Badanie: Polacy nie lubią długów, ale ich zaległości rosną

Blisko co 4. Polak miał w swoim życiu problem ze spłatą długu. Co 20. osoba przyznaje, że taka sytuacja zdarzyła się jej wiele razy – pokazuje badanie „Zadłużenie Polaków” przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. W obliczu kłopotów finansowych najczęściej prosimy o wsparcie rodzinę lub bliskich (44 proc.), ale też zaciskamy pasa (42 proc.). Jako pierwsze tniemy wydatki na odzież, rozrywkę i wyjazdy.

Na koniec 2020 r. łączne zaległości Polaków, widniejące w bazie danych KRD, wyniosły 48 mld zł. To o prawie 2,4 mld zł więcej niż w 2019 r., kiedy było to 45,7 mld zł.

W ogólnopolskim badaniu przygotowanym przez IMAS International na zlecenie KRD wśród osób nieposiadających obecnie długów 59 proc. zadeklarowało, że nie miało nigdy problemów ze spłatą swoich zobowiązań, takich jak np. raty kredytu czy nieuregulowane rachunki za telefon. Do sporadycznych „wpadek” z zapłatą przyznał się więcej niż co 4. badany. 5 proc. osób zdarzało się to wiele razy, a 7 proc. nie potrafiło przypomnieć sobie, czy miało taką sytuację.Polacy nie lubią długów, ale ich zaległości rosną

Długi z punktu widzenia Polaka

Zdecydowana większość, bo aż 9 na 10 dorosłych Polaków uważa, że długi zawsze należy spłacać. 87 proc. unika ich zaciągania, a w razie takiej konieczności jak najszybciej spłaca zobowiązanie. Podobny odsetek (86 proc.) uważa, że pożyczać powinniśmy tylko wtedy, gdy wiemy, że jesteśmy w stanie zwrócić należności.

Do przemyślanego pożyczania najbardziej rygorystycznie podchodzą osoby, które nigdy nie były zadłużone lub regularnie spłacały zobowiązania. Ci, którzy obecnie mają zaległości, wykazują się większą tolerancją. 22 proc. z nich twierdzi, że dług niekoniecznie trzeba spłacać. Rzadziej unikają też pożyczania pieniędzy, spłatę traktują mniej priorytetowo. Widać zatem, że osoby, które nie regulują własnych zobowiązań, mają też luźniejsze podejście do zadłużania się, co zresztą może być powodem ich finansowych kłopotów – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Lepiej oszczędzać niż pożyczać

Badanie przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie KRD pokazało, że blisko 3/4 Polaków woli oszczędzać i kupować za własne środki, niż posiłkować się kredytem bądź pożyczką. Nieco ponad połowa wskazuje, że korzystanie z takiego wsparcia przy wydatkach jest naturalne, bo nie wszystkie zakupy da się sfinansować samodzielnie.

Oszczędzanie to także jedna z najpopularniejszych strategii w przypadku bycia już zadłużonym. Aby móc spłacić zaległości, osoby posiadające zobowiązania najczęściej ograniczają dotychczasowe wydatki. W pierwszej kolejności wybierają tańszą odzież (44%) oraz rezygnują z rozrywki, np. wyjścia do kina czy na imprezę (42%). Blisko co piąty (18%) nie pojechał z tego powodu na wakacje czy urlop, a 14% tnie wydatki na jedzenie. Niewiele (8%) szuka oszczędności na spłatę długów poprzez rezygnację z używek jak alkohol, papierosy czy słodycze.

Postawy Polaków wobec kredytów, długów i oszczędzania Zdecydowanie się zgadzam Raczej się zgadzam Raczej się nie zgadzam Zdecydowanie się nie zgadzam Nie wiem/ trudno powiedzieć
Unikam długów – kiedy je mam, staram się je jak najszybciej spłacić 59% 29% 6% 2% 4%
Pożyczanie jest dobre, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie oddać pieniądze 54% 33% 5% 3% 5%
Długi zawsze trzeba spłacać 73% 18% 3% 1% 5%
Wolę oszczędzać i kupić coś za własne środki niż pożyczać 37% 34% 16% 3% 10%
Korzystanie z kredytów czy pożyczek jest naturalne, inaczej nic by nie można było kupić 17% 40% 19% 11% 12%
Wolę wziąć coś na kredyt i od razu korzystać, niż oszczędzać i móc korzystać dopiero za długi czas 12% 25% 25% 23% 15%
                                                                      Źródło: KRD

Jest też grupa osób, która kredyt czy pożyczkę uważa za lepsze wyjście niż oszczędzanie. 36% badanych wskazało, że woli korzystać z tego rozwiązania, aby kupić wybraną rzecz i cieszyć się nią od razu, niż czekać, aż uzbiera potrzebne pieniądze.

Korzystanie z oferty kredytów i pożyczek nie jest niczym złym. Ważne jednak, aby przy zaciąganiu zobowiązań mieć świadomość tego, jak wpłyną one na nasze finanse, nie tylko w krótkim, ale i długim terminie. Warto mieć plan awaryjny, gdy zmieni się nasza sytuacja, co może przytrafić się każdemu. Testem odporności dla Polaków jest obecnie pandemia koronawirusa, która przewróciła do góry nogami gospodarkę, a wraz z nią domowe budżety – zaznacza prezes KRD.

 Finansowa lekcja

Doświadczenie bycia dłużnikiem wpływa na podejście Polaków do finansów. Niemal 3/4 obecnych i byłych dłużników (73 proc.) podejmuje działania zapobiegawcze, by nie ponawiać lub nie pogłębiać swojego zadłużenia. Przy czym osoby, które wyszły z zadłużenia podchodzą do tego w sposób bardziej przemyślany i systematyczny. 43% z nich odkłada na „czarną godzinę”. Wśród osób obecnie zadłużonych odsetek ten wynosi 25%. Mając na koncie doświadczenie z długami, Polacy częściej starają się w pełni regulować swoje należności na czas, nawet gdy chodzi o niewielkie kwoty. Deklarują tak zarówno zadłużeni w przeszłości (17%), jak i obecnie (14%). Dług skłania też do większej kontroli nad swoimi wydatkami (odpowiednio 16 i 11% wskazań w tych grupach). Dodatkowo, co 10. osoba, która wyszła z długów, postępuje zgodnie z zasadą: najpierw rachunki i stałe opłaty, a później reszta. Finansowa lekcja

Dłużnik w oczach rodaka

Dla ponad połowy Polaków (52%) posiadanie zaległości nie ma wpływu na postrzeganie dłużnika jako człowieka i członka społeczności. Jednak pozostałe 48% nie darzy szacunkiem osób niewywiązujących się ze zobowiązań finansowych.

