Rozliczenie kosztów w trybie specjalnym. Preferencje dla firm walczących z COVID-19

Jedną z części tzw. tarczy antykryzysowej są znane już mechanizmy podatkowe w postaci ulgi B+R i IP Box. Ministerstwo Rozwoju promuje te rozwiązania w szczególności wśród firm, które opracowują i produkują artykuły niezbędne do przeciwdziałania COVID-19. Zaliczymy do nich m.in. płyny dezynfekujące, maski ochronne czy przyłbice drukowane na drukarkach 3D. Przedsiębiorcy nie muszą czekać na rozliczenie tegorocznych kosztów do końca roku podatkowego. Ministerstwo umożliwia im odliczenie zaliczek na podatek dochodowy jeszcze w tym roku.

Informacje dostępne na stronach rządowych nie wyjaśniają, w jaki sposób można skorzystać z tych preferencji. W komunikacie Ministerstwa Rozwoju czytamy, że ulga B+R w trybie przyspieszonym jest skierowana do tych firm, które wykażą poniesione koszty w składanych zeznaniach rocznych, czyli w 2021 roku. Jednocześnie podkreśla się, że odliczenie zaliczek na podatek dochodowy jest możliwe jeszcze w roku bieżącym. W sytuacji, gdy podatnik przestanie płacić zaliczki lub obniży ich wysokość bez podania przyczyny, fiskus może wszcząć czynności sprawdzające, a nawet kontrolę skarbową.

Jeśli firma chciałaby w bezpieczny sposób skorzystać z rozliczenia kosztów w trybie przyspieszonym, powinna przeprowadzić pełną analizę obszarów, w których owe koszty poniosła oraz na bieżąco  wyodrębniać te koszty w swoim systemie księgowym. W kolejnym kroku należy przygotować dokumentację naukowo-techniczną objaśniającą działania podjęte przez przedsiębiorstwo w ramach przeciwdziałania COVID-19. Końcowym etapem jest przesłanie do urzędu skarbowego wniosku o obniżenie bądź zaniechanie poboru zaliczek zgodnie z wytycznymi ministerstwa opisanymi w odpowiednich artykułach ustaw – tłumaczy Paweł Perzyński, ekspert ds. Ulgi B+R w Ayming Polska.

Z przyspieszonego rozliczenia kosztów w ramach ulgi B+R mogą skorzystać firmy, które wprowadzają do produkcji następujące wyroby, o ile wcześniej ich nie wytwarzały:

  • płyny do dezynfekcji rąk – rozwiązanie kierowane zwłaszcza do producentów chemii gospodarczej lub płynów do e-papierosów;
  • maseczki ochronne – z tej preferencji mogą skorzystać przedsiębiorstwa produkujące odzież, zasłony lub inne wyroby tekstylne;
  • przyłbice ochronne – opcja dla firm produkujących druki 3D.

IP Box w walce z COVID-19

Inną formą wsparcia podatników prowadzących działalność badawczo-rozwojową jest skorzystanie z ulgi IP Box w trybie specjalnym. Oznacza ona objęcie 5%-ową stawką podatku dochodów z praw własności intelektualnej, które są wykorzystywane do przeciwdziałania skutkom COVID-19.

Przykładami takiej działalności może być opracowanie np.:

  • programu komputerowego służącego obniżeniu prawdopodobieństwa zachorowania na COVID-19 pod warunkiem posiadania praw własności do takiego oprogramowania;
  • nowych metod produkcji środków czynnych w branży medycznej pod warunkiem rozpoczęcia działań w celu uzyskania ochrony prawnej dla opracowanego rozwiązania.

Zgodnie z informacją Ministerstwa Rozwoju, wygenerowanie oszczędności w podatku dochodowym byłoby możliwe również w sytuacji, gdy podatnik nie posiada jeszcze kwalifikowanego prawa własności intelektualnej ani ekspektatywy na jego uzyskanie. Jedynym warunkiem jest zgłoszenie lub złożenie wniosku o uzyskanie prawa ochronnego do właściwego organu w terminie 6 miesięcy, licząc od końca miesiąca, za który – przy obliczaniu zaliczki – zastosowano 5%-ową stawkę podatku. W informacji ministerstwa pojawia się stwierdzenie, że skorzystanie z ulgi IP Box należy wykazać w zeznaniu rocznym po zakończeniu roku podatkowego. Jednak, tak jak w przypadku rozliczenia ulgi B+R w trybie specjalnym, należy się do tego odpowiednio przygotować.

Skorzystanie z IP Box w nowej formie powinno być poprzedzone przeprowadzeniem pełnej analizy kosztów wraz z wyodrębnieniem ich na bieżąco w systemie księgowym oraz wyliczeniem wskaźnika NEXUS. Następnie przedsiębiorca jest zobligowany do przygotowania dokumentacji, która uprawdopodobni uzyskanie ochrony prawnej w przeciągu 6 miesięcy od dnia skorzystania z IP Box. Na koniec należy przesłać do urzędu skarbowego wniosek o obniżenie bądź zaniechanie poboru zaliczek.– dodaje Paweł Perzyński, ekspert ds. Ulgi B+R w Ayming Polska.

Komisja Europejska zachęca przedsiębiorców do indywidualnych konsultacji zagadnień antymonopolowych

8 kwietnia br. Komisja Europejska wychodząc naprzeciw przedsiębiorcom opublikowała dokument określający politykę stosowania unijnego prawa ochrony konkurencji w odniesieniu do porozumień kooperacyjnych zawieranych w związku z kryzysem COVID-19 (Antitrust Temporary Framework).

Co do zasady, wdrożenie jakiejkolwiek formy horyzontalnej lub wertykalnej współpracy przedsiębiorców powinno być poprzedzone analizą pod kątem zgodności danego rozwiązania z prawem ochrony konkurencji. W przeciwieństwie np. do administracji podatkowej, organy antymonopolowe (Komisja Europejska oraz Prezes UOKiK) nie mają prawnego obowiązku udzielania indywidualnych interpretacji co do oceny prawnej danego rozwiązania. Wychodząc jednak naprzeciw dynamicznym zmianom rzeczywistości gospodarczej w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, 8 kwietnia Komisja Europejska opublikowała dokument określający politykę stosowania unijnego prawa ochrony konkurencji w odniesieniu do porozumień kooperacyjnych zawieranych w związku z kryzysem COVID-19 (Antitrust Temporary Framework)[1].

Komunikat zawiera m.in. informację o możliwości zwracania się do Komisji o tzw. comfort letters przez przedsiębiorców mających wątpliwości co do zgodności z prawem konkurencji zamierzonych działań.

Należy pamiętać, że niektóre ograniczenia konkurencji mogą zostać uznane za zgodne z prawem, jeżeli spełniają przesłanki tzw. wyłączenia indywidualnego. Antykonkurencyjne porozumienie będzie objęte wyłączeniem grupowym, jeżeli przyczynia się ono do polepszenia produkcji lub dystrybucji produktów, bądź do popierania postępu technicznego lub gospodarczego, przy zastrzeżeniu dla użytkowników słusznej części zysku, który z tego wynika. Jednocześnie porozumienie takie, musi spełniać przesłankę niezbędności, jak również nie dawać stronom możliwości eliminowania konkurencji w stosunku do znacznej części produktów objętych tym porozumieniem.

Wszystkie te warunki muszą zostać spełnione łącznie, a w przypadku zakwestionowania określonej praktyki przez organ antymonopolowy (Komisję Europejską lub Prezesa UOKiK) to na przedsiębiorcach (stronach porozumienia) spoczywa ciężar wykazania, że dana praktyka jest objęta wyłączeniem indywidualnym. Oznacza to również, że wszelkiego rodzaju ograniczenia konkurencji wynikające ze współpracy przedsiębiorców powinny zostać samodzielnie ocenione przez strony (self-assessment). Ponieważ w unijnym systemie prawa antymonopolowego brak jest odpowiednika interpretacji podatkowej (tzn. uzyskania wiążącego rozstrzygnięcia organu w przedmiocie kwalifikacji prawnej danego rozwiązania), instytucja wyłączenia indywidualnego jest wykorzystywana przede wszystkim jako linia obrony w postępowaniach antymonopolowych i sądowych.

Deklaracja Komisji dotycząca możliwości kierowania indywidualnych zapytań stanowi istotne odstępstwo od zasady samooceny. Z komunikatu wynika bowiem, że przedsiębiorcy mogą zwrócić się do Komisji w celu wyjaśnienia wątpliwości prawnych dotyczących rozważanego modelu współpracy biznesowej. Komisja wskazuje, że tolerowane będą takie formy współpracy przedsiębiorców, które mają na celu zapewnienie ciągłości dostaw (np. poprzez koordynację produkcji lub wymianę informacji o stopniu wykorzystania mocy produkcyjnych) w związku z pandemią.

Pomimo, iż komunikat odwołuje się przede wszystkim do produktów medycznych, „zaproszenie” Komisji do składania zapytań indywidualnych nie jest ograniczone wyłącznie do sektora ochrony zdrowia. Mając na uwadze praktykę obrotu gospodarczego, wydaje się, że podobne wątpliwości mogą pojawić się nie tylko w odniesieniu do horyzontalnych porozumień kooperacyjnych, ale mogą dotyczyć również porozumień wertykalnych oraz jednostronnych praktyk przedsiębiorców posiadających pozycję dominującą.

Na marginesie warto wskazać, że przed wejściem w życie rozporządzenia Rady (WE) 1/2003 z 16.12.2003 w sprawie wprowadzenia w życie reguł konkurencji ustanowionych w art. 81 i 82 Traktatu, istniała możliwość notyfikacji porozumienia Komisji Europejskiej, która wydawała rozstrzygniecie w przedmiocie wyłączenia indywidualnego (system zbliżony do kontroli koncentracji). Okazuje się, że kryzys wywołany COVID-19 wpłynął na wzrost popularności tego instrumentu w tych jurysdykcjach, gdzie rozwiązanie takie dalej obowiązuje. Dobrym przykładem jest Australia, gdzie organ antymonopolowy w krótkim czasie wydał szereg decyzji dopuszczających ograniczenia konkurencji związane ze współpracą przedsiębiorców, m.in. w sektorze ubezpieczeniowym[2], opieki zdrowotnej[3] i zaopatrzenia w leki[4] i sprzęt medyczny[5], bankowości[6], centrów handlowych[7] oraz handlu detalicznego[8].

Komunikat zawiera również apel o raportowanie do Komisji wszelkiego rodzaju nieuczciwych praktyk mogących naruszać unijne reguły konkurencji, co oznacza, że urzędnicy będą szczególnie uważnie przyglądali się wszelkiego rodzaju skargom oraz sygnałom wpływającym z rynku.

W związku z tym, że bieżące działania przedsiębiorców są przedmiotem wnikliwej obserwacji organów antymonopolowych na całym świecie, w zaistniałej sytuacji warto rozważyć wystąpienie do Komisji z zapytaniem o ocenę niektórych praktyk biznesowych przed ich wdrożeniem. W przypadku korzystnego dla przedsiębiorcy rozstrzygnięcia rozwiązanie takie może okazać się szybsze oraz tańsze w porównaniu z drogą postępowania administracyjnego i sądowego, wiążącego się z ewentualnym – nawet nieskutecznym – zakwestionowaniem legalności danej praktyki przez Komisję lub Prezesa UOKiK. Należy również pamiętać, że unijne reguły konkurencji (art. 101 i 102 Traktatu o funkcjonowaniu UE) mogą być stosowane zarówno przez Komisję, jak i organy krajowe, przez co pozytywne rozstrzygniecie Komisji może również „uporządkować” sytuację prawną przedsiębiorcy w relacji z Prezesem UOKiK.

[1] https://ec.europa.eu/info/sites/info/files/framework_communication_antitrust_issues_related_to_cooperation_between_competitors_in_covid-19.pdf

[2] https://www.accc.gov.au/media-release/private-health-insurers-to-cooperate-on-covid-19-coverage-and-deferral-of-premiums

[3] https://www.accc.gov.au/media-release/private-and-public-hospitals-to-cooperate-on-covid-19-in-victoria-and-queensland

[4] https://www.accc.gov.au/media-release/medicine-wholesalers-to-co-operate-on-access-to-pharmaceutical-products

[5] https://www.accc.gov.au/media-release/cooperation-to-aid-supply-of-covid-19-medical-equipment

[6] https://www.accc.gov.au/media-release/banks-authorised-to-co-operate-on-loan-relief-and-services

[7] https://www.accc.gov.au/media-release/shopping-centres-to-co-operate-to-support-retail-tenants

[8] https://www.accc.gov.au/media-release/supermarkets-to-work-together-to-ensure-grocery-supply

Wirtualna opieka nad dziećmi nowym benefitem na rynku pracownicznym

W okresie pandemii, gdy sytuacja zmusza nas do pozostania w domu i pracy zdalnej, pracownikom trudno zaproponować jakiekolwiek udogodnienia pozapłacowe. Dotychczas atrakcyjne dla pracowników benefity jak karta multisport, owocowe czwartki, kursy językowe, czy dofinansowanie przejazdów obecnie tracą sens. Na rynku pojawiła się nowa usługa oferowana przez sieć przedszkoli KIDS&Co. – Wirtualne Pokoje opieki nad dziećmi w wieku przedszkolnym i dla uczniów klas 1-3. Usługa jest w pełni dostosowana do obecnej sytuacji pandemicznej w Polsce.

Stan epidemii w Polsce wymusił na pracodawcach nowy sposób funkcjonowania. Zgodnie z rekomendacją Rządu, większość firm, które mają taką możliwość, zdecydowała się na pracę w trybie zdalnym. Przedłużające się home office to wyzwanie zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Zarówno szkoły jak i przedszkola są teraz zamknięte. Sieć przedszkoli dwujęzycznych KIDS&Co. wychodząc naprzeciw oczekiwaniom pracodawców i pracowników wprowadziła nowe rozwiązanie na rynek, dostosowane do obecnej rzeczywistości. To Wirtualne Pokoje.

Usługa skierowana jest do klientów korporacyjnych. Wirtualne Pokoje to nic innego, jak zajęcia z naszymi nauczycielami, którzy przez określony czas opiekują się dziećmi pracowników, by ci mogli zająć się obowiązkami, a dziecko w ten sposób zachowuje swoją codzienną rutynę. Wystarczy, że pracownik ma laptopa, tablet, czy telefon komórkowy podłączony do telewizora z opcją smart TV. Na ekranie dziecko widzi nauczycieli znajdujących się w naszej placówce. Zajęcia są w pełni interaktywne, zatem dziecko może zadawać pytania i czuć obecność pedagoga. Mamy dopracowany i wyjątkowy program zajęć, ułożony z bloków tematycznych i dostosowany do wieku grupy – wyjaśnia Karina Trafna, prezes sieci KIDS&Co.

Jeden Wirtualny Pokój to zajęcia dla grup do 15 dzieci w wieku przedszkolnym lub klas 1-3. Zajęcia trwają od godziny do 4 godzin i prowadzi je dwóch wykwalifikowanych nauczycieli. Połowa nauczycieli w przedszkolach KIDS&Co. to angliści, więc zajęcia mogą być prowadzone również dla grup obcokrajowców. Zajęcia podzielone są na różne bloki tematyczne dostosowane indywidualnie do wieku i preferencji każdej grupy, w tym zajęcia ruchowe jak karate, zumba, czy hip-hop, różnego typu zajęcia plastyczne, a w starszych grupach eksperymenty i doświadczenia – wszystko bez konieczności angażowania rodziców. W sumie w Polsce działa 15 placówek pod marką KIDS&Co., więc sieć jest przygotowana do prowadzenia wielu zajęć jednocześnie.

Przed pandemią klientami sieci KIDS&Co. byli głównie pracodawcy z branży SSC/BPO, duże centra R&D lub firmy produkcyjne. Te firmy chętnie dofinansowywały czesne w przedszkolach operatora dzieciom swoich pracowników lub decydowały się na otwarcie własnych przedszkoli i żłobków powierzając ich organizację i prowadzenie KIDS&Co. Od czasu zamknięcia przedszkoli – wszystkie korzystają z oferty zajęć zdalnych. Obecnie do KID&Co. zgłaszają się nowi klienci, którzy również są zainteresowani Wirtualnymi Pokojami i chcą zaoferować swoim pracownikom nietypowy i bardzo pomocy benefit.

Co trzeci pracownik uważa, że praca zdalna zmniejsza efektywność

18% pracowników stwierdziło, że praca z domu wpłynęła pozytywnie na ich efektywność, a 37% z nich nie zauważyło zmiany, w porównaniu z wykonywaniem obowiązków w siedzibie firmy. Z drugiej strony niemal co trzecia spytana osoba (29%) przyznała, że odczuła spadek efektywności na „home office”. Praca zdalna może okazać się wyzwaniem trudnym w realizacji, a przyczyniają się do tego np. ograniczone możliwości pracy zespołowej. Takie wnioski wynikają z sondażu NEXERY przeprowadzonym na koniec marca 2020 r. przez InsightOut Lab.

Wyzwania pracy zdalnej

Praca z domu wiąże się z wieloma trudnościami – taki wniosek płynie z sondażu zleconego przez NEXERĘ. Problemy mogą dotyczyć szczególnie tych pracowników, którzy do tej pory nie byli na „home office” – aż 57% badanych przyznało, że nigdy nie skorzystało takiej możliwości. Po czterech tygodniach, od kiedy firmy zaczęły przestawiać się na pracę zdalną, ponad połowa respondentów stwierdziła, że pracuje tak samo lub bardziej efektywnie niż będąc w miejscu pracy – 37% nie zauważyło różnicy, a 18% uznało, że ich wydajność wzrosła. Blisko 30% ankietowanych dostrzegło jednak pogorszenie wydajności swoich działań.

Wśród trzech najczęściej pojawiających się trudności, z jakimi borykają się zdalni pracownicy, znalazło się ograniczenie możliwości pracy zespołowej (29% respondentów uznało, że jest to jedno z głównych wyzwań), brak możliwości realizacji niektórych zadań zdalnie (27%) i zarządzanie rozproszonym zespołem (27%). Innymi, nieco mniej uciążliwymi problemami okazały się przekazywanie wiedzy pracownikom i uczenie ich nowych umiejętności, ograniczone możliwości konsultacji działań lub zadań, pozyskanie nowych klientów i kontrahentów czy utrzymanie relacji z klientami i interesariuszami.

– Wiele z codziennych działań, składających się na sprawne funkcjonowanie firmy, do tej pory odbywało się za pomocą sieci. Tym bardziej w czasie, gdy zaleca się pracę zdalną, internet jest głównym narzędziem pozwalającym wykonywać swoje obowiązki pracownikom z wielu branż. Z naszego badania wynika, że pracownicy mają najmniej problemów z organizowaniem i przeprowadzaniem spotkań kreatywnych z zespołem (19%) oraz przeprowadzaniem rekrutacji i wdrażaniem pracowników (16%). Dostęp do szybkiego łącza pozwala na sprawną komunikację, wymianę informacji i wiedzy między pracownikami, zarządem, klientami i interesariuszami. Niezawodna sieć stała się zatem jednym z podstawowych narzędzi do pracy. Ankietowani to potwierdzają – 67% spytanych pracowników uważa szybkie i stabilne łącze za najbardziej przydatne rozwiązanie w pracy zdalnej – mówi Piotr Wieczorkiewicz, Członek Zarządu ds. Operacji w firmie NEXERA.

Przepis na sukces: samodyscyplina i dobre narzędzia

Sondaż NEXERY pokazał, że Polacy zdają sobie sprawę z tego, że praca w domu wymaga od nich samodyscypliny – potwierdziło to prawie ¾ pytanych pracowników. Co więcej niemal 60% respondentów stwierdziło, że wie jak efektywnie pracować z domu i faktycznie przynosi to efekty. Praca nad sobą, nauka organizacji czasu i samodyscypliny to nie jedyne plusy zaistniałej sytuacji. Ponad połowa badanych (51%) w wyniku przejścia na pracę zdalną, poznała lepiej działanie wielu programów, aplikacji i narzędzi internetowych, których wcześniej nie korzystała.

– Z badania wynika, że pracownicy napotykają liczne trudności podczas „home office”. Połowa respondentów przyznała, że ma problemy z koncentracją, zaś 35% stwierdziło, że nie ma warunków do pracy zdalnej w ogóle. Wyzwaniem jest też oddzielenie życia prywatnego od zawodowego – ten problem zgłosiło aż 53% pracowników. Część z trudności można wyeliminować, dobrze organizując czas i miejsce pracy, a także stosując samokontrolę. O inne elementy, jak np. zapewnienie szybkiego i stałego internetu, czyli głównego narzędzia pracy zdalnej, troszczą się operatorzy. Od niezawodnego łącza zależy dziś los wielu pracowników z różnych branż. Dostarczając sieć światłowodową w naszych Regionach mamy poczucie, że przyczyniamy się do poprawy jakości pracy i wspieramy rozwój biznesu – dodaje Paweł Biarda, Członek Zarządu ds. Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w firmie NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 1064 osób aktywnych zawodowo (pracujących).

Pierwszy polski test na koronawirusa z udziałem firmy zlokalizowanej w PPNT

Na początku kwietnia 2020, naukowcy z Poznania opracowali pierwszy polski test na koronawirusa. W prace badawcze zaangażowana była młoda firma chemiczna z PPNT, FutureSynthesis.

Europejska walka z epidemią koronawirusa trwa mniej-więcej od lutego 2020 r. W połowie marca wirus dotarł też do Polski. I od razu rozpoczęły się badania mające na celu opracowanie szybkiego testu wykrywającego zakażenie u polskich pacjentów. W poznańskim Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN prace ruszyły już 20 marca. Do wspólnego projektu zaproszono kilkudziesięciu naukowców, w tym 8-mio osobowy zespół firmy FutureSynthesis, lokatora PPNT działającego w branży chemicznej.

Dlaczego FutureSynthesis?

FutureSynthesis posiada zaawansowaną technologię syntezy kwasów nukleinowych, cząsteczek na których oparte jest działanie molekularnych testów wykrywających wirusa. Od początku pojawienia się epidemii, firma podjęła starania pozyskania na polski rynek amerykańskiego testu do wykrywania wirusa. Jednak działania te, ze względu na wymagania prawne, były bardzo długotrwałe, a jak wiadomo, czas był (i jest) bardzo istotny.

Dlatego, gdy tylko Instytut Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk pod kierownictwem prof. Marka Figlerowicza rozpoczął prace koncepcyjne nad projektowaniem nowego testu na koronawirusa, lider zespołu FutureSynthesis, dr hab. Marcin Chmielewski, dołączył do grupy zaangażowanych naukowców. Obie instytucje doskonale się znają, bo FutureSynthesis od dawna współpracuje z PAN. We wspólnych pracach nad testem, firma podjęła się syntezy kwasów nukleinowych niezbędnych w pracach koncepcyjnych. Szybkie tempo prac oraz syntetyzowanie sond i starterów niemalże przez całą dobę przez zespół parkowej firmy, spowodowało, że prototyp testu powstał w ciągu 5 dni, natomiast pełen test w 2 tygodnie.

– Mając świadomość wagi sytuacji, chwilowo odsunęliśmy wszystkie inne nasze działania. Praca charakteryzowała się zawrotnym tempem. Projekty sekwencji były opracowywane do późnych godzin popołudniowych, następnie w  nocy prowadzone były syntezy chemiczne, aby następnego dnia, po oczyszczeniu dostarczyć gotowe cząsteczki do testów. Nasz zespół wykonywał je czasami nawet w przeciągu 24 godzin. – mówi Joanna Chmielewska, Prezes Zarządu FutureSynthesis.

Wspólny sukces – gotowy test na koronawirusa!

9 kwietnia media obiegła wiadomość o zakończeniu prac koncepcyjnych i przejściu do produkcji. Gotowy test jest o wiele tańszy od tych do tej pory sprowadzanych z Chin, a równie skuteczny. IChB PAN udzielił licencji na opracowany test radomskiej firmie Medicopharma, która przeprowadziła walidację uzyskując certyfikat IVD (In Vitro Diagnostic). Uzyskanie certyfikatu dało zielone światło to tego, aby FutureSyntesus wspólnie z A&A Biotechnology i Medicopharmą rozpoczęli pełną produkcję testu. Rząd RP zamówił pierwsze 150 tyś sztuk testów.

– Co będzie dalej? Czas pokaże, nasza firma jest w pełnej gotowości do pracy. – zapewnia Joanna Chmielewska

Na zdjęciach: zespół FutureSynthesis w trakcie prac nad testem na koronawirusa. Fot.: J. Chmielewska

EKOBAROMETR – najpopularniejsze akcje proekologiczne według Polaków

Blisko 7 na 10 Polaków wskazuje ograniczenie korzystania z plastikowych słomek jako najpopularniejszy trend – wynika z badania w ramach projektu EKOBAROMETR, którego inicjatorem i pomysłodawcą jest Agencja Badań Rynku i Opinii SW Research.

Niepokojące doniesienia dotyczące postępujących zmian klimatycznych w ostatnich miesiącach spowodowały, że coraz głośniej zaczęto mówić o różnego rodzaju działaniach ukierunkowanych na zahamowanie szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu. Część
z tych działań, akcji ma lub miało charakter przejściowy, a część z nich ma szanse przekształcić się w długofalowe trendy. Zdecydowanie najlepiej rozpoznawaną akcją ekologiczną, wskazywaną przez 68% ankietowanych, jest ograniczanie korzystania ze słomek np. w różnego rodzaju obiektach restauracyjnych i hotelowych. W drugiej kolejności wymieniano przekazywanie części przychodu na sadzenie drzew 47% (wskazań), a w trzeciej 38% dostrzegano tendencję do sprzedawania produktów w większych opakowaniach w celu ograniczenia produkcji plastiku.wykres_1

Wysoki poziom znajomości danego działania proekologicznego nie musi oznaczać,
że jest ono postrzegane jako skuteczne. Widać to na przykładzie rzadszego korzystania
z plastikowych słomek. Najlepiej rozpoznawalna przez konsumentów inicjatywa ekologiczna ma w oczach respondentów niższą wartość dla ochrony środowiska niż trzy inne, spośród których jako najbardziej efektywna (65%) wskazywana była darowizna części przychodu firmy na sadzenie nowych drzew. I odwrotnie – wysoka postrzegana skuteczność akcji nie powoduje, że staje się powszechna, a dzięki temu lepiej rozpoznawalna. Przykładowo, ponad połowa badanych uznaje korzystanie z woskowijek zamiast folii do pakowania kanapek jako relatywnie efektywne, a jednocześnie jest to działanie o jednym z niższych wskaźników popularności.

Z badania wynika, że firmy powinny zwracać uwagę na to, aby w promowaniu akcji ekologicznych skupiać się nie tylko na budowaniu ich świadomości wśród konsumentów,
ale także na podkreślaniu ich wartości dla środowiska naturalnego.wykres_2

Zagadnienia ekologiczne są coraz chętniej wykorzystywane w różnych formach komunikacji. W zależności od potrzeb strategia działań dzieli się na doraźne wykorzystanie
już popularnych treści oraz na długofalowe kreowanie wizerunku marki.

Pierwsze podejście pozwala na dynamiczne działanie i szybkie uzyskanie oczekiwanych rezultatów przy jednoczesnej relatywnie łatwej promocji . Druga metoda buduje za to silniejsze konotacje z marką niż pierwsza metoda.  Przykładem doraźnych treści może być ograniczenie wykorzystania plastikowych słomek, zaś działanie długofalowe może się przejawiać np. w przekazywaniu części dochodu na sadzenie drzew. – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane w dniach  17-24.03.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI). W ramach badania przeprowadzono 1476 ankiet z użytkownikami SW Panel. Projekt ma charakter cykliczny, realizacja kolejnej fali planowana jest na przełom czerwca i lipca 2020 r.

Szczegółowe informacje o projekcie

Projekt badawczy EKOBAROMETR to cykl badań poświęcony analizie aktualnych postaw
i nastrojów polskich konsumentów wobec szeroko pojętej ekologii obecnej w różnych sferach codziennego życia.

https://swresearch.pl/news/zaczynamy-regularny-pomiar-eko-nastrojow-polakow?page=1

Ekspert Canon Polska radzi jak zarządzać drukarnią na odległość

Czy w czasach powszechnej izolacji można sprawnie, zdalnie prowadzić zakład produkcyjny, a praca całej drukarni odbywać się na odległość? – Nowoczesne rozwiązania technologiczne mogą w tym pomóc i uratować w trakcie pandemii branżę druku przekonuje ekspert Canon Polska.

HomeOffice – to pojęcie, które w ostatnich tygodniach zdominowało życie zawodowe wielu branż. Niestety nie każde zadanie można wykonywać zdalnie. W domowe zacisze nie da się przenieść na przykład produkcji przemysłowej. Także branża drukarska nie ma wyboru – aby zakład mógł poprawnie funkcjonować, ktoś musi obsługiwać maszyny.

– Na szczęście w dzisiejszych czasach dysponujemy rozwiązaniami, które mogą znacznie ułatwić pracę na odległość. Dlatego właścicielom drukarni rekomendujemy wykorzystanie kilku narzędzi, które pomogą przejść im jak najbezpieczniej przez ten trudny czas – mówi Michał Młynarczyk, Professional Print Product Manager w Canon Polska.

