Kiedy pomyśleć o systemie ERP?

Wdrożenie systemu klasy ERP w przedsiębiorstwie jest inwestycją, na którą decyduje się coraz większa liczba firm, szczególnie z segmentu MŚP. Im jednak większa firma, tym wyższe koszty wdrożenia, co jest jedną z głównych przyczyn niechęci do używania systemów tej klasy przez polskie firmy – zwłaszcza w sytuacji, gdy „wszystko działa”. Zasadniczym problemem wielu rodzimych firm jest jednak to, że mogłyby one funkcjonować znacznie sprawniej i skuteczniej, gdyby zainwestowały w nowoczesny system klasy ERP. W bieżących realiach niewykorzystywanie tego rodzaju rozwiązań skutkuje ograniczeniem możliwości rozwoju przedsiębiorstwa oraz zmniejszeniem jego konkurencyjności, co w konsekwencji może nawet doprowadzić do jego upadku. Kiedy zatem należy rozpocząć wdrożenie systemu ERP i jakie są symptomy pozwalające rozpoznać właściwy moment?

  • ERP dawniej i dziś

Systemy ERP funkcjonujące w wielu firmach są według współczesnych standardów przestarzałe. Pierwsze systemy tej klasy oferowały identyczne funkcjonalności dla wszystkich przedsiębiorstw, a możliwości dopasowania systemu do specyfiki danej firmy były mocno ograniczone.

Dzisiejsze rozwiązania ERP przeszły sporą ewolucję: posiadają strukturę modułową, są łatwo skalowalne oraz wykorzystują najnowsze zdobycze technologiczne (np. dzięki chmurze można w praktycznie dowolnym zakresie dopasowywać parametry umieszczonego w niej serwera, dzięki czemu znacznie wzrasta wydajność takiego rozwiązania). To pozwala dostosować wdrażany system do profilu działalności danej firmy, dzięki czemu wdrożenie jest mniej kosztowne, trwa krócej i pozwala w przyszłości w prosty sposób poszerzyć zakres funkcjonalności, gdy zachodzi taka potrzeba.

Jednym z pierwszych sygnałów wskazujących na potrzebę wdrożenia systemu ERP w firmie jest konieczność dostosowywania sposobu działania firmy do wykorzystywanego w niej oprogramowania.

– Braki w funkcjonalności czy niekompatybilność pomiędzy programami używanymi w różnych działach przedsiębiorstwa to czynniki w istotny sposób ograniczające jego rozwój, szczególnie dziś, gdy liczy się elastyczność i błyskawiczne reagowanie na zmiany zachodzące na rynku – mówi Michał Szymczuk, prezes AXHelpers. – Wdrożenie systemu ERP, który integruje wszystkie obszary działalności firmy, pozwala nie tylko sprawniej nią zarządzać w oparciu o aktualne, twarde dane. To również najlepszy sposób na usprawnienie procesów biznesowych i współpracy pomiędzy działami w wyniku stworzenia jednej, centralnej bazy danych, z której korzystają wszyscy pracownicy.

  • Aktualizować czy wymieniać?

Jeśli wdrożony system ERP ma nie więcej niż kilka lat i możliwe jest zaktualizowanie go do wersji dostosowanej do bieżących standardów, warto o to zadbać. Pozwoli to względnie niskim kosztem uzyskać nowoczesne narzędzie do zarządzania firmą w każdym obszarze jej działalności. Warto jednocześnie zwrócić uwagę na to, czy wersja, do której aktualizujemy system, jest nadal wspierana przez producenta i czy będzie wspierana w przyszłości – nie warto inwestować w system, który trzeba będzie za rok lub dwa lata wymieniać na inny, nowszy.

Nieco inaczej sprawa przedstawia się, kiedy system ERP do firmy został zakupiony dawno, czyli 10 lub więcej lat temu, i nie wystarcza już na bieżące potrzeby firmy. W takiej sytuacji najrozsądniejszym wyjściem jest całkowita wymiana przestarzałego systemu na nowy, spełniający wymagania przedsiębiorstwa i dostosowany do współczesnych realiów.

Zdaniem Michała Szymczuka proces wdrożenia systemu ERP w firmie, w której już wcześniej funkcjonował inny system tej klasy, często przebiega sprawniej, niż w przypadku wdrożeń nowych. Dzieje się tak między innymi dlatego, że użytkownicy mają już doświadczenie w pracy z tego typu systemami. Prezes AXHelpers podkreśla również, że coraz popularniejsze staje się obecnie wdrożenie ERP w chmurze – pozwala to przyspieszyć cały proces, zmniejszyć koszty wdrożenia oraz gwarantuje wzrost systemu wraz z rozwojem przedsiębiorstwa.


Lira w odwrocie. Dolar zatrzymał spadki

Prezydent USA po raz kolejny pokazał jak jego wypowiedzi są istotne dla rynków. Inwestorzy coraz bardziej ufają polskim obligacjom. Turecka lira wciąż spada.

Trump straszy rynki

Prezydent USA po raz kolejny udowadnia, że to nie bankierzy centralni są najważniejszymi osobami dla gospodarki światowej. Wczorajsze wypowiedzi o zaostrzeniu kursu względem Rosji i potencjalnym ataku na Syrię są tego doskonałym dowodem. Inwestorzy słysząc te deklaracje szybko zaczęli zamykać ryzykowne pozycje. W dół poszły główne amerykańskie indeksy giełdowe oraz złoto. Co ciekawe deklaracja ta wzmocniła dolara. Z drugiej strony w ciągu ostatnich 5 dni amerykańska waluta straciła względem euro 1,5 centa zatem mowa na razie dopiero o realizacji zysków a nie trwałym odwróceniu trendów. W umacnianiu dolara pomogły jednak stenogramy z wczorajszego posiedzenia FED oraz zgodne z oczekiwaniami dane na temat inflacji w amerykańskiej gospodarce.

