Trendy w usługach finansowych w 2020 roku

W raporcie Salesforce Research – Trends in Financial Services – przedstawiono wyniki dwóch badań przeprowadzonych wśród liderów usług finansowych na całym świecie, które miały miejsce w dwóch kluczowych momentach: bezpośrednio przed pandemią i ponownie prawie rok później. Te dwa ujęcia dają łącznie unikalną perspektywę na to, jak ewoluowała branża usług finansowych oraz tego, co obecnie jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu.

Dane zebrano metodą podwójnie ślepej próby, a przeprowadzono je w dwóch falach. Podczas pierwszej – w okresie od 12 listopada do 12 grudnia 2019 roku uzyskano odpowiedzi od 1400 liderów z branży ubezpieczeń, bankowości detalicznej i zarządzania aktywami, w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, Europie i regionie Azji i Pacyfiku. W ramach drugiej fali trwającej od 21 sierpnia do 21 września 2020 r. poproszono o odpowiedzi 1360 liderów w tych samych sektorach i regionach geograficznych. Badanie miało na celu zdobycie wiedzy i szczegółowych informacji dotyczących:

  • W jaki sposób kryzysy wpłynęły na zmianę priorytetów w sektorze usług finansowych, a także jaki miały wpływ na obniżenie zadowolenie klientów?
  • Jakie strategie i taktyki rozwoju zostały przyjęte przez instytucje świadczące usługi finansowe (FSI)?
  • Jakie znaczenie ma wykorzystanie autonomicznych finansów? Według definicji Forrester’a są to oparte na algorytmach usługi finansowe, które podejmują decyzje lub działania w imieniu klienta.

Zauważono, że symultanicznie zachodzące kryzysy (takie jak te obecnie występujące: zdrowotny, ekonomiczny, przywództwa, środowiskowy i zaufania) uwidoczniły wady w zarządzaniu relacjami z klientem, jak również zwróciły uwagę na pewne braki w systemach technologicznych instytucji finansowych (FSI – Financial Services Institutions). Aby osiągnąć sukces w przyszłości, instytucje finansowe muszą skupić się na długoterminowych relacjach w celu uniknięcia problemów związanych z obsługą i wsparciem klienta oraz długofalowym dobrobytem klienta.

Ostatecznie, innowacje takie jak finanse autonomiczne umożliwią instytucjom finansowym dostarczanie najwyższej jakości doświadczeń klienta oraz tworzenie zupełnie nowych trendów rozwojowych.

Instytucje finansowe szybko zmieniają priorytety kosztem doświadczeń klientów (CX). Oczekiwania konsumentów w Internecie rosły już od pewnego czasu, w momencie gdy COVID-19 uderzył i przyspieszył proces cyfryzacji naszego życia. W rzeczywistości instytucje nie nadążają za tak dynamiczną zmianą. Chcąc temu sprostać, muszą zmienić swoje priorytety i zamiast skupiać się na krótkoterminowej, tymczasowej pomocy powinny zacząć myśleć długoterminowo i przede wszystkim innowacyjnie.

    1. Prawie 70% (68%) klientów twierdzi, że COVID-19 podniósł ich oczekiwania względem możliwości cyfrowych firm.
    2. Mniej niż połowa (40%) amerykańskich specjalistów z branży przyznało, że nie byli przygotowani do obsługi nadmiernego zainteresowania ze strony klientów, napędzanego przez programy rządowe.
    3. Tylko 23% klientów uważa, że branża usług finansowych dobrze zareagowała na COVID-19.

Priorytet znajdujący się wcześniej na pozycji nr 1 („Ulepszanie doświadczeń klientów”) spadł do pozycji numer 5, w miarę gdy za sprawą kryzysów priorytety biznesowe uległy przewartościowaniu – zyskały takie elementy jak wdrażanie nowych technologii, odzyskiwanie zaufania klientów oraz tworzenie nowych produktów i usług.

Trendy w usługach finansowych w 2020 roku

Faza wzrostu dostawców usług finansowych zamyka lukę CX

    1. Ankietowani zostali podzieleni na dwie różne grupy reprezentujące ich obecne priorytety na podstawie wyników badania Salesforce COVID-19 Recovery Framework
      1. Respondenci z grupy Stabilizacja skupiają się na eliminowaniu bezpośredniego ryzyka, będącego następstwem kryzysu oraz są zainteresowani krótkoterminowymi sukcesami.
      2. Respondenci z grupy Wzrost informują, że są bardziej skoncentrowani na długoterminowych rozwiązaniach, dzięki którym będą mogli łatwiej sobie poradzić w „nowej normalności” po kryzysie.
    2. Respondenci z grupy Wzrost poprawiają obsługę i wsparcie klientów
      1. 44% tej grupy inwestuje już we wsparcie wielokanałowe, w porównaniu z jedynie 36% z grupy Stabilizacja.

Faza wzrostu dostawców usług finansowych zamyka lukę CX

  1. Grupa Wzrost kładzie nacisk na dobre samopoczucie klientów
    1. Są oni o 21% bardziej skłonni kłaść nacisk na dobrą kondycję finansową klienta niż grupa Stabilizacja
    2. 76% grupy Wzrost bardziej priorytetowo traktuje ogólne dobro swoich klientów, w przeciwieństwie do 69% z grupy przeciwnej

Grupa Wzrost jest skoncentrowana na kliencie

  1. Grupa Wzrost jest skoncentrowana na kliencie
    1. Są o 24% bardziej skłonni do podjęcia działań mających na celu poprawę komfortu użytkowania, w przeciwieństwie do grupy Stabilizacja (46% w porównaniu do 37%).
    2. Komunikację i oferty personalizuje 48% ankietowanych z grupy Wzrost, natomiast z grupy Stabilizacja robi to 43% ankietowanych.

CX wymaga inteligentnej automatyzacji

  1. CX wymaga inteligentnej automatyzacji
    1. Główne korzyści płynące z zastosowania finansów autonomicznych stanowią wypełnienie luki w doświadczeniach klientów:

Lepsza personalizacja (60%)

Poprawa kondycji finansowej (59%)

Proaktywna obsługa klienta (54%)

  1. Autonomiczne finanse są kluczem do osiągania CX na najwyższym poziomie, jak również na poczet przyszłych sukcesów
  1. W 2020 roku aż 42% decydentów serwisów finansowych zdecydowanie zgadza się, że finanse autonomiczne będą wkrótce miały kluczowe znaczenie dla osiągnięcia najlepszych wyników w branży usług finansowych, co stanowi 3-procentowy wzrost w zestawieniu z rokiem 2019.
  2. W 2020 roku 42% decydentów serwisów finansowych zdecydowanie zgadza się, że pierwsze przedsiębiorstwa świadczące usługi finansowe, które wdrożą finanse autonomiczne, uzyskają znaczącą przewagę konkurencyjną.

Dane szczegółowe

  • Zarządzanie majątkiem
    • Aż 61% ankietowanych liderów z sektora zarządzania majątkiem uważa, że autonomiczne finanse poprawią personalizację
    • 59% respondentów jest zdania, że autonomiczne finanse doprowadzą do uproszczenia decyzji finansowych
    • W jaki sposób autonomiczne finanse są najczęściej wykorzystywane przez zarządzanie majątkiem:
      • Doradztwo finansowe
      • Optymalizacja oferty produktowej
      • Optymalizacja kapitału Private Equity
    • Bankowość detaliczna
      • 62% ankietowanych liderów bankowości detalicznej uważa, że autonomiczne finanse doprowadzą do poprawy kondycji finansowej
      • 61% ankietowanych liderów bankowości detalicznej jest zdania, że autonomiczne finanse przyczynią się do lepszej personalizacji
      • W jaki sposób finanse autonomiczne są najczęściej wykorzystywane przez banki detaliczne:
        • Automatyzacja przelewów na konto
        • Personalizacja zaleceń dotyczących produktów
        • Automatyczna kwalifikacja wstępna
      • Ubezpieczenie
        • 59% ankietowanych liderów ubezpieczeniowych uważa, że autonomiczne finanse doprowadzą do lepszej personalizacji
        • 58% ankietowanych liderów ubezpieczeniowych jest zdania, że autonomiczne finanse doprowadzą do poprawy kondycji finansowej
        • W jaki sposób finanse autonomiczne są najczęściej wykorzystywane przez ubezpieczenia:
          • Rozpatrywanie reklamacji
          • Modelowanie i monitorowanie ryzyka
          • Ocena ryzyka

Oczekiwania klientów w zakresie usług finansowych uległy zasadniczej zmianie. Istotną rolę gra tutaj ich osobiste doświadczenie. Żeby firmy mogły zapewniać CX na najwyższym poziomie, już teraz muszą rozpocząć proces transformacji cyfrowej.

