Sytuacja na polskim rynku biurowym na koniec 2020 roku

Zapotrzebowanie na przestrzenie biurowe w miastach regionalnych w 2020 było o 16% niższe w porównaniu do 2019 roku, współczynnik pustostanów wzrósł o 3,2 p.p., a wolumen powierzchni biurowych w budowie jest najniższy od ok. 5 lat.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na polskim rynku biurowym na koniec 2020 r.

Popyt – podnajmy i przedłużenia kontraktów

W 2020 roku zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe w Polsce w sięgnęło łącznie 1,2 mln mkw., co oznacza spadek o 25% w stosunku do 2019 r.

Na największych rynkach poza Warszawą popyt spadł o 16% rok do roku i wyniósł ponad 580 000 mkw., z czego 38% stanowiły renegocjacje umów. Natomiast biorąc pod uwagę okres od kwietnia do grudnia ich udział wynosił blisko 50%. Firmy decydują się na takie rozwiązanie częściej niż przed wybuchem pandemii, ponieważ przedłużenia kontraktów są podpisywane z reguły na krótszy okres niż podczas relokacji do nowego budynku. W sytuacji niepewności panującej na globalnych rynkach firmy ostrożnie podchodzą natomiast do wieloletnich zobowiązań, tłumaczy Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Największa ubiegłoroczna umowa najmu została zawarta w Warszawie: był to rekordowy przednajem PZU w Generation Park Y (46 500 mkw.). Jeśli chodzi o miasta regionalne, warto wspomnieć o przedłużeniu umów przez Nokię w dwóch wrocławskich biurowcach: West Gate i West Link (na łączną powierzchnię ponad 28 500 mkw.) oraz umowie przednajmu podpisanej przez Allegro w Nowym Rynku D1 w Poznaniu na 26 000 mkw.
Jednym z głównych trendów biurowych jest rosnąca oferta biur na podnajem. Na koniec ubiegłego roku wolumen tego typu powierzchni sięgnął ogółem 280 000 mkw., z czego nawet 150 000 mkw. jest dostępnych poza Warszawą. Wśród rynków regionalnych największy wybór przestrzeni na podnajem oferują firmy we Wrocławiu (45 000 mkw.), Krakowie (ok. 35 000 mkw.) i Trójmieście (blisko 30 000 mkw.). Podobnie jak w przypadku coraz większej skali przedłużeń umów, również i ten trend powinien przybierać na sile do momentu uspokojenia się sytuacji epidemicznej, dodaje Karol Patynowski.

Podaż – deweloperzy ostrożniejsi w rozpoczynaniu nowych budów

Łączne zasoby powierzchni biurowej w Polsce wyniosły na koniec ubiegłego roku 11,7 mln mkw., z czego 5,8 mln mkw. stanowiły biura poza Warszawą. W ciągu całego 2020 r. na polskim rynku biurowym oddano do użytku 700 000 mkw., w tym na rynkach regionalnych – ponad 390 000 mkw. w ramach 36 budynków biurowych.

Obecnie w realizacji znajduje się 1,2 mln mkw. powierzchni. Ponad 700 000 mkw. powstaje poza Warszawą i jest to wynik niższy niż w ubiegłych latach, kiedy wartość ta wahała się od 800 000 mkw. do nawet 900 000 mkw. Wynika to głównie z faktu, że deweloperzy kontynuują rozpoczęte wcześniej prace budowlane, ale nie ruszają z wieloma nowymi projektami, co w perspektywie 2-3 lat może doprowadzić do luki podażowej w niektórych miastach. Co ciekawe, obecnie aktywność deweloperska poza Warszawą koncentruje się bardzo mocno, bo aż w 27% w Katowicach, które są dopiero piątym co do wielkości rynkiem biurowym w Polsce, tłumaczy Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL.

Do największych projektów ukończonych w Polsce w 2020 r. należą, m.in. wielofunkcyjny kompleks The Warsaw Hub (89 000 mkw., Ghelamco Poland), warszawska Mennica Legacy Tower (47 900 mkw., Golub GetHouse) oraz dwa budynki Face2Face w Katowicach (45 800 mkw., Echo Investment).

Rynek inwestycyjny – mocne I półrocze

Pomimo pandemii i jej następstw, ubiegłoroczny wynik transakcyjny okazał się znacznie lepszy niż przypuszczano na początku kryzysu.

Łączna wartość transakcji biurowych w całej Polsce osiągnęła wartość niemal 2 mld euro, z czego 66% – ok. 1,3 mld euro przypadło na Warszawę, a prawie 672 mln euro na rynki poza nią. Wśród miast regionalnych liderem był Kraków – 373 mln euro oraz Katowice – 127 mln euro. Warto jednak zauważyć, że za osiągnięty całościowy wynik w dużej mierze odpowiada mocna pierwsza połowa roku, kiedy sfinalizowano wiele transakcji zainicjowanych jeszcze w 2019. Ostrożne strategie inwestorów w drugim półroczu widoczne były szczególnie w miastach regionalnych, gdzie od lipca do grudnia zamknięto trzy transakcje biurowe. Niemniej jednak, w 2021 spodziewamy się wzrostu aktywności inwestorów na tych rynkach, wylicza Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, JLL.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Na koniec grudnia 2020 r. średni poziom pustostanów na największych rynkach biurowych w Polsce wynosił 11,3%.

W Warszawie 9,9% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, natomiast poza nią – 12,7%. Na rynkach regionalnych, największe wzrosty współczynnika odnotowano w Łodzi (o 5.1 p.p.) oraz w Trójmieście (o 4.6 p.p.). Najniższym wskaźnikiem pustostanów może się pochwalić Szczecin (6,9%), podczas gdy najwyższy wskaźnik cechuje Łódź (16,4%).

Aktualnie na rynkach poza Warszawą najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (14-15,5 euro/ mkw. / miesiąc), a najniższe Lublin (10,5-11,5 euro / mkw. / miesiąc. Ze względu na rosnący współczynnik powierzchni niewynajętej i ograniczenia po stronie popytu można zaobserwować presję na stawki.

TikTok umożliwiał wykradanie danych osobowych oraz numerów telefonów

Funkcja „znajdź przyjaciół” w aplikacji TikTok pozwalała na ominięcie zabezpieczeń i umożliwiała atakującemu uzyskanie dostępu do szczegółów profilu użytkownika wraz z jego numerem telefonu – informują analitycy Check Point Research. Według specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa wykryta luka mogła posłużyć budowaniu nielegalnych baz danych służących szkodliwej działalności.