Zdalne serwisowanie urządzeń

Nowoczesne oprogramowanie do monitorowania i diagnozy stanu maszyn pozwala zautomatyzować wiele czasochłonnych zadań, zmniejszając częstotliwość niezbędnych przeglądów technicznych. Jednym z oferowanych na polskim rynku rozwiązań jest eMaintenance.  – To oprogramowanie, które wykorzystuje zdalną diagnostykę, przekazując informacje o stanie urządzeń bezpośrednio do dostawcy usług. Jeśli przydarzy się jakaś usterka, dostawca sprzętu zostanie automatycznie powiadomiony. Następnie będzie mógł zareagować, wysyłając na miejsce technika lub zapewniając drukarni rozmowę z ekspertem. Innymi słowy, odpowiedzialność za bieżące nadzorowanie maszyny drukarskiej przejmuje tak naprawdę jej producent lub dostawca – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

Oprogramowanie eMaintenance potrafi także ocenić moment, w którym poziom toneru zbliża się do wyczerpania. Jeśli użytkownik będzie sobie tego życzył, eMaintenance automatycznie złoży zamówienie na toner u odpowiedniego dostawcy. Co więcej, choć oprogramowanie zostało zaprojektowane z myślą o urządzeniach wielofunkcyjnych firmy Canon, istnieje możliwość wykorzystania go także przy pracy z wybranymi maszynami innych firm.

Drugim ze sposobów zdalnego serwisowania urządzeń jest oprogramowanie i aplikacja PRISMAlytics. – To oparte na chmurze rozwiązanie, zapewniające dostęp do urządzeń drukarskich z dowolnego komputera lub smartfona. PRISMAlytics monitoruje wydajność maszyn w czasie rzeczywistym i pomaga optymalizować ich wykorzystanie. Dzięki temu użycie maszyn drukarskich staje się nie tylko mniej awaryjne, ale i bardziej wydajne – mówi ekspert firmy Canon Polska.

Aplikacja PRISMAlytics Dashboard co 15 minut zbiera dane, pochodzące z samego serca urządzeń produkcyjnych, ich kontrolera – PRISMAsync. Użytkownik uzyskuje dostęp do wiadomości o stanie urządzenia oraz o zużyciu materiałów eksploatacyjnych. Ponadto aplikacja prezentuje trendy wydajności w określonym czasie (dzień, tydzień, miesiąc lub kwartał), dzięki czemu można łatwiej rozdzielać obowiązki maszyn, a tym samym redukować koszty.

Zarządzanie planem produkcyjnym

Kolejnym oprogramowaniem ułatwiającym pracę, nastawionym bardziej na nadzór nad wykonywanymi przez urządzenia  zadaniami jest PRISMAsync Remote Manager. Jak przekonuje ekspert Canon Polska, to prosty sposób na kontrolowanie przepływu prac i monitorowanie działań nawet kilku drukarek jednocześnie. Aplikacja umożliwia bezpośrednie ładowanie za pomocą metody „przeciągnij i upuść”, plików gotowych do druku, zmianę ich ustawień oraz przenoszenie czy kopiowanie zadań pomiędzy drukarkami, a także monitorowanie kolejek plików, czekających na wydruk.

– Oczywiście nie wszystko można załatwić całkowicie zdalnie – przyznaje Michał Młynarczyk. – Żadne oprogramowanie nie załaduje papieru do podajnika ani nie wymieni toneru. Nowoczesne aplikacje ułatwiają i umożliwiają pracę w drukarni,
której doglądać będzie zaledwie jeden, dyżurujący pracownik. Taka możliwość zmniejsza ryzyko epidemiczne w zasadzie do zera.

Sprawny kontakt z klientami

Trzecim rozwiązaniem z rodziny PRISMA jest PRISMAdirect. Zintegrowany system do zarządzania całym procesem druku. Jego zadaniem jest uporządkowanie procesu i przebiegu produkcji, umożliwia pozyskiwanie zleceń, zwiększa produktywności oraz zmniejsza ogólne koszty funkcjonowania firmy. – Można powiedzieć, że jest to cyfrowy krwioobieg całej drukarni – podkreśla specjalista Canon Polska.

Oprogramowanie PRISMAdirect integruje dwa, opcjonalne moduły główne: procesowanie zamówień oraz obsługę sklepu internetowego. Obie części cechują się sporą elastycznością, dzięki czemu każdy użytkownik może w pełni dowolnie zarządzać swoim biznesem. W ramach PRISMAdirect możliwa jest na przykład wszechstronna personalizacja witryn sklepowych, dzięki czemu drukarnia może skuteczniej przyciągnąć uwagę klientów.

– Mówiąc w skrócie, PRISMAdirect usprawnia cały proces produkcyjny. Od nawiązania kontaktu z klientem, poprzez pozyskanie zamówienia, zarządzanie kolejką zleceń i materiałami, aż po produkcję i realizację projektu. Wszystko to można zrobić całkowicie zdalnie, z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie. Informacje o zamówieniach i zadaniach, w tym wiadomości wymieniane z klientami, znajdują się w jednym, przejrzystym widoku. Co więcej, także ten system współpracuje z drukarkami produkcyjnymi innych dostawców – informuje Michał Młynarczyk.

Królestwo maszyn

Jeszcze parę lat temu konieczność pracy zdalnej byłaby paraliżująca dla wielu obszarów biznesu. Dziś dysponujemy nowoczesnymi rozwiązaniami, które coraz częściej dają możliwość zarządzania firmą na odległość. – Firma bez ludzi, wypełniona jedynie szumem maszyn drukarskich, jest smutnym miejscem. Wszyscy mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli wrócić do normalnego funkcjonowania. Tymczasem dzisiejsze innowacje pokazują nam, że nie bez podstawy od lat mówimy o konieczności dokonania cyfrowej transformacji biznesu – podsumowuje ekspert Canon Polska.

Programiści pomagają nauczycielom

Najszybciej rozwijająca się spółka IT w Polsce – SoftwareHut, dołączyła do programu Microsoft wspierającego szkoły w zdalnym nauczaniu. Wśród partnerów inicjatywy oprócz SoftwareHut znalazły się takie firmy jak T–Mobile oraz Operator Chmury Krajowej. Programiści SoftwareHut przeszkolili do tej pory ponad 800 pedagogów z korzystania z bezpłatnego pakietu Microsoft Office 365 dla Edukacji. Pilotażowe warsztaty odbyły się na początku kwietnia, a obecnie eksperci z SoftwareHut doradzają nauczycielom, jak najlepiej korzystać z udostępnionych narzędzi.

Spółka w pomoc nauczycielom zaangażowała się już na początku kwietnia, kiedy zaczęła prowadzić warsztaty dla lokalnych szkół z Białegostoku, z którego się wywodzi. Inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem i w ciągu kilku tygodni przeszkolonych zostało ponad 800 nauczycieli. – Dzięki wydatnej pomocy firmy SoftwareHut udało nam się wdrożyć Microsoft Office 365 do prowadzenia zdalnych lekcji. Webinaria dla nauczycieli oraz konsultacje z programistami przeprowadziły nas bezproblemowo przez proces integracji oprogramowania, za co jesteśmy bardzo wdzięczni – mówi Katarzyna Szostak–Król,  dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 im. Stanisława Staszica w Białymstoku.

Inicjatywa SoftwareHut spotkała się z uznaniem ze strony Microsoft, który zaprosił spółkę do ogólnopolskiego programu wsparcia nauczycieli w prowadzeniu zdalnych lekcji. – W Microsoft rozwijamy technologię do zdalnej edukacji już od dawna. Każdy uczeń i nauczyciel może w Polsce bezpłatnie korzystać z usługi Office 365 A1 dla Edukacji, zawierającej Microsoft Teams, aplikacje Word, Excel PowerPoint i OneNote w wersji online oraz inne aplikacje i narzędzia do zdalnej nauki. Mamy przekonanie, że technologia zawsze powinna być tworzona z myślą o pomocy ludziom w ich codziennej pracy, nauce i rozrywce. Dziś, kiedy każdy z nas mierzy się z trudną rzeczywistością, wiemy że tylko razem – łącząc siły i zaangażowanie po stronie Microsoft oraz naszych Partnerów – jesteśmy w stanie pomóc uczniom, nauczycielom, szkołom, studentom i wykładowcom w ich codziennych zajęciach, w nauce – mówi Cecylia Szymańska, Dyrektor ds. Edukacji w Microsoft Polska.

Zaangażowanie w ogólnopolską akcję polega na udzielaniu pomocy nauczycielom chcącym skorzystać z pełni możliwości, jakie daje usługa Office 365. Komplet rozwiązań umożliwia poprowadzenie zdalnej lekcji, dzieci mogą widzieć nauczyciela i tablicę. Nauczyciel może udostępnić uczniom swój ekran, przeprowadzić testy i zebrać wyniki tak, że uczniowie nie będą widzieli nawzajem swoich prac. Każdy może na bieżąco zadawać nauczycielowi pisemnie pytania w trakcie lekcji albo dyskutować z klasą na ogólnym forum podczas przerw. Ważnym aspektem uruchomionego programu wsparcia dla szkół jest to, że konsultacje odbywają się online, dzięki czemu wszyscy mogą pozostać bezpiecznie w domu. – Praca przy pomocy zdalnych narzędzi to dla każdego programisty codzienność. W związku z tym jesteśmy gotowi na przekazanie tych niezbędnych umiejętności nauczycielom. Warto podkreślić, że nasi pracownicy są także wykładowcami akademickimi, dzięki czemu posiadają wiedzę z zakresu dydaktyki i potrafią w prosty sposób przekazać techniczną wiedzę osobom, które na co dzień nie mają do czynienia z instalacją oprogramowania czy obsługą aplikacji e–learningowych – tłumaczy Robert Strzelecki, prezes zarządu SoftwareHut.

Mimo że nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska co do daty, kiedy uczniowie powrócą do szkół, to inicjatywa Microsoft i partnerów oferujących darmowe wsparcie i szkolenia, przyczyni się do zdobycia kolejnych kompetencji przez nauczycieli. – Podczas jednego z warsztatów mieliśmy prawie 180 uczestników. To pokazuje zarówno skalę potrzeb, jak i możliwości zdalnego przekazywania wiedzy. Dziś z przyjemnością odpowiadamy na zadawane przez nauczycieli pytania – podsumowuje Robert Strzelecki.

SoftwareHut szykuje także dodatkowe innowacyjne rozwiązanie wspierające zaangażowanie uczniów, z którego bezpłatnie będą mogli korzystać nauczyciele zwiększając w ten sposób frekwencje udziału w wirtualnych lekcjach.

Szkoły potrzebujące technicznego wsparcia w przejściu na nauczanie zdalne mogą zgłaszać się bezpośrednio do SoftwareHut pod adresem: [email protected], tel: 693 244 282.

Cyfrowa Polska w czasie pandemii wspiera kulturę i edukację

dotychczasowej formie i zachęca ich do przenoszenia swojej twórczości do internetu. Organizacja wspiera również nauczycieli i uczniów, których lekcje muszą obecnie odbywać się online.

– Dziś mamy trudny okres dla wszystkich. Jednak jako branża czujemy się społecznie odpowiedzialni i dlatego pomagamy oraz wspieramy pojednyczne osoby i organizacje, które tego obecnie potrzebują – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Jak zaznacza w szczególnej sytuacji są twórcy, którzy często w wyniku zamknięcia teatrów, galerii, wystaw, muzeów czy odwołanych wydarzeń i imprez, zostali pozbawieni możliwości pracy i zarobku. – Szansą dla nich dzisiaj  jest oodnalezienie się ze swoją twórczością w internecie. Jako Związek od lat pokazujemy, że nowoczesne technologie nie są wrogiem dla artystów, ale ogromną możliwością w szerokim rozpowszechnianiu ich dzieł, a z czasem także środkiem do monetyzowania pracy twórczej – dodaje Michał Kanownik.

#Kulturawsieci i granty dla twórców

Dlatego Związek Cyfrowa Polska wspólnie z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego zachęcają twórców do przenoszenia swoich prac do internetu oraz wykorzystywania nowoczesnych rozwiązań technologicznych do promocji swojej twórczości. Na platformie Patronite.pl razem uruchomili specjalną zakładkę  #Kulturawsieci, w której promowani są twórcy wykorzystujący technologie w swojej twórczości oraz ci, którzy zdecydowali się wykorzystać internet w rozpowszechnianiu swoich prac. Patronite.pl daje też im możliwość znalezienia mecenatów, którzy mogą cyklicznie finansowo wspierać ich twórczość.

Ponadto Cyfrowa Polska zdecydowała się przyznać granty wybranym artystom zaangażowanym w inicjatywę #Kulturawsieci. W sumie w najbliższych tygodniach branża chce wesprzeć finansowo kilkudziesięciu autorów. Pierwsze wyróżnienia trafiły w ubiegłym tygodniu już do kilku twórców. Otrzymali je autorzy MWM – Ministranckiej Wytwórni Muzycznej (patronite.pl/mwm), młody pisarz Piotr Dudek (patronite.pl/CienBurzy) oraz inicjatorki akcji  „Spa dla mam” (patronite.pl/wspieramymamy).

Wsparcie w nauce online

Branża cyfrowa pomaga także w edukacji online. – Polska szkoła przechodzi dziś przyśpieszoną rewolucję cyfrową. Wiemy, że nie jest to łatwe zadanie, często z wieloma przeszkodami, także technologicznymi. Dlatego wspieramy dziś ten proces oferując potrzebny do tego sprzęt elektroniczny  – wyjaśnia prezes Michał Kanownik.

Związek Cyfrowa Polska włączył się m.in. w akcję promującą najlepszych edukatorów online – „Edukator Roku”, organizowanej w ramach programu #akcjaedukacja prowadzonego przez GovTech Polska. Organizacja ufundowała sprzęt elektroniczny oraz urządzenia mobilne, które mogą nauczycielom i uczniom uczestniczyć w edukacji online. W ramach walki z cyfrowym wykluczeniem sektor cyfrowy włączył się również w akcję #KomputerDlaUcznia. To zbiórka organizowana przez Fundację Impact, która ma na celu zapewnienie uczniom możliwości nauczania przez internet.

Jakie rozwiązania oferują firmy pożyczkowe w dobie kryzysu?

Nieprzewidziane zdarzenia losowe, takie jak wybuch pandemii, stawiają pożyczkodawców i pożyczkobiorców w bardzo trudnej sytuacji. Niektóre firmy przygotowały gotowe rozwiązania dla swoich klientów. Eksperci rankomat.pl sprawdzili, jakie są to działania i co może zrobić osoba, której płynność finansowa ucierpiała przez pandemię.

Koronawirus pokrzyżował plany terminowej spłaty pożyczki wielu klientom banków i firm pozabankowych. Ponieważ zasady przyznawania oraz spłat pożyczek w firmach pozabankowych różnią się od rozwiązań stosowanych w sektorach bankowych, propozycje pożyczkodawców muszą być bardziej indywidualne i dopasowane do wymagań pożyczkobiorcy. Część firm już zadeklarowała wyjście naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, w tym odroczenie czy wstrzymanie spłat pożyczki. Oto przegląd kilku rozwiązań firm pozabankowych, z których mogą skorzystać klienci tych marek.

Na pomoc posiadaczom pożyczek ratalnych

Wonga

Firma przygotowała następujące propozycje dla posiadaczy pożyczek ratalnych w Wonga:

  • wakacje kredytowe – na okres do 1 miesiąca, aktywowane w ciągu 48 godzin po pozytywnym rozpatrzeniu prośby klienta.

Dla spłacających pożyczkę jednorazowo:

  • możliwość rozłożenia spłaty na 12 miesięcy bez dodatkowych kosztów,
  • szansa na ustalenie pierwszych, niższych 3 rat podczas rozkładania płatności.

Warunkiem otrzymania wakacji kredytowych w Wonga jest brak przeterminowanych należności ze strony klienta. W niektórych przypadkach klient może być poproszony o załączenie dokumentacji potwierdzającej trudności finansowe, które mają związek z pandemią. Pożyczkobiorca może aktywować przeniesienie raty najwcześniej  14 dni przed terminem jej płatności.

Smartney

Oto skrótowy opis programu pomocowego marki, w odpowiedzi na potrzeby klientów
z zaciągniętą pożyczką ratalną w Smartney:

  • zmniejszenie wysokości rat pożyczki,
  • odroczenie terminu spłaty raty pożyczki o 1 miesiąc,
  • zawieszenie czynności windykacyjnych (bez dodatkowych odsetek karnych za zwłokę)
    w uzgodnionym terminie (do 21 dni),
  • umorzenie odsetek karnych za zwłokę od klientów, którzy spłacają raty po terminie (zgodnie z harmonogramem), gdzie opóźnienie jest skutkiem pandemii.

Głównym warunkiem otrzymania pomocy od Smartney jest brak opóźnień w spłacie pożyczki (do 29.02.2020 r.) oraz niezbite dowody na to, że trudna sytuacja finansowa klienta jest bezpośrednio powiązana z pandemią koronawirusa. Dodatkowo na decyzje pomocowe ze strony Smartney wpływają dawna, obecna sytuacja finansowa oraz rokowania dotyczącej przyszłej sytuacji klienta. Firma zobowiązuje się, że do każdej sytuacji odniesie się indywidualnie.

Provident

Firma Provident dla swoich klientów przygotowała następujące rozwiązania:

  • okresowa przerwa w spłacie – firma odracza termin spłaty do 4 rat tygodniowych lub 1 raty miesięcznej,
  • rozłożenie rat pożyczki – to rozwiązanie dla klientów, którzy wciąż borykają się ze spłatą długu (nawet jeśli już wykorzystali wszystkie okresowe przerwy w spłacie),
  • brak odsetek karnych – dla klienta, który spłaca dług w gotówce i opóźni się w spłacie należytej raty w okresie trwania umowy (oczywiście, przy wcześniejszym zgłoszeniu sytuacji).

Część z rozwiązań Provident Polska była już możliwa do realizacji przed wybuchem pandemii. W sprawie programu pomocowego firmy najlepiej kontaktować się bezpośrednio z jej siedzibą, gdzie sytuacja klienta zostanie rozpatrzona indywidualnie.

Na pomoc posiadaczom chwilówek

Miloan

Firma wychodzi z następującymi rozwiązaniami dla posiadaczy niespłaconych chwilówek w Miloan:

  • obniżenie odsetek i prowizji przy spłacie chwilówki,
  • obniżenie odsetek za nieterminową spłatę pożyczki.

Każda sytuacja jest analizowana indywidualnie i w zależności od klienta dobierane są odpowiednie rozwiązania.

TaniKredyt

Firma proponuje klientom poszkodowanym finansowo na skutek pandemii:

  • przedłużenie terminu spłaty pożyczki – na maksymalnie 30 dni.

Opłaty z tytułu prowizji i odsetek zostały dostosowane do założeń specustawy Tarczy Antykryzysowej 2.0.

HapiPożyczki

Po indywidualnym przeanalizowaniu sytuacji pożyczkobiorcy firma proponuje:

  • zawieszenie spłat rat pożyczki na okres jednego miesiąca (z możliwością przedłużenia „wakacji” w spłacie zobowiązań po zakończeniu tego okresu).

HapiPożyczka zaznacza, że jest to praktyka stosowana od dawna i dobrze się sprawdza dla klientów w trudniej sytuacji finansowej.

Vivus

Jak przeczytamy na głównej stronie firmy, Vivus dla klientów dotkniętych finansowo pandemią koronawirusa, proponuje:

  • odroczenie spłaty kapitału pożyczki

Uprawnieni do skorzystania z oferty są jedynie Ci klienci, który przedstawią dowody na to, że ich sytuacja wynika bezpośrednio ze skutków pandemii.

Podsumowanie

Rządowa specustawa Tarcza Antykryzysowa 2.0. wymusiła na firmach pozabankowych obniżenie kosztów pozaodsetkowych i tym samym zmianę warunków przyznawania pożyczek ratalnych i chwilówek oraz egzekwowania ich spłaty, wyjaśnia Jerzy Małysz, ekspert Rankomat:

Zgodnie z przyjętą 31 marca 2020 r. ustawą tarczy antykryzysowej koszty pozaodsetkowe dla pożyczek do 30 dni nie będą mogły przekroczyć 5%, a dla pożyczek ratalnych czy kredytów na dłuższy okres mogą osiągnąć maksymalnie 21%. Tak stanowcze obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych może oznaczać koniec dla wielu firm pozabankowych. To wielki cios dla jedynej, legalnej konkurencji wobec banków, czy SKOK-ów. Mimo tych utrudnień część pożyczkodawców dostosowuje swoje wymagania, nie tylko względem wymagań rządowych, ale również przychylnie spogląda na klientów, którzy przez koronawirusa stracili główne źródło dochodów i teraz nie chcą popaść w długi z zaciągniętą pożyczką. – tłumaczy.

Ostateczną decyzję związaną z przyznaniem pomocy zawsze podejmuje konkretna firma pozabankowa. Część z nich wciąż pracuje nad gotowymi rozwiązaniami, dla klientów dotkniętych problemem utraty płynności finansowej w wyniku kryzysu gospodarczego i światowej pandemii. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest kontakt z siedzibą firmy pozabankowej w celu uzgodnienia możliwości ewentualnego odroczenia bądź wstrzymania spłaty pożyczki.

Zasięg koronawirusa COVID-19. Już 2 miliony zakażeń, a Belgia została nowym liderem w smutnym rankingu śmiertelności

Koronawirus jest cały czas w ofensywie. W trakcie kilku ostatnich dni sytuacja Polski nie uległa zmianie. Liczba zachorowań na COVID to 7582 i nadal rośnie w tempie około 400 dziennie. Na świecie potwierdzono już 2 miliony zakażeń, a Belgia została nowym liderem w smutnym wyścigu śmiertelności. Są jednak pozytywne sygnały płynące z niektórych krajów (Austria, Norwegia, Dania, Czechy) pokazujące, że możemy kontrolować rozprzestrzenianie się choroby.polska-20200415

Poziom śmiertelności typem wskaźnika, który może pokazać na ile przeciążona jest służba zdrowia danego kraju

W dniu 15 kwietnia na świecie potwierdzono ponad 2 miliony zakażeń. To ogromna liczba, która – w perspektywie globalnej – ciągle dynamicznie rośnie. Poziom śmiertelności jest typem wskaźnika, który może pokazać na ile przeciążona jest służba zdrowia danego kraju. Pojemność służby zdrowia powinna być pochodną wielkości kraju. Uwzględniając to można przygotować zestawienie śmiertelności (wśród chorych na COVID) względem gęstości choroby w przeliczeniu na milion mieszkańców. Poniżej infografika ułatwiająca interpretację kolejnych wykresów.

Na dzień 15 kwietnia liczba zachorowań w Polsce to 7582 i nadal rośnie w tempie około 400 dziennie. Polska opuściła trend wykładniczy – spłaszczamy krzywą – co jest bardzo dobrą wiadomością. Konieczne jest jednak doprowadzenie do systematycznego spadku nowych przypadków w ujęciu dziennym.gestosc-vs-smiertelnosc-interpretacja

Śmiertelność i gęstość zakażeń – stan na 15.04.2020

W pespektywie globalnej 6.5% chorych na COVID zmarło. W Polsce wskaźnik ten jest znacznie niższy i wynosi 3.8%. Na całym świecie średnio 263 osoby na milion są zakażone, w Polsce ta wartość wynosi 198. To są bardzo dobre wyniki, jedne z najlepszych w Europie. Mimo to istnieją kraje, w których – przy podobnych założeniach – pacjenci z COVID umierają rzadziej (np. Czechy – 2.7%, Finlandia – 2.2%).gestosc-vs-smiertelnosc-2020415

Belgia, z wynikiem 13.2%, jest nowym liderem w smutnym wyścigu śmiertelności wśród chorych na COVID (bardzo podobne wartości notują Wielka Brytania, Włochy oraz Francja). Belgia jest również trzecim w kolejności krajem pod względem gęstości infekcji – 2913 zakażonych w przeliczeniu na milion mieszkańców (Luksemburg wykluczony ze względu na mikro populację). Epidemia w Belgii rozpoczęła się o 12 dni później niż we Włoszech oraz o 6 dni później niż w Hiszpanii (zakładając, że pierwszy dzień przypada na 20 potwierdzonych).

Belgia to mały kraj (11.5 miliona mieszkańców), jednak Szwajcaria jest jeszcze mniejsza (8.6 miliona mieszkańców), gęstość zakażeń w Szwajcarii przekracza pomiar dla Belgii (3061 chorych na milion mieszkańców), natomiast odsetek zgonów wśród chorych jest niemal trzykrotnie mniejszy niż w Belgii (4.7%). Szwajcaria jest jedynym krajem, w którym odsetek zgonów jest dosyć niski, przy jednocześnie wysokim zagęszczeniu chorych.

Śmiertelność w Holandii przekracza tę w Hiszpanii (11.1% vs 10.4%), gdzie Holandia to 1662 chorych a Hiszpania aż 3771 chorych w przeliczeniu na milion mieszkańców.

Szwecja nabiera prędkości, zarówno w nowych potwierdzonych przypadkach, jak też w już wysokiej śmiertelności – odsetek zgonów w stosunku do zarażonych wynosi 10.1% będąc jednym z najwyższych w grupie krajów posiadających około 1000 zakażonych na milion mieszkańców.

Stany Zjednoczone, pomimo ogromnej liczby zakażeń (ilościowo), utrzymują odsetek zgonów poniżej średniej dla całego świata (4.4% USA vs 6.5% cały świat).

Poniżej te same dane po usunięciu krajów z bardzo dużym zagęszczeniem infekcji.gestosc-vs-smiertelnosc-wybrane-2020415

Autor/Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 16.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Rynki wracają do szacowania niewiadomych. Wrócił silny dolar

Bolesne było wczorajsze zderzenie rynkowych nadziei na szybkie odbicie ożywienia globalnego z ekonomicznymi realiami. Wrócił silny dolar amerykański przy wyraźnej przecenie walut surowcowych, presji na ceny ropy naftowej i spadkach indeksów giełdowych. Rynki wracają do szacowania niewiadomych, ale to prowadzi do jazdy po wybojach przy większej dawce.

Zarówno wyniki finansowe spółek z Wall Street, jak i dane ekonomiczne wskazują na poważne uderzenie wynikające z restrykcji dla działalności gospodarczej w celu zwalczania rozprzestrzeniania się koronawirusa. Po wczoraj wiemy, że w marcu sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa odnotowały historyczne spadki. Dane ze sprzedaży mogłyby być jeszcze gorsze (niż -8,7 proc. m/m), gdyby nie szturm Amerykanów na sklepy spożywcze i drogerie w celu gromadzenia zapasów na zarządzony lockdown. Kwietniowe odczyty prawdopodobnie będą jeszcze gorsze (gdyż w marcu nie wszystkie stany wprowadziły ostre zakazy), co z resztą dobrze odzwierciedla rekordowe załamanie indeksu NY Empire State. Wskaźniki produkcji nowych zamówień, zatrudnienia tąpnęły do rekordowych minimów, a przedsiębiorcy w rejonie Nowego Jorku spodziewają się tylko niewielkiej poprawy sytuacji w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Dziś podobnych wskazań można oczekiwać po indeksie Fed z Filadelfii. Raport o wnykach o zasiłek dla bezrobotnych wskaże kolejny wielomilionowy skok liczby pobierających zasiłek. Dostaniemy też pierwsze wskazania o załamaniu rynku budownictwa mieszakowego. Po wynikach Goldman Sachs, Citigroup i Bank of America widać, ze banki zaczynają odkładać miliony na straty na portfelach kredytowych.

Inwestorzy dość długo ignorowali ekonomiczną rzeczywistość w przekonaniu, że najgorsze zostało zdyskontowane i teraz przyszła pora na wycenę przyszłej odbudowy. Na rynkach jednak nic nie jest tak proste, szczególnie gdy liczba niewiadomych jest mnożona przez spory polityków i ekspertów medycznych odnośnie tego, kiedy będzie bezpiecznie na restart aktywności gospodarczej. To główne pytanie dla najbliższych dni i tygodni i bez odpowiedzi nie da się jasno określić, kiedy będzie dobry moment na kupno aktywów ryzykownych. Nikt nie chce przegapić dołka i spóźnić się na „ten właściwy rajd”. Jak jednak minione dni pokazują, wciąż jesteśmy na rynku niedźwiedzia i wysokiej awersji do ryzyka, które naturalnie będzie przeplatana okresami pozytywnych nastrojów.

Z perspektywy aktywów oznacza to tylko tyle, że każdy zryw optymizmu jest kruchy w podstawach i łatwo będzie o korektę. Jednocześnie nie sądzę, aby czekało nas kolejne rynkowe załamanie na wzór tych z połowy marca. Aktualny kryzys nie jest kryzysem finansowym, a jednak banki centralne na świecie poczyniły sporo, aby zapewnić płynność i nie dopuścić do sytuacji, gdzie niedobory kapitału będą prowadzić do skokowych zmian wycen aktywów z powodu braku zleceń po przeciwnej stronie arkusza. Nie zmienia to faktu, że strach będzie generował szybkie wyzbywanie się ryzykownych aktywów, gdy nagromadzą się wątpliwości, czy dotychczasowy rajd miał sens. Na liście zagrożonych instrumentów są akcje, waluty surowcowe i rynków wschodzących, ropa naftowa i obligacje państw o kwestionowanej pozycji fiskalnej (np. Włoch).

