Igor Klaja, założyciel firmy OTCF zwycięzcą 18. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku

Tytuł EY Przedsiębiorca Roku 2020 otrzymał Igor Klaja, założyciel firmy OTCF, który został również zwycięzcą konkursu w kategorii Produkcja i Usługi. W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność nagrodę otrzymał Dawid Zieliński – zarządzający firmą Columbus Energy, natomiast w kategorii Nowy Biznes – twórcy firmy Roger Publishing – Nicole Sochacki-Wójcicka i Jakub Wójcicki. W tym roku przyznano również pięć Nagród Specjalnych, którymi wyróżnieni zostali Ewa Chodakowska, Jacek Świderski, Krzysztof Folta i Michał Mikulski. Jury w porozumieniu z Polskim Funduszem Rozwoju – Partnerem Konkursu, przyznało także Nagrodę Specjalną za ekspansję międzynarodową. Wyróżnienie to otrzymał Leszek Gierszewski – założyciel spółki DRUTEX.

Uroczyste ogłoszenie wyników konkursu i wręczenie nagród miało miejsce 4 marca podczas Gali Finałowej na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec.

– Tegoroczni laureaci polskiej edycji międzynarodowego konkursu EY Przedsiębiorca Roku udowadniają, że polscy przedsiębiorcy potrafią nawet w warunkach pierwszej od 1989 r. recesji rozwijać swoje firmy. Wyprzedzają oni rynek, oferując unikalne produkty i usługi, wprowadzając innowacyjne rozwiązania, ale kreują też nowe, skuteczne modele biznesowe. To prawdziwi liderzy, którzy potrafią przewodzić zespołom, budować więzi z pracownikami i jednoczyć ich we wspólnym celu, który na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalny – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska. Czas pandemii pokazał, jak bardzo istotne jest myślenie o przedsiębiorczości właśnie w takich kategoriach i jak istotna w tak trudnej do przewidzenia sytuacji jest postawa lidera. To od niej zależy nie tylko sytuacja przedsiębiorstwa, ale i wielu – często niezwiązanych z nim bezpośrednio ludzi. Z ogromną dumą będziemy przyglądać się i przede wszystkim kibicować polskiemu laureatowi podczas światowego finału konkursu EY Entrepreneur of the Year, który odbędzie się już w czerwcu – dodał Jacek Kędzior.

Zwycięzcy kategorii głównych

Tegoroczny zdobywca tytułu EY Przedsiębiorca Roku – Igor Klaja, twórca firmy OTCF (będącej właścicielem m.in. marki 4F, Outhorn czy Under Armour) – to w ocenie Jury „przedsiębiorca, który nigdy się nie poddaje, ciągle przesuwa granice swoich możliwości, a kryzys zamienia w szansę”. Firma OTCF przetrwała lockdown dzięki mocnym fundamentom działalności, opartym na zaangażowaniu, zaufaniu oraz transparentności, a sam Igor Klaja uważa, że kryzys związany z pandemią COVID-19 umocnił go jako lidera. W trakcie pandemii obiecał pracownikom, że nie będzie zwolnień i słowa dotrzymał.

Za „zbudowanie silnej marki opartej na ludziach, dla których biznes jest grą zespołową” założyciel OTCF otrzymał również nagrodę w kategorii Produkcja i Usługi.

Igor Klaja będzie reprezentował Polskę podczas międzynarodowego finału konkursu EY World Entrepreneur Of The Year 2020. O tytuł najlepszego przedsiębiorcy na świecie, Polak będzie rywalizował ze zwycięzcami lokalnych edycji konkursu z blisko 60 państw.

W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność zwyciężył Dawid Zieliński, zarządzający firmą Columbus Energy. Jury nagrodziło go za „wykorzystanie światowego megatrendu do błyskawicznej budowy dużej firmy będącej częścią zielonej gospodarki.” Columbus Energy oferuje instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła, magazyny energii oraz infrastrukturę do ładowania pojazdów elektrycznych. Realizuje też projekty farm fotowoltaicznych, zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Dawid Zieliński jest przekonany, że OZE i nowoczesna energetyka to już nie jest moda, ale konieczność.

Nagrodę w kategorii Nowy Biznes za „zbudowanie ponad milionowego środowiska osób, obserwujących działalność spółki, stanowiących inspirację dla jej rozwoju, a na koniec konsumentów jej produktów” otrzymali Nicole Sochacki-Wójcicka i Jakub Wójcicki, lekarze, twórcy firmy Roger Publishing. Swoją działalność rozpoczynali od profilu na Instagramie, dzisiaj gromadzą wokół siebie nie tylko licznych obserwatorów, ale prowadzą firmę oferującą produkty skierowane przede wszystkim do rodziców i przyszłych rodziców, powstałe w oparciu o najnowszą wiedzę medyczną i uwzględniające potrzeby klientów. W swojej działalności nie boją się kontrowersyjnych tematów i obalania mitów.

– Co roku, przy okazji kolejnych edycji konkursu, poznajemy nowe historie biznesowe. To unikatowa okazja do obserwowania ewolucji polskiej przedsiębiorczości. W tym roku w poprzek tych stopniowych zmian ewolucyjnych stanęła pandemia. Zniknęły niektóre wyzwania, jak na przykład często doskwierający do niedawna brak pracowników, a w ich miejsce pojawiło się wielokrotnie więcej innych problemów. U progu tej edycji obawialiśmy się więc, że w takich warunkach nasz konkurs może cieszyć się mniejszym zainteresowaniem niż dotychczas. Przeciwnie. Napłynęło bardzo dużo zgłoszeń, większość od przedsiębiorców, którzy z niewiarygodną determinacją pokonali wyzwania pandemiczne. Przekuwali je często w szansę na rozwój, a czasem całkowitą transformację swojego biznesu, wykazując się przy tym wrażliwością i odpowiedzialnością społeczną. Tym samym weszli do grona prawdziwych bohaterów tego trudnego czasu. Jury stanęło więc po raz kolejny przed trudnym zadaniem, ponieważ okazało się, że nawet w czasach pandemii i kryzysu gospodarczego nasi rodzimi przedsiębiorcy, w tym laureaci, potrafią robić wielkie rzeczy, ratować i inspirować innych – mówi Marek Jarocki, audytor konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

Laureaci nagród specjalnych

Nagrodę specjalną dla „pionierki tak ważnego w czasach pandemii zdrowego życia Polek i Polaków, która przekuła tę pasję w dochodowy biznes” przyznano Ewie Chodakowskiej, założycielce BeBio, a także współtwórczyni siedmiu marek – największej w Polsce platformy treningowej online BeActiveTV, diet online BeDiet, cateringu dietetycznego Be Diet Catering, sklepu z akcesoriami BeBio, linii zdrowych przekąsek i bio żywności BeRaw, naturalnych kosmetyków beBIO, a także dobroczynnej marki kostiumów kąpielowych Mission Swim.

Nagrodę specjalną za „udaną transformację spółki, od startupu biorącego udział w konkursie EY Przedsiębiorca Roku 16 lat temu do jednego z liderów polskiego internetu” otrzymał Jacek Świderski. Swoją karierę rozpoczął od stworzenia darmowej poczty go2.pl (o2.pl) oraz komunikatora TLEN. W 2014 roku wraz ze wspólnikami Michałem Brańskim i Krzysztofem Sierotą oraz funduszem private equity Innova Capital przejął Wirtualną Polskę i dziś zarządza największym, polskim przedsiębiorstwem internetowym, w skład którego wchodzą serwisy internetowe (w tym m.in. Strona Główna WP i o2, money.pl), poczta e-mail, Telewizja WP, internetowa platforma TV – WP Pilot oraz platformy e-commerce (m.in. wakacje.pl, Domodi, Superauto.pl).

„Umiejętność prowadzenia biznesu w warunkach ciągłej zmiany, przez ponad 30 lat nieustannie adaptując się do rynku i otoczenia” została doceniona przez Jury nagrodą specjalną dla Krzysztofa Folty, założyciela TIM. Spółka przez wiele lat była siecią hurtowni elektrycznych, a od 2013 roku sprzedaje artykuły elektrotechniczne online ze wsparciem ogólnopolskiej sieci biur i przedstawicieli handlowych. To unikalny w branży elektrotechnicznej model biznesowy, na wdrożenie którego Krzysztof Folta zdecydował się, stawiając na szali wszystko, co budował przez 25 lat.

„Umiejętne wykorzystanie technologii w ochronie zdrowia i wprowadzenie innowacyjnego produktu, który ma ambicję stać się przyszłością rehabilitacji pacjentów neurologicznych” pozwoliło otrzymać nagrodę specjalną Michałowi Mikulskiemu, twórcy firmy EGZOTech. Firma zajmuje się badaniami oraz opracowaniem innowacyjnych robotów rehabilitacyjnych i urządzeń elektrodiagnostycznych dla fizjoterapii, neurorehabilitacji i terapii zajęciowej. Produkty EGZOTech przeznaczone są dla pacjentów po udarach, urazach rdzenia kręgowego i chorobach neurodegeneracyjnych, a także ze schorzeniami ortopedycznymi i urologicznymi.

Leszek Gierszewski – założyciel firmy DRUTEX został uhonorowany nagrodą specjalną Polskiego Funduszu Rozwoju za ekspansję międzynarodową. Nagroda przyznana została za „stworzenie rozpoznawalnego na całym świecie, odpornego na kryzys czempiona”. DRUTEX to spółka zbudowana od podstaw przez Leszka Gierszewskiego, oparta w pełni na polskim kapitale. Firma oferuje stolarkę otworową z PVC, drewna i aluminium – okna, drzwi, rolety i fasady. Poza halami produkcyjnymi DRUTEX ma własny dział badań i rozwoju, biuro konstrukcyjne oraz laboratorium badawcze. Produkty spółki dostępne są na całym świecie, a 75% przychodów pochodzi z eksportu.

Jury konkursu

W skład 13-osobowego gremium wchodzą autorytety ze świata biznesu oraz rotacyjnie zwycięzcy poprzednich edycji konkursu.

  • Jerzy Koźmiński – Przewodniczący Jury, Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
  • Prof. dr hab. n. med. Paweł Buszman – Prezes Innovations for Heart and Vessels, Przedsiębiorca Roku 2015
  • Marcin Grzymkowski – Prezes eobuwie.pl, Przedsiębiorca Roku 2016
  • Marcin Iwiński – Wiceprezes CD Projekt, Przedsiębiorca Roku 2008
  • Piotr Krupa – Prezes KRUK S.A., Przedsiębiorca Roku 2017
  • Adam Krzanowski – Prezes Grupy Nowy Styl, Przedsiębiorca Roku 2014
  • Krzysztof Pawiński – Prezes Grupy Maspex Wadowice, Przedsiębiorca Roku 2011
  • Ewald Raben – Prezes Grupy Raben, Przedsiębiorca Roku 2012
  • Jacek Siwicki – Prezes, Przewodniczący Rady Dyrektorów Enterprise Investors
  • Artur Rytel – Prezes Green Holding, Przedsiębiorca Roku 2019
  • Kinga Stanisławska – Partner Zarządzający i Założycielka Experior Venture Fund
  • Andrzej Wiśniowski – Twórca firmy WIŚNIOWSKI, Przedsiębiorca Roku 2013
  • Filip Granek, Prezes XTPL S.A., Przedsiębiorca Roku 2018

Złoty w odwrocie. Euro powyżej 4,55 zł

Polska waluta kontynuuje swoją słabszą passę. Od niemal dwóch tygodni złoty znajduje się w odwrocie, tracąc po niemal grosz dziennie względem europejskiej waluty.

Euro powyżej 4,55 zł

Wczoraj kurs EURPLN nieśmiało atakował poziom 4,55 zł za jedno euro. Dzisiaj od rana doszło już do wybicia. Co jest powodem tego ruchu? Patrząc, że ostatnie dni są trudne również dla forinta i czeskiej korony, można się doszukiwać czynników za granicą. Rynki trochę się wystraszyły wzrostu zachorowań w Polsce. To może powodować kolejne zamykanie biznesów, a w rezultacie pogorszenie bardzo dobrych ostatnio danych z gospodarki.

Neutralna decyzja RPP

Analitycy oceniający wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej jako mało istotne mieli rację. Stopy procentowe nie uległy zmianie. Rok po gwałtownej obniżce z początku pandemii w dalszym ciągu nie wiemy, kiedy wrócimy do wyższych poziomów, kiedy to do ofert banków powrócą lokaty. Nie wiadomo również, czy nie będziemy wprowadzać ujemnych stóp procentowych. Polityka informacyjna banku pozostawia dużo do życzenia. Z drugiej strony jesteśmy w bardzo niestandardowej sytuacji i nie wiedząc, jak rozwinie się pandemia, ciężko oczekiwać jasnych deklaracji ze strony władz monetarnych.

Sytuacja w USA

Wczorajsze dane o nowych miejscach pracy nie spełniły oczekiwań analityków, ale sam fakt, że mamy wzrost o 117 tysięcy wskazuje na to, że gospodarka jest na dobrym torze. Ten kierunek potwierdza zresztą opublikowana wczoraj tzw. beżowa księga, czyli raport z sytuacji ekonomicznej w USA. Rośnie optymizm firm co do przyszłości. Głównym powodem jest rozwój sytuacji pandemicznej. Dobrze rozwija się program szczepień a liczba nowych przypadków jest blisko czteromiesięcznych minimów. To wszystko powoduje, że coraz więcej firm chętniej zatrudnia i inwestuje, a zatem rośnie szansa na kolejne dobre dane. W konsekwencji tych informacji dolar po raz kolejny zyskiwał na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zapanować dla hulajnogowym chaosem – Paryż daje przykład polskim miastom

W 13. Dzielnicy Paryża powstanie 150 stacji do ładowania e-hulajnóg. W ten sposób miasto chce zrobić porządek z tarasującymi chodniki pojazdami, jednocześnie tworząc infrastrukturę dla rozwoju elektromobilności i urzeczywistnienia idei „15-minutowego miasta”. Stacji dostarczy estoński startup DUCKT, wspierany przez fundusz EIT InnoEnergy. Projekt realizowany jest we współpracy z paryskim Urban Lab, miejskim laboratorium wspierającym wdrażanie innowacji.

Polskie miasta, szukając sposobu na zapanowanie nad tarasującymi chodniki hulajnogami elektrycznymi, sięgają głównie po nowe regulacje. Władze stolicy Francji zdecydowały się postawić na technologię. Paryska sieć 150 stacji ładowania elektrycznych hulajnóg ma zostać uruchomiona w drugim kwartale 2021 roku, na razie jako projet pilotażowy. Dzięki uniwersalności stacji można będzie w nich ładować pojazdy należące do działających w mieście operatorów hulajnóg „na minuty”. Dostępność infrastruktury ładującej ma zachęcić mieszkańców Paryża do korzystania z tej formy transportu i obniżyć koszty związane z logistyką ładowania e-hulajnóg.

Rozwiązanie DUCKT to przykład realizacji modelu „mobilności jako usługi” (MaaS – Mobility as a Service). Użytkownik hulajnogi będzie w stanie w kilka sekund podłączyć pojazd do punktu ładowania – wystarczy zainstalować prosty adapter. Stacja DUCKT – wykorzystując technologię Internetu rzeczy (IoT) – sama skomunikuje się z hulajnogą, rozpozna jej właściciela, a po zablokowaniu pojazdu – rozpocznie ładowanie.

Modułową stację ładującą można w łatwy sposób podłączyć do dostępnych źródeł zasilania, np. nośników reklamowych, wiat przystanków autobusowych (jeśli podłączone są do sieci elektrycznej), czy latarni ulicznych. Punkty ładowania można także wyposażyć w niezależne źródło energii w postaci paneli fotowoltaicznych).

Mikromobilność w „15-minutowym mieście”

„Po ulicach Paryża już dziś jeździ prawie 15 tys. elektrycznych hulajnóg, a władze deklarują, że zamierzają konsekwentnie podążać w kierunku mikromobilności.” – tłumaczy Marc-Antoine Réol, szef francuskiego oddziału firmy DUCKT. „Chodzi tu o rozwiązanie problemu tzw. ostatniej mili, czyli umożliwienie mieszkańcom łatwego pokonania dystansu do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej. Nasze rozwiązanie świetnie wpisuje się w ambitną wizję miejskich władz, wizję Paryża jako „miasta 15-minutowego”, z ograniczoną do minimum obecnością samochodów, zwracającego ulice mieszkańcom.”

Rozwój mikromobilności w Paryżu wymuszają także regulacje. Od 2024 r. do centrum miasta nie będą mogły wjeżdżać samochody z silnikiem Diesla, a od 2030 r. zakaz obejmie także samochody benzynowe. Dane firmy Lime, która udostępnia swoje elektryczne hulajnogi także w polskich miastach, wskazują, że od lutego do czerwca 2020 r. liczba elektrycznych hulajnóg i rowerów na ulicach Paryża wzrosła o 15 proc., a średni dystans pokonywany przez użytkowników hulajnóg zwiększył się o 65 proc.

Uporządkować chaos: zachęta zamiast kar

Sieć stacji dokujących ma również pomóc miastu uporządkować przestrzeń publiczną i uporać się z chaosem powodowanym przez porzucane obecnie w dowolnym miejscu hulajnogi – stacje ładujące staną się naturalnym miejscem parkowania pojazdów.

Z mikromobilnością – jej uporządkowaniem i rozwojem – zmagają się też polskie miasta. Na razie do sejmu trafił projekt regulacji Ministerstwa Infrastruktury dotyczących UTO (urządzeń transportu osobistego), regulujący między innymi kwestię parkowania hulajnóg. Mają one stawać w wyznaczonych miejscach lub – przy braku takowych – równolegle do krawędzi chodnika, przy ścianie budynku, pozostawiając minimum 1,5 metra wolnego miejsca dla pieszych. Niewłaściwe parkowanie ma być karane mandatem dla właściciela pojazdu.

Rozwój zielonych innowacji

„Europejskie metropolie szukają sposobów na ograniczenie ruchu samochodowego i poprawę jakości powietrza. Mikromobilność to odpowiedź na te potrzeby i jeden z najistotniejszych trendów kształtujących obecnie politykę ekologiczną innowacyjnych miast.” – komentuje Jakub Miler, szef EIT InnoEnergy w Europie Środkowej, funduszu wspierającego firmę DUCKT, inwestującego w technologie dla zielonej transformacji. „Twórcy estońskiego startupu, doskonale wpisali się w ten trend. Mam nadzieję, że paryski projekt utoruje im drogę na kolejne rynki i umożliwi zwiększenie skali działalności.”

Marc-Antoine Réol z DUCKT podkreśla rolę EIT InnoEnergy w pozyskaniu tego przełomowego dla startupu zlecenia. „EIT InnoEnergy dysponuje dogłębną znajomością francuskiego rynku i wieloletnim doświadczenie w zakresie mobilności i komercjalizacji zielonych technologii. Wsparcie, które otrzymaliśmy ze strony naszego partnera, okazało się kluczowe dla powodzenia całego przedsięwzięcia.”

365 dni pandemii – progres czy regres? 18 MARCA 2021 – XVI EDYCJA KURSU NA HR

Praca i nauka w formie zdalnej, kwarantanna, telekonferencje, lockdown, dystans to tylko kilka z wielu haseł, które towarzyszyły nam przez ostatni rok. Po 365 dniach pandemii przyszła pora na podsumowanie. Czy ten czas oznaczał progres czy regres? Odpowiedź na to pytanie poznamy już 18 marca 2021 r. – podczas XVI edycji konferencji Kursu na HR, która w tym roku odbędzie się w formie online.

W 2020 r. cały świat wsiadł do rollercoastera, którym sterował Covid-19 kierujący rynkiem pracy, pracodawcami, uczniami, studentami, nauczycielami, wykładowcami oraz życiem lokalnych społeczności i ich włodarzy. Wirus od 365 dni testuje ich wytrzymałość oraz odporność na skutki pandemii. Nie każdy poradził sobie na ostrych zakrętach, wiele rzeczy zmieniło się przez ten czas. W jakim momencie covidowej sztafety jesteśmy? Z jakiego punktu startowaliśmy? Jakie są nasze mocne i słabe strony? Co nie działa tak, jak powinno, a co jest sukcesem?

Grupa Progres – kolejny raz – zaprasza na Kurs na HR, podczas którego uczestnicy podzielą się doświadczeniami w radzeniu sobie z wyzwaniami covidowego rynku pracy. Wśród gości nie zabraknie przedsiębiorców, przedstawicieli władz samorządowych i środowisk studenckich, naukowców oraz ekspertów z zakresu HR.

2020 r. zmotywował nas do dyskusji i sprawdzenia z czym – przez ostatnie 12 miesięcy – mierzyliśmy się każdego dnia. Jakie tematy poruszymy?

  • Przywództwo cyfrowe w czasach pandemii – dr hab. Paweł Korzyński prof. Akademii Leona Koźmińskiego
  • Automatyzacja procesów HR – Marcin Olejnik – CEO Chatbots
  • Pandemiczny rynek pracy – dr Anna Pawłowska Wojewódzki Urząd Pracy
  • Psyche pracownika zdalnego i stacjonarnego – Małgorzata Czarnecka Human Power
  • Zarządzanie efektywnością pracy zdalne – Katarzyna Lorenc Business Center Club
  • Czy Polacy szukają pracy tymczasowej, czy i gdzie emigrują? – Iwona Wieczyńska Grupa Progres Sp. z o.o.

Gośćmi debaty będą: wiceprezydent miasta Łodzi Adam Pustelnik, Martyna Rybka – Dyrektor HR w PORTA KMI POLAND, dr Łukasz Fojutowski – Prorektor Collegium Da Vinci Poznań i Justyna Kołodziej – wiceprzewodnicząca ds. HR w Zarządzie Krajowym Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli: Prezydent Miasta Łodzi Hanna Zdanowska, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna oraz Collegium Da Vinci Poznań.

W gronie patronów medialnych znajdują się redakcje CEO Biznes w Praktyce, dlaStudenta.pl, HitPraca.pl, hrpolska.pl, Magazyn Rekruter, OutsourcingPortal, Outsourcing&More Polska, Student.pl i Telestudent.pl.

Konferencja odbędzie się w formie online – 18 marca 2021 r. (czwartek, godz. 9:00 – 14:00).

Więcej informacji na stronie https://kursnahr.pl/ formularz rejestracyjny dostępny jest na https://forms.freshmail.io/f/prk16hf34v/euyuttjo2o/index.html?standalone

COVID-19: Kolejna fala oszustw internetowych właśnie trwa

  • CPR udokumentował 7056 nowych domen związanych ze szczepionkami, z których aż 294 uznano za potencjalnie niebezpieczne
  • rejestracja domen „szczepionkowych” wzrosła o 300%, natomiast liczba witryn uznanych za niebezpieczne wzrosła o blisko 30%.
  • „fałszywe” witryny często proszą nas o podanie danych logowania do popularnych usług takich jak konto Microsoft, poczta elektroniczna czy media społecznościowe

W ostatnich miesiącach nastąpił trzykrotny wzrost rejestracji domen związanych ze szczepionkami oraz 29-procentowy wzrost tego typu witryn, które uznawane są za niebezpieczne – informuje Check Point Research. Jak twierdzą eksperci wraz ze wzrostem zainteresowania szczepieniami rośnie aktywność hakerów chcących wyłudzić nasze dane.

Rozpowszechnianie szczepionek COVID-19 nabiera tempa – na całym świecie podano już około 250 milionów dawek. Choć ogólnoświatowy program szczepień jest prowadzony na bezprecedensową skalę, to warto pamiętać, że pełny cykl zastrzyków otrzymało mniej niż 1% światowej populacji. Potężne zainteresowanie kwestią szczepionek, ich skuteczności oraz bezpieczeństwa, wykorzystują cyberprzestępcy, przygotowując treści internetowe, które mają m.in. za cel kradzież danych uwierzytelniających lub potajemną instalację złośliwego oprogramowania na urządzeniach użytkowników.

Jak wynika z danych Check Point Research, liczba domen ze słowem „szczepionka” w nazwie skokowo wzrosła w ostatnich czterech miesiącach, czyli od momentu przygotowania do dystrybucji pierwszych partii. Od listopada 2020 roku Check Point Research udokumentował 7056 nowych domen związanych ze szczepionkami, z których aż 294 uznano za potencjalnie niebezpieczne.

Porównując powyższe dane do tych z okresu lipiec-październik ub.r. dowiadujemy się, że rejestracja domen „szczepionkowych” wzrosła o 300%, natomiast liczba witryn uznanych za niebezpieczne wzrosła o blisko 30%.COVID-19 Kolejna fala oszustw internetowych właśnie trwa

Jak wskazują eksperci niebezpieczne „fałszywe” witryny często proszą nas o podanie danych logowania do popularnych usług takich jak konto Microsoft, poczta elektroniczna czy media społecznościowe.  W związku z niepokojącymi danymi firma Check Point przedstawiła rekomendacje w jaki sposób można ustrzec się przed niebezpieczeństwem czyhającym na użytkowników Internetu:

  1. Uważaj na błędy ortograficzne – uważaj na błędy ortograficzne lub inne błędy w pisowni, w tym błędy w adresach stron – np. z końcówką „.co” zamiast „.com”. Mogą one świadczyć o potencjalnym oszustwie.
  2. Uważaj na oferty „kup szczepionkę online” – choć może się to wydawać kuszące, ponieważ wciąż wielu z nas czeka na otrzymanie szczepionek, oferty te praktycznie gwarantują, że będą oszustwem.
  3. Nigdy nie udostępniaj swoich danych uwierzytelniających – kradzież danych uwierzytelniających jest wspólnym celem cyberataków. Wiele osób używa tych samych nazw użytkownika i haseł na wielu różnych kontach, więc kradzież danych logowania do jednego konta może dać atakującemu dostęp do innych. Nigdy nie udostępniaj danych logowania i nie używaj takich samych haseł.
  4. Zawsze zachowuj podejrzliwość w stosunku do wiadomości e-mail dotyczących resetowania hasła – jeśli otrzymasz wiadomość e-mail z niespodziewaną prośbą o zmianę hasła, zawsze odwiedzaj witrynę bezpośrednio (nie klikaj osadzonych linków). Klikając w link znajdujący się w wiadomości, możesz zostać przekierowany do witryny phishingowej, która przejmie Twoje dotychczasowe dane logowania.
  5. Zawsze zwracaj uwagę na język w e-mailu – techniki inżynierii społecznej mają na celu wykorzystanie ludzkiej natury, w tym fakt, że ludzie są bardziej skłonni popełniać błędy, gdy się spieszą np. otrzymując polecenia osób na stanowiskach kierowniczych. Ataki phishingowe często wykorzystują te techniki, aby przekonać swoje cele do zignorowania potencjalnych podejrzeń dotyczących wiadomości e-mail i kliknięcia łącza lub otwarcia załącznika.

Cyberprzestępcy podszywają się pod Ministerstwo Finansów i rozsyłają e-maile ze złośliwym linkiem

Hakerzy próbują kolejnych socjotechnicznych sztuczek, aby wykraść dane przedsiębiorców. Chcą wykorzystać zainteresowanie firm pakietami pomocowymi oferowanymi przez rząd w ramach kolejnych Tarcz Antykryzysowych i rozsyłają e-maile z informacjami o rzekomym wsparciu finansowym oraz złośliwym linkiem do rejestracji po nie.

Rząd opracował już osiem wersji Tarcz Antykryzysowych. Przedsiębiorcy mogą w ich ramach ubiegać się m.in. o bezzwrotną mikropożyczkę w kwocie 5 tys. zł. To właśnie zainteresowanie tą formą pomocy usiłują wykorzystać cyberprzestępcy. Oszuści informują w mailu (pisownia oryginalna):

„Biorąc pod uwagę sytuację związaną z COVID-19, rząd podjął decyzję o utworzeniu funduszu solidarnościowego dla bardzo małych firm i osób samozatrudnionych, aby zapewnić pomoc doraźną w wysokości 7.000 PLN tym, których obroty spadają.”

W polu nazwy nadawcy wiadomości podane jest Ministerstwo Finansów, ale widać, że e-mail został wysłany z prywatnego adresu – z domeną z jednego z popularnych portali. Podana została także inna kwota niż w rzeczywiście obowiązujących rozwiązaniach pomocowych.

Co jeszcze powinno wzbudzić czujność w tej wiadomości? – Z pewnością niefachowe nazewnictwo, takie jak „bardzo małe firmy”, czy też brak jakichkolwiek szczegółów poza niejasnym i nieprecyzyjnym kryterium „spadających obrotów” – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Dodatkowo po najechaniu kursorem na link prowadzący do rejestracji widać, że nie jest to prawdziwa strona Ministerstwa Finansów, ale najprawdopodobniej phishingowa strona, znajdująca się na serwerze w domenie wixsite.com.

Według ostatniego raportu Global Threat Landscape, opracowanego przez analityków z FortiGuard Labs, cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po tego typu narzędzia jak złośliwe strony www, aby wykradać dane nieostrożnych użytkowników.

Niestety metody socjotechniczne wciąż mają się bardzo dobrze, dlatego specjaliści ds. bezpieczeństwa wciąż apelują o to, aby zachowywać szczególną ostrożność wobec podejrzanych treści, zwłaszcza wiadomości, które przychodzą na nasze skrzynki mailowe czy za pośrednictwem komunikatorów – podkreśla Jolanta Malak.

