Blisko połowa uczniów spędza w internecie ponad sześć godzin dziennie. Ruszają programy wspierające edukację cyfrową dzieci

Izolacja i nauka zdalna sprawiły, że prawie 50 proc. uczniów korzysta z internetu przez ponad sześć godzin dziennie. Wymuszone przez pandemię przeniesienie wielu aktywności do online’u z jednej strony może podnieść kompetencje cyfrowe dzieci, a z drugiej – może prowadzić do złych nawyków cyfrowych. Dlatego ważne jest, żeby nie zostawiać najmłodszych w sieci samych i przekazywać im potrzebną wiedzę już na etapie podstawówki. W Polsce rusza właśnie największa akcja edukacyjna skupiona na kształtowaniu umiejętności cyfrowych u dzieci, w której od września wezmą udział setki szkół w całym kraju. 

Jak wynika z badań ‪„Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” (czerwiec 2020 roku), zorganizowanych wspólnie przez Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej, Fundację Dbam o Mój Zasięg i Fundację Orange, 49,5 proc. uczniów oraz 51 proc. nauczycieli obecnie deklaruje, że korzysta z internetu ponad sześć godzin dziennie. Jeszcze przed pandemią te wskaźniki były wyraźnie niższe i wynosiły odpowiednio 7,2 proc. oraz 5,7 proc.

– Trwająca od roku edukacja zdalna mocno zaburzyła balans między życiem online i offline. Najmłodsi spędzają dużo czasu online, korzystając również z portali społecznościowych, kontaktując się z rówieśnikami, co jest bardzo istotne dla ich rozwoju. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób dzieci korzystają z narzędzi internetowych i czy przypadkiem nie natrafiają na treści, które mogłyby być dla nich szkodliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

W tej chwili coraz młodsze dzieci potrafią już obsługiwać smartfon czy tablet, instalować gry i aplikacje. Cyfrowe kompetencje nie ograniczają się jednak tylko do tego. Eksperci podkreślają, że dzieci powinny m.in. umieć krytycznie podchodzić do treści zawartych w internecie, odróżnić informację od reklamy i fake newsy od prawdy oraz znać zasady cyberbezpieczeństwa. Potrzebna jest im także wiedza na temat tego, jak chronić swoją prywatność w sieci, jakie treści mogą w niej udostępniać i na co pozwalają prawa autorskie. Równie ważne jest nauczenie dzieci, jak spędzać czas przed ekranem w sposób kreatywny i twórczy.

– Wielu osobom się wydaje, że kompetencje cyfrowe skupiają się tylko na obsłudze jakichś specjalistycznych urządzeń technicznych. W rzeczywistości to pojęcie jest bardzo szerokie. Najważniejsze kompetencje cyfrowe, których uczymy w programie HASHSuperKoderzy, to m.in. umiejętność dbania o swoją prywatność i bezpieczeństwo w sieci czy wyszukiwania i weryfikowania informacji. To są najważniejsze zagadnienia, które przekazujemy uczniom – mówi Monika Wrońska z Fundacji Orange, koordynatorka #SuperKoderów.

Dzieci i młodzież poświęcają w tej chwili czas przed ekranami nie tylko na zdalną naukę. Izolacja sprawiła, że internet stał się dla nich jedynym kanałem integracji i kontaktu z rówieśnikami, a w wielu przypadkach także głównym źródłem rozrywki. Przeniesienie tylu aktywności do sieci zwiększa ryzyko ukształtowania się niezdrowych nawyków cyfrowych. Dotyczy to zwłaszcza młodszych dzieci, uczniów podstawówek. Dlatego już od początku warto pokazywać im, jak korzystać z internetu odpowiedzialnie i mądrze.

– Dobrze jest rozmawiać z dziećmi na temat ich aktywności w sieci i proponować takie zajęcia, które mogłyby choć trochę poprawić równowagę między światem online i offline – wyjaśnia Krzysztof Kosiński. – Świat online jest dla dzieci bardzo ciekawy i wciągający, często tak bardzo, że same nie są w stanie się od niego oderwać. Dlatego warto, żeby czasami pojawił się dorosły i powiedział, że już czas zająć się jakąś inną aktywnością.

MegaMisja i #SuperKoderzy to dwa flagowe programy edukacyjne Fundacji Orange dedykowane nauczycielom i uczniom szkół podstawowych. Do tej pory wzięło w nich udział już ponad 1,7 tys. szkół i blisko 44 tys. uczniów w całej Polsce. Oba programy są skupione na kształtowaniu u dzieci kompetencji cyfrowych i pokazywaniu, jak twórczo korzystać z technologii w trakcie lekcji i w czasie wolnym.

– Zajęcia w programie MegaMisja przygotowują dzieci do świadomego i bezpiecznego korzystania ze świata internetu – wyjaśnia jego koordynator. – Najmłodsi uczą się poszukiwania informacji, dowiadują się, czym są prawa autorskie i dlaczego nie można korzystać z pracy innych bez zgody autora. Uczą się także, czym jest poczta internetowa i jak stworzyć bezpieczne hasło oraz jak wykorzystywać sprzęt do nagrywania dźwięku, robienia zdjęć czy nagrywania filmów. MegaMisja jest jednak nie tylko programem o edukacji cyfrowej. Duży nacisk położyliśmy na to, żeby dzieci mogły rozwijać swoje kompetencje społeczne, myśleć, zadawać pytania i rozwiązywać problemy. Poprzez zabawę uczą się rzeczy ważnych.

MegaMisja to 10-miesięczny cykl zajęć dla uczniów klas 1–3 oparty na fabule bajki. Jest przystosowany również do nauki zdalnej. Szkoła, która bierze w nim udział, otrzymuje zarówno pomoce naukowe w postaci tabletów, książek i audiobooków, jak i dostęp do gotowych scenariuszy zajęć, które są zgodne z podstawą programową.

– Nauczyciele w trakcie programu MegaMisja nie zostają sami. Dbamy o rozwój ich wiedzy i umiejętności. Dostarczamy im zarówno szereg webinarów i narzędzi, które umożliwiają poszerzenie warsztatu nauczyciela, jak i wszystko to, co jest niezbędne w trakcie realizacji programu – wymienia koordynator programu z Fundacji Orange.

Udział w programie jest dla szkół bezpłatny. Placówki, które chcą się do niego zgłosić, muszą do 10 maja br. wypełnić formularz online na stronie Fundacji Orange i dołączyć do niego pracę zgłoszeniową, która polega na wykonaniu – wspólnie z uczniami – prostego zadania, dostosowanego do obecnych warunków e-nauczania. Na tej podstawie zostanie wyłonionych 140 szkół, które od września zaczną cyfrowe zajęcia.

– Do programu MegaMisja może zgłosić się każdy nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej bądź nauczyciel wychowawca pracujący w świetlicy szkolnej – wskazuje Krzysztof Kosiński.

