Jak wzmacniać odporność psychiczną pracowników w dobie pandemii?

Brak zaangażowania, zmęczenie oraz coraz słabsza kondycja psychiczna pracowników skłania organizacje do wdrażania programów Mental Health.
Elżbieta Krokosz, Dyrektor Zarządzająca Talent Deveploment Institute, Master Coach, ekspert w obszarze przywództwa oraz rozwoju potencjału ludzi zadaje pytanie: „Czy pracownicy mają w sobie gotowość, aby w kontekście zawodowym korzystać ze wsparcia psychologa?”

„Wraz z kolejną falą pojawiło się zjawisko, które można nazwać marazmem i znieczuleniem na otaczającą rzeczywistość. Przestaliśmy się interesować liczbą zachorowań, nie martwimy się już tak bardzo o swoje zdrowie i bezpieczeństwo. Izolacja i oddzielenie od organizacji
i kolegów z pracy obniża motywację, zapał, zaangażowanie i przekłada się na kondycję psychiczną ludzi” – zauważa Elżbieta Krokosz, która od ponad 20 lat zajmuje się rozwojem potencjału ludzi.

Potwierdza to badanie „Praca Zdalna” przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Instytut LB Medical1. Prawie 41% ankietowanych przyznało, że czuje wyczerpanie psychiczne w związku z ciągłym przebywaniem w domu. Dla 45% badanych brak kontaktu ze współpracownikami wpływa na uciążliwość pracy zdalnej. Organizacje dostrzegają sytuację pracowników i zadają pytanie: Jak wzmocnić siłę psychiczną pracowników?

Dlaczego programy Mental Health mogą nie działać?

Ekspertka wymienia dwa powody, dla których pracownicy z własnej woli nie wezmą udziału w takich programach. To wstyd i lęk. Założenia Elżbiety Krokosz potwierdza badanie „Kondycja psychiczna pracowników”2 , które wskazuje, że 42% polskich pracowników nie przyznałoby się do swoich zaburzeń psychicznych w miejscu pracy.

„W życiu prywatnym mamy opór, aby powiedzieć, że korzystamy ze wsparcia psychologa,
a co dopiero w kontekście biznesowym? Dodatkowo instynktownie pojawia się obawa, że jak będzie naprawdę źle, to zaczną zwalniać tych najsłabszych. A kto jest słaby? Ten, co sobie nie radzi” – mówi Elżbieta Krokosz.

Jak wzmacniać siłę psychiczną i zwiększyć zaangażowanie pracowników?

„Martin Seligman, ojciec psychologii pozytywnej zwrócił uwagę na kluczową rzecz, która szczególnie teraz ma ogromne znaczenie. Większość ludzi nie potrzebuje głębokiej pracy psychologicznej. Zmęczenie, zniechęcenie, poczucie marazmu to nie jest jeszcze powód do terapii. Dzisiaj ludzie przede wszystkim potrzebują dobrej energii, inspiracji i rozpalenia ognia w sobie, dla siebie. Tutaj rozwiązaniem jest coaching, ale w innym wydaniu niż jesteśmy przyzwyczajeni” – wyjaśnia Elżbieta Krokosz, prekursorka self coachingu oraz autorka programu Self Coaching Program.

Coaching jest najdroższą (indywidualną) formą wsparcia liderów i najczęściej z tego rozwiązania korzystają top menedżerowie. Jest to narzędzie poufne, odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Elżbieta Krokosz postanowiła wykorzystać efekty pracy coachingowej z top managerami i stworzyć formułę wsparcia tak samo efektywnego, ale jednak z perspektywy finansowej dostępnego nie tylko dla menedżerów – ale dla członków zespołu. Tutaj, gdzie to wsparcie jest bardzo obecnie potrzebne, proponując rozwiązanie Self Coaching Program.

Self Coaching Program – siłownia mentalna

„Realizując wiele ambitnych zadań, celów potrzebujemy cały czas budować siłę psychiczną. Często nie potrzebujemy kolejnego szkolenia, kolejnej dawki wiedzy – potrzebujemy pracy
nad sobą z coachem, która pomoże nam poradzić sobie z wyzwaniem i jeszcze lepiej wykorzystać własny potencjał” – wyjaśnia Elżbieta Krokosz.

Założeniem Self Coaching Program jest nauczenie ludzi, aby stawali się najlepszymi coachami dla samego siebie. Uczestnicy otrzymują comiesięczne wsparcie i działania rozwojowe, składające się ze szkoleń online, sesji mentoringowych oraz sesji coachingowych. Uczestnik może zgłosić się na sesję coachingową, która odbywa się anonimowo i przysłuchują się jej inne osoby w programie.

„Gdy pracowałam z top menedżerami brakowało mi punktu odniesienia w postaci innych menedżerów. Gdyby menedżer usłyszał, jakie problemy stoją przed innymi, nabrałby dystansu do własnych wyzwań. Dodatkowo zyskałby przekonanie, że nie tylko on boryka się z różnymi trudnościami. Wbrew pozorom to pomaga odzyskać spokój. Kolejną wartością, która płynie z takiej formuły to nabycie umiejętności coachowania samego siebie, zadawania sobie odpowiednich pytań i szukania odpowiedzi w sobie” – wyjaśnia Elżbieta Krokosz.

Self coaching jest siłownią mentalną, która pozwala budować swoją wewnętrzną siłę i jeszcze lepiej wykorzystywać swój potencjał. Po co? Aby zostać jeszcze lepszą wersją siebie i czerpać satysfakcję z wykonywanej pracy, a w obecnych czasach przede wszystkim po to, aby dużo lepiej radzić sobie z trudnościami, jakie od strony psychicznej niesie pandemia. Nie za pomocą głębokiej pracy psychologicznej, którą oferują programy typu Mental Health, ale za pomocą umiejętności spojrzenia na swoje trudności z dystansu, nauczenia się technik do zarządzania swoim sposobem myślenia, swoją odpornością psychiczną ze wsparciem też coacha, ale nie za koszt co najmniej tysiąca złotych, co jest w zasięgu finansowym tylko dostępne dla top managerów. Musi teraz wspierać wszystkich, także członków zespołów, a nie tylko kadrę menedżerską.

***

1 Badanie „Praca Zdalna” przeprowadzone na zlecenie Instytut LB Medical

2 Badanie „Kondycja psychiczna pracowników” przeprowadzone na zlecenie Instytut LB Medical

https://naszawtymglowa.pl/kondycja-psychiczna-pracownikow-badania-przeprowadzone-przez-instytut-lb-medical-i-sw-research/

Wierzyciel, który na pokrycie swych roszczeń nabył kilka nieruchomości w drodze postępowania egzekucyjnego, sprzedając je, nie podlega opodatkowaniu VAT jak przedsiębiorca

Podatnik udzielił pożyczek na łączną kwotę 80 400 EUR zabezpieczonych hipoteką na kilku nieruchomościach. Ponieważ pożyczki nie zostały zwrócone, nieruchomości wystawiono na licytację, a trzy z nich przysądzono podatnikowi. Ten sprzedał je, spieniężył, wobec czego fiskus stwierdził, że dokonane transakcje przyniosły mu dochody w wysokości 145 000 EUR, w związku z czym zostały one uznane za działalność gospodarczą o charakterze ciągłym, wykonywaną w celu uzyskania dochodu, i na tej podstawie wysunął roszczenie zapłaty VAT od tych sprzedaży. Korzystne dla podatnika, przeciwne organom skarbowym rozstrzygnięcie, 20 stycznia 2021 r. wydał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który uznał, że takiej sprzedaży nieruchomości nie można automatycznie uznawać za działalność gospodarczą, bo jest to przejaw zwykłego wykonywania prawa własności oraz prawidłowego zarządzania własnym majątkiem.