W rozmowach z dłużnikami nasi negocjatorzy wyróżniają grupę „niefrasobliwych”, od których słyszą, że nie zapłacili oni tylko jednej raty za telewizor czy smartfon, a przecież „to nie grzech”. Jest też grono dłużników, którzy podejmują pochopne decyzje zakupowe i w efekcie nie są w stanie wywiązać się ze zobowiązań. Kiedy później starają się o kredyt w banku lub firmie pożyczkowej, są zdziwieni, że go nie dostają, bo zostali wpisani do biura informacji gospodarczej. Rolą negocjatorów jest więc nie tylko doprowadzenie do spłaty zaległości, ale także takie zorganizowanie całego procesu, aby dłużnik ponownie stał się aktywnym klientem sklepu czy banku, terminowo regulującym swoje należnościpodsumowuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Badanie „Zadłużenie Polaków” zostało przeprowadzone w listopadzie 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.

Startuje e-Urząd Skarbowy

  • Ministerstwo Finansów (MF) i Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) uruchomiają internetowy e-Urząd Skarbowy (e-US) na podatki.gov.pl.
  • W jednym miejscu będzie można szybko i wygodnie załatwić sprawy podatkowe, bez konieczności wizyty w urzędzie skarbowym, na poczcie czy w banku.
  • Serwis budowany jest etapami do września 2022 r.
  • Pierwszy pakiet e-usług będzie dostępny od 1 lutego 2021 r.

– e-Urząd Skarbowy to duży krok w cyfryzacji usług KAS i obsługi obywateli. To nowoczesny, ogólnodostępny kanał komunikacji na linii urząd skarbowy – klient. Usługi udostępniane w serwisie będą dostosowane do potrzeb różnych grup użytkowników tak, aby maksymalnie ułatwić im rozliczenia podatkowe i załatwianie spraw w KAS. Korzystanie z e-Urzędu Skarbowego to oszczędność czasu, bezpieczeństwo, wygodne płatności i łatwy dostęp do informacji – mówi minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.

Serwis jest dedykowany podatnikom, płatnikom, pełnomocnikom, komornikom sądowym i notariuszom. Wraz z dodawaniem funkcjonalności, grupa użytkowników będzie obejmować kolejne wyżej wspomniane grupy.

Projekt jest współfinansowany z Funduszy Europejskich (Program Polska Cyfrowa). Wartość całkowita przedsięwzięcia to niemal 102 mln zł, w tym dofinansowanie UE ok. 86 mln zł, a budżet państwa ok. 15,6 mln zł.

Klient na pierwszym miejscu

W MF i KAS podejmowanych jest wiele działań mających uprościć kontakt z administracją skarbową i załatwianie spraw podatkowych. Jednym z nich jest e-Urząd Skarbowy – cyfrowa platforma na stronie podatki.gov.pl.

– Stajemy się coraz bardziej nowocześni. Oferujemy kolejne wygodne i przyjazne rozwiązania. W obecnych czasach fiskus musi dotrzymywać kroku rozwojowi technologicznemu i oczekiwaniom klientów. Zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego dialog, cyfryzacja i przyjazność to słowa kluczowe dla kierowanego przeze mnie resortu – dodaje szef MF.

Korzyści dla obu stron

– Projekt e-Urząd Skarbowy jest elementem programu Klient w centrum uwagi KAS, który ma wzmocnić bezpośredni kontakt z podatnikami i uprościć załatwianie spraw urzędowych. Naszym celem jest zapewnienie wyższej jakość obsługi naszych klientów i dostosowanie do ich potrzeb. Digitalizacja i automatyzacja procesów to również oszczędność czasu i większy komfort pracy w KAS. E-Urząd Skarbowy wykorzystuje nowoczesne rozwiązania informatyczne i scala dane z różnych systemów KAS. Takie projekty są przyszłością administracji, nie tylko skarbowej – podkreśla szefowa KAS Magdalena Rzeczkowska.

e-US dla obywateli to:

· Wygoda i oszczędność czasu.
· W jednym miejscu szybko, wygodnie i kompleksowo będzie można załatwić swoje sprawy podatkowe.
· Do załatwienia spraw online nie będzie potrzebny podpis elektroniczny.
· Dostęp do e-usług KAS w jednym miejscu, kiedy chcemy i z dowolnego urządzenia.
· Szybki dostęp do danych i bieżących informacji o stanie rozliczeń, statusie spraw, złożonych dokumentach.
· Łatwa aktualizacja informacji dotyczących podatnika.
· Pełna transakcyjność m.in. poprzez elektroniczne płatności online dla wszystkich udostępnianych e-usług, funkcjonalności, deklaracji i tytułów. Będzie można zapłacić podatek bezpośrednio w systemie.

Usługi i funkcjonalności e-US

Na początku (od 1.02.2021) e-Urząd Skarbowy będzie oferował:

· Dostęp do swoich danych podatkowych (dane o podatniku, działalności gospodarczej, mikrorachunku podatkowym i historii logowania)
· Integrację z usługą Twój e-PIT
· Informację o nałożonych mandatach
· Dostęp do aplikacji e-mikrofirma

· Możliwość płatności online (na początku przez osoby fizyczne w zakresie PIT, CIT, VAT, PCC, podatku od spadków i darowizn, karty podatkowej, opłaty skarbowej, pozostałych podatków i należności niepodatkowych i mandatów). W serwisie będzie dostępna historia płatności online

· Możliwość złożenia w formie elektronicznej niektórych pism (np. wniosku o zaliczenie nadpłaty/zwrotu podatku na poczet innych zobowiązań). Dostępna będzie historia wysłanych dokumentów.

