Trzeci lockdown przyniesie kolejny pogrom wśród pracowników turystyki, hotelarstwa i handlu

– Zamykamy otwieramy, zwalniamy, zatrudniamy. Chaos jaki towarzyszy wprowadzaniu kolejnych obostrzeń jest trudny do opisania. Przedsiębiorcy czują się jakby siedzieli na karuzeli w której nic od nich tak naprawdę nie zależy. Sytuacja wielu firm jest dramatyczna, docierają do nas sygnały o zwolnieniach w hotelach, o obniżonych wynagrodzeniach i o zmianach warunków umów. Jestem przekonana, że decyzja o zamknięciu hoteli doprowadzi do tego, że wiele z nich może upaść. Czas Wielkanocy dla wielu był rozpoczęciem sezonu wiosennego – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Wiele osób zostało przeniesionych z całych etatów na połówki. Właściciele hoteli mówią, że to „na przeczekanie”

   Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłaszają się pracownicy, którzy przyznają, że sytuacja na rynku pracy w  kurortach turystycznych jest bardzo trudna. Wiele osób straciło pracę, inni mają obniżone wynagrodzenia, a zwiększoną ilość obowiązków: – Przed decyzją o trzecim lockdownie hotele były czynne przez pięć tygodni. Mogły przyjąć 50% gości. Z naszych informacji wynika, że w niewielkiej ilości hoteli było tak wysokie obłożenie. Brak gości to brak pracy dla pracowników. Zgłoszeń o zwolnieniach w hotelach, pensjonatach, ośrodkach odnowy biologicznej jest bardzo dużo. Zwykle uzasadnieniem jest oczywiście pandemia. Co ważne, wielu pracowników jest zwalnianych, ale pracodawcy jednocześnie zapraszają ich do współpracy kiedy pandemia minie. Wiele osób zostało przeniesionych z całych etatów na połówki. Właściciele hoteli mówią, że to „na przeczekanie” – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

– Decyzja o trzecim lockdownie to bardzo silny cios zadany turystyce, hotelarstwu i gastronomii. Przedsiębiorcom oraz pracownikom tych branż. Oczywiste jest, że fala bankructw i zwolnień jest nie do zatrzymania. Nie ma się co oszukiwać, wiele firm liczyło, że od Wielkanocy rozpocznie się luzowanie obostrzeń. Kolejny lockdown zwiastuje, że koronawirus będzie trzymać nas w gospodarczym klinczu jeszcze długo. Przypominam, że turystyka i hotelarstwo to najbardziej zadłużone branże. Im dłużej nie funkcjonują, tym większe generują straty i tym mniejsza szansa, że przetrwają czas pandemii – dodaje Prezes Marczulewska.

Opustoszałe nadmorskie kurorty. Puste hotele, puste promenady…

W wielu kurortach restauracje pozostają zamknięte. Wiele hoteli nie zdecydowało się na powrót od 12 lutego ze względu na zbyt dużą niepewność czy sytuacja pandemiczna będzie na tyle dobra, by móc funkcjonować w trybie niezakłóconym do wiosny. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska dla wielu hoteli działanie przy 50% obłożeniu to przepis na generowanie potężnych strat finansowych, bo należy utrzymać zatrudnienie i obsługę przy małej szansie na jakiekolwiek zyski. Sytuacje gospodarczą kurortów nadmorskich komplikuje również brak turystów z Niemiec i Skandynawii.

– Byłam w miniony weekend w Świnoujściu. Obłożenie w hotelu to zaledwie kilkanaście procent, mała liczba pracowników, restauracje zamknięte. Promenada niemal pusta. Tak nie wygląda tętniący życiem kurort. Miałam okazje rozmawiać z pracownikami, którzy przyznali, że zarobki są wiele mniejsze, bo na czas pandemii je zmniejszono. Wiele osób przyznaje także, że podziękowano części pracowników. W trudnej sytuacji są np. pracownicy z Ukrainy, którzy dotychczas byli wzmocnieniem kadry nadmorskiej. Teraz te osoby zostały bez pracy, więc wyjechały – mówi Prezes Marczulewsa. – Zamknięcie hoteli i dalsze utrzymanie zamknięcia gastronomii pogłębi kryzys, który i tak jest największy w historii. To prawdziwy dramat dla pracowników – dodaje.

Prawie 15 tys. Ukraińców mniej na polskich budowach. Ceny produkcji wzrosły o 2,4%

2,4% – o tyle w lutym 2021 roku wzrosły ceny produkcji budowlano-montażowej w porównaniu do analogicznego okresu z 2020 roku – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest mniejsza liczba pracowników zagranicznych na polskich budowach, głównie Ukraińców. Zdaniem ekspertów Personnel Service, niższa liczba wydanych pozwoleń na pracę dla wschodnich sąsiadów mogła dołożyć swoją „cegiełkę” do wyzwań, z jakimi mierzy się branża nieruchomości.

Zgodnie z najnowszymi danymi GUS, koszty produkcji budowlano-montażowej wzrosły o 2,4% w porównaniu rok do roku. Choć przedstawiciele branży nieruchomości podkreślają, że taki stan rzeczy wynika m.in. z rosnących cen surowców, wyraźnym problemem jest też niedostateczna liczba pracowników. Spowodowany pandemią odpływ kadry z Ukrainy był odczuwalny dla deweloperów. Zgodnie z danymi Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, w minionym roku wydano blisko 11% mniej pozwoleń na pracę dla Ukraińców.

Jeszcze w 2019 roku wydano blisko 330 tys. takich pozwoleń, z czego aż jedną czwartą stanowiły osoby zatrudnione w budownictwie. Rok później zezwoleń wydano łącznie 295 tys., na co wpływ miała pandemia. I choć proporcje zatrudnionych w poszczególnych sektorach rynku nadal były podobne, przełożyło się to na spadek nowych pracowników w „budowlance” o ok. 15 tys. Ukraińców. To cios dla branży, zwłaszcza, że prace były realizowane w podobnym tempie jak wcześniej – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Co czwarty Ukrainiec w 2020 pracował w budownictwie

Z danych Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii wynika, że Ukraińcy przyjeżdżający do Polski znajdują zatrudnienie w różnych branżach, ale przede wszystkim w budownictwie. Z 295 tys. Ukraińców, którzy otrzymali pozwolenie na pracę w Polsce w 2020 roku, na budowach pracował co czwarty (73 tys.). Jedyne branże, które mogły liczyć na podobną reprezentację obywateli Ukrainy to: przetwórstwo przemysłowe (66 tys.), działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca (66 tys.) oraz transport i gospodarka magazynowa (54 tys.).

