Pierwsze wnioski z IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego

Europa musi się zmienić, być konkurencyjna i liczyć się z tym, że np. w kwestii polityki klimatycznej świat nie pójdzie wyznaczoną przez nią drogą – to pierwsze z wniosków płynących z IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego. W intencji organizatora największej imprezy biznesowej Europy Centralnej, podsumowanie tegorocznej edycji będzie jednocześnie początkiem nowego, otwartego na przyszłość projektu.

Europejski Kongres Gospodarczy 2012 (European Economic Congress – EEC) odbył się między 14. a 16. maja w jedenastu katowickich lokalizacjach. Trzy kongresowe dni wypełniły liczne debaty, spotkania, wydarzenia towarzyszące, w których wiedzą i doświadczeniem podzieliło się ponad 900 prelegentów. W całym wydarzeniu udział wzięło ponad sześć tys. gości z całego globu. Już po raz czwarty stolica Górnego Śląska była gospodarzem spotkania najważniejszych postaci świata polityki, biznesu, nauki i ekonomii.

– Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą redakcją pokongresowych wniosków – dokonaną na gorąco i bez szerszych konsultacji. Zachęcamy do polemiki, uzupełnień i propozycji. Kongres to ponad sto debat o sporej rozpiętości tematów – objęcie całości i wyabstrahowanie z niej najważniejszych wątków wymaga pracy zespołowej. Pozwoli to nam wszystkim – wychodząc od wniosków z czwartej edycji – wspólnie kształtować problematykę kolejnego V Europejskiego Kongresu Gospodarczego – mówi Wojciech Kuśpik, Prezes Grupy PTWP SA, inicjator EEC.

Europejski Kongres Gospodarczy 2012 – pierwsze konkluzje:

• Europa musi się zmienić. Nie ma czasu na błędy i życie złudzeniami. Bez wzrostu będzie się chylić ku upadkowi. Konieczne jest przyspieszenie – ucieczka do przodu.

• Europa nie może dłużej skupiać się na sobie. Bieguny gospodarcze świata już się przesunęły. Europa powinna odważnie „wyjść na świat”, zaakceptować nowy układ sił.

• Warunkiem powrotu Europy na ścieżkę wzrostu jest konkurencyjność gospodarki. Tylko średni w Europie wzrost PKB rzędu 3-4 proc. może dać miejsca pracy.

• Unijne regulacje sektora finansowego nie mogą być hamulcem dla gospodarki. To, co może być lekarstwem w niektórych europejskich krajach, w innych może się okazać zabójcze.

• Nie można liczyć na odwrót od polityki klimatycznej, UE będzie tu konsekwentna. Z drugiej strony nie można się łudzić, że świat pójdzie drogą wyznaczaną przez Europę.

• Kluczem do wspólnego europejskiego bezpieczeństwa energetycznego jest rozbudowa infrastruktury sektora energetyczno-paliwowego.

Więcej: http://www.eecpoland.eu/podsumowanie
***

W debacie o przyszłości kontynentu, IV Europejskim Kongresie Gospodarczym, udział wzięli m.in.: Bronisław Komorowski, Prezydent RP; Waldemar Pawlak, Wicepremier, Minister Gospodarki; Janusz Lewandowski, Komisarz UE ds. Budżetu i Programowania Finansowego; Barbara Kudrycka, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego; Jerzy Buzek, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2009-2012, Prezes Rady Ministrów w latach 1997-2001 oraz Mikuláš Dzurinda, Premier Słowacji w latach 1998-2006, Minister Spraw Zagranicznych Słowacji w latach 2010-2012; Joschka Fischer, Wicekanclerz Niemiec w latach 1998-2005, Minister Spraw Zagranicznych Niemiec w latach 1998-2005 oraz Aleksander Kwaśniewski, Prezydent RP w latach 1995-2005 i Günter Verheugen, Komisarz UE ds. Przedsiębiorstw i Przemysłu w latach 2004-2010, Komisarz UE ds. Rozszerzenia w latach 1999-2004.

###

Europejski Kongres Gospodarczy (European Economic Congress – EEC) w Katowicach
to największa impreza biznesowa w Europie Środkowej, trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem najważniejszych osobistości świata polityki, biznesu, nauki oraz ekonomii. W 100 sesjach tematycznych, debatach i imprezach towarzyszących EEC udział bierze około 6000 gości z Polski i z zagranicy.

Europejski Kongres Gospodarczy został uznany za forum jednej z najbardziej reprezentatywnych dyskusji o przyszłości Europy, tezy wystąpień najważniejszych uczestników są często cytowane i szeroko komentowane.

Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego, od pierwszej edycji w 2009 roku,
jest Grupa PTWP SA, wydawca m.in. Miesięcznika Gospodarczego Nowy Przemysł oraz portalu wnp.pl.

Więcej informacji o Europejskim Kongresie Gospodarczym 2012 – www.eecpoland.eu

Jacek Machocki zrezygnował z funkcji prezesa spółki Pekaes

Jacek Machocki pełnił funkcje prezesa zarządu PEKAES SA od marca 2010 roku. Rezygnację z pełnionej funkcji złożył z powodów osobistych.

Jacek Machocki przygotował i z sukcesem wdrożył strategię spółki na lata 2010-2012. Jej celem była reorganizacja Grupy PEKAES, dzięki której PEKAES jest dziś nowoczesną i konkurencyjną spółką i jednym z liderów branży TSL w Polsce. Obecnie spółka jest w pełni gotowa do kolejnego etapu rozwoju, którego głównymi celami będą wzrost sprzedaży i rentowności oraz wartości dla akcjonariuszy. Maciej Bachman posiada pełne poparcie Rady Nadzorczej w dążeniu do realizacji tych założeń – powiedział Robert Koński, przewodniczący Rady Nadzorczej.

Maciej Bachman dołączył do Grupy PEKAES w marcu 2012 roku. Wcześniej przez trzy lata pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu i Dyrektora ds. Finansów i Administracji w firmie logistycznej Spedimex. W poprzednich latach pracował m.in. w Ernst & Young, Andersen Business Consulting i Arthur Andersen. Maciej Bachman jest renomowanym specjalistą z branżowym doświadczeniem i z wieloma sukcesami na polu poprawy efektywności organizacji.

Maciej Bachman jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na Wydziale Zarządzania, w zakresie finansów i rachunkowości przedsiębiorstw oraz absolwentem studiów podyplomowych w Katedrze Zarządzania Innowacjami Szkoły Głównej Handlowej. Posiada tytuł biegłego rewidenta.

Wiceminister transportu: nie wyobrażam sobie, żeby unijne pieniądze na kolej się zmarnowały

– Do 2015 roku kolej jest w stanie zrobić naprawdę dużo – zapewnia Andrzej Massel, wiceminister transportu. Głównie dzięki temu, że Komisja Europejska poszerzyła zakres projektów kolejowych, które mogą być realizowane z unijnej kasy. Na razie nie ma ostatecznej decyzji Brukseli co do przesunięcia środków z kolei na drogi.

Z danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wynika, że do końca lutego branży kolejowej udało się zakontraktować ok. 36 proc. środków, a wydatki nie przekraczają nawet 3 proc. Do tej pory udało się odzyskać z Komisji Europejskiej ok. 2 proc. z 20 mld zł. Na wydanie pieniędzy z perspektywy finansowej na lata 2007-2013, zgodnie z zasadą n+2, Polska ma czas do 2015 roku.

– Nie wyobrażamy sobie, żeby coś z tej puli się zmarnowało – zapewnia Andrzej Massel, zapytany o to, czy kolej zdąży do 2015 roku wykorzystać przewidziane dla niej pieniądze.

Taki scenariusz potrafi sobie wyobrazić Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego. Już w ubiegłym roku do Komisji Europejskiej wpłynął wniosek o możliwość przesunięcia funduszy z kolei na drogi. Zgodnie z unijnymi przepisami niewykorzystane pieniądze po okresie wydatkowania wracają z powrotem do Brukseli.

– Słyszę bardzo często, że jest dużo projektów kolejowych i to tym bardziej jest śmieszne. Jeżeli one rzeczywiście są lub się pojawią to będzie świadczyło o kompletnym paraliżu w tej instytucji, jaką są koleje. Bo przez 5 lat nic nie udało się od nich wyciągnąć. Ja niestety w to nie wierzę – przyznała minister rozwoju regionalnego podczas rozmowy w połowie marca.

Komisja Europejska nie zgodziła się jednak na przesunięcie 1,2 mld euro na budowę dróg. Rozmowy w tej sprawie nadal trwają.

– Do dyskusji jest może pewna niewielka część tych środków. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego mówi teraz o przesunięciu na drogi 400 mln euro z puli 1,2 mld euro. I te środki, które pozostaną przy kolei zostaną wykorzystane na kolej – podkreśla Andrzej Massel.

Zdaniem wiceministra, przed koleją wielka szansa na zrobienie dużego postępu w rozwoju infrastruktury.

– Są dostępne środki z UE i zgoda Komisji Europejskiej na poszerzenie zakresu projektów, które dotychczas były robione, czyli projektów modernizacyjnych o grupę projektów rewitalizacyjnych. Możemy też realizować projekty poprawy bezpieczeństwa na przejazdach i projekty wymiany rozjazdów – wymienia Andrzej Massel.

Przedstawiciele resortu transportu zapewniają, że w tej chwili osiem projektów rewitalizacyjnych przechodzi procedury środowiskowe, a w przygotowaniu jest już kolejny pakiet. Prace trwają również nad pakietem projektów przejazdowych i rozjazdowych.

Dzięki temu, jak zapowiada Massel, całkiem sporą liczbę kilometrów linii kolejowych można doprowadzić do przyzwoitego standardu.

– Efektem będzie np. skrócony czas przejazdu w podstawowych relacjach takich, jak Warszawa-Katowice do 2 godzin czy z Wrocławia do Poznania do 1,5 godziny. Pasażerowie to odczują, tylko potrzebujemy chwilę czasu, żeby te inwestycje wykonać – dodaje wiceminister.

Dodatkowo Ministerstwo Transportu zabiega o zgodę Komisji Europejskiej na zwiększenie dofinansowania projektów z 70 proc. do 85 proc. Decyzja zapadnie dopiero po tym, jak KE zobaczy pierwsze efekty wdrażanych projektów.

KGHM odkrywa bogate zasoby platyny i palladu w Kanadzie

Pierwszy sukces KGHM po przejęciu Quadry. Wstępne wyniki poszukiwań na kanadyjskim złożu Victoria potwierdziły występowanie dużych ilości platyny i palladu. – To małe złoże, ale bogate, więc ekonomicznie uzasadnione – ocenia prezes koncernu, Herbert Wirth.

Złoże Victoria w Kanadzie należy w 100 proc. do KGHM International – spółki, która powstała po przejęciu Quadry. Wstępne wyniki wskazują na duże bogactwo surowców.

– To złoże nie jest duże w swym wymiarze, bo to jest typowe złoże żyłowe. Ale jeśli chodzi o jego zawartość, czyli bogactwo, to powiedziałbym, że to są „nugaty”, coś niespotykanego – ocenia Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź.

Poszukiwania na kanadyjskim złożu dopiero się rozpoczęły, ale już pozytywnie zaskoczyły nowych właścicieli.

– Wyniki badań poszukiwawczych, jeżeli chodzi o złoże Victoria są tam fenomenalne jak na warunki kanadyjskie. Zawartość platyny i palladu to jest rząd kilkudziesięciu gramów na tonę, a to może decydować o wysokiej rentowności tego projektu – mówi prezes KGHM.

Wartości potwierdzone przez pierwsze badania przewyższają początkowe szacunki. Zawartość metali szlachetnych na tym złożu oceniano na 7,6 gramów na tonę.

– Już wcześniej mówiliśmy o tym, że Victoria jest jednym z najważniejszych projektów, który w dłuższej perspektywie przyniesie KGHM wymierne korzyści, przede wszystkim dla akcjonariuszy, ale również w postaci bezpieczeństwa surowcowego, czyli zapewni dostęp do ważnych surowców dla naszego kraju i dla Europy – podkreśla Herbert Wirth.

Wielkość kanadyjskiego złoża szacowana była na 14,5 mln ton rudy bogatej w miedź, nikiel, złoto i platynę. Obecne wyniki poszukiwań nie zmieniają tych szacunków. Jednak, jak podkreśla prezes KGHM, to są wstępne dane tylko z dwóch otworów.

– Kiedy ruszy kampania poszukiwawcza, czyli rozwiercanie tego złoża, nastąpi estymacja, czyli szacowanie wielkości zasobów – wyjaśnia Herbert Wirth.

Jednocześnie podkreśla, że kopalnie już teraz przynoszą spółce wymierne korzyści.

– To są kopalnie, które dzisiaj bardzo dobrze funkcjonują, są dobrze zarządzane. W tym roku można liczyć na wzrost produkcji – dodaje prezes KGHM.

W tym roku produkcja miedzi w KGHM International wyniesie ok. 100 tys. ton. Spółka wiąże duże nadzieje również z innym dużym projektem, kopalnią Sierra Gorda w Chile. Jak zapewniają przedstawiciele koncernu, również realizacja chilijskiego projektu idzie zgodnie z planem. Kopalnia w Chile, które może dostarczać 220 tys. ton miedzi rocznie, ma ruszyć w 2014 roku. Wartość inwestycji to ok. 3 mld USD.

Jest zielone światło dla podatku od transakcji finansowych

Parlament Europejski jest za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych. Kilka państw Unii, z Wielką Brytanią na czele, jest temu przeciwnych. Ale według Eurostatu, 66 procent obywateli Wspólnoty jest przychylnych temu rozwiązaniu.

Zdaniem europosłów, wprowadzenie podatku od transakcji finansowych zaproponowane przez Komisję Europejską, pozwoli włączyć banki i rynki pieniężne do walki z kryzysem. Posłowie uważają, że nie tylko zasili on unijną kasę, ale ograniczy spekulacje i ryzykowne działania inwestorów.

Parlament chce, aby podatkiem objąć wszystkie transakcje i instytucje, także działające poza granicami Unii. Przepisy mają być tak skonstruowane by wszelkie próby uniknięcia podatku były nieopłacalne. Proponowana wysokość podatku to od jednej dziesiątej do jednej setnej procent (0,1% do 0,01 %).

– Proponowany podatek ma dwie funkcje i żadna z nich nie jest oczywista. Z jednej strony byłby to podatek, który miałby funkcję fiskalną, czyli alimentowałby budżety unijne, w nowej propozycji również i krajowe, ale z drugiej strony służyłby działaniu antykryzysowemu, czyli stabilności systemu finansowego – zauważa członek Rady Polityki Pieniężnej Elżbieta Chojna Duch.

– Problem dodatkowo komplikuje fakt, że w polskim parlamencie pracuje się nad zupełnie innym projektem, który miałaby obciążać aktywa instytucji finansowych, m.in. banków, ale nie tylko, również funduszy inwestycyjnych, instytucji ubezpieczeniowych – mówi Chojna-Duch.

W nowej wersji polskiego podatku stawka jest nieco niższa, bo wynosi 0,25% podstawy opodatkowania. Poprzednio wynosiła 0,39%. Jednak zdaniem Elżbiety Chojnej-Duch, ciągle nie koordynuje się prac nad polskim opodatkowaniem z unijnymi.

– Czy to oznacza, czy będą obowiązywały dwa podatki niezależnie? Mnie się wydaje, że nie. Takiego ciężaru nie udźwigną instytucje finansowe i oczywiście będzie duży opór tych instytucji, który spowoduje, że będą różnego rodzaju problemy – zauważa członek RPP.

Projekt polskiego podatku został zaopiniowany przez NBP.

– NBP przesłał swoją opinię do Parlamentu. Oczywiście nie zgadza się tam z wieloma postanowieniami tego projektu, poddaje je krytycznej, acz konstruktywnej opinii – podkreśla Elżbieta Chojna Duch.

Za mało wydajemy na utrzymanie dróg

Od 2009 roku spadają w Polsce wydatki na utrzymanie sieci dróg krajowych, mimo że wciąż prawie połowa z nich jest w stanie złym lub niezadowalającym – wynika z raportu„Efektywność zarządzania utrzymaniem dróg krajowych w Polsce” przygotowanego w ramach programu Ernst & Young Sprawne Państwo. Wśród przyczyn słabego stanu istniejących dróg krajowych autorki wymieniają m.in. niską efektywność systemu zarządzania utrzymaniem dróg.

– W Polsce w ostatnich latach publiczna dyskusja na temat rozwoju sieci drogowej dotyczyła głównie wydatków inwestycyjnych na nowe autostrady i drogi ekspresowe. Najnowszy raport przygotowany przez dr Joannę Archutowską i dr Janę Pieriegud w ramach programu Ernst & Young Sprawne Państwo próbuje odwrócić tę tendencję poprzez zwrócenie uwagi na złożoną problematykę efektywności zarządzania utrzymaniem już istniejącej infrastruktury drogowej – komentuje Marcin Borek, Partner w dziale Doradztwa Transakcyjnego Ernst & Young, ekspert ds. infrastruktury. – Każdego roku na utrzymanie dróg powinniśmy wydawać około 4 mld zł. Warto się zastanowić nad tym jak najlepiej wydawać te pieniądze – dodaje Borek.

Ponad 40% dróg do remontu

Według danych przytoczonych w raporcie, na początku 2011 roku ponad 3500 km czyli 18,9% dróg krajowych w Polsce nadawało się do natychmiastowego remontu, a aż 22% było w stanie niezadowalającym. Podczas gdy średnioroczne łączne potrzeby w zakresie utrzymania sieci dróg krajowych w latach 2008-2011 utrzymywały się na poziomie 3,7 mld zł, rzeczywiste wydatki na ten cel wynosiły jedynie ok. 2,3 mld zł. Pokrywały więc zaledwie około 62% potrzeb. Najwięcej dróg remontowano w roku 2009, kiedy to wskaźnik finansowania potrzeb utrzymaniowych osiągnął najwyższą wartość i wyniósł 80%. Najmniej na utrzymanie dróg wydano w roku 2011, zaspokojono wówczas tylko 40% potrzeb.

