Johnson&Johnson – dobre wyniki pomimo problemów ze szczepionką

„W minionym tygodniu uwaga rynku była skupiona na firmie Johnson and Johnson. Po wtorkowej wspólnej informacji Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) i Federalnej Agencja ds. Leków (FDA), że badają występujące po użyciu jej szczepionki na COVID-19 rzadkie przypadki incydentów zakrzepowo-zatorowych i rekomendują tymczasowe wstrzymanie jej używania, akcje firmy na otwarciu giełdy spadły o 3,2 proc. W kolejnych dniach ceny powoli odrabiały straty, by skończyć tydzień na poziomie 162,24 dolarów”.

„We wtorek 20 kwietnia J&J przedstawi swoje wyniki za 1 kwartał 2021 roku. Rynek spodziewa się, że kwartalny zysk na jedną akcję (EPS) wyniesie 2,31 dolara i będzie zbliżony do osiągniętego rok wcześniej w tym samym okresie (2,3 dolara). Będzie jednak wyższy od wyniku za IV kwartał 2021 roku, kiedy spółka uzyskała EPS wynoszący 1,86 dolara. Zysk na akcję w całym 2021 roku ma wynieść według prognoz od 9,4 do 9,55 dolara (w 2020 r. było to 8,03 dolara, a w 2019 r. 8,68 dolara). Do końca tygodnia, jak twierdzi dr Anthony Fauci, mamy poznać natomiast decyzje dotyczącą ewentualnego wznowienia dalszych szczepień przy użyciu produktu J&J”.

„Przychody J&J pochodzą z trzech działów: farmaceutycznego (55% przychodów w 2020 roku, produkcja leków na receptę), urządzeń medycznych (28%) oraz Consumer Health (17% – leki OTC i produkty do pielęgnacji). Wpływ pandemii i jej skutków na poszczególne działy w dużym stopniu wzajemnie się znoszą – spadek przychodów (2020 vs. 2019) o 11,6 proc. z działu urządzeń medycznych, związany z mniejszą liczbą planowych operacji, został skompensowany 8 proc. wzrostem sprzedaży leków działu farmaceutycznego. Wyniki działu Consumer Health pozostały na podobnym poziomie – wzrosły o 1,1 proc”.

„Przychody spółki w 2020 roku wyniosły 82,6 mld dolarów. W tym kontekście szczepionki nie mają bardzo dużego wpływ na wyniki spółki. Przy cenie wynoszącej 10 dolarów za jedną dawkę szczepionki, każde 100 mln sprzedanych dawek przekłada się na przychód wynoszący 1 mld dolarów. Stany Zjednoczone zamówiły w 2020 roku 100 mln dawek, a planowały wkrótce zamówić kolejne 100 mln. Unia Europejska zamówiła 200 mln dawek (cena dla UE była niższa i wyniosła prawdopodobnie 8,5 dolara). Unia Afrykańska zamówiła 220 mln dawek, z opcją na kolejne 180 mln. Te zamówienia stoją teraz jednak pod znakiem zapytania, zależnie od oceny bezpieczeństwa szczepionki. Szczepionka J&J jako jedyna jest podawana w formie pojedynczej dawki”.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Cudzoziemcy z obowiązkiem udziału w spisie powszechnym

Obowiązek udziału w spisie powszechnym nałożony został na wszystkie osoby, które w dniu 31 marca 2021 roku mieszkały – na stałe lub czasowo – na terytorium Polski, niezależnie od posiadanego meldunku. Pracodawcy zatrudniający cudzoziemców powinni zatem przypomnieć im o konieczności przekazania wymaganych informacji do Głównego Urzędu Statystycznego. Co więcej, osoby obcojęzyczne muszą dokonać samospisu internetowego, gdyż kontakt z rachmistrzem będzie możliwy wyłącznie po polsku.

Spis dla cudzoziemców – w jakiej formie?

Rysunek1
Rysunek 1 Źródło: https://nsp2021.spis.gov.pl/#/login?redirect=%2Fobligations

W związku z sytuacją pandemiczną główną formą tegorocznego spisu powszechnego jest samospis internetowy. Aplikacja Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 dostępna pod adresem nsp2021.spis.gov.pl umożliwia zalogowanie się także cudzoziemcom bez nadanego numeru PESEL. Aby przejść do spisu należy wówczas zaznaczyć odpowiednią opcję (rys. 1), która pozwoli zdefiniować hasło dostępu. Konieczne będzie podanie danych osobowych, takich jak nazwisko, imię, drugie imię (jeśli zostało nadane), płeć i data urodzenia. Następnie aplikacja poprowadzi do kolejnych kroków.

Rachmistrze spisowi rozpoczną swoją pracę 4 maja, lecz ze względu na aktualne obostrzenia epidemiczne będą kontaktowali się z wybranymi osobami wyłącznie telefonicznie. Osoby, które preferują właśnie taką formę spisu lub wykluczeni cyfrowo mogą sami skontaktować się z rachmistrzem za pośrednictwem specjalnej infolinii, uruchomionej pod numerem 22 279 99 99. Spis bezpośredni nie jest jednak dostępny dla osób nieposługujących się językiem polskim w sposób komunikatywny. W związku z tym cudzoziemcy bez znajomości języka polskiego powinni przystąpić do samospisu internetowego. Formularz dostępny jest opcjonalnie w języku angielskim, rosyjskim i ukraińskim.

