Zmiany w zarządach spółek Toyota Financial Services w Polsce

Spółki należące do Toyota Financial Services wprowadziły zmiany w swoich strukturach kierowniczych. Do zarządu Toyota Bank Polska dołączył Krzysztof Krakowiak, któremu została powierzona rola Dyrektora Pionu Sprzedaży, Rozwoju Biznesu i Skarbu. Nowym Członkiem Zarządu spółki Toyota Leasing Polska została natomiast Dominika Cepek, która będzie jednocześnie pełnić funkcję Dyrektora Departamentu Sprzedaży, Marketingu i Kontaktu z Klientem w Toyota Bank Polska S.A.

Od dnia 1 lutego 2021 roku, Krzysztof Krakowiak został powołany do Zarządu Toyota Bank Polska S.A. w roli Dyrektora Pionu Sprzedaży, Rozwoju Biznesu i Skarbu. Do jego obowiązków należeć będzie nadzór nad Departamentem Sprzedaży, Marketingu i Kontaktu z Klientem, Departamentem Rozwoju Biznesu i Innowacji, a także Departamentem Skarbu.

Krzysztof Krakowiak ma za sobą 19-letnie doświadczenie w sprzedaży i rozwoju usług finansowych (m.in. w Fiat Bank Polska S.A.). Pracę w Toyota Bank Polska S.A. rozpoczynał w 2006 roku w Departamencie Sprzedaży i Kontaktu z Klientem jako Kierownik Sprzedaży. W 2016 roku dołączył do Zarządu Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. W kolejnym roku objął stanowisko Dyrektora Departamentu Sprzedaży i Kontaktu z Klientem w Toyota Bank dzieląc swoje zaangażowanie pomiędzy reprezentację spółki leasingowej oraz rozwój sprzedaży w ramach grupy Toyota Financial Services oraz rozwój oferty produktowej w Toyota Leasing. Odpowiedzialny był m.in. za kompleksowy rozwój oferty FSL (Full Service Leasing).

Krzysztof Krakowiak jest absolwentem Technologii w procesach nauczania w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku.

Dominika Cepek wraz z początkiem lutego, objęła natomiast funkcję Członka Zarządu Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. oraz stanowisko Dyrektora Departamentu Sprzedaży, Marketingu i Kontaktu z Klientem w Toyota Bank Polska S.A. Odpowiadać będzie za realizację celów strategicznych i planów budżetowych obydwu spółek oraz dalszy rozwój współpracy z Importerem oraz Dilerami Toyota i Lexus.

Dominika Cepek posiada ponad 20-letnie doświadczenie w dziedzinie marketingu zdobyte w pracy dla międzynarodowych korporacji branży finansowej (Toyota Bank, AXA Direct, PZU), FMCG (Coca-Cola Beverages, Pudliszki), kosmetycznej (AVON), rządowej organizacji marketingowej (Norwegian Seafood Export Council) i agencjach reklamowych (D’Arcy Masius Benton & Bowles, G7).

W 2014 roku rozpoczęła pracę w Toyota Bank Polska S.A. obejmując kierowanie Działem Marketingu i Analiz. Od stycznia 2020 r. pełniła rolę Dyrektora Departamentu Rozwoju Biznesu i Innowacji, kierując m.in. projektem automatyzacji obsługi klienta (AI – wdrożenie chatbotów i livechatów dla klientów, pracowników i dealerów) oraz koordynując inne projekty z obszaru optymalizacji, automatyzacji i digitalizacji.

Nowa Członek Zarządu jest absolwentką Zarządzania i Marketingu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Dominika Cepek zastąpi na stanowisku Członka Zarządu Toyota Leasing Polska Sp. z o.o. dotychczas piastującego tę funkcję Krzysztofa Krakowiaka.

Toyota Bank Polska oraz Toyota Leasing Polska działające w strukturze Toyota Financial Services (TFS), na przestrzeni lat 2017-2019, podwoiły swój biznes. W 2020 roku pomimo zawirowań rynkowych wywołanych pandemią koronawirusa, spółki Toyota Bank i Toyota Leasing (TFS) nie tylko utrzymały wolumeny sprzedaży, ale odnotowały również lepsze wyniki finansowe względem roku 2019. Toyota Leasing Polska w 2020 roku odnotowała wzrost na poziomie 6,25% w finansowaniu sprzedaży samochodów osobowych względem spadku w sektorze leasingowym na poziomie 18,62% (źródło: SAMAR). Również mimo spadku stóp procentowych i znacznego pogorszenia atrakcyjności oferty depozytowej na całym rynku, Toyota Bank utrzymuje w swojej ofercie konkurencyjne oprocentowanie wybranych lokat i kont oszczędnościowych. Ponadto nadal prowadzony jest program cashback – Tankuj Korzyści, nagradzający klientów realizujących płatności za paliwo kartą płatniczą Toyota Bank.

Spółki Toyota Financial Services w dalszym ciągu będą rozwijać ofertę e-banking‘ową oraz nowoczesne produkty finansowe pozwalające na zakup czy też najem samochodów. Głównym celem na najbliższe lata jest jednak wsparcie globalnego projektu Toyoty, czyli tzw. „mobility”. Dlatego też oprócz leasingu, kredytów, czy wynajmu aut, firmy skupią się na wdrażaniu innowacyjnych narzędzi pomagających w przemieszczaniu się klientów. Wdrażanie kolejnych inicjatyw, w tym projektów z obszaru automatyzacji i digitalizacji wspierających obsługę klienta, pozwoli zaoferować spółkom pionierskie i wygodne dla klientów rozwiązania, z których pomocy będą mogli korzystać na co dzień.

Dlaczego antywirus na Maca jest niezbędny?

Przez długi czas panowało przeświadczenie, że wirusy nie zagrażają komputerom spod znaku Apple. Fakty są takie, że z pewnością były one mniej podatne na ataki, niż powszechniejsze pecety. Wiele prywatnych opinii mówiło też o tym, że użytkownicy Maca radzili sobie dobrze nie posiadając zainstalowanego antywirusa. Czasy się jednak zmieniły i choć wciąż Pecety padają częstszą ofiarą złośliwego oprogramowania i ataków, komputery Mac również są na nie bardziej narażone. Trzeba przyjąć do wiadomości i odpowiednio zabezpieczyć się przed hakerami, by chronić swój sprzęt i dane.

Program antywirusowy Mac to dodatkowe bezpieczeństwo

Głównym zagrożeniem dla każdego komputera jest zazwyczaj jego użytkownik. Niestety, ale beztroskie ściąganie plików ze stron o niepewnym źródle lub otwieranie dziwnych załączników w wiadomościach mailowych, to częsty powód problemów. Zdarza się to nawet tym najbardziej ostrożnym. Zwłaszcza, że coraz bardziej w codziennej pracy i rozrywce, polega się na komputerach. W natłoku linków i e-maili, łatwo jest coś przeoczyć. By ograniczyć związane z tym szkody, konieczne jest zainstalowanie na Macu odpowiedniego programu antywirusowego. Dzięki temu, nawet jeżeli klikniesz zawirusowany link, próba ataku natychmiast zostanie zidentyfikowana i automatycznie powstrzymana. Antywirus wykrywa zagrożenia w czasie rzeczywistym, działając w tle. Nie musisz robić nic samemu by zabezpieczyć się przed atakiem, a wszystkie podejrzane pliki trafią na kwarantannę, gdzie nie będą mogły wyrządzić żadnej szkody.

Przed czym jeszcze chroni antywirus Mac?

Popularne i sprawdzone programy antywirusowe na Maca, posiadają szereg innych przydatnych funkcji. Możesz skanować nimi konkretne pliki, sprawdzając czy są pozbawione zagrożeń. Chronią również przed phishingiem, czyli wirusami, które mają za zadanie wykraść wrażliwe dane osobowe. Z odpowiednim antywirusem na Maca, Twoje dane logowania i bankowe będą dużo bezpieczniejsze.

Wirusy przeznaczone na komputery z system Windows nie zagrażają Twojemu Macowi, ale nie oznacza to, że są zupełnie nieszkodliwe. Możesz przekazywać je dalej, na przykład za pośrednictwem dysków wymiennych, albo wiadomości mailowych. Dobry antywirus powinien posiadać też funkcje, które pozwalają wykryć i zneutralizować zagrożenia dla pecetów, które mógłbyś przekazać.

Jaki antywirus na Maca?

Posiadanie antywirusa na Maca jest konieczne dla bezpiecznego korzystania z sieci. Pytanie, tylko jaki program wybrać? Stawiaj na uznane marki z bieżącym wsparciem i aktualizacjami. Jedną z nich jest G Data. Odwiedź ich stronę i poznaj ich szczegółową ofertę!

Tylko 37% firm dysponuje technologiami i wykwalifikowanymi pracownikami potrzebnymi do realizacji projektów cyfrowych

Salesforce MuleSoft, dostawca najlepszej na świecie platformy integracji i interfejsów API, przedstawił wnioski z raportu The State of Business and IT Innovation („Stan innowacji biznesowych i informatycznych”). Jak wykazały badania1, które zostały przeprowadzone wśród 1739 kierowników działów przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 250 pracowników, tylko 37% organizacji dysponuje technologiami i wykwalifikowanymi pracownikami niezbędnymi do szybkiej realizacji projektów cyfrowych. Ma to spore znaczenie podczas pandemii COVID-19.

Zdecydowana większość (82%) respondentów potrzebuje szybkiego i łatwego dostępu do danych, systemów informatycznych i aplikacji, aby utrzymać swoją produktywność i wydajnie pracować. Dostęp do danych ma znaczenie newralgiczne. Ponad połowa (59%) kierowników działów jest zaangażowana w szukanie, proponowanie lub tworzenie nowych sposobów świadczenia zewnętrznych usług cyfrowych, takich jak budowanie samoobsługowych portali internetowych lub aplikacji mobilnych umożliwiających kontakty z klientami. Jednak tylko 29%, czyli niespełna jedna trzecia uważa, że ich przedsiębiorstwa efektywnie łączą i wykorzystują dane z różnych źródeł w celu generowania dodatkowych korzyści biznesowych.

„W świecie opartym na technologiach cyfrowych każda branża powinna się przygotować na szybkie zmiany, a każde przedsiębiorstwo musi reagować na nowe potrzeby swoich klientów szybciej niż kiedykolwiek” ― powiedział Brent Hayward, dyrektor generalny firmy MuleSoft. „Badania te wykazały, że dane są jednym z najważniejszych zasobów, których przedsiębiorstwa potrzebują do sprawnego działania i osiągania coraz lepszych wyników. Firma musi wyposażyć każdego pracownika w narzędzia i uprawnienia potrzebne do integrowania danych i wykorzystania ich potencjału niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Umożliwi to szybką realizację kluczowych projektów, wdrażanie innowacji na dużą skalę oraz jeszcze lepsze połączenie produktów i usług”.

W raporcie State of Business and IT Innovation zwrócono szczególną uwagę na następujące wyzwania i możliwości związane z transformacją cyfrową w przedsiębiorstwach:

Silosy danych coraz częściej spowalniają realizację inicjatyw cyfrowych

Jak wynika z raportu firmy McKinsey, przedsiębiorstwa, które kiedyś tworzyły strategie cyfrowe na okres od roku do trzech lat, muszą teraz skalować swoje inicjatywy tak, aby mogły zostać zrealizowane w ciągu kilku dni lub tygodni. W raporcie tym zwrócono uwagę na fakt, że pandemia COVID-19 spowodowała wzrost liczby inicjatyw cyfrowych średnio o 11-23%2. Wyszczególniono również czynniki, które utrudniają firmom działalność, rozwój i spełnianie oczekiwań klientów:

  • Silosy danych. Jedna trzecia (33%) ankietowanych kierowników działów twierdzi, że pandemia COVID-19 zwróciła uwagę na brak połączeń między istniejącymi systemami informatycznymi, aplikacjami i danymi, który nie pozwala na efektywną realizację projektów cyfrowych.
  • Brak pracowników z kwalifikacjami w dziedzinie technologii cyfrowych. Zdaniem 29% respondentów kolejnym czynnikiem utrudniającym realizację takich projektów jest brak pracowników wykwalifikowanych w zakresie technologii cyfrowych.
  • Przeciążone zespoły informatyczne, które nie są w stanie wystarczająco szybko realizować projekty. Ponad połowa (51%) kierowników działów przedsiębiorstw jest niezadowolona z szybkości realizowania projektów cyfrowych przez działy informatyczne.

Problemy z integracją mają niekorzystny wpływ na przychody firmy i doświadczenia klientów

Ponad połowa (54%) respondentów twierdzi, że ma problemy z łączeniem różnych systemów informatycznych, aplikacji i danych. Wskaźnik ten nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę coraz większe problemy z wydajnością operacyjną przedsiębiorstw. Wielu kierowników działów postrzega te problemy jako zagrożenie dla swoich przedsiębiorstw oraz ich zdolności do zapewnienia klientom ujednoliconej obsługi.

  • Odseparowane systemy i silosy danych hamujące rozwój firmy. Kierownicy działów wiedzą, jakie następstwa może mieć brak połączeń między systemami, aplikacjami i danymi. Ponad połowa (59%) uważa, że wpływa on niekorzystnie na rozwój firmy i wzrost przychodów.
  • Niespójność obsługi klienta będąca następstwem odseparowanych systemów i aplikacji oraz silosów danych. Większość (59%) kierowników działów przedsiębiorstw zgodnie stwierdza, że brak połączeń między systemami, aplikacjami i danymi ma niekorzystny wpływ na doświadczenia klientów, od których zależy dziś w dużej mierze sukces przedsiębiorstwa.
  • Integracja warunkiem automatyzacji. Trzy piąte (60%) respondentów przyznaje, że brak połączeń między systemami, aplikacjami i danymi hamuje również inicjatywy w dziedzinie automatyzacji. Równocześnie coraz więcej firm dąży do automatyzacji procedur biznesowych za pomocą takich funkcji, jak robotyzacja procesów.

Przedsiębiorstwa muszą odblokować potencjał danych, aby przyspieszyć procesy dzięki technologiom cyfrowym

Gdy rośnie zapotrzebowanie na inicjatywy cyfrowe, przedsiębiorstwa z różnych branż muszą działać szybciej. Przeszkadzają im więc silosy danych, które spowalniają procesy, a tym samym utrudniają szybkie spełnianie oczekiwań klientów oraz wprowadzanie innowacji niezbędnych we współczesnym cyfrowym świecie, w którym standardem jest zdalna praca. W raporcie podkreślono potrzebę szerszego udostępnienia nowych możliwości i wyposażenia użytkowników biznesowych w narzędzia niezbędne do tego, aby szybko i łatwo odblokować potencjał danych, łączyć aplikacje i automatyzować procesy.

  • Konieczność rozszerzenia zakresu innowacji poza obszar IT. Większość (58%) respondentów uważa, że szefowie działów informatycznych przeznaczają więcej czasu na bieżącą obsługę systemów niż na wdrażanie innowacji. 44% stwierdza nawet, iż działy informatyczne w ich firmach blokują innowacje. W rozwiązaniu tego problemu pomaga model samoobsługowy, który umożliwia każdemu wykorzystanie potencjału danych. Za pomocą tego modelu dział informatyczny może wprowadzać innowacje w całym przedsiębiorstwie tak, aby nimi zarządzać, ale ich nie blokować. Gdy dział informatyczny zostanie uwolniony od zadań związanych z taktyczną integracją i serwisowaniem, będzie mógł lepiej skupić się na innowacjach i realizowaniu kluczowych projektów.
  • Współpraca z działem informatycznym kluczem do zwiększenia innowacyjności. Ponad dwie trzecie (68%) respondentów uważa, że pracownicy działu informatycznego i innych działów powinni połączyć siły, aby wspólnie wdrażać innowacje w całym przedsiębiorstwie.
  • Łatwy dostęp do danych warunkiem przyspieszenia pracy kierowników działów przedsiębiorstw. Zdecydowana większość (80%) respondentów uważa, że ich przedsiębiorstwa skorzystałyby, gdyby dane i funkcje informatyczne były dostępne w formie gotowych modułów. Wówczas kierownicy działów mogliby samodzielnie tworzyć rozwiązania cyfrowe i realizować projekty.
Metodyka

MuleSoft we współpracy z firmą Censuswide przeprowadził badania, w których wzięło udział 1739 kierowników działów przedsiębiorstw szczebla co najmniej średniego. Odpowiedzieli oni na pytania dotyczące innowacji i inicjatyw cyfrowych realizowanych w ich przedsiębiorstwach oraz swojego udziału w tych inicjatywach. Ankieta została przeprowadzona przez Internet we wrześniu 2020 roku w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Holandii, Australii, Singapurze, Hongkongu i Japonii. W badaniach uczestniczyli tylko wybrani kandydaci, którzy zostali zweryfikowani w ramach rygorystycznego, wielopoziomowego procesu selekcji. Wszyscy respondenci byli kierownikami działów przedsiębiorstw reprezentującymi co najmniej szczebel średni, zdefiniowanymi jako „osoby sprawujące funkcje kierownicze lub wyższe”.

Nie było wśród nich kierowników średniego szczebla wyspecjalizowanych w informatyce lub administracji. Wszyscy uczestnicy pracują w organizacjach zatrudniających co najmniej 250 pracowników. Censuswide zatrudnia członków organizacji Market Research Society i przestrzega jej reguł. Market Research Society działa w oparciu o zasady organizacji ESOMAR. Odniesienia do uzgodnień, zaangażowania, niezadowolenia lub korzyści dotyczą odczuć respondentów, które zostały przez nich ocenione jako umiarkowane lub silne.

2Pandemia COVID-19 doprowadziła do wzrostu liczby projektów cyfrowych w poszczególnych krajach o następujące średnie wielkości procentowe: Stany Zjednoczone 22%, Wielka Brytania 21%, Francja 15%, Niemcy 18%, Holandia 15%, Australia 17%, Singapur 23%, Hongkong 21%, Japonia 11%.

Konsumenci chcą bardziej przejrzystych opisów transakcji kartą płatniczą

Mastercard wprowadza nowe rozwiązanie dla bankowości cyfrowej, dzięki któremu użytkownicy kart płatniczych będą mogli łatwiej rozpoznawać transakcje zakupowe w historii swojego rachunku. Usługa ta, udostępniana bankom przez należącą do Mastercard spółkę Ethoca, zapewni ich klientom większą przejrzystość transakcji kartą dzięki dodatkowym informacjom, takim jak nazwa i logo sprzedawcy czy miejsce dokonania zakupu, widocznym w serwisie transakcyjnym online lub aplikacji mobilnej banku. Detaliści mogą już przesyłać swoje logotypy do systemu Ethoca, dzięki czemu zwiększą widoczność swojej marki w kanałach cyfrowej bankowości. Jednocześnie Mastercard współpracuje z wydawcami kart nad wprowadzeniem nowego standardu branżowego, tak aby do 2022 r. dostarczanie bardziej szczegółowych informacji o transakcjach w kanałach bankowości cyfrowej stało się powszechne.

Każdy z nas doświadczył, że przy przeglądaniu transakcji na koncie niektórych płatności nie sposób łatwo zidentyfikować. Przykładowo, nazwa sprzedawcy może być niezrozumiała lub zamiast niej wyświetla się nazwa pośrednika przetwarzającego płatność. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Kantar TNS na zlecenie Mastercard[1], dla wielu polskich konsumentów korzystających z bankowości cyfrowej jest to częsty problem, wywołujący negatywne emocje. Aż 84% respondentów czasami nie jest w stanie zidentyfikować niektórych zakupów w historii transakcji, natomiast prawie jednej piątej (17%) zdarza się to często lub bardzo często. W takich sytuacjach klienci czują się zaniepokojeni (43%), zirytowani (32%), zagubieni (17%) i bezradni (10%).

Reklamacje, których można uniknąć

Konsument, który nie może sobie przypomnieć danego zakupu, najczęściej próbuje wyjaśnić sytuację kontaktując się telefonicznie z bankiem (21%) lub, znacznie rzadziej, ze sprzedawcą (6%). Kontakt z bankiem zazwyczaj prowadzi do tego, że klient banku składa oficjalną reklamację (72%), np. w formie wniosku o chargeback. Po jej złożeniu często okazuje się ona jednak nieuzasadniona. Do takiego doświadczenia przyznaje się aż 35% respondentów – 26% z nich dopiero po czasie przypomina sobie o dokonanym zakupie, a 9% odkrywa, że transakcji dokonał inny członek rodziny. Kiedy jednak wniosek o chargeback zostanie już złożony, musi być rozpatrzony lub zamknięty przez wydawcę karty, co generuje po jego stronie koszty operacyjne związane z czasem przeznaczonym na kontakt z klientem, weryfikację transakcji oraz kwestie administracyjne. Procedura ta zajmuje przeciętnie do 2 tygodni.

Respondenci w badaniu Mastercard potwierdzają, że chcieliby widzieć dodatkowe informacje o płatnościach w zestawieniu swoich transakcji kartowych w bankowości internetowej i mobilnej, aby móc szybciej i łatwiej identyfikować swoje zakupy. Ich zdaniem najbardziej przydatnymi informacjami byłyby komercyjna nazwa sprzedawcy (67%), miejsce dokonania zakupu (51%) oraz jego logo (35%). Takie rozszerzone informacje na temat transakcji pomogłyby klientom szybko zidentyfikować zakup (61%) i sprzedawcę (58%), ale także zwiększyłoby ich poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad swoimi płatnościami (47%).

Detaliści mogą już udostępniać swoje logotypy

Nowe rozwiązanie od Mastercard i Ethoca pomoże zwiększyć satysfakcję klientów i znacznie poprawi doświadczenie użytkownika, zmniejszając jednocześnie liczbę wniosków o reklamacje typu chargeback, obciążających finansowo zarówno banki, jak i detalistów. Wszyscy sprzedawcy mogą już bez żadnych dodatkowych opłat, po wypełnieniu odpowiedniego formularza przesyłać swoje logotypy na platformę Ethoca za pośrednictwem strony logo.ethoca.com. Dodatkowe informacje na ich temat zostaną powiązane z odpowiadającymi im płatnościami widocznymi w bankowości cyfrowej, co pozwoli sprzedawcom nie tylko zmniejszyć liczbę kosztownych i czasochłonnych reklamacji, lecz także zwiększyć rozpoznawalność swojej marki.

„Współpracujemy z wydawcami kart i detalistami, aby do 2022 r. funkcja ta stała się standardem dostępnym dla wszystkich użytkowników bankowości cyfrowej. Uważamy, że zwiększona w ten sposób przejrzystość transakcji zapewni klientom spokój ducha i poczucie kontroli nad ich wydatkami, znacznie poprawiając ich komfort podczas korzystania z usług bankowości elektronicznej. Z perspektywy wydawców kart, rozwiązanie to zwiększy liczbę interakcji użytkowników kart z kanałami cyfrowymi banku, natomiast detaliści zapewnią sobie większą widoczność swojej marki. Ponadto zarówno banki, jak i sprzedawcy, mogą spodziewać się mniejszej liczby reklamacji składanych przez ich klientów” — mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Rozwiązanie Mastercard i Ethoca ma szczególne znaczenie w czasach, gdy popularność bankowości internetowej i mobilnej rośnie w bezprecedensowym tempie. Obecnie kanały te stały się już głównymi, za pośrednictwem których klienci kontaktują się z bankami. Według badania Mastercard już 42% konsumentów z Polski korzysta z usług bankowości cyfrowej więcej niż raz w tygodniu, a co trzecia osoba (33%) robi to przynajmniej raz dziennie. Respondenci cenią sobie bankowość elektroniczną ze względu na jej dostępność w dowolnym miejscu i czasie (75%), oszczędność czasu (73%), lepszą kontrolę nad wydatkami (58%) oraz wygodne i łatwe w użyciu narzędzia do zarządzania finansami (53%). Poziom zaawansowania cyfrowego (65%) jest również jednym z trzech najważniejszych kryteriów podczas wyboru banku, obok jego wiarygodności (69%) i korzyści finansowych związanych z jego ofertą (66%).

[1] Badanie przeprowadzone w listopadzie 2020 r. przez Kantar TNS na zlecenie Mastercard, metodą wywiadów internetowych (CAWI) na próbie 3300 klientów banków w wieku 18-60 lat w następujących krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej: Polska, Ukraina, Czechy, Węgry, Rumunia, Grecja, Słowacja, Austria, Bułgaria, Serbia.

Złoty znów silny. Czy euro stanieje do 4,50 zł?

Jeszcze niedawno wydawało się, że poziom 4,50 zł nie będzie uchodził za atrakcyjny do zakupu euro. Szybko jednak okazało się, że działania NBP powodują, że ocena tego poziomu jest zupełnie inna. Dobre dane z gospodarki pozwalają jednak wierzyć w dalsze umacnianie się złotego.

Złoty znów silny

Inwestorzy szybko zapominają o negatywnych doświadczeniach. Ostatnie interwencje walutowe miały miejsce niecałe 2 miesiące temu, aczkolwiek strach przed kolejnymi szybko zniknął. Pod koniec ostatniego tygodnia rozpoczął się ruch umacniający złotego. Gdyby doszło do kolejnej interwencji Narodowego Banku Polskiego te pozycje inwestycyjne mogłyby mieć dużą stratę. Z drugiej strony dane makroekonomiczne dla Polski wypadają bardzo korzystnie, stąd im dalej jesteśmy od potencjalnej interwencji lub zapowiedzi o obniżce stóp procentowych, tym korzystniej inwestorzy patrzą na złotego. Dzisiaj nad ranem euro kosztowało już 4,51 zł.