– Kiedy przyjrzymy się dokładnie liczbom charakteryzującym inwestycje drogowe w Polsce łatwo zauważymy, że od 2004 roku wydatki na nowe inwestycje drogowe rosną nieustannie. Natomiast jeśli chodzi o utrzymanie dróg już istniejących, mamy z tym ewidentny problem.

W roku 2009 wydano na ten cel prawie 3 mld zł, a w 2011 już tylko niecałe 1,5 mld. To niewiele przy tak potężnych potrzebach utrzymaniowych. Problem ten będzie narastał wraz z oddawaniem do ruchu licznych odcinków autostrad i dróg ekspresowych, które teraz są w budowie, a wkrótce będą wymagały bieżącego utrzymania. – komentuje Marcin Borek.

Co gorsza, odsetek dróg poddawanych w ciągu roku pracom utrzymaniowym spada systematycznie już od 2004. Wyjątkiem był wspomniany już rok 2009.

TIRy rozjeżdżają Polskę

Autorki raportu zwracają uwagę na utrzymujący się od wielu lat wzrost ruchu samochodów ciężarowych z przyczepami. Miał on decydujący wpływ na warunki na drogach oraz na proces niszczenia nawierzchni. W latach 2005-2010 ruch samochodów ciężarowych z przyczepami wzrósł o ok. 43%. W poprzednich okresach pięcioletnich wzrost ruchu tych pojazdów był jeszcze wyższy i wynosił 68% w latach 1995-2000 oraz 50% w latach 2000-2005. Daje to łącznie ponad 3,5-krotny wzrost ruchu samochodów ciężarowych z przyczepami w ciągu ostatnich 15 lat, przy czym bezwzględne przyrosty ruchu tych pojazdów w kolejnych okresach pięcioletnich były coraz większe. Na tle stale rosnącego ruchu ciężkiego problemem w Polsce pozostaje niedostosowanie nośności nawierzchni sieci dróg krajowych do ruchu pojazdów o nacisku 115 kN/oś, stanowiącym podstawowy standard dla sieci dróg międzynarodowych w Europie. Od momentu przystąpienia do Unii Europejskiej do końca 2010 roku udział dróg spełniających ten standard zwiększył się wprawdzie z 5,1% całkowitej długości sieci dróg krajowych do ponad 31% (ok. 5,9 tys. km), jednak niedostosowanie nośności na pozostałej 2/3 sieci dróg krajowych generuje dodatkowe koszty w zakresie remontów dróg.

Utrzymanie dróg tak samo ważne jak budowa nowych

W raporcie „Efektywność systemu zarządzania utrzymaniem dróg krajowych w Polsce” autorki przytaczają szereg najlepszych praktyk z krajów z całego świata, które mogą pomóc w skuteczniejszym zarządzaniu procesem modernizacji naszych dróg. Zwracają uwagę przede wszystkim na to, że brakuje pieniędzy na utrzymanie dróg, a budżet utrzymaniowy GDDKiA jest niestabilny. Zdaniem autorek raportu główni decydenci nie przykładają do utrzymania istniejącej infrastruktury wystarczająco dużej wagi. Autorki proponują, aby zadania z zakresu utrzymania dróg były traktowane na równi z budową nowej infrastruktury.

W raporcie autorki przedstawiają ocenę systemu zarządzania utrzymaniem dróg, zaznaczając zaległości w zakresie bieżącego utrzymania dróg i remontów, spowodowanych przede wszystkich niedofinansowaniem i niestabilnością budżetu utrzymaniowego. Zmiany wysokości przyznawanych środków nie pozwalają na optymalne planowanie prac utrzymaniowych, a przekroczone stany krytyczne nieremontowanych dróg zwiększają potrzeby remontowe.

W raporcie wymienione są również nieefektywności GDDKiA, które utrudniają sprawne zarządzanie utrzymaniem dróg w Polsce. Chodzi min. o:

  • Istniejące standardy wykonania prac utrzymaniowych, które nie uwzględniają limitów zakłóceń ruchu w związku z prowadzeniem robót drogowych.
  • Brak systemu oceny utrzymania z perspektywy użytkowników dróg, m.in. w zakresie czasu trwania robót drogowych i zajętości pasów ruchu.
  • Niepełne wykorzystanie systemów informatycznych, wspomagających zarządzanie utrzymaniem.
  • Brak systemu kompleksowej analityki zarządczej.
  • Brak systemu sprawozdawczości w zakresie drogownictwa.

– Brak funduszy to nie jedyne wyzwanie w zakresie utrzymania dróg. Musimy mieć na uwadze to, że decydenci powinni mieć absolutną pewność co do tego, iż pieniądze są efektywnie wydawane. To zaś możemy osiągnąć poprzez poprawę zarządzania całym procesem utrzymania dróg w naszym kraju – podsumowuje Marcin Borek z Ernst & Young.

Raport „Efektywność zarządzania utrzymaniem dróg krajowych w Polsce” przygotowały dr Joanna Archutowska ekspert ekonomiczny w Centrum Unijnych Projektów Transportowych (CUPT) i dr Jana Pieriegud z Katedry Transportu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

O programie Ernst & Young Sprawne Państwo

Celem programu Ernst & Young Sprawne Państwo jest inicjowanie i wspieranie działań na rzecz poprawy funkcjonowania instytucji publicznych w Polsce. Poprzez program, Ernst & Young aktywnie włącza się do publicznej debaty nad reformą państwa. Program adresowany jest w szczególności do środowisk politycznych, naukowych, gospodarczych oraz organizacji pozarządowych.

Firmy wstrzymują rekrutacje nowych pracowników

Badanie potrzeb pracodawców*, którego trzecią edycję portal Pracuj.pl przeprowadził w kwietniu tego roku, pokazuje, że nastroje wśród pracodawców – klientów serwisu zasadniczo się nie zmieniły.

Co prawda spadł odsetek firm, które będą zatrudniać w II kwartale tego roku, ale wynika to głównie z faktu skompletowania zespołów na początku roku i prowadzania w związku z tym niższej liczby rekrutacji w okresie kwiecień-czerwiec. Warto też zauważyć, że wzrósł nieco odsetek firm (o 2 p.p.), które będą zatrudniać w II kwartale tego roku większą liczbę pracowników niż w poprzednich miesiącach. Zwiększenie zapotrzebowania na pracowników odnotowano przede wszystkim w działach produkcyjnych.

Z badania wynika również, że pracodawcy czekają na rozwój wydarzeń. Odsetek firm, które wstrzymują rekrutacje w oczekiwaniu na to, co może wydarzyć się na rynkach wzrósł bowiem o 9 p.p.

Najwięcej, bo prawie połowa badanych firm (46%), w II kwartale tego roku zamierza zatrudnić do 10 pracowników. Prawie co piąta firma (18%) nie zamierza w ogóle zatrudniać, a tyle samo ankietowanych odpowiedziało, że nie wie jeszcze, czy będzie przyjmować nowych pracowników czy też nie.

Najbardziej potrzebne siły sprzedażowe

Największa liczba pracowników nadal poszukiwana będzie do działów sprzedaży (zadeklarowało tak 44% ankietowanych firm), w dalszej kolejności do działów produkcji (24%, tu odnotowano wzrost deklaracji o 8 p.p. w stosunku do poprzedniej edycji badania) oraz do działów obsługi klienta (21%). Pracownicy IT, którzy w poprzedniej edycji badania byli na 2. miejscu zestawienia, znaleźli się tym razem na pozycji czwartej.

62% firm zamierza w II kwartale tego roku zatrudnić podobną liczbę pracowników, jak w pierwszych trzech miesiącach roku. Mniejszą liczbę pracowników planuje zatrudnić 17% firm ankietowanych przez Pracuj.pl. Ci pracodawcy taką decyzję najczęściej tłumaczyli tym, że zespoły skompletowali już w I kwartale (31% z nich), czekają na rozwój wydarzeń (25%) lub, że zwykle w II kwartale prowadzą mniej procesów rekrutacyjnych niż w pierwszych trzech miesiącach roku (21%).

W badanym okresie wzrósł odsetek firm (z 24% do 33%), które nie mają problemów ze znalezieniem pracowników do żadnego z działów. Największe problemy z rekrutacją pracodawcy nadal mają w przypadku działów sprzedaży i IT.

*Informacje o badaniu:

Badanie przeprowadzono w dniach 3-19.04.2012 r. metodą ankiety dostępnej on-line. W badaniu wzięło udział 480 pracodawców – klientów Pracuj.pl z całej Polski.

To już koniec Mio Technology w Polsce

Przestała istnieć firma będąca jednym z liderów sprzedaży nawigacji samochodowych w Polsce. Marka Mio jednak nie znika. Reprezentować ją będzie MiTAC International Corporation. Tym samym Mio – obok Magellana i Navmana – będzie jedną z 3 marek związanych z produktami nawigacyjnymi, obecnymi w portfolio tajwańskiej korporacji. Jednak wszystko „zostaje w rodzinie”, gdyż Mio Technology było do tej pory spółką zależną MiTAC.

Zmiany dotyczą Mio Technology w skali globalnej, zatem nie mogły ominąć także Polski. MiTAC International Corp. przejmie obowiązki reprezentowania marki na rynku. Zmiana podyktowana jest chęcią ujednolicenia przekazu kierowanego do klientów. MiTAC zarządza obecnie trzema dużymi markami z rynku nawigacji GPS i urządzeń lokalizacyjnych. Dzięki tej zmianie będzie mogła w pełni wykorzystać ich doświadczenie..

„Nasi klienci i partnerzy nie mają powodu do obaw. Nawigacje Mio nie znikną z półek. Z biznesowego punktu widzenia nic się bowiem nie zmienia. Ludzie, adresy, telefony pozostaną te same. Dzięki temu będziemy mogli nieprzerwanie dostarczać najwyższej jakości produkty i usługi, choć będzie się to odbywać teraz pod nazwą MiTAC International Corporation” – zapewnia Tarik Hassan, CEE Marketing Manager MiTAC Europe, oddział w Polsce.

W portfolio firmy MiTAC znajdują się dwie inne marki związane z nawigacjami GPS. Navman to australijski producent urządzeń nawigacyjnych. Został założony w 1988 roku i zasłynął produkcją wytrzymałych, innowacyjnych, a zarazem prostych w użyciu nawigacji PND. Firma jest też autorem technologii NavPix, która umożliwia nawigację przy pomocy zdjęć wgranych do pamięci nawigacji. Została włączona do korporacji MiTAC w 2007 roku. Druga marka, która dołączyła do MiTAC dwa lata później, to amerykański producent urządzeń służących do pozycjonowania GPS, Magellan. Ma on ponad 20 letnią tradycję, a także jest właścicielem ponad 200 patentów związanych z technologią branżową.

Adres internetowy związany z nawigacjami marki Mio pozostaje bez zmian. Wszelkie informacje odnośnie produktów, promocji oraz inne wiadomości związane z marką można znaleźć pod adresem: www.mio.com/pl

Alan Laing wiceprezesem regionu EMEA w Acronis

Do firmy Acronis dołączył Alan Laing. Objął on stanowisko wiceprezesa w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA).

Alain Laing wykorzysta w Acronis swoje przeszło 20 lat doświadczenia w budowaniu zespołów i rozwoju przedsiębiorstw, które zdobył w europejskich oddziałach globalnych organizacji takich jak Avaya i Oracle.

W Acronis odpowiedzialny będzie za rozwój strategii sprzedaży i kanałów partnerskich, kierując zespołem menedżerskim EMEA i dążąc do dalszego rozwój firmy w regionie. Z brytyjskiego biura Acronis w Londynie, zarządzał będzie działaniami spółki w całej Europie, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce i Rosji.

Alain Laing do zespołu Acronis przeszedł z firmy Avaya, międzynarodowego lidera w sektorze oprogramowania i usług do komunikacji biznesowej, gdzie pracował jako wiceprezes regionu Europy Zachodniej. Wcześniej Alan Laing był także wiceprezesem i General Managerem regionu EMEA w Portal Software, a także CEO w firmie Mediasurface. W latach 1994 – 2000 pełnił kierownicze funkcje w Oracle, ostatnio jako Vice President of Operations w regionie EMEA.

„Acronis ma przed sobą znakomitą przyszłość. Obecny poziom rozwoju, który osiągnęliśmy dzięki naszym zoptymalizowanym rozwiązaniom nowej generacji do backupu i odzyskiwania danych na rynku wirtualizacji to dopiero początek. Alain Laings wnosi doświadczenie, które naszemu zespołowi w regionie EMEA pozwoli osiągnąć dalsze sukcesy i poprowadzić do kolejnej fazy rozwoju.” – powiedział Laurent Dedenis, prezes ds. międzynarodowej sprzedaży i marketingu w firmie Acronis.

„Acronis jest firmą, która posiada ogromne możliwości i ambicje. Z niecierpliwością czekam na wyzwania, które spotkają mnie podczas kierowania zespołem EMEA i współpracy z ponad 12 000 partnerów handlowych Acronis w całym regionie. Pragniemy poznawać potrzeby i dostarczać innowacyjne rozwiązania klientom Acronis w Europie i poza nią.” – powiedział Alan Laing.

Alan Laing jest absolwentem Uniwersytetu w Edynburgu. Przed rozpoczęciem swojej kariery w sektorze oprogramowania dla przedsiębiorstw, praktykował jako adwokat w Europie i Azji.

 

Już prawie 40% internautów korzysta z internetu

Korzystanie z internetu w dowolnym miejscu staje się coraz bardziej podstawową czynnością. Z mobilnej wersji portalu nk.pl każdego miesiąca korzysta 1,3 mln aktywnych użytkowników, generując 160 mln odsłon. Polski portal społecznościowy, we współpracy z agencją Socializer S.A., prezentuje wyniki badania omnibusowego dotyczącego preferencji internautów mobilnych.

Internet w dowolnym miejscu

Z badania przeprowadzonego przez dział badań Research.NK, działającego w ramach polskiego portalu społecznościowego NK wynika, że 39,5% Polaków korzysta z dostępu do internetu mobilnego. Z tej grupy aż 23% korzysta z tej formy dostępu do sieci codziennie, a 21% kilka razy w tygodniu. 24% osób wykorzystuje mobilny dostęp do internetu kilka razy w miesiącu, a 31% kilka razy w roku. Wydaje się zatem, że jeśli dany użytkownik posiada dostęp do Sieci np. w smartfonie lub tablecie, to zazwyczaj chętnie z niego korzysta.

Rosnąca popularność aplikacji

Podobne wyniki dotyczą aplikacji mobilnych. Z grupy osób korzystających z mobilnego dostępu do Sieci, aż 13% korzysta z aplikacji mobilnych często, 24% od czasu do czasu, a 25% rzadko. Wciąż istnieje grupa (38%), która nie korzysta z nich wcale, jednak w odniesieniu do całości stanowi ona mniejszość.

Mobilne korzystanie z NK

Z badania Research.NK wynika, że użytkownicy portalu NK coraz chętniej korzystają z niego przez telefon komórkowy. 6% z nich robi to codziennie, 11% kilka razy w tygodniu, a 17% kilka razy w miesiącu. Grupa Użytkowników nk.pl korzystających również z mobilnej wersji serwisu stanowi zatem większość z wszystkich użytkowników, mimo wciąż licznej (45%) grupy tych, którzy wybierają głównie tradycyjne formy dostępu do portalu.

Pozostałe, wybrane wyniki badania przeprowadzonego przez Research.NK, dostępne są w infografice, przygotowanej przez agencję Socializer S.A. we współpracy z NK.

Rynek budowlany w 2012 r. wzrośnie o 5%

Polski rynek budowlany pod kątem wartości zrealizowanych robót w roku 2012 w dalszym ciągu prezentował się będzie korzystnie. Jednak mniejsza liczba nowych inwestycji drogowych znacząco wpłynie na wyniki budownictwa w latach 2013-2014. W dłuższym okresie to branża energetyczna, wspierana przez segment budownictwa kolejowego, będzie nadawała ton sektorowi inżynieryjnemu.

Po prognozowanym, około 5% wzroście rynku budowlanego w 2012 r., lata 2013-2014 przyniosą znaczne spowolnienie w polskim budownictwie, na co wpłynie przede wszystkim mniejszy wolumen produkcji w budownictwie inżynieryjnym. Jak wynika z opublikowanego przez firmę badawczą PMR raportu „Sektor budowlany w Polsce I połowa 2012 – Prognozy rozwoju na lata 2012-2014”, kończące się przedsięwzięcia inwestycyjne z zakresu drogownictwa będą miały negatywny wpływ na wyniki segmentu inżynieryjnego już od 2013 r. Wiodącą rolę w sektorze inżynieryjnym obejmą w tym czasie inwestycje energetyczne oraz kolejowe, które częściowo zrekompensują spółkom budowlanym mniejszą liczbę kontraktów drogowych.

Budownictwo inżynieryjne w Polsce notowało nieprzerwane wzrosty od 2006 r. Rok 2011 był dla branży rekordowy – nominalnie segment ten wzrósł o ok. 16% i zamknął się kwotą przekraczającą 58 mld zł. Udział budownictwa inżynieryjnego w całości produkcji budowlano-montażowej osiągnął najwyższy dotychczas poziom, przekraczając po raz pierwszy 60%. Na doskonałe wyniki w 2011 r. duży wpływ miały finalizacje inwestycji przygotowywanych na potrzeby organizacji mistrzostw Euro 2012 oraz toczące się nadal inwestycje współfinansowane z budżetu unijnego przyznanego Polsce na lata 2007-2013.

Największy wkład w budownictwo inżynieryjne, na poziomie ponad 44%, miał w 2011 r. sektor drogowy, który w najbliższych latach utraci znaczną część swojego udziału. Już w roku 2011 zaobserwować można było mniejszą liczbę dużych przetargów drogowych. W dłuższym okresie rekompensatą dla branży inżynieryjnej będą inwestycje o innym charakterze – pojawiają się pierwsze rozstrzygnięcia w bardzo kosztownych przetargach energetycznych, a inwestycje kolejowe znajdują się w zaawansowanej fazie realizacji – i to one przez najbliższy czas będą nieco poprawiały kondycję segmentu inżynieryjnego.