Analiza zabezpieczeń aplikacji TikTok wykazała, że wykorzystując wykryte luki hakerzy mogli uzyskać dostęp do numeru telefonu, pseudonimu, zdjęcia profilowego i awatara, unikalnych identyfikatorów użytkownika, a także określonego ustawienia profilu. Tik Tok posiadając przeszło 2,8 mln użytkowników w Polsce oraz blisko 700 milionów aktywnych użytkowników na całym świecie mógł stać się zatem przyczółkiem dla dalszych działań przestępczych. Warto nadmienić, że użytkownikami usługi często są osoby znane jak Britney Spears, Justin Bieber czy w Polsce Robert Lewandowski. TikToka w swojej kampanii wyborczej wykorzystywał również Andrzej Duda.

W świetle informacji o możliwości przejęcia danych osobowych oraz numeru telefonu niepokoi fakt, że aż 90% użytkowników aplikacji w Polsce to osoby poniżej 19 roku życia.

Swoje ustalenia Check Point Research przekazał firmie ByteDance, twórcy TikToka, która opracowała niezbędne łatki, aby zapewnić użytkownikom bezpieczne dalsze korzystanie z aplikacji. Jak się okazuje nie był to pierwszy przypadek wykrycia luk w popularnej aplikacji. Rok temu, Check Point opublikował artykuł na temat zestawu luk w zabezpieczeniach, które mogły umożliwić osobie będącej zagrożeniem dostęp do danych osobowych zapisanych na kontach użytkowników, manipulowanie danymi kont użytkowników lub podejmowanie działań w imieniu użytkownika bez jego zgody.

– Główną motywacją (przeprowadzenia badań – przyp. red.) tym razem było zgłębienie prywatności TikTok. Byliśmy ciekawi, czy platforma TikTok może zostać wykorzystana do pozyskania prywatnych danych użytkowników. Okazało się, że odpowiedź jest twierdząca i udało nam się ominąć wiele mechanizmów ochronnych, które prowadzą do naruszenia prywatności. – mówi Oded Vananu, szef działu podatności produktów w firmie Check Point.

Ekspert Check Pointa zwraca również uwagę, że osoba atakująca dysponująca poufnymi informacjami przejętymi z aplikacji mogła wykonać szereg złośliwych działań, takich jak phishing typu spear lub inne działania przestępcze. Jednocześnie Vananu zaleca udostępnienie aplikacjom absolutnego minimum, jeśli chodzi o nasze dane osobowe, a także rekomenduje bieżące aktualizowanie systemów operacyjnych oraz aplikacji do najnowszych wersji.

W związku z incydentem swoje oświadczenie wystosował również TikTok:

Bezpieczeństwo i prywatność społeczności TikTok jest naszym najwyższym priorytetem i doceniamy pracę zaufanych partnerów, takich jak Check Point, w identyfikowaniu potencjalnych problemów, pozwalającą na ich rozwiązanie, zanim wpłyną na użytkowników. Wciąż wzmacniamy nasze mechanizmy obronne, zarówno poprzez ciągłe wzmacnianie naszego wewnętrznego potencjału (…), jak również przez współpracę z podmiotami trzecimi.

68 proc. Polaków ma więcej niż jedną skrzynkę mailową i 60 proc. subskrybuje newslettery

Obecnie w Polsce jest 28,2 mln internautów, którzy korzystają z e-maili. Jak wynika z raportu „Jakie e-maile chcą otrzymywać od Ciebie klienci w 2021 roku?” ExpertSender, 31 proc. ankietowanych posiada tylko jedną, prywatną skrzynkę e-mailową. Z e-maili chętnie korzysta e-commerce. Oferty, które badani dostają e-mailowo, prawie połowa badanych czyta kilka razy dziennie. Dla 53 proc. oferty przesyłane e-mailem są spamem. Aż 48 proc. osób nie otwiera wiadomości z folderu SPAM.

E-mail jest najwygodniejszym, najtańszym i najlepiej konwertującym kanałem zarówno do pozyskiwania nowych, jak i utrzymywania istniejących klientów. A jego wydajność w 2021 roku – drugim roku pandemicznych obostrzeń, w którym wiele firm zmuszona będzie ograniczyć marketingowe wydatki – będzie wręcz podwójnie atrakcyjna – mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender.

E-mailowe realiaraport_e-mail_newslettery_ExpertSender raport_e-mail_Skrzynki_mailowe_ExpertSender raport_e-mail_SPAM_ExpertSender

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez ExpertSender, aż ⅔ Polaków korzysta z więcej niż jednego prywatnego adresu e-mail. Ponad 40 proc. osób ankietowanych ma dwa, 31 proc.  jedno, a 26 proc. od trzech do pięciu kont e-mailowych. Co ciekawe prawie 2 proc. osób ma ponad 6 e-maili. Dodatkowo 47 proc. badanych kilka razy dziennie czyta oferty przesyłane na e-maila, 27 proc. robi to raz dziennie. Tylko 4 proc. nie robi tego wcale.

Ponad 60 proc. ankietowanych subskrybuje newslettery, a 70 proc. wie, że na ich e-maile trafiają oferty specjalne, których mogą nie spotkać w żadnym innym miejscu. Warto też zauważyć, że na współczynnik otwarć ogromny wpływ ma temat wiadomości – aż 79 proc. stwierdziło, że on determinuje otwarcie e-wiadomości.

Lubiane wiadomości e-mail

Według raportu, aż 76 proc. ankietowanych chciałoby odbierać tylko oferty, które ich interesują. Ponad 1/3 badanych twierdzi, że odkąd ogłoszono pandemię, korzysta z ofert przesyłanych e-mailem częściej niż przedtem. Co ciekawe, jeśli niechciana wiadomość e-mail trafi do spamu, wtedy otwiera ją aż ponad połowa osób.

Aż 86 proc. wie, że treść e-maila, którego otrzymuje, może być dopasowana do ich preferencji. Co więcej, 61 proc. znacznie chętniej czyta takie wiadomości. Mimo to ankietowanym zdarza się anulować subskrypcję newslettera. Potwierdziło to 64 proc. osób, a 88 proc. osób wie, że ma do tego prawo.

E-mail stał się codzienną intymną relacją marki z klientem, który świadomie angażuje się w przesyłane treści i zna korzyści związane z kierowaną do niego komunikacją. Według badania, aż 77 proc. osób otrzymuje maile od swoich ulubionych marek. Daje to ogromne możliwości – podsumowuje Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender

Z raportem ExpertSender można zapoznać się https://expertsender.pl/Jakie-emaile-chca-otrzymywac-klienci-Raport-2021.pdf – są to wyniki badania zrealizowanego w listopadzie 2020 na grupie 500 osób metodą CAWI. Próba reprezentatywna.