Dokładnie takie same zasady obowiązują też w przypadku #SuperKoderów, czyli drugiego z programów, który jest skierowany do nieco starszych uczniów z klas 4–8. W trakcie zajęć dzieci uczą się podstaw programowania – nie tylko na informatyce, lecz także na lekcjach matematyki, przyrody, historii, fizyki, muzyki czy języków obcych.

– Na języku polskim dzieci przygotowują reportaże, przeprowadzają wywiady, montują filmy i reportaże i poznają aplikacje do tego służące. Na biologii czy geografii budują własne stacje pogodowe, robią pomiary temperatury, ciepła i wiatru, a później tworzą wirtualne prezentacje obrazujące zebrane przez nich wyniki. Na lekcjach historii – ucząc się np. o dynastii Piastów – budują drzewa genealogiczne, tworzą gry albo umiejscawiają te wydarzenia na wirtualnych osiach czasu. W tym roku mamy też do zaoferowania nową ścieżkę edukacyjną opartą na druku 3D. Dzieci będą same projektować materiały, które później wydrukują w szkole – wymienia Monika Wrońska. – Dzieciaki uczą się pracy zespołowej i poznają nowe narzędzia cyfrowe. To bardzo kreatywny program, który pokazuje, jak w inteligentny, fajny i interesujący sposób wykorzystywać nowe technologie.

Do HASHSuperKoderów – podobnie jak do MegaMisji – placówki mogą zgłaszać się do 10 maja br. poprzez formularz na stronie fundacji. Także w tym przypadku wyłonionych zostanie 140 szkół, które od września zaczną realizować bezpłatny program. Do tej pory zrealizowało go już ponad 600 szkół w całej Polsce.

– Co ważne, nauczyciele biorący udział w programie nie muszą posiadać specjalnych umiejętności informatycznych czy programistycznych. Wystarczą dobre chęci i zgłoszenie do programu. Szkoła, która zostanie do niego zakwalifikowana, otrzyma grant na zakup zestawów robotów i innych niezbędnych materiałów – wyjaśnia koordynatorka tego programu z Fundacji Orange.

Polska będzie inwestować w poprawę jakości wody pitnej i ograniczanie jej strat. To pierwszy taki projekt w historii

Unijna dyrektywa w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia zobowiązuje Polskę do zaplanowania inwestycji wymaganych dla poprawy bezpieczeństwa wodnego. Prace nad stworzeniem takiego planu trwają. – Z jakością wody pitnej w Polsce nie jest najgorzej, ale wciąż istnieją obszary, w których straty wody pobieranej ze środowiska sięgają 50 proc. – mówi Jolanta Olbracht z firmy Arcadis, która odpowiada za te prace. Celem dyrektywy jest zapewnienie dostępu do wysokiej jakości wody wodociągowej także osobom w trudnej sytuacji, m.in. migrantom i bezdomnym.

Straty wody pozyskanej ze środowiska zostały określone przez Unię Europejską jako dosyć istotne, stąd wprowadzona w grudniu ubiegłego roku dyrektywa nakłada na państwa członkowskie obowiązek analizy tych strat, szczególnie wody przeznaczonej do picia. W Polsce ten problem nie jest duży, bo w większych miastach straty sięgają tylko około 5 proc. wody zebranej ze środowiska. Jednak istnieją obszary, w których wynoszą one aż 50 proc. Jest to uzależnione od materiałów, z jakich zbudowane są sieci wodociągowe oraz jakości tych wodociągów – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jolanta Olbracht, kierownik zespołu wodnego w Krakowie w firmie Arcadis.

Polska musi sprostać zobowiązaniom wynikającym z unijnej dyrektywy, dlatego Ministerstwo Infrastruktury realizuje projekt „Program inwestycyjny w zakresie poprawy jakości i ograniczenia strat wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi”. Jego celem jest wyznaczenie priorytetowych obszarów oraz kluczowych inwestycji, wymaganych w celu poprawy bezpieczeństwa wody.

Program jest realizowany w głównej mierze przez firmę Arcadis. Rozpoczął się pod koniec października 2020 roku, a zakończy w maju tego roku. Przeprowadzono już ankietę wśród przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, gmin, organów, urzędów, instytucji nadzorujących i regulujących, właścicieli lub administratorów dużych obiektów priorytetowych oraz przedsiębiorstw spożywczych, specjalistów, ekspertów związanych z zaopatrzeniem w wodę oraz konsumentów, a kolejnym krokiem jest analiza zebranych danych.

– W jej efekcie powstanie lista potrzeb inwestycyjnych, które pokażą, gdzie należy kierować środki finansowe, żeby w przyszłości coraz lepiej panować nad stratami wody – mówi ekspertka z firmy Arcadis.

Unijna dyrektywa ma wprowadzić tzw. zarządzanie ryzykiem w zakresie dostępu do wody o dobrej jakości według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia. Żeby zarządzać tym ryzykiem, trzeba wiedzieć, z czego ono wynika, jakie są problemy, gdzie się pojawiają i co trzeba zrobić, żeby uniknąć ich w przyszłości.

– Takie przedsięwzięcie jest realizowane w Polsce pierwszy raz i ma ono pomóc w kierowaniu pieniędzy tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Zadaniem programu inwestycyjnego jest określenie obszarów priorytetowych, takich jak: dział zaopatrzenia, uzdatnianie, jakość wody czy infrastruktura informatyczna, która reguluje, analizuje, informuje i zbiera dane dotyczące tego problemu. Niezbędne jest także wskazanie działań pilnie potrzebnych, które mają pomóc w osiągnięciu celu unijnej dyrektywy, czyli ograniczenia strat wody i poprawy dostępu dla każdego mieszkańca Unii Europejskiej do dobrej jakości wody pitnej – tłumaczy Jolanta Olbracht.

Obowiązek przeprowadzania oceny ryzyka dostaw wody dotyczy całego łańcucha – od punktu poboru do punktu zgodności, zapewnienia powszechnego dostępu do wody, wprowadzenia systemu certyfikacji materiałów i produktów mających kontakt z wodą przeznaczoną do spożycia przez ludzi oraz przepisów zobowiązujących państwa członkowskie do ograniczenia strat wody w sieciach.

– Wdrożenie programu inwestycyjnego w dużej mierze będzie zależeć od instytucji, które będą administratorami danego działania zaproponowanego w programie. Z kolei zakres działań będzie uzależniony od środków finansowych przeznaczonych na ten cel. W projekcie zostaną wskazane potencjalne źródła finansowania – dodaje kierownik zespołu wodnego w Krakowie w firmie Arcadis.