Analitycy PMR oczekują, że w ciągu najbliżej dekady inwestycje w energetykę będą prawdziwym kołem zamachowym polskiego sektora budowlanego, podobnie jak dotychczas budowa sieci autostrad i dróg ekspresowych. Wynika to przede wszystkim z poważnego zapóźnienia inwestycyjnego branży energetycznej. „W latach 2010-2011 ruszyły przetargi na realizację niezbędnych mocy energetycznych o wartości co najmniej 60 mld zł, co powinno przełożyć się na rozbudowę infrastruktury energetycznej o moce rzędu 11 GW. Większość nowych bloków energetycznych planowanych jest do wybudowania w latach 2015-2016, jednak bardzo prawdopodobne są jedno-dwuletnie opóźnienia inwestycji, głównie z uwagi na przedłużające się procedury przetargowe”, ocenia Bartłomiej Sosna, główny analityk rynku budowlanego w PMR.

Co ważne dla długookresowych prognoz dla branży budowlanej, napływają również korzystne informacje dotyczące wstępnych wersji nowej unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020, które pozwalają przypuszczać, że do 2020 r. firmy budowlane nie będą mogły narzekać na brak pracy. Jednak kluczową w tym momencie kwestią jest przeczekanie prognozowanego okresu spowolnienia. Zauważalnym trendem, jaki pojawił się na skutek oczekiwanych zmian w budownictwie inżynieryjnym, są przygotowania firm polegające na restrukturyzacji i przebranżowieniu się mającym na celu zaistnienie w segmentach budownictwa uważanych za bardziej rozwojowe. Niezaprzeczalnie będą do nich należały budownictwo kolejowe oraz energetyczne.

Kosztem budownictwa inżynieryjnego swój udział w całkowitej produkcji budowlano-montażowej w najbliższych latach zwiększy sektor budownictwa kubaturowego, zwłaszcza segmenty biurowy, przemysłowy, a także handlowy. Stabilne warunki rozwoju dla tych gałęzi budownictwa sprawią, że będą one także do pewnego stopnia niwelować przejściowo trudną sytuację na rynku obiektów inżynieryjnych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Sektor budowlany w Polsce I połowa 2012 – Prognozy rozwoju na lata 2012-2014”.

Rynek turystyki medycznej opiera się kryzysowi

Branża turystyki stomatologicznej jest jednym z najbardziej perspektywistycznych segmentów rynku usług medycznych. Potwierdzają to ostatnie, rekordowe wyniki finansowe spółki Indexmedica.

Panujące w Europie spowolnienie gospodarcze sprzyja rozwojowi turystyki medycznej. Poszukujący dobrej opieki stomatologicznej pacjenci zagraniczni coraz częściej decydują się na leczenie w Polsce. Świadczą o tym między innymi dobre wyniki działającej w tym sektorze spółki Indexmedica S.A. Ostatnie dwa lata, jak i pierwszy kwartał bieżącego roku, krakowska klinika zakończyła ze wzrostem przychodów na poziomie kilkudziesięciu procent.

Sektor turystyki stomatologicznej to w Polsce wciąż jeszcze nowa, jednak już bardzo dynamicznie rozwijająca się dziedzina usług. Obserwujemy coraz większe zainteresowanie naszą ofertą wśród obcokrajowców, zwłaszcza ze strony pacjentów ze Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Włoch czy Niemiec. Wynika to z kompleksowości usług jakie oferujemy, bardzo dobrego zaplecza medycznego, jak również konkurencyjnych kosztów leczenia w porównaniu do zagranicznych klinik – mówi Krzysztof Kwiecień, Prezes Zarządu Indexmedica S.A.

Turystyka medyczna – połączenie wyjazdu turystycznego z leczeniem w innym kraju – to przyszłościowa branża usług medycznych. Młody i dynamicznie rozwijający się rynek turystyki stomatologicznej w Polsce ma duży potencjał rozwoju z racji niższych kosztów leczenia, ale też dobrych specjalistów świadczących w dziedzinie stomatologii i obszarach towarzyszących usługi na najwyższym poziomie.

O dużych perspektywach tego sektora świadczą działania podejmowane przez Ministerstwo Gospodarki, które przeznaczyło 4mln zł na promocję turystyki medycznej w Polsce w latach 2012-2015. Najnowsze badania pokazują, że rynek turystyki medycznej w Polsce osiągnął w 2011 roku wartość 780 mln zł (Polskie Stowarzyszenie Turystyki Medycznej). Eksperci szacują wzrost globalnego rynku o 25-30 proc. rocznie (Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych).

Przemysł wytwórczy i spożywczy na celowniku funduszy private equity

Pomimo niepewności na rynkach międzynarodowych prawie 70% przedstawicieli funduszy private equity ocenia, że w najbliższym półroczu warunki ekonomiczne nie zmienią się. Aż 60% respondentów zamierza w tym czasie skoncentrować się na nowych inwestycjach i zakupach. Większość z nich ocenia, że będzie poszukiwało możliwości lokaty swoich funduszy w przemyśle wytwórczym i spożywczym. Takie m.in. wnioski płyną z najnowszej edycji badania Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey.

Przedstawiciele funduszy private equity z zainteresowaniem spoglądają w przyszłość. Wyniki najnowszego badania Deloitte pokazują, że ich poziom optymizmu znacząco wzrósł w porównaniu z wynikami poprzedniej ankiety przeprowadzonej w październiku 2011 r. Większe poczucie bezpieczeństwa respondentów spowodowało wzrost indeksu z drugiego najniższego wyniku w dotychczasowej historii (poziom 70 odnotowany w październiku 2011 r.) do poziomu 101 obecnie. Jest to trzeci co do wielkości skok w górę odnotowany od momentu rozpoczęcia badania w marcu 2003 r. Obecnie wskaźnik ten utrzymuje się na poziomie zbliżonym do kwietnia 2008 r., tuż przed gwałtownym jego spadkiem, z tym, że teraz mamy do czynienia z ogólną tendencją rosnącą, podczas gdy cztery lata temu indeks obniżył się, i to na długi okres.

„Obecna edycja badania została przeprowadzona w kwietniu i obejmuje ostatnie półrocze. Był to okres odradzania się ostrożnego optymizmu na rynku private equity w Europie Środkowej i przezwyciężania rekordowego spadku odnotowanego jesienią 2011 roku. Pokazuje ono ogólne złagodzenie negatywnych nastrojów inwestorów, które znajduje odbicie w znaczącym ożywieniu na rynku fuzji i przejęć w regionie w tym samym okresie.” – mówi Oliver Murphy, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

O rosnącym optymizmie świadczy fakt, że 23% przedstawicieli funduszy private equity w regionie środkowoeuropejskim, spodziewa się poprawy warunków ekonomicznych w nadchodzącym półroczu. 68% respondentów badanych przez Deloitte twierdzi, że realia prowadzenia biznesu pozostaną takie same jak obecnie, a tylko 9% badanych prognozuje ich pogorszenie. Na rynku widać ożywienie – niemal jedna trzecia badanych osób (29%) oczekuje zwiększenia aktywności na rynku private equity, a 59% respondentów zamierza skoncentrować się przede wszystkim na nowych inwestycjach.

Wg deklaracji uczestników badania stosunkowo duża grupa badanych (18%) zamierza poświęcić więcej czasu na pozyskiwanie nowych funduszy, co dowodzi, że w nadchodzących latach zamierzają oni nasilić działalność inwestycyjną. Warto dodać, że w tej kwestii jest to najlepszy wynik w historii ankiety. Dodatkowo 59% badanych osób deklaruje że w najbliższym półroczu będzie więcej kupować niż sprzedawać. Tylko niewielki odsetek badanych (3%) przyznaje, że ma zamiar skoncentrować się głównie na sprzedaży.

Największym zainteresowaniem inwestorów private equity będzie się cieszyć przemysł wytwórczy i spożywczy. Nowych możliwości inwestycyjnych będzie poszukiwać w tych sektorach odpowiednio 23,5% oraz 20,6% respondentów. Po drugiej stronie znajdują się sektory telekomunikacyjny i technologiczny, które cieszą się najmniejszym zainteresowaniem potencjalnych inwestorów private equity.

„Analizując wyniki najnowszej edycji naszego badania można pokusić się o stwierdzenie, że rynek private equity w regionie rozwinął się na tyle, by móc pozytywnie reagować na nowe możliwości, niezależnie od warunków ekonomicznych panujących w danym momencie. Widząc bieżący poziom aktywności dochodzę do wniosku, że specjaliści w dziedzinie private equity działający w Europie Środkowej, nadal znajdują możliwości rozwoju i generowania wartości, co będzie miało pozytywny efekt w skali regionu.” – dodaje Oliver Murphy z Deloitte.

Badanie Ernst & Young na temat nadużyć i korupcji

Wyniki 12. Światowego badania nadużyć gospodarczych, przeprowadzonego przez firmę doradczą Ernst & Young w 43 krajach pokazują, że wzrasta ryzyko nadużyć i korupcji w biznesie. Presja związana z realizacją celów finansowych powoduje, że menedżerowie są skłonni łamać procedury, a nawet prawo. Ponad jedna trzecia respondentów badania na świecie jest zdania, że korupcja w ich otoczeniu gospodarczym jest powszechnym zjawiskiem. Co ciekawe, w Polsce korupcja nie jest postrzegana jako powszechny problem w biznesie. Mimo to, wielu polskich menedżerów przyznaje, że byliby skłonni dopuścić się działań nieetycznych by osiągnąć sukces lub ratować firmę.

W badaniu Ernst & Young na temat nadużyć i korupcji udział wzięli przedstawiciele kadry kierowniczej wyższego szczebla dużych przedsiębiorstw międzynarodowych.

Standardy etyczne niepopularne w ciężkich czasach

Obecna sytuacja gospodarcza wywiera niekorzystny wpływ na postawy pracowników. Nieetyczne praktyki biznesowe są akceptowane przez coraz większą grupę osób. Jak pokazują wyniki badania, by przetrwać spowolnienie gospodarcze, ponad połowa polskich menedżerów byłaby skłonna ufundować klientom rozrywkę, a niemal jedna trzecia w zamian za współpracę zaoferowałaby gotówkę.

Wyniki te są znacząco gorsze niż w minionych latach. Dodatkowo, Polska niekorzystnie wyróżnia się w porównaniu zarówno do Europy Środkowo-Wschodniej jak i świata (gdzie odsetek menedżerów zainteresowanych nieetycznymi praktykami jest blisko dwukrotnie niższy).

Mariusz Witalis, Partner Ernst & Young w dziale Zarządzania Ryzykiem Nadużyć, przyznaje: – Wyniki 12. Światowego Badania Nadużyć Gospodarczych wykazały, że przedsiębiorstwa z trudem znajdują proporcje między wzrostem a etycznym postępowaniem. Poluzowanie standardów moralnych w firmach w okresie spowolnienia gospodarczego skutkuje zwiększającą się tolerancją dla działań niezgodnych z przepisami prawa. Jest to trend, który będzie bardzo trudno odwrócić.

Tylko co trzecia polska firma karze za nadużycia

Pracownicy pozostają pierwszą linią obrony przed nadużyciami gospodarczymi. W Polsce jednak wciąż istnieje problem komunikacji między kadrą menedżerską a pracownikami. Dwie trzecie badanych zauważa silne zaangażowanie kierownictwa wyższego szczebla w politykę antykorupcyjną. Niespełna 60% polskich firm posiada tego rodzaju politykę, a mniej niż 30% szkoli pracowników w tym zakresie oraz stosuje kary za nadużycia. Wyniki te są niższe niż w naszym regionie Europy i na świecie.

Mariusz Witalis komentuje: Wiele firm nie podejmuje wystarczających działań na rzecz odpowiedniego zarządzania ryzykiem nadużyć gospodarczych, łapownictwa i korupcji. Sama dobra wola zarządów oraz wprowadzenie procedur antykorupcyjnych nie wystarczy. Pracownicy muszą wiedzieć, jak stosować te procedury w praktyce oraz znać konsekwencje ich naruszenia.

Ciężka dola informatora

Dwie trzecie polskich menedżerów popiera nagradzanie informatorów (więcej niż w Europie Środkowo- Wschodniej i na świecie), jednak tylko w 29% firm funkcjonuje przeznaczona dla informatorów tzw. gorąca linia (mniej niż w naszym regionie i na świecie). W Polsce wykrywanie nadużyć oparte jest głównie o audyty wewnętrzne (82%) i zewnętrzne (58%).

Linie telefoniczne dla informatorów to jedne z podstawowych narzędzi przeciwdziałania nadużyciom, łapownictwu i korupcji. Tak długo jak w Polsce informatorzy kojarzeni będą z donosicielami, a firmy nie zapewnią swoim pracownikom bezpiecznych kanałów informowania o nadużyciach, tak długo większość nadużyć będzie wykrywana gdy już będzie za późno lub nie będzie wykrywana wcale – dodaje Witalis.

Polacy nie wierzą w skuteczność organów ścigania

Działalność organów ścigania jest postrzegana w zróżnicowany sposób. 80% polskich respondentów uważa, że organy ścigania chcą przeciwdziałać łapówkarstwu i korupcji, jednak wciąż aż 75% wątpi w ich skuteczność. Taki wynik jednak zastanawia zwłaszcza w obliczu dużej liczby postępowań korupcyjnych prowadzonych w ostatnich miesiącach. Z drugiej strony – aktywność Centralnego Biura Antykorupcyjnego została wyróżniona w raporcie Ernst & Young – gdyż prowadząc systematyczne działania mające na celu egzekwowanie istniejących przepisów prawa, wyraźnie wyróżnia się na tle innych krajów Europy Środkowo–Wschodniej.

Mariusz Witalis podsumowuje: Rosnąca skuteczność regulatorów, wdrażanie programów antykorupcyjnych, wczesne identyfikowanie ryzyk oraz lepsza komunikacja między poszczególnymi ‘organami’ przedsiębiorstw pomogą zabezpieczyć firmy przed nadużyciami gospodarczymi, łapówkarstwem i korupcją – a tym samym ograniczyć ich straty finansowe i reputacyjne.

Wyniki Grupy Ergo Hestia za I kwartał 2012

Pierwszy kwartał to mocny i rentowny wzrost Grupy Ergo Hestia. W ubiegłym roku Grupa po raz pierwszy w historii mogła pochwalić się sprzedażą przekraczającą miliard euro, w tym roku już w pierwszym kwartale przekroczyła 1 mld zł przypisu. Niemal trzykrotnie większy jest zysk netto Grupy. W pierwszym kwartale 2012 r. sięgnął on aż 73,72 mln zł, w porównaniu z 26,09 mln zł wypracowanym przez Grupę w pierwszym kwartale 2011 r. Jeszcze lepiej jest z wynikiem technicznym. W pierwszym kwartale wyniósł 72,3 mln zł, w porównaniu z 1,24 mln zł w tym samym okresie 2011 r.

Trzy największe spółki Grupy Ergo Hestia: Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń Ergo Hestia, Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Ergo Hestia i MTU Moje Towarzystwo Ubezpieczeń wypracowały w pierwszym kwartale zyski znacznie przekraczające te z roku ubiegłego. Dynamika sprzedaży w przypadku ubezpieczeń majątkowych sięgnęła 112,7 proc. (STU Ergo Hestia) i 128,9 proc. (MTU Moje Towarzystwo Ubezpieczeń), w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego.

Polski rynek reklamy kontekstowej wart 160 mln zł

Sieć reklamy kontekstowej Adkontekst opublikowała wyniki najnowszego raportu o rynku reklamy kontekstowej w 2011 roku. Na podstawie badania, uwzględniając jednocześnie wyniki IAB AdEx można wywnioskować, że rynek reklamy kontekstowej w 2011 roku był wart ponad 160 mln złotych, czyli ponad 18% więcej niż w 2010.

W 2011 wydatki na reklamę kontekstową stanowiły 25,6% budżetów przeznaczanych na Search Engine Marketing przez klientów agencyjnych.

Odnosząc to do wyników badania IAB AdEx, które stwierdza, że udział wydatków na SEM stanowi 33% ogólnych wydatków na reklamę internetową można określić, że reklama kontekstowa odpowiada za 8,4 % ogólnych wydatków na reklamę internetową w Polsce. W ujęciu wartościowym szacunek ten oznacza, że rynek reklamy kontekstowej w 2011 roku był wart ponad 160 mln złotych, czyli ponad 18% więcej niż w 2010.

Z raportu można dowiedzieć się również, jak marketerzy skłonni są klasyfikować reklamę kontekstową – ze względu na to, że formaty dostępne w kontekście ewoluują coraz mocniej w stronę typowych reklam graficznych. 30% przebadanych uważa reklamę kontekstową za część SEM, ale aż 69% marketerów kwalifikuje ją częściowo lub całkowicie jako display.

Najpopularniejsze formy reklamy kontekstowej to – po reklamach tekstowych – grafika oraz flash, z których korzystanie deklaruje odpowiednio 95% i 85% agencji. Wymienione formy reklamy utrzymują się u szczytu popularności już od 2 lat. O około 20% spadło natomiast zainteresowanie reklamą wideo.

Kolejnym problemem badawczym były wykorzystywane przez marketerów sposoby targetowania przekazu reklamowego. Na „czyste” targetowanie kontekstowe dla swoich kampanii decyduje się 68% klientów agencyjnych. Zarazem aż 90% z nich samodzielnie wybiera strony docelowe emisji, a odpowiednio 60% i 55% wykorzystuje retargeting lub targetowanie behawioralne.

Wśród najczęściej wskazywanych sieci kontekstowych, w których prowadzone były kampanie znalazły się Google Display Network (98% wskazań) oraz Adkontekst (83%). 70% ankietowanych realizuje kampanie także w BusinessClicku, a 43% korzysta z oferty SmartContext.

W 2011 roku marketerzy koncentrowali się na kampaniach, którym celem było budowanie zasięgu (80% wskazań). Kampanie wizerunkowe były realizowane przez 70% ankietowanych, a kampanie typu direct response – przez 50% respondentów.

