Przemysł chemiczny walczy ze zmianami klimatycznymi. Przyszłość to m.in. innowacyjne wykorzystanie dwutlenku węgla czy chemiczny recykling

Przemysł chemiczny walczy ze zmianami klimatycznymi. Przyszłość to m.in. innowacyjne wykorzystanie dwutlenku węgla czy chemiczny recykling 1

Branża chemiczna może pomóc w walce z negatywnymi zmianami klimatycznymi. Inwestuje w rozwiązania, które pozwalają ograniczyć emisję dwutlenku węgla w procesie produkcji czy zanieczyszczenie plastikiem. Przykładem jest opracowany przez BASF biodegradowalny i kompostowalny materiał do produkcji folii rolniczej, wyprodukowany w 85 proc. z naturalnych surowców, który może być też wykorzystana do produkcji worków na śmieci, czy specjalna odmiana nasion soi, która pozwala uzyskiwać wyższe plony. Koncern zatrudnia na całym świecie ponad 11 tys. inżynierów i naukowców w działach badań i rozwoju. Tylko w ubiegłym roku firma zgłosiła ponad 900 patentów.

 Branża chemiczna jest bardzo energochłonna. Z natury rzeczy zużywamy dużo energii i mamy większą emisję. Stąd podstawowy aspekt to zadbanie o to, żeby tej emisji było jak najmniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Byczkowska, dyrektor zarządzająca BASF Polska.

Zarządzanie związkami węgla i ograniczenie emisji CO2 to w tej chwili główny kierunek polityki klimatycznej w wymiarze unijnym, jak i globalnym. Cele UE zakładają, że do 2030 roku emisja gazów cieplarnianych zostanie zredukowana minimum o 40 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku. Na forum unijnym cały czas toczą się również rozmowy dotyczące osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Taki cel dla niektórych gałęzi przemysłu, np. dla przemysłu chemicznego, stanowi trudne zadanie. Brak działań w tym kierunku może jednak doprowadzić do naprawdę niebezpiecznych konsekwencji. Dlatego zarówno modele biznesowe, jak również produkty i usługi muszą zostać opracowane na nowo. W tej chwili mamy do czynienia z inwestycjami w zrównoważony rozwój, które niosą ze sobą wiele korzyści biznesowych. Przedsiębiorcy inwestują na rynkach rozwijających się, ograniczają ryzyko i redukują koszty, czerpiąc wiele korzyści ze strategii zrównoważonego rozwoju – mówi prof. Wayne Visser, Professor of Integrated Value & Chair of Sustainable Transformation, Antwerp Management School.

Zmiany klimatu i inne najważniejsze globalne problemy adresują Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ nakreślone do 2030 roku (tzw. Agenda 2030). Jednym z nich jest szybki przyrost populacji. Jeżeli ta – zgodnie z prognozami ONZ – wzrośnie do 9,6 mld ludzi w 2050 roku, ludzkość będzie już potrzebować bogactw naturalnych trzykrotnie przekraczających zasoby planety, z kolei rolnictwo – żeby wyżywić całą populację – będzie musiało zwiększyć produkcję rolną o 65–80 proc. (raport „Rolnictwo i przyroda” BASF).

 Daleko nam jeszcze do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju, ale są już obszary, w których przedsiębiorcy sprawnie stawiają czoła wyzwaniom, wprowadzając innowacje i nowe rozwiązania, których potrzebujemy. Pozytywnych przykładów dostarczają odnawialne źródła energii, akumulatory, materiały stanowiące alternatywę dla tworzyw sztucznych, jak nadające się do kompostowania materiały pochodzenia biologicznego i biodegradowalny plastik. Te rozwiązania są niestety na wczesnym etapie wprowadzania do użytku, więc trzeba zacząć stosować je na odpowiednio większą skalę – mówi prof. Wayne Visser.

Globalnie BASF zatrudnia 11 tys. inżynierów i naukowców, którzy zajmują się działalnością badawczo-rozwojową i na całym świecie ma ok. 70 jednostek B+R. W ubiegłym roku firma prowadziła ponad 3 tys. projektów badawczo-rozwojowych, przeznaczając na tę część działalności 2 mld euro. Koncern w 2018 roku zgłosił ponad 900 patentów, co stawia go w ścisłej, światowej czołówce. Dyrektor zarządzająca BASF Polska podkreśla, że koncern rozwija innowacyjne projekty.

– Mamy w tej chwili ponad stu naukowców, którzy pracują w naszym dziale R&D, skupiając się wyłącznie na temacie klimatycznym. Podstawowy temat to zarządzanie dwutlenkiem węgla i nowe technologie, które wiążą CO2 albo wykorzystują energię odnawialną – mówi Katarzyna Byczkowska.

Intensywnych prac badawczo-rozwojowych wymaga m.in. Program Zarządzania Emisjami (Carbon Management), który został wprowadzony w ogłoszonej w ubiegłym roku strategii BASF. Firma zadeklarowała, że w ciągu najbliższej dekady podwoi produkcję bez wzrostu całkowitej emisji gazów cieplarnianych. Program obejmuje trzy obszary: poprawę efektywności energetycznej, zwiększenie udziału zielonej energii i opracowanie niskoemisyjnych technologii.

Przykładem mogą być krakery parowe BASF, służące do rozkładu ropy naftowej na olefiny i węglowodory aromatyczne wykorzystywane w dalszej produkcji. Wymagają one rozgrzania gazem ziemnym do temperatury 850°C. BASF zamierza w ciągu najbliższych 5 lat opracować pierwszą na świecie koncepcję rozgrzewania krakerów parowych energią elektryczną z OZE, co pozwoli ograniczyć emisję CO2 o 90 proc.

– Produkty uboczne produkcji w jednym zakładzie są wykorzystywane jako surowiec w innym. To wpisuje się w gospodarkę obiegu zamkniętego, pomaga nam zaoszczędzić pieniądze, zaoszczędzić energię i  znacznie zredukować emisję CO2 – podkreśla dyrektor zarządzająca BASF Polska.

Koncern ma też pomysły na zagospodarowanie zmieszanych odpadów z tworzyw sztucznych. Służyć temu ma ChemCycling, czyli recykling chemiczny. Odpady z tworzyw sztucznych można wykorzystywać do produkcji gazu syntezowego lub olejów dzięki procesom termochemicznym. Powstałe w ten sposób surowce są używane do nowej produkcji, zastępując częściowo paliwa kopalne. We współpracy z klientami z 10 różnych sektorów BASF rozwija już pilotażowe produkty oparte o ChemCycling.

– To innowacja w procesie gospodarki odpadami, z której mogą skorzystać wszystkie branże: producenci opakowań, branże wykorzystujące tworzywa sztuczne czy zobowiązane do uczestnictwa w recyklingu – mówi Katarzyna Byczkowska.

Gospodarka obiegu zamkniętego i sposoby na walkę ze zmianami klimatycznymi były głównym tematem konferencji „BASF dla planety”, która odbyła się 5 listopada w warszawskim Centrum Nauki Kopernik i której partnerami były Global Compact Network Poland i UNEP GRID Warszawa. Wydarzeniu, które też miało być neutralne dla środowiska, więc jednorazowe plastikowe kubki czy worki na śmieci zastąpiono biodegradowalnymi, towarzyszyła również wystawa innowacyjnych, proekologicznych rozwiązań branży chemicznej.

Chcieliśmy zwrócić uwagę na rozwiązania, które wspierają ograniczenie emisji, sprzyjają klimatowi i planecie. Skupiliśmy się na innowacyjnych produktach, które właściwie każdy z nas może już stosować w codziennym życiu i z których może korzystać też przemysł – mówi dr inż. Aleksandra Ćwil-Kaczmarek z działu rozwoju rynku w BASF. – Są to m.in. rozwiązania, które były już testowane w Polsce. Promujemy produkty katalityczne, związane z produkcją zielonego glikolu propylenowego, innowacje dla rolnictwa, tworzywa biodegradowalne i innowacyjne tworzywa sztuczne, elektromobilność, innowacyjne i naturalne produkty do pielęgnacji ciała czy dla gospodarstw domowych. Rozmawiamy m.in. o certyfikowanym oleju palmowym i produktach, które pochodzą z odpowiedzialnego źródła.

Przy odpowiednim podejściu nawet szkodliwy dla klimatu dwutlenek węgla może stać się surowcem, wykorzystywanym na przykład do produkcji superabsorbentów.

Superabsorbenty to hydrożele, które wchłaniają wodę i mogą być stosowane np. w pieluchach. Możemy też wykorzystać dwutlenek węgla do metanizacji, czyli przekształcić go w wodór, albo zastosować jako produkt pośredni do otrzymywania olefin. Jest mnóstwo przykładów, ale w tych trzech zostały już podjęte konkretne działania i chcielibyśmy je wdrożyć przed 2030 rokiem – mówi dr inż. Aleksandra Ćwil-Kaczmarek.

Hostessing w Polsce pełen nadużyć ze strony klientów i pracodawców. Pierwszy raport dotyczący tej branży wskazuje patologie rynku

Hostessing w Polsce pełen nadużyć ze strony klientów i pracodawców. Pierwszy raport dotyczący tej branży wskazuje patologie rynku 2

Relatywnie dobre zarobki w stosunku do czasu pracy i duża elastyczność, a z drugiej strony – niestabilne umowy, przypadki molestowania seksualnego, upokarzanie i wykorzystywanie – to realia pracy hostess, zatrudnianych na eventach do promocji marek i produktów. Takie usługi świadczy w Polsce około 100 agencji, a zawód hostessy jest silnie sfeminizowany: na 50 kobiet, w większości przed 30. rokiem życia, przypada średnio tylko 1 mężczyzna. Na problemy tego rynku zwraca uwagę pierwszy w Polsce raport dotyczący branży hostessingu.

– Największą zaletą pracy w hostessingu są relatywnie dobre zarobki przy niewielkim nakładzie czasu, jaki trzeba poświęcić na to zajęcie, oraz elastyczność, co jest ważne dla studentek, które stanowią większość hostess. Najpoważniejszą wadą są natomiast przypadki molestowania seksualnego, które zdarzają się zarówno ze strony klientów, jak i organizatorów imprez. Hostessy narzekały też na uciążliwość fizyczną tej pracy, bo to jest wielogodzinne stanie i chodzenie w butach na obcasach, przez co bolą je nogi i plecy, zdarza się też, że ubrania nie są dostosowane do warunków pogodowych – mówi agencji Newseria Biznes Anna Perlik-Piątkowska, współautorka raportu „Branża hostess w Polsce. Główne problemy i kontrowersje”.

Hostessing stanowi w Polsce pierwszą pracę dla tysięcy młodych ludzi, przeważnie kobiet. To pierwsze zetknięcie z rynkiem pracy bywa jednak trudne z powodu nadużyć ze strony klientów i pracodawców oraz stereotypów dotyczących tej pracy. Zawód hostessy jest postrzegany jako mało wymagający, a wiele kobiet na tym stanowisku musi mierzyć się z upokarzaniem, wyzyskiem i wykorzystywaniem.

– Temat hostessingu nie był przedmiotem głębszych  analiz czy badań, choć pojawiał się w przestrzeni publicznej i w mediach np. w kontekście stereotypizacji pracy kobiet. Postanowiliśmy oddać głos samym hostessom i przygotowaliśmy badanie jakościowe. W wywiadach pytaliśmy, jakie są warunki ich pracy, co je zachęca do pracy hostessy, co im przeszkadza w tej pracy, jakie są ich relacje z pracodawcami i klientami. Hostessy otwarcie mówiły nam o tym, jak są traktowane, z jakimi trudnymi sytuacjami się spotykają, i tak powstał nasz raport. Chcemy nim otworzyć publiczną dyskusję na temat tej branży, konieczności stworzenia pewnych standardów i zasad etycznych, które odpowiadałyby na potrzeby młodych osób wkraczających na rynek pracy – mówi Monika Kulik z Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB).

Raport „Branża hostess w Polsce. Główne problemy i kontrowersje”, opracowany przez Komitet Dialogu Społecznego KIG we współpracy z FOB, to pierwsze w Polsce opracowanie na temat tego sektora. Na jego potrzeby przeprowadzono kilkanaście pogłębionych wywiadów z hostessami oraz przeanalizowano ogólnodostępne materiały poświęcone tej branży.

– Zwracałbym uwagę na to, aby te firmy, instytucje, które wynajmują hostessy i hostów na swoje wydarzenia, brały odpowiedzialność za to, co czynią. To one powinny w ramach zjawiska godnej pracy w łańcuchach dostaw być odpowiedzialne za to, co na ich wydarzeniach się dzieje. Oczywiście agencje też są odpowiedzialne, ale ta odpowiedzialność nie powinna rozmywać się w odniesieniu do podmiotów , które są organizatorami konferencji, wydarzeń i bankietów – mówi Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Ten raport powinien być wstępem do szerszej dyskusji na temat pozycji kobiet w społeczeństwie i świecie pracy oraz do działań na rzecz zmiany pozycji kobiet w miejscu pracy, nie tylko w segmencie hostess – dodaje.

Z danych zebranych w raporcie wynika, że w Polsce wynajęcie hostess oferuje około 100 agencji, najczęściej prowadzonych przez osoby związane z branżą mody i marketingu. Praca hostessy opiera się głównie na elastycznej formie zatrudnienia – dominują umowy-zlecenia i o dzieło. Ten zawód jest silnie sfeminizowany. Na 50 kobiet w zawodzie przypada średnio tylko 1 mężczyzna. Najliczniejszą grupę stanowią kobiety przed 30. rokiem życia – 7 na 10 hostess to kobiety w wieku od 23 do 30 lat, tylko niecałe 20 proc. ma powyżej 30 lat.

Wynagrodzenia hostess wahają się od kilkunastu złotych za godzinę do nawet kilku tysięcy złotych za dzień pracy. Najmniej zarabiają hostessy rozdające próbki produktów w dużych sklepach. Na najwyższe stawki mogą liczyć uczestniczki dużych kampanii promocyjnych, a także hostessy zatrudnione do obsługi bankietów czy konferencji.

– Chcielibyśmy, żeby praca hostess była wolna od stereotypizacji i pozwoliła młodym osobom jak najlepiej odnaleźć się na rynku pracy. Zachęcamy też do różnorodności – żeby zatrudniać nie tylko kobiety, ale i mężczyzn, korzystać z pomocy osób w różnym wieku do promowania produktów, usług czy wydarzeń – mówi Monika Kulik.

Współodpowiedzialność za działania na rzecz polepszenia warunków pracy hostess powinny wziąć także firmy, które korzystają z ich usług do reklamowania swoich produktów. Dla wielu z nich hostessy pełnią ważną rolę, ponieważ podczas eventów to one wpływają na pierwsze wrażenie o marce.

Jak zauważa współautorka raportu Anna Perlik-Piątkowska, w krajach Europy Zachodniej są przyjmowane różne rozwiązania, które regulują działanie branży. Dlatego pozytywne wzorce można zaczerpnąć z rynków zagranicznych.

– Pierwszym jest rezygnacja z hostess na rzecz konsultantów i konsultantek, którzy są proszeni o adekwatny ubiór oraz nawiązywanie biznesowych rozmów z klientami. Tego typu przypadki się pojawiają, np. na targach motoryzacyjnych w Genewie. Drugim sposobem na modyfikowanie działania branży jest zwiększanie udziału hostów, czyli liczby mężczyzn w branży. Na takie rozwiązanie zdecydowała się w 2018 roku Vuelta a España, czyli jeden z najsłynniejszych wyścigów kolarskich na świecie – nagrody oraz kwiaty kolarzom wręczali kobieta i mężczyzna. Trzecią, dobrą praktyką jest samoregulacja branży – tu przykładem może być Francuski Związek Pracodawców Hostess, który w 2015 roku rozpoczął walkę z dyskryminacją i wdrożył kodeks dobrych praktyk, który odnosi się głównie do kwestii pracowniczych – mówi Anna Perlik-Piątkowska.

Wyrok TSUE: tylko do 15 listopada czas na wznowienie postępowań podatników „wkręconych” w karuzele podatkowe

Dnia 16.10. 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie Glenkore Agriculture Hungary Kft. C-189/18, który może się okazać dla wielu podatników pomocny w prowadzonych postępowaniach podatkowych oraz stanowić dobrą przesłankę do wzruszania sprawy na etapie decyzji ostatecznej. Wyrok powinien   zmienić podejście organów podatkowych do możliwości przytaczania bezrefleksyjnie decyzji wymiarowych wobec innych podatników w ramach prowadzonych postępowań. Czas na wznowienie postępowania podatkowego zakończonego ostateczną decyzją mija jednak 15 listopada 2019 r.

  • Jeśli organy podatkowe włączają jako dowody wyciągi z innych decyzji wydanych wobec kontrahentów podatnika, praktyka taka narusza prawo podatnika do obrony i prawo do rzetelnego procesu.
  • Jeśli podatnik pozbawiony był możliwości zapoznania się z takimi dowodami, na podstawie których organ podatkowy wydał decyzję, uniemożliwia to sądowi administracyjnemu wykonywania skutecznej kontroli sądowej i spełnienie wymogów rzetelnego procesu.
  • Wyrok stanowi wskazówkę dla organów podatkowych, aby w toku prowadzonych postępowań nie uwzględniały bezkrytycznie materiałów dowodowych, dotyczących innych podmiotów niż podatnik.
  • Jeżeli toczą się sprawy karno-skarbowe przed sądami na podstawie ostatecznych decyzji można wnioskować o ich zawieszenie do czasu rozpoznania wniosku o wznowienie postępowania podatkowego.

Wyrok TSUE

W dniu 16 października 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie Glenkore Agriculture Hungary Kft. C-189/18, w którym stwierdził: „…w trakcie weryfikacji wykonanego przez podatnika prawa do odliczenia podatku od wartości dodanej (VAT) organ podatkowy jest związany ustaleniami faktycznymi i kwalifikacjami prawnymi dokonanymi już przez siebie w ramach powiązanych postępowań administracyjnych wszczętych przeciwko dostawcom tego podatnika, na których zostały oparte decyzje, które stały się ostateczne, stwierdzające istnienie oszustwa związanego z VAT popełnionego przez dostawców, z zastrzeżeniem, po pierwsze, że nie zwalniają one organu podatkowego z obowiązku zapoznania podatnika z dowodami, w tym z dowodami pochodzącymi z owych powiązanych postępowań administracyjnych, na podstawie których zamierza on wydać decyzję, oraz że podatnik ten nie zostaje w ten sposób pozbawiony prawa do skutecznego zakwestionowania w trakcie toczącego się przeciwko niemu postępowania owych ustaleń faktycznych i kwalifikacji prawnych, po drugie, że wspomniany podatnik może w trakcie tego postępowania uzyskać dostęp do wszystkich dowodów zebranych w trakcie owych powiązanych postępowań administracyjnych lub w jakimkolwiek innym postępowaniu, na których to dowodach wspomniany organ zamierza oprzeć swą decyzję lub które to dowody mogą zostać wykorzystane przy wykonywaniu prawa do obrony, chyba że cele leżące w interesie ogólnym uzasadniają ograniczenie tego dostępu, oraz po trzecie, że sąd rozpoznający skargę na tę decyzję może skontrolować zgodność z prawem uzyskania i wykorzystania owych dowodów oraz ustaleń, które mają decydujące znaczenie dla rozstrzygnięcia skargi, dokonanych w decyzjach administracyjnych wydanych względem wspomnianych dostawców”.

W punkcie 58 uzasadnienia wyroku Trybunał wskazał, że: „Wymogu tego nie spełnia praktyka organu podatkowego polegająca na nieudzieleniu danemu podatnikowi żadnego dostępu do tych dowodów, a w szczególności do dowodów, na których opierają się ustalenia dokonane w protokołach sporządzonych i decyzjach wydanych w wyniku powiązanych postępowań administracyjnych, oraz na jedynie pośrednim zapoznaniu go w formie streszczenia tylko z częścią tych dowodów, które organ ten wybrał według przyjętych przez siebie kryteriów, nad którymi podatnik nie może sprawować żadnej kontroli”.

Co oznacza wyrok TSUE?

Wyrok ten ma istotne znaczenie dla oceny prawidłowości decyzji, w szczególności decyzji ostatecznych organu drugiej instancji. Polskie organy podatkowe włączają jako dowody wyciągi z decyzji wydanych wobec dostawców i innych uczestników obrotu towarami, a nie dowody, na podstawie których decyzje te zostały wydane. Taka praktyka narusza prawo podatnika do obrony i prawo do rzetelnego procesu.

„Jeżeli zatem wobec podatnika wydana została decyzja ostateczna, to wobec faktu, że wyrok TSUE z dnia 16.10.2019 r. ma wpływ na treść wydanej decyzji, podatnik ma prawo wystąpić na podstawie art. 240 § 1 punkt 11) ustawy Ordynacja podatkowa z wnioskiem do organu, który wydał decyzję w ostatniej instancji o wznowienie postępowania w jego sprawie w terminie miesiąca od ogłoszenia wyroku. Termin ten mija 15 listopada 2019 roku wyjaśnia adwokat Jarosław Ziobrowski z kancelarii Kurpisz i Ziobrowski adwokacka sp.p. Jarosław Ziobrowski podkreśla także, że „Jeżeli toczą się sprawy karno-skarbowe przed sądami karnymi na podstawie ostatecznych decyzji podatkowych można próbować wnioskować o ich zawieszenie do czasu rozpoznania wniosku o wznowienie postępowania podatkowego”.

Jeżeli sprawy prowadzone są obecnie przed organami podatkowymi, to podatnik powinien złożyć wniosek np. o włączenie do akt postępowania wszystkich dowodów pozyskanych z innych postępowań oraz wnieść o udostępnienie dowodów do zapoznania się z nimi i wypowiedzenia się w sprawie. Niezależnie od tego, jeżeli sprawa podatnika rozpoznawana jest przez sąd administracyjny, podatnik powinien powołać się przed sądem na wymieniony wyrok Trybunału i wskazać, że zasada poszanowania prawa do obrony, zostały naruszone, albowiem podatnik pozbawiony był możliwości zapoznania się z wszystkimi dowodami, na podstawie których organ podatkowy wydał decyzję.

W łódzkim Bionanoparku powstają najnowocześniejsze leki, a także sztuczne kończyny. Opracowywana jest również innowacyjna terapia leczenia opornego szpiczaka

Polscy naukowcy pracują nad innowacyjnym sposobem leczenia opornego szpiczaka. W Łodzi powstają też nowoczesne implanty, także szczękowe. Bionanopark jest jednym z nielicznych ośrodków, które umożliwiają przeprowadzenie kompleksowych badań nanostrukturalnych materiałów. W ten sposób powstają przełomowe terapie i leki na choroby dotąd nieuleczalne. Odpowiednia infrastruktura i bliskość wykształconych kadr sprawiają, że Łódź może być polską Doliną Krzemową w zakresie biomedycyny i biotechnologii – ocenia Marek Cieślak, prezes Bionanopark.

– Angażujemy się w projekty naukowo-badawcze bądź badawcze dotyczące właśnie medycyny. Realizujemy np. projekty dotyczące szpiczaka, niestety to jest coraz bardziej popularny problem dzisiaj w Polsce. Jest też kilka projektów, którymi warto się zająć, część z nich mamy szczęście realizować w Bionanoparku. Możliwości rozwoju innowacyjnych firm w naszym mieście są całkiem duże – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marek Cieślak, prezes Bionanopark.

Biotechnologia i biomedycyna pozwalają odkrywać całkowicie nowe leki, także na wcześniej nieuleczalne choroby, zastępować uszkodzone części ciała, przygotowywać szczepionki czy bezpiecznie testować leki. Takie centrum działa też w Łodzi, i choć najnowsze technologie wykorzystywane są przede wszystkim w medycynie, to np. w 2018 roku działające w Bionanoparku laboratorium opracowało na potrzeby wymiaru sprawiedliwości wzorce nowych substancji psychoaktywnych i szybkich testów do ich wykrywania. Inne laboratorium rozpoczęło współpracę z producentami i dystrybutorami win w zakresie potwierdzania autentyczności produktów.