Dane z zachodu

W piątek poznaliśmy dużo lepszy od oczekiwań odczyt PKB z Niemiec. Był to oczywiście spadek jak niemal we wszystkich gospodarkach w trakcie pandemii, ale jednak aż o 0,5% mniejszy niż oczekiwali analitycy. Dane te spowodowały kolejną przecenę dolara względem euro. Korektę tego ruchu mieliśmy już dzisiaj rano, kiedy to po znacznie słabszych danych na temat sprzedaży detalicznej dolar wracał na poprzednie pozycje.

Indeksy PMI

Dzisiejsze przedpołudnie upływa pod dyktando indeksów PMI. Są to badania pokazujące poziom optymizmu wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. W przypadku Polski wynik był nieznacznie lepszy od oczekiwań i wyniósł 51,9 pkt, czyli powyżej 50 pkt oznaczających różnicę pomiędzy wzrostem a recesją. Dla całej strefy euro dane były niemal dokładnie równe oczekiwaniom, które mówiły o lekkim spadku optymizmu w ciągu ostatniego miesiąca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fundusz Gatesa wesprze ekologiczne start-upy

Inwestowanie w zrównoważony rozwój to trend, który już na stałe zadomawia się nad Wisłą, jednak czy w całym procesie dostrzegamy potencjał krajowych start-upów? W polskich realiach nie ma jednoznacznej odpowiedzi (a szkoda), kiedy to za Atlantykiem tworzone są odpowiednie fundusze dla debiutantów chcących przyczynić się do walki o bardziej ekologiczne jutro. Czołowi reprezentanci ruchu? Przede wszystkim Bill Gates z Breakthrough Energy Ventures (BEV).

Lekcja I: Prostota i znane twarze. Jak twórca Microsoftu wspiera ekologiczne start-upy?

Historia funduszu Breakthrough Energy Ventures z pewnością nie nada się na scenariusz hollywoodzkiego blockbustera i to pierwsza lekcja, którą powinniśmy przyjąć do serca, obserwując poczynania Billa Gatesa na scenie startupowej — prostota. BEV powstał na przełomie 2015 i 2016 roku w celu wsparcia idei zrównoważonego rozwoju oraz technologii ograniczających emisję gazów cieplarnianych. Sam twórca ogłosił powstanie funduszu na listopadowej edycji United Nations Climate Change Conference w 2015. Pierwotnie w skład grupy wchodziło 28 inwestorów, którzy rok później zgromadzili kapitał rzędu 170 mld dolarów.

Gates, będąc marką samą w sobie, firmował ideę wsparcia proekologicznych start-upów ramię w ramię z innymi, równie rozpoznawalnymi nazwiskami światowego biznesu. Wśród najbardziej znanych wspólników wymienia się nazwiska m.in. Jeffa Bezosa (Amazon), Richarda Bransona (Virgin Group), Jacka Ma (Alibaba Group), czy Marka Zuckerberga (Facebook). Czy czołowi gracze wystarczą w promowaniu debiutantów? Najczęściej — tak. To także lekcja dla polskiego rynku start-upowego. Pomimo kilku naprawdę wyróżniających się nazwisk, cierpimy na deficyt prawdziwie przygotowanych specjalistów, zapewniających młodym spółkom self-PR.

Lekcja II: Nie porównuj i ucz się na błędach. Czy BEV wypłynął na kryzysie?

Breakthrough Energy Ventures powstał niejako na fali powrotu funduszy na rzecz rozwoju ekologicznych start-upów. Pierwszy okres intensywnego wsparcia m.in. OZE był dla wielu inwestorów szansą na odbicie. Czy skuteczną? Nie. W latach 2006-2011 przedsiębiorcy stracili 50 proc. z szacowanego na 25 mld dolarów rynku. Główny winowajca? Kryzys z roku 2008. Co więcej, spore oczekiwania inwestorów napędzane były bańką internetową — oczekiwano podobnych zwrotów, jak w przypadku start-upów działających w sieci. W tamtym okresie (dzisiaj z resztą też) projekty związane ze zrównoważonym rozwojem były przedsięwzięciem długoterminowym. Dekadę temu uważano, że start-up to start-up — niezależnie od branży przyniesie duży procent.

Polscy inwestorzy powinni przyjąć strategię Gatesa właśnie z okresu przejściowego, czyli obicia w roku 2016. Wcześniej Amerykanie skupiali się na start-upach, które zajmowały się wyłącznie źródłami odnawialnymi, biopaliwem i elektromobilnością. O ile teraz wszystkie trzy obszary są w czołówce maratonu o status unicorna, wtedy odczuwalną pieczę nad tymi przedsięwzięciami trzymało państwo. BEV starannie wyciągnął wnioski z wpadek pionierów. Fundusz nie wymaga zwrotu w ciągu 5 lat od momentu zainwestowania, a start-upy mają 20 lat na realizację działań strategicznych.

Lekcja III: Daj szansę zmianom i współpracuj z ekspertami. Jak Gates łączy elastyczność z wymogami?

Gates wydaje się stawiać na dużą elastyczność start-upów, które, chociażby w przypadku niepowodzeń podczas realizacji programu pilotażowego, mogą bez większego problemu zmodyfikować, a nawet całkowicie zmienić bazową technologię. Ponadto, BEV daje pole do popisu specjalistom nie tylko z branży OZE. W programie odnajdą się również młode spółki specjalizujące się w zagadnieniach rolniczych, budownictwie, zrównoważonej produkcji oraz transporcie. Szeroka interdyscyplinarność, a także elastyczność ze strony inwestorów powinna zawitać również nad Wisłą. Co warto zapamiętać, pomimo dużej samodzielności start-upów, w przypadku BEV nie ma jednak miejsca na bujanie w obłokach.

 

Jednym z czołowych warunków Gatesa jest wymierne działanie start-upów na rzecz planety. Spółki mają obowiązek raportowania, w jakim stopniu przyczyniają się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Minimum? Co najmniej 500 mld ton metrycznych CO₂, co odpowiada 1 proc. emitowanych zanieczyszczeń w skali globalnej. Ponadto, Gates postawił pewien bardzo wymowny warunek również w kontekście struktur samego funduszu. W zespole Breakthrough Energy Ventures oprócz inwestorów z pokaźnym portfelem muszą zasiadać również naukowcy, inżynierowie, przedsiębiorcy, urzędnicy oraz bankierzy.

Zarówno krajowe start-upy, jak i inwestorzy powinni wziąć przykład ze strategii BEV, ponieważ skala działań funduszu Billa Gatesa wydaje się nie zwalniać pomimo globalnej pandemii. Druga runda wsparcia młodych spółek przewiduje niebagatelną kwotę rzędu 1 mld dolarów. Wśród grona szczęściarzy jest miejsce na dokładnie 45 spółek. Również nad Wisłą jest miejsce na skuteczne wsparcie proekologicznych start-upów.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Platige Image zaprezentowało efekty prac nad Virtual Set

Branża filmowa i reklamowa od zawsze poszukują coraz nowszych, kreatywnych sposobów na tworzenie spektakularnych wizualnie treści. Wirtualna scenografia, której zastosowania były prezentowane na zakończonych warsztatach organizowanych przez Platige Image, jest kolejnym krokiem w technologicznym i artystycznym rozwoju sektora rozrywkowego.

Virtual Set to nic innego jak połączenie narzędzi od lat z powodzeniem wykorzystywanych w produkcji telewizyjnej i game’ingu i przeniesienie ich na plan zdjęciowy. Zestawienie ekranu LED, kamery z systemem oczujnikowania i engine’ów (komputerów) graficznych pozwala na płynne odtwarzanie grafik i animacji, z zachowaniem zgodności perspektyw i wrażenia głębi. Efektem jest uzyskanie fotorealistycznych teł i przestrzeni, w których możemy osadzić akcję danej sceny.

– Rozwój i wdrożenie Virtual Set w Platige jest naturalną konsekwencją działań R&D, wynikających z naszego wieloletniego doświadczenia związanego z grafiką komputerową i efektami specjalnymi z jednej strony a produkcją telewizyjną z drugiej. Prace nad technologią rozpoczęliśmy rok temu i w tym momencie jesteśmy gotowi żeby oddać nasz rozwiązanie w ręce twórców – wyjaśnia Marek Jankowski, Co-Head of Platige Broadcast w Platige Image.

Wirtualna produkcja już od kilku lat jest rozwijana w studiach na całym świecie, jej zalety są więc powszechnie znane. Jest doskonałą alternatywą dla dalekich i kosztownych wyjazdów, czy budowy skomplikowanych scenografii. Pozwala na uniezależnienie się od warunków pogodowych, długości dnia czy pory roku. Świetnie sprawdza się też w przypadku osadzania akcji w przestrzeniach abstrakcyjnych lub trudno dostępnych w przypadku tradycyjnych zdjęć, dając twórcom dodatkową swobodę artystyczną.

– Zdjęcia na szczycie ośnieżonej góry, dachu wysokiego wieżowca, czy pośród chmur? Żaden problem! – mówi Agnieszka Stachowicz, Co-Head of Platige Broadcast w Platige Image – Co więcej, wszystkie te plany możemy zrealizować tą samą ekipą, tego samego dnia. Przeniesienie się z jednej lokacji w drugą to kwestia przełączenia sceny i wymiany fizycznej scenografii – dodaje.

Unikalną zaletą rozwiązania wypracowanego przez zespół z Platige jest elastyczność. System nie jest rozstawiony na stałe, dzięki czemu wszystkie parametry, takie jak wielkość, kształt i gęstość ekranu, ilość engine’ów, rodzaj kamery i obiektyw, są do indywidualnego ustalenia.
– W przypadku tej technologii nie ma jednej, właściwej specyfikacji technicznej. Wszystko zależy od potrzeb danego projektu. Najlepszym rozwiązaniem jest ścisła współpraca reżysera, pionu scenograficznego oraz Platige od strony technologicznej i graficznej. W przypadku rzeczywistych miejsc, do których chcemy się wirtualnie przenieść, istotna jest jak najlepsza dokumentacja zdjęciowa lub skan 3D przestrzeni, którą chcemy odtworzyć – komentuje Piotr Kierzkowski, Lead Designer. Jednak technologia to jedno, to co nas wyróżnia to wiedza, którą zdobyliśmy przez setki godzin spędzonych na rozwijaniu i dopracowywaniu naszego rozwiązania, a także ponad 20 lat doświadczenia w produkcji i postprodukcji filmowej.

Technologia, którą wypracował Platige równie dobrze współpracuje z greenscrenem i ekranem LED, choć użycie tego drugiego ma unikalne korzyści – wszyscy uczestnicy zdjęć, zarówno ci pracujący za i przed kamerą widzą i czują, w jakiej przestrzeni pracują. To duża wartość dodana pod względem komfortu procesu twórczego. Ponadto kamera rejestruje prawdziwe odbicia treści wyświetlanych na ekranie LED na obiektach zdjęciowych, nie ma więc potrzeby dodawania tego efektu w postprodukcji.

– Niezależnie od tego, czy wykorzystujemy greenscreen, czy ekran LED, tło jest cyfrowe, przy czym w realizacji greenscreenowej zostaje włożone w materiał zdjęciowy i wymaga to trackingu kamery, który polega na odtworzeniu jej ruchu dzięki zamontowanym na planie trackerom. W przypadku scenografii wirtualnej tracking odbywa się w czasie rzeczywistym, na planie i informacja o nim jest zapisywana w sposób zautomatyzowany. Na pewno są projekty, w których greenscreen będzie równie dobrym rozwiązaniem, naszym celem nie jest jego wyeliminowanie – wyjaśnia Michał Lewicki, Senior Technical Designer.

Platige oferuje również możliwość pracy z dodatkową warstwą graficzną dodawaną „on top” na sygnał z kamery, czyli tzw. Augumented Reality. Grafika AR, podobnie jak ta, wyświetlana na ekranie, jest w pełni zsynchronizowana z kamerą. Z powodzeniem może więc funkcjonować jako set extension, czyli wirtualne uzupełnienie fizycznej scenografii.

Wszystkie możliwości systemu zaprezentowali w trakcie zakończonych niedawno warsztatów specjaliści z Platige Broadcast. Wydarzenie powstało we współpracy z Ludwig Kameraverleih, Non Stop Film Service, PRO4MEDIA, Vizrt oraz STUDIOTECH Poland.

Sławomir Majchrowski dołączył do zarządu Grupy Selena

Decyzją Rady Nadzorczej do zarządu Selena FM S.A. został powołany Sławomir Majchrowski, który objął stanowisko Wiceprezesa ds. Handlowych (CCO).

Sławomir Majchrowski z Grupą Selena jest związany od początku 2020 roku. Do tej pory pełnił funkcję Dyrektora Dywizji Interior & Decoration. Był odpowiedzialny za kształtowanie strategii i realizację celów biznesowych dywizji w Polsce i na wszystkich rynkach zagranicznych, na których ze swoimi produktami obecna jest Selena.

– Kierowanie Dywizją Interior & Decoration pozwoliło mi poznać rynki, na których operuje Selena. Po roku pracy mogę bez cienia przesady powiedzieć, że Selena jest świetnie rozwijającą się spółką o globalnej skali działania z silną marką własną Tytan Professional, która niezmiennie wdraża nowe technologie w świecie nieustannych zmian. To wymaga również ciągłej pracy nad doskonaleniem procesów sprzedaży – powiedział Sławomir Majchrowski, Wiceprezes Zarządu ds. Handlowych Selena FM S.A.

Na nowym stanowisku Sławomir Majchrowski będzie odpowiedzialny za kształtowanie strategii sprzedaży na ponad 100 rynkach, na których obecna jest Grupa Selena. Jednym z priorytetów będzie rozbudowa sieci dystrybucji oraz pozyskanie nowych klientów.
– Selena bardzo dobrze odrobiła lekcję z pracy w nowych, pandemicznych warunkach, to procentuje. Mamy pakiet narzędzi, które wykorzystujemy, żeby pomóc naszym klientom i dystrybutorom na całym świecie. Zarządzanie firmą w czasach tak dużej zmienności otoczenia to wyzwanie i odpowiedzialność. Współpraca całego międzynarodowego zespołu Grupy Selena oparta na dzieleniu się wiedzą o oczekiwaniach naszych użytkowników, wyzwaniach rynku, trendach to moim zdaniem najlepszy sposób na wspólne kreowanie przyszłości. Coraz większego znaczenia nabiera w naszej branży szybkość wykonywania prac budowlanych, bezpieczeństwo i zdrowie, zmiany klimatyczne, w tym energooszczędność. Nasze rozwiązania produktowe np. w ramach oferty Fast & Pro, standard Tytan WINS świetnie odpowiadają na te wyzwania. W tej chwili priorytetowe są dla nas Europa Wschodnia, Polska i Hiszpania, gdzie mamy rozbudowane siatki partnerów, ale coraz intensywniej pracujemy nad ekspansją w Europie Zachodniej oraz obu Amerykach– dodał Majchrowski.

Nowy Wiceprezes Selena FM S.A. jest absolwentem Wydziału Chemicznego Politechniki Wrocławskiej oraz Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu Ukończył także programy menedżerskie w INSEAD oraz ICAN Institute. W przeszłości był związany z firmą PPG Deco Polska – globalnym producentem farb i powłok, gdzie pełnił do 2019 roku funkcję Prezesa Zarządu oraz Regionalnego Dyrektora Marketingu na Europę Centralną.
– W wolnym czasie poświęcam się swoim pasjom, czyli motoryzacji i muzyce. Co prawda pandemia pozbawiła nas koncertów, jednak rekompensują to nagrania koncertów. Polecam fenomenalne wydanie ostatniej trasy koncertowej Rogera Watersa z Pink Floyd, niezapomniane przeżycie, zwłaszcza że w jednym z koncertów tej trasy uczestniczyłem na żywo w Krakowie – dodał Sławomir Majchrowski.

We wcześniejszych latach dla firm SigmaKalon oraz Polifarb Cieszyn Wrocław S.A. gdzie piastował stanowiska Regionalnego Kierownika Sprzedaży, Kierownika Marketingu, Dyrektora Marketingu i Członka Zarządu. Był jedną z kluczowych osób pracujących przy powstaniu marki Dekoral.

Obecnie zarząd spółki na czele, którego stoi Prezes Krzysztof Domarecki liczy pięć osób. Oprócz powołanego na stanowisko wiceprezesa zarządu ds. handlowych Sławomira Majchrowskiego w jego skład wchodzą Christian Dölle, wiceprezes zarządu ds. marketingu, Jacek Michalak, członek zarządu ds. finansowych oraz Marek Tomanek, członek zarządu ds. operacyjnych.

Rzecznik MŚP upomina się o firmy powstałe w 2020 roku

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina wnioskuje o umożliwienie nowo powstałym firmom porównania spadku przychodów w stosunku do średniomiesięcznego przychodu uzyskanego w 2020 roku. Zdaniem Rzecznika MŚP, pozwoli to włączyć do okresu porównawczego także okres ponownego otwarcia, który trwał od późnej wiosny do wczesnej jesieni oraz pierwszych miesięcy 2020 r. W opinii Adama Abramowicza taka zmiana umożliwi realne włączenie firm z określonych przez rząd PKD, a działających mniej niż rok do rekompensat z Tarczy 6.0.

Jednym z mankamentów Tarczy Branżowej był brak wsparcia dla firm powstałych pod koniec 2019 roku oraz w roku 2020. Przedsiębiorca musiał bowiem wykazać spadek przychodów w porównaniu do poprzedniego roku kiedy jeszcze go na rynku nie było. Rozporządzenie do ustawy, która przedłuża mechanizmy ujęte w tarczy na kolejne miesiące, wprowadza dodatkowo alternatywy sposób wykazywania spadku ale nie załatwia to w pełni tego problemu. Przepisy rozporządzenia są bowiem tak skonstruowane, że przedsiębiorcy poszkodowanych branż mają porównywać ze sobą miesiące w których obowiązywał lockdown.

– Wykazanie spadku przychodów między miesiącami, w których obowiązywały ograniczenia działalności gospodarczej nie jest uzasadnione, bo jak ma porównać przychód stycznia do grudnia zamknięta firma która ma zero przychodu w obu miesiącach – ocenia Adam Abramowicz, Rzecznik MŚP.

Rzecznik MŚP w piśmie do wicepremiera Jarosława Gowina zwraca się o nowelizację rozporządzenia, wskazując rekomendowane rozwiązanie problemu. Zdaniem Adama Abramowicza należałoby umożliwić porównania spadku przychodów w stosunku do średniomiesięcznego przychodu uzyskanego w roku 2020. Taka zmiana pozwoli na realne włączenie firm z określonych przez rząd PKD a działających mniej niż rok do rekompensat z Tarczy 6.0.

Prawo do odliczenia VAT od wydatków inwestycyjnych w przypadku zaniechania inwestycji

Co ma począć firma, która poniosła wydatki na zakup towarów i usług celem realizacji inwestycji, jeśli okaże się, że inwestycja zostanie wstrzymana lub – co gorsza – całkowicie zaniechana? Czy może wówczas odliczyć chociaż VAT, jaki uiściła na fakturach zakupowych? Fiskus mówi nie, bo wydatki nie zostały zrealizowane do celów opodatkowanych w prowadzonej działalności. Ale 12 listopada 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok, który może okazać się przełomowy dla przedsiębiorców, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

Przepis art. 86 ust. 1 polskiej ustawy o VAT stanowi, że prawo do obniżenia kwoty podatku od towarów i usług należnego o kwotę podatku naliczonego przysługuje podatnikom prowadzącym działalność gospodarczą w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych VAT.

Rozpoczęcie inwestycji, a następnie jej likwidacja wskutek kryzysu

Jedna z firm, rumuńska spółka ITH Comercial Timişoara SRL, podjęła przed laty (w 2006 r.) w Rumunii dużą inwestycję w celu realizacji projektu budowlanego obejmującego budowę biurowca i centrum handlowego, które miała następnie oddać w najem. Nabyła grunty i rozpoczęła starania o pozwolenia na rozbiórkę istniejących budynków, a także pozwolenia na budowę nowych, docelowych. W celu pozyskania tych pozwoleń zawarła m.in. umowy o doradztwo. W 2008 r. przyszedł jednak kryzys gospodarczy i inwestycje zostały najpierw zawieszone, a potem poddane likwidacji i ujęte jako wydatki za rok podatkowy 2015.

Trzy kontrole podatkowe, dwa całkowicie odmienne ustalenia

W ramach dwóch kontroli podatkowych przeprowadzonych w latach 2009 i 2013, obejmujących okres od marca 2006 r. do czerwca 2012 r., rumuńskie organy podatkowe stwierdziły, że VAT został należycie odliczony i pobrany za ten okres, oraz że sytuacja gospodarcza i finansowa nie pozwoliła na kontynuację planowanego przez firmę projektu inwestycyjnego.

Ale już w ramach kontroli podatkowej, która miała miejsce w 2016 r. i obejmowała okres od lipca 2012 r. do czerwca 2016 r., organy uznały, że firma nie dokonała prawidłowego odliczenia i pobrania VAT związanego z dwoma projektami, i zobowiązała spółkę do zapłaty dodatkowej kwoty z tytułu rozliczeń w podatku VAT.

Przedsiębiorca był sam sobie winien

Organy podatkowe stwierdziły w szczególności, że prawo do odliczenia VAT nie powinno przedsiębiorcy przysługiwać, bo wiedział on od chwili rozpoczęcia pierwszego projektu o występowaniu okoliczności mogących przeszkodzić w jego realizacji i wpłynąć na nieukończenie projektów, a mimo to podjął związane z tym ryzyko.

Wątpliwości rumuńskiego sądu i pytanie prejudycjalne

Spółka wystąpiła przeciwko organom obu instancji do rumuńskiego sądu, który wniósł do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytanie prejudycjalne, czy przepisy unijnej dyrektywy VAT, w szczególności art. 167 i 168, a także zasady: pewności prawa i ochrony uzasadnionych oczekiwań, niedyskryminacji i neutralności podatkowej dopuszczają możliwość odmówienia podatnikowi prawa do odliczenia VAT związanego z niektórymi kosztami inwestycji, poniesionymi z zamiarem ich przeznaczenia na dokonanie transakcji podlegającej opodatkowaniu, w przypadku, gdy planowana inwestycja zostanie następnie zaniechana?

Nie można odebrać przedsiębiorcy statusu podatnika VAT z mocą wsteczną

TSUE, przytaczając regulację art. 167 wspólnotowej dyrektywy VAT, przypomniał, że prawo do odliczenia podatku od towarów i usług powstaje w momencie, gdy podlegający odliczeniu podatek staje się wymagalny. Zatem o istnieniu prawa do odliczenia decyduje jedynie to, czy w danym dniu dana osoba posiada przymiot podatnika tego podatku oraz czy działa w takim charakterze. Zatem od chwili, gdy organ skarbowy zaakceptował, że przedsiębiorcy zostanie przyznany status podatnika VAT, zasadą jest, że status ten nie może mu zostać później odebrany z mocą wsteczną wskutek wystąpienia lub niewystąpienia jakichś zdarzeń. Wyjątkiem od tej reguły jest tylko okoliczność nadużycia lub oszustwa.

Wystarczający jest rzeczywisty zamiar wykorzystania nabytych towarów lub usług na potrzeby firmy

Nabycie towaru lub usługi przez podatnika VAT uruchamia stosowanie systemu VAT, a w konsekwencji również stosowanie mechanizmu odliczenia tego podatku. Faktyczne lub zamierzone wykorzystanie towarów i usług wyznacza jedynie zakres wstępnego odliczenia VAT, do którego podatnik jest uprawniony na mocy art. 168 dyrektywy VAT, oraz zakres ewentualnych korekt w późniejszych okresach. Zatem w celu zachowania prawa do odliczenia wystarczające jest, by przedsiębiorca miał rzeczywisty zamiar wykorzystania nabytych towarów lub usług na potrzeby swojej działalności. Organ podatkowy może pozbawić przedsiębiorcę tego prawa jedynie wówczas, gdy wykaże, że w ramach oszustwa lub nadużycia złożone przez niego oświadczenie o tym zamiarze jest fałszywe.

TSUE, konkludując, że z pytania prejudycjalnego przesłanego przez rumuński sąd nie wynika, aby spółka dopuściła się oszustwa lub nadużyć, orzekł na korzyść przedsiębiorcy, stwierdzając, iż:

„…prawo do odliczenia podatku od wartości dodanej (VAT) naliczonego od towarów, w tym przypadku od nieruchomości, i usług nabytych w celu dokonania transakcji podlegających opodatkowaniu zostaje zachowane w sytuacji, gdy początkowo przewidziane projekty inwestycyjne zostały zaniechane z uwagi na okoliczności niezależne od woli podatnika, i nie należy dokonywać korekty tego VAT, jeżeli podatnik nadal ma zamiar wykorzystywać rzeczone towary do celów podlegającej opodatkowaniu działalności” (wyrok TSUE (ósma izba) z dnia 12 listopada 2020 r. w sprawie C‑734/19 ITH Comercial Timişoara SRL przeciwko Agenţia Naţională de Administrare Fiscală – Direcţia Generală Regională a Finanţelor Publice Bucureşti, i Agenţia Naţională de Administrare Fiscală – Direcţia Generală Regională a Finanţelor Publice Bucureşti – Administraţia Sector 1 a Finanţelor Publice).

Podsumowanie

To bardzo ważny, korzystny dla przedsiębiorców wyrok, stanowiący silny oręż w walce z organami podatkowymi, które negują możliwość odliczenia VAT w i tak już trudnej dla firmy sytuacji upadku planowanej inwestycji, na rzecz której przedsiębiorcy ci zdążyli już ponieść wydatki, niejednokrotnie znaczne, jak w opisanej powyżej sprawie na zakup nieruchomości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pół miliona samochodów elektrycznych za pięć lat

W 2025 r. po polskich drogach może jeździć ponad 500 tys. osobowych i dostawczych samochodów z napędem elektrycznym (BEV i PHEV). PSPA zaprezentowało najnowsze wydanie raportu „Polish EV Outlook” – najważniejszej publikacji poświęconej elektromobilności w Polsce. Opracowanie na ponad 200 stronach przedstawia aktualny stan oraz prognozy rozwoju polskiego rynku zero- i niskoemisyjnego transportu.