Dobre dane z Polski

Rentowność polskich obligacji po raz pierwszy od końca 2016 roku spadła poniżej 3%. Co to realnie oznacza? Inwestorzy są skłonni trzymać polskie 10 letnie obligacje zarabiając na tym mniej niż 3% w skali roku. Oznacza to, że będziemy wstanie taniej się kredytować niż dotychczas. Jak duża jest to zmiana względem ostatnich lat. Najniższe poziomy widzieliśmy na początku roku 2015 kiedy to udało się osiągnąć okolice 2%. Potem rynki wystraszyły się niepewności politycznej windując stawkę do około 3,8% na początku 2017 roku.

Problemy tureckiej liry

Po ostatnich zmianach politycznych w Turcji zaufanie inwestorów wyraźnie spadło. Efektem tego było wycofywanie się z tego kraju kapitału. To z kolei spowodowało problemy gospodarcze. Nie bez znaczenia jest przejęcie kontroli przez ekipę rządzącą nad wieloma aspektami życia gospodarczego. Dobrym przykładem jest np. bank centralny. W kraju na tym poziomie rozwoju gospodarczego inflacja wynosząca powyżej 10% powinna być ważnym sygnałem alarmowym. Ze względu na naciski polityczne nie ma jednak możliwości podniesienia stóp procentowych. Następne posiedzenie banku ma się odbyć za dwa tygodnie. Jeżeli pod koniec kwietnia dojdzie do podwyżki stóp powinniśmy zobaczyć przynajmniej spowolnienie trendu osłabiającego lirę. Od początku roku lira staniała z 92 do 82 groszy. Warto wspomnieć, że jeszcze na początku 2016 roku kosztowała prawie 1,40 zł. Jeżeli do niej nie dojdzie najprawdopodobniej zobaczymy kolejne minima.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – Strefa Euro – protokół z posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego,
  • 14:30 -USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Tankuj, płać i płacz. Ropa jest najdroższa od ponad trzech lat

Tankuj, płać i płacz. Ropa jest najdroższa od ponad trzech lat 2Napięta sytuacja geopolityczna na świecie, niższe wydobycie ropy naftowej w niektórych krajach oraz wzmocnienie sojuszu OPEC z Rosją powodują, że ropa jest najdroższa od ponad trzech lat. Trzeba się liczyć z cenami benzyny ok. 5 zł za litr – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Ci, którzy zaplanowali majówkowe wyjazdy samochodem, nie będą zadowoleni. Zarówno diesel, jak i benzyna bezołowiowa osiągają najwyższe poziomy od połowy 2015 r. Na europejskiej giełdzie ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) olej napędowy wyceniany jest na 1,88 zł/litr. To aż 30 gr więcej niż dwa miesiące temu. Podobną skalę wzrostów widać na popularnej bezołowiówce, gdzie osiągnięty został poziom 1,85 zł/litr. Czemu paliwa tak mocno drożeją?

Geopolityczna premia za ryzyko

Podstawowym powodem wyższych cen przy dystrybutorach jest rosnąca cena ropy naftowej. Osiągnęła ona poziom 73 dol. za baryłkę, czyli była najwyższa od listopada 2014 r. Ograniczeniu wzrostu notowań tego surowca niewiele pomaga dość silny złoty w relacji do dolara. Cena ropy wyrażona w złotych sięga 247 zł, czyli najwyżej od trzech lat.

Głównym impulsem, który popchnął w górę ceny najpopularniejszego surowca na nowe szczyty, są wydarzenia geopolityczne. Potyczka pomiędzy Rosją oraz Stanami Zjednoczonymi, a także doniesienia z Syrii zwiększają ryzyka głębszego konfliktu blisko roponośnych terenów.

Waszyngton prezentuje również coraz bardziej zdecydowane podejście w stosunku do Iranu. Steven Mnuchin, sekretarz skarbu USA, podczas środowego wystąpienia w amerykańskiej Izbie Reprezentantów sugerował nałożenie na Teheran „bardzo silnych” sankcji, jeżeli do połowy przyszłego miesiąca nie zostaną poprawione warunki porozumienia nuklearnego z 2015 r. Od tego czasu Iran zwiększył wydobycie o ponad 1 mln baryłek w ujęciu dziennym i właśnie ta produkcja może być w tym momencie zagrożona.

Seria negatywnych informacji

Na wydarzenia geopolityczne zaczynają nakładać się również kwestie o znaczeniu fundamentalnym. Bez przerwy spada wydobycie ropy z pogrążonej w kryzysie Wenezueli. Tylko w marcu, w porównaniu do lutego, obniżyło się ono o 100 tys. baryłek w ujęciu dziennym, a w odniesieniu września ub.r. jest ono niższe o ponad 450 tys. baryłek.

Negatywną wiadomością dla kierowców jest również coraz bliższy sojusz Rosji z OPEC. Współpraca kartelu z Moskwą oznacza, że kontrola podaży, a więc w pewnym stopniu i ceny, może być kontynuowana. W zeszłym tygodniu, rosyjski minister energii Aleksander Novak stwierdził, że sojusz pomiędzy producentami może być „bezterminowy”, chociaż początkowo miał mieć charakter jedynie incydentalny.

Niebagatelną kwestią jest także postawa Arabii Saudyjskiej. Agencja Bloomberg donosiła we wtorek, że celem Królestwa jest utrzymanie ceny ropy w okolicach 80 dol. za baryłkę. Jest to szczególnie ważne dla Rijadu w kontekście zapowiedzi prywatyzacji największego na świecie koncernu paliwowo-gazowego Saudi Aramco, którego wycena będzie prawdopodobnie uzależniona w znacznym stopniu od bieżącej oraz oczekiwanej ceny ropy naftowej.

Warto również zwrócić uwagę na poziom zapasów, które są kluczowe w amortyzacji wahań podaży czy popytu. Przez wiele kwartałów były one zauważalnie powyżej pięcioletniej średniej. Teraz jednak szybko topnieją i zbliżają się do tego ważnego wskaźnika. Oznacza to, że wszelkie zaburzenia związane z produkcją (wydarzenia geopolityczne, awarie, katastrofy naturalne) będą szybciej przekładać się na wzrosty ceny, niż miało to miejsce w poprzednich kwartałach.

