rok 2019 osiągnęły 108 mln zł. Najlepszy okazał się drugi kwartał, kiedy przychody były o 35 proc. wyższe w stosunku do analogicznego okresu roku 2018.

„Miniony rok był dla nas bardzo dobry. Rosnące zainteresowanie produktami Vetrex potwierdza stabilną pozycję firmy na rynku stolarki otworowej PVC w segmencie premium. Jest to efekt konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju opartej z jednej strony na dostarczaniu produktów najwyższej jakości, a z drugiej na dopasowaniu oferty do potrzeb i oczekiwań klientów. Pozytywny wpływ na sprzedaż miała też dobra koniunktura w budownictwie jednorodzinnym oraz zwiększone zapotrzebowanie ze strony osób przeprowadzających termomodernizacje i remonty domów. Polacy chętnie i świadomie inwestują w bardziej zaawansowane i droższe rozwiązania, traktując okna i drzwi jako inwestycję na lata. Przywiązują dużą wagę zarówno do energooszczędności i funkcjonalności, jak i atrakcyjnego wzornictwa. W zeszłym roku rozbudowaliśmy nasze portfolio o kolejne produkty wpisujące się w aktualnie panujące trendy. Odświeżyliśmy również identyfikację wizualną oraz wymieniliśmy większość floty transportowej” – mówi Paweł Bielak, Prezes Zarządu Vetrex.

W 2019 roku oferta Vetrex została poszerzona o dwa designerskie i energooszczędne produkty. Pierwszy to okno LUM’UP z węższymi ramami i większą powierzchnią szyb, wpuszczające do wnętrz do 27% więcej naturalnego światła niż standardowe modele. Drugi to stałe przeszklenie narożne bez słupka z szybami łączonymi na step. Wprowadzone nowości powstały w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie klientów na większe przeszklenia oraz na doświetlanie pomieszczeń światłem naturalnym.

Odświeżenie identyfikacji wizualnej objęło zmodyfikowanie logo, opracowanie nowego standardu wizualnego dla salonów sprzedaży, uruchomienie nowej odsłony serwisu internetowego oraz zmianę wyglądu materiałów reklamowych.

Dodatkowo firma wymieniła trzy czwarte floty transportowej. Nowo nabyte, nowoczesne samochody ciężarowe marki Mercedes są wyposażone w zaawansowane systemy oraz rozwiązania do przewozu stolarki okiennej. Ich ładowność wynosi do 40 ton. Dostarczają one produkty zarówno w kraju, jak i za granicę. Posiadanie własnej floty transportowej, szczególnie samochodów o największej ładowności, jest istotne dla firmy ze względu na przewożenie konstrukcji wielkogabarytowych.

Vetrex koncentruje się na rynku krajowym, gdzie trafia ponad 70 proc. produkcji. Oferta skierowana jest do klientów indywidualnych. Firma działa w dwóch obszarach. Pierwszy to nowobudowane domy, a drugi to domy i mieszkania poddawane remontom oraz modernizacjom. Vetrex jest jednym z pionierów sprzedaży sieciowej za pośrednictwem Autoryzowanych Salonów Sprzedaży. Obecnie posiada ponad 100 partnerów handlowych na terenie całego kraju. Poza Polską produkty Vetrex sprzedawane są w całej Europie. Najwięcej produktów trafia na rynek niemiecki i włoski. Firma eksportuje też do krajów skandynawskich, Luksemburga, Belgii, Szwajcarii, Francji i Holandii.

Dobra passa złotego. Euro tańsze niż 4,25 zł!

Ostatnie dni były bardzo łaskawe dla polskiej waluty. To, co cieszy osoby chcące jechać na narty, czy spłacić ratę kredytu walutowego, nie jest oczywiście tak samo dobre dla eksporterów rozliczających się w walutach obcych.

Euro znów w okolicach 4,25 zł

Dobra passa złotego znowu doprowadziła euro w okolice poziomów 4,25 zł. Są to okolice miejsca, gdzie zatrzymywał się w ostatnich ruchach. Wątpliwe jest zatem, by wyraźnie poprawił obecne poziomy. Warto zauważyć, że złoty dotarł do nich mimo całego strachu na rynkach związanego z koronawirusem oraz bez wsparcia ważnych danych makroekonomicznych. To bardzo dobrze świadczy o naszej walucie. Frank kosztuje około 3,97 zł. Dolar 3,86 zł, a funt zbliżył się do psychologicznej bariery 5 zł.

