Fast foody wracają do łask. W I kwartale 2024 r. ruch w nich wzrósł o 4,7%

W I kw. br. ruch w restauracjach typu fast food zwiększył się o 4,7% rdr. Przy tym pizzerie rok do roku odnotowały o ponad połowę mniejszy wzrost niż lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka. Jednocześnie liczba klientów wszystkich badanych placówek była o 4,2% większa niż rok wcześniej. I w tym zakresie pizzerie znowu mniej zyskały od tzw. kurczako-burgerowni. W pierwszych trzech miesiącach br. udział tych pierwszych restauracji w łącznej liczbie wizyt był na poziomie 27,1%, a drugich – 72,9%. Na całym rynku średnia liczba odwiedzin statystycznego klienta w jednym miesiącu wyniosła 4,7 i była tylko nieco większa niż rok wcześniej. Nie zmienił się natomiast przeciętny czas trwania wizyt w tego typu lokalach.

Jak wykazało cykliczne badanie firmy technologicznej Proxi.cloud i UCE RESEARCH, w I kw. 2024 roku ruch na całym rynku restauracji typu fast food był o 4,7% większy niż w analogicznym okresie ub.r. Pizzerie odnotowały wzrost rdr. o 3,1%, a lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka – o 6,5%.

– Uważam, że ww. wzrosty wynikają z większej stabilności cen. Wysoka inflacja doprowadziła do ograniczenia wydatków na produkty i usługi inne niż podstawowe. Jej spadek w ostatnich miesiącach przyczynił się do poprawy nastrojów konsumenckich i większej skłonności do korzystania z takich usług, jak stołowanie się poza domem. Do tego trzeba dodać, że w zeszłorocznym sezonie letnim branża zaliczyła aż dwucyfrowy spadek ruchu. Natomiast w te wakacje wydaje się, że będzie dużo lepiej pod tym względem – komentuje dr Nikodem Sarna, jeden ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Z kolei zdaniem Mateusza Nowaka, drugiego ze współautorów raportu z Proxi.cloud, poza niższym wskaźnikiem inflacji, na zwiększenie ruchu mogło wpłynąć podniesienie płacy minimalnej. Dzięki temu konsumenci mają środki na częstsze wizyty w restauracjach typu fast food. Według eksperta, wyższy wzrost ruchu w tzw. kurczako-burgerowniach może wynikać z preferencji osobistych.

– Być może oferty lokali z kanapkami i daniami z kurczaka są korzystniejsze dla konsumentów niż pizzerii i szybciej ewoluują pod wpływem zmian w otoczeniu rynkowym. To może przekładać się na lepszą dynamikę wizyt. Jednak to tylko luźna hipoteza, której weryfikacja wykracza poza ramy naszego badania – tłumaczy dr Sarna.

Z badania wynika też, że w I kw. br. liczba klientów badanych restauracji zwiększyła się rdr. o 4,2%. Pizzerie w takim ujęciu wykazały wzrost o 2%, a lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka – o 5,8% rdr. Jak stwierdza Mateusz Nowak, te wyniki również mogą mieć swoje podłoże w wyższym dochodzie rozporządzalnym przeciętnego Polaka niż rok temu. Trudno jednak przewidzieć, czy trend wzrostu liczby klientów utrzyma się, gdyż jest to zależne od wielu innych czynników, które nie zostały ujęte w badaniu.

– W obliczu notowanych w zeszłym roku spadków można podejrzewać, że nawet relatywnie niewielki wzrost to bardzo pozytywny sygnał dla sieci restauracji, zwłaszcza pizzerii. Dane za jeden kwartał są niewystarczające do opracowania szerszych prognoz. Niemniej przy założeniu, że nie nastąpią żadne tąpnięcia na rynku pracy i w łańcuchach dostaw, a inflacja pozostanie na niskim poziomie, jest spora szansa na utrzymanie wzrostowej tendencji – wyjaśnia dr Nikodem Sarna.

Rok do roku minimalnie zmienił się udział poszczególnych rodzajów restauracji w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. W I kw. br. w restauracjach oferujących kanapki i dania z kurczaka wyniósł 72,9%, a w pizzeriach – 27,1%. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to odpowiednio 72,2% i 27,8%. Dr Nikodem Sarna interpretuje to jako stabilizację na rynku i oznakę relatywnie trwałych upodobań konsumentów.

– Zmiany w udziale poszczególnych typów restauracji rdr. są znikome. Świadczy to o pewnej dojrzałości rynku fast foodów i niezmienności w przyzwyczajeniach klientów. Z punktu widzenia konkretnych sieci konsekwencją tego może być trudność w pozyskiwaniu nowych klientów w przyszłości – podkreśla Mateusz Nowak.

Ponadto analitycy z UCE RESEARCH informują, że w I kw. br. udział krótkich wizyt (powyżej trzech, ale poniżej dziesięciu minut) w restauracjach oferujących kanapki i dania z kurczaka wyniósł 21,7%, a rok wcześniej – 21,5%. Pizzerie odnotowały odpowiednio 36,6% i 36,3%. Oznacza to minimalne wzrosty w relacji rocznej.

– Powyższe wyniki można zinterpretować jako oznakę utrzymującego się poziomu zamówień na wynos, bo one najprawdopodobniej stoją za krótkimi wizytami w restauracjach. Odsetek ten wydaje się duży, szczególnie w przypadku pizzerii. Niemniej w dobie powszechnego korzystania z aplikacji pozwalających szybko i sprawnie zamawiać jedzenie do domu, trudno uznać go za szokujący – przekonuje dr Sarna.

W I kw. br. średnia liczba wizyt, przypadająca na statystycznego klienta w jednym miesiącu, wyniosła dla całego rynku  4,75. Rok wcześniej była na poziomie 4,73. Rok do roku nie zmienił się średni czas trwania wizyty w lokalu – 24 minuty i 21 sekund. Natomiast minimalnie wzrósł rdr. średni łączny czas spędzony w fast foodach. Ostatni wynik to 1 godzina i 56 minut, a wcześniejszy – 1 godzina i 55 minut.

– Te dane świadczą o niezmienności nawyków Polaków w podejściu do konsumpcji w restauracjach w ciągu ostatniego roku. Można się zatem spodziewać, że w przyszłości będzie podobnie. Nie dopatrywałbym się tutaj wpływu konkretnego menu ani cen – zaznacza Mateusz Nowak.

Do tego dr Sarna dodaje, że klienci prawdopodobnie odwiedzają lokale w podobnych okolicznościach co rok wcześniej i składają zamówienia, których czas realizacji i konsumpcji wygląda identycznie jak w zeszłym roku. Stabilizacja w tym obszarze sugeruje również, że wzrost ruchu i liczby klientów nie był na tyle duży, by wpłynąć istotnie na długość kolejek oraz czas oczekiwania na zamówienie.

***
Opis metody badawczej

Analiza powstała na podstawie obserwacji ruchu wokół prawie 1,9 tys. największych restauracji typu fast food, oferujących kanapki i dania z kurczaka (McDonald’s, KFC, Burger King, Max Burgers i Subway), a także pizzerii (Pizza Hut, Telepizza, MaxiPizza, Gruby Benek, Domino’s Pizza, Dominium, Da Grasso i Biesiadowo). Analitycy z Proxi.cloud i UCE RESEARCH przyjrzeli się sytuacji występującej w I kwartale br. i porównali ją z analogicznym okresem ubiegłego roku. Łącznie poddano analizie ruch pochodzący z monitoringu zachowań blisko 1,4 mln konsumentów.

Próbę badawczą stanowili konsumenci, którzy wyrazili zgodę na dostęp do lokalizacji swojego urządzenia, udostępniali dane lokalizacyjne oraz odwiedzali badane placówki w obu porównywanych okresach. Wejście użytkownika w strefę badania było traktowane jako wizyta klienta w restauracji, gdy trwała ona co najmniej 3 minuty i nie więcej niż 4 godziny. Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing, tj. metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych.

Wall Street w konsolidacji. Jutro decyzja NBP oraz BoE

Wall Street we wtorek poruszała się w trybie konsolidacji. Zmienność na indeksach pozostała niewielka po wcześniejszych dynamicznych wzrostach. Z kolei dolar w minimalnym stopniu umocnił się po słowach Neel Kashkariego z Fed, który wspomniał o możliwych podwyżkach stóp procentowych w USA. Rentowności amerykańskich obligacji na „długim końcu krzywej dochodowości” obniżyły się. Złoto straciło wczoraj ok 0,4 proc. Ropa naftowa WTI przeceniana jest w środę rano o ponad 1,5 proc. Riksbank dziś obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych.

Indeksy z Wall Street zdecydowanie zwolniły swój rajd na północ. Wczorajsza sesja charakteryzowała się niską zmiennością a główne benchmarki poruszały się w trybie konsolidacyjnym. Wczoraj brakowało kluczowych danych z USA. Dolar w umiarkowany sposób zareagował na słowa wypowiedziane przez prezesa Fed z Minneapolis – Neel Kashkariego – który stwierdził, że Rezerwa Federalna prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe przez „dłuższy czas” i nie wykluczył podwyżki. Jednocześnie przyznał, że jeśli inflacja zacznie spadać lub zobaczymy wyraźne osłabienie na rynku pracy, może to spowodować obniżenie stóp procentowych. Brak tu oczywiście jakiegokolwiek przełomu w retoryce banku centralnego. Widać, że Fed zostawia sobie w tym momencie otwartą furtkę na każdą ewentualność. Podwyżki są raczej mało prawdopodobne, ale widać, że decydenci chcą przygotować rynek, że w przypadku negatywnego obrotu spraw, instytucja będzie reagować, aby skutecznie powstrzymać negatywne zjawisko ekonomiczne jakim jest podwyższona oraz uporczywa inflacja. Kurs EUR/USD z poziomu 1,0787 spadł wczoraj wieczorem do 1,0750 a dziś ustanowił dołek na 1,0735.

Riksbank zdecydował się obniżyć stopy procentowe z poziomu 4 proc. do 3,75 proc. Ta decyzja była oczekiwana przez rynek. Na poprzednim posiedzeniu bank centralny jasno komunikował, że koszt pieniądza zostanie zredukowany w maju lub czerwcu. Korona szwedzka traci dziś rano na wartości. Para EUR/SEK zwyżkuje do poziomu 11,75. Do poprzedniej obniżki stóp doszło w lutym 2016 roku. Riksbank jest dopiero drugą instytucją (obok SNB, wśród gospodarek rozwiniętych), która zdecydowała się na luzowanie warunków monetarnych po wcześniejszym dynamicznym cyklu zacieśniającym.

Już jutro czekają nas decyzje Banku Anglii oraz NBP w sprawie stóp procentowych. Na początku roku rynek postrzegał majową decyzje BoE jako punkt wyjścia do cyklu obniżek. Obecnie wydaje się jednak to bardzo mało prawdopodobne. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest bowiem wciąż zbyt wysoka. Uwaga może być skupiona na wyniku głosowania. Osobą, która może zmienić stanowisko jest Dave Ramsden, który już kilka tygodni temu brzmiał dość „gołębio”. Poprzednio za utrzymaniem stóp było 8 osób a jedynie jedna popierała obniżkę. Jeśli wynik „pójdzie” w stronę 7-2, wówczas funt może stracić na wartości. Rynek będzie też interpretował nowe prognozy banku, choć one mogą nie ulec większej zmianie, ponieważ już w lutym BoE poddał je rewizji. Rynek w tym momencie oczekuje, że do łagodzenia polityki monetarnej dojdzie najwcześniej w sierpniu tego roku.

NBP prawdopodobnie też utrzyma koszt pieniądza na tym samym poziomie 5,75 proc. W ostatnim czasie prezes Adam Glapiński wysyłał w rynek „jastrzębie” komunikaty podając argumenty przemawiające za przyspieszeniem inflacji w drugiej połowie 2024 roku (presja płacowa, powrót VAT na żywność, wyższe, ceny energii). Ostatnio wskaźnik CPI wypadł na poziomie 2,4 proc. r/r w kwietniu co prawdopodobnie oznacza, że dołek inflacyjny na ten moment został osiągnięty (2 proc. w marcu). Inflacja bazowa wciąż znajduje się powyżej celu banku centralnego i wynosi 4,1 proc. w ujęciu rok do roku. Przyspieszenie dynamiki wzrostu cen to m.in. efekt wspomnianego powrotu wyższej stawki VAT na żywność (z 0 proc. do 5 proc.). Notowania EUR/PLN wyznaczyły wczoraj minimum lekko poniżej 4,3050. Dziś rano obserwujemy deprecjację PLN, a wspomniany kurs rośnie powyżej 4,32. Po mocniejszym osłabieniu złotego w połowie kwietnia, obecnie obserwujemy konsolidację pomiędzy poziomami 4,3050 a 4,34, w której to powinniśmy pozostać przez najbliższy czas.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

21% przez 2 lata – o tyle zmieniły się koszty utrzymania domów i lokali

Już dwa lata temu Polacy odczuwali skutki rosnącej inflacji. Sprawdzamy jak w tym okresie zmieniły się koszty utrzymania domów i lokali.

Jeżeli chodzi o koszty utrzymania domów i lokali, to naszych rodaków obecnie absorbuje głównie temat zapowiedzianych na lipiec podwyżek cen energii elektrycznej oraz gazu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili jednak spojrzeć wstecz i sprawdzić, jak od marca 2022 r. do marca 2024 r. zmieniały się koszty użytkowania mieszkań/domów oraz ceny nośników energii. Dwuletnia perspektywa jest ciekawa, ponieważ wiosna 2022 r. wyznacza początek kryzysu energetycznego.

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów RynekPierwotny.pl potwierdza, że od marca 2023 r. do marca 2024 r. dynamika mieszkaniowej inflacji wyraźnie spadła. Roczna zmiana kosztów użytkowania mieszkania/domu oraz cen nośników energii wynosząca +1,3% nie może przestraszyć. Warto jednak pamiętać, że po doliczeniu podwyżek za okres od marca 2022 r. do marca 2023 r., mieszkaniowa inflacja wynosi aż 21,2%.

W ujęciu rocznym (marzec 2023 r. – marzec 2024 r.) najbardziej podrożały usługi kanalizacyjne (+9,7%), a także usługi związane z zaopatrywaniem w wodę (+9,0%). Łączny poziom mieszkaniowej inflacji redukował z kolei taniejący opał (-16,1%). Jednakże w ujęciu dwuletnim (marzec 2022 r. – marzec 2024 r.) opał według danych GUS podrożał o około 11%. Była to najmniejsza dwuletnia podwyżka obok kosztów wywozu śmieci (+10,8%).

Na drugim końcu skali znajdziemy energię cieplną, która przez dwa lata podrożała o 51,3% według GUS. Główny wpływ na tę horrendalną podwyżkę miała zmiana z okresu marzec 2022 r. – marzec 2023 r. (+40,7%). Wysokie koszty ciepła sieciowego uwidoczniły lepiej problem, jakim jest wysoka energochłonność wielu starszych budynków.Zmiany kosztów mieszkaniowych marzec 2022 - marzec 2024

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek opon w I kwartale 2024: spadki w Polsce, wzrosty w Europie

W pierwszym kwartale 2024 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów spadała ogółem o -3%, podobnie w największym segmencie opon do samochodów osobowych (-3%). W pozostałych segmentach sprzedaż również się zmniejszyła: opony dostawcze -12%, ciężarowe -15%, rolnicze -6%, a przemysłowe pozostały bez zmian (0%). Wzrosty zanotowano w segmencie SUV +12%, a także opon motocyklowych +1%.POLSKA Q1 2024

W Europie wzrosła sprzedaż opon w segmencie opon konsumenckich o +3%, a także opon całorocznych i zimowych. Pozostałe segmenty notowały nieduże spadki.

– Widzimy pewne wyhamowanie spadków sprzedaży opon na polskim rynku, ale większość segmentów nadal nie rośnie. Wyjątkiem są wzrosty w segmencie SUV i opon motocyklowych. Mamy nadzieję, że w kolejnych kwartałach będziemy notować lepsze rezultaty wraz z rosnącym rynkiem wewnętrznym, ruchem pojazdów i zwiększającą się liczbą przewozów osobowych i towarowych. Naszym niezmiennym celem jest dalsza edukacja kierowców dotycząca istotnej roli odpowiednio dobranych opon dla bezpieczeństwa na drogach – podkreśla Anna Burakowska, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO są przedstawicielami największych w Polsce i na świecie producentów opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Segment opon do SUV’ów odnotowuje zwykle najmocniejsze wzrosty ze wszystkich. To zasługa rosnącego popytu na ten segment samochodów. Warto pamiętać, że opony do nich są nieco inne i nie chodzi o przyczepność w błocie czy rodzaj napędu. Przez wyżej położny środek ciężkości opony do SUV’ów muszą mieć nieco mocniejszą konstrukcję boku opony i wzmocnioną konstrukcję, żeby lepiej zapewniać przyczepność na zakrętach. Opony to szczególnie ważne wyposażenie samochodu, które jest inwestycją i nie można na nich oszczędzać – to przełoży się na mniejsze bezpieczeństwo dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

EUROPA Q1 2024 EUROPA Q1 2024 SEZONOWE– Inflacja nadal wpływa na popyt we wszystkich liniach oponiarskich. Sprzedaż w segmentach samochodów ciężarowych i autobusów pozostaje ujemna (-8%) w porównaniu z pierwszym kwartałem 2023 r., podobnie jak w przypadku opon motocyklowych (-6%). W segmencie konsumenckim nadal obserwujemy ożywienie, które rozpoczęło się w ostatnim kwartale 2023 r., głównie dzięki sprzedaży opon zimowych. Jednak cały segment jest o 2% niższy niż w I kwartale 2019 r., przed kryzysem COVID-19 – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Hakerzy z Chin atakują instytucje wojskowe w Europie

  • Cyberatak dotyczył systemu płac, w którym uczestniczył obecny personel serwisowy i kilku weteranów. Ujawniono głównie nazwiska i dane bankowe.
  • Według analizy zagrożeń Check Point instytucje z sektora rządowego/wojskowego stają w obliczu ponad 1720 ataków tygodniowo. Sektor ten niezmiennie plasuje się w pierwszej trójce najbardziej zagrożonych sektorów gospodarki na świecie.

Brytyjskie Ministerstwo Obrony padło ofiarą kolejnego ataku hakerów z Chin – podaje Sky News. To kolejny dowód na wzrastające zagrożenie ze strony sponsorowanych przez państwa grup hakerskich, które mają na celu przejęcie poufnych danych i tajemnic państw członkowskich Europy – ostrzegają eksperci firmy Check Point.

W ostatnim czasie nastąpił gwałtowny wzrost działań cybernetycznych wspieranych przez państwa, przy czym chińskie operacje cybernetyczne stały się szczególnie poważnym zagrożeniem. Raport dotyczący bezpieczeństwa cybernetycznego za rok 2024 firmy Check Point ujawnił wyrafinowane taktyki stosowane przez Chiny, podkreślając ich strategiczny wpływ na bezpieczeństwo globalne.

Według analizy zagrożeń Check Point instytucje z sektora rządowego/wojskowego stają w obliczu ponad 1720 ataków tygodniowo. Sektor ten niezmiennie plasuje się w pierwszej trójce najbardziej zagrożonych sektorów gospodarki na świecie.

– Chińskie grupy zagrożeń w coraz większym stopniu koncentrują się na wykorzystywaniu luk w zabezpieczeniach, które umożliwiają uzyskanie nieautoryzowanego dostępu, zanim dostawcy dowiedzą się o tym i opracują poprawki. Wyrafinowane taktyki stosowane przez te organizacje mają na celu infiltrację szerokiego spektrum celów globalnych, od infrastruktury krytycznej po agencje rządowe. Skala tych działań i ukierunkowanie na sektory krytyczne wskazują, że grupy cyberprzestępcze dysponują dużymi zasobami i są wysoce skoordynowane – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

Oprócz tradycyjnych korzyści płynących ze szpiegostwa, chińską działalnością cybernetyczną motywują także zachęty ekonomiczne. Celem tych operacji jest nie tylko gromadzenie informacji wywiadowczych, ale także wspieranie interesów gospodarczych Chin na całym świecie. Podwójne wykorzystanie zdolności cybernetycznych do szpiegostwa i celów gospodarczych pokazuje kompleksową strategię Państwa Środka, mającą na celu wzmocnienie pozycji kraju jako światowego superpotęgi Konsekwencje cyberszpiegostwa są znaczące i wpływają nie tylko na bezpośrednie cele, ale także na szerszą społeczność międzynarodową.

– Żyjemy w erze, w której włamania do państw narodowych stają się nową normą. Niedawne ataki Rosjan na infrastrukturę krytyczną w USA, ataki Iranu na ministerstwa w Albanii i Izraelu oraz naruszenia bezpieczeństwa komitetów wyborczych w Wielkiej Brytanii uzmysławiają nam jak potrzebna jest współpraca międzynarodowa w zakresie cyberbezpieczeństwa – dodaje ekspert firmy Check Point

Wojna w Ukrainie: paradoks normalności i koszmaru

Wojna w Ukrainie przynosi paradoksalne połączenie koszmaru i zwykłych elementów normalnego życia. Jest ona też pełna „cudów” jak na kraj tak długo dotknięty wojną, m.in. dobrze funkcjonujący sektor energetyczny, solidnie zaopatrzone sklepy, czy też powszechnie dostępny internet i dobrze rozwinięta komunikacja cyfrowa.

Wychowany na wojennych filmach o II Wojnie Światowej mam w głowie obraz wojny totalnej sprzed 80 lat. Widzimy wielkie bitwy i szybkie przesuwanie się frontów z milionami żołnierzy zajmujących kolejne wielkie połacie ziemi oraz forujących góry i rzeki. I przede wszystkim mieszkańców terytoriów okupowanych lub dotkniętych działaniami wojennymi – w schronach, pod ciągłym bombardowaniem lub schowanych w domach. Sparaliżowane życie, brak jakichkolwiek spotkań i rozrywek, czarny rynek, niewiarygodne ceny za jakikolwiek produkt, zamknięte szkoły, szpitale, teatry, kawiarnie i biura, urzędy czy banki. Szare ulice po których czasami maszerują tylko zwarte kolumny żołnierzy w pełnym umundurowaniu. Brak komunikacji pomiędzy ludźmi, cenzura, tylko rządowa informacje, propaganda i koniec jakiejkolwiek wymiany swobodnej myśli.

Wojna w Ukrainie jest jakaś „inna”

Wojna naszych czasów przynosi paradoksalnie niezrozumiałe połączenie koszmaru i zwykłych elementów normalnego życia. Komunikaty o alarmie powietrznym i możliwości uderzenia pocisków pojawiają się prawie codziennie (Kijów, Odessa), ale teraz jest tylko kilka minut przed potencjalnym uderzeniem pocisku. Nikt też prawie nie dobiega do schronów, w parkach spacerują matki z dziećmi w wózkach, a inne dzieci bawią się na placach zabaw i tylko wszyscy pokazują sobie małe pociski na niebie – to lecące rakiety i drony. I uderzenia obrony przeciwlotniczej niszczące pociski, a czasami tylko głuchy stukot i wybuch w samym mieście.

Samo życie… toczy się jakby normalnie. W Kijowie sznur samochodów jak zwykle powoduje ogromne korki. Ludzie wysiadają z metra lub autobusów i idą codziennie do pracy jakby nic się nie stało. Godzina policyjna (komandirska) obowiązują od 12 w nocy do 5 rano, ale w Kijowie nikt tego nie przestrzega. Pozory normalnego życia kwitną, odbywają się koncerty muzyczne i przedstawienia, tylko na początek jest informacja o najbliższych miejscach gdzie są schrony (zwykle stacje metra). Ludzie słuchają muzyki, a potem siedzą w powoli pojawiających się ogródkach kawiarni i restauracji.

Cud w energetyce, i nie tylko

A jak działa energetyka? Jest to sektor, który szczególnie blisko obserwuję i jest to dla mnie… cud, że działa tak sprawnie. Zajęto lub zniszczono połowę elektrowni: okupowana jądrowa Zaporoska, zniszczone walkami lub pociskami balistycznymi – Wughlehirska w Doniecku, Tripolska pod Kijowem, wodna zaporoska z wielką tamą na Dniestrze (tama jeszcze stoi, zmieszczona jest poniżej w Nowej Kachowce). Spadło także zapotrzebowanie na energię, bo okupowane lub zniszczone są też wielkie zakłady przemysłowe. Dokonywane są cudy pracy inżynierskiej, ale wciąż energia i ciepło jest dostępne (tylko z małymi przerwami zaraz po kolejnych atakach). Ale miasta są rozświetlone w nocy i dalej sprawiają pozory normalnego życia.

W podobny „niewiadomy” sposób działa ekonomia. Ukraińska hrywna straciła przez wojnę tylko ok. 30% w stosunku do dolara i euro. Wciąż możliwa jest również swobodna wymiana pieniędzy w kantorach – nie ma tylko już wystawionych wielkich szyldów z kursem i trzeba negocjować wewnątrz w zależności od ile banknotów chcemy dostać.

Szok można przeżyć również w supermarketach – w naszym rozumieniu wojny, oczekujemy pustych półek i wszystkiego na kartki. Tymczasem, są one bardzo dobrze zaopatrzone. Nie ma żadnych problemów z produktami. Półki są pełne, a wręcz zawalone nie tylko żywnością o długim terminie ważności, ale i można dostać wszelkiego typu świeże warzywa i owoce.

Internet w czasach wojny

Warto również zauważyć, że podczas wojny w Ukrainie nie ma też większych problemów z komunikacją. Powszechnie dostępny internet i dobrze rozwinięta komunikacja cyfrowa właściwie łączy Ukrainę z całym światem.

Szokująca jest też możliwość wymiany międzynarodowej. W kraju gdzie od ponad 800 dni nie funkcjonuje komunikacja lotnicza –  z jednej strony prowadzone są działania wojenne na całym froncie, a z drugiej są ograniczenia w podróży (mężczyźni w wieku poborowym) – jest zupełnie możliwe robienie zakupów w zagranicznych sklepach internetowych (dowolny produkt). Mało tego – dostawa kurierska „pod drzwi” po stosunkowo krótkim okresie (kilka dni). Tu właściwie cały czas nieprzerwane są możliwości cyfrowych społeczeństw.

A czy my jesteśmy gotowi?

Pod płaszczem „właściwie normalnego życia” nowoczesna wojna toczy się dalej. Codziennie giną dziesiątki, jak nie setki ukraińskich mężczyzn i kobiet. Na ulicach pośród normalnie spacerujących ludzi widać żołnierzy w mundurach, ale też i wielu inwalidów i ofiar wojny. Na murach i ulicach – dużo patriotycznych informacji i znaków niezłomnego oporu.

Wojna wdziera się coraz silniej w pozory normalnego życia, w małych autobusikach używanych do komunikacji w mieście pojawiają się kontrole wręczające wszystkim młodym mężczyznom powołania do wojska, a przynajmniej do komisji poborowych. Ukraina jest zadziwiającą mieszanką bohaterstwa i nieustępliwej walki o niepodległość, a jednocześnie dziwnych biznesów i szoku – na przykład patrząc na sunące po Odessie nowe modele samochodów, w tym elektrycznych. Ktoś je kupuje, ktoś sprowadza.

Wojna naszych czasów trwa i pokazuje wszystkie swoje oblicza. A czy my jesteśmy gotowi żeby też przyszła do nas? Jeśli osłabnie nasza chęć pomocy i przyzwyczaimy się do tego i zostawimy Ukrainę sama wobec agresji – prawdopodobnie tak samo będzie wyglądać i u nas.