Koszmar centrów handlowych trwa. Są równi i równiejsi

Koszmar centrów handlowych trwa. Nawet jeśli od lutego galerie będą otwarte na linii najemcy- właściciele obiektów czekają nas konflikty. Jak np. rozliczyć opłaty eksploatacyjne za okresy lockdownu?

Z zapowiedzi przedstawicieli różnych ministerstw padają sugestie o otwarciu centrów handlowych w najbliższych tygodniach, może już od lutego. Ale w jakiej kondycji będą galerie a przede wszystkim najemcy? Na pewno czekają nas ostre negocjacje między wynajmującymi powierzchnię a zarządzającymi obiektami, bo płynność finansowa wielu firm już jest zagrożona. Rok 2020 był fatalny dla centrów handlowych. Z uwagi na COVID-19, zamykano je aż trzy razy: od 14 marca do 3 maja, od 7 do 27 listopada i wreszcie od 28 grudnia do chwili obecnej. Niezależnie od tego, czy umowy najmu w tych okresach obowiązywały czy nie, właściciele centrów handlowych i tak musieli obiekty ogrzewać, odśnieżać, chronić, płacić podatki czy składki ubezpieczeniowe. Gdyby nie pandemia, wszystkie te koszty mogliby teraz łatwo „przerzucić” na najemców poprzez tzw. system opłat eksploatacyjnych. W tym roku nie będzie to jednak takie proste, a same rozliczenia będą o wiele bardziej skomplikowane i nerwowe- ocenia mec. Diana Kalita z kancelarii prawnej Causa Finita.

Płacone przez najemców opłaty eksploatacyjne nie stanowią de facto dochodu wynajmującego. Tworzą raczej fundusz administracyjny, którym właściciel zarządza we wspólnym interesie, swoim i najemców. Aby opłaty wystarczyły na pokrycie wszystkich kosztów obiektu, umowy najmu przewidują mechanizm ich późniejszego rozliczania w oparciu o koszty rzeczywiście poniesione przez właściciela. W razie deficytu, najemcy zobowiązują się w umowach do jego wyrównania.

Są równi i równiejsi. Skomplikowane rozliczenia

To jednak dość skomplikowana i delikatna materia. Nie wszyscy bowiem najemcy są w tym wypadku traktowani jednakowo. W teorii, udział danego najemcy w funduszu administracyjnym powinien odpowiadać proporcji, w jakiej powierzchnia jego lokalu pozostaje do całkowitej powierzchni centrum możliwej do wynajęcia. Często jednak największe sklepy są w ogóle zwolnione z konieczności płacenia opłat eksploatacyjnych. Inne mogą wynegocjować znaczne ograniczenia, jeżeli chodzi o ich wysokość czy też konieczność dokonywania dopłat do deficytu za dany rok. Wynajmujący, chcąc przyciągnąć do centrum duże, rozpoznawalne marki, często się na takie ustępstwa godzą. W konsekwencji jednak, główny ciężar utrzymania obiektów handlowych spoczywa na najemcach lokalnych, nie posiadających dużej siły negocjacyjnej.

Aby osiągnąć ten efekt, umowy najmu centrów handlowych przewidują skomplikowane systemy ustalania udziału poszczególnych najemców w funduszu administracyjnym. Rozliczeń dokonuje się dzieląc najemców na grupy, w zależności od stopnia uprzywilejowania. Najpierw rozlicza się grupę najbardziej uprzywilejowaną, a więc tych najemców, którzy płacą niewielki ryczałt, lub są w ogóle zwolnieni z opłat eksploatacyjnych. Zapłacone przez nich opłaty eksploatacyjne za dany rok odejmuje się po prostu od wszystkich kosztów eksploatacyjnych centrum za ten rok, a powierzchnię ich lokali odejmuje się od całkowitej powierzchni centrum możliwej do wynajęcia. Następnie przechodzi się do grup „niższych”. Jak łatwo zauważyć, system ten pozwala obciążyć opłatami eksploatacyjnymi najemców z ostatniej grupy w dużo większym stopniu, niż by to wynikało ze stosunku powierzchni ich lokali do powierzchni centrum przeznaczonej na wynajem. W rezultacie najmniejsi najemcy płacą najwięcej.

Lockdown jeszcze to wszystko zagmatwał. Termin rozliczenia nierealny

Te, już konfliktogenne, procedury dodatkowo komplikuje art. 15ze ust. 1 tzw. Tarczy Antykryzysowej, przewidujący, że w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży powyżej 2000 m², wygasają wzajemne zobowiązania stron umowy najmu powierzchni handlowej. W praktyce oznacza to, że jeżeli któryś najemca korzysta z możliwości czasowego wygaszenia umowy najmu, składając po jednym, dwóch lub nawet trzech locdownach oferty przedłużenia najmu o 6 miesięcy, wówczas właściciel nie może pobierać od niego opłat na fundusz administracyjny za te okresy. Nie może też rozliczać opłat najemcy na ten cel z rzeczywiście poniesionymi w tym okresie kosztami.

Fundusze administracyjne z deficytami. Nerwowe rozliczenia

Tymczasem, z pierwszych informacji wynika, że miesięczne opłaty dokonywane przez najemców w 2020 roku pokryją jedynie ok. 60-70% kosztów administracyjnych centrów handlowych. W funduszach administracyjnych pojawią się więc spore, 30-40% deficyty. Wpływy z opłat eksploatacyjnych od najemców istotnie bowiem spadły. Było to wynikiem nie tylko wygaszania umów najmu, ale także dość powszechnej akcji ich aneksowania po pierwszym lockdownie. Z drugiej strony, duża część kosztów funduszu administracyjnego – podatki, składki ubezpieczeniowe, ochrona czy ogrzewanie – ma charakter stały i centra handlowe nie mają możliwości ich uniknięcia.

