Formalności związane z delegowaniem pracowników w ramach świadczenia usług

Wywodząca się z Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej ( Dz.U.2004.90.864/2 – Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, dalej: „Traktat”), Zswoboda świadczenia usług na terenie UE jest jedną z podstawowych zasad funkcjonowania UE.

Zgodnie z art. 56 Traktatu, ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Unii są zakazane w odniesieniu do obywateli Państw Członkowskich mających swe przedsiębiorstwo w Państwie Członkowskim innym niż Państwo odbiorcy świadczenia. Traktatowa zasada oznacza z kolei zarówno swobodę świadczenia usług, jak również swobodę korzystania z nich.

Coraz więcej firm, zarówno i te z państw trzecich, decydują się obecnie na delegowanie swoich pracowników do pracy do innego kraju Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Unii Europejskiej celem świadczenia usług za granicą. Polskie firmy w większej skali preferują delegowanie pracowników do Niemiec. Działalność usługowa, będąca jedną ze znaczących obszarów aktywności firm, dotyczy w przeważającym stopniu prac w budownictwie, transporcie, produkcji oraz opiece.

Zgodnie z Dyrektywą 96/71/WE,  za pracownika delegowanego uważa się pracownik, który przez ograniczony czas wykonuje swoją pracę na terytorium innego niż to, w którym zwyczajowo pracuje, państwa członkowskiego.

PODSTAWOWE REGULACJE PRAWNE ZWIĄZANE Z DELEGOWANIEM

Podstawowym aktem prawnym, zawierającym regulację, związane z delegowaniem, jest dyrektywa 96/71/WE o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług. W/W dyrektywa opisuje warunki zatrudnienia, obowiązujące w przyjmującym państwie członkowskim, które należy zapewnić pracownikom delegowanym. Z uwagi na dynamicznie zmieniającą się sytuację rynkową oraz większą konkurencyjność firm, a także celem zapewnienia pracownikom delegowanym lepszej ochrony socjalnej, zaszła konieczność nowelizacji przepisów.

W efekcie, pod koniec lipca 2020r. w życie weszły zmiany, dot. zasad delegowania pracowników do krajów UE wprowadzone przepisami dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/957 z 28 czerwca 2018 r. zmieniającej dyrektywę 96/71/WE dotyczącą delegowania pracowników w ramach świadczenia usług (dalej: dyrektywa 2018/957/UE).

NOWE ZASADY WYNAGRADZANIA

Jedną z podstawowych zmian, wprowadzonych nowelizacją jest zrównanie sytuacji pracowników delegowanych z pracownikami lokalnymi poprzez zapewnienie pracownikowi delegowanemu wszystkich obowiązkowych i dodatkowych składników wynagrodzenia przewidzianych dla pracownika lokalnego, wykonującego pracę tego samego rodzaju w tym samym zawodzie, stanowisku.  Ustalenie należnego pracownikowi delegowanemu wynagrodzenia komplikuje się przede wszystkim tym, że należy sięgać do zasad wynikających   z krajowego ustawodawstwa państwa, do którego pracownicy są delegowani.

W Niemczech, minimalne warunki zatrudnienia określa: Ustawa o płacy minimalnej (MILOG), Ustawa  o czasie Pracy (Arbeitszeitgesetz), Ustawa o minimalnym urlopie (Mindesturlaubsgesetz Für Arbeitnehmer ), a także inne ustawy regulujące  minimalne warunki pracy. W roku 2021r. wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę wynosi 9,50 euro brutto/godzina. W zależności jednak od branży, stawka może się różnić. Tak na przykład, w branży budowlanej w landach zachodnich przewidziane są dwie stawki minimalne: dla pracowników niewykwalifikowanych (obecnie 12,55 euro) oraz dla pracowników wykwalifikowanych (obecnie 15,40 euro, a w Berlinie 15,25 euro).

Do najistotniejszym zmian, wprowadzonych nowelizacją, należy także zaliczyć:

  1. obowiązek zagwarantowania pracownikowi delegowanemu warunków zakwaterowania, wyżywienia lub zwrot wydatków na pokrycie kosztów podróży, wyżywienia i zakwaterowania. Jeśli zgodnie z obowiązującymi przepisami, Pracodawca ma zapewnić pracownikowi lokalnemu zakwaterowanie, w sytuacji, gdy znajduje się daleko od jego normalnego miejsca pracy, to na takich samych zasadach powinno być zagwarantowano pracownikom delegowanym;
  2. konieczność zagwarantowania wszystkich warunków zatrudnienia, obowiązujących w kraju przyjmującym, w przypadku, jeśli czas trwania delegowania przekracza 12 miesięcy lub 18 miesięcy (po złożeniu przez pracodawcę delegującego umotywowanego powiadomienia w kraju przyjmującym). Delegowanie po upływie 12 miesięcy jest nadal możliwe, pod warunkiem zapewnienia pracownikowi delegowanemu wszystkich warunków zatrudnienia, wynikających zarówno z przepisów ustawowych, jak i powszechnie stosowanych umów zbiorowych.

W pomoc przedsiębiorcom, wysyłającym swoich pracowników w ramach delegacji mają zostać utworzone tzw. punkty kontaktowe/strony internetowe, gdzie można zasięgnąć dokładnych informacji na temat delegowania pracowników za granicę. W Niemczech takim punktem kontaktowym jest Zollamt. W Belgii – Federal Public Service Employment, Labour and Social Dialogue. W Polsce stosowne informację można znaleźć na stronie biznes.gov.pl, a także w aktualnościach na stronie Głównego Inspektoratu Pracy.

Delegowanie pracowników za granicę wymaga znajomości wielu rozmaitych zagadnień  i przepisów obowiązującego prawa. Praktyka pokazuje, że zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji pracowniczej jest podstawą do prawidłowego delegowania. W związku z powyższym, zachęcamy do skorzystania z  pomocy specjalisty, który udzieli fachowej pomocy w konkretnej sprawie.

Źródła:

  1. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady nr 96/71/WE z dnia 16 grudnia 1996 r. dotyczącej delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług
  2. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/67/UE z dnia 15 maja 2014 r. w sprawie egzekwowania dyrektywy 96/71/WE dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług, zmieniającej rozporządzenie (UE) nr 1024/2012 w sprawie współpracy administracyjnej za pośrednictwem systemu wymiany informacji na rynku wewnętrznym (rozporządzenie w sprawie „IMI”)
  3. Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/957 z dnia 28 czerwca 2018 r. zmieniającej dyrektywę o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług

TP Vision (Philips TV & Sounds) prezentuje wyniki za 2020 rok

TP Vision, firma odpowiedzialna za design, rozwój, produkcję, sprzedaż i marketing marki Philips TV & Sounds zaprezentowała swoje wyniki biznesowe za rok 2020. W minionym roku TP Vision osiągnął rezultaty powyżej średniej dla sektora we wszystkich obszarach.  Firma po raz czwarty z rzędu odnotowała rekordowe wyniki sprzedaży w Europie. Rosły przychody, udział w rynku i rentowność.

