Inwestorzy zagraniczni bardziej niż krajowi zainteresowani działaniami CSR spółek, w które inwestują

CEO Magazyn Polska

Poszerza się zakres informacji o spółkach giełdowych, jakimi zainteresowane są fundusze inwestycyjne. Szczególnie fundusze zagraniczne, bardziej niż krajowe, zwracają uwagę na odpowiedzialność społeczną biznesu i ład korporacyjny w spółkach. Są też bardziej zainteresowane strategią długofalową, co wynika z dłuższego czasu inwestycji i początkowo mniejszej znajomości spółek, w które inwestują.

Ogólnie wachlarz pojęć czy tematów, które interesują inwestorów, ciągle się poszerza. To nie są już tylko kwestie finansowe. Ład korporacyjny czy działalność CSR, czyli to, co robimy dla społeczeństwa, w którym funkcjonujemy, oraz to, w jaki sposób budujemy zaplecza kadrowego, to tematy istotne dla każdego długoterminowego inwestora – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Tarnowski, dyrektor naczelny ds. relacji inwestorskich w KGHM Polska Miedź.

Tarnowski zauważa jednak, że zagraniczne fundusze inwestycyjne zwykle inwestują na dłuższy okres niż krajowe, stąd ich większe zainteresowanie strategią i CSR-em, czyli społeczną odpowiedzialnością biznesu.

W pewnej mierze strategia i obszary zainteresowania funduszy z zagranicy wynikają również z mniejszej znajomości polskich spółek oraz ich branż. O ile polskiemu inwestorowi duże spółki, takie jak KGHM, są znane, to zagraniczne fundusze potrzebują więcej informacji od samego początku procesu inwestycyjnego. Tarnowski zauważa, że zagraniczne fundusze inwestycyjne w początkowej fazie inwestowania w papiery danej spółki przez pierwszy rok lub dwa lata sprawdzają model finansowy, w czym nie różnią się istotnie od inwestorów krajowych.

Potem przychodzi jednak etap współpracy opartej na wymianie informacji. Zagraniczni inwestorzy, nastawieni bardziej długoterminowo niż polscy, przyglądają się wtedy elementom pozafinansowym.

Niezwykle istotne jest to, jak nimi zarządzamy, jaką mamy strategię. Ład korporacyjny wydaje się być bardzo istotnym elementem dla globalnych funduszy – ocenia Tarnowski. Dodaje, że to szczególnie ważne w sektorze gospodarki, gdzie działa KGHM: ‒ W branży wydobywczej zainteresowanie postępowaniem spółki wobec środowiska naturalnego czy CSR-em jest bardzo duże.

KGHM jest obecny na Giełdzie Papierów Wartościowych od 1997 r. 31,79 proc. akcji spółki ma Skarb Państwa. Pozostałe udziały są w akcjonariacie rozproszonym, żaden pojedynczy inwestor nie posiada więcej niż 5 proc. udziałów.

Klienci wracają do banków po kredyty mieszkaniowe

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku osoby pożyczające na mieszkanie w banku zaciągały o ponad 10 procent wyższe kredyty hipoteczne niż w roku ubiegłym. Nie tylko sięgamy po wyższe kwoty, ale i więcej osób ubiega się o kredyty na mieszkania, wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Od stycznia do lipca br. podpisanych zostało o 2,6 proc. więcej umów kredytowych (116 tys.) niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Większy ruch w bankach widoczny jest od połowy 2013 roku.

Dane BIK wskazują, że po okresie dekoniunktury na rynku kredytowym w latach 2011-2013, w dużych miastach znów więcej mieszkań kupowanych jest za pożyczone pieniądze. Liczba zaciąganych zobowiązań w pierwszej połowie tego roku najbardziej zwiększyła się w Olsztynie (7,5 proc.), Poznaniu (6,8 proc.), Białymstoku (6,2 proc.) i w Warszawie (5 proc.). Jesteśmy też coraz bardziej zdyscyplinowani, jeżeli chodzi o terminowość spłat.

Obniżka kosztów kredytu

Wrzesień przyniósł też zmiany, jeśli chodzi o oprocentowanie kredytów hipotecznych udzielanych w złotych. Z danych analityków Comperia.pl wynika, że oprocentowanie spadło od poprzedniego miesiąca o 0,14 proc., co jest bezpośrednio związane z obniżką stopy WIBOR. Jeśli planujemy kupić na kredyt nieruchomość w cenie 300 tys. zł i na 30 lat pożyczyć od banku 200 tys. zł (zakładając, że mamy 100 tys. zł na wkład własny) średnie oprocentowanie takiego zobowiązania wyniesie obecnie 5,14 proc.

Singiel zarabiający na poziomie średniej krajowej, wynoszącej teraz według danych GUS   ok. 3940  zł – na rękę ok. 2812 zł, dostanie od banku przeciętnie ponad 260 tys. zł. Analitycy Invigo wyliczają, że maksymalna rata, jaką kredytobiorca może opłacać, zaciągając zobowiązanie w rodzimej walucie, wyniesie 1462 zł.

Biorąc pod uwagę średnią cenę transakcyjną, która w Warszawie wynosi 7,2 tys. zł za metr (wg danych Związek Banków Polskich), średnio zarabiającą osobę stać będzie na zakup mieszkania o powierzchni ok. 36 mkw. Żeby w tej kwocie móc kupić większy lokal, wiele osób wybiera inwestycje zlokalizowane w stołecznych dzielnicach, w których ceny nie są wygórowane.

Średnio zarabiająca osoba kupi w Warszawie maleńką dwójkę 

Dzielnicą, w której powstaje wiele osiedli, a jednocześnie ceny mieszkań należą do najniższych w mieście jest Białołęka. Jak przyznaje Wojciech Stisz reprezentujący firmę Barc Warszawa SA., na osiedlu Tarasy Dionizosa w kwocie  260 tys. zł można kupić mieszkanie o powierzchni 45 mkw. Zarówno mieszkania gotowe, jak i lokale powstające w nowym etapie budowy inwestycji przy ul. Winorośli na warszawskiej Białołęce są w sprzedaży w cenie 5780 zł/mkw. Chętnych na nie brakuje, bo wszystkie kwalifikują się do dopłat, a zaciągając kredyt w programie Mieszkanie dla młodych kupujący dostają od państwa minimum 10 proc. dopłaty na wkład własny do kredytu.

W drugim kwartale tego roku, po podwyższeniu limitu ceny dla Warszawy w MdM do kwoty 6126 zł/mkw., z dopłat skorzystało ok. 18 proc. kredytobiorców kupujących mieszkania od deweloperów (dane ZBP). Tak niski odsetek odzwierciedla małą dostępność lokali kwalifikujących się do programu dopłat na stołecznym rynku deweloperskim.

Kredyty tylko w złotych, z minimum 10 proc. wkładu własnego

We wrześniu br. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian, ale WIBOR spadł do najniższego w historii poziomu (2,56 proc.), dzięki czemu zmalało oprocentowanie kredytów. Obserwatorzy rynku kredytowego prognozują, że w kolejnych miesiącach stopy procentowe zostaną obniżone. Dla potencjalnych kredytobiorców oznacza to jeszcze niższe oprocentowanie i wyższą zdolność kredytową, a dla osób spłacających zobowiązania niższe raty kredytowe.

Analitycy zauważają również, że w ostatnich miesiącach banki bardziej liberalnie podchodzą do klientów i godzą się na większy udział raty spłaty w dochodach. Jest też jednak gorsza wiadomość dla kredytobiorców. Z początkiem 2015 roku osoby chcące kupić nieruchomości na kredyt będą musiały z własnej kieszeni wyłożyć co najmniej 10 proc. wartości kredytowanej nieruchomości. Do końca tego roku minimalny wkład własny wynosi jeszcze 5 proc.

Przypomnijmy też, że z ofert banków zniknęły kredyty hipoteczne w euro. Zobowiązania w tej walucie mogą zaciągać jedynie osoby osiągające w niej dochody. Od dawna banki nie udzielają już też kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich i dolarach.

Noble Securities: rekomendacja Trzymaj dla akcji Pfleiderer Grajewo. Cenę docelową podniesiono do 36,7 zł.

Noble Securities zmienił rekomendację Akumuluj na Trzymaj dla akcji Pfleiderer Grajewo. Podniesiono jednak cenę docelową z 33,61 do 36,7 zł.

– Pfleiderer Grajewo opublikowało bardzo dobre wyniki finansowe za I półrocze, powyżej naszych oczekiwań w kontekście wyniku całorocznego – podkreślono w rekomendacji.

Jak oceniono, bardzo dobra koniunktura na rynku meblarskim wpływa na silny popyt krajowy na płytę, co mimo napływu tańszego surowca ze Wschodu w dalszym ciągu pozwala spółce lekko podnosić ceny. Z drugiej strony ceny surowców są stabilne. Wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych poprzez efekt dźwigni operacyjnej przekłada się na wzrost marży EBITDA.

– Dobre wyniki finansowe skłaniają nas do rewizji w górę prognoz na 2014 rok i lata kolejne. Podnosimy cenę docelową z 33,61 do 36,7 zł, jednak z uwagi na ostatni wzrost kursu obniżamy rekomendację z Akumuluj do Trzymaj – piszą analitycy Noble Securities w najnowszej rekomendacji.

Negocjacje umowy o wolnym handlu między UE i Stanami Zjednoczonymi na półmetku

CEO Magazyn Polska

Jeszcze nieco ponad rok pozostał na zamknięcie negocjacji umowy o wolnym handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Jeśli nie uda się ich zakończyć w przyszłym roku, za oceanem ruszy kampania prezydencka, która utrudni dalsze rozmowy. Paweł Świeboda z demosEUROPA podkreśla, że umowa ożywi gospodarki, jeśli zostanie zawarta w całości, a nie w kilku etapach.

Nie mowy o tym, żeby najpierw uzgodnić na przykład obniżkę stawek celnych i poczekać ze sprawami regulacyjnymi na przyszłość. Chodzi o to, żeby partnerów tak długo trzymać w sali negocjacyjnej, aż uzgodnią cały pakiet. Jeżeli zacznie się wyjmować poszczególne wrażliwe elementy, to wówczas ta umowa nie spełni pokładanych w niej nadziei, nie będzie zasadniczym impulsem prowzrostowym dla gospodarki transatlantyckiej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Świeboda, prezes zarządu demosEUROPA ‒ Centrum Strategii Europejskiej.

W połowie lipca odbyła się szósta runda negocjacyjna, zaś 18 września w Brukseli spotkała się grupa doradcza, której tematem rozmów były m.in. standardy fitosanitarne i spójność regulacyjna USA i UE. Niedługo powinna rozpocząć się siódma runda negocjacyjna. Jak podkreśla Świeboda, oznacza to, że negocjacje Transatlantyckiego Partnerstwa Handlu i Inwestycji (TTIP), jak formalnie nazywa się umowa o wolnym handlu, są już na półmetku.

Choć rozmowy nie mają formalnego terminu zakończenia, Świeboda zauważa, że powinny zostać zamknięte najpóźniej do końca przyszłego roku. Potem w Stanach Zjednoczonych ruszy kampania wyborcza przed listopadowymi wyborami prezydenckimi.

W Stanach Zjednoczonych to nie jest najlepszy moment, żeby uchwalać, przyjmować i uzyskiwać akceptację Kongresu dla umowy handlowej. W Stanach, podobnie jak w Europie, jest wiele wrażliwych kwestii związanych z porozumieniami handlowymi. Dlatego de facto negocjacje powinny się zakończyć w roku 2015, jeżeli ten pakiet ma wejść w najbliższym czasie w życie. W przeciwnym wypadku ryzyko jest takie, że będą wybory prezydenckie w Stanach, pojawi się nowy prezydent, a wraz z nim pytanie, jakie będzie on miał podejście do spraw handlowych i do Europy – wyjaśnia Świeboda.

Podkreśla, że kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych może być mniej otwarty na wolny handel z Europą niż Barack Obama, co doprowadziłoby do przedłużenia negocjacji. To z kolei odroczyłoby w czasie pozytywny, prowzrostowy impuls dla obydwu gospodarek, jakim ma być TTIP.

Prezes zarządu demosEUROPA przypomina, że TTIP składa się z trzech podstawowych obszarów: zniesienia lub mocnego ograniczenia barier celnych, ujednolicenia reżimu regulacyjnego oraz promocji wolnego handlu na całym świecie.

Różnice pomiędzy gospodarkami po dwóch stronach Atlantyku, na przykład związane z niższymi kosztami pracy w Stanach Zjednoczonych i inną sytuacją przemysłu, wywołują obawy o wpływ TTIP. Świeboda uspokaja jednak, że jeśli umowa wejdzie w życie w całości, będzie dobrym impulsem.

To są naczynia połączone i nic nie ruszy, dopóki wszystko nie będzie ustalone – podkreśla Świeboda. ‒ Tej umowy pewnie by nie było, gdyby nie kryzys gospodarczy i finansowy. To trudne uwarunkowania i ograniczenia w strategiach wzrostu spowodowały, że zarówno Unia, jak i Stany doszły do wniosku, że jednak muszą przełamać wzajemną nieufność i takie porozumienie zawrzeć.

Ursus sprzedał ciągniki do Etiopii

Ursus rozpoczął wysyłkę ciągników zakupionych przez Etiopię. Wartość umowy to 90 mln dolarów.

Spółka Ursus 23 września rozpoczęła wysyłkę ciągników, wyposażenia centrów serwisowych oraz dostawę części zamiennych do ciągników wchodzących w skład pierwszej transzy pierwszej fazy umowy handlowej zawartej z Metals and Engineering Corporation of the Federal Democratic  Republic of Ethiopia.

Termin rozpoczęcia dostaw uzależniony był od daty otrzymania przez Ursus zaliczki zgodnie z umową. W bieżącym roku spółka zrealizuje umowę zgodnie z zawartym w niej harmonogramem.

Zaliczka zgodnie z umową handlową wpłynęła na rachunek bankowy spółki 27 czerwca. Wysokość zaliczki stanowi 30 proc. wartości pierwszego etapu ww. umowy i wynosi 14,9 mln dolarów amerykańskich, co stanowi równowartość 45,5 mln zł (łączna wartość umowy wynosi 90 mln dolarów amerykańskich).

Powyższa kwota została wypłacona przez Bank Gospodarstwa Krajowego, w ramach umowy pomiędzy rządem Rzeczypospolitej Polskiej a rządem Federalnej Demokratycznej Republiki Etiopii o udzieleniu kredytu w ramach pomocy wiązanej.

GDDKIA: Obwodnicę Inowrocławia za 359 mln zł zbuduje Mirbud

Konsorcjum zawiązane przez Mirbud zbuduje za 359 mln zł obwodnicę Inowrocławia  poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych i Autostrad.

GDDKIA w Bydgoszczy uznała w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego na budowę obwodnicy Inowrocławia najkorzystniejszą ofertę złożyło konsorcjum zawiązane przez Mirbud oraz Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów Erbedim.

Wartość oferty brutto wynosi 359 mln zł.

– Oferta złożona przez konsorcjum w/w firm spełniała wszystkie wymagania określone przez zamawiającego w przedmiotowym postępowaniu i otrzymała najwyższą ilość punktów stanowiących sumę punktów przyznanych w ramach każdego z podanych kryteriów wyboru ofert – poinformowano w komunikacie.

Konsorcjum chce wybudować obwodnicę miasta w terminie 27 miesięcy od daty zawarcia umowy za kwotę ponad 359 mln zł. Oferuje też 10 lat gwarancji.