W tych warunkach, rozliczenie opłat eksploatacyjnych za 2020 rok będzie najprawdopodobniej operacją nie tylko skomplikowaną, ale i nerwową. Centra mają bowiem możliwość obciążenia deficytem małych najemców w dużo większym stopniu niż najemców kluczowych i nie ulega wątpliwości, że będą chciały z tej możliwości skorzystać. Oznacza to, najemcy „standardowi” mogą spodziewać się wezwań do dokonania dodatkowych opłat, w wysokości ok. 50% tego, co już wynajmującemu w trakcie 2020 roku zapłacili tytułem opłat eksploatacyjnych. Dla sklepu o powierzchni 200 m.kw. kwota ta może przekroczyć nawet 10.000 EURO. Dodatkowe komplikacje wynikać będą z ustawowego wygaszenia części umów najmu. Rozliczając poszczególnych najemców, wynajmujący zmuszeni będą wyłączyć te okresy 2020 roku, w których umowy najmu nie obowiązywały. Stwierdzenie to, wyglądające dość oczywiście w edytorze tekstu, w arkuszu kalkulacyjnym jest jednak o wiele bardziej skomplikowane. Podczas rozliczeń trzeba będzie bowiem wyodrębnić dodatkową grupę tych najemców, którzy skorzystali ze zwolnienia i pominąć koszty administracyjne, które wynajmujący ponosił w okresie, kiedy ich umowy były czasowo wygaszone.

 

Ponieważ wyrównanie deficytu może zaważyć na płynności finansowej wynajmujących, a z drugiej pogorszyć trudną sytuację najemców, proces rozliczenia opłat eksploatacyjnych i ewentualnych negocjacji kwot należy przeprowadzić umiejętnie. Jak będący na granicy wytrzymałości finansowej najemcy zareagują na wezwanie właścicieli centrów handlowych do dodatkowych opłat za prąd, ochronę i śmieci za 2020 rok? Tego można się tylko domyślać. Z pewnością część najemców będzie dążyć do podważenia zasadności i wysokości dopłat. Umowy najmu przewidują z reguły możliwość dokonania przez najemców audytu kosztów ponoszonych przez wynajmującego z funduszu administracyjnego. Inni zwrócą się do wynajmujących o anulowanie dopłat wskazując na już fatalną sytuację finansową. Jeszcze inni wytoczą coraz bardziej ostatnio popularne powództwa o obniżenie czynszu i opłat eksploatacyjnych w oparciu o tzw. klauzulę rebus sic stantibus, albo poszukają ochrony przed wierzycielami w przepisach prawa restrukturyzacyjnego. Tylko nieliczni zapłacą.

Branża fitness zaczyna rok w słabej formie

Rok 2021 centra i kluby fitness oraz siłownie rozpoczynają z zadłużeniem sięgającym ponad 7,7 mln zł. W niewiele lepszej kondycji finansowej są trenerzy i instruktorzy. Prowadzący zajęcia sportowe do oddania mają obecnie 6,4 mln zł. W 2020 r. łączne należności branży wzrosły niemal o jedną czwartą, podaje Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej.

Wraz z przedłużającym się lockdownem narastają problemy finansowe branży fitness. Zadłużenie obiektów służących poprawie kondycji fizycznej oraz prowadzących kursy, zajęcia sportowe czy rekreacyjne na początku stycznia br. sięgało już ponad 14,1 mln zł. W całym 2020 r. zobowiązania tego sektora zdążyły urosnąć o ponad 2,7 mln zł. Zdecydowaną większość, bo 77 proc. zadłużonych firm pomagających utrzymać formę fizyczną, stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze.

Finansowy wycisk

Szczególnie dotkliwy dla branży musiał być lockdown na ich usługi na przełomie roku. Styczeń był zazwyczaj miesiącem największego obłożenia klubów i przypływu klientów zmobilizowanych postanowieniami noworocznymi. W lutym następował zwykle spadek zadłużenia. Tym razem trudno się tego spodziewać. Co ważne, z naszych danych wynika, że na zamknięciu sektora w ogromnym stopniu tracą pojedynczy trenerzy i instruktorzy fitness, którzy bardzo często mają nieregularny system pracy, są samozatrudnieni  lub pracują w oparciu o umowy o dzieło – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Średnie zobowiązanie siłowni wynosi obecnie ponad 30 tys. zł. W czasie pandemii wzrosło ono o ponad 6 tys. zł. Najwyższą kwotę do spłacenia mają firmy z Mazowsza (2,8 mln zł) i Śląska (2,3 mln zł). Ponad jednomilionowe zaległości mają także obiekty i trenerzy z województwa kujawsko-pomorskiego, dolnośląskiego, zachodniopomorskiego i wielkopolskiego. Na Pomorzu Zachodnim Krajowy Rejestr Długów odnotował najwyższe średnie zadłużenie, sięgające 46,3 tys. zł. Niewiele mniej ma także do oddania przeciętny dłużnik ze Śląska (45,7 tys. zł).

Największe należności branża fitness musi zwrócić bankom (4,6 mln zł), drugie miejsce w kolejce po pieniądze od sektora zajmują firmy zarządzające wierzytelnościami (3 mln zł), a trzecie instytucje z obszaru nieruchomości (1,5 mln zł). Rekordzistą wśród zadłużonych w sektorze fitness jest warszawska spółka z o.o., która do spłacenia ma prawie 1 mln zł (971,2 tys. zł).

Tęsknimy za sportem

Według sondażu „Na co czekamy po pandemii” przeprowadzanego przez IMAS International na zlecenie KRD, już w czasie pierwszego lockdownu otwarcie siłowni i klubów fitness było ważne dla co piątej osoby. Teraz, po wielu miesiącach obecności koronawirusa i zamknięcia centrów sportowych, liczba osób, które tęsknią za możliwością trenowania w takich obiektach, jest prawdopodobnie jeszcze wyższa, zaznacza prezes KRD.

Chociaż branża straciła początek sezonu, to można mieć nadzieję, że podobny efekt jak w styczniu będzie widoczny po uruchomieniu klubów. Stęsknieni za sportem użytkownicy mogą pomóc stanąć sektorowi na nogi. Stąd też duża determinacja branży do ponownego otwarcia obiektów – dodaje Adam Łącki.

Centra fitness i siłownie pozostają zamknięte od połowy października 2020 r., z wyjątkiem nielicznych obiektów, których działalność jest dozwolona w ramach rozporządzenia. Pojawić się na nich mogą jedynie osoby trenujące w ramach współzawodnictwa sportowego, zajęć lub wydarzeń sportowych oraz zajęć na uczelni lub w szkole.