Metodologia badania

Badanie o charakterze eksperckim zostało przeprowadzone metodą CAWI w marcu 2012 roku. Respondentami byli przedstawiciele agencji i domów mediowych, którzy w przeszłości lub obecnie współpracują z siecią Adkontekst oraz inne podmioty agencyjne aktywnie działające na rynku reklamy internetowej. Odpowiedzi udzielili specjaliści SEM z 44 podmiotów, z czego 40 realizowało w ubiegłym roku kampanie w sieciach kontekstowych i to do nich kierowano szczegółowe pytania związane z rynkiem reklamy kontekstowej w roku 2011

Nawet 40 tys. zł dopłaty do kredytu hipotecznego na energooszczędny dom

Nawet 40 tys. zł dopłaty do kredytu hipotecznego mogą otrzymać ci, którzy zamierzają wybudować energooszczędny dom lub kupić mieszkanie o podwyższonym standardzie energetycznym. Trwają właśnie konsultacje projektu dopłat z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Łącznie Fundusz ma na ten cel 300 mln zł, pochodzące z opłaty zastępczej URE.

– Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej rozpoczął konsultacje programu dopłat do kredytów hipotecznych na domy energooszczędne – informuje Jan Rączka, prezes NFOŚiGW. – Zamierzamy przeznaczyć 300 mln złotych na wsparcie tych inwestorów, którzy chcieliby osiągnąć ambitne standardy energetyczne swoich nowo budowanych domów i mieszkań.

Jak podkreśla prezes Funduszu, dopłaty nie będą przyznawane na zainstalowanie konkretnych urządzeń, ale za osiągnięcie ambitnego standardu.

Zgodnie z założeniami programu, z dopłat będą mogły skorzystać osoby fizyczne budujące lub kupujące domy jednorodzinne bądź mieszkania w domach wielorodzinnych od deweloperów. NFOŚiGW szacuje, że zostanie nim objętych 16 tys. domów i mieszkań, które powstaną w okresie 2013-2018.

Pomysłodawcy wskazują, że skorzystanie z programu oznacza nie tylko niższe rachunki za energię, ale również wzrost wartości nieruchomości i obniżenie kosztów kredytu.

Konsultacje programu potrwają dwa miesiące. W sierpniu projekt powinien trafić do zarządu i rady nadzorczej NFOŚiGW.

– Potem będziemy rekrutować banki do tego programu oraz firmę inżynieryjną, która będzie nadzorowała projekty. Mamy nadzieję, że z początkiem przyszłego roku oferta będzie w okienkach bankowych – zapewnia Jan Rączka.

Program zyskał już poparcie Ministerstwa Środowiska. Zdaniem przedstawicieli Funduszu, znajduje on również uznanie wśród deweloperów i branży budowlanej.

Program dopłat do energooszczędnych domów to już trzeci podobny projekt Funduszu. W poprzednich programach dopłaty kierowano dla kupujących kolektory i przydomowe oczyszczalnie ścieków.

300 mln zł przeznaczone na dopłaty do zielonych domów pochodzą z tzw. opłaty zastępczej, narzucanej przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

– To opłaty pobierane od dystrybutorów elektryczności, którzy nie wypełnili limitu dostaw energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii – wyjaśnia prezes NFOŚiGW.

Pozostała część środków z opłat URE zostanie przeznaczona na kolejne programy wsparcia, przygotowywane przez Fundusz.

– Pracujemy nad programem wsparcia dla inteligentnych sieci energetycznych. Zamierzamy przeznaczyć 340 mln zł na dopłaty do teleinformatycznej warstwy nałożonej na warstwę energetyczną, rozproszonych i odnawialnych źródeł energii, magazynów energii i infrastruktury dla samochodów elektrycznych oraz inteligentnego oświetlenie ulicznego w miastach – wymienia Jan Rączka.

Program będzie adresowany m.in. do samorządów i przedsiębiorców, którzy zajmują się dystrybucją lub sprzedażą energii. Przewiduje dotacje w wysokości 70 proc. kosztów kwalifikowanych na tzw. działania „miękkie”, w tym również o charakterze informacyjno-edukacyjnym.

Zdaniem Jana Rączki, program powinien zostać zatwierdzony przez Radę Nadzorczą NFOŚiGW jeszcze w tym miesiącu.

– Mam nadzieję, że konkurs zostanie ogłoszony w trzecim kwartale tego roku – dodaje prezes Funduszu.

Światowa kondycja branży reklamowo-marketingowej

Branża komunikacji marketingowej nigdy wcześniej nie miała tak dużego znaczenia dla gospodarki, jak obecnie. Przy 7 miliardach ludzi zamieszkujących naszą planetę, aż 5 miliardów, w taki czy inny sposób, jest połączonych w różnego rodzaju sieciach społecznościowych, co czyni ten fakt niezmiernie istotnym dla reklamy i marketingu na całym świecie.

IAA Global opracowało badanie benchmarkowe The State of the International Advertising Industry w celu wyznaczenia aktualnych wyzwań i możliwości dla środowisk marketingowych na całym świecie. Badanie IAA obejmuje swoim zasięgiem aż 79 krajów zgodnych z pochodzeniem zrzeszonych w ramach stowarzyszenia członków. Biorą w nim udział liderzy reprezentujący wiodące firmy na poszczególnych rynkach Europejskich, Azjatyckich, Bliskiego Wschodu, Afryki, Ameryki i Australii.

Wyniki The State of the International Advertising Industry posłużą wyznaczeniu roli branży komunikacji marketingowej w rewitalizacji światowej ekonomii i społecznym rozwoju. Na ich bazie powstanie szereg inicjatyw, „white papers” oraz innych szczegółowych programów badawczych, do wykorzystania przez członków IAA na całym świecie, jako narzędzia pomocne w podejmowaniu codziennych decyzji biznesowych i marketingowych.

Program badawczy The State of the International Advertising Industry potrwa do 15 czerwca b.r. Po tym czasie zostaną opracowane wyniki, posegregowane ze względu na rynek i sektor gospodarki oraz zaprezentowane wspólne dla całego świata trendy. Taka prezentacja uzyskanych wniosków pozwoli na łatwe porównywanie poszczególnych rynków i branż oraz wyłonienie benchmarków.

„Wzajemne przenikanie się rynków i przejmowanie trendów z najodleglejszych zakątków globu czyni marketing i reklamę zjawiskiem bardziej zintegrowanym niż kiedykolwiek. Nowoczesne technologie pozwalające na nieograniczoną komunikację społeczną i marketingową, powodują ujednolicanie się rynków, przy jednoczesnych skokach innowacyjności, wychodzących z nieoczekiwanych miejsc i tematów. Dlatego tak ważne jest śledzenie tego, co dzieje się za granicami naszego kraju i to nie tylko w najbliższym sąsiedztwie Europejskim, ale także na innych kontynentach. Pozwala to być krok przed rynkiem i zaskakiwać konsumenta”, jak mówi Piotr Łysak, Prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce.

Produkcja przemysłowa przyśpiesza, ale powoli

W kwietniu nastąpiło nieznaczne przyspieszenie produkcji przemysłowej z 0,7 proc. do 2,9 proc. w ujęciu rocznym. Produkcja w przetwórstwie przyspieszyła do 3,1 proc., natomiast wpływ górnictwa i dystrybucji mediów wzajemnie zneutralizował się (odpowiednio -11 proc oraz +6,2 proc.)

– Zgodnie z naszymi oczekiwaniami ryzyka płynące z niższego odczytu dynamiki zatrudnienia i płac nie zrealizowały się. Produkcja po odrzuceniu czynników sezonowych wzrosła o 5,0 proc. w ujęciu rocznym, wobec 3,9 proc. przed miesiącem – mówi Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

Zdaniem analityków BRE kompozycja wzrostu nie daje klarownego obrazu sytuacji w gospodarce. – Trudno wyciągać daleko idące wnioski. Spodziewamy się jednak, że relatywnie silny eksport gospodarki niemieckiej będzie podtrzymywał eksportowe działy produkcji polskiego przetwórstwa, które może również skorzystać z ostatniego osłabienia złotego – komentuje Paulina Ziembińska, analityk BRE Banku. Jej zdaniem w najbliższych miesiącach produkcja na eksport nie będzie w stanie nadrobić straty popytu krajowego (niższa konsumpcja, coraz mniej inwestycji infrastrukturalnych), zwłaszcza po Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej, które mogą zaburzać rysujące się trendy.

– Maj powinien charakteryzować się raczej słabszą dynamiką produkcji, gdyż poprzeczka z poprzedniego roku jest ustawiona dość wysoko. Czerwiec i lipiec powinny być znacznie lepsze – prognozuje Mazurek. Dodaje, że w kolejnych miesiącach możemy mieć także do czynienia z ryzykiem niższego wzrostu gospodarki niemieckiej, co może studzić nieco optymizm wśród komentatorów oczekujących wspomagania polskiego wzrostu z tego źródła.

Kredyt w euro znów korzystny, ale trudno dostępny

Wzrost stóp procentowych w Polsce spowodował, że różnica w wysokości rat udzielanych obecnie kredytów w złotych i euro wynosi ok. 350 zł. Słaby złoty daje zadłużającym się w euro nadzieję na kolejne korzyści. Z danych zebranych przez Expander wynika jednak, że obecnie na taki kredyt mogą liczyć jedynie osoby o wysokich dochodach. Dla przykładu Deutsche Bank i Bank Nordea udzielają ich tylko zarabiającym przynajmniej 12 000 zł netto.

Obserwowane w ostatnim czasie osłabienie złotego spowodowało, że osoby zamierzające sfinansować zakup mieszkania częściej rozważają zaciągnięcie kredytu w euro. Na korzyść kredytów w europejskiej walucie działa coraz większa różnica w wysokości oprocentowania kredytów w złotych i euro. Różnica zwiększa się, gdyż w naszym kraju stopy procentowe rosną, a w stresie euro spadają. Stawka WIBOR 3M, która zwykle jest podstawą do wyliczania oprocentowania kredytów w złotych wynosi obecnie 5,08%. W rezultacie kredyty w złotych uruchamiane w najbliższym czasie będą miały oprocentowanie wynoszące ok. 6,28%. W przypadku kredytów w euro będzie to ok. 4,16%.

Tak duża różnica w poziomie oprocentowania powoduje, że zaciągając kredyt w euro na kwotę 300 tys. zł na 30 lat zapłacimy aż o 350 zł niższa ratę niż w przypadku takiego samego kredytu w złotych. W ciągu 30 lat spłaty oznacza to aż 126 000 zł oszczędności. Dodatkowo osoby, które wybierają kredyt w euro liczą na kolejne korzyści w przypadku spadku kursu euro.

Coraz więcej osób interesuje się kredytami w euro. Niewielu z nich uda się jednak taki kredyt uzyskać. Po pierwsze trzeba bowiem posiadać wysokie dochody. Dla przykładu Deutsche Bank, który oferuje obecnie najniższe oprocentowanie takich kredytów, udziela ich tylko tym, który zarabiają przynajmniej 12 000 zł netto. Taki sam wymóg stawa Bank Nordea. Polbank wymaga natomiast 10 000 zł.

W innych bankach oferujących kredyty w euro wymogi są łagodniejsze. Dla przykładu w Getin Noble Banku wystarczy dochód wynoszący „tylko” ok. 5 200 zł netto. Jest jednak to znacznie mniej niż w bankach wymienionych wcześniej. Patrząc jednak z innej strony, to aż dwukrotność przeciętnego wynagrodzenia z naszym kraju.

Wysokie wymagania w zakresie dochodu nie są jedyną przeszkodą w uzyskaniu kredytu w euro. Nawet jeśli ktoś spełni te warunki, to musi się liczyć z tym, że dostępna kwota kredytu w euro będzie znacznie niższa niż kredytu w złotych. Dla przykładu rodzina z dochodem 8 000 zł netto może uzyskać kredyt w złotych nawet na kwotę 777 000 zł. Kredyt w euro uzyska na maksymalnie 485 000 zł.

Gdy ktoś rozważa zaciągnięcie kredytu w euro powinien więc przede wszystkim sprawdzić czy jego dochody są wystarczające. Następnie należy upewnić się, czy otrzyma kwotę kredytu jakiej potrzebuje. Warto pamiętać, że wszystko to może bezpłatnie sprawdzić doradca finansowy, który ma dostęp do ofert wielu banków.

MNI S.A. przejęła pakiet kontrolny PC Guard S.A.

Notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych Spółka MNI S.A., przejęła kontrolny pakiet akcji giełdowej firmy PC Guard S.A. Poznański producent systemów informatycznych typu ERP jest właścicielem m.in.: Imagis S.A., producenta map cyfrowych oraz Smart Elektronik Sp. z o.o., istotnego gracza wśród producentów urządzeń do nawigacji GPS (pod marką SmartGPS).

Spółka holdingowa MNI S.A. kontrolująca firmy z segmentu telekomunikacyjnego, medialnego, technologii mobilnych, marketingu mobilnego, Internetu oraz technologii teleinformatycznych została inwestorem strategicznym giełdowej spółki PC Guard S.A. 16 maja br. MNI S.A. zawarła z funduszem Calatrava Capital S.A., głównym akcjonariuszem PC Guard S.A. umowę nabycia kontrolnego pakietu 9,55 mln akcji (stanowiących 31,13% kapitału) za 17 mln zł. Walory zostaną kupione w transakcjach pozasesyjnych, najpóźniej do 31 lipca 2012 r. Następnie MNI S.A. nabędzie od Calatrava Capital S.A. 11,66 mln warrantów zamiennych na akcje PC Guard S.A.

– Od lat rośniemy szybciej niż rynek. Nasz wzrost jest efektem właściwych akwizycji oraz konsekwentnie wdrażanej strategii, która zakłada rozwój w najbardziej perspektywicznych segmentach rynkowych. Teraz robimy kolejny krok, który pozwoli nam na zbudowanie w ramach grupy silnego podmiotu geoinformatycznego, który będzie się specjalizował w systemach informacji przestrzennej (GIS – ang.: Geographic Information System) – mówi Andrzej Piechocki, prezes MNI S.A.

Atrakcyjne aktywa PC Guard

PC Guard S.A. jest spółką informatyczną specjalizującą się we wdrażaniu zintegrowanych systemów do zarządzania przedsiębiorstwem klasy ERP. Poznańska firma jest także właścicielem kilku podmiotów, m.in.: Imagis S.A., jednego z krajowych liderów wśród producentów map cyfrowych i oprogramowania do nawigacji GPS oraz firmy Smart Elektronik Sp. z o.o., producenta nawigacji samochodowych, lokalizatorów fotoradarów, przenośnych odbiorników GPS. – Przejęcie kontrolnego pakietu akcji poznańskiej firmy PC Guard S.A., która jest właścicielem Imagis S.A., jednego z liderów technologii geoinformatycznych oraz Smart Elektronik Sp. z o.o., istotnego gracza wśród producentów nawigacji GPS (oferuje urządzenia pod marką SmartGPS) znacząco wzmocni naszą pozycję w tych segmentach. W grupie MNI mamy spółkę Navigo Sp. z o.o., dostawcę specjalistycznego oprogramowania i danych przestrzennych (GIS), głównie dla potrzeb mobilnych rozwiązań lokalizacyjnych i nawigacyjnych oraz Lark Europe Sp. z o.o., trzeciego na naszym rynku producenta mobilnych urządzeń do nawigacji GPS. Dzięki połączeniu zasobów oraz know-how tych czterech firm, stworzymy w segmencie GIS niekwestionowanego lidera na polskim rynku – mówi Andrzej Piechocki, prezes MNI S.A.

Wzrost przychodów MIT Mobile Internet Technology S.A.

Giełdowa spółka MIT Mobile Internet Technology S.A., należąca do giełdowej grupy kapitałowej MNI odnotowała kolejny kwartał z rzędu wysoki dwucyfrowy wzrost przychodów ze sprzedaży. W tym roku grupa MIT zamierza rozwijać działalność w perspektywicznym segmencie reklamy mobilnej oraz bardzo szeroko pojętego marketingu mobilnego, gdzie już notuje solidne wzrosty.

Notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (indeks WIG-Media) spółka holdingowa MIT Mobile Internet Technology S.A. (dawniej Polskie Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych im. Eugeniusza Romera S.A.) kolejny kwartał z rzędu kontynuuje dynamiczny wzrost. W I kwartale 2012 r. jej przychody ze sprzedaży netto zwiększyły się o 64,9% licząc rok roku, i o 9,9% w porównaniu do IV kwartału 2011 r. – W ubiegłym roku rynek usług SMS-owych, które zapewniały nam gros przychodów przeżywał bardzo trudny okres, co wpływało na wyniki finansowe naszej spółki. W I kwartale 2012 r. widoczny jest już efekt włączenia do naszej grupy spółki Lark Europe, producenta tabletów PC i mobilnych urządzeń do nawigacji GPS. Mam nadzieję, że w kolejnych okresach uda się nam utrzymać pozytywną tendencję wzrostową – mówi Leszek Kułak, prezes MIT S.A.

W I kwartale 2012 r., według wstępnych danych, skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Kapitałowej MIT wyglądają następująco:

• skonsolidowane przychody ze sprzedaży netto w wysokości 30,87 mln zł,
• skonsolidowana EBITDA (zysk przed opodatkowaniem, odsetkami i amortyzacją) w wysokości 7,16 mln zł;
• skonsolidowany zysk operacyjny EBIT wysokości 3,34 mln zł;
• skonsolidowany zysk netto w wysokości 1,75 mln zł.

MIT S.A. jest spółką holdingową – działa poprzez podmioty zależne:
• EL2 Sp. z o.o., MNI Premium S.A. – usługi Premium Rate, mobilne usługi dodane i marketingu mobilnego;
• Navigo Sp. z o.o. – zaawansowane technologie teleinformatyczne, mapy cyfrowe;
• Scientific Services Sp. z o.o., – outsourcing usług. Wokół tej spółki utworzono Centrum Outsourcingu Grupy MNI, konsolidując w ramach jednej struktury wszystkie posiadane kompetencje związane z usługami Call Center, digitalizacją oraz zarządzaniem bazami danych, usługami hostingowymi i usługami windykacyjnymi;
• Lark Europe Sp. z o.o., – w grudniu 2011 r., kierując się koniecznością dostosowania strategii rozwoju grupy MIT do nowych wymogów rynkowych zakupiono polskiego producenta i dystrybutora elektroniki użytkowej: multimedialnych tabletów PC (Lark FreeMe), mobilnych urządzeń do nawigacji GPS. Lark Europe od lat znajduje się w ścisłej czołówce dostawców elektroniki użytkowej na polskim rynku – obecny udział w segmencie przenośnych urządzeń GPS wynosi około 15-17%, przy czym w bardziej zaawansowanych urządzeniach o przekątnej ekranu 5 cali przekracza 23%. Sprzęt Larka dystrybuowany jest niemal we wszystkich dużych sieciach handlowych, sklepach RTV, AGD i IT, dzięki czemu produkty dostępne są zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscowościach. Lark Europe od roku rozwija linię produktową multimedialnych tabletów PC o przekątnych ekranu 7 i 10 cali w stronę funkcjonalności telekomunikacyjnych Wi-Fi i 3G, co pozwoli ich użytkownikom sięgnąć do bogatej oferty produktowej firm z grupy MNI. Spółka w połowie 2011 roku wprowadziła do sprzedaży unikalne na naszym rynku tablety umożliwiające odbiór cyfrowej telewizji naziemnej (DVB-T MPEG4), a także z modułem GPS.