Autor: prof. Konrad Świrski, wykładowca Politechniki Warszawskiej i prezes firmy Transition Technologies działającej w branży IT

Ceny akcji firm zbrojeniowych nie zawsze pokazują, w jak niebezpiecznych czasach żyjemy

Uchwalony przez amerykański kongres pakiet pomocowy wartości 95 mld dolarów dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu, zwiastuje dobry czas dla branży zbrojeniowej. Jednak niekoniecznie jest to widoczne w wynikach dużych koncernów zbrojeniowych. Lepiej na tym polu radzą sobie mniejsi europejscy producenci. Warto pamiętać, że wydatki na zbrojenia to nie tylko zakupy sprzętu, które w wielu wypadkach stanowią mniejszość całkowitych kosztów.

Wzrost międzynarodowych napięć na świecie prowadzi do istotnego wzrostu wydatków na obronność. Można powiedzieć, że okres, w którym ludzkość mogła korzystać ze swoistej „pokojowej dywidendy”, ewidentnie się zakończył. Dotyczy to szczególnie Europy, która po zimnej wojnie mogła znacząco zredukować swoje wydatki na armię. Polska w poprzednim roku wydała na obronność 3,9 proc. PKB, a w 2024 będzie to nawet 4,1 proc. PKB. Stany Zjednoczone niedawno uchwaliły dodatkową pomoc obronną w wysokości 95 mld dolarów dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu. Także Wielka Brytania zobowiązała się zwiększenie wydatków do 2,5 proc. PKB do 2030 roku.

Światowe wydatki na obronność spadły proporcjonalnie o 60 proc. od czasów zimnej wojny. W ubiegłym roku wyniosły średnio 2,3 proc. globalnego PKB, czyli 2,4 bln dolarów. Stany Zjednoczone ponoszą zdecydowanie największe wydatki na obronność. Ich budżet wysokości 900 mld dolarów stanowi 37 proc. globalnych wydatków i jest trzykrotnie większy niż budżet Chin. Te dwa największe kraje odpowiadają za ponad połowę całkowitych wydatków w tym sektorze. Rosja zajmuje w tej kwestii trzecie miejsce na świecie, z budżetem około 100 miliardów dolarów. Świat arabski jest liderem pod względem proporcjonalnych wydatków na poziomie prawie 5 proc. PKB. Europa pozostaje w tyle, wiele krajów cały czas wydaje na obronność mniej niż 2 proc. PKB. Zaczęła jednak nadrabiać zaległości i wydatki w Europie rosną obecnie najszybciej. Na horyzoncie pojawiła się propozycja Polski dotycząca zwiększenia wydatków na obronność do 3 proc. PKB przez wszystkie kraje NATO.

Większe wydatki, jak obserwujemy na rynku, nie zawsze oznaczają lepsze wyniki akcji spółek z sektora. Najważniejszy amerykański fundusz ETF inwestujący w sektor obronny – iShares US Aerospace & Defense ETF (ITA), radził sobie w zeszłym roku gorzej od indeksu S&P500. Podobnie jest w tym roku: od początku 2024 roku, wzrósł on o 6,5 proc., podczas gdy S&P500 osiągnął wzrost o 9,2 proc. Wynika to z kilku kwestii: po pierwsze, wydatki zbrojeniowe – szczególnie te największe – mają charakter wieloletni, a efekt obecnych wydatków, może przełożyć się na produkcje za kilka lat. Im bardziej zaawansowana jest militarna technologia, tym ten efekt jest silniejszy. W wielu przypadkach, sprzedaż najnowocześniejszych technologii wymaga odpowiednich zgód, co także wydłuża proces.

Po drugie, wiele firm z branży militarnej to koncerny produkujące także na potrzeby cywilne (w tym lotnicze i kosmiczne), a ta produkcja może obciążać wyniki firm. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Boeing, który zmaga się z ogromnym kryzysem związanym z bezpieczeństwem cywilnych samolotów. Jednocześnie, w 2023 była to piąta największa firma na świecie pod względem kwoty realizowanych kontraktów zbrojeniowych.

Po trzecie, wydatki na obronność będą przeznaczone nie tylko na zakup sprzętu, ale także powiększanie liczebności armii czyli na pensje, garnizony, mieszkania dla żołnierzy i inną infrastrukturę z tym związaną. W tym kontekście, zwiększone wydatki mogą sprzyjać innym branżom – na przykład budowlanej czy finansowej lub po prostu zwiększać konsumpcję.

W ujęciu proporcjonalnym, Europa cały czas wydaje na obronność mniej niż reszta świata, zaczęła jednak nadrabiać wieloletnie zaległości. Wydatki rosną trzykrotnie szybciej niż w Stanach Zjednoczonych. Poprawia to wyniki europejskich spółek z sektora obronnego. W ich przypadku, te fundusze mają nieproporcjonalnie duże znaczenie w porównaniu z amerykańskimi gigantami obronnymi, dla których dodatkowe zamówienia nie przekładają się tak mocno na wyniki. Mniejsze, mniej zdywersyfikowane europejskie spółki z sektora obronnego są jednak na fali rosnącej. Rolls Royce był w ubiegłym roku liderem europejskiego indeksu Stoxx 600, na trzecim miejscu znajduje się włoski Leonardo, a na szóstym – niemiecki Rheinmetall. Na rzecz europejskich spółek działał także silny dolar. Słabsze euro czyniło produkcję europejskich koncernów bardziej atrakcyjną na świecie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rozporządzenie AI – zakazy i obowiązki

UE chce uregulować zasady wykorzystywania sztucznej inteligencji (AI). Parlament Europejski 13 marca 2024 r. przyjął rozporządzenie w tej sprawie, tzw. Artificial Intelligence Act. Określa ono jakie praktyki stosowania AI są zakazane, a które niosą ze sobą wysokie ryzyko dla ludzi, oraz ustanawia obowiązki w zakresie przejrzystości co do niektórych systemów AI. Większość nowych obowiązków spoczywa na dostawcach (podmiotach wdrażających, providerach, developerach) systemów sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka. Za ich niedochowanie przedsiębiorcy grozi kara nawet do 35 mln euro.

Artificial Intelligence Act określa trzy kategorie ryzyka

W kwietniu 2021 r. Komisja Europejska zaproponowała pierwsze unijne ramy regulacyjne dotyczące sztucznej inteligencji. Systemy AI, które mogą być wykorzystywane w różnych dziedzinach życia, są analizowane i klasyfikowane zgodnie z ryzykiem, jakie stwarzają dla użytkowników. Różne poziomy ryzyka będą oznaczać więcej lub mniej regulacji. Aplikacje AI wpływają na to, jakie informacje użytkownik widzi w sieci przewidując, jakie treści są dla niego interesujące. Przechwytują i analizują informacje z twarzy w celu egzekwowania prawa lub personalizacji reklam, a także są wykorzystywane w wielu innych aspektach życia.

AI Act to pierwszy na świecie kompleksowy akt prawny dotyczący sztucznej inteligencji. Unijne rozporządzenie tworzy klasyfikację AI przypisując jej wykorzystywanie do trzech kategorii ryzyka. Po pierwsze, aplikacje i systemy, które stwarzają niedopuszczalne ryzyko, takie jak rządowy scoring społeczny (systemy oceny społecznej) typu stosowanego w Chinach, są zakazane. Po drugie, aplikacje wysokiego ryzyka, takie jak narzędzie do skanowania CV, które klasyfikuje kandydatów do pracy, muszą spełniać określone normy. Po trzecie, systemy o ograniczonym ryzyku AI (niskie lub minimalne) podlegają obowiązkom w zakresie przejrzystości – developerzy i wdrożeniowcy muszą zapewnić, że użytkownicy końcowi są świadomi tego, iż wchodzą w interakcję ze sztuczną inteligencją (chatboty i deep fakes). Aplikacje, systemy, które nie zostały wyraźnie zakazane lub wymienione jako obarczone wysokim ryzykiem, kategoryzuje się jako niosące minimalne ryzyko dla użytkowników i pozostawia nieuregulowanymi.

Kogo dotyczą przepisy rozporządzenia?

Zgodnie z art. 2 rozporządzenia, jego regulacje dotyczą dostawców wprowadzających do obrotu lub oddających do użytku systemy AI lub wprowadzających do obrotu na rynek modele sztucznej inteligencji ogólnego przeznaczenia w Unii Europejskiej, niezależnie od tego, czy dostawcy ci mają siedzibę lub miejsce prowadzenia działalności na jej terytorium, czy na terytorium w państwie trzecim. Kolejnym adresatem są podmioty wdrażające systemy AI, które mają miejsce prowadzenia działalności lub które znajdują się na terytorium Unii, a także dostawcy i podmioty wdrażające, którzy mają miejsce prowadzenia działalności lub którzy mają siedzibę w państwie trzecim, w którym wytworzone przez AI produkty są wykorzystywane w UE. Przepisy dotyczą również importerów i dystrybutorów systemów AI, producentów produktów wprowadzających do obrotu lub oddających do użytku system AI wraz ze swoim produktem i pod własną nazwą lub znakiem towarowym, upoważnionych przedstawicieli dostawców niemających siedziby w Unii, i inne zainteresowane osoby, które mają siedzibę w UE.

Zakazane praktyki

Zakazane są praktyki, które mogą manipulować ludźmi za pomocą technik podprogowych poza ich świadomością lub wykorzystywania słabości określonych grup społecznych szczególnie wrażliwych, takich jak dzieci lub osoby niepełnosprawne, w celu istotnego zniekształcenia ich zachowania w sposób, który może wyrządzić im lub innej osobie szkodę psychiczną lub fizyczną. Inne praktyki manipulacyjne lub wykorzystujące osoby dorosłe, które mogą być ułatwione przez systemy sztucznej inteligencji, mogą być objęte istniejącymi przepisami dotyczącymi ochrony danych, ochrony konsumentów i usług cyfrowych, które gwarantują, że osoby fizyczne są odpowiednio informowane i mają wolny wybór, aby nie podlegać profilowaniu lub innym praktykom, które mogą wpływać na ich zachowanie. Poza wyjątkami, zabronione jest również stosowanie zdalnych systemów identyfikacji biometrycznej „w czasie rzeczywistym” w publicznie dostępnych przestrzeniach w celu egzekwowania prawa.

Systemy AI wysokiego ryzyka

Systemy AI wysokiego ryzyka są dozwolone na rynku europejskim pod warunkiem spełnienia określonych obowiązkowych wymogów i oceny zgodności ex ante (z góry, przed wdrożeniem). Klasyfikacja do wysokiego ryzyka zależy nie tylko od funkcji pełnionej przez system AI, ale także od konkretnego celu i warunków, w jakich jest on wykorzystywany.

Systemy AI wysokiego ryzyka muszą wypełniać wymogi w odniesieniu do danych i zarządzania danymi, dokumentacji i prowadzenia rejestrów, przejrzystości i dostarczania informacji użytkownikom, nadzoru ludzkiego, solidności, dokładności i bezpieczeństwa. Dokładne rozwiązania techniczne mające na celu osiągnięcie zgodności z tymi wymogami mogą być zapewnione przez normy lub inne specyfikacje techniczne lub w inny sposób opracowane zgodnie z ogólną wiedzą inżynieryjną lub naukową według uznania dostawcy systemu AI.

Systemy wysokiego ryzyka AI to systemy sztucznej inteligencji stosowane jako element bezpieczeństwa w którymś z produktów wskazanych w Załączniku nr 2 do rozporządzenia, oraz w takich obszarach jak kategoryzacja osób, edukacja, zatrudnienie, egzekwowanie prawa i wymiar sprawiedliwości.

Obowiązki w zakresie przejrzystości

Przedsiębiorstwa dostarczające systemy sztucznej inteligencji będą musiały wypełniać obowiązki związane ze szczególnym ryzykiem manipulacji, jakie systemy te mogą stwarzać. To tzw. obowiązki w zakresie przejrzystości, które będą miały zastosowanie do systemów: wchodzących w interakcje z ludźmi, wykorzystywanych do wykrywania emocji lub określania powiązań z kategoriami (społecznymi) na podstawie danych biometrycznych lub generujących treści lub manipulujących nimi („deep fakes„). Gdy osoby wchodzą w interakcję z AI lub ich emocje lub cechy są rozpoznawane za pomocą zautomatyzowanych środków, muszą zostać poinformowane o tej okoliczności. Jeśli system sztucznej inteligencji jest wykorzystywany do generowania lub manipulowania treściami graficznymi, dźwiękowymi lub wideo, które w znacznym stopniu przypominają autentyczne treści, należy wówczas ujawniać, że treści te są generowane w sposób zautomatyzowany, z zastrzeżeniem wyjątków dla uzasadnionych celów, takich jak egzekwowanie prawa, czy wolność wypowiedzi.

Koszty finansowe i osobowe przestrzegania nowych przepisów

Autorzy rozporządzenia w 2021 r. przyznali, że przedsiębiorstwa, które opracowują lub wykorzystują aplikacje AI wysokiego ryzyka, przy spełnianiu nowych wymogów i obowiązków, do 2025 roku będą musiały się liczyć z niebagatelnymi kosztami, jakie będą towarzyszyć dostawie, weryfikacji czy nadzoru nad takimi systemami. Firmy, które opracowują lub wykorzystują aplikacje AI niesklasyfikowane jako wysokiego ryzyka, miałyby jedynie minimalne obowiązki informacyjne. Mogłyby one jednak zdecydować się na dołączenie do innych i wspólnie przyjąć kodeks postępowania w celu przestrzegania odpowiednich wymogów i zapewnienia, że ich systemy sztucznej inteligencji są godne zaufania. W takim przypadku koszty byłyby co najwyżej tak wysokie, jak w przypadku systemów AI wysokiego ryzyka.

Wysokie kary, skuteczne i odstraszające

By zabezpieczyć przestrzeganie nowych przepisów w rozporządzeniu przewidziano surowe kary, które mają być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające. Naruszenia w obszarze zakazanych praktyk AI zagrożone są karą w wysokości do 35 000 000 euro lub do 7% rocznego światowego obrotu w przypadku przedsiębiorstwa, w zależności od tego, która z tych kar będzie dla niego wyższa. Dostarczenie właściwym organom krajowym nieprawidłowych informacji wymaganych rozporządzeniem podlega karze do 7 500 000 euro lub 1% obrotu.

Podsumowanie

Rozporządzenie AI harmonizuje przepisy dotyczące wprowadzania do obrotu, oddawania do użytku i używania systemów sztucznej inteligencji na terytorium Unii Europejskiej. Ustanawia zakaz stosowania niektórych praktyk w zakresie AI, a także określa szczególne wymogi dotyczące systemów sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka i wynikające z tego obowiązki operatorów tych systemów. Unifikuje również przepisy w zakresie przejrzystości systemów AI przeznaczonych do interakcji z konsumentami, systemów rozpoznawania emocji i systemów kategoryzacji biometrycznej oraz systemów sztucznej inteligencji wykorzystywanych do generowania lub przetwarzania treści graficznych, dźwiękowych lub wideo. Wprowadza regulacje dotyczące monitorowania i nadzoru rynku. Ale ustanawia również środki wspierające innowacje, ze szczególnym uwzględnieniem sektora małych i średnich przedsiębiorstw, w tym startupów. Na przedsiębiorców związanych z dostarczaniem, udostępnianiem systemów sztucznej inteligencji AI spadnie jednak obowiązek i wysokie koszty dostosowania się do wymogów nowych przepisów. Jeszcze wyższy jest ciężar ewentualnych kar, jaki nad nimi zawiśnie.

Na tym etapie trudno jeszcze oceniać wartość wprowadzonych regulacji. Jednak potrzeba zwiększenia kontroli nad coraz bardziej powszechnym z każdym dniem zjawiskiem wykorzystywania AI w wielu dziedzinach życia nie ulega wątpliwości. Olbrzymie możliwości AI powodują bowiem, że pozostawienie jej wykorzystywania bez zapewnienia odpowiedniego nadzoru mogłoby stanowić ogromne zagrożenie. Wprowadzone przepisy mają chronić użytkowników zapewniając im świadomość tego, co jest wytworem człowieka, a co komputera, i stanowić prewencję przeciw „dzikiemu” rozwojowi zastosowań sztucznej inteligencji.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Strefa euro wychodzi ze stagnacji, a dezinflacja postępuje powoli, ale stabilnie

  • W samą porę na Eurowizję w Malmö 7-11 maja, strefa euro wyszła z trwającej od pięciu kwartałów stagnacji (+0,3% kw./kw. w I kwartale), co wskazuje na początek stopniowego ożywienia gospodarczego.
  • Także trwająca dezinflacja postępuje zgodnie z oczekiwaniami, a inflacja bazowa spadła do 2,7% – najniższego poziomu od ponad dwóch lat.
  • Odbicie nie jest jednak powszechne – gospodarka nadal wykazuje wyraźny podział, z kwitnącym sektorem usług i słabnącym sektorem produkcyjnym, z których każdy w różny sposób wpływa na ogólny wzrost i inflację.
  • W tym kontekście nadal oczekujemy, że EBC zainicjuje w tym roku dwie obniżki stóp procentowych, które rozpoczną się już w czerwcu.

Strefa euro ponownie wychodzi ze stagnacji, a dezinflacja postępuje powoli, ale stabilnie

Po pięciu kwartałach stagnacji gospodarka strefy euro wzrosła o +0,3% kw/kw (1,3% w ujęciu rocznym) w I kwartale 2024 r., odbijając się od technicznej recesji w drugiej połowie 2023 r. z powodu rewizji w dół poprzedniego kwartału. Eksport netto powinien mieć pozytywny wpływ (na PKB), wspierany przez silny popyt w USA i malejący import do UE. Patrząc na dane na poziomie krajowym, popyt krajowy również powinien ulegać z czasem poprawie, dzięki dalszemu ożywieniu inwestycji i niewielkiemu wzrostowi wciąż słabej konsumpcji. Tymczasem inflacja zasadnicza utrzymała się w kwietniu na poziomie 2,4% r/r, podczas gdy inflacja bazowa spadła o 0,2pp do 2,7% – najniższego poziomu od dwóch lat. Jeszcze bardziej zachęcające jest to, że stopa inflacji bazowej w ujęciu miesiąc do miesiąca, która jest wolna od efektów bazowych, spadła do 1,8% m/m w ujęciu rocznym i wyrównanym sezonowo, tym samym nie przekraczając celu inflacyjnego EBC. Ogólnie rzecz biorąc, dane z tego tygodnia potwierdzają zarówno nasze oczekiwania, jak i te wyrażane przez EBC odnośnie powolnego, ale stałego procesu dezinflacji i łagodnego przyspieszenia wzrostu, przy czym ten ostatni jest wspierany przez konsumpcję przy rosnących płacach realnych. W związku z tym trzymamy się naszego postulatu dwóch obniżek stóp procentowych EBC w tym roku, a następnie trzech kolejnych obniżek w 2025 roku. Tak więc, o ile przed czerwcem nie pojawią się niekorzystne dane to pierwsza obniżka stóp procentowych może nastąpić już w czerwcu, wcześniej niż niedawne przewidywania zakładające lipiec, ponieważ większa liczba przedstawicieli EBC wyraziło chęć wcześniejszego działania (wykres 1).

Wykres 1: Perspektywy wzrostu, inflacji i polityki pieniężnej w strefie euroPerspektywy wzrostu, inflacji i polityki pieniężnej w strefie euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Jednak – pod powierzchnią uspokajającej się toni utrzymują się znaczne rozbieżności gospodarcze zarówno w poszczególnych krajach, jak i sektorach. Inflacja w strefie Euro jest bardzo zróżnicowana i waha się od zaledwie 0,6% w Finlandii do aż 4,9% w Belgii. Wśród czterech największych gospodarek, Włochy pozostają na najniższym poziomie z inflacją wynoszącą zaledwie 0,9%, kolejne są Francja i Niemcy z jej poziomem 2,2%, podczas gdy Hiszpania notuje najwyższy od czterech miesięcy poziom inflacji 3,3%, głównie ze względu na rosnące ceny żywności.

Jednak najbardziej zauważalna rozbieżność nie dotyczy poszczególnych krajów, ale raczej sektorów gospodarki. Podczas gdy sektor usług odnotowuje silny i rosnący popyt, produkcja nadal spada. Ta niezwykła i długotrwała rozbieżność jest szczególnie widoczna w ankietach wśród menedżerów ds. zakupów (PMI), pokazanych na wykresie 2. Przypuszczalnie gospodarka strefy euro nadal przechodzi proces dostosowawczy po dwóch poważnych wstrząsach podażowych, związanych z Covid-19 i konfliktem na Ukrainie, wraz z następującymi po nich wzrostami cen energii. Podział sektorowy również nadal przekłada się na trendy inflacyjne. Inflacja w sektorze usług w strefie euro nadal jest wiodącą siłą inflacji bazowej, mimo że w końcu zaczęła nieznacznie spowalniać do 3,7% r/r w kwietniu po utrzymaniu stopy 4,0% przez pięć kolejnych miesięcy. Szczegółowe dane z ankiet PMI ujawniają jednak, że ceny nakładów w sektorze usług nadal silnie rosną w porównaniu ze średnimi historycznymi (wykres 3). Potwierdza to naszą opinię, że dezinflacja będzie nadal powolna, ponieważ większość koszyka konsumpcyjnego (45%) związana jest z usługami.

Wykres 2: Dywergencja sektorowa w strefie euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje sięDywergencja sektorowa w strefie euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje się

Źródła: S&P, Allianz Research

Wykres 3: Ceny czynników produkcji nadal silnie rosną w sektorze usługWykres 3: Ceny czynników produkcji nadal silnie rosną w sektorze usług

Źródła: S&P, LSEG Datastream, Allianz Research
Uwagi: Kropkowana zielona linia przedstawia prognozę Allianz Research

Niemcy zdołały uniknąć recesji dzięki wzrostowi inwestycji budowlanych i eksportu

Jednak spadek wydatków gospodarstw domowych nastraja mniej optymistycznie. Chociaż istnieją pozytywne oznaki, a usługi przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, produkcja wciąż jest powodem do niepokoju. W pierwszym kwartale 2024 r. niemiecki PKB wzrósł o +0,2% kw/kw po (zrewidowanym) spadku na koniec 2023 r. o -0,5%. Pomimo rosnącego optymizmu wśród konsumentów, przedsiębiorstw i inwestorów, wyzwania nie znikły. Słabość w sektorze przemysłowym, spadająca aktywność budowlana po łagodnej zimie, wysokie stopy procentowe wpływające na inwestycje i stłumiony popyt eksportowy to kluczowe kwestie. Chociaż rynek pracy jest nadal solidny, z rosnącymi płacami i spowalniającą inflacją, gospodarstwa domowe pozostają ostrożne w kwestii wydatków. Przy ograniczonej elastyczności fiskalnej i toczących się debatach na temat budżetu rządowego na 2025 r. – z szacowanym niedoborem w wysokości co najmniej 20 mld EUR – Allianz Trade spodziewa się umiarkowanego wzrostu na poziomie +0,1% w 2024 r. i +0,9% w 2025 r.

Francuska gospodarka wykazuje oznaki przyspieszenia, ale konsolidacja fiskalna może zaważyć na jej perspektywach

Francuski PKB wzrósł o +0,2% kw/kw w 1. kwartale 2024 roku. Wzrost PKB za 3. kwartał 2023 r. również został zrewidowany nieco wyżej (+0,1pp). Podział na wydatki i produkcję był ogólnie pozytywny. Konsumpcja gospodarstw domowych przyspieszyła do +0,4%, napędzana przez odbicie konsumpcji żywności i solidne wzrosty w usługach (zwłaszcza w transporcie i hotelarstwie). Znalazło to odzwierciedlenie w silnym wzroście popytu (+0,8%) na usługi zbywalne (nie niezbędne jak np. opieka zdrowia czy edukacja).  Innym pozytywnym aspektem było odbicie inwestycji przedsiębiorstw (+0,5%, po -0,8%), przy silnych wydatkach zarówno na komponenty produkcyjne, jak i na usługi. Eksport radził sobie całkiem dobrze (+0,5%, zrewidowany w górę w IV kw. 23), przy zwiększonych wysyłkach produktów rolno-spożywczych i innych produktów produkcyjnych. Nie znalazło to jednak odzwierciedlenia we wzroście produkcji przemysłowej (-0,1%), ponieważ przedsiębiorstwa dalej pozbywały się zapasów. Słabym punktem były inwestycje mieszkaniowe (-1,5%). Niemniej jednak produkcja budowlana ustabilizowała się (+0%), co sugeruje, że wydatki niemieszkaniowe odnotowały silne wzrosty (infrastruktura, handel). Konsolidacja fiskalna nie była jeszcze widoczna, a konsumpcja publiczna nadal odnotowywała solidne wzrosty (+0,6%). Jednak przy 10 mld EUR oszczędności już uchwalonych na resztę roku, prawdopodobnych dodatkowych 10 mld EUR (tj. łącznie 0,7% PKB w 2024 r.) oraz, jak ujawniono w kwietniowym projekcie budżetu, 30 mld EUR planowanych na 2025 r. (1,1% PKB), zakres silnego odbicia wzrostu pozostanie ograniczony.

Włoska gospodarka ponownie okazała się odporna, ale czy czynniki leżące u jej podstaw nie kryją niespodzianek?

PKB Włoch został zrewidowany w dół do +0,1% kw/kw z solidnego wzrostu o +0,2% w IV kwartale 2023 r., kiedy to restrykcyjna polityka pieniężna i słaby popyt globalny najbardziej uderzyły w gospodarkę. Jednak aktywność we Włoszech wzrosła w I kwartale nieco powyżej naszych jak i konsensusu rynkowych oczekiwań na poziomie +0,3% kw / kw, potwierdzając, że Włochy prowadzą w wyścigu w erze po pandemii (wykres 4). We wstępnym komunikacie stwierdzono, że popyt krajowy – zapasy brutto – miał negatywny wpływ na wzrost PKB, podczas gdy eksport netto miał pozytywny wpływ. Po stronie podaży rolnictwo, przemysł i usługi odnotowały wzrost wartości dodanej. Jednak sektor produkcyjny wyszedł z recesji dopiero w marcu, kiedy wskaźnik PMI wzrósł do 50,4 po prawie roku poniżej progu recesji. W kwietniu wskaźnik ten spadł z powrotem do 47,3, przy spadku zarówno produkcji, jak i nowych zamówień, co wyraźnie oznacza, że sektor ten nie wyszedł jeszcze z recesji. Jest również prawdopodobne, że zachęty podatkowe Superbonus pozostawiły swój ostatni ślad. Patrząc w przyszłość, spowolnienie działalności budowlanej będzie miało negatywny wpływ na perspektywy inwestycyjne, tylko częściowo kompensowane przez wydatki RRF (Unijny Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności) i odbudowę zaufania. Co więcej, pomimo tego, że Włochy wykazują jedną z najniższych stóp inflacji w strefie euro, Allianz Trade spodziewa się, że konsumpcja wzrośnie dopiero od drugiego kwartału roku. Wreszcie, rosnąca presja fiskalna zaciemnia perspektywy włoskiej gospodarki.

Hiszpania: silny wzrost na dłużej?

Hiszpańska gospodarka wzrosła o +0,7% kw/kw w pierwszym kwartale 2024 r., znacznie powyżej konsensusu i naszych oczekiwań (odpowiednio +0,4% i +0,3%), utrzymując tempo obserwowane w ostatnim kwartale 2023 roku. Wzrost napędzany był zarówno przez popyt krajowy, jak i zewnętrzny. Konsumpcja gospodarstw domowych wzrosła o +0,3%, a inwestycje odbiły o +2,6% po spadku w drugiej połowie 2023 roku. Eksport i import wzrosły odpowiednio o +2,4% i +1,1%. To mechanicznie podniosłoby prognozę Allianz Trade na 2024 r. z +1,9% do +2,4%, ale pozostajemy ostrożni co do perspektyw, biorąc pod uwagę udowodnioną zmienność nakładów brutto na środki trwałe i niepewność co do faktycznego wydatkowania funduszy NGEU do 2024 r.