Przy wyborze najkorzystniejszej oferty, oprócz ceny, punktowany był termin wykonania prac oraz okres gwarancji. Po upływie czasu na wniesienie ew. odwołań oraz po przeprowadzeniu kontroli uprzedniej postępowania przez Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, możliwe będzie podpisanie umowy, a następnie rozpoczęcie prac.

Inwestycja polegać będzie na budowie prawie 19 km trasy posiadającej po dwa pasy w obu kierunkach. Obwodnica ominie miasto od wschodu i znacznie skróci czas przejazdu kierowców jadących na trasie Toruń – Poznań. Inwestycja zakłada też budowę 3 węzłów drogowych ( „Latkowo”, „Jacewo” i „Tupadły” ), kilkunastu obiektów inżynierskich a także przebudowę istniejącej sieci drogowej. W ramach prac wykonanych zostanie również wiele urządzeń ochrony środowiska.

BGŻ: Produkcja mleka u głównych eksporterów wzrosła w tym roku o 5 proc. Ceny serów żółtych i mleka będą spadać

CEO Magazyn Polska

Produkcja mleka rośnie zarówno na świecie, u głównych eksporterów przetworów mleczarskich, jak i w Polsce. Analitycy szacują, że w br. produkcja mleka w większości państw wzrośnie o ok. 5 proc., co na rynku mleka jest wzrostem znaczącym. Embargo ze strony Rosji i zmniejszenie popytu w Chinach przekładają się na niższe ceny w skupie. Zaowocuje to obniżkami w sklepach.

Ceny mleka w skupie spadają od początku roku. Po wzroście w ubiegłym roku osiągnęły apogeum w grudniu, by następnie zacząć spadać. W ciągu ośmiu miesięcy mleko potaniało w skupie o ponad 16 proc. Jeszcze w lipcu płacono prawie 134 za jeden hektolitr, co było kwotą nieznacznie wyższą od ubiegłorocznej. Jednak w sierpniu średnia cena mleka spadła do 128 zł i było to już o 3,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Przetwórnie płacą rolnikom mniej, bo same otrzymują mniej pieniędzy za swoje towary.

– Jeżeli mówimy o cenach zbytu przetworów mleczarskich, czyli wartościach, które są uzyskiwane przez przetwórnie, to tutaj mamy wyraźne spadki względem ubiegłego roku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marta Skrzypczyk, koordynator zespołu analiz sektora rolno-spożywczego i analityk rynku mleka w banku BGŻ. – Mleko w proszku kosztuje obecnie około 11 zł za kilogram, masło, ser – około 13-14 zł. Ceny masła i mleka w proszku są zatem o około 20 proc. niższe niż rok temu, a przypadku serów spadek wynosi około 10 proc.

Na wielu rynkach europejskich, jak twierdzi analityczka banku BGŻ, ceny masła i mleka w proszku są na poziomie podobnym do krajowego.

– Jeżeli chodzi o masło, to jest ono nieznacznie droższe w Polsce niż średnio w krajach Unii Europejskiej – informuje Skrzypczyk. – W części krajów UE, takich jak Francja, Holandia, w Niemczech ceny tych produktów są nawet nieco niższe w tej chwili w Polsce. Stąd też spodziewam się, że w najbliższych miesiącach krajowe wartości będą raczej spadały. Jeżeli chodzi o Oceanię, to produkty, którymi handluje się na rynku światowym, takie jak masło czy mleko w proszku, kosztują obecnie o 10 proc. mniej niż u nas w kraju.

Spadkom cen będzie sprzyjać ograniczenie popytu ze strony Chin oraz Rosji w wyniku embarga na dostawy produktów do tego kraju. Ale, jak twierdzi ekonomistka banku BGŻ, rośnie popyt ze strony krajów Azji Południowo-Wschodniej czy Afryki Północnej.

– Zakupy mleka przez Chiny, które są  największym eksporterem przetworów mleczarskich mocno wyhamowały – mówi Marta Skrzypczyk. – No i oczywiście embargo nałożone przez Rosję, która jest najważniejszym partnerem handlowym Unii Europejskiej, także Polski. Cały czas ma ono wpływ na światowy rynek, szczególnie produktów mleczarskich. Z jednej strony wywołuje dosyć duże wzrosty cen detalicznych w Rosji, a z drugiej – spadki na rynkach światowych. Spodziewam się więc, że ceny produktów nadal będą spadały, aczkolwiek rośnie popyt ze strony krajów Azji Południowo-Wschodniej czy Afryki Północnej. Niższe ceny spowodowały, że kraje te ponownie weszły na rynek. Stąd też wydaje się, że szczególnie w przypadku mleka w proszku, sytuacja powinna się poprawiać w kolejnych miesiącach.

Jak twierdzi rozmówczyni Newserii Inwestor, polski rynek jest pod bardzo silnym wpływem światowego. Globalne zmiany cen przekładają się mniej więcej z dwu-trzymiesięcznym opóźnieniem na poziomy obowiązujące w Polsce.

– W tej chwili już to widać: przetwory mleczarskie w sklepach zaczynają tanieć – mówi Skrzypczyk. – Ceny nadal są wyższe niż rok temu, bo wtedy bardzo mocno drożały i mleko w skupie, i przetwory mleczarskie w sprzedaży detalicznej. Obecnie ogółem nabiał jest o około 3 proc. droższy niż rok temu. Natomiast ceny cały czas spadają. Już niebawem będą taniały sery dojrzewające, czyli sery żółte, prawdopodobnie także płynne mleko. Natomiast nieznacznie mogą zyskiwać na wartości jogurty, desery mleczne, które w tamtym roku były dosyć stabilne ze względu na sytuację gospodarczą w Polsce, czyli odchodzenie konsumentów od tego rodzaju produktów. Sklepy wtedy umożliwiały obniżki cen, więc zapewne nastąpi niewielkie odbicie.

NIK o stadninach koni

Państwowe stadniny koni nie posiadają przejrzystych procedur sprzedaży koni. W efekcie czego ich wartość rynkowa często jest zaniżana na rzecz kupujących, a sprzedażą koni zajmują się nieupoważnione osoby. W pogoni za zyskami jedna ze stadnin sprzedała nielegalnemu pośrednikowi zdrowe konie na rzeź. Większość stadnin nie dbała o stan techniczny budynków, w tym także stajni. Ponadto wystąpiły przypadki nie zapewnienia odpowiednich warunków weterynaryjnych, które są wymagane przy hodowli koni.

W osiemnastu państwowych stadninach na początku 2013 r. hodowano prawie trzy tysiące koni. Nadzorowane przez Agencję Nieruchomości Rolnych spółki hodowli koni koncentrują swą działalność na utrzymywaniu stad ogierów (SO), które udostępniają hodowcom oraz na prowadzeniu hodowli w celu ochrony i doskonalenia najcenniejszego materiału genetycznego ras – czystych i półkrwi – dla potrzeb hodowli krajowej, a także na zachowaniu ras rodzimych. Hodowle prywatne nie mogą zagwarantować realizacji tych zadań, gdyż za bardzo są uzależnione od koniunktury na rynku.

Najważniejsze stwierdzone nieprawidłowości:

Agencja Nieruchomości Rolnych nie prowadziła analizy ekonomicznej opłacalności hodowli koni, wskutek czego nie wiedziała jakie są  rzeczywiste koszty takiej działalności.Okazało się, że ANR, która odpowiada za ochronę i zapewnienie ciągłości gatunku najcenniejszych ras koni w Polsce,  nie wiedziała nawet czy działalność związana z hodowlą koni przynosi zyski, czy straty. Dopiero kontrolerzy NIK ustalili, że zaledwie w ciągu dwóch lat (lata 2011-2012) hodowla koni przyniosła stadninom straty w wysokości aż 18 milionów złotych. Przy czym straty  te poniosły wszystkie skontrolowane stadniny. Wynikały one przede wszystkim z utrzymywania zbyt dużej liczby koni w stadzie obrotowym (konie bez kwalifikacji do rozrodu, przeznaczone do rekreacji, sprzedaży hodowcom lub na rzeź), z ograniczonych możliwości sprzedaży koni oraz ze zmniejszonego zapotrzebowania na usługi ogierów do celów rozpłodowych.

Nie przestrzegano procedur związanych z wyceną i sprzedażą koni, przez co stadniny ponosiły straty. Trzynaście spółek objętych kontrolą w latach 2011-2013 (I półrocze) sprzedało ogółem 1251 koni. Najniższą średnią cenę za rasowego konia uzyskała SK Krasne – 2,6 tys. zł (I półrocze 2013 r.), a najwyższą średnią cenę SK Janów Podlaski – 43 tys. zł (2011 r.). W stadninach jednakże brakowało przejrzystych procedur, w efekcie pracownicy spółek w dowolny sposób wyceniali i sprzedawali konie. Przykłady:

  • w Stadninie Koni Walewice sprzedano konie nielegalnemu pośrednikowi. W spółce tej ceny koni ustalano głównie w oparciu o względy ekonomiczne, a nie hodowlane. Skutkiem takiego podejścia była sprzedaż nielegalnemu pośrednikowi zdrowych koni, z których większość trafiła na rzeź. (Pośrednik za  36 koni zapłacił 82 tys. zł. 27 zwierząt przeznaczył na rzeź, a za ich mięso dostał 129  tys. zł.). NIK powiadomiła o tej sprawie właściwego powiatowego lekarza weterynarii, który zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez pośrednika.
  • trzy stadniny  (SO Starogard Gdański, SK Golejewko, SK Walewice) nie posiadały metod wyceny koni, a trzy inne (SK Janów Podlaski, SO Łąck,
  • SK Prudnik) nie przestrzegały przyjętych regulacji w tym zakresie. W konsekwencji wartość księgowa koni została zaniżona o blisko 6 mln zł.
  • w trzech stadninach (SK Walewice, SO Starogard Gdański, SK Liski) sprzedano 17 koni ze stada podstawowego (głównie klacze matki i ogiery do rozrodu) bez wcześniejszej zgody Agencji Nieruchomości Rolnych
  • w dwóch stadninach (SK Walewice, SO Książ) nie przestrzegano obowiązujących wewnętrznych zasad sprzedaży koni. W rezultacie do klientów kierowano nieaktualną i niepełną ofertę sprzedażową, tym samym cena koni nie podlegała rynkowej weryfikacji. W dodatku nie egzekwowano należności od nabywcy koni.
  • w jednej stadninie (SK Liski) nieupoważnione osoby podpisały umowy sprzedaży 35 koni.                    

Część stadnin nie przestrzegała warunków weterynaryjnych wymaganych przy hodowli koni. Chodzi o utrzymanie i przewóz koni, magazynowanie siana, wyposażenie w maty dezynfekcyjne w przypadku wystąpienia chorób zakaźnych wśród zwierząt. (Np. w SK Walewice konie przeznaczone do sprzedaży trzymano całą dobę na pastwisku). W trzech stadninach (SK Krasne, SO Starogard Gdański, SO Książ) nierzetelnie prowadzono dokumentację weterynaryjną, w której nie zamieszczano m.in. informacji dotyczących godzin wykonywanych zabiegów i podawania leków.

Nieprawidłowości związane z prowadzeniem pensjonatów dla koni i dzierżawą koni własnych. W prawie połowie spółek (6 z 13) zaniżano stawki za przechowywanie koni, co więcej nie dochodzono później należności z tego tytułu. W efekcie spółki straciły przychody w wysokości ok. 23 tys. zł. Ponadto trzy stadniny nie opracowały zasad dzierżawy koni oraz egzekwowania należności z tego tytułu (nie podjęto działań windykacyjnych na kwotę 21,5 tys. zł.). W dwóch stadninach dopuszczono do zawierania kolejnych umów dzierżawy koni w sytuacji, gdy wcześniejsze zaległości nie zostały uregulowane przez dzierżawców.

Zły stan techniczny budynków w prawie wszystkich stadninach. W spółkach nie przeprowadzano okresowych kontroli stanu technicznego budynków, nie dokonywano niezbędnych napraw, w konsekwencji budynki ulegały stopniowej degradacji. Szczegółowe oględziny 88 budynków wykazały, że część z nich  groziła zawaleniem, inne miały zniszczone pokrycie dachu, uszkodzone instalacje odgromowe, zdewastowane wnętrza oraz uszkodzone posadzki i tynki. Niektóre stajnie miały pęknięte i zawilgocone ściany przez co tworzył się na nich grzyb.

Nieprawidłowości związane z gospodarowaniem nieruchomościami zarządzanymi przez stadniny koni. Spółki udostępniały mieszkania pracownikom i osobom postronnym bez pisemnych umów, często po preferencyjnych cenach, a nawet bezpłatnie. W efekcie trzy stadniny straciły na tym 88 tys. zł. Przykładowo w SK Walewice prezes zarządu (od października 2012 r. do maja 2013 r.) korzystał z noclegu w jednym z apartamentów Pałacu Walewickiego. Płacił 20 zł za dobę, podczas gdy nocleg w tym apartamencie w ofercie turystycznej kosztował od 300 do 400 zł.

Wnioski:

Do zarządców stadnin:

  • o uporządkowanie zasad utrzymania, wyceny i sprzedaży koni oraz zwiększenie efektywności prowadzonych hodowli koni;

Do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi:

  • o aktualizację wykazu spółek hodowli koni w stosownym rozporządzeniu;
  • o monitorowanie zmian strukturalnych zachodzących w spółkach hodowli koni;

Do Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych:

  • o opracowanie docelowej koncepcji funkcjonowania państwowych stadnin,  tak by hodowle gwarantowały efektywną selekcję koni z zachowaniem wymaganej bazy genetycznej najcenniejszych linii wybranych ras;
  • o rozważenie restrukturyzacji majątkowej i organizacyjnej stadnin koni, które  przynoszą straty.

Umowa o dostawach dla Mondelēz Europe obejmie wyroby BSC Drukarnia Opakowań

0

RLC Packaging do której należy spółka BSC Drukarnia  Opakowań podpisała umowę dotycząca dostaw opakowań dla Mondelēz Europe. Polska spółka szacuje, że w ramach umowy do 2017 roku dostarczy opakowania warte ok 60 mln zł.

BSC Drukarnia  Opakowań poinformowała o podpisaniu (ze skutkiem obowiązującym od 1 marca 2014) pomiędzy spółką RLC Packaging GmbH z grupy RLC Packaging, do której należy BSC Drukarnia  Opakowań, a spółką Mondelēz Europe GmbH, ramowej umowy zakupu produktów przewidującej dostarczanie opakowań przez spółki z grupy. BSC Drukarnia  Opakowań nie jest bezpośrednio stroną wspomnianej umowy, lecz umowa ramowa przewiduje zawieranie osobnych porozumień pomiędzy spółkami z grupy Mondelēz jako odbiorcami a spółkami z grupy RLC Packaging, jako dostawcami.

BSC Drukarnia  Opakowań szacuje, że w ramach umowy dostarczy w czasie trwania umowy ramowej, to jest w okresie do 28 lutego 2017  spółkom z grupy Mondelēz opakowania za łączną kwotę wynoszącą kolejno: w roku 2014 (uwzględniając zrealizowane już dostawy) – około 9 mln zł, w roku 2015 około 26 mln zł, w roku 2016 około 26 mln zł i w roku 2017  około 4,3 mln zł.

Alterco zmniejszyło stratę w I kwartale

0

Strata netto spółki Alterco w I kwartale 2014 roku spadła do 3,6 mln zł w porównaniu do 5 mln zł straty poniesionej rok wcześniej. Przychody spółki były w tym czasie symboliczne i wyniosły 61 tys zł.