W tym zamieszaniu wzrost EUR/PLN „tylko” do 4,54 należy uznać za delikatny klaps. Nie łudźmy się jednak, że złoty stał się swojego rodzaju bezpieczną przystanią. W zeszłym tygodniu zwracałem uwagę, że dokonane lubowanie polityki monetarnej NBP będzie czynnikiem hamującym odreagowanie bieżącej słabości PLN. To opóźnienie wychodzi teraz złotemu na dobre – innymi słowy, skoro nikt masowo nie kupował złotego, to teraz nie ma komu go wyprzedawać. To także pokazuje, że polska waluta jest poza głównym obiegiem w żonglerce inwestorów między ryzykownymi i bezpiecznymi aktywami. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że EUR/PLN nie prędko zanurkuje pod 4,50, ale też i wybicie ponad 4,60 nie jest dużym zagrożeniem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowe metody zarządzania zasobami ludzkimi w dobie epidemii

Wiele obaw i niepewności wywołanych pandemią koronawirusa pochłania dziś zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników na całym świecie. Choć zahamowanie niektórych sektorów gospodarki nastąpiło gwałtownie i przyczyniło się do zastoju na rynku pracy, to kryzys pobudził także nowe metody zarządzania zasobami ludzkimi m. in. leasing pracowniczy. Capgemini Invent bada, w jaki sposób chińskie firmy radzą sobie z wyzwaniami w tym trudnym czasie i jak kształtuje się przyszłość zatrudnienia. Czy te rozwiązania można przenieść także na europejski rynek?

Chiny, jak też obecnie niemalże każdy kraj zmagający się z kryzysem, poświęciły gospodarkę na rzecz opanowania epidemii. Zatrzymanie większości sektorów działalności gospodarczej było koniecznością podyktowaną ograniczeniem rozwoju wirusa. Wyłączenie poszczególnych gałęzi gospodarki wskutek zmiany priorytetów potrzeb rynku przyniosło zatrzymanie produkcji, zamknięcie wielu fabryk, hoteli, restauracji. W konsekwencji te działania doprowadziły do redukcji w ilości pracowników, szczególnie w sektorze gastronomicznym i hotelarskim. Zrodziło to pytanie – co dalej?

Dynamiczna zmiana popytu

Z drugiej zaś strony nastąpił ogromny wzrost zainteresowania zakupem produktów spożywczych online. Poszerzająca się liczba osób objętych kwarantanną, ograniczenie dostępu do sklepów czy restauracji i troska o własne zdrowie wzbudziły duży popyt na e-zakupy.

Zgodnie z danymi Walmarta, do końca stycznia wielkość podaży warzyw w Chinach przekroczyła 10 000 ton, a mięsa 2 000 ton. Po dwóch tygodnia rozprzestrzeniania się wirusa popyt na te produkty wzrósł 1,5-krotnie i nieustannie eskalował. W ciągu zaledwie pierwszych 9 dni stycznia lider chińskiego rynku odnotował wzrost obrotu o ok. 374 proc. Według danych Nielsen’a we Włoszech sprzedaż internetowa wzrosła o 80 proc. Z tygodnia na tydzień ilość zakupów online rosła nawet o 30 p. p. Wszyscy główni sprzedawcy żywności online odnotowali progres sprzedaży, co przekłada się na wzrost liczby zamówień, ich wartości oraz nowych klientów.

Dynamiczne natężenie popytu nałożyło na spożywczy sektor e-commerce szereg nowych i nieoczekiwanych wyzwań. Ogromną korzyścią wynikającą z tej sytuacji jest wyklarowanie się najlepszych praktyk w zakresie dystrybucji żywności i zarządzania sektorem sklepów online w kryzysie.

Problem nie do przeskoczenia?

Kiedy pracownicy fabryk, restauracji i hoteli tracą pracę, osoby zatrudnione w e-commerce nie są w stanie obsłużyć złożonych zamówień. Gwałtowny wzrost popytu na artykuły spożywcze online, mimo ich fizycznej dostępności, był nie do zaspokojenia m. in. ze względu na dynamicznie pogłębiające się luki kadrowe w logistyce i obsłudze e-sklepów. Pozyskanie nowych pracowników jest utrudnione ze względu na rozszerzający się obszar objęty kwarantanną.

Rozwiązaniem na tak dynamicznie rozwijający się problem po dwóch stronach jest zaproponowany przez Alibaba Group model leasingu zasobów ludzkich. Holding znany z innowacji w handlu detalicznym opracował system tymczasowej migracji pracowników z sektora o niższym zapotrzebowaniu kadrowym, do działalności o większym zainteresowaniu konsumenckim.

Alibaba Group zaproponowała pracownikom restauracji, zamkniętych na czas pandemii, pracę w e-commerce. Dzięki temu rozwiązaniu holding zwiększył swoje możliwości sprzedażowe, ilość obsługiwanych zamówień została zwiększona. Osoby dotknięte bezrobociem wynikającym z kryzysu, otrzymały pracę w sektorze o dynamicznym wzroście zainteresowania. Wśród beneficjentów modelu leasingu zasobami ludzkimi znaleźli się także właściciele restauracji, które na czas walki z pandemią musiały zostać zamknięte. Dzięki migracji pracowników przedsiębiorcy z sektora gastronomicznego zostali odciążeni z kosztów utrzymania swojej kadry, na czas niefunkcjonowania lokali.

Potrzeba matką wynalazku

Sukces pomysłu wypracowanego przez Alibaba Group, popchnął działania w tym zakresie do przodu. Holding w kwietniu planuje wprowadzenie platformy online do zarządzania współdzieloną siłą roboczą i jednocześnie chce na stałe włączyć model leasingu zasobów ludzkich do swoich regularnych działań.

Usprawnieniem tego przedsięwzięcia ma być wykorzystanie analityki danych. Dzięki niej będzie można skategoryzować pracowników, dzieląc ich pod względem z góry określonych kryteriów. Pomogą one przy dostosowaniu odpowiednich zadań do ludzi o konkretnym doświadczeniu zawodowym lub specjalizacji.

Przyjęcie modelu leasingu zasobami ludzkimi może generować znaczne oszczędności dla wielu sektorów, rynków i przedsiębiorców, niwelowanie strat i może zapewnić także elastyczność zatrudnienia. Regulowanie liczbą pracowników w określonych sektorach, uzależniając ją od popytu, usprawni funkcjonowanie rynku i ograniczy bezrobocie. Ponadto taki model zarządzania kadrą zobowiąże pracodawców do jeszcze bardziej restrykcyjnego przestrzegania regulacji prawnych i ubezpieczeniowych względem zatrudnionych osób.

Kryzys to dobry czas na inwestycje. Jednak według ekspertów czas okazyjnych zakupów na polskiej giełdzie dobiega końca

Mimo że kryzys w wielu, zwłaszcza niedoświadczonych inwestorach budzi instynktowną chęć ucieczki z rynków, eksperci uważają, że to najlepszy czas na inwestycje, gdyż wiele aktywów zostało przecenionych i można je nabyć po okazyjnych cenach. Zdaniem Cezarego Chybowskiego, szefa Reliance Polska, dobry czas na wyszukiwanie inwestycyjnych perełek potrwa jeszcze kilka tygodni, choć najlepszy moment na zakup akcji jest już za nami.

Kryzys jest okresem bardzo dużych przecen na rynku finansowym, które spowodowane nie są złą sytuacją spółek, ale ogólnoświatową paniką. Ludzie w przypływie emocji wycofują pieniądze z giełdy, co powoduje utratę wartości spółek, czyli spadającą kapitalizację, spadek wartości akcji. Dzięki temu za tę samą cenę możemy kupić tych akcji więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Chybowski, prezes zarządu Reliance Polska. – Najlepszy moment na giełdzie do inwestycji moim zdaniem już był, kiedy wszystkie indeksy były na czerwono, w tej chwili jeszcze on trwa, ale to jest ostatni dzwonek, aby kupić okazyjnie akcje na polskiej giełdzie.

Indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie, WIG 20, swoje minima osiągnął 12 marca, dzień po decyzji o zamknięciu szkół. Na zakończenie dnia jego wartość ledwo przekraczała 1300 punktów, najmniej od 2008 roku. Jednak w ciągu miesiąca nawet ten indeks, w którym znajduje się pięć banków obarczonych koniecznością rozłożenia spłat kredytów firmom i konsumentom oraz m.in. firm LPP i CCC, które musiały zamknąć swoje sklepy w centrach handlowych, zdołał odrobić ponad 300 pkt, czyli niemal jedną czwartą. Zapowiedzi „rozmrażania” gospodarki spowodowały w przypadku niektórych spółek nawet kilkudziesięcioprocentowe wzrosty w czasie jednej sesji.

– Inwestowanie teraz ma jak największy sens, ponieważ możemy dzisiaj kupować akcje spółek, papiery wartościowe, takie jak obligacje, ale także kruszce, złoto, srebro, dzieła sztuki, numizmatyka, to wszystko, co teraz będzie zwyżkować – przekonuje prezes Reliance Polska. – Kolejnym obszarem do inwestowania jest ziemia, świetnym terenem są Mazury, które są wciąż niedoszacowane. Mamy też atrakcyjne ceny nieruchomości, mieszkań, powierzchni komercyjnych. Myślę, że za kilka tygodni będzie jeszcze dużo więcej okazji do inwestowania.

Cezary Chybowski przestrzega nie tylko przed wychodzeniem z inwestycji po spadkach, bo oznacza to sprzedawanie aktywów po niskich cenach i realizowanie strat, ale także przed trzymaniem gotówki w domu. W czasach kryzysu wiele osób woli mieć pieniądze pod ręką, niektórzy wciąż pamiętają kolejki przed greckimi bankami sprzed ponad 10 lat. Ta sytuacja jednak, zdaniem prezesa Reliance, się nie powtórzy, bo polski system bankowy jest w bardzo dobrej kondycji i będzie miał zapewnioną płynność. Ponadto niskie stopy procentowe przy relatywnie wysokiej inflacji, która będzie w kolejnych miesiącach rosła, powodują, że gotówka będzie traciła na wartości. Istnieje też czynnik społeczny, solidarnościowy.

– Gotówka trzymana w domu jest narażona na utratę z tytułu kradzieży i inflacji. Przede wszystkim wyciągając pieniądze z banku, powodujemy, że bank nie jest w stanie racjonalnie określić, jak duże środki będzie miał na pomoc przedsiębiorcom w postaci kredytów – tłumaczy Cezary Chybowski. – Dzisiaj bank nie będzie miał środków na to, aby pożyczyć np. naszemu pracodawcy, który z kredytu będzie nam musiał zapłacić kwietniowe bądź majowe wypłaty. Warto więc spojrzeć na to szerzej, a nie tylko na to, żeby ochronić swoje środki. Tym bardziej że sytuacja banków jest bardzo dobra i nie ma żadnych przesłanek ku temu, aby miały nie wypłacić naszych środków, które są tam zgromadzone.

Z powodu pracy zdalnej podczas pandemii gwałtownie wzrosła ilość przesyłanych danych. Naraża to firmy na ich utratę, co może kosztować miliony

W ciągu ostatniego roku ilość danych, którymi zarządzają firmy na świecie, wzrosła o 40 proc. Pandemia koronawirusa sprawiła, że tempo to przyspieszyło w pierwszych miesiącach tego roku, chociażby ze względu na przejście większości przedsiębiorstw na tryb pracy zdalnej. Wzrost ilości danych to jednak przede wszystkim wzrost ryzyka ich utraty, co może skutkować dużymi stratami finansowymi. Jak wynika z nowego badania Dell Technologies, największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa danych jest dziś rosnąca liczba cyberataków. Może być to także awaria sprzętu czy zwykły błąd ludzki skutkujący wykasowaniem danych. W ciągu ostatniego roku aż 82 proc. organizacji miało do czynienia z takimi zakłóceniami w swojej działalności.

Jak wynika z opublikowanego w marcu badania Dell Technologies „Global Data Protection Index 2020 Snapshot”, organizacje na całym świecie zarządzają o prawie 40 proc. większą ilością danych niż jeszcze rok wcześniej. To w tej chwili 13,53 petabajtów (PB) danych, co stanowi wzrost nie tylko względem ubiegłego roku (9,70 PB), ale również znaczący skok – bo aż o 830 proc. – w porównaniu z 1,45 PB w 2016 roku.

– Spodziewamy się, że w 2025 roku będziemy globalnie mieć już 175 zetabajtów danych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Olkowski, architekt rozwiązań Dell Technologies.

Pandemia koronawirusa spowodowała, że w ostatnich miesiącach ogromne wzrosty zanotowały serwisy do zdalnego komunikowania się. Według serwisu Apptopia zyskały takie aplikacje jak Zoom (z 2 do blisko 7 mln użytkowników), Google Classroom (z 2 do 5 mln użytkowników) czy Microsoft Teams (z 0,5 do ponad 2 mln). Tymczasem w mediach pojawiają się informacje, że niektóre aplikacje służące do komunikacji nie zawsze gwarantują pełną ochronę przesyłanych danych.

Im więcej danych gromadzi firma, tym większe wyzwania związane z ich ochroną. W badaniu Dell Technologies 81 proc. respondentów zadeklarowało, że ich obecne rozwiązania do ochrony danych nie będą w stanie zaspokoić wszystkich przyszłych potrzeb biznesowych. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa jest zaś rosnąca liczba zakłóceń – od cyberataków do przestojów i utraty danych. W ciągu ostatniego roku 82 proc. organizacji (wobec 76 proc. w 2018 roku) miało do czynienia z takimi zakłóceniami w swojej działalności, a 68 proc. obawia się ich również w ciągu nadchodzących 12 miesięcy.

– Większość firm doświadczyła cyberataku. Niektóre doświadczają nawet kilkunastu bądź kilkudziesięciu tego typu incydentów dziennie, choć większość z nich jest nieudana. Te ataki mogą być różnego typu: phishing mail, atak hakerski, exploit wpuszczony ze środka. Metod jest bardzo wiele, a kreatywność hakerów nieograniczona. Są nawet strony, gdzie można zamówić wirusa, który zostanie stworzony specjalnie dla nas. Dlatego nasi respondenci zdecydowanie podkreślają, że cyberataki są jednym z głównych zagrożeń dla ochrony danych i biznesu jako całości – wskazuje Daniel Olkowski.

Jak podkreśla, cyberatak to niejedyne ryzyko utraty danych. Częstą przyczyną bywają również: awaria sprzętu, wadliwie działająca aplikacja czy zwykły błąd ludzki i przypadkowe wykasowanie istotnych informacji.

 Utrata danych pojedynczej firmy to jest problem punktowy, ewentualnie problem kilku powiązanych z nią firm. Zdarza się jednak, że niemożność działania pojedynczego kontrahenta skutkuje zatrzymaniem całego łańcucha dostaw, a często też niemożnością funkcjonowania całych branż. Można to sobie wyobrazić na przykładzie dostaw samochodów. Jeżeli fotele do aut nie dojeżdżają na czas, wówczas cała produkcja staje, co powoduje perturbacje na rynku samochodowym. To ma wpływ na całą światową gospodarkę – przekonuje ekspert.

Utrata danych zawsze bowiem wiąże się ze stratami finansowymi. Z badania Dell Technologies wynika, że w ciągu ubiegłego roku średni koszt utraty danych wzrósł do ponad 1 mln dol. z 995,6 tys. dol. rok wcześniej. Z kolei średni koszt przestoju z tego powodu wzrósł o 54 proc. – w 2019 roku ich szacowany koszt przekroczył już 800 tys. dol. rocznie.

 Nieważne, czy jesteśmy firmą marketingową, produkcyjną, czy finansową  w każdym przypadku utrata danych bądź brak możliwości kontynuowania produkcji wiąże się z konkretnymi stratami, ale te skutki są dalekosiężne, gdyż klienci odwracają się i przechodzą do konkurencji – mówi Daniel Olkowski.

Co istotne, koszty finansowe są znacznie większe w przypadku organizacji korzystających z rozwiązań do ochrony danych pochodzących od różnych producentów. Takie przedsiębiorstwa mają do czynienia z prawie dwa razy wyższymi kosztami przestojów i prawie pięciokrotnie wyższymi kosztami utraty danych. Organizacje korzystające z usług więcej niż jednego dostawcy rozwiązań są też prawie dwa razy bardziej narażone na incydenty, które mogą uniemożliwić im dostęp do danych. Mimo to korzystanie z produktów wielu dostawców jest coraz popularniejsze – 80 proc. organizacji zdecydowało się na wdrożenie rozwiązań do ochrony danych pochodzących od więcej niż jednego producenta (wzrost o 20 pkt proc. od 2016 roku).

– Dzisiaj IT przeżywa transformację: mamy Internet of Things, systemy sztucznej inteligencji, wirtualizację, chmurę publiczną, cloud native. Nie wszystkie rozwiązania do ochrony danych nadążają za bardzo dynamicznym rozwojem branży. Również wartość danych zmienia się w czasie. Przykładowo, dane z kamery samochodowej są praktycznie bezwartościowe, dopóki nie zdarzy nam się wypadek. Dlatego też zupełnie inna musi być ochrona danych, które są istotne, i takich, które możemy pominąć. Respondenci zwracają uwagę, że powoduje to wzrost złożoności systemów, nad którymi nie są w stanie zapanować – mówi ekspert.

Jak wynika z nowego badania Dell Technologies, większość firm inwestuje już w nowe technologie, z których najpopularniejsze to aplikacje cloud native (58 proc.), sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe (53 proc.), aplikacje typu oprogramowanie jako usługa (SaaS, 51 proc.), sieci 5G i infrastruktura brzegu sieci (49 proc.) oraz internet rzeczy (36 proc.). Mimo potencjalnych korzyści aż trzy czwarte organizacji jest jednak zdania, że zwiększają one złożoność ochrony danych. 61 proc. twierdzi, że stanowią wręcz zagrożenie dla ochrony danych.

 Firmy potrzebują systemów, które w sposób automatyczny zapewnią im zabezpieczenie całości danych i będą w stanie adaptować się do nowego środowiska, w przypadku zmieniającej się infrastruktury nie będą wymagać udziału człowieka, aby nowe systemy były automatycznie chronione – mówi architekt rozwiąząń Dell Technologies. – Respondenci wskazują też, że potrzebują systemów, które ochronią ich przed cyberatakami. Stąd widoczny w tej chwili trend budowania rozwiązań cyber recovery, cyfrowych bunkrów, które zapewniają bezpieczeństwo i przetrwanie danych w przypadku ataku hakera, ransomware czy jakiegokolwiek innego.

Minister infrastruktury: Wydłużenie uprawnień dla kierowców czy maszynistów nie stanowi zagrożenia. Bez tego groził nam paraliż transportowy kraju

Okres ważności praw jazdy i uprawnień do kierowania pojazdami został wydłużony. Dotyczy to nie tylko kierowców zawodowych, lecz również np. maszynistów. – Groził nam paraliż transportowy państwa, a do tego nie mogliśmy dopuścić – podkreślił minister Andrzej Adamczyk. Jego zdaniem nie stanowi to żadnego zagrożenia, a odpowiednie badania kierowcy i pozostałe grupy będą musieli odbyć 60 dni po zakończeniu stanu epidemii.

– Staliśmy przed dylematem: albo schłodzić gospodarkę i zatrzymać część ruchu samochodowego, albo też umożliwić kierującym pojazdami dalszą pracę. Trzeba pamiętać, że termin, kiedy wygasają takie uprawnienia, nie jest terminem szczególnym, po którego przekroczeniu kierowca stwarza niebezpieczeństwo na drodze i powinien być szczególnie traktowany. Stąd wydłużenie uprawnień nie tylko dla kierujących pojazdami, ale także dla maszynistów i wszystkich tych, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo w sektorze kolejowym – powiedział podczas konferencji Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.

Zgodnie z decyzją Ministerstwa Infrastruktury zawodowi kierowcy nie muszą przechodzić okresowych badań lekarskich i psychologicznych w czasie pandemii koronawirusa. Orzeczenia lekarskie i psychologiczne, których ważność upłynęła po 7 marca br., zachowują ważność, ale nie dłużej niż do 60 dni po odwołaniu stanu epidemii. Innymi słowy: po tym momencie zawodowi kierowcy wciąż jeszcze będą mieć dwa miesiące, żeby odbyć obowiązkowe badania. W projekcie nowelizacji tarczy resort zaproponował wydłużenie okresu ważności praw jazdy (w tym zagranicznych).

Ministerialna propozycja zakłada również wydłużenie okresu, w którym ważność zachowują m.in. pozwolenia na kierowanie tramwajem, pojazdem uprzywilejowanym lub pojazdem przewożącym wartości pieniężne, a także świadectwa kierowcy oraz legitymacje instruktora nauki jazdy i egzaminatora.

Nie widzimy zagrożenia związanego z wydłużeniem uprawnień do kierowania pojazdami – powiedział Adamczyk. – Groził nam paraliż transportowy państwa, do czego nie mogliśmy dopuścić. W momencie, kiedy tylko będzie sprzyjająca okoliczność, oczywiście wracamy do sprawy.

Zgodnie z propozycją MI wszystkie dokumenty, uprawnienia i szkolenia mają pozostać ważne także w okresie 60 dni od daty zakończenia stanu epidemii. Po tym terminie będzie trzeba wszystkie zaległe badania i szkolenia wykonać lub odnowić, a terminy ważności dokumentów przedłużyć.

Resort poszedł także na rękę właścicielom pojazdów sprowadzonych z innego kraju Unii Europejskiej. Dotychczas na jego zarejestrowanie obowiązywał termin 30 dni. Z początkiem 2020 roku weszła w życie nowelizacja ustawy, która wprowadziła kary pieniężne (od 200 zł do 1 tys. zł) za przekroczenie tego terminu. Przyjęta z końcem marca tarcza antykryzysowa wydłużyła czas na dopełnienie tych formalności z 30 do 180 dni. Podobnie sytuacja wygląda ze zgłoszeniem nabycia lub zbycia pojazdu zarejestrowanego w kraju.

Formalności te są teraz utrudnione ze względu na to, że w niektórych miastach zamknięto wydziały komunikacyjne w urzędach. W innych urzędy skróciły godziny pracy, odsyłają do składania wniosków online lub mailowo bądź obsługują interesantów za pośrednictwem skrzynki podawczej umieszczonej przed urzędem. W takich przypadkach dokumenty, zanim zostaną rozpatrzone, przechodzą 24-godzinną kwarantannę. Następnie, po pozytywnym rozpatrzeniu, dokumenty wraz z tablicami rejestracyjnymi są odsyłane pocztą do właściciela. W niektórych urzędach załatwienie formalności wciąż jest możliwe osobiście, po uprzednim telefonicznym umówieniu się na wizytę (interesanci z ulicy nie są obsługiwani).

Za kwestie związane z rejestracją pojazdów odpowiedzialni są starostowie i samorządy powiatowe. To samorządy powiatowe podjęły w większości decyzję o zamknięciu wydziałów komunikacji, co spowodowało, że nie można dokonać prostej czynności, jaką jest rejestracja samochodu, często niezbędnego do prowadzenia działalności gospodarczej, zakupionego lub leasingowanego. Musimy wyciągnąć z tego testu wnioski i pracować nad rozwiązaniami, które w przyszłości, gdyby zaszły podobne okoliczności, nie doprowadzą do wielotygodniowego paraliżu operacji związanych z rejestracją pojazdów – powiedział Andrzej Adamczyk.

Lawinowo rośnie liczba firm zawieszających działalność. Tylko zniesienie restrykcji poprawi sytuację mniejszych przedsiębiorstw

0

Tylko w marcu działalność zawiesiło ponad 48 tys. firm. W pierwszych 10 dniach kwietnia kolejne 20 tys. – wynika z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Za zdecydowaną większość przypadków odpowiada pandemia koronawirusa. Na taki krok decydują się przede wszystkim samozatrudnieni i mikrofirmy. – Tarcza antykryzysowa może zatrzymać falę zawieszeń, jeśli jednak restrykcje zostaną przedłużone, części firm może być trudno wrócić na rynek – ocenia Mariusz Rutke z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

 Według danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej w marcu zawiesiło swoją działalność około 50 tys. firm. Skala jest ogromna. Dla porównania, w marcu 2019 roku zawiesiło działalność o 30 tys. mniej firm. Pierwsza dekada kwietnia również nie napawa optymizmem, bo zgodnie z danymi płynącymi z CEIDG zawieszeniu uległo około 20 tys. kolejnych firm – wylicza w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Rutke, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Z danych CEIDG wynika, że zawieszeń masowo zaczęło przybywać po 12 marca, czyli po wprowadzeniu przez rząd pierwszych obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa. Rekordowy okazał się zwłaszcza ostatni tydzień, kiedy taką decyzje podjęło blisko 23,7 tys. przedsiębiorców. Na zawieszenie decydują się przede wszystkim samozatrudnieni i mikrofirmy. Dane z początku kwietnia mogą wskazywać, że ten miesiąc może okazać się pod względem zawieszeń wyjątkowy.

– Jeżeli zakazy związane z pandemią koronawirusa zostaną rozszerzone czasowo na kolejne dni czy tygodnie, to należy się spodziewać kolejnej fali zawieszeń. W szczególności chodzi o podmioty, które oczekują na powrót do normalnego funkcjonowania. Jeżeli to nie nastąpi w najbliższym okresie, to pewnie kolejne firmy będą dokonywały zawieszenia – analizuje Mariusz Rutke.

Jak przekonuje ekspert, zawieszeń może być więcej również ze względu na kończące się umowy z pracownikami. W wielu firmach, zwłaszcza mniejszych, dominują umowy terminowe, na czas określony. Jeśli sytuacja związana z pandemią będzie się utrzymywać, to umowy nie będą przedłużane, pracownicy zwalniani, a wtedy firma będzie mogła zawiesić działalność. Tylko części z nich może pomóc tarcza antykryzysowa 2.0.

– Rozszerzyła ona m.in. zwolnienie ze składek ZUS na trzy miesiące dla podmiotów, które zatrudniają od 10 do 49 pracowników, wydłużyła też świadczenie postojowe. Należy zdecydowanie powiedzieć, że działania podejmowane przez państwo ograniczają skalę zawieszania działalności – ocenia ekspert WSB.

Zgodnie z tarczą antykryzysową 2.0 zwolnienie z ZUS dla firm zatrudniających od 10 do 49 osób ma być jednak limitowane. Całkowite zwolnienie z opłaty składek obejmie do dziewięciu osób zatrudnionych w takich przedsiębiorstwach. Świadczenie postojowe, które początkowo miało być wypłacone tylko jednorazowo, teraz może zostać wypłacone trzykrotnie lub nawet więcej razy, w zależności od sytuacji związanej z koronawirusem. Ogółem do ZUS już wpłynęło niemal 600 tys. wniosków o pomoc.

– Zawsze możemy powiedzieć, że ta pomoc mogłaby być większa, ale trzeba mieć na uwadze finanse państwa. Nie wiemy też, jak długo potrwa zagrożenie związane z pandemią koronawirusa. Prawdopodobnie w kolejnych tygodniach państwo będzie musiało się skupić na sektorze firm średnich oraz dużych – zaznacza Mariusz Rutke.

Sytuację znacząco poprawić może jedynie częściowe lub całkowite odmrożenie gospodarki. Z problemami boryka się duża część firm gastronomicznych –   dla nich przełomem będzie decyzja o otwarciu restauracji, kawiarni czy barów. Także branża turystyczna czeka na otwarcie granic i zniesienie zakazu przemieszczania się.

– Zawieszenie firmy nie oznacza jej zamknięcia, więc stosunkowo szybko te podmioty będą mogły wrócić do funkcjonowania. Koronawirus zwiększył bezrobocie, więc będzie im łatwiej znaleźć pracowników – mówi ekspert. – Z drugiej strony wzrost bezrobocia oznacza jednak obniżenie dochodów, więc będziemy mniej skłonni wydawać, a co za tym idzie, firmom nie będzie tak łatwo wrócić do normalności.

Nowe laboratorium zajmie się oceną urządzeń 5G pojawiających się na polskim rynku. Może być kluczowe dla bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej

Chociaż w Polsce trwa pandemia, Urząd Komunikacji Elektronicznej jest w trakcie wyłaniania pierwszych dostawców sieci 5G w Polsce. Trwają aukcje na pierwsze częstotliwości, co może już niebawem poskutkować pierwszymi wdrożeniami. Na polskim rynku już pojawiają się pierwsze urządzenia wspierające nowy standard. Sprawdzeniem ich bezpieczeństwa i zgodności z międzynarodowymi standardami zajmie się nowe laboratorium, które ma uprawnienia do wydawania międzynarodowych certyfikatów bezpieczeństwa. To bardzo istotne zwłaszcza w kontekście infrastruktury krytycznej, w ramach której takie urządzenia także będą wykorzystywane.