Aby tego dokonać branża usług finansowych, zaczyna otwierać się na ekosystem i partnerstwo pomiędzy bankowością detaliczną i tradycyjną. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i wsparcie na wszystkich kluczowych etapach życia klienta to niezwykle istotna część transformacji cyfrowej. Personalizacja i indywidualne podejście to klucz do sukcesu.

Polski sektor usług finansowych jest stosunkowo młody i nowoczesny, co ułatwia reagowanie na zmiany. Również polscy konsumenci chętnie sięgają po wszelkie nowinki technologiczne i przyjaźnie postrzegają takie rozwiązania jak autonomiczne finanse. Nie oznacza to jednak, że polskie firmy przeszły przez kryzys bez żadnego szwanku. Nowoczesne technologie i pozytywnie nastawieni konsumenci to dopiero podstawa do pełnej cyfrowej transformacji. Firmy sektora usług finansowych, które okopią się w utartych od lat schematach działań, zostaną szybko wypchnięte z rynku przez konkurentów, ale też przez świadomy wybór konsumentów – komentuje Krzysztof Augustynowicz, Regional Sales Director CEE Commercial Business Unit

Wyzwaniem, przed którym stoją małe detaliczne banki dopiero wchodzące na rynek, to przede wszystkim brak tak dogłębnej i fundamentalnej wiedzy o klientach, jaką posiadają ci najwięksi potentaci finansowi. Z drugiej strony, banki tradycyjne walczą o utrzymanie swojej pozycji, a także próbują dostosować się w odpowiednim czasie do zmian warunkowanych przez dynamiczny rozwój w zakresie doświadczeń klientów, czy też mobilności.

Przyszłość usług finansowych nie polega na walce pomiędzy tymi mniejszymi i większymi graczami, a we współpracy pomiędzy nimi. Zbudowanie partnerstwa i ekosystemu, w którym organizacje różnej wielkości, na różnych etapach będą wspierać się wzajemnie – odgrywa istotną rolę, jeśli dążymy do zapewnienia klientom najlepszych, spersonalizowanych doświadczeń w zakresie usług finansowych.

Przewoźnicy apelują o zmiany w systemie wynagradzania kierowców

Aż cztery organizacje zrzeszające przewoźników (TLP, ZMPD, OZPTD PIGTSiS), wspólnymi siłami apelują do Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka o podjęcie działań mających na celu zmiany w polskim prawie, które dostosują system wynagradzania kierowców do zapisów pakietu mobilności. Przewoźnicy domagają się wprowadzenia takich rozwiązań, które zrekompensują przewidywany wzrost kosztów pracowniczych oraz które nie spowodują spadku konkurencyjności polskich przewoźników drogowych w UE po wejściu w życie kolejnych przepisów pakietu mobilności.

Zmiany związane z delegowaniem i wymaganym zagranicznym wynagrodzeniem dla kierowców z polskich firm w przewozach cross-trade (tzw. przerzutach) oraz w kabotażu zaczną obowiązywać już za niespełna 14 miesięcy, czyli od lutego 2022 roku. Szczególnie dużym zagrożeniem jest brak możliwości zaliczania diet oraz ryczałtów do zagranicznego wynagrodzenia, co bez zmian w polskim prawie spowoduje znaczny wzrost kosztów pracowniczych (w skrajnych przypadkach nawet o 100%) i zdecydowanie zmniejszy konkurencyjność polskich na europejskim rynku.

W Warszawie powstaje drugi w Polsce Dom Ronalda McDonalda. Bezpłatny hotel dla rodzin hospitalizowanych dzieci zostanie otwarty w przyszłym roku

W przyszłym roku przy Szpitalu Pediatrycznym WUM zostanie otwarty Dom Ronalda McDonalda. To bezpłatny hotel dla opiekunów i rodziców ciężko chorych dzieci, które przebywają w szpitalu. – Jesteśmy na finiszu prac i to jest moment, kiedy potrzebujemy pomocy – mówi Katarzyna Nowakowska z Fundacji Ronalda McDonalda. Przez dwa weekendy, 5–6 oraz 12–13 grudnia, w restauracjach McDonald’s trwa zbiórka funduszy na wsparcie wyposażenia i utrzymania warszawskiego Domu – na ten cel trafi złotówka z każdej zakupionej porcji frytek. Pierwszy Dom powstał pięć lat temu przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu i do tej pory pomógł ponad 440 rodzinom.

Domy Ronalda McDonalda pomagają rodzicom, którzy muszą wyjechać z dzieckiem do szpitala odległego od miejsca zamieszkania, i to nie na pobyt tygodniowy, ale na czas długiej hospitalizacji. Dzięki nim rodzina może być razem w czasie, kiedy pobyt w szpitalu przeciąga się w nieskończoność – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Nowakowska, prezes zarządu Fundacji Ronalda McDonalda. – To jest dom poza domem na czas choroby dziecka. To jest istota tego, co Dom oferuje rodzicom.

Pierwszy w Polsce Dom Ronalda McDonalda działa już od pięciu lat przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. Korzystają z niego rodzice i opiekunowie najmłodszych pacjentów leczonych w placówce. W ubiegłym roku udzielił rodzicom ciężko chorych i długotrwale hospitalizowanych dzieci 11614 noclegów, skorzystały z niego w sumie 134 rodziny. Największa odległość zamieszkania rodziny w stosunku do Domu Ronalda McDonalda to ponad 600 km.

– Publiczna medycyna pediatryczna w Polsce liczy na to, że taka forma pomocy pojawi się przy każdym dużym szpitalu pediatrycznym. To jest program, który jest przyszłością nowoczesnej medycyny pediatrycznej – mówi Katarzyna Nowakowska. – Najdłuższy pobyt w Domu w Krakowie to 382 dni. Najczęstsze powroty – do szpitala i do Domu – to 26 razy. Trudno sobie wyobrazić, jak można przejść przez taki etap w życiu dziecka i całej rodziny, jeśli nie ma Domu. Może w nim zamieszkać cała rodzina malucha: mama, tata, zdrowe rodzeństwo, babcia, a to jest najbardziej potężne wsparcie, jakiego możemy udzielić choremu dziecku.

Ideą programu Domów Ronalda McDonalda jest zapewnienie rodzinom bliskości, aby wspomóc dzieci w długotrwałej walce z ciężką chorobą. W przypadku małych pacjentów obecność mamy czy taty pozytywnie wpływa na proces leczenia. Dla dzieci przewlekle chorych, zwłaszcza leczonych onkologicznie, bardzo ważne w terapii są poczucie komfortu, bezpieczeństwa i ciągła obecność najbliższych.

 Bliskość rodziców daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Rodzic jest dla niego jedynym punktem oparcia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego – dodaje prof. dr hab. n. med. Wiesław Jędrzejczak, onkolog kliniczny i transplantolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Choć nie ma dowodów z badań klinicznych dotyczących tego, jak szybko dzieci zdrowieją w obecności rodziców, to wszyscy wiemy, że w przyjaznym środowisku proces walki z chorobą jest znacznie bardziej skuteczny, a obecność rodziców jest jego podstawowym elementem.