Spółka Alterco 22 września opublikowała swoje wyniki finansowe za I kwartał 2014 roku. Aktywa spółki warte są 110 mln zł . Jej zobowiazania krótkoterminowe – według tego sprawozdania – wynosza 293 mln zł, a pozostałe 212 mln zł.

– Biorąc pod uwagę aktualną sytuację spółki Alterco oraz jej Grupy Kapitałowej, zarząd spółki wskazuje na istnienie zagrożenia co do możliwości kontynuowania działalności – poinformowano w sprawozdaniu.

Młode firmy potrzebują wsparcia finansowego. Aż 2/3 z nich upada w pierwszych latach istnienia

CEO Magazyn Polska

Tylko 1/3 firm na polskim rynku istnieje dłużej niż pięć lat. To oznacza, że w pierwszych latach swojej działalności bankrutuje aż 2/3 przedsiębiorców. Zdaniem ekspertów związane jest to przede wszystkim z brakiem odpowiedniego finansowania ich rozwoju. Według różnych raportów ogólna sytuacja firm w Polsce jednak systematycznie się poprawia.

Według „Europejskiego Raportu Konkurencyjności 2014” zaprezentowanego przez Komisję Europejską 11 września mimo wprowadzonych reform (m.in. rejestracja działalności gospodarczej on-line) autorzy raportu źle ocenili uciążliwą biurokrację i mało wydajny system podatkowy.

Jak wynika z badań Idea Banku wśród klientów, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i zatrudniają do dziewięciu pracowników, średnio do dwóch godzin dziennie przedsiębiorcy przeznaczają na sprawy administracyjne.

– To jest czas, który mogliby przeznaczyć na pozyskiwanie klientów czy dopracowanie swoich usług. Aby poprawić sytuację tych firm, potrzebny jest zarówno kapitał, jak i czas, który ten przedsiębiorca może przeznaczyć na rozwój biznesu. Ważnym elementem jest także dostęp do wiedzy – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Makosz, członek zarządu Idea Bank.

Głównym kłopotem są jednak problemy ze znalezieniem odpowiedniego finansowania, przede wszystkim w początkowej fazie rozwoju.

 Koncentrujemy się więc na tym, żeby był dostęp do kapitału w ramach różnego rodzaju grantów unijne i kredyty bankowe. Natomiast oprócz dostępności do kapitału ważne są jeszcze inne elementy, między innymi biurokracja – mówi Dariusz Makosz.

W jego opinii wiele młodych firm bankrutuje pomimo pozyskania odpowiedniego kapitału, ponieważ brakuje im odpowiedniej wiedzy.

– Po połączeniu trzech elementów, czyli administracji publicznej, dostępności kapitału i wiedzy, oraz przy odpowiednim ułożeniu priorytetów, przedsiębiorcy mieliby większą szansę na to, by rozwijać swoje firmy. Należy jednocześnie zauważyć, że mikrofirmy wytwarzają 1/3 polskiego PKB – uważa Makosz.

Co piąte przedsiębiorstwo w krajach OECD to firma funkcjonująca na rynku mniej niż pięć lat. Głównie są to małe i średnie przedsiębiorstwa.

W Grenoble rusza innowacyjny system wynajmu elektrycznych samochodów. To przyszłość transportu w europejskich miastach

CEO Magazyn Polska

Od początku października mieszkańcy Grenoble we Francji będą mogli wypożyczać futurystyczne, niewielkie pojazdy elektryczne. System będzie w pełni zintegrowany z transportem publicznym i pozwoli dojechać tam, gdzie nie docierają tramwaje i autobusy. 70 pojazdów dostarczy miastu Toyota.

To bardzo innowacyjny pojazd. Będzie on wykorzystywany w systemie krótkoterminowego wynajmu samochodów miejskich. Kluczową innowacją jest to, że nie jest to zwykły wynajem, tylko taki, który działa w oparciu o system całkowicie zintegrowany z komunikacją publiczną – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Didier Leroy, prezes Toyota Motor Europe.

System o nazwie Ha:mo (od Harmonious Mobility) ruszy 1 października. Toyota dostarczy 70 pojazdów oraz system informatyczny, władze miasta i regionu oraz organizacja Cité Lib (operator istniejącego systemu wynajmu) zapewnią integrację systemu z komunikacją publiczną, a stacje do ładowania pojazdów wraz z infrastrukturą zapewni Sodetrel, spółka córka koncernu energetycznego EDF.

Program na razie będzie działał w formie trzyletniego testu. W ponad 600-tysięcznej aglomeracji pojawi się 27 nowych stacji ładowania dla niewielkich pojazdów elektrycznych Toyoty wraz z zapewnionymi miejscami parkingowymi. W mieście jest już łącznie 120 miejsc do ładowania pojazdów, zarówno hybryd plug-in w systemie Cité Lib, jak i pojazdów prywatnych.

W systemie Ha:mo będę wykorzystywane jednoosobowe pojazdy COMS z niewielkim bagażnikiem oraz trójkołowe i-Roady, mieszczące dwie osoby i wyposażone w innowacyjną technologię Active Lean System, dzięki której samochód wychyla się w trakcie skrętów. Obydwa pojazdy mają szerokość motocykla,  są bardzo zwrotne i w pełni elektryczne. Ich zasięg na jednym ładowaniu to ok. 50 kilometrów.

Pojazd daje komfort samochodu, bezpieczeństwo samochodu, całkowitą ochronę, jest okno, przednia szybę. Więc to jeden krok w stronę przyszłości mobilności, a szczególnie mobilności miejskiej. Nie mówimy o tym samochodzie jako o aucie do jazdy na autostradach, ale po centrach miast – podkreśla Leroy.

Stacje ładowania i-Roadów i COMS-ów zostały umieszczone w pobliżu największych węzłów komunikacji publicznej. Zaletą systemu jest to, że użytkownicy mogą odbyć podróż tylko w jedną stronę.

Gdy zarejestrujesz się w systemie, dostajesz kartę, nazwę użytkownika i kod identyfikacyjny. Ściągasz na smartfona, iPada lub komputer specjalną aplikację stworzoną przez Toyotę. Wybierasz, gdzie chcesz zacząć podróż i gdzie chcesz skończyć. Gdy wszystko potwierdzisz, masz 30 minut na to, by dotrzeć do stacji początkowej. Za pomocą karty odbierasz swój samochód i jedziesz, aż dotrzesz do celu podróży – wyjaśnia procedurę Fabio Capano, dyrektor ds. komunikacji produktowej Toyota Motor Europe.

Nowi użytkownicy systemu przed pierwszym wynajmem i-Roada będą musieli przejść odpowiedni trening. Szkolenie potrwa ok. 1,5 godziny i ma przede wszystkim oswoić kierowców z nietypowym sposobem prowadzenia pojazdów. Poza wychylaniem w trakcie zakrętów, i-Roady charakteryzują się skrętnym tylnym kołem.

Didier Leroy dodaje, że trzyletni test w Grenoble to dobra okazja do obserwacji reakcji mieszkańców na wprowadzenie systemu i wyciągnięcia wniosków. Nie przesądza, że tak właśnie będą wyglądały systemy mobilności miejskiej w przyszłości, ale jest przekonany, że będą one oparte o pojazdy elektryczne.

Jeśli chcesz pojechać na wakacje w inne miejsce, musisz mieć inne pojazdy. Ale to duży krok w kierunku tego, czym może być mobilność w przyszłości – podkreśla Leroy.

Wynajem samochodu i-Road lub COMS będzie kosztował 3 euro za pierwszych 15 minut, 2 euro za kolejny rozpoczęty kwadrans i potem kolejne 1 euro za każde rozpoczęte 15 minut. Dla osób z rocznym biletem na komunikację publiczną ceny są niższe i wynoszą 2 euro za pierwszych 15 minut i 1 euro za każdy kolejny kwadrans.

Fakro odczuwa skutki konfliktu na Wschodzie. Jest gotowe przenieść część produkcji z Ukrainy do Rosji

CEO Magazyn Polska

Z powodu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego Fakro notuje lekki spadek popytu na wschodnich rynkach. Firma liczy się z tym, że sytuacja może ulec pogorszeniu, gdy Rosja wprowadzi cło na produkty z Ukrainy – dziś duża część produkcji z ukraińskich zakładów spółki trafia właśnie na rynek rosyjski, co pozwala uniknąć 20-proc. cła, jakie obowiązuje w Rosji na produkty z UE. Dlatego prezes spółki nie wyklucza przeniesienia części produkcji do Rosji.

Nasz duński konkurent ma zakłady produkcyjne w Rosji, więc jeśli chcemy być na tym rynku konkurencyjni, nie możemy pozwolić na dołożenie do naszych ceny 20 proc. cła, bo nie sprzedamy naszych produktów. Dlatego jeśli cło na produkty z Ukrainy zostanie wprowadzone, będziemy zmuszenia do przeniesienia części produkcji do Rosji – mówi agencji informacyjnej Newseria Ryszard Florek, prezes zarządu spółki Fakro.

Ten scenariusz staje się prawdopodobny, ponieważ Rosja zapowiedziała wprowadzenie cła na towary z Ukrainy od 1 listopada. Może być on analogiczne do cła obowiązującego na produkty z UE. Fakro posiada na Ukrainie trzy fabryki, z których duża część towaru trafia właśnie do Rosji, z pominięciem cła.

Na tych rynkach mamy mniej więcej po 50 proc. Do tej pory rynki te ładnie rosły, ze względu na nowe produkty: okna dachowe i schody strychowe. Okres wojny trochę osłabił popyt, ludzie mniej myślą o budowaniu. Stąd też są niewielkie spadki – wyjaśnia Ryszard Florek.

W strukturze sprzedaży Rosja i Ukraina mają ok. 10-15 proc. udziału. Prezes Fakro podkreśla, że na większości zagranicznych rynków firma świetnie sobie radzi – w zależności od kraju notuje wzrosty przychodów rzędu 15-20 proc. Na rynki zagraniczne trafia dziś średnio ok. 60 proc. produkcji firmy.

Najważniejsze są te rynki, na których jest największa zyskowność. Ale wszystkie są ważne – na tych, których są mniej zyskowne, bardziej inwestujemy w rozwój. Są też rynki, na których mamy straty, ale w naszej branży trzeba czasami długo inwestować w dany rynek zanim się pojawią zyski, niekiedy nawet 10 lat – mówi Ryszard Florek.

Duże nadzieje producent wiąże z rozwojem w Europie Zachodniej, choć – jak zaznacza prezes – ze względu na silną konkurencję są to bardzo trudne rynki.

Bardzo trudno zdobyć takie rynki jak Niemcy. Jesteśmy tam od lat, ale ze względu na ostrą walkę konkurencyjną jest nam trudniej. Również w Austrii czy we Francji trzeba dłużej walczyć o rynek – podkreśla Florek.

Zapowiada, że firma w dalszym ciągu będzie koncentrować się na zwiększaniu efektu skali. Florek podkreśla, że konkurent z tego tytułu osiąga korzyści rzędu 6 proc. kosztów.

– Żebyśmy długofalowo mogli się utrzymać i rozwijać, musimy o ten efekt skali walczyć. Walczymy o to nie tylko zdobywając kolejne rynki, lecz także proponując kolejne produkty – zapewnia Ryszard Florek. – Im większa produkcja, tym niższe koszty stałe, tańsze okna, również w Polsce, oraz wyższe wynagrodzenia dla pracowników i większe możliwości rozwojowe.

Firma FAKRO sprzedaje m.in. okna dachowe i akcesoria do nich, a także m.in. sterowanie elektryczne, świetliki rurowe, akcesoria montażowe czy słoneczne. Została założona w 1991 r. jako firma rodzinna. Obecnie jest to międzynarodowa korporacja. W Grupie Fakro pracuje 3300 osób, a w jej skład wchodzi 16 spółek dystrybucyjnych i 12 produkcyjnych. Jej towary są dostępne w ponad 50 krajach świata.

W latach 2016-2017 kumulacja projektów z nowej unijnej perspektywy. Mogą być problemy z zasobami: pracownikami, materiałami, wykonawcami

CEO Magazyn Polska

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła już około 60 przetargów na projekty z nowej unijnej perspektywy. Strabag złożył oferty w 30 z nich. Zdaniem członka zarządu tej firmy można spodziewać się kumulacji budów w latach 20162017. A to może spowodować problemy z zasobami.

Większość kontraktów infrastrukturalnych to inwestycje w modelu „projektuj i buduj”, czyli pierwszy rok po podpisaniu umowy wykonawca realizuje projekt, a buduje w ciągu dwóch kolejnych lat – tłumaczy Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu. – Dzisiaj tworzymy portfel zamówień do końca 2017 roku i to jest dobre, bo możemy brać udział w przetargach. 

Członek zarządu koncernu Strabag pozytywnie ocenia rolę środków unijnych w finansowaniu inwestycji i rozwoju Polski. Jego zdaniem już sam fakt ich posiadania jest motywujący zarówno dla wykonawców, jak i inwestorów. Pomogły utrzymać się krajowej gospodarce na ścieżce wzrostu podczas ostatniego kryzysu, ale wiążą się z nimi również zdaniem Wojciecha Trojanowskiego pewne zagrożenia.

Środki unijne są do wydania w określonym czasie, co powoduje, że inwestycje się kumulują – zauważa Trojanowski. – Jeżeli obecnie zamawiający rozstrzyga 60 dużych przetargów, to wiemy, że w latach 2016–2017 te inwestycje będą realizowane. W związku z tym może wtedy dojść do problemów z zasobami, czyli materiałami, ludźmi i wykonawcami. Tym bardziej że warunki kontraktowe niespecjalnie się zmieniły. Myślę, że z takimi problemami będziemy się zmagać w najbliższych latach.

Jego zdaniem wykonawcy wciąż ponoszą większe ryzyko niż zamawiający. Nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych, która wejdzie w życie 19 października, da wprawdzie możliwość renegocjowania umów w trakcie realizacji, ale nałoży też na wykonawcę nowe obowiązki, jak zatrudnianie w uzasadnionych przypadkach na umowę o pracę czy konieczność wykazania, że zaproponowana cena nie jest dumpingowa.

Od trzech lat sygnalizujemy, że podział ryzyka pomiędzy wykonawcą a inwestorem w Polsce jest nieprawidłowy, co jest niekorzystne dla podmiotu realizującego inwestycję. Na razie to się nie zmieniło – ocenia Trojanowski.

Po zakończeniu obecnej perspektywy finansowej potrzebne będą nowe środki na inwestycje. Nadzieje wykonawców na finansowanie związane są z wprowadzanym obecnie systemem poboru opłat za korzystanie z dróg.

Zaraz się zakończy faza inwestycji w ten system – mówi Wojciech Trojanowski. – Z założenia ma on przynosić pieniądze po pierwsze na utrzymanie dróg, po drugie – na nowe inwestycje. W pewien sposób my, użytkownicy, będziemy sami płacić za dalszy rozwój infrastruktury.

Nowe przedsięwzięcia mogą być także realizowane zdaniem członka zarządu Strabagu w niecieszącym się na razie popularnością w Polsce partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP).

Pewne modele PPP już istnieją i przynoszą korzyści obu zaangażowanym w inwestycje stronom – wskazuje Trojanowski. – Kapitał prywatny na świecie wyraża gotowość do realizacji takich przedsięwzięć. Polska jest postrzegana jako stabilny, dobry i cieszący się zaufaniem pożyczkobiorca. W związku z tym myślę, że PPP po wyczerpaniu środków obecnej perspektywy unijnej stanie się jednym z elementów finansowania rozwoju infrastruktury, nie tylko w zakresie komunikacji, lecz także przesyłu czy ochrony środowiska. Nie będzie on wiodącym modelem, ale z powodzeniem może być uzupełniającym.