Wykres 4: Dywergencja PKB między gospodarkami strefy euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje się, PKB znormalizowany (2019 = 100)Dywergencja PKB między gospodarkami strefy euro od czasu pandemii Covid-19 utrzymuje się, PKB znormalizowany

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2024 roku: stabilny wzrost mimo wyzwań

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w I kwartale 2024 roku. Do końca marca deweloperzy oddali do użytku blisko 49 000 mkw., czyli połowę zaplanowanej na ten rok nowej podaży. Ponadto kolejny kwartał z rzędu popyt mierzony liczbą finalizowanych umów najmu pozostaje na wysokim poziomie, co świadczy o dużej płynności stołecznego sektora biur.

PODAŻ: DO MARCA ODDAŁO SIĘ 50% POWIERZCHNI BIUROWEJ PLANOWANEJ NA 2024 ROK

W pierwszym kwartale 2024 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,24 mln mkw.

Według naszych szacunków w 2024 roku stołeczny rynek biurowy powiększy się o ok. 98 000 mkw. w ramach siedmiu budynków biurowych. Warto przy tym podkreślić, że do końca I kwartału deweloperzy oddali do użytku już 50% zaplanowanej na ten rok podaży”, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Łącznie w budowie znajduje się natomiast ponad 229 000 mkw. w dziewięciu inwestycjach. Jednym z projektów którego realizacja rozpoczęła się w ostatnich trzech miesiącach jest druga faza budynku Skyliner (Karimpol). Dodatkowo, pierwszy budynek z kompleksu Fort 7 (Atenor) zlokalizowany w warszawskiej dzielnicy Włochy otrzymał pozwolenie na budowę.
Wysoki koszt pozyskania finansowania oraz utrzymująca się relatywnie niska płynność na rynku inwestycyjnym nadal wpływają na utrzymanie stagnacji, jeśli chodzi o realizację nowych inwestycji na warszawskim rynku biurowym. Spodziewamy się, że sytuacja ta potrwa nawet do końca 2026 roku, a większość projektów, które mogą wystartować w najbliższych 12-24 miesiącach, będzie zlokalizowana w najbardziej atrakcyjnych miejscach umożliwiających deweloperom maksymalizację zwrotu z inwestycji”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

POPYT: LICZBA UMÓW NAJMU POZOSTAJE NA WYSOKIM POZIOMIE

W I kwartale całkowita aktywność najemców wyniosła ponad 139 000 mkw. i była niższa względem analogicznego okresu w 2023 roku o 11%. Niższy popyt to efekt początku roku i finalizacji umów zawartych pod koniec 2023 roku. Warto też zaznaczyć, że na aktywność najemców w ostatnich 18 miesiącach w dużym stopniu wpłynął widoczny trend optymalizacji i redukcji zajmowanej powierzchni biurowej.

Jednocześnie, popyt mierzony liczbą zawartych transakcji wzrósł w pierwszych trzech miesiącach roku o 4% r/r. Świadczy to o wysokiej płynności rynku najmu w sektorze biurowym pomimo trwającego okresu dekoniunktury gospodarczej i ograniczania zajmowanej powierzchni jako szerszej strategii dostosowywania się najemców do wyzwań nowego modelu pracy. Jak wynika z naszego raportu „Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze?”, 27% Polaków łączy pracę w biurze z home office, a odsetek ten w miastach pow. 500 tys. mieszkańców wynosi aż 36%”, dodaje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

W I kwartale 2024 roku strukturę popytu zdominowały nowe umowy, które stanowiły ok. 47% wszystkich zawartych transakcji. Renegocjacje i ekspansje miały odpowiednio 41% i 7% udziału w popycie. Do największych umów zawartych w tym okresie możemy zaliczyć powierzchnię wybudowaną na własne potrzeby przez Makro (6900 mkw.), renegocjację umowy przez jednostkę administracji publicznej w budynku Vector+ (6 000 mkw.) oraz renegocjację umowy w budynku IBC przez firmę z sektora biotechnologicznego (4000 mkw.).

Spodziewamy się, że aktywność najemców na warszawskim rynku w kolejnych kwartałach będzie utrzymywać się na stabilnym poziomie. Niemniej jednak, na tempo rozwoju rynku może wpływać ogólny sentyment gospodarczy oraz polityka firm międzynarodowych w zakresie redukcji kosztów i planów ekspansji”, mówi Jan Szulborski.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: CORAZ MNIEJ DOSTĘPNYCH BIUR W CENTRUM

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na warszawskim rynku biurowym po raz pierwszy od początku 2022 roku wyszedł z trendu spadkowego i wzrósł o 0,6 pp. kw./kw. plasując się na poziomie 11%”, komentuje Joanna Blumert, Head of Occupier Services, Cushman & Wakefield.

W ujęciu rocznym kontynuowany jest jednak proces ograniczenia dostępności powierzchni wyrażonej spadkiem wakatu o 0,6 pp. Tymczasowy przyrost dostępnej powierzchni jest w głównej mierze spowodowany kumulacją powierzchni oddanej do użytku w ostatnim kwartale i wydłużeniem procesu komercjalizacji biur.

Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2024-2026 będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej, co pozwoli warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnych zasobów biurowych. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji”, dodaje Joanna Blumert.

Obecnie najwyższy wakat utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,3%) i pozostaje na zbliżonym poziomie do lat 2021-2023. Z kolei w strefie Centralnej, dostępność powierzchni w marcu 2024 roku wyniosła 9,6% i jest o 3,4 pp. niższa względem końca 2021 roku.

STAWKI CZYNSZÓW: LOKALIZACJA, JAKOŚĆ BUDYNKU I POZIOM OBŁOŻENIA POZOSTANĄ GŁÓWNYMI ELEMENTAMI WPŁYWAJĄCYMI NA WZROSTY STAWEK CZYNSZU

W I kwartale 2024 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły 22,00-26,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych i nie uległy zmianie względem końca 2023 roku.

Odczuwalna przez ostatnie 24 miesiące presja na wzrost stawek czynszu na szerokim rynku była napędzana przez rekordowo wysoką waloryzację umów najmu o wskaźnik cen towarów i usług. HICP w 2022 roku dla strefy euro wyniosło 8,4% r/r, a 6,2% r/r w 2023 roku”, podsumowuje Grzegorz Dyląg, Head of Asset Services Business Space, Asset Services EMEA, Cushman & Wakefield.

Mieszkanie na start – kto może skorzystać?

Kupujących nie brakuje – tak mówią dane agencji nieruchomości homfi za I kwartał 2024 roku. Pomimo wciąż niekorzystnej sytuacji ekonomiczno-gospodarczej, coraz więcej Polaków szuka własnego mieszkania.

Analizując pierwszy kwartał 2024 roku, widzimy że liczba zainteresowanych zakupem utrzymuje się na podobnym poziomie, co w pierwszym kwartale zeszłego roku, a także w ostatnich 3 miesiącach 2023. W tych okresach falami napędzającymi popyt były programy rządowe – w zeszłym roku Program Pierwsze Mieszkanie i Kredyt 2%, których rozpoczęcie zapowiadane w pierwszym kwartale 2023 roku oraz zakończenie w ostatnim, mocno wywindowały liczbę zainteresowanych zakupem własnego M, a wraz z nią także ceny mieszkań. W tym roku kupujący czekają w blokach startowych na rozpoczęcie programu Mieszkanie na start. O ogromnym zainteresowaniu świadczą dane podane przez money.pl (za Rzeczpospolitą) o średniej liczbie aż 140 lokali dziennie, rezerwowanych przez klientów w biurach sprzedaży, w pierwszej połowie kwietnia.

Z danych agencji nieruchomości homfi wynika, że najbardziej optymistycznie sytuacja wygląda w Gdańsku i Wrocławiu, gdzie liczba zainteresowanych zakupem wzrosła kolejno o 60% oraz 21% m/m. Tak duża liczba chętnych nie pozostaje bez wpływu na ceny nieruchomości. A te w analizowanych miastach, według danych Otodom, wyglądają następująco: średni koszt za metr kwadratowy w Gdańsku to 15 121 zł/mkw (rynek pierwotny) oraz 15 303 zł/mkw (rynek wtórny), natomiast we Wrocławiu – 13 488 zł/mkw (rynek pierwotny) oraz 13 254 zł/mkw (rynek wtórny). Drożej zapłacimy w Krakowie – średnio 15 143 zł za metr kwadratowy nowego mieszkania oraz 16 467 zł za mieszkanie z drugiej ręki – i oczywiście w Warszawie, gdzie ceny wynoszą 16 557 zł/mkw (rynek pierwotny) i 18 240 zł/mkw (rynek wtórny).

Po spokojnym rozpoczęciu tego roku, które wynikało z zakończenia programów wspierających kredytowanie nieruchomości, widać spore ożywienie, nie tylko w biurach sprzedaży mieszkań, ale i u nas, w agencji nieruchomości. Niebawem startuje program Mieszkanie na Start i zainteresowanie nim jest bardzo duże. Jednak, nauczeni doświadczeniem, obserwujemy zależność – więcej chętnych na zakup to wyższe ceny, dlatego nawet teraz, bez startu nowego programu, wielu klientów nie chce czekać z decyzjami. Tego jeszcze nie widać w liczbach, ale klienci mogą spodziewać się, że w kolejnych miesiącach znów będzie drożej – komentuje Maciej Zięba, Dyrektor Operacyjny homfi.

Mieszkanie na start – poznaj założenia programu

Mieszkanie na start ma wejść w życie już jesienią 2024 roku. Jego czas trwania przewidziany jest do końca 2027 roku, a kredyt z niższym oprocentowaniem musi zostać udzielony na co najmniej 15 lat. O czym jeszcze warto wiedzieć? Zebraliśmy najważniejsze informacje w pigułce.

Ogólne informacje:

  • Limit przyjmowanych wniosków ma wynosić 15 tys. na kwartał (po jego przekroczeniu nabór ma być tymczasowo wstrzymywany). W 2024 r. maksymalny limit może wynieść 35 tys. wniosków o “kredyt na start”,
  • dopłaty w ramach programu będą wypłacane przez okres do 10 lat (120 rat kredytu hipotecznego),
  • stałe oprocentowanie i raty malejące będą możliwe przez pierwsze 5 lat korzystania z programu,
  • kredyt będzie można nadpłacać bez ograniczeń,
  • osobom korzystającym z programu, którym nie udało się uzbierać wkładu własnego w wysokości 20% wartości nieruchomości, państwo sfinansuje dopłatę do tej kwoty w ramach tzw. Gwarancji wkładu własnego realizowanej przez Bank Gospodarstwa Krajowego (nie będzie ona mogła być jednak wyższa niż 100 000 zł).

Skorzystać mogą:

  • Małżeństwa i związki partnerskie nie posiadające nieruchomości,
  • rodziny z co najmniej trójką dzieci posiadające już nieruchomość,
  • single przed ukończeniem 35. roku życia,
  • osoby z co najmniej jednym dzieckiem bez limitu wieku.

Co obejmują dopłaty?

  • Zakup, budowę lub wykończenie domu, mieszkania lub lokalowej nieruchomości,
  • nabycie działki,
  • realizację inwestycji kooperatywy mieszkaniowej przez członka tej kooperatywy,
  • nabycie spółdzielczego prawa własnościowego do lokalu.

Oprocentowanie kredytu:

  • Singiel – 1,5%
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 1,5%
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 1%
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 0,5%
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 0%

Limity dochodowe netto:

  • Singiel – 7 000 zł
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 13 000 zł
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 16 000 zł
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 19 500 zł
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 23 000 zł

Jeśli limit zostanie przekroczony, to wnioskodawca wciąż będzie mógł skorzystać z programu. Jego dopłaty zostaną jednak odpowiednio pomniejszone – o 50% kwoty przekroczenia wskazanego limitu dochodowego w przypadku singla oraz o 25% kwoty przekroczenia w pozostałych przypadkach. Oznacza to, że singiel zarabiający 8000 zł netto miesięcznie, otrzyma dopłatę niższą o 500 zł. W skrajnych przypadkach, gdy limit dochodowy zostanie wyraźnie przekroczony, może spowodować to, że dopłaty wyniosą 0 zł, a więc kredyt będzie miał taką samą ratę jak zwykły kredyt hipoteczny z ratą malejącą.

Limity kwoty kredytu:

  • Singiel – 200 000 zł
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 400 000 zł
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 450 000 zł
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 500 000 zł
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 600 000 zł

Można zaciągnąć kredyt hipoteczny na kwotę przewyższającą podane limity, ale wówczas dopłaty będą naliczane tylko do ustalonych maksymalnych kwot. Przykładowo, 5-osobowa rodzina, która złoży wniosek o kredyt hipoteczny 0% na nieruchomość o wartości 800 000 zł, może liczyć na preferencyjny kredyt o wartości 600 000 zł. Od różnicy, czyli pozostałych 200 000 zł, bank naliczy już standardowe koszty.

Limit powierzchni nieruchomości:

  • Singiel – 50 m2
  • Gospodarstwo 2-osobowe – 75 m2
  • Gospodarstwo 3-osobowe – 100 m2
  • Gospodarstwo 4-osobowe – 125 m2
  • Gospodarstwo 5-osobowe i większe – 150 m2

Przekroczenie limitu powierzchni mieszkania również nie dyskwalifikuje z ubiegania się o kredyt na start. Tak samo jak w przypadku wyższych zarobków, dopłaty zostaną jednak odpowiednio zmniejszone – miesięczne dopłaty skurczą się o 50 zł za każdy mkw. powyżej limitu.

To najważniejsze założenia nowego programu. Następca „Bezpiecznego kredytu 2 procent” jest w praktyce bardziej skomplikowany od poprzednika – głównie za sprawą dużej liczby zmiennych wpływających na ostateczną wysokość dopłat.

Kredytobiorcy, którzy skorzystają z “Kredytu na start”, powinni mieć też na uwadze, że przez okres 10 lat będą mieli ograniczone możliwości do dysponowania swoją własnością. Prawo do dopłat wygasa w chwili, gdy nieruchomość przestaje zaspokajać własne potrzeby mieszkaniowe kredytobiorcy, zostanie wynajęta lub osoba objęta programem nabędzie prawa do innej własności (z wyłączeniem dziedziczenia).

Ferrari: mocne wyniki finansowe, ale czy to wystarczy?

Ferrari dostarczy zawsze o jeden samochód mniej, niż wymaga tego rynek. To słowa Enzo Ferrari, założyciela włoskiej firmy sportowych samochodów, która właśnie opublikowała wyniki finansowe za I kwartał 2024 roku. Te zostały przyjęte raczej chłodno, co spotkało się z wyprzedażą akcji po publikacji. Z drugiej strony spadki Ferrari na giełdzie mają miejsca z okolic historycznych szczytów cenowych. Czy spółka będzie w stanie generować mocne liczby w przyszłości, przy dalszym ograniczeniu sprzedaży? Czy pomoże w tym Lewis Hamilton, który dołączy do zespołu Ferrari w Formule 1 od sezonu 2025? Czy spółka potrzebuje w ogóle tak znaczącego ambasadora, biorąc pod uwagę popyt znacznie przewyższający sprzedaż?

Mocne wyniki finansowe, ale czy na pewno?

Spółka zaprezentowała całkiem niezłe wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2024 roku, ale jednocześnie mieszane oczekiwania. Ferrari wygenerowało przychód na poziomie 1,58 mld euro, co stanowi wzrost na poziomie 10,5% r/r, przy oczekiwaniu na poziomie 1,55 mld euro. Jednocześnie zysk na akcję wyniósł 1,95 euro, przy oczekiwaniu na poziomie 1,85 euro oraz przy 1,62 euro w zeszłym roku. Spółka pokazała jednak lekko rozczarowujące prognozy na cały bieżący rok, wskazując na zysk na akcje na poziomie 7,5 euro przy oczekiwaniu na poziomie 7,77 euro. Przychody mają z kolei sięgnąć w sumie 6,4 mld euro przy oczekiwaniu na poziomie 6,5 mld eur. Nieco niższe oczekiwania ze strony firmy niż prognozy rynku mogą teoretycznie sugerować przewartościowanie w cenie akcji na giełdzie.

Co ciekawe, wyższa sprzedaż została wygenerowana przy niewielkiej zmianie w dostawach, względem zeszłego roku na poziomie 3560 samochodów. Wzrost dostaw zaliczył rynek europejski i amerykański, natomiast spadki dotyczyły głównie Chin oraz reszty rynku azjatyckiego, który stanowi jedynie 10% całego rynku Ferrari. Jednak wzrost wyników finansowych przy spadku dostaw to efekt siły marki i rosnących cen, które nie mają dużego znaczenia dla odbiorców, którzy czekają już latami na dostawy swoich wymarzonych samochodów.

Ferrari – lider światowego luksusu

Unikalny model biznesowy marki zapewnia jej ogromną siłę cenową i plasuje spółkę w ścisłej czołówce europejskiego rynku dóbr luksusowych. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze “przeciętne” Ferrari kosztuje blisko cztery razy więcej niż standardowe Porsche, co powoduje, że na samochody tej marki mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi. W ten sposób sprzedaż samochodów tej marki odporna jest na zawirowania gospodarcze występujące na świecie. Co więcej, wśród najbardziej rozpoznawalnych marek samochodowych takich jak Lamborghini, McLaren czy wcześniej wspomniane Porsche, to właśnie firma Enzo Ferrari utrzymuje największe marże operacyjne na rynku. Poprzez ograniczenie podaży, wyceny pojazdów Ferrari pozostają na wysokim poziomie, co wraz z bogaceniem się społeczeństwa powoduje, że popyt na dotychczasowe modele jest na tyle duży, że samochody te mogą nawet nabierać wartości na rynku wtórnym.

Czy Hamilton wygeneruje dodatkowy popyt?

Ferrari to nie tylko sportowe i luksusowe samochody. To zespół sportowy startujący w wielu kategoriach, w tym najważniejszej – Formule 1. O wyścigowym duchu marki świadczy również sam giełdowy ticker “RACE”, a sama spółka notowana jest na giełdzie w Mediolanie oraz Nowym Jorku. Ferrari swój ostatni tytuł w kategorii kierowców wywalczył w 2007 roku, natomiast konstruktorów w 2008 roku. To może się jednak zmienić wraz z dołączeniem do zespołu jednego z najbardziej utytułowanych kierowców na świecie – Lewisa Hamiltona. Jeśli ten zdołałby podnieść Ferrari z pozycji goniącego do pozycji wygranego, popyt na samochody Ferrari prawdopodobnie zwiększyłby się jeszcze mocniej. To pokazuje m.in. historia Astona Martina, który znacznie poprawił swoją kondycję finansową wraz ze zwiększeniem sprzedaży po dołączeniu do Formuły 1 jako zespół. Nawet jeśli firma nie miałaby zamiaru sprzedawać więcej, to dzięki swojej pozycji mogłaby zdecydować się na podniesienie cen, co w jeszcze większym stopniu poprawiłoby marże. W ostatnim czasie spekuluje się również o możliwości dołączenia do zespołu, najbardziej znanego projektanta samochodów F1, Adriana Neweya, który tuż przed kolejnym sezonem odchodzi z obecnie dominującego Red Bulla. Czy Hamilton i Newey poprowadzą Ferrari do zwycięstwa, nie tylko na torze, ale również na giełdzie?

Samochody Ferrari są drogie, ale co z akcjami spółki?

Akcje Ferrari zdrożały w tym roku o ok. 30%. Jednak po publikacji wyników obserwujemy nawet 6% spadki i notowania na poziomie 373 euro za akcję – najniżej od 22 lutego. Warto zauważyć, że marazm w notowaniach spółki był widoczny już wcześniej, ale po pojawieniu się informacji o Hamiltonie w Ferrari od 2025 roku, akcje spółki zyskały 1 lutego niemal 10%. Od debiutu w 2016 roku akcje spółki zyskały niemal 900%. Czy to oznacza, że akcje są teraz drogie?

Spółka chwali się zwiększaniem przychodów z roku na rok, ale względem zysków spółka może wydawać się relatywnie droga. Wskaźnik ceny do zysku to 52,9, natomiast ceny do prognozowanych zysków to 47,7. Jak to wygląda na tle historycznych notowań wskaźnika? Okazuje się, że akcje spółki mogą wydawać się teraz drogie względem prognozowanych zysków, co może sugerować wykupienie walorów Ferrari w średnim terminie. Jeśli spółka będzie chciała utrzymać swoją pozycję na giełdzie będzie musiała zwiększyć marżowość, choć tak jak wskazano i tak jest rekordowa wśród spółek samochodowych. Czy w tym pomoże Lewis Hamilton? To pokaże nam przyszły sezon 2025.Hamilton uratuje Ferrari

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Inflacja w Polsce w trendzie wzrostowym – co na to RPP?

Kwietniowy odczyt inflacji w Polsce wykazał pierwszy od lutego 2023 r. wzrost głównej miary, za co odpowiadał w dużej mierze powrót 5-procentowego VAT-u na żywność. Panuje znaczna niepewność związana z dalszą ścieżką dynamiki cen – taka sytuacja utrzyma się co najmniej do czerwca. Sprawia to, że ciężko oczekiwać po czwartkowym posiedzeniu RPP oraz piątkowej konferencji prezesa Glapińskiego konkretnych komunikatów dotyczących przyszłych posunięć banku centralnego.

Globalnie uwaga skupiła się na Stanach Zjednoczonych, Rezerwa Federalna jasno dała bowiem rynkom do zrozumienia, że w kwestii rozważań nad ponownym podnoszeniem stóp procentowych w USA poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko, a obecnym odczytom makroekonomicznym do niej daleko.

Po konferencji prasowej prezesa Fedu Jerome’a Powella dolar doświadczył deprecjacji, a po słabszym od oczekiwań raporcie NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu wyprzedaż waluty jeszcze przyspieszyła. Ostatecznie dolar doświadczył umiarkowanego spadku względem większości głównych walut. Wyraźnym wyjątkiem był jen japoński, który – w wyniku interwencji władz spowodowanej spadkiem do najniższych od dekad poziomów – umocnił się o ponad 2% względem dolara.

Ten tydzień nie obfituje w dane i jest skrócony przez dzisiejsze święto bankowe obchodzone w Wielkiej Brytanii, która jest głównym ośrodkiem handlu walutami na świecie. Uwaga skupi się jednak właśnie na Wyspach, gdzie po posiedzeniu Banku Anglii (czwartek 09.05) opublikowane zostaną dane o dynamice PKB w I kwartale (piątek 10.05). Poza tym istotne będą przemówienia oficjeli Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego na przestrzeni całego tygodnia. Sytuacja na rynku prawdopodobnie nie ulegnie większej zmianie, póki nie zostaną opublikowane kolejne dane inflacyjne z różnych obszarów gospodarczych. Obecnie wydaje się, że dolarowi coraz trudniej będzie o dalszą aprecjację z już bardzo wysokich poziomów, chyba że odczyty dynamiki cen będą bardzo zaskakujące.

PLN

Tydzień zwieńczony majówkowym weekendem był dla złotego dość spokojny. Polska waluta radziła sobie co prawda najgorzej w regionie CEE, różnice były jednak marginalne, a samo osłabienie względem euro – niewielkie (ruch o niespełna 0,2%).

Nagłówki prasy ekonomicznej skradła wtorkowa publikacja danych inflacyjnych. Kwietniowy odczyt, zgodnie z oczekiwaniami, przyniósł pierwszy od lutego 2023 r. wzrost głównej miary (do 2,4%), co było przez ekonomistów szeroko oczekiwane. Warto odnotować pokaźny wzrost w skali miesiąca (o 1,0%), który wiążemy z powrotem 5-procentowej stawki VAT na żywność oraz wyższymi cenami paliw. To jednak dość pozytywny rozwój wydarzeń – potwierdzają się nasze przypuszczenia, że wyższa stawka podatku VAT nie tylko nie przełoży się 1:1 na ceny konsumenckie, ale i sam ich wzrost będzie raczej stopniowy i rozłożony w czasie. W dół pokierowała się najpewniej bazowa miara inflacji – na potwierdzenie tej tezy poczekać będziemy musieli jednak do 16 maja.

W czwartek (09.05) czeka nas decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie polityki monetarnej i to na niej – poza czynnikami zewnętrznymi – skupi się w tym tygodniu uwaga. Notowane w ostatnich miesiącach spadki inflacji najpewniej nie okażą się trwałe, zmiana poziomu stóp procentowych nie będzie więc na najbliższych posiedzeniach tematem rozmów. Nie spodziewamy się także, by podczas piątkowej konferencji prasowej prezes Adam Glapiński podzielił się bardziej klarownym forward guidance. Na konkretniejsze wskazówki przyjdzie nam poczekać zapewne co najmniej do lipca. Wraz z końcem czerwca kończą obowiązywać aktualne regulacje dotyczące cen energii, co – zgodnie z wypowiedziami prezesa NBP z minionych konferencji – jest dla RPP jednym z kluczowych czynników ryzyka inflacyjnego obok dynamicznego wzrostu płac.

EUR

Zarówno odczyt inflacji w kwietniu, jak i PKB w I kwartale sugerują, że przepaść między gospodarkami strefy euro i USA może się zmniejszać. Dynamika cen po raz pierwszy od stycznia zaskoczyła w górę – jej miara bazowa (2,7%) była nieco wyższa od oczekiwań (2,6%). Bardziej pozytywny był odczyt PKB – w ujęciu zanualizowanym wzrósł o niemal 1% k/k, trzykrotnie ponad oczekiwania, co potwierdza, że gospodarka strefy euro wyszła z ubiegłorocznej technicznej recesji.

W tym tygodniu nie poznamy szczególnie istotnych odczytów ze wspólnego bloku. Spodziewamy się dalszej niewielkiej aprecjacji euro na fali nieco lepszych danych.

USD

Posiedzenie FOMC i kwietniowy raport NFP z amerykańskiego rynku pracy potwierdziły w ubiegłym tygodniu, że spekulacje części inwestorów dotyczące kolejnych podwyżek stóp procentowych należy uznać za mocno przesadzone. Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu prezes Powell przyjął nieco gołębi ton, sugerując, że Fed jak na razie nie jest szczególnie zaniepokojony odbiciem inflacji – poprzeczka dla dalszych ruchów stóp procentowych w górę jest zawieszona wysoko, a dane zdecydowanie do niej nie sięgają. Raport NFP był słabszy, niż oczekiwano, zawierał też kilka wskazówek, że presja płacowa maleje, mimo wciąż ciasnego rynku pracy.

W tym tygodniu nie poznamy wielu nowych odczytów, uwaga skupi się więc na szeregu wystąpień oficjeli Fedu.

GBP

Funt brytyjski radzi sobie w 2024 r. lepiej niż niemal wszystkie pozostałe waluty G10 z wyjątkiem dolara amerykańskiego. Wspierają go wysokie stopy procentowe, oczekiwania, że zostaną one utrzymane na wysokim poziomie przez dłuższy czas, a obecnie również szereg pozytywnych odczytów dotyczących wzrostu gospodarczego (zarówno wyprzedzające wskaźniki PMI, jak i bieżące twarde dane makroekonomiczne).

Posiedzenie Banku Anglii w ten czwartek (09.05) pozwoli stwierdzić, czy pierwsze dwa czynniki pozostaną dla brytyjskiej waluty wsparciem – spodziewamy się bowiem, że Komitet Polityki Monetarnej wyklaruje nieco swoje plany dotyczące terminu pierwszej obniżki stóp procentowych. Obecnie rynki oczekują, że stanie się to nie wcześniej niż pod koniec lata. Jakiekolwiek potwierdzenie tych perspektyw przez Bank Anglii może wzmocnić aprecjację funta.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Eduardo Moutinho, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Polska szykuje się do regulacji rynku kryptowalut

W ostatnich latach, rynek kryptowalut zanotował ogromny rozwój, o czym świadczyć może choćby legendarny już wzrost wartości Bitcoina. Niestety, rosnąca popularność tego rodzaju środków płatniczych spowodowała, że wzrosła również liczba oszustw na szkodę inwestorów czyli najczęściej osób prywatnych.