Rola pracodawcy zatrudniającego cudzoziemców

Żaden akt prawny nie nakłada na pracodawców obowiązku informowania zatrudnionych cudzoziemców o konieczności dokonania spisu w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021. Mimo to, zakład pracy czy agencja pośrednicząca w zatrudnieniu często jest miejscem, z którego pracownicy – obcokrajowcy czerpią istotne informacje o zmianach prawnych czy ważnych wydarzeniach w kraju.

Warto apelować do pracodawców zatrudniających obcokrajowców, a także agencji pracy tymczasowej, by przypomnieli swoim pracownikom o spoczywającym na nich obowiązku oraz wyjaśnili wszelkie wątpliwości zaznacza mec. Piotr Pałucki, wspólnik Kancelarii Adwokackiej Pałucki & Szkutnik, specjalista z obszaru prawa pacy W interesie pracodawcy jest dbanie o bezpieczeństwo swoich pracowników, a jak wiadomo nieznajomość prawa szkodzi, zatem niewiedza o konieczności udziału w spisie nie uchroni od możliwych konsekwencji w postaci grzywny dodaje mec. Piotr Pałucki.

Odmowa udziału w spisie powszechnym nie jest jedyną sytuacją zagrożoną karą grzywny. Osoby, które podadzą dane, lecz niezgodne ze stanem faktycznym również mogą zostać ukarane w podobny sposób. Jeśli jednak waga oszustwa będzie większa, ustawa przewiduje również sankcje w postaci ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.

Spis powszechny a RODO

Główną wątpliwość w przypadku podjęcia się obowiązkowi spisowemu stanowi kwestia ochrony danych, których podania wymaga aplikacja internetowa bądź rachmistrz. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 roku o statystyce publicznej (Dz. U z 2020 r. poz.) dane, które uzyskuje Główny Urząd Statystyczny podczas narodowego spisu przetwarzane są wyłącznie w celach statystycznych. Następnie mogą być one użyte do opracowania analiz, o czym mowa w art. 7 tzw. „ustawy o NSP 2021” (Dz. U. z 2019 r. poz. 1775 z późn. zm.). Dane osobowe zebrane podczas spisu mogą być przetwarzane przez okres 100 lat.

Ustawa o Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021 mówi również o tym, że w przypadku przetwarzania danych osobowych w ramach narodowego spisu nie mają mocy zapisy wynikające z rozporządzenia RODO, mówiące o dostępie do danych, możliwości ich sprostowania, ograniczenia przetwarzania czy sprzeciwu wobec przetwarzania informuje mec. Piotr Pałucki Nie należy jednak się obawiać, gdyż Główny Urząd Statystyczny jest jedynym podmiotem, który ma wgląd do zebranych informacji – dodaje mec. Piotr Pałucki.

Podstawy prawne, jakimi są ustawa o statystyce publicznej oraz ustawa o ochronie danych osobowych zapewniają poufność wszystkich zebranych danych osobowych. Podane informacje podczas spisu stają się anonimowymi danymi statystycznymi i obejmuje je tajemnica statystyczna. Nie ma podstaw, by ochrona ta została uchylona w drodze jakiegokolwiek wyjątku.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 rozpoczął się 1 kwietnia 2021 r. i potrwa do 30 września 2021 r. Jest to obowiązkowe badanie statystyczne realizowane przez Główny Urząd Statystyczny raz na 10 lat.

European Energy i Eesti Energia podpisują największy kontrakt PPA w krajach bałtyckich

Estońska firma energetyczna Eesti Energia podpisała z duńskim dostawcą energii European Energy umowę na dostawę 3,8 TWh energii elektrycznej przez okres 10 lat począwszy od 2023 roku. Kontrakt zabezpiecza energię odnawialną odpowiadającą połowie rocznego zużycia energii w Estonii.

Eesti Energia jest wiodącym dostawcą energii odnawialnej w regionie działającym za pośrednictwem spółki zależnej – Enefit Green, a dzięki współpracy i długoterminowym umowom na zakup energii z innymi wytwórcami firma może dostarczać swoim klientom coraz większe ilości zielonej energii. W ubiegłym roku Eesti Energia wybudowała dla swoich klientów prawie 300 elektrowni słonecznych o łącznej mocy 8 MW. Obecnie około 2500 odbiorców, będących niezależnymi producentami sprzedaje do Eesti Energia prąd wyprodukowany we własnych domach lub firmach.

Naszą misją jest dążenie do wdrażania jeszcze bardziej inteligentnych rozwiązań dla klientów oraz czystszej produkcji energii. Nieustannie poszukujemy nowych sposobów na rozbudowę naszej oferty zielonej energii. Umowa PPA to kolejna ważna transakcja, która umożliwi naszym klientom w krajach bałtyckich szybsze wdrażanie ekologicznej transformacji oraz ustalenie kosztów energii elektrycznej na bardzo korzystnych warunkachmówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce i dodaje W tej chwili możliwe jest trwałe utrzymanie ceny do 2031 roku. Kurs giełdowy w ostatnich trzech miesiącach był bardzo wysoki i przewidujemy, że w najbliższych latach utrzyma się na podobnym poziomie lub wzrośnie. W porównaniu z obecną ceną giełdową, długoterminowy kontrakt na energię elektryczną pozwala firmie zaoszczędzić nawet do 30% na kosztach energii elektrycznej.

Umowy typu PPA pozwalają odbiorcy na długoterminowe ustalenie ceny energii elektrycznej na korzystnych warunkach, dostarczając kompletną wiedzę w zakresie jej źródła pochodzenia. Zainteresowanie takim rozwiązaniem przerosło oczekiwania Eesti Energia. W 2021 roku podpisano ponad sto umów z dużymi przedsiębiorstwami w całym regionie bałtyckim. Łączny wolumen energii sprzedanej przez Eesti Energia swoim klientom przekracza 2 TWh.

