Naukowcy wykorzystują sztuczną inteligencję do usprawnienia misji kosmicznych. W Polsce powstają innowacyjne satelity oraz centra badawcze

Naukowcy wykorzystują sztuczną inteligencję do usprawnienia misji kosmicznych. W Polsce powstają innowacyjne satelity oraz centra badawcze 1

Dzięki upowszechnieniu się miniaturowych satelitów wystrzelenie instrumentów badawczych na orbitę okołoziemską stało się relatywnie tanie. Konstruują je niewielkie ośrodki naukowe oraz start-upy wykorzystujące satelity m.in. do prowadzenia obserwacji ziemskiej atmosfery. Wraz z zagęszczaniem sieci satelitów przesyłanie obrazów do stacji badawczych staje się coraz bardziej uciążliwe, gdyż zawęża się zakres dostępnych częstotliwości nadawczych. Rozwiązaniem tego problemu mogą się okazać  systemy sztucznej inteligencji, które dokonają wstępnej obróbki zdjęć satelitarnych już na orbicie.

– Do tej pory takie obrazy są w całości wysyłane na Ziemię. Problem polega na tym, że tego typu dane są bardzo duże. Dane hiperspektralne składają się z wielu obrazów, w przypadku naszego satelity byłoby to 150 obrazów, więc to jest parę gigabajtów danych. Aby ściągnąć takie dane, potrzeba dużo czasu, nie zawsze satelita znajduje się nad stacją naziemną, do której może nadawać te dane. Takie rozwiązanie, kiedy przetwarzamy dane na orbicie i wysyłamy na Ziemię tylko wyniki, jest bardzo optymalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Marek Krawczyk, manager ds. rozwoju biznesu.

Na konieczność usprawnienia systemu przetwarzania danych hiperspektralnych zwrócił uwagę m.in. polski fundusz KVARKO, którzy zainwestował 1 mln zł w firmę Hyperlab Solution specjalizującą się w algorytmach przetwarzania danych teledetekcyjnych. Jej zadaniem będzie wypracowanie rozwiązań umożliwiających błyskawiczną analizę danych pozyskanych przez satelity, do takich celów jak np. identyfikacja zanieczyszczeń gleb, wód i powietrza, ocena stanu drzewostanu czy lokalizacja nielegalnych wysypisk śmieci. Wykorzystanie sztucznej inteligencji od Hyperlab Solution w misjach kosmicznych może umożliwić analizowanie szerokiego zakresu danych hiperspektralnych już na orbicie okołoziemskiej.

Rozwiązanie tego typu zastosowano m.in. w Intuition-1, satelicie klasy CubeSat, który zaprojektowano w ramach konsorcjum FP Space. Pojazd wyposażono w kamerę hiperspektralną oraz komputer pokładowy wspomagany systemem sztucznej inteligencji. Dzięki wykorzystaniu technologii głębokich sieci neuronowych dane pozyskane przez system optyczny mogą być analizowane, katalogowane i przetwarzane w czasie rzeczywistym, jeszcze na pokładzie satelity. Zastosowanie systemów inteligentnych pozwoli drastycznie zredukować liczbę danych przesyłanych do stacji badawczej przez Intuition-1.

Na obrazach hiperspektralnych jesteśmy w stanie znaleźć różnego rodzaju obiekty albo substancje, które nas interesują. Aktualnie wiele prywatnych firm i agencji kosmicznych bardzo mocno włącza się w eksplorację kosmosu, coraz więcej jest więc satelitów na orbicie. Zakres częstotliwości dostępnych dla tych satelitów, żeby nadawać dane, jest coraz mniejszy. Ściąganie danych na Ziemię będzie coraz trudniejsze. W związku z tym istnieje potrzeba obróbki tych danych już na orbicie i wysyłania gotowych danych na Ziemię – tłumaczy ekspert.

Potencjał sztucznej inteligencji dostrzegli także studenci z Politechniki Warszawskiej, którzy zaprojektowali edukacyjnego satelitę PW-Sat2. Zamontowano w nim jednostkę centralną kontrolującą i automatyzującą pracę wielu podzespołów. Satelita sam planuje przebieg poszczególnych zadań, monitoruje stan podzespołów oraz automatycznie zbiera dane z czujników oraz systemów optycznych, a wszystkie systemy autonomiczne zostały zaprojektowane od zera przez zespół uniwersytecki.

W rozwój autonomicznych satelitów włączyła się także wrocławska firma SatRevolution, która do usprawnienia systemów pozyskiwania i analizy danych wykorzystała oprogramowanie Smart Spectroscopy działające w oparciu o chmurę Microsoft Azure. Dotychczas narzędzie to stosowano w projektach z kategorii Factory of the Future w celu zautomatyzowania procesów zarządzania produkcją. W branży kosmicznej przysłuży się m.in. do wdrożenia idei inteligentnych upraw. Połączenie technologii obrazowania satelitarnego oraz chmury obliczeniowej Microsoft Azure umożliwi przeprowadzenie błyskawicznej analizy jakości upraw w oparciu o zdjęcia hiperspektralne.

– W przypadku rolnictwa precyzyjnego mówimy tutaj np. o stanie upraw, czy dana uprawa została zarażona jakimś patogenem, pasożytem czy grzybem. Tego typu dane można osiągnąć również w przypadku leśnictwa. Możemy też myśleć o zastosowaniach takich jak monitoring infrastruktury, np. możemy zbadać, czy wały przeciwpowodziowe, które zostały zbudowane, nasiąkają wodą, czy nie. Można to zrobić już z orbity – przekonuje dr Marek Krawczyk.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii obrazowania satelitarnego w 2018 roku wyniosła 4 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 7,5 mld dol.