 Kiedy choruje dziecko, to rodzic traci grunt pod nogami. Nie ma chyba nic trudniejszego, więc każdy rodzic chce być blisko i pomagać – mówi wokalistka Natalia Kukulska, która wspiera inicjatywę Fundacji Ronalda McDonalda. – Sama miałam sytuację, kiedy moje dziecko musiało leżeć w szpitalu przez tydzień. Spałam na łóżku obok i wymienialiśmy się z mężem, żeby cały czas być blisko, żebyśmy nie poczuli, że w jakimś sensie ta choroba zabrała nam rodzinę. Dlatego całą sobą wspieram fundację i ideę powstawania Domów Ronalda McDonalda, które mają ułatwić ten trudny czas w życiu, żeby przebiegał w poczuciu miłości i braku lęku.

Obiekt jest dostępny dla rodziców bezpłatnie, utrzymywany dzięki wsparciu darczyńców. Daje rodzicom możliwość zjedzenia ciepłego posiłku, wypicia kawy, wzięcia prysznica czy zrobienia prania. To codzienne czynności, które w trakcie długotrwałej hospitalizacji dzieci stanowią jednak spore wyzwanie.

– Rodzice otrzymują przede wszystkim dach nad głową blisko szpitala i mogą zaspokoić podstawowe potrzeby. Kiedy są zmęczeni, mogą liczyć na ciepły posiłek przygotowany przez wolontariusza. Mają też wsparcie psychologiczne ze strony innych rodziców, możliwość porozmawiania o swoich lękach z drugą osobą. W Domu Ronalda McDonalda rodzice mogą odpocząć, nabrać sił, żeby mieć energię do opieki nad dzieckiem, do przygotowywania mu posiłków, zapewniania mu atrakcji. Tutaj potrzeba sporo determinacji i energii, żeby każdego dnia być radosnym, bo dziecko nie powinno czuć, że rodzic się o nie martwi albo jest zmęczony – mówi Agnieszka, wolontariuszka Fundacji Ronalda McDonalda.

– Jest wiele rzeczy, których rodzic nie może zrobić w szpitalu, bo przeszkadza innym albo narusza czyjąś prywatność. Dom jest po to, żeby mógł się wykąpać, odpocząć, wyspać, a do dziecka wracać ze spokojną, uśmiechniętą, wypoczętą głową – dodaje Katarzyna Nowakowska.

Przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym powstaje w tej chwili drugi Dom Ronalda McDonalda, który pierwszych opiekunów i rodziców przyjmie w przyszłym roku. Oprócz wspólnej kuchni, pralni, salonu rodzinnego i 25 pokoi znajdzie się w nim także przedszkole dla zdrowego rodzeństwa małych pacjentów leczonych w placówce.

 Jesteśmy na finiszu przygotowywania Domu Ronalda McDonalda do tego, by mógł zacząć pomagać. I to jest ta chwila, kiedy bardzo potrzebujemy pomocy. Dwa pierwsze weekendy grudnia to jest czas najważniejszej kampanii dla Domu – podkreśla prezes Fundacji Ronalda McDonalda.

W weekendy 5–6 oraz 12–13 grudnia w ramach akcji McHappy Day złotówka z każdej porcji frytek kupionych w McDonald’s trafi właśnie na wyposażenie i utrzymanie Domu Ronalda McDonalda w Warszawie.

– Grudzień tuż przed świętami to jest doskonały czas, żeby powiedzieć: pomagam, to jest dla mnie ważne, jestem z tymi, którzy pomagają. To jest dowód naszej solidarności z potrzebującymi. Każdy może dołączyć do tej idei, aby rodzina mogła być razem – mówi Katarzyna Nowakowska.

Uczniowie i nauczyciele coraz lepiej radzą sobie z nauką zdalną. Cyfrowe kompetencje i budowanie relacji pozostają dużym wyzwaniem, zwłaszcza w klasach 1–3

Nierówny dostęp do internetu, sprzętu oraz braki w cyfrowych kompetencjach stanowią główne przeszkody w nauce zdalnej. Co prawda po doświadczeniach z wiosennego lockdownu nauczyciele i uczniowie byli lepiej przygotowani do nowego semestru, jednak korzystanie z nowoczesnych narzędzi edukacyjnych wciąż pozostaje dużym wyzwaniem. To szczególnie istotne wśród dzieci z klas 1–3, które – choć obeznane technicznie – potrzebują wsparcia w  odpowiedzialnym korzystaniu z technologii. Nauczyciele muszą uczyć się także, jak w nowych realiach budować relacje z najmłodszymi uczniami, a także wspierać ich w podtrzymywaniu kontaktów między sobą w okresie izolacji.

Z opublikowanego w I połowie roku raportu Centrum Cyfrowego „Edukacja zdalna w czasie pandemii” wynika, że według 36 proc. nauczycieli braki sprzętowe uczniów są jednym z głównych problemów w zdalnym nauczaniu. Z kolei badanie „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych podczas epidemii koronawirusa” wskazało, że co trzeci nauczyciel, co czwarty rodzic i co piąty uczeń musiał zakupić nowy sprzęt. Wiele osób radziło sobie z tym brakiem, pożyczając sprzęt od innych. Jednak sporym wyzwaniem obok braku sprzętu jest zadbanie o komfort dzieci także w kwestii relacji.

– W edukacji wczesnoszkolnej dzieci są bardzo otwarte, spragnione kontaktu, więc nauczycielki mają różne sposoby na to, żeby dać czas na wypowiedzenie się każdemu uczniowi. Zwracają uwagę na tych uczniów, którzy nie chcą się wypowiadać. Czasami łączą się w mniejsze grupy z tymi uczniami, ale też widząc, że uczeń jest bardziej smutny na lekcji, wykonują po jej zakończeniu telefon do rodziców – mówi agencji Newseria Biznes Wioletta Matusiak, trenerka nowych technologii, facylitatorka procesów rozwojowych. – Nauczycielki mówią też o tym, że angażują dzieci do tego, żeby na zmianę zadawały sobie różne ćwiczenia. W ten sposób uczniowie ciągle mają poczucie, że są grupą.

 Nauczyciele dają dzieciom przestrzeń do tego, aby mogły rozmawiać na temat istotnych dla nich kwestii. Dzieci w klasach 1–3 mają szczególną potrzebę kontaktu ze swoimi rówieśnikami, ale także nauczycielem. Chcą z nim porozmawiać, utrzymywać relację, która była nawiązana w szkole – mówi Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

Nowe wyzwania związane z nauczaniem zdalnym sprawiły, że od wiosny widoczne jest zdecydowanie większe zaangażowanie nauczycieli, którzy poświęcają więcej czasu na podtrzymywanie kontaktów szkolnych przez internet, kosztem prywatnego życia.

 Wszystko, co się dzieje w modelu zdalnym, odbywa się zdecydowanie wolniej. Szczególnie widać to w edukacji wczesnoszkolnej, kiedy trzeba poświęcić czas na tłumaczenie dzieciom wielu szczegółów technicznych, więc proces edukacyjny zdecydowanie się wydłuża. Nauka wygląda zupełnie inaczej niż w klasie podczas  tradycyjnej lekcji – zaznacza Wioletta Matusiak.

– Czas nauki zdalnej to trudny okres zarówno dla nauczycieli, dzieci, jak i ich rodziców. Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej nie byli przygotowani do tej formy pracy, zresztą jak większość nauczycieli – mówi Krzysztof Kosiński.