Brakuje hal i boisk sportowych. Co czwarte dziecko nie ma możliwości uprawiania sportu

0

Polscy rodzice chcą, aby ich dzieci były aktywne fizycznie – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Orange. Co czwarty badany rodzic przyznaje jednak, że ich pociechy nie mają możliwości uprawiania sportu. Problem braku infrastruktury sportowej dotyczy przede wszystkim dzieci i młodzieży z małych miejscowości.

Do rozwoju sportu młodzieżowego w Polsce niezbędne są zarówno dobrze wyposażone boiska i hale sportowe, jak i wzorce do naśladowania. Dlatego w promocję sportu wśród najmłodszych angażują się gwiazdy polskiego sportu i duże korporacje. Jedną z takich inicjatyw są Kluby Sportowe Orange.

Zdaniem Jerzego Dudka tego typu projekty otwierają możliwości rozwoju dzieciom i młodzieży z małych miejscowości, które często mają ograniczony dostęp do zajęć sportowych. Piłkarz uważa, że umożliwienie im uprawiania sportu zmobilizuje je do aktywności fizycznej i odciągnie od ich ulubionych obecnie rozrywek, czyli gier komputerowych i telewizji. Były bramkarz prowadzi już, we współpracy ze Stowarzyszeniem Siemacha, taki ośrodek w Krakowie. W Akademii Sportu Progres Jerzego Dudka ćwiczy ponad 300 uczniów w wieku od 6 do 15 lat w trzech sekcjach: piłkarskiej, pływackiej i tenisa stołowego.

Tego typu projekty trzeba wspierać i myślę, że one w przyszłości będą bardzo mocno procentowały. Będziemy mieli po prostu bardzo aktywne i zgrane społeczeństwo. Podejrzewam, że nie wszyscy będą zawodowo uprawiali jakiś sport, ale wielu przeżyje fajną przygodę swojego życia – mówi Jerzy Dudek, ekspert programu Kluby Sportowe Orange, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

W rozwój sportu dziecięcego i młodzieżowego zaangażowany jest także Artur Siódmiak, były piłkarz ręczny, członek reprezentacji Polski, wicemistrz świata z 2007 roku oraz brązowy medalista mistrzostw świata w 2009 roku. Akademia Piłki Ręcznej jego imienia prowadzi regularne zajęcia dla młodzieży, a także organizuje coroczne obozy sportowe. Zdaniem piłkarza największym problemem polskiego sportu młodzieżowego jest brak infrastruktury oraz bodźca, który zachęciłby dzieci do aktywności fizycznej.

– Dużą rolę odgrywamy my, sportowcy, autorytety, dlatego często spotykamy się szczególnie w różnych ośrodkach szkolnych z młodym ludźmi, mówiąc im o swojej drodze, karierze. Pokazujemy im, jakie możliwości przed nimi stoją, jak wiele różnych dziedzin sportu mogą uprawiać. Jednak podstawową komórką jest rodzina. Jeżeli zaczniemy w tej najmniejszej komórce, to później już poleci: przez samorządy lokalne, aż po sport wyczynowy – mówi Artur Siódmiak, ambasador programu Kluby Sportowe Orange.

Piłkarz podkreśla, że rodzice powinni zadbać choćby o bierne uczestnictwo dzieci w wydarzeniach sportowych. Jako przykład podaje zakończone właśnie mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn, podczas których na trybunach zasiadali rodzice z często bardzo małymi pociechami. Dla dzieci będzie to forma zabawy, ale i zachęta, by zacząć uprawiać sport. Aby dzieci mogły się rozwijać sportowo, potrzebne są jednak boiska i sprzęt sportowy.

Lokalne społeczności wesprze Orange. Dzięki tej pomocy do końca 2015 roku powstanie w całej Polsce sto Klubów Sportowych Orange. Firma zadba o wyposażenie klubów w sprzęt sportowy, programy treningowe, programy dietetyczne, a także zatrudni profesjonalnych trenerów i doradców.

– Najważniejsze jest zbudowanie podstaw, czyli przełamywanie barier tych małych i tych dużych, które dzisiaj blokują młodych ludzi i często ich rodziców przed tym, żeby pchnąć dzieci na drogę sportową i zrównoważonego rozwoju. Bo sportu uprawiamy nie tylko dla sportu, lecz także po to, by się zdrowo rozwijać i osiągać cele w wielu innych dziedzinach życia. Jako firma, która myśli bardzo lokalnie, chcemy wesprzeć takie inicjatywy – mówi Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor komunikacji korporacyjnej i CSR, Orange Polska.

Kluby Sportowe Orange to program skierowany do młodych ludzi uczęszczających do szkół podstawowych i gimnazjalnych. Aby się do niego zakwalifikować, należy zebrać grupę minimum pięciorga dzieci lub nastolatków oraz dwojga dorosłych. Zadaniem dorosłych opiekunów będzie opracowanie planu aktywności w klubu na dwa lata, wypełnienie wniosku i uzasadnienie, że ich pomysł jest wart wdrożenia w życie. Kluby Sportowe Orange to długofalowy projekt, który umożliwi rozwój w różnorodnych dyscyplinach: koszykówce, siatkówce, piłce nożnej, piłce ręcznej i lekkoatletyce.

AgustaWestland: Obecny kryzys sprowokuje kraje do ponownego przemyślenia wydatków na obronność

Daniele Romiti, prezes AgustaWestland, większościowego udziałowca producenta śmigłowców PZL-Świdnik, uważa, że obecny konflikt na Ukrainie powinien skłonić rządy państw sojuszu NATO do przeanalizowania inwestycji w obronność. Jego zdaniem rozumiane są one często jako zakupy uzbrojenia. Tymczasem w razie zagrożenia liczą się także inne czynniki.

Bieżące wydarzenia, w szczególności sytuacja na Ukrainie, będą miały wpływ na sektor obronny, chociażby uświadamiając poszczególnym krajom, że ich dotychczasowe inwestycje w obronność mogą okazać się niewystarczające i nieefektywne – mówi Daniele Romiti, prezes AgustaWestland. – Spodziewam się więc, że obecny kryzys sprowokuje kraje do ponownego przemyślenia wydatków na obronność. Często takie inwestycje są rozumiane jako zwiększanie uzbrojenia. W momencie zagrożenia okazuje się jednak, że najważniejsze są zdolności i umiejętności, których nie da się zbudować w tydzień, bo są one wynikiem strategicznych decyzji i poczynionych wcześniej inwestycji.

Kraje wschodniej flanki NATO, jak podkreśla rozmówca agencji Newseria, najbardziej narażone są na ryzyko związane z takimi wydarzeniami, dlatego powinny się do nich lepiej przygotować.

Wiele rzeczy już w tej chwili się zmienia – zauważa Romiti. – PZL-Świdnik jako polska firma bardzo mocno wspiera Ministerstwo Obrony Narodowej we wzmacnianiu zdolności bojowej floty śmigłowców, zapewniając m.in. serwisowanie siłom zbrojnym. W ramach przedsiębiorstwa inwestujemy także w badania i rozwój, nie jesteśmy tylko linią produkcyjną. Projektujemy nowe rozwiązania, nie tylko dla resortu, lecz także dla rynku. Jesteśmy w stanie aktywnie wspierać zarówno Polskę, jak i inne kraje, dla których zagrożenie związane z obecną sytuacją geopolityczną jest najpoważniejsze.

Jak przypomina prezes AgustaWestland, gdy w 2010 roku koncern kupił PZL-Świdnik, fabryka wytwarzała już własne produkty.

Dlatego współpraca biegła dwutorowo: po pierwsze, wprowadziliśmy na rynek zewnętrzny produkty PZL. SW4, najmniejszy helikopter produkowany w PZL, został zaprezentowany w Stanach Zjednoczonych, wzmacniając obecność firmy na amerykańskim rynku komercyjnym – mówi Daniele Romiti. – Po drugie, wprowadziliśmy do produkcji nowe modele, dostarczyliśmy do Świdnika wiedzę i zdolności produkcyjne.

Zdaniem prezesa AgustaWestland Polska może uniezależnić się w przyszłości w produkcji własnych rozwiązań i ich rozwoju. Takie fabryki jak PZL-Świdnik posiadają bowiem wszystkie niezbędne umiejętności i wiedzę.

To w dużym stopniu wiąże się z cyklem życia produktu i jego obsługą – uważa Romiti. – W przyszłości chcielibyśmy, żeby fabryka mogła dostarczać całościowe rozwiązania, a nie tylko zajmować się montażem i produkcją. W to obecnie inwestujemy.

Koncern zamierza w Świdniku rozwijać produkcję w modelu dual use (modelu podwójnego zastosowania), tak aby poszczególne rozwiązania dla sektora cywilnego mogły być wykorzystywane także w sektorze obronnym.

Zapewnia to odpowiednią ekonomię skali, na którą musimy zwracać uwagę, planując koszty – tłumaczy Romiti. – Tym bardziej że budżety sektora obronnego się kurczą, kraje muszą się mierzyć ze spowolnieniem gospodarczym. Dodając pewne rozwiązania, dzięki zmianom oprogramowania i kodom dostępu, certyfikowane maszyny cywilne możemy dostosować do potrzeb klienta w sektorze wojskowym. W naszym zasięgu są dowolne rozwiązania, za wyjątkiem tych, które mają zastosowanie w helikopterach bojowych.

Do dzisiaj PZL-Świdnik wyprodukował ok. 7200 śmigłowców na potrzeby cywilne i przemysłu obronnego. Podstawowym produktem fabryki jest wielozadaniowy helikopter PZL-Sokół wytwarzany w wersji pasażerskiej, VIP, transportowej, dźwigowej, policyjnej, sanitarnej, medycznej, ratownictwa górskiego, ratownictwa morskiego oraz wojskowej. Śmigłowiec posiada certyfikaty wg FAR-29, wydane przez organy nadzoru lotniczego Polski, Rosji, Niemiec, USA oraz Hiszpanii.

W centrach usług biznesowych pracuje w Polsce ponad 128 tys. osób. Branża chce rozwijać coraz bardziej specjalistyczne usługi

CEO Magazyn Polska

Centra usług w Polsce obsługujące klientów zagranicznych chcą specjalizować się w coraz bardziej złożonych projektach, wymagających wysokich kwalifikacji i wiążących się z wysokim ryzykiem biznesowym. Jedną z barier na drodze do rosnącego zaawansowania świadczonych usług są jednak przepisy prawne, np. zakaz sprawdzania przeszłości kryminalnej i kredytowej zatrudnianych pracowników.

Europa Środkowo-Wschodnia przestała już być postrzegana przez firmy zlecające zewnętrznym podmiotom obsługę poszczególnych procesów jako miejsce do lokowania prac nieskomplikowanych i powtarzalnych.

–  Proste usługi biznesowe, takie jak podstawowa księgowość, obsługa informatyczna czy logistyka, świadczone są raczej z krajów, które są tańsze – zauważa Jolanta Jaworska, wiceprezes zarządu ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych). – Polska nigdy nie będzie w stanie zaoferować cen, jakie oferują niektóre kraje azjatyckie. Do Polski wchodzą więc bardziej zaawansowane usługi z każdego z tych obszarów. Firmom, które działają w branży nowoczesnych usług dla biznesu, obecnie najmocniej zależy na przyciągnięciu najbardziej zaawansowanych usług, szczególnie dla sektora finansowego.

W ubiegłym roku zainteresowanie ulokowaniem niektórych procesów biznesowych w Polsce wyrażały między innymi wielkie banki inwestycyjne: Bank of America Merrill Lynch, J.P. Morgan oraz Morgan Stanley. Na razie większość operacji prowadzonych w ramach usług wysokiego ryzyka wykonują ich oddziały usytuowane w Luksemburgu, Holandii, Niemczech oraz Szwajcarii.

Zdaniem Jolanty Jaworskiej zainteresowanie sektora finansowego jest coraz większe. Jednak na przeszkodzie w rozwoju stoją regulacje prawne. Problemem jest m.in. zakaz sprawdzania przeszłości kryminalnej i kredytowej pracowników.

W przeciwieństwie do wielu krajów Europy Zachodniej sprawdzenie takich informacji nie jest możliwe, ponieważ nasz Kodeks pracy określa zamknięty katalog informacji, o które może prosić pracodawca – informuje Jolanta Jaworska. – Nie zezwala on na przetwarzanie informacji poufnych, przez co skutecznie odstrasza firmy, które mogłyby tworzyć miejsc pracy związane z obsługą zaawansowanych procesów biznesowych. Rzecz bowiem dotyczy naprawdę poważnych operacji, czy na giełdzie, czy w obszarze fuzji i przejęć. Wiąże się z tym dostęp do bardzo wrażliwych informacji finansowych oraz biznesowych, więc sprawdzenie osób mających do nich nie tylko dostęp, lecz także mogących nimi dysponować jest konieczne. Oczywiście ryzyka nigdy nie będziemy w stanie całkowicie wyeliminować. Ale jest to jeden z wymogów, powszechnie uznany w nowoczesnych gospodarkach, który nie może być w żaden sposób pominięty.

Mimo tego branża nowoczesnych usług dla biznesu nadal dynamicznie rozwija się zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy Zachodniej. Obecnie tylko podmioty z kapitałem zagranicznym zatrudniają w polskich oddziałach ponad 128 tys. osób. Jeśli dodamy do tego dziesiątki tysięcy osób zatrudnionych w polskich centrach usług wspólnych i firmach outsourcingowych, można zakładać, że w usługach dla biznesu pracuje w naszym kraju ponad 200 tys. osób.

Ta branża nadal ma ogromny potencjał. Ostatnie lata pokazują, że rośniemy ok. 10-20 proc. rocznie – mówi Jaworska. – Do dalszego rozwoju potrzebne nam jest jednak wsparcie rządu i polityków w zakresie regulacji prawnych, które zabezpieczą informacje poufne klientów i będą odpowiadały tym, które obowiązują w Europie Zachodniej. Jeżeli nam się to uda, to są szanse, żebyśmy przyciągnęli do Polski najbardziej zaawansowane usługi biznesowe, czyli np. consulting, doradztwo i analitykę, czy zarządzanie systemami cyberbezpieczeństwa dla najbardziej wymagających klientów.

Ryanair będzie rozwijać siatkę krajowych połączeń lotniczych. Planuje także uruchomienie nowych tras na południe Europy

0

CEO Magazyn Polska

Ryanair chce uruchomić drugie połączenie na popularnych trasach z Warszawy do Wrocławia i Gdańska. Zimą mają rozpocząć się przeloty z Polski na Wyspy Kanaryjskie, Teneryfę, Gran Canarię i Fuerteventurę. Kierunki południowe obsługiwane będą prawdopodobnie cztery razy w tygodniu.

Jak zapowiada Juliusz Komorek, dyrektor ds. prawnych i regulacyjnych Ryanair, irlandzki potentat lotniczych połączeń nisko kosztowych już w październiku chce uruchomić drugie połączenie na cieszących się popularnością trasach z Warszawy do Wrocławia i Gdańska.

 Ofertę połączeń krajowych kierujemy przede wszystkim do klienta biznesowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Juliusz Komorek. – Obecnie sezonowo latamy również z Gdańska do Wrocławia i Krakowa. Mam nadzieję, że te trasy wrócą latem przyszłego roku. Jeśli zaś chodzi o połączenia zagraniczne to dobrze zintegrowaliśmy już Polskę z Zachodem i północą Europy. Teraz czas na kierunki słoneczne. Latamy już w tamtą stronę do Grecji. Będziemy jednak rozbudowywać naszą ofertę.