– Standaryzacja sieci specjalnych, łączących infrastrukturę krytyczną, jest wymagająca i kosztowna, ale mamy też potrzeby dotyczące prostszych rozwiązań, gdzie musimy zachować higienę i zasady, a same rozwiązania nie muszą być tak złożone. Współpraca i uporządkowanie tego obszaru przez określenie, który standard do czego służy, ma właśnie miejsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jerzy Żurek, dyrektor Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego.

Pod koniec I kwartału 2020 roku w Instytucie Łączności otwarto Laboratorium Oceny Bezpieczeństwa Produktów Teleinformatycznych zgodne z międzynarodowymi standardami certyfikacji Common Criteria. To pierwszy tego typu ośrodek w Polsce. Dzięki niemu eksperci ds. cyberbezpieczeństwa otrzymają narzędzia do skuteczniejszego identyfikowania zagrożeń teleinformatycznych. Środki na budowę laboratorium pozyskano w ramach programu Cyberbezpieczeństwo i eTożsamość – Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczyło na ten cel przeszło 2 mln zł.

Ośrodek pozwoli zmierzyć się z wyzwaniami, jakie przed branżą informatyczną wkrótce postawi rozwój sieci 5G oraz upowszechnienie się systemów internetu rzeczy (IoT). Jest uprawniony m.in. do testowania i wydawania certyfikatów bezpieczeństwa zgodnych z międzynarodową normą ISO/IEC 15408, które będą honorowane także w innych krajach.

O tym, że to na tym sektorze branży należy skupić uwagę ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, przekonuje raport „Securing the Future of a Smart World” opracowany przez Business Performance Innovation Network we współpracy z A10 Networks. Zgodnie z ustaleniami badaczy aż 94 proc. specjalistów IT uważa, że umasowienie się urządzeń IoT będzie miało istotny wpływ na kondycję oraz bezpieczeństwo infrastruktury sieciowej piątej generacji.

– Dysponujemy zbiorami zasad, badań i testów, które muszą być wykonane na pewnych urządzeniach, rozwiązaniach czy oprogramowaniu służących do łączności. Otwartość standardów polega na tym, że każdy zespół w laboratorium, który zajmuje się badaniem odporności na różnego rodzaju ataki, ma również obowiązek rozwijać te ataki, czyli wymyślać nowe metody postępowania. Jeżeli uda im się złamać dane rozwiązanie, to informacja o tym jest publikowana. Środowisko wymienia się tą informacją i naprawia ewentualne błędy – tłumaczy ekspert.

Strategia Cyberbezpieczeństwa RP na lata 2019–2024 ma być odpowiedzią na wyzwania, jakie w nadchodzących latach postawią przed regulatorami nowe technologie. Dokument zakłada m.in. rozbudowę systemu wymiany informacji o cyberzagrożeniach oraz usprawnienie funkcjonowania bieżących systemów teleinformatycznych. W realizacji tych celów pomoże nawiązanie współpracy partnerskiej z eksperckimi korporacjami technologicznymi – Ministerstwo Cyfryzacji porozumiało się już z m.in. z Cisco, Ericssonem, Nokią oraz Samsungiem.

Ministerialny dokument zakłada także wdrożenie Narodowych Standardów Cyberbezpieczeństwa, które opiszą sposób wykorzystania nowoczesnych technologii w ramach infrastruktury sieciowej podmiotów publicznych oraz prywatnych. W ich ramach wprowadzone zostaną m.in. regulacje dotyczące wymiany informacji w chmurze czy funkcjonowania aplikacji mobilnych. Ministerstwo planuje także wdrożyć w życie programy edukacyjne, które podniosą świadomość obywateli w obszarze cyberbezpieczeństwa.

– Jeżeli mówimy o bezpieczeństwie w bardzo złożonych systemach, to wiedza na ten temat jest w rękach nielicznej grupy superekspertów. Ponadto funkcjonujemy w obszarze technologii, która rozwija się bardzo szybko, i jako użytkownicy nie zdajemy sobie sprawy, jakie niesie to ze sobą skutki i zagrożenia. I tu wchodzimy w zagadnienie organizacji systemu edukacji, żeby zwykły użytkownik miał świadomość, z jakimi ryzykami wiąże się używanie różnych urządzeń czy rozwiązań komunikacyjnych, i żeby świadomie decydował o tym, co robi w sieci, jak używa aplikacji czy rozwiązań – podsumowuje Jerzy Żurek.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła 116,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do ponad 241 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Kampania społeczno-informacyjna województwa małopolskiego ws. koronawirusa

Województwo Małopolskie rusza z kampanią społeczno-informacyjną „Dobro jest w Małopolsce. Stop Koronawirusowi!”, która prowadzona jest wyłącznie w przestrzeni wirtualnej. Jej głównym celem jest pokazanie solidarności mieszkańców Małopolski w czasie epidemii koronawirusa oraz informowanie o różnych formach pomocy dla tych, którzy najbardziej tego potrzebują.

Nowa kampania Małopolski jest odpowiedzią na trudną sytuację w jakiej wszyscy się znajdujemy. To akt solidarności, wspólnej odpowiedzialności i wsparcia dla tych najbardziej potrzebujących. Dzięki tej kampanii region chce pokazać jak w obliczu epidemii mieszkańcy Małopolski jednoczą swoje siły. To także sposób na mobilizację, że wszyscy razem możemy więcej!

– Wiemy, że najlepszym sposobem na powstrzymanie wirusa wywołanego COVID-19 jest izolacja. Ale izolacja nie oznacza pozbawiania nas poczucia bycia razem! Dlatego w naszej kampanii podkreślamy: przejdźmy przez to razem, wszyscy bez wyjątku stosujmy się do wytycznych, wszyscy bądźmy za siebie odpowiedzialni – mówi Witold Kozłowski, marszałek województwa małopolskiego.

W ramach kampanii został przygotowany specjalny serwis (tutaj) skierowany do wszystkich mieszkańców Małopolski. Zawiera informacje dotyczące wsparcia dla służby zdrowia i przedsiębiorców w ramach Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej, czy akcji organizowanych m.in. przez Departamenty Urzędu Marszałkowskiego. Ich celem jest wsparcie mieszkańców żyjących z turystyki czy regionalnych producentów żywności.

W ramach kampanii Małopolska chce również połączyć tych, którzy są w stanie zaoferować swoją pomoc z tymi, którzy jej potrzebują. W tym celu powstaje specjalny Bank Ofert, gdzie można znaleźć informacje o różnych formach pomocy oferowanej przez instytucje, firmy czy stowarzyszenia z Małopolski.

Region nie zapomniał także o miłośnikach kultury, która również aktywnie działa w sieci! Coś ciekawego znajdą tu dla siebie także najmłodsi.

Warto dodać, że aktywność w ramach kampanii ma również charakter edukacyjny. W prosty sposób przypomina o istniejących nakazach wprowadzonych przez rząd RP. Dedykowane grafiki na ten temat pojawią się w przestrzeni internetowej.

Działania województwa w ramach kampanii Dobro jest w Małopolsce. Stop Koronawirusowi! można obserwować na stronie: www.malopolska.pl.dobrojestwmalopolscestopkoronawirsowi, ale także na profilu facebook.com/lubiemalopolske.

Powstała również dedykowana, kampanijna nakładka na zdjęcie profilowe, dostępna dla fanów profilu Małopolski, która jest wyrazem wsparcia i aktu solidarności w tych trudnych chwilach. Grafiki dedykowane kampanii można też zobaczyć na ekranach monitorów w Kolejach Małopolskich.

Przymusowa izolacja wpłynie na nasze zdrowie psychiczne i przyszłe zachowania społeczne

Z powodu epidemii koronawirusa dla wielu osób codziennością stała się całkowita izolacja. Osoby przebywające na kwarantannie, pracownicy zdalni lub osoby samotne – które z powodu kryzysu straciły pracę – mierzą się teraz z pustymi czterema ścianami swojego domu. Reszta, która chodzi do pracy, stoi w kolejce na pocztę albo zajmuje się dziećmi – praktykować musi społeczny dystans, by nie narazić siebie i innych na zakażenie wirusem. Jak ta sytuacja na nas wpływa? Eksperci są zgodni, że izolacja nie jest dla człowieka naturalnym stanem. Jako zwierzęta stadne potrzebujemy kontaktu z innymi. Nic dziwnego, że najgorszą karą dla więźniów jest samotny karcer. Po dłuższym czasie każdy z nas źle znosi samotność. Jednak aktualna sytuacja daje tej samotności kontekst, który może nam pomóc przetrwać ciężkie chwile.

– Na pewno źle się znosi więzienie w izolatce. Natomiast my mamy kontekst społecznego zagrożenia – troszczymy się o swoich rodziców, swoje dzieci i przyjaciół. To ogromnie pomaga w izolacji. Kontekst nadaje jej sens – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Krzysztof Obłój, ekonomista. – Jak ten czas wpłynie na nasze zachowania? Na podstawie wstępnych badań w Chinach wiemy już, że “social distancing” z nami zostanie. Już się go nauczyliśmy i wiemy, że działa ochronnie. Żyjąc w sytuacji niepewności odnośnie przyszłych epidemii, ludzie będą mieli mniejszą skłonność do zgromadzeń i większą potrzebę utrzymywania dystansu. Epidemia zmieni niektóre rutyny ludzkiego zachowania. Nikt tej długotrwałej izolacji nie zniesie bardzo dobrze – ale zniesiemy to lepiej, niż przypuszczamy. Najtrudniej będą to znosiły dzieci. One nie akceptują i nie rozumieją ani kontekstu, ani tej sytuacji – analizuje Obłój.

PKN ORLEN podwyższył do 8,35 zł cenę za akcję w wezwaniu na sprzedaż 100% Grupy ENERGA

PKN ORLEN w wezwaniu na sprzedaż 100% akcji Grupy ENERGA podwyższył do 8,35 zł cenę za jedną jej akcję, która pierwotnie była ustalona na 7 zł. Planowana transakcja to kolejny krok w kierunku budowy silnego koncernu multienergetycznego o międzynarodowej pozycji, który będzie istotnym wzmocnieniem dla polskiej gospodarki w obliczu nadchodzących wyzwań.

Aktualna, podwyższona cena zostanie zapłacona za wszystkie akcje Grupy ENERGA objęte zapisami w całym okresie trwania wezwania, czyli od 31 stycznia do 22 kwietnia 2020 r.

Konsekwentnie realizujemy nasz strategiczny cel, jakim jest stworzenie zintegrowanego koncernu typu multi-utility, powstałego w wyniku połączenia z ENERGĄ, a także z Grupą LOTOS. Będzie on zdolny do jeszcze efektywniejszego działania na coraz bardziej konkurencyjnym rynku paliwowo-energetycznym, a jednocześnie pozwoli zwiększyć odporność połączonego biznesu na ryzyka i wahania rynkowe. To ważne szczególnie teraz. Polska gospodarka w szybkim tempie musi poradzić sobie z ekonomicznymi skutkami epidemii koronawirusa. Silnym wsparciem dla niej będą firmy takie jak PKN ORLEN, o mocnych fundamentach, stawiające na dynamiczny rozwój – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Sfinalizowanie transakcji pozwoli efektywniej wykorzystać potencjał obu firm. Grupa ENERGA posiada łącznie ponad 50 aktywów produkujących energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. Ponad 30% produkowanego przez Grupę ENERGA wolumenu energii elektrycznej pochodzi z OZE, co stanowi najwyższy udział spośród jej głównych konkurentów. Dla PKN ORLEN to interesujący portfel OZE, który bilansuje posiadane przez spółkę aktywa konwencjonalne, np. bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku. Ma to też istotne znaczenie w kontekście planowanych przez PKN ORLEN inwestycji w morskie farmy wiatrowe.

Konsolidacja spółek umożliwi również wykorzystanie obecnych nadwyżek produkcyjnych PKN ORLEN przez Grupę ENERGA. W te sposób ograniczone zostaną koszty operacyjne związane z obrotem energią na Towarowej Giełdzie Energii. Z kolei połączenie bazy klientów obydwu grup wygeneruje potencjał do sprzedaży dodatkowych produktów i usług, szczególnie w segmencie mniejszych odbiorców.

Zakup akcji Grupy ENERGA oznacza również wzrost potencjału rozwojowego w obszarze elektromobilności, w którym PKN ORLEN konsekwentnie umacnia swoją pozycję. Fuzja spółek umożliwi powiększenie infrastruktury sieci ładowania i kompetencji niezbędnych do rozwoju tego segmentu rynku. Połączenie sieci szybkich ładowarek zainstalowanych przez PKN ORLEN, Grupę ENERGA oraz Grupę LOTOS pozwoli stworzyć drugą pod względem liczby punktów infrastrukturę, dysponującą 133 punktami ładowania i zapewniającą dobre pokrycie geograficzne.

ENERGA w wyniku transakcji zachowa pełną odrębność. Konsolidacja grup będzie więc szansą dla Pomorza nie tylko na większe wpływy podatkowe, ale też nowe inwestycje i miejsca pracy dla wykwalifikowanych specjalistów w większej i silniejszej firmie o międzynarodowym znaczeniu.

PKN ORLEN od lat aktywnie zaangażuje się w działania społeczne, kulturalne i sportowe na Pomorzu, czego najlepszym przykładem jest zorganizowanie w 2019 r. największej polskiej imprezy motoryzacyjnej – VERVA Street Racing w Gdyni. Jeden silny koncern będzie mógł jednak jeszcze aktywniej wspierać lokalne inicjatywy i społeczności.

Dynamiczny rozwój w Pointpack S.A. w Q1 2020 r.

Pointpack S.A. prognozuje, że w okresie 1 stycznia – 31 marca 2020 r. nastąpił wzrost przychodów spółki o 143% w stosunku do pierwszego kwartału 2019 r. Jednocześnie spółka intensyfikuje rozwój własnych algorytmów sztucznej inteligencji (AI), prowadząc prace badawczo – rozwojowe nad rozwiązaniami optymalizującymi koszty logistyczne na etapie „ostatniej mili”. Zgodnie z szacunkami, mają one wspomóc branżę kurierską i e-commerce w lepszym dostosowaniu infrastruktury do nagłej zmiany dynamiki na rynku, np. podczas szczytów sezonowych lub podczas pandemii.

Na podstawie wstępnej agregacji przychodów ze sprzedaży za Q1 2020 r. Pointpack S.A. spodziewa się dziewiątego kwartału z rzędu, w którym wzrost przychodów ze sprzedaży przekroczy 100% w ujęciu rok do roku. Ich wysokość oszacowano na 9 009,9 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2019 r. wyniosły one 3 701,3 tys. zł.

Ostatni kwartał br. był w spółce okresem kolejnego etapu komercjalizacji autorskiego systemu IT. Cieszymy się, że nasza marka, rozwiązania i usługi  cieszą się coraz większym zainteresowaniem wśród kurierów i sieci detalicznych. Oczywiście, na nasze wyniki z ostatniego kwartału miała też wpływ sytuacja rynkowa, związana z wybuchem pandemii koronawirusa. Szacujemy, że zainicjowana w ten sposób transformacja w handlu sprawi, że segment e-commerce będzie przez najbliższe miesiące impulsem do pobudzenia  gospodarki oraz przełoży się na jeszcze szybszy rozwój naszej spółki. Liczba realizowanych przesyłek stabilnie rośnie, co pozwala nam z optymizmem patrzeć na rynek i działalność spółki – tłumaczy Marek Piosik, prezes Pointpack S.A.

Spółka realizuje w ramach współpracy z NCBiR projekt  rozwoju inteligentnej sieci infrastruktury logistyki miejskiej o wartości  6,5 mln zł. Prowadzone prace B+R zmierzają do opracowania inteligentnej sieci połączonych punktów obsługowych (sklepów) oraz samoobsługowych (automatów kurierskich)  umożliwiających w przestrzeni miejskiej skorzystanie z istniejących na rynku usług kurierskich i doręczycielskich.

Prowadzimy prace nad autorskimi narzędziami wykorzystującymi algorytmy sztucznej inteligencji.   Pozwolą one Spółce oraz uczestnikom sektora KEP (kuriersko-pocztowego), handlowego i logistyki miejskiej na ograniczenie własnych kosztów, związanych z początkowym i końcowym etapem procesu logistycznego(tzw. pierwsza i ostatnia mila). Efektem projektu będzie zbudowanie systemu interoperacyjnej, inteligentnej sieci logistyki miejskiej, składającej się m.in. z punktów i urządzeń nadawczo-odbiorczych w obszarze pierwszej i ostatniej mili. Rozwiązania tego typu powinny przyczynić się do usprawnienia działalności uczestników branży, przed którą pandemia koronowirusa stawia coraz większe wyzwania. Nasz system udrożni proces dostaw i infrastrukturę logistyczną, co w obliczu dynamicznie rosnącej liczby przesyłek kurierskich usprawni system i obniży koszty – przekonuje Marek Piosik, prezes Pointpack S.A.

W ramach rozwoju działalności Pointpack S.A. kontynuuje długoterminową współpracę z firmą Cleveron w zakresie integracji systemowej oraz dystrybucji automatów i robotów
nadawczo-odbiorczych tej spółki na polskim rynku. Jednocześnie Spółka umożliwia integracje swojej platformy technologicznej i ułatwia wejście na rynek automatów kurierskich kolejnym producentom, także z Polski. Pointpack S.A. nie wyklucza również rozbudowy własnej infrastruktury sieci punktów nadawczo – odbiorczych o automaty kurierskie.

Komisja Europejska pomoże MŚP najbardziej dotkniętym kryzysem COVID-19

komunikacie z 13 marca Komisja Europejska zobowiązała się do natychmiastowego udzielenia pomocy najbardziej dotkniętym kryzysem COVID-19 MŚP, ze środkami pieniężnymi dostępnymi dla nich już w kwietniu.

W związku z tym 6 kwietnia Komisja Europejska odblokowała 1 mld EUR z Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS) , który posłuży jako gwarancja dla Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (EFI), należącego do grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Umożliwi to EFI udzielenie specjalnych gwarancji w celu zachęcenia banków i innych pożyczkodawców do zapewnienia płynności co najmniej 100 000 europejskim MŚP i małym firmom o średniej kapitalizacji dotkniętym skutkami gospodarczymi pandemii koronawirusa. Jest to część pakietu środków ogłoszonego przez grupę EBI 16 marca , mającego na celu szybkie wsparcie dla europejskich MŚP i spółek o średniej kapitalizacji.

„1 mld EUR odblokowany z EFIS w ramach instrumentu gwarancji kredytowych COSME (LGF) i gwarancji MŚP InnovFin (SMEG) w programie „Horyzont 2020″ pozwala EFI udzielać pośrednikom finansowym gwarancji o wartości 2,2 mld euro, odblokowując 8 mld euro dostępnego finansowania.” – mówi Adam Dorywalski, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. UE w Brukseli. Gwarancje będą oferowane za pośrednictwem EFI na rynku poprzez zaproszenie do wyrażenia zainteresowania kilkuset pośrednikom finansowym, w tym bankom i alternatywnym kredytodawcom. Kluczowymi cechami tych gwarancji będą:

  • Uproszczony i szybszy dostęp do gwarancji EFI;
  • Wyższe pokrycie ryzyka – do 80% potencjalnych strat z tytułu indywidualnych pożyczek (w przeciwieństwie do standardowych 50%);
  • Koncentracja na pożyczkach na kapitał obrotowy w całej UE;
  • Zezwolenie na bardziej elastyczne warunki, w tym odroczenie, zmianę terminu lub płatne dni wolne.

MŚP będą mogły składać wnioski bezpośrednio do swoich lokalnych banków i kredytodawców uczestniczących w programie, które zostaną wymienione na stronie www.access2finance.eu .

Kiedy i kto ma stosować maseczki od 16 kwietnia?

Resort zdrowia przygotował szybką nowelizację rozporządzenia w sprawie ograniczeń, nakazów i zakazów wynikających z pandemii koronawirusa. W przedstawionym dziś dokumencie precyzuje, w jakich miejscach od 16 kwietnia trzeba będzie nosić maseczki ochronne.

Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii liberalizuje zasady stosowania maseczek ochronnych, jakie oficjalnie mają wejść w życie od najbliższego czwartku (16 kwietnia).

Kto nie będzie musiał nosić maseczki ochronnej?

Zgodnie z przedstawionym 14 kwietnia projektem ze stosowania maseczek ochronnych w przestrzeni publicznej zwolnione będą:

  • dzieci poniżej drugiego roku życia,
  • osoby mające problemy z oddychaniem, które nie pozwalają im na zakrywanie ust lub nosa,
  • a także osoby niezdolne do samodzielnego zakrycia lub odkrycia ust lub nosa.

Gdzie należy stosować maseczki?

Resort doprecyzował również miejsca, gdzie obywatele będą zobligowani do zakrywania ust i nosa. Przepisy, które mają wejść w życie 16 kwietnia, dotyczyć będą m.in.:

  • środków publicznego transportu zbiorowego oraz pojazdów samochodowych, w których poruszają się osoby niezamieszkujące lub niegospodarujące wspólnie;
  • miejsc ogólnodostępnych, w tym dróg i placów, obiektów kultu religijnego, obiektów handlowych, placówek handlowych i targowisk;
  • szeroko rozumianych terenów zieleni m.in. parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, a także terenu plaż;
  • terenów leśnych, a w szczególności parkingów leśnych, miejsc postoju pojazdów, miejsc edukacji leśnej, miejsc małej infrastruktury leśnej i miejsc biwakowania.

Obowiązek zdjęcia maseczki podczas legitymowania

W rozporządzeniu zastrzeżono, że w przypadku legitymowania osoby i w celu określenia jej tożsamości – osoba nosząca maseczkę lub przyłbicę może zostać poproszona o jej zdjęcie.

MZ zdecydował również o zniesieniu 14-dniowej kwarantanny dla pracowników platform wiertniczych zlokalizowanych na obszarze Polskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej Morza Bałtyckiego. Chodzi o pracowników zatrudnionych w oparciu o inny stosunek pracy niż marynarska umowa o pracę, którzy na platformach pracują w 14-dniowym systemie pracy. Zdaniem legislatora konieczność odbywania rzeczonej kwarantanny w przypadku tych pracowników nie pozwalałaby im na korzystanie z przysługujących im uprawnień do odpoczynku.

Marta Markiewicz

Od elektromobilności nie ma odwrotu. Ani koronawirus, ani nadchodząca recesja nie sparaliżują realizacji strategii UE

Epidemia koronawirusa drastycznie odbiła się na gospodarkach krajowych i lokalnych. Coraz częściej słychać o rezygnacji z planowanych inwestycji, czy dofinansowywaniu niektórych sektorów. Mimo to KE ogłosiła, że nie zamierza przesuwać terminu ograniczania emisji CO2. To oznacza, m.in. rozwój ekologicznego transportu. Polskie samorządy, m.in. Gorzów, Wrocław czy Bydgoszcz rozpoczęły właśnie konsultacje w sprawie elektromobilności.

Europejski Zielony Ład to strategia na ekologiczną rewolucję, której realizacja ma do 2050 r. uczynić europejską gospodarkę neutralną dla klimatu. Plan działań obejmuje kilka kluczowych obszarów polityki, które wymagają zmian w celu obniżenia ich negatywnego wpływu na środowisko. Są to np. budownictwo, rolnictwo, przemysł, czy transport. Założenia wobec tego ostatniego są naprawdę ambitne: za równo 30 lat Europa ma osiągnąć zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych aż o 90%, m.in. poprzez dynamiczny rozwój infrastruktury elektromobilności.

Politycy: przez epidemię nie zdążymy!

Na arenie międzynarodowej cały czas toczy się dyskusja, czy realizacja założeń Europejskiego Zielonego Ładu nie powinna zejść na dalszy plan w obliczu nadchodzącej recesji gospodarczej. Po wybuchu epidemii minister klimatu Michał Kurtyka skierował list do unijnych komisarzy, w którym apelował o przesunięcie planowanych rozwiązań, również z powodu zakłócenia łańcucha dostaw związanego z OZE. Argumentował, że koronawirus może uniemożliwić realizację założeń na lata 2022 oraz 2025.

–Dotyczy to nie tylko naszego celu obejmującego odnawialne źródła energii, ale także innych celów zapisanych w polityce klimatycznej i energetycznej UE.- Michał Kurtyka, minister klimatu

Wątpliwości rozwiał Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu, który w oświadczeniu dotyczącym szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow, podkreślił, że mimo iż prace nad dokumentami mającymi doprowadzić do osiągnięcia neutralności klimatycznej zaczęły się w dość trudnych warunkach, KE nie zamierza z nich rezygnować, ani ich przekładać. Jeszcze we wrześniu 2020 roku chce przedstawić plany umożliwiające zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku o 50-55 proc. w porównaniu do 1990 roku.

– Będziemy nadal intensywnie współpracować z naszymi partnerami na całym świecie, korzystając z dostępnych narzędzi i zachęcać do zwiększania ambicji oraz prac związanych z takimi kwestiami jak zrównoważone finansowanie zmian oraz wprowadzanie rozwiązań związanych z klimatycznymi zmianami. – Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu

Cel dla miast? Mniej spalin na drogach

– W obecnej sytuacji jest to niewątpliwie spore wyzwanie, jednak determinacja KE wskazuje, że nie będzie od tego ucieczki, ani żadnego przesunięcia. Jednym z obszarów, nad którym mimo pandemii trwają prace, jest elektromobilność. Neutralność klimatyczna jest celem niezwykle istotnym dla przyszłości gospodarek i ochrony środowiska, dlatego Unia trwa przy swoim stanowisku, stanowczo powtarzając, iż plan zostanie utrzymany. – Tomasz Żołyniak, prezes Energii Polskiej.

Gminom, w zależności m.in. od liczby mieszkańców i zarejestrowanych samochodów, wyznaczono minimalną liczbę punktów ładowania zainstalowanych w stacjach, które powinny się pojawić do końca tego roku. I tak, w gminach, w których jest więcej niż 100 tys. mieszkańców i zarejestrowano tam co najmniej 60 tys. pojazdów samochodowych, a na 1000 mieszkańców przypada tam nie mniej niż 400 pojazdów samochodowych, minimalna liczba punktów ładowania to 60. Liczba ta rośnie wraz ze wzrostem zmiennych – im więcej mieszkańców i samochodów, tym większa liczba punktów ładowania, które muszą powstać. Przyjęty harmonogram przewiduje, że ich wybudowanie ma zostać zrealizowane do końca roku, a zajmie się tym operator systemu dystrybucyjnego elektroenergetycznego, który działa na danym obszarze.

Elektryczne autobusy i karetki, czyli samorządy pytają mieszkańców

Zgodnie z tymi wytycznymi samorządy rozpoczęły właśnie konsultacje dotyczące lokalnych strategii elektromobilności. Czeka je niełatwe wyzwanie, ponieważ popularność, a przede wszystkim świadomość korzyści wynikających z pojazdów elektrycznych jest w Polsce znikoma. Na profilu Elektromobilny Gorzów czytamy, że według najnowszych badań SAMAR, we wrześniu 2019 roku, po polskich drogach jeździło niecałe 21 milionów pojazdów do 3,5 tony, z czego zaledwie 0,02% stanowiły samochody elektryczne (4400 sztuk). Miasto pracuje obecnie nad opracowaniem potrzeb zmotoryzowanych użytkowników dróg, a także nad parametrami ekonomicznymi dotyczącymi budowy, obsługi i użytkowania stacji ładowania.

Wrocław, który już teraz pozwala posiadaczom aut elektrycznych korzystać z buspasów, zapowiada także, że do 1 stycznia 2025 roku liczba pojazdów elektrycznych (lub napędzanych gazem ziemnym) we flocie pojazdów służbowych i wykorzystywanych do zadań publicznych będzie wynosić 30 proc., podobnie jak liczba autobusów zeroemisyjnych wykorzystywanych w komunikacji miejskiej do 2028 roku.

Urząd Miasta Bydgoszcz zlecił opracowanie dokumentu specjalistom z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego, a Szczecin planuje do końca 2020 roku dobudować 185 punktów ładowania.

– Zależy nam na takim rozwinięciu infrastruktury, aby kierowcy mogli użytkować auta elektryczne z taką łatwością, jak obecnie samochody z silnikami spalinowymi. Przede wszystkim realizujemy terminowo nasze zobowiązania ustawowe. – Michał Przepiera, zastępca prezydenta Szczecina

Eksperci wskazują, że dyskusja o elektromobilności tocząca się w tak trudnym czasie, może umknąć większości mieszkańców.

– Nie mam wątpliwości, że samorządy przygotują się do zmian w ustalonych terminach. Szkoda tylko że tak istotny temat jest omawiany w sytuacji, gdy myślimy o innych palących potrzebach, bowiem byłaby to świetna okazja, aby wytłumaczyć Polakom znaczenie i korzyści płynące z ekologicznego transportu. Tych zmian nie należy traktować jako uciążliwego obowiązku, ale jako szansę. Nowe inicjatywy biznesowe tworzone w duchu eko są przecież równoznaczne z możliwością pozyskania nowych funduszy ze wspólnoty. Nie zapominajmy także, że inwestycje w przyjazny klimatowi transport czy rolnictwo w długiej perspektywie mają przynieść nam oszczędności, bo jeśli będziemy w mniejszym stopniu wpływać negatywnie na środowisko, to jednocześnie wydamy mniej na walkę z tego skutkami. – Sebastian Biela, wiceprezes Energii Polskiej.