Naturalną konsekwencją tych wydarzeń stała się potrzeba wprowadzenia regulacji zapewniających pełny nadzór nad rynkiem kryptoaktywów oraz ochronę uczestników obrotu.

Na poziomie unijnym, kwestię tę kompleksowo reguluje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1114 z dnia 31 maja 2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów oraz zmiany rozporządzeń (UE) nr 1093/2010 i (UE) nr 1095/2010 oraz dyrektyw 2013/36/UE i (UE) 2019/1937.

Aktualnie trwają prace nad projektem polskiej ustawy o kryptoaktywach, która ma na celu dostosowanie regulacji krajowych do Rozporządzenia 2023/1114. Jak wynika z projektu ustawy, głównym jego założeniem jest organizacja oraz wykonywanie nadzoru nad rynkiem. Regulacje mają odnosić się w szczególności do oferujących czyli podmiotów dokonujących oferty publicznej kryptoaktywów, osób ubiegających się o dopuszczenie kryptoaktywów do obrotu, emitentów tokenów powiązanych z aktywami, jak i będących e-pieniądzem oraz dostawców usług w zakresie kryptoaktywów.

Najistotniejszą rolę w nadzorze nad rynkiem spełniać będzie Komisja Nadzoru Finansowego (dalej jako: KNF), która wskazana została jako instytucja odpowiedzialna w naszym kraju za wykonywanie funkcji i obowiązków przewidzianych w Rozporządzeniu 2023/1114.

KNF będzie uprawniona do podejmowania czynności kontrolnych względem podmiotów nadzorowanych w celu ustalenia, czy ich działalność prowadzona jest zgodnie z przepisami Rozporządzenia 2023/1114 oraz innymi aktami prawnymi.

W ramach środków nadzorczych, istotnym uprawnieniem KNF będzie m. in. możliwość wydawania zaleceń kierowanych do emitentów tokenów w celu zaprzestania naruszania przez te podmioty obowiązków wynikających z przepisów Rozporządzenia 2023/1114 lub przepisów prawa krajowego. Ponadto, KNF będzie również uprawniona do nałożenia na oferującego, emitenta tokenów powiązanych z aktywami lub tokenów będących e-pieniądzem, osobę ubiegającą się o dopuszczenie do obrotu kryptoaktywów lub dostawcę usług w zakresie kryptoaktywów prowadzącego platformę obrotu obowiązku zmiany treści lub formy dokumentu informacyjnego, jego uzupełnienia, jak również zmiany treści materiałów marketingowych.

Z kolei emitenci tokenów powiązanych z aktywami, emitenci tokenów będących e- pieniądzem oraz dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów przekazywać będą KNF informacje dotyczące ich sytuacji finansowej oraz zdarzeń, które mogą mieć wpływ na ich działalność, a także o zmianach danych zawartych we wniosku o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności.

W przypadku naruszenia lub uzasadnionego podejrzenia naruszenia przepisów Rozporządzenia 2023/1114, KNF będzie uprawniona do stosowania sankcji administracyjnych, do których należeć mają m. in. zakaz rozpowszechniania materiałów marketingowych, zakaz świadczenia określonych usług w zakresie kryptoaktywów na okres do 12 miesięcy, nałożenie obowiązku zapłaty kary pieniężnej. Najdalej idącą sankcję wobec podmiotu nadzorowanego stanowić ma cofnięcie zezwolenia na prowadzenie działalności na rynku kryptoaktywów.

Naruszenie przepisów skutkować może odpowiedzialnością karną, albowiem stosowne przepisy o charakterze karnym także zostały uwzględnione w nowych regulacjach.

W ramach projektowanych rozwiązań, wiele uwagi poświęcono także kwestiom związanym z tajemnicą zawodową. Obowiązek zachowania tajemnicy odnosić się będzie do informacji dotyczących chronionych prawem interesów podmiotów, na rzecz których są świadczone usługi w zakresie kryptoaktywów. Projektowane rozwiązania wskazują na katalog podmiotów zobowiązanych do zachowania tajemnicy oraz podmiotów, na rzecz których dopuszczalne jest ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę zawodową i sytuacji, w których może ono nastąpić. Złamanie obowiązku dochowania tajemnicy skutkować ma z kolei odpowiedzialnością odszkodowawczą.

Jak można zauważyć, projektowane regulacje są niezwykle restrykcyjne, jednak zapewne pomoże to w wyeliminowaniu nieuczciwych czy nierzetelnych podmiotów z rynku. Komisja Nadzoru Finansowego, która dotąd sprawowała nadzór m. in. nad sektorem bankowym, ubezpieczeniowym czy rynkami kapitałowymi, może mieć realny wpływ na stabilność i bezpieczeństwo rynku kryptoaktywów, w tym na ochronę interesów uczestników obrotu, zwłaszcza indywidualnych inwestorów.

Autor: Adriana Kidawa, Radca Prawny, Partner, Kancelaria AKKG Gruszka Kidawa

Amerykański rynek pracy łapie zadyszkę

Zgodnie z oczekiwaniami wyższe koszty kapitału prędzej czy później musiały zacząć przekładać się na amerykański rynek pracy. Baryłka ropy najtańsza od połowy marca. Czesi kontynuują obniżki stóp procentowych.

Dane z USA

Piątek był dniem wolnym w Polsce. Rynki jednak działały, a Amerykanie zaprezentowali dane z tamtejszego rynku pracy. Stopa bezrobocia wyniosła 3,9% wobec oczekiwanych 3,8%. Ostatni raz wyższy poziom stopy bezrobocia w USA był ponad dwa lata temu w styczniu 2022 roku, kiedy USA walczyło z pandemicznym wzrostem tego wskaźnika. Wraz ze wzrostem stopy bezrobocia gorzej wypadły też zmiany zatrudnienia oraz wolniej od oczekiwań rosną płace. Z drugiej strony należy pamiętać, że analitycy panicznie reagujący na wolniejszą dynamikę płac, powinni wziąć pod uwagę kontekst. Obecny wskaźnik jest bowiem wyższy od inflacji. Oznacza to, że pensje realnie rosną. Oczywiście kilka miesięcy temu ta przewaga była wyższa, ale pamiętamy też czasy sprzed kilku kwartałów, gdzie wzrost był niższy od inflacji. Wówczas społeczeństwo realnie biedniało. W rezultacie tych danych inwestorzy postanowili wyprzedawać dolara.

Korekta cen ropy

W długi weekend majowy byliśmy świadkami kolejnego spadku cen baryłki ropy naftowej. Pierwszy raz od marca ropa brent notowana na giełdzie w Londynie dotarła poniżej 85 dolarów za baryłkę. Dzisiaj nad ranem były to nawet okolice 83 dolarów. Ropa notowana w USA spadła nawet niżej, o około 5 dolarów, gdyż amerykańska ropa crude jest obecnie przeciętnie mniej więcej tyle tańsza. Powodów jest kilka. Z jednej strony oddalające się obniżki stóp procentowych w głównych gospodarkach stawiają pod znakiem zapytania zapotrzebowanie na surowiec. Z drugiej strony pomimo ostatnich incydentów, jak chociażby nakaz ewakuacji wschodniego Rafah, nie brakuje optymistów zapowiadających uspokojenie nastrojów. Gdyby doszło do wyciszenia walk na Bliskim Wschodzie, byłby potencjał na dalsze obniżki cen ropy, a tym samym zmniejszenie presji na wzrost inflacji.

Czesi obniżają stopy procentowe

Za naszą południową granicą trwa cykl obniżek stóp procentowych. W czwartek miała miejsce czwarta obniżka stóp procentowych i podobnie jak dwie poprzednie, miała ona miejsce o 0,5%. Przed decyzją o obniżce Czesi byli w tej samej sytuacji co Polacy z główną stopą procentową na poziomie 5,75%. Podobni również jak Polacy w marcu pokazali 2% inflacji. Nie znamy danych za kwiecień jeszcze, ale najwyraźniej w Pradze doszli do wniosku, że nawet przy odbiciu w wielu krajach poziomu wzrostu cen jest miejsce na luzowanie polityki monetarnej. Co ciekawe, po decyzji doszło do umocnienia korony czeskiej. Pokazuje to, że inwestorzy oczekiwali dalej idących cięć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inflacja nie ma znaczącego wpływu na wyniki wyborów, ale może sprzyjać populizmowi

  • Analizując przypadki 107 wyborów na 63 głównych rynkach rozwiniętych i wschodzących od 2021 r., Allianz Trade nie stwierdza, aby inflacja miała wpływ na wyniki wyborów.
  • W najlepszym przypadku kandydaci lub partie opozycyjne mają umiarkowaną przewagę, jeśli inflacja była znacznie wyższa na krótko przed wyborami.
  • Co więcej, w 53 wyborach, w których miało to miejsce, tylko w sześciu przypadkach wybrano znacznie bardziej populistycznego prezydenta lub rząd.
  • Grupa ta obejmuje jednak duże gospodarki, takie jak Argentyna, Włochy i USA.

 

 

Czy powrót inflacji w latach 2021-2023 wpłynął na wyniki wyborów? Ostatnie badania postawiły pytanie, czy negatywny wpływ inflacji na siłę nabywczą konsumentów odegrał rolę w ostatnich wynikach wyborów[1] . Aby się tego dowiedzieć, przyjrzeliśmy się wynikom 107 wyborów od 2021 roku, prezydenckim i parlamentarnym na 63 głównych rynkach rozwiniętych i wschodzących. Allianz Trade obliczył różnicę między średnią roczną stopą inflacji w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przed wyborami a średnią roczną stopą inflacji w ciągu pięciu pełnych lat przed rokiem wyborczym. Zakładając, że taka różnica jest znacząco odczuwalna przez wyborców, jeśli jest większa niż +2 punkty procentowe, porównaliśmy ją z wynikami wyborów. Jak pokazano na wykresie 1, większość urzędujących prezydentów lub rządów została ponownie wybrana, niezależnie od tego, czy trend inflacji przed wyborami był znacząco dodatni, czy nie. W najlepszym przypadku kandydaci lub partie opozycyjne miały umiarkowaną przewagę, jeśli inflacja była znacznie wyższa na krótko przed wyborami. Co więcej, w 53 wyborach, w których miało to miejsce, w sześciu przypadkach wybrano znacznie bardziej populistycznego prezydenta lub rząd niż przed .[2] Dla porównania, w 54 wyborach, które nie wiązały się ze wzrostem inflacji, nastąpiły dwie zmiany w kierunku bardziej populistycznym.

Wykres 1: Wpływ inflacji na wybory (od stycznia 2021 r. do kwietnia 2024 r.)

Wpływ inflacji na wybory

Źródła: Różne, Allianz Research

Jednak Argentyna, Włochy i Stany Zjednoczone są znaczącymi wyjątkami, które, podobnie jak Słowacja, Finlandia i Bułgaria, przeszły na rządy postrzegane jako bardziej populistyczne w kontekście rosnącej inflacji. Prezydent Argentyny Milei został wybrany w listopadzie 2023 r. z populistycznym programem, podczas gdy we Włoszech prawicowa koalicja kierowana przez skrajnie prawicowe Fratelli d’Italia zdobyła wygodną większość parlamentarną we wrześniu 2022 r., chociaż niektórzy analitycy twierdzą, że poprzedni „rząd jedności narodowej” pod rządami byłego premiera Draghiego również obejmował kilka partii populistycznych. W Stanach Zjednoczonych Republikanie przejęli od Demokratów większość w Izbie Reprezentantów w wyborach śródokresowych w listopadzie 2022 r., co można uznać za zwrot w kierunku większego populizmu (szczególnie w odniesieniu do ograniczeń w handlu zagranicznym i migracji), który Republikanie coraz częściej realizowali od czasu prezydentury Donalda Trumpa (2017-2020). Na Słowacji populistyczna lewicowo-nacjonalistyczna partia Smer-SD kierowana przez czterokrotnego premiera Fico, który często używa prorosyjskiej retoryki, przewodzi rządowi koalicyjnemu po wyborach parlamentarnych we wrześniu 2023 roku. W Finlandii i Bułgarii partie określane jako populistyczne (odpowiednio Partia Finów i GERB) również weszły w skład rządów koalicyjnych w ostatnich wyborach.

Należy również wspomnieć, że w wielu krajach urzędujące rządy zostały ponownie wybrane pomimo dwucyfrowej inflacji w czasie ostatnich wyborów. Obejmują one populistycznych lub twardogłowych prezydentów w Turcji (2023 r.), Egipcie (2023 r.) i Serbii (2022 r.), a także partie lub koalicje z większością parlamentarną w Argentynie (2023 r.), Turcji (2023 r.), na Łotwie (2022 r.), w Estonii (2023 r.), Serbii (2022 r.) i Brazylii (2022 r.). Ponadto w Polsce centrowa Koalicja Obywatelska pod rządami premiera Donalda Tuska wyprzedziła uznawaną za bardziej populistyczną partię PiS w wyborach parlamentarnych w 2023 roku.

Nie ma również długoterminowej pozytywnej korelacji między inflacją a odsetkiem głosów na populistów w UE. Udział głosów populistycznych w ogólnej liczbie głosów w UE stale wzrastał w ciągu ostatnich 30 lat, od 12% w 1993 r. do 30% w 2022 r. W tym samym czasie średnia roczna inflacja w UE spadła z wysokiego poziomu na początku lat 90. do umiarkowanego poziomu poniżej 4% w latach 1998-2021, po czym tymczasowo wzrosła w latach 2022-2023 w wyniku nagłego gwałtownego wzrostu cen energii po wybuchu wojny na Ukrainie (wykres 2). Długoterminowa korelacja między tymi dwoma wskaźnikami jest wyraźnie ujemna (-44%).

Wykres 2: Średnia roczna inflacja i udział populistów w głosach w UE

Średnia roczna inflacja i udział populistów w głosach w UE

Źródła: MFW, The PopuList, Allianz Research

[1] Zob. na przykład www.brookings: inflation-politics-is-clear-than-inflation-economics, www.abcnews: inflation-helped-decide-elections-worldwide, www.ceyda oner (imf): Inflation-prices-on-the-rise, www.reuters: fed-report-cites-inflation-us-election-key-financial-stability-risks-2024-04-19, www.thefulcrum: Wybory mogą zależeć od inflacji, ale czy w ogóle ją rozumiemy?, www.businessinsider: 2024-wybory-inflacja.

[2] Terminy „populistyczny” i „bardziej populistyczny” podlegają oczywiście subiektywnemu postrzeganiu. W przypadku krajów europejskich skupiliśmy się na kategoryzacji partii według The PopuList: A Database of Populist, Far-Left, and Far-Right Parties Using Expert-Informed Qualitative Comparative Classification (EiQCC) | British Journal of Political Science | Cambridge Core), wrzesień 2023. W przypadku krajów pozaeuropejskich zastosowaliśmy kategoryzację przedstawioną w większości artykułów prasowych.

Rozwijanie lojalności klientów poprzez doskonały Customer Experience

Dane pokazują, że możliwość przekształcenia pierwszego spotkania z klientem w transakcję jest stosunkowo niska i wynosi tylko kilka procent. Jednak przy klientach, którzy wracają, prawdopodobieństwo to znacząco rośnie, osiągając kilkadziesiąt procent. Czy istnieją lepsze argumenty, aby dążyć do zwiększenia lojalności klienta? Jak to osiągnąć? Przez rozwijanie doskonałego customer experience!

Dlaczego rozwijanie CX jest korzystne dla Twojej firmy?

Inwestycje w doskonały CX pomagają zwiększać zaangażowanie i lojalność klientów, co finalnie przekłada się na wzrost zysków przedsiębiorstwa. Klient, który regularnie doświadcza pozytywnych kontaktów z firmą, jest bardziej skłonny do kolejnych zakupów i promowania marki wśród znajomych. Wysoka jakość CX wzmacnia relacje klientów z marką. W obecnych czasach, kiedy wybór jest tak szeroki, klienci są bardziej wymagający wobec CX, często nie zdając sobie z tego sprawy, po prostu preferują Twoją markę lub produkt konkurencji na podstawie swojego zadowolenia.

Jak rozwijać lojalność klienta przez CX?

Zapewnienie wyjątkowego doświadczenia klienta na każdym etapie interakcji z firmą jest kluczowe dla budowania jego lojalności. Nie chodzi tylko o zadowolenie z produktów czy usług, ale również o emocjonalne zaangażowanie oraz pozytywne doświadczenia, które kształtują długotrwałą relację między klientem a marką. W praktyce to koncentracja na dostarczaniu usług dostosowanych do indywidualnych potrzeb klienta, aktywne słuchanie jego opinii oraz szybka reakcja na zgłaszane potrzeby. To także zapewnienie łatwości dostępu do wsparcia i błyskawiczne rozwiązywanie problemów. Budowanie lojalności klienta w ramach CX wymaga stałego ulepszania procesów, monitorowania efektów i adaptacji do ewoluujących oczekiwań klientów. Dzięki temu przedsiębiorstwo może nie tylko wyprzedzić konkurencję, ale także zdobyć zaufanie i lojalność klientów, co jest fundamentem sukcesu biznesowego.

Usługi CX – kiedy warto zwrócić się do ekspertów?

Podejmowanie działań na własną rękę w celu ulepszenia doświadczeń klienta bywa trudne i często nieosiągalne bez odpowiednich zasobów, doświadczenia czy technologii. W takich okolicznościach warto rozważyć współpracę ze specjalistami, którzy posiadają nie tylko odpowiednią wiedzę, ale również dostęp do zaawansowanych narzędzi i technologii wspomagających doskonalenie obsługi klienta. Korzystając z usług CX, firma może efektywnie wyznaczać kierunki zmian, wprowadzać nowoczesne strategie oraz monitorować i mierzyć efektywność podejmowanych działań, co skutkuje budowaniem solidnych relacji z klientami. Jeśli chcesz, by Twoja firma uzyskała znaczącą przewagę rynkową i świadomie budowała lojalność swoich klientów, inwestuj w doskonały customer experience i wykorzystaj potencjał, który się z tym wiąże, już dzisiaj!

Prezes UODO cofa skargę kasacyjną ws. ujawnienia danych aktywistki przez TVP Info

Sprawa dotyczy ujawnienia danych osobowych aktywistki przez TVP Info w 2020 r. Wówczas poprzedni Prezes UODO z przyczyn proceduralnych odmówił zajęcia się tą sprawą. Kiedy po wniosku RPO sąd go do tego zobowiązał, złożył skargę kasacyjną. Tę skargę Mirosław Wróblewski, obecny prezes UODO, cofnął 23 kwietnia 2024 r.

W czasie protestów obywatelskich po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. zaostrzającym prawo aborcyjne, TVP Info ujawniła dane znanej działaczki społecznej. W materiale z 16 grudnia stacja upubliczniła jej dodatni wynik testu na covid. W tym czasie sama zainteresowana nie znała wyniku testu – dane pochodzić musiały z sanepidu. Do tego TVP Info zacytowała w materiale dziennikarskim wypowiedź lekarki: „siewcy śmierci chodzą w tłumie”.

Sytuacja miała miejsce po tym, jak lider ówczesnej partii rządzącej Jarosław Kaczyński oskarżał protestujących (w orędziu telewizyjnym 27 października 2020 r.) o stwarzanie zagrożenia epidemiologicznego (art. 165 par. 1 pkt 1 kk). 11 lutego 2021 r. prokurator postawił aktywistce zarzut właśnie z art. 165 kk.

Wcześniej, 19 stycznia 2021 r. ówczesny prezes UODO Jan Nowak odmówił sprawdzenia, jak doszło do ujawnienia danych medycznych w związku z brakiem zgody zainteresowanej oraz brakiem jej danych umożliwiających wystąpienie o taką zgodę. RPO zaskarżył tę decyzję do sądu administracyjnego. WSA w Warszawie przyznał rację Prezesowi UODO, stwierdzając, że w przypadku postępowania administracyjnego w sprawie przetwarzania danych osobowych konkretnej osoby konieczne jest uzyskanie jej zgody. RODO nie wyklucza jednak również prowadzenia postępowania na podstawie informacji otrzymanych od innego organu publicznego, czyli w tym wypadku RPO. Jednak Prezes UODO złożył, na postanowienie WSA, skargę kasacyjną, która od 2021 r. czeka na rozpoznanie przez NSA. Teraz Prezes UODO wycofuje tę skargę.

Mirosław Wróblewski, prezes UODO podtrzymuje argument poprzednika, potwierdzając że bez zgody aktywistki nie mógł on prowadzić postępowania z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednocześnie przyznaje, że w odpowiedzi na skargę kasacyjną z 2021 r. RPO przekazał mu adres aktywistki, co dało możliwość wystąpienia o taką zgodę.

Prezes UODO nie miał oczywiście podstaw do sprawdzania źródeł dziennikarzy TVP Info, bowiem do działalności dziennikarskiej nie stosuje się RODO. Zbadać należy jednak, jak dane mogły wyciec z publicznych rejestrów. W tym celu trzeba ocenić legalność przekazania danych dziennikarzom przez administratora danych osobowych, a także prawidłowości przetwarzania danych w systemie teleinformatycznym sanepidu.

Liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie spadła o 4%, ale Polska wyróżnia się na tle kontynentu

Liczba BIZ w Europie spadła o 4% r/r, a liczba miejsc pracy o 7% w 2023 r. Polska, beneficjent nearshoringu, jest jednym z liderów tegorocznego zestawienia. Liczba bezpośrednich inwestycji zagranicznych na poziomie 229 co prawda oznacza spadek o 3% w 2023 r., ale liczba 22 378 planowanych miejsc pracy w efekcie tych inwestycji oznacza wzrost o 21% r/r., wynika z raportu EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy.
Inwestycje zagraniczne są istotne dla wzrostu gospodarczego. Dlatego EY bada od lat poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Europie a wyniki prezentuje w dorocznym raporcie Atrakcyjność Inwestycyjna Europy.

Inwestorzy zagraniczni ogłosili w 2023 roku w Europie 5 694 bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), to 4% mniej niż rok wcześniej. Liczba planowanych miejsc pracy wynikających z inwestycji zagranicznych ogłoszonych w 2023 roku spadła w Europie o 7% w porównaniu z rokiem 2022 i osiągnęła poziom 319 923.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczneEuropa pozostaje atrakcyjnym miejscem inwestycyjnym na dłuższą metę ze względu na duży rynek wewnętrzny, wykwalifikowaną siłę roboczą i stosunkowo stabilne otoczenie regulacyjne. W obecnym wielowymiarowym świecie coraz więcej czynników wpływa na decyzje inwestorów o alokowaniu kapitału w Europie – najczęściej skłania ich do tego chęć usprawniania działalności, skrócenia łańcuchów dostaw czy poprawy innowacyjności. Nowe regulacje, zmienne ceny energii i niestabilność polityczna stanowią największe zagrożenia dla ożywienia BIZ w Europie – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY w Polsce.
Najnowsze dane o napływie BIZ mogą niepokoić europejskich decydentów politycznych, zwłaszcza, jeśli popatrzymy na wzrosty inwestycji zagranicznych w innych częściach świata w tym samym okresie. Dane z Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), która śledzi globalne przepływy inwestycji zagranicznych, pokazują, że podczas gdy inwestycje bezpośrednie greenfield spadły o 20% w Europie w 2023 roku, w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 2%, w Chinach – o 8%, a w całej Azji o 17%.

Polska wyróżnia się na tle Europy

Bliższa analiza danych o inwestycjach zagranicznych w Europie pokazuje jednak mocne różnice pomiędzy sektorami i krajami, z których część istotnie wybija się z ogólnego obrazu, w którym przeważają spadki. Jednym z krajów wyróżniających się w najnowszym zestawieniu BIZ jest Polska. Nasz kraj przyciągnął 229 bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2023 roku. To spadek o 3%, ale dynamika wciąż jest jedną z najbardziej korzystnych w Europie. Imponująca jest natomiast liczba planowanych miejsc pracy w efekcie inwestycji ogłoszonych w ubiegłym roku. Wzrost zatrudnienia o 22 378 etaty oznacza 21-procentowy wzrost tego wskaźnika w porównaniu z 2022 rokiem.

Polska jest jednym z głównych beneficjentów trendu reorganizacji łańcuchów dostaw i nearshoringu. Inwestorzy relokują inwestycje do krajów bliskich geograficznie i politycznie. Ten trend dotyczy szczególnie inwestycji w przemyśle, które wzrosły o 17% rok do roku oraz funkcji back-office. Dobre dane dotyczące planowanego zatrudnienia w nowych inwestycjach to pokłosie kilku dużych projektów ogłoszonych w ubiegłym roku – mówi Jacek Kędzior.

Polska ma też przed sobą bardzo dobre perspektywy w kolejnych miesiącach. Atrakcyjność naszego kraju znacząco wzrosła w oczach 500 biznesowych liderów zajmujących się BIZ i sondowanych w ramach badania EY. W tegorocznym sondażu znaleźliśmy się na 6 miejscu, podczas gdy rok wcześniej było to miejsce 16 w rankingu, w którym na czele utrzymują się Francja, Niemcy i Wielka Brytania.

Liderami w napływie BIZ są wciąż trzy największe gospodarki Europy. Francja, Wielka Brytania i Niemcy przyciągnęły ponad połowę (51%) wszystkich projektów inwestycji bezpośrednich (BIZ) na kontynencie.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne europa

Inwestycje BIZ w sektorze usług maleją, przemysł stabilny

Inwestycje w przetwórstwo przemysłowe, które jest kluczowe dla napływu BIZ do Europy, okazały się być odporne na zawirowania i zanotowały jedynie 1-procentowy spadek na poziomie całego kontynentu. BIZ w przetwórstwie stanowił prawie połowę (47%) miejsc pracy wygenerowanych w ramach bezpośrednich inwestycji ogłoszonych w 2023 roku.

Na drugim biegunie są sektory oprogramowania i usług informatycznych oraz usługi biznesowe i profesjonalne, tradycyjnie największe sektory inwestycyjne w Europie. Liczba ogłoszonych w ubiegłym roku projektów inwestycyjnych w tych obszarach spadła odpowiednio o 19% i 27% r/r.

Przedsiębiorstwa utrzymały poziom inwestycji w przemyśle, w oczekiwaniu na ożywienie gospodarcze i idący za nim oczekiwany wzrost popytu konsumentów. Reorganizacja łańcuchów dostaw i przenoszenie baz produkcyjnych do Europy również wspierają utrzymanie poziomu inwestycji w tym sektorze. Na branży ICT oraz usług biznesowych i profesjonalnych odbiły się z kolei rozwój technologii i narzędzi bazujących na AI oraz ogólny spadek zleceń outsourcingowych – mówi Paweł Tynel, Partner EY Polska.
Inwestycje BIZ w sektorze usług maleją, przemysł stabilny

Dobre perspektywy

Menedżerowie podejmujący decyzje o alokacji aktywów coraz przychylniej patrzą na perspektywy inwestycyjne w Europie. W obecnej edycji badania aż 72% decydentów w zakresie BIZ planuje zainwestować lub zwiększyć obecność w Europie w ciągu najbliższego roku, wzrost z 67% w ubiegłorocznej edycji badania.

Chęć redukcji kosztów pozostaje kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzje inwestorów. W te oczekiwania wpisują się olbrzymie systemy zachęt stosowane na całym świecie dla inwestorów, takie jak „Tymczasowe kryzysowe i przejściowe ramy środków pomocy państwa” w UE oraz „Inflation Reduction Act” w Stanach Zjednoczonych. Ich skuteczność i efektywność przynoszą wymierne rezultaty, które widać po statystykach – m.in. z tego powodu liczba inwestycji firm amerykańskich w Europie spadła o 15% w porównaniu do poprzedniego roku – podsumowuje Paweł Tynel.