Przysądzenie zlicytowanych nieruchomości dłużnika

W 2009 r. w Rumunii podatnik udzielił innej osobie kilku pożyczek na łączną kwotę 80 400 EUR zabezpieczonych hipoteką na kilku nieruchomościach. Wskutek braku zwrotu pożyczonych pieniędzy nieruchomości zostały wystawione na licytację, a trzy z nich przysądzono na rzecz pożyczkodawcy. W 2010 r. sprzedał on jedną z tych nieruchomości, a dodatkowo grunt, który nabył wcześniej w 2005 r. Dwie z pozostałych przysądzonych nieruchomości zbył w latach 2011-2012.

Fiskus domagał się zapłaty VAT

W 2016 r. organ skarbowy przeprowadził kontrolę podatkową, w wyniku której ustalił, że podatnik na dzień 30 czerwca 2010 r. uzyskał z dokonanych przez siebie transakcji sprzedaży nieruchomości ok. 145 000 EUR dochodu. Zdaniem rumuńskiego fiskusa transakcje te zostały dokonane w ramach działalności gospodarczej. Stąd ich sprzedawca powinien od dnia 1 lipca 2010 r. być zarejestrowany do celów VAT, gdyż przekroczył wynoszący 35 000 EUR próg obrotu, powyżej którego nie obowiązuje szczególny system zwolnień przewidziany w art. 152 ust. 1 i 2 krajowego kodeksu podatkowego.

W opinii organu żadna z przedmiotowych nieruchomości nie była wykorzystywana przez podatnika do użytku osobistego, bowiem obie zostały nabyte z zamiarem ich odsprzedaży z zyskiem. Podobnie zresztą jak nieruchomość sprzedana przez tego podatnika w 2012 r. Tylko transakcja z 2011 r. może korzystać ze zwolnienia z VAT, gdyż dokonana w jej ramach dostawa nieruchomości nastąpiła po dniu 31 grudnia roku następującego po pierwszym zasiedleniu. W marcu 2016 r. organ skarbowy obciążył podatnika dodatkowym zobowiązaniem w VAT wraz z odsetkami i karami za zwłokę.

Sposób na odzyskanie mienia

Podatnik wniósł odwołanie od tej decyzji, ale organ II instancji nie przychylił się do niego. Dlatego też skierował do sądu okręgowego skargę, a sąd stanął po stronie podatnika, uznając, że zwykłe nabycie i sprzedaż nieruchomości same w sobie nie mogą być od razu uznawane za działalność gospodarczą. Ponadto w tej akurat sprawie dokonana przez podatnika sprzedaż nieruchomości była jedynie sposobem na odzyskanie udzielonych przez niego w 2009 r. pożyczek.

Organ skarbowy wniósł kasację. Sąd apelacyjny postanowił zawiesić postępowanie i skierować do Trybunału Sprawiedliwości UE pytania:

  1. a) Czy art. 2 unijnej dyrektywy VAT sprzeciwia się, aby transakcja, poprzez którą podatnik jako wierzyciel uzyskuje w drodze przysądzenia nieruchomość będącą przedmiotem przymusowej egzekucji i po pewnym czasie dokonuje jej sprzedaży w celu odzyskania pożyczonej kwoty, mogła zostać uznana za działalność gospodarczą?
  2. b) Czy taki podmiot można uznać za podatnika VAT?

Przejaw prawidłowego zarządzania własnym majątkiem

TSUE wskazał, że dla uznania podmiotu dokonującego transakcji za podatnika VAT przy jej dokonywaniu transakcja ta musi być powiązana z działalnością gospodarczą tego podmiotu. A jak ocenił sąd, w tej sprawie trudno kwalifikować przeprowadzoną przez wierzyciela sprzedaż nieruchomości, celem zaspokojenia swego roszczenia o zwrot pożyczonych środków, jako czynność związaną z prowadzoną przez tego wierzyciela działalnością gospodarczą, skoro był to przejaw zwykłego wykonywania prawa własności oraz prawidłowego zarządzania swoim majątkiem. Faktu tego nie zmienia również okoliczność, że podatnik sam stawił się na licytacji i nabył w jej trakcie nieruchomości, których dotyczyły zabezpieczenia hipoteczne, nie czekając na odzyskanie pożyczonych kwot w ramach egzekucji zabezpieczeń od dłużnika. Zamiarem podatnika było odzyskanie swoich wierzytelności i odtworzenie utraconego majątku. Nie przedsięwziął on też żadnych aktywnych działań charakterystycznych dla obrotu nieruchomościami. Dlatego, jak orzekł Trybunał:

„…transakcja, w ramach której dana osoba uzyskuje w drodze przysądzenia nieruchomość będącą przedmiotem egzekucji wszczętej w celu odzyskania uprzednio udzielonej pożyczki, a następnie dokonuje sprzedaży tej nieruchomości, nie stanowi sama w sobie działalności gospodarczej, jeżeli transakcja ta wchodzi w zakres zwykłego wykonywania prawa własności oraz prawidłowego zarządzania majątkiem prywatnym, w związku z czym osoby tej nie można uważać za podatnika w odniesieniu do tej transakcji” (wyrok z 20 stycznia 2021 r., w sprawie C‑655/19, Administraţia Judeţeană a Finanţelor Publice Sibiu, Direcţia Generală Regională a Finanţelor Publice Braşov przeciwko LN, ECLI:EU:C:2021:40).

Podsumowanie

W celu utorowania sobie drogi do nałożenia na podatników opodatkowania VAT organy skarbowe chętnie wrzucają każdy przejaw ich działań do jednego worka pod nazwą „działalność gospodarcza”. To obrazuje także, jak wielką niewiedzą na temat jej prowadzenia legitymują się organy. Z drugiej strony, gdyby w tej sprawie wierzyciel zgadzał się ze stanowiskiem organów, musiałby czekać z założonymi rękami, licząc na łut szczęścia, że być może dłużnik sam zwróci należne mu pieniądze. Jednak, gdy czynnie walczył o odzyskanie swojego majątku, fiskus chciał te działania – jak nazwał TSUE – „prawidłowego zarządzania majątkiem prywatnym” opodatkować. Dlatego wyrok TSUE to bardzo korzystne dla podatników rozstrzygnięcie, które sprzeciwia się takim nieuprawnionym działaniom skarbówki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Fundusz Woven Capital Toyoty inwestuje w autonomiczne pojazdy Nuro – przyszłość rynku lokalnych przesyłek

Woven Capital, nowy fundusz inwestycyjny Toyoty, wybrał właśnie pierwszego beneficjenta. Fundusz zainwestował w spółkę Nuro, która opracowała innowacyjne autonomiczne pojazdy wyspecjalizowane w dostarczaniu towarów indywidualnym odbiorcom. Mówiąc w skrócie – pojazdy Nuro mogą już wkrótce zastąpić działających lokalnie kurierów.