Istotne są jednak zaawansowane prace medyczne, m.in. badania nad szpiczakiem w oparciu o spersonalizowane badania genetyczne. To drugi pod względem częstości występowania nowotwór hematologiczny. Chemioterapia i nowe leki pozwalają skutecznie walczyć z chorobą, coraz częściej jednak nowotwór okazuje się odporny nawet na innowacyjne terapie. Dzięki badaniu wyselekcjonowanych komórek można określić indywidualną terapię, która okaże się najskuteczniejsza.

– Jesteśmy na początku drogi, natomiast wydaje się, że pewne projekty, np. związane z implantami indywidualnymi, naprawdę zaczynają się rozwijać. Prowadzimy badania nad szpiczakiem, implantami, paroma jeszcze innymi projektami związanymi np. ze strukturami nano i z wnikaniem w pewne struktury, które pomagają osiągnąć lepszy poziom zdrowia – wymienia Marek Cieślak.

Tylko w 2018 roku centrum wykonało kilkanaście implantów dla Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Szpitala WAM. Od 2007 roku, czyli pierwszej operacji wszczepienia implantu, przygotowano już niemal 200 implantów na miarę. Przy wytwarzaniu implantów stosuje się druk 3D, obrabiarki numeryczne CNC oraz metody hybrydowe. Dzięki nowoczesnym drukarkom 3D w Łodzi drukuje się już całe kończyny, do złudzenia przypominające te prawdziwe, np. ręce ze zginającymi się palcami, chwytające i unoszące przedmioty.

W laboratoriach trwają też badania związane z nanotechnologią. Dzięki nanocząsteczkom możliwe jest np. opracowania szczepionek, które zdecydowanie silniej niż tradycyjne wywołują odpowiedzi przeciwciał. Na świecie udało się już w ten sposób opracować nanocząsteczkową szczepionkę przeciwko grypie, także w Polsce trwają prace nad kolejnymi lekami.

Już wkrótce w Łodzi mogą powstawać kolejne terapie, bo Bionanopark przyciąga inwestorów z całego świata. W dużej mierze to wynik dobrej infrastruktury i wykwalifikowanych kadr.

– Różnimy się klimatycznie od tego, co się dzieje w Dolinie Krzemowej, ale z drugiej strony, jeśli chodzi o całą infrastrukturę, otoczenie biznesu, możliwości, kształcenie, dostęp do kadr, także do infrastruktury, to jest duża szansa na to, żeby faktycznie w ten sposób zacząć funkcjonować – mówi Marek Cieślak.

E-mail marketing coraz precyzyjniej dociera z reklamą do konsumentów. Wykorzystanie sztucznej inteligencji zwiększa jego efektywność o 100 proc.

E-mail marketing coraz precyzyjniej dociera z reklamą do konsumentów. Wykorzystanie sztucznej inteligencji zwiększa jego efektywność o 100 proc. 3

E-mail marketing to jeden z najtańszych sposobów dotarcia z reklamą do odbiorców. Nie wymaga specjalnych narzędzi, przygotowań ani dużego budżetu, dzięki czemu jest opłacalny zarówno dla dużych, jak i małych firm. Ta forma przekazu staje się coraz bardziej precyzyjna. W mailingu wykorzystywane są nowe technologie, jak uczenie maszynowe czy sztuczna inteligencja, dzięki czemu efektywność kampanii może być większa o blisko 100 proc. Dynamiczny rozwój odnotowują również kampanie kierowane do użytkowników tabletów i smartfonów.

Do największych zalet e-mail marketingu można z pewnością zaliczyć masowość, bo jest to kanał masowego dotarcia do użytkowników. Szacujemy, że Polacy używają około 50 mln kont mailowych. Z tak dużej liczby jesteśmy w stanie wybrać odpowiednią grupę osób i odpowiednio stargetować przekaz. Możemy przeprowadzić bardzo precyzyjną kampanię, która dotrze do znacznie większej grupy osób niż w innych mediach – mówi agencji Newseria Biznes Kamil Milian, członek zarządu i dyrektor ds. operacyjnych Salelifter.

Koszt dotarcia bezpośrednio do skrzynki mailowej subskrybenta – w przypadku dużej bazy mailingowej – może wynosić nawet mniej niż jeden grosz. Dlatego e-mail marketing jest opłacalny zarówno dla dużych, jak i małych firm, które nie dysponują dużym budżetem marketingowym albo dopiero wchodzą na rynek. Kampanie mailingową może przeprowadzić w zasadzie każde przedsiębiorstwo, które ma listę subskrybentów i – co ważne – zgody na wysyłki marketingowe.

Jak podkreśla ekspert Salelifter, kampanie nakierowana na użytkowników mobilu, czyli telefonów i tabletów, mają większą skuteczność, ale wymagają też innej kreacji i innego przygotowania.

Jednak przygotowanie kampanii skierowanych do użytkowników mobilu podnosi skuteczność mailingu. Według ostatnich danych w Stanach Zjednoczonych już ponad 75 proc. wiadomości e-mail jest odczytywanych poprzez smartfony i tablety, w Polsce ten procent jest trochę niższy – mówi Kamil Milian. – Jednak już ponad 70 proc. Polaków sprawdza e-maile w smartfonach, z którymi nie rozstają się przez większość dnia. To oznacza, że bardzo duży odsetek wiadomości jest odbieranych w ciągu kilkudziesięciu minut po wysłaniu.

Jeszcze kilka lat temu na rynku przeważały kampanie kierowane do szerokiego grona użytkowników, tzw. kampanie zasięgowe. W tej chwili się to zmienia i kampanie mailingowe są już realizowane z dużo większą precyzją.

Najprostszym rozwiązaniem jest targetowanie kampanii. Docieramy do użytkowników, wybierając już konkretną bazę mailingową, która jest ukierunkowana na dane zainteresowania. Przykładowo, w przypadku kampanii finansowych pierwszym krokiem będzie skierowanie się do wydawców czy właścicieli baz, którzy posiadają bazy mailingowe nakierowane na finanse. To pozwala dużo precyzyjnie ukierunkować reklamę, zamiast wysyłać ją od razu do wszystkich – mówi Kamil Milian.

Targetowanie polega na selekcji potencjalnych konsumentów przez reklamodawców. Bierze pod uwagę cały szereg czynników: od zainteresowań, po wiek, płeć, miejsce zamieszkania, zawód czy wysokość zarobków. Precyzyjność kampanii zwiększają nowe technologie. Od dwóch lat Salelifter prowadzi testy kampanii mailingowych realizowanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Współpracuje przy tym ze spółką Deep BI, odpowiedzialną za przedsięwzięcie od strony technologicznej. Dotychczasowe testy pokazują, że wykorzystanie AI i machine learning pozwala uzyskiwać o blisko 100 proc. większą efektywność niż w przypadku standardowych kampanii.

– Właściwym kierunkiem jest szukanie nowych rozwiązań, które pozwolą przejść od masowego medium do niszowego, punktowego. Kiedyś kampanie były realizowane na przykładowo 100 tys. użytkowników, dzisiaj – przy dokładnym targetowaniu i dzięki nowym technologiom – jesteśmy w stanie uzyskiwać podobne wyniki, wysyłając wiadomości do kilku tysięcy czy nawet kilkuset osób – mówi członek zarządu i dyrektor ds. operacyjnych Salelifter. – Cały czas staramy się, żeby te kampanie były bardziej precyzyjne i dokładne, żeby nie męczyć użytkowników reklamami, których oni nie chcą, ale docierać do tych, którzy faktycznie potrzebują danej usługi czy produktu.

Jak podkreśla, kampanie mailingowe w obszarze finansów przestały być domeną banków.

– W tej chwili mocno zaznaczają się kampanie firm pożyczkowych i chwilówek, które zagarnęły sporą część rynku finansowego. To oznacza, że zmienił się też model tych kampanii. Kiedyś były to głównie pożyczki wysokokwotowe, w tym momencie przeważają pożyczki na niskie kwoty, na które jest zapotrzebowanie na rynku. Nie wiadomo, co będzie za chwilę, bo są plany zmian w prawie i wprowadzenia nowej ustawy antylichwiarskiej, co może zatrząść rynkiem pożyczek krótkoterminowych. Być może wtedy szala znów przeważy się na korzyść banków – podkreśla Milian.

Pornografię codziennie oglądają dziesiątki tysięcy dzieci. Problemem jest brak zabezpieczeń i zbyt mała świadomość rodziców

Pornografię codziennie oglądają dziesiątki tysięcy dzieci. Problemem jest brak zabezpieczeń i zbyt mała świadomość rodziców 4

Niemal 20 proc. nastolatków w wieku 11–18 lat co najmniej raz w tygodniu ma kontakt z pornografią. Kilkadziesiąt tysięcy dzieci ogląda ją codziennie. Ponad 80 proc. tych treści zawiera elementy przemocy fizycznej. Tymczasem pornografia oglądana w tak młodym wieku buduje nieprawdziwy obraz ludzkiej seksualności, negatywnie wpływa na zdolność do budowania związków – podkreśla Stowarzyszenie Twoja Sprawa inicjator kampanii społecznej „Pornografia uzależnia dzieci”. Choć dorośli widzą potrzebę skuteczniejszej ochrony dzieci przed tymi treściami, nie zawsze wiedzą jak to zrobić.

– W Polsce borykamy się z dużym problemem zbyt łatwo dostępnej pornografii internetowej, do której mają dostęp dzieci i młodzież. Zaczynają z tych treści korzystać nawet dzieci poniżej 10. roku życia. Skalę tego zjawiska staraliśmy się pokazać w naszym spocie, który można obejrzeć na stronie Stowarzyszenia oraz portalu oPornografii.pl. Tam też szerzej opisujemy całe spektrum zagadnień związanych ze szkodliwością pornografii – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Karska, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Twoja Sprawa, prowadzącego kampanię promującą specjalistyczny portal www.opornografii.pl.

Badanie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2017 roku wskazuje, że 43 proc. dzieci i nastolatków w wieku 11–18 lat miało kontakt z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi, częściej młodzież (15–16 lat – 55 proc., 17–18 lat – 63 proc.) niż młodsze dzieci (11–12 lat – 21 proc., 13–14 lat – 36 proc.). Co piąta osoba, która zetknęła się z pornografią, oglądała seks w połączeniu z przemocą czy wyrządzaniem krzywdy.

– według badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej 11 proc. chłopców i 1,4 proc. dziewcząt w wieku od 14 do 16 lat ogląda pornografię codziennie. Kolejne 11 proc. chłopców i 1,5 proc. dziewcząt ogląda ją od 11 do 30 razy w miesiącu. To jest grupa, która może mieć realny problem z tymi treściami, nie do końca rozumiejąc ich szkodliwość. A one mogą silnie uzależniać – tłumaczy Izabela Karska.

Do kontaktu dzieci z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi najczęściej dochodzi w sieci (92 proc.). Urządzeniem, na którym dzieci i młodzież najczęściej ogląda pornografię, korzystając z internetu, jest telefon komórkowy (79 proc.).

– W 80 proc. rodzice wręczając dzieciom to urządzenie, nie zabezpiecza go zupełnie, nie wykorzystując dostępnych na rynku narzędzi ochrony rodzicielskiej, a to jest bardzo ważne. Nawet, jeśli ta technologia w stu procentach nie niweluje zagrożenia, to powinniśmy bezwzględnie ją stosować, ponieważ to zmniejsza ryzyko przypadkowego kontaktu z bardzo niebezpiecznym produktem jakim jest pornografia – ocenia ekspertka. – Każdy operator w swojej ofercie ma takie narzędzia ochrony rodzicielskiej, stąd też warto już na poziomie zakupu smartfona zapytać o te aplikacje i poprosić o ich uruchomienie. Instruktaż do konkretnych przykładów oprogramowań i aplikacji można znaleźć na portalu oPornografii.pl. 

Ponad połowa oglądających pornografię dzieci trafiła na nią przypadkiem, a co trzeciemu nastolatkowi ktoś ją pokazał – najczęściej kolega lub koleżanka. Tylko 31 proc. dzieci i młodzieży samodzielnie wyszukuje takich materiałów – najczęściej dla przyjemności ( 80 proc.), z ciekawości (58 proc.), a niektórzy szukając informacji na temat seksu (19 proc.).

– Żadne dziecko świadomie nie wpisze słowa „seks” czy „pornografia” w wyszukiwarkę, mając 10 czy 12 lat. To jest zazwyczaj zainspirowane poprzez rówieśnika lub inne treści wyświetlające się przypadkiem – tłumaczy Karska.

Spośród dzieci, które natrafiły w internecie na pornografię, niemal 40 proc. twierdzi, że było to dla nich niepokojące doświadczenie, częściej dla młodszych (11–12 lat – 61 proc.) Co trzecie dziecko w takiej sytuacji rozmawiało z kimś o tym, co widziało, najczęściej z rówieśnikami (82 proc), zdecydowanie rzadziej z rodzicami (27 proc.).

– W treściach pornograficznych nie ma miejsca na całą gamę istotnych dla relacji zachowań, takich jak szacunek, zaangażowanie, miłość, odpowiedzialność czy troskę o potrzeby drugiej osobę,a tego młody człowiek powinien się dowiedzieć poznając sferę seksualności. Zafałszowany obraz w pornografii, kształtuje fałszywe oczekiwania i generuje głęboka frustrację. Wczesny kontakt z pornografią u dzieci i młodzieży zaburza prawidłowy rozwój. Stąd pojawiające się uczucie lęku, poczucia winy, zniesmaczenia, bezradności, smutku, zmieszania, często nadmiernego pobudzenia, trudnościami z koncentracją, snem czy zdolności do prawidłowego funkcjonowania choćby w najbliższej rodzinie – mówi ekspertka Stowarzyszenia Twoja Sprawa.

Pornografia może prowadzić do uzależnienia. Buduje nieprawdziwy obraz ludzkiej seksualności, promuje przedmiotowe traktowanie kobiet i mężczyzn, co w przyszłości może przekładać się na trudność w budowaniu związków, czy doprowadzić do poważnych dysfunkcji seksualnych. Dlatego tak istotne jest, by przed dostępem do pornografii bronić zwłaszcza najmłodszych. Zdecydowana większość rodziców (85 proc.) chce, by takie treści były dostępne tylko dla dorosłych. Większość stron z pornografią nie ma jednak żadnych zabezpieczeń lub ogranicza się do zadania pytania, czy wchodzący na nie internauta jest pełnoletni.

– Staramy się podejmować działania, które mają na celu m.in. przygotowanie gruntu pod zmiany legislacyjne i pomysłów na nie, które – mam nadzieję – w niedalekiej przyszłości tematem dyskusji społecznej i konkretnymi przykładami rozwiązań, które dziś funkcjonują np. w Wielkiej Brytanii. Chodzi przede wszystkim o wprowadzenie narzędzi skutecznie weryfikujących wiek osób korzystających z portali pornograficznych – wskazuje Izabela Karska.

Problem został dostrzeżony także na unijnym poziomie. Dyrektywa o audiowizualnych usługach medialnych wskazuje, że pornografia należy do najbardziej szkodliwych treści, a ochrona dzieci wymaga m.in. narzędzi weryfikacji wieku. Dyrektywa powinna zostać zaimplementowana do września 2020 roku.

źródła:

Badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2017 roku na grupie N=3943 dzieci w wieku 11 – 18 lat.

Badania Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej z lat 2014-2017 na grupie N=10.080 dzieci  w wieku 14-16 lat.

Badania zlecone przez STS w 2019 roku na grupie N=2015 osób dorosłych.

Kompetencje przyszłości to te, których nie zastąpi sztuczna inteligencja i roboty. Polska może brać przykład z fińskiego modelu edukacji

Kompetencje przyszłości to te, których nie zastąpi sztuczna inteligencja i roboty. Polska może brać przykład z fińskiego modelu edukacji 5

Unikalne cechy, których roboty i oprogramowanie nie mogą łatwo odtworzyć, czyli świadomość sensoryczna, kreatywność i inteligencja społeczna, to przyszłość edukacji. Uczniowie, którzy wiedzą jedynie, jak dobrze sobie radzić w dzisiejszym systemie edukacji, mają mniejsze szanse na sukces w przyszłości. Dzisiejsza szkoła powinna rozwijać w dzieciach prawdziwe kompetencje, by dobrze przygotować je na wyzwania przyszłości. Polski system edukacji może w tym zakresie wzorować się na fińskim modelu, opartym na nowych technologiach, rozwoju kreatywności i twórczym podejściu do zagadnień.

 Edukacja na rzecz innowacyjności i przedsiębiorczości, tak jak w Finlandii, wiąże się z tym, że dzieci na bardzo wczesnym etapie szkoły podstawowej uczą się pewnych zachowań, mechanizmów, sposobu patrzenia. Pierwszy biznesplan, który dzieci realizują, ma miejsce w I klasie szkoły podstawowej. W związku z tym dzieci w szkole podstawowej i średniej bardzo sprawnie rozwijają swoje umiejętności, tworzą realne projekty. To jest nauczanie projektowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Janusz Marszalec, założyciel Centrum Edisona, które oferuje model fiński model edukacji.

Tony Wagner z Harvard Innovation Lab przekonuje, że tradycyjny model edukacji jest przestarzały, zwłaszcza w kontekście rozwoju nowych technologii i coraz częściej stosowanej sztucznej inteligencji. W nowej erze innowacji internetowych i machine learning, roboty i algorytmy zastępują rutynowe zadania, dotychczas wykonywane przez ludzi. To zaś oznacza, że edukacja powinna rozwijać inne, trudne do zastąpienia umiejętności, m.in. kreatywność czy inteligencję społeczną.

– Dla przedsiębiorczego, innowacyjnego myślenia niezbędna jest otwartość na innych, umiejętność kreatywnego myślenia i uczenia się. Teoretycznie my te rzeczy robimy, natomiast chodzi o to, żebyśmy byli bardziej otwarci. To, czego zwykle się obawiamy, często jest w nas samych, to obawa przed porażką. Jeżeli pokonamy tę barierę poprzez uczenie się, to percepcja ryzyka jest znacznie mniejsza. W Finlandii można próbować, można upadać i na tym należy się uczyć – tłumaczy dr Janusz Marszalec.

Według wyników badań przeprowadzonych przez brytyjski zespół analityczny The Legatum Institute, Finlandia zajmuje pierwsze miejsce w światowym rankingu wśród 149 krajów w kategorii edukacji. Jest też w czołówce (trzecie miejsce) w rankingu dobrobytu. Social Progress Imperative wskazuje, że kraj ten zajmuje drugie miejsce wśród 160 krajów w rankingu określającym wskaźnik postępu społecznego, jest też najszczęśliwszym krajem ze 156 wskazanych w raporcie World Happiness Report. W dużej mierze to właśnie kwestia edukacji, która faktycznie przygotowuje do wymagań stawianych na rynku pracy.

W szkole fińskiej bardzo istotna jest współpraca, silny system mentoringu – nauczyciele wypełniają misję, uczniowie mają do nich szacunek, a wszyscy jeden cel – przygotowanie młodych ludzi do dorosłego życia.

– Stosuje się wszelkie nowe technologie, które są dostępne. Finlandia jako jeden z pierwszych krajów wdrożyła szybki internet i szeroki, powszechny dostęp do niego i wiele innych nowych technologii. Generalnie koncepcja jest taka, żeby sprzedawać na świecie i produktyzować to, co jest wytworem ludzkiej wiedzy, umiejętności, kreatywności i fantazji – mówi założyciel Centrum Edisona.

Finlandia cieszy się jednym z najbardziej zaawansowanych i ekspansywnych zastosowań technologii cyfrowej w edukacji, począwszy od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Technologia jest wykorzystywana nie tylko do poprawy uczenia się, lecz także jako integralna część codziennej nauki. W przygotowaniu uczniów do umiejętności potrzebnych w przyszłym świecie mają służyć zajęcia z kodowania, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości.

– Uczniowie fińscy są bardzo dobrze przygotowani, zarówno do rynku pracy, jak i do tego, żeby podejmować własne wyzwania i budować własne firmy – ocenia dr Janusz Marszalec. – Organizowane konferencje pokazują, na ile Finlandia w tej chwili wykorzystuje nową szansę w filozofii start-upów, tworzenia nowych biznesów i wykorzystywania aktywności, umiejętności, talentów młodych ludzi, którzy mają wyobraźnię.

Ministerstwo energii: Nowe inwestycje energetyczne pozwolą ograniczyć emisję o kilkadziesiąt procent. Pierwsza polska elektrownia jądrowa ruszy w 2033 r.

Obecnie trzon polskiego miksu energetycznego stanowią paliwa kopalne, lecz w perspektywie najbliższych dekad na znaczeniu zyska energia pochodząca ze źródeł odnawialnych. Rząd planuje budować na Bałtyku farmy wiatrowe, inwestować w fotowoltaikę oraz przygotować branżę pozyskiwania energii jądrowej od 2033 roku. W międzyczasie firmy wydobywcze zdywersyfikują źródła pozyskania gazu ziemnego.

– Perspektywa możliwa do precyzyjnego zaplanowania to perspektywa 20 lat. W tym czasie zwiększone zapotrzebowanie na energię będzie uzupełniane nowoczesnymi technologiami, również energetyką wiatrową, morską czy rozproszoną, a od 2033 roku także energetyką jądrową – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Gawęda, sekretarz stanu Ministerstwa Energii.

Zgodnie z założeniami Projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku polski miks energetyczny nadal będzie bazował głównie na paliwach kopalnych. Aż 60 proc. energii będziemy pozyskiwali z elektrowni węglowych. W dłuższej perspektywie czasowej konieczne będzie jednak przestawienie gospodarki na odnawialne źródła energii, aby wypełnić zobowiązania związane z redukcją emisji narzucone przez Unię Europejską. Największe nadzieje rząd pokłada w morskich elektrowniach wiatrowych, które mogą powstać w ciągu najbliższych pięciu lat.

Obecnie z farm wiatrowych tego typu korzysta 11 państw z Europy, a pierwsze polskie instalacje tego typu mogą rozpocząć funkcjonowanie w 2025 roku, aby w 2040 roku osiągnąć moc eksploatacyjną na poziomie 10 GW. Inwestycja ta może nie tylko pomóc w uniezależnieniu Polski od węgla, lecz także będzie miała wpływ na naszą gospodarkę. Według raportu „Przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Polsce 2019” stworzenie morskiej farmy wiatrowej o mocy 6 GW może pochłonąć ok. 1 mln stali. Inwestycja w farmy wiatrowe może napędzić rodzimy rynek hutniczy i stworzyć setki nowych, stabilnych miejsc pracy w tej branży.

Zauważalnie wzrasta też zainteresowanie innymi odnawialnymi źródłami energii, jak fotowoltaika. Głównym celem programu „Mój prąd” jest zwiększenie produkcji energii z mikroźródeł fotowoltaicznych. W jego ramach państwo oferuje gospodarstwom domowym dofinansowanie w wysokości 5 tys. zł, obejmujące do 50 proc. kosztów instalacji. Wsparciem mogą zostać objęte instalacje o 2–10 kW mocy zainstalowanej.

– Wprowadziliśmy projekt „Mój prąd”. Rozporządzenie umożliwia już realizację tego programu o wartości prawie miliarda złotych i około 200 tys. prosumentów. To też jest obszar, który wypełni przestrzeń energetyki rozproszonej, a jeśli na to nałożymy inwestycje gazowe, które pozwolą na stabilizację sektora energetycznego, to będziemy mieli bardzo racjonalny i odpowiedzialny proces transformacji energetycznej uwzględniający nasze możliwości surowcowe i technologiczne –  przekonuje Adam Gawęda.

Aby uwolnić się od energii węglowej konieczne będzie jednak zainwestowanie w budowę elektrowni atomowych. PGE już teraz prowadzi badania środowiskowe, które pozwolą wytypować dogodną lokalizację do zbudowania elektrowni tego typu. Firma planuje zakończyć prace nad tym etapem inwestycji w ciągu najbliższych dwóch lat. Jak zapowiadają przedstawiciele ministerstwa, pierwsza elektrownia atomowa w Polsce powstanie w 2033 r.