Urlop przez internet, czyli wygodna rezerwacja

Planując urlop, pierwszą czynnością, której musimy dokonać jest rezerwacja noclegu. Jest to już dla nas rzeczą naturalną, że czynność tą robimy szybko, przez internet. Dzięki dzisiejszej nowoczesnej technologii rezerwacja online stała się prosta, a co najważniejsze, bezpieczna.

Jeszcze całkiem niedawno planowanie wakacji było wiele trudniejsze, dłuższe i nieco skomplikowane.  Wybierając się do biura podróży musieliśmy być przygotowani na wszystkie możliwe pytania. Jaki budżet? Jaki cel podróży? Jakie wymagania? Jakie wyżywienie? I wiele, wiele innych pytań, którym musieliśmy stawić czoła. Potem następowało długie czekanie, podczas którego nasza pani konsultantka wybierała się na mozolne poszukiwania odpowiedniego dla naszych wymagań urlopu.  W dzisiejszych czasach wystarczy parę klików myszką i bramy do urlopowego szczęścia zaczynają się otwierać, włączając countdown do dnia wyjazdu.

We need the speed, czyli rezerwacja w trybie turbo

Pierwszy krok to sama rezerwacja online. To, co ją wyróżnia, to przede wszystkim szybkość. Wystarczy, że włączymy stronę, na której chcemy dokonać rezerwacji hotelu, domku letniskowego, apartamentu lub choćby schroniska. Następnym krokiem jest wypełnienie paru okienek na portalu, zaznaczenie istotnych dla nas opcji, takich jak ilość noclegów lub tryb wyżywienia, po czym możemy już tylko nacisnąć „Ok” i już pokazują nam się wszystkie miejsca, które idealnie spełniają nasze wymagania. Wybieramy najlepsze dla nas rozwiązanie, wpisujemy nasze dane osobowe i, w tym momencie, dzieli nas jeszcze tylko jeden klik od zakończenia procesu rezerwacji. Po zatwierdzeniu rezerwacji powinniśmy dostać mailowe potwierdzenie zabukowanego wypoczynku. I to jest właśnie pierwszy moment, kiedy możemy zacząć się cieszyć i odliczać dni do nadchodzących wakacji!

Filtry, czyli precyzja doskonałości

Większość z nas zna je bardzo dobrze. Niekoniecznie w postaci oczyszczaczy wody, choć ich zadanie na portalach internetowych jest podobne do tych nam powszechnie znanych. Odseparowują one niepożądane informacje, wyłaniając tylko te dla nas znaczące. Dokładnie tak samo dzieje się przy dokonywaniu rezerwacji urlopowej. Z pomocą pierwszego filtra wybieramy tylko te miejsca podróży, które nas interesują. Mamy zamiar wybrać się do Hiszpanii, nie interesuje nas Turcja. Dalej filtrujemy przybliżone miejsce naszego celu, według miasta ewentualnie odległości. Jeśli jest nam obojętne, gdzie dokładnie chcemy się wybrać, zostawiamy niewypełnione pole. Następnym krokiem jest ograniczenie się do daty lub okresu, w których mamy zamiar wybrać się na wycieczkę, ilość podróżujących z nami oraz rodzaj wyżywienia. Dla wymagających istnieje również możliwość jeszcze dokładnieszego, bardziej szczegółowego filtrowania w wyszukiwanych wynikach np. hotel na plaży, typ pokoju, posiadanie Wi-Fi i wiele innych mniej lub bardziej istotnych detali. Bardzo praktyczną opcją jest również sortowanie. Docenią ją szczególnie osoby kładące dużą wagę na cenę. Jednym z takich portali turystycznych jest Neckermann.pl. Znajdziesz tam dokładnie to, czego szukasz. Dla pewności masz szansę również na przeczytanie opinii poprzednich klientów. Dzięki temu, jesteś w stanie uniknąć niemiłych niespodzianek.

Luksusowe wakacje za grosze

Wiele portali urlopowych oferuje swoim uzytkownikom niesamowite, luksusowe opcje, w mega konkurencyjnych cenach. Oprócz słynnego już Last Minute, coraz modniejsza staje się zakładka First Minute. Znajdziesz w niej luksusowe kurorty, które możesz zarezerwować nawet o 50% taniej, na kilka miesięcy przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego. Dla osób, które swój urlop planują z dużym wyprzedzeniem, taka opcja na pewno będzie kusząca. Dodatkowo, coraz częściej mamy możliwość wykupienia wersji All-Inclusive. Oznacza to, że w cenie wycieczki, oprócz nocelgu, wliczone są także posiłki oraz wszystkie atrakcje, które hotel/pensjonat posiada tj. baseny, SPA, a nawet dyskoteki czy imprezy tematyczne.

Wycieczka wybrana? Świetnie! W takim razie pozostało tylko pakowanie walizek i w drogę. Jeżeli szukasz więcej inspiracji wystarczy, że klikniesz tutaj.

Życzymy udanego urlopu!