W Polsce znacząco wzrosła wartość sprzedanych urządzeń audio, wyprodukowanych przez TP Vision, w szczególności słuchawek Philips. W 2020 roku na polskim rynku wzrosła też wartość sprzedanych telewizorów marki Philips.

Kostas Vouzas, prezes TP Vision na Europę oraz Martijn Smelt, szef marketingu w TP Vision na kontynencie europejskim, zaprezentowali najnowsze wyniki oraz nowe produkty, które zostaną wprowadzone na rynek w pierwszej połowie 2021 roku podczas konferencji prasowej online, która zgromadziła przeszło 1500 gości z całego świata. Była to kolejna edycja wydarzenia, które po raz pierwszy odbyło się we wrześniu 2020 roku.

Na wyniki TP Vision w Europie składają się między innymi:

  • Kontynuacja wzrostu przychodów i rentowności.
  • Poprawa wyników sprzedaży w 2020 roku w porównaniu z 2019:
    • Wzrost biznesu Philips TV & Sounds – o 9%.
    • Sprzedaż telewizorów OLED wzrosła o 20% – był to efekt między innymi wprowadzenia nowych modeli i rozmiarów ekranu.
    • Segment telewizorów premium OLED przewodził wzrostom – Philips OLED+ potroiły sprzedaż w 2020 roku.
    • Sprzedano o 80% więcej telewizorów z serii Performance – w minionym roku zaprezentowano nowe, unowocześnione modele.
  • W ciągu ostatnich pięciu lat sprzedaż urządzeń Philips TV & Sounds wzrosła o 40%.
  • Philips Sounds podwoiło sprzedaż w 2020 roku. Była to w dużej mierze zasługa nowych słuchawek, skierowanych do miłośników sportu.
  • W 2020 roku produkty TP Vision otrzymały 140 nagród w Europie – 100 wyróżnień dla telewizorów i 40 dla produktów audio.

W Polsce w 2020 roku TP Vision sprzedało urządzenia audio o wartości 33% wyższej niż w 2019 roku. Jest to zasługa między innymi popularności słuchawek Philips. W sektorze słuchawek firma odnotowała wzrost na poziomie 85% r/r. W 2020 roku wzrosła też wartość sprzedanych telewizorów Philips w Polsce – o 4% r/r.

TP Vision to firma, która odpowiada za telewizory marki Philips w Europie, Rosji, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Południowej, Indiach oraz w niektórych krajach Azji i Pacyfiku. Dodatkowo, w ostatnim czasie do jej oferty dołączyły produkty audio na licencji Koninklijke Philips N.V.

TP Vision było jedną z pierwszych firm wprowadzających na rynek telewizory OLED, a technologię tę dodatkowo wspiera nowoczesny procesor P5 – teraz wyposażony w rozwiązanie typu AI.

Wysoka jakość obrazu to jeden z czynników, który przyczynił się do pozytywnych wyników Philips i 20% wzrostu sprzedaży telewizorów OLED w 2020 roku. Nowy, ulepszony model OLED806 został zaprezentowany w ubiegłym roku. Firma dodała do swojej oferty również nowe przekątne ekranu tych telewizorów – 48’’ oraz – po raz pierwszy w telewizorach Philips – 77’’.

Telewizory OLED, z nagradzanym procesorem P5, który wyposażony jest w sztuczną inteligencję, a także – dzięki współpracy z firmą Bowers & Wilkins – charakteryzują się wysoką jakością dźwięku,  odnotowały w tym roku bardzo pozytywne wyniki sprzedażowe. Szczególnie wyróżniały się telewizory OLED+, których sprzedaż wzrosła o ponad 300% rok do roku.

Dobre wyniki osiągały też telewizory ze średniej półki, w szczególności dzięki wprowadzeniu popularnej serii Performance, której ideą jest oferowanie klientom jakości na poziomie premium, w tym między innymi technologię Ambilight, w przystępnej cenie.

TP Vision kontynuowało w minionym roku promocję serii Performance pod hasłem „Ten jedyny” („The one to watch”), podkreślając, że jest to telewizor, który ma wszystko to, czego potrzebuje konsument. Kampania przyniosła pozytywne rezultaty, przyczyniając się do wzrostu sprzedaży o 80% w 2020 roku i do kontynuacji wcześniejszych wzrostów – seria Performance niemal podwajała wynik sprzedaży w każdym z wcześniejszym dwóch lat.

TP Vision w 2020 roku skupiało się również na segmencie audio, ponownie wprowadzając na rynek markę Philips Fidelio, oferującą słuchawki premium oraz soundbary. Dzięki takiej decyzji marka w minionych 12 miesiącach podwoiła sprzedaż urządzeń audio.

Kolejne, nowe produkty Philips Fidelio będą dostępne na rynku w 2021 roku. TP Vision planuje między innymi intensywny rozwój kategorii słuchawek sportowych.

TP Vision kontynuuje inwestycje w dalszy rozwój i wzrost marki Philips w kategorii elektroniki konsumenckiej, a także wzmocnienie oraz ekspansję, ze szczególnym nastawieniem na wzmocnieniu możliwości firmy w zakresie digital i partnerstw handlowych.

W 2021 roku będzie można realnie zarobić tylko na bardziej ryzykownych inwestycjach. Giełda przyciągnie inwestorów, jeśli pojawią się ciekawe debiuty

Lubiane przez inwestorów instrumenty nie dają już zarobić tyle, co wcześniej. Globalne obniżenie stóp procentowych sprawiło, że lokaty bankowe przestały przynosić realny zysk, zwłaszcza w Polsce, gdzie inflacja jest relatywnie wysoka. Także na rynku obligacji oraz w nieruchomościach nie da się w najbliższych latach oczekiwać zarobku. To sprawi, że inwestorzy będą szukać okazji w bardziej ryzykownych instrumentach.

Aby pokonać inflację, można zastosować kilka strategii. Przede wszystkim trzeba zdywersyfikować swój portfel i na pewno trzeba wejść w nieco bardziej ryzykowne instrumenty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes iWealth Management, dyrektor zarządzający iWealth Management. – Inwestorzy będą dalej szukali stóp zwrotu na rynkach akcji oraz na rynkach metali, np. złota.