„Polish EV Outlook 2020” zawiera niedostępny w żadnym innym źródle zbiór wiedzy na temat polskiej elektromobilności w wymiarze zarówno ogólnokrajowym jak i lokalnym, w miastach i powiatach. Według danych IBRM Samar, będącego partnerem merytorycznym raportu, pod koniec 2020 r. park samochodów z napędem elektrycznym w Polsce liczył 20 181 szt. osobowych i dostawczych BEV oraz PHEV. Liczba pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 9 751 szt. (48,3 proc. parku), zaś hybryd typu plug-in – 10 430 szt. (51,7 proc. parku). Od stycznia do grudnia 2020 w Polsce zarejestrowano 8 323 używane i 1 673 nowe EV.

Z „Polish EV Outlook 2020” wynika, że najwięcej samochodów z napędem elektrycznym – ponad 25 proc. całego parku – zarejestrowano w Warszawie. Stolica odpowiada za około 20 proc. sprzedaży BEV i PHEV w Polsce. 28 proc. polskiego parku EV zarejestrowano w miastach liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców – Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy i Lublinie.

W mniejszych ośrodkach miejskich, o liczbie mieszkańców od 150 tys. do 300 tys., zarejestrowano 11,3 proc. łącznej liczby samochodów z napędem elektrycznym w Polsce. Z kolei w miastach, których liczba mieszkańców wynosi od 50 do 150 tys. osób, jeździ 10,7 proc. wszystkich EV. Elektromobilność koncentruje się więc jak na razie przede wszystkim w największych metropoliach, jednak w ostatnich miesiącach udział stolicy wyraźnie się obniżył (z 31,7% na koniec 2019 r.). Najwięcej samochodów z napędem elektrycznym na 1 tys. mieszkańców jest w dalszym ciągu zarejestrowana właśnie w Warszawie. Kolejne miejsca zajmują Poznań, Kraków, Wrocław oraz Katowice – mówi Jan Wiśniewski z Centrum Badań i Analiz PSPA. Podział parku EV w Polsce jest jeszcze stosunkowo nierówny – w 10 polskich powiatach nie zarejestrowano jeszcze ani jednego samochodu z napędem elektrycznym.

„Polish EV Outlook 2020” zawiera również zbiór szczegółowych danych na temat oferty BEV i PHEV dostępnych na polskim rynku. Na podstawie raportu, polscy klienci mogą wybierać spośród 53 modeli samochodów całkowicie elektrycznych oraz 67 hybryd typu plug-in (www.elektromobilni.pl/baza-pojazdow). Podane liczby stają się jeszcze wyższe przy uwzględnieniu wszystkich wariantów akumulatorowych oraz napędowych. Pojazdy z napędem elektrycznym są już dostępne w praktycznie każdym segmencie rynku: od pojazdów miejskich i kompaktowych po samochody sportowe i dostawcze. Z raportu PSPA wynika, że najpopularniejszymi markami BEV pod względem liczby rejestracji są Nissan, BMW oraz Tesla. Z kolei w segmencie PHEV na podium uplasowały się BMW, Volvo, a także Mitsubishi.

Wśród najchętniej kupowanych przez Polaków modeli BEV w 2020 r. znalazły się Škoda CITIGOe IV, Nissan LEAF oraz Renault ZOE. To stosunkowo przystępne cenowo pojazdy, które – co ważne – kwalifikowały się do dotacji w ramach uruchomionego przez NFOŚiGW programu „Zielony Samochód”. Jednak z uwagi na niedostateczne przystosowanie do realiów rynkowych pilotażowy system dofinansowania wywarł stosunkowo nieznaczny wpływ na rozwój rynku. Jako branża liczymy, że w roku bieżącym warunki wsparcia ulegną zmianie. Spodziewamy się podwyższenia poziomu dotacji i maksymalnego limitu kosztów kwalifikowanych, uproszczenia procedur oraz – przede wszystkim – wdrożenia programu dofinansowania nabycia EV dedykowanego przedsiębiorcom” – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Na podstawie „Polish EV Outlook 2020”, w ciągu ostatniej dekady roczna sprzedaż dostawczych oraz osobowych samochodów z napędem elektrycznym w Polsce wzrosła niemal pięćset razy. PSPA prognozuje kolejne rekordy rejestracji BEV i PEHV w najbliższych latach. Na potrzeby „Polish EV Outlook 2020” opracowano różne scenariusze rozwoju sektora e-mobility, w wariantach zakładających wdrożenie zachęt finansowych lub podatkowych, jak również brak wsparcia ze strony państwa. Prognozy uwzględniają ponadto dziesiątki różnych czynników, takich jak wiodące trendy w sektorze motoryzacji, unijne, krajowe i lokalne regulacje prawne, rozwój technologii i postępujące zmiany w nawykach konsumentów, specyfikę rynku polskiego, analizę rynków wysokorozwiniętych, jak również skutki pandemii COVID-19. Z raportu PSPA wynika, że, niezależnie od danego scenariusza, sprzedaż samochodów elektrycznych w ciągu obecnej dekady z roku na rok będzie wzrastać, co gwarantuje polityka Unii Europejskiej jak i stymulowane przez nią inwestycje koncernów motoryzacyjnych. Jednak tempo tego wzrostu zależy w znacznej mierze od czynników krajowych: stworzenia przyjaznego otoczenia legislacyjnego jak i wdrożenia efektywnego systemu wsparcia finansowego.

– W scenariuszu realistycznym, zakładającym wprowadzenie subsydiów w postaci dotacji z NFOŚiGW w podwyższonej wysokości względem uruchomionych w 2020 r. programów pilotażowych, polski park samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w roku 2025 może liczyć ok. 317 tys. szt. Bez takiego wsparcia będzie niemal dwukrotnie mniejszy. Dzięki zoptymalizowaniu zachęt natury finansowej, w 2030 r. skumulowana liczba rejestracji BEV może przekroczyć 955 tys. szt. – mówi Maciej Mazur. – Łącznie z hybrydami typu plug-in (PHEV), których park w Polsce prognozujemy w 2025 r. na ponad 204 tys. szt., a w 2030 r. na 653 tys., za 10 lat po polskich drogach może jeździć nawet 1,6 mln samochodów z napędem elektrycznym – podsumowuje Maciej Mazur.

Co najmniej milion starszych osób mieszka samotnie w budynkach wymagających termomodernizacji

Europa starzeje się w bardzo szybkim tempie. Mediana wieku w Unii Europejskiej wzrosła z 41 w 2009 roku do 43,7 w 2019 roku. To wzrost o 2,7 roku w ciągu zaledwie 10 lat.[1] Proces ten spowodowany jest przede wszystkim wzrostem średniej długości życia oraz niższym niż w przeszłości wskaźnikiem urodzeń. Problem starzenia się społeczeństwa zaczyna także dotyczyć naszego kraju. Już teraz w Polsce aż dwa miliony starszych osób żyją samotnie. Jednocześnie budownictwo senioralne jest na bardzo wczesnym etapie rozwoju, a znaczna część mieszkań oraz domów wybudowana została w połowie dwudziestego wieku i nie jest dostosowana do potrzeb osób starszych. Do poprawienia takiego stanu rzeczy potrzebujemy technologii taniego i szybkiego budownictwa na masową skalę. Impuls do zmian nadaje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, obecnie w wieku poprodukcyjnym w Polsce jest prawie 7,5 mln obywateli, 2 miliony osób w wieku 60+ żyje samotnie, a co najmniej 1 milion z tych osób mieszka w budynkach wymagających termomodernizacji. Są one za duże w stosunku do ich potrzeb i nieprzystosowane do dysfunkcji wieku senioralnego, co generuje wysokie koszty opieki. Przewiduje się, że do 2050 roku, w naszym kraju aż 1/3 społeczeństwa będą stanowiły osoby w wieku 65 lat i więcej, a średnia długość życia nadal będzie się wydłużać. Według prognoz GUS z 2014 roku, średnia długość życia kobiet w 2025 roku wyniesie prawie 84 lata, zaś mężczyzn prawie 77 lat. Do 2050 roku średni wiek kobiet ma sięgnąć prawie 88 lat, a mężczyzn 82 lat.

Budownictwo senioralne w Polsce

Nasze społeczeństwo się starzeje, a budownictwo senioralne w naszym kraju dopiero raczkuje. Znaczna część mieszkań w Polsce powstała przed 1970 rokiem, a ich funkcjonalność pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony w 2020 roku w kraju funkcjonowało kilkaset placówek opieki nad seniorami: domy pomocy społecznej, zakłady opiekuńczo-lecznicze, hospicja i placówki paliatywne. Z analiz przeprowadzonych przez firmy konsultingowe wynika, iż tylko 5% osób starszych mieszka w stosunkowo nowych budynkach stawianych po 1989 roku[2]. Badania te pokazują również, że prawie pół miliona osób w wieku 65+ jest gotowych na zamianę miejsca zamieszkania. Co w takim razie ze słynnym przysłowiem, iż „Starych drzew się nie przesadza”? Zdaniem ekspertów, czynnikami wywołującymi depresję i zły stan zdrowia osób starszych są izolacja i samotność. W ich ocenie, najlepsze wsparcie dla seniorów to takie, które sprawi, że mimo zaawansowanego wieku i gorszego stanu zdrowia, będą oni żyli jak dawniej. Dlatego budowanie nowych obiektów wielorodzinnych, przedłużających dzięki swojej infrastrukturze samodzielne życie seniorów, jest racjonalne ekonomicznie i konieczne społecznie.

Jak świat radzi sobie ze starzeniem się społeczeństwa?

Starzenie się społeczeństwa nie jest jedynie naszym problemem, boryka się z nim wiele państw Unii Europejskiej, w tym m.in. Dania. Duńczycy od 1987 roku stawiają na tworzenie wspólnot mieszkaniowych dla osób starszych – przez ostatnie 34 lata powstało ich aż 250. Tak zwany „cohousing”, czyli „współmieszkanie”, jest popularny nie tylko w Danii, ale również w Szwecji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz Stanach Zjednoczonych. W USA już w 2014 roku takich osiedli dla seniorów działało 120, a w planach było kolejnych 100. Miejsca tego typu oferują starszym osobom tworzenie wspólnoty oraz pozwalają na angażowanie się w kreowanie nowego miejsca do życia.

Nie tylko seniorzy

Duży deficyt mieszkań występuje również wśród młodych rodzin, stąd potrzeba rozwinięcia budownictwa społecznego o odpowiednio wysokim standardzie, zgodnie m.in. z założeniami rządowych programów Mieszkanie Plus oraz Mieszkanie dla Młodych. Na podstawie wyliczeń m.in. BGK Nieruchomości, w Polsce w ciągu najbliższych lat należy zwiększyć podaż mieszkań o około 60–70 tys. rocznie ponad to, co oferuje dziś rynek. Ze względów demograficznych znaczna część tych mieszkań mogłaby być przeznaczona dla młodych rodzin, np. w modelu 2+2 lub 2+3.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju wychodzi naprzeciw oczekiwaniom

Problemom mieszkaniowym seniorów oraz młodych rodzin chce zaradzić Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które rozpoczęło przedsięwzięcie pn. „Budownictwo efektywne energetycznie i procesowo”. Dzięki niemu w ciągu najbliższych 3 lat mają zostać opracowane innowacyjne technologie projektowania oraz budowania tanich w utrzymaniu, modułowych lub prefabrykowanych budynków jedno- i wielorodzinnych. Planuje się, że domy te będą generować optymalnie zerowy lub pozytywny roczny bilans zużycia energii. Sama budowa obiektu będzie nieco droższa ze względu na koszty systemów dostarczających wodę i energię, które zostaną jednak w znacznym stopniu zredukowane. Będzie to możliwe dzięki technologiom prefabrykowanym i modułowym i  które umożliwiają szybsze budowanie oraz dokładniejsze wykończenie elementów budynku, a także łatwą replikację podobnych budynków w innych miejscach. Użytkowanie budynku będzie natomiast niemal bezkosztowe, ze względu na jego samowystarczalność energetyczną i minimalizację poboru wody z sieci (m.in. dzięki wykorzystaniu wody szarej i deszczowej). Stanowi to klucz do rozwoju w kierunku neutralności klimatycznej i ograniczenia wykorzystywania zasobów, w tym coraz bardziej deficytowej wody. W efekcie – licząc koszt budowy i utrzymania budynku – w perspektywie wieloletniej nowe technologie będą znacznie tańsze od obecnie stosowanych.

W ramach przedsięwzięcia „Budownictwo efektywne energetycznie i procesowo” zostaną dostarczone i przetestowane z udziałem użytkowników 4 budynki demonstracyjne, ukazujące uniwersalność opracowanych technologii. Będą to: wielorodzinny budynek senioralny (z częściami wspólnymi, takimi jak  pralnia i pokój lekarski oraz innymi udogodnieniami dla seniorów, w tym osób niepełnosprawnych); wielorodzinny budynek społeczny (zgodny z założeniami programu Mieszkanie Plus) oraz dwa różne budynki jednorodzinne. Dzięki zastosowaniu materiałów budowlanych o niskim śladzie węglowym (częściowo pochodzących z recyklingu) budynki te będą przyczyniać się do osiągnięcia celów neutralności klimatycznej i gospodarki cyrkularnej, a dzięki wytwarzaniu energii z OZE – nie będą lokalnie generować szkodliwego smogu ani dwutlenku węgla.

Spoglądając w przyszłość

Opracowywana technologia ma przyczynić się do transformacji systemu energetycznego naszego kraju, która wymagana jest przez Unię Europejską w założeniach strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Jest to plan mający na celu przekształcenie Unii w nowoczesną i konkurencyjną gospodarkę, która w 2050 r. osiągnąć ma zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych. Przedsięwzięcie „Budownictwo efektywne energetycznie i procesowo” jest jednym z kilku projektów prowadzonych przez NCBR, które mają na celu zmianę reguł gry polskiej gospodarki. W ramach tej transformacji, opracowane mają być również m.in.: nowoczesne oczyszczalnie ścieków, innowacyjne biogazownie, przydomowa elektrownia wiatrowa, technologia magazynowania energii elektrycznej, magazynowanie energii ciepła i chłodu, technologie wentylacji dla szkół i domów, technologia domowej retencji oraz elektrociepłownia przyszłości, czyli system ciepłowniczy z OZE. Projekty, nad którymi pracuje już NCBR, to szansa na czystsze środowisko, zdrowsze społeczeństwo i nowoczesną, konkurencyjną gospodarkę.

Projekt „Budownictwo efektywne energetycznie i procesowo” realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

Projekt realizowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

[1] Eurostat Statistics Explained, Struktura ludności i starzenie się społeczeństwa, Sierpień 2020 r.

[2] Dr Władysław Brzeski, Kazimierz Kirejczyk, Dr Edward Kozłowski, Perspektywy rozwoju budownictwa senioralnego w Polsce, Reas, Październik 2014 r.

Stopa bezrobocia nie pokazuje prawdziwej aktywności zawodowej

Podawane przez Eurostat dane na temat bezrobocia stawiają nas w bardzo dobrym świetle. Tylko w Czechach stopa bezrobocia jest niższa od naszej – co plasuje nas w ścisłej czołówce państw europejskich. Eksperci przestrzegają jednak przed zbytnim optymizmem, który mogą w nas wzbudzić europejskie statystyki. Eurostat stosuje bowiem inną metodologię obliczania bezrobocia, niż nasz państwowy GUS. Główną różnicą jest wskaźnik aktywności zawodowej, który umyka obliczeniom Eurostatu – a w Polsce od lat jest on dużo poniżej średniej unijnej. W roku pandemicznym aktywność zawodowa spadła zaś jeszcze bardziej. Widać to bardzo wyraźnie w gospodarkach Włoch i Francji, gdzie większość niepracujących osób nie chce się już nawet zgłaszać do urzędów pracy. W ankietach nie deklarują, że chcieliby znaleźć zatrudnienie. To jest dużo bardziej niebezpieczne zjawisko niż rosnące bezrobocie. Dezaktywizacja zawodowa bywa znaczniej trwalsza i destrukcyjna dla całych grup społecznych.

– Jesteśmy na etapie, gdzie większość rynków pracy jest zamrożona, a miejsca pracy są sztucznie podtrzymywane. To generuje paradoksy – bo są gospodarki, które w wyniku pandemii prawie nie zanotowały zmiany bezrobocia. Dlatego kluczowym wskaźnikiem ostatnich kwartałów jest nie tylko stopa bezrobocia – ale też to, na ile obserwujemy proces dezaktywizacji i wpadania w bierność zawodową przez poszczególnych pracowników – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Poziom dezaktywizacji zawodowej w Polsce w drugim kwartale 2020 roku miał znamiona przekraczające 1% wielkości polskiego rynku pracy. To dosyć duży wzrost. W trzecim kwartale udało się to odbudować – poza jedną grupą wiekową osób młodych. To młodzi najbardziej cierpią na tym kryzysie – zarówno po stronie wzrostu rejestrowanego bezrobocia, jak i po stronie dezaktywizacji. Nawet po wyjściu z pandemii i kryzysu pokolenie młodych osób będzie doświadczało konsekwencji tego, co dzisiaj dzieje się na europejskich rynkach pracy – przewiduje Kubisiak.

Mniejsze obiekty handlowe bardziej odporne na skutki pandemii

Małe i średnie obiekty handlowe mają wyższą odporność na skutki pandemii w porównaniu do obiektów o dużej i bardzo dużej skali. Spadki odwiedzalności i obrotów były tu zdecydowanie mniejsze, a możliwość odrabiania strat następowała szybciej niż w przypadku większych obiektów.

W miesiącach maj-październik 2020 r., czyli w okresie, kiedy nie było ograniczeń w funkcjonowaniu centrów handlowych, obroty wśród wszystkich kategorii najemców były średnio o prawie 5% wyższe w centrach małych i średnich (poniżej 40 000 mkw.), niż w centrach dużych i bardzo dużych (powyżej 40 000 mkw.).

Co prawda nie jest to ogólny trend, jednak są marki, które odnotowują wzrosty obrotów lub jedynie niewielkie spadki. Z pewnością tę nierówną walkę wygrywają sieci fast foodowe oraz ogólnie ujęty „sektor prezentowy”. Pod znakiem zapytania stoi los najemców z sektora gastronomicznego, którzy nie mają możliwości realizowania zamówień na wynos bądź ich realizacja jest biznesowo nieuzasadniona – mówi Paulina Bauer, Associate w dziale Asset Services Cushman & Wakefield.

Biorąc pod uwagę format obiektów handlowych, najemcy wykazują obecnie większe zainteresowanie ekspansją w parkach handlowych, co może przełożyć się na niższy poziom pustostanów w tego typu obiektach.

Parki handlowe umożliwiając szybkie i wygodne zakupy doskonale wpisują się w aktualne potrzeby klientów. Format ten już od kilku lat dynamicznie się w Polsce rozwija, a obecnie, w okresie pandemii dodatkowo szczególnie zyskał na atrakcyjności. Ograniczona do minimum powierzchnia wspólna, wygodny parking i oddzielne wejścia do każdego lokalu są nie tylko bardzo atrakcyjne dla klientów, ale również znacząco zwiększają poziom bezpieczeństwa epidemicznego – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Consulting & Research Cushman & Wakefield.

Ponad 30% budowanej obecnie powierzchni handlowej to parki handlowe o powierzchni od 5 000 mkw. do 10 000 mkw.

Około 380 000 m kw. powierzchni handlowej jest obecnie w trakcie budowy z terminem otwarcia zaplanowanym na 2021 r. Znaczną część, ponad 30%, stanowią niewielkie parki handlowe o powierzchni nieprzekraczającej 10 000 mkw.

Parki handlowe to format, który w ostatnich latach zyskał na popularności. W dobie pandemii są one częściej wybierane ze względu na ograniczone powierzchnie wspólne oraz niezależny dostęp do poszczególnych sklepów, co sprawia, że zakupy są postrzegane, jako wygodne, szybkie i bezpieczne. Zarządzając na przestrzeni ostatnich lat obiektami komercyjnym, w tym pięcioma parkami handlowymi, wnikliwie analizowałam wpływ pandemii na ich wyniki i śmiało mogę stwierdzić, że to parki wychodzą z pandemii obronną ręką – podsumowuje Paulina Bauer, Associate w dziale Asset Services Cushman & Wakefield.

Srebro na celowniku forumowiczów z grupy r/WallStreetBets

Nowy miesiąc, nowe otwarcie. Rynki po weekendzie odreagowują krwawy finisz piątkowego handlu. Powody zdają się być doszywane do reakcji niż znajdowane jest proste wytłumaczenie odbicia. Uwaga dziś skupia się na cenie srebra.

Dziś rano srebro rośnie o ponad 10 proc., gdyż metal znalazł się na celowniku forumowiczów z grupy r/WallStreetBets – tej samej, która w ostatnich dniach wywołała rajd cen akcji GameStop i kilku innych spóle z Wall Street. W ubiegłym tygodniu pisałem, jak pierwotnym katalizatorem był post, w którym argumentowano godziwą cenę srebra na 1000 USD za uncję wobec niecałych 30 USD obecnie. Reszta tezy jest podobna, jak w przypadku GameStop – na rynku znajdują się fundusze posiadające krótkie pozycje, więc poprzez podbicie ceny można zmusić te fundusze do zamknięcia (short squeeze), co zapewni dodatkowe paliwo do wzrostów. Ponieważ na lewarowany rynek surowcowy trudniej jest wpłynąć niż na cenę akcji spółki, bycze nastroje dodatkowo zostały spotęgowane przez doniesienia od detalicznych sprzedawców srebrnych sztabek i monet, że w weekend zostali oni zalani ofertami kupna. Jednocześnie pojawiają się hipotezy, że za rajdem cen srebra nie stoją inwestorzy detaliczni, a inny fundusz hedgingowy chcący skorzystać na chaosie wywołanym przez r/WallStreetBets i wywindować cenę metalu, na którym zajął duże pozycje kupna. Czy licencjonowana instytucja może dopuszczać się manipulacji rynkowej, zasłaniając się tłumem anonimowych inwestorów? W tym momencie niczego nie można wykluczyć.

Jak zamieszanie na rynku srebra może mieć konsekwencje dla innych klas aktywów? W pierwszej kolejności złoto zachowuje spokój i rośnie niecały 1 proc. Rynek złota jest za duży, żeby nim zachwiać z użyciem kapitału inwestorów detalicznych, więc jeśli jeszcze ktoś miał wątpliwości, czy we wzrostach srebra kryje się poważny powód fundamentalny, to teraz już powinien się ich pozbyć. A co na rynku akcji? Inwestorzy zaczynają się już przyzwyczajać do fenomenu r/WallStreetBets i nie ma panicznej ucieczki z rynku w związku z nierozumieniem zachodzących zmian. Znika też strach, że naciskane fundusze hadgingowe będą wyprzedawać aktywa, by pokryć straty z krótkich pozycji w akcjach GameStop i innych. Pozostaje powrót do długoterminowych strategii, czyli oczekiwanie wzrostu wartości firm wraz z ożywieniem gospodarczym przy nadziejach, że szczepionki będą efektywne i szybko rozdystrybuowane. Ta strategia nie jest prosta i łatwa do egzekucji, biorąc pod uwagę przedłużane restrykcje i problemy z wszczepieniem społeczeństwa, ale wciąż jest źródłem optymizmu, do którego inwestorzy chcą się doczepić. Pod tym kątem po zeszłotygodniowym bałaganie pojawia się pokusa polowania na okazje w przecenionych aktywach. Start nowego miesiąca także oferuje zachętę do powrotu na rynek.

Rynek walutowy trochę trzyma się na uboczu i utrzymuje relatywnie niską zmienność. Oczywiście widoczna jest huśtawka risk-on/risk-off ze sprzedawaniem/kupowaniem USD w zależności, czy na rynku akcji są wzrosty czy spadki. Ale silnej kapitulacji z pozycji nie widać. EUR/USD zakotwiczył przy 1,21 bez oznak chęci mocniejszego ruchu w którymkolwiek kierunku. GBP/USD jest dziś wyżej przy pozytywnej reakcji funta na rekordowe tempo wzrostu zaszczepionych w Wielkiej Brytanii (w sobotę prawie 600 tys.). Ale reszta par G10 wydaje się uśpiona. Podobnie też sytuacja wygląda na rynku złotego. EUR/PLN zaczyna tydzień bez zmian przy 4,52 po silnych spadkach z piątku. Fakt, że pomimo piątkowej przeceny na rynku akcji złoty nie odczuł powiewu awersji do ryzyka, sugeruje, że nie mamy do czynienia z powszechnym odwróceniem pozytywnych trendów rynkowych, a bardziej z objawem ich wyhamowania. Nerwowo może być jeszcze przez kilka dni, zanim czynnika ryzyka wytracą moc, a do głównej narracji przebiją się dowody skuteczności szczepionek na nowe szczepy wirusa, szacunki zwiększenia produkcji oraz dystrybucji i statystyki przyspieszonego tempa wyszczepienia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

GPW: rok 2020 pod znakiem inwestorów indywidualnych

  • W 2020 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) znacząco wzrosły zarówno wartość obrotów, jak i udział inwestorów indywidualnych w obrotach
  • Liczba rachunków maklerskich zwiększyła się w ciągu roku o ponad 84 tysiące
  • Nowych inwestorów przyciągnęły przede wszystkich: wysoka zmienność i nowe debiuty

– Rok 2020 przyniósł na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie diametralną zmianę. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach się podwoił, a do tego obroty wzrosły o ponad 50 procent – powiedział mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW w pierwszym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale GPW w mediach społecznościowych.

