Nowa miejska mobilność. Co oznacza dla ubezpieczeń?

0

4,3 bln dolarów będzie wart globalny rynek nowej mobilności w 2030 r.[1] – wynika z analiz McKinsey & Company. Nowa mobilność, czyli alternatywa dla tradycyjnego transportu samochodowego (pojazdy autonomiczne i elektryczne, urządzenia transportu osobistego, zamawianie transportu przez aplikacje), zdobywa popularność dzięki rozwojowi technologii, urbanizacji i postawom proekologicznym. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) opracowała raport o urządzeniach transportu osobistego (UTO), opisując ich charakterystykę, status prawny oraz wpływ na ubezpieczenia. Najważniejsze wnioski z raportu zostały omówione podczas panelu „Nowa miejska mobilność. Co oznacza dla ubezpieczeń?” na VII Kongresie PIU.

Według danych ONZ liczba ludności w miastach zwiększy się do 2025 r. prawie o 10%[2]. Coraz więcej osób będzie szukało sposobów sprawnego poruszania się po mieście. – Dodatkowo, rosnąca świadomość ekologiczna skłania nas do rezygnacji z samochodu, przynajmniej od czasu do czasu. Taką deklarację złożyło aż 79% Polaków w badaniu Eurobarometru, przeprowadzonym w 2017 r. – mówi Łukasz Kulisiewicz, ekspert PIU.

Nowe oblicze miejskiej mobilności

Międzynarodowa Organizacja Lekkich Pojazdów Elektrycznych (LEVA) definiuje UTO jako dwu/trzykołowe pojazdy z napędem elektrycznym, ogniwo-paliwowym lub hybrydowym, ważące do 100 kg. Zaliczamy do nich m.in. elektryczne rowery i hulajnogi, a także segway’e czy hoverboardy. Na popularyzację UTO duży wpływ miał rozwój technologii akumulatorów litowo-jonowych oraz ekonomii współdzielenia.

Około 10 lat temu pojawiły się pierwsze programy rowerów miejskich. UTO to najnowsza fala miejskiej mobilności. Ich ogromną zaletą jest możliwość pozostawienia pojazdu w dowolnym punkcie, w którym kończymy podróż oraz efektywność na krótkich dystansach. Dzięki temu jesteśmy w stanie szybko pokonać tzw. „ostatni kilometr”, czyli odcinek łączący miejsce docelowe np. z przystankiem komunikacji miejskiej – mówi Michael Wodzicki, Associate Partner w warszawskim biurze McKinsey & Company.

Potrzebna ochrona ubezpieczeniowa…

Według dyrektywy UE 168/2013, UTO to pojazdy z silnikami o mocy do 250 W, osiągające prędkość do 25 km/h. Nie podlegają homologacji. Nie dotyczy ich więc obowiązek posiadania numerów rejestracyjnych, a ich użytkownicy nie muszą mieć prawa jazdy czy ubezpieczenia OC. Ponadto brakuje jednolitych regulacji, które określałyby, jakie przepisy ruchu drogowego powinny być stosowane do UTO. Przekłada się to na brak odpowiedniej ochrony ubezpieczeniowej. Regulaminy wypożyczalni z  reguły przerzucają na użytkowników odpowiedzialność wynikającą z wypadków.

Czytaj również:  Inteligentne miasta muszą być przyjazne seniorom. Technologie ułatwią im transport i dostęp do opieki zdrowotnej

… i regulacje

UTO stają się częścią krajobrazu miejskiego. Dla ich dalszego rozwoju ważne jest uregulowanie ich roli w ruchu ulicznym, a przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim jego uczestnikom.

Wyzwaniem jest nowelizacja Prawa o ruchu drogowym. Trzeba zdefiniować obszar, po którym takie pojazdy mogą się poruszać oraz limit prędkości. W Barcelonie podzielono UTO na trzy klasy i określono ich wymiary, wymogi dotyczące bezpieczeństwa, ubezpieczenia i minimalnego wieku użytkownika. Z  kolei w Holandii żadna z wypożyczalni hulajnóg elektrycznych nie dostała jak dotąd zgody na funkcjonowanie. W Wielkiej Brytanii UTO można poruszać się wyłącznie na terenie prywatnym – mówi Łukasz Kulisiewicz, ekspert PIU.

Warto zaznaczyć, że użytkownicy UTO, którzy są narażeni na wypadki, mogą być zainteresowani nowymi produktami ubezpieczeniowymi.

[1] McKinsey Quarterly: Mobility’s second great inflection point, luty 2019 r.

[2] Population Division of the UN Department of Economic and Social Affairs, 2018 Revision of World Urbanization Prospects