Mimo spowodowanego pandemią rollercoastera na rynkach zdecydowana większość spośród klas funduszy inwestycyjnych w 2020 roku wyszła na plus. Rekordziści – jak wynika z zestawienia Analiz.pl – osiągnęli dwucyfrowe stopy zwrotu. Fundusze metali szlachetnych pozwoliły zarobić 21 proc., fundusze akcji polskich małych i średnich spółek – 20,7 proc. Akcje amerykańskie przyniosły średnio 19,2 proc., a akcje rynków rozwiniętych – 18,0 proc. Także akcje azjatyckie (bez Japonii) dały zarobić – dokładnie 14,8 proc. Najsłabiej wypadły fundusze akcji tureckich, choć bardzo nadgoniły w ostatnim kwartale ubiegłego roku, oraz akcje rynków wschodzących w Europie. Jako jedyne odnotowały straty (odpowiednio 4,2 oraz 1,8 proc.).

Polski rynek, pozostający w marazmie od czasu okrojenia OFE, ożywił się pod koniec roku, którego wydarzeniem był mający miejsce w październiku debiut Allegro. Trudno jednak nie zauważyć, że w ostatnich trzech latach na rynku głównym GPW debiutowało po siedem spółek. Przed kryzysem finansowym, w 2007 roku, było ich 81.

Rynek kapitałowy może przyciągnąć więcej inwestorów, ale to zależy od tego, czy będą ciekawe debiuty – ocenia dyrektor zarządzający  iWealth Management. – Dla przeciętnego Kowalskiego bezpośrednie inwestowanie to bardzo trudne zagadnienie. Takie osoby raczej powinny wybierać instytucje, które wspomogą przy zarządzaniu, i produkty, które dają dodatkową ochronę lub wręcz odliczenie od podatku, takie jak IKZE czy IKE.

Globalnie najpewniejszą inwestycją 2020 roku były akcje amerykańskie, które po marcowej zapaści wielokrotnie biły rekordy wszech czasów. Indeks spółek wzrostowych (technologicznych) Nasdaq jest na poziomach niemal dwukrotnie wyższych niż w połowie marca. Szeroki indeks S&P500 zwiększył swoją wartość o około 70 proc., a Dow Jones – o prawie dwie trzecie. WIG20 wzrósł o prawie 50 proc. w porównaniu do połowy marca, ale wciąż jest na poziomach niższych niż rok, dwa i trzy lata temu. Znacznie lepiej poradziły sobie indeksy małych i średnich spółek, które mimo perturbacji odrobiły straty.

– W ubiegłym roku indeksy giełdowe bardzo mocno rosły, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie jesteśmy obecnie na historycznych wycenach, jeśli chodzi o ostatnie 19 lat. Przewiduję zresztą, że rynek amerykański czeka dosyć mocna korekta w najbliższym horyzoncie. Niekoniecznie jeszcze w 2021 roku, ale na pewno w ciągu następnych pięciu lat możemy się spodziewać dosyć istotnych spadków, głównie ze względu na te historyczne wyceny – prognozuje Grzegorz Chłopek. – Polski rynek nie jest aż tak wysoko wyceniony. Można rzeczywiście znaleźć ciekawe spółki, niemniej jednak zawsze będę polecał formy wspólnego inwestowania dla osób, które nie mają doświadczenia w inwestowaniu na rynku kapitałowym.

Jak podkreśla ekspert, w ostatnim czasie również inwestowanie w nieruchomości przestało przynosić oczekiwane przez inwestorów zyski.

– Pamiętajmy o tym, że rynek wynajmu nieruchomości w tej chwili praktycznie stoi. Jest to bardzo duże ryzyko dla wszystkich, którzy chcieliby w nieruchomości inwestować. Stopy zwrotu na tym rynku powinny być zdecydowanie niższe w najbliższych latach – prognozuje prezes iWealth Management.

Szykują się duże zmiany w przepisach o ochronie konsumentów i konkurencji. UOKiK zyska nowe narzędzia w walce z nieuczciwymi firmami

0

Przepisy o ochronie konsumentów i konkurencji czeka w tym roku szereg dużych zmian. Na wdrożenie do polskiego porządku prawnego czekają unijne dyrektywy i rozporządzenia, dzięki którym UOKiK zyska nowe uprawnienia, w tym m.in. takie, które wcześniej były zarezerwowane dla Policji czy służb specjalnych. W ciągu kilku najbliższych miesięcy urząd zamierza też wytoczyć wojnę przedsiębiorcom, którzy prowadzą pokazy handlowe, bazując na nierzetelnych mechanizmach sprzedażowych i wprowadzając konsumentów w błąd.

 Nasze działania nie mogą nieustannie spotykać się z bombardowaniem ze strony nieuczciwych przedsiębiorców, bo one służą przede wszystkim konsumentom i uczciwym przedsiębiorcom, których dotykają nieuczciwe praktyki, naruszające ich zbiorowe interesy. Dlatego prowadzimy przegląd regulacji, żeby działania UOKiK-u na rynku były dużo sprawniejsze i przyczyniały się do prawidłowego obrotu gospodarczego – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

UOKiK podjął w minionym roku szereg inicjatyw, które są w trakcie procesu legislacyjnego. Jedną z nich są m.in. przepisy wprowadzające zwiększoną ochronę praw nabywców lokali mieszkaniowych i tworzące Deweloperski Fundusz Gwarancyjny, zasilany przez realizatorów inwestycji. Ma on funkcjonować na wzór funduszy bankowego, ubezpieczeniowego czy też turystycznego i zwiększyć poziom ochrony nabywców mieszkań i domów poprzez lepsze zabezpieczenie ich wpłat, np. na wypadek upadłości dewelopera.

– Praktyka pokazuje, że musimy być bardzo aktywni w sferze regulacji gospodarczych, które są tworzone nie tylko na gruncie polskim, ale także na gruncie europejskim. Tutaj przed nami jest wiele wdrożeń, także na poziomie dyrektyw europejskich, takich jak ECN Plus czy rozporządzenie CPC, ale także przepisy europejskie typu dyrektywa „Omnibus”, która ma dodatkowo wspierać ochronę konsumentów. Mamy więc szereg rozwiązań przewidzianych przez Komisję Europejską. Z jednej strony dotyczą one usprawnienia pracy regulatorów, z drugiej – przeciwdziałania nieuczciwym praktykom, także w tej sferze cyfrowej, która jest niezwykle ważna z punktu widzenia nadchodzącej dekady – wymienia Tomasz Chróstny.