Energia będzie pochodzić z trzech farm wiatrowych, które European Energy buduje obecnie na Litwie. – Cieszymy się, że dzięki naszym farmom wiatrowym jeszcze więcej energii odnawialnej będzie mogło trafiać do krajów bałtyckich. Jest to jak dotąd największa umowa PPA podpisana w tym regionie i wierzymy, że rynek bałtycki jest pozytywnie nastawiony do zielonej transformacji swojego sektora energetycznego mówi Jonas Lau Forsberg Nihøj, dyrektor ds. handlu energią i PPA w European Energy.

European Energy jest producentem energii odnawialnej, który buduje i konstruuje farmy wiatrowe i słoneczne na całym świecie. Firma została założona w 2004 roku w Danii. Dziś jest obecna w ponad 11 krajach europejskich, a swoją działalność rozwija także w USA i Brazylii.

W sumie, w 2020 roku Eesti Energia wyprodukowała 1,5 TWh energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Stanowiło to 40% całkowitej produkcji energii elektrycznej tej grupy. Emisja CO2 spółki spadła od 2018 roku trzykrotnie. Strategicznym celem Eesti Energia jest oferowanie klientom wysokiej jakości usług z wykorzystaniem najnowszych dostępnych narzędzi cyfrowych oraz dotarcie do 1 miliona klientów w regionie Morza Bałtyckiego do 2024 roku.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Granice handlu zatarte. Dane zwiastują początek nowej ery?

Cyfrowy handel przekracza granice, zarówno wyobraźni – biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu w 2020 r. – jak i terytorialne. Jednym z powodów dobrych wyników na rynku e-commerce był gwałtowny wzrost sprzedaży w segmencie Cross-Border Commerce. Zdaniem ekspertów to właśnie ten element internetowego handlu w najbliższych latach rozwijać się będzie najprężniej. 

Cross-Border Commerce to nic innego jak sprzedaż produktów klientom, znajdującym się poza granicami kraju. Nie jest ona niczym nowym – kupcy od zarania dziejów podróżują, sprzedając produkty z odległych krain, takie jak: jedwab, bursztyn, orientalne przyprawy czy wełna. Różnica jest taka, że dziś handel dobrami z najdalszych zakątków świata jest prostszy niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko dzięki globalizacji, internetowi oraz popularyzacji międzynarodowych platform marketplace, do jakich zalicza się np. Amazon.

Rozwój tych ostatnich doprowadził do renesansu handlu transgranicznego. Sprzedaż do odbiorców zlokalizowanych w różnych krajach stała się prostsza niż kiedykolwiek wcześniej. Prosta do tego stopnia, że zajmować się nią może zwykły Kowalski i to bez wychodzenia z domu.

Internet skrócił dystans, jaki dzieli konsumenta od sprzedawcy, mało tego, dzięki sieci klienci mogą przebierać w ofertach. Drobni handlowcy mogą konkurować z dużymi i bogatymi, bo rozwój logistyki sprawił, że opłaca się wysyłać artykuły nie tylko do innego miasta, ale także kraju. Jest jeszcze trzecia składowa: wzrost znaczenia platform marketplace. To dzięki nim próg wejścia do świata międzynarodowego handlu jest akceptowalny dla przeciętnego człowieka, a konsumenci nie boją się dokonywać takich transakcji – podkreśla Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona.

Europa bez granic

Z wyliczeń ekspertów z CBCommerce dowiadujemy się, że w roku poprzedzającym pandemię obroty w ramach handlu transgranicznego w sieci wyniosły na Starym Kontynencie 143 mld euro. Czy to dużo? Dla porównania wartość polskiego e-commerce w 2020 roku wyniosła 100 mld, ale złotych – poinformowała firma PwC w lutym tego roku. A przypomnijmy, minione 12 miesięcy było znakomite dla zakupów online. Wszystko wskazuje na to, że w r. 2021 obroty nie będą mniejsze.

Paliwa, do rozwoju handlu transgranicznego, dostarczają platformy typu marketplace. Gdyby nie Amazon i spółka, które odpowiadają za 60% globalnych obrotów, czyli aż 84 mld euro, z Cross-Border Commerce mogłoby być krucho. Platforma założona przez Bezosa jest niepodważalnym liderem w tym segmencie, odpowiedzialnym za jedną czwartą (32 mld euro) transgranicznej sprzedaży online.

A to dopiero początek, bo eksperci przewidują, że w 2025 roku marketplace’y zwiększą swój udział w całym wolumenie sprzedaży transgranicznej do 65%. Co sprawia, że za ich pośrednictwem konsumenci ochoczo sięgają po towary wystawione przez zagranicznych sprzedawców?

Aleksandra Szarmach z Nethansy tłumaczy ten trend szerokim asortymentem międzynarodowych platform handlowych. – Marketplace’y pozwalają kupującym znaleźć i porównać produkty. Nie trzeba w tym celu odwiedzać setek sklepów internetowych. To właśnie ta wygoda jest jednym z głównych argumentów, który przekonuje internautów do zakupów na Amazonie. Jeśli produkt z zagranicy lepiej odpowiada oczekiwaniom klienta, a cena dostawy nie zwala z nóg, to błyskawicznie ląduje on w koszyku. To jedna strona medalu, bo korzyści z obecności na największym marketplace świata mają także sprzedawcy. Platforma daje im efekt skali, którego sami nie są w stanie wypracować – wyjaśnia ekspertka.