Wielu Ukraińców przyjeżdża do Polski skuszonych lepszymi zarobkami niż w ich ojczyźnie. Nastawiają się oni często na krótki, kilkumiesięczny wyjazd, dlatego celują w prace, które pozwalają nieźle zarobić, nawet poniżej swoich kwalifikacji. Z naszego badania Barometr Polskiego Rynku Pracy 2020 wynika, że aż 76% obywateli Ukrainy w Polsce wykonuje pracę fizyczną. Szczególną popularnością cieszy się branża budowlana. Spadek w ogólnej liczbie pracowników z Ukrainy z pewnością jest odczuwalny przez polskich deweloperów, bo przekłada się m.in. na możliwe opóźnienia w realizowanych inwestycjach z uwagi na brak fachowców – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Szybkie wyroki sądowe dla firm? To może zwiększyć polski eksport. KUKE promuje polski e-arbitraż

Trwająca pandemia gwałtowanie zwiększyła zainteresowanie „Ultima Ratio” Pierwszym Elektronicznym Sądem Polubownym przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP.  Na świecie działa już ponad 100 takich arbitraży online. To znakomite rozwiązanie w razie sporów np. o płatności dla polskich firm eksportujących między innymi produkty spożywcze, budowlane, elektrotechniczne, motoryzacyjne czy odzież. Według szacunków Ultima Ratio, ilość zapisów arbitrażowych w obrocie gospodarczym wzrosła dziesięciokrotnie, a średni czas trwania procesu online wyniósł 19 dni.  Z usług polskiego arbitrażu online zaczyna korzystać coraz więcej firm polskich, ale także zagranicznych, między innymi międzynarodowa firma Debtus, który dostrzegła potencjał e-arbitrażu w przypadku windykacji należności zagranicznych.

Debtus to firma działająca na międzynarodowym rynku usług obsługi wierzytelności od 2003 roku. Jest członkiem i współwłaścicielem globalnej sieci firm windykacyjnych oraz kancelarii prawnych TCM Group International, która działa w 150 krajach. Przedstawiciele Debtus podkreślają, że dostrzegają wielki potencjał e-arbitrażu w przypadku windykacji należności zagranicznych i zapowiadają zaangażowanie w promocję tego rozwiązania.

– Chcemy w ten sposób wspierać polskich eksporterów, którzy mają problemy z odzyskaniem należności poza granicami naszego kraju. Ultima Ratio to skuteczna – szybsza i znacznie bardziej wygodna – alternatywa dla sądów powszechnych, w szczególności, gdy chodzi o rozstrzyganie spraw między dwoma firmami z różnych krajów. Sądy polubowne, również te elektroniczne, są w większości państw traktowane na równi z tymi państwowymi, a zgodnie z międzynarodowym prawem wyroki wydane przed sądem arbitrażowym np. w Polsce muszą być respektowane za granicą. To sprawia, że o wiele bardziej opłacalne jest dla nas pozwanie dłużnika do polskiego e-sądu, takiego jak Ultima Ratio, niż powszechnego sądu za granicą – mówi Hubert Czapiński z Debtus.

– Upowszechnienie arbitrażu online może być dla wielu przedsiębiorców argumentem za podjęciem działalności eksportowej, co w konsekwencji będzie sprzyjało rozwojowi polskiej gospodarki. Z naszych doświadczeń wynika, że dla powodzenia w handlu najskuteczniejsze biznesowo jest jednoczesne stosowanie różnych metod dbania o zapłatę za dostarczony towar czy usługę – od ubezpieczania należności po szybki i efektywny kosztowo proces odzyskiwania wierzytelności. Korzystać z e-arbitrażu mogą i małe i większe firmy, a jego najszersze zastosowanie widzimy w odniesieniu do rynków unijnych, gdzie koszty obsługi prawnej mogą być bardzo wysokie – mówi Amelia Bień, dyrektor departamentu windykacji KUKE

– W dobie pandemii zainteresowanie e-arbitrażem gwałtowanie rośnie. Na świecie działa już ponad 100 takich sądów jak Ultima Ratio. Ich główna zaleta to szybkość w rozstrzyganiu spraw. W notarialnym e-arbitrażu trwa to średnio 19 dni. To także wyraźne oszczędności – według naszych szacunków nawet 70% w porównaniu do tradycyjnego sądownictwa. Zalety te są szczególnie widoczne w przypadku spraw z natury rzeczy narażonych na przewlekłość – a więc roszczeń od kontrahentów zagranicznych. Dlatego wraz z partnerami z branży windykacyjnej i ubezpieczeniowej pracujemy nad ofertą stanowiącą połączenie e-arbitrażu i produktów ubezpieczeniowych. Oferta będzie kierowana również do mikro i małych przedsiębiorców, dla których brak płatności nawet jednej faktury zza granicy może oznaczać poważne problemy z płynnością. Zgodnie z konwencją nowojorską, wyrok wydany przez polski arbitraż jest uznawany w państwach, które podpisały ten dokument. W konsekwencji można go oddać do komornika bez potrzeby wnoszenia przed zagranicznym sądem pozwu o zapłatę – komentuje Krzysztof Stańko, COO Causa Finita S.A., współtwórca „Ultima Ratio” Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

Ailleron rozszerza współpracę z mBank

Ailleron rozwija alians z mBankiem. W Czechach i na Słowacji już blisko 15 proc. wszystkich interakcji klientów z bankiem odbywa się z wykorzystaniem technologii LiveBank, autorskiego rozwiązania opracowanego przez Ailleron.

Klienci mBanku w Czechach i w Słowacji od ponad dwóch miesięcy mogą korzystać z wirtualnego oddziału bankowości, jakim jest czat zbudowany w oparciu o LiveBank. W Polsce co trzeci klient kontaktuje się z mBankiem za pośrednictwem czatu. Co miesiąc z tego kanału korzysta ponad 51 tys. klientów czołowego polskiego banku.

– Bardzo cieszymy się, że nasza współpraca z mBank rozwija się i wspólnie uruchamiamy LiveBank na nowych rynkach. To wdrożenie potwierdza wysoką jakość produktów dostarczanych przez Ailleron, które są odpowiedzią na rosnące oczekiwania rynku. Czechy i Słowacja powiększają grono kilkudziesięciu krajów, w których LiveBank aktywnie wspiera zdalne interakcje klientów z bankami – mówi Piotr Skrabski,  General Manager LiveBank.

Całość projektu podzielona jest na dwa etapy, z czego pierwszy obejmuje wdrożenie LiveBank w bankowości internetowej dla klientów zalogowanych, którzy jednocześnie mogą wykonywać operacje na swoim koncie i czatować z doradcą banku. Ta faza projektu została wdrożona w listopadzie 2020.

Drugim etapem będzie integracja rozwiązania LiveBank na platformie bankowości mobilnej, tak by klienci mBanku w Czechach i w Słowacji mogli swobodnie czatować z bankiem przez mobilną aplikację.

– Rozwiązanie czatowe, które wdrażamy razem z Ailleron w naszych oddziałach zagranicznych w Czechach i w Słowacji to odpowiedź na nieustanny wzrost popularności kanałów mobilnych banku. Wsparcie klienta w kanałach zdalnych za pomocą czatu jest dla nas szczególnie istotne, ponieważ w okresie panującej pandemii Covid-19 to właśnie te kanały stają się głównym punktem kontaktu klienta z bankiem. Chcemy, aby nasz czat był nie tylko miejscem wymiany informacji klienta z bankiem, ale również miejscem, gdzie będziemy oferować naszym klientom możliwość realizacji szerokiego zakresu dyspozycji, dotychczas dostępnych wyłącznie w tradycyjnych kanałach. Pierwsze reakcje naszych klientów są bardzo pozytywne i pokazują nam, że to był dobry kierunek rozwoju – mówi Dawid Chruśliński, Manager projektu, ekspert ds. Strategii i Rozwoju Contact Center mBanku w Czechach i Słowacji

LiveBank to sztandarowe rozwiązanie Ailleron. Produkt jest zaawansowanym technologicznie systemem wirtualnej bankowości. Przenosi 95% oferty banku do kanałów zdalnych, zachowując przy tym możliwość bezpośredniej interakcji klient – bank. Platforma zapewnia wiele udogodnień, m.in. bezpieczną bankowość w kanałach wideo, audio, chat, kolaborację, wymianę plików, podpisywanie dokumentów, biometrię głosową czy zdalny onboarding nowych klientów. Platforma została doceniona i nagrodzona m.in. na konferencjach Finovate w Nowym Jorku i Londynie.