Usługi i funkcjonalności planowane w kolejnych etapach to m.in.:

  • e-zaświadczenia

    integracja z serwisem e-TOLL

  • usługi dla notariuszy i komorników sądowych
  • usługi dotyczące m.in. składania wniosków i udostępniania informacji o stanie spraw

Zawsze otwarty, w zasięgu ręki – Twój e-US

Dostęp do serwisu e-Urząd Skarbowy będzie możliwy tylko ze strony podatki.gov.pl po zalogowaniu się Profilem Zaufanym, e-Dowodem lub poprzez bankowość elektroniczną. Do usługi Twój e-PIT będzie można zalogować się także danymi podatkowymi.

Serwis działa przez całą dobę i można z niego korzystać z dowolnego urządzenia podłączonego do internetu.

Użytkownik będzie miał dostęp do informacji i usług dotyczących go bezpośrednio, a w kolejnych etapach również do spraw innych podatników, do których uzyskał pełnomocnictwo lub dostęp do konta.

BADANIE: Tylko niecałe 17% Polaków w najbliższym czasie chce założyć własną firmę

Polacy zauważają skutki gospodarcze pandemii. Zamiast zakładać własne firmy wolą stały etat. Blisko 70% nie chce założyć własnej działalności gospodarczej.

Pandemia wyraźnie zniechęca do prowadzenia działalności gospodarczej. Niemal siedmiu na dziesięciu Polaków nie planuje w najbliższym czasie założenia własnej firmy. Wolą oni bezpiecznie pracować na etacie. Z kolei osoby, które zamierzają otworzyć biznes, wskazują głównie na niezależność i perspektywę wyższych dochodów. Takie wnioski płyną z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, wykonanego dla IndustryLab.
Z badania wynika, że 66,2% Polaków w najbliższym czasie nie zamierza zakładać własnej działalności gospodarczej. 16,9% jest odmiennego zdania, a 17% jeszcze tego nie wie. Jak stwierdza Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA, wyniki badania wyraźnie obrazują aktualne nastroje społeczne. Jak wiadomo, dla każdej rodziny stabilność przychodów ma kluczowe znaczenie. I z tego wynikają preferencje pracy na etacie, pomimo zależności służbowej i ewentualnie niższych dochodów.

– Widać też świadomość ryzyka związanego z prowadzeniem tego typu działalności. Praca na etacie jest bezpieczna, choć nisko płatna. Jednak otwarcie firmy wiąże się z wyjściem ze strefy komfortu i praktycznie ciągłą walką o utrzymanie się na rynku. A to wymaga obecnie sporej odwagi. Niechęć do zakładania biznesów stanowi również duży problem w kontekście zmniejszenia w krótkiej perspektywie wpływów podatkowych do budżetu. Przecież rozwój gospodarczy głównie opiera się na małych podmiotach, bo tych na rynku jest większość – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Podobnego zdania są inni eksperci. Prowadzenie działalności to w dzisiejszych czasach wzięcie na siebie zdecydowanie wyższego ryzyka, niż to było wcześniej. Tego boją się Polacy, co podkreśla ekonomista Marek Zuber. I dodaje, że problem stanowi biurokracja i brak stabilności otoczenia gospodarczego. Do tego dochodzi obawa przed upadłością. Ekspert zwraca też uwagę na brak wiedzy Polaków z zakresu przedsiębiorczości.

– Dynamika rozpoczynania nowych działalności gospodarczych nie zmieniała się w 2020 roku w stosunku do lat poprzednich. Każdego dnia w Polsce powstaje ok. 1000 firm i ta średnia utrzymuje się już od kilku lat. Polacy są bardzo przedsiębiorczym narodem i obecna sytuacja nie zachwieje tej tendencji w najbliższej przyszłości. Niemniej widać, że na rynku panuje chwilowa konsternacja – mówi Łukasz Klimek, ekspert zajmujący się współpracą ze startupami w ramach Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab.

W ocenie Adriana Parola, konieczna jest wyraźna pomoc państwa, aby Polacy zmienili zdanie. Każdy początkujący przedsiębiorca powinien korzystać z ulg podatkowych i mieć zapewnione przez jakiś okres wsparcie prawne, księgowe i finansowane. Dodatkowo, przynajmniej na początku, warto dać mu daleko idącą ochronę, której teraz nie ma. To nie tylko uświadomiłoby właścicielom nowych firm, jakie mogą występować problemy, ale też wzmocniłoby te przedsiębiorstwa. Na tym skorzystałoby również państwo, chociażby w zakresie ściągalności danin lub ilości miejsc pracy.
– Jestem zdania, że zadaniem rządu jest obecnie ratowanie firm już funkcjonujących, a także pomoc osobom, które chcą przejmować przedsiębiorstwa. W sytuacji kryzysu wiele podmiotów traci płynność finansową, choć dysponuje potencjałem, dobrą usługą lub znakomitym towarem i ugruntowaną pozycją na rynku – zaznacza prezes Głowacki.

Ponadto z badania wynika, że wśród osób, które nie zamierzają zakładać własnej firmy, 27,3% woli bezpiecznie pracować na etacie, a 16,9% obawia się ryzyka finansowego (zadłużenia). Dalej są przedstawiane takie argumenty, jak spowolnienie gospodarcze – 8,4%, brak zamówień – 7,5%, obawa przed urzędami, w tym m.in. skarbówką i ZUS-em – 4,4%, a także sama biurokracja – 4,2%.

– Polacy chcą mieć ewidentnie spokój, a takie poczucie daje etat. Jednak to często złudna ocena, choć w przypadku któregoś z poszukiwanych zawodów, jak choćby informatyk czy inżynier procesu produkcji, taki komfort w dzisiejszych czasach rzeczywiście jest bardzo prawdopodobny – dodaje Marek Zuber.