Przeloty na południe, według dyrektora ds. prawnych i regulacyjnych irlandzkiego przewoźnika lotniczego, świetnie się sprzedają. Polski rynek jest już bowiem na tyle dojrzały, że – zdaniem Juliusza Komorka – jest na nim miejsce na nieco bardziej wyszukaną ofertę.

Mam nadzieję, że będziemy mogli udostępnić Polakom dobra mieszankę takich tras, czyli trochę Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Grecji, Wyspy Kanaryjskie, Baleary, może Cypr – zapowiada.

Kilka tygodni temu Ryanair poinformował, że kupi 200 nowych samolotów Boeing 737 MAX 200. Pierwszy kontrakt na dostawę 100 maszyn ma kosztować 11 mld dol. Według przedstawicieli linii całkowita wartość kontraktu może sięgnąć nawet 22 mld dol. Firma będzie miała także opcję na kupno kolejnej setki. Jak twierdzi dyrektor ds. prawnych i regulacyjnych Ryanaira, koncern chce utrzymać pozycję lidera na rynku nisko kosztowych połączeń lotniczych.

Mamy bardzo ambitne plany wzrostów w Polsce – mówi Komorek. – Docelowo chcemy mieć  przynajmniej od 50 do 60 proc. udziałów w polskim rynku.

Irlandzki przewoźnik Ryanair jest największą, nisko kosztową linią lotniczą w Europie. W ubiegłym roku z usług przewoźnika skorzystało 82 mln pasażerów. Obecnie do firmy należą 304 samoloty, wkrótce jednak flota zostanie powiększona o 180 boeingów 737-800, które zostały zamówione w ubiegłym roku. Jak zapowiedział Michael O&HASH39;Leary, irlandzki przedsiębiorca, dyrektor generalny linii, w 2024 roku Ryanair będzie mieć 520 maszyn, które przewozić będą 150 mln pasażerów rocznie.

Na wyższej płacy minimalnej w Niemczech nie skorzystają pracownicy sezonowi

CEO Magazyn Polska

Stała stawka płacy minimalnej w Niemczech od 2015 roku to dobra informacja dla najsłabiej zarabiających. Dla niemieckiej gospodarki może to jednak oznaczać wzrost szarej strefy oraz droższe usługi i produkty. Z nowych regulacji nie skorzystają na razie ci imigranci, którzy wykonują pracę sezonową. Wyższa stawka będzie jednak obowiązywać osoby delegowane do pracy za zachodnią granicą.

Od 1 stycznia 2015 roku prawie 4 mln pracowników niemieckich zyska na wprowadzeniu 8,5 euro stawki standardowej dla osób zatrudnionych. Natomiast nie oznacza to, że stawką zostaną objęci wszyscy. Nadal będą obowiązywały umowy branżowe i okres przejściowy dla umów trwający do stycznia 2017 roku – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Kardymowicz, menadżer działu doradztwa personalnego w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej.

Spod obowiązywania ustawy wyłączone będą osoby poniżej 18. roku życia, uczniowie i odbywający krótsze praktyki, poniżej 3 miesięcy (obecnie poniżej 6 tygodni). Tylko praktykanci z dyplomem lub świadectwem ukończenia kształcenia zawodowego dostaną płacę minimalną. Wyższa stawka nie będzie też przez pierwsze pół roku obowiązywać osób długotrwale bezrobotnych.

W niektórych branżach, popularnych przede wszystkim u imigrantów, stawki będą sukcesywnie rosnąć do 2017 roku.

W zawodzie roznosiciela gazet będzie obowiązywał okres przejściowy. Na początku osoby z tej grupy zawodowej będą otrzymywały 75 proc. i dopiero w następnym roku 85 proc. stawki – mówi Kardymowicz.

Okres przejściowy ma także dotyczyć pracowników sezonowych. Choć od 2017 roku powinni otrzymywać wyższą płacę, to pracodawcy będą mogli potrącać od wynagrodzenia koszty zakwaterowania i wyżywienia (jednak nie wyższe niż 450 euro). Ustawa przewiduje, że producenci rolniczy będą przez 70 dni zwolnieni z obowiązku opłacania składek. Przy pracach sezonowych co roku było zatrudnionych ok. 300 tys. osób, w tym wielu Polaków.

Na wyższej płacy minimalnej najmniej skorzystają zarabiający w branży rolniczej, taksówkarze czy fryzjerzy (w branżach budowlanych czy lakierniczych, gdzie już dotychczas obowiązują wyższe stawki).

Stała płaca minimalna będzie miała wpływ na gospodarkę.

Przewiduje się, że w niektórych zawodach i przy niektórych usługach stawki wzrosną, między innymi w usługach fryzjerskich, gdzie płaca to 50 proc. całego kosztu usługi. Niepokój dotyczy też pracowników sezonowych i branży rolniczej, której producenci twierdzą, że nie będą konkurencyjni. Są też sygnały, że pojawi się szara strefa – mówi ekspertka z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Nowa stawka ma też obowiązywać polskich pracowników delegowanych do pracy za zachodnią granicą.

Niemcy to popularny kierunek zarobkowy Polaków. Pracujący za granicą przesłali w 2013 roku do Polski ponad 4 mln euro, z czego 1,3 mln pochodziło od przebywających właśnie w Niemczech.

Zachodni sąsiedzi oferują wyższe stawki wynagrodzenia. Przy kursie euro stwarza to czasami różnicę 1:3 w zarobkach polskich specjalistów niższego i wyższego szczebla – podkreśla Kardymowicz.

Jak zaznacza ekspertka, w Polsce i Niemczech brakuje tego samego typu specjalistów, czyli inżynierów i pracowników branży technicznej.

Choć Polska nie jest konkurencyjna z powodu niższych zarobków, daje duże możliwości rozwoju zawodowego. Dlatego można zaobserwować większą liczbę kontraktów menadżerskich.

O ile jeszcze 20 lat temu 80 proc. menadżerów było z zagranicy, o tyle w tej chwili menadżerowie polscy są bardziej docenieni i ten stosunek się odwrócił. Teraz 80 proc. menadżerów to Polacy – przekonuje Anna Kardymowicz.

Zmiany w składzie Rady Nadzorczej PKP Intercity

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy powołało Pana Piotra Ciżkowicza na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej PKP Intercity S.A. Zastąpił on dotychczasową Przewodniczącą Panią Marię Wasiak. Piotr Ciżkowicz jest Członkiem Zarządu PKP S.A

Ocena budżetu na 2015 rok

Dostrzegamy, że obecnie priorytetem rządu staje się złagodzenie polityki fiskalnej, tak aby nie powodowała ona nadmiernych dolegliwości społecznych – napisała Konfederacja Lewiatan w ocenie projektu budżetu na 2015 rok.

Aż 46,1 mld zł deficytu budżetowego to 2,7 proc. wielkości nominalnej PKB w 2015 roku, wobec zaledwie 34 mld zł przewidywanego wykonania na 2014 rok, co stanowić ma jedynie 2 proc. tegorocznego PKB. Według Lewiatana rząd uznał, że chwilowe poluzowanie fiskalne, w ramach nowej reguły wydatkowej, nie zagrozi realizacji przez Polskę programu konwergencji, ani też całkowitemu zniesieniu procedury nadmiernego deficytu (prawdopodobnie na wiosnę 2016 r., o ile zaplanowany na 2015 r. poziom relacji deficytu do PKB rzeczywiście sięgnie tylko 2,8 proc.).

Zdaniem Konfederacji Lewiatan projekt ustawy budżetowej jest realistyczny, podobnie jak budżet na 2014 rok. Nie ma w nim zagrożeń, które mogłyby spowodować jego nowelizację w toku wykonania. Warto przypomnieć, że odmienną opinię Konfederacja Lewiatan wyrażała wobec projektu budżetu na 2013 rok. Wówczas pracodawcy wskazywali, że założenia makroekonomiczne przyjęto nadmiernie optymistyczne. Dotyczyło to najbardziej stopy inflacji (tradycyjnej budżetowej „poduszki bezpieczeństwa” zakładanej dla niedoszacowania przyszłych wpływów podatkowych), ale też prognozowanej stopy wzrostu PKB i w jeszcze większym stopniu sytuacji na rynku pracy.

Głęboki ubytek zaplanowanych dochodów budżetowych wywołał konieczność nowelizacji budżetu 2013. Rząd dokonał tego uprzednio usuwając jeden z ówczesnych bezpieczników zawartych w ustawie o finansach publicznych – próg 50 proc. długu publicznego do PKB.
Budżet na 2015 rok korzysta ze sztucznego komfortu będącego efektem zeszłorocznej częściowej nacjonalizacji aktywów OFE. Oddaliliśmy się automatycznie od progów zadłużenia z Konstytucji oraz kryteriów Maastricht. Zmniejszone zostały także transfery z ZUS do OFE (pośrednia oszczędność budżetowa 6 mld zł w 2015).

Konfederacja Lewiatan

 

Delegacja japońskiego biznesu w Polsce

0

Dzisiaj delegacja japońskiej organizacji pracodawców Keidanren, która przebywa z wizytą w Polsce, spotkała się z przedstawicielami firm zrzeszonych w Konfederacji Lewiatan. Głównym celem wizyty jest poszukiwanie poparcia dla umowy o wolnym handlu między Japonią i Unią Europejską.

– Wspieramy rozmowy między Japonią i UE w sprawie wolnego handlu. Takie porozumienie podpisała już Korea Południowa. Mimo różnych kwestii spornych, które podnosi część krajów unijnych np. dotyczących niektórych branż, są szanse na pozytywne zakończenie rokowań – powiedziała Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.
Umowa, którą wspiera również BUSINESSEUROPE, największa organizacja biznesu europejskiego, ma obejmować także dostęp do unijnego rynku zamówień publicznych oraz ułatwienia dla inwestycji zagranicznych z Kraju Kwitnącej Wiśni.

W delegacji japońskiej znaleźli się przedstawiciele takich firm, jak m.in.: Hitachi, Sumitomo Corporation, Mitsubishi Chemical Europe GmbH, Marubeni Corporation, czy Mitsui&Co. W spotkaniu z nimi uczestniczyli członkowie Konfederacji Lewiatan, m.in. PZU SA, GDF Suez, MetLife i GM.

W trakcie rozmów Krajowy Związek Grup Producenckich Owoców i Warzyw przedstawił ofertę tej branży naszego rolnictwa dla japońskiego biznesu. Lewiatan wspiera promocję polskich owoców i warzyw, szczególnie w kontekście rosyjskiego embarga.

Japońska Federacja Biznesu (Nippon Keidanren) jest organizacją gospodarczą, która powstała w maju 2002 r. z połączenia Keidanren (Japońskiej Federacji Organizacji Gospodarczych) i Nikkeiren (Japońskiej Federacji Pracodawców).

Bogdanka: wniosek o zgodę resortu ochrony środowiska na eksploatację nowego złoża węgla

Spółka Lubelski Węgiel Bogdanka zabiega o zgodę resortu ochrony środowiska na eksploatację nowego złoża węgla w zagłębiu lubelskim.

W  związku z otrzymaniem 8 września informacji o negatywnym rozpatrzeniu wniosku o koncesję wydobywczą na obszarze K-6-7, spółka złożyła wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy.

– Mamy nadzieję, że Ministerstwo Środowiska ponownie przeanalizuje nasz wniosek i weźmie pod uwagę argumenty prawne, które przemawiają na korzyść Bogdanki, oraz szeroko rozumiane dobro publiczne – powiedział Zbigniew Stopa, prezes LW Bogdanka. – W naszym przekonaniu przedłużenie żywotności Bogdanki, przedsiębiorstwa zaliczanego do firm o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki oraz dostarczającego ponad 25 proc. węgla do polskich elektrowni, jak najbardziej można sklasyfikować jako ów interes publiczny.

Spółka uzasadnia swój wniosek nieprawidłowym w jej ocenie stosowaniem przez organ koncesyjny przepisów prawa geologicznego i górniczego dotyczących koncesji oraz faktem, że prowadzenie prac rozpoznawczych na terenie rozpoznanym w stopniu wystarczającym do rozpoczęcia wydobycia jest bezprzedmiotowe i opóźnia możliwe już rozpoczęcie wydobycia na tym terenie, co jest działaniem wbrew ekonomicznym interesom Skarbu Państwa.

– Położenie złóż, o które się staramy bezpośrednio przy eksploatowanych przez nas obecnie terenach oznacza, że moglibyśmy zacząć wydobywać węgiel z nowego obszaru bardzo szybko i w efektywny sposób – podkreśla prezes LW Bogdanka. – Również i to oznacza korzyści z punktu widzenia interesu publicznego – dla państwa, jako właściciela złóż, najwięcej korzyści przynosi wydobycie prowadzone w sposób racjonalny, zapewniający optymalne wykorzystanie kopalin, z poszanowaniem środowiska.

GUS: Z koniunktury najbardziej zadowolona jest branża finansowa i ubezpieczeniowa

Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że z koniunktury gospodarczej w Polsce najbardziej zadowolone są dziś firmy z branży  finansowej i ubezpieczeniowej. Najgorzej oceniają ją hotelarze i właściciele restauracji.

Najlepiej koniunkturę w Polsce oceniają firmy prowadzące działalność finansową i ubezpieczeniową. We wrześniu poprawę sytuacji odnotowuje w tej branży 29 proc. badanych firm, a pogorszenie 5 proc. (w sierpniu odpowiednio 28 proc. i 4 proc.).  Wskaźnik koniunktury kształtuje się, więc, podobnie jak przed miesiącem, na poziomie plus 24.

Ogólny klimat koniunktury w handlu detalicznym kształtuje się we wrześniu na poziomie 1 (0 w sierpniu). Poprawę koniunktury sygnalizuje 16 proc. badanych przedsiębiorstw, pogorszenie 15 proc. (przed miesiącem odpowiednio po 15 proc.). Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

W  transporcie i gospodarce magazynowej wskaźnik koniunktury osiągnął poziom plus 1 (przed miesiącem plus 3). Poprawę koniunktury odnotowuje 15 proc. badanych firm, a jej pogorszenie 14 proc. (w sierpniu odpowiednio 16 proc. i 13 proc.).

W hotelarstwie i gastronomii wskaźnik koniunktury spadł do poziomu minus 3 (przed miesiącem plus 1). Poprawę koniunktury odnotowuje 13 proc. badanych firm, a jej pogorszenie 16 proc. (w sierpniu odpowiednio 14 proc. i 13 proc.).

JWW Invest: Zysk spółki w III kwartale znacząco wzrośnie

0

JWW Inwest będzie miała po III kwartałach ok. 6 mln zł zysku brutto. W I półroczu zysk spółki nie przekroczył 3 mln zł.

W związku ze zrealizowaniem w III kwartale zleceń o dużej wartości, które istotnie przekraczają wartości wykazane w I półroczu, JWW Invest podjął decyzję o przekazaniu do publicznej wiadomości prognozy skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży oraz skonsolidowanego zysku brutto za 3 kwartały.

Prognoza zakłada osiągnięcie w tym czasie skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży na poziomie 39 mln zł i skonsolidowanego zysku brutto  na poziomie 6 mln zł.

W I półroczu JWW Invest osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 21,7 mln zł, natomiast zysk brutto wyniósł 2,8 mln zł.