Płacz i płać

Doniesienia, które napłynęły z rynku ropy naftowej w ostatnich dniach oznaczają, że będziemy musieli przyzwyczaić się do znacznie wyższych cen. W kontekście diesla będzie to prawdopodobnie przedział 4,75-4,85 zł/litr. W przypadku podstawowej benzyny bezołowiowej będą to wartości o ok. 10 gr wyższe, a to oznacza, że na wielu stacjach zobaczymy niewidziane już od dawna 4,99 zł/litr.

Santander uruchamia w czterech krajach pierwszą usługę płatności zagranicznych opartą o blockchain

  • Nowe rozwiązanie o nazwie „Santander One Pay FX”, umożliwia klientom wykonywanie międzynarodowych przelewów pieniężnych w dniu następnym, a w wielu przypadkach nawet tego samego dnia.
  • Z rozwiązania mogą korzystać klienci detaliczni w Hiszpanii oraz w Wielkiej Brytanii, Brazylii i Polsce. Na rynku polskim usługa będzie dostępna także dla klientów biznesowych. W kolejnych miesiącach zaplanowano drożenie w kolejnych krajach.
  • Usługa jest szybsza, a ponadto klient widzi dokładną kwotę w walucie docelowej, jaką otrzyma beneficjent, jeszcze przed zatwierdzeniem przelewu.

Banco Santander poinformował o uruchomieniu nowej usługi płatności zagranicznych, wykorzystującej technologię blockchain. Z rozwiązania mogą korzystać klienci indywidualni w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Brazylii i Polsce. W Polsce, w ramach pilotażu, nowe rozwiązanie, usprawniające realizację płatności zagranicznych dostępne jest dla klientów indywidualnych, a także biznesowych.

W najbliższym czasie usługa będzie sukcesywnie wdrażana w kolejnych krajach.

Nowe rozwiązanie o nazwie „Santander One Pay FX” umożliwia realizowanie płatności międzynarodowej w dniu następnym, a w wielu przypadkach nawet tego samego dnia. Ponadto klienci będą informowani, jaka dokładnie kwota w walucie docelowej wpłynie na konto beneficjenta, jeszcze przed wykonaniem przelewu.

W najbliższym czasie Banco Santander będzie rozwijał dodatkowe funkcjonalności płatności. Jeszcze przed wakacjami, w niektórych krajach zaoferuje natychmiastowe płatności międzynarodowe, znacznie szybsze niż dotychczas funkcjonujące.

Wprowadzając „Santander One Pay FX” Grupa Santander jest pierwszym bankiem, który wdraża usługi płatnicze oparte o blockchain jednocześnie w wielu krajach.

Ana Botín, Przewodnicząca Banco Santander powiedziała:

Usługa One Pay FX jest oparta na technologii blockchain i umożliwia szybkie, proste i bezpieczne płatności międzynarodowe – zapewniając wartość, przejrzystość, wiarygodność i poziom obsługi, których oczekują klienci od banku takiego, jak Santander. Od dziś klienci Santander w Wielkie Brytanii mogą korzystać z One Pay, aby wykonywać płatności w do innych krajów europejskich i USA. Klienci w Hiszpanii mogą realizować płatności do Wielkiej Brytanii i USA, natomiast klienci w Brazylii i Polsce – przelewy do Wielkiej Brytanii. Płatności do krajów europejskich są realizowane w ciągu tego samego dnia. W pierwszym półroczu 2018 r. planujemy też uruchomić płatności natychmiastowe w kilku krajach. W ten sposób chcemy wspierać tysiące klientów, którzy codziennie wykonują płatności międzynarodowe. W najbliższych miesiącach będziemy rozszerzać zakres tej usługi o kolejne waluty i kraje docelowe.

Blockchain daje nam bardzo wiele możliwości do optymalizacji naszych usług – Santander One Pay FX to pierwsza z wielu takich aplikacji.”

W tej technologii Klienci Banku Zachodniego WBK mogą wykonywać określone płatności międzynarodowe do Wielkiej Brytanii za pośrednictwem bankowości internetowej. Bank planuje systematycznie poszerzać usługę, po przelewach do Wielkiej Brytanii zamierza udostępnić przelewy z Wielkiej Brytanii do Polski, następnie do Hiszpanii.

 

Michał Gajewski BZ WBK
Michał Gajewski, BZ WBK

Bank Zachodni WBK aktywnie uczestniczy w procesie digitalizacji polskiego sektora bankowego. Naszym priorytetem jest zapewnianie klientom najlepszych doświadczeń w korzystaniu z usług finansowych, dlatego inwestujemy w rozwój kanałów zdalnych, zapewniając użytkownikom wygodny dostęp do różnorodnych form płatności online. Konsekwentnie stawiamy na innowacje, takie jak rozwiązanie Santander One Pay FX, wyznaczając nowe standardy usług. Przyspieszenie procesowania płatności międzynarodowych dzięki technologii blockchain stanowi wartość dodaną dla naszych klientów. Wierzę, że rozwiązania tego typu zyskają uznanie naszych klientów i wzmocnią ich relacje z bankiem.- powiedział Michał Gajewski, prezes Banku Zachodniego WBK

Nowe rozwiązanie wykorzystuje aplikację xCurrent opartą na technologii rejestrów rozproszonych (distributed ledgers), opracowanych przez Ripple z siedzibą w Kalifornii. InnoVentures, należący do Santander fundusz venture capital operujący kwotą 200 mln USD i działający w sektorze fintech zainwestował w Ripple w 2015 r. Łącznie fundusz zainwestował w ponad 20 nowo utworzonych start-upów, które zajmują się sztuczną inteligencją, technologiami big data i blockchain, płatnościami, doradztwem finansowym, finansowaniem MŚP oraz udzielaniem kredytów na zakup samochodu i kredytów hipotecznych.