Prezes Zarządu GPW dodał, że większe zainteresowanie inwestorów detalicznych handlem akcjami przełożyło się również na zwiększoną obrotowość portfela. – Jesteśmy niezwykle zadowoleni z powrotu inwestorów na nasz rynek i mamy nadzieję, że pozostaną z nami na dłużej – dodał Marek Dietl.

Prezes warszawskiej giełdy zwrócił uwagę, że GPW zbudowali przed blisko trzydziestu laty inwestorzy indywidualni. – Właśnie oni stanowili awangardę tych, którzy zaufali giełdzie i spółkom tam notowanym – powiedział szef GPW. Dodał, że przez lata, wraz z rozwojem GPW, ich udział malał a sytuacja zmieniła się w 2020 roku.

Doradca Zarządu GPW Przemysław Gerschmann zauważył, że warszawska giełda wpisuje się w trend światowy. – Zarówno w Polsce, jak i na giełdach zagranicznych, a przede wszystkim na największej giełdzie na świecie, na Wall Street widzimy bardzo duży wzrost liczby inwestorów indywidualnych – powiedział Gerschmann. Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy doradca Zarządu GPW wymienił bardzo wysoką zmienność na rynkach, jaka pojawiła się w związku z pandemią koronawirusa oraz dużą liczbę debiutów.

Według danych KDPW na koniec 2020 roku zarejestrowanych było 1 329 509 rachunków maklerskich, o 84 234 więcej w porównaniu w końcem 2019.

NEUCA inwestuje w TU Zdrowie

Grupa NEUCA robi kolejny ważny krok w realizacji strategii w obszarze pacjenckim, wzmacniając swoją obecność na rynku zdrowia w Polsce. Inwestując w firmę TU Zdrowie, NEUCA istotnie poszerzy ofertę usług medycznych dla pacjentów.

Towarzystwo Ubezpieczeń ZDROWIE S.A. jest polskim towarzystwem ubezpieczeniowym, jedynym na rynku specjalizującym się wyłącznie w zdrowiu. Działające od ponad 10 lat towarzystwo oferuje ubezpieczenia zdrowotne, programy zdrowotne i organizację usług medycyny pracy dla ponad 700 firm na terenie całej Polski, ich pracowników oraz członków rodzin. TU Zdrowie obsługuje ponad 150 tysięcy ubezpieczonych współpracując z ponad 3,5 tysiącem placówek medycznych w całej Polsce co daje firmie co daje firmie wiodącą pozycję na rynku ubezpieczeń zdrowotnych. Misją firmy jest dbanie o zdrowie i czas swoich Klientów, a mottem przewodnim szeroko rozumiana swoboda leczenia.

Rynek usług medycznych w Polsce dynamicznie się rozwija. Rosną potrzeby pacjentów indywidualnych, pracowników firm, ale również firm ubezpieczeniowych. Połączenie sił i zasobów obu firm pozwoli NEUCA oferować usługi szerszej grupie pacjentów i dodatkowo wzmocnić ofertę dla B2B i partnerów ubezpieczeniowych. „Będziemy mogli zaoferować ubezpieczeniową gwarancję dostępności usług medycznych, a TU Zdrowie rozwinąć model współpracy z siecią dostawców usług medycznych. Strategia NEUCA w obszarze pacjenta polega na zapewnianiu poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego i podniesieniu jakości życia. Ubezpieczeniowa gwarancja dostępności usługi medycznej doskonale się w nią wpisuje”mówi Paweł Kuśmierowski, Wiceprezes NEUCA.

Z dużym przekonaniem wybraliśmy właśnie NEUCA na inwestora strategicznego, wierzymy, że połączone siły dadzą nam możliwość dostarczania kompleksowych usług medycznych najwyższej jakości na bardzo szeroką skalę” mówi Aleksander Roda, Prezes TU Zdrowie.

Transakcja zakłada objęcie przez NEUCA pakietu kontrolnego (50,2%) i jest warunkowa – to znaczy, że może zostać zrealizowana po uzyskaniu zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz decyzji Komisji Nadzoru Finansowego. Zgodnie z zawartymi umowami, strony zobowiązały się do zawarcia umów przyrzeczonych do dnia 30 września 2021 r.

TU Zdrowie pozostaje specjalistycznym ubezpieczycielem zdrowotnym działającym niezależnie na rynku. Towarzystwo nadal będzie intensywnie rozwijało współpracę

z brokerami i agentami w obszarze sprzedaży ubezpieczeń, jak i z placówkami medycznymi w obszarze realizacji usług medycznych, korzystając przy tym z zasobów i wieloletniego doświadczenia NEUCA w segmencie pacjenckim. Obecny Zarząd będzie kontynuował prace nad dalszym, dynamicznym rozwojem firmy.

mPay przejmuje DM Banku BPS

Zgodnie z umową, podpisaną 29 stycznia br. z Bankiem Polskiej Spółdzielczości S.A., Dom Maklerski Banku BPS S.A. zostanie przejęty przez mPay S.A. Nowy i bardzo perspektywiczny projekt wpisuje się w długofalową strategię rozwoju jednego z czołowych dostawców technologii dla płatności mobilnych. Transakcja zakupu jest warunkowa i podlega procedurze zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Realizacja strategii w toku

Komunikowane od kilku miesięcy plany dynamicznego rozwoju mPay w obszarze usług finansowych materializują się w postaci kolejnych i konkretnych projektów. Umowa w sprawie przejęcia Domu Maklerskiego BPS od Banku BPS to jasny sygnał, że zarząd mPay konsekwentnie realizuje dobrze przemyślaną strategię. Budowanie przewagi rynkowej spółka opiera przede wszystkim na unikalnej ofercie dostępnej za pośrednictwem wielofunkcyjnego narzędzia, jakim jest dziś aplikacja mobilna mPay oraz na systematycznym zwiększaniu liczby jej użytkowników. Na koniec grudnia ub.r.
w aplikacji zarejestrowanych było blisko 457 tys. kont, co oznacza wzrost r/r o blisko 84 proc.

Aby transakcja została biznesowo skonsumowana, mPay jako nowy właściciel DM Banku BPS musi uzyskać zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na przejęcie. Równolegle do tego procesu będziemy przygotowywali rozwiązania techniczne umożliwiające dostęp do wybranych opcji inwestycyjnych w aplikacji mPay. Ponadto udostępnienie przez mPay oferty domu maklerskiego wymaga rejestracji mPay jako tzw. Agenta Firmy Inwestycyjnej. Liczymy na to, że użytkownicy aplikacji będą mogli skorzystać z innowacyjnych rozwiązań w drugiej połowie bieżącego roku – wyjaśnia Daniel Ścigała, Wiceprezes Zarządu i CFO w mPay S.A.

Dom Maklerski Banku BPS S.A. od 2008 roku świadczy usługi w zakresie wykonywania zleceń na głównym parkiecie oraz rynku inwestycji alternatywnych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Firma wielokrotnie była doceniana za swoją działalność, m.in. zdobywając wyróżnienia: dla najlepszego domu maklerskiego, za największą liczbę obsłużonych emitentów, za najwyższą skalę emisji, jak również czołowe miejsce w rankingach domów maklerskich z najniższą prowizją. DM Banku BPS był również pierwszym domem maklerskim w Polsce, który od chwili rozpoczęcia działalności stosował Kanon Dobrych Praktyk Rynku Finansowego. Ponadto DM Banku BPS jest jednym liderów rynku w przygotowaniu emisji i oferowaniu obligacji komunalnych.

Projekt z perspektywami

Ubiegły rok był dla branży maklerskiej niezwykle udany. Niskie stopy procentowe i brak atrakcyjnej oferty depozytowej na rynku, zachęciły inwestorów do poszukiwania nowych możliwości zaangażowania zgromadzonego kapitału, m.in. za pośrednictwem biur maklerskich.

–   Po okresie wielu zawirowań emitenci na nowo otworzyli się na możliwości, jakie oferuje giełda
w kwestii pozyskania kapitału. Upatrujemy w tym, w powiązaniu ze wzrostem aktywności inwestorów, wielu atrakcyjnych szans na to, by wykorzystać nasze doświadczenie, know-how oraz zaawansowanie technologiczne do stworzenia unikalnej oferty na rynku.
– podsumowuje Andrzej Basiak, Prezes Zarządu w mPay S.A.

Jak wynika z danych KDPW, według stanu na koniec listopada ub.r., w 2020 roku liczba rachunków maklerskich wzrosła o 66 tys. Jednocześnie w pierwszym półroczu minionego roku inwestorzy indywidualni byli odpowiedzialni za 22 proc. obrotu akcjami na GPW – to poziom, z jakim od dawna nie mieliśmy do czynienia.

Innowacyjne projekty napędzają mPay

mPay wykorzystuje swoje doświadczenie i kompetencje do realizacji wielu pionierskich projektów. W grudniu ub.r. spółka uruchomiła pierwszą na rynku platformę pożyczkową w aplikacji mobilnej. Wcześniej, jako pierwsza niebankowa aplikacja, zapewniła użytkownikom możliwość potwierdzania tożsamości przez selfie. We wrześniu ub.r. wprowadziła dodatkowe udogodnienie dla zmotoryzowanych w postaci specjalnej mapy, która podpowiada, na podstawie lokalizacji telefonu, w jakiej części strefy płatnego parkowania znajduje się kierowca i jaki cennik go obowiązuje. Wcześniej, mPay wdrożył multiwyszukiwarkę połączeń kolejowo-autobusowych w swojej aplikacji – było to pierwsze i jak dotychczas jedyne takie rozwiązanie na rynku. Dzięki niemu klienci mPay otrzymują precyzyjną informację o najdogodniejszym czasowo i kosztowo połączeniu, również łączonym, wraz z możliwością opłacenia biletów w ramach jednej transakcji z poziomu swojego telefonu.

Aplikacja mPay już od dawna nie jest miejscem, gdzie wyłącznie zakupimy bilety komunikacyjne lub opłacimy parking. Rozbudowany katalog produktów i usług, został kilka miesięcy temu rozdzielony na dwie osobne zakładki (Moje finanse, Produkty i usługi), by użytkownicy w sposób jeszcze bardziej intuicyjny mogli korzystać z oferowanych przez spółkę udogodnień.

PIE: Indeks PMI stabilny na początku roku

Indeks PMI wzrósł lekko w styczniu. Polscy przedsiębiorcy są wciąż bardziej pesymistyczni względem państw Europy zachodniej. Spodziewamy się jednak, że słabsze nastroje będą miały małe przełożenie na aktywność – polski przemysł pozostanie jednym z najszybciej rosnących w Europie.

Indeks PMI dla wzrósł w grudniu z 51,7 do 51,9pkt. Dobre wyniki odnotowały zwłaszcza oceny zamówień eksportowych – popyt zagraniczny dalej jest głównym motorem wzrostu. Dane z zachodniej Europy sugerują utrzymanie trendu wzrostowego eksportu w Polsce.

Indeksy PMI dla sektora przemysłowego w wybranych gospodarkach

Indeksy PMI dla sektora przemysłowego w wybranych gospodarkach

Bieżące wartości indeksów PMI dalej pozostają na wyraźnie niższych poziomach niż w strefie euro. Warto zwrócić uwagę, że faktyczne wyniki przemysłu są całkiem odmienne. Polskie przetwórstwo w ostatnich miesiącach regularnie osiągało jedne z najwyższych wzrostów w Europie.

Średni wzrost w przetwórstwie w IV kw 2020 (%r/r, SA)

Średni wzrost w przetwórstwie w IV kw 2020
Źródło: Eurostat.

Indeks PMI dla sektora przemysłowego wzrósł w grudniu z 51,7 do 51,9pkt, powyżej mediany rynkowych prognoz (51,3pkt). Komentarz Markit wskazuje, że pozytywny wpływ na PMI miały cztery składniki: nowe zamówienia, zatrudnienie, czas dostaw i aktywność zakupowa. Szczególny wyniki odnotowały zwłaszcza oceny zamówień eksportowych – co sugeruje, że popyt zagraniczny dalej będzie głównym motorem wzrostu sektora. Menedżerowie słabiej oceniali jedynie bieżącą produkcję – komentarz wskazuje, że to efekt częstszego poddawania pracowników kwarantannie.

Bieżące wartości indeksów PMI dalej pozostają na wyraźnie niższych poziomach niż w strefie euro. Warto zwrócić uwagę, że dane odbiegają od fizycznie osiąganych wyników. Polski przemysł w ostatnich miesiącach regularnie osiągał jedne z najwyższych wyników w Europie.

Nadchodzące miesiące najprawdopodobniej nie zmienią tej tendencji. Globalne wyniki badań PMI wskazują, że nadchodzi okres, kiedy wzrost zamówień eksportowych będzie przekraczał standardowe trendy. Taki obraz widać także w wartościach portfela zamówień eksportowych raportowanych dla GUS – w 4 kwartale średni wzrost przekraczał 11%. Tym samym eksport będzie wciąż napędzać wzrost przemysłu.

Robota nie zając, jak pies z kotem. Polacy o zawodowych przysłowiach

Co przysłowia mówią o Polakach? 7 na 10 z nas uważa, że żadna praca nie hańbi, a 2 na 3 żyje ze współpracownikami lepiej niż pies z kotem. Jednak tylko 4 na 10 twierdzi, że w karierze warto być upartym jak osioł i harować jak wół – tak wynika z badań Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”. Z okazji nowej kampanii portalu sprawdzamy, co Polacy sądzą o popularnych przysłowiach związanych z pracą.

Wyniki w skrócie:

  • 7 na 10 badanych Polaków uważa, że żadna praca nie hańbi.
  • 1/2 badanych szukając pracy miewa wrażenie, że kupuje kota w worku.
  • Według 4 na 10 staranie o podwyżki i awanse to zabawa w kotka i myszkę.
  • 2 na 3 badanych żyje ze współpracownikami lepiej, niż pies z kotem.

Dobra praca zamiast kota w worku

Znane powiedzenia od lat służą nam do przekazywania opinii czy przekonań na różne tematy. Trudno się dziwić – w końcu przysłowia są mądrością narodów. Wiele z nich odnosi się do pracy czy kariery. Postanowiliśmy sprawdzić, jak najbardziej znane przysłowia pasują do dzisiejszej zawodowej rzeczywistości. O opinię zapytaliśmy ponad tysiąc osób – uczestników badania „Polacy w środowisku pracy”. Szczególną uwagę poświęciliśmy powiedzeniom o… zwierzętach, które są bohaterami najnowszej kampanii „W środowisku Pracuj.pl”. Czas wywołać (zawodowego) wilka z lasu.

Relacje w zespole: nie jak pies z kotem

Na początku przyjrzyjmy się, co powiedzenia mówią o relacjach Polaków w miejscu pracy. Pierwszy wniosek jest pozytywny – aż ponad 2/3 badanych żyje ze współpracownikami dobrze, a nie jak pies z kotem (64%).relacje w zespole

Dobre relacje nie mogą jednak oznaczać rezygnacji z posiadania własnego zdania, nawet za cenę konfliktu. W końcu z powiedzeniem „pokorne cielę dwie matki ssie” w kontekście pracy zgadza się tylko co trzeci badany. Podobnie jest w przypadku gotowości do poświęceń dla przełożonych. Tylko nieco ponad co czwarty Polak (27%) zgadza się, że w karierze zawodowej warto być wiernym jak pies wobec szefów. Jak zauważają badani (blisko 4 na 10) częściej zdarza się, że w ich firmach gdy kota nie ma myszy harcują – przełożeni nie wiedzą o niektórych działaniach zespołu w pracy.

Warunki zatrudnienia: zabawa w kota i myszkę

Przysłowia i powiedzenia jak ulał tłumaczą także niektóre trudności, z jakimi mierzyć się muszą kandydaci i pracownicy. Połowa Polaków (51%) przeglądając oferty pracy ma czasem wrażenie, że kupuje kota w worku. W niektórych opisach przygotowanych przez pracodawców brakuje im informacji np. o zarobkach, warunkach umowy, kulturze firmy. To nie pierwsze badanie Pracuj.pl, które wskazuje na tę sytuację.warunki zatrudnienia

Choć przeprowadzone przez nas badanie dotyczące przysłów ma humorystyczne zabarwienie, mówi też sporo o życiu zawodowym. Wciąż ponad połowa Polaków ma wrażenie, że niektóre oferty pracy przypominają im kota w worku. To potwierdza obserwacje z innych badań, w których kandydaci zwracali uwagę na brak informacji np. o wynagrodzeniu, obowiązkach na stanowisku, profilu firmy. Oferty pracy są dziś znacznie lepiej formułowane niż kilka lat temu, ale wciąż zdarzają się źle opisane ogłoszenia. Pracujemy z pracodawcami obecnym na Pracuj.pl, np. dostarczając im przejrzyste szablony, doradzając jak konstruować ogłoszenia. Warto pamiętać jak ważna jest transparentność rekrutacji. Mówiąc językiem powiedzeń, niespełnione obietnice i niedopowiedzenia mają w rekrutacji krótkie nogi – zauważa Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj.

Podobnie jest też w wypadku innego tematu uważanego za „trudny” – czyli podwyżek i awansów. 8 na 10 Polaków (82%) nie przeczy stwierdzeniu, że staranie się o nie przypomina zabawę w kotka i myszkę – a 4 na 10 się z nim w pełni zgadza. Blisko połowa kandydatów i pracowników ma też poczucie, że ich szef ma węża w kieszeni (46%).

Czy dobra praca przekłada się bezpośrednio na odpowiednie zarobki? Opinie o przysłowiach pokazują, że wielu z nas ma co do tego wątpliwości. Tylko co trzeci badany (34%) sądzi, że jaka praca – taka płaca. W efekcie wielu z nas weryfikuje swoje najbardziej ambitne cele zawodowe – według połowy (51%) w karierze lepszy jest wróbel w garści niż gołąb na dachu.
zwierzęce powiedzenia o pracy

Zaangażowanie: bez pracy nie ma kołaczy

Może nie każde dobrze wykonane zadanie przynosi zyski, ale zaangażowanie jest godne szacunku – taki wniosek nasuwa się z opinii o kolejnych przysłowiach. Żadna praca nie hańbi – takie zdanie wyraża 7 na 10 z Polaków. 2/3 dodaje, że bez sumiennych działań ciężko o sukces – czyli bez pracy nie ma kołaczy. Na osoby kierujące się tymi zasadami patrzymy przychylniej – w końcu według 6 na 10 z badanych Polaków po pracy znać człowieka. Tyle samo wierzy, że efekty własnej pracy dają większą satysfakcję, niż uzyskane bez wysiłku – bo grosz własną pracą zarobiony więcej wart niż darowane miliony.
zaangażowanieWiększość respondentów dodaje, że zaangażowanie w obowiązki świadczy dobrze o osobie, będąc dla niej także źródłem satysfakcji. Według nich po pracy znać człowieka, a grosz własną pracą zarobiony więcej wart niż darowane miliony (po 59% zgadzających się). Jednocześnie jednak co trzeci badany Polak stara się pracować bez pośpiechu, na spokojnie – kierując się zasadą, że robota nie zając, nie ucieknie.

Czy oznacza to jednak, że praca musi być ciężka i trudna? Nie dla wszystkich. Co trzeci badany Polak stara się pracować bez pośpiechu, na spokojnie – kierując się zasadą, że robota nie zając, nie ucieknie. Tylko 4 na 10 twierdzi, że w pracy warto być upartym jako osioł i harować jak wół w dążeniu do swoich celów. Jeszcze mniej, bo niecała 1/3 zgadza się z powiedzeniem „im więcej pracujesz, tym dłużej żyjesz”. Mówiąc językiem innych przysłów: z niewolnika nie ma pracownika, choć jednocześnie praca z ochotą przerabia słomę w złoto.
kariera a przysłowia

Nowe i stare sposoby mówienia o pracy

Wiele z powiedzeń znanych od lat, które poddaliśmy ocenie Polaków, wciąż dobrze oddaje ich codzienne doświadczenia. Praca marzeń wyłaniająca się z przysłów pokazuje, że chcemy by i wilk był syty, i owca cała – cenimy sumiennych pracowników i widzimy sens ciężkiej pracy, ale jednocześnie oczekujemy od pracodawców otwartości i sprawiedliwego wynagrodzenia.

Podobnie, jak w kampanii „W środowisku Pracuj.pl”, w naszej pracy spotkać można bardzo różne osoby o różnych podejściach do kariery. Raz jesteśmy na wozie, raz pod wozem – ale wszyscy szukamy miejsc, w których będziemy mogli się rozwijać i czuć docenieni.
przysłowia o pracy

Badanie: Polacy nie lubią długów, ale ich zaległości rosną

Blisko co 4. Polak miał w swoim życiu problem ze spłatą długu. Co 20. osoba przyznaje, że taka sytuacja zdarzyła się jej wiele razy – pokazuje badanie „Zadłużenie Polaków” przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. W obliczu kłopotów finansowych najczęściej prosimy o wsparcie rodzinę lub bliskich (44 proc.), ale też zaciskamy pasa (42 proc.). Jako pierwsze tniemy wydatki na odzież, rozrywkę i wyjazdy.

Na koniec 2020 r. łączne zaległości Polaków, widniejące w bazie danych KRD, wyniosły 48 mld zł. To o prawie 2,4 mld zł więcej niż w 2019 r., kiedy było to 45,7 mld zł.

W ogólnopolskim badaniu przygotowanym przez IMAS International na zlecenie KRD wśród osób nieposiadających obecnie długów 59 proc. zadeklarowało, że nie miało nigdy problemów ze spłatą swoich zobowiązań, takich jak np. raty kredytu czy nieuregulowane rachunki za telefon. Do sporadycznych „wpadek” z zapłatą przyznał się więcej niż co 4. badany. 5 proc. osób zdarzało się to wiele razy, a 7 proc. nie potrafiło przypomnieć sobie, czy miało taką sytuację.Polacy nie lubią długów, ale ich zaległości rosną

Długi z punktu widzenia Polaka

Zdecydowana większość, bo aż 9 na 10 dorosłych Polaków uważa, że długi zawsze należy spłacać. 87 proc. unika ich zaciągania, a w razie takiej konieczności jak najszybciej spłaca zobowiązanie. Podobny odsetek (86 proc.) uważa, że pożyczać powinniśmy tylko wtedy, gdy wiemy, że jesteśmy w stanie zwrócić należności.

Do przemyślanego pożyczania najbardziej rygorystycznie podchodzą osoby, które nigdy nie były zadłużone lub regularnie spłacały zobowiązania. Ci, którzy obecnie mają zaległości, wykazują się większą tolerancją. 22 proc. z nich twierdzi, że dług niekoniecznie trzeba spłacać. Rzadziej unikają też pożyczania pieniędzy, spłatę traktują mniej priorytetowo. Widać zatem, że osoby, które nie regulują własnych zobowiązań, mają też luźniejsze podejście do zadłużania się, co zresztą może być powodem ich finansowych kłopotów – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Lepiej oszczędzać niż pożyczać

Badanie przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie KRD pokazało, że blisko 3/4 Polaków woli oszczędzać i kupować za własne środki, niż posiłkować się kredytem bądź pożyczką. Nieco ponad połowa wskazuje, że korzystanie z takiego wsparcia przy wydatkach jest naturalne, bo nie wszystkie zakupy da się sfinansować samodzielnie.

Oszczędzanie to także jedna z najpopularniejszych strategii w przypadku bycia już zadłużonym. Aby móc spłacić zaległości, osoby posiadające zobowiązania najczęściej ograniczają dotychczasowe wydatki. W pierwszej kolejności wybierają tańszą odzież (44%) oraz rezygnują z rozrywki, np. wyjścia do kina czy na imprezę (42%). Blisko co piąty (18%) nie pojechał z tego powodu na wakacje czy urlop, a 14% tnie wydatki na jedzenie. Niewiele (8%) szuka oszczędności na spłatę długów poprzez rezygnację z używek jak alkohol, papierosy czy słodycze.

Postawy Polaków wobec kredytów, długów i oszczędzania Zdecydowanie się zgadzam Raczej się zgadzam Raczej się nie zgadzam Zdecydowanie się nie zgadzam Nie wiem/ trudno powiedzieć
Unikam długów – kiedy je mam, staram się je jak najszybciej spłacić 59% 29% 6% 2% 4%
Pożyczanie jest dobre, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie oddać pieniądze 54% 33% 5% 3% 5%
Długi zawsze trzeba spłacać 73% 18% 3% 1% 5%
Wolę oszczędzać i kupić coś za własne środki niż pożyczać 37% 34% 16% 3% 10%
Korzystanie z kredytów czy pożyczek jest naturalne, inaczej nic by nie można było kupić 17% 40% 19% 11% 12%
Wolę wziąć coś na kredyt i od razu korzystać, niż oszczędzać i móc korzystać dopiero za długi czas 12% 25% 25% 23% 15%
                                                                      Źródło: KRD

Jest też grupa osób, która kredyt czy pożyczkę uważa za lepsze wyjście niż oszczędzanie. 36% badanych wskazało, że woli korzystać z tego rozwiązania, aby kupić wybraną rzecz i cieszyć się nią od razu, niż czekać, aż uzbiera potrzebne pieniądze.

Korzystanie z oferty kredytów i pożyczek nie jest niczym złym. Ważne jednak, aby przy zaciąganiu zobowiązań mieć świadomość tego, jak wpłyną one na nasze finanse, nie tylko w krótkim, ale i długim terminie. Warto mieć plan awaryjny, gdy zmieni się nasza sytuacja, co może przytrafić się każdemu. Testem odporności dla Polaków jest obecnie pandemia koronawirusa, która przewróciła do góry nogami gospodarkę, a wraz z nią domowe budżety – zaznacza prezes KRD.