Produkcja przemysłowa z wysokim zapotrzebowaniem na pracowników mimo pandemii

Produkcja przemysłowa to sektor, w którym przedsiębiorcy pomimo pandemii chcą znacznie powiększać swoje zespoły w drugim kwartale bieżącego roku. Co szósty pracodawca w tym czasie będzie poszukiwał nowych pracowników, a co dwunasty myśli o redukcji etatów. Plany zatrudnienia firm z sektora produkcji przemysłowej są najbardziej optymistyczne od wybuchu pandemii, co więcej – prognoza netto zatrudnienia +11% dla tej branży utrzymuje się na tym poziomie już drugi kwartał z rzędu.

Z deklaracji przedsiębiorców sektora produkcji przemysłowej wynika, że w okresie kwiecień – czerwiec 2021 roku planują oni dość aktywnie pozyskiwać nowych pracowników. Według najnowszego Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, 16% przedsiębiorstw planuje powiększać swoje zespoły, 3% myśli o redukcji etatów, 76% nie przewiduje zmian personalnych a 5% nie wie, co przyniosą najbliższe trzy miesiące. Prognoza netto zatrudnienia (różnica pomiędzy odsetkiem firm prognozujących wzrost a odsetkiem planującym spadek zatrudnienia) przewidywana dla branży produkcji przemysłowej na drugi kwartał wynosi +11%.

– Planowane wzrosty w zatrudnieniu związane są przede wszystkim z odbudowywaniem mocy produkcyjnych po dużych spadkach, zanotowanych w drugim i trzecim kwartale 2020 roku. To również efekt powrotu do projektów rozwojowych, takich jak rozbudowy hal i parków maszynowych, które zostały wstrzymane na początku pandemii z powodu dużej niepewności dotyczącej zwrotów z inwestycji. Obecnie firmy wracają do tych planów, ponieważ pomimo trudnej i zmiennej sytuacji związanej z pandemią wielu pracodawców wdrożyło wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa i jest w stanie względnie płynnie prowadzić swoją działalność – komentuje Kamil Sadowniczyk, Dyrektor Linii Biznesowej Manpower Enterprise. – W niemal każdym przedsiębiorstwie, zaraz po wybuchu pandemii, budowane i wdrażane były plany awaryjne na wypadek wystąpienia zakażeń wśród pracowników. Oczywiście te plany zakładały między innymi konieczność angażowania dodatkowych zasobów, niemniej w skali naszego kraju nie ma aż tak zauważalnego, długoterminowego i trwałego wzrostu absencji chorobowej, dlatego też w mojej ocenie tylko mała część planów rekrutacyjnych firm dotyczy właśnie uzupełniania braków kadrowych wywołanych pandemią – dodaje ekspert Manpower.

Warto zauważyć, że prognoza netto zatrudnienia wynosząca +11% jest najlepszym wynikiem dla produkcji przemysłowej od momentu wybuchu pandemii. Co ważne, wskaźnik utrzymuje się na tym poziomie już drugi kwartał z rzędu, a w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku wzrósł aż o 7 punktów procentowych. Te dane pozwalają mieć nadzieję, że – mimo dynamicznych zmian na rynku pracy spowodowanych zagrożeniem zdrowotnym – zapotrzebowanie na pracowników w produkcji i przemyśle będzie stosunkowo stabilne.

– W rozmowach z firmami zauważamy pozytywne nastroje, ale obarczone są one bardzo dużą dozą niepewności. Krótkoterminowe prognozy produkcyjne wskazują delikatny optymizm, lecz planowanie średnio lub długoterminowe jest niezwykle trudne, a w przypadku niektórych branż wręcz niemożliwe. Duża dynamika na rynku była notowana już przed pandemią, jednak pozwalała ona opracowywać względnie stabilne prognozy w perspektywie trzymiesięcznej oraz prognozy długoterminowe, które co prawda były zmienne, ale w granicach możliwych do zarządzenia. To, z czym wiele firm boryka się obecnie, to przewidywalny horyzont czterech tygodni i duży znak zapytania w kolejnych miesiącach, zależny od rozwoju pandemii, kondycji łańcucha dostaw czy też powtarzających się wyzwań z dostępnością i transportem półproduktów, wytwarzanych często na innym kontynencie. Warto także zwrócić uwagę, że tak zwana sezonowość w tym roku jest całkowicie inna niż w latach poprzednich. Do tej pory pierwsza połowa roku najczęściej charakteryzowała się niższą dynamiką wzrostu zatrudnienia niż druga, jednak w drugim kwartale 2021 roku mamy do czynienia z bezprecedensowym poziomem zapotrzebowania na pracowników dla tej części roku, o czym świadczy wzrost prognozy netto zatrudnienia o siedem punktów procentowych w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Nie należy się jednak spodziewać, że ten trend będzie kontynuowany w kolejnych kwartałach. Co więcej, trudne do przewidzenia jest, czy druga połowa 2021 roku przyniesie jeszcze większą dynamikę, która odzwierciedlałaby standardową, roczną sezonowość. To obecnie jedno z największych zmartwień wielu przedsiębiorców w Polsce. Perspektywa precyzyjnych prognoz produkcyjnych skróciła się do czterech lub maksymalnie sześciu tygodni. Próba planowania poziomu produkcji i związanego z nią zatrudnienia jest aktualnie obarczona dużą dozą niepewności – tłumaczy Kamil Sadowniczyk.

Plany dotyczące umiarkowanego rozbudowywania zespołów pracodawcy z sektora produkcji przemysłowej deklarują praktycznie przez cały czas trwania zagrożenia epidemiologicznego. Wyjątkiem był trzeci kwartał 2020 roku, kiedy to przedsiębiorcy przewidywali redukcje etatów, a prognoza osiągnęła poziom -7%. W ostatnich trzech miesiącach 2020 roku plany dotyczące zatrudnienia w przemyśle były już znacznie bardziej optymistyczne. Nie da się jednak nie zauważyć, że w porównaniu z ubiegłymi latami, wolnymi od pandemii koronawirusa, pracodawcy są zdecydowanie mniej skorzy do powiększania swoich zespołów. Prognozy netto zatrudnienia w roku 2018 i 2019 osiągały bardzo wysoki poziom – od +15% do nawet +27%. Przy takich wskaźnikach obecne +11% wydaje się mniej spektakularne, jednak nadal daje pracownikom możliwość dość szybkiego znalezienia nowego zatrudnienia.