GPW organizuje pierwszy ‘virtual roadshow’ z inwestorami z Azji i Bliskiego Wschodu

  • GPW wspólnie z bankami inwestycyjnymi organizuje po raz pierwszy cykl spotkań z inwestorami z Azji i Bliskiego Wschodu
  • Giełda kontynuuje działania, których celem jest promowanie emitentów w najważniejszych centrach finansowych na świecie

GPW wspólnie z bankami inwestycyjnymi rozpoczęła cykl spotkań dla spółek notowanych na warszawskiej giełdzie z inwestorami z najważniejszych centrów finansowych Azji i Bliskiego Wschodu. To pierwsza inicjatywa, której celem jest zainteresowanie globalnych inwestorów polskim rynkiem kapitałowym. W kwietniu i maju spółki z indeksów WIG20 i mWIG40 będą uczestniczyć w videokonferencjach lub telekonferencjach z inwestorami z Singapuru, Japonii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (Abu Zabi). W drugim lub trzecim kwartale br. planowane są również videokonferencje z inwestorami z Hong Kongu oraz Chin.

W ostatnich tygodniach przekonaliśmy się jak videokonferencje są użytecznym narzędziem w biznesie.  Zdecydowaliśmy więc, że zaplanowany na ten rok roadshow w najważniejszych globalnych centrach finansowych Azji i Bliskiego Wschodu przeprowadzimy z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Udział w tych wirtualnych spotkaniach to ogromna szansa dla emitentów z warszawskiej giełdy na dotarcie do nowej grupy inwestorów. Cieszę się, że w czasie zwiększonej niepewności na globalnych rynkach nie wstrzymujemy działań, które są ważne dla emitentów i całego rynku – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Polska: łabędzi śpiew inflacji

Ceny konsumenckie w marcu były 4,6 proc. wyższe niż przed rokiem. Prognoza TMS Brokers zakładała odczyt na poziomie 4,5 proc. rok do roku, a mediana prognoz Bloomberga 4,4 proc. Silny spadek cen paliw został zneutralizowany przez ceny żywności i koszty wywozu śmieci oraz podwyżkę akcyzy na alkohol i papierosy. Polska pozostała krajem z najwyższą inflacją w regionie.

– Uważamy, że dynamika wzrostu cen hamuje, a dane za kwiecień i maj będą wskazywać na ostrą dezinflację (z roczną dynamiką CPI bliską nawet 3 proc.). W rezultacie – na papierze – poziom realnych stóp procentowych jest nadal bardzo niekorzystny dla złotego, ale już niebawem efekt ten zacznie wygasać. Pod koniec roku dynamika CPI powinna znaleźć się przy celu, a nawet poniżej. Dynamika inflacji bazowej prawdopodobnie obniży się w tym czasie poniżej 1 proc. rok do roku. Wyraźnych spadków należy spodziewać się m.in. w kategoriach usług transportowych, hotelach i restauracjach, czy rekreacji i kulturze – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

RPP wygląda w przyszłość i nie będzie baczyć na wysoki odczyt za marzec. W retoryce władz monetarnych dominuje obawa przed deflacją w 2021 roku, na którą wskazuje gigantyczna luka popytowa.

Od niektórych członków RPP słychać sygnały, że istnieje przestrzeń do dalszego cięcia stóp lub rozszerzenia skupu aktywów o kolejne instrumenty, np. akcji.

– Sięgnięcie po kolejne instrumenty niestandardowe lub redukcje stóp nie są naszym scenariuszem bazowym, jeśli załamanie wzrostu wywołane pandemią COVID-19 nie będzie niebezpiecznie się przedłużać – ocenia Sawicki z DM TMS Brokers.

Kurs EUR/PLN rośnie dziś w kierunku 4,55 na fali pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych (kolejne załamanie cen ropy i rozpoczęcie korekty na rynku akcji).

– Spodziewamy się, że w najbliższych kilkunastu dniach zejście notowań poniżej 4,50 może okazać się niemożliwe. Nasza prognoza na koniec czerwca to 4,45, co pokazuje, że wyraźne pogorszenie fundamentów i odwrót inwestorów od rynków wschodzących nie pozwolą złotemu szybko otrząsnąć się z załamania z marca – ocenia Sawicki.

Kto zyskuje, a kto traci – zmiana zasad gry w Internecie

Wiemy, że globalne wydarzenia często wpływają na efektywność kampanii reklamowych. Epidemia COVID-19 nie jest wyjątkiem. Firmy zmieniają sposób działania, ludzie zostają w swoich domach, a świat reaguje na pandemię – zwraca się do wyszukiwania wiadomości online w celu uzyskania odpowiedzi na pytania i rozwiązań dotyczących ich nowych potrzeb. W ostatnich dwóch dekadach Core PR kompleksowo obsłużyła ponad 600 kampanii dla największych korporacji z wielu sektorów gospodarki. Obecnie obserwujemy silną zmianę zachowań konsumenckich, wiele branż wręcz zawiesiło swoje działania, a inne korzystają ze wzmożonego zainteresowania i prowadzą silne działania e-marketingowe. W zasadzie to, co obserwujemy na naszym rynku, ma podobne odbicie w światowych trendach. Ponieważ procesy produkcyjne są spowolnione, obserwujemy wpływ tego faktu na kampanie PPC dotyczące produkcji i towarów przemysłowych. Koszt kliknięcia wzrósł o 5%, a współczynniki konwersji w tej branży nieznacznie spadły, ale reklamodawcy odczuwają bolesny spadek ruchu w sieci wyszukiwania aż o 13%.

Obserwując SERP (Search Engine Results Page) widzimy, że wyszukiwarki mogą szukać czegoś zupełnie innego, więc kliknięcia (PPC) nie są warte wydatków na reklamę. Od kilku tygodni, odkąd COVID-19 stał się pandemią, zaobserwowaliśmy spadek współczynników konwersji średnio o 21%. Oczywiście każda branża widzi inną skuteczność Google Ads. Przyjrzyjmy się temu trochę bliżej.

Branże, które odnotowują wzrost wskaźników w Internecie

Zdrowie i medycyna

Nic dziwnego, że wiele osób szuka informacji o tym, jak chronić siebie i swoich najbliższych. Gdy użytkownicy zwracają się do sklepów, aby kupić wszystko, od dostępnych bez recepty środków przeciwbólowych po niezbędne leki, wielu reklamodawców widzi większą łatwość w sprzedaży swoich produktów online, a kliknięcia reklam i współczynniki konwersji są znacznie wyższe, niż zwykle.

Również śledzenie tendencji ruchu na różnych stronach internetowych, oferujących statystyki dotyczące rozprzestrzeniania się infekcji koronawirusa, jest użytecznym wskaźnikiem nastrojów społecznych. Suma ruchu do witryn powiązanych z koronawirusem w ciągu ostatnich 28 dni wygląda następująco: Światowa Organizacja Zdrowia who.int 269,9 mln, Centra kontroli i zapobiegania chorobom cdc.gov 334,8 mln, Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób ecdc.europa.eu 11,0 mln, Worldometer worldometers.info 1.3 miliarda.

Zarządzanie przedsiębiorstwem i sektor technologii

W Google znajdziemy dodatkowe porady i zasoby, które pomagają małym firmom radzić sobie w tych niepewnych czasach, w szczególności w zakresie zarządzania  pracownikami podczas pracy zdalnej i opracowywania planów ciągłości projektów. Wygląda na to, że wielu reklamodawców  jest bardzo aktywnych w tym obszarze. Ogólnie rzecz biorąc, liczba wyszukiwani ze strony kierownictwa wzrosła o 23% od 23 lutego.

  • Gdy ludzie przygotowują się do pracy zdalnej, materiały biurowe gwałtownie stały się niezbędnikiem w tej branży. Liczba wyszukiwań materiałów biurowych wzrosła o 90%, liczba kliknięć płatnych reklam w wyszukiwarce wzrosła o 35%, a współczynnik konwersji wyszukiwania o 41%
  • W miarę, jak tradycyjny handel detaliczny skupił się na działaniu online wzrósł popyt na używane przez niego materiały do pakowania i wysyłki. Ponad dwukrotnie zwiększyło to konwersję reklam w wyszukiwarce (wzrost o 123%) i współczynnik konwersji reklam (wzrost o 107%).
  • Analiza Deloitte wskazuje również, że firmy produkujące sprzęt mogą wskazywać duże zapotrzebowanie ze strony przedsiębiorstw, które składają duże zamówienia na laptopy i urządzenia mobilne, aby wesprzeć pracowników pracujących teraz z domu.
  • Prognozy wydatków na IT wskazują na stały popyt na usługi infrastruktury chmurowej oraz potencjalny wzrost wydatków na specjalistyczne oprogramowanie. Prognozy przewidują również zwiększone zapotrzebowanie na sprzęt komunikacyjny i usługi telekomunikacyjne, ponieważ organizacje zachęcają pracowników do pracy z domu, a szkoły przechodzą na nauczanie online. Działy IT będą wykorzystywane w zakresie zamawiania urządzeń, konfigurowania odpornej, elastycznej i bezpiecznej sieci, systemów odzyskiwania po awarii, bezpieczeństwa IT itp.
  • Potrzeba coraz szybszego dostępu do danych i automatyzacji zwiększy koncentrację na sprzęcie sieciowym i komunikacji jak nigdy wcześniej, przyspieszając wdrażanie sieci 5G i przyjęcie sprzętu 5G.

Finanse

Chociaż rynki finansowe osiągają słabe wyniki, to wygląda na to, że teraz bardziej niż kiedykolwiek klienci szukają doświadczenia, pomocy i wiedzy. W branży, która zwykle ma jedne z najdroższych słów kluczowych i wysoki koszt kliknięcia, obserwujemy spadek CPC i zmniejszenie presji ze strony zwykle mocno konkurującej branży. Wielu zauważa również zwiększone CTR (stosunek między liczbą kliknięć a wyświetleniami reklamy, który mierzy się w procentach) i CVR (stosunek między liczbą osób klikających reklamę lub wyświetlających stronę i podejmujących pożądane działania).

Uroda i higiena osobista

W ciągu ostatnich kilku tygodni wiele szybkozbywalnych  towarów konsumpcyjnych (FMCG) cieszyło się dużym zainteresowaniem. Konsumenci szukają też produktów takich jak mydło i środki dezynfekujące do rąk, oraz środków ochrony osobistej. Zauważamy 41% wzrost poszukiwań w kategorii „urody i higieny osobistej”. Wiele z tych branż ma boom biznesowy na SERP z niższymi CPC i znacznie wyższymi CVR.

W czasach kryzysu odczuwamy potrzebę pozostawania w kontakcie i informowania. Niezależnie od tego, czy śledzimy nowe infekcje, czy uzyskujemy informacje o najlepszych praktykach związanych z zapobieganiem koronawirusa, śledzenie ruchu informacyjnych stron internetowych jest także wskaźnikiem nastrojów społecznych. Gwałtowny wzrost ruchu wskazywałby, że coraz większa liczba ludności jest zaniepokojona sytuacją. Łączny spadek ruchu o -4,1% w ostatnim okresie  sugerowałby powolny powrót do normalności. Top 5 stron internetowych w kategorii „zdrowie” odnotowało w ubieglym tygodniu:  webmd.com 29,2 mln + 3,14%,  verywellhealth.com 5,6 mln -7,08%, mohw.go.kr 2,5 mln -15,36%,  folkhalsomyndigheten.se 1,7 mln -31,45%,  cdc.gov.tw 1,9 mln -13,25%.

Media na żądanie 

Wprowadzony „dystans społeczny” spowodował, że  konsumujemy więcej rozrywki w domu. Podczas gdy większość reklamodawców z branży rozrywkowej odnotowuje zwiększony popyt i generuje kilka dodatkowych konwersji, media na żądanie gwałtownie wzrosły i podwoiły swoje konwersje w ciągu ostatnich kilku tygodni – sport o 30%, a „media on demand” o 109%. Również w ubiegłym tygodniu notujemy wzrost odwiedzin witryn z  filmami i transmisjami telewizyjnymi o + 0,83%, a 5 najlepszych witryn w kategorii notuje: youtube.com 7,8 mld + 1,06%,  netflix.com 732,4 mln + 3,95%,  YouTube.be 238,5 mln -5,96%,  imdb.com 121,9 mln + 2,48%,  dailymotion.com 59,9 mln + 1,98%.

Sektor gamingowy

Firma analityczna Newzoo poinformowała, że ​​izolacja spowodowała wzrost czasu przeznaczonego na gry i wydanych na nie pieniędzy, o czym świadczą dane amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej Verizon, która stwierdziła, że ​​ruch w grach wzrósł o 75% w godzinach szczytu. GSD (Games Sales Data) monitoruje sprzedaż gier z cyfrowym pobieraniem od 16 największych firm z branży gier w prawie 50 krajach Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. Śledzi także sprzedaż fizyczną (sprzęt i oprogramowanie) na 17 terytoriach, dzięki czemu możemy analizować wpływ blokady na rynek fizyczny i cyfrowy. Ogólnie na wszystkich śledzonych rynkach w ciągu 12 tygodni sprzedano 4,3 miliona gier, co stanowi skok o 63% w porównaniu z poprzednim tygodniem.

Na wszystkich 50 rynkach pobrano w ciągu tygodnia 2,74 miliona gier od uczestniczących wydawców, co stanowi wzrost o 52,9% w porównaniu z poprzednim tygodniem. We Francji, która została zablokowana we wtorek 17 marca, pobieranie cyfrowe wzrosło o ponad 180%. Hiszpania przystąpiła do blokady w sobotę 14 marca, a jej sprzedaż cyfrowa wzrosła o 142,8%, a następnie w kolejnym tygodniu o 23,3%. Włochy są krajem, który jest zablokowany najdłużej, zamknął się w poniedziałek, 9 marca. W pierwszym tygodniu blokady sprzedaż cyfrowych wydań wzrosła o 174,9%. W drugim tygodniu blokady sprzedaż cyfrowych plików do pobrania spadła o 11,7% z tygodnia na tydzień, ale wciąż znacznie wyprzedza normalny poziom dla kraju.

Jeśli chodzi o rynki przed ich zablokowaniem, ale w fazie „dystansu społecznego”, nadal odnotowywano wzrost pobierania cyfrowego. W Wielkiej Brytanii liczba pobrań cyfrowych wzrosła o 67,4% z tygodnia na tydzień jeszcze zanim kraj zaczął się blokować. Niemcy odnotowały wzrost sprzedaży cyfrowej o 60,2%, a Australia wzrost pobierania o 26,5%.  Na wszystkich 17 fizycznych rynkach detalicznych sprzedaż gier wzrosła o 82% z tygodnia na tydzień do 1,58 mln sprzedanych tytułów.  W ostatnim miesiącu nastąpił też gwałtowny wzrost sprzedaży konsol (po ponad dwóch miesiącach poważnych spadków), o 155%. Było to powszechne zjawsko, ze znacznymi korzyściami dla Nintendo Switch, PlayStation 4 i Xbox One.

W pierwszym tygodniu blokady Włoch sprzedaż konsol wzrosła o 84%. W drugim tygodniu blokady ich sprzedaż spadła tylko nieznacznie – o 1,8%. W Hiszpanii, kiedy po raz pierwszy wprowadzono blokadę, sprzedaż wzrosła o 27,7%. W następnym tygodniu wzrosła ponownie o 66,1%. Podczas pierwszego okresu blokady we Francji sprzęt konsol skoczyła o 140,6% tydzień po tygodniu. W poprzednim tygodniu odnotowano także wzrost sprzedaży konsoli o 17%. W Wielkiej Brytanii sprzedaż konsol poprawiła się o 126,6%, a następnie wzrosła o 250%. W Australii odnotowano wzrost sprzedaży automatów do gier o 19,6%, a następnie ponownie skoczyła o 285,6%.

Od e-sportu i wydarzeń po rozwój i sprzedaż detaliczną przemysł gier okazał się dosyć odporny, ale należy pamiętać o negatywnym wpływie odwołania najważniejszych imprez, targów, premier dla tego sektora np. niezliczone wydarzenia e-sportowe zostały anulowane, przełożone lub przeniesione do trybu online. Istnieje jednak potencjał, aby rozkwitać w czasie kryzysu, podczas gdy tradycyjne sporty są niedostępne.

Organizacje charytatywne i non-profit 

W czasach kryzysu często widzimy to, co najlepsze w ludziach. W miarę rozprzestrzeniania się COVID-19 organizacje non-profit i charytatywne zauważyły:

  • 10% wzrost wyświetleń reklam w wyszukiwarce.
  • Wzrost konwersji reklam w wyszukiwarce o 23%.
  • Wzrost współczynnika konwersji reklamy w wyszukiwarce o 20%.

Google Ads obsługuje wiele programów grantowych Google, aby umożliwić reklamowanie organizacji non-profit za darmo, ale utrzymanie ich zgodności jest często trudne. Na szczęście jest jasne, że w tym kryzysie łatwiej niż kiedykolwiek znajdują zainteresowanie.

Branże – „zamrożone”, które czekają duże zmiany online

Nieruchomości

Zarówno rynek pierwotny, jak i wtórny wydaje się dość stabilny. W czasie kryzysów nieruchomości zawsze stanowiły dobrą lokatę, a w ostatnich latach notowano bardzo wysoki popyt na rynku mieszkaniowym. W SERP ruch związany z wyszukiwaniem również pozostaje względnie stabilny – z niewielką zmianą liczby operacji wyszukiwania, CPC lub współczynników konwersji. Ale niektóre ważne zmiany mogą mieć poważne konsekwencje dla branży.

  • Zarówno branża deweloperska, jak i budownictwo odnotowują spadające współczynniki konwersji (odpowiednio -53% i -7%) oraz mniejszą liczbę wyszukiwań. Spowolnienie na tych polach może w przyszłości spowodować zmniejszenie podaży nieruchomości.
  • Zarówno oferty nieruchomości, jak i wyszukiwania pośredników w obrocie nieruchomościami odnotowały pewien wzrost kosztu kliknięcia (+ 15% w ostatnim miesiącu). Jednak na rynku nieruchomości odnotowano spadek współczynników konwersji o 25%, podczas gdy agenci nieruchomości i brokerzy zaobserwowali wzrost o 30%. Gdy konsumenci są coraz bardziej niezdolni do uczestnictwa w normalnym funkcjonowaniu, więcej osób będzie polegać na profesjonalnym agencie, który zamiast tego umówi się na spotkanie.
  • Odnotowano znaczący wzrost wyszukiwania firm z dobrze opracowaną ofertą cyfrową
  • Usługi przeprowadzek i relokacji wzrosły o 11% przy jednoczesnym zachowaniu dobrego CTR, CPC i CVR.

Motoryzacja 

Przemysł motoryzacyjny wykazuje zauważalny – 30% spadek średniego współczynnika konwersji w branży w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Obserwujemy, że wyszukiwarki zmieniają swoje preferencje w branży motoryzacyjnej, w kierunku aut używanych i ich naprawy:

Kategoria Średnia zmiana współczynnika konwersji w wyszukiwarce od COVID-19
Dealerzy pojazdów -42%
Aukcje pojazdów 5%
Części i akcesoria samochodowe -28%
Naprawa i konserwacja pojazdu 44%
Barwienie szyb pojazdu 79%

Handel

Niektórzy przypuszczaliby, że e-commerce gwałtownie wzrośnie, a tradycyjny handel detaliczny zmniejszy liczbę operacji. Ale podczas gdy niektórzy konsumenci zwracają się do e-commerce, aby zastąpić zwykłe zakupy, inni nie są pewni swoich przyszłych dochodów. Ta niestabilność wpływa na współczynniki konwersji użytkowników z reklam w wyszukiwarce – współczynniki konwersji dla sprzedaży detalicznej spadły o -14%. Duzi detaliści, w tym Amazon, zmniejszają swoje budżety na Google Ads, w wyniku czego spadek CPC o – 9% w Google wyrównał ROAS (wskaźnik informujący o zwrocie z konkretnej kampanii reklamowej) większości detalistów. Jak na ironię wydaje się, że hurtownicy zauważają odwrotną tendencję – wzrost CPC o 14%, a współczynnik konwersji o 9%.

Ponieważ wielu klientów poddaje się kwarantannie lub pracuje w domu, spodziewamy się pojawienia różnych wzorców konsumpcji rozrywki. Śledząc usługi przesyłania strumieniowego i platformy mediów społecznościowych, możemy zobaczyć najnowsze trendy w eCommerce, a także miejsca, w których ludzie spędzają swój czas.

Handel elektroniczny i zakupy wzrosły w ostatnim tygodniu o 2,8% , a 5 najlepszych witryn w handlu elektronicznym i zakupach odnotowało: ebay-kleinanzeigen.de 34,9 mln + 5,5%,  shopping.naver.com 23,9 mln -2,72%,  shopping.yahoo.co.jp 24,6 mln + 5,94%,  n11.com 15,5 mln + 1,5%,   coupang.com 14,4 mln + 2,68%.

Edukacja i rozwój 

W ciągu ostatnich tygodni liczba studentów dotkniętych zamknięciem szkół i uniwersytetów w 138 krajach wzrosła prawie czterokrotnie – do 1,37 miliarda, co stanowi ponad 3 na 4 dzieci i młodzież na całym świecie. Ponadto prawie 60,2 miliona nauczycieli nie ma już w klasach. Rynek edukacyjny stał się głównym celem największych graczy technologicznych. Apple, Google i Microsoft konkurują, aby zyskać przewagę w świecie technologii edukacyjnych.

Szkoły i uczelnie w na całym globie są zamknięte na kilka miesięcy, co powoduje wymuszony wzrost e-learningu i szkoleń. Chociaż nauczanie się zmieniło, to jeszcze nie nastąpiły krótkoterminowe zmiany w wydajności reklamodawców szkolnictwa wyższego. Potencjalni studenci nie zmienili swojego zachowania na SERP. W ostatnich tygodniach nastąpił niewielki wzrost liczby płatnych wyszukiwań dotyczących  kariery i szkoleń zawodowych (odpowiednio + 10% i + 8%), ale na razie jest to w dużej mierze aspiracyjne, ponieważ liczby konwersji nie zmieniły się zauważalnie. Jednak globalne zamknięcia mają wpływ na ponad 91% światowej populacji uczniów i studentów. Apple ulepszyło swoje oprogramowanie, aby zarządzać doświadczeniami uczniów i nauczycieli. Niedawno wypuścił na rynek nowego iPada za 299 USD dla szkół z obsługą Apple Pencil. Mówiąc najprościej, stawka są wysoka. Agencja Frost & Sullivan potwierdza, że rynek edukacyjny wygenerował 17,7 miliarda dolarów przychodów dla dostawców technologii. Z tej sumy 83 procent kwoty przychodów  dzielą firmy Google, Microsoft i Apple . Frost & Sullivan powiedział jednak, że rynek się zmienia, a pole bitwy zmierza w kierunku rozszerzonej rzeczywistości i narzędzi rzeczywistości wirtualnej, sztucznej inteligencji, robotyki oraz analityki.

Branże, które straciły w sieci najwięcej

Podróże i turystyka

Ponieważ granice są zamknięte, a firmy, rządy i konsumenci unikają niepotrzebnych podróży za wszelką cenę, nie powinno nikogo dziwić, że spadł popyt na rezerwacje podróży. W rezultacie wielu reklamodawców  z tego sektora stara się przekonwertować nowych użytkowników na swojej stronie. Problem tych reklamodawców potęguje, liczba odwołań lotów, opóźnień i ograniczeń jest najwyższa w historii, przez co ich reklamy są bardziej narażone na nietrafione wyniki. Łącznie COVID 19 spowodował spadek współczynnika konwersji podróży o -27% , najbardziej w obszarze pakietów wakacyjnych o – 50%, serwisy rezerwacyjne o – 49%, rejsy statkami – 44%, podróże lotnicze – 41%.

Aby złagodzić niektóre z tych zakłóceń, można:

  • Dodać nowe wykluczające słowa kluczowe dla wyszukiwań COVID-19, doradczych i związanych z anulowaniem.
  • Promować tańsze taryfy, łatwe odwołania i korekty na przyszłe podróże.
  • Zaproponować swoim klientom ubezpieczenie podróżne, aby złagodzić obawy i jednocześnie zwiększyć średnią cenę sprzedaży.

W miarę rozprzestrzeniania się wirusa na świecie kraje powoli zamknęły swoje granice. Wprowadzono ograniczenia dotyczące podróży, a dla wielu wakacje w obcym kraju wydają się bardziej ryzykowne, niż zabawne. Śledzenie branży turystycznej pozwala zrozumieć, w jaki sposób koronawirus wpływa na zglobalizowaną gospodarkę. Obejmuje to podróże lotnicze, hotele, wynajem samochodów, rejsy i wiele innych. Na przykład ścisłe monitorowanie ruchu do miejsc rezerwacji hotelowych może pomóc zrozumieć wielkość wpływu koronawirusa na ten sektor, a także wczesny sygnał powrotu do normalności.

W minionym tygodniu w obszarze „podróże i turystyka – loty” globalna liczba odwiedzin zmniejszyła się o -13,9%, a  5 najlepszych stron internetowych w kategorii „podróże lotnicze” odnotowało:  aa.com 4,3 mln -17,15%,   southwest.com 3,6 mln -13,35%,   ryanair.com  3,0 mln -2,13%,  delta.com 3,2 mln -19,39%,  united.com 2,2 mln -21,22%. Natomiast ruch w sekcji „zakwaterowanie i hotele” spadł o -10,13%, a 5 najlepszych witryn w kategorii zarejestrowało: booking.com 20,5 mln -12,5%, jalan.net 6,2 mln -17,57%,  airbnb.com 5,7 mln -14,88%,  agoda.com 4,8 mln -5,05%,  hotels.com 2,2 mln -14,81%. Z kolei „wypożyczalnie samochodów” odnotowały: – 7,8% ruchu w ostatnim tygodniu. 5 najlepszych stron internetowych w kategorii: enterprise.com 855,9 tys + 2,39% ,  rentalcars.com 445,9 tys -9,14%,   timescar.jp 527,7 tys -13,37%,  hertz.com 420,8 tys -11,45%,  timesclub.jp 408,2 tys -7,83%.

Gastronomia

Wiele krajów zamknęło restauracje i bary, co mocno uderzyło w firmy w czasach izolacji społecznej. Podczas gdy wiele miejsc uczy się przechodzić na tryb usługi dostawy i na wynos, to ciężko było znaleźć pozytywne dane w systemie SERP w ubiegłym tygodniu. W kategorii restauracje w ubiegłym tygodniu  notujemy zmniejszenie liczny wyświetleń o  -18 % , a „bary i kluby nocne„ aż o -26%. Natomiast w ostatnim tygodniu odnotowaliśmy 4,47% wzrost liczby odwiedzin w kategorii  „restauracje i dostawa online”. 5 najlepszych witryn odnotowało: doordash.com 10,6 mln + 7,95%,   dominos.com 7,6 mln + 2,14%,  ubereats.com 7,5 mln + 5,89%,  grubhub.com 7,2 mln + 3,78%,  pizzahut.com 4,8 mln -11,12%.

Konferencje (MICE)

1,5 biliona USD całkowitego PKB wspartego światowymi wydarzeniami biznesowymi uplasowałoby ten sektor na 13 pozycji największej gospodarki na świecie, większej niż gospodarki takich krajów jak Australia, Hiszpania, Meksyk, Indonezja i Arabia Saudyjska. Opierając się na bezpośrednim wpływie na PKB w wysokości 621,4 mld USD, sektor wydarzeń biznesowych znalazłby się na 22 miejscu pod względem wielkości gospodarki na świecie.

Sektor wydarzeń biznesowych bezpośrednio generował więcej produkcji (sprzedaży biznesowej), niż wiele dużych światowych sektorów, w tym elektronika użytkowa i komputery oraz sprzęt biurowy. Większość dużych konferencji i wydarzeń MICE odwołano, lub przełożono na jesień. Klienci próbują też zorganizować je wirtualne. Niestety, wiele firm polega na marketingu zdarzeń, aby wypełnić swój profil biznesowy, więc odwołania tych wydarzeń będą miały również wpływ na inne firmy. Już od wybuchu COVID-19 pod koniec lutego specjaliści od marketingu zauważyli rosnącą redukcję konwersji o 33%, ponieważ coraz więcej wydarzeń wciąż jest odwoływanych.

Analiza Function4 – największej platformy dla wydarzeń związanych z usługami finansowymi pokazuje obecny wpływ COVID-19 na 1719 wydarzeń  zaplanowanych w Nowy Jorku, Londynie i Hongkongu w drugim i trzecim kwartale 2020 roku. Sytuacja ma wpływ na 80% wydarzeń w kwietniu, najbardziej w Nowym Jorku – 84%. Wpłynęło to ogółem na 52% wydarzeń zaplanowanych na II kwartał 2020 r.

7% wydarzeń przeniesiono do online’u i odbyły się wirtualne, chociaż spodziewane jest, że liczba ta znacznie wzrośnie. Wydarzenia w drugim kwartale zostały już zaplanowane i wydaje się, że przyjmuje się podejście „poczekamy i zobaczymy”. Godne uwagi jest to, że 1 na 5 zdarzeń wymienionych na poszczególnych stronach internetowych (tj. Function4) jest nadal aktywna. Podkreśla to potrzebę procesów korporacyjnych wokół aktualizacji i komunikacji, ponieważ większość wydarzeń w kwietniu została anulowana.

