Trump chce kolejnej podwyżki ceł

Po czterech miesiącach łudzenia się, że amerykańsko-chińska wojna handlowa zakończy się kompromisem konflikt eskaluje. W piątek poznamy reakcję rynków światowych, a zagrożenia dla światowej gospodarki są coraz większe.

Donald Trump zaskoczył świat informacją, że zwiększy cła z 10 do 25 proc. na import z Chin już objęty wojnami handlowymi, a dodatkowo tak wysokie cła obejmą pozostałą część importu o wartości 300 mld USD.

– To nie chodzi przede wszystkim o zmniejszenie deficytu w bilansie handlowym USA, ale o zmniejszenie tempa w jakim chińska gospodarka dogania amerykańską – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Prezydent USA zwiększa presję wywieraną na Chiny. W czwartek dowiemy się czy są jeszcze szanse na kompromis, ale powodów do optymizmu nie ma zbyt wiele, a w piątek poznamy jaka jest reakcja rynków finansowych.

– Tempo wzrostu gospodarczego na świecie może ulec jeszcze większemu spowolnieniu, a przecież już teraz koniunktura gospodarcza jest najgorsza od 2016 r. – komentuje ekspert.

Fundusz Pracuj Ventures wesprze startupy HRTech i EduTech

Na rynku wystartował Pracuj Ventures – fundusz założony przez Grupę Pracuj i część jej udziałowców. To pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych w regionie CEE corporate innovation funds, który koncentruje się na inwestowaniu w młode firmy zajmujące się technologiami wspierającymi HR oraz learning & development. Pierwszą spółką w portfelu Pracuj Ventures jest Kadromierz. W ciągu 3 lat fundusz planuje dokonać kolejnych 10-12 inwestycji.

Wsparcie innowacji i cyfrowego HR

Misją Pracuj Ventures jest wsparcie innowacyjnych projektów działających na rynku cyfrowego HR. Fundusz zamierza inwestować przede wszystkim w firmy na wczesnym etapie rozwoju, które znalazły pierwszych komercyjnych klientów.

Partnerami zarządzającymi funduszem są Maciej Noga oraz Paweł Leks – współzałożyciele Grupy Pracuj. Obaj posiadają wieloletnie doświadczenie w roli inwestorów oraz ekspertów rynku cyfrowego HR, wspierających projekty m.in. Pracuj.pl, Rabota.ua, eRecruiter, Coders Lab, Beamery i Fitqbe. Środki do dyspozycji funduszu pochodzą od Grupy Pracuj, części jej udziałowców oraz partnerów zarządzających Pracuj Ventures.

Inwestujemy i będziemy inwestować w innowacyjne oraz efektywne technologie. Ze względu na nasze doświadczenia i wiedzę zdobyte w trakcie rozwijania Grupy Pracuj, możemy zaoferować najpełniejsze wsparcie podmiotom tworzącym produkty lub usługi HRTech i EduTech. Angażując własne środki, mamy znacznie lepszą motywację, aby zapewnić spółkom, w które inwestujemy maksymalne wsparcie merytoryczne i dostęp do naszych kontaktów. Chcemy być dla nich nie tylko inwestorami, ale także partnerami i doradcami
— tłumaczy Paweł Leks, Partner Zarządzający w Pracuj Ventures.

Pracuj Ventures, podobnie jak większość funduszy typu corporate innovation, jest podmiotem całkowicie niezależnym od Grupy Pracuj. Pracuje ze spółkami na takich samych zasadach jak fundusze venture capital, z tą różnicą, że oferuje dostęp do wiedzy i doświadczeń lidera rynku cyfrowego HR. Firmy, w które fundusz zainwestuje mogą, ale nie muszą w przyszłości stać się częścią Grupy Pracuj, która w ostatnich latach konsekwentnie rozwija technologiczny ekosystem wspierający działy HR w budowaniu efektywności kapitału ludzkiego. Mniejszościowe udziały obejmowane przez Pracuj Ventures gwarantują startupom zachowanie niezależności, przy jednoczesnym wykorzystaniu potencjału wsparcia oferowanego przez Fundusz.

Inwestycje

Podmiot, którym zarządzają Maciej Noga i Paweł Leks, będzie inwestował w innowacyjne przedsiębiorstwa HRTech i EduTech od 500 tysięcy do 2 milionów złotych. W ciągu najbliższych 3 lat zamierza wesprzeć ok. 10-12 firm. Pracuj Ventures nie ma z góry określonej puli środków, które zostaną zainwestowane w ciągu najbliższych lat. Będzie to uzależnione od liczby ciekawych projektów. Podmiot działa na zasadach komercyjnych, ale jego celem jest rozwój rynku i wspieranie cennych inicjatyw, a nie jedynie zwrot z inwestycji.

Mamy świadomość, że określenie „smart money” w ostatnich latach mocno się zdewaluowało. Niemniej uważamy, że Pracuj Ventures oferuje wyjątkowe wsparcie przedsiębiorcom, które wpisuje się w znaczenie tego terminu. Nie jesteśmy i nie będziemy tylko inwestorem stricte kapitałowym. Osobiście pracujemy z przedsiębiorcami, których wspieramy, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie i służymy naszą wiedzą i kontaktami. Myślimy długoterminowo i szukamy zarówno projektów, które już pokazały swój mocny potencjał, jak i tych, które w pełni rozwiną swoje skrzydła za kilka lat
— dodaje Maciej Noga, Partner Zarządzający w Pracuj Ventures.

Pierwsza spółka w portfelu

Pierwszą spółką, w którą zainwestowało Pracuj Ventures jest Kadromierz. Jest to nowoczesna platforma do zarządzania czasem pracy. Firma oferuje produkt, który optymalizuje proces planowania, rejestracji i ewidencji czasu pracy wykorzystując sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Rozwiązanie jest kierowane głównie do podmiotów z branży HoReCa, handlu i produkcji, ale z powodzeniem sprawdza się również w innych sektorach. Kadromierz ma już ponad 300 klientów m.in. Hard Rock Cafe, Puro Hotels czy Green Factory.

Zainwestowaliśmy w tę spółkę, ponieważ Kadromierz to przede wszystkim doskonały zespół kierowany przez skutecznego lidera, Radosława Głowatego. Dla nas zawsze pierwszym i najważniejszym warunkiem inwestycji są odpowiednie osoby kierujące firmami, które wspieramy. Kolejnym atutem jest stworzenie rozwiązania bardzo istotnego z punktu widzenia potrzeb HR i biznesu na współczesnym rynku. W Kadromierz uwierzyliśmy już ponad rok temu inwestując w projekt jako aniołowie biznesu. Obecna runda zwiększa nasze całkowite zaangażowanie kapitałowe do wartości bliskiej 2 milionów złotych
— informuje Paweł Leks.

