Marcin Lipka: Bezpieczeństwo obligacji skarbowych to już historia?

0

Marcin LipkaObligacje skarbowe państw rozwiniętych przez lata uchodziły za bezpieczne i stabilne źródło dochodu. Jednak wprowadzenie ujemnych stóp procentowych oraz silne zaangażowanie banków centralnych w rynek obligacji powoduje, że te instrumenty mogą być niezwykle ryzykowne.

Ostatnie kwartały obfitowały w doniesienia medialne mówiące, że banki centralne krajów rozwiniętych skupują coraz większą ilość obligacji skarbowych, obniżają stopy procentowe poniżej zera, a rentowności instrumentów dłużnych są ujemne. Ze względu na praktycznie ustawiczny napływ tych informacji, zaczynamy przyzwyczajać się do nich i niebezpiecznie je bagatelizować, często nawet nie zastanawiając się nad piętrzącym się ryzykiem.

Rozważając fenomen ujemnego oprocentowania, warto zadać sobie kluczowe pytanie: jak to możliwe, że np. pożyczając 100 euro niemieckiemu rządowi na 10 lat, zobowiązujemy się do zapłacenia mu 10 centów rocznie? Jeszcze więcej będzie nas kosztować pożyczka udzielona Szwajcarii. Po 10 latach ze 100 franków pożyczonych tamtejszemu rządowi zostanie nam ok. 95. Kto zgadza się na tak niekorzystne warunki?

Czym jest ujemne oprocentowanie?

Patrząc w sposób klasyczny na rynek obligacji, rentowność tych instrumentów zależy od kilku podstawowych czynników. Pierwszym z nich jest czas na jaki pożyczamy kapitał dłużnikowi (okres zapadalności). Teoretycznie, im czas dłuższy, tym wyższe oprocentowanie powinniśmy uzyskać, gdyż istnieje większe prawdopodobieństwo, że ten emitent obligacji nie wywiąże się z zobowiązań.

Kolejnym elementem jest wiarygodność dłużnika. W przypadku państw takich jak Niemcy, Szwajcaria czy Holandia można założyć, że ryzyko ich niewypłacalności jest bliskie zeru, więc tę kwestię można pominąć.

W trzecim analizowanym przez nas przypadku, najważniejszym elementem są rynkowe stopy procentowe. Na początku sierpnia EURIBOR 3M, czyli stopa trzymiesięcznych pożyczek w euro na rynku międzybankowym wynosiła minus 0.30 proc. w stosunku rocznym. Z kolei trzymiesięczne oprocentowanie we franku miało wartość bliską minus 0.75 proc.

Czytaj również:  Polska waluta w dobrej kondycji. Funt znów w głębokiej defensywie.

W tym momencie pojawia się jednak kolejne pytanie. Dlaczego banki pożyczają sobie kapitał i jeszcze do tego dopłacają? Tutaj w grę wchodzą już władze monetarne poszczególnych krajów. Stopa depozytowa Europejskiego Banku Centralnego (EBC) jest obecnie na poziomie minus 0.4 proc., a Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) wynosi minus 0.75 proc.

Upraszczając nieco, ujemne oprocentowanie EBC to kara dla tych banków, które zamiast udzielać kredytów przedsiębiorstwom i konsumentom, a tym samym zwiększać aktywność gospodarczą, wolą wolne środki przetrzymywać na kontach EBC lub pożyczać je między sobą. Ujemne oprocentowanie jest w tej sytuacji pewnego rodzaju podatkiem, jaki banki muszą zapłacić za stosowanie podobnych praktyk.

Sowite zyski przy niskich stopach procentowych

Skoro funkcjonujemy na rynku ujemnych stóp procentowych oraz niższych od zera poziomów depozytów to, choć to cały czas brzmi dość dziwnie, można sobie również wyobrazić, że zamiast płacić bankowi centralnemu czy bankom komercyjnym za „przywilej” pożyczania im pieniędzy, można też zapłacić niemieckiemu rządowi nabywając od niego obligacje.