W tej chwili w procesie legislacyjnym są dwa projekty zmieniające ustawę o ochronie konkurencji i konsumentów. Jeden z nich wdraża do polskiego porządku prawnego unijne rozporządzenie CPC. Na mocy nowelizacji UOKiK zyska szereg nowych uprawnień, m.in. możliwość przeszukiwania mieszkań, jeżeli uzna, że znajdują się w nim dowody na nielegalną zmowę przedsiębiorców i działania naruszające zbiorowe interesy konsumentów.

– Mamy tu również kwestię rozszerzenia zakupu kontrolnego. Dotychczas mogliśmy podejmować działania zmierzające do zakupu, ale nie mieliśmy możliwości jego sfinalizowania, co wykorzystywali nieuczciwi przedsiębiorcy działający na rynku. Teraz będziemy mogli pozyskać dużo cenniejszy materiał związany z zawartymi umowami, całą ofertą przedstawianą konsumentom na etapie realizacji danej usługi czy zawarcia umowy sprzedażowej. Dzięki temu będziemy mogli dużo lepiej weryfikować, czy konsument nie został wprowadzony w błąd albo czy przedsiębiorca nie stosuje praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów – wyjaśnia prezes UOKiK.

Do tej pory pracownicy UOKiK mogli kontrolować przedsiębiorców jako tzw. tajemniczy klient. Minusem był jednak brak możliwości dokonania w ten sposób zakupu albo zrealizowania określonej transakcji. Po nowelizacji, która wdroży do polskiego prawa unijne rozporządzenie CPC, kontrolerzy urzędu będą mogli bez przeszkód dokonać zakupu towaru bądź usługi, posługując się ukrytą lub przybraną tożsamością. Tym samym UOKiK dołączy do grona instytucji takich jak Policja czy służby specjalne, które dotąd jako jedyne miały takie uprawnienia.

– Tożsamość utajniona to mechanizm, który ma zabezpieczyć pracownika UOKiK-u w trakcie dokonywania czynności i zmniejszyć ryzyko nieuczciwych działań ze strony przedsiębiorców, np. tych, którzy działają w systemie promocyjnym typu piramida finansowa albo oferują inwestycje alternatywne, w trakcie prowadzonych przeciwko nim postępowań – mówi Tomasz Chróstny.

Kolejnym uprawnieniem, które zyska po tej nowelizacji UOKiK, będzie też możliwość ingerowania w zawartość stron internetowych. Urząd będzie mógł m.in. nakazać zamieszczenie ostrzeżenia dla konsumentów, którzy wchodzą na daną witrynę, albo polecić jej administratorowi usunięcie konkretnych treści.

 Pracujemy również nad wprowadzeniem do polskiego porządku dyrektywy ECN Plus, gdzie jest mowa m.in. o usprawnieniu całej naszej działalności i zmianie niektórych sankcji finansowych. Chcemy również w tym roku podjąć bardzo zdecydowane działania eliminujące nieuczciwe praktyki związane z pokazami handlowymi, które wprowadzają konsumentów w błąd i bazują na nierzetelnych mechanizmach sprzedażowych. Ten problem w czasie pandemii uległ zmniejszeniu, ale w kolejnych miesiącach musimy podjąć zdecydowane działania w interesie ochrony konsumentów – zapowiada prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – W toku prac legislacyjnych są również przepisy przewidujące włączenie Biura Rzecznika Finansowego i przejęcie jego kompetencji przez prezesa UOKiK-u po to, żeby jeszcze lepiej służyć prawom i interesom konsumentów na rynku finansowym.

Nowelizacja ustawy o cyberbezpieczeństwie wciąż nie uwzględnia wielu uwag z rynku. Chińskie firmy nadal mogą być wykluczone z wdrażania sieci 5G w Polsce

Po publicznych konsultacjach strona rządowa opublikowała nowy projekt zmian w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Nowelizacja – kluczowa dla procesu wdrażania w Polsce sieci 5G – od początku budzi szereg zastrzeżeń po stronie ekspertów i uczestników rynku telekomunikacyjnego, którzy zgłosili do niej ponad 750 uwag. – Obecny projekt tylko w części uwzględnia zgłaszane uwagi, wiele z nich nie zostało jednak uwzględnionych albo przepisy zostały zmienione w sposób budzący kolejne zastrzeżenia i wątpliwości interpretacyjne – podkreśla prof. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

 Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa z 20 stycznia jest już kolejną wersją zmian tego aktu prawnego. Poprzedni projekt noweli był z 7 września i zgłoszono do niego aż 750 uwag – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski.

Wprowadzona w połowie 2018 roku ustawa była pierwszym w Polsce aktem prawnym dotyczącym tego obszaru. Rząd szykuje jej nowelizację, która – jak uzasadnia – jest podyktowana ustaleniami na poziomie europejskim. Chodzi głównie o konieczność wdrożenia do polskich przepisów tzw. 5G Toolbox, który został wypracowany przy udziale wszystkich państw członkowskich UE i przyjęty na początku 2020 roku. Dokument ma wzmocnić poziom cyberbezpieczeństwa w Europie w kontekście budowy sieci 5G. Stąd również i krajowa nowelizacja ustawy o KSC będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie tej technologii w Polsce.

Pierwszy projekt nowelizacji pojawił się na początku września ub.r. i od razu wzbudził duże kontrowersje wśród ekspertów i całego rynku telekomunikacyjnego, m.in. ze względu na ekspresowy, 14-dniowy termin jego procedowania. W projekcie znalazły się też zapisy, które pozwalają wykluczyć z budowy 5G niektórych dostawców infrastruktury i oprogramowania. Chodzi przede wszystkim o firmy chińskie, w tym koncern technologiczny Huawei, który jest jednym z głównych dostawców infrastruktury dla tej technologii.

Najnowszy projekt nowelizacji ustawy o KSC trafił już na Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji. Eksperci ds. prawa i rynku telekomunikacyjnego wskazują, że nowa wersja nadal nie uwzględnia najważniejszych uwag zgłoszonych w toku konsultacji publicznych.

– Obecny projekt noweli w części uwzględnia zgłaszane uwagi. Szereg z nich nie został jednak uwzględniony albo przepisy zostały zmienione w sposób budzący kolejne zastrzeżenia i wątpliwości interpretacyjne – mówi rektor Uczelni Łazarskiego. – W uwagach wskazywano m.in. na konieczność stosowania przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego w postępowaniach, które dotyczą oceny dostawców sprzętu telekomunikacyjnego. W nowej wersji wprowadzono wprawdzie taki wymóg stosowania przepisów k.p.a., ale jednocześnie wprowadzono też szereg wyjątków, co zasadniczo  ograniczy stosowanie podstawowych zasad prawnych. Te zmiany nie są więc wystarczające.