Szczegóły oferty Banku Zachodniego WBK na bzwbk.pl. Stan na 1-04-2018

E-Rozwój. Technologia napiera na biznes

Wartość czasu, jaki Polacy w ciągu roku spędzają w internecie, to 110 mld zł, a to jest 5 proc. naszego PKB. Firmy dopiero uczą się, jak wykorzystywać nowe technologie przetwarzania i przesyłania informacji, ale ich wpływ na wzrost gospodarczy będzie większy i o wiele szybszy niż zmiany, jakie wywołała rewolucja przemysłowa. Ekonomicznym sercem rewolucji cyfrowej jest spadek kosztów transakcyjnych.

W przypadku korzystania z internetu największym wydatkiem nie jest koszt dostępu do internetu, ale czas jaki temu poświęcamy. W USA szacuje się, że to wydatki w postaci przeznaczonego czasu są 30-krotnie większe od ponoszonych na dostęp do internetu. Rewolucja dotyczy sposobu w jaki wytwarzamy i przesyłamy informacje.

Komputery, telefony komórkowe i internet to przykłady zastosowania teleinformatyki (ang. ICT – Information and Communication Technologies) – szerokiego zbioru technologii umożliwiających przechowywanie, przetwarzanie oraz przesyłanie informacji. O ile rewolucja przemysłowa z XIX wieku pozwoliła na tanią, masową produkcję i transport dóbr materialnych, to obecnie zachodzące przemiany wiążą się z radykalnym spadkiem kosztów przetwarzania, magazynowania i przesyłania informacji. Chociaż technologie ICT rozprzestrzeniają się w gospodarce znacznie szybciej niż wynalazki ery przemysłowej, to wciąż odkrywamy ich nowe zastosowania. Dlatego też 72% ekonomistów uczestniczących w ostatnim forum zorganizowanym przez Europejski Bank Centralny w Sintrze w 2017 roku uznało, że wpływ ICT na produktywność w nadchodzących latach będzie rósł.

– W XXI wieku oczekiwaliśmy latających samochodów, a zamiast tego mamy 140-znakowe tweety – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, autor raportu FOR: “E-Rozwój. Cyfrowe technologie a gospodarka”.

Dla rozwoju gospodarczego i w konsekwencji naszego poziomu życia kluczowe znaczenie ma wdrażanie nowych technologii. Szybki wzrost gospodarczy jest zjawiskiem relatywnie nowym – do XVIII wieku był on niezauważalny w skali życia jednego pokolenia, a okres potrzebny, by doszło do podwojenia PKB na mieszkańca, był dłuższy niż 1000 lat. Sytuacja uległa zmianie wraz z rewolucją przemysłową – w XX wieku PKB na mieszkańca podwajał się w krajach rozwiniętych co 30–40 lat, co oznaczało nawet 4-krotny wzrost PKB per capita w okresie życia jednego pokolenia.

-Rewolucja ICT rozprzestrzenia się znacznie szybciej niż wynalazki ery przemysłowej: potrzeba było 30 lat, by elektryczność trafiła do pierwszych 10% gospodarstw domowych w USA; telefonom stacjonarnym ten sam proces zajął 25 lat, a telewizorom, komputerom osobistym i telefonom komputerowym 10 lat. W przypadku tabletów trwało to już krócej niż 3 lata – wyjaśnia dr A.Łaszek.

Tempo rozpowszechniania się technologii przyspiesza nie tylko w krajach rozwiniętych, lecz także w tych rozwijających się. Przykładowo pełne wdrożenie statków parowych w Indonezji nastąpiło 160 lat po ich wynalezieniu; w Kenii zaś elektryczność została wdrożona 60 lat po jej odkryciu. Ale już wprowadzenie komputerów zajęło Wietnamowi tylko 15 lat, a telefonów komórkowych i Internetu tylko kilka lat.

Szczególnie trudno jest oszacować wpływ technologii cyfrowych na gospodarkę. Najłatwiej określić wartość dodaną, wytwarzaną w bezpośrednio z nimi związanych sektorach. Jednak zadanie staje się trudniejsze, kiedy chcemy oszacować wkład inwestycji w ICT do wzrostu gospodarczego czy wartość internetu dla użytkowników.

Wiemy jednak, że bezpośrednio związane z ICT sektory gospodarki wytworzyły w samym 2015 roku 4 proc. polskiego PKB, przy czym gospodarkę cyfrową definiuje się tutaj za OECD szeroko, uwzględniając produkcję komputerów, publikowanie i nadawanie, handel i działalność naprawczą, a także branże medialne i dostarczanie treści.

Rewolucja przemysłowa zniszczyła wiele firm, w ich miejsce powstały nowe, nowocześniejsze, a zmiany wywołane rewolucją cyfrową będą o wiele głębsze i szybsze.

Więcej na ten temat w raporcie FOR: “E-Rozwój. Cyfrowe technologie a gospodarka”.

CBRE: zapowiada się rekordowy rok w nieruchomościach. Przyciągamy inwestorów z RPA i Malezji

Najnowsze badanie CBRE „EMEA Investor Intentions Survey 2018” pokazuje, że 2018 rok zapowiada się jeszcze lepiej niż rekordowy pod względem inwestycji w nieruchomości ubiegły rok. Aż 78% inwestorów wskazuje, że ich aktywność inwestycyjna będzie taka sama lub większa niż w 2017. Na radarze najliczniejszej grupy (33%) jest sektor logistyczno-przemysłowy, który po raz pierwszy wyprzedził biura (26%). Eksperci CBRE zwracają uwagę, że na globalnym ruchu w nieruchomościach zyskuje Polska. Nasz kraj przyciąga inwestorów m.in. z Korei Południowej i RPA, których zachęcają niskie stopy procentowe, rozwój sektorów e-commerce oraz SSC/BPO.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