– Warto zaznaczyć, że pomimo trudnej sytuacji na początku pandemii i wielu redukcji etatów przeprowadzonych w tym czasie, bezrobocie w Polsce powróciło do poziomu sprzed pandemii. A według najnowszych danych Eurostatu jest nawet najniższe wśród rynków Unii Europejskiej. Potwierdza to niezmiennie obserwowaną na polskim rynku konkurencję o kandydatów, czego dowodem są również rosnące ponownie statystyki dotyczące zatrudnienia obcokrajowców. Do najpopularniejszych profili kandydatów poszukiwanych obecnie w sektorze produkcji przemysłowej należą zarówno stanowiska podstawowe, bezpośrednio produkcyjne, jak i wymagające wyższych kwalifikacji. Największe trudności w pozyskaniu talentów odczuwają pracodawcy poszukujących inżynierów, techników i specjalistów związanych z szerokorozumianą automatyzacją. Do grona stanowisk deficytowych należy zaliczyć również operatorów maszyn i operatorów wózków widłowych. Wynika to przede wszystkim z rosnących planów produkcyjnych wymagających zatrudnienia personelu bezpośrednio produkcyjnego, ale również z wdrażanych w firmach innowacji oraz automatyzacji procesów, wymagających kompetencji specjalistycznych. Jednocześnie dalszy rozwój inwestycji w Polsce powoduje konieczność budowania kluczowych zespołów inżynieryjnych czy też zespołów R&D, na ulokowanie których w naszym kraju decyduje się część międzynarodowych korporacji z branży przemysłowej – mówi ekspert i podkreśla, że obecnie na rynku funkcjonuje wiele rozwiązań wspierających pozyskanie talentów do organizacji. To, które z nich zostaną zastosowane przez dane przedsiębiorstwo zależy od skali firmy, specyfiki procesu produkcyjnego, strategii rozwoju czy możliwości finansowych.

– Wiele firm korzysta ze współpracy z uczelniami, prowadzą aktywne kampanie employer brandingowe czy programy stażowe, przygotowujące do stałego zatrudnienia. Na znaczeniu zyskuje również upskilling, który z jednej strony stanowi odpowiedź na niedobory talentów, a z drugiej pomaga w rozwoju umiejętności w organizacji i uzupełnia luki kompetencyjne na rynku, wynikające ze zmieniających się realiów branży przemysłowej. Pracodawcy inwestujący w pracowników oraz ich kompetencje zapewniają kadrom możliwości rozwoju i zwiększają swoje szanse na utrzymanie zespołów pomimo dużej konkurencji na rynku – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.

Polska z prognozą netto zatrudnienia wynoszącą +11% plasuje się mniej więcej pośrodku rankingu krajów EMEA – na równi z Norwegią i Węgrami. Najwyższe zapotrzebowanie na pracowników z branży produkcji przemysłowej w drugim kwartale 2021 roku deklarują przedsiębiorcy w Turcji – prognoza netto zatrudnienia osiągnęła tam poziom +24%. Dość intensywne powiększanie zespołów planują też pracodawcy z Rumunii (+17%), Francji (+15%) oraz Czech (+14%). Z kolei największe redukcje zatrudnienia przewidują Wielka Brytania, Republika Południowej Afryki i Słowacja – z prognozą zatrudnienia -5%.

75% specjalistów IT na całym świecie przyznaje, że pandemia spowodowała większą złożoność technologii niż kiedykolwiek wcześniej

Jednocześnie 96% osób odpowiedzialnych za IT uważa, że zdolność monitorowania wszystkich obszarów technicznych w ramach infrastruktury i bezpośredniego powiązania zdobytych informacji z wynikami biznesowymi jest obecnie niezbędna.

Firma AppDynamics, będąca częścią Cisco, opublikowała najnowszą edycję globalnego badania Agents of Transformation. Główne wnioski dotyczą wpływu gwałtownego przyspieszenia cyfrowej transformacji na biznes, w odpowiedzi na pandemię COVID-19. Wyniki raportu ujawniają dramatyczny wzrost złożoności systemów IT spowodowany potrzebą pilnego wdrażania innowacji, która może szybko doprowadzić do niekontrolowanego „rozlania się” technologii w organizacjach. Badania potwierdzają również dużą potrzebę dokładnego obserwowania wszystkich systemów, z uwzględnieniem kontekstu biznesowego. Pomoże to specjalistom IT przebić się przez „szum” danych i dostrzec to, co jest najważniejsze z perspektywy ich organizacji.

W 2020 r. wiele firm zostało zmuszonych przestawić swój model działania na „digital-first” po to, aby przetrwać zawirowania i zminimalizować wpływ pandemii na kondycję ich biznesu. Często, to właśnie specjaliści IT stali na czele zmiany w organizacjach. Według raportu Agents of Transformation 2021: The Rise of Full Stack Observability, okres ten przyspieszył trzykrotnie projekty z zakresu cyfrowej transformacji, przyczyniając się do jeszcze większego obciążenia osób odpowiedzialnych za IT. 89% z nich przyznało, że czują się pod ogromną presją w pracy, a dodatkowo 84% stwierdziło, że mają problemy z rozdzieleniem życia prywatnego od zawodowego.

Nowe badanie przeprowadzone przez Cisco AppDynamics wskazuje, że szybka transformacja cyfrowa spowodowała ogromną złożoność pracy w działach IT. Zapytani o kluczowe czynniki wpływające na ich charakter pracy, specjaliści IT wymieniają:

  • Nowy zestaw priorytetów i wyzwań (80% odpowiedzi).
  • Rozproszenie technologii oraz mozaikę starszych systemów i rozwiązań chmurowych (78%).
  • Przyspieszenie w kierunku chmury (77%).
  • Mnogość działających niezależnie rozwiązań monitorujących (74%).

Wzrost złożoności procesów i systemów IT znacząco zwiększył również ilość generowanych danych, począwszy od aplikacji, poprzez infrastrukturę, aż po sieć i zabezpieczenia:

  • 85% specjalistów IT twierdzi, że szybkie uzyskanie istotnych informacji, w zalewie stale rosnącej ilości danych, w celu zidentyfikowania pierwotnych przyczyn problemów z wydajnością będzie stanowić poważne wyzwanie w nadchodzącym roku.
  • 75% ankietowanych stwierdziło, że już teraz ma trudności z zarządzaniem przytłaczającą ilością danych.

Dlatego też coraz częściej specjaliści IT poszukują ujednoliconego rozwiązania, które umożliwi lepszą widoczność całego środowiska IT w czasie rzeczywistym:

  • 95% specjalistów IT, którzy wzięli udział w badaniu twierdzi, że widoczność całego środowiska IT jest niezwykle istotna.
  • 96% wskazuje na negatywne konsekwencje braku widoczności i wglądu w cały stos technologiczny.

Podczas gdy większość osób odpowiedzialnych za technologię przyznaje, że zdolność do monitorowania środowiska IT jest ważna, aż 92% twierdzi, że umiejętność powiązania wydajności technologii z czynnikami biznesowymi, takimi jak doświadczenie klienta, transakcje sprzedaży czy przychody, będzie kluczowa w ciągu najbliższego roku. Ponadto, prawie trzy czwarte (73%) respondentów obawia się, że brak zdolności powiązania wydajności IT z wydajnością biznesową będzie miała negatywny wpływ na ich działalność w 2021 roku. Z kolei 96% przyznaje, że umiejętne połączenie wglądu w całe środowisko w czasie rzeczywistym z wynikami biznesowymi będzie niezbędna do zapewnienia najwyższej klasy doświadczeń cyfrowych i przyspieszenia cyfrowej transformacji.

Standardowe podejście do monitoringu całej infrastruktury informatycznej wiąże się z potrzebą analizy ogromnych ilości danych telemetrycznych. Specjaliści IT zdają sobie sprawę, że muszą przede wszystkim obserwować to, co ma znaczenie, stosując filtr „biznesowy”, dzięki czemu mogą szybko zlokalizować najbardziej istotne informacje i na ich podstawie podjąć odpowiednie działania.