Bez większych zmian pozostawiono też zapisy pozwalające wykluczyć z wdrażania 5G części dostawców na podstawie otwartych, niemerytorycznych kryteriów (np. takich, czy dana firma pochodzi z kraju, w którym są przestrzegane prawa człowieka).

 Wprawdzie poszerzono listę tych kryteriów oraz zmodyfikowano dotychczasowe, jednak nadal są to niewystarczające zmiany – wskazuje prof. dr hab. Maciej Rogalski.

Zgodnie z aktualnym projektem w Polsce oceny dostawców sprzętu i oprogramowania dla sieci 5G ma dokonywać rządowe Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Weźmie ono pod uwagę kryteria takie jak m.in. prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO, oraz jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych czy praw człowieka. Dostawcy uznani na podstawie tych kryteriów za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa zostaną odcięci od kontraktów, a firmy telekomunikacyjne korzystające z ich usług bądź sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu siedmiu lat, co będzie wiązało się dla nich z dużymi stratami finansowymi. To m.in. z tego powodu rynek wielokrotnie apelował już o wprowadzenie bardziej mierzalnych, merytorycznych kryteriów oceny dostawców.

– Mimo licznych postulatów i propozycji konkretnych rozwiązań nie wprowadzono kryteriów technicznych, które byłyby weryfikowalne w ocenie i nie powodowały wieloznaczności. Co prawda zostały dodane pewne odniesienia do kwestii technicznych, jak np. liczba i rodzaj wykrytych podatności i incydentów dotyczących typów produktów lub usług ICT. Jednak z pewnością nie są to kryteria techniczne, jeśli chodzi o zakres ich stosowania w praktyce na innych rynkach europejskich. Na przykład w Niemczech jest to lista kilkunastu kryteriów technicznych uwzględnianych w ocenie dostawcy, wśród których bardzo istotną rolę odgrywa certyfikacja – wskazuje ekspert.

Rektor Uczelni Łazarskiego podkreśla, że nowy projekt zmian w ustawie o KSC jest też wątpliwy z punktu widzenia jego zgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami, które dotyczą m.in. wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

Obecne rozwiązania dotyczące oceny dostawców sprzętu telekomunikacyjnego i liczne ograniczenia praw uczestników tego procesu z pewnością wzbudzą wątpliwości z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka czy Karty praw podstawowych UE, która stanowi, że „każdy jest równy wobec prawa” oraz zabrania się „wszelkiej dyskryminacji ze względu na narodowość”. Mogą pojawić się też problemy z przestrzeganiem Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który zakazuje ograniczania swobody przedsiębiorczości – wymienia prof. Maciej Rogalski. – Ten projekt powinien być notyfikowany do Komisji Europejskiej, ale zakładam, że ten obowiązek zostanie jeszcze zrealizowany.

Eksperci już wcześniej zwracali też uwagę, że zapisy znowelizowanej ustawy o KSC – wymierzone przede wszystkim w chińskich dostawców sprzętu i oprogramowania – mogą zaszkodzić polskiej gospodarce i negatywnie odbić się na relacjach handlowych z Państwem Środka. Na zlecenie Huaweia brytyjska firma Assembly Research policzyła, że wdrożenie przepisów w kształcie z września ub.r. może opóźnić budowę sieci 5G w Polsce nawet o trzy lata, co pociągnęłoby za sobą straty sięgające 4,8 mld euro.

– Z pewnością decyzje dotyczące wykluczenia części dostawców mogą skutkować daleko idącymi, negatywnymi skutkami gospodarczymi. Ze względu na ograniczenie konkurencji istnieje też ryzyko wzrostu cen usług ICT, w tym usług telekomunikacyjnych dla obywateli. Może to również spowodować dalsze opóźnienia we wdrażaniu usług 5G – zwłaszcza w przypadku ewentualnych sporów prawnych, których efektem może być wstrzymanie aukcji lub zaskarżenie jej wyników – ocenia wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Koniec z rozrzuconymi po chodniku e-hulajnogami. Będzie też ograniczenie prędkości dla ich użytkowników

0

Elektryczne hulajnogi są już popularnym środkiem transportu, ale coraz częściej dochodzi do kolizji z ich udziałem, a pojazdy porzucone na chodnikach czy poboczach są nierzadkim widokiem, a często też poważnym utrudnieniem w poruszaniu się po mieście. Dlatego resort infrastruktury postanowił uporządkować ten segment rynku. Zgodnie z przyjętymi wczoraj przez rząd przepisami hulajnogi elektryczne będą mogły poruszać się przede wszystkim drogami dla rowerów bądź ścieżkami rowerowymi, natomiast chodnikiem – tylko w wyjątkowych przypadkach. Przepisy wprowadzą też maksymalną prędkość dla e-hulajnóg, a także uregulują kwestię porzucania ich na środku chodników. 

– Hulajnogi elektryczne doczekały się wyodrębnienia w przepisach i zostaną w końcu rozpoznane jako odrębny typ pojazdu – mówi agencji Newseria Biznes Borys Pawliczak, dyrektor generalny Dott, jednego z operatorów elektrycznych hulajnóg na wynajem. – Również urządzenia transportu osobistego (UTO), czyli wszystkie pojazdy zasilane silnikami elektrycznymi, niebędące hulajnogami, takie jak deskorolki elektryczne oraz urządzenia wspomagające poruszanie się (np. rolki), także zostaną dopisane do ustawy.

Hulajnogi elektryczne są popularnym środkiem transportu zwłaszcza w miastach, ale problemem jest ich wciąż nieuregulowany status prawny. Ponieważ nie mają stacji dokujących, po skończonej jeździe można je zostawić w dowolnym miejscu, więc w praktyce często są porzucane na środku chodników czy ścieżek rowerowych, powodując bałagan i zagrożenie dla ruchu. Coraz częstsze są też potrącenia i wypadki z udziałem elektrycznych hulajnóg, które mogą rozpędzać się do ponad 25 km/h. Dlatego resort infrastruktury już od 2019 roku podejmował próby uregulowania tego segmentu.

– Dzięki wprowadzeniu przepisów regulujących hulajnogi elektryczne ich użytkownicy dostają jasność odnośnie do tego, jakimi ścieżkami i drogami powinni się przemieszczać. Tego dotąd brakowało. W myśl obecnie obowiązujących przepisów każda osoba korzystająca z hulajnogi elektrycznej była pieszym, więc tak naprawdę powinna korzystać tylko i wyłącznie z chodnika. To rodziło wiele problemów w organizacji ruchu, jak np. kto ma pierwszeństwo, co się stanie w razie wypadku i jak należy się zachowywać względem innych uczestników ruchu drogowego – mówi Borys Pawliczak.