Facebook, Instagram i Linkedin na celowniku cyberprzestępców

W 2019 roku cyberprzestępcy ukradną 2 bln dolarów, czyli kwotę, na którą 38 mln Polaków musiałoby pracować przez 4 lata (!) Przestępczy proceder kwitnie, a jedną z najpowszechniejszych form kradzieży danych pozostaje phishing. W świetle najnowszych badań oszustwa tego typu najszybciej rozwijają się w…serwisach społecznościowych. W pierwszym kwartale 2019 r. przybyło ich aż o 75%. Firma Xopero, producent rozwiązań do backupu i ochrony przed utratą danych, radzi, jak nie dać się „złowić”.

Kosmiczne zarobki cyberprzestępców

Eksperci z Cisco Systems szacują, że w 2019 roku hakerzy zarobią 2 bln dolarów. Dla porównania, Polska wypracuje w tym samym okresie PKB w wysokości ok. 0,5 bln dolarów – czterokrotnie mniej. To, jak ogromną sumę ukradną cyberprzestępcy zobrazować może Wam widok 5 stosów studolarówek sięgających Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, która orbituje 400 km nad Ziemią.

Jak “łowi” się w sieci

W kontekście kosmicznych zysków generowanych przez przestępców, rozwój ich działalności nie powinien nikogo dziwić. Jedną z chętniej wykorzystywanych przez nich metod pozostaje phishing. Jest to rodzaj oszustwa internetowego polegającego na wyłudzaniu poufnych danych, zazwyczaj za pomocą wiadomości zawierających złośliwe załączniki lub linki kierujące użytkowników na pozornie autentyczne strony logowania znanych i wiarygodnych instytucji lub firm. Często wystarczy samo kliknięcie, aby jednocześnie zainicjować proces ściągania na komputer złośliwego oprogramowania. Skradzione dane uwierzytelniające wykorzystywane są przez oszustów jako punkt wyjścia do dalszych ataków lub sprzedawane na DarkWebie.

Ulubione marki oszustów

Obie te metody wymagają od przestępców umiejętności podszycia się pod znane firmy i instytucje. Wizerunków których najchętniej używają? Według raportu „Phishers Favorites” na liście 10 ulubionych marek znalazły się m.in. Microsoft, PayPal, Netflix, Facebook czy DHL oraz banki, z których w Polsce najbardziej znany jest Credit Agricole. W tym zestawieniu rośnie jednak znaczenie mediów społecznościowych.

Wzrost ataków phishingowych w social mediach

W pierwszym kwartale 2019 r. na terenie Ameryki Północnej oraz Europy ilość oszustw w social mediach wzrosła o 74,5%. Na liście ulubionych portali, poza wspomnianym Facebookiem, znalazły się Linkedin oraz Instagram. Ilość oszustw na Facebooku wzrosła o 155,5%, podczas gdy na Instagramie aż o…1868,8% (!).

Skąd taki wzrost zainteresowania mediami społecznościowymi? Przede wszystkim z powodu ich powszechności. Z danych raportu “Digital 2019” wynika, że konta w social mediach posiada blisko 45% całej populacji.

Z Facebooka korzysta na co dzień 2,23 mld, z Instagrama 1 mld, a z Linkedina 303 mln ludzi. Spędzają w nich średnio 2 godziny i 16 minut dziennie, czyli ⅓ całkowitego czasu, jaki przebywają w sieci. Z cytowanego raportu wynika również, że średnio co czwarty użytkownik wykorzystuje social media w swojej pracy. Zważywszy na ilość powstających profili firmowych, jak również rosnącą rolę social mediów w komunikacji, również biznesowej, możemy być pewni, że ilość zagrożeń w mediach społecznościowych będzie w dalszym ciągu wzrastać.

Jak nie dać się “złowić”?

Bartosz Jurga – head of presales, Xopero Software S.A.
Bartosz Jurga, Head of Sales w Xopero Software

Wzrost wykorzystania social mediów w celach służbowych to wbrew pozorom ogromny problem dla firm – zauważa Bartosz Jurga, Head of Sales w Xopero Software – z badań wynika, że to pracownicy odpowiadają za 48% naruszeń bezpieczeństwa w firmach i stanowią najsłabsze ogniwo całego systemu ochrony danych biznesowych. Na szczęście, problem został zauważony przez pracodawców, którzy zaczynają edukować swoje zespoły. Tylko w tym roku działania edukacyjne zamierza prowadzić aż 80,6% firm, a blisko połowa zwiększy swoje inwestycje w tym zakresie.

Polacy głosują nogami za wolnością gospodarczą

Polacy od XVIII wieku emigrują na Zachód w poszukiwaniu pełniejszych możliwości samorealizacji, które stwarza nie tylko dobrobyt tamtejszych społeczeństw, ale i zwykle większy zakres wolności. Również po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej ci, którzy wyjechali, wybierali jedne z najbardziej wolnych gospodarczo krajów Europy i świata – Wielką Brytanię, Niemcy, Irlandię czy Holandię.

Migracja w kierunku krajów o większym zakresie wolności gospodarczej występuje na całym świecie. W latach 2010-2015 aż 4-krotnie więcej imigrantów osiadło w krajach o większym zakresie wolności gospodarczej od kraju pochodzenia niż odwrotnie. W poprzednich 20 latach ta zależność była jeszcze silniejsza.

Imigranci osiedlają się w krajach o większym zakresie wolności gospodarczej z dwóch powodów. Po pierwsze, zwykle kraje o większym zakresie wolności gospodarczej są bogatsze, umożliwiając imigrantom bardziej dostatnie życie.