Z raportu Cisco AppDynamics wynika również, że specjaliści odpowiedzialni za IT są w pełni świadomi, że mierzenie wydajności systemów IT musi być osadzone w odpowiednim kontekście danych biznesowych i w czasie rzeczywistym. Mimo to, dwie trzecie z nich (66%) nie dysponuje potrzebnymi zasobami i wsparciem w tej materii. Z kolei 96% wskazuje na co najmniej jedną barierę, którą ich organizacja musi pokonać, by przyjąć to nowe podejście.

Metodologia badań

Aby lepiej zrozumieć wyzwania przed jakimi stoją specjaliści IT w 2021 roku oraz ocenić celowość i konieczność ciągłego monitorowania całej infrastruktury w kontekście biznesowym, Cisco AppDynamics przeprowadziło kompleksowe globalne badanie, w którym wzięli udział zarówno specjaliści na poziomie zarządu i CIO, jak również przedstawiciele kierownictwa IT wyższego i średniego szczebla.

Wyniki badania opracowano na podstawie wywiadów z 1050 specjalistami IT w organizacjach o obrotach co najmniej 500 milionów USD. Wywiady przeprowadzono w 11 krajach: Australii, Kanadzie, Francji, Niemczech, Indiach, Japonii, Rosji, Singapurze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Respondenci pochodzą z różnych branż, w tym IT, usług finansowych, handlu detalicznego, sektora publicznego, produkcji i motoryzacji oraz mediów i komunikacji. Wszystkie badania zostały przeprowadzone przez Insight Avenue w grudniu 2020 r. i styczniu 2021 r.

W 70 proc. firm spożywczych koszty są dużo wyższe niż rok temu

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Food Research Institute wśród menedżerów z branży przetwórstwa żywności, na przestrzeni minionych 12 miesięcy aż 9 na 10 firm spożywczych odnotowało wzrost kosztów. W 7 na 10 przedsiębiorstw wzrost ten był wyraźny lub bardzo wyraźny. Oceny dotyczące przychodów i opłacalności produkcji, jak również spływające dane makroekonomiczne, poprawiają jednak nastroje w branży.

W ramach pracy nad swoim Indeksem nastrojów branży spożywczej Food Research Institute poprosił menedżerów m.in. o ocenę zmian kosztów, przychodów oraz opłacalności produkcji w ich przedsiębiorstwach w porównaniu z lutym 2020 r. Koszty wzrosły: „nieznacznie” w 10 proc. firm, „wyraźnie” w 48 proc. firm oraz „bardzo wyraźnie” w 22 proc. W 10 proc. się nie zmieniły. Nie było przedsiębiorstw, w których koszty by spadły.

Skąd wzrost kosztów w minionym roku

Jak podkreśla Dariusz Chołost, General Manager Food Research Institute, rosnących kosztów firm spożywczych trzeba upatrywać w co najmniej kilku źródłach. – Najważniejszą przyczyną był ogólny wzrost kosztów produkcji, który dotyczył całego przemysłu. Drugą istotną sprawą były wydatki na zachowanie ścisłego reżimu sanitarnego w sytuacji pandemii, co w branży przetwórstwa żywności musiało być i jest kluczowym wymogiem dla produkcji – mówi Dariusz Chołost. Badanie opinii do lutowego Indeksu FRI było prowadzone dopiero po miesiącu funkcjonowania podatku cukrowego oraz wyższej płacy minimalnej i stawki godzinowej płacy minimalnej, stąd wpływ tych czynników będzie widoczny lepiej w kolejnej fali badania.Food Research Institute koszty

Przychody też rosły

Z badania FRI wynika, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy rosły także przychody firm spożywczych. Aż 36 proc. zapytanych menedżerów wskazało na wzrost przychodów w ujęciu rok do roku. W 43 proc. firm przychody były porównywalne. Na niższe przychody wskazało jedynie 21 proc. zapytanych menedżerów. Opłacalność produkcji była niższa niż rok temu w 30 proc. firm a poprawiła się w 37 proc. firm. W 33 proc. firm pozostała na mniej więcej tym samym poziomie.

Ocenom menedżerów towarzyszą dobre informacje z rynku. Z danych GUS wynika, że wzrost wyniku finansowego ze sprzedaży w branży produkcji żywności i napojów w okresie I-IIIQ 2020 r. w relacji do tego samego okresu rok wcześniej sięgnął 14 proc.[1]. Z kolei wstępne dane za 2020 r. pokazują rekordowy wynik eksportu na poziomie 34 mld zł.

To wszystko sprawia, że nastroje w branży są coraz lepsze. – Indeks FRI, odzwierciedlający nastawienie menedżerów, wzrósł między listopadem 2020 r. a lutym b.r. o 3 pkt., do wartości 56,2 pkt.  To drugi kwartał, gdy Indeks rośnie. Ostrożnego optymizmu jest w branży coraz więcej – podsumowuje Dariusz Chołost.

Co z kosztami w tym roku

Ekspert Food Research Institute wskazuje, że również w tym roku branża będzie musiała sobie radzić z rosnącymi kosztami. Coraz droższe są surowce do produkcji żywności. Sporo kosztów, szczególności w branży mięsnej, nadal będzie wynikać z konieczności dostosowania produkcji do wymogów środowiskowych. Na branżę napojów mocno wpłynie podatek cukrowy. – Najlepiej z presją kosztową dają sobie radę producenci, którzy sprzedają dużo za granicę. Przykładem jest branża mleczarska, gdzie można mówić o względnej stabilizacji kosztów oraz stosunkowo dużych szansach na utrzymanie wysokich marż – mówi Dariusz Chołost.

——

Indeks FRI (Indeks Food Research Institute, wcześniej Indeks IBŻ) to liczony co kwartał wskaźnik, pokazujący nastroje w sektorze przetwórstwa rolno-spożywczego. Badanie z lutego 2021 r. zostało przeprowadzone metodą wywiadu telefonicznego i on-line, wspomaganego komputerowo (CATI/CAWI) na grupie 206 menedżerów firm z branży. Indeks FRI jest liczony jako średnia arytmetyczna ze wskaźników składowych, gdzie udział każdego składnika jest równy udziałowi danej podgrupy, dla której został policzony. Indeks FRI powyżej 50 pkt. oznacza poprawę nastrojów w porównaniu z poprzednim miesiącem, poniżej 50 pkt. – pogorszenie nastrojów. 50 pkt. oznacza brak zmiany.

[1] Opracowanie własne na podstawie danych GUS:
https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/przemysl-budownictwo-srodki-trwale/przemysl/naklady-i-wyniki-przemyslu-1-3-kwartal-2019-roku,4,36.html

https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/przemysl-budownictwo-srodki-trwale/przemysl/naklady-i-wyniki-przemyslu-i-iii-kwartal-2020-roku,4,40.html

Najem instytucjonalny na celowniku inwestorów

Do najbardziej dojrzałych rynków najmu instytucjonalnego w Europie należą Niemcy, Szwajcaria, Holandia i kraje nordyckie. W Polsce sektor PRS jest jeszcze we wczesnej fazie rozwoju, jednak coraz więcej inwestorów wyraża chęć stworzenia nad Wisłą portfeli liczących tysiące mieszkań na wynajem. Jak będzie rozwijał się polski rynek najmu instytucjonalnego – prognozują eksperci Cushman & Wakefield.

W Danii na sektor najmu instytucjonalnego przypada prawie 50% rocznego wolumenu transakcji na rynku nieruchomości. Tymczasem udział sektora mieszkań na wynajem w całym rynku inwestycyjnym w naszym regionie wynosi obecnie niecałe 5%, z tendencją wzrostu do 10% w najbliższych latach.