W międzyczasie prowadzone są intensywne prace nad rozwojem infrastruktury gazowej, aby uniezależnić polską gospodarkę od gazu z Rosji. Obok prac nad rozbudową gazoportu w Świnoujściu poszukuje się także alternatywnych źródeł tego surowca. Jednym z nich są złoża gazu na Morzu Północnym, z których już za trzy lata będziemy pozyskiwać surowiec i przesyłać go do Polski za pośrednictwem gazociągu Baltic Pipe.

Całkowite odcięcie się od energii węglowej w Polsce wymaga wielu dekad inwestycji. Z tego powodu państwo inwestuje nie tylko w pozyskiwanie energii z nowych źródeł, lecz także modernizację istniejącej infrastruktury węglowej.

– Wszystkie nowe bloki to ograniczenie emisji o kilkadziesiąt procent. Nie wypełniamy energetyką opartą na węglu kamiennym i brunatnym wymogu 550 gramów na jedną kilowatogodzinę, ale w całości miksu energetycznego, który podąża do tej energetyki nisko- bądź zeroemisyjnej, będziemy wypełniali to unijne zobowiązanie. Jest ono bardzo regresyjne i rygorystyczne w stosunku do naszej energetyki. Europa Zachodnia miała na to 50 lat, a my będąc w bloku wschodnim nie mogliśmy swobodnie kształtować miksu energetycznego. Ta sprawiedliwa i solidarna transformacja musi uwzględniać nasze możliwości, technologiczne i społeczne, które są niewątpliwie bardzo ważnym ogniwem – tłumaczy Adam Gawęda.

Według analityków firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku odnawialnych źródeł energii w 2017 roku wyniosła 928 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 1,51 bln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 6,1 proc.

Szukasz oszczędności? Zobacz jak taniej kupować markową odzież i kosmetyki!

Ze względu na sytuację na rynku, wiele osób musi szukać oszczędności w każdej dziedzinie życia. Nie oznacza to, że musisz rezygnować z zakupów, żeby nie wydawać za dużo pieniędzy. Markowa odzież i kosmetyki potrafią sporo kosztować, jednak korzystając z kodów rabatowych, możesz na nich sporo zaoszczędzić. Zobacz, jak robić zakupy i gromadzić oszczędności.

Markowe sklepy internetowe i tanie zakupy

Żeby nie nadwyrężać budżetu domowego, wiele osób rezygnuje z wysokiej jakości produktów, na rzecz ich tańszych zamienników. Nie zawsze takie rozwiązanie się sprawdza, gdyż lepiej zainwestować w rzecz dobrej jakości, która wystarczy na dłużej. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku odzieży i kosmetyków, gdzie korzystniej jest skorzystać z oferty sprawdzonej marki, której można być pewnym. Nie oznacza to, że trzeba przepłacać, gdyż robiąc zakupy w sklepach internetowych możesz oszczędzać dzięki kodom rabatowym.

Kody rabatowe Zalando

Oryginalna odzież od światowych marek sporo kosztuje, ale wyróżnia się też najwyższą jakością wykonania oraz dobrymi materiałami. Jeżeli chcesz modnie wyglądać, a nie wydawać przy tym fortuny, wykorzystaj kupony rabatowe Zalando. Wchodząc na stronę https://alerabat.com/kod-promocyjny/zalando-pl znajdziesz całe zestawienie aktualnych promocji oraz zniżki Zalando, które pozwolą obniżyć Ci cenę zakupów do minimum.

Zniżki Perfumesco na markowe kosmetyki

Niskiej jakości kosmetyki nie zawsze są skuteczne, a źle dobrane mogą niekorzystnie wpłynąć na kondycję skóry. W przypadku perfum również lepiej zainwestować w markowe produkty, które będą trwalsze i wydajniejsze. AleRabat.com udostępnia kupony Perfumesco, które można wykorzystać podczas zakupów online. Lista aktualnych kodów znajduje się na https://alerabat.com/kod-promocyjny/perfumesco, skąd można pobrać odpowiedni kupon rabatowy Perfumesco. Jak z nich skorzystać?

Kody rabatowe krok po kroku

Żeby skorzystać ze zniżek, musisz jedynie skompletować zamówienie, uzupełniając koszyk wybranymi produktami. Cała procedura przyznawania zniżek jest bardzo prosta i intuicyjna. Wystarczy tylko:

  1. wejść na stronę AleRabat.com i pobrać kupon,
  2. treść kodu rabatowego wkleić w przeznaczonego do tego okienku w podsumowaniu koszyka,
  3. po odliczeniu zniżki opłacić zamówienie,
  4. czekać na dostarczenie paczki.

Kody rabatowe Zalando i kupony Perfumesco to najprostszy sposób na tańsze zakupy. Nie musisz zakładać kart stałego klienta, gdyż cały proces polega tylko na pobraniu rabatu i wklejeniu go w specjalne okienko w podsumowaniu zamówienia. Kody stale się zmieniają, dlatego sprawdzaj stronę codziennie, aby być na bieżąco z najatrakcyjniejszymi zniżkami.

Polska Strefa Inwestycji ułatwi małym firmom udział w rządowych projektach inwestycyjnych

Polski Instytut Ekonomiczny wprowadził projekt, mający rozszerzyć i polepszyć funkcjonowanie specjalnych stref ekonomicznych. Zlokalizowane w wybranych miejscach kraju strefy pozwalały zarejestrowanym tam firmom na łatwiejszy rozwój, zwalniając je z płacenia podatku CIT i PIT. Według badań PIE z oferty specjalnych stref ekonomicznych skorzystało szacunkowo 17% przedsiębiorców – głównie prowadzących większe firmy. Dlatego Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, przy współpracy z Polskim Instytutem Ekonomicznym, wprowadziło projekt Polskiej Strefy Inwestycji. Przedsiębiorcy zgłaszający się do projektu będą mogli prowadzić inwestycje w swoim miejscu zarejestrowania – nie tylko w wyznaczonych strefach geograficznych. Dzięki temu w programie będzie mogło brać udział więcej firm, a zasady selekcji będą bardziej korzystne dla małych i mikro przedsiębiorstw. Celem polskiej strefy inwestycji wciąż jednak będzie premiowanie inwestycji na terenach nieuprzywilejowanych ekonomicznie.

– Zgłaszając się do programu można wybrać praktycznie jakąkolwiek lokalizację, na terenie całej Polski. Jednak od wyboru lokalizacji zależy ocena zgłaszanej inwestycji. Bardziej preferowane są te miejsca, w których odnotowujemy zapóźnienie gospodarcze i rosnące bezrobocie – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Bardzo ważną zaletą Polskiej Strefy Inwestycji jest to, że obejmuje ona swoim zasięgiem cały kraj. Specjalne strefy ekonomiczne zlokalizowane były w różnych miejscach Polski, ale zajmowały łącznie tylko 0,008%  jej powierzchni. Zaś dostanie się do programu Polskiej Strefy Inwestycji nie wymaga od firm przenoszenia miejsca swojego działania. Większą szansę na inwestowanie mają również teraz mniejsi przedsiębiorcy, gdyż kryteria dostępu nie blokują na starcie ich zgłoszenia. Widać już pozytywne skutki tych zmian. Z podsumowań działalności programu w 2019 roku wynika, że 90% inwestycji stanowią inwestycje krajowe – z których ponad połowa to właśnie inwestycje małych i średnich firm. Po 9 miesiącach działalności skumulowane nakłady w polskich strefach inwestycji wynoszą ponad 17 miliardów złotych. To o 3 miliardy więcej, niż pojawiło się w strefach ekonomicznych przez cały poprzedni rok – podsumowuje Dębkowska.

Amazon może wejść do nas ze sklepami autonomicznymi już za 2-3 lata

Do połowy 2020 roku Take&Go planuje uruchomić w Polsce ponad 20 autonomicznych placówek. Za 2-3 lata może pojawić się też Amazon Go. Klienci zyskają szeroki dostęp do sklepów, w których nie ma kas. Będą mogli robić zakupy we wszystkie niedziele czy święta. Brak kolejek i płatności u kasjerów znacznie skróci wizyty. I trzeba dodać, że tego typu transakcje będą całkowicie bezpieczne. Minusem może być mniejszy wybór produktów niż w sieci convenience. Na początku trzeba też liczyć się z nieco wyższymi cenami. Z czasem przybędzie takich obiektów. Sukcesy pionierów zachęcą kolejnych retailerów do tej formy. Ale to będzie się działo w dużo wolniejszym tempie niż na Zachodzie.

Coraz bliżej Ameryki

W USA sklep autonomiczny Amazon Go jest nowością, podobnie jak u nas – Take&Go. Tam wystarczy ściągnąć aplikację i zalogować się poprzez konto na Amazonie, aby zrobić zakupy bez płatności u kasjera. Wyświetla się jedynie kod QR, z którego w trakcie wizyty może korzystać jednocześnie kilka osób, np. rodzina lub grupa przyjaciół. Po przyłożeniu go do czytnika bramki się otwierają. Podobnie jest w Take&Go. Też trzeba pobrać aplikację. Dodatkowo wymagana jest autoryzacja.

Jednak różnica polega na tym, że w Stanach Zjednoczonych Amazon wykorzystuje inteligentne półki i śledzi klientów za pomocą kamer. A tutejszy Take&Go stosuje specjalne etykiety RFID, które umieszcza na każdym produkcie. Skanowanie następuje przy wyjściu ze sklepu. Oczywiście oba systemy mają swoje plusy i minusy.

Chipy RFID są zdecydowanie prostszym rozwiązaniem i wymagają mniejszej inwigilacji klientów. Koszty ich stosowania byłyby niższe, gdyby wytwórcy wprowadzali je do towarów już na etapie produkcji, a retailerzy powszechnie stosowali do rozliczeń i inwentaryzacji. Dlatego sporym problemem pozostaje skalowalność biznesu. Technologie rozwijane przez Amazon są bardziej uniwersalne i nie potrzebują zmiany sposobu pakowania produktów, a zatem mogą być użyte praktycznie wszędzie.

Nowe możliwości

Trzeba przyznać, że wnętrze amerykańskiego sklepu tak naprawdę niewiele różni się od polskiej placówki convenience. Jest tylko mniej towarów. I są one wyraźnie pogrupowane na półkach. Produkty można swobodnie wybierać i odkładać. Nie da się tylko na bieżąco sprawdzać, czy wszystko poprawnie się nalicza. Jednak Amazon Go może wkrótce ulepszyć ten system.

Największą zaletą jest automatyczne finalizowanie zakupów. Nie trzeba niczego skanować, potwierdzać ani sprawdzać. Nie ma kasy i tym samym – kolejki. Klient szybko wychodzi ze sklepu, a po paru minutach aplikacja udostępnia mu rachunek, zawierający zdjęcia produktów, ich nazwy i ceny. Takie rozwiązanie szczególnie docenią konsumenci, którzy szanują swój czas. Oczekiwanie na potwierdzenie wynika z tego, że system wciąż jest udoskonalany.

Brak podglądu aktualnego koszyka w aplikacji może być z początku irytujący, zwłaszcza dla uważnych osób. Jednak ci, którzy przekonają się do tej formy handlu, przestaną na to zwracać uwagę. Ewentualny błąd w rozliczeniu klient zgłosi w ramach reklamacji, która zostanie pozytywnie rozpatrzona na podstawie nagrań. Wraz z rozwojem technologicznym takie incydenty będą coraz rzadsze. Należy jasno podkreślić, że ten rodzaj zakupów jest całkowicie bezpieczny, bo aplikacja generuje jednorazowy kod dla klienta.

Szanse na polskim rynku

W naszym kraju konsumenci szybko przyzwyczają się do tego typu sklepów. W Polsce wyjątkowo łatwo przyjmują się innowacje, które ułatwiają codzienne życie. Przykładem tego jest Uber. Podobnie też było z płatnościami zbliżeniowymi. A sklepy autonomiczne są oparte właśnie na takiej technologii, która jest projektowana z myślą o szybkiej adaptacji w społeczeństwie. Klienci zyskają wygodę i czas wolny, ale wciąż będą mogli kupować produkty w tradycyjny sposób. I to pozwoli największym sceptykom stopniowo oswoić się ze zmianą.

Co ciekawe, wąski asortyment też może przekonać Polaków do nowej formy handlu. Wielkopowierzchniowe placówki z kilkoma tys. produktów tracą zainteresowanie konsumentów. Zatłoczone dyskonty również działają zniechęcająco na klientów. Coraz popularniejsze stają się sieci convenience, które oferują do 3 tys. artykułów. Autonomiczny sklep z trzy razy mniejszym asortymentem, lecz dobrze dobranym do kilku głównych misji zakupowych, będzie idealnym rozwiązaniem na krajowym rynku.

Dodatkowo niedziele bez handlu będą sprzyjały sklepom bez kasjerów. Przysłużą się też im święta kalendarzowe i nocne godziny, w których konsumenci będą potrzebowali zrobić uzupełniające zakupy. W Polsce dużym minusem będzie tylko to, że sklepy autonomiczne nie zaoferują alkoholu, bo sprzedaż wymaga weryfikacji pełnoletniości i trzeźwości klienta. I w tym nie prześcigną stacji benzynowych, dopóki technologia nie poradzi sobie z takim wyzwaniem. A to będzie tylko kwestią czasu.

W Polsce tego typu projekty będą rozwijać się wolniej niż na Zachodzie. Należy tak zakładać, ponieważ płace wciąż są u nas dużo niższe. Z kolei wrażliwość cenowa klientów jest wyższa. We wrześniu br. Take&Go uruchomił dopiero pierwszą placówkę autonomiczną. Do połowy przyszłego roku zamierza otworzyć ich ponad 20. Amazon Go może wejść na nasz rynek w ciągu 2-3 lat. Zapewne na początku będzie obserwował ruch w paru placówkach, zanim zainwestuje w większą liczbę punktów sprzedaży. Wcześniej skoncentruje swoją uwagę na zamożniejszych krajach Europy – Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji.

Cenna wiedza

Pierwsi właściciele sklepów autonomicznych zyskają unikalną wiedzę, która stanie się bardzo cenna. Za kilka lat, gdy konsumenci całkowicie przekonają się do tej formy handlu, niektóre tradycyjnie działające sieci będą chciały kupować gotowe modele od pionierów. Take&Go może być zainteresowany sprzedażą swojego konceptu, gdy napotka na problem ze skalowaniem biznesu. Wykorzystując efekt rzadkiego dobra, będzie miał szansę wynegocjować wysoką ceną. Trzeba pamiętać o tym, że jest to startup. Jego inwestorzy mogą po kilku latach oczekiwać konkretnych zysków.

Chociaż koszty zatrudnienia pracowników są u nas niższe niż na Zachodzie, to jednak stale rosną. Tymczasem zaawansowana technologia tanieje i staje się coraz dokładniejsza. Autonomiczne sklepy wymagają znacznie mniejszej liczby pracowników niż tradycyjne. Za kilkanaście lat mycie podłóg, czyszczenie półek i wykładanie towarów zostanie zautomatyzowane. I wtedy pracownik będzie przyjeżdżać do placówki np. w celu kontroli lub w przypadku awarii.

Tego typu biznes będzie dobrze wpisywał się w nadchodzące trendy. Klienci coraz częściej będą zamawiać duże zakupy do domów i tylko uzupełniać je w autonomicznych sklepach. Nowe nawyki będą się utrwalały przez kilkanaście lat, ale pomocne rozwiązania z całą pewnością się upowszechnią. Ludzie będą oczekiwali coraz większej wygody, by móc skoncentrować się na przyjemniejszych formach spędzania wolnego czasu.

Kasy samoobsługowe dosyć szybko odejdą do lamusa, bo skanowanie kilku produktów wymaga zaangażowania ze strony klienta. W pełni autonomicznie podliczane zakupy będą standardem. Dla sieci to będzie całkowicie bezpieczna forma handlu. Trudno wyobrazić sobie, żeby komuś udało się ukraść coś z obiektu posiadającego mnóstwo czujników i pełen monitoring wraz z mocno zaawansowaną analityką komputerową.

Autorem publikacji jest Sebastian Starzyński,
prezes zarządu TakeTask S.A.

Poland & CEE Digital Finance Summit 2020

Już po raz 8. spotkamy się podczas Poland & CEE Digital Finance Summit (26-27 lutego 2020, Warszawa, Hotel Courtyard by Marriott) z liderami biznesu i przedstawicielami organów regulacyjnych, aby poznać rewolucyjne podejście do lojalności w czasach cyfrowej dysrupcji.

Forum co roku gromadzi przedstawicieli sektora finansowego i handlowego na najwyższych stanowiskach: prezesi, członkowie zarządu, dyrektorzy, założyciele firm reprezentujących banki, fintechy, firmy ubezpieczeniowe, windykacyjne, pożyczkowe, sieci handlowe, systemy płatności internetowych i mobilnych oraz organizacji związanych z rynkiem finansowym.

Kolejna 8 edycja Forum odbędzie się pod zmienionym tytułem POLAND&CEE DIGITAL FINANCE SUMMIT (poprzednia nazwa Digital Banking & Payments Summit), który lepiej odzwierciedla zarówno tematykę jak i społeczność uczestniczącą w tym wyjątkowym wydarzeniu.

Tematem przewodnim edycji 2020 jest „Lojalność w czasach cyfrowej dysrupcji”. Dzisiaj lojalność buduje się poprzez współdzielenie z konsumentami ważnych dla nich wartości. Zmieniające się wymagania znacząco wpływają na zmianę priorytetów dla sektora finansowego i handlowego. Banki, Fintechy i Sieci Handlowe muszą pójść dalej w tworzeniu cyfrowych innowacji. W opinii ekspertów będą musieli zmienić swoją ofertę wartości, aby zaspokoić wyraźnie nowe potrzeby konsumentów.

Dlaczego warto wziąć udział w Forum?

Podczas Poland & CEE Digital Finance Summit 2020 spotka się 400+ uczestników oraz 100+ prelegentów, którymi są najbardziej poszukiwani eksperci oraz decydenci największych, najbardziej innowacyjnych i najszybciej rozwijających się firm, a aż 60% reprezentuje poziom C-level.

Inspiratorzy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej zaprezentują przykłady zastosowania przełomowych technologii w usługach finansowych, nowe źródła wartości i modele biznesowe oraz ich wpływ na szerszy ekosystem.

Wspólnie przeanalizujemy strategie po wdrożeniu PSD2 i przyjrzymy się dogłębnie technologii chmury finansowej, big data i analityce, blockchain, sztucznej inteligencji i innym narzędziom wykorzystywanym zarówno w zakresie back office, jak i w rozwoju produktu.

Dołącz do najbardziej tętniącej życiem konferencji fintech w Polsce!

Poland & CEE Digital Finance Summit 2020 to 2 dni pełne inspirującej wiedzy i doświadczeń – zaprojektowane tak, aby zapewnić praktyczny wgląd w trendy i rozwój branży FinTech.

Dowiedz się więcej o Forum: www.digital-finance.pl.

Podsumowanie konsultacji społecznych nt. przyszłości polskiej fundacji rodzinnej

Zakończyły się konsultacje społeczne dotyczące „zielonej księgi” polskiej fundacji rodzinnej. Ich tworzenie ma ułatwić sukcesję. Dyskutowane jeszcze opodatkowanie sukcesji ma zawierać się w granicach 19-34 proc.

Zdecydowana większość przedsiębiorców poparła ideę wprowadzenia do polskiego systemu prawnego instytucji fundacji rodzinnej jako narzędzia dla przeprowadzania sukcesji.

Respondenci zwracali przede wszystkim uwagę na to czy taka fundacja powinna mieć prawo do prowadzenia działalności gospodarczej. Zdania były podzielone.

Kolejną kwestią było to, jak fundacja rodzinna powinna być opodatkowana. Przeważały dwa stanowiska. Jedno takie, żeby zwolnieniem podatkowym obejmować samą fundację, a drugie, aby z tych preferencji podatkowych korzystali przede wszystkim beneficjenci.

Fundacja rodzinna powinna służyć temu, aby w sposób bezpieczny odizolować własność biznesu od majątku rodzinnego, dlatego fundacja powinna korzystać z preferencji podatkowych, takich jak na przykład zwolnienia dochodów dywidendowych.

– Jeżeli chodzi o beneficjentów ustawodawca zaproponował przedsiębiorcom pewną koncesję, polegającą na tym, że powinni być opodatkowani nieco korzystniej niż w przypadku otrzymywania świadczeń od niezależnych podmiotów, bo w takim przypadku byłoby to traktowane jak darowizna od osób trzecich, czyli efektywna stawka podatkowa od spadków i darowizn wynosiłaby 20 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Tomczykowski, partner zarządzający Kancelarią Ożóg Tomczykowski. – Wydaje się, że optymalny byłby taki model opodatkowania, w którym jednocześnie fundacja i beneficjent korzystaliby ze stawki zawierającej się pomiędzy jednokrotnym opodatkowaniem, czyli w chwili obecnej 19 proc. (plus ewentualnie danina solidarnościowa 4 proc., a więc 23 proc. łącznie) a stawką wynikającą z podwójnego opodatkowania dochodu ze spółki kapitałowej, to daje nam 19 proc. podatku dochodowego od osób prawnych i 19 proc. podatku dochodowego dla osób fizycznych od dywidendy (efektywnie 34,4 proc.).

Stawka efektywna opodatkowania takiego konglomeratu fundacji rodzinnej i beneficjenta powinna się zawierać w przedziale pomiędzy 19-23 proc. a 34 proc.

– Przepołowienie tego przedziału wydaje się czymś rozsądnym – ocenia P.Tomczykowski z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Sama idea fundacji związana jest z dążeniem do stworzenia takich rozwiązań prawnych, żeby polskie firmy rodzinne mogły działać przez pokolenia. O bezpieczeństwie prawnym i operacyjnym, przede wszystkim podatkowym, firmy rodzinne będą dyskutować podczas Kongresu Biznes 360, który zostanie organizowany 28 listopada w Warszawie.

Człowiekiem Corporate Governance 2019 została Agnieszka Słomka-Gołębiowska

Najwybitniejsi eksperci i praktycy corporate governance spotkali się 7 listopada br. w Dąbrowie Górniczej na dziewiątym, corocznym spotkaniu „Konferencja Rada Nadzorcza”. W trakcie spotkania, po raz piąty, przyznano wyróżnienie Człowiek Corporate Governance, które w tym roku trafiło na ręce Agnieszki Słomki-Gołębiowskiej.  

Ideą plebiscytu Człowiek Corporate Governance jest wyróżnienie osób, które poprzez swoją pracę wnoszą ogromny wkład w budowę i rozwój ładu korporacyjnego w Polsce. Decyzją Kapituły, tegorocznym laureatem została Agnieszka Słomka-Gołębiowska – profesor SGH, dr hab. nauk ekonomicznych z 14-letnim doświadczeniem w pracy w radach nadzorczych. Niezależny członek rady nadzorczej mBanku, Budimex SA i niezależny członek Komitetu Audytu Światowego Programu Żywnościowego ONZ w Rzymie. Uczestnik licznych staży naukowych, wśród nich: Cambridge (MIT), Birmingham (BBS), Berlinie (HSoG), Genui (UoG – Law School). Stypendystka Fundacji Alexandra von Humboldta oraz Fulbright Fellowship na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Autorka wielu artykułów i książek z zakresu ładu korporacyjnego.