Bezpośredni wpływ globalnych wydarzeń biznesowych pokazuje skalę problemu. W wydarzeniach biznesowych uczestniczyło ponad 1,5 miliarda uczestników w ponad 180 krajach, wygenerowały one ponad 1,07 bln USD bezpośrednich wydatków, co stanowi planowanie i produkcję wydarzeń biznesowych, podróże czy wydatki wystawców. Wydarzenia biznesowe wsparły 10,3 mln bezpośrednich miejsc pracy na świecie i wygenerowały 621,4 mld USD bezpośredniego PKB. Po uwzględnieniu skutków pośrednich i indukowanych zdarzenia biznesowe potwierdziły całkowity globalny wpływ gospodarczy: to 2,5 biliona USD produkcji (sprzedaż biznesowa) i 26 milionów miejsc pracy.

Sport i fitness

Duże wydarzenia sportowe i ligowe zostały anulowane i nie obędą w dającej się przewidzieć przyszłości. Ponieważ trwają kwarantanny i zwiększono wysiłki na rzecz dystansowania się społeczności, siłownie, baseny czy kluby sportowe są zamknięte. Podsumowując, wiele branż związanych ze sportem i kondycją odnotowuje silne spadki współczynnika konwersji.

Godnym uwagi wyjątkiem jest to, że programy sportowe – (treningi online) znacznie wzrosły w ciągu ostatnich kilku tygodni. Zmiana współczynnika konwersji reklamy w wyszukiwarce wyniosła od połowy lutego: programy sportowe online wzrost o 65%, imprezy sportowe spadek o -74%,  dobra sportowe – 49%.

W wielu branżach COVID-19 zmienił rynek marketingu online, potrzeby klientów  i zachowań online. W związku z epidemią przyszłe działania wymagają redefinicji i zrozumienia nowych zasad. Dystansowanie społeczne zmienia nawyki zakupowe i konsumpcyjne. Łącznie pięć największych sieci społecznościowych w ostatnim tygodniu odnotowało mały spadek -0,31% liczby wizyt (facebook.com 6.2 biliona  -0,63%, twitter.com 1.3B -1,23%, instagram.com 1.0B + 0,23%,  whatsapp.com 486,2 mln -3,05%, vk.com 459,2 mln + 3,99%). Korzystając z globalnych analiz bostońskiej agencji WordStream, która monitoruje obecnie wydatki na kampanie online (Google Ads) za blisko 20 miliardów USD, oraz izraelskiej firmy SimilarWeb, która nadzoruje ruch w sieci ponad 80 milionów stron internetowych oraz 3 milionów aplikacji mobilnych, można zauważyć opisane wyżej, potwierdzające się trendy i wyniki.

Autor:

Adam Białas, dziennikarz/ dyrektor w agencji Core PR. Od ponad dwóch dekad związany z mediami, skutecznie działa w obszarze PR i online marketingu. Autor wielu autorskich projektów PR, e-marketingu i dedykowanych programów partnerskich. Posiada wieloletnie globalne doświadczenie korporacyjne, ekspert w kampaniach i w budowaniu wizerunku brandu B2B/B2C. Prowadził też szerokie działania z obszaru zarządzania kryzysowego, współpracując z liderami branży gamingowej, finansów, MICE i deweloperskiej

Recesja jest nieunikniona, głębokiego kryzysu być może uda się uniknąć

W badaniu firmy doradczej Deloitte „CFO Survey 2020” przeprowadzonym w ostatnim kwartale 2019 roku, czyli w czasie kiedy Chiny zaczęły się zmagać z epidemią SARS-CoV-2, aż 42 proc. dyrektorów finansowych w Polsce jako wysoki oceniło poziom niepewności gospodarczej i finansowej w firmach. Było to o 7 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Choć pandemii i recesji nią wywołanej nie sposób było przewidzieć, badanie Deloitte pokazało także, że rok do roku CFO mieli coraz mniejszy apetyt na podejmowanie ryzyka przez ich firmę.

W 11. edycji badania Deloitte udział wzięło 558 dyrektorów finansowych z 12 krajów Europy Środkowej, również z Polski. Twórcy raportu sprawdzili ich nastroje w kontekście perspektyw gospodarczych oraz wyników finansowych i planów rozwoju ich firm na najbliższe 12 miesięcy. Badanie zostało przeprowadzone w okresie od września do grudnia 2019 r.

Dyrektorzy finansowi (CFO) posiadają rozległą wiedzę na temat funkcjonowania przedsiębiorstwa. Podczas planowania roku finansowego to oni podejmują kluczowe decyzje w firmie. Nasze badania pokazują, że w ostatnich latach dyrektorzy finansowi trafnie potrafili przewidywać nie tylko siłę i kierunek oddziaływania poszczególnych zjawisk zachodzących w gospodarce, ale także wartości liczbowe dotyczące wzrostu PKB czy inflacji – mówi Paweł Spławski, Partner w zespole ryzyka finansowego, Deloitte.

Ekonomiczna niepewność

Poziom niepewności gospodarczej i finansowej w firmach pod koniec ub. roku nie zmienił się mocno rok do roku. Jako wysoki oceniło go 42 proc. badanych CFO w Polsce, czyli o 7 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Jako niski postrzegało go jedynie 7 proc. respondentów. Wyniki te są niemal identyczne, jeżeli chodzi o badanych z Europy Środkowej i stanowią odpowiednio 40 proc. i 8 proc. zapytanych dyrektorów.

Dyrektorzy finansowi z jednej strony liczyli na dalszy wzrost PKB, a z drugiej wciąż z ostrożnością podchodzili do jakichkolwiek większych inwestycji związanych z obciążeniem bilansu ich firm, co można było odczytywać jako reakcje na zapowiadane spowolnienie w gospodarce – mówi Julia Patorska, Liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Badanie firmy doradczej pokazało również, że z roku na rok dyrektorzy finansowi mają coraz mniejszy apetyt na podejmowanie ryzyka przez ich firmę. W Polsce jedynie 25 proc. badanych uważało, że ten rok będzie dobry na tego typu działania. Jest to 10 p.p. mniej niż rok wcześniej, mimo, iż dyrektorzy finansowi nie spodziewali się wówczas epidemii. Dwa miesiące po przeprowadzeniu badania jesteśmy w zupełnie innej sytuacji, spowolnienie gospodarcze jest faktem, nie wiadomo natomiast jak głęboka będzie recesja.

Bez punktów odniesienia

W marcu natężenie dojazdów do pracy spadło w Europie o 20-60 proc. Największy spadek został zanotowany we Włoszech (63 proc.). W Polsce miał miejsce 36 proc. spadek, a w Niemczech 39 proc. Mniejsze niż na zachodzie Europy ograniczenia mobilności widać również w pozostałych krajach Europy Środkowej. Liczba wyjść klientów do sklepów spożywczych spadła w Polsce o 59 proc. Jeszcze gorzej było w przypadku centrów handlowych, restauracji, kawiarni, gdzie liczba wyjść spadła w marcu o 78 proc.

Kryzys gospodarczy, który w mniejszym lub większym stopniu dotyka światowe gospodarki, trudno porównać z jakąkolwiek wcześniejszą sytuacją. Kryzys finansowy w 2009 roku był spowodowany czynnikami strukturalnymi i nierównowagami na rynkach, boomem kredytowym i problemami w sektorze finansowym. Z kolei kryzys zadłużeniowy, który dotknął niektóre kraje strefy euro w kolejnych latach, miał przyczyny w niskiej konkurencyjności gospodarek i zbytnim zadłużeniem po stronie sektora finansów publicznych. Obecny kryzys nie ma przyczyn we wcześniejszych nierównowagach rynkowych, wywołał szok po stronie popytu, podaży i może doprowadzić do głębokich zakłóceń na rynku finansowym. Jak zauważają eksperci Deloitte towarzyszy mu wysoka niepewność i brak podręcznikowych recept.

Nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć z jak głębokim wstrząsem mamy do czynienia. Na pewno jest za wcześnie żeby mówić o głębokim kryzysie. Recesja jest już natomiast pewna. Impulsy, które do niej prowadzą to między innymi spadek krajowego i zagranicznego popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, spadek podaży i niepewność, a w końcu – co wciąż przed nami – zwolnienia, bankructwa i dalsza wyprzedaż waluty krajowej – mówi Paweł Spławski.

Pesymiści znad Wisły

Tuż przed wybuchem epidemii przewidywania polskich CFO odnośnie wystąpienia w Polsce spowolnienia gospodarczego w 2020 roku nie były optymistyczne. Za wysoce prawdopodobne uznawało je 33 proc. respondentów, za dość prawdopodobne – aż 42 proc. Tylko 19 proc. sądziło, że spowolnienie jest mało prawdopodobne, a jedynie 1 proc., że bardzo mało prawdopodobne 1 proc.

Analitycy są zgodni co do kierunku zmiany wskaźnika PKB, jednak wszelkie prognozy liczbowe są obarczone wysokim błędem. Zdaniem ekspertów Deloitte negatywnie dotknięte epidemią zostaną wszystkie sektory polskiej gospodarki, jednak w poszczególnych branżach jej negatywne skutki będą odmienne.

Najbardziej gwałtownym zmianom ulegają branże produkujące wyroby tekstylne, odzież i obuwie. W okresach spowolnienia gospodarczego, można dostrzec wolniejszy wzrost sprzedaży, która jednak gwałtownie rośnie w momencie poprawy koniunktury. Sprzedaż artykułów użytku domowego obniżyła się wyraźnie na początku 2009 r. Jej wzrost po okresie kryzysu zadłużeniowego był łagodny i bardzo podobny do wzrostu PKB
– mówi Julia Patorska.

Obserwując sprzedaż produktów żywnościowych można zauważyć dużo mniejsze wahania na przestrzeni lat, zarówno w Polsce jak i krajach Unii Europejskiej. Jak zauważają specjaliści z Deloitte o rzeczywistej ścieżce zmiany PKB zadecyduje szereg czynników wewnętrznych, takich jak dynamika zachorowań i zgonów, działania administracyjne skutkujące wstrzymaniem prowadzonej działalności gospodarczej bądź jej ograniczeniem czy też zakres pomocy ze strony państwa. Wśród zewnętrznych czynników znaczenie ma dynamika rozwoju pandemii u kluczowych partnerów gospodarczych, działania administracyjne skutkujące utrudnieniami w swobodnym przepływie osób, towarów i usług, a także zakres interwencji instytucji międzynarodowych i luzowania wymogów dotyczących przeciwdziałaniu nadmiernemu długowi publicznemu i w końcu prawdopodobieństwo wystąpienia globalnego kryzysu finansowego.

Inflacja i rynek pracy

Z badania Deloitte wynika, że tuż przed wybuchem pandemii polscy CFO wykazywali największy pesymizm pytani o inflację. Aż 93 proc. oczekiwało, że wzrośnie ona i tylko 2 proc. liczyło na jej spadek. W regionie to odpowiednio 83 proc. i 4 proc. wszystkich respondentów. Dzisiaj, gdy jesteśmy w zupełnie nowej sytuacji, już wiemy, że na spadek cen będą oddziaływały takie siły jak ograniczony popyt na dobra i usługi, mniejsze dochody ludności, niepewność co do przyszłości i zawirowania na rynku ropy naftowej z równoczesnym spadkiem popytu na paliwa. O wzroście cen zdecydują niedobory niektórych produktów na rynku, poluzowanie polityki monetarnej i transfery pieniężne do ludności.

Choć z założenia interwencje rządzących mają na celu utrzymywanie miejsc pracy, to w sektorach i branżach najbardziej narażonych na spadek przychodów i utratę płynności, obserwujemy zwolnienia pracowników. Branże najbardziej narażone to turystyka, transport lotniczy, a także branża rekreacyjna i wydarzeń masowych. W tych sektorach spadek obrotów sięga od 80 do nawet 100 proc. – mówi Paweł Spławski.

W badaniu Deloitte aż 40 proc. CFO spodziewało się wzrostu bezrobocia, co nie dziwi jeśli wziąć pod uwagę wskaźnik bezrobocia na poziomie 5,2 proc. w grudniu. Choć aktualne dane z urzędów pracy nie pokazują znacznego wzrostu zwolnień, co trzecia firma wskazuje je jako nieuniknione, a wstępne analizy resortu pracy szacują wzrost stopy bezrobocia do 9-10 proc. przed końcem roku. Oznacza to prawie półtora miliona osób bezrobotnych w kraju.

Gospodarka po pandemii

Trudno dziś jednoznacznie określić jaka czeka nas rzeczywistość, po tym jak poszczególne kraje zwalczą pandemię. Przez zbyt wiele zmiennych o niewiadomych wartościach, wszelkie prognozy są obarczone wysokim ryzykiem błędu. Najczęściej analitycy wskazują na recesję w tzw. kształcie litery U, czyli powolne wychodzenie z kłopotów. Nawet jeśli, tak jak w Chinach moce produkcyjne wrócą do stanu sprzed pandemii w relatywnie krótkim czasie, to niepewność wśród konsumentów będzie na tyle silna, że jeszcze przez pewien czas ograniczy popyt.

Zmieni się więcej niż dziś przypuszczamy, choćby niektóre zachowania i sposób pracy. Czas walki z wirusem sprawił, że w większym zakresie pracujemy zdalnie. Za tym idzie ograniczanie przestrzeni biurowych, zmniejszone obłożenie transportu publicznego, a także mniejsze zatłoczenie ulic. Przyzwyczajenie do wirtualnych spotkań może też ograniczać podróże służbowe w przyszłości – mówi Julia Patorska.

Eksperci Deloitte prognozują dalszy rozwój telemedycyny i e-commerce, ograniczenie powierzchni handlowych oraz rozwój lokalnych usług społecznych. Możliwa jest także reorganizacja łańcuchów dostaw, gdzie obok kosztu głębiej analizowane będą inne ryzyka wpływające na przerwy w dostawach.

Fiskus chce opodatkowywać VAT nawet prywatne transakcje. Wystarczy uznać kogoś za przedsiębiorcę

Przedsiębiorca prowadzący działalność w zakresie obrotu częściami samochodowymi nabył grunt do majątku prywatnego w celu inwestycji prywatnych oszczędności. Dokonał tego poza prowadzoną działalnością gospodarczą, niemniej zgodnie z regułami logiki miał nadzieję na rentowność swojej inwestycji. Liczył po prostu na to, że w przyszłości sprzeda działkę z zyskiem. Ta chęć osiągnięcia zysku, jak i fakt wcześniej dokonanych nabyć i sprzedaży innych nieruchomości oraz dokonanie podziału gruntu na mniejsze działki przesądziły o tym, że organ podatkowy uznał podatnika za profesjonalnie zajmującego się obrotem nieruchomościami, a zatem zobowiązanego do odprowadzenia VAT przy sprzedaży ww. gruntu. Ze stanowiskiem tym nie zgodził się podatnik i wniósł skargę do sądu.

Jak stanowi przepis art. 15 ust. 2 ustawy o VAT, działalność gospodarcza obejmuje wszelką działalność, w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych. Na ten właśnie przepis powołał się Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, stwierdzając o zobowiązaniu sprzedającego swoją nieruchomość właściciela do zapłaty podatku od towarów i usług.

Lokata kapitału na przyszłość

W latach 1997-2005 podatnik siedmiokrotnie zawarł umowy nabycia nieruchomości, których zakup finansował zarówno ze środków prywatnych, jak i z majątku wspólnego ze swoją małżonką. Była wśród nich nabyta w 2005 r. działka gruntu o powierzchni 1,3019 ha, znajdująca się na terenie o przeznaczeniu do zabudowy dla aktywności gospodarczej. Następnie w trakcie postępowania rozwodowego małżonkowie podzielili majątek, znieśli wspólność majątkową, a w ramach podziału podatnikowi przypadła w całości ww. działka o pow. 1,3019 ha. Na innym z przypadłych mu gruntów posadowił dom, w którym aktualnie zamieszkuje.

Z majątku prywatnego podatnik nabył również gospodarstwo rolne, dom jednorodzinny oraz mieszkanie, które – jak wskazał – użytkowane są przez niego, jego rodzinę i przyjaciół do celów mieszkalnych i wypoczynkowych. Podatnik traktuje zakup i posiadanie tych nieruchomości jako lokatę kapitału na przyszłość.

Nabycie gospodarstwa rolnego

Dodatkowo nabył jeszcze w latach 2008-2009, wraz z innym małżeństwem, gospodarstwo rolne, składające się z kilku terenów rolnych. Podatnik udzielił jednemu z małżonków pełnomocnictwa do zarządu tym gospodarstwem z racji zamieszkiwania przez niego w miejscu położenia nieruchomości. Korzystając z pełnomocnictwa, zarządca dokonał w imieniu własnym, jak i swojego mocodawcy szereg czynności, częściowo nieuzgodnionych z mocodawcą, zmierzających do wybudowania dwóch odrębnych domostw: jednego dla siebie i małżonki, drugiego dla mocodawcy. W następstwie tych czynności do kilku działek doprowadzono sieć wodnokanalizacyjną, jak również przebudowano linię energetyczną. Z uwagi m.in. na konieczność uregulowania stanu prawnego drogi gminnej podzielono wspólne gospodarstwo na mniejsze działki. W latach 2008-2011 współwłaściciele zbyli jedną część tego gospodarstwa. Pozostałą część zbyli w 2012 r. na rzecz należącej do nich wspólnie spółki z o.o. Organy podatkowe uznały tę dokonywaną w kawałkach sprzedaż wspólnego gospodarstwa rolnego za mieszczącą się w ramach wykonywania działalności gospodarczej i obciążyły ją opodatkowaniem VAT.

Działania zarządcy nieruchomości

W świetle tak przedstawionego stanu faktycznego podatnik wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy nosząc się z zamiarem zbycia posiadanej prywatnie i samodzielnie na wyłączną własność, nabytej w 2005 r. w ramach lokaty kapitału na przyszłość, działki gruntu o pow. 1,3019 ha, sprzedaż ta będzie zwolniona z opodatkowania podatkiem od towarów i usług.

Podatnik miał obawy, czy pomimo tego, iż dokonuje zbycia nieruchomości należącej do jego majątku prywatnego, fiskus nie będzie chciał obarczyć tej transakcji VAT-em m.in. z uwagi na fakt, że już raz potraktowano go przy sprzedaży działek jako profesjonalnie trudniącego się obrotem nieruchomościami. A jak wskazał we wniosku, przesądziły wówczas o tym nie działania jego, a działania zarządcy nieruchomości wspólnej.

Uzasadnienie ekonomiczne transakcji

Co do kwestii udoskonaleń działki, podatnik wskazał, że jeszcze wspólnie z żoną ogrodził ją tuż po jej zakupie. Poza tym nie poczynił żadnych dodatkowych nakładów, zwłaszcza nie uzbroił działki. Nigdy nie czerpał z tytułu jej posiadania korzyści, np. z wydzierżawienia czy użyczenia, nawet bezpłatnie. Sam też nie wykorzystywał jej do celów osobistych. Podkreślił, że działka nigdy nie była składnikiem majątkowym ani towarem w jego działalności gospodarczej, jaką jest handel częściami samochodowymi. Nabył ten grunt w 2005 r. wyłącznie w celu lokaty kapitału jako lepszej inwestycji niż lokaty bankowej. Oboje z małżonką spodziewali się, że w przyszłości inwestycja ta przyniesie im wyższy zysk ze sprzedaży tego gruntu, niż mógłby to zaoferować bank. Podatnik oświadczył, że sprzedaje go tylko dlatego, że wartość nieruchomości aktualnie wzrosła i cena sprzedaży da mu oczekiwany zysk. Natomiast prognozy rynkowe na przyszłość nie dają pewności co do tego, czy wartość tej nieruchomości wzrośnie, czy zmaleje. Stąd też dalsza lokata jego majątku w tę działkę w stosunku do ceny, jaką może uzyskać teraz, nie jest uzasadniona ekonomicznie.

Nieruchomość była towarem

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie miał wątpliwości co do tego, że podatnik zamierza zbyć przedmiotową nieruchomość w ramach działalności gospodarczej. Uznał zatem, że transakcję tę należy opodatkować podatkiem od towarów i usług. Przemawia za tym to, że – jak sam podatnik przyznał – nabył działkę w 2005 r. celem jej odsprzedaży z zyskiem. Zatem w opinii fiskusa przedmiotowy grunt posłużył podatnikowi do celów zarobkowych. Poza tym, w przeszłości podatnik dokonywał podziałów działek, nabyć i sprzedaży nieruchomości, co wskazuje, że jest on przedsiębiorcą profesjonalnie trudniącym się obrotem nieruchomościami.

Czynności zwykłego zarządu majątkiem prywatnym

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach wskazał, że wykładni art. 15 ust. 1 i 2 polskiej ustawy o VAT, wdrożonego do polskiego porządku prawnego na podstawie unijnego rozporządzenia 2006/112/WE, należy dokonywać w zgodzie z orzecznictwem unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Zaś w połączonych sprawach C-180/10 i C-181/10 TSUE wyrokiem z 15 września 2011 r. orzekł, że jeśli sprzedaż nieruchomości następuje w ramach zarządu majątkiem prywatnym, a nie w ramach działalności, to nie można jej uznać za podlegającą opodatkowaniu VAT. Chyba że sprzedający podejmuje aktywne działania charakterystyczne dla obrotu nieruchomościami, jakie podejmują profesjonalni handlowcy. Z innego rozstrzygnięcia TSUE (z 20 czerwca 1996 r., C-155/94) wynika, że zwykłe wykonywanie prawa własności nie może być samo z siebie uznawane za prowadzenie działalności gospodarczej, a sama liczba i zakres transakcji nie może o tym decydować. W związku z tym nie może o tym przesądzać również sam fakt podziału jednej działki na kilka, jeśli działanie to ma uzasadnienie ekonomiczne, czy też długość czasu, jaki minął między transakcjami ani też wysokość uzyskanych przez sprzedającego zysków. Czynnościami wykraczającymi poza zwykły zarząd własnym majątkiem będą za to działania marketingowe, jak również uzbrojenie działki.

Jak przedsiębiorca, to musi płacić

WSA uznał, że planowana przez podatnika sprzedaż jednej działki nie nosi cech prowadzonej stale działalności profesjonalnej, przypisywanej przedsiębiorcom, a jest jedynie realizacją jego prawa do zarządu własnym majątkiem prywatnym. W prawie tym mieści się także nabywanie nieruchomości z zamiarem osiągnięcia w przyszłości zysku przy jej ewentualnej sprzedaży. Uchylając zaskarżoną przez podatnika interpretację, odniósł się do kwestii uznania już w przeszłości podatnika przez inne organy za przedsiębiorcę handlującego nieruchomościami:

„…organ lapidarnie, jednym tylko zdaniem, przyznał, że „miał na uwadze” kwestię nabycia i sprzedaży przez skarżącego innych nieruchomości oraz ich podziału. Jednak sama okoliczność, że organ interpretacyjny to zagadnienie tylko „miał na uwadze”, lecz w żaden sposób go nie rozwinął, nie może przekreślać szeregu innych argumentów…” (wyrok z 18 grudnia 2019 r., sygn. akt I SA/Gl 798/19).

Bezpieczna sukcesja majątku

Przedsiębiorcy, prowadząc działalność gospodarczą, są zobowiązani do stałego ponoszenia ciężarów na rzecz fiskusa w postaci podatków i innych opłat. To, że płacą, nie może jednak oznaczać, że można sięgać do ich kieszeni za każdym razem, gdy tylko osiągną jakikolwiek przychód. Przedsiębiorcy to też ludzie, mają swoje rodziny i życie prywatne, w tym także prywatne majątki. Ich pomnażanie dzięki właściwym decyzjom inwestycyjnym służyć ma zabezpieczeniu bytu rodziny, a nie zabezpieczeniu zwiększonych wpływów do kasy skarbu państwa.

Działania fiskusa, jak te opisane powyżej, sprawiają, że w celu ochrony dorobku życia właściciele majątków coraz częściej sięgają po dostępne w polskim prawie i zagranicznych jurysdykcjach środki jego zabezpieczenia. Przykładem mogą być tu fundacje prywatne, umowy trustu czy rachunki powiernicze służące w najwyższym stopniu zabezpieczeniu i sukcesji majątku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Praca zdalna zwraca uwagę branży nieruchomości na cyfrową transformację

Jesteśmy w trakcie największego w historii globalnego testu pracy zdalnej. Tzw. home office został wdrożony na niespotykaną dotąd skalę również wśród najemców i właścicieli budynków biurowych w Polsce. Jak szacuje MVGM, do zarządzanych przez firmę budynków biurowych (44 obiekty o łącznej powierzchni 802 723 mkw.) przychodzi aktualnie ok. 10% pracowników. Elastyczne metody pracy jednak są zaledwie jedną z konsekwencji aktualnej sytuacji rynkowej. Długofalowo branża nieruchomości jeszcze mocniej skupi się na cyfrowej transformacji, co pozwoli szybciej i bardziej zwinnie odpowiadać na gwałtowne zmiany i wydarzenia. Eksperci przewidują również skokowy wzrost rozwoju technologii zdrowotnych (np. well-being), edukacyjnych oraz pojawienie się nowych optymalizacji w zakresie zarządzania budynkami, w tym sztucznej inteligencji, oraz analizy danych.

Biuro w domu – czyli razem, ale osobno

Wideo i telekonferencje, jeszcze większa liczba maili, praca z kanapy, przy kuchennym stole – to od kilkunastu dni codzienność wielu pracowników. Masowy zwrot ku zdalnym metodom pracy to wspólna strategia wielu firm, bez względu na branżę i skalę biznesu.
W aktualnej sytuacji widać też pewien paradoks – wielu pracodawców, którzy do tej pory wzbraniali się przed wdrożeniem elastycznych metod pracy, to właśnie dzięki wprowadzeniu obowiązkowego home office dla swoich zespół, mogą teraz zachować ciągłość biznesową. Warunkiem jednak było, jest i będzie odpowiednie przygotowanie zaplecza technologicznego, które pozwoli zachować naszą dotychczasową efektywność, a nawet ją podniesie. – Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Na znaczeniu będą zyskiwać narzędzia zwiększające zaangażowanie pracowników, aplikacje wspomagające planowanie zadań przez członków zespołu, czy rozwiązania umożliwiające cyfrowy obieg dokumentów, a także zdalne zarządzanie wiedzą i edukacja. W centrum tej „nowej” sytuacji jest pracownik – jego zdrowie, komfort i bezpieczeństwo.

Dobro zespołu stało się jeszcze większym priorytetem pracodawców, co widać chociażby po dynamice wprowadzania pracy zdalnej. Obecną sytuację może więc potraktować również jako akcelerator wielu zmian na rynku biurowym w Polsce, dlatego też definicja Nowoczesnego Biura zacznie nabierać nowego znaczenia. Możemy spodziewać się, że zmieni się chociażby sposób rozmieszczenia biurek na open space, tak aby zmniejszyć ich liczbę i zachować między nimi większe odległości. Firmy zaczną wprowadzać też standardy nowych zachowań w trosce o bezpieczeństwo zespołu. Ponadto, już teraz widzimy, że pracownicy traktują biuro jako miejsce służące przede wszystkim współpracy. Dlatego niewykluczone, że niektórzy pracownicy zaczną dzielić dzień pracy na tę z domu i z biura. Taka różnorodność będzie sprzyjać efektywności i komfortowi. – Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

Biura w wersji online

Zaawansowane platformy służące zarządzaniu nieruchomościami, czy sensory sterujące niemal każdym aspektem funkcjonowania biurowca – brzmi, jak odległa przyszłość? Zdaniem ekspertów PropTech Foundation – to już bliska rzeczywistość i standard na rynku. W najbliższym czasie cyfrowa transformacja nieruchomości stanie się priorytetem deweloperów, zarządców i właścicieli biurowców.

Aktualnie działamy w bardzo dynamicznej sytuacji rynkowej i społecznej, a to rodzi konieczność sprawnego zarządzenia procesem biznesowym i klarownej komunikacji z klientem. Bardzo dobrze widać to w obszarze zarządzania obiektami biurowymi, gdzie kluczowe okazują się nowoczesne platformy dające najemcom wgląd w różne rodzaje danych w czasie rzeczywistym. Zawirowania rynkowe, z którymi mamy obecnie do czynienia, stanowią natomiast dodatkową motywację, aby jeszcze bardziej te innowacje przyspieszyć. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Przykładem może być zwiększenie skali wdrożeń sensorów w budynkach, których zadaniem będzie analiza składu powietrza, temperatury, czy wilgotności, a nawet stanu psychofizycznego najemców i gości w tych obiektach.