W Polsce mieszkania na wynajem stanowią szacunkowo ok. 15% całkowitych zasobów mieszkaniowych (2,3 mln z 14,8 mln mieszkań). Większość jest w rękach prywatnych lub gmin. Liczba mieszkań planowanych lub będących w budowie z przeznaczeniem na wynajem szacowana jest na 35 tys., z czego ok. 10-15% zostanie oddanych do użytku na przestrzeni najbliższych 12-18 miesięcy. Na rozwój sektora PRS wpływają zmiany demograficzne, ekonomiczne i społeczne – w Polsce są one jeszcze przed nami. Większość deweloperów mieszkaniowych dopiero zaczyna rozważać realizację inwestycji w sektorze najmu instytucjonalnego, do czego zachęcają ich bardzo dobre wyniki sprzedaży mieszkań w poprzednich latach, które utrzymują się pomimo pandemii.

Pomimo zawirowań związanych z COVID-19 ceny mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym w Warszawie i największych miastach regionalnych nie spadły. Jest to spowodowane przede wszystkim przez nadal stosunkowo wysoki popyt. Duża część zamożnych inwestorów indywidualnych inwestujących w obligacje skarbowe lub posiadających lokaty bankowe, które obecnie nie przynoszą praktycznie żadnych odsetek, stara się chronić wartość posiadanego kapitału i dlatego kupuje mieszkania za gotówkę – mówi Mira Kantor–Pikus Partner, odpowiedzialna w Dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield za finansowanie kapitałowe, dłużne i inwestycje alternatywne.

Polska ma jeden z najniższych wskaźników pokoi na osobę w Unii Europejskiej, który wynosi 1,1 w porównaniu ze średnią unijną na poziomie 1,6. Również wskaźnik dostępności mieszkań przypadających na tysiąc mieszkańców stanowi 80% średniej unijnej. Szacuje się, że w stosunku do potrzeb w Polsce nadal brakuje ok. 2 milionów mieszkań. Ponadto w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej Polacy mają większą zdolność nabywania mieszkań, a trendy migracyjne wzmacniają popyt dzięki rosnącej imigracji netto.

Wszyscy inwestorzy szukają okazji inwestycyjnych i porównują stosunek zysków do ryzyka związanego z daną inwestycją. W Polsce interesująco przedstawia się dynamika popytu i podaży. To także duży rynek, który oferuje wiele możliwości inwestowania i ma nadal silne fundamenty ekonomiczne – komentuje Jeff Alson Partner na Europę Środkową, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Wyzwaniem dla sektora PRS w Polsce może być brak wiarygodnych i doświadczonych operatorów, koszty zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym, niewielka liczba badań rynkowych, a także niezdecydowanie inwestorów instytucjonalnych, między innymi z Niemiec. Eksperci Cushman & Wakefield przewidują, że ta wczesna faza rozwoju polskiego sektora PRS w Polsce potrwa około 12 miesięcy, a proces osiągania dojrzałości z pewnością nieco dłużej.

Inwestorzy i uczestnicy rynku działają obecnie bardziej elastycznie. Dzięki dostępności profesjonalnej wiedzy można szybko się dostosować. To prawda, że nie ma wielu doświadczonych operatorów wysokiej klasy, ale to się zmienia. Za trzy lata Polska będzie znacznie bardziej dojrzałym rynkiem z rosnącym udziałem tej klasy aktywów w wolumenie transakcji – mówi Jeff Alson.

Według ekspertów w najbliższych trzech-pięciu latach sektor PRS będzie się rozwijał w ramach zakupów bezpośrednich i większych przedsięwzięć typu joint venture. Poziom cen będzie uzależniony od sukcesu pierwszych transakcji, rynku mieszkań kupowanych na własność, kosztów operacyjnych i zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym.

Większość zagranicznych inwestorów będzie uwzględniała koszt zabezpieczenia przed tym ryzykiem, co może wpłynąć na obniżenie zysków netto. Z drugiej strony zakładając finansowanie dłużne inwestycji w oparciu o kredyt w złotych na poziomie 55-60%, inwestor musi zabezpieczyć tylko wolną gotówkę, co z kolei skompensowałoby część strat – mówi Mira Kantor – Pikus.

Warto zauważyć, że jak dotąd żaden fundusz inwestycyjny nie sfinalizował transakcji dotyczącej w pełni skomercjalizowanego czy wynajętego obiektu lub portfela budynków z mieszkaniami przeznaczonymi na wynajem instytucjonalny.

Kto będzie inwestował w sektor PRS w Polsce? Mieszkaniami na wynajem interesują się inwestorzy reprezentujący kapitał zagraniczny. Początkowo będzie to prawdopodobnie przede wszystkim kapitał europejski. Niezależnie od pandemii niektórzy deweloperzy rozważają możliwości dywersyfikacji strategii wyjścia z inwestycji, a popyt inwestycyjny będzie się utrzymywał zważywszy na niski koszt kapitału oraz niewielkie ryzyko inwestycji mieszkaniowych.

Sektor PRS znajduje się w kręgu zainteresowań wszystkich najważniejszych międzynarodowych firm zarządzających funduszami inwestycyjnymi współpracujących z funduszami emerytalnymi, towarzystw ubezpieczeniowych oraz funduszy państwowych pochodzących z Europy i USA, a nawet niektórych funduszy z regionu Azji i Pacyfiku. Nie wiemy jednak, ile z nich faktycznie zainwestuje w Polsce w ramach alokowania kapitału w Europie – mówi Jeff Alson.

PIU: pandemia skłania do zakupu prywatnych ubezpieczeń

COVID-19 uświadomił Polakom, jak ważny jest szybki dostęp do wysokiej jakości usług medycznych oraz lekarzy specjalistów. Z badania przeprowadzonego na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń[1] wynika, że co piąta ankietowana osoba, mająca prywatne ubezpieczenie zdrowotne, kupiła je lub przedłużyła w wyniku pandemii. Dodatkowo 40 proc. respondentów nieposiadających prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego rozważało jego zakup. Ponad połowa ze względu na sytuację epidemiczną.

Pandemia bez wątpienia spowodowała wzrost zainteresowania prywatną opieką medyczną. Pokazują to nie tylko wyniki naszego badania, ale także dane ubezpieczycieli, z których wynika, że Polaków posiadających prywatne polisy zdrowotne ciągle przybywa. Ponadto osobom, które kupiły takie ubezpieczenia oraz firmom oferującym je w ramach benefitów pracowniczych, zależy na utrzymaniu ochrony ubezpieczeniowej – komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu PIU.

Polacy gotowi dopłacać do prywatnej opieki medycznej

Ponad 80 proc. uczestników badania PIU zadeklarowało gotowość ponoszenia dodatkowych miesięcznych opłat za opiekę medyczną, poza składkami płaconymi na NFZ. Ponad połowa tych osób uważa, że największą zaletą prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych jest szybki dostęp do specjalistów. Ważna jest dla nich również możliwość skorzystania z najnowszych technologii, do których dostęp w systemie publicznym jest trudny (29 proc.), a także krótki termin oczekiwania na zabieg czy operację (24 proc.) oraz tomografię, rezonans magnetyczny i inne badania diagnostyczne (24 proc.).

Dodatkowo 70 proc. respondentów stwierdziło, że mogłoby opłacać dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, gdyby możliwe było odliczenie tej kwoty od podatku.

Zaciągnęliśmy dług zdrowotny

Publiczna opieka zdrowotna od dłuższego czasu boryka się z problemami kadrowymi i finansowymi, a pandemia znacząco pogorszyła sytuację. System jest obecnie przeciążony. Dodatkowo, w ubiegłym roku zaobserwowaliśmy wyraźne pogorszenie stanu zdrowia Polaków, spowodowane zaciąganiem tzw. długu zdrowotnego. Mnóstwo osób odłożyło na później badania profilaktyczne i diagnostyczne, a nawet leczenie. W efekcie pacjenci trafiają do placówek medycznych, gdy choroba jest już w zaawansowanym stadium, co zmniejsza szanse na powrót do zdrowia. Pomocne byłyby więc rozwiązania, które ułatwiłyby finansowanie dodatkowych polis zdrowotnych i tworzenie prywatnych ubezpieczeń, zapewniających szybki dostęp przede wszystkim do profilaktyki oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Jednym z nich może być możliwość odliczenia od podatku kwoty przeznaczanej na prywatną opiekę medyczną – dodaje Dorota M. Fal.

Wizyta u specjalisty – najlepiej prywatnie

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne sprawdzają się w profilaktyce oraz szybkiej diagnostyce i mają coraz większy udział w finansowaniu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Osoby, które wzięły udział w badaniu PIU, zadeklarowały, że w ubiegłym roku z prywatnej opieki medycznej korzystały przede wszystkim w przypadku zabiegów stomatologicznych (są to głównie wydatki z własnej kieszeni, a nie z pakietu medycznego), wizyt u lekarza specjalisty, badań USG lub RTG oraz rehabilitacji. Z danych ubezpieczycieli wynika, że rośnie zainteresowanie konsultacjami z internistami i pediatrami w ramach pakietów medycznych. W najbliższej przyszłości PIU przewiduje więc dalszy wzrost popularności prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

[1] Badanie zostało zrealizowane w dniach 1-12 października 2020 r. przez agencję SW RESEARCH na grupie 2000 aktywnych zawodowo Polaków w wieku 25-60 lat, którzy posiadają ubezpieczenie w NFZ.

Nawet 58% prób przywracania kopii zapasowych kończy się niepowodzeniem! Nowy raport Veeam

Jak wynika z raportu firmy Veeam na temat ochrony danych w 2021 roku, pandemia COVID-19 spowodowała znaczny spadek wydatków firm na transformację cyfrową. 40% globalnych przedsiębiorstw uważa niepewność ekonomiczną za największą barierę transformacji cyfrowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a jedna trzecia spowolniła lub wstrzymała w ubiegłym roku takie przedsięwzięcia

Jak wynika z raportu firmy Veeam na temat ochrony danych w 2021 roku (Veeam Data Protection Report 2021), problemy z ochroną danych utrudniają transformację cyfrową przedsiębiorstwom na całym świecie. Tworzenie kopii zapasowych kończy się niepowodzeniem w 58% przypadków, co oznacza, że dane pozostają bez ochrony. Zdaniem 40% ankietowanych dyrektorów wyższego szczebla w ciągu najbliższego roku największymi przeszkodami dla transformacji cyfrowej będą niepewność i spowolnienie gospodarcze na skutek pandemii COVID-19. Niewystarczająca ochrona danych oraz problemy z ciągłością biznesową utrudnią firmom także przekształcenia. Raport został opracowany na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Veeam® Software ― lidera w dziedzinie rozwiązań do tworzenia kopii zapasowych i dostawcę rozwiązania Cloud Data Management™.

Ponad 3000 osób, które podejmują decyzje dotyczące technologii informatycznych w globalnych przedsiębiorstwach, wypowiedziało się na temat swojego podejścia do ochrony danych i zarządzania nimi. Było to największe tego rodzaju badanie przeprowadzone w celu sprawdzenia, jak przedsiębiorstwa przygotowują się do nowych wyzwań, takich jak zmiany popytu i przerwy w świadczeniu usług, następstwa globalnych zdarzeń (np. pandemii COVID-19) oraz realizacja ambitnych celów w zakresie modernizacji informatycznej i transformacji cyfrowej.

„W ciągu minionych 12 miesięcy dyrektorzy przedsiębiorstw z całego świata musieli zmierzyć się z wieloma wyzwaniami dotyczącymi ochrony danych w bardzo zróżnicowanych środowiskach operacyjnych” ― powiedział Danny Allan, dyrektor ds. technicznych i wiceprezes ds. strategii produktu w firmie Veeam. „Aby utrzymać się na rynku w dobie pandemii, firmy przyspieszają inicjatywy w dziedzinie transformacji cyfrowej o kilka miesięcy, a nawet lat. Przeszkodę stanowią przestarzałe technologie informatyczne i funkcje ochrony danych. Nie bez znaczenia jest również fakt, że rozwiązywanie najpilniejszych problemów związanych z pandemią COVID-19 wymaga inwestowania dużych nakładów czasu i pieniędzy. Dopóki te bariery nie zostaną usunięte, trudno będzie mówić o efektywnej transformacji cyfrowej”.

Działania niezbędne w celu zapewnienia ochrony danych

Respondenci stwierdzili, że stosowane przez nich funkcje ochrony danych nie nadążają za wymaganiami transformacji cyfrowej. Zagrażają ciągłości biznesowej i mogą mieć poważne konsekwencje zarówno dla reputacji, jak i działalności przedsiębiorstwa. Choć tworzenie kopii zapasowych jest ważnym elementem nowoczesnych systemów ochrony danych, to 14% wszystkich danych nie jest w ogóle kopiowane, a ich odtwarzanie nie udaje się w 58% przypadków. Dane przedsiębiorstw pozostają więc niezabezpieczone, a po atakach cybernetycznych nie można ich odtworzyć. Ponadto często zdarzają się nieoczekiwane przestoje. W ciągu minionych 12 miesięcy doświadczyło ich 95% przedsiębiorstw, a co czwarty serwer miał co najmniej jeden taki przestój. Przestoje i utrata danych wpływają na wyniki finansowe przedsiębiorstw. Zdaniem ponad połowy dyrektorów narażają one firmę na utratę zaufania klientów, pracowników i akcjonariuszy.

„Niepowodzenie procesu tworzenia kopii zapasowych i odtwarzania danych ma dwie główne przyczyny. Pierwszą z nich jest błąd lub przekroczenie limitu czasu podczas tworzenia kopii zapasowych, drugą ― niezapewnienie określonego w umowie poziomu usług podczas odtwarzania danych” ― powiedział Danny Allan. „Krótko mówiąc, jeśli nie uda się utworzyć kopii zapasowej, dane pozostaną bez ochrony, co stanowi duży problem dla firmy, ponieważ skutki utraty danych i nieplanowanych przestojów mogą mieć szeroki zakres – od niezadowolenia klientów po spadek cen akcji. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że zagrożenia cyfrowe rozwijają się w tempie wykładniczym. W rezultacie powstaje luka między możliwościami ochrony danych a potrzebami przedsiębiorstw w zakresie transformacji cyfrowej. Usunięcie tej luki jest bardzo ważne w chwili, gdy firmy odczuwają presję na szybsze wdrażanie technologii chmurowych w celu obsługi klientów w gospodarce cyfrowej”.

Wpływ pandemii COVID-19 na strategie informatyczne

Dyrektorzy wyższego szczebla zdają sobie sprawę, że wdrożenie modelu opartego przede wszystkim na chmurze jest koniecznością. W związku z pandemią COVID-19 muszą przyspieszyć transformację cyfrową i zmienić sposób świadczenia usług informatycznych. Wiele przedsiębiorstw już to zrobiło. 91% respondentów rozszerzyło usługi w chmurze w ciągu pierwszych miesięcy pandemii, podczas gdy większość wciąż kontynuuje ten proces, a 60% zamierza dodać więcej usług chmurowych do swojej strategii informatycznej. Choć firmy wiedzą, że w ciągu najbliższego roku muszą przyspieszyć transformację cyfrową, 40% respondentów przyznaje, iż niepewność gospodarcza może im w tym przeszkodzić.

Niezawodność jako podstawa transformacji cyfrowej

Podczas gdy coraz więcej przedsiębiorstw szybko wdraża nowoczesne usługi informatyczne, brak odpowiednich funkcji i zasobów w zakresie ochrony danych może zahamować, a nawet uniemożliwić transformację cyfrową. Dyrektorzy wyższego szczebla już o tym wiedzą. 30% przyznaje, że transformacja cyfrowa w ich firmach zwolniła lub zatrzymała się w ciągu minionych 12 miesięcy. Przyczyny są różne: zbyt duża koncentracja działu informatycznego na bieżącej obsłudze systemów podczas pandemii (53%), zależność od starszych systemów informatycznych (51%) czy brak odpowiednio wykwalifikowanych informatyków potrafiących wdrażać nowe technologie (49%). W ciągu najbliższego roku liderzy działów informatycznych będą chcieli usunąć takie bariery poprzez znalezienie skutecznych zabezpieczeń, a prawie jedna trzecia zamierza przenieść ochronę danych do chmury.

„Jedną z ważnych zmian, jakie zaobserwowaliśmy podczas minionego roku, jest coraz głębszy podział na przedsiębiorstwa planujące transformację cyfrową oraz takie, które są do niej gorzej przygotowane. Te pierwsze radzą sobie znacznie lepiej” ― stwierdza Allan. „Pierwszym krokiem do transformacji cyfrowej jest osiągnięcie cyfrowej odporności. Przedsiębiorstwa na całym świecie chcą szybko modernizować swoje systemy ochrony danych w oparciu o chmurę. Do 2023 roku 77% firm będzie korzystać z systemów kopii zapasowych opartych przede wszystkim na chmurze. Zwiększy to niezawodność tworzenia kopii zapasowych, usprawni zarządzanie kosztami i zwolni zasoby informatyczne, dzięki czemu przedsiębiorstwa będą mogły lepiej skupić się na projektach transformacji cyfrowej i osiągać sukcesy w nowej gospodarce”.

Oto inne ważne spostrzeżenia z raportu firmy Veeam na temat ochrony danych w 2021 roku:

  • Hybrydowe systemy informatyczne obejmujące środowiska fizyczne, wirtualne i chmurowe. W ciągu najbliższych dwóch lat większość przedsiębiorstw będzie stopniowo, lecz ciągle zmniejszać liczbę serwerów fizycznych, utrzymywać i wzmacniać zwirtualizowaną infrastrukturę oraz wdrażać strategie stawiające na pierwszym miejscu chmurę. W rezultacie do 2023 roku połowa obciążeń produkcyjnych zostanie przeniesiona do chmury, co zmusi firmy do zmiany strategii ochrony danych pod kątem nowych środowisk produkcyjnych.
  • Coraz więcej kopii zapasowych tworzonych w chmurze. Proces tworzenia kopii zapasowych przenosi się z systemów lokalnych do chmur zarządzanych przez dostawców usług (o ile w 2020 roku na chmurę przypadało 29% kopii zapasowych, to w 2023 przewiduje się 46%).
  • Większe znaczenie niezawodności. Zdaniem 31% respondentów zwiększenie niezawodności jest najważniejszym czynnikiem, który skłania globalne przedsiębiorstwa do zmiany głównego rozwiązania do tworzenia kopii zapasowych.
  • Większy zwrot z inwestycji. 22% respondentów twierdzi, że najważniejszym czynnikiem skłaniającym firmy do zmiany rozwiązania jest jego opłacalność, w tym większy zwrot z inwestycji i niższy całkowity koszt posiadania.
  • Luka dotycząca dostępności. 80% przedsiębiorstw uważa, że nie może odzyskiwać aplikacji tak szybko, jak tego potrzebuje.
  • Luka dotycząca ochrony. 76% respondentów twierdzi, że częstotliwość tworzenia kopii zapasowych jest zbyt mała w odniesieniu do ilości danych, na utratę której mogą sobie oni pozwolić w przypadku przestoju.
  • Nowoczesna ochrona danych. 46% przedsiębiorstw na całym świecie zamierza nawiązać współpracę z dostawcą usług tworzenia kopii zapasowych (ang. Backup as a Service ― BaaS) do 2023 roku, a 51% chce w tym samym czasie wdrożyć usługę odtwarzania danych po awarii (ang. Disaster Recovery as a Service ― DRaaS).
  • Pandemia COVID-19 wywarła ogromny wpływ na cyfrową transformację – ponad połowa (53%) przedsiębiorstw z Europy Wschodniej przyspiesza swoje inicjatywy w tym zakresie. Wskaźnik ten jest nieznacznie niższy od średniej globalnej (54%).
  • Prawie jedna trzecia (32%) przedsiębiorstw z Europy Wschodniej stwierdziła, że pod wpływem pandemii ich inicjatywy w zakresie cyfrowej transformacji zostały spowolnione lub wstrzymane. Spowodowało to zwiększenie „cyfrowej przepaści” pomiędzy firmami, które miały plan w zakresie cyfrowej transformacji (i przyspieszyły jego realizację) a firmami, które były gorzej przygotowane (i w związku z tym ich transformacja spowolniła).
  • Ponad jedna trzecia (38%) wszystkich kopii zapasowych może nie nadawać się do odtwarzania – przedsiębiorstwa z Europy Wschodniej stwierdziły, że zadania dotyczące wykonywania tych kopii zawierały błędy lub nie kończyły się w wyznaczonym czasie. W przypadku 42% operacji odtworzenia nie spełniono wymagań umów SLA. W ujęciu globalnym ponad połowa (58%) wszystkich operacji odtwarzania kopii zapasowych skończyła się niepowodzeniem i dane nie będą mogły zostać odtworzone, gdy będą potrzebne.
  • Przeważająca większość (96%) przedsiębiorstw z Europy Wschodniej ma do czynienia z niespodziewanymi przestojami. W ciągu ostatnich 12 miesięcy w prawie jedna czwartej z nich (22%) wystąpiły przestoje na ponad jednej czwartej ich serwerów.
  • Dwie trzecie (68%) przedsiębiorstw z Europy Wschodniej ma do czynienia z „luką w zakresie ochrony”, czyli różnicą pomiędzy częstotliwością, z jaką tworzone są kopie zapasowe danych, a ilością danych, na których utratę firma może sobie pozwolić w razie awarii. Wskaźnik ten jest niższy od średniej globalnej (76%).

Informacje o raporcie

Veeam zlecił niezależnej firmie VansonBourne, która zajmuje się badaniami rynkowymi, przeprowadzenie badań ilościowych dotyczących technologii ochrony danych, a w szczególności ich wdrażania i postrzegania oraz związanych z nimi trendów rynkowych w przedsiębiorstwach na całym świecie. Badanie objęło 3000 osób, które podejmują decyzje w sprawie technologii informatycznych, w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 1000 pracowników z 28 krajów. Zostało przeprowadzone metodą ilościową zapewniającą bezstronność wyników.