Polscy naukowcy opracowują nową formę immunoterapii. Jej celem będzie całkowita eliminacja komórek rakowych

Polscy naukowcy opracowują nową formę immunoterapii. Jej celem będzie całkowita eliminacja komórek rakowych 1

Immunoterapia to przyszłość w leczeniu nowotworów – przekonują eksperci. Ten rodzaj terapii wykorzystuje układ odpornościowy pacjenta do zwalczenia raka. Może pomóc także na etapie zaawansowanej choroby i w przyszłości doprowadzić nawet do całkowitego wyleczenia. Polscy naukowcy opracowują nową formę immunoterapii opartą na cząsteczce OATD-02, która ma odblokować naturalny układ immunologiczny chorego i dzięki temu zwiększyć skuteczność innych leków stosowanych u pacjentów.

– Tzw. immunoterapie, czyli leki, które powodują odblokowanie naszego naturalnego układu immunologicznego do walki z rakiem, są obecnie najbardziej obiecującymi terapiami w onkologii. W tej chwili w rozwoju klinicznym jest kilka czy kilkanaście takich leków, ale cały czas brakuje nowych rozwiązań, które działałyby komplementarnie. Standardowe podejście w immunoonkologii czy innych terapiach przeciwnowotworowych jest takie, że leki się łączy, żeby zwiększyć ich skuteczność i szanse na wyleczenie pacjenta – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Karolina Dzwonek, Dyrektor Działu Biologii w OncoArendi Therapeutics.

Polska firma OncoArendi Therapeutics pracuje nad rozwojem immunoterapii przeciwnowotworowej opartej na cząsteczce OATD-02. To cząsteczką należąca do grupy inhibitorów arginazy, które mają zwiększyć skuteczność innych leków wykorzystywanych w leczeniu części nowotworów, m.in. mózgu, jelita grubego, czy płuc. OATD-02 blokuje enzymy, które hamują naturalną zdolność układu odpornościowego człowieka do zwalczania nowotworu.

– Rozwijamy nową immunoterapię opartą na związkach drobnocząsteczkowych, czyli podawanych w tabletce, co bardzo ułatwia podawanie leku pacjentom. To zupełnie nowe podejście terapeutyczne, które wierzymy, że w połączeniu z obecnie stosowanymi immunoterapiami, znacznie zwiększy skuteczność leczenia i pomoże pacjentom – mówi Karolina Dzwonek.

Tylko w latach 2011–2016 zarejestrowano 68 leków onkologicznych do 22 różnych typów nowotworów, wynika z raportu „Global Oncology Trends 2017”. Są to jednak rejestracje również istniejących leków, ale w dodatkowym wskazaniu. W 2016 r. zarejestrowano tylko cztery zupełnie nowe leki przeciwnowotworowe. Pierwsze badania cząsteczki OATD-02 na zwierzętach potwierdzają jej efekt terapeutyczny oraz zwiększenie skuteczności terapii przy skojarzeniu cząsteczki z lekami już dostępnymi na rynku.

– Działanie naszego układu immunologicznego nie jest zależne od tkanki czy lokalizacji guza, więc mamy nadzieję, że zwiększymy skuteczność obecnych terapii lub stworzymy taką kombinację terapii, która będzie mogła pomóc pacjentom z różnymi typami nowotworów – podkreśla Karolina Dzwonek.

Lek zostanie wprowadzony do badań klinicznych w połowie następnego roku. Obecnie zakończone są już badania farmakologiczne, a naukowcy pracują nad opracowaniem syntezy związku do badań klinicznych na ludziach. O pierwszych efektach będzie można mówić po ok. 1,5 roku od rozpoczęcia terapii. Zanim jednak lek trafi na rynek, minie znacznie więcej czasu.

– Realizujemy cały program toksykologiczny, który pozwoli na dokładną ocenę profilu bezpieczeństwa tego leku, co wymagane jest przed wejściem ze związkiem do badań klinicznych. Zakładamy, że lek wejdzie do praktyki klinicznej za ok. 5–7 lat – prognozuje Stanisław Pikul.

Nowotwory to główna przyczyna śmierci. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że co roku na raka umiera 8 mln osób. Dla części z nich immunoterapia może być jedyną szansą nie tylko na wydłużenie życia, lecz nawet na wyleczenie.

– Zaczyna istnieć możliwość, że pacjenci będą mogli być wyleczeni całkowicie. To będzie bardzo długi czas zanim dotrzemy do takiego punktu, ale wydaje się, że odpowiednie odblokowanie układu immunologicznego będzie mogło doprowadzić do całkowitej eliminacji komórek rakowych i wyleczenia pacjenta – twierdzi Stanisław Pikul, Dyrektor ds. Rozwoju w OncoArendi Therapeutics.

Z raportu „Global Oncology Trends 2017” wynika, że cały rynek leków stosowanych przy chorobach onkologicznych w 2016 roku wart był 113 mld dol. Do 2021 roku może to być już nawet 177 mld dol.

Szczepan Bentyn: Czy należy bać się kryptowalut?

Dlaczego boimy się kryptowalut? Dlatego, że są czymś nowym. Jednak dla zwykłego użytkownika system ten może okazać się zaskakująco prosty i logiczny. To nowy, wolny rynek, funkcjonujący w obrębie racjonalnych mechanizmów. Znamy je i wokół nich się obracamy.

– Systemu boją się ci, dla których jest on zagrożeniem. Zawsze, kiedy przychodzi jakaś innowacja, sprawia ona, że poprzednia technologia staje się mało istotna – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii –  Jesteśmy teraz w momencie transformacji infrastrukturalnej. Kiedyś samochody były nowością i jeździły po drodze dla wozów. Z czasem stało się odwrotnie. Jeszcze jakiś czas temu przez Internet dzwoniło się za pomocą telefonu, a teraz telefon dzwoni przez Internet. Obecnie, aby kupić kryptowaluty należy mieć konto w banku. Być może niedługo stare już, kolekcjonerskie waluty, będzie można nabywać właśnie za pomocą kryptowalut – podsumował Bentyn.

Rating Polski. Co nam zrobi Moody’s?