Inwestorzy mają bardzo pozytywne nastawienie do nieruchomości komercyjnych. Możemy się więc spodziewać, że wartość inwestycji w 2018 roku w Europie przekroczy rekordowe 291 mld euro, które uzyskano w 2017. Sprzyjać temu będzie dobra sytuacja gospodarcza, która sprawia, że inwestorzy dysponujący wystarczającym kapitałem, chętniej kupują nieruchomości. Najbardziej widać to w Europie Zachodniej, m.in. w Niemczech i Francji, gdzie niskie stopy procentowe powodują, że nieruchomości, obok giełdy, są najatrakcyjniejszą inwestycją. To przekłada się na coraz wyższe ceny aktywów, które z jednej strony mogą stanowić wyzwanie dla kupujących, z drugiej zaś są korzystne dla sprzedających. W konsekwencji, w 2018 roku możemy mieć do czynienia ze wzrostem inwestycji wystawianych na sprzedaż. Jednocześnie rynek nieruchomości komercyjnych znajduje się w późnej fazie cyklu, i taka koniunktura potrwa jeszcze rok-dwa – mówi Przemysław Felicki, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, CBRE.

Inwestycyjny szał

Inwestorzy patrzą na 2018 rok z jeszcze większym optymizmem niż na ubiegły – niemal połowa z nich (45%) uważa, że będzie kupowała więcej niż w 2017 roku, co oznacza wzrost o 4 p.p. w porównaniu rok do roku. Większa niż w minionym roku jest też grupa, która zakłada podobny poziom zakupów co rok wcześniej (33% vs. 26%). Większy apetyt inwestycyjny idzie w parze z większą skłonnością do sprzedawania aktywów. 4 na 10 zapytanych spodziewa się sprzedawać więcej niż w 2017 roku (2017: 36%), a 29% uważa ten rok będzie bardzo podobny pod tym względem do ubiegłego.

Wyzwania – cena i dostępność aktywów

Cena aktywów jest największym wyzwaniem dla inwestorów, co jest znaczną zmianą w stosunku do ubiegłego roku. 44% respondentów badania „EMEA Investor Intentions Survey 2018” podkreśliło, że ​​jest to główna przeszkoda dla inwestycji, w porównaniu z 38% w 2017 roku. Drugim problemem – dla 34% europejskich inwestorów – pozostaje podobnie jak rok temu dostępność produktu. 17% zapytanych wskazała natomiast na aktywność innych podmiotów, która przekłada się na mniejszą dostępność oraz wyższe ceny.

Pomimo wysokich cen i ograniczonej dostępności, inwestorzy mają większy niż rok temu apetyt na ryzyko. W celu uzyskania większego zysku, 19% respondentów jest w stanie zaryzykować, podczas gdy rok temu ten odsetek wyniósł 13%.

Na celowniku magazyny i biura

Po raz pierwszy w historii badania, inwestycyjnym celem numer jeden jest sektor logistyczno-przemysłowy (33% wskazań). – Już 2017 rok zweryfikował atrakcyjność przemysłu i logistyki, o czym świadczy liczba i wartość przeprowadzonych transakcji, również w Polsce. Na naszym rynku na koniec ubiegłego roku znajdowało się ponad 13 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, czyli o 22% więcej niż w 2016 roku. Co więcej, w ciągu minionych 12 miesięcy deweloperzy dostarczyli ponad 2 mln mkw. nowej powierzchni magazynowej, rejestrując najwyższy wynik w historii. Stopy zwrotów z inwestycji w nieruchomości magazynowe i przemysłowe są na wysokim poziomie w stosunku do innych segmentów nieruchomości. Zainteresowanie tym sektorem opiera się obecnie na dynamicznym rozwoju branży e-commerce, która w 2017 roku zajęła pozycję lidera wśród najemców magazynów w Polsce – mówi Beata Hryniewska, Szef Działu Powierzchni Magazynowych i Logistyki, CBRE.

Biurowce uplasowały się na drugim miejscu i są na radarze 26% inwestorów. Podium domykają budynki mieszkalne, na które wskazało 21,5% zapytanych. Głównym motywatorem wejścia w nieruchomości logistyczne jest atrakcyjny zwrot z inwestycji, podczas gdy w przypadku biur, inwestorzy szukają mocnych fundamentów gospodarczych i wysokiej płynności.

W obiekty handlowe planuje zainwestować co dziesiąty inwestor, a co dwunasty w hotele.

Polska na celowniku inwestorów

Na globalnych trendach inwestycyjnych zyskuje Polska. Więcej środków finansowych, czyli tych podmiotów, które chcą zainwestować w nieruchomości, rosnące ceny i zmniejszająca się globalna podaż dostępnych produktów, powodują, że coraz więcej inwestorów spogląda w stronę naszego kraju.

Sprzyjają temu również niskie stopy procentowe oraz utrzymujący się na solidnym poziomie wzrost gospodarczy. Inwestorów do Polski przyciągają też sektorowe czynniki. Intensywny rozwój sektora SSC/BPO przekłada się na rosnącą liczbę nowo otwieranych centrów, natomiast popularność zakupów internetowych na rozwój e-commerce i otwieranie kolejnych magazynów. W ubiegłym roku łączna wartość transakcji inwestycyjnych w Polsce wyniosła ponad 5 mld euro. Z wstępnych wyników za I kwartał tego roku wynika, że pierwsze trzy miesiące zamknęliśmy wynikiem na poziomie  ok. 1,5 mld euro. Jeśli zatem kolejne kwartały będą przynajmniej tak dobre jak pierwszy, cały 2018 rok zapowiada się bardzo obiecująco – mówi Przemysław Felicki z CBRE.

Eksperci CBRE wskazują na kilka grup graczy na polskim rynku. Pierwszą stanowią inwestorzy z Azji, np. z Korei Południowej, Chin, Malezji oraz z RPA, którzy z roku na rok powiększają swoją aktywność nad Wisłą. W drugiej znajdują się podmioty, które kiedyś były bardzo aktywne w naszym kraju i teraz na nowo planują swoje inwestycje. Dodatkowo, swoje portfele w Polsce powiększają także gracze z regiony CEE, przede wszystkich z Czech.