Cyberprzestępcy, którzy podszywają się pod Ministerstwo Finansów, zastosowali kilka podstawowych „sztuczek”, jakie są używane w tego typu phishingowych wiadomościach:

  • Wykorzystywanie bieżących wydarzeń – odwołanie się pandemii i towarzyszącej jej legislacji. Hakerzy wykorzystują natłok informacji, jaki panuje wokół kolejnych ustaw i zainteresowanie otrzymaniem pomocy ze strony firm.
  • Stworzenie wrażenia wyjątkowości oferty – słowa o „doraźnej” pomocy mają zachęcić do natychmiastowego skorzystania z propozycji i kliknięcia w link do rejestracji.
  • Żerowanie na emocjach – wiele firm znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, więc obietnica szybkiego uzyskania wsparcia może być dla nich bardzo atrakcyjna i wywołać spadek czujności.

Można się spodziewać, że firmy będą otrzymywać więcej podobnych wiadomości. Cyberprzestępcy wciąż chętnie korzystają z możliwości, jakie stwarza im pandemia COVID-19. Dlatego zawsze należy podchodzić z ostrożnością do podejrzanych maili z propozycjami wsparcia finansowego, a w razie wątpliwości najlepiej rozwiać je, sięgając do oficjalnych źródeł.

Nie tylko podbój kosmosu. Czego polscy inwestorzy i branża OZE mogą się nauczyć od Elona Muska?

Czołowy przedstawiciel kalifornijskiego biznesu — Elon Musk — to nie tylko przedsiębiorca, który za punkt honoru przyjął sobie podbój kosmosu. W portfolio CEO SpaceX znajdziemy również szereg innych projektów, które mogą w znacznym stopniu ograniczyć ślad węglowy. Poczynania guru Doliny Krzemowej to także całkiem obiecująca lekcja dla polskiego sektora OZE i inwestorów zainteresowanych ekogospodarką przyszłości. Czego możemy się nauczyć od Elona Muska?

Fundacja w cieniu Tesli

Mimo faktu, iż nazwisko Muska firmowane jest raczej inwestycjami spod znaku Tesli, SpaceX czy wcześniejszej pracy w ramach PayPal, już w 2002 roku przedsiębiorca założył proekologiczne The Musk Foundation. Strategiczne obszary projektu to rozwój pediatrii, promocja nauk ścisłych oraz edukacji przyszłych inżynierów, a także odnawialne źródła energii. Zarejestrowany w Santa Monica Boulevard podmiot unika rozgłosu na skalę innych spółek, jednak według amerykańskiego Forbesa, struktury organizacji działają prężnie, pod okiem m.in. młodszego brata biznesmena — Kimbala Muska. Co więcej, roczne wpłaty na rzecz fundacji to środki rzędu od 175 tys. do nawet 600 tys. dolarów.

Pierwszym sygnałem dla polskich inwestorów i branży OZE w tej kategorii powinno być łączenie oświaty z inicjatywami eko. Bez autentycznego przesłania i chęci zaangażowania młodzieży, silny trend świadomego biznesu może się spalić na panewce nie tylko w polskich realiach. Przypadek Muska z kolei pokazuje, że istnieje kompromis syntezy obu światów, ponieważ jednym z projektów fundacji był program instalacji paneli PV w kalifornijskim mieście Riverside oraz promocja ekologicznego ogrodnictwa na terenie amerykańskich szkół podstawowych. Co więcej, w 2010 roku Musk sfinansował system fotowoltaiczny dla Communities Alliance Hurricane Response Center w Alabamie, który przyczynia się do produkcji 25 kWh całkowicie zielonej energii. Taki wynik zaspokaja 100 proc. potrzeb m.in. cyklicznie zmagających się z huraganami mieszkańców miejscowości Coden.

Aktywizm, baterie i fotowoltaika w kalifornijskim wydaniu

Rok później z kolei fundacja zainwestowała 250 tys. dolarów w rozwój modułu fotowoltaicznego w japońskiej Sōmie, która została wyjątkowo dotknięta zagrożeniem sejsmicznym, co przełożyło się na terminowe ograniczenie prac elektrowni jądrowej Fukushimy. Tym samym Musk pokazał, że aktywizm może iść ramię w ramię z biznesem oraz OZE, co powinno być również domeną polskich spółek oraz inwestorów. Powód? Przede wszystkim nastroje społeczne, potrzeby konsumentów oraz tak istotna etyka działania. Na tym jednak nie koniec proekologicznej ruchów Muska.

Kwestia energii jest jedną z najbardziej strategicznych elementów filozofii biznesowej przedsiębiorcy, więc nie dziwi również deklaracja, iż do 2022 roku spółki zależne chcą stworzyć największy na świecie system dostawy energetycznej. Składowymi przedsięwzięcia mają być m.in. domowe panele fotowoltaiczne oraz autorskie baterie Tesli. W założeniu już za rok Musk chce dostarczać względnie czystą energią do 50 tys. gospodarstw domowych na terenie Południowej Australii, a inicjatywa koncernu ma odpowiadać za 20 proc. potrzeb energetycznych stanu. Brzmi znajomo? Już w Polsce pierwsze ruchy w tym kierunku branża odnotowała przy okazji największej w regionie inwestycji fotowoltaicznej w Zwartowie na Pomorzu realizowanej przez Respect Energy oraz niemiecki koncern Goldbeck Solar. Choć skala przedsięwzięcia odpowiada nieco innej specyfice, w tej kategorii możemy mówić o odrobionej lekcji na polskim rynku.

Tesla, czyli nie tylko samochody

Jedną z głównych osi proekologicznej działalności Muska jest właśnie modernizacja systemów baterii oraz branża elektromobilności. Oba segmenty w przypadku Tesli rozwijane są równolegle, ponieważ ambicją koncernu jest maksymalne skrócenie ładowania samochodów elektrycznych, a więc przejście z kilkugodzinnych sesji do minut. Ponadto, w filozofii Muska prym ma wieść zasada skali. Jeszcze w 2015 roku podczas spotkania American Geophysical Union w San Francisco miał stwierdzić, iż tylko w przypadku Europy cały kontynent może być zasilany zieloną energią za sprawą farm położonych wyłącznie na “pewnej części” Hiszpanii. W przypadku USA z kolei — zdaniem Muska – “wystarczy” dobrze zagospodarowany nieużytek stanu Utah lub Nevady. Tym samym (przynajmniej w teorii) do roku 2030 największe kraje świata mogłyby cieszyć się energią z OZE. Lekcja dla Polski? Współpraca międzyregionalna — w przypadku realiów nadwiślańskich — m.in. z Niemcami, Danią oraz Austrią.

Ciekawym elementem oferty samej Tesli nie jednak jest wyłącznie flota pojazdów elektrycznych, ale projekt Tesla Solar Roof. Autorskie panele słoneczne zapowiedziane (nomen omen na Twitterze) w maju 2017 roku to koszt 21,85 dolarów na około 0,1 metra kwadratowego. Jak na razie system nadal jest w fazie dynamicznych zmian, jednak biorąc pod uwagę ostatnie wyniki Tesli — następne lata mogą być całkiem obiecujące dla fotowoltaicznego projektu Muska. Wniosek? W tym przypadku Tesla wygrała marketingowo. Podobnych schemat mógłby się sprawdzić również w polskich realiach. Jak obecnie sprawdzają się hucznie zapowiadane projekty?

Musk, a więc obietnice bez pokrycia?

Cała mitologia Muska brzmi obiecująco, jednak jakie są realne efekty? Jak się okazuje – krok po kroku Tesla faktycznie realizuje swoje ekozałożenia. Zarówno ostatni kwartał, jak i cały rok 2020 okazały się rekordowe pod względem dostaw magazynów energii Tesli (tzw. Megapacks), a jak przewidują analitycy — sprzedaż w kolejnych sezonach może być jeszcze większa. W ujęciu kwartalnym koncern dostarczył magazyny o łącznej pojemności 1584 MW. Analogiczny okres 2019 roku z kolei stanął pod znakiem 530 MWh, więc skok jest wyjątkowo znaczący.

Wcześniej podobnym projektem były Powerpacki, które w porównaniu z wersją “Mega” miały o 60 proc. mniejszą gęstość energii. Kolejna przewaga? Czas montażu, ponieważ nowa wersja magazynów to także skrócony okres instalacji, który w przypadku uruchomienia modułu o mocy 250 MW i pojemności nawet 1 GWh szacuje się na około 3 miesiące. Co ważne jednak Tesla nadal bazuje na segmencie moto, choć sam twórca zapowiedział wyrównanie szans obu gałęzi koncernu.

Co to oznacza dla inwestorów? Nie chodzi o masowe przelewanie kapitału na konta Tesli, jednak przystosowanie polskiego rynku do intensywnej pracy na rzecz OZE. Obecnie duża część przedsiębiorców z Doliny Krzemowej działa w duecie ze źródłami odnawialnymi, a tylko przykład Muska pokazuje, iż czas nie jest kartą przetargową, a chęć i zaangażowanie — w tej kategorii, jako lider w Europie Centralnej możemy zawalczyć z podniesioną głową.

Autor: Sebastian Jabłoński — prezes Zarządu spółki Respect Energy

Andrius Mikalauskas objął stanowisko CEO Barbory w Polsce

Andrius Mikalauskas, były CEO Barbory w krajach bałtyckich, objął stanowisko CEO Barbory w Polsce. Zastąpił tym samym Andriusa Jurgelevičiusa, który tymczasowo pełnił obowiązki szefa spółki.

Jak zaznacza Andrius Mikalauskas, spółka jest obecnie skoncentrowana na rynku polskim. Jako swoje główne cele nowy prezes wskazuje rozwój działalności Barbory w Warszawie, tak, by marka stała się pierwszym wyborem pod kątem codziennych zakupów spożywczych online dla mieszkańców Warszawy oraz realizację planów ekspansji.

Udało nam się to osiągnąć z powodzeniem na innych rynkach. Wierzę, że nasz model biznesowy sprawdzi się również w Polsce. Naszą ambicją jest dostarczanie polskim klientom najwyższej jakości usług tak, by docelowo zakupy na Barbora.pl stały się ich pierwszym wyborem. Obecnie koncentrujemy się przede wszystkim na rozszerzaniu asortymentu i personalizacji – tak, by doświadczenia zakupowe klientów i poziom obsługi były jeszcze lepsze. Jeśli chodzi o rozwój geograficzny, w tej chwili w pełni koncentrujemy się na Warszawie – nie tylko na samym mieście, ale na całej aglomeracji warszawskiej. Stopniowo będziemy rozszerzać zasięg Barbory na tereny wokół Warszawy mówi Andrius Mikalauskas, CEO Barbory w Polsce i dodaje:  Wierzę, że serwis który zaoferujemy stanie się nowym standardem w robieniu zakupów. Doskonała obsługa połączona z dbaniem o jakość produktów i dostawą do domu zapewnią klientom wygodę i dodatkowy czas, który będą mogli przeznaczyć dla rodziny czy na własne hobby.

Andrius Mikalauskas dołączył do zespołu Barbory na Litwie w 2017 roku jako dyrektor finansowy. W 2019 roku został powołany na stanowisko CEO Barbory na Litwie oraz CEO JSC „Radas”, spółki zarządzającej spółkami Barbory w krajach bałtyckich, a obecnie również w Polsce. Pod kierownictwem Andriusa Mikalauskasa spółka sprostała znacznie zwiększonemu popytowi na usługi e-grocery, przeprowadziła ekspansję w regionach wszystkich krajów bałtyckich oraz dokonała kolejnego kroku w rozwoju międzynarodowym – rozpoczęła działalność Barbory w Polsce.

Morskie farmy wiatrowe – kluczowy element polskiej transformacji energetycznej

Powstanie farm wiatrowych na morzu jest naszym kluczowym interesem. Są istotnym elementem transformacji polskiego miksu energetycznego i zapewnienia wymaganych dostaw prądu. Ceny tego prądu muszą być jednak rozsądne, bo to ma wpływ na konkurencyjność gospodarki – mówił w trakcie debaty Instytutu Jagiellońskiego wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński.

Debata pod tytułem „Zielone inwestycje odpowiedzią na skuteczną transformacje energetyczną w Polsce?” odbyła się w ramach konferencji „Rynek Opinii: Energetyka, Gospodarka, Społeczeństwo” i zgromadziła ekspertów w dziedzinie energetyki. Stanowisko polskiego rządu prezentował wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński. Minister mówił o budowie systemu zeroemisyjnego o mocy ok. 40 gigawatów (GW) porównywalnej do dzisiejszej energetyki konwencjonalnej. „W dużej mierze będzie to energetyka wiatrowa, ale także fotowoltaika, inne formy energetyki odnawialnej np. biogazownie. Te wszystkie kierunki będą wykorzystane w procesie transformacji” – mówił wiceminister Guibourgé-Czetwertyński.

Podkreśli przy tym, że różne źródła energii mają różne możliwości zastosowania. „Wiadomo, że wiatr czy fotowoltaika nie są w stanie dostarczać prądu przez całą dobę. Muszą działać w tandemie, albo z bardziej konwencjonalnym rozwiązaniem, albo z magazynem energii” – mówił wiceminister Guibourgé-Czetwertyński. Z drugiej jednak strony, bardziej stabilne źródła energii, np. biogazownie, mają ograniczony potencjał surowców z punktu widzenia środowiskowego.

Nie wszystkie koszty „zielonej transformacji” będą realizowane dzięki instrumentom unijnym, ponieważ mają one ograniczony horyzont czasowy – muszą być rozliczone do końca 2026 roku. Dlatego zostaną przeznaczone na budowę infrastruktury związanej z realizacją inwestycji w farmy wiatrowe, niż na same farmy, które powstaną później. Minister podkreślił, że powstanie farm wiatrowych na morzu jest kluczowym interesem Polski jako państwa. „Są istotnym elementem transformacji polskiego miksu energetycznego i zapewnienia wymaganych dostaw prądu. Ceny tego prądu muszą być jednak rozsądne, bo to ma wpływ na konkurencyjność gospodarki” – mówił Guibourgé-Czetwertyński.

Plany związane z transformacją energetyczną Polskiej Grupy Energetycznej przedstawił Paweł Strączyński, wiceprezes zarządu ds. finansowych PGE. „Planujemy na inwestycje w farmy offshorowe (wiatrowe, przyp. red.), fotowoltaikę, nowoczesne sieci przesyłowe i ciepłownictwo przeznaczyć kwotę 75 mld złotych. Za te pieniądze powstanie co najmniej 2,5 GW farm morskich, ok. 3 GW fotowoltaiki oraz ok. 1 GW w farmach lądowych” – mówił wiceprezes Strączyński.

Najbliższe lata będą bardzo ważne dla budowy pierwszych morskich farm wiatrowych. PGE zaangażowane jest w dwa projekty: Baltica-2 i Baltica-3. „To projekty o łącznej mocy 2,5 GW. Powinny zapewnić zieloną energię co najmniej czterem milionom gospodarstw domowych. Chcielibyśmy je zrealizować w latach 2026-28. Po roku 2030 roku powstanie kolejna farma Baltica-1 o mocy o 1 GW” – mówił wiceprezes Strączyński.

Do 2050 roku, czyli do osiągnięcia neutralności klimatycznej, PGE chce uzyskać dzięki morskim farmom wiatrowym 6,5 GW. Część inwestycji planuje realizować z innymi polskimi grupami energetycznymi – Eneą i Tauronem.

O strategiach budowy portfela inwestycji w zieloną energetykę mówiła również Izabela van den Bosche, wiceprezes zarządu firmy City Solutions Fortum. Według niej przejście na energetyką bezemisyjną nie może zakłócać konkurencyjności spółki, jak również transformacja ta musi uwzględnić zabezpieczenie ciągłości dostaw energii.

„Z blackoutami możemy sobie poradzić w domu kupując dużo świec, ale przemysł tak nie działa. Dlatego przejście do gospodarki opartej o źródła całkowicie bezemisyjne musimy przeprowadzać w sposób rozważny i odpowiedzialny” – mówiła wiceprezes van den Bosche. Dlatego jej firma jednocześnie inwestuje w źródła bezemisyjne – fotowoltaikę i wiatr, ale i źródła emitujące dwutlenek węgla. Są to na przykład spalarnie odpadów, gdzie dwutlenek węgla jest wychwytywany. (Inwestycja w Oslo.)

Budowanie farm wiatrowych to wielka szansa dla całej polskiej gospodarki. „Ponad sto polskich przedsiębiorstw zgłosiło się do nas jako potencjalni partnerzy. To ogromna szansa dla polskich portów i przemysłu stoczniowego, ale i rozwoju innych sektorów: usług transportowych, bazy noclegowej, gastronomicznej. Będzie to ogromny impuls inwestycyjny, korzystny dla polskiej gospodarki po Covidzie” – mówił wiceprezes Strączyński.

Część łańcucha dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej już istnieje. „Mamy firmy kablowe, które produkują dla wiatru, ale nie w Polsce, tylko zagranicą. Mamy firmy, które dostarczają komponenty, właściwie wszystkie, oprócz turbin. Mają one potencjał by rozwinąć działalność i dostosować się do polskiego rynku” – mówiła dr Kamila Tarnacka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Według niej właściwe wykorzystanie tego potencjału wymaga przystosowania polskich portów. „To bardzo istotny element, wokół którego buduje się cała infrastruktura łańcucha dostaw”- mówiła dr Tarnacka.

Według niej proces przystosowania posuwa się zbyt wolno. „To skomplikowany, długi proces, wymagający wsparcia państwa. W naszej ocenie, porty nie dadzą sobie same rady” – mówiła dr Tarnacka. Zwłaszcza, że pierwsze farmy wiatrowe mają powstać już za kilka lat. Państwo powinno wspomóc porty m.in. w zakresie ustalania stosunków własności gruntów wokół portu.

Transformacja cywilizacyjna tej skali musi mieć kilka komponentów finansowania – mówił o przemianach polskiej energetyki Wojciech Hann, wiceprezes zarządu, kierujący pracami Zarządu Banku Ochrony Środowiska S.A. Jednym z nich finansowanie komercyjne albo quasi komercyjne – finansowanie dłużne, a na późniejszym etapie poprzez fundusze inwestycyjne.

Musi być też drugi komponent finansowania, czyli finansowanie grantowe, dopłatowe. „Myślę, że miks tych dwóch typów finansowań musi być zastosowany” – mówił wiceprezes Hann.

Podkreślił, że BOŚ ma szeroko rozwinięte kompetencje w zakresie doradztwa w ekologiczne inwestycje. „Nie jesteśmy największym bankiem w Polsce. Naszą ambicją jest by być katalizatorem inwestycji, które ostatecznie mogą finansować więksi od nas. Chcemy się dzielić naszym doświadczeniem w inwestycjach ekologicznych” – mówił wiceprezes Hann.

Eesti Energia zwiększyła produkcję energii odnawialnej i osiągnęła zysk netto przekraczający 19 mln EUR

W 2020 roku Eesti Energia osiągnęła EBITDA w wysokości 213,6 mln EUR i 19,3 mln EUR zysku netto przy przychodach ze sprzedaży w wysokości 833,7 mln EUR.

Przychody grupy energetycznej ze sprzedaży spadły o 10%, EBITDA o 18%, a zysk netto o 45% w porównaniu z rokiem 2019, głównie z powodu spadku zapotrzebowania na energię w związku z pandemią COVID-19.

Pomimo niesprzyjających warunków prowadzenia działalności udało nam się zwiększyć produkcję energii odnawialnej i wolumen sprzedaży w naszym portfelu energetycznym, wprowadzić nowe, użyteczne i wygodne rozwiązania energetyczne dla naszych klientów oraz zakończyć rok z zyskiem dzięki dobrym wynikom w obszarze energii odnawialnej – skomentował Andri Avila, Dyrektor Finansowy Grupy i Członek Zarządu Eesti Energia.

To było duże wyzwanie, ponieważ w ciągu roku co dziesiąty pracownik Eesti Energia uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Mimo to, udało nam się zapewnić sprawne funkcjonowanie kluczowych usług. Pozostaliśmy dla naszych klientów niezawodnym partnerem nawet w najtrudniejszych czasach, pomagając oświetlić i ogrzać ich pomieszczenia – dodał Avila.

Wiosną 2020 roku ograniczenia nałożone w związku z kryzysem zdrowotnym doprowadziły do gwałtownego spadku zapotrzebowania na energię, a wyjątkowo ciepły rok dodatkowo ograniczył pobór w miesiącach zimowych. Jednocześnie duża dostępność energii wodnej ze Skandynawii utrzymywała podaż na wysokim poziomie, skutkując niskimi cenami energii elektrycznej na rynku Nord Pool.

Cena energii elektrycznej na giełdzie spadła rok do roku na wszystkich rynkach Eesti Energia. Średnia roczna cena w estońskim obszarze cenowym wyniosła 33,7 EUR/MWh (-27%), na Łotwie i Litwie 34 EUR/MWh (-26%), w Finlandii 28 EUR/MWh (-36,4%), a w Polsce 46,8 EUR/MWh (-12%).

W 2020 roku Eesti Energia sprzedała 7,8 TWh energii elektrycznej, 2 TWh gazu, 0,9 TWh ciepła i 5,1 TWh (461 tys. ton) paliw płynnych. Łączna sprzedaż energii wzrosła w ciągu roku o 0,7 TWh, czyli o 4%.

Eesti Energia wyprodukowała 3,8 TWh energii elektrycznej, 1,1 TWh ciepła i 5,1 TWh (452 tys. ton) paliw płynnych. Łączna produkcja energii spadła o 15% rok do roku ze względu na spadek produkcji energii elektrycznej z łupków bitumicznych.

Produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wyniosła 1,5 TWh, czyli 40% z 3,8 TWh energii elektrycznej wyprodukowanej w 2020 roku. Produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wzrosła w ciągu roku o jedną piątą – produkcja energii wiatrowej wzrosła o 11% do 1,14 TWh, a produkcja energii odnawialnej w elektrowniach cieplnych wzrosła o 33% do 243 GWh.

Eesti Energia wyprodukowała łącznie 1,9 TWh energii ze źródeł odnawialnych, zarówno energii elektrycznej jak i cieplnej. Stanowi to 38% całej energii elektrycznej i cieplnej wytworzonej przez grupę.

Zmniejszenie węglochłonności produkcji energii w 2020 roku spowodowało, że Eesti Energia wyemitowała o 35% mniej CO2 w porównaniu z rokiem 2019, co oznacza spadek z 5,9 mln ton do 3,8 mln ton. Ślad węglowy grupy zmniejszył się trzykrotnie w porównaniu z 2018 rokiem.

Inwestycje grupy wzrosły w ciągu roku o 35% do 183,8 mln EUR. Zdecydowaną większość tej kwoty, tj. 95 mln euro, stanowiły inwestycje podnoszące jakość sieci dystrybucyjnej. Udział sieci odpornej na warunki atmosferyczne wzrósł do 70%.

W 2020 roku Eesti Energia całkowicie odpisała wartość swoich trzech elektrowni łupkowych o starszej technologii na łączną kwotę 23 mln euro oraz podniosła wartość elektrowni Auvere o kwotę 36 mln euro.

Nasze starsze elektrownie w których paliwem są łupki bitumiczne zbliżają się do końca okresu eksploatacji i rzadko mają dostęp do rynku ze względu na wysoką cenę CO2, wynikającą z polityki klimatycznej, choć nadal odgrywają ważną rolę w zapewnianiu rezerwy dla regulowanej produkcji energii elektrycznej. Elektrownia Auvere to najbardziej wydajna, umożliwiająca sterowanie produkcją elektrownia w Estonii, która może już obecnie wykorzystywać różne paliwa. W tym roku planujemy dalsze modyfikacje, tak aby udział łupków bitumicznych w miksie paliwowym wyniósł jedynie 20%. Przyszłość elektrowni widzimy, między innymi, w świadczeniu usług systemowych. Zwiększy to konkurencyjność Auvere – wyjaśnił Avila, komentując aktualizację wyceny aktywów.

Avila powiedział, że rok 2020 na rynkach energii był rokiem zmiennym i pełnym wyzwań, ale dzięki przeprowadzonej w grupie restrukturyzacji Eesti Energia była w stanie dostosować się do szybko zmieniających się okoliczności, pozostając konkurencyjna także w nowej rzeczywistości rynkowej.

    2019 r. 2020 r.
Sprzedaż energii elektrycznej GWh 8.644 7.840
Dystrybucja energii elektrycznej GWh 6.878 6.706
Sprzedaż ropy łupkowej tys. ton 436 461
Sprzedaż energii cieplnej GWh 819 892
Sprzedaż gazu GWh 924 2.038
       
Produkcja energii elektrycznej GWh 5.549 3.808
Produkcja energii cieplnej GWh 1.150 1.087
udział energii odnawialnej (elektrycznej i cieplnej) % 25 38
Produkcja ropy łupkowej tys. ton 442 452
       
Przychody ze sprzedaży mln EUR 925,8 833,7
EBITDA mln EUR 259,8 213,6
Zysk z działalności operacyjnej mln EUR 71,9 52,2
Zysk netto mln EUR 35,4 19,3
Inwestycje mln EUR 136,0 183,8
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej mln EUR 147,6 282,6

 

Ewa Drozd w Zarządzie polskiego oddziału Microsoft

1 marca Ewa Drozd dołączyła do ścisłego kierownictwa firmy w Polsce. Jako Enterprise Commercial Lead będzie odpowiedzialna za wsparcie klientów sektora dużych przedsiębiorstw na drodze ich transformacji przy udziale technologii Microsoft.

Ewa Drozd jest doświadczoną menedżerką i doradczynią sektora IT z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży. Przez ostatnie 20 lat była związana z polskim oddziałem SAP, pełniąc regionalne funkcje kierownicze Head of Commercial Sales MU CEE & CIS oraz Head of Education CEE oraz jako Wiceprezes SAP Polska. W trakcie swojej kariery w firmie była odpowiedzialna m.in. za rozwój strategii biznesowej i sprzedaż do największych klientów firmy oraz za procesy edukacyjne i konsultingowe, wsparcie klientów oraz partnerów, nie tylko w Polsce, ale również na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej oraz Wspólnoty Niepodległych Państw. Doświadczenia menedżerskie zdobywała i rozwijała również w polskim oddziale Huhtamaki, pełniąc w firmie rolę Dyrektor ds. logistyki.

„Jeszcze przed dołączeniem do firmy z zainteresowaniem obserwowałam to, jak Microsoft wspiera organizacje na drodze do ich cyfrowego wzrostu. Bardzo cieszę się, że wraz z nową rolą będę mogła być częścią tego procesu i wspólnie z klientami i partnerami będziemy wzmacniać potencjał Polskiej Doliny Cyfrowej. Zrozumienie potrzeb i wyzwań, zwłaszcza w obecnych czasach pracy zdalnej, z którymi mierzą się największe przedsiębiorstwa w Polsce, jest kluczem do owocnej współpracy. Technologia jest ważna, ale najważniejszym elementem tej transformacji są ludzie, ich kompetencje, kultura organizacyjna, poczucie bezpieczeństwa i zaangażowanie w zmiany i udział w definicji nowych procesów w organizacji przy wsparciu technologii. Dlatego tak ważne jest, aby wsłuchać się w głos klienta i podejmować partnerską współpracę, bo tylko tak można osiągnąć prawdziwy sukces, którego efekty będą dostrzegalne przez wiele lat” – mówi Ewa Drozd

Ewa Drozd jest od lat aktywnie zaangażowana w rozwój społeczeństwa informacyjnego, między innymi w zakresie wsparcia młodych talentów w edukacji i karierze jako mentor, a także dzieci w nauce kodowania. Jest absolwentką Zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach a także psychologii biznesu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

„Po raz pierwszy mam okazję dołączyć do organizacji w zupełnie cyfrowy sposób. To nie tylko rodzaj osobistej transformacji technologicznej, ale przede wszystkim kompetencyjnej i społecznej. W okolicznościach, których doświadczamy w minionym roku, mierzymy się ze zmianą kulturową, która wymaga zmiany utrwalonych zachowań w budowaniu realizacji, zaufania, dyscypliny pracy. Bardzo cieszę się, że będę współpracować z wieloma polskimi liderami, wielu z nich, jak PKO BP, Lotos, czy Tauron, zdecydowały się wprowadzić elastyczne środowisko pracy i współpracy tworząc przewagę w cyfrowych czasach” – mówi Ewa Drozd.

Spółka ma prawo do rozliczenia strat podatkowych powstałych przed zawiązaniem grupy nawet do 5 lat po jej rozwiązaniu

Spółka zawarła umowę o utworzeniu grupy kapitałowej z innymi spółkami na okres 2 lat. Przed zawiązaniem grupy nie rozliczyła swoich strat podatkowych. Zwróciła się więc do organu skarbowego z pytaniem, czy po rozwiązaniu grupy będzie mogła to zrobić w 5-letnim okresie, o którym mowa w przepisach ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Fiskus stwierdził, że przystępując do grupy, spółka straciła prawo do takiego rozliczenia na cały okres istnienia grupy i uczestnictwa w niej spółki. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł jednak, że to organ skarbowy jest w błędzie i w okresie trwania grupy termin na rozliczenie przez spółkę straty nie będzie ulegał upływowi.