Metodyka
Badanie EY Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2023 składa się z dwóch części. Pierwsza to dane ilościowe gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych ogłoszonych w 45 krajach Europy w roku 2023, w których efekcie powstają miejsca pracy i otwierane są nowe placówki. W badaniu nie ujęto inwestycji portfelowych oraz fuzji i przejęć. BIZ jest ujęte w zestawieniu, jeśli inwestor pozyskuje co najmniej 10-procentowe udziały w firmie oraz bierze udział w zarządzaniu. BIZ obejmuje inwestycje kapitałowe, reinwestowane zyski i pożyczki udzielane w ramach przedsiębiorstwa. Druga część to jakościowe badanie postrzegania Europy przez inwestorów zagranicznych, które zostało przeprowadzone w okresie luty-marzec 2024 r. przez firmę Longitude w formie ankiety internetowej przeprowadzonej wśród reprezentatywnego panelu 500 respondentów – decydentów biznesowych odpowiedzialnych za inwestycje.

Unia Rynków Kapitałowych: ratunek dla Europy czy kolejna utopia?

Po niemal 10 latach prac nad unią rynków kapitałowych przywódcy krajów członkowskich UE ponownie rozpoczęli dyskusję nad przyspieszeniem tej inicjatywy. Na nadzwyczajnym szczycie UE, który się odbył 17-18 kwietnia 2024 r., przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel wezwał do integracji oraz pogłębienia rynku kapitałowego w Europie – w odpowiedzi na amerykańską ustawę Inflation Reduction Act (IRC). Chociaż inicjatywa ta jest zdecydowanie potrzebna, to liderzy UE najpewniej przeceniają jej potencjał w mierzeniu się z nadchodzącymi wyzwaniami.

W tym roku minie 10 lat od pojawienia się inicjatywy integracji rynków kapitałowych w Unii Europejskiej. Sądząc po znikomym rozwoju projektu i równie rozdrobnionym jak 10 lat temu rynku kapitałowym, ewidentnie inicjatywa ta nie była priorytetem dla decydentów w UE. Być może brak konkretnego problemu, który mogłaby rozwiązać, był powodem, dla którego postępy były tak powolne. Natomiast teraz, gdy UE stoi przed szeregiem wyzwań, unia rynków kapitałowych (URK) wydaje się przynajmniej częściowym rozwiązaniem wielu problemów.

W wypowiedziach, które ożywiły dyskusję na temat URK, prezydent Francji oraz kanclerz Niemiec zwrócili uwagę na olbrzymie potrzeby finansowe, przed którymi stoi UE. Wynikają one z planów zielonej transformacji oraz rosnących wydatków wojskowych [1]. W swoim apelu, jeszcze z zeszłego roku, prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, dodała do tej listy wydatki związane z digitalizacją gospodarki UE jako raison d’être projektu URK [2]. Bez wątpienia, są to potrzeby finansowe, które nie mogą (oraz nie powinny) być zaspokojone jedynie publicznymi środkami.

Według przewodniczącego Rady Europejskiej, potrzeby te mogą zostać sfinansowane przez „biliony środków na rachunkach bankowych, które nie są odpowiednio wykorzystane” [3]. Powołuje się on tutaj na niedawno opublikowany raport byłego premiera Włoch Enrico Letty, szacujący wielkość tego rodzaju środków na ok. 11 bilionów euro. W założeniu mogłyby one zostać lepiej ulokowane na rynkach finansowych, gdyby te były bardziej atrakcyjne dla gospodarstw domowych.

Interpretacja tych „ukrytych” funduszy przez obu polityków niestety nie odzwierciedla faktycznych mechanizmów w bankowości, choć jest to popularna wśród nie-ekonomistów opinia. A jest tak, że środki zgromadzone na rachunkach bieżących nie mogą być „zamienione” na ryzykowne aktywa finansujące zieloną transformację, digitalizację etc. Podczas gdy – oczywiście – możliwy jest zakup np. akcji za środki na rachunku, odbywa się to jedynie poprzez przeniesienie depozytu względem drugiej strony transakcji. Pieniądze zatem nie mogą „zniknąć” z gospodarki, a jedynie zamienić właściciela. To powiedziawszy, należy uznać, że dodatkowe możliwości finansowe wynikające z integracji rynków finansowych najpewniej są daleko niewystarczające wobec przytoczonych wcześniej potrzeb.

Tak czy inaczej, to przede wszystkim sektor prywatny będzie w przeważającej mierze finansował transformację gospodarki. Aby ułatwić finansowanie w tak dużej skali, istotne jest zmniejszenie frykcji oraz pogłębienie rynków finansowych.

Tradycyjnie, firmy w kontynentalnej części Europy opierają się na finansowaniu poprzez sektor bankowy. Nadmierne opieranie się na tym źródle ogranicza dostęp do finansowania mniejszych spółkom, zwłaszcza technologicznym, które z racji modelu biznesowego nie posiadają odpowiedniego zabezpieczenia w postaci rzeczowych aktywów trwałych. Dodatkowego wsparcia finansowania mógłby również dostarczyć większy rynek sekurytyzacji. Odpowiednio skonstruowana URK stworzyłaby wystarczająco płynny rynek sekurytyzacji aktywów, który uwolniłby kapitał sektora bankowego i umożliwił większą akcję kredytową. To jest szczególnie istotne przy tak dużym udziale finansowania przez banki, jak w Europie.

Istnieje również szereg innych argumentów za URK poza wymienionymi na szczycie przez polityków. Od początków kryzysu COVID-19 coraz bardziej widoczna jest luka technologiczna między USA a Europą. Jednym z przytaczanych przez ekonomistów powodów jest powolne przyjmowanie rozwiązań rewolucji technologicznej przez europejskie firmy [4]. Płynne rynki finansowe ułatwiają proces dyfuzji innowacji, dzięki dostępności finansowania o wyższym ryzyku i nie wymagającego zabezpieczenia aktywami rzeczowymi [5]. Tego rodzaju inwestycje prowadzone przez fundusze venture capital są 10-krotnie niższe w Europie niż USA. Odpowiednio głębokie (oraz konkurujące z amerykańskimi) rynki finansowe umożliwiałyby tego rodzaju funduszom wyjście z inwestycji po wyższych wycenach.

Inicjatywa URK, jakkolwiek niekontrowersyjna i wsparta wolą polityczną, ma przed sobą szereg wyzwań właśnie o charakterze politycznym. Integracja nieuchronnie prowadzi do centralizacji niektórych obowiązków regulacyjnych. W przypadku URK to między innymi oddanie większej sprawczości Europejskiemu Urzędowi Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych, do czego, nie bez powodu przekonuje Francja, na terenie której znajduję się ta instytucja. Reszta krajów członkowskich oczywiście jest niechętna oddaniu sprawczości regulacyjnej. Jednocześnie inne, mniejsze kraje UE, niechętnie podchodzą do harmonizacji podatku CIT oraz prawa upadłościowego. Wśród tych państw jest Luksemburg, Estonia oraz Irlandia, które z racji swojej konkurencyjności podatkowej mają szczególny interes w utrzymaniu status quo.

Autor: Mateusz Dadej, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Doktorant, Università degli Studi di Brescia

[1] https://www.ft.com/content/61bfe5dd-ee59-428f-886a-db15364018c6
[2]https://www.ecb.europa.eu/press/key/date/2023/html/ecb.sp231117~88389f194b.en.html
[3] https://www.euractiv.com/section/economy-jobs/news/capital-markets-union-best-route-to-rival-us-ira-michel-says-as-letta-outlines-sweeping-financial-sector-plan/
[4] Gordon R. J. i Sayed H. (2020), “Transatlantic Technologies: The Role of ICT in the Evolution of U.S. and European Productivity Growth”, NBER working paper no. 27425, 2020
[5] R. Amoroso, S. I Martino, R. (2020), “Regulations and technology gap in Europe: The role of firm dynamics”, European Economic Review

Dolar słabszy a Wall Street na plusie po FOMC oraz NFP

Dolar w minionym tygodniu osłabił się, rentowności amerykańskich obligacji spadły, złoto poruszało się w szerokiej konsolidacji a indeksy z Wall Street zanotowały wzrosty. To obraz rynku po ostatniej decyzji Fed-u oraz danych z rynku pracy.

Za nami długi weekend majowy w Polsce. Globalne rynki finansowe „działały” jednak normalnie. Inwestorzy otrzymali kolejną paczkę danych do „przetrawienia” a także decyzję Rezerwy Federalnej oraz konferencję prasową Powell-a.

Zacznijmy od środy. Stopy procentowe w USA nie uległy zmianie. Docelowy zakres dla stopy funduszy Fed pozostaje zatem na poziomie 5,25 proc. -5,50 proc. . Ta i wszystkie inne decyzje były jednogłośne. W oświadczeniu bank centralny wskazał na brak postępów w obniżaniu inflacji w ostatnich miesiącach. Ponadto nieco złagodzono poprzednie sformułowanie, że ryzyko związane z osiągnięciem celów w zakresie zatrudnienia i inflacji „zbliża się do lepszej równowagi”. Fed wyraźnie wskazał, że potrzebuje większej pewności, że dynamika wzrostu cen będzie trwale zbliżać się do celu 2 proc. Tym razem nie pojawiły się żadne nowe prognozy, ich aktualizacja nastąpi na kolejnym posiedzeniu w czerwcu.

Powell podczas konferencji prasowej okazał się być mniej jastrzębi niż tego oczekiwał rynek. Po ostatnich danych oprócz tego ,ze zmalały szanse na obniżki stóp w tym roku, to dodatkowo pojawiały się spekulacje dotyczące możliwych podwyżek stóp. Ta opcja została jednak w sposób jednoznaczny odrzucona i to dlatego reakcja rynku była taka a nie inna. Zainteresowanie możliwym wzrostem kosztu pieniądza w USA było zobrazowane pytaniami dziennikarzy o tę kwestię. Powell jednak dobitnie wskazał, że obecny poziom stóp procentowych jest wystarczająco restrykcyjny.

Słabość dolara, wzrosty indeksów giełdowych oraz spadek rentowności amerykańskiego długu rozpoczął się w środę i ta tendencja była kontynuowana do końca tygodnia.

W piątek zmienność na rynku była jeszcze większa niż w środę. A to za sprawą tego, że amerykański rynek pracy nie spełnił w kwietniu oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu utworzono jedynie 175 tys. nowych miejsc pracy a stopa bezrobocia urosła z 3,8 proc. do 3,9 proc. Ponadto, średnia płaca godzinowa wzrosła tylko o 0,2 proc. od marca, a stopa rok do roku spadła z 4,1 proc. do 3,9 proc.. Zaprezentowane dane powinny zmniejszyć obawy, które pojawiły się w związku z inflacyjnym przegrzaniem gospodarki.

Widoczne spowolnienie w tworzeniu miejsc pracy jest zgodne z innymi wskaźnikami, które wykazują słabnącą tendencję. Ostatnia ankieta JOLTS przedstawiająca liczbę wolnych miejsc pracy ponownie się obniżyła i wciąż znajduje się w trendzie spadkowym. Piątkowe dane nie pokazują jednak wyraźnego załamania. Sytuacja wraca do normy sprzed pandemii a czerwona lampka ostrzegawcza jeszcze się nie pali. Znaczny spadek kwietniowy to pokłosie m.in. znacznie mniejszego zatrudnienia w sektorze rządowym. Z kolei słabość w sektorze budownictwa można łączyć z niekorzystną pogodą.

Piątkowe dane NFP wpisują się w stwierdzenie Powella, że nierównowaga pomiędzy podażą a popytem na rynku pracy stopniowo maleje co oczywiście zmniejsza ryzyko inflacji. Tę tendencję wspiera zmniejszająca się liczba wakatów. Zanim jednak Fed obniży stopy procentowe, będzie chciał zobaczyć potwierdzenie w danych PCE oraz CPI. Czerwiec przestał być brany pod uwagę jako realna data startu cyklu luzowania warunków1) monetarnych. Teraz spekuluje się o wrześniu ale w rzeczywistości pierwszą obniżkę być może zobaczymy dopiero w grudniu tego roku.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Dla kogo długopisy firmowe?

W dzisiejszych czasach każda firma ma szansę stać się rozpoznawalna na rynku. Koszty kampanii marketingowych zależą od budżetu danej firmy. Warto w działaniach promujących markę uwzględnić długopisy reklamowe. Na taki gadżet reklamowy praktycznie stać każdą firmę. Tanie długopisy reklamowe mogą zawierać na przykład logo firmy. W artykule wyjaśniamy, dla kogo polecane są długopisy firmowe.

Nie jest żadną tajemnicą, że konsumenci uwielbiają dostawać długopisy z nadrukiem reklamowym i inne gadżety firmowe. Długopis reklamowy nadaje się też jako upominek dla partnerów biznesowych. Długopisy reklamowe z nadrukiem firmowym to praktyczny gadżet. W zasadzie nie ma ryzyka, że długopisy firmowe nie będą używane przez klientów. Wybór długopisów reklamowych jest bardzo duży. Mogą to być długopisy plastikowe lub długopisy metalowe. Mogą to być też długopisy z wyższej półki, produkowane z różnych materiałów na specjalne okazje. Bez wątpienia jest jeden z najpopularniejszych produktów, które mają pozytywny wpływ na wizerunek marki.

Długopisy reklamowe jako ekonomiczny sposób na promocję firmy

Jeśli chodzi o gadżety reklamowe z nadrukiem, długopisy reklamowe to jedna z najtańszych i zarazem najbardziej lubianych przez konsumentów opcji. Nawet jeśli firma dysponuje niewielkim budżetem reklamowym, może zamówić na przykład najtańsze długopisy reklamowe w dowolnej kolorystyce. Długopisy z logo są świetnym pomysłem między innymi dla sklepów internetowych, które mogą je wysyłać do klientów wraz z zamówieniem. Długopisy idealnie nadają się do zachęcenia klientów do zrobienia kolejnych zakupów w e-sklepie. Umieszczenie hasła reklamowego na długopisach może wspomagać wypromowanie wybranego produktu.

Dlaczego warto zainwestować w eleganckie długopisy reklamowe?

Plastikowe lub metalowe długopisy z własnym logo są zawsze mile widziane. W przypadku sklepu internetowego klienci zazwyczaj oczekują, że otrzymają coś w gratisie. Najprościej jest mieć na stanie wiele długopisów plastikowych. Inną opcją jest nieco droższy długopis metalowy. Metalowe lub plastikowe długopisy można rozdawać w czasie trwania imprez plenerowych (koncerty, festiwale, festyny, kampanie wyborcze), a także w czasie trwania targów i konferencji. Można je przekazywać potencjalnym klientom zamiast ulotek lub wraz z ulotkami. Ważne jest, by gadżet wzbudził zainteresowanie konsumentów ofertą firmy. Metalowy długopis reklamowy może służyć jako prezent dla kontrahentów (można na nim wygrawerować dowolny napis).

Podniesienie podatku VAT na żywność nie podbiło mocno inflacji

Według szybkiego szacunku inflacji opublikowanych dziś przez GUS, ceny w kwietniu wzrosły o 2,4 proc. To poniżej powyżej rynkowego konsensusu, który wynosił 2,5 proc. Efekt wzrostu cen, wynikający z powrotu stawki VAT na żywność do poziomu 5 proc., okazał się być mniejszy, niż spodziewaliśmy się jeszcze kilka miesięcy temu. Rządowi udało się znaleźć dosyć dobry moment na wycofanie się z antyinflacyjnej tarczy. Czekają nas jednak kolejne „inflacyjne pułapki” – podniesienie cen energii oraz efekt przymrozków w kwietniu.

Inflacja w kwietniu wyniosła 2,4 proc. r/r., w stosunku do 2 proc. w marcu. Taki wzrost wydaje się umiarkowany wobec ostatniego rynkowego konsensusu wynoszącego 2,5 proc., ale przede wszystkim, wcześniejszych prognoz, które przewidywały znacznie większy wpływ wzrostu podatku VAT od żywności na inflację. Ostatecznie, w kwietniu żywność podrożała o 2,1 proc. m/m. W utrzymaniu cen w ryzach pomogła “wojna cenowa” między dyskontami. Dzięki niej, część cen wzrosła mniej niż wynikałoby z efektu podwyżki podatków VAT.

Inflacja cały czas znajduje się w przedziale celu inflacyjnego, wynoszącego 2,5 proc. (z odchyleniem wynoszącym 1 pkt. proc.). Czy to oznacza, że czekają nas niedługo obniżki stóp procentowych RPP? Wydaje się, że cały czas najbardziej prawdopodobny scenariusz to pozostawienie stop bez zmian do końca roku. RPP będzie zapewne przyglądać się dalszej ścieżce inflacyjnej, szczególnie od lipca, gdy dojdzie do podwyżki cen energii. Na stopy procentowe może też wpłynąć pogoda, ponieważ przymrozki w kwietniu mogły ograniczyć plony owoców i warzyw, a tym samym zredukować sezonowy spadek inflacji przeważnie obserwowany latem.

Z drugiej strony, jeśli dojdzie do obniżek stóp w strefie Euro i w USA – co ma szansę wydarzyć się jeszcze przed wakacjami – może to wywołać presję na umacnianie się złotego i skłonić RPP do cięć stóp jeszcze jesienią tego roku. Jednakże, perspektywa obniżki stóp w USA cały czas się oddala.

W ostatnim czasie, inflacja ponownie stała się największym zmartwieniem polskich inwestorów. Według najnowszego badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, 31 proc. polskich inwestorów indywidualnych, w ciągu najbliższych 3 miesięcy najbardziej obawia się̨ właśnie inflacji, plasując ten czynnik na pierwszym miejscu potencjalnych ryzyk zewnętrznych. Drugą największą obawą jest ryzyko międzynarodowego konfliktu (16 proc. odpowiedzi) a trzecią – stan globalnej gospodarki, o który martwi się 16 proc. inwestorów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rynki finansowe gospodarek wschodzących – czas zapiąć pasy

Banki centralne z rynków wschodzących są obecnie między młotem a kowadłem: wzrost gospodarczy wymaga obniżenia stóp, ale spowolnienie cięć w głównych gospodarkach skłania je do tego samego i podnosi rentowność (koszt obsługi) ich papierów skarbowych.

  • Od końca 2023 r. wiele rynków wschodzących weszło na ścieżki normalizacji polityki pieniężnej, napędzane lokalną dezinflacją, obawami o gospodarcze skutki wysokich stóp procentowych oraz zaufaniem do przewidywanego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez główne banki centralne
  • Ryzyko opóźnienia obniżek stóp procentowych przez Fed rzuca cień na rynki wschodzące, które stanęły w obliczu zwiększonej zmienności i deprecjacji walut. W rezultacie banki centralne z rynków wschodzących znalazły się między młotem a kowadłem, nie będąc w stanie zapewnić oczekiwanych jeszcze miesiąc temu obniżek stóp procentowych
  • Zmiana ta spowodowała wzrost rentowności obligacji skarbowych, przekraczając nasze i rynkowe oczekiwania na koniec tego roku, choć spready obligacji w twardej walucie pozostają wąskie. W przyszłości Allianz Trade spodziewa się stopniowego spadku rentowności zgodnie z głównymi rynkami obligacji (które powinny zakończyć rok blisko 6% wobec obecnych 6,7%), ale nieznacznego ruchu w górę spreadów w twardej walucie (do 225 pb z 200 pb w naszym głównym benchmarku)
  • Choć sytuacja ta może zasadniczo stwarzać pewne możliwości, pozostajemy bardzo ostrożni, ponieważ wzrosło również ryzyko pogorszenia sytuacji – a niepewność stopniowo przekłada się na wyższe efektywne koszty długu.

Ryzyko opóźnionego złagodzenia amerykańskiej polityki pieniężnej rzuca cień na gospodarki wschodzące. Ponieważ oczekiwania rynkowe zmieniają się w kierunku potencjalnie mniejszej liczby obniżek stóp procentowych Fed w tym roku, rynki wschodzące (EM) odczuwają „szczypanie” – co prawda udało im się wytrzymać stopniową zmianę oczekiwań (odnośnie inflacji i stóp procentowych w USA) obserwowaną w I kwartale, to marcowy raport o inflacji w USA wywołał już fale uderzeniowe w postaci odpływu kapitału, deprecjacji walut i zmienności aktywów finansowych.

Słabość kursów walutowych to sygnał ostrzegawczy. Umocnienie USD – które wykracza poza waluty rynków wschodzących, wpływając również na główne waluty, takie jak EUR czy JPY – jest odzwierciedleniem zmieniających się nastrojów inwestorów, przy czym aktywa denominowane w USD stają się coraz bardziej popularne wraz ze wzrostem stóp procentowych. Ta ucieczka do przystani – tymczasowo zaostrzona przez rosnące napięcia między Izraelem a Iranem – jest dowodem na kruchość obecnego otoczenia rynkowego. Niektóre z walut, które są faworytami inwestorów w handlu carry trade w tym cyklu, takie jak MXN i BRL, są jednymi z najbardziej dotkniętych (wykres 1), choć na razie nie jest to znak, że rynki bardziej martwią się o te kraje niż o inne. Jednak w przypadku krajów, które borykają się z innymi problemami, takimi jak rosnące napięcia polityczne z powodu zbliżających się wyborów, sytuacja ta może nasilić odpływy (środków za granicę). Brak natychmiastowej reakcji rynku również niekoniecznie jest pozytywny: dla krajów interweniujących na rynkach w celu utrzymania określonych kursów wymiany lub kontrolowania deprecjacji, obrona ich pozycji stała się droższa pod względem rezerw walutowych. Im dłużej ta sytuacja będzie trwać, tym bardziej skomplikowane będzie utrzymanie tych polityk.

Wykres 1: Wyniki walutowe wybranych walut rynków wschodzących w stosunku do dolara amerykańskiego od 9 kwietniaWyniki walutowe wybranych walut rynków wschodzących w stosunku do dolara amerykańskiego od 9 kwietnia

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Banki centralne z rynków wschodzących znajdują się obecnie między młotem a kowadłem. Od końca 2023 r. wiele rynków wschodzących weszło na ścieżkę normalizacji polityki pieniężnej, napędzaną obiecującym kierunkiem krajowej dezinflacji, rosnącymi obawami o gospodarcze i fiskalne skutki wysokich stóp procentowych oraz zaufaniem do przewidywanego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej przez główne banki centralne. Płynna reakcja rynków zdawała się aprobować podejmowanie przez rynki wschodzące proaktywnych kroków bez czekania na inicjatywę Fed[1] . Teraz jednak sytuacja uległa zmianie. Ponieważ rynki zmniejszyły swoje oczekiwania dotyczące cięć w gospodarkach rozwiniętych, zrobiły to samo w przypadku rynków wschodzących; w niektórych przypadkach korekta oczekiwań na najbliższych 12 miesięcy przekroczyła 100 punktów bazowych (wykres 2). Chociaż jest to konieczne do utrzymania stabilności finansowej, nie ułatwia to sytuacji w gospodarkach, które nadal wymagają poluzowania polityki pieniężnej (i obniżenia stóp – kosztu finansowania) w celu przyspieszenia wzrostu gospodarczego.

Wykres 2: Porównanie oczekiwanych przez rynek obniżek stóp procentowych (pb) w kolejnych 12 miesiącach: wycena z połowy marca vs. wycena z końca kwietnia

Porównanie oczekiwanych przez rynek obniżek stóp procentowych (pb) w kolejnych 12 miesiącach

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Rentowności obligacji rynków wschodzących wzrosły powyżej oczekiwanych przez nas wartości na koniec roku, ale należy zachować ostrożność, ponieważ ryzyko spadkowe również rośnie. Kraje rozwijające się nie tylko bardzo skutecznie przeciwdziałały presji inflacyjnej i zarządzały cyklem zacieśniania[2] , ale w tym roku udało im się również wyemitować znaczną część potrzeb pożyczkowych na 2024 r., jeśli chodzi o dług denominowany w walutach obcych, korzystając z korzystniejszych warunków rynkowych. W związku z tym, mimo że wyższe stopy refinansowania mogłyby zagrozić zdolności obsługi zadłużenia, rynki utrzymały stabilną wycenę premii za ryzyko dla głównych państw z grona rynków wschodzących. Konsensus rynkowy jest na razie taki, że dopóki obecna przecena jest „tylko” opóźnieniem cięć Fed do 2025 r., a nie wyższymi stopami końcowymi, wpływ na rentowności na rynkach wschodzących również powinien być tymczasowy. Niemniej jednak ryzyko spadkowe (obligacji skarbowych) wzrosło w porównaniu z prognozą Allianz Trade jeszcze z marca i będzie się utrzymywać, im dłużej utrzymywać się będzie niepewność, ponieważ będzie się ona stopniowo przekładać na wyższe efektywne koszty długu. Obecnie rentowności naszego benchmarkowego indeksu obligacji skarbowych w twardej walucie wynoszą 6,7% w porównaniu z 6,2% na początku roku, podczas gdy spready nawet się zawęziły (200 pb w porównaniu z 215 pb na początku roku). W przyszłości Allianz Trade spodziewa się umiarkowanego rozszerzenia spreadów dla obligacji w twardej walucie do 225 pb do końca roku, podczas gdy rentowności ogółem powinny spaść do 6,25%, dzięki spadkowi stóp wolnych od ryzyka. Podobnie oczekujemy, że rentowności obligacji w walucie lokalnej spadną do końca roku (blisko 6% dla naszego benchmarku), chociaż początkowe oczekiwania dotyczące stosunkowo słabszego dolara w 2024 r. zmniejszyły się.

[1] Lub, w przypadku krajów Europy Wschodniej, EBC. Chociaż w tym przypadku skala szoku inflacyjnego z 2022 r. była większa w ujęciu bezwzględnym i względnym (w porównaniu ze średnią inflacją w ich najnowszej historii).

[2] Prawdopodobnie jednym z najlepszych regionów pod tym względem jest, z wyjątkami, Ameryka Łacińska.

Wyższa na dłużej – rentowność papierów skarbowych w USA

  • Rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych wzrosły powyżej 4,6% w związku z oczekiwaniami wolniejszego cyklu obniżek stóp procentowych przez Fed, który niedawno przyznał, że powrót inflacji do celu zajmuje więcej czasu.
  • Ale nawet jeśli Fed wprowadzi w tym roku tylko dwie obniżki stóp – w porównaniu z naszymi początkowo oczekiwanymi czterema – nadal Allianz Trade spodziewa się korekty rentowności długoterminowych obligacji z obecnych poziomów w dół.
  • Rynkowe wyceny stóp docelowych są znacznie powyżej naszych szacunków, a zatem są gotowe do korekty w dół, co pociągnie w dół również rentowność długoterminowych obligacji skarbowych.

Długoterminowe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych przekroczyły 4,6%, ponieważ ponownie wzrosły szanse na to, że Fed pozostanie na wyższym poziomie przez dłuższy czas. Po trzech z rzędu pozytywnych niespodziankach inflacyjnych, prezes Fed Powell przyznał w zeszłym tygodniu, że powrót inflacji do celu potrwa „dłużej niż oczekiwano”. Przywołuje to bolesne wspomnienia z 2022 r., kiedy to Powell przyznał, że gwałtownie rosnąca inflacja wcale nie była przejściowa, lub z III kwartału 2023 r., kiedy to po raz pierwszy pojawiła się mantra „wyżej przez dłuższy czas”. Obecnie obawy o reflację (skok inflacji jako odreagowanie kształtowania się cen poniżej kosztów produkcji) nie tylko po raz kolejny doprowadziły do silnej wyprzedaży długoterminowych obligacji (ponad 70 pb od początku roku), ale także znacznie opóźniły oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych. Mimo że wskaźniki wyprzedzające, takie jak koszty produkcji w sektorze usług, wskazują na zmniejszenie presji cenowej, istnieje ryzyko mniejszej liczby cięć stóp przez Fed, niż początkowo oczekiwaliśmy. Wykres 1 przedstawia alternatywny scenariusz, w którym nasz długo utrzymywany postulat czterech kolejnych obniżek stóp procentowych, począwszy od lipca, został zrewidowany do zaledwie dwóch cięć w tym roku: pierwszej we wrześniu i drugiej w grudniu.