Niedobory sprzętowe to niejedyne braki, jakie odczuwali zarówno nauczyciele, jak i dzieci czy rodzice. Krótko po rozpoczęciu nauki zdalnej 45 proc. nauczycieli oceniało swoje przygotowanie do prowadzenia zajęć w tej formie jako małe lub umiarkowane. Problemem była zarówno sama organizacja zajęć, przyciągnięcie uwagi uczniów, jak również kwestie związane z kontaktem z rodzicami. Pod koniec tego okresu 45 proc. z nich określiło swoje umiejętności już jako dobre, a 39 proc. jako bardzo dobre.

Sytuacja związana z pandemią zmusiła nauczycieli do tego, żeby sięgnęli po technologie informacyjno-komunikacyjne (TIK), np. platformy do edukacji zdalnej czy różnego rodzaju narzędzia: Genially, Wakelet itp.

 Od początku trwania nauki zdalnej obserwowaliśmy duże zainteresowanie narzędziami, które można wykorzystać w trakcie zajęć, technologiami informacyjno-komunikacyjnymi. Na początku tego roku szkolnego zaproponowaliśmy nauczycielom uczestniczącym w programie MegaMisja ankietę badającą ich potrzeby szkoleniowe. Okazało się, że w dalszym ciągu tematy związane z edukacją zdalną, wykorzystaniem narzędzi TIK oraz kwestią motywacji dzieci do uczestniczenia w zajęciach są aktualne i bardzo istotne – mówi koordynator programu MegaMisja.

Według badania Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej, Fundacji Dbam o Mój Z@sięg i Fundacji Orange, połowa nauczycieli przyznała, że bardziej kreatywnie niż wcześniej korzystała z narzędzi cyfrowych (filmików, cyfrowych notatek, prezentacji multimedialnych). Z 7 proc. do 29 proc. wzrosła liczba tych, którzy co najmniej często publikują materiały do lekcji na stronie internetowej lub blogu.

– Prowadząc liczne szkolenia dla nauczycieli, staram się pokazywać, że narzędzia do prowadzenia interaktywnych lekcji to nie są tylko narzędzia na czas pandemii i edukacji zdalnej, ale mogą z nauczycielami zostać na stałe, wzbogacając ich narzędziownik – podkreśla trenerka nowych technologii. – Widzę tutaj ogromną szansę na zmianę roli nauczyciela – z osoby, która jest „megafonem”, która po prostu przekazuje dzieciom wiedzę, na osobę, która będzie zarządzać procesem uczenia się i pozwalać uczniom działać samodzielnie w większym stopniu z pomocą cyfrowych narzędzi.

– Oczywiście nie chodzi o to, aby nauczyciele teraz posługiwali się kilkunastoma narzędziami, ale bardziej o to, aby te narzędzia mogli sobie wybrać, dostosowując je do celu prowadzonych zajęć – mówi Krzysztof Kosiński. – Część z nich stara się przenieść znane sobie do tej pory metody nauczania do nowej rzeczywistości. To moim zdaniem nie jest do końca trafne. Zarówno prowadzenie samych lekcji tylko online, bez użycia tradycyjnych narzędzi, takich jak kartka papieru czy zeszyt ćwiczeń, nie jest właściwą drogą, jak i metoda podawcza, gdzie nauczyciel czyta podręcznik, a dzieci wykonują same zadania, też wydaje się nie do końca adekwatna do obecnej sytuacji.

W prowadzeniu edukacji zdalnej w klasach 1–3 wspiera nauczycieli m.in. Fundacja Orange, która zorganizowała cykl webinarów o tym, jak prowadzić lekcje online, uwzględniając potrzeby dzieci w tym wieku. Skorzystało z nich jak dotąd 1708 osób. Fundacja już od pięciu lat współpracuje z nauczycielami wczesnoszkolnymi i wychowawcami świetlic w ogólnopolskim programie edukacyjnym MegaMisja. Cele, jakie realizuje ten program, wpisują się także w aktualne realia, kiedy tak wiele aktywności dzieci przenosi się do internetu. Cykl zajęć MegaMisji uczy podstaw cyfrowej higieny i bezpieczeństwa w sieci. Dzieci dowiadują się, co można publikować w internecie, jak chronić swoją prywatność, jak dbać o umiar w korzystaniu z technologii, jak odróżnić informację od reklamy, weryfikować informacje z sieci czy ćwiczyć dobre maniery w kontaktach online.

Nauczyciele uczestniczący w tym projekcie mają możliwość podnoszenia swoich cyfrowych kompetencji. Przed pandemią program był realizowany w ramach zajęć lekcyjnych lub na świetlicy szkolnej. Do tej pory trafił do 1100 szkół, a w zajęciach wzięło udział ponad 30 tys. dzieci. Teraz, w czasie nauki zdalnej, nauczyciele mogą realizować część zajęć w formie online.

Wybór partnera do budowy elektrowni jądrowej nastąpi w ciągu roku. Kwestia lokalizacji wciąż jest otwarta

Pomorze Gdańskie, Bełchatów i Pątnów to preferowane lokalizacje na budowę elektrowni jądrowej. – Te miejsca są już dobrze przygotowane, mamy zebrane dane do raportów środowiskowych, lokalizacyjnych, co zabiera dużo czasu – mówi Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, ale podkreśla, że w programie polskiej energetyki jądrowej wskazanych jest kilkanaście kolejnych miejsc, a decyzja jeszcze nie zapadła. Kwestią otwartą jest także wybór technologii oraz struktury finansowania. To będzie zależeć od wyboru partnera, który zainwestuje w to przedsięwzięcie. Decyzję w tej sprawie rząd ma podjąć w ciągu kilkunastu miesięcy.

Aktualizacja programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) nastąpiła uchwałą Rady Ministrów w październiku br. Będzie on realizowany w latach 2020–2033, z perspektywą do 2040 roku. Jego celem jest budowa i oddanie do eksploatacji sześciu reaktorów o łącznej mocy od 6 do 9 GW. Mają one zastąpić wyłączane w latach 2030–2040 stare jednostki wytwórcze korzystające z węgla kamiennego i zapewnić dywersyfikację źródeł wytwarzania energii elektrycznej – udział energetyki jądrowej w miksie energetycznym za 25 lat ma wynosić ok. 20 proc. Budowa pierwszych reaktorów ma się rozpocząć w 2026 roku, a oddanie ich do eksploatacji – w 2033 roku.

– Elektrownie staną najprawdopodobniej w dwóch miejscach, czyli trzy jednostki w jednej i trzy w kolejnej lokalizacji. W dokumencie jest rozpatrywanych kilkanaście miejsc, ale są też wskazane lokalizacje preferowane: to jest Wybrzeże, Bełchatów oraz Pątnów – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Naimski, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Obok wyboru lokalizacji kluczowym etapem przygotowań do inwestycji będzie wybór partnera strategicznego, co powinno nastąpić w ciągu kilkunastu miesięcy. To od tego będzie zależeć m.in. wybór konkretnej technologii, a więc również łączna moc zainstalowana w reaktorach.

Staramy się pozyskać partnera, który będzie dysponował sprawdzoną technologią budowy dużych reaktorów i który będzie z nami od samego początku do końca istnienia tych elektrowni. Jednym słowem nie szukamy tylko sprzedawcy technologii czy konstruktora, który nam zbuduje bloki, ale partnera, który zainwestuje z nami, poniesie ryzyko, także operacyjne, i będzie z nami przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania elektrowni – wyjaśnia pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. – Liczba potencjalnych partnerów spełniających te wymagania jest bardzo ograniczona.

Swoje zainteresowanie wyrazili już Amerykanie. W połowie października została zawarta umowa międzyrządowa o współpracy obu krajów w rozwoju PPEJ i cywilnego przemysłu jądrowego w Polsce. Podpisanie jej zapowiedział prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Białym Domu w czerwcu br.