Argumentując wyróżnienie, Raimondo Eggink, Przewodniczący Kapituły i Człowiek Corporate Governance 2018, zwrócił uwagę na ogromną wartość dla promocji idei corporate governance, jaką daje bezpośrednie przełożenie teorii naukowej na pracę w radach nadzorczych. – Dobry ład korporacyjny nie jest pojęciem stałym, tylko ewoluuje w zależności od zmieniającego się otoczenia, zwykle w wyniku zderzenia różnych rozwiązań z realiami gospodarczymi i politycznymi. Badania naukowe dostarczają ważnego wkładu merytorycznego do tego procesu i dlatego Kapituła postanowiła w tym roku wskazać kandydata do wyróżnienia wśród przedstawicieli polskiego świata akademickiego. Prof. Agnieszka Słomka-Gołębiowska posiada bogaty dorobek naukowy, z licznymi publikacjami w czasopismach polskich i zagranicznych. Z powodzeniem łączy pracę naukową i dydaktyczną z praktycznym wykorzystaniem wiedzy akademickiej w radach nadzorczych szacownych spółek i instytucji. W podobnym tonie wypowiedział się Wiesław Rozłucki, wieloletni prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Członek Kapituły i Człowiek Corporate Governance 2016: – Kariera Pani Agnieszki to idealne połączenie pracy naukowej z praktyką w radach nadzorczych. Autorka wielu, wysokiej jakości prac naukowych z dziedziny ładu korporacyjnego, a przy tym członek rad nadzorczych w prywatnych bankach, co automatycznie wiąże się z wysokimi kompetencjami.

Piotr Rybicki, inicjator wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance” i pomysłodawca „Konferencji Rada Nadzorcza” zdradził, iż cały proces wskazania laureata przebiegł niezwykle sprawnie i zgodnie. – W tym roku Kapituła jednogłośnie podjęła decyzję o przyznaniu wyróżnienia. Tak więc wyróżniona ma mocny 7-osobowy mandat zacnej Kapituły. A w przyszłym roku Agnieszka Słomka-Gołębiowska dołączy do Kapituły – by wybrać Człowieka Corporate Governance 2020.

KONFERENCJA RADA NADZORCZA

Konferencja Rada Nadzorcza – organizowana po raz dziewiąty – to pierwszoplanowe wydarzenie w Polsce poświęcone praktycznym aspektom sprawowania kontroli, nadzoru właścicielskiego i funkcjonowania rad nadzorczych. Do udziału w konferencji zaproszeni są wszyscy, którzy mając na względzie dobro polskiego rynku finansowego i kapitałowego mają świadomość korzyści wynikających ze sprawnie funkcjonującego wewnętrznego organu kontrolnego.

Od blisko dekady, główną ideą konferencji jest edukacja i kształtowanie postaw uwzględniających korzyść dla wszystkich interesariuszy spółki. W związku z tym, goście uczestniczą w szeregu debat i paneli poruszających tematykę problemów i wyzwań stojących przed nadzorem właścicielskim. W tym roku tematem przewodnim były firmy rodzinne i ich ład korporacyjny. Pochylono się również nad radami nadzorczymi w spółkach giełdowych i komunalnych. Realizację od strony merytorycznej zagwarantowali wykładowcy, paneliści oraz zaproszeni goście reprezentujący najwyższym poziom kompetencji. Na wstępie dr Adrianna Lewandowska zaprezentowała części wspólne i różnice między ładem korporacyjnym, a ładem rodzinnym. Tuż po niej Tomasz Prusek o problemy i wyzwania corporate governance wypytał dr. Wiesława Rozłuckiego. Przed przerwą i wręczeniem wyróżnienia Corporate Governance 2019 mogliśmy wysłuchać wykładu Tomasza Manickiego i Łukasza Piergiesa na temat zagrożenia związanego z pasywnym nadzorem. Po przerwie Mariusz Kanicki opowiedział o ładzie korporacyjnym i GPW, a ogromnym zainteresowaniem słuchaczy cieszyła się dyskusja w panelu na temat crowdfundingu, prowadzona przez Macieja Samcika. Na koniec organizatorzy wrócili do tematu GetBack, próbując wysnuć wnioski płynące 12 miesięcy po ujawnieniu afery.

Piotr Rybicki, podsumował wielomiesięczny wysiłek organizacyjny z zadowoleniem podkreślając ogromną motywację do dalszej pracy – Dla mnie osobiście każda z Konferencji Rada Nadzorcza, i również tegoroczna 9. edycja, jest świętem dla członków rad nadzorczych. I tak też postępuję wkładając ogromny trud w jej przygotowanie, stawiając na pierwszym miejscu uczestników konferencji i budowanie pozytywnego ładu korporacyjnego w Polsce. A że nie jest łatwo – to każdy kto był przynajmniej jeden raz w radzie nadzorczej wie. Cieszy również, że grono zainteresowanych profesjonalizacją w radach nadzorczych rośnie. Małymi kroczkami idziemy do przodu.

BUDOWA ZAUFANIA JAKO CEL ŁADU KORPORACYJNEGO

W trakcie rozmów uczestnicy spotkania wyłonili tezę, iż pomimo blisko 30 lat funkcjonowania rynku kapitałowego, idea organizacji spotkań, konferencji i debat na temat ładu korporacyjnego pozostaje wiecznie żywa, a wręcz potrzebna dziś bardziej niż kiedykolwiek, na co wskazuje Wiesław Rozłucki. – Rynek kapitałowy jest obecnie w trudnej sytuacji, czego istotną przyczyną jest brak zaufania. W opinii inwestorów panuje przekonanie, iż władze wielu spółek stosując wybiórczo lub pobieżnie przepisy ładu korporacyjnego, przestały mieć na względzie budowę wartości spółki, a wyłącznie partykularne interesy głównych akcjonariuszy. W konsekwencji styl zarządzania, który uwypuklił się w spółkach skarbowych zaczął udzielać się innym. Na drugim biegunie zarzutów są działania organów nadzorczych, które z całą stanowczością stosują przepisy unijne dotyczące odpowiedzialności rad nadzorczych, lecz nie zauważają chociażby wspomnianego przed chwilą problemu realizacji przez zarząd polityki kluczowego właściciela. Wspólnie z organizatorami konferencji jesteśmy przekonani, iż remedium na powyższe problemy pozostaje wyłącznie edukacja, toteż od wielu lat na jesieni pochylamy się nad tematyką corporate governance wskazując na ogromną wartość jaką przynosi spółce stosowanie dobrych zasad ładu korporacyjnego. Co cieszy, powoli zauważają to władze rządowe, bowiem w tegorocznej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego przygotowanej przez Ministerstwo Finansów wskazano na korelację między stopniem przestrzegania dobrym praktyk ładu korporacyjnego, a pozytywną wyceną spółek.

Identyczną opinię odnośnie korzyści wynikających z dobrym praktyk corporate governance, jak również zauważenia problemu przez rząd, wyraziła tegoroczna laureatka, Agnieszka Słomka-Gołębiowska: – Dobrej jakości ład korporacyjny przekłada się na wzrost gospodarczy poprzez zwiększanie inwestycji za pośrednictwem rynku kapitałowego. Dobrze funkcjonujący rynek kapitałowy jest jednocześnie jednym z kanałów lokowania i dywersyfikacji oszczędności. Nie da się rozwinąć rynku kapitałowego bez zaufania do spółek i do ich działalności. Zaufanie buduje się poprzez wypracowywanie wysokiej jakości ładu korporacyjnego, który jest platformą zabezpieczania interesów akcjonariuszy i pozostałych interesariuszy spółki. W ten trend doskonale wpasowuje się przyjęta przez rząd z końcem września Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. Głównym jej celem jest poprawa dostępu polskich przedsiębiorstw do źródeł finansowania, poprzez obniżenie kosztu pozyskania kapitału w gospodarce krajowej. Nie da się tego osiągnąć bez stabilności instytucji prawnych, bez zwiększenia udziału oszczędności w gospodarce i bez zwiększenia płynności obrotu na giełdzie. Te szczegółowe cele nie są możliwe do zrealizowania bez zaufania do rynku kapitałowego, budowanego poprzez wysokie standardy ładu korporacyjnego. Ponadto, minął już rok od dnia, w którym we wrześniu 2018 r. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie została oficjalnie uznana za dojrzałą instytucję rozwiniętego rynku kapitałowego. Tym samym Polska wyszła z cienia rynków rozwijających się, a stała się równorzędnym partnerem rynków funkcjonujących znacznie dłużej, niż polski rynek papierów wartościowych. A zatem „szlachectwo zobowiązuje”.

Na pytanie, co przyniesie przyszłość w kontekście praktykowania ładu korporacyjnego i roli rad nadzorczych, odpowiedziała: – Ostatnie lata zmuszają do refleksji, jakie są interesy spółki i wszystkich stron zainteresowanych jej działalnością. Dotychczas panował prymat budowania wartości dla akcjonariuszy, ale niewielki wzrost gospodarczy gospodarki światowej ostatniej dekady, rosnące nierówności, spadająca konkurencja, a także postępujące niszczenie środowiska naturalnego zmusza do debaty, czym jest spółka i czyim interesom ma służyć? Świeżo w pamięci mamy wrześniowy apel prezesów 180 największych spółek giełdowych, którzy zgodnie stwierdzili, że wąsko rozumiana maksymalizacja wartości wyłącznie dla akcjonariuszy prowadzi na manowce, a budowanie prawdziwej, trwałej wartości musi się zasadzać na dobrych relacjach z wszystkimi interesariuszami. Na naszych oczach zmienia się charakter kapitalizmu, w którym dominującą rolę – w obszarze rynku kapitałowego – przejmuje ład korporacyjny. Ewolucję przejdzie również sam model funkcjonowania rad nadzorczych, który obecnie jest zorientowany na decyzje. Taka rada spotyka się rzadko i na krótko, posiada homogeniczny skład, a część decyzji jest już wcześniej opracowana i wymaga tylko zatwierdzenia. Dobre praktyki rad nadzorczych ewoluują i zmierzają w stronę modelu rady nadzorczej zorientowanej na procesy. Skład takiej rady jest różnorodny pod względem kompetencji, doświadczenia, wieku, płci. Odbywa on posiedzenia dłużej i częściej, a jej członków cechują krytyczne postawy, kreatywność, otwartość i zaangażowanie w realizację swojego mandatu.

Patryk Kuzior, naczelnik Wydziału Nadzoru i Kontroli UM w Dąbrowie Górniczej, Przewodniczący Rady Nadzorczej Dąbrowskie Wodociągi zauważa, iż konferencja poza miejscem dyskusji na temat dobrych praktyk w spółkach może stanowić platformę do powstania idei dla nowym projektów gospodarczych i przy skorzystaniu z rad ekspertów, przeprowadzeniu ich przez proces rozwoju z zachowaniem najwyższych standardów corporate governance – Konferencja Rada Nadzorcza to bez wątpienia ważne wydarzenie dla biznesu. To kilka godzin dyskusji o dobrych praktykach w zarządzaniu i nadzorze nad spółkami, ale nie tylko. Trzy lata temu, gdy po raz pierwszy wydarzenie gościła Dąbrowa Górnicza, konferencję otworzyła prezentacja projektu Fabryka Pełna Życia – rewitalizacji przestrzeni pofabrycznej w centrum przemysłowego miasta. Wtedy ten projekt był w fazie konsultacji, a dziś jako miasto i gospodarz konferencji jesteśmy w momencie tworzenia spółki, która ma być operatorem terenu znajdującego się tuż obok miejsca, w którym odbywa się nasze wydarzenie. Nowa spółka komunalna, przy której tworzeniu z pewnością warto skorzystać z dobrych praktyk corporate governance, będzie budować i komercjalizować przestrzeń nowego centrum miasta. Moim zdaniem to pokazuje, że konferencja Rada Nadzorcza to nie tylko teoretyczne dyskusje, ale wydarzenie, które łączy się z realnymi działaniami gospodarczymi, które stwarza okazję do wymiany doświadczeń oraz niesie inspirację dla przedsięwzięć biznesowych.

– Do zobaczenia za rok! – deklaruje Piotr Rybicki, inicjator wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance” i pomysłodawca „Konferencji Rada Nadzorcza”

PARTNERZY KONFERENCJI

Głównym Partnerem Konferencji jest Miasto Dąbrowa Górnicza.

Partnerami: Linklaters oraz BDO Legal.

Patronat honorowy: Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia oraz Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach.

Patronat medialny: Dziennik Zachodni, Strefa Biznesu, Miesięcznik Nowy Przemysł, wnp.pl, Strefa Inwestorów, Europerspektywy, ŚląskiBiznes.pl, Stockbroker Okiem Maklera, Credit Manager Magazine.

Patronat: ACCA, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, Instytut Audytorów Wewnętrznych IIA Polska, Stowarzyszenie Interim Managers, Stowarzyszenie Finexa, Fundacja Class Ladies, PIB Finanse z sensem, Polski Instytut Credit Managment.

Organizator: Piotr Rybicki, portal nadzórkorporacyjny.pl

Obsługa medialna: multiAN.

Revolut ma w Polsce 750 tysięcy klientów indywidualnych i 5 tysięcy klientów biznesowych, celuje w sektor MŚP

  • Revolut ma ponad 7 milionów klientów w Europie, w tym 750 tysięcy nad Wisłą
  • Fintech świętuje kolejny kamień milowy nagradzając nowych klientów darmową kartą i bonusem 20 PLN na start 
  • Revolut obsługuje 200 tysięcy firm, w tym 5 tysięcy w Polsce, w przyszłym roku chce podwoić ten wynik

Revolut, londyński fintech, z którego usług korzysta ponad 7 milionów klientów w Europie, ogłosił dziś oficjalnie, że społeczność użytkowników aplikacji w Polsce przekroczyła 750 tysięcy osób i 5 tysięcy firm. W październiku o konto Revolut aplikowało ponad 2 tysiące polskich spółek.

Revolut w Polsce to zarówno usługodawca, inwestor, jak i pracodawca. Liczymy, że w przyszłym roku uda nam się przekroczyć granicę miliona użytkowników w Polsce. Równolegle, chcemy rozwijać ofertę dla firm i zapracować na zaufanie polskich przedsiębiorców. W tym celu tłumaczymy aplikację firmową na język polski, udostępnimy klientom polskie numery kont i wprowadzimy support dla firm w języku polskim. Powstanie też 30-40 osobowy zespół w Krakowie, którego wyłącznym zadaniem będzie wspieranie polskich przedsiębiorców. Obsługujemy pięć tysięcy polskich firm. W przyszłym roku chcemy tę liczbę podwoić” – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Revolut ruszył latem tego roku w trasę po Polsce spotykając się z klientami w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu – w tych trzech miastach społeczności użytkowników są największe, liczą odpowiednio 150, 55 i 45 tysięcy osób – oraz Poznaniu, Trójmieście, Łodzi, Katowicach i Olsztynie. W wymienionych 8 miastach mieszka blisko połowa, bo 45% polskich użytkowników aplikacji. Na spotkaniach fintech prosił o opinię odnośnie nowo wprowadzonych funkcjonalności – bezprowizyjny handel akcjami, funkcja dobroczynna, zarządzanie służbowymi wydatkami, darmowe konta dla firm – jak i o wskazówki co do usług będących jeszcze w fazie projektowania.

Dwa spośród dziesięciu spotkań były odmienne. Zgromadziły wyłącznie firmy. W Krakowie i Warszawie spotkało się blisko 200 freelancerów i przedsiębiorców korzystających z Revolut dla firm. Przedstawiciele firmy z Londynu  zadeklarowali, że do końca roku Polska będzie pierwszym krajem, gdzie pojawi się support dla firm w lokalnym języku. Fintech udostępni też lokalną wersję językową apki i strony oraz polskie numery firmowych kont. Ważną rolę w dostosowaniu oferty do lokalnych potrzeb odegrać ma nowy, liczący docelowo 30-40 osób zespół. Jego zadaniem będzie wspieranie polskich firm. Obecnie wśród klientów firmowych nad Wisłą dominują sklepy online, firmy IT, software house’y, ale pojawia się coraz więcej klientów z branż tradycyjnych, jak logistyka i transport.

Liczymy, że wielu przedsiębiorców, którzy korzystają już z Revolut prywatnie, do testowania kont firmowych zachęci zniesiona opłata za podstawowe konto dla firm. W przypadku udanych testów, można w dowolnym momencie przejść na szerszy pakiet płatny, a w przypadku zmniejszonych potrzeb, z powrotem wrócić na pakiet darmowy. Stawiamy na maksymalną elastyczność, bo wiemy, z własnego doświadczenia, że niektóre potrzeby mają charakter sezonowy. My szykujemy się właśnie do sezonu świątecznego” – mówi Karol Sadaj.

“Z Revoluta korzystaliśmy jako klienci indywidualni. Kiedy dowiedzieliśmy się, że pojawiła się oferta dla przedsiębiorstw, postanowiliśmy sprawdzić, jak możemy zaadoptować ją w Packhelpie. Usługę Revolut for Business traktujemy jako usługę komplementarną do głównych rachunków bankowych. Daje nam to przede wszystkim wygodę płatności kartami za subskrypcje software’u czy wydatki mediowe, zarówno za granicą, jak i online. Nie chodzi tylko o korzystny kurs wymiany walut ale także o łatwy sposób wydawania kart wirtualnych, zarządzanie limitami transakcyjnymi oraz intuicyjną aplikację na smartfony” – mówi Konrad Kwiatkowski, współwłaściciel firmy Packhelp.

W ciągu zaledwie dwóch lat Revolut szybko zbudował i wprowadził na rynek ofertę dla firm, która może być alternatywą lub uzupełnieniem usług tradycyjnych instytucji finansowych. Obecnie umożliwia ona:

  • Tworzenie firmowych kont wielowalutowych
  • Generowanie wirtualnych i fizycznych kart firmowych
  • Wysyłanie i przyjmowanie przelewów w 28 walutach, co pozwala płacić pracownikom lub dostawcom bez narażania się na niekorzystne kursy przewalutowań
  • Udostępnianie kont nowym członkom zespołu lub księgowym
  • Konfigurowanie dostępu i uprawnień pozwalających na realizację płatności
  • Funkcję do archiwizowania paragonów i zarządzania wydatkami służbowymi
  • Integrację z popularnymi aplikacjami biznesowymi takimi jak Slack, Xero, FreeAgent, Zapier
  • Ustawianie zbiorczych lub predefiniowanych płatności oraz ich automatyzacja dzięki otwartemu API
  • Dostęp do supportu dla firm 24/7

Revolut pracuje nad wdrożeniem kolejnych produktów i usług dla firm do swojej oferty, w tym funkcjonalności do zarządzania fakturami, wynagrodzeniami pracowniczymi, a także kompleksowej usługi akceptacji i rozliczeń płatności.

BNI Global Convention po raz pierwszy w Polsce

“Z badań przeprowadzonych przez BNI jasno wynika, że aż 98% przedsiębiorców uważa, że rekomendacje są ważne w rozwoju firmy, jednocześnie tylko 3% z nich ma na to strategię” – powiedział Ryszard Chmura, Prezes Zarządu BNI Polska podczas międzynarodowej konferencji BNI Global Convention w Warszawie. BNI, największa na świecie organizacja opierająca swą działalność na efektywnym networkingu, zrzesza już ponad 2500 firm MŚP w Polsce, które realizowały dodatkowe zlecenia z rekomendacji BNI na kwotę 471 mln zł netto w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

W dniach 6-9 listopada br. w Warszawie odbywa się międzynarodowa konferencja – BNI Global Convention, dotycząca rozwoju biznesu w oparciu o rekomendacje, dedykowana przedsiębiorcom należącym do BNI. BNI Global Convention gromadzi co roku kilka tysięcy uczestników z kilkudziesięciu krajów. Dopiero po raz drugi w historii wydarzenie organizowane jest poza Stanami Zjednoczonymi a po raz pierwszy
w Europie.

BNI Global Convention_Polska (3)„To bardzo duże wyróżnienie dla Polski i Warszawy, że możemy gościć u siebie BNI Global Convention. Nasza kandydatura pokonała kilka bardzo prężnych ośrodków biznesowych i miejskich, dzięki czemu możemy gościć na konferencji ponad 2500 właścicieli firm z całego świata. Z badań przeprowadzonych przez BNI jasno wynika, że aż 98% przedsiębiorców uważa, że rekomendacje są ważne w rozwoju firmy, jednocześnie tylko 3% z nich ma na to strategię. Dlatego jestem dumny, że coraz więcej przedsiębiorców, w ramach BNI, współpracuje ze sobą i pomaga sobie w rozwijaniu firm.” – powiedział Ryszard Chmura, Prezes Zarządu BNI Polska.

Globalna konferencja to szereg wartościowych wykładów, praktycznych szkoleń i licznych sesji networkingowych, jak i spotkań przedsiębiorców. Będą oni mogli wziąć udział w kilkudziesięciu prelekcjach głoszonych przez odnoszących sukcesy biznesmenów, m.in.: Henry’ego McGoverna – założyciela AmRest, najszybciej rosnącej sieci franczyzowej i restauracyjnej w Europie.

„Polska może być dumna z przedsiębiorczości swoich obywateli i rozwoju średniego i małego biznesu. Wierzę, że organizacja BNI Global Convention w Polsce przyczyni się do dalszego wzrostu poszczególnych firm i know-how polskich przedsiębiorców” – powiedział Graham Weihmiller, Prezes BNI, który odpowiada operacyjnie za ponad 70 krajów na świecie, wdrażając plan poprawy jakości i dalszego wzrostu liczby przedsiębiorców w BNI.

Jak poinformowano podczas konferencji, celem organizacji w Polsce jest utworzenie Grup BNI w każdym mieście w Polsce i tym samym zrzeszanie 30 tys. firm, tj. 1% MŚP.

“Pozyskiwanie nowych klientów, walka z konkurencją o zlecenia, zarządzanie pracownikami czy wpadnięcie w pułapkę małej skali to najczęstsze wyzwania, jakie stają przed polskimi przedsiębiorcami. Dlatego idea współpracy w biznesie, dzielenie się kontaktami czy wymiana wiedzy i doświadczeń spotyka się z uznaniem już ponad 260 tysięcy właścicieli firm na świecie i ponad 2500 w Polsce. Dołączając do BNI, przedsiębiorcy nie działają sami. W lokalnych grupach wspierają się w pozyskiwaniu nowych klientów, podwykonawców i generowaniu dodatkowego przychodu dla swoich firm” dodał Ryszard Chmura.

RPP obniża prognozę wzrostu PKB dla Polski

Pomimo tego, że mamy już listopad w dalszym ciągu prognozy wzrostu PKB dla Polski dość szybko się zmieniają. RPP obniżyła wczoraj swoją o 0,2% co i tak jest wartością o kolejne 0,2% wyższą od przewidywań ekspertów Komisji Europejskiej.

Decyzji brak, ale są prognozy

Zgodnie z oczekiwaniami posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie przyniosło zmian stóp procentowych. Analitycy nie zawiedli się jednak czekaniem na konferencję prasową po posiedzeniu. Poznaliśmy prognozy gospodarcze na lata 2019-2021. Inflacja w 2020 ma zaledwie zbliżyć się do 3%. Z kolei wzrost gospodarczy w tym roku ma wynieść nie 4,5% a 4,3%. W kolejnych latach również jest weryfikowany w dół. Powodem mają być słabsze od oczekiwań inwestycje. Biorąc pod uwagę, że niemal cała polityka rządu zakłada stymulację konsumpcji, nie powinno być to zaskoczeniem. Złoty przyjął tę zmianę spokojnie, prognozy NBP są bowiem i tak odrobinę bardziej optymistyczne niż te zachodnich organizacji. Podane dzisiaj prognozy Komisji Europejskiej są dla nas o 0,2% mniej korzystne.

Odwilż w wojnie handlowej

Po tym, jak przez niemal 1,5 roku Chiny i USA obkładały się wzajemnie kolejnymi cłami ograniczającymi import, nagle nastąpił przełom. Mówi się obecnie nie tylko o zawieszeniu dalszych podwyżek ceł, ale wręcz o stopniowym znoszeniu obecnych. Porozumienie w tym zakresie ma być zdaniem obserwatorów podpisane jeszcze w tym roku. Wycofywanie się z podwyżek ma być stopniowe, a harmonogram jeszcze nie jest ustalony. Te wiadomości przyczyniają się do ostatnich umocnień dolara względem pozostałych walut.