Reakcja łańcuchowa

W pierwszych miesiącach 2020 roku transgraniczne zakupy w sieci cieszyły się w Europie umiarkowaną popularnością. Zdecydowana większość Europejczyków (90%) pozostawała wierna krajowym sprzedawcom, podaje Eurostat. Jednak gdy pandemia przybierała na sile, wśród mieszkańców Europy rosło zainteresowanie e-handlem. W kolejnych trzech kwartałach odsetek zamówień transgranicznych zwiększył się aż trzykrotnie. – Wygląda na to, że spowodowana pandemicznym restrykcjami popularyzacja zakupów w internecie sprawiła, że klienci przesunęli swoje granice tolerancji na nowinki, oswajając się z handlem międzynarodowym – mówi Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje, że jeśli sklep nie wykorzystuje w pełni możliwości dotarcia na zagraniczne rynki, jakie dają międzynarodowe marketplace, to dużo traci. – Konkurenci zapewne już to robią – ostrzega Szarmach.

Wiatr odnowy

Analizując dane, jak kupowali Europejczycy z podziałem na wiek, trudno nie zgodzić się z ekspertką Nethansy. Okazuje się, że im młodszy klient, tym chętniej kupuje w sklepie zagranicznym. Nabywcy w wieku 16-24 najchętniej zamawiali produkty u sprzedawców z innych krajów UE (34%), a także spoza Wspólnoty (24%). W przypadku grupy w wieku 25-54 wynik był niższy, ale proporcje zachowane – starsi konsumenci częściej kupują w Europie (31%) niż poza nią (21%). Z największą rezerwą do handlu transgranicznego podchodzą ludzie w sile wieku i seniorzy. W grupie wiekowej 55-74 lata tylko co piąte (21%) zamówienie pochodziło ze sklepu zlokalizowanego w innym kraju UE, a 15% z innych części świata. – Widać tu jak na dłoni, że e-commerce nie zna granic, przynajmniej tych na mapie – kwituje Chief Marketing & Sales Officer Nethansy.

Eksperci o zachodniopomorskim rynku pracy po I kwartale roku 2021. Przemysł i magazyny w górę, usługi i turystyka ostro w dół

Zachodniopomorski rynek pracy 2021. Jakie są efekty pandemii? Eksperci: „Przemysł ciągnie naszą gospodarkę do góry”

W minionym tygodniu miało miejsce posiedzenie Zachodniopomorskiej Rady Rynku Pracy. Ponadto eksperci Północnej Izby Gospodarczej podsumowywali I kwartał roku 2021 na rynku pracy. Statystyki pokazują, że sytuacja nie jest tak zła, jak mogłaby być gdyby nie dobra kondycja przemysłu, logistyki i gospodarki morskiej. – Polscy przedsiębiorcy są mistrzami w odnajdywaniu się w trudnych sytuacjach. Improwizują, szukają rynków zbytu, dynamicznie dywersyfikują swoją działalność. Moim zdaniem dobre wyniki rynku pracy są efektem właśnie tej zaradności. Nie bez znaczenia jest również wsparcie finansowe ze strony Rządu, choć ono – jak wiemy – nie dociera ono do wszystkich – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

8,5% bezrobocia w regionie. Więcej niż przed pandemią, ale nie spełniły się czarne scenariusze

Statystyki dotyczące bezrobocia w naszym regionie pokazują, że od trzech miesięcy bez zatrudnienia pozostaje ok. 8,5% mieszkańców. To wynik wyższy niż przed pandemią, ale eksperci nie mają wątpliwości, że spodziewano się, że będzie zdecydowanie gorzej. Przypomnijmy, że pandemia trwa od ponad 13 miesięcy, a cały rok 2021 to dotychczas łagodniejsza lub silniejsza formuła lockdownu.

– Sytuacja takich branż jak turystyka, gastronomia, hotelarstwo czy usługi jest bardzo zła. Wyobrażam sobie, że w tych sektorach wiele osób straciło pracę. Jednocześnie branża e-commerce, TSL, magazyny czy centra usług wspólnych nadal zatrudniają u poszukują dla siebie pracowników. Oczywiście tutaj fluktuacja pracowników nie następuje w sposób naturalny, ale powinniśmy się cieszyć, że są rynku, które rekompensują zwolnienia, które następują w branżach objętych lockdownem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Miejsca pracy pomaga uratować rządowe wsparcie: – Tarcze finansowe, pożyczki płynnościowe czy rosnąca ilość kodów PKD kwalifikujących do pomocy oczywiście cieszy i jest wsparciem. Priorytet to jednak zaradność przedsiębiorców. Oceniam ją bardzo wysoko – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Dobra kondycja zachodniopomorskiego rynku pracy to efekt dużej ilości magazynów i firm przemysłowych?

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że póki co sytuacja nie jest tak zła jak można byłoby się spodziewać. Bezrobocie nie rośnie falowo, choć są oczywiście branże, które są narażone na poważne konsekwencje koronawirusa i lockdownów. Jak wyjaśnia Marcin Borowski z firmy LSJ HR Group na rynku można zaobserwować dynamiczne przebranżawianie się. – Kwitnie branża e-commerce, która wciąż ma ogromne potrzeby personalne i na pewno jest w stanie przyjąć mnóstwo nowych pracowników. Obserwujemy też szerokie zmiany w kompetencjach: widać, że zyskują na znaczeniu kompetencje związane z optymalizacjami procesywnymi czy pracą zdalną, zachodzą również zmiany związane z cyfryzacją przedsiębiorstw – mówi Marcin Borowski.  – Moment, gdy na rynku pracy było więcej osób do zagospodarowania to było pierwsze półrocze 2020 roku. Nie było to jednak tsunami ofert pracy, po prostu było więcej osób, które straciło prace lub część swoich etatów – dodaje Borowski.