Jak automatyzacja procesów zmieni rynek pracy w sześciu regionach Polski?

Największe wzrosty zatrudnienia w wyniku automatyzacji procesów czekają firmy zlokalizowane w Polsce wschodniej – 21% prognozuje zwiększenie liczby pracowników w ciągu dwóch lat. Największych redukcji można się spodziewać w Polsce południowo-zachodniej (10%) i północnej (10%). Biorąc pod uwagę wielkość firmy najwięcej nowych pracowników będą poszukiwać duże przedsiębiorstwa (16%) i jednocześnie to również one spodziewają się największych redukcji w wyniku cyfryzacji (10%). Dowiedz się więcej z analizy przygotowanej przez ManpowerGroup.

W 5 z 6 przeanalizowanych przez ManpowerGroup regionów Polski* więcej pracodawców planuje powiększać niż redukować etaty w wyniku automatyzacji procesów. Najlepsze perspektywy zatrudnienia czekają na mieszkańców Polski wschodniej, gdzie 21% pracodawców planuje w wyniku cyfryzacji rekrutować nowych pracowników, jednocześnie tylko 4% firm myśli o redukcji zatrudnienia. Znacznych zmian można się spodziewać w Polsce północno-zachodniej – 15% firm zwiększy liczbę pracowników, a 8% zmniejszy ją w efekcie cyfryzacji. W południowo-zachodniej i południowej części kraju powiększać swoje zespoły będzie odpowiednio po 12% firm, cięcia etatów przewiduje odpowiednio 10% i 8% przedsiębiorstw. Jedynie na północy tyle samo pracodawców prognozuje wzrost i spadek zatrudnienia – po 10%.

– Różnice w regionach dotyczące wzrostów i spadków zatrudnienia w wyniku automatyzacji to efekt między innymi uprzemysłowienia danego regionu, ponieważ to właśnie ten sektor w największym stopniu jest poddawany automatyzacji procesów. Najwyższe wskazania dotyczące wzrostów zatrudnienia odnotowano na wschodzie, gdzie uprzemysłowienie dopiero rośnie, a dzięki dostępności pracowników firmy mogą sobie jeszcze pozwolić na stosowanie takich rozwiązań, które wymagają działań manualnych człowieka. W Polsce południowo-zachodniej i północnej, czyli regionach, gdzie bezrobocie jest bardzo niskie a co za tym idzie bardzo mała dostępność nowych pracowników, organizacje muszą inwestować w takie rozwiązania, które pozwolą na zwiększanie wydajności i efektywności produkcji oraz rozwój skali produkcji przy dużych trudnościach w zwiększaniu zatrudnienia – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor w Manpower. – Mówiąc o spadkach zatrudnienia w wyniku automatyzacji eliminowane będą te stanowiska, które są związane z czynnościami prostymi, powtarzalnymi, najmniej skomplikowanymi. Ich miejsce zastąpią stanowiska pracy bardziej wykwalifikowane, związane z budową maszyn, montażem czy serwisowaniem, usprawnianiem automatyzacji. W efekcie bilans wdrożenia rozwiązań zautomatyzowanych będzie dodatni, ponieważ przeważają firmy przewidujące wzrost zatrudnienia nad planującymi redukcję stanu osobowego – dodaje ekspert.

Wiele firm nadal nie ma świadomości, jakie zmiany automatyzacja procesów spowoduje w ich organizacjach w ciągu najbliższych dwóch lat. Najwięcej takich przedsiębiorstw znajduje się w Polsce centralnej (10%), wschodniej (6%) i południowo-zachodniej (6%). Dla porównania w ujęciu ogólnopolskim to 6% firm, a w ujęciu globalnym – 4%.

– Nadal istnieją procesy, gdzie koszty pracy nie są jeszcze na tyle wysokie, aby opłaciło się firmie zainwestować w automatyzację. Z drugiej strony Polska nie jest jeszcze tak dojrzałym rynkiem jak Europa Zachodnia. Nie wszystkie organizacje wiedzą, jak z wykorzystaniem technologii mogą poprawić swoją efektywność i polskie firmy nadal się tego uczą. Międzynarodowe korporacje przynoszą tę wiedzę z Zachodu, wdrażają gotowe linie produkcyjne, usprawniają procesy. Między innymi z tego powodu to duże firmy będą się chętniej automatyzować, ponieważ aby inwestycja w nowoczesne rozwiązania się opłaciła organizacja musi realizować produkcję na szerszą skalę i w długich seriach niewymagających częstego przezbrajania, czyszczenia i ustawiania maszyn, co generuje wysokie koszty w procesach zautomatyzowanych – wyjaśnia Kamil Sadowniczyk.

Analizując dane w podziale na wielkość przedsiębiorstwa największe wzrosty zatrudnienia w wyniku cyfryzacji czekają duże organizacje (zatrudniające powyżej 250 osób), gdzie 16% firm chce powiększać swoje zespoły, jednocześnie 10% chce je redukować. W średnich organizacjach 13% chce zwiększać, a 6% zmniejszać liczbę pracowników, natomiast w małych to odpowiednio 11% i 6%.

Badaniem ManpowerGroup objęto 19417 pracodawców z 6 sektorów rynku z 44 krajów, w tym 301 z Polski. Pracodawcy zapytani byli o wpływ automatyzacji na poziom zatrudnienia w ich firmach w ciągu najbliższych dwóch lat, branże, w stosunku o do których przewidują oni największy wzrost zatrudnienia oraz o wdrażane strategie zarządzania talentami w celu utworzenia przyszłej kadry pracowniczej. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

* Regiony Polski według podziału Eurostatu: centralny (łódzkie, mazowieckie), południowo-zachodni (dolnośląskie, opolskie), południowy (małopolskie, śląskie),północno-zachodni (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie), północny (kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie, pomorskie), wschodni (lubelskie,podkarpackie, świętokrzyskie, podlaskie).

Granice opłacalności inwestycji w mieszkanie na wynajem

Rentowność inwestycji w mieszkania na wynajem z roku na rok maleje, wskazują eksperci Emmerson Evaluation. Stawki najmu nie rosną bowiem tak szybko jak cen mieszkań. W ubiegłym roku średnie stopy zwrotu z wynajmu w największych polskich miastach kształtowały się w przedziale 3,0-5,9%. Najwyższą rentowność w raporcie EVALUER INDEX 2019 analitycy firmy odnotowali w Gdańsku i we Wrocławiu, gdzie dla mieszkań 1-pokojowych stopa zwrotu sięgała odpowiednio 5,9% i 5,6%.