Amerykański rynek pracy zaskoczył

Raport na temat nowych miejsc pracy to ważny odczyt w kalendarium danych makroekonomicznych za oceanem. Dane z rynku pracy wydają się mieć tam większą wagę niż w Europie. Utworzenie 291 tysięcy miejsc pracy wobec oczekiwanych zaledwie 156 tysięcy pokazuje, że tamtejszy rynek pracy jest w dalszym ciągu w bardzo dobrej kondycji. Nie może zatem dziwić kolejne umocnienie dolara względem euro, który to przełamał oczekiwany od dawna poziom 1 dolara i 10 centów za euro.

Odbicie na ropie

Ostatnie dni pomogły nie tylko polskiej walucie, ale również surowcom przemysłowym. Ropa naftowa odbiła się od 54 dolarów za baryłkę do ponad 56 dolarów. Stało się to pomimo wzrostu zapasów czarnego złota, o których wczoraj informowali Amerykanie. Odbicie jednak nie jest tak silne jak w przypadku polskiego złotego, który powrócił już w okolice swoich maksimów. Ropa w ciągu miesiąca nadal traci 20% na wartości. Jest to wynik spadku prognozowanego popytu na ten surowiec w związku ze słabszymi danymi o wzroście gospodarczym.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Empatyczne roboty, czyli trendy technologiczne, które zmienią biznes w 2020 roku

Globalny rynek rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, które pomagają rozpoznać emocje człowieka, będzie rósł o 32,3 proc. rocznie w ciągu najbliższych czterech lat.

Aby technologia stała się motorem zmian, w organizacji niezbędne jest umiejętne połączenie ze sobą kilku przełomowych innowacji. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Tech Trends 2020”, decyzje w sprawie inwestycji w IT coraz częściej należą do dyrektorów finansowych, podczas gdy architekci systemów informatycznych zaczynają brać na siebie większą odpowiedzialność za wdrażanie poszczególnych usług. Współpraca obu działów jest konieczna do rozwoju technologicznego organizacji. Jak ustalili eksperci firmy doradczej w tej chwili działy IT na wdrożenie nowych rozwiązań innowacyjnych wydają średnio 18 proc. swojego budżetu.

W erze cyfrowej, umiejętność łączenia wielu różnych technologii naraz stała się kluczem do rozwoju organizacji i najwyższym priorytetem działalności firm. Według ekspertów Deloitte to właśnie rzeczywistość cyfrowa, blockchain oraz technologie kognitywne, takie jak uczenie maszynowe czy boty, będą kształtowały biznes w ciągu najbliższej dekady. Aby jednak było to możliwe, konieczna będzie bliska współpraca pomiędzy prezesami zarządów a szefami działów IT. Pozwoli ona firmie nie tylko zidentyfikować obecne trendy rynkowe, wypracować odpowiednią strategię działań, lecz też uzyskać pozycję lidera na tym niezwykle konkurencyjnym rynku.

– Doświadczenie cyfrowe, analityka, technologie kognitywne czy też blockchain – to tylko niektóre z czynników, które już teraz decydują o losie przedsiębiorstw. Oczekujemy, że w ciągu kolejnych kilku lat innowacyjne rozwiązania jeszcze bardziej zakorzenią się w biznesie. Sztuczna inteligencja w sposób wykładniczy zacznie nie tylko rozpoznawać wzorce, ale również interpretować ich sens, co pozwoli firmom jeszcze efektywniej działać, np. poprzez bardziej kontekstową obsługę klientów. Spodziewamy się też dalszego rozwoju technologii kwantowej, która zacznie znajdywać praktyczne zastosowania przy rozwiązywaniu na dziś wciąż zbyt skomplikowanych zagadnień i nie będzie już tylko odległym marzeniem – mówi Sławomir Lubak, Partner, Lider obszaru strategii i integracji technologii oraz TMT, Deloitte.

Zaufanie nigdy nie było tak ważne

W ciągu ostatnich lat rola etyki w biznesie zyskała na znaczeniu. Nad kwestiami wykorzystania danych osobowych czy śledzenia zachowań w internecie zastanawiają się nie tylko klienci, lecz też pracownicy, partnerzy, inwestorzy oraz organy regulacyjne. Pojawienie się technologii cyfrowej oznacza zatem dla firm walkę o większe zaufanie. Jak wynika z badania Deloitte sporządzonego we współpracy z MIT Sloan Management Review „Accelerating digital innovation inside and out”, 35 proc. respondentów uważa, że liderzy ich organizacji poświęcają wystarczająco dużo czasu na przemyślenia i komunikowanie wpływu innowacji na społeczeństwo. Wykorzystanie technologii w sposób etyczny pomaga nie tylko zdobyć jeszcze większe zaufanie wśród interesariuszy, lecz też zwiększa przejrzystość funkcjonowania firm oraz zapewnia bezpieczeństwo danych.