Wykres 1: Bazowe oczekiwania polityki pieniężnej Allianz Research i alternatywna ścieżka Fed (fioletowy), w %Bazowe oczekiwania polityki pieniężnej Allianz Research i alternatywna ścieżka Fed

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Po tych cięciach o 50 pb w 2024 r. nastąpiłyby cięcia o 125 pb w przyszłym roku, kończąc na tej samej stopie końcowej 3,5-3,75%, jakiej wcześniej oczekiwano. W przypadku EBC trzymalibyśmy się naszego marcowego wezwania do tylko dwóch obniżek stóp w tym roku, a następnie czterech w przyszłym roku i stopy końcowej na poziomie 2,25%, która ma zostać osiągnięta do 2026 r.

Rynkowe wyceny docelowych stóp procentowych są jednak nadal wyższe od naszych oczekiwań, prawdopodobna jest więc ich korekta, która prawdopodobnie pociągnie w dół również obligacje długoterminowe. Wykres 2 przedstawia ostatnie ruchy rentowności 10-letnich obligacji skarbowych i oczekiwania rynkowe dotyczące ostatecznych stóp procentowych – zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i strefy euro. Nawet bez analizy statystycznej oczywiste jest, że oczekiwane stopy końcowe i rentowność długoterminowych obligacji idą obecnie w parze. W rzeczywistości delta między stopą docelową w USA a rentownością 10-letnich obligacji skarbowych od około roku waha się w wąskim przedziale około 60 pb. Ponieważ rynki wyceniają obecnie stopę docelową powyżej 4,1% (z 3,2% na początku roku) to rentowność 10-letnich obligacji również wzrosła z 3,9% do 4,6%. Obecna rynkowa wycena docelowej stopy Fed jest obecnie wyraźnie wyższa od naszych szacunków. Nadal oczekujemy, że Fed obniży docelowy zakres swojej polityki do 3,50-3,75% w ciągu najbliższych dwóch lat, nawet przy naszej zrewidowanej ścieżce polityki pieniężnej. Biorąc pod uwagę własne szacunki Fed dotyczące neutralnej stopy procentowej na poziomie 2,7% , nasze oczekiwania dotyczące docelowej stopy procentowej są nadal po jastrzębiej stronie. Warto zauważyć, że rzeczywista stopa procentowa Fed była w większości poniżej stopy neutralnej przez ostatnie dziesięciolecia . W związku z tym jesteśmy przekonani, że patrząc przez pryzmat obecnej zmienności danych gospodarczych, zarówno długoterminowe rentowności, jak i stopa końcowa są gotowe do korekty, a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych zbliży się w ciągu roku do poziomu około 4,1%.

Wykres 2: Rentowność długoterminowych obligacji skarbowych i oczekiwania rynkowe dotyczące stóp docelowychRentowność długoterminowych obligacji skarbowych i oczekiwania rynkowe dotyczące stóp docelowych

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Notes: Stopy końcowe pochodzą z kontraktów terminowych rynku pieniężnego na koniec 2026 r.

Czynniki strukturalne również wskazują na korektę. Wykres 3 przedstawia wkład w zmiany w skali roku dla naszej prognozy wartości godziwej dla rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich . Szacujemy, że wartość godziwa spadnie z 4,1% na koniec 2023 r. do 3,7% i 3,6% odpowiednio w 2024 i 2025 r., biorąc pod uwagę obniżki stóp procentowych o 100 pb w tym roku i 75 pb w przyszłym roku. Normalizacja oczekiwań inflacyjnych jest kolejnym ważnym czynnikiem, który zwiększa presję na spadek, podczas gdy rosnąca nierównowaga popytu i podaży obligacji działa jako siła przeciwdziałająca, biorąc pod uwagę duży deficyt fiskalny w USA i trwające zacieśnianie ilościowe. Jeśli zastosujemy naszą zrewidowaną prognozę cięć tylko o 50 pb w tym roku i 125 pb w przyszłym roku, a także nieco wolniejszą normalizację oczekiwań inflacyjnych przy bardziej lepkiej inflacji, nadal Allianz Trade spodziewałby się, że wartość godziwa wyniesie około 4,0% na koniec tego roku i 3,9% na koniec przyszłego roku. Szacunki te są również znacznie poniżej obecnych poziomów i rynkowych stóp docelowych.

Rysunek 3: Wkład modelu wartości godziwej Allianz Research w zmiany długoterminowych stóp procentowych, w punktach bazowych

Wkład modelu wartości godziwej Allianz Research w zmiany długoterminowych stóp procentowych, w punktach bazowychŹródła: LSEG Datastream, Bloomberg, Allianz Research

Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy umiarkowanie pozytywnie nastawieni do długotrwałego trwania przy obecnych poziomach rentowności w Stanach Zjednoczonych, ale bardziej ostrożni w strefie euro, gdzie widzimy mniej błędnych wycen w odniesieniu do zarówno stóp docelowych, jak i rentowności 10-letnich niemieckich obligacji skarbowych. Allianz Trade spodziewa się niższych długoterminowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych bez względu na to, czy spojrzymy na (obecną) wycenę stóp końcowych, czy na czynniki strukturalne. W strefie euro mamy jednak nieco niższe przekonanie do długich terminów zapadalności, biorąc pod uwagę, że obecne wyceny stawiające na stopy docelowe na poziomie 2,5% nie są zbyt odległe od naszych szacunków na poziomie 2,25%. Ponadto nasz model wartości godziwej sugeruje, że Bund – niemieckie obligacje skarbowe sa wyceniane uczciwie przy obecnych poziomach rentowności wynoszących około 2,5%.

Przywrócenie VAT na żywność napędza inflację

Inflacja CPI w kwietniu wyniosła 2,4 proc. r/r. Odczyt jest zgodny z konsensusem rynkowym. Jednocześnie inflacja ponownie zaczęła rosnąć względem odczytu z marca, gdzie wyniosła 2 proc. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost cen o 1 proc.

Tego, że wskaźnik inflacji w tym miesiącu nie spadnie, można było być pewnym. W głównej mierze przyczyniło się do tego przywrócenie wyższej stawki VAT na żywność. Chociaż w odczycie inflacji widzimy, że „wojna cenowa” jest nadal prowadzona, niektóre dyskonty wstrzymują się z podwyższaniem cen niektórych produktów. Całościowy efekt przywrócenia wyższej stawki VAT jest zatem rozłożony w czasie i będzie widoczny jeszcze w maju. Wyższa inflacja w kwietniu wynikała również z wyższych cen paliw.

W kwietniu obserwujemy z kolei dalszy spadek inflacji bazowej, która znalazła się prawdopodobnie blisko poziomu 4 proc. r/r. Ogólnie dzisiejsze odczyty można uznać za pozytyw, jednak nie wpływają one na perspektywy dla stóp procentowych. Do pierwszych obniżek jeszcze sporo czasu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Już jutro decyzja Fed. Czego możemy oczekiwać?

Dane za I kwartał 2024 roku wskazują, że proces dezinflacyjny w USA zatrzymał się a ceny w ostatnim czasie ponownie zaczęły rosnąć. Obniżka stóp procentowych przez Fed, jeszcze nie tak dawno oczekiwana w terminie czerwcowym, teraz została przez rynek odłożona w czasie. Powell prawdopodobnie będzie chciał mieć więcej argumentów aby podjąć decyzję o redukcji kosztu pieniądza, a to może zająć trochę więcej czasu. Oczekujemy, że w środę Fed przyjmie postawę nieco bardziej restrykcyjną a komunikat płynący z banku może być zinterpretowany jako „jastrzębi”, co może wywołać spadki na giełdach oraz silniejszego dolara.

W niedawnym swoim wystąpieniu publicznym Powell przyznał, że bank nie otrzymał jeszcze danych, które dałyby mu niezbędną pewność, że inflacja będzie trwale zbliżać się do celu 2 proc. Dane za ostatnie miesiąca pokazują na stabilizację lub lekkie podbicie w górę wskaźników inflacyjnych. Te same tendencje widać zarówno w indeksach CPI jak również w deflatorach PCE. Inflacja „supercore” wyniosła ostatnio po zaokrągleniu 4,8 proc. w ujęciu rok do roku a usługowa 4 proc. co dało CPI bazowe w marcu na poziomie 3,8 proc. Nieco niższe wartości wskazują miary preferowane przez Fed. PCE wzrosło w marcu do 2,7 proc. a bazowy utrzymał się na poziomie 2,8 proc. r/r.

Fed z pewnością dużą uwagę przywiązuje do miar bazowych, które są decydujące dla podstawowego trendu. Te sygnalizują, że presja inflacyjna rośnie. W każdym z ostatnich trzech miesięcy dynamika m/m wyniosła 0,4 proc. , co oznacza, że w tym okresie ceny rosły w rocznym tempie 4,5 proc. – to zdecydowanie wyżej niż zakłada cel Rezerwy Federalnej.

Za wzrost odpowiadają głównie ceny usług podstawowych, w tym znajdują się czynsze, których podwyżki w marcu były ponownie wysokie. Inne usługi również zwyżkowały, co jest pokłosiem sytuacji na rynku pracy, a dokładnie mówiąc wynikają one ze wzrostu płac.

Wysokie odczyty inflacji w ujęciu bazowym i nominalnym nie przejdą niezauważone przez amerykański bank centralny. Fed otrzymał paczkę danych, które mogą powodować większą niepewność co do trwałego osiągnięcia celu inflacyjnego.

Sytuacja na rynku pracy jest wciąż dobra i stabilna. W marcu zostało wykreowanych ponad 300 tys. nowych miejsc pracy i nawet jeśli te dane ulegną rewizji w dół, wynik i tak będzie powyżej średniej. Stopa bezrobocia pozostaje wciąż na bardzo niskim poziomie 3,8 proc. Wskaźnik aktywności zawodowej w ostatnim czasie minimalnie zwiększył się do 62,7 proc. Lekkie oznaki schłodzenia wskazuje ankieta JOLTS, która określa siłę popytu na pracę oraz wielkość rotacji pracowników. Tygodniowe dane wskazujące na liczbę zasiłków dla bezrobotnych plasują się powyżej 200 tys. i można uznać, że znajdują się w stabilnej konsolidacji. Sytuacja na rynku pracy jest komfortowa dla Fed i nie wywołuje żadnej presji na łagodzenie warunków monetarnych.

Fed na najbliższym posiedzeniu oczywiście zostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie (korytarz 5,25-5,5 proc.). Oczekujemy, że zostanie powtórzony komunikat, że ich poziom pozostanie podwyższony tak długo, jak będzie to konieczne i że Fed potrzebuje więcej danych do oceny sytuacji. Uważamy, że rynek może być wrażliwy na każdą informację, która będzie podważać realizację trzech obniżek stop procentowych w tym roku. Przypomnijmy, że zgodnie z marcowym „dot plot” mediana oczekiwań wskazywała na „trzy kroki w dół” w 2024 roku, podobnie jak określał to wykres z grudniowej projekcji. Jeśli rynek doszuka się zanegowania takiego scenariusza, wówczas będzie to odebrane jako kolejny „jastrzębi zwrot’’, który może wywołać przecenę na Wall Street, podbicie rentowności amerykańskich obligacji oraz silniejszego dolara.
Szansa na czerwcową obniżkę jest w tym momencie wyceniana przez rynek na mniej niż 10 proc. Teraz spekuluje się o wrzęsniu, ale nie można wykluczyć, że dojdzie do tego dopiero w grudniu. Jeśli tak by się stało, wówczas Fed utrzymałby koszt pieniądza na wysokim poziomie przez 17 miesięcy. To dłużej niż w poprzednich cyklach.

Oprócz decyzji w sprawie stóp, mogą pojawić się te dotyczące redukcji bilansu Fed. W wyniku ostatnich kryzysów (pandemia, wojna) bank centralny rozszerzył zakres skupu papierów wartościowych z rynku. Teraz, poczynając od czerwca 2022, trwa już proces QT – potocznie nazywany zacieśnianiem ilościowym Od wspomnianej daty Rezerwa Federalna zmniejszyła zasoby posiadanych obligacji o prawie 1,6 biliona USD. Daje to redukcję 18 proc. Być może instytucja będzie chciała zmniejszyć tempo tego procesu, aby uniknąć napięć na rynku.

Już w marcowym protokole po posiedzeniu wskazano, że ta redukcja ma zostać spowolniona dość szybko. Obecnie Fed nadal posiada 2,4 biliona dolarów w obligacjach zabezpieczonych hipoteką (MBS), które są wycofywane z portfela Fed bardzo powoli ze względu na ich długi termin zapadalności.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek najmu z pierwszym w tym roku miesięcznym spadkiem podaży

W marcu baza mieszkań na wynajem zanotowała pierwszy spadek od początku roku. Po obserwowanym od 2024, stopniowym odbudowywaniu się oferty, w ostatnich dniach kwartału na rynku widać było uszczuplenie liczby aktywnych ogłoszeń o 2% m/m. Według danych Otodom marzec zamknął się podażą na poziomie 26,6 tys. – w ujęciu rocznym to jednak wciąż wzrost o niemal 20%. Jednocześnie w sektorze zauważalne są też coraz wyraźniejsze symptomy przygotowywania się do majówki i sezonu turystycznego. W Trójmieście dwucyfrowy spadek liczby dostępnych lokali m/m jest najpewniej efektem odpływu mieszkań z wynajmu długoterminowego na krótkoterminowy.

W marcu mniejszej bazie aktywnych ogłoszeń towarzyszył delikatny, obserwowany zazwyczaj o tej porze, spadek popytu. Jest on spowodowany niczym więcej, jak cyklicznością rynku nieruchomości, który przeżywa sezonowe wahania. Pomimo że miniony miesiąc był dłuższy od lutego, to liczba wyszukiwań spadła o 4% m/m i wyniosła 1,4 mln. Jednak w porównaniu do ubiegłego roku zainteresowanie lokalami na wynajem jest cały czas wyższe i to o 8%. Największe wzmocnienie popytu w ujęciu rocznym odnotowuje Łódź – tam liczba zapytań wzrosła o ponad 25%. Dalej na podium są Kraków i Katowice.

Niemniej jednak niższą aktywność ze strony najemców potwierdza również dalszy spadek poziomu rotacji ofert (liczba ogłoszeń opublikowanych w trakcie całego miesiąca, która została zdjęta z serwisu przed 31 marca 2024 roku). W marcu wyniósł on 6,5 tys. – to mniej o 4% w stosunku do lutego i o 20% w ujęciu rocznym.

Trójmiasto ze wzrostem w segmencie najmu krótkoterminowego

W przeciwieństwie do poprzednich miesięcy pierwszego kwartału 2024 liczba dostępnych ofert na wynajem powiększyła się w ujęciu miesięcznym jedynie w czterech miastach wojewódzkich: Białymstoku (2%), Opolu (4%), Rzeszowie (8%) oraz Zielonej Górze (2%). Po przeciwległej stronie jest Trójmiasto. Tam podaż zmniejszyła się o 12%, czyli o 123 ogłoszenia. To może zwiastować jeden z sygnałów nadchodzącego sezonu turystycznego, który przypada na miesiące letnie i zmiany przeznaczenia lokali – pod wynajem krótkoterminowy. Czy Polacy wybiorą Gdańsk, Sopot lub Gdynię także na tegoroczną majówkę?

Trójmiasto zapewnia wszystkie atuty dużego ośrodka miejskiego, atrakcyjne z punktu widzenia turystów nastawionych na “city-break”, przy jednoczesnym dostępie do morza. Te walory sprawiają, że jest jedynym z miast wojewódzkich, charakteryzującym się odwrotną dynamiką zmian stanu dostępnej oferty mieszkań na wynajem. Jeśli powtórzą się zeszłoroczne trendy, to już za chwilę trójmiejska baza lokali osiągnie najniższy wskaźnik dostępności, a potem ekspresowo, w ciągu dwóch miesięcy, wzrośnie nawet dwukrotnie. Odpowiedzialna jest za to między innymi zmiana modelu wynajmu mieszkań z długoterminowego na krótkoterminowy, będąca pokłosiem wspomnianego wakacyjnego charakteru Gdańska, Gdyni i Sopotu tłumaczy Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom. 

W związku z powyższym w Trójmieście liczba dostępnych mieszkań stopniowo maleje nie tylko od początku roku, ale właściwie od października 2023. To trend zupełnie odwrotny niż w miastach takich jak Wrocław, Poznań czy Warszawa, w których szczyt sezonu na rynku najmu wyznacza okres tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.

Kontynuacja spadku ofertowych stawek najmu

Osoby poszukujące mieszkania spotkały się w marcu z dalszym wyhamowywaniem średniej stawki ofertowej najmu. Ten trend utrzymuje się w miastach wojewódzkich od trzech miesięcy. Pod koniec kwartału średnia kwota czynszu spadła do poziomu 3500 zł, a więc o 65 zł m/m. W skali roku oznacza to jednak wzrost o 4%. Największa korekta cen dotyczyła Warszawy (-4%), która ma najpotężniejszą bazę ogłoszeń i przez to też znacząco wpływa na średnią dla wszystkich miast.

Najtańszym ośrodkiem wojewódzkim pod względem średniej kwoty najmu pozostają Kielce (nieco ponad 1900 zł). Relatywnie niską stawką charakteryzuje się też Łódź, która jako jedyna odnotowuje silny spadek przeciętnego czynszu w ujęciu rocznym (-6%). W marcu za wynajem mieszkania trzeba tam było zapłacić średnio 2100 zł.

Należy podkreślić, że średnie stawki najmu w miastach wojewódzkich są mocno zróżnicowane. Na przykład w Kielcach czy Białymstoku czynsz jest niemal o 20% niższy niż w podobnym pod względem wielkości i lokalizacji Lublinie. Może to wynikać z dysproporcji w cenach mieszkań na rynku deweloperskim, które są następnie oferowane na wynajem. Właściciele lokali uwzględniają bowiem koszty nabycia nieruchomości w kwocie najmu. A im wyższe stawki najmu w danym mieście, tym atrakcyjniejszy rynek dla inwestorów indywidualnych kupujących mieszkania z myślą o późniejszym wynajmie  – mówi Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.Rynek najmu z pierwszym w tym roku miesięcznym spadkiem podaży

Preferencje najemców wciąż takie same

Marzec nie zaskoczył też pod względem preferowanych przez najemców parametrów mieszkań. Najczęściej wyszukiwaną kombinacją były lokale 2-pokojowe o minimalnym metrażu 40 mkw., a na drugim miejscu utrzymały się 3 pokoje z powierzchnią co najmniej 50 mkw. Z kolei pod kątem wybieranych stawek czynszu interesująco wypada Rzeszów. W tym mieście poszukiwane ceny najmu dogoniły realia rynkowe. W marcu w stolicy Podkarpacia najczęściej selekcjonowaną opcją były mieszkania 3-pokojowe w kwocie do 3000 zł. Z kolei w Warszawie najchętniej szukano lokali 2-pokojowych, ale w cenie do 3500 zł.

Bank Pekao z rekordowymi wynikami w I kwartale 2024 r.

Solidne wyniki wszystkich obszarów i wzrost dochodowości w kluczowych segmentach działalności przełożyły się na kolejny bardzo dobry pod względem wyników kwartał Banku Pekao. Pierwszy kwartał 2024 roku to w szczególności wysokie dynamiki w bankowości detalicznej, w tym skokowy wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych i znacznie wyższa sprzedaż pożyczek gotówkowych. To także rekordowa kwartalna sprzedaż nowych kont osobistych i wcześniejsze od założeń osiągnięcie 3,2 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej. Pierwsze trzy miesiące roku przyniosły również bardzo znaczącą pozytywną dynamikę finansowań MŚP i stabilizację portfela kredytów korporacyjnych oraz utrzymanie niskich kosztów ryzyka.

Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Za nami bardzo mocny początek roku. Skutecznie wykorzystaliśmy okres wyższych stóp procentowych wypracowując bardzo pokaźne zyski. Dobrze przygotowaliśmy się do rządowego programu Bezpieczny Kredyt, dzięki czemu w pierwszym kwartale na zakończenie tego projektu zanotowaliśmy jeszcze sześciokrotny wzrost sprzedaży hipotek. Na naszą rentowność przekłada się również fakt, że efektywnie realizujemy cyfrową transformację. Mamy już ponad 3,2 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej, a więc już teraz osiągnęliśmy cel, który założyliśmy na koniec 2024 r. – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w I kw. 2024 r. wyniósł 1,514 mld zł wobec 1,446 mld zł zysku netto rok wcześniej.

Pozytywna dynamika zysku netto w ujęciu rok do roku wynikała przede wszystkim ze wzrostu wyniku odsetkowego, z kolei nieco wyższe niż w pierwszym kwartale 2023 były obciążenia regulacyjne i koszty operacyjne.

Rekordowo wypadł pierwszy kwartał 2024 roku w bankowości detalicznej. Liczba aktywnych klientów bankowości mobilnej Pekao na koniec marca przekroczyła poziom 3,2 mln osób wobec 2,9 mln rok wcześniej, tym samym osiągając wcześniej strategiczny cel przewidziany na koniec 2024 roku. Największa była w skali kwartału liczba nowych rachunków bieżących otwartych przez klientów indywidualnych, od stycznia do marca wyniosła ona 167 tys.

Nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych zwiększyła się rok do roku aż o 22 proc., notując w marcu rekordową miesięczną sprzedaż – spośród pożyczek gotówkowych 83 proc. udzielono poprzez bankowość cyfrową.

Nowa sprzedaż kredytów hipotecznych w I kw. 2024 roku była sześciokrotnie wyższa niż rok wcześniej, sięgając 4,3 mld zł. To w dużej mierze efekt programu Bezpieczny Kredyt 2%. W sumie, licząc do końca marca Bank Pekao zawarł ponad 25 tys. umów w tym programie na kwotę ponad 10,3 mld zł.

Dwucyfrowy (11 proc.) był w I kw. 2024 w ujęciu rok do roku wzrost wolumenu finansowań dla MŚP. Z kolei wzrost wolumenu finansowań w połączonych segmentach MŚP i MID, drugi kwartał z rzędu wyniósł solidne 4 proc., portfel kredytów korporacyjnych ustabilizował się kwartał do kwartału, mimo niesprzyjającego otoczenia gospodarczego.

Jak zawsze konsekwentnie Bank Pekao trzymał pod kontrolą koszty, osiągając w okresie styczeń-marzec wskaźnik koszty/dochody na poziomie 39,3 proc., lepszym od założonego celu na koniec 2024 roku na poziomie 42 proc.

Koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie 39 pb dzięki odpowiedzialnemu podejściu do zarządzania bilansem. Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to przedział 50-60 pb.

Sezon turystyczny rusza: hotelarze liczą na wzrost liczby turystów i spadek zadłużenia

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.[1] W połączeniu z widocznym w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK spadkiem zaległego zadłużenia, jest to dobry prognostyk na przyszłość. Na pewno chętnie gości przyjmą hotelarze z woj. łódzkiego, których zaległości są najwyższe na tle pozostałych regionów –  sięgają blisko 237 mln zł.  

Początek roku nie był dla branży noclegowej najlepszy, ale przedsiębiorcy są raczej optymistycznie nastawieni do najbliższego sezonu. – W marcu hotele odnotowały wyniki na poziomie lutego i wciąż są one słabsze w porównaniu do poprzedniego roku – wynika z najnowszej comiesięcznej ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego dotyczącej sytuacji w branży. Hotelarze oceniają okres Świąt Wielkanocnych jako udany, równie optymistycznie zapowiada się majówka. (…) Prognozy są o kilkanaście pp. lepsze niż w analogicznym okresie rok temu, co wskazuje na powolną, ale jednak poprawę w wydłużaniu okienka rezerwacyjnego[2].

Liczba turystów zimą zmalała, a ci co wyjeżdżali częściej kierowali się ku morzu

Mimo że w ostatnich dwóch latach wydawało się, że branża noclegowa podnosi się po bardzo słabym przełomie lat 2020/2021 wywołanym pandemią COVID 19, to styczeń br. pokazał, że do kompletnego wyjścia z kryzysu może być jeszcze długa droga. Mimo ferii zimowych, początek roku dla oferujących zakwaterowanie był słabszy nie tylko niż grudzień 2023, ale też od stycznia zeszłego roku. Dane zebrane przez IGHP pokazują, że aż 1/3 obiektów noclegowych mogła liczyć na frekwencję nie wyższą niż 30 proc. Obłożenie powyżej 70 proc. odnotowano jedynie w 8 proc. obiektów. Zapytani przez Izbę przedsiębiorcy zauważyli też, że turyści mniej chętnie rezerwują noclegi z wyprzedzeniem. W styczniu jedynie 14 proc. obiektów miało więcej niż 50 proc. rezerwacji na luty. Jak czytamy w podsumowaniu ankiety, tylko 36 proc. obiektów turystycznych zapełniło się w okresie ferii w ponad połowie.[3]

Dane dla całego kraju to wartości uśrednione, gdy przyjrzymy się poszczególnym regionom, to widać, że bardzo się one od siebie różnią. Polacy zamiast zimowych wędrówek w górach, częściej wybierali spacery po plaży. – To był najlepszy początek roku dla zachodniopomorskiej turystyki od 2019 r. (…) Obłożenie hoteli oceniane jest na ok. 70 proc.[4] – mówiła portalowi turysci.pl Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Zainteresowaniem coraz większej grupy turystów cieszą się przede wszystkim ośrodki oferujące coś więcej niż zakwaterowanie, np. SPA czy animacje dla dzieci.

Pandemię udało się przetrwać, z inflacją może być trochę gorzej

Pandemia COVID-19 wywarła znaczący wpływ na kondycję finansową firm w wielu sektorach. Liczba biznesów z problemami finansowymi w branży zakwaterowania wzrosła, ale jeśli chodzi o zaległości nie było najgorzej. Duże ograniczenia w prowadzeniu działalności zrekompensowały hotelarzom wprowadzone w listopadzie 2020 roku tarcze pomocowe. Pozytywnie na branżę wpłynęło też wprowadzenie w sierpniu 2020 r. programu Polski Bon Turystyczny (PBT). W okresie jego obowiązywania wykorzystano 3,7 mln bonów. Dzięki tym działaniom, mimo trudności wywołanych pandemią, udało się hotelarzom zmniejszyć problemy finansowe. Wg danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK zanotowano w tym okresie spadek ogólnej wartości przeterminowanych zobowiązań zarówno faktur jak i kredytów. W lutym 2022 roku wynosiły one 1 019 mln złotych – o ponad 53 mln zł mniej niż w lutym 2020 roku, czyli tuż przed pandemią.

Sytuacja wkrótce się jednak zmieniła. Przestały obowiązywać ograniczenia w działalności hoteli, ale zakończyło się państwowe wsparcie, przyspieszył wzrost inflacji, a po chwili wybuchła wojna za wschodnią granicą. Konsumenci i firmy stali się bardziej ostrożni w wydatkach, a zaległości branży znowu rosły. Sytuacja w końcu się ustabilizowała i ostatecznie przeterminowane zobowiązania hotelarzy zarejestrowane w lutym 2024 wyniosły 960 mln zł, czyli o blisko 20 mln zł mniej niż rok wcześniej.

— Rosnąca inflacja zmusiła wielu Polaków do zweryfikowania swoich możliwości finansowych. Jednocześnie 40 proc. z nas w obliczu trwającej dekoniunktury deklaruje właśnie, że będzie oszczędzać, a 20 proc. mówi o konieczności zbudowania poduszki finansowej na trudne czasy. Z drugiej strony widać jednak, że po kilku ostatnich latach Polacy mają dość ograniczeń i chcą wrócić do „normalności”, czyli np. do wyjazdów. Może im sprzyjać wzrost realny wynagrodzeń. W marcu przeciętne wynagrodzenie wzrosło do rekordowej kwoty 8 408,8 zł co oznacza skok r/r o 12 proc. nominalnie czyli przy inflacji na poziomie 2 proc., realne wynagrodzenia wzrosły około 10 proc. – zauważa prof. Waldemar Rogowski, analityk BIG InfoMonitor.