Wysokie ceny studzą zapał do inwestowania w mieszkania na wynajemRynek wynajmu mieszkań w Polsce skupiony jest głównie w największych polskich aglomeracjach. Emmerson Evaluation w najnowszym raporcie EVALUER INDEX 2019 przeanalizował 9 z nich: Warszawę, Wrocław, Gdańsk, Kraków, Poznań, Szczecin, Łódź, Lublin oraz Białystok. W większości z tych lokalizacji tradycyjnie dominuje najem długoterminowy, a stronę popytową reprezentują głównie studenci, cudzoziemcy, osoby rozpoczynające karierę zawodową oraz pracownicy delegowani do pracy w innej lokalizacji niż miejsce zamieszkania.

Stawki najmu a dzielnice miast

Największą podaż lokali mieszkalnych na wynajem eksperci Emmerson Evaluation zaobserwowali w obszarach centralnych największych miast wojewódzkich. – W przypadku Warszawy i Krakowa 60% oferty najmu dotyczyło właśnie tych rejonów. Podobna sytuacja miała miejsce w Gdańsku, gdzie największa podaż widoczna była w Śródmieściu i Przymorzu. We Wrocławiu najwięcej mieszkań na wynajem zlokalizowanych jest w dzielnicy Krzyki, tam też w ostatnim czasie powstaje najwięcej inwestycji mieszkaniowych. Z tego obszaru pochodziło aż 40% ofert wynajmu w 2018 r. W Poznaniu rynek mieszkaniowy jest mniej zróżnicowany niż w pozostałych stolicach wojewódzkich. W tym mieście poziom oferty kształtował się podobnie w każdej z dzielnic – podaje Robert Korczyński, Członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Wśród analizowanych w raporcie miast najwyższe stawki czynszu najmu[1] w 2018 r. odnotowano w stolicy, gdzie jej mediana dla 1-pokojowego mieszkania wynosiła 1 660 zł/m-c. W przypadku mieszkania 2-pokojowego stawki uplasowały się na poziomie 2 370 zł/m-c, natomiast w przypadku 3–pokojowego – 2 850 zł/m-c. Najwięcej ofert mieszkań na wynajem w ubiegłym roku można było znaleźć w dzielnicach: Śródmieście, Mokotów i Wola. W tych obszarach przeważający udział w ofercie stanowią mieszkania 2- i 3-pokojowe. Najwyższe stawki wynajmu tradycyjnie odnotowano w Śródmieściu, gdzie mediana czynszu za mieszkanie 2-pokojowe wynosiła 2 850 zł/m-c, a za mieszkanie 3-pokojowe 4 280 zł/m-c. W przypadku Mokotowa, drugiej najpopularniejszej na rynku najmu dzielnicy, mediana czynszu za mieszkanie 2-pokojowe wynosiła 2 620 zł/m-c, a za mieszkanie 3-pokojowe 3 710 zł/m-c. Na Woli mediana stawki czynszu za mieszkanie 2-pokojowe wynosiła 2 660 zł/m-c, natomiast za mieszkanie 3-pokojowe 3 420 zł/m-c.

Według danych zebranych w raporcie EVALUER INDEX 2019 niewiele tańsze mieszkania na wynajem niż w Warszawie oferuje rynek gdański, na którym mediana czynszu najmu kawalerki w 2018 r.  to 1 610 zł/m-c. Największym zainteresowaniem wśród wynajmujących cieszyły się m.in. Przymorze, Wrzeszcz i Żabianka. Na tych obszarach mediana czynszu najmu wyniosła 1 590 zł/m-c w przypadku kawalerek i 2 570 zł/m-c w przypadku mieszkań 3-pokojowych. Na przestrzeni ostatniego roku na gdańskim rynku widoczne były średnio 15% wzrosty stawek czynszu najmu.

W czołówce miast o najwyższych stawkach czynszu najmu możemy znaleźć również Wrocław, gdzie mediana czynszu dla kawalerki w 2018 r. to 1 570 zł/m-c, dla mieszkania 2-pokojowego odpowiednio o ok. 30% więcej (2 000 zł/m-c) i mieszkania 3-pokojowego 60% więcej (2 510 zł/m-c) względem mediany za mieszkanie 1-pokojowe. Zdecydowanie najwyższą kwotę za wynajem płacono za mieszkanie na Starym Mieście, gdzie mediana miesięcznej stawki czynszu najmu w przypadku 2-pokojowego wynosiła ok. 2 190 zł/m-c. Podobna sytuacja miała miejsce w Krakowie, gdzie za kawalerki w centrum miasta najemcy płacili od 1 430 zł/m-c.

Poznański rynek najmu nie odbiegał znacząco od rynków pozostałych analizowanych w raporcie miast. W stolicy Wielkopolski mediana czynszu najmu dla kawalerki w 2018 r. wyniosła od 1 180 zł/m-c na peryferyjnych terenach Nowego Miasta, do nawet 1 450 zł/m-c w ścisłym centrum Starego Miasta. Najwięcej mieszkań na wynajem w 2018 r. analitycy Emmerson Evaluation odnotowali na terenie dzielnicy Stare Miasto i Grunwald. Skupiały one ponad 50% ofert na rynku.

W ostatnim czasie stawki najmu w Szczecinie znacząco wzrosły, osiągając poziom bliski stawkom wynajmu w Poznaniu. Na szczecińskim rynku najwięcej w ofercie najmu w 2018 r. było mieszkań 2-pokojowych (ponad 50%), których mediana stawki czynszu najmu kształtowała się na poziomie 1 520 zł/m-c. Natomiast kawalerki, których mediana czynszu najmu w 2018 r. ukształtowała się na poziomie 1 140 zł/m-c stanowiły najmniejszy udział w rynku ofert (poniżej 20%).

W Lublinie, Białymstoku i Łodzi, poziom stawek czynszu najmu był zbliżony. Kształtował się w przypadku kawalerek od 1 000 zł/m-c w Łodzi do 1 140 zł/m-c w Lublinie. Stawki czynszu najmu większych mieszkań (3-pokojowych) są zdecydowanie wyższe. Największe różnice zaobserwowano w Łodzi – ok. 80% (1 810 zł/m-c) względem stawek najmu mieszkań 1-pokojowych. Duża różnica (ok. 65%) względem stawki czynszu kawalerki zauważalna była również w Lublinie. W Białymstoku mieszkania 3-pokojowe były o ponad połowę droższe względem kawalerek, wskazują autorzy raportu EVALUER INDEX 2019.

Rentowność coraz niższa

Według wyliczeń Emmerson Evaluation w ubiegłym roku średnie stopy zwrotu z wynajmu kształtowały się w przedziale 3,0-5,9%. Najwyższą rentowność generował wynajem w Gdańsku i we Wrocławiu. Odpowiednio 5,9% i 5,6% w przypadku mieszkań 1–pokojowych.