Amerykanie przygotowują ofertę dla Polski na podstawie tej umowy. Zrobią to mniej więcej w perspektywie roku i to będzie ten moment, kiedy rząd będzie podejmował ostateczną decyzję o wyborze technologii i partnera – wyjaśnia minister. – Procedury muszą być zgodne z przepisami Euratomu i Unii Europejskiej. I tak już działamy – umowa z rządem amerykańskim była notyfikowana w Euratomie w Komisji Europejskiej. Przy czym to nie jest umowa, która przesądza ostatecznie o wyborze partnera.

W listopadzie o możliwościach współpracy w zakresie energetyki i programu jądrowego przedstawiciele polskiego rządu rozmawiali także z ambasadorem Francji.

– Przemysł francuskiej energetyki jądrowej jest historycznie bardzo zaawansowany i mamy sygnały z Paryża, że byliby zainteresowani, pytają się o nasze plany – mówi Piotr Naimski. – Jeżeli zostaną nam przedstawione jakieś oferty, które będą zawierały te elementy, które wymieniłem i które są opisane w tym rządowym projekcie, to będziemy je oczywiście rozważali.

Od wyboru partnera zależeć będzie również model biznesowy inwestycji i struktura jej finansowania. Ten ostatni czynnik będzie mieć decydujące znaczenie dla kosztów wytwarzania energii z nowych elektrowni jądrowych.

Jesteśmy w stanie przyjąć partnera na 49 proc., bo chcemy jednak mieć większość w tym przedsięwzięciu. Będzie on więc odpowiadał za sfinansowanie 49 proc., może trochę mniejszego udziału, i będzie ponosił finansowe ryzyko za swoją część. To jest tyle, co mogę w tej chwili powiedzieć, dlatego że docelowa struktura finansowania, jak również sposób sfinansowania po polskiej stronie to jest kwestia do dyskusji. Nie liczymy tutaj na finansowanie z Unii Europejskiej – podkreśla minister.

Rząd szacuje, że koszt przedsięwzięcia wyniesie 30 mld zł. To oznacza, że strona polska będzie musiała wyłożyć ok. 15 mld zł.

Elektrowni jądrowej nie buduje się bez wsparcia rządu. W innych krajach, gdzie sektor energetyki nuklearnej jest rozwinięty, zawsze wymagało to udziału rządu, czy to bezpośrednio kapitałowo-finansowego, czy to przez gwarancje – mówi Piotr Naimski. – Mówimy o elektrowni obliczanej na 60 lat funkcjonowania. Nakłady są duże, ale cena prądu z elektrowni nuklearnej w całym okresie jej istnienia jest konkurencyjna w stosunku do innych technologii. Równocześnie to finansowanie jest rozpatrywane przez sektor finansowy nie w perspektywie 15-letniego zwrotu z inwestycji, tylko dużo dłuższej.

Dziś budowę elektrowni jądrowej popiera 57 proc. społeczeństwa (badania z sierpnia br.). Przeciwnych jest 20 proc. badanych, a 23 proc. nie ma zdania. Jeszcze większe poparcie występuje w gminach, które są rozważane pod jej lokalizację – wynosi ono 71 proc. Zdecydowana większość społeczeństwa przyznaje, że potrzebne są szerokie działania informacyjno-edukacyjne na temat energii i energetyki atomowej.

– Na Pomorzu Gdańskim społeczności lokalne popierają tę inwestycję, bo widzą w niej możliwość rozwoju, poprawienia infrastruktury, stworzenia nowych miejsc pracy – podkreśla pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. – Przekonywanie do tego projektu nigdy nie powinno się kończyć, trzeba rozwiewać wątpliwości, które się rodzą i mogą się rodzić, dotyczące chociażby bezpieczeństwa, zagospodarowania odpadów promieniotwórczych. Te problemy widzimy, są one rozwiązywane w najlepszy możliwy sposób i będziemy o tym opowiadali publicznie, bo to jest bardzo ważne.

Jak podkreślają eksperci w raporcie „Energetyka jądrowa dla Polski”, doświadczenia innych państw pokazują, że konsekwentna realizacja programów jądrowych przez rząd może także przyczynić się do wzrostu poparcia. Dlatego też w Polsce oznacza to konieczność szybkiego podjęcia decyzji i konsekwentnego jej wdrażania.

Polacy szykują się na święta inne niż zwykle. Ograniczenie spotkań rodzinnych może pogłębić stres i depresję

Święta Bożego Narodzenia mają tradycyjnie rodzinny charakter, ale w tym roku część osób spędzi je w samotności. W wielu przypadkach spotęgują to odczuwane w ostatnich miesiącach lęk i poczucie osamotnienia, które mogą w skrajnych przypadkach doprowadzić do depresji. – Na negatywne skutki są szczególnie narażeni seniorzy, bo to właśnie im na ogół najbardziej zależy na celebrowaniu świąt w gronie całej rodziny – zauważa psycholog Krzysztof Tokarski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Ze względu na pandemię COVID-19 tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą inne niż wszystkie do tej pory. W ubiegłym tygodniu amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji chorób – rządowa agenda, która zajmuje się m.in. walką z koronawirusem – opublikowało listę wskazówek dotyczących bezpiecznego celebrowania świąt. Oprócz standardowego zachowywania dystansu i częstej dezynfekcji rąk jest wśród nich m.in. zalecenie, aby tegoroczne świętowanie zorganizować w mniejszej grupie osób, a z resztą rodziny spotkać się online, za pośrednictwem komunikatorów.

Eksperci CDC zalecają też, żeby unikać miejsc takich jak lotniska, dworce autobusowe, kolejowe i środki transportu publicznego, gdzie łatwo o zakażenie, a świątecznych spotkań nie organizować w małych pomieszczeniach, o słabej wentylacji, zamiast tego wybierając np. rodzinny spacer na świeżym powietrzu. W tym roku trzeba też rozważyć ograniczenie czasu spędzanego w gronie rodziny.

– W te święta ludzie będą mimo wszystko próbowali powtórzyć to, co działo się rok czy dwa lata temu, ponieważ jesteśmy przywiązani do tradycji. Ale to będą też święta odbywające się w atmosferze dużego lęku – i to uzasadnionego – wynikającego z obaw o to, czy rodzina i najbliżsi się nie zakażą, oraz niepewności, co będzie jutro czy za tydzień – mówi agencji Newseria Krzysztof Tokarski, psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W tym roku część osób spędzi święta w samotności. Taką sytuację najgorzej zniosą m.in. seniorzy, którzy są najbardziej narażeni na negatywne skutki zakażenia koronawirusem. To właśnie im na ogół najbardziej zależy na celebrowaniu świąt w gronie całej rodziny. Przeprowadzone dwa lata temu badanie ARC Rynek i Opinia dla Stowarzyszenia mali bracia Ubogich wskazuje, że co trzecia osoba po 65. roku życia mieszka samotnie, wśród osób powyżej 80 lat ten odsetek wzrasta do 50 proc. W wielu przypadkach samotne święta mogą dodatkowo zaostrzyć odczuwane w ostatnich miesiącach lęki i poczucie osamotnienia, które mogą doprowadzić do depresji i innych zaburzeń wymagających specjalistycznej pomocy psychologa.

– Negatywne skutki będą polegać na tym, że zamkniemy się w sobie i możliwe, że będziemy potrzebowali pomocy psychologa czy lekarza ze względu na lęki, depresję, inne skutki zaburzeń adaptacyjnych – mówi psycholog. – Nie wszyscy będziemy przeżywać okres świąt tak samo. Jedni będą sobie radzić lepiej, ale osoby z naturalną skłonnością do intensywnego przeżywania lęków będą radzić sobie gorzej.

Ekspert wskazuje, że poza środkami bezpieczeństwa, które ograniczają ryzyko zakażenia koronawirusem, w tym roku trzeba też szczególnie zadbać o higienę psychiczną swoją i najbliższych. Jest kilka sposobów, żeby spróbować to zrobić.