 Finansowa lekcja

Doświadczenie bycia dłużnikiem wpływa na podejście Polaków do finansów. Niemal 3/4 obecnych i byłych dłużników (73 proc.) podejmuje działania zapobiegawcze, by nie ponawiać lub nie pogłębiać swojego zadłużenia. Przy czym osoby, które wyszły z zadłużenia podchodzą do tego w sposób bardziej przemyślany i systematyczny. 43% z nich odkłada na „czarną godzinę”. Wśród osób obecnie zadłużonych odsetek ten wynosi 25%. Mając na koncie doświadczenie z długami, Polacy częściej starają się w pełni regulować swoje należności na czas, nawet gdy chodzi o niewielkie kwoty. Deklarują tak zarówno zadłużeni w przeszłości (17%), jak i obecnie (14%). Dług skłania też do większej kontroli nad swoimi wydatkami (odpowiednio 16 i 11% wskazań w tych grupach). Dodatkowo, co 10. osoba, która wyszła z długów, postępuje zgodnie z zasadą: najpierw rachunki i stałe opłaty, a później reszta. Finansowa lekcja

Dłużnik w oczach rodaka

Dla ponad połowy Polaków (52%) posiadanie zaległości nie ma wpływu na postrzeganie dłużnika jako człowieka i członka społeczności. Jednak pozostałe 48% nie darzy szacunkiem osób niewywiązujących się ze zobowiązań finansowych.

W rozmowach z dłużnikami nasi negocjatorzy wyróżniają grupę „niefrasobliwych”, od których słyszą, że nie zapłacili oni tylko jednej raty za telewizor czy smartfon, a przecież „to nie grzech”. Jest też grono dłużników, którzy podejmują pochopne decyzje zakupowe i w efekcie nie są w stanie wywiązać się ze zobowiązań. Kiedy później starają się o kredyt w banku lub firmie pożyczkowej, są zdziwieni, że go nie dostają, bo zostali wpisani do biura informacji gospodarczej. Rolą negocjatorów jest więc nie tylko doprowadzenie do spłaty zaległości, ale także takie zorganizowanie całego procesu, aby dłużnik ponownie stał się aktywnym klientem sklepu czy banku, terminowo regulującym swoje należnościpodsumowuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Badanie „Zadłużenie Polaków” zostało przeprowadzone w listopadzie 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.

Startuje e-Urząd Skarbowy

  • Ministerstwo Finansów (MF) i Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) uruchomiają internetowy e-Urząd Skarbowy (e-US) na podatki.gov.pl.
  • W jednym miejscu będzie można szybko i wygodnie załatwić sprawy podatkowe, bez konieczności wizyty w urzędzie skarbowym, na poczcie czy w banku.
  • Serwis budowany jest etapami do września 2022 r.
  • Pierwszy pakiet e-usług będzie dostępny od 1 lutego 2021 r.

– e-Urząd Skarbowy to duży krok w cyfryzacji usług KAS i obsługi obywateli. To nowoczesny, ogólnodostępny kanał komunikacji na linii urząd skarbowy – klient. Usługi udostępniane w serwisie będą dostosowane do potrzeb różnych grup użytkowników tak, aby maksymalnie ułatwić im rozliczenia podatkowe i załatwianie spraw w KAS. Korzystanie z e-Urzędu Skarbowego to oszczędność czasu, bezpieczeństwo, wygodne płatności i łatwy dostęp do informacji – mówi minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.

Serwis jest dedykowany podatnikom, płatnikom, pełnomocnikom, komornikom sądowym i notariuszom. Wraz z dodawaniem funkcjonalności, grupa użytkowników będzie obejmować kolejne wyżej wspomniane grupy.

Projekt jest współfinansowany z Funduszy Europejskich (Program Polska Cyfrowa). Wartość całkowita przedsięwzięcia to niemal 102 mln zł, w tym dofinansowanie UE ok. 86 mln zł, a budżet państwa ok. 15,6 mln zł.

Klient na pierwszym miejscu

W MF i KAS podejmowanych jest wiele działań mających uprościć kontakt z administracją skarbową i załatwianie spraw podatkowych. Jednym z nich jest e-Urząd Skarbowy – cyfrowa platforma na stronie podatki.gov.pl.

– Stajemy się coraz bardziej nowocześni. Oferujemy kolejne wygodne i przyjazne rozwiązania. W obecnych czasach fiskus musi dotrzymywać kroku rozwojowi technologicznemu i oczekiwaniom klientów. Zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego dialog, cyfryzacja i przyjazność to słowa kluczowe dla kierowanego przeze mnie resortu – dodaje szef MF.

Korzyści dla obu stron

– Projekt e-Urząd Skarbowy jest elementem programu Klient w centrum uwagi KAS, który ma wzmocnić bezpośredni kontakt z podatnikami i uprościć załatwianie spraw urzędowych. Naszym celem jest zapewnienie wyższej jakość obsługi naszych klientów i dostosowanie do ich potrzeb. Digitalizacja i automatyzacja procesów to również oszczędność czasu i większy komfort pracy w KAS. E-Urząd Skarbowy wykorzystuje nowoczesne rozwiązania informatyczne i scala dane z różnych systemów KAS. Takie projekty są przyszłością administracji, nie tylko skarbowej – podkreśla szefowa KAS Magdalena Rzeczkowska.

e-US dla obywateli to:

· Wygoda i oszczędność czasu.
· W jednym miejscu szybko, wygodnie i kompleksowo będzie można załatwić swoje sprawy podatkowe.
· Do załatwienia spraw online nie będzie potrzebny podpis elektroniczny.
· Dostęp do e-usług KAS w jednym miejscu, kiedy chcemy i z dowolnego urządzenia.
· Szybki dostęp do danych i bieżących informacji o stanie rozliczeń, statusie spraw, złożonych dokumentach.
· Łatwa aktualizacja informacji dotyczących podatnika.
· Pełna transakcyjność m.in. poprzez elektroniczne płatności online dla wszystkich udostępnianych e-usług, funkcjonalności, deklaracji i tytułów. Będzie można zapłacić podatek bezpośrednio w systemie.

Usługi i funkcjonalności e-US

Na początku (od 1.02.2021) e-Urząd Skarbowy będzie oferował:

· Dostęp do swoich danych podatkowych (dane o podatniku, działalności gospodarczej, mikrorachunku podatkowym i historii logowania)
· Integrację z usługą Twój e-PIT
· Informację o nałożonych mandatach
· Dostęp do aplikacji e-mikrofirma

· Możliwość płatności online (na początku przez osoby fizyczne w zakresie PIT, CIT, VAT, PCC, podatku od spadków i darowizn, karty podatkowej, opłaty skarbowej, pozostałych podatków i należności niepodatkowych i mandatów). W serwisie będzie dostępna historia płatności online

· Możliwość złożenia w formie elektronicznej niektórych pism (np. wniosku o zaliczenie nadpłaty/zwrotu podatku na poczet innych zobowiązań). Dostępna będzie historia wysłanych dokumentów.

Usługi i funkcjonalności planowane w kolejnych etapach to m.in.:

  • e-zaświadczenia

    integracja z serwisem e-TOLL

  • usługi dla notariuszy i komorników sądowych
  • usługi dotyczące m.in. składania wniosków i udostępniania informacji o stanie spraw

Zawsze otwarty, w zasięgu ręki – Twój e-US

Dostęp do serwisu e-Urząd Skarbowy będzie możliwy tylko ze strony podatki.gov.pl po zalogowaniu się Profilem Zaufanym, e-Dowodem lub poprzez bankowość elektroniczną. Do usługi Twój e-PIT będzie można zalogować się także danymi podatkowymi.

Serwis działa przez całą dobę i można z niego korzystać z dowolnego urządzenia podłączonego do internetu.

Użytkownik będzie miał dostęp do informacji i usług dotyczących go bezpośrednio, a w kolejnych etapach również do spraw innych podatników, do których uzyskał pełnomocnictwo lub dostęp do konta.

BADANIE: Tylko niecałe 17% Polaków w najbliższym czasie chce założyć własną firmę

Polacy zauważają skutki gospodarcze pandemii. Zamiast zakładać własne firmy wolą stały etat. Blisko 70% nie chce założyć własnej działalności gospodarczej.

Pandemia wyraźnie zniechęca do prowadzenia działalności gospodarczej. Niemal siedmiu na dziesięciu Polaków nie planuje w najbliższym czasie założenia własnej firmy. Wolą oni bezpiecznie pracować na etacie. Z kolei osoby, które zamierzają otworzyć biznes, wskazują głównie na niezależność i perspektywę wyższych dochodów. Takie wnioski płyną z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, wykonanego dla IndustryLab.
Z badania wynika, że 66,2% Polaków w najbliższym czasie nie zamierza zakładać własnej działalności gospodarczej. 16,9% jest odmiennego zdania, a 17% jeszcze tego nie wie. Jak stwierdza Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA, wyniki badania wyraźnie obrazują aktualne nastroje społeczne. Jak wiadomo, dla każdej rodziny stabilność przychodów ma kluczowe znaczenie. I z tego wynikają preferencje pracy na etacie, pomimo zależności służbowej i ewentualnie niższych dochodów.

– Widać też świadomość ryzyka związanego z prowadzeniem tego typu działalności. Praca na etacie jest bezpieczna, choć nisko płatna. Jednak otwarcie firmy wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu i praktycznie ciągłą walką o utrzymanie się na rynku. A to wymaga obecnie sporej odwagi. Niechęć do zakładania biznesów stanowi również duży problem w kontekście zmniejszenia w krótkiej perspektywie wpływów podatkowych do budżetu. Przecież rozwój gospodarczy głównie opiera się na małych podmiotach, bo tych na rynku jest większość – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Podobnego zdania są inni eksperci. Prowadzenie działalności to w dzisiejszych czasach wzięcie na siebie zdecydowanie wyższego ryzyka, niż to było wcześniej. Tego boją się Polacy, co podkreśla ekonomista Marek Zuber. I dodaje, że problem stanowi biurokracja i brak stabilności otoczenia gospodarczego. Do tego dochodzi obawa przed upadłością. Ekspert zwraca też uwagę na brak wiedzy Polaków z zakresu przedsiębiorczości.

– Dynamika rozpoczynania nowych działalności gospodarczych nie zmieniała się w 2020 roku w stosunku do lat poprzednich. Każdego dnia w Polsce powstaje ok. 1000 firm i ta średnia utrzymuje się już od kilku lat. Polacy są bardzo przedsiębiorczym narodem i obecna sytuacja nie zachwieje tej tendencji w najbliższej przyszłości. Niemniej widać, że na rynku panuje chwilowa konsternacja – mówi Łukasz Klimek, ekspert zajmujący się współpracą ze startupami w ramach Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab.

W ocenie Adriana Parola, konieczna jest wyraźna pomoc państwa, aby Polacy zmienili zdanie. Każdy początkujący przedsiębiorca powinien korzystać z ulg podatkowych i mieć zapewnione przez jakiś okres wsparcie prawne, księgowe i finansowane. Dodatkowo, przynajmniej na początku, warto dać mu daleko idącą ochronę, której teraz nie ma. To nie tylko uświadomiłoby właścicielom nowych firm, jakie mogą występować problemy, ale też wzmocniłoby te przedsiębiorstwa. Na tym skorzystałoby również państwo, chociażby w zakresie ściągalności danin lub ilości miejsc pracy.
– Jestem zdania, że zadaniem rządu jest obecnie ratowanie firm już funkcjonujących, a także pomoc osobom, które chcą przejmować przedsiębiorstwa. W sytuacji kryzysu wiele podmiotów traci płynność finansową, choć dysponuje potencjałem, dobrą usługą lub znakomitym towarem i ugruntowaną pozycją na rynku – zaznacza prezes Głowacki.

Ponadto z badania wynika, że wśród osób, które nie zamierzają zakładać własnej firmy, 27,3% woli bezpiecznie pracować na etacie, a 16,9% obawia się ryzyka finansowego (zadłużenia). Dalej są przedstawiane takie argumenty, jak spowolnienie gospodarcze – 8,4%, brak zamówień – 7,5%, obawa przed urzędami, w tym m.in. skarbówką i ZUS-em – 4,4%, a także sama biurokracja – 4,2%.

– Polacy chcą mieć ewidentnie spokój, a takie poczucie daje etat. Jednak to często złudna ocena, choć w przypadku któregoś z poszukiwanych zawodów, jak choćby informatyk czy inżynier procesu produkcji, taki komfort w dzisiejszych czasach rzeczywiście jest bardzo prawdopodobny – dodaje Marek Zuber.

Z kolei najmniejsze obawy wzbudza prowadzenie księgowości – 0,6%, a także nierzetelny kontrahent – 1,7%. Według Łukasza Klimka, to wcale nie oznacza, że Polacy przestali bać się tych problemów. Jednak dopóki się z nimi realnie nie zetkną, to trudno im sobie uzmysłowić te kwestie.
– W moim przekonaniu, te odpowiedzi wyraźnie wynikają z nieznajomości realiów prowadzenia działalności gospodarczej. Obecnie największym problemem są kontrahenci, którzy nie wywiązują się z umów i nie płacą na czas. Zła polityka udzielania kredytu kupieckiego doprowadziła niejedną firmę do stanu niewypłacalności. Niestety młody przedsiębiorca jeszcze tego nie wie – podkreśla Adrian Parol.
Osoby, które chcą założyć działalność gospodarczą, również wskazują powody swojej decyzji. Tu prym wiedzie chęć zdobycia większej niezależności – 52,9%. Następna jest perspektywa wyższych zarobków – 30%. Jak zauważa Andrzej Głowacki, generalnie to są powody decydujące o prowadzeniu własnego biznesu. Jednak nie zawsze udaje się osiągnąć taką swobodę i więcej zarabiać.

– Brak szefa, bycie sterem, żeglarzem i okrętem jest pociągające, nawet jeśli pozostaje ryzykowne. Zresztą są osoby, dla których to ryzyko stanowi sens działalności, bo coś musi się dziać. Własna firm to także szansa na wyższe apanaże. W przypadku etatu zawsze jest jakiś sufit, a na swoim – potencjalnie go nie widać – wyjaśnia Marek Zuber.

Natomiast na samym dole zestawienia argumentów przyszłych przedsiębiorców widzimy, że założenia działalności gospodarczej wymaga pracodawca – 3,5%. Wyżej jest niechęć do pracy na etacie – 4,7%, a także możliwość otrzymania dotacji lub grantu – 5,9%. Zdaniem prezesa Głowackiego, działalność gospodarczą zakładają dzisiaj osoby, które muszą to uczynić. To dla nich nowa lub dodatkowa forma zarobkowania. Tego może wymagać np. podmiot, z którym dana osoba współpracuje.

– Dotacja czy grant to jednorazowy zastrzyk finansowy, który niestety szybko się kończy. Dobrze zainwestowane środki tego rodzaju mogą wpłynąć na rozwój firmy. Jednak co do zasady, wymaga to przemyślanej strategii działania. Tego typu finansowanie nie może być samo w sobie celem prowadzenia firmy, co słusznie zauważyli ankietowani – stwierdza Anna Szymańska, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA.
Według mec. Adriana Parola, odpowiedzi w kwestii otrzymania dotacji lub grantu dodatkowo świadczą o tym, że mało kto liczy na pomoc państwa. Inną przyczyną jest niska świadomość w tej kwestii. Nie bez znaczenia jest również konieczność poddania się żmudnym i skomplikowanym procedurom, co w pewien sposób zniechęca do tego typu aktywności. I jak dodaje ekspert, większość oczekiwań raczej sprowadza się do tego, aby państwo nie utrudniało działalności.

– Sądzę, że pandemia raczej nie ma wielkiego wpływu na odczucia w kwestii podjęcia działalności gospodarczej. Oczywiście może w jakimś stopniu do tego zniechęcać, zwłaszcza w branżach dotkniętych problemami. Chociaż ostatnie miesiące dobitnie pokazują, że wszystkich czynników ryzyka nie da się przewidzieć. I stąd może wynikać strach i obawa przed własną aktywnością gospodarczą – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.

Badanie zostało wykonane metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab w I połowie stycznia br. na próbie 1008 dorosłych Polaków.

Koronawirus na polskiej fermie norek

W związku z ogłoszeniem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dn. 31 stycznia br. o wykryciu pierwszego przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 na fermie norek w Polsce, Stowarzyszenie Otwarte Klatki wystosowało komentarz do sytuacji – zakaz hodowli zwierząt na futro w Polsce popiera 70% społeczeństwa, większość polityków, jednak zakazu wciąż nie ma. W międzyczasie futrzarze, ze Szczepanem Wójcikiem na czele, planują budowę domu aukcyjnego w Radomiu, co byłoby jednoznaczne ze wzrostem produkcji futer w Polsce. Wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro w Polsce jest już nie tylko kwestią troski o dobrostan zwierząt, ale również odpowiedzialnością za zdrowie publiczne.

Poniżej zamieszczamy komentarz Stowarzyszenia Otwarte Klatki:

W Polsce każdego roku na futro hoduje się ponad 5 milionów norek. W innych krajach europejskich, a także w USA i Kanadzie, gdzie hodowla jest znacznie mniejsza, przypadki SARS-CoV-2 u norek zostały wykryte już kilka miesięcy temu. Część z tych krajów podjęła stanowcze kroki, mające na celu minimalizację ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa – Dania postanowiła zlikwidować wszystkie norki żyjące na fermach, Holandia przyspieszyła zakaz hodowli zwierząt na futro o trzy lata, Szwecja zawiesiła hodowlę norek na cały rok 2021, kolejne kraje zabijają całe stada, wśród których wykryto SARS-CoV-2.

Organizacje prozwierzęce z całego świata alarmują, że hodowla przemysłowa norek stanowi ogromne zagrożenie dla zdrowia publicznego. Przypadek choroby aleuckiej, powszechnej u norek hodowanych na futro i objawiającej się osłabieniem, atakami padaczki oraz niższą reprodukcją, dobitnie pokazuje, że hodowcy nie są w stanie zapanować nad rozprzestrzeniającą się wśród zwierząt zarazą. Zakaz hodowli zwierząt na futro nie jest już tylko kwestią troski o dobrostan zwierząt, ale też odpowiedzialności za zdrowie publiczne.

We wrześniu 2020 roku poparcie dla zakazu hodowli zwierząt na futro było widoczne bardziej niż kiedykolwiek. W badaniu przeprowadzonym przez IBRiS aż 70% Polek i Polaków opowiedziało się za zakazem, a nowelizację ustawy o ochronie zwierząt poparło 356 posłów i posłanek. Mimo to zakaz hodowli zwierząt na futro nie został wprowadzony, tymczasem hodowcy, ze Szczepanem Wójcikiem na czele, planują budowę domu aukcyjnego futer w Radomiu. Powstanie takiej inwestycji będzie się wiązało ze wzrostem ferm i zwierząt hodowanych na futro w Polsce, co oznacza, że kolejne miliony norek, lisów i jenotów będą cierpiały przez długie miesiące w ciasnych drucianych klatkach, a mieszkańcy wsi, którzy z nadzieją patrzyli na nadchodzący koniec branży futrzarskiej w Polsce, będą zmuszeni zmagać się z odorami, zanieczyszczeniami i hałasem pochodzącym z ferm przez kolejne lata.

Nie tylko organizacje z Polski widzą zagrożenie w planowanej inwestycji – chińska organizacja Capital Animal Welfare Association (CAWA) wystosowała list do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o reakcję. Sekretarz Generalny CAWA w liście pisze:

W imieniu CAWA wzywam Pana do interwencji i powstrzymania planowanej budowy domu aukcyjnego dla produktów futrzarskich, a zamiast dalszego inwestowania w ten nieetyczny i niebezpieczny, podupadający przemysł – do przyłączenia się do innych krajów europejskich poprzez całkowite zakończenie branży futerkowej w Polsce. CAWA rozpoczyna kampanię również w Chinach, aby nakłonić chińskie władze do wyrażenia sprzeciwu wobec proponowanego projektu. W interesie stosunków chińsko-polskich, reputacji naszych krajów oraz globalnego zdrowia publicznego prosimy o podjęcie działań mających na celu powstrzymanie proponowanego projektu.

Jako Stowarzyszenie Otwarte Klatki apelujemy do polityków o jak najszybsze wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro w naszym kraju. Nie pozwólmy, aby Polska stała się zagłębiem cierpienia, odorów i zanieczyszczeń środowiska tylko po to, żeby wąskie grono hodowców mogło pomnożyć swój majątek.

Komu pandemia ogranicza możliwość otrzymania kredytu?

Zapytany przez dziennikarkę Gazety Wyborczej o powody, dla których banki ograniczają skłonność do udzielania kredytów w czasie pandemii, analityk Santandera, powiedział:

„Banki boją się, że jak bezrobocie skoczy do 8% i w Polsce pojawi się pół miliona nowych bezrobotnych, to udzielą kredytów ludziom, którzy zaraz stracą pracę. Bank musi aktywnie zarządzać swoim ryzykiem, nierozsądne byłoby udzielać kredytów, które mogą nie zostać spłacone, co byłoby zresztą ze stratą i dla potencjalny kredytobiorca banków i dla klientów”. Ta wypowiedź wyjaśnia, dlaczego każdy musi liczyć się z poważnymi trudnościami w znalezieniu banku, który będzie skłonny udzielić mu kredytu. Szczególnie zaś – jak o tym informują obserwatorzy – trudne jest obecnie uzyskanie kredytów gotówkowych bez określenia celu, zwłaszcza, kiedy poszukujący kredytu oczekuje, ze bank zastosuje wobec niego uproszczoną procedurę i nie będzie zbyt skrupulatnie badał jego zdolności kredytowej oraz historii kredytowej.

Z wielu wypowiedzi przedstawicieli banków wynika, że zostały zaostrzone kryteria oceniania zdolności kredytowej, szczególnie, gdy z wnioskiem kredytowym występuje klient dotychczas bankowi nieznany. Najprzychylniej zaś są traktowani stali klienci, mogący się wykazać dobrą historią kredytową i wysokim scoringiem, czyli punktową oceną klienta, na podstawie której bank decyduje się na pozytywne na pozytywne rozpatrzenie jego wniosku kredytowego.

Krótko mówiąc, największe szanse na otrzymanie kredytu mają potencjalni kredytobiorcy, którzy:

  1. mają stałe zatrudnienie na podstawie nieograniczonej terminowo umowie o pracę i zdolnością kredytową zapewniającą terminowe spłacanie kredytu;
  2. są stałymi, najlepiej długoletnimi klientami banku, do którego zwracają się o kredyt ze sprawdzalną dobrą historią kredytową;
  3. są zatrudnieni w sektorze gospodarki najmniej dotkniętym skutkami pandemii, a w związku z tym posiadającymi stabilną perspektywę zatrudnienia;
  4. posiadający własne środki zabezpieczające regularne spłacanie kredytów, co ma znaczenie w przypadku kredytu hipotecznego na zakup mieszkania, domu lub innej nieruchomości, którego przyznanie jest uzależnione od posiadania przez potencjalnego kredytobiorcę minimum 20% wkładu własnego, liczonego od wartości nabywanej nieruchomości.

Obserwatorzy wskazują, że w obecnej rzeczywistości, kiedy trudniej jest ubezpieczyć kredyt od różnego rodzaju ryzyk, banki najchętniej rozmawiają z klientami, którzy mogą wykazać się 30, a nawet 40 procentowym wkładem własnym, nie jest to jednak normą dlatego warto się skonsultować a pomocnym w tym może być doradca kredytów hipotecznych.

Poza wszystkim skutki pandemii doprowadziły do paradoksalnej sytuacji, kiedy to, z jednej strony uprzywilejowują klientów, którzy już zdążyli osiągnąć dobrą pozycję zawodową, zapewniającą im odpowiednią zdolność kredytową i dobrą historię kredytową, lecz z drugiej obniżają możliwości uzyskania kredytów przez ludzi młodych, którzy dopiero weszli na rynek pracy i zaczęli urządzać sobie życie. Bardziej wnikliwi analitycy dostrzegają w tym paradoksie kolejny, gdy próba ograniczenia ryzyka kredytowego przez odmowę udzielania ich młodym, wywołuje następne ryzyko, które może dać o sobie znać w przyszłości, gdy obecnie najatrakcyjniejsi z punktu widzenia banków kredytobiorcy, z przyczyn naturalnych zaczną osłabiać swoją zdolność kredytową nie mając następców, co może zakłócić regularne  wpływy środków z tytułu spłat kredytów.

Kolejnym związanych z pandemią zjawiskiem niepokojącym specjalistów finansowych są masowo udzielane obecnie wakacje kredytowe, po zakończeniu, których wielu kredytobiorców może nie odzyskać jeszcze dawnej zdolności kredytowej, więc tym trudniej będzie im spłacać regularnie miesięczne raty,

Najwyższa recesja od 30 lat. Północna Izba Gospodarcza – szybkie zniesienie lockdownu albo gospodarcza katastrofa

Największa recesja od 1991 roku. Przedsiębiorcy: „Jeżeli te dane zostaną zignorowane, to w 2021 roku czeka nas gospodarcza katastrofa”.

Informacje opublikowane dzisiaj przez Główny Urząd Statystyczny pokazują jasno i wyraźnie, że sytuacja w gospodarce wymaga szybkiego działania i głos przedsiębiorców mówiący: „dajcie nam pracować” powinien zostać pilnie wysłuchany. – Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie nie ma wątpliwości, że sytuacja pandemii koronawirusa wymaga specjalnego działania i dużej ostrożności w podejmowaniu decyzji o odmrożeniu gospodarki czy luzowaniu restrykcji. Dane Głównego Urzędu Statystycznego powinny być alarmem dla Rządu RP. Rok 2020 to był czas, kiedy rozpoczęliśmy walkę z koronawirusem. Ona trwa i przedsiębiorcy borykają się teraz z poważnymi problemami, które recesje mogą tylko pogłębić – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Z informacji opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że produkt krajowy brutto Polski w 2020 r. spadł o 2,8 proc., po wzroście o 4,5 proc. w 2019 roku. Popyt krajowy spadł o 3,7 proc., inwestycje spadły o 8,4 proc., a konsumpcja prywatna o 3,0 proc. Ostatnie tak czarne wyniki polska gospodarka wydziała w… 1991 roku, czyli w momencie, kiedy prywatny biznes stawiał dopiero pierwsze kroki. To znamienne i powinno być jasnym sygnałem: odmrażamy gospodarkę.