Wskaźnik rentowności najmu w Warszawie mieścił się w przedziale od 3,6% (uzyskiwany dla mieszkań 3-pokojowych) do 4,3% (uzyskiwany dla mieszkań 1-pokojowych). Rentowność mieszkań 2-pokojowych była podobna, jak w przypadku kawalerek. – W Stolicy, w starym budownictwie poziom zwrotu z inwestycji jest wyższy w porównaniu z lokalami zakupionymi na rynku pierwotnym. Oznacza to, że korelacja między wysokością stawek czynszów, a cenami nowych i starych mieszkań nie jest równomierna – zaznacza Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Z kolei na łódzkim rynku rentowność z najmu w ubiegłym roku kształtowała się w przedziale od 3,6% dla mieszkań 2-pokojowych, do 5,2% dla kawalerek. W Łodzi zysk z wynajmu większych mieszkań (3-pokojowych) kształtował się na poziomie 4,4%.

Ze względu na wzrost cen mieszkań w Białymstoku, rentowność najmu w 2018 r. zmalała, wynika z raportu EVALUER INDEX 2019. Najwyższą rentowność można było uzyskać z wynajmu kawalerki – 4,3%, natomiast najmniejszą (na poziomie 3%) z wynajmu mieszkania 3-pokojowego.

Granice opłacalności

W związku z konsekwentnym wzrostem cen mieszkań w ostatnich latach stopa zwrotu z inwestycji w wynajem z roku na rok spada. W 2019 r. dla części zainteresowanych takim zakupem nie osiągnie ona wystarczającego progu i może spowodować, że wstrzymają się z inwestycją do momentu ustabilizowania się cen na rynku mieszkaniowym. Na to jednak przyjdzie nam poczekać. Według prognoz analityków Emmerson Evaluation w 2019 r. ceny mieszkań nadal będą rosły, choć już wolniej niż w roku 2018. Z drugiej strony inwestycjom w wynajem i rozwojowi rynku sprzyjać będą rosnące wynagrodzenia, niski poziom bezrobocia oraz wciąż mniej atrakcyjne zyski z innych inwestycji, np. lokat bankowych.

[1] W analizie przyjęto miesięczne stawki czynszu brutto (zawierające czynsz administracyjny). Przedstawione stawki nie zawierają opłat za miejsca postojowe, komórki lokatorskie oraz kosztów poniesionych na media. W zaprezentowanych stawkach czynszu najmu uwzględniono straty poniesione na negocjacje w wysokości 5% czynszu ofertowego.

Przedsiębiorcy chcą dobrowolnych składek ZUS

Dwie trzecie właścicieli małych firm zrezygnowałoby z płacenia ZUS, gdyby Polska, na wzór Niemiec, wprowadziła dobrowolność składek dla przedsiębiorców. Z badań przeprowadzonych na zlecenie WEI wynika, że przedsiębiorcy, za główny mankament systemu uważają brak gwarancji wsparcia finansowego na wypadek utraty zdolności do prowadzenia działalności gospodarczej. Jednocześnie, stale rosnące opłaty, stanowią barierę dla rozwoju firm.

Dla 70% małych przedsiębiorców miesięczne obciążenia wynikające z prowadzonej działalności nie stanowią zagrożenia dla funkcjonowania firmy. Dla większości badanych stanowią od 10% aż do 30% miesięcznych zarobków małych przedsiębiorstw. Ponad połowa badanych uważa, że składki ZUS powinny być dobrowolne, a co piąty jest za wprowadzeniem dobrowolności dla tych, którzy z działalności gospodarczej nie osiągają poziomu średniego wynagrodzenia w Polsce.

Za szczególnie dotkliwe, mali przedsiębiorcy uważają składki emerytalną (54%) i składkę zdrowotną (45%). Z kolei za zbędne respondenci uznają składkę na Fundusz Pracy (72%). Przeszło połowa uważa, że obowiązujące składki rentowe i wypadkowe ZUS nie są wystarczające, by pokryć ewentualne koszty związane z niezdolnością do pracy. Dlatego gdyby istniała możliwość wyboru między składkami ZUS a dobrowolnym komercyjnym ubezpieczeniem na życie, które pokrywałoby ryzyko wypadku przy pracy, dwie trzecie małych przedsiębiorców wybrałoby komercyjne ubezpieczenia.

Już obecnie ponad 30% małych przedsiębiorców posiada dodatkowe komercyjne indywidualne ubezpieczenie na życie, a dwie trzecie badanych posiada dodatkowe komercyjne indywidualne ubezpieczenie NNW.

Mali przedsiębiorcy wskazali także zmiany, których należy dokonać w pierwszej kolejności w celu polepszenia warunków działalności gospodarczej:
1. zmniejszenie podatku VAT – 89%,
2. dalsze upraszczanie procedur dla małych i średnich przedsiębiorców – 71%,
3. obniżenie obowiązkowych składek na ZUS – 61%,
4. zniesienie obowiązkowych składek społecznych na ZUS – 30%,
5. wprowadzenie podatku dochodowego w sposób ryczałtowy – 12%.

Badanie przeprowadzono metodą CATI na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie firm, osobach fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Respondentom zadano szczegółowe pytania odnoszące się do uciążliwości obciążeń fiskalnych, opinii nt. składek ZUS, preferencji ubezpieczenia oraz barier w zatrudnianiu pracowników i oczekiwanego przez przedsiębiorców kierunku zmian.

Lex Uber – przywileje dla taksówkarzy, obowiązki dla operatorów aplikacji

Rządowy projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym już pod koniec kwietnia został uchwalony przez Sejm. Nowela trafiła do Senatu RP. Liczne badania opinii, w tym w tym audyt przeprowadzony na mieszkańcach wybranych największych polskich miast potwierdzają, że Polacy chcą mieć przede wszystkim wolność wyboru w miejsce monopolu taksówek.

Przywileje dla taksówkarzy, obowiązki dla operatorów aplikacji

Zgodnie z przygotowana przez Ministerstwo Infrastruktury nowelizacją prawa przewóz osób będzie mógł być prowadzony jedynie przez kierowców z licencją taksówkarską i w oznakowanych pojazdach. Wszystkich przewoźników będą obowiązywały takie same zasady i obowiązki, w tym konieczność zdobycia licencji. Ustawa dopuszcza także stosowanie aplikacji mobilnej zamiast  taksometru.

Nowelizacja nakłada nowe obowiązki na platformy łączące pasażerów i kierowców, co może doprowadzić do eliminacji z rynku usług przewozu osób realizowanych za pośrednictwem aplikacji. Albowiem do posiadania licencji konieczne będzie  prowadzenie przez kierowców działalności gospodarczej. Co zdaniem ekspertów może doprowadzić do zwiększenia cen przejazdów.