Prawo do rozliczenia straty w okresie 5 lat podatkowych

Spółka akcyjna wraz z trzema innymi spółkami z o.o. w listopadzie 2019 r. zawarła umowę o utworzeniu grupy kapitałowej na okres od 1 stycznia 2020 r. do 31 grudnia 2022 r. Spółka ta przyjęła w grupie rolę zależnej. Na dzień poprzedzający pierwszy dzień roku podatkowego grupy, tj. 31 grudnia 2019 r., spółka posiadała częściowo nierozliczone straty podatkowe wygenerowane w latach poprzednich. Po rozwiązaniu grupy, po dwóch latach jej funkcjonowania chciała rozliczyć powstałą przed przystąpieniem do grupy stratę w okresie 5 lat od rozwiązania grupy. Jako podstawę tego rozliczenia przyjęła przepis art. 7 ust. 5 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którym podatnik może obniżyć o wysokość straty ze źródła przychodów:

  1. a) dochód uzyskany z tego źródła w najbliższych kolejno po sobie następujących 5 latach podatkowych, z tym że kwota obniżenia w którymkolwiek z tych lat nie może przekroczyć 50% wysokości tej straty, albo
  2. b) jednorazowo dochód uzyskany z tego źródła w jednym z najbliższych kolejno po sobie następujących 5 lat podatkowych o kwotę nieprzekraczającą 5 000 000 zł, nieodliczona kwota podlega rozliczeniu w pozostałych latach tego pięcioletniego okresu, z tym że kwota obniżenia w którymkolwiek z tych lat nie może przekroczyć 50% wysokości tej straty.

Fiskus odmówił spółce prawa do odliczenia

Fiskus uznał stanowisko przedsiębiorcy za nieprawidłowe. W wydanej w maju 2020 r. interpretacji indywidualnej wskazał, że przepis art. 7 ust. 5 ustawy o CIT nie przewiduje żadnych wyjątków od reguły rozliczenia przez podatnika straty w kolejnych, następujących po sobie latach podatkowych. W opinii Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, odwołując się do językowej wykładni tej regulacji, należy stwierdzić, że wraz z przystąpieniem z dniem 1 stycznia 2020 r. do grupy kapitałowej spółka traci prawo do rozliczenia swojej straty, jeśli w przedmiotowym 5-letnim okresie będzie należeć do współtworzonej przez siebie grupy.

Bezsprzeczne prawo spółki

Spółka zarzuciła organowi profiskalną wykładnię przepisów na niekorzyść podatnika i wniosła skargę do sądu. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przywołał treść m.in. przepisów art. 7a ust. 2 i 3 ustawy o CIT, stanowiących, że strat podatkowej grupy kapitałowej nie pokrywa się z dochodu poszczególnych spółek po upływie okresu obowiązywania umowy lub utracie statusu podatkowej grupy kapitałowej, a z dochodu takiej grupy nie pokrywa się strat spółek wchodzących w skład grupy, poniesionych przez nie w okresie przed powstaniem grupy. Analizując te regulacje, WSA stwierdził, że błędne jest stanowisko, jakie przyjmuje w tej sprawie organ, iż pomimo nieposiadania przez spółkę statusu podatnika podatku dochodowego w czasie istnienia grupy upływałyby kolejne lata podatkowe tej spółki, co przy odpowiednio długim okresie trwania tej grupy oznaczałoby, że mogłaby ona całkowicie utracić przysługujące jej prawo do rozliczenia straty.

Sąd wskazał jednocześnie na art. 8 ust. 7 ustawy o CIT, zgodnie z którym dla poszczególnych spółek wchodzących w skład grupy kapitałowej:

1) dzień poprzedzający początek roku podatkowego przyjętego przez grupę jest dniem kończącym rok podatkowy tych spółek;

2) dzień następujący po dniu, w którym upłynął okres obowiązywania umowy lub w którym grupa utraciła status podatkowej grupy kapitałowej, jest dniem rozpoczynającym rok podatkowy tych spółek.

Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora KIS, WSA w Warszawie orzekł:

„Powyższe unormowanie wskazuje zatem bezsprzecznie, że w przeddzień powstania […] kończy się bieżący rok podatkowy spółki i zawieszeniu ulega rozpoczęcie jej kolejnego roku podatkowego. Odliczanie kolejnych lat podatkowych spółki zostaje zatem wstrzymane w przeddzień początku roku podatkowego […] i następuje na nowo w dzień następny po upływie okresu obowiązywania umowy […]. Jeśli zatem przykładowo, spółka wygenerowała stratę w ostatnim roku podatkowym, który został przerwany powstaniem […], to wspomnianą stratę będzie mogła rozliczyć w pięciu kolejnych latach podatkowych, czyli w latach po zakończeniu obowiązywania umowy” (wyrok z 8 grudnia 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 1308/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Obowiązkowe maseczki to za mało. Ważne także regulacje pozwalające na egzekwowanie nowych przepisów

Od soboty 27 lutego obowiązuje nakaz zakrywania ust i nosa za pomocą maseczki. Podstawą jest rozporządzenie Rady Ministrów z 26 lutego 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.  

Adam Mikoś, Kierownik Działu BHP w DHL Parcel, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy:

Zgodnie z zapowiedziami ministra zdrowia Adama Niedzielskiego w zeszłą sobotę wprowadzono nakaz zakrywania ust i nosa jedynie przy pomocy maseczki. Jest to wynik zaleceń Rady Medycznej, która uznała, że zamienniki maseczek nie spełniają kryteriów bezpieczeństwa i nie chronią przed zakażeniem. Wbrew pierwotnym zapowiedziom, z rozporządzenia nie wykreślono możliwości stosowania powszechnie stosowanych maseczek wielorazowego użytku wyprodukowanych z dowolnego rodzaju materiału. Eksperci od początku informowali, że chusty, bawełniane maseczki czy bandamy mogą być tylko rozwiązaniem doraźnym na czas niedoboru maseczek na rynku, a badania przeprowadzone już kilka miesięcy temu dowiodły, że przyłbice chronią jedynie oczy, podczas gdy przez nos i usta nadal mogą być rozpylane groźne dla otoczenia patogeny. Zgodnie z rekomendacjami przyłbice powinny stanowić jedynie dodatkową ochronę oczu przy jednoczesnym stosowaniu maski.

Podług nowych przepisów rekomendowanymi maseczkami są te chirurgiczne i wyższej klasy ochronności. W opinii środowisk eksperckich rekomendacja stanowi zbyt miękki środek nacisku, aby skutecznie wyegzekwować stosowanie odpowiednich środków ochrony w celu powstrzymania transmisji koronawirusa. Tymczasem w Europie coraz częściej dokładnie wskazuje się na typ maseczek, których noszenie jest obowiązkowe. W Niemczech od kilku tygodni obowiązuje nakaz korzystania z masek chirurgicznych lub spełniających normy filtracji co najmniej na poziomie FFP2, podobnie we Francji. 23 lutego Czechy wprowadziły obowiązek noszenia w miejscach publicznych maseczek FFP2 lub dwóch chirurgicznych. Obawiam się, że w przypadku Polski nowe przepisy wprowadzone na zasadzie rekomendacji pozostaną martwe, ponieważ niewiele osób zastosuje się do rekomendacji.

Co do samego procesu legislacji należy zauważyć, że pracodawcy po raz kolejny stanęli przed wyzwaniem wprowadzenia zmian organizacyjnych w bardzo krótkim czasie. Nadal obowiązek zakrywania ust i nosa mają wszyscy w zakładach pracy, jeżeli w pomieszczeniu przebywa więcej niż 1 osoba oraz stanowiska pracy znajdują się w odległości mniejszej niż 1,5m, chyba że pracodawca postanowi inaczej. Z tą tylko różnicą, że teraz nie mogą to już być przyłbice, z których korzystało wiele pracowników różnych branż.

Z racji tego, że nowe prawo weszło właściwie z dnia na dzień, w piątek 26 lutego zostało oficjalnie opublikowane rozporządzenie obowiązujące już od dnia 27 lutego, pracodawcy którzy wymagają od swoich pracowników zasłaniania nosa i ust, musieli zapewnić odpowiednią liczbę maseczek w bardzo krótkim czasie. Większość z nich czekała z decyzją do ostatniej chwili, ponieważ już kilkukrotnie w przeszłości okazywało się, że zapisy publikowanego rozporządzenia były odmienne od informacji przedstawianych przez stronę rządową na konferencjach prasowych. Dla pracodawców zatrudniających mniejszą liczbę osób lub nie posiadających struktury rozproszonej, najprawdopodobniej nie stanowiło to większego problemu, dla innych już mogło. To duże wyzwanie również dla służb bhp, które od początku pandemii pracują ze dwojoną siłą, aby utrzymać ciągłość biznesu organizacji, w których odpowiadają za kwestie bezpieczeństwa. Ustawodawca często zapomina, że nawet nieduże zmiany w regulacjach wiążą się z koniecznością przeorganizowania procesów, a co za tym idzie, zaangażowania odpowiednich sił i środków.

Powodzenia Panie Powell – od Pana słów sporo dziś zależy

Inwestorzy w dalszym ciągu borykają się z interpretacją zmian na rynku długu w odniesieniu do perspektywy rajdu ryzykownych aktywów. Bez wątpienia łatwiej byłoby obrać kierunek, gdyby z Fed płynął konkretny przekaz, szczególnie że dane wysyłają mieszane sygnały. W czwartek indeksy są niżej, a USD odrabia straty w atmosferze wyczekiwania na wystąpienie prezesa Fed Powella.

Sporo zamętu jest na rynkach finansowych. Wczoraj ponowny wzrost rentowności obligacji przywołał obawy o wysokie wyceny niektórych aktywów z największą presją na spółkach technologicznych. Dane makro z USA nie pomagały. Z jednej strony raport ADP rozczarował dwukrotnie niższym od oczekiwań wzrostem zatrudnienia w sektorze prywatnym w lutym. Dla odmiany w raporcie ISM dla sektora usługowego subindeks kosztów znalazł się najwyżej od 2008 r. (71,8) – oznaka rosnącej presji inflacyjnej. W tym zamieszaniu przydałoby się konkretne ucięcie spekulacji przez Fed, że nie ma mowy o żadnej normalizacji polityki pieniężnej w najbliższym czasie. Jednak wczoraj Charles Evans z Fed w Chicago powtórzył, że wzrost rentowności to przejaw optymizmu w stosunku do perspektyw gospodarczych. Wprawdzie nadmienił dodał, że skup aktywów może być wydłużony, a Fed może też przejść do kontroli krzywej dochodowości, ale jego komentarze wskazywałby bardziej na wymienianie możliwych opcji niż zapowiedź działań. To już drugi raz, po komentarzach Brainard z wtorku, kiedy przedstawiciele Fed dość miękko starają się tonować emocje na rynku długu. Podnosi to obawy, że także i dziś prezes Powell nie zdecyduje się na stanowcze słowa na rzecz zahamowania wzrostu rentowności. Co jeszcze na początku tygodnia wydawało się nadzieją na przywrócenie pozytywnych nastrojów, teraz jest ryzykiem pogłębienia nerwowości. Powodzenia Panie Powell, gdyż od Pana słów sporo dziś zależy.

Komunikat Rady Polityki Pieniężnej nie dostarczył zmian w nastawieniu. NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu papierów skarbowych i pozostaje otwarty do stosowania interwencji na rynku walutowym. Powtórzono, że polityka pieniężna NBP łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym ze średniookresowym celem inflacyjnym NBP. Intersujące były nowe prognozy gospodarcze wskazujące na podtrzymanie silnego wzrostów gospodarczego 5+ proc. w latach 2022-2023. Podniesione zostały też prognozy inflacji sugerujące utrzymanie się CPI powyżej 3 proc., a zatem powyżej celu inflacyjnego (2,5 proc.), choć w dopuszczalnych odchyleniach +/-1 proc. Jakkolwiek prognozy mogą być odczytywane jako nasilenie argumentów za podwyżkami stóp procentowych, wątpię, aby Rada spieszyła się z zacieśnianiem polityki, stawiając na pierwszym miejscu wzrost gospodarczy. Jeżeli już, to większość w RPP będzie czekać na dowody trwałe ustabilizowania się wyższej presji cenowej, zanim przychyli się do podwyżki. Oczekuje, że pierwsza podwyżka nastąpi dopiero w II połowie 2022 r.

Złoty neutralnie przyjął komunikat RPP, ale wcześniej znalazł się pod presją sprzedaży po komentarzu ministra finansów Kościńskiego, według którego banki nie mają co liczyć na dodatkową pomoc w kwestii kredytów frankowych i powinny same się ratować. Jakkolwiek na pierwszy rzut oka komentarz brzmi negatywnie dla PLN, w rzeczywistości nic nie znaczy, gdyż decyzja w sprawie pomocy bankom w przypadku rozliczenia ugód z klientami leży w gestii NBP. Ale nagłówek wyświetlony w serwisach informacyjnych trafił na podatny grunt, kiedy apetyt na ryzyko ulatniał się z rynków finansowych. Nie będę się rozwodził o szkodliwości takich komentarzy dla stabilności rynku walutowego. Temat kredytów frankowych będzie generował nieprzyjemny szum zniechęcający do powrotu kapitału do kupowania złotego. Osobiście sądziłem, że te trudności mogą się pojawić później, bliżej rozprawy Sądu Najwyższego w sprawie umów kredytów frankowych (25 marca), jednak w przypadku ryzyka politycznego każdy dzień może przynieść niespodziankę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Opłata mocowa – jakie zmiany czekają duże przedsiębiorstwa przemysłowe?

  • Opłata mocowa najmocniej dotknie duże przedsiębiorstwa, które według szacunków zapłacą 80% całego jej wolumenu, tj. około 4,5 mld zł rocznie*.
  • Unikanie nawet o ¼ wyższych kosztów w zakładach przemysłowych oznacza konieczność zmiany godzin funkcjonowania firmy lub szukania efektywności energetycznej.
  • Odpowiedzią rynku energii na rosnącą świadomość przedsiębiorców jest m.in. udostępnianie narzędzi służących do samodzielnego zarządzania zużyciem energii w firmie.

Pandemia sprawiła, że ubiegły rok był trudny dla większości przedsiębiorstw. Duże zakłady przemysłowe musiały mierzyć się z mniejszym popytem, ograniczeniem eksportu, a nie mogąc pozwolić sobie na pracę zdalną, musiały wprowadzić szereg środków bezpieczeństwa dla pracowników, co wiązało się ze znacznymi kosztami. Pod koniec roku do przedsiębiorców dotarła informacja, która dodatkowo zwiększyła obawy o budżety firmowe.

Opłata mocowa od stycznia 2021 r.

Pod koniec 2020 r. Urząd Regulacji Energetyki określił wysokość zapowiadanej od kilku miesięcy opłaty mocowej. Dodatkowy koszt dla przedsiębiorców wynosi od stycznia 76,20 zł/MWh i jest naliczany do opłat dystrybucyjnych dla energii czynnej, pobieranej w dni robocze, pomiędzy godziną 7:00 a 22:00.

Wzrost kosztów odczują przede wszystkim energochłonne zakłady przemysłowe, w których produkcja odbywa się w ciągu dnia lub 24 h/dobę. Spodziewamy się więc, że przedsiębiorcy będą poświęcali więcej uwagi negocjacjom umów na sprzedaż energii oraz podejmowali działania służące optymalizacji i ograniczeniu jej zużycia. Rynek energii jest gotowy na tę rosnącą świadomość klientów w zakresie poszukiwania efektywności energetycznej i oferuje im usługi oraz narzędzia służące samodzielnej optymalizacji kosztów energii – mówi Paweł Wierzbicki, Head Origination w Axpo Polska.

Nawet o 25% wyższe rachunki za energię

To właśnie duże przedsiębiorstwa poniosą największe koszty w związku z wprowadzeniem opłaty mocowej. Według szacunków, pokryją ok. 80% całego jej wolumenu, co daje łączną kwotę ok. 4,5 mld zł rocznie*. Z wyliczeń ekspertów Axpo Polska wynika, że koszty energii w dużych przedsiębiorstwach wzrosną nawet o 15-25% rocznie. Część firm, chcąc uniknąć znacznej podwyżki kosztów, zdecyduje się na zmianę organizacji pracy i przeniesienie produkcji na godziny nocne. Takie rozwiązanie wymaga jednak czasu i nie jest możliwe do zastosowania we wszystkich gałęziach gospodarki.

Zanim przedsiębiorca zdecyduje się na zmianę sposobu funkcjonowania całej firmy, warto zacząć od przeprowadzenia dokładnej ekspertyzy zużycia energii i dopasowania usług do jej indywidualnych potrzeb. W takich przypadkach w Axpo indywidualnie przygotowujemy model zakupowy w oparciu o profil zużycia, skłonność do podejmowania ryzyka cenowego i ilościowego oraz tego, ile czasu klient chce na to poświęcić. Zmniejszenie kosztów energii jest także możliwe dzięki przeprowadzeniu analizy efektywności energetycznej, dzięki której klient otrzymuje wskazówki, jakie inwestycje pomogą w redukcji zużycia energii – tłumaczy Katarzyna Bienias, Dyrektor sprzedaży do małych i średnich przedsiębiorstw w Axpo Polska. 

Energia pod kontrolą

Rachunki za energię stanowią znaczną część stałych wydatków firmy, dlatego przedsiębiorcy poświęcają im coraz więcej uwagi. Rynek energii nie pozostaje obojętny na tę rosnącą świadomość klientów i udostępnia im platformy, dzięki którym mogą samodzielnie i na bieżąco monitorować zużycie energii. Tego typu narzędzia pozwalają na natychmiastową reakcję w przypadku zaobserwowania odchyleń od normy i wyeliminowanie problemu.

***

Zarządzanie zakupami energii elektrycznej oraz gazu ziemnego niesie za sobą wiele wyzwań dla przedsiębiorstw, szczególnie gdy stanowią one duży udział w firmowych kosztach. Branża przemysłowa ramię w ramię z budownictwem jest największym odbiorcą energii (42% krajowego zużycia) w Polsce. Zoptymalizowanie jej zużycia może nie tylko zniwelować koszt opłaty mocowej, ale także obniżyć dotychczasowe rachunki za prąd.

* Dane Urzędu Regulacji Energetyki i z kampanii „Własny prąd ze słońca – Fotowoltaika dla firm”

Jutro Dzień Doceniania Pracowników. Eksperci: częściej dobrym słowem, niż benefitami

5 marca obchodzimy DZIEŃ DOCENIANIA PRACOWNIKÓW. Ekspert: „Ostatnio częściej dobrym słowem niż gratyfikacjami i benefitami”.

Według szacunków Idea HR Group przed pandemią koronawirusa nawet ponad 70% firm nagradzało swoich pracowników różnego rodzaju benefitami. Poza gratyfikacjami finansowymi za dobrze wykonaną pracę bardzo częste przykłady benefitów to karty sportowe, prywatne ubezpieczenia czy np. wyjazdy i spotkania integracyjne. – Rok 2020 i 2021 to prawdziwa rewolucja w systemie bonusów dla pracowników. Uznanie dla pracy jest częściej wyrażane poprzez pochwały i gratulacje niż konkretne nagrody. Wynika to z oszczędności w firmach, ale i z braku możliwości np. bezpośrednich spotkań – mówi Anna Sudolska, członek zarządu Idea HR Group.

  • Benefity w ostatnich latach cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Pandemia spowodowała, że większość została anulowana
  • Przedsiębiorcy rezygnują z dodatkowych przywilejów dla pracowników z powodu oszczędności oraz braku możliwości realizacji np. kart sportowych, wyjazdów integracyjnych czy biletów do kina czy teatru
  • Zamiast karty sportowej konsultacja z coachem lub psychologiem? Takie benefity mają miejsce w polskich firmach

Pracownicy coraz częściej bez nagród i benefitów. Powody dwa: oszczędności i brak możliwości ich realizacji

Benefity w ostatnich latach zyskały na znaczeniu zarówno w procesie rekrutacji jak i w ogólnym systemie nagradzania pracowników. W wielu firmach mogli oni liczyć na wyjazdy integracyjne, karty sportowe, pakiety zdrowotne czy karnety do kina lub instytucji kultury. Tego typu „prezenty” dla pracowników były wyrazem docenienia ich pracy.

– W czasie rynku pracownika wiele firm wręcz prześcigało się w oferowaniu zespołowi ciekawych benefitów poza płacowych. Oczywiście poza słynnymi „owocowymi czwartkami” pomysłów było całe mnóstwo: od imprez mikołajkowych dla dzieci przez różnego rodzaju karnety i pakiety sportowe, prywatne ubezpieczenia medyczne aż po możliwość udania się raz w miesiącu na relaksacyjny masaż na koszt pracodawcy. Benefity miały za zadanie sprawić, że pracownik będzie czuł się doceniony i bardziej związany z firmą. Przedsiębiorcy udowadniali, że potrafią nagradzać swój zespół nie tylko pieniędzmi, ale i na przykład nagrodami – mówi Anna Sudolska, członek zarządu Idea HR Group.

Jak to się zmieniło w czasie pandemii koronawirusa? – Możemy powiedzieć, że większość dodatków została anulowana. Częściowo wynika to z oszczędności. Przedsiębiorcy szukają dodatkowych środków i rezygnują z wydatków, które nie są priorytetem. Inny problem to brak możliwości realizowania dotychczasowych form benefitów. Jeżeli mamy zamknięte siłownie to opłacanie kart sportowych nie ma sensu. Nie wręczymy pracownikowi biletów do kina, bo kina są zamknięte. Nie zorganizujemy firmowego spływu kajakowego, bo przecież nie ma możliwości grupowania się – mówi Anna Sudolska.

Najbardziej pożądany benefit: prywatna opieka medyczna wyprzedziła karty sportowe

5 marca od kilku lat obchodzony jest Dzień Docenienia Pracownika. Jak więc w tak specyficznych czasach wyrazić uznanie dla pracy naszych podwładnych? Eksperci uważają, że inwencja własna firm pod tym względem jest dość szeroka. Jeżeli firma ma wolne środki finansowe to premie pieniężne są zawsze mile widziane. – Musimy jednak spojrzeć prawdzie w oczy. Mamy pandemię i nie każda firma decyduje się na przyznawanie nagród finansowych. Przedsiębiorstwa są bardziej skupione na gromadzeniu kapitału niż dodatkowym gratyfikowaniu pracowników. W najbliższym czasie częściej będziemy doceniani dobrym słowem niż pieniędzmi i benefitami – mówi Anna Sudolska, Członek Zarządu Idea HR Group.

Jak mówi Anna Sudolska w czasie pandemii pracownicy bardzo doceniają prywatną opiekę medyczną. W ankietach wśród pracowników to ten benefit w 2020 roku cieszył się największym uznaniem wypierając dotychczas najpopularniejsze karty sportowe. – Pojawiają się benefity w formie coachingu lub spotkań z psychologami. Pracodawcy wiedzą, że ten trudny czas odbija się również na pracownikach, zespole, efektywności ludzi w czasie pracy zdalnej. Wszelkie wzmacnianie merytoryczne i psychiczne zespołu jak najbardziej ma sens i będą to dobrze zainwestowane środki – dodaje ekspert Idea HR Group.

Na jakim etapie jest projekt polskiej elektrowni atomowej?

Żyjemy w czasie rewolucji gospodarki energetycznej. Ze względu na zmiany klimatyczne z miksu energetycznego musi wypaść prąd, którego źródłem jest węgiel. Ster przejmą zeroemisyjne i niskoemisyjne źródła energii – które nie zanieczyszczają atmosfery dwutlenkiem węgla. Najlepszym źródłem takiego prądu są OZE, które zapewniają całkowicie czystą, ekologiczną energię. Nie są jednak stałym źródłem prądu, gdyż w dużej mierze zależą od warunków pogodowych. Żeby system energetyczny mógł działać bez węgla, potrzebne jest nam inne, stabilne źródło energii. W wielu scenariuszach ma nim być ekologicznie pozyskiwany wodór. Zanim jednak uda nam się udoskonalić technologię tak, by ten scenariusz zrealizować, na pomoc może przyjść energetyka atomowa.

– Elektrownie atomowe są niskoemisyjne i dobrze wpasowują się w program zeroemisyjnej gospodarki w roku 2050. Atom to źródło, które może pracować w podstawie – czyli w sposób ciągły dostarczać energię. Dzięki temu będzie bardzo przydatne w polskim miksie energetycznym, bo do tej pory tę rolę spełniały elektrownie węglowe. Te zaś, z różnych względów – zarówno wieku instalacji, jak i polityki klimatycznej – będą z tego miksu wypadały – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Elektrownia atomowa nie jest jednak prostym projektem, głównie ze względów finansowych. Oprócz samej technologii kluczowym elementem jest koszt całej inwestycji. Dopiero gdy poznamy inwestorów i sposób finansowania tego procesu, będziemy mogli ocenić, ile tak naprawdę kosztować będzie energia ze źródeł atomowych. Koszt pierwszych bloków, jakie mogą dołączyć w przyszłości do polskiej floty energetycznej, poznamy dopiero pod koniec roku. Jednak niezależnie od wszystkiego, coś musi wypełnić lukę po węglu brunatnym – który wypadnie z naszego miksu energetycznego już w latach ‘30. Decyzje podejmowane dzisiaj wpłyną na to, jak będziemy wytwarzać energię w połowie przyszłej dekady – wskazuje Roszkowski.

Odwiedzalność centrów handlowych w lutym

  • PRCH Daily Footfall Index wskazuje na stabilny poziom odwiedzalności centrów handlowych. Wartości w poszczególne dni tygodnia od 22 do 28 lutego były bardzo wyrównane i niższe o ok. 20 proc. w porównaniu do poziomów ubiegłorocznych. 
  • Średnia odwiedzalność obiektów handlowych w lutym była niższa o 21 proc. w odniesieniu do wizyt klientów w roku poprzednim i wyniosła 79 proc.
  • Stabilność i przewidywalność otwarcia obiektów handlowych gwarantuje brak nagłych wzrostów odwiedzalności i pozwala na równomierne rozłożenie ruchu klientów.

Odwiedzalność centrów handlowych, w dni handlowe, w ostatnim tygodniu lutego utrzymywała się na bardzo wyrównanym poziomie i była o około 20 proc. niższa w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Średnia wartość wizyt klientów w lutym, centrach handlowych była niższa o 21 proc. w stosunku do wyników zanotowanych w roku poprzednim.

Najmniejsza ilość odwiedzin – do 10 pp. mniej w porównaniu do średniej – odnotowano w obiektach małych (do 20 tys. mkw. GLA) i w bardzo dużych centrach handlowych (powyżej 60 tys. mkw. GLA). Centra średnie (od 20 do 40 tys. mkw. GLA) i duże (od 40 do 60 tys. mkw. GLA) osiągnęły bardzo wyrównane wyniki z odwiedzalnością niższą o ok. 15 – 17  proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Średni tygodniowy footfall był w końcu lutego najniższy w regionach Wschodnim i Południowo-Zachodnim i był niższy o ok. 25 proc. w stosunku do ubiegłorocznego.

„Jak wskazują dane o odwiedzalności nieprzerwane działanie jest dużo bezpieczniejsze niż okresowe zamykanie części sklepów w centrach handlowych, ponieważ pozwala na rozłożenie ruchu klientów i nie generuje gwałtownych skoków liczby wizyt spowodowanych ograniczaniem dostępu do pełnej oferty galerii handlowych. Stabilność i przewidywalność działania obiektów handlowych pozwala klientom zaspokoić na bieżąco potrzeby zakupowe, dzięki czemu kontrolowanie liczby osób przebywających w placówkach handlowych i zapewnienie dystansu społecznego, o który nieustannie apelują przedstawiciele rządu i branży, jest łatwiejsze – powiedział Krzysztof Poznański, Dyrektor Zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Analiza wskaźników pokazuje, że nastąpiło unormowanie ruchu w centrach handlowych. Średnia odwiedzalność galerii w lutym była niższa o 21 proc. w porównaniu do ubiegłorocznego poziomu wskaźnika PRCH Daily Footfall Index. Stabilny i przewidywalny ruch klientów w galeriach oraz dobrze przygotowana obsługa obiektów pilnująca przestrzegania reżimu sanitarnego ułatwia stosowanie się do zasad rygoru sanitarnego. Centra handlowe były i są bezpieczne, co potwierdził Minister Zdrowia podczas konferencji prasowej w dniu 28 stycznia br. Galerie handlowe funkcjonują z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych, są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii oraz wytycznych międzynarodowych np. WHO.

W centrach handlowych regularnie odbywają się kontrole przedstawicieli policji i stacji sanitarno-epidemiologicznych. Według informacji zebranych od członków PRCH kontrole potwierdzają zachowanie standardów bezpieczeństwa sanitarnego. W przestrzeniach handlowych stale przypomina się o konieczności noszenia maseczek, dezynfekowania rąk i zachowywania bezpiecznego dystansu. O przestrzeganie zasad DDM dbają pracownicy sklepów i obsługa galerii handlowych.