Wyższa wolność gospodarcza przekłada się na szybszy wzrost gospodarczy i dobrobyt.Po drugie, imigrantom łatwiej znaleźć pracę w mniej regulowanych gospodarkach. Restrykcyjne regulacje pracy utrudniające znalezienie pracę młodym, utrudniają je tak samo imigrantom, którzy często gorzej znają język i mają trudności z udowodnieniem wartości swoich kwalifikacji zdobytych w kraju pochodzenia.

Naturalnie wolność gospodarcza nie wyczerpuje listy determinantów migracji, do których należy PKB per capita, odległość geograficzna i językowo-kulturowa, czy istniejące sieci migracyjne.

Dzisiaj Polska sama stała się krajem stwarzającym warunki rozwoju imigrantom z Ukrainy i Białorusi. Polacy w dalszym ciągu będą jednak emigrować aż nie zamkniemy luki rozwojowej w stosunku do bogatszych sąsiadów na Zachodzie. Pomoże w tym większy zakres wolności gospodarczej.

Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR

Upadłości i zatory płatnicze. Poważne zagrożenie czy naturalny proces?

Wysoki procent upadających firm nie jest charakterystyczny tylko dla rynku polskiego. Wzrost ich odsetka dotyczy także wielu innych krajów. W 2018 roku liczba upadających firm wzrosła o 10%, a ekonomiści nie przewidują w tym roku poprawy. To jednak nie jedyny problem, dotykający gospodarki wielu krajów. W wielu branżach, przede wszystkim na rynku budowlanym, firmy zmagają się z brakiem płynności finansowej – spowodowanej przez duże zatory płatnicze. Analitycy wskazują, że doświadcza ich 9 na 10 firm, a część opóźnień wynosi aż 180 dni. To niebezpieczna sytuacja zważywszy, że większość opóźnień sięgających 180 dni nie jest finalnie wypłacana wykonawcom. Analitycy uspokajają jednak, że to dosyć naturalne zjawisko.

– Upadłości i zatory płatnicze są częścią dynamiki rynkowej, która zawsze występuje w gospodarce – powiedział serwisowi eNewsroom Declan Daly, dyrektor Coface w Centralnej i Środkowej Europie – Doświadczają ich nawet rynki cechujące się dużą dynamiką wzrostu. Rosnąca liczba upadających firm wynika także z rozwoju nowych technologii. Starsze firmy, nie nadążające za rozwojem technologicznym, są wypychane z rynku przez nowych graczy. To naturalny proces, który staje się niebezpieczny dopiero po przekroczeniu pewnych granic. Permanentnie opóźnione płatności w zagrożonych obszarach rynku mogą wzbudzać niepokój – jednak warto pamiętać, że gospodarka rządzi się swoimi naturalnymi prawami. To nie jest zaskakujące, że w gospodarce zawsze jest pewien odsetek firm, które upadają – zaznaczył Daly.

TIM S.A. – po kilku latach chudych pora na lata tłuste?

Dom Analiz SII opublikował rekomendację inwestycyjną dla akcji TIM S.A. Cena docelowa w perspektywie 12-miesięcznej dla tych walorów ustalona została na poziomie 11,50 zł, co przy cenie zamknięcia notowań z 2 maja 2019 roku oznacza potencjał wzrostu na poziomie 35,3%.

Spółka TIM S.A. to największy hurtowy dystrybutor artykułów elektrotechnicznych w Polsce. Jej historia działalności liczy już ponad 30 lat, a od lutego 1998 roku akcje TIM są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W skład Grupy Kapitałowej wchodzą także Rotopino.pl S.A. – wiodący gracz na polskim rynku internetowej sprzedaży narzędzi i elektronarzędzi dla profesjonalistów oraz majsterkowiczów, a także autoryzowany dystrybutor wielu najlepszych światowych marek narzędziowych, oraz 3LP S.A. – spółka zarządzająca Centrum Logistycznym w Siechnicach koło Wrocławia, które jest jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie ŚrodkowoWschodniej.

Grupa Kapitałowa TIM ma za sobą rekordowy 2018 rok zarówno pod względem osiągniętych przychodów (830,3 mln zł, +15,4% rdr), jak i wypracowanych zysków. Zwracamy uwagę, że w 2018 roku wszystkie spółki z Grupy Kapitałowej osiągnęły dodatnie wyniki finansowe. Jednocześnie pierwszy raz od momentu zmiany modelu biznesowego przez TIM S.A. (postawienie na e-commerce i rozwój handlu online), czyli od 2013 roku, Grupa osiągnęła dodatni wynik na sprzedaży, który wyniósł 17,7 mln zł – podsumowano w raporcie.

Analitycy Domu Analiz SII optymistycznie patrzą na przyszłość Grupy Kapitałowej TIM. Do oczekiwanej przez nich poprawy wyników mają się przyczynić czynniki takie jak m.in.: zwiększenie obecności podmiotu dominującego TIM S.A. w regionach Polski, gdzie jego udział rynkowy jest relatywnie niski, wprowadzenie nowych modeli sprzedaży, dalsza poprawa marży brutto na sprzedaży, czy wzrost skali działalności i efekt dźwigni operacyjnej w spółkach zależnych.