Polacy nie popierają postulatów taksówkarzy

Nowelizacja ustawy o transporcie drogowym spotkała się z silną krytyką ze strony środowisk taksówkarskich. Na początku kwietnia Warszawę sparaliżował protest taksówkarzy, którzy domagali się aby operatorzy aplikacji działali na rynku na takich samych prawach, jak korporacje taksówkarskie. W trakcie protestu zorganizowanego 8 kwietnia domagano się także wyłączenia aplikacji takich jak Uber czy Bolt. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego dla portalu money.pl w panelu Ariadna, 35 proc. Polaków nie popiera protestu taksówkarzy, a 40 proc. nie ma zdania na ten temat. Tylko 5 proc. Polaków wspiera przedstawione w trakcie protestu postulaty, natomiast 14 proc. jest nastawionych bardzo negatywnie wobec taksówkarskich żądań.

Przejrzyste ceny przejazdów

Dla konsumentów kluczowe znaczenie mają transparentne warunki przejazdu. Sondaż w panelu Ariadna dla portalu money.pl dowodzi, iż 34 proc. Polaków przyznaje, iż doświadczyło próby zawyżenia rachunku za przejazd. Natomiast z badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie organizacji Pracodawcy RP wynika, że blisko 80 proc. Polaków, wsiadając do taksówki, chciałoby znać przybliżoną cenę przejazdu przed jego rozpoczęciem. Co drugi ankietowany twierdzi, iż decydujące znaczenie odnośnie do ceny za przejazd, ma poznanie ceny za kurs i wybranej drogi przed rozpoczęciem przejazdu.

Klienci chcą mieć dostęp do różnych opcji

Blisko połowa Polaków (43,8 proc.) jest przeciwna likwidacji usługi przewozu osób, wynika z badania IBRiS dla Pracodawców RP. Obraz stosunku Polaków do tego typu daje także badanie przeprowadzone przez firmę Quality Watch na zlecenie Fundacji Forum Konsumentów. Przebadała ona próbę 500 mieszkańców największych miast, aktywnie korzystających z przejazdów osobowych i taksówek. Jej audytorzy odbyli także 72 przejazdy kontrolne (w sumie 800 km) w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie.

– Z badania wynika, że konsumenci chcą wygody, użyteczności i prostoty korzystania z usług i produktów. Stawiają na jakość i dostępność „tu i teraz”. A nowoczesne rozwiązania to dla nich w tym przypadku przejazdy zamawiane przez aplikację. – mówi Agnieszka Plencler, prezes Forum Konsumentów.

Zamawianie przejazdu poprzez aplikację typu Uber lub Bolt jest już w Polsce niemal tak samo popularne, jak wzywanie taksówki przez telefon. Tę pierwszą metodę praktykuje 50 proc. klientów, drugą 53 proc. (są osoby, które stosują obie). Aplikacje okazują się jednak najszybszym sposobem wezwania przejazdu (Taxi telefoniczne: 1:51 min, Taxi aplikacja 1:32 min, Przewozy z aplikacji 1:12 min. Zastosowanie nowych technologii zwiększa transparentność usługi. Klienci z góry znają cenę i nie obawiają się nieprzyjemnych niespodzianek. W przypadku taxi telefonicznego jedynie w 18 proc. przypadków znana była oszacowana cena, w przypadku taxi z aplikacji w 83 proc., natomiast w przewozie z aplikacji w 100 proc. Przejazdy wykorzystujące aplikację wypadają także lepiej cenowo. Kurs jest tańszy niż w taksówką na telefon. Ta ostatnia kosztuje średnio 3,91 zł/km, podczas gdy taxi z aplikacji, Uber czy  Bolti: 3,23 zł/km. To ok. 20 proc. różnicy.

Mitem jest rzekomo wyższy poziom usług w taksówkach na telefon. Przeciwnie, to przejazdy z aplikacją oceniano lepiej: średnia ocena zadowolenia z przejazdu to 4,45 dla taksówek na telefon vs 4,71 dla tych z aplikacji. Kierowcę motywuje bowiem opcja recenzji w aplikacji, którą może mu wystawić pasażer.  W taksówce zamawianej telefonicznie klient jest na podrzędnej pozycji – w razie problemów pozostaje mu kłopotliwe składanie reklamacji.

– Niech pasażerowie sami zdecydują, jakie usługi będą przodowały na tle innych. Dostęp do szerokiej oferty usług przejazdu taksówkami i przewozami osobowymi to respektowanie jednego z podstawowych praw konsumenta, czyli do wolności wyboru. Ważne, aby im nie ograniczać dostępu do różnych opcji. – apeluje Agnieszka Plencler.

9 na 10 Polaków odrzuca pomysł przeprowadzki za pracą

Obecnie aż 9 na 10 Polaków odrzuca pomysł przeprowadzki za pracą – wynika z badań firmy Work Service[1]. To najmniej od 5 lat, ostrzegają eksperci. Jednocześnie wiele firm zmaga się z niedoborem pracowników. Niska mobilność pracowników w Polsce jest poważną barierą rozwoju gospodarczego. Co zrobić, by ją pokonać?

Polska obecnie jest dotknięta przez paradoksalną sytuację. Z jednej strony mamy rekordowo niskie bezrobocie, a firmy intensywnie walczą o pracowników, z drugiej jednak strony, jak wynika z badań GUS, aż w 100 powiatach bezrobocie osiąga dwucyfrowe wartości. W sytuacji idealnej mielibyśmy do czynienia z migracją pracowników z obszarów o wysokim bezrobociu do miast, gdzie zapotrzebowanie na prace stale rośnie. Rzeczywistość jednak bywa odległa od idealnych modeli i wiele czynników przeciwdziała masowej przeprowadzce ludzi.

Jednym z takich czynników jest tradycjonalizm, który szczególnie u ludzi w średnim i starszym wieku zniechęca do zmiany miejsca pracy i zamieszkania. Polacy niechętnie opuszczają swoje rodziny i rodzinne strony. Barierę stanowi też struktura mieszkalnictwa – odsetek tych własnościowych w naszym kraju wynosi 73 proc[2]. i jest jednym z najwyższych w Europie. Jednocześnie w przeciwieństwie chociażby do Niemców jesteśmy niechętni najmowi. W naszym kraju jedynie  16 proc. wybiera tę formę zamieszkania, a u naszych zachodnich sąsiadów blisko połowa.

Bezrobocie w Polsce kształtuje się według pewnych wzorów. Powiaty oddalone od wielkich miast o odległość większą niż godzinna podróż osiągają największe poziomy bezrobocia. Aglomeracje wysysają z nich młodych, zdolnych i najbardziej mobilnych pracowników, pogarszając i tak niekorzystną sytuację gospodarczą. Dlatego najgorsza sytuacja jest w powiatach szydłowieckim gdzie pracy nie ma co czwarty mieszkaniec, a także sąsiednie przysuski (18,6 proc.) i radomski (17,7 proc.).