W myśl nowych przepisów, przyjętych 25 stycznia przez rząd, użytkownicy hulajnóg elektrycznych powinni poruszać się przede wszystkim drogami dla rowerów bądź ścieżkami rowerowymi. Jeżeli ich nie ma, mogą korzystać z jezdni, na której dozwolony jest ruch z prędkością maksymalnie 30 km/h. Jazda hulajnogą elektryczną po chodniku albo drodze dla pieszych będzie dozwolona tylko wyjątkowo, jeżeli chodnik jest usytuowany wzdłuż jezdni z ograniczeniem prędkości do 30 km/h i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów. Ustawodawca zastrzegł jednak, że w takim przypadku użytkownik musi zachować szczególną ostrożność, jechać z prędkością zbliżoną do prędkości poruszania się pieszych oraz jest zobowiązany ustępować im pierwszeństwa.

– Również użytkownicy UTO będą w pierwszej kolejności poruszać się drogami dla rowerów bądź też, jeśli takich dróg nie ma, to chodnikami z koniecznością dostosowania prędkości do prędkości pieszego. Użytkownicy urządzeń transportu osobistego nie będą mogli korzystać z dróg z ograniczeniem prędkości do 30 km/h – wyjaśnia menadżer generalny Dott.

Nowa ustawa zabroni użytkownikom hulajnóg elektrycznych przewożenia na nich innych osób, zwierząt i ładunków. Przepisy na dobre mają uregulować również kwestię porzucania takich środków transportu na chodnikach i trawnikach. To oznacza też możliwość karania mandatem za złe parkowanie (w wysokości 100 zł).

– Hulajnogi w pierwszej kolejności powinny zostać zaparkowane w miejscach do tego przeznaczonych, czyli najprawdopodobniej będą to dedykowane miejsca parkingowe stworzone przez miasto. Natomiast w wypadku, kiedy takich miejsc nie ma, należy zostawić hulajnogę na chodniku od zewnętrznej strony, jak najdalej od jezdni, i ustawiać je jedna za drugą, równolegle do pasa drogowego, żeby zajmowały jak najmniej części chodnika – mówi Borys Pawliczak. – To dobre posunięcie ze strony ustawodawcy, które daje jasność użytkownikom, operatorom i miastu, jak zachowywać się w sytuacjach, gdy hulajnogi stoją niezgodnie z przepisami.

Nowa ustawa wprowadza opłatę za usunięcie z drogi hulajnogi elektrycznej i parkowanie na parkingu strzeżonym. Stawka ma wynieść – podobnie jak w przypadku rowerów i motorowerów – 118 zł za odholowanie i 22 zł za każdą dobę przechowywania. Przewidziano również mandaty m.in. za korzystanie z telefonu podczas jazdy czy jazdę pod wpływem alkoholu.

Kolejny istotny zapis dotyczy maksymalnej prędkości poruszania się hulajnogą elektryczną, która nie może przekroczyć 20 km/h.

– Uważamy ten zapis za bardzo restrykcyjny, ponieważ w większości krajów europejskich ta maksymalna prędkość jest nieco wyższa, na poziomie 25 km/h. To nie wydaje się wielką różnicą, natomiast według użytkowników różnica w samym wrażeniu z jazdy jest jednak kolosalna – wyjaśnia ekspert. – Jednym z miejsc, po których można poruszać się hulajnogami elektrycznymi, są drogi z ograniczeniem prędkości do 30 km/h i w takim miejscu 10 km różnicy między pojazdami może już stwarzać pewne zagrożenie. W przypadku korzystania z drogi dla rowerów taka różnica nie wpływa na to, na ile bezpiecznie będą czuli się np. rowerzyści, którzy za pomocą siły mięśni mogą rozwijać podobne prędkości. Przepisy ograniczają też maksymalną prędkość rowerów elektrycznych do 25 km/h, stąd uważamy, że do tej kwestii ustawodawca podszedł bardzo restrykcyjnie.

Menadżer generalny Dott ocenia jednak, że – z tym jednym wyjątkiem – nowelizacja jest korzystna, powinna uregulować ten segment rynku i przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach.

Nie widzimy potrzeby ani konieczności, by każdy użytkownik e-hulajnogi musiał być ubezpieczony, jeśli tego nie chce, natomiast samo wprowadzenie przepisów i rozpoznanie hulajnogi elektrycznej jako pojazdu daje mu możliwość, by takie ubezpieczenia uzyskać. Do tej pory nie każdy ubezpieczyciel, a właściwie prawie żaden w Polsce nie oferował takiego ubezpieczenia, z którego czy użytkownik, czy operator mógł skorzystać. Dzięki nowym przepisom powstaje nowy rynek na to, by wprowadzić dodatkowe usługi zapewniające większe bezpieczeństwo – ocenia Borys Pawliczak.

Powstaje biała księga polityki przemysłowej. Stawia na cyfryzację i automatyzację w przedsiębiorstwach

Ruszyły prace nad Polityką Przemysłową Polski. Jedną z jej osi ma być cyfryzacja, która usprawni działalność przemysłową, ma być rozumiana jako zaawansowany technicznie proces wykorzystania dużych zbiorów danych. Zgodnie z założeniami zmiany mają pozwolić na rozwój polskiego przemysłu, zwiększyć jego innowacyjność, a przy tym poprawić konkurencyjność naszej gospodarki i uodpornić ją na wstrząsy. – Stawiamy przede wszystkim na cyfryzację wśród przedsiębiorców. Chcemy przygotować pakiet szkoleń, jak również środków finansowych do wykorzystania m.in. na systemy informatyczne – zapowiada Olga Semeniuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.

– Biała księga polityki przemysłowej składa się z kilku osi, zakłada m.in. zachowanie bezpieczeństwa w przemyśle, czyli mobilizację i różnego rodzaju wsparcie w sektorach strategicznych z punktu widzenia polskiego przemysłu. Dodatkowo mówimy również tutaj o osi związanej z automatyzacją i cyfryzacją, czyli tam, gdzie będzie to możliwe, odciążenie za pośrednictwem narzędzi i instrumentów internetowych tych gałęzi gospodarczych, które są z punktu widzenia Polski strategiczne – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Olga Semeniuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.

W styczniu ruszyły prace nad Polityką Przemysłową Polski. Jak zapowiada wicepremier Jarosław Gowin, oznacza to, że Polska stawia na Przemysł 4.0. Nowa polityka ma być remedium na wstrzymywanie pracy fabryk i kryzys postpandemiczny.