Jak dodaje Anna Sudolska z Idea HR Group wysokość wynagrodzenia Polaków i ilość ofert pracy jest odzwierciedleniem bieżącej sytuacji gospodarczej: – Zdecydowanie nasz zachodniopomorski rynek pracy ciągnie do góry przemysł oraz sektor magazynowy, który rekrutuje, dobrze płaci i wciąż czeka na pracowników. Sytuacja w Polsce jeżeli chodzi o rynek pracy jest niewątpliwie jedną z najlepszych w Europie. Jest to fenoment, który pewnie przez lata będzie badany. Pozostaje nam się cieszyć i mieć nadzieję, że to się nie zmieni – mówi ekspertka Idea HR.

Ile osób w regionie „dobrze zarabia”?

Ostatni raport KPMG pokazuje, że w naszym regionie „dobrze zarabia” 58.5 tysiąca mieszkańców. W statystyce przyjęto wykładnik, że dobre zarobki to takie, które przekraczają 7 tysięcy złotych brutto.  – Uważam, że to dobra statystyka, która znajduje odzwierciedlenie w statystykach i ofertach dla kandydatów. Propozycje dla specjalistów zaczynają się zwykle od 7 tysięcy złotych brutto w górę. Mowa np. o specjalistach z branż: logistyka, transport, budownictwo, e-commerce czy ICT. Dobry specjalista na start zarabia takie pieniądze i one rosną wraz z doświadczeniem i umiejętnościami. Spodziewam się, że ilość osób dobrze zarabiających będzie rosła. Demografia jest bezlitosna i osób przybywających na rynku pracy jest mniej niż chętnych do zatrudniania. Oczywiście mowa ptrzede wszystkim o branżach na których ilość pracowników jest deficytowa – wyjaśnia Anna Sudolska, ekspert IDEA HR.

Według wspominanych statystyk „dobrze zarabia” 1,7 miliona Polaków. Patrząc z tego punktu widzenia to zarobki Polaków wciąż wyglądają gorzej niż np. naszych europejskich sąsiadów.

Na złotym cisza przed burzą

Tydzień otwiera się pustym kalendarzem, co daje możliwość do kontynuowania umiarkowanego optymizmu i przywracania strategii reflacyjnej. Nie przeszkadza rynek długu w USA, gdzie rentowności spadają, odbierając siłę dolarowi. W międzyczasie rynek walutowy najprawdopodobniej będzie odliczał dni do posiedzenia EBC w czwartek i odczytów PMI w piątek. Na złotym cisza przed burzą.

Na rynku akcji rozkręcać się sezon wyników kwartalnych, co może dostarczyć paliwa do poprawy rekordów na Wall Street. Dla FX to średnio istotny czynnik, choć pozwala ciepło myśleć o perspektywach globalnego ożywienia i nie przeszkadza we wzrostach ryzykownych walut. Większe znaczenie ma „znormalnienie” rynku długu USA i przerwanie rajdu rentowności, który w poprzednim kwartale wprawiał w zawrót głowy niejednego uczestnika rynku. Znika strach przed ucieczką inflacji poza kontrolę banków centralnych, co mogłoby prowadzić do wcześniejszego zacieśniania polityki i uderzałoby w rajd ryzyka czy spółki wzrostowe. Inwestorzy wyprzedający wcześniej obligacje zapędzili się z oczekiwaniami na zwrot w polityce Fed, a niskie wyceny długu przyciągają nowych kupujących. Spadek rentowności ma krótkoterminowo większe znaczenie dla USD niż lepsze dane z gospodarki USA, o czym w ubiegłym tygodniu przekonaliśmy się nie raz. W następnych dniach pozostaniemy przy nudnym wpatrywaniu się w ścieżkę rentowności, gdyż kalendarz makro z USA nie oferuje niż ciekawego. Cicho będzie też po stronie przedstawicieli Fed, którzy rozpoczynają okres zamknięty przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC.

Na słabości dolara EUR/USD ma szanse złamać 1,20, nawet jeśli nie mam przekonania do trwałości tego ruchu. Obecnie do strony fundamentalnej nic mocno nie stoi za euro i tylko dodatnia korelacja EUR/USD z hossą na rynku akcji przemawia za ciągnięciem kursu wyżej. Chciałbym zobaczyć w danych potwierdzenie pozostawienia w tyle lockdownowych klimatów i przyspieszenie ożywienia w strefie euro. Na to przyjdzie czas w drugiej połowie roku, ale w międzyczasie uważałbym na korekty w dół. W tym tygodniu nie spodziewam się nic przełomowego po posiedzeniu EBC, a odczyty PMI powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą.

Chyba nareszcie odżywa budowanie długich pozycji w funcie. Coś, co istniało przez sporą część lutego, pod koniec marca wyparowało wraz z globalnym prądem do redukcji ryzyka. Od początku kwietnia funt się męczył blokowany wypłukiwaniem krótkich pozycji na EUR/GBP, ale fala może się odwracać. Jeśli rynek uwierzy, że jest miejsce na rozkręcanie strategii reflacyjnej, GBP/USD będzie ciągnięty wyżej nie tylko na słabości dolara, a popyty na funta rozleje się po innych crossach. W tym tygodniu wspierające powinny być dane odzwierciedlające otwieranie gospodarki po lockdownie – rynek pracy (wt), sprzedaż detaliczna (pt) i PMI (pt).