W ostatnich dniach polska waluta traciła, co istotne wobec euro. W piątek o ratingu dla Polski ma wypowiedzieć się międzynarodowa agencja Moody’s. Czy jej decyzja może pogłębić osłabienie złotego?

Złoty wzmacniał się w minionym roku, ale warto pamiętać, że choć w mniejszym stopniu, to jednak również w 2016 r.

– Kilkugroszowe osłabienie złotego w ostanich dniach nie powinno być traktowane jako coś nadzwyczajnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB, uznany podczas Kongresu FxCuffs za najlepszego analityka w Polsce. – Osłabienie spowodowane jest wzrostem zmienności na światowych rynkach, co zwykle osłabia waluty rynków wschodzących.

Presja na osłabienie złotego spowodowana jest także tym, że oddalają się w czasie podwyżki stóp procentowych w Polsce. Komunikaty wypływające z NBP są bardzo jednoznaczne.

– Złotemu nie powinna zaszkodzić piątkowa decyzja agencji Moody’s – ocenia dr P.Kwiecień

Dlaczego? Bo nie należy spodziewać się istotnych zmian. W porównaniu do poprzedniego ratingu dane makroekonomiczne o polskiej gospodarce były dobre. I jednocześnie nie pojawiły się nowe zagrożenia.

Konsumenci nie tracą optymizmu

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, Konfederacja Lewiatan

Sprzedaż detaliczna wzrosła w lutym 2018 r. o 7,7 proc. (r/r; ceny stałe). Wskaźniki ufności konsumenckiej, bieżący i wyprzedzający, są na poziomie odpowiednio (5,4 i 2,9) – podał GUS.

Gospodarstwa domowe, jak widać nie zmieniają swoich preferencji – chcą więcej konsumować. I to nie żywności, a przede wszystkim dóbr trwałego użytku. To dobra informacja dla przedsiębiorstw, bo przynajmniej na razie, nie muszą martwić się o popyt. To także dobra informacja dla gospodarki, bo spożycie indywidualne rośnie (też „jak na razie” w wysokim tempie, porównywalnym do prawie 5 proc. dynamiki w 2017 r.).

Po silnych wzrostach sprzedaży detalicznej w 2017 r., szczególnie dóbr trwałego użytku (meble, sprzęt RTV, AGD, samochody) i mniej trwałego użytku, jak odzież i obuwie czy kosmetyki wydawało się, że nasycenie rynku tymi dobrami jest duże i trudno będzie utrzymać dynamikę ich sprzedaży na zeszłorocznym poziomie. Tymczasem dwa tegoroczne miesiące wskazują, że tak nie jest. Dobra sytuacja na rynku pracy (dla pracowników), powoduje ciągle dużą otwartość gospodarstw domowych na wydawanie pieniędzy na konsumpcję.

Ciekawe jest także to, że jednocześnie cały czas szybko rosną wydatki w sklepach wielkopowierzchniowych, co wskazuje na atrakcyjność ich oferty (sprzedaż żywności rośnie zdecydowanie wolniej). Interesujący z tego punktu widzenia będzie kwiecień, gdy super- oraz hipermarkety oraz dyskonty będą zamknięte 4 niedziele. Jednocześnie koncentracja wydatków świątecznych będzie w marcu. Kwiecień stanie się zatem „testem prawdy” dla ustawowego ograniczenia handlu w niedziele w dużych sklepach.

Wysoką skłonność do konsumpcji w dwóch pierwszych miesiącach 2018 r. potwierdza badanie koniunktury konsumenckiej – bieżący i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (odpowiednio 5,4 i 2,9). Gospodarstwa domowe bardzo dobrze oceniają swoją sytuację finansową w najbliższych 12 miesiącach. Nie niepokoją się o stan gospodarki, ani o sytuację na rynku pracy, czyli ryzyko wzrostu bezrobocia. Trudno się zatem dziwić, że konsumpcyjny optymizm ich nie opuszcza. Szkoda jednak, że nie myślą o przyszłości i nie bardzo widzą szanse na oszczędzanie. Krótkowzroczność ta i zauroczenie konsumpcją może w przyszłości drogo kosztować. Nie tylko wtedy, gdy w sposób naturalny gospodarka będzie za 2-3 lata zwalniać, ale także za wiele lat, gdy będą przechodzić na emeryturę i okaże się, że ich emerytura wynosić będzie 30 proc. ostatniego wynagrodzenia. A oszczędności, które mogłyby ten emerytalny dochód zasilić nie będzie.

Windykacja przez social media, czyli jak działa presja społeczna

Mateusz Jakóbiak, członek zarządu firmy Vindicat
Mateusz Jakóbiak, członek zarządu firmy Vindicat

– Jak w biznesie? Wszystko w porządku? To może zapłacicie fakturę?– z tego typu wpisami na portalach społecznościowych można spotkać się coraz częściej. Przyczyną nie jest złośliwość, a… poczucie bezradności. Przedsiębiorcy, bezsilni wobec nierzetelnych kontrahentów, chwytają się wszelkich sposobów zmotywowania ich do zapłaty. Z faktem, że social media to dziś potęga nikt już nie dyskutuje i dlatego to właśnie tam coraz częściej szukamy pomocy. Czy tak poważny proces jak windykacja znajduje swoje miejsce w wirtualnym świecie mediów społecznościach? I czy jest to w ogóle legalne? Na te pytania odpowiada Mateusz Jakóbiak, członek zarządu firmy Vindicat, a zarazem baczny obserwator trendów internetowych.

Social media nie posiadają narzędzi dedykowanych odzyskiwaniu należności, ale mają coś, co może znacznie pomóc w przyspieszeniu tego procesu – zasięg. – Dług, niezależnie od tego, z jakiego powodu powstał to sprawa wstydliwa, zwłaszcza w świecie biznesu, dlatego wyciek tego typu informacji na zewnątrz jest wysoce niepożądany. W tym kontekście social media to wprost idealne narzędzie do ścigania opieszałych dłużników, zwłaszcza jeśli są nimi firmy, które mają swój oficjalny profil. Taka firma ma do stracenia naprawdę wiele, jednak kwestia legalności działań windykacyjnych prowadzonych na własną rękę przez Facebook czy Twitter nie jest taka prosta – mówi Mateusz Jakóbiak.