Nowe unijne przepisy to odpowiedź na inicjatywę obywatelską Right2Water na rzecz poprawy dostępu wszystkich obywateli do bezpiecznej wody pitnej. W ramach akcji zebrano 1,8 mln podpisów i jest to pierwsza europejska inicjatywa obywatelska, która stała się prawem. W praktyce państwa członkowskie mają zapewnić nieodpłatny dostęp do wody pitnej w budynkach użyteczności publicznej. Klienci restauracji czy stołówek powinni otrzymywać wodę do picia za darmo lub za niską opłatą. Szczególnie dotyczy to osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, czyli np. uchodźców, społeczności koczowniczych, bezdomnych i grup mniejszościowych.

– Unia Europejska kładzie nacisk na to, żeby tworzyć punkty poboru wody pitnej w każdym miejscu w Polsce, przynajmniej jeden w każdej wsi i mieście, aby każdy mógł mieć nieograniczony dostęp do wody dobrej jakości – uściśla ekspertka.

Ponadto woda z kranu powinna nadawać się do bezpośredniego spożycia i w tym celu zostaną wprowadzone bardziej rygorystyczne limity dla niektórych zanieczyszczeń, np. ołowiu. Według założeń UE dzięki większemu zaufaniu do wody z kranu obywatele mogą również przyczynić się do ograniczenia ilości plastikowych odpadów związanych z wodą butelkowaną, w tym odpadów morskich. Jak podaje Komisja Europejska, plastikowe butelki są jednym z najczęściej znajdowanych na europejskich plażach jednorazowych przedmiotów z plastiku. Dodatkowo mniejsze zużycie wody butelkowanej to możliwe 600 mln euro oszczędności dla gospodarstw domowych.

Panele fotowoltaiczne potencjalną furtką dla cyberprzestępców. Brak odpowiednich działań może doprowadzić do poważnych zakłóceń w dostawach energii

W piątek 9 kwietnia padł w Polsce rekord generacji mocy z fotowoltaiki – podały PSE. Niska temperatura i duże nasłonecznienie spowodowały, że systemy pracowały z mocą przekraczającą 2,7 GW. Fotowoltaika bije w Polsce rekordy popularności i stanowi jeden z motorów transformacji energetycznej. Okazuje się jednak, że może być podatna na zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem. W panelach PV wykorzystuje się urządzenia sterowane przez internet, które mogą być podatne na cyberataki. To zaś stwarza możliwość zakłóceń w przesyle energii czy nawet całkowitego blackoutu. Eksperci podkreślają, że rząd będzie musiał zająć się tym problemem, zwłaszcza w kontekście błyskawicznego rozwoju branży PV.

Boom na fotowoltaikę trwa w Polsce od kilku lat i napędziły go m.in. korzystne zmiany w prawie i rządowy program dopłat do zakupu paneli PV Mój Prąd. Jak podaje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, do tej pory dofinansowano z niego 220 tys. prosumenckich mikroinstalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW (ich łączna liczba w Polsce zbliża się już do 500 tys.).

Wkrótce polska energetyka może być w znacznym stopniu oparta na energii słonecznej, co z kolei zwraca uwagę na problem bezpieczeństwa.

– Wyobraźmy sobie sytuację, że za kilka czy kilkanaście lat polska energetyka będzie w dużo większym stopniu oparta na fotowoltaice i ktoś postanowi wyłączyć nam wszystkie panele. Będziemy mieli wtedy prawdziwy problem z niedoborem energii elektrycznej. Nie pomogą żadne zwiększenia dostaw jednego czy drugiego surowca, nasz system będzie zblokowany. Dlatego jestem zwolennikiem podejścia do kwestii bezpieczeństwa sieci energetycznej podobnie jak do sieci telekomunikacyjnej, czyli dywersyfikacji dostawców, ażeby uniknąć szantaży i ryzyka ingerencji w ciągłość działania sieci przez jednego z dostawców sprzętu – powiedział podczas debaty „Bezpieczeństwo energetyczne Polski” Michał Kanownik, prezes zarządu ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Przydomowe instalacje fotowoltaiczne stały się już popularnym sposobem na produkcję własnej, ekologicznej energii i obniżanie rachunków. Coraz chętniej inwestują w nie również firmy, motywowane podwyżkami cen i koniecznością cięcia kosztów, a od kilku lat – dzięki aukcyjnemu systemowi wsparcia – rozwijają się też większe farmy fotowoltaiczne. W efekcie fotowoltaika rozwija się nawet szybciej od rynkowych prognoz. Jeszcze na początku grudnia moc zainstalowana PV w krajowej sieci energetycznej sięgała 3,6 GW (wzrost aż o 181 proc. r/r), a już na początku lutego przekroczyła 4 GW.

Okazuje się jednak, że sektor OZE – zwłaszcza fotowoltaika – może być podatny na zagrożenia do tej pory kojarzone głównie z branżą telekomunikacyjną i cyfrową. W instalacjach PV powszechnie wykorzystuje się urządzenia sterowane przez internet, które mogą być podatne na cyberataki.

– Wyzwaniem jest postęp technologiczny i pojawienie się nowych elementów infrastruktury, np. optymalizatorów mocy wykorzystywanych w instalacjach fotowoltaicznych. W Europie ten temat nie jest jeszcze dobrze znany, ale w Stanach Zjednoczonych jest zagadnieniem poważnie podnoszonym już od 2019 roku. Tam ustalono, że ekspansję w tym zakresie prowadzą Chińczycy, a właśnie w tych optymalizatorach mocy mogą znajdować się urządzenia szpiegowskie albo elementy, które mogą bezpośrednio wpływać na działanie systemu energetycznego – mówi dr Marcin Kraśniewski, ekspert z Uniwersytetu Łódzkiego.

Optymalizator mocy to element instalacji PV, który steruje parametrami prądu generowanego przez panele. W teorii może on zostać zhakowany, co stwarza możliwość zakłóceń w przesyle energii czy nawet całkowitego blackoutu.

Te urządzenia w 2019 roku stały się przedmiotem poważnej debaty politycznej w Stanach Zjednoczonych, gdzie zarówno senatorowie republikanów, jak i demokratów wezwali departamenty energii i bezpieczeństwa do pilnych działań na rzecz ochrony krytycznych systemów infrastruktury elektroenergetycznej. Obecnie Chiny są światowym liderem w produkcji paneli fotowoltaicznych. W rankingach największych firm z branży i producentów paneli PV od kilku lat niezmiennie dominują właśnie firmy z Państwa Środka.

– W czerwcu 2019 roku Chińczycy zrezygnowali z produkcji na amerykański rynek optymalizatorów mocy, które pozwalają na efektywniejsze funkcjonowanie instalacji fotowoltaicznych. I to pomimo tego, że ich urządzenia są bardzo konkurencyjne do oferowanych przez innych producentów z uwagi na bardzo zaawansowaną technologię – mówi dr Marcin Kraśniewski. – W Polsce udział fotowoltaiki nie jest jeszcze aż tak duży, więc podobnie jak w innych krajach europejskich problem nie jest jeszcze zauważalny. Jednak z pewnością wystąpi.