Na szczęście są sposoby, w jaki sposób można przezwyciężyć te negatywne trendy. Po stronie państwa jest to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa mieszkaniowego pracownikom, którzy zdecydowali się na migrację. Niezależnie czy będzie to postawienie na przystępne cenowo mieszkania komunalne czy popularne we wspomnianych wcześniej Niemczech dopłaty do czynszu, zapewnienie dachu nad głową to podstawa w zwiększaniu mobilności. Oczywiście mobilność nie musi się równać przeprowadzce. Szybki i regularny transport publiczny to kolejny sposób, by zachęcić mieszkańców mniejszych miejscowości do poszukania swojej szansy na karierę gdzie indziej.

Pracodawcy zmagający się z niedoborem pracowników też nie są bezbronni. Dla nich idealnym rozwiązaniem może być oferowanie zatrudnienia w formie telepracy. Wraz z rozwojem technologii istnieje coraz mniej argumentów za tym, żeby pracownik musiał się stawiać co rano w biurze.

Podbijane karty od 9 do 17 to model pracy z ubiegłego wieku – mówi Paul Clark, EMEA Managing Director w firmie POLY będącej dostawcy rozwiązań technologicznych do komunikacji i współpracy. – Gospodarka oparta na danych daję nam tą zaletę, że dzięki powszechnemu dostępowi do szerokopasmowego Internetu, nasza obecność nie jest wymagana przez cały czas w zakładzie pracy. Z mapy Polski znikają miejsca, gdzie nie mamy możliwości połączenia się z siecią z prędkością co najmniej 30 Mb/s. Dlaczego nie wykorzystać tej infrastruktury do pozyskania pracowników?

Jak dodaje Clark odnosi się to nie tylko do samego pracownika ale i do struktury firmy.

Obecnie nie jest problemem otworzenie zamiejscowego oddziału firmy tam, gdzie panują do tego dogodne warunki, a które będzie mogło być w stałym kontakcie z centralą dzięki zaawansowanym udostępniania dźwięku, obrazu oraz danych. Wobec coraz silniejszego rynku pracownika firmy mogą zwiększać swoją konkurencyjność „łowiąc” zdolnych pracowników w miejscu ich zamieszkania, a nie tylko próbując ich „przyciągnąć” do swojej siedziby dziesiątki lub setki kilometrów dalej.

[1] https://www.forbes.pl/praca/migracje-zarobkowe-polakow-raport-work-service/nny4erl

[2] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Housing_statistics

Wyniki EPD Renewables po I kwartale 2019 r.

  • Portfel aktywów operacyjnych obejmuje 11 krajów i w ciągu ostatniego roku wzrósł o 703 MW mocy zainstalowanej, osiągając 11,7 GW.
  • Firma wyprodukowała 8,4 TWh czystej energii, unikając emisji 5,9 Mt CO2.

EDP Renewables (Euronext: EDPR), światowy lider w sektorze energii odnawialnej i jeden z największych producentów energii wiatrowej na świecie, ogłosił dziś, że przychody za I kwartał 2019 r. wyniosły 521 milionów € (-1% r/r), co jest spowodowane mniejszymi zasobami wiatru – w porównaniu do wyjątkowo korzystnych warunków wiatrowych w I kw. 2018 r. – oraz spodziewanym zakończeniem 10-letnich ulg podatkowych PTC. Skutki obydwu zjawisk zostały złagodzone dzięki zwiększonej mocy operacyjnej, wyższej średniej cenie sprzedaży oraz korzystnym różnicom kursowym.

Pozostałe przychody operacyjne wyniosły 25 mln € (+ 13 mln € r/r). Wzrost rok do roku firma zawdzięcza głównie dodatkowym 10 mln € ze sprzedaży 80% udziałów w portfelu aktywów w Ameryce Północnej o mocy 499 MW. Sprzedaż nastąpiła w grudniu 2018 r., a jej skutki zmaterializowały się w I kw. 2019 r.

EBITDA w I kw. 2019 r. wyniosła 385 mln € (+1% r/r), a zysk EBIT osiągnął 233 mln € (w por. z 252 mln € w I kw. 2018 r.). Koszty finansowe netto wzrosły do 96 mln € (w por. z 53 mln € w I kw. 2018 r.). Różnica rok do roku jest efektem dodatkowych 15 mln € zaksięgowanych w I kw. 2018 r. ze względu na sprzedaż udziałów w obiekcie offshore w Wielkiej Brytanii, 7 mln € wynikających z zastosowania MSSF 16 do nowych umów dzierżawy w I kw. 2019 r. oraz wyższej średniej kwoty zadłużenia i odsetek ze względu na różną konfigurację walutową.  Udziały niekontrolujące w przedmiotowym okresie wyniosły 40 mln € i były o 23 mln € mniejsze rok do roku, co wynika z wartości przychodów z farm wiatrowych. Natomiast zysk netto wyniósł 61 mln €  (w por. z 94 mln € w I kw. 2018 r.).

Zadłużenie netto w I kw. 2019 r. wyniosło 3,615 mld € (+556 mln € w por. z grudniem 2018 r.), co z jednej strony odzwierciedla środki pieniężne wygenerowane przez aktywa, a z drugiej inwestycje w okresie i różnice kursowe. Należności z tytułu partnerstwa instytucjonalnego wyniosły 1,267 mld € (bez zmian r/r). Projekty wygenerowały zyski, a partnerzy fiskalni zostali skompensowani przez różnice kursowe (-30 mln $ w walucie lokalnej w por. z grudniem 2018 r.).

Wynik operacyjny

Na 31 marca 2019 r. EDPR zarządza globalny portfelem aktywów o mocy 11,7 GW zlokalizowanych w 11 krajach, z czego 11,3 GW ma charakter w pełni skonsolidowany, a 371 MW obejmuje udziały w kapitale (w Hiszpanii i USA). W ciągu ostatniego roku portfel EDPR zwiększył się o 703 MW, w tym 318 MW w Ameryce Płn., 249 MW w Europie i 137 MW w Brazylii. W I kw. 2019 r. EDPR wybudowało 62 MW w Europie, w tym 47 MW w Portugalii i 15 MW we Francji. Rozpoczęto także modernizację farmy wiatrowej o mocy 24 MW w północnej Hiszpanii, co dało dodatkowe +38 MW w roku bieżącym. Wg stanu na marzec 2019 r. EDPR posiada 684 MW mocy w budowie.

Produkcja czystej energii elektrycznej wyniosła 8,4 TWh (-4% r/r). Uniknięto emisji 5,9 Mt CO2. Zmiana r/r spowodowana została słabymi zasobami wiatru (34% w por. z 38% w I kw. 2018 r.; I kw. 2019 r. na poziomie 93% średniej długoterminowej w por. z 105% w I kw. 2018 r.), co częściowo nadrobiono zwiększeniem mocy w ciągu ostatnich 12 miesięcy (+663 EBITDA MW r/r).

Średnia cena sprzedaży wzrosła o 3% r/r, co było spowodowane odbiciem się cen w Europie Zachodniej, wyższymi cenami w USA i kursami walut.