– Zaufanie do firm jest dziś ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Klienci, organy regulacyjne i media oczekują, że marki będą otwarte, uczciwe i spójne we wszystkich aspektach swojej działalności, od produktów i promocji, po kulturę pracy i relacje z partnerami biznesowymi. Ponieważ każda firma jest teraz mniej lub bardziej technologiczna, wartości te powinny być wpisane we wszystkie działania wykorzystujące technologię – od odpowiedniego zabezpieczenia danych klientów i kontrahentów, przez etyczne wykorzystanie danych i algorytmów AI po informowanie otoczenia o wykorzystywaniu konkretnych rozwiązań technologicznych. Tylko etyczne wykorzystanie technologii może zbudować zaufanie, które zaowocuje długotrwałymi relacjami biznesowymi – mówi Mariusz Ustyjańczuk, Partner w departamencie zarządzania ryzykiem, Deloitte.

Niezbędna jest współpraca

Jak wynika z badania Deloitte „CIO Survey 2018”, przeciętny dział IT wydaje 56 proc. budżetu na utrzymanie działalności biznesowej i tylko 18 proc. na innowacje. Uzyskaniu większego wsparcia w kwestii unowocześniania systemów IT przeszkadzają wewnętrzne procedury planowania budżetu firm. W związku z tym, zgodnie z przewidywaniami autorów raportu „Tech Trends 2020”, w ciągu kolejnych dwóch lat coraz więcej liderów działów IT i finansów będzie nawiązywać współpracę w celu wypracowania elastycznego podejścia do finansowania innowacji.

– W ramach zwinnej transformacji zazwyczaj redefiniowany jest proces budżetowania w firmach, który historycznie bazuje na corocznych budżetach, co może utrudniać szybkość działań w organizacji. Podejście zwinne, wymaga częstych zmian kierunku i decyzji w kontekście przeznaczania zasobów. Właśnie dlatego, coraz więcej firm decyduje się na plany kwartalne. Co więcej, aby przyspieszyć wdrożenie innowacyjnych rozwiązań, dyrektorzy zarządzający i finansowi muszą zbadać inne możliwości finansowania – na przykład współinwestowanie w obrębie branży czy sektora. Pozwoli to nie tylko współdzielić ryzyko z tym związane, lecz też osiągać wspólne cele rozwojowe – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego, Deloitte.

Empatyczne roboty

Rozwój affective computing, czyli technologii rozpoznającej stan emocjonalny człowieka, nabiera tempa. Według ekspertów Deloitte, w ciągu następnych dwóch lat coraz więcej firm będzie inwestować w takie rozwiązania, które pozwolą im lepiej zrozumieć potrzeby swoich odbiorców. Oczekuje się, że dzięki technikom HCD, czyli projektowaniu opartym na szerszym poznaniu perspektywy człowieka, np. użytkownika, technologia będzie w stanie coraz lepiej rozpoznać emocje i kontekst sytuacji, w której człowiek się znajduje, a także odpowiednio na to zareagować. Z raportu Deloitte wynika, że wykorzystanie informatyki afektywnej pomoże organizacjom osiągnąć wzrost przychodów 17 razy szybciej od tych, które takich działań nie podejmą. Ponadto, wielkość globalnego rynku rozwiązań afektywnych wzrośnie z 22 mld dolarów w 2019 r. do 90 mld dolarów w 2024 r., osiągając roczny wzrost na poziomie 32,3 proc.

– Połączenie badań neurobiologicznych, czyli pomiaru aktywności mózgu, czy ruchu gałek ocznych, technik HCD, odpowiednich zasad etycznych organizacji oraz wartości ludzkich, pozwoli firmom lepiej zrozumieć naturalne procesy decyzyjne klientów. Umiejętne przetwarzanie pozyskanych danych stanie się zatem czynnikiem decydującym o sukcesie przyszłych innowacji – mówi Sławomir Lubak.