Eksperci podkreślają, że cyberbezpieczeństwo – do tej pory podnoszone głównie w kontekście sieci telekomunikacyjnych – będzie mieć coraz większe znaczenie także w przypadku sieci elektroenergetycznych jako infrastruktury krytycznej, niezbędnej do zachowania ciągłości funkcjonowania państwa.

– Państwo będzie musiało poszerzać i edytować zakres swojej kontroli co do elementów, które pojawiają się na krajowym rynku – mówi ekspert Uniwersytetu Łódzkiego.

– Pojęcie infrastruktury krytycznej będzie się rozszerzać. Dzisiaj musimy o nim mówić już nie tylko w kontekście sieci telekomunikacyjnych, ale i sieci energetycznych – dodaje Michał Kanownik.

Jak podkreśla, Europa ma już doświadczenia w budowaniu systemu cyberbezpieczeństwa wyniesione z branży telekomunikacyjnej. Teraz te analizy, które pokazują m.in., jak na dany rynek wpływa uzależnienie od pojedynczego dostawcy, powinna wykorzystać również w branży energetyki i OZE.

– Europa zaczęła myśleć o fotowoltaice bardziej w kontekście ceł na szkło niż w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego. Jednak zrozumienie tego problemu jest niezbędne. Jakaś forma uniknięcia uzależnienia od jednego czy drugiego dostawcy jest niezmiernie ważna – podkreśla prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Kryptowaluty stają się alternatywą dla złota. Rosnące zainteresowanie inwestorów budzi wątpliwości nadzorów finansowych

– Bitcoin jest dziś alternatywą dla złota, atrakcyjną formą przechowywania kapitału, która pozwala uciec od procesów inflacyjnych – uważa Marcin Wituś, prezes platformy Geco.one. Najpopularniejsza cyfrowa waluta w zeszłym tygodniu ustanowiła nowy rekord wartości, podobnie jak ethereum, czyli wicelider rankingu kryptowalut pod względem kapitalizacji. W niedzielę na rynku cyfrowych walut doszło jednak do korekty, którą wywołały niepotwierdzone jeszcze pogłoski, że amerykański Departament Skarbu zamierza podjąć walkę z praniem pieniędzy na rynku cyfrowych aktywów.

 Bitcoin jest dziś traktowany jako aktywo do przechowywania wartości, dlatego zyskał miano cyfrowego złota. Każdy chce posiadać bitcoina z uwagi na to, że obserwujemy duże procesy inflacyjne dla zwykłej gotówki, duży dodruk gotówki i każdy szuka trochę alokacji kapitału właśnie po to, żeby uciec od inflacji. Właśnie na tym zyskał bitcoin. Inwestycje w złoto są problematyczne, ponieważ trzeba je gdzieś przechowywać, ciężko jest je sprzedać i zawsze są jakieś ryzyka z tym związane. Natomiast bitcoina łatwo można kupić, łatwo sprzedać i jeśli ktoś ma minimum wiedzy na ten temat, to sobie z tym poradzi – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Wituś.

W ubiegłym tygodniu cena najpopularniejszej kryptowaluty ustanowiła nowy rekord, osiągając w środę poziom zbliżony do 65 tys. dol. Jednak już w sobotę cena zaczęła spadać, a w niedzielę BTC taniał nawet o ponad 15 proc., do poziomu 51,7 tys. dol. Z kolei ethereum – po szczytach notowań z ostatniego tygodnia, kiedy cena zbliżyła się nawet do 2,5 tys. dol. – zaliczył w niedzielę prawie 18-proc. stratę.

Obie kryptowaluty opierają się na technologii blockchain, różnią się jednak zastosowaniem – bitcoinami można handlować na otwartym rynku lub użyczać moc obliczeniową swojego komputera w sieci i uzyskać za to wynagrodzenie, natomiast ethereum – jak wyjaśnia Geco.one – jest najpopularniejszą platformą do budowania projektów blockchainowych i tworzenia zdecentralizowanych aplikacji. W przeciwieństwie do bitcoina nie ma granicznej liczby eteru, która może pojawić się na rynku.

– Ether został stworzony przede wszystkim do przetwarzania transakcji i tworzenia smartkontraktów. Tak naprawdę do dziś wykorzystywany jest właśnie w tym celu – wyjaśnia ekspert. – Te dwie kryptowaluty są największe na rynku. Bitcoin cały czas jest numerem jeden, ale część osób twierdzi, że ether ma szansę go przegonić. Uważam jednak, że BTC zawsze pozostanie liderem, ponieważ jest pewnym wyznacznikiem całego tego rynku i jego wzrosty napędzają rynek altcoinów.

Zdaniem popularnego analityka i tradera kryptowalutowego Scotta Melkera ethereum może w tym roku przyćmić BTC pod względem procentowych wzrostów. Tak też było w ubiegłym roku – jak podaje platforma Geco.one, w ciągu ostatnich 12 miesięcy bitcoin podrożał o 1000 proc., a ethereum – o 1200 proc. Obie kryptowaluty niezmiennie pozostają na pierwszych miejscach pod względem kapitalizacji rynkowej. Według CoinMarketCap kapitalizacja BTC przekracza 1 bln dol., a ethereum – 246 mld dol. Trzeci na podium jest Binance Coin (BNB), którego kapitalizacja rynkowa jest sporo niższa i przekracza w tej chwili 72 mld dol.

 Inne waluty nie są zagrożeniem dla bitcoina i ethera, ponieważ na rynku jest na tyle dużo kapitału, że każdy projekt staje się wartościowy. Przez to, że dwie główne kryptowaluty mają tak dużą wartość, bardzo często inwestorzy przenoszą część swoich zysków, aktywów w mniejsze projekty, które mają szansę na wzrosty, czyli dają dużo większe pomnożenie kapitału aniżeli bitcoin czy ether – podkreśla prezes Geco.one, cyfrowej platformy obrotu instrumentami pochodnymi w kryptowalutach

Czynnikiem, który przyczynił się do ostatnich wzrostów na rynku cyfrowych walut, była m.in. upowszechniająca się akceptacja bitcoina przez instytucje finansowe i dużych graczy takich jak Elon Musk – Tesla niedawno wprowadziła płatności w kryptowalucie za jej samochody. Rosnąca popularność cyfrowych aktywów powoduje jednak zwiększoną czujność po stronie banków centralnych i rządów. Od 30 kwietnia bank centralny w Turcji całkowicie zakaże płatności w kryptowalutach, argumentując, że ich anonimowość sprzyja nielegalnym działaniom. Takie kroki zapowiadały też władze Indii. Kryptowalutom przygląda się również amerykański Departament Skarbu. Te niepotwierdzone jeszcze pogłoski, że zamierza on podjąć walkę z praniem pieniędzy na tym rynku i oskarżyć kilka instytucji o wykorzystanie cyfrowych aktywów w nielegalnych celach, przyczyniło się do niedzielnej korekty. Przed dużymi wahaniami notowań ostrzegał wielokrotnie także polski KNF.