 Bardzo ważna jest higiena naszych codziennych czynności. Mamy skłonność do tego, żeby się nakręcać, straszyć się wzajemnie, przekazując sobie różne negatywne informacje. Święta to jest dobry czas, żeby zaniechać tych newsów, czasem fake newsów, które straszą i niepokoją, a skupić się przede wszystkim na rozmowach, nawet telefonicznych, z członkami rodziny o życiu codziennym, bez strachu i oceniania. Niektórzy po prostu potrzebują odciąć się od rzeczy, które ich niepokoją i mają duży wpływ na ich nastrój oraz relacje z najbliższymi – mówi Krzysztof Tokarski.

W praktyce dla części osób może się to jednak okazać trudne.

– Nie widzę takiej możliwości, żebyśmy potrafili się odciąć,  gdy w tle cały czas będziemy mieli ogromną ilość negatywnych informacji (również o protestach, strajkach, zamykaniu i otwieraniu kolejnych miejsc i instytucji) – mówi wykładowca WSB w Gdańsku.

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą odbywać się bez blichtru i celebracji w dużym gronie, bez świątecznych jarmarków, firmowych imprez oraz wielkich przedświątecznych zakupów w galeriach handlowych. Paradoksalnie jest to dobra okazja, żeby w tym czasie się wyciszyć i skupić na tym, co najważniejsze, czyli na kontaktach z rodziną i najbliższymi, nawet jeżeli będzie to tylko kontakt telefoniczny lub online’owy.

Psycholog wskazuje, że wielu Polaków przyzwyczaiło się już do funkcjonowania w warunkach pandemii i są świadomi, że tegoroczna Gwiazdka będzie zupełnie inna niż wszystkie, choćby ze względu na konieczność zachowania reżimu sanitarnego. Polacy mają jednak gen adaptacji, dzięki któremu łatwo przystosowują się do zmian.

– Natomiast trzeba pamiętać, że często jest to okupione bardzo wysokim kosztem, ponieważ zmiany są bardzo dużym stresem i wśród wielu osób, m.in. dzieci i ludzi starszych, pojawiają się zaburzenia adaptacyjne, które są niebezpieczne – podsumowuje Krzysztof Tokarski. – Bardzo dobrym przykładem zaburzeń adaptacyjnych jest całkowita negacja sensu noszenia maseczek, lockdownu i wirusa. Człowiek przy wiedzy i możliwości do wytłumaczenia sobie niepokojących zjawisk zaczyna wypierać, stosować agresję, drwinę, a jednocześnie poszukuje kolejnych spiskowych teorii potwierdzających jego tezy. I takich ludzi też trzeba zrozumieć – to ich sposób poradzenia sobie z silnym stresem i wewnętrznym lękiem.

W czasie pandemii Polacy szukają alternatyw dla transportu zbiorowego. Zyskiwać będą sharing economy i coraz bardziej innowacyjna mikromobilność

Pierwsza fala pandemii koronawirusa przyczyniła się do spadku przychodów branży mikromobilności i sharing economy. W ujęciu długofalowym branże te znacznie zyskają – głównie dzięki temu, że ludzie będą poszukiwali alternatywy dla transportu zbiorowego. Wraz z zainteresowaniem klientów pojazdami mikromobilnymi rośnie ich poziom zaawansowania technologicznego. Hulajnogi już same odnajdują miejsce ładowania, a sam proces ładowania jest optymalizowany przez sztuczną inteligencję, by pojazdy były zawsze w pełni naładowane. Innowacje będą też dotyczyły programowania doświadczeń użytkowników, tak aby pojazdy zapewniały możliwie największy komfort użytkowania i współdzielenia.

– Cała branża mikromobilności, jak i sharing economy zostały wystawione na próbę związaną z pandemią, podobnie jak wiele innych. Tutaj podejścia były dwa: jedno mówiło o tym, że branża zostanie dosyć mocno spowolniona i sharing economy nie będzie miał zastosowania, a drugie podejście twierdziło, że ta branża będzie rosła dzięki temu, że ludzie będą unikali transportu publicznego i bardziej skierują się na środki transportu indywidualnego – wskazuje agencji Newseria Innowacje Karol Żebrowski, odpowiedzialny za rozwój biznesu i sprzedaż w MorAmp.

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem sharing economy, zjawiska polegającego na współdzieleniu lub współużytkowaniu pewnych dóbr, a nie ich posiadaniu. Z danych opublikowanych przez Elsevier wynika, że między 29 stycznia 2020 roku a 7 marca 2020 roku chiński Didi i francuski BlaBlaCar odnotowały spadek pobrań aplikacji o odpowiednio 75 i 65 proc. Z tego samego opracowania wynika, że 53 proc. kierowców Ubera obawia się znacznego spadku zarobków. Uber w wyniku pandemii zmniejszył zatrudnienie o 14 proc., a Lyft o 17 proc. Okazuje się jednak, że w miarę nabierania przez społeczeństwo i rynek doświadczeń związanych z sytuacją epidemiczną to się zmienia.

– Przy pierwszej fali koronawirusa wiele firm sharingowych świadczących swoje usługi w tej gałęzi przemysłu ograniczyło swoje usługi bądź całkowicie zamknęło, wycofało się z wielu miast, złomowało pojazdy. Teraz obserwujemy dosyć gwałtowny wzrost wypożyczeń i użytkowania tego typu pojazdów. Cały rynek mikromobilności, jak i współdzielonej mobilności będzie bardzo gwałtownie rósł w kolejnych latach – przewiduje Karol Żebrowski.

Sprzyjać temu trendowi może fakt, że miasta są coraz bardziej zatłoczone. Z raportu TomTom Traffic Index wynika, że kierowcy spędzili w ubiegłym roku w korkach średnio 87 minut. Najwyższy wskaźnik zakorkowania zanotowano 23 stycznia w Kijowie, ale w pierwszej dziesiątce najbardziej zatłoczonych miast Europy znalazły się dwa polskie: Łódź i Kraków.

– Miasta są coraz bardziej zatłoczone. Obserwujemy coraz więcej korków na ulicach i utrudnień dojazdu. Pojazdy mikromobilne będą wykorzystywały swoją przewagę dzięki swojej mobilności. Prognozy są takie, że w ciągu najbliższych pięciu lat rynek mikromobilności i pojazdów współdzielonych wzrośnie około 60-krotnie – podkreśla ekspert MorAmp.

Wraz z popularyzacją pojazdów mikromobilnych zmienia się też ich specyfikacja techniczna. W hulajnogach elektrycznych znajdziemy m.in. szereg rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Współczesne hulajnogi są w stanie samodzielnie wrócić na miejsce parkowania, a także tak zoptymalizować proces ładowania baterii, by pełne naładowanie nastąpiło dokładnie wtedy, kiedy użytkownik będzie musiał wyruszyć w trasę. Innowacje obejmują również takie funkcjonalności jak np. wykrywanie wypadków czy interakcja z użytkownikiem (np. komunikaty audiowizualne).

– Technologie wewnątrz pojazdów będą się rozwijały. Wiele innowacji będzie powstawało w związku z systemami elektronicznymi, z systemami zarządzania pojazdem, jak i flotą pojazdów, czyli również rozwiązania IoT dotyczące ogólnego managementu i programowania user experiences użytkowników. W tym zakresie wiele innowacji będzie mogło powstawać – twierdzi Karol Żebrowski.

Z raportu P&S Intelligence wynika, że do 2025 roku przychody z rynku mikromobilności osiągną pułap 9,8 mld dol.