Energa: W Gdańsku powstała farmę fotowoltaiczną za 9,5 mln zł

Energa wybudowała w Gdańsku farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 1,6 MW. Koszt inwestycji wyniósł blisko 9,5 mln zł.

Firma planuje budowę kolejnej elektrowni fotowoltaicznej w województwie kujawsko-pomorskim mocy około 4 MW.

Gdańska farma fotowoltaiczna zwiększy moc OZE zainstalowaną w elektrowniach grupy o niespełna 0,5 proc. i dołączy do innych wykorzystywanych w grupie odnawialnych źródeł: wody, wiatru i biomasy.

Na farmie w Gdańsku 6292 paneli ułożono w pięciu równoległych rzędach na powierzchni około 25 tys. mkw, a prace budowlano montażowe trwały dwa miesiące. Według wstępnych szacunków instalacja będzie produkować około 1,5 GWh energii rocznie, co pozwoli zaspokoić zapotrzebowanie około 720 przeciętnych gospodarstw domowych

– Nasza farma fotowoltaiczna w Gdańsku to wciąż bardziej inwestycja doświadczalna, która nie będzie miała większego udziału w produkcji energii, ani w skonsolidowanych wynikach Grupy – powiedział Mirosław Bieliński, prezes Energa. – Pamiętajmy jednak, że technologie fotowoltaiczne tanieją najszybciej na świecie. Dlatego nie wykluczamy, że w przyszłości inwestycje w fotowoltaikę na większą skalę będą dobrym pomysłem na biznes. Dziś zbieramy cenne doświadczenie w ich budowie

Nowa farma w Gdańsku znacząco zwiększy moc zainstalowanych w Polsce instalacji fotowoltaicznych, która według ostatnich danych Urzędu Regulacji Energetyki wynosi prawie 3 MW. Fotowoltaika ma jednak wciąż niewielki udział w całkowitej mocy OZE zainstalowanej w Polsce, która wynosi niemal 6 tys. MW.

Angielski potrzebny do pracy nie tylko w Brukseli

Według analizy Pracuj.pl wymóg znajomości języka angielskiego pojawia się w 44% ogłoszeń o pracę. Osobom, które nie mówią po angielsku, najtrudniej będzie znaleźć posadę w obszarach/branżach takich jak administracja biurowa, badania i rozwój oraz IT. Wymóg znajomości języka angielskiego wpisany jest w ponad 60% ogłoszeń o pracę dla tych stanowisk.

O karierę w IT bez angielskiego będzie trudno

Angielski w pracy najbardziej potrzeby jest specjalistom ds. IT. 74% ofert skierowanych do ekspertów z obszaru rozwoju oprogramowania i 70% ofert skierowanych do specjalistów z zakresu administracji zawiera wymóg znajomości tego języka. „Znajomość języka angielskiego zapewnia dostęp do wiedzy. Instrukcje, manuale, fora i blogi technologiczne – to narzędzia na co dzień potrzebne w pracy a najlepsze, najciekawsze i najbardziej aktualne zazwyczaj są właśnie w języku angielskim. Często też same systemy, czy to tworzone, czy utrzymywane są w języku angielskim. Od tego języka nie da się uciec w naszej branży” – tłumaczy Maciej Chwiłoc, Dyrektor Rozwoju Produktu w Grupie Pracuj.

Administracja biurowa i działy finansowe potrzebują poliglotów

Do pracy w administracji biurowej również konieczny jest angielski; 62% ofert pracy zawiera wymóg znajomości tego języka. Co ciekawe, dwukrotnie częściej niż wśród wszystkich ogłoszeń wymaga się języka niemieckiego; ofert pracy do administracji biurowej ze znajomością tego języka jest 18%. Język francuski pojawia się w niemal co dziesiątej ofercie.

Podobną sytuację można zaobserwować w przypadku ofert dla ekonomistów i finansistów, co szósta z nich zawiera wymóg znajomości języka angielskiego, niemal co siódma języka niemieckiego, a co dziesiąta francuskiego.  Może to wynikać z faktu, że finansiści często znajdują zatrudnienie w outsourcingu. „Umiejętność komunikowania się w co najmniej dwóch językach obcych jest szczególnie wymagana w sektorze centrów usług wspólnych, między innymi na stanowiskach finansowo-księgowych” – tłumaczy Magdalena Zagrodnik – Team Leader SSC/BPO w firmie doradztwa personalnego People.

Czy można obejść się bez znajomości angielskiego?

Angielski jest też bardzo potrzeby w pracy w turystyce/hotelarstwie, marketingu, HR czy  inżynierii; ponad połowa ofert pracy z tych obszarów zawiera wymóg języka angielskiego. Analiza ofert pracy wskazuje, że znajomość tego najpopularniejszego języka obcego niemal zawsze pomaga w znalezieniu pracy. Najrzadziej wymagany jest w branżach związanych z call center, szkoleniami, edukacją, sprzedażą, ale i tu wymóg jego znajomości znajduje się w niemal w co czwartej ofercie pracy.

Co oprócz angielskiego?

Drugim najbardziej pożądanym językiem obcym wśród pracodawców jest język niemiecki, niemal co dziesiąte ogłoszenie o pracę zawiera wymóg znajomości tego języka. Znajomość niemieckiego również przyda się osobom planującym pracę za granicą, to właśnie z Niemiec pochodzi 37% zagranicznych ofert. Na trzecim miejscu plasuje się język francuski, 3% ofert zawiera wymóg znajomości tego języka. Znajomość języka włoskiego i holenderskiego znajdziemy w 2% ofert pracy.

Źródło danych: Całościowa analiza ofert pracy z 2013 roku.

GUS: Gorsze wyniki zakładów ubezpieczeń w I półroczu

Wyniki finansowe zakładów ubezpieczeń w I półroczu były gorsze niż przed rokiem. Jak wyliczył Główny Urząd Statystyczny, spadły zyski zakładów ubezpieczeń majątkowych, wzrosły zajmujących się ubezpieczeniami na życie.

GUS informuje, że w I półroczu składka przypisana brutto ogółem wyniosła 27,7 mld zł. Było to o 7,4 proc. mniej niż w roku 2013. 14,2 mld zł, o 11,3 mniej niż przed rokiem stanowiły składki pochodzące z ubezpieczeń na życie, a 13,4 mld zł z ubezpieczeń majątkowych (spadek 2,9 proc.).

Przychody z działalności lokacyjnej wyniosły 6,5 mld zł, o 24,3 proc. mniej niż przed rokiem.

W strukturze kosztów znaczącą pozycję stanowiły odszkodowania. Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto w I półroczu przekraczały 17,2 mld zł i były niższe o 11,6 proc. niż przed rokiem. Z tytułu polis życiowych wypłacono ich 10,5 mld zł, o 18,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Odszkodowania majątkowe wzrosły o 2,0 proc, przekraczając 6,7 mld zł. Koszty działalności lokacyjnej zmniejszyły się o połowę i ukształtowały na poziomie 1,7 mld zł.

Łączny wynik finansowy netto zakładów ubezpieczeń wyniósł 4,4 mld zł i był niższy o 33,4 proc. niż w I półroczu roku poprzedniego. Z tego zysk z ubezpieczeń na życie przekroczył 1,8 mld zł, co oznacza wzrost o 31,8 proc. Zysk z ubezpieczeń majątkowych spadł 50,8 proc. i wyniósł 2,5 mld zł.

W połowie roku zezwolenie na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej w Polsce miało 58 zakładów ubezpieczeń (przed rokiem 59). Działalność w ubezpieczeniach na życie prowadziło 27 towarzystw, a pozostałe ubezpieczenia osobowe i majątkowe obsługiwało 31 firm, w tym jeden zakład reasekuracji.

Jak zwiększyć sprzedaż?

Internet roi się od sposobów, rad i recept na zwiększenie sprzedaży. Nim jednak sięgniemy po zaawansowane i innowacyjne metody warto skupić się na podstawowych obszarach organizacji komunikacji i pracy. Sprawność działania i profesjonalizm w tym wymiarze, istotnie może bowiem wpłynąć na osiągane wyniki.

Dobra komunikacja

Wiele przedsięwzięć skupia się na contencie zapominając o istotności sposobu przekazywania treści. Rzetelna i jasna informacja to jedno. To jednak właśnie dzięki wykorzystaniu odpowiednich narzędzi i profesjonalnej komunikacji przekonać można klienta o wiarygodności firmy, zbudować przekonanie o wysokiej jakości jej działań. Ogromne znaczenie ma również przekonanie o tym samych pracowników. Wiara w słuszność i jakość tego co się robi to w końcu najlepsza motywacja, stąd także ogromna waga kultury organizacyjnej, w tym przede wszystkim doskonałej komunikacji wewnętrznej   mówi Katarzyna Kłopotek Junior PR Specialist GRUPA 365 NET

Grupa docelowa

Oczywistą rzeczą, która z pewnością wpłynie na wzrost sprzedaży, jest ustawicznie poszerzana wiedza na temat grupy docelowej. Warto upewnić się, czy na pewno dobrze rozumiemy potrzeby naszych potencjalnych i obecnych klientów. Bycie na bieżąco w tym zakresie pozwoli na wprowadzanie ulepszeń w odpowiednim czasie i formie. Komunikacja jednokierunkowa  w odniesieniu do relacji marka  –  klient, już dawno ustąpiła miejsca komunikacji dwukierunkowej – interakcji.  Sami odbiorcy mają dużą potrzebę dobrego kontaktu z producentem, chętnie wyrażają opinie na temat danego produktu, czy usługi. Sytuacja ta to zatem ogromna szansa dla marki.

Zalety produktów i usług

W komunikacji nigdy nie należy przesadnie skupiać się na opisie produktu, ale raczej na korzyściach, które może przynieść jego zakup. Wtedy produkt i jego budowa wyda się logiczną konsekwencją powodów, dla których jest oferowany. Należy zastanowić się nad kilkoma kwestiami. Jak dany produkt czy usługa rozwiązuje problem klienta? Jak sprawi, że odbiorca osiągnie swoje cele szybciej? A może z mniejszym wysiłkiem? W jaki sposób oszczędzi jego czas i pieniądze?  Jak i przed czym go ochroni?  Odpowiedzi na te pytania z pewnością pomogą zbudować odpowiedni model komunikacji, w którym informacja podana w odpowiedni sposób przypieczętuje decyzję o zakupie.

Odbiór krytyki

Krytyka to coś właściwie nieuniknionego, wato być zatem na nią przygotowanym. Najgorszą taktyką jest wypieranie swoich słabych stron. Podstawą jest ustawiczna praca nad nimi i dążenie do ich wyeliminowania. Jednak w sytuacji, gdy jeszcze nie wszystko jest perfekcyjne, warto przygotować wcześniej standardowe, jasne i zwięzłe odpowiedzi dla potencjalnych niezadowolonych. Zmniejszymy dzięki temu ryzyko błędów spontanicznego, nieprzemyślanego działania.­­

GUS: we wrześniu koniunktura gorsza niż w sierpniu, ale lepsza niż przed rokiem

CEO Magazyn Polska

We wrześniu pogorszyła się koniunktura w polskiej gospodarce – wynika z badań Głównego Urzędu Statystycznego. Mimo to jest ona znacznie lepsza niż w ubiegłych latach.

Jak informuje GUS, ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym we wrześniu oceniany jest mniej korzystnie niż w sierpniu, ale lepiej niż w analogicznym miesiącu ostatnich trzech lat. Oceny bieżącego portfela zamówień oraz produkcji są niekorzystne, wobec pozytywnych opinii zgłaszanych w sierpniu. Odpowiednie optymistyczne przewidywania są ostrożniejsze niż przed miesiącem. Sytuacja finansowa we wrześniu oceniana jest negatywnie. Prognozy w tym zakresie są korzystne, ale gorsze od przewidywań z sierpnia. Ceny wyrobów przemysłowych mogą nieznacznie spadać.

Ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym kształtuje się na poziomie plus 3 (w sierpniu plus 5). Poprawę koniunktury sygnalizuje 17 proc. badanych przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 14 proc. (przed miesiącem odpowiednio 17 proc. i 12 proc.). Pozostałe przedsiębiorstwa uważają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

Klimat koniunktury w budownictwie oceniany jest bardziej negatywnie niż w sierpniu, ale mniej pesymistycznie niż w analogicznym miesiącu ostatnich dwóch lat. Oceny bieżące i prognozy portfela zamówień, produkcji budowlano-montażowej oraz sytuacji finansowej są niekorzystne, gorsze od zgłaszanych przed miesiącem. Przedsiębiorcy przewidują nieco większy od oczekiwanego w sierpniu spadek cen robót budowlano-montażowych.

We wrześniu ogólny klimat koniunktury w budownictwie kształtuje się na poziomie minus 7 (w sierpniu minus 4). Poprawę koniunktury sygnalizuje 13 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 20 proc. (przed miesiącem odpowiednio 15 proc. i 19 proc.). Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

We wrześniu koniunkturę w handlu hurtowym oceniany jest nieco mniej optymistycznie niż w sierpniu, ale lepiej niż w analogicznym miesiącu poprzednich trzech lat. Diagnozy i prognozy sprzedaży oraz przewidywania dotyczące sytuacji finansowej są korzystne, choć ostrożniejsze od zgłaszanych przed miesiącem. Oceny bieżącej sytuacji finansowej nie ulegają zmianie. Przedsiębiorcy przewidują, iż ceny towarów będą rosnąć w tempie zbliżonym do zapowiadanego w sierpniu.

Ogólny klimat koniunktury w handlu hurtowym kształtuje się we wrześniu na poziomie plus 8 (plus 10 w sierpniu). Poprawę koniunktury sygnalizuje 19 proc. badanych przedsiębiorstw, pogorszenie 11 proc. (przed miesiącem odpowiednio 19 proc. i 9 proc.). Pozostałe podmioty uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

Umorzenie postępowań upadłościowych Polimexu Mostostal

0

Sąd Rejonowy w Warszawie postanowił umorzyć postępowania o ogłoszenie upadłości Polimexu Mostostal. Wnioski wycofali wierzyciele.

Sąd zdecydował o umorzeniu postępowań upadłościowych spółki Polimex-Mostostal, wszczętych na wniosek wierzycieli: Fracht FWO Polska, Instal Bełchatów oraz Doradztwo Gospodarcze i Biznesowe AiD Grzegorz Koczorek. Umorzenie postępowań  nastąpiło na wniosek wierzycieli.

Postanowienia nie są prawomocne i uprawomocnią się po upływie 7 dni od dnia jego doręczenia wierzycielowi oraz spółce, o ile w tym terminie nie zostanie złożone zażalenie.

Studenci aktywnie szukają mieszkań do wynajęcia

Zbliża się kolejny rok akademicki. Rzesze studentów wracają już z letniego wypoczynku i rozpoczynają poszukiwania mieszkań na wynajem w miastach uniwersyteckich. W znalezieniu dobrego lokalu liczy się nie tylko atrakcyjna cena, lecz również lokalizacja i coraz wyższy standard mieszkania. Studenci nowego pokolenia to wymagająca grupa najemców.

Sierpień i wrzesień to miesiące, w których na rynku wynajmu mieszkań co roku odnotowuje się wzmożony ruch. W Polsce jest to szczególnie widoczne w miastach będących ośrodkami akademickimi. Dla studentów rozpoczynających naukę w październiku, to właściwie ostatni moment na znalezienie mieszkania w dobrej lokalizacji i rozsądnej cenie. Potwierdzają to statystyki wyszukiwarki lokalnej Panoramafirm.pl, która w sierpniu br. odnotowała 116% wzrost zapytań o wynajem nieruchomości i aż 125% wzrost tego zapytania w ciągu ostatnich trzech miesięcy (źródło: Adobe SiteCatalyst, sierpień 2014 r.).