Toyota powołała niedawno Woven Capital, fundusz o wartości 800 mln dolarów, w ramach tworzenia nowej grupy firm Woven Group, skupiającej się na technologiach przyszłości. Fundusz specjalizuje się we wspieraniu start-upów, których technologie są bliskie komercjalizacji. W pierwszej kolejności Woven Capital zakupił udziały spółki Nuro. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na opracowanie seryjnych pojazdów, które przekształcą rynek lokalnych przesyłek. Pojazdy Nuro są w pełni autonomiczne i bezzałogowe. Mogą dostarczać zakupy, jedzenie na wynos czy leki z okolicznych sklepów i restauracji, robiąc to szybko, tanio i bezpiecznie. Firma nawiązała już współpracę m.in. z Kroger, Domino’s, Walmart i CVS.autonomiczne pojazdy Nuro (1)

Fundusz Woven Capital został założony przez Toyotę w styczniu 2021 roku jako inwestycyjne ramię Woven Planet Group, która powstała po przekształceniu firmy badawczo-rozwojowej Toyota Research Institute-Advanced Development. Współpraca z Nuro to pierwsza z serii inwestycji w firmy rozwijające innowacyjne technologie i modele biznesowe z dziedziny mobilności, automatyzacji, sztucznej inteligencji, analizy danych, łączności w sieci oraz smart cities.

„Zespół Nuro dowiódł, że są liderami autonomicznych pojazdów do lokalnego rozwożenia przesyłek. Dzięki świetnej technologii i szerokiej współpracy z największymi amerykańskimi markami zrewolucjonizują działanie lokalnego handlu. W postpandemicznym świecie Nuro jest skazane na sukces – klienci będą potrzebowali szybkich, bezpiecznych i przyjaznych dla klienta dostaw. Profil tej firmy doskonale wpisuje się w wizję mobilności, którą rozwija i wspiera Woven Planet Group” – powiedział George Kellerman, dyrektor zarządzający Woven Capital.

„Woven Capital skupia się na bezpiecznej mobilności i nowych technologiach, a co więcej, został założony przez Toyotę. Dzięki temu jest to dla nas idealny inwestor. Zespół Woven Capital dobrze rozumie i docenia naszą pracę nad funkcjonalnymi autonomicznymi pojazdami do transportu przesyłek. Z ich wsparciem będzie nam łatwiej współtworzyć przyszłość mobilności i poprawiać jakość życia ludzi” – dodał Dave Ferguson, prezes i współzałożyciel Nuro.

W sklepach ubywa promocji. Gazetki są też coraz cieńsze. Ponowy lockdown jeszcze bardziej to zaostrzy

Według analiz rynkowych, w ub.r. było o ponad 17% mniej promocji w gazetkach niż w 2019 roku. Na rynku ubyło też samych publikacji – o 19,5%. Do tego sieci handlowe zmniejszyły liczbę ich stron oraz powierzchnię – o 20%. Powody tych wszystkich redukcji wyjaśnia Karol Kamiński, Dyrektor Zarządzający w Grupie AdRetail. Tłumaczy również, dlaczego dyskonty przyjęły odwrotną strategię niż pozostałe formaty. I podpowiada, jak branża powinna reagować w tej sytuacji. Do tego dodaje, że ponowny lockdown i ewentualna dłuższa izolacja gospodarki może pogłębić podziały i skomplikować sytuację w całym handlu.

W branży coraz częściej mówi się o tym, że na rynku ubywa promocji. Potwierdził to ostatnio ogólnopolski raport „Indeks promocji gazetkowych w handlu 2019/20”. Wynika z niego, że w ub.r. było ich mniej w polskich sklepach o 17,2% w relacji rocznej. Pana zdaniem, to było wyłącznie efektem pandemii?

Karol Kamiński: Oczywiście zeszły rok był szczególny pod wieloma względami. Czasowe zamknięcie części sklepów, szok i duża niepewność w zakresie dalszych obostrzeń to były czynniki mocno ograniczające aktywność promocyjną retailerów. Sieci handlowe skoncentrowały się głównie na promowaniu produktów pierwszej potrzeby, co też zmniejszyło ilość prowadzonych akcji.

Jednak pandemia nie była jedynym hamulcem. W ciągu ostatnich kilku lat rokrocznie notowano kilkuprocentowe spadki, które w końcu przekroczyły 10%. Analiza porównawcza wyników z I półrocza 2019 i 2020 roku wykazała spadek o 15%. Wówczas analitycy programu branżowego AdRetail Inspirio prognozowali, że w całym roku wyniesie on blisko 20%. I ta diagnoza niestety okazała się trafna.

Z czego więc wynika sukcesywne ograniczanie liczby promocji z roku na rok?

Karol Kamiński: Mniejszych przyczyn oczywiście jest wiele, ale jednym z głównym powodów jest to, że sieci próbują oszczędzać, często w sposób mało racjonalny, ale jednak. Natomiast patrząc na to finalnie, można dostrzec pewną taktykę. Promocje przyznaje się wtedy, kiedy sieć ma w tym uzasadniony interes, np. coś naprawdę słabo się sprzedaje. Oczywiście od powyższego są wyjątki, ale niemniej jednak ta zasada jest naczelna. Poza tym uważam, że kończą  się czasy, kiedy sieci komunikowały, że wszystko mają w dobrej promocji. Teraz mocno segregują i wybierają asortyment, który później poddają rabatowaniu. Często takie decyzje podejmują też po dokonaniu różnego rodzaju analiz wewnętrznych i badań opinii.

Odnosząc się jeszcze do ww. raportu, można zauważyć, że na największym minusie są ostatnio sklepy z art. dla dzieci – ok. 87%. Duże spadki mają też sieci RTV-AGD – ponad 45%, sklepy z art. z kategorii kultury i rozrywki – 38%, a także hipermarkety – blisko 24%. Dlatego akurat tego typu formaty tak wyraźnie zmniejszyły liczbę promocji?

Karol Kamiński: W zeszłym roku klienci odłożyli zakupy z wybranych kategorii produktowych na tzw. lepsze czasy. Natomiast sieci handlowe, obserwując sytuację rynkową i nastroje konsumenckie, ograniczyły ich promocje. Uważam też, że niebagatelne znaczenie miał dynamiczny rozwój dyskontów, które w czasie pandemii zaoferowały tańszy towar niż wyspecjalizowane w tym asortymencie sklepy. Do tego poszerzyły swój asortyment, m.in. w zakresie produktów dziecięcych.

Rzeczywiście ww. raport wykazał, że dyskonty odnotowały największy na rynku przyrost promocji – 12%. Co to oznacza dla branży?

Karol Kamiński: Wzrost promocji w tym formacie, podczas gdy większość była na minusie, oznacza, że dyskonty wyraźnie i konsekwentnie od kilku lat wypychają z rynku całą szeroko pojętą konkurencję. Branża powinna wyciągać z tego wnioski. Im szybciej to zrobi, tym lepszy i trwalszy będzie tego efekt.

Konsumenci, ze względu na dość niepewną sytuację w gospodarce, coraz bardziej będą stawiać na towary z rabatami. Sieci muszą wychodzić tym oczekiwaniom naprzeciw, jeśli nie chcą zostać w tyle za dyskontami. Z perspektywy biznesowej może okazać się to nie lada wyzwaniem. Z roku na rok rozwija się trend sprawdzania rzetelności promocji, które przy takich okazjach jak Black Friday pozostają nierzadko wydmuszką i pustym hasłem marketingowym.

Obecny czas wyjątkowo służy temu, aby sieci dogłębniej badały nowe preferencje konsumenckie i na tej podstawie dobierały produkty w promocji, które przyciągną więcej klientów do ich sklepów. Trafionym rozwiązaniem mogą okazać się spersonalizowane oferty, bo Polacy już od dłuższego czasu mają dość przypadkowych rabatów.