Krótkie były epizody schodzenia EUR/PLN do 4,54 w piątek, mimo że wyższy EUR/USD i pozytywne nastroje są dobrym tłem do umocnienia walut wschodzących. Obawiam się, że pozostaje coraz mniej czasu na ostatnie umocnienie złotego przed nerwową grą pod posiedzenie TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia). Sądzę, że 4,52-4,53 będzie atrakcyjnym poziomem wejścia pod transakcje spekulacyjne na osłabienie złotego przed wyrokiem sądowym. W tym tygodniu mamy sporo danych z Polski, gdzie m.in. oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). Jednak dla złotego dane będą miały minimalne znaczenie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sąd Najwyższy powinien poczekać na wyrok TSUE w sprawach frankowych

W kwietniu zapadną trzy wyroki, bardzo ważne dla tak zwanych frankowiczów – którzy od lat walczą w sądach o unieważnienie umów kredytowych we frankach szwajcarskich. Sąd Okręgowy w Gdańsku wystosował pytania do Sądu Najwyższego, a także do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Posiedzenia obu tych organów mają się odbyć w tym miesiącu. SN spotka się dwa razy – w pełnym składzie 13 kwietnia i w niepełnym 15 kwietnia, a TSUE swoje orzeczenie ma wydać 29 kwietnia. Do Sądu Najwyższego zostało skierowanych sześć pytań, które pokrywają się z pięcioma pytaniami zadanymi Trybunałowi Sprawiedliwości. Prawnicy uważają, że SN powinien wstrzymać się z wydaniem swojego wyroku do czasu, gdy zapadnie wyrok TSUE. Dlaczego?

– Ważne jest, aby Sąd Najwyższy z obiema swoimi uchwałami poczekał do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sąd Najwyższy orzekał bowiem w przeszłości w sposób niezgodny z orzecznictwem TSUE. I tym razem może się okazać, że polski organ sądowniczy inaczej zinterpretuje standard obrony konsumenta na rynku wspólnotowym. W szczególności chodzi zaś o interpretację przepisów dyrektywy 93/13 – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Dyrektywa 93/13 wyznacza minimalny standard ochrony konsumenta, do którego zobowiązały się państwa członkowskie Unii. Natomiast jest ona jest tylko pewnym punktem wyjściowym. To znaczy, że sądy krajowe mogą przepisy prawa krajowego interpretować w sposób bardziej korzystny, niż wynikałoby to z postanowień dyrektywy. I tutaj powstaje problem – ponieważ dotychczasowe orzeczenia Sądu Najwyższego wskazują na to, że traktuje on standard ochrony wyznaczony przez dyrektywę jako pewnego rodzaju maksimum ochrony, które trzeba przyznać konsumentowi z konieczności – bo Trybunał zobowiązał do tego sądy krajowe. Nie spotkaliśmy się jeszcze po stronie Sądu Najwyższego z orzecznictwem prokonsumenckim – chociaż istnieją przepisy prawa krajowego, które by na to pozwalały. Dlatego Sąd Najwyższy – biorąc pod uwagę jego przeszłość orzeczniczą na gruncie spraw frankowych, a także fakt, że jeszcze nie tak dużo spraw frankowych do niego trafiło i argumenty stron w procesach są różne – powinien poczekać najpierw na zdanie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – przekonuje mec. Garlacz.

Grupa PGNiG zainwestowała w producenta ładowarek do e-samochodów

Spółka PGNiG Ventures, pełniąca w Grupie Kapitałowej PGNiG rolę funduszu typu corporate venture capital, objęła udziały firmy Enelion oferującej kompleksowe rozwiązania dla elektromobilności. Wartość pierwszego etapu inwestycji to 2,53 mln zł. Jej całkowita wartość może wynieść 6 mln zł.

Spółka Enelion dostarcza rozwiązania obejmujące m.in. inteligentne ładowarki dla pojazdów elektrycznych oraz system do zarządzania sieciami ładowarek, planami taryfowymi i rozliczaniem płatności oraz aplikację mobilną dla kierowców pojazdów elektrycznych umożliwiającą zdalne zarządzanie ładowaniem, kontrolę ilości zużytej energii i kosztów ładowania

– Niewątpliwie rynek elektromobilności, tak jak gazomobilności ma przed sobą perspektywę dalszego wzrostu. W transporcie rośnie zapotrzebowanie na pojazdy zasilane CNG i LNG oraz gazową infrastrukturę tankowania, ale też zwiększa się liczba samochodów elektrycznych, a co za tym idzie powstaje coraz więcej punktów ich ładowania. Enelion oferuje rozwiązania najwyższej jakości, które zostały już zweryfikowane przez rynek, w tym m.in. oprogramowanie kompatybilne z ładowarkami innych producentów. Patrzymy na tę inwestycję pod kątem zysków biznesowych, a jednocześnie jako Grupa Kapitałowa PGNiG wspieramy przedsięwzięcia, które pomogą zapewnić niskoemisyjną przyszłość. Dlatego cieszę się, że portfel PGNiG Ventures powiększył się o tę spółkę – mówi Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG ds. rozwoju.

