Możliwość szczepienia pracowników w firmach powinna być jeszcze bardziej dostępna. Izba apeluje o zmniejszenie liczby chętnych z 500 do 200 osób

We wtorek Michał Dworczyk, Pełnomocnik Rządu ds. Szczepień zaprezentował imponujący program przyspieszenia programu szczepień w II kwartale roku 2020. Z punktu widzenia przedsiębiorców daje on nadzieje na szybszy powrót do normalności oraz na to, że niebawem niektóre branże będą mogły powrócić do płynnej i nieprzerywanej lockdownami działalności.  – Przyznam szczerze, że byliśmy delikatnie niespokojni o proces szczepień w Polsce. Pierwsze miesiące roku 2021 były w tym zakresie mało dynamiczne. Zapowiedź szczepienia powszechnego oraz możliwości organizowania punktów szczepień w zakładach pracy to doskonała wiadomość. Jako Północna Izba Gospodarcza postulujemy, by zapowiedziany przez Ministra Dworczyka program poszerzyć – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Uważamy, że sektor MŚP również powinien mieć możliwość organizowania punktów szczepień. Zdajemy sobie sprawę, że logistyka nakazuje rozsądek, ale dlaczego nie pozwolić na szczepienia w miejscach pracy, gdzie 200 osób zadeklarowało chęć zaszczepienia się? – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Nie 500, a 200 osób zgłoszonych do szczepienia – Izba chce poszerzenia możliwości organizowania punktów szczepień w zakładach pracy

Plan zezwolenia na prowadzenie szczepień w zakładach pracy, gdzie chęć szczepienia zadeklarowało powyżej 500 osób ogłosił we wtorek minister Michał Dworczyk.  Całość odpowiedzialności za organizację szczepień będzie spoczywała na pracodawcy, będzie musiał on podpisać umowę z chętnymi osobami, zorganizować i zabezpieczyć miejsce oraz złożyć zamówienie na dostarczenie szczepionek w Agencji Rezerw Strategicznych. Koncepcja przyspieszenia procesu szczepień została przyjęta przez przedsiębiorców bardzo pozytywnie. Termin zaszczepienia wszystkich chętnych do końca sierpnia wydaje się być przesadnie optymistyczny, ale fakt przyspieszenia należy docenić i odpowiedzieć na apel Rządu o to, by promować ideę szczepień. Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że należy zrobić wszystko, by powrót do normalności był możliwy jak najszybciej.

– Apelujemy do Premiera Mateusza Morawieckiego i Rządu RP, by obniżyć limit osób deklarujących chęć zaszczepienia jako wyznacznik do tego, by możliwe było zorganizowanie punktu szczepień w zakładzie pracy. Uważamy, że jeżeli w danej firmie chętnych będzie nawet 200 osób, a pracodawca będzie chciał zorganizować taki punkt i wziąć za niego odpowiedzialność, to powinno mu się to umożliwić – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Sektor MŚP nie chce być pomijany w uproszczonej procedurze dostępu do szczepień. Chcemy wracać do normalności. Przedsiębiorcy pokładają w szczepieniach wielkie nadzieje. Uważam, że proces szczepienia powinien być tak mocno zdynamizowany jak tylko jest to możliwe. Deklarujemy chęć pomocy – dodaje Prezes Mojsiuk.

Zachodniopomorscy przedsiębiorcy ambasadorami szczepień? „Należy uwiarygodnić szczepienia wśród pracowników”

Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że szczepienia powinny być możliwie szeroko promowane wśród pracowników przez przedsiębiorców. Takie kampanie powinny odbywać się jak najszybciej, bo gdy proces szczepień ruszy to może zabraknąć czasu na przekonywanie nieprzekonanych.

– Naszym obowiązkiem jest zachęcanie pracodawców do promowania idei szczepień, a obowiązkiem pracodawców jest przekonywanie pracowników, by wierzyli w naukę, a nie w teorie spiskowe. Nie ma lepszego narzędzia walki z koronawirusem niż szczepionka, a jej skuteczność jest niepodważalna. Po 13 miesiącach walki z pandemią, po fali bankructw w wielu sektorach gospodarki i po mocnym uderzeniu w światową gospodarkę, musimy wszyscy zdać sobie sprawę, że szybki powrót do normalności jest w interesie wszystkich ludzi – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Mamy w planach przygotowanie kampanii zachęcającej przedsiębiorców z regionu do promocji szczepień. Chcemy zaprosić rozpoznawalne twarze zachodniopomorskiej gospodarki do tego, by stały się ambasadorami szczepień i by uwiarygodniły je przed swoimi pracownikami. Jestem przekonany, że przedsiębiorcy dadzą się namówić do takiej akcji bez problemu – mówi dr Piotr Wolny.

W Polsce tymczasem trwa trzeci lockdown – póki co do 9 kwietnia. To również powinno być argumentem za tym, by szczepienia postępowały możliwie szybko.

Program szczepień i unijny Fundusz Odbudowy pomogą polskiej gospodarce dojść do pocovidowej równowagi

– Gdy na początku marca ubiegłego roku, opublikowaliśmy Deloitte Economic Statement dot. nadciągającego nowego wirusa SARS-CoV-2, zastanawialiśmy się, czy będziemy mieć do czynienia z szybko przemijającą infekcją, czy może jednak z chorobą przewlekłą. Dzisiaj już wiemy, że wirus nie odpuszcza, a to zmusza nas do zastosowania specjalnych środków, pozwalających na dostosowanie się do nowej rzeczywistości.

Przez rok pandemii byliśmy świadkami wielu, jak dotąd niespotykanych wcześniej sytuacji. W kwietniu 2020 r. cena ropy naftowej spadła poniżej zera. Z wielu miast na długie tygodnie zniknęły korki. Samoloty przestały latać, a w weneckich kanałach pojawiły się delfiny. Równocześnie w czasie krótszym niż 12 miesięcy wynaleziono kilka szczepionek, które przeszły pełen proces oceny wniosków na poziomie Europejskiej Agencji Leków, przy jednoczesnym zapewnieniu wymaganych opinii naukowych i spełnieniu wszystkich kryteriów w zakresie jakości, bezpieczeństwa i skuteczności.

Prognozy gospodarcze na kolejne kwartały zmieniały się z tygodnia na tydzień. W zasadzie jakiekolwiek planowanie było obarczone tak dużym ryzykiem błędu, że równie dobrze można było wróżyć z fusów. Kryzys zdrowotny bezpośrednio odzwierciedlał sytuację gospodarczą, a przewidywanie dalszego rozwoju pandemii na dalej niż kilka tygodni w przód, było wręcz niemożliwe. Na przełomie I i II kwartału oraz na początku III kwartału 2020 r. nastąpiło wyraźne obniżenie projekcji PKB spowodowane pogarszaniem się sytuacji epidemicznej oraz zamrożeniem wielu gałęzi gospodarki. Od połowy II kwartału 2020 r. widoczny był wzrost optymizmu związany ze znoszeniem restrykcji. Pesymistyczne nastroje powróciły w połowie lata w związku z doniesieniami o początkach drugiej fali pandemii na świecie. Pod koniec roku, pomimo pogorszenia się sytuacji epidemicznej, prognozy PKB ustabilizowały się na poziomie ok. -3,5 proc. r/r.

Polska gospodarka, pomimo wielu ograniczeń administracyjnych całkiem dobrze, w porównaniu do innych europejskich krajów, zakończyła 2020 rok. Spadek PKB o 2,8 proc. r/r, przy prognozach dochodzących w najbardziej krytycznych momentach do nawet -5,7 proc. r/r wydaje się być znów zjawiskiem zielonej wyspy. Pomogła niewątpliwie struktura rodzimej gospodarki oparta w dużej części na przemyśle oraz eksport, który pomimo pandemii wzrósł o około 1 punkt procentowy. Ponadto duch przedsiębiorczości i konieczność szybkiego dostosowywania się ujawniły się jako pozytywne cechy Polaków. Przesunięte kanały sprzedaży, zmienione mechanizmy konsumpcji, ale także hojne programy osłonowe pozwoliły na osiągnięcie, mimo wszystko, całkiem dobrego wyniku.

Obecny rok, choć wciąż pandemiczny, wydaje się być rokiem przejściowym, zmierzającym w kierunku normalności. Z jednej strony w dużej mierze przedsiębiorstwa i konsumenci dostosowali się do nowych warunków, z drugiej program szczepień przy ograniczonych dostawach szczepionek funkcjonuje w miarę sprawnie. Dodatkowo zapowiedź 100 mld złotych z instrumentu Next Generation EU daje nadzieję na inwestycje, których w ostatnich latach było w kraju zbyt mało. Ważne jednak, abyśmy mądrze zagospodarowali te środki.

Julia Patorska, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych, Sustainability & Economics, Deloitte.

Ekspert: Zaskakujące dane z niemieckiej gospodarki przełożą się na większy popyt na pracowników zagranicznych w Polsce

Marcowy odczyt indeksu PMI dla niemieckiego przemysłu jest najlepszy od kilku dekad, ożywienie jest także obserwowane w branży usługowej Niemiec. Jak podaje portal Money.pl, informacje te należy traktować jako zapowiedź zbliżającego się przebudzenia największego europejskiego rynku.

Dane te są nie bez znaczenia dla polskich przedsiębiorców oraz pracowników tymczasowych ze Wschodu, gdyż sytuacja na rynku niemieckim ma duży wpływ na polską gospodarkę. Odczytujemy je jako zapowiedź ożywienia także na rynku polskim oraz nadchodzącego zapotrzebowania na pracowników, w tym zagranicznych – uważa Michał Wierzchowski, dyrektor sprzedaży EWL Group.

“Z dużą nadzieją i optymizmem odbieramy informacje napływające z rynku niemieckiego, a także francuskiego – podkreśla ekspert.  – Spodziewamy się, że gdy w Niemczech oraz całej Europie pandemia zwolni, pojawią się rekordowe zamówienia w polskich zakładach, które będą musiały nadrobić zmniejszone zamówienia z pierwszego kwartału roku. Co z kolei będzie oznaczało dalszy wzrost zapotrzebowania na pracowników zagranicznych”.

Przypomnijmy, że w marcu odczyt indeksu PMI dla niemieckiego przemysłu, pokazującego aktualną sytuację w gospodarce, przewyższył średnie oczekiwania ekonomistów o prawie 6 pkt. Okazał się on być najlepszym od połowy lat 90-ch, osiągając wynik 66,6 pkt. Zdaniem analityków mBanku, jest to “prawdziwa eksplozja”. Ekonomistów zaskoczył również wskaźnik PMI dla usług w Niemczech, który w lutym osiągnął się powyżej 50 pkt., co oznacza wzrost aktywności.

Jak powstrzymać rosnący deficyt kierowców?

Jeśli deficyt kierowców w Polsce już dziś jest sześciocyfrowy, a najbliższe lata nie zwiastują odbicia trendu, to nie jest dobrze. Wręcz przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że jedynkę z przodu mogą zastąpić kolejne cyfry: najpierw dwójka, a potem trójka. Złożoność i trudność sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wymaga podjęcia skoordynowanych i zaawansowanych działań, zwłaszcza tych systemowych.

Według danych Międzynarodowej Unii Transportu (IRA) w 2019 roku deficyt kierowców zawodowych w Polsce wynosił 22 proc. W raporcie, opublikowanym w marcu 2020 roku, wysnuto prognozę, zgodnie z którą deficyt wzrośnie aż o 15 punktów procentowych, w związku z czym już blisko 40 proc. miejsc pracy dla kierowców będą stanowić wakaty. Prognozy są nieubłagane – według PwC deficyt już w 2022 roku sięgnie 200 tysięcy, a wspomniana już IRA szacuje, że w 2025 roku niedobór kierowców dotrze do pułapu 300 tysięcy.

Ciężka praca i trudne warunki

Warto zacząć od kwestii podstawowej i skonstatować rzecz oczywistą: praca kierowcy zawodowego jest ciężka, stresująca, niezwykle wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. Ma też swoje ograniczenia. To często konieczność wielodniowej albo i wielotygodniowej rozłąki z rodziną i specyficzny tryb pracy, w którym nie każdy się odnajdzie.

Jest jeszcze jedno: choć to branża, w której pracują setki tysięcy osób, to – paradoksalnie – jest to środowisko niesamowicie hermetyczne. Kierowcy są doskonale zorientowani w realiach branży, znają obowiązujące stawki i nie boją się o nich rozmawiać z innymi kierowcami, którzy są przecież potencjalnymi konkurentami na rynku. W konsekwencji takich rozmów może więc pojawić się frustracja, wynikająca z niezadowalającej stawki, a to sprzyja rotacjom i odejściom kolejnych pracowników.

Kolejnym czynnikiem, który dodatkowo skomplikował sytuację przewoźników, jest wejście w życie Pakietu Mobilności. Dla wielu polskich przedsiębiorców transportowych utrzymanie kierowców podróżujących trasach międzynarodowych stało się nisko opłacalne, a wielu z nich zaczęło szukać pracy u zagranicznych przewoźników – tam, gdzie mogli liczyć na lepsze warunki finansowe.

Oczywiście można szukać winnych i obarczać odpowiedzialnością za obecny stan rzeczy przedsiębiorców, to ustawodawcę, to unijnych urzędników, a to jeszcze samych kierowców, ale sytuacja jest zbyt poważna i złożona, by szukać uproszczonych wyjaśnień i wyciągać pochopne wnioski. Zdecydowanie lepiej jest zadać sobie pytanie: co zrobić, by deficyt malał, a nie rósł?

Zaktywizujmy młodszych kierowców i kobiety

Każdy kandydat musi ukończyć 21 lat, by wyrobić sobie uprawnienia kierowcy zawodowego i wyjechać w pierwszą trasę. Co z tymi, którzy ukończyli 18, 19 i 20 lat i dlaczego nie powinni uzyskiwać uprawnień wcześniej? Obawa o potencjalne niebezpieczeństwo na drodze jest oparta na krzywdzącym stereotypie, a deregulacja mogłaby spowolnić niekorzystny trend. Nawet gdyby istniała uzasadniona obawa o bezpieczeństwo i doświadczenie takich kierowców, nie można załamywać rąk. Można ich przecież objąć dodatkowymi szkoleniami, które niejako zniwelowałyby potencjalne ryzyko dla najmniej doświadczonych – i duża w tym rola ustawodawcy. Z drugiej strony warto zachęcić przedsiębiorców, którzy niezbyt chętnie zapatrują się na zatrudnianie młodych, niedoświadczonych kierowców, na przykład poprzez programy dofinansowania. Nie bez znaczenia jest też zmiana podejścia pracodawców, uprzedzonych do pracowników bez stażu. To oczywiste, że każdy chciałby zatrudniać doświadczonych kierowców, ale w warunkach, jakie mamy, nie możemy sobie pozwolić na kapryśność.

Dokładnie w ten sposób można zagospodarować „niszę”, jaką stanowią kobiety. W tym wypadku nie chodzi jednak o deregulację czy zmianę przepisów. Warto jednak spróbować zaktywizować je zawodowo, zachęcając do przebranżowienia się i premiując ich zatrudnienie. Cytowana już IRA wykazała w raporcie, że zaledwie 2 proc. wszystkich kierowców zawodowych w Polsce stanowią kobiety. Wobec odsetka ok. 20 proc. kobiet pracujących w całej branży TSL w Polsce, wspomniane 2 proc. to zdecydowanie za mało. I tu znów pojawia się krzywdzący stereotyp, zgodnie z którym kobieta nie nadaje się do pracy kierowcy, bo to ciężka i wymagająca profesja. I tylko dlatego kobieta miałaby sobie nie poradzić? Wystarczy na przykład…

… poprawić warunki pracy

Żaden przewoźnik nie przyciągnie i nie utrzyma kierowcy bez godnych i konkurencyjnych warunków pracy. To bardzo pojemne określenie, pod którym kryje się wiele istotnych elementów: wynagrodzenie i jego regularność, stan techniczny pojazdu czy wreszcie – wsparcie po stronie pracodawcy, stały kontakt i dobre relacje. To absolutne podstawy, które definiują wartość pracodawcy. Sprawiają, że nie tylko staje się on pożądanym partnerem do współpracy, ale również o wiele łatwiej identyfikować się z przedsiębiorstwem, które nie tylko podąża za dobrymi standardami w branży, ale sama je dyktuje i kreuje.

Autonomiczne auta?

Na horyzoncie jest jeszcze jedno rozwiązanie problemu deficytu kierowców: autonomiczne samochody ciężarowe. Jednym z najczęściej wymienianych terminów ich wyjechania na drogi jest 2025 rok, ale trudno oczekiwać, by nastąpiło to inaczej niż powoli, stopniowo, na niewielkiej skali działania, w wybranych krajach Unii Europejskiej i wreszcie – z maksymalną ostrożnością. Do tego czasu warto szukać innych, konwencjonalnych rozwiązań, które mogą stanowić próbę powstrzymania wzrostu deficytu.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Boom na fotowoltaikę – aż 67% właścicieli domów jednorodzinnych planuje inwestycje w energię słoneczną w ciągu najbliższych 3 lat

Badanie zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku dla Sunday Polska jasno wskazuje wysokie zainteresowanie technologią fotowoltaiczną wśród właścicieli domów jednorodzinnych w Polsce. 60% z nich motywuje decyzję inwestycyjną przyszłymi oszczędnościami finansowymi, a jedna czwarta względami ekologicznymi. Odbiór fotowoltaiki jest w Polsce bardzo pozytywny, 77% posiadaczy dobrze lub bardzo dobrze ocenia działanie domowej elektrowni słonecznej.

Kluczowe dane

Badania wykazały, że:

  • 67% właścicieli domów jednorodzinnych, nie posiadających fotowoltaiki, planuje inwestycje w domową elektrownię słoneczną w ciągu najbliższych trzech lat
  • 60% przyszłych inwestorów, argumentuje swoje plany spodziewanymi oszczędnościami finansowymi
  • 57% właścicieli domów jednorodzinnych, przy wyborze dostawcy technologii fotowoltaicznej, kieruje się jakością komponentów
  • Dla 54,4% przyszłych posiadaczy fotowoltaiki, poważne wyzwanie stanowią koszty inwestycji
  • 77% posiadaczy paneli fotowoltaicznych dobrze lub bardzo dobrze ocenia funkcjonowanie własnej elektrowni słonecznej;
  • Według badanych, dzięki fotowoltaice wysokość rachunków za energię elektryczną spadła średnio aż o 65%

Boom na fotowoltaikę infografika67% właścicieli domów jednorodzinnych planuje inwestycję w fotowoltaikę

Niemal 7 na 10 zapytanych w badaniu Sunday Polska właścicieli domów jednorodzinnych, którzy nie posiadają instalacji fotowoltaicznej, zadeklarowało chęć zamontowania paneli fotowoltaicznych w okresie do trzech lat. Tylko niespełna 9% badanych nie planuje takiej inwestycji, są to głównie osoby do 29 roku życia.

Główną motywacją, przyszłych właścicieli instalacji fotowoltaicznej, są oszczędności finansowe – dla 60% z nich – to kluczowy czynnik, zachęcający do zainwestowania w energię słoneczną. Pozytywny wpływ fotowoltaiki na domowe finanse potwierdzają rachunki za prąd.  Według ankietowanych, posiadających instalacje fotowoltaiczne, koszty energii elektrycznej spadają średnio o 65%. Nie dziwi zatem, wysoki współczynnik zadowolenia z inwestycji, kształtujący się na poziomie 77%.

Czym kierują się Polacy przy wyborze dostawcy technologii?

W badaniu Sunday Polska zapytaliśmy respondentów o czynniki determinujące wybór dostawcy paneli fotowoltaicznych. Zdecydowana większość, bo aż 57% badanych, wskazała jakość jako najważniejsze kryterium doboru dostawcy technologii.

Innymi ważnymi czynnikami wyboru firmy instalującej fotowoltaikę były między innymi: dobre opinie o firmie – ważne dla 49% ankietowanych, wsparcie w uzyskaniu dofinansowania –   istotne dla 46% respondentów oraz czas realizacji zlecenia – czynnik wskazany przez 45% badanych. Co ciekawe, tylko 1 na 5 przyszłych inwestorów, przy wyborze dostawcy technologii PV,  kieruje się długością okresu gwarancyjnego.

Wybór firmy dostarczającej instalację fotowoltaiczną jest kluczowym elementem budowy domowej elektrowni słonecznej. Jest to decyzja na lata, dlatego nie jesteśmy zdziwieni, że to właśnie jakość odgrywa tutaj kluczową rolę. Jako renomowany dostawca zarówno usług, jak i  technologii skupiamy się przede wszystkim na jakości naszej oferty, wspieramy cały proces inwestycyjny, od początku do końca. Naszym atutem jest pomoc w uzyskaniu dofinansowania oraz szybka realizacja zleceń. Dzięki temu spełniamy oczekiwania naszych klientów – Lidia Kłosowska, Dyrektor Komunikacji, Marketingu i Wsparcia Sprzedaży w Sunday Polska

Koszty instalacji największym wyzwaniem dla inwestorów

Przyszli inwestorzy w zieloną energię dość jednoznacznie – 54% ankietowanych – wskazali, że to właśnie koszty są dla nich największym wyzwaniem, a zarazem barierą powstrzymującą ich przed instalacją paneli fotowoltaicznych. Jednakże warto zauważyć, że dla niemal połowy ankietowanych – 45,1% – istotną zachętę stanowią ulgi i dotacje.

– Odpowiedzi badanych właścicieli domów jednorodzinnych jasno pokazują trwający obecnie boom na fotowoltaikę. Dwóch na trzech właścicieli domów jednorodzinnych deklaruje gotowość do inwestycji w ciągu najbliższych trzech lat. Jest to dla nas bardzo dobry prognostyk, świadczący o potencjale i dynamicznym rozwoju rynku słonecznej energii w Polsce. Jestem przekonana, że szereg programów wsparcia i dofinansowania rozwoju domowych elektrowni jest w stanie zniwelować barierę, jaką są koszty inwestycji w fotowoltaikę. Tym bardziej, że  w drugiej połowie roku rusza trzecia edycja Programu „Mój Prąd” –  dodaje Lidia Kłosowska.

Szczegóły badania:

Badanie zostało zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku Sp. z o.o. dla Sunday Polska w terminie 1-12 luty 2021 na próbie N = 1 044 dorosłych Polaków remontujących własne domy jednorodzinne. Badanie miało zasięg ogólnopolski i zostało przeprowadzone techniką CAWI (ankieta internetowa).

Miniony rok był rekordowy na rynku działek budowlanych

Wbrew pozorom, ubiegły rok nie przebiegał pod znakiem kryzysu na rynku działek budowlanych. Potwierdzają to dane resortu sprawiedliwości mówiące o rekordach.

Pesymistyczne prognozy sprzed około roku ostrzegały, że rodzima „mieszkaniówka” bardzo mocno ucierpi na skutek pandemii. Okazało się jednak, że liczba zawartych umów deweloperskich spadła tylko o 9% względem 2019 r. Co więcej, prywatni inwestorzy budujący domy wcale nie ograniczyli swojej aktywności. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wiele wskazuje, że to właśnie plany budowy nowych domów skutkowały pobiciem rekordu dotyczącego liczby sprzedanych działek budowlanych. Informacje o wspomnianym rekordzie wynikają z danych Ministerstwa Sprawiedliwości.

Wstępne statystyki, które wzięli pod uwagę analitycy portalu RynekPierwotny.pl, dotyczą liczby aktów notarialnych dokumentujących sprzedaż działek budowlanych przez inne podmioty niż Skarb Państwa i samorządy. Liczba takich aktów przez ostatnie lata zmieniała się następująco:

Tab.1 Sprzedaż działek budowlanych

Powyższe wyniki można powiększyć o liczbę działek pod inwestycje budowlane, które nabywcy kupili od Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Liczba aktów notarialnych dokumentujących takie transakcje wyglądała następująco:Tab.2 Działki pod inwestycje budowlane

Jak nietrudno zauważyć, ubiegłoroczny rekord był widoczny również w przypadku gruntowych transakcji z udziałem samorządów i Skarbu Państwa. Warto pamiętać, że wszystkie powyższe wyniki dotyczą nie tylko zakupów gruntu pod inwestycje mieszkaniowe. Wydaje się jednak, że aktywność inwestorów mieszkaniowych (zwłaszcza prywatnych) miała duże znaczenie w kontekście ostrożnych planów inwestycyjnych krajowych firm.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dolar się umacnia, złoty pozostaje słaby

Inwestorzy wyczekują prezentacji kolejnego planu fiskalnego prezydenta Bidena i w tym klimacie rosną rentowności obligacji skarbowych USA, a w ślad za nimi umacnia się dolar. USD/JPY podchodzi do 111 i jest najwyżej od roku, cena złota została zepchnięta pod 1700 USD za uncję. EUR jest pod presją z powodu obaw o tempo szczepień w Europie.

Oczekiwania dodatkowego wsparcia ożywienia gospodarczego w USA ze strony polityki fiskalnej ciągną w górę rentowności obligacji USA, co pomaga dolarowi. Administracja Bidena ma przejść do kolejnego etapu naprawy gospodarki i szykuje kolejny bilionowy pakiet fiskalny. Tym razem zamiast bezpośredniej pomocy finansowej poszkodowanym przez pandemię, celem mają być głównie inwestycje infrastrukturalne, ale też wydatki socjalne czy związane z ochroną klimatu. Według ostatnich doniesień prasowych suma wydatków opiewa na 2,25 bln USD, czyli nieco mniej od wcześniej sugerowanych 3 bln USD. Jednak wielkość programu nie jest tu najważniejsza, ale sposób finansowania wydatków, a tutaj dominują podwyżki podatków. Biorąc pod uwagę pokryzysowy stan gospodarki, to na wydatkach najpierw skupi się realizacja nowego pakietu, a dopiero później zwiększeniu ulegną obciążenia podatkowe. Ta druga część spotka się z największym oporem Republikanów, ale też co bardziej konserwatywnych kongresmenów Partii Demokratycznej. Jeśli próby przegłosowania w Kongresie podwyżek podatków zakończą się porażką, USD grozi przyspieszenie wzrostu zadłużenia. Ostatni wzrost rentowności obligacji skarbowych (10-latki na 1,77 proc.) może częściowo odzwierciedlać rosnące ryzyka fiskalne. Taki powód dla wyższych rentowności nie jest pozytywny dla USD. Na razie jednak inwestorzy patrzą na sytuację przez pryzmat dodatkowego wsparcia dla gospodarki, umacniając wyjątkowość ożywienia USA. Sytuacja ta jednak może się łatwo odmienić, jeśli narracja obróci się w kierunku obaw o rosnące zadłużenie.

Nie ma aktualnie dobrej prasy wokół strefy euro, na czym cierpi unijna waluta. EUR/USD w nocy zbliżył się do 1,17, a presja bierze się z oporów wobec wykorzystania szczepionki na COVID-19 od AstraZeneca. Wczoraj kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała, że Niemcy wstrzymają użycie szczepionki od AZ dla osób poniżej 60 roku życia w reakcji na nowe przypadki zakrzepicy zatok żylnych u zaszczepionych osób. Pomimo tego, że Europejska Agencja Leków uznała szczepionkę za bezpieczną, decyzja Niemiec prawdopodobnie obniży zaufanie do szczepionki na całym kontynencie i może spowolnić proces szczepień. Łącząc wątpliwości wokół szczepień, rozwój trzeciej fali zachorowań w Europie oraz wzrost rentowności obligacji USA, w krótkim terminie ryzyka wokół EUR/USD przeważają na korzyść spadków. W dalszym horyzoncie jestem bardziej optymistycznie nastawiony dla odbicia, zakładając przejściowy charakter obaw covidowych i pozytywną reakcję EUR/USD na odbicie globalnego ożywienia doganiającego tempo wzrostu USA.