Nieprzerwane funkcjonowanie centrów handlowych w warunkach wysokiego reżimu sanitarnego, umożliwia klientom realizację potrzeb na bieżąco i jednocześnie daje szansę na przetrwanie przedsiębiorcom z branży handlowej.Odwiedzalność centrów handlowych w lutym

W pandemii fiskus rzadziej kontrolował. Spadek jest na poziomie 25%. Eksperci: Teraz zacznie się nadrabianie

W ub.r. izby administracji skarbowej wszczęły o 25% mniej kontroli podatkowych w porównaniu z 2019 rokiem. Spadki odnotowano we wszystkich województwach. Natomiast najwięcej takich działań rozpoczęła IAS w Warszawie, a najmniej – IAS w Opolu. Ostatnio nieprawidłowości zostały stwierdzone w przeszło 13 tys. przypadków. W minionym roku ustalenia kontroli przekroczyły 3,89 mld zł. Niemal połowa tej kwoty to efekt działań wspomnianej już IAS w Warszawie.

Prześwietlanie firm

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w ubiegłym roku izby administracji skarbowej wszczęły 14 903 kontrole podatkowe. To o 5 086 mniej niż w 2019 roku, kiedy takich działań zainicjowano 19 989. Spadki odnotowano we wszystkich województwach.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

– To nie tylko efekt ograniczeń, blokad i kłopotów związanych z prowadzeniem wszelkiego rodzaju czynności bezpośrednich przez władze publiczne w czasach pandemii. Mniejsza aktywność jest uwarunkowana również problemem kadrowym, tzn. znalezieniem przez aparat skarbowy odpowiednio wykwalifikowanych pracowników do tych działań. Czynności kontrolne są przecież wykonywane przez ten pierwszy garnitur ludzi, od których wymagana jest duża fachowość – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Z kolei Jerzy Martini, doradca podatkowy, uważa, że pandemia to główny powód mniejszej liczby kontroli. Ekspert jednak przypuszcza, że organy skarbowe podkreśliłyby wzrost efektywności działań prekontrolnych, tzn. bazujących na samych informacjach wynikających np. z JPK-ów. Natomiast Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, zaznacza, że organy skarbowe aktywnie uczestniczą w procedurach tzw. tarcz antykryzysowych. Rozpatrują wnioski o ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych, a także weryfikują dane do PFR. Jednocześnie pracują zdalnie przy zmniejszonej liczbie kadry.

– Jest jeszcze jeden czynnik, który uważam za pewną cnotę. Władza była raczej powściągliwa niż agresywna w tym trudnym czasie dla większości firm. Nie sądzę, że to będzie trwało długo, bo w najbliższym czasie rozpoczną się kontrole wykorzystania środków tarczowych i jest to zupełnie oczywiste – dodaje prof. Modzelewski.

W minionym roku najwięcej kontroli wszczęła Izba Administracji Skarbowej w Warszawie – 2 464 (rok wcześniej – 3 049). Dalej widzimy IAS we Wrocławiu – 1 624 (2 168) oraz w Katowicach – 1 430 (2 579). Natomiast najmniej takich działań rozpoczęły izby w Opolu – 355 (471), Olsztynie – 398 (549) i Szczecinie – 474 (wcześniej 722). W 2020 roku IAS-y przeprowadziły 15 304 kontrole (20 374). Nieprawidłowości zostały wykazane w 13 135 przypadkach (poprzednio 19 134).

– Działania zakończone w latach 2019-2020 nie muszą wcale dotyczyć tylko tego czasu, ale też czynności rozpoczętych we wcześniejszych okresach. Z tych statystyk wynika, że w 2019 roku w ok. 94% kontroli wykazano nieprawidłowości, a w 2020 roku – ok. 86%. To wciąż duży odsetek, chociaż nie da się nie zauważyć spadku. Może to świadczyć o tym, że podatnicy popełniają coraz mniej błędów w rozliczeniach – analizuje mec. Niczyporuk.

Walka o miliardy

W 2020 roku ustalenia kontroli przekroczyły 3,89 mld zł, a rok wcześniej – 4,78 mld zł. Największy wpływ na te wyniki miały działania IAS w Warszawie, odpowiednio ponad 1,88 mld zł oraz 2,39 mld zł. Jak podkreśla ekspert z Ars AEQUI, to nie przekłada się bezpośrednio na wpływy budżetowe. Co do zasady, same ustalenia z kontroli podatkowych nie mogą stanowić podstawy wystawienia tytułów egzekucyjnych i prowadzenia tego typu działań.

Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan
Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan

– Nie przypuszczałem, że ustalenia kontroli IAS w Warszawie będą tak duże w porównaniu z resztą Polski. Bardziej spodziewałbym się wyniku na poziomie ok. 25%, co i tak byłoby dużo. Zapewne połowa PKB nie jest wytwarzana przez woj. mazowieckie. W stolicy jest zlokalizowanych sporo bardzo dużych podmiotów, np. banków czy towarzystw ubezpieczeniowych, co może mieć olbrzymie znaczenie. Ale w grę może wchodzić też wyższy poziom aktywności administracji skarbowej – stwierdza Jerzy Martini.

Natomiast prof. Modzelewski zaznacza, że w większości kontrole władzy publicznej mają z istoty niską efektywność fiskalną. One generują głównie nieściągalne zaległości podatkowe, których jedynym sposobem likwidacji jest przedawnienie. Ktoś kto wierzy, że to kontrole skarbowe bezpośrednio zwiększają dochody budżetowe, nie rozumie tej dziedziny. Aktywność władzy ma tu głównie charakter odstraszający. Przez lata wyłudzanie VAT-u było uznawane w Polsce za działalność bezkarną, którą władza się nie interesowała. Z danych resortu wynika, że w większości województw ustalenia kontroli były w 2020 roku mniejsze niż w 2019 roku. Ale widoczne są też wzrosty. Przykładowo, IAS w Białymstoku podaje przyrost z 47,5 mln zł (2019 rok) do 195,2 mln zł (2020 rok), a IAS w Poznaniu – z 191,8 mln zł do 261,7 mln zł.

– W woj. podlaskim spadła liczba przeprowadzonych kontroli podatkowych, w 2020 roku było ich 529, a rok wcześniej – 704. Wzrosły natomiast uszczuplenia ujawnione w wyniku tych działań. Zadecydowała o tym jedna duża sprawa, bez której ten wzrost także by był, ale o ok. 10%. Kontrole, w których pojawiły się największe ustalenia, były związane z nieprawidłowościami w zakresie podatku VAT. To m.in. udział podmiotu w transakcjach karuzelowych jako tzw. bufor i wystawianie pustych faktur sprzedażowych – informuje Radosław Hancewicz, rzecznik prasowy podlaskiej Krajowej Administracji Skarbowej.

Natomiast w woj. wielkopolskim kluczowe były dwie kontrole, które zakończyły się stwierdzeniem uszczupleń w wysokości ponad 100 mln zł. Jak podkreśla Małgorzata Spychała-Szuszczyńska, rzecznik prasowy IAS w Poznaniu, w pierwszym przypadku było to przeszło 75 mln zł. Nieprawidłowości polegały m.in. na wystawianiu faktur dokumentujących fikcyjne transakcje oraz ich ewidencjonowaniu. Natomiast w drugim przypadku było to ponad 25,7 mln zł. Podmiot prowadził fikcyjną działalność gospodarczą, w rejestrach ujmował zakupy i wystawiał faktury na sprzedaż towarów, która nie miała miejsca.

– To, że ta „wynikowość” kontroli będzie tendencją spadkową, jest czymś nieuchronnym. Po nienormalnych czasach po prostu czujemy się bardziej normalni i postępowanie władzy będzie mieć w istotnym zakresie rutynowy charakter. To, co robi władza, jest w dużo mniejszym zakresie walką z ciężką patologią. Spada ilość takich podmiotów, które można było objąć kontrolami skutkującymi wysokimi przypisami. Natomiast nie chcę być złym prorokiem, ale większe efekty kontroli mogą być po sprawdzeniu uzyskiwania i wydatkowania pieniędzy tarczowych – mówi prof. Modzelewski.

Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI
Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI

Organy podatkowe w 2021 roku zapowiadają większą aktywność na polu kontroli, co podkreśla Marek Niczyporuk. I dodaje, że planowane jest m.in. wprowadzenie krajowego systemu wystawiania faktur elektronicznych. Ekspert też zaznacza, że przygotowywane są narzędzia do tego, aby kontrolować podatników bardziej, szybciej i skuteczniej.

– Jeśli sytuacja pandemiczna trochę się uspokoi, to prawdopodobnie kontroli będzie dużo więcej. Stan finansów publicznych jest najgorszy od 20-30 lat. Trzeba więc zasypać już nie dziurę budżetową, tylko „Mariański Rów budżetowy”. Zresztą już widać takie przebłyski, że każda złotówka jest cenna – podsumowuje Jerzy Martini.

Kiedy warto wykorzystać tymczasowe ogrodzenia ażurowe?

Regulacje prawne nakładają obowiązek zabezpieczenia terenu placu budowy ogrodzeniem tymczasowym w celu zapewnienia bezpieczeństwa oraz ochrony życia osób postronnych i pracowników budowlanych. 

Jednakże, warto wiedzieć, że konieczność ogrodzenia terenów nie dotyczy tylko placów budowy, ale również obszarów, na których organizowane są imprezy masowe, jak na przykład eventy promocyjne, festyny lub koncerty. 

Co więcej, ogrodzenia przenośne, które można na przykład kupić na https://sonto.pl mogą być również użyteczne w innych okolicznościach. A w jakich dokładnie i jakim cechom zawdzięczają swoją popularność?

Regulacje prawne dotyczące ogrodzeń

Jak już wspomniano, obowiązek ogrodzenia placu budowy jest nałożony prawnie z uwagi na zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa i higieny pracy. Jednakże, zastosowane ogrodzenie powinno spełniać określone kryteria. 

Po pierwsze, należy wybrać takie ogrodzenie, które będzie miało wysokość przynajmniej 1,5 metra. Ponadto, powinno być ustawione w odległości minimum 1/10 wysokości od budynku, jeżeli istnieje ryzyko, że w trakcie prac mogą spadać materiały budowlane lub narzędzia. 

Co więcej, zabezpieczenie placu powinno być również stabilne i bezpieczne dla przechodniów oraz robotników, co można osiągnąć wybierając ogrodzenia tymczasowe budowlane ażurowe, jak na przykład aleogrodzenia.pl/11-ogrodzenia-tymczasowe-budowlane-azurowe

Ogrodzenia takie bowiem zamontowane są na specjalnych stopach betonowych lub z surowca wtórnego, a dodatkowo połączone są trwałymi klamrami, co sprawia, że wyróżniają się dużą stabilnością. 

Właśnie ta trwałość i wysoka jakość wykonania ogrodzenia tymczasowego ażurowego sprawia, że nie tylko świetnie sprawdzi się jako ogrodzenie placu budowy, ale również jako zabezpieczenie terenu imprez masowych, które zapewni uczestnikom wysoki poziom bezpieczeństwa.

Tymczasowe ogrodzenia ażurowe – kiedy warto je zastosować 

Imprezy masowe

Imprezy masowe, jak koncerty, eventy promocyjne, festyny, pokazy i inne, również powinny być zabezpieczone odpowiednim ogrodzeniem. W tym wypadku najczęściej wybieranym zabezpieczeniem są ogrodzenia przenośne lub ogrodzenia tymczasowe, jak tymczasowe ogrodzenia ażurowe. 

Dzięki trwałości i stabilności pozwalają bowiem na oddzielenie uczestników imprezy od przestrzeni publicznej i lepszą kontrolę tłumu. Co więcej, takie zabezpieczenie pozwala na dostosowanie obszaru imprezy do konkretnych warunków oraz umiejscowienie ładunków w miejscach, gdzie jest najmniejsze obciążenie i największa ilość wolnego miejsca. 

Warto również wspomnieć, że tymczasowe ogrodzenia ażurowe charakteryzują się łatwością montażu oraz demontażu, co sprawia, że można je przenosić w zależności od potrzeb i w razie niespodziewanych wypadków, co może być użyteczną cechą na imprezach masowych. 

Magazyny i hale

Ogrodzenia ażurowe sprawdzają się również jako ogrodzenie magazynów. Z uwagi na wytrzymałość mogą stanowić skuteczne zabezpieczenie przestrzeni magazynowej i ułatwić jego kontrolę. 

Co więcej, wydzielenie przestrzeni magazynowej pozwala na podniesienie komfortu pracy pracowników, zapobiega kradzieżom oraz dostaniu się na teren magazynu osób nieuprawnionych. 

Wykorzystanie ogrodzeń tymczasowych do zabezpieczenia magazynów i hal jest również chętnie stosowane z uwagi na szybkość oraz łatwość montażu i demontażu. Taka minimalizacja czasu poświęcanego na rozstawianie elementów bowiem pozwala zoptymalizować działania w firmie, zmniejszając przy tym koszty wynagrodzeń dla pracowników. 

Jak widać, ogrodzenia przenośne lub ogrodzenia tymczasowe ażurowe są świetnym zabezpieczeniem nie tylko dla placów budowy, ale również dla imprez masowych lub jako zabezpieczenie magazynów lub hal. 

Charakteryzują się one nie tylko dużą trwałością i stabilnością, ale również łatwością demontażu i montażu. Warto jednak zawsze wybierać konstrukcje jak najwyższej jakości od sprawdzonych producentów, aby faktycznie stanowiły bezpieczne i mocne zabezpieczenie danego obszaru. 

Raport InfoDług: długi należące do 2,8 mln Polaków przekroczyły 81 mld zł

Na koniec minionego roku ponad 2,8 miliona Polek i Polaków nie radziło sobie z terminową spłatą zobowiązań kredytowych i pozakredytowych. Łączna wartość ich zaległych zobowiązań wyniosła prawie 81,4 mld zł. O ile liczba dłużników zwiększyła się przez rok bardzo nieznacznie, bo o 8,1 tys. (0,3 proc.), to o kwocie zaległości nie można już tego powiedzieć, podwyższyła się bowiem o 3,69 mld zł (4,7 proc.). Jak odbił się Covid-19 na statystykach pokazujących problemy i niesolidność konsumentów m.in. w rozliczeniach z operatorami telekomunikacyjnymi, bankami, firmami pożyczkowymi lub też dostawcami masowych usług czy towarów? Biorąc pod uwagę skalę zniszczeń dokonaną przez pandemię w gospodarce, sytuacja prezentuje się stosunkowo dobrze, niesolidnych dłużników przybyło o ponad 11 tys. mniej niż w 2019 r., a zmiana kwoty zaległości była niemal identyczna jak w roku przed pandemią. Dynamika przyrostu zaległości wyhamowała dzięki zaciskaniu pasa, wakacjom kredytowym i sprzedaży przez wierzycieli portfeli niespłacanych należności.

Mimo pandemii, w 2020 r. utrzymała się, obserwowana po raz pierwszy w 2019 r., niższa dynamika przyrostu liczby niesolidnych dłużników, jak i kwoty zaległości. Stało się tak, choć jak wynika z badań zrealizowanych przez Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor miniony rok, pod względem finansowym Polacy częściej oceniają źle (42 proc.) niż dobrze (35 proc.). Najwyraźniej negatywne odczucia, a przede wszystkim lęk o przyszłość przełożyły się na wzrost dyscypliny w gospodarowaniu finansami. – W warunkach wzrostu bezrobocia, zamrożenia działalności wielu firm, spadku PKB, w ub.r. w porównaniu do 2019 r. zmalał nieco odsetek osób, którym brakowało pieniędzy na bieżące wydatki i stałe zobowiązania. To najlepiej pokazuje, że zdecydowanie lepiej sprawdzamy się w zarządzaniu budżetami domowymi w warunkach zagrożenia niż gdy jesteśmy przekonani, że wszystko będzie dobrze i z pewnością uda się coś poradzić na piętrzące się wydatki i zobowiązania – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Należy też jednak podkreślić, że z jednej strony zagrożone były dochody, ale z drugiej, ze względu na ograniczenia wynikające z pandemii, ubyło okazji do wydatków m.in. na wyjazdy, w restauracjach, w miejscach kultury i rozrywki. Upowszechnienie pracy zdalnej przełożyło się też na zmniejszenie zakupów odzieży i obuwia – dodaje.

Z badań na temat oceny przez Polaków ich sytuacji finansowej w minionym roku płynie też jeden ważny wniosek. Przede wszystkim warto mieć oszczędności. Osoby, które oceniły swoja sytuację w 2020 r. jako niekorzystną, najczęściej uzasadniały to faktem, że nie udało im się nic odłożyć (50 proc. wskazań). Z kolei osoby, które okazały się zadowolone ze swoich finansów w minionym roku również mówiły o oszczędnościach, ale już jako o sukcesie (43 proc.).

Część osób powaga sytuacji gospodarczej wręcz skłoniła do większej mobilizacji i poprawy jakości spłaty zobowiązań. Aby nie pogłębiać kłopotów, niektórzy zdecydowali się na uregulowanie całości czy części zgromadzonych wcześniej zaległości. W efekcie, niesolidnych dłużników przybyło niewielu, bo niecałe 8,1 tys. Była to m.in. zasługa dwóch najmłodszych pokoleń 18-24 i 25-34 lata, w których dłużników w minionym roku ubyło łącznie o ponad 25 tys. osób. W efekcie odsetek osób z problemami w spłacie kredytów czy bieżących zobowiązań zwiększył się minimalnie. Nadal oscyluje w granicach 9 proc., co oznacza, że na każde 100 pełnoletnich osób 9 nie daje sobie rady z regulowaniem w terminie rachunków czy rat kredytów lub pożyczek.

Poza większą dyscypliną finansową, popadaniu w tarapaty finansowe zapobiegły wakacje kredytowe, z których w porozumieniu z bankami skorzystało w minionym roku 722 tys. konsumentów. Przełożone przez nich raty dotyczyły kredytów o wartości 82 mld zł. Dodatkowo, ok. 17 tys. osób miało w zeszłym roku również ustawowe wakacje kredytowe.

Nie bez znaczenia dla statystyk opóźnionych płatności był też fakt, że część długów swoich klientów zarówno banki jak i przedsiębiorstwa niefinansowe sprzedały do firm windykacyjnych i funduszy sekurytyzacyjnych. Tylko jeden z czołowych graczy na rynku windykacyjnym poinformował o zakupie w 2020 r. portfeli o nominalnej wartości 3,2 mld zł. Nie zawsze dłużnicy, którzy właśnie z tego powodu znikają z bazy BIK, jako opóźniający spłatę kredytów, czy też są skreślani przez dotychczasowego wierzyciela z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, są do BIG ponownie zgłaszani.

Powiększają się przeciętne zaległości

Powiększają się przeciętne zaległości

Pogłębił się trend z poprzednich lat, liczba osób z zaległościami rośnie wolniej niż sama kwota zaległości, co oznacza, że niesolidni dłużnicy wpadają w kłopoty na coraz wyższe sumy. Średnia wartość przeterminowanych zobowiązań w ub.r. wzrosła z 26 632 zł do 27 784 zł (o 4,3 proc.). Kumulowanie nieopłaconych rachunków czy rat kredytów i pożyczek prowadzi do kłopotów, z których niełatwo się wydobyć.

Przybywa głównie osób z długami wynoszącymi co najmniej 10 tys. zł. W ostatnim roku udział takich właśnie niesolidnych dłużników zwiększył się o ponad 70 tys. osób do 1,2 mln. Stanowią oni już 42 proc. ogólnej liczby niesolidnych dłużników widocznych w BIG InfoMonitor i BIK, wobec 40 proc. przed rokiem. Zaległości przekraczające 100 tys. zł ma pawie 157 tys. osób, czyli 5,7 proc.

Na sumę 81,39 mld zł zaległości prezentowanych w Raporcie InfoDług, w większym stopniu składają się zobowiązania pozakredytowe – 44,29 mld zł (54 proc.) niż kredytowe – 37,1 mld zł (46 proc.). Za kwotą 44,29 mld zł niespłaconych przez osoby fizyczne zobowiązań, zgłoszonych do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, stoi 2 252 700 osób, o 25 249 więcej niż przed rokiem. Natomiast widoczne w BIK opóźnione o co najmniej 30 dni raty kredytów o wartości min. 200 zł ma na koniec 2020 r. 1 185 374 osób, czyli o 7219 mniej niż rok wcześniej.

W BIG InfoMonitor zapytano o ponad 7 mln osób

W zeszłym roku BIG InfoMonitor dostarczył sprawdzającym swoich klientów raporty weryfikujące wiarygodność płatniczą ponad 7 mln konsumentów, czyli 22 proc. dorosłej populacji. Pozwala to rejestrowi ostrzegać przed niesolidnymi dłużnikami i utrudniać im zaciąganie kolejnych zobowiązań.

Fakt, że część osób posiada jednocześnie zaległości kredytowe, jak i pozakredytowe, powoduje, że łączna liczba niesolidnych dłużników nie jest prostą sumą dłużników z baz BIK i BIG InfoMonitor i wynosi obecnie 2 804 773 osób. 633 321 dłużników ma jednocześnie kłopoty z regulowaniem rat kredytów, pożyczek i bieżących płatności. Odsetek takich osób podwyższył się przez rok z 22,3 proc. do 22,6 proc.

Indeks Zaległych Płatności Polaków najwyższy w Polsce Zachodniej i Północnej

Większa liczba osób opóźniających płatności rachunków i kredytów przyniosła wzrost Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Wskaźnik pokazujący, ile osób na tysiąc dorosłych Polaków ma problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, podniósł się nieznacznie, z 88,9 pkt do 89,1 pkt. Oznacza to, że na 1000 dorosłych Polaków 89 ma problemy finansowe. Zaokrąglając te statystyki, widać, że płatności różnego rodzaju opóźnia niemal 9 na 100 osób. Udział niesolidnych płatników w populacji poszczególnych regionów podkreśla utrzymujące się zróżnicowanie moralności płatniczej w zależności od miejsca zamieszkania. Największy odsetek osób z problemami finansowymi utrzymuje się wśród mieszkańców Polski Zachodniej i Północnej. W woj. lubuskim jest to np. 117 osób na 1000 dorosłych mieszkańców, w zachodniopomorskim 116, a w dolnośląskim 114 osób. Na drugim krańcu skali są woj. podkarpackie, małopolskie i podlaskie, gdzie na każde 1000 dorosłych mieszkańców nie płaci na czas swoich zobowiązań od 49 do 63 osób, czyli około dwukrotnie mniej niż w regionach, gdzie wygląda to najgorzej.

W 2020 r. udział osób nieradzących sobie z finansami zwiększył się w siedmiu województwach: warmińsko-mazurskim, wielkopolskim, łódzkim, mazowieckim, opolskim, podlaskim oraz małopolskim.

Mazowsze i Śląsk na czele

Jeśli chodzi o udział niesolidnych dłużników w dorosłej populacji, to Mazowsze nie wypada najgorzej, bo z wynikiem 84 osób na 1000, znajduje się na 10. pozycji wśród 16 województw. Jednak to na Mazowszu najbardziej powiększyła się kwota zaległości w porównaniu z innymi regionami – o niemal 6 proc., przy średniej dla kraju poniżej 5 proc. Tym samym Mazowsze zachowało najwyższy przeterminowany dług wśród wszystkich województw – powyżej 14,6 mld zł.

Największą liczbę niesolidnych dłużników ma natomiast drugie pod względem liczby mieszkańców województwo w kraju – Śląsk. Choć w minionym roku liczba śląskich niesolidnych dłużników nieznacznie się obniżyła do 386,9 tys. osób, region zachował pozycję lidera. Śląsk od 2018 r. znajduje się w grupie siedmiu regionów, w których co najmniej co dziesiąty dorosły mieszkaniec ma przeterminowane płatności.

Kłopoty mają głównie mężczyźni po 35. roku życia

Jeśli chodzi o wiek niepłacących zobowiązań, to podobnie jak rok wcześniej, największe prawdopodobieństwo spotkania niesolidnego płatnika występuje wśród 35-44 latków oraz 45-54 latków. Problemy ma niemal co ósma osoba w tym wieku. Do nich też należy ponad 55 proc. z 81,39 mld zł zaległości wszystkich niesolidnych dłużników.

Jeśli chodzi o płeć niesolidnych dłużników to na 10 przypada sześciu mężczyzn i cztery kobiety. W przypadku udziału w kwocie zaległości, reprezentacja pań jest jeszcze niższa – 33,5 proc. Przeciętna zaległość kobiety wynosi bowiem 25 214 zł wobec 31 422 zł mężczyzny. W pierwszej 10. najbardziej zadłużonych osób w kraju, tak jak wcześniej są tylko dwie panie.

Kłopoty mają głównie mężczyźni po 35 roku życiaNa koniec grudnia 2020 r. łączna kwota zaległych zobowiązań kredytowych i pozakredytowych Polaków, odnotowanych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie Biura Informacji Kredytowej wyniosła 81,39 mld zł. W ciągu roku przyrosła o prawie 3,69 mld zł (4,7 proc.), w 2019 wzrost był porównywalny (o 3,73 mld zł), podczas gdy w 2018 r. niemal dwukrotnie wyższy.

Polacy nie radzą sobie ze spłatą bieżących rachunków częściej niż z regulowaniem rat kredytów. Stąd przez rok suma przeterminowanych zobowiązań zgłoszonych do BIG InfoMonitor zwiększyła się o 4,9 proc. (2,1 mld zł), są to przede wszystkim nieuregulowane rachunki za usługi telekomunikacyjne, telewizję kablową, prąd, gaz, czynsz, alimenty, grzywny, koszty sądowe, opłaty karne za jazdę bez biletu i opóźnione raty pożyczek, a także długi windykowane przez firmy windykacyjne. W sumie na koniec ubiegłego roku wyniosły prawie 44,3 mld zł. W przypadku zaległości kredytowych odnotowano wolniejsze tempo wzrostu, zresztą już dwa lata z rzędu – o 4,5 proc. (ponad 1,6 mld zł). Na koniec 2020 r. opóźnienia co najmniej 30-dniowe w spłacie kredytów wyniosły ponad 37,1 mld zł.

zaległe zobowiązaniaLiczba osób nie radzących sobie z terminową spłatą zobowiązań kredytowych oraz pozakredytowych przekroczyła na koniec 2020 r. 2,8 mln. W ciągu roku przybyło 8 066 niesolidnych dłużników (o 0,3 proc.), co daje ponad dwukrotnie niższą dynamikę przyrostu niż w poprzednim roku (o 0,7 proc.) i jeszcze niższą niż w 2018, kiedy to wzrost wyniósł 3,5 proc. Wśród 2,8 mln niesolidnych płatników przeważającą część stanowią pozakredytowi, jest ich powyżej 2,2 mln, podczas gdy kredytowych niecałe 1,2 mln, łącznie daje to ponad 3,4 mln osób, ale z uwagi na fakt, że 22,6 proc. z nich ma jednocześnie zaległości pozakredytowe i kredytowe problemy dotyczą 2,8 mln osób. Kłopoty widoczne w obu bazach ma 633,3 tys. osób o 10 tys. więcej niż na koniec 2019 r.

liczba osób nieregulujących zobowiązańW ciągu minionego roku o 1,1 proc. zwiększyła się tylko liczba dłużników pozakredytowych, przybyło 25 249 osób, które nie radziły sobie ze spłatą codziennych rachunków. To i tak o połowę mniej niż jeszcze rok wcześniej. W przypadku zobowiązań kredytowych liczba osób, które nie radziły sobie ze spłatą rat kredytów spadła o 7219 osób.

zaległę płatności polakówIndeks Zaległych Płatności Polaków, czyli wskaźnik pokazujący, ile osób na tysiąc dorosłych Polaków ma problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, podniósł się w ciągu roku o 0,2 p.p. z 88,9 do 89,1 pkt. Oznacza to, że na 1000 dorosłych Polaków 89 ma problemy finansowe. W 2020 roku najwyższa wartość wskaźnika IZPP została odnotowana na koniec II kw., kiedy to prawie 91 osób na 1000 dorosłych mieszkańców miało problemy finansowe.

Średnia kwota zaległego zobowiązania przypadająca na osobę to już 29 019 zł – wzrosła w 2020 r. o 1235 zł (4,4 proc.), czyli podobnie jak rok wcześniej. Zdecydowanie wyższe średnie zaległości mają jednak osoby, które nie radzą sobie z obsługą kredytów – 31 302 zł na osobę (wzrost przez rok o 1541 zł). Przeciętny dług pozakredytowy wynosi natomiast 19 659 zł i jest to o 709 zł więcej niż na koniec grudnia 2019 r.