„Lokalna wyszukiwarka Panoramafirm.pl jest źródłem informacji dla osób poszukujących mieszkań na wynajem. Nasza aplikacja mobilna pozwala na lokalizowanie na mapie m.in. biur nieruchomości, a także na bezpośrednie dotarcie do nich”. – mówi Bożena Chmielarczyk, Dyrektor Generalny, Eniro Polska. „Funkcjonalności jakie oferuje Panorama Firm są szczególnie istotne, zwłaszcza dla młodego pokolenia żyjącego bardzo aktywnie i praktycznie nierozstającego się z urządzeniami mobilnymi”. – dodaje Bożena Chmielarczyk.

Obecni studenci to ludzie wychowani w dobie dobrobytu, sprawnie i chętnie poruszający się w wirtualnym świecie w celu znalezienia dla siebie odpowiednich opcji. Wynajęcie mieszkania przed rozpoczęciem roku akademickiego to sprawa, którą zazwyczaj zaczynają interesować się w połowie lub pod koniec studenckich wakacji, kiedy wracają z polskich i zagranicznych podróży. Coraz częściej korzystają wówczas z pomocy agencji nieruchomości.

„Rzeczywiście sierpień i wrzesień to miesiące, kiedy najczęściej poszukiwane są 1 i 2 pokojowe mieszkania na wynajem. Odnotowujemy w tym czasie dwukrotny wzrost zainteresowania takimi ofertami. Najemcy, głównie studenci, poszukują nieruchomości w pobliżu uczelni lub w okolicy dużych węzłów komunikacyjnych. Koniec września to również czas, kiedy obsługujemy dużą liczbę studentów z krajów skandynawskich, którzy rozpoczynają studia na szczecińskich uczelniach. Jak co roku, wiele osób szuka lokali do wynajęcia tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.” – komentuje Paweł Szymański, właściciel biura nieruchomości MULTI ze Szczecina.

W Warszawie studiuje prawie 250 000 osób i jest to tym samym największy rynek wynajmu nieruchomości dla studentów. Owszem wybór mieszkań jest tu duży, ale jednocześnie są także najwyższe ceny. Koszt wynajmu kawalerki dochodzi nawet do 1500 zł, a w tej kwocie można np. w Krakowie wynająć 3 pokojowe 50 metrowe, czy nawet większe mieszkanie (źródło: Home Broker). Na drugim miejscu, pod względem liczebności studentów, plasuje się Kraków (ok. 200 tys. studentów), a zaraz za nim Wrocław i Poznań (odpowiednio 150 tys. i 130 tys. studentów). Pozostałe największe ośrodki akademickie w Polsce to: Gdańsk, Katowice, Lublin i Łódź.

Koszty wynajęcia kawalerki w największych ośrodkach akademickich wahają się od 600 zł w Łodzi, aż do 1500 zł w Warszawie. Natomiast koszt wynajmu najbardziej poszukiwanych, 2 pokojowych mieszkań, oscyluje między 900 zł a 2000 zł (źródło: Home Broker).

Idealnym rozwiązaniem dla studentów jest mieszkanie w centrum miasta lub blisko uczelni i studenckich klubów. Poza lokalizacją ważne są też koszty wynajmu i wysokość czynszu. Dodatkowym atutem jest bezprzewodowy Internet oraz wyposażenie mieszkania w takie sprzęty jak: pralka, lodówka czy mikrofalówka. Rośnie grupa studentów, którzy zwracają coraz większą uwagę na standard mieszkania. Aby znaleźć odpowiednie mieszkanie studenci powinni się spieszyć, bo w październiku będą mieli zdecydowanie mniejszy wybór.

GDDKiA: oferta konsorcjum Budimexu na budowę odcinka drogi S7 jest najkorzystniejsza

Budowę drogi ekspresowej S7 na odcinku Miłomłyn-Olsztynek za ponad 292,2 mln zł brutto przeprowadzić ma konsorcjum stworzone przez Budimex i hiszpańską spółkę Ferrovial Agroman.

Z informacji podanych przez GDDKiA wynika, że oferta złożona przez konsorcjum była najkorzystniejsza, budowa potrwać ma 20 miesięcy, a gwarancja obejmować ma nowa drogę przez 10 lat.

Zakres inwestycji obejmuje m.in. budowę odcinka drogi ekspresowej dwujezdniowej wraz z przynależną infrastrukturą techniczną oraz urządzeniami bezpieczeństwa ruchu, budowa dróg gospodarczych, serwisowych i zbiorczych, węzłów drogowych, obiektów inżynierskich oraz urządzeń ochrony środowiska i oświetlenia.

Inwestycja  na długości 9,1 km pokrywa się z istniejącym korytarzem drogi krajowej nr 7. Początkowy odcinek trasy biegnie przez teren pojezierza Iławskiego o urozmaiconej rzeźbie terenu w sąsiedztwie zabudowy mieszkalnej i usługowej miasta Miłomłyn. Dalej przebiega ona nad Kanałem Elbląskim, który jest wpisany do rejestru zabytków klasy zerowej, przecina kompleksy leśne, następnie przebiega pomiędzy Jeziorem Piławki, a Jeziorem Drwęckim, które położone jest w obszarze Natura 2000. W Ostródzie, droga S7 łączyć się ma z projektowanym północnym odcinkiem obwodnicy Ostródy.

Wypadek w drodze do pracy a prawo do zasiłku

Pracownik, który uległ wypadkowi w drodze do lub z pracy, ma prawo do zasiłku chorobowego w wysokości 100% podstawy wynagrodzenia.

Wypadek w drodze do lub z pracy to zdarzenie nagłe, wywołane czynnikiem zewnętrznym. „Zdarza się ono w sytuacji, gdy idziemy do lub z miejsca wykonywania zatrudnienia bądź innej działalności, która jest podstawą do ubezpieczenia rentowego” – mówi serwisowi infoWire.pl Marta Kosakowska, aplikant adwokacki.

Droga – najkrótsza lub najdogodniejsza dla pracownika – nie musi być ustalona, może być np. na przełaj, przez las, łąkę. Powinna być nieprzerywana, a jeżeli już, to przerwa ma być możliwie najkrótsza i uzasadniona potrzebami życiowymi, np. zakupem lekarstw, odprowadzeniem dziecka do przedszkola.

Poszkodowana osoba musi niezwłocznie zgłosić zdarzenie pracodawcy. W przypadku utraty przytomności powinna to zrobić w momencie, kiedy ma możliwość skontaktowania się z nim. Po otrzymaniu zgłoszenia pracodawca ma 14 dni na wypełnienie karty wypadkowej.

Pracownik może pobierać świadczenie rehabilitacyjne przez okres 12 miesięcy. W sytuacji, gdy jest pewne, że nie wróci on do pracy, powinien ubiegać się o rentę.

Popyt na rynku nieruchomości biurowych w Polsce napędzany dynamicznym rozwojem sektorów BPO/SSC

Według najnowszego raportu DTZ – Property Times Poland Office Market, w I połowie 2014 zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w głównych miastach Polski wzrosły o 316 000 m kw. Obecnie rynek nieruchomości biurowych w Polsce liczy około 7,28 miliona m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

Do końca 2014 w Warszawie oraz ośmiu największych miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Lublin oraz Szczecin) planowane jest ukończenie dodatkowych 330 000 m kw., co przełoży sie na roczną podaż w wysokości 640 000 m kw. Na rynek warszawski zostanie dostarczone ok. 310 000 m kw. Będzie to najwyższa wartość odnotowana od 2000 roku.

W ostatnich trzech latach, roczny popyt na dziewięciu głównych rynkach biurowych w Polsce oszacowano na wysokości 900 000 – 950 000 m kw. (wł. renegocjacje). W I poł. 2014 popyt na powierzchnię biurową w Warszawie pozostał silny i wyniósł 295 000 m kw. Silna aktywność najemców została również odnotowana w ośmiu miastach regionalnych, w których wolumen transakcji osiągnął 188 000 m kw., co stanowi porównywalną wartość do analogicznego okresu roku poprzedniego (191 000 m kw.).

Pomimo znacznego wolumenu nowo dostarczonej powierzchni, stopa pustostanów w głównych miastach regionalnych Polski spadła i wyniosła 9,0% na koniec czerwca 2014, w porównaniu do 10,7% w IV kw. 2013. Warszawa charakteryzuje się rosnącym trenem wskaźnika pustostanów, który w I poł. 2014 osiągnął rekordowy poziom 13,4%.

Stawki wywoławcze czynszów za najlepsze lokalizacje pozostały na stabilnym poziomie na większości rynkach biurowych. W Warszawie najwyższe czynsze transakcyjne oscylowały na poziomie 24-25,5 euro za m kw. za miesiąc w centrum miasta i 14-16 euro w lokalizacjach poza centrum miasta. Biorąc pod uwagę regionalne miasta, stawki czynszów kształtowały się od 10-12 euro za m kw. za miesiąc w Lublinie do 14-16 euro w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście.

Znaczna część popytu kreowana jest przez firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych, w tym firm świadczących usługi outsourcingu procesów biznesowych (BPO) oraz outsourcingu IT (ITO), centra usług wspólnych (SSC), a także centra badawczo-rozwojowe (R&D). Biorąc pod uwagę strukturę popytu na nowoczesną powierzchnię biurową w dziewięciu głównych miastach w Polsce w I poł. 2014, popyt był napędzany przede wszystkim przez firmy z sektora informatycznego, sektora usług profesjonalnych a także przez sektor usług finansowych – mówi Katarzyna Lipka, Starszy Konsulant w zespole Doradztwa i Analiz Rynkowych, DTZ.

Biorąc pod uwagę liczbę centrów BPO/SSC zlokalizowanych w poszczególnych miastach w odniesieniu do kosztów prowadzenia dzielności operacyjnej, należy zauważyć, że najbardziej rozwinięte rynki charakteryzujące się najwyższymi kosztami prowadzenia działalności, są postrzegane jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla centrów BPO/SSC. Jednakże oczekujemy, iż coraz większa liczba firm outsourcingowych będzie przenosić swoją działalność do rozwijających się rynków, takich jak Lublin czy Szczecin. Lokalizacje te oferują duże zasoby dobrze wykwalifikowanej kadry pracowniczej ze znajomością języków obcych, niższe koszty prowadzenia działalności operacyjnej w tym niższe koszty pracy, jak również nowoczesną powierzchnię biurową o konkurencyjnych stawkach czynszów – dodaje Katarzyna Lipka.

Nadchodzi 7 dobrych lat dla motobranży

Kolejne lata przyniosą stabilny wzrost popytu na samochody. Przez najbliższe 7 lat światowa produkcja aut ma rosnąć przeciętnie o nieco ponad 4 proc. w skali roku. Na dobrej koniunkturze skorzystać może także polska motobranża, szczególnie producenci części samochodowych, którzy w ostatnim czasie notowali najlepsze wyniki.

Według analityków z amerykańskiego oddziału firmy doradczej PwC, przez najbliższe 7 lat światowa produkcja samochodów będzie rosnąć średnio o ok. 4,3 proc. rocznie (wskaźnik CAGR – skumulowany roczny wskaźnik wzrostu). Największe ożywienie spodziewane jest na rynku europejskim i azjatyckim.

W ostatnim raporcie pn. „PwC Autofacts” eksperci przewidują, że może nawet pojawić się problem z zapewnieniem przez dostawców części odpowiednich zdolności produkcyjnych.

Zdaniem Aleksandra Szczyrby, CEO polskiej firmy Ferroz Export – zajmującej się eksportem układów wydechowych, na korzystnej koniunkturze światowej skorzystają również polskie przedsiębiorstwa, w tym przede wszystkim producenci części samochodowych.

Polskie perspektywy

Podczas gdy produkcja samochodów nad Wisłą jest nadal wyraźnie niższa, niż było to jeszcze kilka lat temu, firmy zajmujące się wytwarzaniem części i akcesoriów notują coraz lepsze wyniki, co widoczne jest m.in. w rosnącej skali eksportu.

W trakcie pierwszego półrocza 2014 r. produkcja sprzedana producentów motoryzacyjnych osiągnęła w Polsce wartość 58 mld zł, co oznacza realny wzrost o 6,3 proc. względem analogicznego okresu czasu w roku poprzednim. Jak się okazuje, wzrost wypracowali przede wszystkim producenci części i akcesoriów samochodowych.

Dane przedstawione w niedawno opublikowanym raporcie pn. „Branża motoryzacyjna”, przygotowanym przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego oraz firmę doradczą KPMG, pokazują wyraźny wzrost eksportu produktów motoryzacyjnych. W I kwartale br. eksport zwiększył się o 6,6 proc. rok do roku i wyniósł w sumie 6,3 mld euro.

Najwyraźniej wzrósł eksport szkła wykorzystywanego w budowie pojazdów (wzrost o 63,9 proc. r/r), poduszek powietrznych (wzrost o 25,4 proc. r/r), filtrów (wzrost o 21,5 proc. r/r) oraz układów napędowych i części do nich (wzrost o 20,8 proc. r/r). Ogółem w I kw. br. wartość eksportu podzespołów, części i akcesoriów motoryzacyjnych wyniosła aż 4,2 mld euro (wzrost o 9,4 proc. r/r).

Nastroje w branży motoryzacyjnej są obecnie umiarkowanie optymistyczne. Pozytywna koniunktura w Europie i na świecie powinna zapewnić możliwości stabilnego rozwoju. Sytuacja może ulec oczywiście zmianie, jeśli doszłoby do jakichś niespodziewanych turbulencji gospodarczych czy kolejnego kryzysu finansowego na globalną skalę. Takie ryzyko nie jest jednak na razie specjalnie wysokie” – komentuje Aleksander Szczyrba.

Jak przewiduje CEO firmy Ferroz Export, polska motobranża – jako że jest w dużym stopniu uzależniona od sytuacji na rynkach zachodnich – ma spore szanse na utrzymanie obecnego tempa wzrostu, nawet w sytuacji, gdy pozostałe sektory przemysłu krajowego będą słabnąć.

Wzrost zainteresowania włoskim rynkiem wśród polskich eksporterów

Włoska gospodarka, m.in. w wyniku sytuacji ekonomicznej i geopolitycznej u naszych wschodnich sąsiadów, awansowała pod względem wartości eksportu na piątego partnera handlowego Polski, zastępując na tym miejscu Rosję. Z analiz Euler Hermes wynika, że włoskie przedsiębiorstwa nadal przeżywają kłopoty związane z terminowym regulowaniem należności. Skala nieuregulowanych płatności jest nadal o 43% wyższa niż przed kryzysem z 2007 roku.

– Od kilku miesięcy widzimy znaczący wzrost zainteresowania włoskim rynkiem wśród polskich eksporterów. Mając na uwadze, że w całej Unii Europejskiej zaostrzyła się konkurencja wśród producentów i dystrybutorów towarów i produktów rolno-spożywczych, w pozyskiwaniu nowych rynków zbytu dla towarów, które dotychczas były importowane przez Federację Rosyjską, uruchomiliśmy dla naszych firm specjalny program wsparcia. Celem naszej inicjatywy jest m.in. zachęcanie przedsiębiorców do sprawdzania wiarygodności i wypłacalności nowych kontrahentów – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes, nadzorujący pion oceny ryzyka.