Co może portal społecznościowy

Informacje za pośrednictwem mediów społecznościowych rozchodzą się w tempie błyskawicy. Nie trzeba posiadać znajomych wśród dziennikarzy czy wydawców, żeby news, który chcemy przekazać dotarł do innych natychmiast. Zwłaszcza zły news, bo negatywną opinią z natury dzielimy się z innymi chętniej, niż pochlebną. Profil w social mediach rodzi więc wielkie możliwości w kwestii dochodzenia swoich praw. W ostatnim czasie tę moc wykorzystują zarówno przedsiębiorcy, jak i osoby prywatne. – Reklamacje składane na forum zawsze zadziałają silniej, niż te, które trafiły tylko do informacji firmy. Klienci robią to naturalnie, bo dziś profil firmowy to przede wszystkim nowoczesny kanał komunikacji między marką, a jej targetem. Rozczarowani klienci wykorzystują zasadę presji społecznej, bo sprawa rozgrywająca się na oczach wielu osób nabiera znacznie większej wartości – tłumaczy Jakóbiak. Od dawna więc na porządku dziennym są wpisy niezadowolonych z usług czy produktów klientów na stronach firmowych. Od tego, jak przedsiębiorstwo zareaguje, zależy jego wiarygodność i pozytywna ocena wśród klientów. – Reklamacje to jedno, ale o social mediach mówi się coraz więcej także w kontekście windykacji. To nowy trend w walce z tzw. zatorami płatniczymi, które mogą zniszczyć firmę, zwłaszcza tę z sektora MŚP. Tonący – a tak często należy określić przedsiębiorcę, który nie może odzyskać należnych pieniędzy – brzytwy się chwyta. W tym wypadku brzytwą jest pełny rozgoryczenia i bezsilności wpis na profilu – dodaje Mateusz Jakóbiak.

Plaga niepłacenia

Opóźnienia w płatności za usługi czy towary to zjawisko, które dotyka praktycznie każdej branży. Niewinny przestój w spływaniu należności szybko może przerodzić się w prawdziwy kryzys finansowy firmy, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca wcześniej nie zadbał o odpowiednią poduszkę finansową. –Zasięgi, jakie przeciętnemu Kowalskiemu dają media społecznościowe to zupełnie nowa jakość w walce z nieuczciwymi kontrahentami. Trzeba jednak pamiętać, że w Internecie nie jesteśmy wyjęci spod prawa, dlatego z presji społecznej, jaką może wytworzyć wpis na portalu należy korzystać mądrze – mówi Jakóbiak.

Publikacja danych dłużnika – legalna czy nie?

Media społecznościowe nie są miejscem, gdzie możemy publikować poufne dane dłużnika. Luźny wpis o problemach finansowych z daną firmą, który ma na celu zwrócenie na siebie uwagi i wywołanie dyskusji może być bardzo pomocny w odzyskaniu pieniędzy. W ten sposób postąpił jakiś czas temu Łukasz Smoliński – właściciel firmy cukierniczej, która miała problemy z uzyskaniem niewielkiej należności od międzynarodowej firmy. Emocjonalny wpis wraz z oznaczeniem firmy przyniósł skutek i faktura wkrótce została spłacona. Należy jednak pamiętać, że nie wolno publikować poufnych danych, bo może to pociągnąć za sobą konsekwencje prawne. – Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy chcemy sprzedać dług. Do tego służy tzw. giełda wierzytelności i jest to rozwiązanie jak najbardziej legalne – mówi ekspert z Vindicat. Giełda wierzytelności to sposób, który dedykowany jest osobom mającym problemy z odzyskaniem należnych środków, a którym brak czasu i energii na prowadzenie samodzielnych działań windykacyjnych. Dzięki sprzedaży długu przedsiębiorca czy osoba prywatna otrzymuje nieco pomniejszoną kwotę od razu, a kwestia odzyskania należności od dłużnika leży do tej pory w gestii odkupującego, którym najczęściej jest kancelaria lub firma windykacyjna. – To skuteczna metoda na odzyskanie pieniędzy, bo poza legalnym upublicznieniem danych dłużnika, możemy jeszcze zadbać o dobre wypozycjonowanie jego nazwy w wyszukiwarce internetowej. To szczególnie cenne w przypadku chęci odzyskania pieniędzy od firmy. Żadne przedsiębiorstwo bowiem nie może przejść obojętnie wobec publicznego zaopiniowania go w sieci, jako nierzetelnej firmy – tłumaczy Jakóbiak, którego firma za pomocą giełdy wierzytelności zlikwidowała dług już na ponad 16 mln zł.

Prewencja pomoże uniknąć kłopotów w firmie

Odzyskiwanie należności nikomu nie sprawia przyjemności – jest to zawsze powodem stresu i obaw o popsucie relacji biznesowych. Warto więc przed podjęciem współpracy z nowym kontrahentem sprawdzić jego ewentualną historię finansową. – Do tego także posłuży nam giełda wierzytelności. Warto prewencyjnie sprawdzić, czy nasz kontrahent nie figuruje w żadnej z nich jako dłużnik. Nie zaszkodzi także wyszukanie nazwy firmy na portalach społecznościowych i sprawdzenie w jakim kontekście się o niej pisze – mówi Jakóbiak. W razie kłopotów warto od razu zwrócić się do firmy windykacyjnej o pomoc – zaoszczędzimy w ten sposób czas i stracone nerwy. W tej chwili cały proces można przeprowadzić online. Takie rozwiązanie oferuje np. platforma Vindicat.pl, która krok po kroku, poprowadzi nas przez meandry skutecznej windykacji. – Ważne jest także powierzenie księgowości naszej firmy osobie doświadczonej i odpowiedzialnej, która z żelazną konsekwencją będzie pilnować terminów wpływów i w razie czego będzie reagować na bieżąco – dodaje Mateusz Jakóbiak.

Media społecznościowe to jak się okazuje potęga nie tylko w kontaktach międzyludzkich, ale także w przepływie informacji. Ich możliwości może wykorzystywać każdy – ważne jednak, by nie przekroczyć granic stawianych przez prawo o ochronie danych osobowych. Dla przedsiębiorców to z kolei jeszcze jeden, nowoczesny, choć nieformalny kanał wspomagający walkę z opieszałością finansową kontrahentów.

Ray Mauritsson (CEO Axis Communications) o przyszłości monitoringu i systemach bezpieczeństwa

Ray Mauritsson – CEO Axis Communications
Ray Mauritsson objął stanowisko dyrektora generalnego Axis Communications w 2003 roku,
z firmą związany jest od 1995 roku, piastując przez lata szereg stanowisk kierowniczych.
Pierwszym zadaniem Raya Mauritssona w Axis było stworzenie nowej kategorii produktów z serwerów Axis. Następnie jako szef działu produktów magazynowych był odpowiedzialny za jego stworzenie, rozwój, sprzedaż oraz marketing. Ponadto, Mauritsson był odpowiedzialny za działalność OEM Axis (Original Equipment Manufacturer), zarządzając zespołem ds. rozwoju biznesu oraz zespołem inżynierów współpracującym z globalnymi klientami, takimi jak Canon, Toshiba i HP.
Mauritsson ma tytuł magistra inżyniera fizyki, jaki uzyskał na uczelni Institute of Technology w Lund oraz Executive MBA z EFL w Lund. Mauritsson jest członkiem zarządu w HMS Industrial Networks od 2007 roku.
  • Jak Pan sobie wyobraża ewolucję systemów bezpieczeństwa i kontroli w najbliższym czasie?

Systemy bezpieczeństwa będą jeszcze bardziej inteligentne i zintegrowane. Są one połączeniem funkcjonalności i wymiany informacji między systemami = zintegrowanymi rozwiązaniami. Standardem będą kamery połączone z innymi czujnikami. Aby efektywniej zarządzać urządzeniami, będziemy musieli być przygotowani na odpieranie cyberataków. Myślę, że będzie to ogólny trend dla kamer i wszelkiego rodzaju czujników podłączanych bezpośrednio do sieci.

  • Czy sztuczna inteligencja zmieni i jak zmieni branżę? (rozpoznawanie np. kobiet ubranych w burki).

Sztuczna inteligencja już zmieniła branżę. Wielkie firmy ochroniarskie, które monitorują obiekty na odległość, chcą osiągać maksimum wydajności i skuteczności, a sztuczna inteligencja jest czymś, co na pewno będą chcieli wdrożyć w przyszłości. Do tego czasu musimy opracować część tych rozwiązań, aby mieć pewność, że nasze platformy umożliwiają stronom trzecim dodanie tego rodzaju informacji do naszych produktów. Wykorzystanie sztucznej inteligencji pomoże zmniejszyć liczbę zatrudnianych osób i zastąpić część z nich automatycznymi rozwiązaniami i technologią.

  • W jakim stopniu technologia zastąpi człowieka – branża ochrony zmienia oblicze i coraz częściej korzysta z rozwiązań monitoringu zastępując fizyczną obecność.

Trudno powiedzieć, jak daleko zajdzie ten proces. Nie posiadam dokładnych danych na temat poziomu automatyzacji, ale nigdy całkowicie nie pozbędziemy się pracy ludzi, ponieważ zawsze musi  być ktoś, kto będzie w stanie ocenić sytuację albo najzwyczajniej pojechać w dane miejsce, by rozwiązać problem. Trudno zautomatyzować wszystko. Podam przykład. Duże firmy ochroniarskie deklarują, że za kilka lat chcą przenieść 20% swoich dochodów obecnie pokrywających koszty wynagrodzenia pracowników ochrony na technologię komórkową. Jednocześnie inne firmy, zamiast ograniczać liczbę pracowników ochrony, wolą dążyć ku większej wydajności pracy.

  • Jaką strategię rozwojową przyjmuje firma na najbliższe lata?

Podstawą naszej strategii jest innowacyjność i swoboda myśli twórczej, jaką dajemy naszym inżynierom. Myślę, że ważne jest również, aby nie wprowadzać innowacji w warunkach laboratoryjnych tylko opracowywać ją w kontekście dogłębnej wiedzy o rynku i potrzebach klientów. W Axis Communications dbamy o klimat, który pozwala ludziom eksperymentować. To moim zdaniem najlepsza metoda inspirująca rozwój. Częścią strategii Axis jest również zwiększenie mocy i wydajności naszych produktów dzięki nowym rozwiązaniom analitycznym, jakie dodajemy na naszych autorskich platformach.

  • Jak branża przygotowuje się do zmian w transporcie? Autonomiczne maszyny itp. Czy jest to szansa rozwoju?

Oczywiście samochody autonomiczne są wyposażone w kamery, ale nie jest to rynek, który znajduje się w centrum naszego zainteresowania, nie jesteśmy aktywni na tym polu.

  • Monitoring na drogach – jak w najbliższej przyszłości będą rozwiązywane kwestie bezpieczeństwa?

Monitoring na drogach jest stosowany z takich samych powodów, jak w każdej innej przestrzeni publicznej, gdzie użytkownicy chcą czuć się bezpiecznie. W tym celu stosowane są kamery w autobusach, pociągach itd. Monitoring na drogach daje też dodatkowe korzyści tj. analiza działania danej linii autobusowej, statystyki dotyczące natężenia ruchu w godzinach szczytu itp.

Przykładem inteligentnego rozwiązania transportowego są działania realizowane przez francuską firmę Citilog, którą niedawno zakupiliśmy. Citilog specjalizuje się w automatycznym wykrywaniu wypadków za pomocą kamer umieszczonych poza ruchem ulicznym. Są one zaprogramowane do rozpoznawania sytuacji, które nie powinny mieć miejsca w ruchu ulicznym. Np. jeśli samochód zatrzymuje się na niewłaściwym pasie lub dochodzi do innego rodzaju zakłócenia, informacja jest przesyłana do centralnego systemu zarządzania ruchem. W tym przypadku kamery nie są wykorzystywane do nadzoru, ale do poprawy efektywności ruchu ulicznego.

  • Czy Axis ma technologię, która rozpozna przy wejściu kto jest pracownikiem a kto gościem w biurze?

Takie rozwiązania są już stosowane i to na dużą skalę. Istnieją programy do rozpoznawania twarzy, a samo rozwiązanie oferuje różne funkcjonalności. Jednak skuteczność nie jest 100%, gdyż wpływają na nią liczne czynniki zewnętrzne tj. zmiana ubioru pracownika, jego gorszy dzień a przez to inny wygląd zewnętrzny, w przypadku kobiet mylący może być mocniejszy makijaż. Upłynie jeszcze trochę czasu, zanim będziemy mogli polegać tylko i wyłącznie na funkcji rozpoznawania twarzy.

Wyrok TSUE o nieproporcjonalności przepisów – kodeks spółek handlowych nie może ograniczać europejskiej zasady swobody przedsiębiorczości

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że polskie przepisy, które wymagają dla transgranicznego przekształcenia spółki jej uprzedniej likwidacji na terenie RP, naruszają unijną zasadę swobody przedsiębiorczości. Wyrok Trybunału ma istotne znaczenie dla polskich przedsiębiorców, którzy przenosząc siedzibę – czy to statutową, czy rzeczywistą – za granicę, chcą utrzymać zdolność prawną podmiotu i kontynuować jego działalność. W praktyce to orzeczenie jest przejawem poparcia Unii Europejskiej dla transgranicznych przekształceń spółek dokonywanych wewnątrz Wspólnoty bez konieczności ich likwidacji w kraju macierzystym. Czy takie stanowisko europejskiego Trybunału oznacza konieczność nowelizacji Kodeksu spółek handlowych?

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w składzie 15 sędziów (Wielka Izba) 25 października 2017 r. wydał wyrok dotyczący interpretacji przepisów prawnych w zakresie możliwości przeniesienia siedziby polskiej spółki Polbud – Wykonawstwo sp. z o.o. (sygn. sprawy: C-106/16) do kraju członkowskiego Wspólnoty Europejskiej innego niż Rzeczpospolita Polska. Innymi słowy, dokonał wykładni przepisów prawa unijnego regulujących transgraniczne przekształcenie podmiotu w świetle zasady swobody przedsiębiorczości w Unii Europejskiej.

Zgodnie ze stanowiskiem TSUE wyrażonym w tym orzeczeniu, państwa należące do Unii Europejskiej nie mogą uzależniać wykreślenia podmiotu z krajowego rejestru od przeprowadzenia likwidacji spółki, jeżeli zdecydowała ona o transferze statutowej siedziby do innego państwa członkowskiego.

Stan faktyczny sprawy – spółka nie zgodziła się ze stanowiskiem polskich sądów

Zgromadzenie wspólników Polbud – Wykonawstwo sp. z o.o. we wrześniu 2011 r. podjęło uchwałę o przeniesieniu siedziby do Luksemburga. Po dwóch latach spółka zmieniła również nazwę na „Consoil Geotechnik Sarl” i stała się podmiotem prawa luksemburskiego, po czym została wpisana do rejestru spółek tego państwa. Wystąpiła więc do polskiego sądu rejestrowego z wnioskiem o wykreślenie z Krajowego Rejestru Sądowego. W odpowiedzi firma została zobowiązana do przedstawienia dokumentów zaświadczających rozwiązanie i likwidację spółki. Spółka uznała jednak, że ze względu na przeniesienie siedziby spółki do Luksemburga i kontynuację jej działalności nie jest obowiązana zastosować się do zarządzenia polskiego sądu.

Na etapie postępowania sądowego w Polsce zarówno sąd rejonowy, jak i sąd okręgowy nie podzieliły stanowiska spółki, która nie chciała przeprowadzać postępowania likwidacyjnego z uwagi na to, że w jej przypadku utrzymana została zdolność prawna, majątek spółki nie został podzielony pomiędzy wierzycieli i wspólników oraz że w dalszym ciągu prowadzona jest działalność gospodarcza, tyle że na terenie Luksemburga. Skarga kasacyjna trafiła do Sądu Najwyższego, który powziął wątpliwości interpretacyjne co do przepisów i zdecydował o skorzystaniu z instytucji pytań prejudycjalnych do TSUE.

Czego dotyczyły wątpliwości Sądu Najwyższego?

Sąd Najwyższy zawiesił toczące się postępowanie i przedstawił Trybunałowi pytania związane z rozpoznawaną sprawą. Pierwsze brzmiało: „Czy określona na gruncie art. 49 i 54 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.U.2004.90.864/2, dalej jako: „TFUE”) zasada swobody przedsiębiorczości stoi w sprzeczności z regulacjami krajowymi warunkującymi wykreślenie spółki z rejestru od rozwiązania spółki po przeprowadzeniu likwidacji, jeżeli spółka reinkorporowała się w innym państwie członkowskim na podstawie uchwały wspólników o kontynuowaniu osobowości prawnej nabytej w państwie utworzenia?”.

Na wypadek negatywnej odpowiedzi na pierwsze pytanie zadano drugie: „Czy wyrażoną w Unii Europejskiej zasadę swobody przedsiębiorczości można wykładać w taki sposób, że wynikający z przepisów prawa krajowego obowiązek przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego spółki, które poprzedza jej rozwiązanie, następujące z chwilą wykreślenia z rejestru, stanowi środek adekwatny, konieczny i proporcjonalny do godnej ochrony interesu publicznego w postaci zabezpieczenia wierzycieli, wspólników mniejszościowych i pracowników spółki migrującej?”.

Pod rozwagę Trybunału zostało przedstawione jeszcze jedno zagadnienie: „Czy traktatową zasadę swobody przedsiębiorczości powinno wykładać się w ten sposób, że ograniczenia swobody przedsiębiorczości obejmują sytuację, w której spółka w celu transgranicznego przekształcenia w podmiot innego prawa członkowskiego, przenosi do niego siedzibę statutową nie zmieniając siedziby głównego przedsiębiorstwa, które pozostaje w państwie utworzenia?”.

Brak polskich regulacji transgranicznego przekształcenia spółki?

Sąd Najwyższy w trakcie rozpatrywania skargi kasacyjnej powziął wątpliwości, jak należy interpretować traktatową zasadę swobody przedsiębiorczości w kontekście Ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych (Dz.U. z 2017 r., poz. 1577, dalej jako: „k.s.h.”). SN dostrzegł wewnętrzną niespójność regulacji, które co prawda dopuszczają możliwość przeniesienia siedziby spółki poza granice, ale tylko pod warunkiem likwidacji działalności gospodarczej podmiotu w Polsce. Jest to rozwiązanie samo w sobie sprzeczne.

Co dokładnie mówią polskie przepisy? Zgodnie z art. 270 pkt 2 k.s.h. „uchwała wspólników o rozwiązaniu spółki albo o przeniesieniu siedziby spółki za granicę, stwierdzona protokołem sporządzonym przez notariusza”, stanowi przesłankę rozwiązania spółki. Powyższe ustawodawca uszczegółowił w art. 272 k.s.h., wskazując, że do rozwiązania spółki niezbędne jest przeprowadzenie jej likwidacji, której zakończenie skutkować będzie wykreśleniem spółki z rejestru. Do właściwego zakończenia bytu podmiotu wymagane jest więc podjęcie czasochłonnych czynności likwidacyjnych wynikających z ustawy, dotyczących m.in. zakończenia bieżących interesów spółki, ściągnięcia wierzytelności, wypełnienia zobowiązania czy upłynnienia majątku spółki (art. 282–288 k.s.h.).

Polskie regulacje nie odpowiadają zatem praktycznym potrzebom spółek, które ulegają przekształceniom w spółki objęte reżimem innego państwa. Przedsiębiorstwom niejednokrotnie zależy bowiem na kontynuowaniu dotychczasowej działalności oraz na utrzymaniu osobowości prawnej, choćby przez wzgląd na historię firmy.

Poza tym zauważalny jest brak harmonizacji polskiej ustawy z unijnym prawodawstwem. Kodeks spółek handlowych jednoznacznie uzależnia rozwiązanie spółki od przeprowadzenia jej likwidacji. Nie zawiera żadnych szczegółowych regulacji dotyczących transgranicznego przekształcenia spółki, czym mogą pochwalić się inne państwa członkowskie Unii Europejskiej. Jest to szczególnie ważne, ponieważ przepisy prawa prywatnego międzynarodowego stanowią o możliwości przeniesienia siedziby spółki do innego państwa członkowskiego i kontynuowania założonej działalności bez jej likwidacji.

Potwierdza to choćby art. 19 ust. 1 Ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. Prawo prywatne międzynarodowe (Dz.U. z 2015 r., poz. 1792), który stanowi, że „z chwilą przeniesienia siedziby do innego państwa, osoba prawna podlega prawu tego państwa. Osobowość prawna uzyskana w państwie dotychczasowej siedziby jest zachowana, jeżeli przewiduje to prawo każdego z zainteresowanych państw. Przeniesienie siedziby w obrębie Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie prowadzi do utraty osobowości prawnej”. Na znaczenie tego przepisu zwrócił również uwagę TSUE.

TSUE zasadniczo o swobodzie przedsiębiorczości

Trybunał, odpowiadając na trzecie pytanie prejudycjalne zgłoszone przez polski Sąd Najwyższy, uznał, że „art. 49 i 54 TFUE należy interpretować w ten sposób, że swoboda przedsiębiorczości ma zastosowanie do przeniesienia statutowej siedziby spółki utworzonej na mocy prawa jednego państwa członkowskiego na terytorium innego państwa członkowskiego w celu przekształcenia jej w spółkę prawa tego innego państwa członkowskiego”. Istotne jest to, że takie transgraniczne przekształcenie podmiotu musi być zgodne z przesłankami ustanowionymi w przepisach państwa, do którego następuje przeniesienie, choćby nie było ono związane z transferem faktycznego miejsca siedziby spółki, a jedynie z przeniesieniem siedziby statutowej.

W ocenie Trybunału polska spółka na gruncie rozpoznawanej sprawy nie tylko miała prawo dokonać przekształcenia transgranicznego, ale również nie powinna być zobowiązana do przeprowadzenia likwidacji – zgodnie z przyjętą wykładnią europejskiej zasady swobody przedsiębiorczości (podobnie wyrok z dnia 27 września 1998 r., Daily Mail and General Trust, 81/87, EU:C:1988:456, pkt 17). W opinii Trybunału nie stanowi nadużycia umiejscowienie siedziby spółki w innym państwie Wspólnoty nawet jedynie ze względu na to, że podmiot podlega w niej dogodniejszym dla niego regulacjom. Takie stanowisko TSUE ma dużą wartość dla polskich przedsiębiorców, którzy planują przenieść swoją siedzibę do innego państwa członkowskiego w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Polskie sądy będą orzekały wbrew Kodeksowi spółek handlowych?

TSUE nadał również szczególne znaczenie odpowiedzi na pierwsze i drugie pytanie prejudycjalne, które Trybunał zdecydował się rozpoznać łącznie. Wyraźnie podkreślił, iż regulacje polskiego Kodeksu spółek handlowych stanowią ograniczenie unijnej zasady swobody przedsiębiorczości (art. 49 i 54 TFUE) w zakresie, w jakim w sytuacji transgranicznego przekształcenia podmiotu uzależniają wykreślenie spółki z rejestru od przeprowadzenia przez nią likwidacji. Trybunał argumentował, że może to utrudniać, a nawet uniemożliwiać dokonanie transgranicznego przekształcenia spółki (podobnie wyrok z dnia 16 grudnia 2008 r., Cartesio, C-10/06, EU:C:2008:723, pkt 112, 113).

Polski rząd w trakcie postępowania głównego podnosił, że obowiązujące uregulowania Kodeksu spółek handlowych mają przeciwdziałać nadużyciom wierzycieli i pracowników. TSUE jednoznacznie określił jednak taką ochronę praw jako nieproporcjonalną – zasada swobody przedsiębiorczości może podlegać ograniczeniom, ale tylko w sytuacjach występowania nadrzędnych względów interesu publicznego. Trybunał stanął na stanowisku, że analizowane przez niego regulacje polskiego k.s.h. nie spełniają przesłanki niezbędności ochrony interesu publicznego.

Procedura prejudycjalna pozwala sądom państw członkowskich zwrócić się z zagadnieniem prawnym do Trybunału, który odpowiada na nie, nie rozpoznając jednak sporu krajowego. Powstaje więc szereg pytań. Czy Sąd Najwyższy uzna stanowisko Trybunału za wiążące? Czy w podobnych przypadkach polskie sądy zdecydują się wykreślić spółkę z rejestru z pominięciem kodeksowego obowiązku likwidacji? Czy będą orzekały wbrew przepisom Kodeksu spółek handlowych, mając na uwadze zasadę pierwszeństwa prawa wspólnotowego? Stan niepewności może utrzymać się aż do czasu niezbędnej nowelizacji przepisów k.s.h., która uwzględniać będzie unijną wykładnię transgranicznego przekształcenia spółki bez konieczności jej likwidacji w Polsce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Plast-Box publikuje wyniki za 2017 r.

Plast-Box, jeden z czołowych producentów opakowań z tworzyw sztucznych w Europie, zamknął rok 2017 zyskiem netto na poziomie skonsolidowanym w wysokości 5,7 mln zł przy stopie wynoszącej 3,5%. Po czterech kwartałach 2017 roku przychody grupy wspięły się do 160,0 mln zł wobec 153,2 mln zł uzyskanych rok wcześniej, rosnąc o 4,4%. Jednocześnie grupa zanotowała wskaźnik EBITDA na poziomie 17,9 mln zł przy stopie EBITDA wynoszącej 11,2%.

Grzegorz Pawlak PTS Plast-Box S.A.Jesteśmy zadowoleni z dalszego zwiększania się sprzedaży choć nie ukrywam, że miniony rok był dla nas kosztowo trudny. Ceny surowców były wyższe i nie tak stabilne jak w roku 2016, znacznie wzrosły również inne koszty, w tym osobowe – stwierdza Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – W roku 2017 zwiększyliśmy nakłady na inwestycje. Na infrastrukturę i podwyższenie mocy produkcyjnych przeznaczyliśmy 16,3 mln zł, a więc ponad dwukrotnie więcej niż w roku ubiegłym – informuje.

Jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki matki Plast-Box S.A. podniosły się w 2017 roku do 139,3 mln zł i były wyższe r/r o 2,8%. Jednocześnie słupska spółka wypracowała 3,4 mln zł zysku netto oraz wartość EBITDA na poziomie 11,4 mln zł,

Ukraińska spółka Plast-Box w tym samym okresie odnotowała 300,0 mln UAH przychodów ze sprzedaży tj. o 33,1% więcej niż w roku 2016. Przy tym poziomie przychodów Plast-Box Ukraina podniosła wartość EBITDA o 15,5% r/r do 42,2 mln UAH. Ponadto zwiększyła zysk na działalności operacyjnej o 20,0% r/r z 27,0 mln UAH do 32,4 mln UAH.

– Spółka córka zlokalizowana w Czernichowie wypracowała dobre wyniki  – mówi Krzysztof Pióro, wiceprezes Plast-Box S.A. – Od 2004 roku konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju na rynku Ukraińskim. W 2011 roku uruchomiliśmy nową fabrykę. Przetrwaliśmy zawirowania polityczne, a teraz gdy sytuacja rok za rokiem się stabilizuje nasza pozycja się umacnia – informuje.

Plast-Box sprzedaje swoje produkty w większości na rynkach zagranicznych. W 2017 roku eksport stanowił 61,4 % całkowitej sprzedaży grupy. Produkty Plast-Box trafiają do zdecydowanej większości krajów Unii Europejskiej w tym między innymi do Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Austrii, Holandii, Skandynawii oraz na Wschód – głównie na Ukrainę i do Rosji. Spółka systematycznie zwiększa eksport na rynki Unii Europejskiej, gdzie sprzedaż po 12 miesiącach 2017 roku wzrosła o 4,5 % do 57,1 mln zł i stanowiła 35,7 % udziału w przychodach grupy. Udział rynków wschodnich natomiast w skonsolidowanej sprzedaży w 2017 r. wzrósł o 3,1 punktu procentowego i wyniósł 25,3%.

Nasze produkty trafiają do renomowanych producentów sektora spożywczego oraz chemii budowlanej i gospodarstwa domowego na terenie niemal całej Europy. Działamy w branży opakowań z tworzyw sztucznych, a ta branża znajduje się w trendzie wzrostowym, który z pewnością utrzyma się przez kolejne lata. Tworzy to bardzo dobre perspektywy dla spółki Plast-Box  – stwierdza prezes Pawlak.

Nerwowe odliczanie

Na kilkanaście minut przed decyzją FOMC wyczuwalna jest nerwowość na FX. USD nieco oddaje pola po wcześniejszym umocnieniu podsycanym jastrzębimi oczekiwaniami przed Fed, choć nie widać tego po EUR/USD. Rynek akcji czeka w cierpliwości lub szuka kierunku. Dobry raport DoE o zapasach wsparł rajd ropy WTI ponad 65 USD/b.

Odliczanie do decyzji Fed przebiega w nerwowej atmosferze. Środowy handel wstępnie miał znamiona podwyższonej awersji do ryzyka, choć w ostatnich godzinach waluty ryzykowne zaczęły poprawiać swoją pozycję wobec dolara. W G10 AUD, NZD i CAD pokazują siłę, ale już EUR/USD zaliczył nagły spadek z 1,2290 do 1,2260. W serwisach informacyjnych nie widać jednak bezpośredniej przyczyny dla ruchu, co wskazuje na nerwowe pozycjonowanie przed decyzją FOMC.

GBP jest dziś jedną z silniejszych walut po dobrym raporcie z rynku pracy. Dynamika wynagrodzeń przyspieszyła do 2,8 proc. przy oczekiwaniach na poziomie 2,6 proc. Stopa bezrobocia spadła do 4,3 proc. (prog. 4,4 proc.). Dane podsyciły oczekiwania na optymistyczny wydźwięk komunikatu Banku Anglii w czwartek zwiększający szanse na podwyżkę stóp procentowych następnym razem w maju. GBP/USD podchodzi pod 1,4080.
EUR/PLN z rana naciskał na 4,24, ale ostatecznie nastąpił odwrót i teraz kontynuowany jest powolny zjazd do 4,2270. Sprzedaż detaliczna z Polski wypadła lekko poniżej rynkowego konsensusu. Odczyt uplasował się na poziomie 7,9 proc., prog. 8,2 proc., poprzednia wartość 8,2 proc. Złoty był obojętny na odczyt.

W ciągu dnia przejściowym katalizatorem nerwowości był doniesienia WSJ, że Chiny nie pozostaną dłużne USA i ich polityce celne USA i planują przygotować środki odwetowe. W reakcji na tę informację obserwowaliśmy załamanie kursu USD/JPY o 30 pipsów do 106,10, a AUD/USD tracił 15 pipsów do 0,7675.

Na rynku akcji widać fazę szukania kierunku i czekanie na impuls z Fed. Sektor energetyczny starał się wyciągać szerokie indeksy w ślad za rajdem cen ropy naftowej. Mimo to DAX zaliczył marne 0,01 proc., CAC40 stracił 0,24 proc., a FTSE100 zniżkował o 0,32 proc. Za to w Polsce panowały zupełnie inne nastroje. WIG20 zyskał 2,14 proc. z pomocą odbijających banków, choć ponad 5 proc. zyskały też PKN Orlen i Lotos.
Ropa naftowa WTI zapukała do 65 USD/b z pomocą raportu DoE o zapasach. W ubiegłym tygodniu zapasy ropy naftowej w USA skurczyły się o 2,62 mln baryłek, co jest wartością prawie identyczną jak wczorajszy raport API (-2,739 mln baryłek). Oprócz tego spadły również zapasy benzyny i destylatów o odpowiednio 1,69 mln baryłek i 2,02 mln baryłek.
Poza tym spory udział w kształtowaniu sentymentu ma znów geopolityka i doniesienia związane z polityką OPEC. W pierwszym przypadku spekuluje się, że po odejściu Rexa Tillersona z administracji Trumpa porozumienie nuklearne z Iranem jest mocno zagrożone. Punktem mogącym potencjalnie przynieść negatywny przełom jest wizyta Mohammeda Bin Salmana, saudyjskiego księcia w Białym Domu, która ma miejsce w tym tygodniu. Z tego powodu inwestorzy wyceniają podwyższone ryzyko geopolityczne na Bliskim Wschodzie.
W drugim przypadku chodzi o przecieki agencji Bloomberg, które sugerują, że oficjele OPEC uważają, że rynek ropy ulegnie zbilansowaniu w ujęciu globalnym na przełomie 2. i 3. kwartału. Pomimo to trwają prace nad taką zmianą oceny wpływu porozumienia o ograniczeniu wydobycia na rynek surowca, które prowadzić będą musiały do dalszej redukcji zapasów i wymuszą dłuższe obowiązywanie obostrzeń.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

GPW Benchmark powołał Komitet Nadzorczy

  • Komitet Nadzorczy został powołany przez GPW Benchmark w celu zapewnienia nadzoru nad wszystkimi aspektami opracowywania stawek referencyjnych
  • Członków Komitetu Nadzorczego zaproponowały kluczowe instytucje sektora finansowego w tym: Związek Banków Polskich, Stowarzyszenie ACI Polska oraz UOKiK
  • Ministerstwo Finansów oraz Narodowy Bank Polski przyjęły status Obserwatora

Komitet Nadzorczy GPW Benchmark, składający się z sześciu nowo wybranych członków, powstał by zapewnić merytoryczny nadzór nad wszystkimi aspektami opracowywania stawek referencyjnych. Komitet utworzono zgodnie z nową dokumentacją stawek referencyjnych WIBID i WIBOR oraz rozporządzeniem UE o wskaźnikach referencyjnych[1].

– Nadaliśmy Komitetowi Nadzorczemu szerokie uprawnienia zapewniające skuteczny nadzór nad stawkami referencyjnymi i decyzjami podejmowanymi przez Administratora –mówi Rafał Wyszkowski, prezes GPW Benchmark.

Członkowie Komitetu Nadzorczego zostali wskazani przez instytucje reprezentujące interesy szeroko pojętych użytkowników stawek referencyjnych.

Członkami Komitetu Nadzorczego zostali:

  • Jerzy Bańka oraz Norbert Jeziolowicz, zaproponowani przez Związek Banków Polskich,
  • Andrzej Nużyński, zaproponowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów,
  • prof. Andrzej Sławiński, zaproponowany przez Stowarzyszenie Rynków Finansowych ACI Polska,
  • Sławomir Panasiuk, zaproponowany przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych,
  • dr Paweł Ostrowski, zaproponowany przez Towarową Giełdę Energii.

– Chcemy, aby dyskusja na temat tempa i skali reformy stawek referencyjnych w Polsce toczyła się w atmosferze konsensusu, dlatego zamierzamy angażować i zapraszać do współpracy wiele instytucji i interesariuszy – podkreśla Rafał Wyszkowski. – W związku z tym zdecydowaliśmy się na powołanie funkcji Obserwatora przy Komitecie Nadzorczym, którą mogą przyjąć instytucje, które aktywnie i merytorycznie biorą udział w pracach nad dostosowaniem stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do wymogów rozporządzenia unijnego oraz rozwojem oferty wskaźników referencyjnych dla polskiego rynku finansowego – dodaje.

Status Obserwatora przy Komitecie Nadzorczym GPW Benchmark przyjęły Ministerstwo Finansów oraz Narodowy Bank Polski, Związek Banków Polskich, Stowarzyszenie ACI Polska oraz UOKIK.

Szczegółowe informacje dotyczące członków Komitetu Nadzorczego są na stronie internetowej www.gpwbenchmark.pl.

[1] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych i zmieniające dyrektywy 2008/48/WE i 2014/17/UE oraz rozporządzenie (UE) nr 596/2014