Kolejne słabsze dane zza Odry

Niemiecka gospodarka to duża zagadka dla analityków. Kraj ten pokazuje bardzo słabe wyniki gospodarcze, ale za to się oddłuża w ekspresowym tempie. Brak pieniędzy idących na spłatę zobowiązań jest odczuwalny, jednakże ma swoje wyjaśnienie. Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu, a w sumie bardziej spadku, produkcji przemysłowej. W ciągu roku zmniejszyła się ona o 4,3%. Jest to obiektywnie słaby rezultat, ale tylko o 0,1% gorszy od oczekiwań rynków. Jest to kolejny element wyjaśniający ostatnią słabość euro względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Foksal 13/15 najlepszą inwestycją mieszkaniową, sprzedaż Warsaw Spire transakcją roku

Firma Ghelamco kolejny rok z rzędu została nagrodzona w konkursie branży nieruchomości CIJ Awards. Sprzedaż Warsaw Spire uznano za transakcję roku na rynku nieruchomości komercyjnych. Z kolei apartamenty Foksal 13/15 wyróżniono jako najlepszą inwestycję mieszkaniową w Polsce.

Gala rozdania nagród CIJ Awards 2019 odbyła się 6 listopada w słynnym warszawskim hotelu Raffles Europejski. Podczas uroczystości wyróżnione zostały najlepsze firmy i inwestycje na rynku nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych w 2019 roku. Przedstawiciele Ghelamco odebrali statuetki przyznane w dwóch kategoriach: Best Investment Transaction oraz Best Residential Development.

–   W Polsce jesteśmy znani głównie ze szklanych wieżowców i nowoczesnych budynków biurowych, za które otrzymaliśmy wiele wyróżnień w Polsce i na świecie. Tym bardziej cieszy mnie nagroda dla Foksal 13/15 i tytuł najlepszej inwestycji mieszkaniowej w Polsce – jest to w naszej dotychczasowej działalności pierwsze takie wyróżnienie. Tym bardziej cenne, że przyznane za projekt ze wszech miar wyjątkowy, który kosztował nas bardzo wiele pracy, ale też przyniósł mnóstwo satysfakcji – mówi Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający Ghelamco na Europę Środkowo-Wschodnią.

W ocenie ekspertów najlepszą inwestycją mieszkaniową 2019 roku były apartamenty Foksal 13/15. To szczególny projekt w portfolio Ghelamco i jeden z najbardziej niezwykłych w historii rewitalizacji zabytków w Polsce. W wyniku kompleksowej restauracji i częściowej rekonstrukcji dwóm ponad 120-letnim kamieniom w centrum Warszawy przywrócony został oryginalny wygląd fasad i wnętrz z końca XIX wieku. Obecnie jest to jeden z najbardziej prestiżowych adresów w Polsce. Foksal 13/15 zapewni swoim mieszkańcom liczne komfortowe udogodnienia, m.in. strefę SPA, salę fitness, pokoje gościnne, podziemny parking, przestronne tarasy na dachu oraz usługi concierge. Obie rezydencje mieszczą łącznie 55 luksusowych apartamentów o powierzchni od 47 do 260 mkw.

Z kolei sfinalizowana w lipcu 2019 r. sprzedaż flagowego projektu Ghelamco, a zarazem najsłynniejszego polskiego biurowca, wieży Warsaw Spire, uznana została przez jury za najlepszą transakcję na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Liczący 49 kondygnacji i 65 tys. mkw. powierzchni biurowej obiekt został kupiony przez Immofinanz za kwotę 386 mln euro. Stroną sprzedającą były firmy Ghelamco Poland i Madison International Realty.

CiJ Awards to najstarszy konkurs na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Organizowany jest od 2001 r. przez magazyn Construction & Investment Journal.

Sąd musi rozpoznać wniesioną przeciw organowi skargę, jeśli sam organ potwierdził wyczerpanie środków zaskarżenia na drodze administracyjnej

Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi uzależnia możliwość wniesienia skargi na akt lub czynność organu od uprzedniego wyczerpania przez skarżącego środków zaskarżenia na drodze administracyjnej. W czerwcu 2019 r. WSA w Warszawie odrzucił wniesioną skargę właśnie z uwagi na brak realizacji tego wymogu poprzez niezłożenie przez skarżącego zażalenia do organu administracyjnego drugiej instancji. Naczelny Sąd Administracyjny postanowieniem z 25 września 2019 r. uchylił to rozstrzygnięcie, wskazując, że skarżący wyczerpał przedsądowe środki zaskarżenia, skoro przyznał się do tego sam organ (sygn. akt II OSK 2610/19).

Art. 52 § 1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (dalej: P.p.s.a.) stanowi, że: „Skargę można wnieść po wyczerpaniu środków zaskarżenia, jeżeli służyły one skarżącemu w postępowaniu przed organem właściwym w sprawie, chyba że skargę wnosi prokurator, Rzecznik Praw Obywatelskich lub Rzecznik Praw Dziecka” (Dz.U. 2002 nr 153 poz. 1270, ze zm.). W Kodeksie postępowania administracyjnego (dalej: K.p.a.) zawarto również przepis, zgodnie z którym: „Stronie służy prawo do wniesienia ponaglenia, jeżeli nie załatwiono sprawy w terminie określonym w art. 35 lub przepisach szczególnych ani w terminie wskazanym zgodnie z art. 36 § 1 (bezczynność)” (art. 37 § 1 pkt 1, Dz.U. 1960 nr 30 poz. 168, ze zm.).

Ponaglenie to nie zażalenie

Postanowieniem z 6 czerwca 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił skargę na bezczynność organu administracyjnego z uwagi na fakt, że przed jej wniesieniem skarżący nie złożył zażalenia do organu wyższej instancji. Sąd nie uznał argumentacji skarżącego, że drogę postępowania administracyjnego przed organami wyczerpał w kwietniu 2018 r., kiedy to pełnomocnik skarżącego wniósł do tego organu ponaglenie. Zdaniem sądu takiego skutku nie wywołało złożone do organu drugiej instancji pismo oznaczone jako „ponaglenie”.

Organ sam potwierdził wyczerpanie środków zaskarżenia na drodze administracyjnej

Skarżący wniósł na postanowienie warszawskiego WSA skargę kasacyjną. Rozpoznający ją Naczelny Sąd Administracyjny zgodził się z sądem pierwszej instancji, że przed wstąpieniem na drogę postępowania sądowoadministracyjnego skarżący zobowiązany był wnieść zażalenie do organu wyższego stopnia nad organem, którego decyzję skarżył. Niemniej z akt sprawy wynika, że co prawda pełnomocnik skarżącego przed wniesieniem skargi wniósł do organu drugiej instancji ponaglenie, ale organ ten postanowieniem z kwietnia 2019 r. rozpoznał je jako zażalenie. Dlatego, jak postanowił NSA:

„Należy zatem uznać, wbrew twierdzeniom Sądu pierwszej instancji, iż skarżący w niniejszej sprawie wyczerpał przysługujące mu środki zaskarżenia przed wniesieniem skargi. Pismo z dnia […] kwietnia 2018 r. zostało bowiem wniesione do organu wyższego stopnia i potraktowane przez ten organ jako zażalenie, a więc spełniona została dyspozycja art. 37 § 1 K.p.a. w brzmieniu obowiązującym przed 1 czerwca 2017 r., który na niezałatwienie sprawy w terminie przewidywał zażalenie do organu wyższego stopnia, a jeżeli nie ma takiego organu – wezwanie do usunięcia naruszenia prawa” (sygn. akt II OSK 2610/19).

Liczy się skutek

Postępowanie administracyjne rządzi się swoimi prawami. Jednak zarówno w zakresie tego rodzaju postępowań, jak i prowadzonych na podstawie odrębnych przepisów, i na innej drodze, zawsze najistotniejsze jest dochowanie właściwych terminów i ścieżki wnoszenia pism. Jak widać na przykładzie powyższej sprawy, nawet niewłaściwie oznaczone pismo może zapewnić ochronę ważnego interesu podmiotu postępowania. Liczy się bowiem to, co wynika z treści pisma, a nie jego nazewnictwo.

Jeśli w postępowaniu administracyjnym czy sądowoadministracyjnym, gra toczy się o ochronę ważnego interesu strony, zwłaszcza majątku firmy, warto skorzystać z pomocy prawnika, kancelarii prawnej, która oferuje reprezentację i obronę interesów klienta na każdym etapie postępowania, bez względu na to, czy toczy się ono przed organami administracji publicznej, sądami administracyjnymi, czy Naczelnym Sądem Administracyjnym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W 2020 r. oczekujemy znaczącego zmniejszenia inwestycji polskich firm

Niskie inwestycje są zagrożeniem dla przyszłości polskiej gospodarki. W 2020 r. spadną do bardzo niskiego poziomu, a regres będzie dotyczył zarówno inwestycji publicznych jak i firm.

W przypadku inwestycji publicznych mamy do czynienia z ustępowaniem górki inwestycyjnej z 2018 r., związanej z wyborami samorządowymi, co będzie powodowało spowolnieniem inwestycji ogółem. O ile w I kw. 2019 r. wskaźnik inwestycji ogółem wynosił 12,5 proc., to według prognoz Credit Agricole Bank Polski w IV kw. spadnie do 6,8 proc. r/r. Dla całego mijającego wkrótce roku wyniesie 8,5 proc.

– Jeżeli chodzi o inwestycje firm, to sytuacja wygląda pesymistycznie, a pytaniem pozostaje w jaki sposób niekorzystne otoczenie zagraniczne wpłynie na klimat inwestycyjny w polskich firmach, bo mamy do czynienia z recesją w Niemczech, z wojnami handlowymi USA-Chiny i ogólnym spowolnieniem wzrostu globalnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polski.

Podwyższona niepewność ograniczy skłonność do inwestowania, zwłaszcza, że w najbliższych miesiącach w polskich firmach będą rosły koszty płacowe, związane z rozpoczęciem wejścia w Pracownicze Plany Kapitałowe oraz podniesieniem płacy minimalnej.

Duże spowolnienie wzrostu inwestycji przedsiębiorstw odnotujemy już w następnym kwartale. W całym 2020 r. inwestycje ogółem spadną do 4,7 proc. Coraz dalej nam do realizacji założeń tzw. planu Morawieckiego, w którym inwestycje miały rosnąć.

Raport PayPal: bezpieczeństwo zakupów mobilnych i sprzedaż przez media społecznościowe to główne trendy w e-handlu

  • Ponad trzy czwarte globalnych konsumentów zrobiło zakupy za pomocą smartfona czy tabletu w ciągu ostatniego pół roku, choć tylko dwie trzecie firm jest na to gotowe.
  • Wśród najważniejszych trendów związanych z zakupami mobilnymi jest troska o bezpieczeństwo oraz rosnąca w niespotykanym tempie popularność zakupów na platformach społecznościowych.
  • Na kilka dni przed rozpoczęciem najgorętszego sezonu zakupowego na świecie, PayPal dzieli się poradami, jak polscy e-sprzedawcy mogą przyciągnąć do siebie zagranicznych konsumentów.

W najnowszym badaniu przeprowadzonym przez Ipsos na zlecenie PayPal, platforma płatnicza dzieli się najpopularniejszymi globalnymi trendami w handlu mobilnym. Choć rosnąca ilość osób kupujących przez smartfona czy tablet nikogo już nie dziwi, to słabe przygotowanie sprzedawców, obawy o bezpieczeństwo takich transakcji oraz fakt, że jeszcze lepiej rozwijają się zakupy na platformach społecznościowych – już tak. Znajomość tych trendów jest szczególnie ważna dla polskich sprzedawców, którzy w okresie gorących świątecznych wyprzedaży chcą poszerzyć bazę swoich międzynarodowych klientów. Poza Polską, rodzime firmy sprzedają przede wszystkim do USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji i Australii[1].

Firmy w tyle za mobilnymi konsumentami

Jak wynika z raportu, aby przyciągnąć i zatrzymać konsumentów z Generacji Z i Y, firmy muszą oferować usługi zoptymalizowane pod kątem urządzeń mobilnych. Niezależnie od grupy wiekowej, prawie 80% badanych zrobiło zakupy za pośrednictwem smartfona w ciągu ostatnich 6 miesięcy, podczas gdy tylko 63% firm ma usługi zoptymalizowane pod tym kątem. Ta piętnastopunktowa różnica oznacza, że znaczna ilość firm nie wykorzystuje potencjału gwałtownego rozwoju handlu mobilnego.

Choć dla milionów małych firm na całym świecie zapewnienie płynnego doświadczenia zakupowego na urządzeniach mobilnych nie jest priorytetem, zmiana tego nastawienia może doprowadzić do zmniejszenia liczby porzuconych koszyków i wzrostu sprzedaży o 15%.

– Już za chwilę zaczyna się najgorętszy sezon zakupowy. To doskonała okazja do tego, aby polscy sprzedawcy rozwinęli swoją działalność na międzynarodowych rynkach i zachęcili globalnych konsumentów do zakupów w rodzimym e-sklepach – podkreśla Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – W Polsce tylko 12% małych i średnich przedsiębiorstw sprzedaje swoje produkty i usługi online. To poniżej unijnej średniej wynoszącej 17%[2]. Tymczasem, jak wynika z danych PayPal, firmy sprzedające za granicę mają znacznie wyższą stopę wzrostu (14,3%) w porównaniu do tych, które działają tylko lokalnie (2%)[3].

Najważniejsze globalne trendy:

  • Handel mobilny jest najpopularniejszy w Indiach: 70% indyjskich badanych woli korzystać z telefonu komórkowego do robienia zakupów, a 81% indyjskich firm jest zoptymalizowana pod kątem zakupów mobilnych.
  • W Europie przodują Włochy, gdzie 83% konsumentów robi zakupy online za pomocą smartfona; w tym samym czasie tylko 65% włoskich firm jest na to gotowe.
  • W USA 72% konsumentów korzysta z telefonu komórkowego, aby płacić za zakupy online, ale tylko 57% firm deklaruje, że oferuje zakupy zoptymalizowane pod kątem urządzeń mobilnych.

Wielkie zakupy i wielkie obawy

Bezpieczeństwo i zaufanie to główne czynniki, które biorą pod uwagę mobilni konsumenci decydując się na takie zakupy. Globalnie 51% respondentów mniej chętnie robi m-zakupy ze względu na obawy związane z bezpieczeństwem, ale w niektórych krajach, np. w Japonii, ten wskaźnik jest znacznie niższy (28%). Te najbardziej zaniepokojone bezpieczeństwem zakupów przez telefon to Wielka Brytania (64%), Australia (63%) i USA (58%). Firmy podzielają obawy konsumentów, przy czym 1 na 5 sprzedawców boi się przede wszystkim o bezpieczeństwo danych swoich klientów.

Boom na zakupy społecznościowe

Zainteresowanie zakupami przez platformy społecznościowe jest na podobnym poziomie zarówno wśród konsumentów, jak i sprzedawców. Około 1/3 konsumentów kupuje w ten sposób i 1/3 firm oferuje tego typu usługę. Popularność handlu społecznościowego różni się jednak w zależności od położenia geograficznego. Najwięcej osób kupuje tak w Indiach (57%). Jeśli chodzi o typy platform, gdzie zakupy społecznościowe są najpopularniejsze to są to Facebook, Instagram i WhatsApp (35%).

O czym jeszcze powinni pamiętać polscy sprzedawcy?

  • Klient musi mieć wybór: głównym powodem rezygnacji z m-zakupów jest brak preferowanej metody płatności. 21% globalnych respondentów zrezygnowało z zakupu, ponieważ preferowana metoda płatności nie była dostępna. Wśród badanych kupujących mobilnie najwięcej korzysta z PayPal (53%), a następnie z kart kredytowych (44%).
  • Stacjonarnie i zbliżeniowo: 87% firm, które sprzedają stacjonarnie przyjmuje płatności zbliżeniowe, z czego 50% takich transakcji odbywa się za pomocą smartfona. Indie są liderem zakupów zbliżeniowych w sklepach, a 98% indyjskich firm przyjęło płatność smartfonem w ciągu ostatnich 6 miesięcy. 
  • Kobiety wybierają zakupy mobilne: 48% kobiet woli kupować online za pomocą urządzeń mobilnych (39% wśród mężczyzn). Jeśli chodzi o najpopularniejsze momenty na m-zakupy, to 19% kobiet i 26% mężczyzn robi m-zakupy w pracy.

[1] Dane wewnętrzne PayPal

[2] PayPal, The New European Tigers White Paper

[3] Dane wewnętrzne PayPal

Polacy nie obawiają się utraty pracy – wyniki badania

Z badania IRIS Financial Confidence Survey 2019 wynika, że P70% Polaków nie obawia się utraty pracy. Taki wynik daje Polsce drugą pozycję w Europie pod tym względem. Bardziej optymistyczni od nas są tylko Austriacy.

utrata pracy
Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

W ramach badania IRIS Financial Confidence Survey 2019, którego polską część przeprowadziła agencja badawcza ARC Rynek i Opinia, zapytano respondentów o to, czy obawiają się utraty pracy przez siebie lub kogoś ze swoich bliskich. Polacy są wśród trzech najbardziej optymistycznych narodów. Warto podkreślić, że optymistyczne podejście jest widoczne niezależnie od płci czy wieku respondentów.

Jednocześnie połowa Polaków uważa, że tworzenie nowych miejsc pracy to priorytetowe zadanie dla rządzących, ważniejsze niż ochrona środowiska i tak samo ważne jak ograniczanie biedy i ubóstwa. W zdecydowanej większości badanych krajów europejskich odsetek ten był wyższy.

nowe miejsca pracy
Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

Z naszych badań wynika, że nastroje społeczne wśród Polaków – zwłaszcza w kontekście sytuacji finansowej są pozytywne, dużo bardziej pozytywne niż w większości krajów europejskich. Dotyczy to również rynku pracy, na którym to kandydaci, nie tylko dobrze wykształceni, dyktują warunki. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich branż i wszystkich stanowisk, jednak doniesienia dotyczące bardzo niskiego poziomu bezrobocia dają Polakom poczucie, że na pewno jakąś pracę znajdą. – komentuje Karolina Knyziak, Project Manager w ARC Rynek i Opinia.

Informacja o badaniu

Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey zostało zrealizowane w 22 krajach na próbie blisko 12 tysięcy respondentów. Za realizację badania w poszczególnych krajach odpowiadały niezależne agencje badawcze, zrzeszone w międzynarodowej sieci IRIS – w Polsce badanie przeprowadziła agencja ARC Rynek i Opinia na próbie N=509 respondentów. W badaniu zastosowano metodologię CAWI (ankiety online). Termin realizacji badania – maj-czerwiec 2019. Wspólny raport powstał we wrześniu 2019 roku.

Giganci z Doliny Krzemowej szukają specjalistów z Polski

  • Na amerykańskim rynku pracy wkrótce będzie brakować ponad pół miliona specjalistów
  • Przemysł tworzy nowe miejsca pracy znacznie szybciej niż sektor edukacji może zapewnić nowych, wysoko wykwalifikowanych pracowników
  • Polscy specjaliści mogą zarabiać średnio nawet 25 tys. zł

Od kilku lat w Stanach Zjednoczonych obserwuje się jeszcze większy boom sektora technologicznego. Wzrost był tak gwałtowny, że w pewnym momencie pięć największych firm technologicznych odpowiadało za 37% wzrostu indeksu giełdowego S&P 500. Dzięki takim wynikom gospodarka wciąż huczała, nawet w obliczu pogarszających się wskaźników ekonomicznych na świecie.

Jest jednak jedna rzecz, która grozi zatarciem trybów amerykańskiego przemysłu technologicznego. Jest to fakt, że przemysł tworzy nowe miejsca pracy znacznie szybciej niż sektor edukacji może zapewnić nowych, wysoko wykwalifikowanych pracowników.

Zapotrzebowanie na siłę roboczą jest tak wysokie, że amerykański Departament Pracy prognozuje, że przemysł będzie wymagał około 557 100 dodatkowych pracowników do 2026 roku, czyli znacznie więcej niż średnia w innych sektorach gospodarki.

Dolina Krzemowa nadal na piedestale

Około 30 tys. Polaków przebywa obecnie w Dolinie Krzemowej i liczba ta rośnie. Nie są to jednak osoby, które planują na stałe osiedlić się w centrum światowej technologii. Z reguły wielu naszych rodaków przenosi się tam w celu zdobycia know-how i doświadczenia, aby otworzyć własne firmy, ale też, aby pracować dla takich gigantów jak np. Tesla, Amazon, Netflix czy Google. Nie bez znaczenia pozostaje, że zarobki są tam średnio dwa razy wyższe niż w innych częściach USA. Przeciętny pracownik związany z IT zarabia w Dolinie Krzemowej ok. 10 tys. dolarów miesięcznie, czyli około 38 tysięcy złotych, dla porównania w Warszawie jest to około 10 tys. zł, czyli prawie 4 razy mniej.

– Mówimy tu o średnich zarobkach, ale pamiętajmy, że wielu utalentowanych pracowników zarabia o wiele więcej. Znamy inżynierów IT, którzy zarabiają 75 tys. zł miesięcznie. Również po kilku latach pracy, np. w Uberze można stać się „małymi milionerem” – mówi Liran Rosenfeld założyciel PassRight, firmy zajmującej się pomocą w relokacji pracowników do USA.

W zestawieniu miast na świecie, w których najlepiej się zarabia opracowanym przez Deutsche Bank na 1. miejscu znajduje się położone w pobliżu Doliny Krzemowej San Francisco. Średnia pensja w tym roku wynosi tutaj 6,5 tys. USD (ponad 25 tys. zł) dla porównania Warszawa znalazła się na 38 miejscu ze średnią niewiele ponad 1 tys. USD. (ponad 4 tys. zł.)

Wydaje się, że do Silicon Valley bardzo ciężko się dostać, nie jest to jednak niemożliwe. Zwłaszcza, że Polacy nie są już postrzegani jako tania siła robocza, ale jako światowej klasy specjaliści. Podkreślał to nawet prezydent Andrzej Duda przed Polsko-Amerykańskim Forum Nowych Technologii mówiąc: Mamy w Polsce niezwykle zdolnych, inteligentnych ludzi, świetnie przygotowanych – najczęściej na polskich uczelniach – młodych inżynierów, którzy wnoszą bardzo świeżą myśl techniczną wszędzie, gdzie są na świecie.

Barierą nadal wiza

Dużą barierą w znalezieniu pracy w USA jest jednak nadal uzyskanie wizy. Sytuacji nie zmienia przystąpienia Polski do programu ruchu bezwizowego (Visa Waiver Program) ponieważ dotyczy on tylko podróży turystycznych i biznesowych, nie dłuższych niż 90 dni.

– Pozwolenie na wyjazd turystyczny można uzyskać dość łatwo, problemy się zaczynają, gdy potrzebujemy pozwolenia na pracę. Co więcej, w większości przypadków wiza przyznawana jest na konkretną posadę lub firmę. Jeśli więc ktoś chce zmienić biznes lub zająć się inną profesją, wiza traci ważność. Rozwiązaniem mogą być wiza O-1, czy EB-1, które kierowane są do osób o wyjątkowych zdolnościach, o których mówił prezydent naszego kraju, i które nie wiążą pracownika z jednym stanowiskiem – mówi Joanna Bobel, Prezes PassRight Poland.

– Właśnie z wiz O-1 i EB-1 z reguły korzystają wysoko wykwalifikowani pracownicy chcący wyjechać za Ocean, często też z całą rodziną – dodaje Bobel.

Głodujący sektor technologiczny w USA

Dla amerykańskiego przemysłu technologicznego mile widziane byłoby wszystko, co pomaga zmniejszyć presję obecnego rynku pracy. Już teraz analitycy branżowi przewidują ograniczenie wzrostu w sektorze, które może pogłębiać się z każdym rokiem, a za jego przyczynę uznają brak wykwalifikowanej siły roboczej.

Oczywiście wysiłki firm, pomagających wykwalifikowanym obcokrajowcom w dotarciu do wyczekujących amerykańskich firm technologicznych, mogą być niewystarczające, aby zapobiec dalszemu spowolnieniu, ale stanowią one przykład, że można to zrobić.

– Często pracownicy nie doceniają swoich kwalifikacji i doświadczenia. My pomagamy im je wydobyć i pokazać, że to co wydaje się nierealne może być dla nich na wyciągnięcie ręki – komentuje Liran Rosenfeld.