Pandemia pomogła w rozwoju systemów smart city w polskich miastach. Nie obeszło się jednak bez problemów w ich wdrażaniu

Pandemia przyspieszyła rozwój systemów smart city w polskich miastach. Już teraz w najważniejszych globalnych zestawieniach można znaleźć polskie metropolie. Smart city to nie tylko technologie, które pomagają zarządzać ruchem, czy systemy lokalizujące pojazdy transportu publicznego. Nie brakuje też inwestycji w zieloną energię. Jednocześnie coraz większy wpływ na zmiany mają mieszkańcy. Problemem jest jednak brak długofalowych wizji i brak współpracy między inteligentnymi systemami różnych miast.

– Przewrotnie powiem, że pandemia wpłynęła pozytywnie na rozwój miast. Był moment, że miasta ze sobą konkurowały na technologiczne nowinki. Wydawały bardzo dużo pieniędzy, żeby trochę się pochwalić, żeby rozwiązania były spektakularne. Pandemia spowodowała, że tych pieniędzy jest mniej i trzeba stawiać na rozwiązania, które są konieczne, które będą generowały jakąś efektywność energetyczną, które będą ze sobą skorelowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Kamila Kotulska, dyrektor generalna ds. sprzedaży i marketingu w Gradis.

Urzędowe paczkomaty, zewnętrzne okienka z bezkontaktowymi dziennikami podawczymi, większa przepustowość i moc miejskich sieci internetowych, monitoring wizyjny oraz drony, ozonowanie ulic i mebli miejskich – to tylko przykłady systemów smart city, które pojawiły się w polskich miastach w związku z pandemią. Technologie, których często nie udawało się wdrożyć przez lata, dzięki pandemii zostały wprowadzone w ciągu kilku tygodni, a niekiedy dni. Standardem stały się usługi, które umożliwiają zdalny kontakt z urzędem. Przykładem może być CityBox w Otwocku, który pozwala na bezpieczne przekazywanie dezynfekowanych dokumentów i umożliwia wideokonferencję z właściwym urzędnikiem.

– Mam nadzieję, że ten trend inteligentnego zarządzania miastem, które przynosi oszczędności, się utrzyma. Miasta, które będą widziały, że tych pieniędzy w budżecie przybywa, mimo że je inwestują, tylko nakręci tę koniunkturę – ocenia Kamila Kotulska.

Polskie miasta już przed pandemią znalazły się w najważniejszych globalnych zestawieniach IESE Cities in Motion Index oraz Smart City Index. Wysoko plasuje się Warszawa, gdzie doceniono m.in. wymianę żarówek miejskich na LED, wymianę wysokoprężnych autobusów miejskich na pojazdy elektryczne, stworzenie wskaźnika jakości powietrza czy budowę ekologicznych chodników, które pochłaniają szkodliwe związki. Ekologiczne rozwiązania wdraża też np. Wrocław, gdzie nowoczesny system zarządzania siecią wodociągową SmartFlow tylko w pierwszym roku od wdrożenia pozwolił zaoszczędzić ok. 500 mln litrów wody i zmniejszyć straty sieci wodociągowej.

Polskie miasta zapowiadają też inwestycje w inteligentne oświetlenie, testowane już w innych europejskich metropoliach, które zmniejsza natężenie światła, jeśli na ulicach nie ma samochodów.

– Polskie miasta trochę idą za trendami, które przychodzą z Zachodu, i jak jest trend na czyste powietrze, na zieloną energię, na termomodernizację, tak miasta za tym podążają. Natomiast popełniają jeden podstawowy błąd – nie mają obszarów testowych. W miastach za granicą bardzo często wydziela się jakieś obszary, jakieś dzielnice, w których testuje się nowe rozwiązania, i jeśli działają poprawnie, to skaluje się je na całe miasto. U nas najczęściej po prostu pobiera się taką próbkę z zagranicy, zakładając, że u nas będzie to działać tak samo – mówi ekspertka.

Problemem w polskich miastach jest też wdrażanie części rozwiązań odgórnie, bez konsultacji z mieszkańcami. Powoli się to jednak zmienia i o kształcie miast decydują nie tylko politycy, lecz także przedsiębiorcy i mieszkańcy. Na przeszkodzie we wdrażaniu idei smart city nie stają pieniądze, bo te zazwyczaj na inwestycje udaje się znaleźć, ale brak długofalowej wizji i współpracy między ośrodkami.

– Brakuje spójnego programu, żeby połączyć wszystkie inwestycje w mieście w jeden system zarządzania, który by te procesy integrował, z których moglibyśmy się dowiedzieć jeszcze więcej o naszym życiu. I nie chodzi tu o żadną inwigilację, ale o korelacjach, które zachodzą między procesami. Tego trochę brakuje, a przede wszystkim brakuje też testowania tego na małą skalę. Jeżeli wdrażamy coś na dużą skalę, to od razu wkładamy w to bardzo duże pieniądze i ryzykujemy, że niekoniecznie to się sprawdzi. Trochę za daleko poszliśmy, adaptując rozwiązania z Zachodu, nie testując ich na naszym rynku – ocenia Kamila Kotulska.

Rekordowe wzrosty sprzedaży komputerów PC w pierwszym kwartale 2021 roku. Popyt może się utrzymać nawet po złagodzeniu pandemicznych obostrzeń

Dostawy komputerów osobistych na całym świecie wzrosły o 32 proc. w pierwszym kwartale 2021 roku w porównaniu do analogicznego okresu rok temu. To największy zanotowany w XXI wieku skok na tym rynku – twierdzą analitycy Gartnera. Jako powód eksperci podają przede wszystkim realizację skumulowanych dostaw, opóźnionych przez deficyt układów scalonych, takich jak procesory. Najprawdopodobniej jednak trend wzrostowy się utrzyma, a to za sprawą zmian przyzwyczajeń zakupowych ludzi, zarówno w czasie pandemii, jak i po jej wygaszeniu.

– Rekordowy wzrost sprzedaży komputerów PC jest efektem dwóch wyjątkowych czynników. Po pierwsze, porównujemy wyniki z rynkiem zamkniętym w wyniku pandemii, a po drugie, mamy do czynienia obecnie z globalnym niedoborem półprzewodników – wskazuje Mikako Kitagawa, dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Teoretycznie deficyt półprzewodników powinien wpłynąć na ograniczenie sprzedaży komputerów. W praktyce sprzedaż wzrosła, częściowo w wyniku skumulowania opóźnionych wysyłek towaru i oczyszczaniu stanów magazynowych. Analitycy są jednak zdania, że gdyby nie zaburzenia łańcucha dostaw, sprzedaż mogłaby być dużo wyższa. Wpływają na to ograniczenia pandemiczne i wynikający z nich wzrost popularności pracy zdalnej.