Oprócz tego możemy się też spodziewać wzrostu zainteresowania aplikacjami, które będą odpowiadać za sterowanie poszczególnymi funkcjami budynków w oparciu o dane przesyłane z sensorów. Wszystkie te informacje będą natomiast ułatwiać podejmowanie decyzji zarówno po stronie zarządcy, jak i najemcy. Jedno jest pewne, nowoczesne technologie przestają być obecnie kwestią tzw. wartości dodanej, którą jesteśmy w stanie dać naszym partnerom i klientom. Nawet te firmy, które do tej pory miały do tego tematu raczej podejście deklaratywne, będą musiały zwiększyć swoje wydatki na innowacje. To już nie tyle kwestia tzw. przewagi konkurencyjnej, ale utrzymania się na rynku. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Trudna sytuacja pracujących w Polsce obywateli Ukrainy

W przeddzień Świąt Wielkiej Nocy pracownicy z Ukrainy w Polsce znaleźli się w niełatwej sytuacji, a naszym obowiązkiem jest o nich zadbać. Tymi słowami Prezes jednej z największych agencji pracy w Polsce, EWL S.A., komentuje kolejne zaostrzenia kwarantanny na Ukrainie, które bezpośrednio uderzają w ukraińskich obywateli pracujących w naszym kraju.

Wielkanoc z dala od rodziny

Zmiany, które weszły w życie na Ukrainie 7 kwietnia, to przede wszystkim zmniejszenie liczby drogowych przejść na granicy polsko-ukraińskiej do dwóch oraz zamknięcie popularnego pieszego przejścia granicznego. Oznacza to, że granicę można przekroczyć jedynie samochodem osobowym. Co więcej, na mocy nowych przepisów, osoby, które wjadą na teren Ukrainy, będą musiały poddać się 14-dniowej obowiązkowej obserwacji w specjalnie wyznaczonych placówkach państwowych.

Tym samym ukraińscy pracownicy, którzy w ciągu najbliższych dni wyjadą z Polski na Ukrainę, nie spędzą Wielkanocy (19 kwietnia – według kalendarza gregoriańskiego) we własnych domach z rodziną, gdyż będą poddani obserwacji w izolatkach. Z tego powodu ambasador Ukrainy w Warszawie, Andrij Deszczyca, zaapelował do ukraińskich migrantów zarobkowych, mających możliwość pozostania w Polsce, aby nie wyjeżdżali na Wielkanoc do ojczyzny.

Zadbajmy o większość, która zostanie

Dziękujemy pracownikom, którzy w tej kłopotliwej sytuacji zaufali nam oraz polskiemu rządowi i zdecydowali się pozostać w kraju. Będziemy wspierać ich w tych okolicznościach, oferując nieprzerwaną pracę, stabilne zarobki, zakwaterowanie, jak również pomoc w dopełnieniu wszystkich formalności legalizacyjnych. Zostańcie w Polsce w czasie pandemii, pomimo okresu świątecznego. Pomóżcie w ten sposób ochronić Wasze rodziny, a także osoby najbardziej zagrożone chorobą” – apeluje Andrzej Korkus.

Prezes EWL zwraca się do wszystkich polskich pracodawców zatrudniających cudzoziemców o rozszerzenie opieki na pracowników zagranicznych, którzy z powodu pandemii koronawirusa nie mogą wrócić do ojczystych krajów.

W większości przypadków obserwujemy, że polski biznes podjął wyzwanie i stara się dbać o pracowników z zagranicy. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Polska przez kilka miesięcy będzie polegać właśnie na tych pracownikach z Ukrainy, których uda się zatrzymać” – podkreśla ekspert.

Andrzej Korkus przypomina, że od połowy marca wszystkie konsulaty RP oraz centra wizowe zawiesiły przyjmowanie wniosków na wizy Schengen i wizy krajowe. Ukraiński rząd już zapowiedział przedłużenie kwarantanny do maja, co oznacza, że jeszcze co najmniej przez kilka tygodni proces wizowy nie ruszy z miejsca. Musimy pogodzić się
z tym, że napływ nowych kandydatów do pracy w Polsce nie rozpocznie się wcześniej niż w czerwcu.

Pracowników, którzy pozostaną w naszym kraju – a to wciąż niemal milion osób – powinniśmy chronić przed negatywnymi skutkami epidemii, oferując kontynuację zatrudnienia oraz odpowiednio dbając o ich potrzeby.

Należy maksymalnie wykorzystać nowe polskie przepisy, dające możliwość automatycznego przedłużenia zezwoleń na pobyt i pracę cudzoziemcowi na okres obowiązującej kwarantanny, oraz zagwarantować stabilne zatrudnienie. Istotna jest również pomoc w relokacji, aby w razie konieczności mogli szybko podjąć pracę w innym miejscu. Zadbajmy o to, aby każdy pracownik ze Wschodu, który zdecyduje się pozostać w Polsce na czas epidemii, nie został bez pracy, zakwaterowania, zarobków oraz opieki medycznej” – podkreśla Andrzej Korkus. Dodaje, że aby zmniejszyć ryzyko zdrowotne związane z przemieszczaniem się, EWL wspiera przedłużanie pobytu cudzoziemców przez darmowe wyrabianie zezwoleń na pobyt czasowy.

Część pracowników z Ukrainy wyjedzie, ale większość – zostanie. Jeśli o nich nie zadbamy – będzie na odwrót

Andrzej Korkus podkreśla, że przez wiele lat ukraińscy pracownicy wspierali rozwój polskiej gospodarki. Wkład pracowników z tego kraju w rozwój polskiego PKB w latach 2014-18 jest szacowany na 11%.

Ani polskie państwo, ani polskie firmy nie powinny w czasie kryzysu odwracać się od ukraińskich migrantów. Należy dołożyć wszelkich starań, aby osoby decydujące się na reemigrację mogły bezpiecznie wrócić do domu, a ci którzy zdecydowali się pozostać w Polsce i stracili pracę, niezwłocznie znaleźli nowe zatrudnienie na podstawie przedłużenia legalnego pobytu w Polsce” – podkreśla Prezes EWL.

Dodaje, że kryzys, wywołany pandemią koronawirusa, prędzej czy później zostanie opanowany i polska gospodarka wróci na drogę rozwoju. Kryzysu zaufania do Polski ze strony zagranicznych pracowników nie uda się jednak tak szybko zażegnać. Tym bardziej, że na Ukraińców już czekają inne europejskie rynki, w szczególności niemiecki czy czeski, gdzie zapowiadany jest szybszy koniec kwarantanny.

Sytuacja specjalistów i menedżerów podczas pandemii Covid-19 w sektorze handlu i branży marketingowej

48% pracodawców z sektora handu deklaruje prowadzenie nowych procesów rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie. Tylko 1% informuje o planach większych zwolnień w ramach tej grupy zawodowej.

„Puls rynku pracy specjalistów i menedżerów”, badanie Antal Sales & Marketing przeprowadzone na niemal 300 firmach z sektora produkcyjnego i handlowego na początku kwietnia b.r. wskazuje, że niemal co druga firma z sektora handlowego i branży marketingowej nadal prowadzi rekrutacje na stanowiska szczebla średniej i wyższej kadry. Do wyjątków należą firmy planujące większe redukcje zatrudnienia.

„Szefowie firm z obszaru handlu wiedzą, że specjaliści i menedżerowie sprzedaży to pierwsza linia frontu i na ten moment nie planują zwolnień mimo znacznego spadku konsumpcji. Eksperci ds. marketingu, zwłaszcza internetowego w branży handlowej obecnie są wręcz pożądani. Sprzedaż przeniosła się do kanału online i szybkie przeniesienie wszystkich procesów do tego kanału jest w zagwarantować rozwój organizacji” – komentuje Roman Zabłocki menedżer odpowiedzialny strategicznie za zespoły Engineering & Operations oraz Sales & Marketing w Antal.

Specjaliści ds. marketingu i sprzedaży online poszukiwani

Niemal połowa badanych firm (48%) deklaruje, że planuje nadal prowadzić rekrutacje na nowe stanowiska – w tym 63% zamierza zachować ich liczbę na niezmienionym poziomie. Specjalistów i menedżerów dynamicznie poszukują przedsiębiorcy zwłaszcza z branży FMCG oraz Farmacja i sprzęt medyczny.

„Branża farmaceutyczna i medyczna w czasach pandemii koronawirusa ma się dobrze. Firmy biją rekordy sprzedaży. Mimo to, organizacje musiały zmienić swoje sposoby działania, gdyż bezpośredni kontakt z klientami stał się niemożliwy. Co istotne, wielu pracodawców twierdzi, że obecna sytuacja pomogła im zacieśnić relacje z partnerami. Sektor farmaceutyczny i medyczny dość łatwo dostosował swoje procedury produkcyjne do nowych wymogów, ponieważ bezpieczeństwo, higiena pracy i najwyższe standardy sterylności zawsze były stawiane na pierwszym miejscu. W Antal widzimy, że branża farmaceutyczno-medyczna z optymizmem patrzy w przyszłość, mimo iż wielu pracodawców  zamroziło obecnie prowadzone procesy rekrutacyjne, gdyż preferują osobisty kontakt z kandydatem przed podjęciem decyzji o zatrudnieniu” – komentuje Marta Lebuda, Team Leader, Antal Pharma & Medical Devices.

Jednocześnie zdecydowana większość badanych organizacji z sektora handlowego (84%) nie planuje żadnych zwolnień wśród kadry średniego i wyższego szczebla. Pojedyncze zwolnienia nieprzekraczające 10% zatrudnionych są deklarowane przez 14% firm, a większe zwolnienia planuje jedynie 1% przedsiębiorstw. Na najbardziej radykalne kroki decydują się częściej organizacje z branży opakowań (14%).

„Branża opakowań, jak cała gospodarka, w sposób istotny odczuwa zmiany związane z pandemią koronawirusa. Są jednak obszary, gdzie ze względu na specyfikę oferowanych dóbr widać wzrost popytu. Firmy produkujące opakowania dla branży spożywczej, chemiczno-kosmetycznej oraz farmaceutycznej w najmniejszym stopniu odczuły skutki pandemii. Nie odnotowały spadku sprzedaży czy odpływu klientów. Wprost przeciwnie – organizacje osiągają ponadprzeciętne wyniki i wzrosty, a co za tym idzie nie planują zwolnień pracowników ani redukcji nowych rekrutacji. Koronawius podzielił jednak branże i obecnie przed poważnym wyzwaniem stają firmy, które swoje produkty kierują do branży motoryzacyjnej, AGD czy przemysłowej, zwłaszcza jeżeli produkują na potrzeby rynków zagranicznych, przez co zagrożona jest stabilność ich łańcuchów dostaw. Tego typu organizacje będą prawdopodobnie zmuszone zredukować zatrudnienie o ponad 10 procent. Jakkolwiek trudno na razie oszacować jaki wpływ na funkcjonowanie branży opakowaniowej będzie miało COVID-19, tak już teraz widać wzrost zainteresowania produkcją opakowań dla e-commerce i branży spożywczej. Można się więc spodziewać, że w tych obszarach zatrudnienie wzrośnie – komentuje Anna Bzymek, Packaging Market Leader & Team Leader \ ReX Leader, Antal.

Wyzwania w czasie pandemii

Najwięcej respondentów (62%) wskazuje, że wyzwaniem dla ich działalności jest dostosowanie zakresu obowiązków pracowników do wymogów jakie niesie za sobą praca zdalna. Również dostosowanie technologiczne w tym aspekcie jest ważne dla niemal połowy organizacji.

Pandemia koronawirusa z dnia na dzień zmieniła biznes i funkcjonowanie wielu organizacji. Obecnie jednym z kluczowych tematów i wyzwań dla firm jest organizacja pracy zdalnej. Z jednej strony jej sprawne wdrożenie wiąże się z koniecznością technologicznego dostosowania organizacji do wymogów pracy poza biurem- w tym zapewnienie pracownikowi odpowiedniego sprzętu oraz oprogramowania. Z drugiej strony sytuacja wymusza na pracodawcach zmianę podejścia do biznesu, w tym modyfikację zakresu obowiązków pracowników oraz dostosowanie zespołu do licznych ograniczeń, jakie niesie z sobą praca z domu. Zmiany dotykają również procesów rekrutacyjnych. Coraz częściej działy HR wykorzystują takie narzędzia jak: webinary, video konferencje, zahasłowane miejsce online z podstawową wiedzą, potrzebną do wdrożenia. Internetowe narzędzia w znacznym stopniu pozwalają usprawnić realizowane procesy rekrutacyjne i onboarding nowych pracowników   – komentuje Krzysztof Borkowski, Senior Consultant, Sales & Marketing, Antal.wyzwania HR

O badaniu

Badanie na próbie 284 firm z sektora handlu i produkcji zostało przeprowadzone metodą CATI w dniach 1-7 kwietnia 2020 roku.

Koronawirus – szkodliwy dla zdrowia, zbawienny dla e-commerce

W czasach gdy handel konwencjonalny przeżywa krach, jego wirtualny odpowiednik święci triumfy. Według najświeższych danych, zebranych przez firmę analityczną Quantum Metric, amerykańscy detaliści odnotowali 50-procentowy wzrost przychodów w kanale e-commerce między piątym a ósmym tygodniem 2020 r., czyli w czasie, kiedy choroba zaczęła szybko rozprzestrzeniać się poza Azją. Jak wobec tego powinny zachować się firmy, aby popłynąć na cyfrowej fali, wywołanej uderzeniem koronawirusa?

COVID-19 nie pozostawił wyboru władzom wielu krajów – by go skutecznie zwalczyć, nałożono kwarantanny i ograniczenia ruchu w głównych obszarach metropolitalnych. To zaś zmusiło konsumentów na całym świecie do robienia zakupów za pośrednictwem platform cyfrowych, takich jak Amazon, Allegro czy eBay. Jaki przyniosło to skutek dla handlu w sieci?

Według badania firmy analitycznej Quantum Metric, przychody detalistów, którzy prowadzą online’owy sklep detaliczny, wzrosły o ponad połowę! Firma przeanalizowała łącznie około 5,5 miliarda anonimowych wizyt, jakich dokonali klienci z USA za pośrednictwem sieci www, tak na komputerach stacjonarnych, jak i urządzeniach mobilnych. Pod uwagę wzięto okres od 27 stycznia do 23 lutego, kiedy to choroba zaczęła szybko rozprzestrzeniać się poza Azją.

Pogłębiona analiza wykazała, że o blisko 10 proc. wzrósł wskaźnik konwersji w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Znacznie więcej kupujących, którzy odwiedzali strony internetowe sprzedawców, ostatecznie dokonało zakupu. To jeden z najważniejszych wskaźników w handlu online, który mierzy zarówno skuteczność naszych działań reklamowych w sieci, jak i ogólną atrakcyjność oferty, na którą składa się wiele czynników, np. cena, jakość, renoma itd. – zauważa Sascha Stockem z Nethansy, która specjalizuje się w optymalizacji sprzedaży na platformie e-commerce Amazona, wprowadzając na nią polskie i niemieckie firmy.

Biznesowy surfer na fali wirusa

Od wielu lat obserwujemy umiarkowaną migrację handlu do sieci. Wszystko wskazuje na to, że wybuch globalnej pandemii znacznie ten proces przyspieszył. Konsumenci chcą unikać miejsc publicznych, a rozbudowany sklep online to nie tylko idealne rozwiązanie dla introwertyków, lecz również wygodna, bezpieczna i niewymagająca kontaktu z drugą osobą alternatywa dla klasycznych zakupów. Te atrybuty nabierają znaczenia w obliczu rozszerzającej się epidemii wirusa.

Jak bardzo zmienił się dzień statystycznego Kowalskiego od czasu wybuchu epidemii, najlepiej obrazuje najnowszy raport przygotowany przez Cloud Technologies. Specjaliści warszawskiej spółki big data zgromadzili i przeanalizowali dane GPS z telefonów komórkowych milionów Polaków i sprawdzili, jak zmieniła się nasza aktywność w przemieszczaniu. Okazuje się, że odkąd nad Wisłą odnotowano pierwszy przypadek zakażenia wirusem COVID-19, nasz ruch zaczął mocno spadać, by pod koniec badania, tj. 25.03.2020 r., osiągnąć poziom około 40 proc. wartości z czasów przed epidemią.

W czasie epidemii więcej czasu spędzamy w sieci. Możemy więc bezpiecznie założyć, że w związku z tym więcej czasu poświęcamy na internetowe zakupy. Popyt jest tak duży, że gigant handlu elektronicznego Amazon zdecydował się na stworzenie dodatkowych 100 tys. etatów oraz podniósł wynagrodzenie za nadgodziny dla pracowników magazynowych, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie – podsumowuje Sascha Stockem z Nethansy.

Wzrost zainteresowania zakupami online dostrzegają najwięksi, czego przykładem są działania marki Carrefour, która uruchomiła swój oficjalny sklep na platformie Allegro, gdzie klienci mogą dokonać zakupu lwiej części asortymentu oferowanego w sklepach stacjonarnych marki. Z kolei sklep e-obuwie rozwija w największych miastach sieć punktów, w których potencjalny nabywca może dokonać dokładnego skanu swojej stopy, co umożliwia perfekcyjne dopasowanie obuwia, bez wychodzenia z domu. W dobie kryzysu internetowy handel kwitnie. To, co wydawało się melodią przyszłości, staje się hymnem dnia dzisiejszego.

Według danych rządu USA, w czwartym kwartale 2019 r. sprzedaż internetowa stanowiła 11,4 proc. całkowitych wydatków detalicznych. Niedawne prognozy przewidywały, że w 2020 r. e-handel będzie odpowiadał za ich 12 proc. lub nieco więcej. Patrząc na dynamikę zmian, oceniamy, że wskaźnik ten może osiągnąć nawet dwukrotnie wyższy poziom, zatrzymując się na około 20%. Oczywiście sytuacja jest niepewna, a przyszłość trudna do przewidzenia. Wszystko zależy od tego, jakie będą gospodarcze powikłania powirusowe – twierdzi Sascha Stockem z Nethansy.

Jak odnaleźć się w sytuacji, kiedy fala, która za sprawą koronawirusa uderzyła w globalny handel, chwieje nim na wszystkie strony? Według CEO Nethansy, trzeba jak najszybciej nauczyć się na niej surfować. – Przedsiębiorcy muszą pamiętać, że chociaż wystąpienie epidemii było wielką niespodzianką, to nie mamy do czynienia z czymś, co nie miałoby miejsca w przeszłości. W podobnej sytuacji znalazły się w 2002 i 2003 roku sklepy Alibaba i JD.com, które w wyniku kryzysu wywołanego przez SARS wyraźnie zwiększyły swoje przychody – dodaje Stockem.

Wyważanie otwartych drzwi

Obecnie dobrze jest korzystać doświadczeń firm, które wcześniej znalazły się w podobnej sytuacji. Nie ma sensu powielać ich błędów czy wyważać otwartych już drzwi. O jakich praktykach powinniśmy pamiętać?

Przede wszystkim musimy przygotować się na zmianę zachowania naszych klientów. Dotychczas byli oni najbardziej aktywni w internecie wcześnie rano, późnym wieczorem oraz w nocy. Obecnie aktywni są niemal całą dobę. W gotowości musimy być więc non stop. Klient nigdy nie śpi – radzi Stockem.

Konieczność elastyczności w działaniu i wzmożone zainteresowanie ofertą nastręczają kolejnych problemów, takich jak obciążenie łańcucha dostaw oraz niedostateczna wydajność firm kurierskich. W czasie kryzysu sama dostawa towaru do klienta staje się sporym wyzwaniem. Dlatego firmy handlujące w sieci coraz częściej stawiają na dywersyfikację usług kurierskich, podpisując umowy z wieloma operatorami.

Zdarza się, że w natłoku obowiązków i procedur firma kurierska nie jest w stanie zrealizować transportu przesyłki w terminie. Wówczas możemy posiłkować się usługami innego przewoźnika. Powinniśmy również zadbać o odpowiednią komunikację z klientem, na bieżąco informując go o wszystkich zmianach i trudnościach. Najlepiej jest postawić na automatyzację całego procesu, inaczej będzie on sporym obciążeniem dla obsługi e-sklepu – dodaje CEO Nethansy.

COVID-19 to nie tylko utrapienie dla pracodawców, ale również i nie lada zmartwienie dla pracowników, którzy drżą o swoje posady. Klęska nieurodzaju w biznesie konwencjonalnym zaowocowała falą zwolnień i redukcją kadry pracowniczej. Dlatego kwestia zatrudnienia to jedno z najtrudniejszych wyzwań, jakie ma przed sobą biznes. Na szczęście prezesi i managerowie nie muszą składać broni, gdyż istnieją rozwiązania pozwalające na utrzymanie zagrożonych stanowisk. Wystarcza reorganizacja pracy i otwartość na zmiany.

Elastyczna siła robocza to klucz do sukcesu. Chińskie firmy, takie jak hotele, restauracje czy kina, które odnotowały gwałtowny spadek odwiedzin lub zostały przymusowo zamknięte, dokonały ciekawego manewru. Tymczasowo podzieliły się swoimi pracownikami z siecią sklepów Hema, borykającą się z niedoborem personelu. Śladem Hemy, która należy do największego konkurenta Amazona, poszły inne firmy. Na rynku zachodnim Ele, Meituan i JD’s 7Fresh zapożyczyły siłę roboczą z dotniętych kryzysem restauracji.

Co kupujemy w czasie epidemii?

Amazon oferuje szereg narzędzi do śledzenia trendów zakupowych na swojej platformie handlowej. Korzystając z nich, sprzedawcy mogą dostosować swoją ofertę do aktualnego popytu. – Patrząc na historię wyszukiwanych haseł w serwisie Amazon, mogliśmy przewidzieć trendy, jakie zdominują handel w najbliższych tygodniach. W ostatnim kwartale 2019 roku nikt jeszcze nie spodziewał się nadejścia koronawirusa, a w zestawieniu top 5 najpopularniejszych wyszukiwań dominowała elektronika. W styczniu drugim najczęściej poszukiwanym produktem były maseczki zabezpieczające przed zakażeniem, jednak pozostałe pozycje pozostały niezmienne. W lutym doszło do całkowitej dominacji produktów związanych z przygotowaniami na epidemię. Wszystkie pięć pozycji było związanych z ochroną zdrowia. Marzec przyniósł nam kolejną zmianę – ranking został zdominowany przez papier toaletowy i środki do dezynfekcji – mówi Sascha Stockem.

Nad Wisłą początkowy okres wybuchu epidemii był dla e-commerce jak trzęsienie ziemi. Doskonale ilustrują to dane zebrane przez Sembot.io, polską firmę oferującą zbiór narzędzi dla ekspertów Google Ads, które pozwalają zwiększyć efektywność kampanii reklamowych oraz uzyskać nowe informacje o zachowaniu klientów. Sembot.io wziął pod lupę konta reklamowe 300 sklepów internetowych. Okazuje się, że 20 marca dla rodzimego e-commerce był dniem najgorszym. Wydatki na reklamę wyświetlaną w modelu CPC, czyli płatną za każde kliknięcie, wyniosły zaledwie 35 tys. zł. To o 40 proc. mniej niż 20 lutego. Tymczasem 9 dni później za kliknięcia internautów w banery e-sklepy zapłaciły 62 tys. zł. To jedynie 5 proc. mniej niż średnia z analogicznego dnia w miesiącu poprzedzającym.

Trend jest obiecujący. Wszystko wskazuje na to, że internetowy handel dobrami normalnymi powoli wraca do stanu sprzed epidemii. Najgorsze emocje opadły. Przyzwyczailiśmy się do obecnej sytuacji, a takie artykuły jak papier toaletowy czy żele antybakteryjne wróciły na sklepowe półki. Jest ich również pod dostatkiem w naszych domach. Kiedy podstawowe potrzeby konsumenta są zaspokojone, wtedy znów interesuje się on takimi produktami, jak materace, lampy, elektryka czy odzież. W naszych danych widać to wyraźnie – tłumaczy Bartosz Ferenc, prezes zarządu Sembot.io.

E-commerce w Polsce to około 7% handlu detalicznego. W internecie kupujemy jednak coraz częściej. Sprzyja temu wszechobecny lockdown i dążenie Polaków do zachowania dystansu społecznego. – Jeśli z tych 93 proc. zakupów, które dotychczas robiliśmy w fizycznych punktach sprzedaży, e-commerce przejmie chociażby 10, to sprzedawcy internetowi zanotują poważny wzrost obrotów. Na tej koniunkturze zyskają również firmy mocno z nimi związane, takie jak np. interaktywne agencje reklamowe – dodaje Ferenc.

Klient na wagę złota

Obok reklamy, na objawy zarażenia wirusem skutecznym lekarstwem dla e-commerce są również badania UX, będące głównym elementem projektowania i rozwoju serwisów. W czasie zagrożonej koniunktury firmy potrzebują rozwiązań dopasowanych do realnych potrzeb odbiorcy. – Złe doświadczenie użytkownika bywa przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Nawet jeśli aplikacja czy strona internetowa na pierwszy rzut oka wydaje się rewelacyjna, to istnieją mankamenty, o których zazwyczaj dowiadujemy się w trakcie badań, znacząco obniżające wyniki sprzedaży. W przypadku dużych podmiotów e-commerce zwiększenie obrotów o 5 proc. to setki tysięcy zł. Nie są to kwoty, które można lekceważyć, a w czasie recesji mogą one przesądzić o dalszych losach firmy – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetrii, przodującej polskiej agencji w obszarze User Experience. Symetria jest jedyną firmą z Polski zrzeszoną w ramach UXalliance – organizacji, w skład której wchodzi 26 firm trudniących się projektowaniem doświadczeń użytkownika, które należą do ścisłej światowej czołówki. W Europie zaledwie 12 firm może pochwalić się takim statusem.

W tak trudnym okresie każdą złotówkę firmy oglądają z obu stron. Nie myśli się wtedy o doskonaleniu punktów sprzedaży, a to ogromny błąd. Analitycy z McKinsey przez 5 lat obserwowali 300 firm, by zmierzyć korelację pomiędzy przychodami a dobrą praktyką User Experience. Udowodniono, że przychody firm kładących nacisk na właściwe projektowanie doświadczeń użytkownika rosną dwukrotnie szybciej – dodaje Chwiedziewicz.

Tylko jak prowadzić badania, nie spotykając się z ich uczestnikami? Eksperci z całego świata zrzeszeni w UXalliance pochylili się nad tym problemem i wspólnie opracowali wytyczne dotyczące prowadzenia badań w obliczu globalnej pandemii. Co istotne, ich wskazówki mogą być niezwykle cenne dla firm z wielu branż, nie tylko IT. Badania to bowiem temat uniwersalny.

Nowy początek

Koronawirus zmienił sposób funkcjonowania zarówno firmy, jak i konsumentów. Tak sektor publiczny, jak i prywatny, starają się opanować negatywne skutki epidemii. Wydaje się, że świat na moment stanął w miejscu, wstrzymując oddech, lecz w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

Na całym świecie zachodzą zmiany, jakich nie możemy powstrzymać, a zarówno społeczeństwo, jak i biznes są świadkami małych rewolucji w różnych wymiarach funkcjonowania. W tej sytuacji musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wszystkie zmiany spowodowane wybuchem epidemii uda się cofnąć i czy rzeczywiście wszystkie one są zmianami na gorsze? Być może niektóre zaszłyby naturalnie, a epidemia ten proces jedynie przyspieszyła.

Czy w obliczu pandemii jakość powietrza faktycznie się poprawiła?

W ostatnim czasie w mediach pojawiło się wiele informacji o możliwym pozytywnym wpływie koronawirusa na środowisko, a w szczególności spadku emisji zanieczyszczeń do atmosfery i tym samy pośrednio znaczącej poprawie jakości powietrza. Doniesienia te komentuje Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

O jakości powietrza decyduje wiele elementów. Istnieją trzy kategorie źródeł powstawania zanieczyszczeń w atmosferze. Pierwszym z nich jest emisja związana bezpośrednio z działalnością człowieka. W Polsce to głównie emisja w sektorze komunalno-bytowym związana z produkcją ciepła i energii w urządzeniach indywidualnych, emisja z sektora energetyki, transportu, rolnictwa, produkcji przemysłowej i działalności usługowej. Drugim źródłem jest emisja pośrednio związana z działalnością człowieka, czyli tzw. wtórna emisja, obejmująca m.in. porywanie wcześniej wyemitowanych cząstek pyłu z dróg, wysypisk, hałd, emisja z odkrytych pól uprawnych oraz tworzenie się zanieczyszczeń w atmosferze. Trzecią kategorią jest emisja naturalna powodowana m.in. przez aerozol morski, aktywność wulkaniczną, sejsmiczną i geotermiczną, naturalne pożary lasów i torfowisk, emisję aerozolu biologicznego (pyłki roślinne, zarodniki grzybów, fragmenty materiału roślinnego, wirusy i bakterie) oraz przenoszenie zanieczyszczeń z regionów suchych i pustynnych. Wirusy są zaliczane do emisji naturalnych (jak np. wirusy grypy, czy bakterie chorobotwórcze), a ich udział w zanieczyszczeniu powietrza jest pomijalny.