Przez rok w największym stopniu, bo o 18 proc., wzrosła średnia wartość zaległości wynikających z prawomocnego wyroku sądowego z tytułem wykonawczym – z 8,9 tys. zł do ponad 10,4 tys. zł. Rok wcześniej w tej kategorii liderem wzrostów były długi alimentacyjne (o 40 proc.). Tym razem przeciętna zaległość alimentacyjna podwyższyła się o 3,2 proc., ale i tak jest to spora kwota, bo 41,2 tys. zł. O 9 proc. wzrosły zaległości dłużników wpisywanych do BIG InfoMonitor przez telekomy, znacząco choć podobnie jak w 2019 r. Nieznacznie spadła natomiast (o 13 zł) średnia dla zaległych kar za jazdę bez biletu, wynosi ona obecnie 668 zł.

zaległę płatności polaków 2Nadal utrzymuje się przewaga mężczyzn wśród osób posiadających zaległe zobowiązania kredytowe i pozakredytowe. Ich udział wynosi 61,5% i jest nieznacznie wyższy niż na koniec 2019 r. Mężczyzn ubyło jednak wśród niesolidnych dłużników pozakredytowych, z 63,2 proc. do 63 proc. Na tym samym poziomie co w 2019 r. utrzymuje się natomiast ich odsetek wśród osób posiadających zaległe zobowiązania kredytowe, bo już kolejny rok wynosi 54,8 proc. Średnia kwota zaległych zobowiązań panów wyniosła na koniec grudnia 2020 r. 31 422 zł, a pań 25 214 zł.

płeć a zagłużenieStatystyczny niesolidny dłużnik to mężczyzna między 35. a 44. rokiem życia. Pochodzi ze Śląska lub Mazowsza, stąd wywodzi się prawie jedna trzecia niesolidnych dłużników tej płci. Średnie zaległe zobowiązanie Ślązaka wynosi 29 710 zł i zwiększyło się w ciągu roku o 879 zł, zaś Mazowszanina – 41 678 zł i wzrosło o 1557 zł. Największy udział mężczyzn z problemami w obsłudze bieżących zobowiązań i kredytów widoczny jest natomiast w województwach: lubuskim (kłopoty ma 15 proc. męskiej populacji tego regionu), zachodniopomorskim (14,8 proc.) oraz dolnośląskim (14,7 proc.).

profil dłużnikaKolejny rok spada udział osób z mniejszymi zaległościami. Niespłacany dług do 5 tys. zł ma obecnie 42,3 proc. z ponad 2,8 mln niesolidnych dłużników, wobec 43,2 proc. przed rokiem. Na tym samym poziomie co w 2019 r. utrzymuje się udział osób z zaległościami od 5 do 10 tys. zł – wynosi 14,8 proc. Z kolei przybyło osób z zaległościami powyżej 10 tys. zł – z 42 do 43 proc. oraz z przekraczającymi 100 tys. zł z 5,2 proc. do 5,6 proc.

podział dłużników zaległości

podział dłużników zaległości pponad 10tysOd kilku lat największa część zaległych zobowiązań Polaków przypadała na osoby w wieku 35-44 lat, tym razem nieznacznie, ale jednak wyprzedziło ich pokolenie 45-55 latków, do których należy teraz 27,7 proc. (22,5 mld zł) z 81,4 mld zł sumy zaległości. W młodszym pokoleniu udział w sumie zaległości obniżył się w porównaniu ze statystykami z grudnia 2019, z 28,5 proc. do 27,6 proc. Podobnie stało się z udziałem w kwocie zaległości 18-24 latków i 25-34 latków. Finansowym wyzwaniom z zeszłego roku najtrudniej było sprostać osobom od 45. roku życia w górę. Przy zwiększonej o 3,7 mld zł do 81,39 mld zł sumie zaległości udział 45-54 latków wzrósł z 27 proc. do 27,7 proc., 55-64 latków pozostał na niezmienionym poziomie (18,6 proc.), a najbardziej podwyższył się w grupie 65+, z 11,5 proc. do 12,4 proc.

grupy wiekowe zaległościJeśli chodzi o niesolidnych dłużników, to tak jak wcześniej przeważają 35-44 latkowie. W tym wieku jest co czwarty z ponad 2,8 mln (25,5 proc.). Nieznacznie wzrosła reprezentacja osób od 45 do 54 lat, z 19,8 proc. do 20,3 proc. Bardziej widoczni stali się też dłużnicy w wieku 65+, jest ich w ogólnej liczbie niesolidnych płatników 13,7 proc., podczas gdy przed rokiem było 13,1 proc. Pozostałe grupy wiekowe mają niższą reprezentację niż na koniec 2019 r.

grupy wiekowe zaległości 2Rekord średniej zaległości – 39 511 zł, należy do osób w wieku między 45. a 54. rokiem życia. Stosunkowo wysokie przeciętne nieopłacone zobowiązania mają również 55-64 latkowie, 34 626 zł. Średnie kwoty zaległych zobowiązań powiększyły się we wszystkich przedziałach wiekowych w porównaniu z danymi z końca 2019 r.

grupy wiekowe przeciętne zaległościPrzez rok zaległe zobowiązania poszły w górę we wszystkich województwach. Najwyższe wzrosty, znacznie powyżej średniej dla kraju, odnotowano w województwach: mazowieckim (o 5,9 proc.), wielkopolskim (o 5,7 proc.), pomorskim (o 5,5 proc.), podkarpackim (o 5,4 proc.), lubelskim, opolskim i podlaskim – po 5,3 proc. oraz świętokrzyskim (4,9 proc.). Najmniej przyrosły zaległości na Śląsku o 3,2 proc. oraz w Zachodniopomorskiem o 3,4 proc.

łączna liczba zaległościNadal rekordowa kwota przypada na Mazowsze, po 2020 r. wynosi już 14,6 mld zł. Na drugiej pozycji uplasowało się woj. śląskie z zaległościami przekraczającymi 10,5 mld zł, a na trzeciej dolnośląskie z kwotą sięgającą prawie 7,4 mld zł. Niewiele mniej zaległych zobowiązań przypada też na Wielkopolskę – ponad 7,2 mld zł.

Najwięcej dłużników zamieszkuje Śląsk – prawie 387 tys. osób, jednak ich liczba, w porównaniu z 2019 rokiem, nieznacznie się zmniejszyła, o 0,2 proc. Poza tym regionem liczba dłużników spadła jeszcze w czterech województwach: o 0,6 proc. w lubelskim, o 0,4 proc. w zachodniopomorskim i po 0,1 proc. w dolnośląskim i kujawsko-pomorskim. Najwyższe wzrosty odnotowano na Podkarpaciu i Podlasiu – po 1,1 proc., a także w Małopolsce – o 1 proc.

Według danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, zachodnia i północna część Polski utrzymuje najwyższy odsetek osób z problemami w obsłudze bieżących płatności i rat kredytów. Najwyższy w kraju udział niesolidnych dłużników w dorosłej populacji mają bowiem województwa lubuskie i zachodniopomorskie. Tuż za nimi są woj. dolnośląskie, kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie, śląskie i pomorskie, gdzie liczba dłużników na 1000 dorosłych mieszkańców przekracza 100 osób. W 7 województwach odsetek niesolidnych dłużników przez rok wzrósł, są to: warmińsko-mazurskie, wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie, opolskie, podlaskie i małopolskie. W pozostałych od roku utrzymuje się na takim samym poziomie.

województwka liczba zaległościW porównaniu z danymi z grudnia 2019 r. średnia zaległość wzrosła w każdym województwie. Najwyższą średnią zaległość na osobę mają mieszkańcy woj. mazowieckiego – 39 829 zł. Druga pod względem wysokości średnia na osobę przypada na woj. małopolskie – 30 239 zł. Na trzeciej pozycji, jeśli chodzi o średnie zaległości, znajdują się osoby z adresem w woj. pomorskim, przeciętnie 29 855 zł. Wysoka średnia zaległość występuje także w województwach zachodniopomorskim – 29 658 zł i łódzkim – 29 439 zł.

Przeciętne przeterminowane zobowiązanie w kraju to obecnie 29 019 zł – jest o 4,4 proc. wyższe niż przed rokiem.

kwoty zaległościPrzez kilka lat niechlubny spis dłużników–rekordzistów otwierał mieszkaniec woj. lubelskiego. Z końcem grudnia 2020 r. zastąpił go 47-letni mieszkaniec Pomorza z zaległością w wysokości prawie 75,8 mln zł. Dług 64-latka z Lubelszczyzny jest niższy o 1,8 mln zł, co plasuje go teraz na drugiej pozycji niechlubnego rankingu. W wyniku zmian, na trzecie miejsce z drugiego zdegradowany został 38-letni rekordzista z Pomorza z zaległymi zobowiązaniami na kwotę ponad 48 mln zł. Na czwartym miejscu znalazła się jedna z dwóch kobiet TOP 10, 39-latka, która ma do oddania 47,7 mln zł zaległości. Pochodzi z Mazowsza tak jak połowa rekordzistów z pierwszej dziesiątki.

Łączna kwota zaległości 10 najbardziej zadłużonych wynosi już prawie 444 mln zł i niewiele ustępuje zaległościom mieszkańców niemałych miast. Np. w Białymstoku 16 tys. niesolidnych płatników ma razem 450 mln zł długów, w Kielcach prawie 15 tys. osób ma do zwrotu 463 mln zł, a w Radomiu ponad 19 tys. osób – 472 mln zł. Długi rekordzistów podwyższyły się przez rok o jedną szóstą, spadła natomiast ich średnia wieku, z niecałych 57 do 56 lat.

top 10 osób z zaległościami w polscerekordziści zaległości

Rośnie popyt na kredyty mieszkaniowe – luty 2021 r.

Drugi w tym roku, dodatni odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) wyniósł 17,1%, co oznacza, że w lutym 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 17,1% w porównaniu z lutym 2020 r. Wartość BIK Indeksu – PKM informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych.

W lutym 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 47,14 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 42,87 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +9,9%. W porównaniu do stycznia 2021 r., liczba wnioskujących wzrosła o 25,9%, a w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. wzrosła aż o 69,5%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w lutym br. wyniosła 311,2 tys. zł i była o 6,6% wyższa niż w lutym 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, która jest rekordowa w całej historii, przy dużej liczbie wnioskodawców. Popyt w ujęciu liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy odbudował się, a nawet jest wyższy od poziomu sprzed pandemii. Po serii ujemnych odczytów z okresu marzec – sierpień 2020 r. oraz listopada 2020 r. mamy już kolejny wysoki dodatni odczyt w tym roku. Wartość Indeksu w porównaniu do odczytu ze stycznia 2021 r. nieznacznie jednak spadła o 1,0 p.p.

– Na szczególną uwagę zasługuje wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu. Odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym, wzrost średniej ceny PUM-u oraz zakup większych nieruchomości. Trzeba również pamiętać, że banki poluzowały wymagania odnośnie wkładu własnego (spadek wymaganego wkładu), co przekłada się na akceptowanie wyższej wartości wskaźnika LtV. Jednak z uwagi na pandemię oraz z jednej strony początek trzeciej fali, jaką mamy w marcu, a z drugiej strony wzrost liczby osób zaszczepionych powodują, że sytuacja na rynku kredytów hipotecznych będzie dynamiczna – trudno więc obecnie prognozować, jaki będzie popyt na kredyty mieszkaniowe w całym 2021 r. Przy optymistycznym scenariuszu, utrzyma się dodatni trend popytu na kredyty mieszkaniowe, jednak może być on labilny w poszczególnych miesiącach – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Trzeba również pamiętać, że Indeks opisuje jedynie stronę popytową rynku kredytów mieszkaniowych i to tylko w wymiarze wartościowym. Wartość akcji kredytowej jest determinowana polityką kredytową banków, która określi poziom akceptacji wniosków kredytowych. W ostatnim okresie trzy na cztery osoby wnioskujące o kredyt mieszkaniowy otrzymuje pozytywną decyzję o przyznaniu kredytu, co oznacza, że poziom akceptacji wniosków o kredyt mieszkaniowy z poziomu wnioskodawcy wynosi ok. 75% – dodaje prof. Rogowski.
popyt na kredyty mieszkaniowe – luty 2021

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

W kwietniu możliwe duże zmiany w ubezpieczeniach społecznych. Rząd pracuje nad ustawą, która ma usprawnić rozliczenia płatników z ZUS-em

1 kwietnia 2021 roku ma wejść w życie nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, nad którą pracuje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Zgodnie z założeniami projekt ma uporządkować system ubezpieczeń społecznych, wprowadzić jednolite rozwiązania w zakresie przyznawania i wypłaty świadczeń oraz usprawnić rozliczanie płatników z ZUS-em. Część rozwiązań budzi jednak wątpliwości. – Skrócenie do roku możliwości samodzielnego złożenia korekt informacji ZUS IWA, czyli dokumentów, na podstawie których ZUS ustala wysokość składki wypadkowej dla płatnika, zaburza równowagę między przedsiębiorcą a urzędem – komentują eksperci Inventage.

 Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej ogłosiło projekt z dnia 22 stycznia bieżącego roku o zmianie ustawy o ubezpieczeniach społecznych oraz innych ustaw. Projekt ten zakłada zmianę łącznie w dziewięciu ustawach – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Jędruchniewicz, dyrektor Działu Składek ZUS i Bezpieczeństwa Pracy w Inventage.

Projekt zmian został skierowany na początku lutego do konsultacji społecznych. Jego celem jest uporządkowanie systemu ubezpieczeń społecznych, wprowadzenie jednolitych rozwiązań w zakresie przyznawania i wypłaty świadczeń, usprawnienie funkcjonowania ZUS-u w kontekście gospodarki finansowej oraz rozliczeń z płatnikami składek. Projekt eliminuje też wątpliwości interpretacyjne, które pojawiły się na etapie stosowania obowiązujących przepisów.

 W sytuacji, gdy płatnik składek miał odmienne zdanie od decyzji ZUS-u, sprawy były kierowane na drogę sądową. Sprawy te trwały wielokrotnie latami, zaś w konsekwencji i tak sąd przyznawał rację płatnikom składek. Czytając aktualne przepisy, odnosimy wrażenie, że wiele z nich i tak dalej będzie budziło wątpliwości interpretacyjne. Ponadto wiele przepisów ograniczy prawa przedsiębiorców, dodatkowo uderzy to również w finanse spółek – wskazuje Jolanta Rybak, analityk Działu Składek ZUS i Bezpieczeństwa Pracy w Inventage.

Zgodnie z propozycjami zmian ujednolicone zostaną zasady objęcia ubezpieczeniami społecznymi wspólników jednoosobowych spółek z o.o oraz spółki jawnej, partnerskiej lub komandytowej. Od 1 stycznia 2022 roku ma zacząć obowiązywać bezgotówkowa firma wypłaty świadczeń długoterminowych.

Jedna ze zmian, które wejdą w życie już od 1 kwietnia tego roku, będzie dotyczyła skrócenia okresów, w których płatnik może sporządzać korekty informacji ZUS IWA – mówi Rafał Jędruchniewicz.

Jest to składany co roku przez płatnika (zatrudniającego co najmniej dziewięciu pracowników) formularz, na podstawie którego ZUS ustala wysokość składki wypadkowej dla danego przedsiębiorstwa. Ten zapis budzi wątpliwości ekspertów.

– Jeżeli projekt wejdzie w życie w obecnym kształcie, płatnik będzie miał prawo tylko do korekty informacji ZUS IWA jeden rok wstecz. Natomiast ZUS będzie miał prawo do zmieniania tych danych za kilka lat wstecz. To ewidentnie zaburza zasadę równowagi stron – ocenia dyrektor Działu Składek ZUS i Bezpieczeństwa Pracy w Inventage.

– Widzimy tutaj rozbieżność i nierówne traktowanie, ponieważ płatnik będzie miał na korektę tylko rok, zaś ZUS – pięć lat. Niezrozumiałe jest zatem, dlaczego ustawodawca ogranicza tylko jedną ze stron, a ZUS otrzymuje prawo do skontrolowania płatnika i sporządzenia korekt informacji ZUS IWA za pięć lat do tyłu – podkreśla Jolanta Rybak.

Składka wypadkowa jako jedyna spośród składek na ubezpieczenia społeczne jest ruchoma. ZUS ustala ją na podstawie składanych co roku informacji dotyczących m.in. rodzaju działalności gospodarczej, liczby ubezpieczonych, pracowników zatrudnionych w warunkach zagrożenia, a także danych dotyczących liczby osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy, jakie miały miejsce w roku, za który jest składany formularz ZUS IWA. Co istotne, do wyliczenia wysokości stopy procentowej na dany okres składkowy bierze się pod uwagę dane z trzech poprzednich informacji ZUS IWA. Zgodnie z projektem, jeśli płatnik zauważy w nich błąd, będzie mógł go skorygować w jednej deklaracji – z ostatniego roku

– Zablokowanie możliwości korekty informacji za lata wstecz będzie miało swoje odzwierciedlenie w tym, że w dokumentach mogą pojawić się na zawsze błędne dane, które mają bezpośrednie przełożenie na to, że płatnik będzie odprowadzał do ZUS-u błędnie ustalone stawki – zauważa Rafał Jędruchniewicz.

Dotychczas przedsiębiorca mógł skontrolować dokumenty, a w przypadku zauważenia nieprawidłowości – do korekty danych. Ograniczenie skorygowania deklaracji tylko do roku wstecz może oznaczać, że płatnik może opłacać wyższe składki, niż powinien.

– Współpracujemy z wieloma przedsiębiorstwami i w ostatnim czasie docierają do nas sygnały, że są bardzo zaniepokojeni nierównym traktowaniem ich przez państwo. Z jednej strony otrzymują wsparcie w postaci tarcz antykryzysowych, natomiast z drugiej strony bezpośrednio uderza się w nich przepisami prawa, które mają na celu zablokowanie ich, aby nie mogli odzyskać nadpłaconych składek z lat poprzednich – mówi ekspert Inventage.

W czasie pandemii Polacy zaczęli korzystać z carsharingu na dłuższe dystanse. Na krótkoterminowy wynajem aut stawia też coraz więcej firm

W czasie kolejnych lockdownów mobilność Polaków była mniejsza, ale z drugiej strony własny samochód stał się jedynym pewnym i bezpiecznym środkiem transportu. Za zmianami wynikającymi z obostrzeń pandemicznych szybko nadążyły też firmy carsharingowe, które wprowadziły do oferty usługę dezynfekcji pojazdu, tak żeby ich użytkowanie było bezpieczne dla zdrowia. Po chwilowym zahamowaniu popytu w ubiegłym roku w kolejnych miesiącach klienci chętniej sięgali po auta na minuty. I to nie tylko na krótkich dystansach, lecz również na dłuższe podróże. – Musieliśmy rozszerzyć naszą ofertę o pakiety dobowe czy tygodniowe i weszliśmy do 100 kolejnych miast – mówi Maciej Panek z PANEK Carsharing. Wynajem aut na minuty – zamiast własnej floty – rozważa też coraz więcej firm.

– Pandemia wpłynęła rozwojowo na polski rynek carsharingowy. W pierwszej fali byliśmy skonsternowani i nie wiedzieliśmy, jak sobie z tym poradzić, ale później nastąpiła decyzja, że wchodzimy w inwestycje. W czasie pandemii liczba lokalizacji, w których byliśmy obecni, wzrosła najpierw do 150, a potem 250 miast. W efekcie jesteśmy teraz obecni we wszystkich miastach w Polsce, które mają powyżej 20 tys. mieszkańców – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Panek, prezes zarządu PANEK Carsharing.

Kolejne lockdowny i restrykcje związane z przemieszczaniem się, obawy przed zakażeniem czy praca zdalna spowodowały, że popyt na usługi carsharingu początkowo zmalał. Z drugiej strony część osób – z obawy przed zakażeniem – zrezygnowała z transportu miejskiego i publicznego, część była do tego zmuszona, bo na czas pandemii niektóre połączenia autobusowe i kolejowe zostały zawieszone. Własny samochód stał się jedynym pewnym i bezpiecznym środkiem transportu. Nie każdy jednak jest posiadaczem auta, dlatego na carsharing zdecydowała się część spośród tych osób, które wcześniej z niego nie korzystały.

Z październikowego raportu Fundacji Digital Poland („Pandemia a współdzielona mobilność”) wynika, że odsetek aktywnych użytkowników carsharingu, korzystających z tej usługi przynajmniej kilka razy w miesiącu, zmniejszył się z 35 do 20 proc., za to zwiększył się (z 11 do 17 proc.) odsetek korzystających kilka razy w tygodniu. 45 proc. użytkowników zadeklarowało, że w kolejnych sześciu miesiącach zamierza korzystać z usługi carsharingu tak samo często jak do tej pory. Co piąty zadeklarował, że będzie korzystać z wynajmu aut na minuty rzadziej, a 14 proc. – że częściej.

– Klienci w czasie pandemii zmienili swoje przyzwyczajenia dotyczące carsharingu. Wcześniej jeździli głównie na minuty, na krótkich dystansach. Natomiast kiedy przyszła pierwsza, a potem druga fala pandemii i rozszerzyliśmy liczbę naszych lokalizacji, klienci zaczęli poruszać się po całej Polsce, dystanse zaczęły być coraz dłuższe. To spowodowało, że zdecydowaliśmy się rozszerzyć naszą ofertę wynajmu aut nie tylko na minuty, ale też na pakiety dobowe czy tygodniowe, które obecnie są bardzo chętnie wykorzystywane przez klientów – wskazuje prezes zarządu PANEK Carsharing.

Pandemia wymusiła też na firmach działających w branży carsharingu konieczność natychmiastowego przystosowania się do nowych realiów rynkowych, w tym m.in. dużo częstszą dezynfekcję pojazdów i zrewidowanie swojego modelu biznesowego. Część z nich nie poradziła sobie z przejściowymi problemami i spadkiem popytu. W efekcie w październiku litewska firma City Bee (oferowała flotę pojazdów dostawczych) poinformowała, że po dwóch latach wycofuje się z Polski. Z kolei na początku lutego Innogy Go! (operator floty samochodów elektrycznych na wynajem) ogłosiło, że w marcu zniknie z warszawskich ulic. Działalność zakończyły również eCar od Taurona oraz GreenGoo. Prezes PANEK Carsharing ocenia jednak, że nie zwiastuje to problemów całej branży.

– Zakończenie działalności jednego z liderów warszawskiej branży carsharingu to dla nas z jednej strony przykra niespodzianka, bo konkurencja zawsze stymuluje do poprawiania jakości. Z drugiej strony przyznam, że nie jest to dla nas zaskoczenie. Carsharing wyłącznie na autach elektrycznych się nie sprawdza, inwestycja tego typu jest nieopłacalna i nierentowna. Natomiast to absolutnie nie oznacza problemów, a tym bardziej końca branży carsharingowej. Na przykładzie naszej firmy widzimy, że liczba klientów jest coraz większa. Notujemy ponad tysiąc nowych klientów dziennie, a obroty cały czas rosną. Dlatego perspektywy rynku na ten i przyszły rok postrzegamy w bardzo dobrych barwach – ocenia prezes największej firmy carsharingowej w Polsce.

W tej chwili PANEK CarSharing, po niespełna czterech latach działalności, ma już ponad 50-proc. udział w polskim rynku, dysponując flotą ok. 2,3 tys. samochodów. Firma skupia się m.in. na rozwijaniu swojej floty, liczącej 30 różnych modeli aut, oraz wprowadzaniu elastycznych pakietów i taryf, jak najbardziej odpowiadających zapotrzebowaniu klientów.

– Z perspektywy klienta kluczowe w carsharingu są przede wszystkim dostępność samochodów oraz elastyczność oferty cenowej, żeby każdy – w zależności od swojego zapotrzebowania – dostał ofertę uszytą na miarę. To też ostatecznie stymuluje wzrost zainteresowania tą usługą – mówi Leszek Leśniak, dyrektor wykonawczy w PANEK Carsharing.

Carsharing już od kilku lat jest – zarówno w Polsce, jak i w Europie – jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się usług w obszarze mobilności. Z ubiegłorocznego, sierpniowego badania przeprowadzonego przez IQS dla Fundacji Digital Poland wynika, że 34 proc. Polaków przynajmniej raz w ciągu poprzedzających 12 miesięcy skorzystało z firmy lub aplikacji do wynajmu aut na minuty. Na ten typ usług przed wybuchem pandemii użytkownicy przeznaczali średnio 133 zł miesięcznie, dostrzegając szereg zalet takich jak wygoda, oszczędność czasu czy brak obowiązków związanych z obsługą pojazdu.

Dyrektor wykonawczy PANEK Carsharing podkreśla, że szansą rozwoju dla branży jest już nie tylko rynek klientów indywidualnych, lecz także firmowych. Wynika to głównie z faktu, że przedsiębiorstwa – w obliczu recesji, spadku przychodów i cięcia kosztów – będą coraz częściej ograniczać albo rezygnować z posiadania własnych flot.

– Usługodawcy carsharingu w Polsce coraz chętniej spoglądają w kierunku ofertowania przedsiębiorstw – mówi Leszek Leśniak. – Okres pandemiczny zmienia optykę przedsiębiorców i ich podejście do zarządzania transportem, podróżami służbowymi i własną flotą, która w dużych firmach często jest mocno rozrośnięta. Tymczasem rozwój zdalnej pracy zmniejszy zapotrzebowanie na podróże służbowe, a carsharing – dzięki elastycznym rozwiązaniom i możliwości naliczania opłat tylko za faktyczny czas wykorzystywania pojazdu – jest znacznie ciekawszą opcją niż utrzymywanie flot kilkuset lub kilku tysięcy aut.

Do końca czerwca Krajowy Plan Odbudowy powinien uzyskać zgodę Komisji Europejskiej. Polska liczy na pierwsze środki już w wakacje

W drugiej połowie tego roku krajową gospodarkę powinny realnie wesprzeć środki przewidziane na realizację Krajowego Planu Odbudowy. Projekt tego dokumentu kilka dni temu trafił do konsultacji. Jego głównymi celami mają być m.in. wzmocnienie konkurencyjności i odbudowa polskiej gospodarki po pandemii, wsparcie ochrony zdrowia i zielonej transformacji. Do rozdysponowania będzie prawie 60 mld euro. – W najbliższych miesiącach będziemy obserwowali boom gospodarczy i rozwojowy, o ile uporamy się z pandemią – mówi wiceminister Waldemar Buda. 

– Krajowy Plan Odbudowy to instrument, który pozwoli nam zassać środki z europejskiego Funduszu Odbudowy. To interwencja pocovidowa, na którą będą przeznaczone ogromne środki, ok. 58 mln euro podzielone na bezzwrotne dotacje i instrumenty pożyczkowe. Ten kapitał pozwoli nam dość sprawnie, punktowo zareagować tam, gdzie COVID sprawił największe trudności – mówi agencji Newseria Biznes Waldemar Buda, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Unijny Fundusz Odbudowy to ponad 750 mld euro na odbudowę europejskich gospodarek po pandemii koronawirusa. Polska będzie czwartym co do wielkości beneficjentem tych środków. Z otrzymanej puli 23,9 mld euro będą stanowić bezzwrotne granty, a 34,2 mld euro trafi na pożyczki. Aby uruchomić te fundusze, każde z państw członkowskich UE musi najpierw opracować swój plan inwestycji i reform na nadchodzące lata, czyli Krajowy Plan Odbudowy (KPO), i przedłożyć go Komisji Europejskiej.

1 marca Polska przekazała już do KE założenia i wstępny projekt swojego KPO. Dokument liczący ponad 230 stron zakłada m.in., że do sierpnia 2026 roku państwo wyda całą pulę bezzwrotnych dotacji, a następnie zostaną uruchomione instrumenty pożyczkowe jako element uzupełniający. Pierwsze środki finansowe przewidziane na realizację krajowego KPO mają popłynąć w połowie tego roku.

– Mam nadzieję, że w wakacje będziemy już mieli pierwszą zaliczkę, bo w ramach Krajowego Planu Odbudowy mamy 13 proc. zaliczki. Później te środki muszą być dystrybuowane w konkursach i programach kierowanych do poszczególnych beneficjentów – mówi wiceminister funduszy i polityki regionalnej. – Równolegle będziemy uruchamiać wiele inwestycji ze środków krajowych, więc mam nadzieję, że jeszcze w 2021 roku zobaczymy te środki w gospodarce.

KPO został oparty na pięciu filarach, na których wsparcie przewidziano konkretne środki. Pierwszym jest wzmocnienie konkurencyjności i odbudowa polskiej gospodarki po pandemii COVID-19, a na inwestycje w tym obszarze zarezerwowano 18,6 mld zł. Kolejne filary KPO to cyfryzacja (13,7 mld zł), wzmocnienie sektora ochrony zdrowia (19,2 mld zł), zielona i inteligentna mobilność (27,4 mld zł) oraz zielona energia i transformacja energetyczna (28,6 mld zł).

– Wyznaczyliśmy pięć najistotniejszych filarów wymagających interwencji i postawiliśmy szczegółowe wytyczne, m.in. 37 proc. inwestycji chcielibyśmy skierować właśnie na klimat i środowisko, a 20 proc. – na cyfryzację. W każdym z tych segmentów mamy od kilkunastu do kilkudziesięciu miliardów i to są duże środki, ale potrafimy je wykorzystać. Jeśli dołożymy do tego plany Nowego Polskiego Ładu, który ma zaangażować bardzo duże środki krajowe w procesy inwestycyjne w różnych sektorach, to pokazuje, że najbliższy czas będzie okresem wielkich inwestycji, które mają pobudzić gospodarkę. Będziemy obserwowali boom gospodarczy i rozwojowy w najbliższych miesiącach, o ile – tutaj stawiam jasny warunek – uporamy się z pandemią – mówi Waldemar Buda.

Jak podkreśla, w tej chwili dynamika inwestycji jest hamowana przez koronawirusa.

– Mamy nadzieję, że w II kwartale tego roku uzyskamy już kontrolę nad pandemią – mówi wiceminister.