– Bez chaosu w łańcuchu dostaw na początku 2020 roku wzrost w pierwszym kwartale 2021 roku mógłby być niższy. Jednak niedobory półprzewodników znów niekorzystnie wpływają na łańcuch dostaw, a czas dostawy niektórych komputerów osobistych wydłuża się nawet do czterech miesięcy – twierdzi Mikako Kitagawa.

Wygaszenie pandemii powinno ograniczyć popyt na komputery osobiste. Zdaniem ekspertów może się jednak okazać, że wielomiesięczna izolacja doprowadzi do zmiany nawyków ludzi oraz przemodelowania rynku pracy. Dotychczas marginalizowana praca z domu najprawdopodobniej stanie się pożądaną formą realizowania obowiązków na rzecz pracodawcy. Jak informuje Staffing Industry Analyst, 80 proc. ankietowanych dyrektorów przedsiębiorstw twierdzi, że umożliwi swoim podwładnym pracę zdalną również po pandemii COVID-19.

– Można domniemywać, że popyt na komputery PC pozostanie wysoki nawet po złagodzeniu pandemicznych restrykcji – prognozuje dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Według analityków z firmy badawczej IDC wzrost dostaw komputerów w pierwszym kwartale był jeszcze wyższy i wyniósł 55,2 proc. Jak podają, dotychczas notowane wzrosty sprzedaży były wynikiem rosnącego rynku gamingowego i rosnącym zapotrzebowaniem na notebooki dla biznesu. W tym roku na znaczeniu zyskały też zamówienia z gospodarstw domowych.

W czasach kryzysu najlepiej sprawdzają się liderzy z wysokim poziomem inteligencji emocjonalnej

Liczba bankrutujących firm szybko rośnie. Aby zwiększyć swe szanse na przetrwanie trzeba wykorzystać inteligencję emocjonalną, która okazuje się być ważna nie tylko w życiu osobistym, ale i biznesowym. Emocje są bowiem kompasem i sterem naszego działania.

Dlaczego? Bo emocje informują nas o tym, czy to, co się z nami i wokół nas dzieje służy nam czy też nie, czy nasze potrzeby, począwszy od tych podstawowych po te bardziej wyszukane, są zaspokojone czy też nie. Gdy potrafimy dostrzec te sygnały, które mózg nam wysyła, możemy skuteczniej oddziaływać na swoje reakcje, a co za tym idzie podejmować decyzje i działania, które nam służą.

Inny scenariusz jest taki, że tak bardzo zanurzymy się w te emocje, które nami targają, że tracimy dystans do rzeczywistości, tworząc wyobrażenia negatywnie wpływające na nasz dobrostan, rezygnując z podjęcia wysiłku prowadzącego do zmiany. Dotyczy to zarówno naszego funkcjonowania w życiu osobistym, jak i biznesowym, zawodowym. Chodzi o to, żeby wykształcić w sobie nawyk, dzięki któremu będziemy mogli w taki sposób pokierować sobą, aby nie dać się „uprowadzić emocjonalnie”.

– Bernard Roth, dyrektor naukowy instytutu d.school na Uniwersytecie Stanforda opisał mechanizm działania tzw. „uprowadzenia emocjonalnego”, które polega na tym, że w momencie podejmowania wysiłku wydaje nam się, że już nie damy rady, nasze ciało chroniąc serce i mózg przed tym wysiłkiem wywołuje emocje negatywne, a nawet ból po to, abyśmy ten wysiłek porzucili mówi w rozmowie z MarketNews24 Marta Bańkowska, psycholog z Mentis EDUaction Akademia Rozwoju Edukacji.

Jak to się ma do życia zawodowego, do biznesu? Co można zrobić, gdy ten proces zaczyna się dziać? Po pierwsze: nie rób tego, co dyktuje ci pierwsza reakcja. Najczęściej jest to rezygnacja z działania, które planowałeś podjąć. Po drugie: zatrzymaj się, włącz oddech i uświadom sobie uczucia, które cię ogarniają. Może jest to strach, panika, może zniechęcenie, może frustracja, może niepewność. Samo uświadomienie sobie tego, co się z tobą dzieje jest ważnym krokiem do tego, aby odpowiednio tym zarządzić. A po trzecie: skoncentruj się na tym, aby zwizualizować sobie jak to będzie, gdy podejmiesz planowane działanie i jaki wówczas osiągniesz cel, co się wydarzy w momencie, gdy wprowadzisz planowaną zmianę, do czego doprowadzi cię ten wysiłek. Możesz tutaj odwołać się do wartości, które są dla ciebie ważne, takich jak miłość, rodzina, niezależność, odwaga, rozwój, bezpieczeństwo, odpowiedzialność, konsekwencja, czy kreatywność.

W obecnej sytuacji pandemii wielu przedsiębiorców, którzy latami budowali swoje biznesy stanęło przed koniecznością przeorganizowania całego życia biznesowego. Są osoby, które uległy uprowadzeniu emocjonalnemu i w konsekwencji poddały się lub spanikowały. Są też takie osoby, które w tej bardzo trudnej sytuacji nie uległy temu, co podyktowała im pierwsza reakcja, nie uległy strachowi przed tym, jak dalej będzie. Podjęły działania nie mając pewności, czy zakończą się one sukcesem, ale wierząc, że warto działać, poszukać rozwiązań, dokonać zmian w firmie lub nawet zmienić branżę, nauczyć się nowych kompetencji.

B. Roth mówi o nawyku osiągania, który, dzięki neuroplastyczności mózgu, każdy z nas może w sobie wykształcić.

– Myślami i emocjami jesteśmy w stanie oddziaływać na swoją korę mózgową i tym samym przyzwyczajać nasz mózg do sukcesu, rozumianego jako codzienne zwycięstwa nad strachem, paniką, zniechęceniem, poddaniem się, czy chęcią rezygnacji z działania – wyjaśnia M.Bańkowska.

Przyszłość rynku mieszkań na wynajem

Wyhamowuje spadek cen na rynku mieszkań na wynajem. Zmienia się też popyt, bo inne są oczekiwania z powodu doświadczeń z pandemią. Przyszłość rynku to budownictwo modułowe, skracające czas budowy nawet o połowę.

W porównaniu do cen sprzed roku w 15 największych miastach koszty najmu spadły o 3,9 proc. Ze względu na niższe stawki i dłuższy okres, gdy mieszkanie stoi puste, dochody wynajmujących spadły o 20 proc., a w Warszawie nawet o 25 proc.

– Wpływ pandemii na rynek jest taki, że prywatni właściciele mieszkań obniżyli ceny, a inwestorzy instytucjonalni są skłonni dawać wyższe rabaty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, dyrektor zarządzający funduszem Catella Polska. – Najważniejszą przyczyną jest to, że właściciele mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy przenieśli je na rynek wynajmu długoterminowego, a ponadto wiele osób wyjechało do swych miast rodzinnych ponieważ mogą pracować online.