Koronawirus a jakość powietrza

Zagrożenie dla zdrowia publicznego, jakim jest koronawirus, wymusza znaczące zmiany w sposobie i intensywności działalności człowieka. Obecnie nie mamy jeszcze dokładnych analiz, ale wprowadzanie zakazów przemieszczania się, organizowania zgromadzeń publicznych oraz nakaz unikania kontaktów z innymi osobami czy powszechna kwarantanna, zdecydowanie wpłynęło na zmianę sposobu funkcjonowania społeczeństwa oraz w sektorach gospodarki o mniejszym stopniu emisyjnym (małe przedsiębiorstwa). Zdecydowanie zmienił się model przemieszczania ludzi w miastach (poza miastami te zmiany są znacznie mniej widoczne). Szacuje się, że liczba pojazdów poruszających się po drogach w miastach spadła zaledwie o 30%. Wynika to z faktu, że wiele osób, które musi się przemieszczać, unika komunikacji publicznej (funkcjonującej znacznie rzadziej niż normalnie) i obecnie porusza się autami prywatnymi, natomiast transport publiczny i spedycyjny zmienił się nieznacznie.

Jeśli chodzi o natężenie ruchu na ulicach, sytuacja przypomina do złudzenia okres wakacyjny, więc nie ma się co dziwić, że obserwowane poziomy zanieczyszczeń są analogiczne. Należy zauważyć, że transport spedycyjny nadal funkcjonuje, przy wzroście usług kurierskich, wynikających ze zwiększonej liczby zamówień produktów z dowozem do domu. W przypadku dróg uznawanych za trasy z intensywnym ruchem w miastach, obecna sytuacja powoduje spadek stężeń tlenków azotu, zbliżając się do poziomu tła miejskiego, czyli jest to spadek o około połowę sprzed okresu kwarantanny. Wynika to też z udziału emisji z transportu w rachunku globalnym. Dla porównania, około 35% tlenków azotu wprowadzanych do atmosfery, pochodzi z transportu, przy podobnym udziale przemysłu i energetyki. – komentuje Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery IOŚ-PIB, realizującego projekt Klimada 2.0

W przypadku pyłu zawieszonego te zmiany nie są aż tak widoczne. Wynika to z niskiego udziału sektora transportu w kreowaniu jakości powietrza w miastach (transport stanowi niecałe 10% emisji pyłu w Polsce). Potwierdzają to wyniki pomiarów Państwowego Monitoringu Środowiska w ostatnich 2 latach oraz na przełomie lutego i marca tego roku, gdy nie notowano w praktyce sytuacji smogowych zimą (potwierdzając tym samym dominującą rolę tzw. „niskiej emisji” w tworzeniu zanieczyszczeń). Nierzadko wyniki pomiarów na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku wskazywały miejscami nadal wysokie stężenia pyłu PM10 przekraczające normatywną wartość dobową w wielu miastach, pomimo widocznego ograniczenia ruchu pojazdów.

Czy zmiany w konsumpcji wpłynęły na gospodarkę?

Kwarantanna i ograniczenie wychodzenia z domów mocno wpłynęło na nasz styl konsumpcji. Wychodzimy tylko, kiedy to konieczne. Czy jest to równoznaczne, z tym, że struktura poboru energii uległa zmianie?

W porównywalnym okresie zeszłego roku obecnie nie zmieniła się również aktywność energetyki ani przemysłu, który w dużej mierze wykorzystuje gaz jako paliwo. Duże znaczenie w ocenach jakości powietrza w tym roku ma relatywnie wysoka temperatura, która powoduje niższe zapotrzebowanie na ciepło, tym samym wpływając na mniejszą ilość spalanego paliwa do celów grzewczych. Należy zaznaczyć, że wyższe niż przeciętnie tegoroczne temperatury w lutym i marcu oraz przebywanie społeczeństwa w domach, lokalnie mogło spowodować wyższą emisję wynikającą z rekreacyjnego i częstszego uruchomienia kominków, kosztem innych systemów grzewczych, np. pieców gazowych. Taka sytuacja nie ma miejsca, gdy ludzie przebywają w pracy. Tak więc ocena wpływu koronawirusa na jakość powietrza jest wielowątkowa i w wielu przypadkach niejednoznaczna, a autorytatywne stwierdzenia pojawiające się w prasie o znacznej jej poprawie z powodu koronawirusa, jak na razie nie mają większego uzasadnienia – dodaje Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery IOŚ-PIB, realizującego projekt Klimada 2.0.

Przy tego typu analizach należy rozważyć wszystkie potencjalne czynniki mogące mieć wpływ na jakość powietrza, w tym również wpływ warunków meteorologicznych i klimatycznych (w tym prędkości i kierunki wiatrów), podjęte wcześniej decyzje mające na celu redukcję emisji (np. wymiana pieców, wprowadzenie norm jakości paliw stałych itd.) czy zmianę zachowań ludzi (dogrzewanie domów źródłami emisyjnymi, przy nadal niskich temperaturach nocą).

Czy koronawirus faktycznie ma wpływ na jakość powietrza?

Czy rzeczywiście mniejsze natężenie ruchu na ulicach spowodowało znaczącą poprawę jakości powietrza? Wyniki pomiarów wskazują, że w niewielkim stopniu i mogą to być zmiany krótkotrwałe. Na jakość powietrza kluczowy wpływ mają długofalowe działania mogące przyczynić się do zmian w wielkości oraz strukturze emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Takim przykładem są m.in. rozporządzenia w kwestii zmian sposobu produkcji energii (np. postać miksu energetycznego), wprowadzenie przepisów prawnych dotyczących jakości paliw stałych, wdrożenie w życie uchwał antysmogowych czy finansowanie wymiany pieców na niskoemisyjne lub przepisy ograniczające poruszanie się pojazdów w centrach miast. W takim przypadku o poprawie jakości powietrza decyduje konsekwencja w realizowaniu podjętych decyzji i kontrola ich przestrzegania.

Masz problem ze spłatą zadłużenia? Powiedz o tym otwarcie

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 wpływa na życie, zdrowie i finanse Polaków. Sytuacja wielu osób już dziś pogorszyła się lub pogorszy się w przyszłości. Część z nich musiała zamknąć zakłady usługowe (chociażby restauracje, agroturystyki, czy hotele), część przebywa w kwarantannie i nie może wykonywać pracy zarobkowej. Związek Przedsiębiorstw Finansowych i zrzeszone w tej organizacji firmy windykacyjne zachęcają osoby zadłużone do dialogu. – Powiedz o swoich kłopotach finansowych, a wspólnie wypracujemy inne reguły spłaty – przekonują.

Dla osób, które mają zadłużenie, obecna sytuacja może być wyjątkowo trudna. – Firmy windykacyjne, zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych, zachęcają konsumentów do kontaktu i otwartej rozmowy. Jeżeli ktoś ma problem ze spłatą zadłużenia, zwłaszcza w związku z pandemią, powinien otwarcie powiedzieć o swoich kłopotach finansowych, chociażby zawieszeniu działalności gospodarczej, utracie pracy i innych czynnikach. Celem jest wypracowanie innych reguł spłaty, dopasowanych do potrzeb danej osoby – mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Warto przypomnieć, że na co dzień – nie tylko w obecnej sytuacji – branża windykacyjna stosuje szereg rozwiązań zakorzenionych w polubownym podejściu, które mają na celu wsparcie konsumentów w powrocie do równowagi finansowej. To właśnie dziś ta filozofia działania, stosowana już od wielu lat, nabiera jeszcze większego znaczenia. Nie wszystkie osoby jednak wiedzą, w jaki sposób firma windykacyjna może ich wesprzeć – dodaje Andrzej Roter.

Wsparcie, o którym warto wiedzieć

W badaniu opinii, zrealizowanym przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych, aż 72 proc. respondentów, których zapytano czy wiedzą w jaki sposób firmy windykacyjne mogą ich wesprzeć w spłacie zadłużenia, odpowiedziało, że nie wie.

Warto zatem przypomnieć, że zadłużenie można m.in. rozłożyć na dogodne raty, dostosowane do możliwości budżetowych klienta, zwłaszcza jeżeli ten budżet, z powodu pandemii, jest nadwerężony. Możliwe jest również wydłużenie okresu spłaty, a co za tym idzie – obniżenie wysokości rat w uzgodnionym przez strony okresie. Konsument może wnioskować również o zmianę terminu spłaty zadłużenia, a w uzasadnionych przypadkach – o częściowe wstrzymanie naliczanych odsetek.

Czasem najtrudniej porozmawiać otwarcie

Z badania opinii zleconego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych wynika też, że wiele osób ma problemy z otwartą rozmową na temat swojego zadłużenia. Co piąty ankietowany przyznał, że nie dzieli się z bliskimi informacją o spóźnianiu się ze spłatą. Zazwyczaj dlatego, że nie chce ich martwić (47 proc.), wstydzi się (21 proc.) bądź zależy mu na uniknięciu kłótni (14 proc.).

Aż 35 proc. respondentów boryka się z zadłużeniem samodzielnie twierdząc, że „to ich prywatna sprawa”. Co piąty ankietowany nie jest też otwarty na rozmowę z firmą windykacyjną i stara się unikać kontaktu, zanim wyjaśni z jakiego powodu tenże kontakt nastąpił. Te osoby twierdzą wprost, że „nie zamierzają rozmawiać”, ale równie pokaźna grupa (21 proc.) deklaruje, że jest zdziwiona jakimkolwiek kontaktem, bo – według jej wiedzy – nie ma żadnego zadłużenia.

– Trudno rozmawiać o zadłużeniu, ponieważ niemożność spłacania swoich zobowiązań może być sytuacją trudną i stresującą, której możemy obawiać i odsuwać w czasie nawet, ostatecznie, pozytywne rozwiązania. Z naszego badania opinii wynika, że ponad 60 proc. osób stresuje się, jeżeli z jakiegoś powodu nie może lub przewiduje, że nie będzie mogła uregulować należności w terminie. W obecnej sytuacji opłacenie rachunków, spłata rat kredytowych czy innych należności może być jeszcze trudniejsze. Dlatego apelujemy, by konsumenci nie borykali się z tym sami. Przekonujemy: „skontaktuj się z firmą windykacyjną, powiedz o swojej sytuacji finansowej, porozmawiaj”. Taki dialog może być dobrym sposobem na poprawę trudnego położenia niektórych konsumentów – podsumowuje Andrzej Roter, prezes ZPF.

Warto również przypomnieć, że jeżeli trudność ze spłatą wynika z mniejszej dostępności placówek bankowych, czy pocztowych (skrócone godziny pracy lub całkowite zamknięcie) zadłużenie można spłacić również online, bez konieczności wychodzenia z domu.

Pandemia koronawirusa mobilizuje rządy do działania silniej niż globalny kryzys finansowy sprzed dekady

Pandemia koronawirusa doprowadziła do ograniczenia aktywności 3 mld ludzi. Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że nawet 25 mln ludzi na całym świecie może zostać zwolnionych. Konsumpcja ma spaść o 33%, a każdy  miesiąc hibernacji gospodarki odznacza się negatywnym wpływem na globalne PKB w wysokości 2 pkt. proc. Olbrzymie pakiety stymulacyjne osłonią gospodarkę światową przed całkowitą katastrofą, ale z pewnością nie pozwolą zachować dotychczasowej jej struktury. Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego w raporcie „Pandenomics. Zestaw narzędzi fiskalnych i monetarnych w dobie kryzysów”, podsumowują pierwszy etap światowej walki z pandemią i proponują 10 rekomendacji, które pozwolą zapewnić rozwój w czasie wychodzenia z kryzysu.

Kryzys gospodarczy wywołany walką ze skutkami pandemii koronawirusa to wydarzenie bez precedensu w ostatnich dekadach. Widać to m.in. w reakcjach i działaniach podjętych w poszczególnych krajach. Łącznie kraje G20 i Polska zaplanowały przeznaczenie ponad 4 bln USD na stymulację fiskalną i to już w pierwszej fazie zmagań z koronawirusem. Polski pakiet fiskalny wynosi. 6,2 proc. PKB i jest o ponad 5 pp. wyższy niż w przypadku kryzysu finansowego 2009 roku. Taka skala działań nie dziwi. Obecna sytuacja wydaje się poważniejsza od kryzysu sprzed dekady, bo stopień ograniczenia aktywności gospodarczej, z jakim mamy dziś do czynienia, jest charakterystyczny raczej dla warunków wojennych – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Koronawirus jako podwójny szok

Pandemia koronawirusa zaskoczyła nie tylko tempem rozprzestrzeniania się między krajami, a nawet kontynentami. Niespodziewane jest także to, że w nowoczesnym świecie jedynymi skutecznymi metodami zapobiegającymi dalszej ekspansji COVID-19 są społeczna izolacja i zahamowanie aktywności, także gospodarczej, ludności. Mamy do czynienia z ograniczeniem podaży pracy z powodu zachorowań, kwarantanny i innych obostrzeń oraz brakiem komponentów do produkcji na skutek zerwania łańcuchów dostaw. Tym zjawiskom towarzyszy spadek konsumpcji i inwestycji prywatnych oraz silne załamanie w najbardziej wrażliwych na skutki hibernacji sektorach, takich jak turystyka czy transport. Spada dostępność do kredytów dla firm, obniża się stabilność sektora finansowego. Ostatnim kanałem oddziaływania koronawirusa są nastroje społeczne, gdzie występuje odpływ kapitału związany z paniką inwestorów i spadek zaufania przedsiębiorców. Wystarczy spojrzeć na statystyki płynące zza oceanu, aby wiedzieć, że obecny kryzys dotknie sfery realnej gospodarki w stopniu większym niż kryzys finansowy sprzed ponad dekady. Wówczas z amerykańskiego rynku pracy zniknęło 8,7 mln miejsc pracy. Tylko między 14 marca a 3 kwietnia tego roku aż 16,6 mln Amerykanów złożyło wniosek o zasiłek dla bezrobotnych, a to przecież dopiero początek.

Bezprecedensowe środki wobec bezprecedensowego kryzysu

Zestawiając wielkość programów (w proc. PKB) ogłoszonych obecnie z tymi z roku 2009 widać, że dziś przeznacza się na ratowanie gospodarek znacznie więcej środków. jak dalece więcej środków. Dla przykładu w pakiet stymulacyjny USA w wysokości 2 bln. USD dwukrotnie przewyższa środki przeznaczone na ochronę gospodarki w czasach kryzysu finansowego 2007-2009. Gdyby dodatkowo uwzględnić wprowadzane mechanizmy gwarancyjne, wartości pakietów byłyby jeszcze znacząco większe (np. dla Polski byłoby to 13,5 proc. PKB zamiast 6,2 proc. PKB, dla Niemiec 25 proc. PKB zamiast 4,9 % PKB).wysokośc pakietów fiskalnych

Kryzysowe polityki gospodarcze mają wiele cech wspólnych, ale różnią się rozłożeniem akcentów i rozwiązaniami szczegółowymi. W Niemczech stosuje się tzw. Kurzarbeitergeld, którego celem jest utrzymanie zatrudnienia w przedsiębiorstwach pomimo spadku obrotów firmy. Polega ono na państwowym wsparciu wypłat pensji, kiedy firmom brakuje zleceń. Wprowadzone w marcu zmiany w Kurzarbeitergeld pozwalają na objęcie programem także pracowników tymczasowych, zawieszenie wpłat na ubezpieczenia społeczne za pracowników oraz zwiększenie liczby firm mogących ubiegać się o rekompensaty. Podobnie do Niemiec działa Dania, gdzie rząd wypłaca 75 proc. wynagrodzeń pracowników w czasie kryzysu, Wielka Brytania, pokrywająca 80 proc. wysokości pensji oraz większość krajów europejskich. Francuzi postawili na utrzymanie istnienia jak największej liczby przedsiębiorstw poprzez gwarantowane pożyczki dla firm. Pożyczek udzielają banki komercyjne, zaś ich gwarantem jest rząd. Maksymalna kwota pożyczki to 3 miesiące obrotu lub 2 lata listy płac. W Norwegii łatwo jest zwolnić pracownika, ale państwo oferuje wysokie zasiłki dla bezrobotnych. Są one równe ponad 50% wynagrodzenia pracownika sprzed zwolnienia i mogą być wypłacane przez 26 tygodni w okresie 18 miesięcy. Hiszpania wprowadziła zakaz zwalniania pracowników w trakcie kryzysu, przy czym pracodawca jest zobowiązany do opłacania wyłącznie składek społecznych, a pracownicy mogą ubiegać się o zasiłek w wysokości do 70% ich pierwotnej pensji.

Poszczególne kraje starają się robić wszystko, co w ich mocy, aby uchronić gospodarkę przed długotrwałą recesją. Również Komisja Europejska podjęła szereg działań, na czele z przeznaczeniem 3 mld EUR na Instrument Wsparcia Kryzysowego, 100 mld EUR na pożyczki dla krajów potrzebujących dofinansowania programów utrzymania zatrudnienia, dodatkowym 1 mld EUR z budżetu UE w formie gwarancji dla Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego. Z kolei Europejski Bank Inwestycyjny, w porozumieniu z KE, zaproponował 40 mld EUR na gwarancje pożyczkowe i dodatkową płynność dla banków. Pozwolono także na czasowe odejście od reguł Paktu Stabilności i Wzrostu, co oznacza zgodę na deficyty budżetowe przekraczające 3% PKB. Także Europejski Bank Centralny wdrożył nowe inicjatywy, zobowiązując się do przeznaczenia 870 mld EUR na zakup aktywów, w tym obligacji rządowych, do końca 2020 roku – podkreśla Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Rekomendacje

Jak pokazuje raport PIE, fazy kryzysu można podzielić na 5 etapów: przerwanie łańcuchów produkcji, wprowadzenie pierwszych restrykcji, całkowity lockdown, stopniowe łagodzenie ograniczeń i „nową normalność”. Środki zaradcze należy dobierać zależnie od fazy, w której się znajdujemy i dlatego dzisiaj dominują działania radykalne.

Jak podkreślają analitycy PIE już dziś trzeba myśleć o przyszłości. Trzeba się skupić przede wszystkim na nowym podejściu do rezerw strategicznych i wzmacnianiu potencjału polskiego przemysłu. Kraje dysponujące silnymi koncernami przemysłowymi mogły niemal natychmiast zaangażować je do produkcji dóbr na potrzeby sektora medycznego, w sytuacji ustania dostaw z Indii i Chin. Niezbędna jest znacząca poprawa w obszarze usług publicznych, przede wszystkim ochronie zdrowia. Trzeba usprawnić ją organizacyjnie, wzmocnić w sferze kadrowej i sprzętowej. Kolejna rekomendacja jest związana z koniecznością wykorzystania szans płynących z nowego otwarcia w handlu międzynarodowym. Skoro utrzymujemy płynność finansową firm, to także po to, by cały region Europy Centralnej zaczął odgrywać większą rolę w globalnej gospodarce.

– Ważnym elementem przygotowanego przez nas pakietu rekomendacji jest również utworzenie Funduszu Inwestycji Publicznych. Pozwoli on finansować działania inwestycyjne i antykryzysowe. Należą do nich zarówno duże projekty infrastrukturalne, ale także transformacja energetyczna, technologiczna modernizacja szkół i szpitali, wzmocnienie krajowego potencjału biotechnologii i farmacji czy też większe finansowanie badań i rozwoju w sektorze prywatnym – mówi Paweł Śliwowski, kierownik zespołu strategii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Realizacja powyższych celów będzie możliwa jeżeli impuls fiskalny ze strony państwa zostanie podtrzymany także w warunkach nowej normalności. Konsolidacja finansów publicznych będzie zatem musiała poczekać. Analitycy PIE postulują również działania na rzecz jak najambitniejszego budżetu UE, pozwalającego przeznaczyć odpowiednie środki na rzecz polityki spójności, wspólnej polityki rolnej czy transformacji klimatycznej.

CDRL podsumowuje wyniki po I kwartale 2020 r.

Grupa CDRL, właściciel marki Coccodrillo oraz Buslik, w I kwartale br. wygenerowała 72,65 mln zł przychodów w obu markach, o 15 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Na znaczeniu zyskuje e-commerce – w marcu w polskim sklepie internetowym spółka odnotowała 3,03 mln zł, co jest wynikiem wyższym od ubiegłorocznego o 32 proc.

– Spadek przychodów spowodowany jest ogólną sytuacją gospodarczą zarówno w kraju jak i na świecie. Od połowy marca, z powodu ograniczenia działalności galerii handlowych, polskie sklepy generują minimalne przychody. Jednak klienci przenieśli się do Internetu dlatego obecnie skupiamy się na umacnianiu tego kanału sprzedaży. – komentuje Marek Dworczak, prezes CDRL.

Od początku stycznia do końca marca, przychody wygenerowane przez polskie sklepy stacjonarne wyniosły 23,44 mln zł i były niższe od ubiegłorocznych o 26 proc. W analogicznym okresie 2019 roku, kanał ten wygenerował 31,59 mln zł. Polski sklep e-commerce w minionym kwartale wypracował 6,26 mln zł i był niższy niż rok wcześniej o 9 proc.

– Na początku roku były prowadzone prace techniczne mające na celu usprawnienie działania sklepu Coccodrillo. W tym czasie system nie był wydajny, a sprzedaż była ograniczona – sytuacja ta ma odzwierciedlenie w przychodach generowanych na początku roku. Widać także negatywny efekt braku zimy w tym roku. Obecnie usprawniony kanał e-commerce działa bez zarzutu – jesteśmy przygotowani na wzmożony ruch. W samym marcu sprzedaż e-commerce wzrosła o 32 proc. – dodaje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL.

W minionym kwartale stacjonarna sieć sklepów Buslik wygenerowała 40,31 mln zł przychodów. Jest to wynik niższy od ubiegłorocznego o 12 proc. Sklep e-commerce wypracował 2,64 mln zł – to o 93,4 proc. więcej niż w roku ubiegłym.

Wynajmujący w centrach handlowych nie musi płacić VAT i wykazywać przychodów

  • Przepisy specustawy dotyczącej walki ze skutkami COVID-19 przewidują czasowe wygaśnięcie zobowiązań stron umowy najmu powierzchni handlowej w centrach handlowych w okresie obowiązywania w nich zakazu handlu.
  • Wielu przedsiębiorców obawia się jednak, że przepisy są tak sformułowane, że właściciel nieruchomości, pomimo, że nie może domagać się zapłaty, musi wystawiać na bieżąco faktury z tytułu najmu, płacić VAT i wykazywać przychody.
  • Zdaniem Konfederacji Lewiatan wynajmujący ma prawo do uznania, że stosunek najmu czasowo nie obowiązuje i tym samym niewystawiania faktur – bo najem jest czasowo wygaszony.

– Ustawa budzi wątpliwości interpretacyjne, w wielu miejscach narusza zakaz działania prawa wstecz. W przypadku najmu powierzchni handlowych w centrach handlowych, moim zdaniem, wynajmujący ma prawo do uznania, że stosunek najmu czasowo nie obowiązuje (wygasł z mocy prawa) i tym samym nie ma obowiązku wystawiania faktur – mówi Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

– Warto pamiętać, że przepis ust. 2 wejdzie w życie z dniem zniesienia zakazu handlu i wtedy będzie dopiero wywoływał skutki. Tym samym jeśli najemca nie dopełni warunków, wynajmujący wystawi mu faktury za zaległe okresy, a ten będzie musiał je opłacić. Co najwyżej brak złożenia oferty przez najemcę, spowoduje reaktywację wzajemnych zobowiązań. W okresie obowiązywania zakazu handlu brak jest podstaw do wystawiania faktur. Zobowiązania te aktualnie wygasły z dniem wejścia w życie ust. 1 ustawy. Jak już wspomniałem przepis ust. 2 na razie jeszcze nie wszedł w życie i nie można go brać pod uwagę przy interpretacji przepisów już obowiązujących – dodaje przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Przepis zgodnie, z którym czasowe wygaśnięcie zobowiązań z najmu przestaje wiązać wynajmującego jeśli najemca nie złoży wynajmującemu, w terminie trzech miesięcy od dnia zniesienia zakazu handlu, oferty przedłużenia obowiązywania umowy na dotychczasowych warunkach o okres obowiązywania zakazu plus sześć miesięcy, należy interpretować na korzyść wynajmującego.

– Skoro wcześniej nie mógł on żądać zapłaty i nie mógł fakturować usługi to obowiązek podatkowy z tytułu historycznego czynszu powstanie z chwilą bezskutecznego upływu do złożenia oferty – czyli kiedy zaistnieje przesłanka do tego, by postanowienia ust. 1 przestały wiązać – mówi Andrzej Nikończyk. Pamiętajmy, że samo złożenie oferty przez najemcę ma decydujące znaczenie, a nie to, czy wynajmujący ją przyjmie.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan bardzo pomogłyby objaśnienia resortu finansów dotyczące postępowania podatników w takim przypadku. Zmiany w podatkach powinny być opisane w serii objaśnień lub interpretacji ogólnych dotyczących poszczególnych zagadnień, co pozwoliłoby wydawać je znacznie szybciej niż kompleksowe opracowania.

Zmierzch rynku pracownika. Nowe trendy na rynku pracy spowodowane epidemią koronawirusa

Pandemia koronawirusa wpłynęła na każdą gałąź gospodarki. Ekonomiści prognozują, że świat po koronawirusie nie będzie wyglądał tak, jak zaledwie dwa miesiące temu. Zmiany widzimy również w branży HR, która już kilka tygodni po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego zaczęła rządzić się nowymi prawami. Czy grozi nam powrót do stanu sprzed 15 lat?

Komentarz przygotowany przez Katarzynę Bereś, prezes zarządu w Agencji Pośrednictwa Pracy Polski HR EAST

Zmierzch rynku pracownika

Najtrudniejsza sytuacja na polskim rynku pracy panowała w 2003, kiedy poziom bezrobocia osiągnął ponad 20%. Od 2004 roku stopniowo spadał, z wyjątkiem nieznacznego wzrostu w latach 2008-2014, wzrost ten nie był jednak tak duży jak poprzednio. Za spadkiem bezrobocia szedł w parze wzrost średniego oraz minimalnego wynagrodzenia. Od roku 2014 mamy w Polsce do czynienia z tzw. rynkiem pracownika. Jest to sytuacja, w której jest znacznie więcej wolnych miejsc pracy, niż dostępnych kandydatów. W tym okresie powstało wiele nowych firm HR, specjalizujących się w rekrutacji personelu. Mimo tego, pracowników ciągle brakowało, stąd duże zainteresowanie rekrutacją transgraniczną i napływ kandydatów ze wschodu. Według danych ZUS z 2019, w Polsce było zatrudnionych ponad 600 tys. cudzoziemców, z czego 75% stanowili obywatele Ukrainy. Poziom bezrobocia wyniósł zaś niewiele ponad 5%.

Wraz z nadejściem 2020 roku, eksperci prognozowali odwrócenie panujących tendencji spowodowane znacznym wzrostem płacy minimalnej. Już w styczniu wielu przedsiębiorców deklarowało ograniczenie miejsc pracy na rzecz automatyzacji. Również na początku roku mogliśmy zaobserwować, że coraz więcej sklepów wielkopowierzchniowych wprowadziło kasy samoobsługowe, redukując tym samym liczbę personelu. Nikt jednak wtedy nie spodziewał się ogromnych zmian, które nadejdą w marcu wraz z wybuchem epidemii koronawirusa.

Z problemami zmierzą się zapewne również rolnicy. Po ogłoszeniu staniu pandemii i wprowadzeniu restrykcji dotyczących przekraczaniu graniach duża część obywateli Ukrainy zdecydowała siew wrócić do kraju. Częściowo w obawie przed chorobą, ale też wielu z nich z powodu nagłej utraty pracy. Analizując obecną sytuację na rynku pracy, spodziewam się, że niewielu z nich wróci do Polski w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Zwróćmy uwagę, że w ciągu kilku ostatnich lat wzrosła liczba pracowników sezonowych wykonujący pracę przy zbiorach warzyw i owoców. W ogromnym stopniu byli to właśnie Ukraińcy. Dla polskich rolników brak możliwości zatrudnienia sezonowych pracowników ze wschodu będzie zapewne stanowił duży problem i w wielu przypadkach uniemożliwi zbiory. Nasi zachodni sąsiedzi również wprowadzili restrykcyjne przepisy dotyczące przekraczania granic, dotyczą one także pracowników sezonowych. Osoby, przyjeżdżające do pracy na co najmniej kilka tygodni, będą musiały poddać się dwutygodniowej kwarantannie. Pracownicy powinni móc udowodnić, że mają możliwość odbycia kwarantanny, lub że warunki mieszkaniowe spełniają wymogi higieniczne. W Polsce rządzący nie uregulowali tej kwestii, a czasu jest coraz mniej. Branża owocowo – warzywna postuluje, o wprowadzenie stosownych ułatwień.

Wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego spowodowało falę zwolnień, szczególnie w branży hotelarskiej i gastronomicznej. Wielu pracownikom skrócono wymiar pracy do części etatu, osoby na umowach cywilnoprawnych przestały widnieć w grafikach. Tym sposobem, na rynku pracy zaczęli pojawiać się kandydaci aktywnie szukający zatrudnienia. Z drugiej strony zakłady pracy, które dotąd miały duże zapotrzebowanie zostały zmuszone ograniczyć liczbę personelu do niezbędnego minimum. W efekcie sytuacja na rynku zaczęła się odwracać, ofert pracy jest coraz mniej, a kandydatów coraz więcej. Czy jest to chwilowy trend i po epidemii wszystko wróci do poprzedniego stanu? Czas pokaże. Na pewno kilka kolejnych miesięcy będzie szczególnie trudnych, zarówno dla przedsiębiorców, jak i pracowników.