Czy w tym roku sieci handlowe zdołają nieco podnieść liczbę promocji?  

Karol Kamiński: Uważam, że w tym półroczu nie ma na to szans. Proszę zauważyć, że stoimy właśnie w obliczu kolejnego lockdownu, a doniesienia epidemiczne z dnia na dzień są coraz gorsze. I właściwie nie wiadomo, co będzie dalej. Wobec tego można założyć, że w najlepszym przypadku ilość promocji na rynku utrzyma się na dotychczasowym, niskim poziomie. Nie zakładam jednak, że nagle ze sklepów ubędzie większość promocji, bo to byłoby działaniem mocno irracjonalnym. Oczywiście sieci chcą odrobić poniesione straty, ale nie zdecydują się na dalsze drastyczne obniżki. Natomiast gdyby gospodarka była izolowana w kolejnych kwartałach, ogólny spadek może przekroczyć do końca roku nawet 25%.

Oprócz zmniejszenia liczby promocji sieci handlowe sukcesywnie ograniczają też wydawanie papierowych gazetek. Oba trendy są ze sobą mocno powiązane?

Karol Kamiński: Moim zdaniem, nie do końca tak jest. Trend spadkowy dotyczący papierowych wydań, który jest widoczny od kilku lat, głównie ma związek z postępującą cyfryzacją handlu. W zeszłym roku pandemia przyspieszyła te zmiany. Sieci doceniły elektroniczne kanały dystrybucji, które konsumenci uznali za bezpieczniejsze w dobie koronawirusa. Papier już wcześniej nie był preferowany przez klientów mających na względzie kwestie ekologiczne, ale dopiero w zeszłym roku wzbudził prawdziwą niechęć, również w starszych grupach wiekowych. Wielu z nich porzuciło stereotypowe przyzwyczajenia na rzecz świata online, gdzie treści okazały się lepiej dostępne i skumulowane w jednym miejscu.

Z punktu widzenia sieci handlowych wybór narzędzi cyfrowych nie tylko wpisuje się w dobrą strategię PR-ową. To przede wszystkim zdecydowanie tańsze rozwiązanie, biorąc pod uwagę problemy związane z rosnącymi kosztami papieru, druku, dystrybucji, pracy i usług zewnętrznych.

Analizy przeprowadzone na zlecenie programu branżowego AdRetail Inspirio wykazały, że 2019 roku względem 2018 roku z rynku ubyło 9,4% tradycyjnych publikacji, a w zeszłym roku – aż 19,5%. Spadek był pogłębiony przez pandemię?

Karol Kamiński: W ub.r. to był kluczowy czynnik. W obliczu tak bezprecedensowego wydarzenia, jakim okazała się tzw. narodowa kwarantanna, sieci handlowe mocniej postawiły na działania promocyjne w obszarze online. Warto podkreślić, że na 11 analizowanych formatów 10 zmniejszyło liczbę drukowanych publikacji. Największej redukcji dokonały sklepy z art. dla dzieci – 82%. Za nimi były sieci RTV-ADG –  41%, hipermarkety – 35%, sklepy z art. z kategorii kultury i rozrywki – 26%, drogerie i apteki – 23%, cash & carry – 12%, supermarkety – 7%, a na końcu – hurtownie – 3%.

Zamknięcie centrów handlowych ograniczyło dostęp zwłaszcza do sklepów dziecięcych i elektronicznych. Sieci RTV-AGD w znaczącym stopniu przeniosły promocje do Internetu i w ten sposób skompensowały nieskuteczność wydawania papierowych publikacji.

Co istotne, ofiarami pandemii okazały się nawet apteki, bo konsumenci zaczęli bać się w nich przebywać i dotykać gazetek. Skrócili swoje wizyty do minimum.

Tylko dyskonty odnotowały wzrost i to o 23%. Tego typu sieci stanowią na rynku absolutny wyjątek i fenomen. Ich konkurencja stara się teraz odrabiać straty, ale nie poprzez podnoszenie nakładów papierowych wydań. Różnego typu sieci koncentrują się bardziej na rozwijaniu e-gazetek.

Przeprowadzone analizy wykazały również, że w ub.r. sieci handlowe wydały o ponad 20% mniej stron w gazetkach promocyjnych w porównaniu z 2019 rokiem. Dwa lata temu spadek wyniósł zaledwie 3,5%. Był on 6-krotnie większy z powodu pandemii?

Karol Kamiński: Drastyczny spadek ilości stron był mocno powiązany z mniejszą liczbą gazetek na rynku. Podobnie jak w przypadku ww. parametru, największą redukcję przeprowadziły sklepy dziecięce – o 84%. Duże cięcia wprowadziły też hipermarkety – o 42%, a także sieci RTV-AGD – 45%. Dalej uplasowały się sklepy z art. kategorii kultury i rozrywki – 33%, drogerie i apteki – 28%, cash & carry – 9%, supermarkety – 6%, jak również hurtownie – 4%.

Sieci handlowe nie chciały inwestować w tego typu materiały, skoro klienci nie mieli dostępu do sklepów. Dobrze też wyczuły intencje konsumentów, którzy w czasie pandemii ograniczyli zakupy do żywności, art. do higieny osobistej i chemii gospodarczej.

Zaskoczeniem nie jest też to, że i w tym przypadku dyskonty odnotowały przyrost – o 11%. Sądzę, że dyskonty jeszcze zaostrzą swoją rywalizację o klientów. Zaczną importować szereg produktów. Ich towary będą silnie promowane, a gazetki – grubsze.

Co ciekawe, identyczny wzrost jak dyskonty odnotowały sieci DIY. Tego typu sklepy mogły pozwolić sobie na dodatkowe strony, bo lockdown akurat im sprzyjał. Przebywający w domach konsumenci chętniej majsterkowali i nabywali potrzebne im do tego produkty. Sieci odpowiedziały na to większą aktywnością.

W ub.r. wyraźne cięcia zostały też odnotowane w przypadku powierzchni promocyjnej gazetek – o 19,8% w stosunku do 2019 roku. Było to połączone z ww. parametrami?

Karol Kamiński: To było przede wszystkim powiązane z mniejszą ilością stron. W obu przypadkach są podobne wyniki. Tak jak w kwestii ww. indeksów, największy spadek odnotowały sklepy dziecięce – o 82%. O połowę mniejszy miały sieci RTV-AGD – 41%. Na trzecim miejscu znalazły się hipermarkety – 35%. Dalej były sklepy z art. kulturą i rozrywką – 26%, drogerie i apteki – 23%, cash & carry – 14%, sieci typu convenience – 4%, supermarkety – 7%, a także hurtownie – 3%.

Zmiana powierzchni promocyjnej wynika też z tego, że sieci raczej rezygnują z większych formatów gazetek typu A3. Sklepy eksperymentują z różnymi rozmiarami publikacji. Optymalizują wygląd i funkcjonalność tego rodzaju nośnika informacji.

Co prognozuje Pan w tym roku?

Karol Kamiński: Przewiduję, że w tym roku pojawi się więcej alternatyw dla papierowych gazetek i będą one związane z szerszym wchodzeniem sieci do kanału online. Obecna sytuacja epidemiczna sprzyja przechodzeniu z papieru na e-wydania gazetek i komunikację ofert w Internecie. Konsumenci mają teraz większą styczność z e-komunikacją, co potwierdzają choćby statystyki konsumpcji portali agregujących akcje promocyjne. Wydawcy serwisów i aplikacji gazetkowych już odczuli dużo większe zainteresowanie promocją w obszarze online. Z pewnością ten rok będzie przełomowy, jeśli chodzi o dalsze ograniczanie papierowych wydań. Pandemia temu mocno sprzyja.