– W głównej linii produktowej Lark, urządzeniach nawigacyjnych GPS, wykorzystywane są już mapy cyfrowe należące do Navigo Sp. z o.o. z grupy MIT. Lark, jako spółka zajmująca się opracowywaniem i sprzedażą tabletów, oprócz kontynuowania dotychczasowej działalności, zajmie się m.in. przygotowaniem i dystrybucją hardware’u niezbędnego do wprowadzenia w życie innowacyjnego projektu mobilnej, interaktywnej dystrybucji treści multimedialnych – mówi Leszek Kułak, prezes MIT S.A. – Zakup Lark Europe pozwoli nam na realizację strategii szerokiej, masowej dystrybucji usług i produktów, powstających w innych spółkach grupy, jak mapy cyfrowe (Navigo Sp. z o.o.), czy rozwiązania lokalizacyjne (MNI Premium S.A.), przy pomocy kanałów i nowych narzędzi komunikacji elektronicznej takich jak terminale nawigacji GPS, tablety, smartphone – dodaje prezes Leszek Kułak.

W 2012 r. podstawowym kierunkiem ekspansji Grupy MIT – obok tradycyjnych obszarów, rozwijających się swoim tempem (takich jak sprzedaż kontentu mobilnego) – będą projekty reklamy i marketingu mobilnego oraz rozwój palety własnych produktów. Istotnym elementem strategii rozwoju będą własne projekty rozrywkowe realizowane w Internecie, gdzie zostaną przeniesione unikalne doświadczenia z dystrybucji kontentu mobilnego. – Nowym elementem strategii rozwoju naszej grupy będzie bez wątpienia położenie nacisku na komercyjne aktywności w MNI Premium S.A. Te aktywności to reklama mobilna oraz bardzo szeroko pojęty marketing mobilny. Osiągnięte w 2011 roku przychody z tego segmentu są na tyle obiecujące, iż w kolejnych okresach będziemy znacząco inwestować i go rozwijać – mówi Leszek Kułak, prezes MIT S.A.

MIT S.A. jest kontrolowana przez inną giełdową spółkę holdingową MNI S.A. (indeksy: sWIG80, WIG-TELKOM), która wraz z podmiotem zależnym (MNI Telecom S.A.) ma 62,50% akcji warszawskiej spółki.

Anulowane wycieczki biura podróży Ecco Holiday

Ecco Holiday masowo anuluje wycieczki zarezerwowane przez klientów w ramach zimowych promocji. Klienci czują się oszukani, a agenci ponoszą koszty związane ze zwrotem prowizji. Z kolei inni organizatorzy walczą o tych, których Ecco Holiday zostawiło na lodzie, proponując im własną ofertę. Czyżby na polskim rynku turystycznym pojawił się nowy produkt – odsprzedaż anulowanych wyjazdów?

W ostatnich tygodniach biuro podróży Ecco Holiday anulowało dziesiątki wakacyjnych wyjazdów. W branży turystycznej zawrzało. Klienci czują się oszukani. Słyszy się głosy o zbliżającym się bankructwie biura. Jako zadośćuczynienie Ecco Holiday oferuje klientom 5 proc. rabatu od obecnej ceny wycieczek. Jednak dla klientów, którzy jesienią i zimą 2011 kupowali swoje wakacyjne wyjazdy ze zniżkami od 20 do 30 procent, propozycja biura niekoniecznie jest satysfakcjonująca. Nie wszystkich zadawala także ogólnikowe tłumaczenie organizatora, który jako powód swojej decyzji podaje nieobsadzenie miejsc w wyczarterowanych lotach. Czyżby organizator przeliczył się sprzedając zimą wakacyjne wyjazdy w promocyjnych cenach?

Pojawia się też pytanie, czy innym organizatorom promocja „wcześniej taniej” się opłacała. Jesienią i zimą Itaka sprzedawała urlopy w lipcu i w sierpniu z 40 proc zniżką, Rainbow Tours za wczesną rezerwację oferował klientom zniżki do 26 proc., a TUI proponowało 20 proc. rabat.

Anulowanie przez Ecco Holiday wakacyjnych wyjazdów uderza też po kieszeni agentów, którzy sprzedają ofertę organizatora. Każdy anulowany wyjazd oznacza konieczność zwrotu pobranej prowizji i poniesienia kosztów związanych z operacjami finansowymi, które dla agentów są nie do odzyskania.

Problemy klientów biura Ecco Holiday postanowili rozwiązać inni organizatorzy, którzy zachęcają rozczarowanych klientów do skorzystania ze swojej oferty. Rainbow Tours, 7 Islands, GTI Travel Poland, Sun&Fun Holidays i Oasis Tours przygotowały promocje, w ramach których klienci Ecco Holiday mogą wyjechać na anulowane wycieczki z innym organizatorem. Co ciekawe klienci nie ponoszą żadnych dodatkowych kosztów i obowiązuje ich cena wpisana na umowie z Ecco Holiday. Warunkiem skorzystania z oferty jest wybór propozycji analogicznej do anulowanego wyjazdu tzn. ten sam kierunek, termin wylotu, standard hotelu, wyżywienie. W przypadku kierunków, które oferuje biuro Ecco Holiday, a których nie posiada Rainbow Tours, 7Islands i Oasis Tours biura zapewniają, że będą indywidualnie rozpatrywały każdą sprawę.

Dla klientów Ecco Holiday, którym biuro anulowało wyjazd 7Islands przygotowało także dodatkowe zachęty. Jeśli do końca maja zdecydują się oni na jedną z ofert organizatora, otrzymają za darmo gwarancję niezmienności ceny, przy rezerwacji wypoczynku na wyspie Kos w czerwcu i we wrześniu dostajną w prezencie wycieczkę „Paradise Beach”, a do pierwszych 50 rezerwacji na Kretę organizator dorzuca wycieczkę fakultatywną do Knossos.

Darmową wycieczkę do Heraklionu proponuje byłym klientom Ecco Holiday buiro Oasis Tours, które zachęca ich do skorzystania z oferty wyjazdów do Grecji, Egiptu i Tunezji. Organizator dodatkowo motywuje także agentów, by zachęcali klientów zgłaszających się z anulacją Ecco Holiday do wyboru wycieczki Oasis Tours. Agent ma prawo odliczyć sobie kwotę 50 zł tytułem dodatkowej prowizji lub udzielić na tę kwotę rabatu klientowi.

Wszyscy klienci pragnący skorzystać z promocji Rainbow Tours, 7island lub Oasis Tours muszą okazać podpisaną umowę z Ecco Holiday na wyjazd, który został anulowany z winy organizatora.

DM BDM wprowadzi Indexmedica na NewConnect

Blisko milion złotych Dom Maklerski BDM S.A. pozyskał dla Indexmedica S.A. NZOZ podczas przeprowadzenia prywatnej emisji akcji serii B. Teraz czas na debiut spółki na NewConnect, który odbędzie się jeszcze w II kwartale 2012 r.

Dom Maklerski BDM S.A. pełni w projekcie funkcję podmiotu oferującego, a zarazem Autoryzowanego Doradcy i Animatora.

„Zakończona w marcu prywatna emisja akcji serii B cieszyła się dużym zainteresowaniem inwestorów indywidualnych. Na realizację celów emisyjnych spółka pozyskała blisko 1 mln zł.” – wskazuje Jacek Rachel, Prezes Zarządu DM BDM. „Jeszcze w tym półroczu firma zadebiutuje na NewConnect. Rynek ten został wybrany ze względu na etap rozwoju spółki, którą charakteryzuje duży potencjał wzrostu.”

Spółka Indexmedica NZOZ, to działająca od 2006 roku, nowoczesna klinika stomatologiczna z siedzibą w Krakowie. Głównym celem strategicznym Indexmedica SA NZOZ na lata 2012 – 2015 jest kilkukrotny wzrost skali działania. Spółka zamierza zbudować drugą nowoczesną i odpowiednio wyposażoną klinikę stomatologiczną. Tym samym powstaną nowe gabinety stomatologiczne i poszerzona zostanie oferta o usługi z zakresu ortodoncji i estetyki twarzy.

Konsumenci zaczynają coraz śmielej wydawać

Kwiecień przyniósł kontynuację korekty wzrostów zanotowanych w pierwszych dwóch miesiącach tego roku. Spadek głównego polskiego indeksu WIG o 2,4% kształtował się w okolicy średniej światowej. W przeciwieństwie jednak do wcześniejszych okresów, to duże spółki zachowywały się lepiej od małych i średnich (odpowiednio -2% WIG20 i ok. -3,5% spółki małe i średnie). WIG zakończył miesiąc na poziomie o 7% wyższym niż na koniec ubiegłego roku.

Wydaje się, że wśród inwestorów rosną obawy o dalszy rozwój sytuacji w strefie euro, oraz o słabnącą dynamikę gospodarki niemieckiej. Warto zauważyć, że o ile PMI produkcyjny w Niemczech pogarsza się i jest istotnie poniżej 50, to ten sam wskaźnik dotyczący usług rośnie i jest powyżej 50. W połączeniu z przyspieszająca dynamiką sprzedaży detalicznej (+2,3%), można zakładać, że wzrost gospodarczy naszego zachodniego sąsiada, przestawia się z eksportu i produkcji w kierunku usług i konsumpcji wewnętrznej. Kontynuacja takiego trendu byłaby pozytywna dla pozostałych krajów Europy. Z kolei wskaźniki ZEW i IFO mają odczyty powyżej oczekiwań, co świadczy o zbyt dużym pesymizmie panującym wśród analityków, którzy oceniają gospodarkę Niemiec gorzej niż konsumenci i managerowie.

Z USA z kolei, także napływa strumień dobrych danych, przerwany jednak ostatnio przez słabszy odczyt GDP (+2,2% vs. 2,5% oczekiwane) czy dane dotyczące bezrobocia oraz produkcji przemysłowej. Po okresie wyższej dynamiki wydatków niż dochodów w marcu, w kwietniu konsumenci amerykańscy bardziej zwiększyli dochody niż wydatki. Wydaje się, że pojawiają się coraz silniejsze oznaki ożywienia na rynku domów a optymizm konsumentów znajdujący się już na dość wysokim poziomie, w dalszym ciągu powoli rośnie.

Polskie dane również potwierdzają lokalny wzrost konsumpcji (+10,7%) z jednoczesnym spadkiem dynamiki produkcji (+0,7%). Ta druga cyfra była chyba największym rozczarowaniem wśród kwietniowych danych makroekonomicznych. Można jednak na razie mieć nadzieję, że wpływ na to ma spadek zapasów, które trzeba będzie za jakiś czas odbudować, oraz sezonowe zaburzenia, których przyczyną jest koniec okresu inwestycyjnego związanego z EURO 2012.

Można zakładać się, że duża liczba negatywnych czynników jest wkalkulowana w ceny polskich akcji, a ewentualny brak negatywnych wiadomości będzie sprzyjał wzrostom cen. Brak wiadomości, w tym kontekście, to zatem dobra wiadomość dla cen akcji.

Inwestycje w nieruchomości: Europa Środkowo – Wschodnia znów atrakcyjna

Prawie 2,5 mld euro wyniosła suma transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości w roku 2011. To poziom zbliżony do tych obserwowanych na rynku przed kryzysem. Zdaniem ekspertów Ernst & Young i Kancelarii Linklaters, autorów przewodnika „The Polish Real Estate Guide”, poziom inwestycji w nieruchomości odnotowany w Polsce oznacza, że zagraniczni inwestorzy odzyskują zaufanie do regionu Europy Środkowo – Wschodniej. Optymistyczne nastroje mogą jednak zostać stonowane jeżeli pogłębi się kryzys w strefie euro – wynika z badań Ernst & Young.

Do największych transakcji 2011 roku należały: zakup centrum handlowego Magnolia Park we Wrocławiu (za kwotę ok. 222,5 mln EUR), objęcie pozostałych 50% udziałów w Galerii Mokotów przez Unibail-Rodamco, sprzedaż budynku biurowego Focus w Warszawie (ok.117 mln EUR) oraz sprzedaż projektu – Miasteczko Orange (ok.125 mln EUR), obecnie w fazie budowy.

– Pierwszy kwartał 2012 roku pokazuje utrzymującą się pozytywną koniunkturę na polskim rynku inwestycyjnym. Sprzedaż CH Złote Tarasy przez ING oraz 6 nieruchomości handlowych przez Redevco, a do tego zakup 11 obiektów magazynowych wraz z gruntem przez Hines Global REIT Poland Logistics Holdings – te wszystkie projekty świadczą o tym, że inwestorzy wciąż są zainteresowani Polską – mówi Anna Kicińska, Dyrektor w Grupie Rynku Nieruchomości Ernst & Young.

Przewodnik po polskim rynku nieruchomości The Polish Real Estate Guide 2012, wydany przez Ernst & Young i kancelarię Linklaters, podsumowuje rok 2011 przede wszystkim jako rok wzrastającej aktywności na rynku inwestycyjnym, ze szczególnym udziałem sektora biurowego i handlowego. Czytelnicy znajdą w nim również zapowiedź poprawiającej się ogólnej koniunktury na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce.

Koniunktura coraz lepsza, ale kryzys wciąż jest na horyzoncie

Z badania ponad 540 inwestorów z 12 krajów Europy przeprowadzonego przez
Ernst & Young pod koniec 2011 roku wynika, że 7 na 10 europejskich inwestorów uważa, że jeżeli kryzys zadłużenia w strefie Euro będzie się pogłębiać, to zmniejszy się zainteresowanie nieruchomościami na europejskich rynkach. Największy spadek aktywności inwestycyjnej nastąpi w Szwecji i w Polsce. Ponad połowa inwestorów twierdzi również, że banki w roku 2012 będą mniej chętnie udzielać kredytów i pożyczek hipotecznych.

– Obserwacje poczynione w pierwszym kwartale potwierdzają zainteresowanie Polską ze strony funduszy specjalizujących się w nieruchomościach. Negatywnie na ilość transakcji i nowych inwestycji deweloperskich może natomiast wpłynąć sytuacja sektora bankowego, czyli dostępność kredytu. I nie chodzi tu o polskie banki, ale szerszą perspektywę. Trudna sytuacja banków europejskich i niepewna sytuacja w strefie euro silnie rzutuje na zaoferowane warunki kredytowania inwestycji nieruchomościowych w Polsce – mówi Jarosław Bator, Senior Manager w Grupie Rynku Nieruchomości Ernst & Young.

Bardziej przejrzyste podatki mogą zwiększyć atrakcyjność polskiego rynku

Zdaniem ekspertów Ernst & Young polscy regulatorzy są wciąż w stanie wpływać na atrakcyjność lokalnego rynku nieruchomości. Czynnikiem wzmacniającym zaufanie inwestorów do polskiego rynku nieruchomości byłaby większa stabilizacja i przejrzystość systemu podatkowego. Zmiany legislacyjne oraz dyktowane przez władze skarbowe zmiany w interpretacji przepisów – to powód, dla którego aspekt podatkowy inwestycji wciąż wymaga zwiększonej uwagi i szczegółowego planowania.

– Niejasne i niejednoznaczne przepisy, sprzeczności w interpretacjach indywidualnych wydawanych przez władze skarbowe, rozbieżności w orzecznictwie sądów, nagłe zmiany utrwalonych linii interpretacyjnych – to wszystko powoduje, że rynek nie jest tak atrakcyjny dla inwestora jak mógłby być – twierdzi Michał Thedy, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego Ernst & Young odpowiedzialny za doradztwo podatkowe dla klientów rynku nieruchomości. – Planowanie podatkowe jest i będzie w najbliższych latach niezwykle istotne dla maksymalizacji zysków z inwestycji nieruchomościowych – dodaje Thedy.

Miliardowy e-rynek w 2012 roku

Według raportów, analiz i prognoz różnych firm i instytucji, polski rynek e-commerce jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków w Europie. Zarówno teoretycy, jak i praktycy zgodnie przyznają, że potencjał e-commerce w Polsce nie został jeszcze w pełni odkryty i wykorzystany, a najlepsze czasy dopiero nadejdą. Już teraz 70 proc. internautów deklaruje, że robi zakupy w sieci, wydajemy też coraz więcej. Dzięki temu w 2011 roku wartość e-handlu w Polsce wzrosła do ponad 17,5 mld zł.

Właściciele sklepów internetowych nie kryją zadowolenia, a połowa z nich otwarcie mówi o tym, że biznes w Internecie opłaca się bardziej niż tradycyjny sklep. Przyznają jednocześnie, że aby przetrwać trzeba wyjść do klienta, być na bieżąco z nowinkami, poszerzać ofertę i proponować dodatkowe usługi. Należy także podejmować strategiczne decyzje, planować budżet marketingowy i otwierać nowe kanały dostępu do oferty.

Najnowsze badania, pochodzące z wielu niezależnych od siebie źródeł, zgodnie podkreślają bardzo dynamiczny wzrost wartości e-handlu w Polsce. eCommerce Index – badanie przeprowadzone przez CubeRoot wśród kilkuset sklepów internetowych wykazało, że polski rynek e-commerce wzrósł w 2011 roku o ponad 32% i wyniósł niemal 18 mld zł. Na podobne wartości wskazały także badania Forrester Research „Centre for Retail Research”, w którym Polska znalazła się na pierwszym miejscu w Europie pod względem szybkości wzrostu rynku e-commerce. Tylko w zeszłym roku wzrost wyniósł 33,5%, w tym roku natomiast prognozuje się zwiększenie wartości o 24%.