Metodologia badania:

Badanie „Investor Intentions Survey 2018” zostało zrealizowane przez CBRE od 26 grudnia 2017 do 24 stycznia 2018 roku. Wielkość próby wyniosła 1010 respondentów na całym świecie, w tym 350 respondentów, którzy wskazali, że są odpowiedzialni za inwestycje w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka).

W marcu e-commerce dostał świąteczny prezent wart miliony – niehandlowe niedziele

  • W marcu 3 niehandlowe niedziele zapewniły branży e-commerce 13% całości przychodów
  • Kwiecień może pobić ten wynik, tylko w ostatnią niedzielę sklepy będą otwarte
  • Około 70 proc. badanych Polaków uważa, że zakaz handlu w niedzielę nie jest dla nich problemem

Zamknięcie po raz pierwszy sklepów w niedzielę, według wyliczeń analityków z QuarticON*, silnie zaopatrzyło kasę cyfrowych sklepów. Polacy tylko w niedzielę 11 marca wydali aż 270 mln zł online. Pierwsza niehandlowa niedziela w branży e-commerce odnotowała niemal 40-proc. wzrost udziałów w sprzedaży w skali całego tygodnia w porównaniu ze średnim wynikiem rocznym. Pierwsza niehandlowa niedziela wypadła więc bardzo dobrze w marcowym rankingu, i to mimo pięknej pogody, zachęcającej do spacerów.

W pierwszą niedzielę niehandlową było sporo promocji, tworzono kampanie reklamowe zachęcające do robienia zakupów online i przypominające o zamknięciu sklepów. Wiele firm przygotowało na tej bazie stałe, atrakcyjne upusty dla klientów. Promocje z pewnością przyczyniły się do dobrego wyniku pierwszej niedzieli bez handlu – mówi Paweł Wyborski, prezes QuarticOn.

W drugą niedzielę wolną od handlu – obrót e-sklepów znów wzrósł ponad przeciętną – tym razem o 4 proc. w porównaniu z pozostałymi niedzielami. Przedświąteczny ruch handlowy odbił się wyższymi przychodami on-line w handlową niedzielę 25 marca – wówczas sprzedaż w sieci była o kolejne kilka proc. wyższa niż przeciętna dla niedziel z kilku poprzednich miesięcy.

Patrząc na obecne zachowanie Polaków w sieci, prognozuję, że w tym roku dodatkowy wzrost obrotów online w niehandlowe niedziele może dojść do poziomu nawet 7 proc. – ocenia Paweł Wyborski. – Biorąc jednak pod uwagę różnice w niedzielnym obrocie pomiędzy pierwszą a drugą niedzielą, to może być sygnał, że zakaz handlu nie wpłynie na tak duży wzrost sprzedaży w branży e-commerce, jakiego się spodziewano po pierwszym dniu objętym zakazem – dodaje.

Zdaniem Łukasza Szczepańskiego, prezesa Merlin.pl, e-commerce wyraźnie zyskuje w dni objęte zakazem handlu. – Regularnie notujemy w te dni wzrosty sprzedaży około 10 proc. powyżej średniej – zaznacza Łukasz Szczepański.

Jak łącznie wypadają marcowe niehandlowe niedziele w Polsce? W skali całego miesiąca zapewniły branży e-commerce aż 13% całości przychodów. Wzrost obrotu w dni z zakazem handlu był wyraźnie odczuwalny w sklepach funkcjonujących równolegle online i w offline. To właśnie te sklepy zauważyły o 21% większy obrót w dni objęte zakazem. Możliwość handlu online w każdą niedzielę ma wpływ na opinie Polaków co do zakazu handlu. Dla ponad 70 proc. badanych Polaków obowiązujący zakaz handlu nie jest problemem*. Ponad 35 proc. osób z „nie widzącej problemu” grupy deklaruje, że zazwyczaj nie robi zakupów w niedzielę, ok. 12 proc. uważa, że potrzebne artykuły nadal może zakupić w miejscach, których zakaz nie objął. Ponad 25 proc. badanych odpowiedziało, że zakaz nie wpłynął na ich życie.

Od kwietnia zmiana wysokości opłat z tytułu składki wypadkowej

Nowy okres składkowy przyniesie większości przedsiębiorstw zmianę wysokości opłat z tytułu składki wypadkowej. W wyniku nowelizacji rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej, od kwietnia 2018 roku płatnicy zgłaszający do 9 osób ubezpieczonych zapłacą mniej. W przypadku pozostałych płatników opłaty zmniejszą się lub zwiększą w zależności od rodzaju wykonywanej przez nich działalności.

Zgodnie z nowelizacją rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie różnicowania stopy procentowej składki na ubezpieczenie społeczne z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych w zależności od zagrożeń zawodowych i ich skutków, już od 1 kwietnia 2018 r. zmieniają się kategorie ryzyka wraz z odpowiadającymi im stopami procentowymi składki na ubezpieczenie wypadkowe dla połowy grup działalności według Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD). Dla przedsiębiorstw z 32 grup PKD oznacza to zmianę wysokości opłat z tytułu składki na ubezpieczenia wypadkowe. Kategorie ryzyka dla poszczególnych grup działalności są aktualizowane m.in. w oparciu o dane statystyczne GUS dotyczące wypadkowości w trzech ostatnich latach kalendarzowych. Odnotowany w ostatnim czasie niższy poziom liczby osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy dla części przedsiębiorstw przełoży się na niższe stopy procentowe składek na ubezpieczenie wypadkowe. W nowym okresie składkowym najwyższa stopa procentowa składki wynosi 3,33 proc., a najniższa 0,67 proc. Koszt składki wypadkowej jest w całości ponoszony przez pracodawcę i zależy od masy wynagrodzeń. Zmiany najbardziej odczują więc przedsiębiorstwa o wysokim poziomie zatrudnienia.