Jednak są eksperci, którzy oceniają, że ten okres spadku cen wyhamował. Sytuacja właśnie stabilizuje się, a wpływ ma na to także rosnące tempo szczepień. Istotne będzie, kiedy Polska dołączy do grona krajów, w których przeprowadzanych jest bardzo dużo szczepień i zakończy się bałagan, który trwał do tej pory. Wówczas powrócimy do normalnego procesu podejmowania decyzji o zmianach miejsca pracy i wynajmie mieszkań.

Pandemia jednak zmieni rynek ze względu na oczekiwania. Na znaczeniu zyskają projekty wielofunkcyjne.

– Projekty wielofunkcyjne to takie mieszkania na własność bądź na wynajem, w których można nie tylko mieszkać, ale również wygodnie pracować, mając w pobliżu sklepy i restauracje i fitness, tworzące powierzchnię wspólną – wyjaśnia D.Węglicki. – Dla nas, jako funduszu wynajmującego mieszkania ważne jest, że w ten sposób zapewniamy większą komplementarność usług, a poszukując takich nowych lokalizacji myślimy o takich miastach jak Warszawa, Kraków, Gdańsk czy Wrocław, ale niekoniecznie w centrach tych miast bo ważne jest, aby łatwo dojechać do centrum.

Zmiany na rynku nieruchomości będzie kreował Private Rented Sector (PRS), który w Polsce pojawił się dopiero niedawno (pierwsza transakcja w 2016 r.) będzie kupował firmy deweloperskie bądź kupował od deweloperów gotowe już produkty. Dotyczyć to będzie zwłaszcza tej części rynku, jaką tworzą mieszkania o podwyższonym standardzie.

– Kupowanie deweloperów spowodowane jest tym, że posiadają oni atrakcyjne tereny pod budowę, a takich terenów do wykupienia bezpośrednio jest niewiele – dodaje ekspert. – Przyszłość PRS to jednak przede wszystkim budownictwo modułowe, które pozwoli skrócić okres trwania budowy nawet o połowę, a powstające mieszkania będą bardziej ekologiczne ponieważ budynki będą powstawać przy uzyskaniu certyfikatów green.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 19.04 – 23.04.2021

Dane są dobre, to i nastroje na rynkach są dobre. Przeważa optymizm związany z lepszymi perspektywami ożywienia globalnego przy postępującym procesie szczepień i niesłabnącym wsparciu fiskalno-monetarnym. Nowy kwartał jak na razie jest traktowany jako okazja do ponoszenia wyższego ryzyka, co widać po rynku akcji, surowców i walutach powiązanych. O ile nie pojawią się nowe ryzyka, umiarkowany apetyt na ryzyko powinien być kontynuowany. W przyszłym tygodniu uwaga skupi się na strefie euro – posiedzenie EBC i indeksy PMI.

Wydarzenia tygodnia: PMI z USA/Europy, EBC, rynek pracy/sprzedaż z Wlk. Brytanii, produkcja/sprzedaż z Polski, sprzedaż z Australii, CPI z NZ, Bank Kanady

USA

W USA po serii danych dużego kalibru kolejny tydzień zapowiada się mniej ekscytująco. Dane z rynku nieruchomości będą obciążone wpływem zmiany warunków pogodowych – spadek w finalizacji sprzedaży na rynku wtórnym (czw), ale odbicie na rynku pierwotnym (pt). Wstępny odczyt kwietniowego PMI (pt) powinien pokazać poprawę, co sugerowały regionalne wskaźniki z Nowego Jorku i Filadelfii. Nie otrzymamy nowych sygnałów od członków Fed, którzy rozpoczną okres zamknięty przed posiedzeniem FOMC 27-28 kwietnia.

Strefa euro

Nie oczekujemy istotnych zmian w przekazie EBC (czw). Przy sile sektora przemysłowego i kondycji globalnego ożywienia jest prawdopodobne, że EBC podkreśli pozytywne ryzyka dla marcowych prognoz. Ryzyka inflacyjne będą dalej charakteryzowane jako przejściowe. Ponadto teraz jeszcze nie jest czas na podejmowanie decyzji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów i na tę decyzję przyjdzie poczekać do czerwca. Wskaźniki PMI (pt) powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą. EUR potrzebuje potwierdzenia wyjścia z kryzysu w twardych danych, w przeciwnym wypadku potencjał aprecjacyjny pozostanie ograniczony.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii efekt otwarcia gospodarki powinien wpływać na wzrost zatrudnienia (wt) i odbicie sprzedaży detalicznej (pt). Kwiecień powinien przynieść dalszy skromny wzrost indeksów PMI (pt). Dane powinny wspierać funta w krótkim terminie, choć rynek zdaje się już w pełni zdyskontował efekt otwierania gospodarki, więc wzrosty prędzej będą skorelowane z generalnym sentymentem.

Polska

Z Polski napłynie porcja danych o aktywności gospodarczej. Oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). W pierwszym przypadku spodziewane jest nadganianie po rozczarowaniu w lutym, w drugim – spiętrzenie popytu przed świętami i nową falą obostrzeń. Nie spodziewamy się reakcji złotego na dane. Pozytywne nastroje na rynkach finansowych oferują potencjał do przejściowego umocnienia złotego, jednak spadki EUR/PLN będą kusiły jako potencjalny punkt wejścia dla spekulacji na rzecz sprzedaży złotego przed posiedzeniem TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia).

Australia i Nowa Zelandia

Rynek AUD będzie miał do przeanalizowania protokół z posiedzenia RBA (wt) oraz marcową sprzedaż detaliczną (śr). Po nowych fragmentach w komunikacie na temat rynku nieruchomości dodatkowe komentarze RBA dotyczące wzrostu cen mieszkań i związanego z tym ryzyka pozostaną w centrum uwagi. Sprzedaż powinna odbić po spadku miesiąc wcześniej. Ogólnie nie spodziewamy się znaczącego wpływu minutek i danych z większym oddziaływaniem nastrojów globalnych i apetytu na ryzyko. W podobnym stylu wzrost inflacji CPI w Nowej Zelandii (śr) nie powinien wpłynąć na zmianę postrzegania polityki RBNZ, a zatem i spokojnie wokół odczytu powinien zachowywać się NZD.