Rynek nieustanie się powiększa, a kolejne analizy i opinie samych sprzedawców wskazują, że opłacalność prowadzenia biznesu w sieci jest znacznie wyższa niż w modelu tradycyjnym. Badania brytyjskiej firmy Kelkoo potwierdzają prognozy Forrester’a i 24% wzrost rynku e-commerce.

Wskazują także, że Polski e-handel jest najszybciej rozwijającym się rynkiem tego typu w Europie, a w 2012 roku Polacy wydadzą na internetowe zakupy 5,6 mld euro.

Gemius z raportem „Ecommerce w Polsce 2011” wprowadza jeszcze więcej pozytywnej energii i napawa optymizmem planujących e-biznes. 40% badanych firm zadeklarowało zdecydowany lub umiarkowany wzrost zysków i obrotów w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W badaniu Commerce Index 50% pytanych potwierdziło wzrost, a tylko 16% firm przyznało, że ich obroty spadły. Zupełnie odwrotnie kształtuje sytuacja się na rynku tradycyjnym, gdzie spadek deklaruje 52% badanych, a tylko 15% odnotowało wzrost.

O rekordowe 722% wzrosła natomiast sprzedaż za pośrednictwem urządzeń mobilnych, tzw. m-commerce. Na ponad siedmiokrotnie większy zysk wskazuje raport „Zanox Mobile Performance Barometr” firmy Zanox – to także najszybciej w Europie.

Jako główny czynnik odpowiadający za tak dużą dynamikę wzrostu wskazałbym fakt, że przez wiele lat, jako kraj, byliśmy poza głównym nurtem, w którym kształtował się model handlu za pośrednictwem Internetu. Ma to także swoje źródło w dostępie do Internetu, który w Polsce dopiero od niedawna jest standardem. Należy także wspomnieć, że polscy e-przedsiębiorcy nie do końca wykorzystują wszystkie dostępne narzędzia budujące długofalowe relacje z klientem i zwiększające sprzedaż – mówi Wojciech Korabiewski, Prezes Zarządu multipartnerskiego programu lojalnościowego Guuli.pl.

Potwierdzają to badania przeprowadzone przez analityków firmy Forrester. Wynika z nich, że ok. 44% przedsiębiorstw średniej wielkości, zajmujących się handlem i dystrybucją, planuje w ciągu najbliższego roku wdrożenie narzędzi e-commerce z największym naciskiem na rozwiązania usprawniające zarządzanie lojalnością klientów, ceną i promocjami. Nie wystarczy już po prostu otworzyć sklepu. Jak przyznaje 62% respondentów, potrzebna jest skuteczniejsza promocja, zwiększenie lojalności (44%), planowanie oferty (50%) i efektywniejsze zarządzanie popytem (48%).

Na rynku widoczna jest także bardzo wyraźna tendencja, wskazująca, że internauci powoli odchodzą od popularnych kiedyś serwisów aukcyjnych, na rzecz sklepów internetowych. Te z kolei wprowadzają nowe udogodnienia, 70% z nich wykorzystuje elektroniczne formy płatności, alternatywne formy dostawy, sklepy rozdają też prezenty stałym klientom. Widząc to, wprowadziliśmy na rynek narzędzie, które pozwala właścicielom e-usług nagradzać swoich klientów za, strategiczne z ich punktu widzenia, akcje realizowane na www, z korzyścią dla obu stron. Nasze rozwiązanie zostało dobrze przyjęte przez rynek, otrzymaliśmy już pierwsze wyróżnienia i wysokie miejsca w różnych rankingach. To dla nas sygnał, że obraliśmy dobry kierunek – dodaje Pan Wojciech z Guuli.

Rzeczywiście, e-przedsiębiorcy coraz częściej wykorzystują rozwiązania dedykowane ich profilowi usług, ale korzystają także z ofert skierowanych do całego sektora, a te z czasem stają się standardem. Według raportu Gemius blisko 75% badanych sklepów udostępnia płatność za pomocą systemów, dzięki którym transakcja przebiega znacznie szybciej i wygodniej. Nawet banki oferują dziś specjalne karty do robienia zakupów w Internecie. Sklepy opanowały także portale społecznościowe, rozdają bony na benzynę, zniżki na usługi, nagradzają niemal za każdą czynność wykonaną w obrębie sklepu czy serwisu, a pomysłów wciąż przybywa.

Według wspomnianego już Kelkoo, polski rynek e-commerce będzie w 2012 roku najszybciej rozwijającym się rynkiem w Europie, w której średnia wzrostu ma wynieść 16,1%, w Polsce natomiast 24%. Według tej samej firmy w ubiegłym roku udział han­dlu in­ter­ne­to­we­go w całej sprze­da­ży detalicz­nej w Polsce wy­no­sił 3,1%, a w tym ro­ku wzrośnie do 3,8%. Mimo najlepszej dynamiki, Polsce wciąż jednak daleko do wyników finansowych osiąganych z e-handlu w innych krajach europejskich.

W raporcie Forrester Research „European Online Retail Forecast: 2011 to 2016” czytamy m.in., że sprzedaż w e-sklepach na 17 głównych rynkach Europy wzrośnie z 96,706 mln w 2011 roku, do 171 mln euro w 2016 roku. Polska, choć wykazuje najwyższą dynamikę, wciąć pozostaje daleko w tyle, w porównaniu z innymi krajami. Przeciętny Brytyjczyk wydaje w Internecie 10 razy więcej niż Polak, a dysproporcję widać choćby w zakupach dokonywanych za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Polacy na m-zakupy wydali w zeszłym roku 150 mln euro, podczas gdy Brytyjczycy – 3,51 mld, Niemcy – 1,89 mld, a Francuzi – 1,28 mld, poza tym wydajemy w ten sposób znacznie mniej niż średnia europejska, która wynosi 117 euro, w Polsce 53 euro. To u nas jednak przybywa najwięcej sklepów internetowych, mamy ich już 11 tyś. i to one wykorzystują najwięcej nowoczesnych rozwiązań i form promocji, zyskują też zaufanie i coraz więcej nowych klientów, którzy w tym roku wydadzą w Internecie 5,6 mld euro.

Tablety hitem sprzedażowym tej wiosny

NEONET, jedna z największych sieci sprzedaży RTV AGD w Polsce, podsumowała trendy sprzedażowe ostatnich miesięcy. Z danych firmy wynika, że największym hitem tej wiosny, notującym wzrosty sprzedaży nawet na poziomie 100% z miesiąca na miesiąc, są tablety.

Eksperci NEONET oceniają, że wpływ na wzrosty sprzedaży mają: rosnąca aktywność promocyjna producentów, przesunięcie granicy dostępności cenowej, która uczyniła tablet sprzętem osiągalnym niemal dla każdego, a także generalny trend preferencji dla sprzętów mobilnych – zapewniających dostęp do komunikacji i rozrywki w każdym miejscu, bez kabla. W najbliższych tygodniach rynek czeka jeden z najintensywniejszych okresów sprzedażowych roku – zakupy prezentów komunijnych.

Polacy pokochali tablety

Tablety, czyli przenośne urządzenia multimedialne łączące funkcje komputera i telefonu, podbijają polski rynek.

„Tablety idealnie wpisały się w jeden z najbardziej dynamicznych obecnie trendów konsumenckich: potrzebę posiadania maksymalnie prostego dostępu do szeroko rozumianej komunikacji w każdym momencie, w każdym miejscu. Polacy, głównie młodzi, pokochali je przede wszystkim za mobilność – dostęp do informacji czy rozrywki zawsze pod ręką, bez kabla. W ostatnim roku bardzo duże znaczenie dla wzrostu tego rynku miały dwie tendencje: z jednej strony – rosnąca aktywność reklamowa producentów, przede wszystkim tych „z wyższej półki” technologicznej, którzy kreują modę na tablety jako niezbędny gadżet.

Z drugiej zaś – jednoczesne przesunięcie granicy dostępności cenowej sprzętu, który za sprawą promocji cenowych i wprowadzenia na rynek prostszych modeli, stał się osiągalny niemal dla każdego, w cenie nawet poniżej 400 złotych” – mówi Michał Poroszewski, specjalista ds. marketingu NEONET, jednej z największych sieci RTV AGD w Polsce, obejmującej także mniejsze miasta.

Nowy dyrektor sprzedaży i dystrybucji Grupy Żywiec

Barry Sheehan obejmie stanowisko Dyrektora ds. Sprzedaży i Dystrybucji giełdowej spółki piwowarskiej. Barry Sheehan jest absolwentem psychologii na National University of Ireland, University College Dublin. Jego kariera zawodowa jest od 17 lat związana z Grupą Heineken.

W latach 1995 r. – 2009 r. pracował w Heineken Irlandia, zajmując kolejne stanowiska w pionie sprzedaży tej spółki, w tym Kierownika ds. Rozwoju Marketingu, Kierownika ds. Kluczowych Klientów w Kanale Gastronomicznym, Krajowego Kierownika ds. Klientów w Kanale Sklepów Wielobranżowych, Krajowego Kierownika ds. Klientów Kluczowych, Krajowego Kierownika Sprzedaży w Detalu Tradycyjnym i Detalu Nowoczesnym oraz Krajowego Kierownika Sprzedaży w Kanale Gastronomicznym. Od 2009 r. do 2012 r. był Dyrektorem ds. Sprzedaży w Heineken Rumunia, gdzie poprowadził zespół sprzedażowy do zdobycia pozycji lidera rynku.

Zainteresowanie inwestycjami w dzieła sztuki na świecie rośnie

50% wszystkich nabywców dzieł sztuki na świecie traktuje je przede wszystkim jako dobrą lokatę kapitału. Rosnące zainteresowanie inwestycjami w dzieła sztuki wymusza zmiany na prywatnych bankach, które muszą dostosować swoją ofertę do potrzeb najbogatszych klientów i wprowadzić do portfolio usługi doradztwa w zakresie sztuki. Eksperci Deloitte oceniają, że najbliższe lata będą także okresem szybkiego rozwoju instytucji specjalizujących się inwestycjach w dzieła sztuki – gdyż niemal 80% banków zamierza korzystać z zewnętrznych doradców. Takie m.in. wnioski płyną z raportu Deloitte „Art & Finance”.

Globalny rynek sztuki rozwija się w niezwykle szybkim tempie. W latach 2003-2008 inwestycje w dzieła sztuki dawały o wiele wyższą stopę zwrotu niż lokaty w akcje. Gwałtowne załamanie nastąpiło w 2009 r., ale kolejny rok przyniósł już wzrosty, które utrzymały się także w 2011 r. W tym roku wartość światowego rynku dzieł sztuki osiągnęła sumę 60 mld USD. Niezależnie od wartości finansowej, zdecydowana większość inwestorów zainteresowanych rynkiem sztuki kupuje dzieła z pobudek emocjonalnych – twierdzi tak 97% kolekcjonerów badanych przez Deloitte. Tym niemniej aż 49% badanych przyznaje, że robi to także z pobudek finansowych i traktuje dzieła sztuki przede wszystkim jako inwestycję, a 39% chce w ten sposób zdywersyfikować swoje portfolio.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika, że rosnące inwestycje w dzieła sztuki wywołała reakcję ze strony instytucji finansowych, w szczególności prywatnych banków, które oferują usługi wealth management. Aż 83% ich przedstawicieli wyraża opinię, że duża konkurencja na rynku usług dla najbogatszych klientów wymusza na instytucjach innowacyjne podejście, czego przejawem jest włączenie usług w zakresie rynku sztuki do swojego portfolio. Co więcej wymaga tego strategia dywersyfikacji portfela inwestycji, szczególnie istotna w czasach niepewności gospodarczej – twierdzi tak 56% specjalistów. Obecnie ponad 80% prywatnych banków ma w swojej ofercie usługi dla swoich klientów związane z rynkiem sztuki. Jednak zdecydowana większość z nich obejmuje serwis typu organizowanie prywatnych pokazów lub wystaw oraz doradztwo i pomoc w wycenie przedmiotów.

„Rynek inwestycji w działa sztuki nie jest jeszcze dojrzały. Z analizy przeprowadzonej przez nas wynika, że tylko 56% banków posiada w swojej ofercie usługi związane z rynkiem sztuki, przez okres dłuższy niż 3 lata. A 25% ankietowanych instytucji dołączyło je do swojego portfolio dopiero w ostatnim roku. Oznacza to, że zwiększone zainteresowanie rynkiem sztuki widać po 2008 r. Jednak obecnie coraz więcej banków zarządzających aktywami najbogatszych klientów rozważa włączenie dzieł sztuki będących w posiadaniu klientów do ogółu posiadanych przez nich dóbr. Największą przeszkodą jest jednak problem z właściwą ich wyceną.” – mówi Adam Pietkiewicz, Senior Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Obok problemów z wyceną, który powstrzymuje banki przed rozszerzeniem swoich usług związanych z rynkiem sztuki, specjaliści wskazują także inne przeszkody. 61% z nich podkreśla brak przejrzystych zasad regulujących zasady działania tego rynku. Połowa z nich wskazuje na niedostatek odpowiednich specjalistów i ekspertyz. Mając na uwadze fakt, że ogromna większość prywatnych banków zamierza outsourcować usługi związane z rynkiem sztuki, zamiast budować stosowną kadrę wewnątrz organizacji, pojawia się duża szansa dla znawców i doradców zajmujących się dziełami sztuki na nawiązanie współpracy i doradztwo dla najbogatszych klientów.

„Podczas gdy rynek art bankingu na świecie osiągnął już stabilną pozycję, jego polski odpowiednik nie może być jeszcze uznany za rozwinięty. Wśród oferowanych na rynku inwestycji widać zwiększającą się liczbę ofert inwestowania w dzieła sztuki tak ze strony banków, funduszy inwestycyjnych jak i niezależnych doradców. Można także zobaczyć pierwsze fundusze wyspecjalizowane w zarządzaniu portfelami wyselekcjonowanych dzieł sztuki. Oferta na rynku polskim jest kompleksowa i nie ogranicza się jedynie do wsparcia w indywidualnym zakupie bądź budowie portfela dzieł sztuki, ale także wspiera potencjalnych klientów w dbaniu o weryfikację autentyczności dzieł bądź to w kwestiach logistycznych związanych z przechowywaniem i ubezpieczeniem. Wśród kupujących znaczącą część rynku stanowią w dalszym ciągu firmy tworzące własne kolekcje, na wzór swoich odpowiedników z krajów najbardziej rozwiniętych.” – mówi Adam Pietkiewicz z Deloitte.

Rosnące zainteresowanie inwestycjami w dzieła sztuki zaowocowało również powstaniem specjalistycznych funduszy inwestycyjnych. Na razie rynek ten określany jest jako niszowy, a wartość zarządzanych aktywów sięga zaledwie 960 milionów USD. Jednak w latach niepewności gospodarczej inwestorzy coraz częściej postrzegają dzieła sztuki (obok wina, srebra i złota) jako dobrą lokatę kapitału. Fundusze inwestujące w dzieła sztuki rozwijały się skokowo w ostatniej dekadzie. Pierwsze instytucje tego typu powstały pomiędzy rokiem 2000 a 2005, powstał wtedy m.in. Fernwood oraz zlokalizowany w Londynie The Fine Art Fund Group. Druga fala objęła kraje rozwijające się – wtedy instytucje tego typu powstawały w Indiach i Korei Południowej. Trzecia fala rozwoju funduszy to okres ostatnich trzech lat, w których mamy do czynienia z instytucjami, które mają już wieloletnie doświadczenie w inwestowaniu w dzieła sztuki, a na fali sukcesu tworzą kolejne fundusze inwestycyjne. Obecnie jedynie 11% prywatnych banków oferuje klientom usługi w zakresie doradztwa funduszy inwestycyjnych specjalizujących się w rynku sztuki. Jednakże niemal 40% banków, które nie posiadają jeszcze tego typu doradztwa, zamierza włączyć je do swojej oferty w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Analitycy Deloitte wskazują, że duży ruch i wzrost wartości światowego rynku sztuki to głownie zasługa popytu na tego typu towary w Chinach i USA. Szczególnie ten pierwszy kraj nabiera znaczenia na mapie rynków najważniejszych dla handlu dziełami sztuki. W 2010 r. chiński rynek stał się drugim co do wielkości na świecie, wyprzedzając Wielka Brytanię pod względem ogólnej wielkości sprzedaży, a także sprzedaży na aukcjach sztuki. Pomimo globalnego spowolnienia gospodarczego oraz kryzysu w Europie, rok 2011 jest kolejnym okresem potwierdzającym prężność chińskiego rynku sztuki – rynek sztuki osiągnął wyniki nie notowane dotąd w historii. Dodatkowym elementem stymulującym rozwój sektora jest także wzrost dostępu do informacji oraz rosnąca liczba kanałów umożliwiających wymianę dzieł.

Metodologia:

Badanie Deloitte Luksemburg i ArtTactic „Art & Finance” zostało przeprowadzone pomiędzy lipcem a październikiem 2011 r. Wzięli w nim udział przedstawiciele 19 dużych prywatnych banków, głównie w Luksemburgu, zatrudniających ponad 900 prywatnych zarządców majątkowych. Dodatkowo w badaniu wzięło udział 140 międzynarodowych specjalistów sztuki (reprezentujących m.in. galerie i domy aukcyjne) oraz 48 międzynarodowych kolekcjonerów sztuki, a także 34 przedstawicieli funduszy inwestycyjnych oferujących alternatywne źródła lokaty kapitału.

Wyniki ACTION S.A. w pierwszym kwartale 2012 r.

actionW pierwszym kwartale 2012 r. Grupa Kapitałowa ACTION S.A. odnotowała bardzo dobre wyniki finansowe, osiągając przychody ze sprzedaży na poziomie 787,7 mln zł i zysk netto w wysokości 11,1 mln zł, co stanowiło wzrost odpowiednio o 46% i 31% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Osiągnięte przez GK wyniki to przede wszystkim zasługa zwiększenia obrotów oraz utrzymania surowej dyscypliny kosztowej.