Krajowy Plan Odbudowy ma przejść jeszcze proces szerokich konsultacji społecznych, w których udział może wziąć każdy. Konsultacje rozpoczęły się 26 lutego i potrwają do 2 kwietnia, po czym projekt KPO zostanie przekazany do rozpatrzenia Radzie Ministrów. Następnie do końca kwietnia Polska ma czas na przekazanie ostatecznej wersji planu do Komisji Europejskiej, która będzie mieć z kolei dwa miesiące na jego zaakceptowanie.

Efektem pandemii może być fala samobójstw wśród nastolatków. Prawie 40 proc. zmaga się z objawami depresji, a co piąty z nich ma myśli samobójcze

Polska jeszcze przed pandemią COVID-19 była w niechlubnej czołówce państw z najwyższym odsetkiem samobójstw wśród dzieci i młodzieży. W 2019 roku w grupie wiekowej 13–18 lat odnotowano blisko tysiąc prób samobójczych. W ubiegłym roku było ich nieco mniej, ale specjaliści od zdrowia psychicznego obawiają się, że długotrwałym skutkiem pandemii może być fala samobójstw wśród nastolatków. – W grupie nastolatków z objawami depresji, potrzebującej natychmiastowej pomocy psychologa i psychiatry, ok. 18 proc. zmaga się z myślami samobójczymi – alarmuje psycholog dr Beata Rajba. – Nie oznacza to, że te nastolatki popełnią samobójstwo, ale że są w grupie wysokiego ryzyka i potrzebują natychmiastowej pomocy – dodaje. 

Badania przeprowadzone przez PAN pokazują, że pandemia COVID-19 przyczyniła się do pogorszenia stanu zdrowia psychicznego zwłaszcza wśród tych osób, które już wcześniej zmagały się z problemami. Drugą grupą najbardziej narażoną na jej negatywne oddziaływanie są nastolatki i dzieci.

– To nas zaskoczyło, bo wydawało się, że nastolatki wręcz się będą cieszyć. Nie mają szkoły, nie są w grupie ryzyka. Okazało się natomiast, że wręcz przeciwnie – już w czasie pierwszego lockdownu 44 proc. dzieci zmagało się z objawami depresji. W tej chwili ten wynik jest trochę niższy i wynosi 38 proc. Natomiast u tych dzieci, które mają objawy depresji, nastrój się znacznie pogorszył – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Beata Rajba, psycholog z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Polska jeszcze przed pandemią COVID-19 była w niechlubnej czołówce państw z najwyższym odsetkiem samobójstw wśród dzieci i młodzieży. W 2019 roku w grupie wiekowej 13–18 lat odnotowano 905 prób samobójczych, a na przestrzeni poprzednich sześciu lat ich liczba wzrosła dwuipółkrotnie. W ubiegłym roku prób było 814. Mimo nieznacznego spadku specjaliści od zdrowia psychicznego obawiają się, że długotrwałym skutkiem pandemii może być fala samobójstw wśród nastolatków.

W tej skrajnej grupie – potrzebującej pilnej pomocy psychologa i psychiatry – ok. 18 proc. zmaga się z myślami samobójczymi, z czego 11 proc. wręcz ma myśli samobójcze z zamiarem, czyli chciałoby popełnić samobójstwo – alarmuje psycholog.  Nie oznacza to, że 11% nastolatków się zabije, ale że są w grupie wysokiego ryzyka i powinny natychmiastowo uzyskać pomoc. 

Zwłaszcza że sytuacji nie poprawia utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów. Według rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży aktywnych jest 482 lekarzy.

– Na kilka tysięcy dzieci przypada mniej więcej jeden psychiatra. Trochę lepiej jest w przypadku dorosłych, ale to wciąż za mało. Natomiast jeżeli depresja nie jest bardzo nasilona, to nie musi być psychiatra, bo psycholog lub psychoterapeuta może pomóc równie skutecznie, a ich dostępność jest większa – mówi dr Beata Rajba.

Badania PAN pokazują, że nie tylko dzieci i nastolatki, lecz także dorośli Polacy kiepsko radzą sobie z psychicznymi skutkami pandemii. W tej chwili mniej więcej dwa razy więcej osób niż jeszcze w 2018 roku zmaga się z objawami depresji. Dotyczy to już blisko 40 proc. Polaków, z których przynajmniej kilkanaście procent wymaga natychmiastowej pomocy.

– Pandemia postawiła nas w sytuacji kryzysowej, która rozpisała się w trzy podstawowe fazy. Pierwszą fazą, którą przeżyliśmy w marcu zeszłego roku, była dezorganizacja. Wtedy rzuciliśmy się do sklepów kupować papier toaletowy i makaron. Później nastąpiła dosyć długa faza adaptacji, kiedy jakoś sobie radziliśmy. Przy czym „jakoś” oznacza tak naprawdę „z dużym wysiłkiem”. To doprowadziło nas do trzeciej fazy wyczerpania, w której nawet połowa Polaków zmaga się z problemami psychicznymi, takimi jak bezsenność, depresja czy zaburzenia lękowe – mówi psycholog z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Badanie przeprowadzone dla Human Power na grupie blisko 1,4 tys. osób pokazało, że po roku trwania pandemii ok. 80 proc. doświadcza trudnych do opanowania ataków paniki, a 68 proc. odczuwa więcej stresu. Niemal połowa ma też problemy z jakością snu, a blisko 40 proc. przyznało, że czuje się psychicznie gorzej niż wtedy, kiedy pandemia dopiero się zaczęła. Z sondażu wynika też, że dominującymi stanami, które towarzyszą w tej chwili wielu Polakom, są lęk oraz stres.

Efekty pandemii są też widoczne w rosnącej sprzedaży alkoholu, nasileniu problemu przemocy domowej, rosnącej liczbie rozwodów i osłabieniu kontaktów społecznych, bo funkcjonowanie online przełożyło się na rozluźnienie więzi i samotność.

– Długofalowe skutki pandemii i izolacji to przede wszystkim zwiększenie dystansu. Nie tylko społecznego, ale też emocjonalnego. Nasze relacje się rozluźniają, często ograniczają się do kurtuazyjnych like’ów albo komentarzy na Facebooku. W social mediach zwykle pokazujemy superuśmiech, ale nie pokazujemy tych momentów, kiedy potrzebujemy wsparcia. Poza tym prawdopodobnie życie w jeszcze większym stopniu przeniesie się do sieci, bo już widać, że coraz lepiej radzimy sobie z pracą zdalną, z nauką przez internet i to pewnie będzie coś, co zmieni dotychczasowy sposób pracy i funkcjonowania – mówi dr Beata Rajba.

Ekspertka wskazuje, że Polacy radzą sobie z pandemią na bardzo różne sposoby. Część udaje, że życie wróciło do normy, wirusa już nie ma i bawi się na spontanicznych imprezach w Zakopanem. Część ucieka w spiskowe teorie, negując noszenie maseczek czy istnienie samej pandemii. Jeszcze inni popadają w rezygnację albo starają się po prostu przetrwać ciężki czas, jednak mają przy tym coraz mniej cierpliwości, przez co odczuwają rosnące rozdrażnienie.

 Jak możemy sobie pomóc? Przede wszystkim możemy zadbać o higienę psychiczną, czyli przynajmniej spróbować oddzielić pracę od życia prywatnego, nawet jeśli pracujemy w domu. Możemy zadbać o sen, jedzenie i odpowiednią dawkę ruchu. Oprócz tego, jeżeli zauważymy u siebie pierwsze objawy depresji, nie ma co chować głowy w piasek, nie ma co myśleć, że to przejdzie, i należy pójść do specjalisty – radzi psycholog. – Bardzo optymistycznym wynikiem naszych badań jest to, że angażowanie się w działania prospołeczne chroni naszą psychikę. Osoby, które np. robią zakupy osobom starszym albo wyprowadzają psy na spacer, nie tylko nie doświadczają obniżenia nastroju, ale wręcz często mają ten nastrój coraz lepszy.

 

Sztuczna inteligencja pozwala szybko opracowywać nowe linie leczenia chorób. Przyszłością medycyny mogą być też biokomputery

Wykorzystanie algorytmów uczenia maszynowego umożliwia wprowadzenie badań nad DNA na nieosiągalny dotychczas poziom. Dzięki rozwiązaniom bioinformatycznym można było w mniej niż dwa dni wytypować potencjalne leki na koronawirusa, a także zwiększyć wiedzę o wirusach zasiedlających ludzkie jelita. Naukowcy testują już nawet komputery bazujące na przesyłaniu informacji z wykorzystaniem ludzkich komórek. Światowy rynek bioinformatyki do 2027 roku zwiększy swoją wartość prawie trzykrotnie.

– Bioinformatyka pozwala zbudować model informatyczny czy matematyczny i potem rozwiązywać narzędziami właściwymi dla informatyki różne problemy, takie jak na przykład problem sekwencjonowania DNA. Biochemicy są w stanie poszatkować genom i dostarczyć nam setek jego fragmentów, ale my potrzebujemy ich miliardów. Żeby złożyć ten miliard, potrzebujemy dobrego algorytmu i to jest właśnie bioinformatyka – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Jacek Błażewicz, dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk.

Opierając się na rozwiązaniach bioinformatycznych, naukowcy z Wellcome Sanger Institute oraz EMBL’s European Bioinformatics Institute (EMBL-EBI) zidentyfikowali ponad 140 tys. wirusów zasiedlających ludzkie jelita. Ponad połowa z nich nie była wcześniej znana. Może mieć to kluczowe znaczenie dla rozwoju badań nad przyczynami niektórych chorób. Co szczególnie istotne, jedna z nowo odkrytych gałęzi wirusów jest drugą pod względem stopnia rozpowszechnienia w ludzkich jelitach. Zdaniem ekspertów przy wykorzystaniu tradycyjnych, niewspieranych informatycznie metod tego typu odkrycia najprawdopodobniej nie byłyby możliwe.

– Biolodzy nie poradzą sobie sami. Musimy współpracować. Bioinformatyka to oczywiście sekwencje, ale ważna jest analiza tych sekwencji, zrozumienie, co one przedstawiają. I tu bez sztucznej inteligencji oczywiście się nie obejdzie, bo występuje za dużo kombinacji – wskazuje  dr hab. inż. Jacek Błażewicz.

Uczenie maszynowe w bioinformatyce zostało wykorzystane w poszukiwaniu możliwych leków do walki z koronawirusem. Superkomputer IBM Summit w niespełna dwa dni, wykorzystując symulację uruchomioną kodem bioinformatycznym, przeszukał struktury molekularne związków, które mogłyby zwalczyć ten patogen.

– Oczywiście pandemia ma duży wpływ na rozwój bioinformatyki, bo pokazuje wagę problemów zdrowia, wagę problemów medycyny dla funkcjonowania dzisiejszej społeczności – mówi naukowiec.

Kluczowe w rozwoju bioinformatyki może być wykorzystanie biokomputerów. Przykładem takiego wdrożenia może być urządzenie zbudowane przez naukowców z Politechniki Federalnej w Zurychu oraz Uniwersytetu w Bazylei. Wykorzystując dziewięć populacji ludzkich komórek, zbudowali strukturę działającą jak elektroniczny obwód obliczeniowy. Tak powstał żywy komputer reagujący na przekazywane mu informacje chemiczne i przetwarzający je przez podstawowe bramki logiczne.

– Biokomputer można też rozumieć jako coś, co sprzęga się w nanoprocesor z pewnym elementem wykonawczym i np. wpuszcza się w krwiobieg człowieka, by tam analizował i przesyłał pewne dane – wskazuje dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej. – Ileś lat temu mówiło się o komputerach DNA, które bazowały na przetwarzaniu cząsteczek DNA i wyciąganiu jakichś informacji. Ma to jednak ograniczenia, ponieważ w zasadzie trzeba budować komputer dla konkretnego problemu.

Według Allied Market Research światowy rynek bioinformatyki do 2027 roku osiągnie wartość 24,7 mld dol.

Udział węgla w polskiej energetyce spadł do rekordowo niskich poziomów. Odejście od niego wymaga jednak budowy niskoemisyjnego miksu energetycznego

Choć Unia Europejska przeznaczyła 2 mld euro na pomoc Polsce w dekarbonizacji, to jesteśmy jedynym krajem w Europie, który obecnie zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. W wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadło o kilka procent, jednak wraz z upływem czasu będzie ono znacznie większe. Przyszłością są niskoemisyjne źródła energii – fotowoltaika, farmy wiatrowe i energetyka jądrowa. – Potrzebna jest nie tylko szybka przemiana energetyki w stronę pozyskiwania ze źródeł nieemisyjnych, ale i magazynowanie energii – przekonuje prof. dr hab. Szymon Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

– Nie ma źródeł energii, które są zupełnie neutralne dla środowiska i dla klimatu, więc powinniśmy mówić o niskoemisyjnych źródłach energii. W zasadzie w tej chwili mamy trzy możliwe do zastosowania na większą skalę – fotowoltaikę, energię z wiatru i energię jądrową – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Szymon Malinowski.

Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że w 2020 roku spadło zużycie energii elektrycznej w Polsce, już kolejny rok z rzędu. Na znaczeniu nieco traci węgiel – jego udział w miksie energetycznym spadł do rekordowo niskiego poziomu 70 proc. To najmniej w ponad stuletniej historii polskiej elektroenergetyki. Rośnie natomiast energia pozyskiwana z gazu, wiatru i fotowoltaiki. Elektrownie słoneczne dostarczyły o 176 proc. więcej energii r/r, o 20 proc. wzrosło współspalanie biomasy z węglem, blisko 10-proc. wzrost zanotowały biogazownie i elektrownie wodne.

– Pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy robić, to korzystać z jak najmniejszej ilości energii, bo ogromną ilość energii marnujemy, np. nie ma powodów, żeby domy, które teraz budujemy, były pasywne, nie emisyjne. Po drugie, potrzebna jest szybka przemiana energetyki w stronę pozyskiwania tej energii ze źródeł nieemisyjnych, czyli tych, które nie emitują długo żyjących gazów cieplarnianych do atmosfery, a w każdym razie emitują je w minimalnej ilości – przekonuje dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak wskazuje, żadna energia niskoemisyjna nie zaspokoi w pełni naszych potrzeb, także energetyka jądrowa. Zgodnie z programem polskiej energetyki jądrowej do 2043 roku w Polsce mają działać już dwie elektrownie atomowe o łącznej mocy od 6 do 9 GW. W latach 2040–2045 około 1/5 krajowej produkcji energii ma już pochodzić z atomu. Z drugiej jednak strony, jak podkreśla ekspert, energia jądrowa wymaga wielkiego cyklu produkcyjnego, kontrowersje budzi też zarządzanie odpadami radioaktywnymi. Z kolei panele fotowoltaicze, tak popularne w Polsce, np. w zimie pełnią ograniczoną funkcję.

– Budując panele fotowoltaiczne, musimy pamiętać, że choć fotowoltaika jest czasami bardzo przydatna jako dodatkowe źródło energii, to bez magazynowania energii, która jest bardzo droga i znowu też kosztuje odpady, nie możemy myśleć, że rozwiąże nasze problemy energetyczne – przekonuje prof. dr hab. Szymon Malinowski.

Także energetyka oparta na gazie, choć mniej emisyjna niż węglowa, nie jest neutralna dla klimatu.

– Gaz to przede wszystkim metan, czyli CH4 – jeden atom węgla, cztery atomy wodoru, i podczas spalania energię dostajemy zarówno z łączenia się węgla z tlenem, jak i wodoru z tlenem. Oczywiście emisyjność jest mniejsza, ale jest tylko o niewielki czynnik mniejsza niż emisyjność z węgla. Metan jest bardzo silnym gazem cieplarnianym i jego część ucieka do atmosfery podczas procesu produkcji i przesyłania gazu – tłumaczy dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

Choć żadne niskoemisyjne źródło energii nie zastąpi całkowicie węgla, to tylko rozwijanie wszystkich proklimatycznych źródeł energii pomoże nam odejść od węgla. Polska, jako jedyny kraj w UE, zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. Choć w 2020 roku udział węgla spadł do poziomu 70 proc., wciąż jest znacząco wyższy niż w innych europejskich krajach. Nie pomogło wsparcie Unii, która na dekarbonizację w Polsce przeznaczyła 2 mld euro.

–  Musimy pamiętać, że każdy rodzaj pozyskiwania energii ma niekorzystny wpływ na środowisko. Budując miks energetyczny i zużywając tę energię, musimy pamiętać o tym, żeby jej było, po pierwsze, jak najmniej, czyli energooszczędność, a po drugie, miks energetyczny powinien brać pod uwagę wszystkie dobre i złe strony nieemisyjnych źródeł energii, a nie tylko wybrane – ocenia prof. dr hab. Szymon Malinowski. – Wszystkie te źródła energii mają swoje wady i zalety. Powinniśmy budować miks energetyczny, korzystając z ich zalet tak, żeby wady jak najmniej szkodziły klimatowi i środowisku.

Wyniki finansowe Kuehne+Nagel za 2020 rok

  • Rekordowy zysk operacyjny w 2020 roku
  • Logistyka farmacji i e-commerce napędzają wzrost
  • Zakończenie restrukturyzacji logistyki kontraktowej
  • Wzmocnienie wolnych przepływów pieniężnych
  • Proponowana dywidenda w wysokości 4,50 CHF na akcję*
Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 20,382 21,094 -3.4% 5,543 5,256 5.5%
Zysk brutto 7,475 7,981 -6.3% 1,959 1,992 -1.7%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,92 1,829 5.0% 521 488 6.8%
EBIT 1,07 1,061 0.8% 280 267 4.9%
Zysk za okres 789 800 -1.4% 214 202 5.9%
Wolne przepływy pieniężne 1,453 1,138 27.7% 642 521 23.2%

*Propozycja do czasu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia – 4 maja 2021 r.

Rok 2020 charakteryzował się słabym pierwszym i mocnym drugim półroczem. Firma Kuehne+Nagel osiągnęła dobry wynik w naznaczonym kryzysem środowisku. Zysk operacyjny był wyższy niż rok wcześniej. Jednak łączne zyski netto za 2020 rok w porównaniu do 2019 roku nieznacznie spadły.

Obroty netto w wysokości 20,4 mld CHF za 2020 rok były niższe niż w 2019 ze względu na niższe wolumeny w pierwszej połowie. Z drugiej strony EBIT był o prawie jeden punkt procentowy wyższy i wyniósł 1,1 mld CHF. Wahania kursów walut miały istotny negatywny wpływ – 6% zarówno na obroty netto, jak i na EBIT. Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 27,7%.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG, komentuje: „W ubiegłym roku potwierdziliśmy to, co sprawia, że ​​Kuehne+Nagel odnosi sukces: w bardzo krótkim czasie dostosowaliśmy się do dynamicznie zmieniającego się otoczenia rynkowego i byliśmy w stanie utrzymać pozycję wiarygodnego i odpowiedzialnego partnera biznesowego w odniesieniu dla naszych Klientów i dostawców”.

Niezawodny partner w logistyce szczepionek

Kuehne+Nagel zapewnia usługi logistyczne w zakresie światowej dystrybucji szczepionki przeciwko COVID-19. Koncentracja na już wcześniej istniejących usługach logistycznych dla sektora farmaceutycznego była odpowiednia. Obecnie Kuehne+Nagel posiada 240 certyfikowanych lokalizacji na całym świecie i zatrudnia ponad 3000 specjalistów ds. logistyki sektora farmacji. Kuehne+Nagel jest partnerem firmy Moderna w Europie, Azji, Afryce, na Bliskim Wschodzie i w niektórych obszarach obu Ameryk. Firma jest również zaangażowana w transport szczepionek na ostatnim odcinku drogi, m.in. w najbardziej zaludnionym kraju związkowym Niemiec, Nadrenii Północnej-Westfalii oraz w szwajcarskim kantonie Zurych.

Logistyka morska

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 7,091 7,457 -4.9% 1,928 1.824 5.7%
Zysk brutto 1,417 1,539 -7.9% 366 366
EBIT 423 456 -7.2% 119 99 20.2%

Zyski z działalności logistyki morskiej wzrosły w drugiej połowie 2020 roku w porównaniu do pierwszej połowy roku. Zwłaszcza w IV kwartale poprawa wynikała z ponownego wzrostu popytu ze strony Klientów z sektora MŚP, a także ze wzrostu importu z Azji do Europy i Ameryki Północnej – utrzymanie wzrostowego trendu, który po raz pierwszy zanotowano w III kwartale.

Wolumen przetransportowanych kontenerów w 2020 roku wyniósł 4,5 mln TEU. Obrót netto dywizji wyniósł 7,1 miliarda CHF, a EBIT 423 miliony CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 29,9%.

W logistyce morskiej rozwiązanie ograniczające emisję CO2 z transportu zostało dobrze przyjęte przez Klientów. Ponadto dalej rozwijano platformę cyfrową seaexplorer, która oferuje obecnie szczegółowe informacje o pozostawianym śladzie węglowym dla serwisów port-port.

Logistyka lotnicza

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 5,194 4,653 11.6% 1,491 1,15 29.7%
Zysk brutto 1,331 1,317 1.1% 374 320 16.9%
EBIT* 505 329 53.5% 155 66 134.8%

*W tym dodatni jednorazowy wzrost w wysokości +63 mln CHF w III kwartale 2020 r. oraz jednorazowy ujemny w wysokości -14 mln CHF w IV kwartale 2019 r.

Rozwiązania logistyki lotniczej okazały się być preferowanym rozwiązaniem transportowym w kryzysie spowodowanym pandemią COVID-19. Wysoki popyt na doświadczenie logistyczne Kuehne+Nagel w branży farmaceutycznej i zdrowotnej doprowadził do bardzo dobrych wyników.

W roku 2020 obroty netto dywizji lotniczej wzrosły o 11,6% do 5,2 mld CHF, a EBIT o 53,5% do 505 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 37,9%. Wolumen ładunków w transporcie lotniczym w 2020 wyniósł 1,4 mln ton (12,8% mniej niż rok wcześniej), a w samym czwartym kwartale 392 000 ton, czyli o 7,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Za sprawą programu Net Zero Carbon, Kuehne+Nagel stał się pionierem w dostarczaniu przyjaznych dla środowiska rozwiązań logistycznych. Firma od stycznia 2021 r. dla przesyłek lotniczych na trasie z Los Angeles do Amsterdamu wykorzystuje zrównoważone paliwo lotnicze (SAF).

Logistyka drogowa

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 3,222 3,586 -10.2% 842 904 -6.9%
Zysk brutto 1,089 1,121 -2.9% 277 275 0.7%
EBIT 62 78 -20.5% 24 16 50.0%

W dywizji drogowej IV kwartał 2020 roku charakteryzował się znacznym wzrostem liczby przesyłek w stosunku do poprzedniego kwartału. Popyt na transport krajowy w Europie osiągnął poziom sprzed kryzysu. W Ameryce Północnej popyt na wszystkie segmenty produktów, z wyjątkiem produktów farmaceutycznych i opieki zdrowotnej oraz handlu elektronicznego, był znacznie niższy niż w poprzednim roku. Jednak w ostatnim kwartale można było zauważyć ożywienie na rynku.

Obrót netto jednostki biznesowej w 2020 r. wyniósł 3,2 mld CHF, a EBIT 62 mln CHF.

Platforma cyfrowa Your Easy Brexit Solution, opracowana przez Kuehne+Nagel, umożliwia nieprzerwaną wysyłkę towarów do i z Wielkiej Brytanii. Dzięki platformie Klienci Kuehne+Nagel mogą automatycznie obsługiwać procesy celne, w tym weryfikację dokumentów przed fizycznym transportem towarów.

Logistyka kontraktowa

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 4,875 5,398 -9.7% 1,282 1,378 -7.0%
Zysk brutto 3,638 4,004 -9.1% 942 1,031 -8.6%
EBIT* 80 198 -59.6% -18 86 -120.9%

*W tym ujemne kwoty jednorazowe netto w wysokości -42 mln CHF w roku 2020 (Q4 2020: -46 mln CHF), m.in. z tytułu zbycia części działalności logistyki kontraktowej w Wielkiej Brytanii. Dane za rok 2019 obejmują dodatnie kwoty jednorazowe w wysokości +66 mln CHF (IV kwartał 2019: +43 mln CHF).

Logistyka kontraktowa osiągnęła wzrost udziału w rynku w branży farmaceutycznej i opieki zdrowotnej oraz w zakresie realizacji handlu elektronicznego, a także zanotowała większą wydajność operacyjną.

W 2020 roku obroty netto jednostki biznesowej osiągnęły 4,9 miliarda CHF, a EBIT 80 milionów CHF. EBIT skorygowany o wydarzenia nadzwyczajne w 2019 i 2020 roku spadł o 7,6%.

W 2020 r. zanotowano duży popyt na zintegrowane usługi logistyczne (4PL). W ośmiu globalnych lokalizacjach, w których znajdują się KN Control Towers, specjaliści opracowują i obsługują rozwiązania zwiększające elastyczność i wydajność łańcuchów dostaw. Umożliwia to Klientom firmy optymalizację kosztów i wydajniejsze zarządzanie zasobami, nawet w niestabilnych czasach.

Wyniki regionalne

  Obrót netto

FY 2020

Udział
w obrotach netto Grupy
EBIT

FY 2020

Udział EBIT Grupy
Europa, Bliski Wschód
i Afryka
12,432 61.0% 444 41.5%
Ameryka Południowa
i Północna
5,457 26.8% 308 28.8%
Region Azji i Pacyfiku 2,493 12.2% 318 29.7%

 

Dywidenda

 

Zarząd proponuje dywidendę w wysokości 4,50 CHF na akcję do czasu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które odbędzie się 4 maja 2021 r.

Komentarz Przewodniczącego Rady Dyrektorów

Dr Joerg Wolle, Prezes Zarządu Kuehne + Nagel International AG, mówi: „Zamknęliśmy rok 2020 rekordowym wynikiem operacyjnym – to świadczy o sile i prężności naszej firmy. Kuehne+Nagel to firma charakteryzująca się  przedsiębiorczością, dynamizmem i wysoce zmotywowanym zespołem, który jest w pełni zaangażowany w obsługę naszych Klientów i partnerów biznesowych. Po pomyślnym zakończeniu restrukturyzacji logistyki kontraktowej jesteśmy teraz bardzo dobrze przygotowani do dalszego rozwoju. Biorąc pod uwagę fakt, że Azja jest najszybszym rozwijającym się regionem gospodarczym na świecie, ogłoszenie nabycia Apex Logistics w lutym 2021 r. to kolejny kamień milowy w rozwoju firmy. Rada Dyrektorów z ufnością spogląda na rok 2021”.

Przez inflację ceny mieszkań będą rosnąć jeszcze mocniej

Rynek mieszkaniowy jest cykliczny, a ceny ciągle rosną, pomimo ogólnogospodarczej recesji. Czy grozi nam powtórzenie sytuacji z 2007 r., gdy na rynku nieruchomości powstała bańka spekulacyjna, która wywołała kryzys na skale światową?

Wzrost cen na rynku nieruchomości niepokoi ostatnio inwestorów w USA, ale w Polsce też jest wysoki: cena 1m2 powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego za IV kwartał 2020 r. wg. GUS wyniosła 5012 zł, a ceny mieszkań w III kw. były wyższe o 10,9 proc. r/r.

– Ceny nieruchomości w dwudziestu największych metropoliach USA rosną na poziomie 10 proc. rok do roku, a dla domów jednorodzinnych ta dynamika jest jeszcze większa, osiągnęła 15 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Natomiast podaż domów spadła do 40 proc. czyli wzrost cen spowodowany jest tym, że domów na sprzedaż jest coraz mniej.

Popyt na domy jest w USA tak wysoki, pomimo kryzysu wywołanego koronawirusem, że gdyby nie budowano nowych domów, to tych na rynku wtórnym wystarczyłoby zaledwie na dwa miesiące.

– Wzrost cen może być jeszcze większy, ze względu na rosnącą inflację w USA, która może przełożyć się na podwyższenie inflacji na całym świecie – komentuje ekspert XTB. – Taka sytuacja sprzyja wzrostowi siły dolara, co może okazać się destabilizujące dla światowej gospodarki.

Wzrost inflacji w USA to bardzo prawdopodobny scenariusz ze względu na podwyższenie płacy minimalnej i przygotowywane dodatkowe transfery finansowe dla gospodarstw domowych (tzw. czeki Bidena) w wysokości 1,9 bln USD.

Pozytywne jest jednak to, że instytucje finansowe są lepiej przygotowane do zagrożeń związanych z bańką na rynku nieruchomości w porównaniu do sytuacji z 2007 r.

Rynek nieruchomości w nowej rzeczywistości – trendy 2021

Zdaniem ekspertów rok 2021 ma być rokiem solidnego odbicia gospodarczego. Dla rynku nieruchomości będzie on czasem dalszych zmian i przeobrażeń, z których część, z pewnością, pozostanie z nami na dłużej. O tym, jak trwająca już rok pandemia zmieniła rynek oraz o kierunkach rozwoju poszczególnych sektorów opowiedzieli eksperci Cushman & Wakefield podczas webinaru, stanowiącego premierę raportu „Trends Radar vol.3”.