Wirtualizacja świata

Z biegiem lat granice pomiędzy fizycznym a cyfrowym światem coraz bardziej się zacierają, stwarzając tym samym nowe możliwości rozwoju. Już dzisiaj na wiele różnych sposobów firmy wykorzystują potencjał cyfrowych bliźniaków, czyli wirtualnych replik fizycznych urządzeń lub złożonych systemów. Np. w służbie zdrowia służą one do symulacji pracy ludzkiego serca. Możliwości te nie są nowe, ale trend nabiera tempa dzięki szybko rozwijającym się metodom modelowania, lepszej interoperacyjności oraz większej dostępności narzędzi i infrastruktury obliczeniowej. Jak twierdzą eksperci Deloitte, rozwój cyfrowych bliźniaków będzie się nasilać w nadchodzących latach.

– Bliźniaki cyfrowe mogą zwiększać wydajność produkcji, optymalizować łańcuchy dostaw, przewidywać potrzebną konserwację maszyn, czy pomagać w ograniczaniu zatorów – a potencjalnych zastosowań jest o wiele więcej. Dostęp do coraz większej ilości danych umożliwia tworzenie symulacji, które są bardziej szczegółowe i dynamiczne niż kiedykolwiek. Ponadto, wirtualizacja obiektów stała się tak samo dostępna dla dużych, jak i małych organizacji. W najbliższym czasie niemal każda firma będzie mogła wykorzystać cyfrowe bliźniaki do optymalizowania procesów, podejmowania decyzji na podstawie danych w czasie rzeczywistym oraz opracowywania nowych produktów, usług i modeli biznesowych – mówi Mariusz Ustyjańczuk.

Architekci IT idą na całość

Architektura IT, czyli projektowanie, wdrażanie i nadzorowanie poszczególnych komponentów technologicznych, ma obecnie większe znaczenie strategiczne niż kiedykolwiek przedtem. Według 42 proc. respondentów webcastu Deloitte „The future of architecture: Designing a foundation for growth” architekt IT przyszłości to jeszcze bardziej wyspecjalizowany technicznie i dostosowany do środowiska biznesowego specjalista. To osoba, która pomaga w dialogu pomiędzy biznesem a IT, przekładając potrzeby firmy na język systemów. W najbliższym czasie architekci zaczną brać na siebie coraz większą odpowiedzialność za tworzenie usług i zarządzanie systemami operacyjnymi. Ponadto, będą bezpośrednio odpowiedzialni za osiąganie wyników biznesowych i rozwiązywanie problemów architektonicznych.

– Aby zachować konkurencję rynkową, duże organizacje będą musiały przemyśleć swoje podejście do architektów IT. Architekci powinni wyjść ze swoich stref komfortu i udzielać wsparcia na projektowej linii frontu. Taka zmiana pomoże im podnieść poziom zaangażowania, responsywności i kreatywności, a jednocześnie zachować całościowy obraz organizacji. Podwyższone zaangażowanie architektów w kluczowe projekty transformacyjne pozwoli napędzić szybkość zmian, usprawnić działanie całej organizacji i z pewnością przyczyni się do jej rozwoju – dodaje Daniel Martyniuk.

Facebook jest najczęściej wykorzystywaną marką w atakach phishingowych

Check Point Research, oddział wywiadu bezpieczeństwa firmy Check Point® Software Technologies Ltd., opublikował nowy Raport Phishingowanych Marek za Q4 2019. Raport wyszczególnia marki, które były najczęściej podrabiane przez przestępców podczas prób kradzieży prywatnych danych oraz płatności w czwartym kwartale 2019 roku, najgorętszym okresie zakupów internetowych w roku.

W ataku phishingowym z wykorzystaniem marki, przestępcy próbują imitować oficjalną stronę dobrze znanego serwisu, używając podobnej nazwy domeny lub adresu URL oraz wyglądu strony zbliżonego do oryginalnej. Wejście na fałszywą stronę może nastąpić poprzez kliknięcie linka wysłanego do ofiary za pomocą e-maila lub wiadomości tekstowej, przekierowanie podczas przeglądania sieci lub używanie złośliwej aplikacji mobilnej. Fałszywa strona często zawiera formularz mający na celu kradzież danych logowania, płatności lub innych prywatnych informacji użytkownika.

Najczęściej podrabiane marki w Q4 2019

Marki zostały uporządkowane według częstotliwości ich występowania w atakach phishingowych:

  1. Facebook (użyty w 18% ataków na świecie)
  2. Yahoo (10%)
  3. Netflix (5%)
  4. PayPal (5%)
  5. Microsoft (3%)
  6. Spotify (3%)
  7. Apple (2%)
  8. Google (2%)
  9. Chase (2%)
  10. Ray-Ban (2%)

Najczęściej podrabiane marki według platformy

W ciągu ostatniego kwartału 2019 roku występowały znaczące różnice w sposobie wykorzystywania marek przy różnych formach ataku: przykładowo, na urządzeniach mobilnych, przestępcy skupiali się głównie na znanych markach z branży technologicznej i social media, a także banków, podczas gdy w wiadomościach e-mail, numerem 2 była część kampanii zakupowej przed Black Friday w listopadzie 2019.