Hotelarze z woj. łódzkiego najbardziej zadłużeni

Największe zaległe zadłużenie, bo blisko 237 mln zł, należy do przedsiębiorców z województwa łódzkiego. Ten sam region obok Mazowsza przoduje w wysokości zobowiązań w przeliczeniu na jednego niesolidnego dłużnika. Gdy spojrzymy na liczbę obiektów z nieopłaconymi zaległościami, to zdecydowanym liderem jest Mazowsze, gdzie zadłużonych jest 366 firm oferujących zakwaterowanie. Co ciekawe, udział przedsiębiorców z przeterminowanym zadłużeniem w regionach, które mocno kojarzą się z turystyką, jest stosunkowo niewielki: 1,4 proc. w Pomorskiem i Zachodniopomorskiem, 2,2 proc. w województwie małopolskim i 3,2 proc. na Podkarpaciu. Najniższe zadłużenie odnotowano dla województw: lubuskiego, opolskiego, kujawsko-pomorskiego i świętokrzyskiego.Hotelarze z woj. łódzkiego najbardziej zadłużeni

Turystów było mniej, ale sytuacja się poprawia

Według danych GUS z usług hotelowych w Polsce skorzystało w 2023 roku 36,2 mln turystów, którym udzielono 92,8 mln noclegów i w porównaniu z 2022 r. był to skok o odpowiednio 5,8 proc. i 3,2 proc.[5] Zdecydowanie więcej też niż w 2021 r. gdy turystów było jedynie 22,2 mln i w najsłabszym, głównie z powodu lockdownu roku 2020, gdy obiekty noclegowe przyjęły jedynie 17,9 mln osób.[6] Gdy porównamy dane za styczeń 2024 z tym samym okresem w latach ubiegłych, widać, że sytuacja się stabilizuje. GUS informuje bowiem, że w pierwszym miesiącu tego roku z usług hotelarskich skorzystało 1,86 mln turystów, czyli tylko nieznacznie mniej niż rok temu. Dobrze wyglądają też dane jeśli chodzi o aktualne rezerwacje. 41 proc. obiektów deklaruje obłożenie w kwietniu na poziomie 30-50 proc. Ponad połowa miejsc zarezerwowana jest w 35 proc. hoteli i pensjonatów. – Wyraźna poprawa prognoz to efekt dobrze zapowiadającego się długiego weekendu majowego, który, z uwagi na tegoroczny układ kalendarza, część gości może rozpoczynać już 26 kwietnia – czytamy w raporcie IGHP.[7]

[1] Turyści w bazie noclegowej. Grudzień 2023 roku . https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/kultura-turystyka-sport/turystyka/turysci-w-bazie-noclegowej-grudzien-2023-roku,5,137.html

[2] GUS. Wykorzystanie turystycznych obiektów noclegowych w 2021 roku.

[3] https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=78241

[4] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/kultura-turystyka-sport/turystyka/wykorzystanie-turystycznych-obiektow-noclegowych-w-2023-roku,18,2.html

[5] https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=78241

[6] https://www.ighp.pl/aktualnosci/szczegoly-aktualnosci?NewsID=77057

[7] https://turysci.pl/gorale-placza-a-w-innych-regionach-euforia-najlepsze-ferie-zimowe-od-2019-roku-nk-nk-260224?_gl=1*1or8ke5*_ga*MjA3MzM3NDY1NC4xNzA3OTk2MjMz*_ga_48J0V8GDYW*MTcxMDE2NDIxNC4xLjAuMTcxMDE2NDIxNC42MC4wLjA.

Rynek kredytów dla mikroprzedsiębiorców. Usługi i handel liderują w liczbie i wartości kredytów

W marcu 2024 r., w porównaniu do marca 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-4,5%) i na niższą wartość (-3,3%). W ujęciu liczbowym r/r ubyło kredytów obrotowych (-6,0%), kredytów w rachunku bieżącym (-9,3%) i kredytów inwestycyjnych (-37,4%). W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę roczną odnotowały jedynie kredyty inwestycyjne (+9,3%). Natomiast spadek wartości sprzedaży nastąpił w kredytach w rachunku bieżącym (-17,7%) oraz w kredytach obrotowych (-4,6%).

W pierwszym kwartale 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (+2,0%) i na wyższą kwotę (+2,3%). Dodatnią dynamikę w tym okresie zarówno w ujęciu liczbowym (+2,4%), jak i wartościowym (+2,1%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Spadła natomiast liczba udzielonych kredytów inwestycyjnych i w rachunku bieżącym. W ujęciu wartościowym w kredytach inwestycyjnych (+4,4%) wystąpił wzrost sprzedaży. Natomiast ujemną dynamiką wartości charakteryzowały się kredyty w rachunku bieżącym (-7,1%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikrofirm według produktów kredytowych

Marcowy odczyt BIK Indeksu jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,46% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na w miarę bezpiecznym i akceptowalnym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w marcu 2024 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,93%, kredyty w rachunku bieżącym 4,35% oraz kredyty obrotowe 8,42%.

W marcu 2024 r. w porównaniu do lutego 2024 r. ogólny Indeks jakości pogorszył się (wzrósł) o (+0,30). Natomiast w okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do marca 2023 r., ogólny Indeks polepszył się (spadł) o (-0,90). W okresie 12-miesięcznym najbardziej polepszył się (spadł) Indeks kredytów obrotowych (-2,80). Polepszył się również Indeks kredytów w rachunku bieżącym (-0,71). W tym okresie pogorszenie (wzrost) odnotował Indeks kredytów inwestycyjnych (+0,89).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Na 13,8 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w marcu br., 6,7 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48,6%) i 3,1 tys. handlowe (22,7%). Łącznie 71,2% udzielonych w marcu 2024 r. kredytów przypada więc na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 2,128 mld zł, banki udzieliły 820 mln zł (38,5%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 522 mln zł (24,5%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w marcu 2024 r. to 63% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom. W marcu 2024 r. dodatnia dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania usług (+0,5%).

W ujęciu wartościowym w marcu 2024 r. w porównaniu do marca 2023 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów dla firm usługowych (+7,7%). Mniejsze wzrosty odnotowały kredyty udzielone firmom produkcyjnym (+3,4%). Spadła wartość kredytów udzielonych firmom handlowym (-15,0%) oraz budowlanym (-10,6%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w marcu 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy budowlane – wartość Indeksu wyniosła 6,07%. Najlepszy (najniższy) odczyt w marcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora handlu i wyniósł on 5,14%.

W porównaniu do marca 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w trzech branżach, najbardziej w handlu (-1,75) i usługach (-0,92). Pogorszył się (wzrósł) w budownictwie (+0,70).

Wezwanie do zapłaty – Twoje narzędzie w negocjacjach z dłużnikiem

windykacja online

W dzisiejszych czasach każdy przedsiębiorca musi mierzyć się z różnorodnymi wyzwaniami, a jednym z nich jest odzyskiwanie należności od dłużników. Wezwanie do zapłaty nie tylko jest formalnym krokiem w kierunku rozwiązania tego problemu, ale także ważnym elementem negocjacji z dłużnikiem. Jakiego narzędzia użyć, aby przyniosło oczekiwane efekty?

Strategie negocjacyjne z wykorzystaniem wezwania do zapłaty

Wykorzystanie wezwania do zapłaty jako narzędzia w negocjacjach z dłużnikiem wymaga nie tylko zrozumienia jego podstawowej funkcji jako przypomnienia o zaległościach, ale także umiejętnego wykorzystania tego dokumentu jako punktu wyjścia do konstruktywnego dialogu. Wezwanie do zapłaty, gdy jest właściwie skonstruowane i personalizowane, może otworzyć drogę do rozwiązań, które zadowolą obie strony i pozwolą na utrzymanie długofalowej relacji biznesowej.

Ustalenie realistycznych ram czasowych i opcji uregulowania długu

Kluczowym elementem windykacji należności  jest jasne określenie terminów płatności. Zapewnienie realistycznego, ale również ostatecznego terminu do uregulowania zobowiązania podkreśla powagę sytuacji, jednocześnie dając dłużnikowi konkretny termin. Ważne jest, aby ten czas był dostosowany do możliwości płatniczych dłużnika. Proponowanie elastycznych rozwiązań, takich jak płatność ratalna czy częściowe umorzenia za wcześniejszą spłatę, może również znacząco zwiększyć skuteczność wezwania.

Zastosowanie jasnych i  konkretnych zwrotów do dłużnika

Wezwanie powinno być jasne i zrozumiałe, unikaj prawnych żargonów, które mogą być niezrozumiałe dla odbiorcy. Dobrze jest również zawrzeć w wezwaniu krótkie przypomnienie o konsekwencjach braku zapłaty, które jednak powinno być przedstawione w sposób nieagresywny, lecz informatywny. 

Otwartość na negocjacje z dłużnikiem

Zakończenie wezwania powinno zachęcać do kontaktu i dialogu. Należy podkreślić gotowość do wysłuchania dłużnika i rozważenia jego propozycji. Można to wyrazić, zapraszając do bezpośredniego kontaktu w celu omówienia możliwych rozwiązań.

Stosując te techniki, można nie tylko zwiększyć efektywność wezwania do zapłaty, ale także przyczynić się do budowania trwałych, pozytywnych relacji z klientami, co jest bezcenne w każdej dziedzinie biznesu.

Porównanie wezwania do zapłaty z innymi formami przypomnień o długu

W procesie odzyskiwania należności przedsiębiorcy często zastanawiają się, która forma przypomnienia o zaległym długu będzie najbardziej skuteczna. Wezwanie do zapłaty jest jednym z najpopularniejszych narzędzi, jednak istnieją również inne sposoby komunikacji z dłużnikiem, które warto rozważyć.

Wezwanie do zapłaty to formalny dokument wysyłany przez wierzyciela do dłużnika, w którym jasno określa się wysokość długu, termin płatności oraz ewentualne konsekwencje braku spłaty. Jest to skuteczne narzędzie, które od razu sygnalizuje dłużnikowi powagę sytuacji oraz może być podstawą do podjęcia dalszych kroków prawnych.

Monit, z kolei, to mniej formalna forma przypomnienia o zaległym długu. Zazwyczaj ma on charakter bardziej przyjacielski i nieformalny, mogąc być wysyłany w formie maila lub listu. Choć jest mniej rygorystyczny niż wezwanie do zapłaty, może być skutecznym sposobem na nawiązanie komunikacji z dłużnikiem na wczesnym etapie zadłużenia.

Przedsądowe wezwanie do zapłaty jest bardziej formalnym dokumentem, zawierającym ostrzeżenie o możliwych konsekwencjach prawnych w przypadku braku uregulowania długu. Stanowi on krok bliższy podjęciu działań sądowych i jest stosowany, gdy inne formy przypomnień okazują się nieskuteczne.

Warto również zauważyć, że dobrym rozwiązaniem dla przedsiębiorców poszukujących skutecznej windykacji należności, może być skorzystanie z programu do zlecenia windykacji online. Możliwość wysłania wezwania do zapłaty za pomocą programu do przeprowadzenia windykacji online to dodatkowa korzyść, jaką oferuje platforma windykacja-online. Dzięki programowi do zlecenia zdalnej windykacji, można skutecznie monitorować postęp procesu windykacyjnego i mieć pewność, że sprawa zostanie załatwiona w sposób profesjonalny i skuteczny. 

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat wezwania do zapłaty i jak skorzystać z programu do zlecenia windykacji online, zapoznaj się: www.windykacja-online.pl/wezwanie-do-zaplaty

Jak działa narzędzie windykacja-online?

Dzięki narzędziu windykacja-online, proces odzyskiwania należności staje się szybki, łatwy i niezwykle skuteczny dla każdego przedsiębiorcy. Zlecenie windykacji jest niezwykle prostym procesem, który można zrealizować zaledwie kilkoma kliknięciami, bez potrzeby posiadania specjalistycznej wiedzy z zakresu windykacji.

Korzystając z platformy windykacja-online, nie musisz martwić się skomplikowanymi formalnościami ani trudnościami technicznymi. Wystarczy wypełnić prosty formularz online, podając podstawowe informacje dotyczące długu i dłużnika oraz załączając niezbędne dokumenty potwierdzające zadłużenie.

Po wysłaniu zlecenia, cały proces odzyskiwania należności zostaje uruchomiony automatycznie, a specjaliści ds. windykacji-online podejmują odpowiednie kroki w celu odzyskania długu. Wszystkie działania są prowadzone w sposób transparentny, a użytkownik otrzymuje regularne aktualizacje na temat postępów w procesie.

Dzięki windykacji-online możesz mieć pewność, że Twoje należności są w najlepszych rękach. Skuteczność działania platformy windykacja-online została potwierdzona przez ponad 80% odzyskanych zobowiązań, co oznacza, że masz dużą szansę na odzyskanie swoich pieniędzy szybko i bezproblemowo.

Korzystając z programu, oszczędzasz czas i zasoby, które mogą być lepiej wykorzystane na rozwój Twojej działalności. To także gwarancja profesjonalnego podejścia do odzyskiwania należności, bez konieczności angażowania się osobiście w cały proces windykacji. Dzięki temu możesz skoncentrować się na rozwoju swojego biznesu, mając pewność, że Twoje finanse są w bezpiecznych rękach.

Wzrosty cen kakao na giełdach szybko się nie zatrzymają

Ceny kakao na światowych giełdach szybko się nie zatrzymają. Mogą dojść nawet do 15 tys. USD za tonę. Polacy wkrótce mocnej to odczują. I to nie tylko na słodyczach.

Obecnie cena tony kakao na światowych giełdach osiągnęła rekordowy poziom – ponad 11 tys. USD. Jednak autorzy raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” uważają, że nie jest to jeszcze szczyt. Prognozują, że w tym roku wartość ta przekroczy 12-13 tys. USD, a nawet może zbliżyć się do 15 tys. USD. Przewidują też, że w br. niedobór surowca na świecie mocno się pogłębi. Do tego afrykańscy rolnicy informują, że tegoroczne zbiory będą bardzo słabe, głównie przez nieurodzaj, ale też przez inne czynniki. Wielu z nich już zrezygnowało z nieopłacalnej produkcji. W tej sytuacji produkty mające w składzie kakao, w tym art. spożywcze, kosmetyki czy suplementy, będą dalej coraz bardziej drożeć. Na przełomie marca i kwietnia br. ceny słodyczy i deserów w polskich sklepach rdr. wzrosły o niespełna 10%, a samych wafelków – o ponad 30%. Kolejne zwyżki mogą być jeszcze większe.

Jak informuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito, na londyńskiej giełdzie ceny tony kakao wzrosły od maja 2023 roku z poziomu nieco ponad 2 tys. GBP do wartości przeszło 10 tys. GBP w drugiej połowie kwietnia 2024 roku. To daje aż 5-krotny wzrost na przestrzeni niecałych 12 miesięcy.

– Jeszcze w grudniu ub.r. ceny kakao wynosiły niewiele ponad 4 tys. USD. Ich gwałtowny wzrost rozpoczął się dopiero miesiąc później, gdy urosły o ponad 700 USD za tonę. Potem były jeszcze wyższe, bo w lutym osiągnęły poziom ok. 6,3 tys. USD, a w kwietniu przekroczyły już 11 tys. USD za tonę. Na początku kwietnia ceny spadły poniżej 10 tys. USD, ale już kilka tygodni później były o ponad tysiąc dolarów wyższe. I większość specjalistów na rynku uważa, że dalej będą rosły – komentuje dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Natomiast Robert Biegaj, konsultant merytoryczny ww. raportu i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista, mówi wprost, że nic nie zatrzyma dalszego wzrostu cen kakao na światowych giełdach. – Nie sądzę, żeby 11 tys. USD za tonę to był szczyt. Uważam, że jeszcze w tym roku cena przekroczy 12-13 tys. USD, a być może nawet zbliży się do 15 tys. USD. Podstawowym powodem jest to, że sytuacja na największych rynkach producenckich, głównie w Afryce, nie ma szans na poprawę. Tamtejsi rolnicy informują, że tegoroczne zbiory będą bardzo słabe, głównie przez nieurodzaj, ale też przez inne czynniki – tłumaczy Biegaj.

Do tego dr Rybacka dodaje, że obfite deszcze, susza i silny wiatr od dłuższego czasu nie sprzyjają plonom w Ghanie i w Republice Wybrzeża Kości Słoniowej. Te dwa kraje są odpowiedzialne za ponad 50% światowej produkcji kakao. Zdaniem ekspertki, wsparciem mogłoby być zwiększenie podaży ze strony innych rejonów świata, np. Ekwadoru czy Brazylii, które wspólnie mają ok. 10% udziału w globalnym wytwórstwie. Jednak zintensyfikowanie produkcji to długotrwały proces, a pierwsze jego efekty można byłoby zobaczyć dopiero za kilka lat.

– Kakao jest mało odporne na zmiany pogodowe. Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju przewiduje, iż w obecnym roku jego niedobór wyniesie 374 tys. ton. W zeszłym sezonie było to 74 tys. ton. Dlatego trend wzrostowy cen na światowych rynkach w dalszym ciągu będzie się utrzymywać. Sytuacja jest bardzo trudna. Poprawić by ją mogły tylko przemyślane działania, które zwiększyłyby zbiory. Jednak wiązałoby się to z koniecznością inwestycji po stronie krajów, w których uprawiany jest kakaowiec, a także z walką z ociepleniem klimatu w skali całego świata – podkreśla dr Fiks.

Z kolei Robert Biegaj zwraca uwagę na to, że zdecydowana większość rolników uprawiających kakao żyje w skrajnym ubóstwie. Problem jest spory i będzie narastał, bo są oni zmuszeni do zmiany zajęcia, skoro to nie pozwala im utrzymywać swoich rodzin. I to w dużej części już się dzieje. Obecnie nawet znaczący wzrost cen na rynkach jest niewystarczającym warunkiem do osiągnięcia dochodu zaspokajającego potrzeby rolników. I to nie wróży nam niczego dobrego.

– Moim zdaniem, jedyną szansą na poprawę sytuacji rolników jest to, że ceny na światowych giełdach będą dalej rosły i zachęcą ich do utrzymania bądź wznowienia produkcji. Wówczas zrównoważy się podaż z popytem. I ostatecznie kakao przestanie być towarem deficytowym. Tylko to dłuższy proces, bo zwiększenie produkcji zajmuje średnio 4-5 lat, aby drzewo kakaowe wydało owoce – uzupełnia Robert Biegaj.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w marcu br. słodycze i desery znalazły się w TOP3 najbardziej drożejących kategorii spośród 17 monitorowanych. Ich ceny poszły w górę o 9,6% rdr. I tak dla przykładu wafelek w czekoladzie rok do roku podrożał aż o 30,7%, a baton – o 16,8%. Do tego widać, że w kwietniu br. (wg wstępnych szacunków) sytuacja dalej się pogarsza. Do tego eksperci z Centrum Analiz Rynkowych UCE RESEARCH przewidują, że majowe wzrosty mogą być jeszcze większe.

– W dalszym ciągu szczególnie będą drożeć kakaowe i czekoladowe wyroby, w których udział kakao jest największy. Jeśli jednak duży wzrost cen spowoduje znaczny spadek popytu, to może dojść do sytuacji, w której producenci zaczną szukać możliwości zmniejszenia użycia kakao w swoich produktach. Może to dotyczyć np. wyrobów mlecznych kakaowych czy czekoladowych płatków śniadaniowych – analizuje dr Artur Fiks.

Według dr Rybackiej, wysokie ceny kakao już odczuwają wytwórcy art. spożywczych, zakłady przetwórcze, cukiernie i restauracje. Ekspertka podkreśla też, że surowiec ten wykorzystuje się również w kosmetyce i medycynie. Zatem wzrosty jego cen będą odczuwalne przy zakupie kosmetyków, a także leków i suplementów bazujących na kakao.

– Kakaowiec kwitnie i owocuje przez cały rok, a główny okres zbiorów przypada od września do marca. Jeśli kolejne zbiory będą poniżej oczekiwań, to w III i IV kwartale 2024 roku konsumentów czekają następne podwyżki cen w ww. kategoriach – podsumowuje ekspertka Uniwersytetu WSB Merito.

Robert Milewski nowym Wiceprezesem Zarządu Nest Banku

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Roberta Milewskiego do Zarządu Nest Banku. Robert objął stanowisko Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za Pion Ryzyka (CRO).

Robert Milewski związany jest z bankowością od 2004 roku. Ukończył Wydział Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Karierę zawodową rozpoczynał w Banku Handlowym w Warszawie jako analityk w obszarze modeli ryzyka kredytowego. Doświadczenie zawodowe w zakresie zarządzania ryzykiem rozwijał m.in. w Polbanku EFG, ING Banku Śląskim, mBanku oraz ponownie w Citi Handlowym. W Polbanku EFG współtworzył obszar ryzyka od podstaw, a w ING Banku Śląskim rozwijał procesy raportowania ryzyka. Jako dyrektor zarządzający obszarem ryzyka w mBanku odpowiadał za zarządzanie ryzykiem portfela detalicznego i mikrofirm, infrastrukturę ryzyka oraz cały obszar raportowania bankowości detalicznej. W kolejnej roli w Citi Handlowym jego obszar odpowiedzialności został poszerzony o modele ryzyka, nadzór nad strategią windykacyjną oraz przeciwdziałanie wyłudzeniom. Był również członkiem Rady Nadzorczej Biura Informacji Kredytowej S.A.

Od 27 kwietnia 2024 roku Robert Milewski objął funkcję Wiceprezesa Zarządu Nest Banku nadzorującego Pion Ryzyka (CRO). Tym samym będzie odpowiedzialny za realizację strategii i budżetu banku w zakresie działalności Pionu Ryzyka, a także monitorowanie pracy podległych departamentów oraz nadzorowanie procesów identyfikacji, pomiaru, limitowania, monitorowania i raportowania ryzyka.

20 lat gonienia Niemiec – jak Polska korzysta na członkostwie w UE?

Mija 20 lat członkostwa Polski w Unii Europejskiej. To okres podsumowań, patrzenia jak przez te lata zmieniała się gospodarka oraz społeczeństwo.

Dwukrotny zysk

Pozytywną implikacją członkostwa naszego kraju w Unii Europejskiej są zyski ekonomiczne. Jesteśmy dzisiaj dwa razy bogatsi niż 20 lat temu. W PKB per capita według parytetu siły nabywczej przybyło nam ponad 115 proc. To więcej niż w jakimkolwiek dużym kraju w UE. Równać się z nami mogą tylko Rumuni, czy nieduże europejskie huby finansowe jak Cypr, czy Irlandia. W Czechach ten sam wzrost wyniósł 41 proc., a w Niemczech 21 proc. rok temu.zyski ekonomiczne jak Polska korzysta na członkostwie w UE

Źródło: VeloBank, MFW.

Wyższe wynagrodzenia

W ciągu 20 lat nasze pensje wzrosły ponad trzykrotnie. Przeciętny Polak zarabiał w połowie 2004 r. około 2400 brutto zł, a dzisiaj to już ponad 8000 brutto zł. W 2004 r. przeciętny Niemiec zarabiał około 6,4 razy więcej od Polaka – nasza miesięczna pensja była w przeliczeniu niższa niż 500 euro, a Niemca wynosiła ponad 3000 euro. Aktualnie, różnica w wynagrodzeniach między naszym krajem a Niemcami nadal występuje, ale jest znacznie niższa – wynosi 3,4-krotność. Gdy u nas przeciętna miesięczna płaca brutto to równowartość około 1600 euro, to w Niemczech wynosi ona ponad 5000 euro. Podobna różnica wynagrodzeń – wynosząca 3-krotność – występuje pomiędzy Ukrainą a Polską.

PKB w górę o 40 proc.

Szacunki różnych ośrodków badawczych są jednoznaczne i pokazują, że gdybyśmy członkiem UE nie zostali to PKB Polski mogłoby być mniejsze o 40 proc. Z każdą rocznicą te wartości się powiększają, bo wpływ wymiany handlowej, środków europejskich i harmonizacji prawa, jest coraz większy dla naszej wymiany gospodarczej. Żaden kraj z regionu nie skorzystał tak bardzo na rozszerzeniu UE jak Polska. Wolny, wspólny rynek sprawił, że polski eksport dóbr i usług jest dzisiaj trzy razy większy, niż gdy wchodziliśmy do UE. Stanowi dwie trzecie naszego PKB (63 proc.), czyli ponad trylion złotych rocznie. Dodatkowo, w kolejnych latach notujemy dodatni bilans handlu zagranicznego. Otwarcie rynku pozwoliło także polskim przedsiębiorcom, zwłaszcza budowlanym, na udział w przetargach na terenie całej UE na równych zasadach.

Po akcesji w 2004 r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce wyraźnie wzrosły. Jesteśmy w ostatnich latach liderem ich przyciągania. Do tej pory kapitał zagraniczny zainwestował w Polsce równowartość 39 proc. polskiego PKB. Biorąc pod uwagę wielkość naszej gospodarki to liczba dwukrotnie wyższa niż w Chinach gdzie było 21 proc. Przynosząc swój know-how, tworząc ekosystem poddostawców, a także możliwość spin-offów, które zakładają Polacy, inwestycje te podniosły dynamikę wzrostu gospodarczego.

Otwarte granice i wspólny rynek pracy

Ważnym krokiem dla integracji europejskiej był także 2007 rok, kiedy Polska przystąpiła do układu z Schengen. W 2021 roku 190 tys. Polaków przekraczało granicę, by pracować w innym kraju UE, głównie w Niemczech, ale też m.in. w Czechach. Polacy zostali trzecią największa grupa migrantów zarobkowych w UE. Więcej osób mieszka we Francji, ale pracuje w innym kraju członkowskim – robi tak 424 tys., a w Niemczech 213 tys. W całej Unii to 1,6 mln osób.

Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku

Ebury: posiedzenie FOMC będzie trudnym sprawdzianem umiejętności prezesa Jerome’a Powella

Wskaźniki PMI są najlepszymi wyprzedzającymi danymi dla europejskich gospodarek, a ich ubiegłotygodniowa publikacja rysuje obraz szybko poprawiających się perspektyw wzrostu, szczególnie dla sektora usługowego.

Na plus zaskoczyły szczególnie odczyty z Wielkiej Brytanii – wskaźnik zbiorczy na poziomie 54 pkt oznacza dość silny wzrost w gospodarce w stanie pełnego zatrudnienia. Dzięki temu funt doświadczył silnej aprecjacji względem pozostałych walut G10 (z wyjątkiem dolara australijskiego). Najsłabiej w ubiegłym tygodniu radził sobie jen japoński, który stracił ponad 2%. Bank Japonii zdaje się nie przejmować tym, że waluta znalazła się w ujęciu nominalnym na najniższych poziomach od wczesnych lat 80., a w ujęciu skorygowanym o inflację – od lat 60.

Kalendarz na ten tydzień jest wypełniony po brzegi. Pierwszym istotnym odczytem będzie wstępny raport dotyczący dynamiki PKB strefy euro w I kwartale publikowany we wtorek (30.04). Następnego dnia, w środę (01.05) odbędzie się majowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, podczas którego rynki oczekują potwierdzenia, że obniżka stóp procentowych w czerwcu jest wykluczona. Czwartek (02.05) przyniesie wstępny odczyt kwietniowej inflacji CPI w strefie euro, a tydzień zostanie zamknięty raportem NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy (piątek 03.05).