Chiny z USA zapowiadają stopniowe znoszenie wzajemnych ceł

Uwaga rynków pozostaje skupiona na relacjach USA-Chiny, więc informacja o odroczeniu do grudnia podpisania porozumienia pierwszej fazy studziła wczoraj optymizm. Dziś rano nastroje odmieniają doniesienia, że strony uzgodniły zniesienie wzajemnych ceł w ramach postępów nad umową handlową. Bałagan w przekazie tylko potwierdza, jak kruche są relacje między USA i Chinami, a cena porozumienia jeszcze nie została do końca ustalona.

Jest wiele niewiadomych w temacie porozumienia handlowego USA-Chiny, stąd każda informacja jest ważna dla oceny perspektyw relacji handlowych, a w szerszym ujęciu – przyszłości globalnego ożywienia. Nie od dziś wiadomo, że te rozmowy nie są łatwe i ich koniec nie nastąpi prędko, a rozwodnienie porozumienia na fazy tylko to potwierdza. Według wczorajszych informacji odroczenie podpisania umowy pierwszej fazy będzie odroczone do grudnia, ponieważ strony podobno nie mogą ustalić miejsca spotkania prezydentów Trumpa i Xi. Ale skoro jednak nie do końca znamy szczegóły tego porozumienia, można zakładać, że i treść dokumentu do podpisania może w dalszym ciągu ulegać zmianie. Dziś rano chińskie Ministerstwo Handlu przekazało, że uzgodniono z USA stopniowe znoszenie wzajemnych ceł. Nie wiemy jednak nic o tempie uchylania ceł, jednak sama decyzja nie jest wielką niespodzianką – trudno rozmawiać o porozumieniu handlowym i jednocześnie utrzymywać cła na poziomie 25 proc. Ale z perspektywy rynków to impuls do ponownego budowania optymizmu. Zobaczymy co przyniesie kolejny dzień.

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło zmian w poziomie stóp procentowych. W komunikacie stwierdzono, że w Polsce utrzymuje się dobra koniunktura, choć dane sugerują hamowanie wzrostu gospodarczego w związku z pogorszeniem koniunktury za granicą. Rada ocenia, że po przyspieszeniu inflacji na początku 2020 r., w kolejnych miesiącach dynamika cen będzie słabnąć. Dzięki temu prezes Glapiński pozostaje spokojny o swoją projekcję stabilnych stóp procentowych przez najbliższe dwa lata. Jeśli już, to Glapiński widzi większe ryzyko obniżki niż podwyżki. Ale na razie nie ma podstaw, by spodziewać się zmiany neutralnego nastawienia, stąd i po złotym nie było widać reakcji na przekaz z NBP.

Po dzisiejszej decyzji Banku Anglii powszechnie oczekuje się utrzymania tatuś quo. Otwarta kwestia brexitu i zbliżające się wybory do parlamentu związują ręce decydentom w banku centralnym. Z drugiej strony hamowanie wzrostu gospodarczego, słabe wyniki PMI, inflacja poniżej celu i słabnący rynek pracy nasilają presję na rzecz łagodzenia polityki pieniężnej. To razem podtrzymuje oczekiwania, że nawet jeśli brexit przyjdzie z umową z UE, Bank Anglii i tak będzie musiał dokonać obniżki stóp procentowych. Ryzykiem przed dzisiejszym posiedzeniem jest to, że część członków MPC uzna, że nie ma sensu zwlekać z luzowaniem. Jakkolwiek dziś raczej przegrają głosowanie za cięciem stopy procentowej, to rynek będzie zmuszony dyskontować większe prawdopodobieństwo takiej decyzji na kolejnym posiedzeniu w grudniu. Dla GBP byłby to niezakładany dotąd powód do huśtawki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska w Europie i na świecie – prognozy i zagrożenia na 2020 rok

Najnowszy raport World Economic Outlook wskazuje, że przewidywany wzrost gospodarczy na świecie w 2019 roku utrzymuje się na poziomie 3 proc. To znaczący spadek w porównaniu do 2017 roku, kiedy wynosił on 3,8 proc. Prognozy na 2020 rok to globalny wzrost do 3,4 proc., przy czym gospodarki państw rozwiniętych mają zwolnić do 1,7 proc. W ubiegłym roku Polska dołączyła do tego właśnie grona, awansując z grupy krajów rozwijających się. Nie wiadomo jednak, czy i jak odczujemy skutki aktualnej sytuacji w Europie, która determinuje rozwój światowej gospodarki? A są to napięcia w relacjach handlowych, bariery geopolityczne oraz niepewność związana z secesją Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty europejskiej.

Na arenie międzynarodowej państwa będą musiały zażegnywać wszelkie konflikty, które zakłócają płynność handlową i wymianę usług. Wyzwaniem dla sił rządzących są również zmiany klimatyczne, wynikające z prowadzonej przez lata polityki regulującej przemysł, szczególnie krajów rozwiniętych. Europa właśnie odczuwa znaczący spadek koniunktury. Co więcej, słabszy czas rynków strefy euro trwa od połowy 2018 roku, z czym mierzą się między innymi polscy przedsiębiorcy, a prognozy ekspertów World Economic Outlook mówią o w wzrostach, ale niewielkich i w dalekiej perspektywiekomentuje Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Roczny raport Global Transactions Forecast opracowywany we współpracy z instytucją Oxford Economics wśród czynników, mających największy wpływ na negatywne zmiany gospodarcze krajów UE oraz spadek koniunktury wymienia głównie spowolnienie ekonomiczne w Niemczech oraz ciągłą niewiadomą w sprawie brexitu. – Sytuacja głównie w cieśninie Folkestone-Calais i w Dover po secesji Brytyjczyków będzie tragiczna szczególnie dla branży transportowej. Gdy dołożymy do tego obostrzenia Komisji Europejskiej dotyczące swobody przewozów w ramach tak zwanego pakietu mobilności, chaos to delikatne określenie niepewnej przyszłości – dodaje Bartosz Najman. Jak będzie na pewno? Możemy się jedynie domyślać, dlatego warto być na bieżąco z najnowszymi informacjami gospodarczymi dla wybranych krajów starego kontynentu.

Nad Wisłą

Rosnąca konsumpcja prywatna, a także ożywienie w inwestycjach spowodowały wzrost gospodarczy w Polsce w 2019 roku na poziomie 4,3 proc. Tak wynika z danych Banku Światowego. Jednocześnie w kolejnych dwóch latach może wynieść odpowiednio 3,6 proc. w 2020 i 3,3 proc. w 2021 roku. Warto zaznaczyć, że prognozy są jednymi z bardziej optymistycznych w Europie. Co zatem może nam zaszkodzić? Zdecydowanie osłabienie głównego partnera handlowego. Country Raport Poland 2019 wskazuje, że 27,9 proc. towarów sprowadziliśmy w 2018 roku z Niemiec, wywieźliśmy tam niewiele mniej, bo 27,4 proc. wszystkich eksportowanych dóbr z Polski. To nasz główny partner handlowy, na co zatem warto zwracać szczególną uwagę, patrząc na kondycję ekonomiczną niemieckiego biznesu?

Nad Odrą

W Niemczech zauważalne jest znaczące spowolnienie gospodarcze, gdzie produkcja przemysłowa jest niższa niż rok temu. W dużej mierze za tę sytuację odpowiedzialne są nowe unijne standardy dotyczące emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Dlaczego? Sektor motoryzacyjny odnotowuje straty, co nie jest korzystne również dla rodzimych przedsiębiorców. Według analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego największe spadki z powodu tąpnięcia przemysłu zachodniego sąsiada odczują firmy nastawione na eksport.

Podczas gdy w 2018 roku niemiecki rynek zanotował 1,5 proc. wzrost gospodarczy, w bieżącym roku było to jedynie 0,5 proc. Prognozy na kolejny rok to 1,2 proc. Jednak należy pamiętać, że to tylko przewidywania i wiele zależy od tego, co w najbliższym czasie zadzieje się na arenie międzynarodowej, w szczególności w obszarze wymiany handlowej. Już teraz niemiecki rząd asekuracyjnie obniża wskaźnik wzrostu swojego PKB na 2020 do 1 proc.

Zadyszka u Niemców ma również wpływ na działalność polskich przedsiębiorców, głównie w transporcie drogowym. To tam najczęściej podróżują ciężarówki na polskich tablicach rejestracyjnych i to właśnie z sąsiadem zza Odry handlujemy do tej pory najwięcej. Z danych rynkowych Grupy Inelo wynika, że w wymianie towarowej między Polską a Niemcami aż 63 miliony ton przewiezione zostały przez rodzimych przewoźników, a tylko dwa miliony ton przez niemieckich transportowców. GUS podaje, że w ubiegłym roku wartość eksportowanych przez nas towarów za zachodnią granicę wyniosła 264 mln złotych, czyli blisko o 9 proc. więcej niż w ubiegłych latach. A badanie OCRK wyraźnie pokazało najpopularniejszy kierunek destynacji kierowców polskich ciężarówek. Do Niemiec jeździ co najmniej 52 proc. naszych truckerów komentuje Łukasz Włoch, ekspert OCRK. – Przewoźnicy odczują mniejsze zapotrzebowanie na frachty do Niemiec spowodowane recesją w gospodarce tego państwa. Cały ten proces nastąpi nie nagle, a etapami, jednak to nie powinno uspokoić czujności właścicieli polskich firm – dodaje.

Nad Tamizą

Brytyjczycy wiedzą, że chcą recesji ze struktur unijnych, ale wydaje się, że nie wiedzą, jak zakończyć długotrwały związek z UE. Rozwody nie są ani łatwym, ani przyjemnym procesem, co w ostatnim czasie jest mocno widoczne w relacjach na linii Londyn – Bruksela. Priorytetem dla obu stron jest utrzymanie płynności wymiany towarowej i usług na linii Wielka Brytania a państwa członkowskie Wspólnoty. Najnowsza edycja World Economic Outlook wskazuje wzrost gospodarki Wielkiej Brytanii na poziomie 1,2 proc. w 2019 roku – to spadek o 0,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Prognozy są bezpieczne na najbliższy czas. Wszystko może się jednak zmienić, gdyż brexit zaburzy istniejący układ handlowy, a także politykę eksportową krajów UE na teren Zjednoczonego Królestwa. Co więcej, najbardziej uderzy w branżę rolno-spożywczą – wyjaśnia Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i OCRK.

Średnia wartość PKB w Wielkiej Brytanii wyniosła 1,8 proc. w latach 2001-2011, podobny wynik Brytyjczycy osiągnęli dziesięć lat później, tj. 1,7 proc. Rekordowy wzrost z 2016 roku w wysokości 3,1 proc. znacząco odbiega od obecnych prognoz, a te utrzymują się na poziomie 1,4 proc. na przyszły rok. Przy czym eksperci zgodnie podkreślają, że w przypadku brexitu bez racjonalnej umowy z unijnym legislatorem nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak zachowa się brytyjski rynek w ciągu co najmniej dwóch do pięciu lat po secesji.

Najważniejszy cel obu stron negocjacyjnych to zapewnienie bezpieczeństwa na granicy Wielkiej Brytanii i UE, a także jak najmniej zakłóceń w wymianie towarowej. Tak zwane „trader readiness” to priorytet Pałacu Westminsterskiego. Jednak szacuje się, że przynajmniej połowa przedsiębiorców nie będzie właściwie przygotowana na brexit. W badaniu OCRK 70 proc. respondentów ocenia odejście Wielkiej Brytanii od Wspólnoty jako negatywną lub zdecydowanie negatywną. Blisko 30 proc. przedstawicieli sektora transportu drogowego przyznaje również, że planuje wycofać część taboru z krajów Zjednoczonego Królestwa, a 40 proc. aktywnie poszukuje zleceń w innych miejscach Europy – komentuje Bartosz Najman.

To ważna informacja tym bardziej, że według danych rynkowych polskie ciężarówki stanowią ponad 20 proc. w ogólnym obrocie przewiezionych towarów między Europą a Wielką Brytanią. Ponadto przewozy z lub do Anglii realizowane przez firmy transportowe z Polski to blisko milion kursów rocznie, a branża transportowa jest jednym z sektorów najbardziej narażonych na wahania ekonomiczno-gospodarcze. Dlatego rekomendujemy naszym partnerom wsparcie w interpretowaniu nowego prawa, przestrzegania regulacji i procedur administracyjnych, które będą obowiązywać w przeprowadzaniu transakcji z państwem trzecim, a także właściwego planowania czasu pracy kierowców – dodaje Łukasz Włoch z OCRK.

III edycja Gamingu Na Giełdzie

W ramach III edycji konferencji Gaming na Giełdzie reprezentanci takich spółek, jak: Starward Industries, Bloober Team czy Juggler Games wraz z specjalistami rynku kapitałowego spróbują odpowiedzieć na pytanie „Czy patriotyzm w grach się sprzedaje?”.

Już 14 listopada odbędzie się trzecia edycja darmowej konferencji Gaming na Giełdzie, współorganizowanej przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie oraz agencję Strict Minds. Tym razem prelegenci postarają się znaleźć odpowiedź na pytanie ,,Czy Patriotyzm w grach się sprzedaje’’. W trakcie paneli poruszone będą tematy patriotyzmu, symboli oraz kultury narodowej pojawiających się w grach komputerowych.

– Kultura jest niezwykle ważnym źródłem inspiracji dla gamedeveloperów. Jako spółka, która tworzy grę jednego z najwybitniejszych polskich twórców – Stanisława Lema – doskonale zdajemy sobie sprawę z jak dużą odpowiedzialnością należy podchodzić do tematu czerpania z dorobku kulturowego. Cieszy nas to, że będziemy mieli okazję pokazać swój punkt widzenia na temat. – opowiada Marek Markuszewski, prezes Starward Industries, głównego partnera wydarzenia. – W trakcie konferencji przekażemy kolejne szczegóły dotyczące naszego przedsięwzięcia. Mamy nadzieję, że pozytywnie zaskoczą wszystkich uczestników. –  dodaje.

Gaming na Giełdzie poświęcony jest również zagadnieniom związanym z inwestowaniem w dynamicznie rozwijający się rynek gier. Dwie dotychczasowe edycje zgromadziły ponad 350 odwiedzających, a wśród gości byli przedstawiciele czołowych polskich firm w branży gamingowej. Konferencja otrzymała patronat honorowy Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

Patroni medialni: StockMarket, Graczpospolita.pl, ISB News, Longterm oraz Stockwatch.
Główny Partner: Starward Industries
Partnerzy: Fundacja Indie Games Polska, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Bloober Team, Juggler Games, Moonlit, Draw Distance
Start: czwartek 14 listopada 2019r. godzina 16:30

Gmach Giełdy Papierów Wartościowych, ul. Książęca 4 Warszawa.

Link do zapisów: TUTAJ.

Deloitte najczęściej cytowaną firmą doradczą w Polsce

Firma doradcza Deloitte zajęła pierwsze miejsce wśród firm konsultingowych w 12. edycji badania Top Marka. W rankingu miesięcznika Press i  „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wzięto pod uwagę pół tysiąca brandów z 50 branż najczęściej pojawiających się w mediach.

Jurorzy kierowali się trzema wskaźnikami: impactem, czyli poziomem dotarcia wzmianek o marce, indeksem sentymentu, czyli współczynnikiem, który odzwierciedla udział publikacji pozytywnych, neutralnych i negatywnych oraz siłą marki – indeksem kilku zmiennych świadczących zarówno o liczbie kontaktów odbiorców z marką, jak i jakości komunikatów.

Raport powstał w oparciu o analizę materiałów opublikowanych między 1 lipca 2018 roku a 30 czerwca 2019 roku w prasie, internecie i social mediach. To w sumie 73 mln informacji.

Liczy się (nie) tylko rynek

Na osiągnięty wynik wpłynęła silna obecność Deloitte w takich obszarach jak nowe technologie, prawo i podatki czy trendy konsumenckie. Jurorzy rankingu zwrócili jednak szczególną uwagę na trwającą od 7 lat współpracę firmy doradczej z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Duże znaczenie miały także cytowane w mediach analizy i raporty firmy doradczej. Co roku, z ogromnym zainteresowaniem spotykają się wyniki badania dotyczącego wydatków Polaków na zakupy świąteczne oraz przygotowywany krótko po nim barometr cenowy. – „TOP Marka” to dla nas szczególne wyróżnienie i kolejny dowód na to, że przygotowywane przez Deloitte raporty i analizy mają dużą wartość dla całego rynku. Naszym celem jest to, aby wyznaczać trendy i dostarczać merytorycznych informacji, zarówno dziennikarzom jak i naszym klientom – mówi Marek Metrycki, Partner Zarządzający Deloitte w Polsce.

„Facility & Property management – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” – konferencja 26 listopada w Gdańsku

Zbliża się kolejna edycja konferencji „Facility & Property Managemnet – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” 26 listopada 2019 w Gdańsku

Udział bezpłatny, wymagana rejestracja ->>

Zarządzanie nieruchomością, to proces trudny i złożony. Wymaga on dużego zaangażowania i przyjęcia na siebie ogromnej odpowiedzialności. Omówimy najnowsze trendy w obszarze nieruchomości. Przekonamy się, jak rozwija się branża nieruchomości w Polsce.

Partnerzy konferencji:ring

Prelekcje poprowadzą m.in.:

  • Błażej Kucharski – Dyrektor regionalny, Colliers

„Charakterystyka rynku biurowego w Polsce i Trójmieście”

  • Anna Saborowska – Property Manager, Panattoni

„Service charge – koszty eksploatacyjne dla nieruchomości komercyjnych”

  • Leszek Radomski – Menedżer ds. projektów automatyki budynkowej, WAGO

„Automatyka budynkowa oraz system BMS na straży zużycia mediów”

  • Karol Nowak – Senior Property Manager, CBRE Sp. z o.o.

„Opłaty eksploatacyjne w budynkach komercyjnych”

  • Krzysztof Błażejewicz – Regionalny Kierownik Sprzedaży w Belimo Siłowniki S.A.

„Zastosowanie technologii mobilnych i chmurowych w urządzeniach Belimo. Modernizowanie instalacji HVAC w oparciu o nowoczesne urządzenia.”

Spotkanie dedykujemy właścicielom obiektów (biur, centrów handlowych, magazynów, hipermarketów, sieci sklepów), Facility Menedżerom, Property Menedżerom, Dyrektorom ds. Zarządzania Nieruchomościami, Dyrektorom administracyjnym, Dyrektorom technicznym, Zarządcom nieruchomości komercyjnych, Deweloperom, Architektom.

Lokalizacja: Qubus Hotel Gdańsk, ul. Chmielna 47-52, 80-748 Gdańsk
Czas trwania: 09.30 – 15:00
Uczestnikom zapewniamy: materiały konferencyjne, przerwy kawowe, możliwość konsultacji z Ekspertami.

Firmy zainteresowane udziałem w konferencji prosimy o kontakt.

Kontakt z organizatorem:

Martyna Mystkowska – Gibowicz
Młodszy specjalista ds. organizacji konferencji
mobile: +48/786 146 013
e-mail: [email protected]grafika2

Wyniki finansowe Ronson Development za trzy kwartały 2019 r.

  • Łączne przychody Ronson Development za dziewięć miesięcy 2019 r. sięgnęły 179 mln zł, w tym 172,5 mln zł z tytułu przekazania klientom 349 lokali w projektach mieszkaniowych objętych pełną konsolidacją.
  • Od początku stycznia do końca września br. Spółka przekazała ponadto 185 lokali o łącznej wartości 82,2 mln zł w projektach City Link I i II realizowanych w ramach joint venture. Przypadający na Ronson Development zysk z joint venture wyniósł 9 mln zł.
  • Zysk netto przypisany akcjonariuszom Ronson Development za trzy kwartały 2019 r. wyniósł 13,2 mln zł.

Średnia marża brutto na sprzedaży lokali, które zostały przekazane klientom i rozpoznane w przychodach w pierwszych trzech kwartałach 2019 r., wyniosła 17,6% wobec 16,6% w analogicznym okresie 2018 r. Średnia marża brutto na projektach City Link I i II, w których Ronson Development ma 50% udziałów, sięgnęła 25,1%.

– W czwartym kwartale br. planujemy zakończyć budowę projektu City Link III, gdzie oczekiwana marża brutto jest nawet wyższa niż we wcześniejszych dwóch etapach tej inwestycji. Co ważne, City Link III jest w 100% własnością Ronson Development, a więc przychody i zyski z tego projektu będą w całości rozpoznane w naszym rachunku zysków i strat. Zakładamy, że pierwszą pulę lokali przekażemy nabywcom jeszcze przed końcem tego roku. Łącznie w ramach City Link III powstaje 368 lokali, z czego do końca września tego roku sprzedane były już 343 lokale, a łączna wartość zawartych umów sięgnęła 169 mln zł – wskazał Rami Geris, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

– W czwartym kwartale planujemy także ukończyć IV etap projektu Panoramika w Szczecinie, obejmujący 111 lokali. Przed końcem trzeciego kwartału sprzedaliśmy 90 z nich o łącznej wartości prawie 23 mln zł. Zakładamy, że część z tych lokali zostanie przekazana klientom i rozpoznana w przychodach jeszcze w tym roku – dodał Rami Geris.

Największy udział w przychodach i zyskach Ronson Development za pierwsze trzy kwartały tego roku miały dwa warszawskie projekty: Miasto Moje na Białołęce (łącznie 151 lokali przekazanych klientom) i Nova Królikarnia na Mokotowie (77 przekazanych lokali), a także wrocławska Vitalia (84 przekazane lokale).

Łącznie od stycznia do września br. Ronson Development przekazał nabywcom 534 lokale (uwzględniając 185 lokali w City Link I i II). Plan na cały 2019 rok zakłada wydanie kluczy do około 700 lokali.

– W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku rozpoczęliśmy budowę i sprzedaż trzech nowych projektów i czterech kolejnych etapów już realizowanych inwestycji, obejmujących łącznie 824 lokale. Do końca tego roku zamierzamy uruchomić jeszcze cztery projekty / etapy z łącznie 281 lokalami. Razem w ciągu jednego roku rozpoczniemy zatem budowę ponad 1100 lokali, co jest rekordową wielkością w historii Ronson Development – podkreślił Boaz Haim, członek zarządu Ronson Development, który 1 grudnia zastąpi na stanowisku prezesa ustępującego Nira Netzera.

– Jednocześnie, w całym 2019 r. planujemy zakończyć budowę projektów o podobnej skali, tj. obejmujących ponad 1100 lokali, co również będzie rekordowym wynikiem dla Ronsona – dodał Boaz Haim.

W ciągu pierwszych trzech kwartałów bieżącego roku Spółka zakontraktowała sprzedaż 505 lokali, a ponadto 88 lokali na koniec września objętych było umowami rezerwacyjnymi. Większość z nich została już skonwertowana na umowy deweloperskie w październiku br.

– Jesteśmy zdeterminowani, aby zrealizować zaprezentowany na początku roku plan zakładający sprzedaż w całym roku około 800 lokali – powiedział Andrzej Gutowski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Ronson Development.