To jednak mała grupa. Wiele obiektów stoi pustych, a przez to swojego zawodu nie mogą wykonywać trenerzy i instruktorzy, który często pracują na własny rachunek, właśnie w takich miejscach. Według Polskiej Federacji Fitness blisko 90 proc. z nich wykonuje zawód w oparciu o inną umowę niż umowa o pracę. Najczęściej swój zawód wykonują na podstawie umowy zlecenia, pracując średnio w 35 obiektach. Zamknięcie większości z nich pozostawia trenerów i instruktorów bez środków do życia – zauważa Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

W sukurs przychodzą rządowe pieniądze, jednak zdaniem przedstawicieli branży, tylko 15 proc. firm z tego sektora kwalifikuje się do pomocy z Tarczy PFR 2.0, a ewentualne pieniądze z Tarczy 6.0, których jeszcze fizycznie nie wypłacono, pokryją ok. 5-10 proc. strat podmiotów, które taką pomoc uzyskają.Branża fitness zaczyna rok w słabej formie

Huśtawka nastrojów

Huśtawka nastrojów nie opuszcza rynków w ostatnich dniach. Po nerwowym poniedziałku i odbiciu we wtorek, dziś aktywa ryzykowne ponownie mają trudności z utrzymaniem wartości. W opiniach inwestorów ścierają się nadzieje na fiskalne wsparcie ożywienia z wątpliwościami wokół skuteczności szczepionek przeciw nowym odmianom wirusa. Dziś wieczorem przekaz z Fed być może pomoże wytłumić obawy.

Można zażartować, że w zależności jaki mamy dzień tygodnia rynki obracają się między chęcią podbierania dołków w oczekiwaniu na silne odbicie gospodarcze w drugiej połowie roku a wątpliwościami o zawyżone wyceny aktywów w obliczu trudności w walce z pandemią. Wydaje się, że głębokie analizy gospodarcze i wirusologiczne nie mają aktualnie posłuchu i decyduje to, co akurat generuje większy szum medialny. Raz tematem dnia jest niska skuteczność szczepionki Moderny na szczep COVID-19 wykryty w RPA. Innym razem uwaga skupia się na determinacji Demokratów w Kongresie USA, by forsować wydatki fiskalne nie bacząc na akceptację Republikanów. W ogólnym ujęciu ani optymiści, ani pesymiści nie zyskują trwałej przewagi, co zamyka rynki w trendzie bocznym, ale hamując apetyt na powiększanie pozycji. Sądzę, że finalnie jest bardziej prawdopodobne, że wszelkie ryzyka dla ożywienia wynikające z rozwoju pandemii i zaostrzana restrykcji spotkają się z silną odpowiedzią władz fiskalnych i monetarnych, stąd średnioterminowo asymetria ryzyk przemawia za wzrostem ryzykownych aktywów. Jednak w międzyczasie szum informacyjny i wątpliwości inwestorów mogą przynieść dwustronne wahania i okresy redukcji ryzykownych pozycji.

Dziś interesującym będzie, czy Fed rozwieje część z wątpliwości uczestników rynków w obliczu narosłych ostatnio spekulacji o wcześniejszym ograniczaniu skupu aktywów (obecnie 120 mld USD/miesięcznie). Ostatnie tygodnie przebiegły pod znakiem licznych komentarzy przedstawicieli FOMC wskazujących na różnice zdań co do przyszłości programu skupu aktywów. Niektórzy z bardziej jastrzębich członków dopuszczali możliwość rozpoczęcia procesu ograniczania skupu aktywów w drugiej połowie roku, pod warunkiem że gospodarka będzie rozwijać się lepiej niż zakładają obecne prognozy. Biorąc jednak pod uwagę nasilanie się pandemii w USA, gospodarka jest daleka od wypełniania celów zatrudnienia i inflacji, które w opinii Fed byłyby uznawane za uzasadniające odchodzenie od ultra-łagodnego nastawienia. Stąd celem Fed powinno być podkreślenie, że nie ma obecnie warunków do nawet rozpoczęcia dyskusji o redukcji tempa skupu obligacji. Sądzimy, że jest to bardzo prawdopodobny scenariusz dla posiedzenia w tym tygodniu, co sugerują ostatnie komentarze przywództwa Fed (Powell, Clarida, Brainard). Ich przekaz był spójny i wyraźnie wskazywał, że dyskusja o ograniczaniu tempa skupu nie rozpocznie się jeszcze przez wiele miesięcy.

Naszym zdaniem na konferencji prasowej prezes Powell powtórzy, że obecnie nie jest jeszcze czas na rozważanie odejścia od ultra-łagodnego nastawienia. Jednocześnie pogorszenie odnotowane w danych z rynku pracy i dotyczących wydatków konsumentów może wpłynąć na bardziej pesymistyczny wydźwięk FOMC. Powell będzie chwalił zapowiedzi nowych projektów wydatków fiskalnych, ale oddali sugestie, że zmniejsza to potrzebę ekspansji monetarnej. Jeśli już, to powinno zostać powtórzone, że Fed jest gotowy zwiększyć luzowanie, jeśli uzna to za konieczne (choć nie zakładamy, aby to miało szybko nastąpić). Im mocniej Powell będzie akcentował, że ograniczanie tempa skupu aktywów jest poza dyskusją, tym większa będzie presja, by odwrócić ostatni wzrost rentowności obligacji skarbowych i większa będzie presja, by sprzedawać USD. Jeśli prezes Fed bezpośrednio odniesie się do ruchów na rynku długu i wyrazi niezadowolenie z zacieśniania warunków finansowych, reakcja będzie mocniejsza.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

E-commerce – 3 etapy budowy własnego sklepu internetowego

Sprzedaż w internecie staje się coraz popularniejsza. Wpływ na to ma nie tylko obecna sytuacja w kraju i na świecie, ale również docenienie przez klientów wygody zakupów z wykorzystaniem sieci. Założenie własnego sklepu internetowego nie jest trudne, choć oczywiście wymaga włożenia w to nieco pracy. Szybko jednak można się przekonać, jak wygodne jest to rozwiązanie – niemal wszystkie komponenty znajdziemy bez problemu w Internecie, najtrudniej będzie zdecydować się na ten właściwy, który przypadnie nam do gustu a zarazem będzie bardzo użyteczny. Jak założyć własny sklep internetowy?