W najnowszym raporcie „Trends Radar” analizujemy wpływ pandemii koronawirusa na rynek nieruchomości biurowych, handlowych, magazynowych oraz rynek mieszkaniowy w Polsce, a także wskazujemy główne trendy i prognozy dla każdego sektora rynku nieruchomości, które kształtować będą sytuację w 2021 oraz w latach kolejnych. Wraz z sukcesywnym znoszeniem środków ograniczających rozprzestrzenianie pandemii, polski rynek nieruchomości wchodzi w fazę stopniowego powrotu do normalności. Spodziewamy się ożywienia już w II kwartale 2021 r. – mówi Katarzyna Lipka, Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Sytuacja makroekonomiczna

W 2020 roku w wyniku pandemii mieliśmy do czynienia z pierwszą od 30 lat recesją w Polsce, a PKB naszego kraju skurczyło się o 2,8%. Według prognoz Moody’s Analytics niekorzystne skutki drugiej fali pandemii wywrą negatywny wpływ na gospodarkę również w I kwartale 2021 roku. Niemniej jednak już w II kwartale 2021 r. spodziewane jest ożywienie, a wzrost gospodarczy w tym roku, według wstępnych szacunków, wyniesie około 4%.

W wyniku pandemii ucierpiała produkcja przemysłowa jednak już w czerwcu wróciła do wyników sprzed kryzysu. W 2021 roku prognozowany jest aż 12%-owy wzrost w tym sektorze.

Stopa bezrobocia pod koniec 2020 roku wyniosła 6,2%, co oznacza wzrost o 1 punkt procentowy w porównaniu do roku poprzedniego. Prognozowany jest dalszy wzrost tego wskaźnika do 6,5% na koniec trzeciego kwartału 2021 roku, niemniej jednak już w czwartym kwartale spodziewany jest spadek stopy bezrobocia o ok. 0,5 pp.

W 2020 roku poziom inflacji był wysoki w porównaniu do lat poprzednich i wyniósł 3,4% w ujęciu rocznym. W 2021 r. prognozowany jest nieco mniejszy wzrost wskaźnika cen na poziomie około 2,6%.

Wskutek pandemii koronawirusa oraz ograniczeń z tym związanych, nastąpił spadek poziomu konsumpcji o około 2,1%. W 2021 roku prognozuje się wzrost tego wskaźnika o około 6%.wskaźnieki makro

Rynek biurowy

Rynek biurowy znalazł się w epicentrum zmian spowodowanych pandemią, która skłoniła wiele firm do przejścia na model pracy zdalnej, trwający do dziś. Ponadto, ze względu na pogarszającą się koniunkturę gospodarczą i niepewność odnośnie przyszłej sytuacji, wielu najemców przyjęło strategię „czekaj i obserwuj”, co znalazło swoje odzwierciedlenie w spadku aktywności na rynku najmu oraz zwiększonym udziale renegocjacji, również tych krótkoterminowych. Na znaczeniu coraz bardziej zyskują powierzchnie typu flex, a dla wielu najemców kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o najmie powierzchni staje się elastyczność – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Rynek handlowy

Rynek handlowy odczuł bardzo mocno negatywne skutki pandemii. W rezultacie trzech lockdownów trwających łącznie 12 tygodni, podczas których obiekty handlowe o powierzchni powyżej 2 000 mkw. mogły funkcjonować w bardzo ograniczonym zakresie, obroty dużych i bardzo dużych obiektów spadły o blisko 28%. Z tego względu, wystąpiła presja na obniżki czynszów, a wiele sieci handlowych podjęło decyzje o restrukturyzacji lub zakończeniu działalności. Pomimo trudnego czasu na rynku handlowym udało się zrealizować budowę aż 33 nowych obiektów. W najbliższym czasie na znaczeniu będzie zyskiwać elastyczne podejście do kwestii dotyczących umów najmu – wzrośnie znaczenie czynszu od obrotu oraz popularność umów krótkookresowych typu „pop-up” – podsumowuje Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Rynek magazynowy

Rynek magazynowy przyśpieszył w nowej rzeczywistości – w 2020 roku popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne osiągnął rekordowy poziom 5 mln mkw., o 24% więcej niż przed rokiem, a wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł aż o 85%. Wśród głównych kierunków rozwoju sektora w kolejnych latach bez wątpienia znajdą się ekologia, automatyzacja i rozwój projektów deweloperskich idący w parze z wysoką dynamiką branży e-commerce. Ponadto, pozytywny wpływ na rynek mogą mieć zmiany w strukturze globalnych łańcuchów dostaw (nearshoring) a także wzrost aktywności firm technologicznych poszukujących w Polsce nowoczesnych powierzchni z przeznaczeniem pod centra danych – mówi Adrian Semaan, Senior Consultant, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Rynek mieszkaniowy

Rynek mieszkaniowy całkiem dobrze poradził sobie ze skutkami pandemii. Po tymczasowym wstrzymaniu aktywności deweloperów w czasie pierwszego lockdownu w marcu i kwietniu, nastąpiło stopniowe odbudowanie i finalnie w 2020 roku w Polsce przekazano do użytkowania o 9% mieszkań więcej niż rok wcześniej. Obserwujemy również wzrost zainteresowania najmem, którego udział w całkowitych zasobach mieszkaniowych aktualnie w Polsce wynosi ok. 15%, co stanowi jedną z najniższych wielkości w Europie. Na dalszy rozwój rynku nieruchomości mieszkaniowych będą wpływać nie tylko czynniki ekonomiczne, ale także zmiany społeczne oraz nowe modele pracy, jak np. praca zdalna – podsumowuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Rynek inwestycyjny

Rok 2020 dla rynku inwestycyjnego przypominał jazdę kolejką górską. Inwestorzy rozpoczęli go z ogromnym impetem. Wybuch pandemii zadziałał jak zaciągnięcie hamulca ręcznego przy pełnej prędkości, co odczuli wszyscy uczestnicy rynku. Wielkim wygranym w nowej rzeczywistości okazał się rynek magazynowy. Aktywa biurowe nadal przyciągają inwestorów, ale trwająca transformacja sposobu pracy zmusza ich do głębszej analizy nieruchomości pod kątem elastyczności względem najemców oraz zdolności do konkurowania z pracą zdalną. Rynek handlowy w dużej mierze pozostaje znakiem zapytania pod kątem inwestycyjnym – pandemia dołożyła swoje cegiełkę do trwającego już wcześniej spadku transakcji w tym sektorze. Niemniej, rosnąca atrakcyjność stóp kapitalizacji względem innych segmentów rynku może przyciągać inwestorów poszukujących wyższych zwrotów. Obserwujemy również bezprecedensowe zainteresowanie sektorem mieszkań na wynajem, który ugruntowuje swoją pozycję jako alternatywa wobec tradycyjnych aktywów. Nadal widoczna jest niepewność co do implikacji pandemii w długim okresie oraz tego jak szybko szczepienia pozwolą na częściowy powrót do normalności. Z drugiej strony ilość kapitału alokowanego na inwestycje nieruchomościowe jest ogromna i z dużym prawdopodobieństwem wolumen inwestycyjny w 2021 r. przewyższy ubiegłoroczny – mówi Marcin Kocerba, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Cały raport dostępny jest pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2021-03-03/3jfsmr

Koniec akcji w formie papierowej. Jak po 1 marca odzyskać prawa akcjonariusza?

Akcjonariusze, którzy nie oddali spółkom papierowych akcji nie tylko stracili po 1 marca prawo do głosowania na walnym zgromadzeniu, ale także mogą nie otrzymać dywidendy.

Od 1 marca 2021 r. nastąpiła obowiązkowa dematerializacja akcji spółek niepublicznych. Akcje będą podlegały, co do zasady, rejestracji w tzw. rejestrze akcjonariuszy prowadzonym przez banki lub domy maklerskie. Rejestr akcjonariuszy będzie prowadzony w postaci elektronicznej. Prowadzący rejestr akcjonariuszy będzie dokonywać wpisu na żądanie spółki lub osoby mającej interes prawny w dokonaniu wpisu. W tym celu będzie badać treść i formę dokumentów uzasadniających dokonanie wpisu.

Proces dematerializacji akcji rozpoczął się już od 1 stycznia 2020 r., ale został zastopowany z powodu epidemii, dlatego w Tarczy 3.0 ustawodawca przesunął terminy w ten sposób, że ostateczny termin podpisania umowy z prowadzącym rejestr został przesunięty z 30 czerwca na 30 września 2020 r.

Termin ten był bardzo istotny dla członków zarządów, ponieważ przed tą datą musieli oni zwołać walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki akcyjnej lub komandytowo-akcyjnej, aby uzyskać zgodę na zawarcie umowy z rejestrem prowadzącym rejestr akcjonariuszy. Po uzyskaniu takiej zgody i podpisaniu umowy zarząd musiał ogłosić cykl pięciu wezwań do złożenia dokumentów akcji w spółce, połączonych z umieszczeniem informacji o rozpoczęciu tego cyklu na stronie internetowej, w miejscu przeznaczonym do komunikacji z akcjonariuszami.

Na jakie kłopoty narazili się akcjonariusze spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych, którzy nie złożyli w spółkach papierowych akcji, aby przeprowadzić ich dematerializację?

– Kłopot takich akcjonariuszy może być rzeczywiście duży, nie wyłączając utraty możliwości głosowania na walnym zgromadzeniu i otrzymania dywidendy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Szumowski, prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Nie będziemy więc traktowani jak akcjonariusze, ale akcje te będą nadal miały moc dowodową.

To oznacza, że po 1 marca 2021 r. trzeba zgłosić się do spółki lub bezpośrednio do podmiotu prowadzącego rejestr akcjonariuszy, żeby odzyskać status akcjonariusza.

– Problemem staje się sytuacja, w której akcje się gdzieś zapodziały lub zostały całkowicie zniszczone, bo po 1 marca spółka nie wyda nam duplikatów akcji – wyjaśnia P.Szumowski. – W przypadku akcji imiennych podstawą wpisu do elektronicznego rejestru może być księga akcyjna, którą spółki miały obowiązek prowadzić do 1 marca 2021 r. .

W przypadku akcji na okaziciela problem jest jeszcze bardziej skomplikowany, jedynym rozwiązaniem wydaje się być złożenie wniosku do sądu i dopiero orzeczenie sądu może być podstawą do wpisu do rejestru akcjonariuszy.

Prawdopodobnie pojawią się też inne problemy, związane z wprowadzoną ustawą, w związku z czym potrzebne okaże się uszczegółowienie przepisów. Aby zminimalizować ryzyko powstawania nowych problemów podmioty prowadzące rejestry przygotowują kodeks dobrych praktyk.

Fitch Ratings potwierdza ocenę EFL na poziomie A

Agencja Fitch w wysłanym 1 marca br. komunikacie potwierdziła długoterminowy rating kredytowy dla Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A. (EFL) na bardzo wysokim poziomie „A” z perspektywą negatywną. Jest to jedna z najwyższych ocen, jakie posiadają obecnie działające w Polsce instytucje finansowe.

Agencja w uzasadnieniu wysokiej oceny podkreśliła zaangażowanie kapitałowe i kredytowe właściciela Credit Agricole S.A. oraz bardzo wysokie prawdopodobieństwo wsparcia ze strony akcjonariusza. Przynależność EFL do Credit Agricole S.A. zapewnienia stabilność finansową. EFL jest ściśle nadzorowany przez Credit Agricole S.A. . Działając w ramach wspólnej marki jest dobrze zintegrowany z centralnym zarządzaniem i obowiązującą w całej grupie polityką ryzyka.

Europejski Fundusz Leasingowy S.A. jest jednym z największych graczy w branży leasingowej w Polsce. W ciągu 30 lat działalności na polskim rynku firma zdobyła zaufanie ponad 330 tys. klientów, którzy sfinansowali aktywa o łącznej wartości 70 mld. W 2020 roku wartość sfinansowanych przez EFL inwestycji wyniosła 5,7 mld pln.

W rezultacie EFL , w tym trudnym pandemicznym roku , zwiększył udziały rynkowe do 8,1 proc. z 7,3 proc. w roku poprzednim.

Wielki boom na kryptowaluty. Co miliarderzy sądzą o Bitcoinie?

Rynek kryptowalut i aktyw cyfrowych przeżywa największy przyrost w historii. Bitcoin – pierwowzór – w szczytowym okresie przekroczył wartość $57 000, a cena Ethereum w ciągu miesiąca wzrosła o 47%. Zainteresowanie kryptowalutami rośnie również wśród inwestorów na rynku funduszy. Kryptowaluty zaczynają jednak stopniowo zmniejszać wartość – czy bańka pękła? Miliarderzy mają swoje zdanie na ten temat.

Blockchain – czym jest technologia tworząca kryptowaluty?

Aby zrozumieć rynek kryptowalut, trzeba najpierw poznać blockchain, bez którego nie byłoby Bitcoina czy Ethereum. Jest to technologia opisana po raz pierwszy w 1991 r. przez Stuarta Habera i W. Scotta Stornetta – dwóch amerykańskich kryptologów. Wówczas system tyczył się… oznaczania dokumentów znacznikami czasowymi. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że technologia ta posłuży do stworzenia wirtualnych monet.

– Blockchain to technologia będąca tak naprawdę bazą danych, która zapisuje i przechowuje informacje związane, na przykład z dokonywaniem transakcji w internecie. Dane kodowane są przez algorytmy kryptograficzne, które nie pozwalają wpaść im w niepowołane ręce. W 2008 r. blockchain posłużył do stworzenia Bitcoina, który rok później został publicznie udostępniony – mówi Marcin Wituś, CEO Geco.one – nowopowstałej platformy giełdowej do handlu aktami cyfrowymi, mającej członkostwo Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej.

Technologia przechowuje dane w formie jednokierunkowych zapisów, nazywanych blokami. Rejestr blockchaina jest zdecentralizowany – nie ma jednego miejsca, w którym przechowywane są zawarte w nim dane. Mimo to technologia jest transparentna i pozwala na przejrzenie informacji w niej zawartych każdemu swojemu użytkownikowi. Dzięki temu uzyskują oni szczegółową wiedzę dot. zawieranych przez nich transakcji.

– Blockchain kojarzony jest głównie z kryptowalutami, a przede wszystkim z Bitcoinem i Ethereum. Mimo to technologia ta może mieć wiele innych zastosowań. Obecnie blockchain wykorzystywany jest m.in. przez włoskie i niemieckie spółki energetyczne do zawierania transakcji. Na rynku powstało wiele przedsiębiorstw, które tworzą produkty oparte o tę technologię. Np. Blockchains LLC, która stworzyła system tożsamości cyfrowej pozwalającej na bezpieczne przechowywanie danych i informacji. O blockchain oparta została również zdecentralizowana aplikacja followmyvote.com, przy pomocy której można weryfikować i zabezpieczać system głosowania cyfrowego. Wzbudziła ona zainteresowanie m.in. doradcy byłego wicepremiera Bułgarii – twierdzi Marcin Wituś.

Bitcoin to jedyna sensowna alternatywa dla złota

Rynek aktyw cyfrowych od listopada 2020 r. zaczynał budzić coraz większe zainteresowanie, by w końcu osiągnąć “nowy szczyt” 21 lutego. Wówczas to wartość Bitcoina osiągnęła $57 489. Teraz cena kryptowalut zaczyna stopniowo spadać, lecz nadal są one wyjątkowo atrakcyjne dla coraz szerszej grupy osób. W tym również największych graczy na rynku funduszy inwestycyjnych i miliarderów. Michael Saylor – CEO MicroStrategy – firmy zajmującej się analizą biznesową i dostarczaniem usług w chmurze i oprogramowania mobilnego, 24 lutego pochwalił się, że jego przedsiębiorstwo zakupiło 19 452 bitcoinów wartych ponad miliard dolarów.

– Michael Saylor jest jednym z największych entuzjastów kryptowalut, a w szczególności Bitcoina. Jego firma na chwilę obecną posiada 90 531 bitcoinów, wartych ok. 4,6 miliardów dolarów. Kryptowaluty to jedna z dwóch części strategii MicroStrategy. Saylor wierzy, że nabywanie bitcoinów za nadwyżkę gotówki, to najlepszy sposób na oszczędzanie i przechowywanie wypracowanej wartości – zaznacza CEO Geco.one.

Jednak nie każdy miliarder od początku wierzył w rynek aktywów cyfrowych. Do Bitcoina przekonał się Ray Dalio – znany inwestorem z Wall Street i właścicielem firmy inwestycyjnej Bridgewater. Jeszcze do niedawna polecał inwestować w złoto, aby zabezpieczyć swoje środki przed inflacją. Teraz w podobny sposób mówi o Bitcoinie. Jak sam podkreśla – nie jest on ekspertem od kryptowalut, ale dostrzega ich zalety. Przeciwników aktyw cyfrowych określa mianem “skulonych w rogu, przerażonych duszyczek”, a Bitcoina nazwał “piekielnym wynalazkiem”.

– Ray Dalio przyznaje, że Bitcoin jest niesamowitym osiągnięciem i obecnie jedyną sensowną alternatywą – również wśród aktywów – dla złota. Jako jego zaletę podkreśla też gwarancję prywatności. Za wadę uważa natomiast problemy z wycenianiem go i braku innych zastosowań poza byciem cyfrową wersją złota o ograniczonej podaży. Mimo to inwestuje w aktywa cyfrowe – dodaje Marcin Wituś, pomysłodawca Geco.one.

Rynek aktywów cyfrowych jest dla ludzi o stalowych nerwach

Do aktywów cyfrowych i rynku kryptowalut przekonał się również Mark Cuban, który jeszcze do niedawna twierdził, że banany są bardziej wartościowe od Bitcoina. Cuban to amerykański miliarder, założyciel MicroSolutions i były udziałowiec Broadcast.com (serwis sprzedał Yahoo). Jest on również właścicielem drużyny koszykarskiej Dallas Mavericks. Cuban na Reddicie przyznał niedawno, że zainwestował w Bitcoin, a także Ethereum, Litecoin, Sushi oraz Aave. Nie zdradził jednak, jak dużą ich ilość posiada. Cuban jest zachwycony rynkiem aktywów cyfrowych i na swoim twitterowym profilu zachwala łatwość w posługiwaniu się nimi. Miliarder podkreśla jednak, że Bitcoin, choć jest dobrym nośnikiem wartości, to wymaga jednak stalowych nerwów przez wzgląd na swoją zmienność. Zaznacza też, że przyszłość dla technologii blockchain i Bitcoina jest nieograniczona.

W świecie wielkiego biznesu są też jednak osoby bardziej sceptyczne do aktywów cyfrowych. Jedną z nich jest założyciel Microsoft – Bill Gates, który nieco zmienił swoje nastawienie z negatywnego na neutralne. Gates w rozmowie z Emily Chang z Bloomberg stwierdził, że jeśli masz mniej pieniędzy niż Elon Musk – prawdopodobnie powinieneś uważać na rynek aktyw cyfrowych. Odniósł się także do wpływu twitterowych wpisów Muska na rynek kryptowalut. Właściciel Tesli napisał niedawno, że Bitcoin i Ethereum są drogie – co błyskawicznie przełożyło się na spadek wartości całego rynku. Zdaniem Gatesa dla przeciętnego inwestora podążanie za ruchami rynkowymi Elona Muska jest błędem i może doprowadzić do porażki. Założyciel Microsoft uważa, że kryptowaluty nie są złe same w sobie, lecz powinny być przejrzyste, odwracalne i scentralizowane.

Co zrobi RPP?

Dzisiejszy dzień mija w oczekiwaniu na decyzję członków RPP. Niby wszyscy wiemy, że należy spodziewać się utrzymania stóp procentowych na niezmienionych poziomach, ale gdzieś z tyłu głowy pozostaje wątpliwość.

Decyzja w sprawie stóp procentowych

Dzisiaj posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Złoty wciąż jest słaby, dzisiaj od rana euro kosztuje ponad 4,54 zł, więc widać, że inwestorzy jednak trochę boją się obniżki stóp na posiedzeniu. Ankietowani analitycy potwierdzają ten scenariusz, z ewentualną możliwą symboliczną redukcją z 0,1% do zera. Gdyby doszło do obniżenia stóp, należałoby się spodziewać dalszej słabości rodzimej waluty. W przypadku braku decyzji powinniśmy pozostać na niezmienionych poziomach. Interesująca będzie oczywiście konferencja prezesa NBP, o ile padną w niej jakieś konkrety, czy to w sprawie polityki monetarnej, czy możliwego zaangażowania NBP w odfrankowienie kredytów.

Lepsze dane z Kanady

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Kanadzie. Annualizowany wynik wyniósł 9,6%, aczkolwiek w dobie zawirowań okołopandemicznych podawanie danych w ten sposób traci zupełnie swój sens. Nie można bowiem zakładać, że każdy kolejny kwartał również będzie przynosił odbicie po fatalnym poprzednim. Trzy miesiące temu wynik wyniósł ponad 40% i wynikał ze stabilizacji gospodarki po analogicznym spadku jeszcze kwartał wcześniej. Warto natomiast zwrócić uwagę, że opublikowany rezultat jest wyraźnie powyżej oczekiwań wynoszących 7,2%. Nie powinno zatem dziwić, że po tych danych dolar kanadyjski zyskiwał na wartości.

Korekta cen ropy

Czarne złoto ma ostatnio słabszą passę. Powodem spadków jest między innymi przeszacowanie realnych potrzeb gospodarki. Prognozy były zbyt optymistyczne, gospodarka światowa wraca na stare tory, ale nie tak szybko. Dobrym dowodem jest chociażby wczorajszy odczyt z USA. Wbrew oczekiwaniom po ostatnim wzroście o 1 milion baryłek, zapasy ropy nie spadły teraz o niemal dwa miliony, a wzrosły o ponad 7 milionów baryłek. Nadmiar surowca spowodował, że cena znów spadła i po raz piąty w ostatnich 10 dniach oglądaliśmy nieudaną próbę zejścia cen poniżej 62,5 dolara za baryłkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport na temat zatrudnienia,
16:00 – Polska – konferencja prasowa prezesa NBP,
20:00 – USA – “beżowa księga” – raport dotyczący sytuacji ekonomicznej w USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nadal bez rządowego wsparcia. Firmy około targowe potrzebują pomocy sektorowej i planu odmrażania targów.

Firmy pracujące dla targów pozostają znowu bez rządowego wsparcia. Rozporządzenie, jakie ukazało się w ostatni piątek lutego, ponownie je pomija, mimo że poszerza listę kategorii PKD zakwalifikowanych do otrzymania pomocy branż. Nieliczne, które tak jak organizatorzy targów, znalazły się na liście wsparcia, mają jednak ogromną trudność z wykazaniem strat. – W rocznicę zamknięcia naszej branży otrzymaliśmy w „prezencie” nowe rozporządzenie w sprawie tarczy 8.0. Tarczy, która podobnie jak śnieżny bałwan na wiosnę, roztapia się wraz z jej czytaniem – komentuje Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej, zdaniem którego dziś niezbędna jest sektorowa pomoc dla wszystkich podmiotów branży targowej. – Tylko dzięki niej dotrwamy do końca pandemii – uważa Krzysztof Szofer, wskazując jednocześnie na konieczność opracowania także kompleksowego planu przyszłego odmrażania gospodarki, z uwzględnieniem firm pracujących dla targów.

Wśród PKD branż mających prawo do korzystania z rządowego wsparcia znów brakuje tych, które współpracując z branżowymi targami, zajmują się np. projektowaniem i budową stoisk. Ich PKD to 73.11.Z. Na rządową pomoc liczyć mogą jedynie te, które podlegają pod kod 82.30.Z czyli organizatorzy targów, jednak i one napotykają tym razem na ogromne trudności. – W rocznicę zamknięcia naszej branży otrzymaliśmy w „prezencie” nowe rozporządzenie w sprawie Tarczy 8.0. Tarczy, która podobnie jak śnieżny bałwan na wiosnę, roztapia się wraz z jej czytaniem – komentuje Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje: – Rząd deklaruje pomoc dla branż poszkodowanych w tym targowej, jednak zasady jej przyznawania budzą duże kontrowersje.

Jako główny problem Krzysztof Szofer wskazuje tu uzależnienie od spadku obrotów w dotychczasowych tarczach, które odnosiło się do porównania czasów normalnego funkcjonowania branży oraz okresu pandemii. – Tutaj firmy z branży targowej już od lutego odnotowały spadki na poziomie 70 a nawet 95 %, porównując rok 2019 oraz 2020. W najnowszym rozporządzeniu jest zaś swoista innowacja – mamy porównać ze sobą dwa miesiące z okresu pandemii i tutaj odnaleźć spadek na poziomie 40%. Zatem wprowadzamy kryterium „pandemii w pandemii” – tłumaczy Krzysztof Szofer i precyzuje:
– Biorąc pod uwagę, że część firm z naszej branży w miesiącu lutym 2020 oraz wrześniu 2020 odnotowało przychód na poziomie 0 PLN, w kategorii absurdu można spodziewać się wyliczenia dalszego spadku przychodu o 40%. Oczywiście przyjmując logikę, że 40% z O PLN to 0 PLN można wykazać, że nie odnotowując przychodu w lutym 2020 oraz lutym 2021 mamy spadek 40 %, ale i 70 % i ile kto sobie zażyczy… Nie takiego „betonowego” koła ratunkowego oczekiwaliśmy – punktuje mechanizm przyznawania rządowego wsparcia Krzysztof Szofer.

Dotąd firmy współpracujące z targami korzystać mogły jedynie z pomocy na zasadach ogólnych oraz z PFRowskiej Tarczy 2.0. Pozostałe tzw. Tarcze je pomijały, zostawiając przedsiębiorców samych sobie. Wielu z nich zapowiedziało już zwolnienia pracowników i zakończenie działalności. Dla tych, którzy zdecydowali się przetrwać, dziś konieczna jest pomoc sektorowa – taka jak ta, wynosząca 642 miliony Euro, dla przedsiębiorstw targowych w Niemczech, zatwierdzona niedawno przez Komisję Europejską.

– Tylko dzięki niej dotrwamy do końca pandemii, bowiem trudno dziś wyobrazić sobie odblokowywanie na siłę imprez targowych, kiedy codziennie notowana jest coraz większa liczba zachorowań, a prognozy dalekie są od optymizmu – uważa Krzysztof Szofer i przypomina, że w czerwcu 2020 roku rząd pozwolił targom działać, ale decyzja ta zapadła akurat na początku trwającego ponad 2 miesiące martwego sezonu branży, a we wrześniu, organizatorzy zaplanowanych wcześniej imprez zaczęli je masowo odwoływać w obawie o niewystarczającą ilość uczestników. Wtedy to bowiem służby sanitarne odnotowywały codziennie coraz większą liczbę zakażeń koronawirusem.

– Eksperci od chorób zakaźnych określają ten okres jako początek kolejnej fali pandemicznej, bo wtedy dzieci idą do szkół, a ludzie wracają z urlopów, co wskazywać może na większą cyrkulację wirusa, a co za tym idzie, jego większą aktywność – powołuje się na opinię lekarza specjalisty Krzysztof Szofer, wskazując jednocześnie na konieczność opracowania przez rząd kompleksowego planu przyszłego odmrażania gospodarki, z uwzględnieniem firm pracujących dla targów.

– Władzom powinno zależeć na utrzymaniu branży targowej i jej gotowości do działania po zakończeniu pandemii, tym bardziej, że obecnie same korzystają z jej dobrodziejstw, uczestnicząc np. w Targach Mody w Kijowie na początku lutego czy planując udział w Expo w Dubaju – przypuszcza Krzysztof Szofer, sięgając pamięcią do całkiem niedawnych wizyt rządowych na najważniejszych imprezach targowych w Polsce, co wiązało się z wykorzystywaniem takiej właśnie formy promocji rodzimej gospodarki.

– Premier z zaciekawieniem zwiedzał stoiska np. na Poznań Game Arena na terenach Międzynarodowych Targów Poznańskich oraz Targi Książki w Warszawie. Jesteśmy dlatego przekonani, że chce dalej wspierać ten sektor, który może okazać się wkrótce znów bardzo przydatny dla dziesiątek tysięcy polskich przedsiębiorstw – uważa Krzysztof Szofer i – wraz z innymi firmami branży targowej – czeka na oczywiste i odważne działania władzy dla firm pracujących dla targów.

Polki są niezależne finansowo, oszczędzają i kupują świadomie – wynika z badania przeprowadzonego przez Credit Agricole

Aż 80 proc. Polek oszczędza, w tym 42 proc. regularnie odkłada pieniądze. I chociaż w gospodarstwach domowych dominuje model wspólnego budżetu (48 proc.), z którego finansowane są wszystkie wydatki, 71 proc. kobiet czuje się niezależna finansowo, ma własne oszczędności (40 proc.) i nadzoruje budżet domowy (52 proc.).

Aby zbadać podejście kobiet do pieniędzy, kupowania, oszczędzania i gospodarowania domowym budżetem rok po wybuchu pandemii koronawirusa, Credit Agricole przeprowadził wspólnie z Ogólnopolskim Panelem Badawczym Ariadna badanie „Polki a finanse”.