– Na koniec września br. nasza oferta sprzedaży obejmowała 881 lokali. W ostatnich tygodniach istotnie ją wzbogaciliśmy, uruchamiając przedsprzedaż 176 lokali w ramach czwartego etapu naszej bestsellerowej inwestycji Miasto Moje na Białołęce. Niebawem wystartujemy również z zupełnie nowym projektem na rynku szczecińskim – Nowe Warzymice (wcześniej funkcjonującym pod nazwą Chopin), gdzie w ramach pierwszego etapu planujemy budowę 54 lokali. Z uwagi na bardzo duże zainteresowanie i szybkie tempo sprzedaży w pierwszym etapie naszego najnowszego projektu w Warszawie – Ursus Centralny – niewykluczone, że jeszcze w tym roku rozpoczniemy przedsprzedaż drugiego etapu tej inwestycji – zapowiedział Andrzej Gutowski.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Development

(mln zł) III kw. 2019 III kw. 2018 Zmiana r/r I-III kw. 2019 I-III kw. 2018 Zmiana r/r
Przychody 36,0 83,0 -57% 179,0 253,3 -29%
Zysk brutto
na sprzedaży
6,1 14,5 -58% 30,6 42,1 -27%
Udział w zysku z joint venture 2,5 9,0 2,7 +233%
Zysk netto 1) 1,0 5,5 -82% 13,2 15,8 -16%

1) Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej

Sztuczna inteligencja pomaga ocenić ryzyko kredytowe. Razem z nowoczesnymi metodami weryfikacji klientów ograniczy liczbę wyłudzeń

Sztuczna inteligencja pomaga ocenić ryzyko kredytowe. Razem z nowoczesnymi metodami weryfikacji klientów ograniczy liczbę wyłudzeń 6

Nowe technologie zajmują coraz ważniejsze miejsce w sektorze finansowym, zwłaszcza sztuczna inteligencja, która wspiera m.in. zarządzanie ryzykiem kredytowym. BIK testuje tę technologię przy tworzeniu profili kredytowych klientów, wykorzystując dane pochodzące zarówno z banków, jak również od ubezpieczycieli i firm telekomunikacyjnych. Algorytmy SI – w połączeniu z nowoczesnymi metodami weryfikacji klientów, jak biometria behawioralna – pozwolą ograniczyć liczbę oszustw i wyłudzeń. To istotne szczególnie w kontekście silnych wzrostów sprzedaży kredytów prywatnych na polskim rynku – podkreślali eksperci BIK podczas Kongresu Ryzyka.

– Biuro Informacji Kredytowej dysponuje informacjami o prawie każdym dorosłym Polaku, które są aktualizowane dwa razy w tygodniu. Łączymy te duże zbiory z nowymi technologiami, które pozwalają nam uzyskiwać z danych większą wartość. W tej chwili eksperymentujemy z nowymi źródłami informacji. Sprawdzamy korelacje pomiędzy danymi bankowymi a ubezpieczeniowymi czy telekomunikacyjnymi. Dzięki temu jesteśmy w stanie dość dobrze prognozować ryzyko ubezpieczeniowe. Jednocześnie dane bankowe są również używane do oceny ryzyka w firmach telekomunikacyjnych – powiedział agencji Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej, podczas Kongresu Ryzyka, którego gospodarzem był BIK.

Nowe technologie w sektorze finansowym wpływają m.in. na procesy obsługi klienta oraz precyzję zarządzania ryzykiem kredytowym. Już w tej chwili sztuczna inteligencja jest wykorzystywana np. w obsłudze posprzedażowej czy przygotowywaniu ofert bankowych dla klientów. Projekty z wykorzystaniem SI prowadzi również Biuro Informacji Kredytowej, z którego raportów monitorujących sytuację kredytową klientów aktywnie korzystają banki. BIK sprawdza efektywność tej technologii względem standardowych metod budowy modeli scoringowych.

– Model stworzony przez sztuczną inteligencję porównujemy z tym, zbudowanym przez naszych statystyków i ekonometryków. Takie eksperymenty robimy cyklicznie. Jeszcze do niedawna SI nie udawało się pobić naszych modeli. Ostatnie próby wykazały jednak, że dla klientów korzystających z usług firm pożyczkowych silniejsze były modele powstające w oparciu o sztuczną inteligencję niż w sposób standardowy. To wymaga jeszcze trochę ćwiczeń, bo wymagają one długiego czasu przetwarzania i na razie jeszcze nie udostępniamy ich na zewnątrz – mówi Mariusz Cholewa.

Jak podkreśla, rozwój technologiczny sektora bankowego wiąże się jednak z szeregiem ryzyk ze strony świata cyfrowego. Przenoszenie kontaktu z klientami do internetu i kanału mobilnego stwarza konieczność dokładniejszej weryfikacji ich tożsamości. Login i hasło nie są już wystarczające. Żeby zagwarantować maksimum bezpieczeństwa, instytucje finansowe będą potrzebować systemów bazujących np. na biometrii behawioralnej czy danych o urządzeniu, z którego klient kontaktuje się z bankiem.

– Są już narzędzia, które pomagają bankom zabezpieczyć klientów przed kradzieżą tożsamości. Pojawiają się takie rozwiązania jak nasza platforma Cyber Fraud Detection, która pozwala zidentyfikować urządzenie, z którego loguje się klient, i jednocześnie ocenić ryzyko jego przejęcia przez oszusta. Są również rozwiązania związane z pasywną biometrią, bo każdy z nas inaczej korzysta z komputerowej myszki. Dzięki temu, nawet jeśli oszust pozyska nasze dane, nie będzie w stanie zalogować się do bankowości elektronicznej, bo będzie wpisywać je w inny sposób. Te narzędzia są jednak dopiero testowane, na etapie tzw. proof of concept – mówi Mariusz Cholewa.

Prezes BIK podkreśla, że istotna jest standaryzacja takich metod – zarówno identyfikacji urządzenia, jak i profilu biometrycznego klienta, aby dane mogły być wymieniane między podmiotami sektora finansowego. Pozwoli to na zmniejszenie liczby oszustw i wyłudzeń kredytowych. Jak wynika ze statystyk BIK, w ubiegłym roku udaremniano ich średnio 15 dziennie. W sumie w 2018 roku mogło dojść nawet do 67 tys. skutecznych wyłudzeń na sumaryczną kwotę ok. 600 mln zł.

Takim przypadkom ma zapobiegać wdrożona przez BIK Platforma Antyfraudowa, gwarantująca bankom efektywną wymianę informacji w procesie skutecznego przeciwdziałania nadużyciom. To istotne szczególnie w kontekście silnych wzrostów sprzedaży kredytów prywatnych (gotówkowych o prawie 10 proc. i mieszkaniowych o prawie 15 proc. w ujęciu rocznym). Ta dynamika wzrostu powoduje także, że potrzebna jest uważna obserwacja, czy nie zwiększa się ryzyko kredytowe.

– Polacy zaciągają coraz więcej kredytów i nie widać oznak, że rynek się psuje. Natomiast są dwa obszary, dla których zapala się pomarańczowe światło i które należy obserwować. Pierwszy to kredyty wysokokwotowe, bo w tym roku Polacy zaciągnęli ich znacznie więcej niż w ubiegłym. 40 proc. nowo udzielonych kredytów dotyczy kwot powyżej 50 tys. zł. Jednocześnie wydłuża się okres kredytowania. W tej chwili wynosi 47 miesięcy, przy czym również w tym przypadku 40 proc. stanowią kredyty udzielane na okres dłuższy niż 7 lat. Takie zobowiązania na wysokie kwoty i długie okresy są statystycznie gorszej jakości – mówi Mariusz Cholewa.

Drugi niepokojący czynnik to 5-proc. spadek kredytów udzielanych mikroprzedsiębiorcom, którzy stanowią o sile krajowej gospodarki.

– Jeszcze w I połowie roku wartość nowo udzielanych tej grupie kredytów rosła. Natomiast ostatnie miesiące – od czerwca do września – były narastająco słabsze. Jednocześnie widzimy, że pogarsza się portfel tych kredytów, więc to jest kolejny obszar, który wymaga obserwacji – mówi prezes zarządu BIK.

Wiceminister energii: Górnictwo będzie dostarczać paliwo dla energetyki jeszcze przez co najmniej 20–30 lat

Wiceminister energii: Górnictwo będzie dostarczać paliwo dla energetyki jeszcze przez co najmniej 20–30 lat 7

– Perspektywa polskiego górnictwa to nie będzie dynamiczny rozwój, a raczej jego stabilizacja i dopasowanie do rynku – mówi Adam Gawęda, sekretarz stanu w Ministerstwie Energii. Jak podkreśla, przemysł górniczy będzie mieć stabilną pozycję co najmniej w perspektywie 20–30 lat, co wynika m.in. z oddawania do użytku nowych bloków węglowych i faktu, że polska energetyka jest oparta o ten surowiec w niemal 80 proc. Konieczne będzie jednak podnoszenie efektywności wydobycia i utrzymywanie zatrudnienia na stabilnym poziomie.

W Polsce przemysł górniczy jeszcze w perspektywie co najmniej 20–30 lat będzie sektorem, który będzie dostarczać paliwo dla energetyki. Ta energetyka się znacząco zmienia i unowocześnia. Wprowadzamy do systemu nowoczesne bloki, pracujące na parametrach nadkrytycznych – to ostatnio oddane do eksploatacji w Opolu bloki V i VI, niedługo Jaworzno – blok 910, a w jeszcze w dalszej perspektywie Ostrołęka – blok C – mówi agencji Newseria Biznes Adam Gawęda, sekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

Niedawno PGE przekazała do eksploatacji dwa nowe bloki nr 5 i 6 na węgiel kamienny w Elektrowni Opole. Te zasilą nawet 4 mln gospodarstw domowych i mają produkować do 12,5 TWh energii elektrycznej rocznie. Bloki zostały wybudowane w nowoczesnej technologii, dzięki czemu będą emitować o 20–30 proc. mniej dwutlenku węgla niż bloki starszej generacji. To największa inwestycja przemysłowa w Polsce po 1989 roku, a dla PGE – również ostatnia inwestycja w źródła oparte na węglu kamiennym. Na ukończeniu jest już nowy, bardziej ekologiczny blok 910 w Jaworznie, który ma zostać oddany do użytku na początku 2020 roku, a w połowie br. ruszyła budowa nowego bloku o mocy 1000 MW w Ostrołęce.

W związku z tym dla tej energetyki zawodowej będzie potrzebne paliwo w postaci węgla kamiennego i brunatnego – mówi Adam Gawęda.

Węgiel to w Polsce podstawowy nośnik energii elektrycznej, ciepła i produkcji koksu. W 2017 roku udział produkcji energii elektrycznej z węgla kształtował się na poziomie 77 proc. Jak wynika z projektu „Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030”, jeszcze przez wiele lat węgiel kamienny ma decydować o obliczu szeroko pojętego rynku energetycznego w Polsce, dlatego konieczne jest zagwarantowanie jak najwyższej racjonalności wydobycia i wykorzystania tego surowca, żeby zapewnić stabilne dostawy węgla na potrzeby rynku energetycznego, rynku ciepła i rynku koksu.

Perspektywa funkcjonowania polskiego górnictwa to nie będzie dynamiczny rozwój. To będzie jego stabilizacja i dopasowanie do rynku, związanego głównie z energetyką zawodową, ale również rynku szeroko rozumianego, czyli do zakładów komunalnych, energetyki przemysłowej, elektrociepłowni i wszędzie tam, gdzie węgiel może być wykorzystywany w sposób korzystny i czysty dla środowiska. Zwróćmy też uwagę, że modernizowane elektrociepłownie pracujące w systemie kogeneracji to w naszym przekonaniu bardzo dobry kierunek, który należy rozwijać, żeby on dobrze funkcjonował w systemie ciepłowniczym – mówi wiceminister energii.

Podczas wrześniowego Forum Ekonomicznego w Krynicy minister Krzysztof Tchórzewski podkreślał, że rozłożona na lata transformacja energetyczna zapewni również pewność i stabilność funkcjonowania górnictwa. Rządowe strategie zakładają, że udział węgla w produkcji energii elektrycznej będzie dominujący co najmniej w perspektywie dwóch kolejnych dekad, ale ma sukcesywnie spadać (do poziomu 60 proc. w 2030 roku).

Aby utrzymać potencjał wydobywczy, powinniśmy podnosić efektywność, wydajność i utrzymywać zatrudnienie na stabilnym, dobrym poziomie – podkreśla Adam Gawęda. – Nowe rejony, które będą niedługo oddawane do eksploatacji, pozwolą na to, żeby uczniowie czy absolwenci szkół średnich znajdowali miejsca pracy w tych kopalniach, ale w naturalny sposób ci, którzy wchodzą w wiek emerytalny, będą z nich odchodzili. Dlatego tutaj nie będziemy obserwować znaczącego wzrostu zatrudnienia ani też znaczącego spadku.

Jak pokazują dane Agencji Rozwoju Przemysłu, sektor górniczy zatrudnia w Polsce 83,1 tys. pracowników. We wrześniu krajowi producenci wydobyli łącznie 5,0 mln ton węgla przy sprzedaży na poziomie 5,1 mln ton. To oznacza, że sprzedaż węgla kamiennego przekroczyła poziom wydobycia po raz pierwszy od siedmiu miesięcy.

Według założeń rządu w Polsce popyt na węgiel ma być pokrywany przede wszystkim z zasobów krajowych, a surowiec importowany będzie mieć charakter uzupełniający. „Koszty wydobycia węgla w Polsce powinny być konkurencyjne w stosunku do surowca z importu, tak aby możliwe było wykorzystanie krajowego potencjału bez obniżania efektywności gospodarki” – wynika z projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku.

Jednak na razie sytuacja rynkowa wygląda odwrotnie: polski surowiec jest o około połowę droższy od importowanego, przez co import węgla wzrasta. Według danych ME – w 2018 roku sięgnął blisko 20 mln ton przy czym prawie 13,5 mln ton sprowadzono z Rosji (dotychczas rekordowy poziom importu miał miejsce w 2011 roku, kiedy z zagranicy sprowadzono 15 mln ton węgla). Opłacalność wydobycia węgla w Polsce obniżają m.in. wymogi klimatyczne UE (koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla) oraz fakt, że w Polsce surowiec jest wydobywany droższą metodą głębinową (przez co opłaca sprowadzać się go z miejsc, gdzie węgiel wydobywany jest odkrywkowo).

– Niedobory inwestycyjne, brak robót przygotowawczych w latach 2012–2015 spowodowały niedobór tego surowca, a w konsekwencji dość duży import. Ale już w tym roku zauważalny jest spadek tego importu. Trzeba odbudować ten potencjał, który będzie zapewniał dostawy węgla dla polskiej energetyki, do zakładów ciepłowniczych – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

W 2018 roku górnictwo węgla kamiennego wypracowało 1,25 mld zł zysku, a polskie kopalnie przeznaczyły na inwestycje w sumie ponad 2,5 mld zł (o ponad 1 mld zł więcej niż w 2017 roku).

Afrykański pomór świń dużym problemem dla polskiej branży mięsnej. Największe ograniczenia eksportowe dotyczą Azji

Afrykański pomór świń dużym problemem dla polskiej branży mięsnej. Największe ograniczenia eksportowe dotyczą Azji 8

W eksporcie drobiu Polska może już za kilka lat stać się światowym liderem – uważa prezes Związku Polskie Mięso. W innych segmentach nie jest już tak dobrze. Mimo że sprzedaż zagraniczna branży mięsnej w ostatnich latach wciąż rośnie, to jest to coraz trudniejsze do osiągnięcia. Problemem jest m.in. spadek cen wołowiny i ograniczenie eksportu do Turcji oraz ASF, który uniemożliwia dostawy wieprzowiny na rynek chiński czy japoński.

Głównym problemem branży mięsnej jest walka z ASF-em i związane z nim ograniczenia w eksporcie. Wypadli nam nasi najważniejsi odbiorcy wieprzowiny, czyli Chiny, Korea, Japonia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. – Trwają oczywiście rozmowy, szukanie innych rynków, ale takiego rynku jak chiński nie da się zastąpić. Trzeba robić wszystko, żeby doprowadzić do jego otwarcia uznania regionalizacji przez ten kraj dla polskiego mięsa i powrócić do poziomu eksportu sprzed 2014 roku, kiedy jego wartość rok do roku wzrosła trzykrotnie. To świadczy o potencjale i możliwości eksportu na rynek chiński.

Na początku 2014 roku polskim producentom wieprzowiny ubyło kilka dużych rynków eksportowych: Tajwan, Korea Południowa, Japonia, Rosja, Białoruś, Chiny i Ukraina. Wówczas prezes Polskiego Mięsa oceniał, że tracą oni codziennie 50 mln zł z powodu utraty tych odbiorców. Problem ASF wciąż nie jest rozwiązany, co więcej, w tym roku to właśnie Chiny najmocniej cierpią z jego powodu, ale dzięki temu rosną globalne ceny. Gdyby kraj ten objął zakazem tylko te regiony Polski, w których wirus wystąpił, zakłady zlokalizowane w innych częściach kraju mogłyby powrócić do handlu z Państwem Środka. Na razie poza negocjacjami szukają też nowych rynków zbytu.

Poza rynkiem europejskim, na którym możemy być, w grę wchodzą wszelkie rynki afrykańskie, tam, gdzie jeszcze nas nie ma, a możemy być. Niestety jest to dosyć trudne – mówi Witold Choiński podczas Forum Rynku Spożywczego i Handlu 2019. – Filipiny i inne kraje mówią o tym, że na razie nie uznają regionalizacji, więc to jest jeszcze długa droga negocjacji, które pozwolą nam wrócić na ten rynek. Wiele krajów, chociażby rynek amerykański, pokazuje, że nie boi się odbioru polskiej wieprzowiny i jest dla nas otwarty. Eksportujemy dosyć dużo na rynek Stanów Zjednoczonych i nasza weterynaria zapewnia o bezpieczeństwie tego eksportu.

Kłopoty przeżywa także rynek eksportu wołowiny, której gros (ok. 80 proc.) sprzedawane jest poza krajem. Polacy jedzą rocznie tylko nieco ponad 2 kg mięsa wołowego na osobę, podczas gdy wieprzowego niemal 40 kg, a drobiu – około 27 kg. Dlatego eksport dla hodowców bydła mięsnego jest kluczowy. Tymczasem w tym roku spadły światowe ceny wołowiny. Ponadto Turcja mocno ograniczyła zakupy, a była jednym z pięciu największych odbiorców.

To również zapowiedzi brexitu czy umowa z krajami Mercosur. Wszystkie te zapowiedzi mają pośredni bądź bezpośredni wpływ na to, co się dzieje na rynku krajowym. Natomiast są to rzeczy, z którymi można się uporać, nie są to ograniczenia wynikające z administracyjnych nakazów czy zakazów i dzięki temu możemy śmiało myśleć o rozwoju polskiego eksportu i hodowli mięsa wołowego – tłumaczy Witold Choiński.

Według Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w I półroczu 2019 roku główną pozycję w strukturze towarowej polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych zajmował żywiec, mięso i jego przetwory, które odpowiadały za jedną piątą eksportu. Odpowiada to kwocie 3,2 mld euro, o 0,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Niemal 60 proc. tego wywozu stanowiło mięso czerwone.

Najlepiej jednak radzą sobie eksporterzy drobiu, którzy uporali się z wirusem grypy ptaków i odzyskują powoli kluczowy rynek chiński, a kolejne zakłady drobiarskie uzyskują pozwolenia na eksport do Państwa Środka. Zdaniem Witolda Choińskiego Polska już wkrótce może być liderem globalnego rynku.

Jesteśmy numerem jeden pod względem produkcji drobiu w Europie i czwartym eksporterem drobiu na świecie. Rynek rośnie rok do roku o około 8–9 proc., ostatnio są pewne sygnały stagnacji, ale jest to ograniczenie wzrostu produkcji, ewentualnie ograniczenie wzrostu w eksporcie – wyjaśnia prezes Związku Polskie Mięso. – Ale cały czas mówimy o wzroście rok do roku o około 5–6 proc. To pozwala myśleć perspektywicznie o rozwoju polskiego drobiarstwa na świecie i w Europie. Jeśli takie tempo utrzymamy, to jest szansa na to, że w niedługim czasie staniemy się światowym liderem pod względem produkcji i eksportu drobiu.

Sprawy gospodarcze będą teraz rozstrzygane w specjalnym trybie. Ma to zdecydowanie przyspieszyć procesy sądowe

Sprawy gospodarcze będą teraz rozstrzygane w specjalnym trybie. Ma to zdecydowanie przyspieszyć procesy sądowe 9

Od 7 listopada ustanowiony zostaje specjalny tryb rozstrzygania spraw gospodarczych w Kodeksie postępowania cywilnego. W zamyśle ustawodawcy ma on skrócić proces z nawet kilku lat do pół roku. Zawiera w sobie jednak kilka pułapek, o których warto wiedzieć, m.in. ograniczenia ws. dostarczania dowodów czy powołania świadków.

Obecnie postępowania gospodarcze trwają według statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości około 15 miesięcy, a z doświadczenia Kancelarii Dubicki i Partnerzy wynika, że w praktyce ciągną się one nawet przez kilka lat.

Po 7 listopada sprawy gospodarcze z założenia mają być rozstrzygane szybciej i sprawniej. To jest główny element, który przyświecał ustawodawcy przy projektowaniu i wprowadzaniu nowych przepisów. Ten rezultat ma być osiągnięty poprzez wprowadzenie kilku rozwiązań do Kodeksu postępowania cywilnego, które modyfikują ogólne zasady postępowania przed sądem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Dubicki, partner w Kancelarii Dubicki i Wspólnicy

Jednym z nowych rozwiązań, dość rygorystycznym, jest prekluzja dowodowa.

 Chodzi w niej o to, że strony powinny w swoich pierwszych pismach wnoszonych do sądu od razu przedstawić w pełni kompleksowo swoje stanowisko – fakty, dowody, tak żeby sąd mógł skoncentrować materiał dowodowy w szybkim czasie. To jest kluczowa zmiana. Oczywiście, przepis przewiduje pewien wentyl bezpieczeństwa, kiedy będzie można takie fakty i dowody powołać później, niemniej będzie to bardzo ograniczone – mówi Łukasz Dubicki.

Sąd ma prawo nie brać pod uwagę dowodów dostarczonych w trakcie postępowania. Jednak w wypadku, gdy potrzeba powołania dowodu zaistnieje w późniejszym terminie lub dopiero wówczas przedstawienie dowodu stanie się możliwe, przedsiębiorca lub strona procesu musi je dostarczyć w ciągu dwóch tygodni od tego momentu.

Przepis wprowadza kilka wyłączeń instytucji ogólnego postępowania, które w ocenie ustawodawcy były czasochłonne. Ograniczeniu ulega przeprowadzenie dowodu z przesłuchania świadków. Będzie on dopuszczalny tylko wtedy, gdy inne przeprowadzone dowody, np. dokumenty, opinie biegłych, nie dadzą pełnej jasności sprawy, czyli pozostaną pewne fakty bądź wątpliwości, które trzeba ustalić – wyjaśnia Łukasz Dubicki. – To jest bardzo ważna zmiana dlatego, że świadkowie w nowym postępowaniu gospodarczym zostali przez przepisy potraktowani tak jak strony w zwykłym postępowaniu. Czyli strony przywołuje się na rozprawę dopiero wtedy, gdy materiał dowodowy zebrany w toku postępowania nie dał jasności sądowi i chce on o coś dopytać.

Powiązany z kwestią świadków jest prymat dowodu z dokumentu. Oznacza on, że strona w pierwszej kolejności powinna udowadniać swoje twierdzenia dowodem z dokumentu w rozumieniu Kodeksu cywilnego, czyli każdego nośnika, który zawiera informację.

Wyłączeniu mają podlegać również inne instytucje zwyczajnego postępowania cywilnego, np. te, które pozwalały sądowi bądź stronom naprawiać błędy popełnione przez powoda w pozwie co do oznaczenia stron, czyli wniesienia sprawy przeciwko niewłaściwej osobie lub przez osobę nieuprawnioną. W efekcie błędy w pozwie będą skutkować negatywnie po stronie powoda, nawet uzyskaniem niekorzystnego wyroku.

Co istotne, postępowania w sprawie gospodarczej mogą dotyczyć nie tylko firm, lecz także osób, które nie są przedsiębiorcami. Rozstrzygający jest bowiem rodzaj umowy. Przykładowo wszystkie sprawy z umów o roboty budowlane będą sprawami gospodarczymi, nawet jeżeli dotyczą prywatnej budowy domu wykonywanej przez firmę budowlaną. Podobnie dzieje się w przypadku umów leasingu konsumenckiego. Sprawami gospodarczymi będą także sprawy z umów o dług, za który odpowiada osoba trzecia niebędąca przedsiębiorcą, np. poręczyciel czy żyrant.