  1. Stworzenie strony sklepu
  2. Jak wybrać najlepszy hosting?
  3. Platformy dla sklepów internetowych

Stworzenie strony sklepu

Własną stronę stworzyć można, wykorzystując kreator stron www. Jeszcze kilkanaście lat temu było to narzędzie, którego obsługa w większości przypadków wymagała jedynie znajomości języka HTML. Obecnie kreatory stron są znacznie bardziej rozbudowane, co nie znaczy, że trudniejsze. Wręcz przeciwnie, umożliwiają one nie tylko zrobienie własnej witryny, najczęściej wykorzystując prostą i intuicyjna platformę WordPress, ale również zapewniają domenę, hosting oraz pomoc w przypadku problemów. Odpowiednią metodę zbudowania strony www należy dobrać w zależności od oczekiwań – inaczej projektuje się małą witrynę z kilkoma podstronami dla niewielkiej firmy, a inaczej wielofunkcyjny sklep internetowy.

Jak wybrać najlepszy hosting?

Jeśli już mamy własną stronę www, należy znaleźć dla niej miejsce w sieci. Podmiotów oferujących hosting są tysiące, trudno więc dokonać wyboru. Kwestią decydującą będzie na pewno cena, należy jednak zwrócić uwagę, co w ramach miesięcznej lub rocznej opłaty otrzymamy od hostingodawcy. Bardzo ważną kwestią jest szybkość i niezawodność, jednak równie istotną, a często niedocenianą kwestią jest bezpieczeństwo. Warto zwrócić uwagę również na integrację z CMS, czyli systemem wprowadzania danych oraz zmian na stronie www. Wybierając najlepszy hosting zapewniamy prawidłowe działanie witryny lub sklepu internetowego, co ma niebagatelne znaczenie dla odwiedzających nasz serwis.

Platformy dla sklepów internetowych

Jeśli nie jesteśmy zainteresowani własnoręcznym tworzeniem witryny e-commerce – nic straconego! W sieci dostępne są gotowe szablony i oferujące je platformy sklepów internetowych, które w większości bez problemu dostosujemy do własnych potrzeb. Można wybrać na początek któryś z darmowych serwisów, jednak w przypadku planowanego rozwoju sklepu warto zainwestować w platformę oferującą niezbędne dla handlu w internecie opcje. Odpowiednio dostosowując stronę do potrzeb klienta i wychodząc mu naprzeciw z atrakcyjną ofertą, można stać się godnym przeciwnikiem nawet dla takich platform jak Allegro czy Amazon.

Startup Booksy zebrał rekordową rundę w wysokości 70 mln dolarów

70 milionów dolarów w rundzie C – inwestycja w Booksy to największa zebrana runda na tym etapie rozwoju spółki wśród wszystkich polskich startupów. Pieniądze od amerykańskich inwestorów pozwolą na dynamiczne zwiększenie udziału na kluczowych dla Booksy rynkach – w USA, Wielkiej Brytanii i Europie.

Booksy – najpopularniejsza na świecie aplikacja mobilna do rezerwacji wizyt online w salonach urody i kolejny polski kandydat do tytułu jednorożca ogłasza zamknięcie kolejnej rundy finansowania w kwocie 70 mln dolarów. Łącznie Booksy pozyskało już blisko 120 milionów dolarów. To rekord wśród polskich startupów, na tym etapie rozwoju i największy w historii spółki zastrzyk pieniędzy od międzynarodowych inwestorów. Rundę wsparły Cat Rock Capital i Sprints Capital, które dotąd zainwestowały m.in. w Revolut, Vinted, Takeaway i Pyszne.pl. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na dalszą globalną ekspansję i wzmocnienie pozycji lidera za granicą – w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz na pozostałych rynkach europejskich. Lider nie wyklucza też przejęć.

„Ta rekordowa inwestycja jest efektem dynamicznych wzrostów z ostatnich lat oraz grudniowej fuzji z Versum. Potencjał naszego dalszego rozwoju określa m.in. wciąż niski stopień digitalizacji salonów urody oraz ogromna popularność samej aplikacji. Tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie rynek hair&beauty wart jest blisko 100 mld dolarów, wciąż mniej niż 5% usług rezerwowanych jest online. Jednocześnie już teraz Booksy jest jedną z najczęściej pobieranych aplikacji w kategorii lifestyle i posiada więcej aktywnych użytkowników niż jakakolwiek inna aplikacja dla branży hair&beauty.” – komentuje Stefan Batory, założyciel Booksy.

Booksy nie zwalnia tempa pomimo pandemii, która spowodowała zamknięcie dużej części branży salonów urody. W ciągu ostatnich 3 lat przychody spółki wzrosły o 1500%, a po fuzji z Versum, w grudniu 2020 roku, firma została liderem na globalnym rynku usług hair&beauty. Obecnie z aplikacji aktywnie korzysta 13 milionów użytkowników na całym świecie. Tylko w tym roku obsłuży ona blisko 100 mln wizyt o wartości ponad 10 miliardów złotych.

Poza Polską, gdzie Booksy jest niekwestionowanym liderem, firma obecna jest w sześciu regionach, m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Brazylii, RPA, Hiszpanii. Wkrótce także w Meksyku. W 2020 roku Booksy rozszerzyło działalność o kolejne kategorie, nawiązując partnerstwa w sektorze finansów m.in. z: Bank BNP Paribas, Alior Bank, Bank Credit Agricole, w branży e-commerce (x-kom) i telekomunikacyjnej (Play). Dzięki temu klienci partnerów biznesowych mogą wygodnie umawiać wizyty online i realizować je bez kolejki w wybranych punktach.

Pozycję spółki dodatkowo umacniają liczne partnerstwa technologiczne z gigantami rynku online, jak Google, Facebook czy Instagram, umożliwiającymi zapisy online za pośrednictwem Booksy, a także znanymi producentami kosmetyków, jak Salon Expert L’Oreal Professionnel z siecią ponad 900 salonów w Polsce. Z Booksy korzystają także znani styliści, m.in. prywatny fryzjer Baracka Obamy, stylistka Beyoncé.

120 mln dolarów na digitalizację globalnego rynku hair&beauty

Dotychczasowe sukcesy Booksy przekonały do niej międzynarodowych inwestorów, którzy na rozwój firmy przekazali rekordową kwotę 120 mln dolarów. Poza liderami obecnej rundy C, spółkę wsparły dotąd: Piton Capital, Manta Ray – fundusz Sebastiana Kulczyka, Enern, Industry Ventures i XG Ventures. Wśród prywatnych inwestorów znaleźli się Zach Coelius (CEO Triggit), Kai Hansen (Członek Zarządu Booksy), Chris Guzowski i Hannes Graah (VP of Growth w Revolut; wcześniej Global Head of New Markets w Spotify), Piotr Jakubowski i Rohan Monga (b. CMO i COO Go-Jek), Przemysław Gacek i Maciej Noga (Pracuj.pl).