Allianz kupi Aviva Polska za 2,5 mld euro

  • Allianz będzie piątym co do wielkości zakładem ubezpieczeń w Polsce i umocni wiodącą pozycję, pod względem rentowności, w Europie Środkowo-Wschodniej (Region CEE)
  • Wartość transakcji wynosi 2,5 mld euro

Allianz ogłosił dziś zawarcie umowy nabycia polskich operacji ubezpieczeń życiowych
i majątkowych, a także działalności w zakresie funduszy emerytalnych i zarządzania aktywami od Grupy Aviva i nabycia po 51 procent udziałów w spółkach oferujących życiowe
i majątkowe produkty bancasurrance będących wspólnymi przedsięwzięciami Aviva
i Santander.

Transakcja o wartości 2,5 mld euro skutkować będzie wzrostem dochodów bezpośrednio po zamknięciu, uwzględniając wypłatę dywidendy w wysokości 0,2 mld euro przy cenie 2,7 mld euro.

Allianz stanie się drugą, co do wielkości, pod względem zysku operacyjnego firmą ubezpieczeniową Europy Środkowo-Wschodniej i będzie na dobrej drodze, aby stworzyć kolejny kluczowy region w Grupie Allianz. Pod względem łącznej wartości składki przypisanej brutto, Allianz będzie w Polsce piątym co do wielkości zakładem ubezpieczeń, awansując na drugie miejsce w kategorii ubezpieczeń życiowych.[1] W przypadku uzyskania wymaganych zgód organów nadzoru, zamknięcie transakcji przewiduje się w ciągu 12 miesięcy.

Umowa ta stanowi dla Allianz ważny krok w historii rentownego rozwoju w regionie CEE i zwiększania skali działalności w Polsce, będącej największym rynkiem CEE z 38 milionami mieszkańców i PKB rzędu około 600 mld USD.

Dzięki transakcji Allianz podwoi przychody na atrakcyjnym, polskim rynku ubezpieczeniowym i osiągnie pożądaną równowagę segmentów majątkowego i życiowego w prowadzonej działalności. W szczególności silna koncentracja Avivy na dynamicznym i rentownym polskim rynku ubezpieczeń życiowych w sposób znaczący przyczyni się do poprawy rentowności operacyjnej Allianz. Ponadto, silna sieć agentów wyłącznych oraz długoterminowa współpraca joint-venture z Santander w segmencie bancassurance poszerzą bazę dystrybucyjną i wzmocnią pozycję rynkową Allianz.

„Bardzo nas cieszy możliwość dalszego zwiększenia obecności marki Allianz w Europie Środkowo-Wschodniej i pomyślnej realizacji strategii rozwoju w regionie. Łącząc nasze doświadczenie w branży ubezpieczeniowej oraz obszarze cyfryzacji ze znaczącymi inwestycjami w innowacje technologiczne, klienci będą czerpać korzyści z innowacyjnych produktów i doskonałej jakości usług” ­- powiedział Oliver Bäte, CEO Grupy Allianz.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni, że zawrzemy tę umowę, ponieważ akwizycja operacji Aviva stanowić będzie impuls do rozwoju w Polsce, tworząc jednocześnie efekt skali w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej” – powiedział Klaus-Peter Roehler, Członek Zarządu Allianz SE odpowiedzialny za działalność ubezpieczeniową w krajach niemieckojęzycznych oraz w Europie Środkowo-Wschodniej. „Dodatkowo, mając klienta w centrum naszych działań przy projektowaniu i dystrybucji produktów oraz wykorzystując innowacje i technologię jako kluczowe czynniki zapewniające satysfakcję klientów, mamy fantastyczną okazję do wzmocnienia naszej obecności.”

[1] Wg wielkości za rok 2020.

Teraz rządzi dolar

Zmierzamy do końca generalnie ponurego tygodnia obfitującego w redukcję ryzykownych pozycji przy odnowionych obawach o zagrożenia związane z pandemią. Dzisiejsze odbicie aktywów ryzykownych jest tylko pozorną oznaką poprawy nastrojów raczej dyktowaną porządkowaniem pozycji przed weekendem.

EUR/USD spadł pod 1,18, ale dolar jest silniejszy także wobec jena i franka. Jest tylko jeden zwycięzca trendu ucieczki od ryzyka. Dolara wspierają dobre dane makro, wysokie tempo szczepień i hojna polityka fiskalna. Na pierwsze wskazały wczoraj dane z rynku pracy, według których w ubiegłym tygodniu liczba nowych wniosków o zasiłek spadła do najniższego poziomu od roku. Wczoraj też prezydent Biden zapowiedział, że podwoi wysiłki w sczepieniu Amerykanów i ogłosił nowy cel 200 mln podanych dawek do końca kwietnia po tym, jak pierwotny cel 100 mln udało się zrealizować na 42 dni przed planowanym terminem. Kiedy narastają obawy o przyszłość ekonomiczną w innych częściach świata (aktualnie w Europie), postęp ożywienia i sukcesy na polu walki z wirusem są ważnymi wyróżnikami. I wcale nie mają tu znaczenia prognozy wyższej inflacji i spekulacje o szybszym zacieśnianiu polityki Fed – to jeszcze tydzień temu stało za wyższymi rentownościami i mocniejszym dolarem. Interesujące, jak zmienne mogą być założenia dla argumentowania siły USD. Wyjątkowość USA i dolara jest jednak przejściowa. Trzecia fala zachorowań przeminie, szczepienia postępują na całym świecie i finalnie inne kraje zaczną doganiać USA w odbiciu gospodarczych. Przy deklaracjach Fed o podtrzymaniu akomodacji na dłużej, dolar wróci do statusu waluty finansującej rajd ryzyka. Ale na razie nie ma mowy o wracaniu do strategii reflacyjnej. Dolar teraz rządzi.

Złoty w czwartek przez moment był najsłabszy do euro od 12 lat (EUR/PLN 4,6467). Rynek pod dyktando dolara oznacza utrzymanie negatywnego nastawienia w stosunku do walut rynków wschodzących. Dodatkowo pogarszająca się sytuacja zdrowotna w Polsce rodzi spekulacje o opóźnienie odbicia gospodarczego. Wczoraj rząd zapowiedział nowe restrykcje, w tym zamknięcia na dwa tygodnie sklepów budowlanych i meblowych, salonów fryzjerskich i kosmetycznych oraz żłobków i przedszkoli. Nowe obostrzenia nie obniżą liczby nowych zakażeń z dnia na dzień, w konsekwencji rozwój pandemii w najbliższych dniach prawdopodobnie dalej będzie wywierał negatywną presję na złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak budownictwo modułowe podbija światowe rynki?

Prefabrykacja, pozwala na ekspansję eksportową i transport prefabrykatów w dowolne miejsce świata,  a na krajowym rynku wciąż notujemy niedobór od 2,6 do nawet 3 milionów mieszkań. Koniunkturę silnie wykorzystują już Chiny, ale również Polskie firmy podbijają, coraz bardziej odległe rynki świata np. w USA, Kanadzie czy Afryce. Od lat jesteśmy też obecni w Skandynawii i na największym rynku importu prefabrykacji, czyli w Niemczech.  