Z kolei najmniejsze obawy wzbudza prowadzenie księgowości – 0,6%, a także nierzetelny kontrahent – 1,7%. Według Łukasza Klimka, to wcale nie oznacza, że Polacy przestali bać się tych problemów. Jednak dopóki się z nimi realnie nie zetkną, to trudno im sobie uzmysłowić te kwestie.
– W moim przekonaniu, te odpowiedzi wyraźnie wynikają z nieznajomości realiów prowadzenia działalności gospodarczej. Obecnie największym problemem są kontrahenci, którzy nie wywiązują się z umów i nie płacą na czas. Zła polityka udzielania kredytu kupieckiego doprowadziła niejedną firmę do stanu niewypłacalności. Niestety młody przedsiębiorca jeszcze tego nie wie – podkreśla Adrian Parol.
Osoby, które chcą założyć działalność gospodarczą, również wskazują powody swojej decyzji. Tu prym wiedzie chęć zdobycia większej niezależności – 52,9%. Następna jest perspektywa wyższych zarobków – 30%. Jak zauważa Andrzej Głowacki, generalnie to są powody decydujące o prowadzeniu własnego biznesu. Jednak nie zawsze udaje się osiągnąć taką swobodę i więcej zarabiać.

– Brak szefa, bycie sterem, żeglarzem i okrętem jest pociągające, nawet jeśli pozostaje ryzykowne. Zresztą są osoby, dla których to ryzyko stanowi sens działalności, bo coś musi się dziać. Własna firm to także szansa na wyższe apanaże. W przypadku etatu zawsze jest jakiś sufit, a na swoim – potencjalnie go nie widać – wyjaśnia Marek Zuber.

Natomiast na samym dole zestawienia argumentów przyszłych przedsiębiorców widzimy, że założenia działalności gospodarczej wymaga pracodawca – 3,5%. Wyżej jest niechęć do pracy na etacie – 4,7%, a także możliwość otrzymania dotacji lub grantu – 5,9%. Zdaniem prezesa Głowackiego, działalność gospodarczą zakładają dzisiaj osoby, które muszą to uczynić. To dla nich nowa lub dodatkowa forma zarobkowania. Tego może wymagać np. podmiot, z którym dana osoba współpracuje.

– Dotacja czy grant to jednorazowy zastrzyk finansowy, który niestety szybko się kończy. Dobrze zainwestowane środki tego rodzaju mogą wpłynąć na rozwój firmy. Jednak co do zasady, wymaga to przemyślanej strategii działania. Tego typu finansowanie nie może być samo w sobie celem prowadzenia firmy, co słusznie zauważyli ankietowani – stwierdza Anna Szymańska, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA.
Według mec. Adriana Parola, odpowiedzi w kwestii otrzymania dotacji lub grantu dodatkowo świadczą o tym, że mało kto liczy na pomoc państwa. Inną przyczyną jest niska świadomość w tej kwestii. Nie bez znaczenia jest również konieczność poddania się żmudnym i skomplikowanym procedurom, co w pewien sposób zniechęca do tego typu aktywności. I jak dodaje ekspert, większość oczekiwań raczej sprowadza się do tego, aby państwo nie utrudniało działalności.

– Sądzę, że pandemia raczej nie ma wielkiego wpływu na odczucia w kwestii podjęcia działalności gospodarczej. Oczywiście może w jakimś stopniu do tego zniechęcać, zwłaszcza w branżach dotkniętych problemami. Chociaż ostatnie miesiące dobitnie pokazują, że wszystkich czynników ryzyka nie da się przewidzieć. I stąd może wynikać strach i obawa przed własną aktywnością gospodarczą – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.

Badanie zostało wykonane metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab w I połowie stycznia br. na próbie 1008 dorosłych Polaków.

Koronawirus na polskiej fermie norek

W związku z ogłoszeniem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dn. 31 stycznia br. o wykryciu pierwszego przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 na fermie norek w Polsce, Stowarzyszenie Otwarte Klatki wystosowało komentarz do sytuacji – zakaz hodowli zwierząt na futro w Polsce popiera 70% społeczeństwa, większość polityków, jednak zakazu wciąż nie ma. W międzyczasie futrzarze, ze Szczepanem Wójcikiem na czele, planują budowę domu aukcyjnego w Radomiu, co byłoby jednoznaczne ze wzrostem produkcji futer w Polsce. Wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro w Polsce jest już nie tylko kwestią troski o dobrostan zwierząt, ale również odpowiedzialnością za zdrowie publiczne.

Poniżej zamieszczamy komentarz Stowarzyszenia Otwarte Klatki:

W Polsce każdego roku na futro hoduje się ponad 5 milionów norek. W innych krajach europejskich, a także w USA i Kanadzie, gdzie hodowla jest znacznie mniejsza, przypadki SARS-CoV-2 u norek zostały wykryte już kilka miesięcy temu. Część z tych krajów podjęła stanowcze kroki, mające na celu minimalizację ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa – Dania postanowiła zlikwidować wszystkie norki żyjące na fermach, Holandia przyspieszyła zakaz hodowli zwierząt na futro o trzy lata, Szwecja zawiesiła hodowlę norek na cały rok 2021, kolejne kraje zabijają całe stada, wśród których wykryto SARS-CoV-2.

Organizacje prozwierzęce z całego świata alarmują, że hodowla przemysłowa norek stanowi ogromne zagrożenie dla zdrowia publicznego. Przypadek choroby aleuckiej, powszechnej u norek hodowanych na futro i objawiającej się osłabieniem, atakami padaczki oraz niższą reprodukcją, dobitnie pokazuje, że hodowcy nie są w stanie zapanować nad rozprzestrzeniającą się wśród zwierząt zarazą. Zakaz hodowli zwierząt na futro nie jest już tylko kwestią troski o dobrostan zwierząt, ale też odpowiedzialności za zdrowie publiczne.