Uważamy, że 2018 rok był tylko preludium do tego, co Grupa jest w stanie pokazać w kolejnych latach. W naszych prognozach (bez uwzględnienia wpływu nowego standardu MSSF 16) zakładamy, że przychody Grupy w 2019 roku wyniosą 910,6 mln zł (+9,7% rdr), a zysk na sprzedaży wyniesie 23,7 mln zł (+34,3% rdr). Przekłada się to na poprawę marży na sprzedaży o 0,5 p.p. rdr, do 2,6%. Natomiast wynik EBITDA prognozujemy na poziomie 36,4 mln zł (+17,3% rdr). W kolejnych latach prognozy oczekujemy utrzymania wysokiego tempa wzrostu wyników. Zgodnie z naszymi założeniami w latach 2020 i 2021 przychody będą rosły w tempie odpowiednio 9,7% i 9,6% rdr, a wynik EBITDA poprawi się o 12,1% i 11,1% rdr – napisano w raporcie.

Zgodnie z prognozami Domu Analiz SII Emitent może w kolejnych latach wypłacać dywidendę, a w 2019 roku dywidenda może sięgnąć około 0,42 zł na akcję, co przełoży się na stopę dywidendy w okolicach 4,9%.

Rekomendacja dla akcji TIM S.A. została wydana 6 maja o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 6 maja, godz. 8:00. Autorami raportu są Adrian Mackiewicz i Paweł Juszczak. Dom Analiz SII zawarł ze Spółką TIM umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.

Rozpoczynamy wydawanie rekomendacji dla akcji TIM S.A., w przypadku których 12-miesięczną cenę docelową ustaliliśmy na poziomie 11,50 zł. Przy bieżącym kursie giełdowym oznacza to potencjał wzrostu równy 35,3%.

Grupa Kapitałowa TIM ma za sobą rekordowy 2018 rok zarówno pod względem osiągniętych przychodów (830,3 mln zł, +15,4% rdr), jak i wypracowanych zysków. Zwracamy uwagę, że w 2018 roku wszystkie spółki z Grupy Kapitałowej osiągnęły dodatnie wyniki finansowe. Jednocześnie pierwszy raz od momentu zmiany modelu biznesowego przez TIM S.A. (postawienie na e-commerce i rozwój handlu online), czyli od 2013 roku, Grupa osiągnęła dodatni wynik na sprzedaży, który wyniósł 17,7 mln zł. Zysk netto sięgnął natomiast 15,1 mln zł, choć był on podwyższony o zdarzenia jednorazowe (per saldo ponad 2 mln zł na pozostałej działalności operacyjnej).

Zakładamy, że 2018 rok był tylko preludium do tego, co Grupa jest w stanie pokazać w kolejnych latach. W naszych prognozach oczekujemy dalszej poprawy zarówno przychodów, jak i realizowanych marż. Przyczynić ma się do tego wiele czynników, w tym m.in. zwiększenie obecności podmiotu dominującego TIM S.A. w regionach Polski, gdzie jego udział rynkowy jest relatywnie niski, wprowadzenie nowych modeli sprzedaży, dalsza poprawa marży brutto na sprzedaży (ta systematycznie rośnie od 2015 roku) czy wzrost skali działalności i efekt dźwigni operacyjnej w spółkach zależnych.

W naszych prognozach (bez uwzględnienia wpływu nowego standardu MSSF 16) zakładamy, że przychody Grupy w 2019 roku wyniosą 910,6 mln zł (+9,7% rdr), a zysk na sprzedaży wyniesie 23,7 mln zł (+34,3% rdr). Przekłada się to na poprawę marży na sprzedaży o 0,5 p.p. rdr, do 2,6%. Natomiast wynik EBITDA prognozujemy na poziomie 36,4 mln zł (+17,3% rdr). W kolejnych latach prognozy oczekujemy utrzymania wysokiego tempa wzrostu wyników. Zgodnie z naszymi założeniami w latach 2020 i 2021 przychody będą rosły w tempie odpowiednio 9,7% i 9,6% rdr, a wynik EBITDA poprawi się o 12,1% i 11,1% rdr.

Ze względu na odzyskanie rentowności biznesu w 2018 roku i naszym prognozom jej dalszej poprawy zakładamy, że Emitent będzie wypłacał dywidendę w kolejnych latach. W 2018 roku TIM wypłacił zaliczkę na poczet dywidendy w wysokości 1 zł na akcję, przy czym zdecydowana większość tej kwoty pochodziła z funduszu dywidendowego. Naszym zdaniem tak wysoka dywidenda będzie trudna do powtórzenia w kolejnych latach. W naszym modelu zakładamy, że w 2019 roku dywidenda może wynieść około 0,42 zł na akcję, co przełoży się na stopę dywidendy w okolicach 4,9%.

Dezinformacja i manipulacja w Internecie – wyniki badań NASK

Ponad połowa polskich internautów w ostatnich miesiącach zetknęła się w Internecie z manipulacją lub dezinformacją – tak wynika z opublikowanego dzisiaj badania Pracowni Badań Społecznych NASK.

„Dezinformacja i manipulacja opinią publiczną to jedne z poważniejszych wyzwań współczesnego Internetu” – powiedział minister cyfryzacji Marek Zagórski w trakcie prezentacji wyników badania. „Większość z nas nie potrafi odróżnić opinii od faktów. 70 proc. sporadycznie weryfikuje informacje znalezione w sieci. Nasz cel – budowanie świadomości” – dodał szef Ministerstwa Cyfryzacji.