Polski rynek VC Q1 2019 – 21 transakcji z kwotą 103,3 mln zł

Bieżący rok rozpoczął się bardzo imponująco i ma potencjał stać się najlepszym w historii polskich startupów i funduszy VC. Liderem Q1 2019 okazał się Packhelp, który zebrał 38 mln złotych inwestycji, tuż za nim Tylko – 15 mln zł. Poniżej przedstawiamy wyniki i podsumowanie pierwszego kwartału 2019 roku przygotowane przez Inovo Venture Partners.

Pierwszy kwartał 2019 r. wygląda bardzo obiecująco – zostało przeprowadzonych 21 transakcji na łączną kwotę 103,3 mln zł. Jest to znacząca poprawa w porównaniu z poprzednim kwartałem (14 transakcji o wartości 35,1 mln zł), a także z analogicznym pierwszym kwartałem 2018 r. (również 14 ofert z sumą 75,3 mln zł).wartośc inwestycji VC

Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający funduszu Inovo Venture Partners
Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający funduszu Inovo Venture Partners

W ostatnim czasie zbadaliśmy wyniki polskich venture capital i ekosystemu startupów próbując uchwycić trendy i podsumować transakcje w celu oszacowania wielkości całego rynku. Od tego czasu postanowiliśmy włączyć do analizy nie tylko rundy pozyskiwania funduszy przez polskie startupy, ale także inwestycje polskich funduszy venture capital w spółki zagraniczne – daje to lepszy obraz tego, jak lokalne VC rozdzielają swój kapitał, mówi Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający funduszu Inovo Venture Partners

Imponujący początek roku

Z analizy wynika, że polskie fundusze są bardziej skłonne do inwestowania w rodzime  startupy. Na początek zalecamy zainwestowanie w casino st benedicts przed podjęciem kroku, który jest wyższy. Kwota takich inwestycji przekroczyła 50 mln zł, co stanowi ponad połowę wszystkich transakcji VC w Q1. Zagraniczne inwestycje polskich funduszy wynoszą 8,96 mln zł. Z czego większość tej wartości została wygenerowana przez kilka kluczowych transakcji.

Liderem został Packhelp, internetowa platforma do tworzenia i zamawiania niestandardowych opakowań, której udało się zebrać 38 milionów złotych, ponad jedną trzecią wartości wszystkich transakcji w zeszłym kwartale. Inwestorami byli między innymi White Star Capital – międzynarodowy fundusz z oddziałami w Londynie, Paryżu, Tokio i Nowym Jorku, Speedinvest z Austrii, PROfounders z Wielkiej Brytanii oraz lokalny fundusz – Market One Capital.

Tylko, marka D2C (direct to consumer), który opracował wyjątkową aplikację pozwalającą samodzielnie zaprojektować meble dostosowane do konkretnego pomieszczenia, przyciągnął również imponującą rundę finansowania w wysokości 15 mln zł od TDJ Pitango Ventures.

W zeszłym kwartale było też kilka innych rund: Archdesk – 4,3 mln zł z Credo Ventures, Manta Ray i Data Ventures, eyerim – 6,5 mln zł z Inovo Venture Partners i 3TS Capital Partners, a także Fluentbe – 3 mln zł z bValue VC.

Najlepszy rok dla startupów i VC

inwestycje polskich VCZebrane dane wskazują, że ten rok ma potencjał stać się najlepszym w historii polskich startupów i ekosystemu VC. Według Swiebody łączna wartość transakcji w tym roku może przekroczyć poziom 100 mln USD. Jednak do wyciągnięcia wniosków, określenia trendów i porównania naszego rynku do globalnego rynku potrzebne są dokładne dane dot. wszystkich przeprowadzonych transakcji.

Michał Rokosz, Partner Zarządzający funduszu Inovo Venture Partners
Michał Rokosz, Partner Zarządzający funduszu Inovo Venture Partners

Do przygotowania raportów używamy publicznie dostępnych źródeł. Z tego względu rekomendujemy wszystkim założycielom i ich inwestorom dzielenie się informacjami nt. wykonanych transakcji – w formie danych umieszczanych w ogólnodostępnych bazach  startupowych (np. Crunchbase) lub poprzez komunikaty prasowe, wyjaśnia Michał Rokosz, Partner Zarządzający funduszu Inovo Venture Partners.

Metodologia:

Do zebrania danych o rundach finansowania korzystaliśmy z ogólnodostępnych danych z następujących źródeł:

  1. MamStartup (mamstartup.pl) – wiodący portal newsowy pokrywający zdecydowaną większość transakcji odbywających się na polskim rynku
  2. Trzy internetowe bazy danych agregujące informacje o firmach prywatnych i publicznych: o Crunchbase (crunchbase.com), o Pitchbook (pitchbook.com), o Dealroom (dealroom.co)

Po zebraniu informacji z powyższych stron prześledziliśmy każdą z nich, starając się potwierdzić wszystkie transakcje, a także wyeliminować błędy, powtórki i wsparcia w formie grantów. Od tego roku dodaliśmy także inwestycje polskich funduszy venture capital w spółki zagraniczne.

Dawid Przygodzki, Bloomga SA: Pozytywne efekty współpracy z inwestorami

Redakcja: Panie Prezesie, spółka jest w trakcie publicznej emisji akcji. Czy pozytywnie ocenia Pan jej przebieg ?

DP: Od samego początku współpracy z inwestorami zapowiadaliśmy możliwość przeprowadzenia kilku rund finansowania w miarę rozwoju spółki. Dwie rundy w oparciu o prywatne emisje akcji są za nami. Pozyskaliśmy z nich kapitał w kwocie 1,76 mln zł. Natomiast publiczna emisja akcji Bloomga SA w ramach Pre-IPO już dziś przyniosła przychody w postaci ponad 225 tys. zł i  dała nam bardzo pozytywny odzew wśród inwestorów oraz sporą rozpoznawalność. Do zakończenia emisji został miesiąc, więc nasza praca z inwestorami wchodzi w kluczową fazę. Mamy wielu zainteresowanych, którzy zapoznają się ze szczegółami spółki. Moim celem jest pozyskanie około 2 mln zł, ale mamy otwartą emisję na 4,2 mln zł, więc mamy spor

Dawid Przygodzki, prezes Bloomga SA
Dawid Przygodzki, prezes Bloomga SA

e możliwości dla inwestorów jako spółka. Im większy kapitał pozyskamy, tym większy będzie to sukces dla spółki, a co za tym idzie szybszy jej rozwój. Szczególnie, że nasza pierwsza gra pozyskuje graczy już w ponad 70 krajach za pośrednictwem wydawców gier on-line. Dzięki środkom z emisji udało się nam m.in. wejść z początkiem maja na rynek USA, co dla wielu inwestorów było bardzo istotnym warunkiem do podjęcia decyzji o objęciu naszych akcji w ramach obecnej emisji publicznej. Efekty współpracy na rynku amerykańskim są zaskakująco dobre, co widzę już po pierwszych dniach współpracy. Z pewnością więc dzięki emisji publicznej rozwój spółki jeszcze mocniej przyspiesza.