Pierwsza transza inwestycji zakłada objęcie przez PGNiG Ventures udziałów w spółce Enelion o wartości ok. 2,5 mln zł. W kolejnych krokach PGNiG Ventures ma możliwość zainwestować w Enelion 6 mln zł. Horyzont inwestycji wynosi maksymalnie 5 lat.

– Jako PGNiG Ventures wspieramy innowacyjne firmy potrzebujące środków na rozwój produktów i usług, które mogą znaleźć zastosowanie w branży energetycznej. Bez wątpienia jednym z kluczowych kierunków dla energetyki jest właśnie elektromobilność
i dążenie do niskoemisyjności.
Niezbędne jest stworzenie odpowiednich warunków dla rozwoju tego obszaru, w tym inwestycje w rozbudowę infrastruktury, czyli przede wszystkim stacje ładowania. Enelion jest polską spółką, która oferuje ekspozycje na silnie wzrostowy rynek, przy modelu biznesowym gotowym na skalowanie, a opartym o rynkowo zweryfikowane ładowarki i wdrożony w grudniu 2020 roku system do zarządzania punktami ładowania, który może być oferowany bez ograniczeń operatorom, dlatego jestem przekonana, że inwestycja w spółkę jest dobrą decyzją – mówi Małgorzata Piasecka, Prezes PGNiG Ventures.

Enelion kieruje swoją ofertę zarówno do klientów biznesowych, w tym m.in. firm z branży energetycznej, samorządów, zarządców budynków, dealerów samochodowych, jak i do klientów indywidualnych. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat firma zwiększyła ponad czterokrotnie sprzedaż swoich produktów. Spółka umacnia swoją pozycję w Polsce i na rynkach europejskich. Aż 70 proc. wyprodukowanych przez Enelion ładowarek typu AC trafia na za granicę. Spółka zamierza zwiększyć produkcję z obecnych 400 do ponad 5 tys. urządzeń AC miesięcznie w 2025 roku i rozwinąć eksport do USA, Kanady, Europy Wschodniej, Ameryki Południowej, na Bliski Wschód oraz do Afryki. Spółka zamierza też wprowadzić do oferty szybkie ładowarki DC.

Inwestycja w spółkę Enelion to druga przeprowadzona przez PGNiG Ventures transakcja w tym roku. W marcu fundusz objął akcje ICsec, polskiego producenta systemów cyberbezpieczeństwa dla przemysłu. Wartość inwestycji to 4 mln zł.

Jak sprzedają Polacy: portret przedsiębiorcy e-commerce

Choć branża e-commerce bywa postrzegana jako pole rywalizacji gigantów, jest przede wszystkim miejscem, gdzie przedsiębiorcy mogą szybko uruchomić biznes, który sprzedaje i zarabia. Badanie “Nowy świat e-commerce” przeprowadzone przez platformę sklepów internetowych Shoper pokazuje, że polski e-handel to domena mikrofirm, z których te najskuteczniejsze stają się w ciągu kilku lat sklepami z prawdziwego zdarzenia.

Piotr mieszka pod Warszawą. Prowadzi sklep stacjonarny, ale z każdym rokiem coraz więcej czasu inwestuje w sprzedaż w sieci. Zamówienia kiedyś pakował sam i wysyłał wieczorami, teraz pomaga mu partnerka. Sprzedają akcesoria dla domu i ogrodu, głównie w swoim e-sklepie, a niekiedy też na Allegro i w serwisach ogłoszeniowych.

Krzysztof z Krakowa ma niezwiązaną z handlem pracę na cały etat, więc sklep internetowy założył wspólnie z kolegą – kto ma akurat więcej czasu obsługuje bieżące zamówienia. W pandemii wpadli na pomysł, że ludzi będą potrzebowali więcej odzieży sportowej oraz akcesoriów do ćwiczeń w domu i okazało się do strzałem w dziesiątkę. Dziś połowa ich dochodów to zyski ze wspólnego e-biznesu.

Anna ze Śląska działa w branży już 5 lat. Zatrudnia 8 osób. Sprzedaż naturalnych kosmetyków miała tylko być tylko przedłużeniem jej hobby, a sklep tak się rozwijał, że 2 lata temu musiała się przenieść z pokoju na poddaszu do osobnego biura i magazynu. Z czasem przestała też polegać na poczcie pantoflowej. Korzysta z zaawansowanych narzędzi promocji jak kampanie Google Ads i Facebook Ads.

Sprzedawców takich jak Piotr i Krzysztof jest najwięcej. Sprzedawców podobnych do Anny – kilkanaście procent.

Zaczynają od drobnych kroków

Jak wskazuje opublikowany w marcu raport “Nowy świat e-commerce” dla 66 proc. sprzedawców sklep internetowy stanowi dodatkowe źródło dochodu. 13 proc. właścicieli ocenia, że sprzedaż online odpowiada za połowę ich zarobków, a co piąty uznaje swój e-sklep za główne źródło utrzymania.

Sklep internetowy jako główne źródło dochodu

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commercePołowa sprzedawców internetowych (53 proc.) prowadzi swój biznes samodzielnie, a 28 proc. działa wspólnie z drugą osobą. Jeden na ośmiu zatrudnia do pomocy do 5 pracowników, a co czternasty zarządza zespołem liczącym więcej niż 5 osób.