Codziennie i powszechnie

Badacze NASK zapytali Polaków o ich opinie i obserwacje, dotyczące działań dezinformacyjnych w sieci. Oto podstawowe wyniki:

  • zdaniem respondentów – nieprawdziwe lub zmanipulowane informacje występują w sieci powszechnie,
  • codziennie styka się z nimi 8,3 proc. ankietowanych, kilka razy w tygodniu – 15,6 proc., raz w tygodniu – 11,1 proc., tylko 2,3 proc. respondentów wybrało odpowiedź „nigdy”,
  • fake news – to najczęstszy rodzaj dezinformacji, z jakim spotykają się Polacy (29,9 proc.),
  • respondenci wymieniają też trolling (15,6 proc.), działania przez fałszywe konta, np. na portalach społecznościowych (14,9 proc.) i zmanipulowane zdjęcia (8,3 proc.),
  • portale informacyjne – to je 46,1 proc. badanych wskazało jako miejsce, w których manipulacja i dezinformacja występują najczęściej,
  • 19 proc. badanych wprost twierdzi, że nie sprawdza wiarygodności internetowych informacji, ani ich źródeł,
  • na pytanie o to, czy w ostatnich miesiącach spotkali się z fałszywymi lub zmanipulowanymi informacjami – 32,8 proc. badanych odpowiedziało „trudno powiedzieć”.

„Te wyniki mogą niepokoić, szczególnie w zestawieniu z inną częścią badania, dotyczącą kompetencji medialnych. Z uzyskanych w niej odpowiedzi respondentów wynika, że duża część polskich internautów ma poważne problemy z odróżnianiem opinii od faktu” – mówi Kierownik Pracowni Badań Społecznych NASK dr Rafał Lange.

Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych użytkowników Internetu w Polsce.

Załącznik: Ponad połowa Polaków styka się z manipulacją i dezinformacją w Internecie – raport z badania NASK.

W trakcie czwartkowego spotkania zaprezentowano także nowe funkcjonalności portalu www.bezpiecznewybory.pl

Na portalu można dowiedzieć się, jak weryfikować autentyczność profili społecznościach oraz wiarygodność informacji, oraz jak zgłaszać przypadki nadużyć w Internecie. „Portal powstał po to, by pomóc wyborcom. To nie jest tylko kwestia bezpieczeństwa przy okazji wyborów, ale i bezpieczeństwa w życiu. Nasze życie nie funkcjonuje przecież bez Internetu” – powiedział minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Pracownicy z Mołdawii, Indii i Bangladeszu wypełnią luki na rynku pracy

Rynek pracy zasilany przez pracowników z Ukrainy jest już na wyczerpaniu. Poszukiwania w Indiach i Bangladeszu dają niewystarczające efekty.

– W sektorze produkcyjnym brakuje około 50 tys. pracowników – mówi w rozmowie z MarketNews24 Joanna Kłopotowska, Division Manager Technical & Engineering w Wyser. – W kwietniu polskie firmy zaczęły szukać pracowników w Mołdawii.

Z raportu Manufacturing 2019 Sales & Market Trends Report wynika, że kłopoty na rynku pracy będą się pogłębiać, zwłaszcza, że nie możemy już bardziej zasypywać “dziury” demograficznej, ściągając pracowników z Ukrainy, ten rynek już się dla nas kończy.

Przed działami HR coraz większe trudności, bo model organizacyjny pracy trzeba dostosować do oczekiwań cudzoziemców.

– Cudzoziemcy chcą pracować 10-12 godzin dziennie, czyli powstaje problem równego traktowania wszystkich pracowników firmy – komentuje J.Kłopotowska.

Paczkomaty czy mlekomaty nie będą wymagały pozwolenia na budowę

Obiekty małej architektury, bez względu na lokalizację, nie będą wymagały ani pozwolenia na budowę, ani zgłoszenia. Do tej pory, obiekty małej architektury w miejscach publicznych wymagały przynajmniej zgłoszenia.

Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Szczególnie pozytywnie oceniamy wyłączenie paczkomatów spod obowiązku uzyskiwania pozwolenia na budowę, czy też dokonywania zgłoszenia. Ale regulacją powinny być objęte urządzenia nie tylko do przechowywania, ale także do wysyłania lub odbierania przesyłek. Proponujemy, aby do tej listy dodać jeszcze urządzenia do selektywnej zbiórki odpadów opakowaniowych – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy postulują również, aby do listy robót nie wymagających decyzji o pozwoleniu na budowę, ale wymagających zgłoszenia wykonywania robót budowlanych dodać prace polegające na przebudowie małych elektrowni wodnych (MEW) o mocy do 1 MW. Prace te często będą wiązały się ze zmianą parametrów użytkowych i technicznych istniejącego obiektu budowlanego, ale niekoniecznie ze zmianą kubatury, powierzchni zabudowy, wysokości, długości i szerokości obiektu. Będą więc odpowiadały definicji przebudowy w rozumieniu prawa budowlanego.

– Chcemy, aby w odniesieniu do instalacji małej hydroenergetyki, prace budowlane związane z repoweringiem i modernizacją, które spełniają zakres pojęcia przebudowy, były zwolnione z potrzeby uzyskiwania pozwolenia na budowę i wymagały jedynie zgłoszenia – dodaje Dominik Gajewski.