Email (27% wszystkich ataków w Q4)

  1. Yahoo
  2. Rbs (Ray-Ban Sunglasses)
  3. Microsoft
  4. Dropbox

Strony internetowe (48% wszystkich ataków w Q4)

  1. Spotify
  2. Microsoft
  3. PayPal
  4. Facebook

Urządzenia mobilne (25% wszystkich ataków w Q4)

  • Mobilna bankowość Chase
  • Facebook
  • Apple
  • PayPal

– Cyberprzestępcy korzystają z różnorodnych form ataku, aby oszukać swoje ofiary, celem kradzieży danych osobowych i danych logowania oraz pieniędzy. Z reguły korzystają oni ze spamowych wiadomości e-mail, ale zaobserwowaliśmy również atakujących, którzy włamywali się na konta mailowe, śledzili swoje ofiary przez wiele tygodni, a następnie przeprowadzali spersonalizowane ataki wymierzone w ich partnerów i klientów, żeby ukraść pieniądze – powiedziała Maya Horowitz, Dyrektor wywiadu bezpieczeństwa oraz badań cybernetycznych w Check Point – W ciągu ostatnich dwóch lat, incydenty tego typu występują coraz częściej z powodu większej popularności kont mailowych w chmurze, które ułatwiają przestępcom podszywanie się pod jedną ze stron. Phishing będzie rosnącym zagrożeniem w 2020 roku.

Raport Phishingowanych Marek Check Pointa powstał na podstawie danych pochodzących z TheatCloud firmy Check Point, największej sieci współpracy do walki z cyberprzestępczością, która dostarcza danych o zagrożeniach i trendach w atakach z globalnej sieci sensorów. Baza danych ThreatCloud zawiera ponad 250 milionów adresów analizowanych pod kątem botów, ponad 11 milionów sygnatur złośliwego oprogramowania oraz ponad 5,5 miliona zainfekowanych stron internetowych i pomaga identyfikować miliony nowych typów złośliwego oprogramowania każdego dnia.

Billennium zapowiada przejęcia i wzmacnia zespół

Billennium rozszerza swoją działalność, wzmacnia obszar inwestycji kapitałowych i tworzy nowe stanowisko – Corporate Finance Director. Firma zapowiada tym samym plany ekspansji poprzez akwizycję. Za obszar od stycznia odpowiada Piotr Waszkiewicz, który od ponad 10 lat związany jest z rynkiem kapitałowym w Polsce. Billennium zatrudnia obecnie 1200 specjalistów i od 17 lat oferuje usługi outsourcingu IT oraz specjalistyczne produkty IT dla biznesu.

Jako Corporate Finance Director Piotr Waszkiewicz będzie odpowiadał za ocenę projektów inwestycyjnych, możliwości pozyskiwania finansowania zewnętrznego oraz kontakt z potencjalnymi inwestorami.

Wraz z rozwojem firmy chcemy skupiać się nie tylko na organicznym wzroście, ale również budowie naszego portfolio poprzez inwestycje, przejęcia czy konsolidacje – mówi Bartosz Łopiński, CEO w Billennium. – Piotr Waszkiewicz posiada bardzo szerokie doświadczenie, dlatego głęboko wierzę, że będzie dla nas dużym wzmocnieniem i przyczyni się do dalszego dynamicznego rozwoju Billennium.

Piotr Waszkiewicz przeszedł do Billennium z departamentu doradztwa KPMG, gdzie pracował w Zespole zajmującym się fuzjami i przejęciami. Wcześniej zatrudniony był między innymi w Santander Bank (dawniej Bank Zachodni WBK) w departamencie rynków kapitałowych i inwestycji oraz w japońskim banku inwestycyjnym Nomura International. Jest również gościnnie wykładowcą na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, na studiach MBA, gdzie prowadzi zajęcia związane z tematyką fuzji i przejęć.

Jeszcze w 2015 roku Billennium zatrudniało 200 pracowników i dysponowało biurami w Warszawie i Lublinie. W ciągu pięciu lat zatrudnienie wzrosło do 1200 specjalistów. Obecnie firma posiada 9 oddziałów w Polsce oraz biura w Indiach (Pune), Malezji (Kuala Lumpur) i Stanach Zjednoczonych (Nowy Jork).