Kanada

W Kanadzie w centrum uwagi będzie posiedzenia banku centralnego (śr). Choć ostatni raport z rynku pracy za marzec był silny, powrót restrykcji covidowych w kwietniu będzie negatywnie rzutował na sytuację na rynku pracy. CAD wycenia oczekiwania na sygnał z BoC odnośnie redukcji tempa skupu aktywów, ale niepewna sytuacja gospodarcza sugeruje raczej gołębią otoczkę dla decyzji, podnosząc ryzyko negatywne reakcji CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozwój na Horyzoncie – eksperci o niepowtarzalnej szansie dla polskich innowatorów

To historyczna szansa dla polskich przedsiębiorców i naukowców na pozyskanie ogromnych środków i udział w międzynarodowych i przełomowych projektach. Tym bardziej że, mimo wielu osiągnięć, Polska wciąż aspiruje do innowacyjnej ligi mistrzów – wspólnym głosem mówili eksperci z kraju i zagranicy podczas konferencji inaugurującej w Polsce program Horyzont Europa 2021-2027. W wydarzeniu zorganizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w ramach którego działa Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE, wzięli udział m.in. Mariya Gabriel – komisarz UE ds. Innowacji, Badań, Kultury, Edukacji i Młodzieży, Jarosław Gowin – minister rozwoju, pracy i technologii, Przemysław Czarnek – minister edukacji i nauki oraz Wojciech Kamieniecki – dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Wydarzenie pod hasłem „Europa. Horyzont możliwości” odbyło się 16 kwietnia 2021 r. w formule on-line. Było adresowane zarówno do beneficjentów programów ramowych UE, jak i do wszystkich zainteresowanych realizacją innowacyjnych projektów.

– Dzięki rekordowo wysokiemu budżetowi w kwocie aż 95 mld euro Program Horyzont Europa będzie przez najbliższe 7 lat wspierał nasze wspólne wysiłki na rzecz budowania silnej, zdrowej, zielonej i cyfrowej Europy. To najbardziej ambitny program na rzecz badań naukowych i innowacji na świecie. Jednak należy zaznaczyć, że powodzenie jego realizacji zależy przede wszystkim od przedsiębiorców i naukowców. Dlatego zwracam się dziś do polskich innowatorów, których wyjątkowe osiągnięcia są mi znane i gorąco zachęcam do uczestnictwa w programie Horyzont Europa. Działajmy wspólnie na rzecz rozwoju innowacyjnego potencjału krajów członkowskich UE – mówiła Mariya Gabriel, Komisarz UE ds. Innowacji, Badań, Kultury, Edukacji i Młodzieży.

Cel: wzmocnienie polskiego ekosystemu innowacji

Program Horyzont Europa będzie w dużym stopniu kontynuacją programu Horyzont 2020, obecnego programu UE w zakresie badań naukowych i innowacji na lata 2014–2020. Zachowano takie elementy, jak: trzy filary, doskonałość jako centralny aspekt badań i utrzymanie sprawdzonych zasad i procedur dotyczących finansowania w ramach programu Horyzont 2020. Program został jednak udoskonalony, tak aby zmaksymalizować jego oddziaływanie, znaczenie dla społeczeństwa i potencjał w zakresie przełomowych innowacji. Oferta programu Horyzont Europa jest bardzo szeroka: od prestiżowych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych skierowanych do naukowców, poprzez Działania Marii Skłodowskiej-Curie wspierające rozwój kariery naukowej i mobilność, projekty dla samorządów i NGOs, aż po wysoko innowacyjne projekty badawcze i wdrożeniowe dla przedsiębiorstw.

– W Polsce, w ostatnich latach wprowadzono wiele zmian systemowych sprzyjających tworzeniu innowacji – to m.in. reforma nauki czy wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac B+R. Systematycznie rosną nakłady na badania i rozwój. Również w ramach Programu dla Pracy i Rozwoju realizowanego przez mój resort wspieramy przedsiębiorców, którzy stawiają na innowacje i modernizację. W tym kontekście program Horyzont Europa stanowi szansę na dodatkowe wzmocnienie polskiego ekosystemu innowacji, w tym przede wszystkim poprzez udział w takich nowych inicjatywach jak Europejska Rada ds. Innowacji czy Europejskie Ekosystemy Innowacji – zwrócił uwagę Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Uczestnictwo w programie to nie tylko wsparcie finansowe w realizacji projektów, ale przede wszystkim dostęp do wiedzy i nowych technologii, sieci międzynarodowych kontaktów, a także budowa marki i prestiż. Dla instytucji naukowych to możliwość uzyskania wyższej oceny parametrycznej, a co za tym idzie – wyższej subwencji.

– Realizacja programu Horyzont Europa z budżetem na poziomie 95 miliardów euro to zjawisko o skali nieporównywalnej z jakimkolwiek innym programem krajowym czy międzynarodowym. Ten ogromny budżet przez najbliższe lata będzie wspierać rozwój doskonałej europejskiej nauki oraz szanse rynkowe najlepszych innowatorów powiedział minister edukacji i nauki, dr hab. Przemysław Czarnek. – Horyzont Europa to przede wszystkim jeden z najważniejszych instrumentów, które posłużą nam w poszukiwaniu rozwiązań, z jakimi musi mierzyć się europejskie, a więc i polskie społeczeństwo i gospodarka. W Polsce mocno wierzymy w humanistyczny wymiar innowacji, która nie jest celem samym w sobie, ale ma służyć poprawie dobrostanu społeczeństw. Jestem przekonany, że dzięki środkom z Programu Horyzont Europa oraz doświadczeniu i zaangażowaniu rodzimych naukowców nasz wkład jako Polski w wypełnianie tego ambitnego zadania będzie znaczący dodał minister Czarnek.

NCBR już aktywizuje polskich innowatorów

Krajowy Punkt Kontaktowy PB UE, który od listopada 2020 roku jest częścią Narodowego Centrum Badań i Rozwoju będzie odgrywać kluczową rolę w procesie wsparcia polskiego udziału w programie Horyzont Europa.

– Przy realizacji działań związanych z programem Horyzont Europa wykorzystamy zarówno dotychczasowy potencjał i doświadczenie KPK jak i NCBR, wiodącej agencji pośredniczącej w naszym kraju – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – Choć dziś oficjalnie inaugurujemy ten projekt, to przecież już od początku roku informujemy o tym jakie możliwości zaoferuje program. Jestem przekonany, iż informacja, doradztwo i wsparcie polskich innowatorów przyczyni się do zwiększenia naszego udziału w projektach Horyzontu Europa w porównaniu do Horyzontu 2020. W tych procesach będzie można liczyć także na pomoc i działanie  biura NCBR  w Brukseli – dodał dyrektor Kamieniecki.

W ramach aktywizowania innowatorów i zapoznawania ich z zasadami udziału w Programie Horyzont Europa, NCBR i KPK już 19 kwietnia br. rozpoczynają cykl spotkań pod wspólnym tytułem „Tydzień z Klastrami”. W ramach kolejnych webinarów eksperci zapoznają zainteresowanych z wyzwaniami jakie zidentyfikowała Komisja Europejska w ramach tzw. II filaru Programu HEU w obszarach: zdrowia, kultury, bezpieczeństwa cywilnego, technologii cyfrowych, klimatu oraz biogospodarki i zasobów naturalnych.

Warto również zaznaczyć, że ruszyły już pierwsze konkursy dla przedsiębiorców w ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji. Wnioski można składać już w instrumentach EIC Akcelerator i Pathfinder.