– Rząd RP nie ufa przedsiębiorcom, kiedy Ci mówią: dajcie nam pracować, będziemy działać w reżimie sanitarnym i dbać o to, by prowadzić biznes tak bezpieczne, by nie pogłębiać sytuacji pandemicznej. Słyszymy o konieczności przedłużania obostrzeń i dalszym reżimie. Ile firm będzie w stanie czekać do wiosny, by otwierać hotele i restauracje? Co druga? Co trzecia? Ogromna apatia wśród przedsiębiorców zamienia się w bunt i coraz częstsze podejmowanie desperackich decyzji o otwieraniu działalności. To poważna sprawa, poważny kryzys, nie można ignorować danych o spadku inwestycji, spadku konsumpcji i popycie krajowym. Jeżeli te dane zostaną zignorowane to w 2021 roku przyjdzie gospodarcza katastrofa – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Należy natychmiast rozpocząć proces odmrażania gospodarki. Oczywiście w reżimie sanitarnym, z odpowiednimi ograniczeniami i możliwością dynamicznego reagowania jeżeli sytuacja epidemiczna się pogorszy. Apelujemy: dajcie przedsiębiorcom pracować, dajcie przedsiębiorcom budować silną gospodarkę. Jesteśmy do wszelkiej dyspozycji Rządu, podejmiemy dialog zawsze i wszędzie, ale musimy mieć perspektywę powracania do normalnego działania – apeluje Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza w czasie pandemii koronawirusa aktywnie lobbuje na rzecz przedsiębiorców – działamy w radzie gospodarczej przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw, którego działania chwalimy i popieramy.

Ponad połowa umów najmu w 2020 we Wrocławiu to renegocjacje

W IV kw. 2020 roku we Wrocławiu podpisano umowy najmu na ponad 21.000 m2 z czego ponad 75% tego wolumenu stanowiły renegocjacje. Biorąc natomiast pod uwagę roczny wolumen transakcji, najemcy podpisali umowy najmu łącznie na 128.000 m2 powierzchni, a odnowienia umów stanowiły ponad połowę wolumenu. Wrocław na tle innych miast regionalnych może się pochwalić pozytywnymi wskaźnikami.

Zasoby biurowe Wrocławia na koniec grudnia 2020 roku przekroczyły 1,22 mln m2, co pozycjonuje miasto na drugim miejscu pod względem wielkości wśród rynków regionalnych, po Krakowie. Zanotowaliśmy  jednak mniejszą aktywność deweloperów na tym rynku – do użytku oddano niespełna 60.000 m2 nowej powierzchni, co stanowi spadek względem ubiegłego roku o 60%. Niezmiennie nowe projekty realizowane są w czterech głównych obszarach koncentracji powierzchni biurowej Trzeba mieć jednak na względzie, że nowa podaż w 2019 roku osiągnęła rekordowy wynik. Ostrożność firm deweloperskich można dostrzec również w podejściu do nowych inwestycji. W ostatnim kwartale zeszłego roku w stolicy Dolnego Śląska nie rozpoczęto żadnego nowego projektu, a w budowie pozostaje 136.000 m2 powierzchni biurowej. Przy założeniu dotrzymania harmonogramów budowlanych, ponad połowa tej powierzchni trafi na wrocławski rynek jeszcze w 2021 roku, zwiększając obecnie dostępną ofertę dla najemców. Możemy się również spodziewać, że w I kw, 2021 rozpocznie się realizacja kilku projektów, które uzyskały prawomocne pozwolenia na budowę i stosowne finansowanie. Warto zauważyć, że poziom aktywności wśród najemców w porównaniu z Poznaniem, Katowicami, Łodzią, Trójmiastem, Szczecinem i Lublinem był wyższy i ostatecznie podpisane zostały umowy najmu na 128.000 m2 nowoczesnej powierzchni biurowej, co również oznacza wzrost o 4% w stosunku do 2019 roku kiedy podpisano umowy najmu na łącznie 123.000 m2. Biorąc pod uwagę wzywania z jakimi musiały się mierzyć przedsiębiorstwa i przez co wiele decyzji o relokacji i ekspansji było wstrzymywanych jest to bardzo dobra wiadomość dla Wrocławia i pozytywny sygnał dla rynku biurowego i inwestycyjnego.

W całej Polsce odnotowaliśmy wzrost pustostanów o ponad 3 pp w stosunku do 2019 roku, który na koniec grudnia 2020 roku wyniósł 12,7%. Pomimo, że Wrocław również zanotował wzrost współczynnika pustostanów o 2,4 pp w porównaniu do 2019 roku, to był on niższy od średniej krajowej o 0,6 pp i wyniósł 15%.

Maciej Moralewicz, Dyrektor Regionalny – Wrocław, Knight Frank

Bloober Team: The Medium zwróciło koszty produkcji w 24 godziny

The Medium przejdzie do historii polskiego gamedevu jako jedna z najbardziej udanych premier. Najważniejsza i największa gra Bloober Team w niecałą dobę przyniosła zwrot kosztów poniesionych na produkcję i marketing, które wyniosły blisko 12 milionów USD. Jednocześnie spółka przedłużyła przegląd opcji strategicznych do końca marca.

Nakłady na produkcję i promocję The Medium wyniosły blisko 12 milionów USD, a wśród nich spółka uwzględnia koszty wytworzonej technologii, która objęta jest ochroną patentową w USA. Bloober Team nie zdradza podziału przychodów, ale nawet pobieżna analiza dostępnych systemów sprzedażowych pokazuje, że The Medium to gra przygotowana z myślą o konsoli nowej generacji i właśnie to było głównym elementem sukcesu premiery.

Granty otrzymane od instytucji unijnych oczywiście pomogły w pokryciu części kosztów badawczo-rozwojowych, ale zdecydowanie największy udział w ich pokryciu mają przychody związane ze sprzedażą gry. Liczne i bardzo spolaryzowane oceny recenzentów cieszą nas, ponieważ podkreślają, że udało nam się poruszyć emocje użytkowników. Mimo iż nie jest to gra dla wszystkich, to z pewnością jest jednym z najbardziej emocjonalnych produktów elektronicznej rozrywki. Patrząc na aktualny odbiór przez graczy i specjalistów mamy podstawy sądzić, że The Medium stanie się tytułem kultowym dla wielu graczy – tłumaczy Piotr Babieno, prezes Bloober Team

Wyniki sprzedaży, pokazują również, że inwestorzy i analitycy powinni oderwać się od tradycyjnych sposobów kalkulacji przychodów większości gamingowych spółek giełdowych. Założenie, że najpopularniejszy nawet cyfrowy sklep z grami to jedyna wykładnia może być błędne. Szczególnie, że konsole nowej generacji mimo pandemii i ograniczeń ilości sztuk biją rekordy sprzedaży (porównując do poprzednich generacji). Ten wynik pokazuje również jasno, że nowe systemy dystrybucji gier mogą być istotną alternatywą na przyszłość. Jest to już druga premiera Bloober Team, która oparta była o obecność w abonamencie Xbox Game Pass.

Osiągnięty wynik sprzedażowy stawia Bloober Team wśród wąskiej grupy polskich podmiotów z branży gier, które osiągnęły realny sukces. Przy pomocy The Medium pokazaliśmy jeszcze jedno – jesteśmy jednym z najciekawszych podmiotów w branży gier wideo w Polsce. Dzięki filozofii budowania solidnych fundamentów, przede wszystkim w postaci ponad 100 osobowego studia zmotywowanych i niezwykle doświadczonych pracowników oraz jasnej strategii biznesowej, Bloober Team jest obiektem zainteresowania wielu partnerów branżowych z całego świata – kontynuuje prezes.

Bloober Team przedłużył jednocześnie do końca marca przegląd opcji strategicznych. Spółka chce dobrać najlepszą formułę transakcyjną, która zapewni jej zachowanie swego DNA na przyszłość przy jednoczesnym istotnym zwiększeniu możliwości spółki.

Nie możemy się doczekać zapowiedzi kolejnych informacji z naszej spółki. Zachęcamy do śledzenia nadchodzących wiadomości – kończy Piotr Babieno.

Ustawa offshore’owa ponownie szansą do gry o OZE

Podpisana przez prezydenta 21 stycznia br. ustawa offshore’owa jest szansą zarówno na transformację naszej energetyki w stronę OZE, jak i na wsparcie dla wielu projektów wiatrowych na Bałtyku, co za kilka lat pozwoli nam uzyskiwać nawet 11 GW mocy z tego źródła. „Ustawa o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych była bardzo wyczekiwana przez inwestorów, bo liderzy tego rynku jak Niemcy czy Dania już mogą się pochwalić energią wiatrową wytwarzaną na morzu. Ustawa, która wchodzi w życie 1 lutego br., ułatwi planowanie i pozyskanie wsparcia dla wielu projektów znajdujących się w fazie planowania” – podkreśla Małgorzata Dobrzyńska-Dąbska z kancelarii DABSKA.LEGAL.

W połowie grudnia 2020 r. zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i minister klimatu, Michał Kurtyka, informowali, że Polska w najbliższych latach otrzyma nawet 250 miliardów złotych z unijnych funduszy na działania służące transformacji energetycznej i klimatycznej. Z kolei zgodnie z rządowymi planami do 2040 roku Polska ma mieć na Bałtyku już 8-11 GW mocy, a program budowy morskich farm wiatrowych ma mieć wartość ok. 130 mld zł.

„Zaproponowany w ustawie offshore’owej mechanizm wsparcia, a także usprawnienia procedur administracyjnych i regulacje wspierające wymianę informacji pomiędzy inwestorami a firmami wykonawczymi i usługowymi, to zapisy idące w dobrym kierunku. Pozwolą przyspieszyć prace nad wieloma projektami, bo usuwają wiele ryzyk, które dotychczas były ujmowane w takich projektach. Jednocześnie branża czeka na stosowne rozporządzenia, ale jak słyszymy prace nad tymi aktami już trwają i można się ich spodziewać już wkrótce” – komentuje  Małgorzata Dobrzyńska-Dąbska.

Ustawa wprowadza dwufazowy system wsparcia, czyli model tzw. dwustronnego kontraktu różnicowego, która jest z powodzeniem stosowany w przypadku obecnie funkcjonującego systemu wparcia dla OZE. Wytwórcy energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, którzy zostaną dopuszczeni do systemu wsparcia, uzyskają prawo do pokrycia tzw. ujemnego salda. W praktyce oznacza to pokrycie różnicy pomiędzy rynkową ceną energii, a ceną umożliwiającą wytwórcom pokrycie kosztów wytwarzania energii elektrycznej na morzu.

„Rządowy plany dotyczące farm wiatrowych na Bałtyku zakłada, że do 2030 roku Polska ma mieć z tego źródła wytwarzać 3,8 GW mocy, by dojść do ok. 10 GW w 2040 roku. Oznacza to, że za dwadzieścia lat, na Bałtyku będzie wytwarzane znacznie więcej mocy niż obecnie dostarcza Elektrownia Ostrołęka. Tak duże inwestycje mają szansę powstać zarówno siłami spółek Skarbu Państwa, jak i inwestorów prywatnych, którzy intensywnie pracują już nad poszczególnymi projektami” – dodaje ekspert.

Według rządowych planów morskie farmy wiatrowe mają być oddawane do użytku od 2024 do 2033 roku. Każdy z wiatraków ma służyć około 25 lat. Część podmiotów już podjęła działania zmierzające do rozpoczęcia realizacji projektu i niewykluczone, że część inicjatyw zostanie oddana do użytku nawet wcześniej niż wyznaczona przez ekspertów rządowych data.

Koniec godzin dla seniora. Ekspedientom spadł kamień z serca. Były groźby, wyzwiska, a nawet rękoczyny

Godziny dla seniorów były koszmarem pracowników handlu. Dziesiątki skarg na agresywne zachowania wobec ekspedientów.

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom na przestrzeni ostatnich miesięcy dotarło kilkanaście skarg dotyczących zachowania klientów wobec ekspedientów przez konieczność wprowadzenia w sklepach tzw. „godzin dla seniorów”. Dochodziło do awantur, wyzwisk czy nawet rękoczynów. – Godziny dla seniorów powodowały, że między godziną 10 a 12 w sklepach spożywczych i aptekach obsługiwani mogli być tylko klienci powyżej 65 roku życia. Zdajemy sobie sprawę,  że to był irytujący przepis, ale obowiązywał on pod rygorem kar, stąd też ekspedienci zobowiązani byli do jego przestrzegania. Klienci zachowywali się wobec pracowników sklepów bardzo niekulturalnie, zdarzały się groźby, wyzwiska, a nawet ataki fizyczne. Wszystko to, gdy ekspedient odmawiał np. obsłużenia klienta – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

„Kamień z serca” – ulga pracowników po tym, jak zniesiono godziny dla seniorów

– Wysłaliśmy od października 2020 kilkanaście pism i wykonaliśmy wiele telefonów do pracodawców, którzy zatrudniali skarżących się pracowników, by zapewnić im lepszą ochronę przed atakami ze strony klientów ignorujących przepisy związane z godzinami dla seniorów. Ten przepis trudno uznać za udany, bo seniorzy  chodzili do sklepów całe dnie, a klienci młodsi zainteresowani odchodzili ze sklepów z kwitkiem i byli tym poirytowani – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Odejście od tego przepisu to ulga dla wszystkich ekspedientów. Kamień z serca – przyznaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło blisko 30 skarg pisemnych i telefonicznych na zachowanie klientów i pracodawców w temacie godzin dla seniora. Pojawiały się także pytania czy pracodawcy mają prawo wymagać od pracownika, by „po cichu” obsługiwał osoby, które obsłużone zostać nie powinny. Pracownicy byli narażeni na poważny stres, sytuacje konfliktowe, a nawet na akty agresji ze strony klientów, którzy chcieli kupić coś w sklepie, a na mocy rozporządzenia ekspedient nie mógł tego zrobić. – Klienci często prosili i błagali, by móc np. kupić pieczywo w piekarni, a gdy ekspedient odmawiał zdarzało się, że pojawiały się wyzwiska, groźby, a nawet rzucanie przedmiotami. Jedna z pracownic napisała nam, że klient cisnął w nią kartonikiem z batonikami, który był ustawiony na ladzie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

„Ty kur*** i całą paleta bluzgów”

Jak wyjaśnia Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska sytuacja z godzinami dla seniorów przypomina problem dotyczący noszenia maseczek w sklepach. To generator konfliktów i agresji, gdyż nie wszyscy czuli się w obowiązku do przestrzegania przepisów. Ekspedient był do tego zobowiązany i gdy próbował wywiązywać się ze zobowiązań wynikających z rozporządzenia to narażał się na nieprzyjemności.

– Ekspedientki pisały do nas, że były wyzwane od jakich tylko za to, że nie chcą sprzedawać towarów w czasie godzin dla seniorów. Ty kur*** i cała paleta bluzgów.  Bywali klienci, którzy wchodzili do dyskontów i na siłę chcieli być obsłużeni, nawet gdy z oczywistych powodów nie kwalifikowali się do obsłużenia. Sytuacja może być irytująca, co jest oczywiste, ale pracodawcy pod żadnym pozorem nie powinni dopuścić, by frustracja czy niezadowolenie klientów było kumulowane w stronę sprzedawców – mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Pisma, które do nas trafiały zwykle miały charakter informacyjny, choć zdarzały się interwencje, gdy np. właściciel jednego ze sklepów nałożył karę na pracownicę, która nie obsłużyła klienta o godzinie 11:50. Według szefa pracownica powinna to zrobić. Nasze stowarzyszenie upomniało przedsiębiorcę, że jakiekolwiek pretensje do ekspedientki są nie tylko nieuzasadnione, ale i nie na miejscu i grożą konsekwencjami porządkowymi wobec właściciela sklepu.

Komu może zostać udzielona pożyczka na dowód przez internet?

Pożyczki na dowód mają w naszym społeczeństwie coraz lepszą sławę. Profesjonalne firmy pożyczkowe oferują nam szerokie pakiety i wiele możliwości. Pieniądze mogą trafić na konto nawet w kwadrans bez konieczności opuszczania domu. Podpowiadamy, kto może skorzystać z tego typu oferty.

Pożyczka na dowód przez internet

Pożyczki chwilówki na dowód online są obecnie dostępne w bardzo wielu firmach pozabankowych. Tego typu usługa jest niezwykle prosa w wykorzystaniu. Najważniejszym krokiem jest założenie konta na stronie internetowej firmy i wypełnienie właściwego wniosku. Wpisanie własnych danych trwa zaledwie kilka minut. Cały proces udzielania pożyczki jest w ogromnej większości przypadków całkowicie zautomatyzowany, dlatego nie tylko trwa krótko, ale także nie wymaga żadnego kontaktu z osobami trzecimi. 

Kto może skorzystać z pożyczki na dowód online?

Pożyczki na dowód online dostępne są dla osób, które dysponują polskim obywatelstwem oraz pełnią praw obywatelskich. Zazwyczaj wystarczy ukończyć osiemnasty rok życia, jednak niektóre firmy wymagają ukończenia dwudziestu jeden lat. Niezbędne jest także posiadanie adresu e–mail oraz własnego konta bankowego. 

Bardzo ważnym krokiem jest weryfikacja zdolności kredytowej. Pożyczki na dowód, chociaż łatwe w uzyskaniu, nie są dostępne zawsze i dla każdego. We wniosku zazwyczaj należy umieścić dane swojego pracodawcy (razem z numerem NIP) oraz wysokość zarobków. Warto także zaznaczyć, że obecnie firmy pożyczkowe sprawdzają dane na temat swoich klientów w bazach Biur Informacji Gospodarczej – w tym BIK i BIG. 

Pożyczka na dowód online jest dostępna dla osób, które potrzebują gotówki szybko i nie chcą załatwiać formalności w placówce banku. To doskonałe rozwiązanie w podbramkowych sytuacjach oraz w każdym momencie, kiedy potrzebujemy dodatkowej gotówki. W przypadku chwilówek warto zaznaczyć, że trzeba mieć pewność, że pożyczka w odpowiednim czasie będzie mogła zostać zwrócona. 

Czy pożyczka na dowód online jest bezpieczna? 

Korzystanie ze sprawdzonych firm pożyczkowych w żadnym momencie nie jest niebezpieczne. Firma weryfikuje nasze dane. Zazwyczaj odbywa się to poprzez przelanie symbolicznej kwoty z konta, na które ma trafić pożyczka. Jeżeli korzystamy z aplikacji firmy pożyczkowej, weryfikacja dokonuje się właśnie poprzez tę aplikację. Dodatkowo wszystkie połączenia są szyfrowane, o czym świadczy znaczek kłódki na pasku przy adresie URL. 

Czy warto korzystać z pożyczek online? 

Korzystanie z pożyczek online jest coraz powszechniejszą praktyką. Wynika to przede wszystkim z faktu, że firmy pozabankowe wychodzą z inicjatywą i oferują klientom coraz ciekawszą ofertę. Pieniądze można pożyczać na różny okres czasu. Dodatkowo bardzo często pierwsza pożyczka jest darmowa – oznacza to, że oddajemy dokładnie tyle, ile pożyczyliśmy. 

Wiele osób bardzo ceni sobie także całkowity zdalny proces wnioskowania o pożyczkę. Nie trzeba fatygować sie do żadnej placówki bankowej. Nie ma konieczności kontaktu z osobą trzecią, która wypytuje i weryfikuje nasze dane. Wszystko odbywa się automatycznie a pieniądze niezwykle szybko pojawiają się na koncie. 

Pożyczki na dowód online sa niezwykle proste i wygodne. Jeżeli tylko posiada się zdolność kredytową i aktualny dowód osobisty nie ma żadnego problemu w skorzystaniu z nich. Możliwość zainstalowania aplikacji, wygodny interfejs i świetny kontakt z firmą sprawiają, że coraz więcej osób korzysta z tego typu usług. Jeżeli czujesz, że potrzebujesz pieniędzy szybko jest to niewątpliwie dobre rozwiązanie. 

Więcej informacji na temat pożyczek online znajdziesz na stronie: https://www.saverium.pl/

Narciarze i snowboarderzy w galeriach handlowych: konieczna pomoc i otwarcie stoków!

IDZIEMY NA NARTY I DESKĘ DO CENTRÓW HANDLOWYCH – pod takim hasłem przedstawiciele branży zajmującej się produkcją nart i snowboardów, a także ich sprzedażą oraz wypożyczaniem, inicjują happening w wybranych centrach handlowych w całej Polsce. Komitet Narty Snowboard Outdoor, który w imieniu tej branży walczy dla niej o rządową i PFR pomoc, a także – o otwarcie stoków narciarskich, co umożliwiłoby tej branży ponowne funkcjonowanie. Happening rozpocznie się 1 lutego o godzinie 18:00.

Zamknięcie stoków dla amatorów narciarstwa i snowboardingu zostało przedłużone, co oburzyło fanów sportów zimowych na świeżym powietrzu oraz przedsiębiorców zajmujących się produkcją, sprzedażą i wypożyczaniem sprzętu, kolejny miesiąc z rzędu pozbawionych możliwości utrzymania.

– Nasze straty idą już w miliony, tym bardziej, że w pomocach sektorowych, tarczach rządowych i PFR, jesteśmy cały czas pomijani. Wielu z nas staje się bankrutami. Chcemy zwrócić na naszą sytuację uwagę rządzących, którzy utrzymali lockdown stoków narciarskich, pomimo otwarcia dużych obiektów handlowych. Wykorzystamy to, aby o sobie przypomnieć – zapowiada Arkadiusz Walus z Komitetu Narty Snowboard Outdoor, wybierając się na happening „IDZIEMY NA NARTY I DESKĘ DO CENTRÓW HANDLOWYCH”.

Narciarze, snowboarderzy i przedsiębiorcy branżowi przejadą się schodami ruchomymi w górę i w dół w wybranych, dopiero co ponownie uruchomionych, galeriach handlowych, w strojach narciarskich, goglach, kaskach, rękawiczkach i w maseczkach, a niektórzy nawet z nartami i deskami w rękach. Będą więc w reżimach sanitarnych obowiązujących jeszcze w grudniu 2020 roku, kiedy stoki i wyciągi narciarskie mogły działać. Będą robić zakupy w sklepach sportowych i brać jedzenie na wynos ze znajdujących się tam punktów gastronomicznych, aby wspomóc tamtejszych najemców, dotąd także pozbawionych możliwości pracy. Jak zapowiadają, w ten sposób chcą zrozumieć istniejący paradoks i nawołują: „Narciarze i snowboarderzy łączcie się!”.

– Skoro sytuacja epidemiczna pozwala otwierać zamknięte przestrzenie na zakupy, to chcemy otwarcia wolnej przestrzeni na uprawianie sportu i nabywanie odporności. Zdajemy sobie sprawę z panującej epidemii i respektujemy zasady sanitarne. Pokazujemy, że na stoku jesteśmy zabezpieczeni strojem, maską, goglami, rękawiczkami i kaskiem – tłumaczy Arkadiusz Walus i zaznacza: – Tym bardziej, że na całym praktycznie południu Polski mamy obecnie tzw. Strefę Zieloną!

Przypomina także zasady organizacyjne happeningu: – Nie grupujemy się! Zachowujemy dystans i daleką ostrożność. Schodami ruchomymi jedziemy pojedynczo, nie wypowiadamy się politycznie, koniecznie odwiedzamy sklep sportowy i robimy choć drobne zakupy solidarnościowe. Zdjęcia wrzucamy w komentarzach fejsbukowego Wydarzenia i na swoje profile w social mediach.

A gdyby ktokolwiek zabronił nam wejść do centrum handlowego ze sprzętem, poinformujemy go grzecznie, że mamy takie prawo, chociażby idąc do serwisu lub sklepu sportowego, aby dopasować np. buty do nart.

Happening rozpocznie się 1 lutego (poniedziałek) o 18:00. Jego uczestnicy umawiają się w social mediach w lokalnych centrach handlowych, które planują odwiedzić podczas Wydarzenia „IDZIEMY NA NARTY I DESKĘ DO CENTRÓW HANDLOWYCH”, Jak dotąd, w sieci można zauważyć, że wybierają się do następujących miejsc:

  • Bielsko-Biała, CH Sfera
  • Gdynia, Centrum Riviera
  • Gliwice, Forum
  • Kraków, Galeria Bronowice
  • Katowice, Galeria Katowicka
  • Łódź, Manufaktura
  • Poznań, Posnania
  • Ruda Śląska, Plaza
  • Rybnik, Focus
  • Warszawa, Sadyba Best Mall

Z akcją solidaryzują się m.in. Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne oraz dziesiątki portali branżowych.

Powody największych frustracji Polaków w 2020 r.

Konieczność płacenia więcej za te same towary i usługi okazała się bardziej denerwująca niż pandemia, wynika z badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Na pytanie co było najbardziej frustrujące w minionym roku, Polacy odpowiedzieli kolejny już raz, że najbardziej irytujące były podwyżki. Nie powinno to zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że średnioroczna inflacja w całym 2020 r. wyniosła 3,4 proc. i była najwyższa od 8 lat.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego grudniowy wzrost cen w porównaniu z analogicznym miesiącem 2019 r. wyniósł 2,4 proc., a więc mieścił się poniżej celu inflacyjnego i po raz trzeci spadł poniżej 3 procent. W całym 2020 roku nie było już jednak tak optymistycznie – 3,4 proc. to najwyższe wskazanie średniorocznej inflacji od 2012 roku. W niektórych miesiącach podwyżki były jeszcze wyraźniejsze – najwyższą miesięczną inflację w minionym roku zanotowano w lutym – 4,7 proc.