„Jesteśmy niezwykle podekscytowani inwestycją w Booksy, które tworzy wiodącą, globalną platformę umożliwiającą cyfryzację branży hair&beauty i wellness na całym świecie. Przez ostatnie cztery lata uważnie śledziliśmy rozwój spółki i jesteśmy pod ogromnym wrażeniem postępów, jakich dokonał Stefan Batory i zespół Booksy, pozycjonując firmę, jako lidera na tym rynku.” – komentuje Alex Captain, założyciel i partner zarządzający w Cat Rock Capital

“13 milionów klientów i tysiące profesjonalistów, korzystających na co dzień z Booksy, potwierdza, że jest ono niekwestionowanym liderem na bardzo konkurencyjnym rynku. Cieszę, że będę mógł współuczestniczyć w kolejnych etapach dalszego, dynamicznego rozwoju firmy.” – podkreśla Pierre Siri, partner operacyjny w Sprints Capital

Amazon uruchamia Amazon.pl

Amazon ogłasza rozpoczęcie prac nad uruchomieniem w Polsce Amazon.pl. Serwis zapewni polskim klientom nowy wymiar zakupów, a lokalnym biznesom umożliwi dotarcie do większej liczby odbiorców zarówno w Polsce, jak i na świecie. Od dziś przedsiębiorcy, planujący sprzedaż za pośrednictwem Amazon w Polsce oraz globalnie, mogą rejestrować swoje konta po polsku na https://sell.amazon.pl w ramach przygotowań do premiery serwisu.

Ponad 50% towarów sprzedawanych na Amazon pochodzi od zewnętrznych partnerów. Zbliżająca się premiera Amazon.pl zapewni więc polskim przedsiębiorcom możliwość dotarcia do ponad 300 milionów klientów Amazon na całym świecie, w ponad 200 krajach i terytoriach. Obecnie za pośrednictwem Amazon sprzedaje globalnie 1,7 miliona małych i średnich firm, z czego ponad 200 000 przedsiębiorców przekroczyło 100 000 dolarów wartości sprzedaży w 2019 roku. Amazon inwestuje rocznie miliardy dolarów w infrastrukturę, narzędzia i usługi, które umożliwiają małym i średnim firmom skuteczną sprzedaż swoich produktów online. Więcej informacji na temat Amazon Marketplace: https://sell.amazon.pl

„Amazon od wielu lat wspiera polskich klientów oraz pomaga sprzedawać produkty polskich przedsiębiorców w naszych europejskich sklepach. Kolejnym etapem jest wprowadzenie pełnej oferty detalicznej dla konsumentów w Polsce i właśnie nadszedł czas na ten krok – powiedział Alex Ootes, wiceprezes ds. rozwoju w UE, Amazon. – Cieszymy się, że możemy wzmocnić pozycję polskich firm za pośrednictwem Amazon, inwestując w narzędzia i usługi, które pomogą im się rozwijać. Jesteśmy przekonani, że skupiając się na tym, co naszym zdaniem klienci cenią najbardziej – niskich cenach, szerokim wyborze towarów i ich szybkiej dostawie – z czasem zdobędziemy zaufanie klientów w Polsce”.

Amazon działa w Polsce od 2014 roku. Amerykańska Izba Handlowa ogłosiła w 2020 r., że Amazon jest największym amerykańskim pracodawcą w kraju i trzecim co do wielkości amerykańskim inwestorem. Amazon stworzył ponad 18 000 stałych miejsc pracy w dziewięciu nowoczesnych centrach logistycznych: w Sadach (pod Poznaniem), Sosnowcu, Kołbaskowie (koło Szczecina), dwóch obiektach w Bielanach Wrocławskich, Pawlikowicach (koło Łodzi), Łodzi, Okmianach (koło Bolesławca) i Gliwicach oraz w biurze Amazon Web Services i w Centrum Rozwoju Technologii Amazon w Gdańsku, które dostarczają innowacyjne rozwiązania wspierające produkty i usługi Amazon na całym świecie, w tym rozwiązania głosowe Alexa. W 2021 r. uruchomione zostanie 10. centrum w Świebodzinie, gdzie powstanie ponad 1 000 nowych etatów. Od początku pandemii, wszystkie oddziały Amazon przyjęły jako nadrzędny priorytet zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom, inwestując ponad 10 miliardów dolarów w realizację tego celu. Wdrożono rozwiązania umożliwiające zachowanie bezpiecznego dystansu 2 metrów, pomiar temperatury, dystrybucję maseczek, rękawic oraz ulepszone procesy czyszczenia i dezynfekcji. Tylko w Polsce Amazon dostarczył swoim pracownikom ponad 8 milionów par rękawiczek, ponad 2 miliony masek ochronnych, ponad 24 miliony sztuk chusteczek dezynfekujących i ponad 33 miliony butelek środków do dezynfekcji rąk, a także dokonał ponad 150 istotnych zmian w procesach w celu poprawy bezpieczeństwa.

Partnerzy sprzedaży, którzy chcą oferować swoje produkty na Amazon.pl, mogą teraz zarejestrować swoje konta sprzedażowe w języku polskim na https://sell.amazon.pl

Niemal co godzinę oszuści próbują wyłudzić 25 tys. zł na cudze nazwisko

Rejestracja na szczepienie lub wizytę u lekarza, realizacja recepty, zameldowanie w hotelu czy wypożyczenie sprzętu sportowego – na co dzień znajdujemy się w wielu sytuacjach, kiedy musimy udostępnić swój numer PESEL osobie trzeciej. Robimy to coraz niechętniej z obawy, że gdy ten dostanie się w niepowołane ręce, możemy mieć kłopoty finansowe. Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego radzi, jak przestrzec się przed niechcianym kredytem i co zrobić, gdy ktoś przejmie nasze dane osobowe.

Wyłudzenia kredytów i pożyczek na cudze nazwiska to problem, który w ostatnim roku mocno przybrał na sile. W związku z pandemią i zwiększeniem naszej codziennej aktywności w sieci, przestępcy także przenieśli się do świata cyfrowego. Według raportu infoDOK Związku Banków Polskich tylko w III kwartale 2020 r. odnotowano aż 1888 prób wyłudzeń na łączną kwotę ponad 61 mln złotych. Oznacza to, że niemal co godzinę dochodzi do próby zaciągnięcia zobowiązania finansowego na skradzione dane. Średnia kwota pojedynczej próby oszustwa kredytowego wynosi ponad 25 tys. złotych.