Eksperci: Pomoc frankowiczom może nas drogo kosztować

Według części ekspertów, prezydencki projekt ustawy dla tzw. frankowiczów zawiera regulacje, które ewidentnie wiążą się z pomocą publiczną. Dlatego właśnie prawnicy Konfederacji Lewiatan chcą, aby rząd pilnie notyfikował projekt ustawy frankowej do KE. Ich zdaniem, działanie z wyprzedzeniem pozwoli uniknąć kłopotów. Bez tego powstanie ryzyko obowiązku zwrotu otrzymanej pomocy wraz z odsetkami przez kredytodawców. To z kolei mogłoby prowadzić do ewentualnej odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa oraz podważałoby wizerunek Polski wśród zagranicznych inwestorów. Tymczasem niektórzy specjaliści oceniają, że projektowana ustawa nie przyczyni się do rozwiązania problemu. Wskazują, że 14 maja br. Rzecznik Generalny TSUE ma wyrazić opinię. W oparciu o nią zostanie wydany wyrok, który może przyspieszyć procesy dotyczące wyeliminowania z umów o kredyt denominowany i indeksowany nieuczciwych postanowień, a także wzmocnić pozycję kredytobiorców w procesach sądowych.

Niejasna sytuacja

Konfederacja Lewiatan zajęła się analizą projektu ustawy, zwanej potocznie frankową, o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy. I doszła do wniosku, że przepisy dotyczące zarówno podziału niewykorzystanych środków wpłaconych przez banki do Funduszu Konwersji, rozłożenia należności na raty na wniosek banku, jak i zawieszania wpłat do ww. budżetu przez kredytodawców realizujących plany naprawy oznaczają nic innego, jak pomoc publiczną. W takiej sytuacji rząd powinien złożyć notyfikację do Komisji Europejskiej.

– Wystąpimy w tej sprawie z informacją do KE i organów państwa. Wspomniane regulacje wpisują się w artykuły 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Przykładem pomocy publicznej jest podział niewykorzystanych środków obowiązkowo wpłacanych przez banki do Funduszu Konwersji. Pieniądze wpłacone przez jedne banki, ale niewykorzystane w pewnym czasie, będą przyznawane innym, zgodnie z projektowanym prawem. Organ Funduszu ma być powoływany przez Ministra właściwego do spraw instytucji finansowych, który będzie mógł ingerować w jego działanie, np. zawieszając wpłaty ze względu na stabilizację sektora bankowego. Mowa o zasobach państwowych i pomocy publicznej – wyjaśnia Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. rynku finansowego.

Ponadto rada Funduszu Konwersji będzie mogła danemu bankowi rozłożyć wpłaty na raty. Taka decyzja może przynieść mu korzyści ekonomiczne. Jednak tzw. szczególnie uzasadnione przypadki, w których może to nastąpić, nie zostały zdefiniowane. Dodatkowo banki w naprawie (restrukturyzowane) mogą zostać zwolnione z opłat na rzecz tego funduszu. W efekcie zwolnienie takie z ustawowego obowiązku będzie ich korzyścią.

– Ten mechanizm dotyczy kilku instytucji, m.in. Getin Banku czy Dom Banku. Jeśli zostaną one wyjęte spod regulacji ustawowych z powodu restrukturyzacji, to ich kredytobiorcy będą wyłączeni z ustawowej pomocy dla zadłużonych. To oznacza nierówne traktowanie obywateli. Można hipotetycznie założyć, że zwolnienie z wpłat zostanie rozszerzone, np. na banki kontrolowane przez państwo. A PKO BP ma największą bazę kredytów hipotecznych. W jakiej sytuacji wówczas znajdą się wtedy kredytobiorcy, tego teraz jeszcze nie wiadomo – analizuje Jakub Bartosiak, adwokat z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Poważne zagrożenia

Z kolei Adrian Zwoliński wskazuje na konsekwencje ewentualnej niedozwolonej pomocy publicznej. Jeśli wejdzie ona w życie bez takiego powiadomienia może powstać ryzyko konieczności zwrotu przez banki otrzymanych środków wraz z odsetkami. Taki proces byłby skomplikowany, ponieważ mógłby rodzić też ryzyko problemu odpowiedzialności odszkodowawczej państwa. Ze względu na niepewność prawną mógłby też ucierpieć wizerunek Polski jako atrakcyjnego miejsca dla inwestorów zagranicznych.

– Gdyby doszło do takiej sytuacji, pojawiłby się kolejny problem. Banki, które będą musiały zwrócić środki pochodzące z pomocy publicznej, prawdopodobnie przerzucą koszty na klientów. Nie wiadomo, czy na wszystkich, czy tylko na osoby z kredytami frankowymi. Niewykluczone jest, że po kilku latach, wynikających z ustawy, ulg dla zadłużonych, podniosą im raty, by zniwelować straty związane ze zwrotem pieniędzy – uważa mecenas Bartosiak.

Zdaniem eksperta Konfederacji Lewiatan, notyfikacja powinna zostać zgłoszona na etapie projektu. Zgodnie z rozporządzeniem do Traktatu państwo członkowskie zgłasza Komisji w odpowiednim czasie wszelkie plany przyznania nowej pomocy. Poza tym chodzi nie tylko o względy prawne, ale także o ekonomiczne. Odpowiednio wczesne działanie pozwoli uniknąć spowodowanego legislacyjnym bałaganem chaosu uderzającego zarówno w banki i gospodarkę, jak i w kredytobiorców. Adrian Zwoliński dodaje, że cała konstrukcja Funduszu Konwersji zawiera elementy pomocy publicznej.