W 2020 r. w porównaniu z 2019 r. zdecydowanie bardziej zdrożały usługi niż towary – o 6,9 proc. vs 2,1 proc. Dla przykładu opłaty za usługi finansowe poszły w górę o 28,2 proc., a za wywóz śmieci nawet o 51,9 proc. Regulując rachunki za prąd płaciliśmy o 11,7 proc. więcej, korzystając ze stomatologa czy fryzjera musieliśmy liczyć się z podwyżkami przekraczającymi 11 proc. Z pewnością takich wzrostów trudno było nie zauważyć i nie odczuć w domowych budżetach. W przypadku towarów najwyraźniej podniosły się ceny gazet (6 proc.), a najistotniejsza z punktu widzenia wielu gospodarstw żywność zanotowała 5-proc. wzrost cen, przy czym najbardziej zdrożały owoce (17,6 proc.), wędliny o 9,5 proc. i pieczywo o 8,1 proc.

W badaniu na temat największych frustracji Polaków, podwyżki cen towarów i usług wygrały już drugi raz. W podsumowaniu 2019 r. zyskały 51 proc. wskazań, a wtedy średnioroczna inflacja wynosiła 2,3 proc. W największym stopniu podrożały wówczas opłaty za wywóz śmieci (21,4 proc.), ceny warzyw (19,8 proc.) i cukru (16,9 proc.).

Dwa lata wcześniej najbardziej frustrowały Polaków niskie zarobki – wynika z badań realizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W sytuacji gdy w sektorze przedsiębiorstw płaca wnosiła 4852 zł brutto, a płaca minimalna 2100 zł, mówiło o tym 40 proc. badanych. Od tamtej pory przeciętne zarobki w przedsiębiorstwach wzrosły do 5411 zł (12 proc.), a płaca minimalna do 2600 zł (24 proc.). Na poprawę ocen w tej kategorii mogło też mieć wpływ np. poszerzenie programów socjalnych – od 1 lipca 2019 r. program 500+ obejmuje również pierwsze dziecko, regularnie wypłacana jest tzw. trzynastka dla emerytów.

powody frustracji polaków 2020
Źródło: Badanie Maison&Partners dla BIG InfoMonitor

Po wzroście cen towarów i usług, najczęściej (36 proc.) wymienianej przyczynie frustracji Polaków, na kolejnych miejscach znalazły się problemy powiązane z koronawirusem: negatywne informacje przekazywane w mediach na temat pandemii (27 proc.) oraz obawy zdrowotne z nią związane (25 proc.). Dokuczał nam również brak kontaktu z ludźmi (25 proc.) oraz ograniczenia w dostępie do różnych usług i rozrywek (24 proc.). W takim kontekście finanse osobiste zeszły na dalszy plan. Obawy finansowe i zbyt małe zarobki zyskały odpowiednio 18 proc. i 15 proc. wskazań. O finansach respondenci w minionym roku nie myśleli tak źle, bo w przeciwieństwie do poprzednich lat w okresie pandemii nie tyle martwili się niesatysfakcjonującą wysokością zarobków, ile możliwością utraty pracy w ogóle. Wielu pracowników, aby zminimalizować prawdopodobieństwo potencjalnie grożącego im bezrobocia, z własnej woli zgodziło się na obniżenie pensji. Zwolnienia boi się, aż co ósmy badany, a w grupie 45-54 lata jest to lęk 18 proc. pytanych.

Ale nie wszyscy widzieli powody do frustracji. W ciągu minionego roku uniknęło tego typu odczuć 8 proc. badanych, najwięcej (12 proc.) w grupie seniorów.

Starsi martwią się o zdrowie, młodzi o brak towarzystwa

Odpowiedzi w badaniu podsumowującym 2020 r. mocno różnią się w zależności od wieku respondentów. Wraz z upływem lat rośnie niepokój dotyczący stanu zdrowia i konieczności zapewnienia sobie środków na wydatki związane z leczeniem i lekami. I tak wśród osób 65+ najczęściej wymienianymi problemami roku 2020 była inflacja (45 proc.) oraz obawy zdrowotne dotyczące koronawirusa (42 proc.), a na trzecim miejscu ex aequo natłok negatywnych informacji medialnych na temat pandemii i brak możliwości kontaktu z innymi ludźmi (po 32 proc.).

powody frustracji polaków 2020 wiek
Źródło: Badanie Maison&Partners dla BIG InfoMonitor

Tymczasem dla osób w wieku 18-24 lat największą frustracją zeszłego roku okazały się ograniczenia spotkań, o których mówiło 33 proc. badanych. Drugie były negatywne informacje medialne, a zły stan psychiczny (22 proc. wskazań) prawie dorównał w tym przypadku skargom na inflację, o której wspomniało 24 proc. najmłodszych pytanych. Na kolejnej pozycji znalazły się zbyt małe zarobki (18 proc.) i konieczność nauczania domowego (16 proc.). Każda grupa wiekowa bardzo wyraźnie w inny sposób została doświadczona w minionym roku, choć akurat niezadowoleniu seniorów ze wzrostu cen wtórowali wszyscy inni respondenci, wyjątkiem byli jedynie właśnie najmłodsi.

Według prognoz NBP, po wzroście o 3,4 proc. w 2020 r., w tym roku inflacja konsumencka ma wynieść 2,6 proc.

Badanie zostało zrealizowane przez Maison&Partners, metodą CAWI na panelu badawczym Ariadna w dniach 11-15 grudnia 2020 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej pod względem płci, wieku oraz wielkości miejsca zamieszkania próbie Polaków 18+. W badaniu wzięło udział N=1106 osób.

Indeks GIP60: Polscy producenci lekiem na całe zło

Aż trzy spółki z Giełdowego Indeksu Produkcji w pierwszej 10-tce rankingu GPW za 2020r. Nic dziwnego, bo ubiegły rok dla polskich spółek produkcyjnych okazał się bardzo udany. W konsekwencji GIP60 mimo zauważalnych problemów zdołał wypracować 11,37% wzrost wartości i zamknął 2020 rok na poziomie 882,34 punktów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za rok 2020. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Co druga spółka Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) zanotowała w ubiegłym roku dwucyfrową dodatnią stopę zwrotu, a jedynie co piąta straciła więcej niż 10% wartości rynkowej. Żeby dostać się na podium rocznej klasyfikacji GIP60 należało osiągnąć wzrost ceny akcji na poziomie 359%, a zwycięstwo wymagało wzrostu o co najmniej 4141%. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku spółce ZPUE wystarczyło do zwycięstwa 151,28%, a podium zapewniał roczny zwrot na poziomie 65%.

Mediana rocznych stóp zwrotów na poziomie 52% pozwoliła polskim producentom tworzyw sztucznych osiągnąć najlepszy wynik w ujęciu branżowym. Na uwagę zasługują szczególnie Radpol i Lentex, które w ubiegłym roku wzrosły odpowiednio o 58,36% i 51,50%. Dwucyfrowe mediany rocznych stóp zwrotu zaobserwowano w tym czasie również wśród polskich producentów mebli (34%), przemysłu lekkiego (22%), materiałów budowlanych (15%) i farmacji (12%). Gorzej poradzili sobie producenci odzieży, dla których mediana rocznych stóp zwrotu wyniosła -20%. Niewielkie spadki zaobserwowano wśród producentów z branży metalurgicznej (-3%) i spożywczej (-1%).

Mercator najlepszą spółką GPW

Podium 2020 roku, ze względu na roczny wzrost wartości rynkowej przedstawia się następująco (w nawiasie miejsce w ogólnym rankingu GPW):

  1. Mercator Medical 4141,21% (1)
  2. Biomed-Lublin 753,33% (4)
  3. Libet 358,96% (9)

Niekwestionowanym zwycięzcą rocznego rankingu Giełdowego Indeksu Produkcji została spółka Mercator, która okazała się również najlepszą spółką GPW w 2020 roku. Co istotne, całe podium GIP60 znalazło się w 2020 roku w gronie najlepszych dziesięciu spółek z GPW, które notabene zostało w zeszłym roku zdominowane przez spółki z przewagą polskiego kapitału.

Już w zeszłym roku producent rękawiczek medycznych był najlepszy pod względem liczby zdobytych podiów miesięcznych klasyfikacji GIP60 (2 razy pierwsze miejsce i 2 razy trzecie miejsce), ale ostatecznie jej wartość rynkowa spadła w 2019 roku o 7,87%. Mimo tego w ubiegłorocznym podsumowaniu wskazywaliśmy na „duży potencjał do wzrostów, który na początku 2020 roku jest podsycany ogromnym popytem na produkty spółki wywołanym epidemią koronawirusa, dzięki czemu spółka jest jedną z najszybciej rosnących na całej GPW”.

Bez wątpienia producent rękawic, materiałów opatrunkowych i odzieży jednorazowej stał się jednym z największych beneficjentów sytuacji wywołanej pandemią koronawirusa. Cena akcji spółki wzrosła w trakcie 2020 roku z początkowej 9,95 zł do 422 zł , co oznacza, że spółka wyceniana na początku roku na ok. 105 mln zł, zamknęła go wyceną rynkową sięgającą prawie 4,5 mld zł. Jednocześnie, aż sześciokrotnie Mercator znalazł się na najwyższym stopniu podium: w styczniu, lutym, kwietniu, czerwcu, lipcu i wrześniu. Takiej dominacji nie zanotowano w pięcioletniej historii badań Giełdowego Indeksu Produkcji.

Drugie miejsce przypadło spółce Biomed-Lublin Wytwórnia Surowic i Szczepionek z Lublina, której wycena rynkowa wzrosła w ubiegłym roku z 65 mln zł do niemalże pół miliarda złotych, a w trakcie roku sięgała ona nawet 1,5 mdl zł. Rajd na akcjach spółki napędzany był przez liczne informacje o badaniach nad osoczem ozdrowieńców, które miały się przełożyć na stworzenie leku przeciwko koronawirusowi.

Miejsce trzecie dla spółki Libet za wzrost wyceny rynkowej o 358,96%. Wrocławski producent kostki brukowej i płyt tarasowych to kolejna spółka, dla której 2020 rok przyniósł wiele dobrego. Po długiej restrukturyzacji, której początki sięgają nawet paru lat wstecz, wyniki spółki ustabilizowały się, co przełożyło się na uznanie w oczach inwestorów i możliwość wykorzystania szans, które pojawiły się przed producentami materiałów budowlanych.

Najłatwiej odbić się z uklepanego dna

Pierwsza połowa 2020 roku upłynęła pod znakiem problemów wynikających z postępującej pandemii COVID-19, które piętrzyły się w kolejnych obszarach naszego życia. Izolacja kolejnych obszarów geograficznych i gospodarczych doprowadziła do zapaści w sektorze usług, ale też poważnych problemów w przemyśle. Jedną z konsekwencji początkowego chaosu i niepewności było zerwanie wielu łańcuchów dostaw, co wywołało spore zamieszanie w globalnej gospodarce, ale też zainicjowało proces redefinicji powiązań na gospodarczej mapie świata. Wzrosło znaczenie gwarancji dostaw i lokalizacji fabryk, a spadło znaczenie kryterium kosztowego, które napędzało wcześniej konkurencyjne cenowo przemysły dalekowschodnich gospodarek rozwijających się.

Skutki pozytywnej ekspozycji polskich producentów na tle tracących zaufanie dostawców z Dalekiego Wschodu dało się odczuć już w drugiej połowie 2020 roku. Ostatnie miesiące ubiegłego roku to wręcz okres boomu dla polskiego przetwórstwa przemysłowego. Jak podaje GUS, w samym tylko w grudniu produkcja sprzedana przetwórstwa przemysłowego wzrosła w Polsce o 12,8% w stosunku do grudnia 2019 r. Mocna końcówka roku pozwoliła niemalże wyrównać wynik i w okresie styczeń-grudzień 2020 r. produkcja sprzedana przemysłu była tylko o 1% niższa niż w 2019 r.

Również nastroje pracowników firm produkcyjnych, monitorowane w regularnych badaniach ankietowych,  uległy znacznej poprawie w drugiej połowie roku. Wskaźniki takie jak PMI® i ISM notują z każdym kolejnym miesiącem coraz wyższe wyniki. W Polsce, w drugiej połowie ub.r. wskaźnik PMI® powrócił po 20 miesiącach nad neutralny poziom 50 pkt, tak więc długa seria negatywnych odczytów została przerwana właśnie w połowie 2020 r.

2021 rokiem wielkich wyzwań, ale i wielkich szans

W Nowy Rok weszliśmy ze starymi problemami, restrykcje  w dalszym ciągu ograniczają lub nawet uniemożliwiają funkcjonowanie licznych firm z wielu sektorów. W tym roku jednak problemy są już dobrze poznane i pojawiła się nadzieja w postaci szczepionek, które powinny pomóc przywrócić nam swobodę funkcjonowania. Dlatego tyle uwagi poświęca się obecnie procesowi szczepień, który w różnych krajach przyjmuje różne formy i tempo. Z pewnością dla inwestorów będzie to jedno z kryteriów oceny potencjału gospodarki i rynków akcji, co widać m.in. na wykresie Izraelskich indeksów giełdowych.

Dla rynków akcji równie istotne będą kolejne pakiety stymulujące i niskie stopy procentowe, które zwykle przekładają się na zwiększony popyt na akcje. Na podstawie wypowiedzi prezesa NBP należy oczekiwać, że niskie stopy utrzymają się w najbliższym roku również w Polsce. Co powinno jeszcze bardziej zmniejszyć atrakcyjność bezpiecznych form lokowania oszczędności takich jak lokaty i obligacji, oraz zwiększyć tolerancję inwestorów na ryzyko zwiększając atrakcyjność rynków kapitałowych.

Oczywiście wyniki finansowe producentów też będą bardzo ważne dla ich wartości rynkowej, dlatego dodatkowym czynnikiem sprzyjającym wyceną polskich producentów będzie słaba złotówka, ponieważ znaczna część przychodów rodzimych wytwórców pochodzi z eksportu. W tym kontekście ważny jest również wspomniany proces reorganizacji łańcuchów dostaw.

Postępującą poprawę nastrojów pracowników firm produkcyjnych obserwujemy w kolejnych badaniach ankietowych zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie. Również nasi rodzimi producenci nie zdradzają oznak pesymizmu, co jedynie potwierdza dobrą sytuację w branży.

Dodając do poniższych informacji ogromne pakiety stymulujące gospodarki po obu stronach Atlantyku, należy oczekiwać dalszych wzrostów na rynkach akcji i wygląda na to, że tym razem nasza rodzima GPW stanie się jednym z jej beneficjentów, a polscy producenci powinni odegrać w tym procesie znaczącą rolę. Zatem kupujmy polskie spółki produkcyjne i pracujmy nad wzrostem znaczenia polskiego przemysłu.

Dla części firm pandemia to impuls do zmian. Cyfrowa rewolucja w tym roku przyspieszy

Rozwój usług chmurowych, narzędzi do pracy zdalnej i sprzedaży internetowej oraz działanie na rzecz większego cyberbezpieczeństwa – to zdaniem Tomasza Dreslerskiego, dyrektora sprzedaży ds. klientów kluczowych i korporacyjnych w Orange Polska, główne trendy na rynku telekomunikacyjnym i teleinformatycznym, które rozwiną się w tym roku w następstwie pandemii COVID-19. Większość firm będzie kontynuować zapoczątkowaną w zeszłym roku cyfrową transformację, a w niektórych przypadkach ona zdecydowanie przyspieszy. To sprawia, że segment B2B jest dziś dla operatorów komórkowych bardzo atrakcyjnym, choć niełatwym, obszarem rozwoju.

– Rok 2020 dla nas wszystkich – dla konsumentów i dla biznesu – był pełen wyzwań. Wyszliśmy z niego wzmocnieni o nowe doświadczenia. COVID przez wiele lat będzie przez nas zapamiętany jako zjawisko destrukcyjne, ale z drugiej strony – jako impuls do zmian. Wielu przedsiębiorców zobaczyło nowe szanse, nowe możliwości, których wcześniej nie dostrzegali albo które ignorowali – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Dreslerski.

COVID-19 mocno przyspieszył cyfryzację firm. W okresie lockdownu i powolnego odmrażania gospodarki polskie przedsiębiorstwa ekspresowo digitalizowały swoje działania. Jak wskazuje badanie Intel i Polycom, co trzecia mała i średnia firma w ubiegłym roku deklarowała wysoki poziom zaawansowania w procesach cyfryzacji biznesu, a kolejne 24 proc. było w fazie wdrażania założeń nowej strategii. Pandemia przyspieszyła np. wdrażanie chmury. 36 proc. MŚP miało już taką inwestycję za sobą, 21 proc. było w jej trakcie, a kolejne 17 proc. miało ją w planach. Zdaniem Orange Polska obszar chmury będzie jednym z najważniejszych dla klientów biznesowych również w tym roku.

– Szybka migracja do chmury jest dla wielu klientów krytyczna. Dla tych, którzy nie chcą lokować swoich zasobów za granicą, mamy coraz bardziej cenioną na rynku chmurę – Integrated Computing. Z drugiej strony jako operator mamy dostęp do wielu technologii. Dlatego oferujemy też rozwiązania chmurowe tj. Google’a, Amazona czy Microsoftu – wymienia nasz rozmówca.

Jak podkreśla, w postcovidowych realiach przedsiębiorcy jak nigdy wcześniej będą dbali o to, żeby upraszczać i optymalizować swoje procesy biznesowe, bo to pozwoli im elastycznie i szybko reagować na zmieniające się otoczenie, bez przerywania ciągłości biznesowej.

– To, że otoczenie zewnętrzne będzie się w czasach ciągle trwającego kryzysu zmieniać, jest sprawą pewną. Co najmniej trzy obszary  będą w 2021 roku zdecydowanie rozwojowe. Pierwszy jest związany z szeroko rozumianą wirtualizacją. Myślę tutaj zarówno o całkowitym, jak i o częściowym przenoszeniu procesów biznesowych i zasobów informatycznych do data centers. Te zasoby będą utrzymywane z dala od siedzib przedsiębiorstw, dostępne z każdego miejsca i skalowalne – mówi Tomasz Dreslerski.

Drugim obszarem, który w tym roku zdecydowanie przyspieszy w następstwie pandemii COVID-19, będą rozwiązania i infrastruktura umożliwiające firmom pracę zdalną z dowolnego miejsca. Z badania CBRE i Grafton Recruitment wynika, że sześciu na dziesięciu pracowników wykonuje dziś swoje obowiązki całkowicie zdalnie. Zgodnie z oczekiwaniami zatrudnionych, ale też ze względu na oszczędności, ten model pracy, również w wersji mieszanej, pozostanie obecny w wielu firmach także po ustaniu pandemii.

– Po roku 2020 duża część dużych firm potrafi już organizować pracę zdalną. Natomiast ciągle jest w Polsce wielu przedsiębiorców nieco mniejszych, którzy mogą pracować zdalnie, ale nie w takiej skali, w której chcieliby to robić. Dlatego starają się cały czas wdrażać rozwiązanie, które im na to pozwolą – wyjaśnia Tomasz Dreslerski.

Trzeci rozwojowy obszar jest związany z cyberbezpieczeństwem firm i przeciwdziałaniem zagrożeniom w internecie. Jak bardzo jest on istotny, pokazują dane centrum cyberbezpieczeństwa CERT Orange Polska i CyberTarczy, która w 2020 roku odnotowała aż dwa razy więcej incydentów phishingu niż rok wcześniej. W ciągu minionego roku podwoiła się też (do ponad 1 tys.) liczba przedsiębiorstw korzystających z całodobowego Centrum Zarządzania Operacjami Bezpieczeństwa SOC Orange. To pokazuje, że firmy nie czują się jeszcze odpowiednio zabezpieczone przez cyberzagrożeniami i szukają sprawdzonych i skutecznych rozwiązań.

Kolejnym punktem w strategii Orange jest obszar e-commerce.

– Mówimy o rozwiązaniach dla klientów, którzy posiadają już nawet swoje platformy e-commerce’owe, ale chcą zwiększać liczbę zamówień, wartość koszyka, czy poprawić wskaźniki efektywności swojego sklepu internetowego. Popyt na tego typu rozwiązania jest coraz większy – precyzuje Tomasz Dreslerski. – Nie sposób tu też nie wspomnieć o rozwiązaniach IoT i internecie rzeczy, który w 2021 również będzie dla nas bardzo istotny.

Jak podkreśla, ubiegły rok pokazał, że budowanie na rynku pozycji Orange Polska jako długoterminowego i strategicznego partnera dla firm przynosi oczekiwane rezultaty. W procesie transformacji cyfrowej przedsiębiorcy potrzebują bowiem wsparcia nie tylko technologicznego, lecz również kompetencyjnego.

– W 2021 rok wchodzimy w Orange z dość dużą pewnością. Mamy za sobą doświadczenia we wdrażaniu rozwiązań cyfrowych i wiemy, że one działają. Wiemy też, jak wspierać naszych klientów w bezpiecznym przejściu cyfrowej transformacji od początku do końca, jak łączyć kompetencje IT z kompetencjami telekomunikacyjnymi. Z drugiej strony, cały czas dbamy o rozwój naszych kompetencji cyfrowych. Mamy już dziś wiele produktów, które zdecydowanie pomagają klientom w tych specyficznych i trudnych czasach – mówi Tomasz Dreslerski.

Aby sprostać rynkowym wyzwaniom, operator postawił mocny akcent na doskonalenie swoich cyfrowych kompetencji – zarówno w oparciu o własne zasoby, jak i akwizycje. Stąd dołączenie w grudniu do Grupy Orange spółki Craftware, która zajmuje się wdrażaniem nowoczesnych rozwiązań CRM. Dzięki temu firma zyskała dostęp do szybko rozwijającego się segmentu rynkowego.

– W tym roku konsekwentnie skupimy się na wzmacnianiu pozycji Orange Polska jako długoterminowego, strategicznego partnera w cyfrowej transformacji firm. Postawimy na rozwój sieci 5G, dalszy rozwój ICT i oprogramowania dla klientów, a także na kolejne inicjatywy w zakresie internetu rzeczy. Wszystkie te rozwiązania są naturalnym uzupełnieniem naszej głównej oferty telekomunikacyjnej, stacjonarnej i mobilnej – podsumowuje ekspert Orange Polska.

Ministerstwo Infrastruktury będzie edukować Polaków o nowych przepisach ruchu drogowego. Zmiany wchodzące w życie od czerwca mają m.in. zwiększyć bezpieczeństwo pieszych

Co roku kilkaset osób ginie na przejściach dla pieszych, a kolejnych kilka tysięcy zostaje rannych. Przyczyną wielu wypadków jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu, dlatego Ministerstwo Infrastruktury wprowadziło do przepisów pierwszeństwo osób wkraczających na pasy. Prawo wchodzące w życie od czerwca 2021 roku wprowadzi także kary dla pieszych za używanie na przejściach telefonów komórkowych, a dla kierowców – za jazdę „na zderzaku”. Ujednolicona zostanie też dopuszczalna prędkość w obszarze zabudowanym, niezależnie od pory dnia. Rząd zapowiada kampanię edukacyjną na temat nowych przepisów.

Tylko w 2019 roku, jak wynika ze statystyk Komendy Głównej Policji, doszło do ponad 3,7 tys. wypadków na przejściach dla pieszych (z udziałem pieszych i rowerzystów). Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu było przyczyną 2,8 tys. z nich. Zginęło w nich 250 osób, a ponad 3,6 tys. zostało rannych. Pasy są drugim – po jezdni – najczęstszym miejscem występowania wypadków.

– Wprowadzamy cztery zmiany, bardzo istotne z punktu widzenia zwiększania bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Pierwsza z nich dotyczy nadania pierwszeństwa pieszemu na przejściu. Kierowca zbliżający się do pasów, widząc pieszego wchodzącego na przejście, będzie musiał zwolnić i ustąpić pierwszeństwa tak, aby mógł on swobodnie, niezagrożenie przejść na drugą stronę jezdni – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Weber, wiceminister infrastruktury.

Rozszerzenie udzielenia pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na przejście nie dotyczy tramwajów.

– Tylko pieszy znajdujący się na torowisku będzie miał pierwszeństwo, natomiast pieszy wchodzący na nie już nie. To ze względu na to, że droga hamowania tramwaju jest dłuższa niż pojazdu samochodowego w sytuacji, kiedy oba jadą z jednakową prędkością – tłumaczy Rafał Weber.

W 2016 roku Polska należała do najmniej bezpiecznych krajów dla pieszych. Dane z Europejskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wskazują, że w przeliczeniu na milion mieszkańców śmierć w wypadkach poniosło wówczas 22 pieszych, przy średniej europejskiej na poziomie 10 osób.  Jeszcze w 2007 roku było to ponaddwukrotnie więcej.

Druga istotna zmiana to zakaz korzystania przez pieszych ze smartfonów i innych urządzeń mobilnych podczas przechodzenia przez pasy. Jak wynika z analizy Instytutu Transportu Samochodowego  „Badania zachowania pieszych i relacji pieszy–kierowca”, przyznaje się do tego kilka procent pieszych. Eksperci podkreślają, że jest to jeden z najbardziej niebezpiecznych nawyków, bo skupienie uwagi na rozmowie czy przeglądanych treściach usypia czujność użytkownika drogi.