Ustawodawca wprowadził mechanizm, który pozwala złożyć takiemu podmiotowi wniosek o wyłączenie jego sprawy z trybu gospodarczego i rozpoznawanie jej na gruncie normalnych, ogólnych przepisów postępowania. Taki wniosek może złożyć osoba fizyczna, która nie jest przedsiębiorcą, bądź jednoosobowy przedsiębiorca, który jest osobą fizyczną – zaznacza Łukasz Dubicki. – Ten wniosek nie wymaga szczególnego uzasadnienia i sąd jest związany tym wnioskiem, więc to jest prawo strony.

Paliwo i eksploatacja dużych samolotów są zbyt drogie. Przewoźnicy coraz częściej wybierają mniejsze maszyny

Paliwo i eksploatacja dużych samolotów są zbyt drogie. Przewoźnicy coraz częściej wybierają mniejsze maszyny 10

W 2021 roku koncern Airbus dostarczy liniom lotniczym Emirates ostatni wyprodukowany A380, czyli największy na świecie samolot pasażerski. Ze względu na wysokie koszty paliwa i eksploatacji, takie podniebne olbrzymy ustępują miejsca mniejszym, dwusilnikowym samolotom. Linie lotnicze preferują je m.in. ze względu na niższe zużycie paliwa i lepsze dopasowanie do specyfiki portów regionalnych, które z każdym rokiem zyskują na znaczeniu i notują wzrost liczby podróżnych. Obecnie największe maszyny jak Boeing 747-8 czy Airbus A380 zaczynają być wykorzystywane już głównie na dłuższych trasach i lotach międzykontynentalnych.

Mniejsze samoloty, do 100-150 miejsc, są według cen katalogowych dużo tańsze, więc dla linii lotniczych jest to korzyść, zwłaszcza biorąc pod uwagę niższe spalanie paliwa na pasażera, niższe koszty obsługi i serwisu technicznego czy krótsze drogi startowe. Również w kontekście portów regionalnych ważny jest ten aspekt infrastruktury liniowej, która jest po prostu tańsza. Sumując wszystkie te elementy, dla linii lotniczej taki mniejszy samolot jest dużo korzystniejszy w ramach wypełnienia strategii dowozowej do swojego hubu – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Król, prezes zarządu Portu Lotniczego Zielona Góra – Babimost.

Na początku tego roku koncern Airbus ogłosił, że kończy produkcję największego na świecie, dwupokładowego i czterosilnikowego samolotu pasażerskiego A380, który może zabrać na pokład od ponad 500 do nawet 850 pasażerów, w zależności od konfiguracji. Od rozpoczęcia produkcji sprzedano ponad 300 takich maszyn, ostatnia ma zostać dostarczona liniom lotniczym Emirates w 2021 roku. Koncern poinformował, że przewoźnik zdecydował się zamówić kilkadziesiąt mniejszych maszyn, a trendem na rynku są mniejsze i bardziej zwinne odrzutowce.

Wynika to z faktu, że paliwo i eksploatacja latających gigantów, do których zalicza się też np. Boeinga 747-8, są bardzo drogie. Jeżeli przewoźnikowi nie uda się sprzedać wystarczającej liczby biletów, lot staje się nieopłacalny. Dlatego linie lotnicze preferują w ostatnich latach mniejsze, dwusilnikowe maszyny. Te były z początku wykorzystywane na krótszych dystansach, ale nowoczesne, mniejsze samoloty o poprawionych parametrach równie dobrze sprawdzają się także na dłuższych trasach, spalając przy tym mniej paliwa.

Wielkość samolotu zależy generalnie od strategii linii przewozowej. Jeżeli jest to linia tradycyjna, bazująca w dużym hubie lub porcie przesiadkowym, na pewno takie mniejsze samoloty są dużo korzystniejsze ze względu na cenę, koszty obsługi i paliwa, bardziej przyjazne dla środowiska, wydzielają mniej hałasu, więc są po prostu mniej uciążliwe dla otoczenia. Z drugiej strony – mniejsze samoloty są lepiej dostosowane do potrzeb i popytu małych portów regionalnych. Dlatego siatka budowana w oparciu o maszyny liczące 100–150 miejsc na pewno sprawdzi się lepiej jako dowóz do hubu niż w przypadku dużych samolotów – mówi Maciej Król.

Jak podkreśla, duże linie lotnicze zazwyczaj budują swoją siatkę przewozową w ten sposób, że dużymi samolotami kierują do hubów jak największą liczbę pasażerów. Następnie ci udają się do kolejnych, regionalnych portów już mniejszymi maszynami. Wynika to z faktu, że na największych lotniskach trudno o tzw. sloty, czyli prawo do lądowania, wysadzenia i przyjęcia na pokład kolejnych pasażerów. Przewoźnikom najbardziej opłaca się więc „zwieźć” jednorazowo jak największą ich liczbę.

Jak podkreśla prezes Portu Lotniczego Zielona Góra – Babimost, mniejsze samoloty pasażerskie są też lepiej dostosowane do potrzeb i infrastruktury lotnisk regionalnych, które z każdym rokiem zyskują na znaczeniu, notując przyrost liczby podróżnych. Wynika to zarówno z ogólnego wzrostu rynku lotniczego, jak i preferencji podróżnych, którzy chcą oszczędzać czas i latać z portów położonych jak najbliżej miejsca zamieszkania.

Biorąc pod uwagę nasze podwórko, czyli region lubuski, jest to duży wzrost ruchu w tym roku. W oparciu  siatkę LOT-u idziemy do przodu i mam nadzieję, że w przyszłym roku poprawimy wynik nawet dwukrotnie – mówi Maciej Król.

Według Związku Regionalnych Portów Lotniczych, od stycznia do czerwca tego roku polskie lotniska obsłużyły już 22,3 mln pasażerów, z czego 62 proc. przypadło na porty regionalne. Daje to liczbę 13,7 mln podróżnych, czyli o ponad 950 tys. więcej (wzrost o 7,5 proc.) w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Było to najlepsze jak dotąd półrocze w historii polskich portów regionalnych.

Big Data pozwalają skutecznie przewidywać zachowania konsumentów i poznawać ich opinie. Najlepszym źródłem informacji są media społecznościowe

Analiza Big Data może dostarczyć cennych informacji na temat zachowań klientów i skuteczności kampanii reklamowych. Szczególnie pożądane przez przedsiębiorców są usługi związane z wydobywaniem danych z treści publikowanych w social media. Pozwala to na porównywanie pozycji marki względem konkurencji, a także badanie odczuć ludzi związanych z wizerunkiem polityków. Dane publikowane w mediach społecznościowych mogą być również pomocne w profilowaniu zachowań potencjalnych przestępców.

– Przekopując się przez Big Data, możemy uzyskać niemal w czasie rzeczywistym szereg informacji dotyczących tego, co wcześniej było nieprzewidywalne albo wymagało przeprowadzenia badań ankietowych – nie tylko pochłaniających dużo czasu i pieniędzy, ale też opierających się na próbach, które nigdy nie są reprezentatywne. Możemy przeprowadzić ankietę wśród 800 klientów i założyć, że uzyskane dane odzwierciedlają rzeczywistość, podczas gdy Big Data pozwalają nam przeanalizować zachowania i uchwycić wiarygodne sygnały dotyczące prawdziwych zachowań i subtelnych schematów interakcji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Fronzetti Coladon, pracownik naukowy MIT.

Analiza Big Data może znacznie ułatwić zadania związane z wydobywaniem danych z tekstu (Data Minning) w celu przewidywania zachowań klientów czy oceny skuteczności kampanii reklamowych. Najczęściej tego typu usługami zainteresowane są wielkie, konkurujące ze sobą marki sprzedażowe. Z Data Minning  korzysta jednak również administracja publiczna czy organizacje typu non profit. Zbiory Big Data mogą też służyć poprawie bezpieczeństwa publicznego poprzez wykrywanie incydentów związanych z łamaniem prawa.

Opracowanie dużych ilości danych może być jednak kłopotliwe i kosztowne. Do tego dochodzą też kwestie związane z poufnością i ryzykiem udostępnienia danych, które przedsiębiorstwo wolałoby zachować w tajemnicy.

– W danych tkwi ogromna wartość, ale też nadanie im struktury i ich interpretacja stanowi czasem trudne zadanie. Jeżeli nie potrafimy skutecznie wykorzystać ich potencjału, to stanowią one jednocześnie obciążenie finansowe. Z opracowanymi danymi wiąże się również ryzyko – dotyczy ono ujawnienia takich informacji o nas samych lub naszym przedsiębiorstwie, których nie mieliśmy zamiaru ujawnia – mówi Fronzetti Coladon.

Według raportu „Digital 2019” 47 proc. Polaków korzysta z mediów społecznościowych. 36 proc. z nich uważa, że dane, które publikowali w tej przestrzeni zostały wykorzystane w niewłaściwy sposób. Przeciętnie, na jednego użytkownika mediów społecznościowych przypada 7,3 kont.

Firmy coraz chętniej korzystają z analityki dużych zbiorów danych, zwłaszcza w obrębie mediów społecznościowych. Badanie danych pozyskanych w ten sposób treści budzi jednak kontrowersje z uwagi na fakt, że analizie poddawane mogą być zachowania konkretnych ludzi. Zdaniem ekspertów kwestie sporne związane z poufnością informacji nie zostaną uregulowane. Poprawa powinna natomiast nastąpić w kwestii świadomości internautów na temat konsekwencji publikowania treści w przestrzeni publicznej.

– Utrata poufności czy prywatności jest problemem, ale musimy pogodzić się z jego istnieniem i nauczyć się sobie z nim radzić. Być może publikując treści w Internecie będziemy musieli wykazać się większą odpowiedzialnością, zamiast podejmować walkę i ostatecznie ją przegrać. Zawsze znajdzie się sposób na wychwytywanie naszych zachowań i wypowiedzi. Wyciek prywatnych danych jest w tej chwili zbyt duży i nie sądzę, aby w przyszłości skupiono się na zwalczaniu tego problemu. Bardziej chodzi o uregulowanie tej kwestii i uświadamianie ludzi m.in. na temat konsekwencji udostępniania w Internecie określonego rodzaju zdjęć – mówi ekspert.

„Raport strategiczny Internet 2018/2019” wydany przez IAB Polska wskazuje, że wydatki na reklamę w social media stanowiły w 2018 roku 16,7 proc. wydatków na reklamę digital. Nominalnie, wartość tego rynku reklamy była wyceniana na 747 mln zł. Dla porównania, w 2017 roku było to 610 mln zł.

Coraz bliżej komercjalizacji polskiego robota kardiochirurgicznego. Ma być konkurencją dla robota Da Vinci

Coraz więcej procedur przeprowadzanych na salach operacyjnych może być wykonywanych z użyciem robotów chirurgicznych. Ich zaletą jest m.in. wysoka precyzja, co pozwala na stosowanie ich w najbardziej ryzykownych zabiegach. Polacy są już coraz bliżej komercjalizacji robota kardiochirurgicznego, nad którym prace trwają od dwóch dekad. Ma się on cechować dużo większą automatyzacją, niż ma to miejsce w przypadku robota Da Vinci.

– Na razie roboty medyczne szukają swojego miejsca między lekarzem a pacjentem, próbują pomagać lekarzowi wykonywać operacje w sposób mniej inwazyjny, bardzo precyzyjnie orientują narzędzie radiochirurgiczne do operacji np. onkologicznych. Są już pierwsze takie przykłady wskazujące na to, że ta droga wiedzie jednak ku zastępowaniu lekarza – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. n. med. Zbigniew Nawrat, profesor Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii.

Amerykańska Agencja Żywności i Leków FDA wydała niedawno certyfikat dla Xact Robotic. Jej robot przeznaczony jest do zabiegów i procedur przezskórnych przeprowadzanych pod kontrolą tomografu komputerowego. Robota chirurgicznego można używać m.in. do biopsji tkanek, drenaży ropni czy ablacji. System został zaprojektowany szczególnie w celu przezwyciężenia problemów związanych z ręcznym sterowaniem cienką igłą do biopsji. Robot pracuje z dokładnością do 1,5 milimetra.

Od niemal 20 lat trwają także prace nad polskim robotem kardiochirurgicznym. Zostały one zapoczątkowane w Pracowni Biocybernetyki Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi. W marcu podpisana została umowa z firmą Meden-Inmed na komercjalizację rodziny urządzeń Robin Heart. Jak na razie, podczas szeregu eksperymentów, została potwierdzona sprawność konstrukcji i jej funkcjonalność.

– Port Vision Able to robot do endoskopii. Podczas wykonywania operacji normalnymi narzędziami laparoskopowymi np. w żołądku czy na pęcherzyku żółciowym, ktoś musi trzymać tory endoskopowe, czyli taką lunetę, która pokazuje przez dziurę miejsce tej operacji. Trwa to kilka godzin, szkoda, żeby to robił człowiek. W związku z tym zbudowaliśmy robota, który zastępuje tego jednego człowieka przy stole operacyjnym – mówi lekarz.

Na tym jednak nie kończą się prace nad rodziną Robin Heart. Dalsze wyzwania stojące przed zespołem badawczym to m.in. wyposażenie robotów w systemy sprzężenia siłowego, które pozwolą chirurgowi pracującemu z robotem nie tylko widzieć pole jego pracy, lecz także odczuwać dotyk, gdy narzędzie styka się z różnego rodzaju tkankami.

– Dodajemy też pewne możliwości planowania operacji. Założyliśmy np., że chirurg tylko ustawia intuicyjnie orientację narzędzi, natomiast wszystkie zadania, które wykonuje robot są ustawiane przy pomocy mikrojoysticków, które są odpowiednio zaprogramowane. To wszystko ma spowodować, że jak już się pojawi ten robot na rynku, włącznie z całą metodą, systemem edukacyjnym, który przygotowujemy, to może się okazać, że rzeczywiście będzie to najbardziej upragnione narzędzie, na które chirurdzy czekają kilkadziesiąt lat – twierdzi Zbigniew Nawrat.

W przeciwieństwie do pracującego już na blokach operacyjnych robota Da Vinci, polski produkt ma się wyróżniać dużym stopniem automatyzacji. Ścieżka uczenia robota jest dużo szybsza niż pełne przeszkolenie chirurga. W związku z tym wykwalifikowany lekarz oddelegowany do obsługi robota może pozostawać dłużej czynny zawodowo.

– Wykształcenie chirurga to koszt miliona dolarów. Szkoda, żeby w wieku 45 lat szedł na emeryturę z powodu różnego rodzaju dysfunkcji układu kostnego kręgosłupa, bo pracuje przecież w warunkach zupełnie ryzykownych dla całego układu. Może dłużej pracować, ponieważ ma wygodne miejsce pracy, które nie nadwyręża jego funkcji ruchowych kręgosłupa i wielu innych elementów, które w ciele są potrzebne, żeby sprawnie wykonać pracę mechaniczną, z którą związana jest praca lekarza – mówi ekspert.

Na wdrożenie polskiego robota będzie jednak trzeba poczekać jeszcze kilka lat. Głównie z powodu niewystarczającego finansowania dla projektu. Tymczasem zastosowanie robotów w szpitalach może usprawnić dużo więcej procesów, również tych niezwiązanych bezpośrednio z przeprowadzaniem zabiegów.

– Roboty pomagają w rehabilitacji. Dzięki nim jeden rehabilitant może rehabilitować więcej osób równocześnie. Roboty medyczne sterylizują i czyszczą pomieszczenia. Mogą również przygotować wszystkie leki dla każdego szpitala, bez względu na to, czy w tym szpitalu jest tysiąc łóżek, czy kilkaset, odpowiednio precyzyjnie dla każdego pacjenta osobno. Roboty medyczne znajdują się już w wielu rożnych miejscach, nawet do dzisiaj jeszcze niewidocznych dla każdego, ale są niezbędną pomocą w wielu różnych działaniach usług medycznych – przekonuje dr Zbigniew Nawrat.

Według analityków z MarketsandMarkets  rynek robotów chirurgicznych wzrośnie z 3,9 mld dol. w 2018 r. do 6,5 mld dol. do 2023 r.

Jak rozpocząć grę na giełdzie Forex?

Rozpoczęcie inwestowania na rynku Forex powinno być dobrze przemyślane. Bardzo zgubne jest przekonanie o tym, że jest to sposób na łatwe pomnożenie zainwestowanego kapitału i nie wymaga ono zbyt dużego wysiłku. Należy wiedzieć, że każda inwestycja opatrzona jest ryzykiem, ponieważ rynek jest bardzo dynamiczny i trzeba bardzo szybko oraz odpowiednio reagować na każdą zmianę. Jak więc przygotować się do gry na giełdzie Forex? Podpowiadamy.

Rozpoczęcie gry na Forex, a wybór brokera

Handel na rynku Forex warto rozpocząć od poszukiwań dobrego brokera. Dobry, jest tu pojęciem względnym. Wszystko zależy od stylu gry, jaki obierzemy, a także tego, czy wybrany przez nas broker jest regulowany. W praktyce może zdarzyć się tak, że obierzemy sobie styl inwestowania, możemy obrać sobie strategię, spędzać mnóstwo godzin przed platformą, jednak w przypadku, gdy nie posiadamy sprawdzonego brokera i regulowanego rachunku, to cały nasz trud może pójść na marne.

Rachunek inwestycyjny – jak grać na giełdzie?

Jak zacząć inwestować na Forex, kiedy już wybierzemy brokera? Kolejny krok, to kolejny wybór, ale tym razem rachunku inwestycyjnego, a następnie otwarcie go. Warto założyć konto demo, dzięki któremu nie narażając się na straty możemy zapoznać się z zasadami funkcjonowania platformy. Taki sposób jest także dobry również do tego, aby sprawdzić, jakie są warunki handlu u danego brokera. Co ważne, nauka na koncie demo jest całkowicie bezpłatna, a konto będzie zasilane wirtualnym depozytem. Posiadając go możemy więc zawierać dokładnie takie same transakcje, na takich samych zasadach, jak właściciele kont rzeczywistych.

Jak wybrać giełdę kryptowalut?

Mówiąc o giełdzie kryptowalut mamy na myśli jedną z integralnych części całego ekosystemu kryptowalutowego. Dla każdego inwestora cyfrowych walut są one niezwykle istotne, ponieważ jedną z ich podstawowych ról, jest umożliwianie graczom kupowanie oraz sprzedawanie kryptowalut. To jednak kamień milowy na drodze do tego, jakie korzyści może dać właściwy wybór giełdy. Warto więc sprawdzać, którymi z nich się zainteresować śledząc ranking giełd kryptowalut. Wybierając właściwą dla nas, można sprawdzić m.in. to czy dają one dostęp do usług związanych zarówno z handlem, jak i na przykład do dotyczących nowych tokenów czy też popularnych w ostatnim czasie IEO.

Rynek Forex wymaga sporego zaangażowania. Nie mówimy tu tylko o czasie poświęconym na zdobywanie wiedzy, ale także właściwym wyciąganiu wniosków. Kolejna kwestia, to dokonanie dobrych wyborów. Dopasowanie brokera do swoich potrzeb oraz stylu gry, a także postawienia na odpowiednią giełdę kryptowalut. To już połowa drogi do efektywnego pomnażania zainwestowanego kapitału.

Od 1 stycznia 2020 r. policja będzie kontrolować stan licznika

Zgodnie ze znowelizowanym Prawem o ruchu drogowym od 1 stycznia 2020 roku kierowca będzie miał obowiązek umożliwić funkcjonariuszowi sprawdzenie stanu licznika. W praktyce oznacza to konieczność umożliwienia zajrzenia do wnętrza samochodu. Co więcej, będzie to obligatoryjny element towarzyszący każdej interwencji (Wyjątek będą stanowiły akcje typu trzeźwy poranek. W przypadku pojazdów holowanych lub przewożonych na lawetach ministerstwo daje funkcjonariuszowi dowolność. To mundurowy zdecyduje, czy kontrolować stan licznika).

Kontrola drogowa może zakończyć się mandatem, jeśli zachowanie kierowcy zostanie przez funkcjonariusza odebrane jako niestosowanie się do poleceń. W przypadku kiedy funkcjonariusz poleci trzymanie rąk na kierownicy lub nieopuszczanie pojazdu, a kierowca nie wykona któregokolwiek z tych poleceń, zostanie ukarany mandatem w wysokości do 500 złotych.

Coraz mniej inwestycji drogowych – co czeka polską infrastrukturę?

Diametralnie spadła ilość nowych kontraktów na budowę dróg w stosunku do zeszłego roku. Obecnie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma w ręku podpisane umowy na budowę 70 km dróg. W porównaniu z zeszłorocznymi 450 kilometrami to bardzo duże przyhamowanie. Eksperci wskazują na dwie przyczyny zaistniałej sytuacji. Po pierwsze są to rosnące koszty budowy – wynikające głównie z drożejących produktów budowlanych i zwiększających się kosztów pracowniczych. Generalna Dyrekcja nie ma odpowiednich funduszy, by zrealizować zamierzone plany przy teraźniejszych kosztorysach. Drugą przyczyną jest wysyp zerwanych kontraktów – często przerwanych w połowie. Wiele firm wycofało się z umów z Generalną Dyrekcją i opuściło place budowy. Taki los spotkał 144 kilometry nowych dróg, które teraz potrzebują nowego wykonawcy. I chociaż budżet na nowe inwestycje drogowe został przez rząd powiększony o 7 miliardów, nie poprawia to sytuacji firm budowlanych. Ich akcje straciły na wartości, a rentowność spółek często jest bliska zeru. W przyszłym roku będą zaś musiały poradzić sobie z kolejnymi przeciwnościami.

Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR
Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR

– Od stycznia 2020 rynek niemiecki otworzy się na pracowników z Ukrainy. Nie wiadomo, ile osób wyjedzie z Polski – ale każda utrata rąk do pracy będzie bardzo problematyczna – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Słyszymy również zapowiedzi związane z podwyżką płacy minimalnej. Zgodnie z polskim prawem takie zmiany będą w umowach waloryzowane, ale jednak znacznie podwyższą koszty prowadzenia inwestycji drogowych. Minister Infrastruktury przyznał, że przeznaczone na program drogowy pieniądze na pewno nie wystarczą na jego realizację. W moim przekonaniu rząd będzie musiał znaleźć dodatkowe 10 miliardów złotych. Najpewniej mu się to uda – ale jeśli chciałby te pieniądze pozyskać od Unii Europejskiej, musi się pospieszyć. Wszystkie inwestycje, które będziemy chcieli zrealizować za europejskie pieniądze, muszą być po procedurze przetargowej do połowy 2020 roku. Jeśli do tego czasu nie podpiszemy kontraktów z wykonawcami, pieniędzy na inwestycje po prostu nie dostaniemy. Mamy jednak jeszcze czas na znalezienie kontrahentów i podpisanie umów – szczególnie na przerwane inwestycje. W mojej opinii nie grozi nam utrata środków unijnych – zapewnia Furgalski.

Czy 10 tys. zł dla emeryta rozkręci polską gospodarkę?

Obniżenie wieku emerytalnego spowodowało, że mamy bardzo młodych emerytów, a emerytury będą bardzo niskie. Polska gospodarka będzie miała z tego powodu coraz większe kłopoty, stąd powrót do pomysłu 10 tys. zł dla tych, którzy chcą pracować dłużej.

Stopa bezrobocia na koniec września była bardzo niska i wynosiła 5,1 proc. Wśród powiatów i miastach na prawie powiatu była najniższa w Poznaniu (1,1 proc., Sopocie (1,3 proc.) i Warszawie (1,4 proc.), w powiecie poznańskim wynosiła 1,1 proc., a we wrocławskim 1,7 proc.

Pracodawcy mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników, a jednak wśród krajów UE jesteśmy na drugim miejscu pod względem niskiej stopy aktywności zawodowej. Nadal nie obawiamy się tego, że jak wiadomo emerytury (tzw. stopa zastąpienia) będą coraz niższe w porównaniu do kosztów życia.

– Pomysł może brzmieć nieco śmiesznie, może kojarzyć się z trzynastą emeryturą, ale ma jednak sens bo zachęca do pozostawania na rynku pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Byłoby lepiej, gdyby takie rozwiązanie było powiązane na przykład ze stażem pracy, ale sama idea wydaje się ciekawa, bo jest to wpływanie na wybór ekonomiczny dokonywany przez pracownika.