– Wnioski, jakie wyciągnęliśmy z pandemii COVID-19 w obszarach gospodarczych, spowodowały stworzenie projektu, którego celem jest wzmocnienie przede wszystkim polskich usług i polskiego towaru, zarówno na potrzeby wewnętrzne kraju, jak również na potrzeby eksportu – mówi Olga Semeniuk.

Rozwój przemysłu ma być wielokierunkowy, oparty na pięciu głównych osiach – cyfryzacji, bezpieczeństwie (odtworzenie zdolności produkcyjnych w kluczowych sektorach), lokalizacji produkcji przemysłowej (skrócenie łańcuchów dostaw to szansa na rozwój przyszłościowych branż), Zielonym Ładzie oraz nowoczesnym społeczeństwie (rozwój kompetencji dopasowanych do wykorzystywanych nowych technologii).

– Stawiamy przede wszystkim na cyfryzację wśród przedsiębiorców. Chcemy przygotować pakiet szkoleń, jak również różnego rodzaju środków finansowych, które będą mogły być wykorzystywane przez przedsiębiorców do tego, aby wzmacniać systemy informatyczne, poszerzać kompetencje pracowników do tego, aby choćby w czasie pandemii, kiedy mamy do czynienia z lockdownem, przedsiębiorcy mogli funkcjonować – tłumaczy podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.

Jak wynika z raportu „Przemysł 4.0 w Polsce – rewolucja czy ewolucja” opracowanego przez Deloitte, dla 86 proc. menedżerów wdrażanie nowych technologii ma kluczowe znaczenie dla uzyskania przewagi rynkowej nad konkurencją. Zwłaszcza w dobie pandemii ucyfrowienie może być nierzadko warunkiem przetrwania przedsiębiorcy na danym rynku.

–  Rok 2020 pokazał niesamowitą skalę zaangażowania, jeśli chodzi o sklepy internetowe i funkcjonowanie e-commerce, to są podstawowe elementy do tego, aby nie tracić płynności przychodów, aby móc szukać innego typu rozwiązań w momencie, kiedy dane firmy znajdują się w lockdownie – przekonuje przedstawicielka MRPiT.

Biała księga ma zidentyfikować najuciążliwsze bariery dla działalności przemysłowej w Polsce i stanowić nowy impuls rozwoju przemysłu. Unia Europejska w „Nowej strategii przemysłowej dla Europy” wskazała silny sektor przemysłowy jako czynnik napędzający gospodarkę i gwarant suwerenności ekonomicznej.

– Spodziewamy się efektów w ramach cyfryzacji i automatyzacji procesów, które prowadzą przede wszystkim do unowocześnienia systemów informatycznych w przedsiębiorstwach, ale również zakresu cyfrowych kompetencji wśród pracowników – zapowiada Olga Semeniuk.

Do końca stycznia trwa pierwszy etap konsultacji, którego efekty zostaną wykorzystane do stworzenia białej księgi.

– Trwają konsultacje, do współpracy zostali zaproszeni przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego, przedstawiciele trzeciego sektora, NGO-sów i stowarzyszeń z tego środowiska. Konsultacje trwają do końca tego miesiąca, w ślad za nimi mają powstać główne priorytety w ramach tej osi. Dodatkowo w ramach tej księgi mówimy również o hubach technologicznych czy farmaceutycznych, które są niezbędne do funkcjonowania w ramach pandemii COVID-19 – zapowiada podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.

Nowe mapy wspierane przez sztuczną inteligencję pozwalają śledzić sytuację epidemiologiczną w Polsce. W przyszłości mogą być pomocne podczas powodzi lub suszy

Interaktywne mapy pozwalają lepiej zrozumieć rozprzestrzenianie się choroby i przewidzieć jej dalszy rozwój. Mapy internetowe pozwalały śledzić już rozprzestrzenianie się wirusów Eboli i Ziki, a ostatnio systemy informacji geograficznej stanowią kluczowe narzędzie do walki z koronawirusem. W Polsce, na podstawie systemu informacji geograficznej ArcGIS, Esri Polska opracowała dwie interaktywne mapy, które pokazują sytuację epidemiologiczną w kraju. W przyszłości mogą okazać się pomocne także przy powodziach czy suszach.

– W Rządowym Centrum Bezpieczeństwa został wdrożony system informacji geograficznej, który ma na celu monitorowanie i informowanie społeczeństwa o przebiegu sytuacji epidemiologicznej w kraju. Oprócz map system zawiera ogromną liczbę bardzo zaawansowanych narzędzi analitycznych, które pozwalają na lepsze analizowanie, prognozowanie rozwoju sytuacji epidemiologicznej – mówi agencji Newseria Innowacje Bogdan Zawiśliński, dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Administracji Centralnej w Esri Polska.

Na rządowych stronach gov.pl zostały umieszczone mapy, które pokazują, jak wygląda sytuacja epidemiologiczna w kraju. Raport ilustruje liczbę zakażonych, ozdrowieńców i przypadki śmiertelne z podziałem na województwa i powiaty. Dostępna jest także druga aplikacja Esri Polska, która przedstawia Narodowy Program Szczepień w liczbach. To efekt podpisanej w grudniu 2020 roku umowy, która zakłada rozbudowę systemu GISCOVID-19 na potrzeby monitorowania przebiegu rozwoju pandemii koronawirusa.

– Dane są zbierane w geobazie, natywnym środowisku dedykowanemu do zbierania danych przestrzennych. Wśród oferowanych narzędzi znajdują się narzędzia sztucznej inteligencji, które pozwalają na analizę przede wszystkim danych rastrowych, na podstawie których możemy zautomatyzować procesy i skrócić czas na uzyskanie odpowiedzi. Po przetworzeniu danych jesteśmy w stanie uzyskać użyteczne informacje. Na bazie tych samych danych jesteśmy w stanie odszukać pewne algorytmy, związki z innymi obiektami i zjawiskami, które otaczają miejsce pozyskiwania tych danych. Dzięki temu uzyskujemy to, czego inni nie widzą – tłumaczy Bogdan Zawiśliński.

Dzięki informacjom m.in. o dokładnej lokalizacji chorych można prześledzić, w których miejscach dochodzi do większej liczby zakażeń i od czego może to zależeć. Dzięki integracji modelowania chorób z systemami GIS badacze mogą tworzyć systemy przewidywania i prognozowania.

– W odseparowanym systemie zostały wdrożone aplikacje, które oferują szereg narzędzi analitycznych dla Straży Pożarnej czy Policji, aplikacje związane z osobami, które znajdują się w kwarantannie. Dzięki temu osoby, które pracują w terenie, mogą sprawdzić, czy w danej lokalizacji znajdują się osoby zainfekowane i czy nie trzeba użyć jakiejś specjalnej odzieży czy sprzętu. Oprócz tego są tam zaimplementowane modele prognostyczne, które pokazują rozwój choroby w przyszłości – wymienia ekspert Esri Polska.