Budownictwo modułowe weszło już do głównego nurtu, a automatyzacja procesów produkcyjnych dodatkowo umacnia jego pozycję i zwiększa konkurencyjność w porównaniu do modelu konwencjonalnego. Obecna, czwarta z kolei rewolucja przemysłowa charakteryzuje się fuzją technologii i maszyn, które coraz inteligentniej komunikują się ze sobą i wykorzystują zasoby wspólnych danych w oparciu o sztuczną inteligencję.

Eksperci prognozują, że wielkość globalnego rynku budownictwa modułowego podwoi się w ciągu dekady do kwoty 108,8 mld USD w 2025 r. Daje to olbrzymie możliwości dla rozwoju polskiej gospodarki. Dla przykładu Grupa InterContinental, buduje Holiday Inn Express z modułów transportowanych z Chin. Marriott w Stanach Zjednoczonych zamówił je u Polskiego dostawcy, a Grupa Hilton wkrótce otworzy pierwszy w Afryce hotel modułowy w stolicy Ghany, Akrze. Inny krajowy producent modułów mieszkalnych i usługowych podpisał kontrakt na postawienie akademika za 90 mln zł w Ugandzie. Firma zapowiada kolejne inwestycje w Afryce m.in. biurowce, zaplecze budowlane, punkty medyczno-apteczne. Brak na tych rynkach materiałów budowlanych wykorzystywanych przez tradycyjne nowoczesne budownictwo, takich jak beton czy itong, sprawia, że gotowe moduły mieszkaniowe czy usługowe opłaca się przywieźć nawet z Wrocławia.

Rewolucja przemysłowa 4.0 wzmacnia rolę prefabrykacji

W ostatnich latach, prefabrykowane budynki stały się głównym kierunkiem transformacji, modernizacji i innowacyjność metod budowlanych w Chinach. Chińska Rada Państwowa zaproponowała nawet, aby w ciągu następnej dekady prefabrykowane budynki stanowiły 30% wszystkich nowych budynków. Stąd prefabrykacja w Chinach staje przed bezprecedensowymi możliwościami i wyzwaniami eksportowymi. Nowoczesna prefabrykacja w nurcie Przemysłu 4.0 to jeden z najważniejszych trendów budowlanych przyszłości, który ma wiele zastosowań z zakresu budownictwa wielkokubaturowego (np. domy, centra handlowe, wieżowce, osiedla mieszkaniowe, parkingi, biurowce, obiekty sportowo-widowiskowe, dworce) czy inżynieryjnego (np. mosty, tunele).

W naszym kraju niekiedy jeszcze mylnie kojarzona z epoką wielkiej płyty z socjalistycznych czasów PRL. Jednak to powiązanie z obecną prefabrykacją modułową ma się jak zestawienie Poloneza wyprodukowanego w ówczesnym FSO z dzisiejszą Teslą. Szacuje się, że w Polsce jest obecnie około 50 fabryk elementów prefabrykowanych, a nasz kraj może być niedługo potentatem w produkcji gotowych elementów modułowych dla budownictwa mieszkaniowego.  Atuty prefabrykacji modułowej to m.in. skrócenie nawet o połowę cyklu operacyjnego inwestycji, ekologia, zmniejszenie zatrudnienia pracowników na budowie, duży potencjał projektowo architektoniczny, wysoka precyzja i jakość wykonania, możliwość realizacji inwestycji w warunkach zimowych, lepsza trwałość i odporność na pożary czy korzystniejsza izolacja termiczna. Badania dotyczące dźwiękoszczelności i akustyki mieszkań wykazały, iż przewyższają polskie normy obowiązujące od 2021 r., jak odporność na wibracje szczególnie istotne w halach koncertowych czy niższe koszty eksploatacyjne. Nie ma też konieczności organizowania magazynu materiałów na placu budowy, co przyczynia się do wzrostu bezpieczeństwa i ma wpływ na środowisko. Znam też przypadek, gdzie inwestor w wyniku swojego błędu musiał dokonać przeróbki i dzięki prefabrykacji mógł wyjąć schody z klatek, a następnie te same zamontować ponownie. To wszystko powoduje, że rosnący popyt na budownictwo modułowe znajdziemy na wszystkich kontynentach. 

Ważnym czynnikiem wpływających na sukces przedsiębiorstw jest optymalizacja kosztów produkcji. Cyfryzacja wchodzi wielkimi krokami w następne dziedziny naszego życia. Trwa kolejna rewolucja przemysłowa, po pierwszej (stulecie pary), drugiej (wiek elektryczności) i trzeciej (era komputerów) przyszedł czas na czwartą, określaną również mianem Przemysłu 4.0. Cechuje się ona znacznym zwiększeniem wydajności produkcji, wprowadzaniem systemów cyber fizycznych (CPS) oraz zaawansowaną automatyką przemysłową, a to z kolei pozwala na zredukowanie kosztów.

Globalny eksport to nowe możliwości dla biznesu

Wbrew oczekiwaniom kryzys wywołany pandemią w 2020 roku nie wpłynął negatywnie na rynek domów prefabrykowanych w Niemczech. W ubiegłym roku wybudowano tam łącznie 23 006 mieszkań, stosując prefabrykowane konstrukcje przemysłowe – o 4,9% więcej niż rok wcześniej. Szacuje się, że do 2022 r. w sześciu północnoeuropejskich krajach zostanie sprzedanych około 70.100 takich lokali, przy czym popyt w Niemczech znacznie wzrasta, zwłaszcza na gotowe rozwiązania “pod klucz”.

W Szwecji już ponad 80 procent mieszkań powstaje z prefabrykatów, to około 50 tys. mieszkań rocznie, a dzięki nowoczesnej technologii niektóre projekty powstają w kilka miesięcy. Stosowanie technologii przyspieszających budowę jest tam powszechne, gdyż według Szwedzkiej Krajowej Rady Budownictwa Mieszkaniowego kraj ten potrzebuje 600 000 nowych mieszkań do 2025 roku aby pokryć wszystkie potrzeby mieszkaniowe obywateli.

Budowa domów modułowych 3D jest też dobrze rozwinięta w Rosji i jest tam jedną z najbardziej obiecujących metod zapewniających wysoki współczynnik budowy budynków mieszkalnych. We Włoszech oczekuje się, że popyt na prefabrykowane, antysejsmiczne domy ze stali zyska na popularności ze względu na ich zasadność i skuteczność w zakresie bezpieczeństwa, zwłaszcza na obszarach, na których występują powtarzające się zdarzenia sejsmiczne. Wielka Brytania planuje budować około 300.000 nowych domów rocznie do 2020 roku, aby sprostać wyzwaniom na rynku mieszkaniowym, oczekuje się, że konstrukcje prefabrykowane odegrają tam znaczącą rolę.

Polskie firmy konkurują o nowe rynki zbytu

Od kilku lat  budownictwo modułowe oparte o nowoczesne zautomatyzowane ekologiczne fabryki, staje się coraz bardziej popularne i zyskuje na znaczeniu również w naszym kraju. To zdecydowanie ważny trend rozwoju sektora budowlanego, który czeka dalszy duży wzrost z korzyścią dla rozwoju firm, które zajmują się jego produkcją i posiadają już “know how”. Łącznie sektor materiałów i usług budowlanych w Polsce tworzy 20,3 proc. PKB, co przekłada się rocznie na prawie 120 mld wpływów do skarbu państwa. W 2020 roku całkowite przychody największych producentów prefabrykatów w Polsce, po raz pierwszy przekroczyły 5 mld zł i dynamicznie rosną. Natomiast GUS szacuje, że wykorzystanie prefabrykacji w budownictwie mieszkaniowym w naszym kraju w 2020 roku mogło przekroczyć aż 8 procent. W Chinach przybywa nowoczesnych fabryk, głównie za sprawą rozwoju eksportu modułowych obiektów do wielu krajów świata np. Norwegii, USA czy Nowej Zelandii, a jak obliczył Bank Światowy w 2018 roku z tego tytułu wpływy Państwa Środka wyniosły ponad 1,5 miliarda USD. W tym samym czasie Polska wyeksportowała, ale głównie do krajów Skandynawskich i Niemiec prefabrykaty za łączną sumę 296 milionów USD.  Według ONZ w 2019 r. Chiński eksport prefabrykowanych budynków do Niemiec wyniósł 56,34 mln USD. Natomiast w tym samym roku, głównymi importerami prefabrykowanych budynków były Niemcy (945 mln USD), Stany Zjednoczone (503 mln USD), Norwegia (490 mln USD), Francja (456 mln USD) i Uzbekistan (346 mln USD).

Autor / fot. Adam Białas, ekspert rynku dyr. “BIALAS Consulting & Solutions”, dziennikarz biznesowy.

30-lecie integracji handlowej Ameryki Południowej pod znakiem zwiększającej się roli Chin w regionie

Trzydzieści lat temu, 26 marca 1991 r. w Asunción, Argentyna, Brazylia, Paragwaj
i Urugwaj zawarły traktat o powstaniu Wspólnego Rynku Południa – Mercosur. Jest to najważniejsze i największe w Ameryce Łacińskiej porozumienie integracyjne. Jego członkowie łącznie generują ponad połowę PKB regionu oraz stanowią piątą gospodarkę na świecie. W ciągu trzech dekad nominalne PKB ugrupowania wzrosło czterokrotnie, a liczone na osobę trzykrotnie. Od 2015 r. najważniejszym partnerem w handlu towarowym Mercosur są Chiny. Do Państwa Środka trafia prawie co czwarty wyprodukowany tam towar. Wartość eksportu Mercosur do Chin, 72 mld USD, niewiele ustępuje wartości łącznego eksportu do UE i USA razem – wynoszącego 76 mld USD (odpowiednio 42 i 35 mld USD). Z kolei pod względem importu Chiny nadal są najważniejszym partnerem Mercosur, ale ze znacznie mniejszą przewagą – 19 proc. towarów pochodzi z tego państwa, z UE 17 proc. i z USA 16 proc. – wyliczają analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

W skład ugrupowania przejściowo (w latach 2012-2016) wchodziła także Wenezuela, która została zawieszona z powodu łamania zasad demokratycznych, ustalonych
w Protokole z Ushuaia w 1998 r. Od momentu zawarcia porozumienia, w każdym z krajów Mercosur wzrosły wartości wskaźnika HDI, opisującego nie tylko ekonomiczny wymiar rozwoju, ale także społeczny. Pierwsza dekada XXI wieku przyniosła ogromny sukces gospodarczy, jednak od 2012 r. region dotknęła stagnacja gospodarcza, wynikająca ze spowolnienia gospodarki ogólnoświatowej i spadku zewnętrznego popytu na produkty eksportowe Ameryki Łacińskiej.

Kryzys pandemii koronawirusa tę sytuację jeszcze dodatkowo pogłębia – Ameryka Łacińska jest nim szczególnie silnie dotknięta zarówno pod względem zdrowotnym, jak
i gospodarczym. Trzeba pamiętać, że oprócz stricte gospodarczych problemów, Mercosur jest wewnętrznie niespójna z powodów politycznych i historycznych. Państwa członkowskie ugrupowania cechują duże dysproporcje pod względem liczby ludności (przykładowo Brazylia liczy ok. 210 mln ludności a Urugwaj 3,5 mln) i poziomu generowanego PKB (Brazylia –  1877,8 mld USD, a Paragwaj – 38,1 mld USD w 2019 r.),
a także bagaż antagonizmów pochodzących jeszcze z czasów kolonialnych. Dotyczyło to szczególnie Argentyny i Brazylii, byłych kolonii hiszpańskiej i portugalskiej
– mówi Katarzyna Sierocińska, ekspertka zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Wykres 1. Skumulowane nominalne PKB państw Mercosur i udział Mercosur
w światowym PKB w latach 1990-2019 [mld USD i %]

Skumulowane nominalne PKB
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Banku Światowego

Chiny głównym partnerem handlowym Mercosur

Mercosur w ciągu 30 lat zwiększył swoje znaczenie w handlu światowym – z 1,2 proc.
w 1991 r. do 1,5 proc. w 2019 r., przy czym to znaczenie, zarówno pod względem eksportu jak i importu, było rekordowe w 2011 r. Sięgnęło wówczas 1,9 proc., w dużej mierze wskutek problemów gospodarek rozwiniętych po kryzysie finansowym. Od 1991 r. eksport wzrósł 6,5-krotnie, a import ponad 7-krotnie, choć w stosunku do 2011 r. ostatnia dekada przyniosła spadek eksportu o 14 proc., a importu o 24 proc., co również podkreśla złą kondycję gospodarczą regionu jeszcze przed pandemią.

Wykres 2. Obroty handlowe i udział w handlu światowym państw Mercosur w latach 1990-2019 (mld USD i %)

Obroty handlowe i udział w handlu światowym państw Mercosur
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych WITS-Comtrade

Kluczowym partnerem w handlu towarowym stały się dla Mercosur Chiny. Trafia tam prawie co czwarty wyprodukowany towar. Wzrost roli Chin jest odzwierciedleniem transformacji handlowej, jaką przeszedł Mercosur. Jeszcze w 1991 r. Państwo Środka było 28. partnerem grupy pod względem importu, a w 2004 r. trzecim, odpowiadającym za 4 proc. importu państw południowoamerykańskich, podczas gdy UE za 21 proc. Pod względem kierunków importu państw Mercosur sytuacja przedstawiała się podobnie.

Wskazuje to na ogromną przemianę zależności jaka zaszła, szczególnie pod względem docelowego rynku zbytu, co jest kluczowe dla gospodarek wschodzących. Chociaż
w danych dotyczących napływających FDI nie widać ogromnego znaczenia Chin
w regionie, Pekin dokonuje inwestycji strategicznych szczególnie w infrastrukturę czy energetykę. Bardzo silny wpływ Chin widoczny jest w Argentynie, gdzie inwestycje Państwa Środka mają zabezpieczać import żywności oraz dostęp do strategicznej infrastruktury, w tym portów.

UE zamierzała zawrzeć z Mercosur umowę o wolnym handlu, by odwrócić ten relatywny spadek znaczenia w regionie, jednak wynegocjowane porozumienie może nigdy nie zostać ratyfikowane. W UE narasta skłonność do powiązania handlu z ochroną klimatu
i środowiska, a polityka, przede wszystkim Brazylii, pozostawia pod tym względem wiele do życzenia. Głównym problemem jest nielegalna wycinka i wypalanie Puszczy Amazońskiej, co nie spotyka się ze skutecznymi przeciwdziałaniami administracji – szczególnie za prezydentury Jaira Bolsonaro. Bez wyraźnych zmian w polityce tego kraju wobec Amazonii, bądź zawarcia dodatkowego porozumienia dotyczącego zrównoważonego rozwoju, ratyfikacja umowy przez UE wydaje się niemożliwa. Obecnie Stany Zjednoczone też nie są chętne do zawierania kolejnych umów liberalizujących handel. Sprawia to, że Mercosur staje się narażony na silną zależność od Chin gotowych do intensyfikacji relacji
– mówi Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Powolny proces integracji

Proces integracji wbrew pierwotnym założeniom jest dość powolny. Planowano utworzenie wolnego rynku do końca 1994 roku, ale cel ten nie został zrealizowany do tej pory. Istnieje natomiast unia celna, ale jej działalność z powodu licznych barier pozataryfowych jest utrudniona. Ugrupowanie funkcjonuje pomimo kryzysów gospodarczych dotykających region (np. w latach 1999-2001 w Brazylii i Argentynie), problemów na poziomie instytucjonalnym oraz braków w harmonizacji wspólnego prawodawstwa. Integrację gospodarczą także utrudniają czynniki obiektywne: słabo rozwinięta sieć międzynarodowych połączeń drogowych i kolejowych między krajami oraz zbyt mała liczba przejść granicznych. Pomimo działalności licznych instytucji, wciąż brakuje silnego politycznie organu ponadnarodowego, który łagodziłby często przeciwstawne interesy elit politycznych, które znajdują wyraz w wyjątkach od przyjętych reguł w handlu (co szczególnie dotyczy największego państwa, Brazylii).

Osiągnięciem ugrupowania w procesie integracji jest utworzenie w 2005 r. Funduszu Konwergencji Strukturalnej Mercosur (FOCEM), który mając do dyspozycji rocznie 100 mln USD finansuje projekty służące wyrównaniu różnic pomiędzy państwami członkowskimi. Realizowane są głównie projekty infrastrukturalne, socjalne, mające na celu poprawę funkcjonowania instytucji Mercosur, ale także wspierające działalność małych i średnich przedsiębiorstw. Pomagają one w tworzeniu nowych łańcuchów produkcji, np. z sektora motoryzacyjnego, czy gazowo-naftowego. Dla obywateli państw członkowskich – oraz
z Chile, Peru, Boliwii i Kolumbii jako państw stowarzyszonych – wprowadzane są ułatwienia związane z pobytem i zgodą na podjęcie pracy w innym kraju ugrupowania.
W 2021 roku wprowadzony ma być też projekt wspólnego obywatelstwa Mercosur. Inne kierunki rozwoju integracji ugrupowania skupione są też na kwestiach społecznych, kulturalnych i edukacyjnych.

Kryzys zdrowotny i gospodarczy związany z pandemią znacząco ograniczą możliwości rozwoju integracji i mogą narazić region na dalsze zwiększanie zależności od Chin. Szczególnie wobec sytuacji, kiedy możliwości rozwoju relacji gospodarczych z UE wydają się stać w impasie.

Współpraca z agencją PR – najważniejsze zasady

Współpraca z agencją PR jest elementem strategii marketingowej, który pozwoli nam nie tylko poprawić wizerunek wśród obecnych klientów, ale również pozyskać nowych. Jakie są najważniejsze zasady współpracy z agencją PR?

Jasno określone cele

Pierwszą zasadą, której koniecznie należy się trzymać już od samego początku współpracy, są jasno zdefiniowane cele. Właśnie na ich podstawie przedsiębiorca będzie mógł zweryfikować, czy działania podejmowanie przez agencję PR dają wymierne efekty pod postacią wyników liczbowych. Zdefiniowanie celów już na początku współpracy pozwoli uniknąć potencjalnych nieporozumień na dalszych etapach.

Zaufanie to podstawa

Jedną z podstawowych reguł w trakcie współpracy między firmą a agencją PR, jest zasada wzajemnego zaufania. Podpisując umowę, przedsiębiorca przekazuje tajne informacje przedstawicielom agencji, które zostaną później wykorzystane w celach promocyjnych marki. Zaufanie pozwoli oddać spore pole do popisu kreatywnym pracownikom, którzy sprawią, że promowana marka ma szanse wybić się na tle konkurencji. Agencja PR powinna działać w sposób transparentny, aby uniknąć konfliktów interesów.

Graj w otwarte karty

Szczerość z agencją PR jest kluczem do sukcesu. Już na samym etapie tworzenia briefu przedsiębiorca musi przedstawić prawdę na temat obecnych metod promocyjnych oraz samego działania firmy. Prawda może być bolesna, ponieważ w trakcie briefingu można zauważyć wiele niedociągnięć, które negatywnie wpływały na wizerunek firmy, jednakże nikt nie miał czasu zająć się danym problemem. Wyjawienie takich problemów agencji PR może spowodować, że część problemów zniknie w bardzo krótkim czasie, dając sporą satysfakcję z uzyskiwanych efektów.

Ogranicz spontaniczność

Nawet spontaniczne akcje promocyjne powinny być konsultowane wcześniej z agencją PR. To ona musi pozwolić na przeprowadzenie danej akcji promocyjnej, aby mieściła się w strategii promocji marki. Dla wielu przedsiębiorców jest to spora przeszkoda, ponieważ wcześniej nie musieli analizować z kimkolwiek zamierzonych działań. Teraz jednak warto konsultować wszelkie pomysły promocyjne z ludźmi bardziej doświadczonymi w tej dziedzinie marketingu. Może to uchronić firmę przed kryzysem wizerunkowym.

Każda firma jest inna, zatem oferta dopasowana do potrzeb powinna być priorytetem, aby przyszła współpraca mogła dać solidne efekty. Należy pamiętać, że w dużej mierze od wyboru agencji PR zależy wizerunek naszej marki. Koniecznie musi to być wybór przemyślany i omówiony z innymi ważnymi członkami firmy.

Najwyższe czynsze w Warszawie i… Bielsku-Białej

Według analityków REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, w marcu 2021 w danych widać delikatną korektę dotychczasowego trendu wzrostowego wolnej powierzchni. Najemcy z kolei częściej niż w lutym podpisywali umowy na powierzchnię w obiektach znajdujących się w budowie.

Obecnie w Polsce, w oddanych obiektach znajduje się 1,8 mln mkw. wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia. Oznacza to, że od końca lutego w oddanych obiektach biurowych przybyło 7,1 tys. mkw. wolnej powierzchni.

– Mówiąc o wolnej powierzchni w obiektach w budowie, od końca lutego wynajęto ok. 10 tys. mkw. Dla porównania, do połowy lutego w obiektach w budowie wynajęto tylko 740 mkw.  powierzchni biurowych – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. REDD_1

Czynsz wyjściowy dla istniejących obiektów

Według danych REDD średni wyjściowy czynsz dla istniejących budynków biurowych klasy A, B oraz C na polskim rynku wynosi 9,90 EUR/m2.

– Obecnie najwyższy średni wyjściowy czynsz obserwujemy w Warszawie – to 13,86 EUR/m2. Na drugim miejscu wśród rynków regionalnych niespodziewanie znalazła się Bielsko-Biała. Wyjściowy czynsz za biura ukształtował się tam na poziomie 13,50EUR/m2.  Bielsko-Biała to mały rynek biurowy, składający się głównie z nowoczesnej powierzchni. Stąd tak wysokie średnie stawki czynszu – podaje Piotr Smagała z REDD.

Następnymi na liście są Kraków (12,86 EUR/m2) oraz Sopot (12,73EUR/m2).

REDD_2

Powstające powierzchnie w Polsce

Obecnie szacowana powierzchnia warszawskich budynków znajdujących się w budowie wynosi 586 384 mkw., w Katowicach to 148 781 mkw., a w Krakowie 128 775 mkw. Poza pierwszą trójką znajduje się Wrocław, gdzie buduje się ok. 98 754 mkw. nowej powierzani biurowej.REDD_3