PLN

Sentyment w ubiegłym tygodniu był zasadniczo pozytywny dla aktywów ryzykownych. Polski złoty doświadczył jednak deprecjacji w parze z euro i radził sobie gorzej od innych walut regionu. Może mieć to związek z serią rozczarowujących publikacji z Polski, w obliczu których na rynku pojawiły się wątpliwości, czy dotychczas szacowany przez konsensus wzrost dynamiki PKB rzędu 3% w 2024 r. nie jest przesadzony. Dane zawiodły praktycznie na całej linii (w tym szczególnie strona produkcyjna), niemniej z naszej perspektywy jest zbyt wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków. Jeśli jednak kolejne dane będą ukazywać niższą dynamikę wzrostu gospodarczego, może to zachęcić rynek do zwiększenia wycen obniżek stóp procentowych w tym roku, co mogłoby negatywnie odbić się na złotym.

Mając na uwadze kalendarz bogaty w dane makroekonomiczne, majówkowy tydzień na rynku walutowym może być interesujący. Z krajowego punktu widzenia warto będzie obserwować przede wszystkim wtorkową (30.04) publikację wstępnych danych o inflacji w kwietniu, która według oczekiwań może podbić do okolic środka celu inflacyjnego (2,5% ± 1 pp.). Ważne będą także czwartkowe dane PMI dla przemysłu. Pomimo przerwy w handlu w Polsce ze względu na majówkę, na wyższą zmienność na lokalnym rynku mogą wpływać wydarzenia z rynku zagranicznego, tj. dane ekonomiczne ze światowych gospodarek lub zmiana narracji banków centralnych.

EUR

Zdrowe odbicie kwietniowych wskaźników PMI dla aktywności biznesowej podkreśla pozytywny trend wzrostowy gospodarki strefy euro, która w drugiej połowie 2023 r. ledwo uniknęła technicznej recesji. Warto zauważyć, że indeks zbiorczy jest odbiciem ogromnej dychotomii między doświadczającym coraz silniejszej recesji sektorem przemysłowym a zdrowo rozwijającym się sektorem usługowym, wspieranym bezsprzecznie przez pełne zatrudnienie w gospodarce i korzystny bilans na rachunkach gospodarstw domowych.

Pozytywne zaskoczenie nie wydaje się wystarczające, aby Europejski Bank Centralny porzucił swoje zobowiązanie do obniżki stóp procentowych w czerwcu. Niemniej, wszelkie dalsze ruchy będą zależały od tego, jak będzie się kształtowała różnica między ścieżkami inflacji w strefie euro i USA. Aktualny obraz tej różnicy poznamy po publikacji wstępnego odczytu inflacji CPI w strefie euro w kwietniu (czwartek 02.05).

USD

Raport dotyczący dynamiki PKB USA w I kwartale zawierał dokładnie to, czego Rezerwa Federalna nie chciała widzieć. Nie dość, że presja inflacyjna była zaskakująco wysoka, to silny popyt wewnętrzny został zrównoważony przez słabe wyniki handlowe, co wskazuje, że nadmierna wycena dolara szkodzi konkurencyjności USA.

Środowe (01.03) posiedzenie FOMC będzie trudnym sprawdzianem umiejętności prezesa Jerome’a Powella. Czerwcowa obniżka stóp procentowych została właściwie wykluczona – zarówno przez rynki, jak i w komunikatach Fedu. Pozostają jednak pytania o to, czy zasadne są jakiekolwiek cięcia kosztu pieniądza, a nawet o możliwość dalszego zacieśniania w obliczu odbicia presji inflacyjnej. Dolar amerykański doświadczył już silnej aprecjacji i może mieć trudności z dalszym umocnieniem, chyba że rynek zacznie wprost wyceniać podwyżki stóp procentowych, czego się nie spodziewamy.

GBP

Znaczne pozytywne zaskoczenie kwietniowymi wskaźnikami PMI sprawiło, że obniżki stóp procentowych Banku Anglii przed nadejściem września są jeszcze mniej prawdopodobne. Zbiorczy PMI dla Wielkiej Brytanii jest najwyższy od trzech lat i znacznie przekracza graniczny poziom 50 pkt. Ubiegłoroczna techniczna recesja okaże się najprawdopodobniej płytka i krótkotrwała, a II kwartał tego roku może przynieść istotne odbicie wzrostu.

Kwitnący sektor usługowy stanowi wyraźny kontrast dla będącego wciąż w recesji sektora przemysłowego, jednak to właśnie w usługach czają się wciąż zagrożenia inflacyjne. Rosnąca gospodarka w połączeniu z pełnym zatrudnieniem i uporczywą presją inflacyjną prawdopodobnie sprawią, że stopy procentowe w Wielkiej Brytanii pozostaną na stosunkowo wysokim poziomie, więc spodziewamy się dalszego umocnienia funta. Rynki swap wciąż wyceniają pierwszą obniżkę stóp procentowych Banku Anglii podczas sierpniowego posiedzenia, a w dalszej części roku oczekiwane jest stopniowe rozluźnianie polityki pieniężnej.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Wyniki XTB lepsze od oczekiwań analityków: 302,7 mln zł zysku i ponad 129 tys. nowych klientów

  • Skonsolidowany zysk netto w I kwartale 2024 r. wyniósł 302,7 mln zł
  • W I kwartale 2024 roku pozyskano rekordowe 129,7 tys. nowych klientów, a ich łączna liczba przekroczyła 1 mln użytkowników na całym świecie
  • Wzrost wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD o 6,5% r/r – z 1,85 mln do 1,96 mln lotów
  • Wzrost wartości depozytów netto o 85,0% r/r. Na koniec I kwartału 2024 ta wartość wyniosła ponad 1,89 mld PLN

XTB poinformowało właśnie o wstępnych wynikach finansowych za I kwartał 2024 roku. W tym okresie spółka wypracowała 302,7 mln zł skonsolidowanego kwartalnego zysku netto, czyli więcej niż zakładał rynkowy konsensus. Jest to efekt długich trendów na rynkach akcyjnych i towarowych, które są atrakcyjne dla inwestorów. W tym czasie baza klientów powiększyła się o rekordowe 129,7 tys. nowych inwestorów.

W I kwartale 2024 roku XTB wypracowało zysk netto na poziomie 302,7 mln zł wobec 302,8 mln zł rok wcześniej. Oznacza to, że spółka jest w stanie generować powtarzalne wyniki, utrzymując zysk netto na poziomie z rekordowego pod tym względem okresu. Przychody z działalności operacyjnej zanotowane w I kwartale 2024 roku osiągnęły wartość 556,0 mln zł (w I kwartale 2023 r.: 537,6 mln zł) przy kosztach działalności operacyjnej na poziomie 204,7 mln zł (I kw. 2023 r.: 184,2 mln zł).

W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku, XTB pozyskało 129,7 tys. nowych klientów, czyli znacząco powyżej kwartalnego celu zakładającego przyrost o 65-90 tys. klientów. Na koniec marca, z platformy inwestycyjnej XTB korzystało łącznie 1,02 mln klientów w porównaniu z 703,9 tys. na koniec I kwartału poprzedniego roku. Istotnie wzrosła również liczba aktywnych klientów – w I kwartale wyniosła ona 378,5 tys. w porównaniu z 260,1 tys. w I kwartale 2023 roku. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I kwartale wzrósł on do 1,96 mln transakcji wobec 1,85 mln w analogicznym okresie 2023 roku (wzrost o 6,5%). Rentowność na lota w I kwartale 2024 roku wyniosła 283 zł. Warto również podkreślić dynamiczny wzrost depozytów netto, które na koniec minionego kwartału wyniosły 1,89 mld zł i są większe o 85,0% względem analogicznego okresu rok wcześniej. Na wyróżnienie zasługuje również ponad 71% wzrost wartości obrotu akcjami w wartości nominalnej – w I kwartale 2024 roku wyniósł on 1,87 mld dolarów amerykańskich, a w I kwartale 2023 wynosił 1,09 mld dolarów.

Omar Arnaout, prezes zarządu XTB
Omar Arnaout, prezes zarządu XTB

– Utrzymaliśmy rekordowy poziom wyników, który osiągnęliśmy w pierwszym kwartale przed rokiem. To dowodzi, że nasz model biznesowy pozwala na wypracowanie powtarzalnych wyników. Naszym celem pozostaje dynamiczne zwiększanie liczby klientów. Pozyskanie niemal 130 tys. nowych użytkowników w I kwartale 2024 roku jest doskonałym dowodem na skuteczność naszych działań – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Jeśli chodzi o przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, w I kwartale 2024 r. prym wiodły CFD oparte na towarach. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 48,7% wobec 48,8% rok wcześniej. W tym przypadku najzyskowniejszymi instrumentami w tej klasie okazały się CFD oparte na notowaniach cen gazu ziemnego, złota oraz kakao. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na indeksach. Ich udział w strukturze przychodów w I kwartale 2024 r. wyniósł 41,9%, w porównaniu z 45,3% I kwartale 2023 r. Najbardziej zyskownymi instrumentami w tej klasie były CFD oparte na niemiecki indeks akcji DAX (DE30) oraz amerykańskie indeksy – US 100 i US 500. Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 6,7% wszystkich przychodów, wobec 4,2% rok wcześniej.

Koszty działalności operacyjnej w I kwartale 2024 r. ukształtowały się na poziomie 204,7 mln zł i były o 20,5 mln zł wyższe w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku (184,2 mln zł w I kwartale 2023 r.). Najistotniejsze zmiany (+9,5 mln zł) odnotowano w kosztach wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, co jest związane z dynamicznym rozwojem firmy.

– To był dla nas bardzo obiecujący początek roku, który utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy na dobrej drodze, by stać się najpopularniejszą, uniwersalną aplikacją inwestycyjną w Europie. Wierzę, że kolejne miesiące i rozszerzenie oferty produktowej o nowe produkty wzmocnią naszą przewagę konkurencyjną. Już teraz widzimy, że nasi nowi klienci w Unii Europejskiej coraz chętniej wybierają pasywne produkty inwestycyjne i spodziewamy się wzmocnienia tego trendu w tym, jak i w kolejnych latach – komentuje Omar Arnaout.

E-Doręczenia: opóźnienia i nowelizacje. Czego się spodziewać?

23 kwietnia br. Ministerstwo Cyfryzacji zorganizowało spotkanie dotyczące ustawy o e-Doręczeniach. Spotkanie poprowadził Michał Gramatyka, Sekretarz Stanu w resorcie cyfryzacji, któremu towarzyszył Ignacy Niemczycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

Podczas spotkania zaprezentowano zmiany do projektu ustawy o e-doręczeniach oraz harmonogram prac wraz z działaniami towarzyszącymi, mającymi na celu usprawnienia wdrożenia usługi rejestrowanego doręczenia elektronicznego w Polsce.

Minister Gramatyka poinformował, że przygotowane przez jego resort propozycje zmian mają służyć zapewnieniu skutecznego wdrożenia nowego narzędzia zarówno przez podmioty publiczne jak i niepubliczne, w tym przedsiębiorstwa.

Podobne konsultacje rozpoczęły się także ze środowiskami zawodów zaufania publicznego oraz samorządami, które sygnalizowały potencjalne problemy związane z wejściem w życie ustawy w październiku br.

Inicjatywa Ministerstwa Cyfryzacji została poprzedzona analizą sytuacji, w efekcie której okazało się, że aż 75% instytucji, publicznych nie jest przygotowanych organizacyjnie do elektronicznego obiegu dokumentów, a 70% nie złożyło do tej pory nawet wniosku o ADE (adres doręczeń elektronicznych). – zauważa Wojciech Płażalski, ekspert BCC ds. telekomunikacji i inwestycji w rozwój cyfrowy.

Planowane są dwie nowelizacje: Pierwsza ma wydłużyć okres implementacji narzędzia (system EZD) dla instytucji publicznych, nie wstrzymując działania ustawy na zasadzie dobrowolności. Druga nowelizacja musi przejść z powodzeniem cały proces legislacyjny przed 1 października br. (kiedy ustawa zacznie obowiązywać wszystkie podmioty), aby wprowadzić okres przejściowy dający równoważność doręczeń różnymi kanałami tj.będzie dopuszczał na takich samych zasadach różne formy korespondencji tj.: doręczenia elektroniczne, doręczenia drogą  pocztową (Poczta Polska) oraz komunikację za pośrednictwem ePUAP do 31.12.2025.

Do tego czasu, zgodnie z planami Ministerstwa Cyfryzacji ma być sfinalizowana duża nowelizacja uszczegóławiająca wiele elementów, które w tej chwili są nierealistyczne, niedoprecyzowane lub trudne do spełnienia po stronie instytucji publicznych, szczególnie samorządów. Będzie to też czas dla przedsiębiorców i innych podmiotów niepublicznych na wdrożenie kwalifikowanych usług rejestrowanego doręczenie elektronicznego oraz wdrożenie e-Doręczeń we wszystkich procesach w organizacjach. – mówi ekspert BCC.

Ministerstwo Cyfryzacji chce zapewnić maksymalną funkcjonalność i interoperacyjność usługi, dlatego będzie prowadzić równolegle rozmowy z resortami finansów i sprawiedliwości, które pracują nad własnymi narzędziami w tym zakresie. Podczas spotkania przedstawiciel MRiT poinformował, że jego resort będzie odpowiadać za promocję i komunikację e-Doręczeń wśród obywateli i przedsiębiorców. Generalnym celem resortów jest ograniczenie użycia papieru w obiegu administracyjnym i gospodarczym.

Inicjatywa MC poprzedziła spodziewaną decyzję Ministerstwa Finansów, które ostatecznie, po analizach technicznych i merytorycznych, zapowiedziało przesunięcie daty wejścia w życie KSeF na 1 lutego 2026 r. dla podmiotów, których wartość sprzedaży w poprzednim roku podatkowym przekroczyła kwotę 200 mln zł, a od 1 kwietnia 2026 r. dla wszystkich przedsiębiorców. Przeprowadzony przez MF audyt potwierdził zgłaszane wcześniej przez przedsiębiorców sygnały o nieprawidłowościach.

„Porządki w ministerstwach trwają w najlepsze. Niestety musimy znowu uzbroić się  w cierpliwość. Jednocześnie powinniśmy oczekiwać, że wszystkie opóźniające się wdrożenia, które miały polegać na szerokim i efektywnym wykorzystaniu narzędzi cyfrowych zostaną ostatecznie naprawione, aby jak najszybciej zacząć konsumować korzyści, jakie niosą zarówno dla administracji jak i przedsiębiorców oraz wszystkich obywateli.                     – skomentował Wojciech Płażalski.

Czy to koniec korekty na Wall Street?

Piątkowe dane PCE, które są preferowana przez Fed miarą inflacji okazały się lekko wyższe od oczekiwań. Brak dużej negatywnej niespodzianki spowodował, że nastroje na rynkach polepszyły się co było zobrazowane dynamicznymi wzrostami indeksów. Nasdaq Composite zyskał aż 2 proc., SP500 1 proc. a Dow Jones 0,4 proc. Wzrosty były widoczne również w Europie. DAX zamknął dzień z wynikiem 1,4 proc. Na rynku walutowym kurs EUR/USD po spadku do 1,0680 ponownie wrócił powyżej 1,07. Dużo dzieje się na japońskim jenie. JPY tracił w piątek rano po decyzji w sprawie stóp procentowych oraz dziś w godzinach nocnych po decyzji w sprawie stóp procentowych. W poniedziałek nad ranem waluta dynamicznie zaczęła się umacniać i z poziomu 160,00 para USD/JPY spadła w okolice 155,00. Możliwe, że doszło do interwencji walutowej.

Preferowana przez Fed miara inflacji, czyli bazowy deflator PCE uplasował się na poziomie 2,8 proc. Tu prognozy wskazywały na lekki spadek do 2,7 proc. Ogólny deflator PCE zanotował wyższą dynamikę niż poprzednio i wyniósł 2,7 proc. Dynamiki miesięczne wyniosły 0,3 proc. i były zgodnie z konsensusem. Dane w pewnym stopniu spowodowały, że jeszcze bardziej spadły oczekiwania na czerwcową obniżkę stóp przez Fed. Widać, że proces inflacyjny ponownie nabrał dynamiki na początku 2024 roku i jednocześnie spowodował, że dystans do celu Rezerwy Federalnej nieco się oddalił. Już czwartkowe dane zaskoczyły w górę. Deflator PCE w całym pierwszym kwartale urósł do 3,4 proc. z poziomu 1,8 proc. kw/kw. a bazowa miara zwyżkowała do 3,4 proc. z 2 proc. kw/kw. poprzednio. Zestaw tych publikacji dowodzi uporczywości inflacji. Problemem wciąż są usługi, gdzie tempo wzrostu cen jest podobne do tego obserwowanego w 2022 roku. Można uznać, że ubiegłotygodniowe dane wzmocniły „jastrzębią” frakcję Fed-u. Na ten moment rynek niemal w pełni odrzucą możliwość łagodzenia warunków monetarnych w USA w połowie roku. To czy Fed podejmie takie kroki w kolejnych miesiącach II połowy roku coraz bardzie staje się wątpliwe.

Dolar na skutek piątkowych oraz czwartkowych danych nie zyskał jakoś szczególnie. Pierwsza reakcja wskazywała na aprecjację ale w kolejnych godzinach sytuacja ulegała odwróceniu. Kurs EUR/USD wciąż znajduje się powyżej 1,07. Nadal jesteśmy w fazie krótkoterminowego odbicia głównej pary walutowej, które trwa od połowy kwietnia. Zmienność jednak w ostatnich dniach nie należy od najwyższej. Indeksy giełdowe jak na razie nie kontynuują kwietniowej korekty. Widoczna jest poprawa nastrojów. W górę ponownie kierują się spółki technologiczne. Po sesji otrzymaliśmy bardzo dobre rezultaty raportowane przez Alphabet oraz Microsoft. W tym tygodniu uwaga będzie skupiona na spółce Amazon (wtorek) oraz Apple (czwartek).

Piątek był trudnym dniem dla jena. Para walutowa USD/JPY osiągnęła dziś w nocy poziom 160,00 – najwyższy od 1990 roku. Rano nastąpił mocny spadek do 155,00. Deprecjacja JPY to pokłosie decyzji BoJ, który pozostawił stopy proc. na niezmienionym poziomie. Krótkie oświadczenie Banku Japonii nie spełniło oczekiwań tej części rynku, która spodziewała się wyraźniejszego sygnału dalszych podwyżek. Poniedziałkowa aprecjacja JPY to być może efekt interwencji banku centralnego lub Ministerstwa Finansów. Na ten moment to jedynie spekulacje. Argumenty za słabym jenem wciąż są silne biorąc pod uwagę dane o inflacji oraz obecną politykę pieniężną BoJ.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Surowe kary dla podmiotów finansowych oraz ich dostawców za naruszenia rozporządzenia DORA

Rozporządzenie DORA to wciąż dla wielu podmiotów finansowych oraz ich dostawców usług z sektora ICT pieśń przyszłości. Tymczasem zegar tyka i do stycznia 2025 r., kiedy nowe przepisy zaczną obowiązywać, zostało coraz mniej czasu. Te podmioty sektora finansowego, które nie będą zgodne z rozporządzeniem w godzinie zero, boleśnie odczują to m. in. w swoich bilansach. Właśnie opublikowano projekt dostosowujący polskie ustawy do nowego prawa, gdzie określono surowe kary za nieprzestrzeganie DORA.

Nie jest wiedzą tajemną, że skuteczne egzekwowanie prawa wymaga ustalenia sankcji za jego nierespektowanie. Tak też jest z DORA. Unijne Rozporządzenie o operacyjnej odporności cyfrowej sektora finansowego zawiera szereg artykułów poświęconych zagadnieniom kontroli i nadzoru, a także możliwości zastosowania kar administracyjnych i środków naprawczych. Środki te będą dotyczyć wszystkich podmiotów rynku finansowego, które mają obowiązek stosować przepisy DORA. Osobną kategorią kar zostaną objęci kluczowi zewnętrzni dostawcy usług ICT. W ich przypadku system nadzoru i kar jest nieodłącznym elementem tzw. ram nadzoru nad kluczowymi zewnętrznymi dostawcami usług ICT – jednego z kluczowych filarów DORA.

Dostęp do dokumentów, kontrole i przesłuchania dla „właściwego organu”

środki KNF DORANad przestrzeganiem zasad zgodności z DORA będzie czuwać organ właściwy dla instytucji płatniczych, kredytowych czy ubezpieczycieli, czyli Komisja Nadzoru Finansowego. Na stronie internetowej tej instytucji działa mikroserwis dotyczący informacji o DORA.

O karach administracyjnych i środkach naprawczych za nieprzestrzeganie rozporządzenia DORA będą decydować państwa członkowskie w przyjętych przez siebie aktach prawnych. Te akty jednak nie będą działać w próżni, ponieważ DORA zawiera szereg wytycznych i zasad, które muszą być spełnione w celu prawidłowego sprawowania nadzoru. Wiadomo, że KNF będzie miał szerokie uprawnienia, jeśli chodzi o możliwość ustalenia potencjalnych naruszeń. Będzie on mógł m. in.:

  • mieć dostęp do wszelkich dokumentów lub danych, które uzna za istotne z punktu widzenia wykonywania swoich obowiązków;
  • przeprowadzać dochodzenia lub kontrole na miejscu. W ramach tych czynności przedstawiciele podmiotów finansowych mogą być wzywani do złożenia ustnych lub pisemnych wyjaśnień, a każda osoba fizyczna lub prawna, która będzie miała stosowną wiedzę, będzie mogła być przesłuchana w celu zbierania informacji będących przedmiotem dochodzenia, o ile wyrazi na to zgodę;
  • zastosować środki naprawcze w odniesieniu do naruszeń wymogów rozporządzenia DORA.

Nakazy, publiczna demaskacja, a nawet 21 mln złotych kary

Kary KNF DORAOrgan nadzoru, żeby mógł efektywnie pełnić swoją funkcję, będzie posiadał w swoim arsenale narzędzia umożliwiające mu egzekwowanie należytego stosowania wymogów z DORA. Narzędzia te powinno zapewnić mu państwo członkowskie, które powierzy właściwemu organowi uprawnienie do stosowania kar administracyjnych lub środków naprawczych w przypadku naruszeń rozporządzenia. Ustawodawca unijny daje tu jednak pewne wytyczne, które krajowe prawodawstwo musi wziąć pod uwagę. Rządowe Centrum Legislacji 18 kwietnia opublikowało projekt dostosowujący polskie ustawy do nowego prawa.

Do zestawu narzędzi dostępnych KNF należeć więc będzie m. in. wydanie danemu podmiotowi nakazu zaprzestania działań naruszających rozporządzenie oraz aby powstrzymał się od ponownego podejmowania tego postępowania. Kolejnym jest zakaz pełnienia funkcji członka zarządu, rady nadzorczej albo innej funkcji kierowniczej osobie odpowiedzialnej za naruszenie przez okres od miesiąca do roku. Ostatecznym środkiem, jaki będzie mógł zastosować organ nadzoru w razie notorycznych naruszeń będą kary pieniężne. W przypadku osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej może być to nawet kwota 20 869 500 zł lub 10 proc. przychodów netto z ostatniego roku, a w przypadku osoby fizycznej nawet 3 042 410 zł.

DORA przewiduje także wydawanie publicznych ogłoszeń, w ramach których mogą zostać ujawnione do wiadomości publicznej informacje wskazujące tożsamość osoby oraz charakter naruszenia. Dotyczy to także danych osoby fizycznej, na przykład prezesa spółki, w której stwierdzono naruszenie.

Najwyższa kara? Możliwa, ale nie od razu

Sposób procedowania, stosowania środków naprawczych i kar administracyjnych jest już znany przedsiębiorstwom z innych aktów prawnych. Również rozporządzenie RODO przewiduje ich miarkowaniei takie postępowanie, aby przede wszystkim dążyć do zaprzestania naruszeń i zgodności z rozporządzeniem, a sankcje finansowe stosować dopiero za największą skalę nieprawidłowości. W podobny sposób kwestie te rozstrzyga DORA w odniesieniu do podmiotów finansowych. Stąd ustalając rodzaj i poziom kary administracyjnej lub środka naprawczego, organ nadzoru bierze pod uwagę: zakres, to, czy naruszenie ma charakter umyślny, czy jest wynikiem zaniedbania oraz szereg innych okoliczności.

Dlatego zanim właściwy organ zdecyduje o karze dla podmiotu nieprzestrzegającego lub niedostosowanego do wymagań DORA, w pierwszej kolejności weźmie pod uwagę takie czynniki, jak m. in.:

  • istotność naruszenia, jego wagę oraz czas trwania;
  • stopień przyczynienia się osoby fizycznej lub prawnej do naruszenia, a także sytuację finansową osoby odpowiedzialnej za doprowadzenie do niezgodności lub naruszenia;
  • skalę korzyści uzyskaną przez podmiot finansowy albo skalę strat, a także, o ile będzie można to ustalić, straty poniesione przez osoby trzecie w wyniku naruszenia.

Organ będzie brał również pod uwagę, w jakim zakresie podmiot z nim współpracował oraz czy wcześniej już miały miejsce naruszenia, czy jest to może pierwszy taki przypadek.

Szczególne kary dla kluczowych zewnętrznych dostawców usług ICT

Ramy nadzoru nad kluczowymi zewnętrznymi dostawcami usług ICT przewidują postępowanie oraz kary dla szczególnej kategorii podmiotów wyznaczonych zgodnie z odpowiednimi przepisami DORA. Wiodący organ nadzorczy (wskazany przez Europejski Urząd Nadzoru) posiada szczególne uprawnienia wobec wskazanych dostawców usług ICT, które obwarowane są oddzielnym rodzajem kar. To tzw. okresowa kara pieniężna, która jest nakładana za każdy dzień, do czasu zastosowania się do środków wskazanych przez wiodący organ nadzorczy. Jej wysokość może wynieść maksymalnie 1 proc. średniego dziennego światowego obrotu kluczowego dostawcy usług ICT w poprzedzającym roku obrotowym.

Za co można otrzymać taką karę? Za całkowite lub częściowe niedostosowanie się do środków, które podmiot powinien podjąć w wyniku tego, że wiodący organ nadzorczy np. wystąpi z wnioskiem o przekazanie stosownych informacji i dokumentów, będzie prowadził ogólne dochodzenia i kontrole, wystąpi z wnioskiem o złożenie sprawozdań po zakończeniu działań nadzorczych albo wyda zalecenia dotyczące wskazanych obszarów. Kara ta nie może być stosowana dłużej niż przez sześć miesięcy po powiadomieniu kluczowego zewnętrznego dostawcy usług ICT o decyzji nakładającej tę karę.

Pociąg z napisem DORA odjeżdża. Pozostało kilka miesięcy

Dokładny zakres kar administracyjnych i środków naprawczych, związanych z nieprzestrzeganiem założeń DORA powinien być znany przed 17 stycznia 2025 roku. Do tej daty państwa członkowskie muszą m. in. powiadomić Komisję o przepisach ustawowych, wykonawczych i administracyjnych wykonujących przepisy rozdziału dotyczącego kar i postępowań w sprawach o naruszenie. Wtedy będzie też wiadomo, czy Polska zdecyduje się na pozostanie przy środkach administracyjnych, czy przyjmie przepisy karne odnoszące się do naruszeń wymogów DORA.

Wszyscy pamiętamy, jaką rewolucję kilka lat temu wywołało wejście w życie rozporządzenia RODO. Zmiany wprowadzone przez DORA będą podobnej skali, bo jest to akt będący ważnym elementem transformacji cyfrowej i cyberbezpieczeństwa całej Unii Europejskiej. Największe podmioty finansowe oraz ich podwykonawcy od dawna pracują już nad audytem swoich procedur i szkolą swoje zespoły wiedząc, że do wymaganych zmian nie da się dostosować w miesiąc czy dwa. Zwlekanie w tej sprawie może wywołać poważne konsekwencje w obszarze odporności cyfrowej, a potencjalna kara pieniężna jest tylko jedną z nich.

Autor: Katarzyna Armińska-Waszczyk jest radcą prawnym i właścicielką gdańskiej kancelarii armińska radcowie prawni. Współpracuje z dużymi spółkami z branży technologicznej.