Przychody ze sprzedaży wypracowane przez Grupę Kapitałową ACTION S.A. w pierwszym kwartale 2012 r. ukształtowały się na poziomie 787 752 tys. zł, wobec 540 095 tys. zł zrealizowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku, co stanowi wzrost o 46%. W tym samym czasie zysk netto wzrósł o 31% z poziomu 8 505 tys. zł osiągniętych w pierwszym kwartale 2011 r. do 11 109 tys. zł osiągniętych w analizowanym okresie bieżącego roku. W analizowanym okresie wskaźnik EBITDA wyniósł 18 039 tys. zł, odnotowując wzrost o 28% w porównaniu do pierwszego kwartału 2011 roku, natomiast drugi ze wskaźników EBIT ukształtował się na poziomie 15 085 tys. zł i był wyższy od wypracowanego w analogicznym okresie 2011 r. o 34 %. Wskaźnik rentowności netto w omawianym okresie, przy jednoczesnym spadku marż handlowych, osiągnął bardzo dobrą wartość 1,4%.

Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.
Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.

– Działaliśmy w trudnych warunkach rynkowych. Mamy za sobą pracowity i naprawdę udany kwartał. Na świetny wynik finansowy, obok współpracy z TELCO, miały wpływ realizowane kontrakty z HP i Media Saturn Holding. Podpisaliśmy też nową umowę dystrybucyjną z Lenovo, rozszerzyliśmy ofertę produktów RTV/AGD, a od 2012 roku mamy już w swoim portfolio wszystkich głównych graczy z sektora telekomunikacyjnego. Naszym wynikom pomogła rozbudowa bazy klientów polskich i zagranicznych oraz idący za tym wzrost sprzedaży eksportowej – komentuje Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A.

Biorąc pod uwagę dynamikę i wyniki wypracowane w pierwszym kwartale 2012 r. oraz potencjał zakontraktowanych umów, Zarząd ACTION S.A. zdecydował się na publikację prognozy finansowej na 2012 rok w odniesieniu do Grupy Kapitałowej ACTION S.A. Prognoza zakłada realizację zysku netto w wysokości 47 328 tys. zł oraz przychodów ze sprzedaży na poziomie 3 309 626 tys. zł, to odpowiednio o 18% i 12% więcej w porównaniu do wyników osiągniętych przez GK w 2011 roku. Grupa zapowiada dalszą realizację strategii opartej na zwiększeniu aktywności w każdym z kanałów dystrybucji, intensyfikacji planów sprzedaży i zachowaniu dyscypliny kosztowej.

Międzynarodowy konkurs Ernst & Young – Przedsiębiorca Roku

Do 1 czerwca br przedsiębiorcy mogą zgłaszać się do udziału w dziesiątej polskiej edycji prestiżowego, międzynarodowego konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku. Już od dekady konkurs wyróżnia najlepszych twórców firm, charyzmatycznych przywódców biznesowych i innowacyjnych wizjonerów. Oceniając kandydatów niezależne Jury weźmie pod uwagę m.in. takie kryteria jak przedsiębiorczość, innowacyjność, relacje z pracownikami i otoczeniem, wyniki finansowe. Zwycięzca jubileuszowej polskiej edycji konkursu reprezentować będzie nasz kraj w międzynarodowym finale Ernst & Young World Entrepreneur of the Year w czerwcu 2013 roku w Monte Carlo.

Udział w konkursie

Kandydaci mogą zgłaszać swój udział w trzech kategoriach konkursowych: Produkcja, Usługi, Nowy Biznes. W kategorii Nowy Biznes szansę na wygraną mają młode innowacyjne firmy, których działalność na rynku nie przekracza pięciu lat. Aby wziąć udział w jubileuszowej edycji konkursu wystarczy wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie www.przedsiebiorcaroku.pl.

Rozstrzygnięcie konkursu, w tym przyznanie tytułu Przedsiębiorcy Roku 2012, nastąpi w listopadzie br. Gala Finałowa będzie transmitowana przez dwie stacje telewizyjne: TVN24 i TVN CNBC.

Krzysztof Pawiński, Prezes Grupy MASPEX Wadowice, zdobywca tytułu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku 2011 podkreśla, że udział w konkursie jest doskonałą szansą na promocję firmy, produktów i pomysłu biznesowego: Konkurs Ernst & Young Przedsiębiorca Roku to skuteczna forma promocji nie tylko firm, ale także przedsiębiorczości, potencjału i energii polskiego biznesu, który przez ostatnie lata nabrał niezbędnego doświadczenia i stał się rozpoznawalny na arenie międzynarodowej. Ze względu na swoje jasne kryteria daje możliwość pokazania silnych atrybutów każdej dynamicznie rozwijającej się spółki bez względu na branżę, czy skalę prowadzonej działalności. Dzięki takim programom jak konkurs Ernst & Young Przedsiębiorca Roku, możemy wzmacniać wizerunek naszych firm, co jest wartością, która niesie za sobą wymierne korzyści. Bez wątpienia mocną stroną jest silne wsparcie prestiżowych partnerów mediowych, których udało się pozyskać organizatorom konkursu – co jeszcze bardziej podnosi prestiż i wiarygodność całego przedsięwzięcia.

Jury konkursu

Grono jurorskie, oceniając kandydatów konkursu weźmie pod uwagę m.in. takie kryteria jak: przedsiębiorczość, strategia firmy, wyniki finansowe, działalność międzynarodowa, innowacyjność, strategia firmy. Jurorzy dokonają wyboru najlepszego przedsiębiorcy nie tylko w oparciu o kryteria ekonomiczne , ale również takie cechy jak: pasja, determinacja, wizja, etyka, zaangażowanie na rzecz społeczności lokalnych, dbałość o środowisko naturalne. Zadaniem Jury będzie wyłonienie najlepszego przedsiębiorcy, a nie najlepszego przedsiębiorstwa.

W skład dziesięcioosobowego Jury wchodzą wybitne osobistości polskiej sceny publicznej oraz zwycięzcy minionych edycji konkursu:

  • Jan Krzysztof Bielecki – Przewodniczący Jury, Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów
  • Leszek Czarnecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding
  • Andrzej Dębowski – Prezes DIE Inwestycje
  • Ryszard Florek – Przedsiębiorca Roku 2010, Prezes Zarządu FAKRO
  • Michał Kiciński i Marcin Iwiński – Przedsiębiorcy Roku 2008, twórcy firmy CD Projekt
  • Jerzy Koźmiński – Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
  • Piotr Mikrut – Przedsiębiorca Roku 2009, Prezes Zarządu Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka
  • Dariusz Miłek – Przedsiębiorca Roku 2007, Prezes grupy NG2
  • Krzysztof Pawiński – Przedsiębiorca Roku 2011, Prezes Grupy Maspex Wadowice
  • Jacek Siwicki – Prezes Enterprise Investors

Poprzedni zwycięzcy

Dotychczasowymi zwycięzcami polskiej edycji konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku byli: Krzysztof Pawłowski (Wyższa Szkoła Biznesu National-Louis University w Nowym Sączu), Zbigniew Sosnowski (Kross), Tadeusz Winkowski (Winkowski), Maciej Duda (Polski Koncern Mięsny DUDA), Dariusz Miłek (NG2), Michał Kiciński oraz Marcin Iwiński (CD Projekt), Piotr Mikrut (Śnieżka), Ryszard Florek (FAKRO) oraz Krzysztof Pawiński (Maspex).

Partnerzy konkursu: PKO BP, PKN Orlen, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, Gazeta Wyborcza, Harvard Business Review Polska, Radio PiN, TVN24. Parterem strategicznym jest TVN CNBC.

Więcej informacji na stronie: www.przedsiebiorcaroku.pl

reklaMÓWKA Wind Mobile zagra na Euro 2012

Podczas ogólnopolskiego Kongresu Dyrektorów Marketingu w Sopocie firma Wind Mobile zaprezentowała innowacyjne medium reklamowe – reklaMÓWKĘ. Nowe medium wykorzystuje mechanizm rekomendacji i umożliwia dotarcie do precyzyjnie dobranej grupy konsumentów.

Krótkie, atrakcyjne treści reklamowe odtwarzane są w trakcie oczekiwania na połączenie telefoniczne. Uczestnicy programu otrzymują darmowe minuty i SMSy w zamian za rekomendowanie swoim znajomym wybranych produktów. Usługa dostępna jest pod adresem www.rekla-mowka.pl.

„Premiera reklaMÓWKI odbywa się w bardzo dobrym momencie. Zamierzamy przed finałami Euro 2012 zbudować zasięg umożliwiający dotarcie do ponad miliona konsumentów, a dzięki narzędziom marketingu wirusowego zasięg może być znacząco powiększony. Dla reklamodawców będzie to unikalna możliwość dotarcia do konsumentów w okresie, kiedy media ATL będą wysycone. Zachęcamy innowacyjnych reklamodawców i partnerów do nawiązania współpracy. reklaMÓWKA, bazująca na rekomendacji, jak żadne inne medium, pozwala na skojarzenie reklamowanej marki z pozytywną energią finałów Euro 2012. Pierwsze rozmowy zainicjowane podczas Kongresu Dyrektorów Marketingu napawają mnie dużym optymizmem. Pracujemy bezpośrednio z reklamodawcami oraz agencjami, ale zamieramy również w najbliższych dniach włączyć do współpracy partnera, który ułatwi nam zbudowanie masy krytycznej naszej usługi.

Jestem przekonany, że wypracowany wspólnie z T-Mobile model biznesowy usługi, wyznaczy nową jakość na rynku reklamy mobilnej, i tym samym ułatwi pozostałym operatorom dołączenie do naszej usługi. Zamierzamy po raz pierwszy na świecie oferować produkt dostępny na bazie wszystkich sieci obecnych w kraju. Niedawno firma Google ogłosiła zainteresowanie technologią reklamy opartą o halodzwonki. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy o dwa kroki dalej – oferujemy już produkt końcowy. Wind Mobile jest niekwestionowanym liderem w Europie jeśli chodzi o halodzwonki rozrywkowe sprzedawane pod markami Granie na Czekanie, Halo Granie, Czasoumilacz oraz Muzyka na Czekanie. Stawia nas to w unikalnej pozycji, by z reklaMÓWKI zrobić hit o zasięgu ogólnoświatowym.” – mówi Jan Wójcik, szef marki reklaMÓWKA.

O Wind Mobile
Wind Mobile jest integratorem i dostawcą autorskich rozwiązań teleinformatycznych umożliwiających operatorom mobilnym oferowanie nowoczesnych usług i generowanie dodatkowych przychodów. Będąc użytkownikami telefonii komórkowej z produktami Wind Mobile spotykamy się każdego dnia.

Firma znana głównie dzięki wysoce skalowalnej Platformie RBT, oferującej popularne halodzwonki, dostarcza również takie rozwiązania mobilne jak: VAS Force, Halo Ads (reklaMÓWKA), Mobile Ad Server, Voice Courier, Smart Apps, USSD Gateway, IVR/ITR, Call Completion, Voice Mailing, Recommendations oraz wiele innych. Do grona klientów Wind Mobile należą wszyscy najwięksi mobilni operatorzy w Polsce: Polska Telefonia Cyfrowa (Era, Heyah), PTK Centertel (Orange), Polkomtel (Plus) i P4 (Play Mobile), Cyfrowy Polsat, a także operator Nova w Islandii.

Polski rynek usług dodanych i multimedialnych wzrośnie do 11,5 mld zł w 2012 r.

Wartość polskiego rynku usług dodanych i multimedialnych wzrośnie w bieżącym roku o ok. 1,5 mld zł. Głównymi segmentami pozostaną płatna telewizja i mobilny internet, choć najdynamiczniej będą rozwijać się mniejsze, nadal niszowe segmenty, na przykład rynek aplikacji i gier mobilnych.

Z raportu „Rynek usług dodanych i multimedialnych 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”, opublikowanego przez firmę badawczą PMR wynika, że wartość rynku usług dodanych i multimedialnych w Polsce przekroczyła w ubiegłym roku 10 mld zł, a rynek rósł w tempie 11,5%. „Nasze prognozy na 2012 r. zakładają poprawę dynamiki do 13%, co będzie oznaczać, że całkowite przychody na rynku wzrosną do ok. 11,5 mld zł” – ocenia Paweł Olszynka, analityk PMR i jeden z autorów raportu.

Zdecydowanie największa część rynku usług dodanych i multimedialnych w 2011 r. przypadała na płatną telewizję. Przenikanie się rynku płatnej telewizji z rynkiem usług telekomunikacyjnych jest trendem widocznym w ostatnich kilku latach na polskim rynku. Mimo, iż w 2012 r. usługi płatnej telewizji nadal będą dominować w strukturze przychodów na rynku usług dodanych i multimedialnych, w ciągu najbliższych kilku lat znaczenie tego segmentu spadnie. Przede wszystkim na rzecz rynku mobilnego internetu i innych, obecnie bardziej niszowych produktów i usług, np. gier i aplikacji mobilnych, mikropłatności oraz mobilnego marketingu.

Patrząc z perspektywy całej branży telekomunikacyjnej, usługi dodane i multimedialne to w sumie ok. jednej czwartej całego rynku. Według prognoz PMR w tym roku udział płatnej telewizji, mobilnego internetu i pozostałych usług dodanych w całkowitej wartości rynku telekomunikacyjnego w Polsce wyniesie odpowiednio: 15%, 6% i 3%. W przypadku każdego z segmentów widoczna będzie poprawa wyniku osiągniętego w roku 2011. Z drugiej strony nadal zdecydowana większość rynku przypada na usługi podstawowe, z naciskiem na telefonię komórkową i stacjonarny dostęp do internetu. W kolejnych kilku latach tendencja ta nie ulegnie zmianie.

Usługi typu premium

Analizując strukturę rynku usług dodanych w telefonii komórkowej można zauważyć, że, nie licząc mobilnego internetu, w dalszym ciągu największe przychody płyną do operatorów z tytułu obsługi płatności przez SMS i usług typu premium. Płatności te definiujemy jako usługi bezpośrednio związane z szeroko rozumianym dostępem do płatnych stron internetowych, filmów VoD, artykułów lub innych usług o podwyższonej wartości. Na kolejnym miejscu jest cała gama usług powiązanych z interaktywnością w mediach. Kategoria ta zawiera wszelkiego rodzaju loterie, konkursy, sondy, głosowania lub plebiscyty, a ponadto czaty erotyczne lub ezoteryczne i inne tego typu usługi realizowane najczęściej przy pomocy specjalnych numerów dostępowych o podwyższonej płatności.

Z rejestrów prowadzonych przez regulatora rynku (UKE), wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat kilkakrotnie wzrosła liczba tego typu numerów przypisanych poszczególnym operatorom komórkowym. Pokazuje to wyraźnie, jak zmieniła się w ostatnim czasie struktura ruchu w sieciach telekomunikacyjnych w Polsce. Rosnąca popularność sieci mobilnych sprawia, że również w zakresie usług typu premium stają się one substytucją dla telefonii stacjonarnej. Odpływ przychodów z numerów o podwyższonej opłacie w sieciach stacjonarnych równoważą analogiczne usługi w sieciach komórkowych, w przypadku których ogromną zaletą jest możliwość wykorzystania na dużą skalę nie tylko połączeń, ale przede wszystkim SMS-ów.

Kategoria „rozrywka, ezoteryka i erotyka” w I kw. 2012 r. obejmowała ponad 60% całej bazy numerów typu premium operatorów komórkowych w Polsce. Sytuacja nie zmieniła się wyraźnie od 2010 r. Istotną różnicą jest udział serwisów erotycznych, który w 2010 r. wynosił 8%, a obecnie jest o połowę niższy. Drugą co do wielkości kategorią jest kontent multimedialny i audiowizualny, na który przypadło 13% numerów. Do tej kategorii zostały zaliczone wszelkiego rodzaju usługi związane z dystrybucją treści multimedialnych oraz dzwonków, tapet czy też gier mobilnych. Podobny odsetek numerów przypada na konkursy, quizy i akcje charytatywne – ok. 12% całej bazy. Od 2010 r. ta kategoria nie zmieniła istotnie swojego udziału. Usługi z kategorii subskrypcje i kody dostępu świadczone są na 4,5% wszystkich numerów z bazy operatorów mobilnych, natomiast usługi serwisów informacyjnych stanowią 3,1% tej bazy, co jest znacząca różnicą w porównaniu z okresem sprzed dwóch lat, kiedy to serwisy informacyjne stanowiły 9,1% (chociaż liczba numerów w bazie nie uległa zmianie), a spadek udziału tej kategorii jest pochodną wzrostu popularności pozostałych rodzajów i kategorii tematycznych.

Wyżej wymienione kategorie i struktura usług świadczonych w oparciu o numery premium rate w sieciach komórkowych różnią się od analogicznych danych dla sieci stacjonarnych. W głównej mierze ma to związek ze wspomnianym dodatkowym kanałem dystrybucji tych usług – kanałem SMS-owym. Dlatego też operatorzy komórkowi nastawieni są przede wszystkim na kontent, który da się w łatwy sposób dystrybuować wykorzystując przede wszystkim drogę SMS-ową oraz dodatkowo połączenia. Z zaprezentowanych powyżej danych wynika, że najczęściej pojawiającymi się usługami na numerach o podwyższonej opłacie wśród operatorów komórkowych są usługi rozrywkowe, ezoteryczne i erotyczne. Należy jednak zaznaczyć, że udział tych ostatnich w całej grupie jest najmniejszy – zupełnie odmienne niż u operatorów stacjonarnych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie informacji zawartych w raporcie firmy PMR „Rynek usług dodanych i multimedialnych w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”.

Tomasz Maciantowicz Nowym Członkiem Rady Nadzorczej Software Mind SA

Nowym Członkiem Rady Nadzorczej Software Mind SA został Tomasz Maciantowicz, współzałożyciel i wieloletni Członek Zarządu jednej z największych informatycznych spółek giełdowych. Jest to kolejny krok w budowaniu przez Software Mind SA profesjonalnej i merytorycznej Rady Nadzorczej.

Jednym z ważnych celów Software Mind SA jest wzmocnienie Rady Nadzorczej poprzez zbudowanie profesjonalnej rady ekspertów, która będzie uczestniczyć w podejmowaniu strategicznych dla spółki decyzji i będzie odgrywać istotną rolę w budowaniu silnej pozycji Software Mind SA w Polsce i na świecie.