Na krajowym podwórku bez zmian i złoty jest słaby tak, jak był (EUR/PLN 4,66). Dziś GUS poda dane o inflacji CPI za marzec. My i konsensus spodziewamy się przyspieszenia inflacji do 2,8 proc. r/r z 2,4 proc. w lutym. Tym samym inflacja wróci powyżej celu inflacyjnego NBP, choć jeszcze pozostaje w granicach dopuszczalnych odchyleń (1,5-3,5 proc.). Jeszcze, gdyż w kolejnych miesiącach jest bardzo prawdopodobne, że górna granica odchyleń zostanie naruszona z powodu wpływu czynników związanych z pandemią. Przyspieszenie inflacji będzie nasilać oczekiwania na jastrzębi zwrot w polityce monetarnej NBP, do czego jednak prawdopodobnie nie dojdzie, biorąc pod uwagę siłę obozu gołębi w Radzie Polityki Pieniężnej. W efekcie zaskoczenia wyższym odczytem inflacji mogą mieć negatywne odbicie w złotym, gdyż będą przypominać o głęboko ujemnych realnych stopach procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rekordowy marzec 2021. Dobry I kw. na rynku biurowym

Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, informują, że w Polsce w marcu 2021 odnotowano 601 nowych umów najmu powierzchni biurowej. Umowy obejmują w sumie prawie 170 tys. m kw. Marzec okazał się najlepszym jak dotąd miesiącem 2021 roku.

W marcu zarejestrowaliśmy 601 transakcji — jest to najwyższy wynik zanotowany w 2021 roku. Dane REDD wskazują, że z początkiem 2021 widzimy formowanie stabilnego trendu wzrostowego, jeśli chodzi o zawieranie nowych umów najmu na polskim rynku nieruchomości biurowych – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Dla porównania, w lutym 2021 podpisano 562 umowy najmu, w sumie na 155 tys. m kw.REDD2 REDD3

Polska: Dostępne moduły biurowe. Koniec I kwartału 2021

Według danych REDD, w ofercie wynajmu jest obecnie ponad 5598 modułów biurowych, które oczekują na nowych najemców.

Od początku 2021 roku notowaliśmy trend wzrostowy względem liczby dostępnych modułów biurowych. Jednak jak wynika z danych REDD przedstawionych poniżej, z początkiem marca 2021 doszło do krótkoterminowego spadku dotychczasowego trendu wzrostowego  – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. REDD1

easyCALL.pl S.A. podpisał Term Sheet z SatRevolution S.A.

easyCALL.pl S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., podpisała Term Sheet z SatRevolution S.A. dotyczący planowanej transakcji przejęcia SatRevolution S.A. (SatRev) przez Spółkę. Celem transakcji jest powstanie Grupy Kapitałowej działającej w branży kosmicznej ze Spółką jako podmiotem dominującym.

Zgodnie z podpisanym przez Spółki porozumieniem o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet) rozważane są dwa sposoby przeprowadzenia transakcji. Pierwszym z nich jest wymiana akcji pomiędzy akcjonariuszami SatRev i easyCALL.pl S.A. – aport akcji SatRev na podwyższony kapitał zakładowy Spółki oraz dalsze przejęcie od SatRev komercyjnej części jej działalności (w szczególności realizacji zawartych umów na sprzedaż danych pozyskanych z nanosatelitów SatRev), a także nabycie przez Spółkę od SatRev akcji SatRevolution Global S.A. z siedzibą we Wrocławiu oraz udziałów SatRevolution LTD będących spółkami zależnymi SatRev. Drugim ze sposobów jest połączenie Spółki przez przejęcie z SatRev Global, która uprzednio stanie się spółką dominującą wobec SatRev i SatRev LTD oraz przejmie komercyjną część działalności SatRev. Spółki ustaliły, że w terminie nie dłuższym niż 30 dni od zawarcia Term Sheet rozpoczęty zostanie proces due diligence, który zakończy się oświadczeniem SatRev o przystąpieniu do realizacji zamierzonych działań albo o odstąpieniu od nich. Następnie Strony dokonają wyboru optymalnego sposobu na realizację Transakcji. W przypadku wyboru drugiego wariantu spółki ustaliły, że plan połączenia zostanie uzgodniony i podpisany do dnia 30 września 2021 roku, a Transakcja powinna w całości zostać przeprowadzona do dnia 31 grudnia 2021 roku. Zarząd easyCALL.pl szacuje, że przejęcie SatRevolution S.A. i rozpoczęcie budowy Grupy Kapitałowej w segmencie kosmicznym przyczyni się do wzrostu wartości Spółki.

„Udało nam się wypracować wspólnie dwa warianty potencjalnego przejęcia SatRevolution S.A. Rozpoczynamy teraz prace nad wyborem optymalnego wariantu, który będzie realizowany. Naszym głównym celem jest zbudowanie Grupy Kapitałowej działającej w branży kosmicznej ze Spółką jako podmiotem dominującym. Rozwój jej działalności będzie prowadzony przede wszystkim poprzez budowę na orbitach okołoziemskich własnej konstelacji nanosatelitów obserwacyjnych zbierających dane optyczne w celu komercyjnego wykorzystania pozyskiwanych danych oraz poprzez współpracę z międzynarodowymi partnerami przy projektach kosmicznych. Ma to pozwolić na osiągnięcie pozycji międzynarodowego lidera w tworzeniu nanosatelitów oraz pozyskiwaniu za ich pomocą danych.” wyjaśnia Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki easyCALL.pl S.A.

„Aby skutecznie konkurować na globalnym rynku usług kosmicznych, SatRevolution potrzebuje stać się częścią silnej grupy kapitałowej. Negocjowana opcja przejęcia lub połączenia SatRevolution z easyCALL.pl jest konsekwencją realizowanej strategii rozwoju przedsiębiorstwa, która nastawiona jest na dużą dynamikę wzrostu. W zeszłym roku nasza firma zrobiła znaczący postęp technologiczny, osiągając najwyższy poziom gotowości technologicznej TRL9 wg NASA. Równocześnie dostosowaliśmy swój model biznesowy do potrzeb klientów, oferując im produkt platformy satelitarnej, usługę organizacji misji orbitalnej oraz rozwiązania oparte na danych satelitarnych. Obecnie realizowane przez SatRevolution projekty i inwestycje pozwolą nam skutecznie skalować nasz model i konkurować o rynek obserwacji Ziemi, który już dziś według szacunków wynosi nawet 15 miliardów USD, a w przeciągu 5 lat może urosnąć nawet czterokrotnie.” – dodaje Grzegorz Zwoliński, Prezes Zarządu Spółki SatRevolution S.A.

W tym roku ceny żywności będą rosły w podobnym tempie jak wynagrodzenia. Wielkanocny koszyk nie będzie jednak znacząco droższy niż przed rokiem

Przerwane łańcuchy dostaw przed rokiem i zakupy „na zapas” spowodowały chwilowy brak niektórych produktów, a w niektórych wypadkach wzrost ich cen. Nie jest to jednak znacząca skala podwyżek. Przykładowo wielkanocny koszyk będzie kosztował mniej więcej tyle samo co w ubiegłym roku. Choć niektóre czynniki, takie jak ceny nawozów czy energii elektrycznej, mogą w kolejnych tygodniach podbijać ceny żywności, to dosyć mroźna w porównaniu z ostatnimi latami zima powinna działać na nie hamująco. Także wzrost wynagrodzeń będzie rekompensował zwyżki cen.

 Święta Wielkanocne zawsze są, jeżeli mogę tak określić, świętami drugiego wyboru, jednak początkują rok i powodują wzrost koniunktury – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Chołost, general manager w Food Research Institute. – W tamtym roku nasz koszyk wydatków wahał się od 200 do 500 zł. W tym roku wydamy tyle samo, a wręcz może i mniej, ponieważ przy obecnym lockdownie zmniejszy się liczba osób kupujących w sklepie, ale będziemy kupować jednorazowo więcej.

Według przewidywań banku BNP Paribas w tym roku ceny żywności będą wyższe o ok. 1,5 proc. niż przed rokiem. W ubiegłym roku Wielkanoc była o prawie 8 proc. droższa niż w 2019 roku. Tym razem tańsze będą jaja, wieprzowina i drób. Wędliny powinny pozostać na cenowym poziomie sprzed roku, droższe będą twarogi i sery (o ok. 2,5 proc.), a także mleko (o ok. 3,5 proc.). Mocno potanieją ziemniaki i cebula – odpowiednio o ok. 35 proc. i 19 proc., droższe natomiast będą marchew (o 3 proc.), jabłka (0,5 proc.) oraz owoce cytrusowe (ok. 3,5 proc.). Wyraźnie więcej będzie trzeba płacić za pieczywo (nawet o 7 proc.). Wypieki i owoce były najmocniej drożejącymi produktami już w ubiegłym roku.

W czasie pandemii był moment, kiedy łańcuchy dostaw żywności się zatrzymały, ale obecnie możemy mówić o stabilizacji. Oczywiście są też czynniki chwilowe na rynku, które częściowo wpływają na wzrost żywności, ale nie o 50 czy 60 proc. – mówi Dariusz Chołost. – Ceny w sklepach czy na targowiskach zawsze wzrastały o 2–3 proc. Było to uzależnione również od pogody.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w lutym 2021 roku produkty żywnościowe i napoje bezalkoholowe były droższe niż rok wcześniej o 0,6 proc., zaś samej żywności – o 0,1 proc. To niewiele, zważywszy na to, że jeszcze w pierwszej połowie 2020 roku żywność drożała zdecydowanie mocniej niż średnie ceny towarów i usług. Obecnie tempo to jest wyraźnie niższe: inflacja ogółem wyniosła w lutym 2021 roku 2,4 proc. Najmocniej podrożały wody mineralne i źródlane (o 7,6 proc.) oraz ryż (o 7,0 proc.). Wyraźnie widać także wzrost cen pieczywa (5,8 proc.) oraz mąki (4,5 proc.). Tańsze było natomiast mięso wieprzowe (o 12,4 proc.), drobiowe (o 0,5 proc.) czy warzywa ogółem (o 3,0 proc.).

Myślę, że w tym roku ceny żywności nie będą rosły, mieliśmy mroźną zimę, co jest też dosyć ważne pod względem rolnictwa, czyli producentów. Z pogodą mamy różnie, na pewno nas zaskoczy susza, ale wydaje mi się, że mroźna zima też wpłynie na to, że te ceny nie będą miały pretekstu do wzrostów. Rosną ceny zboża, co jest dosyć ciekawe, co może się odbić na branży spożywczej, ale nie możemy mówić o tym, że wszędzie będą podwyżki. Jeżeli ceny będą rosły, to będzie to na poziomie wzrostu naszych wynagrodzeń – podkreśla ekspert Food Research Institute.

Warto zaznaczyć, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób (to około jednej trzeciej wszystkich zatrudnionych w Polsce) było w lutym 2021 roku wyższe o 4,5 proc. niż w ostatnim przedpandemicznym miesiącu – lutym 2020 roku i wyniosło 5568,82 złotych brutto.

Jak wynika z badania Food Research Institute, w ciągu ostatnich 12 miesięcy dziewięć na 10 firm spożywczych odnotowało wzrost kosztów. W większości był on wyraźny lub bardzo wyraźny. Wynikał on przede wszystkim z ogólnego wzrostu kosztów produkcji w przemyśle, ale też kosztów dostosowania branży do reżimu sanitarnego.

Rolnictwo jest już coraz bardziej zorganizowane, koszty produkcji są mniej odczuwalne wśród rolników, a bardziej wśród przetwórców, ponieważ oni potrzebują najwięcej energii elektrycznej do przetworzenia produktów. Ale wydaje mi się, że jesteśmy też na etapie marketingu ekologicznego i firmy, które przetwarzają produkty, coraz bardziej komunikują już nie same produkty, ale to, że są coraz bardziej ekologiczne w produkcji czy opakowaniach – przekonuje Dariusz Chołost.

Z badania firm wynika także, że więcej niż co trzecia odnotowała wzrost przychodów w ujęciu rocznym. 21 proc. menedżerów wskazało na niższe przychody. Opłacalność produkcji poprawiła się w 37 proc. przedsiębiorstw.

Polska projektantka Dorota Goldpoint chce podbić arabski rynek mody. Jej kolekcja wkrótce trafi do sklepów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

0

Polska projektantka Dorota Goldpoint ponownie zachwyciła gości zgromadzonych podczas International Fashion Week w Dubaju. Tym razem zaproponowała specjalną kolekcję bogato zdobionych sukni wieczorowych zaprojektowanych w komplecie z abajami. Tym samym chciała pokazać, jak wygląda świat arabskiej mody widziany oczami Polki. Projektantka zdobyła prestiżową nagrodę i szybko posypały się propozycje współpracy. Niewykluczone, że wkrótce jej ubrania trafią do sprzedaży w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Podczas poprzedniej, 10. edycji International Fashion Week w Dubaju Dorota Goldpoint zaprezentowała kolekcję złotych kreacji wieczorowych, która spotkała się z dużym uznaniem krytyków i klientek. Kreatywność i oryginalność projektantki zostały uhonorowane wyróżnieniem Best Ready to Wear Designer 2020. Tym razem, podczas 11. edycji International Fashion Week, Polka zaprezentowała kolejne modowe perełki, które zostały uszyte w zgodzie z kulturą arabską i jej zdaniem są wręcz stworzone dla mieszkanek tamtej części świata.

International Fashion Week w Dubaju jest wyjściową platformą do tego, żeby zacząć rozpoznawać rynek i pokazać się na nim potencjalnym partnerom. Było to więc dla mnie ważne wydarzenie i możliwość pokazania czegoś zupełnie nowego, oryginalnego na rynku, który jest mi bardzo bliski. Wszystkie kolekcje, które prezentuję, są idealne na Dubaj. Naturalne tkaniny, piękne wzory i printy, zwiewne suknie to jest to, co Arabki kochają – mówi agencji Newseria Dorota Goldpoint, projektantka mody.

Z Dubaju wróciła z bardzo prestiżową nagrodą. Projektantka nie kryje satysfakcji z tego, że jej kreatywność została doceniona.

– Dostałam nagrodę za najlepsze europejskie abaje pokazane w Dubaju od głównego patrona tego wydarzenia. Był zachwycony moimi abajami i jednocześnie zdziwiony, skąd czerpałam wiedzę o tym, jak je szyć. To prestiżowe wyróżnienie, szczególnie że pochodzi właśnie od lokalnego mieszkańca i ważnej postaci na tamtejszym rynku – mówi Dorota Goldpoint.

Jak podkreśla, wraz z całym swoim zespołem włożyła dużo trudu w przygotowanie tej kolekcji. Wszystko było wykonane z największą starannością i dopracowane w każdym detalu.

To jest duża satysfakcja dla całej mojej firmy i pań, które wkładały całe serce w uszycie tych strojów. Przez ostatnie dwa miesiące pracowałyśmy bardzo intensywnie, żeby tę całą kolekcję przygotować. Ona wymagała bardzo dużych nakładów pracy i zaangażowania. To jest nagroda dla nas wszystkich za ten trud i ogrom pracy, ale też za odwagę, żeby stworzyć taką kolekcję – mówi projektantka.

Dorota Goldpoint planuje dalszy podbój Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Obecność na targach w Dubaju przyniosła kilka ciekawych propozycji współpracy. Na razie projektantka nie chce mówić o szczegółach, ale niewykluczone, że już wkrótce jej prace trafią na tamtejszy rynek.

Na ten moment mogę powiedzieć tylko tyle, że mam kilka bardzo konkretnych propozycji i będę je rozważała. Byłam nawet zdziwiona tym, że aż tyle różnych firm się zgłosiło z propozycją współpracy i to w bardzo różnym zakresie. Niebawem będę na stałe sprzedawać tam swoją kolekcję. Na razie trwają rozmowy i jesteśmy w trakcie różnych ustaleń, domawiania szczegółów, więc nie do końca wiem, z którym partnerem tę współpracę ostatecznie nawiążę. Chciałabym bardziej znacząco zaistnieć na tym rynku niż tylko z kolekcją w butiku multibrandowym – mówi.

Efektem wizyty projektantki w Dubaju jest również nietypowe zamówienie, które jest właśnie w fazie realizacji.

Podpisałam kontrakt na pewną kolekcję, ale właściciel marki prosił, żeby jeszcze nie mówić o szczegółach. Odszyliśmy już próbną kolekcję, która bardzo się podobała, i w tej chwili ją poszerzamy. Będziemy szyć jeszcze więcej modeli i wzorów. Ze względu na tajemnicę handlową mogę tylko powiedzieć, że jest to sportowa kolekcja i dotyczy dyscypliny, która jest tam uwielbiana. Bardzo się cieszę, bo będą to naprawdę ciekawe realizacje – mówi Dorota Goldpoint.

Projektantka nie ukrywa, że chciałaby w szczególny sposób zaznaczyć obecność polskiej marki na rynkach międzynarodowych. Chętnie uczestniczy więc w tygodniach mody w różnych krajach, bo to okazja do nawiązania i budowania relacji biznesowych.

Jest to okazja do spotkania mnóstwa ciekawych ludzi, których w normalnym życiu właściwie nie miałabym możliwości spotkać. Na przykład poznałam człowieka, który zarządza całą siecią Buddha Bar. Poznałam też wiele osób z dużego biznesu, którzy zajmują się naprawdę olbrzymimi projektami. Przede wszystkim przywiozłam z Dubaju ogrom dobrej energii od ludzi, którzy chcą mi pomóc wejść na tamtejszy rynek i ze mną współpracować – podkreśla.

Zakupy firmowe wciąż mało zdigitalizowane. To może się zmienić przez pandemię

Ponad połowa firm prowadzących sprzedaż B2B, czyli do klienta biznesowego, nie ma opracowanej strategii transformacji cyfrowej – wynika z raportu Unity Group. Co prawda pandemia i lockdown również w tym obszarze przyspieszyły rozwój handlu online, ale nie na taką skalę jak w segmencie B2C, czyli do klienta indywidualnego. Różnica w digitalizacji obu tych obszarów to mniej więcej dwa lata – oceniają eksperci Unity Group. 80 proc. badanych firm prowadzi sprzedaż w internecie, ale wciąż ok. 70 proc. za kluczowe kanały sprzedaży uznaje przedstawicieli handlowych, partnerów i oddziały terenowe.

Pandemia spowodowała większy udział internetu w handlu, ale jest to zróżnicowane w segmentach B2C i B2B. W sprzedaży konsumenckiej dużo łatwiej wprowadzić zmiany. W tym segmencie działa wiele firm zagranicznych, wykorzystujących w Polsce te same rozwiązania, co na swoich rodzimych rynkach. W związku z tym poziom konkurencji jest wyższy i wszyscy się do niego dostosowują. W segmencie B2C nie odbiegamy od Europy, a nawet są takie obszary, w których polskie firmy są liderami, np. systemy płatności lub dystrybucji – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Rudno-Rudziński, partner zarządzający Unity Group.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w bardziej zamkniętym segmencie B2B. Firmy działające w tym obszarze uważają, że w prowadzeniu biznesu wciąż istotny, wręcz krytyczny, jest kontakt osobisty. To podejście zmienia pandemia COVID-19, przez którą wiele firm rozpoczęło już inwestycje w technologię. Jak wynika z badania Unity Group „Polski rynek B2B vs. Cyfrowy Megatrend. Sytuacja branży post COVID-19”, ponad połowa firm odnotowuje wpływ pandemii na digitalizację sprzedaży. Dla firm o obrotach powyżej 50 mln zł odsetek ten wynosi ponad 60 proc., a wśród firm z obrotami do 50 mln zł jest on mniejszy – zbliżony do 40 proc.

– Z badań, które zostały wykonane w 2020 roku na nasze zlecenie na próbie 500 firm handlujących B2B, wynika, że o ile w internecie obecnie sprzedaje już 82 proc. firm, o tyle jednocześnie aż 79 proc. respondentów deklaruje, że ich obrót realizowany w e-commerce wynosi poniżej 10 proc. Więc raczej są to próby rozpoznania nowego kanału albo nie do końca zrealizowane pomysły, a zmiana na wielu poziomach dopiero następuje – ocenia Grzegorz Rudno-Rudziński.

Z badań wynika, że 54 proc. firm nie ma strategii transformacji. Z pozostałej grupy tylko 19 proc. zadeklarowało w sposób zdecydowany, że taką strategię posiada, a 18 proc. – że prowadzi transformację cyfrową. Pomimo trudnych warunków pandemii blisko 40 proc. respondentów nie planuje inwestycji w e-commerce oraz business intelligence. To jednak będzie musiało się zmienić pod wpływem zjawiska konsumeryzacji B2B. Oznacza ono, że klienci przyzwyczajeni do handlu internetowego w segmencie B2C będą oczekiwali takich samych standardów również w obszarze zakupów biznesowych. Tym bardziej że coraz częściej w firmach będą za niego odpowiadać przedstawiciele młodszych pokoleń.

 Według wyników badań przedstawiciele młodszych pokoleń, które od zawsze kupują w internecie, mają mniejszą potrzebę kontaktu osobistego. A ci uczący się zdalnie w dobie COVID-19, pewnie nawet nie będą mieli tej potrzeby i umiejętności – zaznacza partner zarządzający Unity Group.

Jego zdaniem segment B2B czeka teraz wiele pracy i zmian. Pierwszym krokiem powinno być określenie strategii cyfrowej i kultury firmy, bo wiele podmiotów z tej branży to przedsiębiorstwa rodzinne działające od lat 90. ubiegłego wieku.

To jest olbrzymie wyzwanie dla tych właścicieli, menedżerów. Tym cięższe, że to czasami jest inwestycja wieloletnia, a w pierwszym czy drugim roku są tylko koszty, a dopiero potem zwiększone przychody powodują, że mamy przekroczony break even point i to się nam zaczyna opłacać. To olbrzymie wyzwanie mentalne, dotrzymać do momentu, gdy są korzyści – podkreśla Grzegorz Rudno-Rudziński.

Drugi krok to pozyskanie ekspertów z obszaru e-commerce, a także przekonanie do zmian strategii dotychczasowych pracowników. Wielu z nich obawia się, że technologie pozbawią ich miejsc pracy, więc są niechętni transformacji cyfrowej.

Jeżeli nie będziemy mieli ludzi, którzy wierzą w tę transformację, to ten proces się nie uda. To ludzie, którzy są nieraz z firmą od lat, mają olbrzymią wartość, bo rozumieją firmę i jej klientów, więc nauczenie ich nowych kompetencji jest kluczowe dla rozwoju. A za tym idzie to, co my robimy na co dzień, czyli automatyzacja, zbudowanie infrastruktury i dobieranie rozwiązań IT adekwatnych do strategii klienta – mówi partner zarządzający Unity Group.

Jak podkreśla, wzrost znaczenia obszaru online spowoduje też większą konkurencję na rynku sprzedaży B2B.

Obecnie wiele firm produkcyjnych rozważa przejście na model D2C, czyli direct-to-consumer. Polega to na stworzeniu systemów, w których zostaną pominięci tradycyjni dystrybutorzy, a klienci będą mogli zamówić towar bezpośrednio na produkcji – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński. – To może być game changerem w handlu B2B w kolejnych latach.

Na całym świecie liczba pośredników w procesie sprzedaży maleje wraz z digitalizacją i globalizacją. Analitycy Unity Group przewidują, że nowe modele biznesowe takie jak np. D2C zmienią radykalnie oblicze wielu branż. Jeśli producenci będą wykorzystywali kanały cyfrowe nie tylko w komunikacji, ale też w transakcjach i procesach posprzedażowych, to dystrybutorzy przestaną być potrzebni. A jeśli dystrybutor nie stworzy kanałów cyfrowej sprzedaży i nie zwiąże swoich obecnych klientów usługami cyfrowymi, budując silne relacje partnerskie, to nie wykorzysta potencjału logistycznego do dostarczania usług konsolidacji i serwisów posprzedażnych na poziomie wyższym niż producent. Producenci, którzy samodzielnie zaczną przeprowadzać transformację cyfrową, będą wypierać pośredników (firmy handlowe B2B) z rynku.

Na świecie operacje wykonuje już niemal 6 tys. robotów chirurgicznych. W Polsce do dyspozycji jest tylko 14, jednak z roku na rok ich przybywa

– W Polsce jest zainstalowanych 14 robotów chirurgicznych, które pracują i czynnie wykonują operacje – mówi dr Joanna Bubak-Dawidziuk z warszawskiego Szpitala Medicover. Statystyki pokazują, że to wciąż o wiele mniej niż europejska średnia, jednak takich urządzeń w polskich szpitalach i placówkach medycznych przybywa z każdym rokiem. Także lekarze korzystają z nich coraz chętniej, m.in. ze względu na większe bezpieczeństwo, precyzję i mniejsze ryzyko powikłań pooperacyjnych. Lista zastosowań robotów da Vinci jest bardzo szeroka szczególnie w ginekologii, a w ostatnich latach zyskują one dużą popularność zwłaszcza w leczeniu endometriozy, która dotyka szacunkowo nawet co dziesiątą kobietę.

– Najwięcej robotów chirurgicznych pracuje w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest ich ok. 4 tys. W Europie mamy około tysiąca robotów, które przeprowadzają operacje. W Polsce jest ich 14 i do Niemiec, które mają ich ok. 140, wciąż trochę nam brakuje. Natomiast rynek robotyki cały czas się rozwija i z każdym rokiem będzie podłączanych coraz więcej robotów, w asyście których można będzie przeprowadzać coraz bardziej skomplikowane operacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Bubak-Dawidziuk, lekarz ginekolog i certyfikowany operator robota da Vinci w warszawskim Szpitalu Medicover.

Robot chirurgiczny da Vinci jest w tej chwili najbardziej rozpowszechnionym urządzeniem tego typu. Jest wykorzystywany przede wszystkim w chirurgii ogólnej, urologii i ginekologii, choć lista jego zastosowań jest dłuższa (może być wykorzystywany w ok. 170 typach zabiegów). Jak wynika z szacunków amerykańskiego producenta Intuitive Surgical, statystycznie na świecie średnio co 26 sekund jest przeprowadzany zabieg z wykorzystaniem robota da Vinci.

– Pierwsze operacje robot da Vinci wykonywał już 20 lat temu, po zatwierdzeniu przez amerykańską FDA [Agencja Żywności i Leków – red.]. Od tego czasu lista jego zastosowań rozszerza się o coraz liczniejsze specjalizacje. Obecnie zarówno urolodzy, jak i chirurdzy, ginekolodzy, kardiolodzy czy laryngolodzy wykonują coraz więcej operacji w jego asyście. Szacuje się, że tylko w dziedzinie ginekologii jest ponad 20 typów takich operacji – wskazuje lekarz ginekolog.