Spodziewana jest systematyczna poprawa zachowań płatniczych firm, jednak poziom opóźnień płatności jest wciąż bardzo wysoki we wszystkich sektorach
Na 2014 rok przewidywana jest niewielka poprawa wskaźnika cyklu regulowania należności (DSO), który jednak utrzyma się na poziomie o wiele wyższym od progu przewidzianego przepisami prawa i wyniesie 95 dni; dla porównania, w 2013 roku wyniósł 97 dni. Zróżnicowanie między poszczególnymi sektorami jest nadal znaczące. Przemysł stalowy wciąż jest sektorem, w którym czas płatności jest zdecydowanie najdłuższy i w 2014 wynosi 108 dni w odróżnieniu od 121 dni w 2013. Całkowity wolumen produkcji w tym sektorze w rzeczywistości uległ zmniejszeniu o 25% w porównaniu z poziomem przed kryzysem i wynosi dziś 24 mln EUR ton, czego głównymi przyczynami są spadek produkcji dla sektora budownictwa (40%) oraz zmniejszenie produkcji sektora motoryzacyjnego (całkowita produkcja zmniejszyła się z 1,5 mln do 400 tys. pojazdów). Na drugim końcu spektrum, poziom wskaźnika DSO w sektorze motoryzacyjnym jest na najniższym poziomie – głównie z powodu internacjonalizacji tego sektora – jednak jest nadal wyższy niż w europejskich krajach porównywalnych z Włochami.

Oprócz stosunkowo słabego rozwoju gospodarczego, którego przykładem jest spadek popytu krajowego (-12% od czasu szczytowej wartości w 2008) oraz niski napływ inwestycji ze strony sektora przedsiębiorstw (27% poniżej poziomu sprzed kryzysu), na poziom wskaźnika cyklu regulowania należności handlowych (DSO) we Włoszech negatywny wpływ miał także trwający kryzys kredytowy. Choć w ostatnich miesiącach trudności z uzyskaniem kredytu zmalały, kryzys kredytowy pozostaje problemem sektora prywatnego we Włoszech: w czerwcu 2014 kredyty udzielone przedsiębiorstwom zmalały o -1,8% w ujęciu rocznym (w lutym zmniejszenie wynosiło -3,8%). Co więcej, w ciągu 3 lat podwojeniu do poziomu 121 mld EUR uległa wartość niespłacanych pożyczek, co nadal powoduje ograniczenia w zakresie uzyskiwania kredytów bankowych. Przed końcem roku przewidywane jest jednak złagodzenie warunków finansowania: po pierwsze, wyniki ankiety ECB Bank Lending Survey wskazują, że w trzecim kwartale roku, czyli już w drugim kwartale z rzędu, przewidywane zapotrzebowanie na kredyty dla firm będzie wykazywać tendencję rosnącą; po drugie, wyższa presja w strefie euro w kierunku deflacji wymagać będzie w nadchodzących miesiącach bardziej intensywnych działań ze strony Europejskiego Banku Centralnego, takich jak na przykład zakupy ABS pod koniec roku.

Mniej zaległości płatniczych od początku roku, lecz nadal 43% powyżej poziomu sprzed kryzysu
W pierwszej połowie 2014 roku odnotowano istotne zmniejszenie liczby (częstości) zaległości płatniczych zarejestrowanych przez włoskie firmy (-30% w stosunku do poziomu w pierwszej połowie 2013). Najważniejszym zaobserwowanym wskaźnikiem jest jednak koszt wspomnianych zaległości płatniczych (ich kwota). Całkowita wartość zaległych płatności uległa w pierwszej połowie 2014 zmniejszeniu o 20% w porównaniu z pierwszym półroczem 2013. Tę dość dobrą informację można niestety w dużym stopniu wytłumaczyć zmniejszeniem obrotów (oraz kwoty należności handlowych) wielu firm. Co więcej, wartość nieuregulowanych płatności jest nadal o 43% wyższa niż w 2007 roku, co sugeruje, że skutki szoku z 2008 roku nie zostały jeszcze całkowicie zniwelowane.

Słabość po stronie eksportu
Liczba zaległych płatności związanych z działalnością eksportową uległa w pierwszym półroczu 2014 zmniejszeniu o -19% w porównaniu z pierwszą połową 2013 roku; zmniejszeniu uległ także ich stopień (o -31% w analogicznym okresie). Jednak skala zaległych płatności związanych z działalnością eksportową jest nadal wyższa niż przed kryzysem, a ich średnia wartość jest o 43% wyższa niż w 2007 roku.

Włoski eksport uległ w drugim kwartale 2014 osłabieniu (+0,1% w ujęciu kwartalnym) z powodu spowolnienia wzrostu u niektórych głównych partnerów handlowych Włoch, zwłaszcza Francji, a także zmniejszeniu aktywności na rynkach rozwijających się. Przewiduje się, że sankcje nałożone na Rosję przez Zachód w lipcu będą miały negatywny wpływ na aktywność eksportową Włoch, ponieważ Rosja odpowiada za 2% całkowitej wartości włoskiego eksportu, a Włochy są jednym z krajów strefy euro w najwyższym stopniu narażonych na skutki sytuacji w Rosji. Ogółem przewiduje się, że sankcje nałożone na Rosję będą miały całkowity wpływ na wzrost PKB Włoch na poziomie 0,2 punktu procentowego w okresie do końca 2015 roku, głównie z powodu zmniejszenia przepływów handlowych.
Jeżeli chodzi o sytuację w poszczególnych sektorach, średnie zaległości płatnicze w pierwszej połowie 2014 utrzymują się na poziomie powyżej odnotowanego w 2007 w przypadku sektora chemicznego, komputerowego i towarowego. Zaczyna jednak ujawniać się pozytywna tendencja w sektorach transportu i motoryzacyjnym, gdzie w pierwszej połowie 2014 zaległości płatnicze zmalały zarówno pod względem częstości występowania, jak i wysokości w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Jednak wspomniane sektory najbardziej dotyka spadek zaufania oraz trudniejsze warunki w środowisku biznesowym (ostrzejsza konkurencja cenowa, słaba aktywność w strefie euro, wolniejszy wzrost rynków rozwijających się).

Letargiczna sytuacja na rynku krajowym nie pomaga w pełnym rozwiązaniu trudności płatniczych w sektorze B2BW skali krajowej, w pierwszej połowie 2014 roku było o 37% zaległych płatności mniej niż w pierwszej połowie 2013. Podobnie jak w przypadku działalności eksportowej, ich stopień na rynku krajowym również uległ zmniejszeniu (-18%), choć w mniejszym zakresie.Niemniej jednak, średnie zaległości płatnicze dotyczące gospodarki krajowej utrzymują się na poziomie o 45% wyższym niż w 2007 roku. Włoski sektor prywatny w rzeczywistości nadal cierpi z powodu utrzymującej się sytuacji kryzysowej.

Sytuacja gotówkowa firm jest mniej stabilna, a ich obroty zmalały średnio o 10% od 2011 roku. Marże przedsiębiorstw są rekordowo niskie (39,4% w pierwszym kwartale 2014, tj. o 5 punktów procentowych poniżej poziomu z 2007 roku), a nadwyżki operacyjne brutto zmniejszyły się o 13% od 2008 roku. Sytuację mogłaby zmienić spłata przed końcem roku zadłużenia państwowego wobec spółek sektora prywatnego, którego wysokość wynosi 68 mld EUR, ponieważ pozwoliłoby to firmom uwolnić dodatkowe zasoby gotówki. Do dziś firmom wypłacono około 26 mld EUR.

Średnie zaległości płatnicze utrzymują się na poziomie powyżej odnotowanego w 2007 w przypadku sektora motoryzacyjnego, towarowego i budowlanego na rynku krajowym. Zaczyna jednak ujawniać się pozytywna tendencja w sektorach sprzętu AGD, maszyn i urządzeń, a także wyrobów chemicznych, gdzie w pierwszej połowie 2014 zaległości płatnicze zmalały zarówno pod względem częstości występowania, jak i wysokości w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Wystartowała nowa polska giełda cyfrowych walut

Platforma bitstar, która umożliwia łatwy i intuicyjny zakup lub sprzedaż bitcoinów i litecoinów po najlepszych dostępnych kursach, wyróżnia się przyjaznym interfejsem oraz wysokimi standardami zabezpieczenia transakcji.

Bitcoin jest pierwszą i jednocześnie najpopularniejszą kryptowalutą. Umożliwia dokonywanie łatwych, natychmiastowych, a przede wszystkim bezpośrednich transakcji na całym świecie. System funkcjonuje bez centralnej administracji, jest wyjątkowo prosty w obsłudze i zoptymalizowany tak, aby móc korzystać z niego natychmiast. Może być używany na dowolnych urządzeniach mobilnych i stacjonarnych, co czyni go wyjątkowo atrakcyjnym w technologicznym świecie.

Na całym świecie cyfrowa waluta zdobywa coraz większą popularność. To rozwiązanie dla osób szukających nowatorskich rozwiązań w świecie finansowym. Płatność bitcoinem może być tak szybka, jak zeskanowanie kodów QR. Również w Polsce rośnie zainteresowanie cyfrowymi walutami. Powstanie giełdy bitstar to kolejny etap naszych działań, których celem jest promocja i rozwój technologii bitcoin w naszym kraju. Już teraz obserwujemy ciągły i dynamiczny wzrost liczby użytkowników serwisu oraz wartości przeprowadzanych przez nich transakcji – mówi Mateusz Kowalczyk, jeden z założycieli bitstar.

Platforma bitstar obsługuje cztery waluty: bitcoin, litecoin, PLN i Euro. Osoba korzystająca z serwisu może składać zlecenia zakupu i sprzedaży kryptowaluty po najlepszych dostępnych kursach, ustalanych wraz z innymi użytkownikami na zasadach giełdowych. Dla potwierdzenia, system każdorazowo wysyła drogą mailową komunikat o aktualnym stanie konta. Wpłata i wypłata środków pieniężnych następuje poprzez tradycyjny przelew bankowy. Dodatkowo, istnieje możliwość zasilania konta poprzez przelewy natychmiastowe dotpay. Wartość prowizji pobieranej przez serwis zależy od wolumenu transakcji wykonanych przez ostatnie 30 dni i maleje wraz z ich wysokością.

Giełda bitstar powstała w oparciu o ideę przejrzystości i wysokich standardów zabezpieczenia transakcji oraz przyjaznego interfejsu, który umożliwi proste, komfortowe i intuicyjne poruszanie się po serwisie. Zapewnia wygodny podgląd aktualnych notowań i realizowanych transakcji oraz gwarantuje sprawność działania systemu bez względu na natężenie ruchu i transakcji oraz liczbę aktywnych użytkowników – wyjaśnia Kowalczyk.

Platforma zapewnia bezpieczeństwo środków dzięki wysokiej jakości zabezpieczeniom, obejmującym m.in. dwustopniową autoryzację użytkownika podczas logowania za pomocą hasła i loginu oraz jednorazowego kodu generowanego przez aplikację Google Authenticator. Rozwiązanie zwiększa bezpieczeństwo korzystania z serwisu i zapobiega przejęciu dostępu do konta po ewentualnej utracie jednego z kanałów autoryzacji. Regularne, niezależne audyty bezpieczeństwa, transparentna struktura i całodobowy system monitoringu zapewniają wysoką jakość usług i spokój klienta giełdy. Własne serwery w renomowanych polskich serwerowniach ATMAN, z wyszkoloną ochroną i profesjonalną autoryzacją dostępu do dedykowanych szaf, pozwalają zachować również bezpieczeństwo fizyczne. Dodatkowo, środki klientów, tzw. cold wallety, przechowywane są w odseparowanych lokalizacjach.

DM BDM podnosi cenę docelową dla Mostostalu Zabrze do 2,53 zł/akcję; rekomendacja „akumuluj” podtrzymana

Analitycy Domu Maklerskiego BDM podnieśli cenę docelową dla akcji Mostostalu Zabrze do 2,53 zł z 2,23 zł. Podtrzymali też rekomendację „akumuluj”.

Ostatnie kwartały przynoszą systematyczną poprawę wyników Mostostalu Zabrze – piszą autorzy rekomendacji. – Oczyszczona z salda pozostałej działalności operacyjnej, EBITDA w I półroczu 2014 wzrosła do 19,1 mln zł (z 2,8 mln zł rok wcześniej). Wyniki były lepsze od naszych oczekiwań, co skłania nas do podniesienia założeń finansowych na 2014 rok.

Podniesienie wyceny wiąże się też z ugodą ws. roszczeń dotyczących budynku Altus w Katowicach, na mocy której Mostostal ma otrzymać od banku BZ WBK 17 mln zł, co nie zostało uwzględnione w poprzedniej wycenie. Zdaniem analityków DM BDM środki te mogą być podzielone między akcjonariuszy.

Spółka ma też perspektywę rychłej sprzedaży nieruchomości deweloperowi logistycznemu, co przyniosłoby jej 60 mln zł.

Jak piszą autorzy raportu, obecny portfel zleceń Mostostalu sięga poziomu 694 mln zł (wzrost o 2 proc. rdr). Lepiej też wygląda obecnie wartość kontraktów możliwych do pozyskania, które spółka szacuje na 884 mln zł (22 proc. rdr).

– Uważamy, że Mostostal oferuje dobrą ekspozycją na poprawę koniunktury w sektorze budowlanym, szczególnie w zakresie inwestycji przemysłowych i energetycznych a przewagą konkurencyjną jest wieloletnia współpraca z dużymi podmiotami międzynarodowymi (Hitachi, Fisia Babcock, Aker, Liebher, BASF). Biorąc pod uwagę uwzględnienie w modelu środków z ugody, podniesienie szacunków na 2014 roku oraz spadek stopy dyskontowej podnosimy naszą wycenę 1 akcji z 2,23 zł do 2,53 zł i podtrzymujemy zalecenie Akumuluj – podsumowują analitycy DM BDM.

SMT stworzy pilotażowy system, rezerwacji hotelowych dla francuskiego koncernu GDF Suez (aktualizacja)

0

Spółka zależna SMT stworzy system pilotażowy rezerwacji hotelowych dla podróżujących służbowo pracowników GDF Suez.

W przypadku pomyślnego zakończenia pilotażu i kontynuacji współpracy z iAlbatros spółka zawrze z GDF Suez czteroletnią umowę na świadczenie usług rezerwacji hotelowych, która w opinii zarządu SMT SA może mieć charakter umowy znaczącej. Szacowana łączna wartość ostatecznej umowy może wynieść 108 mln euro, ponieważ roczna wartość planowanego budżetu na podróże służbowe w GDF Suez wynosi 27 mln euro.

SMT 22 września otrzymał informację o wyborze oferty systemu rezerwacji hotelowych swej spółki zależnej  iAlbatros SAS do realizacji programu pilotażowego przez spółkę GDF Suez, która jest globalnym operatorem w sektorach energii elektrycznej, gazu ziemnego i usług energetycznych.

Oferta iAlbatros została wybrana do przeprowadzanego w spółce GDF Suez pilotażu. Celem wdrożenia jest optymalizacja procesu zamówień rezerwacji hotelowych dla podróżujących pracowników GDF Suez. Z tytułu przeprowadzanych testów spółce iAlbatros będzie przysługiwało wynagrodzenie zależne od ilości rezerwacji dokonanych na rzecz GDF Suez.

Współpraca z GDF SUEZ pokazuje, że konsekwentnie realizujemy strategię wprowadzenia iAlbatrosa do czołówki dostawców usług Business Travel w Europie. Cieszy nas, że spółka rośnie szybciej niż nasze przewidywania,  takiej tendencji spodziewamy się także w kolejnych kwartałach – podkreśla Konrad Pankiewicz, prezes SMT.