Realizując tą strategię we wrześniu 2011 r. Przewodniczącym Rady Nadzorczej Software Mind SA został Aleksander Lesz, były założyciel giełdowej spółki informatycznej Softbank SA, a obecnie Prezes funduszu inwestycyjnego GNA SA (Global Network Application SA). Obecnie dołączył do niej Tomasz Maciantowicz.

Tomasz Maciantowicz jest absolwentem kierunku Informatyka – Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie. Uzupełniał swoją edukację w Studium Podyplomowym SGH w Warszawie na kierunku Zarządzania i Finansów. Karierę rozpoczął w firmie Metrum jako programista a następnie kierownik działu informatyki. Był jednym z pierwszych pracowników firmy Comarch, a zarazem jednym z jej współzałożycieli. Związany z tą firmą w latach 1993 – 2006, początkowo jako analityk i kierownik ds. technicznych, następnie odpowiedzialny za marketing. Od roku 1995 w Zarządzie Comarch, odpowiedzialny za budowę Sektora Bankowość/Finanse/Ubezpieczenia, za który odpowiadał do zakończenia pracy w firmie. Po odejściu realizował własne projekty w branży deweloperskiej i turystycznej.

Telefon, samochód i laptop najczęściej oferowane pracownikom

Jak wynika z analizy badań przeprowadzonych na zlecenie monsterpolska.pl przez firmę Mareco, w większych firmach pracownicy mogą liczyć na więcej benefitów. Telefony komórkowe, laptopy i samochody służbowe najczęściej otrzymują osoby pracujące w sprzedaży, branży IT oraz inżynierowie.

W ponad trzech czwartych firm pracownicy mają do dyspozycji telefony komórkowe. Z telefonów komórkowych korzystają przede wszystkim inżynierowie (86%), pracownicy sprzedaży (86%) i branży FMCG (83%). Podobna liczba pracodawców w ramach funduszu świadczeń socjalnych zapewnia wczasy, dopłaty do urlopów i imprezy integracyjne. Natomiast fundusze świadczeń socjalnych otrzymują najczęściej finansiści i inżynierowie (80%).

65% pracowników korzysta ze służbowego laptopa i samochodu. Są to głównie pracownicy branży IT i FMCG oraz inżynierowie.

Wśród dodatkowych korzyści oferowanych pracownikom, ponad połowa firm wymieniła ubezpieczenia zbiorowe, a 36% pakiety zdrowotne. Fundusze emerytalne oferowane są w 14% badanych pracodawców. 7% firm oferuje swoim pracownikom akcje pracownicze i menadżerskie.

Benefity są częściej oferowane pracownikom w większych firmach, zatrudniających powyżej 100 pracowników.

Informacje dodatkowe:

Wyniki badań pochodzą z analizy przeprowadzonej na zlecenie monsterpolska.pl przez firmę Mareco. W dniach 16 sierpnia – 7 września 2011. Badaniem objętych zostało 240 losowo wybranych przedsiębiorstw z województw małopolskiego, mazowieckiego oraz śląskiego. Wszystkie badane firmy zatrudniają przynajmniej 50 pracowników i działają w jednej z ośmiu wskazanych branż: IT, sprzedaż, finanse, telekomunikacja, księgowość, przemysł, FMCG, inżynieria. W każdym z trzech województw zrealizowanych zostało po 10 wywiadów z firmami z każdego z badanych sektorów.

Sprzedaż detaliczna rośnie coraz wolniej

Sprzedaż detaliczna wzrosła w marcu o 10,7 proc. w ujęciu rocznym wobec 13,7 proc. wzrostu odnotowanego w poprzednim miesiącu. Zdaniem analityków BRE Banku w kolejnych miesiącach dynamika sprzedaży detalicznej będzie nadal spadać.

W ujęciu miesięcznym wzrost sprzedaży wyniósł 15,7 proc. (wobec 18,8 proc. w analogicznym okresie poprzedniego roku) – Mimo sprzyjającego układu świąt, dynamika sprzedaży pozostała relatywnie słaba i zgodna z naszymi oczekiwaniami – komentuje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Efekt Wielkanocnej sprzedaży był w tym roku wyjątkowo słaby, co widać po kategoriach sprzedaż żywności i sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach – dodaje.

W marcu zanotowano spowolnienie dynamiki sprzedaży samochodów (z 23,6 proc. do 11,8 proc.), wzrosła dynamika sprzedaży odzieży (z 4,1 proc. do 14,4 proc.), utrzymała się relatywnie wysoka sprzedaż w kategorii meble, RTV, AGD (19,2 proc. wobec 20,5 proc.). – Wahania sprzedaży odzieży, nie są wiarygodnym sygnałem wzrostu. To efekt sezonowego wprowadzania nowych kolekcji na rynek. Z kolei wzrosty dynamiki sprzedaży mebli, RTV czy AGD to efekt niskiej bazy w poprzednim roku – mówi Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

– Podtrzymujemy nasze tezy z poprzedniego miesiąca, że wyższa sprzedaż w pierwszych miesiącach 2012 roku wynikała z efektu nadzwyczajnie wysokiego wzrostu wynagrodzeń, który obecnie już się znormalizował. Spadkowy trend na sprzedaży i konsumpcji lepiej pokazuje ocena sytuacji finansowej gospodarstwa domowego oraz sprzedaż hurtowa, która spada dość zdecydowanie – komentuje Pytlarczyk. Tym samym analitycy BRE spodziewają się, że w kolejnych miesiącach dynamika sprzedaży będzie spadać, a dynamika konsumpcji w całym roku uplasuje się na poziomie 1-2 proc..

– Dane zostały potraktowane przez rynek jako okazja do zrealizowania części zysków po spadkach rentowności notowanych w poprzednich dniach. Złoty zareagował pozytywnie, jednak w tym przypadku czynniki lokalne można łatwo pomylić z bardziej pozytywnym sentymentem globalnym – komentuje Marcin Mazurek.

Zdaniem analityków BRE Banku, ostatnie złagodzenie retoryki wielu członków RPP mogłoby być dobrym pretekstem usunięcia majowej podwyżki stóp procentowych z oczekiwań rynkowych (obecnie rynek wycenia już tylko połowę podwyżki). – Pozostaje jednak kwestia wizerunku prezesa Belki, który podwyżkę już de facto zapowiedział – mówi Ernest Pytlarczyk. – Problematyczny, jeśli RPP rzeczywiście większą uwagę przywiązywać będzie do poziomu inflacji, może okazać się jej ponowny wzrost w nadchodzących miesiącach. Na spadki możemy liczyć dopiero na jesieni – podsumowuje Pytlarczyk.

Leasing pracowniczy pomoże wyjść z dołka?

Zaledwie 0,5% wszystkich pracujących w Polsce to tzw. pracownicy tymczasowi. Jednak eksperci rynku pracy zgodnie wskazują, że leasing pracowniczy może okazać się skutecznym lekarstwem na obniżenie kosztów firmy i bodźcem do rozwoju całej gospodarki.

Wygoda i oszczędność

Polskie firmy coraz częściej i chętniej decydują się na leasing pracowniczy, czyli wynajem na określony czas pracowników, którzy formalnie zatrudnieni są przez agencję pracy. Powód? Wygoda i oszczędność. Dzięki takiemu rozwiązaniu, przedsiębiorcy mogą w sposób elastyczny uzupełniać swoje kadry na czas konkretnych projektów, wzrostów produkcji, sezonu urlopowego, czy wzmożonego okresu sprzedaży, nie wiążąc się z pracownikiem stosunkiem pracy. Jakby tego było mało, to po stronie agencji pracy, która wypożycza pracowników leżą wszelkie kwestie kadrowe i administracyjne (składki, wynagrodzenia, ubezpieczenia, etc.).

– Leasing pracowniczy to zjawisko stosunkowo nowe na polskim rynku pracy, które przywędrowało do nas ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwujemy rosnące zainteresowanie tym trendem w naszym kraju. Leasing pracowniczy jest szczególnie popularny w branżach produkcyjnych, call centers, logistyce, IT oraz wielkopowierzchniowych sieciach handlowych. Aby sprostać wymaganiom rynku, zwłaszcza w czasie spowolnienia gospodarczego i cięcia kosztów, wiele firm w ciągu najbliższych kilku lat będzie wręcz zmuszonych do skorzystania z takiej formy współpracy. Już teraz obserwujemy kilkakrotnie większe zainteresowanie wśród firm logistycznych niż to było jeszcze kilka lat temu – mówi Izabela Ulatowska-Bierlet, dyrektor sprzedaży w Agencji Pracy JOBSPLUS.

Pracownik tymczasowy potrzebny od zaraz

O rosnącym zapotrzebowaniu na leasing pracowniczy świadczą liczby. Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, od 2005 roku, liczba pracowników tymczasowych wzrosła ponad dwukrotnie. Rośnie także liczba firm, korzystających z usług agencji pracy tymczasowej. Rodzimi przedsiębiorcy coraz częściej patrzą na swoich pracowników przez pryzmat cyfr. Widać to zwłaszcza na przykładzie branży logistycznej, która w dobie rosnących kosztów transportu na potęgę ogranicza wydatki. Pan Marek, właściciel jednej z warszawskich firm zajmujących się logistyką magazynową, w której pracuje dziś ponad sześćdziesiąt osób, dla każdego ze swoich podopiecznych co kwartał sporządza specjalny bilans. Porównuje koszty pracownika do tego, jaki przyniósł firmie zysk.

– Metoda może budzić wiele wątpliwości, ale zwyczajnie mnie nie stać na dopłacanie do pracowników. Kilka razy w roku, kiedy mamy wzmożony ruch w firmie i brakuje rąk do obsługi zamówień, wolę skorzystać z leasingu pracowniczego niż zatrudniać nowe osoby. Paradoksalnie, to właśnie pracownicy tymczasowi są buforem bezpieczeństwa dla pracowników, którzy mają stałą umowę o pracę, bo regulują wahania popytu. No i nie trzeba im wypłacać odpraw w razie rezygnacji z ich usług. Dla mnie to spora oszczędność – tłumaczy.

Z danych raportu portalu Pracuj.pl i Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych „Wyzwania HR w 2012” wynika, że prawie jedna piąta polskich firm logistycznych poszukiwać będzie w 2012 r. dodatkowych rąk do pracy. Znaczna część z nich zdecyduje się właśnie na pracowników tymczasowych. Jedną z takich osób jest 25-letnia Aneta Mariańska z krakowskich Dębników.

– Na początku patrzyłam sceptycznie na pracę tymczasową, ale zdałam sobie sprawę, że dzięki niej mam szansę wejść na rynek pracy i w sposób legalny zdobyć doświadczenie zawodowe. Dziś nie żałuję swojej decyzji. Może dzięki temu, uda mi się znaleźć stałą pracę – wyjaśnia dziewczyna.

Elastyczność w cenie

Opublikowany pod koniec 2011 r. raport Międzynarodowej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia CIETT, we współpracy z Boston Consulting Group „Adapting to Change” („Adaptacja do zmian”) nie pozostawia wątpliwości, że korzystanie z leasingu pracowniczego może być solidnym bodźcem do rozwoju firm i całych gospodarek narodowych. Co więcej, eksperci przekonują, że w ciągu najbliższych lat, liczba pracowników tymczasowych może zwiększyć się ponad dwukrotnie.

– Usługi pracy tymczasowej są kluczowym czynnikiem w tworzeniu miejsc pracy i ułatwiającym zmiany na rynku zatrudnienia. Od momentu najpoważniejszej fali kryzysu ekonomicznego, agencje pracy utworzyły ponad 900 tys. nowych miejsc pracy – mówi Annemarie Muntz, prezydent Europejskiej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia EUROCIETT.

O tym, jak skutecznym orężem w zmaganiach na rynku gospodarczym może być leasing pracowniczy na własnej skórze przekonały się niemieckie firmy. Dzięki elastycznym formom zatrudnienia, te podmioty, które w latach 2009-2011 skorzystały z leasingu pracowniczego, odnotowały aż 11-procentowy wzrost, podczas gdy ich konkurenci, korzystający z tradycyjnych form zatrudnienia, zaledwie 6-procentowy. Bilans jest zatem oczywisty.

W Polsce pracownicy tymczasowi stanowią zaledwie 0,5% ogólnej populacji pracujących. W Wielkiej Brytanii wskaźnik ten jest kilka razy wyższy, wynosząc 3,7%, a w Holandii 2,5%. Średnia dla Europy to 1,6%. Światowym liderem pracy tymczasowej pozostaje Afryka Południowa ze wskaźnikiem 6,7%.

Mariusz Juszczyk

Odwrócona hipoteka pod specjalnym nadzorem

Trwają prace nad projektem ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym. Przedstawiona w styczniu na rządzie propozycja resortu finansów budziła zbyt wiele kontrowersji. Charakter tego produktu wymaga dobrze dopracowanych regulacji i odpowiedniego nadzoru.

Jak wynika z szacunków Związku Banków Polskich, odwrócona hipoteka może zwiększyć świadczenia dla emerytów od 20 do 50 proc.

– Wielu obywateli w wieku senioralnym nie będzie miało nadzwyczajnie wysokich dochodów. Te osoby, które posiadają nieruchomości mieszkaniowe czy rolne poprzez produkt bardzo mocno zdefiniowany prawnie, bardzo mocno nadzorowany, będą mogły liczyć na pewne dodatkowe przychody pozaemerytalne – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Osoby, które z tego skorzystają będą musiały zobowiązać się, że prawo własności do danej nieruchomości po ich śmierci zostanie przeniesione na bank. W zamian za to bank jednorazowo lub w miesięcznych ratach właścicielowi wypłaci określoną kwotę. Odwrócona hipoteka stwarza możliwość, że spadkobiercy danej osoby będą mogli spłacić kredyt po zmarłym.

Z symulacji ZBP wynika, że produkt nie będzie dostępny dla wszystkich. Jego atrakcyjność będzie zależeć m.in. od lokalizacji i wielkości mieszkania oraz płci właściciela.

– Nie będzie to atrakcyjne rozwiązanie na terenie całego kraju. W związku z tym nie chciałbym powiedzieć, że to jest panaceum na rozwiązanie wielu problemów, ale sądzę, że kilka procent polskich obywateli z takiej usługi z sukcesem będzie korzystać – zapewnia Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jak podkreśla prezes NBP prace rządu idą w dobrym kierunku.

– W części bankowej ta regulacja jest dobrze przygotowana. Instytucje nadzorowane wiedzą, jakie znaczenie ma transparentność, mają odpowiednie zabezpieczenia. Natomiast gorzej wygląda sprawa w przypadku innych instytucji, które nie są regulowane i nadzorowane – uważa Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jego zdaniem w tej części prace nad regulacjami potrwają dłużej.

– Są one związane ze zmianą w kodeksie cywilnym. Dotknięcie w pracach regulacyjnych kodeksu to sprawa niezmiernie poważna, która wymaga bardzo wiele studiów i analiz. Sądzę, że w pierwszej kolejności zostanie uregulowane to rozwiązanie w części dotyczącej instytucji nadzorowanych, banków i kas, a w dalszej kolejności być może innych instytucji – prognozuje prezes ZBP.

Specjaliści e-biznesu z całego świata w październiku w Poznaniu

Grupa Allegro już po raz trzeci organizuje międzynarodowe spotkanie poświęcone metodom rozwoju biznesu z wykorzystaniem rozwiązań e-commerce. Konferencja e-nnovation odbędzie się w dniach 15-16 października w Poznaniu. Pojawią się na niej przedstawiciele top marek, kadra zarządzająca firm z Europy Środkowo-Wschodniej oraz eksperci i praktycy e-biznesu z całego świata.

– Chcemy, aby światowe nowości, za sprawą najlepszej klasy specjalistów, trafiły na europejski grunt. Stawiamy poprzeczkę bardzo wysoko. Zamierzamy zaprosić osoby, które mają szansę zmienić oblicze biznesu w tej części Europy – mówi Marcin Majchrzak, dyrektor z Grupy Allegro odpowiedzialny za organizację wydarzenia. – Dlatego organizujemy e-nnovation po raz kolejny. Zapraszamy nie tylko mentorów branży oraz twórców innowacyjnych pomysłów, ale również potencjalnych inwestorów – dodaje.

Tegoroczna konferencja kierowana jest do osób zajmujących się biznesem tradycyjnym i internetowym. Pośród gości znajdą się przedstawiciele top marek, managerowie odpowiedzialni za rozwój firm, znani specjaliści i wizjonerzy. Nie obejdzie się również bez prawdziwych gwiazd e-commerce – osób, które na stałe zapisały się na kartach historii światowego e-biznesu.

Zgodnie z coroczną tradycją, konferencji towarzyszyć będzie również konkurs na najlepszy pomysł na biznes internetowy – „Start with e-nnovation”. W pojedynku startupów autorzy najlepszych inicjatyw zaprezentują swoje projekty przed jury, a finaliści wystąpią przed wszystkimi uczestnikami spotkania.

Organizatorem e-nnovation jest istniejąca od 1999 roku Grupa Allegro, do której należy 75 serwisów e-commerce w 15 krajach, głównie w Europie Środkowo-Wschodniej m.in.: na Ukrainie, Białorusi, Słowacji oraz w Czechach, Kazachstanie, Rumunii, Bułgarii, Rosji i Węgrzech. Społeczność Allegro liczy obecnie 12,5 mln użytkowników.

Więcej informacji można uzyskać na stronie konferencji http://e-nnovation.pl/ oraz w serwisie Facebook.com http://www.facebook.com/ennovation.

***
O e-nnovation
Pierwsza edycja konferencji, zorganizowana w Poznaniu w 2010 r., gościła 20 prelegentów i 500 uczestników z Europy i świata. Za sprawą drugiej edycji, e-nnovation na stałe wpisała się do repertuaru europejskich spotkań branży biznesu internetowego. Pośród prelegentów zeszłorocznego spotkania znaleźli się m.in. Don Dodge – twórca pierwszej wyszukiwarki internetowej AltaVista, Eric Ly – współzałożyciel LinkedIn, Jeff Taylor – twórca największego internetowego centrum kariery Monster.com, czy Jani Byrne – odpowiedzialna za rozwój IBM. Nie zabrakło również znamienitych gości z Polski. Swoją wiedzą i doświadczeniem podzieli się Edward Miszczak – dyrektor programowy jednej z wiodących stacji telewizyjnych oraz Przemysław Budkowski – dyrektor zarządzający Allegro.pl.