Niższe opłaty dla deklarujących do 9 ubezpieczonych

Do tej pory najwyższa wysokość składki na ubezpieczenie wypadkowe sięgała 3,60 proc., a teraz wynosi 3,33 proc. Ta zmiana ma szczególne znaczenie dla płatników składek zgłaszających do ubezpieczenia nie więcej niż 9 osób. W ich przypadku wysokość składki wypadkowej nie jest wyliczana przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych i wynosi 50 proc. najwyższej składki na ubezpieczenie wypadkowe, To oznacza, że dla tych płatników wysokość składki wypadkowej zmniejszy się z 1,80 proc. do 1,67 proc. podstawy wymiaru składek.

Powyżej 10 ubezpieczonych? Wzrost lub spadek opłat w zależności od PKD

W przypadku płatników, którym wysokość składki na ubezpieczenie wypadkowe co roku ustala ZUS, zmiana wysokości opłat zależy m.in. od rodzaju wykonywanej przez nich działalności PKD. Po nowelizacji rozporządzenia MPiPS, od kwietnia 2018 r. aż 28 grup działalności odnotuje obniżenie opłat. Przykładowo, dla przedsiębiorstw zajmujących się górnictwem ropy naftowej i gazu ziemnego obniżono kategorię ryzyka i odpowiadającą jej stopę procentową składki wypadkowej z 3,60 proc. na 2,80 proc.

Niekorzystne zmiany odczują przede wszystkim przedsiębiorstwa z 4 grup działalności PKD. Chodzi o działalność związaną z rekultywacją i pozostałą działalność usługową związaną z gospodarką odpadami, działalność usługową wspomagającą górnictwo i wydobywanie, transport wodny oraz działalność organizatorów turystyki, pośredników i agentów turystycznych. Tej ostatniej grupie podwyższono stopę procentową składki z 0,40 proc. do 0,67 proc. Z kolei w przypadku przedsiębiorstw wspomagających górnictwo i wydobywanie, do tej pory wysokość stopy procentowej wynosiła 2,53 proc., a teraz będzie wynosić 3,06 proc. Przykładowo, spółka z tej branży, zatrudniająca 200 pracowników, do tej pory płaciła za składkę wypadkową ok. 325 428,84 zł rocznie, teraz po podwyżce zapłaci ok. 393 601,68 zł, czyli aż o 21 proc. więcej.

– Należy pamiętać, że ostateczna wysokość wyliczonej przez ZUS stopy procentowej składki na ubezpieczenie wypadkowe będzie zależeć nie tylko od grupy działalności PKD, ale także od liczby osób zatrudnionych i zgłoszonych do ubezpieczenia wypadkowego oraz od indywidualnych czynników, takich jak liczba osób zatrudnionych w warunkach zagrożenia czy poziom wypadkowości w przedsiębiorstwie. Warto zauważyć, że stawki składek na ubezpieczenia wypadkowe są różnicowane, aby motywować przedsiębiorstwa do przestrzegania zasad BHP i podejmowania działań zwiększających bezpieczeństwo pracowników – podkreśla Robert Adamczyk, Project Manager w obszarze HR Performance Ayming Polska.

Mniej wypadków, niższa składka

Inwestowanie w działania prewencyjne, takie jak szkolenia z zakresu BHP, modernizacja maszyn i urządzeń czy automatyzacja procesów produkcyjnych, przekłada się na zmniejszenie liczby wypadków w pracy i ograniczenie warunków zagrożenia. Z perspektywy pracodawcy, obniżenie wypadkowości krótkoterminowo redukuje koszty absencji i zastępstw, a długofalowo – obniża wysokość składki na ubezpieczenia wypadkowe odprowadzanej do ZUS. Jednak dla wielu przedsiębiorstw wciąż wyzwaniem pozostaje pozyskanie środków na działania prewencyjne.

Źródłem inwestycji w poprawę bezpieczeństwa pracowników mogą być oszczędności przedsiębiorstwa wynikające z weryfikacji sposobu naliczania składki wypadkowej, jej wysokości i rozliczenia. Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że często osoby decyzyjne w firmach nie są do końca świadome możliwości obniżenia składki na ubezpieczenie wypadkowe. Tymczasem przedsiębiorstwa mogą weryfikować swoje opłaty z tytułu składek ZUS nawet do 5 lat wstecz, a w przypadku zidentyfikowania nienależnie opłaconych składek – skutecznie odzyskiwać nadpłaty – komentuje Piotr Radko, Dyrektor linii biznesowej HR Performance Ayming Polska.

Do 20 kwietnia 2018 r. płatnicy, którym ZUS ustala wysokość składki na ubezpieczenie wypadkowe, powinni otrzymać zawiadomienie o obowiązującej ich wysokości składki w okresie od kwietnia 2018 do końca marca 2019. Płatnicy, którzy nie otrzymają takiego zawiadomienia, powinni jak najszybciej zwrócić się po informacje do ZUS, aby w terminie rozliczyć składki za kwiecień 2018 r.

eBay: Polacy kupili 30% więcej elektroniki niż rok temu

Polscy użytkownicy eBay, jednego z największych portali aukcyjnych na świecie, tylko w pierwszych trzech miesiącach 2018 r. kupili na platformie aż o 30% więcej sprzętów elektronicznych niż przed rokiem. Najczęściej zamawiali laptopy, telefony i akcesoria komórkowe, a jako miejsce zagranicznych zakupów online wybierali przede wszystkim Europę i Azję.

Z badania przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie eBay wynika, że ponad połowa respondentów wybiera zakupy online z uwagi na niższą cenę w porównaniu do sklepów stacjonarnych. Różnice mogą się okazać tym bardziej znaczące, jeśli mamy do czynienia ze sprzętem wartym klika tysięcy złotych, a właśnie tyle kosztuje relatywnie dobrej jakości laptop.eBay Elektronika

Wewnętrzne dane transakcyjne eBay potwierdzają, że średnia cena zakupu np. telefonu komórkowego z Azji bywa niższa nawet o 20% w porównaniu do cen oferowanych na rynku europejskim. Co ciekawe, aż 80% kupionych sprzętów to produkty nowe, a nie używane. Jak ocenia Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca eBay na Polskę i Europę Centralną, to właśnie cena w połączeniu z pewnością bezpiecznej dostawy nawet z najdalszych zakątków świata ma kluczowy wpływ na decyzje zakupowe konsumentów.