Liczba osób zatrudnionych w sklepach internetowych

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 2– Warto mieć na uwadze, że dane, na bazie których sporządzany jest raport, pochodzą z przełomu 2020 i 2021 r., czyli zebraliśmy je zaraz po epidemicznym boomie na sklepy internetowe. W ubiegłym roku powstało ich na naszej platformie wyjątkowo dużo. To przekłada się na wysoką reprezentację na rynku nowych i samodzielnie prowadzonych firm, wciąż bardziej inwestycji niż dobrze zarabiających biznesów. W grupie sklepów ze stażem dłuższym niż 5 lat proporcje są już nieco inne i zdecydowanie więcej jest właścicieli, dla których sprzedaż online stanowi główną aktywność zawodową – zauważa Oliwa Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Znajdują swoją niszę

Niezmienna od kilku lat jest koncentracja sklepów internetowych w wybranych regionach Polski. Niemal połowa (48 proc.) znajduje się w województwach mazowieckim, małopolskim i śląskim. Wspólnie w woj. wielkopolskim to już 57 proc. sklepów. Najwięcej z nich znajduje się na Mazowszu – 21 proc.

Mapa polskiego e-commerce

Mapa polskiego e-commerceNiemal co czwarty polski sklep internetowy (23 proc) sprzedaje asortyment z kategorii Dom i Ogród. Do popularnych branży należą również Ubrania (17 proc.) oraz Zdrowie i uroda (13 proc.). Te trzy grupy asortymentu stanowią ponad połowę sklepów. Pozostałe kategorie notują kilkuprocentowy udział.

Udział poszczególnych branż w ogólnej liczbie sklepów

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 3Co trzeci sprzedawca internetowy poza swoim sklepem nie prowadzi już innej działalności handlowej. 35 proc. z nich ma sklep stacjonarny, a 44 proc. sprzedaje też w innych kanałach online, najczęściej za pomocą Allegro czy przez Facebooka.

– Interesujący jest fakt, że zarówno w podejściu do prowadzenia sprzedaży online, jak i wyborach co do asortymentu w ofercie nie widać jednej wiodącej metody działania. Nawet najpopularniejsza kategoria Dom i ogród to w rzeczywistości bardzo pojemna grupa różnorodnych produktów. To pokazuje jak bardzo elastyczne są narzędzia e-commerce i jak łatwo dostosować je można do własnych możliwości, ambicji biznesowych czy sytuacji na rynku – zauważa Oliwia Tomalik – W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy znaczny napływ nowych sklepów z branż, które w wyniku kolejnych lockdownu nie mogą normalnie pracować. Internet jest dla nich dzisiaj jedynym kanałem dotarcia do klienta – dodaje ekspertka Shoper.

Zadbaj o swój zarost na wiosnę!

Odpowiednio wypielęgnowana twarz to współcześnie nie tylko domena kobiet, ale także każdego zadbanego mężczyzny. Nieodłącznym elementem męskiego wizerunku jest zarost, który niezależnie od długości zawsze powinien wyglądać nienagannie. Na szczęście istnieje wiele sposobów, dzięki którym możliwa jest jego idealna stylizacja w domowych warunkach.

Najważniejszy pierwszy krok, czyli kilka słów na temat pielęgnacji

Przed rozpoczęciem zapuszczania zarostu warto zwrócić uwagę na kondycję skóry twarzy. Jej codzienne oczyszczanie i nawilżanie dobrej jakości kosmetykami to absolutna podstawa. Nawet najbardziej dokładnie przycięty zarost nie będzie wyglądać atrakcyjnie, kiedy jego tłem będzie zmęczona cera.

Zapuszczanie zarostu niekoniecznie musi pójść zgodnie z założonym planem. Podobnie jak w przypadku włosów na głowie, duże znaczenie mają tutaj czynniki genetyczne. Niektórzy mężczyźni bardzo szybko mogą cieszyć się bujną brodą, a inni muszą zadowolić się niewielkimi efektami na wybranych strefach twarzy. Kluczem do sukcesu (w każdej sferze życia) jest akceptacja naturalnych uwarunkowań i zaprezentowanie ich w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

Czy historia kończy się na zapuszczeniu zarostu? Zdecydowanie nie! Broda potrzebuje pielęgnacji przy pomocy dedykowanych środków, takie jak olejki czy sera nawilżające. Dłuższy zarost wymaga także regularnego czesania przy użyciu specjalnych szczotek.

Jaką golarkę wybrać?

To pytanie zastanawia wielu mężczyzn, którzy chcieliby zadbać o stylizację swojego zarostu, ale obawiają się samodzielnego wykonywania tego typu zabiegów. Zupełnie niepotrzebnie – w sieci można znaleźć wiele poradników i filmów instruktażowych, w których ten proces omówiony jest w najmniejszych szczegółach.

Nic nie uda się jednak bez odpowiedniej golarki. Ich jednorazowe wersje to zdecydowany przeżytek – są nie-ekologiczne i mają bardzo ograniczone możliwości. Inwestycja w golarkę elektryczną szybko się zwróci, a komfort jej użytkowania jest zdecydowanie wyższy.

Sprzęt dobrej jakości posłuży wiele lat, dlatego warto wziąć pod uwagę możliwość zmiany upodobań i wybrać opcję z trymerem. Dzięki wielofunkcyjnemu urządzeniu możliwe będzie zarówno zgolenie zarostu na gładko, jak i stylizacja dłuższej brody.

Warto zdecydować się na bezprzewodową wersję golarki, dzięki której swoboda ruchów nie będzie w żaden sposób ograniczona. Istotna jest także wodoodporność urządzenia, pozwalająca na bezpieczne korzystanie z niego w łazience, a nawet pod prysznicem.

Te i wiele innych opcji golarek wpływa na ich pozycję w rankingu jakości. Przed zakupem dobrze jest się z nim zapoznać i dokonać najlepszego wyboru.