Jak wynika z raportu „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce 2020” PMR i Upper Finance, do tej pory na całym świecie zainstalowano około 5,7 tys. robotów da Vinci, za pomocą których wykonano ponad 7,2 mln operacji. Najwięcej w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeden taki aparat przypada na około 90 tys. mieszkańców. W Europie jeden przypada na 749 tys. osób, natomiast w Polsce – na 3,4 mln. To jednak i tak duży wzrost względem 2019 roku, bo liczba takich urządzeń w polskich szpitalach i placówkach medycznych rośnie z każdym rokiem.

– Jednym z tych miejsc, gdzie możemy wykonywać bardzo złożone operacje w asyście robota da Vinci, jest Szpital Medicover. Dzięki niemu mamy możliwość nowoczesnego, szybkiego leczenia pacjentek z problemami ginekologicznymi i urologicznymi – wskazuje dr Joanna Bubak-Dawidziuk.

Jak podkreśla, zabiegi przeprowadzane w asyście robota chirurgicznego wiążą się z całym szeregiem korzyści zarówno po stronie lekarzy, jak i pacjentek. Takie operacje są krótsze i bezpieczniejsze, a pacjent traci mniej krwi i jest w mniejszym stopniu narażony na powikłania.

– W ginekologii są to zabiegi mało inwazyjne, które wykonujemy przez niewielkie otwory w obrębie jamy brzusznej. To są około jednocentymetrowe nacięcia w powłokach, a więc mamy mały uraz tkanek i mniejsze blizny pooperacyjne. Pacjentka dużo szybciej może wrócić do normalnego funkcjonowania po operacji. Poza tym obserwujemy niewielkie śródoperacyjne utraty krwi, a tym samym szybsze gojenie związane z mniejszym poziomem niedokrwistości. Takie zabiegi są na dodatek bardzo precyzyjne, bo dzięki 10-krotnemu powiększeniu możemy bardzo dokładnie oglądać i preparować struktury. Mówimy tu już nawet o mikrochirurgii – podkreśla lekarz ginekolog z warszawskiego Szpitala Medicover.

W ginekologii lista zastosowań robotów chirurgicznych da Vinci jest bardzo szeroka. W ich asyście można przeprowadzać zarówno mało inwazyjne zabiegi w łagodnych schorzeniach, jak również w poważniejszych chorobach nowotworowych.

– W szpitalu operujemy m.in. mięśniaki macicy, możemy wyłuszczać torbiele, wycinać macicę – czyli przeprowadzić histerektomię. Da Vinci jest pomocny także w przypadku chorób onkologicznych, np. jeżeli chcemy leczyć raka trzonu macicy. Korzyści jego wykorzystania obserwowane są szczególnie przy zabiegach u pacjentek z dużym BMI, nawet ze skrajną otyłością, które również szybko wracają do zdrowia – mówi dr Joanna Bubak-Dawidziuk.

W ostatnich latach roboty da Vinci zyskują też dużą popularność w leczeniu endometriozy, która szacunkowo dotyka nawet co 10. kobietę. To choroba bardzo bolesna, która przysparza kobietom bólu głównie przed miesiączkami i w ich trakcie. Wśród pacjentek leczonych z powodu niepłodności w około 50–60 proc. przypadków diagnozuje się właśnie endometriozę.

 Endometrioza to choroba, która wiąże się z obecnością błony śluzowej macicy poza nią. Najczęściej ta błona osiada w jamie brzusznej i tam te komórki endometrium zaczynają rosnąć i powodować problemy, głównie bólowe, zlokalizowane np. w okolicy nerwów więzadeł krzyżowych. Z czasem choroba zaczyna się rozwijać. W zaawansowanych przypadkach narządy wewnątrz jamy brzusznej wyglądają tak, jakby w jej środku wszystko zaczęło się ze sobą sklejać. Dlatego tak liczne są dolegliwości zgłaszane przez pacjentki – począwszy od narządu rodnego po przewód pokarmowy, gdzie mogą być np. zrośnięte pętle jelita, które powodują niedrożność – wyjaśnia lekarz ginekolog.

Robot da Vinci, m.in. dzięki wysokiej precyzji i kamerze 3D o wysokiej rozdzielczości, pozwala bardzo dokładnie zobaczyć i zoperować chore narządy, usuwając ogniska endometriozy przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa pacjentki. Umożliwia operowanie w 10-krotnym powiększeniu, podczas gdy klasyczna laparoskopia oferuje czterokrotne.

 Dzięki dużemu powiększeniu możemy obserwować zmiany endometrialne z bardzo dużą dokładnością i mamy lepszą możliwość ich usunięcia. Robot, działając bardzo precyzyjnie, pozwala nam rozdzielić drobne zrosty. Jeżeli mamy np. zrośnięte pętle jelitowe, bardzo ważne jest oddzielenie w granicach zdrowych tkanek bez uszkodzenia sąsiadujących narządów – mówi certyfikowany operator robota da Vinci w warszawskim Szpitalu Medicover. – Bardzo precyzyjnie możemy również uwalniać nerwy miednicy mniejszej od choroby, co pozwala nam uwolnić pacjentkę od bólu. 

Nowe badania amerykańskiej agencji rządowej potwierdzają skuteczność szczepionek mRNA w realnym użyciu. Nawet 80 proc. ochrony już po pierwszej dawce

Szczepionki mRNA zapewniają 90-proc. ochronę przed zakażeniem koronawirusem po przyjęciu dwóch dawek i 80-proc. ochronę po przyjęciu tylko jednej dawki – wynika z badań przeprowadzonych na personelu medycznym przez amerykańską agencję Centers for Disease Control and Prevention. Ochrona rozpoczyna się dwa tygodnie po otrzymaniu zastrzyku.  – Autoryzowane szczepionki są kluczowym narzędziem, które pomoże zakończyć tę niszczycielską pandemię – podkreśla dr Rochelle P. Walensky, dyrektor CDC.

W badaniu przeprowadzonym przez amerykańską agencję rządową, wchodzącą w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, wzięło udział 3950 osób szczepionych preparatami Pfizer i Moderna. Okres obserwacyjny obejmował 13 tygodni w okresie od 14 grudnia 2020 roku do 13 marca 2021 roku. Wyniki wskazują na to, że po drugiej dawce szczepionki ryzyko zakażenia zmniejszyło się o 90 proc. co najmniej dwa tygodnie od jej przyjęcia. Po podaniu pojedynczej dawki ryzyko zakażenia SARS-CoV-2 przez uczestników zmniejszyło się w tym okresie o 80 proc. Po podaniu każdej dawki szczepionki organizm potrzebował około dwóch tygodni, aby wytworzyć przeciwciała chroniące przed infekcją.

– Nasze badanie pokazuje, że podejmowane wysiłki w zakresie szczepień przynoszą efekty. Autoryzowane szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 zapewniły rzeczywistą ochronę przed infekcją personelu medycznego, ratowników i innych podstawowych pracowników pierwszej linii walczących z koronawirusem – podkreśla dr Rochelle P. Walensky, dyrektor amerykańskiej agencji rządowej Centers for Disease Control and Prevention (CDC).

Ustalenia CDC stanowią potwierdzenie wyników badań klinicznych III fazy, które zostały przeprowadzone na szczepionkach, jeszcze zanim otrzymały zezwolenie na użycie od amerykańskiej FDA. Warto zauważyć, że badania kliniczne oceniały skuteczność szczepionki przeciwko chorobie COVID-19. Badanie przeprowadzone przez CDC dało odpowiedź na pytanie o skuteczność szczepionki przeciwko infekcjom koronawirusem, również takim, które przebiegały bezobjawowo. Uczestnicy co tydzień samodzielnie pobierali wymazy do testów laboratoryjnych RT-PCR. Bezobjawowe zakażenie SARS-CoV-2 zostało stwierdzone u 10,7 proc. obserwowanych.

– Potwierdzenie skuteczności szczepionek w realnych warunkach powinno dać nadzieję milionom ludzi, którzy każdego dnia otrzymują szczepionki przeciwko COVID-19. Powinno też dodać otuchy tym, którzy będą mieli okazję zaszczepić się w nadchodzących tygodniach. Autoryzowane szczepionki są kluczowym narzędziem, które pomoże zakończyć tę niszczycielską pandemię – twierdzi dr Rochelle P. Walensky.

Według danych opublikowanych przez Our World in Data w Stanach Zjednoczonych podano dotychczas 146 mln dawek szczepionki przeciw SARS-CoV-2. Pełne szczepienie przeszło 52,6 mln ludzi, co stanowi 16 proc. populacji tego kraju.

W Polsce pełnemu szczepieniu poddanych zostało dotąd 2 mln ludzi, czyli 5,25 proc. populacji. To wynik zbliżony do poziomu wyszczepienia Brytyjczyków, Hiszpanów i Włochów.

W ciągu tygodnia do organizmu człowieka przedostaje się nawet 21 gramów mikroplastiku. Wykryto go już nawet w powietrzu czy butelkowanej wodzie

Morski Instytut Rybacki podaje, że ok. 10 proc. odpadów przemysłowych i komunalnych trafia bezpośrednio do ekosystemów morskich. Obecnie ocenia się, że jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla środowiska są mikroplastiki produkowane jako dodatek do kosmetyków i środków czystości czy powstające w efekcie destrukcji i rozdrobnienia tworzyw sztucznych. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że mikroplastik został wykryty w wodzie morskiej, słodkiej, ściekach, żywności, powietrzu czy butelkowanej wodzie pitnej, a to nie pozostaje bez konsekwencji na zdrowie człowieka.

– Szacuje się, że do 2017 roku wyprodukowaliśmy około 8,3 mld ton plastiku, a w ciągu ostatnich 40 lat jego produkcja wzrosła 40-krotnie i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. Nie pozostaje to bez wpływu na środowisko naturalne, a w konsekwencji również  człowieka. Liczne raporty naukowców z całego świata potwierdzają powszechną obecność niewielkich fragmentów plastiku, tzw. mikroplastiku, przede wszystkim w ekosystemach morskich. Przyczyną tego stanu rzeczy jest m.in. niewłaściwe zagospodarowanie odpadów – rocznie aż 6,5 mln ton tworzyw sztucznych wyrzuca się ze statków do mórz i oceanów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Nie bez znaczenia dla naszego zdrowia jest również mikroplastik pochodzący z gospodarstw domowych, którego źródłem są produkty chemii gospodarczej i kosmetyki. Pozostałości kosmetyków są spłukiwane wodą, następnie trafiają do wód ściekowych, a stamtąd do systemów oczyszczania ścieków. Jeżeli system oczyszczania nie jest w stanie ich wyłapać, system uzdatniania wody też nie zapewnia pełnej filtracji tego typu mikrocząstek, przez co trafia również do naszych kranów. Jednak mikroplastik pochodzący z kosmetyków stanowi jedynie 2 proc.

– Mikroplastiki stanowią poważne zagrożenie, ponieważ ich niewielkie rozmiary czynią je dostępnymi dla wielu organizmów, począwszy od drobnych jak plankton, przez małże, ryby, a skończywszy na wodnych ssakach. Dlatego jedząc ryby, owoce morza, sól morską, lecz także miód, a nawet pijąc wodę butelkowaną, dostarczamy mikroplastiki do swojego organizmu – mówi Krystian Szczepański

Do innych istotnych źródeł mikroplastiku należy także pranie syntetycznych ubrań (35 proc.), ścieranie opon samochodowych podczas jazdy (28 proc.) oraz pył miejski (24 proc.). Ostatnie badania IOŚ-PIB pokazują, że mikroplastiki są obecne nie tylko w ekosystemach morskich, lecz także w znacznych ilościach w powietrzu. Każdego roku wdychamy nawet dziesiątki tysięcy maleńkich kawałków tworzyw sztucznych. Według badania World Wildlife Fund ludzie konsumują około 5 g plastiku tygodniowo, z kolei według badań niemieckiego oddziału WWF w Hamburgu z 2019 roku w ciągu tygodnia do organizmu człowieka przedostaje się go ok. 21 g.

– W IOŚ-PIB prowadziliśmy analizę filtrów z poborników określających zanieczyszczenie powietrza oraz kolektory opadu. Na podstawie zebranego materiału  zidentyfikowano szereg cząstek, które sklasyfikowano jako syntetyczny polimer. Musimy pamiętać, że to wszystko jest ze sobą  powiązane. To, że zmyjemy to w naszych kranach, nie znaczy, że to gdzieś znika. Wszystko krąży w środowisku i potem znowu wraca do nas, do naszych organizmów i staje się bardzo dużym zagrożeniem dla naszego zdrowia – tłumaczy dyrektor IOŚ-PIB.

O tym, że mikroplastik unosi się w powietrzu, może świadczyć fakt, że naukowcy odkryli go w próbkach śniegu z Arktyki. Żeby tam trafić, musiał być przenoszony w powietrzu. W 2019 roku krakowscy naukowcy w specjalnych pojemnikach na dachu Uniwersytetu Pedagogicznego umieścili szklane naczynia, w których osiadały zanieczyszczenia powietrza. Podczas analizy okazało się, że pośród zanieczyszczeń dużo było również mikrowłókien plastiku.

ONZ już kilka lat temu ostrzegała, że wkrótce w oceanach może być więcej plastiku niż ryb. W 2016 roku Morski Instytut Rybacki zbadał próbki osadów piasku polskiego Wybrzeża. Okazało się, że średnio w piasku znajdowało się 55 drobin/50 cm3 osadu. Największą liczbę mikrocząstek odnotowano w klasie wielkości 200-500 µm. Zidentyfikowane w próbkach piasku plaż drobiny mikroplastików można zaliczyć przede wszystkim do wtórnej grupy, powstałej w wyniku degradacji zdecydowanie większych obiektów.

Tymczasem mikroplastik ma niekorzystny wpływ na nasze zdrowie.

– Im mniejsze substancje, tym łatwiej dostają się poprzez nasz układ pokarmowy czy oddechowy do naszych organizmów. Mikroplastik ulega akumulacji w organach człowieka i wchodzi do krwiobiegu. Należy tu także wspomnieć o roli mikroplastiku jako nośnika zanieczyszczeń. Efekt toksyczny może, ale nie musi wynikać z działania samych cząstek mikroplastików, lecz właśnie z obecności na jego powierzchni zanieczyszczeń, które wykazują właściwości genotoksyczne oraz kancerogenne – wskazuje ekspert.

Aby zmniejszyć ilość plastiku krążącą w środowisku, Unia Europejska zakazała m.in. obrotu jednorazowymi produktami, czyli talerzami, sztućcami czy słomkami. Dyrektywa plastikowa zakłada też, że od 2025 roku producenci muszą zrezygnować z plastikowych słomek przytwierdzonych do kartonowych pojemników, z rynku mają zniknąć plastikowe butelki z nakrętkami luzem. Dodatkowo plastikowe butelki będą musiały być wykonane w minimum 25 proc. z materiału pochodzącego z recyklingu (od 2030 roku w 30 proc.).

–  Unia Europejska w zakresie klimatu i odpadów jest pewnego rodzaju liderem i pokazuje, w jaki sposób tego typu problemy wynikające z egzystencji człowieka powinny być rozwiązywane. Jednak musimy myśleć także o tym, jak inne części świata powinny radzić sobie z tego typu wyzwaniami. Nawet jeśli w całej UE ograniczymy wyroby z tworzyw sztucznych i emisje mikroplastików do środowiska, ale pozostałe kraje nie zmienią swojej polityki w tym zakresie, to mikroplastik obecny chociażby w ekosystemach morskich będzie dla nas zagrożeniem – twierdzi dr inż. Krystian Szczepański.

Szacuje się, że tylko niespełna 10 proc. światowego plastiku podlega recyklingowi. Ponad 30 proc. jest składowana, a około jedna trzecia trafia do oceanów. Z kolei według danych Eurostatu w krajach członkowskich Unii Europejskiej zbierane odpady z tworzyw sztucznych podlegają w 39 proc. spalaniu, w 31 proc. składowaniu, zaś w 30 proc. recyklingowi. Jednak popyt na tworzywa sztuczne pochodzące z recyklingu stanowi zaledwie 6 proc. zapotrzebowania na tworzywa sztuczne w Europie, co powoduje, że połowę tworzyw sztucznych zebranych w celu recyklingu wywozi się do innych krajów spoza UE.

Digitalizacja na tak, przed chmurą wciąż obawy

Nowa rzeczywistość podkreśliła potrzebę cyfrowej transformacji, choć w wielu przypadkach wdrożenie i skalowanie usług chmurowych pozostaje wyzwaniem. Jak wskazuje Iron Mountain, pandemia w początkowym etapie przyspieszyła wdrażanie rozwiązań cyfrowych, lecz dzisiaj zainteresowanie pozostaje na stałym, choć nierosnącym poziomie. Firmy, bardziej niż pełnego przejścia do chmury, szukają rozwiązań cyfrowych gwarantujących bezpieczeństwo danych.

Jak wynika z badania EY Digital Investment Index, 79% przedsiębiorców uznaje, że ich działania cyfryzacyjne zatrzymują się w początkowej fazie, a przyczyny tej sytuacji są mnogie: od braku pracowników, budżetu czy dostępu do danych[1]. Wzmożone zainteresowanie digitalizacją w ubiegłym roku wiązało się z koniecznością organizacji zdalnego funkcjonowania wielu firm. Dzisiaj większość z nich wypracowała własne procedury, procesy i mechanizmy operacyjne. Z tego względu większym zainteresowaniem cieszą się dzisiaj usługi pomocnicze bądź dające dodatkowe zabezpieczenie dla posiadanych zasobów.

W nowej rzeczywistości, gdy większość nas funkcjonuje zdalnie bezpieczeństwo dokumentów i danych jeszcze mocniej rośnie na znaczeniu. Potwierdzają to sytuacje takie, jak pożar archiwum z 20 tys. metrów bieżących dokumentów urzędu miasta w Krakowie. Dokumentacja nie została zdigitalizowana, wskutek czego większość danych przepadło, wśród których znajdowały się także informacje siedmiu publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

Pandemia bez wątpienia pokazała znaczenie cyfryzacji dokumentów, co zauważyliśmy w wysokim popycie na wszelkie usługi związane z digitalizacją, szczególnie na początku ubiegłego roku. Dzięki przetwarzaniu dokumentów do wersji cyfrowej, firmy mogą korzystać z nich w sposób umożliwiający wszystkim symultaniczny dostęp, przydatny w pracy zdalnej – zauważa Marcin Mandryk, Sales Operations Executive CEE & Product Manager Iron Mountain Polska. – Sam dokument dzisiaj nie jest potrzebny, liczą się informacje, które są w nim zawarte.

Jak podkreśla Iron Mountain, zainteresowanie digitalizacją wciąż jest wysokie, zarówno w Polsce, jak i zagranicą, gdzie firmy zależnie od wielkości i sektora widzą szanse i korzyści z cyfryzacji dokumentów. Jednak dzisiaj znaczna część zapytań wiąże się z rozwiązaniami i usługami, które oferują zabezpieczenie dokumentacji i danych na wypadek wypadków losowych, takich jak choćby w Krakowie. Duży wzrost notują zapytania o uporządkowanie dokumentacji zgodnie z obowiązującymi przepisami RODO –  szczególnie w Polsce o około 30% i na Węgrzech – 10%.

Digitalizacja dokumentów pozwala na rejestrację podstawowych informacji umożliwiających identyfikację przy zachowaniu minimalizacji przetwarzania danych osobowych. Kierowanie się indeksem wiodących pozwala przeprowadzać operacje na dokumentach bez powiązywania ich bezpośrednio z osobą. Dodatkowo w przypadku pracy zdalnej pozwala na jej ciągłość i bezpieczny dostęp do informacji. Firmy, które funkcjonują zdalnie w nowej rzeczywistości obecnie udoskonalają wdrożone procedury i szukają rozwiązań, które je usprawnią. Jednak, jak dostrzega Iron Mountain, pomimo otwarcia na digitalizację, zainteresowanie rozwiązaniami wyłącznie chmurowymi jest wciąż niewielkie w całym regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Brak dużego zainteresowania chmurą pokazuje wciąż obecny brak zaufania do technologii i odpowiednich regulacji prawnych na poziomie ogólnym, a także dopasowanym do każdego sektora. Cały czas widoczne są bariery na poziomie świadomości digitalizacji i płynących z niej korzyści, szczególnie wśród mniejszych firm, które wciąż są przywiązane do papieru i korzystają z obu wersji dokumentów jednocześnie. Przez to rozwój chmury będzie postępował w nieco wolniejszym tempie – dodaje Mandryk.

Częściej korzyści z digitalizacji i rozwiązań chmurowych dostrzegają dzisiaj klienci instytucjonalni, przede wszystkim w krajach bałtyckich, gdzie przoduje Estonia. Z kolei w Polsce podejście różni się w zależności od sektora – banki i firmy ubezpieczeniowe są bardziej otwarte i chętne na wdrożenia. Coraz częściej pojawia się też digitalizacja rozwiązań dla osób indywidualnych w zakresie usług retailowych, dostawców prądu, gazu czy wodociągów. Choć zmiany w funkcjonowaniu biznesu na całym świecie przyspieszyły cyfrową transformację, wciąż w wielu krajach i sektorach ten proces przebiega w jednostajnym i długofalowym tempie.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/news/2020/12/67-procent-firm-z-caleg-swiata-zamierza-inwestowac-w-internet

Globalne centrum wsparcia w Indiach? To już przeszłość W dobie pandemii Europa wraca do łask

Sprawne działanie globalnej organizacji to priorytet nie tylko w czasach zawirowań gospodarczych. W ostatnich latach – ze względów finansowych – zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne centra wsparcia przenoszone były z Europy czy Ameryki Północnej do państw, gdzie koszty pracy są znacznie niższe. Pandemia koronawirusa spowodowała odwrócenie trendu. Dowodzą tego m.in. działania Luxoft dla jednego z globalnych banków inwestycyjnych. Potencjał tkwiący w branży jest spory – jak dowodzą badania rynkowe, działania IT typu user support/service desk w 2020 roku stanowiły 38 proc. procesów  wspieranych przez centra usług biznesowych w Polsce[1].

Pandemia koronawirusa postawiła przed setkami tysięcy przedsiębiorstw na całym świecie nowe wyzwania. Jednym z nich okazało się szybkie i efektywne wdrożenie modelu pracy zdalnej lub hybrydowej. O ile w przypadku państw unijnych powszechna dostępność do elektryczności czy szybkiego łącza internetowego jest oczywistością, o tyle w krajach rozwijających się może ona stanowić znaczną barierę.

W jednej z czołowych instytucji finansowych ryzyko z tego tytułu było znaczące – wielu użytkowników wewnętrznego systemu mogło zostać bez adekwatnej pomocy. Zapadła szybka decyzja – niezbędne jest przeniesienie części działań z Indii do nowej lokalizacji. Wybór padł na Wrocław, a o pomoc poproszono Luxoft Poland – lidera w branży IT. Dzięki współdziałaniu z firmą, w niezwykle krótkim czasie udało się zbudować kilkudziesięcioosobowy team wsparcia dla użytkowników anglojęzycznych. Kooperacja między bankiem a firmą IT rozpoczęła się jednak jeszcze w 2018 roku, kiedy bank chciał rozwinąć możliwości swojego centrum wsparcia technicznego przy pomocy zewnętrznych dostawców, i objęła szeroki zakres usług – od etapu budowy infrastruktury, po obsługę działań dla użytkownika końcowego, w tym m.in. zarządzanie incydentami.

– Wiele firm korzystało z możliwości organizowania wsparcia technicznego w Indiach z uwagi na niskie koszty pracy. Okazało się jednak, że nie tylko cena odgrywa tutaj sporą rolę, ale także ryzyko związane z takim outsourcingiem. Pandemia zmusiła przedsiębiorstwa do spojrzenia na temat z innej strony. Praca zdalna, ograniczenia w przemieszczaniu się czy podróżach międzynarodowych – wszystko to spowodowało, że organizowanie zespołów w odległych państwach stało się po prostu ryzykowne. W tym kontekście europejskie lokalizacje w wielu przypadkach stały się na powrót atrakcyjne – podkreśla Artur Górecki, Delivery Director w Luxoft Poland, firmie będącej światowym liderem w branży IT.

Pomoc całą dobę, siedem dni w tygodniu

Działanie 24/7, w trybie „follow the sun”, sprawia, że użytkownicy oczekują całodobowego wsparcia w zakresie obsługi infrastruktury technicznej. Luxoft na przestrzeni ostatnich trzech lat zbudował od zera niemal studwudziestoosobowy team, który zapewnia globalne wsparcie on-shore i off-shore, zintegrowane ze wszystkimi procesami wspierającymi w firmie klienta – a znaczna część specjalistów pracuje w Polsce – we Wrocławiu i Krakowie.

– Należy podkreślić, że bank chciał rozwinąć usługi z sektora, który nie był dziedziną tradycyjnej specjalizacji Luxoftu. Luxoft zajmuje się oprogramowaniem, nie zaś dostarczaniem wsparcia dla użytkownika końcowego. A to właśnie interesowało naszego klienta. Zdecydowaliśmy jednak podjąć się wdrożenia wieloaspektowej strategii w celu rozwinięcia nowych możliwości w banku. Usprawniliśmy procesy. Członków zespołu świadczącego usługi przeszkoliliśmy i certyfikowaliśmy w zakresie ITIL4 (najnowszej wersji najlepszych praktyk zarządzania usługami IT). Te i inne konsekwentnie prowadzone działania umożliwiły nam zbudowanie dedykowanego zespołu w obszarze wsparcia klienta końcowego (w jęz. angielskim i niemieckim) na poziomie L1/L2 we Wrocławiu, a następnie także rozszerzenie go na inne lokalizacje w Polsce – wyjaśnia Artur Górecki z Luxoft Poland.

Sprawne wsparcie użytkownika końcowego w banku jest kluczowe z punktu widzenia jakości i komfortu pracy. W przypadku jakichkolwiek problemów oferowana jest natychmiastowa pomoc na poziomie 1 i 2, dzięki której można rozwiązać podstawowe i nieco bardziej skomplikowane usterki zgłaszane przez użytkowników w zakresie środowiska pracy. W takim service desku, oprócz konsultantów, pracują również managerowie zarządzający kolejką zgłoszeń czy zasobami. Jest to więc, wbrew pozorom, zaawansowana organizacja.

W przypadku poważniejszych przypadków, które wymagają przywrócenia całego systemu do pełnej funkcjonalności, wymagana jest koordynacja działań wielu specjalistów z różnych działów – zarówno z wewnątrz, jak i na zewnątrz, którzy dodatkowo rezydują w różnych, oddalonych od siebie geograficznie lokalizacjach.

Inne obszary supportowe, w których zaangażowani są eksperci Luxoft, to wsparcie w zakresie użytkowania i administrowania rozmaitych aplikacji biznesowych wdrożonych banku, a także zaawansowane projekty rozwojowe czy migracyjne, związane z modyfikacjami platform systemowych.

– Luxoft nie spoczywa na laurach i szuka nowych sposobów na wdrożenie nowo zdobytych możliwości. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca odbyły się trzy sesje case study z menedżerami Luxoft, którzy kontaktowali się z potencjalnymi klientami zainteresowanymi nowymi usługami z zakresu wsparcia technicznego – podsumowuje Artur Górecki.