Wyniki wskazały, że 48 proc. Polek ma budżet wspólny z partnerem/ką i to z niego finansowane są wszystkie wydatki. 23 proc. kobiet, poza wspólnym budżetem, dysponuje również własnymi środkami, z których finansuje własne potrzeby. W 52 proc. przypadków to kobiety nadzorują budżet domowy, a w 33 proc. robią to razem z partnerem/ką. Aż 71 proc. Polek czuje się niezależna finansowo – 84 proc. nie czuje kontroli partnera/ki, jeśli chodzi o wydatki, a tylko 6 proc. za każdym razem musi prosić o pieniądze. Okazuje się, że pieniądze aż w 90 proc. gospodarstw domowych nie są tematem tabu i że Polacy w zdecydowanej większości nie kłócą się o pieniądze (78 proc.).

Powszechna teza, że to kobiety trzymają kasę w rodzinie jest prawdziwa tylko częściowo. Owszem, w ponad połowie rodzin tak jest, ale aż w 33 proc. rodzin partnerzy po równo dzielą się tymi obowiązkami. Sytuacja, w której to partner/ka jest domowym księgowym zdarza się zaledwie w jednej na dwadzieścia rodzin. Inaczej wygląda sytuacja, gdy trzeba wziąć kredyt – w ponad 50 proc. gospodarstw domowych, partnerzy podejmują taką decyzję wspólnie, a w 36 proc. decydują kobiety – podkreśla Ewa Deperas-Jarczewska z Biura Komunikacji Korporacyjnej w Credit Agricole.

Jeżeli chodzi o oszczędzanie, z badania wynika, że aż 80 proc. kobiet odkłada pieniądze. 42 proc. robi to regularnie, a 38 proc. kobiet udaje się co jakiś czas zaoszczędzić dodatkowe środki. 54 proc. Polek zadeklarowało, że to one oszczędzają częściej niż ich partnerzy/ki, a 26 proc. uważa, że oszczędzają równie często. 40 proc. kobiet oszczędza samodzielnie (ma własne oszczędności), 30 proc. zarówno samodzielnie, jak i razem z partnerem/ką, a 28 proc, tylko wspólnie. Aż 71 proc. Polek ma ustalony cel oszczędzania.

Wiele z przebadanych kobiet myśli o przyszłości: 20 proc. odkłada pieniądze na tzw. czarną godzinę, a 11 proc. na przyszłość dzieci. Polki odkładają też pieniądze, aby sfinansować bieżące większe wydatki, takie jak remont (17 proc.), wakacje (16 proc.) czy zakup samochodu (9 proc.). – podsumowuje Ewa Deperas-Jarczewska.

Polki zazwyczaj głównie oszczędzały na przyjemnościach (24 proc.), odzieży (20 proc.), podróżach (17 proc.), rachunkach (10 proc.), żywności (9 proc.) oraz na środkach czystości i higieny (5 proc.). Pandemia koronawirusa zmieniła te relacje. I choć nadal na pierwszym miejscu są przyjemności (-1 proc.), to więcej oszczędzamy na podróżach (+5 proc.) i transporcie (+2 proc.), a mniej na żywności (-3 proc.), odzieży (-2 proc.), rachunkach (-2 proc.) i środkach czystości i higieny (-2 proc.).

Bank sprawdził także, jak Polki podchodzą do kupowania. Okazuje się, że aż 79 proc. dokładnie planuje wydatki, 66 proc. rozsądniej niż partner/ka wydaje pieniądze, 63 proc. korzysta z promocji, a jedynie 31 proc. częściej przeznacza budżet na zbytki. Kobiety kupują też świadomie i odpowiedzialnie.

Wyniki naszego badania pod wieloma względami mile nas zaskoczyły. Okazuje się, że Polki są w stanie zapłacić więcej za produkt dobrej jakości (66 proc.) oraz ekologiczny lub fair trade (57 proc.). 65 proc. naszych respondentek zwraca też uwagę na to, czy produkt pochodzi z Polski – komentuje Ewa Deperas-Jarczewska.

Badanie przeprowadził Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna metodą ankiety internetowej CAWI na próbie 538 respondentek w wieku 18-65 lat.

Shecession, czyli jak pandemia Covid-19 wpłynęła na kobiety na rynku pracy

Coraz więcej pracodawców dba o zrównoważony zespół. Jednak w tym temacie globalnie mamy jeszcze wiele do zrobienia. Jak pokazuje raport Global Gender Gap 2020, czas potrzebny do osiągnięcia parytetu płci w biznesie co prawda się skrócił, ale ze 108 lat do… 99,5 roku[1]. Pozytywne trendy zostały zahamowane przez wybuch pandemii, której kobiety stały się milczącymi ofiarami. Międzynarodowa Organizacja Pracy potwierdza, że więcej pań niż panów straciło pracę w wyniku korona-kryzysu. To zjawisko otrzymało już własną nazwę – shecession[2], opisującą spowolnienie gospodarcze, które odczuły najbardziej kobiety.

Jest to podwójnie dotkliwy problem, bo jak pokazuje doświadczenie wielu firm, także w Polsce w pandemicznym 2020 roku, przedsiębiorstwa, które posiadają odpowiedni odsetek kobiet – pracowników w swoich zespołach, szczególnie na kierowniczych stanowiskach, lepiej poradziły sobie w korona-kryzysie. Faktem jest również to, że zespoły i firmy zarządzane przez kobiety odnoszą większe sukcesy. Empatia, wyrozumiałość, troska, biegłość w komunikacji – to cechy posiadane właśnie przez liderki. Są lekarstwem na zmierzch Menedżera-Superbohatera, który był dotychczasowym wzorcem przywództwa. O tym, dlaczego potrzebujemy więcej menedżerek, prezesek i dyrektorek nie tylko w czasach kryzysu, przekonuje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Podwójny lockdown dla kobiet

Pandemia zamknęła kobiety w domu, i nie chodzi w tym przypadku tylko o lockdown. Niedziałające żłobki, przedszkola i szkoły pozostawiły rodziców z problemem zapewniania swoim pociechom opieki przez 24 godziny na dobę. W dużej mierze ten obowiązek spadł na kobiety. Nierówność płacowa, z którą mamy cały czas do czynienia w Polsce, fakt, że kobiety zarabiają po prostu mniej od mężczyzn, ułatwił w niejednej rodzinie podjęcie ważnej decyzji: bardziej opłaca się, aby to mama pożegnała się z pracą i została w domu niż, żeby płacić „obcym” osobom za wielogodzinną opiekę nad dziećmi.

Kryzys gospodarczy, który nastąpił w efekcie pandemii, nie uwzględnił równości płci. Jeżeli chodzi o biznes, skutki pandemii najbardziej odczuły: gastronomia, turystyka i hotelarstwo, szeroko rozumiana rozrywka czy sektor beauty, a to branże zdominowane przez kobiety. Zatem wszelkie doniesienia medialne informujące o zwolnieniach, przymusowych cięciach wynagrodzeń dotyczyły niestety głównie kobiet. Panie pracują także w usługach, prowadząc, chociażby salony fryzjerskie, kosmetyczne i inne tzw. drobne biznesy, stanowiące znaczący odsetek mikro- i małych przedsiębiorstw w Polsce. Jak już wiemy, po roku obecności korona-kryzysu, to właśnie z nimi pandemia obeszła się najgorzej. Wiele firm przestało funkcjonować z dnia na dzień i nie ma szans, aby otworzyły się ponownie. Z badania Mobile Institute wynika, że pracę z powodu pandemii straciło aż 22% Polek[3].

Co więcej, wiele wskazuje na to, że kobiety będą dalej tracić stanowiska. Po kryzysie wiele firm będzie szukać sposobów na oszczędności, dlatego postawi na rozwój automatyzacji pracy. Może nie jest to perspektywa najbliższych miesięcy, ale na stanowiskach biurowych, w administracji czy obsłudze klienta, kobiety będą sukcesywnie zastępowane przez sztuczną inteligencję i staną się wtórnymi ofiarami pandemii
komentuje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji Intrum.

Koronawirus ograniczył szanse zawodowe kobiet

72% kobiet w naszym kraju deklaruje, że przez pandemię ma mniejsze możliwości zawodowe[4]. To szczególnie zasmucająca statystyka, bo pomimo tego, że coraz więcej pracodawców tworząc zespół, uwzględnia parytet i kolejne szklane sufity pękają, to szczególnie na wyższych, menedżerskich stanowiskach kobiety są nadal zbyt mało widoczne. Na pocieszenie można dodać, że nie jest to tylko problem Polski. Na liście 100 najefektywniejszych prezesów opublikowanej przez Harvard Business Review znalazły się tylko 4 kobiety[5]. Przy czym należy zaznaczyć, że nie chodzi o to, że kobiety nie zasłużyły, by się znaleźć w takim rankingu, a o to, że nadal stanowią mały odsetek kadry kierowniczej. A kobiety mają apetyt na zarządzanie! Blisko 4 na 10 kobiet w naszym kraju przyznaje, że chciałoby pracować na stanowisku kierowniczym. Co więcej, pod tą deklaracją podpisuje się 70 proc. pań, które posiadają dzieci[6].

Dlaczego to takie ważne, by jak najwięcej kobiet obejmowało stanowiska kierownicze, zostawało menedżerkami wysokiego szczebla, CEO, prezeskami, dyrektorkami? Kobiece przywództwo może pomóc rozwiązać wiele kryzysów, które pojawiły się w firmach od czasu wybuchu pandemii, szczególnie w obszarze HR, zarządzania zespołem, itp.

Masz problem w zespole? Zatrudnij kobietę!

Kobiecość jest w naszej kulturze tradycyjnie kojarzona z emocjonalnością, empatią, instynktem opiekuńczym, itp. Kobiety wkraczające w świat biznesu, świadomie odrzucają tę charakterystykę, bo łączy się ona także ze słabością oraz niekoniecznie z kierowaniem się racjonalnym osądem, i w ogóle nie jest kluczem do osiągnięcia sukcesu
w męskim świecie. A jak pokazał trudny 2020 rok, firmom potrzebne są te cechy potrzebują „kobiecego przywództwa”.

 Pandemia przyniosła nową rzeczywistość, w której musieli się znaleźć nie tylko pracownicy, którym w większości do tej pory obcy był model pracy zdalnej, ale również szefowie zespołów. Ci drudzy stanęli przed nowymi wyzwaniami, np. jak zarządzać rozproszonym zespołem, gdy część pracowników zaczęła pełnić swoje obowiązki z domów, a pozostali nadal działali z biur, jak zapanować nad chaosem informacyjnym związanym z pandemią, jak motywować pracowników, którzy wraz z kolejnymi tygodniami trwania korona-kryzysu tracili zapał do pracy? Prawie po roku funkcjonowania w covidowej rzeczywistości, doświadczenie wielu marek pokazało, że z tymi problemami poradziły sobie znacznie lepiej te firmy, w których za strategiczne działania, komunikację, obszar HR odpowiadały kobiety. Wyniki badań analizujących efektywność pracowników w trakcie pandemii pokazują również, że jej poziom nie zmalał, a nierzadko wręcz wzrósł wśród tych zespołów, które były zarządzane przez menedżerki – kobiety zauważa Agnieszka Surowiec Dyrektor HR i Komunikacji.

Skąd te wnioski? Empatia, wyrozumiałość, które są przypisywane kobietom, były i nadal są bardzo pożądanymi cechami osobowości/charakterystykami przywództwa wśród osób, które zajmują stanowiska kierownicze. Każdy szef na co dzień musi rozwiązywać szereg problemów w swoim zespole, a pandemiczny kryzys przyniósł kolejne.

Niektórzy liderzy mieli do czynienia z prawdziwymi ludzkimi dramatami, ponieważ pewna grupa pracowników naprawdę źle zniosła zamknięcie i kompletną zmianę dotychczasowego trybu życia. Do obowiązków szefa należało podniesienie danej osoby na duchu i zmotywowanie do pracy. Nie można ukrywać, że pracownicy najbardziej bali się o swój byt, kiedy kondycja finansowa wielu firm znacznie się pogorszyła. To właśnie do bezpośrednich przełożonych należało przekazanie trudnej decyzji o redukcji wynagrodzenia czy o zwolnieniu. W tych wszystkich sytuacjach niezbędna była empatia, zrozumienie i odpowiednie kompetencje interpersonalne. Komunikacja z pracownikami w czasie pandemii była/jest jedną z najtrudniejszych kwestii, ale kobiety – liderki zdały ten egzamin na 5. Co więcej, od kilku lat obserwujemy tendencję, którą można określić zmierzchem Menedżerów-Superbohaterów. Niewzruszoność, stanowczość na granicy z surowością, „zimne” opanowanie nie są cechami, które są dzisiaj poszukiwane u liderów. Pracownicy wolą „szefa z ludzką twarzą”, przed którym nie będą się bali otworzyć i który zawsze okaże im wsparcie. Emocje czy empatyczność nie są już dłużej postrzegane jako słabość, a jako wartość dodana – zaznacza Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

To nie znaczy, że wspomniane cechy czy umiejętności są niedostępne dla mężczyzn, albo że kobiety z natury mają większą inteligencję emocjonalną czy potrafią się lepiej komunikować. To kultura wmówiła kobietom, że mają takie być, więc te przez lata wykształciły typowo „kobiecie” cechy. W czasie pandemii „nadmierna” emocjonalność czy empatia zaczęły grać główną rolę i zostały docenione. Można ironicznie stwierdzić, że kobiety w końcu w pełni mogły pokazać swój potencjał.

 

–  W Intrum już od początku pandemii wdrożyliśmy odpowiednią komunikację kryzysową oraz szereg inicjatyw dla pracowników, dzięki którym było łatwiej im przetrwać trudniejszy czas, zdobyć nową dawkę motywacji. To nie przypadek, że autorkami takich akcji w naszej firmie, jak chociażby cykl porad dotyczący wellbeing, czyli dbania
o własny dobrostan, wspólne czytanie bajek dla dzieci pracowników pracujących z konieczności w domach czy odstresowujące sesje jogi, były kobiety, nasze Ambasadorki, a nie mężczyźni
– dodaje Agnieszka Surowiec.

Przedsiębiorco, nie rezygnuj z różnorodności!

Wiele danych potwierdza, że opiekuńcza rola, która jest domeną kobiet i tzw. kobiece cechy osobowości są potrzebne firmom, nie tylko w czasie kryzysu. Zatem wniosek i jednocześnie zalecenie dla pracodawców może być tylko jeden: dbanie o zrównoważony rozwój zespołu, tj. zatrudnianie podobnej liczby kobiet i mężczyzn jest koniecznością! Przywództwo oparte na różnorodności to klucz do sukcesu firmy. Przedsiębiorstwa, które stawiają na takie podejście i utrzymują ten wskaźnik różnorodności powyżej średniej, odnotowują średnio 45 proc. przychodów z innowacyjności. W przypadku wskaźnika, który jest poniżej średniej, odsetek ten spada do 26 proc[7]. Zdaniem Polek piastujących stanowiska menedżerskie, kobiety do stylu zarządzania firmą wnoszą przede wszystkim kompetencje skutecznej komunikacji, efektywnego budowania relacji i dialogu (aż 93% ankietowanych wskazało taką odpowiedź)[8]. Ma to ogromny wpływ na realizację założonej wizji rozwoju przedsiębiorstwa. Firmy, które dążą do konkurencyjności, które chcą nadążać za trendami – powinny stawiać na wspieranie tych właśnie umiejętności.

Jako kobieta na stanowisku menedżerskim jestem szczególnie dumna z celu, jaki wyznaczyliśmy sobie w całej Grupie Intrum, którym jest dążenie do utrzymania struktury zatrudnienia w naszych lokalnych zespołach na poziomie 60 proc. mężczyźni i 40 proc. kobiety. To absolutne minimum, aby działać zgodnie z polityką sustainability. Intrum
w Polsce jest pozytywnym przykładem w tym obszarze. Mimo tego, że działamy w branży finansowej, gdzie kobiety zawsze stanowiły znaczny odsetek naszych pracowników – obecnie jest to 60 proc. Regularnie zwiększamy zatrudnienie kobiet na stanowiskach menedżerskich.
Aktualnie są to aż 24 osoby, czyli 44 proc. – dodaje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Nie chodzi tylko o dążenie do uzyskania parytetu w miejscu pracy. Pracodawcy powinni zadbać o swoich aktualnych pracowników – o kobiety już obecne w firmie, szczególnie te na niższych stanowiskach. Udzielone wsparcie, odpowiedni program szkoleń i mentoring z prawdziwego zdarzenia pomogą „odkryć” nowe talenty w firmie. Wtedy może okazać się, że w danym zespole jest zdecydowanie więcej liderek, niż przypuszczano. Dla pracodawcy to także komfortowa sytuacja – lepiej inwestować w pracownika, który jest już zżyty z firmą, zna jej cele i wartości niż zatrudniać nową osobę, która musiałaby przejść onboarding i wdrożyć się do pracy. Chyba że tym nowym pracownikiem jest kobieta!

Chociaż pracodawcy w naszym kraju mają jeszcze wiele do zrobienia w kwestii zadbania o zrównoważony zespół, jest coraz lepiej, szczególnie gdy spojrzymy na statystyki z USA. 39 proc. wyższej kadry kierowniczej polskich firm stanowią kobiety (średnia dla UE wynosi 30 proc., a dla świata 29 proc.). Ponad 50 proc. polskich przedsiębiorców uważa, że o równouprawnienie w firmach powinien dbać sam biznes, a nie ustalony odgórnie parytet, co jest dodatkowo pocieszającym faktem[9].

Więcej kobiet w biznesie, więcej kobiet w zarządach – tego życzymy wszystkim pracownikom z okazji Dnia Kobiet!

[1]  Publikacja Światowego Forum Ekonomicznego (WEF, Word Economic Forum) Global Gender Gap 2020.

[2] C. Nicole Mason, prezes i dyrektor generalna Institute for Women’s Policy Research.

[3] Mobile Instytut, Siła Kobiet, 2020.

[4] Dane: Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką.

[5] Ranking The BestPerforming CEOs in the World, 2019.

[6] Mobile Institute, Siła Kobiet, 2020.

[7] Badania nt. innowacyjności i różnorodności zrealizowane przez firmę doradczą BCG, 2017.

[8] Badania PwC przeprowadzone we współpracy z organizacją Sukces Pisany Szminką „Kobiety menedżerami przyszłości. Wyzwania w skutecznym kształtowaniu liderek, 2015.

[9] Dane: Grant Thornton, Women in Business 2020. Polski biznes otwarty na kobiety.

Masterlease i Automarket na fali wzrostów

  • Grupa Masterlease po przejęciu przez PKO Leasing notuje wynik finansowy na poziomie 28,2 mln zł netto zysku za rok 2020.
  • Spółka zanotowała dodatnie dynamiki wzrostu w zakresie finansowania nowych umów
    (+4 % r/r) oraz w sprzedaży aut pokontraktowych (+24 % r/r)
  • Systematyczny wzrost biznesu i sprzedaży samochodów nowych i używanych raportuje również należąca do PKO Leasing – platforma Automarket.pl

Grupa Masterlease po przejęciu przez PKO Leasing notuje wynik finansowy na poziomie 28,2 mln zł netto zysku za rok 2020. Spółka zanotowała dodatnie dynamiki wzrostu w zakresie finansowania nowych umów (+4% r/r) oraz w sprzedaży aut pokontraktowych (+24% r/r). Systematyczny wzrost biznesu i sprzedaży samochodów nowych i używanych raportuje również należąca do PKO Leasing – platforma Automarket.pl, która może pochwalić się wynikiem ponad 1 000 sztuk sprzedanych pojazdów. Właściciel platformy – PKO Leasing – prognozuje, że w 2021 r. sprzeda 3 000 pojazdów.

 

Zakup Grupy Masterlease oraz uruchomienie platformy Automarket.pl to decyzje, które pokazały swoją rentowność, nawet w warunkach pandemii. Po pierwsze, usługi wynajmu długoterminowego zyskują na znaczeniu, co potwierdzają bardzo dobre wyniki Grupy Masterlease. Poprzedni rok to również czas rozwoju rynku e-commerce – zakupy przez internet cieszą się coraz większym powodzeniem, także w segmencie automotive. Ten trend obserwujemy w wynikach sprzedaży pojazdów na platformie Automarket.powiedział Paweł Pach, prezes Grupy PKO Leasing.

Wyniki Grupy Masterlease na dużym plusie

W 2020 roku Masterlease pogłębiała integrację ze spółkami Grupy PKO Banku Polskiego, działając w jej strukturach jako Centrum Kompetencji „Cars”. Do jej zadań należą m.in. zarządzanie bankową flotą, obsługa klientów Grupy w zakresie CFM czy technologiczne i merytoryczne wsparcie strategicznych projektów związanych z samochodami.

Synergię widać w kilku obszarach. Po pierwsze poprawiliśmy nasz wynik finansowy. Rok 2020 zamknęliśmy na poziomie 28,2 mln zł netto zysku. O 4% wzrosła wartość podpisywanych nowych umów finansowania, a o 24% wzrósł segment sprzedaży samochodów pokontraktowych. To pokazuje nasze kompetencje w trudnym obszarze remarketingu. Drugim ważnym elementem tego połączenia jest wprowadzenie komplementarności usług finansowych dla wszystkich klientów Grupy Kapitałowej.  Dzięki temu klienci otrzymali dostęp do różnorodnych form finansowania swoich pojazdów. Jako Masterlease korzystamy również z obecności w strukturach Grupy Kapitałowej na poziomie kultury organizacyjnej, optymalizacji procesów czy wielokierunkowych transferach know-how – mówi Tomasz Jabłoński, Prezes Zarządu Masterlease.

Masterlease w 2021 rok wchodzi z ambitnymi planami. Zakładany jest dalszy wzrost biznesowy oraz dalsza digitalizacja sprzedaży i obsługi klienta. Grupa planuje sfinansowanie zakupów inwestycyjnych samochodów na rekordowym poziomie wartości ok. 250 mln zł (IH 2021). Rozwijane są nowe programy abonamentowe z importerami, m.in. z Nissanem i Suzuki. Od ponad roku testowana jest usługa carsharingu biznesowego dla jednego z kluczowych klientów Spółki. MasterBenefit, czyli program oferujący samochody w ramach benefitów dla pracowników korporacji, zyskuje na popularności. W 2021 roku Grupa zamierza również mocniej zaznaczyć swoją obecność na rynku wynajmu krótkoterminowego jako MasterRent24.

Automarket.pl stawia w 2021 roku na 3000 pojazdów

Dobre podsumowanie startu platformy Automarket.pl zachęca jej właściciela do coraz silniejszej ekspansji na rynku e-commerce. Plany rozwoju platformy zakładają mocne wsparcie sprzedaży pojazdów dealerskich oraz dalszy rozwój usługi zakupu pojazdu online. Spółka podkreśla, że sprzedaż online w modelu end-to-end systematycznie wzrasta. Obecnie co czwarty pojazd jest sprzedawany na platformie w taki sposób. PKO Leasing prognozuje, że w 2021 za pomocą platformy sprzeda ponad 3000 pojazdów.

– O powodzeniu naszego projektu świadczy kilka czynników. Rosnące zadowolenie rynku dealerskiego. Od startu zwiększyliśmy do 25 liczbę współpracujących z nami dealerów, czego skutkiem jest m.in. podwojenie liczby dostępnych na platformie pojazdów. Co ważne, udało nam się osiągnąć załażony cel, w którym 25% zawartych przez nas umów zostało przeprocesowanych w całości online. To dobry wskaźnik na kolejny rok, który może przełożyć się na jeszcze lepszy wynik sprzedaży niż ten zakładany w obecnych prognozach – podkreśla Tomasz Otto, dyrektor Departamentu Strategii i Rozwoju w PKO Leasing.

Pół roku funkcjonowania platformy daje możliwość pierwszych podsumowań. Automarket.pl, od początku lipca do końca roku, odwiedziło pond 2 mln. użytkowników – 28 % z nich wyświetliło serwis więcej niż raz. 80 % umów została zrealizowana z użyciem finansowania dostarczonego przez Spółki z Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego, a połowa z nich została zawarta z klientami banku.

Platforma Automarket.pl na bieżąco monitoruje preferencje zakupowe użytkowników. Ze statystyk udostępnionych przez portal wynika, że najpopularniejszymi segmentami wyszukiwanych pojazdów w drugiej połowie 2020 roku były SUV i Kombi, czyli auta rodzinne. Użytkownicy platformy, szukając pojazdów, w pierwszej kolejności filtrują je po marce i modelu. W kolejnym kroku dołączają kryterium ceny, potem rodzaj paliwa i skrzyni biegów.

Automarket jest pierwszą bankową platformą do zakupu samochodów. Jest on zintegrowany z elektronicznymi kanałami banku: serwisem iPKO i aplikacją mobilną IKO. Na platformie dostępne są samochody nowe i używane, które przeszły inspekcję techniczną. Każdy z pojazdów objęty jest minimum roczną gwarancją.

Cisco Webex wprowadza tłumaczenie w czasie rzeczywistym

  • Już teraz klienci Cisco Webex mogą przetestować funkcję tłumaczenia w czasie rzeczywistym z angielskiego na ponad 100 innych języków, w tym polski.
  • Platforma Cisco umożliwia tłumaczenie w czasie rzeczywistym, wykorzystując sztuczną inteligencję, co pozwoli większej liczbie osób z różnych części świata dołączyć do wirtualnych spotkań.

Eliminowanie barier językowych stanowi klucz do skutecznej pracy w środowisku międzynarodowym. Cisco ogłosiło dostęp do przedpremierowej wersji funkcji tłumaczenia w czasie rzeczywistym, jednocześnie znacznie rozbudowując zakres obsługiwanych języków. Pierwotnie platforma Cisco Webex tłumaczyła spotkania na kilkanaście języków, obecnie jest ich ponad 100, w tym polski.

Użytkownicy mogą personalizować swoje doświadczenia podczas współpracy, szybko i łatwo wybierając język, na który chcieliby przetłumaczyć słowa swoich anglojęzycznych rozmówców. Twórcy platformy Webex uwzględnili zarówno najpopularniejsze języki, takie jak niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski, mandaryński i arabski, jak i te mniej znane, w tym duński, hindi, turecki czy wietnamski. Dzięki temu biznes będzie mógł stawić czoła jednemu z największych wyzwań świata globalnej współpracy – barierom językowym. Teraz użytkownicy mogą jeszcze bardziej zaangażować się w spotkania, niezależnie od tego z jakiego kraju pochodzą. Dzięki tłumaczeniu z języka angielskiego na ponad 100 języków, zespoły mogą komunikować się w sposób bardziej efektywny, co stwarza nowe możliwości budowania międzynarodowych zespołów, w których nikt nie będzie czuł się wykluczony.

Nowa funkcja pozwoli firmom pozyskiwać nowych pracowników, niezależnie od tego skąd pochodzą i jaki jest ich język ojczysty. Raport firmy badawczej i konsultingowej Metrigy poświęcony inteligentnym, wirtualnym asystentom wykazał, że niemal 24% respondentów uczetniczy w spotkaniach, w których biorą udział osoby nieanglojęzyczne. Ponad połowa z nich korzysta z zewnętrznych usług, aby przetłumaczyć to, co mówią inne osoby, a średni koszt takiego tłumaczenia to 172 USD na spotkanie. Integracja inteligentnych wirtualnych asystentów spotkań z funkcjami tłumaczenia, pozwala znacznie ograniczyć koszty.

„Nowe funkcje Cisco Webex pomogą stworzyć lepsze środowisko współpracy i równe szanse na wzajemne zrozumienie się dla użytkowników, niezależnie od tego jakim językiem się posługują oraz gdzie się znajdują. Tłumaczenia w czasie rzeczywistym w tak wielu językach to kolejny krok w kierunku budowania przyszłości, w której nikt nie jest wykluczony społecznie oraz ważny element usprawnienia komunikacji i współpracy między zespołami na całym świecie” – powiedział Jeetu Patel, starszy wiceprezes i dyrektor generalny, dział bezpieczeństwa i aplikacji w Cisco. „Sztuczna inteligencja odgrywa w tym procesie rolę kluczową, zapewniając bezproblemową  współpracę, pracę w środowisku hybrydowym oraz wzbogacone doświadczenia klientów”.

Cisco od dawna wprowadza innowacje w środowisku współpracy Webex, które pomagają pracownikom utrzymywać odpowiedni poziom bezpieczeństwa i produktywności niezależnie od miejsca, w którym się znajdują. Od wybuchu pandemii, Webex nie tylko wspiera firmy w ich rozwoju, ale stanowi także integralną platformę umożliwiającą funkcjonowanie rządów, które mogą pracować na odległość. Platforma Cisco jest także wykorzystywana przez lekarzy, którzy mogą prowadzić zdalne konsultacje w bezpieczny sposób oraz przez nauczycieli podczas e-nauczania.

Oczywiste jest, że przyszłość to praca hybrydowa, która będzie obejmować połączenie interakcji zdalnych i tradycyjnych. Cisco już dzisiaj ma przejrzystą wizję tego, w jaki sposób technologie mogą pomóc firmom w urzeczywistnieniu przyszłości pracy, funkcjonowaniu w modelu hybrydowym i kształtowaniu świata otwartego dla wszystkich.

Dostępność

Rozszerzona o nowe języki funkcja tłumaczenia w czasie rzeczywistym będzie dostępna w ramach Cisco Webex w wersji przedpremierowej już od tego miesiąca. Usługa będzie ogólnie dostępna w maju. Nie wszystkie dialekty są uwzględnione w tłumaczeniu.