– Kary są już opisane w taryfikatorze mandatów, a wykroczenia – w kodeksie wykroczeń. Nie kierujemy się jednak w tych zmianach bardzo represyjną taktyką. Koncentrujemy się raczej na edukacji, zwiększaniu świadomości wszystkich użytkowników ruchu drogowego, więc nie przewidujemy większych kar dla pieszych, którzy w sposób niewłaściwy wchodzą na jezdnię – zaznacza wiceminister infrastruktury.

Nowe przepisy ujednolicają też dozwoloną prędkość w terenie zabudowanym do 50 km/h. Obecnie w nocy jest ona większa – między godz. 23 a 5 wynosi  60 km/h. Nowelizacja ustawy wprowadza też zakaz jazdy „na zderzaku”, czyli niezachowywania odpowiedniej odległości od innego pojazdu.

– Główną przyczyną wypadków w Polsce jest nadmierna prędkość. Chcemy walczyć z piratami drogowymi i ten przepis ma na celu uspokojenie jazdy na drogach szybkiego ruchu. Ma spowodować, by kierowcy zachowywali bezpieczną odległość między pojazdami, bo to w naszej ocenie właśnie zagwarantuje bezpieczeństwo w ruchu drogowym – przekonuje Rafał Weber.

Zgodnie z nowymi przepisami na drogach szybkiego ruchu bezpieczna odległość między pojazdami ma wynosić połowę wartości aktualnej prędkości. Zatem kierowca jadący 120 km/h musi jechać 60 m za poprzedzającym samochodem.

Rząd przygotował kampanię edukacyjną, która wyjaśni i przybliży kierowcom i pieszym nowe przepisy. Ma ruszyć w maju.

– Chcemy trafić do wszystkich uczestników ruchu drogowego – także do młodzieży i osób starszych – w każdy możliwy sposób. Na pewno będą to spoty emitowane w telewizjach i na portalach społecznościowych, audycje radiowe oraz materiały w prasie – mówi wiceminister infrastruktury. – Niezależnie od tego, czy jesteśmy rowerzystami, czy pieszymi, czy kierujemy pojazdem lekkim, czy ciężarowym – od każdego z nas zależy bezpieczeństwo w ruchu drogowym i do każdego z nas ta kampania będzie kierowana.

Szereg luk w ustawie o krajowym cyberbezpieczeństwie. Eksperci ostrzegają, że zaszkodzi relacjom z Chinami, odstraszy inwestorów i pozwoli cenzurować internet

Wprowadzenie w życie nowelizacji ustawy, która reguluje obszar polskiego cyberbezpieczeństwa, może mocno zaszkodzić relacjom gospodarczym z Chinami. W projekcie zachowano bowiem mechanizm, która pozwala wykluczyć chińskie firmy technologiczne z polskiego rynku – wskazuje redaktor naczelny portalu Chiny24.com Leszek Ślazyk. Jak podkreśla, odstraszy to też przyszłych inwestorów, którzy nie będą mieć pewności, czy nie zostaną nagle wykluczeni z polskiego rynku ze względu na kraj pochodzenia. Eksperci wskazują również na cały szereg innych mankamentów noweli ustawy o KSC, jak np. możliwość blokowania konkretnych adresów IP i stron internetowych na podstawie decyzji ministra.

– Pierwotny kształt tej ustawy miał być ukłonem w stronę administracji Donalda Trumpa, skierowanym przeciwko chińskim producentom sprzętu telekomunikacyjnego. Ten ukłon wydaje się jednak nie przynosić żadnych korzyści stronie polskiej. Świadczy też o nikłej orientacji w powiązaniach między globalnymi liderami infrastruktury telekomunikacyjnej, zwłaszcza 5G. Dla przykładu szwedzka firma Ericsson, która jest postrzegana jako alternatywa dla Huaweia, produkuje gros swoich rozwiązań w Chinach, w ramach swojej spółki joint venture Panda Electronics. Trudno będzie więc obronić przed dowolnym trybunałem decyzję o wykluczeniu chińskiego dostawcy na korzyść europejskiego, który i tak produkuje w Chinach i na bazie chińskich komponentów – mówi agencji Newseria Biznes Leszek Ślazyk, politolog i redaktor naczelny portalu Chiny24.com.

W połowie stycznia pojawiła się nowa propozycja zmian w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Do pierwszej ponad setka różnych podmiotów – ekspertów, firm i instytucji branżowych – zgłosiła w sumie 750 różnych uwag. Kontrowersje wzbudziły m.in. zapisy, które pozwalają wykluczyć z polskiego rynku niektórych dostawców infrastruktury i oprogramowania na podstawie otwartych, nietechnicznych kryteriów (np. czy dana firma pochodzi z kraju, w którym są przestrzegane prawa człowieka). Zapis był wymierzony przede wszystkim w chińskich dostawców technologii, w tym m.in. koncern technologiczny Huawei, oskarżany przez administrację Donalda Trumpa o udostępnianie informacji i współpracę z chińskim rządem.

W tle jest jednak wątek polityczny, czyli napięte relacje i wojna handlowa pomiędzy Chinami a USA, które już w połowie roku zaczęły realizować program Clean Network, mający wyeliminować chińskich producentów z rynku teleinformatycznego i budowy 5G. Z kolei we wrześniu ub.r. Polska podpisała ze Stanami deklarację o współpracy w zakresie bezpieczeństwa przy wdrażaniu tej technologii. Eksperci podnoszą jednak, że wpisanie się w amerykańską kampanię wymierzoną w firmy technologiczne z Chin może mocno zaszkodzić relacjom gospodarczym i wartej około 136 mld zł rocznie wymianie handlowej z Państwem Środka.

– Gdyby zapisy tej ustawy dotknęły dostawców z Chin, mamy też kolejne pole sporu z Unią Europejską, która w ostatnich dniach minionego roku doprowadziła do podpisania umowy inwestycyjnej z Chinami – zauważa Leszek Ślazyk.

Jak podkreśla, projektowane przez rząd zmiany w ustawie o KSC, wymierzone przede wszystkim w chińskich dostawców sprzętu i oprogramowania, stoją też w sprzeczności z międzynarodowym i unijnym prawem dotyczącym m.in. wolnego handlu czy swobody prowadzenia działalności gospodarczej dla wszystkich przedsiębiorstw, niezależnie od ich kraju pochodzenia.

– Zapisy w tej ustawie mogą sprawić, że Polska będzie stawać przed różnego rodzaju instytucjami międzynarodowymi, oskarżona o naruszenie wielu norm prawa międzynarodowego. Sprawna kancelaria będzie mogła zająć się wyłącznie kierowaniem do trybunałów czy sądów spraw przeciwko Polsce – mówi redaktor naczelny portalu Chiny24.

Politolog zwraca uwagę, że wdrożenie noweli ustawy o KSC w obecnym kształcie – z mechanizmem zaprojektowanym w celu wykluczenia konkretnych dostawców – może nie tylko zaszkodzić relacjom gospodarczym między Polską i Chinami. Odstraszy też potencjalnych inwestorów, którzy nie będą mieć pewności, czy nie zostaną nagle wykluczeni z polskiego rynku ze względu np. na kraj pochodzenia.

– Na dodatek w nowym projekcie ustawodawca usunął możliwość wnoszenia protestów, co jest kuriozalne. Dostawcy eliminowani za pomocą takich przepisów będą mogli dochodzić swoich praw w instytucjach europejskich, co może implikować znacznie więcej problemów, niż zakładają autorzy projektu tej ustawy – mówi Leszek Ślazyk.

Firmy, które na podstawie kryteriów zawartych w ustawie o KSC zostaną uznane za tzw. dostawców wysokiego ryzyka, zostaną odcięte od kontraktów i de facto wykluczone z polskiego rynku. Nowy projekt nie przewiduje właściwych narzędzi prawnych, które dawałyby im realną możliwość odwołania od tej decyzji czy nawet uzyskania jej uzasadnienia.

 Mechanizmy certyfikowania dostawców, brak konieczności uzasadnienia decyzji, niemożność wglądu ocenianego do dokumentów – to oczywiste ścieżki do nadużyć. Takie praktyki psują nasz wizerunek, nie tylko w oczach strony chińskiej – podkreśla ekspert. – Przy takim poziomie prowadzenia polityki nie możemy liczyć na poważne traktowanie w przestrzeni międzynarodowej.

Jak wskazuje, nowe przepisy uderzą też w komercyjnych operatorów telekomunikacyjnych, którzy działają na polskim rynku. Ci będą bowiem zmuszeni w ciągu pięciu–siedmiu lat wycofać ze swojej infrastruktury cały sprzęt i oprogramowanie pochodzące od tzw. dostawców wysokiego ryzyka. Kosztów tej wymiany nie poniesie państwo, ale sami operatorzy, co będzie się wiązać z wielomiliardowymi nakładami i możliwym wzrostem cen usług dla klientów. Spółka Play Communications (właściciel sieci Play) oszacowała, że przymusowa rezygnacja ze sprzętu Huaweia będzie dla niej oznaczać koszt ok. 900 mln zł w ciągu siedmiu lat.

– Czy w takiej sytuacji operatorzy będą jeszcze skłonni inwestować w nowe rozwiązania, czy skoncentrują się na przebudowie zasadniczej części infrastruktury? A może w ogóle wycofają się z polskiego rynku? Kto miałby bowiem sfinansować te zmiany? Klienci mają raczej ograniczoną skłonność do akceptowania znacznego wzrostu cen usług – mówi Leszek Ślazyk.

Konieczność wycofania i rezygnacja ze sprzętu Huaweia, który jest w tej chwili jednym z głównych dostawców infrastruktury dla sieci 5G, będzie też oznaczać możliwe opóźnienia we wdrażaniu tej technologii w Polsce. W połowie ubiegłego roku brytyjska firma analityczna Assembly Research oszacowała, że może to opóźnić budowę 5G w naszym kraju nawet o trzy lata, pociągając za sobą straty dla gospodarki w wysokości 4,8 mld euro.

 W najbliższych kilku latach będziemy coraz częściej słyszeć o w pełni zrobotyzowanych i zautomatyzowanych fabrykach, pojazdach autonomicznych, o rozwiązaniach łączących sztuczną inteligencję, internet rzeczy, technologie Big Data, blockchain czy cloud computing. Państwa, które nie będą posiadać sprawnej, powszechnej sieci 5G, zwyczajnie znikną z map inwestorów. Tutaj znajduje się źródło potencjalnych turbulencji i strat – podkreśla politolog.

W projekcie nowelizacji ustawy o KSC znalazły się też zapisy dające możliwość odłączenia konkretnych serwisów online na podstawie decyzji ministra ds. informatyzacji (w tej chwili te kompetencje należą do premiera). Będzie on mógł wydać operatorom telekomunikacyjnym nakaz blokowania konkretnych adresów IP i stron internetowych, co otwiera furtkę do cenzurowania internetu. Mimo tak daleko idących zmian rząd nie poddał ich publicznym konsultacjom i nie planuje takiego kroku.

W czasie pandemii tracą apteki. Spada szczególnie sprzedaż leków na receptę

Izolacja spowodowała spadek infekcji i ograniczenie wizyt lekarskich, a to przełożyło się na zahamowanie sprzedaży leków na receptę. Wprawdzie wzrosty odnotowała kategoria produktów do dezynfekcji oraz wzmacniających odporność, ale mimo to ilościowo sprzedaż na całym rynku spadła o ponad 3 proc. – wynika z danych PEX PharmaSequence. Wprawdzie obrót statystycznej apteki wzrósł, ale przyczynił się do tego spadek liczby aptek na rynku, co jest spowodowane zmienionymi kilka lat temu regulacjami. Wraz z falą szczepień i ustępowaniem pandemii aptekarze liczą na powrót pacjentów, zwłaszcza tych kupujących leki refundowane.

Rynek apteczny w zeszłym roku prawie nie urósł. Według naszych danych wzrost wartościowy to jest 1,4 proc., ale ilościowo sprzedaż spadła o ponad 3 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Frąckowiak, prezes PEX PharmaSequence. – Ten spadek nie jest niczym dziwnym, ale jego wysokość już zaczyna niepokoić, szczególnie jeżeli popatrzymy, co się przestało sprzedawać. To przede wszystkim leki na receptę, szczególnie refundowane i niepełnopłatne. Wynika to z utrudnionego dostępu do służby zdrowia, z obostrzeń, jakie zostały wprowadzone, bo paradoksalnie przestaliśmy chorować na infekcje, nie było alergii.

Według danych PEX PharmaSequence wartość całego rynku aptecznego w 2020 roku wyniosła 37,7 mld zł. Najwięcej pieniędzy konsumenci przeznaczyli na leki bez recepty czy suplementy diety – 16,6 mld zł. Było to o 4,0 proc. więcej niż w 2019 roku. Sprzedaż ta była jednak nierówna – eksplodowała w marcu, potem jednak wyhamowała na skutek izolacji, ograniczenia wizyt lekarskich, a także mniejszej niż zwykle liczby infekcji. Nieznacznie wzrosła wartość realizowanych recept pełnopłatnych – o 1,7 proc., do 8,45 mld zł, natomiast spadły obroty lekami refundowanymi. Ich wartość wyniosła niespełna 12,4 mld zł i była niższa od zrealizowanej w 2019 roku o 2,1 proc.

Kategorią topową w początkowym okresie pandemii były środki ochrony osobistej oraz do dezynfekcji, ale ta sprzedaż natychmiast została przechwycona przez rynek masowy. Trudno powiedzieć, że na tym ktoś zarobił, rzeczywiście ceny tych produktów na początku były wysokie, ale bardzo szybko zaczęły spadać, jak tylko się zwiększyła podaż – mówi Jarosław Frąckowiak.

Wysokie było również zapotrzebowanie na leki i suplementy wspierające odporność, szczególnie podczas drugiej fali pandemii.

– Z kolei produkty przeciwbólowe, przeciwprzeziębieniowe, ponieważ nie mieliśmy jesienią epidemii grypy, nie sprzedawały się tak dobrze jak w zeszłych latach – mówi prezes PEX PharmaSequence.

Statystyczna apteka miała w 2020 roku obroty wyższe o 5,8 proc. niż w 2019 roku i aż o 19,4 proc. niż w 2018 roku. Średnio wyniosły one niemal 2,8 mln zł. Liczba pacjentów spadła jednak o 5,6 proc., do 44,1 tys.

– Obrót średniej statystycznej apteki rośnie, czyli wydawać by się mogło, że jest dobrze. Było to jednak spowodowane głównie spadkiem liczby aptek. Prawie 460 aptek i punktów aptecznych netto z rynku ubyło, mamy ich teraz około 13 tys., a był taki okres, że działało ich ok. 15 tys. Wydaje się, że ten trend spadkowy nie zostanie zahamowany – ocenia Jarosław Frąckowiak.

Spadek ten nie jest jednak efektem pandemii. Wprawdzie w ostatnich miesiącach koszty związane z utrzymaniem apteki wzrosły, ale mimo to marże także udało się podnieść.

Spadająca liczba aptek to jest wieloletni, długotrwały efekt pogarszania się ich kondycji ekonomicznej, efekt regulacji „apteka dla aptekarza”. Uniemożliwia ona zakładanie aptek przez osoby, które nie są farmaceutami, i ogranicza do czterech liczbę posiadanych aptek. Pandemia mogła tylko przyspieszyć upadek niektórych aptek ze względu na to, że nie poradziły sobie z rosnącymi kosztami prowadzenia lub nie były w stanie podołać szybszym spłatom np. kredytów kupieckich czy terminom płatności oferowanym przez hurtownie, które same też musiały zmagać się ze skutkami pandemii ­– wyjaśnia ekspert.

Farmaceuci liczą jednak na powrót pacjentów po tym, jak świat upora się z koronawirusem, m.in. za pomocą szczepień. Otwarcie gospodarek i zniesienie obostrzeń może zwiększyć dostęp do wizyt, badań i usług medycznych, a więc przyczyni się do większej liczby diagnoz. Konkretne prognozy na 2021 rok uzależnione są od tego, ile czasu zabierze farmakologiczne opanowanie pandemii i przełamanie psychicznych barier konsumentów.

Odroczony dług zdrowotny trzeba będzie spłacić. Będziemy musieli zacząć leczyć tych pacjentów, którzy nie zostali zdiagnozowani, przerwali terapię, nie podążali za nią tak, jak powinni. Zatem popyt, który będzie stymulował podaż, powinien być bardzo duży – przewiduje prezes PEX PharmaSequence. – Przypuszczamy, że rynek może urosnąć znacznie więcej niż w ubiegłym roku, nawet o około 7 proc. wartościowo, i odbić się mocno od tych ujemnych wyników dotyczących liczby sprzedanych produktów.

Nowe technologie pozwolą utrzymać reżim sanitarny w galeriach handlowych. Modułowa stacja do mierzenia temperatury po pandemii sprawdzi się np. jako terminal płatniczy

1 lutego galerie handlowe mogą ponownie być otwarte, co oznacza możliwość otwarcia wszystkich sklepów, ale też konieczność utrzymania handlu w reżimie sanitarnym. Pomagają w tym najnowsze technologie. Polski start-up opracował urządzenie, które może łączyć w sobie niezbędne funkcje w realiach pandemii, takie jak badanie temperatury czy dezynfekcja rąk. Można je też rozbudować o inne moduły, jak np. bezdotykowa płatność, dzięki czemu sprzęt będzie można wykorzystać także po ustaniu pandemii. Tymczasem opracowanie szczepionek przeciwko koronawirusowi zahamowało nieco rozwój innowacji wymierzonych w pandemię.

– Szczepionka ograniczyła trochę entuzjazm do tworzenia kolejnych rozwiązań antycovidowych. Wszyscy liczymy na to, że niebawem wrócimy do normalnego życia. Dlatego staraliśmy się nasze produkty tak projektować, aby po jednym czy półtora roku wykorzystywania ich jako produkt antycovidowy mogły zastąpić pewne procesy, które tak czy inaczej są potrzebne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Badowski, CEO w Nanovo.

Start-up Nanovo opracował stację Nanovo Care Station, która pomaga firmom stosować się do obowiązujących w danym momencie obostrzeń sanitarnych. Urządzenie może mierzyć temperaturę ciała odwiedzających galerie handlowe czy konkretne sklepy, a także bezdotykowo dezynfekować ręce. Może też być wykorzystywane do kontrolowania liczby klientów przebywających w placówce, a także, dzięki integracji modułów IoT oraz geolokalizacji, do sprawdzania przepływu osób w obiekcie.

– Nanovo Care Station to urządzenie, które wymyśliliśmy już w drugim tygodniu pierwszego etapu pandemii, podczas pierwszego lockdownu. Urządzenie składa się z ekranu, który ma funkcje dotykowe, edukacyjne i informacyjne, a do tego z modułu dezynfekcji rąk oraz modułu pomiaru temperatury ciała – wymienia Piotr Badowski. – W momencie, kiedy się okazuje, że klient ma rzeczywiście podwyższoną temperaturę, informacja nie jest pokazywana na ekranie, tylko zapalają się światełka. Urządzenie można tak skonfigurować, by po zapaleniu się czerwonej lampki, sygnalizującej gorączkę, przekazywało informację natychmiast do recepcji.

Jak dodaje, po pojawieniu się informacji o opracowaniu szczepionki przeciw wirusowi SARS-CoV-2 zainteresowanie innowacjami spadło. Dlatego urządzenie zostało tak opracowane, by po ustaniu pandemii sprzęt można było w dalszym ciągu eksploatować, tylko w inny sposób.

– Zainteresowanie ze strony naszych potencjalnych klientów było bardzo duże. Dzisiaj ciągle toczą się rozmowy na temat wprowadzenia ich do dużych sieci. Naturalnie wraz z pojawieniem się informacji o szczepionce zainteresowanie jest trochę mniejsze, natomiast sama modułowość naszego urządzenia pomaga nam w tym, żeby rozmawiać w dalszym ciągu o takiej inwestycji – przekonuje CEO w Nanovo.

Z raportu Technavio wynika, że w wyniku pandemii koronawirusa rozwój rynku terminali samoobsługowych w handlu przyspieszy do średniorocznego tempa wzrostu na poziomie 17 proc. (z wcześniejszych 14 proc.). Już dziś z tego typu rozwiązań korzysta coraz więcej sieci handlowych, takich jak Lidl, Biedronka, Auchan oraz Rossmann, a także restauracje typu fast-food – m.in. McDonald’s. Bez udziału obsługi można również dokonać płatności za paliwo. Jako pierwszy w Polsce taką możliwość dla klientów posiadających aplikację mobilną wprowadził Orlen. Niedawno płatności samoobsługowe wprowadziły również stacje Circle K.

Dzięki modułowej budowie Nanovo Care Station urządzenie może być wielofunkcyjne i sprawdzi się w różnego rodzaju zadaniach.

– Po ustaniu pandemii można będzie zamienić je na urządzenie funkcjonalne typu self-checkout, dzięki któremu możemy zapłacić za produkt w sposób zautomatyzowany, bez udziału pracownika. Te moduły są bardzo łatwo wymienne. Zamiast modułu do dezynfekcji rąk można wstawić terminal płatniczy. Niektórzy z naszych klientów myślą o tym, aby używać tych urządzeń jako tzw. kolejkomaty, dzięki którym można przyjść na umówione spotkanie do punktu usługowego, zamówić sobie godzinę wizyty i załatwić w międzyczasie coś innego w danej galerii – wskazuje Piotr Badowski.

Z raportu Global Market Insights wynika, że rynek systemów typu self-checkout do 2026 roku przekroczy wartość 6 mld dol. Z badań zleconych przez Mastercard wynika, że z płatności samoobsługowych chętnie korzysta 51 proc. respondentów.

W czasie pandemii zaledwie 40 proc. miejsc parkingowych w biurowcach jest zajętych. Platforma polskiej firmy pozwala lepiej nimi zarządzać i sporo zaoszczędzić

Jeszcze przed pandemią w budynkach biurowych wykorzystywanych było tylko ok. 60 proc. miejsc parkingowych. W czasie lockdownu i częstszej pracy zdalnej ten odsetek spadł do ok. 40 proc. Polska firma opracowała platformę, która zmniejsza skalę marnotrawstwa tych miejsc. Przy zarządzaniu np. 60 miejscami w ramach platformy miesięczne oszczędności mogą sięgnąć 3,6 tys. euro. Pracownicy zyskują zaś dodatkowy benefit w postaci miejsca parkingowego.

– Parkey to platforma dla firm wynajmujących przestrzeń parkingową w budynkach biurowych. Ideą platformy jest umożliwienie pracownikom współdzielenia miejsc parkingowych pomiędzy sobą w celu jak najlepszego wykorzystania przestrzeni parkingowej, którą posiadają – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Postupalski, współzałożyciel Parkey.

The International Parking & Mobility Institute (IPMI) podaje, że dla 44 proc. kierowców poszukiwanie miejsca parkingowego jest jednym z bardziej stresujących doświadczeń. Innowacyjne rozwiązania próbują rozwiązać ten problem. Przykładowo zautomatyzowany system parkingowy wykorzystuje roboty do podnoszenia samochodów i efektywniejszego parkowania ich na tradycyjnym parkingu. System został zainstalowany na lotnisku Lyon-Saint Exupéry i pozwala wydajniej zarządzać miejscami parkingowymi i wykorzystywać każdą przestrzeń. Podobnie działa system wind parkingowych, który umożliwia parkowanie samochodów jeden na drugim.

Takich rozwiązań nie da się jednak stosować na parkingach w biurowcach. Jednocześnie szacuje się, że na 100 pracowników biurowych średnio przypada zaledwie 10–15 miejsc parkingowych. W efektywnym ich zarządzaniu pomaga polska platforma Parkey.

– Pierwszym krokiem jest zdefiniowanie mapy parkingu i to wykonuje office manager w ramach firmy i on też konfiguruje, czy miejsca są współdzielone, czy są zajęte przez menadżerów albo osoby z samochodami służbowymi. Wszyscy pracownicy dostają aplikację mobilną, gdzie mapa parkingu też jest zdefiniowana, i za każdym razem, kiedy istnieje potrzeba zaparkowania, sprawdzają, czy jest wolne miejsce i czy można je zarezerwować na dany dzień. Dodatkowo pracownicy, którzy mają na stałe miejsce parkingowe, mogą je zwolnić – tłumaczy Paweł Postupalski.

Potrzebę wprowadzenia podobnego rozwiązania pokazała pandemia, kiedy w czasie lockdownu praca przeniosła się do domów. Miejsca parkingowe stały puste, tymczasem firmy nimi zarządzające wciąż ponosiły duże koszty.

– Nawet przed COVID-em, czyli w 2019 roku, tylko 60 proc. miejsc było wykorzystywanych. W chwili obecnej, kiedy dużo osób pracuje z domu albo w trybie hybrydowym, obłożenie parkingu jest jeszcze niższe, nawet do 40 proc. To oznacza, że ponad połowa miejsc zwykle jest wolna. Kluczową korzyścią dla firmy jest redukcja marnotrawstwa tych miejsc, za które i tak musi płacić, a w zamian pracownicy dostają bardzo fajny benefit w postaci miejsca parkingowego – przekonuje ekspert.

Z analizy Parkey wynika, że zarządzanie miejscami parkingowymi za pomocą platformy może przynieść spore oszczędności. W przypadku 20 miejsc ok. 1,2 tys. euro, przy 150 – nawet 9 tys. euro.

–  Teraz w czasie pandemii firmy zaczęły wprowadzać hybrydowy model pracy, gdzie każdy z pracowników spędza dwa–trzy dni w biurze i dwa do trzech dni pracuje z domu, więc liczba osób dojeżdżających do pracy się zmniejszyła, czego efektem jest jeszcze większa liczba niewykorzystanych miejsc parkingowych każdego dnia. Tym dojeżdżającym do pracy umożliwiamy bezpieczniejszy i szybki dojazd autem i gwarantujemy, że będą mogli w wygodny sposób zaparkować w biurze – podkreśla Paweł Postupalski.