[1] https://absl.pl/storage/app/uploads/public/5ee/887/8d5/5ee8878d59858995982318.pdf

Firmy rodzinne na GPW

  • Już co trzecia spółka notowana na warszawskiej giełdzie to firma rodzinna.
  • Inwestorzy je lubią, bo dawały im w pandemii wyższą rentowność i mniejszą zmienność kursów.
  • Wyzwaniem będzie jednak zmiana pokoleniowa właścicieli tych spółek – wynika z raportu Grant Thornton przygotowanego pod patronatem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

Przez ostatnie dekady systematycznie rośnie znaczenie firm rodzinnych w polskiej gospodarce. Już dawno przestały być one dla największych międzynarodowych podmiotów obecnych na polskim rynku jedynie drobnym lokalnym biznesem, z niewielkimi udziałami w rynku, a stały się dla nich silną konkurencją. Nic więc dziwnego, że polski prywatny, rodzinny biznes jest w coraz większym stopniu obecny na polskim rynku kapitałowym.

Jak pokazuje raport firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton „Firmy Rodzinne na GPW”, na Głównym Rynku GPW notowanych jest obecnie 139 spółek rodzinnych, czyli 32 proc. wszystkich podmiotów tego parkietu. Tylko w latach 2011-2020 na GPW zadebiutowały 64 spółki definiowane na potrzeby raportu jako rodzinne. Najwięcej firm rodzinnych na GPW ma swoje siedziby w województwie mazowieckim (41), dolnośląskim (17) i wielkopolskim (15).

W zarządzaniu firmami rodzinnymi dostrzec można perspektywę długoterminową. Dzięki temu lepiej niż inne spółki radzą sobie one w okresach rynkowych turbulencji. Może to również wynikać z większej skłonności do kumulowania i reinwestowania kapitału, co wiąże się z mniejszą skłonnością do wypłaty dywidendy dla inwestorów. Spółki rodzinne powinny być zatem atrakcyjną alternatywą dla inwestorów poszukujących bezpiecznych długoterminowych inwestycji – komentuje Dariusz Bednarski, wiceprezes Grant Thornton, partner zarządzający Departamentem Doradztwa.

Choć dla firm o charakterze rodzinnym ważniejszym celem niż bieżący wynik finansowy jest długoterminowy, bezpieczny rozwój, to przedsiębiorstwa te w wielu przypadkach – zwłaszcza w okresach rynkowych zawirowań jak pandemia – wykazują wyższą rentowność niż spółki nierodzinne. Rentowność EBITDA w ostatnich zaraportowanych 12 miesiącach (IVQ’19-IIIQ’20) dla spółek rodzinnych wynosiła 12,3%, tymczasem dla pozostałych 10,8%. Zysk netto w tym okresie wyniósł w spółkach rodzinnych 2,7%, a dla pozostałych spółek odnotowano stratę na poziomie 1,5%. Jeszcze większe różnice widać na rentowności kapitału własnego (ROE), który wyniósł odpowiednio 5,1% i -2,2%.

Wykres 1. Wyniki finansowe spółek notowanych na GPW

Wyniki finansowe spółek notowanych na GPW
Źródło: raport firmy Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”, 2021 r.

O tym, że inwestorzy dużym zaufaniem, zwłaszcza w trudnych czasach, np. pandemii, obdarzają spółki zarządzane przez prywatnych właścicieli, świadczy też opracowany przez Grant Thornton indeks GT Rodzinne, obrazujący zachowanie akcji 20 największych spółek rodzinnych na GPW, według metodologii analogicznej do tworzenia indeksu WIG20. W okresie styczeń 2015 – luty 2021 indeks GT Rodzinne wzrósł o około 40%, natomiast spółki z WIG20 straciły w tym samym okresie na wartości około 16%. Ciekawa jest również analiza kształtowania się stopy zwrotu w pandemicznym okresie luty 2020 r. – luty 2021 r. Spółki z GT Rodzinne zyskały 57%, a WIG20 stracił 5%.

Biznesy rodzinne odpowiadają za około 2/3 polskiego PKB, stymulując wzrost gospodarczy i wzmacniając krajową przedsiębiorczość. W najnowszym indeksie Niemieckiej Fundacji Firm Rodzinnych Polska plasuje się na 12. miejscu wśród 21 analizowanych krajów pod względem warunków prowadzenia działalności gospodarczej, wyprzedzając takie państwa, jak Belgia, Niemcy czy Japonia – zaznacza Marek Dietl, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Polscy przedsiębiorcy są emocjonalnie związani ze swoimi biznesami, które tworzyli od podstaw przez 30 lat wolnej gospodarki. Miedzy innymi dlatego biznesy rodzinne coraz chętniej wybierają drogę przez giełdę, która umożliwia pozyskiwanie kapitału na rozwój przy jednoczesnym zachowaniu kontroli właścicielskiej – dodaje.

Niepokojący dla inwestorów może być natomiast fakt, że wśród notowanych na GPW firm rodzinnych nadal niewiele jest takich, które mają uporządkowaną kwestię sukcesji pokoleniowej. Widać to na przykład po akcjonariacie analizowanych przedsiębiorstw. Choć wielu twórców i głównych akcjonariuszy spółek rodzinnych zbliża się obecnie do wieku emerytalnego i z problemem sukcesji wkrótce będą musieli się zmierzyć, to tylko w przypadku 17 proc. tych spółek akcje są już w rękach przynajmniej jednego sukcesora.

Sukcesorzy relatywnie rzadko są też obecni w najważniejszych organach spółek. Obecnie jedynie w co szóstej (16%) spółce rodzinnej przedstawiciel pokolenia sukcesorów zasiada w zarządzie, a w co piątej (22%) w radzie nadzorczej. Tymczasem aż połowa firm w zarządach i radach nadzorczych jako jedynego przedstawiciela rodziny posiada nestora (odpowiednio 55% i 48%).

Wykres 2. Odsetek spółek rodzinnych, w których organach zasiadają sukcesorzy i nestorzy

Odsetek spółek rodzinnych, w których organach zasiadają sukcesorzy i nestorzy
Źródło: raport firmy Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”, 2021 r.

Czas na agrowoltaikę

Technologia produkcji energii ze źródeł odnawialnych wciąż się rozwija. Jednym z nowszych trendów na rynku OZE jest agrowoltaika – czyli połączenie rolnictwa i hodowli zwierząt z produkcją energii ze słońca. Rozwiązanie to powoli wchodzi na rynki europejskie, a tym samym do Polski. Agrowoltaika to bardzo kuszące rozwiązanie dla właścicieli ziem, którzy chcą nadal wykorzystywać je pod uprawę roślin lub hodowlę zwierząt. Zainstalowane na większej wysokości panele fotowoltaiczne są ustawione pod odpowiednim kątem i z zachowaniem przestrzeni – pozwalają więc na wykorzystanie ziemi, która znajduje się pod nimi. Dzięki temu rolnik może zarabiać na dwa sposoby – sprzedając owoce swojej pracy, a także produkując prąd dla siebie lub na sprzedaż.

– Dotychczas stawiano panele fotowoltaiczne w tradycyjny sposób, wyłączając grunty z produkcji rolnej. Agrowoltaika zakłada, że wciąż można wykorzystywać grunty pod uprawę roślin lub hodowlę zwierząt. Czyli z tego samego hektara otrzymujemy symultanicznie produkcję energii ze źródeł odnawialnych i uprawę rolną – powiedział serwisowi eNewsroom Roman Karbowy, przewodniczący grupy roboczej ds. agrowoltaiki, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki. – Agrowoltaika ma też inne zalety. Przede wszystkim chroni grunty przed nadmierną perspiracją, czyli przesuszaniem. To szczególnie ważne, ponieważ ze względu na zmiany klimatyczne susze będą się zdarzać coraz częściej. Wysokie konstrukcje fotowoltaiczne potrafią również chronić uprawy przed gwałtownymi zmianami pogody – takimi jak grad czy deszcz nawalny. Agrowoltaika jest zatem dodatkową szansą dla rolnika. Zapewnia zabezpieczenie jego tradycyjnego źródła zarobkowania – w postaci hodowli lub uprawy rolnej – i daje mu możliwość dodatkowego źródła dochodów w postaci fotowoltaiki. W ten sposób uniezależnia go od zmian na rynkach rolnych i daje większe bezpieczeństwo finansowe – wskazuje Karbowy.

Zmiany nawyków pracy w czasie pandemii. Co drugi pracownik ocenia je pozytywnie

Rok po wybuchu pandemii warto przeanalizować zmiany, jakie zaszły w trybie i nawykach pracy pracowników. Wielu z nich już od ponad dwunastu miesięcy nieprzerwanie pracuje z domu, często łącząc zobowiązania zawodowe i rodzicielskie. W konsekwencji zmianie uległo nie tylko miejsce, z którego wykonują swoje obowiązki, ale też dotychczasowe przyzwyczajenia. Chociaż na przestrzeni roku sposób, w jaki pracujemy, niezaprzeczalnie uległ transformacji, to zdaniem pracowników objętych badaniem Hays Poland najczęściej są to zmiany na lepsze.

Co drugi pracownik w okresie pandemii zmienił swoje nawyki pracy. Takie wnioski płyną z sondażu internetowego przeprowadzonego przez Hays Poland w marcu 2021 roku na grupie ponad 1,5 tys. specjalistów i menedżerów. W badaniu nawyki zostały zidentyfikowane jako sposób i organizacja pracy w czasie pandemii, a także wszelkie aspekty z nią związane. Zmiany w tym zakresie zaobserwowało 55 proc. respondentów.

Praca na nowo

Zmiany najczęściej dotyczyły trybu wykonywania pracy, np. zastąpienia tradycyjnej pracy w biurze modelem zdalnym lub hybrydowym, na co wskazało 81 proc. respondentów. Kolejne 48 proc. zadeklarowało pracę w godzinach innych niż przed pandemią.

Zmiana godzin pracy w części przypadków była zapewne podyktowana odmiennymi potrzebami biznesowymi firmy i odgórnymi ustaleniami. Jednak pewniejszym wydaje się stwierdzenie, iż zmiana nawyków wynika głównie z wdrożenia pracy zdalnej. Z jednej strony wiąże się to dla pracowników z oszczędnością czasu, dającą możliwość wcześniejszego rozpoczęcia pracy. Beneficjentami są zarówno osoby pracujące w modelu home office, jak również te dojeżdżające do biura, które w wyniku mniejszego natężenia ruchu nie tracą czasu w korkach. Z drugiej strony rozmycie granic pomiędzy sferą prywatną i zawodową oraz konieczność jednoczesnego łączenia różnych obowiązków, częściej wymaga pracy poza standardowymi godzinami, np. późnym wieczorem, gdy dzieci już śpią – zaznacza Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

Znajduje to odzwierciedlenie w odpowiedziach respondentów badania. Wśród osób, które zadeklarowały zmianę nawyków pracy, 31 proc. wskazało na inny rozkład dnia, np. dłuższe przerwy, które idą w parze ze zmianą godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Kolejnych 16 proc. respondentów zadeklarowało zmianę dni, w których zazwyczaj pracują. Może to oznaczać zarówno otwarcie się na wykonywanie obowiązków zawodowych w dni standardowo wolne od pracy, jak i skrócenie tygodnia pracy.

Zmiany nawyków obejmują również takie aspekty jak dress code (50 proc. wskazań) oraz posiłki w czasie pracy (28 proc.). Okres pandemii zmienił standardy ubioru obowiązujące w sferze biznesowej. Formalny strój występuje rzadziej zarówno podczas wideo konferencji, jak i w biurach, gdzie obecnie przebywa mniej współpracowników oraz klientów. Kwestia nawyków żywieniowych wymagałaby głębszej analizy. Z pewnością istnieje grupa pracowników, która w wyniku pracy zdalnej poprawiła swoje nawyki i odżywia się lepiej, samodzielne przygotowując posiłki. Obok zapewne funkcjonują jednak osoby, którym w warunkach home office trudno jest oderwać się od komputera i wygospodarować czas na posiłek.

Które nawyki pracy uległy zmianie w czasie pandemii?

81% Tryb pracy (np. zdalny lub hybrydowy)
50% Dress code
48% Godziny pracy
31% Rozkład dnia pracy
28% Przerwy na posiłki
16% Dni pracy

Źródło: badanie Hays Poland, marzec 2021.

Brak granic

Zmiana trybu życia wywołana przez pandemię oraz popularyzacja pracy zdalnej sprawiły, że pracodawcy i pracownicy bardziej elastycznie postrzegają czas pracy. Po ponad roku od wybuchu pandemii w Polsce, firmy wiedzą, jakie rozwiązania i strategie zdają egzamin. Ufają swoim zespołom oraz wykazują się większym zrozumieniem wobec indywidualnych potrzeb.

Część pracodawców otwiera się również na ewentualność skrócenia tygodnia pracy, jeśli pracownik wykazuje się wysoką wydajnością i jest w stanie wykonać wszystkie swoje obowiązki w krótszym czasie. Jest to rozwiązanie, które w Polsce wciąż nie cieszy się dużą popularnością, natomiast organizacje coraz częściej rozliczają pracowników z rzeczywistych efektów ich pracy, a nie czasu spędzonego przed komputerem. Istnieje zatem przestrzeń do testowania tego typu rozwiązań w niedalekiej przyszłości.

Jednocześnie w wyniku pracy zdalnej zatrudnieni mniej stanowczo stawiają granice pomiędzy czasem pracy i czasem wolnym.

– Pracownicy czasem zajmują się prywatnymi sprawami w ciągu dnia pracy, ale też włączają komputer w weekend, chociaż przed pandemią im się to nie zdarzało. Profesjonaliści cenią sobie elastyczność i większą niezależność, natomiast należy uważnie przyglądać się również potencjalnym zagrożeniom. Każdy pracownik powinien mieć możliwość i nawyk całkowitego odcinania się od pracy, bez względu na okoliczności i model, w którym realizuje swoje obowiązki. Tylko wtedy możliwy jest prawdziwy odpoczynek i regeneracja sił, tak istotne w obecnych, wciąż trudnych dla wielu osób czasach – komentuje Agnieszka Kolenda.

Zmiany na lepsze

Zachodzące w okresie pandemii zmiany nawyków pracy przez profesjonalistów najczęściej są oceniane pozytywnie. Takiej odpowiedzi udzieliło 54% respondentów sondażu Hays, a kolejnych 17 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Jak oceniasz zmiany nawyków pracy, które zaszły w Twoim życiu zawodowym w czasie pandemii?

54% Pozytywnie
17% Nie mam zdania
29% Negatywnie

Źródło: badanie Hays Poland, marzec 2021.

Co to oznacza dla pracodawców? Zdaniem Agnieszki Kolendy z Hays Poland, przede wszystkim zadanie uwzględnienia tych nowych nawyków w modelu pracy obowiązującym po zakończeniu pandemii. – Pracownicy będą oczekiwać dostępu do pracy zdalnej, większej elastyczności w zakresie decydowania o czasie pracy, rozliczania za efekty pracy oraz możliwości łączenia obowiązków zawodowych i prywatnych, gdy wystąpi taka potrzeba. Oczywiście obie strony zdają sobie sprawę, że obecny czas jest okresem przejściowym, a przez to wyjątkowym. Jednak całkowity powrót do standardów sprzed pandemii wydaje się być mało prawdopodobny – dodaje.

Dostęp do pracy zdalnej, a także większa niezależność w decydowaniu o kształcie dnia i godzinach pracy, umożliwiły pracownikom dopasowanie tych aspektów do własnych preferencji. Zmiany nawyków pozwoliły m.in. zaoszczędzić czas przeznaczany na dojazd do biura, wydłużyć sen czy poświęcać więcej uwagi bliskim. To wszystko może istotnie wpływać na odczuwaną satysfakcję oraz skuteczność w pracy.

Łodź – nowy kierunek rozwoju projektów magazynowych

Region Polski Centralnej, położony na skrzyżowaniu dwóch kluczowych autostrad kraju, to jeden z największych rynków powierzchni magazynowych w Polsce. Tutejsze lokalizacje logistyczne posiadają dużo zalet, a sam region – pomimo swojej wielkości – nadal posiada potencjał na rozwój – mówi Katarzyna Misztal, Junior Negotiator, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield.

Region Polski Centralnej obejmuje między innymi miasto Łódź wraz z lokalizacjami okalającymi, tj. Konstantynowem Łódzkim, Pabianicami, gminą Nowosolna, Strykowem oraz Piotrkowem Trybunalskim. Jest niezwykle dynamicznie rozwijającym się regionem. Tylko w okresie ostatnich 5 lat jego zasoby, zwiększyły się o ponad 2 miliony mkw., w tym około 730 tys. mkw. samej Łodzi i okolicach, co oznacza trzykrotny wzrost wielkości tego rynku!

Zalety magazynów w Polsce Centralnej

Niewątpliwym atutem regionu Polski Centralnej jest jego centralne położenie geograficzne oraz bardzo dobra infrastruktura drogowa. Mamy tutaj dostęp do dwóch autostrad – A1 oraz A2 – a także do drogi ekspresowej S8, łączącej aglomeracje: wrocławską, łódzką, warszawską i białostocką.

Główne ośrodki i dzielnice przemysłowo-magazynowe w Łodzi i okolicach skierowane są głównie w pobliskiej odległości do tras szybkiego ruchu, okalających Łódź. Przez wiele lat największym skupiskiem magazynów był Stryków, głównie ze względu na krzyżujące się tu autostrady A1 i A2 ale również region łódzkiego Widzewa. W przypadku tej dzielnicy potencjał do budowy nowych magazynowych gwarantowała nie tylko bliskość i dojazd do węzła A1, lecz również duża liczba wolnych terenów inwestycyjnych oraz otwartość miasta na współpracę z deweloperami, poprzez planistykę ukierunkowaną na przemysł oraz odpowiednią komunikację miejską.

Lokalizacje hal magazynowych w Łodzi

Dziś główne ośrodki nowoczesnych magazynów na łódzkim Widzewie skumulowane są w rejonie ul. Ofiar Terroryzmu 11 Września, ul Tomaszowskiej / Jędrzejowskiej, ul. Niciarnianej, ul. Zakładowej oraz ul.Transmisyjnej. Swoje parki magazynowe zdecydowali się ulokować tu tacy deweloperzy jak m.in. Panattoni, Prologis, Segro, MLP, 7R, Logicor czy City Link.

Patrząc jednak na mapę dostępnych i planowanych terenów inwestycyjnych w aglomeracji łódzkiej, trzeba zwrócić na pewno uwagę na coraz mocniej rozwijający się obszar zachodnio-południowy, czyli okolice Konstantynowa Łódzkiego czy Ksawerowa.

Potencjał rozwoju rynku magazynowego w Łodzi

Potencjał rozwoju regionu Polski Centralnej wzrasta wraz z budową drogi ekspresowej S14, czyli tzw. zachodniej obwodnicy Łodzi, oraz obwodnicy Pabianic. W przyszłości trasa połączy autostradę A2 (węzeł Emilianów) z drogą ekspresową S8 (węzeł Róża), biegnąc na południe po zachodniej stronie Łodzi, Zgierza i Pabianic. Łączna długość tej trasy to ok. 41 km. W całości przebiegać będzie w województwie łódzkim, na obszarze gmin Zgierz, Aleksandrów, Konstantynów i Pabianice oraz trzech dzielnic Łodzi (Górnej, Polesia i Bałut). Nowy fragment drogi ekspresowej S14, którego zakończenie budowy planowane jest na 2023 rok, domknie tzw. ring dróg szybkiego ruchu wokół Łodzi.

W związku z inwestycjami drogowymi, rośnie zainteresowanie inwestorów zakupem i realizacją projektów magazynowych w tej okolicy. To właśnie w rejonie Ksawerowa czy w pobliżu Konstantynowa Łódzkiego przygotowane zostały tereny inwestycyjne o łącznej wielkości ok. 400 ha. Widzimy również dużą aktywność deweloperów, powstają nowe projekty magazynowe np. Panattoni Park Łodź West w miejscowości Niesięcin czy 7R Park Łódź West II zlokalizowany przy ulicy Maratońskiej w Łodzi. Zachodnio-południowa strona aglomeracji łódzkiej staje się zatem świetną alternatywą, odciążającą tym samym mocno eksploatowany obecnie Widzew.

Autor: Katarzyna Misztal, Junior Negotiator, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych Cushman & Wakefield

Kredyt czy pożyczka? Gdzie pożyczyć pieniądze?

Kupno samochodu, wyjazd na wakacje, ważne, duże uroczystości rodzinne, leczenie nierefundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia… To tylko niektóre przykłady wydatków, które bywają zbyt wysokie jak na możliwości budżetu większości z nas. Problem jednak w tym, że wiele z nich jest absolutnie niezbędnych – zwłaszcza, jeśli chodzi o wizyty u lekarza czy zakup lub naprawę ważnych sprzętów domowych.

Co zrobić w podobnej sytuacji? Najlepszym – i często jedynym – rozwiązaniem okazuje się wówczas pożyczenie pieniędzy. Do wyboru mamy wtedy tradycyjne kredyty bądź ofertę sektora pozabankowego (porównaj pożyczki online na FinansowySupermarket.pl). Która z tych opcji będzie lepsza? Na jakie czynniki powinniśmy zwrócić szczególną uwagę przy podejmowaniu decyzji? Jakie są najważniejsze różnice między oboma rodzajami produktów finansowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w kolejnej części tekstu.

Kredyt czy pożyczka – porównanie. Która opcja będzie lepsza w danym przypadku?

Kredyty bankowe są wybierane przede wszystkim przez klientów ceniących sobie tradycyjne, sprawdzone rozwiązania. Sprzyja temu też nie do końca dobra opinia, która wciąż – mimo zdecydowanej poprawy w całej branży – ciągnie się za sektorem pozabankowym. Za ich wyborem przemawia też niższe oprocentowanie, które jest wynikiem mniejszego ryzyka ponoszonego przez kredytodawcę (w związku z bardziej restrykcyjną oceną zdolności kredytowej klientów). Więcej na temat: kredyt gotówkowy – dowiedz się więcej na FinansowySupermartket.pl.

Pożyczki pozabankowe są wprawdzie nieco droższe od kredytów, jednak nie oznacza to, że nie mają żadnych zalet. Mniej rygorystyczna ocena zdolności sprawia, że o tego typu finansowanie mogą ubiegać się również osoby, które z różnych względów nie mogłyby otrzymać kredytu bankowego. To też dobre rozwiązania dla klientów ceniących sobie skrócone do minimum formalności oraz niedługi czas rozpatrywania wniosku – w niektórych przypadkach, aby pieniądze znalazły się na naszym koncie potrzebny jest tylko kwadrans.

Kredyt w banku czy firmie pożyczkowej? Najważniejsze parametry produktu

Niezależnie od tego, na którą z powyższych opcji się zdecydujemy, przed wyborem konkretnej oferty warto ją dokładnie przeanalizować i upewnić się, że rzeczywiście wybieramy tę, która będzie najkorzystniejsza i najlepiej dopasowana do naszych potrzeb. Tu największe znaczenie mają następujące parametry:

  • RRSO – czyli roczna rzeczywista stopa oprocentowania. Ten wskaźnik mówi nam, jaki jest stosunek wszystkich kosztów (prowizji, oprocentowania i ubezpieczenia) do pożyczonej kwoty;
  • okres kredytowania – im będzie on dłuższy, tym niższa okaże się miesięczna rata. Należy jednak pamiętać, że w takim przypadku wzrosną ogólne koszty w całościowym ujęciu;
  • dodatkowe opłaty – ważne przede wszystkim dla klientów wybierających ofertę banków, które przyznanie finansowania uzależniają często od wykupienia ubezpieczenia lub założenia konta – nierzadko płatnego;
  • wymagania pożyczko/kredytodawcy – jeśli nie jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę na czas nieokreślony lub mamy niekorzystną historię kredytową, musimy liczyć się z odmową w banku i części firm pożyczkowych.

Tradycyjny kredyt czy pożyczka pozabankowa? Jak znaleźć najkorzystniejsze oferty?

Wybór zarówno kredytu, jak i pożyczki może sprawiać pewne problemy. Części z nich unikniemy, zestawiając ze sobą jak najwięcej ofert i porównując je pod kątem kosztów, dostępnych kwot oraz okresu kredytowania. W tym zadaniu pomogą nam internetowe porównywarki i rankingi.

Zakupy na Wielkanoc 2021 zrobimy online – 8 na 10 osób użyje do tego smartfona

Według najnowszego badania Easter Holiday Survey Europe przeprowadzonego przez AdColony aż 60 proc. osób uznaje obecnie bezpieczeństwo za kluczowy powód, dla którego robi zakupy online a nie stacjonarnie. Zdecydowanie ważniejszy od takich czynników, jak atrakcyjna cena czy wygoda korzystania z ofert. Dlatego też ponad 60 proc. badanych Europejczyków przyznało, że zakupy na Wielkanoc zrobi przez Internet, aż 8 na 10 użyje do tego smartfona. Kto najczęściej kupuje online – Zetki czy Silversi? I co kupimy w tym roku na przysłowiowego „zajączka”?

To już drugie Święta Wielkanocne, które będziemy obchodzić w cieniu pandemii i obostrzeń. Kolejny lockdown przyniósł jeszcze większe ograniczenia, także w kontekście zakupowym. Nie zmieniło to jednak zamiarów konsumentów, którzy planują wydać na Wielkanoc 2021 aż 2 razy więcej niż w 2020 roku, z czego znaczną część wydadzą przez Internet.[1]

Zakupy na Wielkanoc 2021: zadecyduje bezpieczeństwo, cena i wygoda

Najczęstszym powodem robienia zakupów online jest bezpieczeństwo – na ten czynnik wskazało niemal dwukrotnie więcej osób niż na cenę, która znalazła się na drugim miejscu. 36 proc. ankietowanych wybiera zakupy bezpośrednio z aplikacji bądź strony sklepu z powodu atrakcyjnych promocji, 26 proc. ze względu na szerszy asortyment, a pozostali wskazywali również na wygodę.

Według raportu E-commerce w Polsce w 2020 roku to właśnie kwestie finansowe jak: atrakcyjna cena towaru, niskie koszty dostawy oraz wcześniejsze pozytywne doświadczenia kupującego wpływały na selekcję konkretnego miejsca, gdzie internauci dokonują zakupów.[2] Z kolei jak pokazuje badanie AdColony, dziś to bezpieczeństwo jest kluczowym powodem, na który wskazało 60 proc. osób. Konsumenci stają się bardziej świadomi swoich wyborów i wygody związanej z procesem zakupowym online i chętniej korzystają z aplikacji mobilnych na telefon. Cieszą się one dużym zainteresowaniem nie tylko u młodego pokolenia, ale także stale rosnącej grupy wiekowej 45+ komentuje – Michał Giera, Prezes Zarządu, Mobiem Polska.

Pokolenie Zet i pokolenie Silvers robią zakupny online najczęściej

Nikogo nie dziwi fakt, że to młodzi najczęściej sięgają po telefon, by zrobić zakupy przez Internet. Według badania AdColony stanowili oni 1/3 respondentów, którzy pozytywnie reagowali na tę formę zakupów. W zestawieniu najczęściej kupowanych produktów przez pokolenie Z są ubrania, kosmetyki, obuwie oraz książki.