– Nie jestem przekonany, że proponowana ustawa wejdzie w życie. Krytykują ją zarówno banki, jak i kredytobiorcy. Rząd miał przecież cztery lata na rozwiązanie problemu, a dopiero przed wyborami deklaruje pomoc frankowiczom. Zamiast rozważać wsparcie finansowe dla wybranych, powinno się przyjąć rozwiązanie systemowe. Obciążenia wynikające z nieuczciwej działalności banków w zakresie walutowych kredytów hipotecznych należy rozłożyć w czasie, aby nie zachwiać systemem bankowym – twierdzi Jakub Bartosiak.

Natomiast Adrian Zwoliński podkreśla, że celem działania Funduszu Konwersji jest realizacja zamierzeń państwa. Konfederacja Lewiatan przedstawiła argumenty dowodzące, że planowane przepisy wyczerpują traktatowe znamiona pomocy publicznej. Dalsze działania zatem należą do rządu. To ważne nie tylko dla sektora bankowego i gospodarki, ale także dla beneficjentów prezydenckiego projektu.

Co postanowi KE?

– Prezydencki projekt ustawy o zmianie ustawy o wsparciu kredytobiorców przewiduje m.in. mechanizm wsparcia dobrowolnej konwersji kredytów indeksowanych lub denominowanych na kredyty w walucie, w której kredytobiorca uzyskuje dochód. W odniesieniu do zasad funkcjonowania tzw. Funduszu Konwersji, a przede wszystkim podziału niewykorzystanych środków miedzy pozostałe banki, stwierdzić należy, że istnieje realne ryzyko uznania ich za niedozwoloną pomoc publiczną w rozumieniu art. 107 ust. 1 TFUE – ocenia Anna Maria Porębska, adwokat z międzynarodowej Kancelarii RGW Rocławski Graczyk i Wspólnicy.

Adwokat Tomasz Majkowycz z Kancelarii MKP Legal również ostrzega, że prezydencki projekt ustawy zawiera mechanizmy, które jak najbardziej mogą zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną, w rozumieniu prawa unijnego. Chodzi w szczególności o to, że jest on skierowany jedynie do pewnej kategorii osób. Ponadto może zaburzać konkurencję między bankami, bo nie wszystkie z nich będą zobowiązane do płacenia składek na Fundusz Konwersji. Negatywna ocena Komisji Europejskiej w tym przypadku niosłaby ze sobą konieczność zwrotu otrzymanych przez kredytobiorców kwot. Ekspert zastrzega, że to ryzyko można jednak wyeliminować, dokonując notyfikacji projektu przed KE.

– Nie obawiam się negatywnej oceny KE tylko tego, że sam prezydencki projekt ustawy w znikomym stopniu przyczynia się do rozwiązania problemu frankowiczów. Wielu z nich nie potrzebuje i nie chce pomocy finansowej, tylko sprawiedliwości, tj. eliminacji z ich umów nieuczciwych zapisów dot. przeliczeń walutowych. Ponad 90% tzw. kredytów frankowych jest obciążonych abuzywnymi postanowieniami. Gdyby one zostały usunięte, jak nakazuje kodeks cywilny, wówczas dramat dotykający obecnie prawie 900 tys. Polaków niemal natychmiast by się skończył. I tak też może się stać po wyroku TSUE – zapowiada adwokat Marcin Szymański, partner w Kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.

Tymczasem prezydencki projekt ustawy zakłada, że środki wpłacane przez banki i przeznaczone na dobrowolną konwersję mają być zarządzane przez Fundusz Konwersji, wyodrębniony w ramach Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. A samo wsparcie dobrowolnej konwersji ma być realizowane za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego, czyli instytucji Skarbu Państwa. W opinii mec. Porębskiej, właśnie tego typu konstrukcja, polegająca na utworzeniu instytucji odpowiedzialnej za rozdzielanie środków, pozwala obejść zasady dotyczące pomocy publicznej, na co prawo unijne nie zezwala. Dlatego KE może to uznać za niedozwolone.

– W moim przekonaniu, Fundusz Konwersji pomoże nielicznym. Jest to działanie pozorne. Nawet banki go nie oczekują. Wolą, aby kredytobiorcy pozostawali całkowicie bierni. Wtedy ich roszczenia mogą się przedawniać. Niestety, praktyka pokazuje, że na razie tylko 10% poszkodowanych nieuczciwymi umowami kredytowymi walczy o swoje prawa w sądach. Znakomita większość jest zniechęcona przewlekłością tych postepowań lub czeka na rozwój wydarzeń. Korzystny dla frankowiczów wyrok TSUE może zmobilizować ludzi do działania – zaznacza mec. Szymański.

Jak podsumowuje Anna Maria Porębska, w razie uznania, że planowana pomoc frankowiczom ma jednak charakter niedozwolony, Komisja Europejska może nakazać Polsce zniesienie jej poprzez przywrócenie stanu sprzed momentu przyznania. Odbywa się to co do zasady poprzez zwrot całości uzyskanych przez przedsiębiorców środków. Z oczywistych względów może zatem dojść do sytuacji, że banki w przyszłości w inny sposób przerzucą na kredytobiorców koszty konwersji. I trzeba mieć to na uwadze.