Dane geoprzestrzenne są od dawna wykorzystywane do śledzenia chorób. Ikoniczne mapowanie wybuchów cholery w Londynie w 1854 roku pozwoliło zidentyfikować długo niezrozumiałą przyczynę choroby. Narzędzia do mapowania i modelowania były niezbędne w walce z wirusami Eboli i Ziki. Systemy informacji geograficznej są obecnie kluczowym narzędziem do zwalczania chorób.

– System informacji geograficznej może znacząco przyczynić się do zmniejszenia skutków pandemii poprzez optymalizację sił i środków, jakie są przeznaczone na zwalczanie tego zjawiska. Agencja Rezerw Materiałowych wie, gdzie to zapotrzebowanie jest większe, w związku z czym może lepiej zaplanować rozmieszczenie sił – przekonuje Bogdan Zawiśliński. – Te potrzeby widać na mapach, one są widoczne gołym okiem i tu nie trzeba opasłych tomów do odczytania, jeden rzut oka na mapę sprawia, że dany decydent widzi, gdzie te siły i środki są niezbędne.

Choć obecnie mapy służą do walki z koronawirusem, po ustaniu pandemii mogą być pomocne w różnych sytuacjach kryzysowych, np. powodzi czy suszy.

– System informacji geograficznej może służyć jako doskonałe narzędzie podejmowania decyzji na wszystkich szczeblach zarządzania kryzysowego, na etapie planowania, przygotowania, reagowania i odbudowy. Wiele narzędzi związanych ze sztuczną inteligencją może posłużyć do analiz na etapie odbudowy, gdyż mając dane historyczne na temat przebiegu tej pandemii, będziemy w stanie zaobserwować trendy w czasie i w przestrzeni i tym samym lepiej przygotować się na podobną sytuację w przyszłości – tłumaczy ekspert Esri Polska.

Jakie modernizacje kolejowe w 2021 roku?

Nowy rok kalendarzowy to czas na nowe rozdania w inwestycjach kolejowych. W poprzednich latach obserwowaliśmy, że moment ten przysparza rządzącym trudności. Pomiędzy dwie perspektywy przetargowe wkrada się chaos – przez co nie jesteśmy odpowiednio przygotowani na nowe przetargi w kolejnym roku. Na szczęście, tegoroczne deklaracje Przedsiębiorstwa Robót Komunikacyjnych – które jest narodowym zarządcą infrastruktury – zapowiadają lepszą organizację przetargów. PRK ma przygotowaną dokumentację na już trwające projekty – warte 50 miliardów złotych, a także zapowiada ogłoszenie przetargów na 60 zadań – wartych kolejne 17 miliardów. 

– Do najważniejszych zadań, do jakich się w tej chwili przygotowujemy, zaliczają się prace na dużych stacjach kolejowych. Całkowite przeobrażenie przejdzie w tym roku stacja Słupsk i Ełk. Powstanie także kolejny odcinek linii Rail Baltica – między Białymstokiem a Ełkiem oraz linia kolejowa między Bydgoszczą a Gdynią. To szczególnie ważny projekt, ze względu na dojazd pociągów towarowych do naszych portów – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Rozpoczną się kolejne prace nad towarową obwodnicą Poznania, która będzie obsługiwać również pociągi osobowe Kolei Samorządowej Województwa Wielkopolskiego. Oprócz infrastruktury towarowej, budowane i przebudowywane będą przystanki do obsługi pasażerskiego ruchu aglomeracyjnego. Bardzo dużo zadań realizowanych będzie na liniach górnego Śląska, także pod kątem przewozów towarowych i pasażerskich. Rok 2021 to także inwestycje w nowe przystanki – między innymi w ramach prezydenckiego programu budowy, przebudowy i modernizacji 200 przystanków, wartego około miliard złotych – podsumowuje Furgalski.

Kolejne lockdowny nie wywołują strachu wśród inwestorów

Na rynkach finansowych dominują dobre nastroje. Inwestorów nie wystraszyły informacje o zacieśnieniu restrykcji w Europie Zachodniej. Spółki raportują zaskakująco dobre wyniki finansowe i czekają na pieniądze, które wydadzą konsumenci.

W USA rozpoczął się sezon ogłaszania wyników. Inwestorów ucieszył zwłaszcza Netflix, ze względu na szybszy od oczekiwanego przyrost abonentów (cena/zysk Netflixa wzrosła do ok. 90) to jedno, natomiast dobre wiadomości (jak szybszy przyrost abonentów) w połączeniu z oczekiwaniem

Wall Street już czeka na uruchomienie wypłaty dla gospodarstw domowych. Zapowiedzi dotyczące czeków dla konsumentów wystarczały, aby pchać notowania w górę.

– To nie czas na panikę, przede wszystkim ze względu na oczekiwane wypłaty, po 1 400 dolarów dla każdego obywatela USA, które będą dopłatą do już wysyłanych 400 dolarów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wall Street oczekuje, że te pieniądze trafią właśnie na giełdę, ponieważ zainteresowanie akcjami jest na całym świecie ogromne, również w Polsce, a jest to efekt polityki banków centralnych, która doprowadziła do tego, że oprocentowanie depozytów jest praktycznie zerowe.

Janet Yellen, była szefowa Fed, powraca, tym razem w roli murowanej kandydatki to objęcia fotela szefowej Departamentu Skarbu. Przed jej wystąpieniem spekulowało się, że Yellen będzie chciała odciąć się od polityki słabego dolara, ale ona jedynie zaznaczyła, że nie zamierza podejmować działań w celu osłabienia dolara. Tym samym dała do zrozumienia, że słaby dolar nie będzie jej przeszkadzał. Dodatkowo zapewniła, że Joe Biden nie zamierza podnosić podatków w czasie pandemii. Kurs EURUSD rósł już przed jej wystąpieniem, a po nim te wzrosty przyspieszyły.

Dolar pozostaje mocno wyprzedany, ale przy stabilizacji na rynku długu oraz bardzo pozytywnych nastrojach na Wall Street nie ma pretekstu do większej korekty jego słabości.

– Rynek skoncentrował swoją uwagę na jasnej stronie rozpoczynającej się prezydentury Joe Bidena, gdy nie pojawiły się jeszcze tematy uznawane za najtrudniejsze – wyjaśnia ekspert XTB. – Takim tematem jest właśnie podwyżka podatków, a słowa Janet Yellen przecież można odbierać także w ten sposób, że podwyżka podatków będzie, gdy tylko skończy się pandemia.