We wrześniu 2020 roku poparcie dla zakazu hodowli zwierząt na futro było widoczne bardziej niż kiedykolwiek. W badaniu przeprowadzonym przez IBRiS aż 70% Polek i Polaków opowiedziało się za zakazem, a nowelizację ustawy o ochronie zwierząt poparło 356 posłów i posłanek. Mimo to zakaz hodowli zwierząt na futro nie został wprowadzony, tymczasem hodowcy, ze Szczepanem Wójcikiem na czele, planują budowę domu aukcyjnego futer w Radomiu. Powstanie takiej inwestycji będzie się wiązało ze wzrostem ferm i zwierząt hodowanych na futro w Polsce, co oznacza, że kolejne miliony norek, lisów i jenotów będą cierpiały przez długie miesiące w ciasnych drucianych klatkach, a mieszkańcy wsi, którzy z nadzieją patrzyli na nadchodzący koniec branży futrzarskiej w Polsce, będą zmuszeni zmagać się z odorami, zanieczyszczeniami i hałasem pochodzącym z ferm przez kolejne lata.

Nie tylko organizacje z Polski widzą zagrożenie w planowanej inwestycji – chińska organizacja Capital Animal Welfare Association (CAWA) wystosowała list do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o reakcję. Sekretarz Generalny CAWA w liście pisze:

W imieniu CAWA wzywam Pana do interwencji i powstrzymania planowanej budowy domu aukcyjnego dla produktów futrzarskich, a zamiast dalszego inwestowania w ten nieetyczny i niebezpieczny, podupadający przemysł – do przyłączenia się do innych krajów europejskich poprzez całkowite zakończenie branży futerkowej w Polsce. CAWA rozpoczyna kampanię również w Chinach, aby nakłonić chińskie władze do wyrażenia sprzeciwu wobec proponowanego projektu. W interesie stosunków chińsko-polskich, reputacji naszych krajów oraz globalnego zdrowia publicznego prosimy o podjęcie działań mających na celu powstrzymanie proponowanego projektu.

Jako Stowarzyszenie Otwarte Klatki apelujemy do polityków o jak najszybsze wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro w naszym kraju. Nie pozwólmy, aby Polska stała się zagłębiem cierpienia, odorów i zanieczyszczeń środowiska tylko po to, żeby wąskie grono hodowców mogło pomnożyć swój majątek.

Komu pandemia ogranicza możliwość otrzymania kredytu?

Zapytany przez dziennikarkę Gazety Wyborczej o powody, dla których banki ograniczają skłonność do udzielania kredytów w czasie pandemii, analityk Santandera, powiedział:

„Banki boją się, że jak bezrobocie skoczy do 8% i w Polsce pojawi się pół miliona nowych bezrobotnych, to udzielą kredytów ludziom, którzy zaraz stracą pracę. Bank musi aktywnie zarządzać swoim ryzykiem, nierozsądne byłoby udzielać kredytów, które mogą nie zostać spłacone, co byłoby zresztą ze stratą i dla potencjalny kredytobiorca banków i dla klientów”. Ta wypowiedź wyjaśnia, dlaczego każdy musi liczyć się z poważnymi trudnościami w znalezieniu banku, który będzie skłonny udzielić mu kredytu. Szczególnie zaś – jak o tym informują obserwatorzy – trudne jest obecnie uzyskanie kredytów gotówkowych bez określenia celu, zwłaszcza, kiedy poszukujący kredytu oczekuje, ze bank zastosuje wobec niego uproszczoną procedurę i nie będzie zbyt skrupulatnie badał jego zdolności kredytowej oraz historii kredytowej.

Z wielu wypowiedzi przedstawicieli banków wynika, że zostały zaostrzone kryteria oceniania zdolności kredytowej, szczególnie, gdy z wnioskiem kredytowym występuje klient dotychczas bankowi nieznany. Najprzychylniej zaś są traktowani stali klienci, mogący się wykazać dobrą historią kredytową i wysokim scoringiem, czyli punktową oceną klienta, na podstawie której bank decyduje się na pozytywne na pozytywne rozpatrzenie jego wniosku kredytowego.

Krótko mówiąc, największe szanse na otrzymanie kredytu mają potencjalni kredytobiorcy, którzy:

  1. mają stałe zatrudnienie na podstawie nieograniczonej terminowo umowie o pracę i zdolnością kredytową zapewniającą terminowe spłacanie kredytu;
  2. są stałymi, najlepiej długoletnimi klientami banku, do którego zwracają się o kredyt ze sprawdzalną dobrą historią kredytową;
  3. są zatrudnieni w sektorze gospodarki najmniej dotkniętym skutkami pandemii, a w związku z tym posiadającymi stabilną perspektywę zatrudnienia;
  4. posiadający własne środki zabezpieczające regularne spłacanie kredytów, co ma znaczenie w przypadku kredytu hipotecznego na zakup mieszkania, domu lub innej nieruchomości, którego przyznanie jest uzależnione od posiadania przez potencjalnego kredytobiorcę minimum 20% wkładu własnego, liczonego od wartości nabywanej nieruchomości.

Obserwatorzy wskazują, że w obecnej rzeczywistości, kiedy trudniej jest ubezpieczyć kredyt od różnego rodzaju ryzyk, banki najchętniej rozmawiają z klientami, którzy mogą wykazać się 30, a nawet 40 procentowym wkładem własnym, nie jest to jednak normą dlatego warto się skonsultować a pomocnym w tym może być doradca kredytów hipotecznych.

Poza wszystkim skutki pandemii doprowadziły do paradoksalnej sytuacji, kiedy to, z jednej strony uprzywilejowują klientów, którzy już zdążyli osiągnąć dobrą pozycję zawodową, zapewniającą im odpowiednią zdolność kredytową i dobrą historię kredytową, lecz z drugiej obniżają możliwości uzyskania kredytów przez ludzi młodych, którzy dopiero weszli na rynek pracy i zaczęli urządzać sobie życie. Bardziej wnikliwi analitycy dostrzegają w tym paradoksie kolejny, gdy próba ograniczenia ryzyka kredytowego przez odmowę udzielania ich młodym, wywołuje następne ryzyko, które może dać o sobie znać w przyszłości, gdy obecnie najatrakcyjniejsi z punktu widzenia banków kredytobiorcy, z przyczyn naturalnych zaczną osłabiać swoją zdolność kredytową nie mając następców, co może zakłócić regularne  wpływy środków z tytułu spłat kredytów.