Sam PESEL to za mało, ale pozyskanie pozostałych danych to nic trudnego

28 stycznia to Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych. Warto z tej okazji zwrócić uwagę na bezpieczeństwo naszych danych, a szczególnie numeru PESEL, który coraz częściej musimy udostępniać nieznanym osobom. Na szczęście, nie każde jego przechwycenie kończy się niechcianym kredytem.

„Choć numer PESEL stanowi informację wrażliwą i bezwzględnie powinniśmy uważać, by ten nie dostał się w niepowołane ręce to pamiętajmy, że z reguły sam PESEL nie wystarczy osobie trzeciej do zaciągnięcia kredytu lub pożyczki na nasze nazwisko” – mówi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Jak dodaje ekspertka: „Zarówno banki jak i firmy pożyczkowe, także te udzielające pożyczek wyłącznie przez internet, stosują procedury zapobiegające wyłudzeniom kredytów na cudze dane osobowe. Klienci są poddawani często kilkustopniowej weryfikacji, tak aby maksymalnie ograniczyć ryzyko udzielenia kredytu osobie podszywającej się pod kogoś innego”.

Fakt, że zakres danych osobowych wymaganych przez banki i firmy pożyczkowe do zaciągnięcia zobowiązania jest zasadniczo szerszy niż identyfikujący nas jedenastocyfrowy symbol, nie oznacza jednak, że możemy go swobodnie udostępniać osobom trzecim. Róbmy to tylko w sytuacjach uzasadnionych. Jeśli jesteśmy proszeni o podanie numeru PESEL w instytucji finansowej, towarzystwie ubezpieczeniowym, w przychodni czy aptece w celu zrealizowania e-recepty, nie powinniśmy mieć większych powodów do obaw. Jeśli jednak dostajemy SMS-em bądź e-mailem prośbę o podanie swoich danych lub ktoś do nas dzwoni z taką prośbą, zweryfikujmy dokładnie nadawcę wiadomości i zachowujmy dużą ostrożność przed przekazaniem jakiejkolwiek informacji na swój temat.

Nie zapominajmy również, że już niemal od dwóch lat obowiązuje zakaz kopiowania dokumentów, na których znajdują się nasze dane osobowe. Chodzi nie tylko o dowód osobisty, ale także paszport, prawo jazdy czy legitymację studencką. Jeśli jakaś firma, poza bankiem lub zakładem ubezpieczeń, wymaga od nas przekazania dokumentu tożsamości to może poprosić nas tylko o wgląd. Kopiowanie go jest prawnie zabronione.

Lepiej zapobiegać niż… spłacać cudzy dług

Prewencyjnym rozwiązaniem, które zwiększy naszą ochronę przed działaniem oszustów jest skorzystanie z zastrzeżeń kredytowych. Na rynku dostępnych jest kilka systemów, np. Alerty BIK, ChronPESEL.pl oraz BezpiecznyPESEL.pl, a niektóre z nich są w pełni darmowe” – mówi Agnieszka Wachnicka, prezes FRRF. Sposób ochrony użytkownika jest inny dla każdego z systemów. W zależności od tego, na który się zdecydujemy albo możemy liczyć na powiadomienie sms lub e-mail za każdym razem, gdy jakaś instytucja finansowa będzie sprawdzała naszą zdolność kredytową, albo odgórnie blokujemy nasz numer PESEL w danej bazie, dzięki czemu firma współpracująca z danym systemem po wpisaniu naszego PESEL-u w bazie automatycznie otrzyma powiadomienie, że prawdopodobnie jest to próba oszustwa.

Twoje dane wyciekły? Pierwsze kroki skieruj do banku!

W sytuacji, gdy zgubiliśmy nasz dowód osobisty lub obawiamy się, że ktoś wykradł nasze dane bądź w inny nieuprawniony sposób uzyskał do nich dostęp, pierwsze kroki powinniśmy skierować do banku. Dopiero w drugiej kolejności powinniśmy ten fakt zgłosić policji. Chodzi o jak najszybsze zastrzeżenie dokumentów i wyprzedzenie oszusta, a liczy się każda minuta. Co ważne, dokumenty należy zastrzec także wtedy, gdy aktualnie nie korzystamy bądź nigdy nie korzystaliśmy z usług bankowych.

Zastrzec dokumenty możemy osobiście w wybranym oddziale bankowym lub telefonicznie. Pamiętajmy, że niekoniecznie musimy być klientem banku, w którym zastrzegamy dokument oraz że nie musimy zgłaszać się do każdego z banków oddzielnie. Wystarczy, że utratę dokumentu zgłosimy w jednej instytucji, a ta odnotuje taką informację w centralnym systemie, z którego korzystają nie tylko banki, ale również firmy pożyczkowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, firmy telekomunikacyjne i inne podmioty. Warto również wspomnieć, że podobna zasada dotyczy także kart płatniczych i kart kredytowych. Jeśli skradziono nam kartę bądź ją gdzieś zawieruszyliśmy i nie mamy pewności, czy nie dysponuje nią osoba trzecia za każdym razem jak najszybciej powiadommy o tym fakcie nasz bank.

Wymień dokumenty i zmień hasła

Oprócz zastrzeżenia dokumentu w banku i zgłoszenia incydentu policji w następnej kolejności zgłośmy się do urzędu gminy lub placówki konsularnej w celu wyrobienia nowych dokumentów. W tym samym czasie zmieńmy hasła do bankowości elektronicznej oraz w innych serwisach, które mają dostęp do naszego rachunku płatniczego lub karty kredytowej. Dla bezpieczeństwa zmieńmy hasła także w mediach społecznościowych, aby oszust nie mógł przejąć naszego konta.

Nawet jeśli dość szybko udało nam się zastrzec dokument warto monitorować „naszą” aktywność kredytową. Możemy to w łatwy sposób sprawdzić w Biurze Informacji Kredytowej. Z otrzymanego raportu dowiemy się, kiedy i jakie instytucje odpytywały bazę o naszą historię kredytową, co będzie dla nas wskazówką, czy i gdzie oszust próbował zaciągnąć zobowiązanie na nasze nazwisko. W przypadku, gdy przestępcy udało się zawrzeć umowę bez naszej wiedzy, nie bądźmy bezczynni. Nie czekajmy na wezwanie do zapłaty, a sami jak najszybciej powiadommy kredytodawcę o całej sytuacji. Wraz ze zgłoszeniem reklamacji, proces windykacyjny zostanie wstrzymany aż do momentu wyjaśnienia całej sprawy.