Za pokolenie Silvers uznaje się osoby po 55 roku życia, czyli około 9 mln Polaków[3]. To osoby, które w coraz mniejszym stopniu są wykluczone cyfrowo. Już kilka lat temu 45 proc. konsumentów z tej grupy wiekowej korzystało z internetu[4]. Zwolennicy zakupów online w tym przedziale wiekowym zwracają szczególną uwagę na poczucie bezpieczeństwa, wygodę, na łatwe poruszanie się po stronie sklepu, dostępności promocji oraz sposoby dostawy. Częściej też dokonują zakupów w przy użyciu komputera niż smartfona.

Ponad 6 na 10 osób zakupy woli robić w aplikacji mobilnej

Ten wysoki odsetek to zapewne rezultat braku ograniczeń godzinowych przy zamówieniach online, wygody i braku konieczności wychodzenia z domu czy w końcu intuicyjności, jaką dają serwisy internetowe. Podstawą projektowania sklepów i stron www jest obecnie responsywność względem urządzeń mobilnych i zapewnienie coraz to nowych form płatności jak Apple Pay, PayPal czy Blik oraz e-portfele, które cieszą się dużym zainteresowaniem i zaufaniem wśród świadomych konsumentów.

Reklamy na Wielkanoc – chętnie oglądamy i kupujemy

Aż 7 na 10 pytanych dokonało zakupów bezpośrednio przez kliknięcie reklamy na telefonie jak wynika z danych AdColony. Tyle samo badanych przyznało, że kupiłoby produkt i uznałoby go za atrakcyjny, gdyby był on dostosowany do ich potrzeb. Co więcej, ponad połowa respondentów potwierdziła także, że kliknęła w reklamę na smartfonie podczas robienia zakupów.

Konsumenci podczas nałożonych obostrzeń w dużej mierze spędzają czas w domu na swoich urządzeniach mobilnych, zwłaszcza smarfonach korzystając z social mediów, aplikacji i gier. Jest to ogromna szansa dla reklamodawców, którzy za pomocą reklamy mobilnej mają możliwość dotrzeć do swojej grupy docelowej. W czasie świąt wielkanocnych konsumenci zwracają na nie szczególną uwagę i są bardziej podatni na wszelkiego rodzaju promocje, oferty specjalne i kupony rabatowe. Jak wynika z badań aż 71 proc. konsumentów byłoby w stanie kupić produkt lub usługę, gdyby ta była dostosowana do ich potrzeb i oczekiwań.Michał Giera, Mobiem Polska.

Święta wielkanocne 2021: Jakie produkty będziemy kupować?

Mimo obecnej sytuacji Polacy nie rezygnują z zakupów świątecznych oraz tradycyjnego kupowania prezentów na „zajączka”, które w wielu rodzinnych domach jest nieodłącznym elementem świąt. Co dokładnie znajdzie się na liście zakupów na święta? Będą to zazwyczaj drobne upominki jak słodycze, ubrania, kosmetyki, rzadziej obuwie i sprzęty AGD. W tym roku 61 proc. osób chce zamówić wybrany prezent ze strony sklepu do domu, aby potem wręczyć go bliskiej osobie, 24 proc. respondentów zadeklarowało, że wykona bezpośrednią wysyłkę do domu odbiorcy, a pozostała część chce zamówić go do siebie, aby potem na własną rękę móc go wysłać pod wskazany adres.

Po pandemii nie zrezygnujemy z zakupów online

Branża e-commerce z roku na rok rozwija się i dostosowuje biznes pod nowe warunki. Pewne jest, że nawyki związane z zakupami online przez konsumentów przełożą się na stały trend w przyszłości. Kryzys wywołany pandemią niesie za sobą także pozytywne skutki jakimi są chociażby oszczędzanie i zwiększona świadomość konsumentów, 75 proc[5]. z nich twierdzi, że od czasu pierwszego lockdownu kupuje tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Polacy po zniesieniu obostrzeń i otwarciu wszystkich sklepów nie zrezygnują z zakupów online. Jak wynika z raportu ECPR 58 proc. respondentów przyznaje, że nadal będzie dokonywało zakupów właśnie w ten sposób.

– Skutki wywołane pandemią, która zaskoczyła nie tylko przedsiębiorców, ale także konsumentów, w dalszym ciągu odbijają się sytuacji finansowej obu grup. Mimo wszystko sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy ma również paradoksalnie swoje pozytywy w postaci zwiększenia świadomości kupujących w temacie finansów osobistych i potrzeby oszczędzania na tzw. czarną godzinę. Powinniśmy nauczyć się planować nasze wydatki z większą rozwagą, w perspektywie dalszych zmian. Wśród ekspertów nie brakuje bowiem głosów, że „prawdziwy” kryzys ekonomiczny związany z pandemią Covid-19 dopiero niestety nas czeka – zauważa Agnieszka Surowiec, ekspert Intrum.

[1] UCE RESEARCH dla grupy Blix

[2] E-commerce w Polsce 2020

[3] GUS

[4] Research Mix, „Polski konsument 50+”

[5] European Consumer Payment Raport 2020

GPW wprowadza „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021″

  • Rada Giełdy przyjęła nowy zbiór zasad ładu korporacyjnego dla spółek notowanych na GPW
  • „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021” wejdą w życie 1 lipca 2021 r.

29 marca 2021 r. Rada Giełdy podjęła uchwałę w sprawie przyjęcia „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” (DPSN 2021). Jest to kolejna wersja zbioru zasad ładu korporacyjnego, którym od 2002 roku podlegają spółki notowane na Głównym Rynku GPW.

– Dokument przygotowany przez Giełdę wspólnie z Komitetem ds. Ładu Korporacyjnego działającym przy GPW odzwierciedla aktualne trendy i europejskie regulacje w obszarze corporate governance. Przejrzysta struktura nowego dokumentu, jego krótka forma i przystępny język powinny przyczynić się do lepszego zrozumienia tematyki ujętej w Dobrych Praktykach i dzięki temu zwiększyć nią zainteresowanie spółek i akcjonariuszy – powiedział Jakub Modrzejewski, Wiceprezes Rady Giełdy, przewodniczący Komitetu
ds. Regulacji i Ładu Korporacyjnego.

Przyjęty zbiór Dobrych Praktyk 2021 jest wynikiem pracy ekspertów reprezentujących różne grupy uczestników rynku kapitałowego, wchodzących w skład Komitetu Konsultacyjnego GPW ds. Ładu Korporacyjnego. Projekt Dobrych Praktyk został poddany publicznym konsultacjom, w których wzięli udział m.in. przedstawiciele emitentów i inwestorów giełdowych, a także instytucje i stowarzyszenia obecne
na rynku kapitałowym.

Celem DPSN 2021 jest podniesienie jakości i zwiększenie przejrzystości polskiego rynku kapitałowego. To bardzo istotne i cenne, że Dobre Praktyki są tworzone przez uczestników rynku. Giełda jest depozytariuszem tego zbioru zasad,  natomiast dzięki dużemu zaangażowaniu Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego działającego przy GPW, jak i szerokim konsultacjom społecznym,  Dobre Praktyki zostały w istocie stworzone przez rynek i dla rynku. Mamy nadzieję, że uczestnicy polskiego rynku kapitałowego będą aktywnie wspierać Dobre Praktyki i zaangażują się również w monitorowanie ich stosowania
przez spółki giełdowe
– podkreślił Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

W porównaniu do wersji Dobrych Praktyk obowiązującej od 2016 roku zmieniono strukturę dokumentu. Zrezygnowano z dotychczasowego podziału na rekomendacje i zasady. Każdy z rozdziałów składa się z zasad ogólnych, wskazujących cele, do których powinna dążyć spółka w danym obszarze, a także z zasad szczegółowych podlegających obowiązkowi raportowania. W dalszym ciągu istotną rolę w prawidłowej interpretacji Dobrych Praktyk odgrywają zasady proporcjonalności i adekwatności, przez pryzmat których spółki i akcjonariusze powinni oceniać sposób stosowania poszczególnych zasad.

Zgodnie z oczekiwaniami rynku w nowych Dobrych Praktykach znalazły się zagadnienia ESG, m. in. kwestie ochrony klimatu, zrównoważonego rozwoju, różnorodności w składzie organów spółek i równości wynagrodzeń. W nowe zasady ujęto także takie tematy jak sposób podziału zysku, emisja akcji z wyłączeniem prawa poboru, czy też skup akcji własnych. W lepszym zrozumieniu syntetycznie ujętych zasad pomogą Wskazówki Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego, na które złożą się przede wszystkim odpowiedzi na pytania i uwagi zgłaszane Giełdzie przez odbiorców Dobrych Praktyk. Wskazówki zostaną opublikowane jeszcze przed wejściem w życie Dobrych Praktyk 2021.

Niektóre zasady Dobrych Praktyk 2021 odnoszą się do rady nadzorczej lub jej członków, bądź też do walnego zgromadzenia lub wprost do akcjonariuszy. Z tego też względu wszystkie organy spółki powinny podjąć działania, które w efekcie umożliwią stosowanie zasad w jak najszerszym zakresie przez wszystkich ich adresatów. Jeżeli stosowanie zasady wymaga przygotowania regulacji wewnętrznych lub dokonania zmian w obowiązujących już dokumentach korporacyjnych, bądź też podjęcia określonych decyzji przez odpowiednie organy, warto jak najszybciej rozpocząć prace w tym zakresie.

Wraz z wejściem w życie Dobrych Praktyk 2021 Giełda będzie monitorować sposób wypełniania przez emitentów regulacji dotyczących zasad ładu korporacyjnego, przywiązując szczególną wagę do weryfikacji jakości wyjaśnień publikowanych przez spółki w oparciu o zasadę comply or explain. Bezpośredni wpływ na skuteczność tych działań będzie jednak mieć niewątpliwie zaangażowanie bezpośrednio zainteresowanych, w tym inwestorów, analityków, ekspertów.

– Do aktywności w zakresie weryfikacji jakości ładu korporacyjnego w spółkach giełdowych mają zachęcić nowe rozwiązania w zakresie lepszej wizualizacji publikowanych przez spółki informacji na temat stosowania zasad. Liczymy na to, że umożliwienie inwestorom i analitykom przeglądania oświadczeń w różnych zestawieniach i wariantach, porównywanie spółek np. pod względem stosowania przez nie zasad, zwiększy zainteresowanie tematyką ładu korporacyjnego i bardziej zaangażuje akcjonariuszy. Nowe narzędzie wizualizacyjne zostanie przez Giełdę udostępnione na stronie internetowej GPW wraz z wejściem w życie nowych Dobrych Praktyk – poinformowała Agnieszka Gontarek, dyrektor Działu Emitentów GPW, przewodnicząca Komitetu ds. Ładu Korporacyjnego działającego przy GPW.

Nowe zasady wejdą w życie 1 lipca 2021 r. Pierwsze informacje dotyczące stosowania Dobrych Praktyk 2021 spółki będą zobowiązane opublikować w terminie do 31 lipca 2021 roku.

Barometr Rynku Pracy XV – wzrasta lęk przed utratą pracy z powodu automatyzacji

28% pracujących Polaków lęka się utraty pracy z powodu automatyzacji, 20% więcej niż w lipcu 2020 roku. Tymczasem wdraża ją obecnie już ponad 37% firm, a 65,4% wyraża nią zainteresowanie. Robotyzacja jest antidotum na brak specjalistów w określonych dziedzinach oraz luki kompetencyjne. Znacząco wpływa na wydajność i konkurencyjność, wynika z XV „Barometru Rynku Pracy” przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Work Service.

 

– Rozwój automatyzacji produkcji, internet rzeczy, uczenie się maszynowe, automatyzacja obsługi klienta coraz bardziej wpływają na rynek pracy, zmieniając strukturę zawodów i oczekiwania firm dotyczące kompetencji pracowników. OECD szacuje, że w Polsce w ciągu najbliższych 15-20 lat 19,8% miejsc pracy zostanie zautomatyzowanych, 30,6% powinna się liczyć ze znacznym ryzykiem zmiany. Za tym procesem kryją się zmiany w zapotrzebowaniu firm na nowe zawody i kompletnie nowe umiejętności. Konsekwencją są obawy pracowników. Pewność zatrudnienia będzie coraz bardziej związana z koniecznością podnoszenia kwalifikacji, często też wręcz zmianą zawodu – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Obawy przed automatyzacją

Polacy coraz bardziej zauważają wpływ postępujących zmian technologicznych na perspektywy zatrudnienia. Wiele powtarzalnych, prostych, ale też niebezpiecznych i skomplikowanych czynności jest już wykonywana przy użyciu robotów lub wyłącznie przez nie.

Jednocześnie odsetek pracujących Polaków obawiających się automatyzacji (częściowego lub całkowitego zastąpienia wykonywanej przez ludzi pracy fizycznej i umysłowej pracą maszyn) wzrósł na przestrzeni roku aż trzykrotnie. Podczas gdy w lutym i lipcu 2020 roku lękało się jej ok. 10% badanych, pod koniec roku było to już 28%. Z około 90% w lutym i lipcu 2020 roku do 62% w grudniu zmalało grono spokojnych o miejsce pracy. Jednocześnie wzrosła liczba niezdecydowanych.Barometr Rynku Pracy XV 2 Barometr Rynku Pracy XV

W gronie niepewnych o swoją zawodową przyszłość z powodu robotyzacji są przed wszystkim pracownicy sektora produkcji i handlu, najmłodsi pracownicy, młodsi specjaliści, pracownicy fizyczni, najmniej zarabiający, a także osoby pracujące na podstawie umowy o dzieło lub na niepełny etat. Najrzadziej niepokoją się osoby piastujące stanowiska kierownicze i pracownicy sektora publicznego, wynika z najnowszego „XV Barometru Rynku Pracy”.

Zmiany w strukturze zawodów

Postępujący rozwój technologii nieodwołalnie zmienia rynek pracy, sprawiając, że część zawodów znika, pojawiają się nowe, znacząco wpływa na zmiany oczekiwań kompetencyjnych pracodawców wobec kandydatów oraz zatrudnionych pracowników. Wymaga to zmiany podejścia pracowników i ich otwartości na zdobywanie nowych umiejętności. Obecnie przekwalifikowanie się bierze pod uwagę ponad 65% osób rozważających zmianę pracy lub obawiających się zwolnienia. Odsetek ten jest obecnie znacznie, gdyż o 20%, wyższy niż we wcześniejszych falach badania.

– Chęć zmiany z pewnością wynika z obecnego poczucia niepewności powodowanej ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami pandemii – 34,6% pracujących Polaków obawia się utraty pracy w ciągu najbliższych dwóch lat. Automatyzacja także odgrywa tu niebagatelną rolę  – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.Barometr Rynku Pracy XV 3 Barometr Rynku Pracy XV 4

Automatyzacja rozwiązaniem problemów kadrowych?

Jak wynika z badania, firmy wdrażają automatyzację przede wszystkim po to, by ograniczyć braki kadrowe (30,3%). Umożliwia im ona także podejmowanie lepszych decyzji biznesowych (28,4%), zmniejszenie kosztów (25,7%), podwyższenie jakości, wydajności i konkurencyjności (21,3%). Istotnym czynnikiem jest zwiększenie bezpieczeństwa i komfortu pracy – na początku ubiegłego roku był on na pierwszym miejscu obok komfortu pracy oraz redukcji kosztów.

– Mimo rosnącego bezrobocia nie zwiększa się dostępność pracowników o oczekiwanych kompetencjach. Odsetek przedsiębiorstw, które odczuwają bariery w prowadzeniu działalności wynikające z niedoboru pracowników w różnych branżach, rośnie w ostatnich miesiącach. Może to oznaczać – obserwowany w badaniach międzynarodowych, m.in. OECD – wzrost dynamiki oczekiwań kompetencyjnych pracodawców, związany ze zmianą treści pracy będącej wynikiem digitalizacji – komentuje dr hab. Łukasz Sienkiewicz, prof. Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Instytutu Analiz Rynku Pracy.Barometr Rynku Pracy XV 5

37% firm już się automatyzujeBarometr Rynku Pracy XV 6 Barometr Rynku Pracy XV 7

W porównaniu z lutym 2020 roku niemal dwukrotnie wzrosła liczba firm, które wdrażają automatyzację lub ją planuje w najbliższym czasie, w szczególności dotyczy to małych i średnich firm. Obecnie to 37% przedsiębiorstw podczas gdy na początku 2020 roku było to 19%. Aż 63% przedsiębiorstw jest nią zainteresowanych, 17% więcej rok do roku. W największym stopniu są to duże przedsiębiorstwa – blisko połowa z nich ją wdraża lub to planuje. To przede wszystkim firmy branży przemysłowej – ponad 87% z nich, z czego aż 60,8% ją wdraża lub to planuje. W porównaniu z początkiem 2020 roku liczba przedsiębiorstw, które już wprowadziły automatyzację wzrosła dwukrotnie w branży handlowej, przemyśle i sektorze publicznym, aż trzykrotnie w przypadku usług.Barometr Rynku Pracy XV 8Barometr Rynku Pracy XV 9

Wraz z rozwojem technologii wyzwaniem staje się zarządzenie procesem adaptacji firm i pracowników do nowych uwarunkowań związanych z robotyzacją.

– Automatyzacja jest jednym z rozwiązań dla rosnącego problemu niedoboru rąk do pracy, chociaż wykorzystanie jej potencjału wymaga równoczesnego inwestowania w rozwój kadr, które będą uczestniczyć w tych procesach. Mogłoby jednocześnie zmniejszyć skalę obaw pracowników przed negatywnymi skutkami automatyzacji dla zatrudnienia. W dłuższej perspektywie ważne jest myślenie o rozwoju pracowników i dbaniu o to, aby wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych było połączone z przygotowaniem kadr – komentuje dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, prof. SGH.

Euro za 4,67!

Brak ważnych danych makroekonomicznych i strach związany z pandemią coraz mocniej ciążą złotemu. Wielu inwestorów szykuje się z pewnością na realizację zysków, dlatego można spodziewać się silnej korekty, pytanie: kiedy.

Gdzie jest granica ruchu na złotym względem … ?

Wielu analityków zadaje sobie od kilku dni to pytanie. Po wyraźnym przebiciu poziomu 4,60 zł kolejne poziomy pękają bardzo łatwo. Wczorajszy dzień doprowadził nas powyżej 4,67 zł za jedno euro. W rezultacie, w górę idą też inne waluty. Trudne chwile przeżywają kredytobiorcy frankowi, którzy znów widzą poziomy powyżej 4,20 zł. Wczoraj było to nawet 4,23 zł. To jednak nie tak źle, jak niemal 4,35 zł z października. Dolar już nie pamięta czasów z grudnia, kiedy spadł poniżej 3,70 zł. Dzisiaj jest to już 3,96 zł. Funt z kolei sięgnął 5,45 zł, dla przypomnienia pod koniec 2020 roku oscylował w okolicach 5 zł.

Dalszy odwrót od liry tureckiej

Po zdymisjonowaniu szefa Banku Centralnego Turcji jeszcze nie opadł kurz na rynku, a turecka waluta znów jest wyraźnie w odwrocie. Patrząc na skalę ruchu, zmiany nie wydają się zbyt duże, ale to tylko kwestia perspektywy. Wczoraj za jedno euro płacono 9,55 liry, dzisiaj jest już to 9,8 liry. To prawie 3% różnicy w niewiele ponad jeden dzień. Rynki nie tylko boją się rozwoju pandemii i wycofują środki z ryzykownych destynacji, ale również po prostu obawiają się dalszego rozwoju sytuacji. Dodatkowym ryzykiem jest to, że nie wiadomo, jak nisko spadną stopy procentowe, bo to, że spadną, jest niemalże pewne, skoro obecnego szefa banku zwolniono za ich podniesienie.

Ropa próbuje forsować 65 dolarów za baryłkę

Ostatni spadek cen ropy spowodowany był przez rozwój sytuacji pandemicznej. Na to nałożył się kilkudniowy przestój ruchu handlowego w kanale sueskim. Wydarzenie to z jednej strony powinno windować ceny czarnego złota, bo ograniczają dostawy na rynki. Z drugiej strony trasą to pływa istotna część światowego handlu morskiego i to, że został on wstrzymany, odbije się z pewnością na wynikach wzrostu gospodarczego. To z kolei będzie ograniczać wzrost cen ropy. Obecnie inwestorzy nie są pewni co do dalszego rozwoju sytuacji, dlatego surowiec zatrzymał się w okolicach 65 dolarów za baryłkę w ostatnich dwóch tygodniach w tych rejonach odbijał się wielokrotnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fiskus nie może odmawiać grupie kapitałowej prawa do obniżenia CIT tylko dlatego, że dokonujące transakcji spółki mają siedziby w innych państwach UE

Międzynarodową grupę kapitałową tworzyło sześć spółek. Jedna z zależnych spółek ze Szwecji zapłaciła innej, z siedzibą we Francji, odsetki od zaciągniętej pożyczki na zakup akcji w kolejnej spółce z grupy. Chciała zaliczyć wydatki poniesione na spłatę tych odsetek do kosztów uzyskania przychodu, ale nie zgodził się na to organ podatkowy. Stwierdził, że spółki dokonały między sobą transakcji wyłącznie w celu uzyskania znacznej korzyści podatkowej. W styczniu 2021 r. korzystny dla przedsiębiorcy wyrok wydał Trybunał Sprawiedliwości UE, orzekając, że prawo Unii Europejskiej sprzeciwia się takim uregulowaniom krajowym, które odbierają spółce prawo do odliczenia odsetek zapłaconych spółce należącej do tej samej grupy kapitałowej, ale mającej siedzibę w innym państwie UE, „podczas gdy istnienia takiej korzyści podatkowej nie stwierdzono by, gdyby obie spółki miały siedzibę w tym pierwszym państwie członkowskim” (sprawa C‑484/19 Lexel AB przeciwko Skatteverket).

Jak stanowi treść art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej: „Ograniczenia swobody przedsiębiorczości obywateli jednego Państwa Członkowskiego na terytorium innego Państwa Członkowskiego są zakazane w ramach poniższych postanowień. Zakaz ten obejmuje również ograniczenia w tworzeniu agencji, oddziałów lub filii przez obywateli danego Państwa Członkowskiego, ustanowionych na terytorium innego Państwa Członkowskiego. (…) swoboda przedsiębiorczości obejmuje podejmowanie i wykonywanie działalności prowadzonej na własny rachunek, jak również zakładanie i zarządzanie przedsiębiorstwami, a zwłaszcza spółkami (…) na warunkach określonych przez ustawodawstwo Państwa przyjmującego dla własnych obywateli” (Wersja skonsolidowana Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, Dz.Urz. UE C 326, 26/10/2012).

Spłata odsetek od pożyczki na wykup akcji w ramach jednej grupy podatkowej

Lexel to szwedzka spółka, która w 2011 r. nabyła 15% akcji w SESI (Schneider Electric Services International SPRL z siedzibą w Belgi) należącej do SEE (Schneider Electric España SA z siedzibą w Hiszpanii), zaciągając na ten cel pożyczkę w wewnętrznym banku grupy kapitałowej Schneider Electric pod nazwą Bossière Finances SNC (dalej: BF). Schneider Electric (dalej: SE) to spółka dominująca z siedzibą we Francji. Tam też siedzibę ma BF. Lexel, BF, SESI i SEE są – bezpośrednio lub pośrednio – spółkami zależnymi Schneider Electric Industries (dalej: SAS). Następnie Lexel zapłacił BF odsetki od przedmiotowej pożyczki w łącznej kwocie ponad 11 mln euro. SEE oświadczyła, że sprzedała swoje udziały w SESI, bo potrzebowała środków na spłatę swoich pożyczek, zaciągniętych na zakup spółki spoza grupy Schneider Electric. Bossière Finances SNC natomiast pokrył z wpłaty odsetek straty powstałe w ramach działalności spółek we Francji, a pokrywając straty, brak było obciążenia podatkiem od odsetek.

Znaczna korzyść podatkowa

Szwedzki organ podatkowy uznał, że Lexel nie będzie mógł odliczyć kosztów zapłaconych odsetek, powołując się na przepis paragrafu 10d ust. 3 rozdziału 24 szwedzkiej ustawy o podatku dochodowym, który stanowi, że koszty z tytułu odsetek nie podlegają odliczeniu, jeśli głównym powodem zaciągnięcia przez przedsiębiorstwa powiązane zobowiązania jest uzyskanie przez nie znacznej korzyści podatkowej. A według tamtejszego fiskusa dokonane w ramach grupy kapitałowej transakcje miały jedynie na celu umożliwienie odliczenia kosztów z tytułu odsetek związanych z nabyciem akcji w SESI w Szwecji zamiast w Hiszpanii oraz zostały dokonane z zamiarem uzyskania znacznej korzyści podatkowej.

Uzasadnione w oczach organów ograniczenie swobody przedsiębiorczości

Rozpoznający skargę spółki Lexel sąd administracyjny w Sztokholmie stanął po stronie organów podatkowych. Jednocześnie zaznaczył, że ów przepis nie miałby zastosowania, gdyby BF również, tak jak Lexel, miał siedzibę w Szwecji. Obie spółki miałyby wówczas możliwość dokonywania wewnątrzgrupowych transferów finansowych zgodnie z regulacjami rozdziału 35 tej ustawy, a transakcje te nie byłyby wówczas traktowane jako dążące jedynie do uzyskania znacznej korzyści podatkowej.

Spółka przegrała również przed apelacyjnym sądem administracyjnym w Szwecji, który obstając za wcześniejszym stanowiskiem organów (także tym, że choć w tej sprawie zastosowanie przedmiotowego przepisu art. 10d ust. 2 rozdziału 24 powoduje ograniczenie swobody przedsiębiorczości wyrażonej w art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu UE), orzekł, że ograniczenie to może jednak być uzasadnione zwalczaniem unikania opodatkowania i koniecznością utrzymania zrównoważonego podziału władztwa podatkowego pomiędzy państwami członkowskimi.

Nie można różnicować sytuacji prawnej spółek tylko ze względu na położenie ich siedzib

Lexel się nie poddała i wniosła skargę kasacyjną. Najwyższy sąd administracyjny w Szwecji powziął wątpliwości, czy aby to ostatnie stwierdzenie sądu apelacyjnego, wyrażanego również przez sąd i organy podatkowe na wcześniejszych etapach sprawy, jest słuszne. Dlatego też wystąpił do TSUE z pytaniem prejudycjalnym, czy odebranie spółce prawa do odliczenia odsetek na tej podstawie, że celem ich powstania było dążenie do uzyskania przez grupę kapitałową znacznej korzyści majątkowej, podczas gdy korzyści takiej by się nie dopatrywano, gdyby obie spółki: dłużnik i wierzyciel były spółkami szwedzkimi, nie stoi jednak w sprzeczności z regułą swobody przedsiębiorczości wyrażoną w art. 49 TFUE. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wydanym 20 stycznia 2021 r. wyroku orzekł:

„Artykuł 49 TFUE należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie uregulowaniu krajowemu (…), zgodnie z którym spółka z siedzibą w danym państwie członkowskim nie jest uprawniona do odliczenia odsetek zapłaconych należącej do tej samej grupy spółce z siedzibą w innym państwie członkowskim, na tej podstawie, że łączące je zobowiązanie zaciągnięto prawdopodobnie głównie w celu uzyskania znacznej korzyści podatkowej, podczas gdy istnienia takiej korzyści podatkowej nie stwierdzono by, gdyby obie spółki miały siedzibę w tym pierwszym państwie członkowskim, ponieważ w takim przypadku znajdowałyby do nich zastosowanie przepisy dotyczące wewnątrzgrupowych transferów finansowych” (Wyrok w sprawie C‑484/19 Lexel AB przeciwko Skatteverket z 20 stycznia 2021 r.).

Podsumowanie

W oparciu o powyższe orzeczenie Trybunału przedsiębiorcy, grupy kapitałowe, którym organy podatkowe odmówiły określonych praw, wskazując na wewnątrzgrupowe powiązania i zarzucając transakcjom jedynie nakierowanie na dążenie do uzyskania korzyści podatkowej, mogą zrewidować podjęte przez te organy w ich sprawach rozstrzygnięcia. Być może także w ich przypadku fiskus dopuścił się naruszenia unijnej zasady swobody przedsiębiorczości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ID Logistics podsumowuje 2020: dobre wyniki i szybki rozwój na rynkach międzynarodowych

  • Poprawa wszystkich wskaźników finansowych w 2020 roku
  • Przychody: + 7,1 proc. do ponad 1,642 mld EUR, bazowy dochód operacyjny: + 12 proc. do 60,5 mln EUR
  • Przepływy pieniężne z operacji: + 27 proc. do 154,2 mln EUR

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów specjalizujących się w zarządzaniu projektami logistycznymi w ramach kompleksowych łańcuchów dostaw, podsumowała wyniki finansowe za 2020 rok. W ciągu 12 miesięcy ub.r.  jej przychody wzrosły o 7,1 proc. do ponad 1 642 mld EUR, dochód z działalności operacyjnej wyniósł 60,5 mln EUR i zwiększył się o 12 proc.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, skomentował: „Osiągnęliśmy trzy cele, które wyznaczyliśmy sobie na początku kryzysu pandemicznego. Ochroniliśmy nasze zespoły i żadna z 340 lokalizacji ID Logistics nie została zamknięta z powodu pandemii.  Udało się nam wspierać klientów i w rekordowo krótkim czasie wdrażać rozwiązania e-commerce. Wreszcie, dzięki restrykcyjnemu zarządzaniu przepływami finansowymi, wyszliśmy z tego kryzysu silniejsi niż wcześniej i teraz możemy kontynuować realizację ambitnej strategii rozwoju. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim naszym zespołom za niezawodne zaangażowanie a klientom za ich zaufanie i lojalność”.

Zrównoważony wzrost przychodów

W 2020 r. przychody Grupy ID Logistics wyniosły ponad 1 642 mld EUR i wzrosły o 7,1 proc. (4,9 proc. like-for-like). We Francji, rynku macierzystym Grupy, sprzedaż osiągnęła poziom 721 mln EUR i zwiększyła się o 0,9 proc. Przejściowy spadek w II kwartale (-5,9 proc.) w warunkach twardego lockdownu, został zrównoważony ożywieniem w drugiej połowie roku (+ 3,1 proc.). Przychody z działalności ID Logistics na rynkach międzynarodowych wzrosły o 12,5 proc. do 921,8 mln EUR. Wynik ten uwzględnia niekorzystny wpływ kursów wymiany walut, szczególnie odczuwany w Ameryce Łacińskiej oraz zmiany w zakresie konsolidacji biznesu (zakończenie działalności w RPA w sierpniu 2019 oraz w Chinach w czerwcu 2020, przyłączenie amerykańskiej firmy Jagged Peak od grudnia 2019). Po uwzględnieniu tych czynników, wzrost przychodów wyniósł 8,7 proc.

E-commerce silny jak nigdy dotąd

W ub.r. po raz kolejny najszybciej rozwijającym się obszarem działalności ID Logistics był e-commerce. Grupa potwierdziła swoje kompetencje w obsłudze tego sektora usług, stanowiącego obecnie 25 proc. jej przychodów.

Bazowy dochód operacyjny wzrasta o 12 proc.

W 2020 r., mimo kryzysu COVID-19 i kosztów uruchomienia 18 nowych lokalizacji, poprawiła się rentowność operacyjna Grupy. Bazowy dochód operacyjny wzrósł o 12 proc. do 60,5 mln EUR z 54 mln EUR w 2019, natomiast stała marża operacyjna zwiększyła się o 20 punktów bazowych do 3,7 proc.

We Francji bazowy dochód operacyjny spadł do 26,6 mln EUR, czyli 3,7 proc. przychodów, w porównaniu z 29 mln EUR i 4,1 proc. w 2019. Wzrost produktywności nowych projektów częściowo zrównoważył dodatkowe koszty związane z COVID-19 (maski, żele antybakteryjne, zachowanie dystansu, spadek produktywności).

Na rynkach międzynarodowych bazowy dochód operacyjny wzrósł do 33,9 mln EUR, co stanowi marżę 3,7 proc. w porównaniu z 25 mln EUR i 3,1 proc. w 2019 r. Na poprawę rentowności wpłynęła dobra kontrola nad uruchamianiem nowych magazynów i podjęcie konkretnych działań wobec najmniej rentownych operacji. W znacznym stopniu zrównoważyły one niekorzystne skutki kryzysu COVID-19, który dotknął wszystkie kraje Grupy.

Dochód netto wzrasta o 67 proc.

W ub.r. skonsolidowany dochód netto Grupy ID Logistics wzrósł o 67 proc. do 28,2 mln EUR (16,9 mln EUR rok wcześniej). Obejmuje on jednorazowe koszty 3,4 mln EUR (związane m.in. z zakończeniem działalności w Chinach i restrukturyzacją w Hiszpanii). Dla porównania rok wcześniej było to 7,3 mln EUR (koniec działalności w RPA i przejęcie Jagged Peak w USA).

Zarządzanie środkami pieniężnymi i zdolność inwestycyjna

W 2020 r. ID Logistics wykazał się dobrym zarządzaniem kapitałem obrotowym, przy jednoczesnym utrzymaniu stałego tempa inwestycji operacyjnych wspierających rozwój klientów. Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wzrosły o 27 proc. do 154,2 mln EUR.

Perspektywy rozwoju biznesu

Dzięki dobrym wynikom za 2020 rok oraz umocnieniu pozycji w obsłudze sektora e-commerce, ID Logistics zamierza kontynuować dynamiczny rozwój, przy jednoczesnym zachowaniu ostrożności wobec kryzysu związanego z COVID-19. Pandemia pokazała jak decydujące znaczenie mogą mieć organizacje logistyczne klientów, gdy są dobrze zorganizowane, elastyczne i globalne. ID Logistics odgrywa aktywną rolę we wprowadzanych zmianach, już teraz wdrażanych na coraz większą skalę. Jednocześnie ID Logistics realizuje ambitne cele w ramach CSR, zarówno w odpowiedzi na oczekiwania klientów jak i w wymiarze społecznym na rzecz Grupy. Jednocześnie firma nadal rozważa możliwości rozwoju zewnętrznego, w szczególności w Europie Płn. i USA.

OANDA sfinalizowała przejęcie TMS Brokers

Grupa OANDA Global Corporation sfinalizowała przejęcie Domu Maklerskiego TMS Brokers SA (TMS) – jednego z największych brokerów w Polsce. W zeszłym tygodniu Komisja Nadzoru Finansowego nie wyraziła sprzeciwu wobec transakcji nabycia akcji TMS.

Gavin Bambury, prezes OANDA, powiedział: „Przejęcie TMS to początek nowego, ekscytującego etapu rozwoju dla OANDA. Dzięki transakcji nie tylko zwiększymy skalę działalności na polskim rynku, ale również będziemy mogli poszerzyć zasięg geograficzny w regionie bałtyckim i Europy Wschodniej. Nabycie polskiej spółki to dla nas również szansa na wzmocnienie kompleksowej oferty, na czym skorzystają klienci na całym świecie. Bardzo cieszymy się na dołączenie zespołu TMS do naszych szeregów”.

„Bazując na światowej marce i doświadczeniu, OANDA od wielu lat łączy innowacyjność z przełomową technologią, aby dostarczać najwyższej klasy obsługę i produkty do inwestowania online dla klientów na całym świecie. Jesteśmy zachwyceni, że stajemy się częścią rodziny OANDA w tak ciekawym momencie w 25-letniej historii firmy” – powiedział Marcin Niewiadomski, CEO TMS.

Oferta TMS, najstarszego w Polsce domu maklerskiego oferującego usługi obrotu walutami, obejmuje tysiące produktów inwestycyjnych dostępnych na globalnych rynkach finansowych, w tym waluty, indeksy, towary, akcje, kryptowaluty i fundusze ETF z największych na świecie giełd. Firma zapewnia ponadto dostęp do usług doświadczonych doradców, sprawdzonych rozwiązań edukacyjnych i innowacyjnych narzędzi giełdowych. Na przestrzeni lat za swoją działalność została utytułowana szeregiem prestiżowych nagród.

OANDA z kolei łączy najnowocześniejszą technologię tradingową z wysokiej jakości egzekucją zleceń, oferując szeroki wachlarz instrumentów finansowych, w tym usługi obrotu indeksami na światowych rynkach, towarami, obligacjami skarbowymi, metalami szlachetnymi i walutami, za pośrednictwem jednej z najszybszych platform giełdowych na rynku. Jednym z celów firmy jest pomaganie klientom w zdobywaniu wiedzy pozwalającej im z powodzeniem inwestować samodzielnie – m.in. poprzez nagradzany program edukacyjny, bieżące komentarze rynkowe i całą paletę zaawansowanych aplikacji do tworzenia wykresów i narzędzi inwestycyjnych.

„Jestem przekonany, że TMS dzięki swojej silnej pozycji w Polsce oraz bogatej ofercie doskonale wpasuje się w globalną, technologiczną Grupę OANDA. Życzę kierownictwu OANDA i TMS wszystkiego najlepszego w ich wspólnej drodze rozwoju” – powiedział Artur Haze, Partner Zarządzający ForeVest Capital.

Przejęcie TMS to już druga inwestycja, jakiej OANDA dokonała w Polsce w ostatnim roku. W 2020 r. firma otworzyła w Krakowie centrum usług wspólnych, które aktualnie zatrudnia prawie 100 osób.

Bambury dodał: „Transakcja obejmująca TMS wpisuje się w ambitny plan rozwoju, stanowiąc pierwsze z szeregu strategicznych przejęć, których zamierzamy dokonać w nadchodzących latach w ramach wzmacniania naszej reputacji jako jednej z najbardziej zaufanych na świecie firm oferujących usługi dla inwestorów detalicznych”.

Zmiany w INTERSPORT Polska S.A.: Kaczmarek u steru firmy

Z końcem marca br. Marek Kaczmarek objął stanowisko Prezesa Zarządu Spółki INTERSPORT Polska S.A., zastępując dotychczas pełniącego tę funkcję Artura Mikołajko. Jest to kolejny etap w rozwoju firmy. Nowy Prezes stawia m.in. na podniesienie wartość akcji Spółki poprzez poprawę modelu biznesowego wpisującego się w światowe trendy omnichanelowego handlu detalicznego.

INTERSPORT Polska S.A., będąca wyłącznym partnerem biznesowym Grupy INTERSPORT w naszym kraju, to sieć specjalistycznych sklepów sportowych z markową odzieżą, obuwiem i sprzętem. Znaczącą część oferty firmy stanowi asortyment największych światowych marek, takich jak: Nike, Adidas, Under Armour, Reebok, Salomon, The North Face, Viking, Uvex, 4F. Kolekcja wzbogacana jest markami uzupełniającymi oraz markami własnymi INTERSPORT. Firma obecnie prowadzi sprzedaż w 35 sklepach zlokalizowanych w wiodących centrach handlowych największych miast Polski oraz znacznie podnosi udział sprzedaży w kanale e-commerce. Grupa INTERSPORT posiada łącznie 5.421 punktów sprzedaży w 57 krajach na pięciu kontynentach.

Od 29 marca 2021 roku za działania INTERSPORT Polska S.A., pełniąc funkcję Prezesa Zarządu Spółki, będzie odpowiadał Marek Kaczmarek, związany z firmą od 01 stycznia 2020 r. Wcześniej obejmował stanowisko Wiceprezesa Zarządu, co umożliwiło mu zapoznanie się ze wszystkimi procesami operacyjnymi oraz specyfiką prowadzonego biznesu.

Pandemia jest dla naszej branży ciężkim czasem, ale również dzięki niej i lockdownowi mogliśmy uświadomić sobie czego tak naprawdę potrzebują nasi Klienci, i co w związku z tym musimy zmienić. Naszym głównym celem będzie m.in. poprawa modelu biznesowego, który wpisze się w światowy trend omnichanelowego handlu detalicznego. Wiąże się to nierozerwalnie z m.in. wprowadzeniem dynamicznego rozwoju kanału e-commerce, wymianą środowisk IT oraz digitalizacją sieci – wskazuje Marek Kaczmarek Prezes Zarządu Spółki firmy INTERSPORT Polska S.A. Co więcej, dołożę wszelkich starań, aby odbudować DNA zespołu w kontekście misji, która wpisuje się w hasło przewodnie THE HEART OF SPORT, a także sprawię, aby żywy organizm, jakim jest zespół INTERSPORT, żył sportem, dzielił te same emocje i inspirował naszych klientów. Udowadniał, że w sporcie jest miejsce dla wszystkich – dodaje.

W najbliższym czasie firma ma zamiar wdrożyć działania usprawniające. Obejmą one wszystkie obszary funkcjonowania INTERSPORT Polska. Należeć do nich będzie m.in. optymalne wykorzystanie pomocy finansowej ze strony Skarbu Państwa, restrukturyzacja kosztowa i dyscyplina budżetowa. Spółka planuje wdrożyć również udoskonalenie modelu biznesowego i strategię komunikacji marketingowej.

Już na stanowisku Wiceprezesa Zarządu Marek Kaczmarek proponował liczne usprawnienia, które są obecnie systematycznie wdrażane w sieci INTERSPORT. Udało mu się m.in. przeprowadzić transformację nowego konceptu sklepu formatu 2.0 w wybranych salonach i stworzyć nowe standardy logistyczne dla kanałów e-commerce. Nowy Prezes wsparł również proces pozyskania finasowania (pożyczka płynnościowa) z PFR, a także usprawnił działania handlowe, które doprowadziły do znacznego wzrostu zysku ze sprzedaży w obu kanałach produktów w 1Q 2021. Przykładowo w lutym br. był on większy o ponad 22% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.

Co więcej, do 01 kwietnia 2021 r. nowym Członkiem Rady Nadzorczej zostaje Wojciech Mikulski.

Złoty najsłabszy od 12 lat

W minionym tygodniu kurs EUR/PLN zwyżkował do najwyższego od 2009 roku poziomu 4,65. Złoty był najgorzej radzącą sobie walutą regionu Europy Środkowo-Wschodniej w ubiegłym tygodniu. Nawet pomimo wzrostu notowań eurodolara w piątek, doszło do dalszego osłabienia złotego, co wskazuje na to, że na kurs złotego mają wpływ czynniki lokalne, m. in. łagodna polityka pieniężna, odróżniająca NBP od banków centralnych regionu.

We wtorek kontenerowiec Evergreen zablokował Kanał Sueski, który jest głównym szlakiem morskim łączącym handel Azji z Europą. W nocy z niedzieli na poniedziałek ściągnięto kontenerowiec z mielizny i przywrócono statek do stanu pływającego. Według informacji z Bloombega, nie jest jeszcze wiadomo kiedy Kanał Sueski zostanie ponownie otwarty dla statków.

Tydzień po tym jak agencja Fitch potwierdziła rating Polski na poziomie „A-” z perspektywą stabilną, Japońska agencja JCR również wydała podobną ocenę ratingową utrzymując długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie „A” z perspektywą stabilną. Na piątek 2 kwietnia agencja S&P ma zaplanowany przegląd polskiego ratingu.

Bieżący tydzień na wielu rynkach, w tym polskim i amerykańskim, będzie krótszy o jeden dzień –piątek, z racji Świąt Wielkanocnych. Prawdopodobnie będzie się również charakteryzował obniżoną aktywnością na rynkach. Jednak wcześniej przyniesie dane o sprzedaży detalicznej i inflacji w Niemczech oraz europejskie indeksy koniunktury ESI i PMI, a także inflacji w Polsce w marcu.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

W pandemii spadły zaległości handlujących alkoholami

Choć pandemia odcisnęła piętno na gospodarce, siejąc pogrom w wielu branżach, to akurat rynek sprzedaży alkoholu szczególnie nie ucierpiał. Polacy przeznaczyli w ub.r. na trunki o 7 proc. pieniędzy więcej niż wcześniej, w sumie ponad 39 mld zł, czyli jedną trzecią wszystkich wydatków na artykuły spożywcze. Sprzedawcy wielu innych towarów mogliby pozazdrościć handlującym alkoholami, których łączne zaległości zmniejszyły się do 123,2 mln zł, głównie dzięki hurtowniom, odnotowującym 14-proc. spadek. Producentom napojów z procentami nie poszło już jednak tak dobrze – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Zamknięcie gastronomii, ograniczenia w organizowaniu imprez masowych, wesel czy większych spotkań towarzyskich, zmiany w trybie życia i sposobach robienia zakupów, wreszcie 10-proc. wzrost akcyzy na alkohole, który obowiązuje od stycznia 2020, stworzyły unikalny koktajl czynników, który zamieszał rynkiem alkoholi. W styczniu 2021 r. doszedł do tego jeszcze podatek od alkoholi w małych opakowaniach (poniżej 300 ml), czyli tzw. małpek.

Jednak największa wartościowo grupa produktów, na którą Polacy wydali w ub.r. ponad 39 mld zł, okazała się stabilna pod względem wielkości, choć w samym koszyku z alkoholem pojawiło się kilka zmian. Np. spore wzrosty odnotowały mniejsze kategorie, takie jak whisky, gin, rum, tequila, spadła natomiast sprzedaż piwa.

NielsenIQ podaje, że alkohole w 2020 r. stanowiły prawie jedną trzecią wartości kupionych produktów spożywczych FMCG, a wartość sprzedaży wzrosła ogółem o 7 proc. W ujęciu ilościowym sprzedaż jednak spadła, z powodu piwa, które straciło 1,6 proc. ilościowo, choć wartościowo zyskało 3,1 proc.

Spadają zaległości sprzedawców napojów alkoholowych

– Od dłuższego czasu widzimy, że wiele branż znajduje się na granicy przetrwania – albo ze względu na obostrzenia sanitarne blokujące ich działania, albo też z powodu wywołanych pandemią zmian zachowań konsumentów. Odmienne podejście kupujących przynajmniej dla hurtowni i sklepów detalicznych oferujących alkohol, okazało się jednak dość łagodną próbą. Tak przynajmniej można sądzić po zmianie poziomu zaległości firm zajmujących się sprzedażą napojów alkoholowych. Ich przeterminowane zobowiązania spadły – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wynika, że sprzedawcy alkoholi mieli na koniec stycznia 123,2 mln zł zaległości – o 10,5 mln zł mniej niż na koniec marca zeszłego roku. Spadek przeterminowanych zobowiązań był przede wszystkim zasługą hurtowni, których zaległości wobec dostawców i banków obniżyły się przez 10 miesięcy o ponad 9 mln zł do 57,6 mln zł. Punkty detaliczne również obniżyły długi, z 66,9 mln zł do 65,6 mln zł.

Udział firm z zaległościami utrzymuje się jednak na podobnym poziomie jak wcześniej. W przypadku hurtowni problemy ma ok. 13 proc. działających, zawieszonych i zamkniętych biznesów (303 firmy), a w detalu ok. 12 proc. (981 firm, o 9 mniej niż 10 miesięcy wcześniej). Nie da się ukryć, że jest to spory odsetek niesolidnych firm, w sumie co najmniej co ósme przedsiębiorstwo zajmujące się tą działalnością nie płaci w terminie dostawcom lub bankom. Biorąc pod uwagę, że w przypadku wszystkich przedsiębiorstw udział niesolidnych płatników jest o połowę niższy, oznacza to jednak znaczące ryzyko sprzedaży z odroczonym terminem płatności firmom handlującym alkoholami. W sumie tym istotniejszy jest fakt, że sytuacja nie pogorszyła się bardziej.

Obronną ręką z koronakryzysu nie udało się natomiast wyjść producentom alkoholi, wprawdzie liczba firm, które nie dają rady rozliczać się z dostawcami i bankami w terminie zmalała z 90 do 78, ale zaległości tej mniejszej grupy niesolidnych płatników wzrosły w 10 miesięcy o ponad 70 proc., z niemal 54 mln zł do 92,5 mln zł. Lockdowny szczególnie dały się we znaki pomniejszym browarom, które zaopatrywały lokalny rynek, pobliskie puby i restauracje. Gdy te nie działają, zbytu nie ma. Zaległości producentów piwa wzrosły w okresie pandemii czternastokrotnie – z 1,4 mln do ponad 20 mln zł. W przypadku firm destylujących, rektyfikujących i mieszających alkohole podwyższyły się o niemal połowę do 63,6 mln zł wobec 43,9 mln zł po I kw. 2020 r. Nieznacznie tylko pogorszyło się natomiast po stronie producentów win gronowych oraz win owocowych i cydrów. Dla porównania przeterminowane zobowiązania producentów napojów bezalkoholowych, wód mineralnych i pozostałych wód butelkowanych nie zmieniły się w ogóle (26,16 mln zł). W te akurat biznesy obok zmian zachowań konsumentów wynikających z narzuconych przez reżim sanitarny ograniczeń, od stycznia tego roku uderzył też podatek cukrowy.

Zamiast gotowych drinków, droższe trunki w domu

Pandemia najbardziej surowo obeszła się z kategorią gotowych drinków, gdzie kluczowa dla sprzedaży okazała się pogoda, możliwość spotkań i obostrzenia. Według NielsenIQ ich sprzedaż obniżyła się o 14,7 proc. ilościowo i 9,6 proc. wartościowo. Straciło też piwo, 1,6 proc. wolumenu, co oznacza ponad 52 mln litrów mniej sprzedanego towaru. To dlatego, mimo że większość kategorii alkoholowych utrzymała sprzedaż lub nawet zanotowała wzrost, cały koszyk, ze względu na zmniejszony wolumen piwa, spadł o 1 proc.

Wzrósł natomiast popyt na trunki z wyższej półki cenowej oraz te mniej popularne, co przełożyło się na najszybszy przyrost sprzedaży rumu (30 proc. w ujęciu ilościowym), ginu (26 proc.) i tequili (20 proc.). Zyskały też m.in. wina musujące, np. spożycie prosecco – podniosło się o 27,7 proc., zyskując wręcz na przesunięciu konsumpcji z gastronomii do domów. Tego samego nie można już powiedzieć o cydrze, który okazał się najbardziej spadającą grupą alkoholi (-21 proc.) w minionym roku.

Zmiany, zmianami, ale nadal to piwa sprzedaje się najwięcej, wraz z wódką, winem stołowym i whisky stanowi ono w ujęciu ilościowym 98 proc. koszyka alkoholi. Co ciekawe, rośnie sprzedaż piwa bezalkoholowego, o 23 proc. w ujęciu wartościowym, mimo że jest średnio droższe niż piwo alkoholowe. Pandemia nie zahamowała tego trendu i w opinii NielsenIQ w 2021 r. piwo bezalkoholowe będzie napędzać sprzedaż tej kategorii. Osiągnęło ono 1 mld zł w sprzedaży w 2020 roku.

InPost opublikował wyniki finansowe za 2020 i prognozę na 2021 r.

Przychody wzrosły o 104% do 2,53 mld zł, EBITDA o 184% do 994 mln zł, marża EBITDA wzrosła o ~ 1100 pb do 39,3%, a skorygowany poziom EBITDA zwiększył się o 186% do 1,00 mld zł. W tym okresie wydatki inwestycyjne wzrosły o 68% do 537 mln zł, a wolne przepływy pieniężne zwiększyły się dziesięciokrotnie – do 380 mln zł. Spółka zakończyła rok z dźwignią finansową pro-forma netto na poziomie 2,4x[1].

W 2020 roku InPost zwiększył wolumen przesyłek o 115% do 310 mln, a sieć Paczkomatów® wzrosła o 47% do 12.254 maszyn. Łączna liczba skrytek w Polsce wzrosła o 78%, do prawie 1,5 mln, wdrożono system bezdotykowych odbiorów z Paczkomatów i zwrotów bez etykiet – dzięki rewolucyjnej aplikacji InPost Mobile, która ma już 6 mln użytkowników. InPost realizował strategię przyspieszonej ekspansji międzynarodowej, ze wzrostem wolumenu w Wielkiej Brytanii o 400% w czwartym kwartale 2020 (rok do roku).

Rafał Brzoska
Rafał Brzoska, prezes InPost

„Pandemia COVID-19 przyspieszyła strukturalne zmiany w kierunku gospodarki cyfrowej – tym samym InPost miał świetny rok 2020. Podjęliśmy wiele działań, aby wzmocnić naszą ogólnoeuropejską strategię rozwoju i osiągnęliśmy znakomite wyniki finansowe. Przychody wzrosły ponad dwukrotnie, skorygowany poziom EBITDA przekroczył 1 mld zł, a wolne przepływy pieniężne wzrosły dziesięciokrotnie, podczas gdy wciąż zwiększaliśmy inwestycje w Polsce i Wielkiej Brytanii. Liczba przesyłek zwiększyła się ponad dwukrotnie, sieć Paczkomatów® także rosła dynamicznie i wprowadziliśmy liczne innowacje – jak nasza aplikacja mobilna, bezdotykowy odbiór paczek czy zwroty bez etykiet. Ta niezwykła dynamika utrzymywała się nadal na początku 2021 roku, stąd zakładamy dalsze znaczące wzrosty. Paczkomaty® są najbardziej ekologiczną formą dostawy – w ciągu roku zmniejszyliśmy emisję CO2 w porównaniu do tradycyjnych form dostawy o 180.000 ton, jednocześnie redukując ruch uliczny i poziom hałasu. W odpowiedzi na wiele wyzwań, jakie COVID-19 postawił przed naszymi społecznościami, Paczkomaty® InPost szybko stały się najbezpieczniejszą formą odbioru przesyłek dla kilkudziesięciu milionów konsumentów – dzięki zdalnemu otwieraniu skrytek. Od początku 2021 roku osiągnęliśmy również dwa ważne kamienie milowe. Po pierwsze, udany debiut na giełdzie EURONEXT Amsterdam i zakończoną sukcesem największą w historii ofertę publiczną polskiej firmy na europejskim rynku kapitałowym. Po drugie, ogłosiliśmy planowane przejęcie Mondial Relay – co przyspieszy naszą międzynarodową ekspansję, zapewniając obecność na jednym z największych rynków e-commerce w Europie. W połączeniu z szybkim rozwojem w Wielkiej Brytanii, będziemy wiodącą w Europie platformą dostaw dla e-commerce umożliwiającą odbiór przesyłek poza adresem odbiorcy. Chciałbym szczególnie podziękować naszym pracownikom za ich poświęcenie i pasję, a także naszym klientom, partnerom i inwestorom za ich stałe wsparcie. Dzięki naszym wspólnym wysiłkom i jasnej misji z optymizmem patrzymy w przyszłość – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

W styczniu 2020 roku InPost z sukcesem sfinalizował IPO i rozpoczął na giełdzie EURONEXT Amsterdam notowania pod symbolem „INPST”. Ze względu na duże zainteresowanie inwestorów zapisy na akcje zostały skrócone. Całkowity wyemitowany i pozostający w obrocie kapitał zakładowy składa się z 500.000.000 akcji zwykłych. Liczba akcji zwykłych w ofercie obejmującej pełne wykonanie Opcji Dodatkowego Przydziału wyniosła 201.250.000, co stanowi 40,3% ogólnej liczby akcji.

InPost planuje akwizycję Mondial Relay, wiodącej francuskiej platformy dostaw przesyłek e-commerce, za ok. 565 milionów euro (ok. 2,6 mld zł). Tym samym InPost znacząco rozszerzy zakres działalności, przyspieszając rozwój międzynarodowy oraz umocni swoją pozycję jako wiodącego gracza na europejskim rynku dostaw dla e-commerce. Transakcja zostanie sfinalizowana po uzyskaniu opinii Rady Pracowniczej Mondial Relay oraz pod warunkiem uzyskania zgody organów regulacyjnych. Finansowanie pomostowe transakcji w okresie 365 dni zapewni konsorcjum siedmiu banków. Spółka zakłada, że zamknięcie transakcji nastąpi do końca drugiego kwartału 2021 roku. W okresie 12 miesięcy 2020 Mondial Relay uzyskał przychody ze sprzedaży w wysokości 437 mln euro oraz wypracował około 60 mln euro EBITDA.

Perspektywa 2021

Prognozy dotyczące segmentu międzynarodowego uwzględniają wpływ pro-forma planowanego nabycia Mondial Relay.

Grupa Kapitałowa Inpost S.A. (z uwzględnieniem spodziewanego wpływu pro-forma z nabycia Mondial Relay)

Mln zł, chyba że określono inaczej  

FY 2020A

 

FY2021E

FY2020A

(pro-forma) [2]

FY 2021E

(pro-forma) [3]

Liczba Paczkomatów 12,254 16.5-18.5 tys. 12,254 16.5-18.5 tys.
Wolumen paczek (w milionach) 310 445-465 441 615-645
Przychody 2,532 3,460-3,610 4,498 5,665-5,910
Skorygowana marża EBITDA 39.7% Niskie 40% 28.3% Niskie 30%
Nakłady inwestycyjne 537 700-745 609 850-945
Konwersja gotówki 38% Średnie 40%[4] 43.8%[5] Średnie 40%[6]

Segment Polska

  Rok finansowy 2020A Rok finansowy 2021E
Liczba Paczkomatów (#) 10776 14,500-15,500
Wolumen / wzrost liczby przesyłek paczkomatowych 247,2 milionów 45-50% r / r
Wolumen / wzrost liczby przesyłek kurierskich 60,6 milionów 25-30% r / r
Paczkomaty – przychody/wzrost 1815,3 mln zł 40-45% r / r
Przesyłki do domów – przychody/wzrost 634,9 mln zł 25-30% r / r
Skorygowana marża EBITDA 41,7% 43-45%
Nakłady inwestycyjne 509,1 mln zł 600-625 mln zł

Segment międzynarodowy (z uwzględnieniem spodziewanego wpływu pro-forma nabycia Mondial Relay)

  Rok finansowy 2020A Rok finansowy 2021E (pro forma)[7]
Liczba Paczkomatów (#) 1478 2000-3000
Wolumen przesyłek 2,2 milionów 180-195 milionów
Całkowite przychody – rynki zagraniczne   17,7 mln zł 2260-2380 mln zł
Skorygowana marża EBITDA (249%) Kilkanaście
Nakłady inwestycyjne 27,4 mln zł 250-320 mln zł

Przegląd finansowy i operacyjny za rok finansowy 2020

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Przychody 2532,1 1242,6 104%
W tym: Polska 2514,4 1235,6 103%
W tym: Rynki zagraniczne    17,7 7,0 153%
EBITDA 994,3 350,1 184%
W tym: Polska 1038,4 375,6 176%
W tym: Rynki zagraniczne (44,1) (25,5)  
Marża EBITDA 39,3% 28,2% + 1110 pb
Skorygowana EBITDA[8] 1004,4 351,8 186%
W tym: Polska 1048,5 377,3 178%
W tym: Międzynarodowe (44,1) (25,5)  
Skorygowana marża EBITDA 39,7% 28,3% + 1140 pb
Nakłady inwestycyjne 536,5 319,7 68%
     % przychodu 21,2% 25,7%  
Wolne przepływy gotówkowe (FCF)[9] 379,8 34,9 988%
Konwersja gotówki[10] 38% 10%  
Dźwignia finansowa netto[11] 2,4x 2,2x  

 

 

Paczkomaty i wolumeny paczek

  Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Liczba Paczkomatów 12254 8352 47%
Polska 10776 7186 50%
Międzynarodowe 1478 1166 27%
Całkowity wolumen paczek (w milionach) 310,0 144,0 115%
Doręczenia do paczkomatów – Polska 247,2 103,1 140%
Doręczenia kurierskie 60,5 40,4 50%
Rynki zagraniczne 2,2 0,5 340%

 

 Przychody i inne dochody operacyjne

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Polska 2514,4 1235,6 103%
Segment Paczkomatów 1815,3 776,4 134%
Segment doręczeń kurierskich 634,9 420,1 51%
Inne 66,8 71,4 (6)%
Eliminacja międzysegmentowa (2,7) (32,3)  
Rynki zagraniczne 17,7 7,0 153%
RAZEM 2532,1 1242,6 104%

Zysk brutto

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Polska 1333,0 560,1 138%
Marża brutto (%) 53,0% 45,3% 1,230 pb
Segment Paczkomatów 1074,0 418,9 156%
Marża brutto (%) 59,2% 54,0% 520 pb
Segment doręczeń kurierskich 198,3 106,6 86%
Marża brutto (%) 31,2% 25,4% 580 pb
Inne[12] 62,1 50,2 24%
Eliminacja międzysegmentowa[13] (1,4) (15,6)  
Rynki zagraniczne (9,8) (7,4)  
Marża brutto (%) (55,4%) (105,7%)  
RAZEM 1323,2 552,7 139%
Marża brutto (%) 52,3% 44,5% 780 pb

 

EBITDA

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Polska 1038,4 375,6 176%
Marża EBITDA (%) 41,3% 30,4% 1090 pb
Rynki zagraniczne (44,1) (25,5) nieistotne
Marża EBITDA (%) nieistotne nieistotne  
RAZEM 994,3 350,1 184%
Marża EBITDA (%) 39,3% 28,2%  

 

Podsumowanie przepływów pieniężnych i wydatków inwestycyjnych

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
EBITDA 994,3 350,1 184%
Zmiany w kapitale obrotowym (78,0) 4,5  
Wolny przepływ gotówkowy z działalności operacyjnej[14] 916,3 354,6 153%
CAPEX (536,5) (319,7) 68%
Wolne przepływy gotówkowe (FCF) 379,8 34,9 988%
Współczynnik konwersji wolnych przepływów pieniężnych[15] 38% 10%  

 

Bilans

Mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2020 Rok finansowy 2019 Wzrost rok do roku
Dług pro-forma 2535,1 894,9 183%
Środki pieniężne i ich ekwiwalenty 139,4 113,0 24%
Dług pro-forma netto[16] 2395,7 781,9 206%
Dźwignia finansowa pro-forma netto[17] 2,4x 2,2x  

 

[1]Informacje finansowe pro-forma oparte są na skonsolidowanych informacjach finansowych InPost SA oraz Integer.pl z uwzględnieniem „Transakcji reorganizacji i refinansowania”, które miały miejsce w styczniu 2021 r. zgodnie z opisem w Prospekcie oferty publicznej

[2]6,17,21,22  Assumes full year contribution of Mondial Relay for 2021

18,19, 20 Defined as Adjusted EBITDA – Change in Net Working Capital – Maintenance and Expansion Capex. Before IFRS-16 lease payments)/Adjusted  EBITDA

18 Zakłada całoroczny wpływ pro-forma Mondial Relay na 2021 rok

[8]Zdefiniowana jako EBITDA skorygowany o wypłaty w formie akcji zgodnie z MSSF2

[9]Zdefiniowana jako EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję, przed płatnościami leasingowymi zgodnie z MSSF-16

[10]Zdefiniowana jako EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję, przed płatnościami leasingowymi zgodnie z MSSF-16 / poziom EBITDA

[11]Zdefiniowany jako dług netto pro-forma ÷ EBITDA

[12]Inne obejmują głównie produkcję i sprzedaż Paczkomatów (na rzecz osób trzecich) oraz usługi marketingowe i informatyczne (na rzecz osób trzecich)

[13]Transakcje pomiędzy segmentami są eliminowane w momencie konsolidacji i odzwierciedlane w wierszu „eliminacja między segmentami”.

[14]Zdefiniowana jako poziom EBITDA skorygowany o zmiany Kapitału Obrotowego

[15]Zdefiniowana jako poziom EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję. (przed ratami leasingowymi wg MSSF-16) / poziom EBITDA

[16]Informacje finansowe pro-forma oparte są na skonsolidowanych informacjach finansowych InPost SA oraz Integer.pl z uwzględnieniem „Transakcji reorganizacji i refinansowania”, które miały miejsce w styczniu 2021 r. zgodnie z opisem w Prospekcie oferty publicznej

[17]Zdefiniowany jako dług netto pro-forma ÷ poziom EBITDA

Więcej polityki fiskalnej

Rynek obligacji skarbowych USA przypomina o sobie, a rentowności 10-latek rosną do 1,74 proc., gdyż inwestorzy wyczekują na ogłoszenie nowych planów fiskalnych prezydenta USA Bidena. Jednak reakcja dolara nie jest spójna ze stratami względem większości walut G10. Przepływy na koniec kwartału zaburzają obraz.

Nowe tegoroczne szczyty rentowości 10-letnich obligacji skarbowych USA przypominają o wyjątkowości gospodarki. Inwestorzy skupiają się na sile ożywienia oraz perspektywach inflacji w obliczu aktywnej polityki fiskalnej Białego Domu. Od początku tygodnia toczy się dyskusja, co przyniesie przemówienie prezydenta Bidena dotyczące dalszych planów fiskalnych skoncentrowanych na wydatkach infrastrukturalnych. Mówi się o pakiecie wartym 3 bln USD, jednak dla wydatków od razu szuka się źródeł finansowania z główną uwagą na podwyżce podatku od przedsiębiorstw z 21 proc. do 28 proc. i odwróceniu obniżki z 2017 r. Rozważane są też podatki dochodowe dla zarabiających powyżej 400 tys. USD rocznie i kolejny próg powyżej 1 mln USD. Na celowniku administracji ma być też wyższe opodatkowanie zysków pochodzących z zagranicznych filii spółek.

Choć wyższe podatki są zagrożeniem dla nastrojów (głównie na Wall Street), rynki aktualnie mogą być bardziej skupione na determinacji rządu do wydatków i wsparcia ożywienia. Inna sprawa, że sporo z propozycji będzie wymagało międzypartyjnego porozumienia, inaczej nie przejdzie przez podzielony Senat. Nawet jeśli Demokraci chcieliby obejść opór Republikanów drogą rewizji budżetu, takie posunięcie można wykorzystać tylko raz w roku fiskalnym, a co już zostało użyte przy poprzednim pakiecie fiskalnym. Im bardziej ambitny będzie nowy pakiet, tym bardziej realne jest jego zatwierdzenie dopiero w IV kwartale. W efekcie reakcje rynkowe na pakiet aktualnie nie powinny być trwałe i silne.
We wtorek na rynkach nie wyłania się jednolity motyw przewodni. Wyższe rentowności obligacji pomagają dolarowi tylko w relacji do innych bezpiecznych przystani – JPY i CHF. EUR/USD pozostaje nisko blisko 1,1750, a ciężarem dla euro jest rozwój trzeciej fali zachorowań. Pozostałe waluty G10 realizują umiarkowane odbicie, pośrednio wynikające z pozytywnych informacji dotyczących szczepionek. Wczoraj podano, że badania przeprowadzone poza laboratorium przez Pfizer Inc. i Moderna Inc. pokazały, że ich szczepionki skutecznie zapobiegały infekcjom koronawirusem. Natomiast w USA do 19 kwietnia 90 proc. dorosłych amerykanów dostanie możliwość wykonania szczepienia. Inwestorzy szukają punktów zaczepienia dla odbudowy optymizmu i będą takich szukać też m.in. w indeksach PMI z Chin (śr, czw), ISM z USA (czw) i raporcie NFP (pt). Po drodze jednak zakłócenia prawdopodobnie będą generować przepływy związane z rozliczaniem miesiąca i kwartału oraz obniżająca się płynność przed świętami.

Poniedziałek przyniósł kolejny dzień osłabienia złotego z EUR/PLN wywindowanym ponad 4,67. Pogarszająca się sytuacja covidowa w kraju i Europie pozostaje negatywnym tłem, a przełom miesiąca i bliskość świąt obniża płynność, potęgując przecenę. Koniec miesiąca i przerwa świąteczna mają też drugą stronę medalu, gdyż mogą skłaniać do realizacji zysków po ostatnich wzrostach par złotowych, na chwilę ściągając kurs kilka groszy niżej. Ale techniczne wahania nie odmieniają generalnego pesymizmu, który będzie się utrzymywał do czasu, aż nie wyjaśni się kwestia wpływu wyroku sądowego w sprawie franków lub pojawią się sygnały słabnięcia trzeciej fali zachorowań.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PARP: Gospodarka coraz bardziej inteligentna dzięki współpracy firm z parkami technologicznymi

Do budowania gospodarki inteligentnej – wyspecjalizowanej, opartej na wiedzy, technologii i nowatorskich rozwiązaniach o międzynarodowym potencjale – konieczna jest synergia całego narodowego systemu innowacji. Oferta Ośrodków Innowacji, różnych instytucji wspierających przedsiębiorstwa, powinna sprzyjać rozwojowi biznesu w kluczowych obszarach gospodarki, w tym tych określonych również w katalogu tzw. inteligentnych specjalizacji. Obecnie największą gotowość do rozwijania inteligentnych specjalizacji przedsiębiorstw odznaczają się parki technologiczne, wynika z publikacji PARP oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii „Gotowość Ośrodków Innowacji do wspierania inteligentnej specjalizacji gospodarki”.

Wydatki ponoszone w ramach polityki innowacyjnej w Polsce – podobnie jak w pozostałych państwach członkowskich UE – są ukierunkowywane na tzw. inteligentne specjalizacje (na poziomie krajowym i regionalnym). Koncepcja inteligentnych specjalizacji (IS) polega na określeniu priorytetów gospodarczych w obszarach badań, rozwoju i innowacji (B+R+I) oraz skupieniu na nich inwestycji, co sprzyjać ma zwiększeniu konkurencyjności na rynkach zagranicznych. Powstanie polityki rozwoju opartej na koncepcji IS (smart specialisations) było reakcją na wcześniejsze rozproszenie ograniczonych pieniędzy publicznych pomiędzy szereg zaawansowanych technologicznie dziedzin, a w konsekwencji osiąganie stosunkowo niewielkiego postępu w kluczowych obszarach i niepełnego wykorzystania potencjału unijnej gospodarki, w szczególności poszczególnych jej regionów geograficznych.

Inteligentne specjalizacje nie są tożsame z branżą (sektorem). Oznaczają one obszary gospodarcze powiązane wiedzą (np. z zakresu zastosowania danej technologii) i aktywnością (zazwyczaj międzysektorową) w innowacjach. Mogą one odwoływać się do istniejących wyzwań społecznych (w tym zdrowotnych), dotyczących środowiska czy też bezpieczeństwa obywateli (w tym cyfrowego). Tym samym, mogą być również szansą na znalezienie rozwiązań z wykorzystaniem badań i innowacji dla problemów, które dotykają społeczeństwa i europejskie gospodarki w związku z pandemią koronawirusa, oraz stać się fundamentem odbudowy przyszłego wzrostu po kryzysie – ocenia Jacek Pokorski, kierownik z Departamentu Analiz i Strategii w PARP.

W rezultacie wprowadzania w życie tej koncepcji, część pieniędzy publicznych, przekazywanych do sektora przedsiębiorstw, przeznaczana jest na dofinansowanie projektów innowacyjnych mieszczących się w – priorytetowych dla gospodarki – regionalnych lub krajowych inteligentnych specjalizacjach.

Realizacja tych przedsięwzięć może być wspomagana usługami, wykonywanymi dla przedsiębiorców przez Ośrodki Innowacji. Misją Ośrodków Innowacji jest wsparcie MŚP m.in. w obszarze współpracy z sektorem nauki, w promocji polskich innowacji na rynkach zagranicznych, w pozyskaniu finansowania zewnętrznego czy w dokonywaniu nowych inwestycji w innowacje. W ten sposób działalność Ośrodków może wspierać wdrażanie polityki innowacyjnej, z uwzględnieniem koncepcji IS.

Parki przecierają szlaki

Z publikacji przygotowanej przez PARP i MRPiT wynika, że największą gotowością do wspierania rozwoju gospodarki opartej o inteligentne specjalizacje odznaczają się parki technologiczne. Parki pomagają firmom m.in. udostępniając infrastrukturę materialną (maszyny, urządzenia, aparaturę laboratoryjną i badawczą) oraz wspierając budowę powiązań kooperacyjnych.

Działalność parków w Polsce jest zbudowana średnio wokół trzech krajowych inteligentnych specjalizacji (KIS). Są to: „Zdrowe społeczeństwo”, „Innowacyjne technologie i produkty…” oraz „Biotechnologiczne i chemiczne procesy, bioprodukty…”. Wsparcie pięciu i więcej KIS realizuje obecnie 7 z 33 badanych parków. Są nimi w dalszej kolejności: „Energetyka” oraz „Inteligentne sieci i technologie informacyjno-komunikacyjne”. Ponadto, większość przedstawicieli pozostałych badanych parków technologicznych, planuje wyspecjalizowanie się w ciągu najbliższych kilku lat w oferowaniu usług dla firm w ramach wybranych KIS.

W ramach badania nie zidentyfikowano parku o specjalizacji w zakresie „Gospodarki o obiegu zamkniętym” (GOZ), co może wskazywać na istotną lukę w realnym potencjale tego typu Ośrodków Innowacji, w odniesieniu do możliwości wspieraniu firm w transformacji w kierunku GOZ.

Wśród pozostałych typów badanych Ośrodków Innowacji (inkubatory technologiczne, centra transferu technologii, komercyjne ośrodki), wyraźnie sprecyzowana specjalizacja występowała stosunkowo rzadko. W przypadku centrów transferu technologii (CTT) jeśli występowała, to miała ona charakter pośredni, wynikający z profilu badawczego jednostki naukowej, w której funkcjonuje dane centrum.

Niezależnie od typu Ośrodka, najskromniejsze wsparcie środowiska instytucji otoczenia biznesu dotyczy inteligentnych specjalizacji w obszarze transportu i elektroniki („Rozwiązania transportowe przyjazne środowisku”, „Elektronika i fotonika”).

Publikacja, podejmując problematykę zdolności i potencjału Ośrodków Innowacji do świadczenia firmom adekwatnych usług proinnowacyjnych wpisujących się w koncepcję KIS, sonduje również zainteresowanie Ośrodków rozwijaniem i ukierunkowaniem w przyszłości swojej oferty usługowej na inteligentne specjalizacje gospodarki.

Zaobserwowane w badaniu prawidłowości (zwłaszcza potencjał nominalny Ośrodków) nie świadczą jeszcze o realnym zapleczu i aktualnej gotowości sektora Ośrodków Innowacji do obsłużenia strategicznych kierunków gospodarki związanej z Przemysłem 4.0 (profil gospodarczy bliski specjalizacji „Automatyzacja i robotyzacja”) czy Gospodarką o obiegu zamkniętym. Jednakże dzięki systemowi odpowiednich zachęt, można oczekiwać realnej koncentracji Ośrodków na tych specjalizacjach w przyszłości – dodaje Jacek Pokorski z PARP.

Ośrodki Innowacji w realizacji swojej misji na rzecz przedsiębiorstw, napotykają na liczne bariery. Najczęściej wskazywane przez respondentów bariery to brak stabilnych źródeł finansowania, brak wysokiej klasy specjalistów oraz ograniczony popyt ze strony przedsiębiorców na oferowane usługi. W przypadku parków technologicznych i części inkubatorów, ta ostatnia bariera szczególnie kontrastuje z wysokimi koszami utrzymania specjalistycznej infrastruktury badawczo-rozwojowej i laboratoryjnej (tylko częściowo przychody ze świadczenia usług pokrywają koszty bieżącego utrzymania tej infrastruktury).

– W odpowiedzi na zaobserwowane bariery rozwojowe ośrodków oraz przede wszystkim w oparciu o potrzeby firm wkrótce uruchomimy nowy model akredytacji Ośrodków Innowacji który ma przyczynić się do zwiększenia popytu firm  na zaawansowane, wyspecjalizowane i wysokiej jakości usług proinnowacyjne – mówi dr Beata Lubos z Departamentu Innowacji i Polityki Przemysłowej w Ministerstwie Rozwoju Pracy i Technologii.

Nowa oferta dla Ośrodków Innowacji posłuży wypełnianiu przez nie kluczowych funkcji wspierających przedsiębiorstwa, takich jak np. inkubacja technologiczna, akceleracja, badania i rozwój, demonstracja, doradztwo we wdrożeniu innowacji. – Będą one rozwijać przedsiębiorstwa w specjalizacjach zgodnych z KIS, dotyczących nowych kierunków transformacji przemysłu, związanych z cyfryzacją, zieloną gospodarką, przemysłem 4.0 czy zdrowym społeczeństwem. Projektowane działania wspierające Ośrodki będą miały na celu budowanie i wzmacnianie ich kompetencji dostosowanych do aktualnych trendów gospodarczych, z jednoczesnym promowaniem popytu na te usługi wśród przedsiębiorstw – dodaje Beata Lubos z MRPiT.

Fast foody wciąż na dużym minusie. Wizyt jest o ponad 40% mniej niż przed pandemią

Analiza ponad 8 mln wizyt konsumenckich, zarejestrowanych w 750 restauracjach największych sieci typu fast food, wykazała, że ruch spadł tam średnio o 40,5% w relacji rocznej. Najpoważniejsze straty, powyżej 40%, odnotowano w woj. podlaskim, mazowieckim, pomorskim, łódzkim, dolnośląskim, małopolskim i wielkopolskim. Z kolei najmniejsze spadki były w lubuskim, świętokrzyskim i podkarpackim – poniżej i nieco ponad 30%.

Z ogólnopolskiego badania Proxi.cloud i UCE RESEARCH wynika, że w czasie pandemii ruch w lokalach typu fast food spadł o 40,5%. Jak informuje Karolina Sędzimir z Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO Banku Polskiego, w ostatnim roku wiele restauracji działających na polskim rynku straciło nawet 60-80% obrotów. Zdaniem eksperta, zmniejszenie ruchu na poziomie 40% wskazuje na relatywnie dobrą sytuację ww. segmentu rynku w obecnych warunkach jego funkcjonowania.

– Obostrzenia rządowe mocno uderzyły w całą gastronomię. Do tego część społeczeństwa sama ograniczyła wyjścia z domów. Największy spadek liczby wizyt nastąpił podczas pierwszego lockdownu. Tygodniowy ruch obniżył się wówczas do ok. 19% względem średniego wyniku z 2019 roku. Od tego czasu, pomimo późniejszego luzowania restrykcji, maksymalna wartość, jaką osiągnęły takie restauracje, wyniosła 76%. To było w tygodniu 22-28.06.2020 roku – relacjonuje Adam Grochowski z Proxi.cloud.

W opinii Karoliny Sędzimir, na powrót do stanu sprzed pandemii pozwoli zwiększenie mobilności Polaków, otwarcie galerii handlowych i częstsze organizowanie spotkań towarzyskich poza domem. Zniesienie ograniczeń epidemicznych w cieplejszej części br. prawdopodobnie wpłynie na realizację odłożonego popytu na usługi gastronomiczne. Lokale, które przetrwają, odnotują wówczas więcej wizyt. Jednak według analityków z UCE RESEARCH, to nie jest takie pewne, bo obecnie rząd ponownie zamyka gospodarkę i do końca nie wiadomo, na jak długo będą wprowadzone nowe obostrzenia.

– Restauracje odbiją sobie ww. spadek ruchu, gdy zostanie zaszczepiony odpowiedni – według epidemiologów – procent społeczeństwa. To pozwoli rządowi faktycznie odmrozić gospodarkę. Należy jednak dodać, że tego typu sieci są obecnie na uprzywilejowanej pozycji, bo przed pandemią szeroko oferowały usługę dowozów jedzenia do domów i drive-thru w lokalach stacjonarnych. Dzięki tym dwóm kanałom spadek ruchu nie musi mocno wpływać na przychody. Co więcej, branża fast food ma teraz szansę na zdobycie większego udziału w rynku – stwierdza ekspert z Proxi.cloud.

Z analizy również wynika, że ruch w tego typu restauracjach najbardziej spadł w woj. podlaskim (44,1%), mazowieckim (44%), pomorskim (43,8%), łódzkim (43,7%), dolnośląskim (43,2%), małopolskim (42,4%) oraz wielkopolskim (41,7%). Widać zatem, że wyniki są dość mocno wyrównane.

– Z wyjątkiem podlaskiego, ww. województwa mają znaczące ośrodki miejskie, w których często następowało przejście na pracę zdalną ze względu na duży udział osób pracujących w biurach i w urzędach. To skłoniło do samodzielnego przygotowywania posiłków w domach. Upowszechniło się też zamawianie cateringów dietetycznych i nastąpiła zmiana wzorców konsumpcyjnych związanych ze zdrowym stylem życia. Warto też pamiętać o spadku wizyt turystów i studentów w tamtejszych miastach wojewódzkich – zaznacza ekspert z Banku PKO BP.

Z kolei w najmniejszym stopniu obniżył się ruch w woj. lubuskim (27,3%), świętokrzyskim (28,7%) i podkarpackim (33,3%). Jak wyjaśnia Adam Grochowski, w tych częściach kraju jest mniej galerii handlowych, w których sieci fast foodów mają swoje lokale. A ograniczenie działalności tego typu miejsc w dużym stopniu wpłynęło na wyniki. Dodatkowo w ww. województwach są mniej dostępne usługi polegające na dostarczaniu dań z restauracji wprost do domów klientów. Konsumenci częściej osobiście odbierają swoje zamówienia. Dlatego w czasie pandemii nie nastąpiły tak znaczące różnice.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Analiza została wykonana na podstawie monitoringu ruchu wokół blisko 750 największych restauracji typu fast food (McDonald’s, KFC, Burger King i Subway). Obserwowano prawie 826 tys. Polaków, którzy od początku lutego 2020 roku do końca stycznia 2021 roku i w ciągu poprzednich 12 miesięcy odbyli łącznie ponad 8,1 mln wizyt. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów.

Ponad 186 tys. zł może stracić kredytobiorca frankowy decydując się na ugodę z bankiem

  • Zmiany warunków umowy kredytowej proponowane przez banki w ramach ugody nie są najkorzystniejszą opcją dla kredytobiorców.
  • Koncentrują się na zminimalizowaniu strat instytucji, a nie na interesie ich klientów.
  • Przykładowe wyliczenia E-Kancelarii pokazują, że rozwiązanie problemu w procesie sądowym pozwala zyskać nawet kilkaset tysięcy zł.

Propozycja Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) dotycząca systemowego rozwiązania problemu kredytów zaciągniętych we frankach szwajcarskich nie jest najlepszą z dostępnych opcji. W każdym razie dla frankowiczów. Według wyliczeń E-Kancelarii, przykładowy kredytobiorca podpisując ugodę może stracić nawet 186 tys. zł. Wciąż nie ma ujednoliconej wersji ugody z kredytobiorcami, co sprawia, że proponowane przez banki warunki nowych umów koncentrują się na zminimalizowaniu strat instytucji, a nie na interesie ich klientów. Niektórzy z nich nie są świadomi, że ich straty mogą sięgać nawet kilkaset tysięcy zł.

Ugoda? Najkorzystniejsza zazwyczaj tylko dla banku

Ugody oferowane przez banki nie są rozwiązaniem zapewniającym maksimum korzyści dla kredytobiorców. Jasno pokazują to przykładowe wyliczenia przygotowane przez E-Kancelarię w oparciu o propozycję KNF-u.

Przeprowadzona symulacja pozwoliła nam na zobrazowanie możliwości dostępnych rozwiązań. Analizowane przez nas, oferowane przez banki do tej pory, ugody nie gwarantowały kredytobiorcom najkorzystniejszego dla nich wyjścia z sytuacji. Zestawienie kwoty kredytu po skorzystaniu z pozornie intratnej ugody z kwotą po odfrankowieniu bądź unieważnieniu jasno wskazuje, że korzystniejszym dla kredytobiorców rozwiązaniem jest podejmowanie kroków prawnych, mówić wprost proces z bankiem – mówi Piotr Maciągowski z E-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa Sp. z o.o.

Droga sądowa najlepszą alternatywą dla ugody

Orientacyjne wyliczenia przygotowane zostały dla kredytobiorcy z umową kredytową zawartą na kwotę 250 tys. zł, przy kursie CHF wynoszącym 2,2792 zł. Zawarcie ugody na warunkach proponowanych przez KNF spowoduje spadek salda kredytu z 235 892 zł do 186 710 zł. Alternatywą jest rozwiązanie sądowe. Podjęcie działań za pośrednictwem profesjonalnej kancelarii prawnej może prowadzić do dwóch przedstawionych poniżej rozwiązań:

  • Odfrankowienie umowy kredytowej. Kredytobiorca pozbywa się ryzyka walutowego. Obca waluta zastępowana jest w umowie polskim złotym, co wpływa na drastyczne obniżenie kosztów kredytu. W opisywanym przypadku saldo kredytu spada o ponad 98 tys. zł w porównaniu do kwoty po ugodzie.
  • Unieważnienie. Orzekane, gdy sąd uzna, że charakter oraz zakres niedozwolonych klauzul nie pozwala, aby umowa była wykonywana dalej, mimo usunięcia niedozwolonych klauzul. Saldo kredytu w przedstawionym przykładzie wyniesie 0 zł.
Saldo kredytu po zaliczeniu nadpłaty na kapitał
Kredyt zawarty Obecny kredyt Ugoda KNF Odfrankowienie Unieważnienie
Wariant I 235 892 zł 186 710 zł 88 161 zł 0 zł

 

Polacy coraz częściej decydują się na procesy

Dogłębne przeanalizowanie otrzymanych od banku propozycji jest oczywiście zasadne, jednak nasze doświadczenie oraz twarde dane jasno wskazują na korzyści płynące z podjęcia kroków prawnych. Przekonuje się o tym coraz więcej kredytobiorców, którzy zdecydowali się na rozwiązanie swojego problemu na drodze sądowej – dodaje Piotr Maciągowski.

Już 8 proc. (źródło: Rzeczpospolita) spośród posiadaczy kredytów CHF zdecydowało się zawalczyć

o swoje prawa w sądzie, a eksperci E-Kancelarii przewidują dynamiczny wzrost pozwów. Korzystne w większości wyroki sądów przekonują kolejnych frankowiczów do podjęcia kroków prawnych.

Porównanie sald i rat kredytów

Kwota kredytu 250 000zł

Saldo kredytu po zaliczeniu nadpłaty na kapitał
Kredyt Obecny kredyt Ugoda KNF Odfrankowienie Unieważnienie
Wariant I 235 892 zł 186 710 zł 88 161 zł 0 zł
Wariant II 292 110 zł 169 921 zł 71 399 zł 0 zł
Wariant III 353 789 zł 162 581 zł 64 270 zł 0 zł

 

Porównanie RATY kredytu spłacanego obecnie z propozycją ugody wg. KNF oraz skutkiem wyroku sądu
Kredyt Obecny kredyt Ugoda KNF Odfrankowienie Unieważnienie
Wariant I 1 250 zł 1 283 zł 502 zł 0 zł
Wariant II 1 519 zł 1 114 zł 384 zł 0 zł
Wariant III 1 804 zł 893 zł 325 zł 0 zł

 

Wariant I Kurs CHF 2,2792zł
Wariant II Kurs CHF 2,0881zł
Wariant III Kurs CHF 2,8969zł

 

Foresight Polska 2035. Eksperci o przyszłości przez pryzmat pandemii

Jak będzie wyglądać polska gospodarka w latach 30-tych XXI wieku? Polski Instytut Ekonomiczny zapytał ekspertów o opinie na temat rozwoju jej poszczególnych obszarów. Aż 95 proc. z nich twierdzi, że zwiększenie udziału źródeł odnawialnych w miksie energetycznym do 30 proc. w dużym stopniu przysłuży się rozwojowi Polski, a 67 proc. badanych sądzi, że pandemia przyspieszy proces dekarbonizacji energetyki. Jednocześnie, pojazdy o napędzie alternatywnym mają być powszechnie stosowane w transporcie drogowym do 2035 r. Co drugi ekspert uważa, że siła nabywcza wynagrodzeń w Polsce dorówna średniej UE najwcześniej w 2037 r. Twierdzą oni również, że w 2039 r. lub później udział wyrobów wysokiej techniki w krajowym eksporcie przekroczy poziom średniej unijnej, a przeciętna długość życia w zdrowiu osiągnie wynik 75 lat życia dla kobiet oraz 70 lat dla mężczyzn. To wnioski płynące z przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny raportu „Foresight Polska 2035. Eksperci o przyszłości przez pryzmat pandemii”.

Pod koniec 2019 r. PIE zaprezentował pierwszą edycję raportu „Foresight Polska 2035”. Pandemia zweryfikowała postawy ekspertów, dlatego badanie powtórzono pod koniec 2020 r. Tak jak w pierwszym badaniu, badano opinie na temat perspektyw rozwoju sześciu obszarów  polskiej gospodarki: 1. Kapitał ludzki, 2. Cyfryzacja, 3. Transport, 4. Energia, 5. Środowisko, 6. Bezpieczeństwo narodowe. Okazuje się, że pandemia w znaczącym stopniu wpłynęła na postrzeganie zjawisk społeczno-gospodarczych przez fachowców. Najbardziej widoczna korekta nastąpiła w odniesieniu do obszarów energii i ochrony środowiska. Zdecydowana większość (95 proc.) pytanych ekspertów jest zdania, że z punktu widzenia rozwoju społeczno-gospodarczego Polski kluczowe jest zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w zużyciu energii finalnej do 30 proc. z obecnych 11 proc. Podobnie, 88 proc. pytanych za priorytet uważa eliminację spalania paliw stałych, zaś 83 proc. jako bardzo istotne postrzega zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do poziomu średniej UE. W opinii ankietowanych, pandemia COVID-19 wpłynie na przyspieszenie realizacji tych zjawisk.

Pytani przez nas eksperci dostrzegają wpływ pandemii COVID-19 na krajobraz społeczno-gospodarczy. Znacznie większe znaczenie niż jeszcze rok temu przypisywane jest nie tylko kwestiom związanym z energią i ochroną środowiska, ale także tym dotyczącym cyfryzacji i cyberbezpieczeństwa. Przewidywane jest przyspieszenie rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych pozwalających ograniczyć zjawisko szarej strefy. Również wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych ma ulec znacznemu zwiększeniu. Należy jednak odnotować, że postrzeganie poszczególnych zjawisk jako pożądanych nie zawsze wiąże się z prawdopodobieństwem ich wystąpienia. O ile osiągnięcie 30 proc. poziomu odnawialnych źródeł energii w zużyciu energii finalnej
w 2030 r. za potrzebne uważa aż 95 proc. ekspertów, to za prawdopodobne już tylko 67 proc.
– mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

  1. Kapitał ludzki

Ponad połowa ekspertów zapytanych o wpływ pandemii na tempo procesu ustawicznego kształcenia w Polsce uznała, że pandemia przyspieszy osiągnięcie przez nasz kraj jednego z najwyższych wskaźników w UE w zakresie udziału społeczeństwa w tego rodzaju kształceniu. Obecnie  36 proc. ekspertów uważa, że zjawisko to zrealizuje się w latach 2026-2035, rok wcześniej tego zdania było tylko 17 proc. pytanych.

Jeżeli chodzi o wzrost przeciętnego trwania życia w zdrowiu, to zdaniem ekspertów pandemia wpłynie na opóźnienie w tym obszarze. Ponad 70 proc. badanych uważa, że osiągnięcie przez kobiety przeciętnego wieku 75 lat w zdrowiu oraz przez mężczyzn 70 lat, przesunie się w czasie z powodu pandemii, a połowa ekspertów wskazuje,  że nastąpi to nie wcześniej niż za 18 lat. Takie rezultaty można wiązać z obserwowaną dużą śmiertelnością na COVID-19 wśród populacji osób starszych.

Ponadto, badani twierdzą, że pandemia koronawirusa przyspieszy osiągnięcie średniej unijnej siły nabywczej wynagrodzeń w Polsce. Takiego zdania jest 66 proc. ekspertów. Jednocześnie, niemal co trzeci (29 proc.) twierdzi, że w wyniku pandemii proces konwergencji w tym obszarze się opóźni.

  1. Cyfryzacja

Jak wynika z analiz, zdecydowana większość ekspertów (86 proc.) jest zdania, że pandemia COVID-19 wpłynie na przyspieszenie rozwoju technologii informacyjnych
i komunikacyjnych, które przyczynią się do ograniczenia szarej strefy. Taki obrót spraw jest nie tylko pożądany, ale postrzegany również jako bardzo prawdopodobny. Prawdopodobieństwo rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych, ograniczających szarą strefę w kraju osiąga poziom bliski 80 proc.

Nieco mniej niż połowa (45 proc.) uważa, że pandemia wpłynie na przyspieszenie udziału wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie do poziomu przekraczającego unijną średnią. Jednak ponad połowa (55 proc.) twierdzi inaczej: 29 proc. wskazuje na neutralność oddziaływania pandemii w tej kwestii, zaś 26 proc. jest przekonanych, że
w jej wyniku ten proces się opóźni. Co ciekawe, w porównaniu z rezultatami z 2019 r., zmniejszył się odsetek ekspertów wskazujących na duże znaczenie osiągnięcia wysokiego udziału wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie z perspektywy rozwoju Polski
(z 69 proc. do 64 proc.).

  1. Transport

W przypadku wpływu pandemii COVID-19 na szybkość upowszechnienia się pojazdów
o napędzie alternatywnym, eksperci nie mieli jednolitego stanowiska. 38 proc. uznało, że pandemia nie wpłynie na wzrost udziału takich pojazdów w transporcie drogowym, zaś zdaniem 36 proc. przyspieszy ten wzrost. Z kolei 26 proc. pytanych twierdzi, że pandemia ten proces opóźni. Jednocześnie, w porównaniu z badaniem z 2019 r., z 37 proc. do 40 proc. podniósł się odsetek ekspertów postrzegających wzrost udziału pojazdów
o napędzie alternatywnym jako ważny dla rozwoju Polski. Znacznie bardziej jednomyślni byli badani, jeżeli chodzi o upowszechnienie się dronów w polskiej przestrzeni kosmicznej. Prawie 70 proc. z nich uznało, że pandemia przyspieszy ten proces. Przeciwnego zdania był jedynie co dziesiąty pytany.

  1. Energia

Dużą zgodność opinii odnotowano w odniesieniu do kwestii wpływu pandemii na tempo osiągnięcia przez Polskę udziału źródeł odnawialnych w zużyciu energii finalnej
w wysokości ponad 30 proc. Większość ekspertów (67 proc.) twierdzi, że pandemia przyspieszy realizację tego celu, a zaledwie 14 proc. uważa, że opóźni. Jednocześnie, z 91 proc. do 95 proc. wzrósł udział badanych, którzy postrzegają wzrost udziału czystej energii za ważny dla rozwoju Polski. Ponadto, z 69 proc. do 83 proc. wzrósł odsetek pytanych uważających, że 30 proc. poziom udziału OZE w krajowym miksie energetycznym nastąpi w okresie 2026-2035. Jeżeli chodzi o energetykę jądrową, to co trzeci (33 proc.) badany ekspert uważa, że pandemia opóźni budowę, zaś niemal co czwarty (24 proc.), że przyspieszy. Wzrósł także (z 49 proc. do 55 proc.), odsetek twierdzących, że budowa elektrowni jądrowej ma duże znaczenia dla rozwoju społeczno-gospodarczego kraju.oze pandemia

  1. Środowisko

Z 86 proc. do 88 proc. wzrósł odsetek ekspertów będących zdania, że wyeliminowanie ze spalania na terenach miast paliw stałych ma duże znaczenie dla rozwoju społeczno-gospodarczego. Co istotne, aż 71 proc. badanych przewiduje, że paliwa stałe przestaną być spalane na terenach miast w okresie 2026-2035.

  1. Bezpieczeństwo narodowe

W ostatnim z badanych obszarów, zdecydowana większość (64 proc.) ekspertów uznała, że pandemia COVID-19 wpłynie na przyspieszenie skutecznej walki z cyberzagrożeniami. Przeciwnego zdania jest co piąty (21 proc.) z nich. Niemal jednomyślni byli badani
w odniesieniu do tezy o istotnym znaczeniu rozwoju technologii i rozwiązań w obszarze cyberbezpieczeństwa dla rozwoju Polski. Z takim stwierdzeniem zgodziło się aż 93 proc. pytanych.

Ponad połowa ekspertów (54 proc.) uznała, że pandemia COVID-19 nie wpłynie na to, czy Polska zacznie wcześniej skutecznie odpierać próby hybrydowej destabilizacji ze strony Rosji. 30 proc. pytanych uważa, że pandemia przyspieszy osiągnięcie takiego stanu, zaś niemal co piąty (17 proc.), że opóźni. Podzielone zdania mieli badani w odniesieniu do kwestii zbudowania przez Polskę odporności na próby hybrydowej destabilizacji ze strony Rosji. Po ok. 40 proc. ekspertów uznało, że najbardziej prawdopodobnym terminem
w tym przypadku jest zarówno okres 2026-2035, jak i czas do końca 2025 r.

Kryzys w Polsce najmocniej dotyka małe rodzinne firmy – 75% wzrost niewypłacalności – raport Euler Hermes

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2021 r. w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano informacje o 316 niewypłacalnościach polskich firm, tj. o 75% więcej niż przed rokiem (181 niewypłacalności w I-II 2020 r.). Analiza obrotów i zatrudnienia wskazuje, że płynność masowo tracą firmy najmniejsze, często rodzinne – będące jednocześnie już wiele lat na rynku, co wyklucza problemy dotykające nowicjuszy w biznesie.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego. Wiążą się z brakiem środków na pokrycie zobowiązań u dostawcy, powodując efekt domina – ich kłopoty z płynnością.

  • Usługi – odczuwają nie tylko skutki zamknięcia (jeszcze drugiego) gospodarki, ale także kryzysowych budżetów samorządów, firm i konsumentów. Oprócz dotychczasowych niewypłacalności w HoReCa czy w ochronie zdrowia pojawiły się problemy firm utrzymania zieleni, ochrony, pośrednictwa pracy, opieki przedszkolnej
  • Kryzys w rolnictwie: produkcja podstawowych art. spożywczych areną niewypłacalności w skali, jakiej nigdy nie widziano (w samym lutym niewypłacalność 18 przedsiębiorców agro-rolniczych z sektora upraw i chowu). Efekt domina w otoczeniu rolnictwa – problemy wyspecjalizowanych firm obsługi upraw i chowu, dostawców agrochemii i pasz, maszyn ale też firm skupujących i handlujących płodami i żywcem oraz mięsem
  • Produkcja – oprócz produkcji rolnej (i spożywczej) liczne problemy w sektorze metalowo-maszynowym oraz w produkcji na rzecz budownictwa (konstrukcje, elementy metalowe, z tworzyw sztucznych oraz drewniane)
  • Budownictwo – spowolnienie w II połowie ubiegłego roku w realizacji dotychczasowych kontraktów i w rozpoczynaniu kolejnych uderza w dużym stopniu w firmy budownictwa specjalistycznego, także związanego z inwestycjami infrastrukturalno-drogowymi

niewypłacalne firmy– Czy trzecia fala pandemii zakłóci ożywienie? Jak na razie firmy odczuwają ,jeszcze skutki drugiego lockdownu, ogłoszonego w IV kwartale ubiegłego roku. Po złych wynikach, w zawsze najlepszym dla handlu ostatnim kwartale roku zarządzający nimi nie czekali i składali do sądów wnioski o ochronę przed wierzycielami – lub też to oni wnioskowali o upadłość dłużników. Zwłaszcza małych, ale stabilnych dotychczas firm rodzinnych, obecnych na rynku od wielu lat, a nie startupów, płacących frycowe debiutantów – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Zwłaszcza w sektorze usług, w którym liczba niewypłacalności była przeszło trzykrotnie większa – 131 w styczniu-lutym 2021 r. wobec 45 przed rokiem (procentowy wzrost liczby niewypłacalności o 190%). Przednówek jest niełatwy także dla budownictwa (skala omawianych zdarzeń wzrosła o +45% r/r, w samym styczniu z 7 przed rokiem do 17 w styczniu br., za okres I-II to 30 niewypłacalności obecnie wobec 22 przed rokiem). Co istotne, w żadnym z sektorów gospodarki nie było spadku r/r liczby niewypłacalności. Także w produkcji (niewypłacalności +42% r/r, warto wspomnieć częste w opublikowanych niewypłacalnościach kategorie: rolnictwo-żywność, stal, sektor maszynowy) i w handlu (niewypłacalności +31% r/r przede wszystkim żywność, ale także inne artykuły konsumpcyjne, w tym wyposażenia wnętrz).

Deloitte: W porównaniu do innych krajów koszt zwolnienia pracownika w Polsce nie należy do najniższych

Prawo pracy na całym świecie zmienia się dynamicznie i charakteryzuje się coraz większym poziomem złożoności. W raporcie „International Employment Law Guide” eksperci firmy doradczej Deloitte przeanalizowali prawo dotyczące zatrudnienia i zwolnień w ponad 60 państwach, w tym również w Polsce. Aż 37 z nich gwarantuje pracownikom zarówno okres wypowiedzenia, jak i odszkodowanie w przypadku zwolnienia z pracy. Osobne normy prawne stworzono w większości krajów na potrzeby zwolnień grupowych. Redukcja zatrudnienia w czasie pandemii może wiązać się z dodatkowymi formalnościami, w szczególności, jeżeli pracodawca skorzystał z dofinansowania na ochronę miejsc pracy w ramach tzw. tarcz antykryzysowych. W większości przypadków wyłączona jest możliwość wypowiadania umów o pracę z przyczyn niedotyczących pracowników, co najmniej w okresie otrzymywania takiego wsparcia.

Jak wynika z raportu Deloitte, niezależnie od lokalizacji i bez względu na specyfikę kraju czy regionu, przy zatrudnianiu pracownika bierze się pod uwagę podobne kwestie. W większości państw jeszcze przed zatrudnieniem należy stać się podmiotem prawnym. Taka konieczność nie zachodzi w 16 badanych krajach, w tym także w Polsce.

Prawie wszędzie pozwala się na włączenie do umowy o pracę zapisu o okresie próbnym. Wyjątkiem są Chile i Belgia, gdzie jest to prawnie zabronione. – Długość takiego okresu różni się w zależności nie tylko od państwa, ale również pełnionej funkcji. We Francji pracownik biurowy może pracować w taki sposób maksymalnie przez dwa miesiące, ale już menedżer nawet przez cztery. W Polsce, bez względu na zajmowane stanowisko, czas ten nie może przekroczyć trzech miesięcy, a ustalenie między stronami ewentualnego okresu próbnego powinno mieć miejsce w umowie o pracę na okres próbny – mówi Jakub Gilgenast, radca prawny, Senior Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Różne formy wypowiedzenia

Eksperci Deloitte wskazują, że generalne zasady dotyczące rozwiązywania indywidualnych umów o pracę są zbliżone w większości państw. Chociaż obowiązuje ta sama zasada to interpretacja i kontekst prawny mogą się od siebie znacznie różnić.

Wśród analizowanych państw, 70 proc. gwarantuje pracownikom okres wypowiedzenia. W większości przypadków można go zastąpić jednorazowym odszkodowaniem wyrównawczym lub urlopem, kiedy pracownik nie wykonuje swoich obowiązków, ale otrzymuje wynagrodzenie.

W Polsce wyróżnia się zwolnienie z zachowaniem okresu wypowiedzenia, ale również takie ze skutkiem natychmiastowym, w tym dyscyplinarne z powodu jawnego naruszenia zasad przez pracownika. Wypowiedzenie umowy zawartej na czas nieokreślony musi być uzasadnione w sposób konkretny i zrozumiały dla pracownika, z tego powodu rekomendowane i praktykowane jest rozwiązanie umowy za porozumieniem obu stron.

Okres wypowiedzenia różni się w Polsce w zależności od stażu pracy. To dwa tygodnie w przypadku pracownika, który był zatrudniony krócej niż pół roku, miesiąc wypowiedzenia, kiedy ktoś pracował powyżej sześciu miesięcy i aż trzy miesiące dla pracownika ze stażem dłuższym niż trzy lata.

–  Zwolnienie pracownika w Polsce nie jest rzeczą prostą. W przypadku umów na czas nieokreślony konieczne jest podanie rzetelnego, uzasadnionego i konkretnego powodu, aby to zrobić. Z kolei w przypadku zwolnienia dyscyplinarnego, obowiązkiem pracodawcy jest wykazanie, że doszło do ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. Jeśli zaś chodzi o wypowiedzenie umowy z przyczyny niedotyczącej pracownika, to w wielu przypadkach należy posiłkować się zasadami zwolnień grupowych, np. dotyczącymi odprawy. Decyzja o zwolnieniu niesie za sobą wiele kroków prawnych i finansowych – mówi Kinga Jezierska radca prawny, Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Cały proces jest obecnie bardziej złożony przez pandemię Covid-19. Podmioty korzystające z dofinansowania państwowego do wynagrodzeń (w ramach tzw. tarczy antykryzysowych) nie mogą wypowiadać umów o pracę z przyczyn niedotyczących pracowników.

Zwolnienie – i co dalej?

Eksperci firmy Deloitte przyjrzeli się również hipotetycznym przypadkom zwolnień indywidualnych, by przeanalizować, jakie prawa przysługują pracownikom w przypadku utraty pracy w różnych państwach.

Trzydziestolatek zatrudniony jako radca prawny w firmie IT, ma czteroletni staż pracy i roczny dochód podstawowy równy 30 tys. euro, w przypadku zwolnienia z przyczyn niedotyczących pracownika w Polsce, może on liczyć na wynagrodzenie za okres wypowiedzenia albo odszkodowanie (zasadniczo odpowiadające okresowi wypowiedzenia), a dodatkowo może otrzymać odprawę pieniężną oraz świadczenia socjalne. Dla porównania – jego odpowiednikowi w Grecji czy na Ukrainie przysługuje tylko odprawa.

Czterdziestodziewięciolatek na analogicznym stanowisku, ze stażem pracy równym 11 lat i rocznym dochodem na poziomie 120 tys. euro przy zwolnieniu z przyczyn niedotyczących pracownika, również może otrzymać odszkodowanie zamiast okresu wypowiedzenia, odprawę pieniężną i opłaty socjalne. Są to jednak kwoty wyższe niż w przypadku pracownika z krótszym stażem. Dla porównania, mniejsze rekompensaty otrzymują zwolnieni z m.in. Litwy, Norwegii czy Singapuru.

Wśród 62 państw, które przeanalizowali eksperci Deloitte w ramach badania, Polska znalazła się w środku zestawienia pod względem kosztów zwolnienia. Ogólna analiza raportu prowadzi więc do wniosku, że na tle innych krajów koszt zwolnienia pracownika w Polsce nie należy do najniższych.

Zwolnienia grupowe na innych zasadach

W większości państw stosuje się specjalne procedury w przypadku zwolnień grupowych. W Polsce również istnieje osobna regulacja, ale nawet w tym przypadku mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy pracownicy pod szczególną ochroną nie mogą zostać zwolnieni, a jedynie zmianie mogą ulec warunki ich pracy i płacy. Ustawa przewiduje także wysokość odpraw, które różnią się w zależności od stażu zatrudnionego.

W Polsce, w przypadku zwolnienia grupowego przez pracodawcę, zatrudniającego co najmniej 20 pracowników przyznawana jest odprawa pieniężna w wysokości uwarunkowanej stażem pracy. Osoby pracujące mniej niż dwa lata otrzymują miesięczne wynagrodzenie, od dwóch do ośmiu lat – dwie pensje, a pracujący powyżej ośmiu lat – trzy wypłaty.

Procedura zwolnień grupowych jest sformalizowana, wymaga wprowadzenia określonych regulacji, ustaleń z reprezentantami pracowników czy związkami zawodowymi oraz poinformowaniem urzędu pracy, a to wszystko przy zachowaniu ustawowych terminów. Sam dobór osób typowanych do zwolnień grupowych wymaga zastosowania określonych kryteriów i uzasadnienia.

Warto podkreślić, że pracownicy bardzo dobrze znają swoje przywileje, chętnie konsultują się w kwestiach prawnych i szukają optymalnych rozwiązań. Stale wzrasta ich świadomość, dlatego uważnie przyglądają się pracodawcom i ich działaniom w obszarze polityki zatrudnienia. Pracownicy oczekują od firm jasnych standardów w zakresie prawa pracy – mówi Natalia Mateja, aplikant radcowski, Senior Associate w kancelarii Deloitte Legal.

O raporcie

„International Employment Law Guide” to przewodnik po warunkach zatrudnienia i zwolnień obowiązujących w 62 państwach. Zawiera podsumowanie krajowych przepisów z zakresu prawa pracy, bez podziału na konkretne branże. Zestawienie nie obejmuje regulacji regionalnych, z wyjątkiem Kanady, gdzie przeanalizowano także Ontario i Quebec.