Obserwujemy, że elektronika już od kilku lat systematycznie zyskuje na popularności. Dzisiaj mamy do czynienia z bardzo świadomym konsumentem, który jest w stanie na własną rękę porównać ceny i wybrać najbardziej korzystną opcję. Aktualnie platformy sprzedażowe wychodzą naprzeciw tego typu trendom i coraz częściej oferują tanią i szybką wysyłkę właśnie po to, żeby ułatwić konsumentom dostęp nawet do najbardziej oddalonych rynków, takich jak np. Azja – zaznacza Małgorzata Gliszczyńska.

E-kupujący: dostawa najlepiej za darmo

Ponad 80% osób, które wzięły udział w badaniu eBay, deklaruje wybór możliwie najtańszej dostawy. Z danych wynika, że kupujący najczęściej wybierają dostawę kurierem, a zaraz potem odbiór w paczkomatach i usługi Poczty Polskiej. Szybka i tania wysyłka staje się ogólnoświatowym trendem, w który również starają się wpisać największe portale aukcyjne.

Jednym z wielu przykładów jest eBay, który od ubiegłego roku oferuje darmową i szybką przesyłkę nie tylko w przypadku produktów pochodzących z Europy, ale również Azji. Dostawa zamówionego produktu następuje najpóźniej w ciągu kilku dni i jest to możliwe dzięki współpracy eBay ze sprzedawcami, którzy posiadają swoje magazyny na terenie Europy. W ten sposób polscy użytkownicy mogą zamówić od zagranicznych sprzedawców najnowsze modele sprzętów elektronicznych, takich jak telefony czy iPady w bardzo konkurencyjnej cenie.Ranking telefonów

***

Źródło danych: Badanie Kantar Millward Brown, Usage and attitude towards eBay, 2017 r.

Fed to za mało

Opublikowany wczoraj wieczorem protokół z posiedzenia FOMC ograniczył nieco skalę osłabienia dolara. Polityka monetarna Fed – a z pewnością komunikacja z rynkiem – dryfuje stopniowo w bardziej jastrzębim kierunku i jest elementem rynkowej układanki pozytywnym dla amerykańskiej waluty.

Szkopuł w tym, że obecnie dużo ważniejsze dla inwestorów są czynniki geopolityczne i obawy o wojny handlowe. Chaos w administracji Trumpa i jej kolejne zaskakujące kroki spychają fundamenty na dalszy plan a najważniejszą częścią dnia dla rynków staje się wczesne popołudnie, kiedy Trump wysyła w świat pierwsze wiadomości na Twitterze.

Globalne rynki (zwłaszcza rynek akcji, ale również np. metali przemysłowych) pozostają pogrążone w mocnych turbulencjach. Będą one naszym zdaniem rozlewać się na kolejne klasy aktywów. Złoty mający za sobą kilkugroszowe umocnienie względem euro w takim środowisku powinien powrócić do osłabienia. Kurs EUR/PLN będzie naszym zdaniem powracać ponad 4,20 i kierować się do 4,25 a następnie  potencjalnie nawet 4,28.

Nie dość, że temat wojen handlowych może nieco przyhamować rozpędzoną globalną gospodarkę, to na przygaśnięcie impetu wzrostu gospodarczego u naszych  najważniejszych partnerów handlowych zdaje się wskazywać seria ostatnich publikacji makroekonomicznych z indeksami PMI na czele. Innymi słowy: szczyt cyklu koniunkturalnego w strefie euro może być już za nami. Podobnie sugerować może chociażby ostatnia porcja danych z Czech. Warto też odnotować, że inne ważne waluty świata emerging markets znajdują się pod silną presją. Lira jest najsłabsza do euro w historii: EUR/TRY na początku tygodnia pokonał barierę 5,0 i wszedł w fazę wręcz parabolicznych wzrostów. Rubla objęto potężną wyprzedażą po nałożeniu nowych sankcji na Rosję a południowoafrykański rand wyraźnie potaniał. Przy negatywnym nastawieniu do innych walut z koszyka EMEA złoty może mieć problemy z przedłużeniem mozolnie postępującego umocnienia. Tym bardziej kiedy jasne stało się, że przez minimum kilka kwartałów Rada Polityki Pieniężnej nie będzie się kwapić z podwyżkami stóp procentowych.

W tym tygodniu Nowotny z ECB wsparł euro dywagacjami na temat wychodzenia ze strategii ultrałagodnej polityki. Nie sądzimy jednak, by jego słowa znalazły odbicie w protokole z posiedzenia ECB. Rada Prezesów bardzo daleka jest od deklaracji dotyczących kształtu polityki w 2019 roku. Wspólnej walucie uroku odejmuje nieco i przygaśnięcie presji cenowej i wyraźnie słabsze (i odstające od oczekiwań) dane ze sfery realnej. Wzrost jest i pozostanie więcej niż przyzwoity, ale impet nieco spowolnił. W rezultacie – przy utrzymującej się nieufności do dolara – nie widzimy podstaw, by EUR/USD mógł w najbliższym czasie wychodzić ponad górne ograniczenie obowiązującego od tygodni przedziału wahań 1,22-1,2550. Kurs obecnie znajduje się w jego połowie i nieco ponad 55 – sesyjną średnią ruchomą. Marsz w górę ogranicza pułap 1,24. Większą przestrzeń do zniżek w niepewnym środowisku zmiennych nastrojów zdają się mieć EUR/GBP czy EUR/JPY. Spodziewamy się, że w gronie walut surowcowych AUD będzie odstawać od NZD oraz CAD. Dolar kanadyjski jest wspierany przez silne zwyżki cen ropy (WTI najdroższa od 2014 roku) i zepchnięcie na dalszy plan obaw o przyszłość porozumienia NAFTA.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS