Polscy naukowcy pracują nad generatorem wytwarzającym energię elektryczną z marnowanego ciepła. Urządzenie może przynieść duże zyski elektrociepłowniom i biogazowniom

Polscy naukowcy pracują nad generatorem wytwarzającym energię elektryczną z marnowanego ciepła. Urządzenie może przynieść duże zyski elektrociepłowniom i biogazowniom 1

Polscy naukowcy prowadzą prace nad modułami termoelektrycznymi, które umożliwiają konwersję energii cieplnej na elektryczną. Na ich bazie powstał prototyp generatora termoelektrycznego TEG, który ma przetwarzać ciepło marnowane np. w elektrowni biogazowej. Zastosowanie technologii pozwalającej na odzysk nawet niewielkiej ilości energii i podniesienie sprawności istniejących bądź wdrażanych systemów energetycznych mogą według twórców prowadzić do gigantycznych zysków energetycznych i finansowych zarówno w skali Polski, jak i świata.

Zaprojektowany i wykonany w projekcie TERMOMOD, finansowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, generator termoelektryczny TEG wykorzystuje ciepło ze spalanego biogazu. Instalacja bezpośrednio konwertuje energię cieplną na energię elektryczną za pomocą modułów termoelektrycznych.

– Proces przetwarzania energii cieplnej w energię elektryczną przebiega przy wykorzystaniu modułu termoelektrycznego, który zbudowany jest ze specjalnych materiałów półprzewodnikowych. Są to tzw. materiały termoelektryczne. Połączone w szereg w specjalnym ogniwie tworzą złącza, które przetwarzają bezpośrednio energię cieplną w energię elektryczną – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr inż. Rafał Zybała z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych.

Twórcy stawiają sobie za zadanie przetwarzanie energii, która pochodzi z już istniejących źródeł jako odpadowa energia cieplna. Według szacunków eksperta z ITME nawet 60–70 proc. energii marnowane jest w sposób bezpowrotny. To energia pochodząca między innymi z elektrowni biogazowych. Wykorzystanie modułów termoelektryczych pozwoli odzyskać przynajmniej część tej energii i przetworzyć ją na energię elektryczną.

– Zastosowanie technologii pozwalającej na odzysk nawet niewielkiej ilości energii, a w TEG jest to od kilku do kilkunastu procent, i podniesienie sprawności istniejących bądź wdrażanych systemów energetycznych, może prowadzić do gigantycznych zysków energetycznych i finansowych zarówno w skali Polski, jak i w skali świata – przekonuje ekspert z ITME.

Moduły termoelektryczne już są stosowane, przede wszystkim w branży chłodniczej. Powszechnym rozwiązaniem są ogniwa Peltiera, w których w wyniku przepływu prądu wymuszany jest przepływ ciepła. Moduły TE opracowywane przez ITME wykorzystują odwrotny efekt – Seebecka, przetwarzając bezpośrednio energię cieplną na energię elektryczną. Najbardziej powszechnym zastosowaniem są w tym momencie zastosowania kosmiczne oraz wojskowe, natomiast w przyszłości moduły termoelektryczne mogą być stosowane zarówno w przemyśle motoryzacyjnym, jak i w szeroko rozumianym przemyśle energetycznym.

– Wykorzystanie technologii TEG nie dotyczy tylko biogazu czy ogromnych obiektów takich jak np. elektrociepłownie, ale stosując technologię wykorzystującą efekty termoelektryczne, możemy usprawnić istniejące procesy technologiczne wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z niezagospodarowanym ciepłem odpadowym – tłumaczy dr inż. Rafał Zybała.

Generator Termoelektryczny TEG zostanie testowo uruchomiony w ciągu najbliższych dni w ramach instalacji energetycznej polskiej firmy NOVAGO.

Pielęgnacja układu napędowego i karoserii w motocyklu

Jeśli chcemy, aby dobrze działały te maszyny, które zostały wyposażone w łańcuchy rolkowe, musimy liczyć się z tym, że niezbędne okaże się podjęcie w tym celu kilku kroków. Na pierwszy plan w tym kontekście wysuwa się regularne czyszczenie i smarowanie łańcucha, Najlepiej, jeśli ma to miejsce co 500 przejechanych kilometrów, choć konserwacja powinna nastąpić szybciej, jeśli jeździmy w deszczu. Zaleca się przy tym nakładanie smaru na kolejne ogniwa wtedy, gdy są one jeszcze ciepłe, pozwoli to bowiem na szybsze pozbycie się rozpuszczalnika.

Jeśli pozwolimy sobie na zaniedbanie łańcucha rolkowego, musimy liczyć się z tym, że szybko ulegnie on zniszczeniu. W takim przypadku jedynym rozwiązaniem okaże się zakup nowej części. Jeśli nie mamy pewności, czy nadszedł już czas na wymianę sprawdźmy, czy ogniwa łańcucha nie zacinają się, sam łańcuch można odciągnąć do końca wysokości zęba, a koniec skali znajduje się na napinaczach tam, gdzie kończy się wahacz. Wystarczy, że dojdzie do jednej z opisanych sytuacji, a należy pogodzić się z tym, że oszczędzanie nie ma sensu. Najlepszym rozwiązaniem jest wówczas wymiana całego zestawu.

Napędy motocyklowe

W większości motocykli to łańcuchy rolkowe są uznawane za najważniejsze części napędowe. Jeśli jednak mamy do czynienia z Harleyami oraz motocyklami marki Buell, mogą być one napędzane pasami zębatymi. Innym dość często spotykanym rozwiązaniem jest napęd wałem. Oczywiście, każde z rozwiązań nie tylko posiada określone zalety, ale również nie jest wolne od wad. Trwałość poszczególnych elementów w dużej mierze jest uzależniona przy tym od działań pielęgnacyjnych. Dowiedz się więcej o łańcuchach rolkowych ze strony: www.janus.com.pl

Jak myć i konserwować motocykl?

Choć wiele osób uważa, że dbanie o (link nofollow, anchor tekst) -> łańcuch rolkowy łańcuch rolkowy jest zadaniem priorytetowym, nie można zapominać i o tym, jak dużą rolę ma do odegrania czysta karoseria. Najlepiej zainwestować w tym celu w środki czyszczące wysokiej jakości, w tym choćby pasty polerskie. Na szczęście, lakiery motocyklowe oraz te, które wykorzystują kierowcy samochodów są niemal identyczne, choć w tym pierwszym przypadku zazwyczaj mamy do czynienia z większą liczbą warstw i bardziej fantazyjnymi barwami. Mycie karoserii może odbywać się na kilka sposobów i nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby użyć w tym celu szamponu. Tu szczególnie dobrze sprawdzają się szampony wolne od wosku, ten bowiem lubi osiadać na częściach wykonanych z plastiku, co obniża ich walory estetyczne. Pomocne okazuje się dodatkowo wiaderko z ciepłą wodą i mokra gąbka. Już po umyciu te części, które są lakierowane, powinny zostać wytarte szmatką z mikrofibry.

Jak wybrać pastę polerską?

Gdy umyjemy karoserię, musimy zastanowić się nad jej zabezpieczeniem, zawsze ze szczególną troską o części plastikowe. Tu szczególnie pomocne okazują się cleanery, pozwalają one bowiem na usunięcie zmatowiałej i utlenionej warstwy lakieru, a nawet niewielkich rys pojawiających się na nim. Łagodne pasty polerskie w płynie nie powinny też doprowadzić do uszkodzenia karoserii.

Wysokiej klasy pasty polerskie znajdziesz na stornie: sklep.motogo.pl

Jeśli lakier ma ciemną barwę, możemy mieć pewność, że skuteczna okaże się politura.
Ważnym elementem pielęgnacyjnym jest też wosk. Również tu można kierować się doświadczeniami zdobytymi podczas czyszczenia karoserii samochodu, choć w sprzedaży dostępne są także preparaty stworzone jedynie z myślą o motocyklach. Jeśli do gustu przypadł nam wosk w sprayu zwracajmy uwagę na to, aby nie pozostawił śladów na kołach i elementach układu hamulcowego. Wszystkie czynności pielęgnacyjne mają ten plus, że nie wymagają ani czasu, ani wysiłku. Sam efekt końcowy daje przy tym ogromną satysfakcję.

Dzień spekulanta

Czwartkowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego z pewnością nie należy do przełomowych. Ostatnie przecieki prezentowane przez agencję Reutera dawały cień szansy na usunięcie tzw. „easing bias”, aczkolwiek w opublikowanym komunikacie pozostawiono wzmiankę o możliwości dostosowania parametrów luzowania w zależności od perspektyw gospodarczych. Solidną dawkę zaskoczenia zapewniły słowa prezesa ECB Mario Draghiego, które były zdecydowanie mniej gołębie niż można było tego oczekiwać. Seria dość wymijających odpowiedzi na temat zagrożeń wynikających z sytuacji na rynku walutowym została potraktowana jako zachęta do kupna, co przez moment pozwoliło na uplasowanie EUR/USD nad kolejnym z kamieni milowych.

Pierwsze godziny amerykańskich notowań poskutkowały częściowym umocnieniem dolara, aczkolwiek w dalszej mierze uznaje on wyższość wszystkich walut państw G10 oraz Emerging Markets. Obecnie euro (0,6 proc.) stara się ustabilizować notowania EUR/USD w okolicach poziomu 1,2485, tj. dokładnie figurę niżej względem obliczonego przez nas długookresowego „fair value”, gdzie wykorzystaliśmy elastyczne podejście do nieubezpieczonego parytetu stóp procentowych, odchylenia indeksów cen oraz różnicę w wycenie klas poszczególnych aktywów.

Wśród głównych walut prym wiedzie szwajcarski frank (1,0 proc.), który spycha kurs EUR/CHF dokładnie 20 pipsów poniżej solidnie testowanego punktu zwrotnego przy 1,1700. Podobną skalę umocnienia notuje norweska korona (1,0 proc.) znajdująca się na fali za sprawą nie tylko sprzyjających przetasowań na rynku ropy, ale również dzięki podtrzymaniu stosunkowo jastrzębiego stanowiska przez władze Norges Banku. Przy poziomach nienotowanych od połowy września znajduje się japoński jen (0,5 proc.), który obecnie próbuje zepchnąć kurs USD/JPY pod wsparcie przy 108,60. Lekki cios w wycenę dolara kanadyjskiego (0,2 proc.) zdecydował się wymierzyć Stephen Poloz, gubernator BOC, informujący o ponadprzeciętnej wrażliwości gospodarki na coraz wyższe stopy procentowe. Wpływ jego wypowiedzi zniwelowała zaskakująco dobra sprzedaż detaliczna, która w ujęciu bazowym odnotowała miesięczny skok rzędu 1,6 proc. (konsensus: 0,9 proc.). Na samym dnie zestawienia znajduje się funt szterling (0,1 proc.) – obecnie kurs GBP/USD oczekuje przy 1,4260 na pojawienie się sygnału warunkującego sentyment.

Najsilniejszą walutą regionu okazał się być polski złoty (1,0 proc.), który okrył cieniem dzisiejszą zwyżkę w wykonaniu rosyjskiego rubla (0,7 proc.) oraz czeskiej korony (0,7 proc.). Skali zanotowanego umocnienia nie przeszkodziło dość gołębie wystąpienie Adama Glapińskiego, prezesa NBP, informującego w Davos o zamiarach utrzymania stóp procentowych na niezmienionych poziomach przez cały 2018 rok. Jego zdaniem kluczowe jest utrzymywanie stabilnych parametrów prowadzonej polityki, które w dalszej mierze nie powinny być postrzegane jako niskie. Glapiński nie wycofuje się z forward-guidance – informuje on, że planowana podwyżka stóp procentowych zostanie ogłoszona ze stosownym wyprzedzeniem. Glapiński nie jest pewny utrzymania stopy referencyjnej na poziomie 1,5 proc. w 2019 roku, co utożsamia z efektem transmisji czynników inflacyjnych z państw trzecich. Obecnie EUR/PLN schodzi pod 4,1400, USD/PLN stabilizuje się przy 3,3100, CHF/PLN wraca do 3,5450, a GBP/PLN czeka przy 4,7240.

Beneficjentami niezbyt gołębiego podejścia okazali się być inwestorzy w Madrycie oraz Mediolanie, gdzie pokaźne wzrosty spółek z sektora bankowego wypchnęły indeksy IBEX 35 oraz FTSE MIB odpowiednio 0,3 proc. oraz 0,4 proc. nad poziomy z wczorajszych zamknięć. W wyraźnym odwrocie znalazł się frankfurcki DAX (-0,9 proc.). Na jego dnie znalazły się takie walory jak Deutsche Post (-2,9 proc.), Henkel (-1,8 proc.) oraz Lufthansa (-1,7 proc.). Skalę odnotowanej zniżki usilnie próbowały ograniczyć Commerzbank (1,4 proc.) oraz Linde (2,8 proc.), które oczekuje na finał fuzji z Praxair.

Jedną z najsilniej tracących spółek w Londynie okazał się być Rolls-Royce (-2,0 proc) będący pod presją decyzji Emirates w sprawie wyboru dostawcy silników do zamówionych modeli A380. Nieco bardziej pokaźną zniżkę odnotowało British American Tobacco (-2,1 proc.) za sprawą doniesień związanych z rozpoczęciem śledztwa przez francuskie organy. W naruszenie zasad konkurencji dodatkowo są zamieszane Japan Tobacco International oraz Imperial Tobacco (-1,9 proc.). Na dnie indeksu FTSE 100 (-0,4 proc.) znalazły się walory Sage (-2,3 proc.), którego władze poinformowały o planowanym zwiększeniu przychodu organicznego na poziomie 10 proc. w horyzoncie najbliższych trzech lat. Na szczycie indeksu znalazły się spółki ze świeżo zmienionymi rekomendacjami. Najsilniej rosnącą z nich okazał się być Smith and Nephew (4,2 proc.), który według analityków JPMorgan zasłużył na „przeważaj”.

Zdecydowanie silniejszy rajd w stronę niższych poziomów ma za sobą WIG 20 (-1,2 proc.), który przełamał okrągły poziom 2 600 pkt. Na samym dnie indeksu znalazł się Orlen (-5,3 proc.) za sprawą wysoce rozczarowujących wyników za miniony kwartał. Spółka poinformowała, że zysk netto za ostatnie trzy miesiące 2017 roku uplasował się na poziomie 1,59 mld PLN (konsensus: 1,66 mld PLN). Dodatkowy cios wymierzył spadek marży rafineryjnej (3,20 USD za baryłkę), który zgodnie z oczekiwaniami władz będzie kontynuowany w nadchodzących miesiącach. Za niezbyt pozytywne nastroje przy Książęcej odpowiedzialne były również spółki z sektora bankowego. Do dodatkowej przeceny przyczyniły się słowa Adama Glapińskiego, który nie przewiduje konieczności zaangażowania dodatkowego kapitału w rodzime instytucje finansowe. Na szczycie indeksu znalazło się PZU z 1,1 proc. zwyżką. Obojętnie wobec niezbyt przychylnej noty Raiffeisenu Centrobanku przeszło PGNiG (0,6 proc.), które na koniec sesji znalazło się przy 6,83 PLN za walor (cena docelowa: 6,90 PLN).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Szwajcaria nie boi się kryptowalut, a my?

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że polski rząd rozważa wprowadzenie zakazu handlu kryptowalutami. I nie jest w tym odosobniony. Podobne głosy słychać też z innych krajów. Tymczasem np. Szwajcaria widzi w kryptowalutach potencjał, a agencja ratingowa Weiss Ratings podjęła się oceny najpopularniejszych kryptowalut – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W środę na konferencji ekonomicznej w Davos, kilka tygodni po pogłoskach o wprowadzaniu Polcoina, Mateusz Morawiecki zapytany o kryptowaluty zapowiedział, że Polska zwiększy regulacje lub wprowadzi całkowity zakaz obrotu kryptowalutami. Polski premier chciałby w ten sposób uniknąć skandalu podobnego jak ten sprzed kilku lat z Amber Gold.

W wywiadzie dla RMF FM zapowiedziom premiera wtórował prezes Narodowego Banku Polskiego, który stwierdził, że “kryptowaluty wnoszą niepokój” oraz że Polska może zakazać handlu kryptowalut, jeżeli podobnie postąpią inne kraje w Europie.

Minister widzi “krypto-naród”

Czy tak się stanie? Cytowany przez Financial Times Johann Schneider-Ammann, minister gospodarki Szwajcarii, powiedział w zeszłym tygodniu na konferencji kryptowalut w St. Moritz, że chce aby Szwajcaria stała się “krypto-narodem”. Wcześniej, we wrześniu, szwajcarski regulator, Finma, ostrzegał przed niektórymi ICO (initial coin offering – oferta publiczna kryptowalut), które mogły być wykorzystywane m.in. do prania pieniędzy. Finma ma w niedługim czasie zaktualizować jak chce regulować ICO.

Z kolei szwajcarski sekretarz stanu, Jörg Gasser, widzi ogromny potencjał w rynku ICO. Szwajcaria chce, by rynek ten eliminował swoje niedostatki i rozwijał się “bez uszczerbku dla standardów lub integralności rynków finansowych”.

Według danych zebranych przez Financial Times, zdecydowanie mniejsza od Polski Szwajcaria odważniej operuje kryptowalutami i wprowadza oferty publiczne oparte o kryptowaluty (ICO). W okresie od stycznia do października 2017 r. całkowita wartość tych ofert publicznych wyniosła 550 mln dolarów, czyli 12 razy więcej niż w Polsce (45 mln dol.). ICO więcej wyniosły tylko w USA – 580 mln dol.

Agencja ratingowa ocenia

Skrajnie rozbieżne podejście krajów do kryptowalut wynika m.in. z tego, że kryptowalutowy rynek znajduje się w początkowej fazie rozwoju. Sytuacja może się zmienić wraz z rozwojem kryptowalut, a także szerszą implementacją technologii blockchain, na których opiera się część z nich.

Dziś inwestycje w kryptowaluty wiążą się z dużym ryzykiem. Ich oceny podjęła się ostatnio agencja ratingowa Weiss Ratings, która sklasyfikowała 74 najpopularniejszych kryptowalut na rynku w skali od A do E. Żadna z ocenianych nie otrzymała najwyższego ratingu – A (doskonały). Bitcoin, którego cena spadła w miesiąc o blisko połowę, dostał notę C+, co oznacza poziom zadowalający. Najpopularniejszej z kryptowalut służyła dość powszechna “adopcja”, ale ciążyły m.in. wysokie koszty transakcyjne czy tzw. wąskie gardła powodujące opóźnienia. Pod względem tych czynników lepiej wypadło Ethereum, sumarycznie uzyskując ocenę B (poziom “dobry”).

Co się stanie dalej, zależy m.in. od rządów państw. Jeżeli coraz więcej z nich zaadoptuje wirtualne pieniądze i technologię blockchain, rynek się rozwinie, stanie się bardziej zrozumiały, a kryptowaluty i ich technologie mogą znaleźć szerokie zastosowanie w życiu codziennym.

Wznowienie postępowania podatkowego

Podatnikowi niezadowolonemu z decyzji ostatecznej w zakończonej sprawie przysługuje zaskarżenie. Jednak jedynie w wyjątkowych przypadkach podatnik ma prawo do wycofania niekorzystnej decyzji z obrotu.

Podatnik, który otrzymał niekorzystną decyzję organu II instancji, ma zazwyczaj jedną drogę do tego, by ją zaskarżyć – skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego wraz z wnioskiem o wstrzymanie jej wykonania. Taka decyzja jest bowiem ostateczna w administracyjnym toku postępowania i jeszcze nie prawomocna, o ile podatnik zdecyduje się na dalszą walkę z fiskusem przed sądem. Wskazać również należy, że przy wystąpieniu dość specyficznych elementów stanu faktycznego sprawy czy procedowania z nim w trakcie postępowania, podatnik ma do dyspozycji jeszcze jedną istotną kartę przetargową. Może skutecznie postarać się o wznowienie postępowania zakończonego decyzją, czego skutkiem będzie wyrugowanie jej z obrotu prawnego.

Wznowienie postępowania to jeden z tzw. nadzwyczajnych trybów postępowania podatkowego, w którym dochodzi do weryfikacji ostatecznej decyzji wydanej przez organ podatkowy. Nawet jeśli postępowanie podatkowe zostało zakończone, podatnik ma szansę na zmianę ostatecznej decyzji wydanej w zakończonej sprawie. Ten tryb znajduje zastosowanie w odniesieniu do decyzji ostatecznych, które jednakże są dotknięte jedną z wad wyliczonych w § 240 Ordynacji podatkowej.

Jedenaście przesłanek

Ordynacja podatkowa przewiduje jedenaście przesłanek wznowienia postępowania zakończonego decyzją ostateczną. Ustawa wylicza następujące wady:

  1. dowody, na których podstawie ustalono istotne dla sprawy okoliczności faktyczne, okazały się fałszywe;
  2. decyzja wydana została w wyniku przestępstwa;
  3. decyzja wydana została przez pracownika lub organ podatkowy, który podlega wyłączeniu na podstawie przepisów Ordynacji podatkowej;
  4. strona nie z własnej winy nie brała udziału w postępowaniu;
  5. wyjdą na jaw istotne dla sprawy nowe okoliczności faktyczne lub nowe dowody istniejące w dniu wydania decyzji nieznane organowi, który wydał decyzję;
  6. decyzja wydana została bez uzyskania wymaganego prawem stanowiska innego organu;
  7. decyzja została wydana na podstawie innej decyzji lub orzeczenia sądu, które następnie zostały uchylone, zmienione, wygaszone lub stwierdzono ich nieważność w sposób mogący mieć wpływ na treść wydanej decyzji;
  8. decyzja została wydana na podstawie przepisu, o którego niezgodności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, ustawą lub ratyfikowaną umową międzynarodową orzekł Trybunał Konstytucyjny;
  9. ratyfikowana umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania lub inna ratyfikowana umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, ma wpływ na treść wydanej decyzji;
  10. wynik zakończonej procedury wzajemnego porozumiewania lub procedury arbitrażowej, prowadzonych na podstawie ratyfikowanej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania lub innej ratyfikowanej umowy międzynarodowej, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, ma wpływ na treść wydanej decyzji;
  11. orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wpływ na treść wydanej decyzji.

Kiedy podatnik może żądać wznowienia

Postępowanie wznowieniowe może zostać wszczęte zarówno z urzędu, jak i na żądanie strony. Podatnik będący stroną postępowania może żądać jego wznowienia w czterech przypadkach.

Po pierwsze, każdy podatnik, który nie brał udziału w postępowaniu nie z własnej winy, ma jeszcze szansę na jego wznowienie. Strona powinna w tym celu złożyć stosowny wniosek w ciągu miesiąca od chwili powzięcia informacji o wydaniu decyzji ostatecznej w sprawie.

Drugą z możliwości jest sytuacja opisana w § 8 przytoczonego przepisu – jeśli decyzja w sprawie została wydana na podstawie przepisu, o którego niezgodności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, ustawą lub ratyfikowaną umową międzynarodową orzekł Trybunał Konstytucyjny, podatnik ma miesiąc na wniesienie żądania o wznowienie.

Trzecia przesłanka umożliwia wznowienie postępowania w sytuacji, w której orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE miało wpływ na wydaną decyzję. Termin na złożenie żądania wznowienia postępowania wynosi w tym przypadku miesiąc od publikacji orzeczenia w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

Ostatnią przesłanką, na podstawie której postępowanie wznowieniowe następuje na żądanie podatnika, jest niezgodność decyzji z ratyfikowaną umową o unikaniu podwójnego opodatkowania lub inną ratyfikowaną umową międzynarodową, której stroną jest Polska. Ustawodawca w tym przypadku nie określił terminu na wniesienie żądania.

Jeśli organ podatkowy stwierdzi zasadność wznowienia postępowania, wydaje w sprawie stosowne postanowienie, które stanowi podstawę do przeprowadzenia przez właściwy organ dwóch postępowań. Organ rozstrzygnie zarówno co do przesłanek wznowienia, jak i co do istoty sprawy. W przypadku odmowy wznowienia postępowania podatnik może się odwołać na zasadach ogólnych.

Uprawnienia podatnika przy wznowieniu postępowania

W sytuacji gdy zachodzi prawdopodobieństwo uchylenia decyzji w przypadku postępowania wznowieniowego, Ordynacja podatkowa w art. 246 przewiduje możliwość wstrzymania z urzędu lub na żądanie strony wykonania spornej decyzji przez właściwy w sprawie organ podatkowy. Podatnikowi przysługuje prawo złożenia zażalenia na postanowienie w sprawie wstrzymania wykonania decyzji, z wyłączeniem sytuacji, w której postanowienie zostało wydane przez ministra właściwego ds. finansów publicznych, dyrektora izby skarbowej, dyrektora izby celnej lub samorządowe kolegium odwoławcze.

Jak można zauważyć, pewne przesłanki wznowienia postępowania (zwłaszcza wydanie orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny RP albo Trybunał Sprawiedliwości UE) mogą zostać spełnione nawet po kilku latach od wydania niekorzystnej decyzji. Z tego powodu część decyzji będzie już prawdopodobnie wykonanych, wobec czego wskazany przepis art. 246 Ordynacji podatkowej ma bardzo ograniczone zastosowanie i stanowi iluzoryczne uprawnienie podatnika, z którego prawdopodobnie nie będzie miał on okazji skorzystać, gdyż nie można wstrzymać wykonania już wykonanej decyzji.

Ku przestrodze

Przepisy dotyczące wznowienia postępowania dotyczą jedynie decyzji ostatecznej, tj. takiej, od której nie przysługuje odwołanie w administracyjnym toku postępowania. Należy zawsze głęboko zastanowić się, czy warto zaskarżyć decyzję do sądu, czy lepiej będzie wystąpić o wznowienie postępowania. W jednym i w drugim przypadku przesłanki wymienione w art. 240 Ordynacji podatkowej stanowić będą zarzuty procesowe oraz będzie można wnosić o wstrzymanie wykonania decyzji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dolina blockchainowa w Polsce?

Polska ma szansę znaleźć się w czołówce państw rozwijających blockchain twierdzi Bogdan Szafrański, członek rady nadzorczej Polskiego Funduszu Rozwoju. Z kolei prof. Krzysztof Piech, ekonomista z uczelni Łazarskiego, uważa, że szturmem zdobywająca rynek technologia jest ważniejsza od inwestycji w samochody elektroniczne, a w Polsce mogłaby powstać dolina blockchainowa. Jest tylko jeden warunek: potrzeba zgody premiera.

Technologia blockchain największy rozgłos zyskała za sprawą kryptowalut. Bez niej ich istnienie byłoby niemożliwe, jednak jej zastosowanie nie kończy się na cyfrowych środkach płatniczych. Zdaniem ekspertów to zaledwie wierzchołek góry lodowej. – Mówiąc o systemie blockchain, powinniśmy myśleć przede wszystkim o kontraktach. Obecnie jeśli chcemy zawrzeć kontrakt potrzebujemy rządu i prawników. Rządu, który skontroluje, czy jesteśmy uczciwi oraz prawników, którzy sprawdzą, czy dokumenty są w porządku. Jeśli ktoś złamie kontrakt, rząd upewni się, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności tłumaczy Kamran Khan, prezes zarządu Partner of Infra-Tech Capital, który w latach 2013-2016 z nominacji Baracka Obamy pełnił funkcję wiceprezydenta MCC (ranga asystenta sekretarza rządu USA). Jego zdaniem blockchain wraz z inteligentnymi kontraktami eliminuje potrzebę korzystania z pośredników, takich jak prawnicy czy organa państwowe. – Dochodzimy do porozumienia, które nie jest tylko świstkiem papieru, ale obowiązującą, w pełni zautomatyzowaną umową dodaje Khan podczas konferencji Blockchain Connect Warsaw 2018.

To, jak wielki potencjał posiadają rozproszone rejestry dostrzega również prof. Krzysztof Piech, który przekonuje, że Polska powinna nie tylko otworzyć się na inwestorów angażujących swój kapitał w rozwój projektów opartych o tę technologię, lecz również stworzyć dla nich przyjazną przestrzeń na wzór doliny krzemowej. To jest kapitał, plus technologia, plus know-how. Jeśli nasz kraj by się otworzył na tego typu nowych inwestorów, to na prawdę można byłoby taką nową dolinę blockchain’ową zrobić. Jeśli szwajcarzy mogli zrobić dolinę kryptowalutą, my możemy zrobić coś bardziej zaawansowanego, ale to wymaga decyzji premiera – mówi ekonomista z uczelni Łazarskiego i dodaje, że Państwo powinno angażować się nie tylko w samochody elektryczne, lecz również, jeśli nie przede wszystkim, we wsparcie rozwiązań wykorzystujących rozproszone rejestry. W podobnym duchu wypowiedział się również Bogdan Szafrański, członek rady nadzorczej Polskiego Funduszu Rozwoju. Jego zdaniem oparte o blockchain źródła finansowania inwestycji, również tych w infrastrukturę, mogą za kilka lat zdominować rynek i należy je bacznie obserwować. – Polska ma szansę znaleźć się w czołówce państw rozwijających tę technologię – dodaje Szafrański.

Według Krzysztofa Gagackiego z IOVO.io, polskiego startupu dedykowanego decentralizacji i demokratyzacji dostępu do danych osobistych oraz powstających na ich bazie wyników scoringowych, jest o co walczyć, bo rynek takich rozwiązań rozwija się w błyskawicznym tempie. Potwierdza to raport firmy analitycznej MarketsandMarkets, z którego wynika, że już w 2017 r. osiągnął on wartość 415.5 mln dolarów, a przez następne pięć lat jego wzrost szacuje się na 79.6 proc. rdr. Jeśli prognozy analityków się spełnią, to w roku 2022 rynek blockchain wart będzie już 7,683.7 mld dolarów. — Blockchain zmieni świat tak samo, jak zmienił go internet. Jest to technologia, która sprowadza nas do w pełni scentralizowanego rejestru danych, w związku z czym nie będziemy mieli w przyszłości żadnych pośredników i wszystko będzie transparentne — twierdzi Gagacki.

Blockchain to tzw. rozproszony rejestr. W dużym uproszczeniu coś raz w nim zakodowane pozostaje na wieczność, a tego zapisu nie da się usunąć ani go sfałszować. Wszystko dzięki temu, że technologia zapisuje te same informacje u wszystkich uczestników systemu. Dodatkowo każda zmiana zatwierdzana jest według określonych reguł, które muszą zgadzać się z kodem innych rejestrów. Nie można więc podrobić informacji, włamując się tylko do jednego z elementów systemu. Dzięki temu można je błyskawicznie odtworzyć. Taki sposób zapisywania danych jest najwyższym gwarantem bezpieczeństwa — Świętym Graalem firm z wielu sektorów.

Dynamiczny rozwój tej technologii nie oznacza wcale, że nie spotka się on ze sporym sprzeciwem. – Za każdym razem, kiedy pojawia się ruch, który ma na celu usprawnienie przejrzystości lub demokratyzację działań, mamy do czynienia z próbą siły. Innowatorzy korzystać będą z tej technologii, a sam rynek ukarze firmy, które nie będą chciały być transparentne, tak że w końcu i one się zmienią – stwierdził Daniel Jeffries, ekspert i wizjoner, podczas konferencji Blockchain Connect Warsaw 2018.

Do grona firm sprzeciwiających się przejrzystości z pewnością nie należy EY, światowy lider w zakresie audytu, doradztwa podatkowego, doradztwa biznesowego oraz doradztwa transakcyjnego, który już dziś prowadzi szereg inicjatyw skierowanych do środowiska firm technologicznych, takich jak program EYnovation czy Startberry, będąc partnerem w dyskusji o zastosowaniu technologii blockchain w biznesie oraz nowych metodach pozyskiwania środków finansowych poprzez transakcje ICO.   Ostatnie dwie dekady to czas rewolucyjnych zmian w sposobie prowadzenia biznesu, wywołanych nowymi technologiami cyfrowymi, komunikacyjnymi i powszechną mobilnością. Internet i telefonia komórkowa na zawsze zmieniły sposób, w jaki się komunikujemy. Jednak wraz z rozwojem internetu pojawiły się nowe zagrożenia. Blockchain jest technologią, która może przywrócić zaufanie niezbędne do bezpiecznego prowadzenia biznesu – mówi Tomasz Kibil, Associate Partner, EMEIA Advisory Center IoT Strategy Leader, EY.  Doskonale widać to na przykładzie produkcji przemysłowej i logistyki, gdzie rozwiązania oparte o rozproszone rejestry są już testowane i wdrażane. — Transparentność i identyfikacja w łańcuchu dostaw produkcji odgrywają w logistyce istotną rolę. Zdecentralizowane rejestry mogą je znacząco poprawić. Są odporne na próby oszustwa i umożliwiają lepszą kontrolę dostępu. Za ich pośrednictwem można gromadzić kluczowe dane o pochodzeniu każdego pojedynczego składnika wykorzystanego w procesie produkcyjnym  tłumaczy Krzysztof Gagacki z IOVO.io.

Automatyzacja (nie) do zatrzymania: jaki będzie kolejny krok ludzkości w przyszłość?

Valentyn Kropov, Delivery Director w SoftServe
Valentyn Kropov, Delivery Director w SoftServe

Dzięki automatyzacji możliwe jest to, co jeszcze jakiś czas temu wydawało się niewyobrażalne. Automatyzacja pozwala na wybudowanie domu w parę godzin, sprowadzenie rakiety wielokrotnego użytku na Ziemię (tzw. rakiety jednostopniowej) w celu ponownego startu, czy też na przeprowadzenie skomplikowanego zabiegu chirurgicznego, podczas gdy pacjent znajduje się na innym kontynencie. Roboty, inteligentne urządzenia i wysokowydajne systemy, pracujące z ogromnymi i ciągle rosnącymi przepływami danych, na zawsze zmieniły otaczającą nas rzeczywistość. Osiągnięcia automatyzacji dają człowiekowi niewyobrażalny wcześniej komfort i swobodę działania oraz uwalniają od rutyny. Dzięki nim ludzie mogą rozwijać swoja kreatywność, dążyć do samorealizacji i podejmować nowe aktywności, na które wcześniej, przez nakład pracy, brakowało czasu.

Ponad 100 lat temu Henry Ford posadził całą Amerykę za kierownicą, organizując pierwszą masową produkcję urządzenia nowej technologii – samochodu. Jego konstrukcja musiała zostać ujednolicona dla linii produkcyjnej, a sam Ford poświęcił połowę swojego życia na masową instalację linii produkcyjnych. Efekt był tego warty. Automatyzacja przyniosła rekordową sprzedaż, ale przede wszystkim była impulsem do rozwoju kultury motoryzacyjnej w USA. Dzięki temu milionom Amerykanów zwiększył się komfort życia na przedmieściach. Ponadto, automatyzacja pozwoliła na szybszy rozwój infrastruktury drogowej i transportu. Jeszcze nie tak dawno cykl „pomysł-realizacja-masowe użytkowanie” mógł zajmować nawet 30-40 lat i  więcej (np. wynalezienie lodówek, które na zawsze odmieniło branżę produkcji, przechowywania i sprzedaży towarów spożywczych). Dziś od stworzenia do masowego zastosowania mija zaledwie kilka lat (np. smartfony, które w ciągu mniej niż 10 lat użytkuje zdecydowana większość ludzi).

„Chwała robotom!”

Co przyczyniło się do takiego rozwoju automatyzacji? Kluczowym czynnikiem jest tu szybkość wykonania zadań i podejmowania decyzji. Wykonując wiele podobnych do siebie operacji, z czasem każdy człowiek zaczyna działać nieefektywnie lub popełniać błędy, nieraz krytyczne, a nawet fatalne. Podobnie jak pociąg i samochód stały się lepszym środkiem komunikacji niż pojazdy zaprzęgowe, tak roboty i inteligentne programy wykonują rutynowe zadania znacznie szybciej i dokładniej niż ludzie. Automatyzując procesy liczy się z jednej strony na zwiększenie produktywności i jakości przy wzroście ilości, a z drugiej – na pozbawienie wad, których przyczyną może być człowiek.

Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonych przez firmę McKinsey[1], przy obecnym poziomie technologii automatyzacja może objąć niemal wszystkie obszary działalności. Objętość tego rynku to ponad połowa wszystkich pracowników na świecie, z kapitałem wynagrodzeń około 15 trylionów dolarów. Produkcja, hotelarstwo i gastronomia, branża retail – właśnie tutaj automatyczne rozwiązania  pojawią się w pierwszej kolejności. Przy czym, zautomatyzowana zostanie nie tylko praca nisko płatna, lecz także obszary, w których potrzebny jest średni lub wysoki poziom kwalifikacji.

Typy automatyzacji

Aby zrozumieć, czym jest automatyzacja, warto rozróżniać automatyzację z udziałem robotów i bez nich. Pierwszy typ możemy spotkać np. w budownictwie (druk 3D ścian, zautomatyzowana budowa domów z milimetrową dokładnością), produkcji przemysłowej, służbie zdrowia (roboty dla wykonania badań i zabiegów chirurgicznych).

Drugi typ automatyzacji nie dotyczy świata fizycznego, ponieważ zakłada on pracę z danymi i ich przekształcaniem. Uważa się, że taka automatyzacja nabiera masowego charakteru dopiero teraz, ale jeśli się przyjrzeć, to korzystamy z niej już od dawna. Wystarczy tylko przypomnieć autokorektę i sprawdzenie pisowni w programach tekstowych, formuły w arkuszach kalkulacyjnych, środki autouzupełniania formularzy, automatyczne tłumaczenie stron internetowych i wiele innych możliwości. W USA procesy gromadzenia i analizy danych uważa się za jeden z najbardziej podatnych na automatyzację obszarów. Razem z pracą fizyczną w wysoko zorganizowanych i przewidywalnych obszarach stanowią one 51 proc. krajowej gospodarki, co przekłada się na 2,7 trylionów dolarów w postaci wynagrodzeń dla pracowników.

Bot czy specjalista?

Najbardziej atrakcyjnymi obszarami dla automatyzacji będą te, w których większość informacji jest przedstawiona w formie elektronicznej, a rozwiązania można zidentyfikować stosunkowo łatwo. Jednym z takich obszarów jest prawoznawstwo: jego ogromny potencjał można realizować w miarę łatwo dzięki temu, że wszystko jest udokumentowane, biorąc oczywiście pod uwagę możliwość dostępu do ustaw i statutów w wersji elektronicznej. Efektywna praca z dużą ilością danych w tym obszarze jest w stanie przynieść niesamowity rezultat. Duże możliwości dla automatyzacji są w obszarze prawa precedensowego (takie jest np. w USA). Przerabiając coraz większe ilości informacji zautomatyzowany „prawnik” może znacznie dokładniej określić prawdopodobieństwo wygrania procesu, niż człowiek. Możliwości żywego prawnika są ograniczone, m.in doświadczeniem, które zdążył zgromadzić w ciągu swojej kariery. Bot natomiast może podejmować decyzję o wiarygodności pozytywnego rozwiązania sprawy na podstawie wszystkich podobnych przypadków. Idealny scenariusz automatyzacji procedury prawnej wygląda w następny sposób: zadajemy pytanie i w odpowiedzi dostajemy algorytm działań wyposażony w artefakty, którymi są szablony wniosków, ankiet, każda dokumentacja, która jest potrzebna dla danego precedensu. Na przykład w odpowiedzi na pytanie jak zarejestrować firmę, możemy otrzymać nie tylko listę niezbędnych dokumentów, ale także analizę podobnych spraw, skomplikowanych przypadków, statystyki, itd.

Jednak pomimo że prawoznawstwo ma ogromny potencjał w obszarze automatyzacji oraz prowadzone są dyskusje na jej temat w tym kontekście, analiza rynku pokazuje, że realnych osiągnięć na razie jest mało. Dziś funkcjonalność „botów-prawników” jest bardzo ograniczona, obejmuje ona tylko niektóre typowe sytuacje i nie jest używana powszechnie w kontekście komercyjnym. Na rynku jednak stopniowo pojawiają się inteligentne systemy wyszukiwania, służące podniesieniu efektywności pracy prawników, wykorzystujące analizę legislacyjną i uczenie maszynowe zamiast tradycyjnego wyszukiwania według słów kluczowych. Możliwości wyspecjalizowanych narzędzi, łączących technologie Natural Language Processing, Machine Learning i Latent Semantic Indexing, wykorzystywane są najczęściej do analizy kontraktów i sprawdzania zgodności z polityką firmy.

Jeszcze jeden perspektywiczny obszar dla automatyzacji to ochrona prawna i ochrona własności intelektualnej. Już dziś giganci branży IT w postaci YouTube i Facebooka z powodzeniem automatyzują procesy w zakresie ochrony praw własności intelektualnej, zapewniając weryfikację treści pod kątem zgodności z prawami autorskimi i prawami pokrewnymi. Wykonanie automatycznych wyszukiwań dla rejestracji znaków towarowych w różnych regionach świata, automatyzacja procedury rejestracji znaku towarowego dla towarów i usług zgodnie z typowym scenariuszem – praca z danymi w tym obszarze bezpośrednio jest związana z działalnością komercyjną. Należy tutaj przypomnieć ukraiński PatentBot, który nauczył się już rejestrować znaki towarowe nie tylko na Ukrainie, ale także w Stanach Zjednoczonych. Tego typu produkty informatyczne, mimo iż nie uwzględniają wszystkich szczegółów i skomplikowanych przypadków rejestracji, pełnią ważną misję. Sprawiają, że usługi z zakresu praw własności intelektualnej stają się bardziej przystępne dla szerokiego grona odbiorców, popularyzują się oraz  wspierają działanie mechanizmów legislacyjnych na rzecz biznesu.

Kwestia automatyzacji procesów związanych z prawami własności intelektualnej z biegiem czasu będzie coraz istotniejsza, ponieważ ilość przetwarzanych ręcznie danych rośnie wykładniczo. Takie instytucje, jak np. działający na terenie Polski Urząd Patentowy potrzebują kilku miesięcy, by sprawdzić podobieństwo znaku towarowego do już zarejestrowanych. To samo można w większości przypadków wykonać za pomocą algorytmów uczenia maszynowego, pozostawiając do ręcznego sprawdzania tylko sprzeczne lub najbardziej skomplikowane przypadki.

Oprócz dziedziny prawnej najbardziej atrakcyjnymi obszarami do automatyzacji są takie, w których najwięcej dokumentów jest w wersji elektronicznej, a także te, których algorytmy działania mają formę deterministyczną. Branże takie jak rachunkowość, bankowość, handel, marketing, edukacja i nawet medycyna ogólna już teraz są obserwowane zarówno przez duże firmy jak i startupy. Można spodziewać się najpierw powstania instrumentów znacznie ułatwiających pracę specjalistów, a z czasem – kompleksowych rozwiązań, które będą w stanie praktyczne całkowicie ich zastąpić.

O krok od przyszłości i etyka

Dzięki automatyzacji ciężkiej pracy fizycznej oraz rutynowych procedur, człowiek otrzymuje możliwość skoncentrowania się na samym produkcie, procesie jego tworzenia i udoskonalenia. Pojawia się więcej czasu i pieniędzy dla warsztatów kreatywnych, które są motorem postępu. Zastosowanie automatyzacji pozwala znacznie obniżyć cenę produktów i usług, i pozwala zaproponować je w bardziej dostępnej dla szerokiej publiczności formie. Automatyzacja zmienia biznesy, branże i świadomość. Zmienia się krajobraz rynku pracy, wymierają nieaktualne i rodzą się nowe zawody. Dobrą wiadomością dla sceptyków jest to, że na poziomie makro procesy te idą dosyć wolno. Eksperci uważają, że do 2055 roku uda się zautomatyzować tylko połowę istniejących dzisiaj zawodów. Celem końcowym tego postępu jest jednak pełna automatyzacja pracy człowieka. Znany futurolog, badacz i romantyk świata maszyn Raymond Kurzweil przepowiedział, że w 2045 roku nastąpi technologiczna osobliwość. Jest to moment, kiedy istniejącym rozwiązaniom technologicznym do ich rozwoju już nie będzie potrzebna nasza pomoc. Ale ten moment jest jeszcze bardzo, bardzo daleko.

Taka tendencja może przestraszyć, ponieważ powstaje uzasadnione pytanie: co powinna robić ludzkość, jeśli pracy dla niej w ciągu najbliższych 100 lat praktycznie nie zostanie? Prawda jest zawsze względna. Jeśli bazować na suchych faktach, to jeszcze 150 lat temu 80 proc. ludności zajmowało się rolnictwem. Pojawienie się maszyn do uprawy ziemi, automatycznego nawadniania i zbiorów tak samo przeraziły naszych przodków. Dziś już natomiast zaledwie 12 proc. ludzkości zaangażowane jest w rolnictwo, i to wcale nie oznacza, że reszta nie ma czym się zająć. Automatyzacja rolnictwa zmusiła ludzi do zastanowienia się nad tym, co robić dalej, jakie obszary rozwijać i dokąd zmierzać. W ten sam sposób, zamiast kosy i brony nasi przodkowie zaczęli pracować w zakładach mechanicznych w miastach. Możemy się więc spodziewać, że w najbliższej przyszłości powstaną nowe, atrakcyjne branże i zawody.

[1] https://www.mckinsey.com/global-themes/digital-disruption/harnessing-automation-for-a-future-that-works

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Historyczne maksima bez entuzjazmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nastroje na początku tego roku są szampańskie. Dominuje pogląd, że inwestorzy giełdowi są wręcz skazani na wzrosty. Wynika to z bardzo sprzyjającego środowiska makroekonomicznego. Większość gospodarek doświadcza bowiem ożywienia gospodarczego. Od czasu ostatniego kryzysu praktycznie nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, szczególnie jeżeli dodamy do tego utrzymujące się bardzo korzystne warunki monetarne. Główne banki centralne są bardzo ostrożne z zaostrzeniem swojej polityki, a takie stanowisko jest uzasadnione utrzymującą się niską inflacją. Śrubuje to wyceny akcji i prowadzi do wyznaczania nowych historycznych maksimów. Na Wall Street praktycznie każda kolejna sesja przynosi nowe rekordy. W Azji wiele parkietów również pokonało wcześniejsze maksima, a w tym tygodniu dołączył do tego grona niemiecki DAX oraz krajowy WIG. Brakuje jednak przy tym wyraźniejszego optymizmu, co szczególnie widać na GPW. Z jednej strony nowe maksima powinny cieszyć i potwierdzać panującą hossę. Ta jednak pozostaje wyjątkowo wybiórcza i to pod wieloma względami. Otóż prym w sposób wyraźny wiedzie sektor bankowy, który zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się na tle rynku. Pozostałe branże już tak okazale się nie prezentują. Ponadto najbardziej we wzrostach partycypuje kapitał zagraniczny. Krajowy od dłuższego czasu pozostaje w defensywie. Polacy zachłysnęli się nieruchomościami oraz funduszami inwestującymi w bezpieczne dłużne aktywa. Od akcji wciąż stronimy, co wynikać może z zakorzenionych przez wcześniejszych kryzys i wciąż żywych obaw oraz konserwatywnej naturze. Bliżej nam bowiem do skupionych na bezpieczeństwie Niemców niż Amerykanów, którzy zakochali się w funduszach typu ETF. Jednocześnie ciężko oczekiwać, aby te postawy miały się w najbliższym czasie zmienić. Dość dobrze różnicę oddaje fakt, że nowe rekordy na Wall Street przyciągają świeży kapitał, a na GPW już niekoniecznie. Zresztą wtorkowa rekordowa sesja niemalże zakończyła się stratami, a kolejna na większe apetyty popytu nie wskazywała. Problemem zaczyna być niezbyt szeroka partycypacja spółek po stronie wyraźnych wzrostów. Z tego względu na GPW wciąż prawdziwej hossy nie czuć. Niestety, trudno będzie o zmianę tego stanu rzeczy, szczególnie w roku przejściowym, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe jeszcze nie powstały, a OFE zmierzyć się muszą z wyższą alokacją na rynku i wciąż niemiłosiernym suwakiem. W tym kontekście dochodzimy do pewnego paradoksu, że źródłem kapitału stają się wezwania, co w okresie bicia rekordów nie powinno mieć przecież miejsca.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Historyczne maksima bez entuzjazmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nastroje na początku tego roku są szampańskie. Dominuje pogląd, że inwestorzy giełdowi są wręcz skazani na wzrosty. Wynika to z bardzo sprzyjającego środowiska makroekonomicznego. Większość gospodarek doświadcza bowiem ożywienia gospodarczego. Od czasu ostatniego kryzysu praktycznie nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, szczególnie jeżeli dodamy do tego utrzymujące się bardzo korzystne warunki monetarne. Główne banki centralne są bardzo ostrożne z zaostrzeniem swojej polityki, a takie stanowisko jest uzasadnione utrzymującą się niską inflacją. Śrubuje to wyceny akcji i prowadzi do wyznaczania nowych historycznych maksimów. Na Wall Street praktycznie każda kolejna sesja przynosi nowe rekordy. W Azji wiele parkietów również pokonało wcześniejsze maksima, a w tym tygodniu dołączył do tego grona niemiecki DAX oraz krajowy WIG. Brakuje jednak przy tym wyraźniejszego optymizmu, co szczególnie widać na GPW. Z jednej strony nowe maksima powinny cieszyć i potwierdzać panującą hossę. Ta jednak pozostaje wyjątkowo wybiórcza i to pod wieloma względami. Otóż prym w sposób wyraźny wiedzie sektor bankowy, który zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się na tle rynku. Pozostałe branże już tak okazale się nie prezentują. Ponadto najbardziej we wzrostach partycypuje kapitał zagraniczny. Krajowy od dłuższego czasu pozostaje w defensywie. Polacy zachłysnęli się nieruchomościami oraz funduszami inwestującymi w bezpieczne dłużne aktywa. Od akcji wciąż stronimy, co wynikać może z zakorzenionych przez wcześniejszych kryzys i wciąż żywych obaw oraz konserwatywnej naturze. Bliżej nam bowiem do skupionych na bezpieczeństwie Niemców niż Amerykanów, którzy zakochali się w funduszach typu ETF. Jednocześnie ciężko oczekiwać, aby te postawy miały się w najbliższym czasie zmienić. Dość dobrze różnicę oddaje fakt, że nowe rekordy na Wall Street przyciągają świeży kapitał, a na GPW już niekoniecznie. Zresztą wtorkowa rekordowa sesja niemalże zakończyła się stratami, a kolejna na większe apetyty popytu nie wskazywała. Problemem zaczyna być niezbyt szeroka partycypacja spółek po stronie wyraźnych wzrostów. Z tego względu na GPW wciąż prawdziwej hossy nie czuć. Niestety, trudno będzie o zmianę tego stanu rzeczy, szczególnie w roku przejściowym, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe jeszcze nie powstały, a OFE zmierzyć się muszą z wyższą alokacją na rynku i wciąż niemiłosiernym suwakiem. W tym kontekście dochodzimy do pewnego paradoksu, że źródłem kapitału stają się wezwania, co w okresie bicia rekordów nie powinno mieć przecież miejsca.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Historyczne maksima bez entuzjazmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nastroje na początku tego roku są szampańskie. Dominuje pogląd, że inwestorzy giełdowi są wręcz skazani na wzrosty. Wynika to z bardzo sprzyjającego środowiska makroekonomicznego. Większość gospodarek doświadcza bowiem ożywienia gospodarczego. Od czasu ostatniego kryzysu praktycznie nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, szczególnie jeżeli dodamy do tego utrzymujące się bardzo korzystne warunki monetarne. Główne banki centralne są bardzo ostrożne z zaostrzeniem swojej polityki, a takie stanowisko jest uzasadnione utrzymującą się niską inflacją. Śrubuje to wyceny akcji i prowadzi do wyznaczania nowych historycznych maksimów. Na Wall Street praktycznie każda kolejna sesja przynosi nowe rekordy. W Azji wiele parkietów również pokonało wcześniejsze maksima, a w tym tygodniu dołączył do tego grona niemiecki DAX oraz krajowy WIG. Brakuje jednak przy tym wyraźniejszego optymizmu, co szczególnie widać na GPW. Z jednej strony nowe maksima powinny cieszyć i potwierdzać panującą hossę. Ta jednak pozostaje wyjątkowo wybiórcza i to pod wieloma względami. Otóż prym w sposób wyraźny wiedzie sektor bankowy, który zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się na tle rynku. Pozostałe branże już tak okazale się nie prezentują. Ponadto najbardziej we wzrostach partycypuje kapitał zagraniczny. Krajowy od dłuższego czasu pozostaje w defensywie. Polacy zachłysnęli się nieruchomościami oraz funduszami inwestującymi w bezpieczne dłużne aktywa. Od akcji wciąż stronimy, co wynikać może z zakorzenionych przez wcześniejszych kryzys i wciąż żywych obaw oraz konserwatywnej naturze. Bliżej nam bowiem do skupionych na bezpieczeństwie Niemców niż Amerykanów, którzy zakochali się w funduszach typu ETF. Jednocześnie ciężko oczekiwać, aby te postawy miały się w najbliższym czasie zmienić. Dość dobrze różnicę oddaje fakt, że nowe rekordy na Wall Street przyciągają świeży kapitał, a na GPW już niekoniecznie. Zresztą wtorkowa rekordowa sesja niemalże zakończyła się stratami, a kolejna na większe apetyty popytu nie wskazywała. Problemem zaczyna być niezbyt szeroka partycypacja spółek po stronie wyraźnych wzrostów. Z tego względu na GPW wciąż prawdziwej hossy nie czuć. Niestety, trudno będzie o zmianę tego stanu rzeczy, szczególnie w roku przejściowym, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe jeszcze nie powstały, a OFE zmierzyć się muszą z wyższą alokacją na rynku i wciąż niemiłosiernym suwakiem. W tym kontekście dochodzimy do pewnego paradoksu, że źródłem kapitału stają się wezwania, co w okresie bicia rekordów nie powinno mieć przecież miejsca.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.