Kolejnym związanych z pandemią zjawiskiem niepokojącym specjalistów finansowych są masowo udzielane obecnie wakacje kredytowe, po zakończeniu, których wielu kredytobiorców może nie odzyskać jeszcze dawnej zdolności kredytowej, więc tym trudniej będzie im spłacać regularnie miesięczne raty,

Najwyższa recesja od 30 lat. Północna Izba Gospodarcza – szybkie zniesienie lockdownu albo gospodarcza katastrofa

Największa recesja od 1991 roku. Przedsiębiorcy: „Jeżeli te dane zostaną zignorowane, to w 2021 roku czeka nas gospodarcza katastrofa”.

Informacje opublikowane dzisiaj przez Główny Urząd Statystyczny pokazują jasno i wyraźnie, że sytuacja w gospodarce wymaga szybkiego działania i głos przedsiębiorców mówiący: „dajcie nam pracować” powinien zostać pilnie wysłuchany. – Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie nie ma wątpliwości, że sytuacja pandemii koronawirusa wymaga specjalnego działania i dużej ostrożności w podejmowaniu decyzji o odmrożeniu gospodarki czy luzowaniu restrykcji. Dane Głównego Urzędu Statystycznego powinny być alarmem dla Rządu RP. Rok 2020 to był czas, kiedy rozpoczęliśmy walkę z koronawirusem. Ona trwa i przedsiębiorcy borykają się teraz z poważnymi problemami, które recesje mogą tylko pogłębić – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Z informacji opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że produkt krajowy brutto Polski w 2020 r. spadł o 2,8 proc., po wzroście o 4,5 proc. w 2019 roku. Popyt krajowy spadł o 3,7 proc., inwestycje spadły o 8,4 proc., a konsumpcja prywatna o 3,0 proc. Ostatnie tak czarne wyniki polska gospodarka wydziała w… 1991 roku, czyli w momencie, kiedy prywatny biznes stawiał dopiero pierwsze kroki. To znamienne i powinno być jasnym sygnałem: odmrażamy gospodarkę.

– Rząd RP nie ufa przedsiębiorcom, kiedy Ci mówią: dajcie nam pracować, będziemy działać w reżimie sanitarnym i dbać o to, by prowadzić biznes tak bezpieczne, by nie pogłębiać sytuacji pandemicznej. Słyszymy o konieczności przedłużania obostrzeń i dalszym reżimie. Ile firm będzie w stanie czekać do wiosny, by otwierać hotele i restauracje? Co druga? Co trzecia? Ogromna apatia wśród przedsiębiorców zamienia się w bunt i coraz częstsze podejmowanie desperackich decyzji o otwieraniu działalności. To poważna sprawa, poważny kryzys, nie można ignorować danych o spadku inwestycji, spadku konsumpcji i popycie krajowym. Jeżeli te dane zostaną zignorowane to w 2021 roku przyjdzie gospodarcza katastrofa – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Należy natychmiast rozpocząć proces odmrażania gospodarki. Oczywiście w reżimie sanitarnym, z odpowiednimi ograniczeniami i możliwością dynamicznego reagowania jeżeli sytuacja epidemiczna się pogorszy. Apelujemy: dajcie przedsiębiorcom pracować, dajcie przedsiębiorcom budować silną gospodarkę. Jesteśmy do wszelkiej dyspozycji Rządu, podejmiemy dialog zawsze i wszędzie, ale musimy mieć perspektywę powracania do normalnego działania – apeluje Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza w czasie pandemii koronawirusa aktywnie lobbuje na rzecz przedsiębiorców – działamy w radzie gospodarczej przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw, którego działania chwalimy i popieramy.

Ponad połowa umów najmu w 2020 we Wrocławiu to renegocjacje

W IV kw. 2020 roku we Wrocławiu podpisano umowy najmu na ponad 21.000 m2 z czego ponad 75% tego wolumenu stanowiły renegocjacje. Biorąc natomiast pod uwagę roczny wolumen transakcji, najemcy podpisali umowy najmu łącznie na 128.000 m2 powierzchni, a odnowienia umów stanowiły ponad połowę wolumenu. Wrocław na tle innych miast regionalnych może się pochwalić pozytywnymi wskaźnikami.

Zasoby biurowe Wrocławia na koniec grudnia 2020 roku przekroczyły 1,22 mln m2, co pozycjonuje miasto na drugim miejscu pod względem wielkości wśród rynków regionalnych, po Krakowie. Zanotowaliśmy  jednak mniejszą aktywność deweloperów na tym rynku – do użytku oddano niespełna 60.000 m2 nowej powierzchni, co stanowi spadek względem ubiegłego roku o 60%. Niezmiennie nowe projekty realizowane są w czterech głównych obszarach koncentracji powierzchni biurowej Trzeba mieć jednak na względzie, że nowa podaż w 2019 roku osiągnęła rekordowy wynik. Ostrożność firm deweloperskich można dostrzec również w podejściu do nowych inwestycji. W ostatnim kwartale zeszłego roku w stolicy Dolnego Śląska nie rozpoczęto żadnego nowego projektu, a w budowie pozostaje 136.000 m2 powierzchni biurowej. Przy założeniu dotrzymania harmonogramów budowlanych, ponad połowa tej powierzchni trafi na wrocławski rynek jeszcze w 2021 roku, zwiększając obecnie dostępną ofertę dla najemców. Możemy się również spodziewać, że w I kw, 2021 rozpocznie się realizacja kilku projektów, które uzyskały prawomocne pozwolenia na budowę i stosowne finansowanie. Warto zauważyć, że poziom aktywności wśród najemców w porównaniu z Poznaniem, Katowicami, Łodzią, Trójmiastem, Szczecinem i Lublinem był wyższy i ostatecznie podpisane zostały umowy najmu na 128.000 m2 nowoczesnej powierzchni biurowej, co również oznacza wzrost o 4% w stosunku do 2019 roku kiedy podpisano umowy najmu na łącznie 123.000 m2. Biorąc pod uwagę wzywania z jakimi musiały się mierzyć przedsiębiorstwa i przez co wiele decyzji o relokacji i ekspansji było wstrzymywanych jest to bardzo dobra wiadomość dla Wrocławia i pozytywny sygnał dla rynku biurowego i inwestycyjnego.

W całej Polsce odnotowaliśmy wzrost pustostanów o ponad 3 pp w stosunku do 2019 roku, który na koniec grudnia 2020 roku wyniósł 12,7%. Pomimo, że Wrocław również zanotował wzrost współczynnika pustostanów o 2,4 pp w porównaniu do 2019 roku, to był on niższy od średniej krajowej o 0,6 pp i wyniósł 15%.

Maciej Moralewicz, Dyrektor Regionalny – Wrocław, Knight Frank

Bloober Team: The Medium zwróciło koszty produkcji w 24 godziny

The Medium przejdzie do historii polskiego gamedevu jako jedna z najbardziej udanych premier. Najważniejsza i największa gra Bloober Team w niecałą dobę przyniosła zwrot kosztów poniesionych na produkcję i marketing, które wyniosły blisko 12 milionów USD. Jednocześnie spółka przedłużyła przegląd opcji strategicznych do końca marca.

Nakłady na produkcję i promocję The Medium wyniosły blisko 12 milionów USD, a wśród nich spółka uwzględnia koszty wytworzonej technologii, która objęta jest ochroną patentową w USA. Bloober Team nie zdradza podziału przychodów, ale nawet pobieżna analiza dostępnych systemów sprzedażowych pokazuje, że The Medium to gra przygotowana z myślą o konsoli nowej generacji i właśnie to było głównym elementem sukcesu premiery.

Granty otrzymane od instytucji unijnych oczywiście pomogły w pokryciu części kosztów badawczo-rozwojowych, ale zdecydowanie największy udział w ich pokryciu mają przychody związane ze sprzedażą gry. Liczne i bardzo spolaryzowane oceny recenzentów cieszą nas, ponieważ podkreślają, że udało nam się poruszyć emocje użytkowników. Mimo iż nie jest to gra dla wszystkich, to z pewnością jest jednym z najbardziej emocjonalnych produktów elektronicznej rozrywki. Patrząc na aktualny odbiór przez graczy i specjalistów mamy podstawy sądzić, że The Medium stanie się tytułem kultowym dla wielu graczy – tłumaczy Piotr Babieno, prezes Bloober Team

Wyniki sprzedaży, pokazują również, że inwestorzy i analitycy powinni oderwać się od tradycyjnych sposobów kalkulacji przychodów większości gamingowych spółek giełdowych. Założenie, że najpopularniejszy nawet cyfrowy sklep z grami to jedyna wykładnia może być błędne. Szczególnie, że konsole nowej generacji mimo pandemii i ograniczeń ilości sztuk biją rekordy sprzedaży (porównując do poprzednich generacji). Ten wynik pokazuje również jasno, że nowe systemy dystrybucji gier mogą być istotną alternatywą na przyszłość. Jest to już druga premiera Bloober Team, która oparta była o obecność w abonamencie Xbox Game Pass.

Osiągnięty wynik sprzedażowy stawia Bloober Team wśród wąskiej grupy polskich podmiotów z branży gier, które osiągnęły realny sukces. Przy pomocy The Medium pokazaliśmy jeszcze jedno – jesteśmy jednym z najciekawszych podmiotów w branży gier wideo w Polsce. Dzięki filozofii budowania solidnych fundamentów, przede wszystkim w postaci ponad 100 osobowego studia zmotywowanych i niezwykle doświadczonych pracowników oraz jasnej strategii biznesowej, Bloober Team jest obiektem zainteresowania wielu partnerów branżowych z całego świata – kontynuuje prezes.

Bloober Team przedłużył jednocześnie do końca marca przegląd opcji strategicznych. Spółka chce dobrać najlepszą formułę transakcyjną, która zapewni jej zachowanie swego DNA na przyszłość przy jednoczesnym istotnym zwiększeniu możliwości spółki.

Nie możemy się doczekać zapowiedzi kolejnych informacji z naszej spółki. Zachęcamy do śledzenia nadchodzących wiadomości – kończy Piotr Babieno.

Ustawa offshore’owa ponownie szansą do gry o OZE

Podpisana przez prezydenta 21 stycznia br. ustawa offshore’owa jest szansą zarówno na transformację naszej energetyki w stronę OZE, jak i na wsparcie dla wielu projektów wiatrowych na Bałtyku, co za kilka lat pozwoli nam uzyskiwać nawet 11 GW mocy z tego źródła. „Ustawa o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych była bardzo wyczekiwana przez inwestorów, bo liderzy tego rynku jak Niemcy czy Dania już mogą się pochwalić energią wiatrową wytwarzaną na morzu. Ustawa, która wchodzi w życie 1 lutego br., ułatwi planowanie i pozyskanie wsparcia dla wielu projektów znajdujących się w fazie planowania” – podkreśla Małgorzata Dobrzyńska-Dąbska z kancelarii DABSKA.LEGAL.

W połowie grudnia 2020 r. zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i minister klimatu, Michał Kurtyka, informowali, że Polska w najbliższych latach otrzyma nawet 250 miliardów złotych z unijnych funduszy na działania służące transformacji energetycznej i klimatycznej. Z kolei zgodnie z rządowymi planami do 2040 roku Polska ma mieć na Bałtyku już 8-11 GW mocy, a program budowy morskich farm wiatrowych ma mieć wartość ok. 130 mld zł.

„Zaproponowany w ustawie offshore’owej mechanizm wsparcia, a także usprawnienia procedur administracyjnych i regulacje wspierające wymianę informacji pomiędzy inwestorami a firmami wykonawczymi i usługowymi, to zapisy idące w dobrym kierunku. Pozwolą przyspieszyć prace nad wieloma projektami, bo usuwają wiele ryzyk, które dotychczas były ujmowane w takich projektach. Jednocześnie branża czeka na stosowne rozporządzenia, ale jak słyszymy prace nad tymi aktami już trwają i można się ich spodziewać już wkrótce” – komentuje  Małgorzata Dobrzyńska-Dąbska.

Ustawa wprowadza dwufazowy system wsparcia, czyli model tzw. dwustronnego kontraktu różnicowego, która jest z powodzeniem stosowany w przypadku obecnie funkcjonującego systemu wparcia dla OZE. Wytwórcy energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, którzy zostaną dopuszczeni do systemu wsparcia, uzyskają prawo do pokrycia tzw. ujemnego salda. W praktyce oznacza to pokrycie różnicy pomiędzy rynkową ceną energii, a ceną umożliwiającą wytwórcom pokrycie kosztów wytwarzania energii elektrycznej na morzu.

„Rządowy plany dotyczące farm wiatrowych na Bałtyku zakłada, że do 2030 roku Polska ma mieć z tego źródła wytwarzać 3,8 GW mocy, by dojść do ok. 10 GW w 2040 roku. Oznacza to, że za dwadzieścia lat, na Bałtyku będzie wytwarzane znacznie więcej mocy niż obecnie dostarcza Elektrownia Ostrołęka. Tak duże inwestycje mają szansę powstać zarówno siłami spółek Skarbu Państwa, jak i inwestorów prywatnych, którzy intensywnie pracują już nad poszczególnymi projektami” – dodaje ekspert.

Według rządowych planów morskie farmy wiatrowe mają być oddawane do użytku od 2024 do 2033 roku. Każdy z wiatraków ma służyć około 25 lat. Część podmiotów już podjęła działania zmierzające do rozpoczęcia realizacji projektu i niewykluczone, że część inicjatyw zostanie oddana do użytku nawet wcześniej niż wyznaczona przez ekspertów rządowych data.

Koniec godzin dla seniora. Ekspedientom spadł kamień z serca. Były groźby, wyzwiska, a nawet rękoczyny

Godziny dla seniorów były koszmarem pracowników handlu. Dziesiątki skarg na agresywne zachowania wobec ekspedientów.

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom na przestrzeni ostatnich miesięcy dotarło kilkanaście skarg dotyczących zachowania klientów wobec ekspedientów przez konieczność wprowadzenia w sklepach tzw. „godzin dla seniorów”. Dochodziło do awantur, wyzwisk czy nawet rękoczynów. – Godziny dla seniorów powodowały, że między godziną 10 a 12 w sklepach spożywczych i aptekach obsługiwani mogli być tylko klienci powyżej 65 roku życia. Zdajemy sobie sprawę,  że to był irytujący przepis, ale obowiązywał on pod rygorem kar, stąd też ekspedienci zobowiązani byli do jego przestrzegania. Klienci zachowywali się wobec pracowników sklepów bardzo niekulturalnie, zdarzały się groźby, wyzwiska, a nawet ataki fizyczne. Wszystko to, gdy ekspedient odmawiał np. obsłużenia klienta – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

„Kamień z serca” – ulga pracowników po tym, jak zniesiono godziny dla seniorów

– Wysłaliśmy od października 2020 kilkanaście pism i wykonaliśmy wiele telefonów do pracodawców, którzy zatrudniali skarżących się pracowników, by zapewnić im lepszą ochronę przed atakami ze strony klientów ignorujących przepisy związane z godzinami dla seniorów. Ten przepis trudno uznać za udany, bo seniorzy  chodzili do sklepów całe dnie, a klienci młodsi zainteresowani odchodzili ze sklepów z kwitkiem i byli tym poirytowani – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Odejście od tego przepisu to ulga dla wszystkich ekspedientów. Kamień z serca – przyznaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło blisko 30 skarg pisemnych i telefonicznych na zachowanie klientów i pracodawców w temacie godzin dla seniora. Pojawiały się także pytania czy pracodawcy mają prawo wymagać od pracownika, by „po cichu” obsługiwał osoby, które obsłużone zostać nie powinny. Pracownicy byli narażeni na poważny stres, sytuacje konfliktowe, a nawet na akty agresji ze strony klientów, którzy chcieli kupić coś w sklepie, a na mocy rozporządzenia ekspedient nie mógł tego zrobić. – Klienci często prosili i błagali, by móc np. kupić pieczywo w piekarni, a gdy ekspedient odmawiał zdarzało się, że pojawiały się wyzwiska, groźby, a nawet rzucanie przedmiotami. Jedna z pracownic napisała nam, że klient cisnął w nią kartonikiem z batonikami, który był ustawiony na ladzie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

„Ty kur*** i całą paleta bluzgów”

Jak wyjaśnia Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska sytuacja z godzinami dla seniorów przypomina problem dotyczący noszenia maseczek w sklepach. To generator konfliktów i agresji, gdyż nie wszyscy czuli się w obowiązku do przestrzegania przepisów. Ekspedient był do tego zobowiązany i gdy próbował wywiązywać się ze zobowiązań wynikających z rozporządzenia to narażał się na nieprzyjemności.

– Ekspedientki pisały do nas, że były wyzwane od jakich tylko za to, że nie chcą sprzedawać towarów w czasie godzin dla seniorów. Ty kur*** i cała paleta bluzgów.  Bywali klienci, którzy wchodzili do dyskontów i na siłę chcieli być obsłużeni, nawet gdy z oczywistych powodów nie kwalifikowali się do obsłużenia. Sytuacja może być irytująca, co jest oczywiste, ale pracodawcy pod żadnym pozorem nie powinni dopuścić, by frustracja czy niezadowolenie klientów było kumulowane w stronę sprzedawców – mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Pisma, które do nas trafiały zwykle miały charakter informacyjny, choć zdarzały się interwencje, gdy np. właściciel jednego ze sklepów nałożył karę na pracownicę, która nie obsłużyła klienta o godzinie 11:50. Według szefa pracownica powinna to zrobić. Nasze stowarzyszenie upomniało przedsiębiorcę, że jakiekolwiek pretensje do ekspedientki są nie tylko nieuzasadnione, ale i nie na miejscu i grożą konsekwencjami porządkowymi wobec właściciela sklepu.