Redakcja: Panie Prezesie, Bloomga SA jest polskim producentem gier cross platformowych. Proszę naszym czytelnikom wyjaśnić model biznesowy spółki.

DP: Idea jest wbrew pozorom bardzo prosta. Planując każdą nową produkcję założyliśmy, że nasze gry będą dostępne zarówno jako gry mobilne jak i gry przeglądarkowe – jednocześnie. Taki model pozwala osiągać większe zyski przy podobnych nakładach na marketing, a jednocześnie daje szansę dotarcia do każdego użytkownika, który gra na PC, tablecie czy urządzeniu mobilnym. W globalnym rynku gier generującym już ponad 135 miliardów dolarów przychodów rocznie, gry mobilne stanowią od roku 2018 już ponad 50% przychodów. Model aby nasze produkcje były cross platformowe jest naszym zasadniczym celem i modelem biznesowym. Wierzymy, że cyfrowy model dystrybucji pozwala z dobrym produktem na szybki wzrost wartości spółki dla akcjonariuszy. Sukces w zakresie pozyskania czterech wydawców tylko w ostatnim miesiącu dla gry Islandoom pokazuje ewidentnie, że nasze szanse rynkowe na zbudowanie pozycji liczącego się w Europie dewelopera gier rosną, a wyjątkowo duże zainteresowanie drugą produkcją spółki (przyp. redakcji. – gra Wild West Age) pokazuje, że niebawem będziemy mieć dwa wysokiej jakości produkty generujące przygody z globalnego rynku. Oczywiste przy tym jest, że sukces emisji pozwoli jeszcze mocniej przyspieszyć wzrost spółki i zwiększyć nakłady na marketing, co przekłada się wprost na zyski.  Idąc dalej. Za nami jest pierwszy miesiąc współpracy z międzynarodowymi wydawcami gry Islandoom.  W kwietniu weszły w życie cztery nowe kluczowe kontrakty wydawnicze i staliśmy się przedsiębiorstwem działającym globalnie, a gra Islandoom jak wspomniałem jest już obecna w ponad 70 krajach.

Redakcja: Panie Prezesie, Bloomga SA jak Pan ocenia rozwój spółki dzięki współpracy z inwestorami.

DP: Dam jeden przykład tego jak pozytywny wpływ na rozwój mają nowe środki finansowe. W kwietniu, dzięki pozyskiwanym z emisji publicznej akcji nowym środkom uruchomiliśmy kampanie reklamowe w drugim modelu pozyskiwania graczy jaki stosujemy poza współpracą z wydawcami. Są to kampanie CPA na najważniejszych dla nas rynkach takich jak Niemcy, Rosja, Wielka Brytania, Polska., itd. Dzięki kampanią CPA pozyskujemy własnych graczy, niezależnie od pracy wydawców. Ten model jest dla spółki w horyzoncie długofalowym najlepszy, gdyż 100% zysków wygenerowanych z naszych własnych kampanii zostaje w spółce, bez potrzeby dzielenia się z pośrednikami. Na początkowej drodze rozwoju na rynku międzynarodowym, zbudowanie bazy pierwszego, a następnie kolejnego miliona graczy w grze wymaga zaangażowania sporych środków, więc mając na uwadze obecne sukcesy widzimy, że nowy kapitał pozwala znacznie przyspieszyć rozwój organiczny. Dla inwestorów dodatkowym argumentem powinien być element stricte biznesowy. Dla porównania z kampanii własnych spółki w modelu CPA ponad 65% graczy zachęcony spersonalizowaną reklamą pozostaje w grze Islandoom i z to nich budujemy grupę graczy płacących. Natomiast w wyniku współpracy z wydawcami jest to poziom niższy. Jak widać, nie tylko brak opłat dla wydawcy skłania nas aby mocniej akcentować rozwój o własne działania marketingowe z których pozyskujemy bardziej trafny ruch do gry, ale również poziom trafności reklam własnych jest na wyższym poziomie. Sądzę, że to dobry argument dla inwestorów już zaangażowanych w spółkę i tych, którzy nami się dopiero interesują.

Redakcja: Panie Prezesie, Bloomga SA jakie są mocne strony spółki Bloomga ?

DP: Mając na uwadze fakt, że Bloomga SA posiada dwie najważniejsze kompetencje, tworzenie gier w oparciu o fantastyczny zespół i ich wydawanie, to coraz odważniej budujemy plan pozostania wydawcą dla innych deweloperów gier, którzy korzystają z zewnętrznych kanałów sprzedaży. Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że w tym aspekcie sukces emisji jest niezwykle istotny.

Redakcja: Panie Prezesie, skąd taki optymizm w zakresie sukcesu nowych gier spółki.

DP: O tym, że tworzymy dobre produkcje świadczy fakt, że druga gra Bloomga – Wild West Age, cieszy się ogromnym zainteresowaniem wydawców na całym Świecie.  Mimo, że nawet nie podaliśmy konkretnej daty premiery są już kontrakty na jej wydawanie.

Redakcja: Panie Prezesie, czy takie kontrakty są już podpisywane czy zamierza Pan dopiero je zawierać. Mam na myśli drugą grą której akcja dzieje się na Dzikim Zachodzie.

DP: Oczywiście że pierwsze umowy wydawnicze są podpisane. Inaczej bym o tym nie wspominał. Nasz wydawca z USA już nas naciska aby gra była zakończona w IVQ2019, a nie jak sugerujemy w IQ2020. Jeśli inwestorzy dopiszą to jesteśmy w stanie przyspieszyć datę premiery. Może nawet zbiegły się z datą debiutu giełdowego. W tej grze upatruję bardzo dużego sukcesu kasowego. Poza fabułą jej mocną stroną będzie model dostępu – czyli cross platformowość i “casualowy” charakter gry. Pozwoli nam to w ten sposób  pozyskać graczy – mężczyzn oraz kobiet z różnych kategorii wiekowych. Sądzę, że grupa docelowa to kilkadziesiąt milionów użytkowników.

Dodam, że nasza pierwsza gra Islandoom, w odróżnieniu od Wild West Age jest grą typu “hardcore”. Skierowana jest ona do prawdziwych zapaleńców strategii. Liczba użytkowników jest mniejsza dla tego typu produkcji, ale za to są oni gotowi do dokonywania częstych mikropłatności.

Wszystkich zainteresowanych oraz chętnych do zapoznania się z naszą spółką zapraszamy na stronę http://bloomga.com/poznaj_nas/