Pierwszy kraj na świecie dopuścił do sprzedaży mięso przyszłości. Smakuje i wygląda jak zwykłe, ale wyhodowane zostało w laboratorium

Laboratoryjnie wyhodowane mięso trafi do dystrybucji. Amerykański start-up biotechnologiczny uzyskał zgodę singapurskiej agencji  żywności na powszechną sprzedaż mięsa wytwarzanego z komórek zwierzęcych. Produkt, choć zachowuje walory smakowe i odżywcze mięsa pozyskanego metodami tradycyjnymi, został stworzony metodami laboratoryjnymi i przy jego produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.

– Singapur od dawna jest liderem we wszelkiego rodzaju innowacjach, od technologii informacyjnej po biologię, a obecnie jest światowym liderem w budowaniu zdrowszego i bezpieczniejszego systemu żywnościowego. Zatwierdzenie regulacyjne dla mięsa wyhodowanego w laboratorium jest pierwszym z wielu. Jestem przekonany, że będzie ich więcej w innych krajach na całym świecie – podkreśla Josh Tetrick, współzałożyciel i dyrektor generalny Eat Just.

Firma biotechnologiczna Eat Just  zrobiła istotny krok na drodze do zredukowania spożycia mięsa pozyskiwanego metodą uboju zwierząt. Singapur będzie pierwszym państwem, które dopuści do sprzedaży żywność wyprodukowaną przy wykorzystaniu syntetycznego mięsa. Produkty z linii GOOD Meat powstały na drodze laboratoryjnej, na bazie próbek komórek odzwierzęcych, które w procesie namnażania były odżywiane wyłącznie pokarmem pochodzenia roślinnego.

Pierwszym produktem z linii GOOD Food będą kawałki panierowanego kurczaka. W pierwszej fazie wdrożeniowej koszt wytworzenia mięsa metodami laboratoryjnymi będzie przewyższał koszty pozyskania go drogą uboju, ale firma liczy na to, że wraz z popularyzacją produktu jego cena będzie sukcesywnie spadać. A jeśli trafi ono do globalnej dystrybucji, może stać się realną alternatywą dla tradycyjnego przemysłu mięsnego.

– Współpracując z szeroko rozumianym sektorem rolnictwa i myślącymi przyszłościowo decydentami, firmy takie jak nasza mogą pomóc sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu na białko zwierzęce, ponieważ do 2050 roku nasza populacja wzrośnie do 9,7 mld – wskazuje Josh Tetrick.

Z analiz przeprowadzonych przez ekspertów z Good Food Institute wynika, że w wyniku rosnącej liczby ludności na świecie w ciągu najbliższych 30 lat zapotrzebowanie na produkty mięsne może wzrosnąć nawet o 70 proc. Zaspokojenie tak wysokiego zapotrzebowania będzie problematyczne zarówno z logistycznego, jak i ekologicznego punktu widzenia. Aby zwiększyć uzysk z mięsa do uboju, konieczne będzie wycięcie dużych połaci lasów, co z kolei odbije się na zauważalnym wzroście śladu węglowego przemysłu zwierzęcego.

Tymczasem przy namnażaniu GOOD Meat wykorzystuje się gigantyczne, 1200-litrowe bioreaktory. Zastosowanie pożywki roślinnej aplikowanej w ściśle kontrolowanych warunkach pozwala wyeliminować z procesu produkcyjnego wszelkie antybiotyki. Dzięki temu mięso jest zdrowsze niż to pochodzące z uboju: charakteryzuje się wysoką zawartością białka, zróżnicowanym składem aminokwasów, tłuszczów nienasyconych oraz składników mineralnych.

– Pierwsze na świecie regulacje prawne dotyczące dopuszczenia do konsumpcji mięsa wytwarzanego bezpośrednio z komórek zwierzęcych toruje drogę do komercyjnej premiery nowej marki GOOD Meat – czytamy w komunikacie dla prasy Eat Just.

GOOD Meat nie jest pierwszym produktem Eat Just, który odpowiada na wyzwania związane z produkcją żywności odzwierzęcej. Firma ma już na swoim koncie opracowanie ekologicznych jajek JUST Egg, wyprodukowanych na bazie produktów roślinnych, które sprzedawane są na terenie krajów azjatyckich.

– Coraz ważniejsze jest dla nas inwestowanie w nowatorskie, zrównoważone technologie rolno-spożywcze, takie jak alternatywne białka, aby sprostać przyszłym potrzebom świata w zakresie żywności i żywienia – przekonuje Damian Chan, wiceprezes rządowej rady Singapore Economic Development Board.

Według firmy badawczej MarketsandMarkets wartość globalnego rynku syntetycznego mięsa do 2025 roku wzrośnie do 214 mln dol., a w 2032 roku osiągnie wartość 593 mln dol. W latach 2025–2032 rynek ma się rozwijać w tempie 15,7 proc. w skali roku.

E-commerce coraz bardziej profesjonalny dzięki pandemii

  • Podczas pandemii duża część handlu przeniosła się do sieci – przy obecnym poziomie e-zakupów ich wartość na koniec roku może przekroczyć 15 mld euro*.
  • Masowo powstają nowe sklepy internetowe – blisko 5,5 tys. w pierwszym półroczu* Te, które były na rynku wcześniej, w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na e-handel inwestują w nowoczesne rozwiązania, na które wcześniej nie było ich stać.
  • Wzrost e-commerce zwiększa zapotrzebowanie logistyczno-magazynowe i rozwiązania je wspierające.

Z galerii do internetu

Wezwania do dystansu społecznego i pozostania w domu w pierwszych tygodniach pandemii zamroziły tradycyjny handel. Galerie handlowe były zamknięte, a inne sklepy zanotowały znaczące spadki obrotów. Wg prognoz Euromonitor, tegoroczna wartość sprzedaży w tradycyjnych sklepach odzieżowych i obuwniczych będzie mniejsza o 21,5%, co oznacza, że rynek skurczy się o 5,5 mld zł. Nie przestaliśmy jednak kupować, ruch z galerii handlowych przeniósł się do sieci. W pierwszym półroczu handel e-commerce zwiększył obroty o 30%. Przy takim poziomie wzrostu eksperci spodziewają się, że cały rok zamknie się ze sprzedażą internetową na poziomie 15 mld euro*. Online kupuje już 72% polskich internautów.

Zapotrzebowanie na zakupy w sieci kreuje podaż – w pierwszym półroczu powstało w Polsce blisko 5,5 tys. nowych sklepów internetowych. Wprawdzie swoją działalność zamknęło w tym czasie nieco ponad 2 tys., ale bilans i tak jest zdecydowanie na plus. Za zwiększenie sprzedaży w internecie odpowiadają nie tylko nowe sklepy, ale także te, które na rynku były obecne już wcześniej. Teraz dzięki zwiększeniu sprzedaży rosną ich przychody. Część zysków inwestują w rozwój i profesjonalizację swojego biznesu.

Duzi inwestują, nie chcą dać się dogonić nowej fali

Sklep internetowy to o wiele więcej niż widzimy wchodząc na jego stronę. W tym roku skokowo wzrosło zapotrzebowanie w obszarach infrastruktury telekomunikacyjnej, logistyczno-magazynowe i rozwiązań usprawniających i przyspieszających działanie.

– Wzrost rynku e-commerce jest widoczny. W pierwszym półroczu odnotowaliśmy rekordowe zamówienia z kilku dużych sklepów internetowych. Najwięksi na rynku inwestują duże pieniądze, żeby nie dać się konkurencji w postaci licznie powstających nowych firm – mówi Mirosław Cieśla Kierownik Sprzedaży Strategicznej w SPIE Building Solutions – dostawcy i implementatora rozwiązań dla handlu, w tym e-commerce.  – Przykładem rozwiązań, w które inwestują kolejne duże sklepy internetowe jest np. RFID czyli system elektronicznego oznaczania (tagowania) produktów. Jeszcze rok temu szeroko stosowała je u siebie tylko jedna firma handlowa, teraz jest ich przynajmniej 3, a kolejne przymierzają się do wdrożenia.

Jak działa RFID w sklepie internetowym

Cały towar, który wchodzi do obrotu jest oznaczony (otagowany) metkami elektronicznymi (metkami RFID lub fizycznym klipsem). Znakowanie odbywa się u źródła – w fabryce. Dzięki temu każdy towar docierający do sklepowego magazynu jest przy użyciu skanera szybko wprowadzany do komputera. Pracownicy sklepu przygotowując wysyłkę ponownie skanują towar sprawdzając czy to, co wychodzi z magazynu jest właściwą rzeczą i tą, którą zamówił klient. W ten sposób nie tylko unika się pomyłek przy wysyłce, ale i przekazuje na stronę sklepu rzeczywisty stan zaopatrzenia. Dzieje się to w sposób płynny i automatyczny. W przypadku wersji z klipsami usuwa się je w rozszywaczu RFID przed wysyłką. Zapakowany towar jest przekazywany na taśmociąg. Tam bramki rejestrujące sygnał z elektronicznej metki lub klipsa dodatkowo sprawdzają, czy zapakowano właściwy towar.

System działa w obydwie strony – jeśli klient odsyła jakiś towar i coś wraca do sklepu jest ponownie skanowane (lub doczepia się klips), a produkt wchodzi z powrotem na stan.

– Obniża się próg inwestycyjny takich rozwiązań. Kilka lat temu były dostępne tylko dla największych sklepów, obecnie koszty spadają. Niedawno o RFID pytała hurtowna elektryczna, która nie jest potentatem w swojej branży. Działa kilka lat, ale duża obecnie sprzedaż on-line sprawia, że rozważają wdrażanie nowoczesnych rozwiązań usprawniających działanie mówi Mirosław Cieśla ze SPIE Building Solutions.

Wg eksperta znacząco wzrosły także potrzeby związane z systemami antywłamaniowymi – sprzedaż w sklepach internetowych rośnie, muszą mieć więc więcej towaru „pod ręką”, gotowego do wysyłki. Do tego potrzebne są nowe powierzchnie magazynowe, które trzeba chronić i zabezpieczać.

Struktura sieci polskiego handlu to ponad 335 tys. sklepów stacjonarnych (oraz 32 tys. sklepów internetowych). Z 437 miliardów złotych wydanych w handlu przed pandemią, około 29 proc. tej kwoty zagospodarowały sklepy w centrach handlowych, a 9 proc. sklepy w kanale e-commerce (dane GFK).

* prognozy organizacji eCommerce Europe i RetailX

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 7.12 – 11.12.2020

Nastroje rynkowe pozostają optymistyczne i tak naprawdę jedynym zagrożeniem jest wytracenie rozpędu i pojawienie się wątpliwości, czy trendy nie zaszły za daleko? Nie byłoby to niezwykłe zjawisko, ale na koniec roku może być o to łatwiej w ramach ograniczania aktywności przed świąteczną przerwą. Z drugiej strony możliwy finał negocjacji brexitu oraz zwiększenie luzowania polityki przez EBC mogą dać świeży impuls dla rajdu ryzykownych aktywów.

Przyszły tydzień: CPI/indeks Michigan z USA, szczepionki, EBC, brexit, szczyt UE, bilans handlowy/inflacja z Chin, indeksy nastrojów z Australii, BoC

USA

W USA zestaw zaplanowanych publikacji jest relatywnie drugorzędny – inflacja CPI (czw) mało znaczy w obliczu deklaracji Fed o utrzymaniu stóp procentowych nisko na lata, a ewentualne pogorszenie nastrojów konsumentów (pt) jest oczekiwane w obliczu wzrostu liczby zachorowań. Do końca tygodnia Demokraci i Republikanie powinni znaleźć kompromis w sprawie pakietu fiskalnego, przynajmniej tak ostatnio deklarowali. Poza tym w czwartek Agencja Żywności i Leków ma dyskutować o zatwierdzeniu szczepionki Pfizera. Jeśli lek uzyska zgodę, dystrybucja ma się zacząć w ciągu następnych 24 godzin. Wall Street (i inne aktywa ryzykowne) będzie wrażliwy na te informacje.

Strefa euro

W strefie euro na pierwszym planie będzie decyzja EBC (czw), gdzie już wcześniej została zapowiedziana „rekalibracja” polityki. Według przecieków ujawnionych pod koniec mijającego tygodnia nowe narzędzia ekspansji monetarnej będą obejmować przedłużenie programu skupu aktywów PEPP o 6-12 miesięcy i zwiększenie wolumenu o co najmniej 500 mld EUR oraz nowy program pożyczek TLTRO. Z perspektywy EUR istotne jednak będzie, że EBC nie planuje cięć stóp procentowych. W komunikacie bank może nadmienić niezadowolenie z umocnienia EUR (jak to miało we wrześniu, kiedy ostatni raz EUR/USD flirtował z 1,20), jednak dla EBC istotniejsze jest tempo umocnienia euro niż poziom, a ostatnie zmiany są dużo spokojniejsze niż latem. Mimo to słabszy kurs (i poprawa konkurencyjności) to zawsze lepiej dla wychodzącej z kryzysu gospodarki, więc werbalna interwencja nie jest niemożliwa. EUR/USD jest narażony na sygnały ostrzegawcze, choć nie powinno zaburzyć to średnioterminowego trendu wzrostowego.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii szum polityczny w sprawie brexitu sięga punktu kulminacyjnego i być może już po weekendzie wyjaśni się, czy porozumienie handlowe zostanie osiągnięte. Siła GBP z ostatnich dni sugeruje, że rynek już niemal w pełni zdyskontował umowę, ale nie wyklucza to wstępnej eksplozji zadowolenia i pociągnięcia kursu wyżej. Tak samo, jak niewykluczone jest, że politycy znowu rozczarują i będą przeciągać rozmowy o kolejny tydzień.

Polska

Kalendarz publikacji makro z Polski na przyszły tydzień jest pusty, co oznacza, że ewentualne impulsy będą związane wyłącznie ze szczytem unijnym 10-11 grudnia i budżetem UE. Rynek wciąż liczy na zażegnanie sporu i wycofanie weta Polski i Węgier, otwierając drogę dla uruchomienia Funduszu Naprawczego. Jeśli do porozumienia nie dojdzie i UE zdecyduje się na obejście sprzeciwu Polski i Węgier, będzie to oznaczać pozbawienie obu krajów dostępu do dodatkowych środków fiskalnych. Można oczekiwać, że wstępna reakcja złotego będzie negatywna, ale nie spodziewamy się załamania kursu, a raczej osłabienia o ok. 1 proc. Jednocześnie brak dodatkowych miliardów z UE, nawet jeśli częściowo zostaną uzupełnione przez indywidualną emisję długu przez Polskę, obniży (ale nie wyeliminuje) potencjał do umocnienia złotego w dłuższym horyzoncie.

Chiny

Poza tym nieco uwagi powinno zostać poświęcone danym z Chin: bilansowi handlowemu (pon) i inflacji (śr). Pierwsze rzuci więcej świata na rozwój globalnych łańcuchów dostaw, a drugie – na siłę konsumpcji wewnętrznej. Zdrowie gospodarki Państwa Środka będzie ważnym filarem odbudowy ożywienia na świecie w 2021 r.

Australia

W Australii indeksy nastrojów w biznesie (wt) i konsumentów (śr) powinny wskazać na kontynuowaną poprawę, szczególnie że Antypodom udało się uniknąć jesiennej fali pandemii.

Kanada

W Kanadzie bank centralny (śr) powinien utrzymać politykę bez zmian (0,25 proc.), choć atak drugiej fali pandemii podniósł ryzyka wokół tempa wzrostu i prawdopodobnie będzie skutkować łagodnym wydźwiękiem komunikatu. Bez sygnałów dodatkowego łagodzenia polityki monetarnej, decyzja BoC powinna być neutralna dla CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.